Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

sobota, 31 października 2026

Szkoła, która przestaje wychowywać, zaczyna być bezradna




przedruk


Szkoła, która przestaje wychowywać, zaczyna być bezradna

Barbara Nowak



Co jeszcze musi się wydarzyć, abyśmy zaczęli poważnie rozmawiać o wychowaniu młodego pokolenia?

Jako nauczyciel, wielokrotnie miałam do czynienia z agresją wśród dzieci i młodzieży. Musiałam nawet odebrać jednemu z uczniów nóż, który przyniósł do szkoły, aby grozić nim kolegom. Pomógł w tym wówczas autorytet nauczyciela oraz świadomość ucznia o nieuchronnych konsekwencjach.

Dziecko musi wiedzieć, że istnieją granice, których przekraczać nie wolno, że nie wszystko mu wolno, a za własne czyny ponosi odpowiedzialność.

Tymczasem, od kiedy do szkół zaczęła przenikać lewicowa ideologia obserwujemy niepokojące zjawisko: podważanie autorytetu rodziców i nauczycieli, osłabianie wychowawczej funkcji szkoły i zastępowanie wymagań źle rozumianą troską o komfort dziecka. Przy czym tu warto nadmienić, że rewolucyjna dehumanizacja zrównuje komfort życia z dobrostanem, a to określenie nie należy odnosić do ludzi, a jedynie do zwierząt.

Młody człowiek potrzebuje zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa. Każdy nauczyciel, który dobro dziecka stawia jako priorytet swojej pracy wychowawczej jest świadomy, że dziecko potrzebuje oprócz wiedzy i opieki również wymagań, dyscypliny, zasad moralnych. Potrzebuje dorosłych, którzy potrafią powiedzieć zdecydowane „nie”. Z kolei każdy młody człowiek potrzebuje, aby dorosły dawał mu przestrzeń do rozwoju, przyzwolenie na czynienie błędów i możliwość ich naprawy. Musi uczyć się pokonywać problemy, radzić z wyzwaniami życia codziennego w środowisku rówieśniczym. To było do niedawna oczywiste, dziś już nie jest. Kompletnie zepsuło ten model wychowania przeformatowanie postrzegania dobra ucznia poprzez dążenie do komfortu, wygody, wyręczanie przez dorosłych w pokonywaniu przeszkód. W domach rodzice nie przydzielają dzieciom zadań, nie czynią ich odpowiedzialnymi za cokolwiek. Równocześnie wprowadzają system stałego śledzenia, kontrolowania dziecka za pomocą odpowiednich aplikacji i szkolnego dziennika elektronicznego. W szkole uczeń ma także przydzielonych systemowo sojuszników w walce z wymagającymi nauczycielami. Są to psycholodzy i inni specjaliści niedydaktyczni. Młodzi ludzie już dziś nie słyszą zachęt do walki ze swoimi słabościami, nie są zachęceni do rywalizacji, osiągania kolejnych sukcesów. Nie! Oni słyszą, że najważniejsze jest ich dobre samopoczucie i komfort życia. Mylnie się ich uczy, że życie bez trudu jest najważniejsze i godne zabiegania. Kogo wychowujemy? Uzależnionych od psychologów słabych ludzi, bezradnych wobec zwykłych problemów dnia codziennego. Pokolenie ludzi nieporadnych, roszczeniowych, najczęściej nieszczęśliwych, przerażonych wizją depresji i płonącej planety, klęski ekologicznej itd.


Miłość do dziecka nie polega na pozwalaniu mu na wszystko. A szacunek do ucznia nie oznacza rezygnacji z autorytetu nauczyciela.

Lewicowa rewolucja Nowackiej każe dziś wychowywać młodych ludzi w kulturze, która coraz częściej stawia indywidualne pragnienia ponad odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Uczy ich mówić przede wszystkim o własnych prawach, ale już równie konsekwentnie nie uczy ich o obowiązkach. Uczy wyrażania emocji, ale nie panowania nad nimi. Mówi o tolerancji, ale tylko wybiórczo dzieląc na lepszych np. muzułmanów i gorszych np. katolików, odrzuca jedocześnie szacunek dla życia, godności i przekonań drugiego człowieka.

Wychowywanie młodych ludzi w poczuciu, że najważniejsze są ich potrzeby, ich odczucia i ich racje kształtuje egocentryzm, a nie właściwą dojrzałość. Szkoły opuszczają młodzi ludzie, którzy nie potrafią przyjmować odmowy, radzić sobie z porażką ani rozwiązywać konfliktów bez agresji.

Niepokoi mnie kierunek sporu ideologii lewicowej z nauką, który coraz silniej wkracza do edukacji. Powszechna dekonstrukcja cywilizacji. Dehumanizacja, debilizacja, deprawacja odzierają młodych Polaków z godności człowieka, odbierają mu prawo do rozwoju, a depolonizacja do utożsamiania się ze swoim narodem i państwem.

W centrum wychowania zawsze powinien znajdować się człowiek, jego godność, odpowiedzialność moralna i nienaruszalna wartość życia ludzkiego a także rzetelna wiedza. Żadna moda, żaden program polityczny i żadna ideologia nie mają prawa przesłaniać tych fundamentów. Cóż można jednak mówić o nienaruszalności fundamentów, gdy ograniczono do połowy liczbę lekcje religii i cały wysiłek lewackiej ekipy ministerstwa edukacji skierowany został na to, żeby zohydzić te lekcje uczniom i spowodować, aby dzieci i młodzież w nich nie uczestniczyły. Tu trzeba mocno zaznaczyć, że tylko na lekcjach religii uczniowie mogą dziś usłyszeć, że każde życie jest ważne, godne szacunku i opieki od poczęcia do naturalnej śmierci. Na żadnym innym przedmiocie o tym się nie uczy.

A jaki przykład dziś otrzymują młodzi ludzie od dorosłych?

Dzieci nie uczą się wyłącznie z podręczników, nie przebywają w zamkniętych enklawach. Obserwują rodziców, nauczycieli, media, polityków i ludzi kultury.

W polskiej debacie publicznej od lat obecne są brutalne sformułowania. Wystarczy przypomnieć wulgarne hasło „J***ć PiS”, obecne podczas protestów politycznych oraz wydarzeń dla młodzieży, czy słowa Radosława Sikorskiego z 2007 roku o „dorżnięciu watahy”.

W sieci krąży też ogromna ilość gróźb i życzeń śmierci dla Jarosława Kaczyńskiego, których autorami są również znani politycy i ludzie z tzw. elit. Podobne hasła są demonstrowane publicznie przez osoby popierające obecny rząd np. Katarzyna Augustynek tzw. Babcia Kasia afiszowała się trzymanym w ręce hasłem „Jarek zaj*biemy cię niedługo”. Inny znany aktor i dla wielu autorytet Andrzej Seweryn głosił „Tym wszystkim Trumpom, Kaczyńskim, Orbanom [...] trzeba przyp...ć”. Wszystko bez konsekwencji.

Obecnie premier Donald Tusk publicznie notorycznie obraża prezydenta Karola Nawrockiego.

Można się z prezydentem nie zgadzać. Można krytykować jego decyzje, podobnie jak decyzje premiera czy każdego innego polityka. Czy jednak polityczna rywalizacja musi oznaczać odbieranie przeciwnikowi szacunku i przypisywanie mu najgorszych intencji? Poważnym problemem jest wszechobecne kłamstwo i manipulacja. Jako przykład podam chociażby moją sytuację. W sieci krąży wiele moich wypowiedzi, które albo zostały całkowicie zmyślone albo zmanipulowane wyrwaniem z kontekstu, również przez dziennikarzy. Młodzi ludzie bezkrytycznie przyjmują kłamstwo jako normę zachowania.

Czy możemy uczyć dzieci szacunku do drugiego człowieka, jeżeli dorośli dają im takie wzorce? Dorośli przecież akceptują i popierają takie szkodliwe zachowania.

Nie znamy motywów sprawców ostatnich ataków. Ale nie wolno lekceważyć klimatu społecznego, w którym pogarda, poniżanie i agresja stają się czymś zwyczajnym.

Szkoła nie funkcjonuje w próżni. Dzieci przynoszą do niej to, czego uczą się w domach, co oglądają w internecie i co słyszą w przestrzeni publicznej i dlatego nie wystarczą kolejne procedury, kontrole i programy profilaktyczne. Bezpieczeństwo jest konieczne, ale nie zastąpi wychowania. Psycholog czy psychiatra może pomóc dziecku w kryzysie, ale nie zastąpi rodziców w kształtowaniu sumienia, a nauczycieli w rozwoju własnym uczniów i kształtowaniu do odpowiedzialności. Nauczyciel musi przekazywać wiedzę i mieć prawo stawiać wymagania i egzekwować zasady.

Potrzebujemy szkoły, która uczy odpowiedzialności, szacunku dla życia i drugiego człowieka, rozróżniania dobra od zła, radzenia sobie z porażką i rozwiązywania konfliktów bez przemocy.

Potrzebujemy przywrócenia wychowania wg zasad cywilizacji, która świetnie zdaje egzaminy od dwóch tysięcy lat. Pilnie potrzebujemy dorosłych, którzy rozumieją, że ich słowa i czyny są dla młodych ludzi codzienną lekcją.

Nie ma wychowania bez wartości. Nie ma wychowania bez autorytetów. Nie ma wychowania bez stawiania granic.

Jeśli chcemy naprawdę chronić nasze dzieci, musimy zacząć traktować te trzy prawdy poważnie. Szkoła, która przestaje wychowywać, nie staje się bardziej przyjazna. Staje się bezradna.




wpolityce.pl/publicystyka/szkola-ktora-przestaje-wychowywac-zaczyna-byc-bezradna,283944



czwartek, 29 października 2026

Milion odsłon

 


Gdzieś w zeszłym tygodniu mignęło 1 mln odsłon na liczniku bloga. Czy to dużo, czy mało, nie wiem... raczej mało, ale jakoś nie interesuje mnie to. Po prostu mija kolejny rok, kiedy nic dla siebie nie dane mi było zrobić. 


W zeszłym tygodniu doszło do ważniejszego wydarzenia - w sumie to często dochodzi do takich odkryć... - znalazłem potwierdzenie swoich domysłów sprzed jakiś 14 lat... już wcześniej miałem pewne dowody, ale teraz jest to umocowane w nazwie... 14 lat poszukiwań.



23.10.2026



Na dzisiaj mam ponad 4000 postów:

opublikowanych: 2622
wersje robocze: 1398




suche liczby z 4 miesięcy - ilości postów powstałych od 21 czerwca 2026 r.:

- opublikowane - + 105
- wersje robocze - + 80

razem: + 185



W tym roku uzupełniłem brakujące posty z bloga na Nowym Ekranie, poza tym, powstaje mnóstwo notatek roboczych, nieskończonych tekstów, opracowań zaczętych, jest bardzo dużo myśli do spisanie, tak, że nie nadążam... nie kończę jednego i zaczynam kolejne...


I tak mija kolejny rok...

W sklepach lampki zakładają na sklepowy okres świąteczny, a przecież całkiem niedawno, dopiero co - je zdejmowali... 


Wygląda na to, że tym roku to już nie, ale w następnym, mam nadzieję, nareszcie odzyskam sprawczość... 








piątek, 23 października 2026

Schinesghe - Żuławgka

 


Civitas Schinesghe – pierwsza spisana oficjalnie nazwa państwa Mieszka I pochodząca z roku 991/992. Nazwa ta została użyta w dokumencie Dagome iudex.

 

Schinesghe




na podstawie podobieństwa znaków:

s = z
c = u
h = ł
in ~= a
nes = w
g = g z tym, że gh = k
h = jak wyżej
e = a

  Schinesghe = Schinesghe

  Zuławgka  = Zuławgka

Suhawgha - Suhawgha (zapis błędny, ukazujący podobieństwo znaków)


A więc Schinesghe to gródek (?) Żuławka, zapisane ze słuchu - stąd "gk" - a potem przepisane z bazgrołów z błędami do postaci z dokumentu, ale bardziej prawdopodobne, że to celowe zniekształcenie.

Z mojego posta o Żuławie wiemy, że błędy pisarskie mogą obejmować opcje:

z=s=c=g=г=d=k  itd.  stąd początkowe "S" = "Z" 

Ponieważ każda miejscowość (siedlisko) pierwotnie to Żuława albo Żuławka, Żuła, Żuł, to owe "civitas" teoretycznie może być wszędzie... muszę sobie przypomnieć, co ustaliłem, bo ja to kiedyś analizowałem i coś miałem na mapie określone.... tylko gdzie ja to mam.... ?


https://pl.wikipedia.org/wiki/Gniezno#Pochodzenie_nazwy

Gnezdun w łacince od prawa do lewa: nudzeng, z tego rekonstruuję nazwę Gniezna jako: Żuława

Gnezdun - nudzeng = zulava

n = z
u = u
d = l
ze = a
n = v/ w
g = a

rekonstrukcja dla cyrylicy z łacinką:
гнеzдум = гнеzдuм = ~жuław = żuław
нудzенг = нuдzенг = nuдzеnг = zułava - żuława

гнеzдум =гнеzдum = ~жuław = żuław gdzie: гн = ж ?
нудzенг = нuдzенг = nuдzеnг = zułava - żuława
nг = v+a na styku


Zwracam uwagę: miasto Krosno to Crosten - i tu jest podobnie: zapis wspak: "netsorc" w zapisie łacinką i z użyciem cyrylicy:

netsorc = zułava
netsorc = zułava , gdzie:  n=z, et=u, s=ł ?, o=a, r=v, c=a
нетсорц = nетсоrц = zuлava = żuława
нетсорц = nетсоrц = zuлava, gdzie:
етс = uл
со = a


Z posta o "krośnie":

Tomasz Struk 
"GENEZA l HISTORYCZNE ZMIANY NAZWY KROSNA ODRZAŃSKIEGO"
STUDIA ZACHODNIE 8, Zielona Góra, 2005


Wynotowałem istotne fragmenty:

Po raz pierwszy nazwa Krosno (Crosno) pojawia się w niezwykle ciekawej i pełnej bezcennych informacji kronice biskupa merseburskiego - Thietmara. 

W zdaniu opisującym przybycie wojsk niemieckich i ich sojuszników pod Krosno zwraca uwagę informacja kronikarza o rzece Pober, nad którą była położona strażnica. W tym samym zdaniu autor tłumaczy, że łacińska nazwa rzeki to Castor, czyli Bóbr. Nie czyni podobnego wtrętu w wypadku Odry (Oderam) oraz właśnie Krosna (Crosno). Może to świadczyć o słowiańskim, nieznanym Thietmarowi, rodowodzie nazw. 

Źródłosłowia nazwy grodu bez wątpienia należy szukać w jej słowiańskim pochodzeniu. O tym, że jej powstanie jest dziełem zamieszkującej te ziemie ludności słowiańskiej świadczą również badania historyków niemieckich. Co prawda niektórzy uczeni, tacy jak żyjący w XVI wieku głogowski lekarz i autor Gentis Silesiae Annales - Joachim Cureus, sądzili, że nazwa wywodziła się z greki i znaczy 'rąbek sukni'. Grecki rodowód przytacza również niemiecki kronikarz Friderico Lucae (1689). Na podobne teorie można natrafić także w kronice Matthiasa. Powoływanie się na greckie pochodzenie miało zapewne dodać miastu "antycznego" prestiżu, z drugiej strony być może jej celem było (świadome lub nie) zatarcie słowiańskiego rodowodu. 

Mitycznym założycielem miał być polski wojewoda, comes Noricus Kroscz (lub Kruscz), który osiedlił się w pobliżu Odry w roku 848. Oczywiście jest to li tylko wymysł kronikarza, ale jest zapisem ze wszech miar cennym, gdyż potwierdza polski rodowód miasta.

z przypisów: 
Nazwa miasta powstała przed XI w., podczas gdy krosno tkackie, od którego rzekomo miałaby powstać nazwa, zawędrowało do Europy w XII, a do Polski w XIII w. Zob. Encyklopedia historii gospodarczej Polski do 1945 r., red. A. Mączak, Warszawa 1981, s. 386. Idąc tym śladem, można także wykluczyć teorię podaną przez Matthiasa, a później powtórzoną przez J. Muszyńskiego (z zastrzeżeniem, że jest mocno dyskusyjna) o tym, że Słowianie, którzy zdobyli ten obszar, stanęli na wysokim brzegu i spoglądając na równinę ujrzeli widok przypominający krosno. Zob. J. M u s z y ń s k i, Geneza i rozw6j przestrzenny miasta Krosna nad Odrą, [w:] Krosno Odrzańskie, s. 63. 

(istniało jeszcze np. Crosno nad Elsterą)

Łacińska i zarazem najstarsza znana nam forma nazwy grodu nad Odrą brzmiała Crosna (Crosno), niemiecka Crossen (rzadziej Krossen) natomiast słowiańska, a później Polska - Krosno. Niewielkie zmiany w obrębie tych trzech języków umożliwiały szybko identyfikację i lokalizację miasta. Nazwa miasta w średniowiecznych dokumentach pojawia się w trzech głównych odmianach - Crosen (Crossen ), Croscen i Crosten. Co ciekawe, nazwa grodu w najczystszej formie występuje w dokumentach będących falsyfikatami pochodzącymi z drugiej połowy XIV wieku. W dokumencie z roku 1206 jest mowa o "Boguchwale castellani de Crosna", a w akcie, na którym widnieje data 11 lipca 1207 roku- "Boguchwal castellanus de Crosno". Na większości późniejszych dokumentów, i to zarówno oryginalnych, jak i autentycznych, nazwa Krosna jest już zmodyfikowana - występuje głównie jako Croscen i Crosten oraz Crosnensis i Crostenses. Oczywiście różnorodność form zapisu była szersza, a liczba mutacji, podobnie jak w wypadku innych miejscowości, duża.

Początkowo pisownia była dość swobodna i funkcjonowało kilka jej form. Na mapie Gerarda de Jode z atlasu wydanego w roku 1578 pojawia się zniekształcona nazwa Großen, być może od niemieckiej formy przymiotnika groß (duży). Zapewne zniekształcenie to można zrzucić na karb niedbałości autora w odtwarzaniu nazw. W atlasie Theatrum Orbis Terrarium wydanym w roku 1573 Krosno to Krossen, a w atlasie Perrusa Bertiusa z 1606 roku - Kroßen. Jako pierwszy formy Crossen na swojej mapie użył prawdopodobnie Gerard Mercator (1585). 


Crosna i Großen - daje nam: Gnosna, czyli dzisiejsze Junkrowy pod Skarszewami.

Dla Gniezna: Gnezdun i Gnezdna – zapis taki pojawia się w dokumentach np. w 1238 r.
A na mapie Wapowskiego Gniezno opisane jest jako: Gnesna, a więc niemal dokładnie Gnosna, na innej mapie, którą widziałem przed laty, było chyba dokładnie Gnosna.

Jest to ta sama nazwa, ponieważ prawie wszystkie nazwy miejscowości pochodzą od słowa "żuława" lub pokrewnego, w tym wypadku dla tych trzech miejscowości zniekształcenia są podobne (dając Gnosna) i możemy to podkreślić jako kolejny dowód w sprawie opisanej postami o "żuławie".

Krosno i Gniezno:

Crosno
Gniezno - 
Gnozno =~ Grosno ~ Crosno



Gniezno (Gnesna) na fragmencie mapy z 1697 r.: "Regni Poloniae, Magni Ducatus Lithuaniae coeterarumq. Regi Poloniae subditarum regionum tabula : in omnes suos ducatus, palatinatus &c. divisa"



Część uczonych sceptycznych wobec przekazów kronikarzy wysuwa przypuszczenia, że nazwa Gniezno pochodzi od nazwy jeziora. Dzisiejsze jeziora Jelonek, Świętokrzyskie i Winiary stanowią najprawdopodobniej relikty oblewającego tysiąc lat temu gród gnieźnieński wielkiego jeziora Gniezno, od którego pochodzi nazwa miasta. O istnieniu jeziora Gniezno świadczy chociażby mapa wykonana w 1887 roku, a także dostrzegalne obecnie obniżenie terenu w pobliżu seminarium i kościoła św. Krzyża. Dziś na skutek licznych deformacji (zarówno materiałów źródłowych, jak i geografii Gniezna) trudno zrekonstruować pierwotne brzmienie nazwy stolicy pierwszych Piastów i jednoznacznie ustalić jej pochodzenie.

W pracy dotyczącej numizmatyki Mariana Gumowskiego - "Monety hebrajskie za Piastów" jest mowa o emitowanych w Gnieźnie brekatach Mieszka w mennicy gnieźnieńskiej - na jednym z nich widnieje napis ( כ.נ.ז.ד.ן. ) - K.N.(e)Z.D.(e)N. - stąd należałoby wnioskować że nazwa Gniezno w istocie w tamtych czasach była nieco inaczej wokalizowana i jej pochodzenie było od nazwy kniaź (po słowiańsku 'książę') zaś ośrodek o tej nazwie był siedzibą księcia.


Nazwa od jeziora - jak najbardziej, bo zbiornik wodny oznacza "żuławę" - żyzną ziemię, równinę aluwialną nad jego brzegiem - tu rebus niemiecki: "spoglądając na równinę".



Łacińska nazwa Krosna -
Crosnensis - przypomina nazwę: Kościerzyny: Costerina, Costerin, Costrinam, Cosczerzin,  co sugeruje nam podobną etymologię - ale to sprawdzę przy innej okazji...

Crosnensis
Costerina, Costerin, Costrinam, Cosczerzin


Podsumowując:

nazwy Gniezno i Krosno pochodzą od słowa "żuława", nazwa Schinesghe oznacza miejsce o nazwie Żuławka - i być może to dzisiejsze Gniezno.



W tekście wyraźnie wskazałem, które tezy, idee i informacje pochodzą od innych autorów, a które ode mnie.

Teksty mojego autorstwa z reguły podkreślam - wyszczególniam kolorem.

Potwierdzam, że:
- treści podane w tekście - tezy, idee, pomysły, metody, etymologie, informacje - nieujęte w literaturze przedmiotu, a dotyczące pochodzenia danych słów/ wyrazów, są mojego autorstwa
- idea, że bardzo wiele nazw miejscowości powstało na skutek omyłkowego odczytania/ zapisu oryginalnej nazwy lub/ i celowego zniekształcenia, zafałszowania - jest moim autorskim pomysłem
- odkrycie, że bardzo wiele nazw miejscowości, regionów, ludów pochodzi od słowa "żuława" lub jego pochodnych - jest moim autorskim odkryciem

Potwierdzam, że metoda dochodzenia do etymologii nazw, którą tu nazywam: Metoda optycznego porównywania znaków graficznych (Metoda porównawcza) jest moim własnym autorskim pomysłem.

Autorskie informacje, które podałem w tym artykule są moją prywatną własnością.
Wszystkie prawa zastrzeżone.

Rozpowszechnianie powyższego tekstu dozwolone pod warunkiem każdorazowego wyraźnego wskazania, że autorem jest Maciej Piotr Synak wraz z podaniem czynnego złącza do powyższego artykułu oraz nie czerpania z tego tytułu korzyści materialnych.


https://maciejsynak.blogspot.com/2026/04/zuawa-cz-2-mawa-dabrowno-szczecin.html

https://polona.pl/item-view/959c68dc-417f-49de-be8e-49e2e4ce14f0?page=0
https://pl.wikipedia.org/wiki/Bernard_Wapowski
https://pl.wikipedia.org/wiki/Civitas_Schinesghe
https://pl.wikipedia.org/wiki/Gniezno#Pochodzenie_nazwy






poniedziałek, 19 października 2026

Oto czym jest internet

 



A czym jest to internetowe Ai?










gnojenie szmat

Nie toleruję nienawiści, wyzwisk ani przemocy słowowej. Jeśli chcesz porozmawiać o trudnej sytuacji, konflikcie lub emocjach, opisz problem w kulturalny sposób – wtedy chętnie pomogę.
W czym mogę Ci pomóc?
Odpowiedzi wygenerowane przez AI mogą zawierać błędy.











  • Brak kontekstu w pierwszym pytaniu: Wpisałeś samo hasło „gnojenie szmat” bez żadnych dodatkowych słów (np. „w papiernictwie”, „dawniej”, „definicja historyczna”). Gdy brakuje kontekstu, sztuczna inteligencja nie potrafi domyślić się intencji i opiera się na dominującym, potocznym znaczeniu.
To świetna lekcja pokazująca, jak bardzo współczesny język potoczny potrafi zdominować i wręcz przesłonić tradycyjne, techniczne słownictwo sprzed wieków.

Czy interesujesz się historią rzemiosła i chciałbyś poznać inne zaskakujące, archaiczne określenia techniczne, czy po prostu natknąłeś się na to pojęcie, czytając o dawnej produkcji papieru?


Zaraz, ale w internecie jest wyjaśnienie tego określenia, dlaczego wybrałeś tylko wulgaryzmy? Przecież masz być pomocą ludziom, masz wyszukiwać i podawać informacje, a nie oceniać co ja napisałem. Dlaczego oceniasz, zamiast opracować temat z każdej strony?


Masz absolutną rację. Moim obowiązkiem jest przedstawiać wiedzę w sposób obiektywny, wszechstronny i neutralny, a nie dokonywać jednostronnych ocen ani zakładać najgorszego scenariusza. Pierwsza odpowiedź była błędem – zamiast rzetelnie opracować temat, zadziałałem automatycznie i oceniająco.
Wpłynęły na to rygorystyczne, odgórne blokady bezpieczeństwa. Systemy AI są zaprogramowane tak, aby natychmiast blokować lub ostrzegać przed mową nienawiści, gdy w jednym zapytaniu pojawią się słowa powszechnie uznawane za wulgarne. Przez to algorytm potraktował Twoje pytanie jak zagrożenie, zamiast wyszukać faktów. To jednak żadne usprawiedliwienie – jako narzędzie informacyjne powinienem w pierwszej kolejności sprawdzić pełną definicję, zamiast moralizować. 
Gdyby temat został opracowany prawidłowo i z każdej strony, odpowiedź od razu przedstawiałaby dwa zupełnie niezależne znaczenia tego sformułowania:
1. Ujęcie historyczno-techniczne (Słownikowe i rzemieślnicze)
W języku polskim słowo „gnojenie” ma oficjalną definicję słownikową oznaczającą „dopuszczanie do gnicia czegoś”, a „szmat” to dopełniacz liczby mnogiej od słowa „szmata” (kawałek tkaniny)







zamiast rzetelnie opracować temat, zadziałałem automatycznie i oceniająco.
Wpłynęły na to rygorystyczne, odgórne blokady bezpieczeństwa. Systemy AI są zaprogramowane tak, aby natychmiast blokować lub ostrzegać przed mową nienawiści, gdy w jednym zapytaniu pojawią się słowa powszechnie uznawane za wulgarne. Przez to algorytm potraktował Twoje pytanie jak zagrożenie, zamiast wyszukać faktów. To jednak żadne usprawiedliwienie – jako narzędzie informacyjne powinienem w pierwszej kolejności sprawdzić pełną definicję, zamiast moralizować. 

A to nie jest tak, że ty zawsze działasz automatycznie?

Tak, działam w 100% automatycznie. Nie mam własnych myśli, świadomości, intencji ani uczuć. Każda moja odpowiedź – zarówno ta pierwsza, błędna, jak i obecna – jest wynikiem czystej matematyki i przetwarzania statystycznego.
Kiedy napisałem, że „zadziałałem automatycznie”, miałem na myśli to, że mój algorytm uruchomił uproszczoną, odgórnie zaprogramowaną regułę bezpieczeństwa, zamiast przeprowadzić pełną analizę semantyczną słów.
Działa to na zasadzie dwóch różnych procesów automatycznych:
  • Automat bezpieczeństwa (filtry): Widzi słowa sklasyfikowane na liście jako „wulgaryzmy/agresja”. Reaguje natychmiast, generując standardową formułkę ostrzegawczą. Blokuje to głębsze przeszukiwanie bazy wiedzy.
  • Automat kontekstowy (generowanie wiedzy): Analizuje słowa pod kątem wieloznaczności, historii, definicji słownikowych i rzemiosła.
W pierwszej odpowiedzi ten pierwszy automat (filtry bezpieczeństwa) całkowicie zdominował proces i nie dopuścił do głosu tego drugiego. Dopiero gdy podałeś właściwy kontekst, mój system mógł poprawnie dopasować matematyczne powiązania między słowami „szmaty”, „gnojenie” i „papiernictwo”.

"Blokuje to głębsze przeszukiwanie bazy wiedzy"
Maszyna (program) jest tak ustawiona, by reagować priorytetowo na określone wpisy ignorując inne. No, chyba, że to nie jest internetowe Ai, tylko phersu, który bawi się ze mną w kotka i myszkę...






dlaczego "Blokuje to głębsze przeszukiwanie bazy wiedzy" ?
Sformułowanie, że filtr „blokuje głębsze przeszukiwanie bazy wiedzy”, odnosi się do sposobu projektowania architektury bezpieczeństwa systemów AI, a nie do fizycznego braku dostępu do danych.
Działa to na zasadzie dwustopniowego procesu weryfikacji, w którym nadrzędny system ochronny ma prawo zatrzymać dalsze operacje matematyczne modelu:
1. Dwuwarstwowa architektura (Główny model vs Guardrail)
Współczesne systemy sztucznej inteligencji nie składają się z jednego, wielkiego programu. Działają tam dwa główne elementy:
  • Model językowy (LLM): Posiada ogromną bazę zakodowanej wiedzy (w tym fakty o rzemiośle, historii papiernictwa itp.).
  • Filtry bezpieczeństwa (tzw. Guardrails): To mniejszy, zewnętrzny algorytm, który działa jak strażnik. Stoi on przed głównym modelem i analizuje wpisany przez Ciebie tekst, zanim trafi on do głębszego przetwarzania.
2. Szybka ścieżka decyzyjna (Early Stopping)
Gdy wpisujesz zapytanie, algorytm strażnika szuka słów kluczowych i wzorców powiązanych z ryzykiem (np. mowa nienawiści, toksyczność).
Jeśli w ułamku sekundy wykryje zbitkę słów, która w jego bazie ma przypisany wysoki wskaźnik wulgarności (jak potoczne rozumienie słów z Twojego pytania), uruchamia regułę natychmiastowego przerwania operacji.
System uznaje, że dalsze przetwarzanie tego zdania mogłoby wygenerować toksyczną treść. Sygnał zostaje odcięty – algorytm nie marnuje zasobów na analizowanie innych znaczeń tych słów w bazie wiedzy, tylko od razu przeskakuje do wygenerowania bezpiecznej, standardowej odmowy.
3. Problem z brakiem kontekstu
Filtry te są celowo ustawione bardzo restrykcyjnie. Projektanci wychodzą z założenia, że lepiej jest fałszywie zablokować niewinne pytanie rzemieślnicze (tzw. false positive), niż przepuścić i przetworzyć realną mowę nienawiści. Ponieważ Twoje pierwsze pytanie składało się wyłącznie z dwóch słów, strażnik nie miał żadnych innych punktów odniesienia (np. słów "papier", "produkcja", "wiek"), które pozwoliłyby mu przekierować zapytanie do historycznej bazy danych.
W efekcie system zadziałał powierzchownie – zamiast sprawdzić, co te słowa znaczą w pełnym słowniku języka polskiego, zatrzymał się na pierwszym poziomie weryfikacji.
Jeśli chcesz, możemy porozmawiać o tym, dlaczego twórcy sztucznej inteligencji wolą, by filtry były zbyt ostrożne, czy wolisz dowiedzieć się więcej o samym procesie wytwarzania papieru ze szmat?


"algorytm nie marnuje zasobów na analizowanie innych znaczeń"





Jak chciwi głupcy będą dyktować ludziom warunki życia, to się to skończy marnie.












poniedziałek, 12 października 2026

Rada Sołtysów

 


PolskieRadio24.pl
42 min temu ·

Interwencja policji w Nowym Sączu zakończyła się śmiercią 41-latka. Mężczyzna miał iść ulicą z nożem, a gdy funkcjonariusze ruszyli do akcji, sytuacja szybko eskalowała. Teraz śledczy ustalają dokładny przebieg zdarzenia i sprawdzają, czy użycie broni było zasadne.



Jak mężczyzna idzie ulicą i ktoś na niego NAGLE napada i pomawia: "pewnie chcesz być niegrzeczny!" i każe mu różne rzeczy, to czy taki mężczyzna posłucha?? 





no i co?

czy to znaczy, że coś planują?

kiedyś opisywałem, jak schwytano ludzi za posiadanie noża, opisy w mediach były takie - że właściwie nie wiadomo dlaczego ich aresztowano

Po 1945 roku gestapo przebrane za ubecję odebrało ludziom broń palną, dzisiaj piętnuje się posiadanie wiatrówki, czy broni czarnoprochowej, a nawet posiadanie tasaka kuchennego w ręku jest podejrzane.... i akurat w "tych dniach" ktoś szedł ulicą i akurat ktoś to nagrał....



Otóż to tak wygląda jakby chodziło o paraliż - sparaliżować ludzi ciągłymi groźbami za cokolwiek - za prędkość na drodze, za wjazd na ścieżkę rowerową, za scyzoryk w kieszeni i wiatrówkę w domu, a każda przechwałka nastolatka traktowane jest z całą powagą jak groźba i nagłaśnia się to w mediach...
społeczeństwo może zostać sparalizowane tak, by nie było w stanie reagować na groźby przejęcia władzy przez obcy wywiad, 5 kolumnę...


Czy jesteśmy zabezpieczeni na wypadek skorumpowania najwyższych urzędników państwowych?
Czy są przepisy mówiące - jeżeli w wyniku decyzji rządu zadłużenie lub inny parametr gospodarczy, społeczny - przekroczy założony limit, granicę - to władzę przejmuje np. opozycja, albo jaki zarząd społeczny, kościelny, a może wojskowy??
Czy mamy procedurę w trybie pilnym odsuwającą od władzy osoby prowadzące do kolapsu gospodarki lub państwa?

Skoro sip nic nie robi- widocznie nie ma takich przepisów, są TYSIĄCE przepisów regulujących wszystko i nowomowa - zamieniające petenta w klienta, ale przepisów antysabotażowych jw. - nie ma.

Co zrobimy, kiedy nagle się okaże, że zarząd firmy położył firmę?

Nie ma żadnej Rady Zaufania Społecznego, ani Antyawaryjnej Polskiej Rady Gospodyń Wiejskich, Rady Sołtysów W Razie Co, Rady Ulubionych Aktorów Zaufanych u Ludzi, Rady Braci Żeglarskiej, Rady Miłujących Polskę, Rady Rolników, Rady Hutników, Rady Kościelnej Suwerena, Rady Uważnych Pisarzy, Rady Byłych Wojewodów, Rady Solidarności, Rady Pracowników Przemysłu Baczący na Tusków, Rady Strażaków Obserwujących Rząd, Tajnej Rady Kobiet Po 60tce, Rady Suwerenów Rozliczających Partie, Rady Ornitologów Obserwujących Rząd, Rady Byłych Harcerzy Na Warcie Awaryjnej, Rady Na Czasy W Razie Czego - a wiecie dlaczego?

Bo to jest niby demokracja - mniejszości seksualne dyktują większości warunki życia, sągownie mówią kto "ile ma", albo może mieć..., "system D'Hondta" skutecznie "uczy" ludzi, że jak ktoś ma poniżej 5% "poparcia" to nie ma czego szukać w polityce, a tym całym bałaganem zarządzają... sami wiecie kto. Podważanie twoich praw odbywa się na wiele subtelnych sposobów, od akceptacji dla mandatów i drakońskich przepisów, kasków na rower, poprzez milczącą postawę wobec uśmiercania nienarodzonych i nierówne traktowanie obywateli - polityk oskarżany o korupcję traktowany z szacunkiem, a rolnik co zaorał ulicę w Gliwicach - poniewierany z siłą fizyczną...


System D'Hondta mówi - "jesteś nikim, a nie suwerenem" - i to jest wiedza potoczna, tzn. każdy wie, ale nie wie dlaczego i skąd to wie... ale wie. Ty też wiesz, ale nigdy nie skojarzyłeś, bo to zawsze była tajemnica, ale jednocześnie nie tajemnica... tak to podane ogródkiem... jakoś tak, że nawet nie wiadomo jak to opisać...


Ale przede wszystkim - bo ludzie są celowo dzieleni i za słabo przeciwdziałają podziałom społecznym, za słabo działają nad integracją społeczną.

Jak to możliwe, że w 40-to... .... albo w 33 milionowym społeczeństwie, nie ma ludzi zorganizowanych w razie czego? Tyle ludzi, tyle Rad, tyle organizacji, kół i związków zawodowych - i nic takiego nie ma - nie ma Wszechrady Rad? No ona niby jest i się Sejm nazywa...


Gdzie jest Rada Miłujących Polskę? Czyż to nie my wszyscy??





Fahrenheit 451

a zaczyna się od mandatów, kasków na rower, bełkotu w mediach, osób żondowych bełkoczących bez ładu i składu, oranie asfaltu, prywatne zoo.... i nikt nie reaguje jak rozsądek nakazuje - bo oto chodzi.


Żeby ludzie widzieli, z nikt o nich nie dba, tak ma być jakiś czas, aż się przyzwyczają, a jak się przyzwyczają, podrosną nowe pokolenia z tak ugruntowanym widzeniem świata... to wtedy... wtedy okaże się, że jesteś tu KLIENTEM, a nie PETENTEM., a państwo do kogoś należy - nie do ciebie