Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą mapa. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2026

Fałszywe karty

 


nie chodzi o prawdę, tylko o narrację



-------

za fb:

strona opisana jako: Muzeum historyczne



Autor wpisu przytacza dane niemieckie - z okresu zaboru niemieckiego - patrz niżej.


Zauważam - jest tam napisane:

"Polska w 20 wieku: największa koncentracja Polaków, 1900"

Wiek 20ty liczy się od roku 1901, a nie 1900... 

 









komentarz po ukraińsku

"teren etniczny Polski tworzyło Królestwo Polskie i Ks. Mazowieckie" - to zależy w jakim wieku - za Chrobrego, za Mieszka II...

Autor sugeruje, że Polacy żyli tylko na tym terenie, "więc tylko tylko ten teren jest "ich" terenem" - a to nieprawda, bo przecież Polacy żyli na terenie całej I i II RP.

A tak naprawdę - to w całej Europie.


Popatrzmy na to: to mapa pokazująca mniejszość Polską na Białorusi. 




pl.wikipedia.org/wiki/Białoruś#Mniejszość_polska


Region w którym mieszkają można nazwać - polskie terytorium etniczne, prawda? O, na pewno nie, zakrzyknąłby banderowiec!

Ale gdyby powiedzieć: ta mapa pokazuje mniejszość ukraińską na Białorusi, to co powie banderowiec?

Powie: to som nasze ziemnie etniczne i odwieczne! Oddawaj!!

Tak by było. Dokładnie tak by było. Dokładnie tak jest w przypadku Polski - jeśli na terenie tylko jest choćby ślad gwary ukraińskiej, a nawet łemkowskiej - to wg nich od razu oznacza, że to ich ziemie etniczne. Ale jak polska mowa i kultura rozbrzmiewają na Ukrainie - to nie.

Nie ma czegoś takiego jak "ziemie etnicznie ukraińskie".

Grupa etniczna lub etniczna to grupa ludzi, która identyfikuje się ze sobą na podstawie postrzeganych wspólnych cech, które odróżniają ich od innych grup. Cechy, które etniczność uważa za wspólną, obejmują język, kulturę, wspólne pochodzenie, tradycje, społeczeństwo, religię, historię lub traktowanie społeczne. 

Etniczność jest utrzymywana poprzez długotrwałą endogamię i może mieć wąskie lub szerokie spektrum genetycznego pochodzenia, przy czym niektóre grupy mają mieszane genetyczne pochodzenie. Etniczność bywa czasem używana zamiennie z narodem, szczególnie w przypadkach nacjonalizmu etnicznego. Termin ten jest również używany zamiennie z rasą, choć nie wszystkie grupy etniczne identyfikują się jako grupy rasowe. 


Nie ma czegoś takiego jak "ziemie etnicznie ukraińskie" - są ziemie etnicznie polskie, na których żyły różne kultury min. Rusini, którzy stali się obiektem ataku niemieckiej agentury wpływu na pewno w XVII wieku, ale prawdopodobnie już wcześniej. Agentura niemiecka zaczęła podkreślać różnice pomiędzy Polakami, a Rusinami oraz Tutejszymi, aby stworzyć nowy etnos - i skierować go przeciwko Polakom, jak i Rosjanom, a także innym ościennym narodom. 

Oczywiście słowo Rusini jest umowne - w końcu kto tak naprawdę wie, kto jest "prawdziwym" Rusinem z dziada pradziada, kto jest przyjezdnym itd. itd...

Tak jak mówi definicja:

to grupa ludzi, która identyfikuje się ze sobą na podstawie postrzeganych wspólnych cech




"Źródła" mapy powyższej - min. mapy niemieckie i chyba czeska.



Mapa niemiecka - pozostałych nie znalazłem.

facebook.com/photo/?fbid=1327378259387997&set=a.527140809411750


Cały ten temat ustawiony jest pod tezę - skoro tereny etniczne Polski są ww. granicach, to znaczy, że na wschód od Bugu - czyje tereny są etniczne?


Nie ma czegoś takiego jak "etniczne ziemie ukraińskie".


Termin "ukraina" jest naszym polskim terminem, którym to określano "na raz" ziemię kijowską (Kijów - osiedle rdzennie lechickie - polskie), bracławską, czernichowską. 

pl.wikipedia.org/wiki/Ukraina_(Naddnieprze)

Ani Podole, ani Wołyń, ani Ruś Czerwona, ani Opole, ani Zakarpacie to nie Ukraina - jak to dzisiaj twierdzą internetowi mitomani.

Było to już tłumaczone na blogu...

Oczywiście prawda oszustów nie interesuje. Ich interesuje tak długo powtarzać swoje kłamstwa, aż dorosną pokolenia wychowane na tych kłamstwach - i wtedy oszuści przystąpią do wdrażania swego kłamstwa w życie... 

Tak naprawdę to już się stało 15 lat temu i teraz obserwujemy agonię wdrażanego w życie kłamstwa...



Bardzo podobne opracowanie w języku niemieckim:


conflicts.rem33.com/images/Ukraine/Ukrainians%20in%20Interwar%20Poland.htm

Sprawdź, co tam wypisują...


Inny przykład



Polska od morza do morza?
Jutro kończy się rok Bolesława Chrobrego. To ważna postać dla polskiej propagandy od przynajmniej dobrego stulecia, chociaż pierwszy król z dynastii Piastów niekoniecznie miał świadomość bycia Polakiem, a niektórzy jego potomkowie nawet słowa po polsku powiedzieć nie potrafili. Nawet jeszcze zanim pojawiły się Ziemie Odzyskane, Chrobry miał przekonać o polskości Wrocławia. I nie tylko Wrocławia jak widać.


W całej tej wypowiedzi zachodzi podważanie polskiej państwowości, a przede wszystkim - etniczności władców uważanych za protoplastów Polaków i ich powiązań z polskością, np. poprzez język.


Pomija się kontekst i ustalenia historyków, które są bardzo często pewnego rodzaju umową:

- umownie używa się np. pojęcia kultury łużyckiej, czy oksywskiej, czy kultury ceramiki sznurowej...

to wszystko umowa, chociaż można udowodnić, że ludy europejskie, jak Łużyczanie, czy Paryżanie, Helweci, Austriacy - i wiele innych - pochodzili z Polski.

Prawym Okiem: Suwałki - i Iława

Prawym Okiem: Metoda niemiecka w Polsce









Drugiego trolla, który napisał "Piastowie śląscy?", a potem kazał mi "sobie doczytać", nie umiał odpowiedzieć na pytanie - pogoniłem. Wykasował swój "komentarz"...
















Zastanawiający wysyp zdarzeń podważających nasze istnienie. Tusk na pewno dobrze zna oficjalną historię Polski, jednak w Wałbrzychu uczynił odstępstwo skomentowane następująco:

przemyslawwiszewski.pl/ziemie-zachodnie-i-polnocne-czyli-jak-demon-niewiedzy-i-ideologizacji-opetal-kolejna-elite-wladzy/

Wybrane fragmenty z tego tekstu.


Skupię się na najważniejszym przemówieniu, czyli wypowiedzi premiera Donalda Tuska. Ono wyznaczyło ton wszystkich pozostałych. I ono wskazało na stosunek tej władzy do nauki, w tym przypadku – do historii.

Można je podzielić na trzy części:
1) historyczną, w której podkreślał polskość 'Ziem Zachodnich i Północnych, Ziem Odzyskanych”, w której kreślił analogie między czasami 'piastowskimi’, utożsamianymi z Bolesławem Chrobrym, a współczesnością; 
2) generyczną, w której premier mówił o wielkości i sile obecnej Polski, nawiązując do części historycznej oraz 
3) lokalną, w której mówił o pięknie i wadze dla Polski i całej Europy owych 'Ziem Odzyskanych” i składał obietnice dotyczące ich wspierania w duchu jednej Polski – od A do Z bez podziału na Polskę A i B. Tyle w największym skrócie.

No i szczegóły, bo są one ważne. Premier stwierdził, że to na na Ziemiach Zachodnich i Północnych rodziła się Polska. I że tu został wytyczony 'piastowski szlak’, którym podążamy współcześnie. Że stąd bierze się siła Polski, która nie jest przeciwko komuś. 

Dwie tezy, dwa koszmarne błędy. Polska nie narodziła się na Ziemiach Zachodnich i Północnych, lecz w Wielkopolsce. Która do tych ziem zaliczana być nie może. Ziemie Zachodnie i Północne zostały podbite przez Mieszka I i Bolesława Chrobrego, w dodatku nie w całości, bo Prusowie spokojnie opierali się podbojowi aż do czasów przybycia Krzyżaków. 

Ziemie Zachodnie i Północne siłą rzeczy nie były 'prapolskie’. Nawet nie prasłowiańskie, bo znów – Prusowie Słowianami nie byli. Jeśli jakiś szlak w dziejach Polski te ziemie wyznaczyły około 1025 r., to szlak podbojów i unifikacji w imię jedności władztwa Piastów przez użycie siły militarnej. W odniesieniu do Pomorza Zachodniego i ziem Prusów ta działalność była zresztą nieudana. Czy o takie dziedzictwo piastowskie – budowania państwa podporządkowującego sobie brutalną siłą regionalne i lokalne społeczności, dewastującego ich kultury i więzi lokalne – chodziło panu Premierowi?

Konsekwencje takich koszmarnych, endeckich w sensie dowodzenia na siłę prapolskości tych ziem wywodów parahistorycznych były widoczne również w treści generycznej przemówienia. Premier mówił o sile współczesnej Polski. Koronacja Chrobrego to dla niego oznaka siły i mocy rodzącej się Polski. I dziś też mamy być samodzielni i silni, niezależnie od sojuszy i wspólnych działań wielu państw. No to spójrzmy, do czego doprowadziła polityka Chrobrego i jego koronacja. Koronacja, o której niemal nic nie wiemy. Koronacja, która wedle współczesnych była dokonana tylko dlatego, że akurat jeden król Niemiec zmarł (Henryk II), a drugi (Konrad) nie zdołał się koronować i odpowiednio wzmocnić. Koronacja, po której Chrobry zaraz zmarł, a władzę przejął jego syn Mieszko II, wychowany na dworze króla Niemiec Henryka II – być może inicjator całej działalności koronacyjnej. Który następnie kontynuując ekspansywną politykę ojca doprowadził do ataku wszystkich sąsiadów na swój kraj, sromotnej klęski, podziału Polski na dzielnice, a gdy z trudem udało mu się (znów drogą walk z rodziną) Polskę zjednoczyć – zmarł, a jego syn uciekł na dwór cesarski. O taką silną Polskę ma nam chodzić? Przecież to duby smalone, ideologiczne przekładańce chciejstwa, XIX-wiecznych narracji nacjonalistycznych i współczesnych potrzeb uzasadniania nakładów na zbrojenia. Analogie historyczne wyjątkowo słabo je jednak w tym przypadku uzasadniają.

Wreszcie część lokalna przemówienia [...] Ale mniejsza o to, pan premier słodził i obiecywał, bo tak dziś się rozumie politykę. Ale w swojej wizji Ziem Zachodnich i Północnych po 1945 r. mówił rzeczy po prostu… nieprawdziwe. Mówił o bohaterach, którzy przybyli na te ziemie by je odbudowywać. O wielkim wysiłku całego narodu, który od 1945 r. odbudowywał te ziemie i uczynił je tak wspaniale się rozwijającymi.

Muszę powiedzieć, że łza mi się zakręciła w oku – ale ze śmiechu. Okres 1945-1946 to rzeczywiście był czas szczególny, bo czas 'wielkiej trwogi’ na tych ziemiach. Pełen przemocy, gwałtów i przede wszystkim nieskrępowanego niemal niczym rabunku i wywożenia czego się dało na wschód – do Rosji i do Wielko- oraz Małopolski ["ogryzek" nie zawiera Wielkopolski - MS] oraz na Mazowsze.

Szaberplace całej 'rdzennej Polski’ zapełniały łupy z nowo przyłączonych ziem przywożone z nich i skupowane na wielkim szaberplacu Wrocławia. Rabowali zarówno zawodowi rabusie, jak i chwilowi osadnicy, którzy zmęczyli się pobytem w niepewnym otoczeniu. Ale rabowali też członkowie różnych 'misji naukowo-kulturalnych’ z Warszawy, Krakowa i Poznania, rabowała też milicja, której całe posterunki na czele z komendantami potrafiły zniknąć w nocy ze zrabowanymi dobrami z okolicznych fabryczek i domów. Wreszcie, cały naród potrzebował cegły i zabytków z Zachodu i Północy, tą cegłę i zabytki śmiało pozyskiwał i odbudowywał nią swoją stolicę, zdobił swoje domy, kościoły, muzea i uczelnie. Opowieść o tym, że Polska odbudowywała te ziemie po 1945 r. jest po prostu… dezinformacją. Inwestycje poza metropoliami zaczynają się w połowie lat 60. i zwłaszcza w latach 70. wraz z nowym podziałem województw. 

[ten pan twierdzi, że lata 60te i 70te następowały PRZED 1945 rokiem? Ciekawe... wg mojego kalendarza - po 1945 r. - MS]

I w jednym premier miał rację, gdy mówił, że chodził do szkoły przez zrujnowany wciąż Gdańsk. Tu, na Śląsku, ruiny powojenne zalegały do lat 60., ale co gorsza, w ruinę obracała się infrastruktura, domy mieszkalne, których nikt przez dwie dekady po zakończeniu wojny nie remontował.

[to sa wg mnie tezy nieuprawnione - od 1945 roku postępowała stopniowa naprawa sytuacji, przecież wszystkiego nie da się naprawić w 3 lata, Warszawa była odbudowywana do lat 80tych; kto miał i za co remontować - no i czy była potrzeba remontować skoro były inne potrzeby - np. budowa nowych domów, fabryk? - MS]


Jeśli te ziemie odżyły i po 1989 r. stały się przykładem sukcesu – to dzięki decyzjom i determinacji swoich mieszkańców. Ale nie mydlmy oczu – Pomorze Zachodnie to pozostawione samemu sobie obszary dawnych PGRów. Dolny Śląsk to obszar Podsudecia i Kotliny Kłodzkiej, Kotliny Jeleniogórskiej wciąż zaniedbany i zdekapitalizowany w porównaniu z metropolią wrocławską i ośrodkami względnego – względnego! – sukcesu transformacji jakim jest dziś Wałbrzych. Polska, stolica warszawska nas nie widziała i nie widzi. Mówienie, że Polska nas odbudowywała jest smutnym żartem z pokoleń tych, którzy musieli podnosić te ziemie z ruin i swoją determinacją zapewnili niektórym miejscom sukces transformacyjny.

[a te pokolenia to nie Polska właśnie? 

...czekaj, zaraz... co on gada...






.... nie polskie pokolenia odbudowywały Śląsk????

- MS]



Pan premier nie wie wiele o tych ziemiach. Jego spin-doktorzy podyktowali mu okrutnie nacjonalistyczne i etatystyczne, warszawskocentryczne przemówienie (naród, siła, państwo, odwieczność, wielkość, siła, naród, państwo, państwo, państwo). Tyle mające wspólnego z historią i realiami dziejów Śląska, Pomorza i Prus, ile miały wywody premiera Morawieckiego o historii i współczesności Polski. Specjalistów od dziejów tych regionów nie dopuszczono do głosu. Bo mogliby zepsuć nastrój.

Czy ktoś zrozumiał przemówienie Olgi Tokarczuk, która też nie powiedziała niczego nowego, ale próbowała pokazać wielowątkową tożsamość tych ziem i ich mieszkańców? 

[powiedziała min.:

Olga Tokarczuk: "Wieloetniczna, przedwojenna Polska magicznie się odtworzyła"

 "Żeby mieć poczucie sens i ciągłości, musimy wcielać w swoje własne doświadczenie, również pamięć, pracę i wysiłek ludzi, którzy żyli tu przed nami, bez względu na to, jakie mówi z językiem i do jakich struktur państwowych należeli. W sensie kulturowym i duchowym oni także są naszymi przodkami. Nie mam z tym żadnego kłopotu. 

Na kominku w moim domu stoją fotografie jego poprzednich, niemieckich właścicieli, którzy żyli w nim i z wielkim wysiłkiem, starannie remontowali go po jeszcze wcześniejszych mieszkańcach. Tych, którzy pierwsze fundamenty położyli kilkaset lat temu, w czasach wojny trzydziestoletniej. Są oni moją rodziną" 

- ja zrozumiałem - MS]



Od dekad mówimy my, lokalni, mali i najwyraźniej niegodni historycy o fenomenie tożsamości regionalnej budowanej na wspólnocie kultury ludzkiej. Na trosce o piękno i geniusz człowieka. Nie na krwi przesiąkającej tysiącletnią więzią ziemię. Ale dobrze, że powiedziała, że można inaczej. Tylko nikt jej nie zrozumiał.

[ przecież ja ją zrozumiałem... "więzią ziemię" - co to takiego? - MS]


Nikt nie zrozumiał, skoro premier podpisał kuriozalną 'Deklarację Piastowską’ mówiącą, że wszystko, co na Ziemiach Zachodnich i Północnych, to jest 'nasze’. Polskie. Bo tu jest Polska!

Biada nam, bo demon opętał nasz naród i naszych polityków. Demon ślepoty i bezrozumności, bezwiedzy i ideologizacji. Biada nam, bo jedynym lekiem na głupstwo demagogii widzą dzisiejsi politycy i warszawski dwór tylko w większej demagogii. Biada nam, bo my, wierzący w otwartość, racjonalność, we wspólnotę ludzką zostaliśmy zdradzeni i zostawieni samym sobie.

Ale tu, na Ziemiach Zachodnich i Północnych – nie po raz pierwszy, droga Warszawo. Damy radę. Bo nasza tożsamość nie opiera sie na waszej ideologii, tylko na życiu. Więc – farewell, Mr PM. My tu zostajemy. Bo tak, tu jest Polska. Nasza Polska.


I tak oto - nikt nic nie wie, ale każdy się wypowiada, a nawet kłócą się o to, kto ma rację, a kto nie. A najbardziej pan od fałszywych mapek.

W każdym razie biada wam, tam we Wałbrzychu i wszędzie, gdzie eeee...... opętani wasi politycy i naród i tak dalej...






Ta mapa poniżej przypomina mapy z roszczeniami terytorialnymi niemieckiej agentury na Ukrainie - zauważam, że wrysowany jest tam obrys opisany jako Polska - obrys zajmuje tak na oko ok. 1/4 -1/3 powierzchni Ukrainy, co nie odpowiada faktom - Polska jest większym krajem,  jej powierzchnia to nieco więcej niż połowa powierzchni Ukrainy.

Czy ten obrys nie przypomina przypadkiem "ogryzka", o którym pisałem już przy okazji map niemieckich?




Wygląda mi to na pranie mózgu...




Na stronie thetruesize.com/# możemy sobie sprawdzić jak to ma się faktycznie...




i tu jeszcze jakaś trolowata strona i 

jeden z komentarzy:

Artur Wojewodzic
ej Panie "Muszyński" — a może jednak Мушин albo Мушенко?
Trudno się zdecydować, bo forma „obiektywna” świetnie maskuje to, co robisz pod spodem. Przy pobieżnej lekturze można uznać Cię za bezstronnego analityka, ale wystarczy chwila uwagi, by zobaczyć selektywny dobór faktów, przemilczenia i zręczne domieszki propagandy.
To nie jest uczciwa analiza historii, tylko narracja z tezą — pytanie tylko, dla kogo i w jakim celu. Bo jeśli celem miała być rzetelność, to niestety po drodze ją zgubiłeś. To, co robisz, to nie analiza historyczna, tylko selektywny kolaż tez wyjętych z kontekstu i podanych w jednym kierunku interpretacyjnym. Kilka faktów, które konsekwentnie pomijasz lub zniekształcasz:
1. „Agresywna ekspansja” po 1918 r.
II RP nie powstała w próżni ani na „ustabilizowanym” obszarze. Europa Środkowo-Wschodnia była po I wojnie przestrzenią rozpadu imperiów, wojny domowej i próżni władzy. Konflikty z Ukrainą, Litwą czy bolszewicką Rosją nie były kaprysem Warszawy, tylko częścią brutalnego procesu kształtowania granic — identycznego jak w Finlandii, państwach bałtyckich, Rumunii czy Czechosłowacji. Przedstawianie wyłącznie Polski jako „destabilizatora” to czysta manipulacja porównawcza.
2. Wojna polsko-bolszewicka
Nie była „imperialną ekspansją”, tylko wojną egzystencjalną. Bolszewicka Rosja jawnie dążyła do eksportu rewolucji na Zachód, co dziś potwierdzają źródła rosyjskie. Polska nie „eskalowała”, lecz zatrzymała marsz Armii Czerwonej, co było w interesie całej Europy — również tej, która później lubiła ją pouczać.
3. Litwa i Wilno
Spór o Wilno był konfliktem narodowo-państwowym, a nie „agresją kolonialną”. Miasto miało zdecydowaną przewagę ludności polsko-żydowskiej, a Litwa była państwem młodym, niestabilnym i autorytarnym. To był spór regionalny, nie dowód „szowinistycznej natury” II RP.
4. Antysemityzm i mniejszości
Tak — II RP miała poważne problemy z polityką wobec mniejszości. Ale sugerowanie, że była czymś wyjątkowym lub porównywalnym z państwami totalitarnymi, to rażące nadużycie. Antysemityzm istniał w całej Europie: we Francji, Rumunii, na Węgrzech, w Niemczech. Polska nie wprowadziła ustaw norymberskich, nie odebrała Żydom obywatelstwa i nie prowadziła polityki eksterminacyjnej. Zrównywanie autorytaryzmu sanacyjnego z faszyzmem to publicystyczna przesada, nie fakt.
5. Bereza Kartuska
Bereza była obozem represyjnym — fakt. Ale porównywanie jej do Dachau to świadome granie emocją. Dachau był elementem systemu terroru totalitarnego i masowej eksterminacji. Bereza była bezprawnym, ale ograniczonym narzędziem represji w państwie, które nadal miało sądy, opozycję i pluralizm społeczny. Skala, cel i kontekst są nieporównywalne.
6. Pakt z Niemcami 1934 r.
To był pakt o nieagresji, nie sojusz. Podpisany w sytuacji, gdy Francja i Wielka Brytania prowadziły politykę appeasementu, a ZSRR był równie wrogi. Polska nie uczestniczyła w planach Hitlera, nie była jego satelitą i jako jedyna w regionie odrzuciła żądania terytorialne w 1939 r.. Gdyby była „dwulicowa”, poszłaby drogą Węgier lub Słowacji — a tego nie zrobiła.
7. Zaolzie
To jeden z niewielu punktów, gdzie krytyka jest uzasadniona — moralnie dwuznaczny krok, wykorzystujący słabość Czechosłowacji. Ale jeden epizod nie czyni z państwa „współsprawcy rozbiorów Europy”, zwłaszcza że kilka miesięcy później Polska sama padła ofiarą agresji.
8. Teza o „winie za 1939 r.”
To już klasyka propagandy: przerzucanie odpowiedzialności z agresorów na ofiarę. Polska nie „eskalowała”, tylko odmówiła kapitulacji bez wojny. Jeśli to ma być „wina”, to znaczy, że każde państwo broniące swojej suwerenności jest winne własnej napaści.
Podsumowując:
Twoja narracja nie jest obiektywna, bo konsekwentnie:
izoluje Polskę z realiów epoki,
stosuje współczesne kategorie moralne bez kontekstu,
porównuje nieporównywalne zjawiska,
a odpowiedzialność agresorów rozmywa na ofiarę.
To nie jest „odbrązawianie historii”.
To jest publicystyka z tezą, bardzo wygodną, ale słabo ugruntowaną faktami.







zwracam uwagę na jakość i różnorodność map - nie ma (albo bardzo trudno znaleźć..) w internecie map Polski z okresu świetności opracowanych w różnych wariantach i w super jakości - ale takie do podważania polskości, to są....
























No i jak "dane" pokazane na tej mapie mają się do tej z początku posta? Nie pasują, a ten sam autor je wywiesza..






Czemu właściwie służą te wpisy?




To po prostu pranie mózgu - "wychowywanie" naszej młodzieży do negowania polskości, do odstręczania, do obrzydzania, wypełnianie w miarę możliwości całej przestrzeni informacyjnej antypolskimi tekstami - że nie mają one wiele lub nic wspólnego z rzeczywistością, z historią, prawdą - to nie ma dla nich znaczenia, liczy się ilość negatywów i zdolność zasłonienia prawdy. 

Im nie chodzi o prawdę, tylko o narrację

Jeden Maciej to za mało, żeby tak siedzieć i to wszystko zbijać.


Tu przykład kolejnej antypolskiej strony - zwracam uwagę na dobór słów, obelżywy pogardliwy język stosowany względem wobec Polaków:

udając odważnych kawalerzystów II RP
- o zabitych ludziach - groteskowa inscenizacja

Nazwa trafna — w końcu operacja zakładała wykorzystanie „konserwy”, czyli ciała Franciszka Honioka, niemieckiego obywatela o sympatiach prorządowych w Polsce, który po śmierci miał odgrywać rolę „polskiego napastnika”

- przechwalał się, że odpalił II wojnę światową włącznikiem radiowym - są dumni z siebie...
- napaść na radiostacje, morderstwo ludzi to -  tylko poręcznego alibi
- znane "skrupulatni" pomijan milczeniem, opisywane było nie raz...
- Wojna zaczęła się nie od gromu dział, lecz od radiowej bujdy — i świat połknął przynętę, bo tak było wygodniej - to oczywista nieprawda, wojna zaczęła się od bombardowań i to nie bujda (język młodzieżowy)

 i wojna to nie przynęta, tylko śmierć, groza i zniszczenie...



Przypuszczam, że te wszystkie teksty pisze jedna i ta sama maszyna - "artykuły" po gazetach, najróżniejszych portalach, w tym regionalnych, na fb - w tym "oświecone" i pełne ekscytacji komentarze, w "Odkrywcy" i w "pamiętnikach" cudownie odnalezionych i tak dalej i tak dalej...



Pamiętajmy, na tych wszystkich stronach:

nie chodzi o prawdę, tylko o narrację






























Nie był w stanie odpowiedzieć, bo nie o to mu chodzi -

nie chodzi o prawdę, tylko o narrację





Także biada wam tam, gdzie demon opętał waszych polityków i wasz naród... i tak dalej...








wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,183958,32473146,co-olga-tokarczuk-mysli-o-mieszkancach-ziem-zachodnich-i-polnocnych.html#do_w=200&do_v=552&do_st=RS&do_sid=1729&do_a=1729&s=S.miasta_wroclaw-K.C-B.3-L.1.zw


pl.wikipedia.org/wiki/Białoruś#Mniejszość_polska

en.wikipedia.org/wiki/Ethnicity





wtorek, 7 października 2025

Mapa patyczkowa

 


Zostały stworzone przez legendarnych mistrzów nawigacji, zwanych ri-meto, aby żeglować pomiędzy odległymi wyspami.

Symbolika mapy, choć na pozór abstrakcyjna, precyzyjnie opisuje ocean. Każdy element ma swoje znaczenie:
- Muszle kauri: reprezentują wyspy lub atole.
- Proste listewki: oznaczają dominujące prądy morskie lub główny kierunek fali martwej.
- Zakrzywione listewki: to najważniejszy element mapy. Przedstawiają wzory fal oceanicznych, które uginają się i odbijają napotykając na swojej drodze wyspy. W ten sposób mapują „echa” lądu zapisane na powierzchni wody.

Ri-meto wyróżniali cztery główne rodzaje fal martwych – długich fal powstałych w wyniku odległych zjawisk pogodowych, które są bardziej stabilne niż lokalne fale wiatrowe.
- Rilib: najsilniejsza, całoroczna fala generowana przez północno-wschodnie pasaty. Służyła jako podstawowe narzędzie orientacyjne.
- Kaelib: słabsza, ale również stała fala, wykrywalna tylko przez najbardziej doświadczonych żeglarzy.
- Bungdockerik: silna fala z południowego zachodu, także obecna przez cały rok.
- Bundockeing: najsłabsza z fal, odczuwalna głównie na północnych wyspach.
Wiedza o tworzeniu map i nawigacji na falach była pilnie strzeżonym sekretem, przekazywanym wyłącznie z ojca na syna w obrębie nielicznych, uprzywilejowanych rodów. Ri-meto cieszyli się ogromnym szacunkiem; ich umiejętności były niezbędne dla handlu, komunikacji i spójności społecznej w całym archipelagu. Trening adepta trwał latami i obejmował nie tylko zapamiętywanie map, ale także naukę pieśni i śpiewów kodujących informacje nawigacyjne oraz wyczerpujące próby, takie jak zabranie ucznia z zawiązanymi oczami na otwarty ocean z zadaniem określenia swojej pozycji i dopłynięcia do lądu.
Tajemnica otaczająca wiedzę nawigacyjną nie służyła jedynie ochronie tradycji; była mechanizmem utrzymywania władzy. W społeczeństwie wyspiarskim zdolność do bezpiecznego podróżowania między atolami oznaczała kontrolę nad handlem, zasobami, sojuszami wojskowymi i przepływem informacji. Nawigator posiadał zatem klucze do królestwa. Jego wiedza była kapitałem politycznym i ekonomicznym. Ograniczając przekazywanie tej wiedzy, rządzące rody mogły utrzymać kontrolę nad stosunkami między wyspami i konsolidować swoją władzę.
Czytałem o tych mapach wielokrotnie, ale wreszcie mogłem zobaczyć jedną z nich na wystawie w Humbolt Forum w Berlinie.




-------

Edukacja żeglarza na Wyspach Marshalla, archipelagu Mikronezji na południowym Pacyfiku, tradycyjnie rozpoczynała się od zawiązania oczu w kajaku. Młodzi żeglarze nauczyli się wyczuwać i wyczuwać ruch morza, zanim jeszcze wyruszyli w podróż oceaniczną. Głęboki związek Marshalla z falami i ich ruchami sięga ponad 2000 lat wstecz do technik poszukiwania lądu stosowanych przez pierwszych osadników na wyspach.

Uczeni zidentyfikowali dwa różne typy wykresów kijowych z Wysp Marshalla, drewnianych diagramów, które Marshallejczycy tworzyli co najmniej od połowy XIX wieku. 

Pierwszy i prawdopodobnie starszy typ, pokazany tutaj, zawiera abstrakcyjne reprezentacje tego, jak fale oddziałują z ciałami lądowymi w ogóle. Drugi typ ilustruje rzeczywiste wyspy, często reprezentowane przez muszle cowrie, wraz z wzorcami falowania zidentyfikowanymi i zarejestrowanymi przez pilotów. 

"Nie ma zbyt wielu przykładów z całego Pacyfiku, aby tego rodzaju wiedza nawigacyjna była zakodowana lub fizycznie reprezentowana" - mówi antropolog Joseph Genz z Uniwersytetu Hawajskiego. Mówi, że mapy były używane głównie jako urządzenia dydaktyczne, a nie do wyszukiwania dróg w czasie rzeczywistym. Pomagają one przekazać być może najważniejszą koncepcję w marszałkowskiej tradycji nawigacyjnej, jaką jest dilep, czyli "fala grzbietowa". "Ludzie nadal opisują dilep jako najważniejszą falę do znalezienia" – mówi Genz. "To jak ścieżka, którą można podążać do następnego atolu. Zamiast iść od punktu orientacyjnego do punktu orientacyjnego, idziesz od znaku do punktu morskiego".










Kartografia Wysp Marshalla



Przez: William H. Davenport
Pierwotnie opublikowany w 1964 roku



Mapa meddo Muzeów Uniwersyteckich, zebrana przez Roberta Louisa Stevensona. 
Proste drążki reprezentują systemy fal toczących się w kierunku Wysp Marshalla. Muszle przywiązane do szkieletu reprezentują wyspy grupy. Zakrzywione pałeczki przedstawiają załamane fale. Większość tego rodzaju map przedstawiała tylko kilka wysp i ich charakterystyczny wzór falowania, ale ten obejmuje prawie całą grupę Marshalla, 29 na 49 cali.




Kartografia jest wynalazkiem rzadko spotykanym wśród ludów pierwotnych, to znaczy niepiśmiennych, ponieważ wydaje się być wynalazkiem ściśle związanym z systemami pisma. 


Jednym z rzadkich przypadków tworzenia map w prymitywnej kulturze – i z pewnością najbardziej wyrafinowanej z nich – są Wyspy Marshalla we wschodniej Mikronezji na Oceanie Spokojnym. Przed pierwszym kontaktem z cywilizacją europejską w XVI wieku Marshallowie udoskonalili zarówno kajaki oceaniczne, które były tak zwrotne i szybkie, jak każdy mały statek, jaki kiedykolwiek wynaleziono, nawet przez społeczeństwo uprzemysłowione, jak i unikalny system pilotażu, który był graficznie przedstawiony na czymś w rodzaju mapy.

Kadłuby ich czółen, zbudowane z ręcznie ciosanych desek, które były ciasno dopasowane i zszyte sznurkiem z włókna kokosowego, były cienkie jak nóż i stabilnie utrzymywane w wodzie przez wspornikowy pływak wysięgnika z jednej strony. Napędzany późnym żaglem, kajak mógł być łatwo halsowany i pływał bardzo blisko wiatru, nie robiąc przy tym nadmiernej swobody, a także żeglował z wiatrem przy minimalnym oporze na wodzie. Z tak zdatnymi do żeglugi i sterownymi statkami jak te, regularna komunikacja między 34 atolami koralowymi Wysp Marshalla była możliwa, mimo że maleńkie wyspy tej grupy są szeroko rozrzucone i wszystkie są tak niskie, że żadnej nie można dostrzec z więcej niż kilku mil morskich.

Dzięki wnikliwej obserwacji morza Marshallczycy zgromadzili bogaty zasób dokładnej wiedzy o działaniu fal oceanicznych, o tym, co się z nimi dzieje, gdy zbliżają się do lądu i przechodzą przez niego, oraz o cechach charakterystycznych dwóch lub więcej wzorów fal oddziałujących ze sobą w obecności wyspy. 

Znaczna część tej wiedzy empirycznej nie była tak dobrze znana oceanografom naukowym naszego społeczeństwa, jak to było w przypadku marynarzy z Marshalla, dopóki nie udostępniono zdjęć lotniczych do badania działania fal i fal.

Kiedy oceanografowie zaczęli badać fale oceaniczne, okazało się, że ich działanie jest zgodne z prawami teorii fal w taki sam sposób, jak światło i dźwięk. 

Na przykład, gdy fala oceaniczna uderza w brzeg, część jej energii – to znaczy – odbija się pod kątem równym kątowi jej padania. A kiedy fala zbliża się, uderza i część jej przemieszcza się obok małej wyspy, takiej jak jeden z atoli Wysp Marshalla, jej linia ruchu zmienia się w zależności od kąta linii brzegowej, do której się zbliża.

Linia grzbietu fali zbliżającej się do brzegu wyspy jest wygięta i zakrzywiona w kierunku zgodności z linią brzegową. Dzieje się tak, ponieważ przybrzeżna część fali jest spowalniana, gdy napotyka płytką wodę, jej energia jest wydatkowana na załamywanie się lub szczytowanie fali, spowalniając w ten sposób ruch do przodu, podczas gdy część przybrzeżna w głębokiej wodzie kontynuuje posuwanie się ze stałą prędkością. To jest refrakcja pęcznienia (swell refraction) [swell - martwa fala - wg polskiej terminologii  - MS]. Wreszcie można znaleźć burzliwy cień szczególnego rodzaju, podobny do półcienia, rozciągający się od zawietrznej strony wyspy na kilka mil.




Inhabited by about 14,000 persons who are racially classed as Micronesians, the Marshall Islands are part of the Trust Territory of the Pacific Islands which are administered by the United States under trusteeship from the United Nations.



Odbicie, załamanie, zjawisko cienia i kilka innych pomocniczych oddziaływań fal było dobrze rozumianych przez ludy wysp Marshalla, którzy badali je nie z punktu obserwacyjnego zdjęć lotniczych, gdzie można je łatwo obserwować, ale z powierzchni morza w ich czółnach i z wybrzeży ich atoli, które nigdy nie wznoszą się wyżej niż kilka stóp nad poziomem morza. 
[na pewno? to, że jezioro Kałębie składa się z trzech kół widać tylko z powietrza - MS] Nie tylko rozpoznali te złożone wzorce fal i fal, ale wykorzystali tę naukę empiryczną w praktyce, opracowując na jej podstawie system pilotażu i nawigacji. To właśnie te zjawiska oceanograficzne są przedstawione na ich mapach. Mapy są używane przez kapitanów żeglarstwa do nauczania zasad działania fal i ich wykorzystania do ustalania pozycji kajaka, gdy znajduje się ono w pobliżu, ale poza zasięgiem wzroku lądu.

Wykresy Marshalla nie są rysowane na płaskich arkuszach; Są to modele zbudowane z patyków. Istnieją dwa rodzaje: 

- mattang, konstrukcje, które ilustrują abstrakcyjne ogólne koncepcje ruchów i interakcji fal w pobliżu jednej lub więcej małych wysp; oraz konstrukcje 
- meddo ("morskie") przedstawiające poszczególne wyspy z grupy Marshalla i wyróżniające je charakterystyki falowe. 


Te pierwsze są w istocie modelami naukowymi; te ostatnie – instrukcje pilotażu. 

Żaden z nich nie był przewożony na pokładzie czółna, gdyż cała erudycja oceanograficzna przechowywana była w głowie marshallowego nawigatora. I ci nawigatorzy, nawet dzisiaj (1964 r), strzegą tych informacji starannie i przekazują je tylko innym, którzy zostali specjalnie wybrani do szkolenia. Tylko wtedy, gdy informacja ma być przekazana uczniowi, konstruowane są najlepsze wykresy – to znaczy te, które zawierają pełne informacje. Jedną z najwspanialszych kart typu meddo w każdej kolekcji muzealnej jest model zebrany przez Roberta Louisa Stevensona i jego żonę, gdy byli na Wyspach Marshalla w 1890 roku. Jest on eksponowany w Oceania Hall w Muzeum Uniwersyteckim.





Wykres typu mattang, na którym zilustrowane są zasady pilotowania przez fale oceaniczne. Punktem kardynalnym jest strona, po której nie krzyżują się dwa małe patyczki. Jest to wschód słońca lub wschodnia ćwiartka, z której wieją północno-wschodnie pasaty, przynosząc dominujące fale systemu. Inne przedstawione systemy falowania to te, które są generowane przez wiatry w innych częściach Oceanu Spokojnego i docierają do Wysp Marshalla w różnych porach roku po przebyciu tysięcy mil morskich o długości 34-35 cali.



Inny doskonały przykład typu mattang został podarowany pisarzowi przez Jamesa Milne'a, w pełni wyszkolonego nawigatora z Wyspy Marshalla, z Wyspy Ebon w 1958 roku. Jest to godne uwagi, ponieważ są na nim przedstawione cztery (zwykle dwa) różne wzory falowania, ich odbicia i załamania, a także szereg możliwych interakcji, jakie mogą one ze sobą mieć, w zależności od stanu morza i sposobu, w jaki model jest odczytywany. 

Każdy wzór martwej fali (swell) jest reprezentowany przez parę przeciwległych zakrzywionych patyczków, pomiędzy którymi kładzie się prosty kij z karbowaną figurą w pobliżu każdego końca. Jeden prosty kij ma trzecią karbowaną figurę pośrodku. Na wszystkich końcach, z wyjątkiem jednej z reprezentacji fali swell, znajduje się para krótszych skrzyżowanych patyczków, które reprezentują interakcję dwóch sąsiednich wzorów fali na tym, do którego przywiązana jest krótka para.

Dziwny koniec, który ma dwa nieskrzyżowane patyki, reprezentuje kierunek wschodu słońca, główny kierunek dla Marshalla, z którego nadchodzą pasaty i dominująca fala. Wszystkie elementy modelu ułożone są w ośmiokątną kompozycję. Osiem brzeżnych patyczków tworzących boki ośmiokąta i niezdobione proste kije, które łączą rogi, stanowią tylko ramę nośną i niczego nie reprezentują.



chyba tak - MS

Czytając ten model treningowy, środek może reprezentować wyspę, a wygięte patyki ilustrują załamania fal zbliżających się do niego z wielu kierunków. Muszle cowrie (Cypraea sp.) zawiązane w centralnym punkcie każdej strony mogą również reprezentować wyspy, a skrzyżowane przez nie patyki ilustrują albo interakcje innych załamujących się fal, albo turbulencje, które występują na zawietrznej wyspie, gdy wokół niej wygina się fala. Innymi słowy, niektóre elementy konstrukcji mogą być używane do reprezentowania więcej niż jednej zasady działania pęcznienia. Instruktor może wybrać kombinacje reprezentacji wysp, zarówno środkowa i boczna, jak i boczna-boczna, aby reprezentować prawie każdą parę wysp w Wyspach Marshalla w różnych warunkach falowania.




Odbicie i załamanie oceanu wzbiera, gdy uderzają w mały atol. (A) prosta linia wyprzedzenia systemu fal oceanicznych. (B) Grzbiety fal są wygięte lub załamują się, gdy uderzają o ląd i dostosowują się do konturu brzegu. (C) Część każdej fali jest odbijana z powrotem po uderzeniu w wyspę. (D) Cień turbulencji formowany przez załamujące się fragmenty fal zakrzywiających się wokół wyspy.


Problemem dla pilota Marshalla jest to, że jest w stanie żeglować w górę i w dół całego łańcucha poza zasięgiem wzroku lądu i cały czas znać swoje położenie względem najbliższych wysp; Wiedząc o tym, może w razie potrzeby skorygować swoje kursy, aby dokładnie zejść na ląd, gdy prądy, których nie można zaobserwować, wpływają na jego pokonywany kurs.

Aby tego dokonać, musi znać względne położenie geograficzne wszystkich wysp w grupie, oczekiwane odległości żeglugi między nimi w różnych warunkach wiatru i musi być w stanie odczytać konfiguracje fal, które identyfikują każdą niewidoczną wyspę, gdy ją mija. Leżąc na plecach w zęzie swojego czółna i wyczuwając ruch czółna, wprawny pilot może "ustalić" swoją pozycję w nocy, nawet nie patrząc na morze, ponieważ sam ruch czółna powie mu, jakiego rodzaju fale na nie działają.



Oczywiście, na niektórych wykresach można znaleźć pewną dozę estetycznej przyzwolenia, a przykład tego można zobaczyć na opisywanym tutaj trzpieniu maty. Wzorce fal rzadko, jeśli w ogóle, występują w tak idealnie symetrycznych relacjach, jak pokazano na tym wykresie. Dodatkową odrobinę stosownej symboliki zawierają karbowane figury prostych patyków ułożonych między zakrzywionymi parami, ponieważ są one odpowiednio ukształtowane w tej samej formie, w jakiej były ozdoby masztów na starych czółnach żaglowych ludu z Wysp Marshalla. Te twórcze wolności nie mogą być przypisane naukowej naiwności ludu plemiennego; Wyszkoleni technicy, którzy konstruują kolorowe modele atomu z kuli i drutu w celu zilustrowania zasad fizyki jądrowej, również wydają się poświęcać pewną dokładność naukową na rzecz atrakcyjności wizualnej.


"Kartografia Wysp Marshalla". Expedition Magazine 6, nr 4 (lipiec 1964): -. Dostęp 07 października 2025 r.




---------


Kartografia rzeźbiarska:

jak mieszkańcy Wysp Marshalla używali wykresów patyczkowych do mapowania fal

Styczeń 16, 2014 by Mariabruna Fabrizi 







Każdy drążek nawigacyjny jest unikalny i został wykonany przez indywidualnego nawigatora, który był więc jedyną osobą, która była w stanie w pełni go zinterpretować i wykorzystać. Mapy nie były zabierane ze sobą podczas nawigacji, ale studiowane i zapamiętywane przed podróżą. Marshallański nawigator kucał lub leżał na brzuchu w czółnie, aby wyczuć, jak kadłub jest pochylany i toczony przez leżące pod spodem fale.

Istnieją trzy główne kategorie wykresów sztyftowych: Mattang, Meddo (lub Medo) i Rebbelib (lub Rebbelith).

Wykres Mattang był abstrakcyjnym wykresem używanym do instrukcji i do nauczania zasad czytania, jak wyspy zakłócają fale.

Mapa Meddo pokazywała rzeczywiste wyspy i ich względne lub dokładne położenie.

Mapy Rebbeliba przedstawiały te same informacje, co mapy Meddo, ale w przeciwieństwie do nich, zawierały wszystkie lub większość jednego lub obu łańcuchów wysp.

















Wyspy Marshalla



















https://www.penn.museum/sites/expedition/marshall-islands-cartography/

archaeology.org/issues/may-june-2019/collection/maps-marshall-islands-stick-chart/mapping-the-past/

Prawym Okiem: Radogoszcz odnaleziona?

socks-studio.com/2014/01/16/sculptural-cartography-how-the-marshall-islands-inhabitants-used-stick-charts-to-map-the-waves/

map of Marshalla islands - Szukaj w Google

en.wikipedia.org/wiki/Marshall_Islands_stick_chart