Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reforma administracyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą reforma administracyjna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

Wielkie ośrodki miejskie jak magnesy

 

Miasta wojewódzkie wyciągają ludzi z mniejszych miast.



Ewidentnie brakuje województw - koszalińskiego, płockiego, ełckiego, siedleckiego (brzeskiego), kaliskiego, gorzowskiego.
Niektóre stolice są za mało atrakcyjne: Olsztyn, Rzeszów, Kielce, Opole, Zielona Góra... trudno im konkurować z Warszawą, Krakowem, Gdańskiem, Wrocławiem.


przedruk

Wykluczenie komunikacyjne

Mapa wykluczenia komunikacyjnego – ciemniejsze kolory oznaczają jego wyższy stopień. Źródło: opracowanie badań "Analiza skali wykluczenia komunikacyjnego na obszarze Polski"



Wykluczenie komunikacyjne dotyka w Polsce 10 mln osób – usłyszeliśmy od przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury. Wskazują na to kompleksowe badania naukowców z czterech politechnik w Polsce, którzy przygotowali 21 raportów. Powstała w ten sposób mapa wykluczenia. Ciemniejszy kolory symbolizuje wysoki, a jaśniejszy – niski stopnień zagrożenia wykluczeniem. Zupełnie jasno jest jedynie w największych miastach i przy ich obrzeżach. Dobrze wygląda też sytuacja na Górnym Śląsku.

Najciemniej robi się w gminach na granicach – zarówno województw, jak i państwa. Ciężko z dojazdem jest też na wschodzie Polski, który zaznaczony jest w większości na ciemnozielono. W takich miejscach według raportu ma mieszkać 27 proc. populacji.

Naukowcy z Politechniki Śląskiej, Poznańskiej, Gdańskiej i Warszawskiej wyliczyli, że wykluczenie nie występuje w zaledwie 33 na 2479 gmin. Zmiany na lepsze idą powoli, mimo że temat dostępności kolei i autobusów od lat pojawia się w kolejnych kampaniach wyborczych. Politycy wsiadają do autobusów, pociągów i tramwajów, pojawiają się pomysły budowy torów, wsparcia dla linii autobusowych, wspólnego biletu na różne środki transportu. Mimo to liczbę wykluczonych wciąż można liczyć w milionach – różne źródła podawały w poprzednich latach liczby od 6 do nawet 15 milionów osób bez wystarczającego dostępu do transportu zbiorowego.

[...]


Według tych kryteriów najbardziej wykluczeni są mieszkańcy miejscowości, z których najtrudniej dostać się do powiatowej przychodni zdrowia, szkoły czy na zakupy. Co ciekawe, w związku z tym dość słabo wypadły miejscowości, które mają niezłe połączenie z miastami wojewódzkimi. Tak jest na przykład z małopolskim Kozłowem, skąd wielokrotnie w ciągu dnia można odjechać do Krakowa. Pociągi w szczycie odjeżdżają nawet w dwuminutowych odstępach. Ocena naukowców jest jednak jednoznaczna – gmina mimo to jest jedną z najmocniej zagrożonych wykluczeniem w regionie.

– W naszym projekcie założyliśmy, że codzienne podróże nie są dojazdami do najbliższej metropolii, lecz dojazdami do powiatu. W przypadku Kozłowa są to zatem połączenia z Miechowem czy Jędrzejowem – mówi nam Żmuda-Trzebiatowski. – Zarówno w Kozłowie, jak i w Miechowie przystanki kolejowe są zlokalizowane ponad kilometr od centrów tych miejscowości – wyjaśnia specjalista.

Jak dodaje ekspert, nawet teoretycznie dobry dojazd do Krakowa nie ratuje sytuacji. Podróż trwa półtorej godziny, z dojściem na stację kolejową i dojazdem do docelowego miejsca podróży w Krakowie może zająć ponad dwie godziny – a w dwie strony ponad cztery.



porównanie map:
z zaznaczeniem miast: Gorzów Wlk., Koszalin, Kalisz, Płock, Ełk, Siedlce


Dobrze skomunikowana ziemia rzeszowska - ale ludzie wyjeżdzają do Krakowa... toruńskie - do Gdańska




Najwyższy współczynnik wykluczenia komunikacyjnego – a więc najgorszą z możliwych ocen – otrzymało aż 399 gmin. Najtrudniej jest mieszkańcom wschodu kraju. W województwie podlaskim znajduje się 55 z najbardziej wykluczonych gmin, a w lubelskim – aż 79.


„Problem jest, bo nie ma częstych kursów autobusów. Teraz o 10:00 możemy dopiero do domu jechać, a później aż o 12:30 i o 15:00 – mówiła Radiu Lublin jedna z mieszkanek Lubelszczyzny, czekająca na autobus na dworcu w stolicy regionu.

Dostępne w internecie rozkłady wyglądają tragicznie. Z Woli Mysłowskiej na Lubelszczyźnie bez samochodu nie można wydostać się w dni powszednie po 17:00, a w weekendy – w ogóle. Niektóre z autobusów i busów kursują jedynie od poniedziałku do czwartku. Komunikacja ma służyć głównie uczniom. Z malowniczych Wiżajn do niedalekich Suwałk samochodem jedzie się 34 minuty. Autobusy, wykonujące na tej trasie kilka kursów dziennie, przebywają tę trasę w nieco ponad godzinę.


Lubelskie i Podlaskie to piękne, ale dość puste województwa. Czy to jedyna przyczyna problemu z transportem na wschodzie? Paweł Żmuda-Trzebiatowski ocenia, że na takich obszarach – choć nie tylko tam – występuje też zjawisko „atomizacji” potrzeb transportowych. Coraz więcej osób potrzebuje dostać się w różne miejsca, trudno ułożyć dla wszystkich jedną trasę.

W korzystaniu z transportu publicznego wciąż przeszkadza bałagan. Nie ma na przykład jednej wyszukiwarki obejmującej wszystkie kursy wszystkich przewoźników, szczególnie tych autobusowych. Pomagać może E-podróżnik i Google, ale obie strony najczęściej pokazują niekompletne dane. Brakuje aplikacji, która funkcjonalnością dorównywałaby na przykład Koleo – aplikacji zbierającej dane o rozkładzie jazdy i umożliwiającej kupno biletów. Bywa, że informacje o rozkładach są poukrywane na witrynach samorządów. Bywa też, że w internecie nie można ich znaleźć.

– Na niewielkim obszarze może funkcjonować kilku różnych zarządców infrastruktury drogowej (przystanki, dworce), zarządcy infrastruktury kolejowej, organizatorzy transportu różnych szczebli, operatorzy transportu, którzy fizycznie realizują przewozy, ale też prywatne firmy świadczące usługi przewozowe, czy dostawcy rozwiązań, które umożliwiają pasażerowi poruszanie się w tym systemie, na przykład planerów podróży czy systemów sprzedaży biletów – mówi Żmuda-Trzebiatowski.

– Co więcej niektóre z podmiotów zaangażowanych w tworzenie systemu transportu publicznego postrzegają się wzajemnie jako konkurencję, choć przez pasażera są traktowane jako elementy jednego systemu – zauważa naukowiec. Jak zaznacza, systemowi transportowemu potrzebna jest głęboka reforma, która nie wpłynie na ciągłość jego funkcjonowania – a więc operacja na żywym organizmie.

Fundusz autobusowy receptą na wykluczenie?

Ministerstwo Infrastruktury szykuje pierwsze „cięcia skalpelem”. Pomóc ma nowelizacja ustawy o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, w przeszłości nazywana programem PKS+. Fundusz wspiera powstawanie połączeń tam, gdzie brakuje oferty. W 2026 roku dostępne w nim środki przekroczą 1,2 mld złotych. Do tej pory pieniądze z FRPA wspierały jedynie połączenia na zupełnie nowych trasach. Nowelizacja prawa zakłada odejście od tej zasady, a także wyznaczenie minimalnych standardów dla linii wspieranych z Funduszu, tak, by w końcu pożegnać wysłużone i ciasne busiki. Resort chce też utworzenia informatycznego rejestru danych o połączeniach, co ułatwi działanie wyszukiwarek połączeń.

To ważny krok, ale nie rozwiąże wszystkich problemów – twierdzi dr Żmuda-Trzebiatowski:

– Skoro do tej pory rozmawialiśmy o tym, że przyczynami wykluczenia mogą być między innymi: koszty podróży, brak integracji różnych rodzajów transportu, problemy z przepływem informacji pasażerskiej lub to, że do najbliższego przystanku jest zwyczajnie zbyt daleko, a jego budowa wymaga np. poważnego remontu drogi, żeby autobus mógł w ogóle przejechać, to byłbym dość sceptyczny co do idei, że to wszystko da się naprawić wyłącznie przez tworzenie nowych linii na już istniejącej infrastrukturze.









W Niemczech - przewaga danej religii (i/ lub ateizmu):








fb

oko.press/wykluczenie-transportowe-badania-fundusz




niedziela, 28 września 2025

Ilość województw










Czy rzeczywiście potrzebujemy 49 województw? Dwa ciekawe komentarze ekspertów Instytutu Sobieskiego. "Obszar powiatu często jest za mały a z kolei województwa za duży"


opublikowano: 28 lutego 2014






Za: http://www.sobieski.org.pl

dr Łukasz Zaborowski

Czy rzeczywiście potrzebujemy 49 województw?

Do debaty publicznej wraca sprawa podziału administracyjnego państwa. Wrócić musiała, zważywszy, że już na etapie reformy w roku 1999 zaprzeczono przyjętym wówczas założeniom. Dziś zatem nie sposób przeczyć, że obecny ustrój terytorialny wymaga korekty. I oto pojawia się koncepcja powrotu do układu 49 województw. Czy to dobry pomysł? Zapytajmy wpierw o cel, a potem, czy proponowany środek jest właściwy.

Cel – zwiększenie policentryczności kraju – niewątpliwie jest słuszny. Problemem polskiej przestrzeni jest nadmierne skupienie życia społeczno-gospodarczego w nielicznych ośrodkach. Widać przepaść pomiędzy Warszawa, a resztą kraju. Dalej wyróżnia się kilka największych metropolii. Kolejna dysproporcja występuje między miastami wojewódzkimi a tak zwaną prowincją. Tymczasem wydaje się, iż kraj liczący prawie 40 milionów mieszkańców stać na więcej biegunów wzrostu.

W jaki sposób to osiągnąć? Czy konieczna jest zmiana podziału terytorialnego? Teoretycznie – nie. Dobrze prowadzona polityka regionalna powinna uwzględniać fakt, iż miasta wojewódzkie mają przewagę nad innymi, i zapewnić odpowiednie mechanizmy wyrównywania szans. To zresztą buńczucznie zapowiadano przy ostatniej reformie. Nic z tego nie wyszło: wciąż brak preferencji dla ośrodków pozbawionych funkcji administracyjnej. Jest jeszcze gorzej: w krajowych dokumentach planistycznych status administracyjny ośrodka jest podstawą dodatkowego wyróżnienia go w hierarchii osadniczej. Okazuje się, iż rozwiązanie tego problemu bez zmiany ustroju terytorialnego jest w praktyce mało prawdopodobne.

Jaka zatem korekta? Zwróćmy uwagę, iż cały czas mówimy nie o granicach województw, a jedynie o liczbie miast wojewódzkich. Granice są wprawdzie ważne z innych przyczyn, ale nie mają zasadniczego znaczenia dla policentryczności, o którą nam tutaj chodzi. Dla jej zwiększenia wystarczającym rozwiązaniem jest rozszerzenie modelu województw dwubiegunowych. Doświadczenia są pozytywne. Przykładem może być polityka przestrzenna województwa kujawsko-pomorskiego: bardziej docenione są tam nie tylko Bydgoszcz i Toruń, ale także inne miasta. Konieczność zachowania równowagi pomiędzy dwoma stolicami jest korzystna dla całego regionu. Upowszechnienie tego modelu może być wręcz skuteczniejsze niż zwiększanie liczby województw monocentrycznych.

Drugi postulat to dążenie do większej równowagi pomiędzy województwami. Jeśli zakładamy, iż mają one pełnić te same zadania, to obecne różnice wielkościowe – sięgające 1:5 – nie są uzasadnione. Zatem – albo zmniejszenie największych, albo zniesienie najmniejszych województw. Jeżeli zaś nie podważamy zasadności istnienia opolskiego i świętokrzyskiego, to racjonalne będzie zmniejszenie mazowieckiego. Ale to nadal nie musi oznaczać tworzenia nowych jednostek. Zamiast tego można powiększyć województwa sąsiednie, w szczególności te niewielkie ludnościowo.

A dodatkowe województwa? Ich utworzenie może być celowe w obszarach, gdzie sąsiadują ze sobą największe ludnościowo jednostki. Prócz mazowieckiego są to: śląskie, łódzkie, małopolskie i wielkopolskie. Warunek: by nowe województwa były porównywalne wielkościowo z obecnymi. W tym świetle słuszne byłoby powołanie nie więcej niż kilku nowych jednostek. I tak otrzymujemy układ 21-23 województw. Średnia wielkość: 1,75 miliona mieszkańców.

A wariant 49 jednostek? Edward Gierek nie ukrywał, iż celem reformy w roku 1975 było zniszczenie tradycyjnych więzi regionalnych. Województwa ani nie były spójne pod względem historyczno-kulturowym, ani nie nawiązywały do sieci osadniczej. Cała struktura była niezrównoważona wielkościowo. Miastami wojewódzkimi zostały niewielkie ośrodki. Owszem, rozwinęły się, ale tylko na poziomie – jak to dziś nazywamy – subregionalnym. Ich sieć była tak gęsta, że nie starczyło dla wszystkich przestrzeni. Samodzielny region musi przekraczać pewien próg ludnościowy, by uzasadnione było budowanie infrastruktury społecznej wyższego rzędu. Dlatego po roku 1975 wiele instytucji publicznych i tak działało w układzie dawnych 17 województw.

Podsumowując, ewolucja, nie rewolucja. Oceńmy trzeźwo obecny układ: jakie ma wady, a jakie zalety, przede wszystkim zaś -co jest w nim niekonsekwentne. Ustalmy racjonalne oczekiwania, a następnie obiektywne zasady korekty. I spróbujmy przywrócić równowagę – w podziale terytorialnym i w możliwościach rozwoju regionów.



Paweł Soloch




Utworzenie małych województw ma sens w kontekście reformy powiatów i organizacji administracji państwowej w terenie.

Pojawienie się tematu przywrócenia dawnej liczby 49 województw to, jak zauważa Łukasz Zaborowski, powrót sprawy podziału administracyjnego państwa.

Ta propozycja, ogłoszona niedawno przez szefa SLD, nie została dostatecznie rozwinięta, co budzi podejrzenia, iż w istocie ma charakter koniunkturalny, podyktowany doraźnym działaniem na rzecz poszerzenia elektoratu partii.

Jednak zarówno problem niedoskonałości podziału administracyjnego, jak i związana z tym słaba organizacja całego aparatu administracji publicznej (państwowej i samorządowej) są już problemami rzeczywistymi.

Temat z całą pewnością wymaga bardziej szczegółowej dyskusji, ale odnosząc się do tekstu Łukasza Zaborowskiego warto poczynić kilka uwag. Koncepcja 49 województw wprowadzona została przez Edwarda Gierka wzorującego się na podziale administracyjnym Francji (departamenty). Jej głównym celem było, jak to przypomniał Jerzy Stępień, osłabienie władzy terenowych działaczy partyjnych i wzmocnienie władzy centrum. Nie sadzę, żeby samo tylko przywoływanie nazwiska Gierka i wskazywanie, że realizacja pomysłu oznacza wzmocnienie możliwości działania centrum są wystarczającymi argumentami do dezawuowania projektu.

Przede wszystkim dzisiaj powrót do koncepcji 49 województw nie musi wcale oznaczać zarzucenia polityki rozwoju regionalnego i idei istnienia regionów – dużych województw. W gruncie rzeczy, chodzić może o model: gmina, małe województwo i duży region.

Przy realizacji takiego modelu pytanie o koncepcję 49 województw jest pytaniem o sens istnienia powiatów w dotychczasowym kształcie. Wiedzą o tym najlepiej działacze samorządowi, zwłaszcza powiatowi, czyli potencjalnie najbardziej zagrożeni. Stąd ich krytyczne wypowiedzi, takie jak na łamach Rzeczpospolitej starosty łowickiego, który stwierdził, że na wszelkie zmiany jest już za późno, bo „struktury samorządu terytorialnego utrwaliły się. I zresztą generalnie sprawdzają się….”.

Nie jest to do końca prawdą, bo można spotkać się z opiniami podważającymi sensowność ponoszenia kosztów w utrzymywaniu wielu powiatów, ze względu na:

♦ Różnice, jakie wynikają zarówno z liczby mieszkańców w poszczególnych powiatach (są takie, które mają po 25 tysięcy mieszkańców jak takie, które liczą sobie kilkaset tysięcy)

♦ Ich położenie względem metropolii, czyli dużego miasta – przykładem są tutaj powiaty leżące w bezpośredniej bliskości Warszawy; utrzymywanie sztucznych odrębności w dziedzinie usług świadczonych mieszkańcom, z towarzyszącą im odrębną administracją, mnoży tylko koszty.

Niewątpliwie, przyjęcie koncepcji małych województw byłoby rozwiązaniem korzystniejszym z punktu widzenia organizacji organów administracji państwowej. Chodzi tu zwłaszcza o zastąpienie ponad 300 powiatowych komend policji i straży pożarnej liczbą ok. 50 komend wojewódzkich. Podkreślić przy tym trzeba, że chodzi tu o ograniczenie tylko struktur biurokratycznych obu służb, a nie o ograniczenie liczby jednostek strażackich czy posterunków policji. W wypadku policji liczba posterunków, wręcz powinna ulec odbudowie (powiększeniu), w związku z fatalnymi w skutkach decyzjami o ich likwidacji przeprowadzonymi przez rząd PO.

Natomiast sześciokrotnie – siedmiokrotnie mniejsza liczba komend oznacza nie tylko ograniczenie kosztów stricte biurokratycznych, ale też pozwala na bardziej efektywne wykorzystywanie struktur. Komendy te obejmowałyby obszar większy od przeciętnego powiatu, a zarazem mniejszy od dużego województwa, co jest korzystnym rozwiązaniem z punktu widzenia koordynacji działań związanych z bezpieczeństwem i ochroną ludności.

Po cichu wielu zarówno policjantów jak i strażaków przyznaje, że dla koordynacji działań rożnych służb, tworzenia planów działania, siatek bezpieczeństwa, dysponowania środkami etc., obszar powiatu często jest za mały a z kolei województwa za duży.

O tym jak dalece struktura powiatowa jest nieefektywna, jeśli chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa mieszkańcom, świadczy fiasko próby budowy w oparciu o powiaty systemu powiadamiania ratunkowego (system telefonu 112).

Dodatkową korzyścią byłoby podporządkowanie 49 komendantów wojewódzkich (w miejsce obecnych ponad 300) bezpośrednio wojewodzie, jako przedstawicielowi administracji państwowej w terenie. Obecne w powiecie organy administracji państwowej, jakimi są powiatowy komendant policji i powiatowy komendant państwowej straży pożarnej podlegają organowi władzy samorządowej, jakim jest starosta powiatowy. Utrudnia to koordynację zwłaszcza w zakresie współpracy różnych służb, ponieważ w praktyce, dla komendanta powiatowego często ważniejszym punktem odniesienia niż władza samorządowa pozostaje zwierzchni organ administracji państwowej: komendant wojewódzki i wojewoda.

Utworzenie małych 49-50 województw nie oznaczałoby likwidacji województw dużych. Tyle tylko, że ich zadania odnosiłyby się przede wszystkim do realizacji celów związanych z rozwojem regionalnym, przy jednoczesnym ograniczeniu kwestii związanych z bezpieczeństwem i ochroną ludności, które w przeważającej mierze byłyby realizowane na poziomie właśnie owych małych 49 województw.






geografia24.pl/podzial-administracyjny-polski/

wpolityce.pl/polityka/186774-czy-rzeczywiscie-potrzebujemy-49-wojewodztw-dwa-ciekawe-komentarze-ekspertow-instytutu-sobieskiego-obszar-powiatu-czesto-jest-za-maly-a-z-kolei-wojewodztwa-za-duzy

ukrinform.pl/rubric-society/3556129-ukraina-obchodzi-dzien-flagi-narodowej.html




czwartek, 19 marca 2015

Żniwa czas zakończyć..


Przedruk z komentarzem


wikipedia:

Reforma administracyjna Polski (1975) – reforma zmieniająca podział administracyjny Polski, wraz z którą porzucono trójstopniowy podział administracyjny kraju (województwo – powiat – gmina) i zastąpiono go nowym,dwustopniowym podziałem (województwo – gmina), obowiązującym od 1 czerwca 1975 do 31 grudnia 1998[1].

  • Synteza
Ustawą z dnia 28 maja 1975 r. wprowadzono w Polsce dwustopniowy podział administracyjny[1]. Reforma była końcowym etapem kolejnych przemian administracyjnych trwających od momentu likwidacji gmin, a w ich miejsce wprowadzenia gromad pod koniec 1954 roku[2].

Stopniowe likwidowanie słabych ludnościowo, ekonomicznie, infrastrukturalnie i rozwojowo gromad rozpoczęto pod koniec lat 50. i kontynuowano etapowo przez lata 60.[3] Na początku lat 70. dużo większe i o znacznie zmniejszonej liczbie gromady coraz bardziej przypominały gminy, które w końcu reaktywowano z dniem 1 stycznia 1973[4] (np. wykaz gromad powiatów gostyńskiego i włodawskiego 1 stycznia1971 był taki sam co wykaz gmin z 1 stycznia 1973[5][6]), jednocześnie likwidując gromady, a także osiedla.

W sumie w miejsce 4315 gromad utworzono z dniem 1 stycznia 19732366 znacznie większych gmin[7]. Liczbę tę zmniejszono w dalszych latach do 2129 (2 lipca 1976)[8].

Zmiany na szczeblu powiatowym rozpoczęto powołaniem pod koniec 1972 r. największego powiatu w Polsce –bieszczadzkiego, utworzonego z trzech skomasowanych powiatów (leskiegoustrzyckiego i sanockiego); powstał też powiat miejski w Sanoku[9]. Z początkiem 1973 roku zniesiono powiat woliński i utworzono powiat miejski wŚwinoujściu[10], a pod koniec 1973 roku powiaty miejskie wKoninie i Stargardzie Szczecińskim[11]. W grudniu tego roku przemianowano też powiat niżański na stalowowolski[12], apowiat iłżecki na starachowicki[13]. W latach 1973-1975 przeprowadzono wielką akcję przyłączania (bądź łączenia) jednostek administracyjnych (zarówno miast, jak i gmin) do większych sąsiednich ośrodków miejskich. Spowodowało to znaczne zredukowanie niektórych powiatów pod względem administracyjnym (najbardziej drastycznym przykładem był powiat tyski o 16 jednostkach, który w przeddzień reformy składał się już tylko z trzech enklaw miejskich)[14][14][15]. W okresie od 2.01.1972 do 1.01.1973 zniesiono 13 miast (utworzono 16), 54 osiedla i 4 dzielnice w Krakowie (utworzono 2); zmieniono też nazwę 2 miastom (Boguszowowi i Szczawnicy)[16]. W 1975 roku, do chwili wprowadzenia reformy, zniesiono dodatkowo 26 miast.


Z dniem 1 czerwca 1975 r. zlikwidowano 314 powiatów, a w miejsce 17 województw i 5 miast wydzielonych (WarszawaŁódźKrakówWrocław i Poznań) wprowadzono nowy podział na 49 województw[17]. Poza województwami, jednostkami administracyjnymi stopnia wojewódzkiego były także miasto stołeczne Warszawa oraz miasta Kraków, Łódź i Wrocław, co wpłynęło na oficjalne określenie województwa warszawskiego jako stołeczne, a krakowskiego i łódzkiego jako miejskie(województwo wrocławskie i Wrocław posiadało wspólną Radę Narodową). Obok gmin, jakojednostek stopnia podstawowego, w większych miastach działały także dzielnice[1].
Charakterystyczne dla podziału administracyjnego powstałego w efekcie reformy było to, iż tylko nieliczne województwa miały więcej niż 1 milion mieszkańców oraz fakt, że stolicami nowych województw zostały w wielu przypadkach średnie bądź małe prowincjonalne miasta, w których właśnie dzięki awansowi do rangi miasta wojewódzkiego nastąpił rozwój gospodarczy. Pociągnęło to za sobą znaczne wydatki związane z budową m.in. nowych Komitetów Wojewódzkich PZPR,urzędów wojewódzkichsądówprokuratur i komend wojewódzkich MO[17].

Oficjalnym celem reformy było dostosowanie podziału administracyjnego do potrzeb przyspieszonego rozwoju społeczno-gospodarczego Polski, lepsze zaspokajanie rosnących potrzeb społeczeństwa oraz usprawnienie zarządzania gospodarką narodową oraz funkcjonowania organów władzy i administracji państwowej[1].

Rzeczywistym powodem mogła jednak być obawa władz centralnych w Warszawie przed rosnącymi w siłę ekonomiczną i administracyjną dotychczasowymi województwami, co z kolei mogłoby mieć wpływ na ich USAMODZIELNIANIE SIĘ względem centrali[17]. Zwłaszcza obawa przed potęgą największych, gęsto zaludnionych i silnie uprzemysłowionych województw (warszawskiego, łódzkiego, krakowskiego[18]) spowodowało pozornie nielogiczne utworzenie najmniejszych województw wokół największych miast[17]. Ostatecznie podział administracyjny Polski 1975-1998 został zniesiony wraz z kolejną reformą administracyjną, która weszła w życie 1 stycznia 1999 roku[19].

  • (frag. książki)  Reorganizacja administracji PRL. Sytuacja w kierownictwie partyjno-państwowym PRL uległa stabilizacji. Za cenę wzrostu zależności od Moskwy, za której reprezentanta w Biurze Politycznym uważano Jaroszewicza, Gierek rozbił opozycję na szczytach PZPR. Nadal jednak trwał opór średniego i niższego aparatu - partyjne kliki zdobywały w terenie coraz większą niezależność i tylko pozorowały posłuszeństwo. W celu wzmocnienia kontroli nad aparatem terenowym kierownictwo PZPR przeprowadziło reorganizację administracji i nowy podział terytorialny PRL na 49 województwo.(...) Sekretarzami nowych komitetów wojewódzkich zostawali najczęściej dygnitarze wychowani w ZMP. Likwidacja powiatów przetrzebiła średni aparat, który bądź to awansował do nowych komitetów, bądź był degradowany do komitetów gminnych. Ruchy te wzmocniły nieco pozycję grupy gierkowskiej, a podkopały resztę wpływów Szlachcica.


Reforma administracyjna Polski 1999 – reforma zmieniającapodział administracyjny Polski, która wprowadziła 3-stopniową strukturę podziału terytorialnego z dniem 1 stycznia 1999 roku. Jedna z czterech reform 1999 r., które wprowadziły znaczące zmiany w państwie.

 Utworzono 16 rządowo-samorządowych województw i 315 samorządowych powiatów. Reforma miała na celu budowę samorządności i usprawnienie działań władz w terenie. Zmniejszono liczbę województw z 49 do 16. Pierwotny plan zakładał utworzenie 12 silnych województw[1].

 Większość miast, które straciły prawa miast wojewódzkich, weszła do grupy powiatów grodzkich, czyli miast na prawach powiatu[2]. W ramach przygotowania do przywrócenia samorządowych powiatów wdrożono Miejski Program Pilotażowy Reformy Administracji Publicznej.

Efektem zmian było zmniejszenie roli wojewody na rzecz marszałka województwa i samorządu wojewódzkiego. Część obiektów dotąd będąca w gestii wojewody przeszła pod zarząd poszczególnych szczebli samorządowych. Wraz z ich przekazaniem stopniowo przekazywano także narzędzia ich finansowania w postaci: udziału w podatku dochodowym, udziału w podatku od osób prawnych, dotacji i subwencji.



Warto zauważyć, że wg Pani Prof. Ancyparowicz, gospodarka polska "skończy się" około roku 2019-2020.
Jeśli nic się nie zmieni w polskiej gospodarce ( a nie zmieni się, bo tak to zaplanowano), może nastąpić krach i zostaniemy wykupieni tudzież wchłonięci przez właścicieli naszych długów – czyli niemców i amerykanów, bo inne nacje pozbędą się takich czy innych aktywów drogą wymiany.

Zgodnie z logiką służb, nie wolno dopuścić do tego, by Polacy obudzili się ze swego snu, więc nadchodzący kryzys i powszechny społeczny bunt należy uprzedzić i zażegnać za pomocą.... wojny z Rosją.

Posłanie na śmierć kilkuset tysięcy ( a może więcej) Polaków skutecznie osłabiłoby potencjalne siły buntownicze, pozwoliłoby też na selektywne potajemne masowe wyrżnięcie wszystkich „mącicieli”, obecnie monitorowanych za pomocą rożnorakich sponsorowanych i prowadzonych przez służby „niezależnych” „opozycyjnych” stron blogów i forum, na których prowadzi się obserwację i selekcję (listy prosprykcyjne) niewygodnych osobników, a ponadto zdruzgotane przez ostrzał miasta i zrujnowana gospodarka skutecznie wytłumaczyłaby Polakom dlaczego stali się nędzarzami z dnia na dzień..

Eksploatacja ekonomiczna Polski dobiegła końca. Więcej ukraść się nie da - bez drastycznego zauważalnego spadku jakości życia Polaków (służba zdrowia), czego nawet nie ukryją tańce z gwiazdami, na lodzie i pod lodem też.

Czas żniw dobiegł końca.

Ostatni skok na kasę, to grube miliardy przeznaczone na zakup uzbrojenia, które ma nas doprowadzić na szafot....


Po wojnie
W planach niemieckich polska administracja państwowa ulega anihilacji - podczas sterowanej przez niemiecką agenturę "nieodpowiedzialnej awanturniczej akcji >>rządu polskiego<< wymierzonej przeciw mocarstwu atomowemu", po czym część rządu o korzeniach ukraińskich (tak to nazwijmy) brata się z Ukrainą i chce utworzyć nowe państwo, na co nie godzą się niektóre SAMODZIELNE województwa i ogłaszają secesję. Jedni przyłączają się do niemiec, inni do Ukrainy...

Ekonomiczna eksploatacja zaczyna się od nowa...


P.S.
Następna w kolejce do rozbioru jest Rosja.
Za 30, 50 a może 100 – 200 lat , kto wie...

 https://www.youtube.com/watch?v=hpWBaRAaDSM



http://www.stefczyk.info/publicystyka/opinie/prof-ancyparowicz-ofe-to-wielkie-oszustwo,8783240208



http://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_administracyjna_w_Polsce_%281975%29
http://www.szkolnictwo.pl/szukaj,Podział_administracyjny_Polski_1975-1998
http://pl.wikipedia.org/wiki/Reforma_administracyjna_w_Polsce_(1999)
http://argo.neon24.pl/post/104493,o-roli-przepowiedni-we-wspolczesnym-swiecie









KOMENTARZE

  • --------- i co ? zrobimy z tą wiedzą ?
    ---ja prowincjonalna mrówka , pracująca w stresie na ZUS i podatki zrobić mogę ?? .
    Za komuny pękaliśmy ze śmiechu na KABARETONIE - gdy padały słowa !

    --Jedz fasolę Jasiu ! będziesz mądry ! -- co z tą mądrością zrobić ??.
  • @ninanonimowa 22:04:09
    Co zrobić?
    Nie zaciągać kredytów konsumenckich i oszczędzać!





http://argo.neon24.pl/post/120351,zniwa-czas-zakonczyc