Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2026

Smartfony - degradacja ludzkości





2019 r. - "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego"
2021 r. - "Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych"
                   "Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia"

2024 r. - "dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu"


2026 r. - "dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce"
                   "37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania"

                   "coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi"

                    "około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet"





przedruki
tłumaczenie automatyczne


Zakazać telefonów w szkołach, mówi minister Nick Gibb

2 lutego 2019
Chris Mason


Uczniowie powinni mieć zakaz zabierania smartfonów do szkoły, powiedział minister ds. standardów szkolnych w Anglii BBC. Nick Gibb zabrał głos przed publikacją przez rząd nowych wytycznych dla szkół, które mają dotyczyć bezpieczeństwa w internecie, mediów społecznościowych i gier online.

Oczekuje się, że dzieci powinny być uczone ograniczania czasu spędzanego online. Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły. Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Patsy Kane, dyrektorka wykonawcza w Education and Leadership Trust w Manchesterze, powiedziała, że plan pana Gibba "mija się z tym, jak fantastycznie przydatne mogą być telefony komórkowe do nauki." Powiedziała BBC Breakfast, że jej wieloakademicki fundusz wspiera odpowiedzialne korzystanie ze smartfonów podczas lekcji oraz że nauczyciele usuwają te urządzenia, jeśli są używane niewłaściwie w czasie lekcji.

Dodała: "Obecnie jest fantastyczny wybór aplikacji do powtórek – a uczniowie są naprawdę zmotywowani, by z nich korzystać."

Związek zawodowy reprezentujący dyrektorów wyraził sceptycyzm wobec całkowitych zakazów.

Ale pan Gibb powiedział: "Wiele szkół już podjęło decyzję o zakazie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
"Chociaż to wyraźnie sprawa dyrektora, moim zdaniem szkoły powinny zakazać uczniom wnoszenia smartfonów do szkoły lub klasy."
Katie Ivens z Campaign for Real Education powiedziała, że popiera zakaz chodzenia do klas, ale uczniowie powinni mieć prawo nosić telefony do i ze szkoły ze względów bezpieczeństwa.
To, co nazywa się "edukacją relacji", stanie się obowiązkową od września 2020 roku, a szkoły będą zachęcane do jej nauczania od września tego roku.

"Czas równoważenia"

Latem zeszłego roku rząd opublikował projekt wytycznych dotyczących sposobu wdrożenia tego rozwiązania.
"Dzieci i młodzież dorastają w coraz bardziej złożonym świecie i żyją płynnie zarówno online, jak i offline" – napisano.
Jednak uznano, że choć stwarza to "wiele pozytywnych i ekscytujących możliwości", to jednak pojawiają się także "wyzwania i ryzyka".

Od czasu publikacji dokumentu, który stwierdzał, że "uczniowie powinni być uczeni o korzyściach płynących z równoważenia czasu spędzanego w pracy i offline", otrzymano ponad 11 000 odpowiedzi na ten dokument, a wkrótce spodziewane są nowe wytyczne.

"Dzieci nie powinny spędzać godzin na smartfonach czy iPadach. Internet oczywiście przynosi ogromne korzyści i nie ma nic szkodliwego w spędzeniu czasu online," powiedział pan Gibb.

"Ale jeśli czas spędzany przez dzieci na mediach społecznościowych lub graniu w gry komputerowe staje się zbyt duży, to odbiera im czas na rozmowy z rodzicami, ćwiczenia, odrabianie lekcji czy zabawę z przyjaciółmi.
"To odbiera ilość snu i odpoczynku dzieci, przez co następnego dnia przychodzą do szkoły zmęczeni i nie mogą się skupić."

Minister, który spędził ponad sześć lat w Departamencie Edukacji, dodał: "Zapewnienie dzieciom możliwości samodzielnego korzystania ze smartfonów i mediów społecznościowych staje się coraz ważniejszą umiejętnością życiową, której muszą się nauczyć."

Jednak związek NAHT, reprezentujący liderów szkół, stwierdził, że zakaz zabierania uczniom telefonu komórkowego do szkoły może być nieproduktywny.

Składając zeznania przed Komisją ds. Nauki i Technologii Izby Gmin w październiku ubiegłego roku, starsza doradczyni ds. polityki związku, Sarah Hannafin, powiedziała: "Zakazy telefonów komórkowych z pewnością działają w niektórych szkołach, ale nie ma jednej polityki, która zadziała dla wszystkich szkół.

"Całkowite zakazanie telefonów komórkowych może powodować więcej problemów niż rozwiązywać, powodując użycie telefonów "pod ziemią" i sprawiając, że problemy są mniej widoczne i oczywiste dla szkół."

Dodała: "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego, dając im świadomość i strategie odpowiedzialnego monitorowania korzystania z ekranu oraz zdolność do identyfikowania i radzenia sobie z negatywnymi skutkami lub problematyczną treścią, z którą się spotykają."



-------

Telefony komórkowe powinny być zakazane w szkołach - Gavin Williamson

7 kwietnia 2021
Cristina Criddle

Telefony komórkowe powinny zostać zakazane w szkołach, ponieważ lockdown wpłynął na "dyscyplinę i porządek" dzieci, ostrzegł sekretarz edukacji.

Gavin Williamson powiedział The Telegraph, że telefonów nie powinno się "używać ani oglądać w ciągu dnia szkolnego", choć powiedział, że szkoły powinny ustalać własne zasady.

Telefony mogą pełnić rolę "wylęgarniska" cyberprzemocy, a media społecznościowe mogą szkodzić zdrowiu psychicznemu, dodał.
"Teraz czas schować ekrany, zwłaszcza telefony komórkowe," napisał.
"Technologia okazała się nieoceniona w utrzymaniu dzieci w nauce podczas lockdownów i wspieramy jej stosowanie" – powiedział.
"Poza klasą korzystanie z telefonów komórkowych odciąga uwagę od zdrowego ruchu i tradycyjnej zabawy.
"Co gorsza, jest to położem do cyberprzemocy i niewłaściwego korzystania z mediów społecznościowych.
"Chociaż każda szkoła powinna ustalać własną politykę, stanowczo wierzę, że telefony komórkowe nie powinny być używane ani widziane w ciągu dnia szkolnego i będę wspierać dyrektorów, którzy wdrożą takie zasady."

Rząd będzie konsultował w sprawie pomocy dyrektorom w usuwaniu telefonów ze szkół jeszcze w tym roku, dodał. Zdecydowana większość szkół już ma przepisy ograniczające korzystanie z telefonów podczas lekcji, według danych z aplikacji Teacher Tapp, która codziennie przeprowadza ankiety wśród około 8 500 nauczycieli. Według aplikacji około połowa szkół średnich i większość szkół podstawowych nie pozwala na korzystanie z telefonów podczas przerw lub przerw obiadowych.

"Prawdziwym problemem zwróconym przez nauczycieli szkół średnich jest niespójne stosowanie zasad i sankcji, a nie zawsze jest jasne, czyja odpowiedzialność spoczywa za usunięcie telefonu lub czy mają na to pozwolenie" – powiedziała Laura McInerney, współzałożycielka Teacher Tapp.

"Jak sekretarz edukacji zmieni ten problem, nie jest od razu jasne."

Polityka szkoły
Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły.
Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Zakaz ten był wcześniej popierany przez Nicka Gibba, ministra ds. standardów szkolnych, Matta Hancocka, byłego sekretarza kultury i obecnego ministra zdrowia, oraz Amandę Spielman, głównego inspektora Ofsted.

Jednak w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono żadnych przepisów egzekwujących tę zasadę.
We Francji prawo zabrania dzieciom korzystania z telefonów na terenie szkoły.
A na początku tego roku chińskie Ministerstwo Edukacji ogłosiło, że uczniowie nie będą mogli przynosić telefonów do szkoły bez pisemnej zgody rodziców.

"Podejście współpracy"
Mica-May Smith z Bright Futures Education, firmy szkoleniowej zajmującej się edukacją, powiedziała, że całkowity zakaz to zły pomysł, "ponieważ dzieci mogą nadal przynosić je do szkoły i ukrywać".
Zamiast tego powinno istnieć "podejście współpracy z obowiązującymi zasadami", w tym wyznaczonymi godzinami i obszarami użytkowania, powiedziała.
"Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych," dodała.
Telefony powinny być włączone do lekcji jako "fundamentalna część programu nauczania", powiedziała Susan Wessels, zastępczyni dyrektora Framlingham College w Suffolk.
"Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia" – dodała. "Musimy zachęcać uczniów do konstruktywnego korzystania z telefonów."

'Uzależnienie od telefonu'
Jednak połowa rodziców popiera zakaz używania telefonów, sugerowało badanie przeprowadzone w zeszłym roku przez portal porównujący ceny uSwitch.

Shile Ismaila, blogerka rodzicielska w African Mommy, mówi, że zakaz telefonów "zapobiegnie rozpraszaczom i pomaga dzieciom skupić się na pracy".
"Dzieci spędzały więcej czasu niż zwykle na telefonach podczas pandemii," dodała.
"To był główny sposób, by utrzymać kontakt z rówieśnikami, który teraz mniej więcej przerodził się w uzależnienie."

Pan Williamson pisał także o potrzebie dyscypliny i struktury podczas powrotu dzieci do szkół.
"Chociaż nauka zdalna była ogromnym sukcesem w umożliwieniu dzieciom kontynuowania lekcji w domu, brak regularnej struktury i dyscypliny nieuchronnie wpłynął na ich zachowanie" – powiedział.


-------------


Nadmierny czas przed ekranem sprawia, że dzieci nie nadają się do nauki – nauczyciele


19 lutego 2024


Nauczyciele z Yorkshire ostrzegają, że dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu.

W poniedziałek rząd wydał nowe zalecenia dla szkół mające na celu zaprzestanie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
Hannah Feerick, zastępczyni dyrektora w Wales High School w Rotherham, powiedziała: "Zauważamy uczniów, którzy są raczej cichi lub senni w czasie lekcji."
"Spędzają dużo czasu online," dodała.
"Zauważamy też wiele problemów z konfliktami między grupami przyjaciół, gdy są one w kluczowym momencie ich rozwoju.
"Wiele z tego dzieje się online," powiedziała pani Feerick.

Według danych No Phones At Home, które zachęca ludzi do odłączenia się od urządzeń i skupienia się na spędzaniu czasu razem, 55% dzieci posiadało telefon do 11. roku życia, a do 12. roku życia wzrosło do 77%.

Spośród tych dzieci 86% miało konta w mediach społecznościowych, a ta grupa spędzała średnio 2,5 godziny dziennie online, korzystając z telefonów, pokazują dane Community Interest Company.
Na niedawnym spotkaniu w Leeds nauczyciele szkół podstawowych mówili o wpływie spędzania zbyt dużo czasu online na dzieci.

Jeden z nauczycieli powiedział BBC: "Mają trudności z kontaktem z innymi. Są dość samotni."
Inny powiedział: "Brakuje cierpliwości i umiejętności czekania na nagrodę – muszą ją mieć i to teraz."
Trzeci nauczyciel powiedział, że rodzice "nie dostrzegają pełnego wpływu" czasu spędzanego przez dzieci online.

Psycholog z Leeds, Charlotte Armitage, powiedziała, że rodzice muszą zrobić wszystko, by ustalić wyraźne granice dotyczące używania urządzeń.
"Chodzi o równowagę – wszystko z umiarem," powiedziała pani Armitage.
"Wiemy, że usługi zdrowia psychicznego, zwłaszcza dzieci i młodzieży, są absolutnie przeciążone przez dzieci zgłaszające się z problemami psychicznymi.
"Ale możemy temu zapobiec, a wszyscy rodzice mogą zrobić swoje, by zająć się używaniem urządzeń."

Rząd poinformował, że nowe wytyczne dotyczące korzystania z telefonów komórkowych w szkołach są częścią planu "minimalizowania zakłóceń i poprawy zachowań w klasach".

Porada ta pojawiła się prawie trzy lata po tym, jak rząd po raz pierwszy wezwał do zakazu telefonów w szkołach.

Jednak Pepe Di'lasio, dyrektor Wales High School, który jest także nowym sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni, powiedział, że wytyczne "zamykają drzwi długo po tym, jak koń już uciekł".

"Rząd powinien zrobić znacznie więcej, by ścigać te platformy internetowe, do których dzieci mają dostęp i które mogą udostępniać bardzo niepokojące i ekstremalne treści," powiedział pan Di'lasio.
"To jest obszar, na którym musimy się skupić – nie na twardym urządzeniu, nie na problemie posiadania urządzenia w ciągu dnia szkolnego."

---------



Badania pokazują, że słownictwo związane z wysokim czasem spędzanym przed ekranem u małych dzieci

Tom McArthur
Poniedziałek, 12 stycznia 2026, godz. 11:42 


Rodzicom dzieci poniżej piątego roku życia w Anglii należy zaoferować oficjalne porady dotyczące tego, jak długo ich dzieci powinny spędzać na oglądaniu telewizji lub wpatrywaniu się w ekrany komputerów. Rząd zapowiada, że opublikuje pierwsze wytyczne dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla tej grupy wiekowej w kwietniu.

Jest to następujące: Opublikowano badania rządowe 
Wykazano, że około 98% dzieci poniżej dwóch lat codziennie oglądało ekrany – rodzice, nauczyciele i personel przedszkola twierdzili, że dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce.

Dzieci z największym czasem przed ekranem – około pięciu godzin dziennie – podobno potrafiły wypowiedzieć znacznie mniej słów niż te z drugiego końca skali, które oglądały przez około 44 minuty.

Krajowa grupa robocza pod przewodnictwem Komisarz ds. Dzieci w Anglii, Dame Rachel de Souza, oraz doradcy naukowego Departamentu Edukacji, profesora Russella Vinera, opracuje wytyczne po rozmowach z rodzicami, dziećmi i praktykami wczesnoszkolnymi.

Zakres ich pracy zostanie opublikowany w poniedziałek.

Wytyczne pomogą również rodzicom znaleźć alternatywy dla czasu spędzanego przed ekranem dla swoich dzieci.

Badania rządowe wykazały, że w wieku dwóch lat 77% dzieci z rodzin o najwyższych dochodach jest czytanych codziennie, w porównaniu do 32% w rodzinach o najniższych dochodach.
W oświadczeniu sekretarz edukacji Bridget Phillipson powiedziała: "Ekrany są teraz częścią życia rodzinnego. Pytanie, które zadają rodzice, nie dotyczy tego, czy ich używać, ale jak dobrze z nich korzystać."
Pisząc wcześniej w Sunday Times, Phillipson powiedział: "Jak wielu rodziców, miałam wieczory, gdy ulegaliśmy, gdy twoje dziecko chciało 'jeszcze jedno' odcinka swojego ulubionego programu. Ale zaczynamy dostrzegać ryzyko, gdy 'jeszcze tylko jedno' zaczyna się sumować."

Zasugerowała, że rodzice mogliby podzielić się historią na tablecie lub wykorzystać go do edukacyjnych gier.

Felicity Gillespie, dyrektor fundacji charytatywnej Kindred Squared, powiedziała, że "oparte na dowodach" wskazówki dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla rodziców są "spóźnione i bardzo mile widziane".

Sondaż Kindred sugeruje, że 40% rodziców uważa, iż ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem pomoże zapewnić przygotowanie dziecka na recepcję. Podkreśla to zapotrzebowanie na praktyczne, zaufane wsparcie w pierwszych latach.

"Musimy zwiększyć publiczne zrozumienie, jak ekrany i urządzenia mogą zakłócać sposób, w jaki niemowlęta i maluchy uczą się najlepiej, czyli poprzez patrzenie na mimikę, rozmowy, śpiew i zabawę" – powiedział Gillespie.

Neil Leitch z Early Years Alliance powiedział, że szeroko popiera plany opracowania wytycznych dotyczących czasu spędzanego przed ekranem dla dzieci poniżej piątego roku życia, ale dodał: "Ważne jest, aby takie wsparcie w tym temacie miało miejsce w znacznie szerszym ramach wytycznych dla rodzin i nauczycieli dotyczących umiejętności cyfrowych i bezpieczeństwa online."

Ogłoszenie to pojawiło się po tym, jak konserwatyści stwierdzili, że Zakazaliby dostęp do platform społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia jeśli zdobędą władzę, obiecując pójść w ślady Australii, która jako pierwszy wprowadziła tę politykę w zeszłym miesiącu.

Sekretarz ds. edukacji w cieni, Laura Trott, powiedziała w programie Today, że "musimy zmienić normę społeczną, by mówić, że dzieci nie są bezpieczne na portalach społecznościowych, to naprawdę dla nich szkodliwe".

Wezwała posłów do poparcia poprawki do ustawy o szkołach, która obecnie jest rozpatrywana w parlamencie, zakazującej używania smartfonów w klasie.

Były premier Rishi Sunak, który pojawił się w poniedziałek w BBC Breakfast, promując swoją nową organizację charytatywną z liczenictwem wraz z żoną Akshatą Murty, powiedział, że sprawa jest "złożona", gdzie "prawdopodobnie nie ma jednej rzeczy, która wszystko poprawi".

"Musimy zadbać, by dzieci w szkole skupiały się na nauce i byciu w szkole, a nie rozpraszały ich telefony i media społecznościowe w klasie," dodał.


--------

Badanie wykazało, że liczba dzieci rozpoczynających szkołę nie są nauczone korzystania z toalety
Wyniki budzą obawy, że dzieci nie są uczone podstawowych umiejętności życiowych


Jasmine Norden
Czwartek, 22 stycznia 2026


Około jedno na czwórkę dzieci, które zaczęły naukę w przedposiłku w 2025 roku, nie było nauczone korzystania z toalety, jak wykazało badanie wśród nauczycieli, mimo ostrzeżeń, że coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.

W corocznym badaniu wśród pracowników szkół podstawowych przeprowadzonym przez organizację charytatywną Kindred Squared, nauczyciele oszacowali, że w tym roku 26 procent dzieci w ich klasie podstawowej często miało problemy z toaletą, co wzrosło do ponad jednego na trzy (36 procent) w północno-wschodniej Anglii.
Kindred Squared ostrzega, że coraz więcej dzieci przybywa do bramy szkoły "bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania".
Pracownicy zgłaszają również, że około 28 procent dzieci zaczynało szkołę niezdolnych do samodzielnego jedzenia i picia, a 25 procent miało trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.
Dzieje się to w czasie rządowych działań mających na celu zwiększenie odsetka dzieci przychodzących do przedszkola "gotowych do szkoły" – czyli osiągnęły określone kamienie milowe rozwojowe, takie jak podstawowe umiejętności językowe, zdolność jedzenia, korzystania z toalety, samodzielnego ubierania się oraz możliwość siedzenia, zabawy i słuchania.

Jednak badanie Kindred przeprowadzone na 1 000 pracowników szkoły podstawowej wykazało, że szacuje, iż ponad jedno na trzy (37 procent) dzieci zaczyna naukę w przedszkole, nie gotowe do szkoły, w porównaniu do 33 procent w 2024 roku.
Znacznie gwałtowniejsze spadki gotowości szkolnej odnotowali nauczyciele z północno-wschodnich, West Midlands i północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych.
Pracownicy szacowali, że spędzają 1,4 godziny dziennie na zmianie pieluch lub pomocy dzieciom, które nie są nauczone korzystania z toalety, a łącznie tracą 2,4 godziny dziennie na nauczanie z powodu braku podstawowych umiejętności uczniów.
Dyrektor generalna Kindred Squared, Felicity Gillespie, powiedziała: "Stan gotowości szkolnej osiągnął krytyczny moment, gdy 37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania."

"To już nie jest tylko problem klasowy; To systemowy kryzys napędzany przez napięte zasoby szkolne, niskie oczekiwania, rosnące koszty życia oraz rodziców, którzy nie mają odpowiednich informacji i zrozumienia wystarczająco wcześnie, by naprawdę wspierać rozwój swoich dzieci," dodała.

Rząd wyznaczył cel, aby 75 procent dzieci było gotowych do szkoły do 2028 roku. W najnowszych danych Departamentu Edukacji oceniono, że 67,7 procent dzieci osiągnęło dobry poziom rozwoju do końca rekreacji w roku szkolnym 2023/24.
Pracownicy zgłaszali również, że około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet.
Ponad połowa pracowników stwierdziła, że nadmierny czas spędzany przed ekranem dzieci i rodziców był kluczowym czynnikiem niegotowości dzieci do szkoły.
Jednak w ankiecie przeprowadzonej wśród 1 000 rodziców cztero- i pięciolatków, 88 procent stwierdziło, że ich dziecko jest gotowe rozpocząć naukę w tym roku, a ponad jedna trzecia (35 procent) stwierdziła, że jest bardziej przygotowane niż większość dzieci.

Prawie wszyscy rodzice (94 procent) wyrazili chęć ogólnokrajowych wytycznych dotyczących zapewnienia gotowości ich dziecka do szkoły.
Paul Whiteman, sekretarz generalny związku liderów szkół NAHT, powiedział: "Wyniki tego badania odzwierciedlają to, co słyszymy od naszych członków – liderzy szkół zgłaszają coraz więcej dzieci rozpoczynających szkołę bez podstawowych umiejętności "gotowości do szkoły", takich jak nauka korzystania z toalety.
Pepe Di'Iasio, sekretarz generalny Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni (ASCL), powiedział: "Jest bardzo oczywisty problem z tym, że dzieci nie są gotowe do szkoły, gdy zaczynają szkołę w klasie".
Powiedział, że wdrożenie rozbudowy opieki nad rodziną i dziećmi to właściwe rozwiązania, ale nie są szybkim rozwiązaniem w obliczu spadku lokalnych usług wsparcia w ciągu ostatnich 15 lat.

--


Wynika z badania badania coraz mniej dzieci niegotowych do szkoły

Coroczne badanie Kindred Squared wykazało również regionalne różnice w gotowości do szkoły, w związku ze wzrostem liczby uczniów nieuczących się korzystania z toalety


Samantha Booth
22 stycznia 2026, 7:50


Pracownicy powiedzieli, że około 25 procent dzieci z podstaw nie ma podstawowych umiejętności językowych, takich jak wymawianie imienia, co jest wzrostem w porównaniu do wcześniejszych 23 procent. Jednak mniej dzieci nie potrafiło komunikować swoich potrzeb – o 26 procent w porównaniu do 29 procent.

Ponad połowa (52 procent) pracowników szkoły podstawowej powiedziała, że odsetek dzieci niegotowych do szkoły w tym roku wzrósł – w porównaniu do 49 procent w 2024 roku. Tylko 12 procent uważa, że spadło.
Pracownicy szacowali, że dzieci tracą 2,4 godziny dziennie na zajęcia z powodu potrzeb nadrabiania zaległości. To wzrost z 2,1 godziny w 2024 roku.
Jednak 88 procent rodziców uznało, że ich dziecko jest gotowe do szkoły. Organizacja charytatywna stwierdziła, że "podkreśla to utrzymującą się lukę między pewnością siebie rodziców a doświadczeniem w klasie".

Felicity Gillespie, dyrektor Kindred Squared, powiedziała: "Pracownicy szkół podstawowych zgłaszają frustrację z powodu liczby rodziców, którzy uważają, że szkoły odpowiadają za rozwój podstawowych umiejętności życiowych i samodzielności."

"Złożone" powody

W roku 2024-25 68,3 procent dzieci miało "dobry poziom rozwoju" w ramach profilowych ocen na wczesnym etapie wczesnoszkolnym – wzrost o 0,6 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim.

Departament Edukacji poinformował, że choć wyzwania pozostają, "utrzymujący się trend wzrostowy sugeruje, że wyniki w zakresie odbioru dzieci poprawiają się z czasem, odzwierciedlając pracę nauczycieli wczesnoszkolnych i nauczycieli w zakresie wspierania rozwoju dzieci".





całość tutaj:

yahoo.com/news/articles/parents-under-fives-offered-screen-021208946.html?guccounter=1
bbc.com/news/uk-england-south-yorkshire-68338395?xtor=AL-72-%5Bpartner%5D-%5Byahoo.north.america%5D-%5Blink%5D-%5Bnews%5D-%5Bbizdev%5D-%5Bisapi%5D
bbc.com/news/technology-56663010
bbc.com/news/uk-politics-47095053
independent.co.uk/news/uk/home-news/toilet-training-children-reception-school-b2904844.html
schoolsweek.co.uk/more-reception-children-not-school-ready-survey-finds/




poniedziałek, 15 grudnia 2025

Influenserzy











za fb:



OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora





RMF FM cytuje wypowiedź internetowego twórcy, który z rozbrajającą szczerością zauważa, że po wprowadzeniu zakazu jego filmy nagle przestały się „nieść”. Zamiast stu tysięcy wyświetleń – dziesięć. Dziewięćdziesięcioprocentowy spadek. Odpływ obserwujących. Niepokój o współprace reklamowe. I wreszcie kluczowe zdanie, wypowiedziane niemal mimochodem: duża część mojej publiczności poniżej 16 lat była niezwykle zaangażowana i stanowiła ważną część tego, dlaczego moje filmy osiągały takie wyniki.

I właściwie w tym jednym zdaniu zawiera się cała prawda, o której zwykle mówi się szeptem albo wcale.

Przez lata zbudowaliśmy system, w którym zasięgi, pieniądze i „sukces” twórców w ogromnej mierze opierały się na uwadze dzieci i nastolatków. Uwadze łatwej do przechwycenia, taniej, emocjonalnej, impulsywnej. Algorytm ją kocha, bo jest intensywna. Reklamodawcy ją kochają, bo jest przyszłościowa. A dorośli… dorośli udają, że to nie ma znaczenia.

Do momentu, gdy ktoś zakręca kurek.

Wtedy nagle okazuje się, że „rynek się zmienił”, że „trzeba się dostosować”, że „to nie jest idealne, ale damy radę”. Brzmi dojrzale, odpowiedzialnie, niemal stoicko. Tylko że pytanie zasadnicze brzmi inaczej: dlaczego w ogóle normalne było to, że tak ogromna część cyfrowego ekosystemu opierała się na dzieciach?

Bo przecież nikt nie mówi wprost: bez trzynastolatków moje treści nie miałyby zasięgów. A jednak dokładnie to właśnie słyszymy, tylko w bardziej eleganckiej formie.

Ta historia jest zresztą boleśnie znajoma także z innych obszarów. Gdy szkoła zaczyna wymagać – słyszymy, że „dzieci się zniechęcają”. Gdy ogranicza się bodźce – że „tracą motywację”. Gdy przestaje się karmić system najłatwiejszą uwagę – wszystko nagle zaczyna trzeszczeć. Okazuje się, że bez nieustannego dopalania emocjami, uproszczeniem i infantylizacją wyniki lecą na łeb na szyję.
I może właśnie to jest najcenniejsza lekcja z tej historii, choć raczej nie taka, jaką chcieliby wyciągać twórcy i platformy.

Jeśli twoje „wyniki” zależą od tego, że dzieci spędzają godziny wciągnięte w algorytm – to problemem nie jest zakaz. Problemem jest model, który uznaliśmy za normalny. Zakaz tylko brutalnie zdjął zasłonę.

A że ktoś dziś traci zasięgi, obserwujących i potencjalne dochody? Cóż. Być może to cena za to, że przez długi czas nikt nie chciał zapytać, na czyjej uwadze ten cyfrowy sukces naprawdę był budowany.


www.biologia.szkolnastrona.pl


-----


Influencerzy w kryzysie? Dotknęło ich nowe prawo


​Nawet 90 proc. spadek liczby wyświetleń odnotowali niektórzy influencerzy w Australii - dzień po wprowadzeniu zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia
.

Internetowi twórcy narzekają również na zmniejszenie liczby obserwujących. W myśl nowego prawa platformy takie jak TikTok czy Instagram mają obowiązek dezaktywować konta za młodych użytkowników.

Zarówno moje filmy na TikToku, jak i na Instagramie z wczoraj osiągnęły wyraźnie gorsze wyniki - powiedział Josh Partington, internetowy twórca komediowych treści, cytowany przez agencję Reutera.

29-latek zauważył, że jego pierwszy film opublikowany po wprowadzeniu zakazu osiągnął ok. 90 proc. niższy wynik od wcześniejszych - zamiast 100 tys. wyświetleń, uzyskał jedynie 10 tys. Partington, który ma łącznie 100 tys. obserwujących na TikToku i Instagramie, powiedział, że zakaz spowodował utratę około 1 500 obserwujących na Instagramie.

Duża część mojej publiczności poniżej 16 lat jest niezwykle zaangażowana i stanowią oni ważną część tego, dlaczego moje filmy osiągają takie wyniki - mówił twórca.

29-latek ocenił, że utrata obserwujących może wpłynąć na współpracę z markami i jego dochody, choć na razie nie panikuje.
Chociaż nie jest to idealne, jestem pewien, że mogę się dostosować i nadal rozwijać moje platformy - mówił.


Obawy o przychody z reklam

Twórcy cytowani przez agencję Reutera zgodnie przyznają, że spadła ich liczba obserwujących, głównie na Instagramie. Wskazywali też, że zmieniły się też wzorce zaangażowania - polubień, komentarzy i wyświetleń.

Jeśli trend się utrzyma, może to oznaczać problemy w branży, gdzie metryki są głównym wyznacznikiem przychodów z umów z markami i reklamodawcami.

Niektórzy influencerzy, aby utrzymać kontakt ze swoimi widzami, założyli konta na alternatywnych platformach, które nie są jeszcze objęte zakazem - wskazała agencja Reutera. Część z nich utworzyła nawet listy mailingowe.

Regulator będzie prosił wszystkie platformy objęte zakazem o raportowanie, ile kont użytkowników poniżej 16 roku życia pozostało aktywnych - zapowiedziała w czwartek minister ds. komunikacji Anika Wells.

Jednocześnie rząd poinformował, że około 200 tys. kont zostało dezaktywowanych tylko na TikToku od czasu wprowadzenia zakazu w środę.






Pieniądze nie są najważniejsze, a media nie powinny być postrzegane jako sposób na dorabianie się fortun.


Koniec ze smartfonami dla młodzierzy, soc-media od 21 roku życia.


 







rmf24.pl/fakty/swiat/news-influencerzy-w-kryzysie-dotknelo-ich-nowe-prawo,nId,8048638



wtorek, 14 października 2025

Świat potrzebuje ludzi, którzy myślą.



Bardzo dobry komentarz




przedruki z fb



OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora

12 października o 21:25 ·

Dzisiaj przeglądałem podręczniki do biologii sprzed kilkunastu lat i uderzyło mnie, jak bardzo zmieniła się szkoła i wymagania. Tamte książki może nie były kolorowe, nie miały efektownych grafik ani gotowych podsumowań po każdym akapicie, ale miały coś znacznie ważniejszego – treść. Wiedza była pogłębiona, procesy wyjaśnione krok po kroku, a zagadnienia przedstawione w kontekście całego systemu biologicznego. Dziś podręczniki są piękne wizualnie – duże ilustracje, ikony, ramki, wyróżnienia – ale coraz częściej po ich przeczytaniu zostaje wrażenie, że człowiek obejrzał prezentację, zamiast się czegoś nauczyć.

Współczesne materiały są coraz krótsze, uproszczone, pozbawione głębi. Zamiast zrozumienia – mamy hasła. Zamiast logicznych powiązań – kolorowe ramki z definicjami. I coraz częściej słyszymy, że szkoła powinna „uczyć krytycznego myślenia”, a nie „przeładowywać wiedzą”. To brzmi atrakcyjnie, nowocześnie i łatwo w to uwierzyć – w końcu żyjemy w czasach, w których informacje są dostępne w kilka sekund, a AI może podpowiedzieć odpowiedź w mgnieniu oka.
Tyle że nie da się myśleć krytycznie bez wiedzy. Krytyczne myślenie nie jest zdolnością oderwaną od faktów. To umiejętność analizy, porównywania, wyciągania wniosków – a do tego potrzebny jest materiał do przemyślenia. Nie można analizować zjawisk biologicznych, jeśli nie zna się podstaw fizjologii. Nie da się prowadzić sensownej dyskusji o ekologii, jeśli nie rozumie się, czym jest fotosynteza czy łańcuch pokarmowy. A przecież właśnie te fundamenty pozwalają na samodzielne wnioskowanie, a nie tylko powtarzanie gotowych opinii.

Uczenie się faktów i pojęć w przemyślany sposób ma swój głęboki sens. Powtarzanie, utrwalanie i łączenie informacji rozwija układ nerwowy, wzmacnia koncentrację i przygotowuje mózg do bardziej złożonego myślenia – a dopiero wtedy krytyczne myślenie zyskuje prawdziwą moc.
Zajęcia fakultatywne w liceum pokazują, że ograniczona baza wiedzy staje się przeszkodą. Nawet najbardziej wartościowe dyskusje czy analizy nie mają sensu, jeśli uczniowie dysponują tylko uproszczonymi informacjami i nie mają kontekstu, który pozwala na prawdziwe rozumienie zjawisk.
Dziś szkoła coraz częściej stawia na szybkość, atrakcyjność i estetykę. Podręczniki są coraz ładniejsze, bardziej przejrzyste, kolorowe. Tylko że piękno graficzne nie zastąpi treści, która wymaga wysiłku i skupienia. Ograniczanie nauki do uproszczonych schematów i haseł pozbawia uczniów narzędzi do samodzielnego myślenia.

Nie chodzi o powrót do przesadnego wkuwania, ani o przytłoczenie uczniów nadmiarem faktów. Chodzi o znalezienie równowagi – o to, by krytyczne myślenie rosło na solidnym fundamencie wiedzy. Bo tylko wtedy można naprawdę rozumieć świat, analizować go i wyciągać własne wnioski.
Wiedza i myślenie krytyczne nie są sobie przeciwstawne. To dwa filary prawdziwej edukacji, które się uzupełniają. Bez wiedzy krytyczne myślenie staje się powierzchowne i pozorne, a sama szkoła – miejscem efektownych skrótów zamiast prawdziwego poznawania świata.




OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora






Przepraszam, nie mogę tego zostawić bez refleksji...

Pod ostatnim postem o podręcznikach pojawiło się wiele komentarzy. Sporo osób napisało, że podręczniki muszą się zmieniać, bo zmienia się rzeczywistość. Że szkoła powinna się „dostosować do nowych czasów”, że „świat poszedł do przodu”, więc i edukacja powinna nadążać.
Brzmi logicznie. Problem w tym, że to tylko pozorna logika.

Mam głębokie przekonanie, że to nie rzeczywistość powinna kształtować szkołę, ale szkoła powinna kształtować rzeczywistość.

Bo jeśli zgodzimy się na tę odwróconą relację, to edukacja przestanie być miejscem tworzenia sensu — a stanie się jego odbiciem. Zamiast wychowywać młodych ludzi, będziemy ich jedynie „formatować” pod to, co akurat modne, szybkie, płytkie i wygodne.


W imię „dostosowania się do współczesności” przyzwyczailiśmy się do skrótów: mniej treści, więcej „kompetencji”, mniej wiedzy, więcej „projektów”. Wszystko po to, by „uczeń czuł się dobrze”. Tylko że nikt nie zapytał, czy uczeń rozwija się dobrze.

Bo rozwój nie polega na tym, że jest łatwo. Rozwój zaczyna się tam, gdzie pojawia się wysiłek, niepewność, próba i błąd.

Wiele osób powtarza, że „nie ma sensu uczyć się na pamięć”, bo przecież wszystko można znaleźć w internecie. To bardzo wygodne, ale bardzo błędne myślenie.

Uczenie się na pamięć nie jest po to, żebyśmy za 30 lat potrafili coś wyrecytować.
Nie chodzi o recytację — chodzi o strukturę umysłu.

Pamięć nie jest wrogiem myślenia. Jest jego warunkiem.
Psycholog poznawczy Daniel Willingham napisał wprost: „Pamięć to pozostałość po myśleniu.”
To, co utrwalamy w pamięci, staje się budulcem, z którego powstaje rozumienie.

Nie można analizować, jeśli nie ma się czego analizować. Nie można krytycznie myśleć, jeśli w głowie nie ma treści, które można poddać refleksji.

John Sweller, autor teorii obciążenia poznawczego, wykazał, że bez solidnej bazy faktów uczniowie nie są w stanie skutecznie rozwiązywać złożonych problemów. Bo umysł, który za każdym razem musi „googlować” podstawy, nie jest w stanie przejść do poziomu głębszego rozumienia.

Kiedyś szkoła była miejscem, w którym świat uczył się porządku. Dziś coraz częściej staje się miejscem, w którym świat wprowadza chaos.
Bo skoro „rzeczywistość się zmienia”, to znaczy, że za chwilę wszystko trzeba będzie zmieniać jeszcze raz. W tym rytmie nic nie ma prawa się utrwalić — ani wiedza, ani wartości.

Nie chodzi mi o to, by zatrzymać czas i uczyć z pożółkłych podręczników. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: o to, żeby nie zatracić sensu uczenia się.

Podręcznik nie ma być modny. Ma być mądry.
Nie ma „dostosowywać się” do rzeczywistości — ma ją kształtować, pokazując, że można rozumieć więcej i głębiej.

Jeśli szkoła zacznie ślepo odzwierciedlać świat, przestanie mieć jakikolwiek sens. Bo świat nie potrzebuje ludzi, którzy tylko reagują.


Świat potrzebuje ludzi, którzy myślą.


www.biologia.szkolnastrona.pl




OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora ·


Wczoraj o 06:26 ·



Coraz częściej słyszę głosy – pełne przekonania, empatii i troski – że szkoła w obecnej formie nie ma sensu.
Że uczniowie niczego nie pamiętają, że wiedza nie „przykleja się” do pustych miejsc.
Że zamiast treści potrzebne są emocje, projekty, doświadczenia, a nade wszystko – dobre samopoczucie.
Brzmi pięknie. Ale właśnie w tym tkwi największe niebezpieczeństwo.
Bo oto próbujemy z edukacji zrobić coś, czym nigdy nie była – proces bez wysiłku.
W imię „dobrego samopoczucia ucznia” coraz częściej zapominamy, że nauka z natury rzeczy wymaga trudu, a nie „przyklejania się” do tego, co już znamy.
Nowa wiedza nigdy nie przykleja się do komfortu – przykleja się do wysiłku, powtórzeń, błędów i frustracji.
Tak właśnie działa mózg. To, co zapamiętujemy naprawdę, to nie tylko to, co nas „zaciekawiło”, lecz to, nad czym się solidnie napracowaliśmy.
Mówi się dziś: uczniowie wiedzą za mało, więc nic się nie utrwala.
A może odwrotnie – utrwala się tak mało, bo wymagamy od nich coraz mniej?
Bo zamiast oczekiwać systematyczności, tłumaczymy sobie, że „nie ma sensu ich zmuszać”?
Nie, szkoła nie jest fikcją – fikcją jest przekonanie, że można dojść do głębokiego rozumienia świata, nie mając solidnych podstaw.
Nie da się zrozumieć historii bez znajomości dat i faktów.
Nie da się pojąć biochemii bez pamięciowego opanowania nazw i właściwości związków chemicznych.
Tak samo jak nie da się niczego naprawdę opanować bez codziennej, cierpliwej pracy.
Wielu dorosłych wspomina szkołę z mieszanymi uczuciami – napięcie, wymagania, wysiłek.
Ale to właśnie ta szkoła nauczyła ich wytrwałości. Nie ta, która stawiała na „dobrą atmosferę”, lecz ta, która wymagała.
Tak, emocje są ważne – ale nie mogą być fundamentem nauczania.
Bo wtedy szkoła staje się placem zabaw z elementami edukacji, a nie miejscem, w którym człowiek przekracza własne granice.
I tu warto dodać: wymagania nie stoją w sprzeczności z życzliwością.
Dobry nauczyciel nie jest surowym strażnikiem, ale przewodnikiem, który wie, że bez wysiłku nie ma rozwoju.
To właśnie autentyczna troska sprawia, że nie obniża poprzeczki – bo wierzy w możliwości ucznia.
Można być serdecznym i jednocześnie konsekwentnym.
Ciepło i dyscyplina nie wykluczają się – razem budują zaufanie i poczucie sensu.
„Uczeń zapamięta, jak się w szkole czuł” – to prawda.
Ale jeśli zapamięta tylko to, że było miło, łatwo i przyjemnie – to znaczy, że szkoła nie spełniła swojej roli.
Bo szkoła nie ma być miejscem komfortu. Ma być miejscem rozwoju. A rozwój zawsze kosztuje.
Nie emocje budują człowieka, lecz zdolność panowania nad nimi.
Nie uśmiech nauczyciela, lecz jego konsekwencja.
Nie projekty, lecz systematyczna praca.
Uczniowie spędzają w szkole jedną trzecią życia.
Tym bardziej więc szkoła nie powinna być tylko przyjazna – powinna być wymagająca i sensowna.
Bo młody człowiek, który nie nauczy się radzić sobie z wysiłkiem, z czasem nie poradzi sobie z życiem.
I to nie jest brutalna prawda.
To jest troska – w najczystszej postaci.




I jeszcze...







Marcin Andryszczak ·
Obserwuj

12 października o 18:26 ·



O tym nie widzieliście...
PAPIER TOALETOWY.

Niezwykle rzadko zdarza się, że się denerwuję czy czymś złoszczę.
Każdy kto mnie zna wie, że radosny że mnie człek.
Ale są takie momenty, że...

Co jest niezbędne, kluczowe by kraj właściwie się rozwijał?
Nauka, badania, rozwój nauki i techniki.
A mówiąc precyzyjnie - inwestycje właśnie w te dziedziny gospodarki.
Wysoki poziom rozwoju naukowo-technicznego i wyedukowani ludzie sprawiają, że kraj jest podmiotem a nie przedmiotem.
Nadaje kierunek i wyznacza trendy w rozwoju.
A dzięki komu młodzi ludzie chcą być naukowcami?
Dzięki nauczycielom, którzy potrafią przekazać im pasję do nauki, wiedzę i ukształtować właściwy mindset.
Żeby się chciało.

Że trzeba pracować, ciężko pracować, ucząc się i zdobywać wiedzę wielokierunkowo.
Że prace domowe jednak trzeba odrabiać.
Kadra nauczycielska to kluczowa grupa specjalistów bez której żaden kraj nie ma szans na rozwój.
Moja córka ma 26 lat i jest absolwentem filologii angielskiej na UW.
Od wielu lat konsekwentnie dążyła do spełnienia swojego marzenia - zostać nauczycielem i taką specjalizację wybrała.
Niezwykły talent językowy, wiadomo po tacie
Genialna lingwistka mówiąca w czterech językach.
Angielski to międzynarodowy język świata nauki.
Daje dostęp do zasobów wiedzy.
Jest bazą do wszystkich dziedzin nauki.
Polski system edukacji zaproponował jej warunki gorsze niż mają pracownicy Biedronki.
Od ubiegłego tygodnia moja córka jest już w Tokio i tam zostaje.
Forever.

Japończycy kłaniający się nisko z szacunkiem, że ktoś z taką wiedzą chce dzielić się nią z japońskimi uczniami.
Będzie uczyć japońską młodzież angielskiego na uczelni.
Nie miała wyjścia.
Bo wybór był głodowanie vs godne życie cenionego specjalisty.
Posługuje się już płynnie japońskim, ale rząd Japonii wymaga zdania państwowego egzaminu z języka japońskiego na jeszcze wyższym poziomie, by dostała zgodę na nauczanie w ich systemie edukacji.
Wiadomo, że absolwent filologii polskiej ma znacznie większy zasób słownictwa niż my.
Ona teraz właśnie wchodzi na ten poziom w języku japońskim i przez najbliższy rok będzie uczyć się na tokijskiej uczelni szlifując język...
Przy bramie jednego z uniwersytetów w RPA znaleźć można tablicę:
"Zniszczenie jakiegokolwiek narodu nie wymaga użycia bomb atomowych czy rakiet dalekiego zasięgu.
Wystarczy obniżyć jakość kształcenia.
Obniżyć poprzeczkę na egzaminach czy też pozwolić uczniom oszukiwać podczas egzaminów.
Upadek oświaty to upadek narodu".
Jako człowiek Nauki, nie zajmuję teoriami spiskowymi (chyba, że ich tłumaczeniem), ale momentami mam takie wrażenie, że ktoś to robi celowo.
Choć jak sądzę prawidłowa odpowiedź jest prostsza.
Głupota i zerowe kompetencje decydentów zajmujących się edukacją, którzy nie słuchają tego co mówią najlepsi z naszych nauczycieli.
A gdy spróbujemy ich porównać z takimi gigantami historii polskiej edukacji jak Stanisław Konarski, czy Napoleon Cybulski.

Ech.
Rynce opadowywują...
Nie chce mi się wierzyć, że ekipa zajmująca się edukacją nie kuma, że ich działka jest kluczowa dla naszego państwa.
A ich rolą jest sprawienie żeby tacy młodzi Geniusze jak moja córka i inni młodzi pasjonaci, zdobywcy laurów na międzynarodowych olimpiadach naukowych, chcieli tu zostać i pracować dla polskiej gospodarki.
Oni wszyscy wyjadą, nie miejmy złudzeń.
Właśnie przyznano tegoroczne nagrody Nobla.
Te najbardziej mnie kręcące - techniczne, dotyczą przeniesienia zjawisk kwantowych z mikroświata do makroświata, oraz na stworzeniu nowych, rewolucyjnych materiałów porowatych, które mają potencjał do rozwiązania kluczowych globalnych problemów, takich jak kryzys klimatyczny, czystość wody i rozwój medycyny.

Dzięki nagrodzonym w tym roku naukowcom rozwijamy komputery kwantowe.
Możemy rozwijać kryptografię kwantową i konstruować czujniki i detektory stosowanie medycznej diagnostyce obrazowej.
A rozwój porowatych materiałów metalo-organicznych (Nobel z chemii) daje ludzkości możliwość wykonania technologicznego skoku.
Bo umożliwia nam wychwytywanie i magazynowanie gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla oraz oczyszczanie wody i powietrza z zanieczyszczeń.
Możemy zaprojektować nowej generacji nośniki do celowanego dostarczania leków chociażby w onkologii.
Magazynować wodór - energetyka.
Czy pozyskiwać wodę z suchego, pustynnego powietrza.
Co zrobiło nasze ministerstwo w tym samym czasie, gdy nagrody Nobla ogłaszano?
Well...
Nie przyznało finansowania na kolejne lata dla Obserwatorium w Piwnicach, jednego z najważniejszych radioobserwatoriów w Europie, pełniącego kluczową rolę w trwających, międzynarodowych projektach badawczych.
Ogólnie polskie placówki badawcze złożyły 186 naukowych wniosków infrastrukturalnych z prośbą o wsparcie finansowe, w różnych dziedzinach.
Pozytywnie oceniono zdecydowaną większość bo 175.
Ministerstwo przyznało finansowanie jedynie 11.
No rzesz...

To jest tak po ludzku mówiąc całkowita zapaść w finansowaniu infrastruktury badawczej w Polsce.
I jak to zestawić z informacją, że senat przeznaczył blisko 60 tysięcy złotych na promocję w Londynie pani Aleksandry Sarny i jej dwóch książek o tytułach "Debil" i "Alfons".
Łatwo się domyślić o czym, o kim są te "książki".
Ja rozumiem, że jest ktoś kto je zechce kupić i przeczytać.
Wolny kraj, a rynek zdecyduje o ewentualnym sukcesie autora.
Ale czy na to mamy wydawać takie sumy pieniędzy, gdy w województwie mazowieckim są bodajże tylko 4 punkty szczepiące dzieci przeciwko COVID-19, a psychiatria pediatryczna nie istnieje?
Serio pani minister?
Najgorsze w tym jest to, że już mnie przestały oburzać coraz częste przypadki ludzi, którzy potrafią w zasadzie już grozić tekstami w stylu:
"Co, dalej uśmiercacie ludzi? To już niedługo, bo latarni tu mamy dużo".
Bo prowadzę punkt szczepień.

Przestało mnie to ruszać.
Ale czym tu się oburzać gdy biblioteka publiczna w będącym rzut beretem ode mnie Piasecznie organizuje spotkanie wyznawców czegoś co nazywa się "Biologia Totalna".
I w takim miejscu jakim jest biblioteka publiczna, ktoś bredzi, że czerniak powstaje od zgrubienia skóry, gdy ktoś nas obraża czy oczernia, albo gdy facet podgląda kobietę pod prysznicem...
Nasza nauka upada.

A jej najlepsi adepci wyjeżdżają i wyjadą z Polski.
Nie jesteśmy krajem z dykty i kartonu.
Tylko z papieru toaletowego.
Mojej Alusi życzę by jej wszystkie naukowe marzenia spełniły się w Kraju Wschodzącego Słońca.







P.S.

Patrz!











OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora ·
Obserwuj

2 godz. ·



Dziś rano odebrałem telefon z jednej z redakcji.
Propozycja wywiadu – temat: edukacja. Pomyślałem, że wreszcie będzie okazja porozmawiać o tym, co naprawdę ważne – o szkole, nauczycielach, dzieciach, o tym, jak wygląda codzienność w tysiącach klas w całym kraju.
Po kilku minutach rozmowy okazało się jednak, że nie o to chodziło. Nie o edukację, nie o refleksję nad systemem, nie o dobro uczniów.
Chodziło o to, by skrytykować „drugą stronę”, dopasować rozmowę do bieżącej narracji.

W edukacji nie ma drugiej strony.
Nie ma frontów, nie ma wrogów, nie ma barw politycznych.
Są dzieci, które mają prawo do dobrej szkoły.
Są nauczyciele, którzy – mimo wszystko – próbują uczyć, wychowywać i wspierać.
Są rodzice, którzy chcą wierzyć, że szkoła pomoże ich dzieciom zrozumieć świat.
To powinno nas łączyć.
A jednak żyjemy w czasie, w którym wszystko próbuje się rozdzielić na „za” i „przeciw”.
Każdy temat staje się pretekstem do podziału – nawet edukacja.
I to już nie jest tylko problem polityczny. To problem kulturowy, społeczny, a może nawet moralny.
Bo kiedy przestajemy rozmawiać o edukacji wspólnym językiem,
kiedy w miejsce troski o ucznia pojawia się potrzeba udowodnienia racji, kiedy nauczyciel przestaje być autorytetem, a staje się „przedstawicielem środowiska” – to znaczy, że naprawdę się zagubiliśmy.
Edukacja powinna być przestrzenią porozumienia, a nie polem bitwy.
Miejscem, gdzie uczymy się słuchać, rozumieć i szukać wspólnego dobra.
Bo jeśli nawet szkoła stanie się częścią politycznego sporu,
to nie tylko ona przegra – przegrają nasze dzieci.




środa, 23 lipca 2025

"„Wy intelektualiści..."





przedruki




Magdalena Środa: "Straszny kraj, straszni ludzie, straszny prezydent"


15.06.2025 12:26

Prof. Magdalena Środa opowiada o Polsce w rozmowie z zagranicznymi mediami: "Straszny kraj, straszni ludzie, straszny prezydent". Sama to przyznała w jednym z wywiadów, udzielonych po wyborach prezydenckich.


Prof. Magdalena Środa ubolewa po zwycięstwie Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich.
Powołuje się na zagranicznych zaniepokojonych dziennikarzy, którzy mają do niej dzwonić i oceniać sytuację w kraju.
 
Ich zdaniem "grozi nam PolExit" lub "pozycja kuriozalnego kraju, partnera Orbana".

Prof. Środa podsumowuje ocenę swoich rodaków: "Straszny kraj, straszni ludzie, straszny prezydent"


Środa: Polska, kuriozalny kraj

Etyk Magdalena Środa w rozmowie z Radiem Rebeliant zwierzała się, co mówi, gdy jest pytana przez zagraniczne media o sytuację w Polsce. Profesor opowiadała w internetowej rozgłośni, że po wyborach dzwonili do niej zaniepokojeni dziennikarze z różnych stron świata, głównie z Francji, jak zaznaczyła, bo kiedyś z nimi współpracowała.

- Co się u was dzieje, dopytują - powtarzała Środa. Profesor dowiedziała się od swoich znajomych zagranicznych dziennikarz, że "grozi nam Polexit, a w każdym razie kuriozalna pozycja Polski w Europie.

- Z pozycji lidera spadamy na pozycję kuriozalnego kraju, partnera Orbana, zagrożonego wpływami Rosji. I to z własnej woli

- opisuje opinie dziennikarzy z "różnych stron", którzy wyjaśniali jej sytuację w Polsce.

Jak prof. Środa reaguje na podobna ocenę jej kraju? 

Filozof odnosi się do niej jednoznacznie. - "Straszny kraj, straszni ludzie, straszny prezydent. Ja to powtarzam" - nie kryła.


Środa o Polakach: nie dążą do elit

Magdalena Środa po wyborach nie raz mówiła, co myśli o Polakach, którzy nie myślą tak jak ona. Kilka dni temu była gościem w programie TVP "Rozmowy niesymetryczne", gdzie stwierdziła, że Polska staje się krajem zaściankowym. A Polacy nie dążą do tego, by znaleźć się w elicie społeczeństwa.


– Mam wrażenie, że ten nurt społeczeństwa, który można kojarzyć z tradycjonalizmem, jednocześnie jest bardzo antyelitarny: „Wy intelektualiści, wasze argumenty, wasze rozumowania, wasze studia, a my tu prości ludzie, którzy mieszkamy na Podhalu i mamy tylko Matkę Boską, naszego księdza i internet w domu”. Ten antyelitaryzm staje się coraz bardziej widoczny.

- stwierdziła.

- Dawniej ludzie pretendowali do tego, żeby należeć do elity albo przybliżyć się do niej. Dziś, kiedy mamy erę anonimowości w mediach społecznościowych, przebija się antyelitaryzm

– oceniła Środa.



Autor: Sławomir Cedzyński







Co trzeci członek PO ma wykształcenie podstawowe



2013-09-18 05:00

PO jako jedna z nielicznych partii prowadzi elektroniczną bazę swoich członków. "Gazeta Wyborcza" sprawdziła, czego można się dowiedzieć z ich deklaracji.

W ciągu 2 lat ich liczba spadła z 50 tys. w 2011 r. do 43 tys. w 2013 r. (choć w 2007 r. było ich 28 tys.).

PO też odmłodniała - najliczniejszą grupą są osoby w wieku 25-40 lat (prawie 15,5 tys.), gdy jeszcze w 2010 r. dominowały te w wieku 50+.

W samej partii zaś jest więcej kobiet niż w PO w Sejmie (36 do 24 proc.).

Zaskakują dane o wykształceniu (podzieliło się nimi 70 proc. działaczy) - aż 14,1 tys. ukończyło tylko podstawówkę, a prawie tyle samo (14,6 tys.) zadeklarowało wykształcenie wyższe i średnie. (PAP)










Magdalena Środa: "Straszny kraj, straszni ludzie, straszny prezydent"

.bankier.pl/wiadomosc/Co-trzeci-czlonek-PO-ma-wyksztalcenie-podstawowe-2940300.html




środa, 2 kwietnia 2025

Zapaść w uczeniu się





Wyrzuciłem z tekstu dwuznaczne, czy wręcz złe sformułowania jak np. tu poniżej:


"Czy w przyszłości czeka nas modyfikacja przepisów? Na razie jedno jest pewne – temat budzi ogromne emocje i nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kto na tej zmianie skorzystał, a kto stracił."




Z artykułu ewidentnie wynika, że szkoła straciła, że wszyscy straciliśmy, bo dzieci nie uczą się, poziom edukacja spada, mimo to autorka ponawia w tekście negatywne sformułowania, a na końcu nawet pisze:

"nie ma jednoznacznej odpowiedzi, kto na tej zmianie skorzystał, a kto stracił"


jakby nie rozumiała, co napisała w tekście.


Nie wiemy, kto skorzystał, ale się dowiemy...






przedruk



Rok bez obowiązkowych prac domowych. „Nigdy nie było tak wielu nieprzygotowanych uczniów”


Magdalena Ignaciuk

1 kwietnia 2025, 7:27


Ograniczenie prac domowych miało pomóc uczniom odpocząć i rozwijać pasje. Jednak nauczyciele alarmują – wielu uczniów całkowicie zrezygnowało z samodzielnej nauki, co przekłada się na słabsze wyniki i wolniejsze tempo pracy na lekcjach. 


Zapaść w systematycznym uczeniu się


Jednym z największych problemów, na które zwracają uwagę nauczyciele, jest brak nawyku powtarzania materiału w domu. Wcześniej prace domowe zmuszały uczniów do samodzielnej nauki, teraz wielu z nich nawet nie zagląda do zeszytów. W efekcie poziom zapamiętanej wiedzy znacząco się obniża, a nauczyciele muszą poświęcać więcej czasu na przypominanie wcześniejszych treści zamiast realizować nowe zagadnienia.



– Celem zmiany było przede wszystkim ograniczenie nadmiaru obowiązków uczniów. Z perspektywy nauczyciela obserwuję, że uczniowie, którzy nie wywiązywali się ze swoich obowiązków należycie, nie zmienili swojej postawy. Brak prac domowych nie sprawił, że wykorzystują czas na utrwalenie zdobytej wiedzy, uzupełnienie luk w wiadomościach. Uczniowie ambitni, rzetelni nie zmienili postawy: nadal są przygotowani do zajęć, zorientowani w temacie, korzystają z utrwalonej wiedzy, podejmują się wykonania dodatkowych prac
– mówi Eliza Hencel, dyrektorka szkoły podstawowej i nauczycielka języka polskiego.


Wprowadzenie zakazu zadawania prac domowych miało na celu ograniczenie nadmiaru obowiązków uczniów i odciążenie ich z dodatkowych zadań. W założeniu, uczniowie mieli więcej czasu na odpoczynek, rozwijanie swoich pasji i zainteresowań, a także naukę na własnych warunkach. W praktyce jednak wielu z nich nie wykorzystuje tej możliwości w sposób konstruktywny. Nauczyciele alarmują, że bez systematycznego powtarzania wiedzy uczniowie szybciej zapominają omawiane treści, a ich umiejętności analityczne i nawyki samodzielnej pracy stopniowo się osłabiają.


Z perspektywy nauczycieli dostrzegalna jest także różnica w podejściu do nauki wśród różnych grup uczniów. Ci, którzy wcześniej przykładali się do nauki i wykazywali zaangażowanie, nadal pozostają systematyczni. Z kolei osoby, które wcześniej unikały obowiązków szkolnych, obecnie jeszcze rzadziej sięgają po podręczniki czy zeszyty.


– Jednym z najpoważniejszych problemów wynikających z nowego rozporządzenia jest brak systematycznego powtarzania materiału w domu – opowiada Strefie Edukacji Joanna Heftowicz, nauczycielka języka polskiego i autorka bloga Polonistka przy tablicy. 
– Większość uczniów nie zagląda do zeszytów po lekcjach, co prowadzi do sytuacji, w której każdą kolejną lekcję musimy zaczynać od przypomnienia poprzednich treści. To znacząco ogranicza czas na realizację nowych zagadnień i spowalnia tempo nauczania.


Wielu nauczycieli obawia się, że w dłuższej perspektywie brak nawyku regularnej nauki może negatywnie wpłynąć na wyniki uczniów, zwłaszcza na późniejszych etapach edukacji. W szkołach ponadpodstawowych i na studiach wymaga się bowiem większej samodzielności w przyswajaniu wiedzy, a brak wypracowanych wcześniej mechanizmów może skutkować problemami z organizacją nauki i radzeniem sobie z większą ilością materiału.


– Od dwudziestu lat uczę w szkole historii i WOS-u. Nigdy nie było tak wielu nieprzygotowanych do lekcji, nienauczonych na sprawdziany uczniów. Brak zeszytu, dokończenia pracy to już norma – mówi nam pani Nina, nauczycielka z podwarszawskiej podstawówki.
– Wielu rodziców prosi o pracę do domu, zwłaszcza w młodszych klasach. A jak nauczyć się do matury bez pracy w domu? Nauczycielowi nie wolno oceniać prac przyniesionych z domu. Jak realizować ciekawe projekty edukacyjne na jednej lub dwóch lekcjach w tygodniu? – pyta retorycznie.


Motywacja uczniów spada


Brak obowiązkowych zadań domowych doprowadził do jeszcze jednej zmiany – obniżenia poziomu motywacji uczniów. Wielu z nich przyznaje, że jeśli coś nie jest oceniane, nie widzą sensu w jego wykonywaniu.


– W starszych klasach praca dodatkowa, którą nauczyciel ocenia, udzielając informacji zwrotnej, nie cieszy się wielką popularnością. Odzwyczajenie uczniów od wyścigu po ocenę, a nie wiedzę, to proces, który nie potrwa rok czy dwa. To proces wymagający od nauczycieli nabywania kompetencji i umiejętności z zakresu oceniania kształtującego oraz świadomości uczniów i rodziców na temat wartości tego rodzaju oceny – dodaje dyrektorka.

Prace domowe były dla wielu uczniów jedyną formą kontaktu z materiałem poza szkołą. Bez nich mniej ambitni uczniowie niemal zupełnie przestali powtarzać wiadomości. Brak regularnych powtórek może nie być odczuwalny na bieżąco, ale skutki tego ujawnią się na egzaminach końcowych lub w kolejnych etapach edukacji, gdzie wymagana jest większa samodzielność.

– Nauczyciele przedmiotów wiodących: matematyki, języka polskiego czy języka angielskiego sygnalizują o znacznym obniżeniu aktywności uczniów osiągających średnie lub słabe wyniki w nauce. Prace domowe obligowały młodych ludzi do powtórzenia wiadomości, podjęcia próby rozwiązania zadania, a tym samym niwelowania luk – podkreśla.

Niektórzy nauczyciele próbują wprowadzać inne formy zachęcania uczniów do systematycznej nauki, np. quizy, projekty grupowe czy indywidualne wyzwania edukacyjne. Jednak bez konkretnego systemu, który wprowadzałby pewne zobowiązania dla uczniów, trudno liczyć na znaczącą poprawę sytuacji. W efekcie szkoła zmaga się z coraz większym problemem braku zaangażowania uczniów.

– Dla wielu z uczniów brak obowiązkowych prac domowych oznacza brak jakiejkolwiek pracy poza lekcjami. Jeśli zadania są opcjonalne, wielu uczniów automatycznie zakłada, że nie muszą ich wykonywać, co prowadzi do dalszego spadku motywacji i pogorszenia wyników w nauce – zwraca uwagę Joanna Heftowicz.


Rodzice: „Nie każdy uczeń potrafi sam się zmotywować”


Nie bez znaczenia jest również rola rodziców w motywowaniu dzieci do nauki. Gdy prace domowe były obowiązkowe, rodzice często sprawdzali, czy ich dzieci wykonały zadania, pomagali im w trudniejszych ćwiczeniach lub przynajmniej przypominali o konieczności ich zrobienia. Teraz, gdy zadania stały się opcjonalne, wielu rodziców nie ma żadnej kontroli nad tym, jak ich dzieci spędzają czas po lekcjach.

Wielu rodziców podkreśla, że ich dzieci nie mają jeszcze nawyku samodzielnej nauki i potrzebują jasno określonych obowiązków, aby systematycznie powtarzać materiał. Problem ten dotyczy zwłaszcza młodszych dzieci, które bez konkretnego zadania do wykonania niechętnie wracają do książek po szkole. 


To są normalne rzeczy, które każdy dorosły zawsze wiedział!! Co tu się wyprawia, jak do tego doszło??? - MS


Brak prac domowych sprawił, że dla niektórych dzieci edukacja kończy się wraz z dzwonkiem.


– Rodzice uczniów rzetelnie wypełniających obowiązki mówią o korzyściach – dzieci zyskały czas, który wykorzystują np. na rozwijanie zainteresowań. Docierają do nas również głosy zatroskanych opiekunów, którzy mają problem z motywowaniem swoich pociech do przypomnienia wiadomości z lekcji. Bez wizji oceny za wykonanie pracy domowej nie widzą sensu utrwalania informacji – wyjaśnia Eliza Hencel.



– Potrzebna jest rozmowa środowiska nauczycielskiego, określenie zysków i strat oraz ewentualne zmodyfikowanie, dopracowanie przepisów, które mają służyć odciążeniu uczniów, ale nie zwalniać z odpowiedzialności za uczenie się – podkreśla dyrektorka szkoły.





Co za bzdury... trzeba wyrzuć reformę Nowackiej do kosza i przywrócić program z lat uprzednich, może nawet z lat osiemdziesiątych, w kazdym razie taki program jest potrzebny, który trzmał młodzież w ryzach i dawał wyniki edukacyjne - MS
















Rok bez obowiązkowych prac domowych. „Nigdy nie było tak wielu nieprzygotowanych uczniów” | Strefa Edukacji





niedziela, 23 lutego 2025

Dyscyplina w szkole












przedruk
tłumaczenie automatyczne



Chińska szkoła wymaga od rodziców zapisania się na dyscyplinę fizyczną, w przeciwnym razie uczniom grozi przymusowe przeniesienie



Kary fizyczne obejmują "biczowanie dłoni", "długie okresy wstawania", co dzieli opinię w mediach społecznościowych na kontynencie




Szanghaj

9:00, 23 lut 2025



Prywatna szkoła w południowych Chinach znalazła się pod ostrzałem krytyki za to, że nakazała rodzicom podpisanie się pod przepisami aprobującymi stosowanie kar cielesnych wobec uczniów.

Eksperymentalna szkoła Longyuan w Yangjiang w prowincji Guangdong została zdemaskowana w połowie lutego za to, że prosiła rodziców swoich uczniów o wyrażenie zgody na stosowanie kar, w tym bicia po rękach i stania przez dłuższy czas.

Zgodnie z przepisami, nauczyciele mogą uderzyć uczniów w dłonie nie więcej niż 10 razy za każdą karę, podczas gdy kara w stójce może trwać do dwóch godzin.



"Dążymy do tego, aby uczniowie ponosili odpowiedzialność za błędy, które popełnili. Dzięki temu będą mieli większą świadomość zapobiegania podobnym błędom i staną się dobrymi, praworządnymi obywatelami" – czytamy w regule.


Dokument zakazuje również studentom płci męskiej noszenia długich włosów, a dziewczętom  nakładania szminki, manicure lub noszenia biżuterii.

Ponadto, aby promować oszczędny sposób myślenia wśród uczniów, szkoła powiedziała, że powinni nosić ubrania o wartości poniżej 100 juanów (14 USD) i buty tańsze niż 80 juanów (11 USD).



Szkoła ma 2,500 uczniów w wieku od pierwszej do dziewiątej klasy.

Jest uważana za najlepszą szkołę w mieście ze względu na wysokie wyniki, jakie jej uczniowie osiągnęli na egzaminach wstępnych do szkół średnich w ostatnich latach.

Jeśli uczniowie lub rodzice nie akceptują przepisów, szkoła sugeruje przeniesienie ich do innych szkół, powiedziała niezidentyfikowana nauczycielka.


"Kara fizyczna jest wymierzona w tych, którzy nie odrobią pracy domowej lub popełnią błędy w klasie. Można to robić tylko raz w tygodniu i służy jako przypomnienie dla uczniów" – powiedziała.

"Kara stania jest nakładana na uczniów, którzy zasypiają w klasie lub nie koncentrują się na pracy domowej" – dodał nauczyciel.

Szkoła twierdziła, że zasady są zgodne z regułą kar dyscyplinarnych Ministerstwa Edukacji dla szkół podstawowych i średnich, która weszła w życie w 2021 roku.

Dekret ministerstwa zakazuje jednak wszelkich form kar cielesnych, wymagając, aby kara w stójce nie była dłuższa niż lekcja lub około 45 minut.


Sprzeciw opinii publicznej skłonił lokalny wydział edukacji do wezwania szkoły do "naprawienia swojego problemu".


"Zapewniamy, że nie będą już prosić rodziców o podpisanie tego rodzaju umowy" – powiedział urzędnik.

Wiadomość ta wznowiła dyskusję na temat zasadności stosowania kar cielesnych na kampusach.

Jeden z internautów powiedział: "Kary fizyczne powinny być zdecydowanie zakazane w szkole. Nauczyciele powinni prowadzić uczniów, aby dorastali zdrowo poprzez miłość i cierpliwość".

Jednak inna osoba powiedziała: "Odkąd dwójka moich dzieci przeniosła się do tej szkoły, stały się bardziej uprzejme, a ich wyniki w nauce uległy poprawie.


"Nauczyciele regularnie komunikują się ze mną i będą karać moje dzieci, jeśli popełnią błędy. Wspieram szkołę".









Alicja Yan

NASTĘPOWAĆ
Alice Yan jest reporterką zajmującą się wiadomościami społecznymi w Szanghaju. Pisze o ludzkich zainteresowaniach i specjalizuje się w opowieściach o relacjach rodzinnych, edukacji,







China school demands parents sign up for physical discipline or pupils face forced transfer | South China Morning Post



poniedziałek, 10 lutego 2025

U dzieci pogarszają się zdolności motoryczne



smartfony...





przedruk
tłumaczenie automatyczne





Trudniej jest zawiązać sznurowadła i narysować: dlaczego pogarszają się umiejętności motoryczne dzieci


Alyona Pavliuk — 10 lutego, 15:12

U dzieci pogarszają się zdolności motoryczne - jakie są tego przyczyny




U współczesnych dzieci pogarszają się zdolności motoryczne. Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest spędzanie czasu przed ekranami, co wypiera zwykłe rysowanie lub majsterkowanie.

Jakie inne czynniki wpływają na pogorszenie zdolności motorycznych i jak sobie z tym radzić - czytamy w National Geographic.

W 2024 roku amerykański magazyn Education Week przeprowadził ankietę wśród nauczycieli na temat problemów uczniów w szkole podstawowej. 77% z nich stwierdziło, że dzieci mają teraz więcej trudności z ołówkami, długopisami i nożyczkami niż 5 lat temu. A 69% nauczycieli zauważyło, że dzieciom w wieku szkolnym trudniej jest wiązać sznurowadła.

W niedawnym badaniu opublikowanym w czasopiśmie JAMA Pediatrics amerykańscy naukowcy przeanalizowali zdolności motoryczne ponad 250 dzieci urodzonych w pierwszym roku pandemii. Po sześciu miesiącach ich wyniki testów były niższe niż u dzieci urodzonych przed COVID-19.

Zdaniem współautorki badania Lauren Shaffrey trudno jednoznacznie stwierdzić, czy wynika to ze zwiększonego stresu prenatalnego, czy z innego środowiska, w którym dzieci znajdowały się w pierwszych miesiącach życia z powodu pandemii.
OGŁOSZENIE:


Shaffi zauważa również, że ze względu na przebywanie w domu z pracującymi rodzicami, dzieci w każdym wieku zaczęły spędzać więcej czasu z gadżetami. Czynnik ten znacząco wpływa na opóźnienie w rozwoju umiejętności motorycznych.

Jednak Stephen Barnett, współdyrektor National Institute for Early Education Research na Uniwersytecie Rutgers, uważa, że taki trend pojawił się jeszcze przed pandemią.

Ze względu na to, że dzieci spędzają coraz więcej czasu przed ekranami, mniej angażują się w kreatywność, rysowanie i projektowanie. Chociaż nauka matematyki lub praca nad sztuką cyfrową może być korzystna, nie rozwija umiejętności motorycznych.

Według Barnetta skraca się również czas na gry i inne zajęcia na świeżym powietrzu, które są kluczowe dla rozwoju umiejętności motorycznych małych i dużych.

Amy Hornbeck, trenerka w Beverly City Public Schools w New Jersey, zauważa, że różne codzienne udogodnienia również wpłynęły na pogorszenie umiejętności motorycznych. Są to na przykład spodnie bez zamków i guzików lub paczkowane przekąski.

Zmieniły się również preferencje dzieci dotyczące zabawek, mówi Hornbeck. Magnetyczne obrazki, które są łatwe do połączenia, zastąpiły puzzle i drewniane klocki, które wymagają cierpliwości i precyzji.

Ekspert zauważa również, że dzieci czytają coraz mniej. W trzech z czterech klas, które obserwowała, ani jedno dziecko nie odważyło się wejść do czytelni przez trzy godziny.

Przewracanie stron książki może wydawać się bardzo łatwym zadaniem, ale czytanie rozwija również umiejętność skupienia się i podążania za instrukcjami. Są kluczem do umiejętności motorycznych - zapinanie zamka błyskawicznego na płaszczu lub wiązanie sznurowadeł.

Barnett dodaje, że spadek zdolności dzieci do skupienia się na określonym zadaniu jest kluczowym czynnikiem spadku umiejętności motorycznych.
Jak rozwijać umiejętności motoryczne?

Amy Hornbeck radzi rodzicom, aby dodali umiejętności motoryczne do codziennych zadań: wspólnego gotowania, szukania kamyków w drodze do szkoły, nalewania napojów do kubków, ściskania myjek w wannie.

Pomocne może być również zwykłe plastelina i pudełko kolorowych kredek.

Ekspert radzi również, aby nie tworzyć od razu konkurencji między użyteczną czynnością a gadżetem. W szczególności nie wyłączaj ekranu podczas ćwiczenia.

Wcześniej pisaliśmy, że naukowcy odkryli, że czas spędzany na urządzeniach cyfrowych ma długofalowy wpływ na mózgi dzieci. Pomimo tego, że zauważyli pozytywne efekty, przeważały negatywne. W szczególności mówimy o zaburzeniach uwagi i procesów poznawczych.


---------------




Najlepszy przyjaciel. "Prawie nigdy się z nim nie rozstaję"



Zespół wGospodarce



Opublikowano: 6 lutego 2025, 09:22


96 proc. nastolatków korzysta ze smartfonów, 93 proc. ma je na własność, a 65 proc. prawie nigdy się z nimi nie rozstaje - wynika z badania „Urządzenia mobilne w uczeniu się i nauczaniu”. Uczniowie korzystają ze smartfonów dla rozrywki, do rozwijania zainteresowań, przy pracach domowych i na lekcjach.


Raport to efekt badań zrealizowanych przez Centrum Nauki Kopernik wśród uczniów w wieku 13-19 lat.

Z badania wynika, że dzieci i młodzież w Polsce powszechnie korzystają z urządzeń mobilnych. 

96 proc. badanych nastolatków zadeklarowało, że korzysta ze smartfonów. 
79 proc. podało, że korzysta z laptopa, 
48 proc. z konsoli do gier, 
39 proc. z tabletu, 
31 proc. ze smartwatcha, 
11 proc. z czytników e-booków. 

Z komputerów stacjonarnych korzysta 48 proc. uczniów.


Smartfon to urządzenie o zdecydowanie najbardziej osobistym charakterze

Smartfon to urządzenie o zdecydowanie najbardziej osobistym charakterze. Na wyłączność ma go 93 proc. uczestników badania. Laptop - 43 proc., tablet - 36 proc., a komputer stacjonarny - 35 proc.



Smartfon jest urządzeniem osobistym dla 92 proc. uczniów w wieku 13-15 lat i 93 proc. uczniów w wieku 16-19 lat. 
Laptop jest urządzeniem osobistym dla 39 proc. badanych w wieku 13-15 lat i 47 proc. w wieku 16-19 lat, a
 komputer stacjonarny – 31 proc. młodszych i 39 proc. starszych. 

W przypadku tabletów 30 proc. młodszych użytkowników (versus 23 proc. starszych) zadeklarowało, że głównie oni z niego korzystają, ale inne osoby również go czasem użytkują. Okazjonalne używanie tabletu, z którego korzystają „głównie inne osoby”, wskazało 12 proc. badanych 13-, 15-latków (vs 17 proc. 16-, 19-latków).



Używany jest najczęściej wieczorami oraz popołudniami

Tablet, smartfon, laptop i komputer stacjonarny używane są najczęściej wieczorami oraz popołudniami – zarówno w dni robocze/szkolne, jak i w weekendy. Smartfon dużo częściej towarzyszy swoim użytkownikom przez cały dzień.

Właściciele smartfonów najczęściej deklarują, że „prawie nigdy się z nimi nie rozstają” (65 proc. wskazań). 

Częściej są to starsi badani (70 proc.) niż młodsi (61 proc.). 

Spora grupa użytkowników badanych urządzeń twierdzi, że korzysta z nich tylko w razie konieczności (tablety - 31 proc., laptopy - 27 proc.). W przypadku komputerów stacjonarnych 32 proc. użytkowników podaje, że „zazwyczaj ma go blisko siebie”.

Wszystkie omawiane urządzenia najczęściej używane są w domu:
smartfony - 97 proc. wskazań, 
laptopy - 96 proc.,
tablety - 94 proc.,
komputery stacjonarne - 87 proc. 


Ze smartfonów młodzież korzysta także 

w szkole - 84 proc. wskazań, 
w środkach transportu - 80 proc., czy też 
w trakcie spotkań towarzyskich - 66 proc.




Smartfon to rozrywka i komunikacja

Smartfony znacznie częściej niż trzy pozostałe urządzenia używane są do celów rozrywkowych, rozwijania zainteresowań, a także na lekcjach. Z kolei do odrabiania lekcji najczęściej używane są laptopy. Tablety istotnie rzadziej niż smartfony, laptopy i komputery stacjonarne używane są w sytuacjach szkolnych (na lekcjach i przy odrabianiu lekcji).

Smartfony do celów rozrywkowych wykorzystuje 87 proc. uczniów w wieku 16-19 lat i 85 proc. w wieku 13-15 lat, 
do rozwijania swoich zainteresowań - 75 proc. uczniów starszych i 69 proc. uczniów młodszych, 
przy odrabianiu lekcji - 70 proc. uczniów starszych, 63 proc. uczniów młodszych, na lekcjach (również, jeśli jest to nauczanie domowe czy szkoła w chmurze) - 53 proc. uczniów starszych i 33 proc. uczniów młodszych, 
do dodatkowych zajęć edukacyjnych (np. korepetycje, nauka języka, itp.) - 45 proc. uczniów starszych, 38 proc. uczniów młodszych.


Podczas lekcji poszczególne urządzenia używane są do różnych czynności. Domeną smartfonów jest wyszukiwanie informacji i komunikowanie się. Programowanie oraz tworzenie materiałów audio/wideo/foto wykonywane jest częściej na komputerach i laptopach niż na tabletach i smartfonach. Rozwiązywanie quizów/łamigłówek, czytanie i słuchanie – tu częściej wybierane są smartfony i tablety niż laptopy i komputery stacjonarne. Tablety najczęściej używane są na lekcjach do notowania.

Ponad 78 proc. badanej młodzieży, która korzysta w szkole ze smartfonów, twierdzi, iż nauczyciele zlecają im (przynajmniej czasami) wykonanie na lekcjach jakiegoś zadania przy ich pomocy.

Najczęściej ma to miejsce na lekcjach

języka obcego (41 proc. wskazań), a w dalszej kolejności: 
informatyki (36 proc.),
matematyki (34 proc.), 
języka polskiego (32 proc.), 
geografii (31 proc.), 
historii (31 proc.) i 
biologii (29 proc.).

Przy odrabianiu zadań domowych uczniowie wykorzystują wszystkie z badanych urządzeń. Zadania związane z programowaniem i tworzeniem materiałów audio/wideo/foto realizowane są częściej na komputerach i laptopach niż na tabletach i smartfonach. Do tworzenia notatek i pisania najczęściej wykorzystywane są laptopy. Zaraz za nimi plasują się komputery stacjonarne, a dalej – tablety i smartfony.

Badanie przeprowadzono między wrześniem a grudniem 2023 r. na próbie 2099 uczniów szkół podstawowych i ponadpodstawowych: 1054 uczniów w wieku 13-15 lat i 1045 uczniów w wieku 16-19 lat. Próba była losowa, reprezentatywna dla badanej populacji pod względem wieku, wielkości miejscowości oraz województw.









life.pravda.com.ua/society/u-ditey-pogirshuyetsya-dribna-motorika-yaki-prichini-cogo-306354/

gospodarce.pl/informacje/148438-najlepszy-przyjaciel-prawie-nigdy-sie-z-nim-nie-rozstaje



środa, 29 stycznia 2025

Czytanie ze zrozumieniem






przedruk




Polacy nie potrafią czytać ze zrozumieniem. Kompetencje dorosłych Polaków na dramatycznie niskim poziomie


Magdalena Ignaciuk
Opracowanie:10 grudnia 2024, 14:41



Polska na szarym końcu. Kompetencje dorosłych drastycznie spadły.


Polscy dorośli wypadli znacznie poniżej średniej OECD w kluczowych kompetencjach, takich jak rozumienie tekstu, matematyka i rozwiązywanie problemów. 

Co gorsza, zanotowaliśmy jeden z największych spadków w wynikach od poprzedniej edycji badania. Czy to efekt pandemii, reform edukacyjnych, czy braku wsparcia dla kształcenia dorosłych? 


Analiza ekspertów nie pozostawia złudzeń – jeśli nie odbudujemy podstawowych umiejętności, przyszłość polskiej gospodarki i rynku pracy może być zagrożona.


Wyniki Międzynarodowego Badania Umiejętności Dorosłych PIAAC opublikowano we wtorek 10 grudnia. W badaniu uczestniczyło 31 krajów OECD


Międzynarodowe Badanie Umiejętności Dorosłych PIAAC (Programme for International Assessment of Adult Competencies) to jedno z największych badań społecznych na świecie i jedyne badanie porównujące umiejętności osób dorosłych z różnych krajów. Mierzy ono umiejętności rozumienia tekstu, rozumowania matematycznego i rozwiązywania problemów. Jest koordynowane przez Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD). Poprzednią edycję przeprowadzono w latach 2011-2012.

W obecnej edycji badania, przeprowadzonej w latach 2022-2023, uczestniczyło 31 krajów OECD.

Uczestniczyły w nim osoby w wieku 16–65 lat.


Polacy sporo poniżej średniej


Średni wynik polskich uczestników badania 

w rozumieniu czytanego tekstu to 236 punkty (przy średnim wyniku dla krajów OECD wynoszącym 260 punktów), 
w rozumowaniu matematycznym - 239 punktów (średnia OECD - 263 punkty), 
w rozwiązywaniu problemów - 226 (średnia OECD - 251 punkty).


W porównaniu z poprzednią edycją badania Polska odnotowała jeden z największych spadków w wynikach:

w rozumieniu tekstu o 31 punktów,
w rozumowaniu matematycznym o 21 punktów



Wysokie spadki odnotowano także w Korei, Litwie i Nowej Zelandii.

Jak zauważają badacze z Instytutu Badań Edukacyjnych, w badaniu PIAAC 2023 odnotowano niepokojąco wysoki odsetek osób z niskimi umiejętnościami:

39 proc. uczestników badania z Polski nie rozwiązało prostych zadań mierzących rozumienie tekstu,
38 proc. nie zrobiło zadań dotyczących umiejętności matematycznych,
48 proc. nie wykonało zadań z zakresu rozwiązywania problemów.

Badacze wskazują, że nawet biorąc pod uwagę prawdopodobne niedoszacowanie wyników, wyraźnie widać, że spora część dorosłych w Polsce nie radzi sobie z zadaniami mierzącymi umiejętności podstawowe.


Na świecie to kobiety lepiej czytają, a mężczyźni liczą. W Polsce wyniki są zbliżone i podobnie kiepskie


W większości krajów europejskich kobiety osiągnęły lepsze wyniki w rozumieniu tekstu, a mężczyźni w matematyce. W Polsce średni poziom umiejętności kobiet i mężczyzn jest podobny we wszystkich trzech badanych dziedzinach.


W Polsce, podobnie jak w wielu innych krajach, zaobserwowano systematyczny spadek umiejętności wraz z wiekiem, szczególnie w grupie 55-65 lat. Najlepiej w badaniu wypadły osoby najmłodsze.

We wszystkich krajach znacznie lepiej radziły sobie z zadaniami osoby z wyższym wykształceniem – w Polsce ich przewaga względem innych kategorii wykształcenia była największa w matematyce.
Polacy niezaangażowani w rozwiązywanie zadań


Analizy ekspertów OECD i Instytutu Badań Edukacyjnych wskazują, że polskie wyniki badania mogą być znacząco niedoszacowane, mimo spełnienia przez Polskę standardów metodologicznych realizacji badania.


– Problemem był niski poziom zaangażowania respondentów w rozwiązywanie zadań, czego przejawem było szybkie udzielanie odpowiedzi i częste pomijanie pytań w badaniu umiejętności. Mogło to też wpłynąć na wyniki innych krajów, ale w Polsce ich wpływ był najprawdopodobniej większy – wskazuje IBE.



W Polsce badanie przeprowadzono na próbie około 5 tys. osób wylosowanych z rejestru PESEL. Ankieterzy odwiedzali badanych w domach. Badanie trwało dwie godziny. Pierwsza część badania polegała na odpowiedzi na pytania ankiety, a kolejna – na samodzielnym rozwiązywaniu zadań na tablecie.

– To był test interaktywny, w którym mierzono umiejętność rozumienia tekstu, czyli np. znalezienie jakiegoś fragmentu, odpowiadanie na krótkie pytania, co można wywnioskować z danego tekstu – powiedział Michał Sitek z Zespołu Badań i Umiejętności IBE. Dodał, że były to teksty zbliżone do takich tekstów, z którymi stykamy się w życiu codziennym.


Dyrektor IBE Maciej Jakubowski poproszony o interpretację wyników polskich uczestników badania PIAAC, zaznaczył, że należy robić to ostrożnie.

– Widać, że polscy dorośli niechętnie poświęcają aż tak dużo czasu na badanie – powiedział.

Wskazał, że to trudne badanie, bo mierzone są umiejętności, robione jest w domu, trzeba poświęcić dużo na to czasu.

– Sporo respondentów po prostu nie chciało tego robić – powiedział.




Zauważył też, że jeśli chodzi o wyniki badania w czołówce są kraje skandynawskie: Finlandia, Szwecja, Norwegia, gdzie dorośli uczestniczą na bieżąco w doskonaleniu swoich umiejętności. Tymczasem – jak wskazał – w Polsce wciąż jest bardzo duża grupa dorosłych, która nie uczestniczy w żadnym kształceniu, często też w pracy nie używa umiejętności, które np. wyniosła ze szkoły.




Co MEN powinien zmienić, by wyniki Polaków były lepsze?


Pytany o rekomendacje dla Ministerstwa Edukacji Narodowej i ogólnie dla systemu edukacji, zaznaczył, że kształcenie dorosłych to jest odpowiedzialność wielu ministerstw, wielu instytucji.


– Jest dużo szkoleń, ale z tych szkoleń korzystają głównie osoby wykształcone. Widzimy, że te osoby wykształcone rzeczywiście mają wciąż wysokie kompetencje. W tej grupie umiejętności tak nie spadają z wiekiem, jak w innych grupach. Jeśli zaś chodzi o osoby słabiej wykształcone to tutaj jest bardzo dużo do zrobienia – powiedział.



– Wszyscy rozumieją, że przyszłość należy do tych krajów i do tych osób, które mają kompetencje podstawowe i które mogą się bardzo szybko przekształcać, zdobywać nowe zawody, nowe umiejętności – zaznaczył.

Wskazał, że osoba, która ma umiejętność rozumienia czytanego tekstu, umiejętności matematyczne i umiejętność rozwiązywania problemów, to szybko nauczy się czegoś nowego, znajdzie sobie nowy zawód, odnajdzie się na zmieniającym się rynku pracy.


– Natomiast osoby, które tych kompetencji nie mają, będą miały duże problemy w przyszłości. Tutaj jest rola państwa, żeby to wesprzeć, żeby wrócić do podstaw, odbudować te podstawy, zintensyfikować kształcenie i dać możliwość ludziom realnego wyboru, a nie wyboru negatywnego – dodał.


Jakubowski ocenił, że na poziomie oświaty ta lekcja została odrobiona – poziom kompetencji, który młodzi Polacy wynoszą ze szkoły, jest dobrym fundamentem dla większości.


– Oczywiście tu można poprawiać, zmniejszać nierówności, ale jest dobry fundament – powiedział.

Wskazał, że w Polsce po skończeniu szkoły albo studiów niewiele osób uczestniczy w dalszym kształceniu. Wskazał na rolę pracodawców, by to zmienić.


– Pracodawcy muszą sobie uświadomić, że ich przyszłość należy też od tego, jakie kompetencje mają pracownicy – zaznaczył. – Widzimy, że pracodawcy szukają osób z określonymi kompetencjami. Szukają osób, które są elastyczne i chcą się dokształcać, ale sami też muszą zadbać o to, żeby pracownicy cały czas mieli taką możliwość, żeby nie przestali się po prostu uczyć – powiedział Jakubowski.








strefaedukacji.pl/polacy-nie-potrafia-czytac-ze-zrozumieniem-kompetencje-doroslych-polakow-na-dramatycznie-niskim-poziomie/ar/c5-18988610

















wtorek, 21 stycznia 2025

14-latkowie dokonali rozboju





przedruk



21.01.2025 07:32



14-latkowie dokonali rozboju

Policja kryminalna z Bemowa zatrzymała dwóch 14-latków podejrzanych o rozbój. Jeden z nastolatków groził napadniętemu czymś, co wyglądało jak prawdziwa broń palna. Nastoletni sprawcy trafili do schroniska dla nieletnich.



Rozwój 14-latków

Do zdarzenia doszło kilka dni temu. Pewien mężczyzna wystawił na jedną z internetowych platform zakupowych odzież i buty. Skontaktował się z nim kupujący. Umówili się na odbiór rzeczy i zapłatę na Bemowie.


Kupującym okazał się 14-latek, który przyszedł na spotkanie z równolatkiem.

"W trakcie krótkiej rozmowy jeden z nastolatków wyjął z kieszeni przedmiot przypominający broń palną, którą wycelował w stronę pokrzywdzonego. Wyrywał mu z ręki torbę z rzeczami. Potem wspólnicy uciekli"

– przekazała nadkom. Marta Sulowska z bemowskiej komendy.


Szybko wpadli

Poszkodowany mężczyzna złożył na komendzie zawiadomienie o przestępstwie. Policjanci dotarli do sprawców. Byli to nastolatkowie mieszkający poza Warszawą. U pierwszego zatrzymanego 14-latka w pokoju policjanci znaleźli "pistolet" oraz zrabowane rzeczy; później zatrzymali też drugiego.


Obaj trafili do policyjnej izby dziecka. Na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego, policjanci doprowadzili zatrzymanych chłopców do sądu rodzinnego. Jego decyzją obaj zostali umieszczeni w schronisku dla nieletnich na dwa miesiące.





Może oglądali serial o tym, jak się napada na ludzi??


Jest tu jaki silny kolega, który obroni nas przed wściekłą telewizyjną propagandą??


To ja przypominam swój tekst z września zeszłego roku...





 21 września 2024

Młodzież wg telewizora


To, że historia została "rozwiązana" nic nas nie obchodzi - wzorzec postępowania został podsunięty.

I tylko to jest istotne.



Tytuł filmu:


"Uczeń podpisał umowę ze szkolnym łobuzem by uniknąć bicia [Szkoła odc. 451]"

Żeby zobaczyć film, trzeba skopiować link do wyszukiwarki.




www.youtube.com/watch?v=OOY6zl1gD5w

transkrypcja


taka próba


Radek Borysiak uważa, że przechytrzył licealistę, który od niego wymusza pieniądze. Umowa, którą podpisał ze szkolnym łobuzem Darkiem Teodorczykiem, ma go teraz chronić przed zemstą Tomka. Wiem.

 
W umowie masz wyraźnie napisane, że jak nie mam hajsu, masz w du. Czekaj no dawaj kasę, bo nie mam na ciebie czasu. Szybko! Według umowy mogę przekazać moje zobowiązania komukolwiek. Chce jak jesteś chory albo coś. W umowie nie ma nic o chorobie. A ja właśnie przekazałem moje zobowiązania. Tak. To który twój kolega będzie mi płacił? Dariusz Teodorczyk Ale czy ci zapłaci? Nie. Jestem pewien, że jesteś taki cwany, gnojku. Według umowy nie możesz mnie bić. No to teraz ci pokażę. Zrobi ci z dupy jesień średniowiecza. Tak cię urządzę, że zapomnisz o kombinowaniu. O ty lamusie

Nastolatek jest przerażony i chce jak najszybciej znaleźć Darka Teodorczyka. Ma nadzieję, że silny kolega obroni go przed wściekłym Tomkiem.



Darek Tomek tu biegnie. Co mnie to obchodzi? Nie ma wypracowań, nie ma umowy. Goni mnie. Odsuń się przygłupie. To nie jest twoja sprawa. Teraz to już moja sprawa.


Darek, odsuń się od niego. Odsuń się już! Co ty Zwariowałeś? Możesz wstać?


Mogę. Nic się nie.


Dzieje. No o co chodzi?

No. Wziął mi przywalił. On kłamie.


Odsuń się powiedziałem.

Wziął bez pardonu i podbiegł. Walnął mnie w pysk.


Zadrapanie.


Ale nie.


Złamane. Idź do higienistki.

Ale boli.


No a my sobie porozmawiamy. Zapraszam do pokoju nauczycielskiego. Ruchy.






I co?
Pasuje?






P.S.

"Niezależna.pl" też uprawia literówki?