Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psychologia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2026

Smartfony - degradacja ludzkości





2019 r. - "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego"
2021 r. - "Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych"
                   "Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia"

2024 r. - "dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu"


2026 r. - "dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce"
                   "37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania"

                   "coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi"

                    "około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet"





przedruki
tłumaczenie automatyczne


Zakazać telefonów w szkołach, mówi minister Nick Gibb

2 lutego 2019
Chris Mason


Uczniowie powinni mieć zakaz zabierania smartfonów do szkoły, powiedział minister ds. standardów szkolnych w Anglii BBC. Nick Gibb zabrał głos przed publikacją przez rząd nowych wytycznych dla szkół, które mają dotyczyć bezpieczeństwa w internecie, mediów społecznościowych i gier online.

Oczekuje się, że dzieci powinny być uczone ograniczania czasu spędzanego online. Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły. Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Patsy Kane, dyrektorka wykonawcza w Education and Leadership Trust w Manchesterze, powiedziała, że plan pana Gibba "mija się z tym, jak fantastycznie przydatne mogą być telefony komórkowe do nauki." Powiedziała BBC Breakfast, że jej wieloakademicki fundusz wspiera odpowiedzialne korzystanie ze smartfonów podczas lekcji oraz że nauczyciele usuwają te urządzenia, jeśli są używane niewłaściwie w czasie lekcji.

Dodała: "Obecnie jest fantastyczny wybór aplikacji do powtórek – a uczniowie są naprawdę zmotywowani, by z nich korzystać."

Związek zawodowy reprezentujący dyrektorów wyraził sceptycyzm wobec całkowitych zakazów.

Ale pan Gibb powiedział: "Wiele szkół już podjęło decyzję o zakazie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
"Chociaż to wyraźnie sprawa dyrektora, moim zdaniem szkoły powinny zakazać uczniom wnoszenia smartfonów do szkoły lub klasy."
Katie Ivens z Campaign for Real Education powiedziała, że popiera zakaz chodzenia do klas, ale uczniowie powinni mieć prawo nosić telefony do i ze szkoły ze względów bezpieczeństwa.
To, co nazywa się "edukacją relacji", stanie się obowiązkową od września 2020 roku, a szkoły będą zachęcane do jej nauczania od września tego roku.

"Czas równoważenia"

Latem zeszłego roku rząd opublikował projekt wytycznych dotyczących sposobu wdrożenia tego rozwiązania.
"Dzieci i młodzież dorastają w coraz bardziej złożonym świecie i żyją płynnie zarówno online, jak i offline" – napisano.
Jednak uznano, że choć stwarza to "wiele pozytywnych i ekscytujących możliwości", to jednak pojawiają się także "wyzwania i ryzyka".

Od czasu publikacji dokumentu, który stwierdzał, że "uczniowie powinni być uczeni o korzyściach płynących z równoważenia czasu spędzanego w pracy i offline", otrzymano ponad 11 000 odpowiedzi na ten dokument, a wkrótce spodziewane są nowe wytyczne.

"Dzieci nie powinny spędzać godzin na smartfonach czy iPadach. Internet oczywiście przynosi ogromne korzyści i nie ma nic szkodliwego w spędzeniu czasu online," powiedział pan Gibb.

"Ale jeśli czas spędzany przez dzieci na mediach społecznościowych lub graniu w gry komputerowe staje się zbyt duży, to odbiera im czas na rozmowy z rodzicami, ćwiczenia, odrabianie lekcji czy zabawę z przyjaciółmi.
"To odbiera ilość snu i odpoczynku dzieci, przez co następnego dnia przychodzą do szkoły zmęczeni i nie mogą się skupić."

Minister, który spędził ponad sześć lat w Departamencie Edukacji, dodał: "Zapewnienie dzieciom możliwości samodzielnego korzystania ze smartfonów i mediów społecznościowych staje się coraz ważniejszą umiejętnością życiową, której muszą się nauczyć."

Jednak związek NAHT, reprezentujący liderów szkół, stwierdził, że zakaz zabierania uczniom telefonu komórkowego do szkoły może być nieproduktywny.

Składając zeznania przed Komisją ds. Nauki i Technologii Izby Gmin w październiku ubiegłego roku, starsza doradczyni ds. polityki związku, Sarah Hannafin, powiedziała: "Zakazy telefonów komórkowych z pewnością działają w niektórych szkołach, ale nie ma jednej polityki, która zadziała dla wszystkich szkół.

"Całkowite zakazanie telefonów komórkowych może powodować więcej problemów niż rozwiązywać, powodując użycie telefonów "pod ziemią" i sprawiając, że problemy są mniej widoczne i oczywiste dla szkół."

Dodała: "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego, dając im świadomość i strategie odpowiedzialnego monitorowania korzystania z ekranu oraz zdolność do identyfikowania i radzenia sobie z negatywnymi skutkami lub problematyczną treścią, z którą się spotykają."



-------

Telefony komórkowe powinny być zakazane w szkołach - Gavin Williamson

7 kwietnia 2021
Cristina Criddle

Telefony komórkowe powinny zostać zakazane w szkołach, ponieważ lockdown wpłynął na "dyscyplinę i porządek" dzieci, ostrzegł sekretarz edukacji.

Gavin Williamson powiedział The Telegraph, że telefonów nie powinno się "używać ani oglądać w ciągu dnia szkolnego", choć powiedział, że szkoły powinny ustalać własne zasady.

Telefony mogą pełnić rolę "wylęgarniska" cyberprzemocy, a media społecznościowe mogą szkodzić zdrowiu psychicznemu, dodał.
"Teraz czas schować ekrany, zwłaszcza telefony komórkowe," napisał.
"Technologia okazała się nieoceniona w utrzymaniu dzieci w nauce podczas lockdownów i wspieramy jej stosowanie" – powiedział.
"Poza klasą korzystanie z telefonów komórkowych odciąga uwagę od zdrowego ruchu i tradycyjnej zabawy.
"Co gorsza, jest to położem do cyberprzemocy i niewłaściwego korzystania z mediów społecznościowych.
"Chociaż każda szkoła powinna ustalać własną politykę, stanowczo wierzę, że telefony komórkowe nie powinny być używane ani widziane w ciągu dnia szkolnego i będę wspierać dyrektorów, którzy wdrożą takie zasady."

Rząd będzie konsultował w sprawie pomocy dyrektorom w usuwaniu telefonów ze szkół jeszcze w tym roku, dodał. Zdecydowana większość szkół już ma przepisy ograniczające korzystanie z telefonów podczas lekcji, według danych z aplikacji Teacher Tapp, która codziennie przeprowadza ankiety wśród około 8 500 nauczycieli. Według aplikacji około połowa szkół średnich i większość szkół podstawowych nie pozwala na korzystanie z telefonów podczas przerw lub przerw obiadowych.

"Prawdziwym problemem zwróconym przez nauczycieli szkół średnich jest niespójne stosowanie zasad i sankcji, a nie zawsze jest jasne, czyja odpowiedzialność spoczywa za usunięcie telefonu lub czy mają na to pozwolenie" – powiedziała Laura McInerney, współzałożycielka Teacher Tapp.

"Jak sekretarz edukacji zmieni ten problem, nie jest od razu jasne."

Polityka szkoły
Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły.
Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Zakaz ten był wcześniej popierany przez Nicka Gibba, ministra ds. standardów szkolnych, Matta Hancocka, byłego sekretarza kultury i obecnego ministra zdrowia, oraz Amandę Spielman, głównego inspektora Ofsted.

Jednak w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono żadnych przepisów egzekwujących tę zasadę.
We Francji prawo zabrania dzieciom korzystania z telefonów na terenie szkoły.
A na początku tego roku chińskie Ministerstwo Edukacji ogłosiło, że uczniowie nie będą mogli przynosić telefonów do szkoły bez pisemnej zgody rodziców.

"Podejście współpracy"
Mica-May Smith z Bright Futures Education, firmy szkoleniowej zajmującej się edukacją, powiedziała, że całkowity zakaz to zły pomysł, "ponieważ dzieci mogą nadal przynosić je do szkoły i ukrywać".
Zamiast tego powinno istnieć "podejście współpracy z obowiązującymi zasadami", w tym wyznaczonymi godzinami i obszarami użytkowania, powiedziała.
"Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych," dodała.
Telefony powinny być włączone do lekcji jako "fundamentalna część programu nauczania", powiedziała Susan Wessels, zastępczyni dyrektora Framlingham College w Suffolk.
"Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia" – dodała. "Musimy zachęcać uczniów do konstruktywnego korzystania z telefonów."

'Uzależnienie od telefonu'
Jednak połowa rodziców popiera zakaz używania telefonów, sugerowało badanie przeprowadzone w zeszłym roku przez portal porównujący ceny uSwitch.

Shile Ismaila, blogerka rodzicielska w African Mommy, mówi, że zakaz telefonów "zapobiegnie rozpraszaczom i pomaga dzieciom skupić się na pracy".
"Dzieci spędzały więcej czasu niż zwykle na telefonach podczas pandemii," dodała.
"To był główny sposób, by utrzymać kontakt z rówieśnikami, który teraz mniej więcej przerodził się w uzależnienie."

Pan Williamson pisał także o potrzebie dyscypliny i struktury podczas powrotu dzieci do szkół.
"Chociaż nauka zdalna była ogromnym sukcesem w umożliwieniu dzieciom kontynuowania lekcji w domu, brak regularnej struktury i dyscypliny nieuchronnie wpłynął na ich zachowanie" – powiedział.


-------------


Nadmierny czas przed ekranem sprawia, że dzieci nie nadają się do nauki – nauczyciele


19 lutego 2024


Nauczyciele z Yorkshire ostrzegają, że dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu.

W poniedziałek rząd wydał nowe zalecenia dla szkół mające na celu zaprzestanie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
Hannah Feerick, zastępczyni dyrektora w Wales High School w Rotherham, powiedziała: "Zauważamy uczniów, którzy są raczej cichi lub senni w czasie lekcji."
"Spędzają dużo czasu online," dodała.
"Zauważamy też wiele problemów z konfliktami między grupami przyjaciół, gdy są one w kluczowym momencie ich rozwoju.
"Wiele z tego dzieje się online," powiedziała pani Feerick.

Według danych No Phones At Home, które zachęca ludzi do odłączenia się od urządzeń i skupienia się na spędzaniu czasu razem, 55% dzieci posiadało telefon do 11. roku życia, a do 12. roku życia wzrosło do 77%.

Spośród tych dzieci 86% miało konta w mediach społecznościowych, a ta grupa spędzała średnio 2,5 godziny dziennie online, korzystając z telefonów, pokazują dane Community Interest Company.
Na niedawnym spotkaniu w Leeds nauczyciele szkół podstawowych mówili o wpływie spędzania zbyt dużo czasu online na dzieci.

Jeden z nauczycieli powiedział BBC: "Mają trudności z kontaktem z innymi. Są dość samotni."
Inny powiedział: "Brakuje cierpliwości i umiejętności czekania na nagrodę – muszą ją mieć i to teraz."
Trzeci nauczyciel powiedział, że rodzice "nie dostrzegają pełnego wpływu" czasu spędzanego przez dzieci online.

Psycholog z Leeds, Charlotte Armitage, powiedziała, że rodzice muszą zrobić wszystko, by ustalić wyraźne granice dotyczące używania urządzeń.
"Chodzi o równowagę – wszystko z umiarem," powiedziała pani Armitage.
"Wiemy, że usługi zdrowia psychicznego, zwłaszcza dzieci i młodzieży, są absolutnie przeciążone przez dzieci zgłaszające się z problemami psychicznymi.
"Ale możemy temu zapobiec, a wszyscy rodzice mogą zrobić swoje, by zająć się używaniem urządzeń."

Rząd poinformował, że nowe wytyczne dotyczące korzystania z telefonów komórkowych w szkołach są częścią planu "minimalizowania zakłóceń i poprawy zachowań w klasach".

Porada ta pojawiła się prawie trzy lata po tym, jak rząd po raz pierwszy wezwał do zakazu telefonów w szkołach.

Jednak Pepe Di'lasio, dyrektor Wales High School, który jest także nowym sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni, powiedział, że wytyczne "zamykają drzwi długo po tym, jak koń już uciekł".

"Rząd powinien zrobić znacznie więcej, by ścigać te platformy internetowe, do których dzieci mają dostęp i które mogą udostępniać bardzo niepokojące i ekstremalne treści," powiedział pan Di'lasio.
"To jest obszar, na którym musimy się skupić – nie na twardym urządzeniu, nie na problemie posiadania urządzenia w ciągu dnia szkolnego."

---------



Badania pokazują, że słownictwo związane z wysokim czasem spędzanym przed ekranem u małych dzieci

Tom McArthur
Poniedziałek, 12 stycznia 2026, godz. 11:42 


Rodzicom dzieci poniżej piątego roku życia w Anglii należy zaoferować oficjalne porady dotyczące tego, jak długo ich dzieci powinny spędzać na oglądaniu telewizji lub wpatrywaniu się w ekrany komputerów. Rząd zapowiada, że opublikuje pierwsze wytyczne dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla tej grupy wiekowej w kwietniu.

Jest to następujące: Opublikowano badania rządowe 
Wykazano, że około 98% dzieci poniżej dwóch lat codziennie oglądało ekrany – rodzice, nauczyciele i personel przedszkola twierdzili, że dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce.

Dzieci z największym czasem przed ekranem – około pięciu godzin dziennie – podobno potrafiły wypowiedzieć znacznie mniej słów niż te z drugiego końca skali, które oglądały przez około 44 minuty.

Krajowa grupa robocza pod przewodnictwem Komisarz ds. Dzieci w Anglii, Dame Rachel de Souza, oraz doradcy naukowego Departamentu Edukacji, profesora Russella Vinera, opracuje wytyczne po rozmowach z rodzicami, dziećmi i praktykami wczesnoszkolnymi.

Zakres ich pracy zostanie opublikowany w poniedziałek.

Wytyczne pomogą również rodzicom znaleźć alternatywy dla czasu spędzanego przed ekranem dla swoich dzieci.

Badania rządowe wykazały, że w wieku dwóch lat 77% dzieci z rodzin o najwyższych dochodach jest czytanych codziennie, w porównaniu do 32% w rodzinach o najniższych dochodach.
W oświadczeniu sekretarz edukacji Bridget Phillipson powiedziała: "Ekrany są teraz częścią życia rodzinnego. Pytanie, które zadają rodzice, nie dotyczy tego, czy ich używać, ale jak dobrze z nich korzystać."
Pisząc wcześniej w Sunday Times, Phillipson powiedział: "Jak wielu rodziców, miałam wieczory, gdy ulegaliśmy, gdy twoje dziecko chciało 'jeszcze jedno' odcinka swojego ulubionego programu. Ale zaczynamy dostrzegać ryzyko, gdy 'jeszcze tylko jedno' zaczyna się sumować."

Zasugerowała, że rodzice mogliby podzielić się historią na tablecie lub wykorzystać go do edukacyjnych gier.

Felicity Gillespie, dyrektor fundacji charytatywnej Kindred Squared, powiedziała, że "oparte na dowodach" wskazówki dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla rodziców są "spóźnione i bardzo mile widziane".

Sondaż Kindred sugeruje, że 40% rodziców uważa, iż ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem pomoże zapewnić przygotowanie dziecka na recepcję. Podkreśla to zapotrzebowanie na praktyczne, zaufane wsparcie w pierwszych latach.

"Musimy zwiększyć publiczne zrozumienie, jak ekrany i urządzenia mogą zakłócać sposób, w jaki niemowlęta i maluchy uczą się najlepiej, czyli poprzez patrzenie na mimikę, rozmowy, śpiew i zabawę" – powiedział Gillespie.

Neil Leitch z Early Years Alliance powiedział, że szeroko popiera plany opracowania wytycznych dotyczących czasu spędzanego przed ekranem dla dzieci poniżej piątego roku życia, ale dodał: "Ważne jest, aby takie wsparcie w tym temacie miało miejsce w znacznie szerszym ramach wytycznych dla rodzin i nauczycieli dotyczących umiejętności cyfrowych i bezpieczeństwa online."

Ogłoszenie to pojawiło się po tym, jak konserwatyści stwierdzili, że Zakazaliby dostęp do platform społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia jeśli zdobędą władzę, obiecując pójść w ślady Australii, która jako pierwszy wprowadziła tę politykę w zeszłym miesiącu.

Sekretarz ds. edukacji w cieni, Laura Trott, powiedziała w programie Today, że "musimy zmienić normę społeczną, by mówić, że dzieci nie są bezpieczne na portalach społecznościowych, to naprawdę dla nich szkodliwe".

Wezwała posłów do poparcia poprawki do ustawy o szkołach, która obecnie jest rozpatrywana w parlamencie, zakazującej używania smartfonów w klasie.

Były premier Rishi Sunak, który pojawił się w poniedziałek w BBC Breakfast, promując swoją nową organizację charytatywną z liczenictwem wraz z żoną Akshatą Murty, powiedział, że sprawa jest "złożona", gdzie "prawdopodobnie nie ma jednej rzeczy, która wszystko poprawi".

"Musimy zadbać, by dzieci w szkole skupiały się na nauce i byciu w szkole, a nie rozpraszały ich telefony i media społecznościowe w klasie," dodał.


--------

Badanie wykazało, że liczba dzieci rozpoczynających szkołę nie są nauczone korzystania z toalety
Wyniki budzą obawy, że dzieci nie są uczone podstawowych umiejętności życiowych


Jasmine Norden
Czwartek, 22 stycznia 2026


Około jedno na czwórkę dzieci, które zaczęły naukę w przedposiłku w 2025 roku, nie było nauczone korzystania z toalety, jak wykazało badanie wśród nauczycieli, mimo ostrzeżeń, że coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.

W corocznym badaniu wśród pracowników szkół podstawowych przeprowadzonym przez organizację charytatywną Kindred Squared, nauczyciele oszacowali, że w tym roku 26 procent dzieci w ich klasie podstawowej często miało problemy z toaletą, co wzrosło do ponad jednego na trzy (36 procent) w północno-wschodniej Anglii.
Kindred Squared ostrzega, że coraz więcej dzieci przybywa do bramy szkoły "bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania".
Pracownicy zgłaszają również, że około 28 procent dzieci zaczynało szkołę niezdolnych do samodzielnego jedzenia i picia, a 25 procent miało trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.
Dzieje się to w czasie rządowych działań mających na celu zwiększenie odsetka dzieci przychodzących do przedszkola "gotowych do szkoły" – czyli osiągnęły określone kamienie milowe rozwojowe, takie jak podstawowe umiejętności językowe, zdolność jedzenia, korzystania z toalety, samodzielnego ubierania się oraz możliwość siedzenia, zabawy i słuchania.

Jednak badanie Kindred przeprowadzone na 1 000 pracowników szkoły podstawowej wykazało, że szacuje, iż ponad jedno na trzy (37 procent) dzieci zaczyna naukę w przedszkole, nie gotowe do szkoły, w porównaniu do 33 procent w 2024 roku.
Znacznie gwałtowniejsze spadki gotowości szkolnej odnotowali nauczyciele z północno-wschodnich, West Midlands i północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych.
Pracownicy szacowali, że spędzają 1,4 godziny dziennie na zmianie pieluch lub pomocy dzieciom, które nie są nauczone korzystania z toalety, a łącznie tracą 2,4 godziny dziennie na nauczanie z powodu braku podstawowych umiejętności uczniów.
Dyrektor generalna Kindred Squared, Felicity Gillespie, powiedziała: "Stan gotowości szkolnej osiągnął krytyczny moment, gdy 37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania."

"To już nie jest tylko problem klasowy; To systemowy kryzys napędzany przez napięte zasoby szkolne, niskie oczekiwania, rosnące koszty życia oraz rodziców, którzy nie mają odpowiednich informacji i zrozumienia wystarczająco wcześnie, by naprawdę wspierać rozwój swoich dzieci," dodała.

Rząd wyznaczył cel, aby 75 procent dzieci było gotowych do szkoły do 2028 roku. W najnowszych danych Departamentu Edukacji oceniono, że 67,7 procent dzieci osiągnęło dobry poziom rozwoju do końca rekreacji w roku szkolnym 2023/24.
Pracownicy zgłaszali również, że około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet.
Ponad połowa pracowników stwierdziła, że nadmierny czas spędzany przed ekranem dzieci i rodziców był kluczowym czynnikiem niegotowości dzieci do szkoły.
Jednak w ankiecie przeprowadzonej wśród 1 000 rodziców cztero- i pięciolatków, 88 procent stwierdziło, że ich dziecko jest gotowe rozpocząć naukę w tym roku, a ponad jedna trzecia (35 procent) stwierdziła, że jest bardziej przygotowane niż większość dzieci.

Prawie wszyscy rodzice (94 procent) wyrazili chęć ogólnokrajowych wytycznych dotyczących zapewnienia gotowości ich dziecka do szkoły.
Paul Whiteman, sekretarz generalny związku liderów szkół NAHT, powiedział: "Wyniki tego badania odzwierciedlają to, co słyszymy od naszych członków – liderzy szkół zgłaszają coraz więcej dzieci rozpoczynających szkołę bez podstawowych umiejętności "gotowości do szkoły", takich jak nauka korzystania z toalety.
Pepe Di'Iasio, sekretarz generalny Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni (ASCL), powiedział: "Jest bardzo oczywisty problem z tym, że dzieci nie są gotowe do szkoły, gdy zaczynają szkołę w klasie".
Powiedział, że wdrożenie rozbudowy opieki nad rodziną i dziećmi to właściwe rozwiązania, ale nie są szybkim rozwiązaniem w obliczu spadku lokalnych usług wsparcia w ciągu ostatnich 15 lat.

--


Wynika z badania badania coraz mniej dzieci niegotowych do szkoły

Coroczne badanie Kindred Squared wykazało również regionalne różnice w gotowości do szkoły, w związku ze wzrostem liczby uczniów nieuczących się korzystania z toalety


Samantha Booth
22 stycznia 2026, 7:50


Pracownicy powiedzieli, że około 25 procent dzieci z podstaw nie ma podstawowych umiejętności językowych, takich jak wymawianie imienia, co jest wzrostem w porównaniu do wcześniejszych 23 procent. Jednak mniej dzieci nie potrafiło komunikować swoich potrzeb – o 26 procent w porównaniu do 29 procent.

Ponad połowa (52 procent) pracowników szkoły podstawowej powiedziała, że odsetek dzieci niegotowych do szkoły w tym roku wzrósł – w porównaniu do 49 procent w 2024 roku. Tylko 12 procent uważa, że spadło.
Pracownicy szacowali, że dzieci tracą 2,4 godziny dziennie na zajęcia z powodu potrzeb nadrabiania zaległości. To wzrost z 2,1 godziny w 2024 roku.
Jednak 88 procent rodziców uznało, że ich dziecko jest gotowe do szkoły. Organizacja charytatywna stwierdziła, że "podkreśla to utrzymującą się lukę między pewnością siebie rodziców a doświadczeniem w klasie".

Felicity Gillespie, dyrektor Kindred Squared, powiedziała: "Pracownicy szkół podstawowych zgłaszają frustrację z powodu liczby rodziców, którzy uważają, że szkoły odpowiadają za rozwój podstawowych umiejętności życiowych i samodzielności."

"Złożone" powody

W roku 2024-25 68,3 procent dzieci miało "dobry poziom rozwoju" w ramach profilowych ocen na wczesnym etapie wczesnoszkolnym – wzrost o 0,6 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim.

Departament Edukacji poinformował, że choć wyzwania pozostają, "utrzymujący się trend wzrostowy sugeruje, że wyniki w zakresie odbioru dzieci poprawiają się z czasem, odzwierciedlając pracę nauczycieli wczesnoszkolnych i nauczycieli w zakresie wspierania rozwoju dzieci".





całość tutaj:

yahoo.com/news/articles/parents-under-fives-offered-screen-021208946.html?guccounter=1
bbc.com/news/uk-england-south-yorkshire-68338395?xtor=AL-72-%5Bpartner%5D-%5Byahoo.north.america%5D-%5Blink%5D-%5Bnews%5D-%5Bbizdev%5D-%5Bisapi%5D
bbc.com/news/technology-56663010
bbc.com/news/uk-politics-47095053
independent.co.uk/news/uk/home-news/toilet-training-children-reception-school-b2904844.html
schoolsweek.co.uk/more-reception-children-not-school-ready-survey-finds/




niedziela, 11 stycznia 2026

"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"












przedruki





Austria, kraj zbrodniarzy



Kurt Waldheim pełnił funkcję szefa austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz był Prezydentem Austrii w latach 1986-1992. Najbardziej szokująca jest jednak jego niemal dziesięcioletnia kadencja na stanowisku Sekretarza Generalnego ONZ w latach 1972-1981, w organizacji, której celem jest ochrona praw człowieka. Dlaczego fakt, że Waldheim mógł cieszyć się tak bogatą karierą polityczną, budzi zdziwienie? Z pomocą przychodzi nam sam Kurt, zawarł to wszystko w jednym zdaniu.

„Nie robiłem w czasie wojny niczego innego, niż to, co robiły także setki tysięcy innych Austriaków. Spełniałem swój obowiązek jako żołnierz” - Kurt Waldheim.

Rzeczywiście, to zdanie mogło wypowiedzieć znaczna część austriackiego społeczeństwa, które nigdy nie rozliczyło się ze swoją przeszłością – przeszłością naznaczoną morzem słowiańskiej i żydowskiej krwi.

Dużą część procesu wybielania austriackiego społeczeństwa stanowi mit dotyczący siłowego przyłączenia Austrii do III Rzeszy oraz rzekomej niechęci Austriaków do nazizmu i Hitlera. Tymczasem prawda jest taka, że Anschluss cieszył się powszechnym poparciem, a przyszli obywatele nazistowskiego państwa witali żołnierzy Wehrmachtu kwiatami i nazistowskimi salutami.

Znamienny jest też zapał, z jakim Austriacy przystąpili do zbrodni holokaustu. Ich ofiarami byli przede wszystkim Żydzi, Polacy, Ukraińcy oraz Rosjanie. Okrucieństwo, które przejawiali, często przewyższało to, z którego słynęli Niemcy.

Pierwszym przykładem zorganizowanego prześladowania innych narodowości była skala Kryształowej Nocy w Wiedniu.

Denazyfikacja? Przecież jesteśmy ofiarami

Niewątpliwie Austria zyskuje na skupieniu światowej opinii publicznej na roli Niemców, którzy stanowili największą grupę nazistowskich zbrodniarzy. Umożliwia to Austrii przyjęcie pozycji ofiary, niemal na równi z takimi krajami jak II Rzeczpospolita, Jugosławia czy Czechosłowacja.

Austriackie społeczeństwo niestety wyróżnia się najmniejszym stopniem denazyfikacji spośród wszystkich europejskich narodów. Całkowity brak rozliczenia z przeszłością oraz przemilczanie swojej roli w największej zbrodni w historii świata stanowią haniebną plamę na całym narodzie.

Wielką rolę w braku rozliczenia austriackich nazistów odegrali zachodni alianci, którzy już w kwietniu 1948 roku poparli amnestię dla tych zbrodniarzy. Zaskakująco, w pozytywnym świetle stawia to władze ZSRR, które jako jedyne z wielkich mocarstw głośno sprzeciwiały się tej, jakże haniebnej, ustawie. Kary uniknęło prawie pół miliona nazistów, którzy zostali zwolnieni z więzień. Ostatecznie cała wydmuszka denazyfikacji zakończyła się już w 1949 roku.

Austriaccy zbrodniarze

Kim byli najbardziej wyróżniający się Austriacy uczestnicy zagłady? Na myśl od razu przychodzi bodaj najsłynniejszy Austriak w historii – Adolf Hitler. Jego rola w zbrodniach III Rzeszy jest powszechnie znana i nie wymaga dodatkowego przypomnienia.

Drugim architektem systemu zagłady był Adolf Eichmann, odpowiedzialny za koordynację całego mechanizmu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Ten zbrodniarz poniósł zasłużoną karę na końcu izraelskiego sznura, po głośnym procesie w 1962 roku. W ten sposób sprawiedliwości stało się zadość.

Odilo Lotario Globocnik, znany ze swoich zbrodni, był austriackim SS-manem słoweńskiego pochodzenia i jednym z głównych organizatorów oraz wykonawców zagłady. Odpowiadał za brutalne represje wobec polskiej inteligencji i duchowieństwa.

W 1945 roku został schwytany przez Brytyjczyków, jednak w areszcie popełnił samobójstwo, unikając tym samym procesu i wymierzenia zasłużonej kary.

Często zapomina się o roli kobiet w funkcjonowaniu niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Wśród austriackiego personelu szczególnie wyróżniały się dwie postacie: „Kobyła z Majdanka” oraz „Bestia z Auschwitz”.

Pierwszą z nich była Hermine Braun Steiner. Kobyła słynęła z olbrzymiego okrucieństwa, szczególnie wobec dzieci. Często brutalnie wyrywała małe dzieci z rąk ich przerażonych matek, by chwilę później rozgnieść ich główki swoim ciężkim butem. Odpowiadała również za selekcję więźniów. Po wojnie wyemigrowała do USA, gdzie poślubiła byłego żołnierza amerykańskiej armii. Przez wiele lat unikała odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. W końcu została ekstradowana do RFN, gdzie wzięła udział w trzecim procesie załogi Majdanka. Została skazana na dożywocie, jednak w wieku 77 lat zwolniono ją z powodu cukrzycy. Dzięki temu mogła w spokoju umrzeć na wolności, w przeciwieństwie do setek jej ofiar.

Maria Mandl, znana jako Bestia z Auschwitz, była odpowiedzialna za wysłanie na śmierć blisko pół miliona ludzi podczas swojej pracy jako nadzorczyni kobiecego obozu Auschwitz. W ramach swoich obowiązków zajmowała się między innymi selekcją więźniarek. Słynęła z okrutnego traktowania ciężarnych kobiet, które często wybierała do przeprowadzania na nich eksperymentów medycznych. Skazywała je tym samym na długą i upokarzającą gehennę, która w większości przypadków kończyła się ich tragiczną śmiercią.

Mandl została skazana na śmierć przez powieszenie przez Najwyższy Trybunał Narodowy w pierwszym procesie oświęcimskim. W przeciwieństwie do władz Austrii i RFN, w Polsce nie było taryfy ulgowej dla nazistów.


Brak rozliczeń

Nie znamy dokładnej skali udziału Austriaków w nazistowskim ludobójstwie. Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że istniało powszechne poparcie dla tych działań oraz zapał, z jakim przedstawiciele tego narodu przystąpili do mordowania Żydów i Słowian.

Niestety, większość Austriaków uniknęła odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Sprawiedliwość ich nie dosięgła, a to za sprawą państw, które niedawno intensywnie zwalczały faszyzm oraz nazistowską III Rzeszę. W ten sposób zostali rozgrzeszeni za zbrodnie popełniane w Europie Centralnej, Wschodniej oraz na Bałkanach, w mniejszym stopniu na Zachodzie.


Cóż, jak widać, ofiary stały na drodze wielkiej polityki.


Mikołaj Hutorowicz/Fronda.pl





"UE jest przejęta przez grupę przestępczą"

„Ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz” - powiedział w „Salonie Dziennikarskim” na antenie Telewizji wPolsce24 Maciej Pawlicki, publicysta i reżyser.


Moim zdaniem idzie tu nie tylko o przyszłość rolnictwa, bo wyraźnie widać, że wszystko zmierza do tego, aby zlikwidować rolnictwo europejskie

— oceniła redaktor Aleksandra Jakubowska.

Pytana przez Jacka Karnowskiego, czy cel jest ideologiczny, odparła:

Myślę, że bardziej komercyjny. To rolnictwo w jakimś tam stopniu będzie istniało. Oczywiście będą ludzie, których będzie stać na to, żeby kupować zdrową żywność za duże pieniądze.

Ale moim zdaniem był to moment historyczny. To znaczy po raz pierwszy tak jawnie okazało się, w jaki sposób Unia Europejska ma być rządzona w momencie, kiedy Niemcom uda się przeprowadzić swój plan centralizacji. Bo do tej pory to wszystko było robione tak jak salami, po kawałku odcinano państwom narodowym ich kompetencje zapisane w traktatach. Mówiono o tym, że te traktaty trzeba zmienić. Nagle okazało się, że TSUE nie jest trybunałem, który ma pilnować, czy państwa narodowe zgodnie z traktatami swoje ustawodawstwo prowadzą, tylko jest sam źródłem prawa. Wszystko to dotychczas odbywało się po cichu, ale to, co wydarzyło się z Mercosur, stanowi spektakularny przykład tego, jak będzie rządzona Europa, jeśli Niemcom uda się przeprowadzić ich plan

— dodała publicystka wPolsce24.

Cała sytuacja pokazuje, jak patologiczną organizacją jest Unia Europejska. po drugiej stronie mamy Mercado Común del Sur, czyli unię handlową krajów Ameryki Południowej. Tam za chwilę Wenezuela do tego dołączy, bo ona jest w tej chwili zawieszona. I każde z tych państw może powiedzieć, że nie podpisuje tej umowy. Z naszej strony, czyli ze strony Unii, jedzie Ursula von der Leyen i 27 przywódców państw nie ma nic do powiedzenia, bo ona podpisuje. A tam podpisze prezydent Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju. A jak Paragwaj powie, że nie podpisuje, to nie podpisze i nic mu nie mogą zrobić. Co pół roku mają prezydencję, czyli właściwie jest taki operator tego całego paktu Mercosur, który załatwia takie sprawy operacyjne. Nie ma żadnej ideologii w tym

— ocenił publicysta wPolsce24 Dariusz Matuszak.


Pytany przez prowadzącego, czy chodzi tu o to, że przemysł niemiecki, który ma problemy, szuka rynków zbytu, stwierdził:

Oczywiście, że to jest prawda. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że nie należy wierzyć w nic, co Unia obiecuje, co deklaruje, czyli te wszystkie zabezpieczenia teoretyczne. Teoretyczne, bo tak naprawdę jeszcze ich nie ma w tych papierach.

Po drugie: są konkretne zapisy, na przykład Unia dopłaci do wiatraków, żeby sobie w Europie kraje Mercosur mogły kupić wiatraki, po prostu jest zapis o konkretnych kwotach – dokładnie już w tej chwili nie pamiętam, ale to jest około miliarda euro. No, otwarcie na przemysł, głównie maszynowy, chemiczny. Z Rosji nawozy lecą do Brazylii. Brazylia jest największym importerem rosyjskich nawozów. Niemiecki koncern BASF wykupił amerykański Monsanto. To jest to samo, tylko przemianowane. Byłem Bogdan, a teraz jestem Mietek. Albo byłem Adolf, a teraz jestem Jurgen


— dodał Matuszak.


Pawlicki: Trzeba urealnić język debaty o UE

Myślę, że trzeba zmienić język. Całkowicie zgadzam się z tym co pani Aleksandra powiedziała, że to jest jednak pewien punkt zwrotny. Dlatego, że do tej pory to nie było po cichu, bo oczywiście to było na różne sposoby, różnymi kłamstwami oblepiane. I oczywiście są w Polsce siły, które wierzą w te idiotyzmy, ocieplenia, wpływ na redukcję dwutlenku węgla. Są też grupy polityczne czy społeczne, które mają stosunek do narzucanej nam imigracji z Afryki czy z Azji inny niż większość narodu. Ale w tej sprawie wydaje się, że jedność klasy politycznej, przynajmniej w deklaracjach, jednak istnieje

— stwierdził z kolei Maciej Pawlicki, reżyser i publicysta.


I po raz pierwszy mamy taką sytuację, w której najeźdźca chce narzucić nam coś, czego nie chcemy, wiemy, że nam szkodzi, i chcemy to odrzucić. I nagle się okazuje, że jest jakiś pan nad nami, który nam powie: „Nie, będzie inaczej”. Tak się działo za zaborów, tak się działo za najazdów, tak się działo w krajach podbitych i trzeba zdać sobie sprawę, że ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz. I coraz bardziej zacieśnia tę smycz i należy tę Unię albo odzyskać, albo z niej wystąpić. Ale po to, żeby ją odzyskać, należy realnie mówić o scenariuszu występowania z tej Unii. Przestać płacić składki, krótko mówiąc urealnić język opowiadania o tym, co się dzieje, bo w tej chwili to niszczenie polskiego rolnictwa to jest także niszczenie klasy średniej
— dodał.


Jeśli ktoś łamie prawo, to znaczy, że jest przestępcą, więc należy go wsadzić do więzienia i należy ten proces rozpocząć
— ocenił komentator.


Straszak „polexitu” jest używany przez środowisko Tuska od wielu lat. On działał w momencie, kiedy rzeczywiście było ogromne wsparcie procentowe. Polacy byli przekonani, że Unia Europejska to jest dobry pomysł i byli tacy, powiedziałabym, optymistycznie nastawieni do bycia Polski w tej organizacji. Natomiast proszę zwrócić uwagę na to, że z miesiąca na miesiąc w sondażach to poparcie dla bytności Polski w Unii Europejskiej, i w ogóle ocena tego organizmu spada. Nawet polscy politycy na czele z ministrem rolnictwa Krajewskim próbują upudrować to, co się wydarzyło, mówiąc o tak zwanych klauzach ochronnych, że nam nic nie grozi, nic się nie stanie, a w ogóle minister Krajewski mówi: „A przecież meble będziemy tam do tej Ameryki Łacińskiej wysyłać” i tak dalej

— stwierdziła redaktor Aleksandra Jakubowska z Telewizji wPolsce24.





"Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan". 


10.01.2026 13:37

W warszawskim hotelu Gromada odbyło się dziś Ogólnopolskie Forum Oświatowe "W trosce o przyszłość polskiej szkoły". Wśród prelegentów wystąpili pedagodzy, nauczyciele, działacze społeczni, związkowcy, samorządowcy, dziennikarze i rodzice.

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” od dawna alarmuje, że w polskiej szkole dzieją się niepokojące rzeczy, a praca nauczyciela staje się coraz trudniejsza


"System oświaty wymaga gruntownej przebudowy"

Konferencję otworzyli Hanna Dobrowolska, koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz dr. Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".

Hanna Dobrowolska opowiedziała o działaniach Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, którą w tej chwili współtworzą już 92 organizacje, którym przyświeca dobro polskich uczniów.



Naszym celem jest powstrzymanie destrukcji, a następnie doprowadzenie do głębokiej odnowy polskiej oświaty. Odzyskanie pokolenia dobrze wykształconych, etycznych, oddanych Ojczyźnie młodych Polaków stanowi nasz naczelny cel. Temu służyły manifestacje, pikiety, konferencje prasowe oraz działalność publicystyczna

- powiedziała Hanna Dobrowolska.


Sukcesy minionego roku oraz procesy, które udało się powstrzymać lub nagłośnić do tego stopnia, że poruszyły całe społeczeństwo, są zasługą właśnie tych szerokich środowisk. (...) Najważniejsze jest to, abyśmy dziś otworzyli niezależną debatę, która da szansę wypowiedzenia się bardzo wielu osobom i środowiskom – również tym, które współtworzą proces, jaki ogólnie nazywamy oświatą

- podkreśliła.
 

Waldemar Jakubowski mówił z kolei o ostatnich działaniach Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność.

System oświaty wymaga gruntownej przebudowy i głębokiego przemyślenia. Chcemy wypracować konkretne wskazówki dotyczące tego, w jakim kierunku system ten powinien się zmieniać. Jesteśmy głęboko przekonani, że znajdujemy się obecnie w momencie przełomowym – w czasie kryzysu. Powiem nawet nieco przewrotnie, że być może dobrze się stało, iż obecnie w Ministerstwie Edukacji Narodowej mamy taką, a nie inną ekipę. Gdyby byli to fachowcy „z wyższej półki”, sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Natomiast przy obecnym kierownictwie wiele spraw staje się bardziej klarownych

- przekonywał.


Obecną ekipę ministerialną nie jest trudno punktować. Przypomnę choćby aferę związaną z godzinami ponadwymiarowymi. Krajowa Sekcja Oświaty już wcześniej wskazywała, że rozwiązania prawne proponowane przez Ministerstwo doprowadzą do poważnych problemów. I dokładnie tak się stało. Konieczne były interwencje na najwyższym szczeblu, medialne spektakle oraz działania ratunkowe, by się z tych decyzji wycofać

- dodał.

Pytanie zasadnicze brzmi: w jakim kierunku iść dalej i jak powinna wyglądać polska oświata? To wciąż temat otwarty, choć czasu na podjęcie kluczowych decyzji pozostaje coraz mniej
- spuentował przewodniczący Jakubowski.

Stan polskiej oświaty

W ramach konferencji odbyły się trzy panele dyskusyjne. W panelu eksperckim pt. "Ocena zmian w oświacie", który prowadził Rafał Woś, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność". prof. Jan Żaryn, historyk, a także nauczyciel akademicki, postawił śmiałą tezę:

Najważniejsze instytucje edukacyjne i naukowe państwa polskiego, a więc przede wszystkim resort edukacji oraz resort nauki, nieprzypadkowo zostały w obecnej koalicji rządzącej powierzone ludziom o proweniencji bądź wyraźnie postkomunistycznej, bądź jednoznacznie lewicowej, ideologicznie lewicowej. Był to wybór w pełni świadomy. Powodem tego wyboru było wykorzystanie instytucji państwa polskiego do realizacji projektu, który można określić jako globalny projekt walki o mentalność nowego człowieka.

Mówił jednak również o tym, że prawdziwym punktem odniesienia jest dla dzieci ich rodzina.

Wszystkie badania socjologiczne prowadzone w wolnej Polsce od lat 90. aż po dziś pokazują jednoznacznie, że najwyższą wartością dla Polaków jest rodzina. Bez względu na to, jak bardzo ideologie próbują narzucić inną wizję rzeczywistości, oddolna mądrość narodu pozostaje niezmienna. Rodzina jest przestrzenią bezpieczeństwa, wychowania, dojrzewania i dążenia do szczęścia – nie ideologiczne konstrukty

- podkreślił.

Apeluję, abyśmy – jako przedstawiciele różnych środowisk społecznych, stowarzyszeniowych i związkowych – zrobili wszystko, by powstał projekt zespołu ludzi kompetentnych, zdolnych odpowiedzieć na pytanie, czym jest dziś polski obszar edukacji. Byłaby to realna odpowiedź na rewolucyjny projekt realizowany niestety także w instytucjach państwa polskiego

- spuentował prof. Jan Żaryn.



Wojciech Książek, nauczyciel i działacz NSZZ "Solidarność" mówił z kolei o potrzebnych zmianach w różnych obszarach edukacji.

Zmiana podstaw programowych wymaga uwzględnienia programów nauczania, planów nauczania, podręczników, pomocy dydaktycznych – dziś także cyfrowych. Nie można wprowadzać nowego przedmiotu bez zaplecza kadrowego i przygotowania

- przekonywał. Apelował również o to, by nie zapominać o nauczycielach.

Ich autorytet, kształcenie, doskonalenie i godne wynagrodzenie są fundamentem systemu. Gdyby reformy sprzed lat były kontynuowane, dziś nauczyciel dyplomowany zarabiałby średnio około 11 tysięcy złotych. To pozwalałoby na realne uczestnictwo w kulturze i życiu lokalnym

- zaznaczył. Jako najtrudniejsze, a zarazem potrzebne zadanie przedstawił opracowanie i wdrożenie długofalowej wizji edukacji i stabilnego systemu egzaminacyjnego.



"Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną"

W panelu kadry oświatowej pt. "Różnorodność a mit równości. Rola nadzoru pedagogicznego i samorządu", dr Waldemar Jakubowski diagnozując stan dzisiejszej szkoły, podkreślił:

Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną. Przestaje przygotowywać do życia obywatelskiego, rodzinnego i społecznego. Dlatego konieczna jest zmiana myślenia o edukacji jako całości. Sprzeciwiam się atomizacji systemu, ponieważ prowadzi ona do rozpadu wspólnoty społecznej. Potrzebujemy powrotu do prawdy, wymagań i wychowania. Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan. Wychowanie bez wymagań nie prowadzi do spełnienia, lecz do braku satysfakcji z życia.


Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty stwierdziła z kolei:

Jestem przerażona tym, co się dzisiaj w naszych szkołach dzieje. Dlatego, że ta szkoła dzisiejsza to jest szkoła kłamstwa. Jednego wielkiego kłamstwa, potwornego kłamstwa i krzywdy, jaką stwarzają ludzie dorośli młodym ludziom. W szkole uczeń ma być bezpieczny. Rodzice oddają swój największy skarg pod opiekę nauczycieli do szkoły i mają absolutnie prawo do tego, żeby czuć, że to dziecko będzie bezpieczne. Tymczasem obecnie nie jest

Zaznaczyła także:

To jest okropna klęska nas wszystkich, że do tego żeśmy dopuścili. Ale ja powiem od razu, że patrząc na to nasze tutaj dzisiejsze zgromadzenie, że Państwo potrafiliście powiedzieć tej machinie państwowej, że się z nią nie zgadzacie. To jest cudowne. Ja tylko w tym widzę nadzieję


Niejednoznaczny obraz nauczycieli

W ostatnim panelu nauczycielsko-rodzicielskim pt. "Zmiany w oświacie a szkolne realia. Czym powinna być szkoła?" Jakub Pacan, dziennikarz "Tygodnika Solidarność" opowiadał o obrazie polskiej szkoły w społeczeństwie.

Obraz nauczycieli jest dziś bardzo niejednoznaczny. Generalnie, gdy rozmawia się z ludźmi albo słyszy rozmowy o szkole i nauczycielach, dominuje współczucie wobec tego, jak wiele nauczyciele muszą obecnie dźwigać. Jednocześnie spora część osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudna jest to praca, ponieważ widzi ją wyłącznie z perspektywy uczniów, którzy często bywają roszczeniowi

- powiedział.


Z jednej strony młodzi ludzie mówią, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, z drugiej strony sam zawód jest wyraźnie nieszanowany, skoro tylko 4% młodych osób widzi w nim swoją przyszłość

- zaznaczył.



Autor: Barbara Michałowska
Źródło: tysol.pl





Dekalog Narodowego Przetrwania.

opublikowano: 4 stycznia



Zakaz propagandy antyrodzinnej, posiadanie rodziny jako misja każdej kobiety i każdego mężczyzny, większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi, powstrzymanie laicyzacji życia społecznego czy obowiązkowe przeszkolenie wojskowe - to niektóre punkty Dekalogu Narodowego Przetrwania. Jest to pomysł, który wczoraj zaprezentowali w „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski - redaktor naczelny naszej stacji oraz Marek Grabowski - socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty.


Jednym z tematów „Salonu Dziennikarskiego Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 była zła sytuacja demograficzna Polski.

Stanisław Janecki z tygodnika „Sieci” przytoczył dokładne liczby. Zwrócił uwagę, że na początku lat 80., a dokładniej - w stanie wojennym, w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci. W 2017 r. jeszcze ponad 400 tys.

1.38 jest wskaźnik dla Europy za rok 2024. Za rok 2025 prawdopodobnie będzie to 230 tys. To jest katastrofa

— ocenił.

Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty ocenił, że „kielich demograficzny, niestety, jest taki, że obecnie, żeby tę dzietność osiągnąć rzędu 2.1, kobiety musiałyby mieć ponad czwórkę dzieci”.


Dekalog Narodowego Przetrwania

Redaktor naczelny wPolsce24 Jacek Karnowski i zaproszeni komentatorzy nie tylko ubolewali nad zaistniałą sytuacją, ale również postanowili wskazać receptę.

Proszę państwa my z Markiem Grabowskim, socjologiem, pokusiliśmy się o opracowanie takiego dekalogu. To są propozycje, które, uważamy, trzeba położyć na stole. My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale no to jest właśnie premiera


— podkreślił redaktor Karnowski.


A oto i Dekalog Narodowego Przetrwania:

1. Zakaz propagandy antyrodzinnej
2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa
3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych
4. Progresywne programy socjalne
5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych
6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej
7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe
8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego
9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej
10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna


Antyrodzinna propaganda groźniejsza niż narkotyki?

Jacek Karnowski tłumaczył, że propaganda antyrodzinna powinna być karana – i to co najmniej tak surowo jak handel narkotykami.

Jej skutki są nawet straszniejsze

– ocenił.

W przypadku punktu 2. redaktor naczelny Telewizji wPolsce24 podkreślił:

To nie oznacza oczywiście stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna
– wskazał.

Co oznaczałyby większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi? Według prowadzącego, mógłby to być np. „dodatkowy głos na każde dziecko”.

W kwestii programów socjalnych Jacek Karnowski proponuje 800+ na pierwsze dziecko, ale na drugie już np. 1600+, a na trzecie 2400+. Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci maksymalnie poza wpływem social mediów – trzeba szukać rozwiązań.

Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej, a także większe nasycenie procesu edukacji zajęciami praktycznymi. Chodzi o to, żeby te dzieci naprawdę się ruszały i żeby były we wspólnocie
– mówił dalej Jacek Karnowski.

Obowiązek przeszkolenia wojskowego powinien, w ocenie naczelnego Telewizji wPolsce24, obejmować wszystkich bez wyjątku, a kobiety miałyby możliwość „wyboru służby w siłach wsparcia medycznego”.

Kolejny punkt to powstrzymanie laicyzacji życia społecznego, a przynajmniej jej promocji. Co kryje się za kolejnym punktem?

Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej - tu widać, że pandemia posłużyła do reżyserii społecznej, do rozbicia tego, co jeszcze istniało.

I na koniec: przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna dla losów narodu.

Oszustwo feminizmu i liberalizmu
Anna Pawelec, dziennikarka Telewizji wPolsce24, pozytywnie oceniła dekalog.

Nie ma teraz „mody” na posiadanie dzieci. Ale z drugiej strony moje pokolenie przede wszystkim chce wychowywać dzieci trochę inaczej, niż nas wychowali nasi rodzice. Moi rodzice mieli nas 4. Ja już mam 2. Teraz są trochę inne wychowania wobec rodziców. Nasi rodzice z nami nie spędzali tyle czasu, ile byśmy chcieli. A my dzisiaj chcemy wyjechać z dziećmi na wakacje, posiedzeć po południu

– podkreśliła.

Pozostali goście komentowali poszczególne punkty dekalogu w następujący sposób:

W Australii w jednym ze stanów jest taki system, że rodzic ma w imieniu dziecka możliwość zagłosowania, ma te dodatkowe głosy. I to można zrobić
– wskazał z kolei Marek Grabowski.

Czy feminizm oszukał swoich „klientów”?

W pewnej mierze oszukał ich liberalizm jako taki. Ten koncept, że kończę studia. Później organizuję sobie pracę. A jak zajmę średni szczebel menadżerski, to jeszcze kupię mieszkanie własnościowe, najlepiej od razu już cztery pokoje, żeby było na przyszłość. W efekcie mam lat 35- 40 i nagle się okazuje, że nie mam partnerki, narzeczonej, korpo i tak już wyrzuciło albo za 5 lat wywali i tyle

— podkreślił Grabowski.


To powinna być podstawa, żeby powstał rządowy raport. Istnieje rządowa rada ludnościowa. A po raporcie natychmiast przejście do czynów

— wskazał Stanisław Janecki.

Polska wymiera przez polskojęzyczne media?

My stworzyliśmy w fundacji taki raport o nazwie właśnie „Polska wymiera”. I tam znaleźliśmy kilka przykładów dosłownie, z mediów, których nazw już nie będę wymieniał i opiszę je ogólnie jako polskojęzyczne: „Ciąża to choroba”, „Dziecko utrudniło mi wyjazd”, „Żałuję, że jestem matką”
— wyliczał Marek Grabowski.

Domyślam się, że chodzi tutaj o Onet. Tak, trzeba powiedzieć, że dziecko jest wyrzeczeniem. Że ciąża jest pewną trudnością. Są trudne sytuacje, mnóstwo wyrzeczeń, ale dziecko właśnie nadaje sens naszemu życiu

— podsumowała Anna Pawelec.







Jak to wszystko zależy od tego, kto mówi.... jak mówi.... i po co....




„Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian” - powiedział gazecie.pl wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. 

W jego ocenie europejskie kraje znajdują się między młotem a kowadłem, bo z jednej strony Chiny zwiększają swoją gospodarczą ekspansję, a z drugiej Rosja nie zamierza porzucić imperialnych i terytorialnych ambicji.

W ocenie Jakóbowskiego Pekin jest bezwzględny jeśli chodzi o swoją ekspansję gospodarczą na Zachód, wykorzystując wszelkie słabości innych krajów, zwłaszcza USA.


Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe - to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby - powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość

— ocenia wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich w gazeta.pl i podkreśla, że Chińczycy są dziś pewni siebie jak nigdy do tej pory.


To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: „Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: „I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu

— podkreśla Jakóbowski.

Chińczycy już czują się równie Amerykanom

Za 4 miesiące w Pekinie Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. W opinii wiceszefa Ośrodka Studiów Wschodnich nie można wykluczyć, że Chińczycy i Amerykanie będą chcieli się dogadać w kwestii podziału wpływów w globalnej gospodarce.

Chińczycy wobec Europy, Japonii, wielu innych państw, szczególnie sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi. Zaczęli uważać, że my nie mamy żadnych kart. (…) Przestali nas uwodzić, kusić, tylko zaczęli mówić: ma być tak i tak, a jak się nie zgadzacie, to was dociśniemy. To oczywiście dla nas źle, ale z drugiej strony to działa jak pobudka.

— ocenia Jakóbowski i dodaje, że najbardziej przerażeni tym stanem są dziś Niemcy, które mogą stracić kontrolę nad dostawami surowców (metale rzadkie) materiałów i podzespołów. Szczególnie w przemyśle motoryzacyjnym.


Pożerają nasz przemysł żywcem. Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec, a tymczasem model gospodarczy, który zbudowali, dotyczy wszystkich, bo rozciąga się po całym kontynencie. I konsekwencje niemieckich złych wyborów z przeszłości przelewają się do nas, do Czech, do Francji, Holandii. (…) Nowy model samochodu w Europie to 4-5 lat, a w Chinach to półtora roku. I jeszcze go wyprodukujesz połowę taniej i sprzedasz na cały świat. To wszystko oznacza, że możemy stracić przemysł. Batalia, która się rozegra, będzie o to, czy jesteśmy w stanie to powstrzymać

— podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W jego opinii UE ma oczywiście różne możliwości reagowania na tę sytuację, ale stanowi dziś ogromny organizm gospodarczy, którego niszczy bezwład. Zasada subsydiarności, jest słuszna - niech Unia się nie wtrąca tam, gdzie nie musi - ale poszczególne kraje zbyt małe możliwości aby poradzić sobie samodzielnie.


Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. (…) Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. (…) Dzisiaj Ameryka się obróciła na pięcie, nie wiemy, czy wróci do tego stolika, natomiast Chiny myślą już wyłącznie o tym, żeby być samodzielne i niezależne od reszty. A emisje mają dla nich wtórne znaczenie

— brzmi analiza Jakóbowski, który ocenia, że Rosja i Rosja planuje dalszą ekspansję na Zachód, także terytorialną, co jest dla Europy ogromnym zagrożeniem.




"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"

Co na to Freud?









wpolityce.pl/spoleczenstwo/749837-polska-wymiera-oto-dekalog-narodowego-przetrwania
wpolityce.pl/gospodarka/749605-jakobowski-chinczycy-wobec-europy-stali-sie-obcesowi
fronda.pl/a/Austria-kraj-zbrodniarzy,250921.html
fronda.pl/a/To-jest-do-dyskusji-historykow-Ambasadora-Ukrainy-zapytano-o-zbrodnie-na-Polakach,250928.html
polityce.pl/polityka/750336-salon-dziennikarski-ue-przejeta-przez-grupe-przestepcza



wtorek, 30 grudnia 2025

Kultura wiecznego zderzenia

 



przedruk



Młodzi nie tworzą już związków.

Szałajko: "To efekt kultury wiecznego zderzenia, wiecznej konfrontacji, wrogości wobec siebie"


opublikowano: 25 grudnia






Gdy się zastanowimy, jak dzisiaj ludzie dobierają się w pary, czego szukają, to bardzo negatywny wpływ wywierają wszelkiego rodzaju portale randkowe. Tam ludzie, zamiast poznać siebie, kierują się takimi kryteriami jak wygląd, zasobność portfela, dobra posada - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Katarzyna Niedźwiedź-Szałajko, dziennikarka, współautorka książki „Bezpotomni”, mama sześciorga dzieci i żona aktora Rafała Szałajko.




wPolityce.pl: Mamy w Polsce coraz większy problem z dzietnością. Dużo się mówi o promocji rodziny, o potrzebie wsparcia dla rodzin. Jednak trudno jest promować cokolwiek, jeśli ludzie przestają nawet tworzyć związki. Coraz częściej młodzi ludzie żyją jako single. Sam jestem człowiekiem zbliżającym się do 30 roku życia, ostatnio przeanalizowałem swoją klasę z liceum i okazało się, że połowa wciąż to kawalerowie i panny, wielu nawet nie tworzy żadnej poważnej relacji, a była to szkoła miejsko-wiejska, więc podejrzewam, że w miastach to może wyglądać jeszcze gorzej. Jak według pani wiedzy wygląda ta sytuacja?

Katarzyna Niedźwiedź-Szałajko: Rzeczywiście jest duży kryzys relacyjny i on jest też mocnym podłożem do statystyk, dotyczących dzietności, które są dzisiaj. To jest bardzo duża przyczyna tego, że te wyniki mamy, jakie mamy w Polsce.

Ten kryzys relacyjny ma szerokie podłoże. Jest spowodowany m.in. tym, że kobiety dzisiaj świetnie się kształcą, a co za tym idzie, wyjeżdżają do dużych miast. Według statystyk na trzy kobiety w dużych miastach, będących ośrodkami uniwersyteckimi, przypada dwóch mężczyzn. A na wsiach i w mniejszych miejscowościach jest zupełnie odwrotnie. Tam mężczyźni mają problem ze znalezieniem żony. Już samo to jest problemem. Może to zabrzmi zabawnie, ale program telewizyjny „Rolnik szuka żony” też nie wziął się znikąd. To w pewnym sensie jest odpowiedź na realny problem.

Gdy się zastanowimy, jak dzisiaj ludzie dobierają się w pary, czego szukają, to bardzo negatywny wpływ wywierają wszelkiego rodzaju portale randkowe takie jak Tinder. Tam ludzie, zamiast poznać siebie, kierują się takimi kryteriami jak wygląd, zasobność portfela, dobra posada. Kiedyś inaczej szukaliśmy małżonka. W przeszłości szukaliśmy człowieka, na którym będzie można polegać, na kim będzie można się oprzeć, z kim będzie można założyć rodzinę. To jest fundament. Teraz te kryteria zostały odwrócone. Inaczej dobieramy się w pary, a w konsekwencji związki okazują się nietrwałe, chwilowe. Ludzie ciągle szukają, a pewnym momencie po prostu przestają szukać. A gdzie w tym wszystkim miejsce na założenie rodziny, na jej powiększenie, na jej utrzymanie i trwałość?

Jak dużym problemem jest to, że młode kobiety są średnio lepiej wykształcone od młodych mężczyzn? Kobiety nie chcą się wiązać z mężczyznami gorzej wyedukowanymi od siebie?

Wojna płci, w którą nas wpędzono, jest bezsensowna. Tak naprawdę nie służy ona ani kobietom, ani mężczyznom. Oczywiście feminizm w swojej istocie u zarania jest słuszny, bo mamy prawa wyborcze, wolność, możemy pracować. Cały czas walczymy o równouprawnienie. Tylko wpędziliśmy się w tę walkę kobiet z mężczyznami i zamiast szukać tego, co komplementarne, to ciągle podkreślamy to wszystko, co nas dzieli. Trudno jest na tym zbudować porozumienie.

Kobiety chcą być bardzo niezależne dzisiaj i niosą to na „sztandarze”. Mocno podkreślają swoje prawo do robienia kariery, do równych zarobków, do parytetów i do innych feministycznych haseł. Na tych sztandarach brakuje jednak prawa do rodzenia dzieci. O to feministki nie walczą i nie stają po stronie kobiet, które chcą być matkami, żonami. Ta sfera ich nie interesuje zupełnie. Walczą o wolność rozumianą tylko w jeden sposób. Dochodzi do konfliktu interesów damsko-męskich. On nie ma sensu, ponieważ spora część kobiet, a być może nawet większość, pragnie tego, co leży w ich naturze biologicznej. To pragnienie jest jednak dzisiaj mocno zagłuszane przez narrację „świata”. Obrzydza się macierzyństwo i to, że kobieta może być żoną. Ciągle podkreśla się „okrutny patriarchat”.

Z jednej strony mamy fenimizm, ale w jego cieniu po stronie mężczyzn rozkwita „filozofia” red pillu, manosfery. Mamy wzrost popularności subkultury inceli, którzy są wrogo nastawieni do kobiet, oskarżają je o wszystkie swoje niepowodzenia. Kiedy popatrzy się na posty zamieszczane w sieci przez internautów o takich poglądach, trudno oczekiwać, że będą oni w stanie założyć normalną rodzinę. Jak pani na to patrzy?

To jest bardzo trudny temat. Ludzie żyją coraz bardziej w odosobnieniu. Wszyscy wokół siebie obserwujemy takie zjawiska jak samotność czy izolacja społeczna. A za tym idą kolejne, takie jak niskie poczucie własnej wartości, trudność w budowaniu relacji, brak umiejętności społecznych. To wszystko mieści się w tej subkulturze.

Wpływ na to ma ogromna presja kulturowa związana z sukcesem, zupełnie innym - bardzo wąskim - rozumieniem męskości. Jest to wzmacniane przez media społecznościowe, gdzie ludzie porównują się, a to doprowadza do polaryzacji i upraszczania rzeczywistości.

Sama ta subkultura mężczyzn jest nie tylko spowodowana brakiem partnerki. To jest pewien zestaw przekonań. Ten brak partnerki jest efektem kultury wiecznego zderzenia, wiecznej konfrontacji, wrogości wobec siebie nawzajem, braku wiary w siebie i braku poczucia bycia kochanym.

Wspominała pani o mediach społecznościowych. Jak one wpływają na relacje? W mojej ocenie szczególnie negatywny wpływ wywiera Instragram, gdzie często dużą popularnością cieszą się na przykład profile dzieci bardzo bogatych ludzi, które pokazują jak „wygląda” ich życie, budując nierealistyczne dla wielu wzorce finansowe, udając przy okazji, że sami to osiągnęli.

To jest duży problem. Media społecznościowe mają oczywiście swoje korzyści. Mogą inspirować, mogą wzmacniać przedsiębiorczość u pojedynczych osób, mogą spełniać funkcję „wioski” dla ludzi, którzy nie mają wokół siebie środowiska wspierającego. Mają jednak też czarną stronę. Mogą bowiem powodować zatracenie umiejętności weryfikowania rzeczywistości. Wielu ludzi to, co widzi na Instagramie, odbiera bezkrytycznie i naprawdę wierzy, że przedstawia się tam realne życie.

Problem ten jest zwłaszcza widoczny u młodych ludzi, którzy często zaczynają żyć „cudzym życiem”. W konsekwencji tracą wiarę w siebie, poczucie własnej wartości. Trudno jest spełnić wymagania, które są prezentowane w sieci. Gdyby budować swój obraz świata na treściach zamieszczonych na Instagramie, to można by odnieść wrażenie, że wszyscy ciągle piją matchę, latają dronami nad Fiordami i wciąż odpoczywają na Bali. Szare życie zwykłego człowieka wydaje się przy tym po prostu przygnębiające, a ono tak naprawdę składa się głównie z codziennych, zwykłych chwil, które rzadko wyglądają tak, jak na Instagramie. To ma bardzo duży wpływ na problemy psychiczne młodych ludzi.

Młodzi ludzie, dla których media społecznościowe istnieją od zawsze, nie mają narzędzi do weryfikowania rzeczywistości. Często nie potrafią poddać treści tam zamieszczanych krytycznemu myśleniu, zachować dystans i nie są świadomi tego, że to tylko wycinek rzeczywistości, który do tego poddany jest filtrom, jest spreparowany, tak naprawdę wyreżyserowany i co najważniejsze - cudzy. My wcale nie musimy mieć takich samych marzeń, pragnień i mieć takiego samego scenariusza na życie. Ten brak posiadania mechanizmów weryfikacji doprowadza wielu do cierpienia. Stąd tak wiele problemów psychicznych, plaga samotności, depresji i głębokiego smutku.

Widać, że młodzi ludzie często próbują sobie rekompensować brak rodziny przy pomocy zwierząt. Wielu z nich traktuje ich niemal jak dzieci. To ma być jakiś substytut bliskości?


Na pewno tak jest. Zawsze protestuję przeciwko zestawianiu rodzicielstwa z posiadaniem zwierzęcia. Bardzo je lubię, też mamy kotka i rybki, ale nigdy nie nazwałabym się „kocią mamą”.

Ludzie mają jednak instynkt, potrzebę, aby kimś lub czymś się opiekować. Chcą się dla kogoś poświęcić i to jest substytut. To bardzo smutne zjawisko mówiące o tym, że naprawdę potrzebujemy bliskości, miłości, opiekować się kimś słabszym, kimś, kto nas potrzebuje, czuć się potrzebni. I taką rolę często pełnią zwierzęta.

To jednak tylko substytut. Nie da się porównać go do posiadania dziecka. Przede wszystkim opieka nad zwierzęciem jest dużo prostsza. To jest trochę ucieczka, bo wiemy, jakie jest rodzicielstwo. To bardzo głęboka więź, głębokie uczucie na całe życie, ale też obciążająca relacja. Nie każdy chce ją dźwigać. Dużo mniej obciążająca jest opieka nad zwierzątkiem.

Polska znalazła się na 12. miejscu, jeżeli chodzi o wydatki na popularny portal Onlyfans, gdzie można kupować spersonalizowane treści erotyczne. Polacy przeznaczyli na to 87,3 miliona dolarów w ciągu roku. Dane są zatrważające, bo tak wysoka suma wskazuje, że mamy bardzo dużą grupę ludzi, którzy nawet nie tylko oglądają pornografię, ale czuje potrzebę płacenia za indywidualne treści. Raczej są to ludzie młodzi. Czy to także jest efekt plagi samotności?


Z pewnością są to głównie ludzie młodzi. To wielki problem. Warto przy tym zauważyć, że platformy społecznościowe się przenikają. Na Instagramie nie ma oficjalnie pornografii, ale są influencerzy, którzy budują na nim swoje zasięgi i przy okazji zapraszają na swoje profile na Onlyfans, gdzie jest już „szerzej” o nich. Młodzi ludzie zapatrzeni w swoich idoli wędrują za nimi i z nimi wędrują ich pieniądze.

To jest bardzo smutne zjawisko. Mówi ono o wielkiej, głębokiej samotności młodego pokolenia, które szuka iluzji relacji w tego typu miejscach i są gotowi nawet za to płacić. Na domiar złego ta głęboka patologia jest normalizowana. To już nie jest ekstremum. To już nie jest nic wstydliwego. To jest powszechne, a liczby mówią same za siebie.




wpolityce.pl/spoleczenstwo/748747-wywiad-szalajko-gleboka-samotnosc-mlodego-pokolenia




Umysły






przedruk


Small talk nie jest ich ulubionym zajęciem


Aleksandra Urbaniak

16 grudnia 2025

Eleanor Roosevelt powiedziała kiedyś: „Wielkie umysły dyskutują o ideach. Przeciętne umysły – o wydarzeniach. Małe umysły – o ludziach”. Refleksję słynnej działaczki i dyplomatki potwierdzają badania psychologiczne. Plotkowanie o innych to cecha ludzi najmniej lotnych, ponieważ nie prowadzi do żadnych istotnych odkryć ani ciekawych, pogłębionych wniosków. Oczywiście każdemu zdarzy się o kimś porozmawiać, ale jeśli z daną osobą nie umiemy znaleźć żadnych innych wspólnych tematów poza obgadywaniem innych – nie łudźmy się, że będziemy mieli szansę inteligentnie z nią pokonwersować.

A co oznacza inteligentna konwersacja? To taka rozmowa, w której potoczna obserwacja jest tylko punktem wyjścia bardziej złożonej refleksji. Prowokuje ona oboje rozmówców do zadawania złożonych pytań o sens, przyczyny i mechanizmy pewnych zjawisk – prowadząc ich do tez o rzeczywistości.

Naturalnie nie każda rozmowa może (i powinna) być tak głęboka. Większość naszej komunikacji ma wymiar czysto praktyczny albo dotyczy naszych prywatnych spraw. Jednak gdy już przebywamy w jakimś towarzystwie, a atmosfera sprzyja dłuższej, swobodnej dyskusji, wówczas łatwo można zaobserwować, kto kieruje się w stronę bardziej abstrakcyjnych, złożonych idei – a kto pozostaje przy plotkach, kto z kim się pokłócił, wziął ślub czy w co się ubrał.




1. Filozofia i abstrakcyjne idee

Psycholog Howard Gardner, który ukuł teorię kilku rodzajów inteligencji, zaobserwował, że inteligentne umysły mają tendencję do myślenia abstrakcyjnego. Potrafią nie tylko odnotowywać fakty, lecz idą dalej i zadają pytania: „dlaczego?”, „po co?”, „jak to działa?”. Nie zatrzymują się na oczywistych konstatacjach, lecz interesuje ich odnajdywanie sensu w chaosie rzeczywistości. 


2. Rozwój osobisty

Cechą przypisywaną ludziom inteligentnym jest też [...] zdolność do rozumienia, monitorowania i kontrolowania własnych procesów poznawczych, takich jak pamięć, uwaga czy rozwiązywanie problemów. Człowiek obdarzony inteligencją nie skupia się tylko na ocenianiu innych, lecz jest ciekawy własnych mechanizmów uczenia się i chce aktywnie je doskonalić. 


3. Scenariusze na przyszłość

Pogłębiony namysł nad naturą obserwowanych zjawisk częściej skłania osoby inteligentne do snucia teorii na temat przyszłości. Potrafią one przewidzieć dalekie konsekwencje działań, nad którymi większość ludzi zupełnie się nie zastanawia.


4. Psychologia i socjologia

Ludziom inteligentnym trudno uciec też od rozważań na temat ludzkiej natury. Widząc, jak pełne sprzeczności jest nasze postępowanie i jak łatwo wpadamy w pułapki ograniczonej percepcji, mogą chętniej dyskutować na temat mechanizmów społecznych i psychologicznych kształtujących ludzkie postawy czy poglądy. Nawet jeśli nie stosują wprost ... specjalistycznych terminów z zakresu psychologii, to intuicyjnie potrafią sami dojść do nich w toku konwersacji albo samodzielnej refleksji.


5. Teksty kultury i ich znaczenie

Jednym z wyróżników inteligencji jest też sposób, w jaki konsumujemy treści kultury. Niektórym służy ona wyłącznie do „odmóżdżenia się” lub jest formą eskapizmu – chcą na chwilę odciąć się od szarej rzeczywistości i zanurzyć się w świecie fantazji. Takie osoby będą wybierać raczej filmy, seriale i książki o nieskomplikowanej fabule, najeżone sensacją, zwrotami akcji lub porywami serca.

Ludzie inteligentni też mogą traktować kulturę rozrywkowo, ale oprócz tego lubią, gdy stanowi ona dla nich jakieś intelektualne wyzwanie i skłania ich do rozmyślań. 




całość tutaj:


zwierciadlo.pl/psychologia/554786,1,5-tematow-do-rozmowy-ktore-wybieraja-osoby-inteligentne.read



-----------





Cudowne dzieci rzadko wyrastają na mistrzów. Możliwe trzy powody

Analiza karier dziesiątek tysięcy wybitnych jednostek – od noblistów po mistrzów olimpijskich – wskazuje, że droga na szczyt nie wiedzie przez wczesną specjalizację.

Marcin Rotkiewicz
18 grudnia 2025


Tradycyjne psychologiczne teorie (lub modele) rozwoju podkreślają znaczenie wrodzonego talentu lub ogromnej ilości treningu specjalistycznego rozpoczętego jak najwcześniej. Opublikowana właśnie na łamach „Science” praca naukowców z Niemiec i USA ukazuje tę kwestię z innej perspektywy. Badacze zebrali dane z 19 dużych zbiorów obejmujących prawie 35 tys. ludzi sukcesu z różnych dziedzin, w tym nauki, muzyki, sportu i szachów. Następnie porównali je z wynikami 66 badań dotyczących młodych talentów, aby sprawdzić, czy świetne wyniki w dzieciństwie rzeczywiście zapowiadają sukces w dorosłości.

Okazało się, że wybitni juniorzy i światowej klasy dorośli to dwie niemal odrębne populacje, które podążają zupełnie różnymi ścieżkami rozwoju. Przykładowo, pierwsza dziesiątka najlepszych szachistów w wieku młodzieńczym i późniejsza pierwsza dziesiątka dorosłych arcymistrzów to w blisko 90 proc. zupełnie inne osoby. Podobną tendencję, sięgającą niemal 90 proc. rozbieżności, zaobserwowano wśród czołowych sportowców. Co więcej, większość noblistów czy znakomitych muzyków nie wyróżniała się wybitnymi osiągnięciami na wczesnym etapie edukacji, a często osiągała wyniki słabsze od wielu rówieśników.


Kluczowa różnica między tymi grupami tkwi w strukturze treningu. Młodzi rekordziści zazwyczaj wcześnie specjalizują się w jednej dziedzinie, trenują intensywnie i notują szybkie postępy. 

Przyszła elita dorosłych podąża zaś ścieżką „zrównoważonego rozwoju”, osiągając wysoki poziom umiejętności wolniej i nie skupiając się na jednej dziedzinie, dyscyplinie sportu czy instrumencie. Wzór ten powtarza się w różnych domenach, sugerując istnienie uniwersalnych zasad nabywania najwyższych kompetencji.

Autorzy publikacji proponują trzy hipotezy wyjaśniające ten wzorzec: 

- zdobywanie doświadczenia w rozmaitych dziedzinach zwiększa szansę na znalezienie optymalnego dopasowania do własnych talentów; 
- różnorodna praktyka rozwija elastyczność poznawczą i zdolność uczenia się; 
- unikanie wczesnej specjalizacji ogranicza ryzyko wypalenia czy kontuzji



Marcin Rotkiewicz

Z wykształcenia dziennikarz (pulsar i tygodnik POLITYKA) i filozof, stypendysta Massachusetts Institute of Technology. Autor wywiadów rzek: z prof. Jerzym Vetulanim pt. „Mózg i błazen” oraz z prof. Bogdanem Wojciszke pt. „Homo nie całkiem sapiens”. Napisał również „W królestwie Monszatana. GMO, gluten i szczepionki”, za którą otrzymał nagrodę redaktorów portalu Mądre Książki.



projektpulsar.pl/czlowiek/2326565,1,cudowne-dzieci-rzadko-wyrastaja-na-mistrzow-mozliwe-trzy-powody.read






poniedziałek, 15 grudnia 2025

Influenserzy











za fb:



OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora





RMF FM cytuje wypowiedź internetowego twórcy, który z rozbrajającą szczerością zauważa, że po wprowadzeniu zakazu jego filmy nagle przestały się „nieść”. Zamiast stu tysięcy wyświetleń – dziesięć. Dziewięćdziesięcioprocentowy spadek. Odpływ obserwujących. Niepokój o współprace reklamowe. I wreszcie kluczowe zdanie, wypowiedziane niemal mimochodem: duża część mojej publiczności poniżej 16 lat była niezwykle zaangażowana i stanowiła ważną część tego, dlaczego moje filmy osiągały takie wyniki.

I właściwie w tym jednym zdaniu zawiera się cała prawda, o której zwykle mówi się szeptem albo wcale.

Przez lata zbudowaliśmy system, w którym zasięgi, pieniądze i „sukces” twórców w ogromnej mierze opierały się na uwadze dzieci i nastolatków. Uwadze łatwej do przechwycenia, taniej, emocjonalnej, impulsywnej. Algorytm ją kocha, bo jest intensywna. Reklamodawcy ją kochają, bo jest przyszłościowa. A dorośli… dorośli udają, że to nie ma znaczenia.

Do momentu, gdy ktoś zakręca kurek.

Wtedy nagle okazuje się, że „rynek się zmienił”, że „trzeba się dostosować”, że „to nie jest idealne, ale damy radę”. Brzmi dojrzale, odpowiedzialnie, niemal stoicko. Tylko że pytanie zasadnicze brzmi inaczej: dlaczego w ogóle normalne było to, że tak ogromna część cyfrowego ekosystemu opierała się na dzieciach?

Bo przecież nikt nie mówi wprost: bez trzynastolatków moje treści nie miałyby zasięgów. A jednak dokładnie to właśnie słyszymy, tylko w bardziej eleganckiej formie.

Ta historia jest zresztą boleśnie znajoma także z innych obszarów. Gdy szkoła zaczyna wymagać – słyszymy, że „dzieci się zniechęcają”. Gdy ogranicza się bodźce – że „tracą motywację”. Gdy przestaje się karmić system najłatwiejszą uwagę – wszystko nagle zaczyna trzeszczeć. Okazuje się, że bez nieustannego dopalania emocjami, uproszczeniem i infantylizacją wyniki lecą na łeb na szyję.
I może właśnie to jest najcenniejsza lekcja z tej historii, choć raczej nie taka, jaką chcieliby wyciągać twórcy i platformy.

Jeśli twoje „wyniki” zależą od tego, że dzieci spędzają godziny wciągnięte w algorytm – to problemem nie jest zakaz. Problemem jest model, który uznaliśmy za normalny. Zakaz tylko brutalnie zdjął zasłonę.

A że ktoś dziś traci zasięgi, obserwujących i potencjalne dochody? Cóż. Być może to cena za to, że przez długi czas nikt nie chciał zapytać, na czyjej uwadze ten cyfrowy sukces naprawdę był budowany.


www.biologia.szkolnastrona.pl


-----


Influencerzy w kryzysie? Dotknęło ich nowe prawo


​Nawet 90 proc. spadek liczby wyświetleń odnotowali niektórzy influencerzy w Australii - dzień po wprowadzeniu zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia
.

Internetowi twórcy narzekają również na zmniejszenie liczby obserwujących. W myśl nowego prawa platformy takie jak TikTok czy Instagram mają obowiązek dezaktywować konta za młodych użytkowników.

Zarówno moje filmy na TikToku, jak i na Instagramie z wczoraj osiągnęły wyraźnie gorsze wyniki - powiedział Josh Partington, internetowy twórca komediowych treści, cytowany przez agencję Reutera.

29-latek zauważył, że jego pierwszy film opublikowany po wprowadzeniu zakazu osiągnął ok. 90 proc. niższy wynik od wcześniejszych - zamiast 100 tys. wyświetleń, uzyskał jedynie 10 tys. Partington, który ma łącznie 100 tys. obserwujących na TikToku i Instagramie, powiedział, że zakaz spowodował utratę około 1 500 obserwujących na Instagramie.

Duża część mojej publiczności poniżej 16 lat jest niezwykle zaangażowana i stanowią oni ważną część tego, dlaczego moje filmy osiągają takie wyniki - mówił twórca.

29-latek ocenił, że utrata obserwujących może wpłynąć na współpracę z markami i jego dochody, choć na razie nie panikuje.
Chociaż nie jest to idealne, jestem pewien, że mogę się dostosować i nadal rozwijać moje platformy - mówił.


Obawy o przychody z reklam

Twórcy cytowani przez agencję Reutera zgodnie przyznają, że spadła ich liczba obserwujących, głównie na Instagramie. Wskazywali też, że zmieniły się też wzorce zaangażowania - polubień, komentarzy i wyświetleń.

Jeśli trend się utrzyma, może to oznaczać problemy w branży, gdzie metryki są głównym wyznacznikiem przychodów z umów z markami i reklamodawcami.

Niektórzy influencerzy, aby utrzymać kontakt ze swoimi widzami, założyli konta na alternatywnych platformach, które nie są jeszcze objęte zakazem - wskazała agencja Reutera. Część z nich utworzyła nawet listy mailingowe.

Regulator będzie prosił wszystkie platformy objęte zakazem o raportowanie, ile kont użytkowników poniżej 16 roku życia pozostało aktywnych - zapowiedziała w czwartek minister ds. komunikacji Anika Wells.

Jednocześnie rząd poinformował, że około 200 tys. kont zostało dezaktywowanych tylko na TikToku od czasu wprowadzenia zakazu w środę.






Pieniądze nie są najważniejsze, a media nie powinny być postrzegane jako sposób na dorabianie się fortun.


Koniec ze smartfonami dla młodzierzy, soc-media od 21 roku życia.


 







rmf24.pl/fakty/swiat/news-influencerzy-w-kryzysie-dotknelo-ich-nowe-prawo,nId,8048638



wtorek, 14 października 2025

Świat potrzebuje ludzi, którzy myślą.



Bardzo dobry komentarz




przedruki z fb



OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora

12 października o 21:25 ·

Dzisiaj przeglądałem podręczniki do biologii sprzed kilkunastu lat i uderzyło mnie, jak bardzo zmieniła się szkoła i wymagania. Tamte książki może nie były kolorowe, nie miały efektownych grafik ani gotowych podsumowań po każdym akapicie, ale miały coś znacznie ważniejszego – treść. Wiedza była pogłębiona, procesy wyjaśnione krok po kroku, a zagadnienia przedstawione w kontekście całego systemu biologicznego. Dziś podręczniki są piękne wizualnie – duże ilustracje, ikony, ramki, wyróżnienia – ale coraz częściej po ich przeczytaniu zostaje wrażenie, że człowiek obejrzał prezentację, zamiast się czegoś nauczyć.

Współczesne materiały są coraz krótsze, uproszczone, pozbawione głębi. Zamiast zrozumienia – mamy hasła. Zamiast logicznych powiązań – kolorowe ramki z definicjami. I coraz częściej słyszymy, że szkoła powinna „uczyć krytycznego myślenia”, a nie „przeładowywać wiedzą”. To brzmi atrakcyjnie, nowocześnie i łatwo w to uwierzyć – w końcu żyjemy w czasach, w których informacje są dostępne w kilka sekund, a AI może podpowiedzieć odpowiedź w mgnieniu oka.
Tyle że nie da się myśleć krytycznie bez wiedzy. Krytyczne myślenie nie jest zdolnością oderwaną od faktów. To umiejętność analizy, porównywania, wyciągania wniosków – a do tego potrzebny jest materiał do przemyślenia. Nie można analizować zjawisk biologicznych, jeśli nie zna się podstaw fizjologii. Nie da się prowadzić sensownej dyskusji o ekologii, jeśli nie rozumie się, czym jest fotosynteza czy łańcuch pokarmowy. A przecież właśnie te fundamenty pozwalają na samodzielne wnioskowanie, a nie tylko powtarzanie gotowych opinii.

Uczenie się faktów i pojęć w przemyślany sposób ma swój głęboki sens. Powtarzanie, utrwalanie i łączenie informacji rozwija układ nerwowy, wzmacnia koncentrację i przygotowuje mózg do bardziej złożonego myślenia – a dopiero wtedy krytyczne myślenie zyskuje prawdziwą moc.
Zajęcia fakultatywne w liceum pokazują, że ograniczona baza wiedzy staje się przeszkodą. Nawet najbardziej wartościowe dyskusje czy analizy nie mają sensu, jeśli uczniowie dysponują tylko uproszczonymi informacjami i nie mają kontekstu, który pozwala na prawdziwe rozumienie zjawisk.
Dziś szkoła coraz częściej stawia na szybkość, atrakcyjność i estetykę. Podręczniki są coraz ładniejsze, bardziej przejrzyste, kolorowe. Tylko że piękno graficzne nie zastąpi treści, która wymaga wysiłku i skupienia. Ograniczanie nauki do uproszczonych schematów i haseł pozbawia uczniów narzędzi do samodzielnego myślenia.

Nie chodzi o powrót do przesadnego wkuwania, ani o przytłoczenie uczniów nadmiarem faktów. Chodzi o znalezienie równowagi – o to, by krytyczne myślenie rosło na solidnym fundamencie wiedzy. Bo tylko wtedy można naprawdę rozumieć świat, analizować go i wyciągać własne wnioski.
Wiedza i myślenie krytyczne nie są sobie przeciwstawne. To dwa filary prawdziwej edukacji, które się uzupełniają. Bez wiedzy krytyczne myślenie staje się powierzchowne i pozorne, a sama szkoła – miejscem efektownych skrótów zamiast prawdziwego poznawania świata.




OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora






Przepraszam, nie mogę tego zostawić bez refleksji...

Pod ostatnim postem o podręcznikach pojawiło się wiele komentarzy. Sporo osób napisało, że podręczniki muszą się zmieniać, bo zmienia się rzeczywistość. Że szkoła powinna się „dostosować do nowych czasów”, że „świat poszedł do przodu”, więc i edukacja powinna nadążać.
Brzmi logicznie. Problem w tym, że to tylko pozorna logika.

Mam głębokie przekonanie, że to nie rzeczywistość powinna kształtować szkołę, ale szkoła powinna kształtować rzeczywistość.

Bo jeśli zgodzimy się na tę odwróconą relację, to edukacja przestanie być miejscem tworzenia sensu — a stanie się jego odbiciem. Zamiast wychowywać młodych ludzi, będziemy ich jedynie „formatować” pod to, co akurat modne, szybkie, płytkie i wygodne.


W imię „dostosowania się do współczesności” przyzwyczailiśmy się do skrótów: mniej treści, więcej „kompetencji”, mniej wiedzy, więcej „projektów”. Wszystko po to, by „uczeń czuł się dobrze”. Tylko że nikt nie zapytał, czy uczeń rozwija się dobrze.

Bo rozwój nie polega na tym, że jest łatwo. Rozwój zaczyna się tam, gdzie pojawia się wysiłek, niepewność, próba i błąd.

Wiele osób powtarza, że „nie ma sensu uczyć się na pamięć”, bo przecież wszystko można znaleźć w internecie. To bardzo wygodne, ale bardzo błędne myślenie.

Uczenie się na pamięć nie jest po to, żebyśmy za 30 lat potrafili coś wyrecytować.
Nie chodzi o recytację — chodzi o strukturę umysłu.

Pamięć nie jest wrogiem myślenia. Jest jego warunkiem.
Psycholog poznawczy Daniel Willingham napisał wprost: „Pamięć to pozostałość po myśleniu.”
To, co utrwalamy w pamięci, staje się budulcem, z którego powstaje rozumienie.

Nie można analizować, jeśli nie ma się czego analizować. Nie można krytycznie myśleć, jeśli w głowie nie ma treści, które można poddać refleksji.

John Sweller, autor teorii obciążenia poznawczego, wykazał, że bez solidnej bazy faktów uczniowie nie są w stanie skutecznie rozwiązywać złożonych problemów. Bo umysł, który za każdym razem musi „googlować” podstawy, nie jest w stanie przejść do poziomu głębszego rozumienia.

Kiedyś szkoła była miejscem, w którym świat uczył się porządku. Dziś coraz częściej staje się miejscem, w którym świat wprowadza chaos.
Bo skoro „rzeczywistość się zmienia”, to znaczy, że za chwilę wszystko trzeba będzie zmieniać jeszcze raz. W tym rytmie nic nie ma prawa się utrwalić — ani wiedza, ani wartości.

Nie chodzi mi o to, by zatrzymać czas i uczyć z pożółkłych podręczników. Chodzi o coś znacznie ważniejszego: o to, żeby nie zatracić sensu uczenia się.

Podręcznik nie ma być modny. Ma być mądry.
Nie ma „dostosowywać się” do rzeczywistości — ma ją kształtować, pokazując, że można rozumieć więcej i głębiej.

Jeśli szkoła zacznie ślepo odzwierciedlać świat, przestanie mieć jakikolwiek sens. Bo świat nie potrzebuje ludzi, którzy tylko reagują.


Świat potrzebuje ludzi, którzy myślą.


www.biologia.szkolnastrona.pl




OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora ·


Wczoraj o 06:26 ·



Coraz częściej słyszę głosy – pełne przekonania, empatii i troski – że szkoła w obecnej formie nie ma sensu.
Że uczniowie niczego nie pamiętają, że wiedza nie „przykleja się” do pustych miejsc.
Że zamiast treści potrzebne są emocje, projekty, doświadczenia, a nade wszystko – dobre samopoczucie.
Brzmi pięknie. Ale właśnie w tym tkwi największe niebezpieczeństwo.
Bo oto próbujemy z edukacji zrobić coś, czym nigdy nie była – proces bez wysiłku.
W imię „dobrego samopoczucia ucznia” coraz częściej zapominamy, że nauka z natury rzeczy wymaga trudu, a nie „przyklejania się” do tego, co już znamy.
Nowa wiedza nigdy nie przykleja się do komfortu – przykleja się do wysiłku, powtórzeń, błędów i frustracji.
Tak właśnie działa mózg. To, co zapamiętujemy naprawdę, to nie tylko to, co nas „zaciekawiło”, lecz to, nad czym się solidnie napracowaliśmy.
Mówi się dziś: uczniowie wiedzą za mało, więc nic się nie utrwala.
A może odwrotnie – utrwala się tak mało, bo wymagamy od nich coraz mniej?
Bo zamiast oczekiwać systematyczności, tłumaczymy sobie, że „nie ma sensu ich zmuszać”?
Nie, szkoła nie jest fikcją – fikcją jest przekonanie, że można dojść do głębokiego rozumienia świata, nie mając solidnych podstaw.
Nie da się zrozumieć historii bez znajomości dat i faktów.
Nie da się pojąć biochemii bez pamięciowego opanowania nazw i właściwości związków chemicznych.
Tak samo jak nie da się niczego naprawdę opanować bez codziennej, cierpliwej pracy.
Wielu dorosłych wspomina szkołę z mieszanymi uczuciami – napięcie, wymagania, wysiłek.
Ale to właśnie ta szkoła nauczyła ich wytrwałości. Nie ta, która stawiała na „dobrą atmosferę”, lecz ta, która wymagała.
Tak, emocje są ważne – ale nie mogą być fundamentem nauczania.
Bo wtedy szkoła staje się placem zabaw z elementami edukacji, a nie miejscem, w którym człowiek przekracza własne granice.
I tu warto dodać: wymagania nie stoją w sprzeczności z życzliwością.
Dobry nauczyciel nie jest surowym strażnikiem, ale przewodnikiem, który wie, że bez wysiłku nie ma rozwoju.
To właśnie autentyczna troska sprawia, że nie obniża poprzeczki – bo wierzy w możliwości ucznia.
Można być serdecznym i jednocześnie konsekwentnym.
Ciepło i dyscyplina nie wykluczają się – razem budują zaufanie i poczucie sensu.
„Uczeń zapamięta, jak się w szkole czuł” – to prawda.
Ale jeśli zapamięta tylko to, że było miło, łatwo i przyjemnie – to znaczy, że szkoła nie spełniła swojej roli.
Bo szkoła nie ma być miejscem komfortu. Ma być miejscem rozwoju. A rozwój zawsze kosztuje.
Nie emocje budują człowieka, lecz zdolność panowania nad nimi.
Nie uśmiech nauczyciela, lecz jego konsekwencja.
Nie projekty, lecz systematyczna praca.
Uczniowie spędzają w szkole jedną trzecią życia.
Tym bardziej więc szkoła nie powinna być tylko przyjazna – powinna być wymagająca i sensowna.
Bo młody człowiek, który nie nauczy się radzić sobie z wysiłkiem, z czasem nie poradzi sobie z życiem.
I to nie jest brutalna prawda.
To jest troska – w najczystszej postaci.




I jeszcze...







Marcin Andryszczak ·
Obserwuj

12 października o 18:26 ·



O tym nie widzieliście...
PAPIER TOALETOWY.

Niezwykle rzadko zdarza się, że się denerwuję czy czymś złoszczę.
Każdy kto mnie zna wie, że radosny że mnie człek.
Ale są takie momenty, że...

Co jest niezbędne, kluczowe by kraj właściwie się rozwijał?
Nauka, badania, rozwój nauki i techniki.
A mówiąc precyzyjnie - inwestycje właśnie w te dziedziny gospodarki.
Wysoki poziom rozwoju naukowo-technicznego i wyedukowani ludzie sprawiają, że kraj jest podmiotem a nie przedmiotem.
Nadaje kierunek i wyznacza trendy w rozwoju.
A dzięki komu młodzi ludzie chcą być naukowcami?
Dzięki nauczycielom, którzy potrafią przekazać im pasję do nauki, wiedzę i ukształtować właściwy mindset.
Żeby się chciało.

Że trzeba pracować, ciężko pracować, ucząc się i zdobywać wiedzę wielokierunkowo.
Że prace domowe jednak trzeba odrabiać.
Kadra nauczycielska to kluczowa grupa specjalistów bez której żaden kraj nie ma szans na rozwój.
Moja córka ma 26 lat i jest absolwentem filologii angielskiej na UW.
Od wielu lat konsekwentnie dążyła do spełnienia swojego marzenia - zostać nauczycielem i taką specjalizację wybrała.
Niezwykły talent językowy, wiadomo po tacie
Genialna lingwistka mówiąca w czterech językach.
Angielski to międzynarodowy język świata nauki.
Daje dostęp do zasobów wiedzy.
Jest bazą do wszystkich dziedzin nauki.
Polski system edukacji zaproponował jej warunki gorsze niż mają pracownicy Biedronki.
Od ubiegłego tygodnia moja córka jest już w Tokio i tam zostaje.
Forever.

Japończycy kłaniający się nisko z szacunkiem, że ktoś z taką wiedzą chce dzielić się nią z japońskimi uczniami.
Będzie uczyć japońską młodzież angielskiego na uczelni.
Nie miała wyjścia.
Bo wybór był głodowanie vs godne życie cenionego specjalisty.
Posługuje się już płynnie japońskim, ale rząd Japonii wymaga zdania państwowego egzaminu z języka japońskiego na jeszcze wyższym poziomie, by dostała zgodę na nauczanie w ich systemie edukacji.
Wiadomo, że absolwent filologii polskiej ma znacznie większy zasób słownictwa niż my.
Ona teraz właśnie wchodzi na ten poziom w języku japońskim i przez najbliższy rok będzie uczyć się na tokijskiej uczelni szlifując język...
Przy bramie jednego z uniwersytetów w RPA znaleźć można tablicę:
"Zniszczenie jakiegokolwiek narodu nie wymaga użycia bomb atomowych czy rakiet dalekiego zasięgu.
Wystarczy obniżyć jakość kształcenia.
Obniżyć poprzeczkę na egzaminach czy też pozwolić uczniom oszukiwać podczas egzaminów.
Upadek oświaty to upadek narodu".
Jako człowiek Nauki, nie zajmuję teoriami spiskowymi (chyba, że ich tłumaczeniem), ale momentami mam takie wrażenie, że ktoś to robi celowo.
Choć jak sądzę prawidłowa odpowiedź jest prostsza.
Głupota i zerowe kompetencje decydentów zajmujących się edukacją, którzy nie słuchają tego co mówią najlepsi z naszych nauczycieli.
A gdy spróbujemy ich porównać z takimi gigantami historii polskiej edukacji jak Stanisław Konarski, czy Napoleon Cybulski.

Ech.
Rynce opadowywują...
Nie chce mi się wierzyć, że ekipa zajmująca się edukacją nie kuma, że ich działka jest kluczowa dla naszego państwa.
A ich rolą jest sprawienie żeby tacy młodzi Geniusze jak moja córka i inni młodzi pasjonaci, zdobywcy laurów na międzynarodowych olimpiadach naukowych, chcieli tu zostać i pracować dla polskiej gospodarki.
Oni wszyscy wyjadą, nie miejmy złudzeń.
Właśnie przyznano tegoroczne nagrody Nobla.
Te najbardziej mnie kręcące - techniczne, dotyczą przeniesienia zjawisk kwantowych z mikroświata do makroświata, oraz na stworzeniu nowych, rewolucyjnych materiałów porowatych, które mają potencjał do rozwiązania kluczowych globalnych problemów, takich jak kryzys klimatyczny, czystość wody i rozwój medycyny.

Dzięki nagrodzonym w tym roku naukowcom rozwijamy komputery kwantowe.
Możemy rozwijać kryptografię kwantową i konstruować czujniki i detektory stosowanie medycznej diagnostyce obrazowej.
A rozwój porowatych materiałów metalo-organicznych (Nobel z chemii) daje ludzkości możliwość wykonania technologicznego skoku.
Bo umożliwia nam wychwytywanie i magazynowanie gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla oraz oczyszczanie wody i powietrza z zanieczyszczeń.
Możemy zaprojektować nowej generacji nośniki do celowanego dostarczania leków chociażby w onkologii.
Magazynować wodór - energetyka.
Czy pozyskiwać wodę z suchego, pustynnego powietrza.
Co zrobiło nasze ministerstwo w tym samym czasie, gdy nagrody Nobla ogłaszano?
Well...
Nie przyznało finansowania na kolejne lata dla Obserwatorium w Piwnicach, jednego z najważniejszych radioobserwatoriów w Europie, pełniącego kluczową rolę w trwających, międzynarodowych projektach badawczych.
Ogólnie polskie placówki badawcze złożyły 186 naukowych wniosków infrastrukturalnych z prośbą o wsparcie finansowe, w różnych dziedzinach.
Pozytywnie oceniono zdecydowaną większość bo 175.
Ministerstwo przyznało finansowanie jedynie 11.
No rzesz...

To jest tak po ludzku mówiąc całkowita zapaść w finansowaniu infrastruktury badawczej w Polsce.
I jak to zestawić z informacją, że senat przeznaczył blisko 60 tysięcy złotych na promocję w Londynie pani Aleksandry Sarny i jej dwóch książek o tytułach "Debil" i "Alfons".
Łatwo się domyślić o czym, o kim są te "książki".
Ja rozumiem, że jest ktoś kto je zechce kupić i przeczytać.
Wolny kraj, a rynek zdecyduje o ewentualnym sukcesie autora.
Ale czy na to mamy wydawać takie sumy pieniędzy, gdy w województwie mazowieckim są bodajże tylko 4 punkty szczepiące dzieci przeciwko COVID-19, a psychiatria pediatryczna nie istnieje?
Serio pani minister?
Najgorsze w tym jest to, że już mnie przestały oburzać coraz częste przypadki ludzi, którzy potrafią w zasadzie już grozić tekstami w stylu:
"Co, dalej uśmiercacie ludzi? To już niedługo, bo latarni tu mamy dużo".
Bo prowadzę punkt szczepień.

Przestało mnie to ruszać.
Ale czym tu się oburzać gdy biblioteka publiczna w będącym rzut beretem ode mnie Piasecznie organizuje spotkanie wyznawców czegoś co nazywa się "Biologia Totalna".
I w takim miejscu jakim jest biblioteka publiczna, ktoś bredzi, że czerniak powstaje od zgrubienia skóry, gdy ktoś nas obraża czy oczernia, albo gdy facet podgląda kobietę pod prysznicem...
Nasza nauka upada.

A jej najlepsi adepci wyjeżdżają i wyjadą z Polski.
Nie jesteśmy krajem z dykty i kartonu.
Tylko z papieru toaletowego.
Mojej Alusi życzę by jej wszystkie naukowe marzenia spełniły się w Kraju Wschodzącego Słońca.







P.S.

Patrz!











OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora ·
Obserwuj

2 godz. ·



Dziś rano odebrałem telefon z jednej z redakcji.
Propozycja wywiadu – temat: edukacja. Pomyślałem, że wreszcie będzie okazja porozmawiać o tym, co naprawdę ważne – o szkole, nauczycielach, dzieciach, o tym, jak wygląda codzienność w tysiącach klas w całym kraju.
Po kilku minutach rozmowy okazało się jednak, że nie o to chodziło. Nie o edukację, nie o refleksję nad systemem, nie o dobro uczniów.
Chodziło o to, by skrytykować „drugą stronę”, dopasować rozmowę do bieżącej narracji.

W edukacji nie ma drugiej strony.
Nie ma frontów, nie ma wrogów, nie ma barw politycznych.
Są dzieci, które mają prawo do dobrej szkoły.
Są nauczyciele, którzy – mimo wszystko – próbują uczyć, wychowywać i wspierać.
Są rodzice, którzy chcą wierzyć, że szkoła pomoże ich dzieciom zrozumieć świat.
To powinno nas łączyć.
A jednak żyjemy w czasie, w którym wszystko próbuje się rozdzielić na „za” i „przeciw”.
Każdy temat staje się pretekstem do podziału – nawet edukacja.
I to już nie jest tylko problem polityczny. To problem kulturowy, społeczny, a może nawet moralny.
Bo kiedy przestajemy rozmawiać o edukacji wspólnym językiem,
kiedy w miejsce troski o ucznia pojawia się potrzeba udowodnienia racji, kiedy nauczyciel przestaje być autorytetem, a staje się „przedstawicielem środowiska” – to znaczy, że naprawdę się zagubiliśmy.
Edukacja powinna być przestrzenią porozumienia, a nie polem bitwy.
Miejscem, gdzie uczymy się słuchać, rozumieć i szukać wspólnego dobra.
Bo jeśli nawet szkoła stanie się częścią politycznego sporu,
to nie tylko ona przegra – przegrają nasze dzieci.