Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruki z fb. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruki z fb. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 sierpnia 2026

Logika





Tu akurat nie chodzi o ucznia, tylko o to, by zmusić, nauczyć ludzi korzystania z cyfrowej łączności z urzędem. 

Jak widać, nie tylko urzędnicy, ale "pokątni" użytkownicy fb powtarzają tę frazę, tak im się spieszy, że chyba już czują - że Polska wyrwie im się z ręki.

Polacy - nie ustawajcie!




za fb:

OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora

16 sierpnia 2026

Mam pewien problem z jednym z internetowych „edu-ekspertów”. O kogo chodzi, niech każdy zainteresowany domyśli się sam. Nie będę odbierał Państwu tej niewielkiej przyjemności.
Ostatnio bardzo oburzyło go to, że nauczyciele protestują przeciwko e-dziennikowi. I już na tym etapie pojawia się pierwszy problem, bo wygląda na to, że dyskusja została sprowadzona do argumentu: „Przecież e-dziennik będzie darmowy, więc właściwie o co wam chodzi?”

Otóż nie.
Nikt nie protestuje przeciwko temu, że e-dziennik ma być darmowy.
Problem polega na czymś zupełnie innym.

Szkoły, które testują rozwiązanie, mają przez pewien czas prowadzić podwójną dokumentację. Czyli starą i nową. A to oznacza dodatkową pracę. I tutaj pojawia się argument, który uwielbiam: „No przecież w wielu firmach podczas wdrażania nowych systemów też prowadzi się równolegle dwie dokumentacje”.

Oczywiście.
Tylko że szkoła to nie korporacja, a nauczyciel nie jest pracownikiem działu administracyjnego, którego można na kilka miesięcy „dorzucić” do projektu wdrożeniowego.
W szkole każda minuta przeznaczona na zbędną biurokrację jest minutą zabraną uczniowi.
To naprawdę nie jest skomplikowana matematyka.
Nauczyciel ma określoną ilość czasu. Jeżeli zamiast pracować z uczniem musi wykonać kolejną czynność administracyjną, to ten czas nie pojawia się magicznie znikąd. On po prostu znika z obszaru dydaktyki.

Ale dobrze. Załóżmy, że z podwójną dokumentacją jakoś sobie poradzimy.
Przejdźmy do drugiego problemu.
Logowanie ma odbywać się przez mObywatela.
I tutaj zaczyna się robić naprawdę interesująco.

Bo nagle okazuje się, że nauczyciel ma korzystać ze swojego prywatnego urządzenia, swojej prywatnej aplikacji i swojej cyfrowej tożsamości, aby realizować czynności związane z wykonywaniem pracy.

I teraz proszę zwrócić uwagę na pewną rzecz.

Ten sam internetowy ekspert, który tak bardzo lubi mówić o prawach ucznia, o autonomii ucznia, o tym, że nie można ucznia do wszystkiego zmuszać, o tym, że szkoła nie może wymagać od niego rzeczy, które nie mają odpowiedniej podstawy w statucie czy przepisach...
...nagle jakoś dużo mniej przejmuje się analogicznym problemem dotyczącym nauczyciela.

Jeżeli obowiązuje zasada:
„Nie można człowieka zmuszać do czegoś, czego nie ma w przepisach”
- to obowiązuje ona również wtedy, kiedy człowiekiem jest nauczyciel.

Nie tylko uczeń.


Nie można być obrońcą praw wtedy, kiedy jest to wygodne, a kiedy pojawia się nauczyciel, nagle uruchamiać zasadę:
„No dobrze, ale nauczyciel powinien się dostosować”.

Bo dlaczego?
I na jakiej podstawie?

Czy istnieje obowiązek posiadania przez każdego obywatela mObywatela?
Czy każdy obywatel ma obowiązek posiadać smartfona?
Czy każdy pracownik ma obowiązek wykorzystywać prywatne urządzenie do realizacji obowiązków służbowych?
I wreszcie: czy szkoła może założyć, że prywatny telefon nauczyciela jest elementem infrastruktury szkoły?

To są pytania, na które warto odpowiedzieć, zanim zaczniemy nauczycielom tłumaczyć, że przecież „to tylko logowanie”.

Bo właśnie z takich „tylko” składa się później cała szkolna biurokracja.
„To tylko jedno logowanie”.
„To tylko jedna aplikacja”.
„To tylko jeden telefon”.
„To tylko kilka minut”.
„To tylko dodatkowa dokumentacja”.
„To przecież nic wielkiego”.

A potem nagle okazuje się, że nauczyciel spędza coraz więcej czasu nie z uczniem, tylko przy kolejnych systemach, formularzach, aplikacjach, hasłach, uwierzytelnieniach i potwierdzeniach.

Ale zostawmy na chwilę mObywatela.
Bo jest jeszcze jeden element tej historii, który szczególnie mnie bawi.

Ten sam ekspert niedawno argumentował mniej więcej tak:

Skoro uczeń nie może korzystać z telefonu w szkole, to dlaczego nauczyciel miałby z telefonu korzystać?

Świetnie.
Naprawdę.
Jestem za konsekwencją.
Skoro telefon jest problemem, to przyjmijmy tę zasadę w całości.

Nauczyciel również nie ma telefonu.
Nie przynosi prywatnego smartfona do szkoły.
Nie korzysta z prywatnego urządzenia.
Nie loguje się do prywatnych aplikacji.
Nie wykorzystuje prywatnej infrastruktury do realizowania obowiązków zawodowych.

I teraz pojawia się pytanie, które powinno być zadane temu ekspertowi:
To jak nauczyciel ma korzystać z tego e-dziennika?
Bo przecież system wymaga określonego sposobu uwierzytelnienia.

Skoro nauczyciel nie ma telefonu - nie ma problemu.
Tylko że wtedy nie ma również narzędzia, za pomocą którego ma się zalogować.
I mamy piękny paradoks.

Z jednej strony:
„Nauczyciel nie powinien mieć telefonu, skoro uczeń nie może go mieć”.
Z drugiej:
„Nauczyciel powinien korzystać z systemu wymagającego telefonu i cyfrowej tożsamości”.

A pomiędzy jednym a drugim zdaniem stoi coś, czego w tej dyskusji zaczyna dramatycznie brakować.

Logika.

I żeby było jeszcze ciekawiej, mamy tutaj środowiska, które bardzo często odwołują się do organizacji i ruchów edukacyjnych stawiających prawa ucznia w centrum. To samo w sobie oczywiście nie jest niczym złym. Prawa ucznia są ważne.
Tylko że prawa ucznia nie mogą oznaczać automatycznie braku praw nauczyciela.

Nie można budować edukacji na założeniu, że każda forma wymagania wobec ucznia jest opresją, natomiast każde wymaganie wobec nauczyciela jest „profesjonalizacją”.
To jest dokładnie ta sama osoba.

Człowiek.
Pracownik.
Obywatel.
I również ma swoje granice.
Ma prawo powiedzieć:
„Nie chcę wykorzystywać prywatnego telefonu do wykonywania obowiązków służbowych”.
Ma prawo zapytać:
„Dlaczego mam korzystać z prywatnej cyfrowej tożsamości?”.
Ma prawo powiedzieć:
„Nie chcę prowadzić przez określony czas podwójnej dokumentacji, jeżeli oznacza to dodatkową pracę bez żadnego sensownego uzasadnienia”.

I przede wszystkim ma prawo zapytać:

„Co w zamian dostaje mój uczeń?”
Bo to powinno być podstawowe pytanie przy każdej zmianie w szkole.

Nie:
„Czy system jest nowoczesny?”
Nie:
„Czy jest cyfrowy?”
Nie:
„Czy brzmi innowacyjnie?”

Tylko:
Czy to rozwiązanie poprawia pracę szkoły i daje nauczycielowi więcej czasu dla ucznia, czy zabiera mu kolejne minuty na obsługę systemu?

Bo można mieć najbardziej cyfrową szkołę w Europie i jednocześnie całkowicie zapomnieć, po co właściwie istnieje szkoła.

Cyfryzacja sama w sobie nie jest wartością.
Jest narzędziem.


Jeżeli dzięki niej nauczyciel szybciej wpisuje frekwencję, szybciej dokumentuje pracę, rodzic ma łatwiejszy dostęp do informacji, a dyrektor ma sprawniejszy system - świetnie.

Ale jeżeli cyfryzacja oznacza, że nauczyciel ma dodatkowo prowadzić dokumentację, instalować aplikacje, korzystać z prywatnego urządzenia, uwierzytelniać się prywatną cyfrową tożsamością i wykonywać kolejne czynności administracyjne, to naprawdę trudno ogłaszać sukces tylko dlatego, że wszystko odbywa się na ekranie.

Papierowa biurokracja jest biurokracją. Cyfrowa biurokracja również jest biurokracją.
Tylko trochę bardziej kolorową.

I dlatego naprawdę chciałbym, żeby w tej dyskusji skończyć z dziecinnym podziałem na „postępowych nauczycieli”, którzy kochają każdą cyfrową nowinkę, oraz „zacofanych nauczycieli”, którzy protestują przeciwko wszystkiemu.
Bo można być zwolennikiem cyfryzacji i jednocześnie mieć pytania dotyczące sposobu jej wdrażania.
Można popierać e-dziennik i jednocześnie sprzeciwiać się podwójnej dokumentacji.
Można popierać cyfrową administrację i jednocześnie uważać, że pracodawca powinien zapewnić pracownikowi niezbędne narzędzia.
Można popierać nowoczesną szkołę i jednocześnie uważać, że prywatny telefon nauczyciela nie jest darmowym wyposażeniem szkoły.
I można wreszcie bardzo mocno bronić praw ucznia, ale wtedy trzeba mieć na tyle przyzwoitości i konsekwencji, żeby dokładnie te same zasady stosować wobec nauczyciela.

Bo inaczej nie bronimy praw.
Bronimy po prostu praw jednej grupy kosztem drugiej.
A to już nie jest żadna nowoczesna edukacja.
To jest zwyczajna hipokryzja ubrana w bardzo modne słowo:
„innowacja”.


I dlatego, zanim kolejny internetowy ekspert zacznie z oburzeniem tłumaczyć nauczycielom, że przecież „e-dziennik jest darmowy”, proponuję, żeby najpierw odpowiedział na trzy banalnie proste pytania:

Kto ma wykonać dodatkową pracę podczas podwójnego prowadzenia dokumentacji?
Kto ma zapewnić nauczycielowi urządzenie i narzędzia niezbędne do logowania?
I jak nauczyciel ma korzystać z e-dziennika, jeśli zgodnie z jego własnym wcześniejszym argumentem nie powinien mieć telefonu?

Naprawdę nie oczekuję wiele.
Niech tylko odpowie na wszystkie trzy.
Bez haseł o nowoczesności.
Bez „praw ucznia” używanych jako pałki na nauczyciela.
Bez porównań do korporacji.
I przede wszystkim - bez zmieniania zasad w połowie dyskusji.
Bo edukacja potrzebuje dzisiaj wielu rzeczy.
Ale jedną z nich z pewnością nie jest kolejny ekspert, który domaga się od wszystkich innych konsekwencji, samemu pozostając z niej zwolnionym.

www.biologia.szkolnastrona.pl




Tu nie ma logiki, bo oni chcą niszczyć młodzież dając jej "nadprogramowe" prawa, żeby ją buntować przeciwko dorosłym i wodzić na manowce, a z drugiej strony potrzebują zmusić ludzi do korzystania z e-Obywatela, stąd sprzeczność:

uczniowie mają "prawo" do smartfona, bo to im szkodzi, a jak ktoś jest przeciw i uważa, że uczeń nie może mieć smartfona, to wtedy  trzeba mu "zagrozić", że jemu też zabierze się smartfona - krótko mówiąc, każda metoda jest dobra, żeby osiągnąć cel, nawet jeśli jest nielogiczna, niespójna, gdzie brak konsekwencji.

Głupi są jak but z lewej nogi, ale to nie jest powód, żeby ich sobie lekceważyć!


Nie o logikę im idzie, tylko o realizację swoich celów.

Kiedy potrzebują, żeby nauczyciele jako grupa społeczna stali się punktem odniesienia w dalszej retoryce i propagandzie: "ale wszyscy nauczyciele już korzystają z e-Obywatela, to wy też powinniście!" to wtedy nagle: "tak, nauczyciel powinien korzystać z e-dziennika za pomocą własnego telefonu!"




Mój komentarz z fb:


"Bo nagle okazuje się, że nauczyciel ma korzystać ze swojego prywatnego urządzenia, swojej prywatnej aplikacji i swojej cyfrowej tożsamości, aby realizować czynności związane z wykonywaniem pracy"


To jest zaplanowane - koniecznie chcą przyzwyczaić ludzi do korzystania z tej aplikacji i cyfryzacji kontaktów z urzędami - a drogą do tego jest "e-dziennik" dla grupy społecznej w tym wypadku nauczycieli i np. rodziców.

Dostrzegasz, jacy oni są prości? Jakie pomysły przychodzą im do głowy?

To jest kolejny skok po Poczcie Polskiej, jaki zauważam. Wcześniej cyfrowe "udogodnienie", to im nie wypaliło, mało kto się zarejestrował, to teraz wymyślili, żeby karać ludzi za nieodebranie poczty z fotoradaru - czyli, żebyś wszystko odbierał. 

Dzisiaj możesz zignorować awizo w skrzynce pocztowej, w wypadku rozwiązań cyfrowych - żond będzie chciał nakładać na ciebie obowiązki odebrania korespondencji, a zaczyna się, jak to opisywałem, od przepisów ruchu drogowego...

To jest droga do prywatyzacji państwa, tj. jacyś anonimowi urzędnicy stają się właścicielami państwa, od którego kupujesz "usługi" i przed którym musisz się rozliczać z podatków na ich rzecz, ze stosowania się do przepisów, które oni uchwalają. I wszystko ma być drogą cyfrową, żebyś nie mógł z nikim na gembę rozwiązywać problemów, tylko najpierw będą cię wsadzać jak tego rolnika za oranie asfaltu, a tam w tej ciupie się różne rzeczy mogą wydarzyć....

Jakaś mniejszość usiłuje przejąć władzą nad nami, nad całym państwem, pozorując cyfryzację państwa.

Ich jest tak mało, że nie są w stanie wziąć nas siłą.


Przypominam: 

- petent to nie klient
- "Nie odbierzesz listu z fotoradaru? Zapłacisz więcej"
- za mafię z karabinem maszynowym w ręku - 6 lat, za zaoranie asfaltu - do 10 lat, za "wypadek" na drodze zrobiony Arteonem - 20 lat
- Ciasto z lukrem !




2015 r.:
>>
Innymi słowy, nadal nie jest wyjaśnione, dlaczego
- w obrębie jednego zasięgu terytorialnego komisji oraz
- na obszarach podobnych pod względem funkcjonalnym
dochodzi do bardzo dużych różnic poziomu oddawania głosów nieważnych, w tym zwłaszcza głosów wielokrotnych <<

















https://dorzeczy.pl/ekonomia/926389/nie-odbierzesz-listu-z-fotoradaru-zaplacisz-znacznie-wiecej-szykuja-rewolucje.html

https://www.pap.pl/aktualnosci/20-lat-wiezienia-dla-lukasza-zaka-sprawcy-smiertelnego-wypadku-na-trasie-lazienkowskiej


https://maciejsynak.blogspot.com/2025/11/ciasto-z-lukrem.html
https://maciejsynak.blogspot.com/2025/09/petent-nie-klient.html






środa, 15 lipca 2026

Herb kaszubski





za fb:

Mateùsz Titës Meyer

2 lipca 2026


Kilka dni temu przez moją bańkę informacyjną na fb przeleciało info, że Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie przyjęło wzór Herbu Kaszub, który zalecono stosować w środowisku ZKP.
Wzór ten to najprostsze oddanie graficzne przyjętego słownie symbolu: "Czarny Gryf w koronie na złotej tarczy herbowej".

I tu zaczynają się pewne drobne różnice. Kaszëbskô Jednota od 2011 r. proponuje kolorystykę nawiązującą do najstarszej flagi kaszubskiej - Stanicy Zrzeszińców, której autorką była Franciszka Majkowska i którą użyto w czasie Zjazdu Założycielskiego Zrzeszenie Regionalnego Kaszubów 18 sierpnia 1929 r. w Kartuzach - na tę pamiątkę obchodzimy Święto Flagi Kaszubskiej. Flaga ta od 1938 r. wykorzystywana jest w czasie pogrzebów zasłużonych działaczy kaszubskich, przykrywając ich trumny.
Różnicę stanowią: złote pazury, dziób, oko i korona oraz czerwony język. Ta kolorystyka zgodna jest z Herbem Księstwa Pomorskiego z XVII w. (z pominięciem korony).
Dodam tylko, że można znaleźć ją też na sztandarach niektórych oddziałów Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, starszych niż stowarzyszenie Kaszëbskô Jednota.

W minioną niedzielę Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie przyjęło oficjalną uchwałą wzór pomijający te różnice kolorystyczne, odwołując się do wzoru opracowanego przez Witold Bobrowski w okolicy 2005 r. - początkowo stosowanego jako odświeżony znak/logo organizacji (od kilku lat po rebrandingu jest on nieco bardziej 'nowoczesny'). Tu warto zauważyć, że kolorystyka ta zgodna jest z Wielkim Herbem Królestwa Prus z 1871 r. (z pominięciem korony). Porównania te opieram na informacjach z Kaszubopedii - projektu Instytutu Kaszubskiego w Gdańsku.
 
Różnicę stanowią też przyjęte odcienie kolorów czarnego i żółtego/złotego. Na poniższej grafice zamieściłem herby opublikowane na stronach ww. organizacji dla porównania.
Drobną różnicą jest też kształt tarczy herbowej: ZKP przyjęło i zaleca tarczę francuską średniowieczną, KJ - proponuje tarczę hiszpańską.
 
Herb proponowany przez Kaszëbską Jednotã nie został przyjęty żadną oficjalną uchwałą. Jego opis znajduje się w deklaracji ideowej organizacji. Nie jest też zalecany do stosowania przez jakiekolwiek środowiska, jednak - w sieci widać, że cieszy się popularnością.

[...]






Marek Łaś
Abstrahując od tego, czyj to herb, zgodnie z regułami heraldyki oręż u heraldycznych bestii (kły, pazury, dzioby, płetwy) zawsze są w barwie metalu - złote lub srebrne, a więc żółte/białe na fladze.




Herb Księstwa Pomorskiego z XVII w





Wielki herb Królestwa Prus, 1871 r stosuje tarczę francuską









wtorek, 7 lipca 2026

Imitacja

 



za fb:

Andrzej Bogusławski
6 lipca 2026


Marzec '68 - mistyfikacja, dzięki której tysiące stalinowskich zbrodniarzy i utrwalaczy komunizmu, przepoczwarzyło się w ofiary tegoż komunizmu.

Oto fragment wspomnień Anny Karpińskiej de Tusch-Lec, "Duży Format", kwiecień 2008: "W Izraelu mój tata powiedział mi bardzo ciekawą rzecz: Anka, ty myślisz, żeśmy wyjechali z Polski dlatego, że był antysemityzm? Nie, on był zawsze. Ale w 1968 r. zrobiło się niebezpiecznie. Tam parę pieczeni piekło się jednocześnie. Oni mieli nasze kartoteki. Nas, Żydów z UB. [...]
Mój tata był w UB. Mówił nam: byłem, mam czarną plamę na życiorysie. Co robił Polakom? On zabijał, torturował. Czy w takiej sytuacji przeprowadzka do innego kraju była najgorszym wyjściem? À propos, już w 1957 r. złożył podanie o zgodę na wyjazd do Izraela, ale jej nie dostał. Inni wyjechali jako emigranci ekonomiczni".

A tak wspomina "znajomość" z Jackiem Kuroniem prof. Lech Jęczmyk - znakomity polski tłumacz, eseista, publicysta i redaktor, znawca literatury science fiction:

"Rektor w obecności mamy poprosił o moją teczkę, zajrzał do środka i stwierdził: Z taką opinią syn nie dostanie się na żadne studia. Oprócz świadectwa maturalnego, piątkowego w moim przypadku, w teczce figurowała tajna (dla mnie) opinia polityczna ze Związku Młodzieży Polskiej. W mojej dzielnicy, na warszawskim Żoliborzu, opnie takie wystawiał wszystkim maturzystom szczególnie zajadły bolszewik (potem nawrócił się na trockizm) niejaki Jacek Kuroń. (…)Postrachem żoliborskiej młodzieży był niejaki Jacek Kuroń, członek zarządu dzielnicowego ZMP. (…) Jako zajadły bolszewik Kuroń chodził uzbrojony w pistolet. Stanowiło to dowód szczególnego zaufania ze strony partii i było romantyczną pozostałością z czasów, gdy działało jeszcze antykomunistyczne podziemie. Z pistoletami biegali też po uniwersytecie Geremek i Kołakowski. Skąd wiedzieliśmy o tym pistolecie? Kuroń chodził wtedy po szkołach i wygłaszał demoralizujące pogadanki, zachęcające na przykład, żeby donosić na rodziców. Zwłaszcza czy słuchają londyńskiego radia. Po takiej pogadance w żeńskiej szkole im. Sempołowskiej ojciec pięknej Kamili, dość znany pisarz Strumph-Wojtkiewicz, postanowił z Kuroniem popolemizować, wybrał się więc na „dzielnicę”, ubrany jak przedwojenny dziedzic z nieodłączną grubą bambusową laską. W obskurnym biurze (byłem tam raz wzywany na przesłuchanie) pan Strumph-Wojtkiewicz spytał grzecznie, który to jest pan Kuroń, po czym przygrzmocił mu lagą. Kuroń wyskoczył przez okno i na parapecie zgubi pistolet. (…) Kuroniowi podlegało także harcerstwo w całej Warszawie, bo moi koledzy z innych dzielnic pamiętali, jak robił zbiórki i wyrywał im krzyże harcerskie razem materiałem. Wzorując się na wzorach sowieckich, gdzie młodzi komuniści spisywali osoby chodzące do cerkwi, Kuroń w kościele św. Stanisława Kostki ukrywał się za filarem na chórze i spisywał chodzących na mszę harcerzy. Stary pan Kuroń zaglądał do nas na herbatę i pamiętam, jak kiedyś wpadł bardzo podniecony: „No, nie daj, Boże – mówił od wejścia – żeby ten mój Jacuś kiedyś się dorwał do władzy".

(Dzięki uprzejmości: Arkadiusz Miksa )

"Siłą napędową marcowego buntu byli studenci z warszawskich akademików, przede wszystkim z Kickiego. Żaden z nich jednak do legendy nie przeszedł. Wielu z akademików wyrzucono, musieli wracać na prowincję, a tam czekały już na nich rozdziawione wojskowe kamasze. Ani historycy, ani publicyści nie poświęcili im uwagi. Do legendy zostali wniesieni na rękach studenci z "warszawki", synowie komunistycznych prominentów, których nazywaliśmy "następcami tronów", czasem "bananowcami". 

(Fragment z książki Bogdana Urbankowskiego)

za Klaudiusz Chabrowski



Wymordowali ludzi w czasie wojny i po wojnie, a potem zakładali fikcyjne organizacje i partie wolnościowe...


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





Najpierw było to:
nich założy mini czerwone i stanie tam z tym... no... z mikrofonem


6 sierpnia 2025



i wszyscy chłopcy w internecie rechotali jak Lepper swego czasu... 


a potem było to:

19 listopada 2025

Do nietypowej sytuacji doszło w środę na sejmowych korytarzach. Jak relacjonuje dziennikarka "Newsweeka" Dominika Długosz poseł PiS miał pokazać wulgarny gest, gdy przeprowadzała wywiad z innym politykiem. Bartosz Kownacki krótko odniósł się w mediach społecznościowych do zdarzenia. [...] Na jej wpis zareagował wywołany poseł PiS, który krótko napisał: "Pani to się wszystko tylko z jednym kojarzy".


a potem było to:

11 grudnia 2025

"o Kurka! co tu się wyrabia?"
„Kolega twierdzi, że mam kurwiki w oczach” – powiedziała dumnie Renata Beger wprawiając w osłupienie nie tylko polityków



"Dziennikarka TVP Justyna Dobrosz-Oracz rozmawiała w gmachu parlamentu z senatorem Prawa i Sprawiedliwości Wojciechem Skurkiewiczem. W trakcie rozmowy polityk zarzucił jej, że zamiast mózgu "ma orzeszek w głowie", a potem dotknął jej mikrofonu przyczepionego do ubrania i próbował go wyrwać czy wyłączyć.

— Nie mam pojęcia, dlaczego senator to zrobił, nie zamierzam jego zachowania interpretować, bo nie siedzę u niego w głowie. Ale wiem, że my dziennikarze musimy zacząć ostro reagować, bo takie zachowania, przekraczanie granicy nietykalności osobistej zaczynają stawać się normą, jak tylko usłyszą pytanie, które jest dla nich niewygodne. To dotyczy polityków PiS i Konfederacji — mówi Onetowi Justyna Dobrosz-Oracz.

— Jak tylko zaczyna im brakować argumentów, to zaczyna się nagminne wyzywanie, a później widziałam u senatora Skurkiewicza jakiś szał w oczach, jak mi sięgnął po ten mikrofon. Ja się cofam, a on dalej rękę wyciąga."




a potem było to:


4 lipca 2026





i tak krok po kroku przy aplauzie chłopców rechoczących w internecie.. krok po kroku.

A kto wie, co było w między czasie, nie śledzę prasy niemieckiej w Polsce... i kto wie, jak to się skończy. Może jakiś polityk zrobi coś więcej, pójdzie krok dalej - oby nie. W każdym razie przestrzeń informacyjna nasycana jest "dubajem" i jego swoistym językiem cały czas, co ma swoje konsekwencje w przekonaniach nadchodzącej młodzieży i naszej przyszłości...

To, że funkcjonariusze tamtej strony są, dajmy na to: obrzydliwymi manipulantami, albo - nie grzeszą urodą, to nie znaczy, że można im ubliżać skojarzeniami. A kto im ubliża w ten sposób - ten pachołek óbecji - czyż nie tak?




za fb:

Mateusz Piskorski
4 lipca 2026
Lotnisko Rzeszów-Jasionka jest symbolem równie poniżającym jak tajne więzienia CIA na naszym terytorium.
 
- "Osoba z władz lotniska Rzeszów-Jasionka: (...) Amerykanie zapukali do nas w grudniu 2021 roku. Z perspektywy czasu wiem, że byli już pewni, że wybuchnie wojna. Pojawił się u nas amerykański generał z checklistą. Wiedział czego chce od A do Z. Będzie lądowało tyle a tyle samolotów tego typu. Będą wiozły to i to. Potrzebujemy tego i tego. Będzie jeden desant. (...) z Amerykanami negocjował Zarząd lotniska. Nie było żadnych instrukcji ze strony polskich władz i ze strony polskiego wojska" (Z. Parafianowicz, Kłopot z Zełenskim, Warszawa 2026, s. 215);
- "Wysokiej rangi urzędnik MON: Jeden z amerykańskich oficerów organizujących Jasionkę przyszedł do mnie i powiedział tak: 'w Iraku i Afganistanie wchodziliśmy na obiekt i braliśmy, co chcieliśmy. U was chcemy to zrobić kulturalnie'" (tamże, s. 217);
- "Menedżer Jasionki: Dziwiło mnie jak bardzo polskie wojsko ma wyjebane na to, co się działo w Jasionce. Również Urząd Lotnictwa Cywilnego był ślepy na jedno oko. Nie widział, że w porcie cywilnym powstaje wojskowa baza" (tamże, s. 219);
- "Oficer SKW: Vanami na dyplomatycznych blachach jeździły też amerykańskie zielone ludziki, czyli personel wojskowy i wywiadowczy, które musiały dyskretnie dotrzeć na Ukrainę. Moim zdaniem to była najbardziej kontrowersyjna część działalności Jasionki. Nie było do tego polskiej podstawy prawnej. Powtarzaliśmy scenariusz z tajnymi więzieniami CIA" (tamże, s. 230).

 
Nie wiem co na to Tomasz Jankowski, ale na dodatek w książce Parafianowicza jeden z pracowników Jasionki mówi: "Wojna wpływała na Rzeszów i całe Podkarpacie. W knajpach zmieniły się ceny. Na warszawskie. Pojawił się biznes oferujący usługi seksualne - masa nowych burdeli. Po jakimś czasie na przykład w Mielcu wiele młodych kobiet pchało wózki z dziećmi, które spłodzili Amerykanie" (tamże, s. 225).
 
Refleksja ogólna: pod rządami PiS Polska była darmowym domem publicznym dla obcych wojsk, służb i przestępców realizujących projekt konfliktu zbrojnego wbrew naszym interesom.

z komentarzy:

Tomasz Jankowski
Jeżeli z tej mieszanki genetycznej wyjdą piłkarze na poziomie Grzegorza Laty, to jakoś to przeżyję 😉 A poważnie to "era dronów" jest dla Mielca potężną szansą by wrócić na rynek lotniczy, ale jak się jest czyimś zasobem to można być najwyżej... lebensbornem.
Jack Foxtrot
Tomasz Jankowski chciałem zauważyć, że G. Lato to miął jasną karnację skóry, jak przystało na Słowianina, a te dzieciaczki, które urodziły się w Rzeszowie to raczej będą podobne do Emmanuel Olisadebe, ale też był z niego dobry piłkarz❗🤭🤭🤭
Maciej Synak
Jack Foxtrot urodziły się Rzeszowie ? i skąd pan to wie?


Jack Foxtrot
Maciej Synak proszę przeczytać dokładnie to co napisał Tomasz Jankowski, a później to, co ja napisałem👍

Maciej Synak
Jack Foxtrot a po co? ja pytam o pański komentarz, a nie Jankowskiego


Anna Olesiejuk
Będąc we Włoszech ( Mediolan) dowiedziałam się od badaczy cieków podziemnych co jest produkowane w zamkniętych bazach amerykańskich. We Włoszech podczas powodzi woda wypływa z podziemi i jest skażona radioaktywnie ....


Monika Karbowska
To prawda inzynierowie i wojskowi amerykanscy i brytyjscy mieszkaja nawet w Stalowej Woli i Tarnobrzegu..spotkalam takich w pociagu....maja nawet msze po angielsku w kosciele dominikanow w Tarnobrzegu (oprocz burdeli ale te nie sa w centrum miasta). Widac tez ze polskie wojska w tyle ma wladze decyzji co francuskie wojsko jak Niemcy decyduja o produkcji dronow Helsinga w centrum Paryza przez francuskich inzynierow
Huck Fin
Monika Karbowska dla mnie bomba
Renata Przybyłko
Monika Karbowska w jesionce siedza jankesi - mieli byc 3 miesiace, potem 6 do 7miecsiecy, a potem 9 i na koniec dostali umowe najmu lokali do 2030 roku z mozliwoscia przedłużenia....oczywiscie niby jankesi płaca, ale najpierw z grupy przestępczej nato kasa idzie na płacenie jankesom, i z tego oni niby płaca za wynajm - a konkretnie zwracaja nasze pieniadze, nie płacą tak naprawde za wynajm....to taki myk rzymian. i w rezultacie jest ok. pol miliona jankesów, czesc jak nie więcej jest w bunkrach pod ziemia....a to co sobowtór trumpa mowi publicznie - to tylko idiota w to wierzy...
Maciej Synak
Monika Karbowska kolejny znawca burdeli
Andrzej Szado
Monika Karbowska Szanowna Pani Présidente w: Association Université Européenne Populaire a o tych burdelach czy to jest wiadomość z pierwszego zródła ???
Maciej Synak
Andrzej Szado no ba! ubecy wszytko wiedzo!




"Wojna wpływała na Rzeszów i całe Podkarpacie. W knajpach zmieniły się ceny. Na warszawskie. Pojawił się biznes..."





A tak nie byłoby lepiej?:

"Rok 1647 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia.
Współcześni kronikarze wspominają, iż z wiosny szarańcza w niesłychanej ilości wyroiła się z Dzikich Pól i zniszczyła zasiewy i trawy, co było przepowiednią napadów tatarskich. Latem zdarzyło się wielkie zaćmienie słońca, a wkrótce potem kometa pojawiła się na niebie. W Warszawie widywano też nad miastem mogiłę i krzyż ognisty w obłokach; odprawiano więc posty i dawano jałmużny, gdyż niektórzy twierdzili, że zaraza spadnie na kraj i wygubi rodzaj ludzki..." 




"Wojna wpływała na Rzeszów i całe Podkarpacie. W knajpach zmieniły się ceny. Na warszawskie. Pojawił się biznes oferujący usługi seksualne - masa nowych burdeli. Po jakimś czasie na przykład w Mielcu wiele młodych kobiet pchało wózki z dziećmi, które spłodzili Amerykanie"


"biznes oferujący usługi seksualne" - nazywanie prosttucji biznesem, to jest powtarzanie za GazetąW (i przyswajanie na zasadzie: to mowa/ wiedza potoczna)

"masa nowych burdeli" - skąd pochodzi wiedza, że "masa" i NOWYCH ? Niech nam powie: ile w Polsce statystycznie przypada burdeli na km2 miasta? Na 100 tysięcy mężczyzn? A w Mielcu? A skąd przyjechały te kobiety - czy aby nie z Dubaju??

"Po jakimś czasie" - a niech powie, po jakim czasie: po 3 miesiącach, po 3 tygodniach, a może po pół roku, hę? 
A czemu np. nie "po roku" tylko "po jakimś czasie"? Nie wie dokładnie? Nie zna się na biologii? Czy informator miał 7 lat?

"wiele młodych kobiet pchało wózki z dziećmi, które spłodzili Amerykanie" - czy każdy wózek z dziećmi był opisany komunikatem: "madeinUSA"? Bo jeśli nie, to skąd wiedza, że "spłodzili Amerykanie" ? Czy "Amerykanie" płacą na utrzymanie wózków z dziećmi, czy jak? Co to znaczy "wiele"? 12, 20, 50, 100 wózków? A o ile wzrósł "rynek aborcji" po pojawieniu się "Amerykanów"? Rynek apteczny urósł o ile? Hę? A co z przedszkolami? Czy miasto nie zostało zmuszone do wybudowania nowego przedszkola? A parkingi na wózki? A jak tam statystyki demograficzne dla Mielca?

I co na to policja, Agencja Wywiadu i ABW?

Czy Amerykanie są szpiegowani, by kontrolować, czy czasami nie zwierzają się kobietom ze swych amerykańskich sekretów? Czy "biznesmeni" są szpiegowani, sprawdzani, czy czasami nie jest to obcy wywiad pod przykrywką "biznesu"? A czy szpiedzy szpiegujący Amerykanów i "biznesmenów" nie są narażeni na samotność i wizyty w "biznesie"? Czy istnieje jakiś nadzór, jakieś szpiegostwo, które szpieguje szpiegów od szpiegowania "Amerykanów" i "biznesmenów", hę? Mnożą się pytania, mnożą....


A Ciebie Czytelniku szlagnietrafia, jak czytasz te jakie takie szmatławe ubeckie wypociny do powtarzania dla rechoczących chłopców??
 

"Pojawił się biznes oferujący usługi seksualne - masa nowych burdeli. Po jakimś czasie na przykład w Mielcu wiele młodych kobiet pchało wózki z dziećmi, które spłodzili Amerykanie"

Ojej! Te zdania tak obok siebie napisano... a może te kobiety z wózkami, to z tego "biznesu", co?? Zapytajmy Ai, co ono na ten temat się dowiedziało...


Ai:
Zgodnie z polskim prawem, jeśli tożsamość ojca nie została ustalona (np. poprzez domniemanie pochodzenia z małżeństwa, uznanie ojcostwa lub wyrok sądu), urzędnik w Mielcu ma obowiązek wpisać do aktu urodzenia tzw. dane przesłonięte – jako imię ojca wpisuje się imię wskazane przez matkę (lub wybrane przez urzędnika), a jako nazwisko ojca wpisuje się nazwisko rodowe matki. Z tego powodu dzieci te nie figurują w systemie jako „bez ojca”, co utrudnia wyciąganie automatycznych statystyk miejskich. Można jednak oszacować skalę tego zjawiska w Mielcu na podstawie wskaźników Głównego Urzędu Statystycznego dla Podkarpacia:

Szacunki dla Mielca (na podstawie trendów regionalnych)
Województwo podkarpackie charakteryzuje się tradycyjną strukturą demograficzną i najniższym w całej Polsce odsetkiem dzieci rodzących się poza małżeństwami oraz dzieci z nieustalonym ojcostwem.
W skali kraju dzieci z prawnie nieustalonym ojcostwem stanowią około 1,5% do maksymalnie 2% wszystkich urodzeń.
Przekładając to na statystyki Mielca za 2025 rok (w którym urodziło się ogółem 284 dzieci), przypadków z nieznanym ojcem było szacunkowo od 2 do 5 w skali całego roku. Większość dzieci rodzących się poza formalnymi związkami małżeńskimi i tak zostaje uznana przez ojców w urzędzie dobrowolnie.


A o urodzonych wózkach ani słowa...
Nie wiem jak i po co Amerykanie spłodzili tak "wiele" wózków z dziećmi, ale chyba ABW powinno się temu przyjrzeć...



Zbigniew Parafianowicz (ur. 1979) – polski dziennikarz

Ukończył politologię oraz filologię rumuńską na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował w „Życiu”, „Nowym Państwie” oraz „Fakcie”. W 2006 trafił do zespołu nowo powstałego „Dziennika” (po połączeniu w 2009 z „Gazetą Prawną” – „Dziennik Gazeta Prawna”). Pracował jako korespondent w Iraku i Afganistanie. Publikował materiały dotyczące m.in. Europy Wschodniej, państw dawnego ZSRR oraz wojskowości. W sierpniu 2017 wraz z Michałem Potockim (także dziennikarzem „Dziennika Gazety Prawnej”) zapoczątkował cykl artykułów nagłaśniających i opisujących działalność tzw. grupy Ładosia. W grudniu 2025 odszedł z DGP. W lutym 2026 rozpoczął pracę w Wirtualnej Polsce.


Taki doświadczony Redaktor (20 lat w zawodzie) powinien z większą ostrożnością dobierać sobie informatorów i sumienniej sprawdzać sensacyjne dubajskie sensacje.
No bo chyba sprawdzał, co nie?




Mateusz Piskorski, z wykształcenia politolog, przez lata poseł i rzecznik prasowy Samoobrony.
W maju 2016 został zatrzymany przez ABW. Zarzucano mi szpiegostwo na rzecz rosyjskiego oraz chińskiego wywiadu cywilnego,

w areszcie tymczasowym spędził 3 lata, 

wyszedł za kaucją,  ma status oskarżonego. Obowiązuje go dozór policji oraz zakaz opuszczania kraju.


rzeczpospolita.pl  21 maja 2026:
We wrześniu odbędzie się ostatnia czynność dowodowa w sprawie byłego rzecznika Samoobrony, oskarżonego o szpiegostwo na rzecz Rosji. 



Dlaczego przez 3 lata nic nie dało się ustalić, udowodnić? We wrześniu zmienia się skład TK na naszą niekorzyść - czy to przypadkowa zbieżność?



onet.pl
29 czerwca 2026

Byle do jesieni?

Sytuacja w TK może się drastycznie zmienić jesienią. We wrześniu bowiem kończy się kadencja kolejnego sędziego wybranego przez PiS, czyli Justyna Piskorskiego. Gdy wtedy obóz rządzący wskaże sędziego do Trybunału, znajdzie się w nim ósemka powołanych przez obecną władzę i siódemka tych z nadania PiS, w tym prezes Święczkowski.

— Mając większość, można będzie próbować realnie albo odwołać prezesa, albo zablokować jego działania — mówi nam polityk z koalicji rządzącej, znający realia pracy w TK.



Tyle że taka strategia może rozbić się o opór prezydenta. Jeśli Karol Nawrocki będzie odmawiał zaprzysięgania kolejnych sędziów wybieranych przez obecną władzę, a uznawać będzie tylko tych "od PiS", to TK zacznie funkcjonować jako instytucja kadłubkowa, opanowana przez regularnie zmniejszającą się grupę nominatów partii opozycyjnej. Równolegle zaś funkcjonować będą legalni sędziowie, wybrani przez obecną władzę, tyle że pozbawieni możliwości wstępu do budynku Trybunału.



18 września 2026 - koniec świata?









https://pl.wikipedia.org/wiki/Zbigniew_Parafianowicz

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ogniem-i-mieczem-tom-pierwszy.html

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/mial-jakis-szal-w-oczach-dziennikarka-tvp-ostro-o-ataku-senatora-pis/pm93j4w

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/niecodzienne-zachowanie-posla-w-sejmie-mial-pokazac-wulgarny-gest/051qmvw

x.com/JkmMikke/status/1953093654521721312


https://www.google.com/search?q=walking+stroller+on+6+kids+kindergarten+children+on+a+walk+usa&sca_esv=d9f40adba4e5763b&udm=2&biw=1536&bih=743&sxsrf=APpeQnsolBsm7VQr0YGuTPh305WhmqOljw%3A1783410256333&ei=UK5Mat7uE-iG7NYPuZi0mQs&ved=0ahUKEwje1sT2iMCVAxVoA9sEHTkMLbMQ4dUDCBE&uact=5&oq=walking+stroller+on+6+kids+kindergarten+children+on+a+walk+usa&gs_lp=Egtnd3Mtd2l6LWltZyI-d2Fsa2luZyBzdHJvbGxlciBvbiA2IGtpZHMga2luZGVyZ2FydGVuIGNoaWxkcmVuIG9uIGEgd2FsayB1c2FIsSRQ5AtYoiNwAXgAkAEAmAE-oAG-BKoBAjEwuAEDyAEA-AEBmAIAoAIAmAMAiAYBkgcAoAd4sgcAuAcAwgcAyAcAgAgB&sclient=gws-wiz-img#sv=CAMSURoyKhBlLWxid01DdXdLNGdtV3RNMg5sYndNQ3V3SzRnbVd0TToON1UzRTU1dUtaVkhXY00gBCoXCgFzEhBlLWxid01DdXdLNGdtV3RNGAEwARgHIOqZgYsMSggQARgBIAEoAQ

https://www.polskawliczbach.pl/Mielec#przyrost-naturalny

https://www.rp.pl/polityka/art44416891-mateusz-piskorski-czeka-na-wyrok-konfederacja-korony-polskiej-moze-miec-problem

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/pat-w-trybunale-konstytucyjnym-co-trzeci-sedzia-nie-moze-pracowac/vjwvrv7