Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kim jest Bóg?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kim jest Bóg?. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2024

Filozofowie

 


przedruk





Po co nam filozofowie



Karolina Głowacka
Wojciech Sady


16.04.2024



Karolina Głowacka: Do dziś robi wrażenie atomizm Demokryta. Ot, siłą umysłu doszedł do tego, że świat składa się z maleńkich atomów.

Wojciech Sady: Ale te atomy miały mieć haczyki i dziurki, dzięki którym mogły się łączyć...
No to Anaksymander – niemalże Darwin! Twierdził, że zwierzęta morskie wywodzą się od innych zwierząt morskich, a człowiek z niższych gatunków zwierząt.

Był jeszcze Empedokles, on w przekazach też wygląda na prekursora teorii ewolucji. Według niego świat miał cyklicznie powstawać i ginąć. I kiedy znów się odradzał, jego części łączyły się przypadkowo, powstawały potwory. W większości ginęły, przeżywały tylko te należycie zbudowane. Więc tu mamy jakiś zarys teorii ewolucji!

Ale były też poglądy, że Ziemia pływa po wodach i czasem się zakołysze tak jak statek. No i wtedy naczynia spadają ze stołów. Takie to miało być wyjaśnienie trzęsień ziemi.
Jaka była wartość tych rozważań?

Jak się weźmie tysiąc pomysłów, ot tak sobie rzuconych, to kilka z nich będzie jakoś analogicznych do tego, co my dzisiaj sądzimy. Najistotniejszą jednak wartością jest to, że w ogóle podjęto próbę naturalistycznego wyjaśnienia zjawisk przyrody.

U Homera czy Hezjoda czytamy o Zeusie, który ciska piorunami, o bogach zsyłających na ludzi choroby. Przekonanie o boskiej przyczynie wielu zjawisk było rozpowszechnione w basenie Morza Śródziemnego i nie tylko. Kiedy zbliżała się kolejna powódź Nilu, kapłani w Egipcie składali bogom ofiary, wznosili do nich modły, żeby była ona jak najobfitsza, bo wtedy Egipcjanie zbierali najwięcej plonów.

Tales po podróży do Egiptu miał stwierdzić, że to nie bogowie powodują podnoszenie się wód morskich, tylko wiejące z północy wiatry, które spiętrzają wody. Anaksymander miał spekulować na temat piorunów. Przekonywał, że to nie rozgniewany czy rozkapryszony Zeus nimi ciska, tylko że w chmurach gromadzi się powietrze i ogień, a kiedy chmury się zderzą, pękają. Wtedy uwolniona mieszanina powietrza i ognia leci ku ziemi, świecąc. Mamy „Corpus Hippocraticum” – teksty, w których czytamy, że to choroba, a nie bóg szkodzi ciału. Jest takie zdanie o „świętej chorobie”, czyli padaczce, którą autor tej księgi próbuje wyjaśnić zbytnim zawilgoceniem mózgu.

To wyjaśnienia, rzecz jasna, nie do przyjęcia, ale są to pierwsze próby, o jakich wiemy, naturalistycznego wyjaśniania świata.

Możemy powiedzieć, że naukowy sposób myślenia narodził się z czystej myśli filozofów?

To nie jest takie proste. Aczkolwiek niektórzy, pisząc książki o historii nauki, czują się w obowiązku zacząć właśnie od Talesa, Anaksymandra, Anaksymenesa – przynajmniej wspomnieć, że tacy byli. A później dodają Pitagorasa czy Heraklita.

Prawda jest taka, że wiemy o nich niezmiernie mało, a istniejące źródła są niepewne. W dodatku to, co o nich czytamy, pochodzi głównie z tekstów, które powstały po co najmniej kilkuset latach. Krążą na ich temat rozmaite słuchy – jak te, że Tales sformułował twierdzenie Talesa, a zatem miał jakąś wiedzę z matematyki. Ale to nie jest pewne.

Nie wiemy, czy twierdzenie Talesa jest faktycznie twierdzeniem Talesa?

Nie wiemy. Mamy opowieści o tym, że zmierzył wysokość piramidy Cheopsa w Egipcie, porównując długości cieni rzucanych przez tę piramidę i inne przedmioty. Ale nie mamy pewności, czy sformułował słynne twierdzenie.

Mówimy też o twierdzeniu Pitagorasa, a nie wiemy nawet, czy Pitagoras istniał, bo najstarsze pisma mówią, że nikt go nie spotykał poza gronem najbliższych współpracowników, a i tak rozmawiając z nimi, był okryty jakąś tkaniną.


Ja bym nie wiązał początków nauki greckiej z jońskimi filozofami przyrody i ich następcami do Demokryta włącznie. Początków nauki trzeba szukać w Aleksandrii, w dziełach wielkich geometrów, Euklidesa, Archimedesa, w geografii Eratostenesa, w astronomii Apolloniosa i Hipparcha, w badaniach anatomicznych Herofilosa i Erasistratosa. Ci dwaj ostatni prowadzili sekcje zwłok, podobno robili też wiwisekcję – na przestępcach skazanych na śmierć.

Czyli wizja, że oto nauka zrodziła się z czystej myśli, jest może kusząca, ale zdaje się, że nieprawdziwa. Musi być pomiar, musi być obserwacja. I wiedzieli to ci w Aleksandrii.

O pomiarach obwodu Ziemi dokonanym przez Eratostenesa, a przez Hipparcha z Nikai odległości Ziemi od Księżyca, dzisiaj każdy naukowiec powie, że to dobra nauka.

Człowiek jest istotą, której przetrwanie zależy od tego, co potrafimy wyprodukować. Zęby mamy marne, pazurów nie mamy. Selekcja naturalna będzie pozwalać przeżywać częściej tym, którzy potrafią lepiej wytwarzać rzeczy – narzędzia, ubrania. To wiedza praktyczna była i jest ważniejsza. Tyle że ta wiedza ludziom zawsze mieszała się z magią. Przez tysiąclecia mieliśmy zbitkę wiedzy praktycznej, z opowieściami o jakichś duchach, które się kryją w krzakach.

Myślę, że praca pierwszych greckich myślicieli polegała na tym, żeby wydobyć to, co rozsądne, praktyczne, ale dodać do tego teorię. To jest fenomen Greków. Egipcjanie umieli wytyczać kąt prosty w terenie. Brali sznur, odmierzali na nim trzy, cztery i pięć równych kawałków i napinając je, tworzyli trójkąt prostokątny. Ale w ciągu dwóch tysięcy lat, podczas których się tego używało, nie ma żadnego śladu w refleksji nad tym, że trzy do kwadratu dodać cztery do kwadratu to pięć do kwadratu.

Tylko praktyka, a nie ma szukania schematu.

Tak. Grecy do tych umiejętności zaczynają dokładać teorię. Przykład – Babilończycy rozwinęli astrologię. Uczeni przez setki lat śledzili ruchy planet w stosunku do gwiazd, ustalali cykle tych ruchów, ale nie zrobili tego, co zaczęli robić Grecy. Nie zbudowali matematycznych czy geometrycznych modeli ruchów planet.

Ci wielcy Grecy dużo nam dali, ale też coś zabrali. Średniowiecze było wręcz sparaliżowane Arystotelesem. Z Filozofem się nie dyskutowało.

W największym skrócie to było tak, że nauka grecka rozwija się do połowy II w. p.n.e., później zostaje zniszczona przez ekspansję Rzymian. Ożywa na chwilę w II w. n.e., działa wtedy Galen z Pergamonu – wielki lekarz i anatom. Działa też Klaudiusz Ptolemeusz – astronom. Ale to są niemal samotne postaci. Potem jest dziura, a kiedy to myślenie greckie znowu ożywa w czasach Simplikiosa i Filoponosa, to cesarz Justynian Wielki wydaje edykt, żeby zamknąć wszystkie szkoły, których nie prowadzą chrześcijanie.

Czemu to robi?

Bo chciał mieć imperium wyłącznie chrześcijańskie.
Zachodnia część dawnego, starożytnego świata, tego rzymskiego, już nie istniała, bo unicestwiła ją wielka wędrówka ludów. Justynian zamyka „pogańskie” szkoły wschodniej części imperium w 529 r.

Później dziedzictwo Greków przejmują uczeni mówiący po arabsku. Oni mieli swój najlepszy okres między X a XII w., ale to też się skończyło, zarówno z powodu antyintelektualnej reakcji duchowieństwa islamskiego, jak i z powodu potwornego najazdu Tatarów na Mezopotamię. Z drugiej strony, na Zachodzie mamy skuteczny atak chrześcijańskich rycerzy na arabską wtedy Andaluzję. Po opanowaniu regionu, w Toledo, chrześcijanie widzą coś dla nich niebywałego: papiernie, w których można było produkować materiał do pisania. Tani, w dużych ilościach. Fenomen. Mało tego, znaleźli sterty papieru zapisanego po arabsku. Przyjechał Gerard z Cremony i inni uczeni, którzy się specjalnie z tej okazji nauczyli arabskiego. Przetłumaczono wtedy na łacinę Euklidesa, Archimedesa, Galena i Arystotelesa. Czyli prawie wszystko, co znamy dzisiaj, oprócz Platona, platoników i tradycji hermetycznej.

Kiedy dokonano tych przekładów, Europa zmądrzała na tyle, że można było założyć pierwsze uniwersytety. Na uniwersytetach średniowiecznych uczono, natomiast nie prowadzono badań. Powstają one około 1200 r., a do 1600 r. nie ma tam żadnego postępu! Czyta się Arystotelesa na kursie sztuk wyzwolonych, później Galena i Awicennę – perskiego uczonego piszącego po arabsku. Czyta się jeszcze kodeksy rzymskie, a na wydziale teologii Biblię i pisma ojców Kościoła. Tak więc tylko starożytnych.

Czyta się i nie zadaje pytań?

Było przekonanie, że starożytni znali prawdę, naszym zadaniem jest tylko ją zrozumieć i przekazać kolejnym pokoleniom. Tymczasem u starożytnych jest wiele niejasności.

U Galena są ewidentne błędy.


No właśnie – przez 350 lat trwają wykłady z anatomii. Czasem uzyskiwano pozwolenia na sekcję zwłok podczas wykładów medycznych. Rzadko, ale się zdarzało. Profesor głośno czytał. Kilka metrów dalej – no bo to przecież śmierdziało, brudno, nieprzyjemnie – demonstrator ciął zwłoki. Studenci patrzyli z góry. A ten demonstrator czasem nie był w stanie pokazać tego, o czym czytał profesor... Przez 350 lat wszyscy udają przed sobą, że widzą to, czego nie ma.

Kiedy kończy się to udawanie?

Gdy Gutenberg wynajduje prasę drukarską – w połowie XV w. Było duże zapotrzebowanie na książki medyczne, a druk pozwolił na zwiększenie ich dostępności. Aby je zilustrować, potrzebowano drzeworytów i miedziorytów. Artystom zaczęto zlecać przedstawienie jakiegoś narządu, ci przynosili swoje prace, ale one nie zgadzały się z tym, co pisał Galen. Bo ci artyści Galena nie czytali! Rysowali to, co widzieli, wcześniej przeszkoleni w realistycznym przedstawianiu świata. To był pierwszy impuls, po którym wreszcie zaczęły się odkrycia anatomiczne. Apogeum stanowiło dzieło Wesaliusza „De humani corporis fabrica” (O budowie ciała ludzkiego). Wesaliusz sam robił sekcje zwłok. I nagle okazało się, że u Galena są błędy i trzeba je poprawiać. Zaczęło to zmieniać nastawienie do nieomylności starożytnych. Dużą rolę odegrało tu też odkrycie Ameryki, o której Grecy oczywiście nie mieli pojęcia.

Runął mit nieomylności.

Jeszcze jedna rzecz decyduje o biegu historii – upada Konstantynopol. Uprzedzając ten dramat, kardynał Basil Bessarion przeniósł się z Konstantynopola do Rzymu i przywiózł ze sobą 500 greckich rękopisów. Watykańska biblioteka posiadała wtedy 350 rękopisów. To pokazuje, jakie skarby intelektualne trafiły na Zachód. Były tam dzieła Platona, Plotyna i teksty hermetyczne – astrologia, alchemia, magia. A to się splotło z wynalezieniem przez Gutenberga prasy drukarskiej.

Marsilio Ficino ze współpracownikami szybko tłumaczy te teksty na łacinę, przez co stają się powszechnie dostępne w Europie. To powoduje ogromny wzrost zainteresowania astrologią. Z naszego punktu widzenia astrologia to koronny przykład pseudonauki, ale to jej popularność wytworzyła presję na badania astronomiczne. Żeby astrolog mógł stawiać horoskopy, musiał wiedzieć, gdzie będą planety w marcu przyszłego roku, bo akurat król go zapytał, czy ruszać na wyprawę przeciwko Saracenom.

Wtedy pojawiają się dwie ważne szkoły. Jedna w Wiedniu – założona przez Georga von Peurbacha i Regiomontanusa. A druga w Krakowie – zakłada ją Marcin Król, do którego dołącza Marcin Bylica. Bylica z Regiomontanusem napisali podręcznik do astrologii, który miał trzynaście wydań w krótkim czasie. Dzieło Kopernika miało w podobnym okresie wydań raptem dwa. Mamy w Krakowie Miechowitę, mamy Wojciecha z Brudzewa. I w to środowisko trafia młody Mikołaj Kopernik.
Czyli mamy już czas, w którym można podważać starożytnych. Przychodzi rewolucja naukowa najbardziej chyba kojarzona z Newtonem, gdzie liczy się przede wszystkim eksperyment.

Trzeba tutaj wspomnieć jednak o Arystotelesie i tekstach zebranych 300 lat po jego śmierci, którym nadano tytuł „Fizyka”. Jeśli w ogóle ktokolwiek się zajmował ruchami czy przemianami ciał, to używał „Fizyki” Arystotelesa. Ale wprowadzano do niej pewne modyfikacje. Jeszcze w starożytności Hipparch z Nikei, a później Jan Filoponos do fizyki Arystotelesa dodali coś, co dzisiaj nazywa się teorią impetusu. Później, w XIV wieku, została ona rozwinięta na Uniwersytecie Paryskim przez Jeana Buridana i Mikołaja z Oresme.

Jednak jeśli w średniowieczu natrafiano u Arystotelesa na niejasności albo sprzeczności – kiedy przeczył sam sobie albo Biblii, albo innemu źródłu autorytatywnemu – to pisano tzw. kwestie czy komentarze. Ale nigdy w średniowieczu nie podjęto próby połączenia tych tekstów w nową całość. To były takie izolowane próby, a jednocześnie każdy kolejny cykl wykładów zaczynano od Arystotelesa.
Brakowało tej zasadniczej cechy, jaką ma dzisiaj nauka – kumulacji wiedzy. Ciągle zaczynano niemalże od zera.

W XVII w. to już nie mogło się utrzymać. Pojawili się uczeni, którzy zrozumieli, że Kopernik ma rację. A fizyki Arystotelesa nie dawało się pogodzić z systemem Kopernika. Według Arystotelesa ciała ciężkie z natury spadają do środka świata. Więc jeśli środek świata nie jest w środku Ziemi, to dlaczego upuszczony przedmiot spada w stronę naszych stóp? Powinien przecież polecieć na Słońce! Dla ludzi takich jak Kepler, Kartezjusz, Galileusz staje się jasne, że jeśli mają przyjąć kopernikanizm, to trzeba zbudować nową fizykę. Zaczyna się chaos poszukiwań. Nikt nie wie, w którą stronę to pójdzie.

Aż wreszcie Robert Hooke połączył teorię impetusu z kopernikanizmem i tym wszystkim, co wtedy wiedziano. Czyli, choć fizykę trzeba było budować na nowo, to arystotelizm odegrał w powstaniu mechaniki newtonowskiej zasadniczą rolę. Newton w dużej mierze opierał się na ideach Hooke’a, do jego ustaleń dokładając obliczenia matematyczne. Zresztą Newton mu za to nigdy nie podziękował, mało tego, usuwał po nim ślady. Gdy został prezesem Royal Society, to cudownie zniknął portret jego poprzednika – Roberta Hooke'a właśnie.

Przenieśmy się do współczesności. Mamy np. mechanikę kwantową, której ustalenia stoją w sprzeczności z naszym potocznym myśleniem, nasze intuicje dotyczące takich pojęć jak „miejsce” czy „czas” zostają wystawione na ciężką próbę. Czy czysta myśl, filozofia, może cokolwiek zdziałać, kiedy mamy do czynienia z rzeczywistością fizyczną umykającą poznaniu naszych zmysłów? Czyli:

czy filozof jest dzisiaj potrzebny?

Twórcy mechaniki kwantowej – Edwin Schrödinger, Werner Heisenberg, Niels Bohr, Paul Dirac – pisywali artykuły i książki z pogranicza fizyki i, można by powiedzieć, właśnie filozofii. Niemal wszyscy najważniejsi coś takiego tworzyli. Są tam refleksje na temat natury wiedzy ludzkiej. Musiały się siłą rzeczy pojawić. Nagle trzeba było pisać wzory na coś, czego nie rozumiemy. Ale da się to obliczać i odnosi się w ten sposób sukcesy. W końcu większość fizyków zrezygnowała z filozofowania i przyjęła postawę „zamknij się i licz”.

Mówi się, że fizyka na pewnym poziomie utknęła. Czy gdyby funkcjonował teraz umysł na miarę Arystotelesa, toby to jakoś pomogło popchnąć ją do przodu? Jak na razie nie da się choćby skwantować grawitacji.

Nie da się, bo fizyka w ogóle jest osobliwym zlepkiem różnych, nie zawsze dobrze przystających do siebie teorii – nie da się połączyć już szczególnej teorii względności z mechaniką kwantową bez używania pewnych sztuczek matematycznych. A czy dociekać głębiej... to zależy od postaw.

Wielu naukowców po prostu ma pracę, dostaje różne nagrody. Dociekania na temat podstaw są niesłychanie ryzykowne i dają mało życiowych zysków. Bo ktoś, kto by się zastanawiał nad tym, o co w tym wszystkim chodzi, nie będzie miał wyników, których się od niego oczekuje, nie dostanie grantu.

Czyli odpowiedź brzmi „nie”? Filozof nie jest potrzebny?

Mechanika kwantowa ma już sto lat. Za rok minie sto lat od sformułowania zasady nieoznaczoności. No i żadnego kroku tutaj nie zrobiono. Pyta pani, czy w takim razie refleksja filozoficzna mogłaby nam pomóc. Nie wiem. Kopernikanizm pewnie nie mógłby się narodzić bez astrologii jako bodźca, który zachęcał ludzi do badań astronomicznych. Może gdyby pojawiły się jakieś wpływy zewnętrzne wobec fizyki, mogłoby to pomóc. Ale trudno mi sobie wyobrazić, jakie by one miały być.

Jest jednak miejsce dla filozofów we współczesnym świecie. Pan się odnalazł jako popularyzator nauki na YouTubie.

A pani jest matką chrzestną mojego kanału! W 2021 r. powiedziałem pani, że nagrałem kilkanaście wykładów o historii nauki dla grupki jedenaściorga studentów zaocznych – i pani mi poradziła, żebym opublikował je na YouTubie, a nie serwerze uczelnianym. Wtedy nie wiedziałem nawet, że tak można. Założyłem kanał, a po miesiącu chciałem sprawdzić, czy studenci to oglądają. Zaglądam i dowiaduję się, że wykładów wysłuchało ponad sto osób, a bodaj 73 mój kanał zasubskrybowały. Spodobało mi się to, zacząłem nagrywać, najprostszym domowym sposobem, kolejne wykłady. Dziś subskrybentów mam 4300 i nadal ich szybko przybywa. Sprawia mi to wielką satysfakcję: robię wykłady, których wysłuchuje co najmniej tyle osób, ile wysłuchało ich na różnych uczelniach w ciągu 40 lat. Co więcej, są to ludzie, którzy słuchają z ciekawości, z pasji, a nie po to, żeby dostać zaliczenie. Tylko wraz ze wzrostem oglądalności coraz bardziej się denerwuję – bo i odpowiedzialność coraz większa.

Może zacznę nagrywać jeszcze raz od początku, żeby poprawić błędy ujawnione dzięki uwagom słuchaczy.





PROF. WOJCIECH SADY pracuje na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Śląskiego. Zajmuje się filozofią nauki oraz historią idei naukowych i religijnych. Autor m.in. czterech tomów z serii „Dzieje religii, filozofii i nauki”, „Sporu o racjonalność naukową”, „Struktury rewolucji relatywistycznej i kwantowej w fizyce” oraz współautor – wspólnie z Katarzyną Gurczyńską-Sady – „Antropocenu” i „Wielkich filozofów współczesności”. Regularnie publikuje cykle wykładów na własnym kanale YouTube.






"cesarz Justynian Wielki wydaje edykt, żeby zamknąć wszystkie szkoły, których nie prowadzą chrześcijanie.

Czemu to robi?

Bo chciał mieć imperium wyłącznie chrześcijańskie."




Chrześcijańscy nauczyciele dają chrześcijański lud.

Podobnie postępowali Niemcy podczas zaborów, "komuniści" za czasów PRL i po 1990 roku też - tylko bardziej subtelnie....




Chrześcijańscy nauczyciele dają chrześcijański lud.

Niemieccy nauczyciele dają zniemczony lud.

Polska szkoła ze swoimi odcieniami daje lud polski ze szkolnymi odcieniami. 

Komunistyczne wytyczne (szkoła) dają lud myślący schematycznie - choć źle edukacji tamtych czasów nie oceniam...

"Post-komunistyczne" media dają lud zmanipulowany. Zamałpowany??

"Nowoczesna" szkoła daje lud... zagubiony?


Ludzie są mieszaniną tych wszystkich wpływów.



Wszystko jest wypadkową wpływów,  ale największy wpływ mają rodzice i najbliższe otoczenie, władza i jej podstawa programowa, media oddziałujące na młodzież i dopiero potem nauczyciel.









tygodnikpowszechny.pl/po-co-nam-filozofowie-186789?utm_term=Autofeed&utm_campaign=Echobox_Social&utm_medium=social&utm_source=Facebook#Echobox=1713740505






środa, 27 listopada 2019

Trolle, albo...


Wszystko ma swoją przyczynę.



Raz do roku zdarza mi się, że jestem czymś zadziwiony.

I dzisiaj jest ten dzień.

Znowu coś leży na wierzchu i dopełnia obrazu...

Zakupiłem niedawno album o wspaniałym polskim malarzu Julianie Fałacie, kilka dni temu kiedy go przeglądałem zacząłem czytać fragmentami. Trafiłem oczywiście na "właściwy" fragment....


" Urok ten potęgował się zwłaszcza w zimowe wieczory, kiedy przy przędzeniu lnu lub konopi zaczynało się opowiadanie bajek: o wilkołakach, o "kniahyniach", podrzucających w miejsce zabranych zdrowych dzieci swoje własne, chore i o dużych łbach..."

Tak pisał Fałat w swoich pamiętnikach wydanych  drukiem w 1935 roku.


Przypomniałem sobie, że i ja będąc dzieckiem czytałem jakąś książkę z baśniami - być może były to baśnie braci Grimm - gdzie była mowa o pewnej kobiecie, której trolle porwały dziecko, w zamian podrzucając własne. Ta kobieta wędrowała z tym dzieckiem szukając siedziby trolli chcą je zamienić na własne. Nie pamiętam jak to się skończyło, pamiętam jedynie, że opowieść była przyciężka i nieprzyjemna.


Ta duża głowa i choroby... czy owi trolle to nie przypadkiem jakiś odłam ludzi pierwotnych, może nawet neandertalczyków?

Nauka twierdzi, że ludzie mieli styczność z neandertalczykami, więc te opowieści mogą mieć bardzo bardzo stary rodowód. 

No i nikt nie używał wtedy pojęcia neandertalczyk, tylko trolle czy krasnale.
A skąd we folklorze wziął się krampus, turoń, koboldy i inne "fantastyczne" postacie ?

Musi być jakieś racjonalne wytłumaczenie.

Jak Pigmej mówi, że Bóg Wszechmogący ukazał mu się w magicznym pudełku i kazał mu szerzyć wiarę w transformatory, to to jest cud.
A jak ja mówię, że ktoś go oszukał za pomocą smartfona - to to jest co? 
Wiara w UFO??

Ja nie wierzę w UFO - i nie jestem Daenikenem - ja tylko zadaję pytania i szukam na nie odpowiedzi - racjonalnej odpowiedzi.


Wiara w cuda jest czymś racjonalnym, czy przekonanie, że musi się za nimi kryć  T E C H N O L O G I A ?

Już podstawowe pytanie o Boga rozwiązuje ten dylemat, no bo czyż Bóg Wszechmogący może z małymi dziećmi po krzakach "spiskować" przeciwko władzy szatana na Ziemi? Przecież to absurd.

To raczej pokazuje "ludzką" twarz owego szatana, co stoi za tą mistyfikacją - ludzką, bo ułomną, skażoną ludzkim ograniczonym myśleniem.

Kult boski oznacza, że ten co się kultowi oddaje - daje owemu bogu przyzwolenie na to , by ten mógł go opętać. Ów skurwysyn co to robi, zwany diabłem, podaje się za boga od tysięcy lat. 

Religia powszechna jest mu potrzebna do tego, by wszyscy ludzie sami dawali przyzwolenie na to, by on mógł ich usuwać z ciała, a na ich miejsce wkładać "swoich" ludzi, by sam mógł wskakiwać w ich ciało, kiedy mu się podoba - co daje ogromne możliwości manipulacji i przejmowania - majątków i władzy.

Ci co przynieśli religię do Grecji, a potem do Rzymu i do Europy jako takiej i dalej, na mieczach krzyżackich także - robili to właśnie w tym celu. Sami oddawali się kultom,  by dać jemu tę możliwość - bo w zamian on przenosił ich do młodszego "lepszego" ciała... i tak setki lat. W zamian budowali świątynie i szerzyli "wiarę", by objąć wszystkich ludzi możliwością wypychania. Gott mit uns... taka to metoda...





Czy to przypadek, że w Star Wars Lea używa słów jakimi ludzie zwracają się do Boga albo Matki Boskiej: "jesteś naszą jedyną nadzieja"?






Ale wracając do tematu...
\

Mózg neandertalczyka był większy niż u homo sapiens, wg ostatnich doniesień, mogli oni cierpieć na infekcje ucha, co wg teorii miało spowodować ich wyginięcie.

Szukam dzisiaj informacji o trollach i pierwsze z brzegu...



BOGATY JAK (SZWEDZKI LUB NORWESKI) TROLL

Czasami po utęsknionym zwrocie podatku czujemy się rik som ett troll. Co oznacza to powiedzenie? To określenie kogoś bardzo zamożnego (na przykład wspomnianego już szczęśliwca, który właśnie dostał przelew z Urzędu Skarbowego). Dosłowne tłumaczenie na polski brzmiałoby: „bogaty jak troll”. A dlaczego właśnie troll?
W polskich lasach roiło się dawniej od strzyg, a jeziora zamieszkiwały złowrogie wodniki. W tym samym czasie Skandynawowie borykali się z problemem trolli. Dość ciężko jednoznacznie opisać wygląd tych nadnaturalnych stworzeń. W większości regionów Szwecji i Norwegii ich cechą wspólną jest imponujący wzrost i potężna budowa ciała. Ponoć norweskie trolle są wyjątkowo głupie. Te budzące niepokój istoty wystrzegają się kościołów i boją się dźwięku dzwonów.
Powiedzenie „bogaty jak troll” nie wzięło się z przypadku. Według dawnych wierzeń trolle były bardzo majętnymi stworzeniami posiadającymi spore kolekcje złota. Trzeba było jednak na nie uważać. Zwłaszcza młode kobiety musiały mieć się na baczności, wybierając się na spacer do lasu – w niektórych okolicach trolle bardzo często porywały ludzi. Jeśli ofierze porwania udało się w jakiś sposób uciec, najczęściej nie była już tą samą osobą – jej krewni zwracali często uwagę na zmiany osobowości lub nastroju. Bardzo prawdopodobne, że w ten sposób tłumaczono sobie dawniej różnego rodzaju choroby psychiczne.
Czy twoje dziecko przestało się do Ciebie odzywać? Jest cały czas naburmuszone i opuściło się w szkole? Nie musi być to oznaka buntu młodzieńczego. Jeśli mieszkasz gdzieś w Skandynawii, bardzo możliwe, że do twojego domu trafił odmieniec! Szwedzkie i norweskie trolle mają w zwyczaju podmieniać swoje pociechy na ludzkie dzieci. W niektórych sytuacjach po zdemaskowaniu odmieńca troll oddawał porwane dziecko. Czasami jednak nie było tak łatwo – aby uratować pociechę przed życiem w niewoli, trzeba było poświęcić coś, co ceniło się bardziej niż swoje życie. Cóż, uważajcie na swoje dzieci, przeprowadzając się do Skandynawii!
A wiecie, jak po szwedzku mówi się o „o wilku mowa”? Tutaj również pojawia się motyw trolli:
När man talar om trollen så står de i farstun.
Dosłowne tłumaczenie tego powiedzenia to: Kiedy mówi się o trollach, to one stoją w przedsionku.
Współczesnym ludziom trolle mogą wydawać się czymś śmiesznym lub bajkowym. Do tematu trzeba jednak podejść poważnie. Czy wiecie, że około 60 procent mieszkańców Islandii wierzy w istnienie elfów (isl. Huldufólk, czyli dosłownie „ukryci ludzie“)? Kto wie, może w nordyckich wierzeniach jest jakieś ziarnko prawdy. To właśnie dlatego, wybierając się do lasu, powinniśmy uważać nie tylko na kleszcze i komary, ale również na trolle i elfy!

Tyle blog.
Bardzo mi się to kojarzy z wypchnięciem, czyli opętaniem.
"nie była już tą samą osobą – jej krewni zwracali często uwagę na zmiany osobowości lub nastroju"

"Czy twoje dziecko przestało się do Ciebie odzywać? Jest cały czas naburmuszone i opuściło się w szkole? Nie musi być to oznaka buntu młodzieńczego. Jeśli mieszkasz gdzieś w Skandynawii, bardzo możliwe, że do twojego domu trafił odmieniec!"

no, ale to znaczy, że dziecko nadal wygląda tak samo - tylko co innego jest w środku... czyż nie?

Ponadto inne cechy:
- wyjątkowa tępota
- okrucieństwo i jakby samolubstwo - kradzież dziecka

Inny blog:
Historie o zamieńcach są zgodne co do tego, że tacy odmieńcy różnili się wyglądem i zachowaniem od zwykłych maluchów, często określa się ich mianem brzydkich. Bywają też zupełnie zdrowe niemowlaki, ale z czasem okazuje się, że nie rozwijają się tak, jak rówieśnicy. Z opisów można wnioskować, że mogło chodzić o dzieci z wodogłowiem, zespołem Downa, albo cierpiące na krzywicę czy inną chorobę powodującą deformację albo zmianę wyglądu, jak na przykład w wypadku żółtaczki albo jakiegoś schorzenia skóry.  Niewykluczone, że niektóre z odmieńców po urodzeniu cierpiały na przypadłość związaną z niedożywieniem ich czy matki,  ale po jakimś czasie nie odstawały już od rówieśników – i tak pojawiała się historia o tym, jak to rodzicie „odzyskali” swoje dziecko. Zresztą już sama informacja o tym, że odmieńcy najczęściej nie żyli długo, wskazuje na chorobę. [oczywiście - neandertalczyk podobno cierpiał na choroby niemowlęce - śmiertelne infekcje ucha -MS]

W opowieściach o podmieńcach słyszymy często o nieproporcjonalnej, wielkiej głowie, dziwnej budowie ciała czy ciągłym płaczu dziecka. Kiedy podrosną, to w odróżnieniu od rówieśników zachowują się okrutnie i nie znają norm społecznych, najczęściej nie mówią, co najwyżej coś niezrozumiale krzyczą albo bełkoczą [jak neandertalczyk - MS], a wiele z nich tylko leży albo siedzi, nie potrafiąc chodzić. Często też jedzą i piją bez opamiętania wszystko, co wpadnie im w ręce, dlatego odmieńców trzeba niemal bez przerwy pilnować. Sami chyba przyznacie, że brzmi to jak opisy mniejszej lub większej niepełnosprawności [okrucieństwo, jedzenie i picie bez opamiętania objawem niepełnosprawności?? -MS]. Nie ma się więc co dziwić rodzicom takich dzieci – woleli wierzyć, że ktoś podmienił ich słodkie maleństwo na małego potwora, niż w chorobę, na którą nie znano lekarstwa.  

A czy przypadkiem metoda podmieniania - zniekształcania języka (Wieża Babel), o której pisałem wcześniej, nie zmieniła słowa: "podmieniec" na nic nie znaczące..."niemiec" do którego dorobiono uzasadnienie o niemowach - pasujące do tego co powyżej???



skan CT skamieniałości neandertalczyka (po lewej) z typowym wydłużonym odciskiem śródczaszkowym (czerwony) i skan CT współczesnego człowieka (po prawej) pokazujący charakterystyczny kulisty kształt śródbłonka (niebieski)  

W niektórych sytuacjach po zdemaskowaniu odmieńca troll oddawał porwane dziecko
jak można być tak głupim, żeby myśleć, że ktoś nie zauważy, że w kołysce leży inne dziecko?? 
Tylko "ludzie" służb i werwolf są dość tępi, żeby tak myśleć... Ciekawe, że ci co zajmują się dezinformacją w internecie, nazywani są trollami...

Uporczywie psuli mi pewną sprawę - dość trywialną - a po kilkunastu tygodniach, dali mi do zrozumienia, że odstąpią od tego, jeśli zgodzę się na współpracę.. Najwyraźniej myśleli, że w zamian za banał poświęcę pryncypia. Po prostu szok. Min. stąd moja opinia, że bardziej przypominają oni 10-12 -latków nieświadomych tego, że krzywdzą kogoś, niż ludzi dorosłych. Trudno mi znaleźć odpowiednią skalę, by wyrazić jak głupie czasami pomysły mają służby..

I czy tu nie mieszają się dwie informacje - w początkowym okresie dochodziło do fizycznej podmiany dzieci - potem, do duchowej.

Ludzie ze służb, werwolf - twierdzą, że ich herszt potrafi przekładać dusze z ciała do ciała... sam potrafi wchodzić w ciała zwierząt (wilk, czarny pies, Anubis i inni bogowie egipscy, magiczny jeleń, Hern, kot z bajki),  ja sam obserwuję w swym otoczeniu takie osoby - które nagle wykazują się niewidzianymi nigdy przeze mnie u nich NAWYKAMI, a z czasem ujawnia się w nich - wielokrotnie - inna osobowość, czego już jestem pewien.

Głos jest ten sam, ale wypowiada inaczej zdania, inaczej się zachowuje niż oryginał, tylko nieumiejętnie powtarza pewne zagrywki danej osoby, brakuje w tym odpowiedniego zabarwienia emocjonalnego lub jest ono sztuczne - po prostu w środku jest ktoś inny.

Pomorskie legendy opowiadają o czarnym psie, albo bilokacji jakiegoś bogatego prusaka - zwanego farmazonem, czyli masonem... Temat masonerii na gdańskich forach typu Wolne Forum Gdańsk okraszone są przyjaznymi dowcipnymi komentarzami, niejednokrotnie można spotkać awatary z symboliką trzech szóstek, albo wizerunkiem diabła. Taka symbolika zrozumiała jest wyłącznie dla wtajemniczonych. A także dla tych, co mają pewna wiedzę i rozumieją o co biega. Jestem przekonany, że takie rzeczy jak bilokacja wynikają z jakiś przyrodzonych przymiotów ludzkich i nie jest to nic niezwykłego - trzeba tylko umieć takie rzeczy robić, widać, że niektórzy użytkownicy tego forum są za pan brat z takimi tematami.



Co wyraża ta mina Hitlera na zdjęciu? "Jestem sprytny"? "Znam różne tajemnice"? A może po prostu: "Teraz i ze mną pan diabeł trzyma sztamę, teraz i ja wszystko już wiem, jak to działa.."
A poza tym - czyż nie wygląda on tak, jakby pozował do zdjęcia z jakimś dobrym znajomym?


Może neandertalczycy nie wyginęli, tylko sukcesywnie zostali przemieszczeni w ciała ludzi, których wypchnięto (opętano). Stąd powolny upadek ludzkiej cywilizacji - wojny, mordy, rozbój, wszechobecna przemoc - czy to nie są naturalne warunki bytowania homo neanderthalensis, bo przecież nie człowieka rozumnego...?


Historia zaś jest starannie ukryta, wymazywana i tylko czasami niektórzy ludzie coś znajdują i na tej podstawie snują domysły, co do tego, jak było naprawdę...

Ezaw i Jakub...w tej fikcyjnej historii wymyślonej, by wytłumaczyć swoje postępowanie względem ludzi.... czyż jeden nie miał za złe drugiemu, że jakoby podstępem odebrał mu przywództwo na Ziemi? To była decyzja Stwórcy - homo sapiens był pozbawiony agresji i nie zagrażał po prostu egzystencji ludzkiej... z czym nie zgodził się zazdrosny dziecinny okrutny niedorobiony neandertalczyk.


Jak wyjaśnić, że jeden człowiek jest normalny, łagodny, a drugi okrutnikiem?



Cywilizacja śmierci i wyzysku postępuje przez historię i świat metodycznie, po linii prostej, a nie spontanicznie - nie wyrasta to tu, to tam zgodnie z teorią osadnictwa.

Nigdy nie nazywałem tej cywilizacji głupią.

Nie ma głupich cywilizacji. Są tylko głupie stworzenia - może to nawet najgłupsza rasa w całym wszechświecie - które tworzą środowisko wyzysku i śmierci.

Nigdy nie nazywałem tej cywilizacji głupią.

Jest rozbójnicza, a nie głupia.


Wszystko ma swoją przyczynę.






Tradycyjnie 5 i 6 grudnia św. Mikołaj chodzi od domu do domu w miastach i wioskach Alp, aby napominać i chwalić młodych i starszych. Towarzyszy mu głównie Krampus (złe stworzenie, swego rodzaju diabeł), który będzie karał złe dzieci i dorosłych na rozkaz Świętego Mikołaja. Dla uczciwych dzieci zwykle ma małe prezenty.














http://asnor.pl/blog/bogaty-szwedzki-lub-norweski-troll/

https://blogvigdis.wordpress.com/2018/02/01/podmieniec/

https://blogvigdis.wordpress.com/2018/04/29/bergtagen-bergtatt-porwani-przez-trolle/


https://dzienniknaukowy.pl/czlowiek/neandertalczycy-wygineli-przez-zapalenie-ucha



https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82owianie

"Słowianie byliby to zatem ludzie „znający słowa”, czyli potrafiący mówić (zrozumiale) – w odróżnieniu od innych ludów, z którymi Słowianie się zetknęli, a którzy posługiwali się językami dla nich niezrozumiałymi (por. Niemcy – „niemi, ludzie nie mówiący zrozumiałym językiem”)[a]. Potwierdza to tezę, że ukształtowanie się etnicznej świadomości i samookreślenie Słowian nastąpiło w momencie zetknięcia się ich z innymi ludami. Silnym argumentem za tą hipotezą jest fakt, iż wszystkie ludy słowiańskie używają tej nazwy do samookreślenia i nie istnieje żadne samookreślenie alternatywne."
\

https://popular-archaeology.com/article/neanderthal-genes-give-clues-to-human-brain-evolution/

https://www.rp.pl/Ekologia/191129881-Putin-o-rezygnacji-z-ropy-i-gazu-Wrocimy-do-jaskin.html


Jerzy Malinowski "Julian Fałat" KAW Warszawa 1985 r.


https://en.wikipedia.org/wiki/Kobold


środa, 7 sierpnia 2013

Pytanie zasadnicze






Postrzeganie Boga i relacje człowieka z Bogiem.



Ostatnio w moim towarzystwie rozgorzała dyskusja, co to znaczy wierzyć w Boga.
Kim jest Bóg?

Od jakiegoś czasu na NE gorący spór ws. religijnych - więc "temat na czasie"...




Dyskusja rozpoczęła się od telewizyjnego koncertu życzeń, gdzie ktoś życzył bliskim nie tylko opieki Boga, ale i Jezusa i Maryi – zupełnie jakby Bóg sam nie był w stanie poradzić sobie z taką prośbą.

O co chodzi?

Bóg jest przecież Wszechmogący – czyżby ta konkretna osoba żywiła jakieś wątpliwości? Trzeba jeszcze prosić Maryję o pomoc?


Wydaje się, że osoba taka postrzega Boga jako człowieka.


Bóg jest surowym nieprzyjemnym ojcem, a Jezus i Maryja są bardziej ludzcy, bardziej skłonni do miłosierdzia?

Czyż nie są to cechy ludzkie?



BYCIE SUROWYM jest cechą ludzką.




Cytat ze Starego Testamentu:

Rozmowy Jahwe z Mojżeszem:
Powtórzonego prawa 7, 2
Wytracisz więc wszystkie narody, które twój Bóg, Jahwe, wyda tobie. Nie będziesz znał litości nad nimi.”


Wj 20, 2–6: Ja jestem Pan, twój Bóg, który cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko, ani tego, co jest na ziemi nisko, ani tego, co jest w wodach pod ziemią! Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył,ponieważ Ja Pan, twój Bóg, jestem Bogiem zazdrosnym, który karze występek ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia względem tych, którzy Mnie nienawidzą. Okazuję zaś łaskę aż do tysiącznego pokolenia tym, którzy Mnie miłują i przestrzegają moich przykazań.


Księga Ezechiela — część:Wyrocznie przeciw narodom:
"Bo to mówi Pan Bóg:[do Ammonitów:] Dlatego, żeś klaskał ręką i biłeś nogą, i radowałeś się ze wszystkiej chęci nad ziemią Izraelską, przeto ot ja wyciągnę rękę moję na cię a dam cię na rozchwycenie narodów, awytnę cię z ludzi i wytracę cię z ziem, izetrę:a poznasz, żem ja Pan! (…)

[do Idumejczyków:] Wyciągnę rękę moję nad Idumeą azniosę z niej człowieka i bydlęi uczynią ją pustynią od południa, a którzy są w Dedan, od miecza polegną. I uczynię pomstę mojęnad Idumeą, ręką ludu mego Izraelskiego. I uczynią w Edomwedług gniewu mego i zapalczywości mojej: i poznają pomstę moję, mówi Pan Bóg(...)


Widzenie Ezechiela:

„4 Patrzyłem, a oto wiatr gwałtowny nadszedł od północy, wielki obłok i ogień płonący ‹oraz blask dokoła niego›, a z jego środka [promieniowało coś] jakby połysk stopu złota ze srebrem, ‹ze środka ognia›.
5 Pośrodku było coś, co było podobne do czterech istot żyjących. Oto ich wygląd: miały one postać człowieka.
6 Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła.
7 Nogi ich były proste, stopy ich zaś były podobne do stóp cielca; lśniły jak brąz czysto wygładzony.
8 Miały one pod skrzydłami ręce ludzkie po swych czterech bokach. Oblicza ‹i skrzydła› owych czterech istot -
9 skrzydła ich mianowicie przylegały wzajemnie do siebie - nie odwracały się, gdy one szły; każda szła prosto przed siebie.
10 Oblicza ich miały taki wygląd: każda z czterech istot miała z prawej strony oblicze człowieka i oblicze lwa, z lewej zaś strony każda z czterech miała oblicze wołu i oblicze orła,
11 ‹oblicza ich› i skrzydła ich były rozwinięte ku górze; dwa przylegały wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie.
12 Każda posuwała się prosto przed siebie; szły tam, dokąd duch je prowadził; idąc nie odwracały się.
13 W środku pomiędzy tymi istotami żyjącymi pojawiły się jakby żarzące się w ogniu węgle, podobne do pochodni, poruszające się między owymi istotami żyjącymi. Ogień rzucał jasny blask i z ognia wychodziły błyskawice.
14 Istoty żyjące biegały tam i z powrotem jak gdyby błyskawice.
15 Przypatrzyłem się tym istotom żyjącym, a oto przy każdej z tych czterech istot żyjących znajdowało się na ziemi jedno koło.
16 Wygląd tych kół ‹i ich wykonanie› odznaczały się połyskiem tarsziszu, a wszystkie cztery miały ten sam wygląd i wydawało się, jakby były wykonane tak, że jedno koło było w drugim.
17 Mogły chodzić w czterech kierunkach; gdy zaś szły, nie odwracały się idąc.
18 Obręcz ich była ogromna; przypatrywałem się im i oto: obręcz u tych wszystkich czterech była pełna oczu wokoło.
19 A gdy te istoty żyjące się posuwały, także koła posuwały się razem z nimi, gdy zaś istoty podnosiły się z ziemi, podnosiły się również koła.
20 Dokądkolwiek poruszał je duch, tam szły także koła; równocześnie podnosiły się z nimi, ponieważ duch życia znajdował się w kołach.




Czy to możliwe, żeby Bóg był zależny od humoru, woli i predyspozycji danego człowieka?

Jeśli dziecko jest mało inteligentne i nie potrafi sobie przyswoić np. wyższego poziomu matematyki, nie leży to w jej możliwościach to czy wybuchamy gniewem na nie z tego powodu?

Bóg stworzył danego człowieka o takiej, a nie innej inteligencji – i teraz wybucha gniewem, bo człowiek jest jaki jest – bo jest takim jakiego go Bóg stworzył?

A jeśli chodzi o wolną wolę...

Czy jeśli jakiś człowiek robi nam na przekór i wywołuje to w nas gniew – to czyż nie jesteśmy od niego, tego człowieka, zależni?

Ośrodek władzy nad naszymi odczuciami znajduje się poza nami – jest w ręku jakiegoś człowieka!!

Czy Bóg jest uwiązany i jego uczucia są zależne od widzimisię człowieka?
Jak człowiek zrobi na złość Bogu, to ten wpadnie w gniew?

Czy Bóg w ogóle może mieć jakieś UCZUCIA?

Czy jeśli wpada w gniew, to nie oznacza to, że uczucia rządzą Bogiem?

Albo, że człowiek pośrednio rządzi Bogiem, bo decyduje o jego uczuciach?

„Chcę cię Boże rozzłościć, więc ci zrobię na przekór” - i Bóg faktycznie wpada w gniew... człowiek osiągnął swój cel.

To człowiek rządzi.

Czyż to nie idiotyczne?

Najwyższa Istota wpada w gniew, bo jakiś robak na ziemi tak sobie obmyślił?


Jeśli UCZUCIA rządzą Bogiem – to czyż nie owe UCZUCIA należałoby nazwać Bogiem?
Wszak są ponad nim – to one decydują o jego stanie.


Więc jak to jest?


Jedyną precyzyjną odpowiedzią na pytanie: kim jest Bóg, jest: nie wiemy.
Zrozumienie i opisanie Boga jest poza naszym zasięgiem.

Wiemy, że Bóg nie jest człowiekiem, nie ma ludzkich cech – możemy jedynie wskazać, czym/kim Bóg nie jest.

Boga może wyrazić znaczące milczenie.
Kiedy ktoś pyta mnie o Boga, a ja chcę zachować się serio – odkładam wszystko, odwracam się do tego człowieka i patrzę mu w oczy – i milczę.

To taki sygnał – istota Boga jest tak niepojęta, tak niesamowita.

Jest nie-wy-po-wie-dzial-na.

Każde mówienie o Bogu jest w istocie popełnianiem błędu, jest niemal zaprzeczaniem Boga.

Usprawiedliwia nas tylko to, że celem naszym jest wymiana poglądów na ten temat. W tym właśnie celu posługujemy się min. słowem Bóg. Ubieramy nasze przemyślenia w słowa, aby skomunikować się z drugim człowiekiem.

Boga nie sposób opisać. Każda próba opisania Boga jest tylko wielkim przypuszczeniem. Filozofowanie może nas przybliżyć do pewnej koncepcji Boga.
Może pozwolić nam odkryć, to, co opisałem powyżej – ale nie opisze, ani nie wyjaśni Istoty Boga.


Tak więc milczenie o Bogu, to najlepszy sposób mówienia o Nim.












Oczywiście, po tych krótkich enuncjacjach, pozostaje nam jeszcze jedno, BARDZO WAŻNE PYTANIE.


  

Kim jest Jahwe ?



Z kim rozmawiał Mojżesz?
Kto ukazał się Ezechielowi?
Dlaczego chwała pańska miała koła, a nie np. kwadraty??


Sądzę, że precyzyjnych odpowiedzi na te pytania, mogą dostarczyć jedynie anglo-sascy ZŁODZIEJE.....





KOMENTARZE

  • MPS
    Jeśli rozmawiać o Bogu - trzeba najpierw odrzucić wszystko, co zawarte w Biblii ST i zacząć myśleć kategoriami NT.
  • O kulcie Maryi i świętych
    pisałem tu:

    http://miroslaw.szczepaniak.nowyekran.net/post/92324,dlaczego-kult-maryi-wywoluje-u-niektorych-taki-sprzeciw



    Tam jest większość odpowiedzi na pytania i wątpliwości które tu wyraziłeś.
  • O Jeżu!
    Rozumiem, że temat jest gorący jak obecne lato. Oczywiście nie jest tak, że o Bogu niczego nie można powiedzieć sensownego. Nie jest to całkiem tajemnicza istota, żeby jednak móc to zrobić trzeba odwrócić się przodem do tyłu. Trzeba spojrzeć dalej niż ST, niczego nie odrzucać i nie myśeleć kategoriami jak proponuje pan Wojtas.
  • @Krzysztof J. Wojtas 06:29:47
    "Jeśli rozmawiać o Bogu - trzeba najpierw odrzucić wszystko, co zawarte w Biblii ST i zacząć myśleć kategoriami NT."

    Idzie Pan na łatwiznę.
    Sam tzw. "Jezus" powiedział, że nie przyszedł znieść prawa, ale je wypełnić. Nie ma czegoś takiego jak stary/ nowy testament, to wszystko jest zbiór bajek żydowskich mających ten sam cel - kontrolę.
  • @Krzysztof J. Wojtas 06:29:47
    Ja bym to inaczej sformułował.
    Należy odrzucić wszystko co zawarte jest w tzw. biblii, bo biblia nie przybyła faksem z nieba.
    Jeśli już traktować jakiekolwiek książki jako natchnione to na równi należy traktować, mity greckie, wedy, koran, biblie, księgi Ra, i wiele innych niejednokrotnie ciekawszych pozycji.
    Należy sobie uświadomić że istnieje różnica pomiędzy prawdziwym Bogiem a tzw. bogami, lub tymi co się podają za bogów.
    Prawdziwy Bóg przejawia się w swoim stworzeniu, dlatego prawdziwą religią jest religia naturalna - bez książek, bez instytucji, papieży, kościołów. Najbliżej temu jest pogaństwo - dlatego było przedmiotem eksterminacji.
  • @NUS 10:33:35
    Pisałem już, że podstawą chrześcijaństwa są wierzenia - przekazy , które teraz można określić jako aryjsko - chrześcijańskie.
    Natomiast judaizm powstał jako fałszywe przetworzenie tych przekazów.
    Zatem Chrystus nie odwoływał się do pierwszych przekazów "mojżeszowych", czy "abrahamowych", ale do tych prawdziwie pierwszych przekazów.

    Grecy to jedna z pierwszych fal migracyjnych Ariów, podobnie Hindusi.
    Wiele wskazuje, że Sumerowie przybyli z północy i też byli jedną z grup aryjskich.

    Dopiero jak odrzuci się Biblię (ST) jako odniesienie - to te kwestie stają się oczywiste.