Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą media. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2026

"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"












przedruki





Austria, kraj zbrodniarzy



Kurt Waldheim pełnił funkcję szefa austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz był Prezydentem Austrii w latach 1986-1992. Najbardziej szokująca jest jednak jego niemal dziesięcioletnia kadencja na stanowisku Sekretarza Generalnego ONZ w latach 1972-1981, w organizacji, której celem jest ochrona praw człowieka. Dlaczego fakt, że Waldheim mógł cieszyć się tak bogatą karierą polityczną, budzi zdziwienie? Z pomocą przychodzi nam sam Kurt, zawarł to wszystko w jednym zdaniu.

„Nie robiłem w czasie wojny niczego innego, niż to, co robiły także setki tysięcy innych Austriaków. Spełniałem swój obowiązek jako żołnierz” - Kurt Waldheim.

Rzeczywiście, to zdanie mogło wypowiedzieć znaczna część austriackiego społeczeństwa, które nigdy nie rozliczyło się ze swoją przeszłością – przeszłością naznaczoną morzem słowiańskiej i żydowskiej krwi.

Dużą część procesu wybielania austriackiego społeczeństwa stanowi mit dotyczący siłowego przyłączenia Austrii do III Rzeszy oraz rzekomej niechęci Austriaków do nazizmu i Hitlera. Tymczasem prawda jest taka, że Anschluss cieszył się powszechnym poparciem, a przyszli obywatele nazistowskiego państwa witali żołnierzy Wehrmachtu kwiatami i nazistowskimi salutami.

Znamienny jest też zapał, z jakim Austriacy przystąpili do zbrodni holokaustu. Ich ofiarami byli przede wszystkim Żydzi, Polacy, Ukraińcy oraz Rosjanie. Okrucieństwo, które przejawiali, często przewyższało to, z którego słynęli Niemcy.

Pierwszym przykładem zorganizowanego prześladowania innych narodowości była skala Kryształowej Nocy w Wiedniu.

Denazyfikacja? Przecież jesteśmy ofiarami

Niewątpliwie Austria zyskuje na skupieniu światowej opinii publicznej na roli Niemców, którzy stanowili największą grupę nazistowskich zbrodniarzy. Umożliwia to Austrii przyjęcie pozycji ofiary, niemal na równi z takimi krajami jak II Rzeczpospolita, Jugosławia czy Czechosłowacja.

Austriackie społeczeństwo niestety wyróżnia się najmniejszym stopniem denazyfikacji spośród wszystkich europejskich narodów. Całkowity brak rozliczenia z przeszłością oraz przemilczanie swojej roli w największej zbrodni w historii świata stanowią haniebną plamę na całym narodzie.

Wielką rolę w braku rozliczenia austriackich nazistów odegrali zachodni alianci, którzy już w kwietniu 1948 roku poparli amnestię dla tych zbrodniarzy. Zaskakująco, w pozytywnym świetle stawia to władze ZSRR, które jako jedyne z wielkich mocarstw głośno sprzeciwiały się tej, jakże haniebnej, ustawie. Kary uniknęło prawie pół miliona nazistów, którzy zostali zwolnieni z więzień. Ostatecznie cała wydmuszka denazyfikacji zakończyła się już w 1949 roku.

Austriaccy zbrodniarze

Kim byli najbardziej wyróżniający się Austriacy uczestnicy zagłady? Na myśl od razu przychodzi bodaj najsłynniejszy Austriak w historii – Adolf Hitler. Jego rola w zbrodniach III Rzeszy jest powszechnie znana i nie wymaga dodatkowego przypomnienia.

Drugim architektem systemu zagłady był Adolf Eichmann, odpowiedzialny za koordynację całego mechanizmu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Ten zbrodniarz poniósł zasłużoną karę na końcu izraelskiego sznura, po głośnym procesie w 1962 roku. W ten sposób sprawiedliwości stało się zadość.

Odilo Lotario Globocnik, znany ze swoich zbrodni, był austriackim SS-manem słoweńskiego pochodzenia i jednym z głównych organizatorów oraz wykonawców zagłady. Odpowiadał za brutalne represje wobec polskiej inteligencji i duchowieństwa.

W 1945 roku został schwytany przez Brytyjczyków, jednak w areszcie popełnił samobójstwo, unikając tym samym procesu i wymierzenia zasłużonej kary.

Często zapomina się o roli kobiet w funkcjonowaniu niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Wśród austriackiego personelu szczególnie wyróżniały się dwie postacie: „Kobyła z Majdanka” oraz „Bestia z Auschwitz”.

Pierwszą z nich była Hermine Braun Steiner. Kobyła słynęła z olbrzymiego okrucieństwa, szczególnie wobec dzieci. Często brutalnie wyrywała małe dzieci z rąk ich przerażonych matek, by chwilę później rozgnieść ich główki swoim ciężkim butem. Odpowiadała również za selekcję więźniów. Po wojnie wyemigrowała do USA, gdzie poślubiła byłego żołnierza amerykańskiej armii. Przez wiele lat unikała odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. W końcu została ekstradowana do RFN, gdzie wzięła udział w trzecim procesie załogi Majdanka. Została skazana na dożywocie, jednak w wieku 77 lat zwolniono ją z powodu cukrzycy. Dzięki temu mogła w spokoju umrzeć na wolności, w przeciwieństwie do setek jej ofiar.

Maria Mandl, znana jako Bestia z Auschwitz, była odpowiedzialna za wysłanie na śmierć blisko pół miliona ludzi podczas swojej pracy jako nadzorczyni kobiecego obozu Auschwitz. W ramach swoich obowiązków zajmowała się między innymi selekcją więźniarek. Słynęła z okrutnego traktowania ciężarnych kobiet, które często wybierała do przeprowadzania na nich eksperymentów medycznych. Skazywała je tym samym na długą i upokarzającą gehennę, która w większości przypadków kończyła się ich tragiczną śmiercią.

Mandl została skazana na śmierć przez powieszenie przez Najwyższy Trybunał Narodowy w pierwszym procesie oświęcimskim. W przeciwieństwie do władz Austrii i RFN, w Polsce nie było taryfy ulgowej dla nazistów.


Brak rozliczeń

Nie znamy dokładnej skali udziału Austriaków w nazistowskim ludobójstwie. Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że istniało powszechne poparcie dla tych działań oraz zapał, z jakim przedstawiciele tego narodu przystąpili do mordowania Żydów i Słowian.

Niestety, większość Austriaków uniknęła odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Sprawiedliwość ich nie dosięgła, a to za sprawą państw, które niedawno intensywnie zwalczały faszyzm oraz nazistowską III Rzeszę. W ten sposób zostali rozgrzeszeni za zbrodnie popełniane w Europie Centralnej, Wschodniej oraz na Bałkanach, w mniejszym stopniu na Zachodzie.


Cóż, jak widać, ofiary stały na drodze wielkiej polityki.


Mikołaj Hutorowicz/Fronda.pl





"UE jest przejęta przez grupę przestępczą"

„Ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz” - powiedział w „Salonie Dziennikarskim” na antenie Telewizji wPolsce24 Maciej Pawlicki, publicysta i reżyser.


Moim zdaniem idzie tu nie tylko o przyszłość rolnictwa, bo wyraźnie widać, że wszystko zmierza do tego, aby zlikwidować rolnictwo europejskie

— oceniła redaktor Aleksandra Jakubowska.

Pytana przez Jacka Karnowskiego, czy cel jest ideologiczny, odparła:

Myślę, że bardziej komercyjny. To rolnictwo w jakimś tam stopniu będzie istniało. Oczywiście będą ludzie, których będzie stać na to, żeby kupować zdrową żywność za duże pieniądze.

Ale moim zdaniem był to moment historyczny. To znaczy po raz pierwszy tak jawnie okazało się, w jaki sposób Unia Europejska ma być rządzona w momencie, kiedy Niemcom uda się przeprowadzić swój plan centralizacji. Bo do tej pory to wszystko było robione tak jak salami, po kawałku odcinano państwom narodowym ich kompetencje zapisane w traktatach. Mówiono o tym, że te traktaty trzeba zmienić. Nagle okazało się, że TSUE nie jest trybunałem, który ma pilnować, czy państwa narodowe zgodnie z traktatami swoje ustawodawstwo prowadzą, tylko jest sam źródłem prawa. Wszystko to dotychczas odbywało się po cichu, ale to, co wydarzyło się z Mercosur, stanowi spektakularny przykład tego, jak będzie rządzona Europa, jeśli Niemcom uda się przeprowadzić ich plan

— dodała publicystka wPolsce24.

Cała sytuacja pokazuje, jak patologiczną organizacją jest Unia Europejska. po drugiej stronie mamy Mercado Común del Sur, czyli unię handlową krajów Ameryki Południowej. Tam za chwilę Wenezuela do tego dołączy, bo ona jest w tej chwili zawieszona. I każde z tych państw może powiedzieć, że nie podpisuje tej umowy. Z naszej strony, czyli ze strony Unii, jedzie Ursula von der Leyen i 27 przywódców państw nie ma nic do powiedzenia, bo ona podpisuje. A tam podpisze prezydent Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju. A jak Paragwaj powie, że nie podpisuje, to nie podpisze i nic mu nie mogą zrobić. Co pół roku mają prezydencję, czyli właściwie jest taki operator tego całego paktu Mercosur, który załatwia takie sprawy operacyjne. Nie ma żadnej ideologii w tym

— ocenił publicysta wPolsce24 Dariusz Matuszak.


Pytany przez prowadzącego, czy chodzi tu o to, że przemysł niemiecki, który ma problemy, szuka rynków zbytu, stwierdził:

Oczywiście, że to jest prawda. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że nie należy wierzyć w nic, co Unia obiecuje, co deklaruje, czyli te wszystkie zabezpieczenia teoretyczne. Teoretyczne, bo tak naprawdę jeszcze ich nie ma w tych papierach.

Po drugie: są konkretne zapisy, na przykład Unia dopłaci do wiatraków, żeby sobie w Europie kraje Mercosur mogły kupić wiatraki, po prostu jest zapis o konkretnych kwotach – dokładnie już w tej chwili nie pamiętam, ale to jest około miliarda euro. No, otwarcie na przemysł, głównie maszynowy, chemiczny. Z Rosji nawozy lecą do Brazylii. Brazylia jest największym importerem rosyjskich nawozów. Niemiecki koncern BASF wykupił amerykański Monsanto. To jest to samo, tylko przemianowane. Byłem Bogdan, a teraz jestem Mietek. Albo byłem Adolf, a teraz jestem Jurgen


— dodał Matuszak.


Pawlicki: Trzeba urealnić język debaty o UE

Myślę, że trzeba zmienić język. Całkowicie zgadzam się z tym co pani Aleksandra powiedziała, że to jest jednak pewien punkt zwrotny. Dlatego, że do tej pory to nie było po cichu, bo oczywiście to było na różne sposoby, różnymi kłamstwami oblepiane. I oczywiście są w Polsce siły, które wierzą w te idiotyzmy, ocieplenia, wpływ na redukcję dwutlenku węgla. Są też grupy polityczne czy społeczne, które mają stosunek do narzucanej nam imigracji z Afryki czy z Azji inny niż większość narodu. Ale w tej sprawie wydaje się, że jedność klasy politycznej, przynajmniej w deklaracjach, jednak istnieje

— stwierdził z kolei Maciej Pawlicki, reżyser i publicysta.


I po raz pierwszy mamy taką sytuację, w której najeźdźca chce narzucić nam coś, czego nie chcemy, wiemy, że nam szkodzi, i chcemy to odrzucić. I nagle się okazuje, że jest jakiś pan nad nami, który nam powie: „Nie, będzie inaczej”. Tak się działo za zaborów, tak się działo za najazdów, tak się działo w krajach podbitych i trzeba zdać sobie sprawę, że ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz. I coraz bardziej zacieśnia tę smycz i należy tę Unię albo odzyskać, albo z niej wystąpić. Ale po to, żeby ją odzyskać, należy realnie mówić o scenariuszu występowania z tej Unii. Przestać płacić składki, krótko mówiąc urealnić język opowiadania o tym, co się dzieje, bo w tej chwili to niszczenie polskiego rolnictwa to jest także niszczenie klasy średniej
— dodał.


Jeśli ktoś łamie prawo, to znaczy, że jest przestępcą, więc należy go wsadzić do więzienia i należy ten proces rozpocząć
— ocenił komentator.


Straszak „polexitu” jest używany przez środowisko Tuska od wielu lat. On działał w momencie, kiedy rzeczywiście było ogromne wsparcie procentowe. Polacy byli przekonani, że Unia Europejska to jest dobry pomysł i byli tacy, powiedziałabym, optymistycznie nastawieni do bycia Polski w tej organizacji. Natomiast proszę zwrócić uwagę na to, że z miesiąca na miesiąc w sondażach to poparcie dla bytności Polski w Unii Europejskiej, i w ogóle ocena tego organizmu spada. Nawet polscy politycy na czele z ministrem rolnictwa Krajewskim próbują upudrować to, co się wydarzyło, mówiąc o tak zwanych klauzach ochronnych, że nam nic nie grozi, nic się nie stanie, a w ogóle minister Krajewski mówi: „A przecież meble będziemy tam do tej Ameryki Łacińskiej wysyłać” i tak dalej

— stwierdziła redaktor Aleksandra Jakubowska z Telewizji wPolsce24.





"Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan". 


10.01.2026 13:37

W warszawskim hotelu Gromada odbyło się dziś Ogólnopolskie Forum Oświatowe "W trosce o przyszłość polskiej szkoły". Wśród prelegentów wystąpili pedagodzy, nauczyciele, działacze społeczni, związkowcy, samorządowcy, dziennikarze i rodzice.

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” od dawna alarmuje, że w polskiej szkole dzieją się niepokojące rzeczy, a praca nauczyciela staje się coraz trudniejsza


"System oświaty wymaga gruntownej przebudowy"

Konferencję otworzyli Hanna Dobrowolska, koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz dr. Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".

Hanna Dobrowolska opowiedziała o działaniach Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, którą w tej chwili współtworzą już 92 organizacje, którym przyświeca dobro polskich uczniów.



Naszym celem jest powstrzymanie destrukcji, a następnie doprowadzenie do głębokiej odnowy polskiej oświaty. Odzyskanie pokolenia dobrze wykształconych, etycznych, oddanych Ojczyźnie młodych Polaków stanowi nasz naczelny cel. Temu służyły manifestacje, pikiety, konferencje prasowe oraz działalność publicystyczna

- powiedziała Hanna Dobrowolska.


Sukcesy minionego roku oraz procesy, które udało się powstrzymać lub nagłośnić do tego stopnia, że poruszyły całe społeczeństwo, są zasługą właśnie tych szerokich środowisk. (...) Najważniejsze jest to, abyśmy dziś otworzyli niezależną debatę, która da szansę wypowiedzenia się bardzo wielu osobom i środowiskom – również tym, które współtworzą proces, jaki ogólnie nazywamy oświatą

- podkreśliła.
 

Waldemar Jakubowski mówił z kolei o ostatnich działaniach Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność.

System oświaty wymaga gruntownej przebudowy i głębokiego przemyślenia. Chcemy wypracować konkretne wskazówki dotyczące tego, w jakim kierunku system ten powinien się zmieniać. Jesteśmy głęboko przekonani, że znajdujemy się obecnie w momencie przełomowym – w czasie kryzysu. Powiem nawet nieco przewrotnie, że być może dobrze się stało, iż obecnie w Ministerstwie Edukacji Narodowej mamy taką, a nie inną ekipę. Gdyby byli to fachowcy „z wyższej półki”, sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Natomiast przy obecnym kierownictwie wiele spraw staje się bardziej klarownych

- przekonywał.


Obecną ekipę ministerialną nie jest trudno punktować. Przypomnę choćby aferę związaną z godzinami ponadwymiarowymi. Krajowa Sekcja Oświaty już wcześniej wskazywała, że rozwiązania prawne proponowane przez Ministerstwo doprowadzą do poważnych problemów. I dokładnie tak się stało. Konieczne były interwencje na najwyższym szczeblu, medialne spektakle oraz działania ratunkowe, by się z tych decyzji wycofać

- dodał.

Pytanie zasadnicze brzmi: w jakim kierunku iść dalej i jak powinna wyglądać polska oświata? To wciąż temat otwarty, choć czasu na podjęcie kluczowych decyzji pozostaje coraz mniej
- spuentował przewodniczący Jakubowski.

Stan polskiej oświaty

W ramach konferencji odbyły się trzy panele dyskusyjne. W panelu eksperckim pt. "Ocena zmian w oświacie", który prowadził Rafał Woś, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność". prof. Jan Żaryn, historyk, a także nauczyciel akademicki, postawił śmiałą tezę:

Najważniejsze instytucje edukacyjne i naukowe państwa polskiego, a więc przede wszystkim resort edukacji oraz resort nauki, nieprzypadkowo zostały w obecnej koalicji rządzącej powierzone ludziom o proweniencji bądź wyraźnie postkomunistycznej, bądź jednoznacznie lewicowej, ideologicznie lewicowej. Był to wybór w pełni świadomy. Powodem tego wyboru było wykorzystanie instytucji państwa polskiego do realizacji projektu, który można określić jako globalny projekt walki o mentalność nowego człowieka.

Mówił jednak również o tym, że prawdziwym punktem odniesienia jest dla dzieci ich rodzina.

Wszystkie badania socjologiczne prowadzone w wolnej Polsce od lat 90. aż po dziś pokazują jednoznacznie, że najwyższą wartością dla Polaków jest rodzina. Bez względu na to, jak bardzo ideologie próbują narzucić inną wizję rzeczywistości, oddolna mądrość narodu pozostaje niezmienna. Rodzina jest przestrzenią bezpieczeństwa, wychowania, dojrzewania i dążenia do szczęścia – nie ideologiczne konstrukty

- podkreślił.

Apeluję, abyśmy – jako przedstawiciele różnych środowisk społecznych, stowarzyszeniowych i związkowych – zrobili wszystko, by powstał projekt zespołu ludzi kompetentnych, zdolnych odpowiedzieć na pytanie, czym jest dziś polski obszar edukacji. Byłaby to realna odpowiedź na rewolucyjny projekt realizowany niestety także w instytucjach państwa polskiego

- spuentował prof. Jan Żaryn.



Wojciech Książek, nauczyciel i działacz NSZZ "Solidarność" mówił z kolei o potrzebnych zmianach w różnych obszarach edukacji.

Zmiana podstaw programowych wymaga uwzględnienia programów nauczania, planów nauczania, podręczników, pomocy dydaktycznych – dziś także cyfrowych. Nie można wprowadzać nowego przedmiotu bez zaplecza kadrowego i przygotowania

- przekonywał. Apelował również o to, by nie zapominać o nauczycielach.

Ich autorytet, kształcenie, doskonalenie i godne wynagrodzenie są fundamentem systemu. Gdyby reformy sprzed lat były kontynuowane, dziś nauczyciel dyplomowany zarabiałby średnio około 11 tysięcy złotych. To pozwalałoby na realne uczestnictwo w kulturze i życiu lokalnym

- zaznaczył. Jako najtrudniejsze, a zarazem potrzebne zadanie przedstawił opracowanie i wdrożenie długofalowej wizji edukacji i stabilnego systemu egzaminacyjnego.



"Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną"

W panelu kadry oświatowej pt. "Różnorodność a mit równości. Rola nadzoru pedagogicznego i samorządu", dr Waldemar Jakubowski diagnozując stan dzisiejszej szkoły, podkreślił:

Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną. Przestaje przygotowywać do życia obywatelskiego, rodzinnego i społecznego. Dlatego konieczna jest zmiana myślenia o edukacji jako całości. Sprzeciwiam się atomizacji systemu, ponieważ prowadzi ona do rozpadu wspólnoty społecznej. Potrzebujemy powrotu do prawdy, wymagań i wychowania. Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan. Wychowanie bez wymagań nie prowadzi do spełnienia, lecz do braku satysfakcji z życia.


Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty stwierdziła z kolei:

Jestem przerażona tym, co się dzisiaj w naszych szkołach dzieje. Dlatego, że ta szkoła dzisiejsza to jest szkoła kłamstwa. Jednego wielkiego kłamstwa, potwornego kłamstwa i krzywdy, jaką stwarzają ludzie dorośli młodym ludziom. W szkole uczeń ma być bezpieczny. Rodzice oddają swój największy skarg pod opiekę nauczycieli do szkoły i mają absolutnie prawo do tego, żeby czuć, że to dziecko będzie bezpieczne. Tymczasem obecnie nie jest

Zaznaczyła także:

To jest okropna klęska nas wszystkich, że do tego żeśmy dopuścili. Ale ja powiem od razu, że patrząc na to nasze tutaj dzisiejsze zgromadzenie, że Państwo potrafiliście powiedzieć tej machinie państwowej, że się z nią nie zgadzacie. To jest cudowne. Ja tylko w tym widzę nadzieję


Niejednoznaczny obraz nauczycieli

W ostatnim panelu nauczycielsko-rodzicielskim pt. "Zmiany w oświacie a szkolne realia. Czym powinna być szkoła?" Jakub Pacan, dziennikarz "Tygodnika Solidarność" opowiadał o obrazie polskiej szkoły w społeczeństwie.

Obraz nauczycieli jest dziś bardzo niejednoznaczny. Generalnie, gdy rozmawia się z ludźmi albo słyszy rozmowy o szkole i nauczycielach, dominuje współczucie wobec tego, jak wiele nauczyciele muszą obecnie dźwigać. Jednocześnie spora część osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudna jest to praca, ponieważ widzi ją wyłącznie z perspektywy uczniów, którzy często bywają roszczeniowi

- powiedział.


Z jednej strony młodzi ludzie mówią, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, z drugiej strony sam zawód jest wyraźnie nieszanowany, skoro tylko 4% młodych osób widzi w nim swoją przyszłość

- zaznaczył.



Autor: Barbara Michałowska
Źródło: tysol.pl





Dekalog Narodowego Przetrwania.

opublikowano: 4 stycznia



Zakaz propagandy antyrodzinnej, posiadanie rodziny jako misja każdej kobiety i każdego mężczyzny, większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi, powstrzymanie laicyzacji życia społecznego czy obowiązkowe przeszkolenie wojskowe - to niektóre punkty Dekalogu Narodowego Przetrwania. Jest to pomysł, który wczoraj zaprezentowali w „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski - redaktor naczelny naszej stacji oraz Marek Grabowski - socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty.


Jednym z tematów „Salonu Dziennikarskiego Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 była zła sytuacja demograficzna Polski.

Stanisław Janecki z tygodnika „Sieci” przytoczył dokładne liczby. Zwrócił uwagę, że na początku lat 80., a dokładniej - w stanie wojennym, w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci. W 2017 r. jeszcze ponad 400 tys.

1.38 jest wskaźnik dla Europy za rok 2024. Za rok 2025 prawdopodobnie będzie to 230 tys. To jest katastrofa

— ocenił.

Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty ocenił, że „kielich demograficzny, niestety, jest taki, że obecnie, żeby tę dzietność osiągnąć rzędu 2.1, kobiety musiałyby mieć ponad czwórkę dzieci”.


Dekalog Narodowego Przetrwania

Redaktor naczelny wPolsce24 Jacek Karnowski i zaproszeni komentatorzy nie tylko ubolewali nad zaistniałą sytuacją, ale również postanowili wskazać receptę.

Proszę państwa my z Markiem Grabowskim, socjologiem, pokusiliśmy się o opracowanie takiego dekalogu. To są propozycje, które, uważamy, trzeba położyć na stole. My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale no to jest właśnie premiera


— podkreślił redaktor Karnowski.


A oto i Dekalog Narodowego Przetrwania:

1. Zakaz propagandy antyrodzinnej
2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa
3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych
4. Progresywne programy socjalne
5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych
6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej
7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe
8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego
9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej
10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna


Antyrodzinna propaganda groźniejsza niż narkotyki?

Jacek Karnowski tłumaczył, że propaganda antyrodzinna powinna być karana – i to co najmniej tak surowo jak handel narkotykami.

Jej skutki są nawet straszniejsze

– ocenił.

W przypadku punktu 2. redaktor naczelny Telewizji wPolsce24 podkreślił:

To nie oznacza oczywiście stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna
– wskazał.

Co oznaczałyby większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi? Według prowadzącego, mógłby to być np. „dodatkowy głos na każde dziecko”.

W kwestii programów socjalnych Jacek Karnowski proponuje 800+ na pierwsze dziecko, ale na drugie już np. 1600+, a na trzecie 2400+. Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci maksymalnie poza wpływem social mediów – trzeba szukać rozwiązań.

Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej, a także większe nasycenie procesu edukacji zajęciami praktycznymi. Chodzi o to, żeby te dzieci naprawdę się ruszały i żeby były we wspólnocie
– mówił dalej Jacek Karnowski.

Obowiązek przeszkolenia wojskowego powinien, w ocenie naczelnego Telewizji wPolsce24, obejmować wszystkich bez wyjątku, a kobiety miałyby możliwość „wyboru służby w siłach wsparcia medycznego”.

Kolejny punkt to powstrzymanie laicyzacji życia społecznego, a przynajmniej jej promocji. Co kryje się za kolejnym punktem?

Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej - tu widać, że pandemia posłużyła do reżyserii społecznej, do rozbicia tego, co jeszcze istniało.

I na koniec: przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna dla losów narodu.

Oszustwo feminizmu i liberalizmu
Anna Pawelec, dziennikarka Telewizji wPolsce24, pozytywnie oceniła dekalog.

Nie ma teraz „mody” na posiadanie dzieci. Ale z drugiej strony moje pokolenie przede wszystkim chce wychowywać dzieci trochę inaczej, niż nas wychowali nasi rodzice. Moi rodzice mieli nas 4. Ja już mam 2. Teraz są trochę inne wychowania wobec rodziców. Nasi rodzice z nami nie spędzali tyle czasu, ile byśmy chcieli. A my dzisiaj chcemy wyjechać z dziećmi na wakacje, posiedzeć po południu

– podkreśliła.

Pozostali goście komentowali poszczególne punkty dekalogu w następujący sposób:

W Australii w jednym ze stanów jest taki system, że rodzic ma w imieniu dziecka możliwość zagłosowania, ma te dodatkowe głosy. I to można zrobić
– wskazał z kolei Marek Grabowski.

Czy feminizm oszukał swoich „klientów”?

W pewnej mierze oszukał ich liberalizm jako taki. Ten koncept, że kończę studia. Później organizuję sobie pracę. A jak zajmę średni szczebel menadżerski, to jeszcze kupię mieszkanie własnościowe, najlepiej od razu już cztery pokoje, żeby było na przyszłość. W efekcie mam lat 35- 40 i nagle się okazuje, że nie mam partnerki, narzeczonej, korpo i tak już wyrzuciło albo za 5 lat wywali i tyle

— podkreślił Grabowski.


To powinna być podstawa, żeby powstał rządowy raport. Istnieje rządowa rada ludnościowa. A po raporcie natychmiast przejście do czynów

— wskazał Stanisław Janecki.

Polska wymiera przez polskojęzyczne media?

My stworzyliśmy w fundacji taki raport o nazwie właśnie „Polska wymiera”. I tam znaleźliśmy kilka przykładów dosłownie, z mediów, których nazw już nie będę wymieniał i opiszę je ogólnie jako polskojęzyczne: „Ciąża to choroba”, „Dziecko utrudniło mi wyjazd”, „Żałuję, że jestem matką”
— wyliczał Marek Grabowski.

Domyślam się, że chodzi tutaj o Onet. Tak, trzeba powiedzieć, że dziecko jest wyrzeczeniem. Że ciąża jest pewną trudnością. Są trudne sytuacje, mnóstwo wyrzeczeń, ale dziecko właśnie nadaje sens naszemu życiu

— podsumowała Anna Pawelec.







Jak to wszystko zależy od tego, kto mówi.... jak mówi.... i po co....




„Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian” - powiedział gazecie.pl wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. 

W jego ocenie europejskie kraje znajdują się między młotem a kowadłem, bo z jednej strony Chiny zwiększają swoją gospodarczą ekspansję, a z drugiej Rosja nie zamierza porzucić imperialnych i terytorialnych ambicji.

W ocenie Jakóbowskiego Pekin jest bezwzględny jeśli chodzi o swoją ekspansję gospodarczą na Zachód, wykorzystując wszelkie słabości innych krajów, zwłaszcza USA.


Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe - to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby - powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość

— ocenia wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich w gazeta.pl i podkreśla, że Chińczycy są dziś pewni siebie jak nigdy do tej pory.


To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: „Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: „I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu

— podkreśla Jakóbowski.

Chińczycy już czują się równie Amerykanom

Za 4 miesiące w Pekinie Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. W opinii wiceszefa Ośrodka Studiów Wschodnich nie można wykluczyć, że Chińczycy i Amerykanie będą chcieli się dogadać w kwestii podziału wpływów w globalnej gospodarce.

Chińczycy wobec Europy, Japonii, wielu innych państw, szczególnie sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi. Zaczęli uważać, że my nie mamy żadnych kart. (…) Przestali nas uwodzić, kusić, tylko zaczęli mówić: ma być tak i tak, a jak się nie zgadzacie, to was dociśniemy. To oczywiście dla nas źle, ale z drugiej strony to działa jak pobudka.

— ocenia Jakóbowski i dodaje, że najbardziej przerażeni tym stanem są dziś Niemcy, które mogą stracić kontrolę nad dostawami surowców (metale rzadkie) materiałów i podzespołów. Szczególnie w przemyśle motoryzacyjnym.


Pożerają nasz przemysł żywcem. Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec, a tymczasem model gospodarczy, który zbudowali, dotyczy wszystkich, bo rozciąga się po całym kontynencie. I konsekwencje niemieckich złych wyborów z przeszłości przelewają się do nas, do Czech, do Francji, Holandii. (…) Nowy model samochodu w Europie to 4-5 lat, a w Chinach to półtora roku. I jeszcze go wyprodukujesz połowę taniej i sprzedasz na cały świat. To wszystko oznacza, że możemy stracić przemysł. Batalia, która się rozegra, będzie o to, czy jesteśmy w stanie to powstrzymać

— podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W jego opinii UE ma oczywiście różne możliwości reagowania na tę sytuację, ale stanowi dziś ogromny organizm gospodarczy, którego niszczy bezwład. Zasada subsydiarności, jest słuszna - niech Unia się nie wtrąca tam, gdzie nie musi - ale poszczególne kraje zbyt małe możliwości aby poradzić sobie samodzielnie.


Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. (…) Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. (…) Dzisiaj Ameryka się obróciła na pięcie, nie wiemy, czy wróci do tego stolika, natomiast Chiny myślą już wyłącznie o tym, żeby być samodzielne i niezależne od reszty. A emisje mają dla nich wtórne znaczenie

— brzmi analiza Jakóbowski, który ocenia, że Rosja i Rosja planuje dalszą ekspansję na Zachód, także terytorialną, co jest dla Europy ogromnym zagrożeniem.




"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"

Co na to Freud?









wpolityce.pl/spoleczenstwo/749837-polska-wymiera-oto-dekalog-narodowego-przetrwania
wpolityce.pl/gospodarka/749605-jakobowski-chinczycy-wobec-europy-stali-sie-obcesowi
fronda.pl/a/Austria-kraj-zbrodniarzy,250921.html
fronda.pl/a/To-jest-do-dyskusji-historykow-Ambasadora-Ukrainy-zapytano-o-zbrodnie-na-Polakach,250928.html
polityce.pl/polityka/750336-salon-dziennikarski-ue-przejeta-przez-grupe-przestepcza



wtorek, 30 grudnia 2025

Kultura wiecznego zderzenia

 



przedruk



Młodzi nie tworzą już związków.

Szałajko: "To efekt kultury wiecznego zderzenia, wiecznej konfrontacji, wrogości wobec siebie"


opublikowano: 25 grudnia






Gdy się zastanowimy, jak dzisiaj ludzie dobierają się w pary, czego szukają, to bardzo negatywny wpływ wywierają wszelkiego rodzaju portale randkowe. Tam ludzie, zamiast poznać siebie, kierują się takimi kryteriami jak wygląd, zasobność portfela, dobra posada - mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Katarzyna Niedźwiedź-Szałajko, dziennikarka, współautorka książki „Bezpotomni”, mama sześciorga dzieci i żona aktora Rafała Szałajko.




wPolityce.pl: Mamy w Polsce coraz większy problem z dzietnością. Dużo się mówi o promocji rodziny, o potrzebie wsparcia dla rodzin. Jednak trudno jest promować cokolwiek, jeśli ludzie przestają nawet tworzyć związki. Coraz częściej młodzi ludzie żyją jako single. Sam jestem człowiekiem zbliżającym się do 30 roku życia, ostatnio przeanalizowałem swoją klasę z liceum i okazało się, że połowa wciąż to kawalerowie i panny, wielu nawet nie tworzy żadnej poważnej relacji, a była to szkoła miejsko-wiejska, więc podejrzewam, że w miastach to może wyglądać jeszcze gorzej. Jak według pani wiedzy wygląda ta sytuacja?

Katarzyna Niedźwiedź-Szałajko: Rzeczywiście jest duży kryzys relacyjny i on jest też mocnym podłożem do statystyk, dotyczących dzietności, które są dzisiaj. To jest bardzo duża przyczyna tego, że te wyniki mamy, jakie mamy w Polsce.

Ten kryzys relacyjny ma szerokie podłoże. Jest spowodowany m.in. tym, że kobiety dzisiaj świetnie się kształcą, a co za tym idzie, wyjeżdżają do dużych miast. Według statystyk na trzy kobiety w dużych miastach, będących ośrodkami uniwersyteckimi, przypada dwóch mężczyzn. A na wsiach i w mniejszych miejscowościach jest zupełnie odwrotnie. Tam mężczyźni mają problem ze znalezieniem żony. Już samo to jest problemem. Może to zabrzmi zabawnie, ale program telewizyjny „Rolnik szuka żony” też nie wziął się znikąd. To w pewnym sensie jest odpowiedź na realny problem.

Gdy się zastanowimy, jak dzisiaj ludzie dobierają się w pary, czego szukają, to bardzo negatywny wpływ wywierają wszelkiego rodzaju portale randkowe takie jak Tinder. Tam ludzie, zamiast poznać siebie, kierują się takimi kryteriami jak wygląd, zasobność portfela, dobra posada. Kiedyś inaczej szukaliśmy małżonka. W przeszłości szukaliśmy człowieka, na którym będzie można polegać, na kim będzie można się oprzeć, z kim będzie można założyć rodzinę. To jest fundament. Teraz te kryteria zostały odwrócone. Inaczej dobieramy się w pary, a w konsekwencji związki okazują się nietrwałe, chwilowe. Ludzie ciągle szukają, a pewnym momencie po prostu przestają szukać. A gdzie w tym wszystkim miejsce na założenie rodziny, na jej powiększenie, na jej utrzymanie i trwałość?

Jak dużym problemem jest to, że młode kobiety są średnio lepiej wykształcone od młodych mężczyzn? Kobiety nie chcą się wiązać z mężczyznami gorzej wyedukowanymi od siebie?

Wojna płci, w którą nas wpędzono, jest bezsensowna. Tak naprawdę nie służy ona ani kobietom, ani mężczyznom. Oczywiście feminizm w swojej istocie u zarania jest słuszny, bo mamy prawa wyborcze, wolność, możemy pracować. Cały czas walczymy o równouprawnienie. Tylko wpędziliśmy się w tę walkę kobiet z mężczyznami i zamiast szukać tego, co komplementarne, to ciągle podkreślamy to wszystko, co nas dzieli. Trudno jest na tym zbudować porozumienie.

Kobiety chcą być bardzo niezależne dzisiaj i niosą to na „sztandarze”. Mocno podkreślają swoje prawo do robienia kariery, do równych zarobków, do parytetów i do innych feministycznych haseł. Na tych sztandarach brakuje jednak prawa do rodzenia dzieci. O to feministki nie walczą i nie stają po stronie kobiet, które chcą być matkami, żonami. Ta sfera ich nie interesuje zupełnie. Walczą o wolność rozumianą tylko w jeden sposób. Dochodzi do konfliktu interesów damsko-męskich. On nie ma sensu, ponieważ spora część kobiet, a być może nawet większość, pragnie tego, co leży w ich naturze biologicznej. To pragnienie jest jednak dzisiaj mocno zagłuszane przez narrację „świata”. Obrzydza się macierzyństwo i to, że kobieta może być żoną. Ciągle podkreśla się „okrutny patriarchat”.

Z jednej strony mamy fenimizm, ale w jego cieniu po stronie mężczyzn rozkwita „filozofia” red pillu, manosfery. Mamy wzrost popularności subkultury inceli, którzy są wrogo nastawieni do kobiet, oskarżają je o wszystkie swoje niepowodzenia. Kiedy popatrzy się na posty zamieszczane w sieci przez internautów o takich poglądach, trudno oczekiwać, że będą oni w stanie założyć normalną rodzinę. Jak pani na to patrzy?

To jest bardzo trudny temat. Ludzie żyją coraz bardziej w odosobnieniu. Wszyscy wokół siebie obserwujemy takie zjawiska jak samotność czy izolacja społeczna. A za tym idą kolejne, takie jak niskie poczucie własnej wartości, trudność w budowaniu relacji, brak umiejętności społecznych. To wszystko mieści się w tej subkulturze.

Wpływ na to ma ogromna presja kulturowa związana z sukcesem, zupełnie innym - bardzo wąskim - rozumieniem męskości. Jest to wzmacniane przez media społecznościowe, gdzie ludzie porównują się, a to doprowadza do polaryzacji i upraszczania rzeczywistości.

Sama ta subkultura mężczyzn jest nie tylko spowodowana brakiem partnerki. To jest pewien zestaw przekonań. Ten brak partnerki jest efektem kultury wiecznego zderzenia, wiecznej konfrontacji, wrogości wobec siebie nawzajem, braku wiary w siebie i braku poczucia bycia kochanym.

Wspominała pani o mediach społecznościowych. Jak one wpływają na relacje? W mojej ocenie szczególnie negatywny wpływ wywiera Instragram, gdzie często dużą popularnością cieszą się na przykład profile dzieci bardzo bogatych ludzi, które pokazują jak „wygląda” ich życie, budując nierealistyczne dla wielu wzorce finansowe, udając przy okazji, że sami to osiągnęli.

To jest duży problem. Media społecznościowe mają oczywiście swoje korzyści. Mogą inspirować, mogą wzmacniać przedsiębiorczość u pojedynczych osób, mogą spełniać funkcję „wioski” dla ludzi, którzy nie mają wokół siebie środowiska wspierającego. Mają jednak też czarną stronę. Mogą bowiem powodować zatracenie umiejętności weryfikowania rzeczywistości. Wielu ludzi to, co widzi na Instagramie, odbiera bezkrytycznie i naprawdę wierzy, że przedstawia się tam realne życie.

Problem ten jest zwłaszcza widoczny u młodych ludzi, którzy często zaczynają żyć „cudzym życiem”. W konsekwencji tracą wiarę w siebie, poczucie własnej wartości. Trudno jest spełnić wymagania, które są prezentowane w sieci. Gdyby budować swój obraz świata na treściach zamieszczonych na Instagramie, to można by odnieść wrażenie, że wszyscy ciągle piją matchę, latają dronami nad Fiordami i wciąż odpoczywają na Bali. Szare życie zwykłego człowieka wydaje się przy tym po prostu przygnębiające, a ono tak naprawdę składa się głównie z codziennych, zwykłych chwil, które rzadko wyglądają tak, jak na Instagramie. To ma bardzo duży wpływ na problemy psychiczne młodych ludzi.

Młodzi ludzie, dla których media społecznościowe istnieją od zawsze, nie mają narzędzi do weryfikowania rzeczywistości. Często nie potrafią poddać treści tam zamieszczanych krytycznemu myśleniu, zachować dystans i nie są świadomi tego, że to tylko wycinek rzeczywistości, który do tego poddany jest filtrom, jest spreparowany, tak naprawdę wyreżyserowany i co najważniejsze - cudzy. My wcale nie musimy mieć takich samych marzeń, pragnień i mieć takiego samego scenariusza na życie. Ten brak posiadania mechanizmów weryfikacji doprowadza wielu do cierpienia. Stąd tak wiele problemów psychicznych, plaga samotności, depresji i głębokiego smutku.

Widać, że młodzi ludzie często próbują sobie rekompensować brak rodziny przy pomocy zwierząt. Wielu z nich traktuje ich niemal jak dzieci. To ma być jakiś substytut bliskości?


Na pewno tak jest. Zawsze protestuję przeciwko zestawianiu rodzicielstwa z posiadaniem zwierzęcia. Bardzo je lubię, też mamy kotka i rybki, ale nigdy nie nazwałabym się „kocią mamą”.

Ludzie mają jednak instynkt, potrzebę, aby kimś lub czymś się opiekować. Chcą się dla kogoś poświęcić i to jest substytut. To bardzo smutne zjawisko mówiące o tym, że naprawdę potrzebujemy bliskości, miłości, opiekować się kimś słabszym, kimś, kto nas potrzebuje, czuć się potrzebni. I taką rolę często pełnią zwierzęta.

To jednak tylko substytut. Nie da się porównać go do posiadania dziecka. Przede wszystkim opieka nad zwierzęciem jest dużo prostsza. To jest trochę ucieczka, bo wiemy, jakie jest rodzicielstwo. To bardzo głęboka więź, głębokie uczucie na całe życie, ale też obciążająca relacja. Nie każdy chce ją dźwigać. Dużo mniej obciążająca jest opieka nad zwierzątkiem.

Polska znalazła się na 12. miejscu, jeżeli chodzi o wydatki na popularny portal Onlyfans, gdzie można kupować spersonalizowane treści erotyczne. Polacy przeznaczyli na to 87,3 miliona dolarów w ciągu roku. Dane są zatrważające, bo tak wysoka suma wskazuje, że mamy bardzo dużą grupę ludzi, którzy nawet nie tylko oglądają pornografię, ale czuje potrzebę płacenia za indywidualne treści. Raczej są to ludzie młodzi. Czy to także jest efekt plagi samotności?


Z pewnością są to głównie ludzie młodzi. To wielki problem. Warto przy tym zauważyć, że platformy społecznościowe się przenikają. Na Instagramie nie ma oficjalnie pornografii, ale są influencerzy, którzy budują na nim swoje zasięgi i przy okazji zapraszają na swoje profile na Onlyfans, gdzie jest już „szerzej” o nich. Młodzi ludzie zapatrzeni w swoich idoli wędrują za nimi i z nimi wędrują ich pieniądze.

To jest bardzo smutne zjawisko. Mówi ono o wielkiej, głębokiej samotności młodego pokolenia, które szuka iluzji relacji w tego typu miejscach i są gotowi nawet za to płacić. Na domiar złego ta głęboka patologia jest normalizowana. To już nie jest ekstremum. To już nie jest nic wstydliwego. To jest powszechne, a liczby mówią same za siebie.




wpolityce.pl/spoleczenstwo/748747-wywiad-szalajko-gleboka-samotnosc-mlodego-pokolenia




Media o sobie



przedruk




Telewizja wPolsce24 mówi prawdę.

"To nie tylko hasło marketingowe najszybciej rozwijającej się stacji"


opublikowano: 7 grudnia



Informacyjnym sercem najszybciej rozwijającej się stacji w kraju są „Wiadomości wPolsce24”, emitowane codziennie o 19.30. Nowym głównym prowadzącym programu został właśnie Piotr Pawelec.


Telewizja wPolsce24 mówi prawdę
– to nie tylko hasło marketingowe najszybciej rozwijającej się stacji.

To przede wszystkim jej główne zadanie: rzetelnie informować o tym, co dzieje się w Polsce i na świecie. Czasem jest to trudniejsze niż powinno w cywilizowanym kraju. Wszyscy pamiętają szykany, jakie spotykały dziennikarzy wPolsce24 w czasie ostatniej kampanii wyborczej, kiedy sztab Rafała Trzaskowskiego nie pozwalał stacji uczestniczyć w spotkaniach kandydata Koalicji Obywatelskiej z wyborcami.

Niekiedy chęć dotarcia do sedna sprawy wiąże się z przykrymi konsekwencjami. Te spotkały Szymona Szeredę, który za zadawanie pytań demonstrującym zwolennikom obecnej władzy usłyszał zarzuty prokuratorskie.


Bronić prawa do informacji

Dziś w naszym kraju trzeba bronić prawa do informowania społeczeństwa. Dlatego np. wPolsce24 nie zamierza zostawić bez reakcji ataku na innego reportera stacji, Stanisława Pyrzanowskiego. W minioną środę relacjonował on posiedzenie Sądu Najwyższego, który podjął uchwałę potwierdzającą fakty zapisane w konstytucji i traktatach Unii Europejskiej, a więc to, że polskie prawo jest nadrzędne wobec unijnego, a instytucje UE nie mają prawa ingerować w obszary, w których nie przekazano im żadnych kompetencji, czyli np. w ustalanie zasad funkcjonowania polskich sądów.

Posiedzenie próbowali zakłócić działacze prorządowego Komitetu Obrony Demokracji. Były okrzyki i transparenty, a także zwykłe chamstwo. Stanisław Pyrzanowski chciał poznać pogląd demonstrantów na to, jak przedstawia się hierarchia prawa w Polsce.


To już nie jesteśmy suwerennym państwem, to już prawo w Polsce stanowią obce sądy?
– pytał dziennikarz.

Nie obce, tylko europejskie
– odpowiadali aktywiści KOD.

A w jakim kraju mieszkamy, w Europie czy w Polsce?
– dociekał Pyrzanowski.

Tutaj są źródła prawa, ale to nie ma co odpowiadać, bo to jest prawackie ścierwo
– odrzekła w końcu Małgorzata Rosłońska-Kijowska, żona byłego lidera KOD Mateusza Kijowskiego.


Potem inny z fanów władzy zasłonił kartką kamerę konserwatywnej stacji, uniemożliwiając dziennikarzom normalną pracę.

My tych sytuacji nie tolerujemy, my te sytuacje będziemy ścigali prawnie i nie zostawimy tego w ten sposób
– stwierdził w wypowiedzi dla „Wiadomości wPolsce24” dyrektor programowy stacji Mariusz Pilis.



Najważniejsze wiadomości i komentarze

To właśnie emitowany codziennie o 19.30 program jest informacyjnym sercem wPolsce24. W nim są omawiane najważniejsze wiadomości dnia, tutaj padają kluczowe komentarze odnośnie do tego, co się dzieje w naszym kraju. Od niedawna wszystkie wydania „Wiadomości wPolsce24” prowadzi Piotr Pawelec.

Piotr Pawelec? Niezwykle pracowity, bardzo solidny dziennikarz. Do tego kamera go lubi
– mówi nam dyrektor programowy wPolsce24 Mariusz Pilis.


Swoją ciężką pracą i wysokim poziomem pracy dziennikarskiej wypracował sobie pozycję gospodarza naszego flagowego programu informacyjnego.

Piotr jest poza wszystkim bardzo sympatycznym człowiekiem. Emanują z niego spokój i szacunek dla ludzi. Widzimy, że nasi widzowie bardzo to cenią.

Pawelec jest dziennikarzem z olbrzymim doświadczeniem. Pracował w TV Republika, a potem przez wiele lat był związany z Telewizją Polską (oczywiście zanim ta po brutalnym przejęciu przez obecną władzę została postawiona w stan likwidacji). Był w niej reporterem, wydawał „Teleexpress” i współpracował z „Wiadomościami”.

Dla wPolsce24 Pawelec pracuje od jesieni ub.r. Tutaj także zaczynał jako reporter, przygotowując informacje z zagranicy dla „Wiadomości wPolsce24”. Świetne, bardzo merytoryczne materiały zaskarbiły dziennikarzowi sympatię odbiorców. Pawelec zaczął się więc pojawiać także jako prowadzący głównego programu informacyjnego wPolsce24.

Reakcja widzów była tak dobra, że szefostwo stacji powierzyło mu codzienne prowadzenie „Wiadomości” od poniedziałku do piątku. Program zdobywa widzów. W listopadzie w szczycie oglądalności gromadził on przed telewizorami 274, 291 a nawet 307 tys. osób.


„Z pokorą zabiegamy o widza”

Nowy główny prowadzący „Wiadomości wPolsce24” to kolejna ze zmian, jakie miały miejsce w ramówce stacji w ostatnich miesiącach. Przede wszystkim dochodziły nowe formaty. Mamy więc hitowy, współprowadzony przez byłą rzeczniczkę Karola Nawrockiego program „Wierzbicki i Biedroń mówią, jak jest” (poniedziałe–piątek, godz. 18.30). Najlepsze poranne rozmowy polityczne to domena doskonale znanego naszym czytelnikom Marcina Wikły (poniedziałek– piątek, godz. 8.15). Od razu po „Wiadomościach wPolsce24” wydarzenia dnia w nowoczesnej, bardzo dynamicznej formie podsumowują inni autorzy tygodnika „Sieci”, a więc Dorota Łosiewicz i Marek Pyza („Minęła 20.05”, od poniedziałku do piątku, godz. 20.05). Do Samuela Pereiry prowadzącego autorską, publicystyczną „Piątkę” w dni powszednie o 13.00 dołączył Oliwier Pochwat, którego „Piątka” emitowana jest od poniedziałku do piątku o 13.20. Nowe pozycje weekendowe to „Zwalniamy Cię” Wiktora Świetlika, Wojciecha Surmacza i Marty Radzioch (niedziela, godz. 14.00), a także świetnie przyjęte przez widzów „Hity Feusette’a” (niedziela, godz. 20.05). Tuż po „Hitach” antenę przejmuje Magdalena Ogórek z publicystyczno-rozrywkowym show „Studio Magdaleny Ogórek” (niedziela, godz. 21.00).


Jesienne zmiany w ramówce sprawdziły się, nowe formaty szybko zyskały sympatię widzów. Jesteśmy teraz telewizją jeszcze bardziej autorską, bazującą na warsztacie i osobowościach dziennikarzy tworzących wPolsce24
– mówi redaktor naczelny telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski.

Telewizja wPolsce24 jest najszybciej rozwijającą się stacją informacyjną w kraju. Według danych firmy Nielsen, zajmującej się telemetrią, średnia minutowa widownia wPolsce24 wynosiła w listopadzie blisko 86 tys. widzów, a udział w rynku sięgnął 1,53 proc. Są dni jak 11 listopada, kiedy wPolsce24 nadawała m.in. ekskluzywny wywiad z prezydentem Karolem Nawrockim, ze średnią oglądalnością zbliżającą się do 150 tys. widzów (w szczycie było to ponad 580 tys. widzów) i udziałami w rynku przekraczającymi 2 proc.

Zadaniem na najbliższe miesiące jest dalsze budowanie widowni. Nie spieszymy się, nie robimy rewolucji. Z pokorą zabiegamy o każdego widza, oferując uczciwość i patriotyczny punkt widzenia. Napędza nas poczucie, że służąc naszym widzom, służymy sprawie polskiej wolności. Tej wszak nie ma bez niezależnych, robionych przez Polaków dla Polaków mediów

– podkreśla Jacek Karnowski.









wpolityce.pl/media/747628-telewizja-wpolsce24-mowi-prawde



poniedziałek, 15 grudnia 2025

Influenserzy











za fb:



OKE czyli Okiem Krytycznego Egzaminatora





RMF FM cytuje wypowiedź internetowego twórcy, który z rozbrajającą szczerością zauważa, że po wprowadzeniu zakazu jego filmy nagle przestały się „nieść”. Zamiast stu tysięcy wyświetleń – dziesięć. Dziewięćdziesięcioprocentowy spadek. Odpływ obserwujących. Niepokój o współprace reklamowe. I wreszcie kluczowe zdanie, wypowiedziane niemal mimochodem: duża część mojej publiczności poniżej 16 lat była niezwykle zaangażowana i stanowiła ważną część tego, dlaczego moje filmy osiągały takie wyniki.

I właściwie w tym jednym zdaniu zawiera się cała prawda, o której zwykle mówi się szeptem albo wcale.

Przez lata zbudowaliśmy system, w którym zasięgi, pieniądze i „sukces” twórców w ogromnej mierze opierały się na uwadze dzieci i nastolatków. Uwadze łatwej do przechwycenia, taniej, emocjonalnej, impulsywnej. Algorytm ją kocha, bo jest intensywna. Reklamodawcy ją kochają, bo jest przyszłościowa. A dorośli… dorośli udają, że to nie ma znaczenia.

Do momentu, gdy ktoś zakręca kurek.

Wtedy nagle okazuje się, że „rynek się zmienił”, że „trzeba się dostosować”, że „to nie jest idealne, ale damy radę”. Brzmi dojrzale, odpowiedzialnie, niemal stoicko. Tylko że pytanie zasadnicze brzmi inaczej: dlaczego w ogóle normalne było to, że tak ogromna część cyfrowego ekosystemu opierała się na dzieciach?

Bo przecież nikt nie mówi wprost: bez trzynastolatków moje treści nie miałyby zasięgów. A jednak dokładnie to właśnie słyszymy, tylko w bardziej eleganckiej formie.

Ta historia jest zresztą boleśnie znajoma także z innych obszarów. Gdy szkoła zaczyna wymagać – słyszymy, że „dzieci się zniechęcają”. Gdy ogranicza się bodźce – że „tracą motywację”. Gdy przestaje się karmić system najłatwiejszą uwagę – wszystko nagle zaczyna trzeszczeć. Okazuje się, że bez nieustannego dopalania emocjami, uproszczeniem i infantylizacją wyniki lecą na łeb na szyję.
I może właśnie to jest najcenniejsza lekcja z tej historii, choć raczej nie taka, jaką chcieliby wyciągać twórcy i platformy.

Jeśli twoje „wyniki” zależą od tego, że dzieci spędzają godziny wciągnięte w algorytm – to problemem nie jest zakaz. Problemem jest model, który uznaliśmy za normalny. Zakaz tylko brutalnie zdjął zasłonę.

A że ktoś dziś traci zasięgi, obserwujących i potencjalne dochody? Cóż. Być może to cena za to, że przez długi czas nikt nie chciał zapytać, na czyjej uwadze ten cyfrowy sukces naprawdę był budowany.


www.biologia.szkolnastrona.pl


-----


Influencerzy w kryzysie? Dotknęło ich nowe prawo


​Nawet 90 proc. spadek liczby wyświetleń odnotowali niektórzy influencerzy w Australii - dzień po wprowadzeniu zakazu korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 16. roku życia
.

Internetowi twórcy narzekają również na zmniejszenie liczby obserwujących. W myśl nowego prawa platformy takie jak TikTok czy Instagram mają obowiązek dezaktywować konta za młodych użytkowników.

Zarówno moje filmy na TikToku, jak i na Instagramie z wczoraj osiągnęły wyraźnie gorsze wyniki - powiedział Josh Partington, internetowy twórca komediowych treści, cytowany przez agencję Reutera.

29-latek zauważył, że jego pierwszy film opublikowany po wprowadzeniu zakazu osiągnął ok. 90 proc. niższy wynik od wcześniejszych - zamiast 100 tys. wyświetleń, uzyskał jedynie 10 tys. Partington, który ma łącznie 100 tys. obserwujących na TikToku i Instagramie, powiedział, że zakaz spowodował utratę około 1 500 obserwujących na Instagramie.

Duża część mojej publiczności poniżej 16 lat jest niezwykle zaangażowana i stanowią oni ważną część tego, dlaczego moje filmy osiągają takie wyniki - mówił twórca.

29-latek ocenił, że utrata obserwujących może wpłynąć na współpracę z markami i jego dochody, choć na razie nie panikuje.
Chociaż nie jest to idealne, jestem pewien, że mogę się dostosować i nadal rozwijać moje platformy - mówił.


Obawy o przychody z reklam

Twórcy cytowani przez agencję Reutera zgodnie przyznają, że spadła ich liczba obserwujących, głównie na Instagramie. Wskazywali też, że zmieniły się też wzorce zaangażowania - polubień, komentarzy i wyświetleń.

Jeśli trend się utrzyma, może to oznaczać problemy w branży, gdzie metryki są głównym wyznacznikiem przychodów z umów z markami i reklamodawcami.

Niektórzy influencerzy, aby utrzymać kontakt ze swoimi widzami, założyli konta na alternatywnych platformach, które nie są jeszcze objęte zakazem - wskazała agencja Reutera. Część z nich utworzyła nawet listy mailingowe.

Regulator będzie prosił wszystkie platformy objęte zakazem o raportowanie, ile kont użytkowników poniżej 16 roku życia pozostało aktywnych - zapowiedziała w czwartek minister ds. komunikacji Anika Wells.

Jednocześnie rząd poinformował, że około 200 tys. kont zostało dezaktywowanych tylko na TikToku od czasu wprowadzenia zakazu w środę.






Pieniądze nie są najważniejsze, a media nie powinny być postrzegane jako sposób na dorabianie się fortun.


Koniec ze smartfonami dla młodzierzy, soc-media od 21 roku życia.


 







rmf24.pl/fakty/swiat/news-influencerzy-w-kryzysie-dotknelo-ich-nowe-prawo,nId,8048638



środa, 3 grudnia 2025

Smoleńsk w TVN

 



przedruk



Były doradca Putina szokuje dziennikarzy TVN.

„Żadna brzoza nie była w stanie zniszczyć skrzydła takiego samolotu”



opublikowano: 29 listopada 2014
aktualizacja: 4 grudnia 2014



Widzowie TVN w szoku, nie mniejszym gwiazdy tej stacji – Dorota Wellman i Marcin Prokop. Słowa gościa Dzień Dobry TVN Andrieja Iłlarionowa, byłego doradcy Władimira Putina, musiały zapewne wywołać niemałą konsternację w całej stacji z Wiertniczej.

Gość, witany jak gwiazda i przedstawiany jak ekspert od geopolityki tłumaczył, że oficjalna wersja wydarzeń dotycząca tragedii smoleńskiej jest niewiarygodna.

Pytany, czy wierzy, że w Smoleńsku doszło do zamachu Iłłarionow wskazuje:

Nigdy nie powiedziałem, że wiemy, jak doszło do tej tragedii. Jednak sporo wiemy na temat wydarzeń z kwietnia 2010 roku. Wiele pytań pozostaje wciąż otwartych, zarówno technicznych jak i logistycznych.

Był doradca Putina wskazał, że w maju 2010 roku sformułował siedem pytań dotyczących tragedii.

Przez te lata nie otrzymaliśmy od strony rosyjskiej żadnej odpowiedzi. Nadal nie wiemy, dlaczego samolot, który spadł z wysokości 50 metrów, rozpadł się na małe kawałki i naprawdę na dużym terenie. Z tego, co wiemy z innych katastrof na podobnej wysokości, nie było żadnego przypadku, gdzie zniszczenia byłyby podobne do tych w Smoleńsku

— mówił Iłłarionow.

Dodał, że po innych, podobnych katastrofach wielu ludzi przeżyło.


Nie było przypadku, by cała załoga, wszyscy pasażerowie zginęli w takiej katastrofie. Jest wiele otwartych pytań
— tłumaczył były doradca Putina, poruszając coraz groźniejsze wątki.

Żadne drzewo, żadna brzoza nie była w stanie zniszczyć skrzydła takiego samolotu. To jest absolutnie jasne. I dlatego musimy wiedzieć, co się naprawdę stało. Musimy zadawać pytania. Dużo osób zadawało pytania do rządu i władz, ale nie mamy odpowiedzi
— mówił zaskoczonym dziennikarzom były doradca Władimira Putina.


Wiemy również, że oficjalny raport MAKu zawiera pewne elementy, czy odpowiedzi, które nie odnoszą się do rzeczywistości, do warunków panujących na lotnisku. Ale mimo to wrak samolotu nadal jest w Smoleńsku, nadal nie został przekazany stronie polskiej. Powstaje pytanie dlaczego

— ciągnął Iłłarionow.

Dodał, że po tragedii „pojawiali się tzw. świadkowie tej sytuacji i okazało się, że to byli agenci służb specjalnych, a nie prawdziwi świadkowie tej sytuacji”.

Dlatego musimy wiedzieć, co się stało
— zakończył były doradca Putina.

Zaskoczeni i zszokowani prowadzący program byli wyraźnie zbici z tropu. Sytuację próbował ratować Marcin Prokop, ale wyszło mocno nieporadnie…

Dużo pytań, na które dziś nie znajdziemy odpowiedzi, ale warto je sobie zadawać
— mówił Prokop.


Wydaje się jednak, że w TVN nikt takich pytań zadawać nie chce.
Andriej Iłłarionow zrobił „zaprzyjaźnionej” stacji rządzących sporego psikusa.




Coś tu jest nie tak, redaktor Prokop nie mógł być zaskoczony ani zszokowany, bo przecież:
tu jego wypowiedź sprzed - nomen omen - 10 dni... 

"Naiwnym byłoby zakładanie, że media są od tego, żeby cię informować o tym co się dzieje na świecie. Media to biznes... [...]

Jeśli ktoś traktuje media jako źródło informacji o rzeczywistości, no to pobłądził, bo jeśli chcesz wiedzieć jak rzeczywistość wygląda, to najlepiej jakbyś tam sam pojechał i to zobaczył na własne oczy, co jest oczywiście niemożliwe w większości przypadków.
Próba mówienia, że rzeczywistość wygląda tak, czy tak, media tak powiedziały, no jest czymś niemądrym. Trzeba się tego wystrzegać."







facebook.com/profile/100001803650382/search/?q=prokop




wpolityce.pl/smolensk/223979-byly-doradca-putina-szokuje-dziennikarzy-tvn-zadna-brzoza-nie-byla-w-stanie-zniszczyc-skrzydla-takiego-samolotu




środa, 29 października 2025

Niemiecki Onet



przedruk

Niemiecka polityka niszczenia naszej tożsamości. Chodzi o to, by polska tradycja pamięci o bliskich zmarłych zaczęła znikać z przestrzeni duchowej

opublikowano: wczoraj




Niemiecki Onet dąży do wykorzenienia kulturowego młodego pokolenia. Otóż ten portal zadaje pytanie, czy odwiedzanie 1 listopada cmentarza, to dobry pomysł? Oczywiście chodzi tu o zrelatywizowanie tej pięknej polskiej tradycji, świadczącej o pamięci i miłości wobec tych, którzy już odeszli. W pierwszym rzędzie należy tę tradycję zrelatywizować poprzez komentarze tych, którzy nie podzielają tej tradycji, a potem ją zupełnie zdezawuować. Chodzi o to, by piękna polska tradycja pamięci o bliskich zmarłych zaczęła znikać z naszej przestrzeni duchowej.

Takie wykorzenienie prowadzi do kulturowego wynarodowienia i redukcji przynależności narodowej, jedynie do nieważnych, czy mało ważnych wymiarów niemających nic wspólnego z tworzeniem kultury narodowej, która zawsze jest zakorzeniona w pamięci i tradycji. Wykorzenienie kulturowe, to barbaryzacja naszej wspólnoty narodowej. Tak wykorzeniona wspólnota nie jest w stanie definiować ani własnej tożsamości kulturowej, ani własnych interesów. To ułatwia kolonizację zarówno duchową, jak i ekonomiczną. Niszczenie tradycji i pamięci, to instrument służący do kolonizacji duchowej i intelektualnej naszej wspólnoty narodowej, po to by nie była ona zdolna do definiowania własnej tożsamości kulturowej zakorzenionej w tradycji. Kolonizacja duchowa uniemożliwia również definiowania własnych interesów. I tym samym służy do kolonizacji gospodarczej. W niemieckiej koncepcji „wspólnej Europy”. Niemcy mają rządzić i posiadać środki produkcji, a Polacy mają na nich pracować. I jak pisał już ponad sto lat temu Friedrich Neuman w „Mitteleuropie”, Niemcy mają Polakom narzucić swoją filozofię i w jej kategoriach Polacy mają postrzegać rzeczywistość.


Niemcy mają Polakom narzucić swoją filozofię

W postrzeganiu tej rzeczywistości, w niemieckich kategoriach suflowanych Polakom, nie mieszczą się żadne kategorie ani własnego interesu, ani własnej tożsamości, ani własnej pamięci. W niemieckich kategoriach to Niemcy definiują, co jest dobre dla Polaków. I zawsze to, co jest dobre dla Niemców, jest propagowane jako dobre dla Polaków. Nie ma bowiem w niemieckiej filozofii kategorii sprzeciwu polskiego wobec niemieckiego interesu narodowego. Naród, którego się kolonizuje intelektualnie, któremu narzuca się nadrzędność niemieckiego interesu, którego tożsamość się dekonstruuje i podmywa się pamięć zarówno historyczną, jak i szerzej duchową, zostaje zredukowany jedynie do masy etnicznej niezdolnej do samodzielnego myślenia, nie mówiąc już o samodzielności działania. To nowoczesna metoda zniewolenia naszego narodu poprzez narzucanie nam kategorii myślenia. Niszczenie pamięci, czy też odbudowywanie niemieckiej tożsamości kulturowej ziem odzyskanych, to systematyczne działania mające na celu stopniowe niszczenie naszego etosu narodowego. Najpierw pozbawienia nas wartości, tożsamości i pamięci, a potem także naszej samodzielności i gospodarczej, i politycznej. To także zrelatywizowanie wartości posiadania własnego państwa i zrelatywizowania przynależności ziem zachodnich do Polski. Niemcy w przeciwieństwie do Polski posiadają elity narodowe, prowadzące strategiczną długofalową politykę wzmacniania własnej pozycji w Europie, która zawsze odbywała się kosztem Polski. Natomiast nasze pseudoelity, myślą wyłącznie w kategoriach zdobycia władzy w najbliższych wyborach. To zasadnicza różnica pomiędzy narodem świadomym swych długofalowych interesów i narodem, który przez prawie przez pół wieku był wyniszczany z własnych elit i myślenia narodowego i w którym rolę „elity” pełnią „profesjonaliści” wyprani z formacji narodowej.


Myślą wyłącznie w kategoriach zdobycia

To pseudoelity, niezdolne do definiowania własnej tożsamości i własnego interesu narodowego, dlatego tak łatwo akceptujące niemieckie roszczenia zarówno kulturowe, jak i polityczne i gospodarcze. To mentalność folwarczna tzw. elit, których sposób myślenia kształtowała najpierw marksistowska ideologia, to w tych kategoriach poznawczych wychowano kilka pokolenia Polaków, a później już w III Rzeczpospolitej postkomunistyczna antynarodowa polityka wstydu lansowana przez neobolszewików z Gazety Wyborczej, mediów jej pochodnych i niemieckich mediów polskojęzycznych w rodzaju Onetu czy Newsweeku. To dlatego z takim trudem odradza się polski instynkt narodowy, z trudem odbudowujący zarówno polską tożsamość kulturową, zakorzenioną w tradycji, jak i pamięci, ale też definiujący polski interes narodowy jako podstawy naszej polityki narodowej. I należy też jasno powiedzieć, że budowa silnej bezpiecznej i podmiotowej Polski jest sprzeczna z imperialnymi interesami Niemiec. Jest sprzeczna z podstawowymi interesami niemieckimi formułowanymi w stosunku do Polski. To jest wroga Polsce polityka. Oczywiście stosunki polsko-niemieckie mogą być przyjazne, ale pod warunkiem, że Niemcy podobnie jak i Rosja, są słabe i podzielone. Zarówno Niemcy, jak i Rosja gdy są silne, są zawsze Polsce wrogie. Dziś Niemcy są silne i ich aspiracje do hegemoni europejskiej są zagrożeniem zarówno dla takich państw, jak i Polska, a także dla pokoju w Europie. Dlatego Polska musi jasno definiować własne interesy narodowe, także wtedy, gdy one są zasadniczo sprzeczne z imperialnymi interesami Niemiec. Polska musi aktywnie te dążenia zwalczać i neutralizować.

Destrukcja naszej tożsamości narodowej jest prawdziwym celem niemieckich mediów w Polsce

Dziś Niemcy prowadzą wielowektorową politykę wobec Polski, mającą na celu jej osłabienie i podporządkowanie polityce niemieckiej. Nie ogranicza się ona tylko do odbierania nam suwerenności za parawanem Unii Europejskiej, kolonizowania polskiej gospodarki, ale także, co jest najgroźniejsze do kolonizowania nas duchowego, w tym, co jest szczególnie groźne dla naszej przyszłości lansowanie wzorców osobowych opartych na bezdzietności. Niemcom nie wystarcza próba wykorzenienia kulturowego młodych Polaków, chcą za pośrednictwem swoich medialnych wpływów doprowadzić także do przyśpieszenia wymierania naszego narodu. To polityka stopniowo pozbawiająca nas pamięci, tożsamości, wartości, dumy i zdolności do rozpoznawania własnego interesu w naszym narodzie. Jednym z elementów jest wykorzenianie nas z pamięci i z naszej kultury narodowej i narzucenie nam preferowanych przez nich, a szkodliwych dla nas wzorów osobowych. I moda lansowana przez Onet rezygnacji z naszej pamięci o zmarłych jest jednym z elementów tej szeroko zakrojonej anty polskiej polityki. Destrukcja naszej tożsamości narodowej i wykorzenienie zwłaszcza młodego pokolenia z tradycji i zniszczenie pamięci jest prawdziwym celem niemieckich mediów w Polsce. Bowiem bez zniszczenia naszej tożsamości narodowej, niemiecka dominacja nigdy w Europie nie będzie trwała.



Autor




Marian Piłka

Historyk, publicysta, ekspert Instytutu Ordo Caritatis, członek Prawicy Rzeczypospolitej. Poseł na Sejm I, III, IV i V kadencji. Radny Sejmiku województwa mazowieckiego V kadencji. Od połowy lat 70. angażował się w działalność opozycyjną. W latach 1977–1978 działał w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W latach 80. uczestniczył w działalności Ruchu Młodej Polski. W czasie stanu wojennego internowany przez okres około roku. 19 kwietnia 2007 zadeklarował odejście z Prawa i Sprawiedliwości, a dzień później przystąpił do nowo tworzonej Prawicy Rzeczypospolitej.







wpolityce.pl/spoleczenstwo/744301-niemiecka-polityka-niszczenia-naszej-tozsamosci









piątek, 10 października 2025

Władza i władza tajna







przedruk


Posiadanie własnej waluty jest potężną technologią

09.10.2025 13:06


Zauważyliście, że 90% przekazu o gospodarce, zwłaszcza ze strony partii opozycyjnych i „ekspertów” pracodawców, to straszenie Armagedonem? Miał już zbankrutować ZUS, miała być druga Grecja, grożono Polsce spowolnieniem, zastojem, hiperinflacją, utopić kraj miał dług ukryty (gdzie? pod kanapą?), ostatnio słychać o bankructwie MON.


Co musisz wiedzieć:Straszenie wielką katastrofą to powszechna praktyka ekspertów pracodawców i opozycji.
Przyczyną tych działań jest niewłaściwa edukacja, klasizm i interes polityczny.
Posiadanie własnej waluty istotnie zabezpiecza państwo przed bankructwem.


Niespełnione proroctwa "ekspertów"

Z czego to się bierze? W większości źródłem jest polityka oczywiście: opozycja musi pokazać, że kraj idzie w złym kierunku, a tu ekonomia nadaje się wyśmienicie: liczby są tak duże, że zwykłemu zjadaczowi chleba wystarczy powiedzieć, że dług to parę bilionów, a deficyt setki miliardów, i skala tych liczb powoduje, że każdy przekaz brzmi źle. Ponadto ekonomistów nie uczą mechaniki finansów państwa na operacjach monetarnych i bilansach (naprawdę!), więc sztukują oni swoją niewiedzę jedyną analogią, którą uznają za sensowną: do firmy lub gospodarstwa domowego.


Tymczasem państwo jest jedynym emitentem PLN w znanym nam wszechświecie, więc gospodarstwa domowego w niczym nie przypomina.

Mainstreamowi ekonomiści nigdy nie zrozumieli, jak potężną technologią jest posiadanie własnej waluty, więc mylą im się przypadki faktycznych bankructw, jak PRL, Grecja i Argentyna, które zawsze wystąpiły w długu w obcej walucie, z zagrożeniami stojącymi przed państwami, których obligacje obiecują ich własną walutę: takie państwa w pewnym sensie są winne swoim obywatelom własne autografy, więc jest to zobowiązanie trywialne. A eksperci są święcie przekonani, że od scenariusza drugiej Grecji Polskę dzieli parę programów socjalnych.


Klasizm wiecznie żywy

Inną przyczyną straszenia jest klasizm: większość ekonomistów wywodzi się z – lub dochrapało się do – klasy „posiadającej” i żeby poczuć się lepiej, żywią organiczną niechęć do wszystkich „pobieraczy socjalu” (pomijam już taką kwestię, że największym pożeraczem socjalu w Polsce jest grupa przedsiębiorców). A jak najłatwiej zniechęcić ludzi do programów socjalnych? Mówiąc im, że wywołują one bezrobocie, inflację i bankructwo państwa.

Inflacja i hiperinflacja

Wszystkie trzy zarzuty są absurdalne. Socjal zwiększył wydatki (a więc dochody firm!) w Polsce B i po jego wprowadzeniu zatrudnienie znacząco wzrosło: nic dziwnego – firmy z większymi obrotami więcej inwestują, produkują i zatrudniają! Inflacja, to nieintuicyjne, ale najczęściej powstaje z braku surowców albo z rosnących cen energii, a nie z większych wydatków, bo te często –jak wspomniałem – skłaniają firmy do rozkręcenia produkcji i nie zwiększają nierównowagi między wydatkami a ilością towarów.

Hiperinflacja to już zupełnie inne zjawisko, które najczęściej bierze się z załamania produkcji albo upadku państwa. Mówienie więc, że np. hiperinflacja w Wenezueli została spowodowana „socjalizmem”, jest zwyczajnie nieuczciwe, acz popularne. Jak wspomniałem, kraje z własną walutą bankrutują, tylko jeśli same tak postanowią. Socjal oczywiście mógłby wywołać problemy, gdyby wypłaty przewyższały możliwości produkcyjne gospodarki. Ale w Polsce było od tego bardzo, bardzo daleko.


Bankructwo ZUS i MON to też absurdalne bajki: za nimi stoi państwo – emitent PLN!
"Ukryty dług"

A co z ukrytym długiem? To była sztuczka użyta do obejścia absurdalnego i niepotrzebnego ograniczenia, narzuconego przez państwo samemu sobie: otóż ekonomiści, którzy myśleli, że państwo jest jak firma, wpisali do konstytucji limit obligacji państwa w wysokości 60% rocznego PKB. Gdy Polska zbliżyła się do tego limitu, trzeba było wydawać dalej, więc obligacje wypuszczano w ramach funduszy, których – równie arbitralnie – do limitu długu nie zaliczano. Ten trik stosowała cała Europa.


Moja rada: nie martwcie się tym, co o gospodarce mówi opozycja i syci eksperci, zwłaszcza finansowani przez firmy finansowe, miliarderów lub różne konfederacje pracodawców.



Autor: @Fiat Money



Ekonomiści wiedzą, że państwo to nie firma, a jednak taką tezę wmawiano Polakom całe lata, a dziś jak udowodnić skąd wzięła się WIEDZA POTOCZNA w tym temacie?


Na pewno z mediów.
Ale kto bezpośrednio odpowiada za wmawianie tego ludziom? Za okłamywanie ludzi przez 30 lat?

Nic nie dzieje się bez udziału służb i ten artykuł wyraźnie to pokazuje.


Inną przyczyną straszenia jest klasizm: większość ekonomistów wywodzi się z – lub dochrapało się do – klasy „posiadającej” i żeby poczuć się lepiej, żywią organiczną niechęć do wszystkich „pobieraczy socjalu”


Nie żaden "klasizm" tylko decydenci schowani za parawanem z aktorów w mediach. Dlaczego autor używa jakiegoś słowa "klasizm"?


Ważne pytanie: dlaczego teraz agentura dba o nasze samopoczucie, dlaczego pokazuje się nam normalność? Kto i dlaczego przestawił wajhę?

Może kwota 500 miliardów euro oraz CAŁKOWITY zwrot kosztów poniesionych nakładów, wypłacany w kwocie nie większej niż 25 mld euro rocznie okazały się wartością, której nie można lekceważyć? Podobno nic tak nie przemawia do wyobraźni jak pieniądze...

A może po prostu posiadanie Polski to kluczowa wartość w tym świecie? Czy to znaczy, że "stara" siedziba służb - Niemcy - zostanie zniszczona, a Polska teraz stanie się - jak to mówi Orban - "niemcami Europy"? Tak to bywało przez ostatnie kilka tysięcy lat...


Mamy własne tradycja bycia centrum Europy, sercem Świata, nie potrzebujemy wojen i nie potrzebujemy pasożytów z tajnych służb.


Autor powyższego artykułu zapewnia nas, że nic nam nie grozi, żaden kataklizm gospodarczy, zapewne ma rację, czekajmy na ciąg dalszy...


Tajne służby mają to do siebie, że są tajne - dlatego tak trudno sobie z nimi poradzić. 

Ważne, żeby budować wspólnotowość, dobrze wychowywać dzieci i młodzież, pod tym kątem ustawiać media, szkołę, uprawiać kulturę i dbać o język polski, bo to nasza pierwsza linia obrony -  i nie spuszczać z oka mediów, czujnie obserwować, wypatrywać, kiedy się ujawnią...


Ale najpierw - trzeba poradzić sobie z państwem niemieckim.






.tysol.pl/a147557-posiadanie-wlasnej-waluty-jest-potezna-technologia

Prawym Okiem: Nagroda 1 mld euro






niedziela, 28 września 2025

800+ dla Ukraińców




Obcokrajowcy nie powinni mieć lepiej w naszym kraju, niż my sami.


Ale 30 lat zagraniczne firmy mają tak dobrze w Polsce, że czasem w ogóle nie płacą podatków, a zarabiają miliardy.

Banki nadal orzą ludzi, hę?

Zamierzacie coś z tym zrobić, może jakieś protesty chcecie zorganizować? Będziecie krzyczeć w internecie?

Chcecie, czy nie chcecie?
Czy najpierw trzeba powiedzieć wam, żebyście chcieli?





Abstrahując od 800+...

temat artykułu na głównej stronie zatytułowany był:

"Polacy zgodni w kwestii 800+ dla Ukraińców" 

i to jest dobry przykład tego, jak działa społeczeństwo:


- najpierw jest propozycja w mediach
- potem jest omówienie tematu w mediach
- potem działanie rządu
- media oceniają reakcję społeczeństwa:
- wg mediów społeczeństwo "zgadza się" z propozycją i/ lub jej realizacją


Społeczeństwo reaguje - ty reagujesz - na to, co zrobią media.


Jeżeli media czegoś nie zrobią - zareagujesz na coś, czego nie wiesz, albo co nie jest omawiane przez potencjalnie duże masy społeczeństwa?


Czy media nas tresują, żebyśmy postępowali zgodnie z ich (ich?) oczekiwaniami?

Cały rok krzyczeli, że "musimy wygrać wybory", bo "tylko z naszym prezydentem będziemy mogli obalić ten zły rząd" - cały czas, cały rok mieli "swojego" prezydenta (Dudę) i nic nie zrobili...

Wygrał wybory "ich" kandydat i co?

Czarnek powiedział, że trzeba jak najszybciej obalić ten zły rząd i co?

I się skończyło, już o czym innym deliberują (jaki to super prezydent, a jeszcze nic nie zrobił przecież, dopiero na początku drogi jest...) że pewnie zły rząd "będzie chciał rządzić" do 2027 roku...

Zły rząd dalej trwa, a politycy znaleźli dla was nowe tematy.




To dlaczego banki w Polsce orzą ludzi na miliardy złotych? Media to nie ciekawi? Mediom to pasuje?

Obchodzi ich to?



To nie Ukraińcy zdecydowali, żeby przyznać im 800+, tylko rząd.

Czemu więc taką złość artykułujecie wobec tych ludzi??

W imię zbudowania dobrych relacji społecznych - przestańcie wylewać hejt na ludzi. Po prostu.




media




800 plus dla Ukraińców. Polacy: Tak, ale warunkowo



Większość Polaków uważa, że świadczenie 800 plus dla ukraińskich rodzin w Polsce powinno być uzależnione od podjęcia pracy. Tak wynika z najnowszego sondażu Instytutu Badań Pollster dla "Super Expressu".


Za takim rozwiązaniem opowiedziało się 54 proc. badanych. Z kolei 29 proc. respondentów jest zdania, że Ukraińcy w ogóle nie powinni otrzymywać 800 plus, a tylko 11 proc. uważa, że świadczenie powinno być przyznawane bez żadnych dodatkowych wymogów. 6 proc. ankietowanych nie miało zdania w tej kwestii.


Dyskusja po wecie prezydenta Nawrockiego

Temat świadczenia dla Ukraińców ponownie wywołał gorącą debatę po decyzjach politycznych związanych z niedawną kampanią prezydencką. Prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę o pomocy obywatelom Ukrainy, tłumacząc, że 800 plus powinno przysługiwać wyłącznie tym, którzy podejmują pracę w Polsce. – Polacy w swoim państwie powinni być traktowani przynajmniej na równi z naszymi gośćmi z Ukrainy – podkreślił prezydent.





dorzeczy.pl/kraj/773928/800-plus-dla-ukrainy-polacy-zgodni-ze-tak-ale-warunkowo.html





Niemcy i landyzacja




Niemieckie media prawnicze proponują Polsce nową konstytucję, a w niej landyzację kraju


23.08.2025 20:39

Wizja konstytucji zbudowana na pogardzie, czyli krótka prezentacja tego jak w zachodniej prasie prawniczej (finansowanej za niemieckie pieniądze) pisze się o sytuacji prawnej w i co z tego wynika.


Co musisz wiedzieć?
Obywatelski, popierany przez PiS i Solidarność kandydat, Karol Nawrocki, wygrał wybory prezydenckie w Polsce
Po wyborach niemieckie media prawnicze opublikowały "propozycję konstytucji dla Polski"
Propozycja konstytucji zawiera swego rodzaju landyzację Polski
Autorzy oczekują "kompromisu z prawicą"



Warto czytać publikacje czołowych polskich prawników stanowiących zaplecze rządu Donalda Tuska w Polsce. To nie tylko wiedza o nastrojach tego środowiska, intelektualnych koncepcjach uzasadniających kolejne działania rządu („demokracja walcząca” itp.), ale także ciekawy ogląd tego jak sytuację prawną w Polsce „sprzedaje” się na Zachodzie, aby inicjować kolejne orzeczenia TSUE, ETPCz i innych organów.


"Blog konstytucyjny"

Czołowym periodykiem wydawanym w formie elektronicznej jest „Verfassungsblog” założony przez niemieckiego prawnika Maximiliana Steinbeisa i współtworzony przez Wissenschaftskolleg zu Berlin oraz państwowy Uniwersytet Humboldta w Berlinie. Sam „Blog konstytucyjny“ został nawet oficjalnie doceniony przez Komisję Europejską w 2020 r. jako kluczowy dla dyskusji o standardach praworządności w Europie. Blog wprost zachwala niemiecką minister Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Teksty z VB były wykorzystywane także jako uzasadnienie orzeczeń polskiego Sądu Najwyższego, który np. wystąpił do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi dotyczącymi statusu sędziów powołanych po 2017 r. w Polsce (post SN z 15.07.2020 r., sygn. akt II PO 3/20).

Profil ideowy autorów tekstów na portalu jest jednoznaczny: liberalno-lewicowe siły polityczne to „demokraci”, a ci, który się z nimi nie zgadzają to „populiści”, „faszyści”, „autokraci”. Na łamach VB znajdują się teksty nie tylko samego Adama Bodnara (pisane np. z samym redaktorem naczelnym), ale także Wojciecha Sadurskiego, czy np. Marcina Mycielskiego z Fundacji Otwarty Dialog.


"Ugoda konstytucyjna jest jedyną nadzieją Polski"

Już po wyborach prezydenckich opublikowano tekst prof. Macieja Kisilowskiego (Central European University – uczelnia George’a Sorosa, na której studiował m. in. Adam Bodnar, a z którą związany jest także jego intelektualny opiekun prof. András Sajó) oraz chętnie wypowiadająca się w mediach prof. Anna Wojciuk (UW). Tytuł: „A Constitutional Settlement Is Poland’s Only Hope” (ang. „Ugoda konstytucyjna jest jedyną nadzieją Polski”)

Tekst generalnie dotyczy scenariuszy po wygranej Karola Nawrockiego, który został określony mianem „ultrakonserwatysty”, który nie pozwoli na przywrócenie „zdemolowanego” przez PiS i Andrzeja Dudę systemu konstytucyjnego w Polsce. Autorzy ubolewają nad tym, jednakże bardzo doceniają…„demokratyczne” podejście rządu w wyborach:

„Ważnym triumfem odnowy demokratycznej były wybory 1 czerwca, które ogólnie przebiegły w sposób wolny i uczciwy. Chociaż po obu stronach doszło do pewnych nieprawidłowości, a media pozostały spolaryzowane, proces ten nie przypominał nadużyć obserwowanych za rządów PiS: nie było inwigilacji liderów opozycji przez Pegasusa, państwowe media nie pełniły funkcji orwellowskiej propagandy (sic!), nie doszło do bezczelnego wykorzystania przedsiębiorstw państwowych do finansowania kandydatów rządowych”.

Ja nie wiem jakie media oglądają autorzy tego tekstu, ale raczej widowisko wyborów roku 2025 wyglądało zgoła odmiennie.


"Projekt konstytucji"

Autorzy jednak uważają, że nie wszystko stracone. Powołują się na stworzony już projekt konstytucji, którą opracowali w ramach szerszego projektu prawników podzielających ich poglądy. Zgodnie z nim np. sędziowie powinni być wybierani spośród kandydatów… popartych przez lokalnych polityków, którzy uzyskali poparcie co najmniej 60% wyborców.
 
blokujący zmiany ustawowe Senat miałby się składać z… przedstawicieli lokalnych administracji oraz prezydentów „największych miast”.


- „Od 2018 roku współprzewodniczymy ponadpartyjnej grupie 130 intelektualistów zaangażowanych w opracowanie nowej wizji konstytucyjnej dla Polski. Inicjatywa ta – znana jako Inkubator Umowy Społecznej (IUS, od polskiego akronimu) – stanowi wyjątkową przestrzeń współpracy, jednoczącą zagorzałych krytyków PiS, takich jak my, z jego ostrożnymi, a nawet zagorzałymi zwolennikami. Nasza wizja została przedstawiona w książce z 2023 roku, której wydanie anglojęzyczne wkrótce się ukaże. Książka przedstawia pragmatyczny, a zarazem ambitny model odnowy konstytucyjnej . Jej rdzeniem jest nowy układ konstytucyjny oparty na decentralizacji terytorialnej i ponadideologicznym podziale władzy”.

Autorzy dodają przy tym, że ich pomysł „(…) uwzględnia głębokie podziały regionalne w Polsce – między bardziej zurbanizowanym, postępowym północno-zachodnim a bardziej wiejskim, konserwatywnym południowo-wschodnim”.

Rozważają czy to możliwe by "prawica rozważyła kompromis w tym zakresie", jednak trudno o lepszą emanację „libkowego” myślenia w wydaniu konstytucyjnym.



Autor: Bartosz Lewandowski




tysol.pl/a145524-niemieckie-media-prawnicze-proponuja-polsce-nowa-konstytucje-a-w-niej-landyzacje-kraju

18






it's not the moon








Naukowcy zdumieni, gdy tajemniczy obiekt międzygwiezdny wytwarza własne światło... Na przekór teorii komety




Autor: Chris Melore, amerykański asystent redaktora naukowego

Opublikowano: 21:52 BST, 18 sierpnia 2025 | Aktualizacja: 21:52 BST, 18 sierpnia 2025




Tajemniczy obiekt międzygwiezdny pędzący przez nasz Układ Słoneczny właśnie dostarczył naukowcom kolejnych dowodów na to, że może to być pojazd z innej części galaktyki.

Według astrofizyka z Harvardu, Avi Loeba, obiekt nazwany 3I/ATLAS wydaje się generować własne światło, podobnie jak pojazd włączający reflektory, ale jego źródło jest obecnie tajemnicą.

Szokujące odkrycie pochodzi ze zdjęcia 3I/ATLAS wykonanego przez astronoma za pomocą Kosmicznego Teleskopu Hubble'a 21 lipca.

Światło z 3I/ATLAS na zdjęciu z Hubble'a pojawiło się jako świecący obszar skupiony na stronie obiektu zwróconej w stronę Słońca. Nie była to wiązka światła czy laser wystrzeliwujący jak reflektor, ani też nie była to jednolita poświata pokrywająca całą powierzchnię.

Do tej pory dominowała teoria, że szybko poruszający się obiekt to gigantyczna kometa o długości około 12 mil, która najbliżej Ziemi przeleci 17 grudnia.

W nowym raporcie Loeb stwierdził, że ta poświata może być spowodowana przez pył unoszący się z powierzchni obiektu, gdy jest on ogrzewany przez Słońce.

Jednak jasność poświaty gwałtownie spada wraz z odległością, co nie pasuje do tego, jak zachowują się typowe komety, gdy odbijają światło słoneczne.

Według Loeba, jest to kolejna potencjalna wskazówka, że 3I/ATLAS może być sztuczny, zawierający potężne źródło energii, które jest w stanie generować światło, które widzimy z odległości milionów kilometrów.





Nowy raport na temat obiektu międzygwiezdnego 3I/ATLAS wykazał, że może on w jakiś sposób generować własne światło, co dowodzi, że nie jest kometą



Oczekuje się, że 3I/ATLAS (zakreślony) zbliży się do Ziemi najbliżej Ziemi 17 grudnia 2025 roku


"3I/ATLAS może być statkiem kosmicznym napędzanym energią jądrową, a pył emitowany z jego przedniej powierzchni może pochodzić z brudu, który nagromadził się na jego powierzchni podczas podróży międzygwiezdnej" – napisał Loeb w oświadczeniu.

"Nie można tego wykluczyć, ale wymaga to lepszych dowodów, aby było wykonalne" - dodał.

Normalnie komety świecą z powodu otaczającego je pyłu i gazu, które odbijają światło słoneczne. Światło to zwykle rozchodzi się bardziej równomiernie i nie słabnie tak szybko, jak oddalasz się od jądra komety.
Naukowcy spodziewali się, że jasność 3I/ATLAS będzie podążać za podobnym wzorcem, ale zamiast tego gwałtownie spada, co sugeruje, że światło może pochodzić z czegoś zupełnie innego.
Odkrycie było podobne do stania w pobliżu jasnej latarki. Z bliska światło jest intensywne, ale gdy odchodzisz, szybko zanika.

Loeb i jego kolega Eric Keto zasugerowali, że jeśli 3I/ATLAS wytwarza własne światło, to przypuszczalna kometa może być znacznie mniejsza niż początkowo sądzono.
Loeb oszacował, że jeśli to ona wytwarza swoje światło, to 3I/ATLAS może mieć nawet 300 stóp długości, a jasność obiektu zwodzi nasze teleskopy, dopóki nie zbliży się do Ziemi.
To umieściłoby 3I/ATLAS w podobnej kategorii rozmiarów do Oumuamua, pierwszego obiektu międzygwiazdowego zarejestrowanego przechodzącego przez Układ Słoneczny w 2017 roku.


Profesor Avi Loeb powiedział, że światło może ukrywać prawdziwy rozmiar obiektu, który byłby podobny do międzygwiezdnego obiektu Oumuamua z 2017 roku

Loeb pozostał nieugięty, twierdząc, że coś w 3I/ATLAS się nie zgadza. Nowe odkrycie potencjalnie wskazuje na źródło energii wytwarzające światło zasilane energią jądrową

Podobnie jak 3I/ATLAS, Loeb pozostaje przekonany, że Oumuamua była sztucznie stworzonym statkiem kosmicznym wysłanym w celu zbadania naszego Układu Słonecznego.
W tym czasie naukowiec zauważył, że Oumuamua wykazywała dziwną zdolność do przyspieszania bez wpływu grawitacji, gdy podróżowała przez przestrzeń.
Dzięki 3I/ATLAS naukowcy zauważyli już dziwne wzorce pojawiające się na kilka miesięcy przed tym, jak obiekt zbliży się do Ziemi w grudniu.

W lipcu Loeb i jego zespół odkryli, że 3I/ATLAS znajduje się na niezwykle nietypowym kursie, który zaprowadzi go w pobliże trzech różnych planet: Wenus, Marsa i Jowisza.
Astrofizyk i badacz UFO wyjaśnił, że kurs obiektu był tak rzadki, że szansa na to, że naturalna kosmiczna skała losowo przeleci po takiej ścieżce, wynosiła mniej niż 0,005 procent.
Astronomowie odkryli również, że 3I/ATLAS nie wydaje się posiadać komy, obłoku gazu i pyłu, który zwykle otacza komety.
Loeb powiedział wcześniej, że sugeruje to, że gigantyczny obiekt nie może być kometą, która powinna mieć mniejsze jądro i być częścią większej populacji obiektów międzygwiezdnych.

Loeb badał kilka innych pomysłów, aby wyjaśnić to światło. Jedną z możliwości jest to, że obiekt paruje lodowe cząstki w miarę zbliżania się do Słońca, co może wyjaśniać blask i brak warkocza.
Jednak inne naturalne wyjaśnienia, takie jak fragment eksplozji gwiazdy lub obiekt rozgrzany przez otarcie o materię kosmiczną, wydają się mało prawdopodobne, ponieważ nie pasują do danych, które naukowcy zebrali do tej pory.

lub materiał radioaktywny nie wytworzyłyby wystarczającej ilości światła, aby teleskopy mogły je zobaczyć. W przestrzeni nie ma również wystarczającej ilości materiału, aby spowodować nagrzewanie się cierne.

Naukowcy mają nadzieję uzyskać lepsze zdjęcia, gdy 3I/ATLAS przejdzie w pobliżu Marsa 3 października.

Nowe zdjęcia mogą pomóc w ustaleniu, czy 3I/ATLAS jest naturalną skałą kosmiczną, czy też czymś bardziej niezwykłym, jak fragment obcej technologii.
















.dailymail.co.uk/sciencetech/article-15011691/interstellar-object-atlas-producing-light-comet.html



19