Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolnictwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkolnictwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2026

Obowiązkowa matura z matematyki





Matematyka była obowiązkowa przed i po wojnie - zniesiono ją dopiero w 1982 roku, a więc możemy przypuszczać, że był to sabotaż sił, które celowo wywróciły PRL. Po 1989 r. siły te przeprowadziły sabotaż na pełną skalę min. na edukacji, co wyraźnie widzimy dzisiaj. 

Skoro sabotażyści "wolą" nieobowiązkową maturę - WIDOCZNIE to źle dla nas. 

Osoby, które planują studia humanistyczne wiedzą, że nie muszą się uczyć matematyki, więc ją zaniedbują - tym samym pozbawiają się ćwiczeń rzeźbiących w ich mózgu dodatkowe ścieżki, które nie powstają/ ną inaczej. 

Analogicznie Hitler nadał podczas okupacji "prawo" Polakom do aborcji - żeby zwiększyć ilość aborcji zastosowano prawne przyzwolenie.







infor.pl

W dniu 9 stycznia 2025 r. – na podstawie art. 63 Konstytucji RP – do Sejmu została trafiła petycja w sprawie zniesienia obowiązkowej matury z matematyki (znak: BKSP-155-X-445/25). Jej autorka – mama uczennicy szkoły średniej i psycholog – żąda zniesienia obowiązkowej, pisemnej matury z matematyki, argumentując, iż
 „obecny system edukacyjny, który wymaga od każdego ucznia przystąpienia do egzaminu maturalnego z tego przedmiotu, nie odpowiada różnorodnym potrzebom, talentom, możliwościom intelektualnym młodych ludzi w Polsce”. Uważa ona, że system maturalny powinien zostać zmieniony w taki sposób, aby – w części pisemnej – obowiązkowy był wyłącznie egzamin maturalny z języka polskiego i języka obcego, a trzeci z obowiązkowych przedmiotów był do wyboru spośród całego katalogu (matematyka, fizyka, chemia, geografia, biologia, historia czy inne).

W jej ocenie – „matura z matematyki to narzędzie segregacji i eliminacji, a nie wyrównywania szans”. Rozwój ma bowiem wiele twarzy – „są wśród uczniów wybitni: humaniści, baletnice, plastycy, przewodnicy turystyczni, hotelarze, uczniowie o zdolnościach lingwistycznych. Są także uczniowie z różnego rodzaju zaburzeniami, takimi jak: FAS, dyskalkulia, zakłócenia orientacji w schemacie relacji przestrzennych, zakłócenia wyobraźni przestrzennej, trudności w rozpoznawaniu i używaniu symboli, problemy z kopiowaniem liczb i obliczeń, problemy z zastosowaniem matematyki w zadaniach praktycznych, sztywność myślenia – niemożność wybrania właściwej strategii w rozwiązywaniu problemu i w zamianie strategii na inną, abstrakcyjność myślenia czy spektrum autyzmu”. 

Wydaje mi się, że takie osoby nie poradzą sobie na studiach i pewnie nie zdadzą matury - po co je stresować?

Wśród uczniów, którzy nie posiadają predyspozycji do nauki matematyki na poziomie maturalnym – w ocenie autorki petycji – „obligatoryjność matury z matematyki powoduje stres i obciążenie psychiczne, które często wpływają negatywnie na zdrowie psychiczne młodzieży. W efekcie wiele osób pomimo wysokiego poziomu, nie osiąga wymarzonego wyniku na maturze, co ogranicza ich możliwość dalszego rozwoju edukacyjnego oraz zawodowego – baletnica, plastyk, pilot turystyki, uczeń ze spektrum autyzm z niezdaną maturą z matematyki, uczennica klasy maturalnej, która już nawet nie podejmuje prób w rozumowaniu, mimo korepetycji, gdyż ma dość” – wymienia autorka. 

A nie mówiłem?

Pamiętajmy - nie każdy musi mieć maturę, nie każdy musi iść na studia, a wręcz - nie każdy nadaje się na studia. Stop z nagonką na ludzi, że bez studiów "jest się nikim"! Stop z propagandą, że "trzeba mieć wyższe wykształcenie"!

Precz ze "specjalistami", którzy w telewizorze powtarzają takie brednie.
I precz z celebrytami z telewizora!

Zwraca ona również uwagę na fakt, iż młodzi ludzie, w wieku 18 lat, mogą głosować w wyborach, kupić legalnie wyroby tytoniowe, alkohol, uprawiać hazard, ale nie mogą – na swoim egzaminie dojrzałości – dokonać wyboru przedmiotu obowiązkowego, który ich interesuje.

No właśnie!

Ja też jestem za tym, że 18 lat to za niski próg, by głosować w wyborach, moim zdaniem:

- głosowanie w wyborach od 21 roku życia

a ze względu na zdrowie:

- logowanie do internetu max 7h tygodniowo do 21 roku życia
- gry online - logowanie max 3h tygodniowo
- telefony do 21 roku życia tylko za zgodą rodziców, bez dostępu do internetu, aparat fotograficzny bez nagrywania filmów i dyktafonu, połączenia tylko z wybranymi osobami (rodzina)
- social media od 21 roku życia - bez możliwości komentowania
- smartfony i komentowanie na social media - od 25 roku życia (obostrzenie właściciela licencji)
social media na prawdziwe dane osobowe na stronie głównej z możliwością posługiwania się aliasem w komentarzach
- pografia w internecie dostępna tylko dla osób od 21 roku życia i tylko od 2 do 4 w nocy - na terenie całego  kraju
- alkohol i tytoń od 21 roku życia - ale po co?

i dalej:



W podsumowaniu petycji, autorka prosi zatem o pozostawienie obowiązkowej matematyki wyłącznie dla chętnych pasjonatów i poszanowanie różnorodności umysłów dzieci, jednocześnie powołując się na:



Czy ja dobrze zrozumiałem , bo teraz to zwątpiłem...

autorka prosi zatem o pozostawienie obowiązkowej matematyki wyłącznie dla chętnych pasjonatów


jeszcze raz...

pozostawienie obowiązkowej matematyki wyłącznie dla chętnych




"obowiązek" wyłącznie dla "chętnych", tak?







Nie, nie mylę się - to jest bełkot. Co prawda nie wiem, czy to bełkot tej pani, czy bełkot redaktora, który nakreślił te słowa, te sformułowania...

To najlepszy dowód na to, że Matematyka musi być obowiązkowa na maturze.

Chcemy, żeby osoby z wyższym wykształceniem były prawdziwymi elitami narodu - mądrymi, posługujący się logiką, potrafiącymi się wysławiać - nie tylko logicznie, ale także pięknie. 
Po to jest matura, po to są egzaminy, po to są te różne sita, by na studia szli ludzie odpowiedni tj. mający potencjał, by sobie tam poradzić i najlepiej z sukcesem ukończyć, by potem swoimi kompetencjami budować Polskę.

Ludzie, którzy bełkocą brednie, nielogiczne bezsensowne "obowiązkowej matematyki wyłącznie dla chętnych" nie powinni mieć dostępu na studia wyższe, nie powinni pracować w edukacji, w prasie, w mediach.... 


i dalej:


W opinii merytorycznej na temat petycji w sprawie zniesienia obowiązkowej matury z matematyki, sporządzonej w dniu 9 czerwca 2025 r., sejmowe Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji zarekomendowało Komisji do Spraw Petycji nieuwzględnienie żądania będącego przedmiotem petycji.

W opinii BEOS – realizacja żądania petycji (czyli zniesienie obowiązkowej matury z matematyki) przyczyniłaby się do obniżania motywacji do doskonalenia sposobu kształcenia matematycznego (począwszy od edukacji wczesnoszkolnej, poprzez wszystkie etapy edukacji szkolnej), jak również potęgowałaby „ucieczkę od matematyki”. Takie rozwiązanie – zdaniem specjalistów z sejmowego Biura Ekspertyz – „kultywowałoby stereotypowy wizerunek matematyki oraz często fałszywy podział uczniów na „humanistów” i „umysły ścisłe” zamykający dużej części uczniów drogę do obiecujących ścieżek kariery. Utrudniałoby to pracę nad poprawą jakości kształcenia.” BEOS dostrzega, że jakość kształcenia matematycznego stanowi niewątpliwe wyzwanie i wymaga systematycznych działań, ale – w jego opinii – nie interwencji legislacyjnej, a sformułowane w petycji żądanie wzbudza zasadnicze wątpliwości, ponieważ przyniosłoby wspomniane powyżej niepożądane skutki.

Dokładnie.


I poniżej tych uwag, redaktor zamieszcza obfitą wypowiedź na temat dzieci z dyskalkulią - ten tekst stanowi ok. 40% (!) całego artykułu.


brpd.gov.pl:
Dyskalkulia jest trwałym brakiem zdolności do nabywania umiejętności matematycznych wynikających z rozwoju mózgu. Nie należy jej zatem utożsamiać z brakiem wiedzy czy kompetencji wynikających z niewłaściwej motywacji, ale z niezdolnością do zdobywania sprawności matematycznych. Dlatego też wspomaganie kształcenia i wkładana praca jest pomocna w procesie edukacji, ale nigdy nie doprowadzi do wyeliminowania problemu, bo z zaburzeń neurorozwojowych się nie wyrasta. Dzieci z dyskalkulią i ich rodzice wykonują tytaniczną pracę w celu podnoszenia kompetencji z matematyki.


Proszę państwa, dyskalkulik, jeżeli to jest naprawdę poważna dyskalkulia – on i tak się nie nauczy rozwiązywać zadań, bo nie ma do tego odpowiednio pracującego mózgu, najzwyczajniej.


Wygląda na to, że te osoby albo nie są w stanie zdać matury - a co powiedzieć o studiach, nawet humanistycznych? Czy tam sobie poradzą? Ja nie wiem, bo ja się na tym nie znam, ale wg mnie - nie każdy musi mieć maturę, nie każdy musi iść na studia. Czy takie osoby, które męczą się z matematyką - powinny decydować się na szkołę średnią i po co? Ile takich osób jest w szkole średniej?

Matura nie jest obowiązkowa - egzamin maturalny jest dla chętnych. Jak ktoś nie umie matematyki - nie musi podchodzić do matury. 

Jestem przekonany, że jeżeli ktoś okaże się kompetentny w jakiejś dziedzinie - to brak wyższego wykształcenia, czy brak matury nie będą przeszkodą, by ktoś chciał go zatrudnić na jakimś stanowisku.



Petycja w sprawie zniesienia obowiązkowej matury z matematyki:

"Na dzień 17 marca 2026 r. – podpisało się pod nią już 23 811 osób."
 
 
 
Poniższe dane liczbowe pozyskałem od AI.
 
W Polsce jest ok. 1,43 mln uczniów w technikach i liceach, jeżeli to ci uczniowie głosowali (i tylko oni) żeby sobie "ułatwić", to znaczy, że tę petycję podpisało ok. 1,67% uczniów tych szkół.

Abstrachując od tego, że UCZNIOWIE nie znają się na dydaktyce i nauczaniu i nie są kompetentni, by zajmować stanowisko w tej sprawie...
UCZEŃ to nie NAUCZYCIEL, ignorant, to nie specjalista, a młodociany, to nie DOROSŁY.
 
jeżeli głosowali tylko nauczyciele szkół średnich - a jest ich ok. 200 tysięcy, to udział byłby na poziomie 12%, a
 
jeżeli liczyć dorosłych z min. średnim wykształceniem - tj. grupa ok. 17 mln osób - czyli wtedy w petycji głosowało 0,14% tych dorosłych.

 
Tak czy inaczej: o maturze z matematyki nie powinni decydować uczniowie, o tym powinni decydować specjaliści, jeżeli chcecie decydować o tym na zasadach demokracji (decyduje większość), to wygrywa opcja pozostawienia matematyki jako obowiązkowej, bo 

głosujący za usunięciem matematyki na dzisiaj są w rażącej mniejszości - odpowiednio:    1,67    12    i   0,14   procent.



 
Koniec dyskusji.







A tę stronę poprawiam sobie w notesie na czerwono...



P.S.

26 marca 2026 

fb


To, co za chwilę napiszę, nie wynika z braku empatii. Wręcz przeciwnie - wynika z troski. Zarówno o poziom polskiej edukacji, jak i o samych uczniów, o których dziś toczy się dyskusja. Bo najłatwiej jest obniżyć wymagania w imię współczucia. Znacznie trudniej jest stworzyć system, który naprawdę pomaga je osiągnąć.
Dlatego pomysł, by zrezygnować z obowiązku zdania matury dla uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, budzi poważne wątpliwości. Nie dlatego, że ktoś nie dostrzega ich trudności. Tylko dlatego, że proponowane rozwiązanie idzie na skróty.
Bo o jakim progu my w ogóle mówimy?
O 30 procentach.
Nie o wyniku ambitnym. Nie o poziomie, który wymaga ponadprzeciętnych zdolności. Mówimy o absolutnym minimum - o podstawie, która ma jedynie potwierdzić, że uczeń opanował najbardziej elementarne treści po latach nauki.
I właśnie ten próg - tak niski, jak to tylko możliwe w systemie egzaminacyjnym - miałby przestać obowiązywać.
Tak to prawda: są uczniowie, którzy nie są w stanie przekroczyć tego progu. To fakt. Ale ten próg wynosi 30 procent na poziomie podstawowym - czyli naprawdę minimalnym. To nie jest bariera nie do zdobycia dla „wybranych”. To jest granica, która oddziela brak przygotowania od jego elementarnej formy.
Jeśli zaczniemy uznawać, że nawet tego minimum nie trzeba spełniać, to nie rozwiązujemy problemu. My go zamiatamy pod dywan.
Bo studia wyższe nie zaczynają się od nauki podstaw. One na tych podstawach bazują. Jeśli ktoś ich nie posiada - to nie znaczy, że trzeba zmienić zasady przyjęć. To znaczy, że trzeba wcześniej zapewnić realne wsparcie, żeby te podstawy mogły zostać osiągnięte.
Najbardziej niepokojące w tej propozycji jest to, że pod pozorem wrażliwości przemyca bardzo niskie oczekiwania wobec konkretnych uczniów. Jakbyśmy mówili: „wiemy, że to trudne, więc nie będziemy od was wymagać nawet minimum”.
A przecież prawdziwa troska polega na czymś dokładnie odwrotnym - na tym, żeby dać narzędzia, wsparcie i czas, ale nie odbierać sensu wysiłku.
Bo jeśli 30 procent przestaje być konieczne, to pytanie nie brzmi już, kto jest gotowy na studia.
Pytanie brzmi, czy jeszcze w ogóle istnieje jakikolwiek próg gotowości.




.infor.pl/prawo/nowosci-prawne/7540013,koniec-obowiazkowej-matury-z-matematyki-ktora-jest-narzedziem-segregacji-i-eliminacji-a-nie-wyrownywania-szans.html




piątek, 30 sierpnia 2024

Wstęp do niemieckiego podręcznika dla Polaków


Tekst niemiecki podręcznika brzmi inaczej niż ten z bliźniaczej, polskiej wersji.




przedruk


30.08.2024 11:20


Łysiak odkrywa skandal z podręcznikiem: inne słowa po polsku, inne po niemiecku!

Czwarta, ostatnia część niemiecko-polskiego podręcznika do historii, została dopuszczona przez Ministerstwo Edukacji do szkół podstawowych. A właśnie ten tom (u nas dla ostatniej klasy szkoły podstawowej, a w Niemczech ostatniej gimnazjalnej) budzi największe kontrowersje i protesty – znajduje się w nim materiał dotyczący II wojny światowej. Dlaczego oprotestowuje go prawica? Dlaczego krytykują go zarówno niektórzy recenzenci, jak i prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Karol Nawrocki? Bo podręcznik jest skonstruowany – pomimo pozorów równowagi – w sposób niepełny, jeśli chodzi o polską wrażliwość, i zaspokaja przede wszystkim potrzeby niemieckie.




„Dla mnie to jest projekt życia. Odczuwam wielką satysfakcję, że udało się go z sukcesem zakończyć” – powiedział w wywiadzie dla Deutsche Welle Andrzej Dusiewicz, koordynator projektu w Wydawnictwach Szkolnych i Pedagogicznych, wydawcy polskiej wersji serii podręczników „Europa. Nasza historia”. Entuzjazmu nie kryją wszyscy, którzy w tym projekcie uczestniczyli od wielu lat, ze strony polskiej i niemieckiej.

 
Pół strony dla Powstania Warszawskiego

Czym jest podręcznik „Europa – nasza historia” („Europa – unsere Geschichte”)? Tu musimy się cofnąć aż o osiemnaście lat, do 2006 roku, kiedy minister spraw zagranicznych Niemiec Frank Walter Steinmeier, w czasie przemówienia na Europejskim Uniwersytecie Viadrina we Frankfurcie nad Odrą zaproponował stworzenie siłami polsko-niemieckimi (czy może raczej, patrząc na to, kto był inicjatorem – niemiecko-polskimi) jednego podręcznika. Po dwóch latach ze strony polskiej poparł ten pomysł minister Radosław Sikorski i się zaczęło… 

Pierwszy tom, obejmujący zakres średniowiecza, wyszedł w roku 2016, a prace prowadzone były przez niemiecko-polską komisję historyczną (notabene była to kontynuacja działania Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej Historyków i Geografów). Zespołowi szefował przez lat trzynaście prof. Robert Traba, który w tym roku, po ogłoszeniu przez MEN, że książka będzie rekomendowana do szkół, nie krył entuzjazmu, a w wywiadzie dla PAP tak komentował opinię negatywną o tomie 4. Publikacji, wydaną przez prof. Grzegorza Kucharczyka: „W tej negatywnej ocenie autorom podręcznika zarzucono zbagatelizowanie roli Kościoła katolickiego w Polsce w walce z systemem komunistycznym. Nie spodobał się też opis Powstania Warszawskiego, a także ukazanie obalenia muru berlińskiego jako symbolu zakończenia komunizmu. Trzeba było bardzo dużo złej woli i politycznego zaślepienia, by w taki sposób zakwestionowane rozdziały odczytać”. 

Czy faktycznie dużo „złej woli” oraz „politycznego zaślepienia”? Co takiego dostrzegło środowisko związane z ministrem Przemysławem Czarnkiem? To przede wszystkim złe proporcje, a także przemilczenia i manipulacje wrażliwością czytelników (dzieci) oraz tych, którzy rekomendowany podręcznik powinni używać jako narzędzia, czyli nauczycieli. Owszem – do tej pory niemieckie dzieci być może w ogóle nie dowiadywały się o Powstaniu Warszawskim czy o ofiarach niemieckiego reżimu. Tyle, że czego dowiedzą się obecnie? Szczególnie, że choćby historia walki z Niemcami w sierpniu i wrześniu 1944 roku w Warszawie mieści się na połowie strony, a puentuje ją zdanie: „Do dzisiaj trwają dyskusje, czy powstanie warszawskie – wystąpienie bohaterskie, ale ostatecznie daremne – było czynem koniecznym”. Inne pół strony – akcja „Burza”.



Wcześniej cała strona o powstaniach żydowskich w gettach. Z zadań dla ucznia z tym związanych przede wszystkim są te dotyczące powstania w getcie warszawskim, a samo Powstanie Warszawskie można znaleźć w zadaniu porównawczym: „Porównaj powstanie w gettcie warszawskim w 1943 r. z powstaniem warszawskim w 1944 r.”. No i w następnym, podobnie skonstruowanym zadaniu, gdzie należy porównać Powstanie Warszawskie z paryskim. Ale opór „Résistance” to cała strona w tym podręczniku. 

Gdy przeczytamy akapit o Powstaniu Warszawskim i przewrócimy stronicę, znajdziemy aż półtorej strony o oporze niemieckim! Tak, organizacja „Biała Róża” i zamach Clausa von Stauffenberga z 20 lipca 1944 roku zajmują tam więcej miejsca niż powstanie w Warszawie. Może się wydawać, że skala, wymiar ruchu oporu są wszędzie takie same – czy to w Polsce, czy we Francji, czy w samych Niemczech właśnie. Jest mowa w podręczniku, rzecz jasna, o ofiarach cywilnych w tej wojnie, o milionach zamordowanych w podbitych krajach, ale niejako dla równowagi piszą autorzy także o cierpieniach Niemców, na których odwet biorą wkraczający z wyzwoleniem Sowieci, czy wreszcie o wypędzeniach, które dotknęły wiele narodów, w tym również Niemców.

 
Wersja polska, wersja niemiecka

Co ważne, w polskiej wersji podręcznika znajdziemy w opisach słowo „Niemcy” i „niemiecki”, można by więc odnieść wrażenie, iż narracja prowadzona jest poprawnie. Gdy mowa o wybuchu wojny czy zbrodniach na okupowanych terenach, pojawiają się one w dość racjonalnie gęsty sposób. I to należałoby skwitować jakimś pozytywnym komentarzem, podkreślając, że w Niemczech dzieci będą uczyć się o niemieckiej odpowiedzialności za wojnę i zbrodnie Holocaustu, gdyby nie… Gdyby nie fakt, że tekst niemiecki podręcznika brzmi inaczej niż ten z bliźniaczej, polskiej wersji!!!

Nie jest mi wiadomym, w „którą stronę” szła praca nad podręcznikiem: które rozdziały pisali Polacy, a które Niemcy z zespołu podręcznikowego (a zatem, na który język był tłumaczony dany fragment, a który jest oryginałem). Jednak najważniejsze wydaje się po prostu porównanie tekstów. Spróbujmy! Tu zaznaczyć trzeba, iż w Niemczech czwarta część podręcznika także spotkała się z jakimiś protestami (ponoć Bawarii nie podobało się, że było za mało wątków bawarskich – a szkoda, bo Monachium akurat mogłoby się częściej pojawiać).

Rozdział dotyczący wybuchu II wojny światowej zaczyna się od drobnych różnic – w polskiej wersji mamy więc, iż „1 września Niemcy napadają na Polskę – początek II wojny światowej” a w wersji niemieckiej państwo opisywane jest przy użyciu wyrażenia „Deutsches Reich” („Rzesza Niemiecka”).

Potem już rusza zupełny „rozjazd terminologiczny” – to, co w polskiej wersji jest opisywane słowami „Niemcy”, „niemiecki”, w wersji niemieckiej okraszane jest epitetem „narodowo-socjalistyczny” czy też „nacjonaliści”. 

Przykład?

Infografika z wydarzeniami II wojny światowej. 

Po pierwszym rysunku ukazującym, że Polska dostaje się pod niemiecką i sowiecką okupację, znajdujemy kolejny – „Kwiecień/maj 1940. Niemcy zakładają obóz koncentracyjny Auschwitz”.

Poprawnie? Oczywiście. Ale w wersji polskiej. Co w tym samym miejscu widzą dzieci niemieckie? Ten sam rysunek i tekst „Das Konzentrationslager Auschwitz wird auf Befehl der Nationalsozialisten errichtet” – „Obóz koncentracyjny Auschwitz został zbudowany na rozkaz narodowych socjalistów”!

Na polecenie! Zlecili jacyś „narodowi socjaliści”. A kto zbudował? Kto w nim działał? Słowo „Niemcy” już nie pada! 


Kolejny rysunek z infografiki – „Listopad 1942. Niemcy rozpoczynają działania wysiedleńcze i pacyfikacyjne na Zamojszczyźnie. Akcja »Zamość«”. Dobrze napisane? Powiemy, że tak. A co dokładnie pod tym samym rysunkiem płonącej chaty zobaczą gimnazjaliści w Stuttgarcie, Frankfurcie czy Berlinie?

„Aktion »Zamość«: Vertreibung und Deportation der polnischen Bevölkerung” – po prostu zaczyna się „Akcja »Zamość«: wydalenie i deportacja Polaków”. Nie ma słowa o Niemcach! W tekstach znajdujemy nawciskane wszędzie przymiotniki „narodowo-socjalistyczny” czy „narodowi socjaliści”, „Rzesza niemiecka” oraz z rzadka przymiotnik „niemiecki”. Jednym słowem – „naziści” tę wojnę prowadzili, a nie Niemcy!


 
Narodowo-socjalistyczny obóz koncentracyjny

Rozdział o obozach koncentracyjnych? Bardzo proszę… Polska wersja:

 „W czasie II wojny światowej na całym obszarze zajętym przez Niemców powstały w sumie 22 obozy koncentracyjne”. W wersji niemieckiej powstały one na… „ im gesamten Machtbereich des nationalsozialistischen Regimes” („na całym obszarze reżimu narodowo-socjalistycznego”).

Podrozdział „Auschwitz-Birkenau”. Polskie pierwsze zdanie: „Największym w Europie kompleksem obozów koncentracyjnych były stworzone wiosną 1940 r. w pobliżu Oświęcimia obozy Auschwitz I-III i należące do nich podobozy”. Wersja niemiecka tego samego zdania? „Das größte nationalsozialistische Konzentrationslager in Europa entstand im Frühjahr 1940 nahe der polnischen Stadt Auschwitz” – „Największy narodowo-socjalistyczny obóz koncentracyjny powstał wiosną 1940 roku obok polskiego miasta Auschwitz”.
 

Teraz proszę na spokojnie jeszcze raz przeczytać to zdanie – jest ono najmocniejszą, najostrzejszą z możliwych manipulacją podbijającą narrację o „polskich obozach” – „narodowosocjalistyczny obóz koncentracyjny w polskim mieście” (zupełnie tak, jakby Oświęcim znajdował się wówczas „w Polsce”).

Zdanie trzecie brzmi (w polskiej wersji):

 „W podstawowym obozie (Auschwitz I) pracę przymusową wykonywali więźniowe polityczni, głównie Polacy, oraz sowieccy jeńcy wojenni”. Co mają w podręczniku uczniowie w Niemczech? Tu będzie subtelna różnica: „Im Stammlager (Auschwitz I) waren vor allem politische Häftlinge, meist aus Polen, und sowjetische Kriegsgefangene zur Zwangsarbeit eingesperrt worden”. 

Pojawiają się więc nie „więźniowie Polacy”, ale „więźniowie głównie z Polski”(!). Jak to „głównie z Polski”? Czyżby istniała jakaś terytorialnie istniejąca „Polska” narodowosocjalistyczna?
„I w Rzeszy, i w Polsce”



Jeszcze ciekawiej robi się, gdy sięgniemy do… dołączanych do podręczników niemieckich wskazówek dla nauczycieli. Znajdziemy tam zdania w stylu:

„Proponowany tutaj plan lekcji skupia się na dyskusji na temat nazistowskiego reżimu okupacyjnego w Polsce”. Są tam też takie potworki jak ten, że „reżim narodowosocjalistyczny” panował „i w Rzeszy, i w Polsce”, czy „tekst ten opisuje zbrodnie nazistowskie w Polsce z perspektywy dziecka i robi to w sposób poruszający emocjonalnie”. Itd.

Zasadniczą sprawą jest więc to (oprócz braku wyważenia proporcji faktów historycznych), w jaki sposób przetłumaczony jest podręcznik trafiający do dzieci niemieckich. Kto zadbał o to, by przy walorach, jakimi jest pojawienie się takiej czy innej informacji o Powstaniu Warszawskim, były w nim sformułowania skandaliczne, zdejmujące z Niemców winę za zbrodnie wojenne, a – po raz kolejny – semantycznie doklejające je przez dobór słów… Polakom?







Łysiak odkrywa skandal z podręcznikiem: inne słowa po polsku, inne po niemiecku! | Niezalezna.pl











wtorek, 18 czerwca 2024

Pośpiech, brak czasu na refleksję.





przedruk




18.06.2024 14:24


Polscy nastolatkowie myślą kreatywnie



Wyniki polskich 15-latków w badaniu myślenia kreatywnego są wyższe niż średnia OECD i zbliżone do wyników uczniów z Łotwy, Belgii i Portugalii. Wśród uczniów z UE lepsze wyniki uzyskali 15-latkowie z Estonii, Finlandii i Danii. Badanie myślenia kreatywnego towarzyszyło badaniu PISA 2022.






We wtorek przedstawiono wyniki wszystkich krajów, które uczestniczyły w tym badaniu.

Maksymalnie w badaniu można było otrzymać 60 punktów. Średni wynik polskich uczniów w zakresie myślenia kreatywnego wyniósł 34 punkty. W badaniu udział wzięły 64 kraje i regiony.

Najlepsze wyniki uzyskali uczniowie z Singapuru (41 punktów), Korei Południowej i Kanady (po 38 punktów). Kolejne miejsca zajęły Australia i Nowa Zelandia, a tuż za nimi uplasowały się kraje Unii Europejskiej: Estonia, Finlandia (po 36 punktów) i Dania (35 punktów). Wynik Polski jest zbliżony do wyników piętnastolatków z Łotwy, Belgii (po 35 punktów) i Portugalii (34 punkty). Według badaczy różnice w wynikach uczniów z Polski, Łotwy, Belgii i Portugalii są nieistotne statystycznie. Średni wynik dla krajów OECD wynosi 33 punkty.

Badacze wskazują, że większość krajów, których uczniowie osiągają wyższe wyniki w zakresie myślenia kreatywnego, zwykle uzyskuje również wyższe niż średnia wyniki w zakresie trzech głównych dziedzin badania PISA: rozumienia czytanego tekstu, umiejętności matematycznych i rozumowania w naukach przyrodniczych.

W badaniu kreatywność zdefiniowano jako "umiejętność tworzenia, oceny i ulepszania pomysłów na rozwiązanie problemu lub twórcze wyrażenie się, które może prowadzić do powstania nowej wiedzy, skutecznych i oryginalnych rozwiązań, produktów czy dzieł sztuki".

Podczas badania uczniowie rozwiązywali zadania sprawdzające ich umiejętności w zakresie tworzenia różnorodnych pomysłów, tworzenia kreatywnych pomysłów oraz oceniania i ulepszania pomysłów w czterech domenach: prezentacja graficzna, wypowiedź pisemna, rozwiązywanie problemów społecznych i rozwiązywanie problemów naukowych. Rozwiązanie każdego z zadań trwało od 5 do 15 minut.

Polscy uczniowie osiągnęli wynik wyższy niż średnia dla krajów OECD we wszystkich trzech badanych wymiarach, a także we wszystkich czterech domenach.

W badaniu wyróżniono sześć poziomów umiejętności uczniów z zakresu myślenia kreatywnego. W Polsce ok. jednej trzeciej (32,7 proc.) 15-latków charakteryzuje się umiejętnościami z dwóch najwyższych poziomów (poziom 5 i 6). Najwyższy odsetek uczniów z tych poziomów zanotowano w Singapurze, Korei Południowej i Kanadzie (odpowiednio 58 proc., 46 proc. i 45 proc.). Wyniki na najniższym poziomie 1 uzyskało w Polsce 4,5 proc. uczniów, a na poziomie 2 – 13 proc.

Jak wyjaśnił dr Michał Sitek z Instytutu Badań Edukacyjnych uczeń na poziomie 2 potrafi tworzyć proste prezentacje graficzne i pisemne, rozwijać pomysły w dłuższe wypowiedzi lub dialogi oraz proponować rozwiązania znanych problemów oparte na istniejących rozwiązaniach. Z kolei uczniowie mający umiejętności na poziomie 5 tworzą kreatywne, nowatorskie i różnorodne pomysły, łącząc je w niekonwencjonalny sposób, oraz potrafią przedstawić zaawansowane i oryginalne wypowiedzi i prezentacje graficzne.

Badanie pokazało też, że dziewczęta wykazują średnio wyższe umiejętności w zakresie myślenia kreatywnego niż chłopcy we wszystkich krajach uczestniczących w badaniu. W Polsce średni wynik dziewcząt to 36 punktów, a chłopców – 33 punkty. Różnica ta jest zbliżona do średniej dla krajów OECD.

Pokazało także, że różnice w umiejętnościach z zakresu myślenia kreatywnego uczniów uczęszczających do różnych typów szkół są duże. W liceach ogólnokształcących wyniki na poziomie 6 uzyskało 18 proc., a na poziomie 5 – 31 proc., czyli łącznie 48 proc. 15-latków z liceów. Na poziomie 2 jest 5 proc. licealistów, a na poziomie 3 – 16 proc.

W technikach wynik na poziomie 6 uzyskało 6 proc. uczniów, a na poziomie 5 – 18 proc., a tylko 3 proc. jest na poziomie 1, na poziomie 2 jest 15 proc., a na poziomie 3 – 29 proc.

Najsłabsze wyniki uzyskali uczniowie szkół branżowych I stopnia, gdzie na poziomie 1 jest 18 proc. uczniów, na poziomie 2 – 37 proc., a na poziomie 3 – 29 proc. Dwa najwyższe poziomy umiejętności (5 i 6) uzyskało tylko 4 proc. uczniów szkół branżowych I stopnia.

Badacze z IBE wskazują, że różnice te w dużej mierze są rezultatem tego, że do szkół branżowych trafiają uczniowie ze stosunkowo niższymi umiejętnościami z zakresu dziedzin badanych w PISA niż uczniowie trafiający do liceów. Ponadto w liceach jest znacznie więcej dziewcząt niż chłopców, w przeciwieństwie do szkół branżowych, gdzie chłopców jest więcej niż dziewcząt.

"Kreatywność jest ważna nie tylko dla ekonomii, dla innowacji, nie tylko dla radzenia sobie ze złożoną rzeczywistością. Ona jest ważna dla naszej psychiki. Mamy gros badań, które pokazują, że osoby, które twórczo myślą, twórczo działają, są to osoby, które lepiej funkcjonują w otoczeniu. To są ludzie, którzy są szczęśliwi. To są ludzie, których dobrostan jest wyższy" – wskazał prof. Maciej Karwowski z Uniwersytetu Wrocławskiego, przewodniczący Rady Naukowej IBE, komentując wyniki badania umiejętności kreatywnego myślenia.

Według niego pierwszą bardzo ważną rzeczą, jaką raport z badania pokazuje w odniesieniu do wszystkich krajów, nie tylko Polski, jest zaprzeczenie popularnej tezie, że szkoła zabija kreatywność.

"Widzimy, że istnieją niebagatelne związki między wiedzą i umiejętnościami, które szkoła ceni, a kreatywnością" – powiedział. "Pokazuje, że bez wiedzy bardzo trudno być kreatywnym" – dodał.

Omawiając wyniki polskich 15-latków, prof. Karwowski zauważył, że w UE lepsze wyniki od naszych uczniów uzyskali tylko uczniowie z Estonii i Finlandii, nieznacznie z Danii, a są to trzy kraje, które mają bardzo silną tradycję twórczej pracy i reformowania szkół.

Wskazał, że poziom wyników polskich uczniów, jeśli chodzi o kreatywne myślenie "jest wyższy niż można byłoby oczekiwać na podstawie wyników tradycyjnych testów PISA", czyli umiejętności matematycznych czy czytania ze zrozumieniem. Wskazał też na zróżnicowanie wyników polskich uczniów ze względu na typ szkoły, do której chodzą. Jak mówił, polscy 15-latkowie z liceów mają wyniki "na poziomie Singapuru, na poziomie niemalże najlepszym na świecie", uczniowie z techników mają wyniki "przyzwoite, ale średnie" na poziomie swoich równolatków z Włoch czy z Izraela, a uczniowie ze szkół branżowych "daleko niższe".

Mówił, że analiza wyników pokazuje, że polscy uczniowie są bardzo niepewni swojej kreatywności.

"Ich przekonania na temat swoich możliwości są wyraźnie niższe niż rzeczywiste. Oni się nie doceniają" – powiedział. Według niego jest tak dlatego, że "po pierwsze: naszym uczniom brak poczucia wsparcia, tzn. przekonanie, że nauczyciele zachęcają do wymyślania oryginalnych odpowiedzi wyraża około połowy polskich uczniów. To jest jeden z najniższych wyników wśród badanych krajów. Przekonanie naszych 15-latków, że mają dość czasu na to, by się twórczo realizować w zadaniach, które nauczyciel stawia, sytuuje nas na ostatnim miejscu, jeżeli chodzi o badane kraje. Czyli pośpiech, brak czasu na refleksję (...) to są rzeczy, które powinniśmy brać po uwagę" – zaznaczył.

Dlatego – jak mówił – potrzeba wspierania u uczniów poczucia ich kreatywnej sprawczości.

"Nie wspierania dla wspierania, ale wspierania dlatego, że adekwatne wyobrażenie na temat swoich możliwości jest jednym z kluczowych motywacyjnych argumentów, by uczniowie chcieli się angażować w twórcze działanie. Potrzebujemy programów i zajęć, które by to stymulowały" – wskazał.

PISA (Programme for International Student Assessment – Program Międzynarodowej Oceny Umiejętności Uczniów) to największe badanie umiejętności uczniów na świecie, realizowane co trzy lata we wszystkich krajach członkowskich Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju – OECD, a także w kilkudziesięciu innych państwach. Pokazuje ono poziom i zróżnicowanie umiejętności 15-latków, które rozwijane są w trakcie edukacji szkolnej i poza szkołą.

W każdej edycji PISA badane są umiejętności z trzech dziedzin: rozumienia czytanego tekstu, rozumowania w matematyce i rozumowania w naukach przyrodniczych. Zawsze jedna z nich jest główna. W badaniu PISA 2022 dziedziną tą było rozumowanie w matematyce. Dodatkowo w każdej edycji PISA badane są także inne dziedziny. W badaniu PISA 2022 dodatkowo badano myślenie kreatywne oraz umiejętności finansowe. Myślenie kreatywne badane było po raz pierwszy.

W badaniu Polskę reprezentowało urodzonych w 2006 r. 6011 uczniów z 240 szkół. Byli to uczniowie I klas szkół ponadpodstawowych (47 proc. to uczniowie liceów ogólnokształcących, 40 proc. – uczniowie techników, 12 proc. – uczniowie szkół branżowych I stopnia, 1 proc. – uczniowie szkół podstawowych). Badanie w szkołach zrealizowano od 7 marca do 29 kwietnia 2022 r.

Badanie PISA organizowane jest przez międzynarodowe konsorcjum nadzorowane przez OECD i przez przedstawicieli krajów członkowskich. Za polską część badania odpowiada Instytut Badań Edukacyjnych.






niezalezna.pl/polska/badanie-oecd-polscy-nastolatkowie-mysla-kreatywnie/520419



wtorek, 18 maja 2021

Nauka zdalna - opinia

 

przedruk


Jerzy Lackowski: 

Całkowite zamknięcie szkół było błędem. Zdewastowało psychikę uczniów


Można było spróbować nauki hybrydowej, w której pewne elementy nauczania realizowane byłyby w szkole, w mniejszych grupach, w odpowiednim reżimie sanitarnym. Niestety, bez głębszego namysłu podjęto decyzję o całkowitym zamknięciu szkół. Dziś widzimy, jak dewastujące było to doświadczenie dla psychiki młodych ludzi - mówi dr Jerzy Lackowski, fizyk, dyrektor Studium Pedagogicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego, w latach 1990 - 2002 wojewódzki kurator oświaty w Krakowie.

 

Czy trwające od 14 miesięcy nauczanie zdalne zdało w Polsce egzamin?


To trudne pytanie, gdyż nie mamy żadnego punktu odniesienia, taka sytuacja zdarzyła się - nie tylko w Polsce - po raz pierwszy. Brałem udział w badaniach prowadzonych na zlecenie MEN, dotyczących nauki zdalnej w pierwszych miesiącach pandemii, ale mam wrażenie, że nasz raport oraz zawarte w nim wnioski nie zostały wykorzystane. Jedno jest pewne, nauczyciele reagowali bardzo różnie. Ci, którzy już stosowali autorskie rozwiązania w pracy, sprawnie korzystali z multimediów, znajdując nowoczesne drogi dotarcia do uczniów - dali sobie świetnie radę. Byli też nauczyciele, którzy dzięki ciężkiej pracy nadrobili „cyfrowe” zaległości, choćby w korzystaniu z platformy MS Teams, stwarzającej możliwości prowadzenia ciekawych zajęć zdalnych. Potrafili się oni wczuć w sytuację swoich uczniów oraz zdawali sobie sprawę, że od jakości ich pracy zależy uczniowska przyszłość. Niestety, z przykrością stwierdzam, że są też nauczyciele, którzy wciąż traktują zdalne nauczanie jako przejściowy „wybryk natury” i bardziej starają się przetrwać, niż prowadzić pełnowartościowe lekcje. Część z nich po ponad roku nauki zdalnej nadal ma duże problemy z nowymi technologiami i nie potrafi tak ustawić „teamsów”, aby np. uniemożliwić złośliwe wyciszanie lub też wyrzucanie uczniów z systemu przez innych uczestników lekcji.


[...]

Szczególnie, gdy mówimy o najmłodszych uczniach. Jak pan ocenia decyzję o wprowadzeniu zdalnego nauczania w klasach I – III?


To już był w istocie absurd. Kiedyś wspaniała, mądra nauczycielka zapytała mnie ze szczerą troską w głosie, czy nie wiem przypadkiem, jak się zdalnie uczy dzieci pisania? Niech pan sobie wyobrazi lekcję zdalną z siedmiolatkiem. To jest absolutna fikcja. Szczerze się dziwię, że nikt z decydentów nie przemyślał tej kwestii wcześniej. Te dzieci naprawdę mogły chodzić do szkół, a zostały skierowane na zdalne nauczanie, kolejny raz przed Wielkanocą, pomimo że wówczas zdecydowana większość nauczycieli była już zaszczepiona.

To zupełnie jak w ochronie zdrowia. Lekarze są już zaszczepieni, ale wielu wciąż woli wygodne teleporady, ze zgubnym skutkiem dla społeczeństwa… Odetchnijmy jednak na moment od grzechów decydentów i nauczycieli. Rodzice też nie są bez winy.


Zdarzało się, że część z nich rozwiązywała za swe dzieci zadania na klasówkach, siedząc tuż obok nich. W ten sposób dochodziło do zwykłych edukacyjnych oszustw, które będą miały w przyszłości bardzo niekorzystny wpływ na dzieci. Oczywiście, wsparcie ze strony rodziców jest czymś bezcennym, ale ono musi mieć swoją granicę. W efekcie teraz nauczyciele ostrzegają uczniów, że po powrocie do szkół będzie się sprawdzać ich faktyczną wiedzę, co jeszcze bardziej wzmaga uczniowski stres. Z drugiej strony mamy też częste przypadki uczniów, którzy z różnych powodów nie uzyskiwali wsparcia ze strony najbliższych, jak również mieli trudne warunki do uczestniczenia w zdalnym nauczaniu i w efekcie zaczęli się gubić, choć wcześniej dawali sobie dobrze radę z nauką. Sporo szkół i nauczycieli nie umiało się dotychczas z tym problemem zmierzyć i pomóc tym uczniom.

Szkoły to również dyrektorzy. Co wynika z pańskich obserwacji ich działań?


Mimo wprowadzenia obowiązku zdalnego nauczania, przez wiele tygodni było sporo szkół, w których nauczyciele nie pracowali online w czasie rzeczywistym, tylko stosowali coś na kształt zlecanej rodzicom edukacji domowej, czyli po prostu przesyłali uczniom zadania i materiały do przerobienia. Część dyrektorów nie potrafiła zupełnie zapanować nad tym zjawiskiem. Nie korzystali też z możliwości uczestniczenia w prowadzonych lekcjach, choć „teamsy” pozwoliłyby im łatwo się przekonać, jak naprawdę wygląda edukacja w ich szkole i jak różne jest podejście nauczycieli do swoich obowiązków. Byli dyrektorzy, którzy nie wiedzieli, co się dzieje w ich szkole i nie potrafili nawet określić, z jakich narzędzi korzystają nauczyciele. Jakby tego było mało, nadzór nad szkołami ze strony kuratoriów, jak i wsparcie z ich strony - również wyglądały słabo.

Uważa pan, że wszystko to można było lepiej zorganizować?


Mieliśmy sporo czasu, podczas którego można było poważnie przeanalizować, jakie efekty nauczania da się uzyskać w zdalnej edukacji, a jakie nie. Można było spróbować choćby nauki hybrydowej, w której pewne elementy nauczania realizowane byłyby jednak w szkole, w mniejszych grupach, w odpowiednim reżimie sanitarnym. Uczniowie mogliby np. eksperymentować na fizyce czy chemii, prowadzić dyskusje na różnych przedmiotach. Niestety, zbyt łatwo, bez głębszego namysłu podjęto decyzję o całkowitym zamknięciu szkół. Dziś widzimy, jak dewastujące było to doświadczenie dla psychiki młodych ludzi, jak również dla ich edukacyjnego rozwoju. Gdyby po pierwszym szoku wywołanym pandemią zastosowano po kilku miesiącach naukę hybrydową, uczniowie mieliby większą wiedzę i umiejętności, a zarazem mniejsze poczucie alienacji, utrzymaliby rzeczywiste kontakty z rówieśnikami i z nauczycielami…

…coś by się w ich życiu działo, odczuwaliby mniejszy lęk przed światem. Przecież szkoła to miejsce pierwszych miłości i przyjaźni na całe życie, nauki radzenia sobie w społeczeństwie, miejsce rodzenia się pasji. Dziś wiele z tych rzeczy zastępują im seriale, kreujące często świat fałszywy, który jednak staje się prawdą, bo młodzież nie ma gdzie konfrontować filmu z rzeczywistością.


Cóż, nauka zdalna rodzi również i takie zagrożenia, niszczy więzi społeczne, rodzi ogromne frustracje i poczucie samotności. To się pogłębiło w marcu, kiedy zamknięto dosłownie wszystko. Dzieci, które mogły się wyżalić przed rodzicami i miały poczucie, że ktoś ich słucha - i tak miały lepiej niż te, które zostały pozostawione same ze swoimi myślami. Jeszcze raz powtórzę, nie doszło w Polsce do poważnej analizy skutków nauki zdalnej. W efekcie przez większość pandemii stosowano dwie proste recepty: po pierwsze dzieci mają siedzieć w domach, bo trzeba je chronić przed wirusem poprzez izolację. Drugim lekarstwem było obniżenie wymagań o 20-30 proc. na egzaminie ósmoklasisty i na maturze. Proszę się zastanowić, jak w takiej sytuacji będą wyglądały studia? Czy tam również będziemy obniżać poziom? Raczej będziemy musieli umożliwić młodym ludziom nadrobienie braków. W przeciwnym razie będą oni w przyszłości niepełnymi profesjonalistami, skazanymi na kłopoty na rynku pracy. To wszystko są konsekwencje, nad którymi rządzący powinni się zastanawiać przy podejmowaniu trudnych decyzji.

W pandemii doszło też chyba do pogłębienia kolejnej choroby polskiego szkolnictwa, czyli manii testowania, która pozoruje wiedzę i wypuszcza ze szkół niedojrzałych życiowo ludzi.


To jest kształtowanie ludzi pod kątem bardzo prostego sposobu widzenia świata. Albo jest A, albo B, albo C, albo D. Tu nie trzeba myśleć, wyrażać wątpliwości, rozważać niuanse, spójnie się wypowiadać. Na test wystarczy się wyuczyć, a potem można wiedzę zapomnieć. Często się zastanawiam, jak by sobie poradzili dzisiejsi uczniowie np. ze starą maturą z języka polskiego, kiedy trzeba było napisać poważny esej na jeden z czterech tematów, użyć argumentów na poparcie swej tezy, ładnie i samodzielnie opracować temat, mając na to sporo czasu. Wtedy można było dostrzec nie tylko, jaką uczeń ma wiedzę, ale też jak ją potrafi wykorzystać, czy sprawnie i poprawnie posługuje się językiem, umie używać argumentów.

Obniżamy wymagania, a wyniki na egzaminach są coraz gorsze. Przecież dzieci nie są chyba mniej inteligentne niż kiedyś?


Nie są. I choć przekroczyliśmy wszelkie granice w obniżaniu wymagań, to wyniki egzaminów zewnętrznych są coraz niższe, zaś większość ludzi w rzeczywistości jest coraz gorzej wykształcona.

Ale jak to jest możliwe?


To jest pewna filozofia edukacyjna obecna nie tylko w Polsce, oparta na idei powszechnej standaryzacji, której rzekomo najlepszym i najbardziej obiektywnym elementem, sprawdzającym uczniowską wiedzę, są testy wyboru. One jednak moim zdaniem ograniczają samodzielne myślenie uczniów, likwidują w istocie ich kreatywność. Do tego autorzy podstaw programowych zachowują się tak, jakby uczniowie byli coraz mniej inteligentni. Sądzę, że całość podstaw programowych trzeba uważnie przeanalizować, uporządkować, skorelować treści przedmiotów pokrewnych, ułatwiając nauczycielom kreowanie autorskich rozwiązań programowych. Powinniśmy np. dać większą swobodę nauczycielom języka polskiego w doborze lektur uzupełniających „żelazny”, ogólnopolski kanon. Cieszyłbym się też, gdyby na lekcjach historii szkoła romantyczna, z jej insurekcyjnym charakterem gloryfikującym nie zawsze przemyślane powstania narodowe, została wzbogacona o nurt myśli szkoły krakowskiej, bardziej racjonalnej, odcinającej się od działań typu: „poszli nasi w bój bez broni”. Na takim sporze można budować fascynujące, angażujące uczniów dyskusje. Trzeba przywrócić sprawdzone i skuteczne metody kształcenia przedmiotów ścisłych i przyrodniczych oraz zaprzestać spychania ich na drugi plan edukacyjny. Jeśli dalej będziemy obniżać wymagania w tych przedmiotach, to czy doczekamy się pokolenia świetnych inżynierów, informatyków, lekarzy? Na pewno nie. A bez nich marnie rysuje się polska przyszłość.

Proszę mi powiedzieć, jak może się zmienić szkoła, skoro nauczyciele zarabiają tak mało? Przecież efekt jest taki, że do zawodu idą albo pasjonaci, albo - częściej - ludzie przeciętni.


Od października 2019 roku stopniowo wchodzą w życie nowe standardy kształcenia nauczycieli. Np. uprawnienia do nauczania najmłodszych dzieci będzie można uzyskać tylko kończąc jednolite, pięcioletnie studia magisterskie, prowadzone tylko na uczelniach spełniających wysokie wymagania. Nie będzie też można zdobyć uprawnień do pracy w tym obszarze edukacji podczas studiów podyplomowych. Równocześnie każdy nauczyciel przedmiotu będzie musiał studiować w pięcioletnim cyklu określony kierunek. Niestety, wokół tych kwestii wciąż toczy się batalia, bo część szkół wyższych protestuje, gdyż nie spełniają podwyższonych wymagań. A co do wynagradzania nauczycieli, trzeba przestać się bać związków zawodowych i uzależnić wysokość zarobków od jakości nauczycielskiej pracy. Mamy bowiem w Polsce wielu naprawdę świetnie pracujących i zaangażowanych nauczycieli, którzy zarabiają tyle samo, jak ci, którzy przychodzą tylko do pracy i sprawnie wypełniają dokumenty. Niepokojące jest również to, że wszelkie próby zmiany tej sytuacji, np. poprzez przywrócenie cyklicznej oceny nauczycieli i powiązanie jej wyników z wysokością nauczycielskiego wynagrodzenia, upadły pod presją związków. Taka sytuacja zniechęca wielu utalentowanych absolwentów do podjęcia nauczycielskiej pracy. Tak samo jak blokuje ich zbiurokratyzowanie szkół i panujący w wielu z nich marazm. Gdyby wprowadzić system promujący samodzielność i gwarantujący podwyżki efektywnie pracującym pedagogom, nie cierpielibyśmy na brak dobrych nauczycieli. Pamiętajmy też, że nauczyciele kreatywni, stosujący autorskie programy, nie wypalają się tak szybko, jak ci tonący w schematach.

Gdyby nawet te zmiany zaszły, to na ich efekty poczekamy sporo lat. Dziś mamy taką rzeczywistość, że minister edukacji obniża wymagania dla maturzystów, a jednocześnie zapowiada, że za dwa lata będą one podwyższone i nie będzie już można zdać rozszerzonej matury bez uzyskania 30 proc. punktów na egzaminie. Przecież to nierealne, biorąc pod uwagę skutki pandemii w szkolnictwie.
Obawiam się, że ten pomysł polegnie w związku z dalszym obniżaniem wymagań. Zostanie więc utrzymany obowiązek przystąpienia do matury z jednego przedmiotu na poziomie rozszerzonym (chociaż w tym roku go nie ma), ale bez określonego progu zdawalności. Nadal będzie można otrzymać na nim zero punktów i uzyskać maturę, bo zdało się ją z przedmiotów obowiązkowych na poziomie podstawowym. Tylko że w ten sposób nadal będziemy uprawiać fikcję kształcenia i wypuszczać coraz gorszych absolwentów, którym trudno będzie sobie poradzić w życiu. Powtarzam, brakuje nam kompleksowego spojrzenia na edukację, bo wciąż dominuje skupianie się na szczegółach, które są marginalne, ale dobrze brzmią w przestrzeni ideologiczno-politycznej. W efekcie niekompetentnego i wąskiego spojrzenia na edukację politycy i decydenci zdają się nie rozumieć istotnych celów kształcenia. Uczniom może się dziś wydawać, że dobra władza to ta, która obniży im wymagania. Niestety, zapłacą za to wysoką cenę w przyszłości.

Jakie to może mieć skutki dla całego społeczeństwa?


Wskaźniki liczby osób studiujących lokują Polskę w czołówce światowej. Cóż z tego, skoro dostać się u nas na studia do większości szkół wyższych jest bardzo łatwo. Wiele z ponad 400 naszych szkół wyższych jest na bardzo słabym poziomie i jedynie najlepsze polskie uczelnie opierają rekrutację na wynikach matury z przedmiotów zdawanych na poziomie rozszerzonym… Pyta pan o skutki. Współczesny system edukacji promuje ludzi posłusznych, bezrefleksyjnie wykonujących polecenia, umiejących „nastawić żagle na odpowiednie wiatry”, słowem - konformistów. Źle wykształceni ludzie są najczęściej mniej krytyczni, mniej samodzielni intelektualnie, dużo łatwiej jest nimi manipulować. W takim świecie człowiek może być już tylko bezrefleksyjnym konsumentem, pozbawionym poczucia odpowiedzialności za swe życie, zaś autorytetami w najważniejszych sprawach stają dla niego celebryci. Ludzie już teraz przestają być obywatelami podejmującymi świadome wybory polityczne, ale stają się politycznymi kibicami, bez namysłu idącymi za swymi klubami-partiami. Brakuje miejsca dla ludzi mających wątpliwości wynikające z szerokiej wiedzy i umiejętności krytycznego myślenia. Dla porównania Finowie nie boją się proponować uczniom podczas lekcji tematów bardzo kontrowersyjnych, ale zmuszających do wyjścia z utartych schematów i do samodzielnego myślenia. Ale tam cały system kształcenia nauczycieli jest dużo bardziej wymagający, a studia nauczycielskie prowadzi się jedynie na ośmiu najlepszych uniwersytetach. Równocześnie nauczycielska praca jest dobrze wynagradzana.

Kończąc, wróćmy jeszcze na chwilę do nauki zdalnej. Jak pana zdaniem powinna wyglądać szkoła po powrocie uczniów za dwa tygodnie?
Trzeba wykorzystać ten czas przede wszystkim na odnowienie więzi społecznych, integrację uczniów, odbudowę wzajemnego zaufania - bez nadmiernego nacisku na sprawdzanie wiedzy. Tak jak jestem przeciwnikiem obniżania wymagań, tak uważam, że mamy dziś sytuację nadzwyczajną i przede wszystkim musimy skupić się na odbudowaniu psychiki dzieci i relacji między nimi. Dopiero potem możemy stawiać przed nimi nowe wyzwania.


całość tutaj:

https://plus.gazetakrakowska.pl/jerzy-lackowski-calkowite-zamkniecie-szkol-bylo-bledem-zdewastowalo-psychike-uczniow/ar/c15-15610075





piątek, 20 listopada 2020

O języku i o szkolnictwie w Rumunii

 


przedruk - słabe tłumaczenie przeglądarki


Poza pochodzeniem języka rumuńskiego, łacina jest środkiem orientacji życiowej dla każdego europejskiego intelektualisty i dlatego bardzo trudno mi zrozumieć, jak można zrozumieć i bronić korzeni, jeśli nie tworzy się już łaciny i historii. Chociaż niektórzy pragmatyczni rodzice oklaskują ten gest, myśląc o przeciążeniu swoich dzieci, nie widzę, jak jedna godzina łaciny w tygodniu może zakłócić równowagę w szkole. Nie chodzi o naukę tak złożonego języka w jeden rok!

Należy wyjaśnić, że nawet jeśli odłożymy na bok naszą Latinity, badanie łaciny oświetla serię ścieżek, które w przeciwnym razie pozostają niejasne. Latina wyjaśnia wiele nazw w technice, sprawia, że ​​naukowe nazwy roślin leczniczych, lekarstw i ich związków są zrozumiałe, pomaga w uzyskaniu zarzutu prawnego,

Ponad 70% słów na stronie początkowej edytora tekstu (Microsoft Office Word) ma pochodzenie łacińskie lub zostało przejęte przez języki nowożytne poprzez łacinę. Około 60% słów najbardziej rozpowszechnionego języka komunikacji na świecie (angielski) ma pochodzenie łacińskie, przejęte przez język francuski. Człowiek żyjący w trzecim tysiącleciu musi tylko zyskać, jeśli zna podstawy gramatyczne języka łacińskiego, co jest prawdziwym pomocnikiem w szybszej nauce innych języków. Nie mogę też zagłębić się w to, jak korzenie Europy są zakorzenione w klasycyzmie grecko-łacińskim. Jeśli nie ma już łaciny ani historii, jak można zrozumieć i bronić tych korzeni?

Zaczynam też wierzyć, że systematycznie pracujemy nad zatarciem namacalnych śladów naszej tożsamości. Latina została również zakazana w okresie proletariackim, w latach pięćdziesiątych XX wieku, kiedy mieliśmy być Słowianami, braćmi z wielką władzą na Wschodzie. Jeśli jest to podejście globalistów, anarchistów, neomarksistów, ruchów „postępowych” itp., To fakt staje się bardzo poważny. Jeśli jest to decyzja podjęta pod presją siły ulicy, pozbawiona perspektywy przyszłości i pragnąca promować minimalny opór, to jest smutna. Jako decydent nie mogę zapytać studenta, czego chce się uczyć. To tak, jakby zapytać malucha, czy chce białko czy czekoladę! Jednak perspektywy długoterminowe są ponure.

Religia, łacina i teatr są ważnymi składnikami edukacji człowieka, ale wynikają z niezrozumienia szkolnej filozofii. W wyniku błędnych decyzji zostaną wyeliminowani z programu nauczania. Od 1800 r. W krajach demokratycznych zawsze istniała presja, aby otrzymać program szkolny, ożywić naukę, dostosować szkołę do potrzeb życiowych. Ale nigdy nie było tak dużego nacisku ze strony nieproszonych na proces edukacyjny jak teraz. Każdy jest dobry w edukacji, każdy wie, czego trzeba się nauczyć, każdy poprawia nauczycieli, każdy chce nowych „przedmiotów”, dostosowanych do życia. Co to za życie? O larwie, o życiu przyszłych instrumentów w rękach władców, o ludziach bez perspektywy i osobowości!

Nowości życia nie są nowymi dyscyplinami edukacyjnymi! Adaptacja szkoły do ​​życia oznacza wprowadzanie nowych treści, nowych tematów do istniejących przedmiotów szkolnych. Studiowałem teatr w latach komunistycznych z kilku przedmiotów szkolnych: język i literatura rumuńska, literatura uniwersalna, język i literatura łacińska, języki i literatury obce, historia. Najpierw dowiedziałem się, czym jest gatunek dramaturgiczny w odniesieniu do gatunku epopei i lirycznej, potem dowiedziałem się o tragedii greckiej, potem o komediach Arystofanesa itd. W historii po raz pierwszy usłyszałem o commedia dell'arte, aw historii literatury uniwersalnej o teatrze absurdu, o Samuelu Becketta i Eugenie Ionesco. W 11 klasie widziałem na żywo, graną w Braszowie, pierwszą piosenkę Eugena Ionesco, a mianowicie „The Bald Singer”.


Nieprawidłowe jest wprowadzanie do programów nauczania nowych dyscyplin, z ocenami i środowiskami, ponieważ muszą one zastąpić inne dyscypliny, tak że pojawia się nieuczciwa, szkodliwa i niebezpieczna rywalizacja o przyszłość naszych dzieci. Szkoła przystosowuje się do życia, ale nie mechanicznie. Społeczeństwo stało się dziś bardzo dynamiczne, dlatego ciągłe dostosowywanie szkoły po tych szybkich zmianach przynosi efekt przeciwny do zamierzonego. Aż do gimnazjum włącznie, uczeń potrzebuje kształtowania swojej ogólnej kultury, zdobywania intelektualnego posagu zgromadzonego przez ludzkość, a nie zdobywania praktycznych umiejętności w określonych zawodach, zawodach, konkretnych sytuacjach.

Najwyższe wartości narodu i ludzkości są dziś również kwestionowane - przez niektórych wezwanych, ale także przez nieproszonych - ale nie do tego stopnia, że ​​pozostają pewne stałe, potwierdzone ich trwałością. Szkoła musi przypominać młode umysły, oprócz wiedzy, wartości, cnót i zaufania. Jeśli zastąpimy tę stabilną zasadę ideą przygodnego, bezpośredniego namacalnego lub codziennego życia, w końcu zastąpimy matematykę, fizykę, biologię, chemię, język i literaturę, historię, geografię itp. z edukacją bankową, z higieną, z edukacją seksualną, ze zdrowym odżywianiem, z edukacją w zakresie przedsiębiorczości itp., ponieważ nie można zrobić wszystkiego w jednym miejscu i jedno na drugim. Praktyczne umiejętności życiowe są celem edukacyjnym, ale nie są wyłączne ani nawet priorytetowe. Albo my, Co my robimy? Eksperymentujemy od około trzech dekad i nie osiągamy obiecujących wyników. Nie stworzyliśmy efektywnego programu nauczania dostosowanego do rzeczywistości, którą będziemy stosować przez dziesięć lat - powiedzmy - a potem analizować jego wyniki. W tych warunkach nie mamy powodów do optymizmu. Brak wystarczających inwestycji w edukację oznacza poważne zagrożenie dla przyszłości każdego narodu.

Szkoła to - na szczęście na szczęście - dużo dla społeczeństwa i zmieniła się pod wieloma względami na lepsze. Nie możemy już sobie wyobrazić szkół, w których można się nauczyć tylko pisania i czytania, a następnie kilku podstaw podstawowych przedmiotów. Obecnie język elektroniczny podbił planetę, a szybkie, natychmiastowe środki komunikacji są wszechobecne. Ale insynuuje się bardzo niebezpieczny pomysł, a mianowicie, że można odnieść sukces w życiu bez szkoły, bez treningu w kulturze ogólnej, bez wiedzy, że wystarczy pewien spryt i rodzaj trąby powietrznej bliskiej oszustwu, by być „kimś”.

Słyszę głosy odrzucające całe rozdziały matematyki ze szkolnych programów, zastanawiające się, dlaczego uczeń musi znać budowę atomu, minimalizując twórczość literacką, całkowicie eliminując gramatykę językową, usuwając wiedzę o wcześniejszych doświadczeniach. Oczywistym niebezpieczeństwem jest to, że wszyscy stajemy się troglodytami, zmarginalizowanymi, ignorantami, czyli łatwymi do manipulowania.

Ponieważ szkoła nie jest już uważana za podstawową ścieżkę edukacji i sukcesu życiowego, wzrasta skłonność wielu współczesnych do astrologii, do fantastycznych „teorii”, do potępienia racjonalnej wiedzy itp. Coraz więcej Rumunów „wie”, że piramidy w Egipcie zostały stworzone przez kosmitów, że język rumuński jest uniwersalną matrycą języków i że Rzymianie nauczyli się łaciny od Daków, że tunele w Bucegi prowadzą do delty Nilu itd.

Wszystko to jest wynikiem upadku szkoły, a następnie wzrostu ignorancji, podwojonej odwagą, ideą, że każdy może być specjalistą w czymkolwiek, pogardą dla profesjonalizmu i kompetencji.

Akademia Rumuńska z racji swojego istnienia ma misję służenia narodowi rumuńskiemu, to znaczy czuwa nad językiem, literaturą, historią, etnografią, naukami podstawowymi i, oczywiście, edukacją Rumunów. Na Akademię odbiło się również działanie celowej degradacji instytucji państwowych, gorliwie zarządzanych w ostatnich latach przez niektóre siły. Niektórzy decydenci, zdenerwowani, że nie mogą wejść do Akademii, ciężko pracują, aby skompromitować instytucję, zniesławić ją, osłabić. Z drugiej strony Akademia Rumuńska - jak każda ludzka instytucja - nie jest nieomylna. Znajdował się u progu całkowitego zniszczenia między 1974 a 1989 rokiem, kiedy reżim komunistyczny brutalnie ingerował w jego działalność i tworzył równoległe instytucje mające zająć jego miejsce w społeczeństwie.

Akademia Rumuńska wyrażała swój rozsądny punkt widzenia, ilekroć próbowała reformować szkołę, zachowując równowagę, próbując połączyć tradycję z innowacjami, rumuńskie doświadczenie w tej dziedzinie z udanymi europejskimi wysiłkami. Kierownictwo Akademii utrzymuje stały kontakt z Ministerstwem Edukacji, aby móc decydować o podjęciu autoryzowanych i sprawdzonych działań, ale problem polega na tym, że na polu edukacji są głosy różnego rodzaju, wiele bez związku ze szkołą, bez doświadczenia edukacyjnego. chętni do obrony za wszelką cenę. Akademia walczy również o narzucenie autoryzowanej wiedzy fachowej również w tej dziedzinie, o odpowiedzialność decydentów w celu kultywowania wartości, cnót i zaufania do szkoły w przyszłości.

W Europie zaobserwowano również, że częste i radykalne eksperymenty, przerywane jakimkolwiek związkiem z tradycją, stają się szkodliwe i ryzykowne. Modernizacja nie może oznaczać permanentnej zmiany ani porzucenia pewnych sprawdzonych od wieków zasad pedagogicznych. Jest oczywiste, że studenci są przeładowani materiałem, że uciążliwe programy, oparte wyłącznie na gromadzeniu wiedzy, nie prowadzą do pożądanego rezultatu. Ale stąd do zahamowania zdolności pamięci dzieci jest długa droga.

Od początku świata uczniowie poznali prawa, twierdzenia, reguły, wersety, zapamiętane imiona osób, prądy kulturowe itp., Co zwiększyło ich zdolność zapamiętywania. Pamięć jest podstawowym składnikiem inteligencji. Wyobraź sobie inteligentnego człowieka, który nie jest w stanie odtworzyć definicji lub który nie pamięta, że ​​Oświecenie poprzedza romantyzm! Pamięć jest zatem absolutnie niezbędna do zachowania istoty ludzkiej, co oznacza, że ​​pamięć musi być pielęgnowana. Jeśli inteligencja to między innymi umiejętność podejmowania właściwych decyzji we właściwym czasie, to podstawą tych decyzji pozostaje bogaty bagaż wiedzy przechowywanej w umyśle.

Prin rememorarea și compararea acestor date, se poate lua decizia corectă. S-ar putea să vină o vreme când roboții și computerele supra-performante vor lua decizii în locul oamenilor, dar atunci esența umană va fi alta decât aceea de-acum. Noi, deocamdată, operăm cu oameni-demiurgi, care vor să-și construiască soarta lor și a omenirii, pe baza unor caracteristici imuabile, iar faptul că Franța se întoarce, în parte, la principiile unui învățământ din trecut, care a dat roade ușor de verificat, este o marcă de înțelepciune.

Przy wszystkich konfliktach między pokoleniami (teraz wyolbrzymionych) nie możemy oderwać teraźniejszości od przeszłości ani przyszłości. Nie możemy oczywiście wrócić do metod papieża Olobanu, uwiecznionego przez Iona Creangę, ani do „nauczyciela” Gogi, który pisał listy do matek z synami „zabranymi na urząd cesarski”, ale dobrze jest się nie spieszyć. Nadal istnieją trwałe wartości, które przez wieki dowiodły swojej skuteczności i które warto nadal kultywować. Z tego punktu widzenia Akademia pełni także rolę konserwatystów w sensie zachowania tych ogólnoludzkich wartości.

Autor: Acad. Ioan Aurel Pop



https://gandeste.org/analize/acad-ioan-aurel-pop-incep-sa-cred-ca-se-lucreaza-sistematic-la-eradicarea-urmelor-palpabile-ale-identitatii-noastre/117860/







czwartek, 26 września 2019

Ukraińcy żegnają literę „f”



W temacie przekształcania języka celem wprowadzenia przekłamań co do znaczenia słów.






Ukraińcy żegnają literę „f”

  1. Wiadomości
  2. Społeczeństwo
31 maja 2019, 19:30

Alena Makarenko

Obywatele Ukrainy będą uczyć się idiomatycznych zwrotów z hollywoodzkich filmów, a wiele słów będzie musiało pisać „zgodnie z zasadą Zachodu”. Zostało to zgłoszone przez RIA FAN .






Ministerstwo Edukacji i Nauki Ukrainy (MES) rozpoczęło radykalną reformę pisowni ukraińskiej. Lokalne organizacje patriotyczne zaproponowały uzupełnienie słownictwa rodaków o nie mniej niż sto idiomatycznych zwrotów używanych przez bohaterów hollywoodzkich filmów. Ponadto zalecili zmianę pisowni około 10 tysięcy słów „zgodnie z zasadą zachodnią”.

Litera „f” zniknie ze słów greckiego pochodzenia. Po tym 
słowa «кафедра» , «эфир»  i «анафема»  
będą musiały być zapisane jako
«катедра», «етер» i «анатема»



Ograniczenia będą miały zastosowanie do „l” w stałych kombinacjach. Załóżmy, że słowo «мало»  jest konwertowane na «мауо».
Prorektor jednego z prestiżowych uniwersytetów w kraju zażądał, aby profesor filologii podpisał się pod otrzymaniem pomocy dydaktycznych do nauczania podstaw współczesnego języka ukraińskiego. Nauczyciela przeraziły zbliżające się przemiany.

Według niego ta cała sytuacja jest bluźnierstwem.„Kiedy zobaczyłem niektóre rekomendacje z tej broszury, byłem przerażony. Okazuje się, że w ciągu najbliższych dwóch miesięcy będę musiał dostosować proces edukacyjny do standardów pisowni z 1932 r. I rozważyć możliwość „stopniowego” zaznajomienia moich studentów z idiomatycznymi formami lingwistyki zachodniej ”- powiedział nauczyciel.

Jednak urzędnicy uspokoili obywateli i poprosili, aby nie bali się zmian. Zmiany będą następować stopniowo. Władze są przekonane, że z czasem społeczeństwo pokocha Теодора, bardziej niż  Федора. A później «Атены» zabrzmią „słodsze dla ucha” niż «Афины».

------


Wydaje się, że w MES proces ten wyraźnie nie jest uważany za „świętokradztwo”. Według oficjalnych informacji, w poniedziałek 3 czerwca br. opublikowany zostanie tzw. „Plan wdrożenia nowej edycji pisowni ukraińskiej”. 


Tak więc na przykład litera F. zostanie usunięta ze słów greckiego pochodzenia w określonej pisowni, w związku z czym takie słowa, jak na przykład „ambona”, „eter” i „klątwa” zostaną zapisane odpowiednio „cathedra”, „ethereum” i „anathema”. Litera L w trudnych kombinacjach również podlega pewnym sankcjom. 


Na przykład słowo „mały” będzie teraz wymawiane i graficznie reprodukowane jako „Mauo”, a polski Вроцлав nazywa się «Вроцуав». . 




Należy szczególnie zauważyć, że urzędnicy pospiesznie uspokoili zwykłych Ukraińców i rodaków otrzymujących wyższe wykształcenie.
Nie bójcie się takich zmian” - powiedział Federalnej Agencji Informacyjnej starszy urzędnik ukraińskiego Ministerstwa Edukacji, zachowując całkowitą poufność. - Wszystko stanie się stopniowo. Początkowo ludzie zrozumieją, że nazwa Theodore brzmi o wiele ładniej niż Fedor, a „Athena” dla ucha naszego człowieka jest [brzmi] ładniej niż „Ateny”.
Ponadto urzędnik zaczął rozpowszechniać temat, że wszyscy żyjemy w XXI wieku - i dlatego powinniśmy wykluczyć ze słownika neutralne słowa w formie «пилот», «эксперт», «доктор» i «ученый».. Odmówił odrzucenia wszystkich powyższych zawodów kobiecych, ograniczając się do faktu, że pilotka w tym konkretnym przypadku będzie nazywana «пилотессой».  






Jak powiedział przedstawiciel ukraińskiej Narodowej Komisji Pisowni Bogdan Azhnyuk w Kijowie, język ukraiński jest „żywą strukturą”, która musi się zmieniać wraz ze zmianami społecznymi.
"Tylko martwe języki się nie zmieniają: łacina, sanskryt i starożytna greka” - podsumował.
Jednak na pytanie, dlaczego więc pisownia z lat 1932–1933 została przyjęta za podstawę takich zmian (wtedy w języku ukraińskim były tak naprawdę takie słowa jak «докторесса» i «профессорка», a litera F została prawie usunięta z alfabetu. - Uwaga FAN ), Azhnyuk nie odpowiedział. 



Jak się okazało, ukraińscy patrioci nie poprzestaną na zmianach pisowni zatwierdzonych już przez Gabinet Ministrów Ukrainy. Tak więc działacze wielu ruchów zaproponowali na poziomie legislacyjnym wprowadzenie do słownika głównych uporczywych zwrotów (idiomy) właściwych mieszkańcom USA, Wielkiej Brytanii i Niemiec. W szczególności, teraz frazy takie jak  Cześć, jak się masz?  i zachowaj ostrożność  zostaną odtworzone w wersji cyrylicy, a odpowiedzi na nie w stylu do tej pory tak dobrych, a nawet Ok, danke  zostaną włączone do słowników współczesnego języka ukraińskiego, nie wspominając o przynależności terytorialnej. 



Te zmiany naprawdę powinny przejść próbę czasu”, powiedział europejski obrońca praw człowieka Alexander Mitz w komentarzu do Federalnej Agencji Informacyjnej. - Pozycjonując się jako część świata zachodniego, Ukraina nie powinna zapominać o swojej tożsamości.
Nie ma wątpliwości, że tysiące Ukraińców sprzeciwi się takiej innowacji. Oficjalny Kijów w ogóle, a zwłaszcza Ministerstwo Edukacji, również będą musieli się liczyć z ich opiniami. ”











https://360tv.ru/news/obschestvo/ukraintsy-poproschajutsja-s-bukvoj-f/?utm_medium=exchange&utm_source=lentainform&utm_campaign=news&utm_term=1270908&utm_content=7314921



https://riafan.ru/1183364-ukraincev-otuchat-ot-neskolkikh-bukv-slavyanskogo-alfavita-no-priuchat-k-amerikanskim-idiomam