Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mieszko I - teutońska sitwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mieszko I - teutońska sitwa. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2026

Kolonizacja niemiecka

 


Demografia to broń.

Celem kolonizacji zawsze jest przejęcie kontroli (władzy) nad danym terytorium.



Niemiecka mapa pokazująca ludność niemieckojęzyczną w Europie środkowo-wschodniej poza granicami państwa niemieckiego w 1925 r. - czy dane są prawdziwe, to wątpliwe, ale... w polityce ważne do czego mapa służy, a nie czy mówi prawdę....


Usłyszałem w internecie taką informację, że w państwie piastowskim żyło ok. 15 - 30 tyś. ludzi i to zainspirowało mnie, by opisać swoje przemyślenia.

źródła informacji poniżej to głównie wikipedia
przypominam: wszystkie te teksty starannie wycyzelowane mogą być napisane przez Ai



1. Znana kolonizacja

- Kolonizacja na prawie niemieckim (osadnictwo na prawie niemieckim) – zjawisko społeczno-gospodarcze, które miało miejsce w Środkowo-Wschodniej Europie od XII do XIV wieku. Polegało ono na planowym osadnictwie ludności pochodzącej głównie z zachodnich obszarów Niemiec.

Kolonizacja ta dokonywała się na mocy osobnych umów, określających prawa i obowiązki kolonistów, które zawierane były pomiędzy panem (właścicielem gruntu) a grupą osadników, których reprezentował zasadźca. W Polsce rozwijała się od początku XIII wieku wraz z napływem grup wolnej ludności z Zachodu (gł. z Niemiec), przynoszących ze sobą zręby nowego prawa osadniczego, rozwiniętego następnie w system prawny zwany prawem niemieckim.

To wersja "encyklopedyczna", jaka była rzeczywistość, tego dokładnie nie wiemy. W każdym razie miecz niejednokrotnie dyktował prawo.



Kiedyś miałem takie wyobrażenie o Polsce w dawnych czasach, że tu były pustki, nieprzebyte lasy i gdzieniegdzie jakieś wioseczki spokojnych kmieci...
Potem do tego obrazu dodałem złych i chciwych rozbójników niemieckich - zakonników, tudzież świeckich panów, którzy gnębili bezbronnych chłopów i pod groźbą miecza wymuszali na nich daniny....

Pan rycerz na spotkaniu z kmieciami pokazuje im pewną księgę i mówi:
A wieta wy, co ja tu mam?
A to jest księga tajemna zawierająca recepty różnorakie, a księga ta zwana jest: "Traktat o rabo..." to znaczy... ten.. to je moja Legitymacja, rozumieta?
I tera tak, na mocy moich tu dokumentów i drużyny zacnych tu rycerzy, sławnych w całym świecie, a opasanych na codzień stosownie żelazem i Legitymacjam, powiadam wam, kmiotki:

ja chce wam pomóc! 

i teraz tak, zawrzemy umowę, że:

- jeśli chceta ryby łowić w MOIM strumeniu - o tamtym - musita dziesiontom część połowu zanosić do mnie, ale nie wolno wam łowić wyncej, niż dwa grubasy, dwa szczupaki i dzisieńć uklejów (lub płotek) na siedem dniów. Rozumieta? Bo ten... bo mi wszystka ryba wyszabrujeta... a ja mam  w domu dwanaście....dwanaściorgo... 
dwanaście... tuzin dzieciaków mam! A jeść muszom, nie?

I dziesieńć procent do mnie... rozumieta?
A jak kto naszom umowe złamie - to przyjado nasze zuchy-druchy zakonowe, prześwietne i w całym świecie znane, i wam pokażo nasze żelazo i wszytko wam zabiero i nic nie bedzie, rozumieta białogardzkie wsiury?



Potem dokonałem paru obserwacji i teraz myślę o tym jeszcze inaczej. No bo tak:
skoro były pustki, to znaczy, że wszelkiego zwierza i ryb w rzekach, jeziorach było na kopy - to jak ci źli zbójcerze - których wcale nie było wiele, bywało, że KILKU w danej komandorii - kontrolowali tych kmieci, czy oni aby pańskiej ryby nie łowią sobie codziennie?

Przecież rzek mnogo, to co ten kurator stał codziennie na brzegu i wypatrywał, czy ktoś bez pozwolenia nie rzuca sieci?? Cały dzień pilnował? Toć to głupie... nie upilnujesz tego.

Ja wiem, że historycy mi zaprzeczą, a poza tym - ja się nie znam, tylko tak sobie hipotetyzuję, ale mi się wydaje, że nasze ziemie w dawnych wiekach, z okresu np. państwa Piastów, to tak naprawdę były dość zaludnione - co najmniej tak, jak w XVII wieku.

Wg naukowców - w państwie piastowskim żyło ok. 30 000 ludzi. (patrz: film ok. 1h i 7 minuty) lub: 1,5 miliona...

Dzisiaj, żeby ryby łowić, musisz mieć pozwolenie - i oni też musieli mieć pozwolenie... no to czym się różnią te czasy od siebie?
Czy gdyby dzisiaj w Polsce były puszcze nieprzebyte ludzką ręką nietknięte - to czy musiałbyś prosić kogoś o pozwolenie na połów?? Na pewno nie. Czy byłby sens ustanawiać prawo, które wszyscy - lub niemal wszyscy - byliby w stanie obejść? Tylko by się ośmieszali...

Czym się różnią te czasy od siebie? 
Ja przypuszczam, że wtedy było dużo ludzi  - o wiele więcej niż twierdzą historycy. Było ich tak dużo, że był sens wydawania pozwoleń (nadania) na połowy i było komu "pilnować". 

Ostatni jesiotr w Polsce wyginął w latach 60tych XX wieku. 

Nie będę się bawił w mapy z państwem Mieszka, tylko wezmę za przykład po prostu Pomorze.
Tu mam taką mapę ze strony: mapy.amzp.pl/tk25.cgi?11,36,50,103

mapa Pomorza nr. 1 z podziałem na arkusze map

i dla porównania terytorium (żółty i szary kolor), gdzie 120 lat temu mieszkało 3,4 mln ludzi 

mapa Pomorza nr. 2
W 1905 roku Prowincja Pomorze miała ok. 1,68 mln mieszkańców, a w Prusach Zachodnich w 1910 roku mieszkało ok. 1,7 mln ludzi  ~ 3,4 mln ludzi.

Na terytorium ukazanym na mapie 1 dzisiaj mieszka:
w województwie Pomorskim 2,3 mln ludzi, w Zachodniopomorskim 1,6 mln + 650 tyś. z kuj-pom. + 325 tyś. wielkopolskie + 46 tyś. z lubuskiego = 4,92 mln ludzi.

A pod rządami Prus było ich 1/3 mniej tj. ok : 3,4 mln. Wszystko liczę tak w przybliżeniu.

Mapa 1 to Pomorze z podziałem na arkusze map - tych arkuszy jest, jak łatwo policzyć, ok. 500. Każdy arkusz mapy obejmuje swoim zasięgiem wycinek terytorium o wymiarach ok. 11x11 km,  klikamy np. arkusz nr. 1961 i mamy taki widok:

w rogu mapy miasto Białogard (wikipedia: Obszar został włączony do państwa polskiego przez Mieszka I ok. 967 roku)
rzeka z lewej strony to Parsęta, Radew biegnie na skos arkusza




I teraz policzmy sobie największe miejscowości, które tu widzimy - ile one obecnie mają ludności.

Białogard - 24 tyś. mieszkańców - w 1890 roku było to 7000
Karlino - 5600  (dla porównania cała gmina: 9300)

Lubiechowo - 253
Redlino - 288
Daszewo - 284
Kowańcz - 190
Lulewice - 166  (po wojnie trzydziestoletniej w połowie wieku XVII wieś zamieszkiwały 83 osoby)
Parsowo - 304
Świemino - 260

Razem daje: 31 345 osób

czyli mniej więcej tyle, ile mieszkało w całym państwie Mieszka I.


Mamy tu mapę ilustrującą zdobycza mieszkowe:


Obszar opisany czerwoną linią jest jakieś 4x większy od Pomorza- i tam mieszkało 30 tysięcy ludzi???

Zakładam, że właśnie taki obszar ma na myśli pan prof. Izdebski ... nie wiem, czy dobrze zrozumiałem wypowiedź - może nie.... Wg badań pana profesora (patrz link: pnas.org/doi/10.1073/pnas.2409056122 ) obszar ten może być nawet 2x większy.


Oczywiście, żeby złapać jakiś konkret, musielibyśmy policzyć osobno każdy z tych 500 arkuszy.
I wtedy można by coś zaproponować - może kiedyś policzę?


Albo inaczej: 

poszukajmy śreniej,

31 345 pomnożymy x 500 arkuszy to dostaniemy blisko 16 milionów ludzi... 3 razy za dużo, bo blisko 5 milionów mieszka na Pomorzu - to inaczej:

podzielmy dzisiejsze 5 mln na 500  - dostaniemy 10 000 osób na każdy arkusz - oczywiście to się tak nie rozkłada, ale daje to jakąś średnią...


Kierując się tą uwagą zapisaną przy Lulewicach, zakładam, że w XVII - XIX w. na wsiach i na całym terytorium mieszkała połowa dzisiejszego stanu ludności. Robię tak: biorę 7 tyś. dla Białogardu i połowę z pozostałych miejscowości, a nawet mniej:
7+2,5+ 873 = ok. 10 350 osób.

Czyli co, XIX - XVII wiek to było ok. 10 tysięcy osób w okolicach Białogardu?
I średnia dzisiaj - 10 000 - podobna wartość...

Pewnie te dane gdzieś są w niemieckich statystykach...

Myślę, że w średniowieczu na tym terenie mogła mieszkać co najmniej połowa stanu z XIX wieku, czyli ok. 5 tysięcy osób - ale dla bezpieczeństwa podziele tę wartość przez 3 i przyjmuję 1000 osób.

Więc taki kwadrat 11x11 km mogło zamieszkiwać 1000 osób - wtedy chyba jest sens nakładać podatki?


A teraz policzymy 30 tysięcy ludzi w całym państwie mieszkowym...

Pomorze to na oko 4x mniejsza powierzchnia: 30 tyś. / 4 = 7,5 tysiąca osób na Pomorzu.
Podzielić przez 500 arkuszy = 15 osób na jeden arkusz mapy.





Widzisz ten zielony kwadrat? 
Tam mieszka 15 osób - 3 rodziny siedzą sobie w lesie...
Jak chcesz ich opodatkować i zakazać im połowu ryb w rzece - mając 3000 zbrojnych?
Ty nawet o nich nie wiesz....




Moim zdaniem - ludzi było o wiele więcej. 

Hyperborea to nie była jakaś głusza, tylko co krok zabudowane, zorganizowane, pełne ludzi terytorium.
 

pl.wikipedia.org/wiki/Drużyna_książęca

Pierwsze informacje o sile zbrojnej państwa Polan pochodzą z relacji Ibrahima ibn Jakuba, zamieszczonej w XI-wiecznej kronice Księga dróg i królestw hiszpańskiego pisarza Al-Bekriego. Ibrahim opisując kraj, identyfikowany z państwem Mieszka I, określił on liczebność wojowników tamtejszego księcia na 3000 ludzi. Według jego relacji wojownicy ci pozostawali na wyłącznym utrzymaniu księcia, który troszczył się o ich uzbrojenie, zapewniał środki do życia i wypłacał żołd.

Kronika Galla Anonima z XII wieku, podaje informacje o liczebności i rozlokowaniu sił zbrojnych Bolesława Chrobrego. Według kronikarza drużyna stacjonowała przede wszystkim w głównych grodach księstwa – Gnieźnie, Poznaniu, Włocławku i Gieczu. Łącznie miała się składać z 13 000 tarczowników i 3900 pancernych, choć autor kroniki zaznacza, że by [...] oszczędzić żmudnego wyliczania, wymienia jedynie wojów stacjonujących w głównych ośrodkach.



Terytorium 4x większe od Pomorza - 30 tysięcy ludzi:

Woje Mieszka ~ 20 tysięcy - jak 10k ludzi wykarmiło blisko 20k wojska? Ale może tarczownicy to chłopstwo okazyjnie podrywane do walki? Niech by było 3000 zbrojnych - jak oni kontrolowali i egzekwowali podatki na tak wielkim terytorium?


Jeżeli robię gdzieś błąd myślowy - to mnie poprawcie.


Moim zdaniem stałe zagęszczenie ludności na danym terytorium było mniej więcej stałe w całej historii i w średniowiecznej Polsce ok. roku 1400 było bliskie temu z lat 1700 - 1900. Po prostu ludzie mniej więcej "szczelnie" zasiedlali co się da, a dopiero potem wędrowali dalej.

Bezpiecznie można przyjąć - 1/3 z tej wartości, czyli w przypadku okolic Białogardu - ok. 1000 osób.

x 500 arkuszy = 500 000 na Pomorzu x 4 = ok. 2 milionów w całym państwie Mieszka.

Od 2 do 6 milionów.



Na historia.org.pl piszą:

Państwo Mieszka I składało się z Wielkopolski, Małopolski, Śląska, Mazowsza, Pomorza oraz ziemi sieradzko-łęczyckiej. Łącznie liczyło ok. 250 tys. km2. W roku 1000, a więc na początku panowania Bolesława Chrobrego, jeszcze przed erą jego podbojów, Polskę zamieszkiwało ok. 1,25 mln mieszkańców.

W roku 1350 - ludność państwa wynosiła wówczas ok. 2 mln mieszkańców.
Ok. 1500 roku zamieszkiwało ją ok. 3,8 mln mieszkańców.


Czyli jakby trafiłem.

Ale ja się naprawdę nie znam.



Wg tej strony en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_population_in_1000 
w roku 1000 było to niby tak:

Święte Cesarstwo Rzymskie - 11-12 mln
Królestwo Francji - 7 mln
Rus Kijowska - 5,4 mln
Imperium Bułgarskie - 2 mln
Księstwo Węgier - 2 mln
Królestwo Angli - 2 mln
Polska - 1 mln
Księstwo Czech - 0,9 mln


W Czechach było tyle samo ludzi, co w 4x większej Polsce? A po co oni tam się tak gnieździli jeden na drugim, hę?

Teraz niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego CESARSTWO liczące jakieś 10 mln ludzi zamiast po prostu podbić 1 mln ludzi w Polsce, wysługiwało się jakimś Lisicem czy innym Myszonem?


en.wikipedia.org/wiki/Duchy_of_Bohemia

Księstwo Czech - 0,9 mln ludzi - to w Polsce chyba musiało być ze 4 miliony... albo i 6... skoro we Francji było 7...





Moim zdaniem coś tu jest nie tak - ale ja się nie znam...



Starożytny kartograf i podróżnik - być może szpion zachodu... albo południa... 

Al-Idrisi (arab. ‏الإدريسي‎; ur. 1100 w Ceucie, zm. 1166), 
dawniej także Edrisi, właściwie Abu Abd Allah Muhammad al-Idrisi – arabski kartograf, geograf i podróżnik działający na dworze króla Sycylii Rogera II.

W roku 1138 król zlecił al-Idrisiemu stworzenie geograficznego opisu świata zawierającego całą wiedzę o położeniu krajów, rzek, gór, miast i dróg znanego świata oraz jego przedstawienie na mapie Ziemi w rzucie płaskim. Zadanie to ukończył po 15 latach, w 1154 roku, tworząc wielką mapę świata o orientacji południowej, zwaną Księgą Rogera (łac. Tabula Rogeriana lub Tabula Idrisiana). Geograf zamieścił w niej również informacje o Polsce, którą nazwał Buluniia (z łac. Polonia – Polska), wymieniając jej ważniejsze miasta, m.in. Kraków, Gniezno, Wrocław, Sieradz, Łęczycę oraz Santok.


"Co się tyczy ziemi B(u)luniia, która jest krajem wiedzy i mędrców rumijskich (ar-Rum), wspomnieliśmy ją już poprzednio. Jest to kraj o pięknej ziemi, urodzajny, obfitujący w źródła i w rzeki, o ciągnących się bez przerwy prowincjach i dużych miastach, bogaty we wsie i domostwa... Posiada on winnice, oliwki i mnogie drzewa różnych gatunków owoców. Do miast jego należą: Ikraku, G(i)nazna, -r(a)t(i)-slaba, S(i)rad(i)ja, N(u)grada, S(i)tnu.

Wszystkie one są sławnymi stolicami i silnymi centrami, w których zebrane są dostatki rozmaitych krajów. Prócz tego zażywają one szacunku, ponieważ przebywają w nich uczeni wykształceni w dziedzinach nauk i zaznajomieni ze swymi zawodami. Co się tyczy miasta (I)kraku, miasta G(i)nazna i reszty jej (Bulunji) wspomnianych miast, są to miejscowości o blisko siebie stojących budowlach... "

Ze wszystkich stron otaczają ją góry ciągnące się nieprzerwanie i oddzielające ją od kraju S(a)sun(i)ja (Saksonia), kraju B(u)amija (Bohemia=Czechy) i kraju ar-Rusija (Ruś).



i dalej w temacie:


- kolonizacja w czasie wojny



2. Nieznana kolonizacja


- podmiana ludności:

* realizowana potajemnie podczas wojny
* realizowana potajemnie po wojnie



Informacja za money.pl

Blisko 300 000 Niemców opuściło w 2024 roku ojczyznę, a wróciło z obczyzny - 190 tysięcy


w 2010 r - 140 tysięcy
od 2020 r. - 260 tysięcy rocznie

Kierunek: kraje niemieckojęzyczne i inne.


A co jeśli sprowadzają się na Ukrainę, dajmy na to - dostają tam dokumenty, tożsamość, po nieżyjących obywatelach?

Słyszałeś termin "wielka podmiana" dotyczący zastąpienia Europejczyków przybyszami z Afryki czy Azji? No, tak to prawdopodobnie było za każdym razem - od starożytnej Grecji po dzisiejsze Niemcy...

Ale tego, że wcześniej Cywilizacja Śmierci przenosi się do nowego kraju nikt nie mówi...





Poniżej analiza do artykułu z 2022 roku o reparacjach dla Polski za II Wojnę Światową - od Niemiec, który ukazał się zaraz po ogłoszeniu przez rząd, że raport jest gotowy i będziemy się tych reparacji domagać.

W tym całym "biznesowym" artykule poniżej jest kilka zdań podkreślonych wytłuszczeniem, dotyczą one głównie kwot, wielkości PKB i takie tam, poza nimi jest jeszcze tylko to jedno "niebiznesowe" zdanie:

"Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali"




Moje podkreślenia kolorem.
tekst potraktowałem skrótowo, całość w linku na końcu posta



przedruk

businessinsider.com.pl
6220 mld zł reparacji od Niemiec. Oto ile to polskiego PKB, zadłużenia, eksportu

Jacek Frączyk
1 września 2022, 14:20

Zniszczenia Polski były olbrzymie, największe spośród wszystkich państw dotkniętych II wojną światową. Niemcy uważają, że reparacje wypłacili, polski rząd ma inne zdanie. Kwota jest zawrotna i wynosi 6220 mld zł. Przeliczyliśmy to na dane z naszej gospodarki.

Kwota oczekiwanych przez polski rząd reparacji stanowi 35 proc. niemieckiego PKB

Kwestią zasadniczą jest, czy reparacje zostały już uregulowane. Niemcy twierdzą, że tak, polska strona wskazuje na istotne wady prawne decyzji sprzed lat


Należą się, czy nie należą?


Nad raportem pracowało 30 naukowców: historyków, ekonomistów i rzeczoznawców majątkowych. Zatrudniono też 10 recenzentów. Całą sprawę prowadził założony we wrześniu 2017 r. Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej, któremu przewodniczył poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Tak zwana "faktura dla Niemiec" ma być podstawą do żądania reparacji wojennych.

Pytanie zasadnicze jest, czy reparacje były, czy nie były już wypłacone, bo Niemcy mają zupełnie inne zdanie.

– Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi – miał usłyszeć od jednego z polityków niemieckich Jarosław Kaczyński.

Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali. Wskazują, że PRL miała zrezygnować z reparacji w 1953 r. i 1970 r. Polska strona uznaje jednak, że był to krok wymuszony przez ZSRR, a tym samym pozbawiony mocy prawnej. Dodatkowo samo zrzeczenie z 1953 r. miało istotne wady prawne. Zrzeczenia mogła dokonać Rada Państwa, a decyzję podjęło prezydium rządu. A i tak nie ma dokumentu, który by potwierdzał decyzję rządu a nie samego Bolesława Bieruta.

– Muszę powiedzieć, że tam też w warstwie prawnej jest bardzo wyraźnie wskazane, że odpowiedzialność odszkodowawcza Niemiec w żaden sposób nie wygasła, że oświadczenie złożone w 1953 r. (zrzeczenie się reparacji ze strony rządu PRL w 1953 - PAP) miało przynajmniej trzy istotne wady prawne, tam to jest wskazane – powiedział po lekturze raportu wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk.

Jak pisał niedawno dziennik "Die Welt", w umowie poczdamskiej z 1945 r. cztery zwycięskie mocarstwa uzgodniły, że Związek Radziecki otrzyma rekompensatę z sowieckiej strefy okupacyjnej (Niemcy wschodnie). "Rząd w Warszawie przekonuje jednak, że Polska musiała zrekompensować swój udział dostawami węgla do Związku Sowieckiego. Ponadto znacznie lepiej potraktowano kraje zachodnie, takie jak Francja czy Holandia" – podkreśla "Die Welt".

Niemiecki rząd federalny stoi obecnie na stanowisku, że kwestia reparacji dla Polski została prawnie i politycznie zamknięta podczas konferencji dwa plus cztery z 1990 r. – napisał "Die Welt".
"Kwestia reparacji nie została jednak wyraźnie wymieniona w traktacie, zawartym między Republiką Federalną Niemiec, NRD i czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi: USA, Związkiem Radzieckim, Francją i Wielką Brytanią" – zauważył "Die Welt".
W Niemczech, w publikacjach na ten temat, operowało się kwotą od 800 mld do dwóch bilionów euro. Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.




Jacek Frączyk
dziennikarz, prywatnie ojciec szóstki dzieci





------


Rząd w Warszawie - pamiętamy, że oni podważają nasze granice... istnienie naszego państwa.


pan redaktor pisze:

Niemcy uważają, że reparacje wypłacili, polski rząd ma inne zdanie. 
Niemcy twierdzą, że tak, polska strona wskazuje na istotne wady prawne decyzji sprzed lat
Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi 
Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali. Wskazują, że PRL miała zrezygnować z reparacji w 1953 r. i 1970 r. Polska strona uznaje jednak...



czyli:

"Niemcy uważają"
"Niemcy twierdzą"
"Niemcy uważają"
"polski rząd ma inne zdanie"
"polska strona"
"Polska strona"


Ja to widzę tak:

przy Niemcach jest napisane jednoznacznie i ostatecznie, przy Polsce komentarz jest niejednoznaczny i pokazuje jakby stronniczość polskiego stanowiska, słowo "strona" może się komuś tak kojarzyć - czyli polskie stanowisko jest stronnicze, czyli NIEOBIEKTYWNE, jest pisane palcem po wodzie i jest "be!". 


„od przedstawienia różnych stron pomocnych w ustalaniu okoliczności”
„Pierwszą stroną będzie bohater zbiorowy – świadkowie.”
„Drugim bohaterem jest, umownie ją nazwijmy, strona niemiecka,”
„Trzecią stroną są polskie opracowania....””

Co widzimy?
Bo ja widzę, że strona niemiecka jest bohaterem. Nie wiem co prawda dlaczego, ale tak jest napisane. Świadkowie i Polacy są stroną, Niemcy – bohaterem. Informacja podprogowa?
Świetny przykład na mały sabotaż – nie sposób udowodnić, ale coś jest na rzeczy.....


Cały tekst opisuje sprawę reparacji jako coś nieoczywistego, np. w całym artykule jest tylko jedno zdanie, w którym jest mowa o tym, że Polska wysuwa roszczenia, ale też w trybie przypuszczającym

oczekiwanych przez polski rząd reparacji

 

Cały artykuł dotyczy sprawy polskich roszczeń, a nie domniemanych polskich roszczeń, ale redaktor traktuje je cały czas jakby właśnie "domniemane", operując sformułowaniami typu:

6220 mld zł reparacji od Niemiec. 
Oto ile to polskiego PKB, zadłużenia, eksportu
Gdyby kwota została przelana do polskiego budżetu,
6220 mld zł – jak ta kwota wygląda w odniesieniu do polskiej gospodarki?
byłyby
A jak to się ma do eksportu?
Tak zwana

po prostu cały czas "gdyba", pisze dookoła tematu, ani razu nie pisząc wprost np.:
"Polska żąda od Niemiec 6220 mld zł z tytułu odszkodowania za II Wojny Światowej"


W uproszczeniu, można by ten sposób komunikowania opisać tak:

"O niemcach padają twierdzenia, a o Polsce - tezy"

Ai:
"Twierdzenia to udowodnione zdania logiczne opisujące fakty", a
"Teza to główne twierdzenie, założenie lub opinia autora, która wymaga uzasadnienia (dowodzenia) za pomocą argumentów"

Twierdzenia to są
fakty, a
tezy to są
opinie kogoś - i z opiniami nie musimy się liczyć...

Czyli wg redaktora, Niemcy pokazują fakty, a "polska strona" - swoją opinię, choć w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie:

Polska strona prezentuje stanowisko oparte na prawie, a Niemcy powtarzają fałszywe opinie, o tym co jakoby było w latach powojennych.


Fakt powstania komisji i wykonania przez 5 lat obliczeń, raportu i uzyskania konkretnej kwoty świadczą o tym, że Polska reparacji będzie się domagać, a mimo to redaktor traktuje całe wydarzenie, jakby nie było pewne, czy do niego dojdzie.
Potem prezentuje (powtarza za Niemcami) stanowisko niemieckie wyrażone w niemieckiej gazecie - które jest zgodnie z interesem Niemiec (odmawia reparacji) -  i ostatecznie komentuje od siebie:

Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.

I znowu, 
o niemieckim społeczeństwie JEDNOZNACZNIE, o Polakach - w trybie snucia fantazji - i to do czwartej potęgi...:

jest przekonane
nawet jeśli wysunęliby jakieś

tu mamy 4 "przypuszczenia":
nawet
jeśli
wysunęliby 
jakieś


Skąd pan redaktor wie, jakie przekonanie ma społeczeństwo niemieckie? Przytacza nam stanowisko gazety, czyli niemieckiego rządu, a nie społeczeństwa.

"przekonanie społeczeństwa niemieckiego" nijak się ma do "podstaw prawnych" - o tym, czy roszczenia są zasadne w świetle prawa - decydują fakty, dowody i paragrafy, a nie opinia społeczna. Dlaczego więc pan redaktor pisze nie na temat?

Polskie roszczenia określa słowami: "nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś" wkładając te słowa w usta niemieckiego społeczeństwa - bez powołania się na jakiekolwiek dane lub źródła w tym zakresie, a więc czyje to zdanie? Jego? Skąd je wziął? To jego zdanie?

Cały czas pisze w trybie przypuszczającym - na 5 wyrazów, cztery odnoszą się do spekulacji, czy jakaś sytuacja może się stać - "nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś" - i tak - jakby dotychczas żadnych roszczeń nie było - no, ale przecież raport właśnie przygotowano - to jak tak można pisać?


Ten tekst jest tak napisany, że ktoś niezaznajomiony z tematem zrozumie tylko jedno - "ie będziemy mieć reparcje".


Co się stanie, jak zadzwoni do takiego Czytelnika sondażownia i zada mu odpowiednio przygotowane pytania np.:


Niemieckie społeczenstwo jest przekonane, że reparacje zostały zapłacone w latach 60tych i Polska nie ma podstaw prawnych do roszczeń, nawet gdyby bardzo chciała. Jak uważasz:
Nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to czy im się nie uda?


1. Kwestią zasadniczą jest, czy reparacje zostały już uregulowane. Niemcy twierdzą, że tak. Jak myślisz:
Należą im się, czy nie należą?

2. Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi. Jak uważasz:
 Czy tak zwana "faktura dla Niemiec" coś da?

3. Pytanie zasadnicze jest, czy nie były już wypłacone, bo Niemcy mają zupełnie inne zdanie. Jak uważasz: Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali?

4. Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.


A potem widzisz afisze w gazetach, że niby ludzie nie chcą piniędzy i się zastanawiasz, skąd oni się tu wzięli....


Ja odnoszę silne wrażenie, że pana redaktora nie interesują polskie sprawy, polskie interesy, ani nawet przyszłość Polski. A on ma szóstkę dzieci, a taki Mikke ma ośmioro dzieci - jaka przyszłość je czeka? Kim zostaną i co będą tu robić? Wiesz, kogo to interesuje?

Ciebie.

Wygląda na to, że ani redaktorzy, ani politycy nie zrobią za ciebie pewnych rzeczy - tych, które chcesz, by były w Polsce.

Widzimy, że na zachodzie wcale nie jest lepiej niż u nas, obce kultury zaczynają tam dyktować warunki, nigdzie stąd nie wyjedziesz do "lepszego kraju", bo ten kraj jest tu -  i nie możesz przed tym uciec - musisz coś z tym zrobić.


za fb:
Małgorzata Gosiewska - Poseł do Parlamentu Europejskiego

12 stycznia ·

Poniższa statystyka pokazuje kraje z największą liczbą aresztowań za wypowiedzi w internecie. Wielka Brytania na czele niechlubnej listy państw represjonujących obywateli za słowa. To nie jest „moderacja treści” ani „ochrona użytkowników” – to uderzenie w wolność słowa i podstawowe prawa obywatelskie. Ponad 12 tysięcy przypadków w Wielkiej Brytanii, dalej m.in. Białoruś, Niemcy i Chiny. To nie są pojedyncze sytuacje, ale efekt systemowych działań państw wobec treści publikowanych w sieci.

Pamiętacie ACTA 2? Wtedy też słyszeliśmy, że „to tylko walka z nienawiścią” i że „uczciwi nie mają się czego bać”. W praktyce zaczyna się niewinnie: komentarz, wpis, udostępnienie – aż wolność słowa przestaje być fundamentem, a staje się problemem prawnym. Dziś temat wraca w innej formie jako #DSA. Warto zauważyć, że Karol Nawrocki nie poparł tych rozwiązań, wskazując na zagrożenia dla wolności słowa w internecie.





Dlatego należy dbać o Polskę, o Polaków, nie popadać w negatywne myślenie i stawiać opór takim pomysłom, jak z artykułu. 


Rób tyle, ile możesz - metodą małych kroków.






Groźba zamknięcia firmy, ultimatum 10% i wizyty panów z legitymacjami. Tak wyglądały początki rozwoju w Polsce i walka o przetrwanie FAKRO, która trwa latami.

youtube.com/shorts/nLLvg2GSr5Y










A ty?

Ile masz dzieci - i dlaczego tylko dwoje??



Demografia to też twoja broń.
















pl.wikipedia.org/wiki/Kolonizacja_na_prawie_niemieckim
pl.wikipedia.org/wiki/Ostsiedlung
facebook.com/watch/?v=1553162102648642
youtube.com/watch?v=qjSuk9flCHc
pl.wikipedia.org/wiki/Mieszko_I#

pl.wikipedia.org/wiki/Pomorze_(prowincja)
pl.wikipedia.org/wiki/Prusy_Zachodnie
pl.wikipedia.org/wiki/Prowincje_pruskie

historia.org.pl/2023/02/02/historia-ludnosci-polski-liczba-mieszkancow-polski-w-sredniowieczu-nowozytnosci-ii-rp-i-wspolczesnie/
naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111482%2Cw-polsce-odkryto-slady-630-tys-palenisk-do-produkcji-wegla-drzewnego.html



money.pl/gospodarka/wielka-emigracja-z-niemiec-blisko-300-tys-osob-w-rok-tak-to-tlumacza-7250475220539776a.html
defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/zelenski-podal-liczbe-zabitych-to-polowa-realnych-strat

businessinsider.com.pl/gospodarka/6220-mld-zl-reparacji-od-niemiec-oto-ile-to-lat-polskiego-pkb-zadluzenia-eksportu/e8bly8l

pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_wielkiej_podmiany

pl.wikipedia.org/wiki/Al-Idrisi

facebook.com/photo/?fbid=1262180589064858&set=a.201566175126310

youtube.com/shorts/nLLvg2GSr5Y




niedziela, 11 września 2016

Chrześcijaństwo Mieszka - dlaczego?


Negatywne skutki chrztu Polski


Czy decyzja Mieszka I o przyjęciu chrześcijaństwa miała wyłącznie pozytywne dla niego samego i polskiego państwa następstwa? Zarówno naukowa jak i pozanaukowa dyskusja skupia się na skutkach pozytywnych (szczególnie przy okazji obchodzonej rocznicy). Te negatywne są zwykle marginalizowane albo pomijane. Tymczasem można odnotować przynajmniej kilka konkretnych i jednoznacznie niekorzystnych tendencji a naukowa rzetelność wymaga, by były rozpatrywane na równi z korzyściami.

Konwersja przede wszystkim wyraźnie osłabiała wewnętrznie młode państwo. Podkopanie władzy księcia w pogańskim społeczeństwie, wymykanie się z jego rąk części prerogatyw, nowa linia konfliktów były nie do uniknięcia i musiały w tym czasie być dotkliwie odczuwane. Do tego należy dołożyć rosnące obciążenia fiskalne. Jeśli zapoczątkowanie chrystianizacji przez Mieszka I było napoczęciem beczki miodu, to znalazła się w niej niejedna łyżka dziegciu.
Efekty przejścia na łono Kościoła są słabo widoczne w czasach Mieszka I. Wybudowane obiekty sakralne, pojedyncze i skromne rozmiarami, nie mogły służyć nikomu więcej niż samemu księciu i jego najbliższemu otoczeniu. Brak pochówków w obrządku chrześcijańskim zdaje się świadczyć o nikłym przenikaniu nowej wiary do społeczeństwa. Sytuacja wygląda więc tak, jakby Mieszko raczej starał się ograniczać niż eskalować zakres konwersji. Podejście co najmniej dziwne biorąc pod uwagę podtrzymywane dzisiaj szeroko przekonanie o niebagatelnych korzyściach, jakie miała mu przynosić.


Osłabienie władzy wewnętrznej
Może więc paleta zalet jest przynajmniej częściowo jedynie ułudą? Problem taki dotyczy z pewnością umocowania władzy księcia w społeczeństwie. Mediewiści rozpisują się o teologii chrześcijańskiej, zgodnie z którą władza pochodzi od Boga. Książę miał więc dzięki nawróceniu zyskiwać sakralne umocowanie, jakiego nie dawało mu pogaństwo.
Jednakże mediewiści owi powinni wyjaśnić, na jakiej to podstawie budują swoje wyobrażenie o religijnych fundamentach władzy książęcej wśród pogańskich „Polan”. Zachowane źródła nie podają na ten temat szczegółów a jeśli zastosować kryterium porównawcze to w społeczeństwach pogańskich widoczne są elementy sakralizacji władcy a nawet jego ubóstwienia. Jeśli poganie traktowali księcia lub króla jako boga (ofertę uznania za boga złożył Henrykowi Lwu książę obodrzycki Niklot; takąż propozycję złożyli Pomorzanie św. Wojciechowi; według Vita Anskarii ubóstwionym mógł być król Szwecji Eryk) to trudno przyjmować, by chrześcijaństwo konkurowało w tym względzie lepszą ofertą.
Jeszcze poważniejszym problemem z zastosowaniem teologicznych zalet jest ich oparcie w społeczeństwie chrześcijańskim. Jeśli poddani Mieszka nie byli chrześcijanami to nie mógł liczyć na znalezienie wśród nich zrozumienia. Proces nawracania ludności skazany był na długotrwałe rozłożenie w czasie, szczególnie jeśli wymagało się od niej nie tylko biernego poddania się polaniu wodą, ale również orientacji w teologicznych niuansach. Trwało to znacznie dłużej niż życie Mieszka, z tego punktu widzenia nie miało więc dla niego samego żadnych zalet.
Tutaj dotykamy pierwszego znaczącego kłopotu, z którym władca musiał się borykać. Zmieniając religię, a w szczególności na wrogą wobec tradycyjnych kultów, alienował się od reszty społeczeństwa. Nie mógł liczyć na zrozumienie i akceptację. Sytuacji tej nie mogło poprawić zastosowanie siły, a przynajmniej nie bez kosztów ubocznych. Najpierw Mieszko musiał przekonać swoją drużynę i warstwę możnych, co raczej nie przebiegało łatwo i szybko (kniaź ruski Światosław nie chciał przyjąć chrześcijaństwa bojąc się ośmieszenia w oczach drużyny).


Zagrożenia dla suwerenności
Zrozumienie i wsparcie mógł książę uzyskać w zagranicznych ostojach chrześcijaństwa – w Cesarstwie i u papiestwa. Odtąd jednak pewne sprawy wymykały się z rąk panującego i to nie przejściowo a na trwałe. Część decyzji dotyczących Polski zapadała poza nią na zasadzie religijnej legitymizacji, umniejszając w ten sposób suwerenność kraju.
Obce wpływy były widoczne również na co dzień wewnątrz państwa. Ponieważ Polska nie dysponowała własnym duchowieństwem w całości pochodziło ono z innych krajów. Od najniższego szczebla po biskupa rekrutowało się ono z zagranicy, głównie z Niemiec. Duchowni pełnili również funkcje urzędnicze a więc samo funkcjonowanie państwa zostało uzależnione od obcokrajowców. Skutki obserwować możemy jeszcze długo po pojawieniu się pierwszych Polaków w stanie kapłańskim. Jednym z bardziej jaskrawych przykładów jest walka arcybiskupa Jakuba Świnki o utrzymanie polskiego języka i jedności polskiego kościoła z reprezentującym odmienne interesy na naszych ziemiach duchowieństwem niemieckim i czeskim.

Zarówno obce pochodzenie kleru jak i wprowadzanie i faworyzowanie nowej religii tworzyły zupełnie nową linię konfliktu. Dla kleru rodzima kultura, religia, język były niezrozumiałe i barbarzyńskie. Miejscowa ludność nigdy dotąd nie stanęła w obliczu podobnej bariery porozumienia. Dotychczasowe podboje nie wiązały się z narzucaniem tak drastycznie odmiennej kultury i faworyzowaniem administracji wykazującej barierę komunikacyjną. Z jednej strony nowa religia związana z dworem panującego a z drugiej – wciąż działający system oparty na starych wartościach. Religia stała się odtąd polem konfliktu społecznego. Jak pokazała reakcja pogańska z lat 1031-32, konflikt ten okazał się dla polskiego państwa dramatyczny w skutkach, a przykłady sąsiednich państw, jak Czechy, Węgry, Ruś, Szwecja, Wieleci dowodzą, że podobne wybuchy niezadowolenia społecznego były naturalnym odruchem, nieraz niemożliwym do ujarzmienia, z którym każdy władca musiał się liczyć.


Problemy finansów i kultury
Sprowadzenie i utrzymanie duchowieństwa oraz budowa kościołów wiązały się z podjęciem kolejnego trudu, tym razem finansowego. Monumentalna architektura sakralna była kosztowna, podobnie jak utrzymanie na stałe przedstawicieli Kościoła. Wprowadzenie nowego podatku, dziesięciny, miało znaczący wpływ na dotychczasowy bilans finansowy. Niezależnie od tego, czy dziesięcina była dołożonym kolejnym obciążeniem dla podatnika, czy też uszczuplała ona dotychczasowy dochód księcia.
W perspektywie długofalowej należy rozważać skutki chrystianizacji dla kultury. Negatywne nastawienie obcego kleru nie kończyło się na sprawach religii, ale sięgało znacznie szerzej. Dotykało np. spraw historii, co zauważamy, gdy mnich Anonim tzw. Gall odmawia omawiania dziejów pogańskich poprzedników Mieszka I „których skaziły błędy bałwochwalstwa”. Tkwi w tym pewien paradoks, że z jednej strony zawdzięczamy autorom chrześcijańskim najstarsze wzmianki o religii Słowian, z drugiej – są one nadzwyczaj skąpe, pejoratywne, wymuszone. Pochodzą od osób, które tę religię wykorzeniły i na zawsze zniechęciły do jej reliktów. Trzeba przyznać, że bez pisarzy kościelnych nie mielibyśmy tych najstarszych informacji, ale nie można zapomnieć, że gdyby nie oni rodzima religia i kultura by nie zginęły i nie potrzeba byłoby walczyć o zachowanie w pamięci ich resztek. Nie wytworzyła by się atmosfera pogardy wobec własnego dziedzictwa.


Pewne przytaczane często plusy chrystianizacji należy uznać za fałszywe (nie chodzi tylko o rzekome umocnienie wewnętrzne władzy księcia). Wymienić tu należy zabezpieczenie się przed najazdami ze strony chrześcijańskich sąsiadów. Zauważmy, że pogański Mieszko I nie toczył wojen z chrześcijańskimi Czechami, kiedy był mężem czeskiej Dąbrówki. Choć po jej śmierci on i jego następcy byli chrześcijanami to Czesi stali się jednym z głównych wrogów. Ważniejszą rolę w utrzymaniu pokoju odgrywały koligacje dynastyczne niż wspólnota religijna. Bolesław Chrobry toczył długotrwałą (16 lat z przerwami) i wyniszczającą wojnę ze Świętym Cesarstwem Rzymskim (sprzymierzonym z pogańskimi Lucicami) reprezentującym uniwersalną monarchię chrześcijańskiej Europy. Ostateczny cios upadającemu pierwszemu państwu Piastów zadał przecież nie kto inny, ale chrześcijanin Brzetysław. Spokój zewnętrzny okupiony przyjęciem chrztu w praktyce jak widać był fikcją.


Dlaczego więc postępy chrystianizacji w kraju Mieszka prezentują się tak mizernie? Możemy przypuszczać, że książę bał się wymuszania szybkiej chrystianizacji ludności, gdyż groziło to rozsadzeniem państwa. Chrystianizacja niosła za sobą nie tylko plusy, ale również poważne zagrożenia, które wymieniono wyżej. Władca przyjmował chrzest nie tylko dla państwowych korzyści, ale pomimo oczekiwanych szkód. Optymistycznie odmalowany ogrom korzyści, jakie Polska zyskała u zarania swej państwowości dzięki chrystianizacji skalą rozdmuchania przypomina raczej bańką finansową na amerykańskim rynku nieruchomości przed kryzysem w 2009 r. Mieszko I, Bolesław Chrobry, Bezprym wybierając między chrześcijaństwem a pogaństwem podejmowali wybór trudny, bo brzemienny w skutki nie tylko jednoznacznie pozytywne.


Zobacz również:




Autor tekstu: Grzegorz Antosik


http://mediewalia.pl/publicystyka/negatywne-skutki-chrztu-polski/