Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspólnota. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wspólnota. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 stycznia 2026

Samorząd - wspólnota

 

za fb:








Urzędniczo-Samorządowe Pogaduchy

Wczoraj o 09:00
·

Wspólnota – czyli gdzie w polskim samorządzie podziali się mieszkańcy?

W polskich debatach o samorządzie łatwo wpaść w pułapkę perspektywy: wójt, burmistrz, prezydent, rada, komisje, urzędnicy… i tak w kółko.
 
To oni są widoczni, to ich decyzje widać w BIP-ie, to oni wychodzą na zdjęciach z przeciętych wstęg.
Nic więc dziwnego, że gdy piszę o ich działaniach, zachowaniach i odpowiedzialności, odbiorcom może się wydawać, że patrzę na samorząd przede wszystkim „od strony władzy”.
 
Jeden z czytelników zauważył niedawno, że może za mało mówię o tym, co w teorii najważniejsze –
o mieszkańcach
O ludziach, którzy tworzą lokalną wspólnotę.
O obywatelach, którzy – przynajmniej na papierze – mają swoje prawa i powinni z nich korzystać.

Nie uciekam od tego pytania, bo ono trafia w samo sedno pewnej polskiej choroby: mieszkańcy formalnie są podmiotem samorządu terytorialnego, ale mentalnie i praktycznie często pozostają jego widzami.
I to widzami, którzy siedzą na trybunach, bo nikt ich nie wpuścił na murawę albo sami nie wierzą, że warto na nią wejść.

1. Dlaczego w Polsce mieszkańcy są często „poza kadrem”?

Zacznijmy od podstaw: polski samorząd w teorii został wymyślony wokół mieszkańca.
To on ma być gospodarzem swojego otoczenia, współdecydować o kierunkach rozwoju, pilnować lokalnej władzy.
W praktyce jednak system został zaprogramowany tak, że:
prawa mieszkańców istnieją
ale wymagają wysokiego poziomu świadomości,
której nikt systemowo nie buduje
Szkoła nie uczy, czym różni się komisja skarg od komisji rewizyjnej.
Gmina nie tłumaczy, jak składać petycję, wniosek lub żądać informacji publicznej. Ustawodawca tworzy zagmatwane procedury, a BIP przypomina labirynt, do którego wejście kosztuje więcej niż wyjście.

Dodajmy do tego jeszcze lokalne układy, strach przed zaszkodzeniem sobie lub bliskim, brak zaufania do władzy i przekonanie: „i tak nic się nie zmieni” – i mamy gotowy obraz obywatela wyłączonego z gry.

2. Mieszkaniec ma prawa – całkiem poważne.
Tylko kto mu o tym powiedział

W Polsce mieszkaniec może naprawdę dużo:
może uczestniczyć w sesjach rady,
może zabierać głos (jeśli statut na to pozwala),
może składać petycje, skargi, wnioski,
ma obywatelską inicjatywę uchwałodawczą (w wielu gminach),
może organizować konsultacje, zbierać podpisy,
może brać udział w budżecie obywatelskim,
może inicjować referendum lokalne.

To nie są drobnostki.
To są poważne narzędzia kontroli i wpływu.
 
Problem polega na tym, że:
gmina ich nie promuje,
statuty bywają zaprojektowane tak, by utrudniać,
a mieszkańcy nie dostają jasnego „instruktarza obywatelskiego”.
W efekcie narzędzia partycypacji przypominają te piękne kryształowe kieliszki po babci: niby są, niby można używać, ale w praktyce stoi to gdzieś na górnej półce i nikt tego nie dotyka.

3. Jak to wygląda w Europie?

Żeby wiedzieć, gdzie jesteśmy, trzeba zobaczyć, jak jest gdzie indziej.

Kraje nordyckie – partycypacja jako normalność
W Danii, Szwecji i Finlandii mieszkaniec jest kimś pomiędzy klientem a współgospodarzem. Konsultacje są realne, a wójt nie obraża się, gdy obywatel ma odmienną opinię – on ją analizuje. Tam kultura współdecydowania jest wmontowana w DNA społeczeństwa.
Europa Zachodnia – partycypacja zinstytucjonalizowana
W Niemczech, Holandii czy Belgii narzędzia uczestnictwa są dopracowane i osadzone w prawie.
Lokalne panele obywatelskie, rady konsultacyjne, procesy deliberacyjne – to tam norma, nie wyjątek.
Europa Środkowo-Wschodnia – czyli nasza półka
Polska, Czechy, Słowacja, Węgry.
Wspólny mianownik? Demokracja przedstawicielska dominuje nad obywatelską. Ludzie są mniej aktywni, władza bardziej nieufna wobec oddawania wpływu. U nas często panuje niepisana zasada: „mieszkańcy od wyborów – my od rządzenia”.
4. Szwajcaria – wzór czy mit?
Szwajcaria uchodzi za raj demokracji bezpośredniej.
I słusznie – w żadnym innym państwie mieszkańcy nie decydują tak często o tak wielu sprawach. Zebrania gminne, lokalne referenda, możliwość blokowania decyzji władz – brzmi pięknie.
Ale ważne jest jedno: to nie działa tylko dlatego, że prawo tak stanowi. To działa dlatego, że ludzie mają zakodowane przekonanie, że ich głos ma realną moc. Tam obywatelskość jest praktykowana, a nie tylko opisana w ustawach
5. Wspólnota lokalna w Polsce – potencjał w uśpieniu
Polska nie potrzebuje szwajcarskiego systemu.
Polska potrzebuje szwajcarskiego przekonania, że mieszkańcy są częścią gry.
Potrzebujemy gmin, które:
nie chowają informacji,
prowadzą konsultacje, które coś zmieniają,
zapraszają mieszkańców na sesje o normalnych godzinach,
traktują BIP jak narzędzie, nie jak depozyt tajemnic,
nie obrażają się na krytykę,
i nie traktują obywatela jak petenta od usprawiedliwień.
Bo wspólnota samorządowa to nie jest abstrakcyjny twór.
To są ludzie. Ci sami, którzy stoją w sklepie, czekają na autobus, jadą do pracy, narzekają na dziury w drodze i cieszą się z nowego placu zabaw.
Samorząd nie jest dla wójta. Jest dla nich.
6. Czy za mało zajmuję się mieszkańcami?
Może tak. A może raczej: teraz przyszedł moment, żeby to równowagę zachować w sposób bardziej świadomy.

Pisząc o wójtach, burmistrzach i radnych, piszę tak naprawdę o wpływie ich decyzji na mieszkańców.
 
Ale to prawda – warto częściej opowiadać o tym, jak zwykły człowiek może korzystać z narzędzi demokracji lokalnej, jak może kontrolować władzę, jak może angażować się w sprawy swojej gminy.
Bo polski samorząd nie zmieni się od góry.
 
On zmieni się wtedy, gdy mieszkańcy zaczną czuć, że są jego gospodarzem – nie statystą









niedziela, 28 września 2025

Metoda niemiecka w Polsce

 


Ta metoda ma tysiące lat, tak naprawdę to metoda Wędrującej Cywilizacji Śmierci - podszywanie się pod ludzi, wżenianie się w rodziny, zdobycie zaufania, przejęcie urzędów, władzy, a potem rozsadzanie społeczności od środka i wszczynanie wojen...


Jest tak w Polsce od kilkuset lat (pamiętamy Bunt wójta Alberta) - siedzą, udają Polaków, Kaszubów, Prusów, Mazurów, Warmiaków, Ślązaków, Ukraińców i spiskują przeciwko nam. Przychodzi wojna - mordują ludzi, by zdobyć przewagę liczebną (krzyżacka rzeź Gdańska, rzeź Prusów pogańskich, rzeź wołyńska... rzeź II wojny światowej) i z czasem przejąć kraj. I cały czas na wschód, nieustępliwie.

Na pewno w czasie ostaniej wojny mordowali potajemnie ludzi, także by ukraść ich tożsamość i po wojnie podszywać się pod Polaków, Kaszubów, Mazurów, Ślązaków, Warmiaków, Ukraińców.... o innych nacjach i krajach nie wspomnę.

To, co odkryłem, to ich zwyczajowy sposób postępowania. 

To, co obserwujemy teraz na Ukrainie, jest żywą lekcją historii - tak właśnie Cywilizacja Śmierci podbijała Pelazgów w"Grecji", Rassenów w "Rzymie", Lutyków we "Francji", Łużyczan, Polan, Prusów... a obecnie Rosjan.


Nie będziemy mieli spokoju, dopóki istnieje ich zaplecze - państwo niemieckie, do którego mogą się odwoływać podmieńcy.











Źródło:

Czwartak : czasopismo 4 p.p. Legionów R. 1, nr 3, 1920


[red. odpow. Tadeusz Dalewski]. R. 1, nr 3 (październik/listopad 1920)





na stronie 19




tekst edytowalny:

Korespondencja z Pomorza (wyjątek)...

Siedzę w Kościerzynie, stolicy Kaszub... smutno tu nie wymownie, choćby z tego powodu że, ludność tutejsza ani też władze wojskowe, jak np. starostwo, magistrat, policja etc. nie idą z nami w łączności, a żądają zupełnego wyodrębnienia. 

Program ich jest następujący: Sejm Pomorski, Sejm Poznański, Sejm dla Kongresówki, Sejm Krakowski, Sejm Lwowski, Sejm Wileński, Sejm Białoruski i t. d. na wzór, jak to otrzymał Śląsk Cieszyński. 

Prócz tego ludność domaga się by Rząd Polski natychmiast wycofał stąd „Antków Kongresówki" i „Wojtków Galicyjskich". Prócz tego twierdzą, że stanowiska urzędników mogą zająć tutejsi ludzie, którzy umieją czytać i pisać i to w dodatku nie po polsku, a w Armji stanowiska oficerów mogą zająć byli podoficerowie armji pruskiej. Prócz tego urzędują Kaszubowie za marki pruskie względnie ruble rosyjskie — pogromy, — wskażę choćby pogrom w Grudziądzu, gdzie opanowano Dworzec kolejowy, pocztę, rozbrojono „Antków i Wojtków" i dopiero silna postawa naszego Rządu doprowadziła do jakiego takiego stanu rzeczy. Drugi fakt: 21. X., w Kościerzynie, kilkutysięczny tłum żądał uwolnienia wachmistrza, który na rynku wykrzykiwał na „Antków i Wojtków" i dopiero kiedy wezwałem wartę pod broń, oraz ustawiłem karabiny maszynowe, uspokoiło się.... Oto kwiatki



Ja to znam!

Dokładnie takie teksty pisali "farbowani Kaszubi" i "farbowani Warmiacy" albo "Mazurzy" - a nawet "Prusowie"... na facebooku, z którymi się spierałem i których zwalczałem już lata temu.

żądają zupełnego wyodrębnienia

by Rząd wycofał stąd „Antków

i tym podobne


I widzisz, już lata temu mówiłem, że nazwa Niemcy to zniekształcone Podmieńcy, a nie, że niemowyniemi...










Paryzjowie lub Paryzowie (łac. Parisii) – historyczne plemię celtyckie w Galii, skupione wokół głównej ich osady Lutecji na wyspie na środkowej Sekwanie, zwanej przez Rzymian Lutetia Parisorum. Stąd nazwa Paryża – miasta, które rozwinęło się z Lutecji.


Nieprawda! 

Nie Paryzowie mieszkali w Lutecji, tylko LUTYCY mieszkali w miejscu zwanym PARISI, więc miano miasta Paryż dotyczy miejsca Parisii... to jest przecież logiczne, że pierwotna nazwa lokacji przeszła na współczesną nazwę miasta.


"kronikarze" poprzestawiali fakty na odwrót, żeby zamaskować nazwę ludu - Lutycy:

do nazwy miejsca Parisi dopisali nazwę ludu - Lutetia, i z Lutyków zrobili Paryzów





Wieleci, Wieletowie, Wilcy, Lucice, Lutycy – grupa plemienna Słowian połabskich, zamieszkujących od co najmniej VIII wieku tereny między dolną Odrą a Łabą, wywodząca się z Pomorza Przedodrzańskiego. W źródłach pisanych z czasów Karola Wielkiego nazywani również: Wiltzi, Vultzi, Welatabowie. Wieleci obok Obodrzyców i Serbów należeli do Słowian połabskich. Geograf Bawarski podaje, że na ziemiach Wieletów znajdowało się 95 grodów.

Nazwę Lucice/Lutycy po raz pierwszy notuje Żywot pierwszy św. Wojciecha z około 999-1001 roku.

Nazwa Lucice pochodzi, według części badaczy, od słowiańskiego wyrazu ljut, znaczącego „dziki” (por. luty, srogi). Istnieje też możliwość wywodzenia tego miana od nazwy boga czczonego w Radogoszczy – L’utyi bog (tj. dziki bóg). Rozważana jest też możliwość pochodzenia w powiązaniu z rdzeniem lut (bagnisty, grząski). Dodatkowo, wydaje się, że pomimo określania w źródłach pisanych tego etnosu do końca X wieku jedynie mianem Wieleci, przyjęcie nazwy Lucice w ostatnich dekadach X wieku, było, w pewnym sensie, powrotem do nazwy starszej, a ówcześni kronikarze uznawali ciągłość między Wieletami, a Lucicami. 

Chociaż to drugie miano nosi znamię neologizmu, nie można wykluczyć, że miała tu miejsce świadoma paralelność obu nazw, z których ta pierwsza miała być zastąpiona drugą. Zmiana nazwy jest interpretowana przez badaczy jako swoista demonstracja pewnego novum (biorąc pod uwagę zwłaszcza wagę, jaką przykładały wspólnoty plemienne do swojego miana i do mitów o swoich początkach) w stosunkach wewnętrznych po roku 983, kiedy to nazwa Lucice, odnosząca się do czterech plemion tzw. Związku Wieleckiego: Chyżan, Czrezpienian, Dołężan i Redarów, utożsamiła się z etnią skupioną wokół świątyni w Radogoszczy. 

Według nowszej koncepcji Christiana Lübke (2004), nazwa Lucice mogła być neologizmem z około roku 1000 przeciwstawiającym Słowian "dzikich", Słowianom "cywilizowanym", czyli Polanom.








/pl.wikipedia.org/wiki/Łużyce


bc.umcs.pl/dlibra/publication/25406/edition/22598?language=pl

pl.wikipedia.org/wiki/Paryzjowie

pl.wikipedia.org/wiki/Wieleci

Prawym Okiem: Mazurskie słówka ?

Prawym Okiem: SKRA - cd

Prawym Okiem: SKRA cd.2

Prawym Okiem: Skra - pismiono ò kùlturze

Prawym Okiem: Ruch Autonomii Mazur kopiuje w swoim godle symbole pruskie, niemieckie i hitlerowskie!

Prawym Okiem: Germanizacja Warmii rozpoczęta w Klebarku Wielkim?




Prawym Okiem: „Zaginiona” mazurska powieść sprzed 120 lat rzuca nowe światło na język Mazurów

Prawym Okiem: Zakłamywacze historii

Prawym Okiem: Werwolf – jak to się odbywa

Prawym Okiem: Bunt wójta Alberta

Prawym Okiem: Oktoberfest w Polsce? Od kiedy?

Prawym Okiem: O tym właśnie mówię...

Prawym Okiem: Wojna.

Prawym Okiem: Pasjonaci historii wykopywali z lasu ...

Prawym Okiem: Słup z granicy RP i WMG stoi już przy szkole w Gdańsku Kokoszkach

Prawym Okiem: Święta Warmia

Prawym Okiem: Niemcy to kraj stojący cywilizacyjnie wyżej od nas

Prawym Okiem: "Posterunek Graniczny Polska-Niemcy"