Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Austria. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 stycznia 2026

"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"












przedruki





Austria, kraj zbrodniarzy



Kurt Waldheim pełnił funkcję szefa austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz był Prezydentem Austrii w latach 1986-1992. Najbardziej szokująca jest jednak jego niemal dziesięcioletnia kadencja na stanowisku Sekretarza Generalnego ONZ w latach 1972-1981, w organizacji, której celem jest ochrona praw człowieka. Dlaczego fakt, że Waldheim mógł cieszyć się tak bogatą karierą polityczną, budzi zdziwienie? Z pomocą przychodzi nam sam Kurt, zawarł to wszystko w jednym zdaniu.

„Nie robiłem w czasie wojny niczego innego, niż to, co robiły także setki tysięcy innych Austriaków. Spełniałem swój obowiązek jako żołnierz” - Kurt Waldheim.

Rzeczywiście, to zdanie mogło wypowiedzieć znaczna część austriackiego społeczeństwa, które nigdy nie rozliczyło się ze swoją przeszłością – przeszłością naznaczoną morzem słowiańskiej i żydowskiej krwi.

Dużą część procesu wybielania austriackiego społeczeństwa stanowi mit dotyczący siłowego przyłączenia Austrii do III Rzeszy oraz rzekomej niechęci Austriaków do nazizmu i Hitlera. Tymczasem prawda jest taka, że Anschluss cieszył się powszechnym poparciem, a przyszli obywatele nazistowskiego państwa witali żołnierzy Wehrmachtu kwiatami i nazistowskimi salutami.

Znamienny jest też zapał, z jakim Austriacy przystąpili do zbrodni holokaustu. Ich ofiarami byli przede wszystkim Żydzi, Polacy, Ukraińcy oraz Rosjanie. Okrucieństwo, które przejawiali, często przewyższało to, z którego słynęli Niemcy.

Pierwszym przykładem zorganizowanego prześladowania innych narodowości była skala Kryształowej Nocy w Wiedniu.

Denazyfikacja? Przecież jesteśmy ofiarami

Niewątpliwie Austria zyskuje na skupieniu światowej opinii publicznej na roli Niemców, którzy stanowili największą grupę nazistowskich zbrodniarzy. Umożliwia to Austrii przyjęcie pozycji ofiary, niemal na równi z takimi krajami jak II Rzeczpospolita, Jugosławia czy Czechosłowacja.

Austriackie społeczeństwo niestety wyróżnia się najmniejszym stopniem denazyfikacji spośród wszystkich europejskich narodów. Całkowity brak rozliczenia z przeszłością oraz przemilczanie swojej roli w największej zbrodni w historii świata stanowią haniebną plamę na całym narodzie.

Wielką rolę w braku rozliczenia austriackich nazistów odegrali zachodni alianci, którzy już w kwietniu 1948 roku poparli amnestię dla tych zbrodniarzy. Zaskakująco, w pozytywnym świetle stawia to władze ZSRR, które jako jedyne z wielkich mocarstw głośno sprzeciwiały się tej, jakże haniebnej, ustawie. Kary uniknęło prawie pół miliona nazistów, którzy zostali zwolnieni z więzień. Ostatecznie cała wydmuszka denazyfikacji zakończyła się już w 1949 roku.

Austriaccy zbrodniarze

Kim byli najbardziej wyróżniający się Austriacy uczestnicy zagłady? Na myśl od razu przychodzi bodaj najsłynniejszy Austriak w historii – Adolf Hitler. Jego rola w zbrodniach III Rzeszy jest powszechnie znana i nie wymaga dodatkowego przypomnienia.

Drugim architektem systemu zagłady był Adolf Eichmann, odpowiedzialny za koordynację całego mechanizmu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Ten zbrodniarz poniósł zasłużoną karę na końcu izraelskiego sznura, po głośnym procesie w 1962 roku. W ten sposób sprawiedliwości stało się zadość.

Odilo Lotario Globocnik, znany ze swoich zbrodni, był austriackim SS-manem słoweńskiego pochodzenia i jednym z głównych organizatorów oraz wykonawców zagłady. Odpowiadał za brutalne represje wobec polskiej inteligencji i duchowieństwa.

W 1945 roku został schwytany przez Brytyjczyków, jednak w areszcie popełnił samobójstwo, unikając tym samym procesu i wymierzenia zasłużonej kary.

Często zapomina się o roli kobiet w funkcjonowaniu niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Wśród austriackiego personelu szczególnie wyróżniały się dwie postacie: „Kobyła z Majdanka” oraz „Bestia z Auschwitz”.

Pierwszą z nich była Hermine Braun Steiner. Kobyła słynęła z olbrzymiego okrucieństwa, szczególnie wobec dzieci. Często brutalnie wyrywała małe dzieci z rąk ich przerażonych matek, by chwilę później rozgnieść ich główki swoim ciężkim butem. Odpowiadała również za selekcję więźniów. Po wojnie wyemigrowała do USA, gdzie poślubiła byłego żołnierza amerykańskiej armii. Przez wiele lat unikała odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. W końcu została ekstradowana do RFN, gdzie wzięła udział w trzecim procesie załogi Majdanka. Została skazana na dożywocie, jednak w wieku 77 lat zwolniono ją z powodu cukrzycy. Dzięki temu mogła w spokoju umrzeć na wolności, w przeciwieństwie do setek jej ofiar.

Maria Mandl, znana jako Bestia z Auschwitz, była odpowiedzialna za wysłanie na śmierć blisko pół miliona ludzi podczas swojej pracy jako nadzorczyni kobiecego obozu Auschwitz. W ramach swoich obowiązków zajmowała się między innymi selekcją więźniarek. Słynęła z okrutnego traktowania ciężarnych kobiet, które często wybierała do przeprowadzania na nich eksperymentów medycznych. Skazywała je tym samym na długą i upokarzającą gehennę, która w większości przypadków kończyła się ich tragiczną śmiercią.

Mandl została skazana na śmierć przez powieszenie przez Najwyższy Trybunał Narodowy w pierwszym procesie oświęcimskim. W przeciwieństwie do władz Austrii i RFN, w Polsce nie było taryfy ulgowej dla nazistów.


Brak rozliczeń

Nie znamy dokładnej skali udziału Austriaków w nazistowskim ludobójstwie. Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że istniało powszechne poparcie dla tych działań oraz zapał, z jakim przedstawiciele tego narodu przystąpili do mordowania Żydów i Słowian.

Niestety, większość Austriaków uniknęła odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Sprawiedliwość ich nie dosięgła, a to za sprawą państw, które niedawno intensywnie zwalczały faszyzm oraz nazistowską III Rzeszę. W ten sposób zostali rozgrzeszeni za zbrodnie popełniane w Europie Centralnej, Wschodniej oraz na Bałkanach, w mniejszym stopniu na Zachodzie.


Cóż, jak widać, ofiary stały na drodze wielkiej polityki.


Mikołaj Hutorowicz/Fronda.pl





"UE jest przejęta przez grupę przestępczą"

„Ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz” - powiedział w „Salonie Dziennikarskim” na antenie Telewizji wPolsce24 Maciej Pawlicki, publicysta i reżyser.


Moim zdaniem idzie tu nie tylko o przyszłość rolnictwa, bo wyraźnie widać, że wszystko zmierza do tego, aby zlikwidować rolnictwo europejskie

— oceniła redaktor Aleksandra Jakubowska.

Pytana przez Jacka Karnowskiego, czy cel jest ideologiczny, odparła:

Myślę, że bardziej komercyjny. To rolnictwo w jakimś tam stopniu będzie istniało. Oczywiście będą ludzie, których będzie stać na to, żeby kupować zdrową żywność za duże pieniądze.

Ale moim zdaniem był to moment historyczny. To znaczy po raz pierwszy tak jawnie okazało się, w jaki sposób Unia Europejska ma być rządzona w momencie, kiedy Niemcom uda się przeprowadzić swój plan centralizacji. Bo do tej pory to wszystko było robione tak jak salami, po kawałku odcinano państwom narodowym ich kompetencje zapisane w traktatach. Mówiono o tym, że te traktaty trzeba zmienić. Nagle okazało się, że TSUE nie jest trybunałem, który ma pilnować, czy państwa narodowe zgodnie z traktatami swoje ustawodawstwo prowadzą, tylko jest sam źródłem prawa. Wszystko to dotychczas odbywało się po cichu, ale to, co wydarzyło się z Mercosur, stanowi spektakularny przykład tego, jak będzie rządzona Europa, jeśli Niemcom uda się przeprowadzić ich plan

— dodała publicystka wPolsce24.

Cała sytuacja pokazuje, jak patologiczną organizacją jest Unia Europejska. po drugiej stronie mamy Mercado Común del Sur, czyli unię handlową krajów Ameryki Południowej. Tam za chwilę Wenezuela do tego dołączy, bo ona jest w tej chwili zawieszona. I każde z tych państw może powiedzieć, że nie podpisuje tej umowy. Z naszej strony, czyli ze strony Unii, jedzie Ursula von der Leyen i 27 przywódców państw nie ma nic do powiedzenia, bo ona podpisuje. A tam podpisze prezydent Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju. A jak Paragwaj powie, że nie podpisuje, to nie podpisze i nic mu nie mogą zrobić. Co pół roku mają prezydencję, czyli właściwie jest taki operator tego całego paktu Mercosur, który załatwia takie sprawy operacyjne. Nie ma żadnej ideologii w tym

— ocenił publicysta wPolsce24 Dariusz Matuszak.


Pytany przez prowadzącego, czy chodzi tu o to, że przemysł niemiecki, który ma problemy, szuka rynków zbytu, stwierdził:

Oczywiście, że to jest prawda. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że nie należy wierzyć w nic, co Unia obiecuje, co deklaruje, czyli te wszystkie zabezpieczenia teoretyczne. Teoretyczne, bo tak naprawdę jeszcze ich nie ma w tych papierach.

Po drugie: są konkretne zapisy, na przykład Unia dopłaci do wiatraków, żeby sobie w Europie kraje Mercosur mogły kupić wiatraki, po prostu jest zapis o konkretnych kwotach – dokładnie już w tej chwili nie pamiętam, ale to jest około miliarda euro. No, otwarcie na przemysł, głównie maszynowy, chemiczny. Z Rosji nawozy lecą do Brazylii. Brazylia jest największym importerem rosyjskich nawozów. Niemiecki koncern BASF wykupił amerykański Monsanto. To jest to samo, tylko przemianowane. Byłem Bogdan, a teraz jestem Mietek. Albo byłem Adolf, a teraz jestem Jurgen


— dodał Matuszak.


Pawlicki: Trzeba urealnić język debaty o UE

Myślę, że trzeba zmienić język. Całkowicie zgadzam się z tym co pani Aleksandra powiedziała, że to jest jednak pewien punkt zwrotny. Dlatego, że do tej pory to nie było po cichu, bo oczywiście to było na różne sposoby, różnymi kłamstwami oblepiane. I oczywiście są w Polsce siły, które wierzą w te idiotyzmy, ocieplenia, wpływ na redukcję dwutlenku węgla. Są też grupy polityczne czy społeczne, które mają stosunek do narzucanej nam imigracji z Afryki czy z Azji inny niż większość narodu. Ale w tej sprawie wydaje się, że jedność klasy politycznej, przynajmniej w deklaracjach, jednak istnieje

— stwierdził z kolei Maciej Pawlicki, reżyser i publicysta.


I po raz pierwszy mamy taką sytuację, w której najeźdźca chce narzucić nam coś, czego nie chcemy, wiemy, że nam szkodzi, i chcemy to odrzucić. I nagle się okazuje, że jest jakiś pan nad nami, który nam powie: „Nie, będzie inaczej”. Tak się działo za zaborów, tak się działo za najazdów, tak się działo w krajach podbitych i trzeba zdać sobie sprawę, że ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz. I coraz bardziej zacieśnia tę smycz i należy tę Unię albo odzyskać, albo z niej wystąpić. Ale po to, żeby ją odzyskać, należy realnie mówić o scenariuszu występowania z tej Unii. Przestać płacić składki, krótko mówiąc urealnić język opowiadania o tym, co się dzieje, bo w tej chwili to niszczenie polskiego rolnictwa to jest także niszczenie klasy średniej
— dodał.


Jeśli ktoś łamie prawo, to znaczy, że jest przestępcą, więc należy go wsadzić do więzienia i należy ten proces rozpocząć
— ocenił komentator.


Straszak „polexitu” jest używany przez środowisko Tuska od wielu lat. On działał w momencie, kiedy rzeczywiście było ogromne wsparcie procentowe. Polacy byli przekonani, że Unia Europejska to jest dobry pomysł i byli tacy, powiedziałabym, optymistycznie nastawieni do bycia Polski w tej organizacji. Natomiast proszę zwrócić uwagę na to, że z miesiąca na miesiąc w sondażach to poparcie dla bytności Polski w Unii Europejskiej, i w ogóle ocena tego organizmu spada. Nawet polscy politycy na czele z ministrem rolnictwa Krajewskim próbują upudrować to, co się wydarzyło, mówiąc o tak zwanych klauzach ochronnych, że nam nic nie grozi, nic się nie stanie, a w ogóle minister Krajewski mówi: „A przecież meble będziemy tam do tej Ameryki Łacińskiej wysyłać” i tak dalej

— stwierdziła redaktor Aleksandra Jakubowska z Telewizji wPolsce24.





"Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan". 


10.01.2026 13:37

W warszawskim hotelu Gromada odbyło się dziś Ogólnopolskie Forum Oświatowe "W trosce o przyszłość polskiej szkoły". Wśród prelegentów wystąpili pedagodzy, nauczyciele, działacze społeczni, związkowcy, samorządowcy, dziennikarze i rodzice.

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” od dawna alarmuje, że w polskiej szkole dzieją się niepokojące rzeczy, a praca nauczyciela staje się coraz trudniejsza


"System oświaty wymaga gruntownej przebudowy"

Konferencję otworzyli Hanna Dobrowolska, koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz dr. Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".

Hanna Dobrowolska opowiedziała o działaniach Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, którą w tej chwili współtworzą już 92 organizacje, którym przyświeca dobro polskich uczniów.



Naszym celem jest powstrzymanie destrukcji, a następnie doprowadzenie do głębokiej odnowy polskiej oświaty. Odzyskanie pokolenia dobrze wykształconych, etycznych, oddanych Ojczyźnie młodych Polaków stanowi nasz naczelny cel. Temu służyły manifestacje, pikiety, konferencje prasowe oraz działalność publicystyczna

- powiedziała Hanna Dobrowolska.


Sukcesy minionego roku oraz procesy, które udało się powstrzymać lub nagłośnić do tego stopnia, że poruszyły całe społeczeństwo, są zasługą właśnie tych szerokich środowisk. (...) Najważniejsze jest to, abyśmy dziś otworzyli niezależną debatę, która da szansę wypowiedzenia się bardzo wielu osobom i środowiskom – również tym, które współtworzą proces, jaki ogólnie nazywamy oświatą

- podkreśliła.
 

Waldemar Jakubowski mówił z kolei o ostatnich działaniach Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność.

System oświaty wymaga gruntownej przebudowy i głębokiego przemyślenia. Chcemy wypracować konkretne wskazówki dotyczące tego, w jakim kierunku system ten powinien się zmieniać. Jesteśmy głęboko przekonani, że znajdujemy się obecnie w momencie przełomowym – w czasie kryzysu. Powiem nawet nieco przewrotnie, że być może dobrze się stało, iż obecnie w Ministerstwie Edukacji Narodowej mamy taką, a nie inną ekipę. Gdyby byli to fachowcy „z wyższej półki”, sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Natomiast przy obecnym kierownictwie wiele spraw staje się bardziej klarownych

- przekonywał.


Obecną ekipę ministerialną nie jest trudno punktować. Przypomnę choćby aferę związaną z godzinami ponadwymiarowymi. Krajowa Sekcja Oświaty już wcześniej wskazywała, że rozwiązania prawne proponowane przez Ministerstwo doprowadzą do poważnych problemów. I dokładnie tak się stało. Konieczne były interwencje na najwyższym szczeblu, medialne spektakle oraz działania ratunkowe, by się z tych decyzji wycofać

- dodał.

Pytanie zasadnicze brzmi: w jakim kierunku iść dalej i jak powinna wyglądać polska oświata? To wciąż temat otwarty, choć czasu na podjęcie kluczowych decyzji pozostaje coraz mniej
- spuentował przewodniczący Jakubowski.

Stan polskiej oświaty

W ramach konferencji odbyły się trzy panele dyskusyjne. W panelu eksperckim pt. "Ocena zmian w oświacie", który prowadził Rafał Woś, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność". prof. Jan Żaryn, historyk, a także nauczyciel akademicki, postawił śmiałą tezę:

Najważniejsze instytucje edukacyjne i naukowe państwa polskiego, a więc przede wszystkim resort edukacji oraz resort nauki, nieprzypadkowo zostały w obecnej koalicji rządzącej powierzone ludziom o proweniencji bądź wyraźnie postkomunistycznej, bądź jednoznacznie lewicowej, ideologicznie lewicowej. Był to wybór w pełni świadomy. Powodem tego wyboru było wykorzystanie instytucji państwa polskiego do realizacji projektu, który można określić jako globalny projekt walki o mentalność nowego człowieka.

Mówił jednak również o tym, że prawdziwym punktem odniesienia jest dla dzieci ich rodzina.

Wszystkie badania socjologiczne prowadzone w wolnej Polsce od lat 90. aż po dziś pokazują jednoznacznie, że najwyższą wartością dla Polaków jest rodzina. Bez względu na to, jak bardzo ideologie próbują narzucić inną wizję rzeczywistości, oddolna mądrość narodu pozostaje niezmienna. Rodzina jest przestrzenią bezpieczeństwa, wychowania, dojrzewania i dążenia do szczęścia – nie ideologiczne konstrukty

- podkreślił.

Apeluję, abyśmy – jako przedstawiciele różnych środowisk społecznych, stowarzyszeniowych i związkowych – zrobili wszystko, by powstał projekt zespołu ludzi kompetentnych, zdolnych odpowiedzieć na pytanie, czym jest dziś polski obszar edukacji. Byłaby to realna odpowiedź na rewolucyjny projekt realizowany niestety także w instytucjach państwa polskiego

- spuentował prof. Jan Żaryn.



Wojciech Książek, nauczyciel i działacz NSZZ "Solidarność" mówił z kolei o potrzebnych zmianach w różnych obszarach edukacji.

Zmiana podstaw programowych wymaga uwzględnienia programów nauczania, planów nauczania, podręczników, pomocy dydaktycznych – dziś także cyfrowych. Nie można wprowadzać nowego przedmiotu bez zaplecza kadrowego i przygotowania

- przekonywał. Apelował również o to, by nie zapominać o nauczycielach.

Ich autorytet, kształcenie, doskonalenie i godne wynagrodzenie są fundamentem systemu. Gdyby reformy sprzed lat były kontynuowane, dziś nauczyciel dyplomowany zarabiałby średnio około 11 tysięcy złotych. To pozwalałoby na realne uczestnictwo w kulturze i życiu lokalnym

- zaznaczył. Jako najtrudniejsze, a zarazem potrzebne zadanie przedstawił opracowanie i wdrożenie długofalowej wizji edukacji i stabilnego systemu egzaminacyjnego.



"Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną"

W panelu kadry oświatowej pt. "Różnorodność a mit równości. Rola nadzoru pedagogicznego i samorządu", dr Waldemar Jakubowski diagnozując stan dzisiejszej szkoły, podkreślił:

Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną. Przestaje przygotowywać do życia obywatelskiego, rodzinnego i społecznego. Dlatego konieczna jest zmiana myślenia o edukacji jako całości. Sprzeciwiam się atomizacji systemu, ponieważ prowadzi ona do rozpadu wspólnoty społecznej. Potrzebujemy powrotu do prawdy, wymagań i wychowania. Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan. Wychowanie bez wymagań nie prowadzi do spełnienia, lecz do braku satysfakcji z życia.


Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty stwierdziła z kolei:

Jestem przerażona tym, co się dzisiaj w naszych szkołach dzieje. Dlatego, że ta szkoła dzisiejsza to jest szkoła kłamstwa. Jednego wielkiego kłamstwa, potwornego kłamstwa i krzywdy, jaką stwarzają ludzie dorośli młodym ludziom. W szkole uczeń ma być bezpieczny. Rodzice oddają swój największy skarg pod opiekę nauczycieli do szkoły i mają absolutnie prawo do tego, żeby czuć, że to dziecko będzie bezpieczne. Tymczasem obecnie nie jest

Zaznaczyła także:

To jest okropna klęska nas wszystkich, że do tego żeśmy dopuścili. Ale ja powiem od razu, że patrząc na to nasze tutaj dzisiejsze zgromadzenie, że Państwo potrafiliście powiedzieć tej machinie państwowej, że się z nią nie zgadzacie. To jest cudowne. Ja tylko w tym widzę nadzieję


Niejednoznaczny obraz nauczycieli

W ostatnim panelu nauczycielsko-rodzicielskim pt. "Zmiany w oświacie a szkolne realia. Czym powinna być szkoła?" Jakub Pacan, dziennikarz "Tygodnika Solidarność" opowiadał o obrazie polskiej szkoły w społeczeństwie.

Obraz nauczycieli jest dziś bardzo niejednoznaczny. Generalnie, gdy rozmawia się z ludźmi albo słyszy rozmowy o szkole i nauczycielach, dominuje współczucie wobec tego, jak wiele nauczyciele muszą obecnie dźwigać. Jednocześnie spora część osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudna jest to praca, ponieważ widzi ją wyłącznie z perspektywy uczniów, którzy często bywają roszczeniowi

- powiedział.


Z jednej strony młodzi ludzie mówią, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, z drugiej strony sam zawód jest wyraźnie nieszanowany, skoro tylko 4% młodych osób widzi w nim swoją przyszłość

- zaznaczył.



Autor: Barbara Michałowska
Źródło: tysol.pl





Dekalog Narodowego Przetrwania.

opublikowano: 4 stycznia



Zakaz propagandy antyrodzinnej, posiadanie rodziny jako misja każdej kobiety i każdego mężczyzny, większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi, powstrzymanie laicyzacji życia społecznego czy obowiązkowe przeszkolenie wojskowe - to niektóre punkty Dekalogu Narodowego Przetrwania. Jest to pomysł, który wczoraj zaprezentowali w „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski - redaktor naczelny naszej stacji oraz Marek Grabowski - socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty.


Jednym z tematów „Salonu Dziennikarskiego Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 była zła sytuacja demograficzna Polski.

Stanisław Janecki z tygodnika „Sieci” przytoczył dokładne liczby. Zwrócił uwagę, że na początku lat 80., a dokładniej - w stanie wojennym, w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci. W 2017 r. jeszcze ponad 400 tys.

1.38 jest wskaźnik dla Europy za rok 2024. Za rok 2025 prawdopodobnie będzie to 230 tys. To jest katastrofa

— ocenił.

Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty ocenił, że „kielich demograficzny, niestety, jest taki, że obecnie, żeby tę dzietność osiągnąć rzędu 2.1, kobiety musiałyby mieć ponad czwórkę dzieci”.


Dekalog Narodowego Przetrwania

Redaktor naczelny wPolsce24 Jacek Karnowski i zaproszeni komentatorzy nie tylko ubolewali nad zaistniałą sytuacją, ale również postanowili wskazać receptę.

Proszę państwa my z Markiem Grabowskim, socjologiem, pokusiliśmy się o opracowanie takiego dekalogu. To są propozycje, które, uważamy, trzeba położyć na stole. My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale no to jest właśnie premiera


— podkreślił redaktor Karnowski.


A oto i Dekalog Narodowego Przetrwania:

1. Zakaz propagandy antyrodzinnej
2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa
3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych
4. Progresywne programy socjalne
5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych
6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej
7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe
8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego
9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej
10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna


Antyrodzinna propaganda groźniejsza niż narkotyki?

Jacek Karnowski tłumaczył, że propaganda antyrodzinna powinna być karana – i to co najmniej tak surowo jak handel narkotykami.

Jej skutki są nawet straszniejsze

– ocenił.

W przypadku punktu 2. redaktor naczelny Telewizji wPolsce24 podkreślił:

To nie oznacza oczywiście stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna
– wskazał.

Co oznaczałyby większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi? Według prowadzącego, mógłby to być np. „dodatkowy głos na każde dziecko”.

W kwestii programów socjalnych Jacek Karnowski proponuje 800+ na pierwsze dziecko, ale na drugie już np. 1600+, a na trzecie 2400+. Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci maksymalnie poza wpływem social mediów – trzeba szukać rozwiązań.

Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej, a także większe nasycenie procesu edukacji zajęciami praktycznymi. Chodzi o to, żeby te dzieci naprawdę się ruszały i żeby były we wspólnocie
– mówił dalej Jacek Karnowski.

Obowiązek przeszkolenia wojskowego powinien, w ocenie naczelnego Telewizji wPolsce24, obejmować wszystkich bez wyjątku, a kobiety miałyby możliwość „wyboru służby w siłach wsparcia medycznego”.

Kolejny punkt to powstrzymanie laicyzacji życia społecznego, a przynajmniej jej promocji. Co kryje się za kolejnym punktem?

Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej - tu widać, że pandemia posłużyła do reżyserii społecznej, do rozbicia tego, co jeszcze istniało.

I na koniec: przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna dla losów narodu.

Oszustwo feminizmu i liberalizmu
Anna Pawelec, dziennikarka Telewizji wPolsce24, pozytywnie oceniła dekalog.

Nie ma teraz „mody” na posiadanie dzieci. Ale z drugiej strony moje pokolenie przede wszystkim chce wychowywać dzieci trochę inaczej, niż nas wychowali nasi rodzice. Moi rodzice mieli nas 4. Ja już mam 2. Teraz są trochę inne wychowania wobec rodziców. Nasi rodzice z nami nie spędzali tyle czasu, ile byśmy chcieli. A my dzisiaj chcemy wyjechać z dziećmi na wakacje, posiedzeć po południu

– podkreśliła.

Pozostali goście komentowali poszczególne punkty dekalogu w następujący sposób:

W Australii w jednym ze stanów jest taki system, że rodzic ma w imieniu dziecka możliwość zagłosowania, ma te dodatkowe głosy. I to można zrobić
– wskazał z kolei Marek Grabowski.

Czy feminizm oszukał swoich „klientów”?

W pewnej mierze oszukał ich liberalizm jako taki. Ten koncept, że kończę studia. Później organizuję sobie pracę. A jak zajmę średni szczebel menadżerski, to jeszcze kupię mieszkanie własnościowe, najlepiej od razu już cztery pokoje, żeby było na przyszłość. W efekcie mam lat 35- 40 i nagle się okazuje, że nie mam partnerki, narzeczonej, korpo i tak już wyrzuciło albo za 5 lat wywali i tyle

— podkreślił Grabowski.


To powinna być podstawa, żeby powstał rządowy raport. Istnieje rządowa rada ludnościowa. A po raporcie natychmiast przejście do czynów

— wskazał Stanisław Janecki.

Polska wymiera przez polskojęzyczne media?

My stworzyliśmy w fundacji taki raport o nazwie właśnie „Polska wymiera”. I tam znaleźliśmy kilka przykładów dosłownie, z mediów, których nazw już nie będę wymieniał i opiszę je ogólnie jako polskojęzyczne: „Ciąża to choroba”, „Dziecko utrudniło mi wyjazd”, „Żałuję, że jestem matką”
— wyliczał Marek Grabowski.

Domyślam się, że chodzi tutaj o Onet. Tak, trzeba powiedzieć, że dziecko jest wyrzeczeniem. Że ciąża jest pewną trudnością. Są trudne sytuacje, mnóstwo wyrzeczeń, ale dziecko właśnie nadaje sens naszemu życiu

— podsumowała Anna Pawelec.







Jak to wszystko zależy od tego, kto mówi.... jak mówi.... i po co....




„Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian” - powiedział gazecie.pl wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. 

W jego ocenie europejskie kraje znajdują się między młotem a kowadłem, bo z jednej strony Chiny zwiększają swoją gospodarczą ekspansję, a z drugiej Rosja nie zamierza porzucić imperialnych i terytorialnych ambicji.

W ocenie Jakóbowskiego Pekin jest bezwzględny jeśli chodzi o swoją ekspansję gospodarczą na Zachód, wykorzystując wszelkie słabości innych krajów, zwłaszcza USA.


Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe - to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby - powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość

— ocenia wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich w gazeta.pl i podkreśla, że Chińczycy są dziś pewni siebie jak nigdy do tej pory.


To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: „Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: „I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu

— podkreśla Jakóbowski.

Chińczycy już czują się równie Amerykanom

Za 4 miesiące w Pekinie Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. W opinii wiceszefa Ośrodka Studiów Wschodnich nie można wykluczyć, że Chińczycy i Amerykanie będą chcieli się dogadać w kwestii podziału wpływów w globalnej gospodarce.

Chińczycy wobec Europy, Japonii, wielu innych państw, szczególnie sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi. Zaczęli uważać, że my nie mamy żadnych kart. (…) Przestali nas uwodzić, kusić, tylko zaczęli mówić: ma być tak i tak, a jak się nie zgadzacie, to was dociśniemy. To oczywiście dla nas źle, ale z drugiej strony to działa jak pobudka.

— ocenia Jakóbowski i dodaje, że najbardziej przerażeni tym stanem są dziś Niemcy, które mogą stracić kontrolę nad dostawami surowców (metale rzadkie) materiałów i podzespołów. Szczególnie w przemyśle motoryzacyjnym.


Pożerają nasz przemysł żywcem. Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec, a tymczasem model gospodarczy, który zbudowali, dotyczy wszystkich, bo rozciąga się po całym kontynencie. I konsekwencje niemieckich złych wyborów z przeszłości przelewają się do nas, do Czech, do Francji, Holandii. (…) Nowy model samochodu w Europie to 4-5 lat, a w Chinach to półtora roku. I jeszcze go wyprodukujesz połowę taniej i sprzedasz na cały świat. To wszystko oznacza, że możemy stracić przemysł. Batalia, która się rozegra, będzie o to, czy jesteśmy w stanie to powstrzymać

— podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W jego opinii UE ma oczywiście różne możliwości reagowania na tę sytuację, ale stanowi dziś ogromny organizm gospodarczy, którego niszczy bezwład. Zasada subsydiarności, jest słuszna - niech Unia się nie wtrąca tam, gdzie nie musi - ale poszczególne kraje zbyt małe możliwości aby poradzić sobie samodzielnie.


Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. (…) Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. (…) Dzisiaj Ameryka się obróciła na pięcie, nie wiemy, czy wróci do tego stolika, natomiast Chiny myślą już wyłącznie o tym, żeby być samodzielne i niezależne od reszty. A emisje mają dla nich wtórne znaczenie

— brzmi analiza Jakóbowski, który ocenia, że Rosja i Rosja planuje dalszą ekspansję na Zachód, także terytorialną, co jest dla Europy ogromnym zagrożeniem.




"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"

Co na to Freud?









wpolityce.pl/spoleczenstwo/749837-polska-wymiera-oto-dekalog-narodowego-przetrwania
wpolityce.pl/gospodarka/749605-jakobowski-chinczycy-wobec-europy-stali-sie-obcesowi
fronda.pl/a/Austria-kraj-zbrodniarzy,250921.html
fronda.pl/a/To-jest-do-dyskusji-historykow-Ambasadora-Ukrainy-zapytano-o-zbrodnie-na-Polakach,250928.html
polityce.pl/polityka/750336-salon-dziennikarski-ue-przejeta-przez-grupe-przestepcza



czwartek, 15 sierpnia 2024

Cierpliwością łamię

 




Wybrane fragmenty z książki


 "Zygmunt August" 


autorstwa Stanisława Cynarskiego

wydana przez: Zakład Narodowy im. Ossolińskich, 1997








1.
o cierpliwości...















2.
tymczasem fatalny przypadek - a może jednak intryga?

ja obstawiam, że to jedna z metod - zgodna zresztą z ubecką zasadą, że

jak się kogoś traktuje jak głupka, to on się da oszukać jak głupek - mam bardzo silne wrażenie co do tego, że ludzie po prostu widząc imbecyla, który próbuje ich oszukać, tak bardzo odczuwają smutek i litość dla tego indywiduum, że po prostu nie reagują jak należy i zamiast obić głupka kijem - ignorują lub wręcz pozwalają mu myśleć, że osiągnął sukces.

Stąd zapewne - plus różne techniki - faktyczny nieustający marsz imbecyli na ludzkość.

Tutaj ewidentnie intryga, manipulacja - na pewno nie przypadek

w polityce nie ma przypadków













3.

z wizytą u Albrechta w Królewcu

wygląda jak próba zamachu, albo zastraszenia (?) - ale nie wiem, czy było im to opłacalne













4.

metody

"synowie dzielą państwo, a córki je pomnażają"


Habsburgowie z metryką od Trojan?

To na pewno źle świadczy o Tro.... nie nie nie.... to po prostu kłamstwa - nie ma sensu dywagować o historycznych postaciach i mieszkańcach Troi w oparciu o bajki Homera.


Postać Eneasza to mix prawdy i Zła... skoro więc Habsburgowie twierdzą, że pochodzą od niego... ja im wierzę. Bez wątpienia są pochodną Wędrującej Cywilizacji Śmierci.

A więc kolejny potwierdzony, osobiście przez nich samych, trop.


Chodzi o metodę podboju opartą o wżenianie się w struktury podbijanego państwa, przytaczane też na tym blogu.
W Italii w społeczności Etrusków i Sabinów wżeniali się ponoć ci co uciekli z Troi - potem wykorzystali Etrusków do zbudowania państwa, a następnie ich wytępili.

"Polska będzie Niemcami Europy" - ponoć tak powiedział premier Węgier Orban  - i ja wskazuję od lat na taki scenariusz, z tym, że to nie Polacy by rządzili wtedy w Polsce...
















osobną jakby sprawą jest to, że Werwolf stosuje tę metodę

niby to się wie, ale...


dopisać




5.

dziwne te śmierci, ale może w tamtych czasach całkiem zwykłe??

nierozstrzygnięte jest dla mnie, czy opłacało się im utrzymać Zygmunta bezdzietnym
czy lepiej byłoby dla nich, gdyby Habsburżanka urodziła mu dzieci 






Po śmierci Katarzyny ożenił się z jej siostrą, która również miała problemy z epilepsją...



dłonie











czyżby celowo coś nie tak było z tym pożyciem?





6.

Autor dywaguje, że śmierć Bony to zemsta Austriaków. 

Habsburgowie mogli to zrobić także jako część światowej sitwy...  nie tylko z powodów osobistych.


Rebus wskazujący na starożytną sitwę jest bardzo jednoznaczny - przy innej okazji będę o tym pisał.

Niewykluczone jednak, że sytuacja w kaplicy wcale tak nie wyglądała, zaś poniższa opowieść jest tylko dorobiona by móc wskazać na siebie - w celu zawoalowanego "poinformowania" swoich i obcych, kto wydał polecenie...


 





Podobny motyw w "Sekrecie milionera" na końcu doczytałem.




7.

nie ująłem tu chyba tego, ale w książce przewija się wątek, jak władcom zachodnim zależy na Pomorzu.











Król bardziej ufał Turkom niż Niemcom











8.

wypadki w Prusach - Królewiec i Gdańsk














9.


podsumowania















ciekawa strona


www.facebook.com/KrolowaBonaSforza




13 maja 2022 r.







poniedziałek, 31 stycznia 2022

Flaga Ukrainy

 



Własność austriacka, czyli niemiecka?



https://pl.wikipedia.org/wiki/Flaga_Ukrainy

https://ukrainamarcina.pl/flaga-ukrainy-narodowe-barwy-ukrainy/

https://encyklopedia.pwn.pl/haslo/Holowacki-Jakiw;3912444.html






https://pl.wikipedia.org/wiki/Flaga_G%C3%B3rnego_%C5%9Al%C4%85ska

https://pl.wikipedia.org/wiki/Herb_%C5%9Al%C4%85ska

https://pl.wikipedia.org/wiki/Piastowie_%C5%9Bl%C4%85scy


doszukać skąd piastowska




https://pl.wikipedia.org/wiki/Raabs_an_der_Thaya

https://en.wikipedia.org/wiki/Burg_Raabs_an_der_Thaya

https://de.wikipedia.org/wiki/Horn_(Nieder%C3%B6sterreich)

https://wblog.wiki/sv/Raabs_Castle


  • 17 lip 2019

  • #1

Jak to się dzieje, że Czesi i Słowacy używają Rakousko dla Austrii? Jakieś historie, które to wyjaśniają?

  • #2

Podobno nazwa kraju pochodzi od nazwy zamku Raabs.

  • 18 lip 2019

  • #3

Przepraszam, że wyglądam na pedantycznego, ale w trosce o ścisłość (jest to w końcu forum językowe

Jak to się dzieje, że Czesi i Słowacy używają Rakousko dla Austrii?

Dyftong czeski ou zwykle mutuje do długiego u - ú - po słowacku, tak samo jest w przypadku Rakúsko:

Tipy na jednodňové výlety do Rakúska ( invia.sk ) Propozycje na jednodniowe wycieczki do Austrii / Propozycje na jednodniowe wypady do Austrii.


b

  • 19 lip 2019

  • #4

Ja też potrafię być pedantyczny.

Stare czeskie ú (długie u) zmieniło się w ou we współczesnym czeskim. Słowacki (podobnie jak dialekty morawskie) wydaje się fonetycznie bardziej konserwatywny niż czeski środkowoczeski (baza języka czeskiego standardowego/literackiego).

Stare czeskie Rakúsy > Nowoczesne standardowe czeskie Rakousy / Rakousko ;

Z mojego starszego wpisu (mam pamięć słonia 

Austria (Österreich < łac. Marchia austriaca, Eastern Mark ) po czesku:

Rakousko (również liczba mnoga tantum Rakousy , np. Dolní/Horní Rakousy = Dolna/Górna Austria), nazwana na cześć zamku , obecnie Burg Raabs an der Thaya(po czesku Rakuš / Rakús / Rakous < Ratgoz), w pobliżu granicy austriacko-morawskiej.

Jeśli umiesz czytać po niemiecku (z Wikipedii):

Die schriftlichen Quellen setzten erst mit der Nennung eines Burgherrn „Gotfridi admissus in castrum Racouz“ in der Chronik Cosmas von Prag im Jahre 1100 ein. Aus den Jahren 1074 und 1076 ist die Nennung eines Waldgebietes, der „silva Rogacz“ in zwei Königsschenkungen an die Babenberger Markgrafen, bekannt. Noch heute wird Österreich von seinen nördlichen Nachbarn, den Tschechen, „Rakousko” genannt – „das Land hinter Raabs” .

Rakúsy (= kraina za Raabs, das Land hinter Raabs), nazwa ta była powszechna we wszystkich dialektach czeskich i słowackich „od niepamiętnych czasów” (země ta od nepaměti slove Rakúsy).


https://forum.wordreference.com/threads/rakousko.3595585/

https://cs.wikipedia.org/wiki/Rakousy

https://cs.wikipedia.org/wiki/Raabs_an_der_Thaya_(hrad)

https://pl.wikisource.org/wiki/S%C5%82ownik_etymologiczny_j%C4%99zyka_polskiego/Rakusy

https://pl.wikipedia.org/wiki/R%C3%B6tz

https://de.wikipedia.org/wiki/R%C3%B6tz







P.S.


12 marca 2023



https://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%99stwo_halicko-wo%C5%82y%C5%84skie

https://muzhp.pl/pl/c/2683/herb-ukrainy

https://pl.wikipedia.org/wiki/Herb_wojew%C3%B3dztwa_ruskiego

https://ru.wikipedia.org/wiki/Герб_Русского_воеводства

https://pl.wikipedia.org/wiki/W%C5%82adys%C5%82aw_Opolczyk

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ru%C5%9B_Czerwona




https://pl.wikipedia.org/wiki/Halicz_(miasto)








https://pl.wikipedia.org/wiki/Galicja_(Europa_%C5%9Arodkowa)






Dzień Flagi Narodowej obchodzony jest na Ukrainie 23 sierpnia.


Jak donosi Ukrinform, święto zostało ustanowione „na cześć wielowiekowej historii państwowości ukraińskiej, symboli państwowych niepodległej Ukrainy oraz w celu podniesienia szacunku obywateli do symboli państwowych Ukrainy” zgodnie z dekretem prezydenckim z 23 sierpnia 2004 r. W 2009 roku do dekretu były wprowadzone zmiany i 23 sierpnia na całej Ukrainie ustanowiono coroczną oficjalną ceremonię podnoszenia flagi.


Wśród flag Rusi Kijowskiej dominował kolor czerwony - najwygodniejszy do sygnalizacji podczas bitwy. Można jednak uznać, że flaga narodowa (państwowa) we współczesnym znaczeniu pojawiła się podczas istnienia państwa kozackiego. Najsłynniejsza z flag hetmańskich związana jest z imieniem Bohdana Chmielnickiego (była w kolorze białym). Połączenie kolorów niebieskiego i żółtego na fladze narodowej można zaobserwować od połowy XIX wieku.

Podczas „Wiosny Ludów” w 1848 r. Naczelna Rada Rosyjska ogłosiła ogólnoukraińskim herbem starożytny herb książąt romańskich. Ziemia Lwowska i województwo ruskie przedstawiały złotego lwa wspartego na skale na niebieskim tle. W tym samym czasie, zgodnie z obyczajami heraldycznymi, powstało połączenie żółto-niebieskich pasów na prostokątnym płótnie.


Zatwierdzenie niebiesko-żółtej flagi jako flagi narodowej nastąpiło wraz z proklamacją Ukraińskiej Republiki Ludowej. Potem w historii Ukrainy był okres czerwonego „sierpa i młota”, a za niebieski i żółty trafiali do więzień.

W ostatnim czasie narodowa niebiesko-żółta flaga została oficjalnie wywieszona na ratuszu w Stryju 14 marca 1990 roku. Później flaga została podniesiona nad budynkiem kijowskiej władzy - 24 lipca 1990 r.




------------





https://de.wikipedia.org/wiki/Nieder%C3%B6sterreichisches_Wappen

https://en.wikipedia.org/wiki/Legio_V_Alaudae

https://www.noe.gv.at/noe/Geschichte-Landeskunde/Landeswappen.html

https://pl.wikipedia.org/wiki/Austro-W%C4%99gry

https://de.wikipedia.org/wiki/Alt%C3%B6sterreich_und_Neu%C3%B6sterreich

https://pl.wikipedia.org/wiki/Dolna_Austria




https://maciejsynak.blogspot.com/2019/09/niemcy-nie-maja-google-street-view.html


ukrinform.pl/rubric-society/3556129-ukraina-obchodzi-dzien-flagi-narodowej.html


sobota, 12 listopada 2016

Cesarz niemiecki oraz cesarz Austrii ogłosili powstanie Królestwa Polskiego




Grzegorz Kucharczyk

Stulecie Królestwa Polskiego

Data publikacji: 2016-11-05 05:00
Data aktualizacji: 2016-11-08 07:48:00
Stulecie Królestwa Polskiego


Czy zapomniany dziś akt z 5 listopada 1916 roku – a więc zapowiedź utworzenia państwa polskiego – był istotnym faktem politycznym, czy dowodem na całkowicie instrumentalne potraktowanie Polaków przez Rzeszę?

Sto lat temu, 5 listopada 1916 roku cesarz niemiecki Wilhelm II oraz cesarz Austrii i król Węgier Franciszek Józef I ogłosili powstanie Królestwa Polskiego. Jego przyszłe granice nie zostały nawet w przybliżeniu zakreślone. Nie wiadomo było również kto miałby zostać władcą restytuowanego państwa polskiego. Wiadomo było natomiast, że przyszłe państwo polskie miało pozostawać w „ścisłym sojuszu” z mocarstwami centralnymi. W tym przypadku „sojusz” należy rozumieć jako podporządkowanie. Akt Dwóch Cesarzy wspominał o czymś jeszcze. Berlin i Wiedeń zapowiadały utworzenie „polskiej siły zbrojnej” (polnische Wehrmacht), która rzecz jasna miała również działać w ramach „ścisłego sojuszu” z armiami państw centralnych.

Ta ostatnia kwestia była zresztą czynnikiem, który w decydujący sposób wpłynął na sfery rządowe nad Sprewą i nad Dunajem, by podjąć sprawę polską W momencie, w którym publikowano Akt Dwóch Cesarzy dominująca pozycja Niemiec w sojuszu mocarstw centralnych nie pozostawiała żadnych złudzeń, co do tego, kto będzie wyznaczał ramy i egzekwował „ścisły sojusz”, o którym wspominano w dokumencie sygnowanym przez Wilhelma II i Franciszka Józefa. Ale tak naprawdę właściwymi sygnatariuszami byli feldmarszałek Hindenburg i generał Ludendorff, stojący na czele niemieckiego naczelnego dowództwa armii (OHL). „Straszliwi Dioskurowie” od dłuższego czasu naciskali na polityków w Berlinie, by znaleźli rozwiązania, które umożliwiłyby uzupełnienie strat ludzkich ponoszonych przez armię niemiecką w morderczych bitwach na froncie zachodnim. W 1916 roku, krótko przed publikacją Aktu Dwóch Cesarzy zakończyła się wyniszczająca „bitwa materiałowa” pod Verdun. Potrzeba nowego mięsa armatniego była więc tym pilniejsza. Lukę w szeregach armii Kaisera miał wypełnić polski Wehrmacht będący w „ścisłym sojuszu”.

Niemieckie plany „organizowania” Wschodu

Należy zauważyć, że Niemcy przystępując w sierpniu 1914 roku do Wielkiej Wojny nie miały żadnej wizji polityki wobec ziem polskich i Polaków. W odniesieniu do ziem zaboru pruskiego obowiązywał twardy kurs wyznaczany kolejnymi prawami wyjątkowymi uchwalanymi nad Sprewą w ostatnich latach pokoju (na czele z ustawą o przymusowym wywłaszczaniu polskiej własności z 1908 roku). Militarne zwycięstwa na froncie wschodnim, zwłaszcza zaś sukces ofensywy wiosenno-letniej z 1915 roku, która przesunęła front nad Dźwinę i Wołyń, oznaczał, że pod panowaniem mocarstw centralnych znalazła się znakomita większość ziem dawnej Rzeczypospolitej. Gdy armia niemiecka weszła w sierpniu 1915 roku do opuszczonej przez Rosjan Warszawy jasnym się stało, że Berlin już nie mógł dłużej milczeć w sprawie polskiej.

Obserwacja procesu decyzyjnego niemieckich elit politycznych w latach 1914-1916 w odniesieniu do kwestii polskiej nasuwa myśl o chaosie. Krzyżują się bowiem koncepcje, wedle których zajęta przez wojska niemieckie Kongresówka powinna być po odpowiednich „korektach terytorialnych” na korzyść Rzeszy potraktowana jako punkt przetargowy w rokowaniach z Rosją o separatystyczny pokój. Pojawiają się również pomysły stworzenia „pasa granicznego”, czyli anektowania przez Niemcy zachodnich oraz północnych obszarów Kongresówki przy jednoczesnym masowym wysiedleniu Polaków ze wschodnich krańców zaboru pruskiego i zasiedlania tych obszarów kolonistami niemieckimi (pomysł forsowany, także po 5 listopada 1916 roku przez Ludendorffa).

Najbardziej kompleksowy plan podejścia do kwestii polskiej przedstawił w 1915 roku niemiecki polityk (i pastor) oraz pisarz polityczny Friedrich Naumann w swojej głośnej książce „Mitteleuropa”. Na jej kartach kreślił on wizję dalszego zacieśnienia sojuszu Niemiec i Austro-Węgier we wszystkich dziedzinach (także gospodarczej), co w praktyce oznaczało plan stworzenia niemieckiej dominacji w Europie Środkowej (Mitteleuropie), której granice wyznaczały baseny Adriatyku, Morza Czarnego i Bałtyku. Po zajęciu przez Niemcy Warszawy w sierpniu 1915 roku Naumann rozszerzył tą koncepcję o postulat utworzenia polskiego państwa buforowego (Pufferstaat), które nie tylko miało być politycznie i wojskowo zdominowane przez Berlin, ale również na jego obszarze miał dominować „niemiecki typ gospodarczy”.

Naumann, który po 1915 roku odwiedzał okupowane przez państwa centralne ziemie zaboru rosyjskiego, domagał się od rządu niemieckiego zaprzestania prowadzenia wobec Polaków w zaborze pruskim polityki germanizacyjnej jako zupełnie nieskutecznej i zamykającej perspektywę jakiegokolwiek porozumienia z Polakami. Plan „Mitteleuropy” nie polegał bowiem na wynaradawianiu tylko na dominacji. Polacy mieli mieć swobodę posługiwania się własnym językiem, ba, mieli mieć nawet własne państwo. Jednak dominować miał niemiecki typ – polityczny, wojskowy i gospodarczy.

Gorącym orędownikiem takiej polityki był urzędujący od sierpnia 1915 roku w Warszawie generalny gubernator Hans Hartwig von Beseler. Jako szef niemieckiej administracji okupacyjnej nad Wisłą (Austriacy mieli własnego generała – gubernatora w Lublinie) dbał przede wszystkim o zabezpieczenie interesów niemieckich, czuwając na przykład nad systemem rabunkowej gospodarki w zakresie aprowizacji. Z drugiej strony wykonywał wobec Polaków życzliwe gesty. Jedne, tak jak decyzja o ponownym otwarciu polskiego uniwersytetu w Warszawie (1915), miały bardzo realne znaczenie, drugie, jak zezwolenie w 1916 roku na wielką manifestację w stolicy z okazji 125-lecia uchwalenia konstytucji 3 Maja, były natury symbolicznej. No, ale u nas symbole niekiedy mają większe znaczenie niż bardziej realne zdobycze.

Ile wart był Akt Dwóch Cesarzy?

Dwa lata, które minęły od ogłoszenia Aktu Dwóch Cesarzy do upadku państw centralnych jesienią 1918 roku, przyniosły aż nadto dowodów na to, że w sojuszu Berlina i Wiednia to ten pierwszy jest stroną coraz bardziej dominującą oraz na to, że sprawa ogłoszonego 5 listopada 1916 roku królestwa polskiego jest przez Rzeszę traktowana całkowicie instrumentalnie. Jak pokazał pokój brzeski z Ukrainą w lutym 1918 roku, Niemcy oraz coraz słabsze Austro-Węgry, gdy trzeba było, nie wahały się handlować polskimi ziemiami na rzecz stworzonej przez siebie, marionetkowej Ukrainy (sprawa Chełmszczyzny).

Z drugiej strony należy pamiętać o tym, że akt z 5 listopada 1916 roku był pierwszą deklaracją mocarstw biorących udział w pierwszej wojnie światowej, w której padła zapowiedź utworzenia państwa polskiego. To był istotny fakt polityczny, który doceniali również przeciwnicy jakiejkolwiek współpracy z państwami centralnymi. Taką ocenę Aktu Dwóch Cesarzy prezentował Roman Dmowski, stojący na czele Komitetu Narodowego Polskiego, który choć oficjalnie protestował przeciw decyzji Niemiec i Austro-Węgier traktując ją jako niedopuszczalną przez międzynarodowe konwencje próbę wybierania rekruta na obszarach okupowanych, to w gronie swoich najbliższych współpracowników wyrażał nadzieję, że decyzja Berlina i Wiednia zdopinguje do jaśniejszych deklaracji w sprawie polskiej również mocarstwa Ententy.

Nie sposób wreszcie nie zauważyć, że powoływane pod auspicjami Niemiec i Austro-Węgier instytucje przyszłego Królestwa Polskiego – Tymczasowa Rada Stanu i Rada Regencyjna – miały swoją konkretną i bardzo pozytywną rolę w budowaniu zrębów polskiej administracji w Kongresówce, bez której nie byłoby możliwe tak sprawne budowanie państwowości polskiej od jesieni 1918 roku.

„Ostatni monarcha starej szkoły”

Kilkanaście dni po ogłoszeniu Królestwa Polskiego, 21 listopada 1916 roku, po 68 latach panowania, zmarł cesarz Austrii i król Węgier Franciszek Józef. Słusznie wskazuje się, że jego pogrzeb, który odbył się w Wiedniu 30 listopada 1916 roku był również rekwiem dla ck monarchii, a nawet monarchii (katolickiej) w ogóle. W krypcie kapucynów składano wówczas doczesne szczątki władcy, który był niejako ucieleśnieniem losów Austrii w „długim” dziewiętnastym wieku. Franciszek Józef obejmował rządy, gdy trwała jeszcze Wiosna Ludów, panował w Wiedniu, gdy monarchia Habsburgów utraciła swoje posiadłości we Włoszech (wojna z Piemontem i Francją w 1859 roku), a na rzecz Hohenzollernów definitywnie utraciła dominującą pozycję w Niemczech (wojna z Prusami w 1866 roku). A jednak mimo tych klęsk przetrwała. Niemała w tym zasługa Franciszka Józefa, który sumiennie i z godnością wykonywał swoje cesarskie i królewskie metier. Opatrzność nie szczędziła mu w ciągu jego długiego życia osobistych dramatów. Stary cesarz przeżył swoją żonę, cesarzową Sissy zamordowaną przez włoskiego anarchistę, swojego brata, cesarza Meksyku Maksymiliana rozstrzelanego przez rewolucjonistów oraz swojego jedynego syna, arcyksięcia Rudolfa, który zginął samobójczą śmiercią w dość tajemniczych okolicznościach. Na wieść o zamachu w Sarajewie z 28 czerwca 1914 roku, w którym zginął kolejny jego następca tronu (arcyksiążę Franciszek Ferdynand) stary cesarz z goryczą zauważył: „Nic mi nie zostało oszczędzone”.

A jednak. Opatrzność pozwoliła mu nie doczekać końca cesarsko-królewskiej monarchii, która upadła niespełna dwa lata po śmierci „ostatniego monarchy ze starej szkoły”.


Grzegorz Kucharczyk

Read more: http://www.pch24.pl/stulecie-krolestwa-polskiego,47104,i.html#ixzz4PnpicKau