Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruk. Pokaż wszystkie posty

piątek, 13 lutego 2026

Tusk Demagog i polskość...

 


Co się dla mnie wiąże z pojęciem polskości? Wszystko. 
Czym jest dla mnie polskość? Wszystkim.

Ponieważ wszystko jest dla mnie polskością.


Jarosław Marek Rymkiewicz







----------



Poniżej artykuł dorzeczy.pl komentujący wypowiedź prof. Andrzeja Nowaka - żeby nie powtarzać obelżywych słów zawartych w jego tytule, unikam jego podawania... 

Eksperyment Ascha - pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Ascha



Z tak zredagowanego tytułu można wnioskować, że takie jest zdanie pana profesora na temat polskości - nie, nie jest. 

Z kontekstu wypowiedzi wynika, że te słowa to: "podpowiedź z Moskwy, albo z innych stolic".

Z reguły jest tak, że w tytule artykułu zamieszcza się jakby streszczenie treści, ujmuje się sam rdzeń tematu, tutaj efekt wzmacniają zwrot "kolejne mocne słowa prof. Nowaka". Zwyczajowa hasłowość tytułu trafia do czytelników zwartym jednoznacznym komunikatem i może się utrwalać, więc kłamliwe, krzywdzące, obrażające nas słowa nie powinny być tak wybiórczo traktowane i umieszczane w tytułach...

To tak, jakby sama redakcja gazety nazwała nas głupimi lub faszystami.



Prof. Andrzej Nowak był gościem Roberta Mazurka. Dziennikarz poprosił historyka z Zakładu Historii Europy Wschodniej Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, o ocenę kondycji polskiej debaty historycznej. Rozmówca wskazał na nazwisko Piotra Zychowicza, którego ostro skrytykował. Prof. Nowak zarzucił Zychowiczowi, że jego książki są pisane dla taniej sensacji i współgrają z propagandą Kremla oraz Berlina.


Prof. Nowak: Wyraziłem swoją krytyczną opinię

Teraz popularny historyk wraca do tematu. We wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych stwierdził, że punktem wyjścia do rozmowy w Kanale Zero była "zabawa", jaką urządzili sobie w karnawale włodarze miasta Radomia z okazji zbliżającej się, 50 rocznicy pacyfikacji protestu robotniczego w Czerwcu 1976. Przy okazji nawiązał do swojego sporu z Piotrem Zychowiczem.
[...]
Historyk nie odniósł się jednak do oświadczenia, jakie wczoraj wieczorem wystosował Piotr Zychowicz.

"Kto skuteczniej opluje polską przeszłość?"

W dalszej części wpisu historyk stwierdził, że w rozmowie skrytykował też o "tzw. elitach współcześnie dominujących nad światkiem polskiego filmu i serialowych treści".

Jego zdaniem świat kultury nagradza obecnie jedynie prace ukazujące Polskę w ciemnych barwach. "Polskość [dla elit – red.] to nienormalność. Polska walka o wolność – szyderstwo (jak z tym Czerwcem 1976 w Radomiu, jak z całkowicie zaprzepaszczoną pamięcią o wielkiej w skali światowej Solidarności, albo o rzeczywistym polskim wkładzie w pokonanie Niemiec hitlerowskich). Polskość to głupota, albo faszyzm – jak podpowiadają z Moskwy, albo z innych stolic. Dlaczego mamy to powtarzać, konkurować w dyscyplinie: kto skuteczniej opluje polską przeszłość, naszą tożsamość? Oczywiście to plucie zawsze nazwane jest „krytycznym namysłem”… Cóż, zatem ja pozwalam sobie na krytyczny namysł nad takimi krytykami" – dodał.

----


"Kto skuteczniej opluje polską przeszłość? - powtarzanie negatywów - sprawdź jeszcze raz: eksperyment Asha


"Polskość to nienormalność" - ta fraza jest cytatem z Donalda Tuska.

Dzisiejszy premier Polski napisał te słowa w krótkim eseju do czasopisma ZNAK - nr 11-12 (nr 382-383) z 1987 roku.





Całość publikuję na końcu posta. 


Dlaczego redaktorzy zaingerowali w treść notatki prof. Nowaka i opatrzyli ją komentarzem "dla elit" - nie mam pojęcia. To jest zdanie Donalda Tuska o sobie, o tym, co ON myśli o Polsce, a nie o elitach.

"Polskość [dla elit – red.] to nienormalność."

Po co oni to robią? 

Proponuję zajrzeć do swoich notatek i tę gazetę zakreślić w czerwoną obwódkę...



za fb:

Profesor Andrzej Nowak

20 godz. ·
https://www.youtube.com/watch?v=VZce4z82t3Q&t=5645s

W ponad dwugodzinnej rozmowie w programie redaktora Roberta Mazurka na Kanale Zero mieliśmy poruszać tematy tylko historyczne. Punktem wyjścia była „zabawa”, jaką urządzili sobie w karnawale włodarze miasta Radomia z okazji zbliżającej się, 50 rocznicy krwawej pacyfikacji protestu robotniczego w Czerwcu 1976. „Wesołe” przebieranki w zomowców, żarty z pałowania, z ofiar. Czy tak powinniśmy się bawić historią, naszą historią? A może tak, jak proponuje red. Piotr Zychowicz w swoich książkach? Tu „lekka” teza, że to „Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium” w roku 1919, w innej książce żal, że jednak Polska nie sprzymierzyła się z Hitlerem i nie poszła na Moskwę (może wczesniej razem na Paryż)? Cóż, wyraziłem swoją krytyczną opinię o tym sposobie żonglowania przeszłością. Ba, pozwoliłem sobie także na krytyczną opinię o tzw. elitach współcześnie dominujących nad światkiem polskiego filmu i serialowych treści – elitach nagradzających niezmiennie nudne, zawsze takie same produkcyjniaki o tym, jak patologiczna jest polska rodzina, jak ohydna, a w najlepszym razie groteskowa jest polska historia, jak obrzydliwe w każdym aspekcie jest „polactwo”.

Przytoczyłem jako kontrapunkt niedawno obejrzany serial czeski: „Tajemnice Pragi”. Kryminał osadzony w latach 20. XX wieku. Czechy są w nim najpiękniejszym, najbardziej eleganckim krajem świata, Czeszki i Czesi – najlepiej ubranymi ludźmi – sama radość dla oczu. I czy to jest nudne? Wręcz przeciwnie. Bardzo zachęcam – do oglądania i naśladowania.
 
Ale u nas – nie. Polskość to nienormalność. Polska walka o wolność – szyderstwo (jak z tym Czerwcem 1976 w Radomiu , jak z całkowicie zaprzepaszczoną pamięcią o wielkiej w skali światowej Solidarności, albo o rzeczywistym polskim wkładzie w pokonanie Niemiec hitlerowskich). Polskość to głupota, albo faszyzm – jak podpowiadają z Moskwy, albo z innych stolic.
 
Dlaczego mamy to powtarzać, konkurować w dyscyplinie: kto skuteczniej opluje polską przeszłość, naszą tożsamość? Oczywiście to plucie zawsze nazwane jest „krytycznym namysłem”… Cóż, zatem ja pozwalam sobie na krytyczny namysł nad takimi krytykami. Dedykuję im mądrość mistrza Wincentego, pierwszego polskiego historyka, który zawsze podkreślał potrzebę szacunku i wdzięczności wobec tego, co zostawili nam przodkowie.
 
A co do krytyki? Oddajmy mistrzowi Wincentemu, głos sprzed 800 lat do nas skierowany: „[…] obawiam się, żebyśmy więcej, niż to jest słuszne, nie starali się podobać sobie samym. Boję się, byśmy nazbyt wzajem sobie nie potakiwali, żeby w chwili, gdy się głupio do siebie uśmiechamy, jeszcze głupsza przyczyna niepodobania się sobie wzajem nam nie urągała. Albowiem przymilnością wykarmiamy głupotę, a mówieniem na przekór – roztropność; ganiący jednak niech będzie przyjazny i mądry; to błędy z miłością poprawi, to łając przypomni; niech pochopnie nie obszczekuje jak bezwstydna zjadliwość, która sęka w trzcinie poszukuje i dziury w całym; niech raczej pamięta zarówno o swoim, jak i o naszym człowieczeństwie, i o tym, że w ludzkim rozeznaniu nie ma nic doskonałego”.



---------


Poniżej będzie edytowalna wersja eseju Donalda Tuska -
skopiowanie z pdf do edytora skończyło się utratą znaków diakrytycznych, co poprawiła mi AI Gemini - szybko sprawdziłem tekst i niezauważyłem, żeby coś pozmieniała, więc chyba jest to dobra kopia.


Zwracam uwagę na kilka rzeczy:

- przy jednym zdaniu w tekst zaingerowała cenzura:
  "Wolność jest w nim wartością najwyższą [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem"

Zajrzałem do ustawy:  Ustawa z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk

Art. 2 - Korzystając z wolności słowa i druku w publikacjach i widowiskach nie można:
6) nawoływać do popełnienia przestępstwa lub je pochwalać,

no, ciekawe, co tam napisał...


- Tusk cytuje fragment z Andrzeja Bobkowskiego, gdzie min. jest zdanie: "Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka?"  z opisem: "ile w nich trafnych uwag o polskości!" Tusk napisał ten tekst w wieku 30 lat, a sprawa "dziadka z Wehrmachtu" pojawiła się 18 lat później w 2005 roku.

- w moim odczuciu autor - brzydzi się Polską 

- strona demagog.org.pl jakoby zajmująca się fake newsami,  twierdzi, że przytaczanie słów Tuska to  manipulacja







demagog.org.pl:

Tusk uważa, że „polskość to nienormalność”? Manipulacja
Słowa Donalda Tusk zostały wyrwane z kontekstu.

Na TikToku została opublikowana grafika, na której cytat z Donalda Tuska przedstawiono jako dowód na jego niechęć do Polski i Polaków. Świadczyć mają o tym słowa polityka, że „polskość to nienormalność”.

Słowa Donalda Tuska pochodzą z artykułu sprzed blisko 40 lat pt. „Polak rozłamany”. Na grafice widać jedynie fragment tego artykułu, w którym polityk krytycznie przedstawił postawę Polaków wobec rzeczywistości (s. 191).

Publikacja Donalda Tuska nie dotyczyła krytyki Polski i polskości. Obecny premier odpowiadał w tekście na pytanie numeru – „Czym jest Polskość?”. Aby to wyjaśnić, Donald Tusk przedstawił postawę Polaków wobec rzeczywistości jako różną od tej, która dominuje na świecie.


Wydaje mi się, że ten tekst demagoga napisała AI.


Otóż nie jest to manipulacja i słowa Donalda Tuska nie zostały wyrwane z kontekstu. To tylko demagog tak fałszywie twierdzi. Ta strona nie pierwszy raz pisze nieprawdę.



Zadanie postawione przez ZNAK było takie: 

WOKÓŁ POJĘCIA POLSKOŚCI
ANKIETA ZNAKU

Na wiosnę 1987 roku zwróciliśmy się do kilkudziesięciu osób z listem zawierającym pytanie: „Jakie wyobrażenia, stereotypy, skojarzenia historyczne, kulturowe i religijne wiąże Pan z pojęciem polskości?”, próbę uzasadnienia jego sensu i prośbę o odpowiedź możliwie krótką i ex abrupto.
W tym ambitnie sformułowanym pytaniu zabrakło nacisku na osobiste przeżywanie i kształtowanie własnego poczucia polskości. Szczęśliwie nie zabrakło tego aspektu w odpowiedziach. Poniżej drukujemy pierwszą część głosów nadesłanych do dnia zamknięcia tego numeru, ułożywszy je w alfabetycznym porządku. Wyjątek czynimy tylko dla nieco obszerniejszych wypowiedzi Emanuela Rostworowskiego i Mieczysława Porębskiego, umieszczonych odpowiednio na początku i na końcu tego bloku. Większość tytułów pochodzi od redakcji.



Więc nieprawdą jest, że autorzy pisali swoją opinię o Polakach - oni pisali o własnym odczuwaniu polskości - choć różni autorzy różnie się z tego zadania ZNAK-u wywiązali...

I tak np. z tekstu Władysława Terleckiego:
"Polskość jest dla mnie fenomenem umożli­wiającym życie na dwóch jakby poziomach.."

Józef Czapski:
"Jest mi bardzo trudno mówić o polskości – bo moja polskość narastała w nieoczekiwany sposób", "Ale dlaczego Polska, jej niepodległość, okazały się takie dla mnie ważne?"

Jerzy Jedlicki
"Chcecie, żebym Wam ex abrupto opowiedział, co mi się kojarzy z pojęciem polskości"

Andrzej Kuśniewicz
"Dla mnie osobiście na stare lata – pozostały dawne wspomnienia, różne symbole, stare fotografie i książki, pamięć melodii, słów i krajobrazów zapamiętanych z lat młodości, wciąż żywe mimo upływu lat"

Jarosław Marek Rymkiewicz
"Co się dla mnie wiąże z pojęciem polskości? Wszystko. Czym jest dla mnie polskość? Wszystkim" "Ponieważ wszystko jest dla mnie polskością"

Henryk Samsonowicz
"W moim odczuciu »polskość« stanowi zbiór niektórych cech wyróżniających naród, do którego się zaliczam"



Na stronie 215 znajdują się kilkuwersowe noty o uczestnikach ankiety - ta jest najkrótsza:
DONALD TUSK, ur. 1957 w Gdańsku, historyk. Publikował m.in. w „Samorządności”, „Pomeranii” i „Gwieździe Morza




Tak więc trudno nawet mówić o wyrwaniu z kontekstu, bo cały tekst Tuska to jest jakby jeden wielki "kontekst" - w prawie każdym zdaniu Tusk wyraża swoją odrazę do polskości, a słowa „Polskość to nienormalność"  to kwintesencja tego krótkiego tekstu. Tusk nie przedstawia postawy Polaków wobec rzeczywistości, tylko pisze o sobie i o swoich osobistych ocenach: z czym mu się polskość kojarzy..

Czemu Tusk jest tak broniony? Przekonamy się z czasem...




Demagog, to ktoś, kto stosuje w swych wypowiedziach - demagogię.

Demagogia (gr. dēmagōgía – prowadzenie ludu) – wpływanie na opinię publiczną w celu pozyskania i utrzymania zwolenników za pomocą nierealnych obietnic oraz zwodniczych haseł.
Demagogia rozwinęła się już w starożytnej Grecji, lecz pierwotnie miała nieco inne niż współcześnie znaczenie. Po grecku znaczy to „prowadzący lud”. Nazywano tak doskonałych mówców potrafiących wpływać na decyzję zgromadzenia ludowego.
Współcześnie oznacza to kłamanie na rzecz wygranej w wyborach lub schlebianie wyborcom, np. rozdawanie tzw. kiełbas wyborczych. Za demagogię uważane są kłamstwa, składanie popularnych i efektownych, ale niedających się spełnić obietnic, albo składanie obietnic bez intencji ich realizacji, schlebianie masom, szukanie kozła ofiarnego, stosowanie nielogicznych, ale przekonujących argumentów.


Tak więc nazwa tej strony świetnie odzwierciedla to, co w sobie zawiera - zwodnicze hasła, stosowanie nielogicznych argumentów... A jednocześnie z nazwy wynika, że strona ta stawia sobie za cel prowadzenie ludu...

Jak ktoś jeszcze nie ma, to stronę demagoga proponuję zapisać sobie w kajecie - w czerwonej obwódce...






Donald Tusk, „Polak rozdarty” (1987)

Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń?

„Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości – między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą – [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 po,z. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczywistości samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.

Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? – pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). – Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego – do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie – to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?..”

Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę – tak po polsku, patetycznie – że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.”

Donald Tusk







Żeby nie kończyć posta takim paskudztwem, ze strony 167 wydawnictwa ZNAK przytoczę jeszcze słowa Erwina Kruka....


Lustrem polskości jest polszczyzna. 

Można by przytaczać przykłady i analizować, w jakich okresach i warunkach objawiała ona swą wielkość, a kiedy i dlaczego przypominała kiepskie narzędzie. W naszej współczesności, targanej różnymi sprzecznościami, sporo zamętu wprowadziło zjawisko „nowomowy”, zarówno w sferze idei, jak i pojęć. 

Polskie kryzysy polityczne i gospodarcze – a już najpełniej robotniczy protest z Sierpnia ’80 – uprzytomniły społeczeństwu, że najgłębszym kryzysem jest kryzys wartości, zwłaszcza jeżeli są one relatywne, podmieniane. 

W ostateczności bowiem ów „dwujęzyk”, funkcjonujący w przestrzeni życia społecznego, zamazywał obraz rzeczywistości, a częstokroć też świat wartości moralnych. Dla mnie więc, choćby z tych tylko powodów, polskość jawi się jako społeczna potrzeba głębszego zakorzenienia się w tych wartościach, które nie tylko organizują zbiorowe emocje, ale przejawiają się także w działaniach, tworzących zarówno społeczność obywatelską, jak i przybliżających – by użyć słów Norwida – „moralne zjednoczenie”.









źródła:


























Ai nie chce....









cytatu musiałem poszukać na piechotę









dorzeczy.pl/opinie/845081/prof-nowak-wraca-do-sporu-z-zychowiczem-skrytykowal-tez-elity-iii-rp.html
argo.neon24.net/post/72663,czym-jest-polskosc
demagog.org.pl/fake_news/tusk-uwaza-ze-polskosc-to-nienormalnosc-manipulacja/
pl.wikipedia.org/wiki/Dziadek_z_Wehrmachtu


ZNAK:

old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=63063&from=publication


isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19810200099/O/D19810099.pdf

isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19830440204/O/D19830204.pdf

pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Ascha



środa, 28 stycznia 2026

Systemowe niszczenie wspólnoty



No tak, facet ma oczywiście rację - podkreślanie płci anihiluje takie słowa jak 

mieszkańcy

zastępując je słowami: mieszkanki, miesz...kańcy.

Tu nie chodzi o "równość" tylko o to, by wyciąć z języka pojęcia określejące nas jako wspólnotę - gdańszczanie, Mazowszanie, nauczyciele, lekarze, sprzedawcy, Polacy... 
Metoda małych kroków - to plan, żeby za dwa pokolenia Polacy byli dla siebie jak obce nacje...
Czy widzisz jaki ważny jest język jakim posługujemy się na codzień - i dbałość o niego?

Precz z reformą ortografii!






przedruk

Gdańszczanki, gdańszczanie, osoby gdańskie



Sztuczność języka

Tak się ciekawie składa, że w językach z gramatyczną płcią – jak polski czy np. francuski – forma męska jest używana jako uniwersalna i domyślna – zarówno odnosząc się do różnych zawodów, jak i zbiorowości. Wynika to z wielu czynników, ale dla skrócenia tego tekstu skupię się przede wszystkim na jednym: ułatwianiu posługiwania sie danym językiem. 

Chcemy jakąś myśl przekazać szybko, sprawnie i skupić się na jej meritum – to jest celem. Bo właśnie, kluczowym jest to, że komunikujemy się z ludźmi po to, żeby coś im przekazać. Słowo jest jedynie nośnikiem myśli, a nie myślą samą w sobie 

Dla przykładu: w języku polskim, słowo „lekarz” odnosi się do profesji, a nie jakiejś abstrakcyjnej postaci lekarza. Mówiąc „idę do lekarza” skupiamy się na tym, co my planujemy zrobić, a nie kim prywatnie jest osoba, do której się udajemy. Mamy tu do czynienia z uniwersalizmem, który nikogo i niczego nie wyklucza – on jedynie ułatwia nam przekazanie myśli, dla której płeć nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma to, gdzie idziemy. 

Kiedy zaczynamy skupiać się nadmiernie na płci, zamiast na kompetencjach danej jednostki, skupiamy się na tym, co ma między nogami. Oczywiście, czasem to ma znaczenie, ale my nie o takich sytuacjach tu mówimy. Jeśli robimy to dodatkowo tak nachalnie jak niektórzy czołowi gdańscy politycy, język staje się rytualny i męczący. Tworzy się w nas poczucie, że nie da się już normalnie niczego powiedzieć bez rytualnego tańca nad ogniskiem, który w tym przypadku jest używaniem zwrotu „Mieszkanki i mieszkańcy”. 

Dzielimy tam gdzie dzielić nie trzeba. To tak jak z Katonem Starszym, który po każdym swoim występie dodawał na końcu: „Poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć.” Była to jawna deklaracja polityczna, a nie jakieś tam luźne wtrącenie. 



Polaryzacja 

Usilne używanie jednocześnie form męskich i żeńskich wtedy, kiedy nie są one kluczowe dla clou komunikatu, daje często nad wyraz mocny polaryzacyjny efekt. 


„Mieszkanki i mieszkańcy” jest tu statementem, który jest dodatkowo wzmacniany tym, że za każdym razem stawia się na pierwszym miejscu formę żeńską, jakby celowo starając się wzmocnić jedną płeć kosztem drugiej. To polaryzuje. Zwłaszcza wszystkich tych, którzy jak ja głęboko wierzą, że tak na prawdę wszyscy jesteśmy niemalże tacy sami.

Dezintegracja 

Czymże jest ciągłe podkreślanie istnienia różnych płci, jak nie tworzeniem niepotrzebnych podziałów w społeczeństwie? Czymże to jest, jak nie ciągłym wskazywaniem, że są oni i są one, jakbyśmy tego nie wiedzieli. Że mieszkanki to nie mieszkańcy, a mieszkańcy to nie mieszkanki? 

Dezintegrujemy w tej sposób społeczeństwo w niezwykle prostacki sposób. 

Dla przykładu dam wam tytuł jednego ze świeżych artykułów z propagandowego portalu gdańsk*pl, który dziś zauważyłem: „Interwencja Kryzysowa MOPR bardziej dostępna dla mieszkanek i mieszkańców”. 

Na co w tytule takiego artykułu powinno położyć sie akcent? Lepsza dostępność interwencji kryzysowych MOPR. Czy używanie formy męskiej i żeńskiej pełni tu jakąkolwiek funkcję, oprócz bycia narzędziem w tworzeniu inkluzywnego społeczeństwa?

Szkoda tylko, że jest to tworzenie inkluzywności przez dezintegracje i pogłębianie często wybitnie niemądrych podziałów. Zamiast łączyć dzielimy. Pokazujemy, że może i jesteśmy jednym społeczeństwem, ale z bardzo konkretnie przebiegającą linią podziału – tak, jakbyśmy wciąż żyli w ciemnych czasach, gdzie to faktycznie płeć była główną cechą determinującą czyjeś życie. 


Wyrazistość płci

Jak już wyżej napisałem, uporczywe skupianie się na używaniu obu form – męskiej i żeńskiej – powodować może, że robimy szum w przekazie. Zamiast być precyzyjnym, język zamienia się w pole walki. Nie to, co za jego pośrednictwem przekazujemy, a język sam w sobie staje się mieczem. Następuje zdominowanie przekazu przez kanał komunikacji i zbędny szum. W pewien sposób literki stają się ważniejsze niż słowa, które one tworzą. 


Wyobraźcie sobie każdą regułę BHP, albo regulamin każdej usługi, które często podpisujemy, nasączone tym tak, jak to robią często nasi gdańscy politycy. Niektórych z tych rzeczy już w obecnych formach nie da się czytać, a co jakby nałożyć na to extra warstwę fałszywego budowania inkluzywności. Obawiam się, że w paru sferach życia niedługo i tak się dowiemy. 

Pojawia się tu termin, który w psychologii nazywa się „gender salience”. Kiedy słyszymy ciągle obie formy, nasz mózg podświadomie zaczyna szukać różnic między nimi. Stają się one dla niego tworem znacznie bardziej wyrazistszym aniżeli to było wcześniej. Naturalnym staje się dla niego to, że skoro ten podział cały czas się pojawia, to z pewnością są ku temu konkretne powody. 

Zjawisko to sprawia, że zaczynamy postrzegać ludzi przede wszystkim przez pryzmat przynależności do kategorii „kobieta” lub „mężczyzna”, zamiast przez indywidualne cechy charakteru czy kompetencje. Nawet jeśli wcześniej tak tego nie widzieliśmy. Efekt? Totalnie odwrotny od zamierzonego, jak sami możecie się domyśleć 


Słowem podsumowania 

Czy możemy uznać zatem, że usilne wprowadzanie inkluzywności do naszego języka przynosi lub może przynieść jakieś pozytywy? Zaznaczam, że mówię tu o inkluzywności objawiającej się ciągłym używaniem form męskich i żeńskich, kiedy to jest totalnie zbędne? Czy jest to jedynie kolejne narzędzie używane przez polityków i ich przybocznych do podkreślania ich postępowości i odcinania od tego kuponów? Niestety, postępowości, która wprost depcze to, czym nasz język zawsze był i czemu służy? Jak się zapewne już domyślacie, moim skromnym zdaniem nie ma w tym wszystkim absolutnie nic pozytywnego, a wręcz jest to jedno z bardziej negatywnych działań wprost tworzących podziały między nami, zamiast je burzących. 

Niczego dobrego to nie kreuje, a wręcz przeciwnie. Czemu więc oni wszyscy – począwszy od prezydent Dulkiewicz, przez radnych i urzędników niższego szczebla, na lokalnym portalu propagandowym kończąc – to robią? ‍Klasyk odpowiedziałby: „nie wiem, choć się domyślam”, ale ja klasykiem nie jestem. 

Dla mnie to wszystko wynika po prostu z ich bardzo płytkiego podejścia do tematu społeczeństwa, łączenia nas w całość, spajania, wątpliwego szacunku do języka ojczystego i… niestety, często też wybitnie wąskich horyzontów intelektualnych. Tak tak moi mili – osoby o takich deficytach też są między nami, nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Pytaniem otwartym jest jednak to, czy muszą oni mieć tak znaczący wpływ na nasze życie – nawet w sferach tak podstawowych, jak język i świat który on przedstawia? Ano właśnie. Wybaczcie, że tak długo, ale jak setny raz w ciągu ostatnich paru dni usłyszałem tę frazę, to coś we mnie pękło, więc chciałem się tym z wami podzielić. 

Sebix





całość tutaj:

gdanskstrefa.com/jezyk-inkluzywny-w-gdansku-krytyka-zjawiska/




niedziela, 25 stycznia 2026

Smartfony - degradacja ludzkości





2019 r. - "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego"
2021 r. - "Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych"
                   "Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia"

2024 r. - "dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu"


2026 r. - "dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce"
                   "37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania"

                   "coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi"

                    "około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet"





przedruki
tłumaczenie automatyczne


Zakazać telefonów w szkołach, mówi minister Nick Gibb

2 lutego 2019
Chris Mason


Uczniowie powinni mieć zakaz zabierania smartfonów do szkoły, powiedział minister ds. standardów szkolnych w Anglii BBC. Nick Gibb zabrał głos przed publikacją przez rząd nowych wytycznych dla szkół, które mają dotyczyć bezpieczeństwa w internecie, mediów społecznościowych i gier online.

Oczekuje się, że dzieci powinny być uczone ograniczania czasu spędzanego online. Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły. Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Patsy Kane, dyrektorka wykonawcza w Education and Leadership Trust w Manchesterze, powiedziała, że plan pana Gibba "mija się z tym, jak fantastycznie przydatne mogą być telefony komórkowe do nauki." Powiedziała BBC Breakfast, że jej wieloakademicki fundusz wspiera odpowiedzialne korzystanie ze smartfonów podczas lekcji oraz że nauczyciele usuwają te urządzenia, jeśli są używane niewłaściwie w czasie lekcji.

Dodała: "Obecnie jest fantastyczny wybór aplikacji do powtórek – a uczniowie są naprawdę zmotywowani, by z nich korzystać."

Związek zawodowy reprezentujący dyrektorów wyraził sceptycyzm wobec całkowitych zakazów.

Ale pan Gibb powiedział: "Wiele szkół już podjęło decyzję o zakazie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
"Chociaż to wyraźnie sprawa dyrektora, moim zdaniem szkoły powinny zakazać uczniom wnoszenia smartfonów do szkoły lub klasy."
Katie Ivens z Campaign for Real Education powiedziała, że popiera zakaz chodzenia do klas, ale uczniowie powinni mieć prawo nosić telefony do i ze szkoły ze względów bezpieczeństwa.
To, co nazywa się "edukacją relacji", stanie się obowiązkową od września 2020 roku, a szkoły będą zachęcane do jej nauczania od września tego roku.

"Czas równoważenia"

Latem zeszłego roku rząd opublikował projekt wytycznych dotyczących sposobu wdrożenia tego rozwiązania.
"Dzieci i młodzież dorastają w coraz bardziej złożonym świecie i żyją płynnie zarówno online, jak i offline" – napisano.
Jednak uznano, że choć stwarza to "wiele pozytywnych i ekscytujących możliwości", to jednak pojawiają się także "wyzwania i ryzyka".

Od czasu publikacji dokumentu, który stwierdzał, że "uczniowie powinni być uczeni o korzyściach płynących z równoważenia czasu spędzanego w pracy i offline", otrzymano ponad 11 000 odpowiedzi na ten dokument, a wkrótce spodziewane są nowe wytyczne.

"Dzieci nie powinny spędzać godzin na smartfonach czy iPadach. Internet oczywiście przynosi ogromne korzyści i nie ma nic szkodliwego w spędzeniu czasu online," powiedział pan Gibb.

"Ale jeśli czas spędzany przez dzieci na mediach społecznościowych lub graniu w gry komputerowe staje się zbyt duży, to odbiera im czas na rozmowy z rodzicami, ćwiczenia, odrabianie lekcji czy zabawę z przyjaciółmi.
"To odbiera ilość snu i odpoczynku dzieci, przez co następnego dnia przychodzą do szkoły zmęczeni i nie mogą się skupić."

Minister, który spędził ponad sześć lat w Departamencie Edukacji, dodał: "Zapewnienie dzieciom możliwości samodzielnego korzystania ze smartfonów i mediów społecznościowych staje się coraz ważniejszą umiejętnością życiową, której muszą się nauczyć."

Jednak związek NAHT, reprezentujący liderów szkół, stwierdził, że zakaz zabierania uczniom telefonu komórkowego do szkoły może być nieproduktywny.

Składając zeznania przed Komisją ds. Nauki i Technologii Izby Gmin w październiku ubiegłego roku, starsza doradczyni ds. polityki związku, Sarah Hannafin, powiedziała: "Zakazy telefonów komórkowych z pewnością działają w niektórych szkołach, ale nie ma jednej polityki, która zadziała dla wszystkich szkół.

"Całkowite zakazanie telefonów komórkowych może powodować więcej problemów niż rozwiązywać, powodując użycie telefonów "pod ziemią" i sprawiając, że problemy są mniej widoczne i oczywiste dla szkół."

Dodała: "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego, dając im świadomość i strategie odpowiedzialnego monitorowania korzystania z ekranu oraz zdolność do identyfikowania i radzenia sobie z negatywnymi skutkami lub problematyczną treścią, z którą się spotykają."



-------

Telefony komórkowe powinny być zakazane w szkołach - Gavin Williamson

7 kwietnia 2021
Cristina Criddle

Telefony komórkowe powinny zostać zakazane w szkołach, ponieważ lockdown wpłynął na "dyscyplinę i porządek" dzieci, ostrzegł sekretarz edukacji.

Gavin Williamson powiedział The Telegraph, że telefonów nie powinno się "używać ani oglądać w ciągu dnia szkolnego", choć powiedział, że szkoły powinny ustalać własne zasady.

Telefony mogą pełnić rolę "wylęgarniska" cyberprzemocy, a media społecznościowe mogą szkodzić zdrowiu psychicznemu, dodał.
"Teraz czas schować ekrany, zwłaszcza telefony komórkowe," napisał.
"Technologia okazała się nieoceniona w utrzymaniu dzieci w nauce podczas lockdownów i wspieramy jej stosowanie" – powiedział.
"Poza klasą korzystanie z telefonów komórkowych odciąga uwagę od zdrowego ruchu i tradycyjnej zabawy.
"Co gorsza, jest to położem do cyberprzemocy i niewłaściwego korzystania z mediów społecznościowych.
"Chociaż każda szkoła powinna ustalać własną politykę, stanowczo wierzę, że telefony komórkowe nie powinny być używane ani widziane w ciągu dnia szkolnego i będę wspierać dyrektorów, którzy wdrożą takie zasady."

Rząd będzie konsultował w sprawie pomocy dyrektorom w usuwaniu telefonów ze szkół jeszcze w tym roku, dodał. Zdecydowana większość szkół już ma przepisy ograniczające korzystanie z telefonów podczas lekcji, według danych z aplikacji Teacher Tapp, która codziennie przeprowadza ankiety wśród około 8 500 nauczycieli. Według aplikacji około połowa szkół średnich i większość szkół podstawowych nie pozwala na korzystanie z telefonów podczas przerw lub przerw obiadowych.

"Prawdziwym problemem zwróconym przez nauczycieli szkół średnich jest niespójne stosowanie zasad i sankcji, a nie zawsze jest jasne, czyja odpowiedzialność spoczywa za usunięcie telefonu lub czy mają na to pozwolenie" – powiedziała Laura McInerney, współzałożycielka Teacher Tapp.

"Jak sekretarz edukacji zmieni ten problem, nie jest od razu jasne."

Polityka szkoły
Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły.
Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Zakaz ten był wcześniej popierany przez Nicka Gibba, ministra ds. standardów szkolnych, Matta Hancocka, byłego sekretarza kultury i obecnego ministra zdrowia, oraz Amandę Spielman, głównego inspektora Ofsted.

Jednak w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono żadnych przepisów egzekwujących tę zasadę.
We Francji prawo zabrania dzieciom korzystania z telefonów na terenie szkoły.
A na początku tego roku chińskie Ministerstwo Edukacji ogłosiło, że uczniowie nie będą mogli przynosić telefonów do szkoły bez pisemnej zgody rodziców.

"Podejście współpracy"
Mica-May Smith z Bright Futures Education, firmy szkoleniowej zajmującej się edukacją, powiedziała, że całkowity zakaz to zły pomysł, "ponieważ dzieci mogą nadal przynosić je do szkoły i ukrywać".
Zamiast tego powinno istnieć "podejście współpracy z obowiązującymi zasadami", w tym wyznaczonymi godzinami i obszarami użytkowania, powiedziała.
"Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych," dodała.
Telefony powinny być włączone do lekcji jako "fundamentalna część programu nauczania", powiedziała Susan Wessels, zastępczyni dyrektora Framlingham College w Suffolk.
"Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia" – dodała. "Musimy zachęcać uczniów do konstruktywnego korzystania z telefonów."

'Uzależnienie od telefonu'
Jednak połowa rodziców popiera zakaz używania telefonów, sugerowało badanie przeprowadzone w zeszłym roku przez portal porównujący ceny uSwitch.

Shile Ismaila, blogerka rodzicielska w African Mommy, mówi, że zakaz telefonów "zapobiegnie rozpraszaczom i pomaga dzieciom skupić się na pracy".
"Dzieci spędzały więcej czasu niż zwykle na telefonach podczas pandemii," dodała.
"To był główny sposób, by utrzymać kontakt z rówieśnikami, który teraz mniej więcej przerodził się w uzależnienie."

Pan Williamson pisał także o potrzebie dyscypliny i struktury podczas powrotu dzieci do szkół.
"Chociaż nauka zdalna była ogromnym sukcesem w umożliwieniu dzieciom kontynuowania lekcji w domu, brak regularnej struktury i dyscypliny nieuchronnie wpłynął na ich zachowanie" – powiedział.


-------------


Nadmierny czas przed ekranem sprawia, że dzieci nie nadają się do nauki – nauczyciele


19 lutego 2024


Nauczyciele z Yorkshire ostrzegają, że dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu.

W poniedziałek rząd wydał nowe zalecenia dla szkół mające na celu zaprzestanie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
Hannah Feerick, zastępczyni dyrektora w Wales High School w Rotherham, powiedziała: "Zauważamy uczniów, którzy są raczej cichi lub senni w czasie lekcji."
"Spędzają dużo czasu online," dodała.
"Zauważamy też wiele problemów z konfliktami między grupami przyjaciół, gdy są one w kluczowym momencie ich rozwoju.
"Wiele z tego dzieje się online," powiedziała pani Feerick.

Według danych No Phones At Home, które zachęca ludzi do odłączenia się od urządzeń i skupienia się na spędzaniu czasu razem, 55% dzieci posiadało telefon do 11. roku życia, a do 12. roku życia wzrosło do 77%.

Spośród tych dzieci 86% miało konta w mediach społecznościowych, a ta grupa spędzała średnio 2,5 godziny dziennie online, korzystając z telefonów, pokazują dane Community Interest Company.
Na niedawnym spotkaniu w Leeds nauczyciele szkół podstawowych mówili o wpływie spędzania zbyt dużo czasu online na dzieci.

Jeden z nauczycieli powiedział BBC: "Mają trudności z kontaktem z innymi. Są dość samotni."
Inny powiedział: "Brakuje cierpliwości i umiejętności czekania na nagrodę – muszą ją mieć i to teraz."
Trzeci nauczyciel powiedział, że rodzice "nie dostrzegają pełnego wpływu" czasu spędzanego przez dzieci online.

Psycholog z Leeds, Charlotte Armitage, powiedziała, że rodzice muszą zrobić wszystko, by ustalić wyraźne granice dotyczące używania urządzeń.
"Chodzi o równowagę – wszystko z umiarem," powiedziała pani Armitage.
"Wiemy, że usługi zdrowia psychicznego, zwłaszcza dzieci i młodzieży, są absolutnie przeciążone przez dzieci zgłaszające się z problemami psychicznymi.
"Ale możemy temu zapobiec, a wszyscy rodzice mogą zrobić swoje, by zająć się używaniem urządzeń."

Rząd poinformował, że nowe wytyczne dotyczące korzystania z telefonów komórkowych w szkołach są częścią planu "minimalizowania zakłóceń i poprawy zachowań w klasach".

Porada ta pojawiła się prawie trzy lata po tym, jak rząd po raz pierwszy wezwał do zakazu telefonów w szkołach.

Jednak Pepe Di'lasio, dyrektor Wales High School, który jest także nowym sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni, powiedział, że wytyczne "zamykają drzwi długo po tym, jak koń już uciekł".

"Rząd powinien zrobić znacznie więcej, by ścigać te platformy internetowe, do których dzieci mają dostęp i które mogą udostępniać bardzo niepokojące i ekstremalne treści," powiedział pan Di'lasio.
"To jest obszar, na którym musimy się skupić – nie na twardym urządzeniu, nie na problemie posiadania urządzenia w ciągu dnia szkolnego."

---------



Badania pokazują, że słownictwo związane z wysokim czasem spędzanym przed ekranem u małych dzieci

Tom McArthur
Poniedziałek, 12 stycznia 2026, godz. 11:42 


Rodzicom dzieci poniżej piątego roku życia w Anglii należy zaoferować oficjalne porady dotyczące tego, jak długo ich dzieci powinny spędzać na oglądaniu telewizji lub wpatrywaniu się w ekrany komputerów. Rząd zapowiada, że opublikuje pierwsze wytyczne dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla tej grupy wiekowej w kwietniu.

Jest to następujące: Opublikowano badania rządowe 
Wykazano, że około 98% dzieci poniżej dwóch lat codziennie oglądało ekrany – rodzice, nauczyciele i personel przedszkola twierdzili, że dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce.

Dzieci z największym czasem przed ekranem – około pięciu godzin dziennie – podobno potrafiły wypowiedzieć znacznie mniej słów niż te z drugiego końca skali, które oglądały przez około 44 minuty.

Krajowa grupa robocza pod przewodnictwem Komisarz ds. Dzieci w Anglii, Dame Rachel de Souza, oraz doradcy naukowego Departamentu Edukacji, profesora Russella Vinera, opracuje wytyczne po rozmowach z rodzicami, dziećmi i praktykami wczesnoszkolnymi.

Zakres ich pracy zostanie opublikowany w poniedziałek.

Wytyczne pomogą również rodzicom znaleźć alternatywy dla czasu spędzanego przed ekranem dla swoich dzieci.

Badania rządowe wykazały, że w wieku dwóch lat 77% dzieci z rodzin o najwyższych dochodach jest czytanych codziennie, w porównaniu do 32% w rodzinach o najniższych dochodach.
W oświadczeniu sekretarz edukacji Bridget Phillipson powiedziała: "Ekrany są teraz częścią życia rodzinnego. Pytanie, które zadają rodzice, nie dotyczy tego, czy ich używać, ale jak dobrze z nich korzystać."
Pisząc wcześniej w Sunday Times, Phillipson powiedział: "Jak wielu rodziców, miałam wieczory, gdy ulegaliśmy, gdy twoje dziecko chciało 'jeszcze jedno' odcinka swojego ulubionego programu. Ale zaczynamy dostrzegać ryzyko, gdy 'jeszcze tylko jedno' zaczyna się sumować."

Zasugerowała, że rodzice mogliby podzielić się historią na tablecie lub wykorzystać go do edukacyjnych gier.

Felicity Gillespie, dyrektor fundacji charytatywnej Kindred Squared, powiedziała, że "oparte na dowodach" wskazówki dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla rodziców są "spóźnione i bardzo mile widziane".

Sondaż Kindred sugeruje, że 40% rodziców uważa, iż ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem pomoże zapewnić przygotowanie dziecka na recepcję. Podkreśla to zapotrzebowanie na praktyczne, zaufane wsparcie w pierwszych latach.

"Musimy zwiększyć publiczne zrozumienie, jak ekrany i urządzenia mogą zakłócać sposób, w jaki niemowlęta i maluchy uczą się najlepiej, czyli poprzez patrzenie na mimikę, rozmowy, śpiew i zabawę" – powiedział Gillespie.

Neil Leitch z Early Years Alliance powiedział, że szeroko popiera plany opracowania wytycznych dotyczących czasu spędzanego przed ekranem dla dzieci poniżej piątego roku życia, ale dodał: "Ważne jest, aby takie wsparcie w tym temacie miało miejsce w znacznie szerszym ramach wytycznych dla rodzin i nauczycieli dotyczących umiejętności cyfrowych i bezpieczeństwa online."

Ogłoszenie to pojawiło się po tym, jak konserwatyści stwierdzili, że Zakazaliby dostęp do platform społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia jeśli zdobędą władzę, obiecując pójść w ślady Australii, która jako pierwszy wprowadziła tę politykę w zeszłym miesiącu.

Sekretarz ds. edukacji w cieni, Laura Trott, powiedziała w programie Today, że "musimy zmienić normę społeczną, by mówić, że dzieci nie są bezpieczne na portalach społecznościowych, to naprawdę dla nich szkodliwe".

Wezwała posłów do poparcia poprawki do ustawy o szkołach, która obecnie jest rozpatrywana w parlamencie, zakazującej używania smartfonów w klasie.

Były premier Rishi Sunak, który pojawił się w poniedziałek w BBC Breakfast, promując swoją nową organizację charytatywną z liczenictwem wraz z żoną Akshatą Murty, powiedział, że sprawa jest "złożona", gdzie "prawdopodobnie nie ma jednej rzeczy, która wszystko poprawi".

"Musimy zadbać, by dzieci w szkole skupiały się na nauce i byciu w szkole, a nie rozpraszały ich telefony i media społecznościowe w klasie," dodał.


--------

Badanie wykazało, że liczba dzieci rozpoczynających szkołę nie są nauczone korzystania z toalety
Wyniki budzą obawy, że dzieci nie są uczone podstawowych umiejętności życiowych


Jasmine Norden
Czwartek, 22 stycznia 2026


Około jedno na czwórkę dzieci, które zaczęły naukę w przedposiłku w 2025 roku, nie było nauczone korzystania z toalety, jak wykazało badanie wśród nauczycieli, mimo ostrzeżeń, że coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.

W corocznym badaniu wśród pracowników szkół podstawowych przeprowadzonym przez organizację charytatywną Kindred Squared, nauczyciele oszacowali, że w tym roku 26 procent dzieci w ich klasie podstawowej często miało problemy z toaletą, co wzrosło do ponad jednego na trzy (36 procent) w północno-wschodniej Anglii.
Kindred Squared ostrzega, że coraz więcej dzieci przybywa do bramy szkoły "bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania".
Pracownicy zgłaszają również, że około 28 procent dzieci zaczynało szkołę niezdolnych do samodzielnego jedzenia i picia, a 25 procent miało trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.
Dzieje się to w czasie rządowych działań mających na celu zwiększenie odsetka dzieci przychodzących do przedszkola "gotowych do szkoły" – czyli osiągnęły określone kamienie milowe rozwojowe, takie jak podstawowe umiejętności językowe, zdolność jedzenia, korzystania z toalety, samodzielnego ubierania się oraz możliwość siedzenia, zabawy i słuchania.

Jednak badanie Kindred przeprowadzone na 1 000 pracowników szkoły podstawowej wykazało, że szacuje, iż ponad jedno na trzy (37 procent) dzieci zaczyna naukę w przedszkole, nie gotowe do szkoły, w porównaniu do 33 procent w 2024 roku.
Znacznie gwałtowniejsze spadki gotowości szkolnej odnotowali nauczyciele z północno-wschodnich, West Midlands i północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych.
Pracownicy szacowali, że spędzają 1,4 godziny dziennie na zmianie pieluch lub pomocy dzieciom, które nie są nauczone korzystania z toalety, a łącznie tracą 2,4 godziny dziennie na nauczanie z powodu braku podstawowych umiejętności uczniów.
Dyrektor generalna Kindred Squared, Felicity Gillespie, powiedziała: "Stan gotowości szkolnej osiągnął krytyczny moment, gdy 37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania."

"To już nie jest tylko problem klasowy; To systemowy kryzys napędzany przez napięte zasoby szkolne, niskie oczekiwania, rosnące koszty życia oraz rodziców, którzy nie mają odpowiednich informacji i zrozumienia wystarczająco wcześnie, by naprawdę wspierać rozwój swoich dzieci," dodała.

Rząd wyznaczył cel, aby 75 procent dzieci było gotowych do szkoły do 2028 roku. W najnowszych danych Departamentu Edukacji oceniono, że 67,7 procent dzieci osiągnęło dobry poziom rozwoju do końca rekreacji w roku szkolnym 2023/24.
Pracownicy zgłaszali również, że około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet.
Ponad połowa pracowników stwierdziła, że nadmierny czas spędzany przed ekranem dzieci i rodziców był kluczowym czynnikiem niegotowości dzieci do szkoły.
Jednak w ankiecie przeprowadzonej wśród 1 000 rodziców cztero- i pięciolatków, 88 procent stwierdziło, że ich dziecko jest gotowe rozpocząć naukę w tym roku, a ponad jedna trzecia (35 procent) stwierdziła, że jest bardziej przygotowane niż większość dzieci.

Prawie wszyscy rodzice (94 procent) wyrazili chęć ogólnokrajowych wytycznych dotyczących zapewnienia gotowości ich dziecka do szkoły.
Paul Whiteman, sekretarz generalny związku liderów szkół NAHT, powiedział: "Wyniki tego badania odzwierciedlają to, co słyszymy od naszych członków – liderzy szkół zgłaszają coraz więcej dzieci rozpoczynających szkołę bez podstawowych umiejętności "gotowości do szkoły", takich jak nauka korzystania z toalety.
Pepe Di'Iasio, sekretarz generalny Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni (ASCL), powiedział: "Jest bardzo oczywisty problem z tym, że dzieci nie są gotowe do szkoły, gdy zaczynają szkołę w klasie".
Powiedział, że wdrożenie rozbudowy opieki nad rodziną i dziećmi to właściwe rozwiązania, ale nie są szybkim rozwiązaniem w obliczu spadku lokalnych usług wsparcia w ciągu ostatnich 15 lat.

--


Wynika z badania badania coraz mniej dzieci niegotowych do szkoły

Coroczne badanie Kindred Squared wykazało również regionalne różnice w gotowości do szkoły, w związku ze wzrostem liczby uczniów nieuczących się korzystania z toalety


Samantha Booth
22 stycznia 2026, 7:50


Pracownicy powiedzieli, że około 25 procent dzieci z podstaw nie ma podstawowych umiejętności językowych, takich jak wymawianie imienia, co jest wzrostem w porównaniu do wcześniejszych 23 procent. Jednak mniej dzieci nie potrafiło komunikować swoich potrzeb – o 26 procent w porównaniu do 29 procent.

Ponad połowa (52 procent) pracowników szkoły podstawowej powiedziała, że odsetek dzieci niegotowych do szkoły w tym roku wzrósł – w porównaniu do 49 procent w 2024 roku. Tylko 12 procent uważa, że spadło.
Pracownicy szacowali, że dzieci tracą 2,4 godziny dziennie na zajęcia z powodu potrzeb nadrabiania zaległości. To wzrost z 2,1 godziny w 2024 roku.
Jednak 88 procent rodziców uznało, że ich dziecko jest gotowe do szkoły. Organizacja charytatywna stwierdziła, że "podkreśla to utrzymującą się lukę między pewnością siebie rodziców a doświadczeniem w klasie".

Felicity Gillespie, dyrektor Kindred Squared, powiedziała: "Pracownicy szkół podstawowych zgłaszają frustrację z powodu liczby rodziców, którzy uważają, że szkoły odpowiadają za rozwój podstawowych umiejętności życiowych i samodzielności."

"Złożone" powody

W roku 2024-25 68,3 procent dzieci miało "dobry poziom rozwoju" w ramach profilowych ocen na wczesnym etapie wczesnoszkolnym – wzrost o 0,6 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim.

Departament Edukacji poinformował, że choć wyzwania pozostają, "utrzymujący się trend wzrostowy sugeruje, że wyniki w zakresie odbioru dzieci poprawiają się z czasem, odzwierciedlając pracę nauczycieli wczesnoszkolnych i nauczycieli w zakresie wspierania rozwoju dzieci".





całość tutaj:

yahoo.com/news/articles/parents-under-fives-offered-screen-021208946.html?guccounter=1
bbc.com/news/uk-england-south-yorkshire-68338395?xtor=AL-72-%5Bpartner%5D-%5Byahoo.north.america%5D-%5Blink%5D-%5Bnews%5D-%5Bbizdev%5D-%5Bisapi%5D
bbc.com/news/technology-56663010
bbc.com/news/uk-politics-47095053
independent.co.uk/news/uk/home-news/toilet-training-children-reception-school-b2904844.html
schoolsweek.co.uk/more-reception-children-not-school-ready-survey-finds/




wtorek, 20 stycznia 2026

Ambasador Rose czy SI ?



ost zapis posta 28 11 2025


Kto znowu napisał ten tekst? I co teraz zrobić z tym pch24?



Cały tekst zbudowany jest w następujący sposób:

- urabianie, czyli: oszczercze oskarżenia w naszym kierunku, że jakoby dopuściliśmy się jakiś zbrodni
wyłuszczenie o co im naprawdę chodzi: w związku z tymi fałszywymi oskarżeniami Żydzi mają roszczenia finansowe
zapowiedź: to będzie dla was nieprzyjemna rozmowa, będziecie zgrzytać zębami
podsumowanie - ale nam zapłacicie, bo będziemy sobie u was mieszkać


To jest pranie mózgu w czystej postaci.


I oczywiście napaść.

A napaść to jest napaść...






Analiza tekstu poniżej przedruku



przedruk

21 listopada 2025


– Przez dekady Polska doświadczała głębokiej niesprawiedliwości historycznej. Przekonanie że Polska współdzieli winę za barbarzyńskie czyny dokonane przeciwko niej jest groteskowym fałszowaniem historii i w gruncie rzeczy formą „oszczerstwa krwi” wymierzonym w Polskę i Polaków – stwierdził ambasador USA w Polsce Tom Rose. – Zbyt długo ten naród obciążany był moralną skazą, która nigdy nie była jego – zaznaczył dyplomata.

Amerykański ambasador w Polsce w ostrych słowach skrytykował zarzucanie Polsce współudziału w Holokauście. Oskarżenia wobec Polaków pojawiają się bowiem nadal, mimo iż Polska była ofiarą (!), a nie współuczestnikiem bestialskiej działalności Niemiec. Co więcej, dziesiątki prac historyków i relacje świadków wskazują, że Polacy w czasie II wojny światowej narażali własne życie, by pomagać Żydom.

– Zbyt długo ten naród obciążany był moralną skazą, która nigdy nie była jego – oszczerstwem, że Polska w jakikolwiek sposób ponosi odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez innych. Przez dekady Polska doświadczała głębokiej niesprawiedliwości historycznej. Przekonanie że Polska współdzieli winę za barbarzyńskie czyny dokonane przeciwko niej jest groteskowym fałszowaniem historii i w gruncie rzeczy formą „oszczerstwa krwi” wymierzonym w Polskę i Polaków – powiedział Tom Rose.

Zdaniem amerykańskiego dyplomaty, żaden naród nie cierpiał więcej niż Polska. – Dlatego traktowanie relacji Polski ze światem jak układu dłużnika i wierzyciela za ludobójstwo dokonane przez innych na jej terytorium jest nie tylko historycznie fałszywe ale i moralnie skandaliczne. To stawianie ofiary w roli odpowiedzialnej za czyny sprawcy – zaznaczył ambasador USA.

W opinii Rose’a, przez dekady oskarżenia niesprawiedliwie wysuwane wobec Polaków zatruwały relacje polsko-izraelskie i polsko-amerykańskie. Zarzuty te dyplomata nazwał „rażącym afrontem”, który „zmuszał do rozmów dla Polaków głęboko obraźliwych”. – A ponieważ sama teza jest nieprawdziwa, nie istnieje żadne rozwiązanie, bo nie ma problemu, który należałoby rozwiązać – przekonywał Amerykanin.

– Nawiasem mówiąc, który kraj w Europie jest najbezpieczniejszy, w którym Żydzi mogą poruszać się bez obaw? Właśnie w nim jesteście. To Polska – zakończył Rose.




Zauważ: 

tekst napisany jest przez sztuczną inteligencję na czyjeś zamówienie pod określony cel - urobienie czytelników, podświadome (?) oswojenie ich z czyimś planem



Do rzeczy jednak:


tekst zawiera frazy będące elementem prania mózgu - powtarzają się negatywne zwroty o Polakach - i to prawie cały tekst składa sie z tych fraz.

1. urabianie

- współdzieli winę za barbarzyńskie czyny dokonane 
- w gruncie rzeczy formą „oszczerstwa krwi” wymierzonym w Polskę i Polaków - co to niby jest? to zdanie nic nie znaczy
- Zbyt długo ten naród obciążany był moralną skazą

obciążany zamieniam jedną literę: obciążony ==> Zbyt długo ten naród obciążony był moralną skazą - jednoznaczne oskarżenie - i to zdanie jest dwa razy powtórzone (utrwalanie w pamięci poprzez powtarzanie)

- Oskarżenia wobec Polaków pojawiają się bowiem nadal - zamiast:  Fałszywe oskarżenia wobec Polaków... 

Kiedy pojawiają się nadal oskarżenia - co to oznacza? To znaczy, że są to oskarżenia zasadne.


Oskarżenia wobec Polaków pojawiają się bowiem nadal, mimo iż Polska była ofiarą (!), a nie współuczestnikiem bestialskiej działalności Niemiec.

znak (!) optycznie rodziela wypowiedź na dwa zdania:

1- Oskarżenia wobec Polaków pojawiają się bowiem nadal, mimo iż Polska była ofiarą - te słowa można czytać, że:  "oskarżenia są zasadne - choć co prawda Polska była też ofiarą"
2 - a nie współuczestnikiem bestialskiej działalności Niemiec - to zdanie można czytać jako opis odnoszący się do konkretnej OSOBY - Niemca:

Niemiec - nie (był) współuczestnikiem bestialskiej działalności


powinno być, jeśli już:

Fałszywe oskarżenia wobec Polaków pojawiają się nadal, mimo iż Polska była ofiarą (!), a nie uczestnikiem bestialskiej działalności Niemiec.

Przebija się "współuczestnikiem bestialskiej" - określenie negatywne powiązane z pojęciem Polska, a słowo "działalność" w stosunku do Niemiec jest obojętne, nienacechowane negatywnie.

"bestialskiej działalności" - fałszywe połączenie, którego nieprawdziwość każdy wyczuje poprzez swoje doświadczenie - nikt tak nie mówi, "działalność" zawsze kojarzona jest obojętnie lub pozytywnie


Zwracam uwagę, że zdania są długie co słabym czytelnikom może utrudniać zrozumienie tekstu, ale przede wszystkim ma "ukryć" dwuznaczny podtekst.

I dalej powtarzające się negatywne zwroty o Polakach:

2. wyłuszczenie

- Polska w jakikolwiek sposób ponosi odpowiedzialność za zbrodnie - w rozbudowanym zdaniu składającym się z 26 słów
Polska współdzieli winę za barbarzyńskie czyny 
Dlatego traktowanie relacji Polski ze światem jak układu dłużnika i wierzyciela za ludobójstwo dokonane ... na jej terytorium - w zdaniu składającym się z 27 słów

"na jej terytorium" podkreśla komu zarzuca się winę

-  historycznie fałszywe ale i moralnie skandaliczne - 

słowo "fałszywe" jest zneutralizowane przez przymiotnik "historycznie" - czyli nie ma obrony Polaków w tym zdaniu
"moralnie skandaliczne" - to nic nie znaczy, koloryzuje i przedłuża tylko rozbudowane zdanie

- To stawianie ofiary w roli odpowiedzialnej za czyny sprawcy - niegramatycznie niestylistycznie, a dokładnie chodzi o: stawianie Polski w roli odpowiedzialnej za czyny

W sumie to Rose w tym zdaniu opisuje to, co robi w całej swej wypowiedzi: przypisuje nam rolę osoby odpowiedzialnej za czyny: "w roli" - jak w jakim filmie, czy dokładnie: scenariuszu dla Polski...

I tu przechodzi do rzeczy, czyli: "jak naprawić zatrute relacje polsko - izraelskie..."

3. zapowiedź

Zarzuty te dyplomata nazwał „rażącym afrontem”, który „zmuszał do rozmów dla Polaków głęboko obraźliwych” - to trzeba ściśle rozpatrywać jako część dalsza określenia: "w roli odpowiedzialnej za czyny"

należy to czytać:
Polacy są odpowiedzialni za czyny jakie im się zarzuca i to wywołuje w nich zawstydzenie 

tylko, że "zawstydzenie" jest zamaskowane przez słowo "afront" (zamiast "zniewaga" - afront to zniewaga)

afront - książk. okazanie jakiejś osobie lekceważenia, które powoduje, że ta osoba czuje się urażona;
obraźliwe zachowanie się wobec kogoś, wyrządzenie przykrości; zniewaga, obelga, dyshonor, despekt


czyli powiedział, że "zarzuty" - jednoznaczne określenie, czyli w domyśle - "uprawnione zarzuty" - potwierdzone przez zwrot:  "zmuszał do rozmów" -

czyli skoro są prawdziwe zarzuty, to musimy o nich rozmawiać - no bo są "prawdziwe"
i na koniec: "są dla Polaków głęboko obraźliwe" czyli wstydzimy się, że nas rozliczają, "bo się tego dopuściliśmy..."

„rażącym afrontem” - nie ma potrzeby słowa "afront" (zniewaga) opisywać jeszcze słowem "rażącym" - chodzi o to, żeby wywołać dodatkowy dysonans utrudniający rozpoznanie - o czym jest tu mowa, bo w tym zdaniu nie chodzi o "zniewagi" tylko o pieniądze...

jest COŚ („rażący afront” - a tak naprawdę - żądania pieniędzyco zmusza Polaków do rozmów (o spłacie zmyślonych wierzytelności) dla niech głęboko nieprzyjemych - bo płacenie z powodu niesłusznych żądań to głęboko nieprzyjemna sprawa... to jest fakt


Zamieńmy afront na zniewagę:

Zarzuty te dyplomata nazwał „rażącą zniewagą”, który „zmuszał do rozmów dla Polaków głęboko obraźliwych”. 

Jak zniewaga może zmuszać do rozmów? Nie może, ale wcześniej mowa jest o roszczeniach (nieuzasadnionych) - to one "zmuszają" Polaków...

Jak ktoś nas znieważa, nie rozmawiamy z nim, tylko negujemy go, nie przyjmujemy jego zniewag.
Nie rozmawia się z kimś, kto nas napada, tylko leje się go po mordzie.



4. podsumowanie

A ponieważ sama teza jest nieprawdziwa, nie istnieje żadne rozwiązanie, bo nie ma problemu, który należałoby rozwiązać 

Widzisz? Nie ma żadnego problemu do rozwiązania - bo Polacy nie są nic nikomu winni. 
Bo oskarżenia są fałszywe - prawda, że odetchnąłeś z ulgą? Wpłynęło to na twoje UCZUCIA, prawda? Teraz jest ci lżej?

To jest zdanie prawdziwe, ale dotyczy czegoś innego. To tylko "etap" w praniu mózgu, którego celem jest prowadzenie was na postronku zgodnie ze scenariuszem, który sobie wymyślili, żeby was ograbić, a dokładnie - który "wymyśliła" dla nich sztuczna inteligencja.

To jest zdanie prawdziwe, ale dotyczy czegoś innego - dotyczy sytuacji po tym, jak im już zapłacicie - rozumiesz?

który kraj w Europie jest najbezpieczniejszy, w którym Żydzi mogą poruszać się bez obaw? Właśnie w nim jesteście. To Polska


Widzisz? W scenariuszu Sztucznej Inteligencji za wymyślone fałszywe roszczenia macie zapłacić Żydom nie pieniędzmi, ale ziemią, na której oni sobie będą mieszkać...  Dosłownie napisała:

Właśnie w nim jesteście


Rozumiesz?


To jest pranie mózgu.





Te zdania napisała sztuczna inteligencja - ale nie ta głupia dla wszystkich, tylko ta prawdziwa, która od setek lat pisze dla niemieckiej i nie tylko sitwy - ona jest trochę mądrzejsza...


To jest pranie mózgu, które ma nastawić Polaków do sprawy zapłacenia niesłusznych żądań, które mają być w przyszłości wysunięte przez organizacje żydowskie - albo konkretne instytucje USA.
W każdym razie widać, że dotychczasowe okrzyki niektórych Żydów na jakiś prywatnych zebraniach czy w gazetach pewnego dnia zamienią się w realne kroki prawne - ale raczej udające prawo, bo przecież żądania finansowe ze strony USA za mienie pożydowskie w Polsce myśmy już dawno uregulowali i to zgodnie z prawem.


Cały tekst zbudowany jest w następujący sposób:

- urabianie, czyli: oszczercze oskarżenia w naszym kierunku, że jakoby dopuściliśmy się jakiś zbrodni
wyłuszczenie o co im naprawdę chodzi: w związku z tymi fałszywymi oskarżeniami Żydzi mają roszczenia finansowe
- zapowiedź: to będzie dla was nieprzyjemna rozmowa, będziecie zgrzytać zębami
- podsumowanie - ale nam zapłacicie, bo będziemy u was mieszkać


To jest pranie mózgu w czystej postaci.

I oczywiście napaść.
Napaść to jest napaść.



Sednem tej wypowiedzi są słowa:

relacji Polski ze światem jak układu dłużnika i wierzyciela

oni chcą naszej ziemi - środowiska żydowskie żądają spłacenia wierzytelności, które zostało w całości spłacone w latach 60tych, wymieniają przy tym coraz większe i absurdalne kwoty - bo nie o pieniądze im chodzi, tylko o ziemię - "skoro nie macie takich pieniędzy, dajcie nam ziemię..."

To nie są żarty, ani oszołomstwo - co im szkodzi powygłupiać się, kłamać w biały dzień, skoro stawka są dziesiątki miliardy dolarów, a tak naprawdę to ziemia?



To niebezpieczny scenariusz - jeśli na czele państwa będzie stać ich człowiek, który będzie udawać głupiego cepa i wszystko podpisze.



Przecież słyszałeś jak Tusk powiedział, że nie niemcy, tylko 
Polacy zapłacą Polakom za niemieckie zbrodnie i grabież podczas II Wojny Światowej, słyszałeś, co nie?




Nie wolno tego lekceważyć, Polski trzeba cały czas pilnować.



Pamiętaj - ktoś, kto używa SI, żeby napisać wypracowanie z polskiego, artykuły do gazety, fałszywy pamiętnik albo książkę - nie jest mądry.

On tylko udaje mądrego.









pch24.pl/oszczerstwo-wymierzone-w-polske-i-polakow-ambasador-usa-krytykuje-obwinianie-polski-za-holokaust/

wsjp.pl/haslo/podglad/48450/afront
sjp.pl/afront