Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 marca 2026

Stres jako forma powolnego niszczenia




Wszystkie choroby są wywoływane przez nerwy, a pesymizm skraca życie — nowe badania


Dziś
17:02


Negatywne myśli wywołują reakcje na poziomie komórkowym, które przyspieszają proces starzenia, a także prowadzą do chorób fizycznych i psychicznych, w tym złośliwych. Potwierdza to nowe badanie naukowe opublikowane na platformie medialnej RathBiotaClan (RBC).

Pojawia się coraz więcej dowodów w środowisku naukowym, że złe myśli działają na poziomie procesów biochemicznych i wywołują te same reakcje, które pojawiają się, gdy ktoś wpada w realne niebezpieczeństwo, na przykład podczas spotkania z wściekłym drapieżcą lub maniakiem na ciemnej, opuszczonej ulicy. Podsumowując, komórki reagują na wewnętrzny głos w specyficzny sposób – nie "słyszą" słów dosłownie, lecz wywołują kaskadę reakcji hormonalnych i nerwowych. Złe myśli prowadzą do złych konsekwencji. I dosłownie. Im ciemniejsze myśli w głowie, tym intensywniej nadnercza produkują hormon stresu kortyzol. W efekcie zachęca organizm do aktywacji swoich reakcji ochronnych, zmuszając ważne organy i systemy do pracy w trybie przyspieszonym: serce zaczyna bić szybciej, poziom cukru we krwi rośnie.


Z ewolucyjnego punktu widzenia ta reakcja jest adaptacyjna podczas ratowania drapieżnika. Jednak staje się szkodliwy, jeśli jest wielokrotnie wywoływany przez dialog wewnętrzny, a nie przez zewnętrzne zagrożenie." - Mówią naukowcy.

Jeśli pozwolisz, by wieczne niezadowolenie z siebie i innych pozostało w twojej głowie, podwyższony poziom kortyzolu stanie się nawykiem, a organizm przejdzie w ciągły tryb "ucieczki przed drapieżnikiem". Jednocześnie długoterminowy stres ma długoterminowe konsekwencje. Jak wyjaśniają naukowcy, wysoki poziom kortyzolu sprzyja uwalnianiu cytokin zapalnych – komórek układu odpornościowego. W normalnych warunkach pełnią funkcję sygnalizacji. Organizm produkuje cytokiny pod wpływem zewnętrznych patogenów, aby wywołać reakcję zapalną. Na przykład dzięki cytokinom skóra w miejscu ukąszenia owada robi się czerwona, a gdy wirusy dróg oddechowych wkraczają do środka, temperatura rośnie. W ten sposób organizm otrzymuje sygnał, że nadszedł czas, by włączyć inne komórki odpornościowe do walki. Ale przy stale podwyższonym poziomie cytokin efekt jest odwrotny — sygnał zamienia się w katastrofę. Z czasem sam stan zapalny o niskim stopniu staje się czynnikiem ryzyka chorób sercowo-naczyniowych, zaburzeń metabolicznych i depresji. W ten sposób negatywne myśli zwiększają stres, stres napędza stan zapalny, a stan zapalny dodatkowo osłabia odporność psychiczną i emocjonalną oraz zagraża zaburzeniom fizycznym aż do rozwoju prawdziwych chorób.

Ponadto pesymizm i tzw. "dziąsła poznawcza" (obsesyjne przewijanie tych samych myśli w głowie), według naukowców, uszkadzają DNA.
"Na końcach chromosomów znajdują się telomery – ochronne czapki, które zapobiegają uszkodzeniom DNA podczas podziału komórkowego. Z wiekiem te struktury się skracają," RBC poinformowało w oświadczeniu.

Dzieje się to nieuchronnie, ale stopniowo, ponieważ w tym procesie część telomerów jest odnawiana dzięki specjalnym enzymom. Stałe wysokie poziomy kortyzolu nie tylko przyczyniają się do wczesnych uszkodzeń DNA, ale także hamują produkcję substancji wspierających regenerację telomerów. Efekt ten został potwierdzony przez jedno z badań obejmujących pacjentów w wieku od 45 do 85 lat z ciężkimi chorobami przewlekłymi. Wyniki pokazały, że optymiści i osoby preferujące aktywne rozwiązywanie istniejących problemów miały dłuższe telomery niż ci, którzy wykazywali pesymizm i tonęli w przygnębieniu.

"Utożsamianie negatywnych myśli o sobie z ucieczką przed drapieżcą nie jest metaforyczną przesadą, lecz biologiczną trafnością. Oba aktywują te same starożytne mechanizmy przetrwania," - powiedzieli naukowcy, zauważając, że stres psychiczny może przekształcić krótkotrwałą reakcję przetrwania w proces powolnej śmierci.


Naukowcy nazywają "świadomość" wyjściem. Według nich bardzo ważne jest, by myśleć poprawnie i dosłownie przełączać myśli z negatywnych na pozytywne. Na przykład zmiana frazy "Jestem przegranym" na "Dam radę" może nie tylko dodać koloru do życia, ale także złagodzić wewnętrzne napięcie, zatrzymać burzę kortyzolową i chronić telomery. Jak podkreślają naukowcy, długość życia nie polega na całkowitym wyeliminowaniu stresu, lecz na tym, jak skutecznie człowiek potrafi sobie z nim radzić.



środa, 25 lutego 2026

Sabotaż wg CIA






Spotykasz się z tym jak patrzysz w komputer, albo telewizor?





 

Może wydawać się, że dokument powstały w 1944 roku jako element wojny z nazistowskimi Niemcami odnosi się wyłącznie do przeszłości. Ale gdy wczytamy się w treść tej publikacji, zobaczymy, że brzmi ona niepokojąco znajomo i aktualnie.


2026-02-25


"Polowy podręcznik prostych aktów sabotażu" 

"Sabotaż może przybierać różne formy, od specjalistycznych działań technicznych wymagających szczegółowego planowania i udziału przeszkolonych agentów, po niezliczone proste akty, które może wykonać zwykły obywatel-sabotażysta. Niniejsze opracowanie dotyczy przede wszystkim tego drugiego rodzaju działań" – czytamy we wstępie do podręcznika.

[...]

"Opiera się on na powszechnych możliwościach podejmowania błędnych decyzji, przyjmowania postawy niechęci do współpracy i nakłaniania innych do tego samego" – wylicza podręcznik. – "Niekiedy wystarczy tworzyć nieprzyjemną atmosferę wśród współpracowników, angażować się w kłótnie, narzekać na wszystko lub okazywać głupotę".


Psucie krok po kroku

Zawarte tam instrukcje wyglądają bowiem bardziej jak opis dzisiejszej codzienności, niż relikt z czasów II wojny światowej. Po lekturze książki ktoś może zacząć zastanawiać się, czy sytuacja to wynik złej organizacji pracy, czy celowego sabotażu. Ktoś inny może wykrzyknąć: "to jest o ...



przykładowe fragmenty "Polowego podręcznika prostych aktów sabotażu":


Nalegaj, aby wszystko odbywało się za pośrednictwem "oficjalnych kanałów".

Wygłaszaj "przemówienia". Mów jak najczęściej i jak najdłużej, ilustruj "tezy" długimi anegdotami i opowieściami o osobistych doświadczeniach.

Jeśli to możliwe, kieruj wszystkie sprawy do komisji w celu "dalszego zbadania i rozpatrzenia". Staraj się, aby komisje były jak największe - nigdy mniej niż pięcioosobowe.

Jak najczęściej poruszaj nieistotne tematy.

Odwołuj się do spraw rozstrzygniętych na poprzednim posiedzeniu i staraj się o ponownie rozpatrzenie zasadności wcześniejszej decyzji.

Organizuj konferencje w czasie, gdy są ważniejsze zadania do wykonania.

Przydzielając zadania, zawsze najpierw zajmij się najmniej ważnymi i dopilnuj, aby ważne zadania były przydzielane nieefektywnym pracownikom.

Podczas szkolenia nowych pracowników udzielaj niekompletnych lub mylących instrukcji.

Bądź miły dla nieefektywnych pracowników i dawaj im niezasłużone awanse. Dyskryminuj wydajnych pracowników i niesprawiedliwie narzekaj na ich pracę.

Zwiększ ilość papierkowej roboty (...). Zwiększ liczbę procedur związanych z wydawaniem instrukcji, czeków płacowych itp. Dopilnuj, aby wszystko musiało być zatwierdzane przez trzy osoby, zamiast jednej.

"Przestań rozumieć" polecenia. Zadawaj niekończące się pytania lub prowadź długą korespondencję na temat poleceń.

Udawaj, że instrukcje są trudne do zrozumienia i poproś o ich wielokrotne powtórzenie (...). Zasypuj brygadzistę niepotrzebnymi pytaniami.

Wykonuj źle swoją pracę i obwiniaj za to narzędzia, maszyny lub sprzęt.

Udzielaj długich i niezrozumiałych wyjaśnień, gdy ktoś cię o coś pyta.

Bądź jak najbardziej drażliwy i kłótliwy, nie narażając się przy tym na kłopoty.

Udawaj głupiego.







całość tutaj:

polskieradio24.pl/artykul/3652219,spotykasz-sie-z-tym-w-pracy-kiedys-uczyl-tego-tajny-podrecznik-cia






wtorek, 17 lutego 2026

Powraca "nadmiarowy zysk"...

 

W dzisiejszym świecie 25 miliardów złotych można z rękawa wytrząsnąć na poczekaniu... 

A jak tam moje ogłoszenie?





przedruk



dorzeczy.pl

"Wiem skąd wziąć na szybko 25 mld zł". Morawiecki zaskakuje


Były premier był w poniedziałek gościem Kanału Zero. Mateusz Morawiecki mówił m.in. o gospodarce i coraz większych problemach na rynku pracy. W pewnym momencie polityk PiS zaskoczył swoim stwierdzeniem, że wie, skąd "wziąć na szybko 25 mld zł".

– Widział pan parę dni temu ogłoszony łączny wynik sektora bankowego? Zyski na poziomie 50 mld zł. Średniorocznie jakie były zyski sektora bankowego? 13, 14, 15 mld. Załóżmy, że nawet 20 mld to zysk sektora bankowego, który można nazwać godziwym. Załóżmy to jest 30 mld nadmiarowego zysku. Co zrobił minister finansów, dlaczego opodatkował ich w tak niewielkiej skali? Proponowałem, żeby był podatek bankowy, który wiązałby się ze zwrotem z kapitału. Mielibyśmy w budżecie 25 mld – wyjaśnił Morawiecki.

Polityk zadeklarował, że jeśli w Sejmie będzie rozpatrywana propozycja opodatkowania sektora bankowego, wtedy cały klub PiS "wesprze PO".




Na czym zarabiają banki?


Ai Gemini 3
odpowiedź - "myślący" (nie "szybki")


Banki to specyficzne przedsiębiorstwa, które zamiast towarów „sprzedają” pieniądz i zaufanie. Choć wydaje się, że głównie pobierają opłaty za prowadzenie konta, ich prawdziwe zyski płyną z zupełnie innych źródeł.

Oto główne filary, na których zarabiają banki:

1. Marża odsetkowa (Główny motor zysków)

To absolutna podstawa. Banki działają jako pośrednicy: pożyczają pieniądze od Ciebie (depozyty) i oddają je komuś innemu (kredyty).

Jak to działa: Tobie bank płaci np. 2% na lokacie, a komuś innemu pożycza te same pieniądze na 8% w formie kredytu gotówkowego.
Zysk: Różnica między tymi wartościami to wynik z tytułu odsetek. W Polsce, przy wysokich stopach procentowych, jest to obecnie najbardziej dochodowa część ich biznesu.

2. Prowizje i opłaty (Non-interest income)

To wszystko, co widzisz w cennikach i co czasem irytuje przy przeglądaniu wyciągu:
Prowadzenie konta i karty: Stałe opłaty miesięczne.
Wypłaty z bankomatów: Szczególnie tych „obcych”.
Przelewy ekspresowe i zagraniczne (SWIFT): Tu marże bywają bardzo wysokie.
Prowizje za udzielenie kredytu: Opłata startowa, którą płacisz już na początku brania pożyczki.

3. Interchange, czyli zysk z Twoich zakupów


Za każdym razem, gdy płacisz kartą w sklepie, bank (wystawca karty) otrzymuje ułamek kwoty tej transakcji. Choć pojedyncza opłata jest mała (część procenta), to przy milionach transakcji dziennie zamienia się w gigantyczne sumy.


4. Sprzedaż produktów dodatkowych (Bancassurance)

Banki to świetni sprzedawcy. Często oferują Ci kredyt pod warunkiem wykupienia ubezpieczenia (na życie, od utraty pracy, mieszkania). Bank otrzymuje od ubezpieczyciela sowitą prowizję za każdego „pozyskanego” klienta.

5. Operacje walutowe (Spread)


Jeśli masz konto walutowe lub płacisz kartą za granicą, bank zarabia na spreadzie – czyli różnicy między kursem kupna a sprzedaży waluty. Kursy bankowe są zazwyczaj mniej korzystne niż te w kantorach internetowych właśnie po to, by bank mógł na tym zarobić.

6. Inwestycje własne

Banki nie trzymają wszystkich pieniędzy w skarbcach. Nadwyżki finansowe inwestują m.in. w obligacje skarbowe. Państwo płaci bankom odsetki za to, że te pożyczają mu pieniądze.

Ciekawostka: W ostatnich latach polskie banki notowały rekordowe zyski (liczone w dziesiątkach miliardów złotych), co wynikało głównie z dużej różnicy między tym, jak wysoko oprocentowane były kredyty, a jak nisko – zwykłe rachunki bieżące klientów.

Czy chciałbyś, abym porównał dla Ciebie aktualne oferty kont pod kątem najniższych opłat, czy może interesuje Cię, jak sprawdzić realny koszt Twojego kredytu?



Z czego składa się zysk banków na terenie Polski:
podaj w ujęciu procentowym, z oprocentowania kredytów, z inwestycji, inne:


Ai Gemini:

Zysk polskich banków jest obecnie rekordowy, a jego struktura opiera się głównie na tzw. wyniku odsetkowym, który w ostatnich latach gwałtownie urósł dzięki wysokim stopom procentowym. Poniżej przedstawiam zestawienie oparte na najnowszych danych NBP i KNF za rok 2025 (podsumowanym w lutym 2026 r.) oraz za rok 2024.


Struktura przychodów operacyjnych banków w Polsce (ujęcie procentowe)

Większość zysku banków pochodzi z różnicy między tym, co płacą nam za depozyty, a tym, co pobierają od kredytobiorców i państwa (z obligacji).

Źródło przychoduUdział (%)Kluczowe składniki
Wynik z tytułu odsetek~80% – 82%Oprocentowanie kredytów (hipoteczne, gotówkowe), przychody z obligacji skarbowych.
Wynik z opłat i prowizji~15% – 18%Opłaty za prowadzenie kont, karty, przelewy, prowizje od sprzedaży ubezpieczeń i funduszy.
Inwestycje i operacje finansowe~1% – 3%Handel walutami (FX), wycena papierów wartościowych, dywidendy.
Pozostałe przychody~1%Przychody operacyjne, sprzedaż składników majątku.


Ja nie wiem, czy Gemini napisał mi prawdę, nie umiem ocenić podanych przez niego wartości, ale jeśli tak, jeśli to prawda, to wygląda na to, że banki żyją prawie wyłącznie z "opodatkowania" społeczeństwa.


Jeżeli banki zarobiły 50 mld złotych, to znaczy że zyskały:

- z opłat za prowadzenie konta itp. 15% ======  7,5 miliarda złotych
- z oprocentowania kredytów - 80% =========  40 miliardów złotych
- a innej działalności - 5% ================= 2,5 miliarda złotych


Myślę, że kwota 2,5 miliarda złotych rocznie, to całkiem niezły zarobek, a ty Czytelniku jak myślisz?

Tytułem wtrętu - opinia Ai Gemini:


Miliardy to liczby, które trudno ogarnąć ludzkim umysłem. Oto kilka przykładów, co te 50 miliardów oznacza w praktyce:

Gdybyś chciał odliczyć 50 miliardów sekund, zajęłoby Ci to około 1 585 lat. Zacząłbyś w czasach upadku Cesarstwa Rzymskiego, żeby skończyć dzisiaj.
Gdybyś ułożył 50 miliardów złotych w samych banknotach 100-złotowych jeden na drugim, powstałaby wieża o wysokości około 50 kilometrów. To ponad 5 razy wyżej niż latają samoloty pasażerskie i 6 razy wyżej niż Mount Everest.
Za 50 miliardów złotych mógłbyś kupić około 500 najnowocześniejszych pociągów Pendolino lub sfinansować budowę ok. 1000 kilometrów autostrad w Polsce.

Skala zysków bankowych

Jeśli te 50 mld zł zestawimy z Twoim poprzednim pytaniem o 15% (czyli 7,5 mld zł), to widzimy, że banki obracają sumami, które są w stanie realnie "poruszyć" całą gospodarką kraju. Dla porównania, cały program 800+ kosztuje rocznie ok. 65-70 mld zł. Zyski banków (te 50 mld zł) są więc bliskie sfinansowaniu niemal całego tego programu socjalnego.

Czy chciałbyś, abym przeliczył te 50 miliardów na jakąś inną konkretną rzecz (np. ile to średnich pensji w Polsce)?


50 miliardów złotych ($50\,000\,000\,000$ zł) to kwota, która wymyka się codziennemu doświadczeniu.
Abyś mógł poczuć jej realną wagę, przeliczyłem ją na kilka konkretnych wartości, opierając się na danych z początku 2026 roku.

1. Przeciętne wynagrodzenia

Przyjmijmy, że średnie miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosi obecnie ok. 8 500 zł brutto (ok. 6 200 zł „na rękę”).
Miesięczne pensje: Za 50 miliardów złotych można by wypłacić prawie 6 milionów (5 882 353) przeciętnych miesięcznych pensji. To tak, jakbyś wypłacił pensję każdemu pracującemu mieszkańcowi Warszawy, Krakowa, Łodzi i Wrocławia razem wziętych.
Lata pracy: Jedna osoba zarabiająca średnią krajową musiałaby pracować na taką kwotę przez niemal 490 000 lat. Musiałaby zacząć pracę w epoce kamienia łupanego, na długo przed pojawieniem się Homo sapiens.


2. Skala "na każdego Polaka"

Gdybyśmy podzielili te 50 miliardów między wszystkich mieszkańców Polski (ok. 38 milionów osób):
Każdy Polak – od noworodka po seniora – otrzymałby jednorazowo około 1 315 zł.
Dla czteroosobowej rodziny oznaczałoby to nagły zastrzyk gotówki w wysokości ponad 5 200 zł.

3. Nieruchomości i inwestycje

Jeśli spojrzymy na to przez pryzmat dużych zakupów:
Mieszkania: Przyjmując średnią cenę solidnego mieszkania w dużym mieście na poziomie 1 000 000 zł, za 50 miliardów można by kupić 50 000 takich mieszkań. To wystarczyłoby, aby zbudować i w pełni opłacić nowe miasto wielkości np. Legnicy czy Jaworzna.

Złoto: Przy obecnych cenach kruszcu, mógłbyś za to kupić około 140-150 ton czystego złota. To tyle, ile waży niemal 30 dorosłych słoni afrykańskich.

Jak to się ma do zysków banków?
Skoro banki zarabiają rocznie właśnie około 50 miliardów (przed opodatkowaniem i rezerwami), oznacza to, że każdego dnia ich „licznik” zysku bije o około 137 milionów złotych.
To pokazuje, jak potężną siłę nabywczą ma ten sektor i dlaczego rządy tak chętnie nakładają na niego specjalne podatki (jak podatek bankowy) – nawet niewielki procent z tak gigantycznej kwoty zasila budżet miliardami.

Czy chciałbyś, abym sprawdził, jak te 50 miliardów zysku sektora bankowego wypada na tle zysków innych gigantów, np. Orlenu czy największych spółek technologicznych z USA?


Dane opieram na raportach za rok 2025 i prognozach na początek 2026 roku (przy kursie dolara ok. 3,56 zł).

1. Polski pojedynek: Banki vs Orlen
Orlen to największa firma w Polsce, ale jak wypada na tle wszystkich banków?
Zysk całego sektora bankowego (2025): ok. 48,7 mld zł (netto).
Zysk netto Orlenu (2025): szacowany na ok. 20 mld zł.

Wniosek: Cały sektor bankowy zarabia ponad 2,5 raza więcej niż największy polski koncern przemysłowy. To pokazuje, że „produkcja pieniądza” i obsługa długów są w Polsce obecnie bardziej dochodowe niż handel paliwami i energetyka.


2. Skala globalna: Banki vs Giganci z USA (Big Tech)

Tu wchodzimy w zupełnie inne rzędy wielkości. Przeliczmy zyski amerykańskich gigantów na złotówki, aby zobaczyć przepaść:
FirmaRoczny zysk netto (USD)Roczny zysk netto (PLN)Porównanie do polskiej bankowości
Apple$112 mld~400 mld zł8x więcej niż wszystkie polskie banki razem wzięte
Microsoft$102 mld~363 mld zł7x więcej niż polskie banki
Google (Alphabet)$90 mld~320 mld zł6,5x więcej niż polskie banki
Co to oznacza?
Jeden Apple zarabia w ciągu roku tyle, co wszystkie polskie banki przez 8 lat. Zysk Apple z jednego kwartału (3 miesiące) jest niemal dwukrotnie wyższy niż roczny zysk wszystkich banków w Polsce.

3. Skala "Dniówki" (Ile zarabiają na czysto w jeden dzień?)
Jeśli podzielimy roczne zyski przez 365 dni, otrzymamy kwoty, które te firmy odkładają "do świnki skarbonki" każdego ranka:

Polska rodzina (średnia): ok. 200–300 zł (oszczędności).
Orlen: ok. 55 mln zł dziennie.
Wszystkie polskie banki: ok. 134 mln zł dziennie.
Apple: ok. 1,1 miliarda zł dziennie.

Podsumowanie

W polskiej skali 50 miliardów złotych to potężna siła, która pozwala bankom na finansowanie całej gospodarki i płacenie ogromnych podatków. Jednak w skali globalnej, zyski całego naszego sektora finansowego ($14 mld USD) to zaledwie „kieszonkowe” dla firm takich jak Microsoft czy Apple, które w tym samym czasie zarabiają kwoty przekraczające $100 mld USD.

Czy chciałbyś, abym sprawdził, jak te zyski przekładają się na giełdę – czyli ile musiałbyś zainwestować w akcje banków, żeby „uszczknąć” dla siebie kawałek z tych 50 miliardów?


Osiągnięto limit modelu myślącego
Limit zostanie zresetowany 17 lut, 12:07. Do tego czasu odpowiedzi będą korzystać z innych modeli.


Chyba silnik się zatarł...






Ai Gemini cd.:

Szczegółowa analiza źródeł

- Oprocentowanie kredytów i obligacji (Lwia część zysku): To absolutny fundament. W 2025 roku przychody odsetkowe sektora wyniosły ok. 175 mld zł, przy kosztach odsetkowych (czyli tym, co banki wypłaciły klientom na lokatach) na poziomie zaledwie 66 mld zł.
- Warto zauważyć, że banki zarabiają nie tylko na kredytach dla obywateli, ale w ogromnej mierze na obligacjach skarbowych, które stanowią blisko 1/3 ich aktywów.
- Prowizje i opłaty (Stabilna baza): Mimo że procentowo ten udział wydaje się mniejszy, kwotowo są to gigantyczne sumy (ponad 27 mld zł w 2025 r.). Banki coraz częściej przerzucają ciężar zarabiania na prowizje, gdy spodziewają się spadku stóp procentowych, aby ustabilizować wyniki.
- Inwestycje (Zmienna składowa): Dochody stricte inwestycyjne (np. z obrotu akcjami czy skomplikowanymi instrumentami) są w polskiej bankowości tradycyjnej (komercyjnej) relatywnie niskie. Większość "inwestycji" banku to po prostu bezpieczne lokowanie nadwyżek w obligacjach NBP lub państwowych, co i tak trafia do koszyka "wynik odsetkowy".

Co "zjada" te zyski?

Choć przychody są rekordowe, na ostateczny zysk netto (który w 2025 r. wyniósł ok. 48,7 mld zł) wpływ mają też potężne odpisy:

- Rezerwy na kredyty frankowe: To wciąż miliardy złotych rocznie odejmowane od wyniku.
- Podatek bankowy: Polska ma jeden z najwyższych podatków od aktywów w Europie.
- Koszty ryzyka: Odpisy na kredyty, które nie są spłacane (tzw. "złe długi").

Czy chciałbyś, abym przygotował dla Ciebie porównanie, jak te zyski zmieniały się na przestrzeni ostatnich 5 lat?


Daj mi porównanie za ostatnie 70 lat.


Porównanie zysków banków na przestrzeni 60 lat (1966–2026) to fascynująca podróż przez trzy zupełnie różne światy ekonomiczne. Musimy jednak zacząć od ważnego zastrzeżenia: bezpośrednie zestawienie kwot w złotówkach z 1956 i 2026 roku jest niemożliwe ze względu na denominację (1995 r.), hiperinflację lat 90. oraz całkowitą zmianę ustroju.

Zamiast jednej tabeli z liczbami, przygotowałem zestawienie er bankowości, które pokazuje, jak zmieniał się model zarabiania:


1. Era Planisty (1956–1989): "Zysk nie był celem"

W PRL banki (głównie monobank NBP oraz PKO i Pekao) nie działały dla zysku w dzisiejszym rozumieniu.
Na czym zarabiały:
Nie zarabiały – były dystrybutorami gotówki zgodnie z planem rządu. Odsetki były symboliczne i często niższe niż inflacja.
Główny model: Finansowanie deficytowych przedsiębiorstw państwowych.
Wynik: Liczył się "bilans narodowy", a nie dywidenda dla akcjonariuszy.


2. Era Transformacji i "Dzikiego Zachodu" (1990–2004)

Narodziny nowoczesnej bankowości komercyjnej w Polsce.
Na czym zarabiały: Na gigantycznych spreadach walutowych i ogromnym popycie na jakikolwiek kredyt. W latach 90. oprocentowanie kredytów potrafiło wynosić kilkadziesiąt procent.
Zyski: Bardzo zmienne. Wiele banków upadało lub było przejmowanych (tzw. proces sanacji).
Kluczowy moment: Wejście kapitału zagranicznego, który przyniósł technologię (karty, bankomaty).


3. Złota Era i Boom Hipoteczny (2004–2020)

Polska wchodzi do UE. Banki stają się stabilnymi maszynami do zarabiania.
Na czym zarabiały: Głównie na kredytach hipotecznych (w tym słynnych "frankach") oraz opłatach i prowizjach. To czas, kiedy bankowość detaliczna w Polsce stała się jedną z najnowocześniejszych na świecie.
Zyski: Stabilny wzrost od ok. 5-8 mld zł (rocznie w całym sektorze) na początku lat 2000. do ok. 13-15 mld zł przed pandemią.
Ryzyko: Narastający problem kredytów CHF, który zaczął "podgryzać" wyniki pod koniec tej ery.


4. Era Rekordów i Fiskalizmu (2021–2026)


Czas ekstremalnych skoków wyników finansowych.
Na czym zarabiają: Na wysokich stopach procentowych (marża odsetkowa) oraz obligacjach skarbowych.
Zyski (Nominalne):

2021: Powrót do formy po pandemii (ok. 9 mld zł).
2023-2025: Rekordowy wystrzał. W 2025 r. zysk netto sektora oszacowano na ok. 48,7 mld zł.
2026 (Prognoza): Spadek do ok. 30-35 mld zł ze względu na podwyższony podatek CIT (30%) oraz niższe stopy procentowe.


Porównanie modeli biznesowych (Ewolucja)

CechaPRL (1956-1989)Transformacja (1990-2004)Nowoczesność (2005-2020)Obecnie (2021-2026)
Główny klientPaństwowe fabrykiPrzedsiębiorcy, importerzyKowalski (Hipoteki)Państwo (Obligacje) + Kowalski
Dominujące źródłoDotacje celoweSpready walutoweProwizje i marżeMarża odsetkowa (stopy %)
TechnologiaMaszyna do pisaniaPierwsze PC, czekiMobile banking, BLIKAI, chmura, automatyzacja
Główny hamulecBrak kapitałuInflacja i upadkiKredyty frankowePodatki i rezerwy prawne

Podsumowanie: Czy banki zarabiają dziś więcej niż kiedyś?


Tak, realnie i nominalnie. Nawet po uwzględnieniu inflacji, obecne zyski (ok. 45-50 mld zł rocznie) są najwyższe w historii polskiej bankowości. Wynika to z faktu, że banki stały się ogromnymi instytucjami, które obsługują niemal każdego dorosłego Polaka i są głównym "kredytodawcą" polskiego rządu poprzez skupowanie obligacji.

Czy chciałbyś, abym sprawdził dla Ciebie, jak na tle tych miliardowych zysków wyglądają obecnie Twoje szanse na tańszy kredyt lub lepszą lokatę?

Nie, dzięki.

------



Jak widać, "25 miliardów rocznie" jest kwotą jak najbardziej realistyczną...



businessinsider:

Polskie banki skokowo urosły

Mowa o wyraźnym wzroście skali działalności banków. Polski sektor bankowy nie jest już tym samym co jeszcze kilka lat temu. To zdecydowanie większa branża, a świadczą o tym puchnące aktywa. Tak jak firmy niefinansowe zwiększają moce produkcyjne, co ma przełożyć się później na wzrost przychodów, tak banki zwiększają swoje aktywa. Z danych KNF wynika, że na koniec listopada 2025 r. były warte 3,64 bln zł. To oznacza, że od końca 2019 r. (ostatni "zwykły" rok przed pandemią) urosły — czyli przez prawie sześć pełnych lat o 82 proc.




Polski sektor bankowy mocno urósł w ostatnich latach i to pomimo słabości kredytów. | opracowanie businessinsider.com.pl na podstawie danych KNF


I choć można dyskutować o tym, że struktura aktywów polskich banków jest niezadowalająca z punktu widzenia polskiej gospodarki (ale też samych instytucji finansowych), bo zmalał w ich bilansach udział kredytów dla firm i gospodarstw domowych, to przyrost aktywów o 1,64 bln zł ogromnie przyczynia się do potencjału wzrostu dochodów. "Puchnięcie" aktywów w tym okresie to skutek szybkiego wzrostu depozytów (przekłada się to na drugą stronę bilansu, czyli tworzenie aktywów), będącego efektem m.in. tarcz antycovidowych i podwyższonego tempa wzrostu wynagrodzeń.


To Morawiecki tak podrasował te wyniki?

Ja się tam nie znam.... nie dość, że zabrał złodziejom okazje do kradzieży to patrz, co jeszcze za skótek poboczny wyniknołł... 50 milililiardófffff.....


Kapitały własne banków urosły przez wspomniane sześć lat o 52 proc., do 317 mld zł na koniec listopada 2026 r. (pomimo wypłat spory dywidend w międzyczasie). Jednocześnie wskaźniki wypłacalności poprawiły się: łączny wskaźnik (TCR) wzrósł do 21,5 proc. z 19,35 proc., a kapitału Tier1 do 20 proc. z 17,3 proc.

[...]

Ekstrapolacja tych prognoz na cały sektor bankowy sugeruje, że zyski w ujęciu bezwzględnym nadal powinny być wysokie, choć rentowność będzie już nieco niższa niż niemal rekordowa obecnie.




Jak będziemy bogaci to se takie ładne domy pobudujem?

















dorzeczy.pl/opinie/846521/morawiecki-wiem-skad-wziac-na-szybko-25-mld-zl.html

businessinsider.com.pl/finanse/zlote-lata-polskiej-bankowosci-sprawdzamy-co-stoi-za-poteznymi-wynikami-i-co-czeka/p9xx4f6


poniedziałek, 16 lutego 2026

Pintadera - stempel do barwienia tkanin





przedruk



Tajemniczy gliniany artefakt sprzed około 2,5 tysiąca lat, odnaleziony w okolicach Jarosławia, może okazać się wyjątkowym zabytkiem na skalę kraju. Zdaniem archeologa dr. Marcina Burghardta z Muzeum w Jarosławiu Kamienica Orsettich przedmiot najprawdopodobniej jest pintaderą - specjalnym stemplem używanym do barwienia tkanin lub nanoszenia wzorów na ciało. Jeśli ta interpretacja się potwierdzi, będzie to pierwszy taki obiekt odkryty na ziemiach polskich.

Znalezisko z badań przy budowie autostrady


Artefakt pochodzi z badań archeologicznych prowadzonych w 2011 roku w Nienowicach w powiecie jarosławskim, realizowanych przed budową autostrady A4. Odkryto tam pozostałości osady funkcjonującej od VI do III-II wieku p.n.e., zamieszkiwanej przez społeczności tzw. kultury pomorskiej, które przybyły na tereny południowo-wschodniej Polski z północnego zachodu.

Jak wyjaśnia dr Marcin Burghardt, od IV wieku p.n.e. widoczne są także wpływy ludności związanej z kulturą jastorfską, utożsamianą m.in. z germańskimi plemionami Bastarnów i Skirów.








Nietypowy kształt i fragmentaryczny stan zachowania przez długi czas utrudniały jego interpretację. Początkowo uznano go za element figurki lub podstawki tzw. „zwierzęcia ogniowego”, znanego z kultury jastorfskiej i wiązanego z kultem ognia oraz bóstwami domowymi.


Dopiero późniejsze analizy wskazały na inną możliwość. Charakterystyczna płaska powierzchnia robocza z wyciętym wzorem oraz ślady rękojeści przypominają bowiem gliniane pieczęcie- pintadery.

Takie przedmioty znane są przede wszystkim z obszaru Wielkiej Niziny Węgierskiej i wiązane z kulturą Vekerzug z wczesnej epoki żelaza (VI - pierwsza połowa V wieku p.n.e.). W grobach odkrywa się je często wraz z barwnikami, kamiennymi płytkami i pojemnikami na kosmetyki, co sugeruje, że mogły stanowić element pradawnego „zestawu toaletowego”.

Według badaczy pintadery mogły służyć do nanoszenia barwników na ciało lub tkaniny, a niewykluczone, że [interwencja! - Maciej Cenzor]. Stempel z Nienowic ma charakter negatywowy - prawdopodobnie nanoszono nim wosk lub żywicę, a następnie materiał zanurzano w barwniku, uzyskując geometryczne wzory.




nowiny24.pl/niepozorny-fragment-gliny-zmienia-historie-regionu-sensacyjne-odkrycie-archeologiczne-pod-jaroslawiem/ar/c1p2-28723361?utm_source=Facebook&utm_medium=nowiny24&utm_campaign=linkwstat

 



piątek, 13 lutego 2026

Tusk Demagog i polskość...

 


Co się dla mnie wiąże z pojęciem polskości? Wszystko. 
Czym jest dla mnie polskość? Wszystkim.

Ponieważ wszystko jest dla mnie polskością.


Jarosław Marek Rymkiewicz







----------



Poniżej artykuł dorzeczy.pl komentujący wypowiedź prof. Andrzeja Nowaka - żeby nie powtarzać obelżywych słów zawartych w jego tytule, unikam jego podawania... 

Eksperyment Ascha - pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Ascha



Z tak zredagowanego tytułu można wnioskować, że takie jest zdanie pana profesora na temat polskości - nie, nie jest. 

Z kontekstu wypowiedzi wynika, że te słowa to: "podpowiedź z Moskwy, albo z innych stolic".

Z reguły jest tak, że w tytule artykułu zamieszcza się jakby streszczenie treści, ujmuje się sam rdzeń tematu, tutaj efekt wzmacniają zwrot "kolejne mocne słowa prof. Nowaka". Zwyczajowa hasłowość tytułu trafia do czytelników zwartym jednoznacznym komunikatem i może się utrwalać, więc kłamliwe, krzywdzące, obrażające nas słowa nie powinny być tak wybiórczo traktowane i umieszczane w tytułach...

To tak, jakby sama redakcja gazety nazwała nas głupimi lub faszystami.



Prof. Andrzej Nowak był gościem Roberta Mazurka. Dziennikarz poprosił historyka z Zakładu Historii Europy Wschodniej Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego, o ocenę kondycji polskiej debaty historycznej. Rozmówca wskazał na nazwisko Piotra Zychowicza, którego ostro skrytykował. Prof. Nowak zarzucił Zychowiczowi, że jego książki są pisane dla taniej sensacji i współgrają z propagandą Kremla oraz Berlina.


Prof. Nowak: Wyraziłem swoją krytyczną opinię

Teraz popularny historyk wraca do tematu. We wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych stwierdził, że punktem wyjścia do rozmowy w Kanale Zero była "zabawa", jaką urządzili sobie w karnawale włodarze miasta Radomia z okazji zbliżającej się, 50 rocznicy pacyfikacji protestu robotniczego w Czerwcu 1976. Przy okazji nawiązał do swojego sporu z Piotrem Zychowiczem.
[...]
Historyk nie odniósł się jednak do oświadczenia, jakie wczoraj wieczorem wystosował Piotr Zychowicz.

"Kto skuteczniej opluje polską przeszłość?"

W dalszej części wpisu historyk stwierdził, że w rozmowie skrytykował też o "tzw. elitach współcześnie dominujących nad światkiem polskiego filmu i serialowych treści".

Jego zdaniem świat kultury nagradza obecnie jedynie prace ukazujące Polskę w ciemnych barwach. "Polskość [dla elit – red.] to nienormalność. Polska walka o wolność – szyderstwo (jak z tym Czerwcem 1976 w Radomiu, jak z całkowicie zaprzepaszczoną pamięcią o wielkiej w skali światowej Solidarności, albo o rzeczywistym polskim wkładzie w pokonanie Niemiec hitlerowskich). Polskość to głupota, albo faszyzm – jak podpowiadają z Moskwy, albo z innych stolic. Dlaczego mamy to powtarzać, konkurować w dyscyplinie: kto skuteczniej opluje polską przeszłość, naszą tożsamość? Oczywiście to plucie zawsze nazwane jest „krytycznym namysłem”… Cóż, zatem ja pozwalam sobie na krytyczny namysł nad takimi krytykami" – dodał.

----


"Kto skuteczniej opluje polską przeszłość? - powtarzanie negatywów - sprawdź jeszcze raz: eksperyment Asha


"Polskość to nienormalność" - ta fraza jest cytatem z Donalda Tuska.

Dzisiejszy premier Polski napisał te słowa w krótkim eseju do czasopisma ZNAK - nr 11-12 (nr 382-383) z 1987 roku.





Całość publikuję na końcu posta. 


Dlaczego redaktorzy zaingerowali w treść notatki prof. Nowaka i opatrzyli ją komentarzem "dla elit" - nie mam pojęcia. To jest zdanie Donalda Tuska o sobie, o tym, co ON myśli o Polsce, a nie o elitach.

"Polskość [dla elit – red.] to nienormalność."

Po co oni to robią? 

Proponuję zajrzeć do swoich notatek i tę gazetę zakreślić w czerwoną obwódkę...



za fb:

Profesor Andrzej Nowak

20 godz. ·
https://www.youtube.com/watch?v=VZce4z82t3Q&t=5645s

W ponad dwugodzinnej rozmowie w programie redaktora Roberta Mazurka na Kanale Zero mieliśmy poruszać tematy tylko historyczne. Punktem wyjścia była „zabawa”, jaką urządzili sobie w karnawale włodarze miasta Radomia z okazji zbliżającej się, 50 rocznicy krwawej pacyfikacji protestu robotniczego w Czerwcu 1976. „Wesołe” przebieranki w zomowców, żarty z pałowania, z ofiar. Czy tak powinniśmy się bawić historią, naszą historią? A może tak, jak proponuje red. Piotr Zychowicz w swoich książkach? Tu „lekka” teza, że to „Polacy uratowali bolszewizm i zmarnowali szansę na budowę imperium” w roku 1919, w innej książce żal, że jednak Polska nie sprzymierzyła się z Hitlerem i nie poszła na Moskwę (może wczesniej razem na Paryż)? Cóż, wyraziłem swoją krytyczną opinię o tym sposobie żonglowania przeszłością. Ba, pozwoliłem sobie także na krytyczną opinię o tzw. elitach współcześnie dominujących nad światkiem polskiego filmu i serialowych treści – elitach nagradzających niezmiennie nudne, zawsze takie same produkcyjniaki o tym, jak patologiczna jest polska rodzina, jak ohydna, a w najlepszym razie groteskowa jest polska historia, jak obrzydliwe w każdym aspekcie jest „polactwo”.

Przytoczyłem jako kontrapunkt niedawno obejrzany serial czeski: „Tajemnice Pragi”. Kryminał osadzony w latach 20. XX wieku. Czechy są w nim najpiękniejszym, najbardziej eleganckim krajem świata, Czeszki i Czesi – najlepiej ubranymi ludźmi – sama radość dla oczu. I czy to jest nudne? Wręcz przeciwnie. Bardzo zachęcam – do oglądania i naśladowania.
 
Ale u nas – nie. Polskość to nienormalność. Polska walka o wolność – szyderstwo (jak z tym Czerwcem 1976 w Radomiu , jak z całkowicie zaprzepaszczoną pamięcią o wielkiej w skali światowej Solidarności, albo o rzeczywistym polskim wkładzie w pokonanie Niemiec hitlerowskich). Polskość to głupota, albo faszyzm – jak podpowiadają z Moskwy, albo z innych stolic.
 
Dlaczego mamy to powtarzać, konkurować w dyscyplinie: kto skuteczniej opluje polską przeszłość, naszą tożsamość? Oczywiście to plucie zawsze nazwane jest „krytycznym namysłem”… Cóż, zatem ja pozwalam sobie na krytyczny namysł nad takimi krytykami. Dedykuję im mądrość mistrza Wincentego, pierwszego polskiego historyka, który zawsze podkreślał potrzebę szacunku i wdzięczności wobec tego, co zostawili nam przodkowie.
 
A co do krytyki? Oddajmy mistrzowi Wincentemu, głos sprzed 800 lat do nas skierowany: „[…] obawiam się, żebyśmy więcej, niż to jest słuszne, nie starali się podobać sobie samym. Boję się, byśmy nazbyt wzajem sobie nie potakiwali, żeby w chwili, gdy się głupio do siebie uśmiechamy, jeszcze głupsza przyczyna niepodobania się sobie wzajem nam nie urągała. Albowiem przymilnością wykarmiamy głupotę, a mówieniem na przekór – roztropność; ganiący jednak niech będzie przyjazny i mądry; to błędy z miłością poprawi, to łając przypomni; niech pochopnie nie obszczekuje jak bezwstydna zjadliwość, która sęka w trzcinie poszukuje i dziury w całym; niech raczej pamięta zarówno o swoim, jak i o naszym człowieczeństwie, i o tym, że w ludzkim rozeznaniu nie ma nic doskonałego”.



---------


Poniżej będzie edytowalna wersja eseju Donalda Tuska -
skopiowanie z pdf do edytora skończyło się utratą znaków diakrytycznych, co poprawiła mi AI Gemini - szybko sprawdziłem tekst i niezauważyłem, żeby coś pozmieniała, więc chyba jest to dobra kopia.


Zwracam uwagę na kilka rzeczy:

- przy jednym zdaniu w tekst zaingerowała cenzura:
  "Wolność jest w nim wartością najwyższą [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 poz. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem"

Zajrzałem do ustawy:  Ustawa z dnia 31 lipca 1981 r. o kontroli publikacji i widowisk

Art. 2 - Korzystając z wolności słowa i druku w publikacjach i widowiskach nie można:
6) nawoływać do popełnienia przestępstwa lub je pochwalać,

no, ciekawe, co tam napisał...


- Tusk cytuje fragment z Andrzeja Bobkowskiego, gdzie min. jest zdanie: "Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka?"  z opisem: "ile w nich trafnych uwag o polskości!" Tusk napisał ten tekst w wieku 30 lat, a sprawa "dziadka z Wehrmachtu" pojawiła się 18 lat później w 2005 roku.

- w moim odczuciu autor - brzydzi się Polską 

- strona demagog.org.pl jakoby zajmująca się fake newsami,  twierdzi, że przytaczanie słów Tuska to  manipulacja







demagog.org.pl:

Tusk uważa, że „polskość to nienormalność”? Manipulacja
Słowa Donalda Tusk zostały wyrwane z kontekstu.

Na TikToku została opublikowana grafika, na której cytat z Donalda Tuska przedstawiono jako dowód na jego niechęć do Polski i Polaków. Świadczyć mają o tym słowa polityka, że „polskość to nienormalność”.

Słowa Donalda Tuska pochodzą z artykułu sprzed blisko 40 lat pt. „Polak rozłamany”. Na grafice widać jedynie fragment tego artykułu, w którym polityk krytycznie przedstawił postawę Polaków wobec rzeczywistości (s. 191).

Publikacja Donalda Tuska nie dotyczyła krytyki Polski i polskości. Obecny premier odpowiadał w tekście na pytanie numeru – „Czym jest Polskość?”. Aby to wyjaśnić, Donald Tusk przedstawił postawę Polaków wobec rzeczywistości jako różną od tej, która dominuje na świecie.


Wydaje mi się, że ten tekst demagoga napisała AI.


Otóż nie jest to manipulacja i słowa Donalda Tuska nie zostały wyrwane z kontekstu. To tylko demagog tak fałszywie twierdzi. Ta strona nie pierwszy raz pisze nieprawdę.



Zadanie postawione przez ZNAK było takie: 

WOKÓŁ POJĘCIA POLSKOŚCI
ANKIETA ZNAKU

Na wiosnę 1987 roku zwróciliśmy się do kilkudziesięciu osób z listem zawierającym pytanie: „Jakie wyobrażenia, stereotypy, skojarzenia historyczne, kulturowe i religijne wiąże Pan z pojęciem polskości?”, próbę uzasadnienia jego sensu i prośbę o odpowiedź możliwie krótką i ex abrupto.
W tym ambitnie sformułowanym pytaniu zabrakło nacisku na osobiste przeżywanie i kształtowanie własnego poczucia polskości. Szczęśliwie nie zabrakło tego aspektu w odpowiedziach. Poniżej drukujemy pierwszą część głosów nadesłanych do dnia zamknięcia tego numeru, ułożywszy je w alfabetycznym porządku. Wyjątek czynimy tylko dla nieco obszerniejszych wypowiedzi Emanuela Rostworowskiego i Mieczysława Porębskiego, umieszczonych odpowiednio na początku i na końcu tego bloku. Większość tytułów pochodzi od redakcji.



Więc nieprawdą jest, że autorzy pisali swoją opinię o Polakach - oni pisali o własnym odczuwaniu polskości - choć różni autorzy różnie się z tego zadania ZNAK-u wywiązali...

I tak np. z tekstu Władysława Terleckiego:
"Polskość jest dla mnie fenomenem umożli­wiającym życie na dwóch jakby poziomach.."

Józef Czapski:
"Jest mi bardzo trudno mówić o polskości – bo moja polskość narastała w nieoczekiwany sposób", "Ale dlaczego Polska, jej niepodległość, okazały się takie dla mnie ważne?"

Jerzy Jedlicki
"Chcecie, żebym Wam ex abrupto opowiedział, co mi się kojarzy z pojęciem polskości"

Andrzej Kuśniewicz
"Dla mnie osobiście na stare lata – pozostały dawne wspomnienia, różne symbole, stare fotografie i książki, pamięć melodii, słów i krajobrazów zapamiętanych z lat młodości, wciąż żywe mimo upływu lat"

Jarosław Marek Rymkiewicz
"Co się dla mnie wiąże z pojęciem polskości? Wszystko. Czym jest dla mnie polskość? Wszystkim" "Ponieważ wszystko jest dla mnie polskością"

Henryk Samsonowicz
"W moim odczuciu »polskość« stanowi zbiór niektórych cech wyróżniających naród, do którego się zaliczam"



Na stronie 215 znajdują się kilkuwersowe noty o uczestnikach ankiety - ta jest najkrótsza:
DONALD TUSK, ur. 1957 w Gdańsku, historyk. Publikował m.in. w „Samorządności”, „Pomeranii” i „Gwieździe Morza




Tak więc trudno nawet mówić o wyrwaniu z kontekstu, bo cały tekst Tuska to jest jakby jeden wielki "kontekst" - w prawie każdym zdaniu Tusk wyraża swoją odrazę do polskości, a słowa „Polskość to nienormalność"  to kwintesencja tego krótkiego tekstu. Tusk nie przedstawia postawy Polaków wobec rzeczywistości, tylko pisze o sobie i o swoich osobistych ocenach: z czym mu się polskość kojarzy..

Czemu Tusk jest tak broniony? Przekonamy się z czasem...




Demagog, to ktoś, kto stosuje w swych wypowiedziach - demagogię.

Demagogia (gr. dēmagōgía – prowadzenie ludu) – wpływanie na opinię publiczną w celu pozyskania i utrzymania zwolenników za pomocą nierealnych obietnic oraz zwodniczych haseł.
Demagogia rozwinęła się już w starożytnej Grecji, lecz pierwotnie miała nieco inne niż współcześnie znaczenie. Po grecku znaczy to „prowadzący lud”. Nazywano tak doskonałych mówców potrafiących wpływać na decyzję zgromadzenia ludowego.
Współcześnie oznacza to kłamanie na rzecz wygranej w wyborach lub schlebianie wyborcom, np. rozdawanie tzw. kiełbas wyborczych. Za demagogię uważane są kłamstwa, składanie popularnych i efektownych, ale niedających się spełnić obietnic, albo składanie obietnic bez intencji ich realizacji, schlebianie masom, szukanie kozła ofiarnego, stosowanie nielogicznych, ale przekonujących argumentów.


Tak więc nazwa tej strony świetnie odzwierciedla to, co w sobie zawiera - zwodnicze hasła, stosowanie nielogicznych argumentów... A jednocześnie z nazwy wynika, że strona ta stawia sobie za cel prowadzenie ludu...

Jak ktoś jeszcze nie ma, to stronę demagoga proponuję zapisać sobie w kajecie - w czerwonej obwódce...






Donald Tusk, „Polak rozdarty” (1987)

Polskość jako zadany temat... Wydawałoby się: tylko usiąść i pisać. A tu pustka, tylko gdzieś w oddali przetaczają się husarie i ułani, powstańcy i marszałkowie, majaczą Dzikie Pola i Jasna Góra, dziejowe misje, polskie miesiące, zwycięstwa i klęski. Zwycięstwa? Jak wyzwolić się z tych stereotypów, które towarzyszą nam niemal od urodzenia, wzmacniane literaturą, historią, powszechnymi resentymentami? Co pozostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń?

„Polskość to nienormalność – takie skojarzenie narzuca mi się z bolesną uporczywością, kiedy tylko dotykam tego niechcianego tematu. Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać, a zrzucić nie potrafię (nie chcę mimo wszystko?), wypaliły znamię i każą je z dumą obnosić. Więc staję się nienormalny, wypełniony do granic polskością, i tam, gdzie inni mówią człowiek, ja mówię Polak; gdzie inni mówią kultura, cywilizacja i pieniądz, ja krzyczę Bóg, Honor i Ojczyzna (wszystko koniecznie dużą literą); kiedy inni budują, kochają się i umierają, my walczymy, powstajemy i giniemy. I tylko w krótkich chwilach przerwy rozważamy nasz narodowy etos odrobinę krytyczniej, czytamy Brzozowskiego i Gombrowicza, stajemy się normalniejsi.

Jest jakiś tragiczny rozziew w polskości – między wyobrażeniem a spełnieniem, planem a realizacją. Jest ona etosem pechowców, etosem przegranych i zarazem niepogodzonych ze swą przegraną. Wolność jest w nim wartością najwyższą – [----] [Ustawa z dnia 31 VII 1981 r. O kontroli publikacji i widowisk, art. 2 pkt 6 (Dz. U. nr 20 poz. 99, zm.: 1983 Dz. U. nr 44 po,z. 204)] porywa się na czyny wielkie z mizernym zwykle skutkiem. Polskość w rzeczywistości samej jest nieadekwatną do ponurej rzeczywistości projekcją naszych zbiorowych kompleksów. Piękniejsza od Polski, jest ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej. I dlatego tak często nas ogłupia, zaślepia, prowadzi w krainę mitu. Sama jest mitem.

Tak, polskość kojarzy się z przegraną, z pechem, z nawałnicami. I trudno, by było inaczej. „Czym jest nasze życie? – pisał Andrzej Bobkowski w Szkicach piórkiem (ile w nich trafnych uwag o polskości!). – Nawijaniem na kawałek tekturki krótkich kawałków nitki bez możności powiązania ich ze sobą. Gdzie mam szukać metryki urodzenia mojego dziadka? Gdzie odnaleźć ślad prababki? Do czego przyczepić cofającą się wstecz myśl? Do niczego – do opowiadań, prawie do legend tego kraju, który wynajął sobie w Europie pokój przechodni i przez dziesięć wieków usiłuje urządzić się w nim z wszelkimi wygodami i ze złudzeniem pokoju z osobnym wejściem, wyczerpując całą swą energię w kłótniach i walkach z przechodzącymi. Jak myśleć o urządzeniu tego pokoju ładnymi meblami, bibelotami, serwantkami, gdy błocą ciągle podłogę, rozbijają i obtłukują przedmioty? To nie jest życie – to ciągła tymczasowość życia motyla i dlatego w charakterze naszym jest może tyle cech przypominających tego owada. Jakim cudem mamy być mrówkami?..”

Gdy spisuję te luźne uwagi, czuję w każdym momencie, że coś umyka, że z wielkim trudem formułuję nawet banalne myśli. Refleksja zniekształcona jest nastrojem, emocją, a i te są zmienne. Bo choć polskość wywołuje skojarzenia kreślone przez historię, jest ona także przecież dzianiem się, jest niepewnym spojrzeniem w przyszłość. I szarpię się między goryczą i wzruszeniem, dumą i zażenowaniem. Wtedy sądzę – tak po polsku, patetycznie – że polskość, niezależnie od uciążliwego dziedzictwa i tragicznych skojarzeń, pozostaje naszym wspólnym świadomym wyborem.”

Donald Tusk







Żeby nie kończyć posta takim paskudztwem, ze strony 167 wydawnictwa ZNAK przytoczę jeszcze słowa Erwina Kruka....


Lustrem polskości jest polszczyzna. 

Można by przytaczać przykłady i analizować, w jakich okresach i warunkach objawiała ona swą wielkość, a kiedy i dlaczego przypominała kiepskie narzędzie. W naszej współczesności, targanej różnymi sprzecznościami, sporo zamętu wprowadziło zjawisko „nowomowy”, zarówno w sferze idei, jak i pojęć. 

Polskie kryzysy polityczne i gospodarcze – a już najpełniej robotniczy protest z Sierpnia ’80 – uprzytomniły społeczeństwu, że najgłębszym kryzysem jest kryzys wartości, zwłaszcza jeżeli są one relatywne, podmieniane. 

W ostateczności bowiem ów „dwujęzyk”, funkcjonujący w przestrzeni życia społecznego, zamazywał obraz rzeczywistości, a częstokroć też świat wartości moralnych. Dla mnie więc, choćby z tych tylko powodów, polskość jawi się jako społeczna potrzeba głębszego zakorzenienia się w tych wartościach, które nie tylko organizują zbiorowe emocje, ale przejawiają się także w działaniach, tworzących zarówno społeczność obywatelską, jak i przybliżających – by użyć słów Norwida – „moralne zjednoczenie”.









źródła:


























Ai nie chce....









cytatu musiałem poszukać na piechotę









dorzeczy.pl/opinie/845081/prof-nowak-wraca-do-sporu-z-zychowiczem-skrytykowal-tez-elity-iii-rp.html
argo.neon24.net/post/72663,czym-jest-polskosc
demagog.org.pl/fake_news/tusk-uwaza-ze-polskosc-to-nienormalnosc-manipulacja/
pl.wikipedia.org/wiki/Dziadek_z_Wehrmachtu


ZNAK:

old.mbc.malopolska.pl/dlibra/docmetadata?id=63063&from=publication


isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19810200099/O/D19810099.pdf

isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU19830440204/O/D19830204.pdf

pl.wikipedia.org/wiki/Eksperyment_Ascha


Prawym Okiem: Tusk: „Musimy zaakceptować naszą niemiecką przeszłość”



środa, 28 stycznia 2026

Systemowe niszczenie wspólnoty



No tak, facet ma oczywiście rację - podkreślanie płci anihiluje takie słowa jak 

mieszkańcy

zastępując je słowami: mieszkanki, miesz...kańcy.

Tu nie chodzi o "równość" tylko o to, by wyciąć z języka pojęcia określejące nas jako wspólnotę - gdańszczanie, Mazowszanie, nauczyciele, lekarze, sprzedawcy, Polacy... 
Metoda małych kroków - to plan, żeby za dwa pokolenia Polacy byli dla siebie jak obce nacje...
Czy widzisz jaki ważny jest język jakim posługujemy się na codzień - i dbałość o niego?

Precz z reformą ortografii!






przedruk

Gdańszczanki, gdańszczanie, osoby gdańskie



Sztuczność języka

Tak się ciekawie składa, że w językach z gramatyczną płcią – jak polski czy np. francuski – forma męska jest używana jako uniwersalna i domyślna – zarówno odnosząc się do różnych zawodów, jak i zbiorowości. Wynika to z wielu czynników, ale dla skrócenia tego tekstu skupię się przede wszystkim na jednym: ułatwianiu posługiwania sie danym językiem. 

Chcemy jakąś myśl przekazać szybko, sprawnie i skupić się na jej meritum – to jest celem. Bo właśnie, kluczowym jest to, że komunikujemy się z ludźmi po to, żeby coś im przekazać. Słowo jest jedynie nośnikiem myśli, a nie myślą samą w sobie 

Dla przykładu: w języku polskim, słowo „lekarz” odnosi się do profesji, a nie jakiejś abstrakcyjnej postaci lekarza. Mówiąc „idę do lekarza” skupiamy się na tym, co my planujemy zrobić, a nie kim prywatnie jest osoba, do której się udajemy. Mamy tu do czynienia z uniwersalizmem, który nikogo i niczego nie wyklucza – on jedynie ułatwia nam przekazanie myśli, dla której płeć nie ma większego znaczenia. Znaczenie ma to, gdzie idziemy. 

Kiedy zaczynamy skupiać się nadmiernie na płci, zamiast na kompetencjach danej jednostki, skupiamy się na tym, co ma między nogami. Oczywiście, czasem to ma znaczenie, ale my nie o takich sytuacjach tu mówimy. Jeśli robimy to dodatkowo tak nachalnie jak niektórzy czołowi gdańscy politycy, język staje się rytualny i męczący. Tworzy się w nas poczucie, że nie da się już normalnie niczego powiedzieć bez rytualnego tańca nad ogniskiem, który w tym przypadku jest używaniem zwrotu „Mieszkanki i mieszkańcy”. 

Dzielimy tam gdzie dzielić nie trzeba. To tak jak z Katonem Starszym, który po każdym swoim występie dodawał na końcu: „Poza tym uważam, że Kartaginę należy zniszczyć.” Była to jawna deklaracja polityczna, a nie jakieś tam luźne wtrącenie. 



Polaryzacja 

Usilne używanie jednocześnie form męskich i żeńskich wtedy, kiedy nie są one kluczowe dla clou komunikatu, daje często nad wyraz mocny polaryzacyjny efekt. 


„Mieszkanki i mieszkańcy” jest tu statementem, który jest dodatkowo wzmacniany tym, że za każdym razem stawia się na pierwszym miejscu formę żeńską, jakby celowo starając się wzmocnić jedną płeć kosztem drugiej. To polaryzuje. Zwłaszcza wszystkich tych, którzy jak ja głęboko wierzą, że tak na prawdę wszyscy jesteśmy niemalże tacy sami.

Dezintegracja 

Czymże jest ciągłe podkreślanie istnienia różnych płci, jak nie tworzeniem niepotrzebnych podziałów w społeczeństwie? Czymże to jest, jak nie ciągłym wskazywaniem, że są oni i są one, jakbyśmy tego nie wiedzieli. Że mieszkanki to nie mieszkańcy, a mieszkańcy to nie mieszkanki? 

Dezintegrujemy w tej sposób społeczeństwo w niezwykle prostacki sposób. 

Dla przykładu dam wam tytuł jednego ze świeżych artykułów z propagandowego portalu gdańsk*pl, który dziś zauważyłem: „Interwencja Kryzysowa MOPR bardziej dostępna dla mieszkanek i mieszkańców”. 

Na co w tytule takiego artykułu powinno położyć sie akcent? Lepsza dostępność interwencji kryzysowych MOPR. Czy używanie formy męskiej i żeńskiej pełni tu jakąkolwiek funkcję, oprócz bycia narzędziem w tworzeniu inkluzywnego społeczeństwa?

Szkoda tylko, że jest to tworzenie inkluzywności przez dezintegracje i pogłębianie często wybitnie niemądrych podziałów. Zamiast łączyć dzielimy. Pokazujemy, że może i jesteśmy jednym społeczeństwem, ale z bardzo konkretnie przebiegającą linią podziału – tak, jakbyśmy wciąż żyli w ciemnych czasach, gdzie to faktycznie płeć była główną cechą determinującą czyjeś życie. 


Wyrazistość płci

Jak już wyżej napisałem, uporczywe skupianie się na używaniu obu form – męskiej i żeńskiej – powodować może, że robimy szum w przekazie. Zamiast być precyzyjnym, język zamienia się w pole walki. Nie to, co za jego pośrednictwem przekazujemy, a język sam w sobie staje się mieczem. Następuje zdominowanie przekazu przez kanał komunikacji i zbędny szum. W pewien sposób literki stają się ważniejsze niż słowa, które one tworzą. 


Wyobraźcie sobie każdą regułę BHP, albo regulamin każdej usługi, które często podpisujemy, nasączone tym tak, jak to robią często nasi gdańscy politycy. Niektórych z tych rzeczy już w obecnych formach nie da się czytać, a co jakby nałożyć na to extra warstwę fałszywego budowania inkluzywności. Obawiam się, że w paru sferach życia niedługo i tak się dowiemy. 

Pojawia się tu termin, który w psychologii nazywa się „gender salience”. Kiedy słyszymy ciągle obie formy, nasz mózg podświadomie zaczyna szukać różnic między nimi. Stają się one dla niego tworem znacznie bardziej wyrazistszym aniżeli to było wcześniej. Naturalnym staje się dla niego to, że skoro ten podział cały czas się pojawia, to z pewnością są ku temu konkretne powody. 

Zjawisko to sprawia, że zaczynamy postrzegać ludzi przede wszystkim przez pryzmat przynależności do kategorii „kobieta” lub „mężczyzna”, zamiast przez indywidualne cechy charakteru czy kompetencje. Nawet jeśli wcześniej tak tego nie widzieliśmy. Efekt? Totalnie odwrotny od zamierzonego, jak sami możecie się domyśleć 


Słowem podsumowania 

Czy możemy uznać zatem, że usilne wprowadzanie inkluzywności do naszego języka przynosi lub może przynieść jakieś pozytywy? Zaznaczam, że mówię tu o inkluzywności objawiającej się ciągłym używaniem form męskich i żeńskich, kiedy to jest totalnie zbędne? Czy jest to jedynie kolejne narzędzie używane przez polityków i ich przybocznych do podkreślania ich postępowości i odcinania od tego kuponów? Niestety, postępowości, która wprost depcze to, czym nasz język zawsze był i czemu służy? Jak się zapewne już domyślacie, moim skromnym zdaniem nie ma w tym wszystkim absolutnie nic pozytywnego, a wręcz jest to jedno z bardziej negatywnych działań wprost tworzących podziały między nami, zamiast je burzących. 

Niczego dobrego to nie kreuje, a wręcz przeciwnie. Czemu więc oni wszyscy – począwszy od prezydent Dulkiewicz, przez radnych i urzędników niższego szczebla, na lokalnym portalu propagandowym kończąc – to robią? ‍Klasyk odpowiedziałby: „nie wiem, choć się domyślam”, ale ja klasykiem nie jestem. 

Dla mnie to wszystko wynika po prostu z ich bardzo płytkiego podejścia do tematu społeczeństwa, łączenia nas w całość, spajania, wątpliwego szacunku do języka ojczystego i… niestety, często też wybitnie wąskich horyzontów intelektualnych. Tak tak moi mili – osoby o takich deficytach też są między nami, nie ma co się oszukiwać, że jest inaczej. Pytaniem otwartym jest jednak to, czy muszą oni mieć tak znaczący wpływ na nasze życie – nawet w sferach tak podstawowych, jak język i świat który on przedstawia? Ano właśnie. Wybaczcie, że tak długo, ale jak setny raz w ciągu ostatnich paru dni usłyszałem tę frazę, to coś we mnie pękło, więc chciałem się tym z wami podzielić. 

Sebix





całość tutaj:

gdanskstrefa.com/jezyk-inkluzywny-w-gdansku-krytyka-zjawiska/