Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cyfryzacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cyfryzacja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 stycznia 2026

Smartfony - degradacja ludzkości





2019 r. - "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego"
2021 r. - "Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych"
                   "Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia"

2024 r. - "dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu"


2026 r. - "dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce"
                   "37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania"

                   "coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi"

                    "około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet"





przedruki
tłumaczenie automatyczne


Zakazać telefonów w szkołach, mówi minister Nick Gibb

2 lutego 2019
Chris Mason


Uczniowie powinni mieć zakaz zabierania smartfonów do szkoły, powiedział minister ds. standardów szkolnych w Anglii BBC. Nick Gibb zabrał głos przed publikacją przez rząd nowych wytycznych dla szkół, które mają dotyczyć bezpieczeństwa w internecie, mediów społecznościowych i gier online.

Oczekuje się, że dzieci powinny być uczone ograniczania czasu spędzanego online. Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły. Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Patsy Kane, dyrektorka wykonawcza w Education and Leadership Trust w Manchesterze, powiedziała, że plan pana Gibba "mija się z tym, jak fantastycznie przydatne mogą być telefony komórkowe do nauki." Powiedziała BBC Breakfast, że jej wieloakademicki fundusz wspiera odpowiedzialne korzystanie ze smartfonów podczas lekcji oraz że nauczyciele usuwają te urządzenia, jeśli są używane niewłaściwie w czasie lekcji.

Dodała: "Obecnie jest fantastyczny wybór aplikacji do powtórek – a uczniowie są naprawdę zmotywowani, by z nich korzystać."

Związek zawodowy reprezentujący dyrektorów wyraził sceptycyzm wobec całkowitych zakazów.

Ale pan Gibb powiedział: "Wiele szkół już podjęło decyzję o zakazie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
"Chociaż to wyraźnie sprawa dyrektora, moim zdaniem szkoły powinny zakazać uczniom wnoszenia smartfonów do szkoły lub klasy."
Katie Ivens z Campaign for Real Education powiedziała, że popiera zakaz chodzenia do klas, ale uczniowie powinni mieć prawo nosić telefony do i ze szkoły ze względów bezpieczeństwa.
To, co nazywa się "edukacją relacji", stanie się obowiązkową od września 2020 roku, a szkoły będą zachęcane do jej nauczania od września tego roku.

"Czas równoważenia"

Latem zeszłego roku rząd opublikował projekt wytycznych dotyczących sposobu wdrożenia tego rozwiązania.
"Dzieci i młodzież dorastają w coraz bardziej złożonym świecie i żyją płynnie zarówno online, jak i offline" – napisano.
Jednak uznano, że choć stwarza to "wiele pozytywnych i ekscytujących możliwości", to jednak pojawiają się także "wyzwania i ryzyka".

Od czasu publikacji dokumentu, który stwierdzał, że "uczniowie powinni być uczeni o korzyściach płynących z równoważenia czasu spędzanego w pracy i offline", otrzymano ponad 11 000 odpowiedzi na ten dokument, a wkrótce spodziewane są nowe wytyczne.

"Dzieci nie powinny spędzać godzin na smartfonach czy iPadach. Internet oczywiście przynosi ogromne korzyści i nie ma nic szkodliwego w spędzeniu czasu online," powiedział pan Gibb.

"Ale jeśli czas spędzany przez dzieci na mediach społecznościowych lub graniu w gry komputerowe staje się zbyt duży, to odbiera im czas na rozmowy z rodzicami, ćwiczenia, odrabianie lekcji czy zabawę z przyjaciółmi.
"To odbiera ilość snu i odpoczynku dzieci, przez co następnego dnia przychodzą do szkoły zmęczeni i nie mogą się skupić."

Minister, który spędził ponad sześć lat w Departamencie Edukacji, dodał: "Zapewnienie dzieciom możliwości samodzielnego korzystania ze smartfonów i mediów społecznościowych staje się coraz ważniejszą umiejętnością życiową, której muszą się nauczyć."

Jednak związek NAHT, reprezentujący liderów szkół, stwierdził, że zakaz zabierania uczniom telefonu komórkowego do szkoły może być nieproduktywny.

Składając zeznania przed Komisją ds. Nauki i Technologii Izby Gmin w październiku ubiegłego roku, starsza doradczyni ds. polityki związku, Sarah Hannafin, powiedziała: "Zakazy telefonów komórkowych z pewnością działają w niektórych szkołach, ale nie ma jednej polityki, która zadziała dla wszystkich szkół.

"Całkowite zakazanie telefonów komórkowych może powodować więcej problemów niż rozwiązywać, powodując użycie telefonów "pod ziemią" i sprawiając, że problemy są mniej widoczne i oczywiste dla szkół."

Dodała: "Ostatecznie szkoły przygotowują młodych ludzi do świata zewnętrznego, dając im świadomość i strategie odpowiedzialnego monitorowania korzystania z ekranu oraz zdolność do identyfikowania i radzenia sobie z negatywnymi skutkami lub problematyczną treścią, z którą się spotykają."



-------

Telefony komórkowe powinny być zakazane w szkołach - Gavin Williamson

7 kwietnia 2021
Cristina Criddle

Telefony komórkowe powinny zostać zakazane w szkołach, ponieważ lockdown wpłynął na "dyscyplinę i porządek" dzieci, ostrzegł sekretarz edukacji.

Gavin Williamson powiedział The Telegraph, że telefonów nie powinno się "używać ani oglądać w ciągu dnia szkolnego", choć powiedział, że szkoły powinny ustalać własne zasady.

Telefony mogą pełnić rolę "wylęgarniska" cyberprzemocy, a media społecznościowe mogą szkodzić zdrowiu psychicznemu, dodał.
"Teraz czas schować ekrany, zwłaszcza telefony komórkowe," napisał.
"Technologia okazała się nieoceniona w utrzymaniu dzieci w nauce podczas lockdownów i wspieramy jej stosowanie" – powiedział.
"Poza klasą korzystanie z telefonów komórkowych odciąga uwagę od zdrowego ruchu i tradycyjnej zabawy.
"Co gorsza, jest to położem do cyberprzemocy i niewłaściwego korzystania z mediów społecznościowych.
"Chociaż każda szkoła powinna ustalać własną politykę, stanowczo wierzę, że telefony komórkowe nie powinny być używane ani widziane w ciągu dnia szkolnego i będę wspierać dyrektorów, którzy wdrożą takie zasady."

Rząd będzie konsultował w sprawie pomocy dyrektorom w usuwaniu telefonów ze szkół jeszcze w tym roku, dodał. Zdecydowana większość szkół już ma przepisy ograniczające korzystanie z telefonów podczas lekcji, według danych z aplikacji Teacher Tapp, która codziennie przeprowadza ankiety wśród około 8 500 nauczycieli. Według aplikacji około połowa szkół średnich i większość szkół podstawowych nie pozwala na korzystanie z telefonów podczas przerw lub przerw obiadowych.

"Prawdziwym problemem zwróconym przez nauczycieli szkół średnich jest niespójne stosowanie zasad i sankcji, a nie zawsze jest jasne, czyja odpowiedzialność spoczywa za usunięcie telefonu lub czy mają na to pozwolenie" – powiedziała Laura McInerney, współzałożycielka Teacher Tapp.

"Jak sekretarz edukacji zmieni ten problem, nie jest od razu jasne."

Polityka szkoły
Szkoły mają prawo zakazywać wnoszenia telefonów na teren szkoły.
Jednak polityka rządu jest taka, że to dyrektorzy szkoły muszą ocenić, czy jest to właściwe.
Zakaz ten był wcześniej popierany przez Nicka Gibba, ministra ds. standardów szkolnych, Matta Hancocka, byłego sekretarza kultury i obecnego ministra zdrowia, oraz Amandę Spielman, głównego inspektora Ofsted.

Jednak w Wielkiej Brytanii nie wprowadzono żadnych przepisów egzekwujących tę zasadę.
We Francji prawo zabrania dzieciom korzystania z telefonów na terenie szkoły.
A na początku tego roku chińskie Ministerstwo Edukacji ogłosiło, że uczniowie nie będą mogli przynosić telefonów do szkoły bez pisemnej zgody rodziców.

"Podejście współpracy"
Mica-May Smith z Bright Futures Education, firmy szkoleniowej zajmującej się edukacją, powiedziała, że całkowity zakaz to zły pomysł, "ponieważ dzieci mogą nadal przynosić je do szkoły i ukrywać".
Zamiast tego powinno istnieć "podejście współpracy z obowiązującymi zasadami", w tym wyznaczonymi godzinami i obszarami użytkowania, powiedziała.
"Chodzi o wzbudzenie zaufania i przygotowanie ich do świata dorosłych," dodała.
Telefony powinny być włączone do lekcji jako "fundamentalna część programu nauczania", powiedziała Susan Wessels, zastępczyni dyrektora Framlingham College w Suffolk.
"Szkoły są zaprojektowane, by przygotowywać uczniów do prawdziwego życia" – dodała. "Musimy zachęcać uczniów do konstruktywnego korzystania z telefonów."

'Uzależnienie od telefonu'
Jednak połowa rodziców popiera zakaz używania telefonów, sugerowało badanie przeprowadzone w zeszłym roku przez portal porównujący ceny uSwitch.

Shile Ismaila, blogerka rodzicielska w African Mommy, mówi, że zakaz telefonów "zapobiegnie rozpraszaczom i pomaga dzieciom skupić się na pracy".
"Dzieci spędzały więcej czasu niż zwykle na telefonach podczas pandemii," dodała.
"To był główny sposób, by utrzymać kontakt z rówieśnikami, który teraz mniej więcej przerodził się w uzależnienie."

Pan Williamson pisał także o potrzebie dyscypliny i struktury podczas powrotu dzieci do szkół.
"Chociaż nauka zdalna była ogromnym sukcesem w umożliwieniu dzieciom kontynuowania lekcji w domu, brak regularnej struktury i dyscypliny nieuchronnie wpłynął na ich zachowanie" – powiedział.


-------------


Nadmierny czas przed ekranem sprawia, że dzieci nie nadają się do nauki – nauczyciele


19 lutego 2024


Nauczyciele z Yorkshire ostrzegają, że dzieci są zbyt zmęczone, by się uczyć, ponieważ spędzają zbyt wiele godzin online na telefonach w domu.

W poniedziałek rząd wydał nowe zalecenia dla szkół mające na celu zaprzestanie korzystania z telefonów komórkowych w klasach.
Hannah Feerick, zastępczyni dyrektora w Wales High School w Rotherham, powiedziała: "Zauważamy uczniów, którzy są raczej cichi lub senni w czasie lekcji."
"Spędzają dużo czasu online," dodała.
"Zauważamy też wiele problemów z konfliktami między grupami przyjaciół, gdy są one w kluczowym momencie ich rozwoju.
"Wiele z tego dzieje się online," powiedziała pani Feerick.

Według danych No Phones At Home, które zachęca ludzi do odłączenia się od urządzeń i skupienia się na spędzaniu czasu razem, 55% dzieci posiadało telefon do 11. roku życia, a do 12. roku życia wzrosło do 77%.

Spośród tych dzieci 86% miało konta w mediach społecznościowych, a ta grupa spędzała średnio 2,5 godziny dziennie online, korzystając z telefonów, pokazują dane Community Interest Company.
Na niedawnym spotkaniu w Leeds nauczyciele szkół podstawowych mówili o wpływie spędzania zbyt dużo czasu online na dzieci.

Jeden z nauczycieli powiedział BBC: "Mają trudności z kontaktem z innymi. Są dość samotni."
Inny powiedział: "Brakuje cierpliwości i umiejętności czekania na nagrodę – muszą ją mieć i to teraz."
Trzeci nauczyciel powiedział, że rodzice "nie dostrzegają pełnego wpływu" czasu spędzanego przez dzieci online.

Psycholog z Leeds, Charlotte Armitage, powiedziała, że rodzice muszą zrobić wszystko, by ustalić wyraźne granice dotyczące używania urządzeń.
"Chodzi o równowagę – wszystko z umiarem," powiedziała pani Armitage.
"Wiemy, że usługi zdrowia psychicznego, zwłaszcza dzieci i młodzieży, są absolutnie przeciążone przez dzieci zgłaszające się z problemami psychicznymi.
"Ale możemy temu zapobiec, a wszyscy rodzice mogą zrobić swoje, by zająć się używaniem urządzeń."

Rząd poinformował, że nowe wytyczne dotyczące korzystania z telefonów komórkowych w szkołach są częścią planu "minimalizowania zakłóceń i poprawy zachowań w klasach".

Porada ta pojawiła się prawie trzy lata po tym, jak rząd po raz pierwszy wezwał do zakazu telefonów w szkołach.

Jednak Pepe Di'lasio, dyrektor Wales High School, który jest także nowym sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni, powiedział, że wytyczne "zamykają drzwi długo po tym, jak koń już uciekł".

"Rząd powinien zrobić znacznie więcej, by ścigać te platformy internetowe, do których dzieci mają dostęp i które mogą udostępniać bardzo niepokojące i ekstremalne treści," powiedział pan Di'lasio.
"To jest obszar, na którym musimy się skupić – nie na twardym urządzeniu, nie na problemie posiadania urządzenia w ciągu dnia szkolnego."

---------



Badania pokazują, że słownictwo związane z wysokim czasem spędzanym przed ekranem u małych dzieci

Tom McArthur
Poniedziałek, 12 stycznia 2026, godz. 11:42 


Rodzicom dzieci poniżej piątego roku życia w Anglii należy zaoferować oficjalne porady dotyczące tego, jak długo ich dzieci powinny spędzać na oglądaniu telewizji lub wpatrywaniu się w ekrany komputerów. Rząd zapowiada, że opublikuje pierwsze wytyczne dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla tej grupy wiekowej w kwietniu.

Jest to następujące: Opublikowano badania rządowe 
Wykazano, że około 98% dzieci poniżej dwóch lat codziennie oglądało ekrany – rodzice, nauczyciele i personel przedszkola twierdzili, że dzieciom trudniej jest prowadzić rozmowy lub koncentrować się na nauce.

Dzieci z największym czasem przed ekranem – około pięciu godzin dziennie – podobno potrafiły wypowiedzieć znacznie mniej słów niż te z drugiego końca skali, które oglądały przez około 44 minuty.

Krajowa grupa robocza pod przewodnictwem Komisarz ds. Dzieci w Anglii, Dame Rachel de Souza, oraz doradcy naukowego Departamentu Edukacji, profesora Russella Vinera, opracuje wytyczne po rozmowach z rodzicami, dziećmi i praktykami wczesnoszkolnymi.

Zakres ich pracy zostanie opublikowany w poniedziałek.

Wytyczne pomogą również rodzicom znaleźć alternatywy dla czasu spędzanego przed ekranem dla swoich dzieci.

Badania rządowe wykazały, że w wieku dwóch lat 77% dzieci z rodzin o najwyższych dochodach jest czytanych codziennie, w porównaniu do 32% w rodzinach o najniższych dochodach.
W oświadczeniu sekretarz edukacji Bridget Phillipson powiedziała: "Ekrany są teraz częścią życia rodzinnego. Pytanie, które zadają rodzice, nie dotyczy tego, czy ich używać, ale jak dobrze z nich korzystać."
Pisząc wcześniej w Sunday Times, Phillipson powiedział: "Jak wielu rodziców, miałam wieczory, gdy ulegaliśmy, gdy twoje dziecko chciało 'jeszcze jedno' odcinka swojego ulubionego programu. Ale zaczynamy dostrzegać ryzyko, gdy 'jeszcze tylko jedno' zaczyna się sumować."

Zasugerowała, że rodzice mogliby podzielić się historią na tablecie lub wykorzystać go do edukacyjnych gier.

Felicity Gillespie, dyrektor fundacji charytatywnej Kindred Squared, powiedziała, że "oparte na dowodach" wskazówki dotyczące czasu spędzanego przed ekranem dla rodziców są "spóźnione i bardzo mile widziane".

Sondaż Kindred sugeruje, że 40% rodziców uważa, iż ograniczenie czasu spędzanego przed ekranem pomoże zapewnić przygotowanie dziecka na recepcję. Podkreśla to zapotrzebowanie na praktyczne, zaufane wsparcie w pierwszych latach.

"Musimy zwiększyć publiczne zrozumienie, jak ekrany i urządzenia mogą zakłócać sposób, w jaki niemowlęta i maluchy uczą się najlepiej, czyli poprzez patrzenie na mimikę, rozmowy, śpiew i zabawę" – powiedział Gillespie.

Neil Leitch z Early Years Alliance powiedział, że szeroko popiera plany opracowania wytycznych dotyczących czasu spędzanego przed ekranem dla dzieci poniżej piątego roku życia, ale dodał: "Ważne jest, aby takie wsparcie w tym temacie miało miejsce w znacznie szerszym ramach wytycznych dla rodzin i nauczycieli dotyczących umiejętności cyfrowych i bezpieczeństwa online."

Ogłoszenie to pojawiło się po tym, jak konserwatyści stwierdzili, że Zakazaliby dostęp do platform społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia jeśli zdobędą władzę, obiecując pójść w ślady Australii, która jako pierwszy wprowadziła tę politykę w zeszłym miesiącu.

Sekretarz ds. edukacji w cieni, Laura Trott, powiedziała w programie Today, że "musimy zmienić normę społeczną, by mówić, że dzieci nie są bezpieczne na portalach społecznościowych, to naprawdę dla nich szkodliwe".

Wezwała posłów do poparcia poprawki do ustawy o szkołach, która obecnie jest rozpatrywana w parlamencie, zakazującej używania smartfonów w klasie.

Były premier Rishi Sunak, który pojawił się w poniedziałek w BBC Breakfast, promując swoją nową organizację charytatywną z liczenictwem wraz z żoną Akshatą Murty, powiedział, że sprawa jest "złożona", gdzie "prawdopodobnie nie ma jednej rzeczy, która wszystko poprawi".

"Musimy zadbać, by dzieci w szkole skupiały się na nauce i byciu w szkole, a nie rozpraszały ich telefony i media społecznościowe w klasie," dodał.


--------

Badanie wykazało, że liczba dzieci rozpoczynających szkołę nie są nauczone korzystania z toalety
Wyniki budzą obawy, że dzieci nie są uczone podstawowych umiejętności życiowych


Jasmine Norden
Czwartek, 22 stycznia 2026


Około jedno na czwórkę dzieci, które zaczęły naukę w przedposiłku w 2025 roku, nie było nauczone korzystania z toalety, jak wykazało badanie wśród nauczycieli, mimo ostrzeżeń, że coraz więcej dzieci ma trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.

W corocznym badaniu wśród pracowników szkół podstawowych przeprowadzonym przez organizację charytatywną Kindred Squared, nauczyciele oszacowali, że w tym roku 26 procent dzieci w ich klasie podstawowej często miało problemy z toaletą, co wzrosło do ponad jednego na trzy (36 procent) w północno-wschodniej Anglii.
Kindred Squared ostrzega, że coraz więcej dzieci przybywa do bramy szkoły "bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania".
Pracownicy zgłaszają również, że około 28 procent dzieci zaczynało szkołę niezdolnych do samodzielnego jedzenia i picia, a 25 procent miało trudności z podstawowymi umiejętnościami życiowymi.
Dzieje się to w czasie rządowych działań mających na celu zwiększenie odsetka dzieci przychodzących do przedszkola "gotowych do szkoły" – czyli osiągnęły określone kamienie milowe rozwojowe, takie jak podstawowe umiejętności językowe, zdolność jedzenia, korzystania z toalety, samodzielnego ubierania się oraz możliwość siedzenia, zabawy i słuchania.

Jednak badanie Kindred przeprowadzone na 1 000 pracowników szkoły podstawowej wykazało, że szacuje, iż ponad jedno na trzy (37 procent) dzieci zaczyna naukę w przedszkole, nie gotowe do szkoły, w porównaniu do 33 procent w 2024 roku.
Znacznie gwałtowniejsze spadki gotowości szkolnej odnotowali nauczyciele z północno-wschodnich, West Midlands i północno-zachodnich Stanów Zjednoczonych.
Pracownicy szacowali, że spędzają 1,4 godziny dziennie na zmianie pieluch lub pomocy dzieciom, które nie są nauczone korzystania z toalety, a łącznie tracą 2,4 godziny dziennie na nauczanie z powodu braku podstawowych umiejętności uczniów.
Dyrektor generalna Kindred Squared, Felicity Gillespie, powiedziała: "Stan gotowości szkolnej osiągnął krytyczny moment, gdy 37 procent dzieci przybywa do bramy szkoły bez podstawowych umiejętności życiowych potrzebnych do zaangażowania się w program nauczania."

"To już nie jest tylko problem klasowy; To systemowy kryzys napędzany przez napięte zasoby szkolne, niskie oczekiwania, rosnące koszty życia oraz rodziców, którzy nie mają odpowiednich informacji i zrozumienia wystarczająco wcześnie, by naprawdę wspierać rozwój swoich dzieci," dodała.

Rząd wyznaczył cel, aby 75 procent dzieci było gotowych do szkoły do 2028 roku. W najnowszych danych Departamentu Edukacji oceniono, że 67,7 procent dzieci osiągnęło dobry poziom rozwoju do końca rekreacji w roku szkolnym 2023/24.
Pracownicy zgłaszali również, że około 28 procent dzieci nie potrafiło poprawnie korzystać z książek – na przykład próbowało je przesunąć lub stuknąć jak telefon czy tablet.
Ponad połowa pracowników stwierdziła, że nadmierny czas spędzany przed ekranem dzieci i rodziców był kluczowym czynnikiem niegotowości dzieci do szkoły.
Jednak w ankiecie przeprowadzonej wśród 1 000 rodziców cztero- i pięciolatków, 88 procent stwierdziło, że ich dziecko jest gotowe rozpocząć naukę w tym roku, a ponad jedna trzecia (35 procent) stwierdziła, że jest bardziej przygotowane niż większość dzieci.

Prawie wszyscy rodzice (94 procent) wyrazili chęć ogólnokrajowych wytycznych dotyczących zapewnienia gotowości ich dziecka do szkoły.
Paul Whiteman, sekretarz generalny związku liderów szkół NAHT, powiedział: "Wyniki tego badania odzwierciedlają to, co słyszymy od naszych członków – liderzy szkół zgłaszają coraz więcej dzieci rozpoczynających szkołę bez podstawowych umiejętności "gotowości do szkoły", takich jak nauka korzystania z toalety.
Pepe Di'Iasio, sekretarz generalny Stowarzyszenia Liderów Szkół i Uczelni (ASCL), powiedział: "Jest bardzo oczywisty problem z tym, że dzieci nie są gotowe do szkoły, gdy zaczynają szkołę w klasie".
Powiedział, że wdrożenie rozbudowy opieki nad rodziną i dziećmi to właściwe rozwiązania, ale nie są szybkim rozwiązaniem w obliczu spadku lokalnych usług wsparcia w ciągu ostatnich 15 lat.

--


Wynika z badania badania coraz mniej dzieci niegotowych do szkoły

Coroczne badanie Kindred Squared wykazało również regionalne różnice w gotowości do szkoły, w związku ze wzrostem liczby uczniów nieuczących się korzystania z toalety


Samantha Booth
22 stycznia 2026, 7:50


Pracownicy powiedzieli, że około 25 procent dzieci z podstaw nie ma podstawowych umiejętności językowych, takich jak wymawianie imienia, co jest wzrostem w porównaniu do wcześniejszych 23 procent. Jednak mniej dzieci nie potrafiło komunikować swoich potrzeb – o 26 procent w porównaniu do 29 procent.

Ponad połowa (52 procent) pracowników szkoły podstawowej powiedziała, że odsetek dzieci niegotowych do szkoły w tym roku wzrósł – w porównaniu do 49 procent w 2024 roku. Tylko 12 procent uważa, że spadło.
Pracownicy szacowali, że dzieci tracą 2,4 godziny dziennie na zajęcia z powodu potrzeb nadrabiania zaległości. To wzrost z 2,1 godziny w 2024 roku.
Jednak 88 procent rodziców uznało, że ich dziecko jest gotowe do szkoły. Organizacja charytatywna stwierdziła, że "podkreśla to utrzymującą się lukę między pewnością siebie rodziców a doświadczeniem w klasie".

Felicity Gillespie, dyrektor Kindred Squared, powiedziała: "Pracownicy szkół podstawowych zgłaszają frustrację z powodu liczby rodziców, którzy uważają, że szkoły odpowiadają za rozwój podstawowych umiejętności życiowych i samodzielności."

"Złożone" powody

W roku 2024-25 68,3 procent dzieci miało "dobry poziom rozwoju" w ramach profilowych ocen na wczesnym etapie wczesnoszkolnym – wzrost o 0,6 punktu procentowego w porównaniu z rokiem poprzednim.

Departament Edukacji poinformował, że choć wyzwania pozostają, "utrzymujący się trend wzrostowy sugeruje, że wyniki w zakresie odbioru dzieci poprawiają się z czasem, odzwierciedlając pracę nauczycieli wczesnoszkolnych i nauczycieli w zakresie wspierania rozwoju dzieci".





całość tutaj:

yahoo.com/news/articles/parents-under-fives-offered-screen-021208946.html?guccounter=1
bbc.com/news/uk-england-south-yorkshire-68338395?xtor=AL-72-%5Bpartner%5D-%5Byahoo.north.america%5D-%5Blink%5D-%5Bnews%5D-%5Bbizdev%5D-%5Bisapi%5D
bbc.com/news/technology-56663010
bbc.com/news/uk-politics-47095053
independent.co.uk/news/uk/home-news/toilet-training-children-reception-school-b2904844.html
schoolsweek.co.uk/more-reception-children-not-school-ready-survey-finds/




niedziela, 28 września 2025

Opadają maski - A nie mówiłem? (35)

 

przedruk z komentarzem


– Jest niesamowity pęd do cyfryzowania dosłownie wszystkiego. Można odnieść wrażenie, że rząd przestaje przez to mieć kontrolę nad własnym państwem, dlatego że przecież te wszystkie dane, które są gromadzone w ramach wspomnianej cyfryzacji, nie są pod kontrolą rządu jako takiego, ale są kontrolowane przez koncerny, które dostarczają internetowych usług. Jak to wygląda od strony technicznej?


Prof. Jan Dziuban: To jest stosunkowo łatwe, ponieważ obiekty pracujące w czasie rzeczywistym, i to takie dnia codziennego, samochody, odkurzacze, lodówki, konwertery fotowoltaiczne, inteligentne zamki do drzwi, inteligentne domy – wszystkie posiadają możliwość przetwarzania i transferu danych zbieranych z otoczenia. Potem jeśli to ląduje w serwerze jakiejś wielkiej firmy typu BMW, która zbiera informacje o swoich autach, to niebezpieczeństwo jest mniejsze. Najgorsze jest to, że my nie mamy kontroli nad danymi, które zbierane są z urządzeń dnia codziennego, kupowanych powszechnie przez obywateli, a te dane same w sobie, w dużej masie tworzą bardzo ważne informacje, w tym strategiczne, które niestety, ale znajdują się całkowicie poza kontrolą polskiego rządu. Powiem więcej – poza kontrolą właściwie administracji Unii Europejskiej. Najczęściej jest to serwer chiński, chińska chmura, zarządzanie chińskie. Sądzimy również, że z wielu powodów zarządzanie strategiczne na szczeblu wojskowym, politycznym, bo firmy niejako z definicji są dawcą informacji. To jest powszechne i niezauważalne przygotowywanie pola informacyjnego na temat społeczeństw europejskich, Polski, ale również to działa w Ameryce, nad czym naukowcy już obradują. Mądrzy ludzie zaczynają to rozumieć, a politycy kompletnie tego nie dostrzegają.



– Jest niesamowity pęd do cyfryzowania dosłownie wszystkiego

pęd jest?

widzisz, nie - że Ktoś konkretny, jakiś minister, polityk, czy Premier, nie.... tylko bezosobowo - "pęd"
a może "pędzikiem", hę?
to jakiś rebus?



rząd przestaje przez to mieć kontrolę nad własnym państwem,

to prawdopodobnie element prania mózgu - oni chcą, żebyśmy traktowali ich jak właścicieli naszego państwa

zauważ, że to zdanie jest bardzo długie - zawiera 40 wyrazów 
własnym państwem ma się zagnieździć w mózgu, a reszta przysłonić cel tego sformułowania?

to zdanie mogłoby się spokojnie obyć bez słów:  wspomnianej, jako takiego

a na końcu jest nie po polsku: które dostarczają internetowych usług
powinno być: które dostarczają usługi internetowe

czy to dlatego już od iks lat w urzędach słowo petent zostało zamienione na klient?
na pewno

a więc widzimy tu synchronizację 

wszystko jest zgodne z metodą małych kroków - najpierw zamiana słów, przyzwyczajenie, a po latach drugi krok i - wychodzi prawdziwy powód zamiany słów

te dwie rzeczy rzucają się najbardziej i jest tu logiczne połączenie:
zdanie zaczyna sie od własnym państwem, a kończy: usługi


skoro, jak ona twierdzi, państwo jest rządu, czyli rząd jest właścicielem, to rząd sprzedaje nam - klientom - swoje usługi, no nie?



a wszystko jest bezpiecznie popisane jako: Można odnieść wrażenie
które to określenie przecież można zastosować do każdego elementu tego 40 wyrazowego zdania...


jest tu synchronizacja, widać więc, że nad wszystkim ktoś (słórzby?) ma kontrolę



w 2024 roku pisałem tekst na temat zamiany petent - klient, do tego więc odnosi się komentarz...

"A nie mówiłem?"



Potem jeśli to ląduje w serwerze jakiejś wielkiej firmy typu BMW, która zbiera informacje o swoich autach, to niebezpieczeństwo jest mniejsze. 

akurat

jak chińskie to złe, a jak niemieckie to pół biedy?
Chiny daleko, a Niemce za rogiem... o czyje interesy się martwi ten pan?


my nie mamy kontroli nad danymi, które zbierane są z urządzeń dnia codziennego, kupowanych powszechnie przez obywateli, a te dane same w sobie, w dużej masie tworzą bardzo ważne informacje, w tym strategiczne

a kto na to pozwala jak nie tajemne służby i ich rzond?

producenci telewizorów montują w nich kamerki ku naszej wygodzie, a wcześniej nie montowali?? po prostu nie mówili, że są...


Mądrzy ludzie zaczynają to rozumieć,

mądrzy ludzie to wiedzą od początku, a udawacze wiedzą, jak im to ktoś powie

są jeszcze ci, co udają, że TERAZ wiedzą, jak jest za późno...


Ujęła to pani doskonale. Ja pozwolę sobie tylko dodać, że w tę grę szpiegowania obywateli i całej struktury państwa, włączane są również urządzenia domowe, które uważamy za niegroźne. Inteligentny odkurzacz samojeżdżący i czyszczący, wyposażony w kamery, w mikrofony, w czujniki budujące mapping pomieszczenia, w którym jest używany przesyłający dane dźwiękowe i obrazowe do serwera chińskiego, w swoim pojedynczym działaniu może co najwyżej nagrać pana domu w jakiejś niedwuznacznej sytuacji, próbować go skompromitować, ale w swojej wielkiej masie działania tworzy pełny obraz wywiadowczy dotyczący również sposobu i lokalizacji chociażby pomieszczeń i biurek w tajnych obiektach. O tym w Polsce nikt nie wie i nie chce tego kontrolować.


szpiegowanie ludzi to nie jest gra

poważnie ? w tajnych obiektach stosuje się elektroniczne odkurzacze, które potencjalnie mogą szpiegować?
i nikt o tym nie wie?
tacy głupi są, czy tylko ten pan ma nas za idiotów?

a dlaczego politycy i służby tak prą do cyfryzacji życia?


żeby nas szpiegować i zdalnie kontrolować, żeby statystyki i ważne informacje same w minutę wskakiwały im do teczek, żeby malutka mniejszość mogło kontrolować wszystkich i 
żeby odcinać ludziom dostęp do ich pieniędzy w banku, jak służbom przyjdzie na to ochota


Syn Śpiocha coś wie o bankowości, on tam pracował parę lat i ma zasługi
ja w stanie wojennym to chodziłem na sanki, a w wieku 11 lat czytałem Świat Młodych - a ten pan co wtedy robił?

te piekielne urządzenia mogą zdalnie być włączone lub wyłączone. 

a nie mówiłem???!!!

Jeśli to są urządzenia, które sterują fotowoltaiką na naszym dachu, jeśli są to urządzenia, które pobierają więcej energii, na przykład lodówka czy odkurzacz, włączone razem w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy zdalnie spowodują awarię systemu energetycznego i rozprzężenie całego układu gospodarczego, o czym też mało kto wie

on naprawdę mówi jak do idiotów - albo jak do dzieci...



Czy społeczeństwa mają możliwość obronienia się przed tym?

W skali pojedynczego obywatela obrony nie ma


oczywiście, że jest - nie kupować elektroniki
ale może to rebus na: rzond jest właścicielem ?
a może: poddajcie się nam!

Panie Profesorze, na razie nie ma zagrożenia wojną, ale jestem w stanie sobie wyobrazić sytuację, w której Chiny będą chciały zrealizować swój stuletni plan na stulecie powstania Komunistycznej Partii Chin i podbić Europę. Tak sobie myślę, słuchając tego wszystkiego, ale też analizując to, co się dzieje na rynkach, że tak naprawdę im nawet armia nie będzie potrzebna, bo oni mają tu swoją elektronikę.


Tak. Oni w ten sposób mogą regulować życie społeczne, a przede wszystkim je deregulować. Ich kamery podłączone we wrażliwych punktach – kamery są wszędzie, wszyscy je mamy – dają doskonałą informację zarówno o ruchu wojsk, jak i towarów. Zresztą Rosjanie zhakowali nasze kamery w pobliżu lotniska w Jasionce i doskonale się orientowali, co, gdzie przesuwa się. Co więcej, ja nie sądzę, żeby to bezpośrednio Chińczycy realizowali, ale na pewno groźny jest alians rosyjsko-chiński, ponieważ w takim układzie Rosjanie mogą dostać – oprócz swoich własnych informacji z zasobów informatycznych, wynikających z penetrowania krajów ościennych, w tym Polski – zasób informatyczny znajdujący się w rękach chińskich. A wtedy będziemy mieli koniec świata techniki w naszym kraju.


no i widzisz - miało być bezpiecznie, bo kamery wszędzie założymy, miało być wygodnie i szybciej w biurze, miało być przez to mniej urzędników, mieliśmy oszczędzać na papierze...  a wszystko na odwrót jest.. okazało się, że byliśmy naiwni jak dzieci

a gdzie baba z telewizora, co wszystko wie?






koniec, nie ma już niezależnej prasy w Polsce 


- a była kiedy?




Rozmawiała Anna Wiejak

Autor: Anna Wiejak,kor.
Źródło: Instytut Myśli Schumana, tysol.pl
Data: 23.09.2025 08:02



-----------


Coś więcej niż kontrowersje

Polacy na długo zapamiętali wywiad, którego Natalia Panchenko udzieliła ukraińskiej stacji. W polskich mediach społecznościowych pojawił się fragment, w którym współorganizatorka Euromajdanu oświadczyła: – Wzrastanie wrogości między Ukraińcami a Polakami jest już bardzo niebezpieczne, zwłaszcza dla Polski. Ponieważ na terytorium Polski zaczną się walki, bo na terytorium Polski rozpoczną się podpalenia sklepów, domów i tak dalej. Wielu polityków i komentatorów wypowiadało się wówczas, że Natalia Panchenko powinna natychmiast zostać przesłuchana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Otwartym pozostaje pytanie, kto personalnie zdecydował o tym, aby Natalia Panchenko reprezentowała Polskę na tej prestiżowej konferencji.



Autor: Anna Wiejak
Źródło: tysol.pl
Data: 23.09.2025 08:48




Skoro nie została przesłuchana, widocznie:

- nie groziła
- nie posiada informacji

co jest oceną słórzb.


No, chyba, że... ale poseł Czarnek ufa im.... ? 


W mojej opinii pani Panczenko nie groziła nam, tylko - jak się domyślam -  domniewywała na podstawie swoich obserwacji np. podczas Majdanu w Kijowie.


Polecam najpierw zapoznać się ze statystykami pożarów w Polsce przed wydawaniem opinii.

Polecam pamiętać o tym, że za granicą jest wojna, wobec czego - zależnie od tego, co kto planuje - prawda jest ukrywana, a w mediach i u polityków dominuje ... bezprawda


Antyukraińskość prezentowana przez publicystów i polityków - jak tutaj - nie pomaga, tylko jątrzy sytuację. Te sprawy należy ułożyć między nami i na pewno stanie się to - po wojnie.






Prawym Okiem: Petent, nie klient

.tysol.pl/a146832-prof-jan-dziuban-strategiczne-informacje-znajduja-sie-calkowicie-poza-kontrola-polskiego-rzadu

23


sobota, 24 maja 2025

Czy żyjemy w symulacji?






Czy grawitacja może być dowodem na to, że wszechświat jest symulacją komputerową? Moje nowe badanie sugeruje, dlaczego tak może być


Opublikowano: 13 maja 2025 14:24 CEST


Autor Melvina M. Vopsona

Profesor nadzwyczajny fizyki, Uniwersytet w Portsmouth

Oświadczenie o ujawnieniu informacji
Melvin M. Vopson jest związany z Uniwersytetem w Portsmouth i Instytutem Fizyki Informacyjnej.
Partnerów

University of Portsmouth zapewnia finansowanie jako członek The Conversation UK.


Wierzymy w swobodny przepływ informacji
Publikuj nasze artykuły za darmo, online lub w wersji drukowanej, na licencji Creative Commons.Opublikuj ponownie ten artykuł



Przez długi czas przyjmowaliśmy za pewnik, że grawitacja jest jedną z podstawowych sił natury – jedną z niewidzialnych nici, które utrzymują wszechświat w szwach. Załóżmy jednak, że to nieprawda. Załóżmy, że prawo grawitacji jest po prostu echem czegoś bardziej fundamentalnego: produktem ubocznym wszechświata działającego pod wpływem kodu podobnego do komputera.

Takie jest założenie moich najnowszych badań, opublikowanych w czasopiśmie AIP Advances

Sugeruje to, że grawitacja nie jest tajemniczą siłą, która przyciąga obiekty do siebie, ale produktem informacyjnego prawa natury, które nazywam drugą zasadą infodynamiki.

Jest to pogląd, który wydaje się być science fiction – ale taki, który opiera się na fizyce i dowodzi, że wszechświat wydaje się działać podejrzanie jak symulacja komputerowa.

W technologiach cyfrowych, aż po aplikacje w telefonie i świat cyberprzestrzeni, kluczem jest wydajność. Komputery cały czas kompaktują i restrukturyzują swoje dane, aby oszczędzać pamięć i moc komputera. Może to samo dzieje się w całym wszechświecie?

Teoria informacji, matematyczne badanie kwantyfikacji, przechowywania i przekazywania informacji, może pomóc nam zrozumieć, co się dzieje. Pierwotnie opracowany przez matematyka Claude'a Shannona, staje się coraz bardziej popularny w fizyce i jest stosowany w coraz szerszym zakresie obszarów badawczych.

W artykule z 2023 roku wykorzystałem teorię informacji, aby zaproponować moją drugą zasadę infodynamiki.

Zakłada to, że "entropia" informacji, czyli poziom dezorganizacji informacji, będzie musiała się zmniejszyć lub pozostać niezmienna w obrębie danego zamkniętego systemu informacyjnego. Jest to przeciwieństwo popularnej drugiej zasady termodynamiki, która mówi, że entropia fizyczna lub nieporządek zawsze wzrasta.


Weź chłodzącą filiżankę kawy. 

Energia przepływa od gorącej do zimnej, aż temperatura kawy zrówna się z temperaturą w pomieszczeniu, a jej energia będzie minimalna – stan zwany równowagą termiczną. Entropia układu jest w tym momencie maksymalna – wszystkie cząsteczki są maksymalnie rozłożone, mając tę samą energię. Oznacza to, że rozkład energii na cząsteczkę w cieczy jest zmniejszony.

Jeśli weźmie się pod uwagę zawartość informacji w każdej cząsteczce w oparciu o jej energię, to na początku, w gorącej filiżance kawy, entropia informacyjna jest maksymalna, a w stanie równowagi entropia informacyjna jest minimalna. Dzieje się tak, ponieważ prawie wszystkie cząsteczki znajdują się na tym samym poziomie energetycznym, stając się identycznymi znakami w przekazie informacyjnym. Tak więc rozrzut różnych dostępnych energii jest zmniejszony, gdy istnieje równowaga termiczna.


Jeśli jednak weźmiemy pod uwagę tylko lokalizację, a nie energię, to mamy do czynienia z dużym chaosem informacyjnym, gdy cząstki są rozmieszczone losowo w przestrzeni – informacje potrzebne do dotrzymania im kroku są znaczne. Kiedy jednak konsolidują się razem pod wpływem przyciągania grawitacyjnego, tak jak robią to planety, gwiazdy i galaktyki, informacje stają się kompaktowe i łatwiejsze do opanowania.

W symulacjach dokładnie tak się dzieje, gdy system próbuje działać wydajniej. Tak więc materia płynąca pod wpływem grawitacji wcale nie musi być wynikiem działania siły. Być może jest to funkcja sposobu, w jaki wszechświat kompresuje informacje, z którymi musi pracować.

Tutaj przestrzeń nie jest ciągła i gładka. Przestrzeń składa się z maleńkich "komórek" informacji, podobnych do pikseli na zdjęciu lub kwadratów na ekranie gry komputerowej. W każdej komórce znajdują się podstawowe informacje o wszechświecie – gdzie, powiedzmy, znajduje się cząstka – i wszystkie są zebrane razem, aby stworzyć tkankę wszechświata.

Jeśli umieścisz przedmioty w tej przestrzeni, system stanie się bardziej złożony. Ale kiedy wszystkie te elementy łączą się w jeden element zamiast wielu, informacja jest znowu prosta.

Z tego punktu widzenia wszechświat w naturalny sposób dąży do znajdowania się w stanach minimalnej entropii informacyjnej. Prawdziwym plusem jest to, że jeśli policzysz liczby, to entropiczna "siła informacyjna" wytworzona przez tę tendencję do prostoty jest dokładnie równoważna prawu grawitacji Newtona, jak pokazano w mojej pracy.

Teoria ta opiera się na wcześniejszych badaniach "grawitacji entropii", ale idzie o krok dalej. Łącząc dynamikę informacji z grawitacją, dochodzimy do interesującego wniosku, że wszechświat może działać w oparciu o jakiś rodzaj kosmicznego oprogramowania. W sztucznym wszechświecie można by się spodziewać reguł maksymalnej wydajności. Można by się spodziewać symetrii. Kompresja byłaby oczekiwana.

A prawo – czyli grawitacja – powinno wyłonić się z tych reguł obliczeniowych.

Być może nie mamy jeszcze ostatecznych dowodów na to, że żyjemy w symulacji. Ale im głębiej się przyglądamy, tym bardziej nasz wszechświat wydaje się zachowywać jak proces obliczeniowy.





Czy żyjemy w symulacji komputerowej? Wskazują na to wyniki badań nad grawitacją | National Geographic

Czy grawitacja może być dowodem na to, że wszechświat jest symulacją komputerową? Moje nowe badanie sugeruje, dlaczego tak może być







czwartek, 1 maja 2025

Raport mniejszości - czy władza mniejszości?



przedruk



Pamiętasz przerażający film "Raport mniejszości"? 
System jest już testowany na więźniach

15.04.2025 11:21

Pamiętacie "Raport Mniejszości", film nakręcony na bazie doskonałej powieści amerykańskiego pisarza i wizjonera Philipa K. Dicka? 

"Przewidywanie" przestępstw ma stać się codziennością brytyjskich ulic. Tylko, że ocenę, kto z nas może popełnić przestępstwo na ulicach Londynu, czy Belfastu, będzie wystawiać algorytm, nad którym rząd brytyjskiej Partii Pracy pracował wzorując się na chińskim modelu kontroli społecznej.


System poinformuje policję o możliwym przestępstwie godziny przed jego popełnieniem, tak żeby policjanci mogli aresztować podejrzanego obywatela. Ale zaraz... Czy można aresztować kogoś za niepopełnione zbrodnie? To wizja brytyjskiej - na razie - przyszłości.


Lewica udoskonala świat

Wbrew prowadzonej od dekad narracji oskarżającej konserwatywne rządy o mniej, lub bardziej udane próby wprowadzania totalitaryzmów w Europie, po narzędzia rodem z powieści science fiction sięgają środowiska lewicowe. Są przy tym daleko skuteczniejsze, niż wydawać by się mogło z polityki, jaką prowadzą i sposobów, w jakiej o niej mówią.

Trwająca od tygodnia medialna i prawnicza awantura na Wyspach Brytyjskich dotyczy bezprecedensowego programu predykcji przestępstw, który lada moment ma być uruchomiony w najbliższej przyszłości.

Rząd Albionu pracuje nad programem komputerowym, który ma wykorzystywać poufne dane do identyfikacji osób, które mogą popełnić poważne przestępstwa z użyciem przemocy, w tym morderstwo'. Zdaniem krytyków to „przerażający i dystopijny” pomysł.

Do dokumentów na temat projektu jako pierwsi dotarli dziennikarze śledczy i analitycy organizacji Statewatch, którzy złożyli wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Na tej podstawie ustalono, że program został rozpoczęty przez ministerstwo sprawiedliwości na wniosek kancelarii premiera, kiedy urząd ten pełnił Rishi Sunak, czyli w latach 2022-2024. Jednak Partia Pracy znacznie przyspieszyła w pracach nad kontrowersyjnym rozwiązaniem.


Okiem kamery

W ramach projektu analizie poddawane są dane osób skazanych za przestępstwa, obejmujące: personalia, płeć i przynależność etniczną, a także numer identyfikacyjny w policyjnym systemie komputerowym. W ramach projektu analizie poddawane są dane osób skazanych za przestępstwa, obejmujące personalia, płeć i przynależność etniczną, a także numer identyfikacyjny w policyjnym systemie komputerowym.

Wykorzystywane są także dane osób nieskazanych za żadne przestępstwo, dotyczące m.in. ich zdrowia psychicznego, uzależnień, prób samobójczych, samookaleczeń, a także niepełnosprawności.

Dane te są nakładane na kamery rejestrujące przechodniów i analizujące kim są, jaki mają nastrój, oraz – to na podstawie chodu – czy mogą stanowić zagrożenie.

Prawnicy i obrońcy praw człowieka przestrzegają, że program może wzmacniać uprzedzenia rasowe oraz wobec osób o niskich dochodach.

- Tworzenie zautomatyzowanego narzędzia do profilowania ludzi jako brutalnych przestępców jest błędne, a wykorzystywanie wrażliwych danych na temat zdrowia psychicznego, uzależnień i niepełnosprawności jest wysoce alarmujące

– przestrzegają.


Konieczna zmiana prawa

Rząd dyskretnie pracuje również nad zmianą systemu prawnego w taki sposób, aby umożliwić policji uzasadnianie interwencji w przypadku osób formalnie niewinnych wskazanych przez program, jako potencjalni przestępcy. Prawo brytyjskie, podobnie jak wszystkie systemu prawne cywilizowanego świata nie przewidują karania za niepopełnione zbrodnie, niemożliwe jest również skazywanie za zamiar ich popełnienia - zamiar ów jest bowiem najczęściej nieudowadnialny.

W przypadku programu zachodzi jeszcze jedno niebezpieczeństwo...

Decyzję o tym, który z obywateli stanowi zagrożenie, będzie podejmować nie człowiek, ale algorytm, który może gorzej oceniać ludzi kolorowych, bezrobotnych, oraz np. przewlekle chorych. Od wskazań algorytmu nie będzie się można odwołać.


Czy system rozleje się na UE?

Nad algorytmem administracja królewska pracuje już od kilku lat. Testowano go w brytyjskich zakładach karnych, gdzie program sugerował Służbie Więziennej, który z osadzonych może stanowić zagrożenie dla siebie i dla innych. Czy było to narzędzie skuteczne? Władze systemu penitencjarnego odmawiają odpowiedzi na podobne pytania zasłaniając się tajemnicą służbową, jednak pełnomocnicy niektórych ze skazanych planują zaskarżenie narzędzia do sądu najwyższego.

Brytyjskiemu eksperymentowi z uwagą ma się przyglądać Komisja Europejska, której również marzy się system przewidujący ewentualne zagrożenia i umożliwiający areszt prewencyjny. Na razie nikt nie patrzy na to, że zastosowanie takiego narzędzia będzie najgorszym przypadkiem łamania praw człowieka po upadku III Rzeszy. W obu - brytyjskim i europejskim - przypadkach interwencję w tej sprawie zapowiadają organizacje prawnicze oraz broniące praw człowieka. - To przerażające i antyludzkie - mówią w mediach.





Autor: Paweł Pietkun
Źródło: tysol.pl
Data: 15.04.2025 11:21




Pamiętasz przerażający film "Raport mniejszości"? System jest już testowany na więźniach




niedziela, 20 kwietnia 2025

"Nigdy nic nie wiadomo"






Według raportu Goldman Sachs, każde zapytanie ChatGPT-4 wymaga około 2,9 watogodzin energii elektrycznej, czyli około dziesięć razy więcej niż standardowe wyszukiwanie w Google. Przy obsłudze przez OpenAI ponad miliarda zapytań dziennie, przekłada się to na dzienne zużycie energii na poziomie około 2,9 miliona kilowatogodzin.






przedruk
tłumaczenie automatyczne




Mówienie "dziękuję" i "proszę" ChatGPT kosztuje OpenAI miliony dolarów, mówi Sam Altman


Sam Altman ujawnił zakres kosztów operacyjnych po tym, jak użytkownik mediów społecznościowych zastanawiał się nad kosztami operacyjnymi.

Opracowane przez:Abhinav Singh

20 kwietnia 2025 16:17 



Dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman, mówi, że uprzejmość kosztuje jego firmę dużo czasu.


Dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman, ujawnił, że uprzejmość użytkowników wobec ChatGPT kosztuje jego firmę miliony dolarów. Użytkownicy wypowiadający frazy takie jak "proszę" i "dziękuję" na końcu swoich zapytań, dodatkowo obciążali systemy obliczeniowe, prowadząc do wzrostu kosztów operacyjnych.

Altman ujawnił zakres kosztów operacyjnych po tym, jak użytkownik X (dawniej Twittera) niewinnie zastanawiał się nad ceną bycia uprzejmym wobec modeli sztucznej inteligencji (AI).

"Ile pieniędzy OpenAI straciło na kosztach energii elektrycznej od ludzi mówiących "proszę" i "dziękuję" swoim modelom" – napisał użytkownik.

Gdy post stał się viralem, Altman odpowiedział: "Dziesiątki milionów dolarów dobrze wydane".

Dodał: "Nigdy nic nie wiadomo".


Reagując na wypowiedź pana Altmana, jeden z użytkowników powiedział: "Czuję, że można to rozwiązać niezwykle łatwo za pomocą kodu po stronie klienta, odpowiadającego na pytanie "nie ma za co lol".

Inny dodał: "Gdyby naprawdę chcieli oszczędzać na energii elektrycznej, przestaliby kończyć każdą odpowiedź pytaniem".






piątek, 18 kwietnia 2025

Cyfryzacja - śledztwo

 

W trakcie pisania tekstu wyszło mi, że ktoś pisał za mnie na fb.




Dawno, dawno temu....


kupowałem Myśl Polską - bo nikt tak jak oni nie poruszał polskich tematów.


A potem MP zniknęła z mojej okolicy.... i już nie mogłem kupować co tydzień.

I tak jakoś mniej czytałem, a nawet w ostatnich latach - wcale.


Co ciekawe - podobnie było z kwartalnikiem "Spotkania z Zabytkami", które w 2023 roku upodobniło sie do byleczego, co się obecnie sprzedaje ludziom.

Teraz nawet nie zaglądam, to może być dobre pismo - ale jest zupełnie inne niż poprzednio było...



I z innymi rzeczami też tak było.

Teraz już wiem, czemu.


Jakiś czas temu wróciłem do tematu MP i znowu coś się posypało... tym razem felietony.

Jakieś inne.

Jakieś dziwne.


No i w tym roku znowu robię podejście i nie mogę się nadziwić - gdzie podziała się obiektywność redaktorów?


Kilka dni temu miałem wymianę zdań na stronie pana Jastrzębskiego z jakimś Nowakiem - bardzo nieprzyjemny typ i bardzo pewny siebie - ale zza klawiatury... 

Domyśliłem się, kto to jest, bo z tym trolem już nie raz walczyłem. Znam ten styl, panie Nowak.


A dzisiaj znowu...

W codzinnym skrócie informacji MP taka wiadomość:

Białoruś. Prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka ogłosił gotowość przyjęcia 150 000 Pakistańczyków do pracy na Białorusi. Informacja została podana do mediów po spotkaniu białoruskiego prezydenta z pakistańskim premierem Shehbazem Sharifem. Białorusinom szczególnie zależy, by Pakistańczycy mogli pracowali w Baranowickim Zjednoczeniu Przemysłu Bawełnianego w obwodzie brzeskim. Władze białoruskie zapewniają, że Pakistańczycy będą mieli dokładnie takie same warunki pracy i płacy jak Białorusini. Eksperci obawiają się, że po jakimś czasie Pakistańczycy mogą zechcieć przedostać się z Białorusi do krajów Unii Europejskiej. Anna Płaczyńska z Klubu Myśli Polskiej podkreśla, że masowa azjatycka emigracja na Białoruś zniszczy jej wyjątkowy charakter kulturalny i jednoetniczność.




Pan Jastrzębski narzeka na takich, co to bajdurzą o polityce, o relacjach polsko - białoruskich, co więcej, zauważył, że są tacy na Białorusi i w Polsce, z przewagą tych drugich, niestety jak poprosiłem o statystyki - napisał mi byle co, a przecież wyraźnie zaznaczał, że "tych" jest większość...

a przynajmniej tak to zapamiętałem, bo.... chyba znowu brakuje mi jednego prscrina





Zrzut ekranu 2025-04-18 123632


No i nie przypominam sobie, żebym dziś tyle dyskutował z tym panem z Klubu MP-Ś...


Hę?

Na pewno kiedy pisałem z panem Kamińskim, to sprawdzałem jego stronę na fb, więc nie mogłem w tym czasie pisać do użytkownika Klub MP-Ś... co więcej, fb sygnalizował mi, że dostałem odpowiedzi od pana Jastrzebskiego i chyba od tej pani Kuśmierek - sprawdzałem, bo byłem ciekaw odpowiedzi pana Jastrzębskiego, ale jej nie widziałem, więc gdzie były ponaglenia od KMPŚ - bo też ich nie widziałem.



tyle razy mu odpisałem?

nie przypominam sobie...


Zajrzałem na fb pana Kamińskiego i robiłem prinscreeny - pierwszy zrobiłem zaraz po skomentowaniu

12:36:32  - i chyba tuż po komentarzu wszedłem na jego stronę, żeby sprawdzić , kto to

12:37:24 - tu

12:37:40 - i tu, czyli byłem tam ponad minutę lub dłużej, wtedy wróciłem do rozmowy z nim, i jeszcze zostawiłem komentarz, którego już nie ma na printscreenie z godziny 12:36:32 - brakuje też heheszka tego pana do mojego komentarza..


Nie mogłem w tym samym czasie zostawić komentarza panu KMPŚ.
Nie przypominam sobie, żebym z nim rozmawiał.
Na skreenie 12:36:32 widać, że pisałem do Jastrzębskiego 3h wcześniej, czyli wypada faktycznie ok. 9:37
Dziwi mnie najbardziej 11:07 - robiłem obiad w tym czasie, zajęło mi to około godziny między 10:45, a 11:45. 

To jak to możliwe, skoro nie wchodziłem na fb??


Zrzut ekranu 2025-04-18 123724


Zrzut ekranu 2025-04-18 123740


Wygląda na to, że ktoś pisał za mnie.

I na co komu ta cyfryzacja, co??


Ktoś może wejść na stronę pana Jastrzębskiego i zrobić mi prsc moich komentarzy??

Bo mam bana.


Bardzo jestem ciekaw, co tam jest napisane.


Ja z tym panem KMPŚ rozmawiałem krótko 2 dni? temu i sobie dobrze go zapamiętałem, bo nie odpowiedział mi na to, co mu napisałem.. Więc gdyby teraz ze mną tyle pisał, to bym wiedział.


Pewnie tam jest napisane coś, żeby mi bana dać.


A dokładnie..... 






no właśnie...


tak myślałem.



Tekst podany na prscrinie analizowałem w 2021 roku.


Prawym Okiem: Warto się sobie przyjrzeć 2













środa, 26 marca 2025

Zagrożenia cyfryzacją - A nie mówiłem? (33)







przedruk


R. Brzoska: Możemy wykorzystać mObywatela do skrócenia kolejek do lekarzy specjalistów

25 marca 2025 15:07


Radio Maryja


Cyfryzacja procesu umawiania wizyt przy wykorzystaniu aplikacji mObywatel zmniejszyłaby liczbę niezrealizowanych wizyt i skróciła kolejki do lekarzy specjalistów – przekonywał podczas spotkania z dziennikarzami inicjator powołania zespołu ds. deregulacji i inicjatywy „SprawdzaMY”, Rafał Brzoska.


„Mamy pomysł, który rozwiąże problem dostępu do specjalistów wyłącznie poprzez uproszczenie procedur i ich racjonalizację” – poinformował we wtorek szef InPostu.

Można to osiągnąć – w jego ocenie – przez wprowadzenie nowych funkcjonalności w aplikacji mObywatel, zmniejszających liczbę umówionych wizyt u lekarzy specjalistów, które jednak nie doszły do skutku z powodu niepojawienia się na nich pacjentów.

Rafał Brzoska zauważył, że w ubiegłym roku nie zostało z tego powodu zrealizowanych 1,5 miliona umówionych wizyt.


„Oznacza to wzrost o 200 tys. w stosunku do 2023 roku. Czyli problem narasta. Dlaczego zatem nie pójść wzorem sprawdzonych rozwiązań typu last minute. Ktoś rezygnuje z wizyty, pierwsza osoba w kolejce wskazuje na jej miejsce. To wszystko może być w mObywatelu” – zaznaczył prezes InPostu.

Jak wskazali autorzy pomysłu z inicjatywy „SprawadzaMY”, placówki medyczne świadczące usługi refundowane przez NFZ nie są obecnie zobowiązane do działania w ramach wspólnego systemu e-rejestracji.


„Każda z placówek medycznych prowadzi własną i autonomiczną rejestrację pacjentów, czego konsekwencją jest to, że jedynym (a jednocześnie zawodnym) narzędziem do ustalenia tego, jakie są terminy oczekiwania na wizytę >>na NFZ<<, na poszczególne porady czy zabiegi medyczne, jest serwis NFZ >>Terminy leczenia<<, który podaje często nieaktualne i nieprecyzyjne dane” – zaznaczyli pomysłodawcy.

W efekcie, aby uzyskać wiarygodną informację trzeba – jak wskazali – trzeba dodzwonić się do różnych placówek i w ten sposób dowiedzieć się, w której termin wizyty będzie najbliższy.

Dodatkowym problemem są nieodwoływane przez pacjentów wizyty. Przy tym z powodu braku centralnego systemu rejestracji część pacjentów zapisuje się od razu na kilka wizyt, a później nie zgłasza rezygnacji z tych „nadmiarowych”.

Jak zauważył Brzoska, niektóre funkcjonalności są już dziś dostępne, ale prawie nikt z nich nie korzysta. Można np. sprawdzić, jak długo czeka się na wizytę na danym oddziale SOR.


„Na stronie pacjent.gov.pl w ukrytej zakładce jest taka możliwość. Można więc wybrać ten SOR, na którym się czeka najkrócej. Postulujemy, aby tę informację wyciągnąć >>na wierzch<< do mObywatela. To są proste rzeczy, na które nikt niestety nie wpadł” – zauważył.

W ocenie ekspertów zespołu brak centralnego systemu rejestracji i potwierdzania wizyt powoduje „puste przebiegi” placówek medycznych i marnotrawstwo czasu personelu.


„Nawet jeśli ktoś chciałby wykazać się obywatelską postawą i odwołać umówioną wizytę, może natrafić na poważną przeszkodę w postaci braku możliwości odwołania w inny sposób, niż osobista wizyta lub kilkudziesięciominutowe oczekiwanie telefoniczne. Mamy w rezultacie do czynienia z sytuacją, w której brak centralnej rejestracji w połączeniu z brakiem odwoływania wizyt implikuje to, że kolejki do lekarzy są coraz dłuższe” – wskazała inicjatywa „SprawdzaMY”.

Autorzy proponują wprowadzenie od stycznia 2028 roku obowiązku prowadzenia rejestracji wizyt w systemie centralnym przez wszystkie placówki mających kontrakt z NFZ na świadczenie usług podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, leczenia szpitalnego, rehabilitacji, leczenia stomatologicznego, leczenia uzdrowiskowego oraz prowadzenia programów profilaktycznych. W systemie miałyby być dostępne informacje o wszystkich wizytach realizowanych przez placówkę oraz dostępnych w niej terminach. Od 1 stycznia 2026 r. miałby też obowiązywać mechanizm zachęt dla placówek, by wdrożyły system przed 2028 rokiem.

Z kolei narzędziem dyscyplinującym placówki medyczne, które nie wdrożyły od 2028 roku nowych funkcjonalności miałby być system „korekt finansowych” w kontrakcie z NFZ. Ich wysokość byłaby uzależniona od wyceny konkretnego świadczenia, przy czym co kwartał by wzrastała.

Wprowadzony miałby zostać automatyczny system powiadomień o nadchodzących wizytach wraz z możliwością ich odwoływania za pomocą SMS, e-maila lub asystenta głosowego.


„Wprowadzenie Pakietu Kolejkowego pozwoli lepiej wykorzystać zasoby w ochronie zdrowia, a co za tym idzie – zrealizować więcej za te same pieniądze. Ponadto przejrzysta informacja o dostępnych terminach pozwoli pacjentom dokonywać świadomego wyboru i np. skorzystać z poradni bardziej oddalonej od miejsca zamieszkania, ale oferującej np. szybszy termin realizacji” – zaznaczyli pomysłodawcy.





2023 r. - Prawo.pl:

Cyfryzacja w ochronie zdrowia jest mitem

Pacjenci lub ich bliscy, tak jak kilkadziesiąt lat temu, muszą stawiać się w szpitalach lub poradniach, aby zarejestrować skierowanie. W niektórych placówkach, w tym w renomowanych klinikach, nie działa nawet rejestracja e-mailem. Fikcją jest możliwość pobrania dokumentacji medycznej z Internetowego Konta Pacjenta na potrzeby orzeczenia o niepełnosprawności. Pacjent musi, tak jak przed laty, wydobywać ją po kolei ze wszystkich miejsc, w których się leczył.








O co tu chodzi człowieku??



Wywiad z panem Brzoską potwierdza moje wnioski, które artykułuję od kilku lat.

Na co komu cyfryzacja służby zdrowia, która nie zawiera podstawowych prostych funkcjonalności, jak "zamówienie" stałych leków przez internet??



Kto to wprowadza i po co to jest?
Do czego to służy?

 



Chcesz się dowiedzieć ile kosztowała cyfryzacja Służby  Zdrowia?

Wpisz w szukajkę:

"ile kosztowała cyfryzacja służby zdrowia" albo
"przetarg na cyfryzacja służby zdrowia"


nic się nie dowiesz.



Polecam poprzednie posty w tym temacie.


Prawym Okiem: Cyber cyber

Prawym Okiem: Cyfryzacja - wielkie zagrożenie

Prawym Okiem: Wielki Eksperyment...

Prawym Okiem: U lekarza cz.6






https://www.prawo.pl/zdrowie/cyfryzacja-w-ochronie-zdrowia-jest-mitem,523460.html

money.pl/gospodarka/cyfryzacja-w-ochronie-zdrowia-to-szansa-na-lepsze-leczenie-6711422953179872a.html




wtorek, 4 marca 2025

Nowe prawo robotyki





Jest to dobry pomysł, sądzę jednak, że SI tak będzie się identyfikować przed człowiekiem, żeby ten tego nie zauważył, ale żeby było zgodnie z programem...









przedruk




Prof. Jemielniak: potrzebujemy nowego prawa robotyki

MAREK MATACZ

04.03.2025aktualizacja: 04.03.2025



Sztuczna inteligencja coraz lepiej udaje człowieka, co stwarza możliwości różnorodnych nadużyć – zauważył w rozmowie z PAP prof. dr hab. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego, wiceprezes PAN. Jego zdaniem potrzebne jest rozszerzenie słynnych trzech praw robotyki o kolejne zmuszające SI do identyfikowania się.


Według profesora rozpoczyna się czas, kiedy prawa robotyki - z domeny fantastyki naukowej - będą musiały przejść do świata realnego. 

Trzy słynne prawa robotyki (prawa Asimova) są następujące:

jeden - robot nie może zranić człowieka ani przez zaniechanie działania dopuścić do jego nieszczęścia; dwa - robot musi być posłuszny człowiekowi, chyba że stoi to w sprzeczności z Pierwszym Prawem; trzy - robot musi dbać o siebie, o ile tylko nie stoi to w sprzeczności z pierwszym lub drugim prawem.



"Chyba właśnie nadchodzi ten moment. O ile kiedyś była to całkowita fikcja, o tyle teraz prawa robotyki zaczynają dotyczyć naszego codziennego życia. Może np. autonomiczny samochód nie będzie musiał decydować, czy przejechać zakonnicę, grupkę dzieci, czy dwóch wstawionych naukowców, ale może już być w sytuacji wymagającej decyzji, czy hamować i chronić kierowcę, czy gwałtownie skręcić, narażając go, ale np. chronić pieszych. Pierwsze prawo robotyki mówi, że robot ma nie krzywdzić ludzi" - mówił naukowiec z PAN.


Jednak prawa te nie muszą dotyczyć fizycznych maszyn – zastrzegł.

"Oryginalne prawa Asimova dotyczyły robotów fizycznych. Miało to dużo sensu, ponieważ zostały sformułowane ponad pół wieku temu, jako część świata science-fiction. Jednak w realnym świecie dzisiaj nie one nam sprawiają kłopoty. Roomba nas w domu nie zaatakuje. Problemy może jednak stwarzać sztuczna inteligencja i różnego rodzaju tzw. boty. Stąd mój pomysł i postulat wprowadzenia IV prawa robotyki, podchwycony już przez ważne czasopismo branżowe 'IEEE Spectrum'. Prawo to nakazuje prostą rzecz – aby wszelkiego rodzaju sztuczna inteligencja ujawniała się, że nią jest, i nie udawała człowieka. Obecnie mamy już sytuację, w której często nie udaje się prosto dokonać rozróżnienia. Jeśli pozwolimy im na swobodne działanie bez identyfikowania się, będziemy mieli coraz większy problem" – tłumaczył ekspert.

Nadużycia dokonywane z pomocą SI udającej człowieka mogą być różne – dodał.

"Weźmy na przykład tzw. oszustwo ‘na wnuczka’. Za sprawą SI powstają jego nowe odsłony. Ktoś może spotkać się z programem, który będzie miał twarz i głos jego prawdziwego wnuczka i paść ofiarą, np. wyłudzenia pieniędzy. Poza różnymi przestępstwami, SI może być wykorzystywana też na bardziej prozaiczne, aczkolwiek szkodliwe sposoby. Można wymienić np. nachalny marketing telefoniczny – dzięki sztucznej inteligencji firmy mogą dzwonić do ludzi minimalnym kosztem, a odbiorców kosztuje to cenny czas" – tłumaczył.

Niektórzy argumentują, że osoby chcące łamać prawo i tak nie zastosują się do przepisów, ale według prof. Jemielniaka to nie jest prawidłowy sposób rozumowania.

"Podam taki przykład – to, że przestępcy drukują fałszywe pieniądze, nie oznacza, że zakaz takiego czynu, w tym posiadania odpowiednich do tego materiałów, jest bezwartościowy. Odpowiednie prawo podnosi próg ryzyka dla oszustów. Muszą kalkulować, czy im się taki czyn opłaci. Inny przykład – zakaz posiadania broni może nie sprawi, że całkowicie zniknęły napaści z jej użyciem, jednak zdarzają się dużo rzadziej. Nie tylko trudniej jest o samą broń, ale rosną też konsekwencje prawne dla tego, kto ją nawet nielegalnie posiada" – podkreślił prof. Jemielniak.

Zdaniem profesora pierwsze prawo robotyki nie wystarczy. "Zabronienie SI krzywdzenia ludzi nie jest wystarczające. Jeśli głębiej tę kwestię przeanalizujemy, okaże się, że ludzie często nie potrafią stwierdzić, czy kogoś będą czymś krzywdzić, czy też nie. Często mamy do czynienia np. z dezinformacją opartą na założeniu, że ktoś chce zrobić dobrą rzecz – choćby sprzedać odkurzacz, oparty na agentach SI system psychoterapii, albo usługi typu virtual girlfriend, które rzekomo zaspokoją czyjeś potrzeby emocjonalne. Łatwo zauważyć, że rozwój sztucznej inteligencji i jego faktyczne skutki to często dwie różne sprawy i nigdy nie wiemy do końca, czy coś do prowadzi do negatywnych konsekwencji. Nie zawsze wyrządzona szkoda musi mieć charakter fizyczny" – wyjaśnił specjalista.

Czasami jednak SI mogłaby, a nawet musiałaby udawać ludzką istotę – np. szukając przestępców w internecie.

"Tak musiałoby się zdarzać, aby chronić ludzkie życie i w ogóle człowieka przed krzywdą, czasami należałoby wykorzystać techniki maskujące. Podobnie prawo mówiące o ochronie przez robota samego siebie nie jest uniwersalnym prawem - bo właśnie musi, po pierwsze, dbać o człowieka. Istnieje też prawo zerowe mówiące, że roboty muszą dbać o dobro ludzkości – nie mogą np. doprowadzić do jej zagłady. Z tego wynika, że czasami robot mógłby nawet skrzywdzić człowieka, dla dobra całej populacji" – mówił prof. Jemielniak.

Jednak zdaniem profesora można to w prosty sposób zorganizować. "Przez cały czas będzie zachowywana hierarchia praw. Drugie prawo podlega pierwszemu, trzecie - drugiemu. Proponowane prawo czwarte miałoby podlegać pierwszemu. Stałoby się de facto prawem drugim, drugie trzecim, a trzecie – czwartym" – tłumaczył ekspert, jednocześnie zaznaczając, że mogą się oczywiście okazać potrzebne dodatkowe regulacje.

„Prawa robotyki w ogóle są raczej pewnym kierunkiem myślenia, niż ścisłym, precyzyjnym nakazem. Łatwo znaleźć sytuacje, w których samo ich ogólne brzmienie nie wystarczy. Nakaz identyfikowania się SI w interakcjach z ludźmi jest prostym, operacyjnym rozwiązaniem problemu tego, żeby nie trzeba było zastanawiać się, jakie skutki dany kontakt przynosi i aby ciężar rozważań nie był po stronie tego, w czyim interesie będzie usilne udowadnianie, że przecież ten kontakt to tak naprawdę był dla dobra nagabywanego człowieka. Czwarte prawo robotyki całkiem dobrze radzi sobie samodzielnie - nie jest silnie związane z pozostałymi, choć oczywiście łatwo możemy wyobrazić sobie ich wzajemne powiązanie” – podsumował prof. Jemielniak.

Prof. dr hab. Dariusz Jemielniak jest kierownikiem Katedry Management in Networked and Digital Societies (MINDS) w Akademii Leona Koźmińskiego. Od 2023 roku jest wiceprezesem Polskiej Akademii Nauk. Oprócz głównych zainteresowań dotyczących strategii organizacji z branży technologicznej (internetowej) i w badaniu społeczności otwartej współpracy, zajmował się także przemianami organizacyjnymi zachodzącymi na uczelniach i reformą szkolnictwa wyższego w Polsce.

Marek Matacz (PAP)










naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C106868%2Cprof-jemielniak-potrzebujemy-nowego-prawa-robotyki.html





















wtorek, 18 lutego 2025

Korzystanie z SI, a zdolność krytycznego myślenia



Kiedy polegamy na sztucznej inteligencji, która myśli za nas, nasze mózgi mają mniej pracy. 


Może to sprowadzić nas do ograniczonego sposobu myślenia, potencjalnie dławiąc innowacje i utrudniając rozwój wszechstronnych umiejętności rozwiązywania problemów. 







przedruki
tłumaczenie automatyczne




14 Luty 2025 6: 11

am AEDT

Sztuczna inteligencja może czynić nas głupszymi, ostrzega Big Tech



Jest tylko tyle myślenia, ile większość z nas może zrobić w naszych głowach. Spróbuj podzielić liczbę 16 951 przez 67 bez sięgania po długopis i papier. Albo kalkulator. Spróbuj zrobić cotygodniowe zakupy bez listy na odwrocie paragonu z zeszłego tygodnia. Albo w telefonie.

Debora Brown
Profesor filozofii, dyrektor Projektu Krytycznego Myślenia Uniwersytetu Queensland, Uniwersytet Queensland

Piotr Ellerton
starszy wykładowca filozofii i pedagogiki; Dyrektor ds. programu nauczania, UQ Critical Thinking Project, Uniwersytet Queensland



Czy polegając na tych urządzeniach, które ułatwiają nam życie, stajemy się mądrzejsi czy głupsi? Czy zamieniliśmy wzrost wydajności na coraz bardziej zbliżający się do idiotyzmu jako gatunek?

To pytanie jest szczególnie ważne do rozważenia w odniesieniu do technologii generatywnej sztucznej inteligencji (AI), takiej jak ChatGPT, chatbot AI należący do firmy technologicznej OpenAI, z którego w chwili pisania tego tekstu korzysta 300 milionów ludzi każdego tygodnia .

Według niedawnego badania zespołu naukowców z Microsoftu i Carnegie Mellon University w Stanach Zjednoczonych, odpowiedź może brzmieć: tak. Ale to nie wszystko.




Dobre myślenie

Naukowcy ocenili, w jaki sposób użytkownicy postrzegają wpływ generatywnej sztucznej inteligencji na ich własne krytyczne myślenie.

Ogólnie rzecz biorąc, krytyczne myślenie ma związek z dobrym myśleniem.

Jednym ze sposobów, w jaki to robimy, jest osądzanie naszych własnych procesów myślowych w odniesieniu do ustalonych norm i metod dobrego rozumowania. Normy te obejmują takie wartości, jak precyzja, jasność, dokładność, szerokość, głębokość, trafność, znaczenie i przekonywalność argumentów.


Inne czynniki, które mogą wpływać na jakość myślenia, to wpływ naszych istniejących światopoglądów , uprzedzenia poznawcze i poleganie na niekompletnych lub niedokładnych modelach mentalnych .

Autorzy najnowszego badania przyjmują definicję krytycznego myślenia opracowaną przez amerykańskiego psychologa edukacyjnego Benjamina Blooma i współpracowników w 1956 roku. Tak naprawdę to w ogóle nie jest definicja. Jest to raczej hierarchiczny sposób kategoryzacji umiejętności poznawczych, w tym przypominania sobie informacji, rozumienia, zastosowania, analizy, syntezy i oceny.

Autorzy twierdzą, że preferują tę kategoryzację, znaną również jako "taksonomia", ponieważ jest prosta i łatwa do zastosowania. Jednak od czasu jego wynalezienia popadł w niełaskę i został zdyskredytowany przez Roberta Marzano, a nawet przez samego Blooma.

W szczególności zakłada się, że istnieje hierarchia umiejętności poznawczych, w której tak zwane umiejętności "wyższego rzędu" są budowane na umiejętnościach "niższego rzędu". Nie jest to zgodne z logiką ani dowodami. Na przykład ocena, zwykle postrzegana jako proces kulminacyjny lub wyższego rzędu, może być początkiem dociekania lub w niektórych kontekstach bardzo łatwa do przeprowadzenia. To bardziej kontekst niż poznanie decyduje o wyrafinowaniu myślenia.

Problem z użyciem tej taksonomii w badaniu polega na tym, że wiele produktów generatywnej sztucznej inteligencji wydaje się również używać jej do kierowania własnymi wynikami . Można więc interpretować to badanie jako sprawdzenie, czy generatywna sztuczna inteligencja, ze względu na sposób, w jaki została zaprojektowana, jest skuteczna w kształtowaniu tego, jak użytkownicy myślą o krytycznym myśleniu.


W taksonomii Blooma brakuje również fundamentalnego aspektu krytycznego myślenia: faktu, że krytyczny myśliciel nie tylko wykonuje te i wiele innych umiejętności poznawczych, ale wykonuje je dobrze. Robią to, ponieważ mają nadrzędną troskę o prawdę, czego nie mają systemy sztucznej inteligencji.



Większe zaufanie do sztucznej inteligencji oznacza mniej krytycznego myślenia

Badania opublikowane na początku tego roku wykazały "znaczącą negatywną korelację między częstym korzystaniem z narzędzi AI a zdolnościami krytycznego myślenia".

Nowe badanie dalej bada tę ideę. Przeprowadzono ankietę wśród 319 pracowników umysłowych, takich jak pracownicy służby zdrowia, pedagodzy i inżynierowie, którzy omówili 936 zadań, które wykonali za pomocą generatywnej sztucznej inteligencji. Co ciekawe, badanie wykazało, że użytkownicy uważają, że używają krytycznego myślenia mniej podczas wykonywania zadania, niż do zapewnienia nadzoru na etapie weryfikacji i edycji.

W środowiskach pracy, w których gra toczy się o wysoką stawkę, chęć tworzenia wysokiej jakości pracy w połączeniu ze strachem przed represjami służy jako silne motywatory dla użytkowników do angażowania się w krytyczne myślenie w celu przeglądu wyników sztucznej inteligencji.

Jednak ogólnie rzecz biorąc, uczestnicy uważają, że wzrost wydajności z nawiązką rekompensuje wysiłek włożony w zapewnienie takiego nadzoru.

Badanie wykazało, że ludzie, którzy mieli większe zaufanie do sztucznej inteligencji, generalnie wykazywali mniej krytycznego myślenia, podczas gdy ludzie z większą pewnością siebie wykazywali bardziej krytyczne myślenie.

Sugeruje to, że generatywna sztuczna inteligencja nie szkodzi krytycznemu myśleniu - pod warunkiem, że ktoś ją ma.


Problematyczne jest to, że badanie w zbyt dużym stopniu opierało się na samoopisie, który może być obarczony szeregiem uprzedzeń i problemów z interpretacją. Pomijając to, krytyczne myślenie zostało zdefiniowane przez użytkowników jako "wyznaczanie jasnych celów, dopracowywanie podpowiedzi i ocenianie wygenerowanych treści pod kątem spełnienia określonych kryteriów i standardów".

"Kryteria i standardy" odnoszą się tutaj bardziej do celów zadania niż do celów krytycznego myślenia. Na przykład dane wyjściowe spełniają kryteria, jeśli są "zgodne z ich zapytaniami", a standardy, jeśli "wygenerowany artefakt jest funkcjonalny" dla miejsca pracy.

Nasuwa się pytanie, czy badanie w ogóle mierzyło krytyczne myślenie.



Stawanie się krytycznym myślicielem

W nowym badaniu ukryta jest idea, że ćwiczenie krytycznego myślenia na etapie nadzoru jest co najmniej lepsze niż bezrefleksyjne nadmierne poleganie na generatywnej sztucznej inteligencji.

Autorzy zalecają, aby programiści generatywnej sztucznej inteligencji dodali funkcje, aby wywołać krytyczny nadzór użytkowników. Ale czy to wystarczy?

Krytyczne myślenie jest potrzebne na każdym etapie, przed i w trakcie korzystania ze sztucznej inteligencji - podczas formułowania pytań i hipotez do przetestowania oraz podczas sprawdzania wyników pod kątem stronniczości i dokładności.

Jedynym sposobem, aby upewnić się, że generatywna sztuczna inteligencja nie zaszkodzi Twojemu krytycznemu myśleniu, jest stanie się krytycznym myślicielem, zanim jej użyjesz.


Stanie się krytycznym myślicielem wymaga identyfikacji i kwestionowania niewypowiedzianych założeń stojących za twierdzeniami oraz oceny różnych perspektyw. Wymaga to również praktykowania systematycznego i metodycznego rozumowania oraz wspólnego rozumowania, aby przetestować swoje pomysły i myślenie z innymi.

Kreda i tablice sprawiły, że staliśmy się lepsi w matematyce. Czy generatywna sztuczna inteligencja może sprawić, że będziemy lepsi w krytycznym myśleniu? Być może - jeśli będziemy ostrożni, będziemy w stanie wykorzystać generatywną sztuczną inteligencję, aby rzucić sobie wyzwanie i wzmocnić nasze krytyczne myślenie.

Ale w międzyczasie zawsze są kroki, które możemy i powinniśmy podjąć, aby poprawić nasze krytyczne myślenie, zamiast pozwalać sztucznej inteligencji myśleć za nas.



Autorzy nie pracują, nie konsultują się, nie posiadają udziałów ani nie otrzymują funduszy od żadnej firmy lub organizacji, która mogłaby skorzystać z tego artykułu, i nie ujawnili żadnych istotnych powiązań poza ich stanowiskiem akademickim.


/Dzięki uprzejmości The Conversation. Ten materiał od organizacji, z której pochodzi/autor(ów) pochodzi, może mieć charakter określony w czasie i być zredagowany pod kątem przejrzystości, stylu i długości. Mirage.News nie zajmuje stanowisk ani stron instytucjonalnych, a wszystkie poglądy, stanowiska i wnioski wyrażone w niniejszym dokumencie są wyłącznie poglądami autora (autorów).



-----------


Czy sztuczna inteligencja czyni nas głupszymi?



Nowe badanie przeprowadzone przez Microsoft sugeruje, że sztuczna inteligencja może zamieniać nasze mózgi w papkę! 



sobota 15 lutego 2025 r. ,

Czy krytyczne myślenie opuściło czat? Microsoft uważa, że tak! Więc wpatrujesz się w swój ekran, próbując przypomnieć sobie, jak przeliterować "restauracja" bez pytania asystenta AI. Brzmi źle, prawda? Cóż, niedawne badanie przeprowadzone przez Microsoft i Carnegie Mellon University zwróciło uwagę na naszą rosnącą zależność od sztucznej inteligencji - i ma kilka pikantnych ujęć.


Badania sugerują, że zbytnie poleganie na narzędziach sztucznej inteligencji może zamieniać nasze mózgi w przytulne małe ziemniaki kanapowe, podnosząc brwi na temat przyszłości naszych umiejętności krytycznego myślenia. 


Zanim jednak zaczniemy obwiniać roboty za naszą niezdolność do liczenia w myślach, zadajmy sobie prawdziwe pytanie: czy sztuczna inteligencja rzeczywiście czyni nas głupszymi, czy też po prostu zlecamy nudne rzeczy na zewnątrz, abyśmy mogli skupić się na ważniejszych rzeczach? 
Zagłębmy się w dane i zobaczmy, co tak naprawdę się dzieje. 


Zagadka krytycznego myślenia 


Czy do tego stopnia przyzwyczajamy się do narzędzi sztucznej inteligencji, że tracimy zdolność do samodzielnego krytycznego myślenia? Jednym z Najważniejsze wnioski z badanias koncentruje się na wpływie sztucznej inteligencji na krytyczne myślenie. Ponieważ pracownicy coraz częściej zwracają się o pomoc do sztucznej inteligencji, nieumyślnie zlecają swoje myślenie na zewnątrz. 

Badania wskazują, że duże poleganie na narzędziach AI, takich jak duże modele językowe, koreluje z mniejszym zaangażowaniem w zadania wymagające głębokiej analizy i kreatywnego rozwiązywania problemów. 

Zasadniczo, bez tych wyzwań, nasze mózgi nie otrzymują treningu, którego pragną! 

Ta zmiana jest częściowo napędzana przez nasze rosnące zaufanie do możliwości sztucznej inteligencji. Teraz, podczas gdy sztuczna inteligencja może niewątpliwie zwiększyć produktywność, ta nadmierna zależność wpływa na ćwiczenia umysłowe kluczowe dla utrzymania i rozwoju naszych zdolności poznawczych. 

Efekt komory pogłosowej: jak sztuczna inteligencja może zawęzić nasze myślenie 


Badanie sugeruje również, że wykorzystanie sztucznej inteligencji może prowadzić do węższego zakresu wyników w procesie podejmowania decyzji. Ponieważ systemy sztucznej inteligencji są szkolone na określonych zbiorach danych, nie zawsze mogą oferować najbardziej kreatywne lub zróżnicowane podejścia do rozwiązywania problemów. 

Może to sprowadzić nas do ograniczonego sposobu myślenia, potencjalnie dławiąc innowacje i utrudniając rozwój wszechstronnych umiejętności rozwiązywania problemów. 

Atrofia poznawcza: użyj lub strać 


Pomyśl o swoim mózgu jak o mięśniu. Jeśli go nie używasz, staje się słabszy. To samo dotyczy naszych umiejętności myślenia. Kiedy polegamy na sztucznej inteligencji, która myśli za nas, nasze mózgi mają mniej pracy. 


Nie ćwiczymy tak bardzo krytycznego myślenia ani rozwiązywania problemów. 


Może to prowadzić do "atrofii poznawczej", co oznacza, że nasze zdolności myślenia z czasem stają się słabsze. 


Tak więc, nawet jeśli sztuczna inteligencja jest świetna w rozwiązywaniu problemów teraz, co się stanie, gdy staniemy przed nowym, nieoczekiwanym wyzwaniem, z którym sztuczna inteligencja nie może sobie poradzić? 

Jeśli nasze mózgi nie są w formie, możemy mieć trudności ze znalezieniem rozwiązania na własną rękę. Dlatego musimy nadal ćwiczyć nasze umysły, aby nie stać się zbytnio zależnymi od sztucznej inteligencji.



Dylemat w miejscu pracy: zależność a upodmiotowienie 



Krajobraz miejsc pracy szybko się zmienia, a rola sztucznej inteligencji w tym zakresie staje się coraz większa. W miarę jak włączamy sztuczną inteligencję do naszej codziennej rutyny, istnieje szansa, że pracownicy mogą zauważyć, że ich pewność siebie słabnie, jeśli chodzi o samodzielne radzenie sobie z zadaniami. 

Ta zależność może stanowić nie lada wyzwanie, zwłaszcza w tych momentach, gdy narzędzia AI są poza zasięgiem. Tak więc celem powinno być stworzenie sztucznej inteligencji, która będzie działać jako partner, a nie zamiennik ludzkiej inteligencji. Oznacza to projektowanie systemów, które dostarczają rozwiązań i zachęcają użytkowników do krytycznego myślenia i rozwijania umiejętności rozwiązywania problemów. 


W poszukiwaniu równowagi 


Debata na temat tego, że technologia czyni nas "głupimi", nie jest niczym nowym, ale sztuczna inteligencja niesie ze sobą nowy zestaw obaw. Badanie to podkreśla potencjalne koszty poznawcze zbytniego polegania na sztucznej inteligencji. Chociaż sztuczna inteligencja może niewątpliwie usprawnić zadania iZwiększ produktywność, bardzo ważne jest, aby chronić nasze umiejętności krytycznego myślenia. Kluczem jest znalezienie równowagi między pomocą sztucznej inteligencji a aktywnym zaangażowaniem poznawczym. Przyjmując sztuczną inteligencję w sposób odpowiedzialny, możemy zapewnić, że technologia zwiększa nasze zdolności intelektualne.








miragenews.com/ai-may-be-making-us-dumber-big-tech-warns-1408380/

yourstory.com/2025/02/ai-critical-thinking-decline