Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą USA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2025

10 zasad Milei ( i kultura)





No, zasady bardzo słuszne.




przedruk




"Nie obchodzi nas zdanie polityków na żaden temat". 
Milei przedstawił 10 zasad


Dodano: dzisiaj 15:01


Prezydent Argentyny Javier Milei przedstawił 10 zasad politycznych, którymi kieruje się jego rząd i powinna jego zdaniem kierować się prawica.





Na kongresie kierowanej przez Giorgię Meloni partii Bracia Włosi prezydent Argentyny Javier Milei przypomniał i omówił 10 zasad politycznych, którymi kieruje się swojej działalności w ramach sprawowania władzy.


Przypomnijmy, że w Argentynie od roku trwa transformacja zrujnowanej przez socjalizm gospodarki w kapitalizm. Rządzący koncentrują swoje działania m.in. na radykalnym obniżeniu rządowych wydatków i uwolnieniu gospodarki. W 2025 polityka budżetowa jest prowadzona zgodnie z zasadą zero deficytu.


Milei podkreślił, że nie jest zawodowym politykiem, lecz ekonomistą i gardzi politykami z powodu szkód, które wyrządzili Argentynie. 

W swoim przemówieniu wiele miejsca poświęcił zagadnieniu walki prawicy z lewicą, którą jego zdaniem należy pokonać.



10 zasad politycznych rządu Javiera Milei

Lepiej powiedzieć niewygodną prawdę, niż wygodne kłamstwo

Nie obchodzi nas zdanie polityków na żaden temat

Nigdy nie należy negocjować swoich idei, żeby zdobyć głosy – zaprzeczanie własnym przekonaniom pozostawi cię bez przekonać i bez głosów

Musimy być praktyczni, zdecydowani i nie wahać się pokonać lewicę w bitwie kulturowej

Jedynym sposobem na walkę ze zorganizowanym złem jest zorganizowane dobro

Kiedy przeciwnik jest silny jednym sposobem na pokonanie go jest większa siła

Najlepsza obrona to dobry atak – prawica nie może być ciągle w defensywie i tylko reagować na to, co robi lewica

Walka kulturowa to obowiązek, bo dobrze wskazana idea to dopiero początek, a trzeba ją jeszcze zaimplementować

Jedyny sposób na walkę z socjalizmem jest z prawej strony, bo centrum w praktyce pomaga lewicy

Bronimy sprawy sprawiedliwej i szlachetnej – znacznie większej, niż każdy z nas. Ta sprawa to wielki cywilizacyjny wyczyn, jakim jest Zachód.






Życie, wolność, własność prywatna


W trakcie wystąpienia argentyński prezydent podkreślił, że jego rząd kieruje się przekonaniem, że wolny rynek przynosi dobrobyt dla wszystkich. W konsekwencji rząd musi być ograniczony, ponieważ ludzie wiedzą lepiej niż politycy i biurokraci, jak produkować, z kim handlować i kogo zatrudniać. Dodał, że obecna władza Argentyny broni życia, wolności i własności prywatnej.

Milei wyraził ocenę, że prawicowa liberalna strona zbyt często wpada w pułapkę defensywy, marnując czas na "tłumaczenie się przed tymi, którzy na to nie zasługują".

 – Nikomu kto zrujnował nasz kraj, nie musimy niczego tłumaczyć. To my musimy dyktować tempo wydarzeń, upewniają się, że gra toczy się według naszych zasad. Jeśli zdarzy się, że stracimy punkt, musimy zdobyć kolejne trzy 

– apelował.


Walka kulturowa z lewicą

Prezydent Argentyny wskazał, że najważniejszym polem, na którym toczy się bój z lewicą, jest kultura.

 – Lewica to dowód na to, że najgorsze idee kulturowe mogą odnieść sukces, jeśli są dobrze wypromowane – zwrócił uwagę, dodając, że należy lepiej wypromować idee wolnościowe, które sprawdzają się w praktyce.

Milei podkreślił, że rząd Argentyny nie jest zainteresowany trwaniem w żadnym pakcie, który zakłada dalsze dojenie podatników.

 – To, co oni nazywają konsensusem to w rzeczywistości konsensus między nimi a ich jedynym celem – przywileje kasty politycznej nawet wtedy, kiedy zmieniają się rządy, a politycy skaczą sobie do gardeł 

– powiedział.





---------




I jeszcze tytułem komentarza:

"wolny rynek" - pod tym pojęciem czają się różne interpretacje

"dobro trzeba organizować" - dokładnie!

"walka kulturowa" - to jest coś, co już podkreślałem we wcześniejszych postach 



- na kulturę zwracałem uwagę min. przy okazji notatki o pismach J. G. Herdegera i Muzeum w Morągu

- a także przy okazji postu "Zwycięstwo bez walki" o konkurencji pomiędzy Chiami, a USA - poniżej fragment tego tekstu:



złe działania wynikają z błędnych pomysłów

błędnego poglądu



nasza zdolność do bezpośredniego zwycięstwa dzięki sile militarnej nie powinna być naszą jedyną miarą sukcesu
tak jak chińscy przywódcy studiowali nasz sposób prowadzenia wojny, tak my musimy studiować ich
konkurencja strategiczna jest trwałym stanem, którym należy zarządzać, a nie problemem, który należy rozwiązać


kluczowe znaczenie będzie miała nasza zdolność budowania jedności

na jedność wpływa jakość kultury narodu

idea kulturowa




rywalizacja idei


liczy się nie tylko rywalizacja militarna czy gospodarcza

wymaga to od nas poznania i zrozumienia:

- własnej kultury
- filozofii oraz kultury naszego przeciwnika


znajomość kultury była decydująca, a z pewnością krytycznie ważna





"fałszywa kultura" i massmedia mogą niweczyć wysiłek rodziców włożony w wychowanie dzieci, tak więc

podtrzymywanie i uprawianie kultury zgodnej z naszym kodem kulturowy, tradycją, naszym narodowym interesem - jest ekstremalnie ważne.








piątek, 3 stycznia 2025

Gdzie nas nie ma...



Polska należy do najbardziej bezpiecznych krajów na świecie - widać, nie doceniamy tego.

Nuda?





przedruk





 „w zasadzie wszędzie na świecie nie ma ludzi w pełni usatysfakcjonowanych ze swojego kraju”.






2 stycznia 2025

Większość Polaków deklaruje chęć opuszczenia kraju. Gdzie chcą się udać?




55 procent badanych Polaków chciałoby przenieść się do innego kraju, a najchętniej do Hiszpanii – wynika z badania przedstawionego przez ARC Rynek i Opinia. Jego autorzy zauważyli też, że Polacy, jeśli chodzi o zadowolenie ze swojego życia są najbliżsi Nigeryjczykom, Turkom i Bułgarom.

Jak wynika z międzynarodowego badania opinii publicznej zrealizowanego przez sieć IRIS, której przedstawicielem w Polsce jest ARC Rynek i Opinia. „w zasadzie wszędzie na świecie nie ma ludzi w pełni usatysfakcjonowanych ze swojego kraju”.

Autorzy badania wskazali, że Polacy i tak znaleźli się w grupie narodów w „znacznym stopniu usatysfakcjonowanych” swoim krajem – podobne opinie mają Amerykanie, Australijczycy czy Koreańczycy. „Ale i tam przewagę uzyskują narzekający. Najgorzej swój kraj postrzegają Bułgarzy, Rumunii i Grecy” – zaznaczono w badaniu, dodając, że słabo pod tym względem wypadają także Japończycy i Włosi.


Mieszkańców poszczególnych krajów spytano m.in. o to, czy chcieliby przenieść się do innego kraju, a jeżeli tak, to do jakiego. Badanie pokazało, że najwięcej Nigeryjczyków, Peruwiańczyków, a w Europie – Greków chciałoby opuścić swój kraj. Najmniej takich osób jest wśród Malezyjczyków, Japończyków czy Australijczyków.



W Polsce 55 proc. badanych (średnia dla wszystkich badanych krajów to 45 proc.) złożyło deklarację, że chciałoby przenieść się do innego kraju. 

Z odpowiedzi ankietowanych wynika, że dla wielu krajów europejskich, w tym dla Polski, takim krajem jest Hiszpania. Podobnie myślą Litwini, Rumuni, Włosi. Autorzy opracowania przypomnieli, że w przypadku Polaków kiedyś takim „wyśnionym Eldorado” były Stany Zjednoczone, obecnie są one dopiero po Hiszpanii, Włoszech i Niemczech. „Wielka Brytania, kiedyś bardzo atrakcyjna, spadła na ostatnią pozycję preferencji Polaków” – dodali.



Respondentów spytano także o to, w jakim stopniu ich własne życie jest w ich ocenie bliskie ideałowi. Z udzielonych odpowiedzi wynika, że

Polacy nie są zadowoleni ze swojego życia. 

„Jesteśmy tu bliżsi Nigeryjczykom, Turkom czy Bułgarom” – zauważyli autorzy badania. Podkreślili, że tylko w 4 z 17 krajów objętych badaniem więcej osób uważa, że ich życie jest bardzo bliskie lub bliskie ich aspiracjom.


„Podobnie wypadają Polacy, jeżeli chodzi o odpowiedź na pytanie, na ile ich życie jest bliskie lub dalekie od ideału. Jesteśmy tu w grupie raczej niezadowolonych, choć wyprzedzają nas pod tym względem Japończycy, Grecy czy Bułgarzy” – stwierdzili.

W ocenie autorów badania dotyczącego marzeń i aspiracji różnych nacji, przynosi ono „dosyć zaskakujące” wyniki. „Obok bogatych krajów – takich jak chociażby Kanada czy Austria okazuje się, że również mieszkańcy krajów biedniejszych – jak np. Meksyk, Peru mogą też być zadowoleni z życia, z realizacji swoich aspiracji” – zwrócili uwagę.


Ich zdaniem jednym z wyjaśnień tego paradoksu są różne poziomy oczekiwań i aspiracji – inne dla społeczeństw zamożnych, inne dla biedniejszych.

„Często mówi się o Polakach jako narodzie osób narzekających, ale wyniki badania pokazują, że są też bardziej od nas narzekający. A w szczególności narzekający na swój kraj. Bo bardziej narzekamy na własne życie, własny los niż na kraj” 

– skomentował wiceprezes ARC Rynek i Opinia Adam Czarnecki.



Wskazał, że Japonia, która kiedyś była krajem dla Polaków nieosiągalnym, można powiedzieć idealnym, do którego poziomu życia chcieliśmy w marzeniach dojść, „została przez nas na wielu wymiarach dogoniona, a nawet przegoniona”.

„Japończycy są bardziej niezadowoleni ze swojego kraju od Polaków i również częściej uważają, że ich życie jest dalekie od ideału. Ale najbardziej niezadowoleni są Bułgarzy i to zarówno z własnego kraju, jak i życia indywidualnego” – podkreślili Czarnecki.


Badanie zostało zrealizowane techniką CAWI w 18 krajach między styczniem a marcem 2024 r. na reprezentatywnych próbach ludności w wieku 18+. W każdym z krajów badanie było przeprowadzone na próbie o liczebności 500 respondentów, a w Polsce na próbie N=1000 respondentów.


ARC Rynek i Opinia od ponad 32 lat przeprowadza badania marketingowe oraz sondaże opinii publicznej. Przynależy do międzynarodowej sieci zrzeszającej niezależne agencje badawcze – IRIS – realizuje projekty badawcze w Europie i na świecie.







Większość Polaków deklaruje chęć opuszczenia kraju. Gdzie chcą się udać? - PCH24.pl


środa, 25 grudnia 2024

UFO w New Jersey (i Olsztynie)

 









ABC News:











Olsztyn.



Mieszkańcy Olsztyna od kilku dni z niepokojem przyglądają się tajemniczemu obiektowi, który pojawił się nad Kortowem. Według relacji świadka, obiekt najpierw się poruszał, a potem zatrzymał i od trzech dni pozostaje w jednym miejscu.






Obserwatorzy z budynku przy ulicy Warszawskiej 105 zauważyli, że obiekt znajduje się nad Kortowem. Można go zauważyć, patrząc w stronę jednostki wojskowej. Świadek relacjonuje, że forma wygląda szczególnie intrygująco ze względu na czerwonawą strukturę w centrum, która została uchwycona na zdjęciach wykonanych aparatem z trzydziestokrotnym przybliżeniem.

Zdjęcia i filmy wykonane między 17 a 25 grudnia rzucają więcej światła na tajemniczy obiekt. O ile na początku zaobserwowano ruch, teraz wydaje się, że obiekt „wisi” w jednym miejscu.

Nie brakuje spekulacji, czym może być tajemniczy obiekt. Niektórzy sugerują, że może to być satelita, dron lub efekt zjawiska atmosferycznego.


Autor zdjęć zachęca mieszkańców do przyłączenia się do obserwacji. „Może ktoś z teleskopem będzie mógł pomóc?” zastanawia się mężczyzna, mając nadzieję, że wspólne działania pomogą rozwikłać zagadkę. Czy uda się wyjaśnić, co zawisło nad Kortowem?







youtube.com/watch?v=YUM0BFWq1r0

facebook.com/watch/?ref=saved&v=7959271957509164

youtube.com/watch?v=1o1QLDNdW0Q


Nietypowe zjawisko w Olsztynie: na niebie widoczny jest tajemniczy obiekt

tko.pl/262664,2024,12,27,nietypowe-zjawisko-w-olsztynie-na-niebie-widoczny-jest-tajemniczy-obiekt

tko.pl/253269,2024,10,16,tajemniczy-rozblysk-nad-olsztynem-swiadkowie-opisuja-niezwykle-zjawiska-i-zaklocenia












poniedziałek, 9 grudnia 2024

Jak zdobyć Nagrodę Nobla?





Naprawdę??



przedruk
tłumaczenie automatyczne







Nauka stojąca za zdobyciem Nagrody Nobla? 

Bycie mężczyzną z zamożnej rodziny






W świecie, w którym ponad połowa laureatów pochodzi z gospodarstw domowych należących do 5% najbogatszych, marnuje się wiele talentów

Lubimy przełomowe odkrycia naukowe. Ludzkość ostatecznie na nich polega. Ma to więc znaczenie, jeśli tracimy jakieś odkrycia.

Ale przekonujące dowody na to, że rzeczywiście coś tracimy, pochodzą z nowego badania nad pochodzeniem w dzieciństwie (mierzonym na podstawie zawodu ich ojca) niektórych odnoszących sukcesy naukowców: laureatów Nagrody Nobla.


Gdyby talenty i możliwości były równo rozłożone, przeciętny zwycięzca pochodziłby ze środowiska o średnich dochodach. 

A rzeczywistość? 

Przeciętny laureat dorastał w gospodarstwie domowym znajdującym się nieco poniżej 10 proc. najbogatszych. Ponad 50% pochodzi z górnych 5%. 

Ojcowie laureatów to najprawdopodobniej właściciele firm, lekarze lub inżynierowie (nie politycy, przepraszam dzieciaki).


Tak więc albo talenty są bardzo nierówno rozdzielone, skoncentrowane wśród bogatszych rodzin, albo szansa jest. To drugie. Podkreślając, że bardziej równy podział szans oznaczałby większy postęp naukowy, autorzy wykazują, że miasta, które mają większą mobilność międzypokoleniową, produkują więcej laureatów.

Chcesz, aby Twoje dzieci zdobyły Nobla i nie możesz zmienić własnego zawodu? Z badania wynikają dwie rady. 

Mieć syna (jeśli jesteś kobietą, musisz pochodzić ze szczególnie bogatej rodziny, co wskazuje na szersze bariery, z jakimi borykają się kobiety w nauce) i mieszkać w Ameryce.

Dostęp do możliwości naukowych poprawił się w ciągu 125 lat przyznawania Nagród Nobla. 

Typowy zwycięzca znajdował się w 10% najlepszych w 1900 roku, podczas gdy obecnie jest to 20%.


Ci, którzy urodzili się w bogatszych krajach, a nie tylko w bogatszych rodzinach, mają znacznie większe szanse na zdobycie Nagrody Nobla. Od stu lat ta przepaść prawie się nie zmniejszyła. To dużo zmarnowanego talentu. I stracone przełomy.





Torsten Bell jest posłem Partii Pracy





.theguardian.com/commentisfree/2024/dec/07/the-science-behind-winning-nobel-prize-being-man-from-wealthy-family-torsten-bell













poniedziałek, 18 listopada 2024

Ofiara agresji ma prawo się bronić









przedruk



Ofiara agresji ma prawo się bronić – podkreślił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, odnosząc się do decyzji Joe Bidena.




Zgodę administracji Joe Bidena na wykorzystanie broni dostarczonej Ukrainie przez Stany Zjednoczone do ataków w głąb Rosji szef MSZ Radosław Sikorski skomentował w niedzielę za pośrednictwem mediów społecznościowych.


Sikorski o decyzji Bidena: Odpowiedział w języku, który Putin rozumie

"Na wejście do wojny żołnierzy Korei Północnej i zmasowany nalot rosyjskich rakiet Prezydent Biden odpowiedział w języku, który W. Putin rozumie – zdjęciem ograniczeń na użycie przez Ukrainę zachodnich rakiet" – napisał szef polskiej dyplomacji na platformie X.


Podkreślając, że ofiara agresji ma prawo się bronić, Sikorski dodał: "Siła odstrasza, słabość prowokuje".




dorzeczy.pl/kraj/657202/jest-reakcja-polski-na-decyzja-usa-jezyk-ktory-putin-rozumie.html


















sobota, 16 listopada 2024

10-punktowy plan Trumpa




przedruk




10 listopada 2024

„W ten sposób zniszczę Głębokie Państwo”. Trump przedstawia 10-punktowy plan usunięcia „waszyngtońskiego bagna”



Prezydent-elekt Donald Trump zapowiedział, że „departamenty i agencje rządowe, które zostały uzbrojone przeciwko obywatelom, zostaną gruntownie przeorane, tak aby bezimienni biurokraci nigdy więcej nie mogli atakować i prześladować konserwatystów, chrześcijan i politycznych wrogów lewicy”.



W powyborczym orędziu Donald Trump przedstawił plan „demontażu Deep State i odzyskania demokracji z rąk skorumpowanych graczy w Waszyngtonie raz na zawsze”.




Podajemy skrócony tekst wszystkich punktów z przemówienia:

Po pierwsze, natychmiast wznowię rozporządzenie wykonawcze z 2020 roku przywracające prezydentowi uprawnienie do usuwania biurokratycznych szumowin i będę korzystał z tego uprawnienia bardzo agresywnie.

Po drugie, usuniemy wszystkich skorumpowanych aktorów z naszego aparatu bezpieczeństwa narodowego i wywiadu. Departamenty i agencje, które zostały uzbrojone przeciwko obywatelom, zostaną gruntownie przeorane, tak aby bezimienni biurokraci nigdy więcej nie mogli atakować i prześladować konserwatystów, chrześcijan i politycznych wrogów lewicy.

Po trzecie, przeprowadzimy całkowitą reformę sądów FISA, które są tak skorumpowane, że sędziowie nawet nie przejmują się tym, że używają jawnych kłamstw w uzasadnieniach nakazów aresztowania.

Po czwarte, aby ujawnić oszustwa i nadużycia władzy, które rozdzierają nasz kraj, utworzymy „Komisję Prawdy i Pojednania”, aby odtajnić i opublikować wszystkie dokumenty dotyczące inwigilacji, cenzury i korupcji Deep State.

Po piąte, podejmiemy walną rozprawę z rządowymi kretami, którzy współpracują z fake mediami, aby celowo tworzyć fałszywe narracje i podważać powagę naszego rządu i naszą demokrację. Jeśli to możliwe, będziemy wnosić oskarżenia kryminalne.

Po szóste, uczynimy wszystkie biura Inspektora Generalnego niezależnymi i fizycznie oddzielonymi od nadzorowanych przez niego departamentów, aby jego urzędnicy nie stali się sprzymierzeńcami Deep State.

Po siódme, zwrócę się do Kongresu o ustanowienie niezależnego systemu audytowego, który będzie stale nadzorował nasze agencje wywiadowcze, by mieć pewność, że nie szpiegują naszych obywateli ani nie prowadzą kampanii dezinformacyjnych przeciwko narodowi amerykańskiemu, ani też nie szpiegują czyjejś kampanii, tak jak szpiegowali moją.

Po ósme, będziemy kontynuowali wysiłki administracji Trumpa, aby przenieść części rozległej federalnej biurokracji do nowych lokalizacji z dala od waszyngtońskiego bagna. Tak jak przeniosłem Biuro Zarządzania Ziemią do Kolorado, tak samo sto tysięcy stanowisk rządowych mogłoby zostać przeniesionych – natychmiast – do miejsc pełnych patriotów kochających Amerykę.

Po dziewiąte, będę dążył do tego, aby federalni biurokraci nie podejmowali pracy w firmach, które nadzorują i regulują, jak dzieje się to choćby w przypadku Big Pharmy.

Na koniec będę naciskać na wprowadzenie poprawki do konstytucji, która nałoży ograniczenia kadencyjne na członków Kongresu.

W ten sposób zniszczę Deep State i przywrócę rząd kontrolowany przez naród i istniejący dla narodu – zakończył Donald Trump.

Źródło: lifesitenews.com



A co z tzw. wolno praso???








„W ten sposób zniszczę Głębokie Państwo”. Trump przedstawia 10-punktowy plan usunięcia „waszyngtońskiego bagna” - PCH24.pl



czwartek, 7 listopada 2024

13 kluczy do wyborów w USA





przedruk
tłumaczenie automatyczne







"13 kluczy": Jak pewien historyk przewidział prawie wszystkie ostatnie wybory w USA




Historyk Allan Lichtman, który ma niemal doskonałe wyniki w przewidywaniu wyników wyborów w USA, powiedział, że kandydatka Demokratów na prezydenta, wiceprezydent Kamala Harris, wygra listopadowe wybory. Profesor Uniwersytetu Amerykańskiego prawidłowo przewidział wyniki wszystkich wyborów prezydenckich w USA od 1984 roku, z wyjątkiem jednej.


Data wydania: 09/09/2024 - 09:54



Zapomnijcie o sondażach, porzućcie dane i przestańcie wysyłać dziennikarzy do knajpek w swing-state, by przeprowadzali wywiady z niezdecydowanymi wyborcami: historyk Allan Lichtman już wie, kto wygra wybory prezydenckie w USA.

"Harris wygra" - oznajmił z przekonaniem Lichtman agencji AFP.

Przemawiał w swoim domu na zielonych przedmieściach Waszyngtonu w Bethesda wkrótce po tym, jak ujawnił swoją szeroko dyskutowaną prognozę Białego Domu, która pojawia się raz na cztery lata, opartą na tym, co nazywa metodą "13 kluczy".

Łatwo jest odrzucić charakterystyczną metodologię Lichtmana jako kolejną sztuczkę w niekończących się, przeciągających się relacjach z wyborów w USA w stylu "wyścigów konnych" – gdzie dziennikarze, ankieterzy i eksperci nieustannie próbują zobaczyć, kto jest na plusie, a kto na minusie.

Profesor historii z Uniwersytetu Amerykańskiego ma jednak odpowiedzi dla swoich krytyków – i osiągnięcia, które są trudne do pobicia, ponieważ od 1984 roku prawidłowo ogłosił wszystkie wybory z wyjątkiem jednej.

Lichtman nie zwraca uwagi na sondaże.

Zamiast tego jego przewidywania opierają się na serii prawdziwych lub fałszywych twierdzeń zastosowanych do obecnej administracji prezydenckiej. Jeśli sześć lub więcej z tych "kluczy" okaże się fałszywych, wybory przypadną rywalowi, który jest poza władzą – w tym przypadku kandydatowi Republikanów Donaldowi Trumpowi.




Mędrzec z Betesdy?

Jednym z kluczowych elementów jest na przykład to, że partia prezydenta zdobyła mandaty w ostatnich wyborach uzupełniających. Demokraci faktycznie stracili kontrolę nad Izbą Reprezentantów w wyborach połówkowych w 2022 r., co oznacza, że ten konkretny klucz jest określany jako "fałszywy", co przechyla szalę na stronę Trumpa.

Na drodze Trumpa stoi jeszcze kilka kluczy: prezydent Joe Biden ustąpił ze stanowiska, co oznacza, że Demokraci stracili klucz, który decyduje o "zasiedziałości", czyli istotnej przewadze.

Wiceprezydent Bidena i następczyni na stanowisku kandydata, Kamala Harris, nabiera optymizmu wśród wiernych partii. Lichtman twierdzi jednak, że nie kwalifikuje się do innego z kluczy, jakim jest bycie charyzmatyczną, "jedyną w swoim rodzaju" kandydatką w stylu Ronalda Reagana czy Franklina Roosevelta.

Więcej punktów dla Trumpa, tak. Ale potem klucze zaczynają pękać w szybkim tempie dla Harrisa.

Na przykład ogromne ustawodawstwo administracji Bidena dotyczące środowiska i infrastruktury zaznacza pole klucza wymagającego "poważnej zmiany polityki" przez obecny Biały Dom.

Kolejnym kluczowym dla Harris jest odejście skrajnego niezależnego kandydata Roberta F. Kennedy'ego Jr.

Spełnia też kluczowe żądanie, jakim jest brak poważnego skandalu.

Policz, a okaże się, że tylko trzy klucze przypadają Trumpowi. Aby jednak zostać ogłoszonym prawdopodobnym zwycięzcą, potrzebowałby ich sześciu.

Jest jeszcze jeden klucz, który może pójść po myśli Harrisa, jeśli administracja doprowadzi do zawieszenia broni i uwolnienia zakładników w Gazie.

Jest to posunięcie, które prawdopodobnie wymagałoby od Demokratów mocniejszego nacisku na izraelski rząd – z pewnością spowodowałoby napięcia wśród opętanych sondażami doradców w partii, która próbuje usiąść okrakiem na bazie, która jest mocno podzielona w tej kwestii. Jednak zawieszenie broni oznaczałoby, że Demokraci faktycznie osiągnęli sukces polityczny i dostarczyliby jeden z kluczowych elementów polityki zagranicznej.

"Nie lubię spekulować, bo diabeł tkwi w szczegółach, ale to może być postrzegane jako duży sukces" – powiedział.
Zapomnij o "hałasie"

Krytycy "13 kluczy" skupiają się na spekulatywnym charakterze niektórych twierdzeń prawda-fałsz. Kim jest na przykład charyzmatyczny lider?

A jednak mędrzec z Betesdy, jak nazywają go niektórzy, jest dobrze zorientowany w argumentowaniu swoich racji.

"Robię to od 40 lat. Myślę, że usłyszałem wszystkie możliwe pytania" – powiedział. "'Czy twoje klucze nie są subiektywne?' Oczywiście mam na to odpowiedź -- oni nie są subiektywni, oni osądzają.

"Mamy do czynienia z ludźmi. Historycy cały czas wydają osądy, a osądy są bardzo ściśle ograniczone".

Lichtman przekonuje, że w "hałasie" krajowej politycznej punktacji wybory prezydenckie to po prostu "głosowanie w górę lub w dół na siłę i wyniki partii w Białym Domu".

W ten sposób jego metoda jest antykońska – skupia się na dobrym rządzeniu, a nie na kampaniach, ponieważ w rzeczywistości "zapominamy praktycznie o wszystkim, co kandydat ma do powiedzenia".

Jedynymi wyborami, w których kalkulacje Lichtmana nie przewidziały prezydenta, było zwycięstwo George'a W. Busha w 2000 roku. Lichtman może bronić swojego rekordu, wskazując, że była to skomplikowana prawnie sprawa, w której demokrata Al Gore wygrał głosowanie powszechne, ale Bush odniósł zwycięstwo dzięki decyzji Sądu Najwyższego.










"13 kluczy": Jak pewien historyk przewidział prawie wszystkie ostatnie wybory w USA (france24.com)





poniedziałek, 28 października 2024

Ustawka Rosja - Niemcy?




Wchłonięcie Mołdowy przez Rumunię zablokowane przez Niemcy?





przedruk
tłumaczenie automatyczne





Dan Dungaciu, szokujące stwierdzenia: Zachód zablokował projekt unionistyczny, ponieważ był on sprzeczny z porozumieniem z Rosją w sprawie Mołdawii. Rumunia ma przerąbane

 28.10.2024 



Profesor Dan Dungaciu, socjolog i analityk polityki zagranicznej, powiedział, że rumuński projekt unionistyczny został "storpedowany" przez Zachód, a zwłaszcza Niemcy, z powodu porozumienia, jakie Rosja zawarła z Rosją w sprawie Mołdawii.

Ściślej rzecz ujmując, Dungaciu twierdzi, że Niemcy i Rosja zawarły umowę, na mocy której wspólnie kontrolowały Mołdawię i Ukrainę, a unionistyczny projekt Rumunii zrujnowałby te porozumienia. Profesor uniwersytecki zilustrował w programie Mariusa Tucă sposób, w jaki Niemcy działały w sprawie departamentu Mołdawii, który miał istnieć w Cotroceni i który ostatecznie został opuszczony.

"Dziesięć lat temu, po tym jak wygrał swoją pierwszą kadencję, miał niezaprzeczalny autorytet. Był pierwszym prezydentem, który w swoim programie prezydenckim miał sekcję poświęconą Republice Mołdawii. Podczas prezydencji, po raz pierwszy, powinien był istnieć departament ds. Republiki Mołdowy i Rumunów na całym świecie. Był to pierwszy raz, kiedy taka instytucja przyjęła taką rolę. Administracja prezydencka była zorganizowana - przypadkiem zostałem nominowany na to stanowisko, na tamten departament - były wykonywane telefony itp. Przeszła długą drogę.

I w pewnym momencie nadlatuje torpeda i wysadza projekt w powietrze. Wciąż próbuję się dowiedzieć, skąd ta torpeda leci. Bo wykluczył się z siatki administracji prezydenckiej. Punkt. Z tego punktu widzenia Iohannis zrozumiał, że Mołdawia nie jest tematem, którym należy się zajmować. Nie sądzę, żeby to pochodziło z wnętrza, ale z zewnątrz. To było w kondominium, obszarze, którego nikt nie kontroluje, a oboje kontrolują. Polityka zagraniczna Europy była wówczas kształtowana przez Niemcy. Nikt nie dał jej mandatu, ale ona też sama go przyjęła. Francja zajmowała się czymś innym, a Niemcy Rosją.

Zgodzili się co do Mołdawii i Ukrainy i powiedzieli: wy nie idziecie na całość, my nie idziemy na całość. Dla Rumunii nie było tu miejsca, bo ze swej natury, ze względu na swoją wspólną tożsamość i groziło to zrujnowaniem porządku. Projekt unionistyczny został obwiniony nie dlatego, że był projektem skierowanym przeciwko Federacji Rosyjskiej, ale także dlatego, że był sprzeczny z porozumieniem z Zachodem. 

Obecność departamentu ds. relacji z Mołdawią na szczeblu prezydenta oznaczała, że Rumunia chciała coś zagrać. Został on uchylony. (Ręka) pochodziła gdzieś z Europy Zachodniej. Nie było nikogo z Rumunii" – powiedział Dan Dungaciu.

Z tego powodu w ciągu ostatnich 20 lat Mołdawia nie miała szans na integrację. "Od tego czasu Republika Mołdowy nigdy nie miała realnej szansy na integrację. To było jak ten chomik, który kręci się w cylindrze i tworzy mięśnie. Rumunia nie miała tam żadnych realistycznych gier. Naddniestrze było wykorzystywane przez Rosjan, aby Mołdawia nie się zbyt daleko i wykorzystywane przez Niemców, aby Mołdawia nie zbliżała się zbytnio. I utrzymywali tam Republikę Mołdowy, bo taka była "ustawka". Nie pozwolono wam mieć instytucji poświęconej Republice Mołdawii" – powiedział profesor uniwersytecki.

Analityk dodał również, że porozumienie UE-Rosja umożliwiło takie rządy jak Maia Sandu - Igor Dodon. "To była europejsko-rosyjska umowa, żeby się tam zbytnio nie angażować. Dlatego zaakceptowali rząd Filata w jego obecnym kształcie i rząd Plahotniuca, w tym maksymalny wyraz kondominium europejsko-rosyjskiego, rząd Maia Sandu - Dodon. To był maksymalny wyraz kondominium" – powiedział Dungaciu.

Profesor powiedział, że stara umowa już nie działa ze względu na wojnę na Ukrainie, ale może wrócić.

Co więcej, Dan Dungaciu ujawnił, że w 2002 roku w Porto Amerykanie doszli do porozumienia z Rosjanami w sprawie Naddniestrza. "Jest rok 2002 i Amerykanie oddają to Rosji, co?" wycofanie rosyjskiej amunicji, żołnierzy i armii z Naddniestrza", ale uwaga, "pod warunkiem, że spełnione zostaną warunki wycofania". A Rosja powiedziała: "Dziękuję".

 Amerykanie oddali Naddniestrze Rosji w ramach rekompensaty za rozszerzenie NATO, ponieważ widzieli wynik wyborów w Kiszyniowie" – powiedział Dungaciu. Jego zdaniem, problem Mołdawii pojawi się w przyszłych negocjacjach między Amerykanami a Rosjanami w sprawie Ukrainy.




Dan Dungaciu, szokujące stwierdzenia: Zachód zablokował projekt unionistyczny, ponieważ był on sprzeczny z porozumieniem z Rosją w sprawie Mołdawii. Rumunia ma przerąbane








sobota, 26 października 2024

Dyplomacja małych kroków






przedruk
tłumaczenie automatyczne



Ustanowienie i rozszerzenie NATO (19)


Prof. dr hab. Tiberiu Tudor

środa, 20 października 2024




Partnerstwo dla pokoju

W świetle odtajnionych w latach 2008-2024 dokumentów z okresu Clinton-Jelcyn, Partnerstwo dla Pokoju jawi się jako genialne rozwiązanie amerykańskiej dyplomacji, mające na celu stopniowe zajmowanie, tak niekonfrontacyjnie, jak to tylko możliwe, próżni władzy powstałej w Europie Wschodniej w wyniku implozji ZSRR. Partnerstwo dla Pokoju nie istniało w Strategii Ekspansji i Transformacji NATO opracowanej przez Departament Stanu USA na początku września 1993 roku. Pojawił się on jako doraźna odpowiedź i rozwiązanie listu prezydenta Jelcyna do prezydenta Clintona z 15 września, w którym Jelcyn wyraził swoją niezgodę na amerykański projekt bezpieczeństwa w Europie poprzez ekspansję NATO i nalegał na paneuropejskie rozwiązanie bezpieczeństwa, oparte na OSCE.

Partnerstwo dla Pokoju (wrzesień - październik 1993, Waszyngton)

W ślad za listem Jelcyna ([1], dok. 4 i [2]) prezydent Clinton wezwał urzędników Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Powstał plan działania, który sprawiał wrażenie kompromisu, ale z obecnej perspektywy okazuje się być wykluczeniem Rosji z europejskiego systemu bezpieczeństwa. Zdecydowano, używając tych samych warunków wysuniętych przez Jelcyna w liście, o ustanowieniu partnerstwa otwartego dla wszystkich i ustanowieniu specjalnych stosunków NATO z Rosją, nie wyrzekając się w żaden sposób Strategii Ekspansji NATO, w tym kalendarza ekspansji. W ten sposób powstało słynne Partnerstwo dla Pokoju, w koniunkturalnej.

Partnerstwo dla Pokoju było również wewnętrznym kompromisem między różnymi komponentami (i różnymi osobowościami) administracji, kompromisem, dla którego list Jelcyna odegrał rolę katalizatora. Doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, Anthony Lake, inicjator idei ekspansji, cały czas naciska na jej natychmiastowe narzucenie. Strobe Talbott, doradca prezydenta ds. Rosji i Ukrainy, uznał to za niestosowne w świetle relacji USA z nową Rosją. Generał John Shalikashvili, szef sztabu Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, uważał, że rozbudowa ma na celu osłabienie potencjału wojskowego i osłabienie spójności NATO Przypisuje mu się ideę Partnerstwa dla Pokoju – którą generał uważał za rozwiązanie czysto techniczne: "Konsultacje i wspólne ćwiczenia wojskowe, do których Rosja może się przyłączyć" – ale która, gdy została przyjęta, stała się również głównym instrumentem politycznym w rękach Stanów Zjednoczonych. Pomysł okazał się zbawienny dla impasu w sprawie komunikacji decyzji o rozszerzeniu NATO na Wschód, w którym Biały Dom znajdował się pomiędzy naciskami Grupy Wyszehradzkiej a sprzeciwem Federacji Rosyjskiej. Cały sztab Clintona zebrał się i w pierwszych dniach października prezydent zdecydował się na kompromis: na szczycie NATO w styczniu 1994 r. przedstawił ideę Partnerstwa dla Pokoju wraz z celowo niejasnym wyrażeniem zamiaru rozszerzenia NATO w bliżej nieokreślonej przyszłości[3]:

"Genialny pomysł. Przebłysk geniuszu". (22 października 1993, Moskwa).

22 października 1993 roku sekretarz stanu Warren Christopher, a następnie jego specjalny doradca ds. Rosji i Ukrainy, w randze ambasadora, Strobe Talbott, zostali przyjęci przez prezydenta Jelcyna ([1],, Doc 08; i [4]). 

Zgodnie ze zwyczajowymi protokolarnymi kurtuazjami, prezydent Jelcyn wygłosił długi, samochwalczy monolog na temat perspektyw demokracji po uciszeniu "faszystów" (w zasadzie, jak demokratyczna stanie się Rosja po wystrzeleniu z armaty w parlamencie): "Nie będzie już problemu dwoistości władzy. Rosja będzie miała demokrację jak w Stanach Zjednoczonych i będzie miała konstytucję na poziomie standardów najlepszych zachodnich demokracji... Jedyne, co nam pozostało, to pochować Lenina". [W przeciwieństwie do Stalina, który został usunięty i pochowany w 1961 roku, Lenin pozostał w mauzoleum do dziś. Po kryzysie konstytucyjnym w 1993 roku Gwardia Honorowa przy mauzoleum została rozwiązana, ale Jelcyn nie zdążył na pogrzeb Lenina. 

Ze względu na długi monolog prezydenta Jelcyna, Warren Christopher musiał pokrótce przedstawić swoją misję, w tym odpowiedź Waszyngtonu na list prezydenta Jelcyna do prezydenta Clintona, co uczynił, rzeczywiście szybko i eliptycznie:

"Po niezwykle dokładnym przestudiowaniu prezydent Clinton zdecydował, jakie zalecenia sformułować na szczycie NATO w styczniu. W związku z tym Twój list dotarł w samą porę... Nie może to być zalecenie, by wykluczać lub ignorować Rosję pod względem udziału w przyszłym bezpieczeństwie europejskim. W wyniku naszego badania, na szczycie NATO zostanie zarekomendowane Partnerstwo dla Pokoju. W tej chwili nie zostanie podjęty żaden krok, aby wyprzedzić innych.

Reakcją Jelcyna na magiczne słowo "partnerstwo" – opisuje dokument – była eksplozja entuzjazmu: "wszystkie kraje EWG i NIS będą zatem na równej stopie, czy będzie to partnerstwo, a nie członkostwo?!". 

— Tak — potwierdził Christopher — nie byłoby nawet statusu wspólnika. 

W tym momencie entuzjazm Jelcyna stał się nie do powstrzymania:

 "To genialny pomysł, genialne posunięcie... Jest to ważny wkład Stanów Zjednoczonych. Prezydent Stanów Zjednoczonych będzie przywódcą Europejczyków... Ważne jest, aby było to partnerstwo dla wszystkich, a nie przynależność dla niektórych. To świetny pomysł, świetny pomysł. Powiedz Billowi, że jestem zachwycony tym genialnym pociągnięciem. 

W swoim entuzjazmie Jelcyn albo nie usłyszał, albo nie chciał słyszeć lub nie rozważał dodania Krzysztofa:

 "We właściwym czasie rozważymy kwestię przynależności jako długoterminową ewentualność".


W swoich wspomnieniach Warren Christopher przypisuje to nieporozumienie całemu przekazowi, nie celowemu milczeniu, w jakim przekazano problem ekspansji NATO, ale stanowi Jelcyna:

 "sztywny, niemal robotyczny, z wydobywającymi się ciężkimi oparami alkoholu" ([5], s. 280), opis, który niewątpliwie odpowiada rzeczywistości, zwłaszcza że spotkanie odbyło się w godzinach popołudniowych. w Zavidovie, rezydencji prezydenta pod Moskwą. 

Jednak dzięki połączeniu kilku czynników misja sekretarza stanu Christophera w Moskwie osiągnęła swój cel określony w strategii ekspansji NATO:

 "Starajmy się uzyskać zgodę Rosji" ([6], s. 4). Przekonany, że Partnerstwo dla Pokoju jest substytutem ekspansji NATO (a nie cichą i stopniową ścieżką ekspansji, jak to sobie wyobrażano w politycznym laboratorium Waszyngtonu), Jelcyn entuzjastycznie wyraził swoje "OK".


Należy podkreślić – dla tych, którzy mają trudności ze zrozumieniem, albo w ogóle nie rozumieją, albo udają, że nie rozumieją całej tej historii – że w waszyngtońskiej strategii ekspansji (poprzez) NATO w Europie ([6], 7 września 1993 r.) nie było ani śladu idei Partnerstwa [dla Pokoju], szerokiego i natychmiast otwartego dla wszystkich.

Strategia ta miała na celu jedynie utrwalenie amerykańskiego przywództwa w Europie, poprzez stopniowe wchłanianie Nowych Państw Niepodległych (NIS), powstałych w wyniku rozpadu ZSRR na instrument wojskowy tego kierownictwa – NATO

Idea PdP pojawiła się po liście Jelcyna ([2] z 15 września 1993 r.), w odpowiedzi na rosyjską reakcję. Ta długa i profesjonalna odpowiedź, wypracowana w Waszyngtonie przez ekspertów Departamentu Stanu, Pentagonu i Białego Domu, stanowiła spektakularne udoskonalenie Strategii Ekspansji, zbudowanie przedsionka (o atrakcyjnej, hojnej nazwie), w którym chętne państwa mogły być całkowicie kontrolowane w napięciu oczekiwania, a Federacja Rosyjska utrzymywała przez pewien czas wrażenie (złudzenie), że nie jest wykluczona. Zmodyfikowana w ten sposób czysto amerykańska strategia została przyjęta "in toto" na szczycie NATO w dniach 10-11 stycznia 1994 r. w Brukseli.


"Nie czy, ale kiedy i jak" (11 stycznia 1994, Praga)

Z Brukseli prezydent Clinton udał się do Pragi, gdzie 11 stycznia 1994 r. odbył rozmowy z prezydentem Havlem i innymi czeskimi urzędnikami, podczas których stwierdził, że

 "Partnerstwo dla Pokoju jest «drogą» do członkostwa wNATO" oraz że "Stany Zjednoczone nie chcą wyznaczać nowej linii podziału dla Europy, przez niewielu. setki mil na wschód" ([1], doc 11), stwierdzenia, które miały odzwierciedlać "szczere pragnienie Clintona, aby rozwiązać problem kwadratury koła"[1]. Te dwie strategie – przyjęcie członków NIS do NATO i budowanie partnerstwa z Rosją – nie wydawały się Clintonowi tak niekompatybilne, jak się okazało za czasów administracji Busha juniora.

Następnego dnia odbyła się oficjalna kolacja z udziałem szefów państw i rządów Grupy Wyszehradzkiej, którzy wyrazili niezadowolenie z umiarkowania przyjętej w Brukseli formuły. Wałęsa jak zwykle miał ordynarną i radykalną interwencję: "ten moment, w którym Rosja jest słaba, musi być wykorzystany szybko" (co Amerykanie zresztą robili w całości, ale z dyplomacją małych kroków), dodając znaną tezę wyszehradzką, że ich kraje "mają kulturę zachodnią, a Rosja nie". 

Havel, jak zwykle, realistyczny i ugodowy: "Izolowanie Rosji nie jest ani możliwe, ani pożądane".

Przywódcy czterech państw wyrazili zgodę na podpisanie Partnerstwa, "jeśli będzie ono stanowić drogę do akcesji", co potwierdził prezydent Clinton: 

"Partnerstwo dla Pokoju nie jest stałą poczekalnią. Zmienia on cały dialog NATO, tak że teraz pytanie nie brzmi już, czy NATO przyjmie nowych członków, ale kiedy i jak" ([1], dok. 12). (To zdanie, dziś już słynne, zostało sformułowane ad hoc przez redaktora przemówień prezydenckich, Roberta Boortsina, po naleganiach Antony'ego Lake'a skierowanych do prezydenta, że sformułowanie o otwartości NATO. jest bardziej naglące niż to zawarte na szczycie w Brukseli. Clinton zgodziła się to powiedzieć.)

Jak wiadomo, Rumunia była pierwszym krajem, który bezwarunkowo podpisał Partnerstwo 26 stycznia 1994 r., a następnie kraje Grupy Wyszehradzkiej w lutym-marcu, ale kalendarz wchłonięcia do NATO, ustalony w Waszyngtonie[6], miał inne priorytety (i inną logikę).


Partnerstwo dla Pokoju - 1994, Partnerstwo dla Wojny - 2024

Poprzez stopniowe wchłanianie krajów Europy Środkowej i Wschodniej do NATO i coraz wyraźniejsze wykluczanie Federacji Rosyjskiej z procesów decyzyjnych dotyczących bezpieczeństwa europejskiego (np. wojny w byłej Jugosławii), Partnerstwo dla Pokoju stopniowo przekształciło się w prawdziwe Partnerstwo dla Wojny, które Stany Zjednoczone z czasem wzmocniły. 

Odtajnione rozmowy i listy Clinton-Jelcyn nie wskazują na żadne początkowe intencje w tym względzie, podobnie jak na ustanowienie "amerykańskiego przywództwa" w Europie. 

Partnerstwo dla wojny, które stanowi obecną strategię NATO, wywodzi się z innego dokumentu, wcześniej Departamentu Obrony, Doktryny Wolfowitza[7], za której realizację odpowiadają dwie inne administracje USA – jedna republikańska, Bush junior (2001-2009), druga demokratyczna, Jo Biden (2021-2024) – i oczywiście twarda linia amerykańskiej stabilności, która nadaje ciągłość tej polityce, poza barwami partyjnymi.





------------------------------------------
 
[1] Swietłana Sawranskaja i Tom Blanton, Rozszerzenie N.A.T.O.: Co usłyszał Jelcyn,
Książka informacyjna 621, (2018) https://nsarchive.gwu.edu/briefing-book/russia-programs/2018-03-16/nato-expansion-what-yeltsin-heard
[2] List Jelcyna w sprawie rozszerzenia NATO https://nsarchive.gwu.edu/document/16376-document-04-retranslation-yeltsin-letter
[3] J. M. Goldgeier i M. McFaul, Władza i cel: polityka USA wobec Rosji po zimnej wojnie, Brookings Institution Press (2003), s. 204-205
[4] Spotkanie sekretarza Christophera z prezydentem Jelcynem, 22.10.93, Moskwa – https://nsarchive.gwu.edu/document/16380-document-08-secretary-christopher-s-meeting
[5] Warren Christopher, Szanse życia: pamiętnik, Simon Schuster (2001), s. 280
[6] Strategia Ekspansji i Transformacji NATO – https://nsarchive.gwu.edu/document/16374-document-02-strategy-nato-s-expansion-and.
[7] T. Tudor, Ustanowienie i rozbudowa N.A.T.O.(5). Doktryna Wolfowitza





Ustanowienie i rozszerzenie NATO (19) | Analityka | Art-emis




poniedziałek, 21 października 2024

Zagrożenie NATO - "już postrzegają nas"







przedruk



"Zagrożenie jest bardzo poważne". Niepokojące słowa amerykańskiego generała

dzisiaj 6:46


Amerykański generał Christopher Cavoli wskazuje, że choć Rosja poniosła na Ukrainie duże straty, to jednak zdobyła bezcenne doświadczenie. NATO musi być gotowe na konflikt.




– Pod koniec wojny na Ukrainie, jakikolwiek by on nie był, armia rosyjska będzie silniejsza niż dzisiaj. Siły te znajdą się na granicy naszego sojuszu. Będą dowodzone przez tych samych ludzi, którzy już postrzegają nas jako wrogów i wtedy będziemy bardzo wściekli z powodu tego, jak potoczyła się wojna. Będziemy więc mieli przeciwnika z prawdziwymi umiejętnościami, masą i jasnymi intencjami. Dlatego musimy być gotowi i potrzebować sił zbrojnych, które będą w stanie się temu przeciwstawić – powiedział generał Christopher Cavoli, naczelny dowódca amerykańskich sił zbrojnych w Europie w wywiadzie dla "Der Spiegel".

Generał zauważył, że Rosja stanowi stałe zagrożenie dla NATO i bezpieczeństwa w całej Europie. Dodał, że Moskwa coraz częściej współpracuje z takimi państwami jak Chiny i Korea Północna. To sprawia, że jest to problem globalny, o zupełnie nowej dynamice.

– Zagrożenie jest bardzo poważne. Wolę opisać, jak dotkliwe jest dla nas. NATO musi mieć większe możliwości niż nasz przeciwnik. Dlatego musimy szybko wdrożyć wymagania wynikające z planów obronnych. Pamiętajmy, że musimy być szybsi od Rosjan, tylko w ten sposób możemy ich powstrzymać – dodał amerykański dowódca.
Możliwy atak Rosji

Według symulacji możliwego rosyjskiego ataku na wschodnią flankę NATO w 2027 roku, sojusz będzie potrzebował 10 dni na aktywację piątego artykułu o obronie zbiorowej. W najgorszym przypadku państwa bałtyckie mogą zostać pozostawione bez pomocy przez 10 dni, zanim NATO wyśle posiłki.

Zastępca Sekretarza Generalnego NATO Mircea Joane powiedział, że obecnie Rosja "nie ma zamiaru ani możliwości” atakować żadnego z krajów Sojuszu.

Były Naczelny Dowódca NATO, emerytowany admirał Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych James Stavridis, ostrzegł, że rosyjskie dowództwo wojskowe sprzeciwi się jakimkolwiek ćwiczeniom Sojuszu na Morzu Bałtyckim. Były dowódca NATO uważa, że "w ciągu najbliższego miesiąca Rosjanie mogą przejść na wojnę cybernetyczną i elektroniczną”.






"Będą dowodzone przez tych samych ludzi, którzy już postrzegają nas jako wrogów i wtedy będziemy bardzo wściekli z powodu tego, jak potoczyła się wojna."


"Będą dowodzone przez ludzi, którzy już postrzegają nas jako wrogów."


"już postrzegają nas jako wrogów."





Ach więc to tak!

Wcześniej tak nie postrzegali?


sobota, 19 października 2024

Ocknął się, gdy chciano pobrać jego narządy





przedruk




Uznany za zmarłego Amerykanin ocknął się, gdy chciano pobrać jego narządy do przeszczepu

Grzegorz Kuczyński

19 października 2024, 13:46



Mężczyzna, u którego doszło do zatrzymania akcji serca i stwierdzono śmierć mózgu… obudził się w samą porę. Chirurdzy byli już w trakcie pobierania jego narządów do przeszczepu. Do tej szokującej historii doszło w amerykańskim stanie Kentucky.


Wszystko wydarzyło się trzy lata temu, ale niektóre szczegóły stały się znane dopiero teraz, po tym jak sprawę w mediach nagłośniła siostra niedoszłego dawcy, do której list napisała jedna z osób obecnych przy próbie pobrania narządów mieszkańca Kentucky. W sprawie wciąż toczy się dochodzenie.
Stwierdzili śmierć mózgu


36-letni Anthony Thomas „TJ” Hoover II został zabrany do szpitala Baptist Health w Richmond w stanie Kentucky w październiku 2021 roku z powodu przedawkowania narkotyków. Lekarze próbowali reanimować mężczyznę, ale bez skutku. Zdiagnozowano śmierć mózgu i natychmiast zaczęto badać jego narządy wewnętrzne pod kątem wykorzystania Hoovera jako dawcy. Personel szpitala poinformował rodzinę, że wcześniej Hoover wyraził zgodę na oddanie swoich narządów w przypadku śmierci.


Dziś jego siostra Donna Rhorer opowiada, że podczas przewożenia Hoovera na salę operacyjną zauważyła, jak oczy brata otwierają się. - Powiedziano nam, że to tylko odruchy, po prostu normalna rzecz. Kim jesteśmy, by kwestionować system medyczny? – wspomina kobieta. Ale godzinę później z sali, gdzie miano pobrać narządy Hoovera, wyszedł lekarz i powiedział rodzinie, że mężczyzna „nie był gotowy”. Co takiego wydarzyło się na sali operacyjnej?
Nagle obudził się


Natasha Miller, pielęgniarka, która była jedną z osób odpowiedzialnych za zachowanie narządów, wspomina, że była zdezorientowana faktem, iż Hoover wyglądał na żywego, gdy został przywieziony na salę operacyjną. - Poruszał się - mówi pielęgniarka. - I wtedy zobaczyliśmy, że płyną mu łzy. Wyraźnie płakał. Nietypowe zachowanie pacjenta, który właśnie został uznany za zmarłego, przeraziło personel medyczny. Dwóch lekarzy odmówiło nawet udziału w operacji pobrania narządów. Postanowiono skonsultować się z szefem amerykańskiego programu dawców KODA, który był nieugięty: „Mózg jest martwy, więc pacjent nie żyje. Poszukaj innych chirurgów, którzy nie stchórzą”.


Asystująca przy wszystkim pracownica KODA, Nicoletta Martin, wspomina zaskoczenie, gdy podczas przygotowań do usunięcia serca pacjenta, ten nagle obudził się i zaczął miotać się na stole operacyjnym. Nie było już żadnych wątpliwości, że Hoover żyje.
Kto zawinił?


Mężczyzna przeżył, jednak według siostry Hoovera, po szokującym incydencie w szpitalu jej brat ma problemy z pamięcią i mową, a także zaburzoną koordynację ruchów. Urzędnicy KODA zaprzeczają, że którykolwiek z pracowników programu dawców instruował lekarzy, aby przystąpili do operacji pobrania narządów od żywego pacjenta. Dochodzenie w sprawie incydentu wciąż trwa i znajduje się pod kontrolą prokuratora generalnego stanu Kentucky.






źr. The Guardian, Ney York Post


















Wojna secesyjna w USA









za fb:

tłumaczenie automatyczne

Dan Diaconu





sobota, Październik 19, 2024

Z Lee w Wirginii



Historia ma wiele twarzy, świeci na wiele sposobów, ale zwycięzcy pozwalają nam tylko rzucić okiem na obszar, który im odpowiada. A to, przefiltrowane z kolei przez makabryczną propagandę, miało na celu unicestwienie drugiego. Dlatego każdy epizod oficjalnej historii musi być kwestionowany i ponownie badany, aby spróbować dowiedzieć się, jaka rzeczywistość się za nią kryje. Wielkie objawienia historii przychodzą, gdy zaczynasz studiować prawdziwą historię pokonanych. Tylko wtedy wydarzenia nabierają spójności i można naprawdę zrozumieć, co się stało.



Dla wielu wojna secesyjna jest przygwożdżonym tematem, walką między "sprawiedliwymi" z Północy a "brutalami" z Południa. Walka, w której, cóż to za zasługa, wygrywa dobro. To wszystko, co zawsze dzieje się w Hollywood, prawda?

Wszystkie wydarzenia z tamtego okresu zostały spisane w sposób niezwykle prymitywny, z jednej strony zbyt doskonały, a z drugiej zbyt pokrętny i zacofany. Dla każdej osoby, która szuka znaczenia w całej historii, historia brzmi niezwykle dysonansowo. Jednak dzięki propagandzie uprawianej przez edukację takie pojęcia są nam wbijane od najmłodszych lat, tak że mamy nienormalne pewniki: "Rewolucja francuska była bez wątpienia niezwykłym wydarzeniem, które uwolniło ludzi od terroru", "Wojna domowa uwolniła czarnych od okrutnej niewoli" i tak dalej.

Jeśli chodzi o niewolnictwo, opowiem wam pewną historię. Byłem w Pecos, w restauracji, z przyjaciółmi. Czekaliśmy na słynny soczysty stek i chcieliśmy odetchnąć spokojnym powietrzem Południa. Jedyne, co przeszkadzało, to młotek gorączkowo uderzający w żelazko, gdzieś w odległości około 50 metrów. Zaglądając tam, zobaczyłem czarnoskórego mężczyznę, który naprawiał coś przy bramie lub płocie. Biali udawali się na sjestę, zatrzymując się w restauracji, podczas gdy biedny Murzyn mechanicznie uderzał w żelazko. Potem, bardziej żartobliwie, poważniej, jeden z nas zadał zasadnicze pytanie: "Hej, bracia, co się tu zmieniło?".

Byłam strasznie szczęśliwa, gdy dowiedziałam się, że Contra Mundum przetłumaczyło nową powieść G.A. Henty'ego "With Lee in Virginia". Ponieważ jest to powieść o wojnie secesyjnej, priorytetem było dla mnie czytanie jej właśnie pod kątem tego, co wiedziałem i co w jakiś sposób czułem przez lata.

To straszliwy opis wojny secesyjnej, widziany oczami południowca. Bez wątpienia talent do opowiadania historii Henty'ego jest doskonały, udaje mu się stworzyć postacie, które opowiadają ci o swoim świecie tak realnym, że czujesz się, jakbyś widział wszystko przed swoimi oczami. To, co od początku zrobiło na mnie wrażenie, to przedstawienie społeczeństwa Południa, sposób, w jaki toczyło się codzienne życie. Południe było osiadłą częścią Stanów Zjednoczonych, podczas gdy Północ była chaotycznym, niechlujnym, ale rewolucyjnym społeczeństwem. Konflikt między Północą a Południem nie był konfliktem między tymi, którzy chcieli uwolnienia niewolników i tych, którzy dręczyli ludzi, ale w rzeczywistości walką o przejęcie władzy absolutnej. W rzeczywistości niewolnictwo nie było problemem Północy, ale bogatych ludzi z Południa, których obawiano się i podejrzewano o chęć zdobycia władzy. Z drugiej strony, ci z Południa chcieli tylko zostawić ich w spokoju. Żyli również w fałszywym przekonaniu, że unia stanów amerykańskich jest wolnym stowarzyszeniem, które, tak jak zostało stworzone, może również zostać rozwiązane. Dlatego w pierwszej fazie rozdzieliło się siedem państw, a następnie cztery kolejne. Był to jednak niewielki odsetek w porównaniu z pozostałymi dwudziestoma trzema państwami, które pozostały lojalne wobec Unii.

Dla każdego było jasne, na czyją korzyść taki konflikt zostanie rozstrzygnięty. Dodajmy jeszcze, że Północ miała pełne poparcie Europy i że od pierwszych chwil konfliktu udało jej się nałożyć prawdziwą blokadę morską. Jak długo wytrzyma siła, którą ludzie bronią swojego terytorium? Z punktu widzenia współczesnej wojny jest to sytuacja matowa. Jednak wojna secesyjna trwała ponad cztery lata, w której zginęło 620 000 żołnierzy, 325 000 zaginęło, bardzo wielu zostało rannych i zginęła niezliczona liczba cywilów. Historia mówi nam, że pod koniec wojny zginęło 6% białych mężczyzn na Północy i 18% tych na Południu. Jest to sposób manipulacji, wykorzystujący liczby, które faworyzują zwycięską stronę. Dlaczego o tym mówię? Ponieważ ludność Północy była czterokrotnie większa niż Południa, co pokazuje nam, że zwycięstwo nie było łatwe, jak się wydaje na pierwszy rzut oka.

Czy ktoś zastanawia się, jak to możliwe, że tak niezrównoważona sytuacja doprowadziła do konfliktu o takim czasie trwania i z tak wieloma stratami? Podam wam jeszcze kilka liczb do przemyślenia: 97% przemysłu broni palnej było skoncentrowane na północy, a tylko 3% na południu. Europejczycy zagrali kartą Północy, choć w pewnym momencie wkroczenie europejskich sił po stronie Południa wywróciłoby cały wynik do góry nogami. Mimo to Południe odniosło serię błyskotliwych, absolutnie niewytłumaczalnych zwycięstw. Nie wspominając już o tym, że było kilka momentów, w których byli niezwykle blisko osiągnięcia końcowego zwycięstwa. Dlatego pytania wciąż się pojawiają.

Oto fenomenalna zasługa Henty'ego. Poza fascynującą akcją jego powieści, udaje jej się pokazać nam nastrój ludzi i to, o co walczyła każda ze stron. Podczas gdy Południe broniło swojego patriarchalnego, spokojnego społeczeństwa, opartego na wartościach moralnych, Północ przybyła z ideologią uniformizującą, burzącą, przeciwstawiającą ilość jakości. W tym miejscu, oczywiście, wielu mogłoby powiedzieć, że nie można mówić o moralnym społeczeństwie, gdy praktykowano tam niewolnictwo. Ale kwestią, o której historia milczy, ale o której Henty mówi dość wyraźnie, jest to, że "ogólnie rzecz biorąc, czarni na dobrze zorganizowanym majątku, z wyrozumiałymi panami, byli prawdopodobnie szczęśliwszą klasą ludzi niż robotnicy na jakimkolwiek majątku w Europie". I tego typu mistrzowie byli regułą. Zdarzały się oczywiście nadużycia, ale były one odrzucane przez społeczeństwo, jak wynika z książki.

Elementem, w którym wyróżnia się powieść Henty'ego, jest przedstawienie wojskowych osobistości Południa, wśród których wyróżnia się oczywiście postać Roberta E. Lee. Czy to nie dziwne, że tak wyjątkowy wojskowy jak Lee, który sprzeciwiał się niewolnictwu, walczył po stronie Południa? W ten sposób cała propaganda zaczyna się. Dlaczego taki człowiek miałby zdecydować się walczyć po stronie "sił zła"? Są to uzasadnione pytania, na które historia nie daje odpowiedzi. Co więcej, aby zapewnić utrwalenie ich kłamstw, oficjalne książki powierzchownie pomijają niezwykłą osobowość Lee. Henty ma moc opisywania nie tylko ludzi, ale także konfliktów, podając niesamowite szczegóły, trzymając cię z oczami utkwionymi w jego pisarstwie, sprawiając, że drżysz z emocji i przeżywasz na nowo prawdziwą historię. I nie chodzi tu tylko o walki, ale także o interakcje w społeczeństwie Południa, o naturalne życie ludzi w spokojnym świecie, odwróconym od swojego przeznaczenia przez absurdalny progresywizm, który z dnia na dzień coraz bardziej przytłacza.

Bez wątpienia "Z Lee w Wirginii" to książka, którą trzeba przeczytać, aby zrozumieć nieodwracalnie zniszczony świat, w którym istniały wartości moralne i w którym życie zbliżało się do tego, co naturalne. Wracając do moich teksańskich doświadczeń, pytanie, które powinniśmy sobie teraz zadać, nie brzmi "czy coś się zmieniło?", ale o wiele bardziej subtelne: czy pozorne zniesienie niewolnictwa nie było w rzeczywistości zakamuflowaną operacją, mającą na celu przekształcenie nas wszystkich w niewolników? Zastanów się nad tym dobrze, pod kątem tego, czego doświadczasz i obfitości informacji, które przeczytasz w powieści Henty'ego! Powodzenia w czytaniu!

P.S. Książkę znajdziecie na stronie Wydawnictwa Contramundum. A ponieważ minęło już sporo czasu, odkąd prezentowałem ich książki - a one wcale nie próżnują! - Zwracam też uwagę na pojawienie się innych niezwykle wartościowych tytułów:

"Droga do domu", znakomita antologia najpiękniejszych rosyjskich opowieści

Upadek rodzicielstwa, książka, którą każdy rodzic musi przeczytać i którą zamierzam przedstawić szerzej, gdy będę miał na to odpowiedni czas. Do tego czasu jednak nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że czytając ją, zrozumiecie dokładnie, dlaczego mamy tak wiele zagubionych dzieci. Patrzysz na nich i nie patrzysz na nich z tego świata: grubych, wulgarnych, niegrzecznych, bez niczego w głowie i bez perspektyw. Dlaczego? Ponieważ w pewnym momencie wirus pojawił się między rodzicami a dziećmi, a tym wirusem jest "rodzicielstwo". Przeczytaj go, a zrozumiesz, gdzie popełniasz błąd w relacjach z dziećmi! Więcej w kolejnym artykule.





PS. 

Książkę znajdziecie na stronie Wydawnictwa Contramundum. Także dlatego, że minęło już dość kilka lat odkąd prezentowałem ich książki - a one nie siedziały bezczynnie! - Sygnalizuję też wygląd innych niezwykle cennych tytułów:

- Droga do domu, wspaniała antologia najpiękniejszych rosyjskich historii

- Załamanie rodzicielstwa, książka, którą musi przeczytać każdy rodzic i którą zamierzam szerzej zaprezentować, gdy będę miała niezbędny odpoczynek. 

Do tego czasu nie mogę nie powiedzieć, że czytając to zrozumiecie dokładnie dlaczego mamy tyle utraconych dzieci. Patrzysz na nich i nie uważasz ich za nie z tego świata: grubych, wulgarnych, niegrzecznych, nie mających nic w głowie i bez perspektyw. Dlaczego? Bo w pewnym momencie pojawił się wirus pomiędzy rodzicami i dziećmi i tym wirusem jest 'rodzicielstwo'. Przeczytaj, a zrozumiesz, gdzie robisz źle w stosunku do dzieci! Więcej w nadchodzącym artykule.




Upadek rodzicielstwa
Jak krzywdzimy dzieci, kiedy traktujemy je jak dorosłych



W książce "The Collapse of Parenting", bestsellera New York Timesa, dr Leonard Sax jasno i klarownie przedstawia główne wyzwania, przed którymi stoją dziś rodzice, od coraz bardziej natarczywej bezczelności dzieci po marnowanie ich życia przed ekranami, w tym wyzwania związane z ideologią gender.

Jego zdaniem, depresję, otyłość i wewnętrzną kruchość dzieci tłumaczy się tym, że rodzice zrezygnowali ze swojego naturalnego autorytetu: odmawiają, świadomie lub nie, przyjęcia roli modeli i przewodników, oddając się destrukcyjnemu relatywizmowi: "kim jestem, aby wiedzieć, co jest najlepsze dla mojego dziecka?".

Konsekwencją tego jest młodzież i młodzież, która nie wie, co jest dobre, a co złe, brakuje im elementarnej dyscypliny i zawsze szukają wzorców do naśladowania wśród rówieśników i w Internecie.

Książka, napisana stylem przystępnym dla każdego, nie jest tylko ponurą diagnozą, ale oferuje konkretne i skuteczne kroki, które mają przynieść pokój w domu i skorygować zachowanie dzieci, aby cała rodzina była szczęśliwa. Jest to prawdopodobnie najbardziej spektakularna część książki, ponieważ przepełniona jest praktycznymi poradami, a jednocześnie proponuje głębszą wizję, dzięki której zarówno dzieci, jak i rodzice mogą zapuścić korzenie.




-------


Istoria are multe fețe, strălucește în multiple moduri, însă învingătorii lasă să se întrevadă doar zona care le convine. Și aceasta, filtrată, la rândul ei, prin propaganda macabră, menită a-l anihila pe celălalt. De aceea fiecare episod al istoriei oficiale trebuie pus sub semnul întrebării și restudiat pentru a încerca să afli realitatea care se afla în spatele său. Marile revelații ale istoriei vin atunci când începi să studiezi istoria reală a celor înfrânți. Abia atunci evenimentele capătă coerență și poți înțelege cu adevărat ceea ce s-a întâmplat.
Pentru mulți, Războiul Civil American este un subiect bătut în cuie, o luptă dintre „drepții” din nord, contra „brutelor” din sud. O luptă în care, ce să vezi?, binele câștigă. Doar asta se întâmplă întotdeauna la Hollywood, nu-i așa?
Toate evenimentele acelei perioade au fost consemnate într-un mod extrem de rudimentar, mult prea perfecții dintr-o parte contra mult prea strâmbilor și înapoiaților din cealaltă parte. Pentru orice om care caută o relevanță în toată povestea, istoria sună extrem de disonant. Doar că, prin propaganda exercitată prin intermediul învățământului, astfel de noțiuni ni se fixează de mici, astfel încât să avem certitudini aberante: „Revoluția Franceză a fost, fără doar și poate, un eveniment extraordinar care a eliberat oamenii de sub teroare”, „Războiul de Secesiune a eliberat negrii de crâncena sclavie” s.a.m.d.
În ceea ce privește sclavia, vă voi spune o întâmplare. Mă aflam în Pecos, la un restaurant, împreună cu niște amici. Așteptam să ne vină vestita friptură suculentă și căutam să respirăm aerul calm al Sudului. Singura chestie deranjantă era un ciocan care bătea frenetic un fier, undeva la vreo 50 metri distanță. Privind într-acolo, am văzut un negru care repara ceva la o poartă sau la un gard. Albii își făceau siesta, se opreau în câte-un restaurant, în timp ce bietul negru bătea mecanic la fierul ăla. Atunci, mai în glumă, mai în serios, unul dintre noi a scos întrebarea fundamentală: „Băi, fraților, ce s-a schimbat aici?”.
M-am bucurat teribil când am aflat că cei de la Contra Mundum au tradus un nou roman de-a lui G.A. Henty, „Cu Lee în Virginia”. Fiind un roman care acoperă Războiul Civil American, l-am prioritizat la lectură tocmai prin prisma celor pe care le știam și le simțisem cumva peste timp.
E o teribilă relatare a Războiului Civil American, văzută prin ochii unuia din Sud. Fără doar și poate, talentul de povestitor al lui Henty este desăvârșit, reușind să creeze personaje care-ți relatează lumea lor atât de real încât ai impresia că vezi totul în fața ochilor. Ceea ce m-a impresionat încă de la început a fost zugrăvirea societății Sudului, modul în care decurgea viața de zi cu zi. Sudul era partea așezată a SUA, în timp ce Nordul era societatea haotică, dezordonată, dar revoluționară. Conflictul dintre Nord și Sud nu a fost unul dintre cei care vor să elibereze sclavii și cei care chinuiau oamenii ci, în realitate, unul pentru preluarea puterii absolute. De fapt nu sclavia era problema Nordului, ci oamenii bogați ai Sudului, de care se temeau și pe care-i bănuiau că vor să cucerească puterea. De partea cealaltă, cei din Sud nu doreau decât să fie lăsați în pace. De asemenea, trăiau cu falsa idee că uniunea statelor americane era o asociere libera care, așa cum fusese făcută, putea fi și desfăcută. De aceea, în prima fază șapte state s-au separat, după care încă patru. Însă era o proporție mică față de celelalte douăzeci și trei de state rămase fidele Uniunii.
Era limpede pentru oricine în favoarea cui se va tranșa un asemenea conflict. Să mai adăugăm că Nordul avea sprijinul deplin al Europei și că încă din primele momente ale conflictului au reușit să impună o veritabilă blocadă navală. Oare cât ar putea rezista o forță încropită în viteză de oameni care-și apărau teritoriul? În termenii războiului modern este o situație de mat. Cu toate acestea însă, Războiul de Secesiune a durat mai bine de patru ani, având un număr de 620 000 de soldați uciși, 325 000 de dispăruți, extrem de mulți răniți și un număr necontorizat de civili uciși. Istoria ne spune că la finalul războiului 6% dintre bărbații albi din Nord și 18% dintre cei din Sud au murit. E un mod de manipulare, folosind cifrele care avantajează tabăra câștigătoare. De ce spun asta? Deoarece populația Nordului era de patru ori mai mare decât cea a Sudului, fapt care ne arată că victoria nu a fost una facilă, așa cum pare la prima vedere.
Oricine se întreabă cum e posibil ca o situație atât de dezechilibrată să conducă la un conflict de o asemenea durată și cu atâtea pierderi? Vă mai dau niște cifre la care să vă gândiți: 97% din industria armelor de foc era concentrată în Nord și doar 3% în Sud. Europenii au jucat cartea Nordului, cu toate că, la un moment dat, intrarea unei forțe europene de partea Sudului ar fi dat peste cap întreg deznodământul. Chiar și așa, Sudul a avut o serie de victorii strălucite, absolut inexplicabile. Și nu mai vorbim că au fost câteva momente în care au fost extrem de aproape de a obține victoria finală. Motiv pentru care întrebările persistă.
Iată aici meritul fenomenal al lui Henty. Dincolo de acțiunea fascinantă a romanului său, acesta reușește să ne arate starea de spirit a oamenilor și pentru ce anume lupta fiecare parte. În timp ce Sudul își apăra acea societate patriarhală, liniștită, constituită pe valori morale, Nordul venea cu ideologia uniformizatoare, demolatoare, opunând cantitatea calității. Aici, desigur, mulți ar putea spune că n-ai cum să vorbești despre o societate morală în condițiile în care acolo se practica sclavia. Însă, chestiunea despre care istoria tace, dar pe care Henty o spune cât se poate de clar este aceea că „în ansamblu, negrii de pe o moșie bine organizată, cu stăpâni înțelegători, erau probabil o categorie de oameni mai fericiți decât muncitorii de pe orice domeniu din Europa”. Iar acest tip de stăpâni era regula. Existau, desigur și abuzuri, doar că ele erau respinse de societate, așa cum se desprinde limpede și din carte.
Elementul în care strălucește romanul lui Henty este prezentarea personalităților militare ale Sudului, dintre care, desigur, se distinge cea a lui Robert E. Lee. Nu-i oare ciudat că un militar de excepție precum Lee, care se opunea sclaviei, a luptat de partea Sudului? Iată cum începe întreaga propagandă să se prăbușească. De ce ar fi ales un asemenea om să lupte de partea „forțelor răului”? Sunt întrebări legitime cărora istoria nu le răspunde. Mai mult, pentru a-și asigura perpetuarea minciunilor, cărțile oficiale trec superficial peste extraordinara personalitate a lui Lee. Henty are puterea de a descrie nu doar oamenii, dar și conflictele, dând detalii uimitoare, ținându-te cu ochii pironiți în scrierea sa, făcându-te să tremuri de emoție și să retrăiești istoria reală. Și nu-i vorba aici doar despre lupte, ci și despre interacțiunile din societatea Sudului, de traiul firesc al oamenilor într-o lume liniștită, deviată de la destinul său de un progresism absurd care, pe zi ce trece, e din ce în ce mai sufocant.
Fără doar și poate „Cu Lee în Virginia” este o carte pe care trebuie să o citiți pentru a înțelege o lume iremediabil distrusă, în care existau valori morale și unde viața decurgea mai aproape de firesc. Revenind la experiența mea texană, întrebarea pe care ar trebui să ne-o punem acum nu este „dacă s-a schimbat ceva?”, ci una mult mai subtilă: oare nu cumva aparenta abolire a sclaviei a fost de fapt o operațiune mascată, menită a ne transforma pe toți în sclavi? Gândiți-vă bine la asta, prin prisma celor pe care le trăiți și a informațiilor abundente pe care le veți citi în romanul lui Henty! Spor la lectură!
P.S. Cartea o puteți găsi pe site-ul Editurii Contramundum. De asemenea, întrucât a trecut cam multișor de când n-am mai prezentat cărțile lor - iar ei n-au stat deloc degeaba! - vă semnalez și apariția altor titluri extrem de valoroase:
- Drumul spre casă, o superbă antologie a celor mai frumoase povești rusești
- Prăbușirea parentingului, o carte pe care trebuie să o citească obligatoriu orice părinte și căreia intenționez să-i fac o prezentare mai largă atunci când voi avea răgazul necesar. Până atunci atunci însă nu mă pot abține să nu vă spun că, citind-o, veți înțelege exact motivul pentru care avem atâția copii ratați. Te uiți la ei și nu-i consideri din lumea asta: grași, vulgari, obraznici, fără nimic în cap și fără perspective. De ce? Pentru că, la un moment dat, un virus s-a interpus între părinți și copii, iar acel virus este „parentingul”. Citiți-o și veți înțelege unde greșiți în relația cu copiii! Mai multe într-un articol viitor.





Trenduri economice: Cu Lee in Virginia




poniedziałek, 14 października 2024

Oznaki "nie-ludzkiej inteligencji w naszej galaktyce"









przedruk
tłumaczenie automatyczne



prasa światowa



14 Paź 2024 01:43


Dowody na istnienie obcego życia zostaną wkrótce ujawnione – dyrektor powiązany z NASA
Brytyjski producent filmowy twierdzi, że naukowcy coraz bardziej wierzą, że stary sygnał radiowy pochodził od pozaziemskiej inteligencji



Odkryto oznaki "nie-ludzkiej inteligencji w naszej galaktyce", a dowód zostanie upubliczniony w ciągu miesiąca, twierdzi brytyjski filmowiec Simon Holland.

W wywiadzie dla Daily Mail, Holland – który pracował nad różnymi filmami dokumentalnymi dla finansowanego przez NASA projektu śledzenia asteroid – mówił o pięciogodzinnym rozbłysku fal radiowych pierwotnie wykrytym przez teleskopy naziemne pięć lat temu.

Według Hollanda, sygnał jest obecnie ponownie analizowany przez zespół naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego w ramach Breakthrough Listen – wartej 100 milionów dolarów inicjatywy prowadzonej przez urodzonego w Moskwie izraelskiego fizyka Jurija Milnera, poświęconej poszukiwaniu inteligencji pozaziemskiej.

"Szukają szczegółów, stąd opóźnienie w publikacji wiadomości" Holland twierdzi, dodając, że ze względu na słabość sygnału radiowego, naukowcy napotykają "techniczne przeszkody".


W 2019 roku australijskie teleskopy wykryły "dziwny sygnał" podczas obserwacji układu Proximy Centauri, najbliższej gwiazdy naszego Układu Słonecznego, znajdującej się około 4,2 roku świetlnego od nas.

Nazwany Breakthrough Listen Candidate-1 (BLC-1), tajemniczy sygnał początkowo sądzono, że pochodzi z innej planety, a naukowcy mieli nadzieję, że może on wskazywać na obecność życia.

W 2021 roku naukowcy z Berkeley zasugerowali następnie, że prawdopodobnie był to "fałszywy alarm" spowodowany przez "mieszanie się dwóch różnych nadajników naziemnych ze sobą" i "zdecydowanie nie byli to kosmici".


Jednak Holland powiedział, powołując się na źródło w Breakthrough Listen, że pojawia się coraz więcej przekonujących dowodów na to, że sygnał mógł rzeczywiście pochodzić od zaawansowanego gatunku obcych.

Teoria ta została poparta przez "starszego administratora radioteleskopu w UE", jak twierdzi były producent filmowy, który stał się nauczycielem nauk ścisłych. Zespół z Oksfordu potwierdził w rozmowie z Daily Mail, że analizuje sygnał, ale nie powiedział dlaczego.

"Znaleźliśmy w naszej galaktyce pozaziemską inteligencję niebędącą człowiekiem" Holland powiedziała, że "a ludzie o tym nie wiedzą".


Holland, który opisuje siebie jako "emerytowanego montażystę filmowego BBC, specjalistę od faktów", prowadzi program na YouTube o nazwie "Profesor Simon" i uważa, że Breakthrough spieszy się teraz z ogłoszeniem swoich odkryć, aby pokonać chińskich badaczy, którzy podobno odkryli sygnał obcych w 2022 roku i mogą wkrótce upublicznić swoje ustalenia.



------




13 Paź 2024 20:24


Udaremniony trzeci zamach na Trumpa – organy ścigania
Mężczyzna został aresztowany z fałszywymi przepustkami prasowymi i załadowaną bronią przed wiecem organizowanym przez byłego prezydenta w Kalifornii


Trzeci zamach na życie Donalda Trumpa został udaremniony w sobotę, kiedy funkcjonariusze organów ścigania aresztowali uzbrojonego mężczyznę z fałszywymi przepustkami prasowymi przed wiecem byłego prezydenta USA w Coachella w Kalifornii, powiedział lokalny szeryf.

Vem Miller, 49-letni mieszkaniec Las Vegas, został aresztowany w sobotę na punkcie kontrolnym przed miejscem wiecu z nielegalnie posiadaną strzelbą, naładowanym pistoletem i magazynkiem o dużej pojemności - poinformowało w niedzielę biuro szeryfa hrabstwa Riverside.

Szeryf hrabstwa Riverside, Chad Bianco, powiedział lokalnym mediom, że Miller przedstawił fałszywe przepustki dla VIP-ów i prasy w punkcie kontrolnym.

"Były na tyle różne, że wprawiły deputowanych w zakłopotanie" – powiedział Bianco w rozmowie z Press-Enterprise. "Prawdopodobnie powstrzymaliśmy kolejną próbę zamachu".

Bianco opisał Millera jako "suwerennego obywatela", odnosząc się do luźnego kolektywu skrajnych libertarian, którzy wierzą, że rząd nie może legalnie sprawować nad nimi władzy. Miller jest zarejestrowanym republikaninem, który posiada tytuł magistra Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles i kandydował do zgromadzenia stanowego w Nevadzie w 2022 roku.


Miller nie potwierdził ani nie zaprzeczył, że zamierzał zabić Trumpa.

49-letni podejrzany został zwolniony za kaucją w wysokości 5000 dolarów i w styczniu stanie przed sądem oskarżony o nielegalne posiadanie broni palnej.

Trump przeżył dwie próby zamachu w ciągu ostatnich trzech miesięcy. Były prezydent i republikański kandydat na prezydenta ledwo uniknął śmierci na wiecu wyborczym w Pensylwanii w lipcu, kiedy kula wystrzelona z odległości około 150 metrów otarła się o jego ucho. Napastnik strzelał z dachu, który w niewytłumaczalny sposób został pozostawiony bez ochrony przez Secret Service i zdołał zabić jednego uczestnika wiecu i zranić dwóch innych, zanim został zastrzelony przez snajpera.

Druga próba miała miejsce na polu golfowym Trumpa w West Palm Beach na Florydzie we wrześniu. Uzbrojony mężczyzna celujący w Trumpa zza krzaków został spłoszony przez agentów Secret Service i aresztowany po tym, jak uciekł z miejsca zdarzenia. Podejrzany, zidentyfikowany jako Ryan Wesley Routh, bezskutecznie próbował wstąpić do ukraińskiego wojska w 2022 roku, a następnie rozpoczął program rekrutacji byłych afgańskich komandosów do walki o Kijów.

Amerykańscy agenci wywiadu twierdzą, że Iran dąży do zamachu na Trumpa, a prezydent Joe Biden ostrzegł Teheran, że potraktuje atak na swojego byłego rywala politycznego jako akt wojny.


Republikański reprezentant Matt Gaetz stwierdził w zeszłym miesiącu, że w USA jest obecnie pięć "grup zabójców" próbujących zabić Trumpa, trzy z nich są związane z Iranem, Pakistanem i Ukrainą. Inną teorią popularną wśród niektórych Republikanów jest to, że "kret wewnątrz Secret Service" przecieka informacje do tych grup płatnych zabójców, powiedział Gaetz w rozmowie z Breitbart News.

Biden powiedział w piątek, że nakazał Secret Service chronić Trumpa "tak, jakby był urzędującym prezydentem" i udzielić mu wszelkiej pomocy w zakresie bezpieczeństwa, o jaką prosi jego kampania.















wtorek, 1 października 2024

Bank Angli sfinansował Hitlera. COOO??!!!!






przedruk
tłumaczenie automatyczne






Dan Diaconu: 

Dziwne ścieżki historii



To, co przedstawia się jako historię, jest fałszywe. Już to wiesz, stało się to powszechne. Tyle, że pomimo tego, że możemy się zgodzić z tym, że żyjemy w głębokim kłamstwie, wiele osób nie wie, gdzie szukać prawdy. I to nawet wtedy, gdy mamy dane przed oczami. Musimy tylko trochę otrząsnąć się z kurzu i mamy możliwość poznania prawdy. Albo zbliżyć się do niego.

Wielu normalnych ludzi po prostu nie rozumie, jak to się stało, że Hitler awansował tak szybko i tak wysoko. Pomyślmy o tym: Hitler stał się znany w 1924 roku, ale dopiero dziewięć lat później udało mu się przejąć władzę. Od czasu dojścia do władzy do popełnienia samobójstwa minęło 12 lat. Przejęte przez niego Niemcy były katastrofą gospodarczą, bez żadnych cech charakterystycznych dla w miarę normalnego kraju. Jednak w ciągu zaledwie 12 lat Hitlerowi udało się podnieść ją ekonomicznie i militarnie do poziomu, na którym do jej pokonania potrzebny był światowy sojusz. Czy to jednak nie dużo? Który człowiek byłby w stanie podnieść armię od zera do poziomu, na którym zrewolucjonizuje wojnę? Fakt, że Polacy wyszli z kawalerią, by stawić czoła niemieckim "czołgom", pokazuje niebywałą różnicę między Niemcami a innymi sąsiadami w tamtym czasie. Jak to się stało, że z dnia na dzień można było wziąć wszystko od zera i stać się wielką potęgą?

W biografii Hitlera jest sporo niewiadomych, na temat których toczyły się intensywne spekulacje. Na przykład, istnieje wiele głosów, które mówią o jego straszliwej przemianie, gdzieś przed początkiem jego błyskawicznego wzrostu. [??? opętanie? - MS] Nie będę się jednak odnosił do tamtych wydarzeń, bo nawet jeśli pojawią się świadectwa i pisma, to zostaną one obalone pozornie równie trudnymi "argumentami". W związku z tym pozostaniemy na terytorium pewnych faktów, które można dość solidnie udowodnić, za pomocą dokumentów, które ujrzały światło dzienne dopiero niedawno. A jeśli od czasu wojny nie zostały one upublicznione, jasne jest, że zrobiono to ze względów bezpieczeństwa. Strach przed potrząśnięciem przeszłością, a ponadto chęć zamaskowania prawdy o dojściu Hitlera do władzy, sprawiły, że do przestrzeni publicznej dopiero teraz wkraczają dokumenty, które odsłaniają przed nami prawdę. I tym razem też nie do końca!

Zacznijmy więc od roku 1932. To, co wiemy na pewno – także z oficjalnej historii – to to, że w 1932 r. partia nazistowska zdobyła najwięcej miejsc w Reichstagu, ale nie była w stanie stworzyć większości niezbędnej do dojścia do władzy. W lipcu 1932 roku, na podstawie wyników wyborów, Hitler bezpośrednio ubiegał się o stanowisko kanclerza, ale nie osiągnął żadnych rezultatów w negocjacjach z prezydentem Hindenburgiem. Tak więc nowa runda wyborów rozpoczyna się w listopadzie, kiedy to partia nazistowska – uwaga! – dostaje nieco mniej miejsc, malejąc o 4 proc. (z 37 proc. do 33 proc.). Prezydent forsuje i mianuje na stanowisko kanclerza Kurta von Schleichera, który zastąpił konserwatystę Franza von Papena. Wszystko jest zapisane w książce w oficjalnej historii. Pomija jednak epokowe wydarzenie, które miało miejsce na początku 1932 roku.

Otóż 4 stycznia 1932 roku dochodzi do spotkania Montagu Normana, prezesa Banku Anglii z Adolfem Hitlerem i... Franz von Papen Jaki jest cel spotkania? Finansowanie partii nazistowskiej! Brzmi niesamowicie, prawda? Ale to absolutna prawda. W spotkaniu uczestniczyli również wpływowi bracia Dulles (Allen i Foster). Są oni teraz mniej znani, ale wystarczy zrozumieć ich wpływ, jeśli powiem wam błahą sprawę: w 1953 roku Allen Dulles został piątym szefem CIA, po tym jak w 1951 roku został mianowany zastępcą szefa CIA. Dojście Allena Dullesa na stanowisko szefa CIA nastąpiło w wyniku politycznego trzęsienia ziemi, wywołanego w 1949 roku przez tzw. "Raport Dullesa-Jacksona" na temat Korei, raport, który doprowadził do upadku ówczesnego kierownictwa CIA. Dodałem to w nawiasie, żeby zrozumieć, że bracia Dulles mieli bezpośredni wpływ na amerykańską politykę.

Dziwaczność spotkania między Muntagu Normanem i braćmi Dulles z jednej strony, a Hitlerem i von Papenem z drugiej, musi dać nam do myślenia. Czego szukali obok prezesa Banku Narodowego, dwóch wpływowych amerykańskich polityków, którzy rozmawiali z niemieckim konserwatystą (von Papenem) i przedstawiciela partii, która miała zaledwie 18% głosów? Wiemy natomiast, że w czerwcu 1932 roku von Papen został kanclerzem Niemiec. Hitler czekał, po wspomnianym spotkaniu, rok, aby osiągnąć kluczowe stanowisko, do którego dążył. Dokładniej rzecz ujmując, 30 stycznia 1933 r. został mianowany kanclerzem [1933 to rok, kiedy Forster przystąpił do planu Stutthoff - MS] , po poparciu ... Franz von Papen, ten, który przekonał Hindenburga do mianowania go kanclerzem. Tylko, że przed tym wydarzeniem mamy jeszcze jedno tajne spotkanie, które również odbyło się w milczeniu. 14 stycznia 1933 roku odbyło się nowe spotkanie z udziałem barona Kurta von Schroedera, von Papena, Hitlera i jego doradcy ekonomicznego, Wilhelma Kepplera. 

Podczas tego spotkania sfinalizowano program gospodarczy Hitlera, dając zielone światło dla jego nominacji na kanclerza. Barona Kurta von Schroedera należy rozumieć jako ambasadora Anglo-Amerykanów z poprzedniego spotkania, a jego rolą było sfinalizowanie ostatecznych szczegółów poprzedniego porozumienia. 

Cały program rządu Hitlera został "wyciągnięty" za granicę, ponieważ zawierał masowe prywatyzacje i inne elementy, które obecnie widzimy wdrażane przez MFW. 

W rzeczywistości to, co musisz zrozumieć, to element, który jest oczywisty, ale na który oficjalna historia nie nalega: chociaż ZSRR i Niemcy są przedstawiane jako śmiertelni wrogowie, ideologia obu krajów była w dużej mierze taka sama.

Jedyna różnica między stalinowskim komunizmem a hitlerowskim faszyzmem polegała na kontroli własności: podczas gdy w bolszewickim ZSRR cała własność należała do państwa, w nazistowskich Niemczech cała własność była skoncentrowana w rękach prywatnych megakorporacji, które działały tak centralnie i planowo, jak komunistyczne przedsiębiorstwa Stalina.

Przyszedł czas na spotkanie z kolejną ciekawą postacią: Hjalmarem Schachtem. Mężczyzna był szefem Reichsbanku (niemieckiego banku centralnego) od 1923 do 1930 roku. Został ponownie zainwestowany przez Hitlera 17 marca 1933 roku. Zaczyna się robić ciekawie: ten, który finansowo rządził katastrofalnym losem Republiki Weimarskiej, zostaje mianowany przez Hitlera na najbardziej newralgiczne stanowisko w państwie, z celem podniesienia kraju. 

Trzeba znać jeszcze jeden szczegół: Schacht był bliskim przyjacielem Muntagu Normana, a przyjaźń ta wynikała również z przynależności tych dwóch do tego, co nazywam "ponadnarodową mafią"[Wędrująca Cywilizacja Śmierci, albo Światowa Sitwa ?  - MS]. Na razie mogę państwu powiedzieć, że po ponownym mianowaniu na stanowisko szefa Reichsbanku, Schaht został oficjalnie zaproszony do... USA, gdzie spotkał się z prezydentem Rooseveltem, a z amerykańskiej podróży nie wrócił z pustymi rękami, ale z pożyczkami w wysokości ponad 1 miliarda dolarów, co strasznie pomogło ustabilizować gospodarkę Niemiec! Rozumiecie więc, bez wątpienia, że cała kariera Hitlera była anglo-amerykańską sprawą wspieraną przez to, co nazywam "ponadnarodową mafią".

Nadszedł więc czas, aby cofnąć się w czasie do 1939 roku. Kiedy naziści zajęli Pragę, ich pierwszą wyprawą było... Bank Narodowy (to właśnie zrobili w Rumunii w czasie I wojny światowej, kiedy nakazali transfer rumuńskiego złota z Rosji do Niemiec!). Tutaj, pod groźbą użycia broni, kazali urzędnikom dokonać dwóch transferów. Pierwszy przelew polegał na przeniesieniu 23,1 ton złota posiadanego przez Bank Republiki Czeskiej na rachunek Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) na rachunek BIS Reichsbanku. Konta BIS znajdowały się fizycznie w Londynie, a złoto było zdeponowane w Banku Anglii. Drugi rozkaz wysłany przez czeskich urzędników pod groźbą śmierci dotyczył przeniesienia 27 ton złota – tym razem z konta otwartego w Banku Anglii – na konto Reichsbanku otwarte w tej samej instytucji. Innymi słowy, zlecenia polegają na przeniesieniu ilości złota de facto do wewnątrz Banku Anglii.

Kwestia przeniesienia złota przybrała nieprzyjemny obrót. Jeśli chodzi o złoto znajdujące się w depozycie BIS, to zostało ono płynnie przetransferowane na konto Reichsbanku, czyli Niemiec. Jednak gdy złoto znajdowało się w posiadaniu Banku Anglii, sprawy stały się siarkowe, ponieważ kilku polityków wkroczyło do akcji i wywołało skandal. Nawet Churchill publicznie zastanawiał się, jak rząd może domagać się poboru obywateli, skoro Bank Anglii akceptuje tak dziwne posunięcie finansowania hitlerowskich nazistów. I tak złoto trzymane na rachunkach BIS zostało przeniesione, podczas gdy złoto trzymane w Banku Anglii zostało zablokowane w wyniku energicznej interwencji angielskich polityków. W tym przypadku sytuacja była wręcz komiczna, ponieważ Czechosłowacja umieściła część złota w BIS, ponieważ była przekonana, że biorąc pod uwagę neutralny status tej instytucji, złoto tam umieszczone będzie bezpieczne.

To, czego Czesi nie wiedzieli i czego świat nie wie do dziś, to jak powstał BIS. Jeśli spojrzysz na ich romantyczną historię, okaże się, że BIS pojawił się jako konieczność i inne bla-bla. Niesłusznie, towarzysze! Projekt Banku Banków Centralnych był starszy, ale za każdym razem politycy sprzeciwiali się podporządkowaniu działalności ich banków narodowych przez instytucję zewnętrzną. Po I wojnie światowej, aby ułatwić powstanie BIS, mówiło się o instytucji, za pośrednictwem której miałyby być wypłacane reparacje wojenne. W lipcu 1927 r. gdzieś na Long Island odbyło się spotkanie zerowego stopnia, w małym gronie, na którym parafowano utworzenie BIS. Wzięli w nim udział: Montagu Norman, Benjamin Strong (szef Fedu), Hjalmar Schacht i Charles Rist (zastępca prezesa Banku Francji). Podam Wam jeszcze jedną ciekawą informację: Montagu Norman był ojcem chrzestnym jednego z wnuków Schachta. Czy widzisz, jak mały jest świat?

W rzeczywistości rola Schachta w architekturze władzy nazistowskiej polegała na nadzorowaniu realizacji planu. Ale plany Hitlera nie szły w tym samym kierunku, tak jak plany Stalina nie szły w kierunku wyznaczonym przez międzynarodową mafię. Schacht był nie tylko szefem Banku Centralnego Niemiec (w latach 1933-1939), ale także ministrem gospodarki w latach 1934-1937! Zmierzch Schachta w obszarze władzy nazistowskiej nastąpił w momencie, gdy Hitler podjął decyzję o dozbrojeniu Niemiec. Stanowiąc pogwałcenie zobowiązań, które prawdopodobnie wziął na siebie Hitler, Hjalmar Schacht zareagował i w związku z tym został odwołany ze stanowiska szefa Reichsbanku. Mimo to pozostał na stanowisku ministra bez teki do 1943 roku.

Wróćmy teraz do BIS-u. Naziści uważali tę strukturę za "swój bank", za pośrednictwem którego przeprowadzano wiele operacji państwa niemieckiego pod przywództwem Hitlera. Wiadomo bowiem, że po wojnie Hjalmar Schacht został oskarżony o zbrodnie wojenne. Mimo stawianych mu zarzutów wykazywał się niezwykłym dystansem. Co więcej, mówi się, że Schacht powiedział innym oskarżonym bankierom: "Nie martwcie się, ci ludzie nie wieszają bankierów!". Zmarł spokojnie, w 1970 roku, w swoim łóżku, nie ruszając niczego z jego integralności.

W rzeczywistości nie miał się czego obawiać, biorąc pod uwagę, że BIS, przy współudziale Schachta, finansował również wysiłek wojenny Anglii. Jak? Reichsbank nie wstrzymał wypłat odsetek na rzecz BIS, więc pieniądze Niemiec poszły w formie dywidend, które zbierali akcjonariusze. A udziałowcami byli Anglicy, Francuzi i Amerykanie.

Aby lepiej zrozumieć fenomen Hitlera, muszę przedstawić wam inną postać, a mianowicie Thomasa Harringtona McKittricka. Osoba ta była prezesem BIS w czasie II wojny światowej. Chociaż McKittrick był czołowym bankierem, w rzeczywistości był marionetką w rękach Allena Dullesa, swojego prawdziwego szefa z operacyjnego punktu widzenia. Jego działalność na szczycie BIS była dziwna, jeśli spojrzeć na nią z zewnątrz. McKittrick był w stałym kontakcie z wielkimi niemieckimi biznesmenami, tymi, którzy utrzymywali machinę wojenną Hitlera. Jednak za pośrednictwem "interfejsu McKittricka" – który w rzeczywistości był nadzorowany w swojej pracy przez Departament Stanu – położono podwaliny pod powojenne ustalenia. Niemieccy biznesmeni otrzymali pewien immunitet, jeśli grają tak, jak są rozgrywani. W rzeczywistości relacje McKitricka z Emilem Puhlem, który został skazany w Norymberdze za zbrodnie wojenne, ale kilka miesięcy później (21 grudnia 1949 roku) został zwolniony za ... dobre zachowanie. Ahhhh, co Hjalmar Schacht powiedział o bankierach?

Uważnie studiując dokumenty znajdujące się w szarej strefie działania, odkrywamy, że cała działalność Hitlera była starannie nadzorowana przez aliantów. Jest – jak wspomniałem na początku artykułu – sporo danych na temat niesamowitej przemiany Hitlera, dokonanej przez tajemnicze postacie w niejasnym do dziś kontekście. Możemy to zignorować, ale nie możemy ignorować elementów, które wyglądają jak kawałki układanki. Niewielu rozumie dziś stawkę traktatu podpisanego przez Titulescu z ZSRR, podobnie jak niewielu rozumie stawkę sojuszu francusko-sowieckiego. Któż teraz rozumie znaczenie gorzkiego proroctwa Petaina "Nous ne tarderons pas à le regretter" ("Wkrótce będziemy tego żałować"), po parafowaniu paktu o wzajemnej pomocy między Francją a Związkiem Radzieckim i sposobie, w jaki ten dokument, na który dziś już się nie nalega, naruszył kruchą równowagę po pierwszej wojnie światowej?

Czy to nie dziwne, że po zakończeniu II wojny światowej wciąż istnieją tajne dokumenty, których struktury wywiadowcze nie ujawniają? 

Wiemy już wystarczająco dobrze, w jaki sposób Wall Street sfinansowała tak zwaną rewolucję bolszewicką (w rzeczywistości zamach stanu, finansowany z książki). Dowody, które wciąż wychodzą na światło dzienne, sugerują, że nazizm był finansowany w ten sam sposób. 

W ten sposób dwie przeciwstawne ideologie – z marksizmem jako punktem wyjścia i Wall Street jako podstawą finansową – stworzyły historię XX wieku. A najdziwniejsze jest to, że dla pragmatycznych amerykańskich biznesmenów rzucanie dużych pieniędzy na "ruchy rewolucyjne o nieoczekiwanym zakończeniu" jest szaleństwem nieuzasadnionym przez żadne podstawy ekonomiczne. A jednak dowody wskazują na to, że te środki finansowe zostały zrealizowane. Jaki był tego powód? To są dziwne ścieżki historii.

Być może skusiłabym się na myślenie – jak sugeruje oficjalna historia – że ruchy te należy rozpatrywać w pewnym kontekście i że nie powinniśmy ich kwalifikować jako źródeł pierwotnych. Po prostu, widząc upór, z jakim USA finansują ukraiński nazizm, widząc absolutnie obrzydliwy sposób, w jaki ignoruje się symbole i ideologie, na których opiera się walka Ukraińców z Rosjanami, nie mogę nie patrzeć przez pryzmat dowodów, które wciąż wychodzą na światło dzienne. Nawet jeśli minęło już tyle czasu, nawet jeśli ten obszar jest nadal zamazany przez brakujące elementy, nie oznacza to, że powinniśmy ignorować elementy, które dopiero teraz wychodzą na światło dzienne. W istocie, biorąc pod uwagę wydłużony czas, w którym byli przetrzymywani "w więzieniu", nadszedł czas, aby poświęcić im należytą uwagę i z chłodną oceną tego, co się stało.




Autor: Dan Diaconu