Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chiny. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 października 2026

Styl koryncki - jak w Chinach?

 

Podczas opracowywania tematu "okszy" zrobiłem dygresyjną notatkę, zdecydowałem się jednak przesunąć wątek do osobnego posta.



Chińczycy 2000 lat temu budowali konstrukcje drewniane odporne za trzęsienia ziemi. Fantazyjne i bardzo skomplikowane połączenia Dou-gong nie są po prostu ozdobą - są kluczowym elementem konstrukcji antysejsmicznej. 








Starożytne drewniane konstrukcje wykazują doskonałe właściwości sejsmiczne, a ich strukturalne właściwości mechaniczne i sejsmiczne wykazują zarówno cechy wspólne, jak i różnice ze względu na zróżnicowane metody połączeń. Krzywe histerezy trzech połączeń słup-podstawa pod poziomym obciążeniem cyklicznym wykazywały kształt litery „S” . Spośród nich czop Tao-ding ma najwyższą sztywność boczną , natomiast płaskie pływanie ma najbardziej pulchne krzywe histerezy, ze zdolnością rozpraszania energii około 1,28 razy większą niż czop Guan-jiao i 1,50 razy większą niż czop Tao-ding, co wskazuje, że płaskie pływanie ułatwia rozpraszanie energii poprzez tarcie ślizgowe podczas trzęsień ziemi. Kolumny wykazywały charakterystykę kołysania i dobrą regenerację odkształceń pod poziomym obciążeniem cyklicznym, z krzywą histerezy w kształcie litery „S”. Nawet pod obciążeniami końcowymi nie doszło do znaczących uszkodzeń elementów słupa, co wskazuje, że kołysanie słupa skutkowało słabym rozpraszaniem energii, ale dużą odkształcalnością warstwy ramy słupa.


całość tutaj:
https://www.nature.com/articles/s40494-025-02271-z

https://en.wikipedia.org/wiki/Dougong
https://www.youtube.com/watch?v=w78Yb_aotH0


Mam taką hipotezę, nie wiem czy trafioną, że starożytni Grecy również stosowali podobną technologię. Słynne świątynie greckie pierwotnie budowane były z drewna, z czasem drewno zamieniano na marmur. Pewną zagadkę dla uczonych  - i to już w starożytności - stanowiło rozwiązanie bogatego stylu korynckiego. Jaka była jego geneza?

Są co najmniej trzy hipotezy na ten temat. 

Witruwiusz ( ok.  75 p.n.e. – ok. 15 p.n.e. ) opisał, że porządek koryncki został wynaleziony przez Kallimacha, greckiego architekta i rzeźbiarza, którego zainspirował widok koszyka wotywnego pozostawionego na grobie młodej dziewczyny. Znajdowało się w nim kilka jej zabawek, a na koszyku umieszczono kwadratową płytkę, aby chronić je przed warunkami atmosferycznymi. Przez pleciony koszyk wyrósł akant, którego kolczaste, głęboko wcięte liście wtopiły się w splot koszyka.


Pochodzenie porządku korynckiego zilustrowane w tłumaczeniu dziesięciu ksiąg Witruwiusza dokonanym przez Claude’a Perraulta w 1684 r.
https://en.wikipedia.org/wiki/Corinthian_order


Mogło być tak, że Grecy stosowali w budownictwie drewnianym podobne rozwiązanie jak Chińczycy, z tym, że po przejściu na kamień - nie umieli oddać w kamieniu skomplikowanych puzli 3D na połączeniu (na przegubie) słupa z belką, a przede wszystkim - nie rozumieli, po co to jest. Wobec czego - pominęli jego wykonanie i zastosowali bogaty styl kwietny, ale nawiązujący do pierwotnego rozwiązania. Sądzę, że nikt już nie pamiętał, po co w drewnie stosowano taki połączenia, nikt nie zdawał sobie sprawy, że takie rozwiązanie niweluje efekt trzęsienia ziemi.



Czy tak było, okaże się jeszcze...







środa, 19 sierpnia 2026

Społeczeństwo postpolityczne






przedruk za fb
tłumaczenie automatyczne


Dan Deacon
18 sierpnia 2026


Spróbuję przedstawić Państwu oblicze Chin, które jest absolutnie nieznane opinii publicznej. I nie dlatego, że ktoś je ukrywa, ale przede wszystkim dlatego, że wciąż nie jest wyraźnie widoczne, pomimo pewnych bardzo wyraźnych działań. 

Ci z Państwa, którzy mnie czytają, wiedzą, że wspomniałem o decydującym momencie wydarzeń na placu Tian’anmen, w którym władze komunistyczne zdecydowały się pójść drogą konsumpcjonizmu, aby podobne wydarzenia się nie powtórzyły. Pewne jest, że obecnie prawdopodobieństwo protestów w Chinach jest absolutnie zerowe. 

Z ponad 800 milionami ludzi wyrwanych z ubóstwa, Chiny są krajem najbardziej dynamicznym w kierowaniu swojej populacji w stronę klasy średniej. Jednocześnie „wielkie demokracje” zdziesiątkowały tę klasę, która bez wątpienia jest siłą napędową społeczeństwa.




Jednak pomimo sukcesów pojawił się problem doktrynalny. Początkowo chińscy urzędnicy łatali marksizm, mimo że było całkowicie jasne, że marksistowska doktryna partii idealnie wpisywała się w nowy kierunek Chin. Od tego czasu rozpoczął się długi proces przebudowy doktryny, który jednocześnie przekształca Chiny w inny typ społeczeństwa.

Kilkakrotnie mówiłem o przejściu doktryny Komunistycznej Partii Chin od marksizmu do konfucjanizmu. JIang Zemin mówił o „społeczeństwie umiarkowanie zamożnym” (Xiaokang), co jest dobrze ugruntowanym terminem konfucjańskim. Hu Jintao zainicjował tezę o „społeczeństwie harmonijnym” (Hexie Shehui), zastępując „walkę klas” konfucjańską zasadą harmonii społecznej, hierarchii i stabilności. Xi Jinping sformalizował to połączenie, formułując „dwie integracje” (liang ge). Wydają się one drobiazgami, ale dla potężnego aparatu partyjnego, zastygłego w wąskim marksizmie, opisane przeze mnie zmiany ideologiczne stanowią ogromne kroki prowadzące do dekonstruktywizmu marksizmu na tle rozwoju absolutnie współczesnej machiny ideologicznej, idealnie dostosowanej do kierunku, w którym zmierzają Chiny.


Jeśli przyjrzysz się chińskiemu społeczeństwu i biznesowi, zrozumiesz, że kapitalizm jest tam stosowany w sposób podręcznikowy. Jeśli jednak przemierzysz mniejsze miejscowości, wciąż położone poza strategicznymi obszarami działania władz, zaskoczy cię komunizm, który wydaje się pochodzić z lat 80. To dwie ogromne sprzeczności, które mogą cię rozczarować. Co więcej, nawet na szczeblu najwyższego kierownictwa państwa, język marksistowski nie został porzucony, właśnie jako wymóg hamujący, aby adaptacja całej populacji mogła przebiegać stopniowo.

Być może najważniejszą tezą Xi Jinpinga jest ta, która wypłynęła z jego walki z korupcją. Wielu postrzegało początkowe czystki Xi jako czystki polityczne. Jednak spektakularne procesy i akcje antykorupcyjne trwają, biorąc pod uwagę, że jego aparat władzy jest tak solidny, jak to tylko możliwe. Teoretycznie nie potrzebowałby czystek. Ale walka z korupcją trwa. Dlaczego?

Niedawno Xi Jinping wyjaśnił to publicznie, formułując zasadę, która jest już wpisana w chińską politykę:

 „Bogacenie się nie jest złe, ale droga do wzbogacenia się i droga do czynienia dobra ogółu (czyli polityka) to dwie zupełnie różne drogi”. 


Zatem, jeśli chcesz poświęcić się społeczności, możesz to zrobić, jeśli w żadnych okolicznościach nie chcesz się bogacić. I w tym zakresie chińscy prokuratorzy stali się niezwykle aktywni: jeśli ojciec jest urzędnikiem partyjnym, a dziecko jest bogate, nie oznacza to automatycznie, że jesteś oskarżony, ale jakakolwiek ingerencja, jakikolwiek bezpośredni lub pośredni związek między pieniędzmi dziecka a pozycją ojca jest niezwykle surowo karana.

Zjawisko to mocno uderzyło w… kanadyjski rynek nieruchomości. Przypadki dzieci komunistycznych przywódców, z kieszeniami pełnymi pieniędzy, kupujących tam nieruchomości stały się niezwykle znane. Zjawisko to zniknęło tak nagle, jak się pojawiło, wciągając kanadyjski rynek w recesję. Powód jest dokładnie taki, o jakim mówiłem. Xi Jinpingowi udało się powstrzymać trendy bogacenia się średniego szczebla zarządzania państwem chińskim, radykalnie zmieniając kadrę kierowniczą. Dlatego obecnie te dwa kierunki są jak najbardziej wyraźne, a przede wszystkim odrębne. Lokalni, regionalni i centralni przywódcy dążą do budowania i utrzymywania „harmonijnego społeczeństwa”. Oznacza to, że dobrobyt mieszkańców jest wpisany w ich zakres obowiązków!


Nawet w obszarze chińskiego kapitalizmu istnieje niewidzialna ręka, która działa w kierunku „umiarkowanego dobrobytu”. 

Być może pamiętacie zniknięcie z firmamentu na kilka miesięcy przywódcy giganta Alibaby. Jack Ma, po tym, jak miał interesy polityczne, wzniecając drobne zamieszki w „South China Morning Post” i kilku innych kontrolowanych przez siebie instytucjach prasowych, powrócił do biznesu całkowicie „wyszkolony”. Co się z nim właściwie stało? W czasie jego „zniknięcia” – a właściwie w czasie, gdy poproszono go o wycofanie się w celu złożenia wyjaśnień – ujawniono całą jego teorię, w tym grzywnę za jego monopolistyczne tendencje. Alibaba zaczęła omijać swoich konkurentów nieortodoksyjnymi metodami, charakterystycznymi dla amerykańskiego kapitalizmu.

Niektórzy postrzegają faul Jacka Ma jako polityczny chwyt. Ale był to ruch mający na celu ograniczenie władzy gigantów technologicznych. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych to właśnie oni dyktują warunki polityczne, w Chinach coraz wyraźniej widać rozróżnienie między polityką a biznesem.


Tak jak jeśli chcesz angażować się w politykę, nie musisz się wzbogacić, tak jeśli się wzbogacisz lub jesteś bogaty, nie wolno ci angażować się w politykę. 

To bardzo wyraźne rozgraniczenie narzucone przez doktrynę Xi, co stanowi kolejny atut „nowego państwa”, które kształtuje się w Chinach.

I dopiero tutaj wyraźnie widać kierunek. 

Chiny kierują się ku społeczeństwu postpolitycznemu. 

Podczas gdy Zachód pogrążony jest w cyrku fałszywej walki lewicy z prawicą, Chiny podążają ścieżką świeckiego konfucjanizmu, ciężko pracując na rzecz „harmonijnego społeczeństwa”. 

Nie jest to definiowane jako walka między różnymi instytucjami czy władzami państwowymi – jak definiuje to ideologia Zachodu – ale poprzez jasne rozgraniczenia. Coś w stylu: „jeśli wybrałeś swoje przeznaczenie X, to to jest dozwolone, a to nie”. Proste, jasne, niepodważalne zasady.

Dlatego też, jeśli urzędnik partyjny zostanie przyłapany z dużą, nieuzasadnioną sumą pieniędzy, automatycznie kwalifikuje się do drastycznego wyroku skazującego za korupcję, ponieważ w jego przypadku majątek jest uznawany za nielegalny. Co nie działa w przypadku biznesmena, który może się wzbogacić, ale nie ma żadnego interesu w polityce.

Zasada „umiarkowanego dobrobytu” zabrania chińskim firmom oszukiwania konkurentów. Owszem, konkurencja jest niezbędna, ale gdy staje się nieuczciwa (na przykład poprzez praktyki monopolistyczne), niszczy harmonię społeczną i jest karana przykładnie. Właśnie dlatego Alibaba, z wyceny przekraczającej 800 miliardów dolarów, spadła o połowę.

W Chinach obserwuję coraz wyraźniejszy podział ról społecznych. I to jest prawdopodobnie największy wynalazek na poziomie społecznym. Nie wiem, czy ustanowi on nowy sposób definiowania społeczeństwa przyszłości, ale staje się jasne, że Imperium Niebiańskie na nowo odkrywa swoją historyczną doktrynę, idealnie dostosowaną do teraźniejszości. I oto zjawisko, którego prawie nikt nie rozumie. Kraj, którym rządzi zasada obca jego DNA, jest krajem upadłym.

Nie wiem, czy ci, którzy zorganizowali te „rewolucje”, zdawali sobie sprawę z zasady, o której była mowa wcześniej, ale wiem, że wszędzie tam, gdzie Zachód narzucał swoją doktrynę, społeczeństwo się rozpadało. Łatwo to wytłumaczyć – to jak wbijanie zardzewiałego, zatrutego gwoździa w zdrowy organizm. Sedno sprawy jest takie, że niezależnie od tego, czy chodzi o marksizm, czy o zachodni kapitalizm, to w zasadzie to samo.

Jeśli chcecie, to, co widzimy w Chinach, to najbardziej radykalny sposób buntu wobec Zachodu! Zasadniczo, redefiniując społeczeństwo na każdym poziomie, Chiny na nowo odkrywają własne ideały i to jest najprawdopodobniej źródło witalności kraju. Nie chcę idealizować sytuacji. Kraj wciąż znajduje się w równowadze między przeszłością a teraźniejszością. W każdej chwili może powrócić do zaciekłego marksizmu, który go zniszczy. Fakt, że wszystkie pokolenia, które doszły do ​​władzy po 1989 roku, kierowały nim w wskazanym kierunku, świadczy o determinacji aparatu partyjnego. 

Nie możemy jednak zapominać o kilku elementach, z których najważniejszym jest to, że „harmonijne społeczeństwo” jest odporne tylko w warunkach, w których podziały, o których mówiliśmy, są surowe. I oto mamy do czynienia z dyskretną i kruchą równowagą, którą można utrzymać jedynie silną ręką.

W tym miejscu w grę wchodzi więc aparat państwowy, definiowany jako silna ręka, której celem jest utrzymanie harmonii społecznej poprzez drastyczne karanie za „przekroczenie swoich obowiązków”.

Państwo staje się zatem źródłem równowagi dzięki temu, że jego obywatele troszczą się o jej utrzymanie na każdym poziomie. To właśnie oznacza społeczeństwo postpolityczne!


Nie twierdzę, że ścieżka, którą podążają Chińczycy, będzie miała uniwersalność niezbędną do jej szerokiej akceptacji na całym świecie. Wręcz przeciwnie, takie społeczeństwo jest absolutnie niemożliwe do nakreślenia w świecie zachodnim. 

Jednakże istota, którą należy zrozumieć, jest inna: każdy kraj, który chce prosperować, musi porzucić zamknięte normy (oparte na fałszywych wartościach) Zachodu i odnaleźć swój system zgodny z narodowym DNA. Tylko wtedy kraj stanie się zamożny. 


Należy wreszcie jasno zrozumieć, że zachodnia recepta to droga do zguby!








niedziela, 5 lipca 2026

Geopolityka, a medialność



Politycy debatują w porannym programie, kłócą się, dowodzą sobie nawzajem, kto jest niemądry, a nie kto nie... a nad nimi wszystkim czuwa - niczym nauczyciel w szkole - jawiący się w tym towarzystwie jako jedyny normalny... pan redaktor.

I w końcowych minutach programu jedyny normalny zmienia temat i dopytuje się swojej szkolnej dziatwy, czy oglądali ostatni mecz - i wtedy na wszystkich buziach pojawia się błogostan...

My zaś przekonujemy się, że oni wcale nie są swoimi wzajemnymi przeciwnikami, tylko tak jakby udają.... 

i konstatacja... znowu straciłem godzinę czasu...



 


przedruk

Egzamin z geopolityki

[...]



Stosunki międzynarodowe jako dyscyplina naukowa powinny mieć pewną odporność na nastroje, slogany, plotki, próżność i spekulacje dla rozgłosu.

Istnieje też głębszy powód, dla którego to ważne. 

Stosunki międzynarodowe zajmują się w istocie kwestiami takimi jak wojna i pokój, a więc ludzkie życie, losy narodów i wybory, które mogą kształtować realia całych regionów na dziesięciolecia. Społeczeństwo, które rozmawia o świecie beztrosko, może skończyć źle, beztrosko podchodząc do kwestii własnej pozycji w świecie postrzeganym z perspektywy stosunków międzynarodowych.


Yan Xuetong od lat zwraca uwagę na tę kwestię. W 2021 roku, na dużej konferencji akademickiej, w której uczestniczyli politolodzy i badacze stosunków międzynarodowych z całych Chin, ostrzegł, że widoczność publiczna (popularność medialna, klikalność) nie powinna zwyciężać nad zasługami akademickimi. Kliknięcia, wyświetlenia i status wanghong (gwiazdy Internetu) – a nawet rozgłos zdobyty poprzez prowokację – nie są miarą zdolności naukowych. Post na WeChat z 100 000 wyświetleń może być wpływowy. Jednak to nie czyni go z automatu elementem nauki.

Niepokój nie dotyczy zainteresowania opinii publicznej sprawami zagranicznymi. Kraj tak duży i tak obecny na arenie międzynarodowej jak Chiny z pewnością będzie miejscem debaty o otaczającym go świecie. Problemem jest jednak pogorszenie jakości tej debaty. Niektórzy ludzie z tytułami i afiliacjami instytucjonalnymi, kuszeni popularnością, stają się coraz bardziej swobodni w traktowaniu faktów i ekstrawaganccy w swoich twierdzeniach. Obok nich znajduje się duża klasa osobowości internetowych z niewielkim podstawowym przeszkoleniem (warsztatem), ale za to z ogromną pewnością siebie. Obie te grupy sprawiły, że dyskusje o geopolityce stały się głośniejsze, bardziej prymitywne, częściej bliższe rozrywce aniżeli naukowemu poznaniu.

Żaden kraj nie ma monopolu na złą analizę geopolityczną. Ameryka ze swoimi think tankami, panelami w telewizji kablowej, podcastami i wojownikami na platformie X (dawniej Twitter), produkuje mnóstwo własnych, pewnych siebie bzdur. Ale Chiny nie powinny pozwalać sobie na traktowanie błędów innych jako przyzwolenia na własne. Kraj próbujący zrozumieć swoje zmieniające się miejsce w świecie potrzebuje wyraźniejszego spojrzenia na fakty, władzę, ryzyko i konsekwencje. Kiedy podstawowe fakty są traktowane swobodnie, kiedy pewność staje się teatralna, a logika ustępuje miejsca nastrojom, rezultatem jest nie tylko zła analiza. A skutki są znamienne: chińskim czytelnikom – zwłaszcza tym młodym – trudniej jest zrozumieć rzeczywiste mocne i słabe strony oraz wybory Chin.

Jeśli Chiny mają poważne znaczenie, należy je poważnie badać. Jeśli świat się zmienia, zmianę należy zrozumieć z ostrożnością. Młodzi ludzie, którzy mogą odziedziczyć państwo odgrywające większą rolę międzynarodową, zasługują na coś lepszego niż slogany przedstawiane jako analiza.






całość tutaj:

https://chiny24.com/news/egzamin-przeciwko-zlej-geopolityce






poniedziałek, 13 kwietnia 2026

Wizja - planowanie - zarządzanie


23 10 2025











przedruk
tłumaczenie automatyczne



Xi Focus: Opanowanie długiej gry Chin


Źródło: Xinhua
2025-10-21 15:56:15



Pekin, 21 października (Xinhua) – W 1985 roku miasto Xiamen we wschodnich Chinach było studium kontrastów.

Nowo wyznaczona Specjalna Strefa Ekonomiczna tętniła niespokojną energią narodu, który właśnie otwiera swoje drzwi dla świata. Było to jednak prowincjonalne zaścianko, miasto portowe, w którym całość jego aspiracji związanych z handlem międzynarodowym spoczywała na barkach zaledwie dwóch starzejących się suwnic bramowych.

W obliczu chóru konkurujących ze sobą rad – niektóre nawoływały do ślepego naśladowania modelu rozwoju Singapuru, inne były sparaliżowane pesymizmem – nowy wiceburmistrz miasta, 32-letni Xi Jinping, oparł się pokusie łatwych odpowiedzi i krótkoterminowych rozwiązań.

Był to jego pierwszy przydział do regionu nadmorskiego i pierwszy raz zarządzanie skomplikowaną maszynerią modernizującego się miasta. Zamiast improwizować, poprosił o stworzenie planu. Nie był to prowizoryczny plan stworzony tylko na jego kadencję, ale pokoleniowa wizja strategiczna rozciągająca się na 15 lat, do początku XXI wieku – roku 2000.

Było to posunięcie radykalnej dalekowzroczności. "Nie możemy skupiać się wyłącznie na tym, co natychmiastowe" – ostrzegł później swoich kolegów, argumentując, że reaktywne zarządzanie doprowadzi do zamieszania i utraty kierunku.

Powstały w ten sposób dokument, Strategia Rozwoju Gospodarczego i Społecznego Xiamen z lat 1985-2000, zawierał śmiałe twierdzenie. Przewidywał, że środek ciężkości światowej gospodarki nieuchronnie przesunie się z Atlantyku na Pacyfik, a Xiamen, ze swoim głębokowodnym portem, jest doskonale przygotowany, aby stać się kluczowym węzłem łączącym Chiny z resztą rozwijającej się gospodarki Azji i Pacyfiku.

Dla miasta, które wciąż uczyło się podstaw handlu zagranicznego, był to plan na przyszłość, którą trudno było sobie wyobrazić.

Dziś ten plan jest rzeczywistością wyrytą w stali i szkle. Port Xiamen szczyci się ponad 180 trasami żeglugowymi łączącymi go z 51 krajami i regionami, a jego roczny przeładunek kontenerów przekracza 10 milionów jednostek ekwiwalentu dwudziestu stóp.

Transformacja miasta z sennego nadmorskiego miasteczka w globalny węzeł handlowy to znacznie więcej niż tylko lokalna historia sukcesu; Jest to narracja, która odsłania wizję jej architekta.

Aby zrozumieć podejście Xi do rządzenia, trzeba zrozumieć jego postrzeganie czasu – perspektywę zakorzenioną w uderzająco dłuższej perspektywie niż cykle polityczne. "Nasze rozumienie czasu mierzy się w stuleciach i tysiącleciach" – powiedział Xi, sekretarz generalny Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin (KPCh).

Ta filozofia, charakteryzująca się dalekowzrocznością strategiczną, perspektywą systemową i naciskiem na dokładne wykonanie, jest obecnie stosowana na największą skalę, jaką można sobie wyobrazić.

Podczas gdy XX Komitet Centralny KPCh zwołuje w Pekinie czwartą sesję plenarną, zaplanowaną od poniedziałku do czwartku, centralnym punktem jego obrad są projekty propozycji XV planu pięcioletniego (2026-2030), kolejnego rozdziału w metronomicznym marszu narodu ku modernizacji.

Biorąc pod uwagę, że Chiny są najważniejszym motorem wzrostu na świecie, przyczyniając się do około 30 procent globalnej ekspansji gospodarczej, ten krajowy program ma znaczące implikacje dla całego świata.

METRONOM MODERNIZACJI

Przez dziesięciolecia plany pięcioletnie Chin były podstawowym instrumentem chińskiej sztuki rządzenia. Xi opisuje system "jako ważne doświadczenie partii w rządzeniu krajem i istotną przewagę polityczną socjalizmu o chińskiej specyfice".

Te sekwencyjne plany działają jak czasowy nóż do rzeźbienia, cierpliwie kształtując jedną z najbardziej ekspansywnych i szybkich kampanii modernizacyjnych w historii. Najwcześniejsze plany zakładały stworzenie bazy przemysłowej na zgliszczach wojny. Późniejsze kraje przezwyciężyły niedobory żywności i odzieży, metodycznie zlikwidowały ubóstwo i stworzyły umiarkowanie zamożne społeczeństwo dla 1,4 miliarda ludzi.

Ustępujący XIV Plan Pięcioletni (2021-2025), który zapoczątkował nową drogę do budowy nowoczesnego państwa socjalistycznego, przyniósł już historyczne rezultaty. Przewiduje się, że jego wzrost gospodarczy przekroczy w tym okresie 35 bilionów juanów (około 4,9 biliona dolarów amerykańskich), czyli więcej niż PKB Niemiec w 2024 roku. Po raz pierwszy kraj ten znalazł się w pierwszej dziesiątce Globalnego Indeksu Innowacyjności i obecnie może pochwalić się największym i najszybciej rozwijającym się systemem energii odnawialnej na świecie.

Piętnasty plan będzie opierał się na tym impetie, zaprojektowanym w celu utrwalenia tego, co przywódcy Chin nazywają "bliźniaczymi cudami" szybkiego rozwoju gospodarczego i długoterminowej stabilności społecznej.

Na czele tego procesu stoi sam Xi. O jego znaczeniu świadczy fakt, że przewodniczył on grupom redakcyjnym ds. wniosków dotyczących 13. i 14. planu pięcioletniego, nadzorując prace od koncepcji do ukończenia.

Jego przywództwo w 13. planie zapewniło mapę drogową do osiągnięcia pierwszego setnego celu partii, jakim jest zbudowanie umiarkowanie zamożnego społeczeństwa pod każdym względem, zgodnie z nową filozofią rozwoju, która kładzie nacisk na innowacyjność i zrównoważony rozwój. Jego wytyczne dotyczące czternastego planu umiejętnie zintegrowały jego pięcioletnie cele z długoterminową wizją Chin do 2035 r., w której Chiny zasadniczo realizują socjalistyczną modernizację, biorąc za punkt ciężkości rozwój wysokiej jakości.

Piętnasty plan wyznaczy kurs na krytyczny pięcioletni okres na drodze do osiągnięcia celu na stulecie: przekształcenia Chin w wielkie, nowoczesne państwo socjalistyczne pod każdym względem do połowy stulecia.

Według Yana Yilonga, profesora w Tsinghua University School of Public Policy and Management, podczas gdy modernizacja pozostaje niezachwianym tematem, plany są zaprojektowane z myślą o ciągłej adaptacji. Ta zaleta "długoterminowości", mieszanka ciągłości i elastyczności, jest czymś, co zdaniem Yana "krajom zachodnim trudno jest dorównać".

Metodologia Xi łączy centralne przywództwo z rozległym, zinstytucjonalizowanym procesem masowych konsultacji – zasadą, której orędownikiem jest ujednolicenie projektowania na najwyższym szczeblu z "proszeniem ludzi o radę".

Jest to podstawowa zasada tego, co Partia nazywa całościową demokracją ludową. Ta praktyka ma głębokie korzenie. W 1986 r., podczas opracowywania strategii Xiamen, wspierał ogólnomiejski konkurs na esej prasowy, którego celem było zebranie opinii publicznej na potrzeby 15-letniego planu.

Ten sam duch jest obecnie stosowany na szczeblu krajowym. W ramach 15. planu pięcioletniego na miesiąc uruchomiono specjalny portal internetowy, na który można było zbierać sugestie społeczne, w ramach którego otrzymano ponad 3,1 miliona zgłoszeń obejmujących szerokie spektrum tematów, od innowacji technologicznych po opiekę społeczną.

Xi osobiście poinstruował departamenty rządowe, aby "poważnie przestudiowały i przyswoiły" te propozycje. Było to następstwem precedensu ustanowionego dla 14. planu, w ramach którego osobiście zwołał siedem różnych sympozjów, zbierając informacje od różnych grup, od przedsiębiorców i naukowców po przedstawicieli oddolnych, aby zapewnić, że szeroki zakres poglądów zostanie uwzględniony w dokumencie końcowym.

To podejście skoncentrowane na ludziach przynosi wymierne rezultaty. To właśnie w czternastym dokumencie planu po raz pierwszy położono wyraźny nacisk na cel, jakim jest wspólny dobrobyt dla wszystkich, a ponad jedna trzecia kluczowych wskaźników planu była bezpośrednio związana z dobrobytem publicznym.

"Musimy pozostać wierni naszym pierwotnym aspiracjom i przyjąć promowanie dobrobytu ludzi jako naszą podstawową wartość" – powiedział Xi o nadchodzących pięciu latach.

OD SŁÓW DO CZYNÓW

Xi podkreślił znaczenie rozsądnego planowania. "Błędy w planowaniu są największym marnotrawstwem", ostrzegł, "a przewracanie planów jest największym tabu".

Jego przywództwo jest definiowane przez podejście ostro zorientowane na problem i ten etos jest zakorzeniony w tworzeniu planów pięcioletnich.

Aby rozwiązać problem długoterminowej nierównowagi strukturalnej w gospodarce, był orędownikiem reform strukturalnych po stronie podaży. Aby uprzedzić zagraniczne restrykcje dotyczące kluczowych technologii, wdrożył narodową strategię samodzielności i siły w nauce i technologii. W odpowiedzi na apele społeczeństwa o czyste niebo i czystą wodę, rozpoczął zdecydowaną walkę z zanieczyszczeniem.

Centralnym elementem kolejnej fazy tego programu jest kultywowanie nowych sił wytwórczych wysokiej jakości, koncepcji, której orędownikiem jest Xi, aby napędzać wysokiej jakości rozwój poprzez innowacje, ze sztuczną inteligencją (AI) w awangardzie.

Strategiczny cel był niewątpliwy w kwietniu tego roku, kiedy Biuro Polityczne Komitetu Centralnego KPCh przeprowadziło wspólną sesję badawczą na temat sztucznej inteligencji, a kilka dni później Xi osobiście przeprowadził inspekcję dużego modelu inkubatora w Szanghaju. Na kolejnym sympozjum Xi powiedział, że należy nadać wyższy priorytet strategiczny wspieraniu nowych sił produkcyjnych o wysokiej jakości, zgodnych z lokalnymi warunkami w ciągu najbliższych pięciu lat.

Oczywiście plan jest tylko tak dobry, jak jego wykonanie. Xi podkreślił, że jeśli chodzi o wdrażanie, kluczowa jest rola osób odpowiedzialnych za dowodzenie. "Muszą wziąć na siebie odpowiedzialność, być gotowi do dźwigania najcięższych ciężarów, odważyć się stawić czoła najtrudniejszym wyzwaniom i być biegli w radzeniu sobie z najtrudniejszymi zadaniami" – powiedział.

Walka z ubóstwem, jedno z głównych zadań w ramach 13. planu pięcioletniego, jest tego dobitnym przykładem. Xi osobiście przewodniczył siedmiu centralnym sympozjom na temat walki z ubóstwem, przeprowadził ponad 50 wizyt inspekcyjnych w tej sprawie i odwiedził wszystkie 14 sąsiadujących ze sobą obszarów skrajnego ubóstwa w kraju. Pod jego kierownictwem ponad 3 miliony urzędników zostało wysłanych na linię frontu w ramach wspólnego wysiłku, który w ciągu ośmiu lat wydźwignął prawie 100 milionów ludzi z absolutnego ubóstwa.

Podczas gdy inne kraje snują długoterminowe plany, Xi przyznał, że chiński system jest odrębny. "Na podstawie badań i działań informacyjnych proponujemy kompleksowy i systematyczny plan, który w pełni szanuje wolę ludzi i jest zgodny z rzeczywistością" – powiedział – "I mamy doskonałe możliwości wykonawcze do realizacji tych planów".

Ta skuteczna realizacja jest zapewniona przez solidne ramy instytucjonalne. Proces rozpoczyna się od szeroko zakrojonego pozyskiwania opinii publicznej i propozycji Komitetu Centralnego KPCh. Następnie Rada Państwa, rząd kraju, opracowuje szczegółowy zarys, który jest przeglądany i zatwierdzany przez Ogólnochińskie Zgromadzenie Przedstawicieli Ludowych – najwyższą władzę ustawodawczą – zanim zostanie ogłoszony i wprowadzony w życie. Cele rozwojowe różnych miejscowości i sektorów są ściśle zbieżne z planem krajowym.

Jednak to strategiczne zarządzanie nie ma na celu zastąpienia rynku, ale sterowanie nim i zrównoważenie jego wad, według analityków politycznych. Jest ona zakorzeniona w filozofii łączenia dynamicznego rynku ze sprawnym rządem, co Partia postrzega jako wielką siłę swojego systemu.

Pięcioletni plan jest "przyjazny dla rynku" i służy jako przewodnik dla alokacji zasobów, zapewniając stabilność polityki i spójność zarządzania dla podmiotów rynkowych, jednocześnie unikając wahań politycznych obserwowanych w niektórych gospodarkach zachodnich.

Xi wezwał do podjęcia wysiłków na rzecz zapewnienia solidnego planowania i realizacji celów, zadań i środków strategicznych XV Planu Pięcioletniego, "aby zapewnić zdecydowany postęp w zasadniczo osiągnięciu socjalistycznej modernizacji".

Kreśląc własną przyszłość, Chiny prezentują nie tylko plan, ale także przekonującą alternatywę dla krótkowzrocznych rządów w świecie spragnionym pewności. W jej sercu znajduje się mąż stanu, który opowiada się za zdolnością do "przeprowadzenia planu do końca".

"Wraz z rosnącym wzrostem Chin, ich pięcioletni plan zyskuje na znaczeniu" – powiedział Lu Ting, główny ekonomista ds. Chin w Nomura. "Należy się temu uważnie przyglądać, ponieważ strategiczne myślenie i planowanie stały się rzadkością wśród światowych rządów". ■




english.news.cn/20251021/7761296c3b9a4d19a2c11f6477f5018d/c.html

niedziela, 11 stycznia 2026

"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"












przedruki





Austria, kraj zbrodniarzy



Kurt Waldheim pełnił funkcję szefa austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz był Prezydentem Austrii w latach 1986-1992. Najbardziej szokująca jest jednak jego niemal dziesięcioletnia kadencja na stanowisku Sekretarza Generalnego ONZ w latach 1972-1981, w organizacji, której celem jest ochrona praw człowieka. Dlaczego fakt, że Waldheim mógł cieszyć się tak bogatą karierą polityczną, budzi zdziwienie? Z pomocą przychodzi nam sam Kurt, zawarł to wszystko w jednym zdaniu.

„Nie robiłem w czasie wojny niczego innego, niż to, co robiły także setki tysięcy innych Austriaków. Spełniałem swój obowiązek jako żołnierz” - Kurt Waldheim.

Rzeczywiście, to zdanie mogło wypowiedzieć znaczna część austriackiego społeczeństwa, które nigdy nie rozliczyło się ze swoją przeszłością – przeszłością naznaczoną morzem słowiańskiej i żydowskiej krwi.

Dużą część procesu wybielania austriackiego społeczeństwa stanowi mit dotyczący siłowego przyłączenia Austrii do III Rzeszy oraz rzekomej niechęci Austriaków do nazizmu i Hitlera. Tymczasem prawda jest taka, że Anschluss cieszył się powszechnym poparciem, a przyszli obywatele nazistowskiego państwa witali żołnierzy Wehrmachtu kwiatami i nazistowskimi salutami.

Znamienny jest też zapał, z jakim Austriacy przystąpili do zbrodni holokaustu. Ich ofiarami byli przede wszystkim Żydzi, Polacy, Ukraińcy oraz Rosjanie. Okrucieństwo, które przejawiali, często przewyższało to, z którego słynęli Niemcy.

Pierwszym przykładem zorganizowanego prześladowania innych narodowości była skala Kryształowej Nocy w Wiedniu.

Denazyfikacja? Przecież jesteśmy ofiarami

Niewątpliwie Austria zyskuje na skupieniu światowej opinii publicznej na roli Niemców, którzy stanowili największą grupę nazistowskich zbrodniarzy. Umożliwia to Austrii przyjęcie pozycji ofiary, niemal na równi z takimi krajami jak II Rzeczpospolita, Jugosławia czy Czechosłowacja.

Austriackie społeczeństwo niestety wyróżnia się najmniejszym stopniem denazyfikacji spośród wszystkich europejskich narodów. Całkowity brak rozliczenia z przeszłością oraz przemilczanie swojej roli w największej zbrodni w historii świata stanowią haniebną plamę na całym narodzie.

Wielką rolę w braku rozliczenia austriackich nazistów odegrali zachodni alianci, którzy już w kwietniu 1948 roku poparli amnestię dla tych zbrodniarzy. Zaskakująco, w pozytywnym świetle stawia to władze ZSRR, które jako jedyne z wielkich mocarstw głośno sprzeciwiały się tej, jakże haniebnej, ustawie. Kary uniknęło prawie pół miliona nazistów, którzy zostali zwolnieni z więzień. Ostatecznie cała wydmuszka denazyfikacji zakończyła się już w 1949 roku.

Austriaccy zbrodniarze

Kim byli najbardziej wyróżniający się Austriacy uczestnicy zagłady? Na myśl od razu przychodzi bodaj najsłynniejszy Austriak w historii – Adolf Hitler. Jego rola w zbrodniach III Rzeszy jest powszechnie znana i nie wymaga dodatkowego przypomnienia.

Drugim architektem systemu zagłady był Adolf Eichmann, odpowiedzialny za koordynację całego mechanizmu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Ten zbrodniarz poniósł zasłużoną karę na końcu izraelskiego sznura, po głośnym procesie w 1962 roku. W ten sposób sprawiedliwości stało się zadość.

Odilo Lotario Globocnik, znany ze swoich zbrodni, był austriackim SS-manem słoweńskiego pochodzenia i jednym z głównych organizatorów oraz wykonawców zagłady. Odpowiadał za brutalne represje wobec polskiej inteligencji i duchowieństwa.

W 1945 roku został schwytany przez Brytyjczyków, jednak w areszcie popełnił samobójstwo, unikając tym samym procesu i wymierzenia zasłużonej kary.

Często zapomina się o roli kobiet w funkcjonowaniu niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Wśród austriackiego personelu szczególnie wyróżniały się dwie postacie: „Kobyła z Majdanka” oraz „Bestia z Auschwitz”.

Pierwszą z nich była Hermine Braun Steiner. Kobyła słynęła z olbrzymiego okrucieństwa, szczególnie wobec dzieci. Często brutalnie wyrywała małe dzieci z rąk ich przerażonych matek, by chwilę później rozgnieść ich główki swoim ciężkim butem. Odpowiadała również za selekcję więźniów. Po wojnie wyemigrowała do USA, gdzie poślubiła byłego żołnierza amerykańskiej armii. Przez wiele lat unikała odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. W końcu została ekstradowana do RFN, gdzie wzięła udział w trzecim procesie załogi Majdanka. Została skazana na dożywocie, jednak w wieku 77 lat zwolniono ją z powodu cukrzycy. Dzięki temu mogła w spokoju umrzeć na wolności, w przeciwieństwie do setek jej ofiar.

Maria Mandl, znana jako Bestia z Auschwitz, była odpowiedzialna za wysłanie na śmierć blisko pół miliona ludzi podczas swojej pracy jako nadzorczyni kobiecego obozu Auschwitz. W ramach swoich obowiązków zajmowała się między innymi selekcją więźniarek. Słynęła z okrutnego traktowania ciężarnych kobiet, które często wybierała do przeprowadzania na nich eksperymentów medycznych. Skazywała je tym samym na długą i upokarzającą gehennę, która w większości przypadków kończyła się ich tragiczną śmiercią.

Mandl została skazana na śmierć przez powieszenie przez Najwyższy Trybunał Narodowy w pierwszym procesie oświęcimskim. W przeciwieństwie do władz Austrii i RFN, w Polsce nie było taryfy ulgowej dla nazistów.


Brak rozliczeń

Nie znamy dokładnej skali udziału Austriaków w nazistowskim ludobójstwie. Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że istniało powszechne poparcie dla tych działań oraz zapał, z jakim przedstawiciele tego narodu przystąpili do mordowania Żydów i Słowian.

Niestety, większość Austriaków uniknęła odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Sprawiedliwość ich nie dosięgła, a to za sprawą państw, które niedawno intensywnie zwalczały faszyzm oraz nazistowską III Rzeszę. W ten sposób zostali rozgrzeszeni za zbrodnie popełniane w Europie Centralnej, Wschodniej oraz na Bałkanach, w mniejszym stopniu na Zachodzie.


Cóż, jak widać, ofiary stały na drodze wielkiej polityki.


Mikołaj Hutorowicz/Fronda.pl





"UE jest przejęta przez grupę przestępczą"

„Ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz” - powiedział w „Salonie Dziennikarskim” na antenie Telewizji wPolsce24 Maciej Pawlicki, publicysta i reżyser.


Moim zdaniem idzie tu nie tylko o przyszłość rolnictwa, bo wyraźnie widać, że wszystko zmierza do tego, aby zlikwidować rolnictwo europejskie

— oceniła redaktor Aleksandra Jakubowska.

Pytana przez Jacka Karnowskiego, czy cel jest ideologiczny, odparła:

Myślę, że bardziej komercyjny. To rolnictwo w jakimś tam stopniu będzie istniało. Oczywiście będą ludzie, których będzie stać na to, żeby kupować zdrową żywność za duże pieniądze.

Ale moim zdaniem był to moment historyczny. To znaczy po raz pierwszy tak jawnie okazało się, w jaki sposób Unia Europejska ma być rządzona w momencie, kiedy Niemcom uda się przeprowadzić swój plan centralizacji. Bo do tej pory to wszystko było robione tak jak salami, po kawałku odcinano państwom narodowym ich kompetencje zapisane w traktatach. Mówiono o tym, że te traktaty trzeba zmienić. Nagle okazało się, że TSUE nie jest trybunałem, który ma pilnować, czy państwa narodowe zgodnie z traktatami swoje ustawodawstwo prowadzą, tylko jest sam źródłem prawa. Wszystko to dotychczas odbywało się po cichu, ale to, co wydarzyło się z Mercosur, stanowi spektakularny przykład tego, jak będzie rządzona Europa, jeśli Niemcom uda się przeprowadzić ich plan

— dodała publicystka wPolsce24.

Cała sytuacja pokazuje, jak patologiczną organizacją jest Unia Europejska. po drugiej stronie mamy Mercado Común del Sur, czyli unię handlową krajów Ameryki Południowej. Tam za chwilę Wenezuela do tego dołączy, bo ona jest w tej chwili zawieszona. I każde z tych państw może powiedzieć, że nie podpisuje tej umowy. Z naszej strony, czyli ze strony Unii, jedzie Ursula von der Leyen i 27 przywódców państw nie ma nic do powiedzenia, bo ona podpisuje. A tam podpisze prezydent Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju. A jak Paragwaj powie, że nie podpisuje, to nie podpisze i nic mu nie mogą zrobić. Co pół roku mają prezydencję, czyli właściwie jest taki operator tego całego paktu Mercosur, który załatwia takie sprawy operacyjne. Nie ma żadnej ideologii w tym

— ocenił publicysta wPolsce24 Dariusz Matuszak.


Pytany przez prowadzącego, czy chodzi tu o to, że przemysł niemiecki, który ma problemy, szuka rynków zbytu, stwierdził:

Oczywiście, że to jest prawda. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że nie należy wierzyć w nic, co Unia obiecuje, co deklaruje, czyli te wszystkie zabezpieczenia teoretyczne. Teoretyczne, bo tak naprawdę jeszcze ich nie ma w tych papierach.

Po drugie: są konkretne zapisy, na przykład Unia dopłaci do wiatraków, żeby sobie w Europie kraje Mercosur mogły kupić wiatraki, po prostu jest zapis o konkretnych kwotach – dokładnie już w tej chwili nie pamiętam, ale to jest około miliarda euro. No, otwarcie na przemysł, głównie maszynowy, chemiczny. Z Rosji nawozy lecą do Brazylii. Brazylia jest największym importerem rosyjskich nawozów. Niemiecki koncern BASF wykupił amerykański Monsanto. To jest to samo, tylko przemianowane. Byłem Bogdan, a teraz jestem Mietek. Albo byłem Adolf, a teraz jestem Jurgen


— dodał Matuszak.


Pawlicki: Trzeba urealnić język debaty o UE

Myślę, że trzeba zmienić język. Całkowicie zgadzam się z tym co pani Aleksandra powiedziała, że to jest jednak pewien punkt zwrotny. Dlatego, że do tej pory to nie było po cichu, bo oczywiście to było na różne sposoby, różnymi kłamstwami oblepiane. I oczywiście są w Polsce siły, które wierzą w te idiotyzmy, ocieplenia, wpływ na redukcję dwutlenku węgla. Są też grupy polityczne czy społeczne, które mają stosunek do narzucanej nam imigracji z Afryki czy z Azji inny niż większość narodu. Ale w tej sprawie wydaje się, że jedność klasy politycznej, przynajmniej w deklaracjach, jednak istnieje

— stwierdził z kolei Maciej Pawlicki, reżyser i publicysta.


I po raz pierwszy mamy taką sytuację, w której najeźdźca chce narzucić nam coś, czego nie chcemy, wiemy, że nam szkodzi, i chcemy to odrzucić. I nagle się okazuje, że jest jakiś pan nad nami, który nam powie: „Nie, będzie inaczej”. Tak się działo za zaborów, tak się działo za najazdów, tak się działo w krajach podbitych i trzeba zdać sobie sprawę, że ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz. I coraz bardziej zacieśnia tę smycz i należy tę Unię albo odzyskać, albo z niej wystąpić. Ale po to, żeby ją odzyskać, należy realnie mówić o scenariuszu występowania z tej Unii. Przestać płacić składki, krótko mówiąc urealnić język opowiadania o tym, co się dzieje, bo w tej chwili to niszczenie polskiego rolnictwa to jest także niszczenie klasy średniej
— dodał.


Jeśli ktoś łamie prawo, to znaczy, że jest przestępcą, więc należy go wsadzić do więzienia i należy ten proces rozpocząć
— ocenił komentator.


Straszak „polexitu” jest używany przez środowisko Tuska od wielu lat. On działał w momencie, kiedy rzeczywiście było ogromne wsparcie procentowe. Polacy byli przekonani, że Unia Europejska to jest dobry pomysł i byli tacy, powiedziałabym, optymistycznie nastawieni do bycia Polski w tej organizacji. Natomiast proszę zwrócić uwagę na to, że z miesiąca na miesiąc w sondażach to poparcie dla bytności Polski w Unii Europejskiej, i w ogóle ocena tego organizmu spada. Nawet polscy politycy na czele z ministrem rolnictwa Krajewskim próbują upudrować to, co się wydarzyło, mówiąc o tak zwanych klauzach ochronnych, że nam nic nie grozi, nic się nie stanie, a w ogóle minister Krajewski mówi: „A przecież meble będziemy tam do tej Ameryki Łacińskiej wysyłać” i tak dalej

— stwierdziła redaktor Aleksandra Jakubowska z Telewizji wPolsce24.





"Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan". 


10.01.2026 13:37

W warszawskim hotelu Gromada odbyło się dziś Ogólnopolskie Forum Oświatowe "W trosce o przyszłość polskiej szkoły". Wśród prelegentów wystąpili pedagodzy, nauczyciele, działacze społeczni, związkowcy, samorządowcy, dziennikarze i rodzice.

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” od dawna alarmuje, że w polskiej szkole dzieją się niepokojące rzeczy, a praca nauczyciela staje się coraz trudniejsza


"System oświaty wymaga gruntownej przebudowy"

Konferencję otworzyli Hanna Dobrowolska, koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz dr. Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".

Hanna Dobrowolska opowiedziała o działaniach Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, którą w tej chwili współtworzą już 92 organizacje, którym przyświeca dobro polskich uczniów.



Naszym celem jest powstrzymanie destrukcji, a następnie doprowadzenie do głębokiej odnowy polskiej oświaty. Odzyskanie pokolenia dobrze wykształconych, etycznych, oddanych Ojczyźnie młodych Polaków stanowi nasz naczelny cel. Temu służyły manifestacje, pikiety, konferencje prasowe oraz działalność publicystyczna

- powiedziała Hanna Dobrowolska.


Sukcesy minionego roku oraz procesy, które udało się powstrzymać lub nagłośnić do tego stopnia, że poruszyły całe społeczeństwo, są zasługą właśnie tych szerokich środowisk. (...) Najważniejsze jest to, abyśmy dziś otworzyli niezależną debatę, która da szansę wypowiedzenia się bardzo wielu osobom i środowiskom – również tym, które współtworzą proces, jaki ogólnie nazywamy oświatą

- podkreśliła.
 

Waldemar Jakubowski mówił z kolei o ostatnich działaniach Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność.

System oświaty wymaga gruntownej przebudowy i głębokiego przemyślenia. Chcemy wypracować konkretne wskazówki dotyczące tego, w jakim kierunku system ten powinien się zmieniać. Jesteśmy głęboko przekonani, że znajdujemy się obecnie w momencie przełomowym – w czasie kryzysu. Powiem nawet nieco przewrotnie, że być może dobrze się stało, iż obecnie w Ministerstwie Edukacji Narodowej mamy taką, a nie inną ekipę. Gdyby byli to fachowcy „z wyższej półki”, sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Natomiast przy obecnym kierownictwie wiele spraw staje się bardziej klarownych

- przekonywał.


Obecną ekipę ministerialną nie jest trudno punktować. Przypomnę choćby aferę związaną z godzinami ponadwymiarowymi. Krajowa Sekcja Oświaty już wcześniej wskazywała, że rozwiązania prawne proponowane przez Ministerstwo doprowadzą do poważnych problemów. I dokładnie tak się stało. Konieczne były interwencje na najwyższym szczeblu, medialne spektakle oraz działania ratunkowe, by się z tych decyzji wycofać

- dodał.

Pytanie zasadnicze brzmi: w jakim kierunku iść dalej i jak powinna wyglądać polska oświata? To wciąż temat otwarty, choć czasu na podjęcie kluczowych decyzji pozostaje coraz mniej
- spuentował przewodniczący Jakubowski.

Stan polskiej oświaty

W ramach konferencji odbyły się trzy panele dyskusyjne. W panelu eksperckim pt. "Ocena zmian w oświacie", który prowadził Rafał Woś, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność". prof. Jan Żaryn, historyk, a także nauczyciel akademicki, postawił śmiałą tezę:

Najważniejsze instytucje edukacyjne i naukowe państwa polskiego, a więc przede wszystkim resort edukacji oraz resort nauki, nieprzypadkowo zostały w obecnej koalicji rządzącej powierzone ludziom o proweniencji bądź wyraźnie postkomunistycznej, bądź jednoznacznie lewicowej, ideologicznie lewicowej. Był to wybór w pełni świadomy. Powodem tego wyboru było wykorzystanie instytucji państwa polskiego do realizacji projektu, który można określić jako globalny projekt walki o mentalność nowego człowieka.

Mówił jednak również o tym, że prawdziwym punktem odniesienia jest dla dzieci ich rodzina.

Wszystkie badania socjologiczne prowadzone w wolnej Polsce od lat 90. aż po dziś pokazują jednoznacznie, że najwyższą wartością dla Polaków jest rodzina. Bez względu na to, jak bardzo ideologie próbują narzucić inną wizję rzeczywistości, oddolna mądrość narodu pozostaje niezmienna. Rodzina jest przestrzenią bezpieczeństwa, wychowania, dojrzewania i dążenia do szczęścia – nie ideologiczne konstrukty

- podkreślił.

Apeluję, abyśmy – jako przedstawiciele różnych środowisk społecznych, stowarzyszeniowych i związkowych – zrobili wszystko, by powstał projekt zespołu ludzi kompetentnych, zdolnych odpowiedzieć na pytanie, czym jest dziś polski obszar edukacji. Byłaby to realna odpowiedź na rewolucyjny projekt realizowany niestety także w instytucjach państwa polskiego

- spuentował prof. Jan Żaryn.



Wojciech Książek, nauczyciel i działacz NSZZ "Solidarność" mówił z kolei o potrzebnych zmianach w różnych obszarach edukacji.

Zmiana podstaw programowych wymaga uwzględnienia programów nauczania, planów nauczania, podręczników, pomocy dydaktycznych – dziś także cyfrowych. Nie można wprowadzać nowego przedmiotu bez zaplecza kadrowego i przygotowania

- przekonywał. Apelował również o to, by nie zapominać o nauczycielach.

Ich autorytet, kształcenie, doskonalenie i godne wynagrodzenie są fundamentem systemu. Gdyby reformy sprzed lat były kontynuowane, dziś nauczyciel dyplomowany zarabiałby średnio około 11 tysięcy złotych. To pozwalałoby na realne uczestnictwo w kulturze i życiu lokalnym

- zaznaczył. Jako najtrudniejsze, a zarazem potrzebne zadanie przedstawił opracowanie i wdrożenie długofalowej wizji edukacji i stabilnego systemu egzaminacyjnego.



"Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną"

W panelu kadry oświatowej pt. "Różnorodność a mit równości. Rola nadzoru pedagogicznego i samorządu", dr Waldemar Jakubowski diagnozując stan dzisiejszej szkoły, podkreślił:

Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną. Przestaje przygotowywać do życia obywatelskiego, rodzinnego i społecznego. Dlatego konieczna jest zmiana myślenia o edukacji jako całości. Sprzeciwiam się atomizacji systemu, ponieważ prowadzi ona do rozpadu wspólnoty społecznej. Potrzebujemy powrotu do prawdy, wymagań i wychowania. Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan. Wychowanie bez wymagań nie prowadzi do spełnienia, lecz do braku satysfakcji z życia.


Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty stwierdziła z kolei:

Jestem przerażona tym, co się dzisiaj w naszych szkołach dzieje. Dlatego, że ta szkoła dzisiejsza to jest szkoła kłamstwa. Jednego wielkiego kłamstwa, potwornego kłamstwa i krzywdy, jaką stwarzają ludzie dorośli młodym ludziom. W szkole uczeń ma być bezpieczny. Rodzice oddają swój największy skarg pod opiekę nauczycieli do szkoły i mają absolutnie prawo do tego, żeby czuć, że to dziecko będzie bezpieczne. Tymczasem obecnie nie jest

Zaznaczyła także:

To jest okropna klęska nas wszystkich, że do tego żeśmy dopuścili. Ale ja powiem od razu, że patrząc na to nasze tutaj dzisiejsze zgromadzenie, że Państwo potrafiliście powiedzieć tej machinie państwowej, że się z nią nie zgadzacie. To jest cudowne. Ja tylko w tym widzę nadzieję


Niejednoznaczny obraz nauczycieli

W ostatnim panelu nauczycielsko-rodzicielskim pt. "Zmiany w oświacie a szkolne realia. Czym powinna być szkoła?" Jakub Pacan, dziennikarz "Tygodnika Solidarność" opowiadał o obrazie polskiej szkoły w społeczeństwie.

Obraz nauczycieli jest dziś bardzo niejednoznaczny. Generalnie, gdy rozmawia się z ludźmi albo słyszy rozmowy o szkole i nauczycielach, dominuje współczucie wobec tego, jak wiele nauczyciele muszą obecnie dźwigać. Jednocześnie spora część osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudna jest to praca, ponieważ widzi ją wyłącznie z perspektywy uczniów, którzy często bywają roszczeniowi

- powiedział.


Z jednej strony młodzi ludzie mówią, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, z drugiej strony sam zawód jest wyraźnie nieszanowany, skoro tylko 4% młodych osób widzi w nim swoją przyszłość

- zaznaczył.



Autor: Barbara Michałowska
Źródło: tysol.pl





Dekalog Narodowego Przetrwania.

opublikowano: 4 stycznia



Zakaz propagandy antyrodzinnej, posiadanie rodziny jako misja każdej kobiety i każdego mężczyzny, większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi, powstrzymanie laicyzacji życia społecznego czy obowiązkowe przeszkolenie wojskowe - to niektóre punkty Dekalogu Narodowego Przetrwania. Jest to pomysł, który wczoraj zaprezentowali w „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski - redaktor naczelny naszej stacji oraz Marek Grabowski - socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty.


Jednym z tematów „Salonu Dziennikarskiego Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 była zła sytuacja demograficzna Polski.

Stanisław Janecki z tygodnika „Sieci” przytoczył dokładne liczby. Zwrócił uwagę, że na początku lat 80., a dokładniej - w stanie wojennym, w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci. W 2017 r. jeszcze ponad 400 tys.

1.38 jest wskaźnik dla Europy za rok 2024. Za rok 2025 prawdopodobnie będzie to 230 tys. To jest katastrofa

— ocenił.

Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty ocenił, że „kielich demograficzny, niestety, jest taki, że obecnie, żeby tę dzietność osiągnąć rzędu 2.1, kobiety musiałyby mieć ponad czwórkę dzieci”.


Dekalog Narodowego Przetrwania

Redaktor naczelny wPolsce24 Jacek Karnowski i zaproszeni komentatorzy nie tylko ubolewali nad zaistniałą sytuacją, ale również postanowili wskazać receptę.

Proszę państwa my z Markiem Grabowskim, socjologiem, pokusiliśmy się o opracowanie takiego dekalogu. To są propozycje, które, uważamy, trzeba położyć na stole. My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale no to jest właśnie premiera


— podkreślił redaktor Karnowski.


A oto i Dekalog Narodowego Przetrwania:

1. Zakaz propagandy antyrodzinnej
2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa
3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych
4. Progresywne programy socjalne
5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych
6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej
7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe
8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego
9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej
10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna


Antyrodzinna propaganda groźniejsza niż narkotyki?

Jacek Karnowski tłumaczył, że propaganda antyrodzinna powinna być karana – i to co najmniej tak surowo jak handel narkotykami.

Jej skutki są nawet straszniejsze

– ocenił.

W przypadku punktu 2. redaktor naczelny Telewizji wPolsce24 podkreślił:

To nie oznacza oczywiście stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna
– wskazał.

Co oznaczałyby większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi? Według prowadzącego, mógłby to być np. „dodatkowy głos na każde dziecko”.

W kwestii programów socjalnych Jacek Karnowski proponuje 800+ na pierwsze dziecko, ale na drugie już np. 1600+, a na trzecie 2400+. Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci maksymalnie poza wpływem social mediów – trzeba szukać rozwiązań.

Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej, a także większe nasycenie procesu edukacji zajęciami praktycznymi. Chodzi o to, żeby te dzieci naprawdę się ruszały i żeby były we wspólnocie
– mówił dalej Jacek Karnowski.

Obowiązek przeszkolenia wojskowego powinien, w ocenie naczelnego Telewizji wPolsce24, obejmować wszystkich bez wyjątku, a kobiety miałyby możliwość „wyboru służby w siłach wsparcia medycznego”.

Kolejny punkt to powstrzymanie laicyzacji życia społecznego, a przynajmniej jej promocji. Co kryje się za kolejnym punktem?

Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej - tu widać, że pandemia posłużyła do reżyserii społecznej, do rozbicia tego, co jeszcze istniało.

I na koniec: przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna dla losów narodu.

Oszustwo feminizmu i liberalizmu
Anna Pawelec, dziennikarka Telewizji wPolsce24, pozytywnie oceniła dekalog.

Nie ma teraz „mody” na posiadanie dzieci. Ale z drugiej strony moje pokolenie przede wszystkim chce wychowywać dzieci trochę inaczej, niż nas wychowali nasi rodzice. Moi rodzice mieli nas 4. Ja już mam 2. Teraz są trochę inne wychowania wobec rodziców. Nasi rodzice z nami nie spędzali tyle czasu, ile byśmy chcieli. A my dzisiaj chcemy wyjechać z dziećmi na wakacje, posiedzeć po południu

– podkreśliła.

Pozostali goście komentowali poszczególne punkty dekalogu w następujący sposób:

W Australii w jednym ze stanów jest taki system, że rodzic ma w imieniu dziecka możliwość zagłosowania, ma te dodatkowe głosy. I to można zrobić
– wskazał z kolei Marek Grabowski.

Czy feminizm oszukał swoich „klientów”?

W pewnej mierze oszukał ich liberalizm jako taki. Ten koncept, że kończę studia. Później organizuję sobie pracę. A jak zajmę średni szczebel menadżerski, to jeszcze kupię mieszkanie własnościowe, najlepiej od razu już cztery pokoje, żeby było na przyszłość. W efekcie mam lat 35- 40 i nagle się okazuje, że nie mam partnerki, narzeczonej, korpo i tak już wyrzuciło albo za 5 lat wywali i tyle
…
— podkreślił Grabowski.


To powinna być podstawa, żeby powstał rządowy raport. Istnieje rządowa rada ludnościowa. A po raporcie natychmiast przejście do czynów

— wskazał Stanisław Janecki.

Polska wymiera przez polskojęzyczne media?

My stworzyliśmy w fundacji taki raport o nazwie właśnie „Polska wymiera”. I tam znaleźliśmy kilka przykładów dosłownie, z mediów, których nazw już nie będę wymieniał i opiszę je ogólnie jako polskojęzyczne: „Ciąża to choroba”, „Dziecko utrudniło mi wyjazd”, „Żałuję, że jestem matką”
— wyliczał Marek Grabowski.

Domyślam się, że chodzi tutaj o Onet. Tak, trzeba powiedzieć, że dziecko jest wyrzeczeniem. Że ciąża jest pewną trudnością. Są trudne sytuacje, mnóstwo wyrzeczeń, ale dziecko właśnie nadaje sens naszemu życiu

— podsumowała Anna Pawelec.







Jak to wszystko zależy od tego, kto mówi.... jak mówi.... i po co....




„Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian” - powiedział gazecie.pl wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. 

W jego ocenie europejskie kraje znajdują się między młotem a kowadłem, bo z jednej strony Chiny zwiększają swoją gospodarczą ekspansję, a z drugiej Rosja nie zamierza porzucić imperialnych i terytorialnych ambicji.

W ocenie Jakóbowskiego Pekin jest bezwzględny jeśli chodzi o swoją ekspansję gospodarczą na Zachód, wykorzystując wszelkie słabości innych krajów, zwłaszcza USA.


Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe - to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby - powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość

— ocenia wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich w gazeta.pl i podkreśla, że Chińczycy są dziś pewni siebie jak nigdy do tej pory.


To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: „Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: „I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu

— podkreśla Jakóbowski.

Chińczycy już czują się równie Amerykanom

Za 4 miesiące w Pekinie Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. W opinii wiceszefa Ośrodka Studiów Wschodnich nie można wykluczyć, że Chińczycy i Amerykanie będą chcieli się dogadać w kwestii podziału wpływów w globalnej gospodarce.

Chińczycy wobec Europy, Japonii, wielu innych państw, szczególnie sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi. Zaczęli uważać, że my nie mamy żadnych kart. (…) Przestali nas uwodzić, kusić, tylko zaczęli mówić: ma być tak i tak, a jak się nie zgadzacie, to was dociśniemy. To oczywiście dla nas źle, ale z drugiej strony to działa jak pobudka.

— ocenia Jakóbowski i dodaje, że najbardziej przerażeni tym stanem są dziś Niemcy, które mogą stracić kontrolę nad dostawami surowców (metale rzadkie) materiałów i podzespołów. Szczególnie w przemyśle motoryzacyjnym.


Pożerają nasz przemysł żywcem. Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec, a tymczasem model gospodarczy, który zbudowali, dotyczy wszystkich, bo rozciąga się po całym kontynencie. I konsekwencje niemieckich złych wyborów z przeszłości przelewają się do nas, do Czech, do Francji, Holandii. (…) Nowy model samochodu w Europie to 4-5 lat, a w Chinach to półtora roku. I jeszcze go wyprodukujesz połowę taniej i sprzedasz na cały świat. To wszystko oznacza, że możemy stracić przemysł. Batalia, która się rozegra, będzie o to, czy jesteśmy w stanie to powstrzymać

— podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W jego opinii UE ma oczywiście różne możliwości reagowania na tę sytuację, ale stanowi dziś ogromny organizm gospodarczy, którego niszczy bezwład. Zasada subsydiarności, jest słuszna - niech Unia się nie wtrąca tam, gdzie nie musi - ale poszczególne kraje zbyt małe możliwości aby poradzić sobie samodzielnie.


Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. (…) Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. (…) Dzisiaj Ameryka się obróciła na pięcie, nie wiemy, czy wróci do tego stolika, natomiast Chiny myślą już wyłącznie o tym, żeby być samodzielne i niezależne od reszty. A emisje mają dla nich wtórne znaczenie

— brzmi analiza Jakóbowski, który ocenia, że Rosja i Rosja planuje dalszą ekspansję na Zachód, także terytorialną, co jest dla Europy ogromnym zagrożeniem.




"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"

Co na to Freud?









wpolityce.pl/spoleczenstwo/749837-polska-wymiera-oto-dekalog-narodowego-przetrwania
wpolityce.pl/gospodarka/749605-jakobowski-chinczycy-wobec-europy-stali-sie-obcesowi
fronda.pl/a/Austria-kraj-zbrodniarzy,250921.html
fronda.pl/a/To-jest-do-dyskusji-historykow-Ambasadora-Ukrainy-zapytano-o-zbrodnie-na-Polakach,250928.html
polityce.pl/polityka/750336-salon-dziennikarski-ue-przejeta-przez-grupe-przestepcza



czwartek, 1 stycznia 2026

Óbecja płonie



"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"


Panie Freud, co pan na to??







przedruk


To nie wygląda dobrze! Jakóbowski z OSW: Chińczycy wobec Europy, szczególnie krajów sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi
opublikowano: 20 minut temu



Wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski opisuje ekspansję gospodarczą Chin w Europie. 


„Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian” - powiedział gazecie.pl wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. W jego ocenie europejskie kraje znajdują się między młotem a kowadłem, bo z jednej strony Chiny zwiększają swoją gospodarczą ekspansję, a z drugiej Rosja nie zamierza porzucić imperialnych i terytorialnych ambicji.

W ocenie Jakóbowskiego Pekin jest bezwzględny jeśli chodzi o swoją ekspansję gospodarczą na Zachód, wykorzystując wszelkie słabości innych krajów, zwłaszcza USA.


Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe - to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby - powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość

— ocenia wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich w gazeta.pl i podkreśla, że Chińczycy są dziś pewni siebie jak nigdy do tej pory.


To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: „Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: „I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu

— podkreśla Jakóbowski.


Chińczycy już czują się równie Amerykanom

Za 4 miesiące w Pekinie Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. W opinii wiceszefa Ośrodka Studiów Wschodnich nie można wykluczyć, że Chińczycy i Amerykanie będą chcieli się dogadać w kwestii podziału wpływów w globalnej gospodarce.


Chińczycy wobec Europy, Japonii, wielu innych państw, szczególnie sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi. Zaczęli uważać, że my nie mamy żadnych kart. (…) Przestali nas uwodzić, kusić, tylko zaczęli mówić: ma być tak i tak, a jak się nie zgadzacie, to was dociśniemy. To oczywiście dla nas źle, ale z drugiej strony to działa jak pobudka.

— ocenia Jakóbowski i dodaje, że najbardziej przerażeni tym stanem są dziś Niemcy, które mogą stracić kontrolę nad dostawami surowców (metale rzadkie) materiałów i podzespołów. Szczególnie w przemyśle motoryzacyjnym.


Pożerają nasz przemysł żywcem. Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec, a tymczasem model gospodarczy, który zbudowali, dotyczy wszystkich, bo rozciąga się po całym kontynencie. I konsekwencje niemieckich złych wyborów z przeszłości przelewają się do nas, do Czech, do Francji, Holandii. (…) Nowy model samochodu w Europie to 4-5 lat, a w Chinach to półtora roku. I jeszcze go wyprodukujesz połowę taniej i sprzedasz na cały świat. To wszystko oznacza, że możemy stracić przemysł. Batalia, która się rozegra, będzie o to, czy jesteśmy w stanie to powstrzymać

— podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W jego opinii UE ma oczywiście różne możliwości reagowania na tę sytuację, ale stanowi dziś ogromny organizm gospodarczy, którego niszczy bezwład. Zasada subsydiarności, jest słuszna - niech Unia się nie wtrąca tam, gdzie nie musi - ale poszczególne kraje zbyt małe możliwości aby poradzić sobie samodzielnie.


Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. (…) Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. (…) Dzisiaj Ameryka się obróciła na pięcie, nie wiemy, czy wróci do tego stolika, natomiast Chiny myślą już wyłącznie o tym, żeby być samodzielne i niezależne od reszty. A emisje mają dla nich wtórne znaczenie

— brzmi analiza Jakóbowski, który ocenia, że Rosja i Rosja planuje dalszą ekspansję na Zachód, także terytorialną, co jest dla Europy ogromnym zagrożeniem.






wpolityce.pl/gospodarka/749605-jakobowski-chinczycy-wobec-europy-stali-sie-obcesowi






piątek, 28 marca 2025

niedziela, 23 lutego 2025

Dyscyplina w szkole












przedruk
tłumaczenie automatyczne



Chińska szkoła wymaga od rodziców zapisania się na dyscyplinę fizyczną, w przeciwnym razie uczniom grozi przymusowe przeniesienie



Kary fizyczne obejmują "biczowanie dłoni", "długie okresy wstawania", co dzieli opinię w mediach społecznościowych na kontynencie




Szanghaj

9:00, 23 lut 2025



Prywatna szkoła w południowych Chinach znalazła się pod ostrzałem krytyki za to, że nakazała rodzicom podpisanie się pod przepisami aprobującymi stosowanie kar cielesnych wobec uczniów.

Eksperymentalna szkoła Longyuan w Yangjiang w prowincji Guangdong została zdemaskowana w połowie lutego za to, że prosiła rodziców swoich uczniów o wyrażenie zgody na stosowanie kar, w tym bicia po rękach i stania przez dłuższy czas.

Zgodnie z przepisami, nauczyciele mogą uderzyć uczniów w dłonie nie więcej niż 10 razy za każdą karę, podczas gdy kara w stójce może trwać do dwóch godzin.



"Dążymy do tego, aby uczniowie ponosili odpowiedzialność za błędy, które popełnili. Dzięki temu będą mieli większą świadomość zapobiegania podobnym błędom i staną się dobrymi, praworządnymi obywatelami" – czytamy w regule.


Dokument zakazuje również studentom płci męskiej noszenia długich włosów, a dziewczętom  nakładania szminki, manicure lub noszenia biżuterii.

Ponadto, aby promować oszczędny sposób myślenia wśród uczniów, szkoła powiedziała, że powinni nosić ubrania o wartości poniżej 100 juanów (14 USD) i buty tańsze niż 80 juanów (11 USD).



Szkoła ma 2,500 uczniów w wieku od pierwszej do dziewiątej klasy.

Jest uważana za najlepszą szkołę w mieście ze względu na wysokie wyniki, jakie jej uczniowie osiągnęli na egzaminach wstępnych do szkół średnich w ostatnich latach.

Jeśli uczniowie lub rodzice nie akceptują przepisów, szkoła sugeruje przeniesienie ich do innych szkół, powiedziała niezidentyfikowana nauczycielka.


"Kara fizyczna jest wymierzona w tych, którzy nie odrobią pracy domowej lub popełnią błędy w klasie. Można to robić tylko raz w tygodniu i służy jako przypomnienie dla uczniów" – powiedziała.

"Kara stania jest nakładana na uczniów, którzy zasypiają w klasie lub nie koncentrują się na pracy domowej" – dodał nauczyciel.

Szkoła twierdziła, że zasady są zgodne z regułą kar dyscyplinarnych Ministerstwa Edukacji dla szkół podstawowych i średnich, która weszła w życie w 2021 roku.

Dekret ministerstwa zakazuje jednak wszelkich form kar cielesnych, wymagając, aby kara w stójce nie była dłuższa niż lekcja lub około 45 minut.


Sprzeciw opinii publicznej skłonił lokalny wydział edukacji do wezwania szkoły do "naprawienia swojego problemu".


"Zapewniamy, że nie będą już prosić rodziców o podpisanie tego rodzaju umowy" – powiedział urzędnik.

Wiadomość ta wznowiła dyskusję na temat zasadności stosowania kar cielesnych na kampusach.

Jeden z internautów powiedział: "Kary fizyczne powinny być zdecydowanie zakazane w szkole. Nauczyciele powinni prowadzić uczniów, aby dorastali zdrowo poprzez miłość i cierpliwość".

Jednak inna osoba powiedziała: "Odkąd dwójka moich dzieci przeniosła się do tej szkoły, stały się bardziej uprzejme, a ich wyniki w nauce uległy poprawie.


"Nauczyciele regularnie komunikują się ze mną i będą karać moje dzieci, jeśli popełnią błędy. Wspieram szkołę".









Alicja Yan

NASTĘPOWAĆ
Alice Yan jest reporterką zajmującą się wiadomościami społecznymi w Szanghaju. Pisze o ludzkich zainteresowaniach i specjalizuje się w opowieściach o relacjach rodzinnych, edukacji,







China school demands parents sign up for physical discipline or pupils face forced transfer | South China Morning Post



niedziela, 16 lutego 2025

Monachium 2025 r.




Jak ktoś samemu się dowiaduje z prasy światowej, to ani zachowanie Amerykanów, ani chińskich polityków w ogóle nie zaskakuje.



To skąd czerpią informacje "eksperci" i politycy?







przedruk





Chiny zaskakują w Monachium. Obrały "dokładnie przeciwny kierunek"


Adrianna Wyszczelska





Niedziela to ostatni dzień Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Choć oczy wszystkich zwrócone są na USA i Ukrainę, nie bez znaczenia pozostaje reakcja Chin reprezentowanych w Monachium przez szefa dyplomacji Wanga Yi. 

Prof. Bogdan Góralczyk, politolog i sinolog, podkreśla, że chiński minister "miał jedno przesłanie". W rozmowie z "Faktem" przyznaje, że wyznacza ono "dokładnie przeciwny kierunek, niż my byśmy się spodziewali".

Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa dobiegnie końca w niedzielę. Wydarzenie upływa pod znakiem dalszych losów Ukrainy. W pierwszym dniu konferencji głos zabrali m.in. Ursula von der Leyen, J.D. Vance i Wołodymyr Zełenski. W piątek uczestnicy wysłuchali też Wanga Yi, ministra spraw zagranicznych Chin.


Konferencja w Monachium. Chiny z "jednym przesłaniem"

— Chiny zawsze widziały w Europie ważny biegun w wielobiegunowym świecie. Obie strony są partnerami, nie rywalami — mówił szef chińskiej dyplomacji. 

Zapewnił też, że "Chiny są gotowe współpracować ze stroną europejską w celu pogłębienia strategicznej komunikacji i korzystnej dla obu stron współpracy, a także pokierowania światem w stronę świetlanej przyszłości pokoju, bezpieczeństwa, dobrobytu i postępu".


Prof. Bogdan Góralczyk, politolog i sinolog, w rozmowie z "Faktem" podkreśla, że Wang Yi to "najważniejszy polityk w chińskim ścisłym kierownictwie". 
— Miał swoje wystąpienie, odbył spotkania z wieloma politykami, w tym z sekretarzem generalnym NATO, i miał jedno przesłanie: Chiny są czynnikiem stabilizującym rozhuśtaną scenę międzynarodową — ocenił.


Prof. Bogdan Góralczyk o "dokładnie przeciwnym kierunku"

Ekspert zauważył, że "to dokładnie przeciwny kierunek, niż my byśmy się spodziewali".

— Na razie Chiny idą na próbę dealu z Donaldem Trumpem, natomiast rozumiem, że to dopiero będzie następny etap. Najpierw trzeba uporządkować kwestię Ukrainy, być też może Strefy Gazy — mówił prof. Góralczyk.


Zdaniem sinologa "najważniejsze zderzenie strukturalne Chin ze Stanami Zjednoczonymi nie jest wcale w wymiarze gospodarczym i handlowym, chociaż i ich nie można bagatelizować, tylko technologicznym".

 — To jest najistotniejsze, Amerykanie to rozumieją. Myślę, że to będzie główna linia starcia w najbliższym i nie tylko najbliższym czasie — podsumował.







msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/chiny-zaskakują-w-monachium-obrały-dokładnie-przeciwny-kierunek/ar-AA1z9qX4







poniedziałek, 6 stycznia 2025

10 zasad Milei ( i kultura)





No, zasady bardzo słuszne.




przedruk




"Nie obchodzi nas zdanie polityków na żaden temat". 
Milei przedstawił 10 zasad


Dodano: dzisiaj 15:01


Prezydent Argentyny Javier Milei przedstawił 10 zasad politycznych, którymi kieruje się jego rząd i powinna jego zdaniem kierować się prawica.





Na kongresie kierowanej przez Giorgię Meloni partii Bracia Włosi prezydent Argentyny Javier Milei przypomniał i omówił 10 zasad politycznych, którymi kieruje się swojej działalności w ramach sprawowania władzy.


Przypomnijmy, że w Argentynie od roku trwa transformacja zrujnowanej przez socjalizm gospodarki w kapitalizm. Rządzący koncentrują swoje działania m.in. na radykalnym obniżeniu rządowych wydatków i uwolnieniu gospodarki. W 2025 polityka budżetowa jest prowadzona zgodnie z zasadą zero deficytu.


Milei podkreślił, że nie jest zawodowym politykiem, lecz ekonomistą i gardzi politykami z powodu szkód, które wyrządzili Argentynie. 

W swoim przemówieniu wiele miejsca poświęcił zagadnieniu walki prawicy z lewicą, którą jego zdaniem należy pokonać.



10 zasad politycznych rządu Javiera Milei

Lepiej powiedzieć niewygodną prawdę, niż wygodne kłamstwo

Nie obchodzi nas zdanie polityków na żaden temat

Nigdy nie należy negocjować swoich idei, żeby zdobyć głosy – zaprzeczanie własnym przekonaniom pozostawi cię bez przekonać i bez głosów

Musimy być praktyczni, zdecydowani i nie wahać się pokonać lewicę w bitwie kulturowej

Jedynym sposobem na walkę ze zorganizowanym złem jest zorganizowane dobro

Kiedy przeciwnik jest silny jednym sposobem na pokonanie go jest większa siła

Najlepsza obrona to dobry atak – prawica nie może być ciągle w defensywie i tylko reagować na to, co robi lewica

Walka kulturowa to obowiązek, bo dobrze wskazana idea to dopiero początek, a trzeba ją jeszcze zaimplementować

Jedyny sposób na walkę z socjalizmem jest z prawej strony, bo centrum w praktyce pomaga lewicy

Bronimy sprawy sprawiedliwej i szlachetnej – znacznie większej, niż każdy z nas. Ta sprawa to wielki cywilizacyjny wyczyn, jakim jest Zachód.






Życie, wolność, własność prywatna


W trakcie wystąpienia argentyński prezydent podkreślił, że jego rząd kieruje się przekonaniem, że wolny rynek przynosi dobrobyt dla wszystkich. W konsekwencji rząd musi być ograniczony, ponieważ ludzie wiedzą lepiej niż politycy i biurokraci, jak produkować, z kim handlować i kogo zatrudniać. Dodał, że obecna władza Argentyny broni życia, wolności i własności prywatnej.

Milei wyraził ocenę, że prawicowa liberalna strona zbyt często wpada w pułapkę defensywy, marnując czas na "tłumaczenie się przed tymi, którzy na to nie zasługują".

 – Nikomu kto zrujnował nasz kraj, nie musimy niczego tłumaczyć. To my musimy dyktować tempo wydarzeń, upewniają się, że gra toczy się według naszych zasad. Jeśli zdarzy się, że stracimy punkt, musimy zdobyć kolejne trzy 

– apelował.


Walka kulturowa z lewicą

Prezydent Argentyny wskazał, że najważniejszym polem, na którym toczy się bój z lewicą, jest kultura.

 – Lewica to dowód na to, że najgorsze idee kulturowe mogą odnieść sukces, jeśli są dobrze wypromowane – zwrócił uwagę, dodając, że należy lepiej wypromować idee wolnościowe, które sprawdzają się w praktyce.

Milei podkreślił, że rząd Argentyny nie jest zainteresowany trwaniem w żadnym pakcie, który zakłada dalsze dojenie podatników.

 – To, co oni nazywają konsensusem to w rzeczywistości konsensus między nimi a ich jedynym celem – przywileje kasty politycznej nawet wtedy, kiedy zmieniają się rządy, a politycy skaczą sobie do gardeł 

– powiedział.





---------




I jeszcze tytułem komentarza:

"wolny rynek" - pod tym pojęciem czają się różne interpretacje

"dobro trzeba organizować" - dokładnie!

"walka kulturowa" - to jest coś, co już podkreślałem we wcześniejszych postach 



- na kulturę zwracałem uwagę min. przy okazji notatki o pismach J. G. Herdegera i Muzeum w Morągu

- a także przy okazji postu "Zwycięstwo bez walki" o konkurencji pomiędzy Chiami, a USA - poniżej fragment tego tekstu:



złe działania wynikają z błędnych pomysłów

błędnego poglądu



nasza zdolność do bezpośredniego zwycięstwa dzięki sile militarnej nie powinna być naszą jedyną miarą sukcesu
tak jak chińscy przywódcy studiowali nasz sposób prowadzenia wojny, tak my musimy studiować ich
konkurencja strategiczna jest trwałym stanem, którym należy zarządzać, a nie problemem, który należy rozwiązać


kluczowe znaczenie będzie miała nasza zdolność budowania jedności

na jedność wpływa jakość kultury narodu

idea kulturowa




rywalizacja idei


liczy się nie tylko rywalizacja militarna czy gospodarcza

wymaga to od nas poznania i zrozumienia:

- własnej kultury
- filozofii oraz kultury naszego przeciwnika


znajomość kultury była decydująca, a z pewnością krytycznie ważna





"fałszywa kultura" i massmedia mogą niweczyć wysiłek rodziców włożony w wychowanie dzieci, tak więc

podtrzymywanie i uprawianie kultury zgodnej z naszym kodem kulturowy, tradycją, naszym narodowym interesem - jest ekstremalnie ważne.