Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gminy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gminy. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

Wielkie ośrodki miejskie jak magnesy

 

Miasta wojewódzkie wyciągają ludzi z mniejszych miast.



Ewidentnie brakuje województw - koszalińskiego, płockiego, ełckiego, siedleckiego (brzeskiego), kaliskiego, gorzowskiego.
Niektóre stolice są za mało atrakcyjne: Olsztyn, Rzeszów, Kielce, Opole, Zielona Góra... trudno im konkurować z Warszawą, Krakowem, Gdańskiem, Wrocławiem.


przedruk

Wykluczenie komunikacyjne

Mapa wykluczenia komunikacyjnego – ciemniejsze kolory oznaczają jego wyższy stopień. Źródło: opracowanie badań "Analiza skali wykluczenia komunikacyjnego na obszarze Polski"



Wykluczenie komunikacyjne dotyka w Polsce 10 mln osób – usłyszeliśmy od przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury. Wskazują na to kompleksowe badania naukowców z czterech politechnik w Polsce, którzy przygotowali 21 raportów. Powstała w ten sposób mapa wykluczenia. Ciemniejszy kolory symbolizuje wysoki, a jaśniejszy – niski stopnień zagrożenia wykluczeniem. Zupełnie jasno jest jedynie w największych miastach i przy ich obrzeżach. Dobrze wygląda też sytuacja na Górnym Śląsku.

Najciemniej robi się w gminach na granicach – zarówno województw, jak i państwa. Ciężko z dojazdem jest też na wschodzie Polski, który zaznaczony jest w większości na ciemnozielono. W takich miejscach według raportu ma mieszkać 27 proc. populacji.

Naukowcy z Politechniki Śląskiej, Poznańskiej, Gdańskiej i Warszawskiej wyliczyli, że wykluczenie nie występuje w zaledwie 33 na 2479 gmin. Zmiany na lepsze idą powoli, mimo że temat dostępności kolei i autobusów od lat pojawia się w kolejnych kampaniach wyborczych. Politycy wsiadają do autobusów, pociągów i tramwajów, pojawiają się pomysły budowy torów, wsparcia dla linii autobusowych, wspólnego biletu na różne środki transportu. Mimo to liczbę wykluczonych wciąż można liczyć w milionach – różne źródła podawały w poprzednich latach liczby od 6 do nawet 15 milionów osób bez wystarczającego dostępu do transportu zbiorowego.

[...]


Według tych kryteriów najbardziej wykluczeni są mieszkańcy miejscowości, z których najtrudniej dostać się do powiatowej przychodni zdrowia, szkoły czy na zakupy. Co ciekawe, w związku z tym dość słabo wypadły miejscowości, które mają niezłe połączenie z miastami wojewódzkimi. Tak jest na przykład z małopolskim Kozłowem, skąd wielokrotnie w ciągu dnia można odjechać do Krakowa. Pociągi w szczycie odjeżdżają nawet w dwuminutowych odstępach. Ocena naukowców jest jednak jednoznaczna – gmina mimo to jest jedną z najmocniej zagrożonych wykluczeniem w regionie.

– W naszym projekcie założyliśmy, że codzienne podróże nie są dojazdami do najbliższej metropolii, lecz dojazdami do powiatu. W przypadku Kozłowa są to zatem połączenia z Miechowem czy Jędrzejowem – mówi nam Żmuda-Trzebiatowski. – Zarówno w Kozłowie, jak i w Miechowie przystanki kolejowe są zlokalizowane ponad kilometr od centrów tych miejscowości – wyjaśnia specjalista.

Jak dodaje ekspert, nawet teoretycznie dobry dojazd do Krakowa nie ratuje sytuacji. Podróż trwa półtorej godziny, z dojściem na stację kolejową i dojazdem do docelowego miejsca podróży w Krakowie może zająć ponad dwie godziny – a w dwie strony ponad cztery.



porównanie map:
z zaznaczeniem miast: Gorzów Wlk., Koszalin, Kalisz, Płock, Ełk, Siedlce


Dobrze skomunikowana ziemia rzeszowska - ale ludzie wyjeżdzają do Krakowa... toruńskie - do Gdańska




Najwyższy współczynnik wykluczenia komunikacyjnego – a więc najgorszą z możliwych ocen – otrzymało aż 399 gmin. Najtrudniej jest mieszkańcom wschodu kraju. W województwie podlaskim znajduje się 55 z najbardziej wykluczonych gmin, a w lubelskim – aż 79.


„Problem jest, bo nie ma częstych kursów autobusów. Teraz o 10:00 możemy dopiero do domu jechać, a później aż o 12:30 i o 15:00 – mówiła Radiu Lublin jedna z mieszkanek Lubelszczyzny, czekająca na autobus na dworcu w stolicy regionu.

Dostępne w internecie rozkłady wyglądają tragicznie. Z Woli Mysłowskiej na Lubelszczyźnie bez samochodu nie można wydostać się w dni powszednie po 17:00, a w weekendy – w ogóle. Niektóre z autobusów i busów kursują jedynie od poniedziałku do czwartku. Komunikacja ma służyć głównie uczniom. Z malowniczych Wiżajn do niedalekich Suwałk samochodem jedzie się 34 minuty. Autobusy, wykonujące na tej trasie kilka kursów dziennie, przebywają tę trasę w nieco ponad godzinę.


Lubelskie i Podlaskie to piękne, ale dość puste województwa. Czy to jedyna przyczyna problemu z transportem na wschodzie? Paweł Żmuda-Trzebiatowski ocenia, że na takich obszarach – choć nie tylko tam – występuje też zjawisko „atomizacji” potrzeb transportowych. Coraz więcej osób potrzebuje dostać się w różne miejsca, trudno ułożyć dla wszystkich jedną trasę.

W korzystaniu z transportu publicznego wciąż przeszkadza bałagan. Nie ma na przykład jednej wyszukiwarki obejmującej wszystkie kursy wszystkich przewoźników, szczególnie tych autobusowych. Pomagać może E-podróżnik i Google, ale obie strony najczęściej pokazują niekompletne dane. Brakuje aplikacji, która funkcjonalnością dorównywałaby na przykład Koleo – aplikacji zbierającej dane o rozkładzie jazdy i umożliwiającej kupno biletów. Bywa, że informacje o rozkładach są poukrywane na witrynach samorządów. Bywa też, że w internecie nie można ich znaleźć.

– Na niewielkim obszarze może funkcjonować kilku różnych zarządców infrastruktury drogowej (przystanki, dworce), zarządcy infrastruktury kolejowej, organizatorzy transportu różnych szczebli, operatorzy transportu, którzy fizycznie realizują przewozy, ale też prywatne firmy świadczące usługi przewozowe, czy dostawcy rozwiązań, które umożliwiają pasażerowi poruszanie się w tym systemie, na przykład planerów podróży czy systemów sprzedaży biletów – mówi Żmuda-Trzebiatowski.

– Co więcej niektóre z podmiotów zaangażowanych w tworzenie systemu transportu publicznego postrzegają się wzajemnie jako konkurencję, choć przez pasażera są traktowane jako elementy jednego systemu – zauważa naukowiec. Jak zaznacza, systemowi transportowemu potrzebna jest głęboka reforma, która nie wpłynie na ciągłość jego funkcjonowania – a więc operacja na żywym organizmie.

Fundusz autobusowy receptą na wykluczenie?

Ministerstwo Infrastruktury szykuje pierwsze „cięcia skalpelem”. Pomóc ma nowelizacja ustawy o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, w przeszłości nazywana programem PKS+. Fundusz wspiera powstawanie połączeń tam, gdzie brakuje oferty. W 2026 roku dostępne w nim środki przekroczą 1,2 mld złotych. Do tej pory pieniądze z FRPA wspierały jedynie połączenia na zupełnie nowych trasach. Nowelizacja prawa zakłada odejście od tej zasady, a także wyznaczenie minimalnych standardów dla linii wspieranych z Funduszu, tak, by w końcu pożegnać wysłużone i ciasne busiki. Resort chce też utworzenia informatycznego rejestru danych o połączeniach, co ułatwi działanie wyszukiwarek połączeń.

To ważny krok, ale nie rozwiąże wszystkich problemów – twierdzi dr Żmuda-Trzebiatowski:

– Skoro do tej pory rozmawialiśmy o tym, że przyczynami wykluczenia mogą być między innymi: koszty podróży, brak integracji różnych rodzajów transportu, problemy z przepływem informacji pasażerskiej lub to, że do najbliższego przystanku jest zwyczajnie zbyt daleko, a jego budowa wymaga np. poważnego remontu drogi, żeby autobus mógł w ogóle przejechać, to byłbym dość sceptyczny co do idei, że to wszystko da się naprawić wyłącznie przez tworzenie nowych linii na już istniejącej infrastrukturze.









W Niemczech - przewaga danej religii (i/ lub ateizmu):








fb

oko.press/wykluczenie-transportowe-badania-fundusz




piątek, 11 października 2013

Czy Polska powróci do emisji listów zastawnych?




Długi i zastaw drogą do rozgrabienia kraju??


  

Od kilku lat niezależnie myślący blogerzy zwracają uwagę, że zadłużanie gmin ma drugie dno - odebranie nam naszej ziemii za sztucznie stworzone długi.



Pytanie retoryczne:

GDZIE SĄ SŁUŻBY??



 ZBP: Polska powróci do emisji listów zastawnych?


Umożliwienie bankom komercyjnym emitowania listów zastawnych wsparłoby gospodarkę i uwolniło ok. 330 mld zł zamrożonych w kredytach hipotecznych - uważa prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Teraz taką możliwość mają tylko banki hipoteczne.

Listy zastawne oferowane są w Polsce przez banki hipoteczne zwykle inwestorom instytucjonalnym, zgodnie z wymogami ustawy. Ich zabezpieczeniem są wierzytelności hipoteczne.
Pietraszkiewicz poinformował w rozmowie z PAP, że spłaty tych wierzytelności przez kredytobiorców umożliwiają bankowi hipotecznemu, który wyemitował listy zastawne, spłacanie zobowiązań wobec inwestorów. "Jako papiery wartościowe są one wysokiej próby i przez to poszukiwane przez inwestorów. Oferuje się je inwestorom na rynkach kapitałowych i dzięki temu banki mogą uzyskać środki, których nie mogą kupić w dostatecznych ilościach na polskim rynku" - mówił szef ZBP.
W jego opinii możliwość emisji listów zastawnych powinny mieć nie tylko banki hipoteczne, ale również komercyjne, które na kredyty hipoteczne przeznaczyły wiele miliardów złotych.
"Uwolnienie w ten sposób choć części środków finansowych, dziś związanych kredytami hipotecznymi - a jest to ok. 330 mld zł, dałoby znaczący impuls kredytowy dla naszej gospodarki" - dodał.
Tymczasem na obecnym poziomie kredytowania polskiej gospodarki sektor bankowy musi pożyczać pieniądze od banków-matek. "W szczytowym momencie (2010 r.) było to blisko 180 mld zł. Nie możemy sobie pozwolić na nadmierne finansowanie polskiej gospodarki poprzez pożyczanie środków lub pozyskiwanie depozytów transgranicznych (poza granicami kraju - PAP). To w pewnych warunkach może destabilizować sytuację w naszym kraju, jak również podwyższać koszty" - stwierdził Pietraszkiewicz.
Tłumaczył, że zwiększeniu możliwości emisji listów zastawnych powinno towarzyszyć umożliwienie na większą skalę emisji obligacji przez banki oraz sekurytyzowanie dobrych aktywów bankowych. Chodzi o emisję papierów dłużnych na podobnych zasadach, jak przy emisji listów zastawnych. "W tym przypadku jednak emitentem nie jest bank posiadający prawo do spłaty wierzytelności hipotecznych, ale spółka specjalnego przeznaczenia, która w warunkach polskich nazwana została funduszem sekurytyzacyjnym" - wyjaśnił szef ZBP.
Dodał, że fundusz sekurytyzacyjny, emitując certyfikaty inwestycyjne, oferowane na rynku publicznym lub niepublicznym, pozyskuje środki na zakup portfela wierzytelności hipotecznych od banku. Portfel taki uprawnia fundusz do uzyskiwania wszystkich spłat kredytów hipotecznych i wywiązania się z zobowiązań wobec inwestorów.
"Niedostateczny rozwój tych instrumentów na polskim rynku stanowi istotną barierę rozwoju finansowania naszej gospodarki. Prace nad tymi potrzebnymi rozwiązaniami trwają nieznośnie długo, ze stratą dla całej gospodarki. Ponadto opóźniają dobre przygotowanie banków do spełnienia wymogów regulacyjnych i podwyższają koszty finansowania klientów" - podsumował prezes ZBP.
Z początkiem 2012 r. z inicjatywy Komisji Nadzoru Finansowego rozpoczęto dyskusję z udziałem wszystkich podmiotów rynku finansowego i kapitałowego poświęconą niezbędnym rozwiązaniom gwarantującym zmianę struktury refinansowania kredytów hipotecznych. Prace grupy roboczej zakończyły się w kwietniu br., a ich wyniki trafiły m.in. do resortu finansów.
"Celem działania zespołu było zdiagnozowanie barier w rozwoju rynku bankowych instrumentów dłużnych oraz wypracowanie rekomendacji działań, które mogłyby przyczynić się do jego rozwoju" - poinformowało PAP biuro prasowe MF.
Dodano, że przedstawione przez zespół rekomendacje działań mają w znacznej części "charakter systemowy i horyzontalny, a ich realizacja wymagałaby przeprowadzenia szczegółowych analiz w zakresie potencjalnych skutków budżetowych". Resort finansów podał też, że obecnie nie prowadzi prac legislacyjnych w tym zakresie. Pierwsze listy zastawne wyemitowano w XVIII wieku na Śląsku.


Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/zbp-polska-powroci-do-emisji-listow-zastawnych,1950783?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/zbp-polska-powroci-do-emisji-listow-zastawnych,1950783


ZBP: Polska powróci do emisji listów zastawnych?

 

Umożliwienie bankom komercyjnym emitowania listów zastawnych wsparłoby gospodarkę i uwolniło ok. 330 mld zł zamrożonych w kredytach hipotecznych - uważa prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Teraz taką możliwość mają tylko banki hipoteczne.

Listy zastawne oferowane są w Polsce przez banki hipoteczne zwykle inwestorom instytucjonalnym, zgodnie z wymogami ustawy. Ich zabezpieczeniem są wierzytelności hipoteczne.
Pietraszkiewicz poinformował w rozmowie z PAP, że spłaty tych wierzytelności przez kredytobiorców umożliwiają bankowi hipotecznemu, który wyemitował listy zastawne, spłacanie zobowiązań wobec inwestorów. "Jako papiery wartościowe są one wysokiej próby i przez to poszukiwane przez inwestorów. Oferuje się je inwestorom na rynkach kapitałowych i dzięki temu banki mogą uzyskać środki, których nie mogą kupić w dostatecznych ilościach na polskim rynku" - mówił szef ZBP.
W jego opinii możliwość emisji listów zastawnych powinny mieć nie tylko banki hipoteczne, ale również komercyjne, które na kredyty hipoteczne przeznaczyły wiele miliardów złotych.
"Uwolnienie w ten sposób choć części środków finansowych, dziś związanych kredytami hipotecznymi - a jest to ok. 330 mld zł, dałoby znaczący impuls kredytowy dla naszej gospodarki" - dodał.
Tymczasem na obecnym poziomie kredytowania polskiej gospodarki sektor bankowy musi pożyczać pieniądze od banków-matek. "W szczytowym momencie (2010 r.) było to blisko 180 mld zł. Nie możemy sobie pozwolić na nadmierne finansowanie polskiej gospodarki poprzez pożyczanie środków lub pozyskiwanie depozytów transgranicznych (poza granicami kraju - PAP). To w pewnych warunkach może destabilizować sytuację w naszym kraju, jak również podwyższać koszty" - stwierdził Pietraszkiewicz.
Tłumaczył, że zwiększeniu możliwości emisji listów zastawnych powinno towarzyszyć umożliwienie na większą skalę emisji obligacji przez banki oraz sekurytyzowanie dobrych aktywów bankowych. Chodzi o emisję papierów dłużnych na podobnych zasadach, jak przy emisji listów zastawnych. "W tym przypadku jednak emitentem nie jest bank posiadający prawo do spłaty wierzytelności hipotecznych, ale spółka specjalnego przeznaczenia, która w warunkach polskich nazwana została funduszem sekurytyzacyjnym" - wyjaśnił szef ZBP.
Dodał, że fundusz sekurytyzacyjny, emitując certyfikaty inwestycyjne, oferowane na rynku publicznym lub niepublicznym, pozyskuje środki na zakup portfela wierzytelności hipotecznych od banku. Portfel taki uprawnia fundusz do uzyskiwania wszystkich spłat kredytów hipotecznych i wywiązania się z zobowiązań wobec inwestorów.
"Niedostateczny rozwój tych instrumentów na polskim rynku stanowi istotną barierę rozwoju finansowania naszej gospodarki. Prace nad tymi potrzebnymi rozwiązaniami trwają nieznośnie długo, ze stratą dla całej gospodarki. Ponadto opóźniają dobre przygotowanie banków do spełnienia wymogów regulacyjnych i podwyższają koszty finansowania klientów" - podsumował prezes ZBP.
Z początkiem 2012 r. z inicjatywy Komisji Nadzoru Finansowego rozpoczęto dyskusję z udziałem wszystkich podmiotów rynku finansowego i kapitałowego poświęconą niezbędnym rozwiązaniom gwarantującym zmianę struktury refinansowania kredytów hipotecznych. Prace grupy roboczej zakończyły się w kwietniu br., a ich wyniki trafiły m.in. do resortu finansów.
"Celem działania zespołu było zdiagnozowanie barier w rozwoju rynku bankowych instrumentów dłużnych oraz wypracowanie rekomendacji działań, które mogłyby przyczynić się do jego rozwoju" - poinformowało PAP biuro prasowe MF.
Dodano, że przedstawione przez zespół rekomendacje działań mają w znacznej części "charakter systemowy i horyzontalny, a ich realizacja wymagałaby przeprowadzenia szczegółowych analiz w zakresie potencjalnych skutków budżetowych". Resort finansów podał też, że obecnie nie prowadzi prac legislacyjnych w tym zakresie. Pierwsze listy zastawne wyemitowano w XVIII wieku na Śląsku.


Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/zbp-polska-powroci-do-emisji-listow-zastawnych,1950783?utm_source=paste&utm_medium=paste&

utm_campaign=firefox

ZBP: Polska powróci do emisji listów zastawnych?

 

Umożliwienie bankom komercyjnym emitowania listów zastawnych wsparłoby gospodarkę i uwolniło ok. 330 mld zł zamrożonych w kredytach hipotecznych - uważa prezes Związku Banków Polskich Krzysztof Pietraszkiewicz. Teraz taką możliwość mają tylko banki hipoteczne.

Listy zastawne oferowane są w Polsce przez banki hipoteczne zwykle inwestorom instytucjonalnym, zgodnie z wymogami ustawy. Ich zabezpieczeniem są wierzytelności hipoteczne.
Pietraszkiewicz poinformował w rozmowie z PAP, że spłaty tych wierzytelności przez kredytobiorców umożliwiają bankowi hipotecznemu, który wyemitował listy zastawne, spłacanie zobowiązań wobec inwestorów. "Jako papiery wartościowe są one wysokiej próby i przez to poszukiwane przez inwestorów. Oferuje się je inwestorom na rynkach kapitałowych i dzięki temu banki mogą uzyskać środki, których nie mogą kupić w dostatecznych ilościach na polskim rynku" - mówił szef ZBP.
W jego opinii możliwość emisji listów zastawnych powinny mieć nie tylko banki hipoteczne, ale również komercyjne, które na kredyty hipoteczne przeznaczyły wiele miliardów złotych.
"Uwolnienie w ten sposób choć części środków finansowych, dziś związanych kredytami hipotecznymi - a jest to ok. 330 mld zł, dałoby znaczący impuls kredytowy dla naszej gospodarki" - dodał.
Tymczasem na obecnym poziomie kredytowania polskiej gospodarki sektor bankowy musi pożyczać pieniądze od banków-matek. "W szczytowym momencie (2010 r.) było to blisko 180 mld zł. Nie możemy sobie pozwolić na nadmierne finansowanie polskiej gospodarki poprzez pożyczanie środków lub pozyskiwanie depozytów transgranicznych (poza granicami kraju - PAP). To w pewnych warunkach może destabilizować sytuację w naszym kraju, jak również podwyższać koszty" - stwierdził Pietraszkiewicz.
Tłumaczył, że zwiększeniu możliwości emisji listów zastawnych powinno towarzyszyć umożliwienie na większą skalę emisji obligacji przez banki oraz sekurytyzowanie dobrych aktywów bankowych. Chodzi o emisję papierów dłużnych na podobnych zasadach, jak przy emisji listów zastawnych. "W tym przypadku jednak emitentem nie jest bank posiadający prawo do spłaty wierzytelności hipotecznych, ale spółka specjalnego przeznaczenia, która w warunkach polskich nazwana została funduszem sekurytyzacyjnym" - wyjaśnił szef ZBP.
Dodał, że fundusz sekurytyzacyjny, emitując certyfikaty inwestycyjne, oferowane na rynku publicznym lub niepublicznym, pozyskuje środki na zakup portfela wierzytelności hipotecznych od banku. Portfel taki uprawnia fundusz do uzyskiwania wszystkich spłat kredytów hipotecznych i wywiązania się z zobowiązań wobec inwestorów.
"Niedostateczny rozwój tych instrumentów na polskim rynku stanowi istotną barierę rozwoju finansowania naszej gospodarki. Prace nad tymi potrzebnymi rozwiązaniami trwają nieznośnie długo, ze stratą dla całej gospodarki. Ponadto opóźniają dobre przygotowanie banków do spełnienia wymogów regulacyjnych i podwyższają koszty finansowania klientów" - podsumował prezes ZBP.
Z początkiem 2012 r. z inicjatywy Komisji Nadzoru Finansowego rozpoczęto dyskusję z udziałem wszystkich podmiotów rynku finansowego i kapitałowego poświęconą niezbędnym rozwiązaniom gwarantującym zmianę struktury refinansowania kredytów hipotecznych. Prace grupy roboczej zakończyły się w kwietniu br., a ich wyniki trafiły m.in. do resortu finansów.
"Celem działania zespołu było zdiagnozowanie barier w rozwoju rynku bankowych instrumentów dłużnych oraz wypracowanie rekomendacji działań, które mogłyby przyczynić się do jego rozwoju" - poinformowało PAP biuro prasowe MF.
Dodano, że przedstawione przez zespół rekomendacje działań mają w znacznej części "charakter systemowy i horyzontalny, a ich realizacja wymagałaby przeprowadzenia szczegółowych analiz w zakresie potencjalnych skutków budżetowych". Resort finansów podał też, że obecnie nie prowadzi prac legislacyjnych w tym zakresie. Pierwsze listy zastawne wyemitowano w XVIII wieku na Śląsku.


Czytaj więcej na http://biznes.interia.pl/wiadomosci/news/zbp-polska-powroci-do-emisji-listow-zastawnych,1950783?utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox
Zwracam uwagę, że gdyby usunąć pytajnik z tytułu artykułu...
Wszystko zgodnie z  zasadami manipulacji uwagą.