Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "gdańszczanie" czyli niemcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą "gdańszczanie" czyli niemcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 stycznia 2026

Demografia Europy i 2 mln niemców




Tematem posta są teoretyczne rozważania na temat:

- o ile wzrasta dana populacja w przedziale czasu
- jak sprawdzić udział 5 kolumny w populacji
- jaki wpływ na populację ma 5 kolumna i obce służby specjalne

Na potrzeby dedukcji przyjąłem bardzo uproszczony schemat obarczony z pewnością wieloma błędami. Temat publikuję na zasadzie - aby zainspirować do badań w tym zakresie osób posiadających odpowiednią wiedzę i znających metodologię.



Zastanawiał mnie ten temat tych "zaginionych" w czasie wojny 2 milionów Niemców. 

Wątpie, żeby zaginęli, raczej zostali rozproszeni po Europie, w najgorszej opcji - pozostali tylko w Polsce podszywając się pod Polaków. Na pewno ktoś został, można się tylko zastanawiać - ilu.

Czy te 2 miliony to w Polsce, czy może na obszarze całej II RP, czy może też w innych krajach? Czy było ich 2 miliony, czy więcej? Ilu z tych zaliczonych do zabitych na froncie przeżyło i podszyło się?

Ewidentnie są powiązania pomiędzy UPA, a nazistami, "opozycja" na Białorusi także odwołuje się do flagi marionetkowego rządu białoruskiego utworzonego niegdyś przez Niemców.

Można jeszcze założyć, że doszło do tego w krajach okupowanych przez Niemcy, teraz pytanie w jakiej ilości zostali rozproszeni w Europie wschodniej, na Bałkanach.

No i jaką dzisiaj mają siłę.


I na tym tle - jak sprawdzić, jaką wielkość dzisiaj miałaby by populacja Niemców, która by ewentualnie potajemnie wtopiła się po wojnie w polskie społeczeństwo.

W zasadzie na obliczenie przyrostu ludności w danym okresie czasu są odpowiednie wzory, ale dla mnie to zbyt skomplikowane. Przejrzałem sobie na wikipedii demografie różnych krajów w Europie.

Zrobiłem sobie tabelę w zeszycie i tak rzuciło mi się na oczy, że po 80 latach - licząc od 1920 roku - przybyło np. we Francji czy Włoszech - mniej więcej połowa stanu ludności z roku 1920. Zastanowiło mnie to, czy istnieje może uniwersalna życiowa "reguła", która mówi, że dana społeczność w warunkach pokoju w ciągu ostatnich 80 lat demograficznie przyrasta o połowę stanu z roku startowego (tj. od momentu od którego zaczynamy sprawdzanie)? I czy byłby to dobry sposób na sprawdzenie jak przyrosła ilość niemców w Polsce? Teoretycznie taka "zasada" istnieje.

Czy można przewidzieć w bardzo dużym uproszczeniu, że każda populacja powiększy się o 1/2 wartości z roku 1920 (wiadomo, że są migranci)?

W każdym razie czynię tu takie założenie i w tekście odnoszę się do tego założenia.


Rozpisałem więc tę tabelę i wygląda to tak:
- w pierwszej kolumnie jest wpisana połowa wartości z roku 1920
- w kolumnach "z plusami" - o ile przyrosło ludności w następnym dziesięcioleciu
- "brak" oznacza:

dla Polski "powinno być" 26,7+13,35 = 40, 05 mln ludzi - a jest 38,7 mln, czyli "brakuje" nam 1,35 mln ludzi, ale np. dla Włoch - u nich nie brakuje, ale jest więcej o 3 mln ludzi - przekroczyli "normę"..



Po wojnie Francja, Niemcy i Wielka Brytania przyjęły bardzo dużą ilość migrantów z Afryki, czy Azji - nie wiem, jak to jest ujęte w statystykach, więc moje uwagi są obarczone jakimś błędem.

Czyli tak:

Polska, Niemcy, Wlk. Brytania, Rumunia i Rosja - brakuje im ludności w stosunku do "przewidywanej"  określonej warunkiem: +1/2 stanu z 1920 r.

Francja celuje dokładnie w plan, z tym, że statystyki prawdopodobnie uzwględniaja napływ ludności afrykańskiej i innej - czyli teoretycznie rodzimych Francuzów jest mniej, niż powinno być - o wielkość migracji z zewnątrz.

Włochy, Hiszpania i Ukraina zanotowały nawet znaczny wzrost ponad "założony plan", Bułgaria nieznacznie poprawiła swój wynik - czyli w tych krajach "nie brakuje" ludności, a nawet jest trochę lepiej niż teoretycznie miało być. 


1,5 mln "brak" w Polsce - czym może być spowodowany?

- migracja za pracą za granicę?
- fluktuacje w rozrodczości
- inne

Wg statystyk Polsce w wyniku wojny ubyło 11 milionów obywateli - my najczęściej mówimy o 6 milionach zabitych, zamordowanych -  ale 7 mln z odebranych nam Kresów (statystyki Ukrainy wliczają te 7 mln na swój plus) i 6 milionów zabitych daje 13 milionów - akurat 2 mln różnicy...,  a gdzie ci, co uciekli na granicę i już tam zostali?

Niby 6 milionów,  a jak zaczynasz czytać, to sie okazuje, że: tego nie uwzględniono, tamtego...


Niemcy - największy "brak" z wymienionych krajów, zaskakuje ponieważ:
- lata powojenne to gospodarcza prosperita
- duży napływ obcokrajowców 

 i pomimo to "ubytek" na 10  mln ludzi?

Czyżby masowo wyjechali do Hiszpanii, Włoch, Ukrainy ??
Do Polski? Może do USA?

Czy jest możliwe, że w latach powojennych dochodziło do wymiany ludności w Polsce - w końcu kto na wszystkim trzymał łapę?


Wielka Brytania też zaskakuje: "brak" na blisko 7 mln ludzi pomimo dużego napływu obcokrajowców 

Może w Niemczech i we Wielkiej Brytani było większe rozluźnienie obyczajowe, dostępność antykoncepcji, zgoda na aborcję?

Dane co do Ukrainy i Rosji też obarczone dodatkowymi błędami, tj. nie wnikałem w szczegóły wymiany populacji pomiędzy tymi krajami.


Zauważam jednak, że dane Ukrainy w wikipedii są raczej błędne, ponieważ wg zapisu w wiki po akcesji polskiego terytorium w 1939 roku przybyło Ukrainie ok. 7 mln ludzi - czyli tyle, ile mieszkało na terenach zagarniętych, a wiemy, że zamordowano 100 - 150 tysięcy ludzi, albo i więcej, były ucieczki do Polski, wywózki na Sybir itd..

Dlatego zbadaniem tego tematu powinien zająć się ktoś z kwalifikacjami. Tymczasem minęło 35 lat "wolnej" Polski....



Gazeta Prawna z września 2022 r.

Czy według Polaków roszczenia wobec Niemiec są podnoszone przez rząd słusznie i czy uzyskanie reparacji jest możliwe

Zwracam uwagę: z reguły negatywne odpowiedzi w przedstawieniach graficznych zaznaczane są kolorem czerwonym (często stosowany jako ostrzeżenie: coś złego, niesłusznego) który przykuwa uwagę, a pozytywne - zielonym lub innym - tu mamy znowu na odwrót... podobne sztuczki znamy z sondaży i słupków poparcia dla partii politycznych. 

Kolor czerwony stosuje się w tekście żeby zwracać uwagę w tekście na ważne rzeczy, ale to nie to samo, co na grafice. 

Kolejność kolorów w pasku - w Polsce czytamy od lewa do prawa, a w głowie zostaje to, co czytamy jako ostatnie...

Wszystko zależy od intencji zamawiającego badanie - łącznie z rodzajem i charakterem pytań - oraz pytań uszczegółowiających - na 5 opisów, jeden jest neutralny ("nie wiem" itd...), jeden jest pozytywny, ale taki słabo - jakby bez przekonania ("da się"), a pozostałe 3 są negatywne (ale nie da się.../ niesłusznie / i tak nie da się). Brak frazy "domagamy się", zastosowano neutralne - "podnoszony". W czasach, kiedy wszystkie media akcentują EMOCJE...

Czytelnik dla którego czymś oczywistym jest domaganie się reparacji może niewłaściwie ulokować swoje oczekiwania poprzez fałszywe odczytanie "nietradycyjnej" kolorystyki. Jestem przeciwnikiem sondaży - pamiętamy. Zapisuję sobie w notesie tytuł tej gazety i wam radzę to samo.

W kolorze niebieskim łagodnym, chłodnym neutralnym - opisano "niesłusznie", a w kolorze "błędu" - słuszne...







Rzeczpospolita - sierpień 2022 r. 




Ciekawe zestawienie graficzne - na ilustracji powstaniec z pomnika (ubrany w poniemiecki hełm) wskazuje nam palcem na "zdecydowanie się nie zgadzam"... Brunatno-zielony kolor z okręgu nawiązuje do koloru postaci z pomnika... są dopasowane - tylko autor grafiki wie dlaczego.

No i też "pozytyw" czyli - POWINNIŚMY SIĘ DOMAGAĆ REPARACJI - ubrany jest w "ostrzegawczy" kolor czerwony.

Zapisuję sobie w notesie nazwę tej gazety i wam zalecam to samo...



Zupełnie inne wyniki prezentuje Tysol.pl.


28.09.2025 18:34

Zdecydowana większość Polaków popiera reparacje wojenne od Niemiec – wynika z najnowszego sondażu SW Research dla Wirtualnej Polski.

łącznie 59,1% respondentów popiera wypłatę reparacji wojennych od Niemiec.

Największą grupę stanowią osoby głęboko przekonane o słuszności roszczeń: 

odpowiedź "zdecydowanie tak" wskazało 39,1% badanych. Kolejne 
20,0% wybrało opcję "raczej tak".

Są także przeciwnicy pomysłu
Łącznie 17,9% ankietowanych uważa, że Niemcy nie powinny płacić. 

W tej grupie

11,5% skłania się ku "raczej nie", a
6,4% jest "zdecydowanie przeciwnych"


Spory odsetek niezdecydowanych 
Aż 23,0% respondentów wybrało odpowiedź "Nie wiem/trudno powiedzieć".


Metodologia badania
Badanie przeprowadzono 16–17 września 2025 r., metodą CAWI, na reprezentatywnej próbie n=824 dorosłych Polaków. Zleceniodawcą była Wirtualna Polska.


Jeżeli ktoś jest przeciwny domaganiu się reparacji od Niemiec - to teoretycznie znaczy, że jakby nie jest zainteresowany dobrobytem Polski.


Dla przypomnienia:
- dorosłych - uprawnionych do głosowaniam jest 29 milionów obywateli

Wyniki wyborów prezydenckich:
- K. Nawrocki - 10,6 mln
- R. Trzaskowski - 10,3 mln
- niegłosujący - 8,0 mln


6,4% z 29 mln = 1,86 mln - w masie 39 mln ludzi

Próbując to przełożyć na poszukiwane w tym poście dane: sięgam do proporcji


1945 -----------     24 mln --------       x       

2025 -----------     39 mln --------    1,86  


39x = 1,86 * 24

39x = 44,64 ===> 

x= 1,14 mln


Jeżeli doszło w czasie wojny do podmiany ludności - mogło to być około miliona 140 tysięcy ludzi.

Gdzie podział się drugi milion? 


To są oczywiście bardzo uproszczone hipotezy - nie wiemy, czy dane są prawdziwe, czy są dokładnie wyliczone - sprawdzone, czy respondenci mówili prawdę i tak dalej i tak dalej...



Trzeba się zastanowić dlaczego 8 milionów ludzi nie głosowało w wyborach - czy nie chcą, czy jest to jakaś forma negowania obecnego fałszywego systemu? Czy ci ludzie pozostają bierni wobec spraw polskich? Aby ich zachęcić - jeśli są bierni - trzeba akcentować polską kulturę i aktywnie działać prowspólnotowo - np. metodą małych kroków.


Trzeba całkowicie przebudować obecny system medialny w Polsce.

Czynne uczestnictwo w życiu społecznym i politycznym kraju - metoda małych kroków.

Wczesna decyzja o małżeństwie i 4-5 dzieci w rodzinie bardzo nam pomogą.


DEMOGRAFIA jest formą walki.










rp.pl/spoleczenstwo/art36969401-sondaz-reparacje-dziela-polakow
ysol.pl/a147083-polacy-zapytani-o-reparacje-od-niemiec-jest-sondaz
gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8527872,reparacje-wojenne-roszczenia-wobec-niemiec-sondaz.html
pap.pl/aktualnosci/ilu-polakow-ma-prawo-glosu-ile-lat-maja-kandydaci-pkw-podaje-dane



Fałszywe karty

 


nie chodzi o prawdę, tylko o narrację



-------

za fb:

strona opisana jako: Muzeum historyczne



Autor wpisu przytacza dane niemieckie - z okresu zaboru niemieckiego - patrz niżej.


Zauważam - jest tam napisane:

"Polska w 20 wieku: największa koncentracja Polaków, 1900"

Wiek 20ty liczy się od roku 1901, a nie 1900... 

 









komentarz po ukraińsku

"teren etniczny Polski tworzyło Królestwo Polskie i Ks. Mazowieckie" - to zależy w jakim wieku - za Chrobrego, za Mieszka II...

Autor sugeruje, że Polacy żyli tylko na tym terenie, "więc tylko tylko ten teren jest "ich" terenem" - a to nieprawda, bo przecież Polacy żyli na terenie całej I i II RP.

A tak naprawdę - to w całej Europie.


Popatrzmy na to: to mapa pokazująca mniejszość Polską na Białorusi. 




pl.wikipedia.org/wiki/Białoruś#Mniejszość_polska


Region w którym mieszkają można nazwać - polskie terytorium etniczne, prawda? O, na pewno nie, zakrzyknąłby banderowiec!

Ale gdyby powiedzieć: ta mapa pokazuje mniejszość ukraińską na Białorusi, to co powie banderowiec?

Powie: to som nasze ziemnie etniczne i odwieczne! Oddawaj!!

Tak by było. Dokładnie tak by było. Dokładnie tak jest w przypadku Polski - jeśli na terenie tylko jest choćby ślad gwary ukraińskiej, a nawet łemkowskiej - to wg nich od razu oznacza, że to ich ziemie etniczne. Ale jak polska mowa i kultura rozbrzmiewają na Ukrainie - to nie.

Nie ma czegoś takiego jak "ziemie etnicznie ukraińskie".

Grupa etniczna lub etniczna to grupa ludzi, która identyfikuje się ze sobą na podstawie postrzeganych wspólnych cech, które odróżniają ich od innych grup. Cechy, które etniczność uważa za wspólną, obejmują język, kulturę, wspólne pochodzenie, tradycje, społeczeństwo, religię, historię lub traktowanie społeczne. 

Etniczność jest utrzymywana poprzez długotrwałą endogamię i może mieć wąskie lub szerokie spektrum genetycznego pochodzenia, przy czym niektóre grupy mają mieszane genetyczne pochodzenie. Etniczność bywa czasem używana zamiennie z narodem, szczególnie w przypadkach nacjonalizmu etnicznego. Termin ten jest również używany zamiennie z rasą, choć nie wszystkie grupy etniczne identyfikują się jako grupy rasowe. 


Nie ma czegoś takiego jak "ziemie etnicznie ukraińskie" - są ziemie etnicznie polskie, na których żyły różne kultury min. Rusini, którzy stali się obiektem ataku niemieckiej agentury wpływu na pewno w XVII wieku, ale prawdopodobnie już wcześniej. Agentura niemiecka zaczęła podkreślać różnice pomiędzy Polakami, a Rusinami oraz Tutejszymi, aby stworzyć nowy etnos - i skierować go przeciwko Polakom, jak i Rosjanom, a także innym ościennym narodom. 

Oczywiście słowo Rusini jest umowne - w końcu kto tak naprawdę wie, kto jest "prawdziwym" Rusinem z dziada pradziada, kto jest przyjezdnym itd. itd...

Tak jak mówi definicja:

to grupa ludzi, która identyfikuje się ze sobą na podstawie postrzeganych wspólnych cech




"Źródła" mapy powyższej - min. mapy niemieckie i chyba czeska.



Mapa niemiecka - pozostałych nie znalazłem.

facebook.com/photo/?fbid=1327378259387997&set=a.527140809411750


Cały ten temat ustawiony jest pod tezę - skoro tereny etniczne Polski są ww. granicach, to znaczy, że na wschód od Bugu - czyje tereny są etniczne?


Nie ma czegoś takiego jak "etniczne ziemie ukraińskie".


Termin "ukraina" jest naszym polskim terminem, którym to określano "na raz" ziemię kijowską (Kijów - osiedle rdzennie lechickie - polskie), bracławską, czernichowską. 

pl.wikipedia.org/wiki/Ukraina_(Naddnieprze)

Ani Podole, ani Wołyń, ani Ruś Czerwona, ani Opole, ani Zakarpacie to nie Ukraina - jak to dzisiaj twierdzą internetowi mitomani.

Było to już tłumaczone na blogu...

Oczywiście prawda oszustów nie interesuje. Ich interesuje tak długo powtarzać swoje kłamstwa, aż dorosną pokolenia wychowane na tych kłamstwach - i wtedy oszuści przystąpią do wdrażania swego kłamstwa w życie... 

Tak naprawdę to już się stało 15 lat temu i teraz obserwujemy agonię wdrażanego w życie kłamstwa...



Bardzo podobne opracowanie w języku niemieckim:


conflicts.rem33.com/images/Ukraine/Ukrainians%20in%20Interwar%20Poland.htm

Sprawdź, co tam wypisują...


Inny przykład



Polska od morza do morza?
Jutro kończy się rok Bolesława Chrobrego. To ważna postać dla polskiej propagandy od przynajmniej dobrego stulecia, chociaż pierwszy król z dynastii Piastów niekoniecznie miał świadomość bycia Polakiem, a niektórzy jego potomkowie nawet słowa po polsku powiedzieć nie potrafili. Nawet jeszcze zanim pojawiły się Ziemie Odzyskane, Chrobry miał przekonać o polskości Wrocławia. I nie tylko Wrocławia jak widać.


W całej tej wypowiedzi zachodzi podważanie polskiej państwowości, a przede wszystkim - etniczności władców uważanych za protoplastów Polaków i ich powiązań z polskością, np. poprzez język.


Pomija się kontekst i ustalenia historyków, które są bardzo często pewnego rodzaju umową:

- umownie używa się np. pojęcia kultury łużyckiej, czy oksywskiej, czy kultury ceramiki sznurowej...

to wszystko umowa, chociaż można udowodnić, że ludy europejskie, jak Łużyczanie, czy Paryżanie, Helweci, Austriacy - i wiele innych - pochodzili z Polski.

Prawym Okiem: Suwałki - i Iława

Prawym Okiem: Metoda niemiecka w Polsce









Drugiego trolla, który napisał "Piastowie śląscy?", a potem kazał mi "sobie doczytać", nie umiał odpowiedzieć na pytanie - pogoniłem. Wykasował swój "komentarz"...
















Zastanawiający wysyp zdarzeń podważających nasze istnienie. Tusk na pewno dobrze zna oficjalną historię Polski, jednak w Wałbrzychu uczynił odstępstwo skomentowane następująco:

przemyslawwiszewski.pl/ziemie-zachodnie-i-polnocne-czyli-jak-demon-niewiedzy-i-ideologizacji-opetal-kolejna-elite-wladzy/

Wybrane fragmenty z tego tekstu.


Skupię się na najważniejszym przemówieniu, czyli wypowiedzi premiera Donalda Tuska. Ono wyznaczyło ton wszystkich pozostałych. I ono wskazało na stosunek tej władzy do nauki, w tym przypadku – do historii.

Można je podzielić na trzy części:
1) historyczną, w której podkreślał polskość 'Ziem Zachodnich i Północnych, Ziem Odzyskanych”, w której kreślił analogie między czasami 'piastowskimi’, utożsamianymi z Bolesławem Chrobrym, a współczesnością; 
2) generyczną, w której premier mówił o wielkości i sile obecnej Polski, nawiązując do części historycznej oraz 
3) lokalną, w której mówił o pięknie i wadze dla Polski i całej Europy owych 'Ziem Odzyskanych” i składał obietnice dotyczące ich wspierania w duchu jednej Polski – od A do Z bez podziału na Polskę A i B. Tyle w największym skrócie.

No i szczegóły, bo są one ważne. Premier stwierdził, że to na na Ziemiach Zachodnich i Północnych rodziła się Polska. I że tu został wytyczony 'piastowski szlak’, którym podążamy współcześnie. Że stąd bierze się siła Polski, która nie jest przeciwko komuś. 

Dwie tezy, dwa koszmarne błędy. Polska nie narodziła się na Ziemiach Zachodnich i Północnych, lecz w Wielkopolsce. Która do tych ziem zaliczana być nie może. Ziemie Zachodnie i Północne zostały podbite przez Mieszka I i Bolesława Chrobrego, w dodatku nie w całości, bo Prusowie spokojnie opierali się podbojowi aż do czasów przybycia Krzyżaków. 

Ziemie Zachodnie i Północne siłą rzeczy nie były 'prapolskie’. Nawet nie prasłowiańskie, bo znów – Prusowie Słowianami nie byli. Jeśli jakiś szlak w dziejach Polski te ziemie wyznaczyły około 1025 r., to szlak podbojów i unifikacji w imię jedności władztwa Piastów przez użycie siły militarnej. W odniesieniu do Pomorza Zachodniego i ziem Prusów ta działalność była zresztą nieudana. Czy o takie dziedzictwo piastowskie – budowania państwa podporządkowującego sobie brutalną siłą regionalne i lokalne społeczności, dewastującego ich kultury i więzi lokalne – chodziło panu Premierowi?

Konsekwencje takich koszmarnych, endeckich w sensie dowodzenia na siłę prapolskości tych ziem wywodów parahistorycznych były widoczne również w treści generycznej przemówienia. Premier mówił o sile współczesnej Polski. Koronacja Chrobrego to dla niego oznaka siły i mocy rodzącej się Polski. I dziś też mamy być samodzielni i silni, niezależnie od sojuszy i wspólnych działań wielu państw. No to spójrzmy, do czego doprowadziła polityka Chrobrego i jego koronacja. Koronacja, o której niemal nic nie wiemy. Koronacja, która wedle współczesnych była dokonana tylko dlatego, że akurat jeden król Niemiec zmarł (Henryk II), a drugi (Konrad) nie zdołał się koronować i odpowiednio wzmocnić. Koronacja, po której Chrobry zaraz zmarł, a władzę przejął jego syn Mieszko II, wychowany na dworze króla Niemiec Henryka II – być może inicjator całej działalności koronacyjnej. Który następnie kontynuując ekspansywną politykę ojca doprowadził do ataku wszystkich sąsiadów na swój kraj, sromotnej klęski, podziału Polski na dzielnice, a gdy z trudem udało mu się (znów drogą walk z rodziną) Polskę zjednoczyć – zmarł, a jego syn uciekł na dwór cesarski. O taką silną Polskę ma nam chodzić? Przecież to duby smalone, ideologiczne przekładańce chciejstwa, XIX-wiecznych narracji nacjonalistycznych i współczesnych potrzeb uzasadniania nakładów na zbrojenia. Analogie historyczne wyjątkowo słabo je jednak w tym przypadku uzasadniają.

Wreszcie część lokalna przemówienia [...] Ale mniejsza o to, pan premier słodził i obiecywał, bo tak dziś się rozumie politykę. Ale w swojej wizji Ziem Zachodnich i Północnych po 1945 r. mówił rzeczy po prostu… nieprawdziwe. Mówił o bohaterach, którzy przybyli na te ziemie by je odbudowywać. O wielkim wysiłku całego narodu, który od 1945 r. odbudowywał te ziemie i uczynił je tak wspaniale się rozwijającymi.

Muszę powiedzieć, że łza mi się zakręciła w oku – ale ze śmiechu. Okres 1945-1946 to rzeczywiście był czas szczególny, bo czas 'wielkiej trwogi’ na tych ziemiach. Pełen przemocy, gwałtów i przede wszystkim nieskrępowanego niemal niczym rabunku i wywożenia czego się dało na wschód – do Rosji i do Wielko- oraz Małopolski ["ogryzek" nie zawiera Wielkopolski - MS] oraz na Mazowsze.

Szaberplace całej 'rdzennej Polski’ zapełniały łupy z nowo przyłączonych ziem przywożone z nich i skupowane na wielkim szaberplacu Wrocławia. Rabowali zarówno zawodowi rabusie, jak i chwilowi osadnicy, którzy zmęczyli się pobytem w niepewnym otoczeniu. Ale rabowali też członkowie różnych 'misji naukowo-kulturalnych’ z Warszawy, Krakowa i Poznania, rabowała też milicja, której całe posterunki na czele z komendantami potrafiły zniknąć w nocy ze zrabowanymi dobrami z okolicznych fabryczek i domów. Wreszcie, cały naród potrzebował cegły i zabytków z Zachodu i Północy, tą cegłę i zabytki śmiało pozyskiwał i odbudowywał nią swoją stolicę, zdobił swoje domy, kościoły, muzea i uczelnie. Opowieść o tym, że Polska odbudowywała te ziemie po 1945 r. jest po prostu… dezinformacją. Inwestycje poza metropoliami zaczynają się w połowie lat 60. i zwłaszcza w latach 70. wraz z nowym podziałem województw. 

[ten pan twierdzi, że lata 60te i 70te następowały PRZED 1945 rokiem? Ciekawe... wg mojego kalendarza - po 1945 r. - MS]

I w jednym premier miał rację, gdy mówił, że chodził do szkoły przez zrujnowany wciąż Gdańsk. Tu, na Śląsku, ruiny powojenne zalegały do lat 60., ale co gorsza, w ruinę obracała się infrastruktura, domy mieszkalne, których nikt przez dwie dekady po zakończeniu wojny nie remontował.

[to sa wg mnie tezy nieuprawnione - od 1945 roku postępowała stopniowa naprawa sytuacji, przecież wszystkiego nie da się naprawić w 3 lata, Warszawa była odbudowywana do lat 80tych; kto miał i za co remontować - no i czy była potrzeba remontować skoro były inne potrzeby - np. budowa nowych domów, fabryk? - MS]


Jeśli te ziemie odżyły i po 1989 r. stały się przykładem sukcesu – to dzięki decyzjom i determinacji swoich mieszkańców. Ale nie mydlmy oczu – Pomorze Zachodnie to pozostawione samemu sobie obszary dawnych PGRów. Dolny Śląsk to obszar Podsudecia i Kotliny Kłodzkiej, Kotliny Jeleniogórskiej wciąż zaniedbany i zdekapitalizowany w porównaniu z metropolią wrocławską i ośrodkami względnego – względnego! – sukcesu transformacji jakim jest dziś Wałbrzych. Polska, stolica warszawska nas nie widziała i nie widzi. Mówienie, że Polska nas odbudowywała jest smutnym żartem z pokoleń tych, którzy musieli podnosić te ziemie z ruin i swoją determinacją zapewnili niektórym miejscom sukces transformacyjny.

[a te pokolenia to nie Polska właśnie? 

...czekaj, zaraz... co on gada...






.... nie polskie pokolenia odbudowywały Śląsk????

- MS]



Pan premier nie wie wiele o tych ziemiach. Jego spin-doktorzy podyktowali mu okrutnie nacjonalistyczne i etatystyczne, warszawskocentryczne przemówienie (naród, siła, państwo, odwieczność, wielkość, siła, naród, państwo, państwo, państwo). Tyle mające wspólnego z historią i realiami dziejów Śląska, Pomorza i Prus, ile miały wywody premiera Morawieckiego o historii i współczesności Polski. Specjalistów od dziejów tych regionów nie dopuszczono do głosu. Bo mogliby zepsuć nastrój.

Czy ktoś zrozumiał przemówienie Olgi Tokarczuk, która też nie powiedziała niczego nowego, ale próbowała pokazać wielowątkową tożsamość tych ziem i ich mieszkańców? 

[powiedziała min.:

Olga Tokarczuk: "Wieloetniczna, przedwojenna Polska magicznie się odtworzyła"

 "Żeby mieć poczucie sens i ciągłości, musimy wcielać w swoje własne doświadczenie, również pamięć, pracę i wysiłek ludzi, którzy żyli tu przed nami, bez względu na to, jakie mówi z językiem i do jakich struktur państwowych należeli. W sensie kulturowym i duchowym oni także są naszymi przodkami. Nie mam z tym żadnego kłopotu. 

Na kominku w moim domu stoją fotografie jego poprzednich, niemieckich właścicieli, którzy żyli w nim i z wielkim wysiłkiem, starannie remontowali go po jeszcze wcześniejszych mieszkańcach. Tych, którzy pierwsze fundamenty położyli kilkaset lat temu, w czasach wojny trzydziestoletniej. Są oni moją rodziną" 

- ja zrozumiałem - MS]



Od dekad mówimy my, lokalni, mali i najwyraźniej niegodni historycy o fenomenie tożsamości regionalnej budowanej na wspólnocie kultury ludzkiej. Na trosce o piękno i geniusz człowieka. Nie na krwi przesiąkającej tysiącletnią więzią ziemię. Ale dobrze, że powiedziała, że można inaczej. Tylko nikt jej nie zrozumiał.

[ przecież ja ją zrozumiałem... "więzią ziemię" - co to takiego? - MS]


Nikt nie zrozumiał, skoro premier podpisał kuriozalną 'Deklarację Piastowską’ mówiącą, że wszystko, co na Ziemiach Zachodnich i Północnych, to jest 'nasze’. Polskie. Bo tu jest Polska!

Biada nam, bo demon opętał nasz naród i naszych polityków. Demon ślepoty i bezrozumności, bezwiedzy i ideologizacji. Biada nam, bo jedynym lekiem na głupstwo demagogii widzą dzisiejsi politycy i warszawski dwór tylko w większej demagogii. Biada nam, bo my, wierzący w otwartość, racjonalność, we wspólnotę ludzką zostaliśmy zdradzeni i zostawieni samym sobie.

Ale tu, na Ziemiach Zachodnich i Północnych – nie po raz pierwszy, droga Warszawo. Damy radę. Bo nasza tożsamość nie opiera sie na waszej ideologii, tylko na życiu. Więc – farewell, Mr PM. My tu zostajemy. Bo tak, tu jest Polska. Nasza Polska.


I tak oto - nikt nic nie wie, ale każdy się wypowiada, a nawet kłócą się o to, kto ma rację, a kto nie. A najbardziej pan od fałszywych mapek.

W każdym razie biada wam, tam we Wałbrzychu i wszędzie, gdzie eeee...... opętani wasi politycy i naród i tak dalej...






Ta mapa poniżej przypomina mapy z roszczeniami terytorialnymi niemieckiej agentury na Ukrainie - zauważam, że wrysowany jest tam obrys opisany jako Polska - obrys zajmuje tak na oko ok. 1/4 -1/3 powierzchni Ukrainy, co nie odpowiada faktom - Polska jest większym krajem,  jej powierzchnia to nieco więcej niż połowa powierzchni Ukrainy.

Czy ten obrys nie przypomina przypadkiem "ogryzka", o którym pisałem już przy okazji map niemieckich?




Wygląda mi to na pranie mózgu...




Na stronie thetruesize.com/# możemy sobie sprawdzić jak to ma się faktycznie...




i tu jeszcze jakaś trolowata strona i 

jeden z komentarzy:

Artur Wojewodzic
ej Panie "Muszyński" — a może jednak Мушин albo Мушенко?
Trudno się zdecydować, bo forma „obiektywna” świetnie maskuje to, co robisz pod spodem. Przy pobieżnej lekturze można uznać Cię za bezstronnego analityka, ale wystarczy chwila uwagi, by zobaczyć selektywny dobór faktów, przemilczenia i zręczne domieszki propagandy.
To nie jest uczciwa analiza historii, tylko narracja z tezą — pytanie tylko, dla kogo i w jakim celu. Bo jeśli celem miała być rzetelność, to niestety po drodze ją zgubiłeś. To, co robisz, to nie analiza historyczna, tylko selektywny kolaż tez wyjętych z kontekstu i podanych w jednym kierunku interpretacyjnym. Kilka faktów, które konsekwentnie pomijasz lub zniekształcasz:
1. „Agresywna ekspansja” po 1918 r.
II RP nie powstała w próżni ani na „ustabilizowanym” obszarze. Europa Środkowo-Wschodnia była po I wojnie przestrzenią rozpadu imperiów, wojny domowej i próżni władzy. Konflikty z Ukrainą, Litwą czy bolszewicką Rosją nie były kaprysem Warszawy, tylko częścią brutalnego procesu kształtowania granic — identycznego jak w Finlandii, państwach bałtyckich, Rumunii czy Czechosłowacji. Przedstawianie wyłącznie Polski jako „destabilizatora” to czysta manipulacja porównawcza.
2. Wojna polsko-bolszewicka
Nie była „imperialną ekspansją”, tylko wojną egzystencjalną. Bolszewicka Rosja jawnie dążyła do eksportu rewolucji na Zachód, co dziś potwierdzają źródła rosyjskie. Polska nie „eskalowała”, lecz zatrzymała marsz Armii Czerwonej, co było w interesie całej Europy — również tej, która później lubiła ją pouczać.
3. Litwa i Wilno
Spór o Wilno był konfliktem narodowo-państwowym, a nie „agresją kolonialną”. Miasto miało zdecydowaną przewagę ludności polsko-żydowskiej, a Litwa była państwem młodym, niestabilnym i autorytarnym. To był spór regionalny, nie dowód „szowinistycznej natury” II RP.
4. Antysemityzm i mniejszości
Tak — II RP miała poważne problemy z polityką wobec mniejszości. Ale sugerowanie, że była czymś wyjątkowym lub porównywalnym z państwami totalitarnymi, to rażące nadużycie. Antysemityzm istniał w całej Europie: we Francji, Rumunii, na Węgrzech, w Niemczech. Polska nie wprowadziła ustaw norymberskich, nie odebrała Żydom obywatelstwa i nie prowadziła polityki eksterminacyjnej. Zrównywanie autorytaryzmu sanacyjnego z faszyzmem to publicystyczna przesada, nie fakt.
5. Bereza Kartuska
Bereza była obozem represyjnym — fakt. Ale porównywanie jej do Dachau to świadome granie emocją. Dachau był elementem systemu terroru totalitarnego i masowej eksterminacji. Bereza była bezprawnym, ale ograniczonym narzędziem represji w państwie, które nadal miało sądy, opozycję i pluralizm społeczny. Skala, cel i kontekst są nieporównywalne.
6. Pakt z Niemcami 1934 r.
To był pakt o nieagresji, nie sojusz. Podpisany w sytuacji, gdy Francja i Wielka Brytania prowadziły politykę appeasementu, a ZSRR był równie wrogi. Polska nie uczestniczyła w planach Hitlera, nie była jego satelitą i jako jedyna w regionie odrzuciła żądania terytorialne w 1939 r.. Gdyby była „dwulicowa”, poszłaby drogą Węgier lub Słowacji — a tego nie zrobiła.
7. Zaolzie
To jeden z niewielu punktów, gdzie krytyka jest uzasadniona — moralnie dwuznaczny krok, wykorzystujący słabość Czechosłowacji. Ale jeden epizod nie czyni z państwa „współsprawcy rozbiorów Europy”, zwłaszcza że kilka miesięcy później Polska sama padła ofiarą agresji.
8. Teza o „winie za 1939 r.”
To już klasyka propagandy: przerzucanie odpowiedzialności z agresorów na ofiarę. Polska nie „eskalowała”, tylko odmówiła kapitulacji bez wojny. Jeśli to ma być „wina”, to znaczy, że każde państwo broniące swojej suwerenności jest winne własnej napaści.
Podsumowując:
Twoja narracja nie jest obiektywna, bo konsekwentnie:
izoluje Polskę z realiów epoki,
stosuje współczesne kategorie moralne bez kontekstu,
porównuje nieporównywalne zjawiska,
a odpowiedzialność agresorów rozmywa na ofiarę.
To nie jest „odbrązawianie historii”.
To jest publicystyka z tezą, bardzo wygodną, ale słabo ugruntowaną faktami.







zwracam uwagę na jakość i różnorodność map - nie ma (albo bardzo trudno znaleźć..) w internecie map Polski z okresu świetności opracowanych w różnych wariantach i w super jakości - ale takie do podważania polskości, to są....
























No i jak "dane" pokazane na tej mapie mają się do tej z początku posta? Nie pasują, a ten sam autor je wywiesza..






Czemu właściwie służą te wpisy?




To po prostu pranie mózgu - "wychowywanie" naszej młodzieży do negowania polskości, do odstręczania, do obrzydzania, wypełnianie w miarę możliwości całej przestrzeni informacyjnej antypolskimi tekstami - że nie mają one wiele lub nic wspólnego z rzeczywistością, z historią, prawdą - to nie ma dla nich znaczenia, liczy się ilość negatywów i zdolność zasłonienia prawdy. 

Im nie chodzi o prawdę, tylko o narrację

Jeden Maciej to za mało, żeby tak siedzieć i to wszystko zbijać.


Tu przykład kolejnej antypolskiej strony - zwracam uwagę na dobór słów, obelżywy pogardliwy język stosowany względem wobec Polaków:

udając odważnych kawalerzystów II RP
- o zabitych ludziach - groteskowa inscenizacja

Nazwa trafna — w końcu operacja zakładała wykorzystanie „konserwy”, czyli ciała Franciszka Honioka, niemieckiego obywatela o sympatiach prorządowych w Polsce, który po śmierci miał odgrywać rolę „polskiego napastnika”

- przechwalał się, że odpalił II wojnę światową włącznikiem radiowym - są dumni z siebie...
- napaść na radiostacje, morderstwo ludzi to -  tylko poręcznego alibi
- znane "skrupulatni" pomijan milczeniem, opisywane było nie raz...
- Wojna zaczęła się nie od gromu dział, lecz od radiowej bujdy — i świat połknął przynętę, bo tak było wygodniej - to oczywista nieprawda, wojna zaczęła się od bombardowań i to nie bujda (język młodzieżowy)

 i wojna to nie przynęta, tylko śmierć, groza i zniszczenie...



Przypuszczam, że te wszystkie teksty pisze jedna i ta sama maszyna - "artykuły" po gazetach, najróżniejszych portalach, w tym regionalnych, na fb - w tym "oświecone" i pełne ekscytacji komentarze, w "Odkrywcy" i w "pamiętnikach" cudownie odnalezionych i tak dalej i tak dalej...



Pamiętajmy, na tych wszystkich stronach:

nie chodzi o prawdę, tylko o narrację






























Nie był w stanie odpowiedzieć, bo nie o to mu chodzi -

nie chodzi o prawdę, tylko o narrację





Także biada wam tam, gdzie demon opętał waszych polityków i wasz naród... i tak dalej...








wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,183958,32473146,co-olga-tokarczuk-mysli-o-mieszkancach-ziem-zachodnich-i-polnocnych.html#do_w=200&do_v=552&do_st=RS&do_sid=1729&do_a=1729&s=S.miasta_wroclaw-K.C-B.3-L.1.zw


pl.wikipedia.org/wiki/Białoruś#Mniejszość_polska

en.wikipedia.org/wiki/Ethnicity