Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą II wojna światowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2026

II RP w 1938 r. z gazety

 

Dziennik Bydgoski nr. 157 z 13 lipca 1938 roku.

Niektóre artykuły przepisane przez AI (nie sprawdzałem zgodności - poprawiłem 1 artykuł, który zauważyłem, że ma "błędy"... nie weryfikowałem też informacji dodatkowych podanych przez AI).





Nowe zaostrzenie między Pragą a Berlinem.

Polityka dyktatury czeskiej wywołuje zdenerwowanie w Niemczech.

Berlin, 12. 7. (PAT). 

Po okresie wyczekiwania tutejszych kół politycznych w sprawie czechosłowackiej nastąpił nagły zwrot, spowodowany wiadomościami, nadeszłymi z Pragi. Według posiadanych tu informacyj, zaszła w Pradze w ostatnich 48 godzinach zmiana w taktyce polityków czeskich, wskazująca – jak oświadczają tu – na „wyraźny sabotaż” statutu narodowościowego. Gabinet czeski zmierza podobno obecnie do ustalenia poszczególnych punktów tego statutu wyłącznie w porozumieniu z partiami czeskimi. Pragnie on bez porozumienia z przedstawicielami poszczególnych narodowości prowadzić nadal w Czechosłowacji politykę dyktatury czeskiej.
Prasa poniedziałkowa występuje bardzo kategorycznie przeciwko tej taktyce gabinetu Hodży, przestrzegając zagranicę, by nie dała się brać na lep propagandy czeskiej, mówiącej o szerokim zakresie statutu narodowościowego.

Czesi nie chcą dać autonomii mniejszościom.

Mor. Ostrawa, 12. 7. (PAT). W związku ze stałym odwlekaniem ostatecznego rozstrzygnięcia kwestyj mniejszościowych i sprawy statutu narodowościowego w czeskiej prasie koalicyjnej dają się zauważyć nastroje wyraźnego zdenerwowania. Prasa liczy się na ogół z odrzuceniem statutu przez partię sudecko-niemiecką. Z drugiej strony jednak zwykle dobrze poinformowane „Lidove Noviny” z Brna podkreślają z całą stanowczością, że jakakolwiek dyskusja na temat autonomii w sprawach narodowościowych jest niedopuszczalna. Można mówić o samorządzie w rozumieniu samodzielnego wykonywania ogólnie obowiązujących ustaw na pewnych ściśle określonych obszarach i w pewnych granicach prawnych, ale nie wolno dyskutować o autonomii terytorialnej czy narodowościowej, która by oznaczała dwoistość w państwie. Równocześnie komunistyczny „Ostravesky Deinicky Denik” stwierdza, że nie tylko sudecko-niemieckie postulaty Henleina nie mogą być podstawą dyskusji, ale nawet niektóre punkty przygotowywanego statutu, dotyczącego rozszerzonego samorządu narodowościowego, budzą u wymienionego dziennika komunistycznego bardzo poważne zastrzeżenia.

Czesko-niemiecka wojna radiowa.
Berlin, 12. 7. (PAT). Prasa wiedeńska i berlińska donosi, że rząd czechosłowacki uruchomił na Morawach radiostację, która przeszkadza transmisjom rozgłośni wiedeńskiej. „Angriff” stwierdza w związku z tym, że nawet w wypadku, gdyby udało się zagłuszyć stację wiedeńską, bezpodstawnym jest przypuszczenie, ażeby tego rodzaju przeszkody mogły rozdzielić więzy krwi, łączące Niemców po jednej i drugiej stronie granicy.


Prof. Kot oświadcza, że z masonerią nie ma nic wspólnego.

Kraków, 12. 7. (Tel. wł.). Profesor Stanisław Kot nadesłał Polskiej Agencji Agrarnej następujące oświadczenie: „Rewelacje pana L. K. w „Polityce”, powtórzone przez większość prasy, podały moje nazwisko pośród rzekomych masonów na podstawie rzekomych jakichś katalogów, ogłoszonych przez masonoznawców. Nie mieszając się do prowadzonej na łamach dzienników dyskusji o masonerii, pragnę stwierdzić z naciskiem, że nigdy i nigdzie w żadnej organizacji wolnomularskiej ani bezpośrednio, ani pośrednio nie uczestniczyłem. Na zaproszenie do wstąpienia do masonów, skierowane do mnie swojego czasu ze środowiska ideowo-politycznego, do którego p. L. K. przynależy, odpowiedziałem odmownie”.


Ok 2300 masonów Polsce?

Dzieją się w Polsce rzeczy na pozór niezrozumiałe. Oto poseł Budzyński z grupy Sławka w dniu 19 lutego br. żądał postawienia w stan oskarżenia (na mocy artykułu 135 k. k.) kilku wysokich urzędników państwowych za przynależność do masonerii, a więc do zakazanych tajnych związków. Między innymi wymienił Zygmunta Dworzańczyka. Oskarżenia nie wytoczono, a p. Zygmunt Dworzańczyk awansował na dyrektora departamentu w Ministerstwie Opieki Społecznej. Innego rzekomego masona, Kościałkowskiego, jak wiadomo, ożeniono z żydówką. Nowa interpelacja w Sejmie. O skutek nie pytajmy. Rząd sobie z tego Sejmu akurat tyle robi, co z ubiegłorocznego śniegu.
Równocześnie otrzymaliśmy wiadomość, że minister opieki społecznej zwolnił ze stanowiska naczelnika wydziału Polaka, a w jego miejsce mianował żyda, głośnego już Birnbauma.
Z faktami tymi zbiegł się poniekąd głośny już artykuł w młodo-konserwatywnej „Polityce” (dawniej „Bunt Młodych”) pod tytułem „Kilka uwag o masonerii w Polsce”. Autor podpisał się literami L. K. Wielu uważa i otwarcie mówi, że to p. Leon Kozłowski, były premier, nie tylko „wybitny polityk”, jak go nazywa „Polityka”, lecz człowiek, który na nieszczęście Polski zajmował zbyt długo wybitne stanowisko polityczne. Z masonerią nie walczył nigdy, gdy miał władzę w ręku. Rozpoczął ją obecnie, gdy się poróżnił nawet z Ozonem. Nie oszczędza też kół rządzących, ale ostrze ataku skierował jednak pod adresem opozycji. Twierdzi on, że wśród opozycji działają przedstawiciele lóż Wielkiego Wschodu (obrządek francuski), a ma ich być około 350. Wymienia nazwiska prof. St. Strońskiego, Paderewskiego, generała Sikorskiego, profesora Kota i marszałka Rataja (wszyscy oni ze Stronnictwa Ludowego). Koła kierownicze w Polsce należą według p. L. K. do loży szkockiej (obrządku angielskiego). Członków w Polsce jest około 1000, ale nazwisk żadnych autor nie wymienia, z wyjątkiem mundurowych. Zresztą na tym tle były już konfiskaty. Zależnymi od masonerii angielskiej są Rotary Cluby i YMCA, a od francuskiej Liga Obrony Praw Człowieka i Obywatela (na czele stoi francuski żyd Basch). Wreszcie istnieje loża czysto żydowska Juda Juda. Wszystkie razem słuchają wskazówek Wielkiej Rady Masońskiej, choć „w terenie” się zwalczają. O tajemniczości w lożach rewelacje p. L. K. nic nowego nie przynoszą, bo dawno wiemy, jaką tajemnicą masoneria otacza swoją organizację.
P. L. K. twierdzi, że materiały czerpał z katalogów masońskich, łatwo dostępnych w bibliotekach i archiwach, a „powie więcej, gdy przyjdzie czas na opublikowanie katalogów masońskich” w Polsce. Oby to nastąpiło jak najprędzej i oby p. L(eon) K(ozłowski) dotrzymał słowa!
Niezrozumiałym jest dla nas twierdzenie, że:
„Od roku 1930 marszałek Piłsudski rozpoczął likwidację wpływów szkockich, a wprowadzenie konstytucji miało być ostatecznym usunięciem wpływów szkockich na życie Polski. Śmierć przerwała tę pracę”. 

W nowej konstytucji nie widzimy nawet cienia zamiaru walki z masonerią i

(Ciąg dalszy na str. 2)
 
(Ciąg dalszy)

...dlatego p. L. K. nie wskazuje wyraźnie tych postanowień, któreby podobny zamiar uzasadniały.
Konserwatywny „Czas” nawiązując do artykułu p. L. K., takie wypowiada uwagi:
„Skoro p. (L. K.) twierdzi, że osobistości zajmujące w Polsce kierownicze stanowiska są masonami i skoro daje nam do zrozumienia, że nazwiska ich figurują w owych wydawanych w Genewie oficjalnych katalogach masońskich, to musimy się zwrócić pod adresem czynników rządzących z jak najbardziej kategorycznem żądaniem wyświetlenia całej tej sprawy. Przecież to, co napisał w swym artykule p. (L. K.), jest straszliwym oskarżeniem grupy rządzącej, oskarżeniem tym bardziej ciężkim, że nie wyszło ono spod pióra jakiegoś trzeciorzędnego nikomu nieznanego i goniącego za tanią sensacją dziennikarza, ale że sformułował je wybitny polityk, człowiek, który niedawno zajmował najwyższe stanowiska w hierarchii państwowej, a więc człowiek, który z pewnością znały tajne sprawy i wiedział co twierdził. To jest coś więcej niż głośna w swoim czasie interpelacja posła Budzyńskiego w sprawie przynależności do masonerii jakichś pozbawionych wszelkich wpływów urzędników, to jest oskarżenie rzucone pod adresem czołowych osobistości reżimu. I to musi być wyjaśnione.
Sprawa owych katalogów, na które powołuje się p. (L. K.) winna być wyświetlona jak najrychlej, ich autentyczność dokładnie zbadana, nazwiska, które figurują w tych katalogach opublikowane. I to bez względu na to, czyje to są nazwiska, ministra czy referenta, politycznego przywódcy czy zwykłego pionka.
Gdy chodzi o polityków opozycyjnych, których p. (L. K.) oskarża o przynależność do masonerii, można troskę o wyjaśnienie tego zarzutu pozostawić ich inicjatywie. Gdy jednak chodzi o zarzut dotyczący osób pozostających na kierowniczych stanowiskach w służbie państwowej musi wkroczyć władza. Sprawę tą powinien się zająć Minister Sprawiedliwości, wdrażając niezwłocznie energiczne śledztwo. Na jego wszczęcie i wynik opinia publiczna czekać będzie z niecierpliwością”.
Dla nas, z wielką niecierpliwością. Naród polski ma prawo wiedzieć, jakie wpływy wywołują w Polsce pociągnięcia, które są dla niego niezrozumiałe.



Zachwiane rewelacje b. premiera o masonach opozycji.

Pan L. K. grozi kompromitacją.


Warszawa, 12. 7. Rewelacje masońskie pana (L. K.) wywołały dość ożywioną reakcję w prasie i opinii publicznej.
Zawisnął, jak pisze „Kurier Polski” wyczuwalny na niemal zgodne dwa postulaty:aby autor rewelacyj pan (L. K.) po rycersku uchylił przyłbicy i podał nam do wiadomości społeczeństwa swe imię i nazwisko.
aby pan (L. K.) nie czekał na „przyszły czas”, ale aby zaraz opublikował przede wszystkiem nazwiska masonów na „kierowniczych stanowiskach” w Polsce.
Zachodzi obawa, że te żądania nie zostaną spełnione. Otoczenie pana (L. K.) postarało się o to, aby cały kraj wiedział, iż autorem masońskich rewelacyj jest b. premier gen. Leon Kozłowski i że on właśnie kryje się pod literami (L. K.). Opinia domaga się słusznie, aby p. (L. K.) wyszedł z zarezerwowanych liter i na własne nazwisko wymienił nazwiska, i aby wziął na siebie całkowitą odpowiedzialność za swoje rewelacje.
Nie widzimy żadnej przeszkody, dla której karta działalności publicznej b. premiera i senatora Kozłowskiego nie miałaby być zapisana również wydarzeniami z wyprawy przeciw „dzieciom wdowy” i „braciom w fartuszkach”.
Ogłoszenie nazwisk masonów na „kierowniczych stanowiskach” w Polsce stało się po prostu nieodzowną koniecznością. I to ogłoszenie niezwłoczne.
Jest to konieczne tym bardziej, że opublikowani dotychczas „masoni” z opozycji przeczą kategorycznie, jakoby do masonerii należeli. Wśród wymienionych przez b. premiera Kozłowskiego „masonów” z loży Wielkiego Wschodu figuruje nazwisko znakomitego uczonego polskiego i wybitnego działacza Stronnictwa Ludowego prof. Stanisława Kota. (Oświadczenie prof. Kota zamieszczamy na innym miejscu.)
Oświadczenie prof. Kota jest wydarzeniem dużej wagi. B. premier Kozłowski wymienił, jak donosiliśmy, w ogóle pięć nazwisk jako rzekomych masonów. Przypominamy, że są to nazwiska: Paderewski, gen. Sikorski, b. marszałek Rataj, prof. Stroński i prof. Kot. Spośród wymienionych dotychczas tylko prof. Kot uznał za wskazane złożyć oświadczenie, przeczące prawdziwości rewelacyj b. pana premiera.
To oświadczenie zupełnie wystarcza, aby zachwiać całym oskarżeniem b. premiera Kozłowskiego. Bo skoro p. (L. K.) „widział” w katalogu członków Wielkiego Wschodu nazwisko prof. Kota, który to masonerii w ogóle nie należy, to społeczeństwo musi popaść w wątpliwość wszystkich rewelacyj b. premiera i postawić nad nimi znak zapytania.
W tych warunkach autor rewelacyj musi przedstawić dowody na prawdziwość swych odkryć. W przeciwnym razie grozi mu kompromitacja.
B. premier Kozłowski ma głos. Czeka na niego z niecierpliwością całe społeczeństwo.


Czym się to skończy?


Kłajpeda jest podminowana nienawiścią niemiecko-litewską.


Ryga, 12. 7. (PAT). Donoszą z Kłajpedy: Wielkie naprężenie panujące w Kłajpedzie bynajmniej nie ustaje. Dyrektorat kraju kłajpedzkiego ogłosił w prasie wyjaśnienia w związku z zajściami z dn. 4, 21 i 28 czerwca w porcie kłajpedzkim. W komunikacie tym stwierdza się, że winną godnych ubolewania zajść jest policja portowa i graniczna, jak również sami Litwini. Litewska prasa wyraża z tego powodu oburzenie, określając wyjaśnienia dyrektoriatu jako stronnicze. Jednocześnie prasa komunikuje, że sfery oficjalne wyrażają nadzieję, iż władze litewskie do utrzymania spokoju i powstrzymania się od wszelkich polemik, co może być wykorzystane przez wrogów Litwy.
Śledztwo w sprawie zajścia z dn. 28 czerwca dobiega końca. Wytoczone są dwie sprawy: o zajścia w związku z przybyciem statku „Prussen” oraz o zajścia przy wjeździe statku „Hansestadt Danzig”. Oburzenie na postępowanie policji autonomicznej wśród ludności litewskiej było tak wielkie, że po dniu 28 czerwca przez kilka dni nie widziała się na ulicach Kłajpedy policjantów, którzy unikali w ten sposób reakcji ze strony litewskiej.
Wczoraj wszystkie księgarnie litewskie w Kłajpedzie odwiedzili urzędnicy policji autonomicznej i skonfiskowali wystawione fotografie ofiary zajść z dn. 28 czerwca, Litwina Kontaukasa, który – jak wiadomo – został zabity. Fotografie te zostały wydane przez kolegów Kontaukasa i organizację młodzieży litewskiej w Kłajpedzie i miały napis „Niech ziemia tobie będzie lekka za ofiarę życia, którą złożyłeś na ołtarzu ojczyzny”.


Stosunki handlowe Polski z Litwą.

Nafta, węgiel i żelazo za bekony i nasiona.


Kowno, 12. 7. (PAT). Prasa litewska podaje projekt uregulowania stosunków handlowych polsko-litewskich, który będzie podstawą obrad, jakie toczyć się będą w Warszawie w dn. 18 bm. pomiędzy delegacjami polską i litewską. Przewiduje się, że obroty między obu krajami wynosić będą 25 miln. litów rocznie. Litwa kupować ma w Polsce naftę, żelazo, węgiel i manufakturę. Przewiduje się, że Polska natomiast sprowadzać będzie z Litwy bekony dla celów eksportowych oraz niektóre nasiona. Ewentualne różnice w bilansie miałyby być wyrównywane ze strony Polski spławem materiałów drzewnych, pochodzących z wyrębu lasów na Wileńszczyźnie.







Nad trumną Ottona Bauera.

Socjaliści wiedeńscy przygotowali anszlusz.
Samobójcza polityka doprowadziła do klęski.
(Od własnego korespondenta „Dziennika Bydgoskiego”)


Paryż, w lipcu. Pod murem Komunardów na cmentarzu Père Lachaise złożono do ziemi trumnę Ottona Bauera. Wielki przywódca socjalistycznych mas austriackich, człowiek, który jeszcze dziesięć lat temu był potęgą, umarł na wygnaniu, w nędzy, przeżywszy straszną klęskę tego ruchu, którym przez długie lata kierował. I ten pogrzeb paryski nasuwa wiele refleksji, będących może w sprzeczności z oficjalnymi głosami miejscowej prasy socjalistycznej, lecz kto wie, czy nie posłużących słuszniejszemu słowu historii, sądzącemu bezstronnie te postacie, które były głównym przyczynkiem do dzisiejszego upadku Austrii. A zarazem stanowi klasyczny przykład, jak mszczą się w polityce metody oceniania biegu wypadków pod kątem jedynie własnej partii, co więcej, jak fatalne skutki pociąga dla samej partii kierowanie się względami chwilowej tylko koniunktury i niewyciąganie z danych założeń wszystkich konsekwencyj na przyszłość.
Dwie twarze Ottona Bauera.
Otto Bauer był pod koniec swego życia fanatycznym zwolennikiem niepodległości Austrii. Do ostatnich swych dni stał na bastionie walki z Trzecią Rzeszą, która wyciągała swe macki po Wiedeń, walczył z hitleryzmem i pangermanizmem. Świetny pisarz – rzucał gromami argumentów w obronie wolności, pokoju, bezpieczeństwa Europy. Otóż w dłuższm okresie powojennym nie było większego zwolennika anszlusu, większego akwizytora „złączenia śmiesznej granicy” jak właśnie Otto Bauer. I nikt bardziej od niego nie przyczynił się do budowy tego szeregu łańcucha faktów, które musiały doprowadzić do tragedii z dnia 11 marca 1938.
Wbrew ogólnemu mniemaniu, dążenia separatystyczne w Austrii bezpośrednio po wojnie, były silne zarówno wśród warstw chłopskich, jak i wśród mieszczańskiej inteligencji. Gdy załamał się front nad Piavą – zjawiły się w Wiedniu dawne kolory Babenbergów. Odwieczna psychika społeczna, owa, różnice całych wieków tradycji, rzekome wspomnienia wojen z Prusami – wszystko to składało się na silne poczucie odrębności krajów alpejskich. Bardzo charakterystycznym jest mało znany szczegół, że pierwsze dążenia „anszlusowe”, które pojawiły się w Tyrolu w 1919 roku, głosiły hasło połączenia się nie z Niemcami – lecz ze Szwajcarią.
Karygodne błędy socjalistów.
Natomiast zwolennikami jak najszybszego wcielenia Austrii do Rzeszy – byli socjaliści wiedeńscy. W Niemczech dochodziła do władzy potężna druga międzynarodówka. Słabo przeciwstawiały się jej centrum, partie prawicowe nie cieszyły się popularnością. Przywódcom socjalizmu wydawało się, że pomoc, którą rozporządzał proletariacki Wiedeń, będzie rozstrzygająca. Z tego więc powodu zarówno na terenie własnym, jak i międzynarodowym wysunęli tę samą argumentację anszlusu, którą w kilkanaście lat później przejęli ze stenograficzną dokładnością ich przeciwnicy.
To był pierwszy, olbrzymi błąd socjalistycznej partii austriackiej. Za nim poszły następne. Stronnictwa chrześcijańsko-demokratyczne zaproponowały socjalistom współudział w sprawowaniu rządów. Zwolennikiem porozumienia był nikt inny, jak genialny kanclerz austriacki, ks. Seipel. Można było wypracować wspólny program, można się było zgodzić na pewne wspólne cele. Całe ustępstwo socjalistów polegałoby tylko na zdawaniu sobie sprawy z faktu, że nie są sami, że muszą się liczyć z ogólną sytuacją, że swoje cele należy przystosować do interesów nie tylko jednej warstwy, ale całego społeczeństwa. Tymczasem w Wiedniu rozszalała się demagogia, której rozstrzygające postępy napełniały obawą wyznawców zasad prawdziwie demokratycznych. Doszło do tego, że rozżarzony tłum spalił Pałac Sprawiedliwości. Zaczęły się mnożyć objawy nadużyć, które z biegiem czasu wykopały przepaść między ludnością wiejską i mieszczaństwem z jednej, a socjalistami z drugiej strony.
Socjaliści zniszczyli Austrię.
Austria mogła się stać drugą Szwajcarią, Bawaria lub Danią, wzorem państwa demokratycznego, o wielkich perspektywach rozwoju społecznego, który mężnie dążyłby do celu na jedynie zdrowych i twórczych zasadach ewolucji. Tymczasem socjaliści austriaccy, obawiając się konkurencji komunistycznej – za często i za głośno posługiwali się słowami „rewolucja”. A rewolucji społeczeństwo zmęczone wojną i niedostatkiem powojennym – nie chciało i chcieć nie mogło.
I tu tkwią najważniejsze powody, dla których wśród tych samych warstw, jakie układały adresy do syna b. cesarza Karola, pierwsze wykwity dwukolorową chorągiew – zaczęły szerzyć się hasła anszlusu i połączenia z Rzeszą. Skoro w Niemczech dochodził do władzy Hitler – sama logika wypadków nakazywała socjalistom szukania porozumienia z Dollfussem, nawet za wszelką cenę. Gdyby był rząd mieszczański, nawet bez współudziału Ottona Bauera, aniżeli bezwzględna dyktatura nazistowska. Tymczasem przez cały rok 1933 trwała walka, która w 1934 doprowadziła do otwartej wojny na ulicach Wiednia. Krok Dollfussa był niewłaściwy, słuchanie poleceń faszystowskich Włoch szkodliwe – ale ogromnie była również niewłaściwa taktyka austriackiej partii socjalistycznej. Gdyby, zamiast zwalczać republikę austriacką w imię łączności z socjalizmem niemieckim, poświęcono choćby część swego programu interesom ogólnym, gdyby zamiast bezpłodnej krakowiackiej demagogii – postawiono przeciwnika nim, jako wrogom demokracji – republika austriacka dożyłaby współcześnie z wielką i twórczą myślą niemiecką. Nie tylko o raborze Austrii, ale również o tej hegemonii, która śmiercią bitewnym w Rzeszy – nie mogłoby być mowy.
Los się mści.
Polityka dorywczych korzyści, wykorzystywanie koniunktury nawet za cenę sprzeczności z zasadami ogólnoludzkimi i narodowymi – sprawiały stopniowy zanik wpływów austriackiej partii socjalistycznej i pośrednio przyczyniły się do utrwalenia dyktatury. Polityka socjalistów austriackich okazała się samobójstwem. Bezkrytyczne nie zastanawiając się nad przejawami trudności życia, tak zmiennego i tak ciężkim sytuacjom podlegającego, jak dzisiejsze. I dlatego w kilka lat po spaleniu Pałacu Sprawiedliwości w Wiedniu – mszczą się te błędy dawnej dobrej wiary. Krótkowzroczność polityczna pomściła się na losach partii austriackiej – i na losach ich przyszłości, Ottona Bauera.
– Niekonsekwencje w założeniach – mówił ks. prałat Seipel – niekonsekwencje w organizacji życia społecznego urastają w następstwach swoich do takiej potęgi zła, jakiej ogrom przeraziłby tych, co z lekkim sercem podejmują decyzje, może efektowne w danej chwili – lecz jakże fatalne w bliskiej nawet przyszłości...

Słowa te mogą odnosić się do austriackiej partii socjalistycznej. Ale czy tylko do austriackiej?
Dr Tadeusz Kiełpiński.

Chodzi o PPS?




Dyktator, którego kocha własny naród.

Sława Kemala Paszy, dyktatora Turcji, narodziła się podczas wojny światowej, jako obrońcy Dardanelów. Podczas następnych, niepokojnych lat, dzięki swym zdolnościom oratorskim oraz wojskowym, stał się on wodzem nowej Turcji. 3 marca 1924 r. pozbył się sułtana, organizując republikę świecką i kładąc kres dominacji kleru. Od tego czasu narzucał narodowi jedną reformę po drugiej, aż nie pozostało prawie nic z dawnych tradycyj.

NAJPIERW ZABRONIŁ NOSZENIA FEZU.
Dla przykładu ubrał w czapki swą gwardię przybyczną. Objeżdżając cały kraj, sam włożył szeroką panamę. Tłumy oniemiały ze zdziwienia: dla Turków „kapelusz” był oznaką znienawidzonych cudzoziemców i chrześcijan. Gdy przykład nie podziałał, użył siły. Policja otrzymała rozkaz aresztowania noszących fezów.

Następnie Ghazi (zwycięzca) powołał prawników europejskich, by ułożyli nowe kodeksy, wzorując się w handlowym na Niemczech, w karnym na Italii, oraz w cywilnym na Szwajcarii. Zniesiona została poligamia i haremy. Panie, które dawniej nigdy nie ukazywały się publicznie bez osłon i eunuchów – obecnie pojawiły się w teatrze w towarzystwie męskim, a nawet grały w tenisa w partiach mieszanych. Nowa konstytucja pozwoliła wziąć udział w wyborach 2 milionom kobiet, a nawet zostać posłankami. 8 lutego 1935 r. osiemnaście posłanek, wśród oklasków swych kolegów złożyło przysięgę. Dziesięć z nich było nauczycielkami - cztery ławnikami, jedna lekarzem i dwie zajmowały się rolnictwem. i to w narodzie, gdzie od setek lat kobiety prowadziły egzystencję niemal roślinną.

Gdy Kemal Pasza objął rządy, 95 procent zaliczało się do analfabetów. Obecnie uczą się wszyscy pisać i czytać, wszędzie są szkoły. Wszystkie większe miasta mają doskonałe kliniki, wszędzie wprowadzono odczyty i pokazy kinematograficzne dla matek o zdrowiu, higienie i wychowaniu. Angora było miastem zaniedbanym, w zimie bajorem, w lecie zbiorowiskiem zakurzonych, nędznych chałup. Kemal sprowadził inżynierów i profesorów, by zbudowali stolicę.
Plan pięcioletni dał Turcji własne fabryki sukna, wyrobów bawełnianych i jedwabnych, skór, opon samochodowych i mebli. Poza jedną pożyczką wziętą od Sowietów, Ghazi finansuje swe plany z dochodów bieżących. Armia, marynarka i lotnictwo zostały zmodernizowane. Curtiss-Wrigth, towarzystwo amerykańskie, wybudowało fabrykę amunicji i nadesłało specjalistów. Ostatnio Kemal Pasza wydał szereg zarządzeń o charakterze raczej demokratycznym.


Musiałem poprawić ten tekst, bo ewidentnie źle napisał - własną wersję.... Wydaje mi się, że to wynika z tego, że właścieciele nie chcą, by tak za darmo Ai wszystko robiło....

Zniekształcony tekst:

Dyktator, którego kocha własny naród.
Sława Kemala Paszy, dyktatora Turcji, narodziła się podczas wojny światowej, jako obrońcy Dardantelów. Podczas następnych, niepokojnych lat, dzięki swym zdolnościom oraz wojskowym, stał się on wodzem nowej Turcji. 3 marca 1924 r. pozbył się sułtana, organizując republikę świecką i kładąc kres dominacji kleru. Od tego czasu narzucał narodowi jedną reformę po drugiej, aż nie pozostało prawie nic z dawnych tradycji.
NAJPIERW ZABRONIŁ NOSZENIA FEZU.
Dla przykładu ubrał w czasie swej gwary przybyszowej objętościowy całą kraj, sam włożył szeroką panamę. Tłumy oniemiały ze zdziwienia: dla Turków „kapelusz” był oznaką znienawidzonych cudzoziemców i wszelkie wspomnienie o nim kazało im użyć siły. Policja otrzymała rozkaz aresztowania opornych fezów.
Następnie Ghazi (zwycięzca) powołał prawników europejskich, by ułożyli nowe kodeksy, wzorując się na handlowym w Niemczech, w karnym na Italii, oraz w cywilnym na Szwajcarii. Zniesiona została poligamia i haremy. Kobiety, które dawniej nigdy nie ukazywały się publicznie bez osłon i eunuchów – obecnie pojawiły się w teatrze w towarzystwie mężów, a nawet grały w tenisa w partiach mieszanych. Nowa konstytucja pozwoliła wziąć udział w wyborach 2 milionom kobiet, a nawet zostać posłankami. 8 lutego 1935 r. do parlamentu weszło siedemnaście kobiet. Kemal Pasza dbał o rozwój szkolnictwa, zwalczał analfabetyzm i wprowadził alfabet łaciński zamiast arabskiego. Dbał o rolnictwo i przemysł, budował drogi i koleje.
Gdy Kemal Pasza objął rządy, 95 procent ludności nie umiało czytać i pisać. Obecnie sytuacja ta uległa znacznej poprawie. Wprowadził obowiązkowe nauczanie, założył uniwersytet i liczne szkoły techniczne. Turcja stała się państwem nowoczesnym i silnym.
Plan pięcioletni dał Turcji własne fabryki sukna, wyrobów bawełnianych i jedwabnych, szkła, papieru, cukru i siarki. Poza jedną pożyczką wziętą od Sowietów, Ghazi finansuje swe plany z dochodów bieżących. Armię, marynarkę i lotnictwo zostały zmodernizowane. Curtiss-Wright, towarzystwo amerykańskie, wybudowało fabrykę amunicji i nadesłało specjalistów. Ostatnio Kemal Pasza wydał szereg zarządzeń o charakterze raczej demokratycznym.



Ai nie chciał też przepisać tego tekstu o Niemcach, usunąłem dwa słowa na jpg - te podkreślone - i jeszcze raz mu wysłałem -  i te dwa słowa on sam uzupełnił [wpisał w nawiasach], co świadczy o tym, że "zapoznał się" z tekstem wcześniej.


Od ostatniego procesu hitlerowskiej organizacji na Śląsku minęło już parę miesięcy. I sprawa kęsowska przycichła. I ton prasy niemieckiej w Polsce się uspokoił.
To są zewnętrzne objawy stanowiska mniejszości niemieckiej w Polsce. Czyżby się uspokoili? Czyżby nareszcie doszli do jedynego mądrego wniosku, że tylko lojalność wobec państwa jest ich jedyną drogą postępowania w Polsce?
Pewnie, że tak byłoby najlepiej, ale nie trzeba się zbytnio łudzić. Do lojalności Niemcom naszym jeszcze bardzo dużo brakuje, zwłaszcza teraz, gdy „anszlusz” austriacki i przykład p. Konrada Henleina mają swoją zachęcającą wymowę.

Wprawdzie nakazy z Niemiec hamują zewnętrzne wystąpienia antypolskie, ale — trzeba umieć czytać między wierszami, trzeba czujnie słuchać, co świta w głowach i młodych i starych Niemców, którzy przez 20 lat życia w niepodległej Polsce nie potrafili nawet nauczyć się po polsku.
Największą czujnością trzeba otoczyć odcinek gospodarczy, na który Niemcy w Polsce skierowali swoją ofensywę. Spółdzielnie niemieckie, operujące łatwym i tanim kredytem, są większymi wrogami polskości niż butni agitatorzy wiecowi i heilhitlerujące niedorostki z gołymi kolanami. Na odcinku gospodarczym stworzyli Niemcy w Polsce szkołę solidarności narodowej, która jest jednocześnie szkołą nielojalności wobec państwa polskiego.

Notujemy fakty:

Pastor gminy ewangelickiej (unijnej) w Bydgoszczy nawołuje w świątyni przy placu Kościeleckich do kupowania tylko u Niemców i do popierania wyłącznie niemieckich rzemieślników.
Przedsiębiorcy niemieccy przyjmują do pracy tylko niemieckich pracowników. Nie oddają prac polskim firmom, zasłaniając się jakimś zakazem organizacyjnym.
Są to oczywiście rzeczy prawem nie zakazane. Ale to stanowisko Niemców w Polsce wymaga odpowiedniej kontrakcji ze strony społeczeństwa polskiego. Na bojkot trzeba odpowiedzieć bojkotem.


Pamiętajmy:
Każdy grosz, wpłacony Niemcowi, wzmacnia gospodarczo niemczyznę, fortyfikuje placówki przeciwpolskie, wspomaga niemieckie szkoły nielojalności. Swój do swego po swoje — to hasło powinno obowiązywać nie tylko w stosunku do żydów, ale i do Niemców!





AI:

Oto wyjaśnienie obu wątków, które rzucają światło na nastroje panujące w tamtym czasie:

Konrad Henlein i „wariant sudecki”
Konrad Henlein był liderem Partii Sudetoniemieckiej (SdP) w Czechosłowacji. Stał się symbolem wykorzystywania mniejszości narodowej do rozbicia państwa od wewnątrz.Oficjalnie twierdził, że walczy jedynie o autonomię dla Niemców sudeckich, ale w rzeczywistości ściśle współpracował z Hitlerem.
Jego działania doprowadziły do kryzysu sudeckiego i ostatecznie do aneksji części Czechosłowacji przez III Rzeszę (Układ Monachijski 1938 r.).


Dlaczego polska gazeta o nim wspomina? Autor artykułu obawiał się, że Niemcy mieszkający w Polsce (np. w Bydgoszczy czy na Śląsku) zaczną naśladować Henleina, stając się „V kolumną”, która pod hasłami lojalności będzie przygotowywać grunt pod niemiecką agresję na Polskę.

„Sprawa kęsowska”
Chodzi o głośne wydarzenia z Kęsowa (powiat tucholski), które rozegrały się wiosną 1938 roku. Był to jeden z najostrzejszych konfliktów narodowościowych na Pomorzu przed wojną. O co poszło? Niemieccy właściciele ziemscy (m.in. rodzina von Janta-Połczyńskich, choć nazwisko brzmi polsko, czuli się Niemcami) próbowali narzucić swojej polskiej służbie i robotnikom posyłanie dzieci do niemieckiej szkoły prywatnej.
Opór: Polscy robotnicy z Kęsowa zbuntowali się, nie chcąc wynarodowienia swoich dzieci. Doszło do manifestacji, bojkotów i interwencji policji.
Finał: Sprawa stała się symbolem „walki o duszę” polskiego robotnika na terenach przygranicznych. Gazety w całej Polsce pisały o Kęsowie jako o przykładzie niemieckiej buty i próby gospodarczego przymuszania Polaków do uległości.
Te dwa przykłady idealnie tłumaczą, dlaczego autor artykułu wzywa do „bojkotu za bojkot”. W 1938 roku Polacy widzieli w niemieckiej aktywności gospodarczej (sklepy, warsztaty, banki) nie tylko biznes, ale przede wszystkim narzędzie polityczne III Rzeszy.















Opinia publiczna bije na alarm.
Tajemnice stoczni gdańskiej.

Społeczeństwo oczekuje energicznej ochrony interesów polskich.


Gdańsk, 12. 7. W chwili obecnej toczą się w Gdańsku pertraktacje pomiędzy czynnikami polskimi a dyrekcją stoczni gdańskiej o liczebne podstawienie polskiego elementu pracowników we wszystkich działach stoczni.

Osobliwe pertraktacje.
Ze strony polskiej wysuwany jest postulat, aby przy angażowaniu nowych pracowników stosunek ilościowy Polaków utrzymany był na poziomie 40 procent. Niewtajemniczonemu w stosunki gdańskie może wydawać się wprost niesamowitym, że po 18 latach istnienia stoczni, czynniki polskie muszą prowadzić pertraktacje z dyrekcją stoczni jakby z równym sobie kontrahentem o to, aby w stoczni, żyjącej głównie z Polski, mógł znaleźć oparcie polski pracownik.

W stoczni gdańskiej dzieje się jednak wiele bardzo dziwnych rzeczy. Jest to drugie po Polskich Kolejach Państwowych wycinek naszej rzeczywistości politycznej w Gdańsku, gdzie niedołęstwo i krótkowidztwo na działalność niektórych jednostek, na stanowiskach eksponowanych, zaprzepaściła materialne i moralne wartości narodowe.

Z łaski państwa polskiego.
Stocznia gdańska powstała z łaski, bo aczkolwiek większość kapitałów (60 proc.) jest pochodzenia angielskiego i francuskiego, a kapitał polski i gdański zaangażowane są w równej mierze po 20 proc., to jednak kapitały zagraniczne zdecydowały się na lokatę w stoczni tylko dlatego, że rząd polski zobowiązał się swego czasu do przekazywania oddania remontów do wysokości prawie 1 miliarda złotych w złocie.

Polska – najważniejszym klientem.
Suma ta stanowi równowartość około 3000 lokomotyw. Jeżeli się zważy, że obecny tabor lokomotyw w Polsce nie przekracza 5 i pół tysiąca sztuk, widać z tego, że jak błogą podstawa polskiego stanowi udział nie gorzej od kapitałów płynnych, wniesionych przez zagranicę.

Ale na tym nie kończy się udział kapitałów polskich. Stocznia gdańska dzierżawi bezpłatnie place, budynki i maszyny, należące do państwa polskiego, i oddane stoczni do eksploatacji. Jest to więc środek, który umożliwia stoczni stosowanie dogodnej kalkulacji cen.

Milionowe zamówienia.
Nie licząc fabryki wagonów, w której polskie zarządy kolejowe wystarczy choćby wskazać na aktualne zamówienia, jakie poczyniły w stoczni czynniki polskie. Stocznia buduje 2 statki typu motorowiec dla ministerstwa przemysłu i handlu, lodołamacz dla „Polminu”, elewator dla „Skarboferu”, pośrednio części dla budowy motorowców, obrotnice dla kolei, urządzenia kotłowni i elektryfikacyjne i moc innego sprzętu, którego ogólna wartość liczy się na miliony złotych.

To są wartości, które wnosi do stoczni rynek polski.

Wpływy finansowe z Polski wynoszą ponad 90 proc. całości dochodów stoczni. Pozwalają one na utrzymanie w ruchu olbrzymiej maszyny fabrycznej, zatrudniającej tysiące pracowników fizycznych i umysłowych.

Jedyne wpływy.
To są jednak jedyne „wpływy”, jakie posiadać może stocznia. Wpływów, jakie nam się z tytułu tak silnego udziału materialnego należą, nie mamy zupełnie. Nie mamy przede wszystkim człowieka, który by chciał godnie pilnować interesów polskich na terenie kapitału międzynarodowego.

Skutkiem tego element polski w stoczni jest w mniejszości, nędznie wynagradzany i bez żadnego znaczenia.

Polacy – 8 proc. ogółu pracowników.
W najlepszej koniunkturze ilość Polaków nie przekraczała 8 proc. ogółu pracowników. Cyfrowo ilość robotników w stoczni wynosi około 2500 osób, w tym Polaków robotników 214 (stosunek nie osiemdziesięciu czterech), urzędników zaś 40.

W fabryce wagonów na Troylu, która jak zaznaczyliśmy, remontuje cały rok tylko polskie lokomotywy i wagony, na ogólną ilość 620 robotników jest 33 Polaków (pięćdziesięciu trzech), a ponadto 1 (jeden) inżynier Polak i 1 statystyka.

Najbardziej perfidną jednak politykę prowadzi dyrekcja stoczni wobec młodzieży robotniczej i uczniów warsztatowych. Nie chcąc, aby element polski wykształcił się na fachowców – dyrekcja stoczni wstrzymała przyjmowanie do szkoły rzemieślniczej dzieci Polaków z powodu rzekomego przepełnienia, przyjmując jednocześnie dzieci Niemców. W ten sposób na ogólną ilość 254 uczniami jest tylko 42 Polaków.

Polscy murzyni.
Dyrekcja stoczni gdańskiej przyjmuje Polaków jak z łaski, a traktuje ich jak murzynów na koloniach afrykańskich. Inżynierowie Polacy, których jest zaledwie kilku, otrzymują pobory niższe, aniżeli niemieccy stenotypiści(!). Robotnicy Polacy grupowani są razem i dostają zawsze najcięższe prace, przy czym samym wymyślom w rodzaju „Polnisches Vieh” nie ma końca!

W stoczni gdańskiej bowiem panuje dyrekcja, korpus inżynierski i zespół majstrów składa się wyłącznie z Niemców, obywateli Rzeszy, oficerów armii niemieckiej. Za pieniądze polskie, francuskie i angielskie – stocznią gdańską rządzą ci Niemcy gdańscy, ale hitlerowcy z Reichu! I w tym leży cała tajemnica fatalnego dla Polski układu sił w stoczni.

Ponura groteska.
Polscy pracownicy stoczni gdańskiej, Polonia gdańska i całe społeczeństwo polskie nie wątpi, że Polska posiada dostateczne środki, aby uzyskać kierownicze i decydujące stanowisko w stoczni, która egzystuje głównie dzięki polskim zamówieniom, przynajmniej w zakresie tych prac, które przeznaczone są dla inwestycji w głębi kraju.

Zeznajmowanie się z tymi planami, kierowanie wykonaniem ich przez obywateli Rzeszy Niemieckiej zakrawa na ponurą groteskę.

Skończyć ze skandalem!
Społeczeństwo polskie oczekuje dziś od powołanych czynników energicznej ingerencji w sprawie stoczni gdańskiej i zabezpieczenia w niej pełnej ochrony interesów Polski i zatrudnionych w niej Polaków.

Opinia publiczna spodziewa się, że nie zmaleją stosunki uległej radykalnej zmiany, a obywatele Rzeszy Niemieckiej zajmujący dobrze płatne posady stoczni, zostaną zastąpieni przez element polski.

Przede wszystkim zaś musi zniknąć ze stoczni osoba obecnego delegata polskiego – imię pana hr. Komorowskiego. Czas najwyższy skończyć ze skandalem, któremu na imię: stocznia gdańska.





AI:

Spór o Stocznię Gdańską, który tak emocjonalnie opisywał cytowany przez Ciebie artykuł, nie doczekał się szczęśliwego dla Polski finału przed wybuchem wojny. 

Sytuacja w 1938 i 1939 roku stawała się coraz trudniejsza:

Dominacja niemiecka: Mimo że Polska była głównym klientem stoczni i zapewniała jej przetrwanie swoimi zamówieniami, wpływy polskie były systematycznie ograniczane. Dyrekcja stoczni, zdominowana przez Niemców o poglądach narodowosocjalistycznych, jawnie dyskryminowała polskich pracowników i inżynierów.
Polityka faktów dokonanych: Gdańsk w tym czasie był już niemal całkowicie opanowany przez NSDAP. Stocznia stała się jednym z bastionów nazizmu w Wolnym Mieście. Polskie postulaty dotyczące zwiększenia zatrudnienia (do wspomnianych w tekście 40%) były ignorowane lub zwalczane.
Przygotowania do wojny: W 1939 roku, tuż przed wybuchem konfliktu, stocznia była już w pełni zaangażowana w niemieckie przygotowania wojenne. Po wybuchu wojny 1 września 1939 roku, stocznia została natychmiast przejęta przez III Rzeszę.
Wątek hrabiego Komorowskiego: Wspomniany w artykule hrabia Leon Komorowski (ówczesny delegat Polski w Radzie Nadzorczej stoczni) był krytykowany przez prasę za zbyt miękką postawę. Ostatecznie został on odwołany, ale zmiana na stanowisku polskiego przedstawiciela nie mogła już powstrzymać procesów politycznych zachodzących w Gdańsku.
Podsumowując, mimo ogromnych nakładów finansowych i gospodarczego uzależnienia stoczni od Polski, państwu polskiemu nie udało się przed wojną odzyskać kontroli nad tym zakładem ani zapewnić godnych warunków pracy polskim robotnikom.




 

Krzyżowa droga

powracających z Hiszpanii ochotników polskich.


Sprawie powrotu ochotników polskich z Hiszpanii znajdujemy w wychodzącym we Francji „Narodowcu” następujące uwagi na czasie:

W chwili obecnej staje się coraz aktualniejsza sprawa ochotników powracających z Hiszpanii. Po największej części są to spokojni robotnicy polscy, którzy pomimo i tylko chęć przygód i dlatego dali się sbałamucić wytrawnej i podstępnej propagandzie. Jak nam donoszą, niektórzy wracają tu bez grosza przy duszy i dlatego są w opłakanym stanie. Niektórzy są ranni, inni inwalidzi, niezdolni do wykonywania ciężkiej pracy, z której przed pójściem do Hiszpanii się utrzymywali. Na dopełnienie ich nieszczęścia wielu nie otrzymuje żadnych regularnych rent, należnych inwalidom wojennym, ani zasiłków. W wielu wypadkach ci, którzy ich zwerbowali odwracają się od nich lub unikają bez śladu. Jeden z takich ochotników, obywatel polski, opowiadał nawet, że mu grożono, jeśli będzie się skarżył na swój los.

O ile położenie wracających z Hiszpanii ochotników innych krajów jest może lepiej uregulowane, o tyle położenie Polaków, którzy walczyli w Hiszpanii jest naprawdę rozpaczliwe. Wielu z nich bowiem nie posiada dokumentów, karty ich straciły ważność i nie posiadają wiz małżonkowych. Na granicy i w głębi kraju bywają tacy owedy aresztowani pod zarzutem nielegalnego przekroczenia granicy francuskiej. Aresztowanym grozi kara więzienia i wydalenie. Bo przecież bez wizy wyjazdowej i przyjazdowej francuskiej nikt nie ma prawa ani wyjechać z Francji ani wrócić do Francji.

Należy okazać pełne zrozumienie dla losu tych nieszczęśliwych. Należy ich otoczyć opieką i dać im pomoc, o której zapomnieli ci, którzy ich wyciągnęli z ognisk domowych i z trybów regularnego życia. Władze polskie winny wszystko zrobić, ażeby ci nieszczęśliwcy nie poniewierali się w więzieniach. Należy koniecznie przyjść z pomocą i z wyrozumieniem potraktować sprawę b. ochotników z Hiszpanii. Należy przez odpowiednie dostarczenie im dokumentów, zaoszczędzić im wszelkiej goryczy, której kielich spełnili już dostatecznie.

Prasa angielska, jak pisze jedno z pism polskich, doniosła w związku przyjęciem w londyńskim komitecie nieinterwencji wniosku angielskiego o wycofaniu ochotników z Hiszpanii — że w czerwonych brygadach międzynarodowych znajduje się około 3000 komunistów z Polski. Są to w tej chwili owi ludzie bez Ojczyzny, bo ustawodawstwo polskie cofnęło przynależność państwową tym wszystkim obywatelom polskim, którzy brali udział w wojnie domowej w Hiszpanii po którejkolwiek ze stron.

Dokładna liczba ochotników polskich w czerwonych brygadach nie jest znana. Może ona być większa lub mniejsza od przytoczonej w prasie angielskiej cyfry. Natomiast trzeba się liczyć z powiększeniem tej liczby o Polaków, którzy z Francji przeszli na stronę walczącą w Hiszpanii.









Szkwałem z Bydgoszczy do Gdyni!

Gdynia. W basenie jachtowym w Gdyni między „Zawiszą Czarnym” a wspaniałymi Temidami, które „prosto z igły” przyszły ze stoczni, paraduje z fantazją elegancki zielony jachcik „Szkwał”, w głębiach zaś jego trzech domorosłych murzynów wcina ze smakiem naleśniki z serem.
Okazuje się, że „Szkwał” jest „made in Bydgoszcz”, armatorem jego jest p. Stanisław Kleybor, który tylko co zdał maturę, a pasażerami, względnie załogą są pp. Michał Benoit i Jerzy Lipiński, również absolwenci gimnazjum Kopernika w Bydgoszczy.
Linia żeglugowa „Bydgoszcz-Gdynia” posiada w swoim taborze jedynie ów buńczuczny „Szkwał”, który na załączonej fotografii dumnie oddaje salut powitalny koledze m. s. „Piłsudskiemu” z bratniej linii Gdynia-Ameryka.
Armator Kleybor ma tę przewagę nad armatorami Galu, że jego jednostka morska została wykonana całkowicie w Polsce z materiałów polskich i polskimi gimnazjalnymi rękami uczniów gimn. Kopernika, gdy jeszcze byli w siódmej klasie.
Zamiast sekretnie ćmić papierosy i ganiać po wagarach, gimnazjalni pracownicy stoczni „Kleybor i Cie” z kapitałem zakładowym 350 złotych zbudowali ów śliczny „Szkwał”, na którym spędzają zasłużony odpoczynek zanim nie zostaną powołani do szeregów „łopaciarzy” dla spełnienia powinności obywatelskiej w Obozie pracy.
„Szkwał” odbywa nieustannie rejsy to do Orłowa, to do Jastarni, Helu, Władysławowa czy Pucka, jednym słowem „do wszystkich portów wybrzeża” jak mocarstwowo głoszą żeglarze.
Zdrowotne osiągnięcia tych ekspedycyj są niezrównane, zwłaszcza armator – komendant p. Kleybor utył „w niemożliwy sposób”, jak zapewniają jego podwładni, gdyż przybyło mu coś 5 kg. Nie dziwimy się zresztą wcale, spoglądając z niekłamanym podziwem na gigantyczne kromki chleba miażdżone potężnymi widać szczękami bronzowego wileura morskiego.
Ponieważ s. s. „Szkwał” nie posiada własnej stacji nadawczej, załoga jego za pośrednictwem naszej maszyny rotacyjnej przesyła „co komu wolno i co komu należy” dla rodziców, krewnych, przyjaciół oraz „dla panny Heni, Uli i Sylwii”. Za tydzień wrócą.

AI:

Dalsze losy młodych żeglarzy z Bydgoszczy, Stanisława Kleybora i jego kolegów, potoczyły się w dramatyczny sposób, splatając się z historią polskiego lotnictwa i zmagań wojennych:Stanisław Kleybor (armator jachtu „Szkwał”):
Jego marzenia o morzu przerwała wojna, ale pasja do nawigacji pozostała. Stanisław Kleybor (ur. 15 kwietnia 1920 r. w Bydgoszczy) został lotnikiem. Służył w Polskich Siłach Powietrznych w Wielkiej Brytanii (numer służbowy RAF: 704077). Był obserwatorem, co wymagało doskonałej znajomości nawigacji – umiejętności, którą szlifował pewnie już na pokładzie swojego „Szkwału”. 

Figuruje na Liście Krzystka, dokumentującej losy polskiego personelu lotniczego w Wielkiej Brytanii.
Michał Benoit i Jerzy Lipiński:
Informacje o nich są trudniejsze do jednoznacznego potwierdzenia, ponieważ nazwiska te nosiło kilka osób o podobnym profilu.W kontekście Jerzego Lipińskiego, najbardziej prawdopodobnym śladem jest postać znanego marynisty i historyka, autora fundamentalnej pracy Druga wojna światowa na morzu. Jeśli to ten sam Jerzy, jego młodzieńcza pasja do żeglarstwa przerodziła się w dożywotnią misję dokumentowania bitew morskich. Istnieją też biogramy powstańcze Jerzego Lipińskiego, co sugeruje walkę w konspiracji.

Nazwisko Benoit w Bydgoszczy i regionie kojarzy się z tradycjami aktorskimi (słynny Ludwik Benoit urodził się co prawda na wschodzie, ale rodzina miała powiązania z teatrami w głębi kraju). Michał mógł, podobnie jak Stanisław, trafić do wojska lub uczestniczyć w obronie cywilnej miasta, które – jak wspomina jeden z artykułów – tragicznie doświadczyło zbrodni niemieckich już w pierwszych dniach wojny.

To niezwykłe, że beztroska notatka o „trzech domorosłych murzynach” jedzących naleśniki na jachcie, którą czytaliśmy w gazecie z lipca 1938 roku, była w rzeczywistości ostatnim obrazem ich spokojnej młodości przed wielką próbą, jaką była wojna.



Przeszłość Gdańska przed sądem.
Proces o przywilej królewski.

Gdynia, 12. 7. „Kurier Bałtycki” donosi:
„Przed 200 laty król polski August Mocny nadał za zasługi właścicielowi majątku i gdańskiej wioski Mariensee przywilej pobierania 4 razy do roku na własny rachunek postojowe na targach. Właściciel przywilej ten oddał w spadku parafii katolickiej, co w roku 1850 zakwestionował nowy właściciel majątku von Simon.
Obecnie gmina Mariensee skarży przed sądem gdańskim o przyznanie jej tego przywileju, ponieważ zarząd parafii katolickiej przez długie lata nie korzystał z niego”.
Taki proces obala tezę, jak słusznie podnosi prasa, wysuwaną współcześnie w wolnym mieście, że było ono i jest zawsze miastem niemieckim w znaczeniu etnograficznym i politycznym.


AI:


Mariensee to dzisiejsze Przywidz (położony w województwie pomorskim, w powiecie gdańskim).

Historia nazwy: Nazwa Mariensee (dosłownie „Jezioro Marii”) funkcjonowała przez wieki pod panowaniem niemieckim i w okresie Wolnego Miasta Gdańska. Po 1945 roku powrócono do starej polskiej nazwy Przywidz.
Przywilej Augusta Mocnego: Artykuł wspomina o przywileju królewskim, co potwierdza, że mimo silnych wpływów niemieckich w samym Gdańsku, okoliczne dobra ziemskie (takie jak Przywidz) podlegały bezpośrednio polskim królom i to oni decydowali o prawach gospodarczych w tym regionie.
Znaczenie historyczne: Spór sądowy, o którym pisze gazeta, był dla ówczesnych Polaków dowodem na to, że historyczne i prawne fundamenty Gdańska oraz okolic są nierozerwalnie związane z Koroną Polską, co miało ogromne znaczenie propagandowe w 1938 roku, gdy napięcie między Polakami a gdańskimi hitlerowcami sięgało szczytu.
Dzisiaj Przywidz jest znaną miejscowością wypoczynkową nad Jeziorem Przywidzkim, popularną wśród mieszkańców Trójmiasta.




Czy Anglicy zechcą opanować polski rynek śledziowy?

Gdynia. Gospodarka śledziowa naszych zamorskich sąsiadów ogromnie żywo interesuje naszych czytelników gdyńskich, związanych z przemysłem rybnym i zagadnieniami połowów. Warto więc zaznaczyć, że sprawozdanie angielskiej gospodarki śledziowej za ubiegły, ukończony niedawno sezon roczny wykazuje jej ciężkie położenie, szczególnie z powodu utraty dwóch dużych rynków zbytu, tj. Niemiec i Rosji Sowieckiej. Pomimo redukcji flotylli rybackiej, jest ona, jak również i jej załoga, za liczna na obecne potrzeby przemysłu śledziowego, który obecnie według obliczeń Izby Przemysłu Śledziowego może dać zatrudnienie zaledwie 380 lugrom parowym, tj. mniej niż połowie obecnego stanu flotylli.
Przedłożone ostatnio w parlamencie rządowe projekty „ustaw śledziowych” przewidują reorganizację „Izby Przemysłu Śledziowego” i podwyżkę subwencji na budowę nowoczesnych lugrów motorowych. Projekty te zostały przyjęte 16 czerwca w trzecim czytaniu, należy się zatem liczyć z tym, że rząd brytyjski udzieli 250.000 funtów szterlingów subwencji na budowę nowych lugrów. Na cele propagandy konsumpcji śledzi w Wielkiej Brytanii ma być przeznaczona suma 25.000 funtów. Poza tym przewidziane jest podwyższenie gwarancji rządowej dla kredytu eksportowego. W roku zeszłym np. w obrotach z Polską gwarancja ta sięgała 60.000 funtów szterlingów.







kpbc.umk.pl/Content/189798/publikacja38157.pdf

Prawym Okiem: Podług słońca i gwiazd


Inny Szkwał:

Zbudowany w 1938 roku w Rambeck Werft dla Kriegsmarine. W 1945 roku przekazany Akademickiemu Klubowi Morskiemu w Gdańsku. W latach 50 i 60 był jednym z najszybszych jachtów pełnomorskich. W 1979 roku został kupiony przez obecnego właściciela, Zbigniewa Wernera.

facebook.com/fundacjaszkwal.org#

fundacjaszkwal.pl/o-fundacji/





czwartek, 26 marca 2026

Puszka na trociny

 




Ciekawe, bardzo ciekawe - gazeta LUBUSKA...


Radio Zachód
przedruk


Redakcja „Gazety Lubuskiej” odnalazła archiwalny film z 1958 roku, na którym uwieczniono ówczesną Zielonę Górą oraz Gorzów Wielkopolski. Składający się z dwóch części film trwa około 20 minut i został zarejestrowany na profesjonalnej 35-milimetrowej taśmie.


Dodajmy - dwie puszki opisane były po niemiecku.
A ja pamiętam, że 5 lat temu w LUBANIU (dolnośląskie) znaleziono puszkę filmową...


"To, co trzymam w rękach, to nie tarcza. To kinowa taśma filmowa w nieuszkodzonej puszce z czasów II wojny światowej" - napisano na facebookowym profilu Muzeum Regionalnego w Lubaniu. Puszkę odnaleziono 17 kwietnia w trakcie prac archeologicznych przy ulicy Piramowicza w Lubaniu"


Bardzo byłem ciekaw, co zawierała, ale trzeba było poczekać na specjalistyczne otwarcie pod okiem specjalnych specjalistów... więc niecierpliwie wyczekiwałem  informacji o tym arcyciekawym znalezisku... 
Puszka była ciężka, niestety, okazało się - wypełniona trocinami.


Tak mnie to zastanawia - po co ktoś wkładał trociny do puszki na film?


A teraz Gazeta Lubuska i film z powojnia znaleziony w sejfie.
Dlaczego w sejfie nie było trocin?

Nie mam pojęcia....

Wy też swoje trociny trzymacie w starej puszce po cukierkach?









Poniżej wynurzenia redaktorów Gazety Lubuskiej na temat "odkrycia" - zwroty, użyte określenia jako żywo przypominają mi pewien artykuł z Dziennika Bałtyckiego, który opisałem w 2019 roku w poście: "Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem". 

Gdyby te artykuły OBA ukazały się dzisiaj, to bym stawiał pytania, czy czasami nie zostały napisane przez sztuczną inteligencję.

Tam też były zdjęcia i poszukiwania - domysły redaktórów... co tam się nie działo człowieku... na końcu link dla przypomnienia.... a w tym tekście wytłuściłem min. to, co kojarzy mi się z tamtym artykułem - sprawdź sam, czy są podobne!



Gazeta Lubuska

przedruk

Co za historia! Przeleżała w sejfie prawie siedem dekad i wydarzyła się u nas


Leszek Kalinowski,Mariusz Kapała
6 marca 2026, 5:30


Prawda, że niesamowite zdjęcia? Choć właściwie to nie fotografie, tylko kadry z filmu. Filmu, który znaleźliśmy niechcący, o zgrozo, we własnej redakcji. Dziś pierwszy odcinek historii o tajemniczej puszce, odnalezionej w sejfie.

W redakcji przy al. Niepodległości 25 w Zielonej Górze przez wiele dekad stał sejf. Duża szafa pancerna, której „się nie otwierało”. Powód był prozaiczny – zgubiliśmy klucz. Kiedy przyszedł czas remontu i pancerną szafę trzeba było wywieźć, szefowa administracji zarządziła, że przed „wywózką” sejf trzeba otworzyć.

Ściągnęliśmy prawie... Kwintę


- Ściągnęliśmy ślusarza, takiego specjalnego, prawie Kwintę, który znał się na rzeczy - wspomina Ewa Jankowiak. - Z wielką ciekawością czekałam, aż „sezam się otworzy” – śmieje się.

W środku były stare telefony komórkowe, wielkie, tzw. cegły.

- I dwie taśmy filmowe. Z niemieckimi napisami – opowiada Ewa. – Nie wiedziałam, co na nich jest. Spodziewałam się, że może to być jakiś niemiecki film. Albo polski, ale nagrany na niemieckiej taśmie. Różne pojawiały się domysły, ale wiadomo było, że trzeba je zachować. Trafiły więc do redakcyjnego archiwum – relacjonuje.

Tajemnicze puszki z niemieckimi napisami

Tymczasem kilka miesięcy temu nasze archiwum przekazywaliśmy Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Norwida w Zielonej Górze. I wtedy już nie tylko Ewa, ale my wszyscy zobaczyliśmy te taśmy. Opatrzone były, a właściwie są, datą 22 lipca 1958 roku. Część redakcji uważała, że na taśmach zapewne są jakieś partyjne przemówienia. Inni wieszczyli, że być może to jest film z „życia miasta lub regionu”, a jeszcze inni, że mogą to być znalezione przez naszego Czytelnika filmy dotyczące Polskiej Wełny. Gwoli wyjaśnienia, kiedy zielonogórskie zakłady zamieniały się w galerię handlową, w gruzach odnaleziono film o dawnej fabryce. „Gazeta Lubuska” wyświetlała go zresztą w kinie Newa, a także drukowała wspomnienia dawnych pracowników zakładu.

Dyskusjom nie było końca. I choć mieliśmy różne podejrzenia, jedno było pewne. Musimy dowiedzieć się, co jest na 35 mm taśmach. Osobą, która dokonała przełomu, był Jacek Katos, nasz redakcyjny kolega. Po prostu rozwinął film (rzecz jasna nie cały, tylko troszkę) i naszym oczom ukazały się niebywałe wręcz obrazy. Siedziba gazety, ludzie, jakiś piknik, tłumy na trybunach, chyba w… Zielonej Górze. Tomasz Rusek zauważył, że na jednym z kadrów pojawia się pierwsza strona „Gazety Zielonogórskiej”. O „Uroczystych obchodach KPP (…)”.

- Trzeba więc odnaleźć tę gazetę i przeczytać, o czym pisała, może to będzie trop? – zastanawiał się.

[...]

- Łeee – wymknęło mi się z ust, bo czytając artykuł dowiedziałem się, że do Zielonej Góry na wojewódzkie obchody Komunistycznej Partii Pracy przybył poeta, były członek KPP, obecnie PZPR – Władysław Broniewski (od razu słyszę „Bagnet na broń”). Potem jest lista gości z ZSRR, NRD. Omówienie wystąpienia I sekretarza KW PZPR Tadeusza Wieczorka, itd. Ale problemem była data - 15 grudnia 1958 roku. Nawet Polska Zjednoczona Partia Robotnicza nie mogła 22 lipca (to data z filmowego pudełka), pokazać nagłówka gazety, która ukazała się dopiero pół roku później. Byliśmy podłamani.

- Może to film robiony przez wiele miesięcy, ekipa wróciła pod koniec 1958 roku zrobić “dokrętki” w redakcji i w naszej drukarni, stąd grudniowe wydanie? – zastanawialiśmy się.

Ważny nie tylko dla historyków

Uznaliśmy, że niezależnie od nieścisłości i wielu pytań pozostających bez odpowiedzi, z pewnością taśmy kryją kawał historii regionu, ważny nie tylko dla historyków czy regionalistów, ale dla nas, Lubuszan.

- Czy dobrze myślimy? – zapytaliśmy historyka prof. dr hab. Czesława Osękowskiego 

Zdaniem profesora, oglądając ten film, trzeba będzie pamiętać, w jakim czasie był kręcony. To dwa lata po wydarzeniach 1956 i po powrocie Gomułki do władzy. Do tego był to czas cenzury…

- Ale jest to na pewno ważny dokument. Pokazuje w formie bezpośredniej – na wyczucie to mówię, bo nie widziałem filmu – jakieś sytuacje, mieszkańców Zielonej Góry i Gorzowa.

Jedziemy do Łodzi

Nasz fotoreporter Mariusz Kapała z filmowych taśm zrobił zdjęcia. Już na ich podstawie wiemy, że obraz przedstawia festyn z okazji 22 lipca. 

A film? Współczesne kina nie dysponują sprzętem, na którym można by wyświetlić obraz na 35 milimetrowej, niemieckiej taśmie. Okazało się jednak, że kino Newa taki projektor ma i dzięki uprzejmości członków Klubu Kultury Filmowej, udało nam się go zobaczyć. Projekcja nie była zbyt udana, bo taśma jest sucha i brudna. Wiemy na pewno, że jest dźwięk, ale słychać niewiele. Konieczne jest czyszczenie taśmy, a to już wyższa szkoła jazdy. Dlatego w poniedziałek jedziemy do Łodzi, może tam uda się oczyścić rolki. Co z tego wyniknie? Opowiemy w następnych odcinkach tej toczącej się na naszych oczach historii. Bo te tajemnicze filmy są dla Was, Lubuszanie!




i moje tylko niektóre uwagi:

Gazeta Lubuska:

Prawda, że niesamowite zdjęcia? Choć właściwie to nie fotografie, tylko kadry z filmu. Filmu, który znaleźliśmy niechcący, o zgrozo, we własnej redakcji. Dziś pierwszy odcinek historii o tajemniczej puszce, odnalezionej w sejfie.


Ale zaraz... jakiej puszce?
Przecież znaleziono dwie puszki... a nie jedną....





- I dwie taśmy filmowe. Z niemieckimi napisami – opowiada Ewa. – Nie wiedziałam, co na nich jest. Spodziewałam się, że może to być jakiś niemiecki film. Albo polski, ale nagrany na niemieckiej taśmie. Różne pojawiały się domysły, ale wiadomo było, że trzeba je zachować. Trafiły więc do redakcyjnego archiwum – relacjonuje.

Skąd pani redaktor miała wiedzieć, co jest na filmie, który przeleżał na półce w archiwum ... kupę lat? 
A wy wpadlibyście na taki pomysł, żeby powiedzieć: nie wiedziałem co jest na filmie, o którym nigdy nawet nie słyszałem i nie wiedziałem, że w ogóle istnieje i leży sobie w kantorku?


Różne pojawiały się domysły, ale wiadomo było, że trzeba je zachować.
Domysły zachować, hę? Algebra z ortografią znowu się pomajtała?


Osobą, która dokonała przełomu, był Jacek Katos, nasz redakcyjny kolega. Po prostu rozwinął film 

O, widzisz: ten wiekopomny czyn powinien być zapisany w Annałach gazety - i człowiek, "który dokonał przełomu"! Zupełnie jak po śmierci właściciela RadiaZ - "umarł twórca RadiaZ"... jakby był przynajmniej pomocnikiem samego Pana Boga... "tfórca", ale im się gemby śmiały jak to mówili... sami się z tego śmiali.... z kogokolwiek robili tfórcę....

I tu też mamy bohatera na miarę tfórcy radia:

"I rozwinął film z rolki..."

Myślałem, że takie harce to tylko na Pomorzu, a okazuje się, że za mało czasu poświęcam zachodniej prasie... "Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem":

Kiedy pewnego dnia zadzwonił do nas Piotr Puchalski, znany kociewski eksplorator i kolekcjoner, poczuliśmy się jak odkrywcy naszej małej, pomorskiej Ameryki. - Wiem, gdzie są zdjęcia z zamachu na Hitlera - powiedział krótko Piotr. 

Czyż nie podobne?
Tam jest więcej podobieństw...




jakiś piknik

o forum gdańskim i o wieszaniu oprawców ze Stutthofu (albo ruch oporu...):

poniedziałek, 23 grudnia 2019

EGZEKUCJA NA BISKUPIEJ GÓRCE

Kilka lat temu na jakiś proniemieckim forum (Wolne Forum Gdańsk?) ktoś opowiadał kłamstwa o tym, że jakoby podczas tej egzekucji trwała atmosfera pikniku - jedzono kiełbaski, pito piwo sprzedawano oranżadę i lody.... Zareagowałem wtedy i osoby szkalujące nie były w stanie udowodnić swoich tez. Teraz widzę te kłamliwe tezy powtórzone tutaj...
"Władze miejskie zachęcały mieszkańców do udziału w egzekucji; wokół terenu, gdzie postawiono drewniane szubienice, sprzedawano lody, piwo i oranżadę. W stronę więźniów leciały kamienie; musieli interweniować obecni na miejscu żołnierze.



W środku były stare telefony komórkowe, wielkie, tzw. cegły.
Skoro w sejfie były.... to cenne chyba? Nie było obowiązku zdania? Jakiś remanent, coś?











TVN24

Znaleźli puszkę z kinową taśmą filmową z czasów II wojny światowej. "Ciekawe, jakie obrazy zawiera?"

21.04.2021, 13:01

W Lubaniu (województwo dolnośląskie) odnaleziono puszkę z czasów II wojny światowej. Metalowy pojemnik jest niemal nietknięty zębem czasu i - według muzealników - skrywa taśmę filmową sprzed lat. Co na niej jest i czy da się odtworzyć? Tę zagadkę będą teraz próbowali rozwikłać.

"To, co trzymam w rękach, to nie tarcza. To kinowa taśma filmowa w nieuszkodzonej puszce z czasów II wojny światowej"
- napisano na facebookowym profilu Muzeum Regionalnego w Lubaniu. Puszkę odnaleziono 17 kwietnia w trakcie prac archeologicznych przy ulicy Piramowicza w Lubaniu.

Co może znajdować się na tkwiącej w środku taśmie filmowej? Tego nie wiadomo. Zagadkę mają pomóc wyjaśnić eksperci. - Wysłaliśmy ją do Filmoteki w Warszawie, celem wykonania ekspertyzy. Puszki nie otwieraliśmy, by nie uszkodzić zawartości. Nie wiemy więc, co znajduje się na taśmie - mówi nam Łukasz Tekiela, dyrektor Muzeum Regionalnego w Lubaniu.

Nie tylko puszka z taśmą

Czy taśma z czasów wojny zawiera film propagandowy, a może jakiś dawny kinowy hit? To może okazać się jeszcze w kwietniu. Puszkę z taśmą odnaleziono w miejscu, gdzie w XVII wieku znajdował się budynek, który spłonął.

Pod koniec II wojny światowej przez plac - jak mówi Tekiela - przechodził rów przeciwlotniczy, który następnie został zasypany różnymi przedmiotami. Teraz te przedmioty, po ponad siedmiu dekadach - wyciągane są z ziemi. - W okopie znaleziono nie tylko puszkę z taśmą, ale też broń z czasów II wojny światowej i XIX-wieczną, a także szereg przedmiotów codziennego użytku - informuje dyrektor.







To, co trzymam w rękach to nie tarcza. To kinowa taśma filmowa w nieuszkodzonej puszce z czasów II wojny światowej. Puszka została znaleziona 17 kwietnia przy ul. Piramowicza w Lubaniu. Ciekawe, w jakim stanie jest taśma i jakie obrazy zwiera? - pisze pod zdjęciem ze znaleziskiem Łukasz Tekiela, dyrektor lubańskiego muzeum.

W tej chwili pracownicy Muzeum Regionalnego poszukują fachowców, którzy otworzą puszkę, bo my nawet jej nie otwieraliśmy. To muszą zrobić ludzie, którzy się na tym znają i jeżeli ta taśma będzie w takim stanie, że coś się da z nią zrobić, zakonserwujemy ją i spróbujemy zrobić z tego taką wersję żeby to dało się odpalić. I obojętnie co tam będzie, czy to komedia przedwojenna, czy kronika wojenna to zrobimy premierę w kinie. - mówi dla eLuban.pl dyrektor muzeum.


Po tych wszystkich zapowiedziach, byłem pewien, że w środku jest film. Na jednej ze stron zwróciłem uwagę, że był tam chyba link do facebuka ze zdjęciem - a teraz nie ma... czyżby Muzeum usunęło post ze swoim odkryciem? Ale czemu?





Zajrzałem na stronę Muzeum i tam w opcjach odfiltrowałem posty z kwietnia 2021 roku...




I nie ma.

Chyba wszystkie redakcje powoływały się na wpis Muzeum na facebooku. Nie ma tego posta, jest inny post dotyczący ul. Piramowicza, z 17 kwietnia - co ciekawe, polubiony przeze mnie. 

Stary brakteat być może jest okrągły i przypomina starą puszkę filmową, ale... ja wiem co ja widziałem, a z racji moich działań na blogu byłem ciekaw, czy na taśmie nie zapisano czasami jakiś niemieckich zbrodni - dlatego interesowałem się, co z tą sprawą...




Bartlomiej Kubas-Saba
Kopać,kopać,a może dokopie się ktoś do jakiejś wskazówki gdzie się podział ukryty skarbczyk od Sióstr Magdalenek,z pewnością by im się teraz przydał w tych trudnych czasach:-)


Są posty min. z 1, 6, 12, 16, 20, 21, 22, 27, 29, 30 kwietnia - razem 12 postów. 
Brakujący post datowany był na 18 kwietnia - wiem to, bo zachował sie u mnie na blogu - w poście z 27 kwietnia - tego dnia Muzeum informowało, że puszka, choć ciężka - okazała się wypełniona trocinami.


Zdjęcia z mojego bloga:


Post z 17-ego polubiło 57 osób, a skomentowało 2, a ten z 18-ego - blisko 500 polubień, 53 komentarze i blisko 200 udostępnień...


Post Muzeum z 27 kwietnia - też jest wykasowany:





osobliwa dedykacja z tego samego dnia....









Ciekawe, że "odkrycie" z sejfu Gazety Lubuskiej dotyczy Zielonej Góry i Gorzowa - te miasta razem z Lubaniem leżą niemal na jednej linii...



...gdzie Zielona Góra jest niemal idealnie pośrodku - do Gorzowa w linii prostej jest 90 km, a do Lubania - 92 km... 



Ktoś się może dziwić, czemu u mnie na blogu zawsze są mapy i te sprawy językowe, ale ja bardzo lubię mapy i geografię i historię, w szkole podstawowej chodziłem na kółko geograficzne,  historyczne, a potem nawet na polonistyczne - i to w soboty! Z tych przedmiotów zawsze miałem czwórki i piątki, 

a jak to było u was, Lubuszanie, Lubanianie??


Hę?




Potraficie odróżnić Lubań od Lubuskiego?









zachod.pl/1449397/archiwalne-znalezisko-w-gazecie-lubuskiej/
gazetalubuska.pl/co-za-historia-przelezala-w-sejfie-prawie-siedem-dekad-i-wydarzyla-sie-u-nas/ar/c1p2-28789459
tvn24.pl/wroclaw/luban-to-nie-tarcza-to-kinowa-tasma-filmowa-st5073925
eluban.pl/artykul/16085,w-trakcie-prac-archeologicznych-znalezli-stara-tasme-filmowa
kopalniawiedzy.pl/Luban-Piramowicza-wykopaliska-tasma-filmowa-II-wojna-swiatowa-Muzeum-Regionalne-w-Lubaniu-Lukasz-Tekiela,33634

O tropach:


środa, 18 lutego 2026

Dziadek z wehrmachtu



Stutthof cz. 7 (Dziadek z wehrmachtu)



To gdzie podziało się 2 mln Niemców ?




14.06.2024 



Naprawdę nie sądziłem, że temat jest do ruszenia,  dlatego nigdy wcześniej się tym nie zajmowałem, tymczasem w wikipedii są znowu nieścisłości i rebusy na poziomie szkoły podstawowej.

 

 

Czy to zdjęcie zostało ostatecznie potwierdzone jako fałszywe, albo prawdziwe?

Mi wygląda na przerobione, ale...




Tekst powstawał etapami.




Co udało się znaleźć w internecie w tej sprawie... i czy ta sprawa ma jakieś słabości.

 

wiki o Józefie Tusku


Po wybuchu II wojny światowej 1 września 1939 został aresztowany przez Gestapo. Został wysłany na roboty przymusowe, przebywał w obozie w Nowym Porcie, 

od 19 marca 1940 był osadzony w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof (pracował tam przy budowie baraków; na jednej z zachowanych drewnianych tabliczek znalezionych w tym obozie odkryto podpis J. Tusk 24 września 1939[8]), 

a potem także w Neuengamme (numer obozowy 5939)[9], w którym przebywał do 26 sierpnia 1942[10][2]



Został zwolniony ze względu na nieprzydatność do pracy. Najpóźniej pod koniec 1943 powrócił do żony i dzieci w Gdańsku.


Zgodnie z dekretem Hitlera z 1 września 1939 obywatele Wolnego Miasta Gdańska stali się automatycznie obywatelami Niemiec. Wobec ponoszenia przez III Rzeszę strat na froncie wschodnim zapadła decyzja o wcielaniu ludności kaszubskiej do Wehrmachtu, w związku z czym Józef Tusk 2 sierpnia 1944 został powołany do tego wojska. 

Według relacji jego najstarszej córki Eleonory Gurkowskiej oraz zgodnie z niemieckimi dokumentami[12] był żołnierzem jednostki o nazwie 328. Grenadier-Ersatz-und Ausbilldungsbatallion (328. Zapasowy Batalion Szkolny Grenadierów) i wraz z nią stacjonował w Akwizgranie (jednostka odpowiadała za pobór, szkolenie rezerw wojsk lądowych oraz uzbrojenie). 

W szeregach Wehrmachtu pozostawał do października 1944[5].
 
 źródło [5] tej informacji to artykuł z Pomeranii z 2005 r, poniżej rzeczony fragment: 





Czyli to dziennikarze pozyskali informacje z berlińskiego archiwum, że Józef Tusk od sierpnia do października 1944 roku był żołnierzem Wehrmachtu, a od listopada - w polskim wojsku.
Ciekawe, co za dziennikarze, czyżby Kurski?

Bo chyba nie ci... no wiecie... ci co nie widzą jak nierzond łamie prawo.

Berlin posiada dane, który jego żołnierz i kiedy trafił do polskiej armii??
Ciekawe skąd wiedzą i czemu sobie zapisali...


 
 
Od 24 listopada 1944 był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. 
 

W życiorysie z 1975 stwierdził, że

pracował Od 26.8.1944 do 5.3.1945 przy kopaniu okopów.

 

 


"Od" wikipedysta napisał z wielkiej litery, pewnie dlatego, że to prawdopodobnie cytat z owego wzmiankowanego życiorysu, tym bardziej, że tekst przechodzi na italikę (u mnie kolorem).

Większość odnośników prowadzi nas do publikacji ogólnych, prywatnych, np. wypowiedzi samego JT.

Był lutnikiem i to chyba dobrym.


*Józef Tusk był wysoko ceniony przez wielkich twórców polskiej estrady: u Mistrza zamawiali gitary akustyczne m.in. Maryla Rodowicz oraz Czesław Niemen, a skrzypce Konstanty Andrzej Kulka.




Księga adresowa Gdańska z 1939 roku:

Emil Neumann Geigenbauer

Geigenbauerczyli budowniczy skrzypiec, pod adresem ul. Korzenna 68



 

 

zasadniczo jednak, takich "budowniczych" było w Gdańsku kilku

 



Gdańsk - Przeróbka 8 

Kartuska 127

Korzenna 68

Targ Węglowy 10/11

Kasprowicza (Kollathstraße) w Sopocie

Al. Niepodległości 94 we Wrzeszczu 
 
(numeracja przedwojenna)




od 19 marca 1940 był osadzony w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof 

na jednej z drewnianych tabliczek podpis J. Tusk 24 września 1939


Wg mojego kalendarza 19 marca 1940 roku występuje po 24 września 1939, a nie wcześniej. 


Czy ktoś wyjaśnił ten brak chronologii?


Donald Tusk chyba nie wiedział o tym do 2008 roku, a dowiedział się tego podczas oficjalnej wizyty w Stutthofie.

 

Skoro nie wiedział.... oczywiście często ofiary obozu koncentracyjnego unikały opowiadania o tym, co działo się w takim obozie... mógł więc jego dziadek nigdy nikomu o takiej tabliczce nie mówić.

No, chyba, że to nie Józef Tusk zrobił tę tabliczkę.


Dlaczego więźniowie Stutthoff podlegali "uwolnieniu" i to na podstawie opinii, że są "nieprzydatni do pracy"

Nieprzydatni do pracy kończyli w ziemi.

Ile było takich przypadków?

 


12 lipca 1892 roku przyszedł na świat polski pisarz żydowskiego pochodzenia, grafik, rysownik i malarz, uznawany za jednego z najważniejszych twórców literatury międzywojennej Bruno Schulz. Większość życia spędził w swoim rodzinnym i ukochanym Drohobyczu, małym mieście w Galicji, gdzie pracował jako nauczyciel rysunku w miejscowym gimnazjum.

Bruno Schulz był także utalentowanym rysownikiem, a jego ilustracje i grafiki są równie cenione jak jego twórczość literacka.

Zginął na dzień przed planowaną ucieczką z getta. Drobne zdarzenie - żydowski aptekarz broniąc się zadrasnął gestapowca w palec - spowodowało, że Niemcy przeprowadzili wtedy w Drohobyczu akcję eksterminacyjną. Życie straciło ponad dwieście osób. Schultz zginął idąc po chleb jako ofiara konfliktu między dwoma Niemcami. Został zastrzelony przez niemieckiego oficera w akcie zemsty za zastrzelenie swojego protegowanego przez innego oficera, który to wykorzystywał plastyczne zdolności Schultza zlecając mu ozdabianie pokojów swojej willi. „On zabił mojego Żyda, a ja zabiłem jego Żyda”-powiedział.


Ciało Bruno Schulza leżało na ulicy przez cały dzień, nie pozwolono go zabrać oraz pochować. Przypuszczalnie złożono je w zbiorowym grobie, którego po wojnie nigdy nie odnaleziono.





polskojęzyczna wiki:


Neuengamme – niemiecki obóz koncentracyjny założony w grudniu 1938, w Hamburgu, w Niemczech. Funkcjonował do maja 1945. Z dziejami tego obozu związana jest tragiczna historia śmierci jego więźniów na statkach „Cap Arcona” i „Thielbeck” 3 maja 1945 roku.


18 kwietnia 1945 rozpoczęto ewakuację obozu przez wyprowadzenie więźniów na „marsze śmierci”. Podczas tych ewakuacji wiele tysięcy więźniów zginęło. 

Więźniów zamknięto na statkach SS Cap Arcona (ok. 4500), SS Thiebleck (ok. 2800) i SS Athen (ok. 2000), które wyprowadzono na redę portu w Lubece. 

Statki zostały dostrzeżone przez samoloty Royal Air Force i zatopione wraz z ok. 8300 więźniów: 
z Cap Arcony ocalało około 350, z Thieblecka ok. 50, z Athen wszystkich 1998 umieszczonych więźniów.


4 maja 1945 pusty obóz został wyzwolony przez wojska brytyjskie.



4.5.1945  - pusty obóz

czy 3 maja 1945 obóz nie był pusty?


5.3.1945 przy kopaniu okopów -  zapis podobny do 3 maja 1945 - tak daty zapisują w USA... najpierw miesiąc, potem dzień i rok

ktoś się bawi w jakieś kalambury, jakieś aluzje??

ale...



english wiki

tłumaczenie automatyczne


Więźniowie przez kilka dni przebywali w ładowniach statków bez jedzenia i wody. Dochodząc do wniosku, że na statkach znajdują się uciekający nazistowscy urzędnicy zmierzający do Norwegii, a nie tysiące więźniów, Hawker Typhoon Królewskich Sił Powietrznych (RAF) zbombardowały 3 maja Thielbek, Cap Arcona i Deutschland.


Ci, którzy przeżyli, którzy wskoczyli do wody, zostali ostrzelani ogniem armatnim z samolotów RAF lub zastrzeleni przez nazistowskich urzędników. 

Tysiące zabitych zostało wyrzuconych na brzeg w momencie, gdy armia brytyjska z powodzeniem zajęła ten obszar na lądzie. Brytyjczycy zmusili niemieckich jeńców wojennych i cywilów do kopania masowych grobów dla zmarłych. 

W nalocie zginęło około 7100 więźniów i urzędników; Ocalało tylko 450 więźniów. 

600–700 więźniów obozu koncentracyjnego pozostało w obozie macierzystym na rozkaz SS, aby zniszczyć całą obciążającą dokumentację, zdemontować wiele obszarów obozu i uporządkować teren.

2 maja 1945 r. SS wraz z ostatnimi więźniami opuściło obóz koncentracyjny Neuengamme. Pierwsi brytyjscy żołnierze przybyli następnego dnia i widząc jałowe i czyste miejsce, zameldowali, że obóz koncentracyjny jest "pusty".


Wg polskojęzycznej wikipedii obóz został wyzwolony nie "następnego dnia" po 2 maja,  tylko 4 maja (patrz wyżej).



Rozkaz przeniesienia więźniów z obozów na statki więzienne wydał gauleiter hamburski Karl Kaufmann, który sam działał na rozkaz z Berlina. Chociaż Kaufmann twierdził później przed trybunałem ds. zbrodni wojennych, że więźniowie byli przeznaczeni do Szwecji, Wyższy Dowódca SS i Policji w Hamburgu, Georg-Henning Graf von Bassewitz-Behr, powiedział na tym samym procesie, że

więźniowie mieli zostać zabici zgodnie z rozkazem Himmlera. 

Sugerowano, że sam plan zakładał zatopienie statków z więźniami wciąż na pokładzie.



Kto z oprawców obozowych (wszędzie) - uniknął sądu?

Kto uciekł?














Więc to tak!

Anglicy podzielili się wiedzą ze swymi niedawnymi wrogami!

Ciekawe czemu...







2008 rok - nie wiedział, że w Stutthoff jest tabliczka datowana na 24 września 1939.

 

Skąd informacja na Genopedii i na jaki czas należy datować tę informację?

Aresztowany 1 IX 1939, przetrzymywany był w ► Victoriaschule, w gdańskim ► więzieniu, od 20 września w ► obozie dla Polaków w Nowym Porcie, skąd skierowany został do przymusowych prac w gospodarstwie rolnym w Gross Lesewitz (Lasowice Wielkie) na Żuławach. 

Od 19 III 1940 przebywał w ► obozie Stutthof, skierowany do prac przy wałach ochronnych w okolicach Nowego Dworu Gdańskiego i do podobozu w stoczni Schichaua w Elblągu, następnie wywieziony do obozu w Neuengamme koło Hamburga, gdzie pracował przy budowie kanału Elby.





JÓZEF TUSK (23 III 1907 ► Emaus – 12 VI 1987 Sopot), lutnik. Syn właściciela sklepu z dewocjonaliami Józefa (1870–1910) i Augustyny z domu Adamczyk. Ukończył w Gdańsku niemiecką szkołę powszechną i polską wieczorową, następnie ► Szkołę Rzemiosła Artystycznego (Kunstgewerbeschule). W 1923 pływał w charakterze chłopca okrętowego na statkach „Gdynia” i „Warszawa”. Posiadał ► obywatelstwo II Wolnego Miasta Gdańska.

W latach 1926–1939 pracował w Polskich Kolejach Państwowych, m.in. od 1 I 1938 jako telegrafista na ► Dworcu Gdańsk Główny. Należał do ► Gminy Polskiej Związku Polaków w II WMG, ► Zjednoczenia Zawodowego Polskiego, Towarzystwa Śpiewaczego „Harmonia”. Mieszkał w Gdańsku-► Siedlcach przy Rothahnchengang 25 (ul. Goszczyńskiego).


Aresztowany 1 IX 1939, przetrzymywany był w ► Victoriaschule, w gdańskim ► więzieniu, od 20 września w ► obozie dla Polaków w Nowym Porcie, skąd skierowany został do przymusowych prac w gospodarstwie rolnym w Gross Lesewitz (Lasowice Wielkie) na Żuławach. Od 19 III 1940 przebywał w ► obozie Stutthof, skierowany do prac przy wałach ochronnych w okolicach Nowego Dworu Gdańskiego i do podobozu w stoczni Schichaua w Elblągu, następnie wywieziony do obozu w Neuengamme koło Hamburga, gdzie pracował przy budowie kanału Elby. 


Zwolniony 26 VIII 1942 w wyniku starań żony i z poręczenia właściciela gdańskiej fabryki mydła i kosmetyków G. Schatza, u którego pracował po zwolnieniu jako palacz. 2 VIII 1944 został wcielony do Wermachtu, do Batalionu Szkoleniowego Grenadierów w Achen (Akwizgran). Pracując przy budowie okopów, w październiku trafił do amerykańskiej niewoli, 24 listopada przekazany do dyspozycji Polskich Sił Zbrojnych. W Polsce od 17 X 1945. Zamieszkał w Sopocie, powrócił do pracy w PKP jako naczelny dyspozytor ruchu towarowego okręgu pomorskiego.

Początkowo, w 1924, jako samouk, próbował budować skrzypce. Od 1934 pracował pod kierunkiem Emila Neumanna i zbudował skrzypce modelu Steinera. Kolejne wykonał w obozie koncentracyjnym. Od 1949 prowadził pracownię w Sopocie, od 1955 był członkiem Związku Polskich Artystów Lutników. Zbudował około 150 skrzypiec, 10 altówek, wiolonczelę i około 12 gitar. Został laureatem I Krajowego Konkursu Lutniczego w 1955. Na wystawie Polskie Instrumenty Muzyczne (Warszawa 1966) prezentował skrzypce z 1965. 
 
Stosował kartki identyfikacyjne: Józef Tusk / Sopot / Anno 1955. Zajmował się też malarstwem, rzeźbiarstwem, wyrobem mebli. Należał do Związku Kombatantów RP i Byłych Więźniów Politycznych. Nagrodzony Medalem Zwycięstwa i Wolności (1946) oraz odznaką „Zasłużony Działacz Kultury” (1979).

Od 27 VI 1927 żonaty był z Julianną z domu Jeżewską (21 II 1904 – 17 II 1970), córką Franciszka (11 XII 1877 – 6 VI 1958) i Anny (6 XII 1877 – 22 X 1966), doczekał się synów Donalda Franciszka (10 XII 1930 – 14 II 1972) (ojca ► premiera Donalda Tuska), ► Bronisława (ur. 1935), Rajmunda Leona (8 VII 1936 – 30 IV 2016) oraz córek: Eleonory Marii Gurkowskiej (16 I 1932 – 9 XII 2019) i Ewy Marii (ur. 1934). Pochowany przy żonie i dzieciach na Cmentarzu Katolickim w Sopocie. [BV]








Głos Pomorza 2005:



wygląda na to, że informacje, że w czasie wojny przebywał w obozach, pochodzą od niego samego, z jego wspomnień dla wzmiankowanej publikacji

"Gdańsk 1939. Wspomnienia Polaków - Gdańszczan"


Ciekawe, że nie wspomniał rodzinie ani "we wspomnieniach" o tym kawałku drewna, nigdzie nie zapisał, że brał udział w budowie obozu?

Czy po wojnie odwiedził Muzeum Stutthof?


Czy dziadek Donalda Tuska brał udział w życiu społecznym, politycznym Gdańska?

Czy należał do partii?

Skoro przed wojną, w tak ciężkich warunkach, JT otwarcie deklarował swoją polskość i był członkiem Gminy Polskiej Związku Polaków w II WG, to i po wojnie mógł się udzielać społecznie, tymczasem internet milczy o tych kwestiach.

W 1955 przystąpił do Związku Polskich Artystów Lutników.


Tusk to kaszubskie nazwisko, czy miał jakieś powiązania z kulturą kaszubską?


Genopedia:

ZRZESZENIE KASZUBSKO-POMORSKIE (ZKP). Przed II wojną światową działało kilka organizacji społeczno-kulturalnych Kaszubów, żadna z nich nie miała masowego charakteru. Powstanie Zrzeszenia Kaszubskiego jako pierwszej masowej organizacji nastąpiło na fali wydarzeń związanych z Październikiem 1956. 

Gdańsk od początku jest siedzibą władz naczelnych stowarzyszenia (ul. Straganiarska 20). Jednocześnie w Gdańsku znajduje się jeden z oddziałów terenowych, powstały 17 II 1957 (jego pierwszym prezesem był Jan Pastwa). W 1964 Zrzeszenie Kaszubskie poszerzyło swoją formułę i zasięg działania, przyjmując nazwę: Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie, koncentrując się na nobilitowaniu i promowaniu języka i kultury kaszubskiej.


wikipedia dla Polaków:

Zrzeszenie Kaszubskie – pierwsza po II wojnie światowej organizacja społeczno-kulturalna utworzona 
przez Kaszubów i ich sympatyków, jej sukcesorem jest Zrzeszenie Kaszubsko-Pomorskie.

Pomysł utworzenia organizacji kaszubskiej pojawił się już w trakcie I Kongresu Kaszubskiego, który odbył się w Wejherowie w dniach 12-13 stycznia 1946 r. Z ramienia władz uczestniczył w nim minister administracji Stefan Matuszewski, jednak pomimo składanych obietnic, nie zezwolono na zrealizowanie żadnej z inicjatyw zgłoszonych na Kongresie.

Powstanie organizacji kaszubskiej stało się możliwe dopiero po przełomie październikowym 1956 r., w klimacie głębokiej nieufności władz wobec Kaszubów. Komitet Założycielski Zrzeszenia Kaszubskiego utworzyło 32 działaczy kaszubskich, którzy spotkali się 28 października 1956 r. w Gdyni. Na jego czele stanął Lech Bądkowski, wiceprzewodniczącymi zostali Aleksander Arendt i Henryk Łukowicz, sekretarzem został Robert Komkowski.

I Walny Zjazd Delegatów Zrzeszenia Kaszubskiego odbył się w Gdańsku 2 grudnia 1956 r. Uchwalono tam statut organizacji i deklarację programową oraz wybrano władze Zrzeszenia. Pierwszym prezesem został Aleksander Arendt.

W 1957 r. Zrzeszenie Kaszubskie miało już 10 oddziałów i 51 kół, które liczyły łącznie 2928 członków.



Zrzeszenie Regionalne Kaszubów – organizacja społeczno-kulturalna o ambicjach oddziaływania także na realia gospodarcze, powołana do życia 18 sierpnia 1929 w Kartuzach, w celu przeciwdziałania dyskryminacji Kaszubów przez władze centralne II Rzeczypospolitej i ludność napływową na Pomorzu oraz neutralizowania wpływu propagandy niemieckiej kierowanej do Kaszubów.

i dalej...



*
"Okres pobytu niemieckich obozach koncentracyjnych Stutthof i Neuengamme w latach 1 IX 1939-26 VIII 1942 dokumentują legitymacje wydane tuż po zakończeniu wojny przez Związek Polaków na m. Neustadt w 1945 r., gdzie znalazł się po wyzwoleniu"

Ponadto pamiątkami lat powojennych, oprócz materiałów pochodzących z Neustadt, są karta Państwowego Urzędu Repatriacyjnego Józefa Tuska powracającego do kraju jesienią 1945 r. przez Szczecin oraz poświadczenie obywatelstwa polskiego dla całej jego rodziny wydane przez władze Sopotu w styczniu 1950 r. W zbiorze znajduje się łącznie 5 fotografi i Józefa Tuska – w wieku 16 lat w charakterze marynarza, z lat 1945-1946 (wspomniane zaświadczenie PUR i legitymacja b. więźniów politycznych) oraz dwa portrety gabinetowe z lat 70. XX w. z własnoręcznie wykonanymi dziełami sztuki lutniczej: gitarą i wiolonczelą.



Emaus to dzielnica Gdańska, ale...


Emaus (łac.: Emmaus, gr.: Εμμαυς, heb: אַמַּאוּס Amaus lub: עַמְוַאס Amvas) – wioska w Izraelu, według Biblii oddalona 60 stadiów (około 11 km) od Jerozolimy.


Opis wydarzenia biblijnego

W dniu zmartwychwstania Jezusa do Emaus szli dwaj jego uczniowie, rozgoryczeni śmiercią swojego nauczyciela. W czasie drogi przyłączył się do nich Jezus, który z początku nie został rozpoznany, i który w czasie wspólnej wędrówki przedstawił wykładnię proroctw mesjańskich. Po dotarciu na miejsce, do Emaus, w czasie wspólnego posiłku, Jezus został rozpoznany przez uczniów, gdy łamał dla nich chleb, i wówczas zniknął.

Emaus może pochodzić od hebrajskiego ḥammat (hebr. חמת) oznaczającego „gorące źródło” , choć pozostaje to niepewne. W źródłach hebrajskich powszechnie określa się go jako Ḥamtah lub Ḥamtān. Źródła greckie poświadczają źródło Emaus (gr. Ἐμμαοῦς πηγή) lub alternatywnie „źródło zbawienia” (gr. πηγή σωτήριος).


Jedna z najstarszych zachowanych wersji Ewangelii Łukasza, zachowana w Kodeksie Bezae , zamiast Emaus, brzmi "Oulammaus". W Septuagincie , greckim tłumaczeniu pism Starego Testamentu , Oulammaus było miejscem, w którym Bóg odwiedził Jakuba we śnie, gdy spał na skale.

Jednak Oulammaus nie była prawdziwą nazwą miejscowości, ale błędem w tłumaczeniu. 




Emaus – historyczne osiedle w Gdańsku, głównie w dzielnicach Siedlce i Suchanino oraz fragmentarycznie w dzielnicy Piecki-Migowo

Położenie

Emaus znajdował się w większości na północ od ul. Kartuskiej oraz na wschód od ul. Nowolipie, z większością zabudowy wzdłuż ul. Kartuskiej. Obecnie jego południowa część nosi nazwę Krzyżowniki, a północną zajmują Trzy Lipy, Nowolipie oraz częściowo osiedle Suchanino.

Emaus został przyłączony w granice administracyjne miasta 15 sierpnia 1933. 

Znaczna część zabudowy Emaus została zniszczona podczas II wojny światowej. 

W czasie powojennej przebudowy ul. Kartuskiej zostały rozebrane kolejne budynki, a podczas przebudowy w latach 70. XX wieku wąskiej, brukowanej ul. Nowolipie w arterię komunikacyjną została zburzona zabudowa ulicy.


Co za dziwny zbieg okoliczności, czyż nie?
Trzeba to traktować raczej jako ewentualny rebus z dalszego planu.




za wiki jw.:


"od 19 marca 1940 był osadzony w niemieckim obozie koncentracyjnym Stutthof (pracował tam przy budowie baraków; na jednej z zachowanych drewnianych tabliczek znalezionych w tym obozie odkryto podpis J. Tusk 24 września 1939), a potem także w Neuengamme (numer obozowy 5939), w którym przebywał do 26 sierpnia 1942. Został zwolniony ze względu na nieprzydatność do pracy. "



I teraz tak, 

na kanwie tego wszystkiego, tych powyższych pytań, zajrzyjmy do literatury przedmiotu.

Na dzień 7 lipca 2024 roku, kiedy piszę te słowa, nie jestem bardzo zaangażowany w literaturę obozową, nie znam wielu spraw, wielu faktów. Dopiero zaczynam czytać i poznawać ten temat.



Profesor doktor Donald Steyer w przedmowie do książki  "STUTTHOF hitlerowski obóz koncentracyjny"  - wyd. I, 1988 r. 


pisze:


"był nie tylko pierwszym, ale i najdłużej istniejącym obozem tego typu na terenach wchodzących aktualnie w skład państwa polskiego"

"Jego początkowo lokalny charakter [...], czyli obóz dla jeńców cywilinych) uległ później zmianie, na co istotny wpływ miala inspekcja dokonana w listopadzie 1941 roku przez R SS H. Himmlera, ktory zaakceptował formalne przekwalifikowanie Stutthofu do rangi obozów koncentracyjnych i zatwierdził plany jego rozbudowy.

Obóz stał się wówczas miejscem deportacji nie tylko polskiej ludności z Pomorza, ale i aresztowanych z innych regionów Polski"

dalej na stronie 7

"baza dokumentacyjna dotycząca obozu Stutthof jest stosunkowo bogata w porównaniu z bazą służącą do badania dziejów innych obozów. Aczkolwiek znaczną część dokumentacji zdążyli hitlerowcy zniszczyć w 1945 roku, to jednak pozostała część stanowi wystarczającą podstawę do podjęcia badań."


z dokumentacji min. wymienia:

"... rozkazy komendanta wychodzące od początku września 1942 do stycznia 1945 roku.

... komplet rozkazów za rok 1944 oraz większość rozkazów z lat 1942, 1943 i 1945, w tym rozkaz z 25 stycznia 1945 roku zarządzający ewakuację obozu.

... zachowało się prawie 18 tysięcy teczek akt osobowych więźniów z lat 1943 - 1945 oraz część list transportowych więźniów osadzonych w latach 1942 - 1944 ...

Ocalała (prowadzona w III wydziale władz obozowych) kartoteka personalna więźniów obejmuje około 65 tysięcy jednostek archiwalnych. [...] księgi ewidencyjne. Dostępna jest prawie kompletna ewidencja za okres od października 1941 do kwietnia 1943 oraz fragmenty z 1939 roku i lat 1941 - 1944."


Jak sam stwierdza prof. Steyer:

"Opracowanie niniejsze nosi charakter popularno - naukowy. Stanowi ono rezultat badań nad dziejami obozu Stutthof, prowadzonymi do roku 1985.

Kontynuacja tej pracy pozostaje w dalszym ciągu ważnym postulatem badawczym".


W Informatorze Historycznym STUTTHOF, pod redakcją Tadeusza Skutnika, przytoczono zeznanie jednego z więźniów, Zbigniewa Raczyńskiego, czytamy w nim:


...pierwszą formalnością załatwianą przez oddział polityczny przed "schreibstubą" było brutalne przywitanie przez oficera lub podoficera SS. Taki  "nadczłowiek", pełen pogardy i wyniosłości, uświadamiał przybysza cynicznie:

 "Odtąd nie jesteście już ludźmi - tylko zwyklymi numerami. Wszystkie wasze prawa straciliście i zostawiliście poza bramą - pozostało tylko jedno prawo i to wam wolno: wylecieć przez ten komin". 

Tu wymownie wskazywał na dymiący z dala komin krematoryjny.



 

Skoro tak, to jak to możliwe, że więzień Tusk został wypuszczony na wolność ze względu na nieprzydatność do pracy ?

Co więcej, z treści wynika, że on wracał do Gdańska z Hamburga (KL Neuengamme).

Aż korci, żeby zapytać - czy były więzień, co miał podróżować kominem, wracał koleją, statkiem, czy podwózką?

A może jednak na piechotę, wszak w obozie siedział do 26 sierpnia 1942, a wrócił do domu pod koniec 1943 - to by wychodziło, że ok. 700 km szedł ponad 12 miesięcy (60 km miesięcznie, 2 km na dzień).

Oczywiście po drodze mógł gdzieś pracować itd.


Ale to nadal jest zagadkowe - człowiek 1 września 1939 aresztowany przez Gestapo

chodzi sobie po Niemczech jak gdyby nigdy nic.


Skoro został aresztowany to widocznie był powód, bo przecież wielu Polaków w WMG nie aresztowano. Próbowano ich poddać germanizacji.


Dla mnie to dziwne - jak "skrupulatni" i "dokładni" Niemcy mogli aresztować nie tego faceta? Nie tego, bo koniec końców wypuścili go na wolność.

No więc jak?

Przekupił kogoś?

Żona przekupiła?

Genopedia:

Zwolniony 26 VIII 1942 w wyniku starań żony i z poręczenia właściciela gdańskiej fabryki mydła i kosmetyków G. Schatza, u którego pracował po zwolnieniu jako palacz. 2 VIII 1944 został wcielony do Wermachtu


To był nieprzydatny do pracy, czy był?







I kto - jaki nadczłowiek - będzie się liczyć z numerem, przeznaczonym na śmierć?

Przecież można było wziąść łapówkę, a niedotrzymać umowy.


możecie z nimi robić, co się wam podoba mówił w Wejherowie Forster


Skutnik na 9 stronie swojego Informatora pisze:

Polityka zastraszania i eksterminacji przeciwników nie była chaotyczna, lecz do najdrobniejszych szczegółów obmyślana

Niemcy posiadali wcześniej przygotowane listy ludzi wyznaczonych do aresztowania, ponadto, TUSK był Polakiem (który udzielał się w życiu polonijnym), a przecież Forster obiecał Hitlerowi, że:

 "za 10 lat nie będzie w Gdańsku ani na Pomorzu ani jednego Polaka",  a nawet wcześniej.


Krzysztof Dunin - Wąsowicz - "Obóz koncentracyjny Stutthof" strona 31:



I te plany były snute co najmniej od 1933 roku - wtedy też na Wyspie Sobieszewskiej zbudowano drewniany domek wraz z infrastrukturą, gdzie w bezpiecznych warunkach spotykali się hitlerowcy, gdzie szkolono brygady śmierci i skąd na pewno nadzorowano eksterminację w Stutthof. 

Po to on tam był. 

20 kilometrów od obozu.


A więc plany eksterminacji były opracowywane co najmniej 6 lat.

Tyle, ile trwała później sama wojna.

6 lat!


Forster oczywiście częściej wygłaszał takie przemówienia:

Musicie być nieubłagani i zniszczyć wszystko, co jest nieniemieckie.

W Wejherowie:

W wasze ręce oddaje Polaków, możecie z nimi robić, co się wam podoba.




W Lipnie:

Na tym rynku słowa polskiego nikt nie usłyszy. Za dziesięć lat ani jeden Polak nie zostanie na tej ziemi.



I taki był cel.

To jak człowiek - a właściwie - numer -  mógł sobie wyjść z obozu i żyć dalej?

Były inne przypadki?


wikipedia dla Polaków:

Zbrodnia w Skarszewach – okolice Skarszew były największym miejscem kaźni ludności polskiej i żydowskiej w powiecie kościerskim.

Głównym inspiratorem i wykonawcą polityki terroru był jednak Günther Modrow – okupacyjny starosta i kierownik powiatowej organizacji NSDAP w Kościerzynie, który znany był z wprost fanatycznej nienawiści do Polaków. 

W pierwszej połowie września wziął udział w tajnej naradzie pomorskiego kierownictwa NSDAP, zorganizowanej przez gdańskiego gauleitera Alberta Forstera, podczas której ten ostatni polecił zgromadzonym „usunąć” z Pomorza wszystkich „niebezpiecznych” Polaków, wszystkich Żydów oraz polskich duchownych.*

* - źródło informacji: Dieter Schenk: Albert Forster.... op.cit., s. 212.

tytuł zapewne: "Albert Forster - gdański namiestnik Hitlera : zbrodnie hitlerowskie w Gdańsku i Prusach Zachodnich" wyd. 2002 r.

To "wszystkich", czy "wszystkich niebezpiecznych" ???
W przypadku podmiany - wszystkich.



Neuengamme w bombardowaniach 1945 r. zginęło tysiące więźniów, ocalało kilka setek jw., wiki nie wspomina, że kogoś wypuszczano na wolność.



Tadeusz Skutnik na 10  stronie Informatora pisze:





Następował okres kwarantanny... trwającej 2 do 4 tygodni. W czasie kwarantanny więźniowie nie pracowali; czas do obiadu wypełniała im musztra odbywana pod zwierzchnictwem blokowych, po południu zaś trwały rozmaite rejestracje. W tym czasie wypełniali więźniowie kwestionariusz szpitala, byli przesłuchiwani przez funkcjonariuszy Politische Abteilung, którzy ustalali rysopis, personalia, przyczynę osadzenia w obozie itp.


Widzimy więc, że aby zostać osadzonym w obozie - potrzebna była przyczyna. To nie była łapanka na ulicy, to nie byli przypadkowi ludzie. 


"Polityka ... eksterminacji przeciwników nie była chaotyczna, lecz do najdrobniejszych szczegółów obmyślana"


Tych ludzi wcześniej przez 6 lat typowano, podobnie jak typowano ludzi przeznaczonych bezpośrednio na śmierć w pierwszych tygodniach wojny, w Piaśnicy, Szpęgawsku, Sztutofie czy po prostu na polu.


Moim zdaniem, zmarły przedwcześnie dyrektor Muzeum Stutthof - Romuald Drynko - zdawał sobie z tego sprawę, bo słowa: "znacznie wcześniej" (patrz poniżej) nie mogą oznaczać "wiele tygodni" przed wojną.

Samo "wcześniej" to może oznaczać 2-3 miesiące przed wojną.

Dla mnie termin "znacznie wcześniej" oznacza co najmniej 2 - 3 lata. A dla was??


znaczny

1. «dość duży»
2. «ważny, znaczący»
3. «wyróżniający się czymś»


Być może są gdzieś opracowania, z których to wynika.



Dziennik Bałtycki, 30 sierpnia 1994 r.


Te 1500 osób z WMG, o których wspomina dyrektor Drynko, wytypowała policja polityczna, generalnie lista osób przeznaczonych do EKSTERMINACJI zawierała ponad 61 tysięcy nazwisk.
Zostały one ujęte w księdze Sonderfahndungsbuch Polen

Sonderfahndungsbuch Polen (pol. Specjalna księga Polaków ściganych listem gończym) – zwana także księgą gończą lub listą proskrypcyjną tzw. wrogów Rzeszy. 
Była alfabetycznym wykazem imiennym zawierającym ponad 61 tys. nazwisk Polaków najbardziej zasłużonych dla Polski, przeznaczonych do aresztowania i likwidacji na terenach wcielonych do III Rzeszy w ramach operacji Tannenberg.

Lista ta przygotowana została na polecenie Reinharda Heydricha przez kontrwywiad służby bezpieczeństwa SS we współpracy z niemiecką mniejszością zamieszkałą na terenie Polski. Lista została wydrukowana w formie książki w lipcu 1939 roku w Berlinie przez centralę policji bezpieczeństwa i SD.

Od 1 września do 25 października 1939 w wyniku przeprowadzenia ponad 760 masowych mordów, życie straciło ponad 20 000 Polaków. Operację realizowano w regionalnych akcjach eliminacji polskiej inteligencji zwanych Intelligenzaktion. Aresztowano osoby, które wcześniej zostały umieszczone na specjalnych listach zwanych po niemiecku Sonderfahndungsbuch Polen.


Lista eksterminacyjna Sonderfahndungsbuch Polen obejmowała:

działacze polityczni, przedstawiciele świata kultury, szlachty polskiej, wybitni ludzie nauki i sztuki, księża, uczestnicy polskich powstań niepodległościowych jak powstania wielkopolskiego i powstań śląskich z lat 1918–1921, aktywiści plebiscytowi na Mazurach, Warmii i Śląsku, 
członkowie Polskiego Związku Zachodniego, 
Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, 
Związku Harcerstwa Polskiego w Niemczech i 
Związku Polaków w Niemczech.


Józef Tusk, wg Gedanopedii, należał do, jak to zapisano:




II WMG dotyczy okresu lat 1920 - 1939
I WMG - okres napoleoński


Gmina Polska Związek Polaków w WMG – organizacja powstała 23 maja 1937, z połączenia Gminy Polskiej (istniejącej od 1921) i Związku Polaków (powstałego w 1933). Głównym celem połączenia było zakończenie rozbicia Polonii gdańskiej i zakończenie rywalizacji między obiema organizacjami.

Wydaje mi sie, że ta organizacja była w istocie bliźniacza do wymienionej na liście Związku Polaków w Niemczech - dlaczego w takim razie jej się nie wymienia? 


Józefa Tuska nie ma na liście SP.


Na liście brakuje również Prezesa i innych członków tej organizacji:

Bronisława Budzyńskiego ze Związku Polaków,
wiceprezesa - Antoniego Lendziona z Gminy Polskiej


Budzyński krótko przed wybuchem wojny wyjechał do Polski, przez cała okupację ukrywając się pod przybranym nazwiskiem w okolicy Legionowa.

Lendzion - w sierpniu 1939 wobec narastającego napięcia w Gdańsku proponowano mu wyjazd do Polski, ale nie skorzystał z tej możliwości. Aresztowany 1 września, został osadzony w Victoriaschule (tam gdzie J. Tusk), gdzie bito go i katowano, wywieziony do Stutthofu Rozstrzelano go w Wielki Piątek w 1940 wraz z grupą innych polskich działaczy  

Nie było go na liście Sonderfahndungsbuch Polen, ale został eksterminowany.

Wielki Piątek w 1940 to był 22 marca, a jak wyżej zapisano, wg wikipedii - Józef Tusk pojawił się w obozie Stutthof 19 marca 1940 roku, a więc 3 dni przed egzekucją w której zginął min. jego towarzysz z Gminy Polskiej - Antoni Lendzion.

W tej całej niejasności - zadziwiająca zbieżność dat i miejsca, bo inni członkowie Gminy (przynajmniej siedmiu) też na początku trafili do Victoriaschule

Gdyby było w tym jakieś fałszerstwo, to obstawiałbym, że od 1 września 1939 przebywał w obozie (materialny dowód to tabliczka datowana na 24 września 1939 ), a 19 lub 22 marca 1940 zginął rozstrzelany wraz z innymi członkami Gminy Polskiej. 

Chyba, że tabliczki nie wykonał Józef Tusk, tylko ktoś inny, wtedy ta data byłaby datą śmierci Józefa Tuska. No bo w sumie - w jakim celu ktoś zrobił taką tabliczkę, jeśli nie w celu zapisania, zapamiętania nazwiska i daty śmierci kolegi z obozu?



 "...i czy ta sprawa ma jakieś słabości"

No to by była właśnie ta słabość. 


Józef Tusk wrócił do domu ze względu na nieprzydatność do pracy.

Nieprzydatni do pracy ginęli od kolby, od kuli od kija.

Przecież dowożono innych, zdatnych "do pracy", było ich tyle, że w 1945 roku 33 tysiące więźniów wyprowadzono w Marszach Śmierci poza obóz i "miejsce pracy"...



Genopedia:

Zwolniony 26 VIII 1942 w wyniku starań żony i z poręczenia właściciela gdańskiej fabryki mydła i kosmetyków G. Schatza, u którego pracował po zwolnieniu jako palacz. 2 VIII 1944 został wcielony do Wermachtu.


Inni członkowie Gminy Polskiej Związku Polaków (za: Genopediąnp.:

Roman Ogryczak - umarł z powodu pobicia w Victoriaschule
Jerzy Augustyński - obrońca Gdyni, aresztowany zginął w Piaśnicy
Wojciech Jedwabski - przeżył trzy obozy - Stutthof, Sachsenhausen i Mauthausen
Henryk Królikowski - w 1940 roku został zamordowany w Charkowie
Michał Urbanek - prowadził Tajne komplety w Gdyni (w tym czasie był aresztowany i zwolniony)
Bronisław Komorowski - przetrzymywany w Victoriaschule, następnie obozie Stutthoff - rozstrzelany
Piotr Jeż - zginął w Katyniu
Franciszek Kręcki -  osadzony w Victoriaschule, następnie w gdańskim więzieniu , w obozie dla Polaków w Nowym Porcie, od stycznia 1940 w  obozie Stutthof, gdzie zginął, rozstrzelany
ks. Franciszek Rogaczewski - więziony w Victoriaschule, następnie osadzony w obozie Stutthof, rozstrzelany z grupą Polaków w lesie obok obozu
Anastazy Wika-Czarnowski - Victoriaschule i Stutthof - rozstrzelany w masowej egzekucji 67 działaczy polonijnych WMG w pobliżu obozu
Franciszek Sędzicki - ukrywał się, był w TOW i przeżył wojnę


Jak widać, kto z powyższej listy 12 osób trafił do Victoriaschule - ginął.

Wojciech Jedwabski nie trafił do Victoriaschule (przynajmniej Genopedia nic nie wspomina) i przeżył pobyt w Stutthof, a nawet przeżył 3 obozy.

Niektórzy, czasami przypadkowo, przed wybuchem wojny wyjechali z Gdańska i także przeżyli wojnę.

Nazwa Victoriaschule może mieć znaczenie symboliczne - "Victoria" to nie tylko imię matki Wilhelma II, ale też słowo to oznacza po prostu - "zwycięstwo".

Byłoby dobrze sprawdzić co się stało z pozostałymi członkami tych organizacji i jak liczna była ta organizacja.
Żadne z powyższych nazwisk nie występuje na liście Sonderfahndungsbuch Polen



Wracając do Informatora Tadeusza Skutnika:

Następował okres kwarantanny... trwającej 2 do 4 tygodni. W czasie kwarantanny więźniowie nie pracowali; czas do obiadu wypełniała im musztra odbywana pod zwierzchnictwem blokowych, po południu zaś trwały rozmaite rejestracje. W tym czasie wypełniali więźniowie kwestionariusz szpitala, byli przesłuchiwani przez funkcjonariuszy Politische Abteilung, którzy ustalali rysopis, personalia, przyczynę osadzenia w obozie itp.



Co to jest 
Politische Abteilung ?

Wg angielskiej wikipedii:

(nie ma wersji polskiej dla tego hasła - w kraju tak okrutnie doświadczonym niemieckimi obozami śmierci...) 


"Wydział Polityczny", zwany także "obozowym Gestapo", 

był jednym z pięciu wydziałów nazistowskiego obozu koncentracyjnego utworzonego przez Inspektorat Obozów Koncentracyjnych (CCI) w celu zarządzania obozami. 

Placówka obu Gestapo, jak i policji kryminalnej (Kripo), Wydział Polityczny przekształcił się w najważniejszą z całej piątki.
An outpost of both the Gestapo and the criminal police (Kripo), the Political Department evolved into the most important of the five.


i dalej:


Politische Abteilung była podzielona na pięć lub sześć innych departamentów, które zajmowały się konkretnymi zadaniami. 

Na przykład w Auschwitz Politische Abteilung składała się z:

Dokumentacja identyfikacyjna
Dochodzenia

Przesłuchania
Służba wywiadowcza
Inwigilacja
Sekretarz obozu (czasami w połączeniu z nadzorem krematorium)


Sekretarz obozu zajmował się rejestracją więźniów w momencie ich przyjęcia i opuszczenia, czy to przez zwolnienie [coś było! ale może... - MS], przeniesienie, ucieczkę czy śmierć.

Stworzono:

akta więźniów,
wykonano zdjęcia portretowe,
zanotowano opis fizyczny,
sporządzono krótkie szczegóły dotyczące życia więźnia i
odciski palców


Politische Abteilung zajmowała się również pracą policji w obozach, ponownie dzieląc ją na poszczególne pododdziały. Służba monitorująca przygotowywała legitymacje więźniów, inna zajmowała się śledztwami i przesłuchaniami, a trzecia nadzorem więźniów. 

Obejmowało to walkę z konspiracyjnymi obozowymi grupami oporu, zapobieganie ucieczkom. Departament był znany z brutalnych przesłuchań, tortur i egzekucji, a więźniowie bali się członków SS tego wydziału.

Departament zajmował się również korespondencją z Gestapo, Kripo i RSHA. Dla więźnia wydział polityczny mógł oznaczać, w ponurym świecie obozu koncentracyjnego, stosunkowo przyjemne miejsce pracy, lub tortury i egzekucje.["przyjemne miejsce pracy" ?? - MS]
 


Kiedy u Tadeusza Skutnika na 10 stronie Informatora przeczytałem te słowa o kwarantannie NOWYCH więźniów - od razu wiedziałem... TO JEST TO.

Po co komu kwarantanna zdrowych ludzi, którzy przychodzą do obozu umrzeć z wysiłku, głodu, tyfusu??

Na co komu rysopis i szczegółowa dokumentacja trupa, którego szczątki spłoną w piecu??

"przecież wszyscy byli skazania na wymarcie"


Informator Historyczny strony 13, 14 i 15:







Czyszczenie latryn po pas w ekskrementach - strona 16 - link na końcu posta




Był niegdyś serial - Stawka większa niż życie - i tam w pierwszym odcinku widzimy prawdziwie oddanego Rzeszy Niemca  - Hansa Klossa, który współtowarzyszom niedoli zwierza się, że ciągle go przesłuchują, pytają o to samo, o rodzinę, o znajomych... ciągle te same pytania i on nie rozumie - po co.

Kto oglądał film ten wie, "po co" - by po mistrzowsku podszywać się pod Klossa, szpiegować plany niemieckie i dokonywać dywersji.

W tych scenach pierwszego odcinka, jak w krzywym zwierciadle odbija się cel obozu Stutthof:

segregacja, 
pozyskanie wszystkich możliwych danych, 
podmiana... 
eksterminacja świadków




Moim zdaniem było tak.


Przez 6 lat - lub dłużej - przed wojną zaczęta przygotowywać się do tej wojny i do przegrania tej wojny też. Przygotowania potwierdzają różne dokumenty np. zanotowane obejścia zakazów w projektowaniu i produkcji czołgów, okrętów czy samolotów, czy nawet - budowa autostrady Berlin - Królewiec przez tzw. "korytarz polski".

Dlatego powstał plan podmiany - lojalni, zaufani, sprawdzeni politycznie Niemcy mieli po wojnie zamieszkać w Polsce pod przybranym - ukradzionym Polakom - nazwiskiem.

W tym celu przez te 6 lat monitorowali i szukali na Pomorzu osób o podobnym rysopisie, zainteresowaniach, zawodzie, wieku itd.

Gdańszczan, Pomorzan przywożono do Stutthofu, tam przez miesiąc poddawano przesłuchaniom.

Zajmowała się tym Służba wywiadowcza.

Ustalano wszystkie brakujące szczegóły, w tym  identyfikowano znajomych, krewnych, dla których szukano podmiany, albo których potem mordowano. Mordowano całe rodziny, mordowano całe wsie. O tym, że w czasie wojny w Polsce całe wsie były mordowane wspomina min. Madajczyk w swoim opracowaniu.    


By zachować wszystko w tajemnicy, tych ludzi nie wykorzystywano do pracy, ani nie pozyskiwano od nich ubrań, butów itd, tylko wywożono, np. jakoby w celu przesiedlenia do Generalnego Gubernatorstwa, a naprawdę to pod Stutthof i mordowano, grzebano w lesie. 

W lesie pomiędzy letnią rezydencją gauleitera, a - kto wie - dzisiejszym Bałtijskiem??


Lub o wiele gorzej - dla tych pomordowanych przygotowano "zastępców" bez wnikania w szczegóły, bez dobierania rysopisów itd - wtedy skala przedsięwzięcia byłaby o wiele większa.







Dom na Wyspie Sobieszewskiej

wg wiki:

"Budowę rozpoczęto wiosną 1933. Pewne wskazówki w postaci projektu plastycznego stylizowanych swastyk, wyrzeźbionych następnie na belkach stropowych sali kominkowej, wniósł Adolf Hitler."



" plastycznych stylizowanych" - czy to rebus na ODTWORZENIE bruzd widocznych na foto powyżej?

przed 1933 roku ustalili, że zamordowanych ludzi będą chować (?) na terenie przybrzeżnym Mierzei Wiślanej, tam, gdzie na mapie pokazano bruzdy

nie wiem, co to są za bruzdy, bo nie byłem na miejscu sprawdzić, sądzę jednak, że to coś w rodzaju orki szerokiego rowu przeciwpożarowego na terenie którego posadzono las





po zakopaniu zwłok, bruzdy przywrócono, maskując zbrodnię



I otóż jesienią 2015 roku jakiś człowiek przypadkowo natknął się w sztutowskim lesie na pozostałości skórzanych elementów (w tym butów, podeszew i pasków). Stało się jasne, że w lesie nadal znajdują się rzeczy przynależące do obozu i że jest kwestią czasu, kiedy zostaną wykopane przez handlarzy starociami, militariami i przedmiotami związanymi z tragicznym życiem obozowym. 

Czy buty należały do więźniów? Raczej nie. Więźniowie chodzili w drewniakach. 


były bruzdy - i są nadal bruzdy

był kościół w Skarszewach - i nadal jest
było coś w skrytce w Malborku - i "wiemy" co było - relikwiarz!
było kopanie ziemi pod Czarną Wodą - i "wiemy" po co - by były łąki...


Pamiętacie tekst: Tajemnica „malborskiego relikwiarza” z 2018 roku?

Napisałem tam:


Niemcy przygotowali operację Podmiana.

W danym mieszkaniu umieścili relikwiarz, przygotowali płaszcz z dokumentami zawierającymi adres mieszkania, który podrzucili w jakieś miejsce na drodze ucieczki, po czym udali się rozkuć skrytkę.

Po wydobyciu tajemnicy, wynieśli ją, zaś umówieni donosiciele powiadomili MO - zresztą niewykluczone, że jakaś część MO brała udział w całej mistyfikacji - celem w sumie było zatarcie śladów co naprawdę zostało wywiezione z Malborka, potrzebne więc były odpowiednie dokumenty uwiarygadniające scenariusz podmiany.




Podmiana.

Podmienili kościół, podmienili COŚ, co było w skrytce w Malborku, a w początkach wojny podmienili ludzi.


Operacja w Stutthof trwała dokładnie dwa lata - od września 1939 do października 1941 roku.

Dwa lata - tak jakby zaplanowano, dano sobie czas - równo dwa lata.

TO BARDZO DŁUGI OKRES CZASU.

10 maja 1941 r. - niemal dokładnie 4 lata przed kapitulacją - Rudolf Hess udał się do Angli by "negocjować zawieszenie broni". Został tam aresztowany, sam Hitler uznał go za zdrajcę, oficjalna propaganda ogłosiła go szaleńcem.

Zastępca Wodza i minister bez teki (1933–1941), nominalnie trzecia (po Hitlerze i Göringu) persona w III Rzeszy w latach 1933–1941. Weteran-ochotnik I wojny światowej o silnie nacjonalistycznych przekonaniach, wstrząśnięty klęską Niemiec został wczesnym członkiem NSDAP. Po poznaniu Adolfa Hitlera stał się jednym z jego najbliższych współpracowników i najwierniejszych towarzyszy, pomagał mu budować pozycję w partii i rozszerzać jej wpływy. Uczestnik puczu monachijskiego, po jego klęsce dobrowolnie poszedł za Hitlerem do więzienia, gdzie został jego prywatnym sekretarzem i pomagał tworzyć manifest Mein Kampf.
Nigdy nie wyrzekł się nazistowskich poglądów, w niewoli spędził więc czterdzieści sześć lat, aż wreszcie jako starzec powiesił się w 1987 roku.

Dodam - w wieku 93 lat - na dwa lata przed "obaleniem" komunizmu.

ZSRR przystąpił do wojny w czerwcu 1941 roku, po ataku Niemiec,
USA przystąpiły do wojny w grudniu 1941 roku po ataku sojusznika Niemiec - Japonii - na Pearl Harbor

w marcu 1941 USA uchwaliły ustawę Lend-Lease; bez pomocy z USA Związek Radziecki nie był w stanie wygrać wojny z Niemcami

Większość dostaw w ramach Lend-Lease Act otrzymała Wielka Brytania (3/5 dostaw), ZSRR (1/5 dostaw), pozostałą 1/5 przyznano innym państwom walczącym z nazistowskimi Niemcami.

31,4 mld USD trafiło do Wielkiej Brytanii, 11,3 mld USD do Związku Radzieckiego, 3,2 mld USD do Francji, 1,6 mld USD do Chin, a pozostałe 2,6 mld USD do innych państw sojuszniczych.

Tak jakby Niemcy (i Japonia) czekały te dwa lata nie tyle, żeby się przygotować, tylko żeby "załatwić sprawy" na Pomorzu - a wtedy przejść do drugiego etapu planu...

???


Profesor Steyer:

"Jego początkowo lokalny charakter [...], czyli obóz dla jeńców cywilinych) uległ później zmianie, na co istotny wpływ miała inspekcja dokonana w listopadzie 1941 roku przez R SS H. Himmlera, ktory zaakceptował formalne przekwalifikowanie Stutthofu do rangi obozów koncentracyjnych i zatwierdził plany jego rozbudowy.

Obóz stał się wówczas miejscem deportacji nie tylko polskiej ludności z Pomorza, ale i aresztowanych z innych regionów Polski

Dostępna jest prawie kompletna ewidencja za okres od października 1941 do kwietnia 1943 oraz fragmenty z 1939 roku i lat 1941 - 1944."



Wtedy obóz stał się "normalnym" obozem jak wszystkie inne niemieckie obozy koncentracyjne.

Dlatego nie ma dokumentacji z tego okresu.


Przez 2 LATA do obozu zwożono jedynie ludzi z Pomorza.



Ewidencja obozu za pierwsze 2 lata została skrupulatnie zniszczona albo wywieziona i ukryta (do najdrobniejszych szczegółów obmyślana), a pozostała została specjalnie w jakiejś formie porzucona, aby Polacy mieli co do roboty i by myśleli, że coś wiedzą.

Tym min. sposobem - tajemnica pozostała tajemnicą.



Mieli na to 6 lat przed wojną i 2 lata od 1939 roku.



Hitler ponoć do samego końca wojny wierzył w jakąś wunderwaffe. Wierzył, a mimo to, zamiast cały czas chować się gdzieś po górach, uciekać, myszkować - czekał na koniec w Berlinie...

To oczywiście, może być SI, może być opętywanie, może być coś pod ziemią i tak dalej, ale może i chodziło o podmianę polskich obywateli?

O podszywanie się pod Polaków,  potajemne, a z czasemi jawne przejęcie sterów władzy - w demokratyczny sposób, poprzez dobrze osadzoną i "sprytnie" - a zbrodniczo - zakamuflowaną 5 kolumnę. 


Sądzę, że większość z nich - zamieszkało w powojennym Gdańsku, by pilnować tego, co pod Gdańskiem...




Zwróćcie uwagę np. na to:


Albo na to: 

gdzie może publicznie powieszono polski ruch oporu


zresztą, wystarczy poczytać tego bloga, by zrozumieć ile dziwnych spraw dzieje się w Polsce...



Wszystkie te sprawy trzeba szczegółowo zbadać, obejżeć wszystkie dokumenty, archiwa, przeczytać każdy papier i dokładnie zanalizować w kontekście tego co tu napisałem i w kontekście treści z bloga.

Na pewno do dzisiaj jest wiele dokumentów, tematów nie opracowanych, wiemy, że pewne zasoby zostały wysłane do Niemiec i nie wróciły.

Źródła na których się tutaj oparłem muszą być jeszcze zweryfikowane, szczególnie śledztwem trzeba objąć to, co napisane w wikipedii i internecie.



Trzeba przeprowadzić kompleksowe i szerokie badania odcinka wybrzeża nad Zatoką Gdańską.
Trzeba przeanalizować - niestety - wszystkie przypadki ocalałych.

Letnica.

Trzeba przemyśleć działania Niemiec w czasie - np. dlaczego tak późno rozpoczęły się Marsze Śmierci ze Stutthofu.

Przesiedlenia w czasie wojny. W obrębie Pomorza i do GG.

Przesiedlenia po wojnie.

Plagi cmentarne.

Przedwczesne śmierci.

Śmierci określonych ludzi na określonych stanowiskach.

Sprawa Jaroszewiczów, Cyrankiewicza, Gierka.

Słupki graniczne.

Fora.

Bąkowo.

Wikipedia.

Zaginięcia.

SB Człuchów.




Kto i dlaczego działa w tych tematach.



Masa spraw.




I cały czas "chodzi za nami" - Pieśń o wójcie Albercie


utwór przechodzi w ogólne oskarżenie Niemców, którzy wszędzie usiłują sięgać po władzę. 

Po przybyciu do obcego kraju początkowo zabiegają o względy mieszkańców, zawierają małżeństwa, potem utwierdzają swoją pozycję, nabywają dobra, urzędy, aż w końcu pozbawiają miejscowych znaczenia i wpływów



tym razem pominęli zabieganie o względy, pominęli żeniaczkę - po prostu ukradli cudzą tożsamość i tak jak od wieków - utwierdzają swoją pozycję, nabywają dobra, urzędy, aż w końcu pozbawiają miejscowych znaczenia i wpływów


Nie wolno zapominać!
Kapitał, pochodzenie - ma znaczenie...






-------


Ciągle zastanawiam się, jak to jest, że ja to wszystko odkrywam, a inni  nie, a wręcz czuję się trochę lansowany, uprzywilejowany w tym co robię, jakby prowadzony, bo przecież ciągle żyję, a przynajmniej oddycham i piszę, choć tylko wegetuję..  z drugiej strony sam znalazłem tego wytłumaczenie - janowa łatwość w odkrywaniu, znajdywaniu i wyjaśnianiu tajemnic sprawia, że jestem jak ta kura od złotych jaj...

Ich celem wcale nie musi być obalenie państwa polskiego, ale przewodzenie mu, albo chociaż bycie jego istotną zakamuflowaną częścią - deep state.


Najbardziej martwi mnie możliwa skala tej podmiany.

Martwi mnie to, że agent J-23, nawet raz zdekonspirowany, ponownie z sukcesem wciela się w rolę Klossa.  



W latach 30tych Niemcy szkolili przyszłą klasę rządzącą dla podbitych krajów:

- Ordensburg Vogelsang w Nadrenii Północnej-Westfalii: focus: Rasowa filozofia nowego porządku
- Ordensburg Sonthofen w Bawarii, Allgäu, zbudowany w 1934 r.: specjalizacja: zadania administracyjne i wojskowe oraz dyplomacja
- Ordensburg Jezioro Krassinsee na Pomorzu: Główny cel: rozwój charakteru



Na mapie obozu Stutthof po zachodniej stronie są budynki dwojako opisane: 

- "koszary SS"
- "Szkoła Wyszkolenia Policji Ukraińskiej"



wikipedia dla Polaków:

Roman Szuchewycz...

Po marcu 1923 wstąpił do Ukraińskiej Organizacji Wojskowej.

Maturę z odznaczeniem zdał w 1925, jednak nie dostał się na studia we Lwowie. Rozpoczął więc studia na Politechnice Gdańskiej w Wolnym Mieście Gdańsku, po roku (w 1926) przeniósł się na Politechnikę Lwowską, gdzie w 1934 ukończył studia na Wydziale Budowy Mostów.

W latach 1928–1929 odbywał służbę wojskową w Wojsku Polskim, nie zezwolono mu na ukończenie podchorążówki i przeniesiono do innego pułku. 

Wyszkolenie wojskowe uzupełnił później w Niemczech oraz na kursach organizowanych przez OUN na terenie Wolnego Miasta Gdańska.



Rzeź wołyńska

Po ataku Niemiec na ZSRR Wołyń został włączony do utworzonego 1 września 1941 r. Komisariatu Rzeszy Ukraina.

Po rozpoczęciu likwidacji gett i masowej zagłady ludności żydowskiej (początek 1942), ukraińska policja pomocnicza współdziałała z SS i policją niemiecką przy obławach w gettach i konwojowaniu Żydów do miejsc egzekucji, również niejednokrotnie uczestnicząc w egzekucjach. 

W Holocauście zostało zamordowanych przez aparat przemocy III Rzeszy około 150 tys. Żydów na Wołyniu i 455 tys. w Małopolsce Wschodniej. 

Ludobójstwo dokonane publicznie przez niemieckiego okupanta na Żydach było kolejnym – po masowych deportacjach, aresztowaniach i masowych morderstwach ludności Kresów Wschodnich dokonanych również publicznie w okresie okupacji sowieckiej 1939–1941 przez NKWD – dowodem na amoralność i „skuteczność” masowych prześladowań i zbrodni dokonywanych instytucjonalnie przez państwa-okupantów i skierowanych przeciw całym grupom narodowościowym lub społecznym.

Stwarzało to w konsekwencji klimat społecznej obojętności dla przemocy, zbrodni i wreszcie zbrodni na skalę masową – ludobójstwa. Zagłada Żydów stała się dla ukraińskich nacjonalistów przykładem, jak można usunąć Polaków.


Tej taktyki masowych mordów Ukraińcy nauczyli się od Niemców. To dlatego czystki etniczne UPA zaskakiwały swą skutecznością i dlatego wołyńscy Polacy w 1943 r. byli niemal tak samo bezradni jak Żydzi na Wołyniu w 1942 r. 

Kampania przeciwko Polakom zaczęła się na Wołyniu, a nie w Galicji, prawdopodobnie właśnie dlatego, że tutaj policja ukraińska odegrała większą rolę w wydarzeniach Holokaustu. Łączy to zagładę Żydów z rzezią Polaków i wyjaśnia obecność na Wołyniu tysięcy doświadczonych w ludobójstwie Ukraińców.


Coraz bardziej przekonuję się do teorii, że za mordy na Ukrainie odpowiada przede wszystkim obecna na Wołyniu mniejszość niemiecka podszywająca się pod Ukraińców.

Kampania przeciwko Polakom zaczęła się na Wołyniu - wyjaśnia obecność na Wołyniu tysięcy doświadczonych w ludobójstwie Ukraińców.

Czyli Wołyń, nie Galicja, bo tutaj byly "kadry" - ale o "kadrach" niemieckich - w sensie - największego skupiska mniejszości niemieckiej we wschodniej Polsce - właśnie na Wołyniu - już nikt nie mówi...


Gdzie podziało się blisko 2 mln obywateli Niemiec którzy jakoby mieli zginąć w wyniku ucieczki, wysiedlenia, deportacji  pod koniec wojny?


W zachodniej Europie potomkowie nazistów u sterów władzy:

Guy Verhofstadt - były premier Belgii
Ursula von der Leyen - Przewodnicząca Komisji Europejskiej - z ramienia Niemiec
Annalena Baerbock - minister spraw zagranicznych Niemiec
Friedrich Merz - kanclerz Niemiec
Blaise Metreweli - przyszła szefowa Secret Intelligence Service (MI6)

kto jeszcze?


do sprawdzenia:

Adolf Heuchinger, jeden z założycieli współczesnej niemieckiej Bundeswehry, jego pierwszy szef sztabu (1957-1961), a później dowódca Komitetu Wojskowego NATO (1961-1964), był członkiem Wehrmachtu podczas II wojny światowej, a w 1944 roku spędził nawet 41 dni jako p.o. szefa sztabu głównodowodzącego niemieckich sił zbrojnych - ówczesnego Adolfa Hitlera.

Inny wysoki rangą niemiecki oficer, który stał na czele komitetu wojskowego NATO, Johannes Steinoff, podczas II wojny światowej był członkiem armii niemieckiej. Był jednym z najbardziej utytułowanych pilotów luwfwafe i przypisuje mu się 176 zwycięstw w bitwach powietrznych.

Hans Spaidel, który w latach 1957-1963 był dowódcą sił NATO w Europie Środkowej, był również oficerem Wehrmachtu i przez pewien czas pełnił funkcję szefa sztabu słynnego nazistowskiego generała Erwina Rommla. Zwrócił się jednak przeciwko Hitlerowi i w 1944 roku wziął udział w nieudanym spisku przeciwko nazistowskim przywódcom, po którym uciekł na wygnanie.

Inny oficer dowodzący siłami NATO w Europie Środkowej, Johann von Kilmanseg, również miał przeszłość w Wehrmachcie. Walczył w Polsce, Francji i Rosji, brał udział w walkach do kwietnia 1945 r. Po okresie niewoli pracował jako kierowca ciężarówki i dziennikarz, a w połowie lat pięćdziesiątych brał udział w tworzeniu Bundeswehry.

Wśród oficerów NATO z burzliwą przeszłością wojenną był Friedrich Gugenberger, który w latach 60. był oficerem dowódcy sił NATO w Europie Północnej. W czasie wojny, jako oficer okrętów podwodnych, brał udział w serii bitew morskich z siłami alianckimi. Po schwytaniu Gugenberger został osadzony w więzieniu w Arizonie, z którego na krótko udało mu się uciec.

Reinhard Gellen, założyciel niemieckiego wywiadu BND, w czasie wojny pracował jako oficer kontrwywiadu w Wehrmachcie, a po wojnie poddał się Amerykanom, gdy został zwerbowany przez CIA. Według agencji został wydalony z armii na początku 1945 roku za "defetyzm", ponieważ raporty mówiły, że pokonanie nazistów na froncie wschodnim było nieuniknione.

W BND działała także "nazistowska księżniczka" Gudrun Burwitz – córka dowódcy SS Heinricha Himmlera, która po wojnie aktywnie broniła spuścizny ojca i partii, której był członkiem.

Była rzekomo powiązana z organizacją cichej pomocy, która pomagała byłym członkom SS – w tym "Rzeźnikowi z Lyonu" Klausowi Barbie, który następnie został zwerbowany do swojej siatki przez Reinharda Gelena. Barbie, która po wojnie uciekła do Boliwii, rzekomo wzięła udział w zamachu stanu w tym kraju w 1980 roku.
Przypadek pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej

Szczególnie interesujący jest przypadek Waltera Hallsteina, wysokiego urzędnika Niemieckiej Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej i pierwszego przewodniczącego Komisji Europejskiej.

Hallstein został profesorem prawa na Uniwersytecie w Rostocku w 1929 roku, a po dojściu do władzy należał do kilku nazistowskich organizacji prawniczych (które były wprawdzie jedynymi organizacjami dozwolonymi w tamtym czasie).

Chociaż oficjalnie nigdy nie był członkiem partii nazistowskiej, Hallstein brał udział w II wojnie światowej jako żołnierz Wehrmachtu, a w 1944 roku został mianowany oficerem odpowiedzialnym za indoktrynację ideologiczną.


Stanisław Janecki - wpolityce.pl
1.11.2025

W ramach zlewozmywakowej psychoanalizy Donald Tusk wytłumaczył, że „polityka nie polega dzisiaj na ujawnianiu faktów o przeciwniku tylko na przyklejaniu kłamstwa”. I tu przywołał „dziadka z Wehrmachtu”. To miało być szczytem „oczerniania”: „Nagonka na mnie i moją rodzinę zaczęła się 20 lat temu, a rozpoczął ją Jacek Kurski. Dotyczyła mojego dziadka, który przymusowo został wcielony do Wermachtu”. 

Problem z „dziadkiem z Wehrmachtu” polega na tym, że to Donald Tusk kręci w tej sprawie, natomiast prawdę mówili członkowie jego rodziny, a przede wszystkim jego mama.

Fakty historyczne są takie, że m.in. na Pomorzu Gdańskim Niemcy wprowadzili Deutsche Volksliste, która klasyfikowała mieszkańców według stopnia „niemieckości”. Polaków, zwłaszcza tych o niemieckich korzeniach, często wpisywano do niższych kategorii (np. III lub IV), co automatycznie czyniło ich poddanymi Rzeszy i podlegającymi służbie wojskowej. Odsetek osób, które odmówiły podpisania Volkslisty, jest szacowany na 5-10 proc.

Jak na rok przed śmiercią mówiła matka premiera, Ewa Tusk, jej „mama i babcia chciały [po zakończeniu wojny wyjechać do Niemiec], w końcu były Niemkami. Obie jednak zostały w Gdańsku, bo tata stanowczo powiedział, że nigdzie nie pojedzie”. 

W domu rodzinnym Ewy Tusk mówiło się po niemiecku, a ona zaczęła się uczyć polskiego dopiero po wojnie. Matka Ewy Tusk była Niemką – nazywała się Anna Gertrude Liebke (1908 – 1997) i była córką Ottilii Johanny Krause (ur. 1879) oraz Alberta Franza Liebke (ur. 1879). Anna Dawidowska z domu Liebke pracowała jako korektorka w niemieckiej gazecie w Sopocie, a polskiego zaczęła się uczyć dopiero po wojnie, gdy miała już 38 lat. W domu Donalda Tuska seniora, ojca obecnego premiera RP, mówiło się i po niemiecku, i po polsku.

Żyjący krewni Donalda Tuska opowiadali, że 1 września 1939 r. jego dziadek Józef Tusk najpierw się ukrywał, a potem zgłosił na policję i został aresztowany. Ale z aresztu wyszedł i następnie pracował jako robotnik rolny. 19 marca 1940 r. Józef Tusk znalazł się w obozie Stutthof, gdzie pracował przy równaniu wałów ochronnych w Reimerswalde, a potem w stoczni Schichaua w Elblągu. W sierpniu 1941 r. Józef Tusk miał zostać przywieziony do gdańskiego gestapo, a stamtąd przeniesiony do obozu Neuengamme koło Hamburga. O pobycie Józefa Tuska w tym obozie nie ma żadnych informacji. Wiadomo tylko, że został zwolniony 26 sierpnia 1942 r. Pracę znalazł w fabryce Schatza, u którego zatrudniona była już jego żona.

2 sierpnia 1944 r. Józef Tusk został wcielony do 328 zapasowego batalionu szkoleniowego grenadierów, czyli do jednostki Wehrmachtu. W życiorysie z 1948 r., przechowywanym w gdańskim oddziale Polskiego Związku Byłych Więźniów Politycznych, Józef Tusk napisał: „25 sierpnia 1944 roku Niemcy wysłali mnie do Niemiec na roboty przy budowie okopów i pracowałem przy budowie bunkrów, rowów przeciwpancernych itd”. Eleonora Gurkowska, córka Józefa Tuska, w sierpniu 2006 r. opowiadała dziennikarce Barbarze Szczepule, że ojca „wysłano chyba na front wschodni, do Kurlandii, bo jeszcze z Nowego Portu mama dostała od niego wiadomość, że takie pogłoski krążą wśród nowo powołanych”. A „z tej Kurlandii przerzucono ojca statkiem do Danii i tam gdzieś - gdzie, nie wiadomo - zaraz dostał się do niewoli angielskiej czy amerykańskiej”.

W lipcu 2006 r. Donald Tusk miał otrzymać z archiwum brytyjskiego Ministerstwa Obrony informację, że „Józef Tusk, urodzony 23 marca 1907 roku w Gdańsku, syn Józefa, nie figuruje w żadnym wykazie”, choć wcześniej członkowie rodziny twierdzili, że trafił do Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. 

Ewa Tusk mówiła w 2008 r. Romanowi Daszczyńskiemu: „Teść uciekł z Wehrmachtu do polskiego wojska”. Dane brytyjskie raczej wskazują na to, że Józef Tusk prosto z Wehrmachtu trafił do brytyjskiej niewoli. Wygląda na to, że po wyjściu na jaw w 2005 r. sprawy „dziadka z Wehrmachtu”, członkowie rodziny Donalda Tuska mówili za dużo, choć mówili prawdę, więc stało się to kłopotliwe.

Donald Tusk kreuje się wyłącznie na ofiarę, choć gdyby brać pod uwagę straszenie przez niego sznurem i gałęzią prezydenta Andrzeja Dudy oraz bardzo liczne seanse nienawiści serwowane od lipca 2021 r., czyli od powrotu do polskiej polityki, status ofiary jest mocno naciągany. Ale cóż szkodzi się kreować: „Oczywiście, że płacę pewną cenę i niejednokrotnie usłyszałem groźby. Niestety moja rodzina doświadcza podobnych ataków. Pomimo tego są bardzo odporni i dzielni. Może dlatego, że doświadczamy tego od 30 lat”.
 

wpolityce.pl/polityka/744666-tusk-wyprzedzil-halloween-straszac-i-przerazajac


Nie wyjaśnia to daty 24 września 1939 z tabliczki znalezionej w Stutthof.



Prawym Okiem: "Tusk nie jest premierem"

Prawym Okiem: Zza grobu...

Prawym Okiem: Neonaziści w wydarzeniach AfD

Prawym Okiem: Potomkowie nazistów, UB, Werwolf...

Prawym Okiem: 2 miliony niemców


13 lipca 2024



uzupełnienia:

14 sierpnia 2024

25 sierpnia 2024

21 września 2024

5 października 2024

19 października 2024

27 listopada 2024

17 lipca 2025

19 lipca 2025

25 lipca 2025


tekst nieskończony



P.S.

dygresyjnie....

wikipedia o Neuengamme_(KL):


Praca w obozie polegała na produkcji cegieł i dachówek. W tym celu więźniowie zostali zmuszeni do wykopania kanału ułatwiającego transport materiałów. Szybko wokół tego obozu rozrosły się podobozy i komanda zewnętrzne, których liczba zbliżyła się do stu. Począwszy od 1942, na niewolniczej pracy więźniów opierała się część produkcji zbrojeniowej. W 1944 fenomen ten rozwinął się na skalę masową.

Na terenie obozu przeprowadzono pierwsze doświadczenia z gazem Cyklon B, który później był używany – głównie w Auschwitz-Birkenau – do masowych eksterminacji w ramach polityki zagłady Żydów. W obozie prowadzono także doświadczenia pseudomedyczne nad chorobami zakaźnymi. Badania te prowadził m.in. dr SS Kurt Heissmeyer na żydowskich dzieciach poniżej dwunastego roku życia. Dzieci te zamordowano na kilka dni przed wyzwoleniem obozu.


"Fenomen"?

Kto tak pisze?

Pamiętamy  "arcydzieło międzynarodowej dyplomacji"  z posta Granice niemieckie...



---

dodatki


Syn Tuska, vel Józef Bąk, ukrywał tożsamość?
12 sierpnia 2012, 11:48


W ostatnich dniach coraz więcej mówi się o pracy Michała Tuska, syna premiera, dla upadłych już linii lotniczych OLT Express, których właścicielem była firma Amber Gold należąca do Marcina Plichty i jego żony. Okazuje się, że Michał Tusk w swojej pracy wiele spraw załatwiał przedstawiając się jako Józef Bąk - informuje wprost.pl.

  


  

gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TUSK_JÓZEF,_lutnik

zdjęcia robią wrażenie...

Wy też na swoje alter ego wybralibyście imię swojego pradziadka, o którego przeszłość w przestrzeni medialnej toczą się polityczne spory?? 

OLT Express to firma powiązana z aferą AmberGold - link z prawej strony bloga.





Posty z cyklu STUTTHOF:






Stutthof cz. 4 (Autostrada czy wojna?)



planowane:

Stutthof cz. 7 (Dziadek z wehrmachtu) - data publikacji - 10 listopada 2024 r.

Stutthof cz. 8  - data publikacji - jesień-zima 2024 r.

Stutthof cz. 9 (Analiza) - data publikacji - jesień-zima 2024 r.

Stutthof cz. 10 (Święta Ziemia) - data publikacji - maj 2025 r.












Kto rządzi w kraju?

















------


Źródła:


Prawym Okiem: Dokumenty SS z Auschwitz wywiezione do Niemiec

Prawym Okiem: Jak Amerykanie i Niemcy stworzyli ZSRR?

Prawym Okiem: Plan Hitlera dla Polski wciąż aktualny

Prawym Okiem: Konsekwencje braku Traktatu Pokojowego po II WŚ

Prawym Okiem: Oszczerstwa o jakoby faszystowskiej Polsce

Prawym Okiem: ws. „uznania Ślązaków za mniejszość niemiecką”

Prawym Okiem: Groźba?










pl.wikipedia.org/wiki/Józef_Tusk#cite_note-GP2005-238-7

web.archive.org/web/20080617213912/http://ww6.tvp.pl/4262,20051014256801.strona


Neuengamme (KL) – Wikipedia, wolna encyklopedia


en.wikipedia.org/wiki/Neuengamme_concentration_camp

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/syn-tuska-vel-jozef-bak-ukrywal-tozsamosc/d5byw

gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=TUSK_JÓZEF,_lutnik

https://www.google.com/search?q=polityk+po+neumann&client=firefox-b-d&sca_esv=0e0d77e718b5103d&sca_upv=1&udm=2&biw=1600&bih=757&sxsrf=ADLYWIJ8pRVqK1BVQ2Ro5wXRAcDDbRuPug%3A1717924192632&ei=YHFlZruTJum-xc8Py9yAuAM&ved=0ahUKEwi7w4Kqls6GAxVpX_EDHUsuADcQ4dUDCBE&uact=5&oq=polityk+po+neumann&gs_lp=Egxnd3Mtd2l6LXNlcnAiEnBvbGl0eWsgcG8gbmV1bWFubkjKFlCwBliMFXABeACQAQCYAXagAZIHqgEEMTAuMbgBA8gBAPgBAZgCBaAC3wLCAgYQABgIGB7CAggQABgHGAgYHsICBhAAGAcYHsICBxAAGIAEGBiYAwCIBgGSBwE1oAfHEQ&sclient=gws-wiz-serp#vhid=NMn1QDV2Khrf5M&vssid=mosaic

  

https://www.google.com/search?q=josef+neumann+spd&client=firefox-b-d&sca_esv=9f96f96f072b035a&sca_upv=1&sxsrf=ADLYWILMemI6WAn5jI6uq56u29pbRTw4tQ%3A1717925222706&ei=ZnVlZrXsKs2Dxc8Pn7SM6AQ&udm=&ved=0ahUKEwi1t5mVms6GAxXNQfEDHR8aA00Q4dUDCBA&uact=5&oq=josef+neumann+spd&gs_lp=Egxnd3Mtd2l6LXNlcnAiEWpvc2VmIG5ldW1hbm4gc3BkMgYQABgWGB4yBhAAGBYYHkjqClChB1i9CXABeACQAQCYAWCgAZ0CqgEBM7gBA8gBAPgBAZgCA6ACswLCAgQQIxgnwgIKEAAYFhgKGB4YD8ICCBAAGIAEGKIEmAMAiAYBkgcDMC4zoAfLCQ&sclient=gws-wiz-serp

 

pbc.gda.pl/dlibra/publication/8828/edition/4921#description


dawnysopot.pl/?content=opracowania&akcja=pokaz&id=27

pl.wikipedia.org/wiki/Aleja_Niepodległości_w_Sopocie

twojniemiecki.pl/gramatyka/skroty-niemieckie.html

pl.wikipedia.org/wiki/Emaus_(miejscowość_biblijna)

en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/Emmaus?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=rq

pl.wikipedia.org/wiki/Emaus_(Gdańsk)

www.lamus.pl/images/katalog_2014-1_optymalizacja.pdf

maciejsynak.blogspot.com/2024/06/gdyby-wojna-potrwaa-duzej.html

maciejsynak.blogspot.com/2024/06/stutthof-cz1-skany.html

en.wikipedia.org/wiki/Politische_Abteilung

sjp.pwn.pl/slowniki/znacznie.html

maciejsynak.blogspot.com/2018/08/tajemnica-malborskiego-relikwiarza.html

pl.wikipedia.org/wiki/Pieśń_o_wójcie_Albercie

de.wikipedia.org/wiki/Rohrdommeln

pl.wikipedia.org/wiki/Zrzeszenie_Kaszubskie

gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=ZRZESZENIE_KASZUBSKO-POMORSKIE

pl.wikipedia.org/wiki/Zrzeszenie_Regionalne_Kaszubów

pl.wikipedia.org/wiki/Rzeź_wołyńska


Lend-Lease – Wikipedia, wolna encyklopedia

pl.wikipedia.org/wiki/Lend-Lease_Act

Kalendarz Marzec 1940 r. - Kalbi.pl


notatka o brunonie Schuzu - fb Była Sobie Fotka  z 12 lipca 2024

www.geni.com/people/Julianna-Tusk/6000000020351116389

*katalog na aukcję pamiątek Antykwariatu Lamus

/tvn24.pl/trojmiasto/tusk-o-aukcji-pamiatek-po-swoim-dziadku-ja-bym-tego-nie-robil-ra426557-ls3359212

pl.wikipedia.org/wiki/Operacja_Tannenberg

pl.wikipedia.org/wiki/Sonderfahndungsbuch_Polen

www.sbc.org.pl/dlibra/publication/27260/edition

pl.wikipedia.org/wiki/Gmina_Polska_Związek_Polaków

web.archive.org/web/20220929024741/https://gdansk.gedanopedia.pl/gdansk/?title=GMINA_POLSKA_ZWIĄZEK_POLAKÓW_W_WOLNYM_MIEŚCIE_GDAŃSKU

Prawym Okiem: Lista postów (maciejsynak.blogspot.com)

pl.wikipedia.org/wiki/Rudolf_Heß

pl.wikipedia.org/wiki/Zbrodnia_w_Skarszewach

"STUTTHOF hitlerowski obóz koncentracyjny" - praca zbiorowa, wyd. I, 1988 r.

 
ustawienia geoportalu w zakładce Lidar:












 

Rohrdommeln

 

 



 

pl.wikipedia.org/wiki/Katastrofa_polskiego_Tu-154_w_Smoleńsku
pl.wikipedia.org/wiki/Janina_Grabowska-Chałka
pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Orski

IIpub07082025