Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skarszewy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Skarszewy. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 lutego 2021

Historia Skarszew cz. 3



 ...albo inaczej: 

A nie mówiłem??



Biblioteka na tropie zbrodni na mieszkańcach Tczewa z roku 1939

  • 23 LUTEGO 2021 

  • W Aktualności, Sekcja Historii Miasta

Opinia historyczna po lekturze dostępnych materiałów historycznych

W odpowiedzi na pismo rozesłane przez Prezydenta Miasta Tczewa, Pana Mirosława Pobłockiego, do różnych urzędów, nadeszło pięć pism z Instytutu Pamięci Narodowej oraz jedno z Polskiego Czerwonego Krzyża. Żadne z nich nie zawiera nowych informacji. W jednym z pism IPN ocenia, że prochownia znajdowała się na terenie dzisiaj ograniczonym ulicami: Aleją Solidarności, Aleją Kociewską, Jana Brzechwy i torami kolejowymi. Instytut poza wskazaniem miejsca nie podaje jednak żadnego dowodu na lokalizację ww. miejsca.


Zapoznałem się więc z materiałami w tym m.in. archiwalnymi i mimo lektury wielu akt nie znalazłem jasnej odpowiedzi na podstawowe pytanie, gdzie znajdowała się prochownia. Pozostał do przeanalizowania jeszcze tylko jeden dokument – protokół z ekshumacji przeprowadzonej w Tczewie w październiku 1945 roku. Być może w tym materiale znajduje się  w nim jakaś mapka wskazującą lokalizację prochowni albo bliższy opis.

Z analizy dotychczas dostępnych materiałów nie uzyskałem żadnej nowej wiedzy odnośnie lokalizacji prochowni, bowiem nigdy na żadnej mapie ani w żadnym dokumencie urzędowym nie spotkałem zaznaczonego terenu podpisanego wprost „prochownia”. Swoją wiedzę na temat lokalizacji prochowni opieram na relacji mieszkańca Tczewa – Jana Kamińskiego, uczestnika ekshumacji w 1945 roku – i traktuję ją jako najważniejszy dowód w tej sprawie. Zdaję sobie jednak sprawę, że relacja ta jest obarczona niepewnością, ponieważ świadek zdarzeń spisał swoją relację dopiero w 2002 roku, czyli 57 lat po przeprowadzeniu ekshumacji. Jako historyk bardziej ufam dokumentom z danego okresu, lecz przy ich braku, relacja bezpośredniego świadka, wówczas licealisty przymuszonego do „ładowania” zwłok do trumien, pozostaje świadectwem wartościowym, bo tego typu przeżycie zapada głęboko w pamięć jego uczestnika.

Szukając lokalizacji prochowni, przeanalizowałem mapy Tczewa z roku 1931, 1934, 1942 i z 1944. Porównanie mapy z 1931 roku z późniejszymi rzuca pewne światło na sprawę. Otóż na mapie z 1931 roku widnieje jedynie kawałek obecnej ulicy Tczewskich Saperów. Na mapach z 1934 i 1942 roku (bardzo dokładnej, szczegółowej, w skali 1:25000) ulica Tczewskich Saperów jest wyraźnie dłuższa, a na jej końcu, w prostej linii za koszarami, przy torach widnieje obiekt, do którego z koszar prowadzi droga. Droga ta, w dalszym biegu, prowadzi również do strzelnicy (dzisiaj okolice ulicy Poligonowej). Słowem, przy drodze od ulicy Tczewskich Saperów na mapach widnieją tylko dwa obiekty: jeden przy torach – być może prochownia i drugi – strzelnica.

Co ważne, w materiałach z pogrzebu ofiar z 1945 roku używa się określenia „zbrodnia za koszarami”. Za koszarami znajdowała się tylko wspomniana wyżej droga prowadząca wyłącznie w te dwa miejsca. Dodatkowo warto zaznaczyć, że na mapie z 1942 roku napisano o terenie przy torach, że jest to teren ogrodzony drutem (drahtzaun).

W swojej relacji przywołany Jan Kamiński, w 2002 roku na łamach „Kociewskiego Magazynu Regionalnego” (nr 38/39, strony 42–43), miejsce, w którym doszło do mordu opisał następująco: „Na terenie miasta Tczewa są tylko dwa miejsca, w których na początku II wojny światowej niemiecki okupant dokonał egzekucji miejscowej okolicznej ludności. Pierwsza z nich, którą wyżej opisano, odbyła się w rejonie koszar, w pobliżu byłej prochowni. Obecnie blisko tego miejsca, niedaleko wiaduktu nad torami, przebiega droga krajowa nr 1, która wówczas nie istniała. Dokładna lokalizacja po upływie tylu lat jest prawie niemożliwa, gdyż znajdujący się tam teren jest zupełnie zniekształcony. Ówczesne zarośla i krzaki przekształciły się w duże drzewa, a łagodny stok został przekopany przez nielegalnych eksploratorów piasku”.

Lokalizację tę pośrednio potwierdza druga osoba, która przebywała w prochowni w 1939 roku. Był to Czesław Knopp z Tczewa, autor książki „Spod Stalingradu do Londynu” – żołnierz Wermachtu, a potem wojsk generała Andersa, który po wojnie nie wrócił do Polski. Knopp pisze na stronie 36 „Kociewskiego Magazynu”: „Kilka minut później wprowadzono nas do koszar, gdzie dostaliśmy rozkaz usuwania gruzów po bombardowaniu. (…) W tym drugim tygodniu dokonaliśmy odkrycia, które nas zszokowało. Podczas przerw, po spożyciu naszych kanapek, łaziliśmy po okolicznym terenie. W miejscu, gdzie wysypywaliśmy gruz, stały magazyny – prawdopodobnie do przechowywania materiałów wybuchowych i amunicji. W jednym z nich znajdowała się zwalona na kupę odzież. Po bliższym przyjrzeniu się odkryliśmy ślady strzałów i krwi. Tam również leżał księży biret z wypisanym wewnątrz nazwiskiem ks. Schwanitza, też zakrwawiony. Był to widoczny ślad odbytych tam egzekucji. To, co do nas dochodziło w formie plotek, okazało się prawdą”.

Relacja Knoppa nie wnosi nic nowego do sprawy, poza stwierdzeniem, że w pobliżu zbombardowanych częściowo koszar znajdował się magazyn do przechowywania materiałów wybuchowych i amunicji, więc potwierdza istnienie prochowni.

Skoro Jan Kamiński, uczestnik ekshumacji, wspominał o torach, więc szukałem lokalizacji prochowni koło torów. Na jedynej drodze z koszar do strzelnicy znajduje się jedynie obiekt na działce o wymiarach około 375 na 375 metrów. Teren ten znajduje się na mapie zarówno z 1934 roku, jak i z 1942, natomiast nie ma go na wcześniejszych mapach, bo wcześniejsze plany miasta nie obejmowały tego obszaru. Ponadto sama jednostka wojskowa istniała w tym miejscu dopiero od 1930 roku, więc koszary powstały niewiele wcześniej i nie było ich na wcześniejszych mapach.

Dzięki współpracy z informatykiem MBP w Tczewie, Maciejem Fergonem, nałożyliśmy bardzo dokładną mapę z 1942 roku na współczesną mapę google i inne. Po nałożeniu na mapę o takiej samej skali – co widać na mapach załączonych do tej korespondencji – leżący przy torach plac o wymiarach 375 na 375 metrów w dużej części (ale nie całkowicie) pokrywa się z niezabudowaną działką na Osiedlu Bajkowym, ograniczoną Aleją Solidarności, Aleją Kociewską, ulicą Jana Brzechwy i torami kolejowymi. Tak więc, skoro w relacji uczestnika ekshumacji Jana Kamińskiego grób masowy był w pobliżu torów, można przypuszczać, że teren prochowni z 1939 roku to wskazany teren na Osiedlu Bajkowym.

Czy można spodziewać się odkrycia kolejnych zwłok?

Tego nie wie nikt. Nie wiemy ile osób straciło życie w wyniku zbrodni za koszarami. Wiemy na pewno, że zwłoki w pobliżu prochowni odkryto na głębokości zaledwie 60–70 centymetrów. Dokumentacja śledztwa została sporządzona niedbale. Tylko część osób zidentyfikowano – księży oraz kolejarzy po charakterystycznym ubiorze. Pozostałych nie rozpoznano. Na liście ofiar pomordowanych w koszarach są błędy. Wskazano aż 120 osób rzekomych ofiar, przy czym prokurator przyjął jako pewnik 95 osób, a pozostałe 25 uznał za niepewne. Osobiście listę osób niepewnych pomniejszyłbym, bo na liście, na której znajduje się 25 osób rzekomo zamordowanych w koszarach, widnieje m.in. Jakub Jagalski (brat Wiktora, burmistrza Tczewa, który zginął w 1939 roku w koszarach). Wiadomo jednak, że Jakub zmarł w 1932 roku. Na liście widnieje jeszcze jedna osoba, która z całą pewnością nie znajdowała się wśród pomordowanych w tym miejscu. Ponadto ustalenia Jacka Cherka z MBP w Tczewie pokazują, że na liście ofiar zbrodni w Tczewie za koszarami widnieje 25 tych samych nazwisk co na liście osób rzekomo straconych w Lesie Szpęgawskim. Wynika to z faktu, że mieszkańcy miasta po wojnie, chcąc uczcić pamięć swoich zmarłych, wywierali presję na urzędnikach, by wpisali ich najbliższych na listę ofiar, nie mając wiedzy i nie sprawdzając, czy zginęli w Tczewie, Szpęgawsku czy Stutthofie.

Wydaje mi się, że nie jest możliwe obecnie ustalenie, ile osób zginęło w koszarach. Nie wiemy nawet, ile ich wydobyto. Urzędowe akta mówią o 71 osobach pochowanych w Tczewie na cmentarzu Starym, wcześniej ekshumowanych w prochowni oraz o 10 księżach pochowanych w Pelplinie, wcześniej ekshumowanych w prochowni w Tczewie. W książkach podaje się inaczej – nieżyjący już ksiądz Henryk Mross, niezwykle skrupulatny biografista, autor słownika biograficznego kapłanów, wskazał, że w Tczewie zostało zamordowanych 24 kapłanów, następnie ekshumowanych i pochowanych w Pelplinie. Liczba ta mogła ulec zmianie, bo nie wiemy, ile osób ekshumowano w 1976 roku na terenie koszar (i w jakim miejscu).

Z kolei Jan Kamiński mówi o 112 ekshumowanych w 1945 roku, co nie jest prawdą.

Przyjmując najmniej optymistyczne dane, na terenie Tczewa w pobliżu DK91 lub pod nią, mogą znajdować się szczątki około 25 osób pomordowanych w 1945. Ale jest to jedynie przypuszczenie, bo być może wszyscy zostali ekshumowani już w 1945 roku. Przypomnę, że wówczas państwu polskiemu i społeczeństwu zależało na pokazowych akcjach ekshumacji. Gromadziły one tłumy. Wystarczy wspomnieć, że w pogrzebie pomordowanych w Tczewie wzięło udział 10.000 mieszkańców (spośród zaledwie 21.000). Była ogromna presja społeczna, by ekshumację przeprowadzić starannie. Mimo to, po osiemdziesięciu latach od tej strasznej zbrodni, nie jesteśmy w stanie dokładnie wskazać, ile osób zostało zamordowanych, a tym samym odpowiedzieć na pytanie, czy wszyscy zostali ekshumowani i godnie pochowani.

dr Krzysztof Korda
Dyrektor MBP w Tczewie




https://mbp.tczew.pl/2021/02/23/biblioteka-na-tropie-zbrodni-na-mieszkancach-tczewa-z-roku-1939/


https://maciejsynak.blogspot.com/2021/01/historia-skarszew.html




niedziela, 17 stycznia 2021

Chcą odkryć największą tajemnicę Skarszew.

 Ale im się śpieszy...


Niedawno dopiero co wykonali badania georadarowe, a już w styczniu robią odwierty...

I TO W ZMROŻONEJ NA KAMIEŃ ZIEMI !!

Wczoraj było tam minus 16 stopni Celsjusza!


W Skarszewach trwają poszukiwania dawnego przejścia podziemnego pomiędzy Zamkiem Joannitów a kościołem św. Michała Archanioła. W czasie odwiertów pobierane są próbki gleby, które dla archeologów są ważnym materiałem do analizy.


- Mimo zimy mamy gorące wieści dotyczące jednej z największych tajemnic Skarszew. W pobliżu Zamku Joannitów rozpoczęły się profesjonalne odwierty - są one prowadzone w miejscach wskazanych latem ub.r. w czasie badań archeologicznych i dzięki nim mamy szansę potwierdzić istnienie średniowiecznego przejścia łączącego zamek z kościołem św. Michała Archanioła - czytamy na fanpageu Skarszewy. - W pracach, które mają potrwać kilka dni, uczestniczą - podobnie jak poprzednio - archeolodzy z Uniwersytetu Warszawskiego, a wszystko odbywa się z inicjatywy gminy Skarszewy i Gminnego Ośrodka Kultury i Biblioteki Publicznej.








Rozumiem, że to z tego powodu....

https://maciejsynak.blogspot.com/2018/08/tajemnica-koscioa-w-skarszewach.html






https://starogardgdanski.naszemiasto.pl/chca-odkryc-najwieksza-tajemnice-skarszew-zdjecia/ar/c13-8091163



poniedziałek, 11 stycznia 2021

Lista strat

 


Zwykła grypa jest bardziej śmiertelna niż covidowa.

W ostatnich tygodniach zauważam wysyp śmierci w szeregach szczególnie osób zasłużonych dla państwa - kierownicy różnych instytucji, lokalni działacze i bardziej znane osoby, jak np. aktorzy.


Covid - a dokładnie biorąc - infopandemia covidowa - może być kolejną przykrywką dla mordów, więc należałoby zrobić szczegółową listę strat osób zasłużonych dla społeczeństwa polskiego zmarłych na ten rodzaj grypy i porównać z liczbą ofiar o podobnym profilu, ale grypy zwykłej.


Trzeba sprawdzić jaki udział procentowy ofiar grypy zwykłej obejmuje działaczy społecznych, osoby wyróżniające się prospołecznie czy też po prostu zajmujące kierownicze stanowiska, a następnie porównać z danymi dotyczącymi "medialnej" grypy jaką jest covid.


Pamiętamy, że ubecy torturowali i mordowali w więzieniach osoby zasłużone dla Polski, należy sądzić, że po 1953 roku wcale nie zaprzestali tych praktyk, tylko utaili.


Porównaj także to:

Profesor Gut nareszcie się wygadał o co chodzi z pandemią.2 miliardy na szczepionkę od USA.





oraz:


https://maciejsynak.blogspot.com/2021/01/chiny-pocovidowe-mocarstwo.html

także:


Steve Tsang, dyrektor SOAS China Institute na Uniwersytecie Londyńskim, powiedział, że uwagi Xi pokazują, że zamierza maksymalnie wykorzystać świat, który jest w ciągłym ruchu i przechodzi zmiany, które mogą zasadniczo zmienić globalny porządek.

„Xi jest teraz bardzo ostrożny i optymistyczny. Uważa, że ​​ogólne środowisko i rozwój są pozytywne dla Chin, aby mogły odgrywać nową rolę historyczną, i dostrzega wyzwania, ale jest przekonany, że Chiny pod jego rządami będą w stanie jak najlepiej to wykorzystać ”- powiedział Tsang.

„Jest to - parafrazując Napoleona - deklarację, że warunki są odpowiednie do tego, by poprzednio śpiący lew ryczał i dopilnuje, żeby tak się stało” - powiedział. „Xi nie określił [dokładnej polityki, którą Chiny będą wdrażać]. Oświadczył, że warunki są dojrzałe i jeśli Chiny zgromadzą się wokół przywództwa i pójdą za nim, to osiągną. Świat powinien to zauważyć ”.




https://www.scmp.com/news/china/politics/article/3117314/xi-jinping-says-time-and-momentum-chinas-side-he-sets-out?fbclid=IwAR0wYgGE9W9k5NBZGgSI-dK4RkCgQP1Odo1hrUUnsZKb0QIOEtoPsjd-BjA




czwartek, 30 sierpnia 2018

Tajemnica kościoła w Skarszewach


 2013

Miłośnicy historii Skarszew wraz z parafią pw. św. Maksymiliana Kolbego chcą w ten weekend odtworzyć historyczne wydarzenie z 1741 r., jakim było zbudowanie świątyni w 24 godziny. Uda się kościół w Skarszewach zbudować w dobę i tym samym pobić rekord Guinnessa? 







czyli o tym, jak niemcy Polaków ..ten... tego... bez mydła.

Najpierw obszerne fragmenty tekstu z kociewiaków..






Z pokolenia na pokolenie przekazywano w grodzie nad Wietcisą piękną legendę o tym, jak w Skarszewach w ciągu 24 godzin zbudowano ewangelicki zbór. Po przebadaniu materiałów historycznych z poprzednich stuleci udało się udokumentować, że stara legenda jest w znacznym zakresie relacją z prawdziwego wydarzenia. Okazało się, że w ciągu jednej nocy z 14 na 15 września 1741 roku, z elementów budowlanych przywiezionych z Gdańska na 131 wozach, wybudowano w Skarszewach ewangelicki kościół.


Od początku siedemnastego wieku trzy kolejne ewangelickie zbory w Skarszewach wbudowane były w trójstronną basztę średniowiecznego muru miejskiego, usytuowaną ongiś u wylotu ulicy Kościelnej. Pierwszy basztowy zbór spłonął najprawdopodobniej w 1629 roku, podczas pierwszej wojny polsko-szwedzkiej. Niektórzy historycy podają , że kościół ten uległ zniszczeniu nieco później - w 1630 lub 1631 roku.

Następny zbór ewangelicki wybudowano na tym samym miejscu w 1635 roku. Służył on wiernym przeszło sto lat. Ostatnie chwile użytkowania tego kościoła były niezwykle dramatyczne. Ich opis znamy ze sprawozdania rządcy skarszewskiego zboru - kaznodziei Johanna Christopha Weise, który w 1741 roku doprowadził do zbudowania nowego kościoła ewangelickiego.





Ze sprawozdania wynika, że w święto wielkanocne 1741 roku, zaraz po rozpoczęciu mszy, świątynię wypełnił krzyk przerażenia. Z jednej strony wołano, że pękają belki, z drugiej – iż wybuchł pożar. Mimo, że obydwa alarmy były nieprawdziwe, ludzie tłocząc się do wyjścia i zeskakując z empor (wewnętrznych „balkonów” wspartych na kolumnach), wzajemnie się przygniatali. Kilka osób wskutek obrażeń wkrótce zmarło.

Choć całe zdarzenie spowodowane było nieuzasadnioną paniką, kaznodzieja Weise przyznaje, że ze względu na zły stan zboru, pęknięcie belek i załamanie empor stanowiło realne zagrożenie.

Orzeczenie rzeczoznawców było jednoznaczne: zbór nie nadaje się do remontu, należy go rozebrać. Te tragiczne wydarzenia i nakaz natychmiastowego zamknięcia świątyni spowodowały, że kaznodzieja Johann Weise zwrócił się do gdańskich ewangelików o pomoc przy budowie nowej świątyni. Ojcowie tego miasta wysłuchali jego prośby.

Darowizny w wysokości 900 florenów, które po trzykroć przez dostojną Radę otrzymał, pozwoliły na wynajęcie gdańskiego mistrza ciesielskiego Johanna Christopha Rohra. Drewniane elementy do budowy kościoła zostały potajemnie zamówione poza Skarszewami z obawy, że polski król na wieść o czynionych przygotowaniach mógłby zakazać budowy zboru. Kaznodzieja Weise podaje, że materiały budowlane nadeszły z Gdańska na 131 wozach, pod opieką 94 żołnierzy ( jako robotników), 24 cieśli, 12 murarzy i 20 pomocników.

Wyobraźmy sobie, jaką sensację musiał wzbudzać już sam wyjazd z Gdańska mierzącej ponad kilometr kolumny wozów z materiałami budowlanymi, w eskorcie prawie setki potężnych gdańskich żołnierzy i licznych rzemieślników, głównie cieśli okrętowych i murarzy. Zapewne nawet w takiej metropolii jak Gdańsk nie był to widok powszedni, a co dopiero w położonych przy drodze przejazdu małych miejscowościach.






Po dotarciu na plac budowy, mimo protestów katolików, w ciągu zaledwie 24 godzin rozebrano starą świątynię i na jej miejscu wybudowano nowy ewangelicki zbór w konstrukcji „pruskiego muru”. Miał on 8,80m długości, 8,15m szerokości i okazałą wieżę, zakończoną chorągiewką z rokiem budowy, o wysokości ponad 27 metrów. Wieści o pomyślnym finale tego doskonale zaplanowanego i precyzyjnie wykonanego przedsięwzięcia rozeszły się szerokim echem w całych Prusach Królewskich. Dotarły nawet do polskiego króla wraz z skargą na zbrojny najazd grodu nad Wietcisą. Jednakże po fakcie gdańska Rada potrafiła skutecznie odeprzeć wszelkie zarzuty.

Słynny skarszewski zbór istniał 140 lat, do roku 1881. Wtedy to konsekrowano nowy, istniejący do dziś, kościół ewangelicki zbudowany za niebagatelną kwotę 180 tysięcy marek. Zasłaniający boczne wejście do nowej świątyni basztowy zbór został rozebrany, a zdatne do użytku drewno sprzedano gospodarzowi z Olszanki , który wybudował z niego wiatrak. 



 


LEGENDARNE WĄTKIWspaniałe dzieło gdańskich budowniczych w następnym stuleciu przeszło do legendy. Według niej polski król (albo wojewoda – w innej wersji legendy), będąc w nastroju do żartów, uległ prośbie skarszewskich ewangelików i wyraził zgodę na budowę nowego zboru, pod warunkiem ukończenia budowli w ciągu 24 godzin. Mimo to ewangelicy podjęli próbę budowy kościoła w tym nierealnym na pozór czasie. Dalszy przebieg akcji niemal dokładnie pokrywa się z faktami historycznymi. Legendarne jest tylko zakończenie, które podaję za nieżyjącymi już skarszewskimi gawędziarzami i niemieckimi publikacjami z dziewiętnastego wieku.

Gdy nadszedł świt, budowa ewangelickiego zboru w Skarszewach była na ukończeniu. Za kwadrans upływał czas wyznaczony na wykonywanie robót.. Wtedy na budowie zapanowało wielkie zamieszanie. Zginął gdzieś drewniany bolec potrzebny do połączenia ostatniej belki konstrukcyjnej. Bez tego nie uznano by dzieła za skończone. Robotnicy przeszukali wszystkie kąty. Bezskutecznie. Bolca nigdzie nie było. Budowniczym zostało tylko kilka minut. Ktoś chwycił za siekierę próbując wyciosać brakujący element, choć wiadomo było, że już nie zdąży.





Kiedy klęska ewangelików była przesądzona, z tłumu gapiów przecisnął się katolicki chłopiec. Podbiegł do głównego cieśli i wskazał oddalającego się mnicha jako sprawcę kradzieży poszukiwanego bolca. Bez słowa, z szybkością błyskawicy dopadli go potężni rzemieślnicy i odebrali mu brakujący element budowlany. Najzręczniejszy gdański cieśla okrętowy chwycił bolec i po rzuconej mu z góry linie wdrapał się na szczyt budowli. Przyłożył drewniany koł do otworu w belce i wielkim młotem wbił go do środka , łącząc ostatnie belki konstrukcyjne.

W tym momencie rozległo się donośne bicie zegara na wieży skarszewskiej fary, oznaczające całkowite wstrzymanie robót. Koniec wieńczy dzieło. W takich okolicznościach, według legendy, zakończono budowę zboru. Chłopiec, który udaremnił niecne zamiary mnicha, został hojnie nagrodzony, a skarszewscy ewangelicy zaprosili zebranych katolików do wspólnej uczty. Przed zbór zajechały wozy pełne beczek dubeltowego gdańskiego piwa, mocnej tabaki i przeróżnego jadła. Wszyscy mieszkańcy Skarszew i okolicznych wiosek przez wiele godzin w dobrej komitywie świętowali pojednanie. Tak oto katolickie dziecko przyczyniło się do pogodzenia zwaśnionej na tle wyznaniowym społeczności grodu nad Wietcisą.

CENNE ZABYTKIPo basztowych zborach zachowało się niewiele pamiątek. Szczęśliwie, na dachu zakrystii poewangelickiego kościoła, przetrwał do naszych czasów niezmiernie ciekawy zespół zabytków z dawnych ewangelickich świątyń. Są to zamocowane na jednym maszcie dwie historyczne chorągiewki wieżowe oraz stanowiący ich zwieńczenie promienny krzyż. Starsza chorągiewka, częściowo zniszczona, pochodzi z luterańskiego kościoła zbudowanego w 1635 roku. Natomiast młodsza zdobiła ongiś legendarny zbór z 1741 roku.

W Muzeum Skarszew, z okien którego roztacza się najwspanialszy widok na kościół poewangelicki i dziedziniec, gdzie kiedyś stały kolejno trzy basztowe zbory, przygotowywana jest ekspozycja pamiątek związanych z tymi obiektami. Wśród zabytków są takie rarytasy, jak blaszany półksiężyc z chorągiewki wieżowej kościoła ewangelickiego z 1741 roku oraz pieczęć Parafii Ewangelickiej w Skarszewach, na której najprawdopodobniej znajduje się wizerunek pierwszego basztowego zboru, spalonego przez Szwedów w 1629 roku . Ze względu na atrakcyjność zgromadzonych eksponatów, związanych z burzliwymi dziejami grodu nad Wietcisą, warto będzie odwiedzić utworzone z inicjatywy burmistrza Dariusza Skalskiego Muzeum Skarszew. Otwarcie tej placówki zaplanowane jest na 9 października bieżącego roku.
Edward Zimmermann

Za magazynem Kociewiak - dodatek do piątkowego wydania Dziennika Bałtyckiego. 





Tyle legenda, a może raczej – zafałszowana historia....



Jak było naprawdę?




A więc, było to tak....



Prawdopodobnie odpadł tynk i w ścianie zauważono nietypowy element budowlany – (Zginął gdzieś drewniany bolec potrzebny do połączenia ostatniej belki konstrukcyjnej. Robotnicy przeszukali wszystkie kąty. Bezskutecznie. Bolca nigdzie nie było ) domyślam się co to było, ale nie będę o tym pisał. Żeby go wydobyć trzeba było rozebrać ścianę nośną budynku, stąd cała afera...

świątynię wypełnił krzyk przerażenia. Z jednej strony wołano, że pękają belki, z drugiej – iż wybuchł pożar. Mimo, że obydwa alarmy były nieprawdziwe,

Kiedy zauważono ten element, podjęto szybką decyzję – niewygodnych świadków zabito zrzucając ich z empor, skacząc im po głowie, bądź kopiąc i bijąc pięściami.
Jeszcze do końca nie ustalili wersji, jaka katastrofa, ale też krzykami starali się zagłuszyć krzyki ofiar....

PO morderstwie rozgłoszono fałszywe wieści i kościół zamknięto na 4 spusty.

Potajemnie doskonale zaplanowali i precyzyjnie wykonali przedsięwzięcie wywiezienia tego elementu do Gdańska.

Pod obstawą zbrojnie przyjechali wydobyć i wywieźć ten element.

na 131 wozach, pod opieką 94 żołnierzy ( jako robotników) jaką sensację musiał wzbudzać już sam wyjazd z Gdańska mierzącej ponad kilometr kolumny wozów z materiałami budowlanymi, w eskorcie prawie setki potężnych gdańskich żołnierzy i licznych rzemieślników, głównie cieśli okrętowych i murarzy. Zapewne nawet w takiej metropolii jak Gdańsk nie był to widok powszedni, a co dopiero w położonych przy drodze przejazdu małych miejscowościach.

zbrojny najazd - mimo protestów katolików, w ciągu zaledwie ... godzin rozebrano starą świątynię wydobyto co trzeba i na jej miejscu wybudowano nowy ewangelicki zbór w konstrukcji „pruskiego muru” - dokonano podmiany budynku – był budynek, potem go nie było i znowu był.... a tajemnica pozostała tajemnicą.

Skąd my to znamy?

Ktoś coś jednak wiedział - "mimo protestów katolików", oraz: "rozeszły się szerokim echem w całych Prusach Królewskich. Dotarły nawet do polskiego króla wraz z skargą" (ale na co?)

Jednakże po fakcie gdańska Rada potrafiła skutecznie odeprzeć wszelkie zarzuty. Jakie zarzuty?

Potem wyczyszczono archiwa, zlikwidowano stopniowo świadków, zabór, wojny..... zrobiły swoje.


Osobnym wątkiem jest to, skąd się wziął luteranizm.

Ano udawanie przed Słowianami chrześcijan było tak uporczywie trudne, że trzeba było coś z tym zrobić - wyciągnęli z jakiejś dziury jakiegoś Lutra i kazali mu rozgłaszać to co napisali mu na kartce - świetnie pokazali to twórcy serialu Ranczo w jednym z odcinków, kiedy ksiądz proboszcz przybija kartkę do drzwi kościoła, jest nawet stosowny komentarz, który wskazuje na inspirację...
Czy ktoś słyszał w Polsce Europie na świecie o tym, jak w Wilkowyjach proboszcz przybił kartkę na drzwi?? No, nie. Nie, bo nie miał odpowiednio zorganizowanego pijaru - jak Hitler przy podpalaniu Reistagu, Amerykanie przy obalaniu pomnika Saddama Husaina w Bagdadzie, albo Ukraińcy ze swoim fortepianem na ulicach Kijowa podczas tzw. spontanicznej rewolucji.
Bez pijaru nie ma niczego. Widzicie, niejaki Braun, który zrobił o luteraniźmie dwu godzinny film, pracował nad nim wiele miesięcy, a może lat, a ja wam to wyjaśniłem lepiej i szybciej w kilku zdaniach...



Establiszment zachodni przetrzymuje ludzkość w ciemnocie, bo z tego wynika jego przewaga nad nami.







Niemcy nieustannie zabawiają nas historyjkami i mrzonkami o swojej wymyślonej niby wyższości intelektualnej, zakłamują nieustannie zafałszowują naszą historię, wprowadzając chaos do naszego życia, stosują chore zagrywki psychologiczne, skłócają nas ze sobą, wodzą za nos wpędzając w obłęd taką specjalnie w tym celu spreparowaną grą, która sprawia, że zamiast zajmować się na serio swoim życiem, ludzie zajmują się wirtualnymi problemami.... 

Ta gra niszczy związki między ludźmi, niszczy współpracę i zaufanie, znieważa i upadla ludzi, wprowadza złość i nienawiść do społeczeństwa, ta gra staje się ważniejsza niż realne problemy i powoduje stratę czasu i energii na coś, co jest tylko sztuczką umysłu, a nie rzeczywistością.... grają na tej nucie, zajmują nas nią nieustannie, a my nie widzimy prawdy, rzeczywistość umyka, prawda umyka, choć patrzymy na nią cały czas, prawie nikt nie zadaje pytań o nią....

Paradoksalnie ta gra ośmiesza nas i sprawia, że niemcy pogardzają nami, bo wpuszczają nas w kanał jak małe naiwne dzieci....


Ta gra nazywa się: KTO MA DŁUŻSZY SAMOCHÓD..




Znacie taką grę?



Wydarzeniem w Skarszewach zainteresowało się wiele ogólnopolskich mediów. Do Skarszew przyjeżdżają także mieszkańcy z całego Pomorza i Polski. W miasteczku pojawiło się również wielu znanych gości; m.in. senator Andrzej Grzyb, wiceprezydent Tczewa ds. gospodarczych Adam Burczyk, radni powiatowi, przedstawiciele różnych organizacji.

- Budowa kościoła w 24 godziny jest świetną promocją Skarszew, Kociewia i Pomorza - powiedział nam senator.


Wiceprezydent dodał: - Jako rodowity mieszkaniec Skarszew jestem dumny z ks. Dariusza Lemana i ludzi, którzy podjęli się tego wyjątkowego przedsięwzięcia. Gratuluję im. Myślę, że ten obiekt będzie świetnie służył promocji miasteczka - dodał Adam Burczyk. 














http://maciejsynak.blogspot.com/2018/08/tajemnica-malborskiego-relikwiarza.html


P.S.

uderz w stół....

https://www.tvn24.pl/wlochy-runal-dach-kosciola-w-centrum-rzymu,864995,s.html


środa, 12 lutego 2014

Skarszewy. Nieprawda w wiki - czy to tylko niefrasobliwość?




Nieprawda w wiki - czy to tylko niefrasobliwość?

18.12.2013
Szukając ostatnio informacji o Skarszewach, sięgnąłem do wiki i ….zastanowił mnie sposób w jaki sformułowano kilka zdań.

Studiując temat zagłębiłem się w historię regionu Kociewie i notka ….rozwinęła się.
Osobno opiszę jak wiki traktuje miasto Chełmno.

Wielu ludzi skarży się, że wiadomości z wiki są nierzetelne.

Jaki jest w ogóle sens istnienia czegoś, co podaje nieprawdziwe informacje? Do czego ma służyć?
No właśnie...
Wiki z punktu widzenia agentury jest czymś bardzo cennym (można masowo fałszować historię), jest na pierwszym miejscu w wynikach wyszukiwania, portale często opierają swoje informacje o wiki.


angielska - 4,44 mln haseł ---------------- j. ojczysty dla ok. 335 mln, na świecie liczba mówiących - 1,5 mld
niemiecka - 1,68 mln ---------------------- j. ojczysty dla ok. 105 mln, ogólnie 128 mln
francuska - 1,47 mln ---------------------- j. ojczysty dla 80 mln, ogólnie - 220 mln
włoska - 1,096 mln ------------------------ liczba mówiących 80 -125 mln
rosyjska - 1,086 mln ---------------------- j. ojczysty ok. 145 mln, ogólnie 250-300 mln
hiszpańska - 1,077 mln ------------------- j. ojczysty - 500 mln, mówiących - 650 mln
polska - 1,027 mln ------------------------ liczba mówiących - 40- 48 mln

potem
japońska - 893 tyś. haseł --------------- liczba mówiących - 130 mln
portugalska - 818 tyś. ------------------- liczba mówiących - 210 mln
chińska - 749 tyś ------------------------- liczba mówiących - powyżej 1,2 mld

choć szwedzka ma 1,69 mln haseł, a ludności - 9 mln
a holenderska - 1,72 mln - 23 mln mówiących

Wiki nikomu nie płaci za czas spędzony nad jej wpisami, a samo wpisanie to tylko ostateczna czynność, wcześniej trzeba poświęcić czas na wyszukanie i przygotowanie materiałów. Wpisy często są kilku zdaniowe, podczas gdy w angielskiej wersji bardzo rozbudowane.

Znając małe zaangażowanie Polaków w sprawy publiczne, powszechną biedę i brak czasu - raczej dziwne.


Zaczynamy od Skarszew.


tu powinno być zdjęcie  - zrzut treści z wikipedii



Polska (słowiańska) miejscowość, znana od 1198 roku, a nazwa polska pojawiła się dopiero w 1454 roku??

Sięgnąłem do pierwszego odnośnika - "Wierzyca. Nurty natury, nurty kultury", LOT Kociewie, 2011

Nie wiadomo w ogóle co to jest – znajdujemy stronę Lokalnej Organizacji Turystycznej KOCIEWIE, gdzie klikamy dokument pdf pt.: „Badania-potencjal-turystyczny-lgd-wstega-kociewia”

W tym opracowaniu znajdujemy tylko jedną informację – przytoczono z wikipedii hasło: Grzymisław (książę świecki), gdzie min jest zdanie:
„W 1198 roku nadał joannitom Starogard i Skarszewy...”

A więc przypis w ogóle nic nie wnosi do treści – w żaden sposób nie potwierdza daty 1454, a ponadto – takiego „dokumentu” nie można traktować poważnie jako źródła wiedzy do encyklopedii. Wiki powołuje się na wiki.



Drugi przypis - „Diecezja Chełmińska, Zarys historyczno-statystyczny, Pelplin 1928.”

Tak się składa, że ta książka jest w zbiorach Kujawsko – Pomorskiej Biblioteki Cyfrowej. Przeglądamy on-line skan książki - dokument DjVu.

Na stronie 573 znajdujemy:


tu powinno być zdjęcie  - zrzut treści z książki



A więc pierwszą nazwą było Reueninov. Z innych źródła wiemy, że nazwę tłumaczy się jako  Równino.

(min. w książce"Katalog zabytków sztuki w Polsce Kościerzyna, Skarszewy i okolice”
Wydawnictwo - Artystyczne i filmowe, Warszawa 1993
Polska Akademia Nauk, Instytut Sztuki - Zakład Inwentaryzacji Zabytków )
 [i paru innych - 03.02.2014]


Początki tutejszego osadnictwa zaczynają się na 500 lat przed naszą erą. Pierwsze wzmianki o wsi, na miejscu której ulokowano późniejSchöneck (nazwa Skarszewy, zapisana jakoSkarschow, pojawia się dopiero u schyłku średniowiecza, w 1454[1] lub 1471 r.[2]) pochodzą z 1174 r. W 1198 r. książę pomorski Grzymisław podarował te tereny rycerzom Zakonu św. Jana Jerozolimskiego (joannitom).”


To co widzimy, to pozornie bezładne zdania, gdzie wpis w nawiasie zaciemnia nam obraz – teoretycznie w myślach oczekujemy informacji o bezimiennej wsi i to spodziewamy się znaleźć w treści ujętej w nawiasach [treść w nawiasach stanowi jakby odrębną informację] – zamiast tego dostajemy >> (nazwa Skarszewy, zapisana jakoSkarschow, pojawia się dopiero u schyłku średniowiecza, w 1454[1] lub 1471 r.[2]) <<

gdzie dwie daty wprowadzają dodatkowe zamieszanie, spotęgowane niebieskimi znacznikami w kwadratowych nawiasach – odsyłaczami do przypisów, gdzie pierwszy przypis nic nie wnosi, bo data nie ma oparcia w dokumentach. Ale w sumie cały czas mowa jest o POLSKIEJ wsi, bo Skarszewy (polska nazwa), a więc polska nazwa wsi połowicznie satysfakcjonuje nasze oczekiwanie.


Nie wiadomo skąd autor wpisu wziął datę 1454 – nie ma jej w przypisie [1] – to skąd jest???
Internet też nic nie podaje.
Data jest wzięta z powietrza – a więc autorowi chodzi o zaciemnienie przekazu?
Datę podaje książka "Historia Skarszew" Wiesława Brzoskowskiego, choć bez podania źródła.
Jeśli data ma potwierdzenie w dokumentach – dlaczego autor wiki podaje błędne źródło??

Czyżby było tajne?
Zaraz to sprawdzimy.




Odnośnie najwcześniejszej daty – 1174 – nie podano żadnych źródeł, a to przecież jest data najważniejsza. Na czym oparł swoją wiedzę autor wpisu?

Na stronie:
http://www.szkola.skorcz.pl/ucz/robert_brozyna/skarszewy.htm
znajdujemy informację:

„W 1174 r. książę Grzymisław podarował osadę Równinę (Równy) swemu wiernemu rycerzowi, a kiedy ten zmarł bezpotomnie, ufundował ją w 1198 r. wraz z okolicą zakonowi joannitów.”

Nie znamy tylko źródła tej wiedzy.

W broszurce uznanego regionalisty Józefa Milewskiego („Grzymisław książę starogardzko – świecki”) znajdujemy informację, że datę tę ( i historię o rycerzu) podaje badacz pruski Schultz, który jednak nie powołuje się na żadne źródło historyczne.

Cytuję Milewskiego:
”Grzymisła już około 1173 r. sprowadził do wsi Reueninow (Skarszewy) joannitów na dobra po zmarłym bezdzietnie swoim wiernym rycerzu i że oni je zagospodarowali, wznosząc budowle obronne. Niestety miały one ulec zniszczeniu w wyniku napadu Prusów około 1186 r.”

W Kociewskim Magazynie Regionalnym Nr 34 z roku 2001, czytamy:
„Nie udało się też dotąd ustalić konkretnego roku przybycia joannitów na Kociewie. Mogło to być w latach siedemdziesiątych XII wieku, jak szacują historycy pruscy, np. Schultz - 1173 czy Stadie - 1176, albo dwadzieścia lat później - w początkach lat dziewięćdziesiątych XII wieku - co jest powszechną opinią najnowszych badaczy.

Wiemy już, że rycerze białego krzyża byli na Kociewiu przed datą wystawionego przez Grzymisława dokumentu. Świadczy o tym przede wszystkim jego treść. We fragmencie dotyczącym przekazania wsi Równino (Reueninov),a więc późniejszych Skarszew, czytamy iż „którą to już dawno temu byłem przekazałem" (quam etiam ium dudum dede-ram)”.*

[Czyli mamy datę 1173 i Równino. A gdzie 1174?]

Darowizna ta mogła dotyczyć, jak to podejrzewa Józef Milewski, jakiejś pierwszej grupy rozpoznawczej zakonu, która przecież musiała przybyć najpierw nim osiadł tu cały konwent.”

Autorem tej treści jest Roman Landowski, regionalista kociewski.



Dawno, czy wcześniej?

Czy to możliwe, że Grzymisław podarował joannitom wieś, a dopiero po 24 latach formalnie nadał ją w dokumencie? To chyba trochę słaby pomysł.

W innym tłumaczeniu mamy wyrażenie: „którą to już wcześniej przekazałem”, a nie „dawno”.

Dawno, to ona należała do wspominanego rycerza.



A więc może być to fałszerstwo, jak to – ujmując sarkastycznie – w tradycji joannitów...
A może Schultz opierał swą wiedzę na nieznanych nam dokumentach – których nie mógł lub, co bardziej prawdopodobne, nie chciał ujawnić.




Dalej.

Zdania są ułożone w pozornym bezładzie tak, aby daty 1174 i 1198 mogły być szybko i łatwo porównane przez czytelnika – są po prostu obok siebie.

A więc z zapisu wynika, że Grzymisław – właściciel wsi Równino (czyli późniejszych joannickich Skarszew), podarował tą miejscowość joannitom 24 lata po tym, jak joannici zmienili jej nazwę na Schöneck....

Oczywiście to kolejny sarkazm z mojej strony. Ale czy bezpodstawny?
Wiki nie wspomina o tym, że nazwa Schöneck pojawia się dopiero w 1305 r.



Treść w nawiasach rozbija nam informację na dwie części – w pamięci zostaje zbitka Schöneck – 1174 r. [treść w nawiasach stanowi jakby odrębną informację]- i to jest informacja jaka poprzez podświadomość trafia do pamięci.

Czy to neuro-lingwistyczne programowanie?


Usuńmy to co w nawiasach...

„Początki tutejszego osadnictwa zaczynają się na 500 lat przed naszą erą. Pierwsze wzmianki o wsi, na miejscu której ulokowano później Schöneck pochodzą z 1174 r.

Teraz informacja jest czytelna.


Jednak, skoro autor wpisu znał datę 1174 r. powinien też znać nazwę wsi Równino!
Ta data występuje w źródłach wyłącznie w powiązaniu z nazwą Równino.
Mimo to, pomija tak ważny szczegół, epatując niemiecką nazwą Schöneck.


Moim zdaniem unikanie polskiej nazwy to zamierzone działanie autora.

Dodatkowe zamieszanie wprowadza pomieszanie chronologii.
Jesteśmy zwyczajni tego, że wydarzenia historyczne omawiane są w sposób chronologiczny - tego się spodziewamy i tak sobie odczytujemy teksty traktujące o historii.
Jeśli ktoś pobierznie czyta tekst, może źle zrozumieć treść, przez jej niechronologiczny układ.




Powoływanie się autora wiki na datę podaną przez Schultza daje do myślenia.

Powoływanie na nieznany nam, ale znany niemcom dokument, może sugerować, że jest to akt mikcji (z łac. mictio, skoro już z łaciną obcujemy... ), czyli mówiąc kolokwialnie – ktoś dyskretnie obsikuje nasze krzaki znakując teren, który uważa za swój.


Niemcy naprawdę wiedzą więcej o naszej historii niż my sami.
Naprawdę.


Zasadniczo nie można zarzucić jakiejś zbrodni temu wpisowi - poza datą 1454, której nie mogłem potwierdzić, oraz tajemniczej dacie 1174 r. (nie, nie, nie, 1174 to nie to samo, co 1173 !!)  znanej tylko badaczom niemieckim, kiedyś pruskim.

Skąd znamy takie metody na pograniczu prawdy i kłamstwa?
Tak, z mojego opracowania pod nazwą „Werwolf, niemieckie państwo podziemne w Polsce 1944 - 2013.”


Moje wnioski poprę wypowiedziami profesorów: BOGDANA WACHOWIAKA i ZYGMUNTA SZULTKA z poznańskiej Pracowni Historii Niemiec i Stosunków Polsko-Niemieckich Instytutu Historii PAN

>> Badania słowiańskiej przeszłości Pomorza Zachodniego i w ogóle tzw. Ziem Odzyskanych był to w tamtych czasach problem „wrażliwy”. Odbierano je jako chęć uzasadnienia – na zamówienie komunistycznych władz – polskości, a zatem i naszego historycznego prawa do tych terenów.

Prof. B. W.: Sytuacja wyglądała tak: historiografia niemiecka, niezależnie od okresu, ma bardzo germanocentryczne spojrzenie na dzieje. Oni nie piszą historii Niemiec, ale niemiecką, to jest deutsche Geschichte, która sięga tak daleko, jak sięgało osadnictwo niemieckie. I w związku z tym, mimo, iż w historiografii ściśle pomorskiej były dostrzegane słowiańskie początki Pomorza, wątki te zaczęto ignorować. Podawano najważniejsze fakty, ale właściwie marginalizowano, a nawet pomijano na przykład związki Pomorza z Polską, dzieje miejscowej ludności, niewątpliwie słowiańskiej, kaszubskiej,która rzeczywiście zgermanizowała się. To wrażenie, że udowadniamy polskość tych terenów, wynikało stąd, że historycy początkowo istotnie na to zwracali główną uwagę, ale to była reakcja na dotychczasowe jednostronne piśmiennictwo, przeciwwaga dla poglądów niemieckich.

Kiedy przystąpiliśmy do pisania „Historii Pomorza”, sytuacja już się zmieniła. Traktowaliśmy Pomorze jako całość, ujmowaliśmy i dzieje niemieckie, i elementy, które nazywamy obecnie aspektami kaszubsko-polskimi, a które chcemy udokumentować, bo tej dokumentacji na dobrą sprawę do tej pory nie było. Historycy znają te źródła i opierali się na nich przedstawiając powiązania Pomorza z Polską oraz swoje poglądy na słowiańską przeszłość tych ziem. Przede wszystkim zajął się ich dziejami prof. Zygmunt Szultka, który wywodzi się z Kaszubów.

Prof. Z. Szultka: Historycy niemieccy zajmujący się Pomorzem, szczególnie Pomorzem Zachodnim, ale to samo zresztą odnosi się do dawnych Prus Wschodnich, po 1990 r. nie zmienili swego stanowiska, eksponując przede wszystkim niemiecki nurt ich dziejów, mimo, że deklarują dobrą wolę współpracy...

Prof. B.W.: Na temat tych kontrowersji odbyło się przed trzema laty w Słubicach spotkanie naukowców, zorganizowane przez Niemiecki Instytut Historyczny w Warszawie. Mówiłem, że historycy polscy i niemieccy powinni wspólnie wypracować historię Pomorza, która będzie do przyjęcia dla obu stron. Okazało się, że przynajmniej niektórzy uznali to za chęć narzucenia badaczom polskiego punktu widzenia i propozycja nie została przyjęta nawet jako temat dyskusji.<<



Przypominam o doktrynie niemieckiej z mojego opracowania Werwolf.


Informacja z sieci samoistnie roznosi się – wiki wyskakuje na pierwszym lub drugim miejscu w wynikach wyszukiwania, często jest kopiowana na inne strony, jak np. tu:
http://skarszewy.naszemiasto.pl/artykul/1919111,skarszewy-miasto-z-jeziorem-borowno-wielkie,id,t.html


Wystarczy w publikacjach unikać faktów, tak, aby z czasem świadectwa historii zatarły się w pamięci.

Mówiąc „z czasem” mam na myśli 100 lat.
A owoce można zebrać nawet za tysiąc lat.

I tak to było robione przez ostatnie 1000 lat, co postaram się dowieźć w moich artykułach...


Co to za dokument na jakim swoje badania opierał Schultz? Dlaczego jest bezimienny? Dlaczego polska nauka go nie zna?
Co takiego jest w tym dokumencie, że pozostaje on utajniony od co najmniej 200 lat?


 -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


W okolicach świąt wiki zmieniła treść dla hasła Skarszewy zgodnie z moimi sugestiami, które zgłosiłem 10 grudnia.



P.S. Szukając informacji nt. wymienionych dat, sięgnąłem do niemieckich źródeł w postaci skanów, przerobiłem w OCR na dokument word z zamianą gotyku na współczesną czcionkę, niestety utknąłem przy tłumaczeniu z niemieckiego.
Właściwie, to doszedłem do wniosku, że pruscy badacze celowo zataili źródło swej wiedzy, a więc uznałem, że podane daty mają pokrycie w dokumentach.
Gdyby ktoś zechciał pobawić się w tłumaczenie 3 stron z niemieckiego, chętnie podzielę się materiałami.

Będzie jeszcze o wiki, bo znalazłem kolejne nieścisłości, a właściwie informacje historyczne wyssane z palca.
Tu:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Wikipedia:Strona_g%C5%82%C3%B3wna

zobacz: ilustracja na medal.



http://www.wikipedia.org/
http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=2061


KOMENTARZE

  • @Autor
    Fajno, dzięki, znana rzecz ale dobrze to przypominać. Mam prośbę, czy możesz uaktywnić linki w notce - ikonka łańcucha w górnym rzędzie, mniej więcej pośrodku; szczególnie ów tekst "ilustracja na medal" - bo teraz jak jest, to się do niczego nie odnosi (nie linkuje).

    Pozdrawiam

    PS. Aha! OIMW wolno brać udział w redakcji wiki, więc może warto Twój materiał wykorzystać?
  • @DelfInn 12:28:00
    Działa kopiuj-wklej.

    Nie linkuje, bo wiki może szybko wymienić to i owo i tekst stanie się szybko nieaktualny, a lepiej, żeby ludzie najpierw sobie sami sprawdzili co w trawie piszczy.

    Chociaż, jak napisałem, hasło Skarszewy już wymieniono zgodnie z moją intencją.

    Będę reagował na nieprawdę w wiki.
  • ALE CO DADZA NOTKI TUTAJ ?
    ...
  • @DUCATI 14:23:20
    Jak to co?

    Upowszechnienie.

    A potem zmianę na stronach wiki.

    I mam nadzieję, zwiększone zainteresowanie internautów co im się podsuwa pod nos.

    Polecam:

    http://bezlidera.blogspot.com/

    http://werwolfcompl.blogspot.com/
  • @Maciej Piotr Synak 14:44:32
    Jakos w to nie wierze...

    Twoje przyklady to pikus, znacznie gorzej jest w artykulach technicznych... Co z brakiem logiki, a nawet umiejetnosci pisania ? Tu sie nie mozna podeprzec przypisami...
  • @DUCATI 12:37:11
    MUSIAŁBYM ZAJRZEĆ, ŻEBY WYROBIĆ SOBIE ZDANIE, POPROSZĘ O JAKIEŚ PRZYKŁADY.


    Sabotaż w tematach historycznych nie wyklucza sabotażu w tematach innych, np. technicznych.



    Wiki to prawdziwy skarb dla obcej agentury...

    Werwolf od stuleci wszystko tłumaczy tradycyjną "polską" głupotą, polnisze wirszaft itd itd.


    Polecam dokładnie przeczytać

    http://werwolfcompl.blogspot.com/