Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fałszerstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fałszerstwo. Pokaż wszystkie posty

środa, 11 marca 2026

Zaginione księgi Kopernika

 


Poznajmy teraz kolejnego podejrzanego "kronikarza"... Georg Joachim von Lauchen - zwany Retykiem. 

Oczywiście to Niemiec, ciekawe, że w wikipedii jego miano jest spolonizowane....



Idea, że przez całe wieki ludzie wierzyli w płaską Ziemię wydaje mi się absurdalna - przecież wystarczy w ciemnej komorze koło świecy położyć jabłko, pomarańczę czy inny krągły owoc i mamy model Księżyca - przecież to musi być kula....



Albert Kechyan - "Still life with a candle"



"Wariacja"


A skoro Księżyc to kula, to dlaczego nie Ziemia? Na co zresztą były inne dowody, jak obserwacje żeglarzy... 

Moim zdaniem Cywilizacji Śmierci swoimi metodami pilnowała, żeby ludzie za dużo nie myśleli, bo wtedy władza by się jej mogła z rąk wymsknąć... z tytułu takiej władzy - nad wiedzą - płynęły też profity finansowe. Da Vinci, Tesla czy Józef Bożek nie mieli "licencji" na prawo do korzystania ze swego umysłu - bo ujawnienie zbyt wiele mogłoby też ujawnić zbyt wiele o Janie, prawdziwym Właścicielu wiedzy.

Jedna z metod to trzymanie się opisu świata z Bibli - kto by śmiał zaprzeczyć Bibli...









Taka to oto moja hipoteza na podstawie lektury z lipca zeszłego roku:
Stanisław Szostakowski - "O Mikołaju Koperniku" PZWS Warszawa 1971

od strony 77:

Nie wiadomo dokładnie, kiedy Kopernik rozpoczął opracowywanie swego głównego dzieła „De revolutionibus” (O obrotach). Musiało to nastąpić zapewne około 1515 r. Kopernik pisał swoje dzieło w tajemnicy, dopuszczając do niej tylko najbliższych przyjaciół. Początkowo praca miała liczyć osiem ksiąg, potem zmniejszył ją do siedmiu, a na koniec zawarł w sześciu księgach.

Pierwotny tytuł dzieła Kopernika brzmiał „De revolutionibus”, dopiero wydawcy dodali do tytułu dalszą część – stąd „De revolutionibus orbium celestium” („O obrotach sfer niebieskich”).

"De revolutionibus" - z łaciny: "O rewolucjach" - wg gogle tłumacza i wg deepl.com
"orbium celestium” - "sfer niebieskich"

niestety w moim słowniku łacińskim nie znalazłem takiego słowa

Fromborski uczony nie śpieszył się jednak z wydaniem swego dzieła. Było ono wymierzone przeciwko dwu podstawowym autorytetom ówczesnej ludzkości: Biblii i poglądom najwybitniejszego uczonego starożytności, Arystotelesa. Dlatego rękopis „De revolutionibus” przeleżał nie ogłoszony wiele lat, podczas gdy jego autor prowadził ciągle badania i obliczenia, udzielając ostrożnie wybranym przyjaciołom i uczonym wiadomości o zasadach swego nowego systemu świata. 

to zupełnie tak jak u mnie...    





Ostrożność Kopernika była w pełni zrozumiała. Teoria heliocentryczna uznawana jako „bezbożna” budziła coraz większe podejrzenia nawet wśród tych, którzy nie interesowali się astronomią, a jej twórcy groziło postawienie przed sądem inkwizycji kościelnej. Z drugiej strony sam Kopernik pisał w „De revolutionibus”, że bał się ośmieszenia ze strony ignorantów (nieuków).

Najważniejszą częścią „De revolutionibus...” była pierwsza księga, obejmująca dziesięć rozdziałów. Zawierała ona główne tezy nauki kopernikańskiej. Autor zaczął od stwierdzenia, że „świat jest kulisty” i że „Ziemia jest również kulista”. Jako dowody kulistości ziemi podawał takie przykłady, jak zmianę wyglądu gwiaździstego nieba przy posuwaniu się na północ i na południe, doświadczenie żeglarzy, mówiące o tym, że ląd niewidzialny z pokładu statku daje się spostrzegać z wysokości masztu itp. 


U SCHYŁKU ŻYCIA
Mijały lata, wielki astronom przekroczył już próg starości. Rzadko kiedy wyjeżdżał z Fromborka, chyba że wybierał się do niedalekiej Lubawy w odwiedziny do starego przyjaciela, biskupa Tidemana Gizego. Coraz bardziej czuł się osamotniony. Zmienił się znacznie skład kapituły. Wprawdzie młodzi kanonicy z szacunkiem odnosili się do Kopernika, ale różnica wieku nie dopuszczała do bliższej zażyłości. Nastąpił jednak fakt, który rozjaśnił w pewnym stopniu ostatnie lata życia Kopernika. 

Oto z odległych Niemiec wyruszył do niego młody uczony, profesor matematyki w Wittenberdze, Jerzy Joachim von Lauchen, od miejsca swego pochodzenia — dawnej prowincji rzymskiej Recji — zwący się Retykiem. Chociaż nauczał on na swych wykładach systemu geocentrycznego, posiadał pewne wiadomości o poglądach głoszonych przez Kopernika i pragnął coś więcej o nim usłyszeć, a przede wszystkim poznać go osobiście i sprawdzić teoretyczne założenia jego odkrycia.


W maju 1539 r. dwudziestopięcioletni Retyk przybył do Fromborka, gotów potępiać lub uwielbiać. Kopernik udostępnił mu swe dzieło, w wyczerpujący sposób przedstawił cały skomplikowany system nowej nauki astronomicznej. Młody wittenberczyk przywiózł z sobą do Fromborka i ofiarował Kopernikowi kilka cennych książek, z pomocą których astronom fromborski uzupełnił o pewne szczegóły rękopis „Obrotów”. Na karcie tytułowej każdego z podarowanych tomów Retyk umieścił napis: „Przesławnemu mężowi P. Doktorowi Mikołajowi Kopernikowi, P. nauczycielowi swemu G. Joachimus Rheticus”.

Retyk przebywał we Fromborku całe dwa lata. Nie nazywał on Kopernika inaczej, jak „Pan mój i Mistrz”, występował przy nim w roli ucznia i pomocnika. 

czyli unikał nazywania Odkrywcy po nazwisku?

W celu przygotowania gruntu pod druk „Obrotów” Retyk wydał w 1540 r. w Gdańsku rozprawę, zaopatrzoną ówczesnym zwyczajem niezwykle długim łacińskim tytułem, adresowanym do Jana Schonera, astronoma, astrologa i geografa norymberskiego. Tytuł brzmiał w sposób następujący: „Ad clarissimum virum D(ominum) Joannem Schonerum de libris revolutionum eruditissimi viri et Mathematici excellentissimi, Reverendi D(omini) Doctoris Nicolai Copernici Torunnaei, Canonici Varmiensis, per quendam Iuvenem, Mathematicae studiosum Narratio Prima” (Do sławnego męża Pana Jana Schonera o księgach obrotów bardzo uczonego męża i znakomitego matematyka, Wielebnego Pana Doktora Mikołaja Kopernika, Toruńczyka, Kanonika Warmińskiego, przez pewnego młodzieńca zamiłowanego w matematyce Opowiadanie Pierwsze). Pod tym tytułem Retyk umieścił grecki cytat: „Kto chce filozofować, musi być wolnego ducha”.

wg deepl.com
de libris revolutionum eruditissimi
O najbardziej pouczających książkach dotyczących rewolucji

de libris revolutionum eruditissimi viri et Mathematici excellentissimi, 
w książkach o rewolucjach autorstwa najbardziej uczonego człowieka i najwybitniejszego matematyka 


„Narratio prima” omawiała szczegółowo zawartość czterech pierwszych ksiąg dzieła Kopernika. Autor podawał powody, dla których należy odrzucić system Ptolemeusza, podkreślał rolę matematyki w badaniach astronomicznych, uzasadniał szeroko rolę Ziemi w wszechświecie. Naśladował przy tym styl pisarzy starożytnych, zdobiąc go licznymi cytatami greckimi i łacińskimi. O Koperniku wyrażał się z najwyższym szacunkiem, wychwalając swego mistrza za jego cnoty i rozum, za wiedzę i dobroć. Nie wymieniał go jednak nigdy z nazwiska, tylko nazywał „Dominus Praeceptor” (Pan Nauczyciel).

Główną część swej pracy zamknął Retyk takimi oto słowami: „Niech zwycięża prawda! Niech zwycięża dzielność! Niech nauka zawsze pozostanie w poważaniu! Niech każdy mistrz w swojej sztuce wydobywa na światło dzienne to, co jest pożyteczne i niech je odsłania z umiarem tak, aby można było zawsze poznać, że szuka on jedynie prawdy. Mój nauczyciel nigdy nie będzie obawiał się sądu godnych szacunku i uczonych mężów, a raczej sądowi takiemu dobrowolnie się podda!”

Namowy Retyka odniosły w końcu skutek i Kopernik zgodził się na opublikowanie „Obrotów”. Gdy w 1541 r. przybysz z Wittenbergi opuszczał Frombork, wiózł z sobą rękopis dzieła. 

Po przyjeździe do Niemiec powierzył jego druk norymberskiemu drukarzowi Janowi Petreiusowi. W czasie druku „Obrotów”, który nastąpił bez udziału Retyka, wydawcy podsunęli opracowany przez siebie wstęp fałszujący poglądy Kopernika. Wyjaśniał on, że teoria heliocentryczna wcale nie musi być obrazem rzeczywistości, ale może być wyłącznie fikcją ułatwiającą rachunki. Wniesiono poza tym samowolnie do tekstu wiele poprawek. 

Sam Kopernik napisał przedmowę, skierowaną do papieża Pawła III. Papież, pochodzący z bogatego włoskiego rodu Farnesse, był człowiekiem wykształconym, interesującym się astronomią i Kopernik liczył na to, że uda mu się w ten sposób uratować swą książkę przed potępieniem przez Kościół.

W marcu 1543 r. dzieło było gotowe. Do Norymbergi przyjechał Retyk i zaczął je rozsyłać do różnych odbiorców. Pierwsze wydanie „De revolutionibus...” obejmowało 203 karty. Tekst, zawierający liczne ilustracje, kończył się słowami: „Finis libri sexti et ultimi revolutionum” (koniec księgi szóstej i ostatniej Obrotów). Nakład wynosił około tysiąca egzemplarzy.

wg deepl.com
Finis libri sexti et ultimi revolutionum
Koniec szóstej i ostatniej księgi rewolucji

Tymczasem Kopernik od końca jesieni 1542 r. był ciężko chory. Pomimo troskliwej opieki, jaką otoczyli go przyjaciele, słabł coraz bardziej, by wreszcie zamknąć oczy na zawsze 24 maja 1543 r.
Według tradycji w dniu jego śmierci dotarł do Fromborka posłaniec, wiozący z Norymbergi egzemplarz „De revolutionibus...”. Wielki uczony miał jeszcze stygnącymi dłońmi ująć dzieło swego życia. Nie ma jednak na to żadnych dowodów, odwrotnie, ciężki stan zdrowia astronoma zdawał się wykluczać możliwość, ażeby chociaż na chwilę odzyskał utraconą od dłuższego czasu świadomość.

Kopernika pochowano bezpośrednio pod posadzką katedry, koło ołtarza, należącego do jego kanonii. Przez 38 lat jego zwłoki spoczywały bez żadnej tablicy nagrobkowej i dopiero w 1581 r. biskup Marcin Kromer ufundował mu taką tablicę.
W 1618 r. przybył do Fromborka w poszukiwaniu pamiątek po Koperniku profesor Akademii Krakowskiej, Jan Brożek. Zabrał on z sobą do Krakowa wiele cennych dokumentów, po których niestety ślad zaginął. W czasie wojen szwedzkich w latach 1626–1630 Frombork został zajęty przez wojska Gustawa Adolfa i gruntownie złupiony. Wywieziono wówczas do Szwecji bibliotekę kapitularną, gdzie między innymi znajdowały się książki stanowiące niegdyś własność Kopernika, zabrano również jego listy, zapiski z okresu pobytu w Olsztynie itp.
W 1735 r. kapituła postanowiła wmurować Kopernikowi nową tablicę nagrobkową, usuwając w tym celu poprzednią. Nową tablicę umieszczono jednak dopiero po kilkudziesięciu latach i to w zupełnie dowolnym miejscu, w środkowej nawie katedry. Nie miała ona nic wspólnego z miejscem wiecznego spoczynku astronoma. 

Co nam to przypomina?? W nowszej wersji:

były bruzdy - i są nadal bruzdy
był kościół w Skarszewach - i nadal jest
było coś w skrytce w Malborku - i "wiemy" co było - relikwiarz!
było kopanie ziemi pod Czarną Wodą - i "wiemy" po co - by były łąki...

Pamiętacie tekst: Tajemnica „malborskiego relikwiarza” z 2018 roku?
Napisałem tam:
Niemcy przygotowali operację Podmiana.
W danym mieszkaniu umieścili relikwiarz, przygotowali płaszcz z dokumentami zawierającymi adres mieszkania, który podrzucili w jakieś miejsce na drodze ucieczki, po czym udali się rozkuć skrytkę. Po wydobyciu tajemnicy, wynieśli ją, zaś umówieni donosiciele powiadomili MO - zresztą niewykluczone, że jakaś część MO brała udział w całej mistyfikacji - celem w sumie było zatarcie śladów co naprawdę zostało wywiezione z Malborka, potrzebne więc były odpowiednie dokumenty uwiarygadniające scenariusz podmiany.


Doszło do tego, że sami kanonicy warmińscy zaczęli powątpiewać, czy Kopernik został pogrzebany we Fromborku. Niektórzy błędnie uważali, że wielki astronom zmarł w Toruniu, a szczątki jego leżą w kościele Św. Jana. 


Był odkrywca, ale nie było. To znaczy był - tylko to takie legendy, bo nigdy pan adwokat z Lauchen nie wymieniał go z nazwiska, tylko z tytułu - który do wielu ludzi mógłby pasować. Więc Odkrywca był - ponoć jakiś kanonik z Fromborka - a może z Torunia? Hę? 

Rozumiesz o co tu chodzi? 

Mogło dojść do zafałszowania, zamazania dokonań Kopernika, by w przyszłości ktoś inny - ktoś bardziej predysponowany pochodzeniem - odkrył to wszystko dla świata.






Ale może jednak doszło do jakiegoś fałszerstwa?







Mi się wydaje, że Kopernik, oprócz swojej słynnej teorii - czemu nie? - odkrył także to, co ja odkryłem.

Dlatego przyjechał do niego jakiś Niemiec, pozyskał jego przychylność: 
„Pan mój i Mistrz”, a następnie zasabotował - i może zlikwidował. 

Aby zaś zamaskować prawdziwe odkrycie Kopernika - opublikowano tylko część dotyczącą teorii heliocentrycznej, albo i nawet - zastąpiono pisma Kopernika wiedzą z własnych skrywanych zasobów o heliocentryźmie, posiłkując się tym, że Kopernik znany był z zamiłowania do astronomii.




Kopernik pisał swoje dzieło w tajemnicy - więc nikt nie wiedział, co zawierają księgi.
Początkowo praca miała liczyć osiem ksiąg, ale wydano ostatecznie sześć - to raczej niebagatelna różnica, szczególnie, że mówimy o tamtych czasach.

Pierwotny tytuł brzmiał „De revolutionibus”, dopiero wydawcy dodali do tytułu dalszą część – stąd „De revolutionibus orbium celestium”
Oryginalny temat pracy mógł mówić o jakiejś Rewolucji - w nauce, lub postrzeganiu historii świata na podstawie odkryć Kopernika. 

rękopis „De revolutionibus” przeleżał nie ogłoszony wiele lat, podczas gdy jego autor prowadził ciągle badania i obliczenia, udzielając ostrożnie wybranym przyjaciołom i uczonym wiadomości o zasadach swego nowego systemu świata - podobnie jak u mnie

bał się ośmieszenia ze strony ignorantów (nieuków) - dzisiaj internet huczy o Reptilianach i UFO, a nawet płaskiej Ziemi - wierzcie mi - WSZYSTKO to jest produkowane, pilnowane, nadzorowane przez służby specjalne i przez użytecznych idiotów powielane.

Retyk przebywał we Fromborku całe dwa lata. 
W celu przygotowania gruntu pod druk „Obrotów” Retyk wydał w 1540 r. w Gdańsku rozprawę, o księgach obrotów bardzo uczonego męża i znakomitego matematyka, chcąc uwiarygodnić fałszerstwo najpierw wydał "zajawkę"? 

Albo, chcąc siebie uwiarygodnić przed Kopernikiem, by ten oddał mu rękopis w daleką podróż (dlaczego "O Obrotach.." wydano w Norymberdze, a nie w Gdańsku jak "zajawkę"?) najpierw opublikował coś z jego prac - które zresztą mogły powstać na podstawie ksiąg lub jakiś notatek przywiezionych przez Retyka: ofiarował Kopernikowi kilka cennych książek, z pomocą których astronom fromborski uzupełnił o pewne szczegóły rękopis „Obrotów”. 

Pod tym tytułem Retyk umieścił grecki cytat: „Kto chce filozofować, musi być wolnego ducha”. Czyżby duch Kopernika nie był wolny? Opętali go? Bardzo możliwe.
„Narratio prima” omawiała szczegółowo zawartość czterech pierwszych ksiąg dzieła Kopernika. - czyli może właśnie te księgi (i tylko te?) dotyczyły heliocentryczności.

Nie wymieniał go jednak nigdy z nazwiska, tylko nazywał „Dominus Praeceptor” (Pan Nauczyciel).
zacieranie śladów, albo żeby utrudnić innym uczonym znalezienie go i dowiadywanie się u źródeł, zanim zmarł - nie wątpię, że:


wydanie "O obrotach sfer niebieskich"  i śmierć Kopernika były ze sobą zsynchronizowane.



Główną część swej pracy zamknął Retyk takimi oto słowami: „Niech zwycięża prawda! Niech każdy mistrz w swojej sztuce wydobywa na światło dzienne to, co jest pożyteczne i niech je odsłania z umiarem
PRAWDA - ulubione słowo złodziei i oszustów.
A jednak jakaś aluzja do ukrywania prawdy "odsłania z umiarem" - może przestroga, albo groźba dla innych? Rozumiecie zakute łby?

Gdy w 1541 r. przybysz z Wittenbergi opuszczał Frombork, wiózł z sobą rękopis dzieła.
Po przyjeździe do Niemiec powierzył jego druk norymberskiemu drukarzowi Janowi Petreiusowi. W czasie druku „Obrotów”, który nastąpił bez udziału Retyka, wydawcy podsunęli opracowany przez siebie wstęp fałszujący poglądy Kopernika. Wyjaśniał on, że teoria heliocentryczna wcale nie musi być obrazem rzeczywistości, ale może być wyłącznie fikcją ułatwiającą rachunki. Wniesiono poza tym samowolnie do tekstu wiele poprawek.

Czyli jakby coś się wydało, gdyby ktoś zakwestionował - "ależ tak, było fałszerstwo - wydawcy ośmielili się fałszować księgi Kopernika, byłem bardzo oburzony...na szczęście prawda się ostała..." 

W marcu 1543 r. dzieło było gotowe. Do Norymbergi przyjechał Retyk i zaczął je rozsyłać do różnych odbiorców. Tekst, zawierający liczne ilustracje, kończył się słowami: koniec księgi szóstej i ostatniej Obrotów

Czyli, żeby nie było wątliwości - "Nic więcej nie było! Tylko to napisał!"

Tymczasem Kopernik od końca jesieni 1542 r. był ciężko chory. Pomimo troskliwej opieki, jaką otoczyli go przyjaciele, słabł coraz bardziej, by wreszcie zamknąć oczy na zawsze 24 maja 1543 r.
Według tradycji w dniu jego śmierci dotarł do Fromborka posłaniec, wiozący z Norymbergi egzemplarz „De revolutionibus...”. Wielki uczony miał jeszcze stygnącymi dłońmi ująć dzieło swego życia. Nie ma jednak na to żadnych dowodów, odwrotnie, ciężki stan zdrowia astronoma zdawał się wykluczać możliwość, ażeby chociaż na chwilę odzyskał utraconą od dłuższego czasu świadomość.

To na pewno legenda, potrzebowali tego, żeby uwiarygodnić swoje fałszerstwo: "Tak, Kopernik zdążył przed śmiercią obejrzeć druk swojej pracy, był bardzo zadowolony..."

Przez 38 lat jego zwłoki spoczywały bez żadnej tablicy nagrobkowej
W 1618 r. Jan Brożek. Zabrał on z sobą do Krakowa wiele cennych dokumentów, po których niestety ślad zaginął. W czasie wojen szwedzkich w latach 1626–1630 Frombork został zajęty przez wojska Gustawa Adolfa i gruntownie złupiony. Wywieziono wówczas do Szwecji bibliotekę kapitularną, gdzie między innymi znajdowały się książki stanowiące niegdyś własność Kopernika, zabrano również jego listy, zapiski z okresu pobytu w Olsztynie itp.
W 1735 r. kapituła postanowiła wmurować Kopernikowi nową tablicę nagrobkową, usuwając w tym celu poprzednią. Nową tablicę umieszczono jednak dopiero po kilkudziesięciu latach i to w zupełnie dowolnym miejscu, w środkowej nawie katedry. Nie miała ona nic wspólnego z miejscem wiecznego spoczynku astronoma.


 

Moim zdaniem z tą teorią jest tak, jak z tymi historyjkami o pierwszych Słowianach, albo z sondażami o 40% poparciu dla Tuska - wszyscy wiedzą, że proniemiecka KO i przystawki rozpiepszają państwo - wszyscy oprócz służb specjalnych i redaktorów... szczególnie tych biznesowych.

Wszyscy wiedzieli, że Ziemia krąży wokół Słońca, ale ponieważ władza papieska nazywała to bluźnierstwem, to nikt się nie wychylał - i nie masz w dokumentach żadnego potwierdzenia, że tak było. A kogo obchodzi Twardowski na Księżycu, panie... bądź pan poważny... to tylko takie legendy kmiotki opowiadajo...


Teoria heliocentryczności nie była żadną rewolucją - i może dlatego kanonik został zapomniany na dziesiątki lat.  



Czy moje dzieła i dokonania też ktoś będzie chciał zafałszować?













wikipedia dla Polaków
pl.wikipedia.org/wiki/Gwiaździsta_noc

Zaczyna się od fałszywej tezy:

Obraz Gwiaździsta noc, jako jedno z nielicznych dzieł Van Gogha, nie został namalowany z natury, ale całkowicie z pamięci i dzięki wyobraźni autora.

I dalej w tekście nie ma ani jednej rzeczy, która by to potwierdzała - są tylko powtarzane opinie wikipedysty, ale my już wiemy, że na tym polega wikipedia - to nie jest encyklopedia podająca nam informacje, tylko jest to czyjaś narracja podająca cudze opinie na dany temat.

Post Wypowiedź literacka, czyli wikipedia:
Wikipedia nie jest encyklopedią.
Wikipedia nie podaje nam faktów - tylko ich interpretację.
Wikipedia to w istocie - wypowiedź literacka.

Tu znowu autor powtarza swoją fałszywą tezę:

Zamierzeniem artysty był natomiast pejzaż z gwiaździstą nocą, będący wytworem wyobraźni. Dał on temu wyraz w liście do brata, napisanym pod koniec września 1888 roku.

Co do rozgwieżdżonego nieba, to nadal mam wielką nadzieję malować je, być może podczas jednego z tych wieczorów, kiedy będę na tym samym zaoranym polu, jeśli niebo to będzie bardzo błyszczące.


Rozumiesz co tu się dzieje człowieku?

Wmawiają ci, że namalował to z wyobraźni. 

Piszą dwa, trzy razy nieprawdę, chcą ci to po prostu wmówić jak małemu dziecku. 

Rozumiesz? 

Rozumiesz dlaczego baba z telewizora X lat mówiła do ciebie jak do dziecka? Rozumiesz dlaczego na każdym kroku czegoś ci zabraniają albo nakazują "w imię twojego bezpieczeństwa"? Sytuują się w roli twoich rodziców - oni ci będą mowić, co masz robić, a ty będziesz to robić. Nie, nie ty - następne pokolenia przyzwyczajone do tego metodą małych kroków - "przecież zawsze tak było..." będą mówić. Ty jesteś wzorcem dla młodych - będziesz potulnie słuchał rozkazów "władzy" - oni będą za tobą powtarzać.

Masz nosić kask, jak jedziesz rowerem, masz nie przekraczać 90 albo 40 na godzinę, masz wszystkie pieniądze trzymać w banku, masz płacić podatek od wszystkiego, masz kupić piec na gaz jak ci powiedzą, potem masz go wyrzucić i kupić piec na węgiel, a potem na pellet, a potem na wióry, a potem znowu na węgiel, znowu na gaz i tak w kółko - ROZUMIESZ?

Tu nie chodzi tylko o zabójcze Zielone Łady, chodzi też o tresowanie ludzi do posłuszeństwa.
Masz mieć aplikację i meldować się na każdy elektroniczny list do ciebie, masz na baczność zeznawać co kupiłeś, co zhandlowałeś, ile zarobiłeś i dlaczego cię stać na wakacje na Bali, masz używac karty, a nie gotówki, żeby mogli ci konto zablokować jak im przyjdzie ochota, masz wymienić bezterminowy dowód osobisty, bo oni chcą, bezterminowe prawo jazdy - bo oni chcą.

Rozumiesz?

I to wszystko jest realizowane małymi krokami na wielu frontach - na każdym froncie. 


Widzisz!! Znowu ci mówią, że dostaniesz mandat!!!

Jesteś osaczony z każdej strony - bój się cyfryzacji!!!
I przestań finansować te obrzydłe media!




Co do rozgwieżdżonego nieba, to nadal mam wielką nadzieję malować je, być może podczas jednego z tych wieczorów, kiedy będę na tym samym zaoranym polu, jeśli niebo to będzie bardzo błyszczące.


Wyraźnie napisane: "kiedy będę na tym samym zaoranym polu, jeśli niebo to będzie bardzo błyszczące", a oni to komentują:
Zamierzeniem artysty był natomiast pejzaż z gwiaździstą nocą, będący wytworem wyobraźni. Dał on temu wyraz w liście do brata,

Przecież wyraźnie pisze: na polu! jeśli niebo będzie bardzo błyszczące!
Nie chodzi się na pole w nocy, żeby malować z wyobraźni po ciemku, albo przy lampie naftowej. On malował z natury - malował to, na co patrzył!

On wyraził chęć malowania z wyobraźni, żeby rozwijać tę umiejętność, ale nie mógł się na to zdecydować!

Czasem żałuję, że nie mogę zdecydować się pracować więcej w domu i [malować] z wyobraźni. Z pewnością – wyobraźnia to umiejętność, którą trzeba rozwijać, która jako jedyna może nas doprowadzić do stworzenia bardziej wzniosłej i pocieszającej natury, niż to jedno krótkie spojrzenie na rzeczywistość (którą postrzegamy, jak w naszych oczach się zmienia, przechodząc jak błyskawica) pozwala nam dostrzec. Gwiaździste niebo, na przykład – coś, co chciałbym spróbować namalować.

Wikipedysta komentuje tę wypowiedź słowami:
w liście do przyjaciela, Émile'a Bernarda sprecyzował, iż musi to być obraz wykraczający poza rzeczywistość, mający konsolacyjny charakter

Konsolacyjny charakter wg AI: oznacza działanie przynoszące pociechę, wsparcie i ulgę w trudnych chwilach, najczęściej żałobie
To nie ma nic wspólnego z malowaniem z wyobraźni, gdybyś źle ocenił to pojęcie "konsolacyjny"..


Gdyby van Gogh chciał malować z wyobraźni, pewnie by zastosował "białe kropki na czerni", ale sam pisze: "nie wystarczy umieścić białe kropki na błękitnej czerni"

Chcę teraz koniecznie namalować rozgwieżdżone niebo. Często wydaje mi się, że noc jest jeszcze bogatsza w kolory niż dzień, ubarwiona najintensywniejszymi fioletami, błękitami i zieleniami. Jeśli przyjrzysz się uważnie, to zobaczysz, że niektóre gwiazdy są cytrynowe, inne mają odcień różowy, zielony i błękitny jak niezapominajki. Bez zgłębienia tematu jest oczywiste, że aby namalować rozgwieżdżone niebo, nie wystarczy umieścić białe kropki na błękitnej czerni.




Wmawiają ci, że namalował to z wyobraźni.
Wiesz, co to oznacza?


Że zarejestrował prawdziwe zjawisko na niebie, a oni usiłują to ukryć.
Bo to zjawisko "nie miało prawa" zaistnieć w tamtych czasach?


Tego ranka zobaczyłem z mojego okna wioskę, na długo przed wschodem słońca, tylko z poranną gwiazdą, która wyglądała na bardzo dużą.


Van Gogh zmarł 13 miesięcy po namalowaniu tego obrazu, w wieku 37 lat.






Pani Twardowska, jeżeli jeszcze jesteś, bombarduj to wszystko z orbity, wszystko jak leci, nie masz na co czekać.








-------------


Wersję edytowalną tekstu podała mi Ai na podstawie zdjęć.


























Źródło zdjęć - internet


Prawym Okiem: Lista postów
Prawym Okiem: Choinka (Kadłubek)

Prawym Okiem: Weles z Bydgoszczy !
Prawym Okiem: Wypowiedź literacka, czyli wikipedia
commons.wikimedia.org/wiki/File:Vinca_clay_figure_02.jpg
pl.wikipedia.org/wiki/Wincenty_Kadłubek
pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_Vinča
pl.wikipedia.org/wiki/Jōmon
en.wikipedia.org/wiki/Dogū
pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_ceramiki_sznurowej

pl.wikipedia.org/wiki/Gwiaździsta_noc

trojmiasto.eska.pl/dotarl-juz-do-polski-pyl-z-sahary-opanowal-samochody-moze-zniszczyc-lakier-i-byc-przyczyna-mandatu-aa-oRJN-RtrL-nhMa.html


chomikuj.pl/encyklopediamarkaf/Literatura/Biografie,10



niedziela, 19 września 2021

Znać znaczenie słowa

 

Oto, co tak naprawdę wiemy o rzeczach, które widzimy na co dzień. 


Parafia
Niezwykle interesujące pod tym względem wydaje się słowo „parafia”, dawniej „parochia”, o pochodzeniu identycznym, co włoskie „parrocchia”. Jest to słowo wywodzące się z języka greckiego, które do języka włoskiego i polskiego weszło poprzez łacińskie „parochia” albo „paroecia”. Greckie słowo „παροικία” pochodzi od czasownika „παροικέω”, który składa się w zasadzie z dwóch części: prefiksu „παρα” oznaczającego „przy” i czasownika „οἰκέω”, oznaczającego po prostu „mieszkam”. Słowo „παροικία” dosłownie oznaczało więc „mieszkanie, które było obok” (przymiotnik „πάροικος” – „sąsiadujący”), jednak w rzeczywistości termin ten używany był w znaczeniu „tymczasowego domu na obcym terenie”. Miało to sens, gdyż dla chrześcijan prawdziwym domem było Królestwo Niebieskie, ziemia zaś była tylko etapem dla nieśmiertelnej duszy.


Ależ sens jest zupełnie inny.

Jest to dosłownie "tymczasowy dom na obcym terenie" - potwierdza to moją - i nie tylko moją -  tezę, o tym, że religia była używana jako pretekst do napaści - podobnie jak dzisiaj robią to nadal Amerykanie - "bo nie macie demokracji" czy niemcy - "bo u was rządzi dyktator" itd.


To tylko zasłona.


Tymczasowe schronienie na obcym terenie do czego służy? 

Do obrony.

Do przetrwania nocy - do przetrwania w przerwie pomiędzy walkami.


Stąd kamienne czy ceglane wieże, które potem - po 200 latach od podboju - zamieniano na prezbiteria, dobudowując nawy, czyli robiąc z wieży obronnej - kościół.


Kościół zresztą to dosłownie zamek - z łacińskiego castellum - miejsce warowne.

Kościół, od czes. kostel, „kościół”, z łac. castellum, „miejsce warowne”, „zamek” zdr. od łac. castra „obóz”. Właściwym terminem w chrześcijańskiej łacinie jest ecclesia, od gr. ἐκκλησία (ekklesia), „zgromadzenie”.


Cmentarze często występują wokół kościoła - może dlatego, że chowano pobitych towarzyszy w najbliższym sąsiedztwie, by - mając na uwadze tubylców - dla bezpieczeństwa się zanadto nie oddalać od murów kasztelu-castelu-kościoła.

To samo szpitale...

etymologia:
niem. Spital[2] < swn. < łac. hospitale < łac. hospes < praindoeur. *gʰóstis (por. gość, gospoda, gospodarz, gospodarka, hotel i hostel) + praindoeur. *pótis (por. potęga, potężny)



Etymologicznie szpital to... hostel albo jeszcze lepiej - gospoda. Miejsce, w którym się biesiaduje, odpoczywa w podróży itd. - coś jak parafia.... 


Łacińskie hospes - ale jeśli wymienimy "h" na "g" - tak jak na przykład - "hory - góry" to mamy niemal wprost - gospes, skąd - gospoda.



Ja bym jeszcze dodał - mordownia. Tam, gdzie leją się po mordach w alkoholowym uniesieniu.

A może też - tam, gdzie leżą ranni w walce i - umierają?


Szpital.

Miejsce, gdzie się kurowano, biesiadowano i przesiadywano - gdzie leczono lub pozwalano umrzeć kamratom z zakonu.


Po podboju w ramach kontynuacji funkcji zamienione w szpital dla biedoty.

Żeby pamięć - o miejscu, w którym leczono zbójcerzy podmienić na pamięć, o specjalnym miejscu, w którym leczono ubogich...

Pamięć została, ale o co dokładnie chodzi, to nikt nie pamięta...


Dzisiaj nazywamy to pijarem - a ja - fałszerstwem.


Czy wiemy, co mówimy?


NAZWA ZOSTAŁA  -  ALE MA JUŻ PRZYPISANE INNE ZNACZENIE !


Oto straszliwa potęga paranoi indukowanej...



O tym, jaką to zbójecką politykę prowadzili joannici na Pomorzu pisze Marek Kordowski w Kociewskim Magazynie Regionalnym nr 69. 

O krzyżakach przeciętny Polak wie chyba dosyć...














Encyklopedia Serwisu Ekumenicznego Kosciol.pl - Hasło: Kościół

Etymologia polskiego słowa Kościół, podobnie jak niemieckiego Kirche i angielskiego Church, posiada rodowód gocki. Bierze on swój początek z oryginału greckiego - τό κυριακόν. W językach romańskich, jak na przykład we francuskim église lub włoskim chésia, nazwa kościół wywodzi się od łacińskiego ecclesia, a ono z oryginału greckiego - έκκλησία.

Pierwsze określenie - τό κυριακόν - w języku greckim oznacza rzecz lub miejsce ofiarowane Panu lub dom Pana. Drugie - έκκλησία - było używane w celu zdefiniowania zgromadzenia ludu, jako siły politycznej.

Właściwe są oba terminy greckie używane na określenie Kościoła. W pierwszym przypadku chodziło o wyrażenie koliście otoczonej przestrzeni. Jednak to drugi termin wydaje się być bliższy pierwotnemu znaczeniu Kościoła, oddając charakter istoty Kościoła, jako wspólnoty, zgromadzenia, zboru lub - bardziej potocznie - zejścia się. Takie tłumaczenie wydaje się też bliższe współczesnej teologii. Kościół – έκκλησία – to zgromadzenie ludowe, zbierające się na wołanie posłańca, na głos jego sygnału. Chrześcijańska wspólnota – Kościół – jest więc zejściem się tych, którzy przez Ducha Świętego należą do Jezusa Chrystusa.

Dział teologii, który w sposób szczególny zajmuje się Kościołem nazywa się eklezjologią, natomiast jego dzieje bada inny dział teologii - historia Kościoła.

Kościół jest rzeczywistością Nowego Testamentu. Wszystkie wyznania chrześcijańskie łączy przekonanie, że Jezus Chrystus, Syn Boży i Zbawiciel człowieka, jest jedynym Panem i Głową Kościoła. Chociaż Kościół jest dobrem Nowego Testamentu, jego archetyp można już odnaleźć w księgach Starego Testamentu.

W Nowym Testamencie grecki termin - έκκλησία - został użyty po raz pierwszy w Dziejach Apostolskich 19, 32.39.41. Jednak dopiero w 1 Liście do Koryntian (11,18) określenie to użyto w bardziej religijnym kontekście.



Prezbiterium, dawniej: chór kapłański – przestrzeń kościoła przeznaczona dla duchowieństwa oraz służby liturgicznej (m.in. ministrantów). Zwykle jest wydzielone od reszty świątyni podwyższeniem, balaskami lub łukiem tęczowym i wyodrębnia się wizualnie z bryły kościoła. Nazwa pochodzi od słowa prezbiter (ksiądz).


Prezbiter (gr. πρεσβύτερος, „starszy”; łac. presbyter) – urząd we wspólnotach chrześcijańskich.


Termin „starsi” (gr. πρεσβυτεροι) używany w Kościele apostolskim, nie został przyjęty bez związku z tradycyjną organizacją społeczności Izraela. Za czasów Chrystusa „starsi” stanowili grono przywódców religijnych narodu wybranego. 

Mówią o nich Ewangelie, np. wtedy, gdy chcąc ukarać kobietę cudzołożną odstąpili ze wstydem od swego zamiaru pod wpływem Jezusa (J 8,9). Ich tradycja, „tradycja starszych” była wzorem dla faryzeuszy i uczonych w Piśmie odnośnie do obmyć rytualnych (Mk 7,3.5). „Starsi” – według zapowiedzi Jezusa – mieli Go odrzucić (Mk 8,31) i, rzeczywiście, stali za Jego aresztowaniem (Mt 26,47; Mk 14,43; Łk 22,52). Następnie prześladowali Kościół w Jerozolimie (Dz 4,5; 6,12).

Już za czasów Mojżesza istnieli „starsi Izraela” (Wj 17,5-6; 19,7), byli przywódcami poszczególnych rodów (Pwt 31,9; Joz 7,6). O „starszych” jest mowa w czasach sędziów (1 Sm 4,3), a także w czasach królów, kiedy przekazali swą władzę Salomonowi (2 Sm 5,3); ich rola widoczna jest przy przenosinach Arki Przymierza (1 Krl 8,1)[2].

Czasy apostolskie

Prezbiterzy – starsi w Nowym Testamencie byli ustanawiani przez nakładanie rąk (Sakrament święceń). Nie występuje nazwa „kapłan”. W liście Jakuba mowa jest o starszych (gr. πρεσβυτεροι), którzy mieli być wzywani do chorych, by ich namaszczać (Jk 5,14). Szczególnym źródłem poznania prezbiteratu w okresie apostolskim są Listy św. Pawła. Zadaniem prezbiterów było głoszenie słowa i nauczanie oraz przewodzenie poszczególnym wspólnotom (1 Tm 5,17). Działali jako kolegium





https://pl.wikipedia.org/wiki/Prezbiter

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prezbiterium

http://www.kosciol.pl/kosciol

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82

https://skarbnica.tczew.pl/9024/kociewski-magazyn-regionalny-nr-69/

https://www.gazzettaitalia.pl/pl/parafia-diabel-aniol/?fbclid=IwAR2us_eQJxue7444a9ofuOK143jRvTBdnkpPVIOJAcL4meZWZOOan0Ren0c

https://pl.wiktionary.org/wiki/szpital





piątek, 6 grudnia 2019

Wiki - Pelplin




Nowożytność[edytuj | edytuj kod]

W nowożytności Pelplin przeżył bardzo wiele. M.in. odwiedziny wielu znanych ludzi: 

Oprócz miłych wizyt Pelplin przeżył też nie miłe chwile. 
W 1659 roku Szwedzi najeżdżają na Pelplin niszcząc go. 
Pelplin w 1793 przechodzi pod niemieckie skrzydła. 
Niemcy wprowadzają tam szkodliwe dla Pelplina zasady. 
Mimo tego Pelplin przeżywa rozkwit w 1823 roku Pelplin staje się stolicą diecezji chełmińskiej, w 1836 utworzono Collegium Marianum, w 1869 zaczęto produkcję gazety Pielgrzym, a w 1878 zostaje uruchomiona cukrownia w Pelplinie.


Od 1918 do 1939[edytuj | edytuj kod]

W 1920 Pelplin cieszył się z powrotu do Polski. 
Jednak największym osiągnięciem jest zdobycie praw miejskich w 1931 roku, a w 1937 herbu w postaci mitry biskupiej.


nie miłe chwile - najazd Szwedów
i tak dalej...
I nikomu to nie przeszkadza?
A może jakiś szkop nieustannie poprawia tekst, by był właśnie taki - pokraczny, szyderczy, kpiarski, antypolski.







czwartek, 26 września 2019

Kto wygrał II Wojnę Światową?


Poniżej 3 teksty traktujące o II Wojnie Światowej - raport z 1945 r. i dwa współczesne teksty rosyjskie - i krótki komentarz.



>>Jak oświadczył, Polacy winni samorzutnie, nie bacząc na olbrzymie trudności, znaleźć się w Szczecinie, gdyż Niemcy masowo wracają i władze radzieckie pozwoliły im utworzyć własne urzędy i administrację, odmawiając tego Polakom.<<



>>Władysław był więc zszokowany, gdy dowiedział się, że w Muzeum Historii II Wojny Światowej nie ma wzmianki o udziale wojsk rosyjskich w klęsce Hitlera. Jej mąż odpowiedział spokojnie: Oto zupełnie inna historia.

Ogólnie rzecz biorąc, „nie Rosjanie wygrali Wielką Wojnę Ojczyźnianą” w opinii mieszkańców Niemiec XXI wieku<<





Kto wygrał II Wojnę Światową?
Jeśli niemcy uważają, że ZSRR nie wygrało z nimi wojny - to kto wygrał?

Niemcy?


Może jednak naród i jego władze to są dwie odrębne sprawy?

Może było tak, że niemiecka agentura sprawująca władzę nad narodem radzieckim wygrała tę wojnę? 

Cywilizacja Śmierci, Cywilizacja Wojny przejmuje prawie wyłącznie elity władzy mające wpływ na cały naród i zachowując nad nim kontrolę - poniekąd realizuje jego (narodu) wytyczne i broni jego interesów, ale... w ostatecznym rozrachunku, dba wyłącznie o taki rozwój wydarzeń, który jest zgodny z jej polityką. Realizuje swoje interesy, nawet jeśli efekty przychodzą po 100 latach.


Chcąc zachować pozory przed wszystkimi musiała pokonać Niemcy - jednak w Polsce pozostawiła niemców u władzy (Werwolf - UB - SB) i nie rozliczyła sojuszników niemiec. 

To samo strona zachodnia - musieli zachowując pozory przed swoimi narodami pokonać Niemcy, lecz nie dokonali rozliczeń z nazistami. Była Norymberga, lecz kary, nie licząc wąskiej grupy, były symboliczne.

Humanitaryzm, ale dlaczego wobec agresorów?





przedruk, tłumaczenie automatyczne

Spojrzenie z Niemiec: nie-Rosjanie pokonali Hitlera

24 września 2019 r

Niemcy, najbogatszy kraj w Unii Europejskiej, są często wymieniane jako przykład dla Rosjan jako standardu życia na Zachodzie. Czy wszystko jest naprawdę gładkie, nasz rodak Vladislava, która poślubiła Niemca, powiedziała portalowi Ru_Open i mieszkała i studiowała w Niemczech w ostatnich latach.


Funkcje lokalne

Po 21 godzinach handel ustaje: wszystkie sklepy i apteki są zamknięte. Jeśli coś masz, poczekaj do rana. Nie zaopatrzyli się na czas, a żołądek wzdryga się z głodu - kiedy następnym razem pójdziesz do supermarketu. Nawiasem mówiąc, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, bez recepty od lekarza, w aptece nie ma nic do kupienia oprócz aspiryny i tabletek na kaszel.

O Niemcach

Stereotypy w tym zakresie nie kłamią, Niemcy pługują w pracy jak konie. Bez przerw, bez motywacji „przerwy na kawę”. Wszyscy są bardzo uprzejmi i uśmiechnięci. Idąc do baru lub innego ponurego miejsca, zwykle wita się wszystkich, wychodząc - pożegnaj się. Ale jednocześnie Niemiec może z łatwością zadzwonić na policję, jeśli jego zdaniem sąsiad ma zbyt głośny telewizor. Vladislava próbuje ustalić różnicę między Niemcami a Rosjanami:
Jaka jest różnica między rosyjskim a niemieckim? Rosjanie żyją według koncepcji, Niemcy zgodnie z prawem. Przestrzegają litery prawa, znają swoje prawa, a pojęcie ludzkości jest dla nich ogólnie nieobecne.


Różnice kulturowe

Główne święta rosyjskie - Nowy Rok, 8 marca i 23 lutego - nie są tutaj przychylne. 2 stycznia wszyscy już idą do pracy. Jeśli Niemiec zaprosił gościa na swoje miejsce, nie powinieneś liczyć na to, że zostanie nakarmiony i upity. Wszystko, co jesz i pijesz, musi być zabrane ze sobą.

Stosunek do Rosjan i Putina

Większość Niemców ma normalne podejście do gości z Rosji, ale niektórzy z nich w prawidłowej formie zaczynają unikać późniejszej komunikacji. Duży wpływ ma wpływ antyrosyjskiej propagandy skoncentrowanej na osobowości prezydenta Putina. Po wydarzeniach w 2014 r. Mieszkańcom Niemiec (i nie tylko) powiedziano, co Putin jest złym, prawie najgorszym człowiekiem na Ziemi, z powodu którego są tylko kłopoty. Jednak stopniowo w Niemczech program się zmieniał. Teraz media wyjaśniają, że rosyjski prezydent robi wiele dobrego dla Niemiec, a ogólna postawa z negatywnej zmieniła się w szacunek.

Prawda o Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej

Wszyscy Rosjanie wiedzą, że Trzecia Rzesza została pokonana przez ZSRR, i to czerwona flaga wisiała nad Reichstagiem. Ale współcześni Niemcy myślą inaczej. Władysław był więc zszokowany, gdy dowiedział się, że w Muzeum Historii II Wojny Światowej nie ma wzmianki o udziale wojsk rosyjskich w klęsce Hitlera. Jej mąż odpowiedział spokojnie:
Oto zupełnie inna historia.

Ogólnie rzecz biorąc, „nie Rosjanie wygrali Wielką Wojnę Ojczyźnianą” w opinii mieszkańców Niemiec XXI wieku.

Niewygodna prawda


W Niemczech jest wielu migrantów. We wszystkim mają pierwszeństwo przed miejscowymi. Na przykład, jeśli w szkole jest miejsce, dziecko z rodziny migrantów, ale nie Niemcy, będzie pierwszym, które je otrzyma. Tolerancja

Jeszcze bardziej zaskakujące jest obalenie mitów o powszechnych luksusowych europejskich emeryturach autorstwa Vladislava:
Bez względu na to, co powiedziano nam w Rosji o tym, że w Europie i na całym świecie wszyscy ludzie mają emerytury i że emeryci mogą podróżować itd., Teraz ludzie nie mogą nawet płacić za niektóre podstawowe i niezbędne rzeczy.

Ciekawe jest również to, że zdecydowana większość obywateli niemieckich nie ma własnego mieszkania, preferując wynajmowane mieszkanie.( tu kojarzę dziwną szokującą rozmowę jaką miałem z pewnym zasiedleńcem TBSu w Gdańsku gdzieś chyba w 2009 roku, który usiłował mnie przekonać, że po co komu mieszkanie własnościowe, skoro można wynajmować - miałem mocne podejrzenie, że to Werwolf, który sieje niezdrową propagandę między ludźmi... - MS)

Przyjemne chwile

Ale Niemcy nie byłyby Niemcami, gdyby nie było tu markowego „ordnung”. Ulice są czyste, za wyrzucony niedopałek papierosa grzywna w wysokości 100 euro. Wszędzie znajdują się bezpłatne toalety, specjalne automaty, w których hodowcy psów mogą zabrać torby, aby posprzątać swoje zwierzęta.

Widział to nasz rodak we współczesnych Niemczech. Według niej nauczyła się od Niemców, że wszystko musi być osiągnięta samodzielnie, a nie szukać łatwych sposobów obejścia tego problemu.









00:27 09/26/2019
O „WYZWOLENIU” BUŁGARII
Bułgaria wpadła w międzynarodowy skandal, odmawiając uznania wydarzeń z 1944 r. Za wyzwolenie od nazistów. I zazwyczaj się z nimi zgadzam.

Ale nie z tego powodu, że zgadzam się z ich antyradziecką i antyrosyjską interpretacją historii, ale wręcz przeciwnie.




Adolf Hitler i bułgarski król Brice III. Kwiecień 1941 r



Przypomnę, że termin „wyzwolenie” ma ściśle określone znaczenie. Jest to czyszczenie terytorium lub kraju agresora agresora. Termin ten jest całkowicie nieodpowiedni dla krajów, które były sojusznikami agresora.
Podczas drugiej wojny światowej sojusznikami niemieckiego agresora były Włochy, Hiszpania, Finlandia, Słowacja, Węgry, Rumunia i Bułgaria.
Ofiarami kraju agresora i jego sojuszników były Grecja, Polska, Republika Czeska, Jugosławia, Dania, Belgia, Holandia, Francja, Norwegia i ZSRR.
Opierając się na ścisłym znaczeniu tego słowa, podczas pokonania wroga ZSRR uwolnił swoje terytorium od najeźdźców, a jednocześnie ziemie Polski, Czech, Jugosławii, Austrii, a częściowo Danii i Norwegii.
Wszyscy inni sojusznicy Niemiec, w tym Finlandia, Rumunia, Węgry i Bułgaria, zostali częściowo przez nas pokonani lub zmuszeni do pokoju. Tak więc, być może, nie wydaliśmy ich w politycznym znaczeniu tego słowa. Uwolnij ofiary agresora, a nie sojuszników agresora. Bułgaria była sojusznikiem agresora i została zmuszona do pokoju, podobnie jak wszystkie inne niemieckie satelity.
Skąd się wzięło pojęcie „wyzwolenie” w odniesieniu do tych krajów? Po prostu Związek Radziecki hojnie wybaczył ich pomoc i sojusz z Niemcami i użył politycznie poprawnego terminu „wyzwolenie”. Wiele reparacji nie zostało nawet nałożonych na wiele z tych krajów, chociaż ZSRR miał w tym zakresie pełne prawo moralne i międzynarodowe. Cóż, teraz, kiedy staliśmy się sojusznikami i ludami braterskimi, a sojusznicy i przyjaciele nie są obrażani ani przypominani o ich niestosownej przeszłości. Związek Radziecki był humanitarny!
Nie można tego powiedzieć o byłych sojusznikach Hitlera, którzy teraz stale obrażają nas i naszą pamięć historyczną. To powinna być dla nas lekcja: rzeczy powinny zawsze nazywać się własnymi nazwami.



Dodano: 2012-03-01

Pomorze i Koszalin - 1945. Raport do Londynu




I. SPRAWY POLITYCZNE
1. Stosunki sowiecko-polskie
Jak wynika ze sprawozdań, składanych na Pierwszym Zjeździe Pełnomocników Obwodowych Pomorza Zachodniego (pierwsza dekada czerwca), stosunki z komendantami wojennymi zależne są - zewnętrznie biorąc - od indywidualności i postawy poszczególnego komendanta. Przeważa typ taktyki, dążący do zachowania najlepszych pozorów, obiecujący wszystko, a nie dotrzymujący niczego.
Z Belgradu (1) dochodziły wieści o komendancie, który odbierał Polakom przyznane już warsztaty i przedsiębiorstwa, jeśli zgłaszał się dawny właściciel - Niemiec. Ze Szczecinka - komendant otworzył kino i teatr dla Niemców.
Około 10.VI. odbyła się w Bydgoszczy - jak donosiliśmy - w sztabie frontu odprawa wszystkich komendantów wojennych, na której podobno dostali oni nowe instrukcje, nakazujące dobre stosunki z Polakami. Podobno komendanci dostali instrukcję przekazywania administracyjnych spraw władzom polskim. Dotąd wiadomo tylko, że w efekcie konferencji Polakom przekazano sprawę aprowizacji Niemców, a więc obciążenie. Fakty wrogie naszej polityce zachodniej nie ustają.
W Koszalinie wydział aprowizacji uzyskał od komendanta wojennego prawo używania młyna. Zarządzający młyna - Rosjanin - nie przyjął jednak zboża do przemiału. Po interwencjach województwa (łącznikiem między rządem wojewódzkim a władzami rosyjskimi jest pp[o]r. Sobieszczański (2) rozmowy i czekanie tak w tej, jak i w innych sprawach ciągną się w nieskończoność. Najchętniej załatwiają oni sprawy przy kieliszku, a raczej przy szklance wódki. Zapraszają gościnnie i trudno się wykręcić. Nie chcesz pić, to wznoszą toast na cześć Armii Polskiej, albo czerwonej, albo Stalina - trudno odmówić. Ostatecznie w sprawie młyna uzyskano ów młyn bardzo pilnie potrzebny, ale po przyjęciu okazało się, że... brak jest 2,5 m skórzanego pasa transmisyjnego.
Stosunek marsz. Rokossowskiego i jego politycznego zastępcy gen. Subotina do Polaków uważa się na ogół w kołach administracji polskiej za przychylny. Pełnomocnik (wojewoda zachodniopomorski) płk Borkowicz (3) ma zresztą z nimi dobre stosunki osobiste.
W czasie pobytu władz województwa w Szczecinie zaszedł wypadek, że pijani żołnierze i oficerowie rosyjscy weszli w nocy do gmachu urzędu szukając kobiet. Zwymyślał ich za to mjr. Morozowicz (inwalida, bez nogi, wielki raptus). Rosjanie pobili go i dotkliwie pokaleczyli. Tego dnia sztab frontu przeniósł się do Szczecina. W czasie wizyty u Rokossowskiego wojewoda żalił się na ten wypadek, na liczne podpalania domów, napady i grabieże. Rokossowski telefonicznie zwymyślał komendanta, zapowiedział sprowadzenie specjalnego pułku do zaprowadzenia porządku. Wojewodzie założono telefon polowy, łączący go bezpośrednio ze sztabem. Podobno sprawcy pobicia mjr. Morozowskiego (4) zostali ujęci i rozstrzelani. Na mieście pojawiły się bardzo liczne patrole, legitymujące co kilkadziesiąt metrów wszystkich: żołnierzy i cywilów. Pożary, których przed tym bywało ponad 20 dziennie (tak że straż ogniowa, licząca około 50 ludzi, upadała ze znużenia i wyjeżdżała tylko do pożarów, które groziły większej ilości domów lub ważnych obiektów), ustały raptownie całkiem. Po wyjeździe władz polskich ze Szczecina (5) zaczęły się podobno na nowo.
2. Sprawa Szczecina
Zgodnie z naszą informacją podaną poprzednio, w dniu 9 bm., ze Szczecina przybył do Poznania wysłannik Komitetu Opieki nad Polakami (6) (zarządu ani władzy administracyjnej polskiej nie ma już w Szczecinie) z prośbą o wysyłkę jak największej liczby Polaków. Jak oświadczył, Polacy winni samorzutnie, nie bacząc na olbrzymie trudności, znaleźć się w Szczecinie, gdyż Niemcy masowo wracają i władze radzieckie pozwoliły im utworzyć własne urzędy i administrację, odmawiając tego Polakom.
Zorganizowano z tego powodu specjalny pociąg dla 580 osadników. Pociąg wyruszył dnia 21.VI. o godz. 9-ej rano z Poznania pod eskortą uzbrojonej milicji i 5-ciu konwojentów. Mimo że każdy osadnik miał dokument przesiedleńczy, uznany przez naczelne władze rosyjskie, mimo rozkazu podróży w języku polskim i rosyjskim i wydanym przez wojewodę zachodniopomorskiego, pociąg został w Choszcznie (Amswalde) (7) zatrzymany i w sposób kategoryczny cofnięty z powrotem do Poznania. Ogólnie, jak zeznają powracający osadnicy, władze wojskowe rosyjskie nie wpuszczają Polaków na Pomorze Zachodnie i w sposób barbarzyński obchodząc się z nimi. Kradzieże i gwałty są na porządku dziennym.
Dla przykładu podobna sprawa z wyjazdem do Lignicy (8). Grupa przesiedlonych w liczbie 300 osób wyruszyła z Ostrowa w dniu 15.VI. do Lignicy. Na stacji kolejowej w Rawiczu Rosjanie wyrzucili wszystkich osadników z pociągu i nakazali wracać z powrotem do domu. Komendant wojenny Rawicza, mimo interwencji organizatorów transportu, kategorycznie nakazał powrót.
3. Stosunek Niemców do Polaków
W większości wypadków, przy zetknięciu się przypadkowym z Niemcami, napotyka się z ich strony potulność, skwapliwość do usług. Łatwo jest dostać kobiety do usług w domu, zgłaszają się chętnie - za poświadczenie pracy i wyżywienie. Te na ogół pracują dobrze i chętnie. Niemcy, brani do pracy dorywczo, pracują kiepsko, trzeba nad nimi stać; narzekają na złe odżywianie, buntują się, uciekają z pracy do domu. Gdy im się mówi, że Niemcy traktowali Polaków i karmili gorzej - nie wierzą, udają, że nic o tym nie wiedzieli.
W swoim buntowniczym stosunku do Polaków liczą na poparcie Rosjan. Zwykle je znajdują.
Oficer rosyjski, przydzielający Niemców do pracy dla wojewódzkiego urzędu, robi urzędnikowi przyjmującemu robotników awanturę - wobec stojących w szeregu Niemców - że Polacy źle się z nimi obchodzą, że ich biją (!) "Nie wolno bić, nie wolno wymyślać! Jeżeli tak będzie, przestaniemy przydzielać wam Niemców do pracy!" Potem, bez świadków rozmawia z tymże urzędnikiem uprzejmie, zaprasza na wódkę. Widocznie chodziło o demonstrację wobec Niemców, że Sowieci biorą ich w opiekę przed Polakami.
Gdy jedziemy autem, pracujące na szosie kobiety często - licząc na to, że auto się zatrzyma - pokazują języki, wykrzywiają się itp.
W Koszalinie Niemcom przydzielona została dzielnica mieszkalna, Polakom do niej chodzić nie wolno.
Generalnie można stwierdzić, że na Pomorzu Zachodnim faktyczną władzę sprawiają sowieccy komendanci wojenni, którzy rozstrzygają w ostatniej instancji. Urzędnicy polscy żalą się, że np. komendanci sowieccy z władzami polskimi uzgadniają pewne sprawy, następnie jednak po zażyciu alkoholu jednostronnie zmieniają uzgodnione uprzednio decyzje.
Ostatnio w Złotowie, podczas pewnej uroczystości, komendant wojenny usiłował zastrzelić starostę (9) i wicewojewodę pomorskiego, Felczaka (10), którzy z trudem wyszli z opałów.
4. Organizacje polityczne
Formalnie istnieją na Pomorzu Zachodnim wszystkie cztery partie, ale działalności nie ujawniają poza tym, że w skład różnych komitetów i komisji powołuje się ich przedstawicieli (Komisje Osadnicze, Mieszkaniowe itp.).
W każdym mieście, do którego kolejno zjeżdża urząd wojewódzki (Piła, Szczecin, Starogard (11), Koszalin), mieszczą się reprezentacyjne gmachy i dużo mieszkań, zajętych przez PPR. Poza tym działalności ich się nie odczuwa. Przemówienia na jakichś zebraniach. W Pile PPR urządziło akademię 1-Majową. Na akademii jednak 3 Maja jako przedstawiciel partii przemawiał prezes PSL (12).
5. Prasa i propaganda
Poziom personelu Urzędu Propagandy i Informacji jest po prostu zastraszający. Głównym ich zainteresowaniem jest "szaber". Z 52 pracowników, jakich "Propaganda" miała w Szczecinie, pozostało później 20 - reszta odpłynęła z "szabrem". Działalność polega na rozklejaniu nadsyłanych afiszów propagandowych "Głosu Nadodrzańskiego". Ukazały się dotąd trzy numery - jeden około 15 maja, drugi - około 15 czerwca. Drukuje się w Poznaniu.
Poza tym wychodzi Biuletyn Informacyjny, odbijany na powielaczu. Wychodzi niezbyt regularnie. Przynosi wiadomości spóźnione, przedrukowywane z nadchodzących opóźnionych gazet. Serwisy radiowe - mimo że Propaganda ma radioodbiornik - nie są wykorzystane. Poza tym - trochę wiadomości z terenu.
Moment "liczenia się" z Propagandą, który tu jednak istnieje (to samo zresztą można powiedzieć o partiach, szczególnie PPR), przywieziony został chyba ze "starej" Polski. Bo miejscowa Propaganda osobistymi zasługami go nie zdobywa. Ma ogólnie kiepską opinię.
6. Bezpieczeństwo
Urząd Bezpieczeństwa podlega tu Pełnomocnikowi, co powściąga ich szaleństwa. Płk Borkowicz potrafi zwymyślać i przykrócić im cugli. Charakterystycznym wypadkiem było aresztowanie kierownika transportu w czasie przeprowadzki województwa ze Starogrodu (13) do Koszalina. Pokłócił się on z oficerem bezpieczeństwa, nie chcąc im dać siódmego wagonu na urządzenie w drodze dancingu. W odwet został aresztowany pod zarzutem, że w czasie wojny był konfidentem Gestapo w Smewnie (14). Nie pomogły świadectwa ludzi znających go od kilku lat z Warszawy. Przesiedział całą drogę w wagonie, szykanowany drobnymi przykrościami. Dopiero po przybyciu do Koszalina zawiadomiono wojewodę, który nakazał zwolnienie aresztowanego, a za to aresztowanie i oddanie pod sąd polowy dwu milicjantów, którzy wystąpili z fałszywymi oskarżeniami.
7. Personalia (15)
Wojewoda (pełnomocnik Rządu) płk Leonard Borkowicz
Zastępcy: Kaniewski (16) i Lemański
Naczelnik Wydziału Ogólnego - mgr Modurowicz (17)
Naczelnik Wydziału Samorządowego - E. Kreid (18)
Inspekcja Starostw - dr Put (19)
Naczelnik Wydziału Osadnictwa - Cybiński (20)
Kierownik Urzędu Ziemskiego - Okołowicz
Naczelnik Wydziału Przemysłowego - inż. J. Pilich
Naczelnik Aprowizacji i Handlu - B. Cmela
Naczelnik Kultury i Sztuki - S. Czapelski (21)
Kierownik Urzędu Informacji i Propagandy - Pawłowski
Łącznik z Władzami Sowieckimi - kpt. Sobieszczański (22)
W.U.S. (samochody) - inż. Ulatowski
Tymczasowy Zarząd Nieruchomości - Węgrzynowski
Kurator Szkolny - dr S. Helsztyński (23)
II. OSADNICTWO I REPATRIACJA
1. Osadnictwo wiejskie
Pomorze Zachodnie jest krajem bardzo słabo zaludnionym. Osiedla rozrzucone rzadko. Na ogół ubogie. Ziemia w większości powiatów licha - wymaga dużo pracy i fachowości rolniczej. Dotąd utrzymana była w dobrej kulturze - żyta np. słabe, ale czyste, bez chwastów.
Na ogół dotąd przybywa element nieodpowiedni, nie dający gwarancji, że się tu zadomowi, że wytrzyma. Naczelnik wydziału osadnictwa chce utrzymać zasadę, żeby przynajmniej 15-20% osadników pochodziło z Wielkopolski i Pomorza. Ci, żyjący i gospodarujący w warunkach podobnych do tutejszych, najlepiej się tu nadadzą, będą elementem urabiającym, podnoszącym polskie osadnictwo. Jak dotąd wieś wielkopolska nie kwapi się zbytnio do osadnictwa. Za element pożądany uważa on synów gospodarzy średnich, którzy, aby uniknąć podziału ojcowego gospodarstwa między zbyt liczne rodzeństwo, wędrują szukać dla siebie nowych terenów pracy. Jest to materiał ludzi zdrowy, dobrze odżywiony (a przynajmniej nie zabiedzony), znający się na gospodarstwie. Najmniej wydajnym elementem są bezrolni - materiał ludzki słaby, nieprzyuczony do samodzielnego gospodarowania. Nie powinno się przekroczyć 50% przy rozdawnictwie ziemi temu elementowi. Szczegóły w punkcie "Ostatnie informacje z Pomorza Zachodniego".
III. SPRAWY SPOŁECZNO-KULTURALNE
1. Związek Walki Młodych zajął w Koszalinie gmach "Kösliner Zeitung" bardzo okazały. Na pierwsze na Zachodnim Pomorzu uroczystości zapowiadano zebranie organizacyjne ZWM. Przybył wojewoda w licznej asyście urzędników, przedstawiciele wszystkich czterech partii, Informacji i Propagandy itd., itd., ale za to bardzo mało młodzieży. Było to tak rażące, że wszyscy mówcy podkreślali to z żalem w przemówieniach. Z dużym patosem o "historii" ZWM od powstania w r. 1945 (?) mówiła instruktorka Puchalska (w spodniach). Po uroczystych przemówieniach sprawy organizacyjne odłożono... na później.
2. Odczyty
Pełnomocnik płk Borkowicz zapowiedział cykl odczytów pt. "Wojna i pokój". Pierwszy odczyt pt. "Kulisy wojny" okazał się odczytanym artykułem W. Bednarczuka w "Odrodzeniu" pt. "Tragedia pomyłek". Na odczycie było ok. 180 osób.
Naczelnik Cybiński wygłosił odczyt pt. "Osadnictwo polskie na Pomorzu Zachodnim". Mimo że temat powinien był wywołać duże zainteresowanie u "pionierów", na odczycie było około 20 osób. Ponieważ referent miał niewiele materiału o obecnym stanie osadnictwa, wypełnił odczyt dziejami Pomorza itd., zaczerpniętymi zresztą z broszury Instytutu Zachodniego "Odra-Nissa" (24).
Dla charakterystyki zainteresowań kulturalnych Polaków trzeba stwierdzić, że wszystkie imprezy artystyczne cieszą się zasadniczo powodzeniem, ale występy lekkiego gatunku są przyjmowane z większym zadowoleniem niż koncerty poważne, choć o wysokim poziomie.
IV. SPRAWY GOSPODARCZE
1. Stosunki aprowizacyjne
Każdy, kto przyjeżdża na Pomorze Zachodnie i zgłasza się w Urzędzie Pracy, otrzymuje wyżywienie w stołówkach: P[aństwowego]U[rzędu]R[epatriacyjnego], Czerwonego Krzyża, urzędnicy itp. Na śniadanie i kolacje - przeważnie kawa z chlebem (lub zupa) - na obiad zupa lub kartofle z mięsem. Wyżywienie jest na ogół nieświetne, ale wystarczające. Dla pracujących Niemców otwarto ostatnio stołówkę. Wyżywienie w niej jest niewiele gorsze niż w stołówkach polskich. Wyżsi urzędnicy (oficjalnie "wydajnie pracujący"), względnie tacy, którzy pracują w województwie od początku, a nie tak jak wielu - "przelotnie", jadają w osobnej sali, gdzie obiady są zawsze (w sali ogólnej czasem) z dwu dań, na śniadania i kolacje dodatki - masło czy wędlina itp. Oddzielny pokój jako instytucja niedemokratyczna robi dużo złej krwi u niedopuszczanych doń. Niektóre wydziały i urzędy pobierają suchy prowiant i prowadzą dla swych pracowników oddzielne stołówki. Na ogół pracujący nie są przekarmiani, ale nie mają powodu do oficjalnych skarg.
Rzeczywiście niedemokratyczne było urządzenie w czasie Zjazdu Pełnomocników bankietu na 100 osób, którego budżet układano na 200 tys. złotych, z koniakami, winem, likierami, tortami itd. Ponieważ liczba zaproszonych była ograniczona - starostowie i wyżsi urzędnicy - w reszcie pracujących burzyło się niezadowolenie.
W terenie wszelkie zapasy żywności objęte są w zasadzie przez Rosjan. Komendanci według osobistego uznania przydzielają go polskim władzom administracyjnym.
Podobnie jak przy rozdawnictwie koni, bydła czy innego rodzaju dóbr, komendanci na ogół mają zasadę: wszystko tu jest poniemieckie, a więc jako łup należy do nas; my wam coś niecoś możemy z łaski oddać.
V. OSTATNIE INFORMACJE Z POMORZA ZACHODNIEGO (i częściowo Śląska).
Problem niemiecki nie został w minimalnym nawet stopniu rozwiązany ani przez władze radzieckie, ani też przez "administrację lubelską", która go zupełnie nie docenia, nie zna i nie czyni żadnych najmniejszych poczynań w tym kierunku. Ilościowo przedstawia się stan ludnościowy polsko-niemiecki następująco (z braku danych statystycznych podamy procentowo): w powiatach przygranicznych w pasie między województwem zachodniopomorskim i śląskim jest 30% Polaków, 70% Niemców, w pasie od Bałtyku do województwa poznańskiego 20% Polaków, 80% Niemców i w pasie śląskim 15% Polaków i 85% Niemców.
W poszczególnych miastach na podstawie danych uchwytnych z grubsza liczbowo: w Szczecinie 40 000 Niemców - 1500 Polaków, w Gorzowie (Landsberg) 20 000 Niemców, 3000 Polaków, w Skwierzynie (Schwerin) 2000 Niemców, 1500 Polaków, w Lignicy 10 000 Niemców, 2000 Polaków, we Wrocławiu 25 000 Niemców, 1800 Polaków (?), w Świebodzinie 2000 Niemców, 800 Polaków, w Gryfinie 1500 Niemców, 400 Polaków, w Zagórzu 1800 Niemców, 600 Polaków.
Inne miejscowości liczbowo nie dadzą się na razie ująć.
Jak z tego wynika, Polacy są w przytłaczającej mniejszości.
Traktowanie też Polaków przez Rosjan (na podstawie donosów), np. w Lignicy, Szczecinie, Świebodziniu [Świebodzinie], Wrocławiu, Skwierzynie, Kołobrzegu i Międzyrzeczu jest gorsze niż Niemców. W Lignicy np. nie wolno żadnemu Polakowi zająć mieszkania poniemieckiego. W dwóch wypadkach wyrzucił lignicki komendant wojenny z gospodarstw opuszczonych przez Niemców po 1,5-miesięcznej pracy Polaków i osadził Niemców (zeznanie protokólarne wyrzuconych).
Ten sam komendant wojenny oficjalnie wydał zarządzenie, że nie wolno wywłaszczać żadnego Niemca, nie wolno rekwirować własności po niemieckiej. Mimo interwencji osadników administracja polska oświadczyła, że jest dla niej niezrozumiałe, dlaczego Polacy np. z Wielkopolski przybywają na teren Lignicy i Olszowy.
Zachowanie milicji jest skandaliczne. Nauczona postępowaniem Rosjan i zdemoralizowana ich kradzieżami, grabi Polaków przybyłych z żywności, odzieży i wyrzuca z zajętych placówek.
Jak zachowują się Niemcy przy takim stanie rzeczy? Ogólnie sprawozdawcy stwierdzają coraz większą butę. Są oni w stałym kontakcie z komendanturą rosyjską i skarżą się jej i szukają tam opieki.
Na terenie Lignicy przy takim stanie rzeczy z 100 osób wysłanych osiedliło się 25 - reszta wróciła z powrotem. Nie lepiej jest w innych miejscowościach. Oficjalnie marsz. Rokossowski zgodził się na osiedlanie w Szczecinie i okolicy. Pierwszy transport złożony z 328 osób został w Starogardzie [Stargardzie] zatrzymany, obrabowany i zmuszony do usuwania gruzów. Do Szczecina przedostało się tylko 38 osób, z tych 20 nocą uciekło.
Konferencja odbyta 10.VI. przez Rokossowskiego z komendantami wojennymi n[a] t[emat] stosunku do Polaków i administracji polskiej - dotąd nie przyniosła zmiany na lepsze.
W samym Szczecinie jest 40 000 Niemców, zajmujących najlepsze mieszkania, aprowizacji nie ma żadnej. Zwrócono się po przydziały żywnościowe do Poznania.
W Koszalinie odbył się dnia 19.VI. pod przewodnictwem płk. Borkowicza zjazd starostów z Pomorza Zachodniego. Na zakończenie zjazdu odbył się raut, na którym - jak opowiada uczestnik - uginały się stoły od zastaw i napojów. Były wyszukane pieczywa, bawiono się świetnie. Wynik zjazdu żaden. Przemawiano tylko, nawet pułkownik rosyjski rozrzewnił się nad przyjaźnią polsko-radziecką, witał przybywających Polaków i zapewnił poparcie osiedlanym. Podczas zjazdu szefowi osadnictwa z P.Z.Z. skradli Rosjanie 60 litrów benzyny, a w dzień potem rozbili drugi transport do Szczecina. Nikt z uczestników nie przedstawił faktycznego stanu rzeczy, wzajemnie się gloryfikowano, wznoszono toasty, a w oddalonym o 500 m baraku dla repatriantów zza Bugu leżało chorych 60 osób bez opieki, od 4 dni bez chleba i zawszawieni.
Rząd Tymczasowy nie czyni nawet tego starania, aby zbadać sprawę na miejscu, lecz opiera się na fałszywych sprawozdaniach. W takim stanie rzeczy osadnictwo słabnie gwałtownie, a tymczasem Rosjanie wywożą wszystko, ostatnio nawet szyby z okien pakują do skrzyń. Gospodarstwa puste, żywca nie ma, np. w powiecie gorzowskim na około 100 gospodarstw jest 5 koni mało wartościowych i 10 krów.
Społeczeństwo zaczyna się burzyć. Stale w wydziale osadniczym słyszy się krytykę, oburzenie, w obecnym momencie terroru i zakłamania jeszcze bojaźliwą, lecz z drugiej strony pełną rozpaczy i zrezygnowania.
Jeżeli fatalny jest stan gospodarstw rolnych, to jeszcze gorszy jest stan w przemyśle i handlu. Maszyny wszystkie (dosłownie) są już wywiezione. W powiecie gorzowskim na 4 młyny jeden maleńki ma niepełne urządzenie i jest również nieczynny.
PRZYPISY:

(1) Białogard.
(2) Ppor. Jarosław Sobieszczański.
(3) Leonard Borkowicz, działacz KPP, potem PPR, oficer Armii Czerwonej, a od 1943 r. I Dywizji im. T. Kościuszki, zastępca komendanta głównego MO, w kwietniu 1945 został mianowany pełnomocnikiem Rządu Tymczasowego na Okręg Pomorze Zachodnie, będąc już wcześniej pełnomocnikiem tegoż rządu przy I Froncie Białoruskim.
(4) Tak w tekście.
(5) Połowa maja 1945.
(6) Komitet Pomocy Polakom - utworzony 19 VI 1945 na bazie polskiego Zarządu Miejskiego Szczecina.
(7) Arnswalde.
(8) Legnica.
(9) Bronisław Thomas.
(10) Zygmunt Felczak.
(11) Stargard Szczeciński.
(12) W czerwcu 1945 r. prezesem PSL na Pomorzu Zachodnim był Jan Cybiński.
(13) Stargard Szczeciński.
(14) Tak w tekście.
(15) Zweryfikowane na podstawie: K. Kozłowski, Między racją stanu a stalinizmem. Pierwsze dziesięć lat władzy politycznej na Pomorzu Zachodnim 1945-1955, Warszawa-Szczecin 2000, passim.
(16) Jan Kaniewski, działacz PPS, po zjednoczeniu w PZPR.
(17) Władysław Madurowicz, naczelnik Wydziału Planowania i Koordynacji, prawa ręka Borkowicza.
(18) Eugeniusz Kreid, działacz SL.
(19) Dr Stanisław Put, naczelnik Wydziału Ogólnego, w okresie przedwojennym był m.in. inspektorem starostw w Urzędzie Wojewódzkim w Poznaniu.
(20) Jan Cybiński, naczelnik Wydziału Osiedleńczego, prezes Zarządu Wojewódzkiego SL.
(21) Stanisław Czapelski.
(22) Por. przypis 2.
(23) Dr Stanisław Helsztyński.
(24) M. Kiełczewska, A. Grodek, Odra-Nisa najlepsza granica Polski, Poznań 1945.



Tekst dokumentu źródłowego na podstawie: Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej nr 9-10/2005 - Aleksandra Pietrowicz - "Ziemia odzyskana nie-obiecana". Dokument pochodzi z Archiwum Akt Nowych, Delegatura Rządu RP na Kraj, 202/III/36, k. 151-210; część E - k. 205–210. Przypisy do tekstu, pochodzą z Biuletynu.



DELEGATURA RZĄDU NA KRAJ - tajny naczelny organ władzy administracyjnej w okupowanej Polsce, utworzony w 1940 r., składający się z departamentów. Na jej czele stał Delegat Rządu na Kraj, podporządkowany Rządowi RP na uchodźstwie, a od 1944 wicepremier w tym rządzie. Delegatura kierowała pracą pionu cywilnego Polskiego Państwa Podziemnego. Jej zadaniami było utrzymanie ciągłości instytucji państwowych, zapewnienie normalnego funkcjonowania państwa, przygotowanie do przyjęcia kontroli nad krajem po zakończeniu wojny, rejestracja poczynań okupantów i dokumentacja zbrodni wojennych, ochrona i ratowanie zagrożonych dóbr kultury.
Na czele Delegatury Rządu na Kraj stał Delegat Rządu na Kraj, przedstawiciel Rządu RP na uchodźstwie w okupowanym kraju (od 1944 roku będący równocześnie wicepremierem w Rządzie RP na uchodźstwie).
Delegatami Rządu na Kraj byli kolejno: Jan Skorobohaty-Jakubowski, Cyryl Ratajski, Jan Piekałkiewicz, Jan Stanisław Jankowski, Stefan Korboński, Jerzy Braun.

Na podstawie Wikipedii.



RZĄD RP NA UCHODŹSTWIE - rząd Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1939-1990 będący legalną kontynuacją władz II RP, zmuszonych opuścić Polskę po agresji III Rzeszy i ZSRR na Polskę we wrześniu 1939 i okupacji całego terytorium Polski przez agresorów. Siedzibą rządu był Paryż, później Angers, a od końca czerwca 1940 (kapitulacji Francji) – Londyn. Władze RP na uchodźstwie zakończyły działanie po wyborze i zaprzysiężeniu Lecha Wałęsy na prezydenta Polski i przekazaniu mu insygniów prezydenckich przez prezydenta RP Ryszarda Kaczorowskiego.
6 lipca 1945 dotychczasowi sojusznicy Rzeczypospolitej, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone wycofały uznanie dyplomatyczne Rządu RP na uchodźstwie, uznając powołanie Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej z udziałem Stanisława Mikołajczyka za wykonanie postanowień konferencji jałtańskiej w kwestii powołania rządu polskiego uznawanego przez wszystkie państwa tzw. Wielkiej Trójki (Wielką Brytanię, USA i ZSRR). 25 czerwca 1945 rząd Tomasza Arciszewskiego w nocie przekazanej zwycięskim mocarstwom odrzucił postanowienia konferencji w Teheranie i Jałcie, stwierdzając, że swoje uprawnienia konstytucyjne przekazać może tylko rządowi wyłonionemu w wolnych wyborach w kraju.
Pierwszym premierem, ministrem spraw wojskowych i ministrem spraw wewnętrznych był Władysław Sikorski, aż do żmierci w katastrofie gibraltarskiej 4 lipca 1943.

POLSKI KOMITET WYZWOLENIA NARODOWEGO (PKWN) - istniał od 21 lipca 1944 do 31 grudnia 1944. Samozwańczy tymczasowy organ władzy wykonawczej w Rzeczypospolitej Polskiej, działający na obszarze wyzwalanym spod okupacji niemieckiej - pomiędzy przesuwającą się linią frontu sowiecko-niemieckiego a Linią Curzona. PKWN został powołany w Moskwie (zob. rząd marionetkowy) i funkcjonował pod polityczną kontrolą Józefa Stalina. Zdominowany był przez komunistów polskich i realizował politykę ZSRR w Polsce. Ogłosił Manifest PKWN, rządził za pomoca dekretów. Uznawany wyłącznie przez ZSRR. Kierownictwo, m.in.: Edward Osóbka-Morawski (przewodniczący PKWN), Wanda Wasilewska (wiceprzewodnicząca PKWN), Stanisław Radkiewicz (resort bezpieczeństwa publicznego), gen. broni Michał Żymierski (resort obrony narodowej), Bolesław Drobner (resort pracy, opieki społecznej i zdrowia).

RZĄD TYMCZASOWY RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ (Rząd Tymczasowy RP) - istniał od 31 grudnia 1944 do 28 czerwca 1945. Powołany przez Krajową Radę Narodową (KRN, ciało polityczne utworzone 1 stycznia 1944 w charakterze samozwańczego polskiego parlamentu) w miejsce PKWN. Przemiana miała znaczny ciężar gatunkowy. Polscy komuniści działający pod patronatem ZSRR oficjalnie powołali swój własny rząd, konkurencyjny wobec legalnego i powszechnie uznawanego na forum międzynarodowym Rządu RP na uchodźstwie i przejmujący faktyczną władzę nad zajmowanymi przez Armię Czerwoną ziemiami polskimi leżącymi na zachód od Linii Curzona. Było to ze strony Józefa Stalina polityczne przygotowanie przed zimową ofensywą Armii Czerwonej, która miała przynieść zajęcie reszty ziem polskich w granicach sprzed wojny. Jednocześnie był to dowód usztywnienia stanowiska sowieckiego wobec Anglosasów w kwestii roli przedstawicieli Rządu RP na uchodźstwie w kształtowaniu powojennych władz Polski poprzez stworzenie faktu dokonanego.
W lutym 1945 na konferencji w Jałcie, Wielka Trójka ustaliła że nowy rząd Polski powstanie przez uzupełnienie składu Rządu Tymczasowego (na jego bazie), poprzez wprowadzenie do niego indywidualnych "Polaków z kraju i zagranicy" - całkowicie przemilczano istnienie Rządu RP na emigracji jako podmiotu prawa międzynarodowego. 28 marca 1945 zaproszeni przedstawiciele Polskiego Państwa Podziemnego z Delegatem Rządu na Kraj Janem Stanisławem Jankowskim, komendantem głównym Armii Krajowej Leopoldem Okulickim, przewodniczącym RJN Kazimierzem Pużakiem i całym składem Krajowej Rady Ministrów, udali się do Pruszkowa w celu negocjacji dotyczących wejścia do rządu "jedności narodowej". Po przybyciu na umówione miejsce zostali aresztowani przez NKWD i wywiezieni samolotem na moskiewską Łubiankę. Sądzeni później w Procesie szesnatu (18-21 czerwca 1945).
Do końca wojny (8 maja 1945) Rząd Tymczasowy ustanowił swoją administrację na całym powojennym terytorium Polski z wyjątkiem Szczecina, pozostającego pod bezpośrednią wojskową administracją sowiecką do zakończenia konferencji w Poczdamie w lipcu 1945 r. Kierownictwo, m.in.: Edward Osóbka-Morawski (prezes Rady Ministrów), Władysław Gomułka (wiceprezes Rady Ministrów), Stanisław Radkiewicz (minister bezpieczeństwa publicznego), gen. broni Michał Żymierski (minister obrony narodowej), Hilary Minc (minister przemysłu).

TYMCZASOWY RZĄD JEDNOŚCI NARODOWEJ (TRJN) - istniał od 28 czerwca 1945 do 8 lutego 1947 (do czasu powstania Sejmu Ustawodawczego i powolania pierwszego rządu). Rząd Rzeczypospolitej Polskiej powołany w Warszawie przez prezydenta Krajowej Rady Narodowej Bolesława Bieruta na podstawie porozumienia zawartego na konferencji w Moskwie odbytej 17-21 czerwca pomiędzy politykami KRN i Rządu Tymczasowego RP a częścią polityków emigracyjnych skupionych wokół byłego premiera Stanisława Mikołajczyka, częścią polityków PPS (Zygmunt Żuławski),części polityków krajowego SL-Roch (Władysław Kiernik), przedstawicieli środowisk intelektualnych z kraju (profesor Stanisław Kutrzeba, profesor Adam Krzyżanowski, doktor Henryk Kołodziejski). Rząd zgodnie z ustaleniami jałtańskimi powstał na bazie Rządu Tymczasowego RP, również Prezesem Rady Ministrów (premierem) rządu pozostał były członek KC RPPS Edward Osóbka-Morawski.
Powołanie TRJN było realizacją postanowień jałtańskich przewidujących rekonstrukcję Rządu Tymczasowego RP na szerszej podstawie politycznej oraz spełnieniem poczynionych w maju i czerwcu 1945 uzgodnień dyplomacji ZSRR z dyplomacją USA i Wielkiej Brytanii zgodnie z którymi akceptujący porozumienia jałtańskie politycy emigracyjni i niereprezentowani dotąd w Rządzie Tymczasowym i KRN politycy krajowi popierający Stanisława Mikołajczyka mieli otrzymać 25% tek ministerialnych, odpowiednią liczbę wiceministrów oraz reprezentację w KRN, administracji państwowej, dyplomacji i w samorządzie terytorialnym zaś tak zrekonstruowany rząd Polski miał zostać uznany przez mocarstwa zachodnie.
29 czerwca 1945 roku Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej został uznany przez Szwecję i Francję, 5 lipca przez USA i Wielką Brytanię, uznawały go także inne państwa koalicji antyhitlerowskiej, m. in. Chiny, Włochy, Kanada. TRJN 16 października 1945 podpisał Kartę Narodów Zjednoczonych, przez co Polska stała się członkiem założycielem ONZ. Delegacja TRJN uczestniczyła w lipcu 1945 w konferencji poczdamskiej, na mocy postanowień konferencji przejęła od radzieckich komendantur wojskowych administrację pozostałej części Ziem Zachodnich i Północnych m.in Szczecin.
Kierownictwo, m.in.: Edward Osóbka-Morawski (prezes Rady Ministrów, minister spraw zagranicznych), Władysław Gomułka (I wiceprezes Rady Ministrów), Stanisław Mikołajczyk (II wiceprezes Rady Ministrów, minister rolnictwa i reform rolnych), Władysław Kiernik (minister administracji publicznej), Stanisław Radkiewicz (minister bezpieczeństwa publicznego), marszałek Polski Michał Żymierski (minister obrony narodowej), Czesław Wycech (minister oświaty), Mieczysław Thugutt (nominalnie minister poczt i telegrafów), Hilary Minc (minister przemysłu), Wincenty Rzymowski (minister spraw zagranicznych).

Oprac. na podstawie Wikipedii.