Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demografia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demografia. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2026

Wielkie ośrodki miejskie jak magnesy

 

Miasta wojewódzkie wyciągają ludzi z mniejszych miast.



Ewidentnie brakuje województw - koszalińskiego, płockiego, ełckiego, siedleckiego (brzeskiego), kaliskiego, gorzowskiego.
Niektóre stolice są za mało atrakcyjne: Olsztyn, Rzeszów, Kielce, Opole, Zielona Góra... trudno im konkurować z Warszawą, Krakowem, Gdańskiem, Wrocławiem.


przedruk

Wykluczenie komunikacyjne

Mapa wykluczenia komunikacyjnego – ciemniejsze kolory oznaczają jego wyższy stopień. Źródło: opracowanie badań "Analiza skali wykluczenia komunikacyjnego na obszarze Polski"



Wykluczenie komunikacyjne dotyka w Polsce 10 mln osób – usłyszeliśmy od przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury. Wskazują na to kompleksowe badania naukowców z czterech politechnik w Polsce, którzy przygotowali 21 raportów. Powstała w ten sposób mapa wykluczenia. Ciemniejszy kolory symbolizuje wysoki, a jaśniejszy – niski stopnień zagrożenia wykluczeniem. Zupełnie jasno jest jedynie w największych miastach i przy ich obrzeżach. Dobrze wygląda też sytuacja na Górnym Śląsku.

Najciemniej robi się w gminach na granicach – zarówno województw, jak i państwa. Ciężko z dojazdem jest też na wschodzie Polski, który zaznaczony jest w większości na ciemnozielono. W takich miejscach według raportu ma mieszkać 27 proc. populacji.

Naukowcy z Politechniki Śląskiej, Poznańskiej, Gdańskiej i Warszawskiej wyliczyli, że wykluczenie nie występuje w zaledwie 33 na 2479 gmin. Zmiany na lepsze idą powoli, mimo że temat dostępności kolei i autobusów od lat pojawia się w kolejnych kampaniach wyborczych. Politycy wsiadają do autobusów, pociągów i tramwajów, pojawiają się pomysły budowy torów, wsparcia dla linii autobusowych, wspólnego biletu na różne środki transportu. Mimo to liczbę wykluczonych wciąż można liczyć w milionach – różne źródła podawały w poprzednich latach liczby od 6 do nawet 15 milionów osób bez wystarczającego dostępu do transportu zbiorowego.

[...]


Według tych kryteriów najbardziej wykluczeni są mieszkańcy miejscowości, z których najtrudniej dostać się do powiatowej przychodni zdrowia, szkoły czy na zakupy. Co ciekawe, w związku z tym dość słabo wypadły miejscowości, które mają niezłe połączenie z miastami wojewódzkimi. Tak jest na przykład z małopolskim Kozłowem, skąd wielokrotnie w ciągu dnia można odjechać do Krakowa. Pociągi w szczycie odjeżdżają nawet w dwuminutowych odstępach. Ocena naukowców jest jednak jednoznaczna – gmina mimo to jest jedną z najmocniej zagrożonych wykluczeniem w regionie.

– W naszym projekcie założyliśmy, że codzienne podróże nie są dojazdami do najbliższej metropolii, lecz dojazdami do powiatu. W przypadku Kozłowa są to zatem połączenia z Miechowem czy Jędrzejowem – mówi nam Żmuda-Trzebiatowski. – Zarówno w Kozłowie, jak i w Miechowie przystanki kolejowe są zlokalizowane ponad kilometr od centrów tych miejscowości – wyjaśnia specjalista.

Jak dodaje ekspert, nawet teoretycznie dobry dojazd do Krakowa nie ratuje sytuacji. Podróż trwa półtorej godziny, z dojściem na stację kolejową i dojazdem do docelowego miejsca podróży w Krakowie może zająć ponad dwie godziny – a w dwie strony ponad cztery.



porównanie map:
z zaznaczeniem miast: Gorzów Wlk., Koszalin, Kalisz, Płock, Ełk, Siedlce


Dobrze skomunikowana ziemia rzeszowska - ale ludzie wyjeżdzają do Krakowa... toruńskie - do Gdańska




Najwyższy współczynnik wykluczenia komunikacyjnego – a więc najgorszą z możliwych ocen – otrzymało aż 399 gmin. Najtrudniej jest mieszkańcom wschodu kraju. W województwie podlaskim znajduje się 55 z najbardziej wykluczonych gmin, a w lubelskim – aż 79.


„Problem jest, bo nie ma częstych kursów autobusów. Teraz o 10:00 możemy dopiero do domu jechać, a później aż o 12:30 i o 15:00 – mówiła Radiu Lublin jedna z mieszkanek Lubelszczyzny, czekająca na autobus na dworcu w stolicy regionu.

Dostępne w internecie rozkłady wyglądają tragicznie. Z Woli Mysłowskiej na Lubelszczyźnie bez samochodu nie można wydostać się w dni powszednie po 17:00, a w weekendy – w ogóle. Niektóre z autobusów i busów kursują jedynie od poniedziałku do czwartku. Komunikacja ma służyć głównie uczniom. Z malowniczych Wiżajn do niedalekich Suwałk samochodem jedzie się 34 minuty. Autobusy, wykonujące na tej trasie kilka kursów dziennie, przebywają tę trasę w nieco ponad godzinę.


Lubelskie i Podlaskie to piękne, ale dość puste województwa. Czy to jedyna przyczyna problemu z transportem na wschodzie? Paweł Żmuda-Trzebiatowski ocenia, że na takich obszarach – choć nie tylko tam – występuje też zjawisko „atomizacji” potrzeb transportowych. Coraz więcej osób potrzebuje dostać się w różne miejsca, trudno ułożyć dla wszystkich jedną trasę.

W korzystaniu z transportu publicznego wciąż przeszkadza bałagan. Nie ma na przykład jednej wyszukiwarki obejmującej wszystkie kursy wszystkich przewoźników, szczególnie tych autobusowych. Pomagać może E-podróżnik i Google, ale obie strony najczęściej pokazują niekompletne dane. Brakuje aplikacji, która funkcjonalnością dorównywałaby na przykład Koleo – aplikacji zbierającej dane o rozkładzie jazdy i umożliwiającej kupno biletów. Bywa, że informacje o rozkładach są poukrywane na witrynach samorządów. Bywa też, że w internecie nie można ich znaleźć.

– Na niewielkim obszarze może funkcjonować kilku różnych zarządców infrastruktury drogowej (przystanki, dworce), zarządcy infrastruktury kolejowej, organizatorzy transportu różnych szczebli, operatorzy transportu, którzy fizycznie realizują przewozy, ale też prywatne firmy świadczące usługi przewozowe, czy dostawcy rozwiązań, które umożliwiają pasażerowi poruszanie się w tym systemie, na przykład planerów podróży czy systemów sprzedaży biletów – mówi Żmuda-Trzebiatowski.

– Co więcej niektóre z podmiotów zaangażowanych w tworzenie systemu transportu publicznego postrzegają się wzajemnie jako konkurencję, choć przez pasażera są traktowane jako elementy jednego systemu – zauważa naukowiec. Jak zaznacza, systemowi transportowemu potrzebna jest głęboka reforma, która nie wpłynie na ciągłość jego funkcjonowania – a więc operacja na żywym organizmie.

Fundusz autobusowy receptą na wykluczenie?

Ministerstwo Infrastruktury szykuje pierwsze „cięcia skalpelem”. Pomóc ma nowelizacja ustawy o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, w przeszłości nazywana programem PKS+. Fundusz wspiera powstawanie połączeń tam, gdzie brakuje oferty. W 2026 roku dostępne w nim środki przekroczą 1,2 mld złotych. Do tej pory pieniądze z FRPA wspierały jedynie połączenia na zupełnie nowych trasach. Nowelizacja prawa zakłada odejście od tej zasady, a także wyznaczenie minimalnych standardów dla linii wspieranych z Funduszu, tak, by w końcu pożegnać wysłużone i ciasne busiki. Resort chce też utworzenia informatycznego rejestru danych o połączeniach, co ułatwi działanie wyszukiwarek połączeń.

To ważny krok, ale nie rozwiąże wszystkich problemów – twierdzi dr Żmuda-Trzebiatowski:

– Skoro do tej pory rozmawialiśmy o tym, że przyczynami wykluczenia mogą być między innymi: koszty podróży, brak integracji różnych rodzajów transportu, problemy z przepływem informacji pasażerskiej lub to, że do najbliższego przystanku jest zwyczajnie zbyt daleko, a jego budowa wymaga np. poważnego remontu drogi, żeby autobus mógł w ogóle przejechać, to byłbym dość sceptyczny co do idei, że to wszystko da się naprawić wyłącznie przez tworzenie nowych linii na już istniejącej infrastrukturze.









W Niemczech - przewaga danej religii (i/ lub ateizmu):








fb

oko.press/wykluczenie-transportowe-badania-fundusz




wtorek, 10 marca 2026

Kolonizacja niemiecka

 


Demografia to broń.

Celem kolonizacji zawsze jest przejęcie kontroli (władzy) nad danym terytorium.



Niemiecka mapa pokazująca ludność niemieckojęzyczną w Europie środkowo-wschodniej poza granicami państwa niemieckiego w 1925 r. - czy dane są prawdziwe, to wątpliwe, ale... w polityce ważne do czego mapa służy, a nie czy mówi prawdę....


Usłyszałem w internecie taką informację, że w państwie piastowskim żyło ok. 15 - 30 tyś. ludzi i to zainspirowało mnie, by opisać swoje przemyślenia.

źródła informacji poniżej to głównie wikipedia
przypominam: wszystkie te teksty starannie wycyzelowane mogą być napisane przez Ai



1. Znana kolonizacja

- Kolonizacja na prawie niemieckim (osadnictwo na prawie niemieckim) – zjawisko społeczno-gospodarcze, które miało miejsce w Środkowo-Wschodniej Europie od XII do XIV wieku. Polegało ono na planowym osadnictwie ludności pochodzącej głównie z zachodnich obszarów Niemiec.

Kolonizacja ta dokonywała się na mocy osobnych umów, określających prawa i obowiązki kolonistów, które zawierane były pomiędzy panem (właścicielem gruntu) a grupą osadników, których reprezentował zasadźca. W Polsce rozwijała się od początku XIII wieku wraz z napływem grup wolnej ludności z Zachodu (gł. z Niemiec), przynoszących ze sobą zręby nowego prawa osadniczego, rozwiniętego następnie w system prawny zwany prawem niemieckim.

To wersja "encyklopedyczna", jaka była rzeczywistość, tego dokładnie nie wiemy. W każdym razie miecz niejednokrotnie dyktował prawo.



Kiedyś miałem takie wyobrażenie o Polsce w dawnych czasach, że tu były pustki, nieprzebyte lasy i gdzieniegdzie jakieś wioseczki spokojnych kmieci...
Potem do tego obrazu dodałem złych i chciwych rozbójników niemieckich - zakonników, tudzież świeckich panów, którzy gnębili bezbronnych chłopów i pod groźbą miecza wymuszali na nich daniny....

Pan rycerz na spotkaniu z kmieciami pokazuje im pewną księgę i mówi:
A wieta wy, co ja tu mam?
A to jest księga tajemna zawierająca recepty różnorakie, a księga ta zwana jest: "Traktat o rabo..." to znaczy... ten.. to je moja Legitymacja, rozumieta?
I tera tak, na mocy moich tu dokumentów i drużyny zacnych tu rycerzy, sławnych w całym świecie, a opasanych na codzień stosownie żelazem i Legitymacjam, powiadam wam, kmiotki:

ja chce wam pomóc! 

i teraz tak, zawrzemy umowę, że:

- jeśli chceta ryby łowić w MOIM strumeniu - o tamtym - musita dziesiontom część połowu zanosić do mnie, ale nie wolno wam łowić wyncej, niż dwa grubasy, dwa szczupaki i dzisieńć uklejów (lub płotek) na siedem dniów. Rozumieta? Bo ten... bo mi wszystka ryba wyszabrujeta... a ja mam  w domu dwanaście....dwanaściorgo... 
dwanaście... tuzin dzieciaków mam! A jeść muszom, nie?

I dziesieńć procent do mnie... rozumieta?
A jak kto naszom umowe złamie - to przyjado nasze zuchy-druchy zakonowe, prześwietne i w całym świecie znane, i wam pokażo nasze żelazo i wszytko wam zabiero i nic nie bedzie, rozumieta białogardzkie wsiury?



Potem dokonałem paru obserwacji i teraz myślę o tym jeszcze inaczej. No bo tak:
skoro były pustki, to znaczy, że wszelkiego zwierza i ryb w rzekach, jeziorach było na kopy - to jak ci źli zbójcerze - których wcale nie było wiele, bywało, że KILKU w danej komandorii - kontrolowali tych kmieci, czy oni aby pańskiej ryby nie łowią sobie codziennie?

Przecież rzek mnogo, to co ten kurator stał codziennie na brzegu i wypatrywał, czy ktoś bez pozwolenia nie rzuca sieci?? Cały dzień pilnował? Toć to głupie... nie upilnujesz tego.

Ja wiem, że historycy mi zaprzeczą, a poza tym - ja się nie znam, tylko tak sobie hipotetyzuję, ale mi się wydaje, że nasze ziemie w dawnych wiekach, z okresu np. państwa Piastów, to tak naprawdę były dość zaludnione - co najmniej tak, jak w XVII wieku.

Wg naukowców - w państwie piastowskim żyło ok. 30 000 ludzi. (patrz: film ok. 1h i 7 minuty) lub: 1,5 miliona...

Dzisiaj, żeby ryby łowić, musisz mieć pozwolenie - i oni też musieli mieć pozwolenie... no to czym się różnią te czasy od siebie?
Czy gdyby dzisiaj w Polsce były puszcze nieprzebyte ludzką ręką nietknięte - to czy musiałbyś prosić kogoś o pozwolenie na połów?? Na pewno nie. Czy byłby sens ustanawiać prawo, które wszyscy - lub niemal wszyscy - byliby w stanie obejść? Tylko by się ośmieszali...

Czym się różnią te czasy od siebie? 
Ja przypuszczam, że wtedy było dużo ludzi  - o wiele więcej niż twierdzą historycy. Było ich tak dużo, że był sens wydawania pozwoleń (nadania) na połowy i było komu "pilnować". 

Ostatni jesiotr w Polsce wyginął w latach 60tych XX wieku. 

Nie będę się bawił w mapy z państwem Mieszka, tylko wezmę za przykład po prostu Pomorze.
Tu mam taką mapę ze strony: mapy.amzp.pl/tk25.cgi?11,36,50,103

mapa Pomorza nr. 1 z podziałem na arkusze map

i dla porównania terytorium (żółty i szary kolor), gdzie 120 lat temu mieszkało 3,4 mln ludzi 

mapa Pomorza nr. 2
W 1905 roku Prowincja Pomorze miała ok. 1,68 mln mieszkańców, a w Prusach Zachodnich w 1910 roku mieszkało ok. 1,7 mln ludzi  ~ 3,4 mln ludzi.

Na terytorium ukazanym na mapie 1 dzisiaj mieszka:
w województwie Pomorskim 2,3 mln ludzi, w Zachodniopomorskim 1,6 mln + 650 tyś. z kuj-pom. + 325 tyś. wielkopolskie + 46 tyś. z lubuskiego = 4,92 mln ludzi.

A pod rządami Prus było ich 1/3 mniej tj. ok : 3,4 mln. Wszystko liczę tak w przybliżeniu.

Mapa 1 to Pomorze z podziałem na arkusze map - tych arkuszy jest, jak łatwo policzyć, ok. 500. Każdy arkusz mapy obejmuje swoim zasięgiem wycinek terytorium o wymiarach ok. 11x11 km,  klikamy np. arkusz nr. 1961 i mamy taki widok:

w rogu mapy miasto Białogard (wikipedia: Obszar został włączony do państwa polskiego przez Mieszka I ok. 967 roku)
rzeka z lewej strony to Parsęta, Radew biegnie na skos arkusza




I teraz policzmy sobie największe miejscowości, które tu widzimy - ile one obecnie mają ludności.

Białogard - 24 tyś. mieszkańców - w 1890 roku było to 7000
Karlino - 5600  (dla porównania cała gmina: 9300)

Lubiechowo - 253
Redlino - 288
Daszewo - 284
Kowańcz - 190
Lulewice - 166  (po wojnie trzydziestoletniej w połowie wieku XVII wieś zamieszkiwały 83 osoby)
Parsowo - 304
Świemino - 260

Razem daje: 31 345 osób

czyli mniej więcej tyle, ile mieszkało w całym państwie Mieszka I.


Mamy tu mapę ilustrującą zdobycza mieszkowe:


Obszar opisany czerwoną linią jest jakieś 4x większy od Pomorza- i tam mieszkało 30 tysięcy ludzi???

Zakładam, że właśnie taki obszar ma na myśli pan prof. Izdebski ... nie wiem, czy dobrze zrozumiałem wypowiedź - może nie.... Wg badań pana profesora (patrz link: pnas.org/doi/10.1073/pnas.2409056122 ) obszar ten może być nawet 2x większy.


Oczywiście, żeby złapać jakiś konkret, musielibyśmy policzyć osobno każdy z tych 500 arkuszy.
I wtedy można by coś zaproponować - może kiedyś policzę?


Albo inaczej: 

poszukajmy śreniej,

31 345 pomnożymy x 500 arkuszy to dostaniemy blisko 16 milionów ludzi... 3 razy za dużo, bo blisko 5 milionów mieszka na Pomorzu - to inaczej:

podzielmy dzisiejsze 5 mln na 500  - dostaniemy 10 000 osób na każdy arkusz - oczywiście to się tak nie rozkłada, ale daje to jakąś średnią...


Kierując się tą uwagą zapisaną przy Lulewicach, zakładam, że w XVII - XIX w. na wsiach i na całym terytorium mieszkała połowa dzisiejszego stanu ludności. Robię tak: biorę 7 tyś. dla Białogardu i połowę z pozostałych miejscowości, a nawet mniej:
7+2,5+ 873 = ok. 10 350 osób.

Czyli co, XIX - XVII wiek to było ok. 10 tysięcy osób w okolicach Białogardu?
I średnia dzisiaj - 10 000 - podobna wartość...

Pewnie te dane gdzieś są w niemieckich statystykach...

Myślę, że w średniowieczu na tym terenie mogła mieszkać co najmniej połowa stanu z XIX wieku, czyli ok. 5 tysięcy osób - ale dla bezpieczeństwa podziele tę wartość przez 3 i przyjmuję 1000 osób.

Więc taki kwadrat 11x11 km mogło zamieszkiwać 1000 osób - wtedy chyba jest sens nakładać podatki?


A teraz policzymy 30 tysięcy ludzi w całym państwie mieszkowym...

Pomorze to na oko 4x mniejsza powierzchnia: 30 tyś. / 4 = 7,5 tysiąca osób na Pomorzu.
Podzielić przez 500 arkuszy = 15 osób na jeden arkusz mapy.





Widzisz ten zielony kwadrat? 
Tam mieszka 15 osób - 3 rodziny siedzą sobie w lesie...
Jak chcesz ich opodatkować i zakazać im połowu ryb w rzece - mając 3000 zbrojnych?
Ty nawet o nich nie wiesz....




Moim zdaniem - ludzi było o wiele więcej. 

Hyperborea to nie była jakaś głusza, tylko co krok zabudowane, zorganizowane, pełne ludzi terytorium.
 

pl.wikipedia.org/wiki/Drużyna_książęca

Pierwsze informacje o sile zbrojnej państwa Polan pochodzą z relacji Ibrahima ibn Jakuba, zamieszczonej w XI-wiecznej kronice Księga dróg i królestw hiszpańskiego pisarza Al-Bekriego. Ibrahim opisując kraj, identyfikowany z państwem Mieszka I, określił on liczebność wojowników tamtejszego księcia na 3000 ludzi. Według jego relacji wojownicy ci pozostawali na wyłącznym utrzymaniu księcia, który troszczył się o ich uzbrojenie, zapewniał środki do życia i wypłacał żołd.

Kronika Galla Anonima z XII wieku, podaje informacje o liczebności i rozlokowaniu sił zbrojnych Bolesława Chrobrego. Według kronikarza drużyna stacjonowała przede wszystkim w głównych grodach księstwa – Gnieźnie, Poznaniu, Włocławku i Gieczu. Łącznie miała się składać z 13 000 tarczowników i 3900 pancernych, choć autor kroniki zaznacza, że by [...] oszczędzić żmudnego wyliczania, wymienia jedynie wojów stacjonujących w głównych ośrodkach.



Terytorium 4x większe od Pomorza - 30 tysięcy ludzi:

Woje Mieszka ~ 20 tysięcy - jak 10k ludzi wykarmiło blisko 20k wojska? Ale może tarczownicy to chłopstwo okazyjnie podrywane do walki? Niech by było 3000 zbrojnych - jak oni kontrolowali i egzekwowali podatki na tak wielkim terytorium?


Jeżeli robię gdzieś błąd myślowy - to mnie poprawcie.


Moim zdaniem stałe zagęszczenie ludności na danym terytorium było mniej więcej stałe w całej historii i w średniowiecznej Polsce ok. roku 1400 było bliskie temu z lat 1700 - 1900. Po prostu ludzie mniej więcej "szczelnie" zasiedlali co się da, a dopiero potem wędrowali dalej.

Bezpiecznie można przyjąć - 1/3 z tej wartości, czyli w przypadku okolic Białogardu - ok. 1000 osób.

x 500 arkuszy = 500 000 na Pomorzu x 4 = ok. 2 milionów w całym państwie Mieszka.

Od 2 do 6 milionów.



Na historia.org.pl piszą:

Państwo Mieszka I składało się z Wielkopolski, Małopolski, Śląska, Mazowsza, Pomorza oraz ziemi sieradzko-łęczyckiej. Łącznie liczyło ok. 250 tys. km2. W roku 1000, a więc na początku panowania Bolesława Chrobrego, jeszcze przed erą jego podbojów, Polskę zamieszkiwało ok. 1,25 mln mieszkańców.

W roku 1350 - ludność państwa wynosiła wówczas ok. 2 mln mieszkańców.
Ok. 1500 roku zamieszkiwało ją ok. 3,8 mln mieszkańców.


Czyli jakby trafiłem.

Ale ja się naprawdę nie znam.



Wg tej strony en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_population_in_1000 
w roku 1000 było to niby tak:

Święte Cesarstwo Rzymskie - 11-12 mln
Królestwo Francji - 7 mln
Rus Kijowska - 5,4 mln
Imperium Bułgarskie - 2 mln
Księstwo Węgier - 2 mln
Królestwo Angli - 2 mln
Polska - 1 mln
Księstwo Czech - 0,9 mln


W Czechach było tyle samo ludzi, co w 4x większej Polsce? A po co oni tam się tak gnieździli jeden na drugim, hę?

Teraz niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego CESARSTWO liczące jakieś 10 mln ludzi zamiast po prostu podbić 1 mln ludzi w Polsce, wysługiwało się jakimś Lisicem czy innym Myszonem?


en.wikipedia.org/wiki/Duchy_of_Bohemia

Księstwo Czech - 0,9 mln ludzi - to w Polsce chyba musiało być ze 4 miliony... albo i 6... skoro we Francji było 7...





Moim zdaniem coś tu jest nie tak - ale ja się nie znam...



Starożytny kartograf i podróżnik - być może szpion zachodu... albo południa... 

Al-Idrisi (arab. ‏الإدريسي‎; ur. 1100 w Ceucie, zm. 1166), 
dawniej także Edrisi, właściwie Abu Abd Allah Muhammad al-Idrisi – arabski kartograf, geograf i podróżnik działający na dworze króla Sycylii Rogera II.

W roku 1138 król zlecił al-Idrisiemu stworzenie geograficznego opisu świata zawierającego całą wiedzę o położeniu krajów, rzek, gór, miast i dróg znanego świata oraz jego przedstawienie na mapie Ziemi w rzucie płaskim. Zadanie to ukończył po 15 latach, w 1154 roku, tworząc wielką mapę świata o orientacji południowej, zwaną Księgą Rogera (łac. Tabula Rogeriana lub Tabula Idrisiana). Geograf zamieścił w niej również informacje o Polsce, którą nazwał Buluniia (z łac. Polonia – Polska), wymieniając jej ważniejsze miasta, m.in. Kraków, Gniezno, Wrocław, Sieradz, Łęczycę oraz Santok.


"Co się tyczy ziemi B(u)luniia, która jest krajem wiedzy i mędrców rumijskich (ar-Rum), wspomnieliśmy ją już poprzednio. Jest to kraj o pięknej ziemi, urodzajny, obfitujący w źródła i w rzeki, o ciągnących się bez przerwy prowincjach i dużych miastach, bogaty we wsie i domostwa... Posiada on winnice, oliwki i mnogie drzewa różnych gatunków owoców. Do miast jego należą: Ikraku, G(i)nazna, -r(a)t(i)-slaba, S(i)rad(i)ja, N(u)grada, S(i)tnu.

Wszystkie one są sławnymi stolicami i silnymi centrami, w których zebrane są dostatki rozmaitych krajów. Prócz tego zażywają one szacunku, ponieważ przebywają w nich uczeni wykształceni w dziedzinach nauk i zaznajomieni ze swymi zawodami. Co się tyczy miasta (I)kraku, miasta G(i)nazna i reszty jej (Bulunji) wspomnianych miast, są to miejscowości o blisko siebie stojących budowlach... "

Ze wszystkich stron otaczają ją góry ciągnące się nieprzerwanie i oddzielające ją od kraju S(a)sun(i)ja (Saksonia), kraju B(u)amija (Bohemia=Czechy) i kraju ar-Rusija (Ruś).



i dalej w temacie:


- kolonizacja w czasie wojny



2. Nieznana kolonizacja


- podmiana ludności:

* realizowana potajemnie podczas wojny
* realizowana potajemnie po wojnie



Informacja za money.pl

Blisko 300 000 Niemców opuściło w 2024 roku ojczyznę, a wróciło z obczyzny - 190 tysięcy


w 2010 r - 140 tysięcy
od 2020 r. - 260 tysięcy rocznie

Kierunek: kraje niemieckojęzyczne i inne.


A co jeśli sprowadzają się na Ukrainę, dajmy na to - dostają tam dokumenty, tożsamość, po nieżyjących obywatelach?

Słyszałeś termin "wielka podmiana" dotyczący zastąpienia Europejczyków przybyszami z Afryki czy Azji? No, tak to prawdopodobnie było za każdym razem - od starożytnej Grecji po dzisiejsze Niemcy...

Ale tego, że wcześniej Cywilizacja Śmierci przenosi się do nowego kraju nikt nie mówi...





Poniżej analiza do artykułu z 2022 roku o reparacjach dla Polski za II Wojnę Światową - od Niemiec, który ukazał się zaraz po ogłoszeniu przez rząd, że raport jest gotowy i będziemy się tych reparacji domagać.

W tym całym "biznesowym" artykule poniżej jest kilka zdań podkreślonych wytłuszczeniem, dotyczą one głównie kwot, wielkości PKB i takie tam, poza nimi jest jeszcze tylko to jedno "niebiznesowe" zdanie:

"Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali"




Moje podkreślenia kolorem.
tekst potraktowałem skrótowo, całość w linku na końcu posta



przedruk

businessinsider.com.pl
6220 mld zł reparacji od Niemiec. Oto ile to polskiego PKB, zadłużenia, eksportu

Jacek Frączyk
1 września 2022, 14:20

Zniszczenia Polski były olbrzymie, największe spośród wszystkich państw dotkniętych II wojną światową. Niemcy uważają, że reparacje wypłacili, polski rząd ma inne zdanie. Kwota jest zawrotna i wynosi 6220 mld zł. Przeliczyliśmy to na dane z naszej gospodarki.

Kwota oczekiwanych przez polski rząd reparacji stanowi 35 proc. niemieckiego PKB

Kwestią zasadniczą jest, czy reparacje zostały już uregulowane. Niemcy twierdzą, że tak, polska strona wskazuje na istotne wady prawne decyzji sprzed lat


Należą się, czy nie należą?


Nad raportem pracowało 30 naukowców: historyków, ekonomistów i rzeczoznawców majątkowych. Zatrudniono też 10 recenzentów. Całą sprawę prowadził założony we wrześniu 2017 r. Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej, któremu przewodniczył poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Tak zwana "faktura dla Niemiec" ma być podstawą do żądania reparacji wojennych.

Pytanie zasadnicze jest, czy reparacje były, czy nie były już wypłacone, bo Niemcy mają zupełnie inne zdanie.

– Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi – miał usłyszeć od jednego z polityków niemieckich Jarosław Kaczyński.

Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali. Wskazują, że PRL miała zrezygnować z reparacji w 1953 r. i 1970 r. Polska strona uznaje jednak, że był to krok wymuszony przez ZSRR, a tym samym pozbawiony mocy prawnej. Dodatkowo samo zrzeczenie z 1953 r. miało istotne wady prawne. Zrzeczenia mogła dokonać Rada Państwa, a decyzję podjęło prezydium rządu. A i tak nie ma dokumentu, który by potwierdzał decyzję rządu a nie samego Bolesława Bieruta.

– Muszę powiedzieć, że tam też w warstwie prawnej jest bardzo wyraźnie wskazane, że odpowiedzialność odszkodowawcza Niemiec w żaden sposób nie wygasła, że oświadczenie złożone w 1953 r. (zrzeczenie się reparacji ze strony rządu PRL w 1953 - PAP) miało przynajmniej trzy istotne wady prawne, tam to jest wskazane – powiedział po lekturze raportu wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk.

Jak pisał niedawno dziennik "Die Welt", w umowie poczdamskiej z 1945 r. cztery zwycięskie mocarstwa uzgodniły, że Związek Radziecki otrzyma rekompensatę z sowieckiej strefy okupacyjnej (Niemcy wschodnie). "Rząd w Warszawie przekonuje jednak, że Polska musiała zrekompensować swój udział dostawami węgla do Związku Sowieckiego. Ponadto znacznie lepiej potraktowano kraje zachodnie, takie jak Francja czy Holandia" – podkreśla "Die Welt".

Niemiecki rząd federalny stoi obecnie na stanowisku, że kwestia reparacji dla Polski została prawnie i politycznie zamknięta podczas konferencji dwa plus cztery z 1990 r. – napisał "Die Welt".
"Kwestia reparacji nie została jednak wyraźnie wymieniona w traktacie, zawartym między Republiką Federalną Niemiec, NRD i czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi: USA, Związkiem Radzieckim, Francją i Wielką Brytanią" – zauważył "Die Welt".
W Niemczech, w publikacjach na ten temat, operowało się kwotą od 800 mld do dwóch bilionów euro. Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.




Jacek Frączyk
dziennikarz, prywatnie ojciec szóstki dzieci





------


Rząd w Warszawie - pamiętamy, że oni podważają nasze granice... istnienie naszego państwa.


pan redaktor pisze:

Niemcy uważają, że reparacje wypłacili, polski rząd ma inne zdanie. 
Niemcy twierdzą, że tak, polska strona wskazuje na istotne wady prawne decyzji sprzed lat
Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi 
Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali. Wskazują, że PRL miała zrezygnować z reparacji w 1953 r. i 1970 r. Polska strona uznaje jednak...



czyli:

"Niemcy uważają"
"Niemcy twierdzą"
"Niemcy uważają"
"polski rząd ma inne zdanie"
"polska strona"
"Polska strona"


Ja to widzę tak:

przy Niemcach jest napisane jednoznacznie i ostatecznie, przy Polsce komentarz jest niejednoznaczny i pokazuje jakby stronniczość polskiego stanowiska, słowo "strona" może się komuś tak kojarzyć - czyli polskie stanowisko jest stronnicze, czyli NIEOBIEKTYWNE, jest pisane palcem po wodzie i jest "be!". 


„od przedstawienia różnych stron pomocnych w ustalaniu okoliczności”
„Pierwszą stroną będzie bohater zbiorowy – świadkowie.”
„Drugim bohaterem jest, umownie ją nazwijmy, strona niemiecka,”
„Trzecią stroną są polskie opracowania....””

Co widzimy?
Bo ja widzę, że strona niemiecka jest bohaterem. Nie wiem co prawda dlaczego, ale tak jest napisane. Świadkowie i Polacy są stroną, Niemcy – bohaterem. Informacja podprogowa?
Świetny przykład na mały sabotaż – nie sposób udowodnić, ale coś jest na rzeczy.....


Cały tekst opisuje sprawę reparacji jako coś nieoczywistego, np. w całym artykule jest tylko jedno zdanie, w którym jest mowa o tym, że Polska wysuwa roszczenia, ale też w trybie przypuszczającym

oczekiwanych przez polski rząd reparacji

 

Cały artykuł dotyczy sprawy polskich roszczeń, a nie domniemanych polskich roszczeń, ale redaktor traktuje je cały czas jakby właśnie "domniemane", operując sformułowaniami typu:

6220 mld zł reparacji od Niemiec. 
Oto ile to polskiego PKB, zadłużenia, eksportu
Gdyby kwota została przelana do polskiego budżetu,
6220 mld zł – jak ta kwota wygląda w odniesieniu do polskiej gospodarki?
byłyby
A jak to się ma do eksportu?
Tak zwana

po prostu cały czas "gdyba", pisze dookoła tematu, ani razu nie pisząc wprost np.:
"Polska żąda od Niemiec 6220 mld zł z tytułu odszkodowania za II Wojny Światowej"


W uproszczeniu, można by ten sposób komunikowania opisać tak:

"O niemcach padają twierdzenia, a o Polsce - tezy"

Ai:
"Twierdzenia to udowodnione zdania logiczne opisujące fakty", a
"Teza to główne twierdzenie, założenie lub opinia autora, która wymaga uzasadnienia (dowodzenia) za pomocą argumentów"

Twierdzenia to są
fakty, a
tezy to są
opinie kogoś - i z opiniami nie musimy się liczyć...

Czyli wg redaktora, Niemcy pokazują fakty, a "polska strona" - swoją opinię, choć w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie:

Polska strona prezentuje stanowisko oparte na prawie, a Niemcy powtarzają fałszywe opinie, o tym co jakoby było w latach powojennych.


Fakt powstania komisji i wykonania przez 5 lat obliczeń, raportu i uzyskania konkretnej kwoty świadczą o tym, że Polska reparacji będzie się domagać, a mimo to redaktor traktuje całe wydarzenie, jakby nie było pewne, czy do niego dojdzie.
Potem prezentuje (powtarza za Niemcami) stanowisko niemieckie wyrażone w niemieckiej gazecie - które jest zgodnie z interesem Niemiec (odmawia reparacji) -  i ostatecznie komentuje od siebie:

Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.

I znowu, 
o niemieckim społeczeństwie JEDNOZNACZNIE, o Polakach - w trybie snucia fantazji - i to do czwartej potęgi...:

jest przekonane
nawet jeśli wysunęliby jakieś

tu mamy 4 "przypuszczenia":
nawet
jeśli
wysunęliby 
jakieś


Skąd pan redaktor wie, jakie przekonanie ma społeczeństwo niemieckie? Przytacza nam stanowisko gazety, czyli niemieckiego rządu, a nie społeczeństwa.

"przekonanie społeczeństwa niemieckiego" nijak się ma do "podstaw prawnych" - o tym, czy roszczenia są zasadne w świetle prawa - decydują fakty, dowody i paragrafy, a nie opinia społeczna. Dlaczego więc pan redaktor pisze nie na temat?

Polskie roszczenia określa słowami: "nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś" wkładając te słowa w usta niemieckiego społeczeństwa - bez powołania się na jakiekolwiek dane lub źródła w tym zakresie, a więc czyje to zdanie? Jego? Skąd je wziął? To jego zdanie?

Cały czas pisze w trybie przypuszczającym - na 5 wyrazów, cztery odnoszą się do spekulacji, czy jakaś sytuacja może się stać - "nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś" - i tak - jakby dotychczas żadnych roszczeń nie było - no, ale przecież raport właśnie przygotowano - to jak tak można pisać?


Ten tekst jest tak napisany, że ktoś niezaznajomiony z tematem zrozumie tylko jedno - "ie będziemy mieć reparcje".


Co się stanie, jak zadzwoni do takiego Czytelnika sondażownia i zada mu odpowiednio przygotowane pytania np.:


Niemieckie społeczenstwo jest przekonane, że reparacje zostały zapłacone w latach 60tych i Polska nie ma podstaw prawnych do roszczeń, nawet gdyby bardzo chciała. Jak uważasz:
Nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to czy im się nie uda?


1. Kwestią zasadniczą jest, czy reparacje zostały już uregulowane. Niemcy twierdzą, że tak. Jak myślisz:
Należą im się, czy nie należą?

2. Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi. Jak uważasz:
 Czy tak zwana "faktura dla Niemiec" coś da?

3. Pytanie zasadnicze jest, czy nie były już wypłacone, bo Niemcy mają zupełnie inne zdanie. Jak uważasz: Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali?

4. Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.


A potem widzisz afisze w gazetach, że niby ludzie nie chcą piniędzy i się zastanawiasz, skąd oni się tu wzięli....


Ja odnoszę silne wrażenie, że pana redaktora nie interesują polskie sprawy, polskie interesy, ani nawet przyszłość Polski. A on ma szóstkę dzieci, a taki Mikke ma ośmioro dzieci - jaka przyszłość je czeka? Kim zostaną i co będą tu robić? Wiesz, kogo to interesuje?

Ciebie.

Wygląda na to, że ani redaktorzy, ani politycy nie zrobią za ciebie pewnych rzeczy - tych, które chcesz, by były w Polsce.

Widzimy, że na zachodzie wcale nie jest lepiej niż u nas, obce kultury zaczynają tam dyktować warunki, nigdzie stąd nie wyjedziesz do "lepszego kraju", bo ten kraj jest tu -  i nie możesz przed tym uciec - musisz coś z tym zrobić.


za fb:
Małgorzata Gosiewska - Poseł do Parlamentu Europejskiego

12 stycznia ·

Poniższa statystyka pokazuje kraje z największą liczbą aresztowań za wypowiedzi w internecie. Wielka Brytania na czele niechlubnej listy państw represjonujących obywateli za słowa. To nie jest „moderacja treści” ani „ochrona użytkowników” – to uderzenie w wolność słowa i podstawowe prawa obywatelskie. Ponad 12 tysięcy przypadków w Wielkiej Brytanii, dalej m.in. Białoruś, Niemcy i Chiny. To nie są pojedyncze sytuacje, ale efekt systemowych działań państw wobec treści publikowanych w sieci.

Pamiętacie ACTA 2? Wtedy też słyszeliśmy, że „to tylko walka z nienawiścią” i że „uczciwi nie mają się czego bać”. W praktyce zaczyna się niewinnie: komentarz, wpis, udostępnienie – aż wolność słowa przestaje być fundamentem, a staje się problemem prawnym. Dziś temat wraca w innej formie jako #DSA. Warto zauważyć, że Karol Nawrocki nie poparł tych rozwiązań, wskazując na zagrożenia dla wolności słowa w internecie.





Dlatego należy dbać o Polskę, o Polaków, nie popadać w negatywne myślenie i stawiać opór takim pomysłom, jak z artykułu. 


Rób tyle, ile możesz - metodą małych kroków.






Groźba zamknięcia firmy, ultimatum 10% i wizyty panów z legitymacjami. Tak wyglądały początki rozwoju w Polsce i walka o przetrwanie FAKRO, która trwa latami.

youtube.com/shorts/nLLvg2GSr5Y










A ty?

Ile masz dzieci - i dlaczego tylko dwoje??



Demografia to też twoja broń.
















pl.wikipedia.org/wiki/Kolonizacja_na_prawie_niemieckim
pl.wikipedia.org/wiki/Ostsiedlung
facebook.com/watch/?v=1553162102648642
youtube.com/watch?v=qjSuk9flCHc
pl.wikipedia.org/wiki/Mieszko_I#

pl.wikipedia.org/wiki/Pomorze_(prowincja)
pl.wikipedia.org/wiki/Prusy_Zachodnie
pl.wikipedia.org/wiki/Prowincje_pruskie

historia.org.pl/2023/02/02/historia-ludnosci-polski-liczba-mieszkancow-polski-w-sredniowieczu-nowozytnosci-ii-rp-i-wspolczesnie/
naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111482%2Cw-polsce-odkryto-slady-630-tys-palenisk-do-produkcji-wegla-drzewnego.html



money.pl/gospodarka/wielka-emigracja-z-niemiec-blisko-300-tys-osob-w-rok-tak-to-tlumacza-7250475220539776a.html
defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/zelenski-podal-liczbe-zabitych-to-polowa-realnych-strat

businessinsider.com.pl/gospodarka/6220-mld-zl-reparacji-od-niemiec-oto-ile-to-lat-polskiego-pkb-zadluzenia-eksportu/e8bly8l

pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_wielkiej_podmiany

pl.wikipedia.org/wiki/Al-Idrisi

facebook.com/photo/?fbid=1262180589064858&set=a.201566175126310

youtube.com/shorts/nLLvg2GSr5Y




niedziela, 4 stycznia 2026

Demografia Europy i 2 mln niemców




Tematem posta są teoretyczne rozważania na temat:

- o ile wzrasta dana populacja w przedziale czasu
- jak sprawdzić udział 5 kolumny w populacji
- jaki wpływ na populację ma 5 kolumna i obce służby specjalne

Na potrzeby dedukcji przyjąłem bardzo uproszczony schemat obarczony z pewnością wieloma błędami. Temat publikuję na zasadzie - aby zainspirować do badań w tym zakresie osób posiadających odpowiednią wiedzę i znających metodologię.



Zastanawiał mnie ten temat tych "zaginionych" w czasie wojny 2 milionów Niemców. 

Wątpie, żeby zaginęli, raczej zostali rozproszeni po Europie, w najgorszej opcji - pozostali tylko w Polsce podszywając się pod Polaków. Na pewno ktoś został, można się tylko zastanawiać - ilu.

Czy te 2 miliony to w Polsce, czy może na obszarze całej II RP, czy może też w innych krajach? Czy było ich 2 miliony, czy więcej? Ilu z tych zaliczonych do zabitych na froncie przeżyło i podszyło się?

Ewidentnie są powiązania pomiędzy UPA, a nazistami, "opozycja" na Białorusi także odwołuje się do flagi marionetkowego rządu białoruskiego utworzonego niegdyś przez Niemców.

Można jeszcze założyć, że doszło do tego w krajach okupowanych przez Niemcy, teraz pytanie w jakiej ilości zostali rozproszeni w Europie wschodniej, na Bałkanach.

No i jaką dzisiaj mają siłę.


I na tym tle - jak sprawdzić, jaką wielkość dzisiaj miałaby by populacja Niemców, która by ewentualnie potajemnie wtopiła się po wojnie w polskie społeczeństwo.

W zasadzie na obliczenie przyrostu ludności w danym okresie czasu są odpowiednie wzory, ale dla mnie to zbyt skomplikowane. Przejrzałem sobie na wikipedii demografie różnych krajów w Europie.

Zrobiłem sobie tabelę w zeszycie i tak rzuciło mi się na oczy, że po 80 latach - licząc od 1920 roku - przybyło np. we Francji czy Włoszech - mniej więcej połowa stanu ludności z roku 1920. Zastanowiło mnie to, czy istnieje może uniwersalna życiowa "reguła", która mówi, że dana społeczność w warunkach pokoju w ciągu ostatnich 80 lat demograficznie przyrasta o połowę stanu z roku startowego (tj. od momentu od którego zaczynamy sprawdzanie)? I czy byłby to dobry sposób na sprawdzenie jak przyrosła ilość niemców w Polsce? Teoretycznie taka "zasada" istnieje.

Czy można przewidzieć w bardzo dużym uproszczeniu, że każda populacja powiększy się o 1/2 wartości z roku 1920 (wiadomo, że są migranci)?

W każdym razie czynię tu takie założenie i w tekście odnoszę się do tego założenia.


Rozpisałem więc tę tabelę i wygląda to tak:
- w pierwszej kolumnie jest wpisana połowa wartości z roku 1920
- w kolumnach "z plusami" - o ile przyrosło ludności w następnym dziesięcioleciu
- "brak" oznacza:

dla Polski "powinno być" 26,7+13,35 = 40, 05 mln ludzi - a jest 38,7 mln, czyli "brakuje" nam 1,35 mln ludzi, ale np. dla Włoch - u nich nie brakuje, ale jest więcej o 3 mln ludzi - przekroczyli "normę"..



Po wojnie Francja, Niemcy i Wielka Brytania przyjęły bardzo dużą ilość migrantów z Afryki, czy Azji - nie wiem, jak to jest ujęte w statystykach, więc moje uwagi są obarczone jakimś błędem.

Czyli tak:

Polska, Niemcy, Wlk. Brytania, Rumunia i Rosja - brakuje im ludności w stosunku do "przewidywanej"  określonej warunkiem: +1/2 stanu z 1920 r.

Francja celuje dokładnie w plan, z tym, że statystyki prawdopodobnie uzwględniaja napływ ludności afrykańskiej i innej - czyli teoretycznie rodzimych Francuzów jest mniej, niż powinno być - o wielkość migracji z zewnątrz.

Włochy, Hiszpania i Ukraina zanotowały nawet znaczny wzrost ponad "założony plan", Bułgaria nieznacznie poprawiła swój wynik - czyli w tych krajach "nie brakuje" ludności, a nawet jest trochę lepiej niż teoretycznie miało być. 


1,5 mln "brak" w Polsce - czym może być spowodowany?

- migracja za pracą za granicę?
- fluktuacje w rozrodczości
- inne

Wg statystyk Polsce w wyniku wojny ubyło 11 milionów obywateli - my najczęściej mówimy o 6 milionach zabitych, zamordowanych -  ale 7 mln z odebranych nam Kresów (statystyki Ukrainy wliczają te 7 mln na swój plus) i 6 milionów zabitych daje 13 milionów - akurat 2 mln różnicy...,  a gdzie ci, co uciekli na granicę i już tam zostali?

Niby 6 milionów,  a jak zaczynasz czytać, to sie okazuje, że: tego nie uwzględniono, tamtego...


Niemcy - największy "brak" z wymienionych krajów, zaskakuje ponieważ:
- lata powojenne to gospodarcza prosperita
- duży napływ obcokrajowców 

 i pomimo to "ubytek" na 10  mln ludzi?

Czyżby masowo wyjechali do Hiszpanii, Włoch, Ukrainy ??
Do Polski? Może do USA?

Czy jest możliwe, że w latach powojennych dochodziło do wymiany ludności w Polsce - w końcu kto na wszystkim trzymał łapę?


Wielka Brytania też zaskakuje: "brak" na blisko 7 mln ludzi pomimo dużego napływu obcokrajowców 

Może w Niemczech i we Wielkiej Brytani było większe rozluźnienie obyczajowe, dostępność antykoncepcji, zgoda na aborcję?

Dane co do Ukrainy i Rosji też obarczone dodatkowymi błędami, tj. nie wnikałem w szczegóły wymiany populacji pomiędzy tymi krajami.


Zauważam jednak, że dane Ukrainy w wikipedii są raczej błędne, ponieważ wg zapisu w wiki po akcesji polskiego terytorium w 1939 roku przybyło Ukrainie ok. 7 mln ludzi - czyli tyle, ile mieszkało na terenach zagarniętych, a wiemy, że zamordowano 100 - 150 tysięcy ludzi, albo i więcej, były ucieczki do Polski, wywózki na Sybir itd..

Dlatego zbadaniem tego tematu powinien zająć się ktoś z kwalifikacjami. Tymczasem minęło 35 lat "wolnej" Polski....



Gazeta Prawna z września 2022 r.

Czy według Polaków roszczenia wobec Niemiec są podnoszone przez rząd słusznie i czy uzyskanie reparacji jest możliwe

Zwracam uwagę: z reguły negatywne odpowiedzi w przedstawieniach graficznych zaznaczane są kolorem czerwonym (często stosowany jako ostrzeżenie: coś złego, niesłusznego) który przykuwa uwagę, a pozytywne - zielonym lub innym - tu mamy znowu na odwrót... podobne sztuczki znamy z sondaży i słupków poparcia dla partii politycznych. 

Kolor czerwony stosuje się w tekście żeby zwracać uwagę w tekście na ważne rzeczy, ale to nie to samo, co na grafice. 

Kolejność kolorów w pasku - w Polsce czytamy od lewa do prawa, a w głowie zostaje to, co czytamy jako ostatnie...

Wszystko zależy od intencji zamawiającego badanie - łącznie z rodzajem i charakterem pytań - oraz pytań uszczegółowiających - na 5 opisów, jeden jest neutralny ("nie wiem" itd...), jeden jest pozytywny, ale taki słabo - jakby bez przekonania ("da się"), a pozostałe 3 są negatywne (ale nie da się.../ niesłusznie / i tak nie da się). Brak frazy "domagamy się", zastosowano neutralne - "podnoszony". W czasach, kiedy wszystkie media akcentują EMOCJE...

Czytelnik dla którego czymś oczywistym jest domaganie się reparacji może niewłaściwie ulokować swoje oczekiwania poprzez fałszywe odczytanie "nietradycyjnej" kolorystyki. Jestem przeciwnikiem sondaży - pamiętamy. Zapisuję sobie w notesie tytuł tej gazety i wam radzę to samo.

W kolorze niebieskim łagodnym, chłodnym neutralnym - opisano "niesłusznie", a w kolorze "błędu" - słuszne...







Rzeczpospolita - sierpień 2022 r. 




Ciekawe zestawienie graficzne - na ilustracji powstaniec z pomnika (ubrany w poniemiecki hełm) wskazuje nam palcem na "zdecydowanie się nie zgadzam"... Brunatno-zielony kolor z okręgu nawiązuje do koloru postaci z pomnika... są dopasowane - tylko autor grafiki wie dlaczego.

No i też "pozytyw" czyli - POWINNIŚMY SIĘ DOMAGAĆ REPARACJI - ubrany jest w "ostrzegawczy" kolor czerwony.

Zapisuję sobie w notesie nazwę tej gazety i wam zalecam to samo...



Zupełnie inne wyniki prezentuje Tysol.pl.


28.09.2025 18:34

Zdecydowana większość Polaków popiera reparacje wojenne od Niemiec – wynika z najnowszego sondażu SW Research dla Wirtualnej Polski.

łącznie 59,1% respondentów popiera wypłatę reparacji wojennych od Niemiec.

Największą grupę stanowią osoby głęboko przekonane o słuszności roszczeń: 

odpowiedź "zdecydowanie tak" wskazało 39,1% badanych. Kolejne 
20,0% wybrało opcję "raczej tak".

Są także przeciwnicy pomysłu
Łącznie 17,9% ankietowanych uważa, że Niemcy nie powinny płacić. 

W tej grupie

11,5% skłania się ku "raczej nie", a
6,4% jest "zdecydowanie przeciwnych"


Spory odsetek niezdecydowanych 
Aż 23,0% respondentów wybrało odpowiedź "Nie wiem/trudno powiedzieć".


Metodologia badania
Badanie przeprowadzono 16–17 września 2025 r., metodą CAWI, na reprezentatywnej próbie n=824 dorosłych Polaków. Zleceniodawcą była Wirtualna Polska.


Jeżeli ktoś jest przeciwny domaganiu się reparacji od Niemiec - to teoretycznie znaczy, że jakby nie jest zainteresowany dobrobytem Polski.


Dla przypomnienia:
- dorosłych - uprawnionych do głosowaniam jest 29 milionów obywateli

Wyniki wyborów prezydenckich:
- K. Nawrocki - 10,6 mln
- R. Trzaskowski - 10,3 mln
- niegłosujący - 8,0 mln


6,4% z 29 mln = 1,86 mln - w masie 39 mln ludzi

Próbując to przełożyć na poszukiwane w tym poście dane: sięgam do proporcji


1945 -----------     24 mln --------       x       

2025 -----------     39 mln --------    1,86  


39x = 1,86 * 24

39x = 44,64 ===> 

x= 1,14 mln


Jeżeli doszło w czasie wojny do podmiany ludności - mogło to być około miliona 140 tysięcy ludzi.

Gdzie podział się drugi milion? 


To są oczywiście bardzo uproszczone hipotezy - nie wiemy, czy dane są prawdziwe, czy są dokładnie wyliczone - sprawdzone, czy respondenci mówili prawdę i tak dalej i tak dalej...



Trzeba się zastanowić dlaczego 8 milionów ludzi nie głosowało w wyborach - czy nie chcą, czy jest to jakaś forma negowania obecnego fałszywego systemu? Czy ci ludzie pozostają bierni wobec spraw polskich? Aby ich zachęcić - jeśli są bierni - trzeba akcentować polską kulturę i aktywnie działać prowspólnotowo - np. metodą małych kroków.


Trzeba całkowicie przebudować obecny system medialny w Polsce.

Czynne uczestnictwo w życiu społecznym i politycznym kraju - metoda małych kroków.

Wczesna decyzja o małżeństwie i 4-5 dzieci w rodzinie bardzo nam pomogą.


DEMOGRAFIA jest formą walki.










rp.pl/spoleczenstwo/art36969401-sondaz-reparacje-dziela-polakow
ysol.pl/a147083-polacy-zapytani-o-reparacje-od-niemiec-jest-sondaz
gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8527872,reparacje-wojenne-roszczenia-wobec-niemiec-sondaz.html
pap.pl/aktualnosci/ilu-polakow-ma-prawo-glosu-ile-lat-maja-kandydaci-pkw-podaje-dane



niedziela, 28 września 2025

Demografia - jaki problem?





nie odkładajcie posiadanie dzieci, na kiedyś

z wiekiem zmienia się widzenie spraw zasadniczych



to co dzisiaj jest ważne - imponowanie otoczeniu, udawanie niezależnego, posiadanie pieniędzy
za x lat straci na ważności i  inne rzeczy staną się ważne


zaufaj OPINII STARSZYCH OD SIEBIE
zaufaj




W latach dwudziestych żyło w Polsce 24 miliony ludzi - spora grupa Żydów, Ukraińcy, Białorusini, Niemcy... czy ktoś się martwił ile nas będzie za 30 lat?

Ja wiem, wtedy rodziło się 4-6 i 12 dzieci w rodzinie, ale i umieralność była większa.



przedruk


Prof. Jończy: Mamy słabe pokolenie. Kolejnej generacji może prawie nie być


- Najbardziej będzie brakowało ludzi pracujących, przedsiębiorczych, płacących podatki. Natomiast będzie bardzo dużo osób starszych mających niskie dochody i wymagających opieki. I to nie jest tylko problem Polski, ale całej Europy, choć tam seniorzy są zamożniejsi - mówi Romuald Jończy, profesor nauk ekonomicznych, kierownik Katedry Ekonomii i dyrektor Centrum Badań Migracji, Depopulacji i Rozwoju w Uniwersytecie Opolskim.


Krzysztof Ogiolda
2025-09-10



- Tradycyjny autorytet starszych, domu i szkoły, który stanowił fundament poglądów, „się urwał”, często jest to związane z wyjazdem do dużych miast, ale nowy się nie pojawił - mówi prof. Romuald Jończy.



Romuald Jończy – rozmowa

Krzysztof Ogiolda: Nie tylko badania, ale i obserwacja życia na co dzień pokazuje, że mieszkańców Polski ubywa, że się jako społeczeństwo starzejemy. Jednocześnie prezydent RP wetuje ustawę o pomocy imigrantom z Ukrainy. I wielu z nas to się podoba. Niełatwo to – z pozycji świadomego obywatela – zrozumieć.

Prof. Romuald Jończy: – Kwestia jest złożona. Polska się wyludnia. Przy czym problemem nie jest samo zmniejszanie się liczby ludności. Bo generalnie byłoby dobrze, gdyby ludzi w Polsce, Europie i na świecie było mniej. To byłoby z korzyścią dla eksploatacji środowiska i zasobów, o które zresztą toczy się w gruncie rzeczy wiele konfliktów. Problemem jest, że tych, którzy się rodzą, jest trzy, cztery razy mniej niż odchodzących na emeryturę (mówię o liczebności roczników).

Są takie obszary, gdzie urodzeń jest 10-15 razy mniej niż 70 lat temu. Społeczeństwo o takiej strukturze wieku – i przy relatywnie biednych seniorach – nie może przetrwać bez kryzysu czy nawet zawału. Dotąd zawsze było tak, że roczniki młodsze utrzymywały starsze i dbały o nie. A w Polsce – i w Europie – tych młodych będzie za mało, żeby zapewnić samopodtrzymywanie się rozwoju. A nawet zachowanie poziomu życia.

Dlaczego tak się dzieje? Przez stulecia zdawało się, że nie ma niczego bardziej naturalnego niż to, że młodzi ludzie łączą się w pary i chcą mieć dzieci…

– Trudno powiedzieć, czy istotnego znaczenia nie ma brak kontaktów bezpośrednich – zamknięcie w bańce zdalności. Z pewnością młodzież ma obecnie inny system wartości. Chce żyć dla siebie i za siebie być odpowiedzialną. Nie bardzo ma w sobie postawy wspólnotowe. Mimo, że to dbałość o wspólnotę i sprawność instytucji wspólnotowych wpływa na jakość życia.

W dodatku, co pan poruszył, wszystko to dzieje się w kontekście tego, co obserwujemy na wschodzie Europy i na świecie. Myślę o presji ludności z innych kontynentów na Europę i o wojnie rosyjsko-ukraińskiej. Patrząc zdroworozsądkowo i biorąc pod uwagę po pierwsze to, jak bardzo brakuje nam młodych, a po drugie, że rezygnujemy z posiadania dzieci i że w związku z tym jesteśmy zmuszeni do pozyskania imigrantów, to nie moglibyśmy sobie wyobrazić w Polsce lepszej sytuacji niż obecna, pozwalającej w jakiś sposób zatkać wyrwę, którą sami stworzyliśmy.

Osoby z Ukrainy mają dużo lepsze cechy niż imigranci i uchodźcy przybywający do USA lub Europy z Południa. Są bliscy kulturowo, religijnie i cywilizacyjnie, chcą pracować, są przedsiębiorczy, jest wśród nich dużo kobiet i dzieci. Przestępczość nie różni się od polskiej. Przodkowie wielu z nich mieszkali kiedyś w granicach państwa polskiego. To państwo im „odjechało” bez ich winy.

Skoro sytuacja demograficzna jest taka, że potrzebujemy ludzi z zewnątrz, to tych powinniśmy chcieć najbardziej. Pech Ukraińców wyszedł dokładnie naprzeciw naszym obiektywnym potrzebom. Potrzebom rynku pracy i ludzkim, demograficznym. Bo mamy kraj, który się wyludnia. Z nieliczną i mało dynamiczną młodzieżą, która nie bardzo chce w jego rozwoju i utrzymaniu uczestniczyć.

Nie możemy liczyć na własne dzieci?

– Na nie jest w pewnym stopniu za późno. One zaczną – nawet gdyby zaczęły się nagle masowo rodzić – coś tworzyć za 25-30 lat. A do tego czasu będziemy do tego tylko dokładali. To nas najpierw dodatkowo obciąży. Profity mogą przyjść dopiero potem, a są wątpliwe. Bo te dzieci, jak dorosną, musiałyby pracować i nie wyjechać. A to nie jest pewne…

Gdyby pana i moi rodzice myśleli tak, jak dziś myśli wielu młodych ludzi, że najpierw muszę mieć stabilną pracę, samochód, mieszkanie, doktorat i psa, a potem ewentualnie dziecko, nikt z nas nie przyszedłby na świat…

– To jest kwestia mody, czerpania coraz chętniej wartości i poglądów z internetu. Na to nakłada się pogubienie współczesnych młodych ludzi. Oni często nie wiedzą, czego chcą. Nie do końca siebie samych rozumieją. Tradycyjny autorytet starszych, domu i szkoły, który stanowił fundament poglądów, „się urwał”, często jest to związane z wyjazdem do dużych miast, ale nowy się nie pojawił. Trudno, żeby autorytetem był internet, a celem życia podróże.

Wielu z tych młodych drepcze w miejscu i boi się zobowiązań. Nie chodzi tylko o posiadanie dzieci, ale o odpowiedzialność w pracy, za dom, posiadanie samochodu, jeśli to generuje obowiązki czy wydatki. Wpędzają się w permanentną tymczasowość. A kwestii dzieci i własnej rodziny nie da się ze względów biologicznych bez końca odkładać.

Nie sądzę, że ten problem jest spowodowany głównie brakiem mieszkań czy środków do życia, bo w przeszłości było z pracą o wiele gorzej, a mieszkań jest pod dostatkiem tam, skąd wyjeżdżają, a nie dokąd jadą. A jednak to wtedy rodziny się zakładało, bo było to celem życiowym – dziewczyna, żona, dzieci, praca, dom, samochód – dopiero potem wszystko inne. Tylko trochę może to mieć związek z brakiem regulacji państwa promujących ludzi aktywnych, mających dzieci.

Może trochę podświadomie, ale na początku wojny Rosji z Ukrainą reagowaliśmy dobrze. Przyjmowaliśmy uchodźców, których potrzebujemy, z bezprzykładną gościnnością.

– Ta początkowa spontaniczność i otwarcie serca były bardzo szlachetne. Ale świadczyły także o nieprzygotowaniu społeczeństwa i państwa do tego typu zjawisk. Napłynęła duża grupa ludzi, którym trzeba nadać pewne prawa, o którą trzeba zadbać, ale i własne społeczeństwo wyedukować w kontekście tych praw i wsparcia przybyszów. Zdajemy ten egzamin z trudem. Dziś o uchodźcach, o imigrantach lepiej nie mówić nic pozytywnego. Kto próbuje to racjonalizować, odwoływać się do opłacalności, do zobowiązań europejskich czy wreszcie do wartości chrześcijańskich, w których pełno jest wątków dotyczących gościnności i pomocy dla przybyszów, ten jest skazany na hejt…

Będzie nam wkrótce brakowało masowo lekarzy geriatrów i opiekunów osób starszych?

– Najbardziej będzie brakowało ludzi pracujących, przedsiębiorczych, płacących podatki. Natomiast będzie bardzo dużo osób starszych mających niskie dochody i wymagających opieki. I to nie jest tylko problem Polski, ale całej Europy, choć tam seniorzy są zamożniejsi. Gospodarki innych części świata będą rosły szybciej. Europa już jest i nadal będzie się stawała gospodarczym „trzecim światem”.

Pierwszym jest Azja Południowo-Wschodnia. Drugim Ameryka. Starzejąca się Europa dopiero za nimi. W samych Indiach, czy Chinach, które się zresztą bardzo dynamicznie rozwijają, jest po trzy razy więcej ludzi niż w całej Unii Europejskiej. Nam się często wydaje, że będziemy nadal pępkiem świata, a już dawno nim nie jesteśmy. Produkcja jest z Europy masowo wyprowadzana. Nie wiem, na ile w ogóle możliwy będzie powrót do Europy samodzielnej produkcyjnie, usługowo i zasobowo.

Pamiętając o tym, co zostało tu powiedziane o światowym, europejskim i ogólnopolskim kontekście, skupmy się w drugiej części naszej rozmowy na sytuacji w regionie. Przez dziesięciolecia naszą wizytówką, ale i naszym problemem były wyjazdy – przede wszystkim dwupaszportowców – za pracą za granicę. Ale to już raczej przeszłość…

– Nie różnimy się od Polski ruchami migracyjnymi tak, jak to miało miejsce 20-30 lat temu. Obecnie ludności śląskiej pracującej za granicą jest 4-5 razy mniej niż kiedyś. Są w Polsce takie miejsca, gdzie takich migrantów zarobkowych jest więcej. Wyludnienie z przeszłości jest mocno zauważalne. Także dlatego, że mają miejsce wymeldowania tych osób, które wyjechały 30, 40, nawet 50 lat temu, a „na papierze” ciągle tu mieszkały. Ale w ostatnich latach realnie wyludnia się bardziej ta część województwa, gdzie nie ma Ślązaków – stamtąd więcej osób wyjeżdża, rzadziej za granicę, częściej do dużych miast kraju.

Dlaczego wyjeżdżają, także wtedy, gdy w rodzinnej wiosce czeka na nich dom po dziadkach?

– Nie wyjeżdżają ludzie 40-50-letni ani dzieci. Duże miasta są atrakcyjne dla osób, które udają się na studia. Jest tam lepsza, ciekawsza oferta kulturalna i rozrywkowa. A jak na studia wyjadą, to zazwyczaj w tych dużych miastach zostają. W czasie studiów nawiązują znajomości, znajdują partnerów, pracę i kontakty. Zapuszczają korzenie na tyle mocno, że już do tych peryferyjnych miejscowości swego pochodzenia nie wracają.

Choć przyszłość w wielkim mieście nie zawsze jest świetlana. Na pewnym etapie życia okazuje się, że wcale nie jest dobrze mieszkać daleko od miejsca pochodzenia. Bo jest się samemu, bo nie ma kto pomóc, jest tłok, hałas i zawodowy wyścig szczurów. A jeśli chce się mieć własne mieszkanie, trzeba spłacać kredyty. Ceną za karierę jest brak spokoju typowego na peryferiach.

Wyjazdy do dużych miast sprzyjają temu, by nie mieć dzieci?

– Byłoby łatwiej je mieć tam, gdzie często jest do dyspozycji nieruchomość po krewnych. A jeśli nie ma nieruchomości…

…ani dziadków, którzy by chętnie w opiece nad dziećmi pomogli…

– Wtedy sprawę rodzicielstwa łatwiej przesuwa się w czasie. Za chwilę młodzi mają 35 lat i więcej i decyzje o dzieciach uciekają. Badania pokazują, że osoby pozostające w miejscu pochodzenia mają dzieci częściej, wcześniej i więcej. Sama świadomość, że rodzina, że moja społeczność jest blisko i może pomóc, sprzyja wychowaniu dzieci. Bo w zwartych, zżytych środowiskach, gdzie w promieniu paru kilometrów wszyscy się znają, pomagamy sobie nawzajem. Można zaprowadzić dziecko do sąsiadów, sąsiad je odbierze z przedszkola, jeśli jest taka potrzeba itd. Nie zawsze, decydując się na wyjazd, bierzemy pod uwagę, że pomaganie sobie jest wartością.

W wielu dobrych śląskich domach, także w rodzinach inteligenckich dzieci bardzo często tych rodzinnych i środowiskowych więzi nie cenią i nie podtrzymują. Studia w Opolu to dla nich często nic atrakcyjnego. Przyciąga Wrocław, Warszawa, Poznań itd.

– Młodzież wybiera na przyszłą aktywność zawodową i gospodarczą zawody, o których wie, że w miejscu pochodzenia się ich realizować nie da. To powoduje, że ci ludzie już do małej ojczyzny pracować nie wrócą. To jest kwestia dopasowania młodzieży do lokalnych rynków pracy.

Co się będzie działo z mniejszymi miejscowościami w regionie? Na jednym z portali opublikowano zestawienie najbardziej wyludniających się miejscowości w Polsce. Na tej liście znalazły się – choć nie w ścisłej czołówce – także Zawadzkie i Zdzieszowice.

– Trzeba to mocno i stanowczo skorygować. W przypadku Zdzieszowic i Zawadzkiego głównym powodem dużej liczby wymeldowań jest to, że w przeszłości z tych miejscowości bardzo wiele osób wyjechało. Oni ciągle się wymeldowują. Tamtejsza ludność w dużej części utrzymywała się z pracy najemnej i tradycje przedsiębiorczości były tam słabe. Jeśli pracy brakowało, wyjeżdżało się, a nie zakładało firmę, bo nie było takich tradycji.

Ten obszar z Gogolinem i Krapkowicami jest jednym z najbardziej predysponowanych do rozwoju obszarów Polski. Na pewno ani Zdzieszowice, ani Zawadzkie nie były w ostatniej dekadzie gminami o wielkiej skali wyjazdów. To są opóźnione wymeldowania i skutki migracji z przeszłości – bo brakuje nie tylko 20-30 latków z 1990 roku, ale ich dzieci i wnuków.

W sieci można znaleźć mapę pokazującą do których dużych miast wojewódzkich w Polsce przeprowadzają się mieszkańcy różnych gmin.

– Te mapy też są oparte na meldunkach. Nie mamy rzeczywistych danych mówiących o tym, ilu mieszkańców u nas już nie ma, a przebywają trwale we Wrocławiu czy Warszawie, bo te osoby się nie wymeldowują. Generalnie ludność w Polsce kieruje się do pięciu głównych aglomeracji: do Wrocławia (i to z całej południowo-zachodniej Polski), Poznania, Trójmiasta, Warszawy i do Krakowa. Pewną zdolność przyciągania ma też Rzeszów. Co istotne – słabo przyciągają Katowice.

Bilans wyjazdowy województw śląskiego i opolskiego niemal się równoważy, albo jest korzystny dla Opolszczyzny. Mniejsze miasta regionalne, takie jak Opole, przyciągają głównie młodzież z własnego regionu. Natomiast młodzież z tych miast dużo częściej wyjeżdża poza region. W okresie wczesnej młodości chcemy wyjechać gdzie indziej i się rozerwać. Jak ktoś jest z Ozimka, to w Opolu znajdzie coś nowego. Jeśli ktoś już chodził w Opolu do liceum lub tam mieszka, to często woli jechać na studia do dużego miasta.

Wydaje się, że większość rodziców szanuje wolność wyboru swoich dzieci tak bardzo, że nawet nie próbują oni tych młodych zatrzymywać. Dominują postawy typu: niech oni robią to, co chcą i niech do dużych miast wyjeżdżają…

– Zostawiamy im całkowicie wolny wybór, czasem nawet nie próbując przekonywać. Często jeszcze ich wypychamy, bo chcemy, żeby im było lepiej. A oni to kupują. Są naszpikowani myśleniem pokolenia „Z”: Wszystko dla mnie, ja jestem ważny, nic innego się nie liczy. Konsekwencje społeczne będą takie, o jakich mówimy. Zostajemy sami. Młodzież kumuluje się w dużych miastach i niekoniecznie jest z tym szczęśliwa. To są pytania tyleż kluczowe, co retoryczne: Czy mamy dzieci dla siebie, także, by się kiedyś któreś nami zaopiekowało? Czy dla nich samych? Czy dla świata. Zapracowane pokolenie rodziców, pokolenie X rozpieściło swoje dzieci. Chciało, by miały lepiej od nich samych.

To do pewnego stopnia zrozumiałe.

– Tak, ale niedawno usłyszałem od jednego z moich znajomych: Źle zrobiłem. Może trzeba było synowi, dziś już zaawansowanemu w latach, dać, kiedy skończył 18 lat pięć tysięcy i powiedzieć „Synku, kocham cię, ale teraz idź wynająć sobie pokój i zacznij się sam utrzymywać. Jak będziesz zaradny, to ja ci w każdej dobrej inicjatywie pomogę. Żebyś był samodzielny”. A my wolimy nasze dzieci pieścić i dofinansowywać jak najdłużej. Jest to także kwestia tego, że po pokoleniu silnym przychodzi słabe i nie za bardzo chce zdobywać.

Następne znów będzie silne?

– Nie badałem tego, ale coraz uważniej to obserwując, nie zauważam, aby silni, przedsiębiorczy rodzice w topowych zawodach – prawniczych, lekarskich, naukowych, czy przedsiębiorcy – mieli równie silne pokolenie dzieci. Chyba częściej się zdarza, że ich postawy podejmują wnuki lub przypadkowi współpracownicy – bystrzy i zdeterminowani, aby dokonać awansu społecznego. Ale w naszym przypadku, tego kolejnego pokolenia, generacji wnuków może prawie nie być.

Dzisiejsi dwudziestolatkowie patrzą, jak ciężko pracowali ich rodzice i oni nie chcą tak żyć. Nie chcą się tak męczyć. Dużo wskazuje, że obecna młodzież w przyszłości zadba o siebie, ale nie będzie rozwojowa, zdobywcza, czy konkurencyjna w stosunku do np. Azjatów, z którymi prawdopodobnie przyjdzie jej rywalizować. Bo też nie musi, jeśli wyposażona przez rodziców zdecyduje się żyć tylko dla siebie, ze smartfonem, a nie mając dzieci nie bardzo będzie musiała przejmować się otoczeniem, przyszłością i światem. Ale miejmy nadzieję, że tak nie będzie…





opolska360.pl/prof-romuald-jonczy-tlumaczy-dlaczego-mlodzi-polacy-uciekaja-z-malej-ojczyzny-i-nie-spiesza-sie-byc-rodzicami
18