Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auschwitz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Auschwitz. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 10 marca 2026

Mydło z ludzi





Komentarz do filmu, który 4 lutego został umieszczony na stronie fb: "rozczytani".

facebook.com/watch/?ref=saved&v=1640858237273132


Film ten na dzień 17 lutego uzyskał blisko 2,5 tysiąca lajków i 146 tys. wyświetleń
Opis pod filmem jest następujący:

W czasie II wojny światowej nie istniała żadna fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał. Nie ma na to dokumentów, rozkazów ani dowodów potwierdzających przemysłową produkcję takiego „mydła”.
Mydło jednak pojawia się w tej historii, ale w zupełnie innej formie, niż funkcjonuje to w powszechnej świadomości.
Po pierwsze: istniało wojenne mydło oznaczone skrótem RIF, które było zwykłym, niskiej jakości produktem zastępczym. Skrót ten bywał błędnie interpretowany, co sprzyjało powstawaniu i utrwalaniu mitu.
Po drugie: w Gdańsku przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu. Nie była to produkcja, nie miała znaczenia przemysłowego ani praktycznego i została po wojnie jednoznacznie oceniona jako zbrodnia.
Prostowanie tego mitu nie jest próbą łagodzenia obrazu nazistowskich zbrodni. Przeciwnie. Oddzielanie faktów od fałszu jest konieczne, by mówić o Zagładzie rzetelnie i uczciwie.
Historia nie potrzebuje sensacyjnych uproszczeń. Potrzebuje precyzji.



Kto twierdzi, że "mydło" z ludzi miało "znaczenie przemysłowe"? Nikt tak nie twierdzi, ja przynajmniej nic o tym nie wiem.

Skąd autor/ka opisu wie, że "przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu" ? 

Tego nawet badacze nie wiedzą. To SKĄD ta pani to wie?


Wg wyników badań do "mydła" z ludzkiego tłuszczu dodano kaolin - czyli materiał ścierny, co sugeruje wykorzystanie praktyczne (do czyszczenia, mycia) i tym samym potwierdza zeznania świadków. Wg ustaleń IPN "Pierwszą partię wyprodukowano z 75 kg tłuszczu" - co dało ok. 10 kg "mydła". A więc na pewno nie był to pojedyńczy przypadek, a ilość nie była "incydentalna"...
Ponadto - w pomieszczeniu, na ścianie wisiała receptura na "mydło" - tak jakby korzystano z niej dłuższy czas - wg zeznań trwało to przynajmniej kilka miesięcy.
Wg komunikatu IPN - "mydło" było produkowane "w celach użytkowych".

Jeżeli faktycznie, jak twierdzi autorka, był to "pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment" , to w jakim celu wyprodukowano 10 - 20 kg "mydła" z tłuszczu ludzkiego? Co było celem eksperymentu trwającego wiele miesięcy i wymagającego - dużej ilości zwłok, maszyn do "obrabiania" ciał, w jakim celu krojono uzyskane "mydło" na kostki? 


"W czasie II wojny światowej nie istniała żadna fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał"
Tego nie wiemy na pewno, na tym blogu tropię różne sprawy... 

"Po drugie: w Gdańsku przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu. Nie była to produkcja, nie miała znaczenia przemysłowego ani praktycznego i została po wojnie jednoznacznie oceniona jako zbrodnia."

W filmie padają słowa: "służyło do mycia powierzchni oraz stołów sekcyjnych" - więc wymiar praktyczny był - opis pod filmem nie zgadza się z treściami z filmu.

To nie był eksperyment, tylko zbeszczeszczenie zwłok.
Zbeszczeszczenie zwłok to przestępstwo, a nie zbrodnia.



Kto twierdzi, że "mydło" z ludzi było przez Niemców produkowane na "przemysłową", "masową" skalę?

Jest to opinia osób asystujących przy tej produkcji - poniżej zamieszczam wątki, z których to wynika.



Jeszcze tylko dla przypomnienia:
fabryka
 [łac. fabrica ‘warsztat rzemieślniczy’], ekon. forma organizacji produkcji przemysłowej oparta na pracy maszyn;
historycznie powstanie fabryk oznaczało przejście od rękodzielniczej produkcji manufaktur do produkcji zmechanizowanej, opartej na wynalazkach technicznych (rewolucja przemysłowa); wprowadzanie nowych technologii, komputeryzacja, postępująca integracja procesów powoduje, że zmienia się zarówno organizacja samego procesu wytwórczego, jak i sposobu zarządzania nim; na coraz szerszą skalę są wprowadzane nowoczesne rozwiązania techniczno-organizacyjne, które zmieniają obraz współczesnej fabryki, np. elastyczne systemy produkcyjne czy metoda technologii grup.

„na masową skalę”: licznie, masowo, w dużych ilościach


Stanowisko IPN z 2004 roku i wynik badań z 2006 roku :


W kwietniu 1945 r. bezpośrednio po zajęciu Gdańska przez armię radziecką przedstawiciele polskiej administracji przystąpili do zabezpieczania budynków i mienia szeregu miejscowych instytucji w tym i Akademii Medycznej. Szczególne zainteresowanie wzbudził stan pomieszczeń Instytutu Anatomii. Zdaniem specjalistów odkryto dowody dające podstawy do podejrzeń, iż prowadzono w nim działalność nie mającą nic wspólnego z pracą naukową i dydaktyczną. Hipotezy te potwierdził laborant Aleksy Opiński były pracownik Akademii, który wrócił do pracy i oświadczył, iż w Instytucie wytwarzano mydło z tłuszczu ludzkiego. O fakcie tym poinformowano między innymi radziecką komendanturę miasta. Tam przypomniano sobie, iż wcześniej zgłosił się do niej Zygmunt Mazur preparator zatrudniony w Instytucie Anatomii, który zaofiarował gotowość wznowienia wytwarzania mydła z tłuszczu ludzkiego. Wówczas nie potraktowano go poważnie i odprawiono. Później polskie organy bezpieczeństwa podjęły jednak decyzję o jego zatrzymaniu. Równocześnie zatrzymano A. Opińskiego i podczas przeszukania jego mieszkania zabezpieczono kostki „mydła”. Następnie trzy komisje składające się z przedstawicieli władz polskich i armii radzieckiej z udziałem biegłych z zakresu medycyny sądowej dokonały szczegółowych oględzin budynków Instytutu w dniach 4, 13 i 16 – 17 maja 1945 r. 

W trakcie tych ostatnich ustalono liczbę ciał na 148, z których 82 pozbawione były głów. Dodatkowo odkryto 89 głów i bardzo dużą liczbę fragmentów zwłok oraz kości zalegających wszystkie pomieszczenia. Przeprowadzono sekcję zwłok - oględziny 18 trupów i ustalono, iż 15 osób zmarło śmiercią gwałtowną (8 przez zgilotynowanie, 4 przez uduszenie i 3 w wyniku ran głowy zadanych tępym narzędziem). Zabezpieczono płaty skóry, kostki, półprodukt i recepturę „mydła”, ale nie udało się odnaleźć dokumentów związanych z ewidencjonowaniem pozyskiwanych zwłok. W dniu 8 maja sporządzono uzupełniającą, szczegółową dokumentację fotograficzną.

Podczas przesłuchania Zygmunt Mazur podał, iż prof. R. Spanner polecił gromadzić tłuszcz ludzki uzyskany podczas sekcji i preparowania zwłok od jesieni 1943 r. Pierwszą partię wyprodukowano z 75 kg tłuszczu według receptury uzyskanej od asystentki profesora w lutym 1944 r. Uzyskany produkt zabrał prof. R. Spanner. Wytwarzanie mydła było trzymane w tajemnicy i wiedzieli o tym jedynie niektórzy zaufani pracownicy Instytutu. Było ono używane do mycia rąk, stołów sekcyjnych i innych prac porządkowych. Jego jakość i walory użytkowe nie budziły zastrzeżeń. Jedyną wadą był nieprzyjemny zapach, dlatego prof. R. Spanner próbował dodawać substancje zapachowe, np. olejek migdałowy. Druga partia mydła miała zostać wyprodukowana w lutym 1945 r. a więc już po wyjeździe dyrektora Instytutu do Halle. Zygmunt Mazur zmarł na tyfus w gdańskim szpitalu w dniu 10.07.1945 r.

Zabezpieczone próbki „mydła” i płaty skóry zostały poddane badaniom w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie i Państwowym Zakładzie Higieny w Łodzi. Biegli w wydanych opiniach zidentyfikowali substancje jako mydło lub jego półprodukt, a skórę jako ludzką nie poddaną procesowi garbowania. Stan wiedzy nie pozwalał jednak wówczas na identyfikację tłuszczu będącego składnikiem „produktu”.



W Gdańsku produkowano w czasie wojny mydło z tłuszczu ludzkiego


13-10-2006

W Instytucie Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku, prowadzonym przez niemieckiego prof. Rudolfa Spannera, produkowano podczas II wojny światowej dla celów użytkowych mydło z tłuszczu ludzkiego — wynika z zakończonego śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku.

Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Witold Kulesza powiedział w piątek podczas konferencji prasowej, że potwierdziły się tym samym fakty podane w książce Zofii Nałkowskiej Medaliony.

[...]

Prowadzone od września 2002 r. przez gdański IPN śledztwo wykazało, że mydło wyrabiane przez prof. Spannera było używane do mycia pomieszczeń i stołów sekcyjnych. Z racji tego, że jednak miało brzydki zapach — jak zeznawali świadkowie — zaczęto dodawać do niego olejek migdałowy. Ustalono, że ekipie Spannera udało się wyprodukować od kilkunastu do kilkudziesięciu kilogramów mydła z ludzkich zwłok.

Śledczym z gdańskiego IPN udało się dotrzeć do produkowanego przez Spannera mydła, które było jednym z dowodów rzeczowych zbrodni hitlerowskich podczas procesu w Norymberdze między listopadem 1945 r. a październikiem 1946 r. Okazało się, że słoik z mydłem przechowywany jest obecnie wraz z całą dokumentacją procesu norymberskiego w archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Badania próbki zachowanego kawałka mydła przeprowadził prof. Andrzej Stołyhwo ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, specjalizujący się w chemii tłuszczów.

Stołyhwo wyjaśnił podczas konferencji prasowej, że w trakcie wytapiania ludzkich zwłok dokonywanego np. w celu uzyskania kości na potrzeby edukacyjne dla studentów medycyny, mydło z tłuszczu ludzkiego powstaje w sposób naturalny.

Ekspertyza próbki mydła z archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze wykonana przez Stołyhwo wykazała jednak, że dodano do niego kaolin. Ten środek ścierny sprawia, że mydło może być stosowane do celów użytkowych. „Dla mnie jest to naruszenie zasad etycznych” — dodał profesor warszawskiej SGGW.

Prokurator Piotr Niesyn z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku powiedział, że w trakcie dochodzenia dotyczącego działalności Spannera zgłosiło się ponad 20 nowych świadków, m.in. b. polscy żołnierze, milicjanci i więźniowie z obozu koncentracyjnego Stutthof. Śledczy dysponowali także m.in. dokumentacją z oględzin Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku, przeprowadzoną przez komisję polsko-radziecką tuż po wyzwoleniu Gdańska wiosną 1945 r.

W trakcie śledztwa od jednego z trójmiejskich dziennikarzy IPN otrzymał także kostkę mydła o brązowym kolorze pochodzącego z Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku. Dziennikarz dostał to mydło od nieżyjącego już pracownika tej placówki. Zbadane przez prof. Stołyhwo wykazało podobne właściwości chemiczne jak próbki z Hagi. (PAP)






Zofia Nałkowska - "Medaliony"

"Profesor Spanner"


- słowa o "fabryce" mogą się wiązać z ilością trupów, jakie znaleziono w Instytucie:

"Mijaliśmy jeden za drugim baseny pełne trupów, a obaj cudzoziemscy panowie szli także i także patrzyli. Byli lekarzami i lepiej od nas rozumieli, co to znaczy. Na potrzeby Instytutu Anatomicznego przy uniwersytecie wystarczyłby zapas czternastu trupów. Tu było ich trzysta pięćdziesiąt."


- fabryka "mydła" z tłuszczu ludzkiego:

"Po południu wezwaliśmy obu starych profesorów-lekarzy, kolegów Spannera, na przesłuchanie. Rozmowy odbyły się w obrębie terenu ich pracy, w pustej salce jednego z gmachów szpitalnych.
Obaj — badani z osobna — oświadczyli, że o istnieniu budynku, mieszczącego ukrytą fabrykę mydła, nie było im nic wiadomo. Oglądali ją tego rana po raz pierwszy i widok ten wywarł na nich wstrząsające wrażenie."


- produkcja przemysłowa opiera się na zastosowaniu maszyn - opis na podstawie zeznania  - i samo zeznanie osoby asystującej przy produkcji "mydła" z tłuszczu ludzkiego:

Ta oficyna była wykończona w roku 1943 na Palarnię. Spanner wtedy postarał się o maszyny do oddzielania mięsa i tłuszczu od kości. Z kości miały być robione kościotrupy. W roku 1944 profesor Spanner kazał, żeby studenci odkładali tłuszcz z trupów osobno. Co wieczór po skończeniu kursów, jak studenci odeszli, robotnicy zabierali talerze z tłuszczem. Były też talerze z żyłami i z mięsem. Więc mięso wyrzucali albo palili. Ale ludzie w mieście skarżyli się policji, więc wtedy profesor kazał, żeby palili w nocy, bo za duży smród był.

Studenci mieli także powiedziane, żeby skórę całkiem czyściutko już odjąć, później tłuszcz czysto, później — według książki preparatorskiej — muskuły aż do kości. Tłuszcz wybierany przez robotników z talerzy później zostawał leżeć całą zimę, a później, jak studenci wyjeżdżali, był przez pięć — sześć dni wyrobiony na mydło.

— Mydło z receptu zawsze się udawało. Tylko raz się nie udało. To ostatnie, co leżało w Palarni na stole, ono nie jest udane. Produkcja mydła odbywała się w Palarni. Kierował produkcją sam doktor Spanner ze starszym preparatorem von Bergenem. Z tym, co jeździł po trupy. Czy jeździłem z nim? Tak jest. Jechałem tylko dwa razy. I do więzienia w Gdańsku też raz.

Trupy przywozili naprzód z domu wariatów, ale później nie starczyło tych trupów. Wtedy Spanner napisał wszędzie do burmistrzów, żeby trupów nie grzebać, tylko że przyśle po zwłoki Instyt. Przywozili ze Stutthoffu, z obozu, z Królewca na śmierć skazanych, z Elbląga, z całego Pomorza. Dopiero jak w gdańskim więzieniu wystawili gilotynę, to już było dosyć trupów…

Przeważnie to były trupy polskie. Ale raz byli i wojskowi niemieccy, ścięci w więzieniu podczas uroczystości. A raz przywieźli cztery czy pięć trupów i nazwisko było rosyjskie."

"O produkcji mydła miał nikt nie wiedzieć. Spanner zabronił mówić nawet studentom."

"Ale na co dzień dostęp do produkcji miał szef, starszy preparator, ja i dwóch robotników, Niemców. Mydło gotowe brał doktor Spanner i on nim dysponował."

" Wtedy musieliśmy pokrajać… I Spanner zamknął mydło na klucz. Tam było nie samo mydło, maszyna tam stała. Chodziliśmy w pięciu. A inni musieli prosić o klucz, gdy chcieli wejść.
— Dlaczego to był sekret?
Nad tym zastanawia się dłużej. Pragnie odpowiedzieć wedle najlepszej swej wiedzy.
— Może się Spanner bał albo co… — rozważa w skupieniu. — Moja myśl jest taka, że gdyby się ktoś dowiedział cywilny w mieście, to może by był z tego jaki bałagan…"

"— Co studenci?… Tak jak my. Każdy się bał tym mydłem myć na początku… Obrzydzenie było do tego mydła. Zapach miało niedobry. Profesor Spanner bardzo się starał, żeby ten zapach ustał. On pisał do chemicznych zakładów, żeby przysyłali olejki. Ale zawsze czuć było, że to nie takie mydło.
— Owszem, mówiłem w domu… Z początku nawet jeden kolega widział: miałem dreszcz, że można się tym myć. W domu mama też się obrzydzała. Ale się dobrze mydliło, więc go używała do prania. Ja się przyzwyczaiłem, bo było dobre…"

"Na zapytanie, czy znając Spannera z jego działalności naukowej, mogli byli przypuścić, iż jest to człowiek zdolny do wyrabiania mydła z ciał umarłych skazańców i jeńców, każdy jednak odpowiedział inaczej. [...]
— Tak, mogłem był to przypuścić, gdybym wiedział, że taki otrzymał rozkaz. Było bowiem wiadomo, że był karnym członkiem partii. [...]
— Owszem, mogłem to przypuścić. Z tego mianowicie powodu, że Niemcy przeżywały wówczas wielki brak tłuszczów. Więc wzgląd na stan ekonomiczny kraju, na dobro państwa, mógł go do tego skłonić."



Więc kto twierdzi, że "mydło" z ludzi było przez Niemców produkowane na "przemysłową", "masową" skalę? Jest to opinia osób asystujących przy tej produkcji.



Dzisiaj słowa "fabryka", "masowość" i "produkcja przemysłowa" kojarzy się nam z potężnymi gabarytowo fabrykami, zajmującymi często hektary powierzchni i tysiącami, milionami takich samych produktów schodzącymi z taśmy produkcyjnej.

Z noweli Naukowskiej wynika, że produkcja Rudolfa Spannera miała charakter próbny - domyślamy się, że jego celem było opracowanie procedur i recept pozwalających na produkcję "mydła" z ludzi na o wiele większą skalę - być może tak było, ale nie ma na to dowodów.


W przypadku terminu: "fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał" chodzi o to, że NIKT nie zajmuje się produkcją takiego "mydła", prawdopodobnie nikt przed Spannerem nie robił tego, a już na pewno nie na taką skalę, jak on - dla przeciętnego człowieka jest to nie do pomyślenia, żeby można było ludzkie zwłoki przerabiać na mydło służące do higieny, prania czy sprzątania.


10 kg mydła (wyprodukowane z 75 kg tłuszczu) podzielone na kostki 200 g daje nam - 50 kostek x2 partie = ~ 100 kostek, standardowa kostka dzisiaj ma ok. 100 g - to daje 200 kostek.

Porównując skalę:

 - nie robienie mydła z ludzi od początku ludzkości = 0 kostek mydła
-  robieniem mydła z ludzi przez kilka miesięcy = 200 kostek mydła 

można uznać, że była to produkcja jak w fabryce...


Jest to niewyobrażalne w przypadku - jednej kostki takiego mydła, w przypadku dziesięciu kostek takiego mydła i oczywiście w przypadku setek ciał przerobionych na mydło.

Fakt, że istniała zaplanowana praca, prowadzona systematycznie na - relatywnie - znacznych ilościach zwłok służących do wyrabiania "mydła" z tłuszczu ludzkiego i z zastosowaniem maszyn, które te prace miały usprawniać i przyspieszać - skłania nas do opini, że była to produkcja przemysłowa i masowa. 





Poniżej film i transkrypcja filmu z fb. Polecam obejrzeć film i zastanowić się nad swoimi odczuciami, dopiero potem przeczytać moją opinię.






Zwracam uwagę na dobór słownictwa, akcentowanie, zmiany intonacji - emocjonalnie, obojętnie, rzeczowo, a także przyspieszoną mowę w danym zakresie treści.


Tak naprawdę całe pokolenia dały się oszukać
, bo nigdy nie było produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu na masową skalę. 

Prawie każdy z nas miał w szkole jako lekturę "Medaliony" Zofii Nałkowskiej. I w jednym z utworów zawartych w "Medalionach", a konkretnie w "Profesorze Spannerze", dowiadujemy się, że w czasie II wojny światowej, w Gdańsku Niemcy mieli fabrykę, fabrykę mydła z ludzkiego tłuszczu i do produkcji tego mydła służyły ciała więźniów obozów. 

1 stycznia 1940 roku profesor Rudolf Spanner został dyrektorem Instytutu Anatomii w Gdańsku i prawie natychmiast zaczął skupować ciała. Do Instytutu Szpanera trafiały m.in. ciała osób skazanych na śmierć i straconych w więzieniach w Gdańsku, Elblągu czy Królewcu, więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof, czy wreszcie pacjentów szpitala psychiatrycznego w Kocborowie niedaleko Starogardu Gdańskiego. 

zmiana tonu na "jest mi przykro"
Bo trzeba pamiętać, że dla władz III Rzeszy pacjenci szpitali psychiatrycznych byli elementem niepożądanym w społeczeństwie i się ich po prostu pozbywano. 

i dalej bez emocji - za to dość rzeczowo, jak o trywialnych zakupach, sprawunkach typu chleb, masło i mleko...

Początkowo Instytut płacił około 15 marek za ciało, z czego 5 marek trafiało do pracowników kocborowskiego zakładu psychiatrycznego, natomiast później tę kwotę obniżono do 9 marek, z czego 4 trafiały do pracowników, a reszta do kasy szpitala. 

Jednak po co skupowano te ciała? Był to Instytut Anatomii, czyli po prostu ciała preparowano, a następnie robiono z nich materiały podglądowe, preparaty czy wreszcie całe szkielety, na których później mogli się np. uczyć studenci. 

Pierwszą partię mydła z ludzkiego tłuszczu wytopiono w lutym 1944 roku, a tłuszcz na produkcję tego mydła zbierano przez 5 miesięcy, od września 1943 roku. Uzbierano w ten sposób od 70 do 80 kg tłuszczu z około 400 ciał, z czego finalnie udało się zrobić 25 kg mydła. 

przepraszająco? 
I to mydło nie było skierowane na sprzedaż, nie było również przeznaczone do użytku przez ludzi, ono służyło do mycia powierzchni oraz stołów sekcyjnych w Instytucie. 



30 stycznia 1945 roku profesor Spanner, bojąc się nadciągającego frontu, wyjeżdża z Gdańska, zostawiając wszystko, co mogłoby mu przeszkodzić w podróży, czyli preparaty, badania naukowe czy książki. Jednak zupełnie się nie ukrywał, pracował jako lekarz, przeniósł się do Hamburga. 

W maju 1947 roku został przypadkiem rozpoznany przez sąsiadów z kamienicy, którzy po prostu śledzili procesy norymberskie, został przesłuchany przez sąd i policję, ale finalnie oczyszczony z zarzutów co umożliwiło mu powrót do pracy lekarza.

zwróć uwagę, że w następnym wątku przyspiesza - w jakim celu? moim zdaniem takie przyspieszenie nie pozwala skupić się na treści, nie pozwala analizować tego, co się słyszy, a jednocześnie słuchamy uważniej, by niczego nie przegapić - to mocniej utrwala się w pamięci - więc taki obraz Spannera ma nam pozostać w głowie? Przypomina mi się tekst z wikipedii o Forsterze - patrz uwagi poniżej.
zwracam też uwagę na nagromadzenie szczegółów: zawsze ... w za dużym... bardzo często nie używa rękawiczek  czyli opinię o Spannerze jako ekscentrycznym profesorze "potwierdzają" pewne banalne szczegóły - i są tu wymienione...


Pracował we Fryburgu, a następnie w Kolonii, miał bardzo dobry kontakt ze swoimi studentami z którymi spotykał się w kawiarence, która nawet w latach 50 miała taką nieoficjalną nazwę Kafeszpaner. 
Studenci uważali go za wiecznie zamyślonego profesora, który zawsze chodzi w za dużym fartuchu i bardzo często nie używa rękawiczek podczas przeprowadzania tekstów.
Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

wraca do poprzedniego tempa
Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną sprawia, że kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.







---------


I mój komentarz do sprawy:



Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

To mi przypomina mój tekst z 2015 r. : Skarb Hitlera, skarb Forstera . . . o zapisach w wikipedii wybielających kata Pomorza - Forstera, tu mamy podobnie, a pisałem wtedy:


Jak widać - ta historia nie skończyła się źle. 
Autor notatki nie zachowuje  c h r o n o l o g i i   i na koniec opisuje nam same przyjemne rzeczy, tak, aby Forster nie kojarzył nam się źle, a może nawet zapamiętamy go dobrze - albowiem taka jest psychika człowieka, że to, co człowiek usłyszy lub przeczyta na końcu - to najbardziej utkwi mu w pamięci.
Temat o zbrodniach wojennych i sądach został zakończony, następują przyjemne wręcz sielankowe wpisy: do dzisiaj istnieje jego dom, niewielki jednorodzinny, z rodziną, komfortowa willa z ogrodem, rezydencja Forsterówka.
Na koniec uwaga o tym, że wg pewnych źródeł nie został stracony, ale żył sobie w  domu do naturalnej śmierci.


Podobne? Oczywiście... nawet bardzo.



----------

Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

co tu jest nie tak? dlaczego to jest takie niestylistyczne, nieuporządkowane, NIE NA TEMAT, nagle emocjonalne - i to na stronie opisanej jako "rozczytani", co sugeruje, że osoba na filmie dużo czyta, a po takiej osobie czytającej można się spodziewać wypowiedzi poprawnie skonstruowanej - czemu taki nagły zwrot "i Niemcy..." ? w dodatku - ta osoba ewidentnie czyta z kartki, albo promptera, więc tekst był wcześniej przygotowany - warto o tym pamiętać także ze względu na akcentowania i przypieszenia/ zwolnienia podczas czytania - w jakim celu to stosuje?

wg mnie:

najpierw było takie zdanie:

Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

w tekście o mydle z ludzkiego tłuszczu nagle pojawia się wątek o włosach i zębach - skąd taka nagła zmiana tematu? przecież Spanner nie był uwikłany w pozyskiwanie włosów i złotych zębów ofiar obozów koncentracyjnych, to niemal zupełnie odmienny temat - to skąd ten wątek?
do czego to jest potrzebne?

to zdanie jest prawdziwe, tzn. zawiera prawdę: wiemy dobrze, że Niemcy wykorzystywali włosy więźniów i zęby też - ale złote zęby, bo zębów zasadniczo to nie! Złote zęby to też zęby. Więc to zdanie jest tak sformułowane, że zgadzamy się z mówczynią: Spanner kłamał, że Niemcy nie wykorzystywali zębów i włosów! To jest oczywiście kłamstwo.

- a potem w środku tego zdania dodano wtręt:  "jest niewinny"


Mamy więc na koniec filmu do czynienia ze zdaniem prawdziwym, które jest rozbudowane - składa się z blisko 30 wyrazów (znowu 30...) i w związku z tym słuchając na bierząco wypowiedzi  nie do końca jesteśmy w stanie ocenić, czy wszystko w tym zdaniu jest prawdziwe, bo nie nadążamy za treścią, ale ostatnie sformułowania rozumiemy, bo temat włosów i zębów ZNAMY np. ze szkoły, a w dodatku intonacja mówczyni pomaga nam to wychwycić.

I w to zdanie, z którym się zgadzamy, włożono krótką frazę  "jest niewinny".

Rozumiesz?

i wtedy po tym zdaniu, z którym się zgadzasz - "jest niewinny" - pada zdanie:

Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną sprawia, że kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.


rozbiję to na dwa:
kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.

to jest nieprawda - ludzie w to nie wierzą, ludzie tak nie uważają
gdyby było zapisane:

kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli mydło z ludzi i że to mydło było w użyciu.

to tak, to trzeba się z tym zgodzić, że ludzie w to wierzą - wierzą, bo tak było, co udowodnili śledczy i naukowcy

więc pani mówi nie na temat - po prostu wypowiada fałszywą opinię na ten temat - pamiętamy mój post z 2025 r: Wypowiedź literacka, czyli wikipedia, czym innym są fakty, a czym innym narracja lub czyjaś opinia sfromułowana w postaci - wypowiedzi literackiej

Fałszywą narrację wzmacnia pierwsze słowo z tej wypowiedzi:
Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną 

Szalona:
1. pejor. «osoba nieopanowana i niezrównoważona»
2. «osoba chora umysłowo»

Łatwo się pomylić na poziomie podświadomym i słowo "szalona" odnieść do samej Naukowskiej, wtedy wypowiedź mówiła by, że "szalona Naukoska sprawiła, że pokolenia ludzi wierzą w niemprawdę" 

[Nie chcę pisać zdań zawierających nieprawdę, więc celowo robię błędy jw.]


Autorka podaje nam fałszywą tezę - fałszywą, bo używa zwrotów: masową, na przemysłową skalę, powszechnym

Tak naprawdę całe pokolenia dały się oszukać, bo nigdy nie było produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu na masową skalę. 
kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.



i na tej podstawie tworzy film, który jakoby demaskuje tę nieprawdę, zawartą w tych zdaniach twierdząc, że "to nie było tak" i "rozprawia" się z tymi
swoimi fałszywymi tezami - pod koniec wypowiedzi w jedno ze zdań wkładając słowa: 
"jest niewinny"...

Przypomina mi to mój tekst z 2019 r. Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem - tam było podobnie, na początku redaktorzy stawiają fałszywą tezę, a potem dorabiają do tego swoje hipotezy, bełkocą bez ładu i składu cały artykuł, by na koncu tryumfalnie ogłosić fałszywe - i urojone przez siebie - pseudoodkrycie...




Każde słowo i każdy obraz zapada do ludzkiej podświadomości, a ta pani produkuje treści jak profesjonalna fabryka.

Polecam przyglądać się tej stronie i czytać/ analizować także komentarze, bardzo często starannie wycyzelowane...














Język ma znaczenie.





wikipedia dla Polaków:

Eksperymenty medyczne i pseudomedyczne w Auschwitz – zbrodnicza działalność w obozie Auschwitz-Birkenau, wykonywana przez niemieckich lekarzy, w znacznej części należących do SS.

Traktowali oni więźniów jako łatwo dostępny i tani materiał doświadczalny, prowadzili oni eksperymenty z zakresu medycyny, patologii i genetyki. Badania te wynikały i służyły ideologicznym celom nazistowskiej teorii rasizmu oraz sprzeniewierzały się zupełnie zasadom etyki lekarskiej, której podstawy są zawarte w przysiędze Hipokratesa.

W obozie utworzono zbiór szkieletów 86 więźniów różnych typów antropologicznych, wieku i płci (29 kobiet i 57 mężczyzn), którzy zostali wyselekcjonowani przez SS-Hauptsturmführera dr Bruno Begera, a następnie przewiezieni do KL Natzweiler-Struthof w Alzacji i uśmierceni.

76 więźniów przekazano do uniwersytetu Rzeszy w Strasburgu dla badań anatomicznych, wszyscy zostali zabici.



Badania te wynikały - i tu spodziewasz się jakiegoś uzasadnienia, ale nie za bardzo ono jest tzn. jakby jest - "celom nazistowskiej teorii", ale niestylistycznie opisane, co sprawia, że przyjmujemy do wiadomości, że "z czegoś wynikały", czyli że mieli jakieś konkretne rzeczywiste powody, a nie swoje urojone teorie i politykę, co sobie sami dopowiadamy...



sprzeniewierzały się zupełnie zasadom etyki lekarskiej, której podstawy są zawarte w przysiędze Hipokratesa



wikipedia dla Polaków:

Przysięga Hipokratesa – przysięga składana przez lekarzy w starożytności, zawierająca podstawy dzisiejszej etyki lekarskiej. 

Po zbrodniach dokonanych przez lekarzy niemieckich i japońskich podczas II wojny światowej, Światowa Organizacja Lekarzy podczas swojego zjazdu w Genewie w 1948 r. opracowała nowożytną wersję przysięgi – deklarację genewską, zmienianą następnie w latach 1968, 1983, 1994 i 2005.

W Polsce obowiązuje obecnie Przyrzeczenie Lekarskie, stanowiące część Kodeksu Etyki Lekarskiej.




niemiecka wikipedia

W Niemczech ani przysięga, ani przysięga genewskia nie są obowiązkowe po uzyskaniu licencji na wykonywanie prawa lekarskiego, ale są one cytowane jako wytyczne etyczne lub kodeks honorowy w dyskusjach na temat etyki medycznej.










wolnelektury.pl/katalog/lektura/nalkowska-medaliony-profesor-spanner.html

synonim.net/synonim/na+masową+skalę

ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/586,Dzialalnosc-prof-Rudolfa-Marii-Spannera-w-swietle-wynikow-sledztwa-Oddzialowej-K.html

trojmiasto.pl/historia/Profesor-samo-zlo-n101295.html


ofiary.ipn.gov.pl/ofi/z-archiwum-ipn/aktualnosci/15791,W-jakim-celu-Niemcy-wykorzystywali-wlosy-ludzkie-podczas-II-wojny-swiatowej.html

pl.wikipedia.org/wiki/Eksperymenty_medyczne_i_pseudomedyczne_w_Auschwitz


sjp.pwn.pl/so/szalona.html



Tekst o niczym, nie zawierający żadnych argumentów przeciwko tezie o produkcji "mydła" z ludzi:

zawszepomorze.pl/artykul/12184,nazisci-przerabiali-ludzi-na-mydlo-mit-w-ktory-uwierzylismy








czwartek, 30 stycznia 2025

Strażnicy pamięci...



Uzupełniłem tekst i zmieniłem datę publikacji na bierzącą.









27 styczeń 2025


przedruk





Więźniarka Auschwitz i ofiara niemieckiego potwora "dr" Mengele: "Najpierw nauczcie się historii, a potem otwierajcie gęby"

26.01.2025 19:31


- To co pamiętam na temat „dr” Mengele, to że mi spuścił łomot. Wiem od lekarek polskich z bloku Mengelego, że kiedy miał jakiś przypływ „dobroci” i przyniósł dzieciom, między innymi dla mnie – jabłko – to pamiętam, pamiętam rękę, która mi podaje jabłko. A ja to jabłko wzięłam, naplułam na to jabłko – tfu, szkop! – i w niego. Dostałam łomot niesamowity - opowiada w rozmowie z Cezarym Krysztopą była więźniarka niemieckiego obozu Auschwitz i ofiara nieludzkich eksperymentów medycznych niemieckiego potwora "dr" Mengele.





Barbara Wojnarowska-Gautier / Screen YT Tysol.pl



- Pamiętam jak wsadzili nas w wagony. Ojciec mnie wrzucał. Nie mogłam wejść, bo byłam za mała. Ten wagon, coś okropnego, śmierdzący, zatłoczony. Stukot kół brzmi mi w uszach do tej pory. Ta podróż była bardzo ciężka, nie wiedzieliśmy gdzie jedziemy. Dopiero mój ociec, zorientował się koło Sosnowca (…) znał niemiecki i podsłuchał – nie chcę siać paniki, ale jedziemy do Auschwitz – powiedział. Wielu więźniów w transporcie nie wiedziała co to znaczy, ale mój ojciec, który był w wywiadzie AK, powiedział – Módlcie się żebyśmy wyszli z tego cało.

Co czuje 3,5-letnie dziecko kiedy rozdziela się je z rodzicami? To było okropne. Prowadzono nas jak owce. Ja byłam tak przestraszona, że nie reagowałam. Tak nas zaszczuli, że dzieciaki nie wiedziały co się dzieje. Młodsze płakały, ja też. Potem, na rampie, którą nazywa się „judenrampe”, choć przyjeżdżały tu transporty z Powstania Warszawskiego, rozdzielili nas, mężczyzn osobno, kobiety osobno, a dzieci osobno. Znalazłam się w tłumie dzieci, zapłakanych, zasmarkanych. Nie wiedzieliśmy o co chodzi. Dopiero rano zaczęłam się zastanawiać gdzie jest moja mama, gdzie jest mój dom, gdzie jest moje łóżko, gdzie jest moja niania, gdzie jest mój pies, gdzie są moje zabawki? Gdzie jest moje śniadanie?

- opowiada Barbara Wojnarowska-Gautier, która trafiła do obozu jako 3,5-letnie dziecko. Zaznacza, że część to jej własne wspomnienia, a część rekonstrukcja na podstawie opowieści matki i relacji innych więźniów.



"Zmarłe dzieci leżały przed blokiem"


- Z wygodnego życia trafiłam do nędzy. Z pluskwami, wszami. Z brakiem wody do mycia, mydła. Ni miałam mojej wanny, gdzie się mogłam wychlapać. Tego wszystkiego mi brakowało, brakowało mi toalety. Potrzeby trzeba było załatwiać na oczach innych. Pamiętam ile razy nie zdążyłam dobiec do takich dziur w deskach. Dostawałam straszny łomot za to, że się w majtki posikałam (…) Zaczęłam śmierdzieć, czułam to.

Poprawiło się wtedy kiedy mama zaczęła się prześlizgiwać, jak inne matki, raz, dwa razy dziennie, czasami co dwa dni, do swoich dzieci. To było bardzo ryzykowne (…) Mama przyniosła skądś ubranie, jakąś cieplejszą sukieneczkę, bo zaczęło być zimno, jakąś koszulkę, żebym miała na zmianę. Jakiś mokry ręcznik, którym mnie wytarła. Przyniosła trochę jedzenia, jakiś chlebek, trochę wędliny, którą udało jej się „zwinąć”. Inne matki robiły to samo. Rozmawiałam z innymi dziewczynkami, mówiły, że to były dla nich cudowne momenty (…) To było dla mnie coś niemożliwego – zabierz mnie ze sobą, weź mnie z tego miejsca, ja tutaj nie chcę być – prosiłam – To jest niemożliwe, musimy być cierpliwi.

Dzieci widziały straszne sceny. Były wypychane na apele. Dzieci umierały. Te, które zmarły były wykładane przed blok, gdzie leżały. Po tym latały szczury, myszy. Te dzieci to widziały. Ja tego nie widziałam. Bóg mnie oszczędził. Inni widzieli. I to im zostało. Były dziewczynki starsze od nas, które miały po 10, po 12 lat. Powierzono im funkcję opieki nad młodszymi dziećmi, czasem dwuletnimi. Niektóre z nich wyszły ze środowisk, w których brutalność była w rodzinach. Te dzieci wychowały się w okrucieństwie, a w czasie okupacji to się jeszcze podwoiło. I czasem podkreślały swoją władzę rękoczynami.

- opowiada Pani Barbara.


Mengele


To co pamiętam na temat „dr” Mengele, to że mi spuścił łomot. Wiem od lekarek polskich z bloku Mengelego, że kiedy miał jakiś przypływ „dobroci” i przyniósł dzieciom, między innymi dla mnie – jabłko – to pamiętam, pamiętam rękę, która mi podaje jabłko. A ja to jabłko wzięłam, naplułam na to jabłko – tfu, szkop! – i w niego. Dostałam łomot niesamowity, ale nie połamał mi za bardzo kości, bo chodzę, ale już się tak nie spoufalał (…) Wstrzykiwali nam różne świństwa, bakterie, wirusy. Ja dostała bakterie gruźlicze. Do tej pory mam poważne kłopoty zdrowotne. Robili doświadczenia na oczach dzieci. Wpuszczali nam jakieś krople.

- snuje straszną opowieść była więźniarka Auschwitz.


"Proces norymberski należałoby powtórzyć"


Proces norymberski należałoby powtórzyć. W gronie prawników w ONZ, w komisji praw człowieka, zawsze mówiliśmy, że ten proces należało powtórzyć. Nie dlatego, że był sfałszowany, ale dlatego, że był niedoskonały. Prokurator generalny to był Amerykanin, starszy pan, który był chory na prostatę i bez przerwy „latał sobie na siusiu”, więc przerywało się obrady. Albo nie słyszał.

Poza tym prokuratorów z niektórych krajów nie dopuszczono do głosu. Polska nie była dopuszczona do głosu w wielu przypadkach. Był prokurator Sawicki, który chciał poruszyć sprawę [Katynia - P, Barbara Wojnarowska-Gautier mówi o Rzezi Wołyńskiej, ale to pomyłka - przyp red.]. 

Był Ksawery Prószyński. Nie było mowy żeby się przebili. Do tego stopnia, że nawet nie dano im zakwaterowania z innymi prawnikami, sędziami i adwokatami. Musieli sami sobie znaleźć pomieszczenie, Polacy zawsze dają sobie radę, ale nie mogli się wypowiedzieć. Wielu zbrodniarzy zmieniało zeznania. Duże zamieszanie jest z zeznaniami Hoessa, który co innego mówił w Norymberdze, a co innego podczas procesu w Polsce. Np. kiedy go zapytano o to ile osób było zamordowanych w Auschwitz, rzucił liczbą 5-6 milionów. I to się w zasadzie zgadzało z tym co mówili Rosjanie. Ale podczas procesu w Polsce, te liczby mu się obniżały, to było 3 miliony, 2 miliony…

- mówi Barbara Wojnarowska-Gautier, która pracowała jako prawnik dla ONZ.


"Wyzwolenie"


- Podczas „wyzwolenia” obóz nie był pusty, uciekli z niego Niemcy, ale byli więźniowie (…) Sowiecka dywizja ukraińska miała rozkaz lecieć na Berlin. Nie mogli się zatrzymać. Zostawili parę bochenków chleba, zobaczyli co się dzieje i polecieli. Dopiero dwa czy trzy dni po nich pojawiła się armia sowiecka z Czerwonym Krzyżem. Więźniowie rzucili się na stare puszki, które były w „Kanadzie” (barak, w którym gromadzono zagrabione mienie więźniów – przyp. red.) (…) 
– Opowieści o gwałtach sałdatów na więźniarkach są prawdziwe? – Tak.

- potwierdza Barbara-Wojnarowska


Pierwsza wizyta w Auschwitz po wojnie


Wtedy (podczas pierwszej wizyty Barbary Wojnarowskiej-Gautier w Auschwitz po wojnie, w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku – przyp. red.) dyrektorem muzeum był więzień Pierwszego transportu, pan Smoleń, który nas oprowadzał. 

Przeszliśmy przez bramę „Arbeit mach frei”. To było jeszcze w trakcie organizacji. Natrafiliśmy na taką dużą górę butów. Były tam takie dziecięce czerwone sandałki. Była pewna, że to są moje sandały. Oczywiście nie były, ale to skojarzenie – zabrali nas latem – dziecięce sandałki… Odżyły horrory. Poleciałam przed wejście do obozu, usiadałam na ławeczce i czekałam aż wyjdą. A nie wiedzieli, że byłam w Auschwitz, bo rzadko o tym mówiłam. Był wśród nich polski fizyk jądrowy prof. Rotblat 

– Dlaczego pani uciekła? 
– Ja tu byłam panie profesorze w tym obozie jako dziecko – objął mnie ręką i mówi 
– Moja żona zginęła w Bełżcu.

Kiedy zaczęła pracę w Nowym Jorku (w ONZ w latach sześćdziesiątych – przyp. red.) zupełnie przypadkowo, w takim holu jest statua Artura Rubinsteina, przechodzimy z kolegami, a ja ich pytam 


– Czy wy wiecie co to jest? To jest Polak o żydowskich korzeniach, Artur Rubinstein, który jako jeden z pierwszych w ONZ zawalczył o Polskę 
– I oni nie wiedzieli 
– To co wy tutaj robicie? – nie znali historii ONZ 
– To była ofiara Holocaustu – mówili
– Tak, ale to był Polak. Zawsze się uważał w pierwszej kolejności za Polaka. Ja to rozumiem, bo byłam w Auschwitz 
– A to ty jesteś ofiarą Holocaustu 
– Nie, ja jestem Polką, katoliczką 
– To Polacy, katolicy, byli w Auschwitz? Przecież to było tylko dla ofiar Holocaustu 
– Nie! Ten obóz powstał dla Polaków 
– Nie nie, co ty opowiadasz! Siejesz propagandę! 
– Pojedźcie tam, poczytajcie w archiwach i zanim otworzycie gębę, nauczcie się historii! 
– Potem zdarzało mi się bardzo często, że „skoro była w Auschwitz to byłam ofiarą Holocaustu”, nie.

 Ale to nie wina tych ludzi, to wina edukacji, o której ktoś zdecydował i ktoś o nią zadbał. To się stało po 1945 roku.

- opowiada Barbara Wojnarowska-Gautier.


Przesłanie byłej więźniarki Auschwitz


- Niemieccy nauczyciele, którzy przyjeżdżają z grupami młodzieży do Auschwitz, przyjeżdżają z programem, który jest narzucony przez stronę niemiecką. Nawet jeśli polscy przewodnicy chcieliby coś poprawić, to nie mają szansy tego zrobić. W związku z tym, ja uważam, że byłoby dobrze, kiedy przyjeżdżają grupy do Muzeum Auschwitz, że, bez żadnych wyjątków, przewodnik ma być Polakiem. Przewodnicy w Polsce są dobrze wyszkoleni. Gdyby przekazali to co mają przekazać, byłoby dużo mniej nieporozumień.

(…) Historia, której do tej pory nie mogę zrozumieć. Do pewnego momentu od powstania Muzeum Auschwitz w 1947 roku, były obchody Pierwszego Transportu (Polaków, 14 czerwca – przyp. red.) do Auschwitz. Tysiące więźniów, hucznie i tak dalej. To trwało bardzo długo. Więźniowie z Pierwszego Transportu odchodzili, ale byli następni. Obchody bardzo uroczyste i bez polityki. Potem powierzono to takiemu komitetowi, który tego nie robił, potem robiło to takie stowarzyszenie rodzin chrześcijańskich, które zrzeszało również więźniów Pierwszego Transportu, którzy dopóki żyli, wszystko było dobrze. A potem zaczęli odchodzić, władzę w tym stowarzyszeniu zaczęły się zmieniać i zaczęli się kłócić. Nie wiem co dokładnie było powodem, ale padła decyzja ze strony ministerstw kultury, zwierzchnika Muzeum, ze obchody przejdą w ręce Muzeum. To chyba miało miejsce pod koniec 2015 roku. Pierwsze takie obchody zaczęły się w roku, jeśli się nie mylę 2016. Ale „obchody” to za dużo powiedziane, bo nie było nic. Wtedy z grupą innych więźniów postanowiliśmy, że coś trzeba zrobić. Znałam więźniów Pierwszego Transportu, mieli obawy, że kiedy odejdą wszyscy o nich zapomną (…) Udało nam się zrobić parę rzeczy.

Powinniśmy pamiętać, ze należy dbać o historię. Jakakolwiek by była, nie należy jej przekręcać. Przez to co przeszedł naród polski, nie dajmy się zdominować. Jestem bardzo niezadowolona z tego co się dzieje w Unii Europejskiej. Tej woli narzucenia nam modelu niemieckiego. Polacy sami potrafią się rządzić. I chciałabym żeby wyjaśniła się sprawa strat wojennych i odszkodowań.

(…) Zostało nas tak mało, interesujcie się więźniami, niech ktoś do nich zadzwoni, do nich wpadnie, przyniesie ciasteczko, zorganizować spotkanie, żeby czuli, ze ktoś się nimi interesuje, że chce ich słuchać. Bo mają wiele do powiedzenia.

- apeluje Barbara Wojnarowska-Gautier



Autor: Cezary Krysztopa
Źródło: tysol.pl
Data: 26.01.2025 19:31




-----------------


wpolityce.pl




Ile środków Niemcy przekazali Polakom za II wojnę światową, obozy i prace przymusowe? Zatrważające dane z fundacji



Zdj. ilustracyjne / autor: Fratria




Polska przeznacza rocznie 60 mln zł na utrzymanie muzeów w byłych niemieckich obozach koncentracyjnych i niemieckich obozach zagłady. Niemcy, na rzecz polskich ofiar niemieckich obozów koncentracyjnych przekazały w latach 1992-2006 łącznie 732 mln zł. Wyliczenia zamieszczone na platformie X przez dziennikarza Andrzeja Kozickiego oparte są na danych MKiDN oraz Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.

Kiedy Prawo i Sprawiedliwość oddawało władzę w 2023 r., oczekiwało, że - tak jak deklarowali czołowi politycy Koalicji Obywatelskiej - obecny rząd będzie nadal podnosił w relacjach z Niemcami kwestię odpowiedzialności naszego zachodniego sąsiada za zbrodnie z czasów II wojny światowej oraz zadośćuczynienia dla Polski. Szybko jednak stało się jasne, że ten temat Koalicja 13 Grudnia raczej odpuści. W styczniu 2024 r. niemieckie media informowały o postępach inicjatywy „Dom Polsko-Niemiecki” i budowie pomnika w Berlinie, upamiętniającego polskie ofiary II wojny światowej.
Środki z Polski i środki z Niemiec

Dziś słyszymy natomiast, że problemy są nawet z samym pomnikiem. A na ile w ogóle Niemcy wywiązują się ze zobowiązań wobec Polski, wynikających ze zła, które naszym rodakom wyrządzili w latach 1939-1945 ich przodkowie?


Mało znany fakt: Polska więcej wydała (i wciąż wydaje) pieniędzy na utrzymanie muzeów w byłych niemieckich obozach koncentracyjnych (60 mln zł rocznie), niż Niemcy przekazały na rzecz ofiar obozów koncentracyjnych obywatelstwa polskiego (łącznie 732 mln zł)

— napisał na platformie X Andrzej Kozicki, dziennikarz, autor publikacji „Cesarz Bolesław Chrobry. Reintepretacja i rekonfiguracja źródeł”.



Pytany o źródła danych, Kozicki wskazał, że w przypadku środków przeznaczanych przez państwo polskie na utrzymanie muzeów byłych niemieckich obozów jest to Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a jeśli chodzi o środki przekazane przez Berlin na rzecz polskich ofiar niemieckich obozów, dane pochodzą od Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie.
Działania Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie

Dodajmy, że w tym drugim przypadku mówimy o środkach przekazanych w latach 1992-2006. Fundacja, której cele to m.in. „świadczenie pomocy ofiarom prześladowań nazistowskich”, „gromadzenie i udostępnianie dokumentacji nazistowskich prześladowań obywateli polskich” czy „inicjowanie przedsięwzięć służących pojednaniu i porozumieniu między narodami, w tym zwłaszcza między Polakami i Niemcami” oferuje lub oferowała w ostatnich również pomoc humanitarną, medyczną, rzeczową, skierowaną do Polaków, którzy przetrwali niemieckie obozy koncentracyjne, Powstańców Warszawskich, a także ocalałych z Holokaustu czy wykonujących w czasie wojny prace przymusowe. Nie trzeba dodawać, że takich osób z roku na rok jest wśród nas coraz mniej, grupy, do których skierowane były lub są dane programy, są dość wąskie. W 2019 r. osoby zainteresowane mogły ubiegać się o jednorazowe świadczenia w wysokości 1250 zł w ramach programu „Pomoc2019”, skierowanego przede wszystkim do „ofiar represji nazistowskich, zamieszkałych w Polsce, które w ramach wcześniejszych programów otrzymywały z Fundacji wsparcie finansowe. Byli to przede wszystkim: więźniowie obozów koncentracyjnych, gett i więzień, robotnicy deportowani do pracy przymusowej i ich dzieci oraz młodociani zmuszani do pracy w miejscu zamieszkania”. O taką pomoc mogły ubiegać się w pierwszej kolejności osoby przewlekle chore, otrzymujące najniższe świadczenia emerytalne lub znajdujące się w ciężkiej sytuacji życiowej.

Po 2020 r. w raportach z działań fundacji widzimy głównie działania związane z renowacją polskich grobów wojennych na terenie Niemiec czy tablicami upamiętniającymi Polaków, ale również wystawy, wykłady czy różnego rodzaju projekty edukacyjne. Z jakim skutkiem? Z takim, że nie możemy doprosić się nie tylko reparacji, ale nawet szumnie zapowiadanego od co najmniej kilku lat berlińskiego pomnika.



--------------



naszdziennik.pl


Prezydent Duda: Polacy są strażnikami pamięci 


Aktualizacja: Poniedziałek, 27 stycznia 2025 (11:16) 


Polacy są strażnikami pamięci o takich miejscach, jak były obóz Auschwitz, by ta pamięć nie zginęła – podkreślił prezydent Andrzej Duda, który w poniedziałek na terenie byłego obozu Auschwitz oddał hołd ofiarom. 

„Niemcy zbudowali ten przemysł zagłady i ten obóz koncentracyjny, jesteśmy dzisiaj strażnikami pamięci” – powiedział prezydent Andrzej Duda, podkreślając, że jest to – w pewnym sensie – kontynuacja misji rtm. Witolda Pileckiego, który raportował o obozie Auschwitz.

 „My dzisiaj – jako w jakimś sensie spadkobiercy rotmistrza Pileckiego – sprawujemy pieczę nad tymi miejscami. Polska o te miejsca dba właśnie po to, by pamięć nie zginęła, by nie zagasła, by zawsze pamiętano i by przez tę pamięć właśnie nigdy więcej świat nie pozwolił na to, aby doszło do takiej dramatycznej katastrofy ludzkiej, a ściśle mówiąc, katastrofy ludzkości” – zaznaczył prezydent.

„Upamiętniamy zatem dzisiaj wśród tych wszystkich, którzy zostali pomordowani podczas Holokaustu także i ponad trzy miliony obywateli polskich narodowości żydowskiej, którzy zostali przez Niemców w czasie II wojny światowej zabici” – dodał Andrzej Duda.


-------


dorzeczy.pl




My Polacy, na których ziemi okupowanej przez hitlerowców, Niemcy zbudowali ten obóz zagłady, jesteśmy dziś strażnikami pamięci – powiedział prezydent Andrzej Duda w trakcie obchodów 80. rocznicy wyzwolenia nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz.


Prezydent Andrzej Duda w takcie swojego wystąpienia na terenie byłego obozu Auschwitz I przypomniał o zbrodniczych planach nazistowskich Niemiec, którzy stworzyli sieć obozów zagłady w jednym celu.

– Obozy takie, jak Auschwitz zostały zbudowane po to, żeby realizować zagładę narodu żydowskiego. Taki był zbrodniczy plan Hitlera, plan nazistowskich Niemców, by dokonać ich zagłady. Upamiętniamy tych wszystkich, którzy zostali pomordowani w czasie Holokaustu, także ponad 3 miliony obywateli polskich, narodowości żydowskiej, którzy zostali w czasie II wojny światowej zabici – powiedział.


Polska strażnikiem pamięci

Polska, na ternie której zbudowane zostały obozy śmierci stała się strażnikiem pamięci tych wydarzeń. Polacy, według słów prezydenta, kontynuują tę misję, którą "kiedyś przyjął na siebie dobrowolnie w czasie II wojny światowej rotmistrz Pilecki". Misję polegającą na daniu świadectwa o tym, co działo się na terenie Auschwitz.

– Kiedyś dał się tu zamknąć po to, by dać świadectwo, by stworzyć ruch oporu, żeby uciec jako żywy dowód tego, co tu się dzieje, żeby zanieść to świadectwo aliantom zachodnim, żeby zaświadczyć, co robią na okupowanych przez siebie ziemiach z podbitymi narodami hitlerowscy Niemcy – powiedział Duda i dodał, że Polacy "jako spadkobiercy rotmistrza Pileckiego sprawujemy pieczę nad tymi miejscami".

W trakcie obchodów prezydent spotkał się z Ocalałymi i modlił się w celi męczeństwa św. Maksymiliana Kolbego w Bloku 11. Po południu, wraz z małżonką oraz delegacjami państw i instytucji, weźmie udział w głównych obchodach Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, które będą miały miejsce na terenie obozu Auschwitz II – Birkenau.

Obóz Auschwitz utworzony został przez Niemców w połowie 1940 r. na przedmieściach Oświęcimia, włączonego przez nazistów do III Rzeszy. Był największym z niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych i ośrodków Zagłady. Życie straciło tu ponad 1,1 mln mężczyzn, kobiet i dzieci. Obóz wyzwolili 27 stycznia 1945 roku żołnierze 60. armii I frontu ukraińskiego. Na terenie obozu przebywało wówczas ok. 7 tys. więźniów.



--------------






Dr. M. Szpytma z IPN: 

Musimy cały czas starać się pokazać światu, jaka jest prawda o Auschwitz


27 stycznia 2025 18:14/
Radio Maryja



Musimy cały czas mówić w Polsce i starać się pokazać światu, jaka jest prawda o niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, o innych obozach koncentracyjnych, o innych obozach zagłady, o tym, gdzie wymyślono Zagładę. Musimy też bardzo mocno mówić o tym, że oprócz zagłady Żydów miała również miejsce eksterminacja narodu polskiego, że w czasie wojny zginęło około czterech milionów Polaków, że zniszczono polską inteligencję – mówił w poniedziałkowych „Aktualnościach dnia” ma antenie Radia Maryja dr Mateusz Szpytma, zastępca prezesa Instytutu Pamięci Narodowej.

27 stycznia 2025 r. to 80. rocznica wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau. Choć Sowieci nie przynieśli na polskie ziemie wolności, lecz kolejną okupację i terror, a sam obóz wykorzystywali jako więzienie jeszcze przez kilka następnych lat, to data ta stanowi ważny symbol. Pod koniec II wojny światowej do opinii publicznej na świecie zaczęły na szeroką skalę docierać doniesienia o nieludzkich zbrodniach popełnianych przez Niemców. Te były skrupulatnie ukrywane przez sprawców.

– Niemcy już od roku 1944 próbowali na różne sposoby ukrywać swoje zbrodnie. W ogóle ludobójcze zbrodnie próbowali popełniać w taki sposób, aby wiedza o nich nie przedostawała się do opinii zachodniej. Niemcy w czasie wojny próbowali nawet dbać o swój – brzydko mówiąc – PR na Zachodzie, a gdy zbliżał się front, to wykorzystywali żyjących jeszcze więźniów do tego, aby wykopywać zwłoki tych, których rozstrzeliwali i chowali (miało to miejsce między innymi w obozie koncentracyjnym w Płaszowie i innych obozach koncentracyjnych), po to, aby kłaść je na rusztach i palić. Te zwłoki po kilku latach spoczywania w ziemi były wyciągane i w ramach tzw. Akcji 1005 były palone. Niemcy też wysadzali w powietrze krematoria, które były tymi miejscami najstraszliwszymi i zabijali tych więźniów, których używali do pomocy przy tych najstraszniejszych zbrodniach. Byli oni rozstrzeliwani – mówił dr Mateusz Szpytma.

Nie było jednak tak, że alianci dowiedzieli się o zbrodniach dopiero po wkroczeniu na ziemie okupowane przez Niemców i należące do Rzeszy. Wcześniej o masowych zbrodniach informowało ich Polskie Państwo Podziemne m.in. za sprawą raportów Jana Karskiego i rtm. Witolda Pileckiego.

– Niestety priorytety państw alianckich były inne i sugestie, które płynęły z polskiej strony, żeby zbombardować chociażby tory do Auschwitz, nie spotkały się ze zrozumieniem. A przecież jeszcze w lipcu 1944 r. z Węgier zwożono setki tysięcy Żydów po to, aby ich wszystkich zagazować w obozie zagłady Auschwitz-Birkenau. Widzimy, że wtedy niestety nie doceniono tego, o czym Polacy informowali i tak naprawdę ten obóz mógł bez problemu funkcjonować aż do samego końca, czyli do stycznia roku 1945 – zwrócił uwagę historyk.

Według najnowszych szacunków w niemieckim obozie Auschwitz-Birkenau zamordowano ok. 1,1 mld Żydów i 100 tysięcy Polaków. Zginęło tam także wielu przedstawicieli innych narodów, w tym duża grupa jeńców sowieckich (głównie Rosjan, Ukraińców i Białorusinów).

– Ta fabryka śmierci była olbrzymia, chociaż można porównać to też do obozu zagłady w Treblince. Tam (…) zginęło około 900 tysięcy osób, więc widzimy, że takich strasznych miejsc zagłady było kilka. Niemcy stworzyli je na okupowanych ziemiach polskich. Tutaj przed wojną mieszkało najwięcej Żydów (więcej mieszkało tylko w Stanach Zjednoczonych), więc też zagłada Żydów była najłatwiejsza do przeprowadzenia w tym właśnie miejscu – zaznaczył zastępca prezesa IPN.

Decyzja Niemców, którzy w swoich ludobójczych działaniach byli niezwykle pragmatyczni, podyktowana była wyłącznie względami logistycznymi. Nieprawdziwe są więc twierdzenia, że budowali oni obozy zagłady tam, gdzie był największy antysemityzm. Jest to narracja przekłamana i antypolska – podobnie jak krzywdzące określenie „polskie obozy zagłady”.


– Musimy cały czas mówić w Polsce i starać się pokazać światu, jaka jest prawda o niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, o innych obozach koncentracyjnych, o innych obozach zagłady, o tym, gdzie wymyślono Zagładę. Musimy też bardzo mocno mówić o tym, że oprócz zagłady Żydów miała również miejsce eksterminacja narodu polskiego, że w czasie wojny zginęło około czterech milionów Polaków, że zniszczono polską inteligencję – podkreślił gość „Aktualności dnia”.



Dlatego też polityka historyczna jest bardzo ważna. Niestety obecny rząd przeszkadza w jej należytym prowadzeniu, uderzając w placówki kultywujące pamięć narodową i przekazujące prawdę na temat naszych dziejów. Wśród nich są m.in. Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, z którego wystawy usunięto postacie św. Maksymiliana Marii Kolbego, bł. rodziny Ulmów i rtm. Witolda Pileckiego oraz [Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II w Toruniu, które obecna władza zamierza zniszczyć].

Całość rozmowy z dr. Mateuszem Szpytmą jest dostępna [tutaj].






miliardów??







------------------------

niezależna.pl



Brytyjski król mówił o ofiarach niemieckich obozów. O Polakach... ani słowa



Podczas swojego wystąpienia w Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie, król Wielkiej Brytanii, Karol III, wymieniając ofiary niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, pominął Polaków. Jeśli już - to pojawili się w sformułowaniu "wielu innych" - obok społeczności LGBT, osób niepełnosprawnych, Żydów, Sinti czy Romów.


27 stycznia obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. Tego dnia 80 lat temu Armia Czerwona oswobodziła Auschwitz-Birkenau - największy ze stworzonych w okupowanej przez Niemcy Europie zespół obozów koncentracyjnych i zagłady.

Dziś od rana na terenie dawnego obozu trwają uroczystości upamiętniające. Uczestniczą w nich udział Ocalali, a także liderzy z całego świata, w tym m.in. prezydent Andrzej Duda, król Wielkiej Brytanii Karol III, prezydenci i reprezentanci innych krajów - w tym niemiecki kanclerz Olaf Scholz. W ceremonii uczestniczyć będzie ponad 50 delegacji z całego świata.

Karol III, obok uroczystości w Auschwitz, wziął również udział w spotkaniu organizowanych w Centrum Społeczności Żydowskiej w Krakowie.


Tam, w swoim wystąpieniu, wymieniał ofiary holocaustu, w tym niemieckich obozów koncentracyjnych.

"To moment, w którym wspominamy sześć milionów Żydów, starych i młodych, którzy byli systematycznie mordowani, razem z Sinti, Romami, osobami niepełnosprawnymi, członkami społeczności LGBT, więźniami politycznymi oraz wieloma innymi osobami, którym naziści wyrządzili krzywdę"

- mówił Karol III.



Uwagę zwraca fakt, że nie wymienił w tej grupie Polaków. 
W samym Auschwitz Polacy stanowili drugą pod względem liczebności ofiar grupę narodową.

W sieci na wypowiedź tę zwrócił uwagę Marek Magierowski, były ambasador RP w Stanach Zjednoczonych. 

Słowa Karola III wywołały liczne komentarze.






------------------------


wpolityce.pl



Wreszcie odnalazło się nagranie dokumentujące słynne już „przejęzyczenie” minister edukacji narodowej Barbary Nowackiej. Rzecz w tym, że na „przejęzyczenie” to nie wyglądało, a słowa o „polskich nazistach”, którzy „zbudowali obozy” padły faktycznie. Minister Nowacka swoje wystąpienie na konferencji, w tym również ten fragment, odczytywała z kartki, a wspomniane słowa wypowiedziała bez zająknięcia.


"Na terenie okupowanym przez Niemcy polscy naziści zbudowali obozy"

— stwierdziła polityk.



To, co widzimy na nagraniu, wypada jednak tym gorzej dla szefowej MEN. Wspomniane słowa również odczytuje bowiem z kartki. Jeśliby więc doszło do „pomyłki” czy „przejęzyczenia” (bo mimo wszystko trudno wyobrazić sobie, aby którykolwiek konstytucyjny minister w polskim rządzie naprawdę uważał, że niemieckie obozy koncentracyjne w Polsce wybudowali „polscy naziści”), to oznaczałoby, że polityk odpowiedzialna za edukację miała problem z odczytaniem tekstu z kartki. A jest to umiejętność jednak dosyć - by tak rzec - podstawowa.


„To ma być ‘przejęzyczenie’”?

Na fakt, że skoro widzimy, jak pani minister czyta z kartki, zatem tłumaczenie o „przejęzyczeniu” jest co najmniej naiwne, zwróciła uwagę Beata Szydło, europoseł PiS, w latach 2015-2017 premier RP.


To ma być „przejęzyczenie”? Minister Nowacka czytała o „polskich nazistach” z kartki


— napisała polityk opozycji.


Udało się odnaleźć skandaliczną wypowiedź Barbary Nowackiej. Bez zająknięcia odczytuje zdanie o „polskich nazistach”. Brak dymisji oznacza, że każdy na całym świecie może się tak „przejęzyczać”. I zawsze będzie mógł się tak tłumaczyć polskiej dyplomacji

— skomentował z kolei poseł Sebastian Kaleta.




Płynnie i bez mrugnięcia okiem


— zwrócił uwagę kolejny polityk opozycji, europoseł Dominik Tarczyński.




Ktoś to jednak zdążył nagrać. Nowacka bez zająknięcia o „polskich nazistach”. Czy to Wam wygląda na „przejęzyczenie”?

— pyta internauta Paweł Rybicki.



Nie wiadomo, co byłoby najgorsze: nieumiejętność przeczytania przez Barbarę Nowacką tekstu z kartki, sugerowanie, że niemieckie obozy budowali „polscy naziści” czy fakt, że na wypowiedź nikt ze zgromadzonych nie zareagował. Gdyby ktoś z zebranych zwrócił uwagę na sporny fragment wypowiedzi, szefowa MEN mogłaby skorygować swoje „przejęzyczenie”.




Nie, najgorsze jest to, że Nowacka powiedziała wprost nieprawdę "polscy naziści zbudowali obozy", a redaktor wpolityce.pl nazywa to sugerowaniem, a nie kłamstwem.



------------------------


Po tym, jak pani Barbara Nowacka powiedziała nieprawdę o tym, kto zbudował obozy, podniósł się larum, który chyba otępił wszystkich redaktorów i nikt nie zwrócił uwagi, że prezydent Duda również w pewnym sensie pominął w swojej wypowiedzi Polaków, jako nację dla której w pierwszej kolejności wybudowano obóz zagłady.


Jak mówi pani Barbara Wojnarowska-Gautier, więzień Auschwitz:

Ten obóz powstał dla Polaków 
– Nie nie, co ty opowiadasz! Siejesz propagandę! 
– Pojedźcie tam, poczytajcie w archiwach i zanim otworzycie gębę, nauczcie się historii! 



Obóz koncentracyjny Auschwitz został zorganizowany dla Polaków i oni też byli pierwszymi jego więźniami politycznymi. W wyniku ciągłego napływu nowych transportów systematycznie wzrastała liczebność więźniów. W 1940 r. osadzono w obozie blisko 8 tys. ludzi. Byli to prawie wyłącznie Polacy. Oprócz nich znalazła się w obozie niewielka liczba Żydów oraz Niemców. Niemcy pełnili w tym czasie z reguły funkcje w nadzorze obozowym jako kapowie i blokowi. W 1941 roku osadzono w obozie ponad 26 tys. ludzi. (około 15 tys. Polaków, 10 tys. jeńców sowieckich i ponad 1 tys. Żydów).

Od 1942 r. w wyniku włączenia KL Auschwitz do procesu masowej zagłady Żydów, liczba deportowanych do obozu zaczęła gwałtownie wzrastać. W 1942 r. przywieziono około 197 tys. Żydów, w 1943 r. około 270 tys., a w 1944 r. ponad 600 tys. – łącznie blisko 1,1 mln. Spośród nich wybrano jako zdolnych do pracy około 200 tys. osób i osadzono w obozie.


źródło: auschwitz.org/historia/liczba-ofiar/







Informacja jest jednoznaczna:

- obóz został zorganizowany dla Polaków
- decyzję o masowej zagładzie Żydów Niemcy formalnie podjęli i zaczęli realizować od 1942 roku


Ja od razu zwróciłem uwagę na ten brak, bo uczulony jestem w tym temacie od czasu lektury bloga Iwo Pogonowskiego jakieś 20 lat temu, który bardzo to akcentował.




Redaktorzy nie pomagają nam tego wychwycić, ale za to niektórzy - dorzeczy.pl - "pomagają" prezydentowi...


>> którzy stworzyli sieć obozów zagłady w jednym celu.

– Obozy takie, jak Auschwitz zostały zbudowane po to, żeby realizować zagładę narodu żydowskiego. Taki był zbrodniczy plan Hitlera, plan nazistowskich Niemców, by dokonać ich zagłady. Upamiętniamy tych wszystkich, którzy zostali pomordowani w czasie Holokaustu, także ponad 3 miliony obywateli polskich, narodowości żydowskiej, którzy zostali w czasie II wojny światowej zabici – powiedział.<<



Podoba się wam ta mowa?

zanim otworzycie gębę, nauczcie się historii! 


I to są ci Strażnicy Pamięci?

Dziękuję za "troskę", takich Strażników nie potrzebuję, idźcie precz bujać w obłokach, sam się będę chronił...



To prawda, że on tam jeszcze później także wymienia Polaków, ale...  tak sobie myślę... 





My Polacy, na których ziemi okupowanej przez hitlerowców, Niemcy zbudowali ten obóz zagłady, jesteśmy dziś strażnikami pamięci.



Takie to trochę pogmatwane, nie? Jakiś rytm dziwny, jakby nie po polsku. A gdyby tak uprościć, pominąć te krzywizny...



My Polacy, na których ziemi okupowanej przez hitlerowców, Niemcy zbudowali ten obóz zagłady, jesteśmy dziś strażnikami pamięci.


My Polacy, na których zbudowali ten obóz zagłady, jesteśmy dziś strażnikami pamięci.

My Polacy, na których zbudowali ten obóz zagłady

My Polacy, którzy....








Duda:   "Polacy, na których ziemi okupowanej przez hitlerowców, Niemcy zbudowali ten obóz"

Nowacka:      "Na terenie okupowanym przez Niemcy polscy naziści zbudowali obozy"




   



 "kiedyś przyjął na siebie dobrowolnie w czasie II wojny światowej rotmistrz Pilecki" 


dobrowolność oznacza frajerstwo?
tak to odebrałem, jakby chciał powiedzieć - sam chciałeś, my cię nie prosiliśmy o to....










Dwa lata temu w lutym tak się nagle rozchorowałem, całe ciało mnie bolało jak nigdy, dwa dni nie spałem z bólu, bo nawet ketonal nie pomagał i cały tydzień "ledwo" przeżyłem, a potem drugi tydzień wracałem do równowagi... i przepadło mi pewne spotkanie, na które chciałem iść.

Po miesiącach doszedłem do tego, że prawdopodobnie właśnie dlatego zachorowałem - żeby mnie tam nie było.


Ostatnie dni też choruję, od niedzieli bardzo podobne objawy i też "z niczego", nawet na dworze nie byłem, bóle mięśni dwa dni, na szczęście lżejsze niż dwa lata temu i tabletki mi pomagają, teraz zwyczajny katar....

Czyżby znowu chodziło o to, by czegoś nie robić, na przykład, nie analizować, nie napisać? 




W zasadzie to bym musiał teraz wszystkie artykuły w tym temacie przejrzeć, żeby sprawdzić który redaktor jest otępiały, a który "pomaga"....

Nie podoba mi się to wszystko.



































https://naszdziennik.pl/polska-kraj/313564,prezydent-duda-polacy-sa-straznikami-pamieci.html

Więźniarka Auschwitz i ofiara niemieckiego potwora "dr" Mengele: "Najpierw nauczcie się historii, a potem otwierajcie gęby"

wpolityce.pl/polityka/719694-ile-srodkow-niemcy-przekazali-polakom-za-ii-wojne-swiatowa

dorzeczy.pl/opinie/682465/duda-my-jestesmy-straznikami-pamieci.html

Dr. M. Szpytma z IPN: Musimy cały czas starać się pokazać światu, jaka jest prawda o Auschwitz – RadioMaryja.pl


Prawym Okiem: Apolonia - polska czcionka

wpolityce.pl/polityka/719755-i-znalazlo-sie-zobacz-i-posluchaj-co-powiedziala-nowacka

Brytyjski król mówił o ofiarach niemieckich obozów. O Polakach... ani słowa | Niezalezna.pl

Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej – Wikipedia, wolna encyklopedia



facebook.com/watch/?ref=saved&v=922125966702238





www.polskalitera.pl

beetrootacademy.pl/blog/why-using-times-new-roman-is-a-sin

anetaduk.com/b/polska-czcionka-czy-angielski-font

studiokreacja.pl/blog/ktore-fonty-najlepiej-czyta-sie-w-internecie/





poniedziałek, 30 grudnia 2024

Niemiecka metoda.





Obóz zagłady przypominał mi fabrykę, w której jedna osoba przykręca śruby, a druga montuje błotnik. Auto jest ich wspólnym produktem, tak jak ludzkie popioły były wspólnym >>produktem<< esesmanów.

– mówił prokurator. 

Wszyscy pracujący w obozie byli „trybikami w maszynerii służącej mordowaniu”




Tak właśnie działa Werwolf, tak się nęka ludzi - każdy tylko dotknie twojego ramienia, ale milion dotknięć wywołuje stały ból....

Tę metodę stosuje się na mnie, ale zaobserwowałem ją też ... gdzieś indziej.







przedruk






Skazano ok. 50 strażników obozów koncentracyjnych – z niemal 10 tysięcy




Niemiecki prokurator Thomas Walther, który przez wiele lat ścigał byłych nazistowskich zbrodniarzy, w wywiadzie dla dziennika „Tageszeitung” krytykuje wymiar sprawiedliwości w Niemczech i ocenia, że ze względu na wiek sprawców temat jest zakończony. 

Wyrok sądu okręgowego w Itzehoe z grudnia 2022 r., potwierdzony dwa lata później przez niemiecki Trybunał Federalny, skazujący byłą sekretarkę komendanta obozu koncentracyjnego Stutthof, Irmgard Furchner, na dwa lata więzienia w zawieszeniu, był zdaniem Walthera ostatnim orzeczeniem w sprawach dotyczących zbrodni III Rzeszy.



Śmierć, demencja i niedołężność położyły w 2024 r. kres ściganiu nazistowskich zbrodniarzy. „W sprawie (obecnie 99-letniej Furchner) niemiecki sąd po raz ostatni wydał wyrok w sprawie zbrodni nazistów” – powiedział Walther.


Przepracowanie zbrodni?

W minionych 15 latach 81-letni prokurator wdrożył wiele postępowań przeciwko osobom, które pełniły służbę w niemieckich obozach koncentracyjnych. Walther był wiodącą postacią zainicjowanego w 2009 r. okresu nazwanego przez historyków „późną fazą prawnego przepracowania zbrodni nazistowskich”.

Wydarzeniem, które rozpoczęło ten okres, był proces pochodzącego z Ukrainy Iwana Demianiuka, strażnika niemieckiego obozu zagłady w Sobiborze. Demianiuk zastał uznany za winnego współudziału w zamordowaniu ponad 28 tys. osób. Sąd w Monachium skazał go na pięć lat więzienia. Demianiuk zmarł przed uprawomocnieniem się wyroku, jednak treść orzeczenia stanowiła punkt zwrotny w ściganiu zbrodniarzy.


Udowodnić „bezpośredni udział"

Do tego czasu w Niemczech obowiązywał wyrok Trybunału Federalnego z 1969 r. stanowiący, że sama służba w obozie nie wystarcza do skazania za współudział w morderstwie, lecz konieczne są dowody na „bezpośredni udział”. Udowodnienie bezpośredniego udziału było bardzo trudne. Większość potencjalnych świadków nie żyła, a nieliczni żyjący byli więźniowie nie byli w stanie po latach zidentyfikować jednolicie umundurowanych esesmanów.

W rezultacie z prawie 10 tys. strażników w obozach koncentracyjnych i zagłady do 2000 r. skazano zaledwie 48 osób. Walther należał do prokuratorów, którzy postanowili zmienić spojrzenie na istotę i sposób funkcjonowania obozów.


Obóz zagłady przypominał mi fabrykę, w której jedna osoba przykręca śruby, a druga montuje błotnik. Auto jest ich wspólnym produktem, tak jak ludzkie popioły były wspólnym >>produktem<< esesmanów.

– mówił prokurator. 

Wszyscy pracujący w obozie byli „trybikami w maszynerii służącej mordowaniu” – podkreślił.



Wyrok skazujący Demianiuka był ocenił jako punkt zwrotny. Walther, wówczas prokurator w Centralnym Urzędzie Ścigania Zbrodni Nazistowskich w Ludwigsburgu, zidentyfikował 50 osób związanych z Auschwitz w latach 1940-1945. Część z nich przebywała za granicą, inni z powodu złego stanu zdrowia byli niezdolni do stanięcia przed sądem. Do właściwych prokuratur w Niemczech skierowano w końcu 30 spraw. Większość z nich została umorzona z powodu śmierci lub choroby podejrzanych.

Kary pozbawienia wolności otrzymali jedynie Reinhold Hanning – skazany w 2016 r. na pięć lat pozbawienia wolności za współudział w zamordowaniu co najmniej 170 tys. osób – oraz rok wcześniej Oskar Groening, skazany na cztery lata więzienia za służbę na rampie w Auschwitz i zarządzanie mieniem zamordowanych. 

Postępowania dotyczyły także personelu z obozów Stutthof i Sachsenhausen. Po procesie Demianiuka wyroki skazujące otrzymało pięć osób.


„Oskarżeni najczęściej wypierają swoje czyny ze świadomości” – powiedział Walther. Jak dodał, twierdzą oni, że nie mogą sobie przypomnieć, czy byli w Auschwitz, wymyślają przeróżne historie.

Walther krytycznie ocenił postępowanie niemieckiego wymiaru sprawiedliwości ze zbrodniami z czasów wojny.

W maju 2024 r. niepowodzeniem zakończyło się postępowanie prowadzone przeciwko byłemu strażnikowi z KL Sachsenhausen. Rzeczoznawca stwierdził, że 100-letni oskarżony jest niezdolny do udziału w procesie. W związku z tym Sąd Krajowy w Hanau odmówił rozpoczęcia rozprawy.







Skazano ok. 50 strażników obozów koncentracyjnych – z niemal 10 tysięcy | Niezalezna.pl