Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.
Państwo Wielomscy o rewizjoniźmie niemieckim - przy okazji pada wyjaśnienie, skąd wzięło się to powiedzenie o "naszej małej ojczyźnie":
jest to termin wzięty oczywiście z języka niemieckiego, gdzie rozróżnia się
wielką ojczyznę - vaterland i małą ojczyznę - heimat
Ja ten termin znam dopiero od czasów wstępowania Polski do UE, bo zaczął się wtedy przewijać w telewizji - Europa da się lubić (?).
Nigdy wcześniej nikt tak w Polsce nie mówił.
youtube.com/watch?v=B29c3Pgz3RY
de.wikipedia.org/wiki/Heimat
Polecam sobie poczytać to opracowanie - jest bardzo szczegółowe i ściśle związane z ziemiami utraconymi na rzecz Polski, podczas gdy ten sam termin w wersji polskojęzycznej - to tylko 7 zdań.
U nas nigdy się nie używało takiego sformułowania.
Ojczyzna prywatna – w socjologii: pewien nieokreślony obszar, który dla członków społeczeństwa jest szczególnie bliski. Pojęcie to zbliżone jest do wcześniej używanego wyrazu „ojcowizna” lub niemieckiego określenia Heimat. Ojczyzną prywatną jest obszar mniej więcej etnicznie jednolity, z którym jednostka się utożsamia i chce go zamieszkiwać. Pojęciem komplementarnym wobec ojczyzny prywatnej jest ojczyzna ideologiczna oznaczająca obszar państwa, w którym żyje jednostka lub często ziemie, które zostały utracone przez państwo, z którym się jednostka identyfikuje.
??? to napisane z punktu widzenia Niemca?
Określenie wielkości ojczyzny prywatnej może być różne dla różnych jednostek. W niektórych przypadkach może być to miasto, często także region, powiat czy gmina, ale też obszar wychodzący poza administracyjnie ustalone granice. Czasami określa się je wtedy jako „małe ojczyzny” wskazując na związek mieszkańców z pewną kulturą danego obszaru.
z Panią dr Magdaleną Zientek - Wielomską rozmawia Monika Jaruzelska, wywiad trwa ponad 1' i 40 minut.
Poniżej krótka recenzja tego wywiadu - z pamięci.
Panią dr Ziętek "znam" od lat, od czasów prawica.net.pl czy jakoś tak... ale nigdy aż tak bardzo jej tezy nie pokrywały się z moimi, mieliśmy podobne myślenie o tych sprawach okołoniemieckich, ale ja o wiele bardziej sprecyzowane i radykalne, zresztą Czytelnicy bloga sami wiedzą..
Jednak w pierwszych minutach filmu poczułem się trochę zawiedziony, że Pani doktor pomija całkowicie istnienie innych piszących o Niemcach, a także, w dalszej części wywiadu - nieco skopiowany...
Wyrwę tu z kontekstu:
"reakcje na tę książkę, były bardzo takie sceptyczne"
""ja wiedziałam, inni nie wiedzieli""
Nie, żebym był zazdrosny, ale czuję się pominięty, więc może małe sprostowanie.
Tak jak w jednym z ostatnich postów zwracałem uwagę, że TO JA jestem prawdziwym zagrożeniem dla systemu, a nie ludzie, co sobie - jak się wydaje - spokojnie żyją, realizują na każdej niwie... tak w tym wypadku też mogę powiedzieć, że Pani Ziętek nie jest jedyną osobą piszącą tak o Niemcach, bo przecież jestem jeszcze JA i inni, a tezy padające w tym filmie głosiłem od początku swojej działalności, więc ja bym powiedział, że
pani dr Wielomska, podobnie JAK I JA - jest jedną z niewielu osób, które tak kompleksowo, precyzyjnie i przenikliwie piszą o niemieckim zagrożeniu od 15 lat.
Co zresztą zauważyłem dopiero w tym wywiadzie, bo
o ile wcześniejsze znane mi artykuły czy wykłady Pani Magdaleny, nie były do końca zbieżne z moimi obserwacjami, w tym wywiadzie przez pierwsze ok. 50 minut pani Wielomska mówi z reguły o rzeczach, które są opisane u mnie na blogu, choć niektóre z tych rzeczy interpretuje inaczej.
Zapisane wątki, jakie mi sie rzuciły na uszy, w skrócie tematy i orientacyjny czas emisji:
Dojrzałość, a 5 minutowość...
Zabrakło naszych ośrodków
ok. 17 minuty - Grossraum - to jest generalnie niemiecka ściema, podobnie jak lebensrau, celem jest zagarnięcie ziemi Jana, czyli obecnie Polski, aby mieć wyłączność na technologię
Ponadto, jak zwracałem uwagę w postach z ostatniego roku (?) - niemcy (sitwa rządząca) instrumentalnie traktują wszelkie przekonania, religie, nacjonalizm, patriotyzm, demografię, politykę czy idee Unijne - to są wyłącznie pojazdy (sposoby) którymi poruszają się w określonym czasie historycznym i na określonej przestrzeni.
Podczas gdy u nas - i u innych narodów - idea identyfikacji narodowej jest czymś niezwykle ważnym - oni traktują to wyłącznie w charakterze użytecznego narzędzia i są gotowi je porzucić, jeśli tego będzie wymagać sytuacja.
Gdyby okazało się, że jedynym sposobem osiągnięcia celu byłoby zniszczenie Niemiec i wygubienie idei niemieckich - to by to zrobili.
Dlatego przestrzegam przed tryumfalizmem nad niemcami (nad sitwą).
Rozprawa ze Światową Sitwą nie będzie wcale łatwa, ani szybka, jakby się wydawało patrząc na obecne USA.
Wiosna Ludów to jeden z wynalazków Sitwy.
23 - musicie posyłać dzieci do wojska, policji, służb - tak właśnie pisałem w ostatnich tygodniach, wcale nie myślałem wtedy o niemcach tylko o ubekach i resortowych dzieciach
25 - mówi to co ja - o planowaniu
27 - początek opracowania Werwolf
29 - ja to określam, jako "żebranie" - początki pisania Werwolf
31 - Banys z insytutu cybernetycznych analiz strategicznych - sprawdzić
33 - Bydgoszcz - może Werwolf zdecydował? To nie proces decyzyjny, ale działalność werwolfu.
50 - demokracja
1:08 - przytomni ludzie
1:29
1:33 - polska okupacja, czyli wątki o granicach i mapach
Oczywiście nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Polski nie ma, jest to mocno przerysowane uogólnienie i nadużycie - taka jest moja opinia o tych słowach.
Jakie są przekonania i przekaz Pani Moniki Jaruzelskiej - nie wiem, nie sprawdzałem.
Zarówno wynik referendum w sprawie Brexitu jak i ostatnich wyborów w
USA mogą doprowadzić do poważnego przetasowania geopolitycznego w
Europie kontynentalnej. Ich skutkiem zdaje się być wycofanie się
Anglosasów z naszego regionu. Oznacza to faktyczne zakończenie układu
polityczno-wojskowego powstałego po II wojnie światowej. Nie ulega
wątpliwości, że nowy układ może być atrakcyjny i pożądany przede
wszystkich przez Niemców.
Niemcy wreszcie będą mogły sięgnąć po status europejskiego hegemona,
którym w dużej bierze faktycznie już są, ale jednak ciągle byli/są
ograniczani przez Anglosasów. Wielka Brytania blokowała przekształcenie
UE w wielkie pruskie quasi-państwo europejskie, a Stany Zjednoczone
pilnowały, żeby takie ewentualne quasi-państwo nigdy nie posiadało
swojej armii. Militarnego porządku w tej części świata miało pilnować
przede wszystkim NATO, czyli de facto USA. Jeśli Trump będzie wierny
swoim zapewnieniom, że będzie prezydentem Amerykanów, a nie całego
świata, może to oznaczać, że Europa będzie musiała sama zadbać o swoje
bezpieczeństwo. Może to zrobić poprzez rozbudowę armii narodowych, albo
też stworzenie wspólnej armii europejskiej. Nie mam wątpliwości, że
adwokatem drugiego rozwiązania będą przede wszystkim Niemcy, którzy o
takim projekcie mówią już od dawna.
Aby zachęcić Europejczyków do stworzenia wspólnej armii, Niemcy
prawdopodobnie, szczególnie w naszej części Europy, będą nadal
podgrzewać antyrosyjskie fobie. Polacy czy też mieszkańcy państw
bałtyckich będą straszeni widmem rosyjskiej agresji, po to, byśmy
chętnie włączyli się do budowy euro-wehry. W najgorszym wypadku –
zaprosili Bundeswehrę do Polski. Nie należy więc spodziewać się
złagodzenia antyrosyjskiej histerii w „polskich” mediach. Wręcz
przeciwnie, może stać się ona jeszcze głośniejsza, gdyż Amerykanie nam
już nie pomogą… Sami Niemcy z Rosją się jak najbardziej „dogadają”.
Oczywiście należy zadać pytanie, czy nowo powstały układ będzie dla
nas korzystny. Przypuszczam, że Niemcy i Rosja podzielą się Europą, a
być może już się nią podzieliły. Przypuszczam, że granica stref wpływu
obydwu państw będzie pokrywała się z granicą UE. Nie wierzę w to, by
Rosja była zainteresowana przejęciem kontroli nad Polską, albo jej
częścią. W przypadku Ukrainy możliwe są dwa warianty: podział Ukrainy na
dwie strefy, wschodnią i zachodnią, i włączenie tej ostatniej do
niemieckiej strefy wpływu, albo całkowite wycofanie się Niemców, za
Amerykanami, z Ukrainy i powrót do sytuacji sprzed zamachu stanu w
Kijowie. Jednym słowem, układ taki to realizacja niemieckich planów
utworzenia Mitteleuropy. Zgodnie z tą ideą, państwa Europy Środkowej
mają formalnie istnieć jako suwerenne państwa, ale faktycznie być przede
wszystkim gospodarczo, ale także i militarnie, podporządkowane Niemcom.
Na poziomie gospodarczym projekt Mitteleuropy został już całkowicie
zrealizowany. Jak wynika z raportu sporządzonego przez OSW pt. „Rola
Europy Środkowej w gospodarce Niemiec. Konsekwencje polityczne” (tutaj),
dzięki niskim kosztom produkcji i wysokiej wydajności, Europa Środkowa
stała się dla Niemiec narzędziem uzyskiwania przewagi konkurencyjnej na
świecie. Polska, Czechy, Słowacja i Węgry, jako fabryka niemieckich
produktów na rynki zagraniczne, pozwoliły uzyskać Berlinowi to, czego
nie mógłby uzyskać, lokując swoją produkcję np. w Azji – duże odległości
znacznie zwiększałyby koszty transportu. Przystąpienie tych państw do
Unii Europejskiej stało się także ważnym „autem” dla Niemców, przede
wszystkim ze względu na podobne przepisy prawne i podatkowe. I jeśli
przyjrzymy się danym Federalnego Urzędu Statystycznego, okaże się, że
zsumowany eksport Niemiec do tych czterech państw osiągał w 2014 roku
wyższe wartości (112 mld euro) niż w przypadku największych partnerów
handlowych Berlina (Francja, USA, Wielka Brytania, Chiny i Rosja).
Należy zauważyć, że sama Francja jest krajem zasobniejszym i ludniejszym
niż te cztery kraje łącznie. Podobnie sprawa wygląda w przypadku
importu. Niemcy w 2014 roku importowały najwięcej właśnie z krajów Grupy
Wyszehradzkiej (wartość importu to ponad 110 mld euro). To więcej, niż
wart był import z Holandii, Chin, USA czy Francji. Tak silne powiązania
handlowe Berlina z Grupą Wyszehradzką wynikają z włączenia państw tego
regionu do niemieckiego łańcucha produkcyjnego, szczególnie w obszarze
motoryzacyjnym. Import z krajów Grupy Wyszehradzkiej do Niemiec, to de facto
eksport części samochodowych produkowanych w niemieckich fabrykach w
tych państwach. Faktycznie więc, mamy tutaj do czynienia z jednym
gospodarczym systemem sterowania, w którym państwa Europy Środkowej
podporządkowane są interesom gospodarczym Niemiec. Nie jest więc dziełem
przypadku, że jak czytamy w raporcie, gospodarka Niemiec w znacznej
mierze umocniła się po przystąpienia krajów Europy Środkowej do Unii
Europejskiej.
Nowy układ geopolityczny niczego więc nie zmieni, jeśli chodzi o
stosunki gospodarcze w Europie. Zmienić się może tylko układ
polityczno-militarny. W tej kwestii sprawą kluczową są oczywiście wyniki
wyborów prezydenckich we Francji. Jeśli zwycięstwo w tych wyborach
odniesie Marine Le Pen, niemieckie marzenia o utworzeniu armii
europejskiej, a tym samym przejęciu przez Niemców kontroli nad francuską
bronią nuklearną, nie zrealizują się. Jeśli te wybory przegra, a wygra
je np. François Hollande, nazywany przez Le Pen „wicekanclerzem
Niemiec”, Niemcy będą zacierać ręce z radości. Ostatecznie więc o
przyszłości Europy zdecydują Francuzi.
W przypadku, gdyby Niemcy przejęły ostatecznie kontrolę nad całą
Europą należy postawić pytanie, czy „będzie jak zawsze”, czyli czy po
raz kolejny połakomią się na Rosję – a konkretnie na jej surowce?
Niemiecki i brytyjski imperializm różnią się w jednej kwestii. Anglicy
przywiązani są od idei równowagi i zawsze dość dobrze rozumieli, na co
są w stanie sobie pozwolić. Zrównoważenie natomiast nigdy nie było cechą
charakterystyczną niemczyzny. Stąd nie można wykluczyć, że Niemcy, w
kolejnym akcie swojego szaleństwa, postanowią podporządkować sobie
Rosję. Oczywiście, Polska miałaby odegrać w tym kluczową rolę. Wtedy
mógłby bowiem się wreszcie ziścić schemat wymarzony przez Piotra
Zychowicza i jego licznych zwolenników: z Berlinem na Moskwę. Nie
wykluczone, że właśnie dlatego te teorie są tak intensywnie propagowane
wśród polskich „patriotów”. Polacy mieliby dać się, tym razem przez
Niemców, wmanewrować w krucjatę przeciwko „niedemokratycznej” Rosji.
Wybór Trumpa na prezydenta USA zażegna być może widmo wojny
amerykańsko-rosyjskiej, która toczyłaby się na naszym terytorium. I to
jest ważne. Ale w perspektywie długofalowej oczywiście nie zmieni tego,
że jesteśmy sąsiadem państwa, które ciągle uważa, że jest „za duże na
Europę” a za małe na to, by być poważnym hegemonem światowym. Prawda
jest taka, że od kilkuset lat nasza sytuacja geopolityczna jest de facto
pochodną polityki państwa pruskiego, któremu udało się doprowadzić
Polskę do całkowitego upadku, i „na naszym trupie” zbudować swoją potęgę
– nie bez naszej winy. I jak zgodnie twierdzili zarówno przeciwnicy jak
i gloryfikatorzy pruskiego militaryzmu, Prusom w czasie I wojny
światowej udało się zmusić swoich przeciwników do przejęcia ich modelu
państwowego – scentralizowanego i zbiurokratyzowanego. Taki model
zapewniał bowiem Prusom poziom mobilizacji, do którego nie byłyby zdolne
państwa zorganizowane w sposób łaciński. USA, Francja czy Wielka
Brytania pokonały Prusy, bo same się przy tym „sprusaczyły”, dzięki
czemu mogły przeprowadzić odpowiednią mobilizację
polityczno-gospodarczo-militarną. My naszą niepodległość uzyskaliśmy
niejako „przy okazji”, jako obiekt, a nie podmiot międzynarodowy. W taki
sam sposób ją utraciliśmy w 1939 r.
Niestety do dzisiaj nie zrozumieliśmy procesu geopolitycznego,
którego jesteśmy częścią, i dlatego w żaden sposób nim nie sterujemy.
Naszym jedynym pomysłem na naszą niepodległość między Niemcami a Rosją
są Amerykanie. Nie jest to jednak układ symetryczny, gdyż dla USA zawsze
będziemy tylko przedmiotem, a nigdy podmiotem polityki. I dlaczego też
miało by być inaczej?