Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

środa, 16 kwietnia 2025

Andrzej Gwiazda








przedruk



14.04.2025, 08:13


Andrzej Gwiazda – 90 lat życia w służbie wolności. 

Sakiewicz: wzór na trudne czasy i powód do dumy


Jeden z ojców Solidarności, współtwórca Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża, kluczowa postać strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r., a także stanowczy przeciwnik kompromisu zawartego z komunistami przy Okrągłym Stole – tak w skrócie można scharakteryzować Andrzeja Gwiazdę, legendę opozycji antykomunistycznej. Dziś obchodzi on swoje 90. urodziny. – Panie Andrzeju, niech pan żyje 150 lat i wychowuje nam kolejne pokolenia Polaków – podkreśla red. Tomasz Sakiewicz, szef „GP”, „GPC” i TV Republika.


Jan Przemyłski

zdj. Zbyszek Kaczmarek [Gazeta Polska] -  Andrzej Gwiazda



Andrzej Stanisław Gwiazda urodził się 14 kwietnia 1935 r. w Pińczowie w woj. świętokrzyskim. W czasie II wojny światowej, w latach 1940–1946, przebywał wraz z rodziną na zesłaniu w Kazachstanie, a po powrocie do ojczyzny zamieszkał w Gdańsku. Tam też ukończył politechnikę na kierunku elektronika, a następnie pracował jako asystent w Instytucie Cybernetyki Politechniki Gdańskiej oraz jako inżynier w przedsiębiorstwie Elmor.


Lata działalności na rzecz Polski

Mimo kariery zawodowej Andrzej Gwiazda mocno angażował się w działalność opozycyjną. Był aktywnym uczestnikiem protestów antykomunistycznych w marcu 1968 i grudniu 1970 r. W latach późniejszych współpracował z Komitetem Obrony Robotników – pierwszą zorganizowaną formą oporu wobec systemu komunistycznego w PRL. Przełomowym momentem było jednak współzałożenie Wolnych Związków Zawodowych Wybrzeża (WZZW), czyli niezależnej organizacji pracowniczej powołanej na podstawie międzynarodowych konwencji prawa pracy. 29 kwietnia 1978 r. wraz z Krzysztofem Wyszkowskim i Antonim Sokołowskim podpisał deklarację założycielską WZZW. Organizacja ta stała się zalążkiem późniejszej Solidarności.

Za swoją działalność Andrzej Gwiazda był wielokrotnie więziony, jednak nie zrezygnował z walki o wolność i prawa obywatelskie. W sierpniu 1980 r. odegrał jedną z najważniejszych ról w strajku w Stoczni Gdańskiej. Był członkiem Prezydium Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, a także współautorem historycznej listy 21 postulatów, która została zatwierdzona w porozumieniach sierpniowych.


Wzór na trudne czasy

Po wprowadzeniu stanu wojennego 13 grudnia 1981 r. został internowany, a następnie uwięziony. Zwolniono go w lipcu 1984 r., lecz jeszcze tego samego roku znów trafił do aresztu, z którego wyszedł dopiero w maju 1985 r.

W trakcie transformacji ustrojowej stanowczo sprzeciwiał się kompromisowi zawartemu przy Okrągłym Stole i domagał się odtworzenia statutowych struktur Solidarności. W uznaniu zasług dla wolnej Polski został uhonorowany najwyższym odznaczeniem państwowym – Orderem Orła Białego w 2006 r. oraz Krzyżem Wolności i Solidarności w 2018 r.


– Gdyby nie Andrzej Gwiazda i jego małżonka Joanna, nie byłoby Solidarności i całej rewolucji, którą ona przyniosła. To ta rodzina uczyła młodszych kolegów, jak walczyć w warunkach komuny. Mieli doświadczenie, ogromną determinację, a nie mieli żadnych złudzeń. Dlatego też po roku 1989 bardzo dystansowali się od ugody z komunistami, bo dobrze rozumieli, że to nie przyniesie nic dobrego dla Polski. Jednak chyba najważniejsze zadanie, jakie zostało przez nich wykonane, to rozpalanie wokół siebie patriotyzmu; pokazywali, jak można się organizować społecznie. Jeśli miałbym wskazać przykład idealnego obywatela naszych czasów, to z pewnością byłby to Andrzej Gwiazda. On prawdziwą postawę obywatelską ukształtował u kilku pokoleń

– mówi red. Tomasz Sakiewicz.


– Panie Andrzeju, niech pan żyje 150 lat i wychowuje nam kolejne pokolenia Polaków. Pana styl, świadectwo i postawa są wzorem na trudne czasy i powodem do dumy w dobrych czasach

– dodaje red. Sakiewicz.










Zawsze był poza „układem” i zawsze szedł pod prąd. Benefis z okazji 90. urodzin Andrzeja Gwiazdy

14.04.2025 18:27

W historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej 14 kwietnia 2025 roku odbył się uroczysty benefis z okazji 90. urodzin Andrzeja Gwiazdy. Udział w uroczystości wziął zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność" Maciej Kłosiński, redaktor naczelny "Tygodnika Solidarność" Michał Ossowski oraz Wojciech Kwidziński, dyrektor Fundacji Promocji Solidarności.




90. urodziny Andrzeja Gwiazdy w sali BHP / fot. B. Michałowska


Spotkanie poprowadził historyk i dziennikarz Adam Hlebowicz.


Zawsze szedł pod prąd. Nigdy nie był częścią żadnego „układu”

- powiedział o Jubilacie.

Laudację na cześć Benefisanta wygłosił dyrektor Oddziału Gdańskiego IPN dr Marek Szymaniak. On także przedstawił życiorys Andrzeja Gwiazdy.


To dla mnie wielki honor, że mogę zabrać dziś głos w imieniu gdańskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, ale także – o czym jestem głęboko przekonany – w imieniu wszystkich Państwa. 



Andrzej Gwiazda to człowiek twardy, nieugięty i bezkompromisowy. 

Urodził się jeszcze za życia Marszałka Józefa Piłsudskiego, w wolnej jeszcze Polsce. 13 kwietnia 1940 roku został zesłany wraz z rodziną do Kazachstanu. To była pierwsza brutalna lekcja życia. Nie złamała ona jednak małego chłopca, jakim był wówczas Andrzej Gwiazda, ale zahartowała go, ucząc go, że można – i należy - stawić czoła każdej, nawet najbardziej brutalnej rzeczywistości. Kazachstan zaszczepił w nim miłość do wędrówek. W późniejszym życiu przeszedł nie tylko polskie góry, ale i Pireneje i inne pasma europejskie. W okresie nauki poznał swoją przyszłą żonę, Joannę. To był bardzo ważny moment w życiu Andrzeja Gwiazdy i trwa on do dziś

- zaznaczył dr Szymaniak witając serdecznie Joannę Gwiazdę.


Pragnienie służby, nie zysku

Dyrektor gdańskiego oddziału IPN wymienił niektóre z represji, jakie ponosił od komunistów Andrzej Gwiazda.

Internowanie w Strzebielinku, areszt śledczy na Białołęce, Mokotów, Zabrze…

- przypomniał, dodając, że Andrzej i Joanna Gwiazdowie pozostali konsekwentni nie tylko w walce z systemem komunistycznym, ale i później, w okresie postkomunistycznej.


Odwagę Andrzeja Gwiazdy można było poznać przy okazji rozmów okrągłostołowych, kiedy to Andrzej Gwiazda okazał się nie tylko krytykiem komunizmu, ale także bezmyślnie wprowadzanego kapitalizmu

- zaznaczył historyk. Wskazał, że Państwo Gwiazdowie nigdy nie kierowali się w swojej działalności chęcią zysku, ale zawsze pragnieniem służby.

Iluż to gości przyjęli Państwo w swoim mieszkaniu na gdańskiej Żabiance. Andrzej Gwiazda nie zamieszkał w pałacu, nie potrzebował wysokich stanowisk. Jego myśli i dokonania nigdy nie wynikały z chęci otrzymania jakichkolwiek zaszczytów. Wolną Polskę stawiał zawsze na pierwszym miejscu

- podkreślił dr Szymaniak.



List od Prezydenta RP

List do uczestników uroczystości skierował prezydent RP Andrzej Duda. Odczytał go Piotr Karczewski.


Dostojny Jubilacie! Chcę osobiście, ale także w imieniu Ojczyzny i Rodaków złożyć Panu najlepsze życzenia urodzinowe, ale także wyrazić głęboką wdzięczność za wszystko, co zrobił Pan dla Polski. Jest Pan postacią legendarną. Pańska biografia mogłaby być życiorysem kolejnego przedstawiciela pokolenia Żołnierzy Niezłomnych. Pańska odwaga, hart ducha i ofiarność odegrały ogromną rolę, kiedy włączył się Pan w walkę ze złem podczas represji okresu komunistycznego. Jak kamienie milowe zapisane są w polskiej historii i pamięci Pańskie dokonania i zasługi. Stał się Pan jednym z filarów „Solidarności”. W odwecie komuniści poddali Pana rozmaitym szykanom. Wierny ideałom „Solidarności” odrzucił Pan kompromis Okrągłego Stołu, a potem angażował się w kolejne działania patriotyczne. Pański głos, stanowcze „tak – tak, nie – nie” wypowiadane w obronie prawdy, a przeciwko kłamstwu i niesprawiedliwości zawsze stanowi dla nas jasny drogowskaz. Szczególnie leży Panu na sercu los pokrzywdzonych, słabszych i potrzebujących wsparcia.

- wskazał Andrzej Duda, przypominając, że za działalność niepodległościową śp. prezydent Lech Kaczyński odznaczył Andrzeja Gwiazdę Orderem Orła Białego.



Walczyłem z komuną, bo inaczej nie umiałem

Słowo do gości uroczystości skierował sam Jubilat.

Zauważyłem, że większość życiorysów zaczyna się od opisu patriotycznego wychowania. Zauważyłem też, że ja swojego życiorysu nigdy tak nie zaczynałem. Po prostu moje wychowanie – które było ekstremalnie patriotyczne – uważałem za całkowicie normalne. Walczyłem z komuną, bo po prostu inaczej nie umiałem. Kiedy pytano mnie, jak wytrzymałem trzy lata w więzieniu, odpowiadałem: „a jak miałem puścić?”. Wszystko, co robiłem, robiłem nie sam, ale w licznej grupie. Kiedy nasza delegacja prowadziła tutaj rozmowy z rządem, wywierały na członków rządowej delegacji presję przyglądający się obradom przez okna zgromadzeni wokół stoczniowcy. To nie my budowaliśmy „Solidarność”. To te dziesiątki tysięcy, setki, a jak się później okazało, miliony ludzi zaangażowanych w działalność niepodległościową dawały nam siłę. Jeśli naród się zjednoczy i coś postanowi, to przeciwstawić może mu się jedynie obca armia. Jak głosi chińskie przysłowie: odwaga bez wiedzy jest niebezpieczna. Wiedza bez odwagi jest bezużyteczna. Zatem: odwagi! Bo wiedzę zawsze można zdobyć

- zaapelował Andrzej Gwiazda.



Wśród gości, którzy zabrali głos podczas uroczystości znaleźli się m.in. Maciej Kłosiński, zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Jan Józef Kasprzyk – były Szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych, doradca Prezesa IPN oraz Bożena Ptak, pisarka, poetka, działaczka „S”, nauczycielka j. polskiego, uczestniczka strajku w Stoczni Gdańskiej w grudniu 1981 r., a także liczni działacze podziemia antykomunistycznego: m.in. Andrzej Kołodziej i Karol Krementowski. Głos zabrał także Adam Stępliński – przyjaciel Państwa Joanny i Andrzeja Gwiazdów.

Benefisowi towarzyszyła część artystyczna. Piosenki Przemysława Gintrowskiego, Jacka Wójcickiego i Jacka Kaczmarskiego wykonał Tomasz Bacajewski. Na fortepianie akompaniował mu Marian Benedyka.







Zawsze był poza „układem” i zawsze szedł pod prąd. Benefis z okazji 90. urodzin Andrzeja Gwiazdy

Andrzej Gwiazda – 90 lat życia w służbie wolności. Sakiewicz: wzór na trudne czasy i powód do dumy | Niezalezna.pl

Myśleć po polsku




Dlatego media od 30 lat wypłukują Polskę z Polaków, krok po kroku...

a teraz zaatakowali szkołę.







przedruk


A. Śliwka: Polityka pamięci, polityka historyczna jest fundamentem kształtowania przyszłych pokoleń


15 kwietnia 2025 11:22


Radio Maryja


Jeżeli my nie zadbamy o to, żeby ta polityka była propolska, pokazująca polski punkt widzenia, doprowadzi to do tego, że będziemy wychowywali nie-Polaków, będziemy wychowywali ludzi, którzy co prawda mają obywatelstwo polskie, ale nie myślą po polsku, nie czują po polsku, nie będą walczyli o Polskę i nie będą dbali o Polskę w przyszłości – podkreślił Andrzej Śliwka, poseł Prawa i Sprawiedliwości, w audycji „Aktualności dnia” na antenie Radia Maryja.

Z dwustu państw na świecie zaledwie kilkanaście może poszczycić się tysiącletnią historią, w tym nasza ojczyzna. Z tej okazji ulicami Warszawy przeszedł Wielki Marsz mający uczcić 1000- lecie Królestwa Polskiego i 500-lecie Hołdu Pruskiego.


– Niewiele jest państw, które mają tak piękną historię jak Polska. Tysiąclecie koronacji Bolesława Chrobrego i powstania Królestwa Polskiego oraz pięćsetlecie Hołdu Pruskiego – to dwie wyjątkowe rocznice, które obchodzimy w tym roku i bardzo żałuję, że polski rząd zdezerterował i nie zorganizował żadnych uroczystości w tym zakresie. Na szczęście obywatele wzięli sprawy w swoje ręce. Wielkie podziękowania także dla Radia Maria i Telewizji Trwam za patronat medialny tych uroczystości – mówił poseł Prawa i Sprawiedliwości.

Andrzej Śliwka dodał, że to „wyjątkowa chwila, wyjątkowi patrioci, morze biało-czerwonych flag, ponad sto tysięcy osób, które przyszło świętować ważną datę w polskiej historii”.


– Z drugiej strony mamy ekipę rządzącą z Tuskiem, Trzaskowskim, Hołownią, Kosiniakiem-Kamyszem, którzy chyba wstydzą się Polski, bo jak na razie w tym zakresie nic nie zrobili. Szczerze jestem tym zdumiony, ponieważ już Gomułka podejmował większe staranie, jeżeli chodzi o powstanie państwa polskiego, niż obecnie Donald Tusk. Nie wiem, czy to jest związane z koronacją Bolesława Chrobrego, może bardziej z Hołdem Pruskim, to nie jest chyba najbardziej ulubiona data i wydarzenie dla Donalda Tuska w historii Polski – zauważył gość Radia Maryja.

Rząd nie zaplanował nic z okazji 1000-lecia Królestwa Polskiego i 500-lecia Hołdu Pruskiego. Dlatego na ostatnią chwilę organizuje piknik z okazji 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego, który ma się odbyć w Warszawie 26 kwietnia.


– Widać, że po wydarzeniach i skali sukcesu, jakimi były uroczystości w ubiegłą sobotę, rząd podejmuje działania na ostatnią chwilę. Trzeba powiedzieć także, że przy tych wydarzeniach dochodzi do sprawy skandalicznej, którą my jako parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości będziemy chcieli wyjaśnić. W ubiegłym tygodniu było wiele wydarzeń, m.in. debata w Końskich, organizowana przez sztab Rafała Trzaskowskiego, którą zorganizowała pewna spółka, mająca organizować również wydarzenia związane z tym piknikiem. Media rozpisują się o astronomicznych kwotach 10-20 milionów złotych. Mamy do czynienia naprawdę z sytuacją patologiczną, gdzie tak ważne daty w polskiej historii są całkowicie odpuszczone przez rządy Donalda Tuska, a z drugiej strony na chybcika są organizowane takie eventy, jak właśnie ten piknik przy Stadionie Narodowym. I okazuje się, że to jest czas żniw dla kolegów Donalda Tuska, ponieważ ta spółka współpracowała najpierw z Platformą Obywatelską, teraz robi imprezy dla Rafała Trzaskowskiego i według informacji, które zostały podane przez media, jest to podmiot, który suto zostanie wynagrodzony za organizację rządowego pikniku – wyjaśniał Andrzej Śliwka.

Dodał, że jest to sytuacja patologiczna, ale po tej złej i skorumpowanej władzy niczego dobrego się nie spodziewa. Ale mogę zagwarantować, że my tej sprawy nie zostawimy – zaznaczył.


Polityka pamięci, polityka historyczna jest fundamentem kształtowania przyszłych pokoleń i jeżeli my nie zadbamy o to, żeby ta polityka była propolska, pokazująca polski punkt widzenia, doprowadzi to do tego, że będziemy wychowywali nie-Polaków, będziemy wychowywali ludzi, którzy co prawda mają obywatelstwo polskie, ale nie myślą po polsku, nie czują po polsku, nie będą walczyli o Polskę i nie będą dbali o Polskę w przyszłości – tłumaczył gość „Aktualności dnia”.


– Jeżeli chcemy mieć Polskę, to musimy pokonać zło, a Polacy potrafią się zmobilizować, zdeterminować i w obliczu zagrożenia stanąć po właściwej stronie – zakończył poseł PiS.

Całość audycji „Aktualności dnia” z udziałem pos. Andrzeja Śliwki dostępna [tutaj].








A. Śliwka: Polityka pamięci, polityka historyczna jest fundamentem kształtowania przyszłych pokoleń – RadioMaryja.pl





Wyszukiwarki nazwisk i słowniki

 

wyszukiwarki nazwisk


Nazwiska w Polsce

nazwiska.ijp.pan.pl



Nazwiska na Ukrainie

ridni.org/karta/

synonimy.info

Словник української мови Грінченка:

slovnyk.me/dict/hrinchenko

Słownik języka ukraińskiego pod redakcją B.D. Grinchenki jest cennym zabytkiem leksykograficznym. Ten dwujęzyczny — ukraińsko-rosyjski — słownik (w zasadzie typu przetłumaczonego) liczy do 68 tys. wyrazów rejestrowych i jest pierwszym dużym zbiorem zasobów leksykalnych języka ukraińskiego w leksykografii ukraińskiej z tłumaczeniem zawartych w nim słów na język rosyjski (znacznie rzadziej — z interpretacją znaczenia słowa w języku rosyjskim), a przede wszystkim z odpowiadającym mu ukraińskim tekstem ilustracyjnym dla każdego z podanych znaczeń słowa. Rejestr słownika przedstawia słownictwo jako język literacki XIX wieku. i folkloru, a także większość dialektów ukraińskich. Słownik dość obszernie prezentuje frazeologię ukraińską, często z wyjaśnieniem jej pochodzenia.


Słowniki języka ukraińskiego
goroh.pp.ua

Słownik języka ukraińskiego online - tomy 1–15
sum20ua.com/Entry/index?wordid=1&page=0

Encyklopedia wspólczesnej Ukrainy

esu.com.ua/article-29102


Nazwiska w Niemczech

legacy.stoepel.net/en


Tłumacz niemiecko - polski

tlumaczangielskopolski.pl/tlumacz-niemiecko-polski



Nazwiska w Czechach:

kdejsme.cz



Portal słownikowy Słowacja

slovnik.juls.savba.sk




Statystyka norweska:

ssb.no


Słownik języka niemieckiego:

pl.woerter.net
verben.de
dwds.de/wb/

Słownik niemiecki autorstwa Jacoba Grimma i Wilhelma Grimma

„ … Im dalej się w tym badaniu, tym jaśniejsza staje się dla mnie zasada, że nie jedno słowo lub słowo ma tylko jedno pochodzenie, przeciwnie, każde ma nieskończone i niewyczerpane pochodzenie. Wszystkie słowa wydają mi się być rozszczepionymi i rozdzierającymi się promieniami o cudownym pochodzeniu, stąd etymologia nie może zrobić nic innego, jak tylko znaleźć i udowodnić tyle, ile jest w stanie oddzielić przewodów, kierunków i łańcuchów. Słowo nie może się na tym skończyć".


Jacob Grimm do Friedricha Carla von Savigny'ego, 20 kwietnia 1815

woerterbuchnetz.de
woerterbuchnetz.de/?sigle=DWB&lemid=A00001


Słownik języka wschodniofryzyjskiego:

saterfriesisches-wörterbuch.de


Słownik języka niderlandzkiego:

woordenlijst.org


Słownik rosyjsko - rusiński

jazyk.rueportal.eu/slovnyk


Słownik języka pruskiego:

wirdeins.twanksta.org

prusaspira.org/wirdeins?akc=Iz&tap=W&bila=3&wirds=Dēiws

prusaspira.org/wirdeins?akc=Na&tap=W&bila=3&wirds=bóg


lexicons.ru/extinct/p/prussian/rus-borus-n.html

info:  garshin.ru/linguistics/languages/nostratic/indo-european/baltic/west-baltic.html




Leksykony świata - różne słowniki

lexicons.ru/index-eng.html

min.:

Język arabski: arabsko-angielski
Język Chamorro: Chamorro-angielski
Język Fidżi: angielski-Fidżi, Fidżi-angielski
Język gaelicki: gaelicko-angielski
Język hindi: angielski-hindi
Język łaciński: łacińsko-angielski
Język Pitta-Pitta: Pitta-angielski
Język keczua: Angielski-Keczua
Język rapanui: Rapanui-angielski
Język tok-pisin: angielski-pisin, pisin-angielski

turkmeński: eng-turkm, turkm-eng
Język urdu:: urdu-angielski
Język Wulguru: Wulguru-angielski
Język jakucki: jakucko-angielski
Język Yalarnnga: Yalarnnga-angielski


Język łaciński: słownik łacińsko-angielski
Język tracki: tracko-angielski
Język tocharski: tocharsko-angielski
Język umbryjski: umbryjski-angielski



Etruski i włoski:

lexicons.ru/index-ita.html



Prajęzyki i języki starożytne

lexicons.ru


Tłumacz - sanskryt - j. angielski

learnsanskrit.cc

komentarze do linek pobrane są z danej strony

garshin.ru/linguistics/languages/nostratic/indo-european/baltic/west-baltic.html:


Języki bałtyckie, należące do jej zachodniej (według innego poglądu - peryferyjnej) gałęzi, Teraz nie są używane - zniknęły w różnym czasie. Są to języki starożytnych plemion, które zamieszkiwały strefę leśną Europy Wschodniej od górnego biegu rzeki Oka do południowych państw bałtyckich, a mianowicie:Goliadski (do XII-XIII wieku Goliad żył między rzekami Moskwą i Oką, ślady języka zbliżonego do Goliadu są zauważalne w nazwach zbiorników wodnych między Dnieprem a Desną),
Jaćwingowie (Jaćwingowie zamieszkiwali tereny między Niemnem a zachodnim Bugiem)
i pruskim (do XVIII wieku językiem tym posługiwała się ludność mieszkająca na zachód od Jaćwingów, wzdłuż południowego wybrzeża Morza Bałtyckiego) - choć sami Prusowie byli plemieniem obcym przed ich zbałitowaniem.

O tym, że kiedyś, przed powstaniem ludów wschodniosłowiańskich - Rosjan, Białorusinów i Ukraińców, Rodzimi użytkownicy języków bałtyckich zamieszkiwali tereny dzisiejszej Białorusi i przyległych regionów Rosji, o czym świadczą nazwy tutejszych rzek i strumieni. W większości są pochodzenia bałtyckiego: z biegiem czasu zmienili swój język, Potomkowie starożytnej ludności pozostali, aby żyć na ziemi swoich przodków, zachowując w szczególności starożytne lokalne nazwy geograficzne. Właściwie substratem Białorusinów byli Jaćwingowie.

Jeśli są ludzie, którzy chcą przywrócić język pruski, to są dla nich słowniki języka pruskiego, Wtedy ten język nie jest już martwy. Ożywia go również fakt, że ze względu na swoje niesamowite pokrewieństwo z językami słowiańskimi, może pomóc w poznaniu, jak one powstawały. Język pruski jest głosem języka prasłowiańskiego z głębi wieków.

Sekcje strony poświęconej grupie językowej 
Zachodniobałtyckiego (peryferyjnego Bałtyku) i prutenistyce:

Język pruski jest echem języka prasłowiańskiego
Język Jaćwingów (dialekt pruski)
Inne języki starobałtyckie [kuroński, pomorski]

Ta strona jest podlinkowana w artykule w Wikipedii na temat języka pruskiego.

Język pruski jest echem języka prasłowiańskiego

Język pruski jest najbliższy językom słowiańskim. Niekiedy język pruski uważany jest nawet za trzecią odrębną (środkową) gałąź języków bałtosłowiańskich. A nie tak dawno temu - w XIX wieku, a nawet w połowie XX wieku uważano język pruski jako "półsłowiański" Bałtyk.


Sam dialekt prasłowiański języka indoeuropejskiego (przed jego interakcją z dialektami Włochów i być może Ilirów, co doprowadziło do powstania języka prasłowiańskiego) był też gwarą zachodniobałtycką, a więc w istocie językiem staropruskim.

Język pruski posiadał 2 dialekty: samlandzki (samlandzki) i pomezański (pamediański). Zdarza się, że do dialektów języka pruskiego zalicza się język Jaćwingów [wtedy lepiej jest nazwać powyższe 2 dialekty dialektami pruskimi].




Język pruski reprezentowany jest przez następujące zabytki:

Elbląski Słownik Niemiecko-Pruski (zawiera 802 słowa; podobnie jak większość średniowiecznych słowników jest opracowany zgodnie z zasadą "pojęciową", bez uwzględnienia kolejności alfabetycznej; jest częścią Kodeksu Neumannianus; datowany na około 1400 rok; najprawdopodobniej jest to kopia tekstu skompilowanego na przełomie XIII i XIV wieku w Elblągu – dzisiejszym Elblągu. Polski. Elbląg).

Prusko-niemiecki słownik mnicha Szymona Grunaua (około 100 pruskich słów; słownik jest częścią Kroniki pruskiej Grunau, napisanej w latach 1517-1526; Znanych jest 8 egzemplarzy tego rękopisu).
Ponadto istnieją trzy katechizmy w języku pruskim (przetłumaczone z języka niemieckiego), z których dwa zostały wydrukowane w 1545 r. w Królewcu. są tłumaczeniami Małego Katechizmu Lutra (drugi przekład jest poprawionym pierwszym); trzeci katechizm, tzw. Enchiridion (1561), jest najobszerniejszym tekstem w języku pruskim.
Oprócz zabytków pisanych materiał do badań nad językiem pruskim dostarcza toponimia, antroponimia (czyli nazwy geograficzne i imiona osób), a także rzekome zapożyczenia z języka pruskiego w niektórych dialektach języka niemieckiego, Polski i litewski.



W momencie powstania wyżej wymienionych pomników język pruski był już wyparty przez język niemiecki: zmniejszało się terytorium jego dystrybucji i sfera jego użytkowania. Niemiecki, a wcześniej polski, wywarły duży wpływ na Prusy. W szczególności stopniowo upraszczano system gramatyczny (m.in. zmniejszano liczbę przypadków), zapożyczone słownictwo częściowo zastąpiło oryginalne. Jednak skąpe dostępne dowody na temat języka pruskiego nie są wystarczające do wyciągnięcia prawidłowych wniosków na temat stanu tego języka w XVI wieku. Nie sposób odróżnić rzeczywistej degradacji języka pruskiego w XVI wieku od degradacji języka dostępnych zabytków na skutek ich tłumaczenia. Autorzy i kompilatorzy tych tekstów mogli nie posiadać wystarczającej znajomości języka pruskiego lub odwrotnie – niemieckiego. Nie sposób rozstrzygnąć, co w tych tekstach oddaje strukturę fonetyczną języka pruskiego, a co jest konwencją ortograficzną: oczywiste jest, że dostosowanie ortografii niemieckiej do fonetyki pruskiej nie było łatwe, a przez to niekonsekwentne; Możliwe też, że część tekstów została napisana przez osoby niemieckojęzyczne, które odbierały pruską fonetykę przez pryzmat niemieckiego nagłośnienia. (Z Linguoforum)


Historia Estów i Prusów

Pojawienie się Prusów na arenie historycznej przypisuje się zwykle połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery. Wcześniej w Sambii i Natangii (obecnie Obwód Kaliningradzki) Tak zwana kultura Estii, która jest uważana za lud bałtycki, była szeroko rozpowszechniona. Jednak archeologia odnotowuje silne wpływy celtyckie na miejscową ludność, które posłużyły niemal jako podstawa do powstania tej kultury (Kułakow 1996: 39).

Od III wieku na ziemie Estii zaczęli przenikać przedstawiciele ludu obcego światu zachodniobałtyckiego, przynosząc ze sobą własne elementy kultury i tradycji. Zdaniem jednego z czołowych znawców historii Prusy, doktor nauk historycznych W.I. Kułakow, ich "parafia... była pozytywna dla lokalnej społeczności" i "to właśnie te wydarzenia posłużył jako przyczyna ustania kultury Estii i położył podwaliny pod kulturę Prusów" (Kułakow 1996: 42). Bezpośrednio związane jest również pojawienie się takich zjawisk jak orszak pruski i pruskie duchowieństwo wraz z pojawieniem się nowych elementów etnicznych na Bursztynowym Wybrzeżu [Goci?].

Według Kroniki Pruskiej, na początku VI wieku n.e. Goci, którzy przybyli z Hiszpanii do północnych Włoch a pokonany w Lombardii przez wojska cesarstwa, przeniósł się stamtąd do Westfalii, a następnie do Danii [prawie z powrotem do ojczyzny]. Duński król zaoferował im wyspę, na której mieli zamieszkać, która znajdowała się "w jego kraju" i nazywała się Cymbria [gdzie kiedyś mieszkali Cymbrowie?]. Goci zmusili mieszkający w Cymbrii ród pod wodzą królów Brutena i Vidwuta do opuszczenia swoich ziem [A co, jeśli Cymbrowie i Kimeryjczycy są spokrewnionymi ludami, które posługiwały się językami bałtyckimi lub germańskimi?]. 

"Bruten i jego brat Videvut wraz z krewnymi wsiedli na tratwy i popłynęli wzdłuż Chron (według Strabona - rzeki Niemen), Woda Haylibo (Zatoka Kaliningradzka)... i znaleźli w Ulmiganii (Prusy) nieznany lud [Estończycy?]. Zatrzymywali się u niego i budowali tam zamki i wsie po swojemu..., poznali ich, a Skandynawowie, którzy przybyli z Cymbrii zaczęli rządzić w Ulmiganii i korzystać z ich (miejscowych) usług. Bruten i jego brat Widewut zbudowali (zamki) Honeda, Pilepaillo, Nangast, Wustoppos i Gallons, i znaleźli miód i zrobili z niego napój, bo przedtem pili tylko mleko. a ci, którzy przedtem byli w Ulmiganii, zaczęli żyć na obraz Cymbrów... Po koronacji Videvut ogłosił Brutena najwyższym panem ("drugim panem po bogach") – arcykapłanem z kultowym imieniem Krivé-Krivaito [w jakiś sposób związany z Krivichi?], którego wszyscy musieli być posłuszni jak bóg. Na jego cześć kraj nazwano Brutenią [wówczas Borussia - Prusy?] i składano ofiary dziękczynne bogom. Bruten zbudował specjalną budowlę dla bogów Patollo, Patrimpo i Percuno. [tylko spółgłoski bezdźwięczne jak w języku fińskim, trackim i etruskowym].


Zgodnie z dostępnymi dowodami granica rozprzestrzeniania się języka pruskiego w momencie jego pisemnego utrwalenia przebiegała na zachodzie wzdłuż Wisły. na Wschodzie (według R. Trautmana, który jednak opierał się nie na stanie rzeczywistym, lecz na toponimach) na terenie niemieckich miast Łabiaów (obecnie Polessk) i Welau (obecnie Znamensk); południowa część tej granicy nie jest zbyt wyraźna, granicą na północy było Morze Bałtyckie. W pierwszym tysiącleciu naszej ery obszar dystrybucji języka pruskiego był najwyraźniej bardziej rozległy [tutaj, według Trautmanna]. W XVII wieku język pruski ostatecznie wymarł. Istnieją dowody na to, że ostatni rodowity język pruski zmarł w 1677 roku.

Historia Prusów i język pruski


Zasoby językoznawstwa pruskiego

Dr Letas Palmaitis. REKONSTRUKCJE PRUSKIE. PRUSY BAŁTYCKIE W PRUSACH BAŁTYCKICH. Język, kraj i ludzie kiedyś i dziś. Rekonstrukcje pruskie a język pruski, ze słownikiem staropruskim i gramatyką pruską. [Angielski + Niemiecki] Możesz go pobrać jako spakowany dokument Word: The Prussian Dictionary [Zip 220K].
Mówiony po prusku. Klussis waitjāi prūsiskai. Glabbis Niktōrius


Słowniki pruskie

Słowniki (w tym dokumenty PDF do pobrania), a także przegląd sufiksów słowotwórczych w języku pruskim możesz zajrzeć na siostrzaną stronę "Leksykony" w sekcji języka pruskiego. 

Nie zabraknie również przeglądów słownictwa oraz uogólnionego słownika pruskiego.

- Słownik odrodzonego języka pruskiego. Prusko-rosyjski, rosyjsko-pruski słownik podstawowy do dalszej rekreacji słownictwa (gwara samlandzka). 1998, 2005, 2006. (C) Letas Palmaitis. Zabrany z sieci, utracone łącze. Można go sobie załadować jako dokument PDF [90K].

- Słownictwo Elbląga Elbląg (Elbląg) Słownik prusko-niemiecki (zawiera 802 słowa, około 1400) Możesz go pobrać jako spakowany dokument Word: The Elbling Vocabulary [Zip 90K].

- Toporow W.N. Język pruski. (PYa). Moskwa, "Nauka": Słownik A–D, 1975. Słownik E–H, 1979. Słownik I–K, 1980. Słownik K–L, 1984. Link do pobrania: http://inslav.ru/publication/toporov-v-n-prusskiy-yazyk-slovar-m-1975-1990-t-1-5

- Vitatutas Mažiulis. Słownik etymologiczny języka pruskiego.
Autor bezsprzecznie udowodnił istnienie w języku staropruskim ponad 250 słowa, które nie są poświadczone w żadnych źródłach.

- Frischbier F. Preussisches Wörterbuch, Bd. 1–2. Berlin 1882–1883.
- Nesselmann G.H.F. Thesaurus Linguae Prussicae. F. Dümmlers Vlg.-Buchh., Berlin 1873.
- Preussisches Wörterbuch begründet von Echard Riemann. Akademie d. Wissenschaft u.d. Literatur Mainz. Bd. 1–5. Ulrich Tolksdorf, Reinhard Goltz: K. Wachholtz Vlg., Neumünster 1974-1993 f.
- Trautmann R., Die altpreussischen Sprachdenkmäler (Göttingen: Vandenhoeck & Ruprecht, 1910, przedruk 1970).
- Ziesemer W. Preußisches Wörterbuch, Bd. 1–2. Hildesheim–Nowy Jork 1975.


Bibliografia językoznawstwa pruskiego

HZP – Piotr z Doesburga. Kronika ziem pruskich. Tłumaczenie i przypisy: V. I. Mutuzova. Moskwa, rok 1997.
Endzelīns J. Senprūšu valoda. Rīgā 1943.
Levin J. F., Słowiański pierwiastek w staropruskim słownictwie elbluckim (Berkeley: University of California Press, 1974).
Mažiulis V. Prūsu kalbos paminklai. Mintis, Wilno 1966.
Schmalstieg W. R., Studies in Old Prus, University Park: Pennsylvania State University Press, 1976.



Język Jaćwingów (dialekt pruski)

Średniowieczni Jaćwingowie (yatvez, sudows, yotvings) [czy oni też są Sudinami?] — plemię bałtyckojęzyczne, etnicznie bliskie Prusom i Litwinom, od V wieku p.n.e. do końca XIII wieku zamieszkiwała międzyrzecze Niemna i Narewa (tzw. Sudaw).

Główne zawody to rolnictwo, hodowla bydła mlecznego, pszczelarstwo. Ziemie Jaćwingów były wielokrotnie atakowane przez książąt staroruskich (np. Jarosława Mądrego). W XII wieku część ich ziem została podporządkowana księstwu halicko-wołyńskiemu i Mazowszu. W 1422 roku cała Sudowja weszła w skład Wielkiego Księstwa Litewskiego. Niepisany język Jaćwingów należał do grupy bałtyckiej rodziny języków indoeuropejskich.

Jaćwingowie brali udział w etnogenezie narodów białoruskiego, polskiego i litewskiego [gwara prusko-litewska?]. (Z Wikipedii)

Język Jaćwingów bywa uważany za dialekt języka pruskiego, ale w rzeczywistości jest to dialekt przejściowy z pruskiego na litewski, Jak można się przekonać, badając jego słownictwo.

Etnonim Japygów jest podobny do etnonimu Ilirów Japygów, To po raz kolejny świadczy o silnych związkach między Bałtami a plemionami bałkańskimi. Innym przykładem jest współbrzmienie etnonimów innego ludu paleobałkańskiego, Wenetów (bliskich Ilirom) i Wenetów – zachodniosłowiańskiego związku plemion. Wydaje się, że sam język pasłowiański powstał w ramach kultury łużyckiej jako symbioza mowy bałtyckiej i paleobałkańskiej. Innym onomastatycznym przykładem związku Bałtyku z Bałkanami i Bałtosłowian z Ilirami jest etnonim tych ostatnich. który ma wcześniejszą formę "Vislurians" - tj. lud znad Wisły. Chociaż bardziej starożytna nazwa Wisły to Wistula (zanim mieszkali tu Ilirowie?).Jaćwingowie, jatwa. 

Encyklopedia Brockhausa i Efrona.
Virdainas to słownik angielsko-jaćwingowski i jaćwingsko-angielski z przeglądem deklinacji i koniugacji. Można go pobrać jako spakowany dokument Word: The Sudovian language Zip [150K].


Inne języki starobałtyckie


Język kuroński
.
Pomorsko-Bałtycki [Pomorski?]



Biblioteka Cyfrowa BnF - Gallica

gallica.bnf.fr/accueil/en/html/accueil-en




Köbler Gerhard, Słownik staronordycki
koeblergerhard.de/anwbhinw.html



Mapa rozmieszczenia nazwisk - Niemcy:
nvk.genealogy.net/map/1996:Kowalski,1890:Kowalski




Słownik języka macedońskiego
drmj.eu


Słownik wymowy
pl.forvo.com


Słownik języka hiszpańskiego
dle.rae.es



Słownik etymologiczny (angielski - online)
etymonline.com


Słownik etymologiczny (włoski - online)
etimo.it


French, English and Latin dictionaries
micmap.org/dicfro/home/gaffiot



Słownik etymologiczny języka ukraińskiego

wersja djvu 6 tomów - litopys.org.ua/djvu/etymolog_slovnyk.htm
goroh.pp.ua

Słownik etymologiczny języka polskiego (Brückner)
pl.wikisource.org/wiki/Słownik_etymologiczny_języka_polskiego

wbc.poznan.pl/dlibra/publication/510848/edition/426538?language=pl
polona.pl/item-view/90cf9d78-76a3-4a32-9fc3-e1dafd0756b8?page=2


Słownik toponimiczny Ukrainy
web.archive.org/web/20160211181254/http://www.toponymic-dictionary.in.ua/

/irbis-nbuv.gov.ua/cgi-bin/ua/elib.exe?Z21ID=&I21DBN=UKRLIB&P21DBN=UKRLIB&S21STN=1&S21REF=10&S21FMT=online_book&C21COM=S&S21CNR=20&S21P01=0&S21P02=0&S21P03=FF=&S21STR=ukr0001301





Nazwy miejscowe Polski : historia, pochodzenie, zmiany - 16 tomów (do Stb- Sy)
rcin.org.pl/dlibra/publication/15428/edition/2836#structure


Słowniki dawnej polszczyzny online na blogu




Słownik gwar polskich - Jan Karłowicz
zbc.uz.zgora.pl/dlibra/docmetadata?id=8868&from=&dirids=1&ver_id=&lp=3&QI=#structure


Encyklopedii Warmii i Mazur
Leksykon Kultury Warmii i Mazur

encyklopedia.warmia.mazury.pl/index.php/Strona_główna
leksykonkultury.ceik.eu/index.php/Strona_główna


Słownik gwary warmińskiej
powarminsku.pl


Słownik gwar Ostródzkiego, Warmii i Mazur

rcin.org.pl/dlibra/publication/15590/edition/3030#structure
(długo się czeka na ściąganie pliku)



wtorek, 15 kwietnia 2025

Miękka siła



Lata temu wspominałem o tym, że mając na uwadze liczebność mniejszości rosyjskiej na Łotwie i w Estonii (po ok. 25% populacji), oraz rosyjskie zasoby finansowe, to "przejęcie" tych krajów powinno być koronnym dowodem na imperialne ambicje Rosji.

A jednak po 30 latach od rozpadu ZSRR, Rosjanie w tych krajach nie są znaczącą siłą, nie są siłą w ogóle, więc o co chodzi z tą "ruską agenturą" o której tyle pisze prawicowy Michałkowicz i meanstremowe media??

Jaka imperialna napaść nam grozi ze strony Rosji, która przez 30 lat nie potrafi - albo nie chce - opanować krajów, które są mniejsze niż ćwierć Polski??


Poniżej w wywiadzie deputowany do rosyjskiej Dumy, co do Ukrainy i banderyzmu, daje analizę podobną do mojej. 







przedruk


Dlaczego nie uważacie walki z banderyzmem za swoją?


Redakcja
3 tygodnie temu




Rozmowa z deputowanym do Dumy Olegiem Matwiejczewem



Chciałbym zacząć od jednego głośnego wydarzenia z Pańskim udziałem. Jak doszło do tego, że zwrócił się Pan do Josepa Borella i ówczesnego kierownictwa Unii Europejskiej z prośbą, by dopisano Pana do czarnej listy osób objętych sankcjami?


– Witam. Faktycznie, coś takiego miało miejsce. Jestem człowiekiem, który zawsze aktywnie wspierał przyłączenie Krymu. Sam również tam byłem w czasie wydarzeń 2014 roku, przygotowując planowane wówczas referendum. Byłem też obserwatorem tego referendum i politologiem, który je omawiał. W czasie, gdy rozpoczynała się Specjalna Operacja Wojskowa – będąc patriotą z krwi i kości – znajdowałem się w szpitalu, bo zachorowałem na koronawirusa. W Dumie mamy taki zwyczaj, a właściwie regulamin, że w każdy poniedziałek przechodzimy testy na wirusa. Do dziś przechodzimy te testy na koronawirusa. Tych, którzy chorują, nawet bezobjawowo, nie dopuszcza się do obrad. I tak właśnie było ze mną. Zachorowałem i nie mogłem wziąć udziału w głosowaniu. Kiedy wprowadzano sankcje, w pierwszej kolejności objęto nimi tych, którzy bezpośrednio głosowali w określony sposób. Okazało się tym samym, że niektórzy mogliby mnie zaliczyć do grona tych, którzy próbowali jakoś uchylić się od zajęcia stanowiska. Dlatego zwróciłem się do Borella z prośbą, by dodał mnie do listy osób objętych sankcjami. Nie wiem, czy to przeczytał, ale faktycznie za jakiś czas się na tej liście znalazłem. Jestem mu za to bardzo wdzięczy. Choć z drugiej strony oczywiście uważam, że powinniśmy się nawzajem odwiedzać i rozmawiać, szczególnie w gronie środowiska naukowego. Mógłbym tu przykładowo wymienić dwa wydarzenia w ubiegłym roku. W Kaliningradzie odbywał się Kongres Kantowski z okazji 300. rocznicy urodzin Kanta. Czołowi znawcy Kanta nie bali się tam pojechać, by uczcić pamięć tego wielkiego myśliciela. Z kolei w Moskwie mieliśmy Eurazjatycki Kongres Filozoficzny, w którym wzięło udział 19 obcokrajowców z 13 krajów. Dotarli oni tam przez Turcję, przez Serbię, czy w jakiś inny sposób, ale dotarli. Byłoby oczywiście lepiej, jeśli my też moglibyśmy podróżować, by zaprezentować nasz punt widzenia i podtrzymywać dialog. Władze Unii Europejskiej tego dialogu nie chciały i nadal nie chcą. Wolą monolog.

Bardzo ciekawe jest to, co powiedział Pan o spotkaniu w Kaliningradzie, o Kongresie Kantowskim z udziałem uczonych. Chciałbym zadać Panu pytanie o kulturę, tzw. kulturę kasowania. Niestety w Unii Europejskiej, w tym w mojej ojczystej Polsce, nastał jej czas. Być może teraz on powoli, stopniowo przemija, ale jednak był okres, gdy zabraniano praktycznie wszystkiego, co związane z Rosją, nawet w obszarze filozofii, prac naukowych, również kultury. Jak w tej dziedzinie wygląda sytuacja w Rosji? Pytam o to dlatego, że przecież Kant to filozofia niemiecka. Czyli, jak rozumiem, w Rosji w ogóle nie ma tego zjawiska kultury kasowania, tak?

– Tak, szczycimy się tym, że u nas wciąż wszystko przetrwało i istnieje, choćby w naszych miastach, nie tylko w Moskwie. Może Pan wysiąść na Dworcu Kijowskim – tak: właśnie Kijowskim. Obok nad rzeką Moskwą mamy bulwar Szewczenki. W centrum Moskwy mamy pomnik Tarasa Szewczenki, ukraińskiego poety narodowego, który uznawany jest za największego z pisarzy ukraińskich. To samo dotyczy Łesi Ukrainki, poetki i pisarki, oraz wielu innych. Uczy się o nich bez problemu w szkołach, bada ich twórczość na uniwersytetach. Jeśli ktoś chce napisać rozprawę doktorską czy książkę o Tarasie Szewczence – to proszę bardzo, nie ma żadnego problemu. A przecież mówimy o Ukraińcach, z którymi prowadzimy teraz faktycznie wojnę. Co dopiero Europa – co do niej nie ma nawet żadnych prób wprowadzania ograniczeń. Jeśli ktoś zaproponowałby, żeby nie czytać europejskich filozofów, europejskich politologów itd., to spotkałby się z potępieniem absolutnej większości społeczeństwa. Zaraz padłby ofiarą rozmaitych hejterów, nawet tych z grona zdeklarowanych patriotów. Sam byłbym jednym z pierwszych, choć zalicza się mnie do frakcji patriotycznej. Powiedziałbym od razu, że czegoś takiego robić nie wolno, zapytałbym co chcemy przez to osiągnąć. Rosja to kraj, który zawsze przejawiał wolę dialogu, integracji, budowania wszelkich mostów. Ostatnio coraz częściej zaczynamy zdawać sobie z tego sprawę. Wcześniej tyle się o tym nie mówiło, a niektórzy może nawet tego do końca nie rozumieli. Nasza strategia geopolityczna, która definiuje nasz sposób myślenia i nasze podejście, jest całkowicie przeciwstawna anglosaskiej. Zastanówmy się w jaki sposób tak niewielka wyspa jak Anglia mogła w pewnej epoce, w XIX wieku, panować nad połową świata.



W XIX wieku Ziemię zamieszkiwało około miliarda ludzi, a jakieś 500 milionów żyło w taki czy inny sposób w angielskich koloniach, pod butem Anglii – tej niewielkiej wyspy, biednej, na której nic nie rośnie, na której nie ma ważniejszych surowców. Jak więc mogła ona rządzić połową świata? To bardzo proste: stosując zasadę „dziel i rządź”. To była ich najważniejsza zasada: szczucie przeciwko sobie narodów, religii i klas społecznych. Teoria walki klas również stamtąd pochodzi – przecież Marx pochowany jest w Londynie. Stamtąd bierze się także szczucie przeciwko sobie mężczyzn i kobiet, młodych pokoleń przeciwko starszym pokoleniom. Każdy element, który pozwala na skłócenie jednych z drugimi, skonfliktowanie ich – taki, można powiedzieć, generator różnic, generator wojen. Na tym polega geostrategia angielska, która ma już 500 lat. Zaczęła się ona pewnie gdzieś w czasach królowej Elżbiety. Zaczęto ja sobie uświadamiać i ją rozumieć, badać na wszystkich ich uniwersytetach, szkolić w niej służby specjalne. Zna ją i stosuje cała ich elita. Po pewnym namyśle dochodzimy do wniosku, że nasza strategia stoi z tym w całkowitej sprzeczności. Zdajemy sobie sprawę, że jeżeli Eurazja nie chce być tą szachownicą, o której pisał Brzeziński, na której rywalizują i ścierają się białe i czarne figury, pionki, to musi stosować strategię wprost przeciwną – wiodącą ku jednoczeniu. Stąd biorą się wartości tradycyjne, gdy mówimy o rodzinie. Mężczyźni, kobiety, dzieci, wszystkie pokolenia powinny żyć w niej w zgodzie. To stara, tradycyjna, dobra rodzina. Stąd wynika odejście od walki klasowej. Powinniśmy być razem, zjednoczeni. W wielkim społeczeństwie i państwie każdy odgrywa swoją rolę. Swoją funkcję pełni inteligencja, swoją urzędnicy, jeszcze inną pełnią przedsiębiorcy, inną lud, który zajmuje się życiem codziennym, pracując w usługach czy w przemyśle itd. Każdy pełni określoną funkcję. Podobnie chcielibyśmy żyć w przyjaźni ze wszystkimi sąsiadami; uruchamiać wraz z nimi Północny Szlak Morski, Korytarz Południowy czy Jeden Pas – Jedną Drogę. Brać udział we wszystkich tych integrujących nas projektach – dodałbym tu nawet też Gazociąg Północny. Jesteśmy gotowi brać udział w jednoczeniu Eurazji, zamiast jej dzielenia, którym zajmują się Anglosasi.

Właściwie mówił Pan teraz o tzw. miękkiej sile. Przepraszam, że używam tu tego amerykańskiego i anglosaskiego terminu. Można by to też określić mianem metapolityki, są i inne pojęcia, jak Pan wie. Nasuwa mi się jednak pewne pytanie. Wspomniał Pan o wartościach konserwatywnych, tradycyjnych, którymi szczyci się współczesna Rosja. Czy nie sądzi Pan, że w sferze właśnie tych wartości pojawiła się po wyborze Donalda Trumpa pewna konkurencja pod postacią Stanów Zjednoczonych?

– Rzeczywiście, zauważamy, że zwyciężyła tam retoryka, którą Putin wykorzystuje przez ostatnie 20-25 lat. Podnosił on kwestię wartości tradycyjnych w sposób miękki, wyważony. Mieliśmy do czynienia ze swoistym renesansem religijnym. Od początku pierwszej dekady XXI wieku bardzo wielu ludzi zaczęło chodzić do cerkwi. Generalnie Cerkiew zaczęła odgrywać dużą rolę w ich życiu, na pewno większą niż wcześniej. Gdy widzimy, że Trump zaczął powtarzać to za naszym prezydentem, z jednej strony uznajemy to za pewnego rodzaju nasze zwycięstwo, lecz z drugiej – nie ma w nas jakiejś szczególnej dumy, że zwyciężyliśmy, że udało nam się tego dokonać. Uznajemy to za zwycięstwo zdrowego rozsądku, który powinien ostatecznie zwyciężyć wszędzie, na całej planecie. Zdajemy sobie sprawę, że ten całkowicie sztucznie wygenerowany ślepy zaułek, na który wkroczyła poprzednia administracja amerykańska, prowadząc nim za sobą cały świat, ma swoje konkretne, możliwe do umiejscowienia źródła. To powojenni filozofowie, przede wszystkim francuscy postmoderniści, którzy rozmyślając pewnie nad losami świata i Europy po II wojnie światowej, doprowadzili do określonego przegięcia. Pamiętamy, jak to wszystko…

Na czym to wszystko się opierało. Mówiono po Oświęcimiu, że nie wolno już myśleć w sposób, w który myśleliśmy wcześniej. Szkoła frankfurcka przekonywała, że nasza cywilizacja sama w logiczny sposób doszła do faszyzmu, że nie było to jakieś przypadkowe obranie złej drogi i trzeba teraz zrewidować wszystkie pryncypia. Następnie zaczęli definiować czym jest faszyzm. Faszyzm mierzył nosy, czaszki, kolana itd. Czyli faszyzm to przywiązanie do norm. Dlatego jeśli jesteśmy antyfaszystami, to powinniśmy wyrzec się norm. Dalej mamy następstwa tej dziwacznej tezy, bo przecież trudno było faszyzm z normami w jakikolwiek sposób utożsamiać. Nawiasem mówiąc, wielu intelektualistów miało całkiem inny pogląd w tej sprawie. Znany reżyser Pasolini w filmie Salo, czyli 120 dni Sodomy pokazał coś odwrotnego – że faszyzm bierze się z wszelkich perwersji, zboczeń itd. Na marginesie, homoseksualista Foucault, jeden z liderów postmodernizmu, właśnie za to zerwał z nim stosunki. Stwierdził, że reżyser błędnie zrozumiał faszyzm i nie uchwycił jego istoty.

W środowisku intelektualistów zwyciężył właśnie punkt widzenia postmodernistów i Foucaulta. Mówili oni, że trzeba podjąć walkę z faszyzmem, czyli w konsekwencji z wszelkimi normami. I dalej pojawiły się takie sytuacje, że zaczęto zastanawiać się w szkole na jakiej zasadzie i zgodnie z jaką normą uznawać można, że dziecko odpowiada na sprawdzianie dobrze czy źle. Dlaczego mamy to dziecko stresować, stawiając mu jakieś piątki czy czwórki? I w ogóle, że stawianie mu dwójki, bo na przykład nie wie, że dwa razy dwa jest cztery, jest niewłaściwe, bo to przemoc nad jego osobowością. A jeśli na dodatek sprawa dotyczy dziecka czarnoskórego, to już w ogóle rzecz straszna. To samo zaczyna się również choćby w nauce, gdzie zakłada się, że można wszystko i żadne normy nie istnieją. Dlatego Feyerabend przekonuje nas, że nie istnieją żadne metody, nie ma norm. Możesz pisać co chcesz, wszystko przejdzie. Everything goes – to jego znana teza metodologiczna. I tak było we wszystkim. W kulturze – kto powiedział, że malarz powinien malować? Na odwrót – prawdziwy malarz powinien łamać wszelkie normy, dorysowywać wąsy Madonnie Rafaela czy coś w tym stylu. Sztuką można nazwać dowolne szaleństwo, dosłownie każde. To samo w religii – ktoś mówił, że kobiety nie mogą być pastorami, kapłanami? A czemu nie – niech zostają kapłanami, podobnie jak homoseksualiści. I komunię można, jak się okazuje, przyjmować wirtualnie, online w niektórych kościołach.

Wszystko, co można zawiesić, każdą normę – zawiesza się całkowicie. Jak wiadomo, ci francuscy postmoderniści w dużym stopniu opierali się na książce filozofa rosyjskiego, Michaiła Bachtina, Kultura Średniowiecza i Renesansu, która poświęcona była karnawałowi i kulturze okresu karnawałowego. Bardzo zainspirowali się tą właśnie pracą. Doskonale wszyscy wiemy, że od czasów starożytnej Grecji i Rzymu aż do czasów współczesnej Europy, również u nas, występują okresy karnawałów, maslenicy. W ich czasie zawiesza się wszelkie normy i zasady, na tronie zasiada błazen itd., ale to wszystko trwa zaledwie przez parę dni w roku, w okresie świątecznym. To są sytuacje wyjątkowe, które służą właśnie temu, by potwierdzać istnienie reguł. Można tak pożartować, ale nie wolno z tych wyjątków czynić reguły. Nie wolno osadzać błazna w dosłownym tego słowa znaczeniu na tronie, jak to zrobiono z Zełenskim, by stawał się realnym władcą panującym przez kilka lat, w tym przypadku na dodatek władcą krwawym i będącym marionetką w rękach obcych. Dlatego ten trwający karnawał zawsze się kiedyś kończy, bo w świecie panują reguły, w świecie panują prawa.

Dlatego teza wyjściowa mówiąca, że im więcej będzie w świecie homoseksualizmu, tym mniej będzie faszyzmu, jest z gruntu błędna. Nie chcę wyboru między faszystami a homoseksualistami i nie interesuje mnie tego typu fałszywa alternatywa. Istnieje autentyczny zdrowy rozsądek, zdrowe podejście, którego trzyma się większość normalnych, zwyczajnych w dobrym znaczeniu tego słowa ludzi, którzy od tysiącleci żyją tak, jak przykazali im ich przodkowie, przedłużając w ten sposób swój ród. Sadzili tak samo drzewa, budowali domy itd. I tak właśnie trzeba żyć na tej ziemi. Wszelkie te potworne eksperymenty nad człowiekiem są zupełnie niepotrzebne. W moim przekonaniu to właśnie my jesteśmy kontynuatorami dziedzictwa humanizmu, bo ludzie promujący obecnie te nowe tzw. wartości, jak Biden i jego ekipa, odbierali człowiekowi jego człowieczeństwo i dążyli w kierunku transhumanizmu. Przejdźmy teraz wprost do odpowiedzi na Pana pytanie. Nie jestem pewien, czy nowa ekipa Trumpa tak jednoznacznie zdaje sobie sprawę z tej różnicy między humanizmem a transhumanizmem.

W ekipie Trumpa wraz z Elonem Muskiem i szeregiem innych osób pojawiła się frakcja technokratyczna składająca się ze zwolenników transhumanizmu. W pewnym sensie jest to jedna z frakcji tego głównego nurtu, który nadawał ton w ciągu ostatnich 30-50 lat. Są więc ci, którzy poszli w kierunku spraw społecznych i LGBT+, i pozostali, którzy bredzą coś o modyfikacjach genetycznych, o tym, że można będzie hodować ludzi o określonej charakterystyce, eksperymentować z gatunkiem ludzkim. O tym pisał przecież Nietzsche. To wynika z różnych jego myśli. Swego czasu twierdził on, że można eksperymentować na ludzkości, na człowieczeństwie i jeśli ludzkość w wyniku tych eksperymentów miałaby zaniknąć, to niech zanika. Chodziło o to, by nadczłowiek przezwyciężył człowieka. Nie uważam, że powinniśmy poddawać się takiego rodzaju eksperymentom, tym bardziej na taką niemalże przemysłową skalę, skalę całej planety czy całych państw. Niech uczeni nad tym sobie pracują na jakiejś wyspie, by zobaczyć co z tego wyjdzie za 100-200 lat, co udało im się uzyskać i dopiero wtedy pokazują efekty tych badań szerszej społeczności.

Mówił pan przed chwilą o wielu związkach z Ukrainą, również rodzinnych. Ukraina była przecież dla was częścią jednego organizmu państwowego na przestrzeni prawie całej swojej historii, oczywiście za wyjątkiem obszarów zachodniej Ukrainy, jej zachodnich obwodów. Na ile więc można było, Pana zdaniem, w przeszłości działać tak, by uniknąć Specjalnej Operacji Wojskowej? Mam znów na myśli miękką siłę, o której mówiliśmy. Jak Pana zdaniem doszło do tego, że Rosja i cały ruski mir stracił Ukraińców? Że atrakcyjna stała się dla nich ideologia, która właściwie była takim sztucznym produktem zachodnim? Wiemy przecież kto tak naprawdę rozpowszechnił ideologię nacjonalizmu banderowskiego wśród Ukraińców. Dlaczego Rosja tym wszystkim się nie zajmowała?

– Oczywiście, że doskonale wiemy, kto ją rozpowszechniał. Wiemy o tych ośrodkach w Kanadzie, w Stanach Zjednoczonych. To kolaboracjoniści, którzy popierali wcześniej Hitlera, banderowcy. Nawiasem mówiąc, ideologia banderowska jest przede wszystkim antypolska. W Rosji przyglądamy się z ogromnym zdziwieniem scenom, na których polscy prezydenci czy premierzy obejmują się z ukraińskim prezydentem, za którego plecami stoją ci właśnie banderowcy. Przecież Bandera najważniejszą część swojej działalności poświęcił walce z Polską, zajmował się skierowanym przeciwko Polsce terroryzmem. Bardzo nas to dziwi. Wszyscy oni znaleźli po wojnie schronienie w Kanadzie i Ameryce i tam pielęgnowali swoją ideologię. Próbowali także wpływać na Związek Radziecki, ale przyniosło to niewielkie efekty. Rzecz w tym, że okrucieństwo banderowców nawet przeciwko ich własnym rodakom było na tyle straszliwe, że nawet większość ludzi na Ukrainie Zachodniej wcale ich nie popierała. Świadkowie tych wydarzeń – zachowało się bardzo wiele dokumentów z postępowań sądowych – opowiadali straszne rzeczy. Na przykład o tym, jak mordowali nauczycielkę szkolną, zabijali całą jej rodzinę itd. Za co ją zamordowano? Za to, że współpracowała z władzą radziecką. Za to zabili jej dzieci, zabili jej rodziców itd. W wiosce obok zabili z kolei przewodniczącego kołchozu. Czym zawinił? Człowiek, który orał ziemię, pilnuje, żeby traktory wyjechały na pola we właściwym czasie. Zabijają go jednak za to, że współpracuje z władzami.

Wszyscy ci ludzie byli szanowanymi w swoich wsiach i miastach obywatelami. Po tych wszystkich aktach terroru, okrutnych zabójstwach itd. całe miasta i całe wsie przychodziły na rozprawy sądowe i zeznawały przeciwko banderowcom. Dlatego dopiero po tym, jak poumierali naoczni świadkowie tych banderowskich zbrodni, czyli gdzieś pod koniec XX wieku, opowiadanie bajek i romantyzowanie postaci Bandery stało się możliwe. Opowiadanie o tym, że był takim bohaterem rzekomo walczącym o niepodległość, za wszystkich. Zaczęli o nim mówić i go romantyzować.

Ta sympatia do banderowców zaczęła wzrastać wraz odejściem poprzedniego pokolenia. Młodzież chłonęła to wszystko. Jeśli popatrzymy na obecnych tzw. banderowców itp., to zobaczymy, że to ludzie, którzy dziś mają 20, 30 czy 40 lat i którzy w latach 1990. byli jeszcze dziećmi, ale stopniowo przesiąkali ta romantyką, taką romantyką nastolatków, a potem zostawali bojówkarzami Azowa i innych batalionów nazistowskich. To wszystko, cały ten proces, wzmacniano i podkarmiano tymi pięcioma miliardami dolarów, o których mówiła sama Victoria Nuland, że właśnie tyle Stany Zjednoczone wpompowały w Ukrainę, w propagandę i właśnie w miękką siłę. 

Pana pytanie o to dlaczego Rosja nie inwestowała w tą miękką siłę i nie podejmowała alternatywnych działań w latach 2000.? Osobiście napisałem kilka książek na ten temat, w tym Suwerenność ducha, a także pracę Amerykańska słonina właśnie o Ukrainie, która była trochę w klimacie fantastyki, powiedzmy – książki, w której proponowałem pewien projekt dla naszych władz tego, jak powinniśmy oddziaływać na Ukrainę. Przytaczałem tam różne przykłady, choćby taki, że po ukraińskim Majdanie 2004 roku i wybuchu wojny gazowej w czasach, gdy premierem była Timoszenko, która brała udział w rozmowach gazowych itd., „Gazprom” stracił kilka miliardów dolarów. Mówiłem, że gdybyśmy wszystkie te pieniądze, te kilka miliardów dolarów, zainwestowali w miękką siłę i w propagandę, to moglibyśmy uniknąć ich straty.

Co więcej, Ukraina byłaby krajem nam jak najbardziej przyjaznym i może w ogóle nie byłoby żadnego Majdanu. Powtarzałem, że musimy nad tym pracować. Ciągle proponowałem władzom takie projekty, pisałem o tym, występowałem na ten temat w mediach. I cały czas słyszałem od naszych władz odpowiedź: nie ingerujemy w wewnętrzne sprawy innych państw. Odpowiadałem na to, że może nadszedł czas, by jednak ingerować, bo wszyscy inni ingerują w nasze sprawy, gdzie tylko mogą, w naszą politykę wewnętrzną itd. Słyszałem na to, że mamy takie stanowisko wynikające z naszych zasad. Mamy w Rosji wiele własnych problemów, nie wystarcza nam środków na wiele projektów w samej Rosji, musimy tyle odbudowywać, rozwijać itd. Jeśli zaczniemy rozdawać pieniądze na wszystkie strony, to skończy się na utrzymywaniu przez nas grantobiorców, z których będzie nie wiadomo jaki pożytek, a w zamian możemy jeszcze uzyskać odwrotny efekt. Pewnie wyda się to wam dziwne, bo wasza propaganda mówi o tym, że Rosja i Putin są wszędzie, że wszędzie ingerują, wszystko kontrolują, nawet Trumpa i wielu innych; że wszędzie są jego ludzie, szpiedzy, KGB, FSB, dosłownie wszędzie działają, jak choćby w przypadku Skripalów itd.

Faktycznie to dziwne, że my naprawdę nigdzie w nic nie ingerujemy. Mamy pewne projekty w sferze kultury. Mamy taką organizację jak Rossotrudniczestwo, która ma całkiem sporą liczbę przedstawicielstw, około 100 w różnych krajach. Gdy pytałem szefa tej struktury jakie realizuje ona projekty, dowiedziałem się od niego, że w Azji Centralnej, na przykład w Kazachstanie, mają roczny budżet na poziomie 15 mln rubli, czyli jakieś 150 tys. dolarów, żeby nasi widzowie mogli sobie to lepiej wyobrazić. Z tego trzeba jeszcze też opłacić wynajem budynków, wynagrodzenia pracowników itp. Jakie działania z obszaru miękkiej siły można organizować za takie kwoty? Możemy za to organizować kursy nauki języka rosyjskiego, opowiadać o naszych pisarzach, organizować wieczorki rocznicowe na cześć Gogola, Dostojewskiego, Bułgakowa itd. Rozdajemy jakieś książki, coś tam jeszcze robimy, ale to wszystko właściwie wyłącznie wpływy w sferze kultury. Co do realizowania jakichś projektów politycznych, zakładania – jak to robią Amerykanie – sieci organizacji pozarządowych zajmujących się działalnością w obszarze obrony praw człowieka i robienia innych tego typu rzeczy, to nigdy się tym nie zajmowaliśmy i nie mamy w tym doświadczenia.

Wie Pan, mamy, również na poziomie władz naszego kraju, takie przekonanie, że jesteśmy w tej sferze z góry na przegranej pozycji w rywalizacji z Anglosasami, że to ich specjalność, ich broń, ich mocna strona. Uznajemy, że nawet nie ma sensu próbować, bo oni są w tym mocniejsi. Jeśli jednak doprowadzą nas do ostateczności, zastosujemy metody, w których to my jesteśmy silniejsi. A silniejsi jesteśmy na polu walki. W konfrontacji słownej mogą oni nas pokonać, ale jeśli dojdzie do walki wręcz – wiemy, że to my zwyciężymy. Dlatego nie warto nas do tego doprowadzać. A to właśnie stało się ostatnio w sytuacji z Ukrainą, gdy doszło do przekroczenia pewnej granicy. Putin kilka razy proponował, by stworzyć wspólną architekturę bezpieczeństwa w Europie. Chciał porozumieć się co do pewnych reguł, które wszyscy będziemy przestrzegać. Panująca tendencja była wręcz odwrotna i prowadziła do odrzucenia wszelkich reguł. Ameryka wypowiedziała traktat o systemach obrony przeciwrakietowej, a była to umowa o zasadniczym znaczeniu dla bezpieczeństwa. Regulowała ona bardzo wiele kwestii, przez 50 – 60 powojennych lat stanowiła podstawowy układ w dziedzinie bezpieczeństwa. Precyzyjniej mówiąc, sama ta umowa została zawarta później, w latach 1970., ale logika była ta sama, dotyczyła kwestii wzajemnego uderzenia itd. Określano lokalizacje, w których można było gromadzić rakiety, miejsca, w których nie może ich być; obszary bronione i obszary niebronione itd. Wszystko było tam uregulowane.

Wypowiedzenie tej umowy przez Stany Zjednoczone doprowadziło właściwie do eskalacji wyścigu zbrojeń. To właśnie w jego wyniku Putin polecił produkcję Awangardów, Orieszników i tego typu broni. To wtedy rozpoczęły się przygotowania do konfliktów zbrojnych w rodzaju tego na Ukrainie. Niestety, powtórzę jeszcze raz, że my sprawami miękkiej siły się nie zajmowaliśmy. Pewnie w dużym stopniu liczyliśmy jakoś na więzi gospodarcze. Liczyliśmy na to, że wszystkim kierować będzie jakaś racjonalność. Ukraina to przecież znaczący kraj tranzytowy. Potrzebny i istotny był dla niej tranzyt gazu. Europie z kolei zawsze przyda się tani gaz i taka sama ropa naftowa. Przebiegają przez nią jeszcze, nawiasem mówiąc, rurociągi zabezpieczające produkcję nawozów. Do tego dochodzą rynki zbożowe, na których współpracowaliśmy. Widzimy jak Białoruś zwiększa obecnie swoje obroty handlowe z Rosją. Poziom życia na Białorusi jest dziś czterokrotnie wyższy od poziomu życia na Ukrainie. Dlaczego? Z tej prostej przyczyny, że potrafi ona utrzymywać relacje dobrosąsiedzkie. Sądziliśmy, że prędzej czy później Ukraina również zacznie się tak zachowywać. Że ludzie, którzy mają tak wielu wspólnych krewnych, nie mogą zerwać wzajemnych kontaktów. Okazało się, że mogą. Okazało się, że propaganda doprowadziła po 2014 roku do tego… Znam kilka takich rodzin, których członkowie rozjechali się w różnych kierunkach – na przykład moja kuzynka z Ukrainy przyjechała do Moskwy. Inni pozostali tam, jeszcze inni wciąż mają tam krewnych i rodziny. Znam takie przypadki, że na przykład rodzice nie rozmawiają z własną córką, bo wyszła ona za mąż za Rosjanina i mieszka w Rosji. Nie rozmawiają ze sobą od 2014 roku. Nie odzywają się do siebie od 10 lat. Jak to zrozumieć? Okazuje się, że niestety propaganda jest w stanie zrywać nawet więzi rodzinne. Niedocenianie tej propagandy jest, powtórzę to jeszcze raz, naszą piętą achillesową. Niestety, nie lubimy się tym zajmować.

Jakie jest miejsce Polski i czy w ogóle istnieje ona w informacyjnej agendzie Rosji? Jak bardzo Rosjanie interesują się tym, co dzieje się w Polsce i przyszłością naszych stosunków?

– Mamy w głowach dwie Polski. Jedna Polska jest w pewnym sensie trochę radziecka. To festiwal w Sopocie, to gwiazdy i aktorki jak Barbara Brylska. Są jeszcze takie wspaniałe radzieckie wspomnienia przyjaźni itd. Byłem i w Warszawie, i w Krakowie, i w Krynicy Zdroju, czyli w kilku bardzo różnych miejscach. A wracając z Niemiec, przejechałem całą Polskę, kierując się na Mińsk. W ramach tego rodzaju turystyki, przy codziennym obcowaniu z Polakami, nie miałem żadnych problemów z komunikacją, z żadnym aspekcie. Nasze języki są podobne, nawet rozpoznajemy znajome słowa, śmiejemy się, gdy te słowa oznaczają czasem coś innego. Z drugiej strony są polskie władze, które, choć się zmieniają, to jednak stale czepiają się Rosji, wygłaszają najostrzejsze oświadczenia mające nas zirytować, czyli cały czas kąsają, kłują i dlatego wywołują takie negatywne nastawienie. Znowu – nie tyle w stosunku do Polski jako całości i do Polaków, ale do państwa i do władzy. Są takie rzeczy, które są jakby poza polityką. To wszystko, co jest związane ze zmarłymi, ze sprawami świętymi. Wyjątkowo negatywne następstwa miała historia ze śmiercią prezydenta Kaczyńskiego. Wszystko było jasne: śledztwo wszystko wyjaśniło. Pamięta Pan, jak Miedwiediew, który był wtedy prezydentem, powiedział, że dla narodu rosyjskiego to również była tragedia, ponieważ wydarzyła się na naszym terytorium, a dla każdego państwa, jest to sprawa niezwykle przykra, i czujemy się winni nie dlatego, że jesteśmy za to bezpośrednio odpowiedzialni, ale po prostu dlatego, że przecież przybyli z wizytą, byli jakby naszymi gośćmi.

Kiedy polskie władze zaczęły ten taniec z trumnami i mówiąc, że to był zamach terrorystyczny, że to było morderstwo, że Putin zrobił to celowo itd., to oczywiście pozostawiło, to wywołało u nas oburzenie. Drugą rzeczą, która zadała poważny cios naszym stosunkom, była oczywiście walka z pomnikami. Od 400 do 600 tysięcy Rosjan oddało życie za wyzwolenie Polski. Jasne, że szli na Berlin, właśnie przez Polskę. Nagle ich pomniki zaczęły być usuwane, burzone. Żywimy wielki szacunek dla tych ludzi, tych Polaków, którzy sprzeciwiali się burzeniu pomników. Pokazywano ich w naszej telewizji. Nie powinno się pozwalać na taki wandalizm, to nie chrześcijańskie, to nie słowiańskie. Ludzka moralność nie pozwala naruszać praw zmarłych, zwłaszcza poległych żołnierzy, bohaterów. Do tego całe to gadanie o okupacji w okresie radzieckim. Jeśli była to okupacja, to powiedzcie, ile obozów koncentracyjnych zbudował Związek Radziecki, ile w piecach gazowych spalił Polaków? Gdzie są radzieckie obozy koncentracyjne? Nie ma? To dlaczego porównujecie i stawiacie to na równi, i na tej podstawie burzycie pomniki żołnierzy radzieckich? Jeszcze jedno – to, co powiedziałem o zamieszaniu wokół Bandery. Wydaje mi się, że tutaj Polacy i Rosjanie powinni być solidarni, bo ukraińscy naziści mordowali swoich trzech głównych wrogów. Jest to we wszystkich ich manifestach, wszędzie, że prawdziwy Ukrainiec powinien ich nienawidzić. W pierwszej kolejności chodziło o Lachów, czyli Polaków, potem Żydów, potem zaś Moskali, czyli Rosjan. Gdy my walczymy z tym ukraińskim nacjonalizmem, to dlaczego Polacy i Żydzi nam nie pomagają, dlaczego akceptują ten nacjonalizm, dlaczego mówią, że to jest dobre, dlaczego nie uważają tej walki za swoją?

Dziękuję za rozmowę.



Rozmawiał: Mateusz Piskorski



Oleg Matwiejczew (ur. 1970 w Nowokuźniecku) – rosyjski filozof (dr nauk filozoficznych), politolog, doradca w dziedzinie marketingu politycznego, w 2018 r. członek sztabu wyborczego Władimira Putina, deputowany do Dumy z frakcji „Jedna Rosja”, wiceprzewodniczący Komisji ds. Polityki Informacyjnej.










tygodnik Myśl Polska








Przebudowa kulturowa społeczeństw





to na pewno jest potrzebne...

i - nie będzie powrotu do stanu rzeczy sprzed pandemii



przedruk


DUŻY SZOK I MOŻE MAŁY KROK W DOBRYM KIERUNKU?

Ostatnie decyzje prezydenta Trumpa wywołały powszechny szok i obawy, że rozpoczęta wojna handlowa oznaczać może globalny kryzys ekonomiczny na skalę tego z roku 2008 albo większą. Bez paniki! Wiadomo, że wprawdzie „człowiek strzela, ale Pan Bóg kule nosi”, jak zresztą całkiem niedawno widzieliśmy podczas zamachu na prezydenta USA, czy wcześniej na Jana Pawła II. Według św. Augustyna jest tak, że owszem „Pan Bóg sprawia, że wiatr wieje, ale to człowiek musi postawić żagle”. Prorocy spraw oczywistych aczkolwiek wyglądających na niemożliwe sugerują, że ten krok prezydenta Trumpa nie musi być dramatem ludzkości tylko ratunkiem, emanacją teistycznej determinacji określanej najwyraźniej w islamie: Insh Allah! Chrześcijaństwo opowiada się mocniej za sprawcza siłą udzielonego człowiekowi daru wolnej woli. Bóg wkracza w ostateczności, jak na przykład w czasach Noego. Próbuję zademonstrować, że ingerencja siły wyższej jest prawdopodobna tu i teraz. Świat najwyraźniej zmierza ku samozagładzie i to wcale nie wskutek atomowego unicestwienia. Atomowy balans, wcale nie paradoksalnie, chroni ludzkość od ośmiu dekad przed końcem świata.

Natomiast szaleństwo które opanowało ludzkość w ciągu ostatniego półwiecza jest w takim samym stopniu totalne jak zupełnie niedostrzegane. Znamiona widać na wielu płaszczyznach. W roku 1976 żeglowałem z Nowego Jorku do Europy na jachcie „Gedania”, który z dziewięcioosobową załogą uczestniczył w zlocie żaglowców z okazji rocznicy 200-lecia powstania USA. W rejsie przez Atlantyk spotkaliśmy słownie jeden statek handlowy, którego załoga zapytała czy czegoś nie potrzebujemy. Nasz kapitan Darek Bogucki zażartował, że chętnie wypilibyśmy jakieś piwo. Na statku handlowym sporządzono i zwodowano tratwę załadowaną zupą chmielową w puszkach, którą bardzo sprawnie wyłowiliśmy w ramach ćwiczenia manewru „ człowiek za burtą”. To wówczas było chyba jedyne spotkanie na ruchliwym przecież morskim szlaku Europa – Ameryka. 
Pół wieku później, w 2024 roku żeglowałem samotnie 37 dni z Panamy do Anglii na jachcie „Magnus Zaremba” i każdego dnia mijałem statki płynące w obie strony. Często po kilka dziennie. Na Morzu Północnym w zasięgu systemu detekcji statków AIS notowałem dziesiątki, może setki statków z których wiele dryfowało oczekując swojej kolejki wpłynięcia do Londynu, Amsterdamu i innych portów. 
W Kanale Panamskim w 1975 roku „Gedania” czekała na jakiś duży statek z którym mogłaby się śluzować. W 2024 roku ekran plotera „Magnusa Zaremby” pokazywał obecność dziesiątków statków w Kanale i wiele więcej oczekujących na swoją kolejkę do przeprawy. (Nie powinno więc dziwić zainteresowaniu prezydenta Trumpa odzyskaniem tak utuczonego złotego cielca). 

Spektakularne, opisane zmiany natężenia marine trafic, to tylko egzotyczna miara i prezentacja tego co stało się na świecie w ciągu kliku ostatnich dekad. 

Produkcja wszelkich dóbr mierzona wspomnianą zmasowaną wymianą towarów i surowców osiągnęła monstrualny wymiar. Wszyscy wydają się być tym zachwyceni. Lewica bo prosperity oznacza dodatkowe miejsca pracy i wzrost jej znaczenia, prawica bo wolny rynek i swobodna wymiana towarowa sprzyjają uzyskiwaniu korzystnych rezultatów działalności gospodarczej, czyli dalszemu bogaceniu; konsumenci, bo co tydzień mogą wybrać nowy model telefonu. Cena którą trzeba nieuchronnie płacić jest wykładniczo postępująca degradacja środowiska: wyczerpywanie surowców, paliw kopalnych, niszczenie i zaśmiecanie lądów i oceanów. Tak zwane ruchy ekologiczne słusznie trąbią na alarm, ale proponują rozwiązania, które kryzys ekologiczny pogłębiają i przyspieszają. Rządy szczególnie demokratyczne, czyli uzależnione od swoich wyborców podejmują rzekome środki zaradcze wymuszane presją zawodowych terrorystów z greenpisów działających poprzez media i bezpośrednio pod wezwaniem Grety Thunberg, Al Gore’a i rzesz celebrytów. 

Nic dziwnego, skoro nie istnieje żaden ruch ochrony środowiska alternatywny dla różnych Zielonych Ładów i resetów Klausa Schwaba. Nawet Roland Lasecki, chyba jedyny w Polsce prawdziwie antysystemowy politolog i publicysta, propaguje błędne przyczyny kryzysu ekologicznego: „Otóż, przyczyny kryzysu ekologicznego są dwie. Po pierwsze, ludzie za dużo konsumują. Po drugie, ludzi jest zbyt wielu. Drugie wynika zresztą poniekąd z pierwszego. Obydwa mają swe źródła w dążeniu do zapewnienia sobie komfortu (przeżywalność dzieci wzrasta z osiągnięciem pewnego poziomu komfortu).” Straszenie bombą populacyjną trwa od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku (opracowania Klubu Rzymskiego). Ten postulat można łatwo sfalsyfikować: gdyby całą ziemską populację ludzi rozlokować tylko na obszarze USA, to zagęszczenie byłoby porównywalne z tym, jakie ma miejsce w Holandii. Ktokolwiek zna ten piękny kraj, nie może uczciwie twierdzić, że antropopresja na środowisko i kłębowisko mas ludzkich powodują dyskomfort, czy stres mieszkańców kraju tulipanów i wiatraków. Ziemia może być przyjaznym schronieniem dla populacji o wiele większej od obecnej. Zamiast mrzonek o kolonizacji Marsa czyńmy sobie ziemię poddaną jak nam Bóg przykazał! Pamiętając, że korzystać to nie znaczy przecież bezmyślnie, szaleńczo eksploatować i niszczyć. Prawdą jest natomiast, że ludzie za dużo konsumują. Ale nie tylko dlatego, że dążą do zapewnienia sobie komfortu, tylko raczej dlatego, że są do tego poniekąd zmuszani, przynajmniej skutecznie zachęcani. Zanim to spróbuję objaśnić, zwracam uwagę na bałamutne twierdzenie o zwiększaniu się populacji osiągającej pewien poziom komfortu w wyniku większej przeżywalności dzieci. Cały bogaty świat doświadcza tym gwałtowniejszej redukcji populacji im bardziej wzrasta poziom życia. Najbardziej spektakularny przykład fenomenu to Chiny ostatnich kilku dekad. Znane doświadczenia na szczurach wskazują, że pełny komfort życia redukuje stopniowo rozmnażanie i prowadzi nieuchronnie do eliminacji całej populacji.

Kilka lat temu redakcja Myśli Polskiej odważyła się opublikować prawdopodobnie jedyną próbę poszukiwania genezy i remediów na kryzys ekologiczny, przyczyn rozbuchanego konsumpcjonizmu i propozycje koniecznych a możliwych zmian dla rzeczywistego, nie pozorowanego ratowania poważnie zagrożonej, ciągle jedynej znanej kolebki życia. [Eugeniusz Moczydłowski „Jeszcze większy reset”, Myśl Polska, nr 15-16 (11-18.04.2021)]

Nie są to jakieś przepisy nie z tej ziemi. Raczej oczywiste, a mimo tego tak bardzo nierealne, że nie wzbudzają niczyjego zainteresowania. Być może właśnie nadszedł czas na takie zmiany. W największym skrócie: niezbędna jest zmiana formy produkcji: prawdziwie wielki reset polegający na zamianie ekonomii zysku na ekonomię jakości i trwałości w połączeniu ze zmianami kulturowymi, gdyż po pierwsze: „źródłem przemian jest świadomość jednostek” jak twierdzi profesor Maria Szyszkowska, a po drugie: „potrzebujemy alternatywnych do ukształtowanych w nowoczesności wizji przyszłości, nowych utopii, które mogłyby wyrwać ludzkość z marazmu,” jak głosi Ewa Bińczyk.

Zniecierpliwiony czytelnik oczekuje za pewne wyjaśnienia co to wszystko ma wspólnego z wojną handlową Donalda Trumpa. Tak naprawdę to ja nie wiem. Raczej dostrzegam jakieś maleńkie światełko w długim, bardzo mrocznym tunelu. Uważam to jednak za wartość, skoro znajdujemy się w tak przerażająco beznadziejnej, czarnej dziurze. Jaki jest prawdziwy cel gospodarczego Armagedonu jaki zafundował światu Donald Trump, najprawdopodobniej nie wie on sam. Jego sztandarowe, wyborcze MAGA stoi przecież w jawnej sprzeczności z tym co najprawdopodobniej spotka Amerykę, jeśli program celny zostanie konsekwentnie zrealizowany. Oficjalnie prezydent głosi, że po pierwsze Ameryka przestanie być wreszcie oszukiwana przez resztę świata, a amerykańskie firmy wrócą do kraju. W ten sposób rosnąć będzie za darmo bogactwo, a więc i siła USA. Tyle deklaracje. Tylko, że eksodus amerykańskich firm za granicę trwał pół wieku i tyle samo mniej więcej czasu trzeba by to odwrócić. Gdy już to się uda, to okaże się, że nie będzie komu w nich pracować, gdyż w ramach programu MAGA ma być deportowane miliony emigrantów, którzy do USA nie przybywają by korzystać z socjalnych beneficjów jak w Europie, tylko do pracy. 

Gwarantowana jest raczej realizacja innego sloganu: MAES – make America entirely separate. Trudno sobie wyobrazić, że pierwsza gospodarka świata będzie współpracować jakby nigdy nic z Ameryką proponującą redukcję przychodów z tej współpracy o 120%. Reszta świata dostała łagodniejsze propozycje, ale one też niewątpliwie spowodują zmniejszenie wymiany, szczególnie, że nie obędzie się bez retorsji. Przerażający raban jaki podnoszą wszystkie elementy globalnego systemu wskazuje, że sprawa jest poważna i nieunikniona: nastąpi kryzys produkcji, a więc i konsumpcji, być może w niespotykanej dotychczas skali. Naturalną, i to racjonalną reakcją byłaby właśnie proponowana zamiana ekonomii zysku na ekonomię jakości i trwałości oraz przebudowa kulturowa społeczeństw. Określenie, promocja i realizacja odmiennych od dotychczasowych priorytetów. To oczywiście tylko pobożne życzenia. Ale sam kryzys może być tym światełkiem w tunelu, małym krokiem Bożego szaleńca w dobrym kierunku, oczywiście pod kontrolą Bożej Opatrzności. Niech taka nadzieja będzie z nami.


Eugeniusz Moczydłowski





Eugeniusz Moczydłowski „Jeszcze większy reset”,


Te szokujące współczesnych zasady gospodarki wczesnokapitalistycznej badał i opisał w 1911 roku Werner Sombard („Żydzi i narodziny kapitalizmu”, Wydawnictwo Wektory, Wrocław, 2020). Na straży zasad stało państwo, używając etatyzmu chrześcijańskiego do dyscyplinowania przedsiębiorców systemem przepisów, zakazów, postanowień sejmowych, zarządzeń policyjnych ponieważ, jak twierdzi Sombard: mimo surowych zasad obowiązujących chrześcijan, oszukiwali wszyscy i wszędzie. Nie bezzasadnie pośród grzechów głównych w chrześcijaństwie, na czołowym, drugim miejscu piętnowana jest chciwość. 

Wczesny kapitalista chrześcijański był kiełznany przez prawo świeckie, ale jako przeważnie zdeklarowany człowiek wiary, doświadczał oczyszczenia i redukcji naturalnych skłonności dzięki instytucji spowiedzi i sakramentowi pokuty. Na ten względnie uładzony, transparentny, niemal idylliczny świat przypuścili szturm Żydzi. Nie obowiązywała ich etyka chrześcijańska, nie stosowali chrześcijańskich zabezpieczeń, byli w mniejszości i sukces mogli odnieść tylko naruszając w każdy możliwy sposób ustalony porządek gospodarczy. Żydzi nie uznawali postępowania sprzecznego z zasadami i obyczajem za niemoralne czy niedozwolone. Przeciwnie uważali, że to oni reprezentują prawdziwą handlową moralność, przeciwną głupim prawom i moralności gojów. I sukces odnosili – wszyscy kupują u Żydów – skarżyli się kupcy chrześcijańscy. Odbierają nam możność „wyżywienia”.

Ład naturalnej, chrześcijańskiej gospodarki, której centrum stanowi człowiek, został poddany presji nowoczesnego kapitalizmu, który jako główny cel działalności ustanowił zysk. Ten wynalazek Żydów umożliwił pokonanie starego porządku. Najszybciej zaadoptowali kapitalizm protestanci, ale pozbawiona wyboru reszta świata podążyła ich śladem. W rezultacie mamy to, co mamy. Kryterium zysku odpowiada ludzkim instynktom, sprawdziło się jako siła napędowa postępu, zachwyca skutecznością w tworzeniu innowacji i poprawy warunków życia ludzi. Zysk to podstawa gospodarki wolnorynkowej, wydaje się, że dotychczas nie ma alternatywy. Wolny rynek, kapitalizm polega na tym, że wszelka działalność musi przynosić zysk. Osiąga się to w tylko teoretycznie prosty sposób: dzięki właściwej ocenie popytu i podaży.

Od XVI do XX wieku gospodarka miała na celu zaspokojenie potrzeb ludzi. Podaż potrzebnych dóbr miała zaspokajać popyt. Komu udało się to zrealizować najmniejszym kosztem, zyskiwał najwięcej. W latach 70. ubiegłego wieku gospodarka uzyskała zdolność całkowitego zaspokojenia popytu. Dla utrzymania koniecznego poziomu zysku niezbędne było znalezienie sposobu generowania popytu, gdy podstawowe potrzeby ludzi zostały zaspokojone i podaż zaczęła dominować nad popytem. (Edwin Bendyk, „W Polsce czyli wszędzie, Rzecz o upadku i przyszłości świata”). Na szczęście (przypadkiem?) wybuchła studencka rewolta 1968 roku pod hasłem „make love, not war” rozumianego w praktyce raczej jako „make sex”, a o resztę się nie martw! Żeby utrzymać wysoki status społeczny, trzeba było kupować gadżety rewolucjonisty wyzwolonego, który zgodnie z duchem czasu nabywa w zasadzie zbędne wyposażenie, na które popyt napędzała prezentacja dóbr przez skąpo ubrane, seksowne hostessy w usłużnych, bo dobrze opłacanych, mediach. To było pierwsze wygenerowane remedium na pomnażanie zysków w stanie nasycenia rynku dobrami podstawowymi.

Wiadomo było od początku, że „dzieci kwiaty” zwiędną bardzo szybko, przestaną uprawiać seks i metoda erotycznej stymulacji popytu przestanie być efektywna. A przecież pogoń za zyskiem nie zna granic. Następny pomysł, zapewniający stały wzrost zysków, podpowiedział kapitalistom swego rodzaju wypadek przy pracy. W latach 70/80 XX wieku wyprodukowano samochód mercedes W 123, który niemal bez napraw mógł przejechać milion i więcej kilometrów.

Pan Adam Słodowy w TV pokazał pół wieku temu żarówkę od swego volkswagen-garbusa, która przepaliła się po 40 latach. Stało się oczywistym, że jeśli człowiek kupi 2 żarówki, jeden samochód i pozostałe sprzęty raz na całe życie, to jak na tym można zarobić? Dlatego żarówki przepalały się po pół roku, samochody trzeba wymieniać co trzy lata ze względu na konieczność posiadania wersji nowoczesnej, uwzględniającej najnowsze trendy dizajnu, technologii i rozwiązań technicznych. Te oczywiste metody generowania zysku są w ciągłym użyciu.

Pierwszy sposób oglądamy na okrągło od lat w reklamie firmy Media Ekspert, drugi widać na przykładach wielu sprzętów i narzędzi, które kiedyś służyły latami, a obecnie przestają działać po okresie gwarancji. Produkty niższej od możliwej jakości, zapewniają inne źródło pokaźnych dochodów – recykling. Nakładem pracy, energii i zużycia surowców produkuje się dobra niskiej jakości dzięki czemu bardzo szybko nakładem pracy, energii odzyskuje się surowce. Krążenie materii, energii takiego antropocenu jest szybsze, nakłady pracy większe, im gorsza jest jakość produktów. Ludzie muszą brać udział w coraz brutalniejszym wyścigu szczurów. Ale zyski rosną. Dodatkowo zwiększa je brutalna, a więc skuteczna reklama – zjawisko zupełnie zbędne z punktu widzenia życiowych potrzeb ludzi, ale nieodzowne i skuteczne z punktu widzenia efektów finansowych. Zjawisko generujące koszty, wymagające oczywiście zużycia energii, surowców i pracy tylko po to, by ktoś zarobił więcej niż mniej.

Te tradycyjne metody lewarowania zysków mają swoje naturalne, nieprzekraczalne granice i zostały one w zasadzie osiągnięte w końcu XX wieku. Apetyt jednak rośnie w miarę jedzenia. Zapotrzebowanie na ciągły wzrost zysków wymusza poszukiwania nowych metod. W końcu XX wieku zaprzęgnięto do tego zadania ekologię. Klasycznym tego przykładem jest wygrana walka z naturalnymi futrami i skórą. Obecnie nie ma już wielu ludzi, którzy opowiedzieli by się za używaniem naturalnych skór i futer. Zmasowana presja polityczna, korporacyjna i medialna, wspomagana pożytecznymi idiotami świata celebrytów, przekonała ludzi, że wytwarzanie sztucznych materiałów jest ekologiczne.

Obecnie powszechne w użyciu wyroby koncernów chemicznych wymagają kolosalnych nakładów na budowę fabryk, a do produkcji: masy paliwa i surowców. Dają w efekcie produkt szkodliwy dla zdrowia, zaśmiecający ziemię przez 300 lat. Co za paradoks – przestrzega przed zaśmiecaniem plastikiem telewizyjna reklama Nowego Zielonego Ładu, który jest właśnie za ten stan odpowiedzialny! Zniszczono całe gałęzie naturalnej gospodarki rodzinnej rolników, górali, pasterzy na całym świecie. Wyeliminowano zdrowe materiały, które przyroda przetwarza w naturalne składniki odżywcze w ciągu roku. Świat został zasypany miliardami ton plastiku w ramach walki o zysk, kosztem materiałów naturalnych. Teraz rozpocznie się bardzo zyskowna walka o oczyszczenie środowiska z wszechobecnego plastiku, epatowana widokami ogromnych wysp plastikowych śmieci gromadzących się na ocenach i morzach, oraz niebotycznych wysypisk śmieci.

Równie spektakularne możliwości wzrostu zysków utworzono przy pomocy idei walki o klimat. Zaprzęgnięto te same siły nacisku jak w przypadku metody „na ekologię”. Zastosowano też taką samą, wypróbowaną taktykę: generujemy problem, by następnie podjąć bohaterską walkę o ocalenie. Drastycznie zredukowano transport kolejowy i rzeczny wypuszczając na drogi miliardy samochodów.

Nie trzeba analiz think tanków, by wyobrazić sobie ile na tym dało się zarobić. Teraz trwa pozorowana walka z emisją CO2 pod hasłem: tropimy i zwalczymy „ślad węglowy”. Wykreowane przez klimatycznie wrażliwych określenie wskazuje, że na celowniku jest przede wszystkim węgiel, co ma sugerować, że ropa naftowa i gaz ziemny mogą być spalane cudownie bez emisji CO2. Wprawdzie najwięcej CO2 emituje właśnie „nowoczesny” transport, ale walka trwa z „kopciuchami”, jak każde szanujące się media określają piece grzewcze na węgiel lub drewno i oczywiście – z elektrowniami węglowymi.

Walka o klimat rozumiana bezrefleksyjnie jako redukcja emisji CO2 jest całkowicie bezsensowna. Dwutlenek węgla ma znikome znaczenie dla intensywności efektu cieplarnianego w porównaniu z parą wodną i innymi gazami cieplarnianymi. O zmianach klimatu decyduje w znacznym stopniu emisja słoneczna i absorpcja promieniowania przez system ziemia-atmosfera. Kiedy temperatura w dolnej warstwie atmosfery rośnie, wzrasta ilość pary wodnej, a więc i zachmurzenie. Dlatego ilość promieniowania słonecznego docierającego do górnej atmosfery maleje, gdyż odbija się ono od zwiększonej powierzchni chmur. Wskutek tego temperatura przy ziemi spada. Ten cykl obserwowano wielokrotnie, także w czasach historycznych. W stygmatyzacji węgla chodzi o to, by zyski były udziałem tych, którzy dysponują ropą i gazem kosztem posiadaczy zasobów węgla. Następny krok to eliminacja wszystkich paliw kopalnych. Handel emisjami CO2 zapewnia zyski bez żadnych inwestycji w energetykę.

Walka o klimat ma inny, ogromny potencjał wzrostu zysków – z produkcji i eksploatacji OZE. Są bardzo kosztowne, z zainwestowanego dolara w OZE uzyskuje się kilkakrotnie mniej energii niż z inwestycji w elektrownie spalinowe. Produkcja farm wiatrowych i fotowoltaicznych jest kosztowna, wymaga nakładów energii i zużywa surowce. Utylizacja zużytych urządzeń OZE jeszcze nie doczekała się jakiegokolwiek rozwiązania technologicznego. Po prostu śmieci OZE są gromadzone, jak odpady nuklearne, może na setki lat. To samo dotyczy elektro-mobilności. Kosztowna, energo i materiałochłonna produkcja, szkodliwe dla środowiska wytwarzanie akumulatorów i trudny, drogi recykling. Wszystko dlatego, że jak głosi dziecko-prorok nowej ery: Ziemia płonie! Natomiast kwoty zwrotu z inwestycji i opłaty za energię elektryczną są, dzięki nowym wynalazkom, na szczęście coraz wyższe.

Monstrualne zyski zapewnia przemysł farmaceutyczny. Coraz częściej słychać głosy, zwykle zaliczane do teorii spiskowych, że kryterium finansowe powoduje, że opłaca się tyko leczyć chorych. Natomiast szybkie, tanie wyleczenie nie gwarantuje dostatecznej stopy dochodu w warunkach wolnego rynku. Coś może być na rzeczy, skoro Unia Europejska zakazała sprzedaży 800 ziół w sklepach zielarskich, które od bardzo dawna skutecznie pomagały w wielu dolegliwościach. W leczeniu infekcji Covid 19 postawiono na zaszczepienie niemal całej populacji słabo zbadanymi preparatami bez gwarancji zabezpieczenia przed infekcją wirusem, zamiast pracować nad lekiem, który pomagałby tylko chorym. Patrz casus amantadyny, której skuteczność potwierdza praktyka i publikacje w renomowanych pismach medycznych. Nie ma wątpliwości, że pogoń za zyskiem to never ending story. Ostatnio Bill Gates ogłosił apel o produkcję sztucznego mięsa w bogatych krajach. Biedne nie mają pieniędzy na fabryki, wystarczających zasobów energii i surowców do takiej produkcji. Dlaczego na żywności ma zarabiać hodowca, a nie fabryka Billa Gatesa? Na dodatek w ramach walki o ocalenie kolebki ludzkości? Jest oczywiście niebezpieczeństwo, że mięso z ropy naftowej będzie powodowało raka, ale na taką okoliczność Bill Gates jest przygotowany i już zapewne obmyśla plany badań i produkcji skutecznych szczepionek na taką, wielce prawdopodobną okoliczność.

W związku z ogłoszeniem pandemii wywołanej wirusem Sars Cov 2, możni, władcy i politycy coraz częściej deklarują, że nie będzie powrotu do stanu rzeczy sprzed pandemii. Czymkolwiek jest ta pandemia, to już przeorała i wywróciła dotychczasowy porządek, wyznaczyła nowe standardy wolności obywateli i rozszerzyła zakres kontroli społeczeństw. Ale to tylko początek zmian zapowiadanych przez proroków i ich heroldów. W mediach znajdziemy zróżnicowane wersje, podobno czekającego nas nieuchronnie, Wielkiego Resetu. Modyfikacje stosunków własności, czyli kto zarobi, a kto straci, są jednak wspólne dla każdej opcji tej kolejnej już globalnej transformacji. Nie jest wielkim odkryciem, że każda dobrze przygotowana transformacja, ma zawsze ten sam cel strategiczny, tj. wprowadzić takie, nawet radykalne, modyfikacje, by wszystko zostało po staremu. W tym przypadku: by bogaci stawali się bogatsi, a biedni zrozumieli, że ubożenie to dla nich nieuchronna kolej losu lub dopust Boży.

W wersji soft, Wielki Reset ma polegać na zmianie kapitalizmu ekskluzywnego na inkluzywny. W teorii chodzi o włączenie ludzi żyjących z pracy do udziału w wielkim torcie spekulacji kapitałem i kreacji pieniądza fiducjarnego, które to procedery głównie kreują niewyobrażalne fortuny elity finansowej świata. Nowe państwo dobrobytu poza wynagrodzeniem za pracę, zapewni pracownikom akcje, co w założeniu włączy ich, oczywiście w odpowiedniej skali, do świata posiadaczy. Zarządzanie i kontrola akcji pracowników musi pozostać w kompetentnych rękach starszych i w biznesie mądrzejszych, znanych pod pseudonimem: rynki finansowe. W ten sposób utrzymane zostanie status quo, a protesty lub bunt przeciw nierówności, zostanie spacyfikowany ofertą: masz akcje, zarządzaj mądrze i zdobywaj fortunę.

Droga od korposzczura do miliardera stoi dla każdego otworem. Wielki Reset opcja hard, to totalitaryzm NWO – nowego wspaniałego świata. Docelowo ludzie nie mają żadnej własności. Pracę, całe spektrum ludzkiego bytu organizują korporacje, państwo i media. Pełną kontrolę finansową zapewnia likwidacja obrotu gotówkowego. Skuteczność kontroli zachowań w zgodzie z kanonem poprawności społeczno-politycznej gwarantuje cyfryzacja 5G i już wprowadzana 6G. Można by tę apokaliptyczna wizję zaliczyć do teorii spiskowych, gdyby nie kłujące w oczy fakty z życia. W wyniku kolejnych lockdownów następuje, na razie redukcja i osłabienie, a w dalszej perspektywie likwidacja i/lub przejęcie wybranych sektorów gospodarki i życia społecznego: gastronomia, hotele, turystyka, sport, rozrywka, transport. To są branże zdominowane lub obsługiwane przez małe i średnie przedsiębiorstwa, własność względnie niezależna od korporacji i państwa.

Wbrew tym proroctwom i deklaracjom wielkich tego świata ludzie mają nadzieję, że czarne scenariusze się nie sprawdzą. Wystarczy się zaszczepić, a powoli wrócą stare, dobre czasy. Jest przedwcześnie by twierdzić jak będzie. Na razie wiadomo, że już jest zupełnie inaczej. W makroskali państwa w ciągu roku zwiększyły deficyt budżetowy na walkę z pandemią i jej skutkami często o wielkość swoich rocznych wydatków. Zdalne nauczanie, zdalna praca, izolacja, lockdown generują zjawiska socjalne i społeczne dotychczas nieznane, których skutki są wielką niewiadomą, ale optymizmem nie napawają. Wszystkie prezentowane tu informacje, mimo coraz bardziej agresywnej cenzury mediów, stają się wiedzą powszechną i nie pozostaną bez wpływu na społeczne reakcje, których drastyczne przykłady widać w Ameryce i Francji.

W tych zachowaniach szokujący jest brak sensownego celu. Protestujemy, bo jesteśmy niezadowoleni: z rządu, jak we Francji, czy stosunku do kolorowych mniejszości, jak w USA. Takie hasła są miarą braku pomysłu i są na rękę władzy, gdyż umierają śmiercią zupełnie naturalną. Ludzie raczej nie mogą zrozumieć i sprecyzować powodów swojego niezadowolenia i pogłębiającej się frustracji. Nic dziwnego, prorocy, analitycy i inni wróżbici poza wieszczeniem rychłej zagłady, nie mają żadnych konstruktywnych, zrozumiałych propozycji zmian. Współczesny ład społeczno-gospodarczo-polityczny opiera się na zysku, przewodniej sile napędowej nowoczesności i postępu. Nie ma sensownej odpowiedzi na pytanie: jeśli nie zysk, to co?

Może trzeba posłuchać głosu Ewy Bińczyk, która w książce „Epoka człowieka. Retoryka i marazm antropocenu” konkluduje: „potrzebujemy alternatywnych do ukształtowanych w nowoczesności wizji przyszłości, nowych utopii, które mogłyby wyrwać ludzkość z marazmu”. Prosi i ma – kobiecie się nie odmawia. Najwyższy czas na jeszcze większy reset. Dlatego, że ekonomia zysku nosi coraz wyraźniejsze znamiona paranoi prowadzącej do zagłady; dlatego, że niezadowolenie społeczne nie znajduje racjonalnego ujścia – ludzie muszą wiedzieć czego chcą. Dlatego, że wielcy tego świata wypełniający media swoją dobrą wolą ocalenia świata, muszą dostać propozycje nie do odrzucenia w zamian za projekty budzące same wątpliwości. W końcu także dlatego, że żałosne utopijki typu „ograniczenie konsumpcji”, czy hasła: „nie kupuję”, nie są w stanie przeciwstawić się potędze zmasowanego parcia do uzyskania maksymalnych zysków.

Człowiek względnie normalny, za którego nieskromnie się uważam, proponujący ratunek dla świata, obawia się mniej, że nie ma racji, niż tego, że będzie wyśmiany. Odwagi dodaje mi jednak to, co już jest dostępne na rynku zbawiania świata: kapitalizmy inkluzywny i totalitarny, znane pod pseudonimem Wielki Reset, a w skali lokalnej: Nowy Polski Ład. Jak już wspomniałem, to nie jest żaden reset, tylko wielkie oszustwo, nieudolność i niekompetencja utrwalające panujący niemiłościwie system, konsekwentnie pogłębiający rozwarstwienie, eksploatację i ucisk mas ludzkich, oraz narastanie degradacji środowiska. Prawdziwie wielki reset musi polegać na zamianie ekonomii zysku na ekonomię jakości i trwałości. Jak to zrobić muszą zdecydować starsi, mądrzejsi i mający coś do powiedzenia w kształtowaniu globalnego ładu, jak np. Światowe Forum Gospodarcze, Bank Światowy i Europejski Bank Centralny, przywódcy wielkich mocarstw we współpracy z tymi dziesięcioma tysiącami posiadaczy 99% dóbr materialnych tego świata.

Społeczeństwa muszą tylko pokazać, że wiedzą czego chcą i są zdeterminowane manifestować do skutku swoje poparcie, razem z klimatycznie wrażliwą młodzieżą szkolną na czele z Gretą Thunberg. 

Tytułem wstępu do dyskusji, z wielką nieśmiałością proponuję poszukać sposobu, by ograniczyć produkcję, przede wszystkim wszelkich dóbr powszechnego użytku o 75%. Rozumiem przez to produkcję pralek, lodówek, telefonów i lokówek, rowerów, samochodów itp. itd. w jakości zapewniającej użytkowanie przez większość życia nabywcy i to w ograniczonym asortymencie typów, modeli w standardowych, zautomatyzowanych fabrykach, jednakowych dla całego świata. Już widzę to zbiorowe „wow!” na forach i wszędzie indziej. Utopijność tego pomysłu polega nie na tym, że to nie jest możliwe technicznie i technologicznie. Może trudniejsze organizacyjnie. Ale prawdziwy kłopot w tym, że strony uznają taki pomysł za sprzeczny z ich interesem. Pracownicy i handlowcy będą sądzić, że stracą pracę i zostaną skazani na nędzę. Pracodawcy nie widząc motywacji w produkcji takich wyrobów zapytają: i co? po takim akcie samobójczym mamy zamknąć fabrykę? To po co w ogóle ją budować? Wolnościowcy od JKM zaprotestują przeciw neokomunistycznej urawniłowce i kasacie zbawczej ręki wolnego rynku. Dla wielkich i bogatych zmaleją możliwości kumulacji większości dóbr w niewielkiej mikrospołeczności najbogatszych właścicieli tego świata. Tak, ten naprawdę wielki reset wygląda na najprawdziwszą utopię.

Niestety, tak pewnie będzie postrzegany do czasu, kiedy nie tylko werbalnie, ale w realu ziemia zapłonie. Kiedy zostanie osiągnięta powszechna świadomość, że tylko redukcja produkcji przemysłowej o jakieś 75% daje szansę na ulżenie ludzkiej bezsensownej harówce, spowolni wyścig szczurów, znacząco zmniejszy zużycie energii i surowców, zredukuje produkcję śmieci, zanieczyszczeń wody, powietrza i ziemi, degradacji środowiska. Może zmniejszyć rosnące tempo rozwarstwienia społeczeństw. Zlikwidować spore pokłady ludzkiej nędzy. Jak pisze profesor Maria Szyszkowska, „źródłem przemian jest świadomość jednostek”. Bez wszechobecnej, uprawianej na wielu poziomach życia społecznego edukacji, nie uzyska się tej świadomości i zmiany pozostaną utopią.

Warunek podstawowy zaistnienia jeszcze większego resetu, to powszechna przekonanie o jego nieuchronności. Przyjęcie takiego założenia spowoduje usilne poszukiwania i znajdowanie rozwiązań dla problemów, które niechybnie wywoła. Spadek produkcji dóbr użytkowych o 75% gwarantuje, że ogromna liczba pracowników okaże się zbędna. Tak nie musi być, jeśli w tygodniu będą pracować 4 dni po 4 godziny dziennie. To jest antropologiczna norma, która powinna wystarczać na zapewnienie środków do życia w świecie, który zaspokoił potrzeby podstawowe już pół wieku temu. Przy okazji byłaby to realizacja utopii Karola Marksa o eliminacji nieuchronnego niewolnictwa ludzi pracy. Niezbędne jest uświadomienie, że jest życie poza pracą: rodzina, troska o edukację dzieci, uprawa rzeczywiście ekologicznej żywności, sztuka, nauka, rozrywka. Konieczny warunek – zmiana priorytetów, systemu wartości, przeoranie skostniałych standardów konsumpcyjnych. Rozważenie koncepcji płacy podstawowej dla każdego, ale z mechanizmami wyróżniania, doceniania, nagradzania osobowości i twórców ponadprzeciętnych. Jeszcze większy reset nie musi ograniczyć potężnego potencjału innowacyjnego niewidzialnej ręki wolnego rynku. Przedsiębiorstwo, które zaproponuje produkcję samochodów z gwarancją na 50 lat ma szansę zdobyć ogromny rynek, gdy pokona tych, których oferta będzie gorsza. Nie ma też powodów, by znikły drogie, dostępne dla nielicznych, dzieła ludzkiego geniuszu, także technicznego. Musi być zachowana możliwość ich tworzenia. Nie może być zgody na panowanie syndromu chińskiego mundurka. W tej nowej rzeczywistości elita finansowa świata, mogłaby poczuć się nieco zawstydzona, że wnosi do dziedzictwa ludzkości w zasadzie tylko rekordową ilość zer w szacunkach swojego majątku.

Zdaję sobie sprawę, że propozycja zostanie potraktowana jako „takie sobie bajeczki”. Trudno. Może ona, jak to często bajki, przekazuje jednak jakąś naukę. Na przykład, że bez czegoś podobnego do jeszcze większego resetu nic się nie wydarzy, czego by ludzkość nie doświadczyła wcześniej. Oraz, że taka zmiana może nastąpić tylko wskutek prawdziwej katastrofy globalnej. Znaki, szczególnie na ziemi, wskazują, że trudno o takiej możliwości nie myśleć poważnie.




Eugeniusz Moczydłowski

Wólka Przybojewska, 12 marca, 2021 r.

Myśl Polska, nr 15-16 (11-18.04.2021)








tygodnik - Myśl Polska 

Towarzystwo Przyjaciół Grabowca - News: Warto przeczytać