Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

niedziela, 11 stycznia 2026

"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"












przedruki





Austria, kraj zbrodniarzy



Kurt Waldheim pełnił funkcję szefa austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz był Prezydentem Austrii w latach 1986-1992. Najbardziej szokująca jest jednak jego niemal dziesięcioletnia kadencja na stanowisku Sekretarza Generalnego ONZ w latach 1972-1981, w organizacji, której celem jest ochrona praw człowieka. Dlaczego fakt, że Waldheim mógł cieszyć się tak bogatą karierą polityczną, budzi zdziwienie? Z pomocą przychodzi nam sam Kurt, zawarł to wszystko w jednym zdaniu.

„Nie robiłem w czasie wojny niczego innego, niż to, co robiły także setki tysięcy innych Austriaków. Spełniałem swój obowiązek jako żołnierz” - Kurt Waldheim.

Rzeczywiście, to zdanie mogło wypowiedzieć znaczna część austriackiego społeczeństwa, które nigdy nie rozliczyło się ze swoją przeszłością – przeszłością naznaczoną morzem słowiańskiej i żydowskiej krwi.

Dużą część procesu wybielania austriackiego społeczeństwa stanowi mit dotyczący siłowego przyłączenia Austrii do III Rzeszy oraz rzekomej niechęci Austriaków do nazizmu i Hitlera. Tymczasem prawda jest taka, że Anschluss cieszył się powszechnym poparciem, a przyszli obywatele nazistowskiego państwa witali żołnierzy Wehrmachtu kwiatami i nazistowskimi salutami.

Znamienny jest też zapał, z jakim Austriacy przystąpili do zbrodni holokaustu. Ich ofiarami byli przede wszystkim Żydzi, Polacy, Ukraińcy oraz Rosjanie. Okrucieństwo, które przejawiali, często przewyższało to, z którego słynęli Niemcy.

Pierwszym przykładem zorganizowanego prześladowania innych narodowości była skala Kryształowej Nocy w Wiedniu.

Denazyfikacja? Przecież jesteśmy ofiarami

Niewątpliwie Austria zyskuje na skupieniu światowej opinii publicznej na roli Niemców, którzy stanowili największą grupę nazistowskich zbrodniarzy. Umożliwia to Austrii przyjęcie pozycji ofiary, niemal na równi z takimi krajami jak II Rzeczpospolita, Jugosławia czy Czechosłowacja.

Austriackie społeczeństwo niestety wyróżnia się najmniejszym stopniem denazyfikacji spośród wszystkich europejskich narodów. Całkowity brak rozliczenia z przeszłością oraz przemilczanie swojej roli w największej zbrodni w historii świata stanowią haniebną plamę na całym narodzie.

Wielką rolę w braku rozliczenia austriackich nazistów odegrali zachodni alianci, którzy już w kwietniu 1948 roku poparli amnestię dla tych zbrodniarzy. Zaskakująco, w pozytywnym świetle stawia to władze ZSRR, które jako jedyne z wielkich mocarstw głośno sprzeciwiały się tej, jakże haniebnej, ustawie. Kary uniknęło prawie pół miliona nazistów, którzy zostali zwolnieni z więzień. Ostatecznie cała wydmuszka denazyfikacji zakończyła się już w 1949 roku.

Austriaccy zbrodniarze

Kim byli najbardziej wyróżniający się Austriacy uczestnicy zagłady? Na myśl od razu przychodzi bodaj najsłynniejszy Austriak w historii – Adolf Hitler. Jego rola w zbrodniach III Rzeszy jest powszechnie znana i nie wymaga dodatkowego przypomnienia.

Drugim architektem systemu zagłady był Adolf Eichmann, odpowiedzialny za koordynację całego mechanizmu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej. Ten zbrodniarz poniósł zasłużoną karę na końcu izraelskiego sznura, po głośnym procesie w 1962 roku. W ten sposób sprawiedliwości stało się zadość.

Odilo Lotario Globocnik, znany ze swoich zbrodni, był austriackim SS-manem słoweńskiego pochodzenia i jednym z głównych organizatorów oraz wykonawców zagłady. Odpowiadał za brutalne represje wobec polskiej inteligencji i duchowieństwa.

W 1945 roku został schwytany przez Brytyjczyków, jednak w areszcie popełnił samobójstwo, unikając tym samym procesu i wymierzenia zasłużonej kary.

Często zapomina się o roli kobiet w funkcjonowaniu niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady. Wśród austriackiego personelu szczególnie wyróżniały się dwie postacie: „Kobyła z Majdanka” oraz „Bestia z Auschwitz”.

Pierwszą z nich była Hermine Braun Steiner. Kobyła słynęła z olbrzymiego okrucieństwa, szczególnie wobec dzieci. Często brutalnie wyrywała małe dzieci z rąk ich przerażonych matek, by chwilę później rozgnieść ich główki swoim ciężkim butem. Odpowiadała również za selekcję więźniów. Po wojnie wyemigrowała do USA, gdzie poślubiła byłego żołnierza amerykańskiej armii. Przez wiele lat unikała odpowiedzialności za swoje zbrodnicze czyny. W końcu została ekstradowana do RFN, gdzie wzięła udział w trzecim procesie załogi Majdanka. Została skazana na dożywocie, jednak w wieku 77 lat zwolniono ją z powodu cukrzycy. Dzięki temu mogła w spokoju umrzeć na wolności, w przeciwieństwie do setek jej ofiar.

Maria Mandl, znana jako Bestia z Auschwitz, była odpowiedzialna za wysłanie na śmierć blisko pół miliona ludzi podczas swojej pracy jako nadzorczyni kobiecego obozu Auschwitz. W ramach swoich obowiązków zajmowała się między innymi selekcją więźniarek. Słynęła z okrutnego traktowania ciężarnych kobiet, które często wybierała do przeprowadzania na nich eksperymentów medycznych. Skazywała je tym samym na długą i upokarzającą gehennę, która w większości przypadków kończyła się ich tragiczną śmiercią.

Mandl została skazana na śmierć przez powieszenie przez Najwyższy Trybunał Narodowy w pierwszym procesie oświęcimskim. W przeciwieństwie do władz Austrii i RFN, w Polsce nie było taryfy ulgowej dla nazistów.


Brak rozliczeń

Nie znamy dokładnej skali udziału Austriaków w nazistowskim ludobójstwie. Niemniej jednak nie ulega wątpliwości, że istniało powszechne poparcie dla tych działań oraz zapał, z jakim przedstawiciele tego narodu przystąpili do mordowania Żydów i Słowian.

Niestety, większość Austriaków uniknęła odpowiedzialności za swoje zbrodnie. Sprawiedliwość ich nie dosięgła, a to za sprawą państw, które niedawno intensywnie zwalczały faszyzm oraz nazistowską III Rzeszę. W ten sposób zostali rozgrzeszeni za zbrodnie popełniane w Europie Centralnej, Wschodniej oraz na Bałkanach, w mniejszym stopniu na Zachodzie.


Cóż, jak widać, ofiary stały na drodze wielkiej polityki.


Mikołaj Hutorowicz/Fronda.pl





"UE jest przejęta przez grupę przestępczą"

„Ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz” - powiedział w „Salonie Dziennikarskim” na antenie Telewizji wPolsce24 Maciej Pawlicki, publicysta i reżyser.


Moim zdaniem idzie tu nie tylko o przyszłość rolnictwa, bo wyraźnie widać, że wszystko zmierza do tego, aby zlikwidować rolnictwo europejskie

— oceniła redaktor Aleksandra Jakubowska.

Pytana przez Jacka Karnowskiego, czy cel jest ideologiczny, odparła:

Myślę, że bardziej komercyjny. To rolnictwo w jakimś tam stopniu będzie istniało. Oczywiście będą ludzie, których będzie stać na to, żeby kupować zdrową żywność za duże pieniądze.

Ale moim zdaniem był to moment historyczny. To znaczy po raz pierwszy tak jawnie okazało się, w jaki sposób Unia Europejska ma być rządzona w momencie, kiedy Niemcom uda się przeprowadzić swój plan centralizacji. Bo do tej pory to wszystko było robione tak jak salami, po kawałku odcinano państwom narodowym ich kompetencje zapisane w traktatach. Mówiono o tym, że te traktaty trzeba zmienić. Nagle okazało się, że TSUE nie jest trybunałem, który ma pilnować, czy państwa narodowe zgodnie z traktatami swoje ustawodawstwo prowadzą, tylko jest sam źródłem prawa. Wszystko to dotychczas odbywało się po cichu, ale to, co wydarzyło się z Mercosur, stanowi spektakularny przykład tego, jak będzie rządzona Europa, jeśli Niemcom uda się przeprowadzić ich plan

— dodała publicystka wPolsce24.

Cała sytuacja pokazuje, jak patologiczną organizacją jest Unia Europejska. po drugiej stronie mamy Mercado Común del Sur, czyli unię handlową krajów Ameryki Południowej. Tam za chwilę Wenezuela do tego dołączy, bo ona jest w tej chwili zawieszona. I każde z tych państw może powiedzieć, że nie podpisuje tej umowy. Z naszej strony, czyli ze strony Unii, jedzie Ursula von der Leyen i 27 przywódców państw nie ma nic do powiedzenia, bo ona podpisuje. A tam podpisze prezydent Brazylii, Argentyny, Paragwaju, Urugwaju. A jak Paragwaj powie, że nie podpisuje, to nie podpisze i nic mu nie mogą zrobić. Co pół roku mają prezydencję, czyli właściwie jest taki operator tego całego paktu Mercosur, który załatwia takie sprawy operacyjne. Nie ma żadnej ideologii w tym

— ocenił publicysta wPolsce24 Dariusz Matuszak.


Pytany przez prowadzącego, czy chodzi tu o to, że przemysł niemiecki, który ma problemy, szuka rynków zbytu, stwierdził:

Oczywiście, że to jest prawda. Po pierwsze, doświadczenie uczy, że nie należy wierzyć w nic, co Unia obiecuje, co deklaruje, czyli te wszystkie zabezpieczenia teoretyczne. Teoretyczne, bo tak naprawdę jeszcze ich nie ma w tych papierach.

Po drugie: są konkretne zapisy, na przykład Unia dopłaci do wiatraków, żeby sobie w Europie kraje Mercosur mogły kupić wiatraki, po prostu jest zapis o konkretnych kwotach – dokładnie już w tej chwili nie pamiętam, ale to jest około miliarda euro. No, otwarcie na przemysł, głównie maszynowy, chemiczny. Z Rosji nawozy lecą do Brazylii. Brazylia jest największym importerem rosyjskich nawozów. Niemiecki koncern BASF wykupił amerykański Monsanto. To jest to samo, tylko przemianowane. Byłem Bogdan, a teraz jestem Mietek. Albo byłem Adolf, a teraz jestem Jurgen


— dodał Matuszak.


Pawlicki: Trzeba urealnić język debaty o UE

Myślę, że trzeba zmienić język. Całkowicie zgadzam się z tym co pani Aleksandra powiedziała, że to jest jednak pewien punkt zwrotny. Dlatego, że do tej pory to nie było po cichu, bo oczywiście to było na różne sposoby, różnymi kłamstwami oblepiane. I oczywiście są w Polsce siły, które wierzą w te idiotyzmy, ocieplenia, wpływ na redukcję dwutlenku węgla. Są też grupy polityczne czy społeczne, które mają stosunek do narzucanej nam imigracji z Afryki czy z Azji inny niż większość narodu. Ale w tej sprawie wydaje się, że jedność klasy politycznej, przynajmniej w deklaracjach, jednak istnieje

— stwierdził z kolei Maciej Pawlicki, reżyser i publicysta.


I po raz pierwszy mamy taką sytuację, w której najeźdźca chce narzucić nam coś, czego nie chcemy, wiemy, że nam szkodzi, i chcemy to odrzucić. I nagle się okazuje, że jest jakiś pan nad nami, który nam powie: „Nie, będzie inaczej”. Tak się działo za zaborów, tak się działo za najazdów, tak się działo w krajach podbitych i trzeba zdać sobie sprawę, że ta Unia to nie jest Unia, do której wchodziliśmy. Ta Unia została przejęta przez zorganizowaną grupę przestępczą niemiecką. Mam nadzieję, że to nie dotyczy całej klasy politycznej, ale ta niemiecka grupa przestępcza, terrorystyczna, która przejęła Unię, wprowadza w tej chwili terror w krajach, które wzięła na smycz. I coraz bardziej zacieśnia tę smycz i należy tę Unię albo odzyskać, albo z niej wystąpić. Ale po to, żeby ją odzyskać, należy realnie mówić o scenariuszu występowania z tej Unii. Przestać płacić składki, krótko mówiąc urealnić język opowiadania o tym, co się dzieje, bo w tej chwili to niszczenie polskiego rolnictwa to jest także niszczenie klasy średniej
— dodał.


Jeśli ktoś łamie prawo, to znaczy, że jest przestępcą, więc należy go wsadzić do więzienia i należy ten proces rozpocząć
— ocenił komentator.


Straszak „polexitu” jest używany przez środowisko Tuska od wielu lat. On działał w momencie, kiedy rzeczywiście było ogromne wsparcie procentowe. Polacy byli przekonani, że Unia Europejska to jest dobry pomysł i byli tacy, powiedziałabym, optymistycznie nastawieni do bycia Polski w tej organizacji. Natomiast proszę zwrócić uwagę na to, że z miesiąca na miesiąc w sondażach to poparcie dla bytności Polski w Unii Europejskiej, i w ogóle ocena tego organizmu spada. Nawet polscy politycy na czele z ministrem rolnictwa Krajewskim próbują upudrować to, co się wydarzyło, mówiąc o tak zwanych klauzach ochronnych, że nam nic nie grozi, nic się nie stanie, a w ogóle minister Krajewski mówi: „A przecież meble będziemy tam do tej Ameryki Łacińskiej wysyłać” i tak dalej

— stwierdziła redaktor Aleksandra Jakubowska z Telewizji wPolsce24.





"Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan". 


10.01.2026 13:37

W warszawskim hotelu Gromada odbyło się dziś Ogólnopolskie Forum Oświatowe "W trosce o przyszłość polskiej szkoły". Wśród prelegentów wystąpili pedagodzy, nauczyciele, działacze społeczni, związkowcy, samorządowcy, dziennikarze i rodzice.

Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” od dawna alarmuje, że w polskiej szkole dzieją się niepokojące rzeczy, a praca nauczyciela staje się coraz trudniejsza


"System oświaty wymaga gruntownej przebudowy"

Konferencję otworzyli Hanna Dobrowolska, koordynator Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły oraz dr. Waldemar Jakubowski, przewodniczący Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność".

Hanna Dobrowolska opowiedziała o działaniach Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, którą w tej chwili współtworzą już 92 organizacje, którym przyświeca dobro polskich uczniów.



Naszym celem jest powstrzymanie destrukcji, a następnie doprowadzenie do głębokiej odnowy polskiej oświaty. Odzyskanie pokolenia dobrze wykształconych, etycznych, oddanych Ojczyźnie młodych Polaków stanowi nasz naczelny cel. Temu służyły manifestacje, pikiety, konferencje prasowe oraz działalność publicystyczna

- powiedziała Hanna Dobrowolska.


Sukcesy minionego roku oraz procesy, które udało się powstrzymać lub nagłośnić do tego stopnia, że poruszyły całe społeczeństwo, są zasługą właśnie tych szerokich środowisk. (...) Najważniejsze jest to, abyśmy dziś otworzyli niezależną debatę, która da szansę wypowiedzenia się bardzo wielu osobom i środowiskom – również tym, które współtworzą proces, jaki ogólnie nazywamy oświatą

- podkreśliła.
 

Waldemar Jakubowski mówił z kolei o ostatnich działaniach Krajowej Sekcji Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność.

System oświaty wymaga gruntownej przebudowy i głębokiego przemyślenia. Chcemy wypracować konkretne wskazówki dotyczące tego, w jakim kierunku system ten powinien się zmieniać. Jesteśmy głęboko przekonani, że znajdujemy się obecnie w momencie przełomowym – w czasie kryzysu. Powiem nawet nieco przewrotnie, że być może dobrze się stało, iż obecnie w Ministerstwie Edukacji Narodowej mamy taką, a nie inną ekipę. Gdyby byli to fachowcy „z wyższej półki”, sytuacja byłaby znacznie trudniejsza. Natomiast przy obecnym kierownictwie wiele spraw staje się bardziej klarownych

- przekonywał.


Obecną ekipę ministerialną nie jest trudno punktować. Przypomnę choćby aferę związaną z godzinami ponadwymiarowymi. Krajowa Sekcja Oświaty już wcześniej wskazywała, że rozwiązania prawne proponowane przez Ministerstwo doprowadzą do poważnych problemów. I dokładnie tak się stało. Konieczne były interwencje na najwyższym szczeblu, medialne spektakle oraz działania ratunkowe, by się z tych decyzji wycofać

- dodał.

Pytanie zasadnicze brzmi: w jakim kierunku iść dalej i jak powinna wyglądać polska oświata? To wciąż temat otwarty, choć czasu na podjęcie kluczowych decyzji pozostaje coraz mniej
- spuentował przewodniczący Jakubowski.

Stan polskiej oświaty

W ramach konferencji odbyły się trzy panele dyskusyjne. W panelu eksperckim pt. "Ocena zmian w oświacie", który prowadził Rafał Woś, zastępca redaktora naczelnego "Tygodnika Solidarność". prof. Jan Żaryn, historyk, a także nauczyciel akademicki, postawił śmiałą tezę:

Najważniejsze instytucje edukacyjne i naukowe państwa polskiego, a więc przede wszystkim resort edukacji oraz resort nauki, nieprzypadkowo zostały w obecnej koalicji rządzącej powierzone ludziom o proweniencji bądź wyraźnie postkomunistycznej, bądź jednoznacznie lewicowej, ideologicznie lewicowej. Był to wybór w pełni świadomy. Powodem tego wyboru było wykorzystanie instytucji państwa polskiego do realizacji projektu, który można określić jako globalny projekt walki o mentalność nowego człowieka.

Mówił jednak również o tym, że prawdziwym punktem odniesienia jest dla dzieci ich rodzina.

Wszystkie badania socjologiczne prowadzone w wolnej Polsce od lat 90. aż po dziś pokazują jednoznacznie, że najwyższą wartością dla Polaków jest rodzina. Bez względu na to, jak bardzo ideologie próbują narzucić inną wizję rzeczywistości, oddolna mądrość narodu pozostaje niezmienna. Rodzina jest przestrzenią bezpieczeństwa, wychowania, dojrzewania i dążenia do szczęścia – nie ideologiczne konstrukty

- podkreślił.

Apeluję, abyśmy – jako przedstawiciele różnych środowisk społecznych, stowarzyszeniowych i związkowych – zrobili wszystko, by powstał projekt zespołu ludzi kompetentnych, zdolnych odpowiedzieć na pytanie, czym jest dziś polski obszar edukacji. Byłaby to realna odpowiedź na rewolucyjny projekt realizowany niestety także w instytucjach państwa polskiego

- spuentował prof. Jan Żaryn.



Wojciech Książek, nauczyciel i działacz NSZZ "Solidarność" mówił z kolei o potrzebnych zmianach w różnych obszarach edukacji.

Zmiana podstaw programowych wymaga uwzględnienia programów nauczania, planów nauczania, podręczników, pomocy dydaktycznych – dziś także cyfrowych. Nie można wprowadzać nowego przedmiotu bez zaplecza kadrowego i przygotowania

- przekonywał. Apelował również o to, by nie zapominać o nauczycielach.

Ich autorytet, kształcenie, doskonalenie i godne wynagrodzenie są fundamentem systemu. Gdyby reformy sprzed lat były kontynuowane, dziś nauczyciel dyplomowany zarabiałby średnio około 11 tysięcy złotych. To pozwalałoby na realne uczestnictwo w kulturze i życiu lokalnym

- zaznaczył. Jako najtrudniejsze, a zarazem potrzebne zadanie przedstawił opracowanie i wdrożenie długofalowej wizji edukacji i stabilnego systemu egzaminacyjnego.



"Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną"

W panelu kadry oświatowej pt. "Różnorodność a mit równości. Rola nadzoru pedagogicznego i samorządu", dr Waldemar Jakubowski diagnozując stan dzisiejszej szkoły, podkreślił:

Szkoła traci dziś swoją funkcję formacyjną. Przestaje przygotowywać do życia obywatelskiego, rodzinnego i społecznego. Dlatego konieczna jest zmiana myślenia o edukacji jako całości. Sprzeciwiam się atomizacji systemu, ponieważ prowadzi ona do rozpadu wspólnoty społecznej. Potrzebujemy powrotu do prawdy, wymagań i wychowania. Szkoła musi wymagać i wychowywać, a nie jedynie dbać o dobrostan. Wychowanie bez wymagań nie prowadzi do spełnienia, lecz do braku satysfakcji z życia.


Barbara Nowak, była małopolska kurator oświaty stwierdziła z kolei:

Jestem przerażona tym, co się dzisiaj w naszych szkołach dzieje. Dlatego, że ta szkoła dzisiejsza to jest szkoła kłamstwa. Jednego wielkiego kłamstwa, potwornego kłamstwa i krzywdy, jaką stwarzają ludzie dorośli młodym ludziom. W szkole uczeń ma być bezpieczny. Rodzice oddają swój największy skarg pod opiekę nauczycieli do szkoły i mają absolutnie prawo do tego, żeby czuć, że to dziecko będzie bezpieczne. Tymczasem obecnie nie jest

Zaznaczyła także:

To jest okropna klęska nas wszystkich, że do tego żeśmy dopuścili. Ale ja powiem od razu, że patrząc na to nasze tutaj dzisiejsze zgromadzenie, że Państwo potrafiliście powiedzieć tej machinie państwowej, że się z nią nie zgadzacie. To jest cudowne. Ja tylko w tym widzę nadzieję


Niejednoznaczny obraz nauczycieli

W ostatnim panelu nauczycielsko-rodzicielskim pt. "Zmiany w oświacie a szkolne realia. Czym powinna być szkoła?" Jakub Pacan, dziennikarz "Tygodnika Solidarność" opowiadał o obrazie polskiej szkoły w społeczeństwie.

Obraz nauczycieli jest dziś bardzo niejednoznaczny. Generalnie, gdy rozmawia się z ludźmi albo słyszy rozmowy o szkole i nauczycielach, dominuje współczucie wobec tego, jak wiele nauczyciele muszą obecnie dźwigać. Jednocześnie spora część osób nie zdaje sobie sprawy z tego, jak trudna jest to praca, ponieważ widzi ją wyłącznie z perspektywy uczniów, którzy często bywają roszczeniowi

- powiedział.


Z jednej strony młodzi ludzie mówią, że nauczyciele powinni zarabiać więcej, z drugiej strony sam zawód jest wyraźnie nieszanowany, skoro tylko 4% młodych osób widzi w nim swoją przyszłość

- zaznaczył.



Autor: Barbara Michałowska
Źródło: tysol.pl





Dekalog Narodowego Przetrwania.

opublikowano: 4 stycznia



Zakaz propagandy antyrodzinnej, posiadanie rodziny jako misja każdej kobiety i każdego mężczyzny, większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi, powstrzymanie laicyzacji życia społecznego czy obowiązkowe przeszkolenie wojskowe - to niektóre punkty Dekalogu Narodowego Przetrwania. Jest to pomysł, który wczoraj zaprezentowali w „Salonie Dziennikarskim Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 Jacek Karnowski - redaktor naczelny naszej stacji oraz Marek Grabowski - socjolog, prezes Fundacji Mamy i Taty.


Jednym z tematów „Salonu Dziennikarskiego Extra” na antenie Telewizji wPolsce24 była zła sytuacja demograficzna Polski.

Stanisław Janecki z tygodnika „Sieci” przytoczył dokładne liczby. Zwrócił uwagę, że na początku lat 80., a dokładniej - w stanie wojennym, w Polsce rodziło się ponad 700 tys. dzieci. W 2017 r. jeszcze ponad 400 tys.

1.38 jest wskaźnik dla Europy za rok 2024. Za rok 2025 prawdopodobnie będzie to 230 tys. To jest katastrofa

— ocenił.

Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty ocenił, że „kielich demograficzny, niestety, jest taki, że obecnie, żeby tę dzietność osiągnąć rzędu 2.1, kobiety musiałyby mieć ponad czwórkę dzieci”.


Dekalog Narodowego Przetrwania

Redaktor naczelny wPolsce24 Jacek Karnowski i zaproszeni komentatorzy nie tylko ubolewali nad zaistniałą sytuacją, ale również postanowili wskazać receptę.

Proszę państwa my z Markiem Grabowskim, socjologiem, pokusiliśmy się o opracowanie takiego dekalogu. To są propozycje, które, uważamy, trzeba położyć na stole. My się nie upieramy przy konkretnych zapisach i punktach, można rozmawiać, ale no to jest właśnie premiera


— podkreślił redaktor Karnowski.


A oto i Dekalog Narodowego Przetrwania:

1. Zakaz propagandy antyrodzinnej
2. Przyjęcie założenia, że misją każdej kobiety i mężczyzny jest posiadanie potomstwa
3. Przyznanie rodzinom z dziećmi większych praw politycznych
4. Progresywne programy socjalne
5. Wychowanie młodego pokolenia maksymalnie poza wpływem mediów społecznościowych
6. Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej
7. Obowiązkowe przeszkolenie wojskowe
8. Powstrzymanie laicyzacji życia społecznego
9. Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej
10. Przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna


Antyrodzinna propaganda groźniejsza niż narkotyki?

Jacek Karnowski tłumaczył, że propaganda antyrodzinna powinna być karana – i to co najmniej tak surowo jak handel narkotykami.

Jej skutki są nawet straszniejsze

– ocenił.

W przypadku punktu 2. redaktor naczelny Telewizji wPolsce24 podkreślił:

To nie oznacza oczywiście stygmatyzowania, ale to musi być ważna wartość społeczna
– wskazał.

Co oznaczałyby większe prawa polityczne dla rodzin z dziećmi? Według prowadzącego, mógłby to być np. „dodatkowy głos na każde dziecko”.

W kwestii programów socjalnych Jacek Karnowski proponuje 800+ na pierwsze dziecko, ale na drugie już np. 1600+, a na trzecie 2400+. Jeżeli chodzi o wychowanie dzieci maksymalnie poza wpływem social mediów – trzeba szukać rozwiązań.

Wzmocnienie treści narodowych i wspólnotowych w edukacji szkolnej, a także większe nasycenie procesu edukacji zajęciami praktycznymi. Chodzi o to, żeby te dzieci naprawdę się ruszały i żeby były we wspólnocie
– mówił dalej Jacek Karnowski.

Obowiązek przeszkolenia wojskowego powinien, w ocenie naczelnego Telewizji wPolsce24, obejmować wszystkich bez wyjątku, a kobiety miałyby możliwość „wyboru służby w siłach wsparcia medycznego”.

Kolejny punkt to powstrzymanie laicyzacji życia społecznego, a przynajmniej jej promocji. Co kryje się za kolejnym punktem?

Zaprzestanie wykorzystywania zagrożeń geopolitycznych i zdrowotnych jako narzędzia destabilizacji społecznej - tu widać, że pandemia posłużyła do reżyserii społecznej, do rozbicia tego, co jeszcze istniało.

I na koniec: przyjęcie założenia, że emigracja na stałe z Polski nie może być postrzegana dalej jako rzecz neutralna czy wręcz pozytywna dla losów narodu.

Oszustwo feminizmu i liberalizmu
Anna Pawelec, dziennikarka Telewizji wPolsce24, pozytywnie oceniła dekalog.

Nie ma teraz „mody” na posiadanie dzieci. Ale z drugiej strony moje pokolenie przede wszystkim chce wychowywać dzieci trochę inaczej, niż nas wychowali nasi rodzice. Moi rodzice mieli nas 4. Ja już mam 2. Teraz są trochę inne wychowania wobec rodziców. Nasi rodzice z nami nie spędzali tyle czasu, ile byśmy chcieli. A my dzisiaj chcemy wyjechać z dziećmi na wakacje, posiedzeć po południu

– podkreśliła.

Pozostali goście komentowali poszczególne punkty dekalogu w następujący sposób:

W Australii w jednym ze stanów jest taki system, że rodzic ma w imieniu dziecka możliwość zagłosowania, ma te dodatkowe głosy. I to można zrobić
– wskazał z kolei Marek Grabowski.

Czy feminizm oszukał swoich „klientów”?

W pewnej mierze oszukał ich liberalizm jako taki. Ten koncept, że kończę studia. Później organizuję sobie pracę. A jak zajmę średni szczebel menadżerski, to jeszcze kupię mieszkanie własnościowe, najlepiej od razu już cztery pokoje, żeby było na przyszłość. W efekcie mam lat 35- 40 i nagle się okazuje, że nie mam partnerki, narzeczonej, korpo i tak już wyrzuciło albo za 5 lat wywali i tyle

— podkreślił Grabowski.


To powinna być podstawa, żeby powstał rządowy raport. Istnieje rządowa rada ludnościowa. A po raporcie natychmiast przejście do czynów

— wskazał Stanisław Janecki.

Polska wymiera przez polskojęzyczne media?

My stworzyliśmy w fundacji taki raport o nazwie właśnie „Polska wymiera”. I tam znaleźliśmy kilka przykładów dosłownie, z mediów, których nazw już nie będę wymieniał i opiszę je ogólnie jako polskojęzyczne: „Ciąża to choroba”, „Dziecko utrudniło mi wyjazd”, „Żałuję, że jestem matką”
— wyliczał Marek Grabowski.

Domyślam się, że chodzi tutaj o Onet. Tak, trzeba powiedzieć, że dziecko jest wyrzeczeniem. Że ciąża jest pewną trudnością. Są trudne sytuacje, mnóstwo wyrzeczeń, ale dziecko właśnie nadaje sens naszemu życiu

— podsumowała Anna Pawelec.







Jak to wszystko zależy od tego, kto mówi.... jak mówi.... i po co....




„Chińczycy weszli w tryb machania na nas kijem, osiągnęli jakąś nieprawdopodobną pewność siebie. Zjadają nasz przemysł i nawet nie próbują zaoferować czegoś w zamian” - powiedział gazecie.pl wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich Jakub Jakóbowski. 

W jego ocenie europejskie kraje znajdują się między młotem a kowadłem, bo z jednej strony Chiny zwiększają swoją gospodarczą ekspansję, a z drugiej Rosja nie zamierza porzucić imperialnych i terytorialnych ambicji.

W ocenie Jakóbowskiego Pekin jest bezwzględny jeśli chodzi o swoją ekspansję gospodarczą na Zachód, wykorzystując wszelkie słabości innych krajów, zwłaszcza USA.


Absolutna heglowsko-marksistowska pewność, że obiektywne czynniki dziejowe - to, gdzie jest światowa produkcja, technologie, zasoby - powodują wzrost ich siły i uwiąd Ameryki. W dodatku ta dzisiejsza Ameryka jest w stanie rewolucyjnego rozedrgania, chce robić wszystko na raz: poustawiać swoich sojuszników, wygrać konkurencję z Chinami, a może jednak się nimi ułożyć, zrobić G-2 i podzielić świat na pół. Ameryka się wymyśla na nowo, a Chiny czytają to jako słabość

— ocenia wiceszef Ośrodka Studiów Wschodnich w gazeta.pl i podkreśla, że Chińczycy są dziś pewni siebie jak nigdy do tej pory.


To było widać w trakcie eskalacji wojny handlowej na wiosnę. Ameryka nałożyła cła, Chińczycy dali w odwecie tyle samo, Ameryka znów podniosła, Chińczycy podnieśli tyle samo: „Możecie licytować dalej, my jesteśmy gotowi”. I Trump się cofnął. Tak samo było na jesieni, Amerykanie wprowadzili nowe restrykcje eksportowe, Chińczycy wprowadzili swoje restrykcje na metale ziem rzadkich: „I co? Czy chcecie grać dalej? Bo my możemy”. I Trump znów się cofnął. Nie twierdzę, że Chińczycy wygrali, ale po raz pierwszy mocno pokazali, że istnieje granica tego, co USA mogą zrobić. I są niesamowicie pewni siebie z tego powodu

— podkreśla Jakóbowski.

Chińczycy już czują się równie Amerykanom

Za 4 miesiące w Pekinie Donald Trump spotka się z przywódcą Chin Xi Jinpingiem. W opinii wiceszefa Ośrodka Studiów Wschodnich nie można wykluczyć, że Chińczycy i Amerykanie będą chcieli się dogadać w kwestii podziału wpływów w globalnej gospodarce.

Chińczycy wobec Europy, Japonii, wielu innych państw, szczególnie sprzymierzonych dotąd z Ameryką, stali się obcesowi. Zaczęli uważać, że my nie mamy żadnych kart. (…) Przestali nas uwodzić, kusić, tylko zaczęli mówić: ma być tak i tak, a jak się nie zgadzacie, to was dociśniemy. To oczywiście dla nas źle, ale z drugiej strony to działa jak pobudka.

— ocenia Jakóbowski i dodaje, że najbardziej przerażeni tym stanem są dziś Niemcy, które mogą stracić kontrolę nad dostawami surowców (metale rzadkie) materiałów i podzespołów. Szczególnie w przemyśle motoryzacyjnym.


Pożerają nasz przemysł żywcem. Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec, a tymczasem model gospodarczy, który zbudowali, dotyczy wszystkich, bo rozciąga się po całym kontynencie. I konsekwencje niemieckich złych wyborów z przeszłości przelewają się do nas, do Czech, do Francji, Holandii. (…) Nowy model samochodu w Europie to 4-5 lat, a w Chinach to półtora roku. I jeszcze go wyprodukujesz połowę taniej i sprzedasz na cały świat. To wszystko oznacza, że możemy stracić przemysł. Batalia, która się rozegra, będzie o to, czy jesteśmy w stanie to powstrzymać

— podkreśla Jakub Jakóbowski z Ośrodka Studiów Wschodnich. W jego opinii UE ma oczywiście różne możliwości reagowania na tę sytuację, ale stanowi dziś ogromny organizm gospodarczy, którego niszczy bezwład. Zasada subsydiarności, jest słuszna - niech Unia się nie wtrąca tam, gdzie nie musi - ale poszczególne kraje zbyt małe możliwości aby poradzić sobie samodzielnie.


Elity europejskie z zielonej transformacji zrobiły eschatologiczną ideę, religię, dzięki której miał nadejść czysty i zbawiony świat. (…) Rozwiązanie pułapki klimatycznej, w którą wpadł świat, jest dla mnie mega ważne. Ale w obecnym kształcie Zielony Ład to rodzaj przemysłowego samobójstwa. Inni już to odrzucili. (…) Dzisiaj Ameryka się obróciła na pięcie, nie wiemy, czy wróci do tego stolika, natomiast Chiny myślą już wyłącznie o tym, żeby być samodzielne i niezależne od reszty. A emisje mają dla nich wtórne znaczenie

— brzmi analiza Jakóbowski, który ocenia, że Rosja i Rosja planuje dalszą ekspansję na Zachód, także terytorialną, co jest dla Europy ogromnym zagrożeniem.




"Niemcy jak zwykle myślą kategoriami Niemiec"

Co na to Freud?









wpolityce.pl/spoleczenstwo/749837-polska-wymiera-oto-dekalog-narodowego-przetrwania
wpolityce.pl/gospodarka/749605-jakobowski-chinczycy-wobec-europy-stali-sie-obcesowi
fronda.pl/a/Austria-kraj-zbrodniarzy,250921.html
fronda.pl/a/To-jest-do-dyskusji-historykow-Ambasadora-Ukrainy-zapytano-o-zbrodnie-na-Polakach,250928.html
polityce.pl/polityka/750336-salon-dziennikarski-ue-przejeta-przez-grupe-przestepcza



czwartek, 8 stycznia 2026

WUOZ Gdańsk

 


19 grudnia 2025 roku zgłosiłem mailowo kolejne odkrycie do Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Gdańsku - z przypomnieniem poprzedniej korespondencji mailowej o wcześniejszych odkryciach.


Dzisiaj zadzwoniłem w tej sprawie - była krótka rozmowa telefoniczna.






maciejsynak.blogspot.com/2022/04/midas.html

poniedziałek, 5 stycznia 2026

Śmigło - Śmigły - śmigus

 




Edward Rydz-Śmigły

Edward Śmigły-Rydz, także: Edward Rydz, ps. „Śmigły”, „Tarłowski”, „Adam Zawisza” (ur. 11 marca 1886 w Brzeżanach, zm. 2 grudnia 1941 w Warszawie) – polski wojskowy, polityk, marszałek Polski, generalny inspektor Sił Zbrojnych, Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych w wojnie obronnej Polski w 1939, formalnie przez 17 dni „następca prezydenta Rzeczypospolitej na wypadek opróżnienia się urzędu przed zawarciem pokoju”.


Rozpoczął karierę jako dowódca III batalionu Legionów Polskich. Gdy Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski zostali uwięzieni w Magdeburgu, objął kierownictwo Polskiej Organizacji Wojskowej (POW). W czasie wojny polsko-bolszewickiej, w stopniu generała porucznika dowodził m.in. 3 i 2 Armią. W 1935 po śmierci Piłsudskiego, został mianowany przez prezydenta Ignacego Mościckiego generalnym inspektorem Sił Zbrojnych, a w następnym roku w kontrowersyjnych okolicznościach mianowany marszałkiem Polski.

1 września 1939, w pierwszym dniu kampanii wrześniowej, Ignacy Mościcki mianował go Wodzem Naczelnym. Dzień po agresji ZSRR na Polskę przekroczył wraz ze Sztabem Naczelnego Wodza granicę Rumunii, gdzie został internowany. W październiku 1941 wrócił potajemnie poprzez Węgry do okupowanej Polski, gdzie przebywał w konspiracji do śmierci w grudniu tego samego roku.

Urodził się w Brzeżanach, ówczesnym mieście powiatowym Królestwa Galicji i Lodomerii. Jego ojcem był Tomasz Rydz – urodzony w okolicach Wieliczki syn kowala, plutonowy 7 galicyjskiego pułku ułanów, a później wachmistrz policji. Jego matką była natomiast Maria z domu Babiak – córka miejscowego listonosza, a później policjanta. Rodzice pobrali się w 1888 r., czyli dopiero 2 lata po urodzinach syna, a powodem tego opóźnienia były prawdopodobnie problemy finansowe przezwyciężone po awansie ojca na plutonowego.

Jak podaje Ryszard Mirowicz, na przestrzeni lat pojawiało się wiele domysłów dotyczących statusu rodziny Rydzów – mieli być oni przedstawicielami zubożałej szlachty lub też pochodzić z chłopstwa. Sam najbardziej zainteresowany nigdy nie zabrał głosu w tej sprawie. Tomasz Rydz zmarł, gdy Edward miał 2 lata, a matka umarła (pochowana na cmentarzu miejskim w Brzeżanach, gdy chłopiec liczył sobie 10 lat. Zaopiekował się nim dziadek, Jan Babiak (który był człowiekiem ubogim, pracującym jako robotnik w rzeźni i dozorca). Nieco później dzieckiem zaopiekowali się Uranowiczowie, rodzina inteligencka. Dzięki ich wsparciu, Edward mógł pójść do szkoły.

Uczęszczał do C.K. Wyższego Gimnazjum w Brzeżanach, gdzie jako Edward Rydz w 1899 ukończył IIa klasę, w 1900 – IIIa, w 1902 – Va, w 1905 zdał maturę. Jego najbliższymi kolegami szkolnymi byli Edmund Uranowicz i Alfred Biłyk. W tym czasie zainteresował się myślą społeczną i polityczną. W jego ręce trafiły m.in. pisma Wincentego Lutosławskiego i Bolesława Limanowskiego. Dał się również poznać jako utalentowany rysownik, szkicujący przede wszystkim pejzaże, ale także np. karykatury. Pod koniec nauki w gimnazjum wstąpił do socjalistycznej organizacji młodzieżowej „Promień”. Później znalazł się w „Odrodzeniu”. Była to organizacja niepodległościowa, przeprowadzająca nawet ćwiczenia wojskowe. Brał w nich udział także młody Edward Rydz.

Początki działalności niepodległościowej

Po ukończeniu gimnazjum i zdaniu matury, rozpoczął studia w Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Jego opiekunem artystycznym był początkowo Leon Wyczółkowski, a później Teodor Axentowicz. Rydz rozwijał swój talent, korzystając z finansowego wsparcia burmistrza Brzeżan, Stanisława Schätzla (w latach 1908–1909 na fasadzie tamtejszego kościoła ormiańskiego namalował fresk z wyobrażeniem Matki Boskiej). 

W 1907 r. uczestniczył w akcji propagandowej mającej zachęcić chłopów do głosowania na ludowców w wyborach do państwowych organów przedstawicielskich. W 1908 r. wstąpił do Związku Walki Czynnej (ZWC). W tym czasie zdecydował o poświęceniu kariery artystycznej na rzecz działalności politycznej. Z tego powodu przerwał studia na ASP i przeniósł się na Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego. W ZWC zetknął się z ideologią piłsudczykowską i takimi postaciami jak Walery Sławek, Aleksander Prystor czy Kazimierz Sosnkowski. W latach 1910–1911 odbył obowiązkową jednoroczną służbę wojskową w c. i k. 4 Dolnoaustriackim Pułku Piechoty Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżackiego w Wiedniu. Po zakończeniu służby został mianowany aspirantem oficerskim (niem. Fähnrich). Rydz przykładał się do służby w austriackim wojsku, ponieważ uważał, że wiedza zdobyta w tym okresie może zostać wykorzystana podczas przyszłej walki o niepodległość Polski.

Podczas działalności w ZWC posługiwał się pseudonimem „Śmigły”.

W 1912 r. ukończył niższy, a następnie wyższy kurs oficerski Związku Strzeleckiego „Strzelec”. Był pierwszym komendantem Oddziału Związku Strzeleckiego w Brzeżanach, a później komendantem kursu strzeleckiego w Krakowie (lata 1912–1913). W 1913 wrócił do przerwanych studiów na ASP (pod kierunkiem prof. Józefa Pankiewicza), które kończył rok później. W 1913 r. został mianowany komendantem Okręgu Związku Strzeleckiego we Lwowie. Był także redaktorem odpowiedzialnym miesięcznika „Strzelec” (swe artykuły podpisywał pseudonimem „Śmigły”). W tym czasie Rydz był już osobą wysoko cenioną przez Józefa Piłsudskiego.

[...]

W 1920 r., po wejściu w życie ustawy umożliwiającej uzupełnienie nazwiska o pseudonim przybrany podczas służby wojskowej, Edward Rydz, który od roku 1912 używał też pseudonimu „Śmigły”, zmienił nazwisko na „Rydz-Śmigły”, a następnie około 1936 r. zmienił szyk słów na „Śmigły-Rydz”.

[...]


Po podpisaniu pokoju ryskiego, rozpoczęto demobilizację armii polskiej. 15 września 1922 r. Dowództwo 2 Armii przemianowano na Inspektorat Armii nr I, a inspektorem (jednym z pięciu) został gen. Edward Rydz-Śmigły. Powierzona funkcja, jak również ogromny zakres obowiązków i szerokie uprawnienia świadczyły o zaufaniu, jakim darzył go Piłsudski. Naczelnik Państwa pisał o Rydzu-Śmigłym w urzędowej charakterystyce z grudnia 1922 r.:


Pod względem charakteru dowodzenia: Silny charakter żołnierza, mocna wola i spokojny, równy opanowany charakter. Pod tymi względami nie zawiódł mnie ani w jednym wypadku. Wszystkie zadania, które mu stawiałem jako dywizjonerowi czy dowódcy armii, wypełniał zawsze energicznie, śmiało, zyskując w pracy zaufanie swoich podwładnych, a rzucałem go zawsze podczas wojny na najtrudniejsze zadania. Pod względem mocy charakteru i woli stoi najwyżej pośród generałów polskich. Z podwładnymi jest równy, spokojny, pewny siebie i sprawiedliwy. Natomiast co do otoczenia własnego i sztabu – kapryśny i wygodny, szukający ludzi, z którymi by nie potrzebował walczyć lub mieć jakiekolwiek spory. W pracy operacyjnej ma zdrową, spokojną logikę i uporczywą energię do spełniania zadania. Śmiałe koncepcje go nie przerażają, niepowodzenia nie łamią. Szybko zyskuje duży wpływ moralny na podwładnych. Piękny typ żołnierza, panującego nad sobą i mającego silną dyscyplinę wewnętrzną. Pracuje zawsze dla rzeczy nie dla ludzi. Pod względem objętości dowodzenia: Polecam każdemu dla dowodzenia armią. Jeden z moich kandydatów na Naczelnego Wodza. Bałbym się dla niego dwóch rzeczy: 1) że nie dałby sobie rady w obecnym czasie z rozkapryszonymi i przerośniętymi ambicjami generałami i 2) nie jestem pewien jego zdolności operacyjnych w zakresie prac Naczelnego Wodza i umiejętności mierzenia sił nie czysto wojskowych, lecz całego państwa swego i nieprzyjaciela.


Była to najlepsza opinia na temat generałów, wystawiona przez Józefa Piłsudskiego na użytek Ścisłej Rady Wojennej. Tuż za Rydzem-Śmigłym znaleźli się gen. Kazimierz Sosnkowski i gen. Władysław Sikorski. Pomimo to, nie stał się on bezpośrednim politycznym współpracownikiem marszałka, choć np. stanął po stronie Piłsudskiego w sporze z 1923 r. z Sikorskim na temat organizacji najwyższych władz wojskowych. W czasie pełnienia funkcji inspektora, Rydz-Śmigły uzupełniał swą wiedzę z wojskowości. W przeciągu kilku lat stał się autorytetem w tej dziedzinie, co było swoistym ewenementem, ponieważ był osobą bez formalnego wykształcenia wojskowego.


[...]

Gdy w marcu 1939 r. Niemcy ponownie podnieśli kwestię statusu Gdańska, marszałek spotkał się z Beckiem i prezydentem Mościckim. W dyskusji najważniejszych osób w państwie wyraził swoje przekonanie, że wojna z III Rzeszą jest nieunikniona. Nie zgodził się z nim minister spraw zagranicznych. Kilkanaście dni później (31 marca) zawarto porozumienie polsko-brytyjskie dotyczące kwestii wojskowych. Marszałek przyjął je z wielkim zadowoleniem, uznając, że równoczesne zacieśnienie współpracy z Francuzami odsunie lub nawet całkowicie usunie widmo konfliktu zbrojnego.

Jednocześnie jednak rozpoczął przygotowania polskiej armii na atak z zachodu (wcześniej zakładano, że o wiele bardziej realny jest atak ZSRR). Marszałek wydał gen. bryg. Wacławowi Stachiewiczowi wskazówki do opracowania plan operacyjnego „Zachód”, zawierającego przewidywania co do rozwoju sytuacji na wypadek niemieckiej agresji. Nie uzyskał on jednak statusu oficjalnego dokumentu.

Podstawową wadą polskiego planu obrony w wojnie z Niemcami była jego mała realność. Formułując go, generalny inspektor nie brał pod uwagę aktualnych możliwości militarno-gospodarczych kraju, lecz życzenia naczelnych władz państwowych i wojskowych. Plan ten powstał w zbyt krótkim czasie, aby mógł zostać dopracowany w szczegółach. Ponadto część jego podstawowych założeń opierała się na przypuszczeniach niepopartych dogłębnymi studiami. Śmigły-Rydz przywiązywał wielkie znaczenie do ofensywy na froncie zachodnim, a jednocześnie niewiele zrobił, aby sojusz z Francją pogłębić i podpisać umowę polityczną, która była podstawowym warunkiem zaangażowania się tego kraju po stronie Polski.

23 marca 1939 r. Śmigły-Rydz zarządził częściową mobilizację alarmową. Nie wprowadził stanu pogotowia wojennego, ponieważ sądził, że miałoby to zgubne skutki dla gospodarki. Dopiero 23 sierpnia zarządzono mobilizację wojska w okręgach korpusów graniczących z Niemcami.

W lipcu 1939 ukazał się wywiad prasowy, którego Śmigły-Rydz udzielił amerykańskiej dziennikarce Mary Heaton Vorse. Stwierdzał w nim m.in.:

Wyczerpiemy wszystkie metody załatwienia kwestii Gdańska w sposób pokojowy, ale o ile Niemcy trwać będą przy swoich planach Anschlussu, Polska podejmie walkę, nawet gdyby miała się bić sama i bez sojuszników. Cały naród jest zgodny co do tego. Jest on gotów walczyć o niezawisłość Polski do ostatniego mężczyzny i do ostatniej kobiety, bo gdy mówimy, że będziemy się bili o Gdańsk, rozumiemy przez to, że będziemy walczyli o naszą niepodległość.


6 sierpnia marszałek wygłosił na zjeździe legionistów w Krakowie (25. rocznica zbrojnego Czynu Legionów) ostre przemówienie skierowane przeciwko Niemcom. Podkreślił, że Polska nie przewiduje spełnienia żadnego z żądań Hitlera. Wystąpienie odbiło się głośnym echem w Europie i w Stanach Zjednoczonych.


[...]


7 września ok. godz. 2.00 rano Śmigły-Rydz opuścił Warszawę, przenosząc się do Brześcia (wcześniej przeniesiono tam Kwaterę Główną Naczelnego Wodza). Zarówno problemy w łączności, jak i ogrom klęski uniemożliwiały mu sprawne dowodzenie. Pośpieszne przenosiny spowodowały dodatkowe problemy natury technicznej. Postanowił jednak opracować nowy plan obrony. Założył konieczność skupienia sił w Polsce południowo-wschodniej. Szczególny nacisk kładł na zażegnanie niebezpieczeństwa odcięcia sił polskich od granicy z Rumunią. Dostęp do południowego sąsiada miał zapewniać kontakt z Francją i Wielką Brytanią. Z tego powodu 9 września wydał rozkaz o wycofaniu Armii „Modlin” i SGO „Narew”.

[...]


niektóre z zarzutów:
  

Twierdzenie o nieprawidłowym planie obrony przed agresją niemiecką autorstwa marszałka. Zakładał on jak najdłuższą obronę, a szans na zwycięstwo upatrywał we włączeniu się do wojny Francji i Wielkiej Brytanii. Od samego początku jednak Polska zmuszona była do obrony całymi posiadanymi przez siebie siłami, co nie przyczyniło się do przedłużenia kampanii wrześniowej. Ponadto plan obrony nie został prawidłowo wdrożony w życie. Nie był on w pełni znany Sztabowi Generalnemu. Marszałek stworzył również swoistą atmosferę tajemnicy otaczającą plan. Kolejnym błędem popełnionym podczas kampanii wrześniowej ma być również nadmierna centralizacja dowodzenia – brakowało organizacyjnych dowództw grup armii (frontów), a zbyt mało było dowództw grup operacyjnych (korpusów). W efekcie tego, gdy Naczelny Wódz stracił łączność z oddziałami, nie mógł nimi dowodzić, co doprowadziło do dezorganizacji.


Zwraca się również uwagę na decyzje personalne marszałka podczas kampanii wrześniowej. Gen. Kazimierz Sosnkowski pozostawał poza walką aż do 10 września, podczas gdy skompromitowani w początkowej fazie wojny gen. Stefan Dąb-Biernacki i gen. Kazimierz Fabrycy dowodzili poważnymi siłami. Podobnie było także z wieloma innymi generałami, faworyzowanymi przez Śmigłego-Rydza ze względu na ich legionową przeszłość, którzy zawiedli podczas wojny obronnej 1939 r. (Władysław Bortnowski, Czesław Młot-Fijałkowski, a także niemający pochodzenia legionowego Juliusz Rómmel).


Śmigłemu-Rydzowi zarzuca się także, że zlekceważył sygnały mówiące o tym, że po rozpoczęciu wojny z Niemcami od wschodu może zaatakować Związek Radziecki. Po wkroczeniu Armii Czerwonej, marszałek wydał rozkaz, w którym nakazał unikanie walki z Sowietami. 
Jak pisze Dariusz Baliszewski:
Być może niewielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że ten nieszczęsny rozkaz miał obowiązywać w gruncie rzeczy przez całą wojnę, stawiając sprawę polską w bardzo trudnej sytuacji. Oto bowiem fakt nieogłoszenia stanu wojny zwolnił naszych sojuszników z jakichkolwiek zobowiązań w tej sprawie wobec strony polskiej. (…) W dyskusji o tym dziwnym rozkazie Śmigłego, przez wielu historyków uważanym za największy błąd naszej wojennej polityki, pada także pytanie bez odpowiedzi: czy oto gdybyśmy ogłosili stan wojny między Polską i Rosją Sowiecką, czy wówczas nasi oficerowie, jeńcy wojenni, a nie internowani, trafiliby pod zbrodniczą opiekę NKWD? Czy zdarzyłby się w naszej historii tragiczny rozdział katyński? W polskiej tradycji wydarzenia 17 września 1939 r. zostały zapisane przez zbiorową pamięć Polaków jako „nóż w plecy” wbity przez Rosję. Dzisiaj wszystkie badania historyków wydają się tę ocenę potwierdzać. Baliszewski twierdzi, że Naczelny Wódz powinien był wypowiedzieć wojnę ZSRR. Art. 18 pkt. f konstytucji kwietniowej stanowił jednak, że była to prerogatywa prezydencka. Zdaniem prof. Wiesława Wysockiego dyrektywa Naczelnego Wodza sensu stricto nie była rozkazem; zauważył także, że z ostatniego rozkazu Śmigłego-Rydza wynika, że Polska była w stanie wojny z ZSRR. Z kolei prof. Janusz Odziemkowski decyzję Naczelnego Wodza uznaje w pewnym sensie za słuszną, gdyż pozwoliła ona uratować część polskich oddziałów, które nie miałyby szansy walki na dwa fronty.

[...]

Dość powiedzieć, że data jego śmierci – 2 grudnia 1941 r. – jest mistyfikacją. 6 grudnia odbył się pogrzeb na Powązkach, jednak w kwaterze 139 pochowano anonimowego pacjenta ze Szpitala Ujazdowskiego. Rydz-Śmigły zmarł pół roku później. Wyroku na marszałku nie wykonano: jako rozwiązanie zaproponowano mu samobójstwo lub wyjazd z kraju. Odmówił, więc skazano go na niebyt. Po aresztowaniu przez AK w końcu listopada 1941 r. trzymano go w ukryciu w nieludzkich warunkach, w których odnowiła się gruźlica płuc z wczesnej młodości. Ciężko chory trafił wreszcie do sanatorium miejskiego w Otwocku i tam zmarł 3 sierpnia 1942 r.

Wersję Baliszewskiego poparli częściowo Andrzej Kunert i Marek Gałęzowski. Ustalenie prawdziwego przebiegu wydarzeń jest o tyle trudne, że zdaniem Baliszewskiego, tajny pamiętnik marszałka Śmigłego zgodnie z jego ostatnim życzeniem trafić miał do Nicei, do rąk partnerki życiowej, Marty. Przewieźć go miał z Warszawy wraz z innymi pamiątkami po Śmigłym oficer z jego kancelarii cywilnej Michał Ejgin. W 1951 r. po morderstwie partnerki wszystkie dokumenty, listy i zdjęcia zaginęły. 15 listopada 2021 roku na zlecenie IPN ekshumowano zwłoki marszałka celem przeprowadzenia badań, które potwierdzą jego tożsamość.



Śmigły nie posiadał formalnego wykształcenia wojskowego, mógł mieć za to jakieś słabości i właśnie dlatego Piłsudski promował go na Najwyższego Wodza produkując o nim dobre opinie, zapewne Sosnkowski czy Sikorski lepiej spełnialiby swoję rolę..




śmiga, śmigawka (do rzucania kamyków), śmigiel (i nazwa miejscowa), śmignąć, ‘rzucić’, i śmigaćśmigownica, nazwa ‘działa’ w 16. i 17. wieku; śmigły, t. j. ‘smagły’; oboczne do smagać (p. smaga).


smaga, ‘pragnienie’, smażyć (por. pragaprażyć), »smażone i pieczyste«; smagły i smagławy o ‘cerze śniadej’; smagły i smugły o wzroście, już r. 1500; smagnąć, ‘uderzyć’, smagać (por. smalnąć - smalić!), smaganiec, ale i z iśmig-śmignąć (p.); smog- w łużyck. smohor, ‘torf’, u nas tylko po nazwach, Smogor r. 1136; Smogorzewo, kilka wsi. Prasłowo; litew. smogis, ‘raz’, smagiu, ‘smagam’. Ani to dźwiękonaśladowcze, ani znaczeń rozdzielać nie należy; przy prażyć i smalić powtarza się takie samo przejście znaczeń. Cerk. smagł, ‘śniady’, na Rusi wstawiają i jpieresmjagłyj, czes. smażiti, smah, ‘znak wypalony’, smahlý, ‘wyschły’.





pl.wikipedia.org/wiki/Kult_Edwarda_Rydza-Śmigłego

pl.wikisource.org/wiki/Słownik_etymologiczny_języka_polskiego/śmiga
pl.wikisource.org/wiki/Słownik_etymologiczny_języka_polskiego/smaga

pl.wikipedia.org/wiki/Edward_Rydz-Śmigły



niedziela, 4 stycznia 2026

Demografia Europy i 2 mln niemców




Tematem posta są teoretyczne rozważania na temat:

- o ile wzrasta dana populacja w przedziale czasu
- jak sprawdzić udział 5 kolumny w populacji
- jaki wpływ na populację ma 5 kolumna i obce służby specjalne

Na potrzeby dedukcji przyjąłem bardzo uproszczony schemat obarczony z pewnością wieloma błędami. Temat publikuję na zasadzie - aby zainspirować do badań w tym zakresie osób posiadających odpowiednią wiedzę i znających metodologię.



Zastanawiał mnie ten temat tych "zaginionych" w czasie wojny 2 milionów Niemców. 

Wątpie, żeby zaginęli, raczej zostali rozproszeni po Europie, w najgorszej opcji - pozostali tylko w Polsce podszywając się pod Polaków. Na pewno ktoś został, można się tylko zastanawiać - ilu.

Czy te 2 miliony to w Polsce, czy może na obszarze całej II RP, czy może też w innych krajach? Czy było ich 2 miliony, czy więcej? Ilu z tych zaliczonych do zabitych na froncie przeżyło i podszyło się?

Ewidentnie są powiązania pomiędzy UPA, a nazistami, "opozycja" na Białorusi także odwołuje się do flagi marionetkowego rządu białoruskiego utworzonego niegdyś przez Niemców.

Można jeszcze założyć, że doszło do tego w krajach okupowanych przez Niemcy, teraz pytanie w jakiej ilości zostali rozproszeni w Europie wschodniej, na Bałkanach.

No i jaką dzisiaj mają siłę.


I na tym tle - jak sprawdzić, jaką wielkość dzisiaj miałaby by populacja Niemców, która by ewentualnie potajemnie wtopiła się po wojnie w polskie społeczeństwo.

W zasadzie na obliczenie przyrostu ludności w danym okresie czasu są odpowiednie wzory, ale dla mnie to zbyt skomplikowane. Przejrzałem sobie na wikipedii demografie różnych krajów w Europie.

Zrobiłem sobie tabelę w zeszycie i tak rzuciło mi się na oczy, że po 80 latach - licząc od 1920 roku - przybyło np. we Francji czy Włoszech - mniej więcej połowa stanu ludności z roku 1920. Zastanowiło mnie to, czy istnieje może uniwersalna życiowa "reguła", która mówi, że dana społeczność w warunkach pokoju w ciągu ostatnich 80 lat demograficznie przyrasta o połowę stanu z roku startowego (tj. od momentu od którego zaczynamy sprawdzanie)? I czy byłby to dobry sposób na sprawdzenie jak przyrosła ilość niemców w Polsce? Teoretycznie taka "zasada" istnieje.

Czy można przewidzieć w bardzo dużym uproszczeniu, że każda populacja powiększy się o 1/2 wartości z roku 1920 (wiadomo, że są migranci)?

W każdym razie czynię tu takie założenie i w tekście odnoszę się do tego założenia.


Rozpisałem więc tę tabelę i wygląda to tak:
- w pierwszej kolumnie jest wpisana połowa wartości z roku 1920
- w kolumnach "z plusami" - o ile przyrosło ludności w następnym dziesięcioleciu
- "brak" oznacza:

dla Polski "powinno być" 26,7+13,35 = 40, 05 mln ludzi - a jest 38,7 mln, czyli "brakuje" nam 1,35 mln ludzi, ale np. dla Włoch - u nich nie brakuje, ale jest więcej o 3 mln ludzi - przekroczyli "normę"..



Po wojnie Francja, Niemcy i Wielka Brytania przyjęły bardzo dużą ilość migrantów z Afryki, czy Azji - nie wiem, jak to jest ujęte w statystykach, więc moje uwagi są obarczone jakimś błędem.

Czyli tak:

Polska, Niemcy, Wlk. Brytania, Rumunia i Rosja - brakuje im ludności w stosunku do "przewidywanej"  określonej warunkiem: +1/2 stanu z 1920 r.

Francja celuje dokładnie w plan, z tym, że statystyki prawdopodobnie uzwględniaja napływ ludności afrykańskiej i innej - czyli teoretycznie rodzimych Francuzów jest mniej, niż powinno być - o wielkość migracji z zewnątrz.

Włochy, Hiszpania i Ukraina zanotowały nawet znaczny wzrost ponad "założony plan", Bułgaria nieznacznie poprawiła swój wynik - czyli w tych krajach "nie brakuje" ludności, a nawet jest trochę lepiej niż teoretycznie miało być. 


1,5 mln "brak" w Polsce - czym może być spowodowany?

- migracja za pracą za granicę?
- fluktuacje w rozrodczości
- inne

Wg statystyk Polsce w wyniku wojny ubyło 11 milionów obywateli - my najczęściej mówimy o 6 milionach zabitych, zamordowanych -  ale 7 mln z odebranych nam Kresów (statystyki Ukrainy wliczają te 7 mln na swój plus) i 6 milionów zabitych daje 13 milionów - akurat 2 mln różnicy...,  a gdzie ci, co uciekli na granicę i już tam zostali?

Niby 6 milionów,  a jak zaczynasz czytać, to sie okazuje, że: tego nie uwzględniono, tamtego...


Niemcy - największy "brak" z wymienionych krajów, zaskakuje ponieważ:
- lata powojenne to gospodarcza prosperita
- duży napływ obcokrajowców 

 i pomimo to "ubytek" na 10  mln ludzi?

Czyżby masowo wyjechali do Hiszpanii, Włoch, Ukrainy ??
Do Polski? Może do USA?

Czy jest możliwe, że w latach powojennych dochodziło do wymiany ludności w Polsce - w końcu kto na wszystkim trzymał łapę?


Wielka Brytania też zaskakuje: "brak" na blisko 7 mln ludzi pomimo dużego napływu obcokrajowców 

Może w Niemczech i we Wielkiej Brytani było większe rozluźnienie obyczajowe, dostępność antykoncepcji, zgoda na aborcję?

Dane co do Ukrainy i Rosji też obarczone dodatkowymi błędami, tj. nie wnikałem w szczegóły wymiany populacji pomiędzy tymi krajami.


Zauważam jednak, że dane Ukrainy w wikipedii są raczej błędne, ponieważ wg zapisu w wiki po akcesji polskiego terytorium w 1939 roku przybyło Ukrainie ok. 7 mln ludzi - czyli tyle, ile mieszkało na terenach zagarniętych, a wiemy, że zamordowano 100 - 150 tysięcy ludzi, albo i więcej, były ucieczki do Polski, wywózki na Sybir itd..

Dlatego zbadaniem tego tematu powinien zająć się ktoś z kwalifikacjami. Tymczasem minęło 35 lat "wolnej" Polski....



Gazeta Prawna z września 2022 r.

Czy według Polaków roszczenia wobec Niemiec są podnoszone przez rząd słusznie i czy uzyskanie reparacji jest możliwe

Zwracam uwagę: z reguły negatywne odpowiedzi w przedstawieniach graficznych zaznaczane są kolorem czerwonym (często stosowany jako ostrzeżenie: coś złego, niesłusznego) który przykuwa uwagę, a pozytywne - zielonym lub innym - tu mamy znowu na odwrót... podobne sztuczki znamy z sondaży i słupków poparcia dla partii politycznych. 

Kolor czerwony stosuje się w tekście żeby zwracać uwagę w tekście na ważne rzeczy, ale to nie to samo, co na grafice. 

Kolejność kolorów w pasku - w Polsce czytamy od lewa do prawa, a w głowie zostaje to, co czytamy jako ostatnie...

Wszystko zależy od intencji zamawiającego badanie - łącznie z rodzajem i charakterem pytań - oraz pytań uszczegółowiających - na 5 opisów, jeden jest neutralny ("nie wiem" itd...), jeden jest pozytywny, ale taki słabo - jakby bez przekonania ("da się"), a pozostałe 3 są negatywne (ale nie da się.../ niesłusznie / i tak nie da się). Brak frazy "domagamy się", zastosowano neutralne - "podnoszony". W czasach, kiedy wszystkie media akcentują EMOCJE...

Czytelnik dla którego czymś oczywistym jest domaganie się reparacji może niewłaściwie ulokować swoje oczekiwania poprzez fałszywe odczytanie "nietradycyjnej" kolorystyki. Jestem przeciwnikiem sondaży - pamiętamy. Zapisuję sobie w notesie tytuł tej gazety i wam radzę to samo.

W kolorze niebieskim łagodnym, chłodnym neutralnym - opisano "niesłusznie", a w kolorze "błędu" - słuszne...







Rzeczpospolita - sierpień 2022 r. 




Ciekawe zestawienie graficzne - na ilustracji powstaniec z pomnika (ubrany w poniemiecki hełm) wskazuje nam palcem na "zdecydowanie się nie zgadzam"... Brunatno-zielony kolor z okręgu nawiązuje do koloru postaci z pomnika... są dopasowane - tylko autor grafiki wie dlaczego.

No i też "pozytyw" czyli - POWINNIŚMY SIĘ DOMAGAĆ REPARACJI - ubrany jest w "ostrzegawczy" kolor czerwony.

Zapisuję sobie w notesie nazwę tej gazety i wam zalecam to samo...



Zupełnie inne wyniki prezentuje Tysol.pl.


28.09.2025 18:34

Zdecydowana większość Polaków popiera reparacje wojenne od Niemiec – wynika z najnowszego sondażu SW Research dla Wirtualnej Polski.

łącznie 59,1% respondentów popiera wypłatę reparacji wojennych od Niemiec.

Największą grupę stanowią osoby głęboko przekonane o słuszności roszczeń: 

odpowiedź "zdecydowanie tak" wskazało 39,1% badanych. Kolejne 
20,0% wybrało opcję "raczej tak".

Są także przeciwnicy pomysłu
Łącznie 17,9% ankietowanych uważa, że Niemcy nie powinny płacić. 

W tej grupie

11,5% skłania się ku "raczej nie", a
6,4% jest "zdecydowanie przeciwnych"


Spory odsetek niezdecydowanych 
Aż 23,0% respondentów wybrało odpowiedź "Nie wiem/trudno powiedzieć".


Metodologia badania
Badanie przeprowadzono 16–17 września 2025 r., metodą CAWI, na reprezentatywnej próbie n=824 dorosłych Polaków. Zleceniodawcą była Wirtualna Polska.


Jeżeli ktoś jest przeciwny domaganiu się reparacji od Niemiec - to teoretycznie znaczy, że jakby nie jest zainteresowany dobrobytem Polski.


Dla przypomnienia:
- dorosłych - uprawnionych do głosowaniam jest 29 milionów obywateli

Wyniki wyborów prezydenckich:
- K. Nawrocki - 10,6 mln
- R. Trzaskowski - 10,3 mln
- niegłosujący - 8,0 mln


6,4% z 29 mln = 1,86 mln - w masie 39 mln ludzi

Próbując to przełożyć na poszukiwane w tym poście dane: sięgam do proporcji


1945 -----------     24 mln --------       x       

2025 -----------     39 mln --------    1,86  


39x = 1,86 * 24

39x = 44,64 ===> 

x= 1,14 mln


Jeżeli doszło w czasie wojny do podmiany ludności - mogło to być około miliona 140 tysięcy ludzi.

Gdzie podział się drugi milion? 


To są oczywiście bardzo uproszczone hipotezy - nie wiemy, czy dane są prawdziwe, czy są dokładnie wyliczone - sprawdzone, czy respondenci mówili prawdę i tak dalej i tak dalej...



Trzeba się zastanowić dlaczego 8 milionów ludzi nie głosowało w wyborach - czy nie chcą, czy jest to jakaś forma negowania obecnego fałszywego systemu? Czy ci ludzie pozostają bierni wobec spraw polskich? Aby ich zachęcić - jeśli są bierni - trzeba akcentować polską kulturę i aktywnie działać prowspólnotowo - np. metodą małych kroków.


Trzeba całkowicie przebudować obecny system medialny w Polsce.

Czynne uczestnictwo w życiu społecznym i politycznym kraju - metoda małych kroków.

Wczesna decyzja o małżeństwie i 4-5 dzieci w rodzinie bardzo nam pomogą.


DEMOGRAFIA jest formą walki.










rp.pl/spoleczenstwo/art36969401-sondaz-reparacje-dziela-polakow
ysol.pl/a147083-polacy-zapytani-o-reparacje-od-niemiec-jest-sondaz
gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/8527872,reparacje-wojenne-roszczenia-wobec-niemiec-sondaz.html
pap.pl/aktualnosci/ilu-polakow-ma-prawo-glosu-ile-lat-maja-kandydaci-pkw-podaje-dane



Fałszywe karty

 


nie chodzi o prawdę, tylko o narrację



-------

za fb:

strona opisana jako: Muzeum historyczne



Autor wpisu przytacza dane niemieckie - z okresu zaboru niemieckiego - patrz niżej.


Zauważam - jest tam napisane:

"Polska w 20 wieku: największa koncentracja Polaków, 1900"

Wiek 20ty liczy się od roku 1901, a nie 1900... 

 









komentarz po ukraińsku

"teren etniczny Polski tworzyło Królestwo Polskie i Ks. Mazowieckie" - to zależy w jakim wieku - za Chrobrego, za Mieszka II...

Autor sugeruje, że Polacy żyli tylko na tym terenie, "więc tylko tylko ten teren jest "ich" terenem" - a to nieprawda, bo przecież Polacy żyli na terenie całej I i II RP.

A tak naprawdę - to w całej Europie.


Popatrzmy na to: to mapa pokazująca mniejszość Polską na Białorusi. 




pl.wikipedia.org/wiki/Białoruś#Mniejszość_polska


Region w którym mieszkają można nazwać - polskie terytorium etniczne, prawda? O, na pewno nie, zakrzyknąłby banderowiec!

Ale gdyby powiedzieć: ta mapa pokazuje mniejszość ukraińską na Białorusi, to co powie banderowiec?

Powie: to som nasze ziemnie etniczne i odwieczne! Oddawaj!!

Tak by było. Dokładnie tak by było. Dokładnie tak jest w przypadku Polski - jeśli na terenie tylko jest choćby ślad gwary ukraińskiej, a nawet łemkowskiej - to wg nich od razu oznacza, że to ich ziemie etniczne. Ale jak polska mowa i kultura rozbrzmiewają na Ukrainie - to nie.

Nie ma czegoś takiego jak "ziemie etnicznie ukraińskie".

Grupa etniczna lub etniczna to grupa ludzi, która identyfikuje się ze sobą na podstawie postrzeganych wspólnych cech, które odróżniają ich od innych grup. Cechy, które etniczność uważa za wspólną, obejmują język, kulturę, wspólne pochodzenie, tradycje, społeczeństwo, religię, historię lub traktowanie społeczne. 

Etniczność jest utrzymywana poprzez długotrwałą endogamię i może mieć wąskie lub szerokie spektrum genetycznego pochodzenia, przy czym niektóre grupy mają mieszane genetyczne pochodzenie. Etniczność bywa czasem używana zamiennie z narodem, szczególnie w przypadkach nacjonalizmu etnicznego. Termin ten jest również używany zamiennie z rasą, choć nie wszystkie grupy etniczne identyfikują się jako grupy rasowe. 


Nie ma czegoś takiego jak "ziemie etnicznie ukraińskie" - są ziemie etnicznie polskie, na których żyły różne kultury min. Rusini, którzy stali się obiektem ataku niemieckiej agentury wpływu na pewno w XVII wieku, ale prawdopodobnie już wcześniej. Agentura niemiecka zaczęła podkreślać różnice pomiędzy Polakami, a Rusinami oraz Tutejszymi, aby stworzyć nowy etnos - i skierować go przeciwko Polakom, jak i Rosjanom, a także innym ościennym narodom. 

Oczywiście słowo Rusini jest umowne - w końcu kto tak naprawdę wie, kto jest "prawdziwym" Rusinem z dziada pradziada, kto jest przyjezdnym itd. itd...

Tak jak mówi definicja:

to grupa ludzi, która identyfikuje się ze sobą na podstawie postrzeganych wspólnych cech




"Źródła" mapy powyższej - min. mapy niemieckie i chyba czeska.



Mapa niemiecka - pozostałych nie znalazłem.

facebook.com/photo/?fbid=1327378259387997&set=a.527140809411750


Cały ten temat ustawiony jest pod tezę - skoro tereny etniczne Polski są ww. granicach, to znaczy, że na wschód od Bugu - czyje tereny są etniczne?


Nie ma czegoś takiego jak "etniczne ziemie ukraińskie".


Termin "ukraina" jest naszym polskim terminem, którym to określano "na raz" ziemię kijowską (Kijów - osiedle rdzennie lechickie - polskie), bracławską, czernichowską. 

pl.wikipedia.org/wiki/Ukraina_(Naddnieprze)

Ani Podole, ani Wołyń, ani Ruś Czerwona, ani Opole, ani Zakarpacie to nie Ukraina - jak to dzisiaj twierdzą internetowi mitomani.

Było to już tłumaczone na blogu...

Oczywiście prawda oszustów nie interesuje. Ich interesuje tak długo powtarzać swoje kłamstwa, aż dorosną pokolenia wychowane na tych kłamstwach - i wtedy oszuści przystąpią do wdrażania swego kłamstwa w życie... 

Tak naprawdę to już się stało 15 lat temu i teraz obserwujemy agonię wdrażanego w życie kłamstwa...



Bardzo podobne opracowanie w języku niemieckim:


conflicts.rem33.com/images/Ukraine/Ukrainians%20in%20Interwar%20Poland.htm

Sprawdź, co tam wypisują...


Inny przykład



Polska od morza do morza?
Jutro kończy się rok Bolesława Chrobrego. To ważna postać dla polskiej propagandy od przynajmniej dobrego stulecia, chociaż pierwszy król z dynastii Piastów niekoniecznie miał świadomość bycia Polakiem, a niektórzy jego potomkowie nawet słowa po polsku powiedzieć nie potrafili. Nawet jeszcze zanim pojawiły się Ziemie Odzyskane, Chrobry miał przekonać o polskości Wrocławia. I nie tylko Wrocławia jak widać.


W całej tej wypowiedzi zachodzi podważanie polskiej państwowości, a przede wszystkim - etniczności władców uważanych za protoplastów Polaków i ich powiązań z polskością, np. poprzez język.


Pomija się kontekst i ustalenia historyków, które są bardzo często pewnego rodzaju umową:

- umownie używa się np. pojęcia kultury łużyckiej, czy oksywskiej, czy kultury ceramiki sznurowej...

to wszystko umowa, chociaż można udowodnić, że ludy europejskie, jak Łużyczanie, czy Paryżanie, Helweci, Austriacy - i wiele innych - pochodzili z Polski.

Prawym Okiem: Suwałki - i Iława

Prawym Okiem: Metoda niemiecka w Polsce









Drugiego trolla, który napisał "Piastowie śląscy?", a potem kazał mi "sobie doczytać", nie umiał odpowiedzieć na pytanie - pogoniłem. Wykasował swój "komentarz"...
















Zastanawiający wysyp zdarzeń podważających nasze istnienie. Tusk na pewno dobrze zna oficjalną historię Polski, jednak w Wałbrzychu uczynił odstępstwo skomentowane następująco:

przemyslawwiszewski.pl/ziemie-zachodnie-i-polnocne-czyli-jak-demon-niewiedzy-i-ideologizacji-opetal-kolejna-elite-wladzy/

Wybrane fragmenty z tego tekstu.


Skupię się na najważniejszym przemówieniu, czyli wypowiedzi premiera Donalda Tuska. Ono wyznaczyło ton wszystkich pozostałych. I ono wskazało na stosunek tej władzy do nauki, w tym przypadku – do historii.

Można je podzielić na trzy części:
1) historyczną, w której podkreślał polskość 'Ziem Zachodnich i Północnych, Ziem Odzyskanych”, w której kreślił analogie między czasami 'piastowskimi’, utożsamianymi z Bolesławem Chrobrym, a współczesnością; 
2) generyczną, w której premier mówił o wielkości i sile obecnej Polski, nawiązując do części historycznej oraz 
3) lokalną, w której mówił o pięknie i wadze dla Polski i całej Europy owych 'Ziem Odzyskanych” i składał obietnice dotyczące ich wspierania w duchu jednej Polski – od A do Z bez podziału na Polskę A i B. Tyle w największym skrócie.

No i szczegóły, bo są one ważne. Premier stwierdził, że to na na Ziemiach Zachodnich i Północnych rodziła się Polska. I że tu został wytyczony 'piastowski szlak’, którym podążamy współcześnie. Że stąd bierze się siła Polski, która nie jest przeciwko komuś. 

Dwie tezy, dwa koszmarne błędy. Polska nie narodziła się na Ziemiach Zachodnich i Północnych, lecz w Wielkopolsce. Która do tych ziem zaliczana być nie może. Ziemie Zachodnie i Północne zostały podbite przez Mieszka I i Bolesława Chrobrego, w dodatku nie w całości, bo Prusowie spokojnie opierali się podbojowi aż do czasów przybycia Krzyżaków. 

Ziemie Zachodnie i Północne siłą rzeczy nie były 'prapolskie’. Nawet nie prasłowiańskie, bo znów – Prusowie Słowianami nie byli. Jeśli jakiś szlak w dziejach Polski te ziemie wyznaczyły około 1025 r., to szlak podbojów i unifikacji w imię jedności władztwa Piastów przez użycie siły militarnej. W odniesieniu do Pomorza Zachodniego i ziem Prusów ta działalność była zresztą nieudana. Czy o takie dziedzictwo piastowskie – budowania państwa podporządkowującego sobie brutalną siłą regionalne i lokalne społeczności, dewastującego ich kultury i więzi lokalne – chodziło panu Premierowi?

Konsekwencje takich koszmarnych, endeckich w sensie dowodzenia na siłę prapolskości tych ziem wywodów parahistorycznych były widoczne również w treści generycznej przemówienia. Premier mówił o sile współczesnej Polski. Koronacja Chrobrego to dla niego oznaka siły i mocy rodzącej się Polski. I dziś też mamy być samodzielni i silni, niezależnie od sojuszy i wspólnych działań wielu państw. No to spójrzmy, do czego doprowadziła polityka Chrobrego i jego koronacja. Koronacja, o której niemal nic nie wiemy. Koronacja, która wedle współczesnych była dokonana tylko dlatego, że akurat jeden król Niemiec zmarł (Henryk II), a drugi (Konrad) nie zdołał się koronować i odpowiednio wzmocnić. Koronacja, po której Chrobry zaraz zmarł, a władzę przejął jego syn Mieszko II, wychowany na dworze króla Niemiec Henryka II – być może inicjator całej działalności koronacyjnej. Który następnie kontynuując ekspansywną politykę ojca doprowadził do ataku wszystkich sąsiadów na swój kraj, sromotnej klęski, podziału Polski na dzielnice, a gdy z trudem udało mu się (znów drogą walk z rodziną) Polskę zjednoczyć – zmarł, a jego syn uciekł na dwór cesarski. O taką silną Polskę ma nam chodzić? Przecież to duby smalone, ideologiczne przekładańce chciejstwa, XIX-wiecznych narracji nacjonalistycznych i współczesnych potrzeb uzasadniania nakładów na zbrojenia. Analogie historyczne wyjątkowo słabo je jednak w tym przypadku uzasadniają.

Wreszcie część lokalna przemówienia [...] Ale mniejsza o to, pan premier słodził i obiecywał, bo tak dziś się rozumie politykę. Ale w swojej wizji Ziem Zachodnich i Północnych po 1945 r. mówił rzeczy po prostu… nieprawdziwe. Mówił o bohaterach, którzy przybyli na te ziemie by je odbudowywać. O wielkim wysiłku całego narodu, który od 1945 r. odbudowywał te ziemie i uczynił je tak wspaniale się rozwijającymi.

Muszę powiedzieć, że łza mi się zakręciła w oku – ale ze śmiechu. Okres 1945-1946 to rzeczywiście był czas szczególny, bo czas 'wielkiej trwogi’ na tych ziemiach. Pełen przemocy, gwałtów i przede wszystkim nieskrępowanego niemal niczym rabunku i wywożenia czego się dało na wschód – do Rosji i do Wielko- oraz Małopolski ["ogryzek" nie zawiera Wielkopolski - MS] oraz na Mazowsze.

Szaberplace całej 'rdzennej Polski’ zapełniały łupy z nowo przyłączonych ziem przywożone z nich i skupowane na wielkim szaberplacu Wrocławia. Rabowali zarówno zawodowi rabusie, jak i chwilowi osadnicy, którzy zmęczyli się pobytem w niepewnym otoczeniu. Ale rabowali też członkowie różnych 'misji naukowo-kulturalnych’ z Warszawy, Krakowa i Poznania, rabowała też milicja, której całe posterunki na czele z komendantami potrafiły zniknąć w nocy ze zrabowanymi dobrami z okolicznych fabryczek i domów. Wreszcie, cały naród potrzebował cegły i zabytków z Zachodu i Północy, tą cegłę i zabytki śmiało pozyskiwał i odbudowywał nią swoją stolicę, zdobił swoje domy, kościoły, muzea i uczelnie. Opowieść o tym, że Polska odbudowywała te ziemie po 1945 r. jest po prostu… dezinformacją. Inwestycje poza metropoliami zaczynają się w połowie lat 60. i zwłaszcza w latach 70. wraz z nowym podziałem województw. 

[ten pan twierdzi, że lata 60te i 70te następowały PRZED 1945 rokiem? Ciekawe... wg mojego kalendarza - po 1945 r. - MS]

I w jednym premier miał rację, gdy mówił, że chodził do szkoły przez zrujnowany wciąż Gdańsk. Tu, na Śląsku, ruiny powojenne zalegały do lat 60., ale co gorsza, w ruinę obracała się infrastruktura, domy mieszkalne, których nikt przez dwie dekady po zakończeniu wojny nie remontował.

[to sa wg mnie tezy nieuprawnione - od 1945 roku postępowała stopniowa naprawa sytuacji, przecież wszystkiego nie da się naprawić w 3 lata, Warszawa była odbudowywana do lat 80tych; kto miał i za co remontować - no i czy była potrzeba remontować skoro były inne potrzeby - np. budowa nowych domów, fabryk? - MS]


Jeśli te ziemie odżyły i po 1989 r. stały się przykładem sukcesu – to dzięki decyzjom i determinacji swoich mieszkańców. Ale nie mydlmy oczu – Pomorze Zachodnie to pozostawione samemu sobie obszary dawnych PGRów. Dolny Śląsk to obszar Podsudecia i Kotliny Kłodzkiej, Kotliny Jeleniogórskiej wciąż zaniedbany i zdekapitalizowany w porównaniu z metropolią wrocławską i ośrodkami względnego – względnego! – sukcesu transformacji jakim jest dziś Wałbrzych. Polska, stolica warszawska nas nie widziała i nie widzi. Mówienie, że Polska nas odbudowywała jest smutnym żartem z pokoleń tych, którzy musieli podnosić te ziemie z ruin i swoją determinacją zapewnili niektórym miejscom sukces transformacyjny.

[a te pokolenia to nie Polska właśnie? 

...czekaj, zaraz... co on gada...






.... nie polskie pokolenia odbudowywały Śląsk????

- MS]



Pan premier nie wie wiele o tych ziemiach. Jego spin-doktorzy podyktowali mu okrutnie nacjonalistyczne i etatystyczne, warszawskocentryczne przemówienie (naród, siła, państwo, odwieczność, wielkość, siła, naród, państwo, państwo, państwo). Tyle mające wspólnego z historią i realiami dziejów Śląska, Pomorza i Prus, ile miały wywody premiera Morawieckiego o historii i współczesności Polski. Specjalistów od dziejów tych regionów nie dopuszczono do głosu. Bo mogliby zepsuć nastrój.

Czy ktoś zrozumiał przemówienie Olgi Tokarczuk, która też nie powiedziała niczego nowego, ale próbowała pokazać wielowątkową tożsamość tych ziem i ich mieszkańców? 

[powiedziała min.:

Olga Tokarczuk: "Wieloetniczna, przedwojenna Polska magicznie się odtworzyła"

 "Żeby mieć poczucie sens i ciągłości, musimy wcielać w swoje własne doświadczenie, również pamięć, pracę i wysiłek ludzi, którzy żyli tu przed nami, bez względu na to, jakie mówi z językiem i do jakich struktur państwowych należeli. W sensie kulturowym i duchowym oni także są naszymi przodkami. Nie mam z tym żadnego kłopotu. 

Na kominku w moim domu stoją fotografie jego poprzednich, niemieckich właścicieli, którzy żyli w nim i z wielkim wysiłkiem, starannie remontowali go po jeszcze wcześniejszych mieszkańcach. Tych, którzy pierwsze fundamenty położyli kilkaset lat temu, w czasach wojny trzydziestoletniej. Są oni moją rodziną" 

- ja zrozumiałem - MS]



Od dekad mówimy my, lokalni, mali i najwyraźniej niegodni historycy o fenomenie tożsamości regionalnej budowanej na wspólnocie kultury ludzkiej. Na trosce o piękno i geniusz człowieka. Nie na krwi przesiąkającej tysiącletnią więzią ziemię. Ale dobrze, że powiedziała, że można inaczej. Tylko nikt jej nie zrozumiał.

[ przecież ja ją zrozumiałem... "więzią ziemię" - co to takiego? - MS]


Nikt nie zrozumiał, skoro premier podpisał kuriozalną 'Deklarację Piastowską’ mówiącą, że wszystko, co na Ziemiach Zachodnich i Północnych, to jest 'nasze’. Polskie. Bo tu jest Polska!

Biada nam, bo demon opętał nasz naród i naszych polityków. Demon ślepoty i bezrozumności, bezwiedzy i ideologizacji. Biada nam, bo jedynym lekiem na głupstwo demagogii widzą dzisiejsi politycy i warszawski dwór tylko w większej demagogii. Biada nam, bo my, wierzący w otwartość, racjonalność, we wspólnotę ludzką zostaliśmy zdradzeni i zostawieni samym sobie.

Ale tu, na Ziemiach Zachodnich i Północnych – nie po raz pierwszy, droga Warszawo. Damy radę. Bo nasza tożsamość nie opiera sie na waszej ideologii, tylko na życiu. Więc – farewell, Mr PM. My tu zostajemy. Bo tak, tu jest Polska. Nasza Polska.


I tak oto - nikt nic nie wie, ale każdy się wypowiada, a nawet kłócą się o to, kto ma rację, a kto nie. A najbardziej pan od fałszywych mapek.

W każdym razie biada wam, tam we Wałbrzychu i wszędzie, gdzie eeee...... opętani wasi politycy i naród i tak dalej...






Ta mapa poniżej przypomina mapy z roszczeniami terytorialnymi niemieckiej agentury na Ukrainie - zauważam, że wrysowany jest tam obrys opisany jako Polska - obrys zajmuje tak na oko ok. 1/4 -1/3 powierzchni Ukrainy, co nie odpowiada faktom - Polska jest większym krajem,  jej powierzchnia to nieco więcej niż połowa powierzchni Ukrainy.

Czy ten obrys nie przypomina przypadkiem "ogryzka", o którym pisałem już przy okazji map niemieckich?




Wygląda mi to na pranie mózgu...




Na stronie thetruesize.com/# możemy sobie sprawdzić jak to ma się faktycznie...




i tu jeszcze jakaś trolowata strona i 

jeden z komentarzy:

Artur Wojewodzic
ej Panie "Muszyński" — a może jednak Мушин albo Мушенко?
Trudno się zdecydować, bo forma „obiektywna” świetnie maskuje to, co robisz pod spodem. Przy pobieżnej lekturze można uznać Cię za bezstronnego analityka, ale wystarczy chwila uwagi, by zobaczyć selektywny dobór faktów, przemilczenia i zręczne domieszki propagandy.
To nie jest uczciwa analiza historii, tylko narracja z tezą — pytanie tylko, dla kogo i w jakim celu. Bo jeśli celem miała być rzetelność, to niestety po drodze ją zgubiłeś. To, co robisz, to nie analiza historyczna, tylko selektywny kolaż tez wyjętych z kontekstu i podanych w jednym kierunku interpretacyjnym. Kilka faktów, które konsekwentnie pomijasz lub zniekształcasz:
1. „Agresywna ekspansja” po 1918 r.
II RP nie powstała w próżni ani na „ustabilizowanym” obszarze. Europa Środkowo-Wschodnia była po I wojnie przestrzenią rozpadu imperiów, wojny domowej i próżni władzy. Konflikty z Ukrainą, Litwą czy bolszewicką Rosją nie były kaprysem Warszawy, tylko częścią brutalnego procesu kształtowania granic — identycznego jak w Finlandii, państwach bałtyckich, Rumunii czy Czechosłowacji. Przedstawianie wyłącznie Polski jako „destabilizatora” to czysta manipulacja porównawcza.
2. Wojna polsko-bolszewicka
Nie była „imperialną ekspansją”, tylko wojną egzystencjalną. Bolszewicka Rosja jawnie dążyła do eksportu rewolucji na Zachód, co dziś potwierdzają źródła rosyjskie. Polska nie „eskalowała”, lecz zatrzymała marsz Armii Czerwonej, co było w interesie całej Europy — również tej, która później lubiła ją pouczać.
3. Litwa i Wilno
Spór o Wilno był konfliktem narodowo-państwowym, a nie „agresją kolonialną”. Miasto miało zdecydowaną przewagę ludności polsko-żydowskiej, a Litwa była państwem młodym, niestabilnym i autorytarnym. To był spór regionalny, nie dowód „szowinistycznej natury” II RP.
4. Antysemityzm i mniejszości
Tak — II RP miała poważne problemy z polityką wobec mniejszości. Ale sugerowanie, że była czymś wyjątkowym lub porównywalnym z państwami totalitarnymi, to rażące nadużycie. Antysemityzm istniał w całej Europie: we Francji, Rumunii, na Węgrzech, w Niemczech. Polska nie wprowadziła ustaw norymberskich, nie odebrała Żydom obywatelstwa i nie prowadziła polityki eksterminacyjnej. Zrównywanie autorytaryzmu sanacyjnego z faszyzmem to publicystyczna przesada, nie fakt.
5. Bereza Kartuska
Bereza była obozem represyjnym — fakt. Ale porównywanie jej do Dachau to świadome granie emocją. Dachau był elementem systemu terroru totalitarnego i masowej eksterminacji. Bereza była bezprawnym, ale ograniczonym narzędziem represji w państwie, które nadal miało sądy, opozycję i pluralizm społeczny. Skala, cel i kontekst są nieporównywalne.
6. Pakt z Niemcami 1934 r.
To był pakt o nieagresji, nie sojusz. Podpisany w sytuacji, gdy Francja i Wielka Brytania prowadziły politykę appeasementu, a ZSRR był równie wrogi. Polska nie uczestniczyła w planach Hitlera, nie była jego satelitą i jako jedyna w regionie odrzuciła żądania terytorialne w 1939 r.. Gdyby była „dwulicowa”, poszłaby drogą Węgier lub Słowacji — a tego nie zrobiła.
7. Zaolzie
To jeden z niewielu punktów, gdzie krytyka jest uzasadniona — moralnie dwuznaczny krok, wykorzystujący słabość Czechosłowacji. Ale jeden epizod nie czyni z państwa „współsprawcy rozbiorów Europy”, zwłaszcza że kilka miesięcy później Polska sama padła ofiarą agresji.
8. Teza o „winie za 1939 r.”
To już klasyka propagandy: przerzucanie odpowiedzialności z agresorów na ofiarę. Polska nie „eskalowała”, tylko odmówiła kapitulacji bez wojny. Jeśli to ma być „wina”, to znaczy, że każde państwo broniące swojej suwerenności jest winne własnej napaści.
Podsumowując:
Twoja narracja nie jest obiektywna, bo konsekwentnie:
izoluje Polskę z realiów epoki,
stosuje współczesne kategorie moralne bez kontekstu,
porównuje nieporównywalne zjawiska,
a odpowiedzialność agresorów rozmywa na ofiarę.
To nie jest „odbrązawianie historii”.
To jest publicystyka z tezą, bardzo wygodną, ale słabo ugruntowaną faktami.







zwracam uwagę na jakość i różnorodność map - nie ma (albo bardzo trudno znaleźć..) w internecie map Polski z okresu świetności opracowanych w różnych wariantach i w super jakości - ale takie do podważania polskości, to są....
























No i jak "dane" pokazane na tej mapie mają się do tej z początku posta? Nie pasują, a ten sam autor je wywiesza..






Czemu właściwie służą te wpisy?




To po prostu pranie mózgu - "wychowywanie" naszej młodzieży do negowania polskości, do odstręczania, do obrzydzania, wypełnianie w miarę możliwości całej przestrzeni informacyjnej antypolskimi tekstami - że nie mają one wiele lub nic wspólnego z rzeczywistością, z historią, prawdą - to nie ma dla nich znaczenia, liczy się ilość negatywów i zdolność zasłonienia prawdy. 

Im nie chodzi o prawdę, tylko o narrację

Jeden Maciej to za mało, żeby tak siedzieć i to wszystko zbijać.


Tu przykład kolejnej antypolskiej strony - zwracam uwagę na dobór słów, obelżywy pogardliwy język stosowany względem wobec Polaków:

udając odważnych kawalerzystów II RP
- o zabitych ludziach - groteskowa inscenizacja

Nazwa trafna — w końcu operacja zakładała wykorzystanie „konserwy”, czyli ciała Franciszka Honioka, niemieckiego obywatela o sympatiach prorządowych w Polsce, który po śmierci miał odgrywać rolę „polskiego napastnika”

- przechwalał się, że odpalił II wojnę światową włącznikiem radiowym - są dumni z siebie...
- napaść na radiostacje, morderstwo ludzi to -  tylko poręcznego alibi
- znane "skrupulatni" pomijan milczeniem, opisywane było nie raz...
- Wojna zaczęła się nie od gromu dział, lecz od radiowej bujdy — i świat połknął przynętę, bo tak było wygodniej - to oczywista nieprawda, wojna zaczęła się od bombardowań i to nie bujda (język młodzieżowy)

 i wojna to nie przynęta, tylko śmierć, groza i zniszczenie...



Przypuszczam, że te wszystkie teksty pisze jedna i ta sama maszyna - "artykuły" po gazetach, najróżniejszych portalach, w tym regionalnych, na fb - w tym "oświecone" i pełne ekscytacji komentarze, w "Odkrywcy" i w "pamiętnikach" cudownie odnalezionych i tak dalej i tak dalej...



Pamiętajmy, na tych wszystkich stronach:

nie chodzi o prawdę, tylko o narrację






























Nie był w stanie odpowiedzieć, bo nie o to mu chodzi -

nie chodzi o prawdę, tylko o narrację





Także biada wam tam, gdzie demon opętał waszych polityków i wasz naród... i tak dalej...








wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,183958,32473146,co-olga-tokarczuk-mysli-o-mieszkancach-ziem-zachodnich-i-polnocnych.html#do_w=200&do_v=552&do_st=RS&do_sid=1729&do_a=1729&s=S.miasta_wroclaw-K.C-B.3-L.1.zw


pl.wikipedia.org/wiki/Białoruś#Mniejszość_polska

en.wikipedia.org/wiki/Ethnicity