Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fałszerstwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fałszerstwa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 23 września 2021

Jak działa Phersu?

 


Chciałem tutaj przedstawić sposób fałszowania historii dokonywany przez Phersu – będzie to przykład oparty o współczesne wydarzenia.


Zaznaczam, że nikogo nie podejrzewam o złe intencje – nie jest moim celem kogoś obrażać, szkalować, czy szkodzić komuś - tekst ma wyłącznie charakter, że tak powiem – dydaktyczny i jest wyłącznie hipotetyczny.


Mój blog, jak mi pokazują statystyki bloggera – ma ograniczoną poczytność – ale być może statystyki te są zafałszowane przez służby, a poczytność jest o wiele większa, dlatego zbieżność podana niżej może teoretycznie mieć miejsce.


Chodzi mi o to, że ktoś czyta moje teksty, a następnie przyjmuje moją argumentację za właściwą, potem zaś dzieli się nią z innymi i sam stosuje we własnym życiu.

Po części jest to też celem moich publikacji.


Kilka lat temu miałem taką sytuację – czytałem jakiś tekst nt. polityczne znaleziony w internecie i w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że autor wzoruje się na mnie, stosuje jakby moją argumentację.


Uniosłem się wtedy, że ktoś się pode mnie podszywa i nawet chyba na blogu lub fb o tym napisałem.


Dopiero później przyszła refleksja, że ktoś po prostu – jw. napisałem – zainspirował się moimi tekstami i sam zaczął pisać o tych sprawach na „mój sposób”.


W sumie to takie zjawisko już zaobserwowałem wcześniej – otóż wielu blogerów stosuje w swojej retoryce pewne wtrącenia charakterystyczne dla Stanisława Michalkiewicza – widać tu wpływ tego autora na innych.



Prawdopodobnie w tamtym momencie źle oceniłem autora, trzeba jednak pamiętać, że ja nie funkcjonuję w normalnej sytuacji, bo jestem cały czas osaczony przez służby i ludzi przez nich nasłanych.




Phersu kopiuje cudze dokonania – najczęściej dokonania Stwórcy i wkłada je w usta innych osób – czasami wymyślonych.




Przykładem może być Archimedes i to jego „nie niszcz moich kół” (nawiązujące do działa Stwórcy i jego walki z Phersu), a także jego słynne odkrycie – zdajemy sobie sprawę, że ta dykteryjka o wannie jest zmyślona, ale ja potrafię to udowodnić.


To, że jest zmyślona.


Podobnie postać Piasta Kołodzieja.


KOŁOdziej – czyli ktoś, kto czyni KOŁA - to prawie na pewno zmyślone miano, postać ta – prawie na pewno prawdziwy żywy człowiek - miała przejąć na siebie dokonania Stwórcy, jako budowniczego labiryntu w Kole i tym samym wymazać jego istnienie.

W dodatku miano Piast nawiązujące do piasty, czyli do środka KOŁA....


Piastowie to była ówczesna zachodnia 5 kolumna, gdzie w zamian za współpracę i przejęcie kraju obiecano im połączenie i wspólne rządy nad całą Europą – Piastowie mieli stać się cesarzami Europy (dziś to fałszywe Królestwo Niebieskie odtwarza UE), co ostatecznie i faktycznie osiągnął Bolesław Chrobry, któremu na zjeździe w Gnieźnie Otton III przekazał cesarską koronę.


Fakt ten jednak został później „odwołany” i zamazany, Piastom wytłumaczono, że byli naiwni i takie tam.... opiszę to kiedyś przy odpowiedniej okazji.


Innym przykładem jest Popiel zjedzony przez myszy.


To prawie na pewno legenda nawiązująca do Stwórcy i jego śmierci na wyspie w Kole – legenda została przeniesiona na jezioro Gopło, podobnie jak to było w przypadku jeziora Kałębie czy znanej wszystkim legendzie o diable i diabelskim kamieniu – ta legenda dotyczy jednego zdarzenia i jednego miejsca, a występuje chyba w każdym rejonie kraju.




Opublikowałem ostatnio kilka tekstów nt. Koła.


W przykładzie dam odniesienie do dwóch:

  • Bachus oraz

  • Arkaim - Göbekli Tepe - Koło...


Ukazały się ostatnio w mediach 3 artykuły i na ich podstawie pokażę wam schemat działania.

Chodzi o to, że domniemany akt fałszerstwa nie został jeszcze dokonany, ponieważ odbywa się on w kilku etapach, gdzie chodzi o to, by poszczególne etapy nawarstwiały się i tworzyły pewna ciągłość sugerującą naśladującą rzeczywistość.


No więc fragment pierwszego artykułu - jest to wywiad z architektem, a nosi tytuł:


Wymyślajmy, nie kopiujmy. Rozmowa z arch. Robertem Koniecznym”



Zaznaczam, że cała wypowiedź w artykule jest mi bardzo bliska - stąd zapewne skojarzenie „skopiowania mnie”.



08-09-2021 10:01

Architekt wizjoner, autor wielokrotnie nagradzanych projektów, założyciel cenionej w Polsce i na świecie pracowni KWK Promes – Robert Konieczny, od wielu lat zasiada także w gronie jurorów konkursu KOŁO „Projekt Łazienki”. W krótkiej rozmowie opowiada o wymiarze edukacyjnym tej inicjatywy oraz o tym, dlaczego lubi sędziowanie. Ma także kilka rad dla młodych architektów, stawiających pierwsze kroki w branży i startujących w konkursie.


Spotykamy się przy okazji kolejnej, już 23., edycji konkursu KOŁO „Projekt Łazienki”, organizowanego przez Geberit. Co roku, jako jeden z jurorów, wybiera Pan najlepsze projekty spośród setek nadesłanych. Czy poziom prac jest zróżnicowany, a wybór tej najlepszej – trudny?


Robert Konieczny: Mam przyjemność zasiadać w jury konkursu już od wielu lat i bardzo to sędziowanie lubię, choć wiąże się ono z ogromną odpowiedzialnością. Z jednej strony łatwiej jest oceniać, niż startować w konkursie, z drugiej – to, co jako jurorzy uznamy za najlepsze, idzie w świat. To jest również pewnego rodzaju informacja o nas, dlatego musimy być pewni zaproponowanych rozwiązań i przekonani, że właśnie ta koncepcja jest lepsza od pozostałych.

Prace nadsyłane na konkurs są bardzo zróżnicowane pod względem poziomu, ale jestem przekonany, że każdy z uczestników projektuje najlepiej, jak potrafi. I to jest super, nawet jeśli nie wygra. Uczymy się na własnych błędach, na przegranych, dlatego udział w konkursach jest szalenie rozwijający. Trudno porównać prace na przestrzeni lat, ponieważ każda edycja konkursu dotyczy innego miejsca. Co roku oceniamy projekty, których twórcy starają się w jak najlepszy sposób odpowiedzieć na dany temat. Na początku, spośród kilkuset zgłoszeń, każdy z jurorów indywidualnie wybiera najlepsze według siebie projekty. Wytypowane przez nas prace na ogół w dużej mierze się pokrywają i wtedy dopiero zaczyna się prawdziwa dyskusja, aby wybrać z nich te, które zostaną nagrodzone. Często są to emocjonujące, długie rozmowy w gorącej atmosferze. Musimy wspólnie podjąć decyzję i ustanowić werdykt, pod którym wszyscy będziemy mogli się podpisać. Bardzo lubię sędziowanie, pochylanie się nad pomysłami młodych architektów, analizę ich prac i sposobu myślenia. To także rozwijające i poszerzające perspektywę zadanie. Z ciekawością czekam na tegoroczne zgłoszenia i obrady jury.


Ma Pan w swoim dorobku projekty budynków użyteczności publicznej - jak w tych projektach wyglądają toalety?


Robert Konieczny: Nie da się ukryć, że toaleta to miejsce, które każdy musi odwiedzić. Wbrew pozorom, na podstawie projektu toalety można wyciągnąć wiele wniosków na temat całego budynku i jego architektury. Toaleta to element wielkiej układanki, nie mniej ważny niż pozostałe. Zawsze przykładam wagę do tego, aby była to przestrzeń ergonomiczna i funkcjonalna, a także przyjemna w odbiorze, estetyczna. Wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, gdy ze względu na konieczność wprowadzenia oszczędności w budżecie inwestor prosił o wskazanie mniej ważnych miejsc w danym projekcie, aby np. zrezygnować z wykorzystania w nim drogich materiałów itp. Nigdy nie wskazałem toalety, to jest bardzo ważne pomieszczenie.


A gdyby miał Pan zaprojektować toaletę dla Tatrzańskiego Parku Narodowego, który jest partnerem tegorocznej edycji konkursu, jak by wyglądała? Czego będzie Pan szukał w projektach nadesłanych przez uczestników?


Robert Konieczny: Żeby stworzyć dobry projekt, trzeba zrobić research, analizę miejsca, otoczenia. Byłem w Tatrach, ale nie przyglądałem się im w tym kontekście, dlatego „z miejsca” nie zaproponuję rozwiązania i po prostu nie mogę udzielić odpowiedzi na to pytanie.


Tak jak w poprzednich edycjach, tak i w tej będę szukał dobrych, mądrych pomysłów i umiejętnie poprowadzonych koncepcji – zauważalnych, ale ze względu na specyficzne, naturalne otoczenie, niewychodzących na pierwszy plan. Cała sztuka polega na tym, aby zrobić coś dyskretnie, ale ponadczasowo – żeby pasowało, działało i wpisywało się w przepiękny pejzaż. Dlatego, tak jak inni jurorzy, powtarzam – warto wziąć plecak, założyć dobre buty i spędzić w górach trochę czasu - i dopiero wtedy zacząć pracę nad projektem. Trzeba zrozumieć kontekst, aby opracować rozwiązanie dopasowane do surowych górskich warunków, jednocześnie bezproblemowe
w utrzymaniu i eksploatacji – to musi działać przez lata. Według mnie jest to bardzo ciekawe wyzwanie, bo kocham góry.


Czy uważa Pan, że takie inicjatywy, jak konkurs KOŁO, mają realny wpływ na wzrost świadomości zarówno młodych architektów, jak i całego społeczeństwa, na temat architektury zaangażowanej społecznie? Czy – mówiąc w dużym uproszczeniu – zmieniają świat na lepsze?


Robert Konieczny: Oczywiście. Co roku w tym konkursie startuje mnóstwo ludzi – niemal każdy młody architekt, który aplikuje do mojej pracowni, ma to wpisane w CV. Jedna z laureatek, Aleksandra Kozłowska, pracuje w moim biurze – to dowód na to, że ta inicjatywa ma realny wpływ na kształtowanie „młodzieży architektonicznej”. A dzięki doborowi ciekawych partnerów i lokalizacji projektów, o konkursie jest głośno nie tylko w mediach branżowych, ale też lokalnych. To sprawia, że ludzie – przyszli potencjalni użytkownicy projektowanych toalet – angażują się w dialog i edukują. W ubiegłym roku zadanie polegało na stworzeniu koncepcji toalety dla Łazienek Królewskich w Warszawie – dyskusja internautów była gorąca, interesowali się, mieli swoje typy. A później mogli je skonfrontować z werdyktem jurorów. Moim marzeniem jest, żeby werdykty profesjonalistów i publiczności były identyczne. To by świadczyło o tym, że robota została zrobiona, że mamy kapitalne, wyedukowane społeczeństwo. Dzięki takim inicjatywom, jak konkurs „Projekt Łazienki” możemy docierać do ludzi z naszą wiedzą i uświadamiać, jak bardzo ważna jest architektura w naszym życiu codziennym. Mówiąc w skrócie – ubikacja też jest architekturą i też może, a nawet powinna, być świetnie zaprojektowana, aby spełniać oczekiwania wszystkich uczestników życia publicznego.

Czy ma Pan rady dla uczestników konkursu?


Robert Konieczny: Tak jak wspomniałem wcześniej – radzę skupić się na miejscu, które jest tematem, zobaczyć lokalny kontekst, prześledzić historię, ale też „patrzeć tu i teraz”, zostawić globalne mody. Bez wątpienia dobrze mieć świadomość tego, co się dzieje w architekturze, ale też nie zapominać, że najlepsze projekty biorą się z tego, co nas otacza. Wielu młodych architektów jest „nabitych” wiedzą, często im powtarzam, żeby zapomnieli o tym, co znają, co widzieli, co im się podoba. Zachęcam ich do skupienia się na rozwiązaniu doskonale dopasowanym do danego miejsca. Tylko w ten sposób będą mieli szansę stworzyć coś zupełnie niepowtarzalnego, co będzie inspirować innych. Konkurs powinien uczyć, że musimy sami wymyślać – zostawmy powielanie, kalki, zapożyczenia intelektualne – gorąco do tego namawiam.



I drugi artykuł, też z ww. architektem – tylko mały fragment – wypowiedź Pana Roberta.


Teraz Architektura: Robert Konieczny z tytułem Promotora Polski


Dziękuję kapitule za wyróżnienie, które tak naprawdę jest dla całego zespołu fantastycznych ludzi z KWK Promes. Chciałbym także podziękować moim rodzicom, którzy mieli ze mną krzyż, aby przetrwać moje młodzieńcze lata i wyprowadzić mnie na prostą. Tym bardziej jestem im wdzięczny. Żyjemy w nowych i ciekawych czasach, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej przeraża. Jedno jest pewne – architektura wkrótce się zmieni. Wszystko co powstanie jutro, będzie inne od tego, co znaliśmy dziś. A  to po to, aby nasze dzieci i wnuki mogły normalnie żyć i funkcjonować na ziemi, jaką my znamy. Nawiązując z kolei do idei promocji Polski chciałbym zapowiedzieć przedpremierowo, że 9 lub 11 listopada KWK Promes jako pierwsza polska pracownia będzie miała wystawę w wyjątkowej galerii w Paryżu, która gości same sławy. Jeżeli ktoś z Państwa będzie akurat w tym czasie w Paryżu – serdecznie zapraszam, bo zamierzamy zaskoczyć i zaintrygować widzów – mówił Konieczny w trakcie odbierania wyróżnienia.



I tu analiza porównawcza:


W tekście Bachus zwróciłem uwagę, że:



Ludzie udają wiele rzeczy.

Może gdyby mniej udawali lub wcale zaprzestali udawać coś przed sobą, to życie na ziemi byłoby łatwiejsze...

Myślą, że wiedzą, co udają, a tymczasem, symulują jeszcze co innego...


W ogóle o tym nie wiedzą - to konsekwencje opierania się na zdaniu innych.



Metoda polega na podsuwaniu gotowych  - i fałszywych - rozwiązań lub definicji.

Nikt się nie zastanawia.


Gotowość "rozwiązania" (szczególnie, jeśli staje się popularne w społeczeństwie - poprzez kłamców oszustów rozpowszechniane np. w telewizji)  jest na tyle atrakcyjna, że "rozwiązanie" jest bez zastrzeżeń przyjmowane i w konsekwencji traktowane jak własne zdanie.


I popatrzcie teraz na tekst powyżej.


Wymyślajmy, nie kopiujmy.



To wygląda jak cytat ze mnie.



Np.:

możemy docierać do ludzi z naszą wiedzą i uświadamiać, jak bardzo ważna jest architektura w naszym życiu codziennym.” - o tym też pisałem wielokrotnie, a także kopiowałem teksty innych autorów nt. neurologicznych aspektów doświadczania architektury.


Zauważcie jednak kontekst – jakie słowa pojawiają się w artykule i jak to się ma do mojej działalności.


Koło – Architekt wizjoner - Wymyślajmy, nie kopiujmy - przekonani, że właśnie ta koncepcja jest lepsza od pozostałych - emocjonujące, długie rozmowy w gorącej atmosferze - pochylanie się nad pomysłami [...], analizę ich prac i sposobu myślenia. To także rozwijające i poszerzające perspektywę - na podstawie projektu t można wyciągnąć wiele wniosków na temat całego budynku i jego architektury - to element wielkiej układanki, nie mniej ważny niż pozostałe - Żeby stworzyć dobry projekt, trzeba zrobić research, analizę miejsca, otoczenia - będę szukał dobrych, mądrych pomysłów i umiejętnie poprowadzonych koncepcji - ponadczasowo - radzę skupić się na miejscu, które jest tematem, zobaczyć lokalny kontekst, prześledzić historię, ale też „patrzeć tu i teraz” - dobrze mieć świadomość - często im powtarzam, żeby zapomnieli o tym, co znają, co widzieli - Tylko w ten sposób będą mieli szansę stworzyć coś zupełnie niepowtarzalnego, co będzie inspirować innych. Konkurs powinien uczyć, że musimy sami wymyślać – zostawmy powielanie, kalki, zapożyczenia intelektualne – gorąco do tego namawiam.


I druga wypowiedź:


którzy mieli ze mną krzyż i ja mam przecież krzyż z ubekami!



najciekawsze jest jednak to:


Żyjemy w nowych i ciekawych czasach, co z jednej strony mnie cieszy, a z drugiej przeraża. Jedno jest pewne – architektura wkrótce się zmieni. Wszystko co powstanie jutro, będzie inne od tego, co znaliśmy dziś. A  to po to, aby nasze dzieci i wnuki mogły normalnie żyć i funkcjonować na ziemi, jaką my znamy.



Niby banał, ale w kontekście wypowiedzi polityków o czasach, które nastąpią za chwilę po covidzie – nic nie będzie już takie samo – jest to zauważalne i może być znaczące...



na ziemi, jaką my znamy




I jeszcze ta wypowiedź z niedziela.pl:


Na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskie archeolodzy odkryli mającą nawet 10 tys. lat kopalnię krzemienia czekoladowego.


Z badań zespołu, choć jeszcze niekompletnych, wynika, że sama kopalnia funkcjonowała między 10 a 6 tys. lat temu. „To również zaskakujące odkrycie, ponieważ zdecydowana większość znanych nam kopalni (w tym innych surowców krzemionkowych) z Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej i z Gór Świętokrzyskich pochodzi z okresu neolitu, czyli są młodsze niż ta” – powiedziała dr Sudoł-Procyk.

Dodała, że póki co nie wiadomo, czy była to kopalnia z bardzo głębokimi szybami i podziemnymi chodnikami. „Wydaje się, że pierwotnie wędrujący doliną prehistoryczni łowcy wkopywali się w stok, widząc pokłady krzemienia odsłonięte w wyniku podmycia zbocza przez rzekę. Ale kolejne doły kopane były coraz wyżej po stoku osiągając coraz większe rozmiary. Odkryte przez nas obiekty mają głębokość 3 metrów, a badania jeszcze się nie skończyły. Wprawdzie nie znaleźliśmy dotąd narzędzi, którymi je kopano, aby pozyskać ten surowiec, ale z dużym prawdopodobieństwem, możemy stwierdzić, że to był jakiś surowiec organiczny, np. poroże, które jest bardzo twarde i znane archeologom jako narzędzie z innych kopalń pradziejowych” – opowiadała badaczka.

Archeolodzy mają także dowody, że surowiec po wydobyciu był wstępnie obrabiany w bezpośrednim sąsiedztwie kopalni i dopiero później wynoszony poza jej teren m.in. na wymianę.

Niedawno zespół badaczy zakończył prace terenowe, w czasie których pobrano wiele próbek do analiz w laboratoriach, na czym będą pracować przez najbliższe miesiące. W kolejnym sezonie archeolodzy znów planują powrót na stanowisko i kolejne badania w terenie.



Tu nawiązanie do mojej tezy – a jeszcze nie podałem ani argumentów, ani dowodów – że Koło ma ok. 12 tysięcy lat, tj. powstało ok. 10 000 lat p.n.e.


Ciekawe więc, czy moje posty zmieniają sposób myślenia zawodowych badaczy, naukowców. Mam nadzieję.

Zwracam uwagę na takie sformułowania jak:



odkryli mającą nawet 10 tys. lat

Z badań zespołu, choć jeszcze niekompletnych

zaskakujące odkrycie, ponieważ zdecydowana większość [...] pochodzi z okresu neolitu, czyli są młodsze niż ta

póki co nie wiadomo

Wydaje się, że

a badania jeszcze się nie skończyły

Wprawdzie nie znaleźliśmy dotąd narzędzi, którymi je kopano, [...] ale z dużym prawdopodobieństwem, możemy stwierdzić, że to był jakiś surowiec organiczny, np. poroże, [...] znane archeologom jako narzędzie z innych kopalń

Archeolodzy mają także dowody, że [...] był [...] i dopiero później wynoszony poza jej teren

Niedawno zespół [...] zakończył prace terenowe, [...] pobrano wiele próbek [...], na czym będą pracować przez najbliższe miesiące.




Mamy więc tu zbitkę ogólników wg których możemy odnieść wrażenie, że oni mają dowody na coś  - choć tak naprawdę nie mają...


Porównajcie to z moją analizą o gadzinówce albo jeszcze lepiej - o zamachu pod Starogardem.

Bardzo polecam.



- Słyszałeś o tym budowlańcu, że co on odkrył?

- To nie budowlaniec, tylko architekt i on nic nie odkrył, tylko promuje pewne idee z koła, a odkrycia dokonali naukowcy – już od dawna zapowiadali, że coś odkryli co ma 10 tysięcy lat, ale ciągle prowadzili badania nad tym i to długo trwało, ale w końcu ujawnili, a mówiąc dokładniej to ludzie z ABW ujawnili, wczoraj była konferencja prasowa i jeden się tak chwalił:

A zobaczcie, co my tutaj mamy! Co myśmy znaleźli! Tacy jesteśmy mądrzy!

- Ale to podobno wcześniej jakiś budowlaniec to odkrył, on ponoć pisał o tym w internecie?

- A nie, to ten wariat, co wymyślił, że ABW to werwolf. Już policja posłała list z podziękowaniem do Człuchowa do tego pana, co go „znalazł” w jakimś jeziorze – Kałębie czy coś??

Przecież gdyby ABW go inwigilowało, to by na pewno wiedzieli, że się poszedł utopić, a nie szukali go poprzez jasnowidza, no nie?




Tak więc macie tu przykład, jak się robi takie rzeczy.

Dokonania czyjeś wkłada w inne usta, a następnie zamazuje istnienie tego, co pierwszy dał tę myśl.












https://www.bryla.pl/wymyslajmy-nie-kopiujmy-rozmowa-z-arch-robertem-koniecznym?fbclid=IwAR3c2JEtpodroahWraXIyQFz8KR1teruAsDTnAKuSHBjZcH2vX0hFYqEcTM

https://architektura.muratorplus.pl/konkursy/teraz-architektura-robert-konieczny-z-tytulem-promotora-polski_11437.html?fbclid=IwAR2gcwBqVsuG8WWvXx8EbR8dbZpsFNjU0ru8d1Ac_CukA2eQ9Uks8t4-upo

https://maciejsynak.blogspot.com/2021/08/hyperborea-czyli-polska.html

https://maciejsynak.blogspot.com/2021/09/arkaim-gobekli-tepe-koo.html

https://maciejsynak.blogspot.com/2021/04/bachus.html

https://www.niedziela.pl/artykul/72322/Odkryto-pradziejowa-kopalnie-krzemienia?fbclid=IwAR0OKw68RvQBMEwRaoRJQFWLnjqk6rin9xoULu-dZbt1m-Tc22smg2QSDhk


niedziela, 17 stycznia 2021

Janus - styczniowy bóg

tłumaczenie przeglądarki


Kim był Janus, rzymski bóg początków i zakończeń?


1 stycznia może być dniem żalu i refleksji - czy naprawdę potrzebowałem piątego kieliszka szampana zeszłej nocy? - zmieszane z nadzieją i optymizmem na przyszłość, gdy planujemy odnowienie członkostwa na siłowni lub wreszcie uporządkowanie naszych akt podatkowych. Ten styczniowy rytuał patrzenia w przód i w tył pasuje na pierwszy dzień miesiąca, nazwanego imieniem Janusa, rzymskiego boga początków i zakończeń.

Odźwierny niebios

W mitologii rzymskiej Janus był królem Lacjum (region środkowych Włoch), który miał swój pałac na wzgórzu Janiculum, na zachodnim brzegu Tybru. Według rzymskiego intelektualisty Makrobiusa , Janus otrzymał boskie zaszczyty ze względu na własną pobożność religijną, dając pobożny przykład całemu swojemu ludowi.




Rzymska moneta przedstawiająca dwugłowego Janusa. 

Janus był dumnie czczony jako wyjątkowy rzymski bóg, a nie adoptowany z greckiego panteonu. Do jego kompetencji należały wszystkie formy przejścia - początki i zakończenia, wejścia, wyjścia i przejścia. Imię Janus ( łacińskie Ianus , ponieważ alfabet nie miał j) jest etymologicznie spokrewnione z ianua , łacińskim słowem oznaczającym drzwi. Sam Janus był ianitor , czyli odźwiernym niebios.

Kultowy posąg Janusa przedstawiał brodatego boga z dwiema głowami. Oznaczało to, że mógł widzieć do przodu i do tyłu oraz do wewnątrz i na zewnątrz jednocześnie, bez obracania się. Janus trzymał w prawej ręce laskę, aby poprowadzić podróżnych właściwą trasą, aw lewej klucz do otwierania bram.

Janus jest znany z przejścia między pokojem a wojną. Numa , legendarny drugi król Rzymu, który słynął z pobożności religijnej, podobno założył sanktuarium Janusa Geminusa („dwojakie”) na Forum Romanum , w pobliżu siedziby Senatu. Znajdował się w miejscu, w którym Janus bąbelkował źródło gorącej wrzącej wody, aby udaremnić atak Sabinów na Rzym.

Kapliczka była ogrodzeniem utworzonym z dwóch łukowych bram na każdym końcu, połączonych ze sobą ścianami w celu utworzenia przejścia. Pośrodku stał posąg Janusa z brązu, z jedną głową zwróconą w stronę każdej bramy. Według historyka Liwiusza Numa przeznaczył świątynię:

jako wskaźnik pokoju i wojny, aby gdy był otwarty, mógł oznaczać, że naród był w broni, a gdy był zamknięty, wszystkie ludy wokół zostały spacyfikowane.

Mówi się, że bramy Janusa pozostawały zamknięte przez 43 lata pod rządami Numy, ale od tego czasu rzadko tak pozostawały, chociaż pierwszy cesarz August chwalił się, że trzykrotnie zamykał świątynię. Nero później świętował zawarcie pokoju z Partią, wybijając monety przedstawiające mocno zamknięte bramy Janusa.

Szczęśliwego Nowego Roku

Rzymianie uważali, że do kalendarza Numa dodał miesiąc styczeń. Związek Janusa z kalendarzem ugruntował budowa 12 ołtarzy, po jednym na każdy miesiąc w roku, w świątyni Janusa w Forum Holitorium (targ warzywny). W ten sposób poeta Martial nazwał Janusa „protoplastą i ojcem lat”.

Od 153 rpne konsulowie (główni urzędnicy republiki) objęli urząd pierwszego stycznia (który Rzymianie nazywali Kalendami). Nowi konsulowie ofiarowali modlitwy Janusowi, a księża oddali bogu orkisz zmieszany z solą i tradycyjne ciasto jęczmienne, zwane ianual . Rzymianie rozdawali przyjaciołom prezenty noworoczne w postaci daktyli, fig i miodu w nadziei, że nadchodzący rok okaże się słodki, a także monety - znak oczekiwanego dobrobytu.

Janus odgrywał kluczową rolę we wszystkich rzymskich publicznych ofiarach, otrzymując najpierw kadzidło i wino przed innymi bóstwami. Stało się tak, ponieważ Janus, jako odźwierny niebios, był drogą, którą można było dotrzeć do innych bogów, nawet samego Jowisza. Tekst O rolnictwie , napisany przez Catona Starszego , opisuje, w jaki sposób składano ofiary Janusowi, Jowiszowi i Junonie jako część ofiary przed zbiorami, aby zapewnić dobre plony.





https://theconversation.com/who-was-janus-the-roman-god-of-beginnings-and-endings-86853?fbclid=IwAR0TO3sqAEI19wJJF7BKFKSdDdhGComfFySs5xvaFPC7ETmrx8HIVjtJHV8




środa, 21 października 2020

Gdańska "historiografia"

 

Na stronie miasta Gdańska tradycyjny błąd w stylu redaktorów czasopisma Odkrywca.




AUTOREM   PROJEKTU   ALEI   BYŁ   KAPITAN   PATZER


Był, bo Patzer nie żyje.

Nic to jednak dla włodarzy miasta, skoro Hitler i Forster nadal są wg nich jego honorowymi obywatelami...



https://maciejsynak.blogspot.com/search?q=forster


https://maciejsynak.blogspot.com/2015/07/skarb-hitlera-skarb-forstera.html


https://www.gdansk.pl/wiadomosci/250-lecie-wielkiej-alei-lipowej-badania-archeologiczne-zakonczone-co-odkryto,a,181328?fbclid=IwAR368sbrd5ZYOGcvI2vuhkrpaYP4oBHe66AFteYQ9OFdHh1D1z0nDUyaGkk





wtorek, 20 października 2020

Barbarzyńcy - grecki czarny pijar

 

W naszej kulturze często przyjmujemy rozmaite kłamstwa za prawdę - a następnie stosujemy w naszym rozumowaniu. Tak jest na przykład z pojęciem "barbarzyńca" i zastosowaniem tego słowa do historiografii - i współcześnie.


Słowo „barbarzyńcy” to greckie określenie na osoby spoza kręgu cywilizacji grecko-rzymskiej.


wiki:

Słowo “barbarzyńca” pochodzi od łacińskiego słowa barbarus, które oznacza “cudzoziemca”. W odczuciu antycznych Rzymianin barbarzyńcą był każdy, kto nie był Rzymianinem.

Niby, ale...

Naturalnie Rzymianie swoje słowo przejęli od Greków, którzy na wszystkich nie-Greków mówili barbaros. Było to określenie na niecywilizowane ludy.


Ale mówili tak również na Persów - czy kulturę perską uznajemy za niecywilizowaną?? Na pewno nie. - MS.


Wraz z ekspansją Rzymu i zdobyciem mocarstwowej pozycji w obrębie Morza Śródziemnego Rzymianie zaczęli coraz częściej używać słowa “barbarzyńca”. Terminem tym określano według własnych gustów: cudzoziemców, plemiona celtyckie, politycznych oponentów, we wczesnym okresie cesarstwa chrześcijan, a w późnym wyznawców bogów rzymskich.

Także:

Wyobrażenie barbarzyńcy zmieniło się z neutralnego, kiedy to terminem tym określano ludy obcojęzyczne, na negatywne, gdy poczęto określać nim ludzi nieopanowanych, zdziczałych i nieposkromionych. W czasach dzisiejszych nabrało jeszcze gorszego znaczenia, czego przykładem są podane wyżej synonimy, do tego hasła, np. morderca, zbrodniarz, czy bestia. Grecy nie posiadali odpowiedniej wiedzy na temat ludów spoza swoich terytoriów i dlatego też nazywali ich tym niewdzięcznym mianem. 


Trafił mi się dzisiaj artykuł historyka Uniwersytetu Jagiellońskiego Józefa Wolskiego pt. "Filhellenizm Arsacydów" 

Wg niego, termin barbarus był czarnym pijarem wymyślonym przez Greków celem zdyskredytowania rywali.
























Jak już kiedyś pisałem, przy okazji wspominek o tzw. "Kronice Polskiej" Galla Oszusta Anonima - to, że jakiś tekst, czy cała 'kronika" posiada starożytny rodowód - to wcale nie znaczy, że w niej nie ma kłamstw.


Za chwilę będzie też o tym w tekście o Celtach.




http://dlibra.umcs.lublin.pl/dlibra/plain-content?id=4480

https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C3%B3zef_Wolski








wtorek, 24 października 2017

Patrz uważnie...





Widzisz?









Widzisz, czy nie?

Nie wiesz, co to, bo nigdy tego nie widziałeś, ani o tym nie słyszałeś.



A tutaj? Ta grafika zawiera min. 3 kalambury - zależne min. od pozycji obrazu.







A teraz lepiej?





No widzisz, czy nie??




A teraz?












Żeby dobrze widzieć, musisz się unieść wysoko, by nabrać odpowiedniej perspektywy.


Nieustannie zajmują się cudzymi sprawami. To skuteczne, bo w ten sposób "chronią" swoje sprawy, nie dają się wyprzedzić innym , sabotując ich zawczasu permanentnie.


Kłamstwa o przeszłości są ukrywane - kolejnymi kłamstwami.

Burzenie świątyni w Palmyrze, wyburzanie poniemieckiej zabudowy w Gdańsku czy Królewcu, ruiny zigguratów, a nawet same zigguraty - to kolejne elementy szerszego planu wymazywania ludzkości pamięci o przeszłości - w tym o kłamstwach, które miały ukryć prawdę o przeszłości. Kłamstwa zawierają elementy prawdy, dlatego są zasłaniane kolejnymi kłamstwami i tak w kółko od tysięcy lat....

Na 15tym poziomie, w 15tej warstwie wielkich  kłamstw jedno jest pewne - nic nie jest pewne.

Żaden "przekaz historyczny" nie jest pewny. 

Być może to tylko kolejna wersja rzeczywistości, kolejne kłamstwo, które zostało zakryte, zamaskowane kolejnym kłamstwem...




Tak mówi polityka - "historia, to tylko umówiona wersja zdarzeń"...








.



piątek, 21 października 2016

Germania i Germanie - pojęcia dawne i współczesne



Adrian Leszczyński 27 sierpnia 2014

Germania i Germanie - pojęcia dawne i współczesne

"Sclavania igitur, amplissima Germaniae provintia, a Winulis incolitur, qui olim dicti sum Wandali; decies maior esse fertur nostra Saxonia, presertim si Boemiam et eos, qui trans Oddaram sunt, Polanos, quaia nec habitu nec lingua discrepant, in partem adiecreris Sclavaniae". [1]
Powyższy cytat to oryginalne słowa Adama z Bremy, niemieckiego kronikarza i geografa, żyjącego i piszącego w XI w., opisujące kraj Słowian. Oto polskie tłumaczenie tego tekstu:
"Słowiańszczyzna, największa z krain Germanii, zamieszkana jest przez Winuli, których wcześniej nazywano Wandalami. Podobno jest ona większa niż nasza Saksonia, zwłaszcza jeśli zaliczyć do niej Czechów i Polan po drugiej stronie Odry, którzy nie różnią się ani językiem ani obyczajem".
Pierwsze, co nasuwa się po przeczytaniu tych słów, to zaliczanie „Słowiańszczyzny” do „Germanii”. Zatem Słowiańszczyzna to według kronikarza część Germanii. Dla ludzi żyjących współcześnie jest to rzecz kompletnie niezrozumiała i nielogiczna. Logiczna stać się ona może wówczas, gdy uzmysłowi się, że ówczesne znaczenie „Germanii” mocno różniło się od znaczenia współczesnego. Dziś Germania w węższym tego słowa znaczeniu to synonim Niemiec. Na przykład angielska nazwa Niemiec to „Germany”. Szersze znaczenie w zasadzie nie jest używane, choć można by je utożsamiać z państwami germańskojęzycznymi, takimi jak: Dania, Holandia, Islandia, Niemcy, Norwegia, Szwecja, Wielka Brytania (a ściślej sama Anglia). Tym samym „Germanie” to ludność mówiąca którymś ze współczesnych języków germańskich. [2] Dlatego dziś wyraz „Germanie” kojarzony jest etnicznie, a ściślej mówiąc językowo i definiuje on ludzi „mówiących językiem uznanym współcześnie za któryś z języków germańskich” (podkreślam tu słowo „współcześnie”). [3] Dawniej jednak Germania traktowana była jako pojęcie geograficzne. Starożytni Rzymianie „Germanią” nazywali obszar między Renem, Dunajem, a Wisłą, a w zasadzie również ziemie leżące za Wisłą. 

Rzymski historyk Publiusz Korneliusz Tacyt pisał około roku 98, na początku swojego wielkiego dzieła pt. „Germania”, takie oto słowa:



1. Germania jako całość oddzielona jest od Galów, Retów i Pannonów rzekami Renem i Dunajem, od Sarmatów i Daków - wzajemnym strachem bądź górami. Resztę otacza Ocean, obejmujący szerokie półwyspy i niezmierzone przestrzenie wysp: poznano tam niedawno pewne ludy i królów, ujawnionych dzięki wojnie. Ren, biorąc początek wśród niedostępnych i stromych szczytów Alp Retyckich, po nieznacznym skręcie na zachód miesza się z północnym Oceanem. Dunaj, wypływając z łagodnie i miękko wznoszącego się pasma gór Abnoby, dociera do wielu ludów, aż wreszcie sześcioma odnogami wpada do Morza Pontyjskiego; siódme ujście pochłaniają bagna.” [4]




Zatem ziemie Germanii sięgały do „Sarmatów i Daków”. Jak wiadomo z innych źródeł, Sarmaci zamieszkiwali stepy nad Morzem Czarnym, a więc obszar obecnej Ukrainy, zaś Dakowie obszar obecnej Rumunii – stąd nazwa rzymskiej prowincji „Dacja” (łac. Dacia). Wynika z tego, iż cały obszar współczesnej Polski zaliczany był przez starożytnych Rzymian do „Germanii”. Mylą się jednak ci, którzy wbrew jasnym opisom kronikarzy, uważają ówczesne ludy żyjące w „Germanii” za ludność wyłącznie „germańskojęzyczną” we współczesnym znaczeniu tego słowa. Już wspomniany Tacyt pisał, że plemiona zamieszkujące Germanię dzielą się między sobą na mniejsze grupy, różnią od siebie wzajemnie, a nawet mówią różnymi językami. Tacyt dzielił Germanów na trzy główne grupy, lecz wspominał też o innych:

„2. ...najbliżsi Oceanu mają zwać się Ingewonami, mieszkający w środku - Herminonami, pozostali - Istewonami. Niektórzy - opowieść o zamierzchłych czasach dopuszcza wszak swobodę - zapewniają, że więcej było boskich potomków i liczniejsze nazwy plemion: Marsowie, Gambrywiowie, Swebowie, Wandyliowie, oraz że są to imiona prawdziwe i starożytne...”
Inny rzymski historyk, Pliniusz Starszy, dzielił Germanów na pięć „ras”:
„Istnieje pięć ras Germanów: Wandalowie, w skład których wchodzą Burgundowie, Warinowie, Karynowie i Gutonowie. Ingewoni tworzą drugą rasę, w ich skład wchodzą Cymbrowie, Teutonowie i plemiona Chauków. Trzecia rasa to Istewonowie znad Renu [...]. Natomiast czwartą rasę tworzą Hermionowie mieszkający wewnątrz lądu i obejmują oni Swebów, Hermundurów, Chattów i Cherusków. Piątą rasą są Peucynowie, zwani także Bastarnami, sąsiadujący z Dakami.” [5]
Tacyt opisuje różnorodność Swebów:
„38. Teraz wypada powiedzieć o Swebach, a nie jeden to lud, jak Chattowie czy Tenkterowie. Zajmują bowiem większą część Germanii, podzieleni na plemiona i związki, chociaż w całości zwą się Swebami...”
Tacyt wspomina także o plemionach, które choć zamieszkują Germanię, Germanami nie są, gdyż mówią językiem celtyckim (galijskim) lub panońskim:
„43. Na tyłach Markomanów i Kwadów mieszkają Marsygnowie, Kotynowie, Osowie i Burowie. Spośród nich Marsygnowie i Burowie językiem i kulturą przypominają Swebów. Język celtycki u Kotynów, panoński u Osów, a również to, że godzą się na składanie trybutów, dowodzi, że nie są oni Germanami...”
Według autora również „składanie trybutu” wyklucza dane plemię z kręgu Germanów. Zatem nie tylko język decydował o przynależności danego plemienia do Germanów, lecz nawet tak kuriozalne sprawy, jak składanie lub nieskładanie trybutu. Tym samym w innym miejscu Tacyt zalicza do Germanów Estiów, którzy choć mówią językiem bliskim „brytańskiemu” (celtyckiemu z Brytanii?), zwyczaje i strój mają „swebskie”. Zatem w tym przypadku powodem zaliczenia tego ludu do Germanów nie jest język, lecz „zwyczaje i obiór”:
„45. ...Zatem na prawym brzegu Morze Swebskie obmywa siedziby ludów Estiów, którzy mają zwyczaje i strój jak u Swebów, język zbliżony do brytańskiego. Czczą Matkę Bogów. Jako oznakę tych wierzeń noszą na sobie coś w kształcie dzika, co niczym broń czyni czciciela bogini bezpiecznym nawet pośród wrogów, chroniąc go przed wszelkim niebezpieczeństwem. Rzadko czynią użytek z żelaza, częściej z kijów. Zboża i inne płody uprawiają - jak na niedbałych zazwyczaj Germanów - cierpliwie...”
Co do innych plemion autor ma wątpliwości, czy zaliczyć ich do Germanów, czy do Sarmatów. W końcu decyduje się na zaliczenia ich do Germanów ze względu na „osiadły tryb życia” i na to, że „wojują pieszo”. Te kwalifikacje również nie mają nic wspólnego z etnicznością ani z językiem używanym przez te plemiona. Oznacza to, iż przynależność do Germanów wcale nie musiała się wiązać z używaniem języka, zaliczanego dziś do grupy języków germańskich. Oto cytat:
„46. Tu koniec Swebii. Waham się, czy do Germanów, czy do Sarmatów zaliczyć ludy Peucynów, Wenetów i Fennów, chociaż Peucynowie - niektórzy zwą ich Bastarnami - przypominają Germanów językiem, kulturą oraz typem siedzib i domostw. Wszyscy są u nich niechlujni, a starszyzna gnuśna. Przez mieszane małżeństwa oszpecili się trochę, upodabniając się do Sarmatów. Wenetowie przejęli od nich wiele zwyczajów: gdzie tylko bowiem między Peucynami i Fennami rozciągają się lasy i góry, wszędzie tam włóczą się za rabunkiem. Trzeba ich jednak zaliczyć raczej do Germanów, jako że i domy budują, i tarcze noszą, i szybko przemieszczają się pieszo. Wszystko to jest odmienne od zwyczajów Sarmatów, żyjących na wozie i koniu...”
Po zanalizowaniu powyższych cytatów dawnych pisarzy jasne staje się, że w starożytności i w średniowieczu przynależność do „Germanów” niekoniecznie wiązała się z używaniem języka germańskiego w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Zatem teoretycznie starożytnymi Germanami mogli być np. ówcześni Słowianie, czy jak kto woli – Prasłowianie. Germanii bowiem nie zamieszkiwały tylko ludy germańskojęzyczne, ale i inne. Tym samym jaśniejsze stają się słowa Adama z Bremy zacytowane na początku tego artykułu. Słowiańszczyzna mogła być również częścią Germanii, a średniowieczni Słowianie mogli być uznani za Germanów.
Wszak dawna „Germania” to kraina geograficzna, a nie jednolita kraina etniczno-językowa. Ta geograficzna kraina położona była na wschód od Renu i na północ od Dunaju; od północy ograniczona Morzem Północnym i Bałtyckim, a od wschodu „górami, koczownikami (Sarmatami) oraz Dakami”. Granica wschodnia zdaje się nieco płynna i nieprecyzyjna, ale można ją mniej więcej określić jako granicę współczesnej lub przedwojennej Polski. Dziś termin „Germanie” ma nieco odmienne znaczenie od znaczenia starożytnego. Dziś nieodzownie łączy się on z narodami mówiącymi językami dziś uważanymi za germańskie. Świadomość tej różnicy ma fundamentalne znaczenie dla zrozumienia sensu dawnych opisów Europy Środkowej. Ma ona również znaczenie dla zrozumienia tego, kto żył na ziemiach polskich w tamtych czasach. Wniosek z tego wynikający jest taki, że starożytne oraz średniowieczne plemiona żyjące na ziemiach polskich, opisywane w kronikach, choć często nazywane „Germanami”, wcale nie musiały mówić po germańsku. Mogły one mówić na przykład po słowiańsku. I jak twierdzi Adam z Bremy, mówiły. Wiele wskazuje na to, że plemiona uznane niegdyś za „germańskie” mówiły po słowiańsku nie tylko w średniowieczu, ale i w starożytności. Przemawiają za tym liczne przesłanki, wśród których są także nazwy niektórych plemion z terenu na wschód od Łaby, które zachowały swe nazwy od starożytności po X wiek.



Warto też wspomnieć, że anglojęzyczna Wikipedia również wspomina o różnicach między pojęciem starożytnym a współczesnym w odniesieniu do Germanów. [6] Stwierdza się tam, że niektóre plemiona znad Renu nie mogły pierwotnie mówić językami germańskimi (nie wspomina się jakimi językami mówiły, ale zapewne chodzi o języki celtyckie), a mimo to zalicza się je do Germanów. Natomiast Swebów, którzy mieli mówić językami germańskimi, starożytni często odróżniali lub co najmniej wskazywali na ich wyraźną odmienność od innych Germanów – zapewne tych żyjących między Renem a Łabą. [7] To samo tyczy się dawnych, głównie greckich uczonych, którzy w ogóle nie zauważali Germanów w Europie i dzielili północne ludy barbarzyńskie na Celtów i Scytów, zaliczając np. germańskojęzycznych Gotów do tych drugich, głównie ze względu na ich miejsce zamieszkania we wschodniej, „scytyjskiej” Europie. [8] Natomiast Germanie znad Renu zaliczani byli przez nich do Celtów.



Podsumowując: współczesnych znaczeń nazw „Germania”, „Germanie” i „germański” nie należy utożsamiać ze znaczeniami starożytnymi i średniowiecznymi. Po uświadomieniu sobie tego istotnego faktu łatwiej będzie zrozumieć, że pradawni Wandalowie, Wenedowie czy Swebowie, choć uznani za „Germanów”, w istocie rzeczy niekoniecznie musieli posługiwać się językiem pokrewnym współczesnym językom germańskim.



Adrian Leszczyński
aleszczynski@interia.pl



[1] Adam z Bremy, „Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum” ( pol. Historia archidiecezji hamburskiej). hbar.phys.msu.ru/gorm/chrons/bremen.htm (łac.)
History of the Archbishops of Hamburg-Bremen (tłum. ang.)

[2] Współczesne języki germańskie to te, które dziś są w użyciu i co do których nie ma wątpliwości, że są „germańskie” w dzisiejszym tego słowa znaczeniu. Języki germańskie wymarłe, zwłaszcza tzw. „wschodniogermańskie”, niekoniecznie były językami germańskimi (poza j. gockim, który niewątpliwie nim był). Istnieją coraz większe wątpliwości czy np. j. wandalski był istotnie językiem germańskim. pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyki_germa%C5%84skie
[3] Określenia „współcześnie” oraz „we współczesnym tego słowa znaczeniu” używam w niniejszym artykule przy każdej okazji i z uporem, aby Czytelnik miał świadomość konieczności rozróżnienia znaczenia dawnego od współczesnego.
[4] Publiusz Korneliusz Tacyt, Germania [w:] P. Cornelius Tacitus, Germania, tłum. T. Płóciennik, wstęp, komentarz J. Kolendo, Poznań 2008, s. 62-97.
www.traditio-europae.org/Przeklady/P._Korneliusz_Tacyt_Ksiega_o_pochodzeniu_i_siedzibach_Germanow.html

[5] Tłumaczenie własne na podstawie: en.wikipedia.org/wiki/Germanic_peoples#Classification
[6] en.wikipedia.org/wiki/Germanic_peoples#Linguistics
[7] Osobiście mam wątpliwości jakim językiem mówili Swebowie. Nie zachowały się żadne materiały źródłowe języka tego ludu. Według najnowszych badań genetycznych w odniesieniu do miejsca zamieszkania między Łabą a Odrą, musieli mówić raczej po słowiańsku niż po germańsku. Również wyraźne ich odróżnianie od reszty Germanów, tych żyjących między Renem a Łabą, przez niektórych starożytnych kronikarzy wskazuje na to, że mogli mówić innym niż germańskim językiem.
[8] Starożytni greccy historycy ziemie polskie zaliczali zazwyczaj do Scytii, a potem do Sarmacji. Morze Bałtyckie nazywali Morzem lub Oceanem Scytyjskim lub Sarmackim, zaś Karpaty – Górami Sarmackimi. Najnowsze badania genetyczne wskazują, że nie mylili się oni w ocenie pokrewieństwa etnicznego ludów Europy Środkowo-Wschodniej, gdyż Scytowie i Sarmaci byli blisko spokrewnieni ze współczesnymi Słowianami; są wręcz ich biologicznymi przodkami. Również językowo mieli być sobie bliscy, na co wskazują podobieństwa słów scytyjskich i sarmackich do słowiańskich.



Korekta przez: Radek Ziemic (2014-09-04)

komentarze




1. Naharvales • autor: Wojciech Jóźwiak2014-08-27 09:33:36





Wg tamtej mapy Harper 1849 u mnie mieszkali "Naharvales":



Ponieważ mapę zrobiono na długo zanim zaistniały jakiekolwiek badania archeologiczne, to rozmieszczenie "germańskich" plemion autorzy musieli wy-interpretować z pism starożytnych.
Rzuca się w oczy niemal identyczność tej "Germanii" z późniejszą o pół wieku "Mitteleuropą" niemieckich wyobrażeń geopolityczno-imperialnych. No ale na mapy patrzono te same.

W Wikipedii pod ang. hasłem "Germania" są i inne mapy rozmieszczenia starozytnych Germanów i podobnie robią wrażenie z palca wyssanych. (Btw. ssanie kciuka było starożytna celtycką praktyką wieszczą.) Mapy w ogóle to do siebie mają, że narzucają się jako fakt, a przeważnie więcej niż faktów zawierają zmyśleń i interpolacji.

Wracając na Mazowsze. Mój kawałek, tzn. dorzecze Bzury i Jeziorki, zamieszkiwali jakoby Naharvales. Na pn-zach. od nich na Kujawach -- Helvecones. Pa południe od moich Nahrwalów, na Wysoczyźnie Rawskiej i wokół Łodzi: Omanni. Pa południe od nich za Pilicą wokół Radomia: Elysii. Na zachód za Wartą: Silingae ze stolicą w Calisia.

Autor mapy musiał orientować się w geo- i topografii Polski, ponieważ "germańskie plemiona" poumieszczał w regionach faktycznie różniących się terenem i (wiele późniejszą) historią.

Ciekaw też jestem, co te nazwy znaczą w jakimkolwiek języku.

2. Cytat z końcówki artykułu: • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-08-27 23:34:14
"Przemawiają za tym liczne przesłanki, wśród których są także nazwy niektórych plemion z terenu na wschód od Łaby, które zachowały się od starożytności po X wiek."

Nazwy plemion "germańskich", które wspominają kronikarze starożytni i o których wspominają także kronikarze średniowieczni twierdząc, że chodzi o plemiona "słowiańskie" to m.in.:

- Wandalowie / Wenedowie
- Rugiowie (Rugii)
- Warinowie (Varini)
- Glomici (Glommas)

- Morawianie (Harii, później Marharii)
- Mugilones (Mogilanie) - prof. Jerzy Nalepa twierdził, że starożytni Mugilones to słowiańskie plemię Mogilan żyjące nad Łabą. Popieram tezę profesora z tą różnicą, że uważam iż mieszkali oni wokół starodawnego (jak potwierdzają badania archeologiczne) grodu Mogilno (dziś miasta w woj. kujawsko-pom).
- Naharwanowie (Naharvales/Naharvali lub Nahanarvales/Nahanarvali) to być może Chorwaci: Harvales - Harvates. Skąd przedrostek "na", nie wiadomo. Teorii może być wiele. Np. taka, że to przerobiona nazwa słowiańska "Naha Harvales" - "Nasi Harwali" - "Nasi Harwati" - "Nasi /nasze Horwaty". Lub np., że to "na harvatach" - "na hrvetach" - "na hrbetach" - pol. "na grzbietach" - plemię mieszkające na grzbietach, czyli na wzgórzach/górach (np. w Karpatach).
- Helvekones to być może Helfredi? Pierwsze cztery litery zbieżne, pozostałe mało pasują. Średniowieczni Helfredi to słowiańscy Hawelanie wspominani przez Geografa Bawarskiego. Proszę zwrócić uwagę jak nie-słowiańskojęzyczni pisarze przekręcali słowiańskie nazwy i jakie dziwolągi nazewnicze tworzyli. Kiedyś podałem więcej takich przykładów. Np. Pyrzyczanie to np. Prissani, a Goplanie to Glopeani.

Tym, którzy uważają, że w/w nazwy plemion germańskich przeniesiono potem na Słowian, pragnę powiedzieć, że to zbyt naiwne i nieprawdopodobne twierdzenia, że tak wiele nazw przeniesiono na zupełnie nowe ludy. W dodatku te nowe ludy musiały być bardzo głupiutkie, skoro nie miały własnych nazw plemiennych, rodowych czy innych. To teorie mało prawdopodobne i naiwne. Zresztą skąd słowiańska (nie dacka, jak niektórzy próbują wmawiać) nazwa "Mugilones" u plemienia "germańskojęzycznego"??? 




3. - Lupiones Sarmatae... • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-08-27 23:39:39
- Lupiones Sarmatae to być może Wilcy (Wieleci). W średniowieczu zapisano po łacinie tę nazwę Vuilci - Vvilci - czytane wręcz jako "Wilki"). "Lupiones" może pochodzić od łacińskiego "lupus" (pol. wilk).
Przy tej okazji należy wspomnieć, że autor starożytnej mapy "Tabula Peutingeriana" nie tylko plemię "Lupiones" zaliczył do Sarmatów, ale też np. Wenedów (Venadi Sarmatae). Zatem jedni zaliczali Wenedów do Germanów, inni do Sarmatów. Zatem ten autor widział jakieś podobieństwa Wenedów do Sarmatów. Być może były to podobieństwa językowe? A tym samym i etniczne? Tak jak napisałem w artykule w przypisie nr 8:
"Najnowsze badania genetyczne wskazują, że nie mylili się oni w ocenie pokrewieństwa etnicznego ludów Europy Środkowo-Wschodniej, gdyż Scytowie i Sarmaci byli blisko spokrewnieni ze współczesnymi Słowianami; są wręcz ich biologicznymi przodkami. Również językowo mieli być sobie bliscy, na co wskazują podobieństwa słów scytyjskich i sarmackich do słowiańskich."





4. Bojowie • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-08-27 23:50:08
Należy wspomnieć też o Bojach (Boii, Boheimare), którzy wzbudzają pewne zakłopotanie, gdyż nawet Tacyt wspominał, że Bojowie nie mówią po germańsku, lecz po celtycku. Zatem odróżniał ich od innych Germanów. Średniowieczni mieszkańcy Bohemii to słowiańscy Czesi, dość długo nazywani "Bohemami".
Na temat nazw plemion można by napisać długi artykuł, a wręcz kilka artykułów, opisując każde z plemion osobno.

Na koniec zostawiam najbardziej zaskakujący, a pewnie i najbardziej kontrowersyjny wątek, ale o tym następnym razem, bo pisania jest sporo. A rzecz będzie dotyczyć Silingów - uznawanych powszechnie (i wg mnie, słusznie) jako odłam Wandalów. Mam nawet na ten temat napisany artykuł, ale bałem się, że Wojtek go nie przepuści ze względu na jego kontrowersyjność. Zatem napiszę o tym za jakiś czas w komentarzu. Sam artykuł o Silingach napisałem jeszcze zanim pojawiłem się na Tarace.

5. Czesi i kocioł • autor: Michał Mazur2014-08-28 11:24:37
Dokładnie już nie pamiętam, ale to chyba Kosmas z Pragi pisał że pierwotnie symbolem ich ziem był ... kocioł. Dopiero potem orzeł. Rzecz bardzo ważna w celtyckiej mitologii, no i  w sztuce (por. Kocioł z Gundestrup).
No i znaleziska celtyckie. Kiedyś wszedłem na jakąś stronę płatnerza z Czech - a tam.. "keltska prilba" - replika znaleziska z Czech. Które to znalezisko notabene przypominało hełmy rzymskie z tym że było od nich WCZEŚNIEJSZE (Rzymianie sporo zapożyczyli od innych ludów)

Natomiast źródła arabskie wspominały ze Czesi od pozostałych Słowian nieco odróżniali się wyglądem - znaczna liczba szatynów (Kosmas chyba też o tym wspominał)

Z tymi Sarmatami i Słowianami i rzekomą ich genetyczną ciągłością to bym jednak uważał. To już zresztą Ci wskazywałem - chodziło o relację nt Bastarnów.
Zależy też o jakie "oszpecenie" chodzi (może niekoniecznie w sensie oddziedziczonej po Sarmackich przodkach urody lecz ubiór albo inne dziwne tradycje jak np. skarcyfikacja czy deformowanie czaszek) - trzeba tu jednak zajrzeć do źródła i zidentyfikować właściwe słowa.

6. Witaj Michale, • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-08-28 18:37:45
Miło Cię widzieć/czytać. Dziękuję za komplement na końcu Twojego postu.
Co do Czechów, to istotnie masz rację. Mają w sobie coś celtyckiego. Prawdą jest, że jest wśród nich większy odsetek szatynów jak i brunetów w porównaniu do innych Słowian północnych (dotyczy to tez Słowaków). Oto link:

http://www.eupedia.com/europe/genetic_maps_of_europe.shtml

W kwestii genetycznej, to posiadają największy odsetek genu "celtyckiego" R1b spośród wszystkich narodów słowiańskich. Znaczy to, że są zmieszani z Zachodnimi Europejczykami, prawdopodobnie Celtami. Odsetek wynosi 22%, podczas gdy gen "słowiański" R1a to 34%, a więc najmniejszy spośród Słowian północnych (zachodnich i wschodnich).
7. Czyta się to lekko.. • autor: nierozpoznany2014-08-30 22:21:15
Silingowie to mieszkańcy Silesii, czyli Ślązacy. Ciekawe na czym polegają te kontrowersje?

A co z Fennami? Gdy tylko autor starozytny spojrzy w kierunku pólnocno-wschodnim tam od razu zauważa jakiś Fennów, a tak się składa, że fińskość jest bardzo mocno powiązana z haplogrupą N1c, u nas jest jej 4%, ale w całości pochodzi z Polski pólnocno-wschodniej, trzy kraje nadbałycki to już skok do poziomu 34-42%, zas Finlandia to aż 61%.
No i proszę, starozytny kronikarz nie pomylił się ani trochę.
A tutaj wprost  nieprawdopodobna zbieżność pomiędzy wzrostem mężczyzn a haplogrupą I, a dokladniej  ci z I1 oraz ci z I2, są najwyżsi w Europie:
http://polishgenes.blogspot.com.au/2014/08/male-height-in-europe.html




8. Witaj Robert, • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-08-31 11:27:15
To prawda, że miałem napisać komentarz nt. Silingów. Pamiętam o tym. Ale ostatnio stwierdziłem, że może opublikuję artykuł nt. temat. W zasadzie jest on już od dawna napisany, lecz wymaga przeróbek. Niestety nie znalazłem nawet czasu, aby go nieco poprawić i przesłać Wojtkowi do akceptacji. Nie wiem też czy będzie zgoda Wojtka na jego publikację, bo sprawa trochę obija się o analizę językową, a pod tym względem Wojtek jest krytyczny wobec mnie. Zatem proszę jeszcze o cierpliwość. Jeśli będzie artykuł, to nie będę musiał pisać komentarza. A jeśli artykułu nie będzie, to napiszę komentarz. Trochę mi czasu na wszystko brakuje. Prędzej czy później go jednak znajdę. Pozdrawiam.

9. Wiesz.. • autor: Michał Mazur2014-09-01 21:33:10
Wiesz, językoznawstwo ogólnie jest trudne. Czasami tez zdarzają się sytuacje takie, że ile językoznawców tyle teorii - jak np. z tymi imionami władców Chorwatów. Przydał by ci się dostęp nielimitowany dostęp do biblioteki która posiada jednocześnie status biblioteki narodowej i ma także liczne publikacje w językach obcych.

A z tych ostatnich to Polsce wiele materiałów jest niedostępnych niestety. Sam muszę jeszcze koledze ze studiów jedną knigę zeskanować i przesłać jakoś. I zastanawiam się jak mam to zrobić - o ile mogę jeszcze skorzystać z biblioteki uniwersyteckiej w Reading.

10. Polecam o pochodzeniu Finów • autor: Wojciech Jóźwiak2014-09-04 10:43:47
http://dienekes.blogspot.com/2014/08/indo-europeans-preceded-finno-ugrians.html
"Indo-Europeans preceded Finno-Ugrians in Finland and Estonia", autor Mikko Heikkilä.
Autor twierdzi, że językowi przodkowie Finów (a także Samów!) przybyli do obecnej Finlandii późno, bo w epoce brązu, a nie w mezolicie, jak powszechnie sądzono dotychczas. Na nowym miejscu zamieszkania ich język podlegał silnym wpływom ludności wcześniejszej, mówiącej dialektem IE, ale starszym niz jęz. germańskie - bo sprzed podziału na germ., ital., celt. Pod adresem jest streszczenie, sama praca jest niestety po szwedzku.
(Tylko dlaczego w takim razie Wisła nosi ugrofińską nazwę? Viz = "woda" po węg., vesi = "woda" pod fińsku.)



11. re: o pochodzeniu Finów • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-09-04 12:50:48
Ciekawe, ciekawe... Być może gość ma rację. Aby to stwierdzić, potrzeba badań. Jedno, co mogę osobiście stwierdzić to to, że część słów IE zbieżnych jest ze słowami w j. fińskim. Pytanie: skąd się tam wzięły? Niektórzy uważają, że są to ugrofińskie zapożyczenia w j. słowiańskich i innych. Jednak być może prawda jest zupełnie odwrotna?... Myślę, że w najbliższych latach czekają nas ciekawe odkrycia.

12. Wisła • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-09-04 13:04:43
To samo może tyczyć się nazwy "Wisła". Nazwa jest prawdopodobnie IE. Najbardziej przypomina języki celtyckie. Np. nazwa popularnej whisky (z gaelickiego uisge beatha - woda życia) ewidentnie ma ten sam człon (woda po irlandzku to uisce). Być może wyraz ugrofiński jest zapożyczeniem z tego starego IE, o którym pisze Mikko Heikkilä? Najstarsze zapisy nazwy "Wisła" to "Viscla". Prawda, że podobnie? Co ciekawe: scla to częste łacińskie określenie słowiańskiego "sła". Zatem już w czasach rzymskich rzeka ta brzmiała w języku miejscowych ludów tak jak dziś. Vi = Wi, scla = sła, zatem mamy Wisła. Człon "sła" wydaje się być słowiański. Człon "wi" celtycki, ugrofiński, staroeropejski, pra-indoeuropejski? Tu można spekulować...
13. Czy językoznawcy w... • autor: nierozpoznany2014-09-05 00:00:16
Czy językoznawcy w przypadku słowa sła-wa, również spekulują czy człon 'wa' jest ugrofiński, celtycki, germański, wenedzki?
Człon 'sła' występuje również w naszej gwarze jako po-sła, przy-sła, do-sła, wy-sła, na-sła i czy również językoznawcy wywodzą człony 'po', 'przy', 'wy', 'do', 'na' z języka np.iliryjskiego?
Własciwie nie rozumiem czemu członu 'wi' powinniśmy szukać w celtyckim, ugrofińskim a może germańskim, skoro w naszym języku mamy 'wić' się?
Mamy zwrot "wijąca sie rzeka', stąd też:
 wi -wić się, wici
sła -iść na przód, jak mamy w gwarze 'sła, po-sła, przy-sła, na-sła, do-sła', albo też 'sła-wa' czyli uznanie, rozgłos, w pierwszym przemieszczenie sie fizyczne osoby, wykonanie pracy, w drugim to samo, ale w innym wymiarze, z dodatkiem członu 'wa'.



14. "Najstarsze zapisy nazwy... • autor: nierozpoznany2014-09-05 00:12:00
"Najstarsze zapisy nazwy "Wisła" to "Viscla". Prawda, że podobnie?" - zaraz, zaraz, podobne, ale 'vi-scla', drugi jego człon to 'scla-veni', czyli słowianie, zaś 'veni' to nie tylko 'przybyłem', ale brzmi podobnie do 'veneti', czyli wenetowie.
15. A może 'veni' nie... • autor: nierozpoznany2014-09-05 00:37:24
A może 'veni' nie oznacza tylko 'przybyłem, ale również przebywać w danym miejscu? Wówczas 'scla-veni' oznacza ludzi mieszkająch nad 'vi-scla', czyli po naszemu Wiślan. 

16. Wisła c.d. • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-09-05 07:59:41
Witaj Robert! Odnośnie Wisły i członu "wi" podoba mi się Twoja interpretacja i argumentacja. Wiele przemawia za tym, że możesz mieć rację. Ciekawe to.

Natomiast w wyrazie "scla-veni", czy "veni" to "veneti" to już mniej do mnie przemawia. Jakoś nie łączyłbym w tym przypadku "-veni" z Wenetami. I zapewne również nie z cezarowym "veni, vidi, vici" :-)

17. Kiedyś już tu... • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-09-05 08:08:27
Kiedyś już tu na forum pisałem, że jeśli potwierdzi się autochtonizm Słowian na ziemiach polskich, to etymologii nazw rzek będzie trzeba szukać w j. słowiańskim. Ewentualnie w poprzedzającym go j. indoeuropejskim. Podejrzewam, że niektóre z nazw są tak stare, że powstały zanim j. słowiański zdążył się rozwinąć. Dlatego podobieństwo niektórych hydronimów może być bliższe innym językom IE, w których zachowały się większe archaizmy niż w j. słowiańskim. Słowiański mógł tak wyewoluować, że stara nazwa rzeki straciła znaczenie w tym języku. Natomiast stara postać tej nazwy mogła zachować się np. w celtyckim lub bałtyjskim. I stąd potem błędne interpretacje i "odnajdywanie" na terenie dawnej Polski wszystkich możliwych ludów europejskich (iliryjskich, italskich, germańskich, celtyckich, bałtyjskich, ugrofińskich, irańskich i Bóg wie, jakich jeszcze).
18. Ale z łacińskiego... • autor: nierozpoznany2014-09-05 10:18:57
Z łacińskiego punktu widzenia 'veni' musi coś oznaczać?!
"Natomiast w wyrazie "scla-veni", czy "veni" to "veneti" to już mniej do mnie przemawia." - ale chyba 'scla', jako 'scla-veni' nie budzi wątpliwosci?

Na wikipedii tak piszą:
 " wg T. Milewskiego: PIE *wen "kochać", celt. veni- "ród", gal. Veni-carus, sirl. fin "rodzina", fine (< *venia) "pokrewieństwo, ród, rodzina", bret. gwenn "rasa"; forma Veneti to mianownik liczby mnogiej od italoceltyckiego tematu *ven-e-to- "

Z tego wynika, że Sclaveni to podgrupa Wenetów, czyli Wenetowie żyjący na Wisłą, natomiast w zacytowanym zdaniu padają takie okreslenia jak: ród, pokrewieństwo, rodzina, rasa. Wyniki badań genetycznych w calości to potwierdzają. Tak ich widziano z zewnątrz i tak jest genetycznie oraz językowo.
19. Naprawdę wierzysz w... • autor: bieszczadnik2014-09-26 15:53:11
Naprawdę wierzysz w to, że badania genetyczne wykażą, że na całych 312 679 km kwadratowych mieszkali protosłowanie i przenigdy nie wszedł na te ziemi żaden Celt czy German? Czy przewaga r1a na obecnych ziemiach polskich wyklucza np celtycka etymologie na Dolnym Śląsku?
20. Scytowie, Wisła i inne • autor: Tomasz Rysz2014-09-26 16:04:36
Smutne jest to, że pomimo badań genetycznych, ciągle trzeba wdrukowywać niektórym ludziom (zwłaszcza tym na zachodzie Europy i w USA) to, że Scytowie byli Słowianami. Wskazywałem już gdzie indziej na to że nazwa Scytów (Skytów) może pochodzić od połączenia liter sk, często występujących w końcówkach wyrazów słowiańskich i być może będących przedmiotem szyderstw (?) starożytnych intelektualistów greckich.
Do Pana Jóźwiaka: czy przedrostek wiz- lub podobny na pewno występuje w wielu językach uralskich, czy tylko w ich grupie ugrofińskiej ? Bo trzeba powiedzieć, że np.  u Finów oprócz uralskiej haplogrupy N1c wśród mężczyzn silna jest również praeuropejska haplogrupa I w postaci I1 i I2b, która to haplografia występuje na większości terytorium Europy (10-20%, a w krajach germańskich więcej). Tak więc być może przedrostek viz- lub wis- jest pochodzenia praeuropejskiego przed przebyciem Indoeuropejczyków i Ugrofinów. W innym swoim komentarzu wskazywałem, że część Indoeuropejczyków (R1a) i Ugrofinowie mogli zresztą przebyć razem drogę z Indii lub Azji Środkowej, kiedy oddzielali się od pozostałych euroazjatyckich haplogrup męskich. 

21. re: Scytowie, Wisła i inne • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-09-28 10:32:40
To prawda. Smutne to. Dla mnie smutniejsze jest jednak to, że polscy naukowcy nie wykazują się (poza pewnymi wyjątkami, o których wspominałem) twórczością, otwartością umysłu i z uporem maniaka powtarzają przestarzałe teorie zachodnioeuropejskich historyków (głównie niemieckich, którzy w pierwszej połowie XX w. byli skrajnie nieobiektywni i trudno nazwać ich naukowcami) i nie uwzględniając najnowszych badań, nadal tkwią w latach 30-tych XX wieku szerząc archaiczną "naukę" nie mającą nic wspólnego z nauką XXI w. Potrzeba czasu, aby zmienić tę mentalność. Jestem jednak przekonany, że doczekamy czasów, gdy tzw. oficjalna nauka uzna nowe tezy za fakty, a autochtonizm Słowian, słowiańskość Scytów, Sarmatów, a także Wandalów / Wenedów staną się "oczywistą oczywistością". Trochę jednak musimy uzbroić się w cierpliwość...

22. Pragnę rzetelnie i... • autor: Grzegorz Jagodziński2014-10-09 10:57:59
Pragnę rzetelnie i uczciwie poinformować wszystkich czytelników Taraki, że każdy z artykułów Adriana Leszczyńskiego prezentuje stek nonsensów, niezgodnych nie tylko z jakąkolwiek wiedzą naukową (co sam przyznaje), ale nawet ze zdrowym rozsądkiem. We szczególności jego prywatnych poglądów nie można utożsamiać ze stanowiskiem autochtonistów ani ze stanowiskiem genetyków (których badania nb. popierają pogląd allochtoniczny). Do najbardziej skrajnych bredni wypisywanych przez Leszczyńskiego należą pogląd o słowiańskiej genezie imion germańskich (o oczywistej germańskiej etymologii) oraz teza o przynależności Scytów, Wandalów i Gotów do Słowian. Do takich absurdów nie posuwają się nawet najbardziej zażarci obrońcy autochtonizmu - poglądu naukowo słabo uzasadnionego (o ile w ogóle), wytworzonego w Polsce na zamówienie polityków jako reakcja na tezę o zamieszkiwaniu w przeszłości plemion germańskich na ziemiach polskich.

Redakcja "Taraki" najpierw pozwala na publikacje takich nonsensów, narażając własną opinię na szwank, a potem jeszcze staje w obronie autora tych bzdur, który swoimi zjadliwymi komentarzami każdego jest w stanie doprowadzić do szewskiej pasji. Przykładem niech będzie ktoś podpisujący się xyz, który najpierw zarzucił mi, że wdałem się z Leszczyńskim w pyskówkę, a potem sam nie wytrzymał i też mu słusznie nawtykał. W rezultacie słuszne komentarze wykazujące nieprawdopodobny charakter tez autora artykułu są USUWANE, natomiast zjadliwe komentarze Leszczyńskiego pozostają. Redakcja stosuje więc cenzurę, i to w sposób bardzo wybiórczy. Chroni autora, który sam przyznaje się do swojej ignorancji, za to usuwa komentarze tych, co tę ignorancję wykazują - zamiast zablokować Leszczyńskiemu możliwość pisania komentarzy, co od razu uspokoiłoby dyskusję. Jest godne uwagi, że normalnie na "Tarace" nie zdarza się, by blokowano możliwość komentowania albo by całkiem usuwano komentarze. Dzieje się tak z wyłącznej winy Leszczyńskiego. Oto skutki karmienia trolla...



23. Ów wystawia sam... • autor: Grzegorz Jagodziński2014-10-09 10:58:17
Ów wystawia sam sobie ocenę, gdy stwierdza, że próbował zostawić komentarz na mojej witrynie, tymczasem nigdy takiej możliwości tam nie było. Dowodem jego problemów wewnętrznych są także przedstawione mi publicznie groźby pobicia, które są obecnie przedmiotem postępowania prokuratorskiego. Pod własnymi artykułami wypisuje nie wiadomo po co setki komentarzy, choć przecież jako autor już się w temacie wypowiedział - wygląda to śmiesznie i wystawia na szwank reputację "Taraki", która publikuje autora, prowadzącego w komentarzach monolog wewnętrzny. Mało to, Leszczyński drwi sobie z redakcji "Taraki", cynicznie przyznając, że skoro pewnych treści redakcja nie chce puścić w artykułach (bo nawet dla broniącego go kolegium przekraczają wszelkie możliwe wyobrażenia o granicach absurdu), to on i tak te treści opublikuje, tyle że w komentarzach. Jest rzeczą niebywałą, że w przestrzeni publicznej toleruje się komentarze jednostki, która obraża nie tylko swoich oponentów, ale całą polską naukę, którą nb. gardzi (zdarza mu się to cały czas mimo uprzednio wielokrotnych uwag, np. powyżej: "nadal tkwią w latach 30-tych XX wieku szerząc archaiczną «naukę» nie mającą nic wspólnego z nauką XXI w"). Osobnik ten, przyznający się do własnego nieuctwa, ubliża swoim oponentom (stanowiącym obecnie zdecydowanie dominującą grupę w nauce), określając ich mianem prypeciarzy i kossinowców, a do tego sugeruje, że przedstawiany przez nich obraz ma coś wspólnego z obozami koncentracyjnymi. Ten bezczelny ignorant posunął się nawet do tego, że napisał Czytelnikom przeprosiny za mnie, ża to że słusznie wskazałem na, delikatnie mówiąc, luki w jego rozumowaniu. Jedyną formą reakcji redakcji na takie niegodne zachowanie jest... usuwanie komentarzy atakujących Leszczyńskiego! Nie wiem, czy to forma żartu, czy osobliwej formy cynizmu...

24. Nie mogę zgodzić... • autor: Grzegorz Jagodziński2014-10-09 10:58:32
Nie mogę zgodzić się z taką polityką redakcji "Taraki". Zażądałem usunięcia stąd konta i wszystkich tekstów Leszczyńskiego, a zwłaszcza jego komentarzy - są to bowiem nie tylko teksty zupełnie bezwartościowe, ale do tego ziejące nienawiścią wobec osób o innych poglądach, co ma znamiona działalności przestępczej. Jeśli redakcja nie zgodzi się podzielić mojej opinii w tej sprawie i będzie nadal tolerować obecność trolla, który obraża wszystkich wokół siebie, w tym całą polską naukę, to ja nie widzę tu miejsca dla siebie. Dopóki prawo wstępu tutaj będzie mieć ten niewychowany impertynent, ja na pewno niczego więcej tu nie opublikuje. Jest mi bardzo przykro, że "Taraka" nie chce podjąć zdecydowanych działań względem osoby tak bardzo psującej jej wizerunek. Zażądałem już na znak protestu, by usunięto stąd wszystkie moje teksty. W artykułach publikowanych na mojej witrynie odniosę się wówczas już nie tylko do ignorancji Leszczyńskiego, ale także do braku adekwatnej reakcji redakcji "Taraki" na przekraczanie przez niego wszelkich zasad obowiązujących w dyskusji.

25. Sprawa XYX-a -- wyjaśnienie wydawcy Taraki • autor: Wojciech Jóźwiak2014-10-09 11:20:55
Komentator podpisujący się "XYZ" wykasował swoje konto Taraki: użył "czarnego przycisku" i skutkiem tego jego wpisy przestały być widoczne. Ponieważ w tym momencie zarówno odpowiedzi dawane XYZ-owi przez innych dyskutantów, jak i złośliwości pisane pod jego adresem "zawisły w powietrzu" i stawały się niezrozumiałe, usunąłem te wpisy, które odnosiły się do XYZ-a. Tak samo było z drugim (mniej aktywnym) uczestnikiem, który sam się wykasował, pseudo "No i proszę".

Nie będę wprowadzać zmian w Tarace "na żądanie", prócz przypadków, kiedy żądający byłby obrażony przez innego autora lub komentatora.

Co do słuszności lub niesłuszności tekstów i komentarzy prezentowanych w "Tarace", to powinna je wykazać rzeczowa dyskusja, a nie wymysły i żądania. Dixi.

26. Artykuły Grzegorza Jagodzińskiego w Tarace • autor: Wojciech Jóźwiak2014-10-09 11:29:39
"Nasz Autor nasz pan" i z wielkim żalem usuwam dwa teksty Grzegorza Jagodzińskiego, które kilkanaście lat temu były opublikowane w Tarace:
Są one (lub ich rozszerzone wersje) nadal dostępne w sieci:
http://grzegorj.w.interia.pl/lingwpl/pismaslo.html
http://grzegorj.w.interia.pl/lingwpl/pochoslo.html

I zachęcam do czytania, bo warto :)
27. staroeuropejski człon w językach germańskich • autor: Tomasz Rysz2014-10-14 13:47:41
Interesujące mogłoby być porównanie słów lub rdzeni nie występujących na ogół w językach indoeuropejskich, zwłaszcza italo-celtyckich i bałto-słowiańskich, a występujących w językach germańskich oraz w językach południowych Słowian. Dlaczego te dwie grupy ? Dlatego, ponieważ wśród ludów germańskich i południowo-słowiańskich (czy też ogólnie bałkańskich) istnieje duża koncentracja męskiej haplogrupy I. Czy słyszał może ktoś o jakichś próbach rekonstrukcji języka "staroeuropejskiego" ?







28. :-) • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-11-01 13:01:59
Poniżej wiadomość sprzed chwili z portalu wp.pl. Z pozdrowieniami dla wszelkich "wielkich naukowców" allochtonistów od amatora-nieuka :-)

http://historia.wp.pl/title,Wyniki-badan-DNA-wskazuja-ciaglosc-genetyczna-mieszkancow-Polski-od-czasow-starozytnego-Rzymu,wid,17000714,wiadomosc.html?ticaid=113b9d
Dodam, że takich artykułów będzie coraz więcej. Nic i nikt tego nie zatrzyma :-) Pozostanie tylko wycie na pustyni xyz´ów i im podobnych frustratów. Allochtonistyczne prypecko-kossinowskie brednie umierają na naszych oczach :-)

29. Podejrzewam, że jak... • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-11-01 13:33:11
Podejrzewam, że jak na naszych oczach umierają bajki o "pustce osadniczej", o "masowym napływie Słowian", o "boomie demograficznym", o "masowej ucieczce Germanów i Kasjopejan" to kossinowsko-prypecko-adolfowe towarzystwo wzajemnej adoracji wymyśli sobie nowe bajeczki. Np. o tym, że owszem jest ciągłość osadnicza, ale ci nasi przodkowie j. słowiańskimi zaczęli mówić nagle dopiero w VI w. Nauczyli ich tego języka reptilianie przybyli z Galaktyki XYZ. Przed VI wiekiem nasi przodkowie mówili jak powszechnie wiadomo po wenecko-italsku, iliryjsko-buszmeńsku, germańsko-marsjańsku, ugrofińsko-papuasku i bałtyjsko-bangladesku.
Z pozdrowieniami dla pięknego miasta Libiąża :-)
30. Ad. Leszczyński • autor: Tomasz Rysz2014-11-10 12:02:01
Podany link jest nieczynny. Jednak administrator w znaleziskach wstawił hiperłącze do strony: http://www.plosone.org/article/info%3Adoi%2F10.1371%2Fjournal.pone.0110839 
Autorzy wskazują na ciągłość osadniczą w relacji z matki na dzieci począwszy od epoki brązu, wskazując przy tym na potwierdzenie teorii autochtonistycznych i niemiarodajnośc teorii allochtonistycznych, które nie mają za sobą argumentów genetycznych.

31. do T. Rysz: • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-11-10 12:13:17
To są tylko badania mtDNA (linia żeńska), poczekamy jeszcze na bardziej miarodajne badania Y-DNA (linia męska). Mimo to wielu allochtonistów lekceważy te badania mówiąc, że jakaś część autochtonów (Germanów?) pozostała na ziemiach polskich i uległa potem slawizacji - stąd niby podobieństwo dawnych genów z ziem polskich do współczesnych Polaków. Nie wierzę w taki scenariusz. Dlatego potrzeba większego zakresu badań, zwłaszcza Y-DNA. Cierpliwie czekajmy.

32. Racja, trzeba też... • autor: Michał Mazur2014-11-10 16:40:39
Racja, trzeba też Y-DNA. Czekamy. Bo inaczej to będzie tak jak w tym niemieckim filmie "nasze matki wasi ojcowie" czy jakośik tak

33. Już to kiedyś... • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2014-11-10 19:41:54
Już to kiedyś pisałem, ale powtórzę: osobiście obstawiam, że w czasach wczesnego średniowiecza jak i w czasach starożytnych wyniki Y-DNA będą takie, że na terenie Polski więcej będzie R1a oraz I2. Więcej niż obecnie. Mniej będzie R1b. Ciężko mi wyrokować ile będzie I1. Chyba jednak mniej niż dziś, choć pewności nie mam. Dlaczego tak obstawiam? Bo zakładam, że w tamtych dawnych czasach Słowianie stanowili większość mieszkańców naszych ziem. Nie było jeszcze wtedy osadnictwa niemieckiego (i zachodnioeuropejskiego) na naszych ziemiach, które zaczęło się w średniowieczu, więc odsetek genów "słowiańskich" (R1a, I2) musiał być wyższy niż współcześnie. Czekajmy zatem, choć niecierpliwość daje się we znaki.
34. na kontynuację wskazuje masę faktów, znaków • autor: Ariolovist2014-11-13 15:48:51
Organizacja militarna okręgi tysiąca zbrojnych dla Suevów (używam tej nazwy) i tysięcznik-wojewoda (dziwnie się pisze więc się nie rozpisuję)
http://vranovie.wordpress.com/2014/02/17/tysiecznik-czyli-wojewoda/
od takich dużych po drobiazgi, do dużych to też kontynuacja prawa małżeńskiego:
"Rozpusty u nich nie ma, jeśli kobieta pokocha mężczyznę idzie do niego. Jeśli ją dotknie a jest dziewicą, bierze ją za żonę, a jeśli nie to ją sprzedaje i mówi: gdybyś była wartościowa, sama byś się pilnowała. A jeżeli mężatka dopuści się zdrady, zabijają ją, nie uwzględniając żadnych tłumaczeń." GARDIZI(XI W.)


"Lepiej jeszcze postępują te plemiona, u których za mąż wychodzą jedynie dziewice: ich nadzieje i modlitwy spełniają się tylko raz. Tak jak jedno im dane ciało i jedno życie, tak jednego biorą sobie męża, aby nie sięgać myślą ani pożądaniem poza związek z nim i kochać w nim nie tyle męża, ile małżeństwo." Tacyt I/IIwiek




35. Ad. Leszczyński • autor: Tomasz Rysz2014-11-13 18:44:28
No ja mogę mieć R1b albo I1 albo I2b,no ale R1a też jest bardzo prawdopodobne, z racji tego, że moje nazwisko (Rysz) wywodzi się z niemieckiego Reiss, a Niemcy jak to Germanie to genetyczna mieszanka,przede wszystkim R1a i R1b oraz I1 i I2b oraz w mniejszym stopniu innych linii męskich.  Z drugiej strony dodać warto, że żaden inny naród germański nie jest tak zeslawizowany genetycznie jak Niemcy. Oprócz prawdopodobnych słowiańskich częściowo prapoczątków Germanów (R1a silne również np. w Norwegii) Niemcy wchłonęli wielu Połabian, Łużyczan, Pomorzan (w tym Kaszubów i Słowińców), słowiańskich mieszkańców Sląska i Czech czy Polaków (2 mln osób ma w Niemczech polskie korzenie).
36. O Ugrofinach • autor: Bolesław2015-07-15 22:27:02
Tylko dlaczego w takim razie Wisła nosi ugrofińską nazwę? Viz = "woda" po węg., vesi = "woda" pod fińsku.
Ja tylko w tej kwestii. Czy mógłby Pan podać źródło tej hipotezy? Bo jeśli ktoś tak wywnioskował tylko na podstawie pozornych podobieństw, to nie tędy droga. Zarówno Viz jak i vesi  pochodzą od praugrofińskiego rdzenia *vet-, a zmiany w głoski syczące dokonały się później. Zresztą w fińskim "s" w liczbie pojedynczej występuje tylko w mianowniku, w pozostałych, bardziej konserwatywnych przypadkach mamy tu -t- względnie -d- (zmiana -t- w -d-, a także np. -p- w -v- w odmianie to taka specyfika fińskiego). Oczywiście zmiany te dokonały się w trakcie niezależnego rozwoju obydwu języków, ale podejrzewam że kiedy w źródłach pojawiła się juz Vistula, to plemiona fińskie  wciąż w tym miejscu używały formy z -t- a nie z -s-. Nawiasem mówiąc "woda" to jedno z kilkunastu słów, dla których istnieją wspólną bądź bardzo podobne rdzenie zarówno  w praugrofińskim jak i w pie. (należy tu m.in. miód oraz - chyba - kamień). Jeśli jednak przebywanie indoeuropejskich ludów w okolicach Wisły na początku naszej ery jest niemal pewne, a na temat Ugrofinów trudno o jakieś konkretne poszlaki, to znacznie sensowniejsze wydaje się szukanie źródłosłowu tej rzeki w językach tych pierwszych.

37. ad. o Ugrofinach • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2015-07-15 22:40:47
Wniosek z Pańskiego wpisu jest taki: nazwa "Wisła" ma najprawdopodobniej indoeuropejski źródłosłów. Zatem nadali ją rzece najprawdopodobniej nasi indoeuropejscy bezpośredni przodkowie, którzy wg najnowszych nowoczesnych badań mieszkali tu nieprzerwanie od co najmniej neolitu. Sama nazwa ma dość mocno słowiańskie brzmienie, wbrew tendencyjnym etymologiom tzw. "oficjalnej nauki". Jak widać Pańskie słowa tego nie wykluczają.

38. viz vesi Wisła • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-15 22:42:16
Bolesławie, hipoteza jest moja, że tak powiem, z głowy. Jeśli zostanie wykazane, że nie jest uzasadniona, bez żalu z niej zrezygnuję. Chociaż i wtedy nuta zdziwienia pozostanie.

"...na początku naszej ery..."

Indoeuropejskie ludy w okolicach Wisły przebywają, szacując, raczej od 6 tys. lat pne. Były tu, prawdopodobnie, neolitycznymi tubylcami.

39. ad. viz vesi Wisła • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2015-07-15 22:48:10
"Indoeuropejskie ludy w okolicach Wisły przebywają, szacując, raczej od 6 tys. lat pne. Były tu, prawdopodobnie, neolitycznymi tubylcami."

Zatem Wojtku koncepcja indoeuropejskiego pochodzenia nazwy rzeki Wisły jest tym bardziej prawdopodobna. Z najnowszych wstępnych badań wynika, że tzw. ludność kultury ceramiki sznurowej posiadała haplogrupę Y-DNA R1a. Zatem tę samą haplogrupę, którą posiada znaczna większość Polaków i która utożsamiana jest z ludnością słowiańską. Pewnie to oni lub ich przodkowie nadali tę nazwę rzece. O czym to świadczy? O ciągłości zamieszkania polskich i wschodnioniemieckich ziem przez tę samą biologiczną (a zapewne i językową) populację.


40. Ale przed IE • autor: Wojciech Jóźwiak2015-07-15 23:03:12
Ale przez IE-ami były jakieś ludy myśliwskie, mezolityczne. I to one MOGŁY nazwać Wisłę. Nie zdziwiłoby mnie, gdyby nazwy największych rzek Europy były tak stare, jak obecność ludzi H. sapiens w Europie, czyli od 30 tys. lat. Ekspansja rodziny IE datuje się na początek neolitu, ale IE należy do hipotetycznej nad-rodziny językowej nostratycznej, która jest wcześniejsza niż neolit, więc jeszcze mezolityczno-łowiecka. Nie zdziwiłbym się, gdyby Wisła miała nazwę nostratyczną.

41. ad. Ale przed IE • autor: Rex Vandalorum (Adrian Leszczyński)2015-07-15 23:56:07
"Nie zdziwiłbym się, gdyby Wisła miała nazwę nostratyczną"
Jest to możliwe, ale uważam, że koncepcja IE / PIE jest bardziej prawdopodobna.
A przy okazji etymologii rzeki "Wisły" chciałbym zwrócić uwagę na rzekę "Odrę". Spotkałem się bowiem z dwiema koncepcjami. Obie twierdzą, że nazwa tej rzeki ma źródłosłów prasłowiański. Pierwsza koncepcja to pierwotne brzmienie rzeki jako "Modra", czyli "niebieska / modra (rzeka)". Druga koncepcja to pierwotne brzmienie: "Wodra" - od "wody". Tak jak np. od "wody" pochodzi też nazwa wodnego ssaka - "wydry". Jak wiadomo w niektórych wyrazach i w niektórych j. słowiańskich przed "o" występowało (występuje) głoska "w" - np. pol. ogień, ukr. вогонь (vohoń); pol. oko, białorus. вока (voka). Może podobnie było z "Wodrą" zmienioną potem na "Odrę"?

A co z Wartą? Czy naprawdę dla tego czysto słowiańskiego brzmienia trzeba na siłę szukać obcych etymologii? Dlaczego? Bo wg wykopalisk niejakiego Kossiny garnki z dawnych ziem polskich bez wątpienia mówiły po praniemiecku? Więc dlatego słowiańska etymologia jest niemożliwa? Zatem pytanie do lingwistów: dopasowywujecie językoznawstwo do XIX-wiecznych mitów czy uczciwie rozwiązujecie zagadki językowe nie ulegając pozajęzykowym wpływom?



http://www.taraka.pl/germania_i_germanie