Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transfer pieniędzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą transfer pieniędzy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 2 marca 2017

W 12 lat wytransferowali z Polski ponad 622 mld zł!


W 12 lat wytransferowali z Polski ponad 622 mld zł! A Friedman ostrzegał: "Zagranicznym inwestorom nie dawać żadnych przywilejów!"
wpis z dnia 2/03/2017


Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) już w 1990 roku ostrzegał Polaków: "Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Oni powinni działać wg takich samych reguł gry, jakie obowiązują Polaków. Nie należy im dawać żadnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych". No ale do władzy doszli Lewandowski z Tuskiem, powyprzedawano co się dało, potworzono specjalne strefy ekonomiczne i w efekcie uruchomiono drenaż kapitału na niespotykaną dotąd skalę...

Z raportu organizacji Global Financial Integrity (GFI) za lata 2004 - 2013 wynika, że Polska była liderem w UE jeśli chodzi o drenaż środków finansowych przez zagraniczne podmioty. Analiza oficjalnych statystyk NBP na temat bilansu płatniczego Polski zdaje się potwierdzać wyniki raportu GFI. W latach 2004-2015 zagraniczne koncerny, rządy czy instytucje unijne wytransferowały poza granice naszego kraju równowartość ponad 622 miliardów zł!




Tak gigantyczny drenaż kapitału był możliwy dlatego, że wdrożono w życie program gospodarczy "konserwatywnych-liberałów" z Lewandowski, Bieleckim, Tuskiem i Balcerowiczem na czele. To w pierwszych latach istnienia III RP zrealizowano uznawaną dziś za rabunkową tzw. powszechną prywatyzację. To wówczas stworzono specjalne strefy ekonomiczne. To w latach 90-tych XX wieku rozpoczęto bezmyślną prywatyzację sektora bankowego.

Wszystko to działo się mimo, iż w 1990 roku
Milton Friedman (noblista, guru wolnorynkowej ekonomii) wyraźnie ostrzegał polityczne elity naszego kraju: "Pamiętajcie jedno: zagraniczni inwestorzy nie będą inwestować w Polsce po to, by pomóc Polsce, lecz po to, by pomóc sobie. Cudzoziemcy powinni mieć pełną swobodę inwestowania w Polsce, ale tylko wtedy, gdy będzie to w interesie Polski. Można to zrobić poprzez stworzenie cudzoziemcom takich samych reguł gry, jakie obowiązują Polaków, nie należy dawać im żadnych specjalnych przywilejów, ulg czy zwolnień podatkowych".

Niestety, nikt ostrzeżeniami Friedmana się nie przejął. Efekt jest taki, że w latach 2004-2015 wydrenowano z Polski równowartość ponad
622 miliardów złotych...


 http://niewygodne.info.pl/artykul7/03626-W-12-lat-wydrenowali-z-Polski-ponad-622-mld-zl.htm


  

poniedziałek, 27 lutego 2017

Kompania Wschodnioindyjska - korporacja łupieżców

Kompania Wschodnioindyjska - korporacja łupieżców

Wprost | dodane 2015-11-03 (15:34) | 53 opinie


Z Kompanią Wschodnioindyjską nie może się równać żadna współczesna korporacja. Bo czy można sobie wyobrazić Walmarta albo Facebooka dysponujących flotą wojenną, 200-tysięcznym korpusem ekspedycyjnym i poparciem przekupionego parlamentu?

Era nowożytna wcale nie zaczęła się wraz z wydrukowaniem przez Gutenberga pierwszego egzemplarza Biblii ani z dopłynięciem przez Kolumba do Ameryki. Podstawy nowoczesnego świata, w którym dziś żyjemy, stworzone zostały w mroźny dzień Nowego Roku 1600, gdy królowa Elżbieta nadała nowo powołanej spółce kupieckiej przywilej monopolu na handel zamorski na wschód od Przylądka Dobrej Nadziei. Monarszy podpis niewiele wówczas znaczył, bo tamte tereny kontrolowali Holendrzy i Portugalczycy. 

Założenie, że grupka angielskich kupców mogła rzucić wyzwanie ówczesnym potęgom, wydawało się szalone, ale też nie tylko o handel zamorski tutaj szło. Firma, znana potem na całym świecie jako Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska, była jedną z pierwszych spółek akcyjnych, której papierami można było handlować na wolnym rynku. To dla potrzeb spekulacji giełdowych, niezbędnych do pozyskiwania kapitału na wyprawy po egzotyczne przyprawy, herbatę, jedwab i porcelanę, wymyślono kontrakty terminowe, zakup opcji i krótką sprzedaż, a więc instrumenty będące podstawą współczesnego obrotu na parkietach całego świata. To dla bezpieczeństwa inwestorów Kompanii Wschodnioindyjskiej wymyślono formułę spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Wcześniej nie stosowano bowiem rozróżnienia między majątkiem prywatnym a tym znajdującym się w obrocie handlowym.

Jak transakcja sprzedaży osła

Zamorski handel był czymś, co dziś moglibyśmy porównać do prób kolonizacji Marsa. Koszty były ogromne, a ryzyko finansowego fiaska spowodowanego sztormem, zarazą, napadem piratów czy śmiercią z rąk dzikich dużo większe niż perspektywa zysków. Tylko dzięki wprowadzeniu odpowiedzialności ograniczonej do wysokości zainwestowanego wkładu można było znaleźć śmiałków gotowych wyłożyć gotówkę na handlową eksplorację bogactw Azji. Biznes rozwijał się wtedy niezwykle wolno. Przez pierwsze 20 lat firma, mająca zbudować imperium brytyjskie, mieściła się w prywatnym domu jej szefa - londyńskiego finansisty Thomasa Smythe'a. W 100 lat po podpisaniu przez Elżbietę przywilejów handlowych dla kompanii pierwsza globalna korporacja ciągle zatrudniała na stałe zaledwie 35 osób. Wkrótce jednak miało stać się coś, co zmieniło bieg historii.

W zamku Powis w Walii, posiadającym największą na świecie kolekcję XVIII-wiecznej sztuki indyjskiej, której próżno szukać w muzeach w Delhi czy Kalkucie, znajduje się obraz przedstawiający dwór mogolskiego cesarza Indii Shaha Alama. Młody władca, otoczony doradcami i strażą przyboczną, wręcza zwój papieru dwóm przystrojonym w peruki dżentelmenom w czerwonych surdutach. Uwieczniony na płótnie zwój zawiera cesarski diwan, czyli edykt, przekazujący (jak powiedzielibyśmy dzisiaj, na zasadzie outsourcingu) Kompanii Wschodnioindyjskiej cały system podatkowy Bengalu, jednej z najbogatszych prowincji imperium Wielkich Mogołów. Prywatyzacja kluczowej części indyjskiego systemu fiskalnego nie odbyła się wcale w tak uroczystych okolicznościach, jak wynika to z obrazu z kolekcji w Powis.

- Dokument międzynarodowej wagi, który normalnie wymagałby zgody władców, wymiany ambasadorów i długich negocjacji ministrów, załatwiono jak transakcję sprzedaży osła - napisał potem hinduski historyk Sayyid Ghulam Husain Khan.

W rzeczywistości młody mogolski cesarz został przyprowadzony do namiotu na placu apelowym koszar w Allahabadzie, zdobytych wcześniej przez najemników kompanii. Nie było tam żadnego złoconego tronu, tylko zwykłe krzesło należące do Roberta Clive'a, regionalnego dyrektora handlowego, jak nazwalibyśmy go we współczesnym korporacyjnym żargonie. Nosił on jednak tytuł gubernatora Bengalu, którym zarządzał nie jako przedstawiciel korony brytyjskiej, tylko pracownik spółki akcyjnej z Londynu. Na potrzeby swoich indyjskich operacji spółka zwiększyła w owym czasie zatrudnienie kadry kierowniczej do około 150 osób. W kategoriach korporacyjnej efektywności jest to niepobity do dziś rekord, biorąc pod uwagę, że zarządzali 90-milionową populacją jednego z najbogatszych krajów świata, generującego w połowie XVIII w. jedną czwartą światowego PKB.

Mordor w Indiach

Clive był pierwszym z długiej listy wybitnych przedstawicieli korporacyjnego Mordoru, pełnym ambicji egoistą, którego kanceliści z londyńskiego City wysłali, by wyciskał z mieszkańców Indii, ile się da. Wywiązał się z tego zadania celująco, dokonując podboju większości indyjskiego subkontynentu. Stosował przy tym cały wachlarz korporacyjnych zagrywek - od normalnego handlu i inwestycji bezpośrednich, przyczyniających się do wzrostu liczby miejsc pracy, przez rozmaite formy czarnego i białego PR, aż po ordynarne przekupstwo i polityczne machinacje. Ponieważ opinia publiczna oceniała takie postępowanie równie negatywnie jak dziś, sięgnął po przyznany 150 lat wcześniej przywilej wszczynania wojen nie tylko w imieniu kompanii, ale także korony brytyjskiej.

Polecamy również:
Czeskie i rosyjskie uczelnie przed polskimi


Oficjalnie w historii stoi więc, że podbój Indii zapoczątkowała bitwa pod Plassey, w której młody Robert Clive na czele nieco ponad 3 tys. najemników pokonał kilkudziesięciotysięczną armię nababa Bengalu wspomaganego przez francuską artylerię. W rzeczywistości należałoby mówić o negocjacjach pod Plassey, a nie o bitwie, bo walki służyły tylko za tło wyczerpujących targów na temat fuzji lub, jak kto woli, wrogiego przejęcia Indii przez spółkę akcyjną z Londynu. Clive, jak na doświadczonego menedżera przystało, zastosował całą paletę strategii negocjacyjnych z fałszowaniem kontraktów i przekupstwem włącznie. Brytyjska Kompania Wschodnioindyjska stała się gigantyczną agencją podatkową. Handel został zastąpiony przez politykę, a składy towarów zamieniły się w arsenały dla 200-tysięcznej prywatnej armii, która dwukrotnie przewyższała liczebnością brytyjskie siły zbrojne.

Zbyt duża, żeby upaść

"Czymże jest teraz Anglia, jeśli nie kloaką, którą płynie bogactwo Indii" - narzekał Horace Walpole, angielski pisarz i członek Izby Gmin. Podobnie jak w Indiach, kompania stosowała korupcję także na Wyspach, wymuszając wygodną dla swoich interesów politykę korony. Lobby wschodnioindyjskie w parlamencie zgodziło się uznać przywilej ściągania podatków w Indiach za prywatną własność firmy, a nie korony brytyjskiej, co kosztowało kompanię 400 tys. funtów, które zasiliły skarbiec królewski. Edmund Burke, wybitny brytyjski mąż stanu i klasyk konserwatyzmu, właśnie wtedy zdefiniował aktualną do dziś przestrogę, że korporacje korumpują ustawodawców.

W pewnym okresie co trzeci członek Izby Gmin miał pokaźne pakiety akcji kompanii, co czyniło go osobiście zainteresowanym stanowieniem prawa korzystnego dla firmy, bo w końcu dostawał dywidendę. Kupowano też przychylność klasy politycznej w stylu przypominającym strategię zatrudniania byłych polityków na ważne stanowiska biznesowe. Rolę byłego kanclerza Niemiec Gerharda Schrödera, pracującego dla rosyjskiego Gazpromu, odgrywał wtedy lord Cornwallis, zatrudniony przez kompanię w Indiach po tym, jak przegrał wojnę o niepodległość Stanów Zjednoczonych. 

Korporacyjne eldorado trwało kilka lat, w czasie których w języku angielskim upowszechniło się pochodzące z hindi słowo "loot", oznaczające plądrowanie. Rabunkowa polityka doprowadziła w Bengalu do klęski głodu, który pochłonął kilka milionów ofiar. Jej efektem był dramatyczny spadek przychodów z tytułu podatków, co z kolei doprowadziło do pęknięcia bańki spekulacyjnej w Europie, pompowanej przez emisję nowych akcji kompanii, obiecującej krociowe zyski z Indii.

Głód w Bengalu zostawił firmę, której dyrektorzy mówili o sobie "najwspanialsze stowarzyszenie kupieckie we wszechświecie", z długami sięgającymi 1,5 mln funtów i niespłaconymi podatkami na kolejny milion. Efektem był upadek 30 dużych europejskich banków, inwestujących w handel z Indiami. Szefostwo korporacji wpadło wtedy na ten sam pomysł co niekompetentni szefowie współczesnych instytucji: zażądali od korony wsparcia w astronomicznej jak na owe czasy wysokości miliona funtów.

Polecamy również:
Polska Coco Chanel – rewolucjonistka mody w PRL-u, Barbara Hoff


Państwo nie miało wyjścia, bo Kompania Wschodnioindyjska okazała się pierwszym w historii przypadkiem firmy zbyt dużej, żeby upaść. Edmund Burke, który wydał osobistą wojnę korporacji i jej szefowi Warrenowi Hastingsowi, w raporcie dla specjalnej komisji parlamentu ostrzegał, że upadając, kompania może pociągnąć za sobą także całe brytyjskie imperium. Obawiał się, że Anglię może spotkać to, co przydarzyło się Islandii kilka lat temu, gdy upadek trzech największych banków komercyjnych doprowadził kraj na skraj bankructwa.

Trafieni gilzą

Monarchia co prawda wsparła korporację, ale zażądała w zamian wpływu na zarządzanie. Słusznie uznano, że to nie spółka handlowa winna nadzorować dochody, jakie budżetowi korony przynosił subkontynent indyjski. Nadzór państwa doprowadził do nacjonalizacji, a w końcu i likwidacji firmy. Po wojnach napoleońskich odebrano firmie monopol na handel z Indiami, a potem z Chinami. Było to spełnienie postulatów klasyka liberalizmu gospodarczego Adama Smitha. Jego koncepcje wolnorynkowe powstały jako reakcja na omnipotencję kompanii, którą nazywał "bezużytecznym, krwawym monopolem".

Opinia ta może być po części krzywdząca, jeśli się weźmie pod uwagę wkład firmy w rozwój globalnych rynków finansowych oraz imperium brytyjskiego. Chodzi nie tylko o eksploatację bogactw Azji, ale także stworzenie podstaw nowoczesnej administracji o globalnym zasięgu. Zasady wypracowane przez niewielkie, ale sprawne kadry urzędników kompanii, są ciągle kanonem służby cywilnej w krajach dawnego imperium. Firmę dobiły jednak nie biznesowe błędy czy państwowy interwencjonizm, tylko złe zarządzanie zasobami ludzkimi w Indiach. Poszło o nasączane mieszaniną świńskiego i wołowego tłuszczu gilzy pocisków w karabinach Enfield, w które wyposażono oddziały sipajów zatrudnianych przez kompanię. Protesty hinduistów, dla których krowy są święte, i muzułmanów, dla których świnie są nieczyste, zostały zignorowane. To wywołało bunt, który z kolei został krwawo stłumiony.

W Anglii rzeź w Indiach została bardzo źle przyjęta, co wykorzystali wrogowie kompanii, a to przypieczętowało jej los. W 1859 r. w tym samym Allahabadzie, gdzie 100 lat wcześniej Robert Clive wymusił niekorzystną umowę na władcach Indii, lord Canning ogłosił nacjonalizację kompanii. Trzy lata później w Londynie zburzono East India House, symbol potęgi znienawidzonej powszechnie firmy, która ostatnią dywidendę wypłaciła w roku 1873. Na ironię losu zakrawa, że dziś prawa do historycznej nazwy posiada pewien biznesmen ze stanu Gudżarat, prowadzący sklep ze smakołykami na tyłach Regent Street w Londynie.

Jakub Mielnik, Wprost


http://historia.wp.pl/title,Kompania-Wschodnioindyjska-korporacja-lupiezcow,wid,17950528,wiadomosc.html?ticaid=118b35
 

środa, 13 stycznia 2016

Poseł Kukiza, a niemiecki Rzym



"Niemcom wcale nie chodzi o szczytne idee, a jedynie o interesy gospodarcze na terenie Polski i gigantyczne zyski transferowane z naszego kraju"

Marek Jakubiak - poseł Kukiz15


"Charakterystyczne, że okładając batem Metodego na synodzie biskupów w 870 roku, Hermanrich, biskup Passau, nie oskarżał go za wprowadzenie języka słowiańskiego do liturgii, ale pozbawienie hierarchii niemieckiej dochodów, jakie dawały obszary słowiańskie."

Frank Kmietowicz - “Kiedy Kraków był Trzecim Rzymem ”



---------------------------------------------------------------------

Nie życzymy sobie wtrącania się w sprawy polskie bez względu na intencje. O stan naszej demokracji zadbamy sami i nie potrzebujemy żadnej bratniej pomocy. Już raz takiej bratniej pomocy nam udzielono!
— powiedział w Sejmie Marek Jakubiak, odcinając się od pomysłu debatowania na forum Parlamentu Europejskiego o wewnętrznych sprawach Polski.
Na początku swojego wystąpienia odniósł się do wczorajszego premier Beaty Szydło z szefami klubów.
W imieniu klubu Kukiz’15 pragniemy podziękować za wczorajsze spotkanie, które udowodniło, że Można rozmawiać konstruktywnie nawet na tematy drażliwe
— powiedział Jakubiak, po czym odniósł się do poprzedzającego go wystąpienia Rafała Trzaskowskiego.
Wystąpienie mojego poprzednika unieważniło całe to zdanie. Jak bańska mydlana. Nie poznaję człowieka. Musi pan, panie pośle, uważać na to, co pan je. Wczoraj był pan potulny jak baranek. Mówił pan merytorycznie i tak naprawdę byłem dumny z tego, że siedzę wśród ludzi, dla których Rzeczpospolita jest najwyższym dobrem
— skwitował Jakubiak.
Jesteśmy zdania, że każdy polityk, niezależnie od opcji politycznej, wzywający kraje ościenne do jakiejkolwiek reakcji w wewnętrzne sprawy Polski, działa przeciwko polskiej racji stanu. Klub Kukiz’15 z całą mocą podkreśla, że w stosunkach międzynarodowych rząd Rzeczypospolitej Polskiej powinien prowadzić politykę podniesionej głowy
— podkreślił.
Nie mamy absolutnie żadnego powodu, aby pozwalać na traktowanie nas jako Europejczyków gorszego sortu
— dodał.
Naród polski niejednokrotnie swoją dumną historią udowodnił, że określenia typu wolność, suwerenność, niezależność czy też inne określenia tego typu są synonimem polskości. To Polacy uczyli Europę demokracji, wprowadzając Konstytucję 3 maja. Musimy o tym głośno mówić, bo dziś wiemy na pewno, że nikt za na  tego nie powie.
— podkreślił.
Pierwszy tydzień stycznia daje nam pełne prawo twierdzić, że to Niemcy mają problem z wolnością słowa i z szacunkiem do swoich obywateli. Dlatego stanowczo się sprzeciwiamy jakiejkolwiek ingerencji w nasze sprawy ze strony państw ościennych. W szczególności mówię do tego państwa, które historycznie ma sobie tak wiele do zarzucenia
— powiedział Jakubiak, dodając że państwa zachodnie ukrywają prawdziwe problemy Europy, z którymi sami nie mogą sobie poradzić.
Tym problemem jest imigracja. Partykularne interesy Niemiec spowodowały największy kryzys imigracyjny Europy. I to jest główna przyczyna problemów zjednoczonej Europy
— podkreślił.
Oświadczenie pana Schulza, sprowadzające polskie procesy demokratyczne do określenia putinizacji, jest w naszym przekonaniu dowodem na to, że pan Schulz nie ma pojęcia o tym czym jest Polska dla Europy. Nie ma pojęcia jak powinna wyglądać demokracja i – co najważniejsze - nie ma pojęcia o tym czym naprawdę jest putinizacja
— dodał Jakubiak.
W Rosji dziennikarze giną na ulicach Moskwy
— przypomniał.
W relacjach z Polską Niemcom wcale nie chodzi o szczytne idee, a jedynie o interesy gospodarcze na terenie Polski i gigantyczne zyski transferowane z naszego kraju. Wreszcie to trzeba powiedzieć. Niemieckie interesy istnieją praktycznie w każdej przestrzeni życia gospodarczego w Polsce. I tu mamy przesłanie dla Niemców: Nie lękajcie się! Jeśli będziecie płacić podatki w Polsce to tylko takie, jakie płaca Polacy!
— skwitował Jakubiak.
Jesteśmy narodem, który szanuje naszych sąsiadów i ich historię. Tego samego oczekujemy od nich. Nie życzymy sobie wtrącania się w sprawy polskie bez względu na intencje. O stan naszej demokracji zadbamy sami i nie potrzebujemy żadnej bratniej pomocy. Już raz takiej bratniej pomocy nam udzielono!
— mówił.
Na koniec zaapelował do rządzących.
Odwagi! Jesteśmy zdania, że powinniście wycofać się ze zobowiązań rządu Ewy kopacz na temat przyjmowania imigrantów. Nie lękajcie się również! Nie przyjmujcie żadnych imigrantów. To są interesy Niemieckie. Niech sobie teraz sami z tym dadzą radę!
— zakończył Jakubiak.



http://maciejsynak.blogspot.com/p/krakow-iii-rzymem.html


http://wpolityce.pl/polityka/278016-miazdzace-wystapienie-jakubiaka-niemcom-wcale-nie-chodzi-o-szczytne-idee-a-jedynie-o-interesy-gospodarcze-na-terenie-polski-i-gigantyczne-zyski-transferowane-z-naszego-kraju-wideo


środa, 30 grudnia 2015

Polska wśród 20 najbardziej „okradanych” państw świata

przedruk



W analizie Global Financial Integrity – międzynarodowej organizacji, prowadzącej badania na temat nielegalnych przepływów finansowych znajduje się odpowiedź skąd taka wściekłość niemieckich mediów i pogróżki pod adresem nowych władz. Wstrząsająca lektura!


Global Financial Integrity obliczył, że przez ostatnie lata koncerny naszego zachodniego sąsiada „wyssały” z naszego kraju 30 miliardów dolarów.

Za granicę trafia aż 5 proc. polskiego PKB, czyli ok. 90 mld zł rocznie. Najwięcej kradną zagraniczne korporacje i niemieckie firmy
— czytamy na portalu „gf24.pl”, który powołuje się na szacunki Global Financial Integrity.

Jeśli przyjmiemy, że ok. 65 proc. eksportu-importu Polski jest wytwarzane przez firmy z kapitałem zagranicznym, z czego ok. 50 proc. to firmy niemieckie, można oszacować, że Niemcy nielegalnie wyprowadzają z Polski ok. 30 mld zł rocznie
— przytacza szacunki portal „gf24.pl”.


Generalnie Polska znajduje się na 20 miejscu krajów z listy najbardziej nielegalnie wyzyskiwanych na świecie przez zagraniczne koncerny. I jesteśmy jedynym takim krajem z Unii Europejskiej.

Z tabeli opublikowanej na stronie Global Financial Integrity wynika, że poziom wyciągania nielegalnych pieniędzy, wysoki w 2004 r., wyhamowany został w latach 2005-2007, siłą inercji jeszcze spadał, po czym gwałtownie wzrósł, aby ponownie osiągnąć apogeum w 2012 r.



gfintegrity.org gfintegrity.org



Teraz kilka ważnych - choć przyznajmy szczerze - retorycznych pytań:

Czy dzięki tym suchym liczbom, datom i szacunkom wiemy więcej o przyczynach furii niemieckich mediów po ostatnich wyborach prezydenckich i parlamentarnych?
 
Czy rozumiemy teraz dlaczego niemieckie media i niemieccy politycy milczeli, gdy władza Platformy Obywatelskiej i PSL zakładała Polakom rekordowe liczby podsłuchów, niszczyła dziennikarzy i rozbijała redakcje? 
 
Czy już wiemy dlaczego państwu niemieckiemu tak bardzo zależy na utrzymaniu nad Wisłą status quo?
Czy już pojmujemy dlaczego Berlinowi tak bardzo zależy na tym, aby utrzymać obecny stan atrofii państwa polskiego?

Czy zdajemy sobie sprawę, dlaczego Niemcy tak obawiają się repolonizacji mediów?
Gdy już odpowiemy sobie na te pytanie musimy zdać sobie sprawę z bardzo ważnej sprawy. Nasz zachodni sąsiad zrobił sobie z nas swoją półkolonię medialną, tanią montażownię i Bóg wie co jeszcze. Jego połajanki pod naszym adresem są więc z jego punktu widzenia dość zrozumiałe - dlaczego ma mieć szacunek do swoich XXI-wiecznych „Irokezów”, wobec których odczuwa (tradycyjną) wyższość cywilizacyjną? To od nas zależy, czy pozwolimy mu tak traktować nasz kraj. Nikt nas w tym nie wyręczy.
 



Według najnowszego raportu Global Financial Integrity (międzynarodowej organizacji zajmującej się nielegalnymi przepływami finansowymi) Polska należy do pierwszej 20 (jest w tej grupie jedynym krajem należącym do UE) najbardziej wyzyskiwanych krajów przez zagraniczne korporacje.

Raport GFI stwierdza, że z Polski zagraniczne firmy nielegalnie wyprowadzają corocznie około 90 mld zł, czyli około 5% naszego PKB, i dotyczy to głównie oszustw związanych z podatkami VAT i CIT oraz cłami. Dane GFI potwierdzają wcześniejsze ustalenia dotyczące naszego systemu podatkowego opracowane przez MFW oraz Komisję Europejską, w tych dokumentach także pisano o blisko 100 mld zł rocznie, które traci polski budżet na skutek oszustw podatkowych.

Przypomnijmy tylko, że rozrastanie się zjawiska niepłacenia CIT przez firmy z udziałem kapitału zagranicznego potwierdza raport przygotowany przez Komisję Europejską, w którym autorzy, powołując się na ekspertyzy przygotowane na zlecenie Komisji Europejskiej, stwierdzają, że wielkie korporacje unikają płacenia podatku dochodowego w całej Unii Europejskiej.

W skali całej UE uszczuplenia z tego tytułu to kwota ponad 120 mld euro, w przypadku Polski oszacowano je na ponad 11 mld euro rocznie, co daje astronomiczną kwotę blisko 46 mld zł utraconych dochodów podatkowych (w ostatnich latach wpływy z tego podatku wynoszą około 28-31 mld zł). Oznaczałoby to, że utracone każdego roku wpływy z podatku CIT od firm z udziałem kapitału zagranicznego znacznie przekraczają dochody budżetowe z tytułu tego podatku i że w ciągu ostatnich lat kolejni ministrowie finansów poprzedniego rządu Platformy i PSL co najmniej tolerowali to zjawisko.

W imieniu nowego ministra finansów Pawła Szałamachy rzecznik prasowy Mirosława Dróżdż zwróciła się do podatników podatku dochodowego od osób prawnych (CIT), którzy stosowali tzw. ceny transferowe w latach 2011-2015 do złożenia stosownych korekt w zeznaniach podatkowych za ten okres. Stwierdziła także, że spółki, które zdecydują się na dobrowolna korektę deklaracji podatkowych za lata 2011-2015, będą mogły skorzystać z 50% obniżki stawki ustawowych odsetek za zaległe zobowiązania podatkowe.

Przypomniała, że każda transakcja powinna odpowiadać naturalnym warunkom rynkowym, a jej cena powinna być zbliżona do ceny rynkowej, podczas gdy w przypadku podmiotów powiązanych bardzo często zdarza się, że spółka-córka płaci spółce-matce w grupie znacznie wyższą kwotę, niż wynosi wartość rynkowa określonego dobra lub usługi (najczęściej jest to korzystanie z logo, doradztwo, dostarczanie know-how).

Ostrzegła, że stosowanie cen transakcyjnych przez podmioty powiązane będzie przedmiotem badań urzędów skarbowych w II kwartale 2016 roku, ponieważ jest to jeden z priorytetów nowego ministra finansów Pawła Szałamachy. Z kolei wyłudzenia w podatku VAT, które według raportu MFW są jednymi z najwyższych w UE, wynoszą ponad 3% PKB, a więc w warunkach roku 2014 wyniosły ponad 52 mld zł. Tutaj nowy minister finansów rozważa wprowadzenie centralnego rejestru faktur VAT, za pośrednictwem którego trafiałyby do nabywców towarów i podlegałyby na bieżąco kontroli urzędów skarbowych.

Innym pomysłem jest rozdzielenie płatności VAT (nabywca płaci dostawcy tylko płatność netto, a kwota podatku trafia na konto podatnika będące w dyspozycji urzędu skarbowego), w takiej sytuacji zwrotów podatku VAT (różnicy pomiędzy podatkiem naliczonym a należnym) dokonywałby urząd skarbowy. Jak z tego wynika, nowy rząd nie zamierza tolerować tego stanu rzeczy i już na początku swej działalności rozpoczął walkę cenami transferowymi, co ma ograniczyć wyłudzenia w podatku CIT, jak i z przestępstwami karuzelowymi, co ma ograniczyć wyłudzenia w podatku VAT. Trudno bowiem dłużej tolerować sytuację, w której blisko 1/3 potencjalnych dochodów podatkowych (około 100 mld zł rocznie) zamiast wpływać do budżetu państwa, wypływa poza granice naszego kraju tylko dlatego, że zagraniczne korporacje traktują Polskę jak swoją kolonię.



 http://www.naszdziennik.pl/ekonomia-finanse/149735,polska-wsrod-20-najbardziej-okradanych-panstw-swiata.html#.VoJOOLyweV0.facebook


czwartek, 24 kwietnia 2014

Polak pracuje o 1/4 dłużej, zarabia 4-razy mniej od Niemca.




Polska kolonią niemiec.
 To się nazywa wyzysk!

wpis z dnia 14/04/2014

Przeciętny Polak musi pracować w ciągu roku o ponad 66 dni roboczych dłużej, aby otrzymać 4-krotnie mniejsze wynagrodzenie niż przeciętny Niemiec.

Taka sytuacja jest charakterystyczna dla obywateli państw będących gospodarczymi koloniami. 

Według danych OECD w 2012 roku przeciętny Polak spędził w pracy 1929 godzin. Z kolei przeciętny Niemiec w pracy spędził jedynie 1397 godzin.

Według danych Eurostatu - przeciętne wynagrodzenie brutto polskiego robotnika pracującego w sektorze przemysłowym w 2012 roku wynosiło 938 euro.

Dla porównania - przeciętne wynagrodzenie brutto niemieckiego robotnika pracującego w sektorze przemysłowym w 2012 roku wynosiło 4149 euro.


Wynika z tego, że Polak musi pracować o 1/4 dłużej, aby otrzymać 4-razy mniejsze wynagrodzenie niż Niemiec.


Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości co to tego, że nasz kraj jest gospodarczą kolonią?
  







Źródło informacji: OECD Employment Outlook 2013
Źródło informacji: Średnie zarobki w przemyśle: Polska w ogonie unijnego rankingu (Forsal.pl)

wpis z dnia 14/04/2014



http://niewygodne.info.pl/artykul3/01172-To-sie-nazywa-wyzysk.htm



KOMENTARZE

  • Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich
    Przecież to jest część niemieckiego planu, by zrobić z Polski PUSTYNIĘ. Nie tylko pensje różnią się na korzyść Niemców- także liczba metrów kwadratowych mieszkania, które za tą pensje można nabyć. W Polsce zniszczono budownictwo (patrz wykresy w tekście poniżej). Myśli Pan, że PO CO to zrobiono? Sporo faktów, które umykają ludziom zostało pozbierane w tekście:
    Wojna demograficzna: warunki bytowe, katastrofa demograficzna i emigracja Polaków z ziem polskich
    http://myslnarodowa.wordpress.com/2013/03/17/wojna-demograficzna-warunki-bytowe-katastrofa-demograficzna-i-emigracja-polakow-z-ziem-polskich/
  • @p.e.1984 20:32:13
    Ciekawe, ja ze swej strony polecam:


    http://werwolfcompl.blogspot.com/
  • Pola golfowe
    Parlament Niemiecki wypowiedział się jeszcze w ubiegłym roku, że Polska przeznaczona jest dla Niemców do budowy pól golfowych.
    Jest to jednoznaczna wypowiedź jak jesteśmy traktowani przez UE i jakie są wobec nas plany. Te plany pomaga im zrealizować obecna władza z pomocą karierowiczów innych ugrupowań. Donald Tusk nienawidząc Polaków ochoczo im w tym pomaga.
  • @
    A koszty utrzymania wliczyliscie?
  • @Maciej Piotr Synak 20:56:53
    Niemcy, jak i inne tzw "bogate" kraje UE oprocz dobrych zarobkow stworzyly dosyc dobry system socjalny, ktory ich gubi, bowiem dodatki zamiast wlasnym obywatelom, sa wyplacane obcokrajowcom, szczegolnie zasilki na dzieci oraz inne doplaty..Niemcy takze nie maja przyrostu naturalnego, no chyba, ze sa to wlasnie polskie, lub co gorsza tureckie i arabskie dzieci. Jeszcze gorzej jest we Francji, gdzie prawo ziemi sprawia, iz wszystkie arabskie, tureckie, murzynskie dzieci prawie automatycznie staja sie Francuzami. Glupi Francuzi ciesza sie z dosyc duzego przyrostu naturalnego zapominajac o tym, ze hoduja sobie islamska zmije na piersi.
    Chce jednak dodac, ze wraz z przejsciem na euro poziom zycia w UE bardzo sie obnizyl : wszystko bardzo podrozalo, zas place raczej stagnuja. We Francji dodatkowo po przejsciu na 35 godzinny tydzien pracy znizono zarobki, ktore i tak byly nizsze niz w Niemczech.
  • @Autor
    Wynagrodzenie za pracę nie jest zależne od czasu trwania tej pracy, ale od użyteczności tej pracy dla innych.
    Takie rozbieżności są normalne pomiędzy krajami bogatymi i biednymi. Pomiędzy krajami które od lat wytwarzają użyteczne dobra i gromadzą kapitały a krajami które kapitałów nie mają.
    By biedny kraj zaczął niwelować te różnice to musi zbierać kapitały, oszczędzać a nie konsumować. I musi te kapitały przeznaczać na użyteczne dobra a nie marnować.
  • programista 08:02:51.CET
    .
    Facet - nie chce brzydko odpowiadac na twoje brednie, ale dla relaksu idz do ZOO z drabina. Wejdz na wybieg , wdrap sie na drabine i strzel strusia od tylu.
    Watpie by pomoglo.
    Bloger gruby jasio z Australii wyjasnia w komentarzu u napletka igora Jelenia janke , bardacha patryjotycznych zludzen SaLöö_25H " co jest grane " , cytuje po drobnym retuszu wlasnym :
    .
    PO= PIS czyli swiadoma , bezwzgledna Polityka Sztucznej Biedy prowadzona od okraglowego mebla po slynnej, kontrolowanej masturbacji Systemu czyli jak czerwoni do spölki z zydami wypalowali niesmiertelny Naröd Polski.
    Duzej roznicy w propozycjach podatku nie ma.
    PO ( peowskie obszczymurki ) daja Kwote Wolna 3100 zl.
    PIS ( w Piß-zdu ) daje 4500 zl.
    Oznacza to, ze stawka Minimalna Netto w Polsce to 1.8-2.4 zl/godz. !!! powyzej tej sumy placi sie wysoki podatek.
    To nawet nie jest niewolnictwo tylko -- Konzentrationslager Polen .

    W "krajach rozwinietych" to ok $10/godz. Ale kraje te maja GDP (PPP) tylko 2 razy wiekszy niz w Polsce.
    Prosty logiczny wniosek dla myslacych inaczej , ze zarowno PO jak PIS realizuja polityke Sztucznej Biedy.
    Im wlasnie chodzi o to, zeby dorznac watahe nad Wisla.
    .
  • @Max von Stirlitz 12:11:55
    Czy szanowny Pan naprawdę wierzy, że stawki płac w Polsce zależą tylko i wyłącznie od decyzji organów państwowych?
    Wierzy Pan, że gdyby rząd wprowadził płacę minimalną równą 10$ za godzinę to od razu Wszystkim w Polsce by się płace podniosły do poziomu zachodniej europy?
    Wierzy szanowny Pan we wszechmogący rząd?
  • programista 13:30:33
    .
    Miszczu - nie rozumie Waszmosci.
    Przeciez wyraznie napisalem, ze nie ma takiej mozliwosci.
    Dlatego wyjezdzaja ludzie za chlebem , bo nikt normalny nie bedzie zapierdalal za miske zupy szczawiowej.A reszta co zostala :
    ---morda w kubel i do budy.
    .

    .
  • @Max von Stirlitz 13:52:15
    Ale jak się pojawi jakiś polski Orban, to wtedy wszystko będzie możliwe, czy tak?
    I wtedy na wszystkie moje poprzednie pytania szanowny Pan udzieli twierdzącej odpowiedzi?
  • programista 14:38:58
    .
    Tu masz ilustracje , bo widze , ze cienko pierdzisz wplatajac w sytuacje jakiegos Orbana.Przez najblizsze 50 lat NIKT taki sie nie pojawi, wiec jak jestes jeszcze Mlody to pakuj mandzur i w droge.
    Nudy w Kasynie_Leon23 , myle sie ?
    .



    .