Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przedruk. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2026

Nie rozumiecie tekstu?

 

Poniżej uwagi, które wyłączyłem z tekstu:

Metropolis - cz. 5 - sieci rowerowe




Artykuł opublikowany 4 dni temu, dotyczy raportu opublikowanego 10 grudnia 2024 r. Autor pomija milczeniem uwagi, że należy w przypadku wyników dla Polski: "zachować ostrożność"




obserwatorgospodarczy.pl
Polacy mają problem z rozumieniem tekstu

Według danych OECD 39% dorosłych w Polsce osiągnęło w badaniu PIAAC poziom 1 lub niższy w zakresie rozumienia tekstu. Średnia dla krajów OECD wyniosła 26%. Oznacza to, że Polska wypada wyraźnie gorzej niż przeciętne państwo rozwinięte. Nie chodzi o to, że te osoby w ogóle nie potrafią czytać. Osoby na poziomie 1 są w stanie rozumieć krótkie teksty i proste listy, jeżeli informacja jest jasno podana. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba odnaleźć właściwą informację w dłuższym tekście, połączyć kilka faktów, zrozumieć instrukcję, wyciągnąć wniosek albo odróżnić informację istotną od mniej ważnej.

Ciekawe, na czym polega badanie.

Skrótem:


www.oecd.org/en

Badanie Umiejętności Dorosłych gromadzi dane poprzez wywiad osobisty i samoocenę. Podobnie jak w przypadku badania gospodarstw domowych, zbieranie danych odbywa się w domach respondentów. W Polsce w badaniu wzięło udział 5014 dorosłych (co daje ogólny wskaźnik odpowiedzi na poziomie 57%). Próba została dobrana tak, aby była reprezentatywna dla około 23,3 miliona osób w wieku 16–65 lat mieszkających w Polsce w momencie zbierania danych, niezależnie od narodowości, obywatelstwa czy statusu językowego. Analizy przeprowadzono w celu wykluczenia istotnych błędów systematycznych wynikających z braku odpowiedzi ( więcej informacji na temat tych analiz można znaleźć w Przewodniku dla Czytelników ).

Niektórzy uczestnicy nie władali wystarczająco biegle językiem oceny i nie byli w stanie komunikować się z ankieterem na tyle dobrze, aby odpowiedzieć na kwestionariusz. W takich przypadkach zaproponowano kwestionariusz „do wypełnienia w domu”.



https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adults-skills-2023-country-notes_ab4f6b8c-en/poland_9d76682b-en.html



I tu bardzo ciekawa uwaga:

Należy zachować ostrożność przy interpretacji wyników dla Polski ze względu na wysoki odsetek respondentów o nietypowych wzorcach odpowiedzi. Więcej informacji można znaleźć w Przewodniku Czytelnika OECD (2024) pt. „ Czy dorośli posiadają umiejętności, których potrzebują, aby odnieść sukces w zmieniającym się świecie? Badanie umiejętności dorosłych 2023” .



Sięgamy do źródła:
https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adult-skills-2023_3639d1e2-en/full-report/the-methodology-of-the-2023-survey-of-adult-skills-and-the-quality-of-data_f06aecea.html#section-d1e16955-979fd8ccd0

5. Metodologia badania umiejętności osób dorosłych z 2023 r. i jakość danych

- Ogólna ocena jakości danych

[...]
W Polsce zidentyfikowano dziewięciu ankieterów, którzy mieli stosunkowo duży udział przypadków z nietypowymi wzorcami odpowiedzi respondentów, stosując te same kryteria, które doprowadziły do ​​identyfikacji przypadków w innych krajach. Wszystkie dane od tych ankieterów (łącznie 774 przypadki) zostały wyłączone z danych użytych do oszacowania modelu populacji, który ustala związek między zmiennymi z kwestionariusza wstępnego a wynikami w ocenie bezpośredniej w celu wygenerowania szacunków kompetencji (OECD, w przygotowaniu[1]) . To wykluczenie zwiększa solidność modelu, zapewniając jego oszacowanie wyłącznie na podstawie przypadków uznanych za wystarczająco jakościowe.

Co więcej, zebrano mocniejsze dowody na to, że sześciu z tych ankieterów w Polsce naruszyło protokoły zbierania danych w trakcie całego badania. Na przykład, niektórzy z tych ankieterów byli nieprawdopodobnie produktywni, przeprowadzając wiele wywiadów w ciągu jednego dnia. Inni nie nagrywali wywiadów ani nie uzyskiwali numerów telefonów respondentów, co utrudniało walidację wywiadów. Jeszcze inny ankieter został uznany za winnego sfałszowania siedmiu przypadków podczas zbierania danych (przypadki, które zostały natychmiast usunięte ze zbioru danych w ramach procesu kontroli jakości i nie są uwzględnione w 774 przypadkach rozpatrywanych w niniejszej notatce). Dwadzieścia siedem innych przypadków zebranych od tego ankietera zostało jednak zwalidowanych i pozostało w zbiorze danych. Ponieważ czynniki te budzą obawy co do jakości wszystkich przypadków wypełnionych przez tych sześciu ankieterów, odpowiedzi na pytania dotyczące oceny poznawczej dla wszystkich przypadków tych sześciu ankieterów zostały wyłączone z bazy danych (łącznie 559). Prawdopodobne wartości dla tych przypadków zostały następnie oszacowane na podstawie jedynie ich odpowiedzi na kwestionariusz wstępny (dla których nie wykryto żadnych nietypowych wzorców) oraz parametrów oszacowanych przez model populacji.

W Polsce zidentyfikowano również inne przypadki z nietypowymi wzorcami odpowiedzi, które mogłyby sugerować brak zaangażowania lub brak rozsądnego poziomu wysiłku podczas oceny. Ponieważ przypadki te nie były skupione w obrębie żadnego konkretnego ankietera, pozostawiono je w zbiorze danych i traktowano jak wszystkie inne przypadki, biorąc pod uwagę trudność ustalenia obiektywnych kryteriów pozwalających określić, czy włożono rozsądny wysiłek i czy wyniki oceny rzeczywiście odzwierciedlają kompetencje respondentów. Chociaż podobne przypadki występują we wszystkich krajach, liczba takich przypadków w Polsce może potencjalnie mieć znaczący wpływ na szacowany poziom kompetencji całej populacji. Należy o tym pamiętać przy interpretacji wyników dla Polski. Z tego powodu w OECD (2024[3]) wyniki dla Polski oznaczono gwiazdką.


Czyżby ktoś chciał, by Polacy źle wypadli w badaniu, czy jak? 
Wykryto sześciu "niesolidnych" ankieterów, ale może innym się udało, hę?





Z całą pewnością artykuły w polskojęzycznych mediach są celowo - niezrozumiale i z błędami logicznymi i stylistycznymi pisane, aby utrudnić Czytelnikom zrozumienie treści, lub wręcz zamaskować przed nimi istotne informacje bądź zmanipulować.





A ty? 

Myślałeś o karierze programisty ekonomisty ankietera w GUS? Statystyka to ważna dziedzina gospodarki...







https://obserwatorgospodarczy.pl/2026/06/17/prawie-40-polakow-ma-problem-z-rozumieniem-tekstu-to-cichy-hamulec-gospodarki/

https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adults-skills-2023-country-notes_ab4f6b8c-en/poland_9d76682b-en.html

https://www.oecd.org/en/publications/do-adults-have-the-skills-they-need-to-thrive-in-a-changing-world_b263dc5d-en.html

https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adult-skills-2023_3639d1e2-en.html

https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adult-skills-2023_3639d1e2-en/full-report/component-2.html#acknowledgement-d1e79-a91e08725f



piątek, 19 czerwca 2026

tak, żeby nie było śladów




przedruk


Aldona Machnowska – Góra jest „prawą ręką” Trzaskowskiego. To córka milicjanta.

Dorota Kania
2025-05-14



Komendanta komisariatu – Konstantego Machnowskiego – na którym został śmiertelnie pobity Grzegorz Przemyk.

12 maja 1983 roku na Starym Mieście funkcjonariusze milicji zatrzymali grupę maturzystów. Jednym z nich był Grzegorz Przemyk. Chłopak został brutalnie skatowany najpierw podczas zatrzymania, a następnie na komisariacie przy ul. Jezuickiej. Uderzali „tak, żeby nie było śladów” – w brzuch i plecy, unikając ran zewnętrznych. Przemyk zmarł dwa dni później, 14 maja, w wyniku pęknięcia śledziony i zakażenia wewnętrznego. Trzy dni dzieliły go od 19. urodzin.

Decyzję o wezwaniu pogotowia podjęli komendant komisariatu Konstanty Machnowski oraz wizytujący go kpt. Roman Gembarowski. Funkcjonariusze wprowadzili ratowników w błąd, przekazując, że chłopak to „psychicznie chory”, który „tarza się po ziemi”.





Bezpieka groziła matce. Przemyk nie był przypadkową ofiarą

Barbara Sadowska – matka Grzegorza – była znaną poetką, która w latach 70. i 80. zaangażowała się w działalność opozycyjną. Bezpieka wielokrotnie groziła jej, że skrzywdzi jej syna. 3 maja – niespełna dwa tygodnie przed śmiercią Grzegorza – została pobita przez milicję podczas pacyfikacji klasztoru franciszkanów. Zmarła trzy lata po zabójstwie syna, prześladowana przez system.

Kłamstwo w imię państwa. Kto naprawdę zabił Grzegorza Przemyka?

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przeprowadziło zakrojoną na szeroką skalę operację fałszowania śledztwa. Winą obarczono sanitariuszy z pogotowia, którzy zostali skazani na podstawie wymuszonych zeznań. Michał Wysocki, jeden z nich, po latach opisał swoją historię w książce. Funkcjonariusze grozili mu śmiercią dzieci – po próbie samobójczej przyznał się do niepopełnionej zbrodni.

Lekarka Barbara Makowska-Witkowska również została fałszywie oskarżona. Dwóch prokuratorów, którzy nie zgodzili się na fałszowanie akt sprawy, spotkały represje – WSW spreparowało przeciw nim sprawy karne.

Operacja tuszowania prawdy

Zbrodnia na Przemyku pociągnęła za sobą wieloletnie działania służb: inwigilację, zastraszanie świadków, kompromitowanie ofiary i jego rodziny. Uczestników tej operacji komunistyczne państwo nagradzało awansami i pieniędzmi. Jednym z porwanych przez bezpiekę po śmierci Przemyka był Wojciech Cejrowski – został zatrzymany podczas matury, a podczas przesłuchania wybito mu palce ze stawów.

Księża z pogrzebu – później zamordowani przez SB

Pogrzeb Grzegorza Przemyka celebrowali m.in. ks. Jerzy Popiełuszko, ks. Stefan Niedzielak i ks. Stanisław Suchowolec – wszyscy zostali później zamordowani przez komunistyczną bezpiekę. W uroczystości wzięło udział około 100 tysięcy osób – w tym ludzie kultury, sztuki, nauki.

Sprawa Przemyka trafiła do opinii publicznej tylko dlatego, że jego matka była znaną postacią. Tysiące innych ofiar reżimu do dziś pozostają anonimowe.

Córka komendanta dziś blisko władzy w Warszawie
Aldona Machnowska-Góra, córka Konstantego Machnowskiego – komendanta komisariatu przy Jezuickiej, gdzie skatowano Przemyka – jest dziś jedną z kluczowych osób w warszawskim ratuszu. Została mianowana przez prezydenta Rafała Trzaskowskiego na stanowisko dyrektorki koordynującej ds. kultury i komunikacji społecznej.

Według „Pressmanii” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”, Machnowska-Góra brała udział w tworzeniu programów politycznych Trzaskowskiego i współorganizowała Warszawskie Dni Różnorodności razem z Jolantą Lange, byłą agentką SB. Media komentują jej obecność w ratuszu jako symboliczny ukłon w stronę postkomunistycznych środowisk.

Ojciec Aldony Machnowskiej-Góry – Konstanty Machnowski – po śmierci Przemyka nie poniósł żadnych konsekwencji. Wręcz przeciwnie – rok po śmierci Grzegorza Przemyka został I sekretarzem Komitetu Zakładowego PZPR a w czerwcu 1984 awansował do stopnia majora. W końcu lat 80. objął stanowisko komendanta RUWS w Ostrołęce. 


Dzięki III RP pozostał bezkarny.







https://dorotakania.pl/2025/05/14/grzegorz-przemyk-smiertelnie-pobity-przez-milicje-dzis-corka-komendanta-pracuje-u-trzaskowskiego/





środa, 17 czerwca 2026

Werwolf, wojska radzieckie, UB, wybory - mapy

 

Na dniach pokazało mi się na fb takie coś i zacząłem wnikać, skąd to się wzięło...








Coś mi tu nie pasuje:
ta mapa jest zrobiona na podstawie tego: 
https://dzieje.pl/infografiki/wojska-radzieckie-w-polsce

ale skąd wzięli żółte regiony?


To na pewno nie jest tak. Najpierw przedruki, a potem ode mnie...



niepoprawni.pl
Lokacja wojsk radzieckich w Polsce w latach 90-tych XX w., a wybory do PE w 2019 r. 
Analogie i różnice. Mapy.

contessa - 30 Maja, 2019 - 17:40










z fb 2026:





Nie, to nie tak, sytuacja "wyjaśniła się" po zajrzeniu na stronę wpolityce.pl....

30 maja 2019

"W mediach społecznościowych zawrotną karierę robi mapka z 1990 roku prezentująca zestawienie miejsc stacjonowania Północnej Grupy Wojsk Radzieckich. Co w niej nadzwyczajnego? Łudząco przypomina mapę poparcia w wyborach do PE z 2019 roku."

redakcja zamieściła przedruki z portalu x.com:

zaczął pan Bartecki - oszczędny opis mógł zmylić odbiorców, powinien napisać, że to kompilacja dwóch map, zamiast tego jakby odsyła nas do dalszych działań we własnym zakresie, jakbyśmy mieli sami sobie znaleźć mapę z wyborów 2019 i porównać...



Na ilustracji widzimy połączone dwie mapy:
- miejsce stacjonowania AR
- wyniki wyborów do PE w 2019 roku

https://dzieje.pl/infografiki/wojska-radzieckie-w-polsce
https://wbdata.pl/wybory-do-parlamentu-europejskiego-2019-na-mapach/

I powiedzmy sobie szczerze - tak, przypadek.

Tę kompilację map powielił pan Saryusz - Wolski bez szczegółowej informacji:




Ten post spotkał się z krytyką byłych kolegów pana Wolskiego z PO, jednak żaden z nich nie sprostował informacji.

Pan Binkowski obrócił wszystko w mem - co też mogło zaważyć... prawdopodobnie później usunął ilustrację







Co do map - największa koncentracja baz znajduje się poza "żółtymi gminami", północno wschodnie gminy leżą z dala...  absolutnie nie widzę korelacji.
Mnie interesuje co innego...































https://x.com/TomaszBaart/status/1134029873004056576/photo/1
https://maciejsynak.blogspot.com/2025/11/ciasto-z-lukrem.html
https://niepoprawni.pl/comment/1592875?utm_medium=organic&utm_source=yandexsmartcamera
https://pl.wikipedia.org/wiki/Garnizony_Armii_Radzieckiej_na_terytorium_Polski
https://x.com/AdamDee_pl/status/1133701330697162752
https://wpolityce.pl/polityka/448896-poparcie-dla-ke-w-miejscach-stacjonowania-sowietow




niedziela, 3 maja 2026

Are Polish people Slavic or Germanic?

  

powiadomienie z poczty 1 maja 2026

 

 

 przedruk stąd: 

 quora.com/?qv_src=email

 

·
Follow

Poland has the highest level of R1A1 in Europe, which is found among European Slavs in high frequencies. Polish males are about 56–60% R1A1. The regions in Poland with the highest levels of this marker are the South Eastern and Central parts of the country.

 

Polish males also carry around 16–20% R1B1, which is found in the highest levels in Western European populations. This could indicate Germanic ancestry, but also Celtic lineage. Celts lived in Southern Poland before the Germanic and Slavic tribes settled the area. In the 1500 and 1600s, many Scots settled in Poland and intermingled with the population.

Poles have around 4% I haplogroup on average, which is a clear indicator of North Germanic/Scandinavian lineage. In certain regions of Poland, this Nordic marker is found in between 18 to 20% of the population.

Smaller traces of J and N markers are also present in Poles.

From the results of the Y markers alone, we see that there is a Nordic influence on a number of Poles, though the majority carry Slavic markers.

There is evidence showing that Poles have direct descent from ancient peoples living along the amber trade routes of the Vistula since before the times of Christ. While these peoples are widely regarded as Germanic(tribes like the Goths and Vandals), Poles share much more connections with these peoples than modern day Germans do. That would sure give Hitler a jolt to his stomach. Around the A.D. 400–900 period, new lineages (Slavic) intermingled with the preexisting population, and would establish its dominance.

So there is good reason to believe that while most Germanic tribes fled the lands of modern day Poland and journeyed south, a fair amount of Nordics would stay and merge with the Slavs(even more so in Northern and west central regions, since southern and eastern Poles have a high level of Slavic R1A1).

Also, it is possible that Slavs and Germanic’s co-inhabited the lands of modern Poland for longer than we might have thought. Indeed, some Germanic tribes, like the Vandals, could have been highly infused with Slavic influences, and might have a connection to the mysterious Venedi described by Tacitus(whom I believe are proto-Slavic).

So Germanic’s did not have to all leave the lands of modern day Poland before the Slavs came, and Slavs could have been residing in Poland for much longer than the standard theory postulates.

 

 

 

 

 tłumaczenie automatyczne

 

·
Obserwuj

Polska ma najwyższy poziom R1A1 w Europie, który znajduje się wśród Europejskich Słowian w wysokich częstotliwościach. Polskie samce to około 56–60% R1A1. Regionami w Polsce o najwyższych poziomach tego markera są południowo-wschodnie i centralne części kraju.

Polskie samce przenoszą również około 16-20% R1B1, które znajdują się w najwyższych poziomach w populacjach Europy Zachodniej. Może to wskazywać na germańskie pochodzenie, ale także celtycką linię. Celty mieszkały w południowej Polsce, zanim plemiona germańskie i słowiańskie osiedliły się na tym obszarze. W latach 1500 i 1600 w Polsce osiedliło się wielu Szkotów i mieszało się z ludnością.

Polacy mają średnio około 4% haplogrupy, co jest wyraźnym wskaźnikiem linii północnogermańskiej/skandynawskiej. W niektórych regionach Polski ten nordycki znacznik występuje u od 18 do 20% populacji.

U Polaków obecne są także mniejsze ślady markerów J i N.

Z samych wyników znaczników Y widzimy, że istnieje wpływ nordycki na wielu Polaków, choć większość nosi w sobie znaczniki słowiańskie.

Istnieją dowody na to, że Polacy mają bezpośrednie pochodzenie od starożytnych ludów żyjących wzdłuż bursztynowych szlaków handlowych Wisły od czasów Chrystusa. Podczas gdy te ludy są powszechnie uważane za germańskie (plemiona takie jak Goci i Wandale), Polacy dzielą znacznie więcej powiązań z tymi narodami niż współcześni Niemcy. To z pewnością przyprawiłoby Hitlera o brzuch. Około 400-900 A.D., nowe linie (Slavic) przenikały się z wcześniej istniejącą populacją i ustanawiałyby jej dominację.

Istnieją więc dobre powody, aby sądzić, że podczas gdy większość plemion germańskich uciekła z ziem współczesnej Polski i podróżowała na południe, spora ilość nordyków pozostałaby i połączyła się ze Słowianami (co więcej w północnych i zachodnich regionach centralnych, ponieważ południowi i wschodni Polacy mają wysoki poziom słowiańskiego R1A1).

Możliwe jest również, że Słowianie i Germanic współzamieszkali ziemie współczesnej Polski dłużej, niż mogliśmy przypuszczać. Rzeczywiście, niektóre plemiona germańskie, takie jak Wandale, mogły być mocno nasycone wpływami słowiańskimi i mogą mieć związek z tajemniczym Wenedim opisanym przez Tacyta (który, jak sądzę, jest proto-słowiański).

Tak więc germańczycy nie musieli opuszczać ziem współczesnej Polski przed przybyciem Słowian, a Słowianie mogli przebywać w Polsce znacznie dłużej niż postuluje teoria standardowa.

 

 

 https://maciejsynak.blogspot.com/2026/04/germanie-to-sowianie-nie-mowiem-39.html

 

czwartek, 30 kwietnia 2026

"Niemcy naprawdę potrafiły by tym potencjałem zarządzać"

20 luty 2026


Fragmenty wywiadu z analitykiem Instytutu Zachodniego dr Witoldem Ostantem.



Instytut Zachodni im. Zygmunta Wojciechowskiego (ang. Institute for Western Affairs, niem. West-Institut, fr. Institut Occidental) 

– polski instytut badawczy z siedzibą w Poznaniu, który utworzono ustawą z dnia 17 grudnia 2015. Instytut jest następcą prawnym istniejącego od 1945 Instytutu Zachodniego – Instytutu Naukowo-Badawczego im. Zygmunta Wojciechowskiego. Nadzór nad Instytutem sprawuje Prezes Rady Ministrów.

IZ zajmuje się monitorowaniem i analizą sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej i prawnej w Niemczech, a także śledzi stosunki polsko-niemieckie oraz problematykę międzynarodową:
procesy w Unii Europejskiej, relacje transatlantyckie, wyzwania i zagrożenia globalne. Podstawowym zadaniem IZ jest prowadzenie badań naukowych oraz przygotowywanie analiz, raportów, ekspertyz i studiów prognostycznych na potrzeby organów władzy publicznej w Polsce.
Integralną częścią placówki jest Gabinet Krzysztofa Skubiszewskiego.





energetyka24.com/surowce/gaz/ostant-dla-niemcow-ns2-to-bezpieczenstwo-wroca-do-biznesu-z-rosja








Ostant: Dla Niemców NS2 to bezpieczeństwo. Wrócą do biznesu z Rosją

Katarzyna Łukasiewicz
6 lutego 2026, 15:29



Przypuszczam, że Niemcy ponieśli największe straty w UE przez swoją pomoc Ukrainie. Jednocześnie w Niemczech panuje przeświadczenie, że gdyby mieli dostęp do bogactw Rosji, staliby się największym światowym mocarstwem – mówi w rozmowie z E24 dr Witold Ostant, analityk Instytutu Zachodniego.



Katarzyna Łukasiewicz: W jaki sposób niemieckie media opisują sprawę Serhija K. i czy porównują ją z polskim przypadkiem Wołodymyra Żurawlowa?

Witold Ostant: Niemcy postrzegają Nord Stream 2 inaczej niż my. Dla nich to był element infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa państwa. Wysadzanie tego typu obiektów to uderzenie w ich bezpieczeństwo energetyczne. Z tej perspektywy ustosunkowuje się do Serhija K. większość mediów głównego nurtu.


[...]

W infrastrukturę energetyczną Niemiec uderzono w bardzo złym okresie, bo to nastąpiło we wrześniu. Później przyszedł pierwszy kryzys energetyczny, bardzo poważny. Ceny surowców, szczególnie gazu, poszybowały w górę.

KŁ: A jak stosunki rosyjsko-niemieckie wyglądały po rozpoczęciu wojny z Ukrainą?

WO: W zasadzie parę miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowego ataku na Ukrainę Rosja zaczęła ograniczać przesył do Niemiec i to miał być sygnał, że zaczynają się reperkusje, jeżeli Niemcy nie wycofają swojego poparcia dla Ukrainy.

Ograniczono go o nawet 30%, zaczęto wymieniać nagle całe turbiny, przeprowadzać serwisy, jak to potrafią Rosjanie. Znacznie wcześniej pojawiły się więc przyczyny „serwisowo-techniczne”. Rosja od początku wojny sugerowała Niemcom, że nie powinny interesować się konfliktem na Ukrainie, ani jej pomagać.

A cały czas wierzono w to, że w jakimś w jakimś aspekcie Nord Stream będzie działać. Trzeba wziąć pod uwagę, że suma kosztów Nord Stream 1 i 2 to ok. 15 mld euro i niemal połowę tej kwoty straciły na tym kontrakcie prywatne europejskiej firmy. Potężne korporacje, które wyliczały swoje biznesplany na określone zyski i profity, które miały trwać latami. Z 15 mld euro, prawie połowę stracili Niemcy, niemal 7 mld dolarów.

KŁ: Podobny komentarz usłyszałam kilka miesięcy temu ze strony niemieckiej. Przekonywano mnie, że na sprawę Nord Stream w Niemczech nie patrzy się z punktu widzenia politycznego, tylko czysto prawnego.

WO: Niemcy tak reagują, bo trzeba brać pod uwagę ich nieciekawą historię w XX wieku. Oni podkreślają demokrację i legalizm prawny. Są pod tym względem bardzo przewrażliwieni. U nas w Polsce różnie bywa z tym legalizmem prawnym, duchem prawa, demokracją walczącą i tak dalej. To jest nie do pomyślenia w Niemczech. Nie przy tej konstrukcji politycznoprawnej i nie przy takim, a nie innym podejściu elit politycznych. Oni mają cały czas w głowach konsekwencje II WŚ, nazistów, tego, co się stało z prawem, bo ono wówczas też obowiązywało, ale było specyficzne.

KŁ: Myślę, że dla Polaków jest to nieco trudne do zrozumienia, bo my przez cały czas na sprawy sabotażystów ukraińskich patrzymy właśnie z punktu widzenia trwającej wojny. Nawet to, że nie wydaliśmy na podstawie ENA Wołodymyra Żurawlowa…

Moim zdaniem to była niefortunna decyzja, bo to nie my powinniśmy ponosić polityczne konsekwencje tego aktu sabotażu, jakim było wysadzenie kontrowersyjnych od samego początku gazociągów. To Niemcy mieliby problem, co dalej z tym Ukraińcem zrobić, jak go osądzić, w jakim trybie.


[...]

KŁ: Jednocześnie nastroje w Niemczech bardzo się zmieniają od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Zwykli Niemcy odczuwają spadek formy ekonomicznej kraju.

WO: Od czterech lat mamy „pełzający” kryzys w Niemczech, który nieszczególnie można przezwyciężyć pomimo kolejnych setek miliardów euro wydawanych z publicznych pieniędzy pod różnymi pretekstami. Miał przyjść kanclerz Friedrich Merz z nowymi pomysłami i to błyskawiczne zmienić. Prace trwają i być może te Merzowe pomysły lansowane od początku 2025 roku chwycą, ale pytanie kiedy? Społeczeństwo niemieckie , traci jednak powoli cierpliwość.

[...]

KŁ: Ale to się zmieniło?

WO: Dopiero rok po wybuchu wojny na Ukrainie pojawił się tzw. drugi plan Habecka i nastąpiła głęboka refleksja, próba dostosowania do sytuacji gospodarki niemieckiej, transformacji energetycznej, ale niewiele można było zrobić. Zielona koalicja nie mogła wycofać się z tych wcześniejszych pomysłów, bo to by uderzyło w ich elektorat i podstawy ich rządów.

Z drugiej strony byli w pułapce bardzo wysokich kosztów, tzw. przejściowych surowców, czyli szczególnie gazu, ściąganego nie z Rosji, tylko z innych regionów świata. Był on, oczywiście, bardzo drogi i cała transformacja w sposób ekonomiczny „siadła”. Doszły jeszcze kwestie braków w podstawie systemowej, czy problem niewydolności i opóźnień w budowie sieci energetycznych oraz krzyk biznesu niemieckiego, że go na te koszty energii nie stać i szereg innych kwestii. To spowodowało pogłębianie się kryzysu.

A dlaczego on w ogóle powstał? Bo Niemcy, mimo tego, że mają know-how, straciły dostęp do tanich źródeł energii i tak naprawdę konkurencyjnej siły roboczej a do tego borykają się z fatalnymi barierami administracyjnymi, brakiem odpowiedniej cyfryzacji i wysokimi podatkami. Całość niemieckich problemów gospodarczych „pięknie ogniskuje się” w przemyśle motoryzacyjnym.
Reklama

KŁ: No właśnie, a teraz mamy Merza, który jest niepopularny, jak przynajmniej wynika z sondażów, będąc jednocześnie kanclerzem, który rzeczywiście dąży do zmian gospodarczych.

WO: Ja bym postrzegał Merza jako „koło ratunkowe” Niemiec. Jego proatlantyckość, pomimo tego, co robi Donald Trump, jest bardzo ważna. Merz powiedział jednoznacznie, że nawet gdyby w Rosji zmieniło się wszystko, to nie będzie ona już partnerem dla Niemiec.

KŁ: Możemy w to wierzyć?

WO: Z wiarą w słowa polityków jest jak z wiarą w duchy, „generalnie nie należy w nie wierzyć ale można się ich bać”. A tak bardziej poważnie to jest dla nas bardzo budujące, bo Niemcy zobowiązują się do budowy bezpieczeństwa, wydawania prawie 5% PKB na zbrojenia. To jest wielki przełom dla tej części Europy i możliwości budowy niezależności europejskiej. Dodatkowo Merz rozumie wagę sojuszu z USA, ale dostrzega, że nie można ulegać USA za wszelką cenę, nie można doprowadzić do bezpardonowego dyktatu. Pamiętajmy również, że jeżeli Merz przetrwa na stanowisku kanclerza, to prawdopodobnie będzie nim do 2029 r.

Być może do tego czasu, kto wie, czy nie pojawi się w RFN temat np. większej suwerenności strategicznej RFN w dziedzinie broni jądrowej? Może powstanie jakiejś projekt kooperacji francusko-niemieckiej w celu zbudowania strategicznej odpowiedzi europejskiej wobec zagrożeń, przede wszystkim tego zagrożenia ze Wschodu, czyli Federacji Rosyjskiej, która będzie dalej wrogim państwem.

A z drugiej strony taki projekt mógłby dać przyczynek do budowy modelu bezpieczeństwa strategicznego w uniezależnieniu od amerykańskich omnipotencji w tej dziedzinie, bo jeżeli odpowiednie środki zostaną uruchomione, to naprawdę bardzo dużo może się zmienić w Europie w przeciągu, trzech, czterech, pięciu lat w zakresie możliwości obronnych.

KŁ: Ale tutaj chyba podstawowym problemem Niemiec pozostaje wciąż energetyka i to, że na tym polu trzeba wprowadzać zmiany. Tak wiele lat polityki antyjądrowej.

WO: Tak, Niemcy „strzeliły sobie w stopę” i teraz nawet najwięksi apologeci zielonej transformacji już widzą, że nie te koszty. Co z tego, że jesteśmy uczciwi, chcemy konkurować na świecie, lasować swoje technologie, kapitał, skoro inni partnerzy grają w tę samą grę, ale na innych zasadach.

KŁ: Do Polski docierają też różne kontrowersyjne informacje z Niemiec dotyczące wypowiedzi polityków AfD, w tym Alice Weidel, dotyczące Nord Stream, potrzeby jego odbudowy. Jak powinniśmy takie informacje odbierać? Niepokoić się, być może nadchodzącymi zmianami?

WO: Ja nie jestem wróżką. Od lutego 2022 r. mnóstwo ekspertów wielokrotnie wieszczyło koniec wojny, wszyscy lepiej wiedzieli, co ma Putin w głowie. Moim skromnym zdaniem o tym, kiedy skończy się ten konflikt, nie zdecyduje nikt inny niż Władimir Putin. Zachód oczywiście mógłby mu w tym „pomóc”, ale jest jak jest (…) To jest aspekt wróżenia ze szklanej kuli.

Ale tak wracając całkiem poważnie, na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że AfD jeszcze nie jest partią masową na skalę ogólnoniemiecką, ale rośnie w siłę. Jest dla coraz większej grupy Niemców partią racjonalną, bo jak się Pani wsłucha w jej postulaty na przykład energetyczne, to wcale nie są głupie, np. powrót do energetyki jądrowej.

Podkreślić, trzeba z całym zdecydowaniem, że największym błędem w ciągu ostatnich 30 lat było wyłączenie energii jądrowej w Niemczech. Nawet gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, był to największy błąd niemieckiego establishmentu i niemieckiego biznesu.

Inny postulat to powrót do relacji handlowych z Rosją. On nastąpi prędzej czy później. Wszystko będzie uwarunkowane zmianą polityczną i momentem zamrożenia konfliktu, wygaszenia wojny. Może zamiast Putina pojawi się poprawiona wersja gen. Anodyny, czyli piękna, młoda blondynka z warkoczem czy bez, znająca kilka obcych języków, wykształcona w Cambridge i okaże się, że to będzie już „nowa Rosja”, z którą wszyscy będą chcieli rozmawiać.

KŁ: Kto tego chce?

WO: AfD chce jak najszybszej normalizacji stosunków z Rosją, szczególnie na bazie handlowej. Jeżeli konflikt się skończy, podejrzewam, że AfD będzie języczkiem uwagi w Niemczech i będzie tą siłą polityczną, który powie: „My mieliśmy rację, z Rosją trzeba rozmawiać, handlować, budować sojusze”. AfD jest też za ograniczeniem kosztów transformacji energetycznej, która jest bardzo wysoka dla Niemiec. Niemcy, biorąc pod uwagę to, że mają ogromną fiskalizację, dodatkowo mają wysokie koszty energii przy relatywnie niskiej czy bardzo wolno rosnącej sile nabywczej niemieckiego społeczeństwa. Niemcy odczuwają kryzys, szczególnie ci średnio i mało zarabiający w zasadzie od 2019 roku, od pandemii. A wojna na Ukrainie to pogłębiła i tutaj AfD też odpowiada na ich potrzeby, więc to jest tylko kwestia czasu, kiedy AfD urośnie, kiedy ten kordon policyjny, firewall, który stworzyły tzw. partie mainstreamu wokół AFD zacznie się kruszyć.

W ogólnoniemieckich sondażach już w tej chwili podejrzewam, że AfD depcze po piętach CDU. To jest tendencja, która się dość długo utrzymuje. Tak naprawdę dynamika wzrostu poparcia do AfD przejawia się w wyborach landowych. W sondażach landowych czasem AfD potrafi przebić 40%. Może też okazać się, że z AfD będzie bardzo trudno nie wejść w koalicję, jeżeli w landach mają być stabilne rządy.

Wszystko może się zmienić, a dla nas AfD jest niepokojącą partią, biorąc pod uwagę ten piwot na wschód. Odpowiada za to Niemcom, szczególnie tym na wschodzie, niezadowolonym, biednym, niewykształconym. Ale też dla Niemców z zachodu AfD jawi się jako coraz bardziej logiczny partner i siła polityczna, która racjonalnie zaczyna przedstawiać swoje argumenty. Wizerunek AfD zmienia się, AfD ucieka od niewygodnych haseł a jej próby delegalizacji jak na razie nie przyniosły oczekiwanych skutków.

KŁ: Czyli uważa Pan, że powrót do dobrych relacji między Niemcami a Rosją mimo wszystko, nieważne kiedy zakończy się wojna, jest po prostu nieunikniony?

WO: Podejrzewam, że tak. Jak mówił z uśmiechem i przekąsem świętej pamięci prof. Zbigniew Mazur (wspaniały intelektualista i wieloletni pracownik Instytutu Zachodniego) „na mój stary nochal, tak 😉”. Rosja to naturalny partner Niemiec, jeśli chodzi o potencjał. Niemcy cały czas odczuwają „ból”, że to tyle obszaru, takie bogactwa niewykorzystane. Gdyby Niemcy byli w stanie współdziałać z tym, co ma Rosja i sprawnie wykorzystać do swoich celów rosyjski potencjał, to byłoby to było najpotężniejsze mocarstwo na naszym globie. Nie USA, nie ChRL. Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać. I Niemcy wiedzą, że te surowce mineralne są im potrzebne do szybkiego, dynamicznego rozwoju. To, że Niemcy dzisiaj mają kryzys, to m.in. wynika z wielkich strat, jakie ich ekonomia m.in. poniosła na wschodzie, w skutek konsekwencji wojny na Ukrainie.

Przypuszczam, że w Unii Europejskiej państwem, które sumaryczne poniosło największe straty na wojnie i udzieliło największej pomocy Ukrainie są Niemcy. I z tego też mogą wynikać te niemieckie nastroje.

Poziom życia w Niemczech spada, dochodzą do tego koszty energii, utrata miejsc pracy, transfer firm a do tego następują zmiany cywilizacyjne, czyli automatyzacja, robotyzacja, sztuczna inteligencja, które w naturalny sposób powodują mniejsze zapotrzebowanie w sektorach przemysłu na pracę.

Nie pomagają również pomysły związane z transformacją opartą na wodorze, która jest bardzo kosztowna i trudna w realizacji. Wszystko wskazuje, że np. koszty wytworzenia stali z wodoru mogą być trzy razy droższe niż koszt wytworzenia stali z węgla bez uwzględnienia odpowiednich mechanizmów politycznych, które tworzą osłony finansowe dla transformacji w sektorach energochłonnych.

KŁ: Wodór to w tym momencie jest w ogóle wielka niepewność.

WO: I to są olbrzymie koszty, ale Niemcy w to idą, Europa w to idzie. Są pieniądze publiczne, państwa czy unijne na ten cel. Proszę zobaczyć, że biznes krzywo patrzy na energię jądrową, bo nie ma koniunktury politycznej, póki co na nią. Chociaż politycy niemieccy zapowiadają, że oni będą pierwszym państwem na świecie, które uruchomi fuzję jądrową. Pożyjemy, zobaczymy.

Warto zadać pytanie również: Dlaczego biznes nie angażuje się w energetykę jądrową? Odpowiedź może być banalna: gdyż ryzyko jest zbyt duże, ponieważ koszty zwrotu z energii jądrowej są odwleczone zbyt długo w czasie. A jak postawią turbiny wiatrowe, elektrownie gazowe czy cokolwiek, to w przeciągu dwóch lat biznes zarabia na siebie, a do tego ma odpowiednie, stałe koszty, rentowność inwestycji gwarantowaną przez państwo. A w energii jądrowej wszystko zbyt długo trwa.

Ale to też jest rola państwa, bo na coś mamy te państwa, że jeśli biznes nie chce się angażować, to trzeba mu pomóc, szukając pieniędzy w innych pomostowych formułach. Albo szukajmy w biznesie, ale stawiajmy na takie rozwiązania długotrwałe. Czasami budując projekty strategiczne trzeba włożyć w coś, co się zwróci po 20, 30 latach, albo postawić na inne pryncypia niż tylko te wypływające z czystej kalkulacji finansowej.
Reklama

KŁ: Wracając jeszcze do stosunków z Rosją, w ocenie jednego z moich rozmówców, Niemcy miały przynajmniej jakąś strategię wobec tego kraju przed jej inwazją na Ukrainę, a inne kraje Europy takiej strategii w ogóle nie miały.

WO: Tak, nie sposób się z tym twierdzeniem zgodzić, ale strategia niemiecka doprowadziła do wielu problemów m.in. do wojny, bo to oczywiście Putin zadecydował o tym, kiedy kogo napadnie, ale generalnie dostał środki i odpowiednie możliwości korupcji elit europejskich, szczególnie niemieckich. Niemieckie BND i Urząd Ochrony Konstytucji powinny zupełnie inaczej zadziałać, żeby elity niemieckie nie wpadły w problem uzależnienia lub powiązań z rosyjskim biznesem, który był, jest i prawdopodobnie będzie uzależniony od rosyjskich władz państwowych i ich interesów ze względu na model systemu politycznego panujący w Rosji.
Gdyby nie Nord Stream, to Putin by musiał inaczej rozegrać tę partię, a był pewny tego, że jak będą te dwie rury, to Niemcy się uzależnią od rosyjskiego gazu. Niemcy będą tanio sprzedawać gaz, a on tu będzie szantażował Europę środkowo-wschodnią, która była pod kontrolą jeszcze za Związku Radzieckiego. Takie mrzonki mógł mieć Putin, jego ekipa dzięki temu, że Niemcy dawały możliwość takich, a nie innych profitów i oddziaływania na Europę i na same Niemcy.

KŁ: I teraz z tymi Pana przewidywaniami, że Niemcy po prostu powrócą do business as usual z Rosją, to tkwimy w błędnym kole historii.

WO: Niestety nie wygląda to najlepiej, chociaż to wszystko będzie trwało w czasie. To nie wydarzy się np. pod koniec tego roku. Nawet jeśli w połowie tego roku dojdzie do zakończenia wojny z Ukrainą, to podejrzewam, że dopóki Merz i jego ekipa będzie rządziła, ten powrót do business as usual będzie utrudniony. Ale w 2029 roku być może główną partią zwycięską w Bundestagu, z którą wszyscy będą musieli się liczyć, będzie AfD. I wtedy może się wszystko zmienić. Te procesy polityczne są rozłożone w czasie. Wymiana elit, podejście społeczeństwa, pewna kultura informacji, wojna kognitywna i soft power musi oddziaływać rozłożone w czasie, ale skutecznie zmienia optykę społeczeństw.

KŁ: A czy Polska może w ogóle coś z tym zrobić? Nasze relacje z Niemcami są, jakie są.

WO: One nie są złe. Dzisiaj relacje z Niemcami są najlepsze od wielu dekad. Mamy wspólnego, namacalnego wroga i wspólny interes bezpieczeństwa, Rosję. Chwała za to, że Rosja się tak spolaryzowała z Niemcami i z nami, a my jesteśmy po dobrej stronie barykady, czyli tej co Niemcy, choć czasem mamy „inną wrażliwość”.

Jeżeli ja bym mówił publiczne, że Rosja zrobi, to co zrobiła po 2014, przed 2010 rokiem, to by mnie nazywano wrogiem integracji europejskiej, Niemiec, postępu, zakałą, ciemnogrodem, polskim zaściankiem. Potem okazało się, że większość naszych strategicznych dokumentów w dziedzinie bezpieczeństwa można wyrzucić do kosza, bo budowaliśmy nie armię obronną z możliwością przeniesienia teatru wojny na terytorium przeciwnika i dalekich uderzeń, tylko ekspedycyjną na potrzeby interwencji w Afganistanie, Iraku czy w Afryce. I teraz nagle z wielkimi kosztami dla społeczeństwa próbujemy, jak najszybciej się da, stworzyć armię, która by była w stanie gwarantować nam przetrwanie, czy skuteczne odstraszanie.

Zobacz też
„Niemcy nas okłamali”. Mocne słowa obrońcy Serhija K. dla E24


KŁ: Co do relacji polsko-niemieckich, to też w polskich mediach szerokim echem odbiło się to, że ministrowie sześciu gospodarek UE, w tym Polski, zadeklarowali, że ich kraje będą „motorami europejskiego postępu”. A to inicjatywa niemiecka.

WO: Teraz warto podpinać się pod inicjatywy niemieckie, bo to jest największa gospodarka. Możemy dzięki temu kapitałowo i technologicznie zyskać. Jeżeli Niemcy mają jakiś pomysł na wyjście z impasu, w którym znalazła się cała UE poprzez zielone łady i inne konsekwencje, to niech to pokażą, a my się wtedy przyłączmy. Skorzystajmy z profitów, tanich kredytów, możliwości tworzenia różnych biznesów i tak dalej. Podepnijmy się pod wielką, niemiecką machinę technologiczną i biznesową. Być może na tym skorzystamy, a im bardziej będziemy częścią gospodarki niemieckiej, tym Niemcy nas będą bardziej chcieli bronić.









Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać.

"Niemcy naprawdę potrafiły by tym potencjałem zarządzać"


widzisz różnicę?



poniżej wybrane fragmenty - ten pan jest Polakiem czy Niemcem?


Witold Ostant: Niemcy postrzegają Nord Stream 2 inaczej niż my. Dla nich to był element infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa państwa. Wysadzanie tego typu obiektów to uderzenie w ich bezpieczeństwo energetyczne. 

WO: Niemcy tak reagują, bo trzeba brać pod uwagę ich nieciekawą historię w XX wieku. Oni podkreślają demokrację i legalizm prawny. Są pod tym względem bardzo przewrażliwieni. U nas w Polsce różnie bywa z tym legalizmem prawnym, duchem prawa, demokracją walczącą i tak dalej. To jest nie do pomyślenia w Niemczech. Nie przy tej konstrukcji politycznoprawnej i nie przy takim, a nie innym podejściu elit politycznych. Oni mają cały czas w głowach konsekwencje II WŚ, nazistów, tego, co się stało z prawem, bo ono wówczas też obowiązywało, ale było specyficzne.


Ale tak wracając całkiem poważnie, na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że AfD jeszcze nie jest partią masową na skalę ogólnoniemiecką, ale rośnie w siłę. Jest dla coraz większej grupy Niemców partią racjonalną, bo jak się Pani wsłucha w jej postulaty na przykład energetyczne, to wcale nie są głupie, np. powrót do energetyki jądrowej.

Podkreślić, trzeba z całym zdecydowaniem, że największym błędem w ciągu ostatnich 30 lat było wyłączenie energii jądrowej w Niemczech. Nawet gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, był to największy błąd niemieckiego establishmentu i niemieckiego biznesu.

WO: Podejrzewam, że tak. Jak mówił z uśmiechem i przekąsem świętej pamięci prof. Zbigniew Mazur (wspaniały intelektualista i wieloletni pracownik Instytutu Zachodniego) „na mój stary nochal, tak 😉”. Rosja to naturalny partner Niemiec, jeśli chodzi o potencjał. Niemcy cały czas odczuwają „ból”, że to tyle obszaru, takie bogactwa niewykorzystane. Gdyby Niemcy byli w stanie współdziałać z tym, co ma Rosja i sprawnie wykorzystać do swoich celów rosyjski potencjał, to byłoby to było najpotężniejsze mocarstwo na naszym globie. Nie USA, nie ChRL. Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać. I Niemcy wiedzą, że te surowce mineralne są im potrzebne do szybkiego, dynamicznego rozwoju. To, że Niemcy dzisiaj mają kryzys, to m.in. wynika z wielkich strat, jakie ich ekonomia m.in. poniosła na wschodzie, w skutek konsekwencji wojny na Ukrainie.

Czyli ani Rosjanie, ani Amerykanie, ani Chińczycy - nikt z nich nie umie "tym potencjałem zarządzać" ? Pan jest specjalistą od Chin, od Rosji i USA??

I ci mondrzy niemcy wiedzą, że surowce są im potrzebne i nie wiedzieli, że to głupie pozbywać się energii atomowej?? Co za mondrzy niemcy....


Jeżeli Niemcy mają jakiś pomysł na wyjście z impasu, w którym znalazła się cała UE poprzez zielone łady i inne konsekwencje, to niech to pokażą, a my się wtedy przyłączmy. Skorzystajmy z profitów, tanich kredytów, możliwości tworzenia różnych biznesów i tak dalej. Podepnijmy się pod wielką, niemiecką machinę technologiczną i biznesową. Być może na tym skorzystamy, a im bardziej będziemy częścią gospodarki niemieckiej, tym Niemcy nas będą bardziej chcieli bronić.



My już byliśmy "częścią" niemieckiej gospodarki..... w latach 40tych.





całość tutaj:

energetyka24.com/surowce/gaz/ostant-dla-niemcow-ns2-to-bezpieczenstwo-wroca-do-biznesu-z-rosja




Moj - na Orawie



Orawa (słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa, gór. Ôrawa) – kraina historyczna w Europie Środkowej w dorzeczu rzeki Orawy. Nazwa regionu „Orawa” pochodzi od nazwy jednoimiennej rzeki, a jej źródłosłów nie został dotychczas jednoznacznie zdefiniowany.


kolor zielono-biały - Orawa polska
kolor zielony - Orawa słowacka




Polska część Orawy należy do województwa małopolskiego, do powiatu Nowy Targ, a główną wsią po stronie polskiej jest Jabłonka.
Babia Góra to masyw położony na granicy Polski i Słowacji, w Zachodnich Beskidach. Nazwa ta odnosi się także do kulminacji masywu, Diablak ("Szczyt Diabła"), który jest także najwyższym szczytem tej części Karpat, na wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. 

Polska, północno-wschodnia część Orawy (Kotliny Orawskiej) od północy i zachodu ograniczona jest pasmem Beskidu Żywieckiego i obejmuje zachodni skrawek Kotliny Orawsko-Nowotarskiej. Wschodnia granica Orawy przebiega generalnie wzdłuż europejskiego działu wodnego, rozdzielającego zlewiska Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego, jednak niewielki skrawek północno-wschodni tej krainy leży w dorzeczu Czarnego Dunajca i jest przezeń odwadniany do Wisły, a z nią do Bałtyku. Kotlina Orawska tworzy największy w Polsce region należący do zlewiska Morza Czarnego (poprzez Czarną Orawę, Wag i Dunaj).

Część polska zamieszkana jest przez Polaków i niewielką mniejszość słowacką, natomiast część słowacka przez Słowaków, a także niewielkie mniejszości czeską i polską (ta ostatnia zamieszkuje powiat namiestowski i twardoszyński).
Teren polskiej Orawy był jednorodny etnicznie – został zasiedlony przez polskich osadników z Małopolski nizinnej i Żywiecczyzny; w osadnictwie brała też w niewielkim zakresie udział ludność wołoska.


Polska Orawa - jej osią jest rzeka Czarna Orawa biegnąca do sztucznego zbiornika orawskiego na Słowacji. 

Orawa - część polska pokazana na wycinku mapy słowackiej


Nazwa pochodzi od rzeki Orava (głównej rzeki przepływającej przez ten region).

Nazwa "Orava" może mieć przedsłowiańskie lub słowiańskie pochodzenie. Przedsłowiański *er-/*or-: szybki, szybki (rzeka szybka). Protosłowiański *or-, *orati: krzyczeć, ryczeć. Słowackie rzeki Revúca i Hučava mają tę samą etymologię (rycząca rzeka). Podobne nazwy z innych krajów słowiańskich to np. chorwacka rzeka Orljava (1234 Orauua), ukraińska rzeka oraz wieś Oriava lub Orzawiec (w systemie rzecznym Dniepru). Przyrostek -ava może pochodzić od germańskiego -ahwa (woda), ale jest typowy także dla starszych słowackich hydronimów.

Najwcześniejsze wzmianki dotyczą Arua (1287) i Oravia (1314).

Wg moich poszukiwań, nazwa Orawa pochodzi od słowa "żuława":

opava - orava
Opava  - Orava 

Opawa - jw. przez omyłkę łacińskie "p" odczytano jako "r" lub potraktowano jako cyrylickie "r" (znak "p") co dało nazwę:  Orava

szczegóły patrz tutaj:
maciejsynak.blogspot.com/2026/04/zuawa-cz-2-mawa-dabrowno-szczecin.html
szukamy Zeriuani:
[...]  a potem "zupava" odczytano "zepava" гeПavа = гeПavа  "zuпawa" odczytano "zeпava" (Opawa, Sprewa, Syców)



Jak widać na ilustracji, Zbiornik Orawski zwieńcza rozległą równinę leżącą między górami na osi wschód - zachód: jest to prawdopodobnie równina aluwialna (ja się nie znam).



Lidar - mojgeoportal.pl





Mapa Lidar - geoportal.gov.pl




Zamek Orava to zamek położony na wysokiej skale powyżej rzeki Orava we wsi Oravský Podzámok na Słowacji. Zamek został zbudowany w Królestwie Węgier, najstarsze części powstały w XIII wieku, a najnowsze na początku XVII wieku. Wiele scen z filmu Nosferatu z 1922 roku kręcono właśnie tutaj, a zamek reprezentował siedmiogrodzki zamek hrabiego Orloka. 


Zamek Orawski



Polska część Orawy należy do województwa małopolskiego, do powietu Nowy Targ, a główną wsią po stronie polskiej jest Jabłonka.

Babia Góra to masyw położony na granicy Polski i Słowacji, w Zachodnich Beskidach. Nazwa ta odnosi się także do kulminacji masywu, Diablak ("Szczyt Diabła"), który jest także najwyższym szczytem tej części Karpat, na wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. 




Herb Orawy





Zwyczaj stawiania moja – nadal żywy na Orawie


30 kwietnia 2023 23:25

Stawianie moja to dawna orawska tradycja, która swoimi korzeniami sięga najprawdopodobniej jeszcze pogańskich czasów i wynika z ludowej obrzędowości związanej ze zmieniającymi się porami roku. Zwyczaj jest popularny na całej Orawie – również w jej słowackiej części. 
 
 

 
 
Moj to ścięte i starannie okorowane drzewo – świerk, sosna lub jodła – na którego wierzchołku zostawia się zieloną koronę, przyozdobioną bibułkami i wstążkami. Stawiany jest zawsze w nocy z 30 kwietnia na 1 maja.
 
Jego pierwotną funkcją było wyznanie miłości wybrance przez zauroczonego kawalera – dlatego moje z odpowiednimi tabliczkami z dedykacjami, „wyrastały” jak grzyby po deszczu przede wszystkim pod domami panien na wydaniu. Dziś moje dedykowane są także grupom dziewcząt, a nawet lokalnym społecznościom, jako wyraz sympatii lub czci.

Jeden z pierwszych tegorocznych mojów stanął już dziś po południu nieopodal Domu Ludowego w Lipnicy Wielkiej na Orawie. To gmina, w której od 16 lat organizowany jest także konkurs na „Nojpiykniyjsy Gminny Moj”. Wśród kryteriów, jakie jury bierze pod uwagę znajdują się m.in. tradycyjny wygląd i tradycyjny sposób umocowania „moja”, wygląd i dekoracja drzewka, treść i estetyka dedykacji, orawski zapis gwarowy tabliczki.
 
 
 

 



Kilkunastometrowe moje zdobią orawskie miejscowości aż do Zielonych Świątek, kiedy pali się je w ognisku. Warto wspomnieć, że w dawnych czasach, kawaler musiał pilnować „drzewka” przez całą noc – zgodnie z tradycją, inni zalotnicy mieli prawo je ściąć, ale tylko do świtu 1 maja.

Moj, który stanął dziś w centrum Lipnicy Wielkiej na Orawie – to inicjatywa lokalnego oddziału Związku Podhalan i druhów z OSP Lipnica Wielka Centrum.





---




Słup majowy, drzewko majowe, gaik, maik lub moj (ang. maypole, niem. Maibaum) – słup drewniany, wyrzeźbiony najczęściej z klonu, brzozy, bądź głogu, stawiany w maju w wyznaczonym miejscu przez lokalną społeczność, która następnie urządzała zabawę.
 
 
 
Taniec wokół Słupa Majowego w Åmmeberg, Szwecja
 
 
 
Badacze widzą w zwyczaju stawiania słupa majowego pozostałość animistycznych wierzeń europejskich. Klasyczny przykład osi świata, axis mundi (po której można było podróżować pomiędzy różnymi światami) lub też (według niektórych badaczy) falliczny symbol płodności.

Podczas majowych celebracji słup przystrajany proporcami, wstęgami, wieńcami i girlandami z kwiatów. Towarzyszył temu zazwyczaj specjalny taniec (znany jako Taniec Majowego Słupa), polegający na tańczeniu w kręgu wokół słupa – w bardziej skomplikowanej wersji, trzymając w rękach końce przymocowanych do słupa wstęg, które podczas tańca owijają się wokół słupa (żeby je rozwinąć należało zacząć tańczyć w przeciwnym kierunku). Taniec wokół słupa stanowił celebracje życiodajnych sił natury, wczesnego lata.

W Polsce drzewko majowe, na śląskich i wielkopolskich wsiach, a także na Podhalu (tereny przyległe do Spisza – okolice Sromowiec w Pieninach) gaik, maik, mojka, moj, nowe latko. Od drzewka majowego wzięła najprawdopodobniej nazwę wieś Majewo (niem. Maibaum). Na Podlasiu nadnarwiańskim „chodzenie z królewną”. Słupy majowe można spotkać m.in. na terenie Śląska Cieszyńskiego, Moraw i Słowacji.

W wierszu pt. „Maik” Maria Konopnicka opisała wiejską zabawę dziecięcą polegającą na klaskaniu i obnoszeniu maikowej wiechy.



Baskijscy mężczyźni niosący pień drzewa ściętego na słup majowy



Stawianie tzw. maja w Wędryni, na Śląsku Cieszyńskim






nowytarg24.tv/zwyczaj-stawiania-moja-nadal-zywy-na-orawie/
pl.wikipedia.org/wiki/Orawa_(region)
orawa.eu/aktualnosci/region

commons.wikimedia.org/wiki/File:Polska_Orava.svg

mojgeoportal.pl

https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82up_majowy