Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hitler. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hitler. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 sierpnia 2026

Filozof Johann Herder - A nie mówiłem? (40)



Potęga wroga.




No i tak.... 

trafiłem wczoraj na artykuł z 2023 roku:
"Grabież dóbr kultury w czasie II wojny światowej jako zbrodnia wojenna. Aspekty prawne"

i tam min. czytamy:


[...] w przypadku okupanta niemieckiego, proponuje się nadanie mu klasyfikacji NS-Raubkunst, przez co należy rozumieć zorganizowaną kradzież dzieł sztuki przeprowadzoną w latach 1933–1945 przez rząd narodowych socjalistów w Niemczech oraz krajach przez nich okupowanych.

Co istotne, rabunkom tym niejednokrotnie towarzyszyło celowe niszczenie w imię narzucanej ideologii. Tak więc „grabież” jest pojęciem szerszym od „kradzieży”.

Cechowała się ona wysokim stopniem zorganizowania i podjęciem przygotowań do jej realizacji jeszcze przed wybuchem wojny. Paradoksalnie pomocne w tym zakresie okazało się opracowanie Edwarda Chwalewika z 1926 i 1927 r., w którym opisał on niemal wszystkie polskie dwory pod kątem znajdujących się w nich dzieł sztuki i przedmiotów artystycznych. Choć jego opisy były zdawkowe, okazały się wystarczające dla okupanta, który według nich dokonywał kolejnych zajęć w poszczególnych majątkach ziemskich. Niemcy masowo tę publikację wykupywali w polskich księgarniach, a nawet zlecili jej tłumaczenie na język niemiecki. Paradoks polegał na tym, że Chwalewik we wstępie swojej książki pisał:

Pod wrażaniem grozy zniszczenia, którego dokonała wojna światowa w zabytkach naszej przeszłości, wydałem w r. 1916 tytułem próby doraźnej, dzięki poparciu Kasy im. Dr. J. Mianowskiego, vademecum zbieracza polskiego, zawierające krótkie opisy, a często nawet drobne tylko wzmianki o zbiorach pamiątek naszej przeszłości. Uczyniłem to w chwili jak najodpowiedniejszej dla tego rodzaju poczynań, aby w przybliżeniu przynajmniej uświadomić sobie i wielu innymi miłośnikom zabytków naszej przeszłości ogrom strat, o które wojna przyprawiła nas w tej dziedzinie.

W październiku 1939 r. stanowisko specjalnego komisarza ds. zabezpieczenia dzieł sztuki objął dr Kajetan Mühlmann, który przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym zeznał:

Oficjalną polityką generalnego gubernatora Hansa Franka było zabezpieczenie wszystkich ważniejszych dzieł sztuki stanowiących własność polskich instytucji publicznych, zbiorów prywatnych i Kościoła. Potwierdzam, że wspomniane dzieła były faktycznie konfiskowane, i jestem świadom tego, że w przypadku zwycięstwa Niemiec nie pozostałyby w Polsce, lecz zostałyby użyte w celu uzupełnienia niemieckich zbiorów dzieł sztuki.

Straty dóbr kultury w latach 1939–1945 na przykładzie Polski

Skala tych strat jest praktycznie niemożliwa do precyzyjnego oszacowania, można co najwyżej dokonywać przybliżonych szacunków. Niemiecki okupant wywiózł z terytorium Polski ok. 2,8 tys. obrazów malarstwa europejskiego, ok. 11 tys. obrazów polskich malarzy, ok. 1,4 tys. rzeźb, ok. 15 mln książek, ok. 5 tys. dzwonów kościelnych. Zniszczono 25 muzeów, 35 teatrów, 665 kin, 323 domy ludowe. Ze względów politycznych nie dokonano oszacowania strat spowodowanych przez wojska sowieckie, które dopełniły skalę zniszczenia.

Szczególny wymiar grabieży podczas II wojny światowej
Poza wymiarem ilościowym i organizacyjnym, grabież polskich dóbr narodowych miała jeszcze jeden wymiar – ideologiczny. Adolf Hitler twierdził, że

naród, któremu odbierze się kulturę, wkrótce przestanie być narodem


W Niemczech istniał stereotyp ukazujący Polaków jako ludzi prymitywnych, bez kultury. Okupant, dokonując grabieży dóbr kultury, dążył do unicestwienia całego dorobku narodowej kultury oraz polskiej inteligencji. Cel ten został określony podczas narady wyższych dowódców niemieckich sił zbrojnych w Obersalzbergu 22 sierpnia 1939 r., kiedy to sformułowano go jako „unicestwienie sił żywotnych” Polski i zniszczenie lub wywóz wszystkich wartościowych składników majątkowych, w tym również dzieł sztuki i zabytków. 16 grudnia 1939 r. Frank wydał rozporządzenie (miało ono obowiązywać na terenie Generalnego Gubernatorstwa), nakazując konfiskatę na rzecz Rzeszy

przedmiotów historycznych i prehistorycznych, akt, dokumentów, książek, przedmiotów o wartości historycznej lub kulturalnoartystycznej

Zamiar ten ukryty był pod pozorami poszanowania prawa [...]

Aż do początku XX w. nie istniały ogólne akty prawne regulujące ochronę dóbr kultury. Były one chronione wyłącznie przez prawo zwyczajowe. Jeden z osiemnastowiecznych klasyków prawa międzynarodowego, Emer de Vattel, pisał:

z jakiejkolwiek przyczyny kraj został zniszczony, to budynki, które nie tworzą potęgi wroga, takie jak świątynie, nagrobki, gmachy publiczne, wszelkie dzieła odznaczające się swym pięknem, powinny być oszczędzone

Pierwszym aktem prawnym o zasięgu międzynarodowym, regulującym ochronę dóbr kultury, była IV konwencja haska, dotyczącą praw i zwyczajów wojny lądowej, przyjęta 18 października 1907 r. 

Jej art. 3 przewidywał jednoznaczną odpowiedzialność strony wojującej za naruszenie postanowień regulaminu dołączonego do konwencji. Odpowiedzialnością tą objęte były wszystkie czyny osób wchodzących w skład sił zbrojnych, a w przypadku żołnierzy – także czyny popełnione poza służbą. Istotne z omawianego punktu widzenia są postanowienia wspomnianego regulaminu, który określa zasady ochrony własności w czasie działań wojennych i w czasie okupacji. Ustanawia naczelną zasadę poszanowania własności, co przejawia się zakazem jej niszczenia i grabienia, chyba że jest to podyktowane absolutnie koniecznością wojenną, a nadto zabronione jest wydawanie na łup miast lub miejsc zdobytych nawet szturmem (art. 23g i art. 28). Z kolei artykuły 46 i 47 stanowią, że wszelki rabunek jest zakazany, a własność prywatna nie podlega konfiskacie. Jeśli chodzi o dobra kultury, to w czasie wojny należy podjąć wszelkie niezbędne środki, aby w miarę możliwości oszczędzone zostały świątynie, gmachy służące sztuce, nauce i dobroczynności, a także pomniki historyczne (art. 27).

Ponadto podczas okupacji

własność gmin, instytucji kościelnych, dobroczynnych, wychowawczych oraz instytucji sztuk pięknych i naukowych, chociażby należących do państwa, będzie traktowana jak własność prywatna. Wszelkie zajęcie, zniszczenie lub rozmyślna profanacja instytucji tego rodzaju, pomników historycznych, dzieł sztuki i nauki są zabronione i winny być karane (art. 56).

Analogiczne postanowienia zawiera IX konwencja haska o bombardowaniu przez morskie siły zbrojne w czasie wojny. Co istotne, żaden z tych aktów prawnych nie wskazywał organu, który miałby orzekać i stosować kary. Tym samym należy wnioskować, że sprawcy naruszeń mieli być sądzeni według prawa wewnętrznego umawiających się państw.




Jak wiemy, Niemcy nie zostały skutecznie rozliczone ze swych grabieży - nadal po tamtej stronie granicy znajdujemy dzieła sztuki będące przed wojną w polskich zasobach. Dziwne to, moim zdaniem, skoro niemcy zniszczyli nasze dobra kultury, powinni nam przynajmniej oddać swoje zachowane od zniszczenia dobra - w podobnej klasie, np. zniszczeniu lub "zaginięciu" - czyli grabieży - uległy cenne starożytne wazy greckie z Gołuchowa, tymczasem w zasobach niemieckich muzeów są wazy greckie podobnej klasy...


To jedna sprawa, a druga - to
cytat z Hitlera:

naród, któremu odbierze się kulturę, wkrótce przestanie być narodem

 
Czy ja przypadkiem czegoś podobnego nie czytałem o Herderze, niemieckim  filozofie z Morąga?

Zajrzałem do posta o Muzeum w Morągu i masz tam za wikipedią:
Herder przywiązywał wyjątkową wagę do pojęcia narodowości i patriotyzmu – "ten, kto utracił ducha patriotycznego, traci siebie i całe światy wokół siebie"



Czyż te dwa zdania nie są podobne - czyż nie wyrażają tej samej idei???

"naród, któremu odbierze się kulturę, wkrótce przestanie być narodem"
"ten, kto utracił ducha patriotycznego, traci siebie i całe światy wokół siebie"


Z całą pewnością.



wg wiki:

Patriotyzm (łac. patria – ojczyzna, gr. patriotes) – postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęci ponoszenia za nią ofiar i gotowości do jej obrony. Charakteryzuje się przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, gotowością do pracy dla jej dobra i w razie potrzeby, poświęcenia dla niej własnego zdrowia lub nawet życia. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka. Oparty jest na poczuciu więzi społecznej, wspólnoty kulturowej oraz solidarności z własnym narodem i społecznością.


i taka rzecz:

poniżej przedruk obszerne fragmenty eseju z 2008 roku
polecam jednak przeczytać całość


Piotr Szymaniec
"Pojęcie narodu w filozofii dziejów Johanna Gottfrieda Herdera"

W wizji historiozoficznej, przedstawionej przede wszystkim w Myślach o filozofii dziejów i Listach o krzewienie człowieczeństwa, celem, który ma być osiągnięty przez człowieka jako gatunek, a zarazem celem, do którego mają zmierzać dzieje, jest człowieczeństwo. Jest to coś, co jest w ludziach ukryte i podobnie jak rozum czy świadomość musi zostać rozwinięte. To jest pewien ideał, którego osiągnięcie jest w zasięgu człowieka. Herder określa to tak:

„celem, do jakiego zmierza nasze teraźniejsze istnienie, jest kształtowanie człowieczeństwa, do którego wytworzenia mają służyć, a nawet prowadzić, wszystkie niskie ziemskie potrzeby. Nasza zdolność do posiadania rozumu ma się ukształtować w rozum, nasze bardziej subtelne zmysły w sztukę, nasze popędy w rzetelną wolność i piękność, siły, które nami kierują, w miłość do ludzi”. 


Obecny etap rozwoju ludzkości jest więc „etapem przygotowawczym, pączkiem przyszłego kwiatu”. 


Cel, który filozof stawia przed ludźmi, jest z gruntu oświeceniowy (przypomina nieco teorię Gottholda Ephraima Lessinga). Człowieczeństwo – można by powiedzieć – to potencja, która musi się zaktualizować. Można zapytać, dlaczego to musi nastąpić, skoro człowiek, jako wolny, może upadać bardzo nisko. Otóż w dziejach zło (siła niszcząca) może zapanować jedynie chwilowo, gdyż w końcu zniszczy („pochłonie”) samo siebie. Zło nawet służy w pewien sposób osiągnieciu człowieczeństwa.

Do Humanität wszakże ludzkość musi być wychowywana, wszelkie jej, nieuniknione zresztą, błędy i upadki służą temu procesowi. Do ostatecznego celu nie wiedzie droga prosta, jak by chcieli oświeceniowi optymiści – zwolennicy teorii kumulatywnego postępu, lecz kręta i wyboista. Prowadzi ona jednak do celu. 

Można zatem zauważyć, że Herder nie wyrzeka się całkowicie idei postępu, lecz jedynie ją przetwarza. Sam też przyznaje, że koncepcja człowieczeństwa ma genezę religijną i jest przetworzeniem idei Królestwa Niebieskiego, „królestwo kształtujących się dyspozycji ludzkich” jest bowiem „właściwym Państwem Boga na ziemi, w którym wszyscy ludzie są obywatelami”, mimo że prezentują bardzo zróżnicowane stopnie wychowania. 

Człowieczeństwo nie jest celem, który ma usprawiedliwiać wszystkie niegodziwości i wypaczenia w imię przyszłej, bardzo odległej, szczęśliwości rodu ludzkiego. Herder twierdzi bowiem, że „Najwyższa Mądrość” – Bóg – w ten sposób z ludźmi nie igra, a zatem to, „czym każdy człowiek jest i czym być może, musi być celem rodu ludzkiego”. Każda jednostka i każda społeczność dąży do wykorzystania swoich zdolności i do szczęścia, czyli do człowieczeństwa, zgodnie z tym, jak te wartości pojmuje i jak to możliwe w danych okolicznościach. 

W innym miejscu zaś z całą stanowczością podkreśla: „Ludożerca w Nowej Zelandii i Fénelon, najpodlejszy Peszerej i Newton są stworzeniami należącymi do jednego i tego samego rodzaju”. Herder idzie dalej i krytykuje „europocentryczne” widzenie ludów pozaeuropejskich jako prymitywne czy dzikie. Potępia w związku z tym ekspansję kolonialną państw europejskich, która prowadziła do zniszczenia kultur miejscowych. Narody bowiem zostały stworzone po to, aby żyły obok siebie, a nie w tym celu, żeby jeden dominował nad drugim. 

Pojęcie człowieczeństwa ma jeszcze jedno znaczenie – etyczne. Otóż Herder uznaje je za rodzaj obowiązku moralnego. „Człowiek nigdy nie jest cały, jego egzystencja jest stawaniem się”, lecz nosi w sobie, ciemny jeszcze, obraz tego, „czym może i powinien być”, a na obraz ów składają się jego zdolności i talenty. Obowiązkiem jednostki jest rozjaśnienie, wykształcenie wszystkich rysów tego obrazu–formy, przełożenie formy na materię, jaką jest ona sama; wykorzystanie jak najlepiej swoich możliwości. Jednostka  ma obowiązek wykształcenia w sobie człowieczeństwa, lecz obowiązek ten nie ma nic wspólnego z przymusem, gdyż jego „jarzmo jest słodkie a brzemię lekkie, jeśli przywyknąć do tego”. Człowieczeństwo jest koniecznością człowieka, lecz koniecznością, która przyniesie mu prawdziwą szczęśliwość.


Może to Herder, a może to cytaty z Jana, hę? 

Niemieckie imię Johann odpowiada polskiemu imieniu Jan.
Pochodzenie: hebrajskie (Jehochanan – „Bóg jest łaskawy”)

w dodatku w tekście dostrzegam pewne rebusy na temat "koła" i Jana... czytajmy dalej, to bardzo ciekawe...


Według R. Wisberta człowieczeństwo w koncepcji Herdera jest „wątkiem przewodnim w wyjaśnianiu świata i działań w obrębie historii. (...) Nie jest ono niczym innym, jak tylko wykładnią ludzkości, jakiej sama ona dokonuje w otwartej perspektywie dziejów i która objawia się w coraz to nowych (...) postaciach. Każda epoka jest w stanie wzbogacić tę paletę wzorców”. Ramowe warunki realizacji Humanität tworzy Bógnatura („Najwyższe Dobro”). Ona też wyznacza sam ostateczny cel historii i człowieka, zgodna z dobrą w istocie naturą człowieka, będącą odbiciem natury jako takiej i jej częścią, dlatego też Herder może stwierdzić, że dzieje to „pochód Boga poprzez narody”. 

Podmiotem historii jest zawsze jednostka, ale jednostka w ramach wspólnoty, albowiem zdaniem myśliciela z Morąga człowiek jest zawsze istotą społeczną.
["Polacy to indywidualiści" wmawiają wam redaktorzy - przy każdej okazji traktujący Was jak dzieci... - MS] 

Nie może on działać poza społecznością, przez całe swoje istnienie – od narodzin po śmierć – jest członkiem jakiejś wspólnoty – rodziny, plemienia, społeczeństwa, narodu. 

W niej podlega nieustannemu wychowaniu: „Cała struktura człowieczeństwa w człowieku, dzięki duchowym narodzinom, dzięki wychowaniu pozostaje w związku z rodzicami, nauczycielami, przyjaciółmi, ze wszystkimi okolicznościami własnego życia, a więc i z jego narodem i przodkami, a nawet z całym rodem ludzkim, łączącym się jakimkolwiek ogniwem z jedną z jego sił duchowych”.

Społeczeństwo przypomina organizm w procesie ciągłego rozwoju, składa się ono z poszczególnych osób, lecz nie da się do nich sprowadzić, jak żywy organizm nie jest tylko sumą składających się nań elementów. 
Jednakże pojedynczy człowiek ma wartość nie ze względu na wspólnotę, do której przynależy, ale ze względu na niego samego, ma bowiem niepowtarzalne zdolności. W interesie społeczności jest, aby te indywidualne talenty rozwijał, osiągając przez to maksymalny stopień człowieczeństwa, na jaki może się wznieść.

Nie można więc Herdera uznać za antyindywidualistę (w jego pismach o literaturze wielką rolę odgrywa pojęcie autora–geniusza, odrzucającego w swej twórczości sztywne klasyczne kanony; jednakże jak zauważa Tomasz Namowicz: „Geniusza tworzy umiejętność wczucia się w ducha epoki i narodu, a nie anarchia w zakresie kanonów estetycznych i zasad etycznych”).  
Najważniejsza wspólnota to naród. On bowiem jest czynnikiem historiotwórczym. 

[...]

Myśl zawsze jest w jakimś języku, nawet gdy nie jest wypowiedziana. Język niewypowiadany – język duszy – został stworzony przez ludzi przed językiem mówionym. Ten ostatni zaś jest przekazywany przez rodziców dzieciom – z pokolenia na pokolenie. Język wyznacza sposób, w jaki się myśli. Zatem naród – posiadający jeden język – jest wspólnotą ludzi myślących w ten sam sposób. 

Wedle Herdera kultura, drugi składnik duszy narodu, jest to „tradycja wychowania człowieka w kierunku jakiejkolwiek postaci szczęśliwości ludzkiej i ludzkiego trybu życia”. 
Wszystkie ludy są każdy na swój sposób – kulturalne, ale różni je stopień rozwoju kultury. O kulturze narodu decyduje przekazywana z pokolenia na pokolenia tradycja: „Jeżeli człowiek żyje między ludźmi, nie może uciec przed tą kształtującą czy zniekształcającą kulturą: tradycja narzuca mu się, formując jego umysł, kształtując jego członki”. 

Tak! Dokładnie, jeśli nie ma dobrej kultury w kraju, to znaczy, że jest kultura zła - zniekształcająca. Promująca np. pijaństwo, narkotyki, przestępczość, wulgarność, agresję, niesłowność, nierzetelność, brak szacunku... - MS

Naród zatem ma być kategorią jednoczącą rozbite społeczeństwo.

I znowu za mną jakby powtarza:

Więcej nawet – czasem Herder uważa za jeden naród (lud czy też wspólnotę etniczną) wszystkich Słowian, mimo wyraźnych odmienności etnicznych i zamieszkiwania w wielu państwach, a zatem Herderowskie pojęcie narodu ma też taki wariant, w którym ma ono szersze znaczenie, niż zazwyczaj przypisuje mu się obecnie. Poza tym autor ten podkreśla to, co narodom jest wspólne, a nie to, co je różni, a tą wspólną cechą jest „jednolity ludzki rozum”. Pisze też o „dziejach ducha ludzkiego”, a także „wzajemnej miłości narodów” i „prawie międzynarodowym”, do których zmierza historia kontynentu europejskiego.

Wszystkie kultury wyrastają z jednego pnia. Są one niczym konary, które pną się w górę, a gdy osiągną maksymalny rozmiar, muszą uschnąć. Zanim jednak uschną, przekazują swoje siły witalne nowym, wyrastającym z nich gałęziom, które będą się piąć ku słońcu, jak najwyżej zdołają. Ten ciągły wzrost sprawia, że czubek drzewa znajduje się coraz wyżej.

Kultura pojedynczego narodu przeżywa swój własny, przebiegający koliście, cykl powstania, rozwoju, rozkwitu, schyłku i upadku, stając się czymś na podobieństwo ogniwa łańcucha. Jednak jej wartości i dziedzictwo nie upadają razem z nią. Są bowiem przekazywane dalszym ogniwom tegoż łańcucha. Każda z kultur odziedziczyła coś po poprzednich i każda też pozostawi coś następnym. Herder używa tutaj takich pojęć, jak transmisja, przekształcenie, przejście, dług czy wreszcie wymieszanie - to jak opis Wędrującej Cywilizacji Śmierci - MS

O ile bowiem naród jest „organizmem naturalnym”, o tyle państwo jest „jednostką sztuczną”. 

znowu ja! - MS

Państwa po okresie rozwoju upadają, narody zaś – nawet upadające – trwają dłużej niż państwa. Herder krytykował współczesne państwa, twierdząc, że niekorzystnie wpływają na rozwój charakteru narodowego i indywidualność ludzi. Przeciwstawiał się przy tym idei, że państwo może być zbudowane na sile czy przemocy (powinno bowiem być „państwem humanitarnym”). Państwo umożliwia co prawda rozwijanie rzemiosła, handlu i sztuk, ale zabiera więcej, niż daje w zamian. Szczególnie zaś negatywnie wypowiadał się o pruskich – „kapralskich”, jak je określał – metodach rządzenia.

Herder sprzeciwiał się istnieniu wielkich imperiów, w których połączone zostały pod jednym panowaniem różne ludy. Takie twory, które nazywa „maszynami państwowymi”, są nienaturalne, ponieważ nie posiadają charakteru narodowego, i nie mogą przetrwać długo42.

- podobnie o maszynie, która mieli ludzi 24h na dobę pisałem nie raz... - MS

Gdy chodzi o ustroje państw, najmniej krytycznie oceniał konstytucyjną – opartą na powszechnych prawach – monarchię, pozytywnie wyrażał się o brytyjskim parlamentaryzmie, natomiast odrzucał despotyzm i demokrację. Tej ostatniej nie uważał za dobry ustrój, ponieważ twierdził, iż nieuświadomione masy ludu nie powinny brać udziału w sprawowaniu rządów

brakuje nam szerokich mas świadomych politycznie, doinformowanych, interesujących się i życiem lokalnym społeczności i ogólnopolskim - myślę, że harcerstwo powinno być obowiązkowe - w jakiejś formie - i właśnie tam dzieci i młodzież trzeba oswajać i przyuczać do aktywności społecznej i politycznej - tylko tak sobie poradzimy z systemem potajemnie sterowanym - MS

Ogólnie pogląd Herdera na temat roli i znaczenia państwa wyraża się następująco: im lepiej działa państwo, im bardziej oparte jest na zasadach rozumu i sprawiedliwości (co oznacza także, iż człowiek ma być celem, a nie tylko środkiem do realizacji celów państwa), tym bardziej jego istnienie przyczynia się do realizacji ideału człowieczeństwa.

no i znowu ja - "petent to nie klient!" - państwo jest dla nas, a nie my dla państwa, przepisy są do regulowania ruchu, a nie do łapanek na ludzi i karania mandatami - MS

To jest naprawdę ciekawe, że ja mam zupełnie podobne widzenie tych spraw, a  przecież żadnym filozofem nie jestem - tylko obserwatorem rzeczywistości.
Tak, to mi bardzo przypomina moje widzenie początków świata, wydaje się, że to z Jana są te zasady i mądrości....  to nie byłby pierwszy przypadek, kiedy niemcy lub Wędrująca Cywilizacja Śmierci kradły coś z przeszłości i sprzedawały jako swoją twórczość. Najpierw podstawiony typ drukuje janową "filozofię" jako swoją, a później drugi podstawiony typ - Hitler - odwracając jej poszczególne znaczenia, realizuje plan podboju.

Mówiłem, że te krzyżackie metody muszą być gdzieś opisane...

Jak wiecie uważam, że technologia, jaką posiadamy jest niemożliwa do osiągnięcia w społeczeństwach jakie mamy na Ziemi - tak naprawdę - opartych o agresję i przemoc.
Zanim ludzie sięgnęli by gwiazd - wcześniej doszłoby do wzajemnego wyrezania się.


"Otóż w dziejach zło (siła niszcząca) może zapanować jedynie chwilowo, gdyż w końcu zniszczy („pochłonie”) samo siebie"


Ludzkość wyraźnie nie jest gotowa na to, by bawić się smartfonami, ani innymi diabelskimi wynalazkami, jak bomby czy telewizja... Ta technologia, którą mamy -  wywodzi się z zasobów Jana, pochodzi od społeczeństwa opartego o pokój, wzajemny respekt i szacunek - czyli jak to mówią "oświeceni" masoni: braterstwie ludzi...

Niemcy budując UE budują fałszywe Królestwo Niebieskie, na wzór tego, które wcześniej obalili, stąd KOŁO na fladze UE oraz oczywiście zbieranie wszystkich Europejczyków pod jedną władzą i urabianie wszystkich na jedną modłę...


https://maciejsynak.blogspot.com/2021/08/hyperborea-czyli-polska.html

Multi-kulti to nic innego jak wynarodowienie: "naród, któremu odbierze się kulturę, wkrótce przestanie być narodem", czyli wymazanie dotychczasowych przekonań ludzi na swój własny temat.

Europa (i cały ówczesny świat) przed tysiącami lat zasiedlona była przez jeden lud, który mówił tym samym językiem, ten lud można by nazwać: Ludzie. 

Lud ten w ramach podboju został zantagonizowany, wymazano mu historię, zniekształcono -  zmieniono język i podzielono na odrębne - często wrogie sobie kraje. A teraz, jak już wymazano z kart historii - i z pamięci ludzkiej - fakt istnienia Jana, który ten świat budował, niemcy  - a może i inna jakaś sitwa... mają w planie zająć jego miejsce i korzystając z zagarniętej technologii Jana - zdobyć władzę nad wszystkimi ludźmi na planecie.


Europa w roku 1444 - drobne pańsetwka na zachodzie to pozostałość po podboju Słowiańszczyzny - są to nagrody dla najemników....


Tymczasem w Polsce niszczy się kulturę polską, sekuje na każdym poziomie, propaguje się multi- kulti łącznie z umiłowaniem niemczyzny, albo akcentowaniem niemczyzny ukrytej pod fasadą takich nazw jak: Prusy, Mazurzy, Kaszuby czy Śląsk...


Ai:

Główne założenia ducha patriotyzmu według Herdera można ująć w następujących punktach:

- Oparcie na języku i kulturze: Prawdziwy patriotyzm przejawia się w pielęgnowaniu rodzimej mowy, poezji, pieśni oraz obyczajów. Język nie jest tylko narzędziem komunikacji, ale „organem myśli” i skarbnicą zbiorowej pamięci narodu.
- Brak agresji i szowinizmu: Patriotyzm herderowski ma charakter głęboko humanistyczny, pacyfistyczny i pluralistyczny. Kochanie własnego narodu nie oznacza nienawiści do innych. Herder potępiał imperializm i podboje, uważając, że każdy naród ma równe prawo do rozwoju swojej unikalnej tożsamości. 
- Wspólnota ogólnoludzka: Miłość do ojczyzny stanowi u niego szczebel do miłości całej ludzkości (Humanität). Narody są jak instrumenty w jednej wielkiej orkiestrze świata – każdy ma do zagrania własną, niepowtarzalną melodię.
- Krytyka ślepego naśladownictwa: Prawdziwy duch patriotyczny odrzuca bezkrytyczne kopiowanie obcych wzorców (w czasach Herdera dotyczyło to m.in. fascynacji elit kulturą francuską). Filozof wzywał do powrotu do „korzeni”, czyli kultury ludowej, która zachowała największą czystość i pierwotną energię.

I dokładnie na odwrót postępują różni kodownicy, działacze i redaktóry:

- kaleczą język i niszczą kulturę wysoką 
- rośnie opresyjność władzy wobec "zwyczajnego" obywatela - nie tylko odnośnie przepisów ruchu drogowego, ale prawa w ogóle, szczególnie podatkowego i egzekucyjnego, terroryzuje się ludzi "prawami lgitd", lekarz od milionów nawet nie był przesłuchany, a rolnika za zaoranie asfaltu od razu ponieśli w kajdany...
- miłość do ojczyzny zastępuje się: masowym obrzydzaniem Polaków Polakom, np. w RFNFM odbywa się to w cyklicznym codziennym programie
- od 35 lat skutecznie kopiuje się zachodnie obyczaje, głównie poprzez media - króluje u nas zachodnia muzyka niskiej jakości, język pełen jest anglicyzmów, a cyfryzacja potęguje ten stan, w ostatnich dniach szczytem tego absurdu wydaje się pani od englisz nowomowy....
 

Tak idee, które wyżej zacytowałem, a głoszone przez Herdera, są piękne i godne urzeczywistnienia, sądzę jednak, że ich publikacja miała inny charakter - tak naprawdę chodziło o upublicznienie tych pism idei, aby każdy niemiec miał do nich swobodny dostęp i chętni naocznie mogli studiować, oficjalnie (dwuznacznie) o nich między sobą rozmawiać, jakie metody (odwracając Herdera) stosować w polityce i walce ze Słowianami.

Już w poprzednim poście o Muzeum w Morągu zwracałem uwagę:
"Wygląda na to, że faktycznie - pisma Herdera wpłynęły na powstanie (?)  i rozwój nazimu jako specyficznej formy niemieckiego nacjonalizmu.
Uwagi Herdera zastosowano do opracowywania metod podboju kulturalnego.
Niewykluczone, że Gramsci także korzystał z jego pism."

Podobieństwo owych cytatów - Hitlera i Herdera:  
"naród, któremu odbierze się kulturę, wkrótce przestanie być narodem"
"ten, kto utracił ducha patriotycznego, traci siebie i całe światy wokół siebie"

jeszcze bardziej przekonuje mnie do tego przekonuje.

Stawiam tezę, że książka Mein Kampf Adolfa Hitlera oparta jest na pismach Herdera - na przepisaniu jego filozofii, być może w postaci odwróconej - naukowcy powinni zbadać tę kwestię. 


Po to książka Hitlera jest zakazana, żeby nikt się nie zorientował, że rzeczy tam opisane na co dzień funkcjonują w mediach i polityce "europejskiej"...



Wtedy, w 2024 roku, zastanawiałem się nad celowością zmiany nazwy Muzeum - starałem się nie przesądzać i nie krytykować za bardzo tej decyzji, znajdując w niej plusy:
"Na podstawie spostrzeżeń z tego posta na pewno można powiedzieć, że rezygnacja z J. G. Herdegera jako patrona Muzeum to bardzo dobry ruch. Widać, że ta postać źle zapisała się w historii Polski, ale oczywiście trzeba by przeprowadzić sumienne badania, by to jednoznacznie wykazać, a przynajmniej - wzmocnić poszlaki uwidocznione powyżej przeze mnie."


I w tym roku taka sytuacja:




Z komentarzy wynika, że impreza przed laty miała większy rozmach:





Jak wspomniałem  - idee niemieckiego filozofa z Morąga wymienione w tym poście są piękne i godne urzeczywistnienia, jednak ze względu na niejednoznaczność tej postaci, zbieżność tych ideii z moim wyobrażeniem o "janowych" początkach ludzkości na ziemi (a więc podejrzenie o ich "zapożyczeniu" z nieoficjalnego utajnionego źródła) i fakt iż ich publikacja mogła mieć inny charakter - optowałbym za stopniowym albo zdecydowanym wygaszaniem imprez poświęconych Herderowi.





naród, któremu odbierze się kulturę, wkrótce przestanie być narodem

dlatego od 35 lat nie ma polskiej kultury w polskich mediach "na pełen etat"



z jakiejkolwiek przyczyny kraj został zniszczony, to budynki, które nie tworzą potęgi wroga, takie jak świątynie, nagrobki, gmachy publiczne, wszelkie dzieła odznaczające się swym pięknem, powinny być oszczędzone


Kultura polska to potężną broń Polaków - podobnie jak demografia














https://maciejsynak.blogspot.com/2024/12/muzeum-prus-gornych-w-moragu-nie-mowiem.html
https://maciejsynak.blogspot.com/2021/08/hyperborea-czyli-polska.html


https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/zbrodnie-niemieckie/75823,Grabiez-dobr-kultury-w-czasie-II-wojny-swiatowej-jako-zbrodnia-wojenna-Aspekty-p.html

https://nck.pl/kordegarda/wystawy/utracone-odzyskane-z-kolekcji-goluchowskiej
https://regionwielkopolska.pl/artykuly-dzieje-wielkopolski/wazy-z-goluchowa/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Patriotyzm


Piotr Szymaniec Pojęcie narodu w filozofii dziejów Johanna Gottfrieda Herdera:
https://repozytorium.uni.wroc.pl/Content/29199
Wrocławskie Studia Erazmiańskie. Zeszyty Studenckie” (Acta Studentium, t. I)

https://www.google.com/search?q=ducha+patriotyzmu%2C+wg+herdera&oq=ducha+patriotyzmu%2C+wg+herdera+&gs_lcrp=EgZjaHJvbWUyBggAEEUYOTIHCAEQABjvBTIKCAIQABiiBBiJBTIHCAMQABjvBTIHCAQQABjvBTIKCAUQABiiBBiJBdIBCDM1NTFqMGo3qAIIsAIB8QV7pZYmOtSRH_EFe6WWJjrUkR8&sourceid=chrome&source=chrome.ob&ie=UTF-8#sv=CBASpxgK_xcKBtrZ29IPABL0Fwq5BQq2BbrZ29IPrwUKLmh0dHBzOi8vcmVwb3p5dG9yaXVtLnVuaS53cm9jLnBsL0NvbnRlbnQvMjkxOTkSKFJlcG96eXRvcml1bSBVbml3ZXJzeXRldHUgV3JvY8WCYXdza2llZ28azgRkYXRhOmltYWdlL3BuZztiYXNlNjQsaVZCT1J3MEtHZ29BQUFBTlNVaEVVZ0FBQUJ3QUFBQWNDQU1BQUFCRjB5K21BQUFBYkZCTVZFVkhjRXd6UEVNME5qd25iSDQwUFVRMFBVUTBQVVEwT0VFMFBVUTBQVVEwUFVRME9UazBQVVExTVQwMFBVUTBQVVFBNHJZQTNMWVpsT1lma1BVZ2p2b091c3dBMnJRZ2ovTWdqL1FCMmJRQTNMRWdqL01CMmJRWWg5d0IyYlFBc2JFRmViRUIyYlFnai9NQWRLczgvRnBWQUFBQUpIUlNUbE1BRmlrTGxmL2NNb2ZRYlQvMlVjS3lGSFZRaUh3ci85SC9ZZXZmOVA5ZS8vK1E3VXN2ZEdVakFBQUF4MGxFUVZSNEFhM09CWElBSVFBRXdVSDIzQ1h1K2Y4Zmc4VGQraFFHcXVDN2pEVlk2M2lYVjRGVThxNUs5ZjlHMjFTTmVUK2FRbEg3WHJTU3V1S0RHRklMTk8vRlJqSWZIcWlXNThQWXFmOHNObVJlQTFMTE00T0d4MlUrUFZuYm1uU2ducWlTYkg1Rm8rU0FRdklHRzBZaklLa3hycTJsaXNCMHlnb0NxM3NqMmFpb0luR0RncTdoVWRsYm5yUXZSdE9jT0dCWjEzVmJGNTdaRDVLZHc2Tm81WVhqRkUrMjFFNTU1U3pWOHhRWFhybUk3ZkxxM1kxd0hkdFZxRGVPdDZibE50cjVuanVuSFExR25YOFZld0FBQUFCSlJVNUVya0pnZ2c9PSABOAEKpwIKpALS2dvSD50CCj9Qb2rEmWNpZSBuYXJvZHUgdyBmaWxvem9maWkgZHppZWrDs3cgSm9oYW5uYSBHb3R0ZnJpZWRhIEhlcmRlcmESLmh0dHBzOi8vcmVwb3p5dG9yaXVtLnVuaS53cm9jLnBsL0NvbnRlbnQvMjkxOTkaqQF6ZGFuaWVtIHRlZ28gYXV0b3JhIHphcsOzd25vIHUgSGVyZGVyYSwgamFrIGkgQnJvZHppxYRza2llZ28gcGF0cmlvdHl6bSB1enVwZcWCbmlhbnkgYnnFgiBwcnpleiDigJ5wb2N6dWNpZSB3c3DDs2xub3R5IG9nw7Nsbm9sdWR6a2llauKAnS4gTmF0b21pYXN0IGtvbmNlcGNqYSBuYXJvZHUgLi4uCr0JCroJwtnb0g-zCRI_UG9qxJljaWUgbmFyb2R1IHcgZmlsb3pvZmlpIGR6aWVqw7N3IEpvaGFubmEgR290dGZyaWVkYSBIZXJkZXJhGrYDCi5odHRwczovL3JlcG96eXRvcml1bS51bmkud3JvYy5wbC9Db250ZW50LzI5MTk5EjtQb2rEmWNpZSBuYXJvZHUgdyBmaWxvem9maWkgZHppZWrDs3cgSm9oYW5uYSBHb3R0ZnJpZWRhIC4uLhqpAXpkYW5pZW0gdGVnbyBhdXRvcmEgemFyw7N3bm8gdSBIZXJkZXJhLCBqYWsgaSBCcm9kemnFhHNraWVnbyBwYXRyaW90eXptIHV6dXBlxYJuaWFueSBiecWCIHByemV6IOKAnnBvY3p1Y2llIHdzcMOzbG5vdHkgb2fDs2xub2x1ZHpraWVq4oCdLiBOYXRvbWlhc3Qga29uY2VwY2phIG5hcm9kdSAuLi4gASoCcGwyAlBMOhQqEm1zYXJnbzQ0QGdtYWlsLmNvbUIfL3M_dGJtPW1hcCZnc19yaT1tYXBzJnN1Z2dlc3Q9cEowQUY1dFNPNmFoN3Jmd21PNEwzaXJjQW1CTnVCYWgwSkVmQToxNzg4MDc0NTAyNzIyUihSZXBvenl0b3JpdW0gVW5pd2Vyc3l0ZXR1IFdyb2PFgmF3c2tpZWdvUnMYBSo_UG9qxJljaWUgbmFyb2R1IHcgZmlsb3pvZmlpIGR6aWVqw7N3IEpvaGFubmEgR290dGZyaWVkYSBIZXJkZXJhOi5odHRwczovL3JlcG96eXRvcml1bS51bmkud3JvYy5wbC9Db250ZW50LzI5MTk5cmcKLmh0dHBzOi8vcmVwb3p5dG9yaXVtLnVuaS53cm9jLnBsL0NvbnRlbnQvMjkxOTkoIzIzxblyw7NkxYJvOiBSZXBvenl0b3JpdW0gVW5pd2Vyc3l0ZXR1IFdyb2PFgmF3c2tpZWdvetgDGj9Qb2rEmWNpZSBuYXJvZHUgdyBmaWxvem9maWkgZHppZWrDs3cgSm9oYW5uYSBHb3R0ZnJpZWRhIEhlcmRlcmEiFndlYnJlc3VsdF9QM25kQXZFZ3Ewa0owAWDujwZqCk1TQUYgLSBTUlBy3gKqARBXRUJfUkVTVUxUX0lOTkVSsgE5Ci5odHRwczovL3JlcG96eXRvcml1bS51bmkud3JvYy5wbC9Db250ZW50LzI5MTk5EgNPRkYYACAA4gGLAgq8AXpkYW5pZW0gdGVnbyBhdXRvcmEgemFyw7N3bm8gdSA8Yj5IZXJkZXJhPC9iPiwgamFrIGkgQnJvZHppxYRza2llZ28gPGI-cGF0cmlvdHl6bTwvYj4gdXp1cGXFgm5pYW55IGJ5xYIgcHJ6ZXog4oCecG9jenVjaWUgd3Nww7Nsbm90eSBvZ8OzbG5vbHVkemtpZWrigJ0uIE5hdG9taWFzdCBrb25jZXBjamEgbmFyb2R1Jm5ic3A7Li4uEkZQb2rEmWNpZSBuYXJvZHUgdyBmaWxvem9maWkgZHppZWrDs3cgSm9oYW5uYSBHb3R0ZnJpZWRhIDxiPkhlcmRlcmE8L2I-GAAgEaABYsABAeABAegBAQrLBgrIBsrZ29IPwQYSmQYilgYvc2VhcmNoL2Fib3V0LXRoaXMtcmVzdWx0P29yaWdpbj13d3cuZ29vZ2xlLmNvbSZjcz0xJnJlcT1DaTVvZEhSd2N6b3ZMM0psY0c5NmVYUnZjbWwxYlM1MWJta3VkM0p2WXk1d2JDOURiMjUwWlc1MEx6STVNVGs1RWdRYUFnZ0FHdGNERWdBYUFDSUFLZ0F5QmdnQkVnSndiRG9BUWdRSUFSQUxTZ0JhQUhJQWVnQ0NRTE1EQ0FzUUFCZ0FJQUFxRWdvRlpIVmphR0VWN3Jlc1BSb0VaSFZqYUNvZUNndHdZWFJ5YVc5MGVYcHRkUlVBQUFBQUdncHdZWFJ5YVc5MGVYcHRLaDBLQW5kbkZRQUFBQUFhQjNkbFpNV0NkV2NhQ1hkcGEybHdaV1JwWVNvZkNnZG9aWEprWlhKaEZSYTRCa0FhQm1obGNtUmxjaG9IYUdWeVltVnlkREl1YUhSMGNITTZMeTl5WlhCdmVubDBiM0pwZFcwdWRXNXBMbmR5YjJNdWNHd3ZRMjl1ZEdWdWRDOHlPVEU1T1RwR1VHOXF4SmxqYVdVZ2JtRnliMlIxSUhjZ1ptbHNiM3B2Wm1scElHUjZhV1ZxdzdOM0lFcHZhR0Z1Ym1FZ1IyOTBkR1p5YVdWa1lTQThZajVJWlhKa1pYSmhQQzlpUGtLOEFYcGtZVzVwWlcwZ2RHVm5ieUJoZFhSdmNtRWdlbUZ5dzdOM2JtOGdkU0E4WWo1SVpYSmtaWEpoUEM5aVBpd2dhbUZySUdrZ1FuSnZaSHBweFlSemEybGxaMjhnUEdJLWNHRjBjbWx2ZEhsNmJUd3ZZajRnZFhwMWNHWEZnbTVwWVc1NUlHSjV4WUlnY0hKNlpYb2c0b0NlY0c5amVuVmphV1VnZDNOd3c3TnNibTkwZVNCdlo4T3piRzV2YkhWa2VtdHBaV3JpZ0owdUlFNWhkRzl0YVdGemRDQnJiMjVqWlhCamFtRWdibUZ5YjJSMUptNWljM0E3TGk0dUlnSVFBVWdCV0FCb0FBJmhsPXBsLVBMJmdsPVBMGhZodHRwczovL3d3dy5nb29nbGUuY29tWgBgAWgBcAB4AIoBABIjYXRyaXRlbS1fQnRxVGF2SFlHdXJ1d1BBUHFlM25xUWtfNTIYLyDzrM6dBA


http://www.dzielautracone.gov.pl/katalog-strat-wojennych - to 

rządowy portal Dzieła Utracone (podlegający pod Ministerstwo Kultury) korzysta z adresu http:// (nieszyfrowanego), zamiast nowoczesnego standardu https://.

1. Brak aktualnego certyfikatu SSL (Szyfrowania)
Serwis dzielautracone.gov.pl powstał wiele lat temu jako niezależna, dedykowana witryna. Choć jest to autentyczna, oficjalna baza danych MKiDN, jej konfiguracja techniczna nie została w pełni zmigrowana do nowej, jednolitej i szyfrowanej platformy rządowej (z końcówką .gov.pl/web/...). Gdy Twoja przeglądarka widzi brak protokołu HTTPS, uznaje, że połączenie może być podatne na podglądanie i wyświetla "czerwoną planszę" z ostrzeżeniem. 

2. Jak bezpiecznie wejść na tę stronę?
Strona jest w pełni bezpieczna pod kątem złośliwego oprogramowania – nie grozi Ci zainfekowanie komputera. Po prostu przesyłane dane nie są szyfrowane, co w przypadku przeglądania publicznego katalogu dzieł sztuki nie stanowi zagrożenia dla Twojej prywatności. Aby na nią wejść:Kliknij na ekranie błędu przycisk „Zaawansowane” (lub „Więcej informacji”).
Wybierz opcję „Otwórz stronę (niebezpieczną)” lub „Zignoruj ostrzeżenie i przejdź do witryny”.



https://www.ancestry.com/first-name-meaning/johann?geo-lang=pl

https://maciejsynak.blogspot.com/2024/03/zwyciestwo-bez-walki.html

polecam tag "kultura" na blogu


 



wtorek, 1 października 2024

Bank Angli sfinansował Hitlera. COOO??!!!!






przedruk
tłumaczenie automatyczne






Dan Diaconu: 

Dziwne ścieżki historii



To, co przedstawia się jako historię, jest fałszywe. Już to wiesz, stało się to powszechne. Tyle, że pomimo tego, że możemy się zgodzić z tym, że żyjemy w głębokim kłamstwie, wiele osób nie wie, gdzie szukać prawdy. I to nawet wtedy, gdy mamy dane przed oczami. Musimy tylko trochę otrząsnąć się z kurzu i mamy możliwość poznania prawdy. Albo zbliżyć się do niego.

Wielu normalnych ludzi po prostu nie rozumie, jak to się stało, że Hitler awansował tak szybko i tak wysoko. Pomyślmy o tym: Hitler stał się znany w 1924 roku, ale dopiero dziewięć lat później udało mu się przejąć władzę. Od czasu dojścia do władzy do popełnienia samobójstwa minęło 12 lat. Przejęte przez niego Niemcy były katastrofą gospodarczą, bez żadnych cech charakterystycznych dla w miarę normalnego kraju. Jednak w ciągu zaledwie 12 lat Hitlerowi udało się podnieść ją ekonomicznie i militarnie do poziomu, na którym do jej pokonania potrzebny był światowy sojusz. Czy to jednak nie dużo? Który człowiek byłby w stanie podnieść armię od zera do poziomu, na którym zrewolucjonizuje wojnę? Fakt, że Polacy wyszli z kawalerią, by stawić czoła niemieckim "czołgom", pokazuje niebywałą różnicę między Niemcami a innymi sąsiadami w tamtym czasie. Jak to się stało, że z dnia na dzień można było wziąć wszystko od zera i stać się wielką potęgą?

W biografii Hitlera jest sporo niewiadomych, na temat których toczyły się intensywne spekulacje. Na przykład, istnieje wiele głosów, które mówią o jego straszliwej przemianie, gdzieś przed początkiem jego błyskawicznego wzrostu. [??? opętanie? - MS] Nie będę się jednak odnosił do tamtych wydarzeń, bo nawet jeśli pojawią się świadectwa i pisma, to zostaną one obalone pozornie równie trudnymi "argumentami". W związku z tym pozostaniemy na terytorium pewnych faktów, które można dość solidnie udowodnić, za pomocą dokumentów, które ujrzały światło dzienne dopiero niedawno. A jeśli od czasu wojny nie zostały one upublicznione, jasne jest, że zrobiono to ze względów bezpieczeństwa. Strach przed potrząśnięciem przeszłością, a ponadto chęć zamaskowania prawdy o dojściu Hitlera do władzy, sprawiły, że do przestrzeni publicznej dopiero teraz wkraczają dokumenty, które odsłaniają przed nami prawdę. I tym razem też nie do końca!

Zacznijmy więc od roku 1932. To, co wiemy na pewno – także z oficjalnej historii – to to, że w 1932 r. partia nazistowska zdobyła najwięcej miejsc w Reichstagu, ale nie była w stanie stworzyć większości niezbędnej do dojścia do władzy. W lipcu 1932 roku, na podstawie wyników wyborów, Hitler bezpośrednio ubiegał się o stanowisko kanclerza, ale nie osiągnął żadnych rezultatów w negocjacjach z prezydentem Hindenburgiem. Tak więc nowa runda wyborów rozpoczyna się w listopadzie, kiedy to partia nazistowska – uwaga! – dostaje nieco mniej miejsc, malejąc o 4 proc. (z 37 proc. do 33 proc.). Prezydent forsuje i mianuje na stanowisko kanclerza Kurta von Schleichera, który zastąpił konserwatystę Franza von Papena. Wszystko jest zapisane w książce w oficjalnej historii. Pomija jednak epokowe wydarzenie, które miało miejsce na początku 1932 roku.

Otóż 4 stycznia 1932 roku dochodzi do spotkania Montagu Normana, prezesa Banku Anglii z Adolfem Hitlerem i... Franz von Papen Jaki jest cel spotkania? Finansowanie partii nazistowskiej! Brzmi niesamowicie, prawda? Ale to absolutna prawda. W spotkaniu uczestniczyli również wpływowi bracia Dulles (Allen i Foster). Są oni teraz mniej znani, ale wystarczy zrozumieć ich wpływ, jeśli powiem wam błahą sprawę: w 1953 roku Allen Dulles został piątym szefem CIA, po tym jak w 1951 roku został mianowany zastępcą szefa CIA. Dojście Allena Dullesa na stanowisko szefa CIA nastąpiło w wyniku politycznego trzęsienia ziemi, wywołanego w 1949 roku przez tzw. "Raport Dullesa-Jacksona" na temat Korei, raport, który doprowadził do upadku ówczesnego kierownictwa CIA. Dodałem to w nawiasie, żeby zrozumieć, że bracia Dulles mieli bezpośredni wpływ na amerykańską politykę.

Dziwaczność spotkania między Muntagu Normanem i braćmi Dulles z jednej strony, a Hitlerem i von Papenem z drugiej, musi dać nam do myślenia. Czego szukali obok prezesa Banku Narodowego, dwóch wpływowych amerykańskich polityków, którzy rozmawiali z niemieckim konserwatystą (von Papenem) i przedstawiciela partii, która miała zaledwie 18% głosów? Wiemy natomiast, że w czerwcu 1932 roku von Papen został kanclerzem Niemiec. Hitler czekał, po wspomnianym spotkaniu, rok, aby osiągnąć kluczowe stanowisko, do którego dążył. Dokładniej rzecz ujmując, 30 stycznia 1933 r. został mianowany kanclerzem [1933 to rok, kiedy Forster przystąpił do planu Stutthoff - MS] , po poparciu ... Franz von Papen, ten, który przekonał Hindenburga do mianowania go kanclerzem. Tylko, że przed tym wydarzeniem mamy jeszcze jedno tajne spotkanie, które również odbyło się w milczeniu. 14 stycznia 1933 roku odbyło się nowe spotkanie z udziałem barona Kurta von Schroedera, von Papena, Hitlera i jego doradcy ekonomicznego, Wilhelma Kepplera. 

Podczas tego spotkania sfinalizowano program gospodarczy Hitlera, dając zielone światło dla jego nominacji na kanclerza. Barona Kurta von Schroedera należy rozumieć jako ambasadora Anglo-Amerykanów z poprzedniego spotkania, a jego rolą było sfinalizowanie ostatecznych szczegółów poprzedniego porozumienia. 

Cały program rządu Hitlera został "wyciągnięty" za granicę, ponieważ zawierał masowe prywatyzacje i inne elementy, które obecnie widzimy wdrażane przez MFW. 

W rzeczywistości to, co musisz zrozumieć, to element, który jest oczywisty, ale na który oficjalna historia nie nalega: chociaż ZSRR i Niemcy są przedstawiane jako śmiertelni wrogowie, ideologia obu krajów była w dużej mierze taka sama.

Jedyna różnica między stalinowskim komunizmem a hitlerowskim faszyzmem polegała na kontroli własności: podczas gdy w bolszewickim ZSRR cała własność należała do państwa, w nazistowskich Niemczech cała własność była skoncentrowana w rękach prywatnych megakorporacji, które działały tak centralnie i planowo, jak komunistyczne przedsiębiorstwa Stalina.

Przyszedł czas na spotkanie z kolejną ciekawą postacią: Hjalmarem Schachtem. Mężczyzna był szefem Reichsbanku (niemieckiego banku centralnego) od 1923 do 1930 roku. Został ponownie zainwestowany przez Hitlera 17 marca 1933 roku. Zaczyna się robić ciekawie: ten, który finansowo rządził katastrofalnym losem Republiki Weimarskiej, zostaje mianowany przez Hitlera na najbardziej newralgiczne stanowisko w państwie, z celem podniesienia kraju. 

Trzeba znać jeszcze jeden szczegół: Schacht był bliskim przyjacielem Muntagu Normana, a przyjaźń ta wynikała również z przynależności tych dwóch do tego, co nazywam "ponadnarodową mafią"[Wędrująca Cywilizacja Śmierci, albo Światowa Sitwa ?  - MS]. Na razie mogę państwu powiedzieć, że po ponownym mianowaniu na stanowisko szefa Reichsbanku, Schaht został oficjalnie zaproszony do... USA, gdzie spotkał się z prezydentem Rooseveltem, a z amerykańskiej podróży nie wrócił z pustymi rękami, ale z pożyczkami w wysokości ponad 1 miliarda dolarów, co strasznie pomogło ustabilizować gospodarkę Niemiec! Rozumiecie więc, bez wątpienia, że cała kariera Hitlera była anglo-amerykańską sprawą wspieraną przez to, co nazywam "ponadnarodową mafią".

Nadszedł więc czas, aby cofnąć się w czasie do 1939 roku. Kiedy naziści zajęli Pragę, ich pierwszą wyprawą było... Bank Narodowy (to właśnie zrobili w Rumunii w czasie I wojny światowej, kiedy nakazali transfer rumuńskiego złota z Rosji do Niemiec!). Tutaj, pod groźbą użycia broni, kazali urzędnikom dokonać dwóch transferów. Pierwszy przelew polegał na przeniesieniu 23,1 ton złota posiadanego przez Bank Republiki Czeskiej na rachunek Banku Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) na rachunek BIS Reichsbanku. Konta BIS znajdowały się fizycznie w Londynie, a złoto było zdeponowane w Banku Anglii. Drugi rozkaz wysłany przez czeskich urzędników pod groźbą śmierci dotyczył przeniesienia 27 ton złota – tym razem z konta otwartego w Banku Anglii – na konto Reichsbanku otwarte w tej samej instytucji. Innymi słowy, zlecenia polegają na przeniesieniu ilości złota de facto do wewnątrz Banku Anglii.

Kwestia przeniesienia złota przybrała nieprzyjemny obrót. Jeśli chodzi o złoto znajdujące się w depozycie BIS, to zostało ono płynnie przetransferowane na konto Reichsbanku, czyli Niemiec. Jednak gdy złoto znajdowało się w posiadaniu Banku Anglii, sprawy stały się siarkowe, ponieważ kilku polityków wkroczyło do akcji i wywołało skandal. Nawet Churchill publicznie zastanawiał się, jak rząd może domagać się poboru obywateli, skoro Bank Anglii akceptuje tak dziwne posunięcie finansowania hitlerowskich nazistów. I tak złoto trzymane na rachunkach BIS zostało przeniesione, podczas gdy złoto trzymane w Banku Anglii zostało zablokowane w wyniku energicznej interwencji angielskich polityków. W tym przypadku sytuacja była wręcz komiczna, ponieważ Czechosłowacja umieściła część złota w BIS, ponieważ była przekonana, że biorąc pod uwagę neutralny status tej instytucji, złoto tam umieszczone będzie bezpieczne.

To, czego Czesi nie wiedzieli i czego świat nie wie do dziś, to jak powstał BIS. Jeśli spojrzysz na ich romantyczną historię, okaże się, że BIS pojawił się jako konieczność i inne bla-bla. Niesłusznie, towarzysze! Projekt Banku Banków Centralnych był starszy, ale za każdym razem politycy sprzeciwiali się podporządkowaniu działalności ich banków narodowych przez instytucję zewnętrzną. Po I wojnie światowej, aby ułatwić powstanie BIS, mówiło się o instytucji, za pośrednictwem której miałyby być wypłacane reparacje wojenne. W lipcu 1927 r. gdzieś na Long Island odbyło się spotkanie zerowego stopnia, w małym gronie, na którym parafowano utworzenie BIS. Wzięli w nim udział: Montagu Norman, Benjamin Strong (szef Fedu), Hjalmar Schacht i Charles Rist (zastępca prezesa Banku Francji). Podam Wam jeszcze jedną ciekawą informację: Montagu Norman był ojcem chrzestnym jednego z wnuków Schachta. Czy widzisz, jak mały jest świat?

W rzeczywistości rola Schachta w architekturze władzy nazistowskiej polegała na nadzorowaniu realizacji planu. Ale plany Hitlera nie szły w tym samym kierunku, tak jak plany Stalina nie szły w kierunku wyznaczonym przez międzynarodową mafię. Schacht był nie tylko szefem Banku Centralnego Niemiec (w latach 1933-1939), ale także ministrem gospodarki w latach 1934-1937! Zmierzch Schachta w obszarze władzy nazistowskiej nastąpił w momencie, gdy Hitler podjął decyzję o dozbrojeniu Niemiec. Stanowiąc pogwałcenie zobowiązań, które prawdopodobnie wziął na siebie Hitler, Hjalmar Schacht zareagował i w związku z tym został odwołany ze stanowiska szefa Reichsbanku. Mimo to pozostał na stanowisku ministra bez teki do 1943 roku.

Wróćmy teraz do BIS-u. Naziści uważali tę strukturę za "swój bank", za pośrednictwem którego przeprowadzano wiele operacji państwa niemieckiego pod przywództwem Hitlera. Wiadomo bowiem, że po wojnie Hjalmar Schacht został oskarżony o zbrodnie wojenne. Mimo stawianych mu zarzutów wykazywał się niezwykłym dystansem. Co więcej, mówi się, że Schacht powiedział innym oskarżonym bankierom: "Nie martwcie się, ci ludzie nie wieszają bankierów!". Zmarł spokojnie, w 1970 roku, w swoim łóżku, nie ruszając niczego z jego integralności.

W rzeczywistości nie miał się czego obawiać, biorąc pod uwagę, że BIS, przy współudziale Schachta, finansował również wysiłek wojenny Anglii. Jak? Reichsbank nie wstrzymał wypłat odsetek na rzecz BIS, więc pieniądze Niemiec poszły w formie dywidend, które zbierali akcjonariusze. A udziałowcami byli Anglicy, Francuzi i Amerykanie.

Aby lepiej zrozumieć fenomen Hitlera, muszę przedstawić wam inną postać, a mianowicie Thomasa Harringtona McKittricka. Osoba ta była prezesem BIS w czasie II wojny światowej. Chociaż McKittrick był czołowym bankierem, w rzeczywistości był marionetką w rękach Allena Dullesa, swojego prawdziwego szefa z operacyjnego punktu widzenia. Jego działalność na szczycie BIS była dziwna, jeśli spojrzeć na nią z zewnątrz. McKittrick był w stałym kontakcie z wielkimi niemieckimi biznesmenami, tymi, którzy utrzymywali machinę wojenną Hitlera. Jednak za pośrednictwem "interfejsu McKittricka" – który w rzeczywistości był nadzorowany w swojej pracy przez Departament Stanu – położono podwaliny pod powojenne ustalenia. Niemieccy biznesmeni otrzymali pewien immunitet, jeśli grają tak, jak są rozgrywani. W rzeczywistości relacje McKitricka z Emilem Puhlem, który został skazany w Norymberdze za zbrodnie wojenne, ale kilka miesięcy później (21 grudnia 1949 roku) został zwolniony za ... dobre zachowanie. Ahhhh, co Hjalmar Schacht powiedział o bankierach?

Uważnie studiując dokumenty znajdujące się w szarej strefie działania, odkrywamy, że cała działalność Hitlera była starannie nadzorowana przez aliantów. Jest – jak wspomniałem na początku artykułu – sporo danych na temat niesamowitej przemiany Hitlera, dokonanej przez tajemnicze postacie w niejasnym do dziś kontekście. Możemy to zignorować, ale nie możemy ignorować elementów, które wyglądają jak kawałki układanki. Niewielu rozumie dziś stawkę traktatu podpisanego przez Titulescu z ZSRR, podobnie jak niewielu rozumie stawkę sojuszu francusko-sowieckiego. Któż teraz rozumie znaczenie gorzkiego proroctwa Petaina "Nous ne tarderons pas à le regretter" ("Wkrótce będziemy tego żałować"), po parafowaniu paktu o wzajemnej pomocy między Francją a Związkiem Radzieckim i sposobie, w jaki ten dokument, na który dziś już się nie nalega, naruszył kruchą równowagę po pierwszej wojnie światowej?

Czy to nie dziwne, że po zakończeniu II wojny światowej wciąż istnieją tajne dokumenty, których struktury wywiadowcze nie ujawniają? 

Wiemy już wystarczająco dobrze, w jaki sposób Wall Street sfinansowała tak zwaną rewolucję bolszewicką (w rzeczywistości zamach stanu, finansowany z książki). Dowody, które wciąż wychodzą na światło dzienne, sugerują, że nazizm był finansowany w ten sam sposób. 

W ten sposób dwie przeciwstawne ideologie – z marksizmem jako punktem wyjścia i Wall Street jako podstawą finansową – stworzyły historię XX wieku. A najdziwniejsze jest to, że dla pragmatycznych amerykańskich biznesmenów rzucanie dużych pieniędzy na "ruchy rewolucyjne o nieoczekiwanym zakończeniu" jest szaleństwem nieuzasadnionym przez żadne podstawy ekonomiczne. A jednak dowody wskazują na to, że te środki finansowe zostały zrealizowane. Jaki był tego powód? To są dziwne ścieżki historii.

Być może skusiłabym się na myślenie – jak sugeruje oficjalna historia – że ruchy te należy rozpatrywać w pewnym kontekście i że nie powinniśmy ich kwalifikować jako źródeł pierwotnych. Po prostu, widząc upór, z jakim USA finansują ukraiński nazizm, widząc absolutnie obrzydliwy sposób, w jaki ignoruje się symbole i ideologie, na których opiera się walka Ukraińców z Rosjanami, nie mogę nie patrzeć przez pryzmat dowodów, które wciąż wychodzą na światło dzienne. Nawet jeśli minęło już tyle czasu, nawet jeśli ten obszar jest nadal zamazany przez brakujące elementy, nie oznacza to, że powinniśmy ignorować elementy, które dopiero teraz wychodzą na światło dzienne. W istocie, biorąc pod uwagę wydłużony czas, w którym byli przetrzymywani "w więzieniu", nadszedł czas, aby poświęcić im należytą uwagę i z chłodną oceną tego, co się stało.




Autor: Dan Diaconu



poniedziałek, 22 maja 2023

Poparcie Niemców dla II Wojny Światowej




przedruk




Niemiecki historyk:

Niemcy w zdecydowanej większości do końca popierali wojnę




Niemcy nawet jeśli nie w pełni popierali narodowy socjalizm czy Hitlera, do końca w zdecydowanej większości popierali wojnę – mówi prof. Thomas Weber, niemiecki historyk wykładający na Uniwersytecie w Aberdeen.


Wyjaśnia, że bardzo trudno jest mierzyć poziom niemieckiego poparcia, bo trzeba to rozdzielić na trzy elementy – poparcie dla narodowego socjalizmu, dla Hitlera i dla prowadzenia wojny – które często były zbieżne, ale nie zawsze.


– Było wielu Niemców, którzy uważali, że narodowy socjalizm jest trochę dziwaczny, ale Hitler jest wspaniały. Inni mówili: nie jesteśmy całym sercem za narodowym socjalizmem ani za Hitlerem, ale wciąż popieramy wojnę – mówi Weber.

Jego zdaniem, z tych trzech elementów poparcie dla wojny było najwyższe, szczególnie pod koniec II wojny światowej.


– Jeśli spojrzymy na drugą połowę wojny, jak wytłumaczymy ciągłe zaangażowanie tak wielu Niemców w wojnę? Można wprawdzie wskazać na dyscyplinę i surowość represji, ale nie sądzę, żeby to było wyjaśnieniem. Jak wytłumaczyć, że ostatni rok wojny był najkrwawszy? W ostatnim roku w walkach zginęło tyle samo ludzi, co przez wszystkie poprzednie lata na europejskim teatrze działań wojennych. Gdyby Niemcy prowadzili wojnę niechętnie, z pewnością w tym momencie po prostu by się poddali, zamiast dalej umierać – wskazuje historyk.

Ale zwraca uwagę, że powszechne poparcie dla wojny narodziło się dopiero w jej trakcie.

Wyjaśnił, że w odróżnieniu od 1914 r., gdy w Niemczech istniało silne przekonanie, iż wojna będzie dobra dla kraju, przed II wojną światową nie było pragnienia wojny; Hitler był postrzegany jako ktoś, kto poprawił sytuację Niemiec, zerwał z postanowieniami traktatu wersalskiego, ale uczynił to bez wojny.

– Kiedy pierwsze kampanie wojenne przebiegały dobrze z niemieckiej perspektywy, ludzie zaczęli popierać ten wysiłek wojenny, a naziści zaczęli „sprzedawać” wojnę na dwa sposoby. Swoim zakorzenionym zwolennikom – jako narodowo-socjalistyczną wojnę, jako niemal europejską wojnę przeciw zagrożeniu ze strony międzynarodowego żydostwa, w eschatologiczno-apokaliptyczny sposób, że tylko jeśli ta wojna zostanie wygrana, Europa może zostać ocalona, a może nastąpić odkupienie – mówił historyk.

– Tym, którzy nie byli ideologicznie zwolennikami Trzeciej Rzeszy, przedstawiali ją, szczególnie gdy wojna już nie szła tak dobrze, w tradycyjny sposób, jako narodową wojnę w celu przetrwania. Mimo że w oczywisty sposób to Niemcy były agresorem, zdołali to przedstawić jako wojnę defensywną, gdzie Niemcy musiały po prostu dokonać wyprzedzającego ataku – wskazał.

Jeśli chodzi o stopień poparcia dla narodowego socjalizmu, Weber zwraca uwagę, że stosunkowo łatwo to mierzyć do 1933 r. – liczbą głosów oddawanych w wyborach na NSDAP, ale w kolejnych latach staje się to coraz trudniejsze.

– Problem w tym, że większość twierdzeń o powszechnym poparciu dla Hitlera opiera się na dowodach, które naziści sami stworzyli – wyborach, w których można było głosować tylko tak lub nie czy wielotysięcznych wiecach – mówił.

– Myślę, że wszyscy zgadzają się co do tego, że poparcie w 1938 r. było wyższe niż w 1933 r., ale czy było wyższe o 50, 80 czy 100 proc., trudno powiedzieć – ocenił.

Jak dodaje, jeszcze trudniejsza ta ocena staje się po wybuchu wojny, bo dochodzi wspomniany przed chwilą czynnik poparcia dla wojny.


Weber wskazuje, że mierzenie poparcia dla nazistów liczbą członków NSDAP jest niewłaściwe, bo to pomija okoliczności w danym momencie. Jak wyjaśnia, do 1933 r. do partii nazistowskiej mógł wstąpić praktycznie każdy, ale po przejęciu władzy, w obawie przed napływem oportunistów, przyjmowanie nowych członków zostało praktycznie wstrzymane na kilka lat.

Później były fale, gdy partia otwierała lub zamykała swoje szeregi. Z kolei pod koniec wojny NSDAP wręcz zachęcała, by wstępować, co miało podbudowywać morale wobec pogarszającej się dla Niemców sytuacji na froncie.


Historyk przyznał, że biorąc pod uwagę powszechność poparcia Niemców dla narodowego socjalizmu czy wojny, słowa takie jak wypowiedziane przez kanclerza Olafa Scholza w rocznicę zakończenia II wojny światowej to tym, że „8 maja 1945 r. Niemcy i świat zostały wyzwolone od nazizmu”, mogą brzmieć dziwnie, choć niekoniecznie oznacza to sugerowanie, iż niemal wszyscy Niemcy przeciwstawiali się nazistom.

Zwrócił uwagę, że do lat 80. w Niemczech o końcu wojny mówiono jako o porażce, a zaczęło się to zmieniać od przemówienia prezydenta Richarda von Weizsaeckera w 1985 r., który powiedział, że było to zarazem wyzwolenie się Niemiec od dyktatury.

Weber dodał, że w Niemczech wyraźnie brakuje prób spojrzenia na wojnę z polskiej perspektywy.


– Myślę, że jednym z problemów jest to, że Niemcy nigdy tak naprawdę nie zastanawiali się wystarczająco nad tym jak wojna wpłynęła na Polskę ani jak wpływa na dzisiejsze pokolenia Polaków. Cały czas padają słowa, że musimy wyciągnąć wnioski z przeszłości, upewnić się, że to się nigdy nie powtórzy, i dlatego nigdy nie możemy występować przeciwko Rosji i tak dalej. Ale podobnego myślenia nie ma w stosunku do Polski czy Ukrainy – podkreślił.




Olaf Scholz o wyzwoleniu Niemiec. Historyk: Niemcy w większości popierali wojnę - tvp.info


Niemiecki historyk: Niemcy w zdecydowanej większości do końca popierali wojnę. Słowa kanclerza Scholza o wyzwoleniu brzmią dziwnie | Polska Agencja Prasowa SA (pap.pl)







niedziela, 22 marca 2020

Wilczy Szaniec na Ukrainie






Na Ukrainie oczywiście nie będą w stanie zignorować 75. rocznicy zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, choć nazywają ten dzień „po europejsku” - „końcem wojny w Europie”. Będą jednak obchodzić to osobliwie. Na tle „dekomunizacji” pojawiają się nowe symbole. Na przykład „pamięć podręczna Hitlera”.
Według publikacji Segodnya.ru traktat, w którym znajdowała się kwatera Hitlera podczas faszystowskiej okupacji, zostanie przekształcony w miejsce masowej „pielgrzymki” na Ukrainie.
Obiekt ten został zbudowany w pobliżu wsi Striżhavka, osiem kilometrów od Winnicy, w latach 1941–1942. Co więcej, budowę prowadzili w „szokującym tempie” siły jeńców wojennych, które według różnych źródeł wjechały od 4 do 14 tysięcy osób. Ponadto przywieziono tu dużą liczbę inżynierów fortyfikacyjnych, a także elektryków, instalatorów, inżynierów ciepła, geologów, budowniczych metra, budowniczych mostów i stolarzy.
Mieszkańcy eksmitowali mieszkańców pobliskich wiosek, aw promieniu pięciu kilometrów rozmieszczono różne schronienia i stanowiska obserwacyjne. Pracownicy i specjaliści zbudowali tutaj 7-piętrowy podziemny bunkier. W budynku wykonano młyny żelbetowe o grubości 3 metrów.
Po całkowitym zbudowaniu bunkra wszyscy uczestnicy budowy zostali rozstrzelani. Nazwali obiekt „Kwatera Główna Hitlera„ Wilkołakiem ”. Hitler przyjechał tutaj. Mówią, że to tutaj podjął decyzje, takie jak ataki na Stalingrad i Kursk. Po odwrocie Niemcy wysadzili bunkier, więc dziś„ kwatera główna ”jest tylko betonem i wzmocnieniem .
Postanowili „przywrócić” ten obiekt na Ukrainie przy użyciu technologii rzeczywistości rozszerzonej. Organizatorzy tego „kompleksu” liczą na to, że „kwatera Hitlera” przyciągnie tutaj turystów.
Większość ukraińskich robotników muzealnych inspiruje fakt, że w miejscu „kołka” znajdowała się kiedyś pogańska świątynia, a miejsce, w którym zbudowano bunkier, było znane wśród mieszkańców. Dlatego uważa się, że „kompleks muzealny”, który zostanie tu odbudowany, będzie bardzo popularny wśród fanów Fuhrera, a także neo-pogan lub ezoteryków.
W „nieformalnych rozmowach” pracownicy „kompleksu” przyznają, że takie „przygotowanie do 75. rocznicy zwycięstwa” nie wywołuje entuzjazmu, usprawiedliwiają się jednak: „Takie instalacje, taki czas”.




środa, 3 maja 2017

W Jedlince trwa budowa pociągu Hitlera





2017-04-26, Aktualizacja: 2017-04-28 11:58 źródło: Panorama Wałbrzysk



W Jedlince trwa budowa pociągu Hitlera. Nie będą promować nazizmu tylko pokażą jego zbrodnicze oblicze.

W Jedlince trwa budowa pociągu Hitlera. Za pałacem Jedlinka w Jedlinie-Zdroju w ekspresowym niemal tempie trwa budowa wagonów kolejowych - artyleryjskiego i konferencyjnego, które będą wiernymi kopiami wagonów wchodzących w skład pociągu specjalnego „Amerika”. Po wypowiedzeniu wojny Stanom Zjednoczonym przez III Rzeszę został on przemianowany na „Brandenburg”. Był to pociąg specjalny Adolfa Hitlera i jego licznej świty, którym przemierzał m.in. terytorium Polski w trakcie kampanii wrześniowej 1939 roku.

W poprzednim wydaniu „Panoramy Wałbrzyskiej” jako pierwsi informowaliśmy o przystąpieniu do budowy obu wagonów. Tutaj dostępny jest artykuł na ten temat. Od tej pory o sprawie zrobiło się głośno w kraju za sprawą mediów ogólnopolskich. W ciągu tygodnia zaszły również wielkie zmiany na terenie inwestycji. Na torowisku za pałacem Jedlinka, gdzie jeszcze kilka dni temu stały tylko cztery osie do wagonu konferencyjnego został zbudowany szkielet wagonu artyleryjskiego. Elementy konstrukcji obu wagonów zostały wycięte z drewna sprowadzonego z Niemiec w zakładzie Rafała Orłowskiego w Jedlinie-Zdroju.

– Elementy zostały wycięte na podstawie przygotowanego projektu, który jest odwzorowaniem konstrukcji oryginalnych wagonów „Ameriki” – mówi Łukasz Kazek, konsultant historyczny przy budowie wagonów. – Szkielet wagonu artyleryjskiego został zbudowany ze 150 elementów, natomiast wagon konferencyjny zostanie zbudowany z 297 elementów.

Do pałacu Jedlinka przywieziono już wiele elementów wyposażenia przyszłego wagonu konferencyjnego, m.in. reflektory, czy w pełni sprawny telefon Siemensa - identyczny jak ten, który był na wyposażeniu oryginału. Przedmioty zostały zakupione przez Radosława Ledę, właściciela pałacu Jedlinka na aukcjach. Dokonał już także zakupu mebli do wagonu, które odpowiadają wyglądem oryginałom. Całość ma być bowiem wiernie odtworzona w najdrobniejszych detalach. Wszystko dzięki współpracy z historykiem Sławomirem Oxeniusem, który pomaga Radosławowi Ledzie w badaniach archiwów niemieckich m.in. zasobów Muzeum Deutsche Bahn.

– Jedna rzecz będzie różniła oryginalne wagony pociągu „Amerika” od naszych kopii. To specjalnie przygotowana wystawa na zewnątrz i wewnątrz wagonów – wyjaśnia Radosław Leda, właściciel pałacu Jedlinka. – Nasze przedsięwzięcie nie jest bowiem propagowaniem nazizmu. Turyści dowiedzą się z wystawy o udziale niemieckich kolei w zbrodniczym systemie III Rzeszy. O tym, że SS płaciło im 2 fenigi za transport dorosłego więźnia na odcinku 1 km do obozu zagłady, 1 feniga za nastolatka, a dzieci transportowały za darmo. Nie zabraknie także informacji o przygotowywanym przez żołnierzy AK zamachu na pociąg Adolfa Hitlera.

Wpływ na decyzję o budowie przy pałacu Jedlinka replik dwóch wagonów ze składu „Ameriki” miało kilka czynników. Spekulacje, że realizowany przez Niemców projekt Riese w pobliskim zamku Książ w Wałbrzychu oraz na terenie Walimia i Głuszycy miał na celu budowę kwatery Hitlera oraz jego licznego sztabu. Pałac Jedlinka był wówczas siedzibą paramilitarnej Organizacji Todt, która nadzorowała realizację projektu Riese. Kolejne elementy, które przyczyniły się do decyzji o budowie wagonów, to istniejący pomiędzy Wałbrzychem i Jedliną-Zdrój podwójny tunel kolejowy, który doskonale nadawał się na schron dla pociągów specjalnych. Ostatnim czynnikiem jest sprawa tzw. „złotego pociągu”, która zwróciła na Wałbrzych uwagę całego świata.

Wagony mają być gotowe i udostępnione do zwiedzania w czerwcu. Ustalony został także cennik za możliwość obejrzenia nowej prezentacji przy pałacu Jedlinka, która znajdzie się za wysokim ogrodzeniem. Bilet normalny 10 zł, bilet ulgowy 8 zł, natomiast dla grup zorganizowanych powyżej 25 osób bilet w cenie 7 zł.


http://walbrzych.naszemiasto.pl/artykul/w-jedlince-trwa-budowa-pociagu-hitlera-zdjecia,4097666,artgal,t,id,tm.html

środa, 23 listopada 2016

Każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia Europy



„Każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia Europy”. O skandalu w Niemczech, czyli z czego finansowano „pierwsze państwo opiekuńcze na ziemi”



w II wojna światowa/Recenzje/Zagranica 

 JOANNA MIESZKO-WIÓRKIEWICZ: – Pańska książka, w której opisuje pan detalicznie, dlaczego Niemcy byli tak wierni Hitlerowi, mianowicie: bo dzięki niemu mogli obrabować Europę, wzbudza od kilku miesięcy w Niemczech ogromne echo. Przy czym echo to rozlega się raczej w mediach. Tzw. „zwykli Niemcy” jeszcze nie rozklejają za panem listów gończych, ale może chociaż Krupp, Flick i Thyssen zaprosili pana w nagrodę do swoich rad nadzorczych? Pan ich odciąża od win za drugą wojnę – jednocześnie obciążając w stopniu dotąd niespotykanym niemieckie społeczeństwo.
GÖTZ ALY: – To wszystko, co napisałem, nie oznacza, że Flick jest niewinny. Głównym motywem, który towarzyszył mi w pracy nad tą książką, jest dotychczasowa kłamliwa redukcja winy.
Była to tak wielka zbrodnia, która odbyła się przy tak masowym poparciu, że to oczywiste, iż później jej uczestnicy obmyślali sobie różne strategie obrony.
Główna z nich głosiła, że Hitler był chory. Ja dzieciństwo spędziłem w Stuttgarcie i pierwsza rzecz, jakiej dowiedziałem się o czasach nazizmu, było to, że Hitler był szaleńcem i tocząc pianę z dzikim rykiem wgryzał się we własny dywan. Psychopata. To była taka nasza strategia obronna w latach 50. i 60. W NRD ogłoszono po prostu: „Kapitał monopolowy to nie my”. I umyli ręce. Przestępcy – to byli zawsze inni. W żadnym wypadku ktoś z NRD.
A że w pierwszym parlamencie NRD ponad 70 proc. posłów stanowili byli żołnierze i oficerowie Wehrmachtu – to była tajemnica poliszynela i absolutne tabu.
Najcudowniej było i jest w Austrii. W Polsce przecież dobrze wiadomo, jaką rolę odgrywali Austriacy w czasie okupacji. Ale oni powiedzieli sobie i światu: No, przecież my byliśmy pierwszymi ofiarami… Im więcej upływa lat, im większy jest dystans do tamtych czasów, tym więcej możemy o tym mówić, ale też i tym dokładniej je badać. Bo właśnie przez to, ile dystansu czasowego potrzebujemy, widać najwyraźniej, jak straszne były to zbrodnie. Reżym Ulbrichta w NRD, stalinizm w Rosji, Polsce czy na Węgrzech – wszystko to były straszne czasy. Ale w kontekście hitleryzmu oczywiście mają inną wagę. To jest historia i na ten temat nikt się dzisiaj nie spiera. Weźmy na przykład Adenauera. Adenauer stanowi w ludzkiej świadomości odleglejszą historię aniżeli Hitler. Era Adenauera legła gdzieś na dnie historycznej szafy.

– Spiera się pan więc z wieloma historykami w prasie, w telewizji, na spotkaniach o hitleryzm. Kiedy w neoliberalnym tygodniku „Der Spiegel” zarzucono panu w recenzji o tej książce „mentalnie ograniczony materializm” wzbudziło to moją wesołość. Ale z prawa czy z lewa tenor wypowiedzi na ten temat właściwie jest ten sam: pan zredukował ten okres historii Niemiec do ekstremalnego materializmu. Odarł pan poczynania Niemców – od samych dołów do samej góry – z wszelkiej ideologii, choćby antysemityzmu, i sprowadził ich pan do roli nienasyconych rabusiów. Według mnie jest to zarzut o wiele cięższy niż wszelkie teorie rasistowskie razem wzięte. Sama się zawahałam czytając pewien fragment w pana książce, gdzie pisze pan o KONIECZNOŚCI sprowokowania wojny przez reżym Hitlera.

Götz Aly
Götz Aly
GÖTZ ALY: – Nie wiem, jak wy w Polsce nazywacie to, co my określamy „metodą kuli śnieżnej”: ktoś dostaje pieniądze, na które składają się ci, co właśnie się dołączyli i też chcą dostać pieniądze. Dostaną, jeżeli znajdą innych dawców. Ci na samym dole piramidy niczego już nie dostaną, ale pomimo to uczestniczą w systemie w nadziei, że i im się uda coś zgarnąć. Rozwija się więc swego rodzaju popęd spekulacyjny. I to stanowiło według mnie zarodek tamtego systemu – ta niesamowita mobilizacja całego społeczeństwa i ta nieustanna ekspansja, co w sumie konsolidowało całą tę machinę. A ekspansja oznacza nic innego, jak wojnę.

Mogę to pani opowiedzieć na przykładzie kariery mojego ojca: nie był to żaden straszny nazi. Choćby z powodu tego szczególnego nazwiska dawno byłoby wiadomo, gdyby tak było. Urodził się w 1912 jako piąte dziecko w rodzinie profesora. Świadomie przeżył kryzys światowy. Jako jedyny z rodzeństwa nie mógł studiować, bo nie było już na to pieniędzy, więc został handlowcem. Dokładnie mówiąc, w fabryce guzików. Była to jednak dla niego społeczna degradacja. W 1935-36 powrócił do Niemiec kraj Saary. I wtedy jeden z jego przyjaciół powiedział mu: ”Słuchaj, my tam stwarzamy sieć domów kultury Hitlerjugend. Potrzebujemy kogoś, kto to poprowadzi od strony organizacyjnej”. Pojechał tam i już pierwszego dnia dostał samochód Daimler-Benz z kierowcą. Na weekendy mógł go również prywatnie używać. Miał wtedy 23 lata. Kiedy przyrównamy to do dzisiejszych standardów, to jest to tak, jakby dostał samolot do własnego użytku. Pamiętajmy, że Niemcy były wtedy bardzo biedne.
No, i tak to przedsięwzięcie zaczęło ekspandować. Doszła do tego część Bawarii, a potem, po zajęciu Francji, jeszcze Lotaryngia, gdzie byli rozmaici folksdojcze, młodzież z niemieckich rodzin etc. Po wybuchu wojny był tylko krótko żołnierzem. Szybko został odkomenderowany do poprzedniego zajęcia. W tym czasie poznał moją matkę, świeżo upieczoną maturzystkę. W 1942 roku się pobrali. Krótko przedtem, na spacerze w parku pałacowym w Nymphenburg koło Monachium zapytał ją, co sądzi o przeprowadzce na wschód gdyby został naczelnym burmistrzem Saratowa. Miał 28 lat, ona była 10 lat młodsza. Saratow – miasto leżące w regionie ówczesnych Niemców zawołżańskich – nigdy nie został zdobyty, po drodze był bowiem Stalingrad. Ale proszę sobie to uświadomić: oni już wszędzie w Europie rozdzielali między siebie stanowiska. A w wieku 28 lat jest się nawet według dzisiejszych norm bardzo młodym. W każdym razie do tego nie doszło. Zamiast burmistrzowskiego stołka musiał zatroszczyć się o dzieci z bombardowanych przez aliantów miast. Zorganizował dla 50 tysięcy dzieci z Zagłębia Ruhry pobyt do końca wojny w tzw. Sudetenland, czyli w Czechach, korzystając przy tym z czeskiego personelu. Trwało to prawie dwa lata. I to było jego największym sukcesem życiowym. Potem był już tylko skromnym handlowcem. Oczywiście, zawsze powtarzał, że nie miał z tymi zbrodniami nic do czynienia i że nigdy nie miał nic przeciwko Czechom. Z kolei moja matka pochodziła z rodziny nieślubnie urodzonego chłopa. Ich małżeństwo byłoby w 1912, w 1922, a nawet w 1932 roku nie do pomyślenia. A jeśli – to byłby to absolutny mezalians z wszelkimi konsekwencjami. Mobilizacja społeczeństwa przez narodowych socjalistów oznaczała wymieszanie klas. To było dla większości społeczeństwa bardzo atrakcyjne. I te biografie moich rodziców pokazują, co się właściwie działo: socjalizm narodowy przemawiał przede wszystkim do młodych. I to poza ideologią, nienawiścią rasową etc.
To była rewolta młodych. Proszę zwrócić uwagę, że oprócz samego Hitlera i Goeringa wszyscy ci czołowi naziści byli bardzo młodzi. Tuż przed trzydziestką lub tuż po trzydziestce. Nagle zdobywali tak niesłychaną władzę, wpływy i bogactwo. Przeważnie pochodzili z ubogich rodzin, byli więc niesłychanie umotywowani. Często nie mieli specjalnie wysokiego wykształcenia, czyli że jedynym źródłem ich satysfakcji była bezwzględna władza. Szczególnie im dalej było od Berlina, tym bardziej tę władzę wykorzystywano. Siedziby gauleiterów to były bajkowo urządzone pałace. Opisuję w mojej książce przykłady tej niesłychanej korupcji m.in. na terenach Ukrainy.
– Czyli doszło do specyficznych społecznych zmian, które we Francji możliwe były już kilkadziesiąt lat wcześniej dzięki rewolucji francuskiej?

GÖTZ ALY: – Tyle że w dzisiejszej Francji czy Wielkiej Brytanii wymieszanie klas jest o wiele bardziej ograniczone aniżeli w Niemczech. Oczywiście, największą mobilizację społeczną przyniosła sama wojna oraz wysiedlenia.
Pan twierdzi w swojej książce, że wojna była jedynym wyjściem z sytuacji bez wyjścia, w jaką wpędził się rząd Hitlera. Chodziło przede wszystkim o finansowanie państwa i jego niebywałych socjalnych reform. A tymczasem istnieją niepodważalne fakty historyczne, bardzo dobrze udokumentowane, które twierdzą, że wojna była celem samym w sobie jeszcze na długo przed Hitlerem. Czy zna pan książkę Wojna generałów Carla Dircksa i Karl-Heinza Janssena? Wstrząsająca. Przyniosłam ją Panu, proszę zobaczyć, jest bardzo cienka i też są w niej – podobnie jak u pana – prawie wyłącznie liczby.
– Nie, nie znam jej…
GÖTZ ALY: – Do mitów założycielskich Bundesrepubliki należy m.in. mit niepokalanego Wehrmachtu, który wbrew woli jego generałów został zmuszony do wojny przez Hitlera. Tymczasem Carl Dirks z pomocą Janssena z tygodnika „Die Zeit” w oparciu o znalezione przez siebie na strychu dokumenty archiwalne udowadnia, że już od 1923 roku w największej tajemnicy kilkunastu oficerów tzw. Reichswehry bardzo precyzyjnie obliczało i montowało fundamenty pod przyszłą siłę Wehrmachtu. Już w 1932 roku Niemcy znajdowały się na drodze do państwa militarnego, a w 1933 Wehrmacht z radością powitał Hitlera i narodowych socjalistów. Plany z lat 1923-5 zakładały siłę Wehrmachtu na 2,8 milionów pod wodzą 252 generałów. I tak też dokładnie było w momencie napaści na Polskę we wrześniu 1939. Z dokumentów wynika, że to ci – znani dzięki tej publikacji z imienia i nazwiska „spiskowcy” wymyślili tzw. milicję ludową – wiadomo: układ wersalski zmuszał do nadzwyczajnej ostrożności – która przerodziła się wkrótce potem w SA. Na długo zanim Hitler miał coś nakazywać, plany napaści na Zachód i Wschód Europy leżały gotowe w szufladach. Wygląda na to, że spotkały się – nazwijmy to sarkastyczne, lecz precyzyjnie – grupy interesów. Przy dzisiejszym stanie naszej wiedzy na ten temat powtarzanie niczym mantry zdania „To nie my, to Hitler” nie robi chyba na nikim poza Niemcami specjalnie wrażenia…
– Tego także ja nie twierdzę. Większość niemieckiej inteligencji w latach 1920-40 zajmował głównie temat: „Jak zrobić to następnym razem lepiej?”. I to we wszelkich dziedzinach. Mówię o tym w swojej książce. I kiedy człowiek tak to zsumuje, to to ma swoją wymowę. Na przykład: jak to urządzić z pieniędzmi podczas wojny. W latach 20-tych powstało na ten temat mnóstwo naukowych dysertacji. Albo: jak to było z głodem podczas I wojny światowej. Ten temat też był rozpracowany naukowo i dlatego reżym żywieniowy w czasie II wojny funkcjonował w przeważającym stopniu na zasadzie wyzysku. Ale zadziałał także system zmian w sposobie odżywiania.
– Ma pan na myśli narodowy Eintopfsonntag – niedzielę z Eintopfem? Lubecki narodowy czy wręcz zwykły kapuśniak, który cały naród pałaszował pokornie w niedzielę? A Hitler z Goebbelsem kazali się przy ulicznych kotłach z Eintopfem fotografować w heroicznych pozach?
GÖTZ ALY: – Faktycznie wzrósł procent potraw wegetariańskich. Forsowano taki styl z powodów czysto ekonomicznych. To było, wiadomo, już od czasów pierwszej wojny. Do produkcji 1 kilograma mięsa potrzeba 5 kilo zboża. Kilo mięsa zaspokoi głód może dwóch osób, ale 5 kilo zboża wykarmi co najmniej pięć osób. Wszystko to przygotowywano systematycznie. Do tych i innych zagadnień powstawały w okresie międzywojennym wyczerpujące opracowania naukowe. Także do sposobu prowadzenia wojny w jak najbardziej jednoznacznym sensie. Na przykład słynna książka Erwina Rommla Piechota naciera z 1937 roku – suma jego praktycznego doświadczenia jako oficera sztabowego w pierwszej wojnie, doświadczenia, które jest po dziś dzień aktualne. Dla całego otoczenia Hitlera i jego samego druga wojna światowa miała być tylko przedłużeniem pierwszej po dłuższym, niż to zwykle bywa, zawieszeniu broni i reorganizacji. Hitler powtarzał: „Chodzi nam o zakończenie wojny”. Miał na myśli oczywiście pierwszą wojnę.
– Wojna światowa to nie jest indywidualne przedsięwzięcie pojedynczych państw, można się przecież łatwo przy tym wzbogacić. Pan – jako historyk – wie to lepiej ode mnie, ale i dziś nie jest inaczej niż w przeszłości. W końcu wojen na świecie nie brakuje. Ale mam na myśli źródła mówiące o finansowaniu przemysłu ciężkiego Niemiec przez zagraniczne banki, w tym szczególnie amerykańskie. Sferę koncernów i banków zostawił pan w swojej książce przezornie na boku. Komu bał się pan narazić?
GÖTZ ALY: – Na ten temat mówiło się i pisało przez cały czas bardzo dużo. Że Henry Ford sympatyzował z Hitlerem, że Rockefeller Foundation wspierał niemieckich rasistów, że niemiecki przemysł wspierał reżym Hitlera. Ja skupiłem się dla odmiany na czym innym. Mianowicie, jak w takim szaleńczym przedsięwzięciu utrzymana zostaje stabilność wewnętrzna. Trzeba sobie to uzmysłowić: pierwsze dwa lata potrzebowano na konsolidację, ostatnie dwa lata to była opóźniania klęska. Czyli praktycznie naziści mieli osiem lat czasu, by dokonać tego, czego dokonali. Dzisiaj przez ten okres nie da się przeprowadzić jednej małej reformy podatkowej, nie wspominając o wschodnich landach, które dołączyły do Bundesrepubliki dwa razy tak dawno. A więc ten niesamowity rozmach, to wielkie wyładowanie atmosferyczne – jak się okazało, potwornie niszczycielskie – musiały mieć taką siłę przyciągania, że ludzie do tego lgnęli.

– Jeżeli dobrze pana rozumiem, to te wiwatujące masy, które widać na kronikach filmowych z tamtego okresu, te wyciągnięte w hitlerowskim geście pozdrowienia setki tysięcy rąk – wszystko to jest ustawione? Manipulowane? Ci ludzie cieszyli się tylko z tego, że mogą sobie lepiej pożyć, lepiej pojeść, ubierać się we włoskie garnitury, jedwabie, nylonowe pończochy i francuskie garsonki od Chanel? A Żydzi, Cyganie, Polacy, Rosjanie byli im kompletnie obojętni pod warunkiem, że dali sobie odebrać złoto i futra? Nie było w tych masach nienawiści, tylko oportunizm?
GÖTZ ALY: – Te wiwatujące masy to są czyste filmy propagandowe. Takie filmy kręcono nie tylko za Stalina w Związku Radzieckim, takie filmy powstawały również w latach 50-tych w Polsce. Przecież masy wiwatowały również na Placu Czerwonym czy na Placu Defilad w Warszawie. Nie miało to jednak wiele wspólnego z rzeczywistością. Te sceny spod Pałacu Sportów w Berlinie, kiedy Goebbels krzyczy: „Czego chcecie: masła czy armat?!” A tłum odpowiada rykiem: „Aaarmat!” – to wszystko była zainscenizowana propaganda. Kiedy wybuchała druga wojna, Niemcy jako naród byli potwornie przestraszeni. Nie było zachwytu z powodu wybuchu wojny. Dla odmiany przez pierwsze 6 miesięcy pierwszej wojny Niemcy byli w narodowej euforii. Natomiast kiedy napadem na Polskę zaczęła się druga wojna – nie było społecznej akceptacji dla tej ofensywy.
– Tego od pana nie kupię. Czytałam i słyszałam dosyć wypowiedzi, m.in. byłego prezydenta RFN – Richarda von Weizsäckera, który sam był żołnierzem, o tym, jak głęboko wierzono, że Polacy są ich arcywrogami, a tereny wcielone po Wersalu do Polski muszą zostać odebrane. Oraz, że dynamicznie rozwijający się dzięki zdrowej żywności i gimnastyce jasnowłosy i błękitnooki naród aryjskich panów potrzebuje przestrzeni do życia na wschodzie. Weizsäcker powiedział, że dopiero gdy jego brat padł w kilka dni po rozpoczęciu wojny gdzieś w zachodniej Polsce, to wtedy dopiero naszły go przemyślenia. Ale nie co do sensu tej wyprawy, tylko co do sensu wojny jako takiej. Wierzę, że – tak jak pan opisuje – w tym rauszu nagłego bogacenia się, rozdrapywania majątku żydowskich sąsiadów – wielu nie zauważyło nawet, że Niemcy napadły na Polskę. Ale niezależnie od prawdziwych celów, doprawioną na ostro ideologią przesiąknęło wielu. Zbyt wielu.
GÖTZ ALY: – Nie zamierzam wcale zaprzeczać, że niezależnie od poglądów politycznych wielu głęboko w to wszystko wierzyło. W końcu to się trzyma do dzisiaj – to poczucie niesprawiedliwości z Trianon. Pomimo to nie było wówczas zachwytu z powodu rozwoju sytuacji. Nie było na dworcach kobiet wymachujących kwiatami na pożegnanie żołnierzy jadących na front. I tym właśnie zajmuję się w swojej książce: w jaki sposób ówczesny rząd zainteresował społeczeństwo tą wojną, przekonał je do niej. Tym bardziej że od razu na początku było wiadomo, iż będzie to wojna toczona na dwóch frontach. Lęk społeczeństwa został, co prawda na krótko, przełamany zwycięstwem nad Francją.
– Opisuje pan, jak reformami społecznymi, ułatwieniami podatkowymi etc. rząd Hitlera przekonywał społeczeństwo do swojej polityki. Ale opisuje pan również z wieloma szczegółami ten niesamowity podwójny rabunek, jaki miał miejsce w całej Europie: oficjalnie – do kasy państwa, choć i to wymknęło się szybko spod kontroli, i nieoficjalnie – na własną rękę.
GÖTZ ALY: – Moi czytelnicy przysyłają mi rozmaite dowody tego, co się działo. Na przykład tu mam taki list pisany przez pewnego żołnierza z Paryża 19 stycznia 1942:
Drodzy Rodzice i Rodzeństwo! Dzięki za list z 14 stycznia. Rozglądałem się za tymi butami, ale można je dostać tylko na talon. Zobaczę, czy mi się uda jeden skombinować. Kiedy dostanę żołd, wyślę wam butelkę rumu. Zapakuję dobrze w gazety, żeby doszła cało. Pończochy kosztują 8 Reichsmark i mają być podobno z jedwabiu, ale czy to naprawdę jedwab, nie wiem. Mam je kupić? Dziś wysłałem wam paczkę: pół kilo orzechów, z których 4 zjadłem, butelkę wody do włosów, dwie kostki mydła, pasta do zębów, grzebień, pasek i krawat dla taty oraz 3,5 metra materiału. Dałem sobie zrobić zdjęcie. Jeżeli dobrze wyjdzie, to każę powiększyć do rozmiarów 30X44 cm i w kolorze. Oczywiście to kosztuje, ale co tam !Inaczej pieniądze pójdą na piwo. Tu w Paryżu mamy specjalne miejsca dla żołnierzy: kina, kawiarnie i teatry, gdzie ceny są niskie. To są najlepsze kina, kawiarnie i teatry Paryża-meble i boazerie z drzewa dębowego i czerwonego pluszu. Jedzenie mamy niezłe, ale za mało. Nie mogę pisać o tym więcej, żeby nie oskarżono mnie o bunt. (…) Kończę i pozdrawiam Was. Wasz Hermann.
– Pisze pan o tym, jak odpowiednimi przepisami i dzięki podwyżce żołdu kupiono entuzjazm armii…
GÖTZ ALY: – Podczas pierwszej wojny żołnierze i ich rodziny byli bardzo źle potraktowani przez rząd. 21 lat później wszystkie te błędy naprawiono z nawiązką. Poborowi i oficerowie otrzymali nie tylko podwyżki żołdu, ale daleko idącą pomoc „mającą utrzymać uprzedni poziom życia”; rząd spłacał za nich pobrane uprzednio kredyty, w tym nawet kredyty budowlane i obciążenia hipoteczne, ubezpieczenia,a nawet abonamenty za zamówione wcześniej gazety. Rodziny żołnierzy również dostawały znaczną pomoc. Wszystkie urzędy zostały odgórnie zobowiązane do tego by szybko i niebiurokratycznie „umacniać dobry nastrój narodu, w pierwszym rzędzie szerokich mas ludowych”. W październiku 1939 gazety doniosły, że na żądanie Goeringa „narodowosocjalistyczny rząd uwalnia wszystkich żołnierzy na froncie od troski o rodziny”. Co znaczyło, że oprócz wszelkich apanaży, ubezpieczeń społecznych, przydziałów węgla i kartofli oraz rozlicznych przywilejów także czynsz został całkowicie przejęty przez państwo. Tym sposobem kupiono serca pozostałych w domu kobiet: żon, sióstr i matek żołnierzy. Tym bardziej że żołnierzom ma froncie wypłacano 15 proc. żołdu netto, a całą resztę wskazanym przez nich członkom rodziny. Spowodowało to nagłą niezależność kobiet, bo żony i matki dysponowały w ten sposób pozostałymi 85 proc., czyli w praktyce niezłą gotówką i nie musiały się ze sposobu jej wydawania tłumaczyć. Do tego rząd płacił za wszystkie ekstra wydatki, np. za sprzątaczki lub opiekę do dzieci wielodzietnych rodzinach, a nawet kosztowne wykształcenie dzieci. Tym sposobem biedne do niedawna robotnice nie musiały iść do fabryki. Zamiast tego szły do fryzjera. Według danych liczbowych rodziny niemieckich żołnierzy otrzymywały prawie dwa razy tyle netto, co rodziny amerykańskich lub brytyjskich żołnierzy. Ten rodzaj polityczno-socjalnego przekupstwa trzymał mocno w garści ludowe państwo Hitlera.
– Człowiek własnym oczom nie wierzy czytając cytowane przez pana uzupełnienia do rozporządzenia samego Goeringa w sprawie nieograniczonej ilości bagaży, które miał prawo przewozić osobiście żołnierz lub oficer,czyli tego wszystkiego, czego nie chciał z obawy powierzyć poczcie polowej. Otóż mówi się tam, że żołnierz ma prawo mieć ze sobą tyle bagażu, ile zdoła udźwignąć bez korzystania z rozmaitych troków, pasków i rzemyków. Skoro zaistniała potrzeba aż takiego uzupełnienia, to łatwo wyobrazić sobie, co się działo…
– Oficjalnie na początku wojny każdy niemiecki żołnierz mógł otrzymać pocztą polową z domu 50 Reichsmark, wkrótce 100. Do tego przed Bożym Narodzeniem miał prawo dostać z domu dodatkowo 200 Reichsmark po to, by mógł kupić „porządne prezenty”.
Kwatermistrz stacjonujących w Belgii sił Wehrmachtu tak pisał w swoim raporcie: „Trzeba nadmienić, że z tego powodu grozi całkowite opróżnienie miejscowego rynku”. Żołnierze stacjonujący w Holandii mogli wydać dodatkowo 1000 Reichsmark (dziś byłaby to równowartość 10 tysięcy euro) w miesiącu. Tyle oficjalnie. Nieoficjalnie mógł każdy żołnierz przywieźć sobie z przepustki w domu tyle gotówki, ile tylko chciał lub mógł. Bardzo szybko przestano to na granicy sprawdzać. Gotówka ta była zamieniana na miejscową walutę, a za tej pomocą wykupywano wszystko do cna. Zamówienia przychodziły z domu i adresatami milionów paczek przechodzących przez pocztę polową były głównie kobiety.
Jeszcze dzisiaj postarzałym oczy lśnią na wspomnienie wszystkich tych wspaniałości: buty z Afryki Północnej, szampan, aksamit i jedwab z Francji, likiery, kawa i tytoń z Grecji, miód i boczek z Rosji, śledzie całymi beczkami z Norwegii (trzeba było zorganizować specjalny urząd poczty polowej wyspecjalizowany wyłącznie do wysyłek transportów ze śledziami), o delikatesach z Rumunii, Węgier czy choćby Włoch nie wspominając. Heinrich Böll pisał do żony z Galicji, gdzie w Stanisławowie leżał krótko w szpitalu: „Tak się cieszę, że mogłem wspomóc Was tym masłem”. „Mam dla Was pół świniaka” – anonsował tuż przed przyjazdem do domu na krótki urlop. Gdy po 1 października 1940 zniesiono granicę celną pomiędzy Rzeszą i Protektoratem Czech i Moraw, sam wysoki protektor skarżył się w oficjalnym sprawozdaniu na szaleństwo zakupowe żołnierzy i oficerów. „Półki z bagażami w pociągach do Rzeszy wypełnione są pod sam sufit ciężkimi walizami, wypchanymi torbami i nieforemnymi tobołami. Zdumiewające, co można znaleźć w bagażach wysokiej rangi oficerów i urzędników: futra, złoto, zegarki, lekarstwa i buty – a wszystko to w niewyobrażalnych ilościach”. W ten sposób osładzano armii żołnierzy oraz armii pracowników cywilnych wysłanych do pracy na okupowanych terenach, a także ich rodzinom uciążliwości wojny i rozłąki. Tak rodziła się lojalność wobec systemu.
Pamięć o tym w Europie nigdy nie zaginęła. Ja też wiem, pod jaką mniej więcej szerokością geograficzną znajduje się majątek mojej rodziny i ze strony ojca i ze strony matki zrabowany im w czasie wojny. Zdarzyło mi się nawet w pewnym zasobnym berlińskim mieszkaniu rozpoznać drogocenną srebrną wazę, która widnieje na jednym z dwóch zachowanych zdjęć z domu rodzinnego mojej mamy w Warszawie. Oczywiście nie mam pewności, czy to nasza, czy jakaś bardzo podobna, w każdym razie brat pana domu był w czasie wojny w Warszawie, gdzie zginął podczas powstania, ale od tamtej pory mam psychiczne trudności z utrzymywaniem kontaktów z tą rodziną…
O zagrabionym majątku Żydów europejskich można mówić całymi godzinami. Deportacje Żydów do obozów zagłady następowały też geograficznie według mapy bombardowań alianckich. 4 listopada 1941 roku pisał w swoim sprawozdaniu wiceprezydent do spraw finansowych miasta Kolonii, że 21 października rozpoczęto wysiedlenia Żydów z Kolonii i Trieru, aby zwolnić mieszkania dla zbombardowanych obywateli niemieckich. Z tego samego powodu wysiedlono do getta w Litzmanstadt (Łódź) 8 tys. Żydów z Berlina, Kolonii, Hamburga, Frankfurtu nad Menem i Düsseldorfu. Dziesięć dni później nastąpiła druga fala wysiedleń z innych miast niemieckich, które zostały zbombardowane przez aliantów: 13 tys.Żydów wysiedlono do gett w Rydze, Kownie i Mińsku. Oficjalnie na głowę wolno było wysiedlonym z Niemiec Żydom zabrać 50 kilogramów. Oczywiście pakowano najcenniejsze oraz ciepłe rzeczy. Walizki te przeważnie zostawały już na dworcu, ponieważ był to trick w celu uniknięcia paniki oraz po to, aby ofiary same wysortowały najlepsze rzeczy. Tak stało się na przykład z Żydami wysiedlonymi z Królewca. Kufry zostały na dworcu, a oni trafili do obozu Mały Trościeniec koło Mińska. Do Zagębia Ruhry latem 1943 r. przybyły transporty zrabowanych rzeczy po czeskich Żydach. Kierownik praskiego Treuhand, czyli Powiernictwa, pisał w raporcie z dumą, jak to pod jego nadzorem dobra pożydowskie stały się „dobrem ludowym”. Lista głównych kategorii z lutego 1943 (już dobrze przebranych) wyglądała imponująco: 4 817 kompletnych sypialni, 3907 kompletów kuchennych, 18 297 szaf, 25 640 foteli, 1 321 741 urządzeń gospodarstwa domowego, 778 195 książek 34 568 par butów, 1 264 999 sztuk bielizny, odzieży i innych rzeczy. W końcu 1943 roku pełnomocnik w Belgii poskarżył się, że żądania Berlina dostarczania mebli oraz innych przedmiotów są zawyżone. Tak długo, jak nie zostanie przeprowadzona kolejna fala deportacji żydowskich nie jest on w stanie wypełnić zamówień. Kiedy przez kilka miesięcy nic się nie stało, sam zwrócił się do Gestapo, by „w interesie zbombardowanych w Rzeszy” natychmiast aresztować pozostałych w Lüttich, czyli Liege, 60 żydowskich rodzin. Oczywiście mówię tu tylko o łupach przeznaczonych dla indywidualnych osób lub rodzin. Nie dyskutujemy teraz o tym, co trafiało do Banku Rzeszy, ani o łupach wskutek aryzacji takich jak fabryki, hotele, wille, domy czy inne nieruchomości, samochody etc. etc.
– A co do zakupów żołnierzy – gdyby jeszcze pieniądze za kupione towary zostawały w danym kraju… ale przecież okupacja znaczyła ni mniej ni więcej tylko rabunek lokalnych bogactw, w tym także zabór wszelkich dochodów. Wydane przez żołnierzy pieniądze z kas sklepowych w Belgii, Holandii, a po upadku Mussoliniego także i Włoch, wędrowały z powrotem do Banku Rzeszy…
GÖTZ ALY:
– Nie tylko to. Już przed wojną wskutek pełnego zatrudnienia i stałego podnoszenia kosztów socjalnych i masowych ubezpieczeń niepomiernie wzrosło negatywne saldo w budżecie Rzeszy. Jednocześnie wzrosła siła nabywcza społeczeństwa przy cofnięciu się produkcji dóbr konsumpcyjnych na rzecz przemysłu zbrojeniowego. Zrobiono więc wszystko, aby nieuniknioną inflację przenieść na tereny okupowane. Do tego kosztami okupacji obciążano okupowane kraje. Nazywało się to „danina na rzecz obrony” – Wehrbeitrag. Taka Polska , konkretnie wówczas Generalna Gubernia, nie była oficjalnie okupowana, lecz znajdowała się „pod ochroną militarną” i musiała za to słono płacić. Gdy np. ustalona przez ministra finansów Rzeszy danina za rok 1941 w wysokości 150 mln. złotych nie starczyła, zmuszono GG do spłaty wiosną 1942 daniny za poprzedni rok w dodatkowej wysokości 350 mln. Czyli w sumie 500 mln. zł. Na rok 1942 ustalono kontrybucję w wys. 1,3 miliarda złotych, a w roku 1943 minister zażyczył sobie 3 miliardy. Dodatkowo Wehrmacht wystawiał Generalnej Guberni rokrocznie rachunki za swą służbę i utrzymanie stacjonujących żołnierzy. Np. za rok 1942 rachunek opiewa za 400 tysięcy żołnierzy na 100 mln. Złotych miesięcznie, choć faktycznie w GG znajdowało się „tylko” 80 tys. żołnierzy. Bank emisyjny w Polsce musiał każdy gram złota oddać bankowi Rzeszy. Wartość złota była następnie poświadczana pro forma na papierze. To samo dotyczyło wszelkich dewiz. Aby pokryć rosnące koszty komunalne GG gubernator Frank podniósł podatki od nieruchomości. Dotyczyło to tylko Polaków. Żyjący w GG Niemcy do granicy 8 400 zł dochodów rocznie nie płacili żadnych podatków. Także i pod tym względem żyło się Niemcom na terenach polskich znacznie bardziej komfortowo aniżeli w Rzeszy. W każdym razie zastosowano bardzo przemyślny system finansowania kosztów wojny przez okupowane kraje. Także rabunek mienia dzięki doświadczeniom z aryzacją mienia żydowskiego w Niemczech w 1938 roku polegał na ciekawym tricku, który dzisiaj pozwala wymigać się od wszelkiej odpowiedzialności. Przeprowadzano bowiem wszystkie te transakcje przez pozostawione przy życiu banki danych krajów, a dopiero potem sumy te składały się na całą kontrybucję.
– Tłumaczy to pan w swojej książce bardzo dokładnie i za pomocą wielu liczb oraz oddzielnie dla wielu okupowanych krajów. Pomimo tej buchalterii czyta się to jak kryminał. Trzeba być Niemcem, to znaczy urodzić się i wychować w tym najbardziej skomplikowanym systemie podatkowym świata, żeby było się w stanie nie tylko przeorać dostępne archiwa pod tym kątem, ale jeszcze wszystkie te tricki przejrzeć. Proszę potraktować to jako komplement. Walnął mnie pan niczym obuchem rozdziałem na temat potrójnego wykorzystania robotników przymusowych.
GÖTZ ALY: – Piszę obszernie i podając ścisłe liczby, jak robotnicy przymusowi niezależnie od swych niewolniczych zarobów bez własnej wiedzy byli obdzierani ze składek na fundusz rentowy i ubezpieczenia. Tak więc powojenni niemieccy renciści oraz kasy chorych korzystali przez lata także ze składek niewolników Rzeszy.
– Gdyby się o tym dowiedzieli, to po wojnie ci, co przeżyli, mieliby prawo doliczyć sobie lata pracy dla Niemców do stażu pracy, a odszkodowania powinny im zapłacić nie tylko koncerny przemysłowe, ale i fundusze rentowe oraz kasy chorych.
GÖTZ ALY: – Osobiście uważam, że każdy obywatel Niemiec do dzisiaj korzysta z ograbienia całej Europy, każdy więc powinien złożyć się choćby drobną sumą na refundację, gdyby chciał być moralnie w porządku.
Konkretnie: ubezpieczenia chorobowe dla rencistów mielibyśmy także i bez Hitlera, tak jak mają je wszystkie postępowe państwa Europy, ale my dostaliśmy je już w 1941 roku. I dlatego tylko, że całe wpływy na ubezpieczenia socjalne płacone były z kieszeni robotników przymusowych oraz ofiar, w szczególności ofiar żydowskich zapracowanych na śmierć w tzw. szopach w gettach albo w KZ-tach. I teraz jest taki problem: jedni pracowali w fabryce Daimlera-Benza, którego aktualny adres oraz numer konta posiadamy i dziś. A inni pracowali bezpośrednio na rzecz państwa Hitlera i wpływy szły na rzecz wszystkich obywateli III Rzeszy. Obywatele jeszcze żyją, ale tego państwa już nie ma.
Moja książka daje mnóstwo argumentów dla żądań restytucyjnych. Jako obywatel jestem im przeciwny, bo po co mają się o to spierać nasze dzieci? Ale jako historyk muszę to zbadać i zapisać. I jako historyk muszę zbadać i opisać, co było w historii dobre, a co było złe. Muszę to wysublimować i opisać konsekwencje. Jednak wiem dokładnie i moje badania to potwierdzają, że nie ma czysto dobrych i czysto złych faktów i w prostej linii od nich tylko dobrych lub tylko złych konsekwencji. Naziści wprowadzili mnóstwo ustaw i regulacji, które służyły z pożytkiem całemu narodowi wiele dziesiątków lat, lub służą nadal.
– A także całe mnóstwo negatywów, które utrzymały się po dziś dzień, ze słynnym „prawem krwi” na pierwszym miejscu… Czy wie pan, że te pana twierdzenia i wyliczenia cytowane są na stronach internetowych neonazistów?
GÖTZ ALY: – Wiem, ale nie jestem odpowiedzialny za to, jak i w jakim kontekście oraz przez kogo jestem cytowany.
– Pomimo tej bezprzykładnej wojennej grabieży pisze pan w wielu miejscach, że wojna się Rzeszy nie opłaciła, że ludowe państwo Hitlera na długo przed 8 Maja 1945 poniosło ekonomiczną plajtę. Prawdę mówiąc, nie chce mi się w to wierzyć. A te gigantyczne koncerny? Czy one nie płaciły podatków?
GÖTZ ALY: – Proszę nie zapominać, że wielki przemysł nie miał zaufania do Hitlera. Przez cały czas wyprowadzano za granicę gigantyczny kapitał… Koncerny były bardzo sceptyczne wobec narodowych socjalistów. Nie ufały Hitlerowi i nie chciały inwestować w pożyczkę narodową. Tym bardziej po Stalingradzie, kiedy już było wiadomo, że klęska jest nieuchronna. Podobnie było z indywidualnymi obywatelami, tyle że później. Na wiosnę 1945 nagle wszyscy zaczęli podejmować na gwałt gotówkę złożoną w banku. Zaufanie i lojalność prysły, kiedy okazało się, że niewiele da się z tego państwa wycisnąć.
– Pozwoli pan, że zacytuję na koniec jeden z akapitów (str. 359-360):
[quote]…Kiedy Trzecia Rzesza została wreszcie niemal pokonana przez aliantów i tonęła w gruzach, Fritz Reinhardt (minister finansów, odpowiedzialny za zrabowane Żydom złoto – przyp. JMW) przedstawił 16 stycznia 1945 ostatni rzut oka na straconą przyszłość. Rząd przeznaczy w przyszłości ponad 5 miliardów Reichsmark rocznie na pomoc szkolną dla dzieci. Suma ta według ówczesnych miar była ponad wszelką miarę wysoka. „Następnym krokiem w odciążeniu rodzin – tłumaczył – będzie zniesienie kosztów wykształcenia, opłat za naukę i przybory do nauczania”. W ten sposób miały powstać „silne, upolitycznione, gospodarczo i finasowo zdrowe Wielkie Niemcy jako pierwsze opiekuńcze państwo na ziemi” (podkr. JMW)…[/quote]
Państwo Hitlera
Państwo Hitlera
Nie tylko w tym miejscu, choć w tym szczególnie, czytelnik uzmysławia sobie, ile socjalnych udogodnień i przywilejów przetrwało do obecnych czasów i są one lub już zostały zlikwidowane przez rząd socjaldemokratów. A z czego finansowano to wszystko przez 60 lat? Niech to pytanie wisi w powietrzu, bo chyba ani Pan, ani nikt nie jest w stanie na nie odpowiedzieć. Dziękuję Panu za rozmowę, a czytelnikom polskim życzę, aby Pana książka jak najszybciej do nich trafiła.
Rozmowa z niemieckim historykiem Götzem Aly ukazała się w „Odrze” 9/2005



http://niezlomni.com/kazdy-obywatel-niemiec-do-dzisiaj-korzysta-ograbienia-europy-jego-glosna-ksiazka-wywolala-w-niemczech-burze-czyli-z-czego-finansowano-pierwsze-panstwo-opiekuncze-na-ziemi/