Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drogowi terroryści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą drogowi terroryści. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 czerwca 2026

Nie rozumiecie tekstu?

 

Poniżej uwagi, które wyłączyłem z tekstu:

Metropolis - cz. 5 - sieci rowerowe




Artykuł opublikowany 4 dni temu, dotyczy raportu opublikowanego 10 grudnia 2024 r. Autor pomija milczeniem uwagi, że należy w przypadku wyników dla Polski: "zachować ostrożność"




obserwatorgospodarczy.pl
Polacy mają problem z rozumieniem tekstu

Według danych OECD 39% dorosłych w Polsce osiągnęło w badaniu PIAAC poziom 1 lub niższy w zakresie rozumienia tekstu. Średnia dla krajów OECD wyniosła 26%. Oznacza to, że Polska wypada wyraźnie gorzej niż przeciętne państwo rozwinięte. Nie chodzi o to, że te osoby w ogóle nie potrafią czytać. Osoby na poziomie 1 są w stanie rozumieć krótkie teksty i proste listy, jeżeli informacja jest jasno podana. Problem pojawia się wtedy, gdy trzeba odnaleźć właściwą informację w dłuższym tekście, połączyć kilka faktów, zrozumieć instrukcję, wyciągnąć wniosek albo odróżnić informację istotną od mniej ważnej.

Ciekawe, na czym polega badanie.

Skrótem:


www.oecd.org/en

Badanie Umiejętności Dorosłych gromadzi dane poprzez wywiad osobisty i samoocenę. Podobnie jak w przypadku badania gospodarstw domowych, zbieranie danych odbywa się w domach respondentów. W Polsce w badaniu wzięło udział 5014 dorosłych (co daje ogólny wskaźnik odpowiedzi na poziomie 57%). Próba została dobrana tak, aby była reprezentatywna dla około 23,3 miliona osób w wieku 16–65 lat mieszkających w Polsce w momencie zbierania danych, niezależnie od narodowości, obywatelstwa czy statusu językowego. Analizy przeprowadzono w celu wykluczenia istotnych błędów systematycznych wynikających z braku odpowiedzi ( więcej informacji na temat tych analiz można znaleźć w Przewodniku dla Czytelników ).

Niektórzy uczestnicy nie władali wystarczająco biegle językiem oceny i nie byli w stanie komunikować się z ankieterem na tyle dobrze, aby odpowiedzieć na kwestionariusz. W takich przypadkach zaproponowano kwestionariusz „do wypełnienia w domu”.



https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adults-skills-2023-country-notes_ab4f6b8c-en/poland_9d76682b-en.html



I tu bardzo ciekawa uwaga:

Należy zachować ostrożność przy interpretacji wyników dla Polski ze względu na wysoki odsetek respondentów o nietypowych wzorcach odpowiedzi. Więcej informacji można znaleźć w Przewodniku Czytelnika OECD (2024) pt. „ Czy dorośli posiadają umiejętności, których potrzebują, aby odnieść sukces w zmieniającym się świecie? Badanie umiejętności dorosłych 2023” .



Sięgamy do źródła:
https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adult-skills-2023_3639d1e2-en/full-report/the-methodology-of-the-2023-survey-of-adult-skills-and-the-quality-of-data_f06aecea.html#section-d1e16955-979fd8ccd0

5. Metodologia badania umiejętności osób dorosłych z 2023 r. i jakość danych

- Ogólna ocena jakości danych

[...]
W Polsce zidentyfikowano dziewięciu ankieterów, którzy mieli stosunkowo duży udział przypadków z nietypowymi wzorcami odpowiedzi respondentów, stosując te same kryteria, które doprowadziły do ​​identyfikacji przypadków w innych krajach. Wszystkie dane od tych ankieterów (łącznie 774 przypadki) zostały wyłączone z danych użytych do oszacowania modelu populacji, który ustala związek między zmiennymi z kwestionariusza wstępnego a wynikami w ocenie bezpośredniej w celu wygenerowania szacunków kompetencji (OECD, w przygotowaniu[1]) . To wykluczenie zwiększa solidność modelu, zapewniając jego oszacowanie wyłącznie na podstawie przypadków uznanych za wystarczająco jakościowe.

Co więcej, zebrano mocniejsze dowody na to, że sześciu z tych ankieterów w Polsce naruszyło protokoły zbierania danych w trakcie całego badania. Na przykład, niektórzy z tych ankieterów byli nieprawdopodobnie produktywni, przeprowadzając wiele wywiadów w ciągu jednego dnia. Inni nie nagrywali wywiadów ani nie uzyskiwali numerów telefonów respondentów, co utrudniało walidację wywiadów. Jeszcze inny ankieter został uznany za winnego sfałszowania siedmiu przypadków podczas zbierania danych (przypadki, które zostały natychmiast usunięte ze zbioru danych w ramach procesu kontroli jakości i nie są uwzględnione w 774 przypadkach rozpatrywanych w niniejszej notatce). Dwadzieścia siedem innych przypadków zebranych od tego ankietera zostało jednak zwalidowanych i pozostało w zbiorze danych. Ponieważ czynniki te budzą obawy co do jakości wszystkich przypadków wypełnionych przez tych sześciu ankieterów, odpowiedzi na pytania dotyczące oceny poznawczej dla wszystkich przypadków tych sześciu ankieterów zostały wyłączone z bazy danych (łącznie 559). Prawdopodobne wartości dla tych przypadków zostały następnie oszacowane na podstawie jedynie ich odpowiedzi na kwestionariusz wstępny (dla których nie wykryto żadnych nietypowych wzorców) oraz parametrów oszacowanych przez model populacji.

W Polsce zidentyfikowano również inne przypadki z nietypowymi wzorcami odpowiedzi, które mogłyby sugerować brak zaangażowania lub brak rozsądnego poziomu wysiłku podczas oceny. Ponieważ przypadki te nie były skupione w obrębie żadnego konkretnego ankietera, pozostawiono je w zbiorze danych i traktowano jak wszystkie inne przypadki, biorąc pod uwagę trudność ustalenia obiektywnych kryteriów pozwalających określić, czy włożono rozsądny wysiłek i czy wyniki oceny rzeczywiście odzwierciedlają kompetencje respondentów. Chociaż podobne przypadki występują we wszystkich krajach, liczba takich przypadków w Polsce może potencjalnie mieć znaczący wpływ na szacowany poziom kompetencji całej populacji. Należy o tym pamiętać przy interpretacji wyników dla Polski. Z tego powodu w OECD (2024[3]) wyniki dla Polski oznaczono gwiazdką.


Czyżby ktoś chciał, by Polacy źle wypadli w badaniu, czy jak? 
Wykryto sześciu "niesolidnych" ankieterów, ale może innym się udało, hę?





Z całą pewnością artykuły w polskojęzycznych mediach są celowo - niezrozumiale i z błędami logicznymi i stylistycznymi pisane, aby utrudnić Czytelnikom zrozumienie treści, lub wręcz zamaskować przed nimi istotne informacje bądź zmanipulować.





A ty? 

Myślałeś o karierze programisty ekonomisty ankietera w GUS? Statystyka to ważna dziedzina gospodarki...







https://obserwatorgospodarczy.pl/2026/06/17/prawie-40-polakow-ma-problem-z-rozumieniem-tekstu-to-cichy-hamulec-gospodarki/

https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adults-skills-2023-country-notes_ab4f6b8c-en/poland_9d76682b-en.html

https://www.oecd.org/en/publications/do-adults-have-the-skills-they-need-to-thrive-in-a-changing-world_b263dc5d-en.html

https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adult-skills-2023_3639d1e2-en.html

https://www.oecd.org/en/publications/survey-of-adult-skills-2023_3639d1e2-en/full-report/component-2.html#acknowledgement-d1e79-a91e08725f



środa, 16 kwietnia 2025

Gruszki pod ochroną





To trzeba pojechać na miejsce i wszystko samemu obejżeć, 

ale będzie atrakcja turystyczna, ho ho ho...







przedruk




Uratowane! 

Po tekście "Wyborczej" 112 grusz z zabytkowej alei na Pomorzu nie pójdzie pod topór



14.04.2025, 11:50
Joanna Wiśniowska



(Fot. Grzegorza Jędro)



Radni z Główczyc odrzucili wniosek społeczników o powołanie alei drzew jako pomnika przyrody. 



– Pomorski wojewódzki konserwator zabytków wszczął procedurę wpisu alei do rejestru zabytków - informuje Marcin Tymiński, rzecznik PWKZ.
 

Przypomnijmy, o tym, że drzewa mają pójść pod topór "Wyborcza" o sprawie pisała jako pierwsza. Sprawę nagłośniła biolożka i społeczniczka Magdalena Jędro, a stowarzyszenie Eko-Inicjatywa złożyło wniosek o powołanie alei drzew jako pomnika przyrody, podkreślając ich unikatowość nawet na skalę kraju. Pod koniec marca niemal jednogłośnie gminni radni z Główczyc odrzucili wniosek. To oznaczało, że 112 grusz miało być wyciętych przez remont drogi.


Władze gminy w rozmowie z "Wyborczą" podkreślały, że mieszkańcy narzekają na jakość obecnej drogi, ale i na spadające na asfalt gruszki rozjeżdżane przez samochody.

Joanna Lipczyńska, zastępczyni wójta, zaznaczyła, że władze gminy nie uznają drzew za pomnik przyrody.

- To aleja grusz, na naszym terenie jest pełno drzew owocowych po starych sadach – tłumaczyła.



Aleja grusz w Gminie Główczyce Fot. Grzegorza Jędro


Aleja grusz zostanie atrakcją turystyczną?


Innego zdania jest konserwator zabytków.


- Po analizach uznaliśmy, że aleja zasługuje na to, żeby być chroniona wpisem do rejestru – komentuje Marcin Tymiński.

Od teraz przy alei nie można wykonywać żadnych prac. Gmina będzie mogła odwołać się od decyzji PWKZ dopiero, gdy aleja zostanie wpisana do rejestru.
 
– Bardzo się cieszę - komentuje Magdalena Jędro, która nagłośniła sprawę. - To dobry krok ku temu, żeby aleja była chroniona we właściwy sposób.


Biolożka i społeczniczka wierzy, że remont drogi uda zrobić się z poszanowaniem drzew, ale i że zostaną dosadzone kolejne grusze, żeby wypełnić miejscami "szczerbaty" szpaler.

- Aleja zasługuje, żeby zostać atrakcją turystyczną, mam nadzieję, że gmina to wykorzysta – dodaje Jędro.




Redagował Krzysztof Romański


Joanna Wiśniowska

Dziennikarka związana z Gazetą Wyborczą i Wysokimi Obcasami, publikowała m.in. w Tygodniku Powszechnym i Krytyce Politycznej. Specjalizuje się w tematach związanych z kobietami w sporcie oraz klimatem i środowiskiem.







trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,31854350,po-tekscie-wyborczej-112-grusz-z-zabytkowei-alei-na-pomorzu.html

zawszepomorze.pl/artykul/18914,nie-bedzie-pomnika-przyrody-w-glowczycach-historyczna-aleja-grusz-trafila-do-kosza

oko.press/aleja-grusz-do-wycinki






wtorek, 1 kwietnia 2025

Prawoteromandatotytka











W poprzednim poście o mandatach pominąłem bardzo ważną rzecz.



Chodzi mi o film, a może dwa - może to był ten sam przypadek, nie pamiętam, z jakiegoś programu pokazującego pracę policji. To było lata temu, a sytuację opiszę z pamięci, więc istnieje szansa, że coś będzie niedokładnie.


Łapią faceta, a on zachowuje się jak typowy "Janusz" i pomimo kamery zagaduje do policjanta i tonem podekscytowanego prostaka pyta policjanta, czy ten widział - czy docenił to - jak on sprytnie manewrował na drodze.

Typowy "Janusz" ? Podejrzane...



I druga sprawa - ale być może to była ta sama sytuacja, bo ja ten serial dokumentalny widziałem przypadkiem, nie oglądałem tego nigdy.


Policja jedzie za jakimś kierowcą, który łamie przepisy - wyprzedza na podwójnej ciągłej, jedzie z nadmierną prędkością, mruga czy trąbi, coś tam coś tam.
No więc łamie przepisy, wyprzedza na chama i tak dalej - a oni go filmują.
Jadą za nim i go filmują.
Dopiero po dłuższej chwili - włączają sygnały i zatrzymują.
Złamał chyba 6 przepisów, jeśli dobrze pamiętam.

Wszyscy, którzy to oglądaliśmy byliśmy oburzeni, czemu takiego pirata drogowego nie zatrzymali po pierwszym łamaniu przepisów?

Czemu cierpliwie za nim jechali, pozwalali mu na to wszystko, na wprowadzanie zagrożenia na drodze i cierpliwie za nim jechali - i to wszystko się filmowało i oni mieli świadomość, że to się filmuje i faktycznie to było potem w telewizji.

O co tu chodzi?

Policja powinna go zatrzymać po pierwszym przekroczeniu przepisów ruchu drogowego, a oni tego nie zrobili. Tak jakby chcieli mu większy mandat dosolić. Kosztem czyjegoś zdrowia, albo życia? Przecież przez kilka minut dłużej pozwalali mu na stwarzanie zagrożenia na drodze - on naprawdę mocno sobie pozwalał.

Skąd oni wiedzieli, że nic się nie stanie, że nie będzie zaraz wypadku??

Spokojnie za nim jechali.


O co chodzi?


Czemu oni tak postąpili, 
CZEMU TAKIE COŚ POKAZALI W TELEWIZJI, no i 
jak to się stało, że mieli taki przypadek jak na dłoni?


Policja podobno jest od zapewniania bezpieczeństwa, a nie od: po prostu wlepiania mandatów, polowania na kierowców, sensacji w telewizji, czy od pokazywania Polakom "typowych januszy".


"Patrzajta! Tacy jesteście, buraki..."


Ten serial by trzeba dokładnie obejrzeć.





przedruk



Dość nękania legalnych spotkań miłośników motoryzacji. Policja przekracza granice absurdu i prawa

autor Tomasz Nowicki
2025-03-30



W ostatnich miesiącach media co jakiś czas donoszą o „nielegalnych zlotach” i „ulicznych wyścigach”, które rzekomo sieją postrach na drogach i ulicach polskich miast. Zawsze w takim tonie – z nutą grozy, moralizowania i obowiązkowym cytatem z rzecznika policji. A potem zdjęcia: radiowozy, mandaty, czasem lawety. Tylko że rzeczywistość bywa zgoła inna – o wiele bardziej przyziemna, a przy tym znacznie bardziej niepokojąca.



W Polsce nie istnieje żaden zakaz spotykania się ludzi na parkingu. Nie ma zakazu rozmawiania, oglądania samochodów, komentowania felg czy pracy silnika. Nie ma też zakazu jazdy własnym, legalnie zarejestrowanym pojazdem po ulicach – nawet jeśli komuś się nie podoba, że ten pojazd jest głośniejszy, bardziej sportowy czy po prostu inny.


Marki pod Warszawą – policja wjeżdża na spotkanie, którego nie rozumie

Wczoraj wieczorem w Markach, na parkingu jednego z supermarketów, miało miejsce zwyczajne spotkanie kilkunastu miłośników motoryzacji. 
Bez wyścigów, bez driftów, bez hałasów, bez alkoholu. Kilkanaście samochodów, kilkanaście osób, rozmowy, zdjęcia, wspólna pasja. Tyle.

I wtedy – nagle – zjawia się patrol. Radiowóz z włączonymi sygnałami świetlnymi. Policjanci nie wysiadają, nie podejmują czynności. Po prostu są. I dają do zrozumienia, że coś tu się dzieje. A przecież nie działo się absolutnie nic.


Kto tu łamie prawo?

Wbrew pozorom nie chodzi o błahostkę. Bo takie działanie – pokazówka z błyskami, próba zastraszenia, obecność „prewencyjna” – może być uznane za nielegalne użycie sygnałów uprzywilejowanych i przekroczenie uprawnień. Policjant ma obowiązek interweniować tylko wtedy, gdy widzi wykroczenie lub przestępstwo. Nie może używać uprawnień do manifestowania siły tam, gdzie nie dzieje się nic złego.

To nie tylko absurd. To jawne marnotrawstwo publicznych pieniędzy i przejaw chorej tendencji do uznawania młodych ludzi i ich pasji za coś podejrzanego, wymagającego nadzoru, najlepiej z blokadą, mandatem lub minimum – nerwowym światłem niebieskim.


Mandaty „prewencyjne” – absurd goni absurd

Od dawna wiadomo, że niektóre jednostki policji stosują nieformalną praktykę wystawiania mandatów „dla statystyki”. Jesteś młody, masz samochód i wolny wieczór? W oczach systemu jesteś potencjalnym przestępcą.

A przecież to policja powinna być strażnikiem prawa, a nie jego interpretatorem w zależności od humoru lub planu mandatów, prawda?


Pasja to nie przestępstwo. Odczepcie się od ludzi

Motoryzacja to pasja – dokładnie taka sama jak fotografia, wędkarstwo czy kolarstwo. Tyle że z jakiegoś powodu traktowana podejrzliwie. Czemu? Bo samochód głośny? Bo młody za kierownicą? Bo grupa stoi w jednym miejscu i rozmawia?

Dość tego. Wzywamy do opamiętania – i Policję, i lokalne władze. Spotkania samochodowe to nie problem. Problemem jest ich bezzasadne rozpędzanie. Problemem jest bezkarność tych, którzy mają działać zgodnie z literą prawa, ale coraz częściej działają według własnego widzimisię.

Pytanie końcowe? Gdzie są przełożeni tych funkcjonariuszy? I kto ich rozliczy? Bo jeśli nikt – to oznacza, że w Polsce nie tylko nie można się spotykać z ludźmi, którzy dzielą Twoją pasję. Ale że nie można też ufać tym, którzy mają Cię chronić.

W Polsce powinna powstać organizacja chroniąca kierowców przed takimi działaniami.









Pięć eksperymentów - eksperyment Stanfordzki

Dość nękania legalnych spotkań miłośników motoryzacji. Policja przekracza granice absurdu i prawa | Francuskie.pl - Dziennik Motoryzacyjny

Prawym Okiem: Prawo po pijaku (mandaty)