Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informacje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą informacje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 listopada 2023

Fałszywa "wiedza"




 teoria »cultural (cognitive) capture«



Od kilku miesięcy zastanawiałam się nad mechanizmami, które sprawiły, że dziennikarze i inni twórcy po prostu podążają za dyskursem aktywistów, nie podważając go, nie weryfikując informacji i tworząc przez to narracje często nielogiczne, a czasem po prostu nieprawdziwe.

Zastanawiałam się nad tym, dlaczego sama napisałam tyle tekstów »w duchu aktywistycznym«, na początku z pełnym przekonaniem, a dopiero potem z rosnącym poczuciem ambiwalencji i zdezorientowania" - napisała dziennikarka.



Jeżeli wszyscy wszystkich okłamują, to wszyscy są oszukani.

Każdy.

A każdy jest "dupkiem", bo dał się oszukać.



Policjant
Polityk
Strażak
Żołnierz
Dziennikarz

i każdy inny



każdy, kto ma w przyszłości zawód:


Policjanta
Polityka
Strażaka
Żołnierza
Dziennikarza


a przepaść dezinformacji będzie się pogłębiać


tego chcesz?



Jeśli będą dupkami
skołowanymi lemingami
nauczeni poddawać się cudzej woli




kto będzie was bronił i chronił??









przedruk



Zaskakujący tekst w "GW" ws. sytuacji na granicy. 


"Jesteśmy w procesie wytwarzania fałszywej wiedzy"



Biedni uchodźcy, ciężarne kobiety i dzieci wypychane do lasów przez brutalnych i złych funkcjonariuszy Straży Granicznej, służących "reżimowi" PiS - tak można streścić sytuację na granicy polsko-białoruskiej przedstawianą w czasie ostatnich dwóch lat przez media typu "Gazeta Wyborcza", OKO.press czy TVN24.


Tymczasem na łamach "GW" został opublikowany tekst, którego autorka wyznała, że lewicowo-liberalne media nie chciały ani widzieć, ani prezentować prawdziwego obrazu wydarzeń na granicy polsko-białoruskiej.


Nie kobiety i dzieci, a migranci ekonomiczni

Przyznała, że wśród osób próbujących nielegalnie przedostać się z Białorusi do Europy więcej jest młodych i silnych mężczyzn, niż ciężarnych kobiet i dzieci, oraz że wielu z nich to nie uchodźcy, ale migranci ekonomiczni. Ponadto zaznaczyła, że ich celem często nie jest Polska, lecz kraje UE, w których "socjal" jest lepiej rozwinięty.

Wreszcie - że procedury i działania funkcjonariuszy służb granicznych są w wielu krajach Unii Europejskiej takie same, jak w Polsce, tyle że w tych krajach władzy nie sprawują rządy prawicowe.
Dwie skrajne narracje

W długim tekście Małgorzata Tomczak opisała dwie skrajne narracje na temat sytuacji na granicy i przyznaje, że ta prezentowana przez "jej" środowisko (oprócz "GW" publikuje m.in. w OKO.press czy "Newsweeku", pomagała też w ośrodkach dla uchodźców) również jest obliczona na wywołanie emocji.

"W rozmowach z aktywistami wielokrotnie podważałam sens utrwalania takiej narracji. W odpowiedzi słyszałam, że asymetria dyskursu władzy zmusza nas do działania, w którym kategorie obiektywizmu i prawdy nie mają zastosowania. Komplikowanie perspektywy i zasada pluralizmu to »prawdopośrodkizm«. »Sytuacja jest wojenna«, rzecznictwo praw człowieka jest w wiecznej defensywie; musimy zewrzeć szeregi i walczyć jak najskuteczniej. Społeczeństwo obrazkowe jest bombardowane obrazami agresywnych migrantów - musimy więc odpowiedzieć równie mocnym i prostym przekazem" - napisała.

"Serwowanie odbiorcom przefiltrowanego i podmalowanego obrazu rzeczywistości (paternalistycznie zakładając, że całości nie udźwigną) działa, dopóki nikt nie zechce podejść bliżej. Co, jeśli po obejrzeniu filmu Holland ktoś pojedzie na granicę, gdzie zamiast rodzin z dziećmi zobaczy faktyczny obraz szlaku migracyjnego - młodych chłopców niczym z okładek prawicowych mediów? Albo obejrzy w mediach społecznościowych sceny z przecinania płotu brzeszczotem i podważania łomem, a potem bieg do samochodu" - zastanawia się.



"Podwójnie oszukani", "nic tu się nie klei"

"Prawicowa narracja chętnie powieli i wyolbrzymi takie obrazy. A ta aktywistyczna, zamiast je tłumaczyć, będzie je ukrywać, albo podkreślać, że »to tylko prawicowa propaganda«. A co stanie się, gdy my je sami zobaczymy - a zobaczymy ich więcej niż bezbronnych kobiet i dzieci? Zapewne wywołają dysonans poznawczy, który będziemy chcieli jakoś zredukować. Może uznamy, że »dobro sprawy« tego wymagało, bo narracja wzbudzająca empatię ma szczytny cel, a ta strasząca i dehumanizująca ludzi jest po prostu obrzydliwa. Ale wydaje mi się, że nie jesteśmy tak elastyczni i empatyczni. Może poczujemy się oszukani i to podwójnie - bo narracja, która miała odkłamywać tamtą, okazała się jeszcze bardziej nieprawdziwa. A może po prostu stwierdzimy, że to zbyt skomplikowane, nic tu się nie klei, a takich tematów lepiej się unika" - podkreśliła dziennikarka.

W dalszej części tekstu Tomczak zwróciła uwagę, że dziennikarze oraz inni twórcy (tak jak Agnieszka Holland w filmie "Zielona Granica") bezkrytycznie powielają narrację aktywistów. W początkowej fazie kryzysu dziennikarze nie mieli dostępu do strefy przygranicznej.



Aktywiści jako "półbogowie"

"Minęły już jednak dwa lata. Zmieniła się i sytuacja na szlaku, i nasza (również aktywistów) o niej wiedza, a narracja pozostała ta sama. Od kilku miesięcy zastanawiałam się nad mechanizmami, które sprawiły, że dziennikarze i inni twórcy po prostu podążają za dyskursem aktywistów, nie podważając go, nie weryfikując informacji i tworząc przez to narracje często nielogiczne, a czasem po prostu nieprawdziwe. Zastanawiałam się nad tym, dlaczego sama napisałam tyle tekstów »w duchu aktywistycznym«, na początku z pełnym przekonaniem, a dopiero potem z rosnącym poczuciem ambiwalencji i zdezorientowania" - napisała dziennikarka.

"Doszłam do wniosku, że ten mechanizm dość dobrze opisuje teoria »cultural (cognitive) capture«, opisująca, jak podmioty, które mają »patrzeć na ręce« danym grupom interesu, wskutek m.in. lobbingu zaczynają przyjmować ich punkt widzenia jako własny" - dodała.

"Aktywistów pracujących na granicy i piszących o niej dziennikarzy łączy poczucie przynależności do szeroko rozumianej bańki lewicowo-liberalnej, chęć przeciwstawienia się narracji rządu i prawicowych mediów czy postrzeganie siebie jako osoby wrażliwej, otwartej i »chcącej zrobić coś dobrego«. Chcemy jak najbardziej odróżnić się od brunatnej TVP, zająć słuszne miejsce w pojedynku dobra i zła" - wskazała.

Małgorzata Tomczak zwróciła uwagę, że relacje dziennikarzy piszących o sytuacji na granicy z aktywistami zacieśniają się wskutek wspólnego spędzania czasu (liczne rozmowy, towarzyszenie podczas interwencji, nocowanie w domach aktywistów), jednak chodzi przede wszystkim o to, że aktywiści cieszą się statusem tych, którzy ratują ludzi, a przez to - "niepodważalnym autorytetem". "To bohaterowie, półbogowie, »sprawiedliwi«, a relacji takich osób się nie kwestionuje" - podkreśliła.


"Były prośby o pominięcie pewnych faktów"

Co więcej, autorka tekstu w "GW" sama przyznała, że dziś swoje teksty w lewicowo-liberalnych mediach z początkowej fazy kryzysu na granicy uważa "w dużej mierze za nieprawdziwe", a co więcej - że w redakcjach próbowano sugerować Małgorzacie Tomczak, aby pisała bardziej "pod tezę".

"Były prośby o pominięcie pewnych faktów; delikatne dodanie innych, zasugerowanie czegoś, by polepszyć wymowę tekstu: Czy nie mogłabym wyciąć zdania, że migrant był zamożny i zapłacił 12 tysięcy euro za podróż? Przecież to młyn na wodę dla prawicy. Czy mogłabym usunąć ten akapit? Może zaszkodzić ruchowi pomocowemu. Wyjście poza czarno-białą narrację? Dzieje się zło, nie ma sensu arendtyzować. Coś jest po prostu ciekawe? Zawodowy egoizm, nieetyczne dziennikarstwo. Obiektywizm? Na granicy sytuacja jest wojenna. Rozdział aktywizmu i dziennikarstwa? A czy byłabyś jak ten fotograf w Sudanie, przyglądający się umierającemu dziecku?" - wspomniała.
Proces wytwarzania fałszywej wiedzy

"Po dwóch latach pisania o migracji i kryzysie na granicy nie mam wątpliwości, że jesteśmy w procesie wytwarzania fałszywej wiedzy. Jej elementami są zwykłe fake newsy, jak historia Eileen (dziewczynki, która miała posłużyć jako potwierdzenie narracji, że polskie służby pozwalają dzieciom »umierać w lesie«, a jak się okazuje, Eileen nawet nie istniała, co więcej, jak pisze dziennikarka »GW«, według jej wiedzy nie ma jak na razie udokumentowanych przypadków śmierci dzieci na granicy); liczne przeinaczenia na poziomie samych faktów, ich przyczyn czy interpretacji; uparte pokazywanie wybranych fragmentów rzeczywistości i zupełne pomijanie innych" - oceniła.

W podsumowaniu Tomczak podkreśla, że do problemu migracji, który, jak zwraca uwagę, jest jednym z najpoważniejszych wyzwań XXI w., nie należy przykładać "szablonu" Holokaustu, jak to się często zdarza w narracji aktywistów.

"Pozorne pytania: »czy naprawdę chcemy, by w lesie umierały dzieci, bo Polska odmawia im prawa do ochrony?«, lub »Czy chcemy powtórzyć Zagładę - obojętnością, denuncjowaniem, wywożeniem ludzi ich na śmierć?« nie służą niczemu, oprócz utwierdzania się w fałszywym poczuciu moralnej wyższości własnej bańki. Nieregularnej migracji nie da się zamknąć w kategoriach »walki dobra ze złem« i w holocaustowych skryptach, odpowiedzią na nią nie jest »po prostu przestrzeganie obowiązującego prawa« - oceniła i dodała, że sytuacji na granicy polsko-białoruskiej nie rozwiążemy jak w filmie "Zielona Granica" - przepuszczając ciężarówki przemytnika do Niemiec, ponieważ zawsze będą narastały te "prawdziwe dylematy".




Zaskakujący tekst w "GW" ws. sytuacji na granicy. "Jesteśmy w procesie wytwarzania fałszywej wiedzy" - Wiadomości - polskieradio24.pl

















czwartek, 2 lipca 2020

Mandorla - Dokarmianie informacjami



Śnienie.

Bardzo długi sen, dość miły, różne wydarzenia, rozbudowane wątki, pod koniec idę w jakąś kolejkę jakby na hali dworcowej, wokół mnóstwo ludzi, przez hall przechodzi dwóch umundurowanych niemców - jak z czasów IIWŚ, zaczepiają kogoś i coś mówią, jeszcze do końca nie rozumiem co się dzieje, bo mam świadomość, że prezentują sobą okres historyczny - przecież Werwolf nie nosi mundurów - zauważają mnie i biorą za swego, grzecznie twierdzą, że coś nie tak z moim T-shirtem i podają mi kartkę z jakimś testem do wypełnienia, żebym się poprawił.


Kartka zamienia się w ładnie wydaną niedużej grubości książkę - strony są pożółkłe, druk wydaje się niestaranny - czcionka pogrubiona, jakby źle odbita, lecz ogólnie całość sprawia wrażenie solidności.

Pierwszy test to pytanie o temperaturę, są 4 odpowiedzi do wyboru, a,b,c,d zauważam, że podane są w Kelvinach. Jedna odpowiedź jest zakreślona czerwonym "kółkiem" za pomocą druku stylizowanego na odręczną notatkę.

Wertuję strony, gdzieś w środku są zadania okraszone nie tyle rysunkami, co rycinami - kilka stron podzielone są na małe prostokąty, każdy z nich zawiera podobną rycinę - oddane realistycznie w rysunku przybliżenie na oko smoka lub po prostu jakiegoś gada, trzeba coś poszukać, jakiś różnic.

Wertuję książkę, patrzę na ostatnią stronę i wracam do pierwszego zadania.

Dociera do mnie, że to pułapka i że jestem w śnieniu. Budzę się.



Dokarmiają mnie informacjami.

Od lat poprzez sugestie podawane przez nasłanych obcych ludzi, dziwną mowę - krótkie intrygujące historyjki, rysunki, aranżowanie scenek jak z tym człowiekiem, co mnie wyprzedził na chodniku, odwrócił się i ostentacyjnie wypił z puszki napój charakterystycznie odchylając głowę do tyłu, oszukiwanie i  "wysłanie" mnie na Jednorożca w Osowej i tamta scenka, to wszystko jest dokarmianiem mnie informacjami.

Bardzo powoli od lat budują w mojej głowie obraz włamania do raju i krok po kroku bardzo powoli często za pomocą pantomimy, by inni postronni ludzie się nie zorientowali, co kilka miesięcy podają mi krótkie zagadkowe informacje pobudzając moją wyobraźnię i zmuszając tym samym umysł do analizowania tych informacji.

Do tego dochodzą archetypy zasadzone w historii, jak Mikołaj włamujący się przez komin i inne, w tym informacje umieszczane w książkach, filmach, teledyskach.


Tak też było w Poznaniu z tymi wydarzeniami tamtej kwietniowej nocy z linią... jaki to był numer? 125?

Nie, tu trudno ocenić, bo może tu usiłowali zebrać plon - w trakcie zorientowałem się, że jestem w samym środku odtwarzanej zamierzchłej historii - historii tego włamania.

Zdałem sobie z tego sprawę, kiedy odwróciłem się w stronę rozsuwanych drzwi.




Koronoczasy i sugestie, żebym jeszcze trochę poczekał.


Grają na czas.





niedziela, 28 czerwca 2020

Koko siedzi nad Stwórcą...



No, proszę.

Historyjka wg znanego scenariusza - oto Człowiek leżący w wąskiej trumnie zanurzony w płynie - i żyje.

Na nim zaś siedzi kot.

Skąd to znamy? I kto za tym stoi?


https://maciejsynak.blogspot.com/2019/11/morfeusz-albo-antropomorfizacja.html


Mężczyzna wpadł do kanału, kotka sprowadziła pomoc





Staruszek wpadł do kanału nawadniającego w japońskim mieście Toyama. Odnaleziono go dzięki postawie jego kotki Koko.

Do zdarzenia doszło w połowie czerwca w środkowej Japonii. Agencja Kyodo informuje, że 77-letnia kobieta wyszła wieczorem na spacer i zauważyła kotkę należącą do sąsiadów. Koko zachowywała się dziwnie, patrzyła w kierunku kanału. Kobieta poszła za zwierzęciem i zauważyła jego właściciela leżącego w kanale szerokim na 60 centymetrów i głębokim na 40, w którym było około 15 centymetrów wody.

77-latka zadzwoniła po córkę, która mieszka nieopodal, a ta poprosiła o pomoc właścicielkę Koko, 45-letnią Tomoko Nittę oraz jej synów w wieku 18 i 20 lat. W piątkę udało się wyciągnąć mężczyznę z kanału. Wiadomo, że miał niegroźne obrażenia, nie sprecyzowano jednak, dlaczego wpadł do wody.

Piątka ratowników otrzymała od policji z komisariatu Toyama Minami dyplomy z gratulacjami za uratowanie życia mężczyzny. Koko dostała kocie przysmaki. Pani Nitta relacjonuje, że kotka, „nieśmiała w stosunku do obcych”, wypięła się na szefa lokalnej policji, który chciał ją pogłaskać po głowie.






https://www.tvp.info/48732670/mezczyzna-wpadl-do-kanalu-kotka-sprowadzila-pomoc



wtorek, 6 stycznia 2015

Łukaszenka - holokaust bez niemców - coś jakby turecki werwolf


Łukaszenka - holokaust bez niemców - coś jakby turecki werwolf

Łukaszenka deklaruje: Zrobię wszystko, o co pan poprosi

Niedziela, 21 grudnia (19:28)
​Prezydent Petro Poroszenko ma nadzieję na wznowienie rozmów pokojowych w Mińsku. Ze swej strony Aleksandr Łukaszenka, który przybył z wizytą do Kijowa, zapowiedział, że będzie sprzyjał osiągnięciu porozumienia przez strony konfliktu.

Petro Poroszenko zaznaczył, że tylko takie rozmowy, jak w Mińsku mogą przynieść pokój. Uczestniczą w nich przedstawiciele separatystów, OBWE oraz Rosji i Ukrainy. Ostatnie takie spotkanie odbyło się we wrześniu. Prezydent zwrócił uwagę na poparcie Białorusi, które ma niepodległość i jedność terytorialna Ukrainy.

Ałeksandr Łukaszenka zadeklarował, że Mińsk zawsze opowiadał się za pokojem na Ukrainie i będzie sprzyjał organizacji kolejnej tury rozmów pokojowych. "Jeśli będzie coś potrzeba od Białorusi, panie prezydencie, proszę mówić. W ciągu doby zrobimy wszystko o co pan poprosi. Tak było dotąd i tak będzie nadal" - zapewniał w Kijowie. 
Niedzielne rozmowy prezydentów poświęcone były jednak przede wszystkim stosunkom dwustronnym, w tym wymianie gospodarczej, a także kwestiom bezpieczeństwa. Separatyści działający w Zagłębiu Donieckim są bowiem kontrolowani przez władze w Moskwie, a nie w Mińsku, dlatego pomoc Białorusi w tej kwestii może być jedynie bardzo ograniczona.



Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan oskarżył Radę ds. badań naukowo-technicznych Turcji (TUBITAK) o organizowanie podsłuchów rozmów tureckiego rządu.

W grudniu 2013 roku w Turcji miała miejsce głośna operacja antykorupcyjna, po której w kraju odbywają się aresztowania pracowników policji i kierowników mediów. Wielu z nich zostało oskarżonych o uczestnictwo w nieoficjalnej organizacji „równoległa struktura”, którą rzekomo inspiruje i finansuje mieszkający w USA islamski teolog Fethullah Gülen.

Zdaniem prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdoğana, Gülen dąży do obalenia tureckiego rządu. To właśnie działalnością zwolenników teologa wśród tureckich urzędników państwowych Erdogan objaśnia protesty, do których doszło w 2013 roku, a także publikację materiałów kompromitujących członków rządu. W ubiegłym tygodniu stambulski sąd wydał nakaz aresztowania Gülena. Według prezydenta, Turcja zwycieżyła w walce z „równoległym państwem".



mec. Janusz Wojciechowski
Nareszcie upragniony film, gdzie jest holocaust, a Niemców nie ma!

Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz z wielka radością wręczał w Strasburgu kolejne laury dla „Idy”. Jaki piękny film! I jaki europejski!

Ręce same składały się do oklasków, a najbardziej europosłom niemieckim.
Wcale się nie dziwię radości Martina Schulza i innych niemieckich posłów, bo „Ida” naprawdę mogła im się spodobać. To bodaj pierwszy tej miary i klasy film, gdzie jest holocaust, ale Niemców nie ma!
Żydów zabija już nie SS, czy inny rycerski Wehrmacht, zabija ich zły, podły, prymitywny, brudny, pazerny na majątek, durnowaty polski chłop.

Jakiż to musu być miód na zbolałe niemieckie dusze, która rwą się do przywództwa w Europie, ale jak tu przewodzić, niosąc na plecach balast tych cholernych win narodu, który rozpętał dwie wojny światowe, przy czym zwłaszcza w drugiej ubrał sobie ręce we krwi, aż po łopatki?
Tymczasem po obejrzeniu „Idy”, będzie można spokojnie już powiedzieć – sorry, entschuldigen, to nie my, to Polacy...

Mój niezapomniany polonista z Licem Ogólnokształcącego w Rawie, śp. profesor Stanisław Ziółkowski (ojciec wybitnego astronoma profesora Janusza Ziółkowskiego) zadawał nam często krótkie rozprawki, takie góra na stronę (dziś byśmy powiedzieli na 3 tysiące znaków) na temat jakiegoś utworu literackiego, z powtarzającym się tytułem - artyzm i ideologia na tle epoki.
Na przykład: Wiersz „Do młodych” Asnyka – artyzm i ideologia na tle epoki...
O „Idzie” można by napisać – artyzm jak artyzm, ale ta ideologia...
Dlatego nie idę na „Idę”...



Medialna morfina zamieniła Polaków w naród niewolników. Czy ostatnia szansa wytrąci nas z bierności?




Afera podsłuchowa nie zrobiła na nas większego wrażenia. 2,5 miliona nieważnych głosów i tygodniowe oczekiwanie na wyniki wyborcze również. Medialna morfina uśpiła naszą czujność i zamieniła nas w masę o mentalności niewolników. Ciepła woda w kranie nam wystarcza. Aż chce się zawołać za gen. „Gryfem”: „Gdzie są Polacy? Panie Boże!”.

Najnowsze dzieje Polski pisane są przez ludzi ze służb. Byli funkcjonariusze coraz częściej goszczą na medialnych salonach i formują myślenie milionów obywateli. Skompromitowani aparatczycy, poniewierający narodową godnością w czasach komuny, stają się autorytetami. Zbiorowa amnezja odebrała nam zdolność reakcji. Co się stało z Polską? Nawet się nie spostrzegliśmy, jak omamieni sztandarami 25-lecia wolności, staliśmy się masą niewolników.

Arystoteles podkreślał, że „niewolnik jest żyjącym narzędziem”, niezdolnym do rozeznania prawdy i podjęcia samodzielnych wyborów. Patrząc na nasze zachowanie trudno nie przyznać mu racji. Nic nie jest w stanie wytrącić nas z bierności. 

Najbardziej brutalny gwałt na demokracji przyjmujemy z przygłupim uśmieszkiem. Arystoteles nie miałby wątpliwości, by dzisiejszą bierność Polaków nazwać postępowaniem niewolników i to „niewolników z natury”, których definiował jako tych, którzy „o tyle tylko mają związek z rozumem, że spostrzegają go u innych, ale sami go nie posiadają”.
Media powoli zmieniają naszą naturę. Jesteśmy przecież tym, czym się karmimy. Wpatrzeni w świecidełka, doraźne korzyści, chwilowe przyjemności i łatwy dobrobyt, zatraciliśmy cnotę długomyślności. Nie stać nas na obronę godności nie tylko narodowej, ale i własnej. Można nas zaszczuć najbanalniejszym argumentem zaściankowości. Ze strachu przed etykietką ciemnogrodu, porwiemy się na każdą błazenadę, która da nam mandat „postępowców”. „Niewolniczą rzeczą jest znosić spokojnie zniewagi i nie ujmować się za swymi przyjaciółmi” – pisał Stagiryta. Ile jeszcze zniewag przyjmiemy ze spokojem? Jak dalece pozwolimy się poniżać? Jak długo będziemy się odcinać od zdrowego rozsądku i prawdy?

Medialno-polityczne drwiny z wyjaśniania fałszerstw wyborczych są testem ostatecznym. Jeśli ulegniemy, przegramy wszystko. Funkcjonariusze WSI weszli w nowe role i dyrygują chórami autorytetów. 

 Będą zmieniać narrację i siać zamęt tak długo, aż przestaniemy się jednoczyć. Będą rozmiękczać nam mózgi i kłamać, dopóki przestaniemy wierzyć w istnienie prawdy. Będą ośmieszać obywatelskie zjednoczenie i kompromitować wspólne manifesty, by rozbić ostatnie okruchy jedności. Została już ostatnia prosta.

Marsz 13 grudnia – z taką determinacją kompromitowany przez TVN i „Wyborczą” – będzie testem upadającej demokracji. Obyśmy potrafili się z nim mądrze zmierzyć. Większość z nas jednak tak głęboko pogrążyła się niewolniczej mentalności, że nie potrafi nawet dostrzec własnej biedy. Jeśli się z tego nie wyrwiemy, pozostanie tylko z bólem powtórzyć za Norwidem: „Niewolnicy wszędzie i zawsze będą niewolnikami - daj im skrzydła u ramion, a zamiatać pójdą ulice skrzydłami”.


autor: Marzena Nykiel

Redaktor naczelna portalu wPolityce.pl, publicystka tygodnika "wSieci", autorka książki "Pułapka gender". Była wydawcą i producentem programów tv i kierownikiem produkcji filmowej. Absolwentka filozofii i dziennikarstwa KUL oraz podyplomowego studium produkcji filmowej i TV w Łódzkiej Szkole Filmowej.

CZYTAJ TAKŻE: w celu konfrontacji polecam najpierw:

— Drugie dno afery podsłuchowej. Sowiecka strategia „wojny bez walki” dobiega końca. Państwo nie działa, podziałów nie sposób zasypać, a naród ma dosyć degrengolady. Kiedy wkroczy polityczny zbawca?
— Trzynaście przykazań tajnego wroga zrealizowane z sukcesem. Najwyższy czas na powstanie!


http://polish.ruvr.ru/2014_12_24/Prezydent-Turcji-oskarzyl-Rade-ds-badan-naukowo-technicznych-o-podsluchy-2342/




niedziela, 16 listopada 2014

Putin - główny wróg zachodnich demokracji


Zachód nie kieruje się swoim interesem, tylko realizuje wizje i żądze Ośrodka Władzy, zwanego przeze mnie Ojcem Kłamstwa...


reblogged


Współcześni szaleńcy z Imperium Euroatlantyckiego (US&UE) sieją w świecie jedynie śmierć, chaos i zniszczenie.

Baczny obserwator zachodnich „elit” musi dojść do przeświadczenia, że szatan, w ich osobach, zużywa już trzeci garnitur swych sług. Prawdziwie porażająca jest ich miałkość intelektualna, ograniczenie umysłowe i ignorancja. Dr Roberts[i] interpretuje to zjawisko, jako symptom dekadencji zachodu. Moim zdaniem przyczyna jest bardziej fundamentalna. Nawet tak złowrogie postacie jak Stalin, Lenin, czy Hitler nie prowadziliby polityki torami Obamy, Camerona, czy Hollande. Celem zbrodniczych dyktatorów XX wieku było wprowadzenie swej władzy i ideologii na całym świecie.   Współcześni szaleńcy z Imperium Euroatlantyckiego (US&UE) sieją w świecie jedynie śmierć, chaos i zniszczenie. Przy tym nie kontrolują oni ofiar swej agresji, takich jak na przykład Afganistan, Libia, Syria, Jemen, Irak, czy była Jugosławia. Obecnie prą do nuklearnego konfliktu z Rosją nie myśląc o tym co on będzie również dla nich samych oznaczał. Tak nie postępowałby Stalin, Mao, czy Hitler. Tak mogą działać jedynie skrajnie ograniczone umysłowo kreatury i takowe wypełniają dziś plany szatana.
 
Dobiegający dziś w Brisbane szczyt G20 stanowi dobrą tego ilustrację. Były bokser, „premier” Australii, Tony Abbott próbował usunąć Rosję z uczestnictwa w szczycie. Gdy to nie udało się, zagroził Putinowi fizyczną konfrontacją. Ponieważ rosyjski wywiad otrzymał informację, że reżim Obamy wydał już na prezydenta Rosji wyrok śmierci, na wody australijskie skierowano eskadrę rosyjskich okrętów wojennych wyposażonych w najnowsze systemy obrony antyrakietowej[ii].  Rosja obawiała się, że USA będą próbować zestrzelić prezydencki samolot w drodze na szczyt.  Obawy te były tym bardziej uzasadnione, że Stany „zniknęły” już, w marcu tego roku, na tym obszarze oceanu, w swej bazie Diego Garcia[iii] malezyjski samolot pasażerski[iv] lecący do Pekinu. Tak wiec Putin dotarł na szczyt, gdzie spotkał się z niespotykaną w sferach dyplomacji agresją werbalną ze strony „premiera” Wielkiej Brytanii Davida Camerona. Jej opis, który można znaleźć w anglojęzycznych mediach korporacyjnych[v], jasno pokazuje  że zachodni „przywódcy” nie cofną się przed niczym w swych próbach złamania Putina, jedynego męża stanu, który stoi na drodze do ostatecznego sukcesu nowego porządku światowego (NWO[vi]). 
 
Sytuacja jest na tyle nabrzmiała, że jeśli w najbliższych miesiącach nie uda się w ten czy inny sposób pozbyć Putina, zachodnim szaleńcom nie pozostanie nic innego jak rozpocząć bezpośrednią agresję na Rosję. Zdając sobie z tego sprawę, przedstawiciele rosyjskich elit politycznych wyrażają publicznie pogląd, że zbliżający się okres świąteczny będzie ostatnim w czasach pokoju.


[i] http://www.paulcraigroberts.org/
[ii] http://www.eutimes.net/2014/11/us-navy-flees-in-terror-as-russian-warships-near-australia/
[iii] http://en.wikipedia.org/wiki/Diego_Garcia
[iv] http://www.whatdoesitmean.com/index1753.htm
[v] http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/vladimir-putin/11232995/Vladimir-Putin-to-leave-G20-early-after-tense-meeting-with-David-Cameron.html
[vi] http://en.wikipedia.org/wiki/New_World_Order_%28conspiracy_theory%29

KOMENTARZE

  • CHYLĘ CZOŁA ...SZANOWNY AUTORZE
    Dzięki takim tekstom pozostaje choć pocieszenie,że gdy wokół szaleństwo niewymierne się wydarza to nadal są przytomni duchowo ludzie z trzeźwym osądem rzeczywistości
    Pozdrawiam serdecznie,5*.