Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bankowość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bankowość. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 maja 2023

Prof. Glapiński o zastosowaniu SI


przedruk


NBP 

22.05.2023, 13:39




Uważam, że w tej fazie rozwoju sztucznej inteligencji rozpoznawać musimy zarówno szanse, jak i zagrożenia płynące z zastosowania tej technologii, a bynajmniej nie lekceważyć zagrożeń, co dobitnie podkreślają sami jej twórcy. Powszechnie zakłada się, że zastosowanie sztucznej inteligencji w życiu człowieka i jego pracy przyniesie olbrzymią rewolucję i zmiany, być może większe niż te, które wywołały komputery, potem internet, a wcześniej produkcja przemysłowa – wskazuje prof. Adam Glapiński, prezes NBP w komentarzu nt. zastosowań sztucznej inteligencji.

„Bank centralny nie może lekceważyć tego zjawiska – chcemy być jego częścią, poznawać i uczyć się, wraz z rozwojem sztucznej inteligencji, by działać efektywniej, ale też przewidywać zmiany i przygotowywać się na zagrożenia.


Od kilkunastu miesięcy analizujemy wywiady z twórcami rozwiązań tego typu, którzy też obawiają się potencjalnych zagrożeń. Z tego też powodu uważam, że na ich liczne apele o współpracę w zakresie rozwoju sztucznej inteligencji na szczeblu ogólnoświatowym, powinno spotkać się z natychmiastową reakcją. Urzędnicy zajmujący się »zieloną transformacją« mogliby przenieść swoją energię na ten obszar – być może zastosowanie sztucznej inteligencji pomoże im zrealizować własne wizje szybciej niż tysiące kolejnych nakazów i »zielonych« regulacji.


W NBP od kilkunastu miesięcy testujemy najnowsze narzędzia z elementami sztucznej inteligencji z obszaru cyberbezpieczeństwa, informatyki, komunikacji, edukacji i multimediów. Z elementów sztucznej inteligencji korzystamy w zakresie narzędzi cyberbezpieczeństwa czy też bezpieczeństwa teleinformatycznego i aktualizujemy te rozwiązania na bieżąco. Co więcej, w części zadań informatycznych korzystamy z niektórych narzędzi wspomagających np. pracę programistów. Sztuczna inteligencja daje dużo szybsze i większe możliwości w zakresie korelacji danych, które są ogólnie dostępne i teoretycznie zanonimizowane. W dużych zbiorach informacji przetwarzanych przez bank, sztuczna inteligencja jest w stanie szybciej ustalić poprawne odpowiedzi na analityczne pytania.


Niedawno w banku brałem udział w ciekawym teście „inteligentnego” serwisu internetowego na wielu urządzeniach jednocześnie. Oczywiście, sam serwis czeka na aktualizację, by chociażby możliwe było dopytanie o kwestie agresji Rosji na Ukrainie, na niektórych jego modyfikacjach jest też wyczuwalna różnego rodzaju cenzura światopoglądowa itp. Niemniej jednak zaskoczenie, jakie obecnie przynosi używanie sztucznej inteligencji, jest olbrzymie.

Niedawno opublikowaliśmy w mediach społecznościowych banku całą serię informacji wygenerowanych przez sztuczną inteligencję, np. w zakresie popularyzacji Centrum Pieniądza NBP. Powstał też pierwszy materiał wideo, w którym tekst, dźwięk lektorski i wideo zostały zrealizowane w całości przez sztuczną inteligencję.


Jest jeszcze za wcześnie, by formułować jednoznaczne opinie na temat wpływu zastosowania sztucznej inteligencji na banki centralne, czy gospodarkę danego kraju. Niemniej jednak, jako wieloletni wykładowca akademicki, widzę ewidentny wpływ tej technologii chociażby na edukację ludzi. Zakładam potrzebę natychmiastowej reformy kilku obszarów naszego życia, które absolutnie nie są przygotowane na tak szybki i niekontrolowany postęp cyfrowy.


Po pierwsze, prawo autorskie i wszelkie kwestie własności intelektualnej w kontekście sztucznej inteligencji – to jest temat rzeka i wypada go ożywić w Polsce natychmiast. Druga kwestia to możliwe oszustwa, bezpieczeństwo, nie tylko naszych danych, ale też w kwestiach edukacji, chociażby możliwości kreacji olbrzymich opracowań, których autor nie może zostać zidentyfikowany. W końcu jedne serwisy ze sztuczną inteligencją pozwalają tworzyć zaawansowane teksty, inne parafrazować je w taki sposób, by niemożliwe było wykrycie zastosowania technologii zamiast wiedzy ucznia czy studenta podpisującego się jako autor pracy.

Pojawia się więc pytanie, jaki sens ma testowanie na uczelniach wiedzy za pomocą prac pisemnych.

Ale są i dobre strony zastosowania tej technologii w edukacji. Np. nad stworzeniem audiobooka pracowano nawet i kilka miesięcy – dziś sztuczna inteligencja umożliwia to w kilka dni. Zaskakujące jest nie tylko to, że „inteligentny” lektor potrafi odpowiednio intonować tekst, ale coraz częściej może odczytać różne skróty myślowe.

Sztuczna inteligencja jest używana do walki politycznej, do manipulacji na światową skalę, o tym niestety nie mówi się jeszcze publicznie. Wszystko to może przerażać, ale też nie widzę odwrotu. W Narodowym Banku Polskim staramy się być pionierami zastosowania sztucznej inteligencji w pracach banku.

Narodowy Bank Polski zawsze należał do najbardziej zaawansowanych technologicznie banków centralnych. Potwierdza to również niedawna nagroda dla NBP ze strony międzynarodowego, eksperckiego gremium Central Banking Awards. Działania, które realizowaliśmy we współpracy z Centralnym Bankiem Ukrainy, wykorzystywały najnowocześniejszą technologię dostępną na rynku, co zresztą umożliwiło nam zarówno natychmiastową reakcję, ale i szybką adaptację”.




Mam tylko nadzieję, że tego tekstu nie wygenerował czatbot...




Sztuczna inteligencja. Prezes NBP prof. Adam Glapiński o zastosowaniu AI - tvp.info





niedziela, 5 marca 2017

Ekspertoza. Dlaczego światem rządzą dziś pseudospecjaliści



Ekspertoza. Dlaczego światem rządzą dziś pseudospecjaliści

autor: Sebastian Stodolak05.03.2017, 09:00
 
Demokracja to rządy ludu? Bzdura. Światem rządzą dziś eksperci. Ze strachu przed coraz bardziej zagmatwaną rzeczywistością oddaliśmy władzę kaście „wszechwiedzących” szamanów
Co najbardziej komplikuje nasze życie? Informacje. XX-wieczny amerykański inżynier, architekt i filozof Buckminster Fuller szacował, że do 1900 r. zasób informacji, jakim dysponowała ludzkość, podwajał się co 100 lat. Obecnie badacze szacują, że proces ten zajmuje już ledwie rok.
Dziś informacja jest również nieporównywalnie szybciej i łatwiej dostępna. Gdy w 1716 r. Jakob Hermann publikował „Phoronomię”, dzieło z zakresu mechaniki, wyłożone w niej teorie nie miały szans na dotarcie do „szerokiej publiczności”, a inni naukowcy zapoznali się z nimi z wielomiesięcznym opóźnieniem. Dziś, gdy naukowcy NASA odkrywają siedem nowych podobnych do Ziemi planet, ogłaszają konferencję prasową. I w jednej chwili o ich odkryciu dowiaduje się cała ludzkość łącznie z tymi, których owo odkrycie nic a nic nie obchodzi. Podobnie szybko i ogólnie dostępne są nowe wersje teorii spiskowych o inwazji ludzi jaszczurów, śmieszne filmiki z kotami, przepisy kulinarne, diety cud, porady psychologiczne i sposoby na zrobienie fortuny w jeden dzień.
Jesteśmy wprost zalewani informacjami, co nie byłoby tak przerażające, gdybyśmy nie musieli na ich bazie podejmować decyzji i wybierać, co jest dobre i warte uwagi. Co złe i nieprzydatne, co jest prawdą, a co kłamstwem. Decyzji, od których często zależy nasza przyszłość. Niestety, musimy to robić.

A wiedząc, że nie we wszystkim podołamy, prosimy o radę ekspertów.


Młotkiem w palec

Dietetycy za 50 zł dziennie dostarczą nam zbilansowane posiłki, agent nieruchomości znajdzie odpowiednich kandydatów, którym moglibyśmy wynająć mieszkanie, zaś pośrednik finansowy doradzi nam, jaki kredyt zaciągnąć. Że niektórym zasugeruje kredyt we frankach albo ulokowanie kapitału w piramidzie finansowej? No cóż, cedowanie decyzji na ekspertów obarczone jest ryzykiem. Ba, nawet lekarz może przepisać lek, który zamiast postawić na nogi, zaszkodzi. Ale problem ze specjalistami zaczyna się, gdy powierzamy im los nie jednostek, lecz społeczeństw – bo wówczas realne staje się ryzyko sprowadzenia na siebie ogólnokrajowej katastrofy. A to zagrożenie rośnie tym szybciej, im bardziej rozrastają się kompetencje państwa, a z nimi prawo. Do opanowania którego potrzebni są specjaliści.



Minister tego lub owego nadal jest ważny, lecz to grono wybranych przez niego ekspetów opracowuje wdrażane przezeń rozwiązania. Rodzimi politycy (i nie tylko nasi) nieustannie powołują się na opinie znawców, które mają uzasadniać różnorakie posunięcia legislacyjne (inna sprawa, że miewają problemy – jak choćby w przypadku prezydenta Komorowskiego i „reformy” OFE – z tych opinii upublicznianiem). Nie będzie też przesady w stwierdzeniu, że ekspertoza – zbytnie poleganie na specjalistycznych opiniach czy też chorobliwie częste odwoływanie się do nich – trapi wiele państw. Demokracja pośrednia zamienia się w demokrację pośredników. Wybieramy polityków, żeby ci pośredniczyli w zatrudnieniu ekspertów do podejmowania decyzji w dziedzinach, na których politycy się nie znają. Czyli właściwie we wszystkich. Specjaliści opracowują metody na walkę ze zmianami klimatu, prewencję nowotworów, zwiększenie wykrywalności przestępstw, redukcję alkoholizmu i stopy bezrobocia. W praktyce to oni są realnymi zleceniobiorcami zarządzania krajem.
Wyborcy zaś tak mocno odzwyczaili się od podejmowania realnych decyzji, że wykorzystanie reliktu demokracji bezpośredniej, jakimi są referenda, zaczyna przynosić tak opłakane skutki jak brexit (to zła decyzja nie dlatego, że Wielka Brytania wychodzi z UE, lecz dlatego że podkopuje ona fundament międzynarodowej współpracy).
Ale – przerwie ktoś wywód pytaniem – dlaczego właściwie odwoływanie się do zdania ekspertów miałoby być czymś negatywnym? Instancja specjalisty nie jest przecież czymś złym sama w sobie. To zastrzeżenie zrozumiałe. Niestety, politycy mają stałą tendencję do wybierania nie tych ekspertów, co trzeba. Jak zauważał kolumbijski myśliciel Nicolas Gomez Davila: „Ludzie o wiele częściej waliliby się młotkiem w palec, gdyby ból występował dopiero po roku”. Polityków palec boli dopiero – a i to nie zawsze – po kolejnych wyborach.

Co na to narcyz
Czego oczekujemy od dobrego eksperta? Tego, by opracowywał korzystne dla ogółu rozwiązania trapiących go bolączek. Specjalista musi umieć przewidywać skutki proponowanych przez siebie posunięć, rozumieć rzeczywistość lepiej niż inni, potrafić wyczuć bieg zdarzeń oraz wychwytywać globalne trendy. Słowem, musi umieć skutecznie analizować i prognozować. Jednak właśnie ten warunek ogranicza podaż dobrych ekspertów.
Profesor Philip E. Tetlock, psycholog i politolog z Uniwersytetu Stanu Pensylwania, od ponad 30 lat bada skuteczność eksperckich prognoz. Zasłynął analizą przewidywań 284 osób, które z bycia specjalistami uczyniły sposób na życie (urzędników, profesorów, ekonomistów wolnorynkowych i marksistów). Zadawał im pytania o prawdopodobieństwo takich zdarzeń, jak recesja gospodarcza, upadek ZSRR, wybuch wojny w Zatoce Perskiej albo tego, czy Quebec odłączy się od Kanady. Eksperyment Tetlocka trwał od 1984 do 2003 r., a w jego trakcie sformułowano 28 tys. prognoz. Odpowiedzi ekspertów okazały się tylko odrobinę bardziej trafne niż gdyby prawdopodobieństwo szacować rzutami kostką albo prostą ekstrapolacją statystyczną. Co więcej, Tetlock porównywał prognozy ekspertów z opiniami dobrze poinformowanych laików, „utalentowanych amatorów” reprezentujących ogólną populację Stanów Zjednoczonych. Kto wypadł lepiej? Amatorzy. Co jest nie tak z ekspertami? Co sprawia, że osoby specjalistycznie wykwalifikowane obstawiają rezultaty gorsze niż przypadkowy przechodzień?
Niechęć do pomyłek i potrzeba bycia najlepszym. Ego. Eksperci nigdy nie przyznają się do błędów. Wolą mówić, że byli o włos albo że źle ich zrozumiano. Siłę „strachu przed byciem w błędzie” Tetlock ilustruje, przywołując eksperyment, który w latach 80. przeprowadzono na Uniwersytecie w Yale na studentach i szczurach. W labiryncie w kształcie litery T umieszczono szczura, następnie do któregoś z boków poprzecznej belki w T wkładano raz po raz jedzenie. Studenci mieli odgadywać, gdzie w kolejnej turze wyląduje jedzenie (zostali wcześniej poinformowani, że sekwencja nie jest losowa). Prognozy studentów, którzy chcieli być jak najskuteczniejsi, były trafne w niewiele ponad 50 proc. Szczur, któremu nie zależało na nieomylności, a po prostu na jedzeniu, kierował się we właściwy róg T w 60 proc. przypadków.

Eksperci różnią się jednak między sobą. Tetlock podzielił ich na dwie kategorie: lisy i jeże.
Lisy to ludzie skromni, ostrożni i sceptyczni wobec wielkich teorii, które wszystko tłumaczą. Korzystają z wielu źródeł informacji, dostosowują analizy do faktów, a nie fakty do prognoz, nie są przywiązani do posiadania racji. Z kolei jeże to ci, którzy specjalizują się w jakiejś jednej „wielkiej idei”, próbując tłumaczyć nią wszystkie możliwe wydarzenia i – jak pisze Tetlock – „szybko irytujący się, gdy ktoś nie rozumie ich stanowiska.” Chcą mieć rację. Są narcystyczni.
Która z tych grup jest przez ludzi chętniej słuchana? Narcystyczne jeże. Są bardziej wyraziści, oryginalni, nie przynudzają, a przede wszystkim mówią nam coś, na co sami nie wpadlibyśmy – jakby posiadali tajemną wiedzę. Nasze preferencje wobec ekspertów odzwierciedla świat mediów. – Telewizje i radia zapraszają tych, których ludzie chcą oglądać. Nie dziwi więc, że w studiach telewizyjnych roi się od jeży. Im lepszym jesteś ekspertem, im lepiej prognozujesz, tym mniejsza szansa, że zostaniesz etatowym komentatorem. Im twoje prognozy są gorsze, tym częściej będziesz komentował, prognozował i doradzał – uważa Tetlock.


Niestety nie ma żadnych powodów, by sądzić, że politycy nie ulegają tym samym słabościom w wyborze ekspertów co przeciętny konsument telewizji informacyjnej.
Problem szamana
Nieoptymalny wybór specjalistów Arnold Kling, ekonomista z Cato Institute, nazywa problemem szamana. Szaman to dla niego ktoś, kto narzuca się politykom z pomocą w każdej sprawie, choćby nie miał o niej zielonego pojęcia. – Jeśli istnieje wybór między ekonomistą oferującym tanie panaceum na daną bolączkę i ekonomistą, który twierdzi, że takie rozwiązanie nie istnieje, proces polityczny faworyzuje pierwszego. Mieliśmy bardzo wielu ekonomicznych szamanów, którzy przekonywali, że wiedzą, jak rozszerzyć zakres ubezpieczeń zdrowotnych, jednocześnie zmniejszając ich koszt. Mieliśmy szamanów, którzy uważali, że bez wpompowania 800 mld dol. w gospodarkę bezrobocie sięgnie 9 proc. W 2017 r. mamy nową administrację, która słucha innych szamanów – uważa Kling. Problem szamana jest według niego elementem problemu Tullocka.
Profesor Gordon Tullock był jednym z najwybitniejszych twórców szkoły wyboru publicznego, która – jak to ujął inny jej przedstawiciel – „pozbawia politykę romantycznego pierwiastka”. W największym skrócie chodzi o to, że politycy to dokładnie takie same stworzenia jak ich wyborcy. Mają te same zalety i wady, a także – jak zdecydowana większość z nas – myślą przede wszystkim o sobie. Swoje prawdziwe intencje jednak przyozdabiają szatą dbałości o dobro wspólne. To dlatego na rękę im jest zatrudnianie szamanów, którym wcale nie zależy na prawdzie, a na dostarczeniu tego, czego się od nich oczekuje. Im bardziej „miękka” jest dziedzina, w której doradzają, tym specjaliści są bardziej elastyczni. Szczególnie podejrzani są przedstawiciele nauk społecznych, w tym ekonomii. – Nie ma żadnych istotnych powodów, by próbować ukryć prawdę w naukach przyrodniczych, natomiast w przypadku nauk społecznych takich powodów jest bez liku – zauważał Tullock. Bez liku? Tak. Zwłaszcza że ynawcz tematu mogą służyć wielu panom jednocześnie – zarówno politykom, jak i wąskim grupom interesu, którym na rękę jest ukrycie jakichś prawd, a które stać na ich opłacenie i promowanie ich opinii w politycznych kręgach.
I tak to, że handel międzynarodowy buduje dobrobyt (ekonomiczny konsensus), negują ekonomiści sprzyjający lobby producentów, którzy chcieliby wprowadzić cła na import. Ci zaś, którzy – przeciwnie – konsensus uznają i promują globalizację, często robią to po to, by uzasadnić preferencyjne ulgi podatkowe albo regulacyjne wyłomy dla wybranych. Zdarza się, że specjaliści jednego lobby zwalczają ekspertów wrogiego obozu. W Polsce główni ekonomiści SKOK-ów krytykują banki za banksterkę, a główni ekonomiści banków krytykują SKOK-i za brak przejrzystości i opór przed jurysdykcją Komisji Nadzoru Finansowego. Z kolei eksperci związani z branżą węglową określają oparcie polskiej gospodarki na zielonej energii mianem nierealistycznej mrzonki, gdy ci związani z koncernami produkującymi wiatraki uważają, że bez czystej energii Polsce grozi ekologiczna katastrofa.
Której ze zwalczających się grup będą słuchać politycy? To zależy tylko od tego, jakie środki konkretne lobby jest w stanie zaangażować w promocję własnych pryedstawicieli. Oczywiście niektórzy specjaliści zostaną zignorowani. Na drodze może stanąć im ideologia rządzących. Bywa, że tylko, jeśli oni sami ją podzielają (bądź przekonująco to udają), uda im się dotrzeć do polityków. Dlatego SKOK-om łatwiej podesłać ekspertów rządowi PiS, a bankierom rządowi PO, natomiast socjologowie badający mniejszości seksualne więcej mieli do powiedzenia w administracji Obamy niż będą mieć do powiedzenia w administracji Trumpa.
Niektórzy ekonomiści (ci niezatrudnieni w rządzie) wysuwają nawet postulat, by każdy ekspert mający wpływ na politykę spowiadał się nie tylko ze źródeł dochodu, lecz także ze swoich ideologicznych predylekcji. Taką propozycję znaleźć można w wydanej z końcem zeszłego roku książce „Ucieczka od demokracji” Sandry Peart i Davida M. Levy’ego (tytuł nawiązuje do „Ucieczki od wolności” Ericha Fromma). Ekonomiści ci próbują wyjaśnić w niej eksperckie wpadki, koncentrując się na polityce gospodarczej.
Technokraci jak tyrani
Bezlitosny w ocenie eksperckich dokonań jest prof. William Easterly z New York University. W książce „Tyrania ekspertów” z 2014 r. wskazuje na seryjne porażki specjalistów, których międzynarodowe instytucje wynajmują do pomagania biednym krajom. Zdaniem Easteraly’ego to właśnie ci eksperci są jedną z przyczyn zubożania Afryki. Jej rozwój planowany jest najpierw odgórnie przez ludzi, którym z pozycji wygodnego fotela w Waszyngtonie wydaje się, że wiedzą, jak uszczęśliwiać innych, a potem narzucany jest autokratycznymi metodami, nawet jeśli beneficjenci pomocy się im sprzeciwiają. Ale eksperci – jak tyrani niezważający na wolę poddanych – mają za nic przekonania, zwyczaje i inne lokalne uwarunkowania panujące tam, gdzie chcą realizować swoje plany. Nie akceptują na przykład tego, że recepty typu „jeden rozmiar dla wszystkich” nie działają. W efekcie dzieją się tragedie. Easterly opisuje historię 20 tys. farmerów z Mubende w Ugandzie, których w 2010 r. wygnano z miejsca zamieszkania, ich plony zniszczono, a potomstwo zabito, realizując projekt ekologiczny pod auspicjami Banku Światowego. Jednak nie tylko Trzeci Świat cierpi od eksperckich porad.
W Wielkiej Brytanii w latach 20. XX w. Winston Churchill, ówczesny kanclerz skarbu, za namową bankierów, w tym szefa Banku Anglii, postanowił przywrócić standard złota. Jego doradcz popełnili jednak kardynalny błąd, ustanawiając zbyt wysoką wartość funta w relacji do kruszcu. W efekcie kraj doświadczył załamania gospodarczego. Gdy w 1917 r. w Stanach Zjednoczonych wprowadzano prohibicję, popierający ją specjaliści przekonywali, że zaoszczędzone na produkcji alkoholu zapasy zboża zostaną przekierowane do aprowizacji oddziałów, które rząd oddelegował na front I wojny światowej. Oczywiście eksperci nie przewidzieli skali działalności alkoholowego podziemia, które wciąż korzystało z zasobów zbóż. Nie mówiąc o tym, że nie przewidzieli powstania zorganizowanej mafii, z którą rząd USA musi walczyć do dzisiaj.


W USA wpływ specjalistów na rozwiązania polityczne był zauważalny już pod koniec XIX w., gdy niektóre stany zaczęły wprowadzać za ich radą eugenikę, czyli podejmować próbę eliminacji ze społeczeństwa osób upośledzonych umysłowo, czarnych czy niepełnosprawnych oraz ograniczenia napływu osób „nieużytecznych społecznie”, np. emigrantów z Europy Środkowo-Wschodniej. Celem był „rasowy postęp”, a głównym narzędziem przymusowa sterylizacja i zakazy małżeństw oraz współżycia seksualnego. Te praktyki miały wsparcie uznanych amerykańskich naukowców, którzy – jak się potem okazało – chętnie w swoich „raportach” przekłamywali prawdy naukowe i naginali metodologię. Ich rady politycy przez dekady kupowali w ciemno. Eugenika umarła dopiero w latach 70. XX w.
Do świeższych eksperckich kompromitacji, które realnie pogorszyły byt społeczeństw, należy zaliczyć pomyłki agencji ratingowych i nieodpowiedzialną działalność instytucji hipotecznych Freddie Mac i Fannie Mae, które doprowadziły do kryzysu finansowego w 2008 r. Eksperci niezbyt dobrze spisali się, projektując strefę euro, czym przyczynili się do jej niestabilności, nie zdołali wypracować pomysłów na rozładowanie fali masowej imigracji ani zapobiec zamachom terrorystycznym mimo ogromu danych dostępnych analitykom wywiadu.
A jednak ekspertów nikt nie rozlicza. Nie wychodzimy tłumnie na ulice protestować przeciw ich bolesnej nieskuteczności. Dlaczego? Może słowa, które padają we wspomnianej już „Ucieczce od wolności”, są aktualne? Fromm pisał: „Przerażona jednostka szuka czegoś albo kogoś, do kogo mogłaby się przywiązać, niezdolna jest już dłużej być swoim własnym, indywidualnym ja, desperacko usiłuje pozbyć się go i poczuć znowu bezpieczna, zrzuciwszy to brzmię własnego ja”.
Fromm tłumaczył w ten sposób narodziny nazizmu, czy – szerzej – sytuację, w której ludzie są skłonni wyzbyć się wolności decydowania o sobie, ale czy te zdania nie mogłyby się odnosić także do naszej i naszych polityków wiary w eksperckie osądy?
Oświecony tłum, głupia tłuszcza
Odrzucenie doradców en bloc to także przepis na katastrofę. Co jednak zrobić, by promować tych skutecznych, a nie blagierów? Są na to sposoby.
„Eksperci od ekspertów” uważają, że należy wypracować jasne mechanizmy, które nagradzają za dobre, a karzą za złe prognozy. Cena błędu powinna być na tyle wysoka, by motywować do większego wysiłku, ale też na tyle niska, by specjalistów nie wystraszyć. Możemy obcinać im premie, ale nie powinniśmy obcinać im głów. Tych, którzy zaliczają seryjne wpadki, należy marginalizować, nagłaśniając „wtopy”. Niereformowalne jeże powinny podlegać medialno-politycznemu ostracyzmowi.
Jednocześnie należałoby opracowywać metody doskonalące eksperckie analizy.
Tym tropem idzie prof. Tetlock, gdy proponuje ekspertom uczestnictwo w „Projekcie Dobrego Osądu”, który prowadzi od 2011 r. Zajmuje się tam nie tylko oceną ich kompetencji, lecz przede wszystkim próbuje hodować lisy. Udaje mu się. Skuteczność przewidywań osób należących do projektu szacowana jest na 30 proc. wyższą niż skuteczność przewidywań oficerów amerykańskiego wywiadu z dostępem do tajnych informacji.
Autorzy „Ucieczki od demokracji” chcą, by specjaliści przestali wyręczać nas w decyzjach dotyczących gospodarki i proponują coś na wzór obywatelskiej ławy przysięgłych. „Zamiast zatrudniać ekspertów do podejmowania decyzji w kwestiach regulacyjnych, powinno się oddać decyzje komisjom złożonym z losowo wybieranych ludzi, którym wcześniej eksperci te kwestie by tłumaczyli” – piszą Peart i Levy. Zarówno oni, jak i Tetlock wpisują się w nowe rozumienie udziału zbiorowości w życiu politycznym – takie, w którym tłum nie jest z konieczności głupią tłuszczą. Więcej, właśnie dlatego, że jest tłumem, ma pewne kompetencje.
Tego rodzaju myślenie wprowadził do „głównego obiegu” intelektualnego James Surowiecki w 2005 r. książką „Mądrość tłumu”. Surowiecki uważa, że „zbiorowość” może wiedzieć o rzeczywistości więcej niż specjaliści, pod warunkiem że każdy jej element buduje swoją wiedzą w oparciu o własny osąd, a nie naśladując zachowanie grupy. Uśrednienie takich suwerennych opinii daje jego zdaniem niezwykłe rezultaty – tłum nie tylko oszacuje trafnie wagę wołu (słynny eksperyment Johna Galtona z początku XX w.), lecz także trafniej od ekspertów odgadnie, czy dyktator kraju X posiada broń biologiczną albo czy Manchester United wygra ligę.
Zdaniem Surowieckiego, gdyby w demokracji częściej odwoływano się do decyzji zbiorowości, wyszłoby to społeczeństwu na dobre. „Specjaliści nie wiedzą, że czegoś nie wiedzą, gdy poleganie na tłumie zwiększa prawdopodobieństwo znalezienia informacji, o której wiadomo, że gdzieś istnieje. Dopóki grupa jest odpowiednio różnorodna i niezależna, pomyłki jednostek znoszą się wzajemnie, a pozostaje wyłącznie jej wiedza” – pisze Surowiecki.
Czy to właściwy wniosek? Eksperci zapewne się z nim nie zgodzą. 


http://www.gazetaprawna.pl/artykuly/1024209,demokracja-minela-to-eksperci-rzadza-swiatek.html




 

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Mity II WŚ - Wspaniała Rzeczpospolita




Mit drugiej wojny światowej

Ten artykuł powstaje jako zemsta za zablokowanie mojego artykułu o holokauście (tutaj jego wznowienie: Holokaust – blokada).
Z tego artykułu dowiesz się, że:
  • W szkole Cię okłamano: To nie Stalin wymyślił, że Polska będzie komunistyczna, a USA.
  • USA planowało, by Polska była częścią ZSRR (jak np. Litwa czy Ukraina).
  • W szkole Cię okłamano: Na konferencjach w Teheranie, Jałcie i Poczdamie nic nie ustalano, a już na pewno nie ustalano, że Polska będzie w obozie wschodnim.
  • W szkole Cię okłamano: To nie Izrael powstał w konsekwencji Holokaustu, a Holokaust wymyślono po to, by powstało państwo Izrael.
  • W szkole Cię okłamano: To nie atak na Pearl Harbor spowodował przystąpienie USA do wojny, a USA planowało udział w wojnie wcześniej. Pearl Harbor to tylko pretekst sprowokowany przez USA.
  • USA zaplanowały światowy komunizm jeszcze przed wojną, dlatego teraz prawie cały świat jest komunistyczny.
  • USA zaplanowały rozbrojenie społeczeństw, by zapobiec buntom, dlatego w większości państw świata posiadanie broni jest nielegalne. Posiadać broń po wojnie mogły tylko USA, BCN/UK i ZSRR. W efekcie wynalezienia broni atomowej, układ ten zmodyfikowano. Po prostu uznano, że Ci co nie posiadają takiej broni w konsekwencji są zdemilitaryzowani.
Nie będę tu knuł różnych teorii spiskowych, bo po co. Dowody są jawne, tylko po prostu przemilczane. Nie dowiesz się o nich w szkole, gazecie czy telewizji. Po prostu tak, jak do polskich kronik, tak i do amerykańskich bibliotek nikt nie zagląda.
Komu zależy na prawdzie, może wybrać się do Biblioteki Kongresu USA i odszukać tam tzw. Mapę Maurycego Gomberga (Żyda z pochodzenia). Komu nie chce się chodzić, może tę mapę obejrzeć online na stronie Library of Congress (www.loc.gov). A link do samej mapy to: https://www.loc.gov/resource/g3200.ct001256/.
Mapa nazywa się: Outline of Post-war new world map (Schemat powojennej mapy nowego świata).

Aleosohozi?

Dlaczego ta mapa jest tak ważna? Otóż mapa powstała około października 1941, a opublikowano ją 25 lutego 1942. Na mapie widnieje data publikacji (25 lutego 1942) oraz pieczątka “COMPLETED OCTOBER 1941″.
No i co to ma do rzeczy?
Otóż to, że:
  1. Powstała PRZED atakiem na Pearl Harbor (7 grudnia 1941)!
  2. Powstała PRZED powstaniem tzw. Endloesung den Judenfrage (Ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej) (20 stycznia 1942). Z Wikipedii: “Wykonywanie tego zbrodniczego planu rozpoczęło się w tym obozie na wiosnę 1942 r.”
  3. Powstała kiedy Niemcy i Japończycy wygrywali wojnę. Zaczęli przegrywać dopiero w zimie 1942-1943.
Europa 1942

Co z tego wynika?

Pewnie pamiętacie szkolną propagandę, że biedne USA zostały wciągnięte do wojny przez złych Japończyków, którzy zaatakowali bazę biednych Amerykanów, więc Amerykanie musieli przystąpić do wojny przeciwko Japonii, a później Hitler wypowiedział wojnę USA. Otóż z mapy Gomberga wynika, że USA już w październiku 1941 planowały, że będą brać udział w wojnie. Mało tego wiedziały już, że będą walczyć przeciw Niemcom i Japonii. A do tego wiedziały już, że wygrają.
Mapa Gomberga
Na mapie wyraźnie widać, że zaplanowano istnienie tylko 16 powojennych państw. Wśród tych państw nie ma np. Polski, Niemiec czy Francji, ale jest… Izrael! Na mapie nazywa się on Hebrewland i zajmuje terytorium współczesnego Izraela, Jordanii/Palestyny i skrawków Arabii Saudyjskiej czy Syrii. Jak to się ma w takim razie do retoryki, że państwo Izrael powstaje dlatego, by Holokaust nigdy się nie powtórzył? Holokaust zaczął się na wiosnę 1942 (czyli już po powstaniu mapy) i dotyczył przede wszystkim Słowian (ponad 1/3 ofiar) i Chińczyków (prawie 1/3 ofiar), Żydów w holokauście zginęło stosunkowo niewielu (1-2mln z 73mln, w tym Słowian 30 mln – szczegóły w artykule o Holokauście).
To nie koniec państw żydowskich na mapie. Otóż Mandżuria (dziś Chiny) według mapy miała zostać wcielona do ZSRR, ale część tej Mandżurii miała zostać Birobidżańskim Dystryktem Żydowskim! (Zobacz też: Birobidżan)
Na mapie wyraźnie również widać Stany Zjednoczone Ameryki Południowej (obecnie Unia Narodów Południowoamerykańskich), Stany Zjednoczone Europy (obecnie Unia Europejska), Unię Republik Afrykańskich (obecnie Unia Afrykańska), Sfederowane Republiki Arabskie (obecnie Liga Arabska).
Z ciekawszych smaczków najbardziej zwracają uwagę: Kanada i Ameryka Środkowa w USA, Indonezja w BCN/UK (w tym czasie podlegała pod Holandię), Iran i Mongolia w ZSRR (rewolucja islamska nastąpiła tam dopiero w 1979 r.), Niemcy, Włochy i Japonia to strefy kwarantanny odpowiednio ZSRR, Unii Europejskiej i USA. Niepodległe: Turcja, Grecja czy Irlandia. Europejska część Turcji w ZSRR. Ciekawe są też Kuryle leżące w ZSRR!!! A to z ich powodu Rosja i Japonia są nadal w stanie wojny (Rosja zajęła je dopiero we wrześniu 1945).
Co ciekawe, nie przewidziano rozpadu Hindustanu (na Indie, Pakistan, Bangladesz itd.) czy powstania ASEAN (na mapie rozdzielone między Chiny i BCN/UK).
Na mapie widać wyraźnie, że USA planowały Polskę jako jedną z sowieckich republik z obwodem królewieckim po stronie polskiej, ale zachodnimi ziemiami po stronie niemieckiej. Nie planowano też rozdziału Niemiec i Austrii. Tak, więc pitolenie o złym Stalinie i dobrym wujku Samie (w tym kontekście) jest wyssaną z palca propagandą.

Wywołanie ataku na Pearl Harbor

Ach te biedne USA, prawda? Tyle okrętów, tyle samolotów i tyle żołnierzy zamordowanych bestialsko przez Japończyków… Hollywood jest bezwzględne… ale po kiego grzyba Japończyki miałyby ten Pearl Harbor atakować? Przecież to jasne jak słońce, że przegrają, prawda? Byli niespełna rozumu, czy jak?
Otóż odpowiedź jest i prosta i skomplikowana na raz… tą odpowiedzią jest geografia… generalnie jest to temat na zupełnie inny wykład/artykuł. W skrócie: Japońce dokonały samobójczego ataku na USA z dokładnie takiej samej przyczyny z jakiej Niemce zaatakowały ZSRR. Embargo i blokada morska.

W wielkim skrócie:
Świat dzieli się na jeden superkontynent (Eurazja i Afryka) i wyspy okalające (większe nazywane są dla prestiżu kontynentami). Dzieciom naszym nawet się wciska, że Europa to oddzielny kontynent, a przecież to półwysep. Gdyby to był kontynent to Hindustan i Turkoarabia też powinny być kontynentami, bo też są oddzielone od Azji tak samo jak Europa. Ale propaganda to propaganda i albo się pewnie rzeczy widzi, albo jest się lemingiem :).

Kontrolę nad światem ma ten, kto rządzi superkontynentem. Ten superkontynent dzieli się na tych co mają brzeg i tych, co nie mają brzegu. Ci co mają brzeg – kontrolują morza. Ci co nie mają brzegu – kontrolują lądy i powietrze (bo latać trzeba nad nimi). Transport morski jest najtańszy na świecie i to kilkukrotnie albo kilkudziesięciokrotnie od każdego innego – czyli ten kto kontroluje morze, ten ma kasę. Najbogatszym krajem świata zawsze będzie potęga morska i ona zawsze rozdaje karty:

Kolejno odkąd znamy historię:
  1. Sumerowie
  2. Egipt
  3. Grecja
  4. Rzym
  5. Arabia
  6. Francja
  7. Anglia
  8. USA
  9. ~Chiny
Wszystkie pozostałe państwa na brzegu muszą się dostosować do mocarstwa morskiego, bo jak nie, to się nakłada embargo (blokuje wybrzeże) i mają pozamiatane, aż się nie dostosują. Które z nich zostanie potęgą decyduje również geografia np. Klimat, Demografia itd.

Państwa bez brzegu lub odcięte cieśninami rządzą się innymi prawami. One zawsze są biedniejsze, ale mają podstawową zaletę – nie można im narzucić embargo – idealny przykład: Rosja. Możesz nałożyć im embargo na wszystko, ale ich to nie rusza, bo i tak są biedni i i tak sobie poradzą. Embargo na taki kraj jak Francja spowodowałby jego bankructwo praktycznie natychmiastowe. Rosja, Kazachstan czy Turkmenistan przeżyją nawet jak wstrzymasz z nimi handel całkowicie, bo one po prostu z handlu nie żyją. Z tego też wynika, że wszystkie centra finansowe świata położone są w zasadzie nad morzem: Londyn, Nowy Jork, Tokio, Pekin, Sydney, Rio de Janeiro itd.

W efekcie – w przypadku wojny między państwami morskimi nie ma znaczenia ilość czołgów. Tylko statki się liczą. Co z tego, że masz milion czołgów, jak żarcie/ropa/złoto nie przypłynie? A jak nimi się dostaniesz do wroga skoro on ma więcej statków? Sterowcem przewieziesz?
W drugiej wojnie światowej, co z tego, że Niemcy miały czołgi i armie jak na morzu królowała Wielka Brytania i mogli jej naskoczyć. Nie przewiozą czołgów na wyspę, bo zostaną zatopione, stąd cyrki z rakietami. Kiedy Wielka Brytania zrobiła embargo na Niemcy, te musiały zaatakować ZSRR, by mieć dostęp do surowców. Nie ma bata.

Amerykanie wiedzieli, że jeśli nałożą embargo na Japonię, to ma ona zasadniczo dwa wyjścia:
  1. Poddać się
  2. Zaatakować USA
W obu przypadkach USA wygrywa, więc postanowiło wprowadzić embargo. Z Wikipedii:
“The United States embargoed scrap metal shipments to Japan and closed the Panama Canal to Japanese shipping.[7]
“The U.S. froze Japanese assets on July 26, 1941, and on August 1 established an embargo on oil and gasoline exports to Japan.[11][12] The oil embargo was an especially strong response because oil was Japan’s most crucial import, and more than 80% of Japan’s oil at the time came from the United States.[13]
W skrócie: ponad 80% ropy w Japonii pochodziło z USA. 26 lipca 1941 USA zamroziło japońskie środki, a 1 sierpnia nałożyło embargo na ropę. Jakiś czas Japonia negocjowała, ale negocjacje nie przyniosły rezultatu, a Amerykanie celowo zostawili Pearl Harbor odsłonięte, by je zaatakować (by mieć pretekst do wojny). Nie trzeba było długo czekać: 7 grudnia 1941 doszło do zaplanowanego przez USA ataku. Amerykanie nawet odebrali informacje od szpiegów, że atak nastąpi, ale nic nie zrobili:
Wikipedia: “Only one message from the Hawaiian Japanese consulate (sent on 6 December), in a low level consular cipher, included mention of an attack at Pearl; it was not decrypted until 8 December.[54]
Atak na Pearl Harbor był już planowany wcześniej:
Wikipedia: “In 1924, General William L. Mitchell produced a 324-page report warning that future wars (including with Japan) would include a new role for aircraft against existing ships and facilities. He even discussed the possibility of an air attack on Pearl Harbor, but his warnings were ignored. Navy Secretary Knox had also appreciated the possibility of an attack at Pearl Harbor in a written analysis shortly after taking office. American commanders had been warned that tests had demonstrated shallow-water aerial torpedo attacks were possible, but no one in charge in Hawaii fully appreciated this.”
No to jak? Biedne Amerykany zostały zaatakowane i MUSIAŁY przystąpić do wojny, czy może Amerykany planowały przystąpić do wojny, ale potrzebna była wersja dla podręczników. No bo jak to tak, wojna bez obrony demokracji?

Globalny Socjalizm

Jak jeszcze nie macie dość, to pod mapą można znaleźć bardzo ciekawe dalekosiężne plany dla świata.
Przypis zaczyna się od standardowego pitolenia o miłosierdziu USA czyli: My USA, we współpracy z naszymi sojusznikami…
  1. W punkcie piątym jest napisane, że wszystkie państwa poza USA, BCN/UK i ZSRR zostaną po wojnie zdemilitaryzowane.
  2. W punkcie szóstym jest napisane, że po wojnie nastąpi ~Pax Americana.
  3. W punkcie siódmym jest napisane, że cała zachodnia półkula będzie pod całkowitą kontrolą USA.
  4. W punkcie dwunastym jest napisane, że wszystkie państwa mają się wyrzec kolonii i wysp strategicznych (oczywiście poza USA, BNC/UK i ZSRR)
  5. W punkcie piętnastym jest napisane, że powstanie Światowa Liga Narodów (obecnie ONZ).
  6. W punkcie szesnastym jest napisane, że powstanie Sąd Światowy (obecnie Rada Bezpieczeństwa ONZ oraz Trybunały w Hadze i Kuala Lumpur)
  7. W punkcie osiemnastym jest napisane, że powstaną Zdemilitaryzowane Stany Zjednoczone Europy (obecnie mamy zdemilitaryzowaną Unię Europejską)
  8. W punkcie dziewiętnastym jest napisane, że powstaną Zdemilitaryzowane Stany Zjednoczone Skandynawii (dziś są częścią UE/UZE)
  9. Punkt dwudziesty szósty wymiata i mówi wprost: Teren ziemi świętej antycznych Hebrajczyków znany dziś jako Palestyna i Transjordania (…) ze względów historycznych i BEZWGLĘDNEJ KONIECZNOŚCI ZŁAGODZENIA POWOJENNEGO PROBLEMU UCHODŹCÓW będzie zjednoczony jako zdemilitaryzowana niepodległa republika hebrajska. – Wyraźnie zakładano emigrację Żydów do Palestyny z powodu Holokaustu, który jeszcze się NIE ZACZĄŁ!
  10. W punkcie trzydziestym trzecim jest napisane, że imigracja z Niemiec, Japonii i Włoch na zachód zostanie wstrzymana.
  11. W punkcie trzydziestym czwartym jest napisane, że Nadrenia i Prusy Wschodnie (województwo Warmińsko Mazurskie i obwód królewiecki) zostaną opróżnione z Niemców i permanentnie zdegermanizowane. – Co faktycznie się stało!
  12. W punkcie trzydziestym piątym – dedykowanemu pani Eryce Steinbach – jest napisane, że wszystkie osoby narodowości niemieckiej, włoskiej i japońskiej zostaną permanentnie wypędzone z podbitych terenów, a ich majątki skonfiskowane na poczet reparacji wojennych.
  13. Punkt 39 jest absolutną gwiazdą i błyszczy nam po dziś dzień. To ten punkt zmienił wiek XX w wiek niekończącego się komunizmu światowego. Podpunkty idą tak:
    1. Nacjonalizacja wszystkich zasobów naturalnych
    2. Nacjonalizacja bankowości, inwestycji, kolei i elektrowni na całym świecie
    3. Nacjonalizacja fabryk broni
    4. Rządowa kontrola handlu i dostaw
    5. Ustanowienie globalnego systemu monetarnego
    6. Światowy limit odsetek do 2% rocznie (tu chyba chodzi o inflację, bo wszystkie państwa sztucznie kreują ją do 2,5% rocznie)
Teraz już wiesz, dlaczego prawie wszędzie na świecie jest socjalizm/komunizm. Nie daj się nabrać na telewizyjne bzdury o kapitalizmie w USA czy Europie. W kapitalizmie rządu praktycznie nie ma, bo każdy jest kowalem swojego losu. Tylko w socjalizmie możesz spotkać państwową edukację (najniższa jakość za najwyższą cenę – obecnie w Polsce płacisz 1000 PLN miesięcznie na ucznia), państwową służbę zdrowia (najniższa jakość za najwyższą cenę – obecnie w Polsce płacisz 340PLN miesięcznie – a w Malezji za kilkukrotnie wyższy standard ok. 120PLN – bo jest prywatna), państwowe emerytury (koszt ok. 700 PLN na miesiąc przez 40 lat, by dostawać z powrotem 700PLN przez 10 lat – przy czym socjalistyczni zbrodniarze dostają kilka razy więcej), nieskończoną ilość podatków (w Polsce obecnie podatki wynoszą sumarycznie 80-90% zarobków) itd. itd. to wszystko wymyślili nasi wujkowie zza oceanu, którzy tak dzielnie walczą z komunizmem i totalitaryzmem na wszystkich kontynentach wprowadzając swoją ich wersję za pomocą wojska i odmiany słowa “demokracja” przez przypadki.
To tyle jeśli chodzi o szkolne bzdury o Jałtach, Amerykach, Rosjach, Izraelach, kapitalizmach i innych w zderzeniu z faktami…



http://wspanialarzeczpospolita.pl/2016/04/11/mit-drugiej-wojny-swiatowej/
 

poniedziałek, 16 maja 2016

Byłam bankowym trolem


                                                 Jakakolwiek zbieżność imion, nazwisk, nazw, charakterystyk i sytuacji w poniższym tekście jest niezamierzona i przypadkowa.

Mam na imię Monika, mam 31 lat i i byłam bankowym trollem. Brzmi to, jak przedstawienie się na terapeutycznej grupie dla alkoholików lub uzależnionych od seksu. Nie przypadkowo – to, że byłam bankowym trollem sprawia, że czuję kaca. Zaprzestałam niedawno bankowego trolowania, bo parę miesięcy temu stałam się całkiem znienacka współposiadaczką kredytu we frankach. Takie nieszczęście w szczęściu można by powiedzieć.


Singielka (ale już nie!:) ) z dzieckiem musi jakoś na życie zarobić, a najlepiej pracując z domu i mając elastyczny czas pracy. To ideał, a to właśnie daje praca trolla. Troll to taki wyrobnik, co umieszcza opinie i komentarze na internetowych forach i produkuje lajki lub nie-lajki. Troll może lansować samochód, komputer, restaurację, celebrytę, partię, itp. Troll może być częścią akcji ograniczania szkody, gdy celebrycie, politykowi, firmie lub produktowi powinie się noga i trzeba ratować reputację. Albo może też uczestniczyć w akcji psucia reputacji, np. konkurenta politycznego. Wyżej, dużo wyżej od trolla stoi tituszka – nazwa od tego anty-majdanowego chuligana w Kijowie. Tituszka prowadzi bloga, np. finansowego, lub pisze artykuły do czasopism papierowych i portali internetowych; często pozuje na eksperta lub wyważonego zdystansowanego dziennikarza. Czasami wydaje mi się, że cała gazeta, tygodnik, czy portal jest takim instytucjonalnym wielki tituszką wysługującym się bankom, albo deweloperom, lub politykom albo partii – przyjrzyjcie się tylko, jak lajki się mnożą pod niektórymi artykułami. Klikniesz “lajk” lub “nie-lajk” efekt taki sam – zwiększenie liczby lajków, czasami nawet o wiecej niż jeden. Albo klikasz, przykład z niedawna,  na tytule “Manfestacja przeciwko banksterom…”, a portal wyświetla: “Nie ma takiej strony”, i tak przez cały dzień (26 kwiecień 2015, gazeta.pl), a następnego dnia zjawia się artykuł pod podobnym tytułem, ten sam temat, ale inny autor, taki miększy bardziej, probankowy, który opisując 5 -tysięczną manifestację przeciw banksterom, pisze w stylu: “Złotówkowym frajerom” nikt nie pomagał, Banki sie pomyliły; To wszystko nie znaczy, że banki są bez win wobec swych klientów. Stawia na równi ofiary oszustwa i zwykłych kredytobiorców złotówkowych, napuszcza jednych na drugich, rozmydla problem. Gazeta w roli tituszki. Na stronach, gdzie czaruje tituszka-dziennikarz i Wielki Tiutuszka-instutucja, pojedyncze trole jak ja już nie są potrzebne.


Na sylwestrowym przyjęciu u przyjaciółki poznałam mojego obecnego partnera. Od trzech miesięcy mieszkamy razem – u niego. Ma mieszkanie i etat – chemik-inżynier w laboratorium przemysłowym. Kocha mnie i mojego synka, z ogromna wzajemnością.  Moje marzenia się spełniają.:) Mogłoby być tak pięknie, gdyby nie, no właśnie. Największym problemem mojego Piotra to kredyt mieszkaniowy we frankach. Od 2008, pomimo regularnego spłacania, ciągle rośnie. No bo złotówka od 2008 roku leci na pysk. Od trzech miesięcy ten kredyt to tez mój największy problem. Stałam się współ-kredytobiorcą – dołożyłam się już do trzech spłat. A jeszcze zostało dwadzieścia lat, czyli 240 spłat. Tymczasem  po 7 latach spłacania zadłużenie w złotówkach wzrosło o 70%, a wysokość miesięcznej spłaty w złotówkach o 85%. Czarna perspektywa. Nic nie można zaplanować, nie wiemy na co będziemy mogli sobie pozwolić za miesiąc, za rok, za pięć lat, bo wysokość spłat, a więc i nasz budżet, zależy od kursu franka. A kurs franka zależy od ślepego losu. A więc i standard naszego życia zależy od ślepego losu, wydaje się być poza jakąkolwiek naszą kontrolą – frustrujące to ogromnie i stresujące. Nasz rodzinny interes i dobrobyt to mocny złoty, interesem państwa (takiego, jakie mamy teraz) jest osłabianie złotego i bogacenie banków. Sprzeczność. Co mi,  k…., po takim państwie, które jest wbrew mojemu podstawowemu interesowi?!?
Dlatego postanowiłam, przy zachowaniu – mam nadzieję – pełnej anonimowości, opowiedzieć o moim trolowaniu bankowym.

Trolle wynajmuje firma pijarowa i ona im płaci. Ale skąd pochodzi ta kasa to trolle nie mają prawa wiedzieć. W przypadku trolowania bankowego może idzie z banku, kilku banków, ze związku banków, od lobbystów, a może od instytucji, która pilnuje interesów banków. Nie obchodziło mnie dla kogo, albo przeciwko komu trolowałam. Jak ktoś głupi i daje się manipulować, w mózgu merdać i prowadzić w maliny, to czy ja mam się czuć winna? Mam na tym  nie zarobić, gdy muszę zarobić? Nie jestem dziennikarzem – nie obowiązuje mnie etyka dobrego dziennikarstwa. Dlatego, myślę, że dziennikarze-tituszki to są brudem brudu. Zresztą widać, że większość dziennikarzy, nie tylko tituszki, uważa, że jedyne co ich obowiązuje to maksymalizacja zysku z reklam i swoich dochodów. Wracając do trolowania internetowego, jak uda się wyprowadzić w maliny dużą liczbę głuptasów to można wpłynąć na decyzje osób całkiem niegłupich i wpływowych. Bo jak oni zobaczą, ze tyle jest ludzi w tych malinach, gdzie je akurat trole i tituszki wyprowadzili, to oni mogą sobie pomyśleć, że te maliny to jest coś, na przykład, mają przyszłość i trzeba sadzić te maliny, bo ludziska je lubią. To taka metafora z tymi malinami, jak niejasna to zapomnij.

Przy wydajności sześciu wpisów lub osmiu lajków tej samej wypowiedzi na minutę, czyli  intensywnie i bez przerw, przez 5 – 6 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, to trol może zarobić około 2 400 – 2 900 złotych na rękę.

:)


Trol jest bardzo malutkim trybikiem w maszynerii. Maszynerii smarowanej ogromną kasą. Wspomniałam już o tituszkach i tituszkach instytucjach. Dobry układ z bankami to dla dużej gazety czy telewizji nawet  od kilkudziesięciu do  kilkaset milionów złotych rocznie. I tu nie chodzi tylko o promocje marek lub usług banków – to są drobiazgi. Chodzi o ochronę przed odpowiedzialnością za grube afery: kredyty walutowe, polisolokaty, mylące umowy, nadmierne opłaty, itp.. Sam zwrot kasy oszukanym kredytobiorcom walutowym oznaczałby dla banków zmniejszenie kilkuletnich zysków o 30 – 40 miliardów złotych. A dodatkowo państwo miałoby prawo ukarać banki za te machlojki i w ten sposób wzbogacić budżet państwa o 5 – 10 mld złotych. Ochrona przed tak dużym uszczerbkiem w zyskach banków uzasadnia wydatki w granicach kilku miliardów złotych na „ochronę”, czyli piar i wpływy. Za takie sumy można kupić dużo i wielu. W obecnej grupie trzymającej władzę, przewagę mają, jak to ich określił facet w garniturze co wizytował szkolenie, kolesie, czyli wykolejeni niekompetentni neoliberałowie, kierujący się zasadą „zarób i daj zarobić innym”, ale niestety nie potrafiący tego zrobić inaczej, niż kosztem 95% społeczeństwa. To oni stanowią lobby pro-bankowe, pro-deweloperskie, pro-prywatyzacyjne i pro- innych pijawek na społeczeństwie. To kolesie blokują od lat ustawę o ochronie osób sygnalizujących o korupcji – bo to by ich i ich klientelę zbyt by narażało na zdemaskowanie i kompromitację.
W Wielkiej Brytanii, na Węgrzech, USA, gdy ktoś poinformuje władze o korupcji, wtedy automatycznie otrzymuje ochronę od państwo i z czasem dostaje 1 – 10% wpływów jakie państwo otrzymało w wyniku ścigania tego zasygnalizowanego przypadku korupcji. Bankowiec, który poinformował o przekręcie podatkowym w banku UBS otrzymał 106 milionów dolarów – jest to malutka część tego, co USA ściągnęło z nieuczciwych podatników i kar nałożonych na sam UBS. Podobnie jest z bankami robiącymi interes z obłożonymi embargiem krajami, np. Iranem – kary dla jednego tylko banku sięgają  9 miliardów dolarów. W Polsce władze nie chcą się dowiedzieć. W Polsce kolesie chronią banki – mogą, bo pracują w rządzie i w zarządach banków, siedzą w Sejmie, mają wpływy w mediach, itp. Mało tego,  kolesie, na przykład, rozkładają SKOKI – polską konkurencję banków w zagranicznych rękach, która ma czyste ręce, jeśli chodzi o kredyty walutowe i polisolokaty.  

Ale od kiedy główny koleś zmył się za granicę, innego zmyto za zegarki, paru przyłapano na spiskowaniu przy ośmiorniczkach, ich poparcie w sondażach idzie w dół i frakcja kolesi słabnie. Różne grupy nie-kolesiów starają się wyprostować to lub tamto. Jedna grupa nie-kolesi z wpływami w organach ścigających afery finansowe i korupcyjne liczą na wycieknięcie z jakiegoś banku dowodów na to, że banki udzielały kredytów walutowych przewidując odniesienie ogromnych zysków spowodowanych spodziewanym osłabieniem złotówki. Co prawda jest to oczywiste, ale polskie sądy… – wiadomo. Zachętą dla ewentualnego autora wycieku jest gwarancja poufności, zachowania pełnej anonimowości i sowita nagroda, oraz uniknięcie odpowiedzialności osobistej za ewentualny udział w tym przekręcie. Korzyści z takiego wycieku odnieśliby nie tylko kredytobiorcy, ale głównie państwo, bo kary mogłyby być astronomiczne i też objąć zagraniczne banki-matki, które już, wydaje im się, umyły ręce sprzedając swoje polskie agendy. Oby to się im powiodło. Tyle zapamiętałam z pogaduszek z facetami w garniturach przy okazji szkoleń w czasach, gdy ten temat mnie zupełnie nie interesował i słuchałam tylko z grzeczności. Nieźle, jak na blondynkę, nie?

:)

No więc kasę, szkolenia i instrukcje dawał trolom pijarowiec. Trolów bankowych było nas dziesięć w klasie. Zaczyna szkolenie prawnik . Zapewnia, że to co trole mają robić jest w pełni legalne i nie grozi im za to żadna kara, ale, tak czy siak  z wielu powodów lepiej strzec pełnej anonimowości. Każdy trol podpisuje rozdęte oświadczenie o dochowaniu tajemnicy, zachowaniu anonimowości w sieci, zobowiązanie do usunięcia otrzymanych programów po skończeniu projektu, do niekopiowania instrukcji i nieudostępniania innym, itp.
Następnie szkolenie techniczne – przedstawiam skrótowo. Jak zmieniać adresy IP i mylić portale mediów co do swojej tożsamości. Jest to potrzebne po to, aby mnożyć lajki dla wybranych wypowiedzi na stronie i aby umieszczać posty pod różnymi nikami . Pożyteczna jest wyszukiwarka TOR – polecam(!), za każdym otwarciem daje inny losowy adres IP z całego świata i zapewnia pełniejszą anonimowość w sieci (w kraju, gdzie mamy podobno 2 mln.  legalnych podsłuchów rocznie, warto o tym pomyśleć) . Gdzie można utworzyć bezpłatne konta emajlowe bez potrzeby podawania numeru telefonu – potrzebne to do rejestracji w różnych portalach i tworzenia ników. Jak używać specjalnego programu-muszli (dostarcza pijarowiec), który wyczyszcza historię lajków i komentarzy, które niektóre portale zapisują na pececie – potrzebne, aby te lajki mnożyć. Program-muszla rejestruje też interwencje trola interwencjach (to znaczy lajki i komentarze na portalach, czasami też wysłane emajle)  – a od ich liczby i jakości zależy wypłata. Jak zachować pełna anonimowość w sieci. I to w zasadzie wszystko, czyli techniczna strona szkolenia jest stosunkowo prosta.
Ważniejsze i bardziej rozbudowane było część szkolenia, którą nazwałabym „ideologiczną”.  W tej części pijarowiec określał „misję”, czyli kogo mamy promować, a kogo wprost przeciwnie – osłabiać. W tym przypadku, promować mieliśmy interes banków i dwóch instytucji państwowych, których zadaniem jest dopilnowanie, aby banki i ich zarządy miały się jak najlepiej. Jak coś o nich jest krytycznego na forum – klikasz “nie-lajk”, a jak coś  pozytywnego to lajkujesz i lajki pomnażasz. Grupą, którą mięliśmy osłabić, to kredytobiorcy walutowi, a przede wszystkim frankowi. Logika lajkowa jest tu odwrotna: jak coś o nich krytycznego, jak ktoś im przyłoży (ten „ktoś” to często kolega-troll z grupy albo ty sam) to lajkuj i te wielokrotnie lajki pomnażasz.


Szkolenie „ideologiczne” nakreślało tez treść naszych komentarzy i wypowiedzi na forach internetowych oraz emajli wysyłanych pod wskazane adresy emajlowe. Ważne, aby interwencja była  a propos, to jest, powiązana tematycznie z komentowanym artykułem, tematem forumowej dyskusji lub wypowiedzią. Jak już wpisałeś interwencję, to ją lajkujesz wielokrotnie, aby wyszła na czoło najbardziej popularnych komentarzy.


Nawet jak się uwzględni wysoką wydajność jednego unarzędziowanego trola, to dziesięciu troli wydaje się niedużo. Ale nie mogę wykluczyć, że nie było innych grup. Poza tym działania troli są obliczone na “pobudzenie” obfitych pokładów zawiści, poczucia krzywdy i nieżyczliwości wobec innych, które spoczywają w charakterach wielu naszych rodaków. Tacy “pobudzeni” przejmują trolowe “ prawdy” i wyrażenia i zaczynają sami je rozpowszechniać – i rusza lawina hejterstwa.


Aby pomóc szkolonym trollom w szybkim komentowaniu na temat w różnych kontekstach, pijarowiec omówił główne przesłania, które nazwał „mesydżami” (wiem, jak to pisze się po angielsku, ale jestem w Polsce, tak?). Każdą mesydż pijarowiec zilustrował inspirującymi przykładami. Tu posłużę się ściągą rozdaną przez pijarowca.

Mesydż 1. Kredytobiorcy są sami sobie winni
Przykładowe wariacje w tym temacie: Podpisali z własnej woli i wiedzieli co podpisują. Teraz nie mają prawa narzekać. Nikt pistoletu do  łba ci nie przystawiał. Widziały gały co brały. Nie trzeba było być naiwnym, nie widział co podpisuje? Jak się nie rozumiało, nie trzeba było podpisywać. Sam jesteś sobie winny. Trzeba było być idiotą, aby wziąć taki kredyt. Nie ogarniam całej tej afery z kredytem we frankach –  czy nikt za tych matołów co kredyty w walucie brali umowy nie podpisał? Trzeba być kretynem, żeby mówić, że biorąc kredyt w innej walucie nie brano pod uwagę ryzyka zmiany kursowego. Bierze się kredyt w takiej walucie w jakiej się zarabia.

Mesydż 2.  Podpisało się, teraz trzeba spłacać.
Przykładowe wariacje w tym temacie: Każdy musi brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Bądź mężczyzną, podpisałeś umowę, nie masz wyjścia – spłacaj. Trzeba mieć honor. Jeśli frank byłby po 1 zł, to czy nadwyżkę oddalibyście do banków lub Skarbu Państwa? Nie stać mnie – nie biorę kredytu. Biorę kredyt – ponoszę finansowe skutki swojej decyzji. Umów się dotrzymuje. Umowa zobowiązuje. Jeżeli sąd przychyli się do ich wniosku znaczyć to będzie, że umowy mogą być w dowolny sposób podważane w każdej chwili ich trwania.

Mesydż 3. Kredytobiorcy frankowi to są cwaniacy, spekulanci, bogatsi od nas, uprzywilejowani, chcą lepszego traktowania, płaksy, wywyższają się, frajerzy, debile. Czyli obrzydzanie całej grupy kredytobiorców, wyalienowanie ich. Podjudzanie na nich. Rozbudzenie uczuć zawiści i niechęci wobec bliźniego – chyba to jedyne uczucia u Polaka, które jest intensywniejsze od umiłowania ojczyzny i swojej matki (no tak, sarkazm:) )
Przykładowe wariacje w tym temacie: Trzeba było brać kredyt w złotówkach, a nie cwaniaczyć.  A jaka byłaby reakcja frankowiczów gdyby kurs spadł teraz do 2,50? Też by protestowali? Chytry dwa razy traci. Nie jest dziwne , że tymi, którzy mają te kredyty to posłowie, pracownicy administracji państwowej i inne nieroby na których i tak wszyscy pracują. … cwaniacy biorący kredyty we frankach…  Trzeba być kretynem, żeby… Nie płacz, tacy jak ty, gdy płacili mniejsze raty to się ze mnie śmiali, że wziąłem pożyczkę w złotówkach. Wzięli kredyt frankowy, bo byli bogatsi. Bo myśleli, że są sprytni. Jeździło się do Paryża na kolacje, a teraz można sobie pozwolić tylko do Sopotu, ojej jaka bieda, współczuję. Cwaniaki, chcieli mało płacić, i się nie udało. O co chodzi? Ciągle jeszcze płacisz mniejszy procent niż ja za swój kredyt złotówkowy! Wzięli kredyt frankowy, bo byli bogatsi, stać ich było. Nie wzięli kredytu złotówkowego, jak ja, bo czuli się lepsi, ważniejsi. Jak frank był nisko to 3/4 z nich śmiało się z zadłużonych w złotówkach, taka prawda.

Mesydż 4. Chcą mieć lekko kosztem innych: moim, podatnika, banku lub państwa. Ulga dla frankowiczów to nasza strata. Ich interes i mój są sprzeczne. Czyli poróżnienie kredytobiorców walutowych z całą resztą. Rozbudzenie uczucia własnej krzywdy i niechęci do tych, co potrzebują broń Boże naszego wsparcia – chyba to jedyne uczucia u Polaka, które są intensywniejsze od umiłowania ojczyzny i swojej matki (no tak, znowu sarkazm:) ale popatrzcie sami na te fora)
Przykładowe wariacje w tym temacie: Dlaczego wam mają ulżyć, a nic nie robić dla kredytobiorców złotówkowych, to niesprawiedliwe. Władza powinna policzyć kogo opłaca się popierać czy frankowiczów czy złotówkowych.  Jak wam banki pomogą to będą musieli się odkuć i ucierpimy my wszyscy. Za ewentualne odszkodowanie mieliby zapłacić podatnicy, dlaczego?. Nie mam zamiaru dopłacać do cwaniaków. Jak mieli zdolność kredytową by otrzymać kredyt we frankach to niech spłacają we frankach, nie widzę podstaw by pomagać takim pożyczkobiorcom.  Ci, co mają takie kredyty, to jest banda cwaniaków którzy chcą dofinansowania od państwa – czyli z naszych podatków. Dlaczego zwykły Kowalski ze swoim kredytem w PLN ma teraz do kogoś tak głupiego dopłacać? Chyba nie ma się co oszukiwać że nawet jak rząd przerzuci koszt jakiejkolwiek operacji na banki to i tak to się odbije na wszystkich.  Dość obciążania wszystkich podatników niefrasobliwością kredytobiorców. Jak ktoś dostanie takie wsparcie z moich podatków to nadawać się będzie do prokuratury i sądu najwyższego. Ludzie, kiedy przestaniemy harować na bandę nierobów i cwaniaków. Chcą dwukrotnie skorzystać na swoim cwaniactwie, ale niby dlaczego całe społeczeństwo ma dopłacać do ich inwestycji. Teraz rozsądni i przewidujący, zostaną obciążeni kosztami wygenerowanymi przez kredytowych debili. “Złotówkowym frajerom” nikt nie pomagał.

Mesydż 5. Są tacy kredytobiorcy frankowi, którzy nie chcą żadnej pomocy ani ulg; nie chcą żadnych zmian. Nie mam pojęcia, kto jest adresatem takiego kretyńskiego przesłania, ale być może ma to na celu sianie zamętu i ogłupianie (jak zresztą całe trolowanie), albo „zaświecenie” przykładem do naśladowania (ale kto to kupi?). Tak czy siak, pranie mózgów.
Przykładowe wariacje w tym temacie: Ja mam kredyt w CHF i nie chcę żeby ktokolwiek mi sie wpieprzał w przewalutowanie. Niech jest jak jest – dajcie mi święty spokój. Mam kredyt w CHF. Dziękuję za pomoc państwa, ale radzę sobie. Też mam kredyt w CHF – przez pierwsze lata kredyt był opłacalny, teraz nie jest. Ale to jest tylko i wyłącznie mój problem. A państwo niech się zajmie swoimi sprawami, bo każde wpieprzanie się z butami w życie obywatela zawsze wyłącznie szkodzi właśnie obywatelowi.  Nie chcę żeby ktoś mi do czegokolwiek dopłacał, radzę sobie dobrze. Niech banki tylko przestrzegają umów i nie zmieniają ich jednostronnie. Ja mogę spłacać, żeby tylko te spready zlikwidowali. (To pijarowiec dodał  po tym jak już wyszła ustawa zabraniająca przymusowego płacenia spreadów). Żadnej pomocy nie potrzebuję. Wystarczy mi, że banki zmienią te klauzule, które Urząd ds. Konkurencji i Konsumentów wpisał na listę klauzul nielegalnych. (To pijarowiec dodał  po tym, jak już Urząd zakwestionował parę, nie najbardziej zresztą  istotnych, klauzul).

Mesydż 6. Kontrować wypowiedzi o wzroście zadłużenia wraz z postępującą inflacją złotówki.  Kredyt frankowy jest nieopłacalny tylko chwilowo. Trzeba być cierpliwym, a będzie lepiej.. To kolejny idiotyzm, w który nie wiem kto może uwierzyć, ale to nawet jest tematem artykułów z analizami „ekspertów”, oczywiście tituszków bankowych. Upływ czasu jest oczywiście korzystny dla banku, bo im więcej spłacisz, tym mniej bankersi stracą na Tobie, gdybyś z jakichś powodów miał przestać spłacać.  Również z czasem wzmacnia się  frank w stosunku do złotego przez co rośnie zysk i aktywa banku. Niejasna jest też sprawa prawnego przedawnienia się nielegalnych lub niekonstytucyjnych działań banków. Czyli z czasem będzie lepiej dla banku, ale dla kredytobiorcy  będzie gorzej, bo złotówka pozostaje w trwałym trendzie inflacyjnym.
Przykładowe wariacje w tym temacie: Prawie wszyscy, którzy w 2006 roku wzięli kredyt hipoteczny w złotych, są na razie bardziej stratni od frankowiczów.  Frank słabnie! Nieprawdą jest, że banki zarabiają dzięki temu, że w miarę jak frank się umacnia, wartość kredytu rośnie. Dla banku to raczej kłopot, bo musi zgromadzić więcej depozytów w złotych, by wymienić je na franki. Dobra wiadomość dla kredytobiorców – frank się osłabił. W perspektywie dłuższej kredyt się opłaca – frank osłabnie. Jeśli kredyt we frankach wzięliśmy na 30 lat, to jest duże prawdopodobieństwo, że w dłuższej perspektywie będzie nam się bardziej opłacał, bo frank osłabnie.
To akurat jest wyjątkowo chamskie wciskanie ciemnoty. Wielu kredytobiorców już teraz spłaciło 50 – 80% wartości początkowej kredytu w złotych. Do spłacenia w złotym mają jeszcze co często tę samą sumę, co pożyczyli –  rozłożone na 20 – 30 lat. Frank musiałby chyba „osłabnąć” do 10 gr, i to już od jutro, żeby kredytobiorca nie był stratny. No w mordę, panie Majtkowski, jaka „jest szansa, że tak się stanie?

Mesydż 7.  Nie ma wyjścia, każde rozwiązanie jest złe, nie ma wyjścia – trzeba spłacać. Czyli „zestrzeliwać” każdą propozycję rozwiązania kryzysu długów pseudo-hipotecznych w skali kraju lub w skali indywidualnej. Tutaj trol musi się wykazać inteligencją, ponieważ trudno przewidzieć rozwiązania, które mogą się pojawiać. Dlatego stawka za interwencje w tym temacie jest potrójna.
Przykładowe wariacje w tym temacie:  zależą od rodzaju rozwiązania:
– Jeżeli ktoś sugeruje, żeby przestać spłacać, bo jak masz dziecko lub ciążę  to bank nie może twojej rodziny wyeksmitować, dopóki dziecko nie skończy 18 lat lub uczy się. Interwencja: Sam tak zrobiłem, też myślałem, ze moja rodzina jest chroniona, bo żona w ciąży i małe dziecko. Przestałem płacić, bank sprzedał na licytacji mieszkanie. Kupili go gangsterzy – czyściciele kamienic. Z nimi nie wygrasz – musieliśmy wyprowadzić się do rodziców.
– Jeżeli ktoś sugeruje ogłoszenie bankructwa konsumenckiego. Interwencja: To nic nie da. Mój znajomy tak zrobił i mu się to nie opłaciło. Bank zlicytował mu dom. Dom stracił,  a musi  jeszcze dalej płacić.
– Propozycje rozwiązania przez procesy sądowe. Interwencje ogóle: Procesy w Polsce trwają lata, dziesięciolecia. Spłacisz kredyt zanim sąd wyda wyrok, może wygrasz i co ci to da. Prawnicy naganiają frajerów do procesów, bo dla nich to żyła złota.  Pozwy zbiorowe to jedynie sposób oskubania kredytobiorców przez prawników.
Poza tymi ogólnie „słusznymi” interwencjami pijarowiec podał przykłady interwencji  odnośnie procesów  o niewłaściwe poinformowanie o ryzyku, o  niedozwoloną indeksację wartości pożyczki kursem obcej waluty, o unieważnienie umowy w oparciu o artykuł o nadzwyczajnej zmianie okoliczność umowy,  przeciwko bankowemu tytułowi egzekucyjnemu i przeliczenie należności po obecnym kursie, itp. Nie będę ich przytaczać, bo są bardo techniczne – sama ich nie całkiem rozumiem. Nie obejmuje to wszystkich możliwych tematów – trol musi wykazać się perfidnością analityczną żeby adresować inne rozwiązania.  Ja na to czasu nie traciłam, bo nawet za trzykrotna stawkę mi się nie opłacało – zbyt czasochłonne.
I jeszcze akcja emajlowa polegającą na wysyłaniu mejlów do banków, typu: Jako Klient tego Banku chce być tak samo – równo – traktowany jak pozostali Klienci. Jako posiadacz kredytu hipotecznego w złotówkach PLN oczekuje takiego samego traktowania jak klienci posiadający kredyty hipoteczne walutowe, w przeciwnym razie spotkamy się w sądzie.  Co pewnie ma służyć bankom jako podkładka na to, że rzekomo mają związane ręce przez innych ich klientów.
Oczywiście nie wszystkie komentarze i emajle, które są podobne do przykładowych “wariacji” przedstawionych powyżej, a które widzi się na stronach internetowych, pochodzą od trolli. Trik polega na tym, że interwencje trolli “zapładniają” pożytecznych idiotów  trafiając w ich podskórne pokłady  zawiści, nieżyczliwości, niechęci do innych i kompleksów. I te przygłupy, którym w głowach pomerdały trole, powielają trolowe interwencje jako swoje. W rezultacie taka udana kampania trolowa może wyzwolić lawinę naśladowców trolli i ze względu na swoją masowość staje się bardzo efektywna.

Piotr, mój partner, często dyskutuję sprawę kredytów i możliwych rozwiązań z grupą przyjaciół, którzy  są w podobnej sytuacji. Ja przy okazji dowiedziałam się dużo i zobaczyłam swoje doświadczenie bankowego trolla w nowym świetle. A więc pozwalam sobie na swój własny komentarz:
Teraz każdy może być mądry, ale osiem do dwunastu lat temu, gdy brano te kredyty, sytuacja była całkiem inna. Teraz już prawie wszyscy (poza niepoprawnymi frajerami) zdajemy sobie sprawę, że banki i kanty chadzają parami, podobnie, jak w przypadku innych firm, które też okazały się niegodne zaufania. I myślę nie tylko o parabankach, ale także o firmach ubezpieczeniowych, telekomunikacyjnych, energetycznych i innych, które zwykły zastawiać zmyślne pułapki na klientów. I żadna państwowa instytucja nie wysilała się, aby ich klientów ochronić. To wiemy teraz, ale wtedy były inne czasy. Jeszcze wtedy takiego  doświadczenia z kredytami ani z bankami nie było. Ludzie brali pierwsze w życiu duże wieloletnie kredyty na cele mieszkalne. Przed okresem 2004 – 2008, jeśli chodzi o banki, to na naciąganiu przyłapano tylko jeden – ten z Borów Tucholskich. Było to chyba dosyć dawno. Dowiedziałam się o tym przekręcie dopiero  w 2008 roku z informacji prasowej o śmierci jego właściciela Grobelnego od noża w ciemnym podwórzu na Pradze. Ale “normalne” banki to była wtedy inna liga – za pracownikami sprzedającymi kredyty walutowe stały banki-matki, szacowne instytucje: Commerzbank (mBank), Allied Irish Bank (BZ WBK), Deutsche Bank, Raiffeisen Bank, Banco Comercial Português (Millenium BCP, mBank), Rabobank (BGŻ), UniCredito (Bank Pekao). (Nota bene, część z tych banków już umyła ręce, wysprzedając swoje polskie oddziały.)  Banki o wieloletniej dobrej reputacji, a nie jakiś cwaniak zza krzaków, stały za tą ofertą. Oni radzili wziąć kredyt we franku szwajcarskim lub euro. Dlaczego im, instytucjom zaufania publicznego, mieli ludzie nie zaufać?! To, że ich zaufanie zostało przez bankowców nadużyte, jest oczywiste dopiero z obecnej perspektywy. I nie “naiwni” kredytobiorcy są winni temu, że zaufali bankowemu opisowi ryzyka: ““co prawda, kurs może się zmienić w górę lub dół, ale przecież frank to bardzo stabilna waluta”. KNF wymagała, aby banki ostrzegały, że „kurs może się zmieć na niekorzyść nawet (!) o 20%” (a zmienił się dla niektórych o 100%). Czy kredytobiorca to zrozumiał, czy nie zrozumiał, podpisał czy nie podpisał, jest zupełnie nieistotne, bo ta rzekomo informacja o ryzyku nie informowała o prawdziwym ryzyku. To przecież teraz już widać. Czy banki wiedziały, że wcześniej czy później złotówka dupnie? Musiały wiedzieć, chyba, że wszyscy bankowcy byli idiotami, co też ich obciąża. Bo o ile kredytobiorcą może być każdy, idiota też, to bankowiec ja-nie-mam-pojęcia-co-sprzedaję idiota lub bankowiec ja-nie-znam-się-nna-ekonomii idiota to jest już kryminał. Ale ja myślę, żę zarządy banków działały z pełną premedytacją spodziewając się, że złoty pójdzie w dół.  I w pewności, ze polityczny parasol będzie chronił ich interesy. Dając kredyty banki zabezpieczały się ponad wartość nieruchomości, oczywiście kosztem kredytobiorcy. Dzięki temu nie padły po 2008 roku, bo kredytobiorca nie miał opcji uwolnienia sie od kredytu przez „oddanie kluczy”. Tak jest w każdym cywilizowanym kraju, gdzie ryzyko spadku cen nieruchomości i  ryzyko kursowe są dzielone pomiędzy bankiem i kredytobiorcę. Wszędzie tak jest, ale nie w bantustanach.
Jeszcze bardziej od banków zawiodły instytucje państwowe,  które, albo pozostały bierne, albo sprzyjały takim bantustanowym standardom. Okazało się, że w tym państwie nie ma instytucji, której misja  obejmowałaby rzeczywistą pomoc w przypadku tak oczywistego oskubania prawie 1 milliona obywateli. Ale za to są co najmniej dwie instytucje, które maja strzec dobrobytu banków: NBP i KNF – prezesi mianowani przez premiera. Prezesem NBP jest Belka – bez komentarza, a ten z KNFu był podwładnym Gronkiewicz-Waltz.
Kredyt we frankach w długim terminie będzie po prostu niespłacalny. Kolejna dewaluacja złotego i znowu kredyt urośnie. Problemem nie jest drogi frank, ale to, że złotówka spada do poziomu śmieciowego. Złotówka spada, bo jedyny pomysł obecnych (2015) rządzących na polską gospodarkę to tania siła robocza, a drogą do tego to niskie płace i słabnąca złotówka. Słaba złotówka zubaża wszystkich, nie tylko frankowców.  I prawdą jest, że rząd mógł ogłosić „zieloną wyspę” po kryzysie 2008 roku głównie dzięki spłatom frakowców. I prawdą jest, że Polska biednieje także dlatego, bo jeden milion ludzi jest dojona przez banki zamiast zwiększać wewnętrzny popyt na usługi i towary. Rząd, który na to pozwala nie ma kwalifikacji moralnych ani profesjonalnych do rządzenia.
Trzeba wymagać od banków, aby zmniejszyły zadłużenie kredytobiorców frankowych poprzez zrezygnowanie z tej części zysków, które odnoszą ze spekulacyjnego produktu sprzedawanego jako kredyt mieszkaniowy. Na taka, jedynie uczciwą propozycje, tituszki reagują „zatroskaniem” o stan sektora bankowego w Polsce. Gazeta Wyborcza: ” Sektor finansowy to krwiobieg gospodarki. Nie wolno go doprowadzać do zawału.”. Żakowski: „Ale to postawi bankiw ciężkiej sytuacji.” Przede wszystkim, rezygnacja banków z tej części zysków nie oznacza, że one natychmiast wyciągają kasę z sejfu i wypłacają. Tu chodzi o przyszłe zyski z przyszłych spłat kredytowych, czyli te zyski, które jeszcze te banki nie odniosły. – te przyszłe spłaty kredytowe byłyby po prostu niższe. Poza tym, jeżeli ktoś uważa, że zyski otrzymywane ze spekulacyjnego produktu, z nieuczciwej sprzedaży pseudo-kredytu hipotecznego, są niezbędne dla zdrowia sektora bankowego, to o jakim zdrowiu tego sektora mówi? Gdyby tak było to znaczyłoby, że ten sektor juz jest bardzo chory. Rozumowanie prezentowane przez Żakowskiego (prezentowane, bo nie sądzę, żeby tak naprawdę myślał dziennikarz z lewicowej Polityki) jest tak absurdalne, jak uzasadnianie, że Mozambik musi pozostać kolonia portugalską, bo w przeciwnym razie Portugalia popadnie w tarapaty finansowe. Według Żakowskiego i tituszków półtora miliona ludzi (liczę z rodzinami), oszukanych ludzi, ma pozostać niewolnikami banków przez dziesięciolecia po to, aby te banki miały zyski niezbędne rzekomo dla ich „zdrowia”. No i jeszcze ten argument, że banki sobie „odbiją” zmniejszone zyski na „nas wszystkich” – też Żakowski i tituszki. My spłacamy 5300 złotych miesięcznie, w tym jest 2600 złotych z powodu dewaluacji złotówki, które bank powinien nam w całości lub w dużej części umorzyć. To co, Żakowski, bank odbiję to sobie każąc tobie to spłacić, albo narzuci ci 2600 złotych miesięcznych opłat za twoja kartę i konto? Czy bank to jakiś smok, któremu musimy rzucać dziewice czy barany na pożarcie, bo nas zje? Czy Pan ocipiał, Panie Żakowski?
Pofolgowałam sobie, aż mi ulżyło:) Czas zabrać się za robotę. Trzeba z czegoś żyć i spłacać ten pieprzony. kredyt. To by było na tyle. Ciao.



 https://bylambankowymtrolem.wordpress.com/2015/05/02/bylam-bankowym-trolem/




203 komentarze do “Byłam bankowym trolem

  1. A ja jestem takim krwiożerczym bankierem, który „wzbogaca się” na biednych frankowiczach. Bo gdy inni biorąc kredyty we frankach pukali się w głowę, gdy ja inwestowałem w fundusze TFI (wiedząc, że nie stac mnie na ryzykowny kredyt CHF, choc bank mi by go udzielił). I tak inwestowałem w TFI i giełdę (głównie banki, jako najstabliniejsze, były reklamy m.in. ze sportowcami – na boisku gram, ale na giełdzie tylko inwestuję). I tak tracę już od 7 lat, bo giełda wciąż leci w dół, a teraz szczególnie banki, po tym jak okazuje się, że ma byc tzw. „przewalutowanie”. I szlag mnie trafia, jak widzę, że to przez pomoc dla frankowiczów, którzy się ze mnie śmiali, że frajer jestem, a oni mądrzy. A teraz czuję się jak kułak, burżuj, obszarnik, którego będą grabic czerwonoarmiści idący na płynące czekoladą ulice Warszawy w 1920 roku.
    Kłamstwem jest też to, że kredyt iszukany, bo franka nikt nie widział. Tak samo nikt nie widział złotówki. Bo kredytu dziś udziela się nie poprzez fizyczny wydruk 100 tysięcy złotówek, tylko poprzez odpowiedni zapis na koncie – np. walutowym.
    Liked by 1 osoba
    • Chłopie, jak jesteś taki jołop, że myślisz, że mgliste zobowiązania przedwyborcze przewalutowanie kredytów spowodowały wyzerowanie wzrostu WIG za 2015 r., i nie wiesz o Grecji, o mizerii w Chinach i spadkach na wszystkich światowych giełdach, to Łap co jeszcze masz, uciekaj z giełdy i zainwestuj forsę najpierw w maturę a potem w jakąs pomaturalną wieczorówkę -wyżej nie mierz, nawet jakby Ci kasy starczyło. A może jednak wiesz o Grecji, o mizerii w Chinach i spadkach na wszystkich światowych giełdach, ale myślisz, że to właśnie grożba przewalutowania kredytów w Polsce wstrząsnęła globalnymi rynkami. Jeżeli tak, to zapomnij o szkole – wydaj forsę na psychiatrę.
      Lubię
      • Wyzywasz człowieka od „jołopa” a następnie piszesz kolejny stek bzdur – doprawdy zabawne :-)) Fajnie, że masz maturę i coś tam jeszcze, ale aż dziw, że tak się tym szczycisz. Nie uwierzysz, ale… można na przykład bardzo łatwo sprawdzić jak się zmienił kurs WIG-20 po tym jak z propozycji 50-50, stado baranów w Sejmie (któremu chyba nikt nie powiedział co tak naprawdę uchwalają) zmieniło projekt ustawy na 90-10 na niekorzyść banków. I to jest Twoje zadanie domowe – po maturze, studiach, przyda Ci się i taka wiedza co by niepotrzebnie się nie ośmieszać. Jesteś niewykształconym prymitywem, który nie potrafi nawet czytać wykresów, więc skądinąd zupełnie mnie nie dziwi, że biorąc kredyt frankowy NIE WIEDZIAŁAŚ, że kurs może się zmienić o więcej niż 20%. Teraz, po tym co tu przeczytałem, już mnie to nie dziwi.. Ale wiedz, że nie wszyscy „frankowicze” to niedouczeni idioci jak Ty i nie wkładaj wszystkich do jednego worka. Znam bowiem wielu z nich i wiem, że takie teksty w stylu że „Nie, fankowicze nie wiedzieli o ryzyku wzrostu kursu franka o 80 – 100%” haniebnie obrażają ich inteligencję.
        I dziękujemy z dobre rady odnośnie giełdy. Niestety z OFE już nie tak łatwo wyjść, a przez takich „inteligentów” jak Ty i Twój koleś wszyscy Polacy obecnie tracą. Pomijam już bezpośrednich akcjonariuszy banków, których może być kolejne kilkanaście albo kilkadziesiąt tysięcy.
        Ale jeśli już dajemy sobie rady to mam i dla Ciebie równie cenną jak Twoje. Nie podpisuj już nigdy sama niczego i jak najszybciej wystąpcie z mężem (czy partnerem – nie wnikam) o ubezwłasnowolnienie.
        Lubię
  2. Pierwszy kredyt we frankach wziąłem jakieś 10 lat temu, potem kurs franka poleciał w okolice 2 zł, więc spłaciłem kredyt wczesniej ze znacznym zyskiem dla mnie…..Kolejne pare kredytów w euro I pln….bo bank nie chciał mi dac we frankach:) I dziekuje mu za to……Teść wziął kredyt na dom w euro kiedy euro było po 5 zeta…..spłacił całosc kiedy euro zeszło do poziomu prawie 3 zeta….Kupa szmalu do przodu…….
    Ps. czy gdyby franek poleciał w dół do wartosci 1.8 pln to tez byście tak lamentowali? A to że ceny nieruchomości poszły w dół….no cóż….nic nie jest wieczne…niebezpiecznie myslec jest że cos trwa wiecznie……
    Lubię
    • A jak myślisz? Lamentowalibyśmy? Po co zadawać takie głupie pytania. Problem w tym, że z perspektywy mojego obecnej wiedzy i zrozumienia widzę, że złoty po prostu nie miał prawa trwale się umocnić (napisałam o przejściowych czynnikach jego umacniania się w 2005-2008). I na tym polega wina bankowców: ja to wiem teraz, oni powinni byli to wiedzieć, i najprawdopodobniej wiedzieli, wtedy.
      Lubię
  3. A co powie pani troll na to?
    http://www.pis.org.pl/article.php?id=4415
    Wg mnie odppwoednie i niezalezne organy w PL dzialaly i to dosc wczesnie, bo info od nadmiernym ukredytowieniu w PL zagranicznymi walutami (nie tylko chf ale i jpy w leasingach byl modny) bylo znane i wskazywal to knf i nadzor bankowy, ale populisci mieli to gdzies. Podobnie jak kredytobiorcy… byle zdobyc mieszkanie, co tam klauzule, daja to biore, bedzie dobrze!!! Twierdze, ze czlowiek powinien sie zastanowic, zasiegnac rady, przemyslec temata nie podpisywac w 10 min.zobowiazqn na czesto cale zycie. Tyle w temacie trolli i nieszczesnych kredytobiorcow chf. Pozdrawiam
    Lubię
    • Nie można pisać „knf i nadzór bankowy”, bo to jest masło maślane. W 2007 roku KNF wydał Recomendacje S w której zalecał bankom informowanie kupców kredytów o tym, jak wyglądały by raty i odsetki, gdy kurs zmieni się o 20%. Wiele banków nie informowało o tym klientów, a kurs wzrósł o 90 procent, a chwilowi nawet o 120%. Co do klauzuli w umowach, to sądy ogłosiło wiele z nich jako nielegalne, ale banki to olewają.
      Lubię
  4. Szalenie podoba mi się narzekanie na to, że iluś tam spryciarzy okazało się mniej sprytnych od innych spryciarzy i dało namówić na zaciągniecie kredytu w „najpewniejszej walucie”. Otóż, faktycznie, ZACIĄGNIĘTE zostały w jednej z najpewniejszych walut świata – tyle ze w swoim spryciarstwie nie sięgnęli już wyobraźnią w przyszłość, aby zastanowić się co będzie, jeżeli ten kredyt będą musieć SPŁACAĆ we wcale już nie najpewniejszym pieniądzu, jakim jest złotówka.
    Ja sam osobiście na szczęście nie mam kredytu hipotecznego, nie mam też nic wspólnego z bankowością (choćby dlatego, że legitymuję się wykształceniem średnim, a tam takich niedouków nie biorą) – gdzieś w 2007 roku przyszedł do mnie mój przyjaciel z pytaniem jaki kredyt ma zaciągnąć na dofinansowanie budowy domu. Przekonałem go do złotowego (mimo, że pewną część dochodów osiąga w euro); jakoś tak dwa-trzy lata temu dziękował mi za tę radę.
    Mam niewielkie, kilkutysięczne oszczędności; wiedziony zgubnym (czasem) patriotyzmem przechowuję je w postaci akcji dużych polskich przedsiębiorstw – wśród nich jest PKO BP, zwany „naszym narodowym kredytodawcą i depozytariuszem”. Zadanie z arytmetyki: jeżeli na następny dzień po uchwaleniu ustawy o „frankowiczach” kurs banku zleciał o 9%, a stan mojego rachunku maklerskiego zmniejszył się o 270 zł to ile mam pieniędzy w akcjach banku?
    Całe szczęście, że przekonałem kumpla – ma swój kredyt właśnie w PKO; gdyby obciążał ich portfel frankami dostałbym po kieszeni jeszcze o jakiś ułamek grosza więcej…
    Ach, no tak, zadania z arytmetyki można dawać tylko umiejącym liczyć…
    …i mam z pewnością graniczące przewidywanie, że się na tych 270 zł nie skończy.
    „Mesydż 1. Kredytobiorcy są sami sobie winni: Podpisali z własnej woli i wiedzieli co podpisują. Teraz nie mają prawa narzekać. Nikt pistoletu do łba ci nie przystawiał. Widziały gały co brały. Nie trzeba było być naiwnym, nie widział co podpisuje? Jak się nie rozumiało, nie trzeba było podpisywać. Sam jesteś sobie winny. Trzeba było być idiotą, aby wziąć taki kredyt. Nie ogarniam całej tej afery z kredytem we frankach – czy nikt za tych matołów co kredyty w walucie brali umowy nie podpisał? Trzeba być kretynem, żeby mówić, że biorąc kredyt w innej walucie nie brano pod uwagę ryzyka zmiany kursowego. Bierze się kredyt w takiej walucie w jakiej się zarabia.
    Mesydż 2. Podpisało się, teraz trzeba spłacać: Każdy musi brać odpowiedzialność za swoje decyzje. Bądź mężczyzną, podpisałeś umowę, nie masz wyjścia – spłacaj. Trzeba mieć honor. Jeśli frank byłby po 1 zł, to czy nadwyżkę oddalibyście do banków lub Skarbu Państwa? Nie stać mnie – nie biorę kredytu. Biorę kredyt – ponoszę finansowe skutki swojej decyzji. Umów się dotrzymuje. Umowa zobowiązuje. Jeżeli sąd przychyli się do ich wniosku znaczyć to będzie, że umowy mogą być w dowolny sposób podważane w każdej chwili ich trwania.” itp., itd.
    Pytanie zasadnicze jednak brzmi – która z powyższych cytowanych „wariacji” w najmniejszym stopniu kłóci się z logiką, czy choćby z elementarnie rozumianą przyzwoitością?
    Tolling gospodarczy i polityczny oparte są na tych samych zasadach; aż ciekawe czy zróżnicowane są stawki…
    Proponuję dla otrzeźwienia: http://www.pis.org.pl/article.php?id=4415
    PS. Przypisywanie banksterom aż takiej omnipotencji, że są w stanie określić kursy walut na sześć lat do przodu obraża moja inteligencję…
    PS2. Bywało mi w życiu bardzo ciężko – nigdy dla pieniędzy nie robiłem niczego, co sam uważałbym za wątpliwe moralnie.
    PS3. A na ustawie tak naprawdę skorzysta pewien znajomek mający wraz z rozdzielnomajątkową żoną i dwoma synami-bananowcami po zaledwie jednym mieszkaniu każde, gdy faktycznie żyją w domach, których właścicielami są dziadkowie. No ale przecież żadne z nich, zgodnie z literą „prawa”, nie posiada innego mieszkania ani domu…
    Lubię
    • Szalenie podoba mi się narzekanie na to, że iluś tam spryciarzy okazało się mniej sprytnych od innych spryciarzy„. Pierwsze zdanie, panie Janie, i skończyłam czytanie. Jeżeli ktoś zakłada, że trzeba być cwaniakiem, aby wziąć hipoteczny kredyt mieszkaniowy, czyli coś tak powszechnego we wszystkich cywilizowanych i nie-cywilizowanych ktajach, jak buty, łyżka i ubranie, to ten ktoś nie może dojść do żadnych sensownych wniosków. Logika, dyscyplina matematyki, mówi, że z fałszywego zdania można logicznie wydedukować wszystko. Otóz, Pani Janie, wiekszsość ludzi nie jest cwaniakami i każdy ma prawo do mieszkania. Więc przzeczytam Pana wywód, jeżeli Pan wystartuje z takiego założenia.
      Lubię
  5. Aha, czyli pani jest takim tituszką opłacanym przez PiS żeby bronić SKOKI, mówiąc, że te przekrety w nich to „atak zagranicznych banków w celu udupienia polskiej konkurencji”?:)
    Lubię
    • Temat SKOKów mnie nie interesuje. Mam głowę tylko do jednego tematu: kredytów walutowych i stojącej za nimi banksterki w sektorze bankowym. Banksterki, która ma wpływ na partie, rząd, prasę i telewizję, a także sądy.
      Lubię
      • Trochę dużo wychwalania skoków jak na kogoś, kogo one nie interesują… No ale oczywiście ktoś za pieniądze wychwalajacy skoki i tak by się nie przyznał ze wychwala za pieniądze skoki wiec dalszą dyskusja jest bezcelowa:)
        Lubię
  6. Przecież argument „Co by było gdyby frank dziś był po 2.50 PLN?” nie jest żadnym trollingiem. To jest argument logiczny, merytoryczny i całkowicie uprawniony w dyskusji nad kredytami walutowymi. Czy autorka tego tekstu potrafi powiedzieć jaki będzie kurs franka szwajcarskiego za rok, dwa, pięć, dziesięć? Teraz akurat frank jest mocny w stosunku do złotówki, ale czy zawsze tak będzie? Gdyby autorka potrafiła z całkowitą pewnością to określić to nie musiałaby martwić się spłatami rat kredytu wziętego przez partnera, zarobiłaby mnóstwo pieniędzy na spekulacji na dużej dźwigni:)
    Lubię
  7. Stwierdzenie „Szkoliłam platformianych troli” jest bardzo nie na miejscu. Wyszła Pani z założenia, że można mieć zastrzeżenia tylko do osób głosujących na PO.
    Lubię
    • Nie uważam tak – chyba opacznie Pani odczytała tekst. Sama głosowałam na PO, aż od referendum prezciwko Waltz-Gronkiewicz. Od tego czasu już nie. Każdy dojrzewa do zmiany w swoim tempie. Wierzę, żę PO nie miałoby i jednego procenta poparcia, gdyby istniała idealna alternatywa. A że jedyną alternatywa jest PiS, więc przerzucenie swojego poparcia na PiS, to czasami długi proces dochodzenia do zrozumienia, że PO juz nie jest mniejszym złem, stał się nim PiS.
      Lubię
  8. ok, ale skoro banki, te „duże” za rączkę z rządem, grały na masowe moczenie ludzi w kredyty to musiały też i przewidywac konsekwencje jaką jest ta bania mieszkaniowa i pewnie mają już sposoby na wygenerowanie i spicie śmietanki gdy ta bania strzeli. to co mi przychodzi do głowy to masowe licytowanie tych niespłaconych mieszkań, oczywiście po potężnej fali bankructw konsumenckich (a raczej w trakcie, na fali wznoszącej bo potem już im się to tak nie opłaci). jako ten nie dający się rżnąc obywatel, lepiej budowac sobie chatę samemu, za nie więcej niż 200k, lub ew poczekac aż za te same 200k kupię sobie zlicytowane mieszkanie które ktoś , zanim stracił, nabył za 400k. tylko którą opcję wybrać – i czy na pewno juz wybierac:)
    Lubię
  9. Cynizm autorki poraża. Dopóki nie związała się z osobą, która wzięła kredyt w CHF wszystko było ok i trolowała w najlepsze. Znienacka gdy sama musi się do tego kredytu dokładać to przyszło „olśnienie”. Rzeczywiście w ciekawych czasach żyjemy gdzie podstawowe wartości współżycia społecznego ma się za nic. Dopiero jak się osobiście dostaje po dupie no to wtedy można się ujawnić i przekręcić stanowisko o 100% bo jak „Kali ukraść krowę to dobrze, ale jak Kalemu ukraść krowę to źle”. Do czasu kiedy osoba pod nazwą Bankowy Trol nie poznała swojego obecnego partnera życiowego to żadnych dylematów nie miała i zarabiała sobie w najlepsze klikając w klawiaturę i nie myśląc o tych co może czytają to o czym pisze. Ja akurat codziennie biorę kredyt w walucie obcej, co więcej kredyt ten jest zupełnie darmowy, nie płacę od niego żadnych prowizji czy odsetek ale jakoś nie słyszę nigdzie lamentów, czy oburzeń że skandal, kto na to pozwala i co to ma być. Każdy sobie może Polsce i właściwie na całym świecie taki kredyt wziąć i nie ma problemu. No ale „problem” jest jak CWANIACY, którzy wzięli sobie kredyt hipoteczny we frankach i zmienił się kurs waluty dostają po dupie – opowieści że CWANIACY ci nie byli świadomi ryzyka zmiany kursu w momencie brania kredytu napawają mnie pustym śmiechem. Wystarczyło spojrzeć na wykres kursu CHFPLN w momencie decyzji o kredycie, żeby się zorientować w jakim cyklu koniunktury się znajduje i wtedy albo zastosowac hedging o którym ktoś tu już wspominał albo decyzję o przewalutowaniu gdy kurs dojdzie do ustalonego poziomu; tak zrobił zdaje się cwaniak Petru. Ale oczywiście rodzimi CWANIACY zaślepieni żądzą zysku wiedzieli lepiej i dopiero jak Bank Szwajcarii zrobił interwencje na rynku w styczniu tego roku to CWANIACY „znienacka” się dowiedzieli co znaczy rynek walutowy i jego zmienność. Dopóki znani ze spekulacji rządzący w Szwajcarii sztucznie utrzymywali kurs swojej waluty to CWANIACY siedzieli cicho. Teraz próbują wykorzystać koniunkturę polityczną i wybory żeby coś ugrać w swojej sprawie. Żeby nie było: ja mam gdzieś banki i z chęcią wygoniłbym obcy kapitał z Polski, skasowałbym ich zyski o 3/4, opodatkował i zabronił transferu zysku za granicę ale nie będzie też mojej zgody na to żeby społeczeństwo dokładało się do CWANIAKÓW co wzięli kredyty we franku.
    Lubię
    • Odpowiadam tylko z zadziwienia tym wpisem, że tyle bzdur można zawrzeć w zaledwie paru linijkach. To nie cynizm, tylko proces dojrzewania, który polega na tym, że poprzez doświadczenia życiowe dochodzi się do pełniejszego pojmowania różnych aspektów zycia. Resztę wypowiedzi pominę milczeniem. Jeżeli nie dotarło do Ciebie to co napisałam w blogu, to po co mam się powtórnie fatygować, aby to powtarzać.
      Lubię
  10. tak długo jak zamiast pieniądzem posługujemy się papierem, który może zostac wydrukowany w dowolnych ilościach, którego kurs jest zmieniany na polecenie osób o których istnieniu nawet nie wiemy, tak długo jak wymiar sprawiedliwości nawet nie udaje, że funkcjonuje, będziemy okradani, przekręt z frankami się udał, teraz pewnie pracują nad następnym, taki jest los niewolnika, w starożytnym rzymie niewolnik widział łańcuchy, wiedział kim jest, mógł zwiać, współczesny polak jest okradany i oszukiwany przez wszystkich, jest bezbronny, a co najgorsze wydaje mu się, że jest wolny
    Lubię
  11. powiem tak dla mnie jesteś na dnie osiągnęłaś dno nie masz za grosz honoru jak można tak pisać że „kto się nabierze ten głuptas” niszczyłaś ludzi kraj za marne kilka zł nie wiem ja ci tylko współczuje ja za 10 tysięcy nie poszedł bym się tak skurwić jak można żyć wiedząc że się oszukiwało i okradało innych ludzi że pomagało się złodziejowi w poszukiwaniu ludzi do okradnięcia ja bym nie potrafiła tak upaść jak ty no ale to właśnie pieniądze robią z ludźmi wstawił bym cię gdzieś pomiędzy pedofilami a ludźmi okradającymi niepełnosprawnych albo dzieci jesteś po prostu na dnie i to za 3 tysiące łał myślałem że potrzeba więcej kasy żeby wyzbyć się z człowieka człowieczeństwa nie pozdrawiam cię mam nadzieje że zbankrutujesz i będziesz żreć suchy chleb pamiętaj wszystko do nas wraca i ten kredyt we franku to to co do ciebie wróciło mam nadzieje że ten kredyt wypłucze cie z pieniędzy i zostaniesz bez niczego tak jak ludzie których niszczyłaś swoim trolowaniem,namawianiem i hejtowaniem, jesteś dnem po prostu sięgałaś dna za 3 tysiące i tłumacz sobie jak chcesz (że głuptaski itp) ale i tak na dnie pozostaniesz, pójdź do spowiedzi i poproś o wybaczenie boga że rujnowałaś życie ludziom, i nie jestem botem czy trollem w razie w mogę się przedstawić wylegitymować czy co tam uznacie
    Lubię
    • Słuchaj mnie Konbie uważnie – to może Ci ocalić, życie, a może i komuś innemu. Nie jest z Tobą dobrze, ale pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy. Gdy masz percepcje, to znaczy, gdy dostrzegasz, że ktoś złamał jakąkolwiek zasadę moralną, a może tylko czujesz się obrażony, wywołuje to u Ciebie krańcową reakcję emocjonalną. Reagujesz nieopanowaną histerią i ogromną agresją. Jest niebezpieczeństwo, że z czasem nie wystarczy Ci wyładowanie się przez pisanie w internecie, czy wykrzyczenie się na otaczające ososby. W przyszłości może się zdażyć, że w tej histerycznej reakcji przekroczysz próg i spróbujesz wymierzyć sprawiedliwośc bożą sam, fizycznie.Pomyśl póki nie jest za póżno. Może porozmawiaj z psychologiem, może z księdzem (ale juz nie z tym, co dotąd), może wystarczy zastanowić się nad sobą. Popatrz tylko, jak zareagowałeś, na jedno zdanie – nawet nie zdołałeś sie skupić na czytaniu dalej, aby poznać konteks, i zapomniałeś co było przed tym zdaniem. A co będzie, jak ktoś uderzy w twój samochód, albo w sklepie wyda Ci za mało? Zajmij się sobą.
      Lubię
  12. Gdyby nie chciwość frankowiczów i innych kredytobiorców to nie mieli by problemu..:) ,ja tylko raz wziąłem kredyt na mieszkanie aby juz nie placic za wynajem i go splacilem teraz uważam ze wole zyc skromnie ale na kredyty nikt mnie nie namówi prócz nieoprocentowanych , to jedno dosadnie i krótko. Nastepna sprawa tyczy obecnego rzadu w tzw. Polsce kocham ziemie na której przyszedłem na swiat mimo ze mam uczucie iż to nie moja ziemia, dlatego apeluję do wszystkich niezadowolonych z obecnego prawa w RP lub gdzie indziej aby zaczeli sie organizowac w imie lepszego jutra,aby zapisywali sie do organizacji najbardziej im pasujacych itd,chyba ze sami takie zalozycie ale uprzedzam urzedy nie specjalnie sa przychylne, podajac przyklad rejestracji naszego Stowarzyszenia Społecznego „OJCZYZNA” które trwało co najmniej 6 miesięcy. na razie nie mieszamy sie w politykę ale nie wykluczamy że w odpowiednim czasie zaczniemy.. Nie popieramy żadnego ugrupowania politycznego gdyż uważamy że abslutnie wszyskie nie sa i nie były godne by działać w naszym imieniu.. ! T co pisze Bankowy Troll wydaje sie miec sens ale wtedy nie zarobia Lobbysci w sejmie i innych organizacjach nie ujawnianych poprzez madia . Mam pytanie-czy Wy jeszcze na nich robicie,czy oddajecie im swoje podatki? Bo ja od ponad pół roku już nie i nie mam zamiaru robić tego do końca swojego życia, nie ukrywam że także byłem niedoinformowany ale teraz jestem i znalazlem lepsze rozwiazanie,dziele sie z nim poprzez poczte pantoflową a ona działa najlepiej i jest od tysięcy lat jedna z najbardziej skutecznych.. Pozdrawiam tylko uczciwszych ..
    Lubię
  13. Z całą sympatią, takich troli powinno się łapać i kopać po twarzy i ciele aż wypłyną kolorowe płyny i tak samo postąpiłbym z autorką, szczęśliwym bezczelnym j….. trolem, zdrajcą własnych rodaków. Powinnaś się k…. ze wstydu powiesić…
    Lubię
  14. Mnie to dziwi, że nikt nie rozumie, że na tym właśnie polega kapitalizm w ogóle. Zarabia się pracownikach, lokatorach, pożyczkobiorcach, dzierżawcach, konsumentach zawsze grabiąc ich jak się da (w danym momencie). Tam, gdzie są silne związki zawodowe i stowarzyszenia zwykłych obywateli ( nie granciarnie ułożone z władzą), to wszystko jest pod jakąś tam kontrolą społeczną, ale i tak wciąż pojawiają się jakieś świetne, nowe pomysły na to, jak w majestacie prawa znowu kogoś słabszego ograbić. Na Zachodzie również ludziom jest coraz gorzej, wciąż ochrona ich interesów słabnie. Tak oto świat pracy przegrywa póki co z kapitałem, socjaldemokracja dawno zdradziła, a ludzie są zdezorientowani, apatyczni, niezorganizowani i żaden kumaty polityk tu nie pomoże. Społeczeństwo musi zacząć się w zorganizowany sposób przed kapitałem bronić. To wymaga wzajemnej solidarności i zrozumienia, że wszyscy jesteśmy jakoś tam gnębieni przez ten sam kapitał. Zarówno ci, którzy zarabiają na śmieciówkach i muszą korzystać z pomocy społecznej, jak specjaliści, których było stać na kredyty we frankach, jak górnicy, którzy mają teraz zostać sprowadzeni do pozycji pracujących na śmieciówkach nędzarzy( bo przez chwilę jest dekoniunktura, a przez całe lata kopalnie w dużej mierze utrzymywały budżet państwa), rolnicy, którzy muszą wziąć kredyt, bo inaczej nie mają żadnych szans na rynku, a biorą ten kredyt, gdy litr mleka kosztuje 2 zł, a po dwóch latach plan spłaty bierze w łeb, bo litr mleka kosztuje już złotówkę. Itd. Kapitalizm, którego nie kontroluje zorganizowane społeczeństwo, to nieograniczona władza kapitału nad nami wszystkimi.
    Lubię
    • Dziękuę Pani Ewo, nic dodać nic ująć. Może tylko to, że mamy prawo oczekiwać od rządu i Sejmu, że będą mirygować zapędy kapitalistów i dbać o równowagę między kapitałem a pracą.
      Lubię
  15. Przeciętnie inteligentny czytelnik po lekturze bloga pewnego pseudodziennikarza ekonomicznego GW udającego niezależnego arbitra dojdzie do tego czyje interesy reprezentuje wyżej wymieniony. Żenujące, ze w kraju należącym do UE mającym spore aspiracje do głosu dopuszcza się amatorów bez rzetelnej wiedzy ekonomicznej i kreuje się na guru.
    Lubię
    • Niestety, mamy duzo takich pseudoekspertów. Jak się pisze na zamówienie, to nie potrzeba dużej wiedzy, ani zrozumienia tematu. To by nawet przeszkadzało, bo miałoby się świadomość tego, jakie bzdury się pisze. A ta świadomośc powodowałaby wstyd i wyrzuty sumienia. A głupim lżej.
      Lubię
  16. Hmm pracowałas jako troll – to już niestety pokazuje nasza naturę – przejmujemy się dopiero kiedy coś nas bezpośrednio dotyka. I niestety wtedy też doszukujemy się spisków, zaplanowanych działań wycelowanych żeby nas wykorzystać. I jak to w Polsce jest źle.. Stany i ich regulacje są masakryczne śmieszne – tak jak interesujesz się kredytami tak zainteresuj się opcjami na derywaty i kryzysem w stanach – nikt tam nie poszedl siedziec a ludzie potracili domy, znaleźli się na ulicy – póki co w Polsce jeszcze się tak nie stało – i trzeba zrozumieć dlaczego bo w Stanach od bardzo dawna wszystko jest na kredyt i wmawia się ludziom ze na wszystko ich stac. Prawda jest niestety taka ze wszystko napędza chciwość – wynik napędza sprzedaż i nie patrzy się dlugoterminowo. Ludzie chcą jak najtaniej wiec sprzedawcy sprzedaja jak najtaniej – nie dotyczy to tylko kredytów ale wszystkiego. I do tego ze na wszystko nas stać i musimy mieć wlasne mieszkanie Dopiero teraz są ograniczenia na wkład własny ale za taki dostęp do kredytów płacimy my wszyscy. MDM czy Rodzina na swoim to największy syf jaki mógł powstać ale ma poparcie społeczne każda partia sprzedaje to co ludzie chcą usłyszeć – mieszkanie dla każdego pomożemy itd. Wiec chciwość – chcemy zarabiac jak najwięcej kupować jak najtaniej i wszystko co się da – dotyczy to wszystkich czyli ludzi pracujących w bankach tez. W interesie społeczeństwa powinno być maksymalne ograniczenie dostępności do kredytów na skalę światową co niestety jest utopia
    Lubię
  17. Co do tych całych kredytów we frankach, to moim zdaniem państwo nie powinno ingerować w umowę pomiędzy bankiem a kredytobiorcą. To że teraz Ci ludzie mają do spłacenia x razy więcej jest tylko wynikiem takich a nie innych zmian kursów które są naturalne ( rzadziej występują aż takie zmiany to prawda). Jak już autor zaznaczył frank równie dobrze mógł by pójść w przeciwną strone i ludzie by zyskali. Zaryzykowali i stracili. Jak ostatnio usłyszałem w radiu banki maja ponieść ogromną strate z tytułu przewalutowania, na giełdzie jeden bank musiał zatrzymać swoje notowanie na moment i stracił prawie 20 % wartości akcji. Żyjemy w kapitalizmie a nie w socjalizmie także to jest oczywiste że ktoś traci a ktoś zyskuje, a w tym przypadku ludzie dostali drugą szanse dzięki państwu. Taka sama sytuacja jakbym ja założył firme zajmującą się sprzedażą np. jabłek, zarobił 5 mln wciągu roku przez korzystne sprzedaże do sklepów, a te sklepy nagle żądają moich 5 mln bo nikt nie chciał tych jabłek kupić.
    Lubię
    • Rozglądaj się po świecie i chłoń; przemyślaj to co widzisz. Masz prostolinijne rozumienie świata, a w szcególności ekonomii i kapitalizmu – ale dojrzejesz z czasem bardziej złożone relacje. Na razie widzisz tak prostacko (bez urazy) kapitalizm, jak PO w 2007 roku. Co do straty banku z powodu przewalutowania, to powtórzę, że bank straci tylko zyski. A mniejszy zysk nie określa się jako strata, tylko mniejszy zysk. W Polsce w przypadku banków stopa zwrotu na kapitale wynosi 13%, a na Zachodzie: 5 – 6 %. Tutaj jest bonanza bankowa – zarabiają dwa razy wiecej, niż w Niemczech, Francji, czy Anglii. Bank łżą, jak mówią o stratach z powodu dewaluacji. Czy gdyby banki dawały kredyty tylko w złotówkach w 2006-2008 , to by traciły? Nie, bo to by myła NORMALNA działalnośc! Więc jak się teraz, przez przewalutowanie, „odbuduje” taką sytuację, jakby wszyscy wzięli wtedy kredyty złotowe, to jak banki mogą stracić?
      Lubię
  18. W tym długim tekście jest szereg wierutnych bzdur na czele z tą, że bankowcy to wróżbici i powinni byli przewidzieć finansowy armageddon z lat 2009-2011 i jego dziwne następstwa.
    Bardzo współczuję tego, że raty kredytu we franku podrożały, ale domaganie się, żebym to ja (jako akcjonariusz banku) zapłacił za to pani nieszczęście jest bardzo nieuczciwe i nawet trochę bezczelne. Pomijam już aspekt prawny całej sprawy.
    Jeszcze jedno pytanie mnie nurtuje: w jaki to sposób nasi bankierzy świadomie grali na wzrost kursu franka i euro ?
    Lubię
    • Piszesz niby logicznie, a jednocześnie debilnie. Bankowcy nie mają być wróżbitami, ale fachowcami znającymi historie kryzysów finansowych i mechanizmy ekonomii. A jak akcje banków szły w górę, bo banki miały ogromne zyski dzięki kredytom frankowym, a konkretnie, aprecjacji ich wartości z powodu aprecjacji franka, to co? Cieszył się z nadmuchanych wyników. To teraz Ci się frankowicze do d… dobiorą. Sprzedawaj lepiej akcje i idz do Biedornki.
      Lubię
      • Jeszcze raz pytam więc: w jaki sposób bankowcy mieli przewidzieć następstwa finansowego kolapsu lat 2008-2009 w postaci aprecjacji franka, „inteligencie” ? Odwołaj się do konkretnych analogii na podstawie, których można było przewidzieć, że to frank będzie zwycięzcą tamtego kryzysu.
        Banki nie miały ogromnych zysków dzięki kredytom frankowym. Marże na nich miały takie same jak na kredytach złotówkowych. I nie były to żadne zyski nadmuchane, bo spłacalność kredytów frankowych jest znacznie lepsza niż kredytów złotówkowych.
        Lubię
  19. Bardzo ciekawy opis:) ….chociaż opisane fakty nie zdziwiły mnie w zupełności – nie od dziś wiadomo że media kształtują obraz sytuacji.
    Co do samych kredytów „frankowych” – sądzę że zdecydowana większość niechętnych pomocy „frankowiczom” po prostu nie chce najzwyczajniej w świecie ponosić kosztów tejże ewentualnej pomocy , a jakaś forma „dofinansowania” z budżetu (jakakolwiek) byłaby przecież dopłatą z kieszeni każdego „niefrankowicza”. Rozwiązaniem byłoby zmuszenie banków do tego by wyjęły z kieszeni portfele…..ale to jest po prostu nierealne….i skończy się dopłatami z budżetu – w końcu nie takie „wałki” skarb państwa finansował:)
    Czy banki wiedziały i grały na zwyżkę franka – moim zdaniem to jest oczywiste ,,,,a zwyżka dawała się przewidzieć z bardzo prostej chociażby przyczyny – pieniądz jest tak samo „towarem” kupowanym i sprzedawanym – jeśli jest dużo chętnych do kupna danej rzeczy – cena rośnie; nie wiedziałem tylko kiedy to nastąpi i że tak szybko – szkoda że nie zagrałem na forexie:) . Oczywiście analogia jest dosyć „uproszczona” bo przecież jest producent towaru …czyli u nas NBP ( wystarczy włączyć drukarki) . Poza tym pokusa by zwiększyć akcję kredytową była zbyt duża by zaprzepaścić taką okazję do zarobku – (no bo cóż ma zrobić bank z tą ogromną ilością gotówki za którą kiedyś trzeba było zapłacić całkiem spore oprocentowanie )
    Nie chcę być odebrany jako kolejny mądrala po fakcie – sam również miałem wątpliwości gdy brat zapytał mnie jako bankowca z 15-letnim stażem jaki ma wziąć kredyt – ale wtedy już coś mi po prostu w tym wszystkim nie pasowało.
    To wszystko było takie „piękne”, „proklientowskie” , niskie marże, duża zdolność kredytowa – no po prostu nagle wszystkim banki chciały zrobić dobrze ..chociaż od zarania bankowości jedynymi którym one dobrze zrobić chciały były one same:) Tak więc doradziłem PLN….i przez rok słyszałem wyrzuty że na imprezach wszyscy się z mojego brata podśmiewują że w rodzinie ma bankowca a za kredyt przepłaca. Po mniej więcej półtorej roku jakoś wszyscy zamilkli:/ , a obecnie kredyt już spłacony:) – co do „podśmiewywaczy – szczerze wątpię by drgnął kapitał.
    Inne wątpliwości w tamtym czasie – to „mechanika” działania (nie tylko) banku – zawsze najmocniej promowany jest produkt który daje największy zysk i temu podporządkowane są wszystkie systemy sprzedażowe. Naiwnością jest sądzić że w bankach są ludzie skażeni „uczciwością kupiecką” – w bankach są tylko plany sprzedażowe i groźba wywalenia na pysk. A w tamtych latach bezrobocie raczej nie malało
    A już teksty o „zaufniu” , o „fachowcach”(tych już dawno pozwalniano bo za drodzy byli i charakteryzowali się myśleniem – czyli cechą szczególnie szkodliwą w korpo) , o „misji” – po prostu już mnie nawet nie rozczulają. Więc bankowiec (nawet jeśli prywatnie miał inne zdanie) wychwalał kredyty walutowe pod niebiosa . System został zorganizowany perfekcyjnie – nie było możliwości by ludzie w te pułapki nie powpadali Nawet jeśli część bankowców wyrażała swoje wątpliwości – szybko stykali się z rzeczywistością – sprzedajesz – pracujesz, nie sprzedajesz – zmieniasz branżę.
    Podstawowym problemem w naszym społeczeństwie jest BRAK EDUKACJI EKONOMICZNEJ …no ale kto miałby mieć interes w tym by o to zadbać ? Państwo ?- żeby społeczeństwo zdało sobie sprawę z poziomu naszego zadłużenia i ile pokoleń jeszcze będzie to spłacać, żeby dotarło że podatki mamy jak w Szwecji …a socjal jak w Afryce ? Jakieś instytucje , organizacje , kościoły ???? Może banki ???:) żeby kredytobiorca potrafił obliczyć RRSO (ciekawe ilu Polaków wie co to jest i o czym mówi)? NIKT nie ma interesu w tym by owieczka się dowiedziała jak jest golona do gołej skóry.
    Zawsze z lekkim rozbawieniem i politowaniem patrzyłem na miny ludzi którzy mieli zaciągnięte kredyty na kilkadziesiąt lat a którym zawsze zadawałem jedno pytanie „a wiesz jak liczone są odsetki od tego kredytu?” – nie zdarzyło się by KTOKOLWIEK wiedział; zakładasz sobie i swojej rodzinie na wiele lat pętlę zadłużenia na szyję i nie potrafisz obliczyć odsetek ???. Taka kombinacja niewiedzy ekonomicznej + zaufanie do banku że mnie nie oszuka – to stworzyło tę bombę która w końcu wybuchła.
    Lubię
    • Dziękuję za bardzo ciekway wpis. Sprawdziłam na wikipedii, co to jest RRSO, ale ten wzór mnie powalił. Ja myślę, że wobec faktu, że ogół klientów nie posiada wiedzy ekonomicznej, tym większa powinna być odpowiedzialnośc banków za oferty. A jeżeli nie są odpowiedzialni, to trzeba wymagac od polityków i rządu, aby banki przywołały do porządku. Może to idealistyczne, ale nic innego nam, obywatelom, nie pozostaje. Co do kosztów przewalutowania dla Skarbu Państwa to myślę, że mogą być zerowe. Zwrot na kapitale banków w Polsce jest dwa razy większy od zwrotu w krajach zachodnich – moga zejśc z tych zysków nawet do połowy i ciągle będzie OK, czyli tak, jak we Francji lub Niemczech. Nie musimy być przecież krajem-bonanzą dla banków.
      Lubię
  20. Czy zechciałabyś opowiedzieć, jak wyglądają rozliczenia za taką pracę? Jako moderator pewnego forum jestem ciekaw, czy usuwanie spamerskich postów zmniejsza zarobek spamerów, czy też w chwili publikacji interwencja jest nieodwołalnie „zaliczona”. Pisałaś o programie-muszli, jeśli on jest podstawą do kalkulacji wypłat to jak rozumiem późniejsze usunięcie spamu na zarobek nie wpływa. Czy Twoim zdaniem taki sposób rozliczeń jest standardem w tej „branży”?
    Lubię
    • Zliczane są zrobione wpisy. Usunięcie lub niezamieszczenie przez admina nie ma znaczenia. Czy standard? Nie pracowałem z takwieloma agencjami, więc nie mogę uogólniać. Na pewno „partyjni” trole nie pracują wg. takich rozliczeń – dostają trochę ponad „zwrot kosztów” – pracują raczej z przekonania.
      Lubię
  21. Dziękuję za ten wpis.
    Mnie to aż tak nie szokuje, bo nawet zdrowo myślący człowiek, widzi co się dzieje. Opinie o produktach, komentarze polityczne… Szczególnie w czasie kampanii prezydenckiej pod każdym artykułem aż huczało od „hejtu” na byłego już prezydenta, do tego „niezależne” dzienniki, materiały wideo, radia itd. itp. To pokazuje jak w stosunkowo prosty i szybki sposób można zdyskredytować jakąś osobę. Oczywiście sam były prezydent, jak nikt, nie był bez win, ale osobiście bardzo cenię sobie jego wyważoną i spokojną prezydenturę. Jaki będzie Duda – tego nie wiem. Nie głosowałem na niego, zresztą chyba nie było kandydata, na którego z czystym sumieniem oddałbym głos. W tym środowisku za bardzo nie ma miejsca dla ludzi uczciwych – liczy się tylko PR i machlojki pod stołem. Taki teatrzyk (polecam serial Ranczo i całkiem rozsądne wątki polityczne tam – oczywiście to tylko mały wierzchołek, ale warto obejrzeć nawet dla tego, jeżeli oczywiście kogoś to interesuje).
    Co do frankowiczów – ogólnie trudny temat. Z jednej strony, ktoś podjął ryzyko (mniej lub bardziej świadomie) i wiadomo, że ma to jakieś konsekwencje. Z drugiej – Ci ludzie cierpią. Ale powiem tak – rodzice unikali i unikają kredytów jak ognia. W razie potrzeby pożyczają od znajomych, rodziny. W banku niewielkie sumy i niezmiernie rzadko – ok. 5000 zł. W zakładzie pracy jest też możliwość wzięcia bardzo atrakcyjnej pożyczki (zdaje się do 7000 zł) przy odpowiednich wpłatach na wspólne konto przez określony okres. Potem raty są odtrącane od wynagrodzenia i z tego również często się korzysta, bo jest po prostu korzystnie. Zwie się to kasa zapomogowo-pożyczkowa (dla zainteresowanych).
    Ogólnie zawsze nastawienie rodziców do banków było mocno sceptyczne. Jak tak patrzę (jestem jeszcze stosunkowo młody) to mają rację. Dom, powoli bo powoli, własnymi siłami, często nawet ponad, praktycznie bez robotników się wybudowało. Wakacji żadnych nie było i nie ma, ale za to nie męczy myśl, że jeszcze tyle lat zostało do spłacenia, bez względu na to czy w złotówkach czy w obcej walucie. Oczywiście ta druga opcja to spore ryzyko. Staram się zrozumieć przytoczony argument o tym, że wtedy ludzie nie wiedzieli jak to działa. Może, ale trochę trudno jest mi to wyobrazić. Co do samych banków to się zgadzam i dokładnie widać, że interesuje ich tylko własny zysk. Czasami zrobią troszkę lepszą ofertę by zachęcić nowe osoby, a po roku czy dwóch oferta staje się standardowa.
    Mam nadzieję, że nie pisała Pani tego wpisu z komputera z zainstalowanym oprogramowaniem potrzebnym do pracy. W przeciwnym razie nawet użycie Tora mogło nie pomóc, bo np. były przechwytywane wpisywane znaki, właśnie przez ten specjalistyczny program.
    Cóż, życzę wszystkiego dobrego.
    Liked by 1 osoba
    • Nie wiem, co masz na myśli pisząc „z komputera z zainstalowanym oprogramowaniem potrzebnym do pracy”. Podoba mi się postawa Twoich rodziców, ale nie każdy może rozwiązać swoje problemy mieszkaniowe poprzez zbudowanie domu sposobem gospodarskim. Niechęć do kredytów i sceptycyzm do banków też nikomu na pewno nie zaszkodzą. Co do tego, czy kredytobiorcy wiedzieli o ryzyku, gdy brali kredyt i co z tego wynika: Wyobraź sobie, że kolega oferuje Ci grę polegającą na wyciągnięciu czarnej kuli z puli 30 kul ukrytych w kapeluszu (29 kul białych i jedna czarna). Stawiasz złotówkę, wygrywasz 30 złotych. Masz wrażenie, że gra jest bardzo fair. Tylko Ty nie wiesz, że kolega wrzucił 100 białych kulek do kapelusza, a nie 29. Tak mniej więcej wygląda udzielanie kredytów frankowych. Pozdrawiam.
      Lubię
      • Świetny artykuł i bardzo potrzebny. Gratuluję. Jednak najbardziej chyba podoba mi się sposób w jaki Pani rozprawia się z trolami w komentarzach. Aż miło popatrzeć:)
        Lubię
    • Pełna zgoda co do tego iż należy pomóc frankowiczą i zyski banków z ich kredytów są zdecydowanie za wysokie , jednakże widząc jak starasz się obwinić o wszystko PO oraz NBP i KNF (który nota bene stara się teraz uporządkować Skok-i) to aż nóż się otwiera w kieszeni. Twierdzenie że większość banków wiedziała o tym że frank pójdzie w górę jest wierutnym kłamstwem , ba w ogóle przewidywanie „pewnej” przyszłości w ekonomi/gospodarce to czysty idotyzm , gdyż prawie każdy ekonomista się myli w swoich założeniach a jak trafi to cóż , miał trochę szczęścia. Generalnie moje wrażenie po przeczytaniu tego artykułu jest takie iż Ty droga autorko nie przestałaś być płatnym trollem oraz nie zdradziłaś dla kogo tak naprawdę trollujesz – dla Prezesa ………….
      A i jeśli uważa Pani że banki nie są niezbędne w nowoczesnej gospodarce to tylko pokazuje jak bardzo się Pani zna na ekonomii oraz gospodarce
      Lubię
      • Nie napisałam nigdy, że „banki nie są niezbędne w nowoczesnej gospodarce”. Co do PO, od 2008 roku mamy kryzys kredytów walutowych. Od 2008 nikt nic nie zrobił. A kto mógł dużo zrobić, i to bez dużego wysiłku, ale nie zrobił? Tylko PO. SKOKi mnie nie interesują – nic o nich nie wiem. Belka i NBP – to osobna historia. Głosi, że rozwiązanie kryzysu kredytowego można i trzeba rozwiązać poprzez „negocjacje miedzy bankiem a indywidualnym klientem”. Wiedziałeś o tym? Spotkał się nawet z Komorowskim i razem tę prawdę ogłosili. Wyobrażasz sobie takie negocjajce, bo ja nie. Więcej, wiem, że są niemożliwe.
        Lubię
    • ” ale osobiście bardzo cenię sobie jego wyważoną i spokojną prezydenturę.”
      Cooo? Haha, co za brednie. Bardzo wyważona prezydentura i spokojna – w końcu chłopak, który przyszedł z krzesłem na spotkanie z BK został wsadzony do więzienia (!!!). Witamy w Korei Północnej. Nie mówiac o niewyobrażalnych szwindlach, które ujawnił Sumliński.
      Czytał Waść „Niebezpieczne związki Bronisława Komorowskiego”?
      Lubię
  22. Dlaczego wprost nie napiszesz, gdzie pracowałaś i kto Ci płacił? Może dzięki temu jakiś dziennikarz przeprowadziłby śledztwo i udałoby się dotrzeć do zleceniodawców – potem mielibyśmy ich ‚na patelni’ i mógłby to być gwóźdź do trumny banksterki. Nie pomyślałaś o tym?
    Lubię
    • Bankowcom to by nie zaszkodziło, bo sterowane trolowanie nie jest karalne. Natomiast ja podpisałam zobowiazanie do zachowania tejemnicy i to ja bym była podana do sądu przez bank. Gwoździem do trumny banksterów byłby przeciek z banku dotyczący analizy opłacalności kredytów walutowych z lat 2005-2008. Pokazałyby, że banksterzy świadomie grali na wzrost kursu franka i euro. Może juz niedługo kogoś w banku ruszy sumienie, albo wkurzą aroganccy prezesi zarabialący milliony …i „przecieknie”:)
      Lubię
      • W latach 2005-2007 kurs franka spadal (min w 2007, ponizej 2PLN) w 2 pol. 2008 zaczal rosnac, wiec pisz prosze o faktach a nie o bajkach (czyzby cel byl polityczny?????). To kazdy akurat moze sprawdzic (jesli nie pamieta) w archiwum kursowym np.na money.pl .Wstyd takie brednie pisac pod publike!!! Moze i trolle sa, ale ten to juz przesadza. Czytam i nadziwic sie nie moge…. Bedzie jakis komentarz od autora wiesci?:)
        Lubię
      • no bez jaj, zatrudniali tylko jedna osobę? czy pociągną do odpowiedzialności wszystkich? albo zbiorowo? także byłych trolli bo pewnie jest jak zwykle 500% rotacja…
        Lubię
  23. Za to co banki robiły niezgodnie z prawem powinny ponieść odpowiedzialność. One, samodzielnie, nie obywatele za pośrednictwem budżetu państwa. Natomiast samo sedno sprawy czyli decyzja grupy ludzi, którzy wzięli długookresowe, wielkie względem swoich zarobków kredyty, w obcej walucie jest ich decyzją. Zasłanianie się tym, że bankowiec mówił, że frank dobrze stoi jest infantylne. Jest niemal tak godne politowania jak pozywanie restauracji za to, że na kubku zamówionej kawy nie było walącego po oczach ostrzeżenia, że jest gorąca. Jest równie dziecinne co obwinianie kasyna za to, że się przegrało, pomimo tego, że powinno się było wygrać. Jeszcze raz podkreślę – za to co banki robiły niezgodnie z prawem powinny ponieść odpowiedzialność. Ale za ryzykanckie albo wręcz idiotyczne decyzje przy podpisywaniu umowy konsument też musi ponosić odpowiedzialność.
    Liked by 1 osoba
    • Banki to nie kasyno, a kredyt mieszkaniowy to nie rzucanie sztonów na pola ruletki. „Frankowicze” nie poszli do kasyna tylko do banku po kredyt mieszkaniowy, a bank zagrał z nimi w pokera. Jeszcze raz powtarzam, 10 lat temu nie było powodów, żeby bankom nie ufać. Już mam dosyć czytania takich banałów o ich chciwości czy głupocie, że odpowiem banałem: „Teraz każdy mądry”. Odnośnie gorącej kawy, to pewnie się zdziwisz, ale nawet za to można dostać odszkodowanie. Kobieta w USA poparzyła sie wylewając na siebie kawę z McDonaldsa. Dostała 1 mln dol odszkodowania, a McDonalds od tego czasu drukuje na kubkach „Uwaga! Gorące”. Piszesz „Idiotyczne decyzje przy podpisywaniu umowy” – czyli te umowy są idiotyczne. Preparowanie z pomocą adwokatów takich „idiotycznych” umów i podsumowanie ich klientom po to, by ich oszukać, nie powinno być tolerowane przez prawo i sądy. Ale nasze prawo nie nadąża za życiem, zmianami i nowymi sytuacjami. To nie jest prawo precedensowe, gdzie sędzia wymierza sprawiedliwość na podstawie historycznych wyroków, a jak takie nie mają zastosowania, to według swojego sumienia. W Polsce sądy dozują paragrafy. Jak nie ma paragrafu, to nie ma sprawy. A te paragrafy pochodzą z lat 60-tych i 70-tych. Na przykład, BTE wymyślono, gdy banki, sądy i wszystko było jednym aparatem państwowym (tj. za komuny), a teraz BTE stosują sobie prywatne banki, bo tych paragrafów nikt nie wietrzy i pewnie długo nie przewietrzy. No i tu dochodzimy do naszej klasy politycznej – wszystkei drogi prowadzą do Rzymu – więc idę się ochłodzić. Pozdrawiam.
      Lubię
      • Owszem: branie kredytu w walucie innej niż się zarabia to w pewnym sensie kasyno. Oczywiście tylko w pewnym sensie, bo kasyno to pełna losowość, a kursy walut można (lepiej lub gorzej) przewidywać – są jakieś podstawy do takich przewidywań. Niemniej dla potrzeb rozmowy można przyjąć, że branie kredytu w walucie obcej, której kurs się zmienia jest w jakimś sensie loteryjne – dopiero teraz to odkrywacie ? Czy przy braniu kredytu nie udzielono informacji, że wysokość raty będzie zależna od notowań franka szwajcarskiego, którego kurs jest zmienny ?
        Nie, umowy nie są idiotyczne. Bo możesz zarabiać np. we frankach szwajcarskich albo możesz zakładać, że będziesz zarabiał w nich w przyszłości, a może po prostu CHCESZ ZARYZYKOWAĆ. Idiotyczne są decyzje, w których godziliście się na podjęcie ryzyka, a teraz udajecie głupków i wmawiacie wszystkim, że nie wiedzieliście o tym ryzyku.
        Lubię
      • Jęknę: O Boże!!! Poraz setny więc: Nie, fankowicze nie wiedzieli o ryzyku wzrostu kursu franka o 80 – 100%. Nawet KNF w swojej Recomendacji S w 2007 zaleciła bankom informowanie o konsekwencjach zmiany kursu o 20%.Tylko 20%. Kapuje? Więc, stosując Twoje słownictwo, wyobraź sobie, że startujesz w loterii, w której wiesz, że możesz stracic 20% max, a tracisz niespodziewanie 80-100%. Szok. Kapujesz? No.
        Lubię
      • Jeśli uważasz, że 10 lat temu nie było powodów, żeby nie wierzyć bankom, to polecam lekturę książki „Wojna o pieniądz, czyli prawdziwe przyczyny kryzysów finansowych”, która wyszła 9 lat temu, a opisuje historie bankowości od 200 lat wstecz do teraz.
        Lubię
      • Przepraszam, ale ksiązka, która wyszła w 2006 roku nie może być żródłem wiedzy dla ludzi10 lat temu, czyli w 2005 roku. Ale rozumiem intencje – była dostępne w 2006 i 2007 i w 2008, gdy sprzedawano kredyty walutowe. Tym niemniej, taką książkę, to raczej przeczytaliby bankowcy, nawet powinni, aniżeli ich klienci. Remontuję teraz dach, ale nie mam zamiaru czytać książki pod tytułem „Konstrukcje dachowe i przyczyny przeciekania od Rzymu do Brukseli”, czy podobnej. Potwierdzasz to, co napisałam – była nierównowaga informacyjna, bankowcy wiedzieli, lub mogli wiedzieć o ryzyku, gdyby byli fachowcami. Klienci nie wiedzieli.
        Lubię
      • Zgadzam się z wieloma punktami tego artykułu, i generalnie bardzo dobrze że ktoś o tym pisze. Nie mniej, nie można winić też i tego, że czasem ktoś jednak moze się z którymiś zdaniami nei godzić, bo wszak właśnie cały artykuł na to uwrażliwia – na to by myśleć samodzielnie, a nie poddawać się ślepo zasugerowanym przez nie-wiadomo-kogo opinom z netu. Pozowlę sobie na całkiem poważny żarcik – po przeczytaniu Pani artykułu, i wzięciu go sobie głęboko do serca, pownienem odrzucić każdy zawarty w nim argument, podejrzewając, że jest napisany przez trolla, którego zadaniem było, przyznanie się do bycia trollem u konkurencji… W tak na głowie postawionym świecie jaki mamy nie można bez mrugnięcia okiem odrzucić konceptu, ze trolli zatrudniają i kredytodwacy i kredytopbiorny, a my – niewinni komentatorzy (albo i inne trolle, bo nie mam narzędzia, którym mógłbym dowieść ze sam nie ejstem jednym z nich) trafiliśmy nieświadomie na pole wielkiej bitwy. To tyle tytułem zartu, a poważnie – dwie sprawy.
        1) Nie podoba mi się przykład z kubkiem kawy w McDonaldzie. Tzn. podoba mi się, słysząłe już o tym wcześniej, i uwielbiam go do pośmiania się. Ale użyty tutaj, jest canjmniej niesmaczny jak sama kawa. Można by pomyśleć, że pochwalamy tego typu zgodę na kretynienie populacji. Jeśli człowiek ukończył szkołę, college (a czasem nawet i studia) dożył do dorosłości a nadal nie wie jakie marteriałuy codziennego użytku są przewodnikami ciepła a jakie iolatorami, to jest kosmar oświatowy i wychowawczy w jednym. Już nawet boję się pomyśleć, że mogło być jeszcze gorzej, ze ktoś zamawiajac kawę, nie wiedział, że jest to napój podawany na gorąco… dorosły człowiek. Okej, robimy facepalm, machamy ręką, rozweramy szczenę, czy co tam kogo rusza, i idziemy załamani dalej,a le na Boga! nie płacimy mu odszkodowań! I to że gdzieś tak się stało, nie jest żadnym argumentem na to, że to mądre postępowanie. A nawet pomijam, jak łatwo byłoby komuś się urządzić, z udawania takiego kretyna… I rzeknę, że nie jest to dla mnie aż tak bliskie podobieństwo do ludzi zaciągajacych kredyty (czy raczej pani sięgajac do tego przykłądu nie zbliża się zbyt do zrówniania), bo tu po prostu potrzeba nieco więcej inteligencji, niż wiedza o tym czy kubek styropianowy się nagrzewa czy nie. I owszem można winić polskie szkolnictwo, za brak przygotowania. Matematyka stoi nieźle, ale ekonomia w szkole to makabra… Ale tu się otwiera zaiste skomplikowany dyskurs, o tym kto odpowaida za błędy dorosłych ludzi, któe wynikają z braku wiedzy, którą powinni wynieść… no własnie skąd? bardzo z domu, czy bardziej z państwoewej szkoły? Wtedy można by pomnyśleć, ze nie ejst głupim pomysłem przerzucenie odpowiedzialnosc na państwo… no ale jeszcze lepszym jest zlikwidowanie państwowego szkolinictwa, i przyjęcie zasady, ze każdy od początku (dorosłości) do końca odpowiada sam za siebie. Jest to zaiste trudne w socjalistycznej gospdarce. W pseudo-kapitalistycznej także…
        2) i tu płynnie rpzechodzimy do punktu drugiego. Powracający i w tekście i w odpowiedziach argument, co ludzie wiedzieli a czego nie wiedzieli 10 lat temu. Nie rpzepradam, za tym argumentem w jakiejkolwiek dziedzinie, bo na ogół jest dziwnie wykorzystywany. Weźmy Powstanie Warszawskie – ciągle to samo i to samo – co oni wtedy wiedzieli a czego nie wiedzieli, a jak nei wiedzieli to czemu nie wiedzieli, skoro my teraz to widzimy i wiemy, to jak oni mogli nei wiedzieć… I z tej strony jest na potęgę ten argument z lubością przywołowany, przy czym zaiste WIEMY, że garstka ludzi miała wiedzę, i planie niedotrzymania sojuszniczych zobowiązań. Z drugiej zaś strony, kiedy przywojuemy sytuacje gdzie wiedza o czymś byłą wręcz powszechna, ale nie ogłaszana światu oficjalnie, o to wtedy ci sami lubią bronić, tych co nie mogli przecież wiedzieć, i tu najlepszym przykładem są wszyscy sprzedawczycy z okresu stalinowskiego, którzy do dziś się tłumaczą, że oni nie wiedzieli co tak naprawdę Armia Czerwona i NKWD z UB wyczyniało Polakom. Tylko jak się okazuje, jednak większosć ludzi wiedziała i o Katyniu, i o katowniach, i rozstrzelaniach, itd. prości ludzie,wiewidzieli, a jacyś tam jaśnie artyści nie wiedzieli. I jak słuszę/czytam o kredytach, to przynajmniej nie o zbrodnaich tu mowa, ale historia ta sama mi się zdaje. jak to możlwie że ktoś 10 lat temu nie wiedział o ryzyku frakowych kredytów, jak moja poczciwaz Matka brałą takowy kredyt lat 20 temu, i weidziała o ryzyku, ale postawiła swe oszczędnosci na szali tego ryzyka. Dlaczego to zrobiła? To proste ale i zabójcze dla argumentów nie-wiedzących. Moja Matka jest wykształconym pedagogiem, ale nic o bankowości nie wie, po prostu orientuje się tyle co przeciętny człowiek. I te 20 lat temu wiedziała jak „wszyscy”, że kredyt w złotówkach w polskim banku to równie ryzykowne przedsięwzięcie, bo wiadomo kto te banki posiadł, kto uwłaszczył, i jeszcze każdy pamiętał jak 5 lat wczesniej ludzie potracili oszczędności całego życia w tych właśnie polskich bankach. Nikt nie ufał bankom, nikt nie wytrzaskiwał sobie z Bóg wie kąd, przekonania że bankom można ufać, i temu do czego w tych bankach rpzekonują. Ludzie żyli w przeświadczeniu, że pochrzanione jest tu wszystko równo, i ponieważ nie ma innych laternatyw, to trzeba ryzykować. Ale też i nikt wtedy nie miał konceptu, że ryzykujmy, a jak się nie uda, to wydępbimy z budżetu te kasę. może po prostu większa byłą świadomosć, zę to jest jedno i to samo towarzystwo? Moze teraz się towarzycho pozmieniało, albo jakoś się im to opłaca, by te trasdery dokonywać i tyle. Ale kto choć trochę orientował się w polityce i historii najnowszej nie miał zadnych złudzeń co to braku ryzyka w jakimkolwiek kontacie z bankami zarówno 10 alt, temu 20, i 25 lat temu. Te 25 lat temu było własnie najgorzej, bo wtedy to nie była kwestia wyłącznie kredytów – wtedy zxdematerializowały się ludziom na kontach oszczędności. nie kredyty im narosły, tylko rozumienie – lokaty mieli oszczędnościowe na określone kwoty, i jednego dnia je mieli, a drugiego wszystkie się wyzerowały. Moja Mama nauczycielka – dla niej osobiście to było dużo, ale uśredniajac bez szaleństw. le się wyzerowało. Dla mnie w ogóle luz (miałem wtedy 12 lat nawet nie poczułem ukłucia zalu), ale z perspektywy czasu żal, ze miałęm lokatę od chrzestnej na I komunię, za 6 alt miała być wypłacona w kwocie pozwoającej kupić mały samochód osobowych, a tu bach – jedna noc, i zostało parę złowy na lody. Ale moja mama znała rodziny które straciły tej nocy ogromne oszczędnosći. Paru gości popełniło samobójstwo. Nie pochwalam, ale pokazuję że byłą to skala popychająca do ludzi w czarną rozpacz. Więc jak ktoś mi mówi, że 15 lat po tych wydarzeniach (a w międzyczasie jeszcze ze dwa razy były takie mneijszej skali ale też doktliwe przekręty bankowe na skalę całęgo kraju), nie wiedział jak wielkie moze być ryzyko brania kredytu w Polsce (jakiegokolwiek a co dopiero w obecj walucie), to znaczy dla mnie nie tylko to że młody być musiał, i w państwowej szkole o ekonomii w naszym rakju się nie wiele dowiedział. No bo do podobnej szkoły chodziłem i też się nie dowiedziałem. Ale 10 lat temu miałem 27 lat, i doskonale wiedziałem, by nie ładować się w zadne kredyty bankowe. I to zarówno od strony nieufności do banków, jak i nieufnosci do słabego rynku pracy, Kto mógł 10 late temu nie wiedzieć? ktoś kto nie interesował się polityką („bo polityką interesują się tylko nudziarze, albo politycy”), oraz historią najnowszą („bo historią się interesują tylko nudziarze i historycy”). Suiper, jestem widać nudziarzem (bo ani politykiem, ani historykiem), ale bez topora bankowego wiszącego nad moim karkiem.
        Lubię
      • Panie Jędrku, zainspirował Pan we mnie zamyślenie filozoficzne. Pan jakby chciał zrobić zrobić ekstrapolację: przeprowadzić koncepcyjną linię przez najazd niemiecko-rozyjski w 1939 roku, wywóz Polaków na Syberię, rzeż Wołyńską, Katyń, Powstanie Warszawskie, powojenne działania NKWD i SB, kryzys finansowy i przekręty początku transformacji, i konsekwentnie polegać i budować na tym doświadczeniu i i na tej pamięci. Obawiam się, żę jedyne do czego człowiek z taką historyczną pamięcią doszedł to bezdenne poczucie beznadzieji i rozpaczy.A człowiek potrafi się odrodzić jak feniks z popiołów: wejście do Nato, wejście do Unii, politycy mówią o korzyściach z tego, o funduszch integracyjnych, o szybkim przyjęciu EURO i przyszłym dobrobycie w kraju,wchodzą achodnie, a więc cudne, korporacje, w tym banki, ze swoim bogactwem i wieloletnia reputacją, i z chwytliwymi reklamami. Widzi się zmiany, które wydają się grzebać złą przeszłość na zawsze. Jak tu się nie dać ponieść optymizmowi, pewnością pięknego jutra, jak tu nie zaufać tym apostołow tych pięknych przemian. I bęc.:)
        Lubię
      • Późno bo późno ale dopiszę, dla tych co coś z tego zrozumieją, może im te kilka dodatkowych zdań uświadomi w jakiej Polsce żyjemy. Po pierwsze polskie prawo nie jest Polskie, ale przejęte czy raczej narzucone przez ZSRR, to prawo które służy władzy „dajcie człowieka, a znajdę na niego paragraf”. W krajach zachodnich, jak piszesz prawo jest oparte o prawo precedensu wywodzące się od prawa rzymskiego. Kto poznał łacinę lepiej rozumie i prawo i zachodnie europejskie języki. Dodatkowo sposób jego stanowienia egzekwowania tego prawa jest oparty na innych standardach niż w krajach byłej komuny. I masz oczywiście rację, co do klasy politycznej, w której przeplata się historia i wpływy polityczne niezwiązane z dobrem Polski. Polityka banków polega wyłącznie na maksymalizacji zysku wszystkimi dostępnymi metodami, wszystkimi, włącznie z wpływaniem na stanowienie prawa w danym kraju tak by stało się narzędziem do maksymalizacji zysków. To samo dotyczy wpływu na władzę sądowniczą i media. Polak żyje niczym w matrixie karmiony papką multimedialną na przemian z gotową interpretacją faktów, zagoniony przez pracodawcę do maksymalnego wysiłku. Nie ma czasu na zastanowienie, refleksję. Otrzymuje gotowe jedzenie z Maca i gotowe wiadomości, tak by nie interpretował nic po swojemu. W kanapce rybnej MacDonalds nie ma ryby, tak samo w wiadomościach nie dowiesz się kto i dlaczego. To raczej oczywiste, że nie tłumaczy się wykorzystywanemu, że jest wykorzystywany i w jaki sposób. Większości to nie przeszkadza bo mają co jeść. Nie będę się rozpisywał w szczegółach ponieważ musiał bym napisać książkę, a każde z wymienionych zagadnień to materiał na kolejną książkę. Od 8-u lat rządzi PO i zdążyło Polaków podzielić, a Polskę zadłużyć na następne pokolenia, tylko na konsumpcję, bez budowy potencjału gospodarczego (przemysłu). Udało się doprowadzić do braku solidarności rodaków, do walki o kasę. To kasa stanie się jedynym bogiem w jakiego zaczną wierzyć następne pokolenia, jeśli nie spróbują zrozumieć otaczającego je świata własnymi oczami. Polska jako kraj rolniczy jest bardzo bogata, a gdyby była silna może stanowić przeszkodę w realizacji celów zarówno Europy jak Rosji.
        Lubię
  24. No i jeszcze jedno.
    – Bierz kredyt na ktory Cie stac
    Mój przykład: kredyt 250 000 PLN w CHF 100000 tak około. Na trzydziesci lat. Rata kredytu z odsetk. ok 800 PLN. Zarobki moje i zony razem ok 6000 PLN miesięcznie. W momencie jak go bralismy nie mielismy dzieci. Po ok 2 latach kryzys wybucha. Czaimy się bo może spadnie. Nie spada. Przyzwyczajamy się i dalej spłacamy. Jednak dochodzimy do roku 2015 gdzie kolejny skok tej super pewnej stabilnej waluty daje do zrozumienia że ta waluta jest w rzeczywistości tak niepewna jak wszystko inne co na giełdzie. Nie licze już na spadek chociaż jeszcze do niedawna miałem na to nadzieję. Nie chciałem nadpłacać bo to przykre ładowąć swoje życiowe oszczędności w umoczony interes no ale teraz mamy parcie na to żeby się pozbyć tego za wszelką cenę. Wiem że jesteśmy w dobrej sytuacji bo generalnie mam dobre zarobki ale każdy może sobie wyobrazić że te pieniążki można było zamiast umaczać w czarnej dziórze np. zainwestować w szkołę dla dzieci albo w szkołe dla siebie albo pomóc rodzicom w czymkolwiek by można było albo … tysiące rzeczy które można kreatywnie robić z energią która niestety została w dużej mierze pożarta przez fatalny kredyt. Sprzedać mieszkanie i zamieszkać tam gdzie akurat pracowaliśmy – no bo w międzyczasie nasze losy trochę się potoczyły inaczej niż myśleliśmy – to też było coś co było trudne do wykonania z kulą zadłużonego mieszkania.
    Więc wracając do tego czy stać. Stać. Ale ja nie grałem na giełdzie. Brałem to co było tanie i dobre i jak mówili eksperci – pewne. Jak mi ktoś powie że bla bla bla coś tam że trzeba było to albo tamto to to jest wszystko efekt pewności wstecznej https://pl.wikipedia.org/wiki/Efekt_pewno%C5%9Bci_wstecznej. Jak Ci nawet obecnie specjalista z doradztwa finansowego mówi o jakichś inwestycjach, fundusze emerytalne, jakieś paipery oszczędnościowe itp to czemu masz nie wierzyć człowiekowi którego firmuje światowa instytucja z tysiącami ludzi na calym świecie która sprzedaje usługi finansowe na całym świecie to czemu mają się nie znać. Czemu bank ma mnie wprowadzić w pułapkę? Wtedy przez myśl mi nie przeszło że takie coś może mieć miejsce.
    Teraz po kryzysie finansowym albo raczej w trakcie kryzysu, gdzie każdy nawet ten co nie wział kredytu hipotecznego już się zdążył trochę nasłuchać, teraz ludzie generalnie są mądrzejsi. Teraz nikt by czegoś takiego nie zrobił, no albo przynajmniej ludzi którzy to robia jest odpowiednio mniej (mam nadzieję). Teraz. … Ale wtedy nikt o tym nie myślał bo coś takiego jak kryzys nie istniało. Nie taki kryzys. To też było zniekształcenie ale nadmiernego optymizmu: https://en.wikipedia.org/wiki/Optimism_bias
    To nie jest i nie była kwestia czy stać mnie na kredyt. To była kwestia tego że kredyt nie był bezpieczny. Nie miał zabezpieczenia przed totalnym zniszczeniem. A tego nie wiedziałem.
    Ja go spłacę chociaż narzekam na zmarnowane środki. Bo jak uda się w przyszłym roku spłacić (a jak to mówią nie mów hop :)) to ta cała „przygoda” albo raczej nauka kosztowała mnie i moją rodzinę ok 300 000 PLN nie licząc kupionego miekszania. Tyle kasiory pójdzie jako zysk kogoś. Czyli przez 10 lat ja i moja żona wyłozyliśmy ok 300 000PLN dodatkowo do wartości mieszkania… w błoto. Co mozna zrobić z 300 000PLN? … Taaaa
    A moja sytuacja jest stosunkowo kolorowa, prawda?
    Lubię
    • W Polsce pokutuje przekonanie, że wszelkie doradztwo finansowe powinno być za DARMO!!! Około 2007 roku pewien pośrednik finansowy wprowadził opłaty za „doradztwo” przy wyborze kredytu. Oczywiście opłata długo nie przetrwała bo lud żądał darmowego doradztwa. Sprzedaję się więc produkty z najwyższą prowizją i z żadnym doradztwem nie ma to nic wspólnego.
      Tymczasem doradztwo inwestycyjne jest silnie reglamentowane przez III RP (licencja) i kosztuje sporo. Trudno sobie wyobrazić by ktoś, kto zainwestował czas i pieniądze w zdobycie licencji udzielał darmowych porad.
      Przerażające jest również to, że o zaciągnięciu kredytu, w znakomitej większości przypadków, decyduje tylko najniższa rata. Nikt nie zwraca uwagi ile za ten kredyt będzie musiał zapłacić przez cały okres kredytowania. Dodajmy jeszcze, że w Polsce nie istnieją praktycznie kredyty (chodzi mi głownie o hipoteczne) ze stałą stopą procentową w okresie kredytowania.
      Lubię
  25. A ja z dużym zaciekawieniem sobie to czytam odnajdując w tekście sporo merytorycznych wartości i zaczynam spoglądać na ten tekst jak przez firankę na ulicę. Bo (tłumaczę :D) patrząc na okno od strony firanki widać… firankę. I trzeba się nieco postarać aby zobaczyć co jest za nią i dalej za oknem. I tak się zastanawiam czy w całej tej dyskusji, gdzie każdy z uczestników jest w jakimś stopniu zaangażowany nie ma czegoś za firanką. I przyznam szczerze, że zastanawiam się jak mógłby być dumny z siebie troll – nie bankowy lecz polityczny całkiem skutecznie oczerniając po imieniu (pewnie słusznie) jedną partię sugerując, że inna (już nie po imieniu) jest tą, która chce dla ludzi dobrze. W przeciwieństwie do tej pierwszej.
    I to faktycznie było by mistrzostwo trollowania politycznego, bo jest tekst i temat na czasie. Są zaangażowani rozmówcy, jest wspólna zgoda z hejtem na PO i taka maleńka, bardzo delikatnie usnuta niteczką sugestia, że teraz to nadchodzą już ci jedyni praworządni politycy, uczciwi i w ogóle cacy.:)
    Oczywiście mogę przesadzać i za firanką może nie być niczego jak to mawiał jeden z kandydatów na prezydenta ale jeśli dalej za firankowym tematem kredytów jest jeszcze okno i za nim ulica „Wyborcza”, no to przyznam, że troll był by najwyższych lotów. W sumie za to mu płacą, nie?:) Pozdrawiam naprawdę serdecznie.
    Lubię
    • Intruz, agitka polityczna myślisz?
      Tak samo można by powiedzieć o każdej wypowiedzi afirmującej albo krytykującej działanie jakiegoś polityka. Skoro dotyczy polityka to jest polityczne… ??? No ale taka jest rzeczywistość – nasza rzeczywistość jest przniknięta polityką czy to chcemy widzieć czy nie.
      W tym i podobnych przypadkach jak autorka wyraża swoje zdanie na temat działań osób które przyczyniły się do zaistniałej sytuacji kredytobiorców to raczej trudno nie wspominać polityków bo to oni ustanawiają prawo i kształ naszej rzeczywistości ogólnie.
      Autorka nie nawołuje do głosowania na konkretną partię polityczną. Czy czegoś nie zauważyłem? A zresztą jakby nawoływała to jej sprawa. Ma do tego prawo.
      Jedank w tekscie krytkuje przede wszystkim osoby które decyzjami albo ich brakiem przyczyniły się do zła które wyrządzili innym swoim współobywatelom. To co powiedziałem: ocena moralna że to zło zostało wyrządzone jest oczywiście kwestią wiary i pryncypiów i tego jak się widzi rzeczywistość. Jak ktoś uważa że człowiek wpadający w pułapkę jest sam sobie winny no to nie traktuje czynów polityków którzy pozwalają instytucjom zakładać takie pułapki jako złych. Przecież pułapka była opisana i każdy głupi powinien wiedzieć że pod tymi liścmi i tortem była dziora z kolcami, nie?
      Tak jak autorka powiedziała: możliwość wzięcia zobowiązania które może zrujnować nie tylko delikwenta ale jego rodzinę a nawet jego spakobierców jest niemorlane. NIEMORALNE! Sama możliwość tego że można zrobić z całej rodziny niewolników jest chore. Przecież chyba nie trudno sobie wyobrazić że przy cenie 10 PLN za 1 CHF nawet niewielkie kredyty zaciągnięte po 2 czy 2.5PLN za CHF zamieniają się w konkretne obciążenia. A czy 10 PLN jest granicą? To jest właśnie to. Najpewniejsza waluta na całym świecie! Też trzeba o tym pamiętać. To nie jakaś drachma czy inna egzotyczna waluta drukowana w dżungli.
      Lubię
  26. Dziękuję za ten artykuł. Jeżeli najstabilniejsza waluta świata CHF nie podskoczy w wyniku kolejnego „nieprzewidzianego” przez kogoś tąpnięcia w najbliższym czasie… na co może nie powinienem liczyć, to ja i moja rodzina mamy szansę pozbyć się tego gówna w ciągu roku. Oczywiście pracuję za granicą:). Szkoda tylko że w ciągu tych 10 lat przez które spłacamy moglibyśmy mieć go już spłaconego teraz gdyby nie ta dziwna niestabilność tej najstabilniejszej waluty na świecie. Szkoda też jak pomyśleć, że spłacając spłacimy mieszkanie za które po obecnej cenie CHF moglibyśmy kupić dom. Smutno mi że wielu ludzi nie odczuwa współczucia tylko zawiść, złość i jakiegoś rodzaju lęk, że gdy jednym się pomoże, co im się nie powiodło, chociażby właśnie z ignorancji i naiwności, to tak jakby ta pomoc chociażby była tylko współczuciem to jakby to była strata i krzywda dla tych którzy tej straty nie poniesli, byli mądrzejsi czy ostrożniejsi. Tak. Byliście. Czy jednak z taką samą złością, lękiem i pogardą traktujecie dzieci które zrobią coś głupiego? Czy chcielibyście żeby Wasze dzieci długo i dotkliwie cierpiały z powodu swojego naiwnego wyboru? Jedni z nas są mądrzejsi w jednych drudzy w innych sprawach. Nie jesteśmy jednak mistrzami we wszystkich dziedzinach które zycie nam podsyła. Popełniamy błedy i pomagamy ludziom których kochamy… a czasem nawet tym których nie kochamy albo są nam obojętni…nie popełniać tych samch błędów. Teraz wielu z nas jest dużo mądrzejsza po doświadczeniu. Ta mądrość bardzo dużo kosztowała i będzie jeszcze kosztować. Dziękuję Ci Trolu za ten tekst bo informacja to jest jedna z tych rzeczy które jak światełko w ciemności daje przynajmniej na początek zrozumienie sytuacji. Wiedza ochrania ignorancja naraża…. Mądrość też rodzi się w cierpieniach. … I ciągle jest mi przykro że tak wielu nie rozumie, nie czuje, że czasem nie można pomóc ale zawsze mozna starać się zrozumieć i współczuć. To akurat aż tak dużo nie kosztuje. Powodzenia!
    Lubię
    • Napisałeś: „Teraz wielu z nas jest dużo mądrzejsza po doświadczeniu.”, „Mądrość też rodzi się w cierpieniach.” Całkowita racja. Teraz się więcej pisze o kredytach frankowych i przynajmniej posiadacze tych kredytów wiedzą na czym polegał ich błąd a na czym oszustwo banków. Mój partner napisał niedawno pismo do banku z propozycją rozwiązania ugodowego (bo tak zalecił KNF) w którym, m.in. stwierdził, że bank 10 lat temu oszukał go i wykorzystał jego naiwne zaufanie do instytucji bankowych. I ten zarzut w pełni uzasadnił na podstawie wiedzy, którą TERAZ posiada. Wyobraż sobie, że jakiś bankster odpowiedział mu, że to uzasadnienie w jego liście dowodzi, że mój partner wie bardzo dużo o kredytach walutowych i ryzykach z nim związanych, więc nie może twierdzić, że był naiwną niedoinformowaną ofiarą banku. Tylko, że tą ofiarą banku został 10 lat wcześniej, a list napisał 6 tygodni temu! Tak się to banksterstwo wije! Dlatego jak słyszę KNF i innych zachęcajacych do podejmowania ugodowych negocjacji z banksterami to mi zęby zgrzytają. Równie dobrze można negocjować z Państwem Islamskim.
      Lubię
  27. Twój tekst po prostu MIAŻDŻY.
    Czytałem go z mocno ambiwalentnymi uczuciami: przyjemnością (za styl i logikę wykładu) i ze zwyczajną, ludzką zgrozą…
    Polska po (nie)rządami zdrajców typu Balcerowicz i pseudo-lewicy zeszła na psy.
    Nie wiem, czy mam się cieszyć, że wyjechałem z tego państwa. Polska jako kraj może być, ale jako państwo – to dno i wodorosty…
    Nie jest łatwo na emigracji, ale czytając te wszystkie ekonomiczne horrory pocieszam się, że NIGDY nie brałem żadnego kredytu – ani na mieszkanie, ani na samochód (no, jeden raz, na lodówkę…)
    Może kiedyś lud się wzburzy, wyjdzie na ulice i zacznie wieszać na latarniach banksterów, potem pasożytów z Wiejskiej, tych z izb komorniczych i tych z Episkopatu..?
    Lubię
    • Styl i logika wykladu nie potwierdzaja byciem „trollem”. Wg mnie to oszustwo. Pani dosc mocno zna zasady i nikt tak ppdchodzacy do tematu (chodzi o wiedze) mentalnie nie zgodzilby sie na taka prace. Jak dla mnie to na maksa prowokaxja. Zbyt pieknie napisane, z wlasciwanstylistyka. Czytajac komentarze pod attykulami onet/interia jakos brakuje podobnej elkowencji. Jedyny taki przypadek? Watpie, jalos nie wierze. Bardziej mi pasuje na wspomniana prowokacje. Jakos nie wierze w przewidywania 7 letnie co do kursu PLN i ruchow Banku Szwajcarii.. Sorry za ignorancje-nie wierze!! Powodzenia tym wiernym wypowiedzim Pani Troll:)
      Lubię
  28. Smutne to, kiedy autorka bloga nazywa te odrobine wiedzy ekonomicznej, ktorej, jak sama twierdzi, nie do konca rozumie, „trollowaniem”. Gdyby w szkole wprowadzono podstawy ekonomii i zarzadzania ryzykiem, mniej byloby osob, ktore chcac zaoszczedzic podjely duze ryzyko, z ktorego skutkami nie potrafia sobie poradzic.
    Lubię
    • Tego się nie da nauczyć w szkole średniej – od tego są studia specjalistyczne. Ale może lekcje etyki dla bankowców by pomogły? Wtedy by poczuwali się do obowiązku uczciwie powiedzieć o ryzyku związanym z produktem, który sprzedają. Moze wogóle by nie sprzedawali produktu, tj. kredytu frankowego, posiadając wiedzę o tym, że klient musi na nim stracić.
      Lubię
      • Dwie podstawowe zasady
        1. bierz kredyt w tej walucie co zarabiasz
        2. bierz kredyt na który cie stac
        Gdyby Twoj partner trzymal sie tych prostych przyznasz zasad (smialo do nauczenia nawet w podstawowce) to problemu by nie mial (jak rowniez spora czesc narzekajacych posiadaczy kredytow, nie tylko tych w chf i nie tylko hipotecznych).
        Pozdrawiam
        Lubię
      • Niektóre rzeczy, któe są teraz banałami, kiedyś nie były takie oczywiste. W 2008 nawet premier Tusk ze swoimi super-duper doradcami twierdził, że wejdziemy do strefy EURO w 2011 roku. A teraz banałem jest, że nie wejdziemy do Euro. Tak zwane mądrości z „tylnego lusterka”
        .
        Lubię
      • Pamietam jak okolo 2006 przyszla do mnie kolezanka poradzic sie w sprawie kredytu. Akurat mialam w pamieci ile jako firma stracilismy na hedgingu gdy kontrahent wycofal sie z umowy, a roznice kursow bylo trzeba splacic. Tlumacze wiec jak krowie na rowie: kurs jest dzis taki, jutro nawet wrozka nie wie jaki bedzie, kupujesz mieszkanie nie wiedzac, ile bedziesz splacac, ja po rozwazeniu wzielam kredyt w PLN. Myslalam, ze przekonalam, ale okazalo sie, ze wziela w CHF, bo jej mniejsze raty policzyli. Pazernosc ludzka, a potem placz, ze nie wiedzieli.
        Lubię
      • Pani miała doświadczenie z hedgingien – takich było bardzo bardzo niewielu w 2006-2008, a95% kredytobiorców do dzisiaj nie wie co to jest hedging. Nie uwierzyła Panikoleżanka – uwierzyła sprzedwacy z banku. Pewnie zrobił bardziej wiarygodne wrażenie: szkolony, z ulotkami, laptopem, itp. A nie sądzi Pani, że bank proponując kredyt frankowy powinien był też zaproponować jakąś formę hedgingu, która chociaż częściowo ograniczyłaby straty kredytobiorcy z powodu wzrostu kursu franka? Bo bank sam swoje ryzyko ograniczył – jest to wartość kredytu. Straci cała pożyczoną sumę, gdy frank spadnie do zera złotego – czyli nigdy. A strata kredytobiorcy jest nieograniczona – już teraqz wyniosi dla wielu wartość całego kredytu (bo się dług podwoił wraz za zmianą kursu z 2 na 4 zł, w przybliżeniu).
        Lubię
      • „uczciwość” napisałaś piękne słowo, tyle, że obecnie niewiele ono znaczy w rozwiniętej cywilizacji. Ludzie są poddawani indoktrynacji jak carscy chłopi. Mają zrozumieć wszystkie przepisy, bo nieznajomość prawa nie chroni przed odpowiedzialnością. Media na przemian pieją z zachwytu jak jest wspaniale, za chwilę straszą że wszystko się zawali. Tak ogłupionymi ludźmi łatwo się steruje. Nie dajmy się ogłupić rządzącym , mediom itd. To grupy interesów sterują naszym krajem aby czerpać z niego zyski. Ludzie mają być jak Neo z Matrixa przypięty przewodami, do czerpania energii.
        Lubię
  29. No ale coś tam się jednak zmienia – ustawa o upadłości konsumenckiej, sam fakt że zaczynamy wiedzieć w jaki sposób rozmawiać z bankami, wiedzieć o tym że NIE SĄ po naszej stronie… to wszystko pozytywy. Polecam blog Maćka Samcika – chłop bardzo się przyczynił do wzrostu poziomu naszej wiedzy o tych instytucjach.
    Lubię
    • Robociku, zgadzałam się z Tobą dopóki nie zacząłeś chwalić Samcika. Co do Samcika to się bardzo nie zgadzamy. Ja uważam go za bankowego tituszkę. Zawsze był przeciwko jakimkolwiek ulgom dla kredytobiorców walutowych. Dopiero w ostatnim półroczu zmienił zdanie, ale nie całkiem. W ostatniej jego wypowiedzi na temat kredytów (9 lipiec) mówi o krzywdzie złotówkowców. Takiego argumentu może używać tylko chorobliwy zawiśnik, idiota, trol , albo tituszka – wybierz z tego, co pasuje do Samcika? Pisze też Samcik dosyć pozytywnie o propozycji PO. A ślepy widzi, że propozycja PO to jest wyłącznie pomoc dla banków (tak jak MdM – pomoc dla deweloperów). PO chce „pomóc” tylko tym, których nieruchomość jest zadłużona na ponad 120% swojej wartości. Jeżeli taki dłużnik przestanie spłacać to bank sporo straci. A to, że przestanie spłącać, jest szczególnie prawdopodobne, gdy dłużnik ma dwoje lub więcej dzieci – stąd te dodatkowe warunki pomocy w propozycji PO. Wcześniej czy póżniej, po następnej zwyżce kursu franka, tacy dłużnicy przestaną spłacać i Bank odzyskałby nie więcej niż 15-50 procent wartości udzielonego kredytu (W grudniu 2014 r. BZ WBK sprzedał Krukowi 450 mln zł złych kredytów mieszkaniosych za 50 mln zł, czyli średnio 9 zł kredytu za 1 zł!). A dzięki propozycji PO bank ma szansę odzyskać 140-150% udzielonego kredytu – spory zysk, żadnej straty. Co za piękny prezent dla banków od przyjaciół z PO. Pozdrawiam.
      Lubię
      • Jeśli chodzi o jakąkolwiek propozycję PO to nie mam złudzeń, że w jakikolwiek sposób wspiera ona kogokolwiek innego niż instytucje, lobbystów i banki i nie muszę się zgadzać w tej kwestii z Samcikiem żeby nie widzieć faktu, że – mimo tego – to właśnie na jego blogu wielokrotnie obnażane były przekręty i próby wyciągnięcia kasy od konsumentów, nawet gdy nikt jeszcze o tym nie pisał – tituszka czy trol srałby we własne gniazdo? Szczerze wątpię.
        Lubię
      • Żeby się uwiarygodnić to tituszka musi trochę przybrudzić swoje gniazdo. A te przeglądy nowych bankowych produktów przez Samcika, wyglądaja jak kryptoreklamy. A jego wywiady z bankowcami – prowadzi je na kolanach. Proszę o kilka przykładów ujawniania przez Samcika bankowych przekrętów.
        Lubię
  30. Karma wraca dziewczyno, do Ciebie wróciła szybciej niż się pewnie spodziewałaś. Cała kupa, którą oblepiałaś innych (no wiem, taka robota, trudno) wróciła Ci do domu na butach. Jesteś kolejną osobą, która ten schemat na mój mały, prywatny użytek potwierdza. Skurwysyństwo, pasywność, agresja, zło, chciwość, zdrada – WSZYSTKO wraca prędzej lub później. Moja misja to żyć tak by nie być ch… i z uśmiecham patrzeć co rano w odbicie w lustrze. Dziękuję za utwierdzenie w słuszności obranej idei.
    Lubię
    • No dobrze. Wiara w karmę jest OK. Miej swoją satysfakcję z tego, że wiara w karme znajduje potwierdzenie. Tylko nie przesadzaj z tym, bo wtedy mogłaby to być satysfakcja z cudzych nieszczęść (a coś mi się wydaje, że jesteś blisko do tego). To by pogwałciło Twoja karmę i spotkałaby Ciebie kara. Pozdrawiam.
      Lubię
  31. W jedności siła ale niestety, „Dziel i rządź” działa. Zostaliśmy podzieleni na kilka grup które nawzajem się zwalczają:
    1. frankowcy – mają pretensję (słuszną) do banksterów.
    2. złotówkowcy – mają pretensję do frankowców, że „chcieli być cwani a się nie udało”.
    3. bezkredytowcy – mają pretensję do frankowców i złotówkowców, że biorąc kredyty hipoteczne wywindowali ceny mieszkań.
    Trzy podzielone grupy kłócące się ze sobą. A banksterom w to graj.
    Należę do grupy trzeciej ale gdyby frankowcy i złotówkowcy wystąpili ze wspólną inicjatywą (zmiany w prawie, demonstracje, szerzenie wiedzy) aby zmienić ten niewolniczy system to się do Was dołączę.
    Lubię
    • John, jest coś, co łączy interesy frankowców i złotówkowców. Jest to ich interes w ograniczeniu zabezpieczenia kredytu do wartości nieruchomości. Tego ograniczenia nie było, gdy obie grupy tego najbardziej potrzebowały – w latach 2008-2009. Wtedy wartość kupionych na kredyt nieruchomości spadła o 40% – zadłużenie stało się znacznie wieksze od wartości spłącanej nieruchomości. Nie opłacało się więc spłacać, tylko, że polskie prawo nie dawało innego wyjścia. W cywilizowanym kraju, gdzie istnieje równowaga pomiędzy bankami, a ich klientami, klient wykonuje manewr zwany „oddaniem kluczy do banku” i umywa ręce – nieruchomość i kredyt stają się problemem banku. W Polsce, gdybyś to zrobił, to bank sprzedałby nieruchomość za grosze, i dalej, wespół z komornikami, ścigałby ciebie (i z twoich spadkobierców), aż spłacisz pozostałą część zadłużenia. Obecnie są inicjatywy ustawodawcze opozycji, aby to zmienić. Czyli obie grupy są ofiarami banków (co umożliwiał rządowy parasol ochronny nad bankami). Frankowcy są tego bardziej świadomi niż złotówkowcy. Zresztą są ofiarami w duzo większym stopniu. No proszę, niespodziewanie doszłam do wniosku, że to złotówkowcy uważają się za tych cwańszych, a nie zdają sobie sprawy z tego, że też padli ofiarą banków. Dzięki za inspirującą dyskusję.:)
      Lubię
    • Właśnie tak. Niewiele osób chce zrozumieć, że frankowiczom z MBanku chodzi przede wszystkim o podwyższanie oprocentowania kredytu przez Zarząd Bre Banku jeśli stopy szły do góry, ale obniżanie minimalne lub wcale kiedy stopy szły w dół. Było to widzimisię Zarządu, tylko dla powiększania zysku banku. Tego dotyczyły sprawy w sądzie z Mbankiem ze starymi umowami. Dodam tylko, że banki oficjalnie pocztą pantoflową rozpuszczały informacje o wzroście cen mieszkań. Jak wiadomo poczta pantoflowa dociera do zainteresowanych najszybciej. Całym szeregiem działań udało się napędzić bańkę i zrobią wszystko by nie pękła do póki się nie odkują z nawiązką.
      Lubię
    • Ciekawy temat, więc zerknęłam głębiej. Komisja Eurpejska ukarała te banki grzywną 100 mln euro (średnio na bank taka grzywna odpowiada jedenj rocznej pensji prezesa banku). Interesujące, że USA ukarało te same pięć banków za to samo przestępstwo karą o sumarycznej wartości 5 miliardów, czyli 5 000 mln, a więc karą 50 razy większą!!!. A co by zrobił polski rząd z takim bankiem? Ano spotkali by się z banksterami u Sowy i usłyszelibyśmy na nagraniu: „My, k…, puścimy wam to płazem, a wy, k…, weżmiecie do swojej rady lub zarządu paru ministrów, wice-ministrów, albo innych naszych h…., jak będą musieli spier… ze stanowisk”.Tak by było, bo tak jest. Nawiasem mówiąc, ten rynek, którym banki manipulowały miał wartość 500 mld dolarów dziennie.Nawet „ukręcenie” 0,05 procenta tego rynku daje aż 50 mln dolarów dziennie! Widać, że KE też, jak polski rząd PO, siedzi w kieszeni bankowców – kara zadana przez KE to nawet nie prztyczek w nos, to raczej prztyczek w obcas od dołu. Kiedyś konglomerat „przemysłowo-militarno-polityczny” w USA rozdmuchał i utrzymywał wojnę w Wietnamie. Teraz mamy w kraju i Europie konglomerat bankstersko-polityczny – chyba jeszcze gorszy od tamtego. Żygać się chce, jak się na to patrzy. Pozdrawiam.
      POLECAM: https://www.bankowebezprawie.pl/
      http://www.wsj.com/articles/global-banks-to-pay-5-6-billion-in-penalties-in-fx-libor-probe-1432130400
      Lubię
      • Pokrętna i niczym nieuzasadniona hipoteza ( w sumie hipotez się nie udowadnia ). Do tego rażące błędy ortograficzne. Niewiarygodne od samego początku do końca.
        Lubię
  32. ciekawa koncepcja. Zebrac wszystkie argumenty przeciwnikow interwencji panstwa w pomoc zakredytowanym w CHF, włozyc do jednego worka „naganiacze/trole” i problem z glowy. Za kazdym razem odcinamy sie od merytorycznej dyskusji i wrzucamy wygodne haslo wytrych „trol”. Nie zgadzam sie z Pani pogladami. Uwazam je za probe uzalania sie nad soba oraz usprawiedliwienia sie po fakcie.
    Była pani sama, jak sie nazywa internetowym naganiaczem, glosowala w wyborach przed druga kadencja na PO (gdzie wszystko bylo juz jasne po pierwszej kadencji) i nagle dzis budzi sie Pani i zaczyna naprawiac swiat.
    Sa ludzie ktorzy nie brali kredytow nigdy, mieszkali w wynajmowanych bo bali sie wlasnie takiego scenariusza. Sa ludzie ktorzy brali kredyty w PLN, bo bali sie ryzyka kursowego. I nagle sa ludzie ktorym wepchnieto kredyt w CHF i nad nimi ktos ma sie teraz pochylic i poglaskac po glowie.
    Nie podobami sie pomysl aby kazdego z kim sie w internecie nie zgadzam z definicji uznawac za trola, bo odcinamy sie automatycznie od duzego grona ludzi, ktorych wklad w dyskusje mogly podniesc jej poziom. Chyba ze, zamykamy sie we wlasnym swiecie poklepywaczy po plecach, ze tylko nasze argumenty sa sluszne… wtedy co innego.
    Pozdrawiam
    Lubię
    • W sprawie oszukanych kredytobiorców nie ma merytorycznej dyskusji, tylko jest merytoryczny monolog kredytobiorców i ich stowarzyszeń. Banki i ich „obóz” nie podejmują żadnej dyskusji. Banki, wykorzystując słabość instytucji państwowych i niedoświadczenie klientów, wcisnęły 750 000 ludziom spekulacyjny produkt pod płaszczykiem kreydtu hipotecznego. A to, że nie udało się bankom wcisnąć wszytkim Polakom to ani nie usprawiedliwia banków, ani tym bardziej nie czyni te 750 000 kredytobioróc winnymi. Bankom zabrakło czasu – gdyby kryzys przyszedł w 2009 roku a nie w 2008 to oszukanych byłoby dwa razy więcej.
      Lubię
      • Zgadzam się po części, jest jednostronny monolog kredytobiorców (na linii bank-kredytobiorac), ale w mojej opinii często nie jest niestety merytoryczny. Uważam osobiście że powinny zostać tu rozdzielone dwie kwestie – (1) odpowiedzialność banków za klauzule abuzywne (dla mnie nie ma tu wątpliwosci, postawa panstwa jest słaba i jest tu pole do walki) oraz (2) ogolne nazekanie na trudna sytuacje wynikajaca ze wzrostu kursu franka (tutaj niestety wg mnie winny jest wylacznie kredytobiorca – podkreslam, moja opinia).
        Wracajac do meritum, uwazam jednoczesnie ze jakas dyskusja sie toczy (na linii kredytobiorcy – pozostali z takimi badz innymi opiniami). Tutaj wg mnie jest miejsce na dyskusje. Mimo ze sam nie jestem zaangazowany (ani nie pracuje w banku, ani nie posiadam kredytu w pln czy to chf, ani nawet nie mieszkam w Polsce, wiec ewentualne sprawy budzetowe tez jakby mnie mniej interesuja). Nie mniej jednak sprawa jest ciekawa i nie podoba mi sie fakt, wrzucania wszystkich osob z odmiennymi pogladami do worka „troll”.
        Mnie osobiscie bardzo interesuje krotkie (najlepiej w zwiezlych punktach) okreslenie, czego oczekuja stowarzyszenia „zakretydowanych” we franku, badz Pani osobiście (od panstwa bądz banku). Co nalezy zrobic? Wykreslic klauzule abuzywne czy takze przewalutowac po kursie zaciagniecia, czy tez jakas inna pomoc? Jest Pani w stanie wymienic, Pani personalne oczewkiwania?
        Lubię
      • Panie M.R., to że Pan jest za granicą to mnie, szkolonemu „trolowi” nie trzeba mówić – jest Pan w bardzo małym misateczku, ale które ma ZOO, ma jedną niepolską literę w nazwie, jest tuż przy autostradzie, a nieco dalej jest granica.:) Za straty na kursie franka nie możę być odpowiedzialny tylko kredytobiorca. Kredytobiorca myślał, że „kupił” kredyt hipoteczny, a sprzedano mu spekulacyjny produkt finansowy na którym jego straty nie mają żadnego ograniczenie, bo kurs franka w stosunku do złotego nie ma ograniczenia od góry. Proszę zauważyc, że straty banku na kursie są ograniczone do wartości złotowej kredytu: maksymalna strata banku będzie wtedy, gdy kurs franka spadnie do 0 złotego. Stowarzyszeniom chodzi o to, aby ten spekulacyjny produkt zastapić tym, czego kredytobiorca chciał, czyli kredytem hipotecznem. A to oznacza, żę tzreba ten kredyt potraktować taj, jakgyb był dany w złotówkach. To oznacza też przewalutowanie po kursie w momencie jego aktywacji.
        Lubię
      • Zgadzam sie co do jednego kredyt hipoteczny powinien byc takim faktycznie a nie jedynie z nazwy – zabezpiecznieniem powinna byc tylko nieruchomosc. Uwazam ze gdyby to wprowadzic od poczatku dzisiejszy problem by nie istnial badz istnial w znikomym, duzo mniejszym stopniu niz dzis (banki duzo uwazniej szacowalyby ryzyko). Nie mniej jednak z mojego punktu widzenia przewalutowanie dzis po kursie zaciagniecia jest niedorzeczne. Po pierwsze, czy ktos sie do tego dzis przyzna czy nie, wg mnie wiekszosc osob wiedziala co bierze. Nie wierze w naiwnosc 700.000 osob. Wierze za to kalkulacje wysokosci raty i ocene sytuacji kredytu na 30 lat jedynie w tej, chwilowej perspektywie. Na tym polegalo to ryzyko.
        Biorac pod uwage „wasze” uczucie bycia oszukanym uwazam ze kwestia czasu bylaby powtorka z sytuacji gdy stopy procentowe w Polsce wzrosna (a np w Szwajcarii nie, co znowu spowodowaloby ze kredyt w chf bylby duzo bardziej oplacalny).
        A na koniec jeszcze mala dygresja. Wiekszosc osob ktore kupily mieszkanie dla siebie, jednoczesnie biorac kredyt rozsadnie (bez wzgledu na walute) mam tu na mysli sytuacje gdzie byla solidna kalkulacja budzetu, wliczajac w to mozliowsc chwilowej straty pracy, innych sytuacji losowych oraz zapewnieniu sobie poduszki finansowej, te osoby wciaz splacaja swoje raty i nie sa w nich duzo (jesli wogole) stratne w stosunku do kredytu w pln.
        Natomiast spora czesc osob (znow bez wzgledu na walute) brala kredyt na ktore nie bylo ich po prostu stac, co bylo z oczywistych wzgledow latwiejsze w chf. Tu jest sedno problemu.
        Pozdrawiam
        Lubię
  33. Artykuł ciekawy,dorzuce swoje przemyślenia.Te kredyty we frankach to nic innego jak zakamuflowana sprzedaz jednego z produktów inzynierii bankowej zwanej w żargonie bankowym złozonym instrumentem finansowym /pochodnym/ jakim jest OPCJA WALUTOWA na parze CHF/PLN i to na dlugi /long/ czas.Swego czasu niejaki balcerowicz /małe b/ sprzedawał polski system bankowy w rece zachodnich pobratymców i motywował to własnie tym ,ze nasze banki są zacofane bo nie mają w swojej ofercie nowoczesnych złożonych produktów bankowych.Po prostu nasze banki nie wiedziały jak rolowac ,dymac klientów bo cóz to za staroswiecki zarobek tylko na róznicy oprocentowania i marzy.Zachodni cwaniacy wymyślili produkty które naprawde dają prawdziwy zarobek.Na opcjach walutowych naprawdę trzeba się znać , posiadać wieeelką wiedzę a i to w większości nie pozwala graczom giełdowym wszelkiej maści /tak osoby indywidualne jak i instytucje finansowe , fundusze/ wychodzić z zyskiem a cóż dopiero zwykły Kowalski. A dlaczego? Ponieważ z banksterami nie można wygrać gdyż wszystkie atuty są w ich złodziejskich rękach. Nie ma czegoś takiego obecnie jak wolny rynek finansowy. Wszystko oni kontrolują i sterują.Kursami walut także. Prosty przykład -FED wydrukował ostatnio biliony pustego ,smieciowego dolca i jak zareagowały tzw.niezalezne rynki.Dollar się umocnił zamiast polecieć na pysk.Ostatnio drukarki uruchomił na full EBC I co?Czas by większość ludzi w koncu pojęła ,że najbogatsza kasta jaką są bankierzy stworzyła sobie w nieuczciwy sposób monopol na drukowanie specyficznego papieru. Dzięki NASZEJ PRACY i produktom tej pracy /dobra wszelakie i usługi/ ten papier staje się pieniadzem mającym wartość wytworzonych dóbr .To oczywiście w skrócie ale takie proste.Czas się budzić…… i pogonić to towarzystwo bo alternatywą dla nas jest niewolnictwo totalne.
    Lubię
  34. […] Na ciekawy wpis natrafiłem na jednym z blogów. Autorka opisuje w nim swoją pracę jaką wykonywała jakiś czas temu, a mianowicie bankowego trolla. Jej rola polegała na aktywnym uczestniczeniu w internetowych dyskusjach, na komentowaniu artykułów i dodawaniu lajków pod konkretnymi tekstami. Jakimi? Dotyczącymi bankowości. Chodziło o ochronę interesów – mówiąc dosadnie – banksterów. Za swoją pracę oczywiście pobierała wynagrodzenie. Autorka bloga opisuje, jak przebiegały szkolenia na trolla bankowego – szkolenie techniczne i ideologiczne: "Ważniejsze i bardziej rozbudowane było część szkolenia, którą nazwałabym „ideologiczną”.  W tej części pijarowiec określał „misję”, czyli kogo mamy promować, a kogo wprost przeciwnie – osłabiać. W tym przypadku, promować mieliśmy interes banków i dwóch instytucji państwowych, których zadaniem jest dopilnowanie, aby banki i ich zarządy miały się jak najlepiej. Jak coś o nich jest krytycznego na forum – klikasz “nie-lajk”, a jak coś  pozytywnego to lajkujesz i lajki pomnażasz. Grupą, którą mięliśmy osłabić, to kredytobiorcy walutowi, a przede wszystkim frankowi. Logika lajkowa jest tu odwrotna: jak coś o nich krytycznego, jak ktoś im przyłoży (ten „ktoś” to często kolega-troll z grupy albo ty sam) to lajkuj i te wielokrotnie lajki pomnażasz" – czytamy na blogu. "Bankowy trol" przytacza najważniejsze elementy swojej pracy, wyłożone podczas szkolenia. Jaka tematyka dominowała przede wszystkim i jakimi argumentami należało się posługiwać podczas internetowych dyskusji, by zleceniodawca mógł być zadowolony? Odsyłamy do całego tekstu… […]
    Lubię
  35. Coś wam się misie pomerdało z tymi kredytami. Żaden lokalny bank nie ma wiedzy odnośnie kursów, więc banki które wam udzieliły kredytów brały na siebie nie mniejsze ryzyko od was, a może nawet większe uwzględniając ówczesny trend. Jedynym graczem który sztucznie kreuje kursy jest JP Morgan i Goldman Sachs ale oni się na pewno nie dzielą wiedzą z leszczami (małymi bankami) odnośnie tego co zamierzają zrobić. Współczuję wam, ale wasze żale są próżne. Po prostu zaryzykowaliście o dużą stawkę i przegraliście. Nikt mi nie powie że przed podpisaniem umowy nie widzial nigdy wykresu walut albo akcji i nie wiedział że się to może załamać. Pewnie rysowaliście sobie kreski na wykresach zacierając ręce że w tym tempie to za kilka lat frank spadnie do zera a wy będziecie bogami. No niestety. Tez dużo przegrałem na walutach i akcjach ale nie mam pretensji do nikogo oprócz siebie. Banki w całkowicie słusznie bronią swojego stanowiska nawet takimi metodami jak to opisuje autorka. Bo dla takich instytucji najgorszy jest lincz motłochu. Sytuacja jest jak przed linczem więc nic dziwnego że się bronią w każdy możliwy sposób.
    Lubię
    • Nie mogę się zgodzic. Django: „Żaden lokalny bank nie ma wiedzy odnośnie kursów, więc banki które wam udzieliły kredytów brały na siebie nie mniejsze ryzyko od was>”. Jaki lokalny bank? One wszystkie są zagraniczne. Trend w kursie złotego był tymczasowy i eksperci musieli o tym wiedzieć (dyrektorzy i wyżsi menadżerowie nie mają kredytów frankowych). Teraz, jak poczytałam o rynkach krajów wschodzącyhc i historii kryzysów, to wiem, że ta nagła dewaluacja złotego w 2008 r. była „jak w banku”. Odnośnie ryzyka banku – bankowe ryzyko jest ograniczone do wartości kredytu, więcej nie straci. Jeżeli kurs franka w stosunku do złotówki spadnie do zera (HAHAHAHAHAHA!) to wtedy bank zrealizuje stratę maksymalną o wartości całego zadłużenie. Natomiast straty dla kredytobiorcy ograniczają chmury na niebie pod które kurs franka może poszybować. Jeżeli kurs franka pójdzie do 10 zł za franka (i tu się nie śmieją, bo to prawdopodobne w czasokresie 20 lat) to kredytobiorca spłaci do 400 – 500 % wartości zaciągniętego kredytu. To Pan nazywa równym ryzykiem?
      Lubię
      • Przestań się kompromitować! To jest wręcz żałosne! Zacznijmy od tego, że najwięcej kredytów we frankach udzielił PKO BP kontrolowany przez państwo a największy bank kontrolowany przez kapitał obcy czyli Pekao SA nie udzielał ich wcale. Zresztą banki zachodnie interesuje zysk jaki osiągają ich polskie córki w euro czy dolarach a nie w złotówkach! Nie mają żadnego interesu by złotówka była słaba bo co z tego, że w złotówkach zysk jest większy skoro w euro jest mniejszy? Po drugie jeśli mam wiedzę, że frank pójdzie w górę to zwyczajnie kupuje franki i realizuję zyski zaraz po wzroście kursu. Po jaką cholerę miałbym bawić się w jakieś kredyty walutowe i czekać z realizacją zysków jakieś 30 lat? Po trzecie ignorantko banki nie są tak głupie aby bawić się w spekulacje kursowe – wy jesteście. Banki albo pożyczały kasę od spółek matek albo zabezpieczały się swapami. Banki nic nie tracą ani nie zyskują na wahaniach kursowych. Wszelkie zyski/straty są po stronie klienta, który podpisywał odrębną od umowy kredytu klauzulę, że jest tego ŚWIADOM.
        Lubię
      • Nawzajem. PKO BP też nie udzielał kredytów frankowych, tylko przejął BPH wraz z jego dużym inwentarzem frankowym. Nie pisałam, że banki są zainteresowane niską złotówką, tylko że kalkulują, aby na niej zarobić. Na niską złotówkę gra rząd i NBP – abyśmy mieli atut taniej siły roboczj. K…. jest za gorąco, abym teraz dyskutowała z takimi kiepami jak ty. Jesteś rycerzem, a dlaczego? Bo zakuty łeb.
        Lubię
      • No ci „derektorzy” nie maja kredytów we franku bo może po prostu racjonalnie podejmowali decyzje tak jak około 36000000 pozostałych rodaków.
        No i z tymi stratami to chyba podpisując papiery wiadomo było, że tak może być – czyli, że teoretycznie kurs franka może skoczyć do nieskończoności. Wiec o co teraz ten raban?
        I co w ogóle ma do rzeczy to, że bank może stracić najwyżej to co pożyczył (co tez nie jest prawda – ale to nieistotne tutaj)? Jak taki układ nie pasował można było nie brać kredytu.
        Zresztą co to za rozumowanie, ze przez 20 lat pewnie pójdzie pod 10zl? No pewnie pójdzie bo i płaca minimalna w tym czasie wzrośnie pewnie kilka razy. No najlepiej to by było tak, żeby frank i za 30 lat był po 2 złote. Przecież takie oczekiwania są absurdalne.
        Lubię
  36. Witam. Tekst świetny. Duży talent literacki ma Autorka. Jako szczęśliwy nieposiadacz kredytu mam ambiwalentne uczucia odnośnie Franków. Po pierwsze, ewidentnie zostali nabici w butelkę przez banki. Dlatego banksterów należałoby powsadzać do wiezienia. Kredyty przewalutować po kursie początkowym (kto chce) albo oddać kluczyki do mieszkania i niech sie bank buja. Z drugiej strony, zaszokowała mnie bezmyślność jednego frankobiorcy, pewnej osobie nie chcieli dać kredytu w złotówkach ale dali w CHF, dochód ten sam a kredyt tylko w CHF? normalna osoba od razu by się połapała, że coś tu brzydko pachnie. Po trzecie: jak się podpisuje kontrakt na 20-30 lat to trzeba dziesięć razy czytać umowe, mieszkanie to nie zakup telewizora. Jeśli coś jest mętne w umowie to rezygnujemy z niej. Po czwarte ilu frankowców głosowało na obecną władzę, która podtrzymuje ten chory system?
    Lubię
    • Dziekuje za docenienie mojego talentu – wynika on niestety z potrzeby. Pełna zgoda z opinią o banksterach. Niestety wiekszość frankowiczów, a także kredytobiorców zlotówkowych, nie ma opcji „zwrócenia kluczyków”. Bansterzy często ustanawiali zabezpieczenia kredytów w sposób nie związany z wartością mieszkania lub domu. Gdyby można było, to wszystkie kluczyki byłyby już zwrócone pod koniec 2008 roku, gdy ceny mieszkań poszły w dół, a frank w górę. Ale przy zabezpieczeniu oderwanym od wartości mieszkania, po oddaniu kluczyków banksterzy mogą sprzedać nieruchomośc i ścigać kredytobiorcę, aby spłacił resztę. No, można się sądzić i jest jakaś szansa…ale i ryzyko, i nerwy. Są inicjatywy ustawodawcze, aby zabezpieczenie kredytu było tylko do wartości hipoteki, jak w całym cywilizowanym świecie. Ale nasz świat tutaj stworzyła Platforma w interesie bankersów, deweloperów, ubezpieczycieli i kolesi-aferałów. Z tej uwagi możesz wywnioskować na kogo głosują świadomi kredytobiorcy. Ale znam frankowiczów – wyjątki – co głosują jeszcze na PO, ale myślę, że takich będzie coraz mniej. To jest proces, przez który sama przeszłam uświadamiająć sobie, gdzie leży mój najżywotniejszy interes: ano tam, gdzie szansa na rozwiązanie kryzysu kredytowego jest największa. Z PO jest zerowa. Możnaby powiedziec im, parafrazujac, „KREDYTY FRANKOWE, DUNRNIE!”, ale na darmo, bo oni juz całkiem zdurnieli. PiS i Kukiz też jak nie dostarczą, to stracą nasz milion głosów – drugiej szansy nie dostaną, nie możemy sobie pozwolić na ciepliwość w czekaniu. Odnośnie dobrych rat, to teraz takie sprawy są oczywiste dla wszystkich, ale 10 lat temu nie były, a nawet wtedy jeszcze wierzyło się bankowcom, nie do wiary, prawda? Pozdrawiam.
      Lubię
      • „PiS i Kukiz też jak nie dostarczą”
        Nie dostarczą. PiS ma swój interes zupełnie gdzie indziej. Kukiz to tylko marionetka (taki troll, tylko miljart razy bardziej medialny) i za kilka miesięcy będzie miał nie większe znaczenie niż zużyta prezerwatywa.
        A do kolejnych wyborów JOW-y już długo przedtem zdążą wejść w życie. Milion głosów rozłożonych w całym kraju nie będzie znaczyć nic wobec kilkudziesięciu tysięcy rozłożonych w strategicznych okręgach i PO znów będzie mogła przejąć większość w sejmie, nawet mimo uzyskania mniejszości głosów.
        Lubię
      • Niestety takie właśnie prawo „ściganie za kredyt a nie za przedmiot kredytu, nawet ubezpieczony” jest w Polsce produkowane pod potrzeby grup interesów, które mają z tego zyski. Za wprowadzenie tych grup interesów do Polski są odpowiedzialne prawie wszystkie rządy po 89 roku. jeśli któryś się przeciwstawiał „prywatyzacji” czy „prawu bankowemu” upadał, a przywódców politycznych media przedstawiały jako chorych umysłowo czy szaleńców. Prawda jest bolesna ale prawda zawsze wyzwala. Mam nadzieję, że większość Polaków nabiera samoświadomości jak w Polsce się kręci lody, na poziomie rządu i sejmu.
        Lubię
  37. NIESTETY, KAŻDY DZIEŃ UTWIERDZA MNIE W JAK SKUR…ŁYM PAŃSTWIE ŻYJĘ…WŁADZE NIE WYBIERAMY PO TO, ABY PRACOWAŁY DLA LUDNOŚCI/POMAGAŁY OBYWATELOM, ALE PO TO, BY NAPYCHAŁY SOBIE, RODZINOM I KOLESIOM KIESZENIE W MNIEJ LUB BARDZIEJ LEGALNY SPOSÓB I TO WSZYSTKO W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH… NIEJEDNOKROTNIE NA WŁASNEJ SKÓRZE PRZEKONAŁEM SIĘ O TYM, ŻE MÓJ KRAJ MA MNIE W DU…IE…NIE DZIWIĘ SIĘ WIĘC LUDZIOM, ŻE WYJEŻDŻAJĄ Z TEGO KRAJU ( I MŁODZI I NIESTETY TAKŻE STARSI) I TRZYMAM ZA NICH KCIUKI – OBY TU NIE MUSIELI WRACAĆ.
    A PROPOS KREDYTÓW FRANKOWYCH – PAŃSTWO CHRONI BANKI, CHOĆ MOGŁOBY NARZUCIĆ PRZEWALUTOWANIE KREDYTÓW W TAKI SPOSÓB I NA TAKICH WARUNKACH, BY NIKT NIE STRACIŁ (ANI BANK, ANI PAŃSTWO, A OBYWATEL MÓGŁ NORMALNIE ŻYĆ). NIESTETY CHOĆBY TU WIDAĆ JAK EKIPIE RZĄDZĄCEJ ZALEŻY NA TAK DUŻEJ GRUPIE OBYWATELI. NIKT NIE MYŚLI TEŻ O TYM, ŻE Z NASZEGO KRAJU TRANSFEROWANE SĄ Z TYCH KREDYTÓW DUŻE PIENIĄDZE, A PRZECIEŻ MOGŁYBY BYĆ WYDAWANE PRZEZ TĄ GRUPĘ KREDYTOBIORCÓW W POLSCE, WZMACNIAJĄC TYM SAMYM SPOŻYCIE WEWNĘTRZNE I DAJĄC ZAROBIĆ WIELU NASZYM RODZIMYM FIRMOM. NO, ALE PRZECIEŻ WIADOMO CZYJE INTERESY SĄ WAŻNIEJSZE I KOGO NALEŻY CHRONIĆ !!!!
    Liked by 1 osoba
    • Nie tylko ja zgadzam się z Panem, ale też kilka milionów wyborców, ktorych głosy w ostatnich wyborach zaskoczyły zupełnie „władców” kraju. Trafna uwaga o ogromnym popycie wewnętrznym, jaki by został wygenerowany przez ulżenie w kredytach walutowych. I jaki to miałoby dobroczynny wpływ na gospodarkę, produkcję, handel, usługi, itp. Million ludzi (liczę średnio z rodzinami) by nagle zaczęło wydawać około dwa razy wiącej. A ekonomiści jakby tego nie widzieli – interes banków zamula ich myślenie. Pozdrawiam.