Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ściema. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ściema. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 marca 2017

Wiarygodność czasopism naukowych - Anna O. Szust

Polska „redaktor” Anna O. Szust obnaża głupotę czasopism naukowych



Anna O. Szust, fikcyjna badaczka, została redaktorem kilkudziesięciu recenzowanych pism naukowych. Kilka z nich uczyniło ją nawet redaktorem naczelnym – to wynik prowokacji przeprowadzonej przez polskich naukowców. 

Autorzy artykułu opublikowanego w „Nature” na co dzień otrzymują zaproszenia do publikowania w pismach, które nie są zgodne z ich specjalizacją lub kompetencjami. Postanowili sprawdzić skalę problemu i wiarygodność tych pism oraz ich redaktorów. Co prawda w ostatnich latach naukowcy od czasu do czasu umieszczali w redakcjach pism fikcyjnych badaczy – pokazując jak bardzo część z nich jest niewiarygodna – jednak do tej pory nikt nie przeprowadził tak szeroko zakrojonego śledztwa w tej sprawie.

Na potrzeby badań naukowcy stworzyli w 2015 r. fikcyjną postać niekompetentnego naukowca – Annę O. Szust. – Takie nazwisko miało być jednoznaczną identyfikacją, że cała akcja była zaplanowana jako eksperyment naukowy. Mimo wielu pozostawianych przez nas śladów, nikt nie przejrzał prowokacji – być może dlatego, że większość periodyków, które przeanalizowaliśmy pochodziła spoza Polski – opowiada dr hab. Emanuel Kulczycki.

– Dokonania wymyślonej przez nas badaczki były absolutnie niewystarczające do pełnienia roli redaktora pisma naukowego – wyjaśniają w swojej publikacji polscy badacze. Zwracają uwagę na to, że żadna z prac Anny O. Szust nie była cytowana przez innych naukowców, co więcej – Anna O. Szust nie była autorem żadnego artykułu! Z kolei książki, których była autorem lub współautorem, były wymyślone.

Autorzy prowokacji założyli dla wymyślonej badaczki konta m.in. na Twitterze czy Academia.edu (portalu społecznościowym dla naukowców). Jej wizytówka widniała też na stronie jednego z polskich uniwersytetów – ale można było do niej dotrzeć jedynie posiadając bezpośredni link do tej strony, który był załączony do korespondencji wysyłanej przez Annę O. Szust.


Po stworzeniu fikcyjnej postaci naukowcy wysłali w jej imieniu 360 e-maili skierowanych do czasopism naukowych – 120 zaindeksowanych w Journal Citation Report (JCR) – w interdyscyplinarnej i corocznie aktualizowanej liście czasopism naukowych uznawanych za pisma najwyższej jakości (posiadających wskaźnik Impact Factor) i 120 zamieszczonych w Directory of Open Access Journals (DOAJ) – bazie stworzonej przez Lund University zawierającej spis międzynarodowych, recenzowanych czasopism naukowych, do których dostęp jest otwarty. W ostatniej grupie pozostałych 120 pism (tzw. drapieżników) znalazły się te, z listy stworzonej przez Jeffrey’a Bealla z Uniwersytetu w Kolorado (USA), w której umieścił takie periodyki naukowe, których prawdopodobnie głównym celem jest zarobek, przy jednoczesnym ich niskim poziomie merytorycznym.

Okazało się, że żadne z pism z listy JCR nie przyjęło w poczet swojej redakcji fikcyjnego naukowca. Jednak osiem z bazy DOAJ to uczyniło. Najwięcej pozytywnych odpowiedzi (w sumie 40 na 55, które odpowiedziały na maila) Anna O. Szust otrzymała od tych, które znajdują się na liście stworzonej przez Bealla.

– W wielu przypadkach stało się to już po kilku godzinach albo dniach, bez sprawdzenia, kim ona jest – mówi Agnieszka Sorokowska. W czterech przypadkach Anna O. Szust została błyskawicznie mianowana jako „redaktor naczelna”. Stało się tak, mimo że żadna z osób reprezentujących te pisma nie podjęła się próby kontaktu z przedstawicielami uniwersytetu czy instytutu, który rzekomo reprezentowała O. Szust.

– Wiele czasopism okazało się bardziej wyrachowanymi niż przypuszczaliśmy – zauważają autorzy artykułu. Redakcje tych czasopism podkreślają w korespondencji, że jednym z ważniejszych aspektów pracy przyszłego redaktora jest pozyskiwanie (za opłatą ponoszoną przez autorów) artykułów do pisma, a nie dbanie o ich jakość. Redakcja jednego z czasopism zaproponowała podział zysków i napisała: „To dla nas zaszczyt dodać Pani nazwisko jako redaktora naczelnego naszego pisma bez żadnych obowiązków”.

Nawet po tym, jak autorzy ujawnili swoje działania, nazwisko fikcyjnej badaczki nadal widnieje na stronach internetowych kilku pism naukowych, a nawet takich – ku ich zaskoczeniu – do których nigdy się sama nie zgłosiła!

Redaktorzy powinni być gwarantem jakości czasopism. Ich obowiązkiem jest dobór odpowiednich recenzentów do oceny nadsyłanych publikacji. Redaktorzy powinni mieć ogromny dorobek i być znani w środowisku naukowym.

Autorzy śledztwa zwracają uwagę, że na świecie istnieją tysiące naukowych pism, pobierających opłatę za publikację jako główne źródło ich zarobku. Jednocześnie, jak wskazują polscy badacze, w wielu redakcjach naukowych zasiadają niekompetentni redaktorzy. Tymczasem powinny być to osoby o niekwestionowanym autorytecie w danej dziedzinie. To niekorzystne dla nauki zjawisko dotyczy niestety również publikacji wydawanych w otwartym dostępie – zauważają autorzy.

W ocenie Kulczyckiego publikowanie w miejscach, w których redaktorzy są w praktyce osobami fikcyjnymi jest szkodliwe dla wszystkich. – Z jednej strony mamy olbrzymi szum informacyjny w postaci zalewu niemerytorycznych artykułów, z drugiej niesie to też za sobą poważne niebezpieczeństwa – wyobraźmy sobie publikację z dziedziny medycyny, na którą powoła się laik – dodaje Kulczycki. Naukowiec zaznacza, że w ten sposób nie tyle słabe publikacje trafiają do obiegu naukowego, co są z nim mylone. Natomiast, gdy dobra praca pojawi się w piśmie o kiepskiej reputacji, bardzo rzadko jest cytowana.

– Naukowcy publikują artykuły w pismach o dyskusyjnej reputacji z wielu powodów. Często chcą mieć w swoim dorobku dużą liczbę publikacji, aby w ten sposób być wyżej punktowanym przez uniwersytety. Bywa, że po prostu mylą się – wysyłają artykuły do wydawnictw o podobnie brzmiących tytułach do tych prestiżowych – opowiada Kulczycki.

Autorzy liczą, że ich badania zwrócą uwagę na te akademickie pisma, które nie zapewniają odpowiedniej kontroli jakości. Jednocześnie w środowisku naukowców trwa dyskusja nad potrzebą tworzenia białych i czarnych list periodyków naukowych.

Śledztwo przeprowadzili: dr hab. Piotr Sorokowski z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, dr hab. Emanuel Kulczycki z Instytutu Filozofii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, dr Agnieszka Sorokowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego, i dr Katarzyna Pisanski z Instytutów Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego i Uniwersytetu Sussex w Brighton.

Źródło: www.naukawpolsce.pap.pl

Link do oryginalnego artykułu w „Nature”: http://www.nature.com/news/predatory-journals-recruit-fake-editor-1.21662


Zobacz też stronę Anny O. Szust na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu!


O sprawie napisał m.in. New York Times, New Yorker, Time i Sydney Morning Herald.



 http://polimaty.pl/2017/03/anna-oszust-obnaza-grzechy-czasopism-naukowych/


poniedziałek, 31 marca 2014

Kto ma przyjąć rosyjskie ciosy?




Siły NATO - kwiatek do kożucha

W zeszłym roku w listopadzie dawałem porównanie manewrów NATO i Rosji.

Z zestawienia wynikało, że Polacy w ewentualnej wojnie wezmą na siebie największy ciężar tzn. zaangażowanie innych państw było śladowe, średnio po 142 osoby z każdego kraju biorącego udział w manewrach, przy 3 tyś. Polaków.

Niemcy i duńczycy wspomogą kraje nadbałtyckie w ramach NATO swoim lotnictwem - po 6 samolotów.


Największe od 7 lat manewry NATO - Steadfast Jazz 2013 - 6 tysięcy żołnierzy  z 22 państw -
3 tyś. Polaków i 3 tysiące obcokrajowców z 21 krajów,
czyli średnio po 142 os. z każdego kraju

6 samolotów x 21 (stosunek 142 os. do 3 tyś. żołnierzy) daje 127 samolotów zaangażowanych z naszej strony.

A my samolotów myśliwskich mamy 111.

Czyli mniej więcej się zgadza!


TE ĆWICZENIA BYŁY NA SERIO.


Oto co nam daje NATO.
Nic.
Mamy sami walczyć.



F-16 Jastrząb - konstrukcja opracowana równe 40 lat temu


Su-33 - trzydziestolatek


Eksperymentalny Su- 47 Birkut


"Brytyjski tygodnik (Ekonomist) zauważa, że nawet dziś w przyjętych do NATO dawnych państwach postkomunistycznych stacjonuje tylko 136 spośród 66 217 stacjonujących w Europie amerykańskich żołnierzy.
 
Tymczasem "Zachód powinien zdecydowanie umocnić gotowość NATO do własnej obrony i dać jasno do zrozumienia, że wszyscy jego członkowie korzystają z pełnej ochrony.
 
W szczególności oznacza to, że inne państwa członkowskie NATO powinny wysłać przynajmniej niewielką liczbę żołnierzy, pocisków rakietowych i samolotów do państw bałtyckich (lub do sąsiedniej Polski) i wyraźne stwierdzić, że w razie dalszej agresji ze strony Władimira Putina skierowane tam zostaną większe siły".
 
Czyli lanie wody.
 
Jesteśmy w ciemnej d....
 
 
 
http://argo.neon24.pl/post/101337,rosja-cwiczy-atak-na-cele-w-europie-centralnej

http://fakty.interia.pl/raport-zamieszki-na-ukrainie/aktualnosci/news-media-niemcy-udziela-pomocy-wojskowej-europie-wschodniej,nId,1400396

http://wiadomosci.onet.pl/swiat/economist-nato-musi-potwierdzic-zasade-wszyscy-za-jednego/e4pjq



KOMENTARZE

  • Czy chciałby Pan, aby nas "bronili" przed Ruskimi?
    Niemcy mają nas bronić?
    A może to bardzo dobrze, że tak ich jest mało.
    Bo im większa rozruba na naszym terytorium tym więcej ofiar Narodu.
  • @NUS 12:09:10
    Chodzi mi o pokazanie za kogo oni nas mają. Deklarują pomoc, sojusz, a tak naprawdę mają to w nosie, dlaczego polska opinia publiczna buduje na micie NATO poczucie bezpieczeństwa Polaków?

    No, my tutaj to wiemy dlaczego..
  • Traktat Waszyngtoński
    Artykuł 5

    Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej, będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie, jak i w porozumieniu z innymi Stronami działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.

    "jakie uzna za konieczne" - zdanie kluczowe. Np. może uznać za konieczne kiwanie palcem w bucie.
    pozdrawiam
  • @ratus 15:37:13
    dokadnie
  • @ratus 15:37:13
    Już wolał bym aby było kiwanie w bucie niż gdyby uznali, że należy użyć naszego terenu jako poligon do działań wojennych.