Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genetyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą genetyka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 maja 2026

Are Polish people Slavic or Germanic?

  

powiadomienie z poczty 1 maja 2026

 

 

 przedruk stąd: 

 quora.com/?qv_src=email

 

·
Follow

Poland has the highest level of R1A1 in Europe, which is found among European Slavs in high frequencies. Polish males are about 56–60% R1A1. The regions in Poland with the highest levels of this marker are the South Eastern and Central parts of the country.

 

Polish males also carry around 16–20% R1B1, which is found in the highest levels in Western European populations. This could indicate Germanic ancestry, but also Celtic lineage. Celts lived in Southern Poland before the Germanic and Slavic tribes settled the area. In the 1500 and 1600s, many Scots settled in Poland and intermingled with the population.

Poles have around 4% I haplogroup on average, which is a clear indicator of North Germanic/Scandinavian lineage. In certain regions of Poland, this Nordic marker is found in between 18 to 20% of the population.

Smaller traces of J and N markers are also present in Poles.

From the results of the Y markers alone, we see that there is a Nordic influence on a number of Poles, though the majority carry Slavic markers.

There is evidence showing that Poles have direct descent from ancient peoples living along the amber trade routes of the Vistula since before the times of Christ. While these peoples are widely regarded as Germanic(tribes like the Goths and Vandals), Poles share much more connections with these peoples than modern day Germans do. That would sure give Hitler a jolt to his stomach. Around the A.D. 400–900 period, new lineages (Slavic) intermingled with the preexisting population, and would establish its dominance.

So there is good reason to believe that while most Germanic tribes fled the lands of modern day Poland and journeyed south, a fair amount of Nordics would stay and merge with the Slavs(even more so in Northern and west central regions, since southern and eastern Poles have a high level of Slavic R1A1).

Also, it is possible that Slavs and Germanic’s co-inhabited the lands of modern Poland for longer than we might have thought. Indeed, some Germanic tribes, like the Vandals, could have been highly infused with Slavic influences, and might have a connection to the mysterious Venedi described by Tacitus(whom I believe are proto-Slavic).

So Germanic’s did not have to all leave the lands of modern day Poland before the Slavs came, and Slavs could have been residing in Poland for much longer than the standard theory postulates.

 

 

 

 

 tłumaczenie automatyczne

 

·
Obserwuj

Polska ma najwyższy poziom R1A1 w Europie, który znajduje się wśród Europejskich Słowian w wysokich częstotliwościach. Polskie samce to około 56–60% R1A1. Regionami w Polsce o najwyższych poziomach tego markera są południowo-wschodnie i centralne części kraju.

Polskie samce przenoszą również około 16-20% R1B1, które znajdują się w najwyższych poziomach w populacjach Europy Zachodniej. Może to wskazywać na germańskie pochodzenie, ale także celtycką linię. Celty mieszkały w południowej Polsce, zanim plemiona germańskie i słowiańskie osiedliły się na tym obszarze. W latach 1500 i 1600 w Polsce osiedliło się wielu Szkotów i mieszało się z ludnością.

Polacy mają średnio około 4% haplogrupy, co jest wyraźnym wskaźnikiem linii północnogermańskiej/skandynawskiej. W niektórych regionach Polski ten nordycki znacznik występuje u od 18 do 20% populacji.

U Polaków obecne są także mniejsze ślady markerów J i N.

Z samych wyników znaczników Y widzimy, że istnieje wpływ nordycki na wielu Polaków, choć większość nosi w sobie znaczniki słowiańskie.

Istnieją dowody na to, że Polacy mają bezpośrednie pochodzenie od starożytnych ludów żyjących wzdłuż bursztynowych szlaków handlowych Wisły od czasów Chrystusa. Podczas gdy te ludy są powszechnie uważane za germańskie (plemiona takie jak Goci i Wandale), Polacy dzielą znacznie więcej powiązań z tymi narodami niż współcześni Niemcy. To z pewnością przyprawiłoby Hitlera o brzuch. Około 400-900 A.D., nowe linie (Slavic) przenikały się z wcześniej istniejącą populacją i ustanawiałyby jej dominację.

Istnieją więc dobre powody, aby sądzić, że podczas gdy większość plemion germańskich uciekła z ziem współczesnej Polski i podróżowała na południe, spora ilość nordyków pozostałaby i połączyła się ze Słowianami (co więcej w północnych i zachodnich regionach centralnych, ponieważ południowi i wschodni Polacy mają wysoki poziom słowiańskiego R1A1).

Możliwe jest również, że Słowianie i Germanic współzamieszkali ziemie współczesnej Polski dłużej, niż mogliśmy przypuszczać. Rzeczywiście, niektóre plemiona germańskie, takie jak Wandale, mogły być mocno nasycone wpływami słowiańskimi i mogą mieć związek z tajemniczym Wenedim opisanym przez Tacyta (który, jak sądzę, jest proto-słowiański).

Tak więc germańczycy nie musieli opuszczać ziem współczesnej Polski przed przybyciem Słowian, a Słowianie mogli przebywać w Polsce znacznie dłużej niż postuluje teoria standardowa.

 

 

 https://maciejsynak.blogspot.com/2026/04/germanie-to-sowianie-nie-mowiem-39.html

 

poniedziałek, 20 października 2025

Genomiczna Mapa Polski

 








Polskie geny trafią do chińskiego laboratorium? To budzi ogromne obawy


Biotechnologia i nauki związane z genetyką to jedno z największych osiągnięć ludzkości, ale łatwo mogą stać się także jej przekleństwem. Szczególnie jeśli nasze dane biomedyczne trafią w niepowołane ręce. A jest ku temu sposobność.

Chińczycy będą odpowiadać za badanie DNA Polaków.


Łukasz Maziewski

5 kwietnia 2021, 13:39








Genom pięciu tysięcy Polaków ma niebawem trafić do Chin. Tam zostanie poddany sekwencjonowaniu, a my za to zapłacimy. I choć szef Instytutu Chemii Bioorganicznej Polskiej Akademii Nauk zapewnia, że wszystko jest pod kontrolą, to sprawa budzi niepokój w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

Skąd się wzięły Chiny nad Wartą?


Zacznijmy od początku. Pod koniec 2019 r. rozstrzygnięte zostało postępowanie przetargowe Genomiczna Mapa Polski II (GMP II). To przetarg na wykonanie 5 tys. sekwencjonowań całogenomowych mieszkańców Polski.



Sekwencjonowanie to proces technologiczny, którego istotą jest "rozplatanie" helisy, czyli podwójnej spirali DNA, i odczytywanie kolejności tworzących ją nukleotydów. Skracając i upraszczając skomplikowane procesy, sekwencjonowanie można sprowadzić do odczytania kodu genetycznego człowieka.

"Kto nam zaręczy, że w Chinach, Rosji czy USA nie ma małych FRANKENSTEINÓW?"


Projekt Genomiczna Mapa Polski II ma określić genom referencyjny Polaków. To z kolei może ułatwić lekarzom diagnostykę pacjentów i dobór odpowiedniej i indywidualnej metody terapii. Przez genom referencyjny rozumie się taką sekwencję nukleotydów, którą przyjmujemy za normalną. Wyznacza ona kolejność nukleotydów w każdym z chromosomów, dzięki czemu stanowi punkt odniesienia, na przykład do podawania lokalizacji genów.

I taki właśnie genom mają dla Polski badać Chińczycy


W rozmowie z portalem o2 prezes IChB prof. Marek Figlerowicz mówi wprost: próbki do badania będą sekwencjonowane w Chinach. Zastrzega również, że próbki będą zanonimizowane, czyli nie będzie można stwierdzić, od jakiego człowieka pochodzą.


Nawet my nie wiemy do kogo należy dana próbka - mówi o2 profesor.


I właśnie to, że dane trafią do Chin, budzi - jak słyszymy - obawy polskiego kontrwywiadu.

Wykonawcą badania, który został wybrany do sekwencjonowania, jest firma BGI. To firma, która jest potentatem na rynku badań genetycznych w skali światowej. Dlaczego jednak badania te robi na rzecz Polski firma z Chin, a nie np. Amerykanie czy kraj z Unii Europejskiej?


Zgodnie z umową, teraz sekwencjonowanie danych będzie się odbywało w Chinach. Początkowo wydawało się, że będzie to firma z USA, ale Amerykanie nie wywiązali się ze swoich zobowiązań.

Nie chcieli przekazać technologii do Polski. Powiedzieli, że zrobią w ograniczonym zakresie to, co my chcemy, ale na zasadzie usługi. Zrobią, dostarczą i będzie to tylko 60 proc. zamówienia, o które nam chodziło - mówi o2 prof. Figlerowicz.


Wspomina też, że Chińczycy współpracowali w badaniach genetycznych - przynajmniej do pewnego momentu - z Amerykanami, Brytyjczykami czy Duńczykami. "W czym więc problem?" - chciałoby się zapytać. Kolejne pytanie, które należy postawić, brzmi: dlaczego Chińczycy idą dużo dalej niż Amerykanie i deklarują gotowość instalacji urządzeń w Polsce? Czy robią to bezinteresownie?

Z ostrożnością wobec Chin

Czemu do Chin? To nie jesteśmy w stanie sami sekwencjonować genomów? Dzisiaj raczej nie jest to trudne zadanie – mówi o2 dr hab. Andrzej Ossowski z Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Wydaje mi się, że w ogóle nie ma potrzeby robić tego w kooperacji z kimkolwiek. Sądzę, a raczej wiem, co mówię, że jesteśmy w stanie prowadzić sekwencjonowanie genomów ludzkich. W każdym mieście wojewódzkim są laboratoria genetyczne, zdolne prowadzić takie badania – mówi dalej Ossowski.


Naukowiec jest zdziwiony, że decydujemy się na wysyłanie próbek DNA poza granice kraju, skoro mamy w Polsce przygotowane do tego ośrodki. Kiedy mówimy, że chodzi o chińską firmę BGI, dodaje, że w grę może wchodzić kwestia ceny. Ale do tego trzeba doliczyć koszty zabezpieczenia i transportu do Chin.

Przypomina też, że jeśli mówimy o tym akurat partnerze, to nie można zapomnieć, że pojawiają się kontrowersje dotyczące łamania praw człowieka na przykładzie mniejszości etnicznych, np. Ujgurów. Ossowski przypomina również, że materiał genetyczny powinien być poddany szczególnej ochronie. W jego ocenie, przy pisaniu wniosku o grant z pewnością zadbano o to, bo w przeciwnym razie projekt by nie przeszedł. Z jednym zastrzeżeniem – jeśli wybór podwykonawcy zaszedł już po przyznaniu grantu.

Kieruję laboratorium. Stosuję taką politykę, że staram się mieć kontrolę nad całością procesu badań. Oczywiście my także zlecamy pewne badania na zewnątrz, ale staramy się wiedzieć, co dzieje się z próbką genomu osoby, która nam zaufała i przekazała go do badania. Bezpieczniej na pewno byłoby wykonywać te badania w Polsce – dodaje naukowiec. Przyznaje, że założeń projektu nie zna i nie chce dyskredytować firmy BGI, ale "zachowałby daleko idącą ostrożność".

Afera w Stanach Zjednoczonych


William Evanina, były szef Narodowego Centrum Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych, ostrzegał swój rząd przed BGI. Podkreślał, że poprzez silnie powiązaną z rządem firmą Pekin zbiera i wykorzystuje informacje o zdrowiu Amerykanów, w tym na masową skalę zbierając ich dane genomiczne, co może stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa.


Firma BGI zaoferowała bowiem sześciu amerykańskim stanom pomoc w budowie i pomoc we wspólnym zarządzaniu laboratoriami, które miały służyć testowaniu w kierunku SARS-CoV-2. Oferta Chińczyków była dodatkowo osłodzona licznymi "darowiznami" dla amerykańskich partnerów publicznych. Ostrzeżenia Evaniny nie wynikały bynajmniej z troski o wyciek danych osobowych, umożliwiających identyfikacje poszczególnych obywateli USA.


Ostrzeżenia dotyczyły podejrzeń o wykorzystywanie w ten sposób gromadzonych genetycznych big dat w hojnie finansowanych przez chińską armię programach badań nad biologią mózgu, edycją genów oraz tworzeniem sztucznych genomów, które mogłyby mieć zastosowanie w broni biologicznej w przyszłości. Amerykańscy eksperci ostrzegają, że chińskie prywatne podmioty, takie jak BGI, mogą, wykorzystując technologie big data takie jak sztuczna inteligencja czy supercomputing, poszukiwać genetycznych podatności w populacji amerykańskiej, a także wykorzystywać genetykę do uzyskania przewagi przez chińskie siły zbrojne. Firma BGI zaprzeczyła tym oskarżeniom.


Amerykańskie służby podejrzewają, że chińskie władze już wykorzystały takie same metody przeciwko wewnętrznym przeciwnikom politycznym, gdzie pod pozorem bezpłatnych badań rząd zbierał DNA członków prześladowanej w Chinach mniejszości Ujgurów, które miały pozwolić na ułatwienie dotarcia do innych członków ich rodzin a także do ulepszania oprogramowania służącego do rozpoznawania twarzy (czyli łączenia ze sobą dwóch rodzajów informacji biometrycznej).


Warto także pamiętać, że zastrzeżenia do Chińczyków mają służby amerykańskie. Kilka dni temu Narodowe Centrum Kontrwywiadu i Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych wydało obszerny raport na ten temat. Można w nim przeczytać, że Chiny postrzegają dane osobowe (w tym dane biomedyczne) jako towar strategiczny, który należy gromadzić i zabezpieczać jako cenne aktywa, służące realizacji ich priorytetów w zakresie bezpieczeństwa narodowego i gospodarczego. Bardzo inwestują też w sektor biotechnologii, próbując zostać światowym potentatem w dziedzinie biotechnologii.

Chińska Republika Ludowa doskonale rozumie, że gromadzenie i analiza dużych zbiorów danych genomicznych pochodzących z różnych populacji pomaga we wspieraniu odkryć medycznych i sposobów leczenia, które mogą mieć znaczną wartość handlową oraz przyczyniać się do rozwoju branży sztucznej inteligencji i medycyny precyzyjnej - można przeczytać w raporcie.


Czy można wyobrazić sobie stworzenie np. wirusa, który będzie uderzał tylko w określoną część populacji, mającą w swoim genomie określone geny? Badania takie nie są wcale fantastyką naukową, co podkreślał w swojej książce "Zbrodnie przyszłości" doradca Interpolu i były główny futurolog FBI.


Co ciekawe, pięć lat temu Chiny ogłosiły 15-letni program badania, sekwencjonowania i gromadzenia danych DNA. Jest wart dziewięć miliardów dolarów. Raport podkreśla również, że Chiny wykorzystują program do tego, by uzyskać dostęp do olbrzymiego zasobu danych biomedycznych obywateli USA.


Chińskie firmy uzyskały również dostęp do danych dotyczących opieki zdrowotnej w USA, współpracując ze szpitalami, uniwersytetami i innymi organizacjami badawczymi. Te amerykańskie podmioty rutynowo poszukują tanich usług sekwencjonowania genomowego dla swoich obiektów, które chińskie firmy biotechnologiczne mogą często świadczyć, dzięki chińskim subsydiom rządowym. W lutym 2020 r. BGI poinformowało, że może zsekwencjonować ludzki genom za jedyne 100 dolarów. Brzmi znajomo?

ABW nie komentuje


Wysłaliśmy do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego 10 konkretnych pytań. M.in. o to, czy największa polska specsłużba, odpowiadająca za kontrwywiad ma świadomość, że próbki DNA obywateli RP będą sekwencjonowane w Chinach, o zabezpieczenie danych, o zastrzeżenia służb specjalnych USA do firmy BGI oraz o jej powiązania ze służbami specjalnymi Chin.


Jedyny oficjalny komunikat, jaki wydała ABW - przekraczając zresztą ustawowy termin odpowiedzi - brzmiał :

"ABW nie komentuje sprawy"



[to są "służby" - MS]


To niewiele, zważywszy na rangę sprawy. Nieoficjalnie dowiadujemy się jednak, że Agencja zintensyfikowała działania w kwestii przetargu i realizacji projektu. Badany ma być nie tylko "chiński" wymiar sprawy, ale także kwestie finansowe. W grę wchodzą bowiem duże pieniądze, a do ustawowych zadań ABW należy rozpoznawanie i przeciwdziałanie przestępstw godzących w ekonomiczne podstawy państwa.

Jakie kwestie mogłyby znaleźć się w orbicie działań Agencji?


Sprawa jest skomplikowana i dotyka kwestii przepływów finansowych - projekt wart jest astronomiczną kwotę ponad 100 milionów złotych. Lwia część z tego pochodzi ze środków Unii Europejskiej - oraz z komercyjnego wykorzystania efektów badań i wpływów z nich.


Czy polskie służby analizują również ryzyka związane z wyciekiem danych biometrycznych, które już zostały zdefiniowane przez służby w Stanach Zjednoczonych?

Czy polskie władze postrzegają bezpieczeństwo danych genomicznych obywateli na równi z bezpieczeństwem danych informatycznych, tak jak, wydaje się, czynią już służby państw rozwiniętych? 

Wszak polskie służby oficjalnie ograniczają dostęp niektórych zagranicznych prywatnych podmiotów zbytnio powiązanych ze swoimi rządami do przetargów w kluczowych obszarach bezpieczeństwa informatycznego kraju. 


Czy nie warto w przypadku genomicznego „big data” być mądrym przed szkodą?

Ministerstwo Zdrowia odsyła


Co ciekawe, informacji o umowie nie posiada - jak wynika z udzielonej o2 odpowiedzi - Ministerstwo Zdrowia. Resort odesłał nas do Ministerstwa Edukacji i Nauki, które projekt nadzoruje. Odpowiedzi na pytania jednak nie otrzymaliśmy.


Więcej do powiedzenia miała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów.

Na podstawie przesłanych przez beneficjenta próbek DNA nie sposób ustalić jakichkolwiek powiązań pomiędzy sekwencjami genomów a specyficznymi cechami populacji polskiej - w tym podatności Polaków na różnego typu choroby. Dzięki stworzeniu Genomicznej Mapy Polski tego typu badania będą mogły wykonać krajowe jednostki naukowe - brzmi odpowiedź KPRM.


Kancelaria premiera podkreśla również, że "uzyskane w ramach projektu dane, pochodzące bezpośrednio z sekwencjonowania, nie będą w żaden sposób komercjalizowane. Komercjalizacji podlegać będą jedynie wytworzone narzędzia bioinformatyczne oraz bazy przetworzonych danych".


O dziwo, problem ten podniósł, w portalu osluzbach.pl, były dyrektor Delegatury Stołecznej ABW, ppłk Jarosław Korbacz.

Gdyby jednak rzeczywistość była inna, to skutki niefrasobliwości w podejściu do spraw o tak dużym kalibrze mogą przynieść tragiczne konsekwencje - pisał Korbacz.

Publiczne koszty, prywatne zyski?


Projekt GMP II realizowany jest przez konsorcjum kilku podmiotów. Składa się ono z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN (Lider Konsorcjum), Politechniki Poznańskiej oraz Centrum Badań DNA (spółka stowarzyszona Inno-Gene) jako Partner Biznesowy. To ta prywatna spółka będzie ekonomicznym beneficjentem wpływów z komercjalizacji danych pochodzących z projektu.


Interesujące są tu dwie spółki: Inno-Gene oraz Centrum Badań DNA. Prezesem firmy jest Jacek Wojciechowicz. Przez 13 lat był on pracownikiem poznańskiego IChB. Jest także współzałożycielem Inno-Gene oraz prezesem zarządu CB DNA.


Inno-Gene jest spółką notowaną na giełdzie. W połowie lutego br. Giełda Papierów Wartościowych zawiesiła handel jej akcjami. Obawy zarządu giełdy wzbudziła wiarygodność informacji dotyczących sytuacji finansowej spółki. Firma ma 40 dni roboczych na przedstawienie wiarygodnej, autoryzowanej analizy sytuacji ekonomicznej, finansowej i majątkowej spółki. Jej problemy mogą oznaczać zagrożenie dla całego projektu. I konieczność oddania grantu, co najbardziej zaboli lidera konsorcjum, czyli Polską Akademię Nauk, choć prof. Figlerowicz przekonuje, że tak się nie stanie.


Co interesujące, Figlerowicz w przesłanych nam odpowiedziach wprost wyraża nieufność wobec zapewnień Inno-Gene, czyli partnera w przedsięwzięciu!

Z przykrością jestem zmuszony stwierdzić, że przedstawiciele firmy InnoGene mijają się z prawdą. Według mojej wiedzy niestety nie pierwszy raz. Absolutnie nie ma takich planów, aby sprzedać jakiekolwiek bazy firmom farmaceutycznym – pisze prof. Figlerowicz.


InnoGene w komunikatach giełdowych zapowiada przychody z komercjalizacji badań i sprzedaż danych m.in. firmom farmaceutycznym przez kontrolowaną przez siebie grupę spółek, a w imieniu CEGC prezes Wojciechowicz 22 grudnia ub. roku zapowiedział uruchomienie Centrum Badań Całogenowych z partnerem zagranicznym, "liderem światowych badań całogenowych, który zastrzegł sobie anonimowość". Dlaczego zastrzegł? Wszystko wskazuje na to, że to właśnie chińskie BGI, które otrzymało pieniądze z grantu europejskiego, poprzez CEGC od polskiego konsorcjum.


Intrygującym jest, że w pierwszych dniach marca do władz Inno-Gene powołano m.in. Piotra Kinickiego i Adama Wołoszyna. Pierwszy z nich to producent telewizyjny, współpracujący m.in. z TVP. Co ciekawe, do Inno-Gene trafił z... Polsko-Chińskiej Agencji Rozwoju Współpracy. Co wspólnego ma z kwestiami badań DNA?


Być może warto mieć również na uwadze, że istnieją programy badawcze, o których polskie ośrodki naukowe nie mają pojęcia, a które mogą skutkować przegraną w przyszłych zawodach, o których jeszcze nie wiemy, że się odbędą. 

Kwestia ta pozostaje otwarta.





-----


2018 rok


Materiał genetyczny Polaków jest wywożony do laboratoriów w Chinach



Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska

Data dodania: 10.05.2018

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała w czwartek druzgocący raport dotyczący rynku badań genetycznych. Wynika z niego, że skontrolowane laboratoria nie gwarantowały pełnego bezpieczeństwa danych genetycznych pacjentów na każdym etapie wykonywania badania. Zdaniem NIK ponieważ nie ma kompleksowych regulacji i brakuje nadzoru nad obszarem genetyki, istnieje wysokie ryzyko pomyłek oraz błędnej interpretacji wyników, a także niewystarczającej ochrony danych genetycznych osób badanych. O wynikach raportu rozmawiamy z Ewą Światkowską, wiceprezes Krajowej Rady Diagnostów Laboratoryjnych.


Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska:  W raporcie NIK czytamy, że rynek badań diagnostycznych to „Dziki Zachód”, nie wiemy, ile jest laboratoriów, jak chronione są wrażliwe dane pacjentów. Przesadzają?

Niestety nie. Taka jest prawda, że rynek badań genetycznych w Polsce nie jest uregulowany.

Badania, w których wykorzystuje się bardzo wrażliwe dane pacjentów wykonują laboratoria medyczne zarejestrowane w Krajowym Izbie Diagnostów Laboratoryjnych. Te laboratoria podlegają uregulowaniom ustawy o diagnostyce laboratoryjnej i muszą spełniać określony standardy i wymogi. Tam są zatrudnieni diagności laboratoryjni. Kierownik musi mieć specjalizację najczęściej z diagnostyki laboratoryjnej.

Jednak badania wykonują także laboratoria, które działają jako spółki prawa handlowego. Wtedy zdarza się, że próbki pobrane od pacjentów z Polski są wywożone zagranicę np.: do laboratoriów w Chinach.

W internecie można spotkać ogłoszenia: „Zbadaj swoje geny i dostosuj styl życia”.

Pacjent kupuje usługę online, do domu dostaje plastikowy lub drewniany patyczek z wacikiem na końcu, sam pobiera wymaz, co może zafałszować wynik i później tę tzw. „wymazowkę” razem z pisemną zgodą wysyła na wskazany adres w Polsce. Nawet o tym nie wie, że jego materiał genetyczny dalej krąży po świecie.

To powinno być zakazane. Jako państwo nie powinniśmy się na to zgodzić, bo nasz materiał genetyczny jest cenną informacją dla firm farmaceutycznych. Na jego podstawie można prognozować pewne ryzyka chorób.

 

Laboratoria medyczne zarejestrowane w Krajowej Izbie Diagnostów Laboratoryjnych mogą być skontrolowane. Macie prawo przyjść z wizytacją i sprawdzić warunki i procedury związane z przeprowadzeniem badania. Kto kontroluje laboratoria działające jako spółki handlowe?

Nikt. Może sanepid, ale my nie wiemy, kto robi badania w takich ośrodkach, w jakich warunkach są one przeprowadzane, a co najgorsze pacjent otrzymuje wynik badania genetycznego bez konsultacji ze specjalistą. To, że ktoś ma geny zwiększające prawdopodobieństwo wystąpienia nowotworu, nie oznacza, że ma raka. Konieczna jest interpretacja wyniku przez lekarza.

Od lat diagności i genetycy alarmują, że potrzebne są regulacje, które uporządkują ten rynek. Dlaczego ministerstwo zdrowia się tym do tej pory nie zajęło?

Bo przepisy dotyczące działalności rynku badań genetycznych zahaczają o wrażliwe tematy takie jak: in vitro, embriony - ich przechowywanie, utylizacja.

Należałoby sobie w końcu odpowiedzieć na pytanie czy badania wykonywane na materiale w genomie to badania medyczne. Jeśli tak, musimy uznać, że wszystkie podmioty, które je wykonują powinny być rejestrowane jako podmioty lecznicze. To by ucywilizowało ten rynek i dało większe bezpieczeństwa jakości badań dla pacjentów.

Rozmawiała Agnieszka Pochrzęst-Motyczyńska





www.o2.pl/informacje/polskie-geny-w-chinskim-laboratorium-profesor-uspokaja-abw-nie-komentuje-6625766330006112a

https://www.prawo.pl/zdrowie/material-genetyczny-polakow-jest-wywozony-do-laboratoriow-w-chinach,238370.html











sobota, 1 marca 2025

7 pramatek
















Zdecydowana większość Polaków pochodzi od siedmiu "pramatek Europy"


Kamil Szubański

27.05.2019










Niemal połowa Polaków wywodzi się z żeńskiej linii genetycznej Helena, nazwanej tak od imienia jednej z "pramatek Europy". Linia ta występuje najczęściej w Europie Zachodniej, a szczególnie w Hiszpanii i w Portugalii.


Najnowsze badania Pracowni Biobank Katedry Biofizyki Molekularnej Uniwersytetu Łódzkiego wykazały, że populacja polska, podobnie jak europejska, pochodzi od siedmiu głównych żeńskich linii genetycznych (haplogrup). W książce prof. Bryana Sykes’a linie te zostały umownie określone jako "pramatki Europy": Urszula, Xenia, Helena, Katarzyna, Tara, Velda oraz Jaśmina.

Poziom zróżnicowania populacji polskiej jest niski i jest ona dosyć jednorodna pod względem genetycznym. Najwięcej Polaków – ok. 43 proc. - wywodzi się z linii genetycznej zwanej Heleną - wynika z badania łódzkich naukowców, którzy wyniki swojej pracy opublikowali w prestiżowym czasopiśmie „European Journal of Human Genetics”.

Badania Pracowni Biobank UŁ dotyczyły określenia różnorodności mitochondrialnego DNA, czyli dziedziczonego po linii żeńskiej w populacji polskiej. Ich celem było określenie udziałów poszczególnych linii genetycznych mtDNA w populacji, a także zobrazowanie genetycznych powiązań między Polakami.

Dr Justyna Jarczak z Pracowni Biobank UŁ przypomina, że w DNA zapisana jest informacja nie tylko o tym jak wyglądamy i jak funkcjonuje nasz organizm, ale też o naszych przodkach. Możemy dowiedzieć się, z jakiej linii genetycznej, a w uproszczeniu, jakiej grupy pierwszych mieszkańców Europy się wywodzimy.


„Warto podkreślić, że za pomocą mitochondrialnego DNA możemy określić żeńską linię genetyczną, ponieważ ten rodzaj DNA jest przekazywany prawie wyłącznie przez kobiety. Co więcej, zmiany zachodzą w nim bardzo rzadko a więc możemy cofnąć się w czasie o wiele pokoleń, do czasów bardzo odległych” – dodaje dr Jarczak.

Badania łódzkich naukowców po raz pierwszy zostały przeprowadzone na tak licznej grupie osób (5852) reprezentujących wszystkie województwa i zdecydowaną większość powiatów. Dodatkowo zastosowano podział na tak zwane klastry, które mniej lub bardziej odpowiadały regionom geograficznym czy regionom etnograficznym. To pozwoliło nałożyć wyniki różnic genetycznych na tło historyczne i kulturowe.

Wiadomo, że 95 proc. dzisiejszych Europejczyków pochodzi z siedmiu żeńskich linii genetycznych.

Z badań łódzkiego Biobanku wynika, że najwięcej Polaków – ok. 43 proc. - wywodzi się z linii genetycznej H (Helena). Występuje ona najczęściej w Europie Zachodniej, a najwyższe frekwencje tej haplogrupy są obserwowane w Hiszpanii i Portugalii. Z kolei na północnych krańcach Europy, wśród Lapończyków, występuje ona z bardzo niską częstością - od 0 do 7 proc. „Uważa się, że pierwsze grupy ludzi należące do tej linii genetycznej pojawiły się w Europie ok. 20 tys. lat temu na terenach południowej Francji” - dodała badaczka.

Inne dość częste linie genetyczne w Polsce to U (Urszula) - ok. 20 proc. oraz J (Jaśmina) - ok. 10 proc.

Haplogrupa U jest najstarszą linią genetyczną mtDNA zidentyfikowaną na terenie Europy. Jej pierwsze ślady pochodzą sprzed 45 tys. lat z terenów dzisiejszej Grecji. Haplogrupa J natomiast pojawiła się w Europie stosunkowo niedawno - ok. 8 tys. lat temu. „Najwyższe częstości występowania obserwowane są na Bliskim Wschodzie i na Bałkanach i tam prawdopodobnie pojawiła się na naszym kontynencie po raz pierwszy” - wyjaśniła dr Jarczak.

Pozostałe linie genetyczne występują już rzadziej: T (Tara) – 9 proc., HV – 4,5 proc. (jedna z haplogrup, występująca m.in. w Europie i na Bliskim Wschodzie), K (Katarzyna) – 4 proc.; W – 2,4 proc., I - ok. 2 proc. oraz V (Velda) – 1 proc.

W polskiej populacji zdarzają się też haplogrupy rzadkie wskazujące na udział linii genetycznych pochodzenia innego niż europejskie. Są to haplogrupy pochodzenia azjatyckiego (C, D, R, A, G, Z, B, F) oraz afrykańskiego (N, L, M). Jednak ich frekwencja w populacji jest bardzo niska i nie przekracza 1 proc.

Po raz pierwszy naukowcy przedstawili także rozkład haplogrup mtDNA z podziałem na regiony Polski. Wyniki badań wskazują, że poziom zróżnicowania w obrębie populacji polskiej jest niski, a sama populacja polska dosyć jednorodna pod względem genetycznym.

Zaobserwowano jednak, że mieszkańcy niektórych regionów geograficznych naszego kraju wykazują pewne zróżnicowanie genetyczne. Zwłaszcza województwo łódzkie i świętokrzyskie różnią się od średniej populacji polskiej.


„Zróżnicowanie to można wyjaśnić historią procesów demograficznych w Polsce, takich jak przesiedlenia i migracje ludności lub relatywnie słabsza urbanizacja i wyższy wskaźnik zatrzymania ludności wiejskiej w niektórych regionach” - dodała dr Jarczak.

Pracownia Biobank Uniwersytetu Łódzkiego prowadzi badania naukowe z zakresu genetyki człowieka z wykorzystaniem metod biologii molekularnej. Posiada kolekcję próbek DNA pozyskanych od prawie 10 tys. ochotników z całej Polski. Połączenie najnowocześniejszych technik molekularnych z możliwością wykorzystania próbek z danej populacji pozwala na prowadzenie badań z zakresu genetyki populacyjnej.


„Za pomocą badań populacyjnych możemy na przykład oceniać stan zdrowia ludzi z danego terenu, możemy sprawdzać wpływ różnych czynników na występowanie chorób, a tym samym wpływać na rozwój profilaktyki i leczenia chorób cywilizacyjnych” - wyjaśnił dr Dominik Strapagiel, kierownik Pracowni Biobank.

Badania populacyjne umożliwiają także prześledzenie historii danej populacji. „Dzięki wynikom takich badań możemy poznać jej strukturę genetyczną czy też pokusić się o wskazanie ważnych momentów w istnieniu danej populacji, które znajdują odzwierciedlenie w genach” - podsumował dr Strapagiel.

PAP - Nauka w Polsce, Kamil Szubański





naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C77221%2Czdecydowana-wiekszosc-polakow-pochodzi-od-siedmiu-pramatek-europy.html



piątek, 14 października 2022

Badania DNA - geny



przedruki
tłumaczenie automatyczne


Neandertalskie geny wpływają na to, czy palimy papierosy i pijemy alkohol


7 października 2022


Od dawna wiemy, że zaburzenia pracy centralnego układu nerwowego, objawiające się chorobami neurologicznymi i psychicznymi, są często dziedziczne. W wielu przypadkach udało się zidentyfikować genetyczne czynniki ryzyka tych schorzeń. Jednak wielką niewiadomą powstaje ich ewolucja. Można bowiem zadać sobie pytanie, dlaczego genetyczne czynniki ryzyka takich chorób nie zostały wyeliminowane w toku ewolucji. Odpowiedzi na tę zagadkę szukali naukowcy z Uniwersytetu w Tartu w Estonii we współpracy z kolegami z Niemiec i Holandii.

Każdy z nas ma w sobie coś z neandertalczyka. Gdy Homo sapiens wyszedł z Afryki, napotkał w Eurazji H. neanderthalensis, z którym zaczął się krzyżować. Dlatego też około 2% DNA współczesnego mieszkańca innego kontynentu niż Afryka pochodzi od neandertalczyków. Mieszkańcy Afryki mają wielokrotnie mniej neandertalskiego DNA, ale i tak – co się niedawno okazało – jest go zaskakująco dużo.

Człowiek współczesny nabył neandertalskie DNA przed zaledwie kilkudziesięcioma tysiącami lat. Jest to więc świeża domieszka genetyczna. Co więcej, niektóre z genów neandertalczyków są szczególnie rozpowszechnione wśród niektórych nieafrykańskich populacji, co wskazuje, że posiadanie tych genów mogło – przynajmniej w pewnym okresie – nieść ze sobą jakieś korzyści. Badanie wariantów genów odziedziczonych po neandertalczykach jest wyjątkowo interesujące, gdyż geny te występują u wszystkich nieafrykańskich populacji, zatem ich wzajemne powiązania sporo mogą zdradzić o populacjach o różnym pochodzeniu.

Estońsko-niemiecko-holenderski zespół wykorzystał informacje z badań asocjacyjnych całego genomu (GWAS) z banków danych genetycznych do sprawdzenie powiązań pomiędzy występowaniem neandertalskich genów a chorobami neurologicznymi, psychicznymi oraz cechami i zachowaniami, takimi jak chronotyp, używanie tytoniu, alkoholu i odczuwanie bólu.
Najpełniejsze dane pochodziły z bazy UK Biobank, z której wykorzystano dane ponad 360 000 osób. Z Biobank Japan pochodziły dane kolejnych 165 000 osób, a z Netherlands Study of Depression and Anxiety (NESDA) uzyskano GWAS dotyczące około 2000 osób.

Okazało się, że istnieje korelacja pomiędzy neandertalskimi genami, a używaniem tytoniu i alkoholu, odczuwaniem bólu oraz chronotypem. Najsilniejszy związek zauważono pomiędzy paleniem tytoniu a spuścizną genetyczną neandertalczyków. Istnienie tego związku stwierdzono zarówno na próbce z UK Biobank, jak i Biobank Japan.

Autorzy badań informują, że nie znaleziono jednoznacznych związków pomiędzy posiadaniem genów odziedziczonych po neandertalczykach, a chorobami psychicznymi i neurologicznymi. Warto w tym miejscu jednak przypomnieć, że liczne badania wiązały w przeszłości te cechy i zachowania z chorobami centralnego układu nerwowego, zatem nie można wykluczyć pośredniego wpływu genów neandertalczyków na choroby psychiczne czy neurologiczne.

Nie wiadomo, dlaczego niektóre neandertalskie geny występują u H. sapiens częściej niż inne. Takimi genami są te powiązane z naszym zegarem biologicznym. Być może, gdy H. sapiens wyszedł z Afryki i krzyżował się z neandertalczykami, posiadanie neandertalskiego chronotypu okazało się korzystne, gdyż pozwalało lepiej dostosować się do poziom promieniowania UV oraz wzorców dnia i nocy obecnych na terenie Europy i Azji Zachodniej. Z kolei neandertalskie geny powiązane z paleniem tytoniu i używaniem alkoholu mogły zachować się w związku z nagradzającym dla mózgu używaniem substancji psychotropowych. Inna hipoteza mówi, że może tutaj istnieć związek z naturalnymi środkami uśmierzającymi ból, które często również mają działanie odurzające.

Osoby, które chcą zgłębić temat, znajdą szczegóły badań na łamach Translatonal Psychiatry.






Homo sapiens współistniał z innymi gatunkami ludzkimi na całym świecie


Czy współistniały różne gatunki ludzkie? Kiedy ludzie pojawili się w Afryce Wschodniej 200 000–300 000 lat temu, żył nie tylko nasz gatunek. W tym czasie różne typy ludzi żyły razem na Ziemi w tym samym czasie.
Gatunki ludzkie, które żyły z Homo sapiens , to: neandertalczycy, denisowianie, „hobbici” na wyspie Flores i Homo naledi w Afryce Południowej. Następnie, 40 000 lat temu, wszystkie te gatunki zniknęły.

Badania na ludziach, wyniki testów DNA i testów genetycznych wskazują kierunek, w którym człowiek powstał w Afryce. 60 000 lat temu opuścili ten region i rozprzestrzenili się na obszary mieszkalne na całym świecie.

Chociaż ci ludzie byli rozproszeni po różnych częściach świata, istniały również inne typy ludzi. Jednak badania genetyczne nie znalazły prawie żadnych dowodów na krzyżowanie się współczesnych ludzi z innymi gatunkami ludzkimi.

Jednak w ostatnich badaniach uzyskano zaskakujące wyniki badań DNA skamielin. Badania te dostarczyły istotnych danych pokazujących, że współcześni ludzie krzyżowali się z neandertalczykami. Uważa się, że ludzie odziedziczyli 2% swojego genomu od neandertalczyków.

Inne badanie ujawniło genom nieznanego gatunku ludzkiego zwanego denisowianami, z DNA uzyskanego z kawałka kości palca. Ponadto w próbce pobranej z żeńskiego DNA sprzed 90 000 lat ujawniono, że miała neandertalskich i denisowianowych rodziców.

Stwierdzono, że DNA neandertalczyków i denisowian jest szkodliwe dla ludzi. 50 000 lat temu genom neandertalczyka był częstszy u ludzi, następnie wskaźnik ten spadł do 2% z pokolenia na pokolenie.

Chociaż te genomy mają wady, miały również wiele zalet dla ludzi, którzy w tamtym czasie opuścili region i rozproszyli się po wielu częściach świata. W tym procesie pomogło im przystosować się do napotkanych bakterii i do nowych środowisk. Nawet teraz te genomy zmniejszyły obciążenie wieloma chorobami i bakteriami. Dzięki temu jest mniej skuteczny dla współczesnych ludzi.

Podsumowując, jasne jest, że należy wykonać znacznie więcej pracy, a nowe badania pokażą wyraźniej związek Homo sapiens z innymi gatunkami ludzkimi. Przeprowadzone do tej pory badania pokazują, że istnieje przynajmniej pewna komunikacja i interakcja między gatunkami ludzkimi.







Największe sekwencjonowanie DNA szkieletów wikingów ujawnia ciekawostkę – nie wszystkie były skandynawami


11 miesięcy temu

Większość książek historycznych opisuje Wikingów jako łupieżców, piratów, wojowników i najeźdźców, którzy wyruszyli na wyprawy morskie ze Skandynawii, by plądrować Europę i nie tylko. To się wkrótce zmieni.

Najnowsza technologia sekwencjonowania DNA została wykorzystana na ponad 400 szkieletach wikingów ze stanowisk archeolog
icznych rozsianych po Europie i Grenlandii – i och, czy to zmienia narrację.

Sześcioletni projekt badawczy, opublikowany w Nature w 2020 roku, obala współczesny wizerunek Wikingów.

Oto podsumowanie najważniejszych wniosków z badania:

Szkielety ze znanych miejsc pochówku Wikingów w Szkocji były w rzeczywistości lokalnymi ludźmi, którzy mogli przybrać tożsamość Wikingów i zostali pochowani jako Wikingowie.
Wielu Wikingów miało brązowe włosy – nie tylko blond.
Tożsamość wikingów nie ograniczała się do osób o skandynawskim pochodzeniu genetycznym. W rzeczywistości genetyczna historia Skandynawii była pod wpływem genów sprzed epoki Wikingów z Azji i Europy Południowej.
Najazdy z wczesnego okresu Wikingów były również aktywnością dla mieszkańców i obejmowały bliskich członków rodziny.
Wikingowie z powodzeniem asymilowali inne narody

Zgodnie z komunikatem prasowym Uniwersytetu w Bristolu, współpierwszy autor dr. Daniel Lawson odegrał kluczową rolę w międzynarodowym wysiłku badawczym prowadzonym przez Uniwersytet Cambridge i Uniwersytet Kopenhaski.

„Wikingowie mają wizerunek zaciekłych najeźdźców i na pewno tak było. Bardziej zaskakujące było to, jak dobrze asymilowali inne narody. aby otrzymać pełny pochówek wikingów. Zbadaliśmy dwa szkielety Orkadów z grobów wikingów z mieczami wikingów, które mają wspólne pochodzenie z dzisiejszymi Irlandczykami i Szkotami, którzy mogą być najwcześniejszymi piktyjskimi genomami, jakie kiedykolwiek badano” – powiedział Lawson.

Praca z School of Mathematics na Uniwersytecie w Bristolu specjalizowała się w wyodrębnianiu bardzo podobnych przodków.

„Ludzie w Skandynawii w epoce Wikingów byli stosunkowo podobni, ale opracowaliśmy zaawansowane metody oddzielania ich przodków. To pokazało, że Norwegowie wyjechali głównie do Irlandii i Islandii, podczas gdy Duńczycy przybyli do Anglii” Lawson, starszy wykładowca w dziedzinie Data Science na Uniwersytecie z Bristolu, dodał.

„Ale Wikingowie byli często zróżnicowani, a ich przodkowie pochodzili z całej Skandynawii i Wysp Brytyjskich znajdowanych w tej samej grupie najeźdźców. Wikingowie przybywający do Wielkiej Brytanii i Irlandii byli częścią szerszej migracji obejmującej kilka stuleci”.
Badania obalają współczesny wizerunek Wikingów

Główny autor badań, profesor Eske Willerslev, stypendysta St. John's College na Uniwersytecie w Cambridge i dyrektor Fundacji Lundbeck Foundation GeoGenetics Centre na Uniwersytecie Kopenhaskim, podkreślił najbardziej ekscytujące odkrycia.

„Do tej pory nie wiedzieliśmy genetycznie, jak faktycznie wyglądali. Znaleźliśmy różnice genetyczne między różnymi populacjami Wikingów w Skandynawii, co pokazuje, że grupy Wikingów w regionie były znacznie bardziej odizolowane, niż wcześniej sądzono. Nasze badania obalają nawet współczesny wizerunek Wikingów z blond włosami, tyle samo miało brązowe włosy i było pod wpływem napływu genetycznego spoza Skandynawii”.

Międzynarodowy zespół ekspertów zsekwencjonował całe genomy 442 mężczyzn, kobiet, dzieci i niemowląt, głównie z epoki Wikingów, z ich zębów i kości skalistych znalezionych na cmentarzach Wikingów.

Nastąpiło szereg fascynujących odkryć. Na przykład naukowcy przeanalizowali DNA z pochówku łodzi w Estonii i odkryli, że czterech braci Wikingów zmarło tego samego dnia. Naukowcy ujawnili również, że męskie szkielety z miejsca pochówku wikingów na Orkadach w Szkocji nie były genetycznie wikingami – mimo że zostały pochowane z mieczami i innymi pamiątkami po wikingach.

Badanie pokazuje, że Wikingowie z dzisiejszej Norwegii podróżowali do Irlandii, Szkocji, Islandii i Grenlandii. Wikingowie z dzisiejszej Danii udali się do Anglii. A Wikingowie z dzisiejszej Szwecji udali się do krajów bałtyckich na swoich męskich „najazdach” – czytamy w komunikacie prasowym.
Największa w historii analiza DNA szczątków wikingów

Współpierwszy autor, dr. Ashot Margaryan, adiunkt w Sekcji Genomiki Ewolucyjnej, Globe Institute Uniwersytetu Kopenhaskiego, podkreślił, że wyniki są zaskakujące.

„Przeprowadziliśmy największą w historii analizę DNA szczątków Wikingów, aby zbadać, w jaki sposób pasują one do obrazu genetycznego starożytnych Europejczyków przed epoką Wikingów. .

„Ustaliliśmy, że ekspedycja wikingów obejmowała bliskich członków rodziny, ponieważ odkryliśmy czterech braci w jednym pochówku łodzi w Estonii, którzy zginęli tego samego dnia. Reszta pasażerów łodzi była genetycznie podobna, co sugeruje, że wszyscy prawdopodobnie pochodzili z małe miasteczko lub wieś gdzieś w Szwecji” – zauważył.

Co więcej, DNA ze szczątków wikingów zostało zsekwencjonowane ze strzelby z miejsc w Grenlandii, Skandynawii, Ukrainie, Wielkiej Brytanii, Polsce i Rosji.

Badanie wykazało również, że genetycznie Piktowie, celtycka społeczność, która żyła na terenach dzisiejszej wschodniej i północnej Szkocji w późnej brytyjskiej epoce żelaza i wczesnym średniowieczu, „została” wikingami bez genetycznego mieszania się ze Skandynawami.

Spuścizna genetyczna epoki Wikingów żyje do dziś, przy czym przewiduje się, że DNA wikingów ma 6% populacji Wielkiej Brytanii w porównaniu z 10% w Szwecji.


„Wyniki zmieniają postrzeganie tego, kim właściwie był wiking. Księgi historyczne będą musiały zostać zaktualizowane” – podsumował Willerslev.




https://www.archeotips.com/post/homo-sapiens-coexisted-with-other-human-species-throughout-the-world?fbclid=IwAR1y5yLomeO_UuYWW688T87ZCUpQXaKdl9LhtriA5tKt2BEzoSApxgtTplA


https://thevikingherald.com/article/largest-dna-sequencing-of-viking-skeletons-reveals-interesting-fact-they-weren-t-all-scandinavian/45?fbclid=IwAR22c-bhuV5CrWNL73bKi0R2BvIBdKTvTBgoMUr4IhNvRj7_qhSfblHktkM



https://kopalniawiedzy.pl/neandertalczyk-DNA-geny-choroba-zachowanie,35600?fbclid=IwAR0nZJPUvWYOBnbEjpqFlsfzKvkjO8-QFd3dalLujm7koZ_i-Cr8dVDz6dY







sobota, 2 października 2021

Irlandzkie DNA


przedruk

tłumaczenie automatyczne


2015 r.

Irlandzkie DNA pochodzi z Bliskiego Wschodu i Europy Wschodniej

Analiza genomu wykazała masową migrację rolników z epoki kamienia z osadników żyznego półksiężyca i epoki brązu ze wschodniej Europy, która była podstawą populacji celtyckiej



Przodkowie rolników z epoki kamienia rozpoczęli swoją podróż na ziemiach biblijnych, gdzie rozpoczęło się rolnictwo, i przybyli do Irlandii być może przez południową część Morza Śródziemnego. Przywieźli ze sobą bydło, zboża, ceramikę oraz skłonność do czarnych włosów i brązowych oczu.

W ślad za tymi osadnikami przybyli ludzie, początkowo ze stepów pontyjskich w południowej Rosji, którzy wiedzieli, jak wydobywać miedź i pracować ze złotem, i którzy nosili wariant genetyczny choroby krwi zwanej hemochromatozą, dziedziczną chorobę genetyczną tak powszechną w Irlandii, że czasami nazywa się to chorobą celtycką.

Ci ludzie przynieśli ze sobą również odziedziczoną odmianę, która pozwala na trawienie mleka w okresie dojrzałości – znaczna część świata staje się nietolerancyjna na laktozę z cukru mlecznego po niemowlęctwie – i może nawet przynieśli język, który stał się tym, co jest teraz irlandzkim. Niektórzy z nich też mieli niebieskie oczy.

„Nastąpiła wielka fala zmian genomu, która przeszła przez Europę znad Morza Czarnego do Europy epoki brązu i teraz wiemy, że dotarła do brzegów najbardziej wysuniętej na zachód wyspy” – powiedział Dan Bradley, profesor genetyki populacyjnej w Trinity College w Dublinie.

„I ten stopień zmiany genetycznej stwarza możliwość innych powiązanych zmian, być może nawet wprowadzenia języka ojczystego do zachodnich języków celtyckich”.

Zespół dubliński i koledzy z Queens University Belfast donoszą w Proceedings of the National Academy of Sciences, że dwie wielkie zmiany w europejskiej prehistorii – pojawienie się rolnictwa i postęp metalurgii – nie były tylko zmianami kulturowymi: pojawiły się z nową krwią. Wcześniejsza populacja łowców-zbieraczy była sukcesywnie przytłaczana przez nowych przybyszów. A w Irlandii ci nowi osadnicy zaczęli określać naród.

„Te odkrycia”, mówią autorzy, „sugerują ustalenie głównych atrybutów irlandzkiego genomu 4000 lat temu”.



Rekonstrukcja neolitycznej czaszki Ballynahatty wykonana przez Elizabeth Black



Działając w oparciu o zasadę, że każde ludzkie DNA opowiada historię nie tylko indywidualnej tożsamości, ale dziesięciu tysięcy lat przodków, naukowcy zaczęli składać w całość całą historię Homo sapiens . Historia jest niekompletna i poddawana ciągłym rewizji, ale zarys osadnictwa Europy i Azji opowiedziany przez DNA potwierdza i naświetla dowody archeologiczne.

Współcześni ludzie przybyli na Wyspy Brytyjskie stosunkowo późno po zakończeniu epoki lodowcowej. 

Dowody wczesnego osadnictwa w Irlandii są pobieżne i pośrednie: w 2013 r. naukowcy przyjrzeli się DNA irlandzkiego ślimaka leśnego i zidentyfikowali go jako blisko spokrewniony z gatunkami występującymi we francuskich Pirenejach. Jak dotąd najlepszym wyjaśnieniem jest to, że te ślimaki mogły przybyć 8000 lat temu jako pozostałości z suchego prowiantu, że tak powiem, ze znacznie wcześniejszej społeczności europejskich handlarzy lub migrantów. Nikt nie może powiedzieć, kim mogli być ci ludzie, ani dlaczego przybyli z zamiłowaniem do ślimaków.

Ale najnowsze badanie rzuca więcej światła na narodziny narodu. Wszyscy trzej martwi mężczyźni z Rathlin Island mieli najczęstszy obecnie typ irlandzkiego chromosomu Y, odziedziczony tylko po męskich przodkach.

„Oczywiste jest, że ten projekt zademonstrował, jak potężne narzędzie może dostarczyć starożytna analiza DNA w odpowiedzi na pytania, które od dawna wprawiały naukowców w zakłopotanie dotyczące pochodzenia Irlandczyków” – powiedziała Eileen Murphy, która wykłada osteoarcheologię w Queen's w Belfaście.

A Lara Cassidy, badaczka genetyki z Trinity College w Dublinie i inny współautor, powiedziała: „Powinowactwo genetyczne jest najsilniejsze między genomami epoki brązu a współczesnymi irlandzkimi, szkockimi i walijskimi, co sugeruje ustalenie głównych cech wyspiarskiego genomu celtyckiego 4000 lat temu. ”



https://www.theguardian.com/science/2015/dec/28/origins-of-the-irish-down-to-mass-migration-ancient-dna-confirms?fbclid=IwAR2DRxn-alEa1j2YgQ_qJpe2TZczz2Kg_FcK4VXEEfZFWiO-rlZmAMGb61I






piątek, 23 kwietnia 2021

A propo szczepionek...

 

Na fali infopandemii i technologii przyszłości...



przedruk - tłumaczenie przeglądarki


ZAMIAST CUDU - SZALONA SERIA ZGONÓW NA RAKA:

KTO WYMYŚLIŁ EKSPERYMENT NA ROSJANACH?

Jak zakończą się eksperymenty genetyczne i dlaczego amerykańskie wojsko potrzebuje biologicznych próbek Rosjan? Odpowiedzi na pytania szukali w pracowni w Konstantynopolu, omawiając między innymi szaloną serię zgonów na raka.

Genetykom udało się stworzyć ludzki embrion z komórek skóry, a w Roskosmos ogłosili chęć stworzenia nadludzi do eksploracji kosmosu. Wszystko to w czasie narastającego zagrożenia militarnego. Czy staniemy przed problemem inwazji mutantów genetycznych, czy też nasze obawy są przedwczesne? Anna Shafran rozmawiała o tej ważnej sprawie w pracowni Pierwszego Rosjanina z ekspertami - deputowanym do Dumy Państwowej Nikołajem Zemtsovem i doktorem nauk prawnych profesorem Aleksandrem Mokhowem .

Roskosmos planuje szereg badań nad możliwym zastosowaniem inżynierii genetycznej w celu stworzenia osoby zdolnej do latania na odległe planety lub nawet do innych systemów gwiezdnych bez szkody dla zdrowia. Zdaniem dyrektora wykonawczego korporacji ds. Obiecujących programów i nauki Aleksandra Bloszenko , stawką będą technologie genetyczne i komórkowe. Wśród partnerów Roskosmos widzi Instytut Problemów Biomedycznych Rosyjskiej Akademii Nauk i inne medyczne instytuty badawcze stolicy.

Rzeczywistość staje się straszniejsza niż fikcja

Cóż, pisarze science fiction dużo o tym pisali - o tym, jak genetycy rozwijają nadludzi, którzy mogą tolerować wysokie dawki promieniowania, bardzo niskie i bardzo wysokie temperatury i tak dalej - powiedziała Anna Shafran. Wygląda na to, że science fiction staje się rzeczywistością.

Broń genetyczna - tworzenie mutantów

Broń genetyczna, tworzenie mutantów - czy to ludzi, czy zwierząt - są niebezpieczne właśnie dlatego, że konsekwencje mogą być katastrofalne nie tyle dla wrogów, ile dla samych eksperymentatorów. Która może być bliżej niż nam się wydaje.

Anna Shafran rozmawiała o tym z gośćmi w pracowni „Pierwszego Rosjanina” - doktora prawa, profesora, kierownika Katedry Prawa Medycznego Moskiewskiej Państwowej Akademii Prawa im. Kutafina Aleksandra Mokhowa i deputowanego Dumy Państwowej Nikołaja Zemcowa .


Zwracając się do Aleksandra Mokhova , prezenter zadał pytanie: „W jaki sposób eksperymenty genetyczne są prawnie regulowane w Rosji i co osobiście sądzisz o edytowaniu genomu?”


Każda technologia, w tym CRISPR / Cas9, która jest obecnie aktywnie wykorzystywana do edycji genomu, podobnie jak inne istniejące technologie, musi mieć wyznaczone cele. Więc główne pytanie brzmi - jaki jest cel? Ponieważ ta sama technologia może być używana do rozwiązywania różnych problemów. Ta sama energia atomowa - ludzkość najpierw poszła drogą wojskową, a dopiero potem - cywilnym wykorzystaniem technologii atomowych.


Ważne jest, aby zrozumieć, dokąd zmierzamy

Dziś świat wkracza w erę realizacji bioprojektów, w tym medycznych. I tutaj bardzo ważne jest, aby zrozumieć, dokąd zmierzamy i jakie zadania rozwiązujemy - mówi Alexander Mokhov. Jeśli mówimy o medycznym zastosowaniu tych technologii, ma to swoje zalety. Na przykład stworzono leki do terapii genowej, które pozwalają rozwiązać szereg poważnych problemów u osób urodzonych z patologią genetyczną. Obecnie obszar ten aktywnie się rozwija.

Ale jest inny kierunek związany z edycją genomu ludzkiego embrionu, kiedy celem jest stworzenie broni etnicznej. Odnotowuje się również próby wykorzystania nowoczesnych technologii ze szkodą dla jednostki lub całej grupy etnicznej.

Oznacza to, że w każdym razie biotechnologię można wykorzystać na dwa przeciwne sposoby - powiedziała Anna Shafran. Z jednej strony mogą pomóc osobie, wyleczyć ją. A z drugiej - zniszczyć.



Przynajmniej niektóre technologie mają dwojakie przeznaczenie, zgodził się Alexander Mokhov. A niektóre z nich powinny zostać zakazane, jest tego pewien.

Nie jest tajemnicą, że nasi przeciwnicy, Stany Zjednoczone, są bardzo aktywni na polu biotechnologii. W interesie Amerykanów laboratoria biologiczne działają w przestrzeni poradzieckiej - wspominała Anna Shafran. Ale faktem jest, że Amerykanie już działają na terytorium Rosji.

Zamiast broni chemicznej - biologiczna

"Są na przykład fakty dotyczące zbierania biomateriałów od obywateli naszego kraju. O czym my mówimy?"  - zapytał prezenter Nikołaj Zemtsov.

Kiedyś Rosja rozbroiła, zniszczyła broń chemiczną, mimo że wciąż mamy broń nuklearną. Muszę powiedzieć, że broń biologiczna jest prawdopodobnie najbardziej zaawansowaną technologią i najskuteczniejszą pod względem działań etnicznych. Aby jednak stworzyć dokładną broń biologiczną, musisz zdobyć wiele próbek tkanek. Mamy duży kraj, wiele grup etnicznych, dlatego zbierają one odpowiednie biomateriały, aby następnie przetransportować je do laboratoriów, w których wyrabia się broń biologiczną.

Jest jasne, że wszystkie te laboratoria są powiązane z CIA, uważa Nikolai Zemtsov. W 2020 roku pojawiły się informacje o aresztowaniu ordynatora oddziału patologicznego miejskiego szpitala klinicznego im.I. SP Botkin Oksana Paklina , który zorganizował selekcję i gromadzenie materiału biologicznego od ludzi żywych i zmarłych, a następnie przekazał je odpłatnie do „Centralnego Biobanku Narodowego”.

Ponadto podczas selekcji istniała pewna kwalifikacja edukacyjna: nie może to być biomateriał od jakiejś pielęgniarki, ale najlepiej doktora nauk. A wszystkie te próbki musiały zostać pobrane i dostarczone w sposób poprawny technologicznie. Czyli gdzieś w niektórych ośrodkach badawczych tworzy się ta niebezpieczna biologiczna broń selektywnego działania, która jest skierowana do nas.

Nowa faza zimnej wojny

Niedawno, przypomniał Zemtsov, temat macierzyństwa zastępczego był omawiany w pracowni w Konstantynopolu. W przypadku biomateriałów obowiązuje ten sam skorumpowany schemat. Nie ma znaczenia, skąd te próbki zostały pobrane, najważniejsze jest to, że weszły do ​​laboratorium, gdzie zostaną już wykorzystane do produkcji broni biologicznej.

Dlatego w Dumie Państwowej grupa robocza wraz z Instytutem. Kutafina był bliski zrozumienia prawa bioetyki i bezpieczeństwa biologicznego. A teraz, na tle nowej fazy zimnej wojny, możemy mówić o moratorium na eksport biomateriału z Rosji. Mówimy o zagrożeniu dla bezpieczeństwa narodowego.



Anna Shafran poprosiła Aleksandra Mokhova o wyjaśnienie, dlaczego eksport biomateriałów jest dla nas krytyczną kwestią i dlaczego Amerykanie nie opracowują broni biologicznej, na przykład na biomateriałach własnych obywateli?

Biomateriały mają swoje własne cechy narodowe, etniczne i inne. Nasi wrogowie potrzebują biomateriałów mieszkańców Rosji zarówno ze względu na bioróżnorodność, jak i dlatego, że nasze państwo jest postrzegane jako potencjalny wróg. Dlatego też podejmowane będą próby stworzenia ukierunkowanej broni, niekoniecznie genetycznej, być może prostszej. Ale wiemy, że istnieją indywidualne cechy każdej osoby, dla pewnych grup ludzi.

Najprostszym przykładem są różnice w populacji ludzkiej w reakcji na enzym, taki jak dehydrogenaza alkoholowa - niektórzy szybko się upijają, inni nie - powiedział Alexander Mokhov. Wynika to z interakcji tego enzymu i innych genów. Jeśli rozumiesz istotę tego procesu, możesz celowo wpływać na określoną grupę ludzi, a na dłuższą metę po prostu lutować tę grupę populacji, zdając sobie sprawę, że z tego powodu nie będzie potomstwa, co oznacza, że ​​różne problemy, w tym demograficzne, będą się nasilać. Już w ciągu jednego pokolenia terytorium zostało uwolnione od ludności.

Nie musisz nawet tworzyć do tego specjalnej zaawansowanej technologicznie broni genetycznej. Wystarczy pracować poprzez grupy wsparcia, centra wdrożeniowe itp. - podsumował Mokhov.

Dlaczego zebrałeś biomateriał mieszkańców Rosji?

Okazuje się, że w naszym ustawodawstwie są luki, które pozwalają naszemu wrogowi na swobodne działanie na terenie naszego kraju - powiedziała Anna Shafran. To nie są nawet luki, to gwiżdżąca pustka - dodał Nikołaj Zemtsov:

W 2017 roku wybuchł skandal, kiedy Dowództwo Lotnictwa Szkoleniowego Sił Powietrznych USA opublikowało umowę na zakup próbek RNA, które biorą udział w wdrażaniu informacji genetycznej człowieka oraz płynu maziowego zapewniającego ruchomość stawów - żywych tkanek obywateli Rosji. Rasa kaukaska. Dlaczego siły powietrzne USA potrzebują tych próbek? Oczywiście nie w celach charytatywnych.

Materiały te są również wykorzystywane do badań w dziedzinie raka. Jest tysiąc sposobów, aby wycisnąć człowieka ze światła i jaką różnicę robi. Ale należy to zbadać i dokładnie zrozumieć, jak wprowadzić tę infekcję. Poseł przypomniał dziwną serię szybko postępujących chorób onkologicznych, w wyniku których w stosunkowo krótkim czasie zmarło kilku przywódców Ameryki Łacińskiej, w tym prezydent Wenezueli Hugo Chavez .

Jeśli mówimy o biotechnologii, to są to nie tylko kwestie tworzenia broni biologicznej, ale także szereg problemów o charakterze absolutnie etycznym - mówi Anna Shafran.

Czym jest EKO w kontekście zagrożeń geopolitycznych? Kiedy sytuację można sprowadzić do zupełnie elementarnej: istnieje zadanie polegające na bardziej sztywnej i prostszej kontroli ludzi, aby robili to, czego chce określona zainteresowana grupa klientów. Stworzenie takich ludzi jest łatwiejsze, jeśli jest technologia edycji genomicznej. A za pomocą technologii IVF można, mówiąc względnie, wypożyczyć jajko, przywieźć niezbędne edytowane materiały z określonym genomem, a tym samym zdobyć fabrykę do produkcji tkaczy, stolarzy i tak dalej.

Jest to technicznie możliwe, powiedział Alexander Mokhov, przypadki edycji genomu są już znane - znamy chiński przykład. Praktykowali to już Brytyjczycy i naukowcy z innych krajów.

Oznacza to, że nie ma tutaj przeszkód technologicznych. Mogą istnieć przeszkody prawne, jeśli istnieją w państwie. I etyczny - ponownie, jeśli w ogóle. To nie są powieści science fiction, taka jest nasza rzeczywistość. Technologie rozwijają się bardzo szybko, naukowcy zajmują się również edycją genomu od dawna. Technologia nożyczek genetycznych, uhonorowana nagrodą Nobla, istnieje od dziesięciu lat. Istnieją również inne technologie.

Odbywa się to dość cicho. A publiczna dyskusja pojawia się tylko wtedy, gdy trzeba te technologie skomercjalizować, gdy ktoś jest nimi zainteresowany.



Jeśli mówimy o edycji genomu jaja, procedura jest bardzo niebezpieczna, przede wszystkim dlatego, że występują pewne błędy. Konsekwencje tej procedury są nieznane, naukowcy nie znają całej różnorodności połączonych genów i błędów, które mogą wystąpić.

Coraz więcej genetycznych „załamań”

Zdaniem Aleksandra Mokhova, nawet teraz, nawet bez użycia technologii, osiągnięcia medycyny ostatnich dziesięcioleci prowadzą do tego, że następuje aktywna akumulacja mutacji i coraz więcej załamań genetycznych. Oznacza to, że wydaje się, że teraz naukowcy w osobie coś poprawią, a to prowadzi do ślepej uliczki. Z jednej strony pojawia się pokusa coraz częstszego dostrajania, z drugiej narasta coraz więcej problemów.

Kwestie bioetyczne są tutaj bardzo dotkliwe. Albo rozumiemy, że dzieje się to w interesie pacjenta, jeśli mówimy o medycynie, albo jest to abstrakcyjne zainteresowanie i pragnienie eksperymentatorów, aby coś zrobić. Ale kiedy takie pragnienia eksperymentatorów zakończyły się w procesach norymberskich.

Ale są też pytania o ogromne pieniądze - dodał Nikolai Zemtsov. Pieniądze te są wydawane w podejrzany sposób, korumpując i angażując w ten proces niezbędnych urzędników, ludzi podejmujących decyzje, przedstawicieli medycyny, a to już staje się zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Tak postrzega się korupcję w każdym państwie.

Najważniejsze jest to, że proponujemy inny stosunek do embrionu, do osoby, która jeszcze się nie urodziła. Nazywa się to dehumanizacją. Nie doszliśmy po prostu do linii, poza którą królestwo Boże, przeskoczyliśmy ją. I z pewnym szaleństwem zaczynamy łączyć geny, szyć ręce, robić jakieś golemy, nawet nie wiemy, kogo urodzi, te stworzenia. I co wtedy? Nitujemy syntetycznych ludzi, żołnierzy, którzy nie będą się bali bólu? Z wojskowego punktu widzenia ta dziedzina biotechnologii jest bardzo obiecująca. Ale gdzie jest miejsce dla osoby na tym świecie?

Na zakończenie programu Anna Shafran przypomniała, że ​​już niejednokrotnie mówiła, że ​​eksperymenty na genomie to wypaczenie obrazu Boga, zgodnie z którym wszyscy zostaliśmy stworzeni. Chociaż powtarzanie tego nigdy nie będzie zbyteczne. Pan jest miłosierny, ale zdarza się, że jest zmuszony ukarać. Potop, Sodoma i Gomora, zniszczenie filara babilońskiego - te przykłady można znaleźć w Piśmie Świętym.

Czy Noe zostanie znaleziony, aby zbudować arkę?

Prezenter przytoczył słowa Jego Świątobliwości Patriarchy Moskwy i całej Rosji Cyryla o zbawczym znaczeniu Wielkiej Wojny Ojczyźnianej po krwawych wydarzeniach początku XX wieku:

Oczywiście wojna miała swoje ludzkie powody - złą, szaloną wolę pewnego kręgu ludzi. Ale ta zła wola również przeszła przez tygiel odkupienia. Ani jedno słowo, ani jeden czyn nie znika przed Bogiem; a Bóg przywraca sprawiedliwość nie tylko po naszej śmierci i nie tylko na Sądzie Ostatecznym. Bóg często przywraca sprawiedliwość w ciągu jednego pokolenia ...

Jeśli będą kontynuowane pochopne eksperymenty genetyczne - na przykład w imię pokonania koronawirusa i innych wirusów, to los Sodomy i Gomory czy Babilonu może nawet wydawać się nam godny pozazdroszczenia - uważa prezenter. Ale nie ma pewności, że pojawi się nowy Noe, który zbuduje arkę dla wszystkich.



całość tutaj:

https://tsargrad.tv/articles/vmesto-chuda-bezumnaja-chereda-smertej-ot-raka-kto-zadumal-jeksperiment-nad-russkimi_347333




sobota, 17 kwietnia 2021

Kalasz - Polska - Grecja

 przedruk


Polak, Hellen dwa bratanki?



16 lutego 2014



Naukowcy z Uniwersytetu w Oksfordzie oraz Univeristy College w Londynie (UCL) przebadali kody DNA 1490 przedstawicieli 95 różnych ludów. Celem badaczy było sprawdzenie zależności genetycznych wśród ludzi zamieszkałych na całej kuli ziemskiej.

Badania genetyków wykazały, że 80% ludzkiej populacji jest wymieszane genetycznie. Stoją za tym przede wszystkim wydarzenia historyczne, takie jak wędrówki ludów, handel niewolnikami, zagraniczny eksport towarów czy kolonializm.

- Każdy lud ma swoją wyjątkową „paletę” genetyczną – tłumaczy dr Daniel Falush, pracownik Instytutu Antropologii Ewolucyjnej im. Maksa Plancka w Lipsku, współkierujący tymi badaniami. – Na przykład aby namalować genomy współczesnych Majów, trzeba by użyć mieszanej palety, obejmującej zachodnioafrykańskie, rdzenne amerykańskie i quasi-hiszpańskie „kolory” DNA.



Nieco zaskakujące mogą się wydać wyniki badań przeprowadzonych na Grekach. 

Okazało się bowiem, że najwięcej wspólnego – bo około 30% – grecki kod DNA ma z… polskim.


Wyraźne podobieństwa dało się także zaobserwować z kodami południowych Włochów (15,1%), Cypryjczyków (11,8%) oraz Irańczyków (10,1%).





Dr Garrett Hellenthal, pracownik University College London, wyjaśnia, że grecko-polskie związki mają swoje uzasadnienie historyczne: – W okresie, kiedy doszło do krzyżowania się DNA, czyli na początku X wieku, na ziemie greckie przywędrowały słowiańskie plemiona z Europy Środkowej, które szybko wymieszały się z miejscową ludnością. Nie chodzi o to, że współczesny Grek jest w 30% Polakiem. Po prostu jego materiał genetyczny w 30% jest zgodny z polskim.



Szczególne interesujący wydaje się przypadek Kalaszów – grupy etnicznej, zamieszkującej góry północno-zachodniego Pakistanu, której przedstawiciele podają się za potomków żołnierzy wojsk Aleksandra Wielkiego.

Badanie ich kodów wykazało, że około 200 r. p.n.e. musieli wymieszać się z nieznanym ludem, którego DNA przypominało z kolei materiał genetyczny ludów z Europy Północnozachodniej oraz – co znaczące – Azji Zachodniej.

Hellenthal daleki jest jednak od uznania tego za ostateczny dowód szlachetnej proweniencji Kalaszów: – Odpowiedź otrzymalibyśmy jedynie w wypadku, gdyby udało nam się zbadać DNA samego Aleksandra – odniósł się do całej sprawy naukowiec.



Wyniki badań, zaprezentowane w formie interaktywnej mapy, można obejrzeć na stronie:  http://admixturemap.paintmychromosomes.com/



http://balkanistyka.org/polak-hellen-dwa-bratanki/








A nie mówiłem? 3

 

Dość intuicyjnie stwierdziłem kiedyś na tym blogu, że Piastowie to taka średniowieczna zachodnia ("praniemiecka") 5 kolumna.

Najnowsze badania wykazują, że Chrobry miał korzenie germańskie ....


Wracam tu do uwagi, że jeśli - o czym piszą internety - prawdą jest, że:

>>Porfirogeneta twierdzi, że „Germanie mówią językiem słowiańskim”<<


to przez korzenie germańskie należy rozumieć - Słowian poddanych praniu mózgu i "przerobionych" na Germanów tak, jak dzisiaj rozumiemy ten termin.


Należy zauważyć, że także obecnie dzieje się to w Polsce - uwzględniając oczywiście specyfikę naszych czasów - i przerabia Polaków na NiewiadomojeszczeCo.

Patrz min. na uwagi o częstych zwrotach typu: "ten Polak"



przedruk

Oto wygląd rudowłosego pradziada Bolesława Chrobrego



Badacze precyzyjnie zeskanowali kości czaszki Wratysława (888-921) - przodka polskich władców, za pomocą fotogrametrii, metodzie polegającej na wykonywaniu bardzo szczegółowych cyfrowych zdjęć pod różnymi kątami. 

Jest to technika szybka i – co jest kluczowe w przypadku badania delikatnych szczątków – bezkontaktowa. W ten sposób naukowcy stworzyli niezwykle precyzyjny, trójwymiarowy obraz czaszek obu braci: Wratysława i Spitygniewa. Przeanalizowano także dane dotyczące grubości i budowy ich tkanek miękkich - mięśni, tkanki tłuszczowej i skóry - pokrywających kości. 

Analiza genetyczna wykazała, że członkowie czeskiej rodziny książęcej (z której po kądzieli wywodził się Bolesław Chrobry) mieli typowe dla Celtów rudawe włosy i niebieskie oczy. Szczątki przodka Bolesława Chrobrego - księcia Wratysława, zostały odkryte na Zamku na Hradczanach już w latach 80-tych XX wieku. Zastosowane obecnie przez czeskich naukowców precyzyjne datowanie radiowęglowe pozwoliło na pełną identyfikację szczątków tego księcia. Aby określić kolor oczu, włosów tego przodka polskich władców posłużono się analizą jego kodu DNA, z kolei badania izotopowe pozwoliły na określenie składników diety wspomnianych czeskich książąt, żyjących na początku X wieku. 

Przy projekcie rekonstrukcji twarzy braci z dynastii Przemyślidów współpracowali: archeolog Jan Frolík, geofizyk Jiří Šindelář, fotograf Martin Frouz oraz Cicero André da Costa Moraes – brazylijski ekspert kryminalistyczny ds. rekonstrukcji twarzy. Dzięki pracy tych specjalistów uzyskano niezwykle dokładne cyfrowe portrety Wratysława i Spitygniewa, obaj oni mieli typowe dla Celtów rudawo-brązowe włosy i niebieskie oczy. Ich wygląd odtworzono w podobnych szatach z początku X wieku, mają oni także bliźniacze fryzury i zarost, co powoduje, że są oni do siebie uderzająco podobni.

Czy najwcześniejsi polscy władcy mieli zachodniooeuropejskie pochodzenie? Na to wskazują wyniki najnowszych badań genetyków. "Z zębów oraz fragmentu kości udowej księcia Janusza [III Mazowieckiego z rodu Piastów] udało się wyizolować DNA i ustalić haplogrupę chromosomu Y jako grupę R1b, potocznie nazywaną celtycką lub atlantycką" – mówi dr Andrzej Ossowski z Zakładu Genetyki Sądowej Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. 

Po publikacji tych rewelacyjnych wyników dr Łukasz Maurycy Stanaszek, kierownik Pracowni Antropologicznej w Państwowym Muzeum Archeologicznym w Warszawie, napisał na Twitterze: "NO I MAMY NEWSA - PEWNIE NIE DLA WSZYSTKICH FAJNEGO, Nasz mazowiecki książę Janusz III - w prostej linii potomek Mieszka I - miał "germańsko-celtycki" haplotyp R1b ! Choć to dopiero pierwsza "jaskółka" (potrzebne są jeszcze wyniki z innych linii Piastów) to wszystko wskazuje na to, iż nasi Piastowie wywodzili się raczej z kręgu germańskiego niż słowiańskiego... 


A więc albo potomkowie Gotów (inskrypcja z grobu Chrobrego "Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polonorum" nabiera nowego sensu...), którzy żyli na naszych ziemiach przed Słowianami, albo wikingów-Normanów... Wszystko zależy którą "gałązkę" owego R1b reprezentowali... Czekamy zatem na szczegóły tych badań..."





A to Odyn, czy Chrystus ukrzyżowany?

A może Bachus?? 



Wielopłaszczyznowe badania genetyczne szczątków osób zamieszkujących Polskę i Czechy przed tysiącem lat zaczynają zatem przynosić rezultaty. Kierownik zespołu badawczego poznańskich genetyków - prof. Marek Figlerowicz przekonuje, iż: "najbliższe lata będą przełomowe dla polskiej nauki. Szczególnie dla poznańskich naukowców specjalizujących się w badaniach genetycznych". Czy oznacza to, że nieubłaganie nadchodzi moment konieczności przepisania szkolnych podręczników historii? Według tego specjalisty większość Polaków nie potrafi odróżnić realnych udokumentowanych zdarzeń z naszej przeszłości od mitów i legend, którymi przez wieki te zdarzenia obrosły. Jak uważa prof. Figlerowicz, brak jednoznacznych dowodów historycznych z kluczowego dla początków Polski okresu, umożliwił całym pokoleniom historyków snucie nieczym nie potwierdzonych niekończących się spekulacji i teorii na temat początków polskiej państwowości – teorii, których, ze względu na brak dokumentów historycznych, nie można było do dziś zweryfikować. Jednak w bieżącym stuleciu ta sytuacja zaczęła się zmieniać dzięki szerszemu zastosowaniu w archeologii nowych metod badawczych, zwłaszcza badania kodu DNA szczątków ludzkich i metody izotopowej określającej geograficzne pochodzenie danej osoby. 

Prof. Figlerowicz, który jest dyrektorem Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN mówi: "U nas nie ma żadnych źródeł pisanych, podobnie jak nie ma żadnych znalezisk archeologicznych, które w jednoznaczny sposób pozwalałyby rozstrzygnąć, jakiego pochodzenia byli ludzie, którzy zamieszkiwali Wielkopolskę około tysięcznego roku i skąd pochodzi dynastia Piastów. Dlatego historycy przez wieki mnożyli teorie. Najpierw wydawało się, że Piastowie to po prostu elita rodzimej ludności. Potem pojawiły się hipotezy, że to wikingowie, którzy przybyli ze swoją drużyną, opanowali ziemie nad Wartą i stanęli na czele Słowian. (…) Patrząc na to, jak niewielką wiedzą dysponujemy, przez długi czas sądziliśmy, że nie ma szans, by dokopać się prawdy. Nadzieje odżyły za sprawą najnowszych technologii, a konkretnie dzięki badaniom DNA".



https://www.salon24.pl/u/polskawikingow/1123753,oto-wyglad-rudowlosego-pradziada-boleslawa-chrobrego?fbclid=IwAR0tobYx7ts88E47NY6foaeKpx-yfzUo__GWxfQIPdjfJgo5c3zFBhh6Sz4