Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hitlerowcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hitlerowcy. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 sierpnia 2026

„kulturowym i biologicznymmo ludobójstwem”

 

Znowu gloryfikacja oficera Wehrmachtu. 
Zwracam uwagę na to, że artykuł jak i niektóre przytoczone wypowiedzi są przesadnie grzeczne.

 
Chełm Górny leży w Zachodniopomorskim ok. 85 km na południe od Szczecina.




przedruk

Kawka z nazistą. Podczas festynu historycznego rozdawano... kubki z generałem Wehrmachtu
Grzegorz Racinowski




W Chełmie Górnym, sołectwie wchodzącym w skład gminy Trzcińsko-Zdrój, odbyła się „Żywa lekcja z historią”. Podczas wydarzenia upamiętniono Henninga von Tresckowa, wywodzącego się z naszego regionu… generała Wehrmachtu. Wojskowy, który był m.in. odpowiedzialny za wywózkę polskich dzieci do III Rzeszy w ramach Heuaktion, znalazł się… na kubkach rozdawanych podczas imprezy

Chociaż festyn odbywał się pod szyldem „Żywej lekcji historii”, impreza skupiła się wokół jednej postaci. „Głównym bohaterem dnia”, jak pisali organizatorzy, był Henning von Tresckow.
Reklama

- Wybierzemy się w fascynującą podróż w czasie, odkrywając na nowo lokalne dziedzictwo i tożsamość naszego regionu. Czy wiecie, jakie tajemnice kryją nasze ziemie? Kim był człowiek, który rzucił wyzwanie totalitaryzmowi i którego korzenie sięgają naszych sąsiednich stron? Tegoroczną edycję poświęcamy niezwykłej i odważnej postaci związanej z zamieszkującą sąsiedni Chełm Dolny rodziną von Tresckow. To właśnie on był jednym z głównych autorów słynnego planu „Walkiria” i kluczową postacią antyhitlerowskiego ruchu oporu. Poznajcie historię bezkompromisowej walki o wolność, która działa się tuż obok nas! – można było przeczytać na stronie wydarzenia.

W cytowanej powyżej notce biograficznej zabrakło niestety znaczącej informacji, dotyczącej wcześniejszej działalności „generała z Gut Wartenberg”, jak do 1945 r. nazywał się Chełm Dolny. Von Tresckow podpisał bowiem rozkaz wywozu słowiańskich dzieci do III Rzeszy w ramach Heuaktion.


Odpowiedzialny za ludobójstwo

W sprawie tej z naszą redakcją skontaktował się radny powiatowy, Kamil Frelichowski.

- Piknik militarno-historyczny, który odbył się 18 lipca w Chełmie Górnym w gminie Trzcińsko-Zdrój, został niewątpliwie bardzo udanie zorganizowany dzięki zaangażowaniu, poświęceniu i talentowi organizacyjnemu Pani Sołtys, członków Stowarzyszenia Wspólnota Serc oraz lokalnej społeczności. Duże wrażenie mógł zrobić zarówno jego rozmach, jak i bogactwo atrakcji przygotowanych dla osób w każdym wieku. Dosyć sporą łyżką dziegciu w tej beczce miodu jest jednak promowana podczas wydarzenia postać generała majora Wehrmachtu Henninga von Tresckowa. Przedstawiany jest w niemieckiej narracji historycznej jako postać rozdarta dylematami moralnymi, jakie niosła ze sobą służba dla III Rzeszy i Adolfa Hitlera. Według tej interpretacji przeszedł on wewnętrzną przemianę i stał się jedną z kluczowych postaci grupy spiskowców skupionych wokół Clausa von Stauffenberga, którzy 20 lipca 1944 roku dokonali nieudanego zamachu na Führera w Wilczym Szańcu. Po niepowodzeniu zamachu popełnił samobójstwo w Gierłoży. Biografia von Tresckowa jest jednak znacznie bardziej złożona i budzi liczne kontrowersje – mówi Frelichowski.

Największym „problemem” omawianej biografii, wbrew pozorom nie jest udział w agresji na Polskę we wrześniu 1939 roku, za co został zresztą von Tresckow odznaczony Krzyżem Żelaznym I klasy.

- Niemiecki historyk Johannes Hürter przedstawił w 2005 roku dokumenty, z których wynika, że von Tresckow już w 1941 roku był informowany o masowych mordach dokonywanych przez Niemców na ludności żydowskiej i miał okazywać dla tych działań „zrozumienie”. 2 stycznia 1943 roku otrzymał Złoty Krzyż Niemiecki jako oficer Sztabu Generalnego Grupy Armii „Środek”, gdzie pełnił ważne funkcje operacyjne. 28 czerwca 1944 roku, już jako świeżo awansowany generał major i szef sztabu 2. Armii, podpisał rozkaz związany z realizacją akcji Heuaktion. W jej ramach z terenów okupowanej Polski wywieziono do Niemiec od 40 000 do 50 000 dzieci. Młodych Ukraińców, Białorusinów, ale przede wszystkim Polaków poddawano badaniom pod kątem posiadania pożądanych cech rasowych. Następnie zmieniano im nazwiska, niszczono oryginalne metryki urodzenia i kierowano je do niemieckich rodzin lub instytucji. Dzieci uznane za „niepełnowartościowe” rasowo trafiały natomiast do obozów koncentracyjnych, między innymi Auschwitz-Birkenau i Kulmhof – przytacza gryfiński radny powiatowy.

[...]

Właśnie ostrożności zabrakło podczas organizacji sobotniego festynu.

- Nie zamierzam potępiać organizatorów pikniku militarno-historycznego. Uważam, że mieli prawo nie posiadać pełnej wiedzy na temat działalności generała majora Henninga von Tresckowa. Zastanawia mnie jednak, dlaczego nikomu, na przykład w Starostwie Powiatowym, czy Urzędzie Marszałkowskim, który promował to wydarzenie, nie zaświeciła się „czerwona lampka” i nie dokonano choćby pobieżnej weryfikacji tej postaci – zastanawia się Kamil Frelichowski.

- Pani sołtys zwróciła się do nas z prośbą o patronat. Zawsze chętnie udzielamy go takim wydarzeniom, dla podniesienia rangi lokalnej imprezy. Dlatego również w tym przypadku wyraziliśmy zgodę. Nie finansowaliśmy jednak festynu w Chełmie Górnym. Urząd Marszałkowski nie przekazał ani złotówki, jedynie patronat – powiedział nam M. Łapeciński.

Odniósł się też do kwestii feralnego kubka.

- Byłem na tej imprezie przez godzinę, może półtorej. Wówczas nie rozdawano tych kubków, a przynajmniej nie miałem go w dłoni. Dowiedziałem się o nim dzisiaj i nie ukrywam, że mnie zmroziło. Gdybym wiedział wcześniej, na pewno nie wyraziłbym na to zgody – akcentuje prezes PSL na Pomorze Zachodnie.

Kubek z von Tresckowem to jedno, inną kwestią jest, że to właśnie on był "głównym bohaterem dnia".

- Sprawdziłem dziś wniosek o patronat. Nie było w nim informacji o postaci generała. Jedynie o festynie historycznym, bez podania informacji o "bohaterze dnia" - zaznacza członek zarządu województwa.

Już po rozmowie z Łapecińskim dowiedzieliśmy się, iż znalazł się w gronie dwunastu osób, które otrzymały od organizatorów upominki, w tym kubek.


Niewiedza organizatorów

Wymieniamy patronów i sponsora wydarzenia, gdyż w naszej opinii, podczas organizacji wydarzenia, zabrakło nadzoru. Zwłaszcza, iż mowa o młodym stowarzyszeniu, które nie ma doświadczenia w organizacji imprez o specyfice „historyczno-tożsamościowej”.

- Stowarzyszenie powstało zaledwie w lutym tego roku z potrzeby działania na rzecz lokalnej społeczności, a już dziś z powodzeniem realizuje inicjatywy, które integrują mieszkańców i przypominają o bogatej historii naszego regionu. Gratulujemy tej pięknej energii, odwagi i skuteczności w działaniu! Dziękujemy organizatorom, wolontariuszom i wszystkim uczestnikom za stworzenie wydarzenia, które pokazało, że historia może inspirować, łączyć ludzi i budować silną lokalną wspólnotę – czytamy w relacji, która została zamieszczona na oficjalnym fanpejdżu Powiatu Gryfińskiego.

Zbierając informacje do tego artykułu skontaktowaliśmy się z organizatorami. Sołtys Beata Strzelecka nie kryła emocji.

- Naprawdę nie wiedzieliśmy o tym fragmencie biografii generała. Gdybyśmy wiedzieli, że jest współodpowiedzialny za ludobójstwo, to przecież nie robilibyśmy akcji upamiętniającej – powiedziała nam zszokowana prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Serc – Chełm Górny”.

Jak dodaje, wybór von Tresckowa podyktowany był chęcią uzyskania środków grantowych i opowiedzenia o historii regionu przez pryzmat członka znaczącej w regionie niemieckiej rodziny.

- Rozmowa o życiorysie generała, jako o osobie związanej z regionem, mogłaby okazać się twórcza, ale bez pomijania wątków związanych z „kulturowym i biologicznymmo ludobójstwem”. A już naprawdę niezręczne prezentują się upominki, które były rozdawane podczas festynu – powiedział nam jeden z mieszkańców południa powiatu, od którego otrzymaliśmy fotografie kubka.

Podobnie do sprawy podchodzi radny powiatowy, który nagłośnił sprawę.

- Jeszcze raz podkreślam, że organizatorzy chcieli dobrze. Proszę więc mieszkańców Chełma Górnego, aby nie odbierali moich słów jako wyrazu niechęci czy krytyki wobec kogokolwiek. Jako radny Powiatu Gryfińskiego oraz Przewodniczący Stowarzyszenia Gryfiński Ruch Patriotyczny czuję się jednak zobowiązany do zabierania głosu w sprawach dotyczących naszej lokalnej społeczności. Moją intencją jest wyłącznie zwrócenie uwagi na zaistniałą sytuację i zachęcenie do wspólnej refleksji, z której wszyscy możemy wyciągnąć cenne wnioski na przyszłość. O postaci Henninga von Tresckowa warto rozmawiać, jednak należy mieć świadomość, że nawet skuteczny zamach na Adolfa Hitlera nie spowodowałby zasadniczej zmiany losu okupowanej Polski. Po prostu z naszego punktu widzenia jedni przedstawiciele niemieckiego aparatu władzy zostaliby zastąpieni innymi – podsumowuje radny Powiatu Gryfińskiego.

----------------------------------------


wytłuszczenia ode mnie


OŚWIADCZENIE I OFICJALNE STANOWISKO STOWARZYSZENIA w sprawie publikacji prasowych dotyczących festynu historycznego „Historia, która żyje”

W związku z artykułami prasowymi, które ukazały się w ostatnich dniach, Zarząd Stowarzyszenia „Wspólnota Serc – Chełm Górny”, jako główny organizator wydarzenia, przedstawia swoje stanowisko.

Nadrzędnym celem festynu „Historia, która żyje” było przywracanie pamięci o lokalnej tożsamości, architekturze oraz skomplikowanych dziejach ziemi pomorskiej. Uważamy, że prezentowanie historii - również tej trudnej i niejednoznacznej - jest obowiązkiem organizacji zajmujących się edukacją historyczną. Dziś dostrzegamy jednak, że w przypadku przedstawienia postaci Henninga von Tresckowa zabrakło odpowiednio szerokiego kontekstu historycznego, który pozwoliłby uniknąć nieporozumień i błędnych interpretacji.



Przywołanie tej postaci wynikało wyłącznie z jej związków z naszym regionem. Henning von Tresckow mieszkał na pobliskich dobrach i został pochowany w Chełmie Dolnym. W żadnym momencie nie było naszym zamiarem gloryfikowanie jego osoby jako niemieckiego oficera ani tym bardziej promowanie ideologii nazistowskiej, którą jednoznacznie i bezwarunkowo potępiamy.

W materiałach edukacyjnych, w tym w folderach oraz limitowanej serii dwunastu kubków pamiątkowych, przekazanych gościom honorowym, przedstawiono informacje dotyczące jego udziału w niemieckim ruchu oporu przeciwko Adolfowi Hitlerowi oraz współorganizacji zamachu z 20 lipca 1944 roku w Wilczym Szańcu.


Jednocześnie mamy pełną świadomość, że Henning von Tresckow pozostaje postacią złożoną i budzącą uzasadnione kontrowersje. Wychował się w środowisku pruskiego militaryzmu i nacjonalizmu, a jak wielu przedstawicieli ówczesnego korpusu oficerskiego podzielał poglądy, które dziś oceniamy jednoznacznie negatywnie. To właśnie dlatego opisując jego losy należało wyraźniej zaakcentować pełny kontekst jego biografii.

Naszym celem nie było wybielanie ani usprawiedliwianie żadnej postaci związanej z III Rzeszą. Edukacja historyczna nie polega na przemilczaniu osób niewygodnych czy niejednoznacznych, lecz na przedstawianiu ich w sposób rzetelny, pełny i zgodny z ustaleniami historyków. Przyjmujemy krytyczne głosy dotyczące tej kwestii i traktujemy je jako ważną lekcję na przyszłość.


to samo ble ble co na proniemieckich forach, tylko tutaj ton o wiele bardziej ugładzony - krótko mówiąc: borowanie jak zwykle, ale więcej znieczulenia...








https://gryfinska.pl/polityka-redakcyjna


Rzetelność i dokładność:

Jako medium z wieloletnią historią na lokalnym rynku, dbamy szczególnie o jakość, rzetelność i dokładność publikowanych treści. Nasi redaktorzy to dziennikarze z wieloletnim doświadczeniem, którzy wszystkie materiały tworzą w oparciu o wnikliwy research. Publikujemy wyłącznie zweryfikowane u źródła informacje. Jako portal otwarty na głosy i opinie mieszkańców dbamy o procedury weryfikacji faktów oraz korekty błędów.

i tak dalej...












https://gryfinska.pl/artykul/kawka-z-nazista-podczas-n2424205
https://gryfinska.pl/artykul/stowarzyszenie-wspolnota-n2426114



wtorek, 10 marca 2026

Mydło z ludzi





Komentarz do filmu, który 4 lutego został umieszczony na stronie fb: "rozczytani".

facebook.com/watch/?ref=saved&v=1640858237273132


Film ten na dzień 17 lutego uzyskał blisko 2,5 tysiąca lajków i 146 tys. wyświetleń
Opis pod filmem jest następujący:

W czasie II wojny światowej nie istniała żadna fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał. Nie ma na to dokumentów, rozkazów ani dowodów potwierdzających przemysłową produkcję takiego „mydła”.
Mydło jednak pojawia się w tej historii, ale w zupełnie innej formie, niż funkcjonuje to w powszechnej świadomości.
Po pierwsze: istniało wojenne mydło oznaczone skrótem RIF, które było zwykłym, niskiej jakości produktem zastępczym. Skrót ten bywał błędnie interpretowany, co sprzyjało powstawaniu i utrwalaniu mitu.
Po drugie: w Gdańsku przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu. Nie była to produkcja, nie miała znaczenia przemysłowego ani praktycznego i została po wojnie jednoznacznie oceniona jako zbrodnia.
Prostowanie tego mitu nie jest próbą łagodzenia obrazu nazistowskich zbrodni. Przeciwnie. Oddzielanie faktów od fałszu jest konieczne, by mówić o Zagładzie rzetelnie i uczciwie.
Historia nie potrzebuje sensacyjnych uproszczeń. Potrzebuje precyzji.



Kto twierdzi, że "mydło" z ludzi miało "znaczenie przemysłowe"? Nikt tak nie twierdzi, ja przynajmniej nic o tym nie wiem.

Skąd autor/ka opisu wie, że "przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu" ? 

Tego nawet badacze nie wiedzą. To SKĄD ta pani to wie?


Wg wyników badań do "mydła" z ludzkiego tłuszczu dodano kaolin - czyli materiał ścierny, co sugeruje wykorzystanie praktyczne (do czyszczenia, mycia) i tym samym potwierdza zeznania świadków. Wg ustaleń IPN "Pierwszą partię wyprodukowano z 75 kg tłuszczu" - co dało ok. 10 kg "mydła". A więc na pewno nie był to pojedyńczy przypadek, a ilość nie była "incydentalna"...
Ponadto - w pomieszczeniu, na ścianie wisiała receptura na "mydło" - tak jakby korzystano z niej dłuższy czas - wg zeznań trwało to przynajmniej kilka miesięcy.
Wg komunikatu IPN - "mydło" było produkowane "w celach użytkowych".

Jeżeli faktycznie, jak twierdzi autorka, był to "pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment" , to w jakim celu wyprodukowano 10 - 20 kg "mydła" z tłuszczu ludzkiego? Co było celem eksperymentu trwającego wiele miesięcy i wymagającego - dużej ilości zwłok, maszyn do "obrabiania" ciał, w jakim celu krojono uzyskane "mydło" na kostki? 


"W czasie II wojny światowej nie istniała żadna fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał"
Tego nie wiemy na pewno, na tym blogu tropię różne sprawy... 

"Po drugie: w Gdańsku przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu. Nie była to produkcja, nie miała znaczenia przemysłowego ani praktycznego i została po wojnie jednoznacznie oceniona jako zbrodnia."

W filmie padają słowa: "służyło do mycia powierzchni oraz stołów sekcyjnych" - więc wymiar praktyczny był - opis pod filmem nie zgadza się z treściami z filmu.

To nie był eksperyment, tylko zbeszczeszczenie zwłok.
Zbeszczeszczenie zwłok to przestępstwo, a nie zbrodnia.



Kto twierdzi, że "mydło" z ludzi było przez Niemców produkowane na "przemysłową", "masową" skalę?

Jest to opinia osób asystujących przy tej produkcji - poniżej zamieszczam wątki, z których to wynika.



Jeszcze tylko dla przypomnienia:
fabryka
 [łac. fabrica ‘warsztat rzemieślniczy’], ekon. forma organizacji produkcji przemysłowej oparta na pracy maszyn;
historycznie powstanie fabryk oznaczało przejście od rękodzielniczej produkcji manufaktur do produkcji zmechanizowanej, opartej na wynalazkach technicznych (rewolucja przemysłowa); wprowadzanie nowych technologii, komputeryzacja, postępująca integracja procesów powoduje, że zmienia się zarówno organizacja samego procesu wytwórczego, jak i sposobu zarządzania nim; na coraz szerszą skalę są wprowadzane nowoczesne rozwiązania techniczno-organizacyjne, które zmieniają obraz współczesnej fabryki, np. elastyczne systemy produkcyjne czy metoda technologii grup.

„na masową skalę”: licznie, masowo, w dużych ilościach


Stanowisko IPN z 2004 roku i wynik badań z 2006 roku :


W kwietniu 1945 r. bezpośrednio po zajęciu Gdańska przez armię radziecką przedstawiciele polskiej administracji przystąpili do zabezpieczania budynków i mienia szeregu miejscowych instytucji w tym i Akademii Medycznej. Szczególne zainteresowanie wzbudził stan pomieszczeń Instytutu Anatomii. Zdaniem specjalistów odkryto dowody dające podstawy do podejrzeń, iż prowadzono w nim działalność nie mającą nic wspólnego z pracą naukową i dydaktyczną. Hipotezy te potwierdził laborant Aleksy Opiński były pracownik Akademii, który wrócił do pracy i oświadczył, iż w Instytucie wytwarzano mydło z tłuszczu ludzkiego. O fakcie tym poinformowano między innymi radziecką komendanturę miasta. Tam przypomniano sobie, iż wcześniej zgłosił się do niej Zygmunt Mazur preparator zatrudniony w Instytucie Anatomii, który zaofiarował gotowość wznowienia wytwarzania mydła z tłuszczu ludzkiego. Wówczas nie potraktowano go poważnie i odprawiono. Później polskie organy bezpieczeństwa podjęły jednak decyzję o jego zatrzymaniu. Równocześnie zatrzymano A. Opińskiego i podczas przeszukania jego mieszkania zabezpieczono kostki „mydła”. Następnie trzy komisje składające się z przedstawicieli władz polskich i armii radzieckiej z udziałem biegłych z zakresu medycyny sądowej dokonały szczegółowych oględzin budynków Instytutu w dniach 4, 13 i 16 – 17 maja 1945 r. 

W trakcie tych ostatnich ustalono liczbę ciał na 148, z których 82 pozbawione były głów. Dodatkowo odkryto 89 głów i bardzo dużą liczbę fragmentów zwłok oraz kości zalegających wszystkie pomieszczenia. Przeprowadzono sekcję zwłok - oględziny 18 trupów i ustalono, iż 15 osób zmarło śmiercią gwałtowną (8 przez zgilotynowanie, 4 przez uduszenie i 3 w wyniku ran głowy zadanych tępym narzędziem). Zabezpieczono płaty skóry, kostki, półprodukt i recepturę „mydła”, ale nie udało się odnaleźć dokumentów związanych z ewidencjonowaniem pozyskiwanych zwłok. W dniu 8 maja sporządzono uzupełniającą, szczegółową dokumentację fotograficzną.

Podczas przesłuchania Zygmunt Mazur podał, iż prof. R. Spanner polecił gromadzić tłuszcz ludzki uzyskany podczas sekcji i preparowania zwłok od jesieni 1943 r. Pierwszą partię wyprodukowano z 75 kg tłuszczu według receptury uzyskanej od asystentki profesora w lutym 1944 r. Uzyskany produkt zabrał prof. R. Spanner. Wytwarzanie mydła było trzymane w tajemnicy i wiedzieli o tym jedynie niektórzy zaufani pracownicy Instytutu. Było ono używane do mycia rąk, stołów sekcyjnych i innych prac porządkowych. Jego jakość i walory użytkowe nie budziły zastrzeżeń. Jedyną wadą był nieprzyjemny zapach, dlatego prof. R. Spanner próbował dodawać substancje zapachowe, np. olejek migdałowy. Druga partia mydła miała zostać wyprodukowana w lutym 1945 r. a więc już po wyjeździe dyrektora Instytutu do Halle. Zygmunt Mazur zmarł na tyfus w gdańskim szpitalu w dniu 10.07.1945 r.

Zabezpieczone próbki „mydła” i płaty skóry zostały poddane badaniom w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie i Państwowym Zakładzie Higieny w Łodzi. Biegli w wydanych opiniach zidentyfikowali substancje jako mydło lub jego półprodukt, a skórę jako ludzką nie poddaną procesowi garbowania. Stan wiedzy nie pozwalał jednak wówczas na identyfikację tłuszczu będącego składnikiem „produktu”.



W Gdańsku produkowano w czasie wojny mydło z tłuszczu ludzkiego


13-10-2006

W Instytucie Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku, prowadzonym przez niemieckiego prof. Rudolfa Spannera, produkowano podczas II wojny światowej dla celów użytkowych mydło z tłuszczu ludzkiego — wynika z zakończonego śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku.

Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Witold Kulesza powiedział w piątek podczas konferencji prasowej, że potwierdziły się tym samym fakty podane w książce Zofii Nałkowskiej Medaliony.

[...]

Prowadzone od września 2002 r. przez gdański IPN śledztwo wykazało, że mydło wyrabiane przez prof. Spannera było używane do mycia pomieszczeń i stołów sekcyjnych. Z racji tego, że jednak miało brzydki zapach — jak zeznawali świadkowie — zaczęto dodawać do niego olejek migdałowy. Ustalono, że ekipie Spannera udało się wyprodukować od kilkunastu do kilkudziesięciu kilogramów mydła z ludzkich zwłok.

Śledczym z gdańskiego IPN udało się dotrzeć do produkowanego przez Spannera mydła, które było jednym z dowodów rzeczowych zbrodni hitlerowskich podczas procesu w Norymberdze między listopadem 1945 r. a październikiem 1946 r. Okazało się, że słoik z mydłem przechowywany jest obecnie wraz z całą dokumentacją procesu norymberskiego w archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Badania próbki zachowanego kawałka mydła przeprowadził prof. Andrzej Stołyhwo ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, specjalizujący się w chemii tłuszczów.

Stołyhwo wyjaśnił podczas konferencji prasowej, że w trakcie wytapiania ludzkich zwłok dokonywanego np. w celu uzyskania kości na potrzeby edukacyjne dla studentów medycyny, mydło z tłuszczu ludzkiego powstaje w sposób naturalny.

Ekspertyza próbki mydła z archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze wykonana przez Stołyhwo wykazała jednak, że dodano do niego kaolin. Ten środek ścierny sprawia, że mydło może być stosowane do celów użytkowych. „Dla mnie jest to naruszenie zasad etycznych” — dodał profesor warszawskiej SGGW.

Prokurator Piotr Niesyn z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku powiedział, że w trakcie dochodzenia dotyczącego działalności Spannera zgłosiło się ponad 20 nowych świadków, m.in. b. polscy żołnierze, milicjanci i więźniowie z obozu koncentracyjnego Stutthof. Śledczy dysponowali także m.in. dokumentacją z oględzin Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku, przeprowadzoną przez komisję polsko-radziecką tuż po wyzwoleniu Gdańska wiosną 1945 r.

W trakcie śledztwa od jednego z trójmiejskich dziennikarzy IPN otrzymał także kostkę mydła o brązowym kolorze pochodzącego z Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku. Dziennikarz dostał to mydło od nieżyjącego już pracownika tej placówki. Zbadane przez prof. Stołyhwo wykazało podobne właściwości chemiczne jak próbki z Hagi. (PAP)






Zofia Nałkowska - "Medaliony"

"Profesor Spanner"


- słowa o "fabryce" mogą się wiązać z ilością trupów, jakie znaleziono w Instytucie:

"Mijaliśmy jeden za drugim baseny pełne trupów, a obaj cudzoziemscy panowie szli także i także patrzyli. Byli lekarzami i lepiej od nas rozumieli, co to znaczy. Na potrzeby Instytutu Anatomicznego przy uniwersytecie wystarczyłby zapas czternastu trupów. Tu było ich trzysta pięćdziesiąt."


- fabryka "mydła" z tłuszczu ludzkiego:

"Po południu wezwaliśmy obu starych profesorów-lekarzy, kolegów Spannera, na przesłuchanie. Rozmowy odbyły się w obrębie terenu ich pracy, w pustej salce jednego z gmachów szpitalnych.
Obaj — badani z osobna — oświadczyli, że o istnieniu budynku, mieszczącego ukrytą fabrykę mydła, nie było im nic wiadomo. Oglądali ją tego rana po raz pierwszy i widok ten wywarł na nich wstrząsające wrażenie."


- produkcja przemysłowa opiera się na zastosowaniu maszyn - opis na podstawie zeznania  - i samo zeznanie osoby asystującej przy produkcji "mydła" z tłuszczu ludzkiego:

Ta oficyna była wykończona w roku 1943 na Palarnię. Spanner wtedy postarał się o maszyny do oddzielania mięsa i tłuszczu od kości. Z kości miały być robione kościotrupy. W roku 1944 profesor Spanner kazał, żeby studenci odkładali tłuszcz z trupów osobno. Co wieczór po skończeniu kursów, jak studenci odeszli, robotnicy zabierali talerze z tłuszczem. Były też talerze z żyłami i z mięsem. Więc mięso wyrzucali albo palili. Ale ludzie w mieście skarżyli się policji, więc wtedy profesor kazał, żeby palili w nocy, bo za duży smród był.

Studenci mieli także powiedziane, żeby skórę całkiem czyściutko już odjąć, później tłuszcz czysto, później — według książki preparatorskiej — muskuły aż do kości. Tłuszcz wybierany przez robotników z talerzy później zostawał leżeć całą zimę, a później, jak studenci wyjeżdżali, był przez pięć — sześć dni wyrobiony na mydło.

— Mydło z receptu zawsze się udawało. Tylko raz się nie udało. To ostatnie, co leżało w Palarni na stole, ono nie jest udane. Produkcja mydła odbywała się w Palarni. Kierował produkcją sam doktor Spanner ze starszym preparatorem von Bergenem. Z tym, co jeździł po trupy. Czy jeździłem z nim? Tak jest. Jechałem tylko dwa razy. I do więzienia w Gdańsku też raz.

Trupy przywozili naprzód z domu wariatów, ale później nie starczyło tych trupów. Wtedy Spanner napisał wszędzie do burmistrzów, żeby trupów nie grzebać, tylko że przyśle po zwłoki Instyt. Przywozili ze Stutthoffu, z obozu, z Królewca na śmierć skazanych, z Elbląga, z całego Pomorza. Dopiero jak w gdańskim więzieniu wystawili gilotynę, to już było dosyć trupów…

Przeważnie to były trupy polskie. Ale raz byli i wojskowi niemieccy, ścięci w więzieniu podczas uroczystości. A raz przywieźli cztery czy pięć trupów i nazwisko było rosyjskie."

"O produkcji mydła miał nikt nie wiedzieć. Spanner zabronił mówić nawet studentom."

"Ale na co dzień dostęp do produkcji miał szef, starszy preparator, ja i dwóch robotników, Niemców. Mydło gotowe brał doktor Spanner i on nim dysponował."

" Wtedy musieliśmy pokrajać… I Spanner zamknął mydło na klucz. Tam było nie samo mydło, maszyna tam stała. Chodziliśmy w pięciu. A inni musieli prosić o klucz, gdy chcieli wejść.
— Dlaczego to był sekret?
Nad tym zastanawia się dłużej. Pragnie odpowiedzieć wedle najlepszej swej wiedzy.
— Może się Spanner bał albo co… — rozważa w skupieniu. — Moja myśl jest taka, że gdyby się ktoś dowiedział cywilny w mieście, to może by był z tego jaki bałagan…"

"— Co studenci?… Tak jak my. Każdy się bał tym mydłem myć na początku… Obrzydzenie było do tego mydła. Zapach miało niedobry. Profesor Spanner bardzo się starał, żeby ten zapach ustał. On pisał do chemicznych zakładów, żeby przysyłali olejki. Ale zawsze czuć było, że to nie takie mydło.
— Owszem, mówiłem w domu… Z początku nawet jeden kolega widział: miałem dreszcz, że można się tym myć. W domu mama też się obrzydzała. Ale się dobrze mydliło, więc go używała do prania. Ja się przyzwyczaiłem, bo było dobre…"

"Na zapytanie, czy znając Spannera z jego działalności naukowej, mogli byli przypuścić, iż jest to człowiek zdolny do wyrabiania mydła z ciał umarłych skazańców i jeńców, każdy jednak odpowiedział inaczej. [...]
— Tak, mogłem był to przypuścić, gdybym wiedział, że taki otrzymał rozkaz. Było bowiem wiadomo, że był karnym członkiem partii. [...]
— Owszem, mogłem to przypuścić. Z tego mianowicie powodu, że Niemcy przeżywały wówczas wielki brak tłuszczów. Więc wzgląd na stan ekonomiczny kraju, na dobro państwa, mógł go do tego skłonić."



Więc kto twierdzi, że "mydło" z ludzi było przez Niemców produkowane na "przemysłową", "masową" skalę? Jest to opinia osób asystujących przy tej produkcji.



Dzisiaj słowa "fabryka", "masowość" i "produkcja przemysłowa" kojarzy się nam z potężnymi gabarytowo fabrykami, zajmującymi często hektary powierzchni i tysiącami, milionami takich samych produktów schodzącymi z taśmy produkcyjnej.

Z noweli Naukowskiej wynika, że produkcja Rudolfa Spannera miała charakter próbny - domyślamy się, że jego celem było opracowanie procedur i recept pozwalających na produkcję "mydła" z ludzi na o wiele większą skalę - być może tak było, ale nie ma na to dowodów.


W przypadku terminu: "fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał" chodzi o to, że NIKT nie zajmuje się produkcją takiego "mydła", prawdopodobnie nikt przed Spannerem nie robił tego, a już na pewno nie na taką skalę, jak on - dla przeciętnego człowieka jest to nie do pomyślenia, żeby można było ludzkie zwłoki przerabiać na mydło służące do higieny, prania czy sprzątania.


10 kg mydła (wyprodukowane z 75 kg tłuszczu) podzielone na kostki 200 g daje nam - 50 kostek x2 partie = ~ 100 kostek, standardowa kostka dzisiaj ma ok. 100 g - to daje 200 kostek.

Porównując skalę:

 - nie robienie mydła z ludzi od początku ludzkości = 0 kostek mydła
-  robieniem mydła z ludzi przez kilka miesięcy = 200 kostek mydła 

można uznać, że była to produkcja jak w fabryce...


Jest to niewyobrażalne w przypadku - jednej kostki takiego mydła, w przypadku dziesięciu kostek takiego mydła i oczywiście w przypadku setek ciał przerobionych na mydło.

Fakt, że istniała zaplanowana praca, prowadzona systematycznie na - relatywnie - znacznych ilościach zwłok służących do wyrabiania "mydła" z tłuszczu ludzkiego i z zastosowaniem maszyn, które te prace miały usprawniać i przyspieszać - skłania nas do opini, że była to produkcja przemysłowa i masowa. 





Poniżej film i transkrypcja filmu z fb. Polecam obejrzeć film i zastanowić się nad swoimi odczuciami, dopiero potem przeczytać moją opinię.






Zwracam uwagę na dobór słownictwa, akcentowanie, zmiany intonacji - emocjonalnie, obojętnie, rzeczowo, a także przyspieszoną mowę w danym zakresie treści.


Tak naprawdę całe pokolenia dały się oszukać
, bo nigdy nie było produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu na masową skalę. 

Prawie każdy z nas miał w szkole jako lekturę "Medaliony" Zofii Nałkowskiej. I w jednym z utworów zawartych w "Medalionach", a konkretnie w "Profesorze Spannerze", dowiadujemy się, że w czasie II wojny światowej, w Gdańsku Niemcy mieli fabrykę, fabrykę mydła z ludzkiego tłuszczu i do produkcji tego mydła służyły ciała więźniów obozów. 

1 stycznia 1940 roku profesor Rudolf Spanner został dyrektorem Instytutu Anatomii w Gdańsku i prawie natychmiast zaczął skupować ciała. Do Instytutu Szpanera trafiały m.in. ciała osób skazanych na śmierć i straconych w więzieniach w Gdańsku, Elblągu czy Królewcu, więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof, czy wreszcie pacjentów szpitala psychiatrycznego w Kocborowie niedaleko Starogardu Gdańskiego. 

zmiana tonu na "jest mi przykro"
Bo trzeba pamiętać, że dla władz III Rzeszy pacjenci szpitali psychiatrycznych byli elementem niepożądanym w społeczeństwie i się ich po prostu pozbywano. 

i dalej bez emocji - za to dość rzeczowo, jak o trywialnych zakupach, sprawunkach typu chleb, masło i mleko...

Początkowo Instytut płacił około 15 marek za ciało, z czego 5 marek trafiało do pracowników kocborowskiego zakładu psychiatrycznego, natomiast później tę kwotę obniżono do 9 marek, z czego 4 trafiały do pracowników, a reszta do kasy szpitala. 

Jednak po co skupowano te ciała? Był to Instytut Anatomii, czyli po prostu ciała preparowano, a następnie robiono z nich materiały podglądowe, preparaty czy wreszcie całe szkielety, na których później mogli się np. uczyć studenci. 

Pierwszą partię mydła z ludzkiego tłuszczu wytopiono w lutym 1944 roku, a tłuszcz na produkcję tego mydła zbierano przez 5 miesięcy, od września 1943 roku. Uzbierano w ten sposób od 70 do 80 kg tłuszczu z około 400 ciał, z czego finalnie udało się zrobić 25 kg mydła. 

przepraszająco? 
I to mydło nie było skierowane na sprzedaż, nie było również przeznaczone do użytku przez ludzi, ono służyło do mycia powierzchni oraz stołów sekcyjnych w Instytucie. 



30 stycznia 1945 roku profesor Spanner, bojąc się nadciągającego frontu, wyjeżdża z Gdańska, zostawiając wszystko, co mogłoby mu przeszkodzić w podróży, czyli preparaty, badania naukowe czy książki. Jednak zupełnie się nie ukrywał, pracował jako lekarz, przeniósł się do Hamburga. 

W maju 1947 roku został przypadkiem rozpoznany przez sąsiadów z kamienicy, którzy po prostu śledzili procesy norymberskie, został przesłuchany przez sąd i policję, ale finalnie oczyszczony z zarzutów co umożliwiło mu powrót do pracy lekarza.

zwróć uwagę, że w następnym wątku przyspiesza - w jakim celu? moim zdaniem takie przyspieszenie nie pozwala skupić się na treści, nie pozwala analizować tego, co się słyszy, a jednocześnie słuchamy uważniej, by niczego nie przegapić - to mocniej utrwala się w pamięci - więc taki obraz Spannera ma nam pozostać w głowie? Przypomina mi się tekst z wikipedii o Forsterze - patrz uwagi poniżej.
zwracam też uwagę na nagromadzenie szczegółów: zawsze ... w za dużym... bardzo często nie używa rękawiczek  czyli opinię o Spannerze jako ekscentrycznym profesorze "potwierdzają" pewne banalne szczegóły - i są tu wymienione...


Pracował we Fryburgu, a następnie w Kolonii, miał bardzo dobry kontakt ze swoimi studentami z którymi spotykał się w kawiarence, która nawet w latach 50 miała taką nieoficjalną nazwę Kafeszpaner. 
Studenci uważali go za wiecznie zamyślonego profesora, który zawsze chodzi w za dużym fartuchu i bardzo często nie używa rękawiczek podczas przeprowadzania tekstów.
Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

wraca do poprzedniego tempa
Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną sprawia, że kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.







---------


I mój komentarz do sprawy:



Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

To mi przypomina mój tekst z 2015 r. : Skarb Hitlera, skarb Forstera . . . o zapisach w wikipedii wybielających kata Pomorza - Forstera, tu mamy podobnie, a pisałem wtedy:


Jak widać - ta historia nie skończyła się źle. 
Autor notatki nie zachowuje  c h r o n o l o g i i   i na koniec opisuje nam same przyjemne rzeczy, tak, aby Forster nie kojarzył nam się źle, a może nawet zapamiętamy go dobrze - albowiem taka jest psychika człowieka, że to, co człowiek usłyszy lub przeczyta na końcu - to najbardziej utkwi mu w pamięci.
Temat o zbrodniach wojennych i sądach został zakończony, następują przyjemne wręcz sielankowe wpisy: do dzisiaj istnieje jego dom, niewielki jednorodzinny, z rodziną, komfortowa willa z ogrodem, rezydencja Forsterówka.
Na koniec uwaga o tym, że wg pewnych źródeł nie został stracony, ale żył sobie w  domu do naturalnej śmierci.


Podobne? Oczywiście... nawet bardzo.



----------

Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

co tu jest nie tak? dlaczego to jest takie niestylistyczne, nieuporządkowane, NIE NA TEMAT, nagle emocjonalne - i to na stronie opisanej jako "rozczytani", co sugeruje, że osoba na filmie dużo czyta, a po takiej osobie czytającej można się spodziewać wypowiedzi poprawnie skonstruowanej - czemu taki nagły zwrot "i Niemcy..." ? w dodatku - ta osoba ewidentnie czyta z kartki, albo promptera, więc tekst był wcześniej przygotowany - warto o tym pamiętać także ze względu na akcentowania i przypieszenia/ zwolnienia podczas czytania - w jakim celu to stosuje?

wg mnie:

najpierw było takie zdanie:

Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

w tekście o mydle z ludzkiego tłuszczu nagle pojawia się wątek o włosach i zębach - skąd taka nagła zmiana tematu? przecież Spanner nie był uwikłany w pozyskiwanie włosów i złotych zębów ofiar obozów koncentracyjnych, to niemal zupełnie odmienny temat - to skąd ten wątek?
do czego to jest potrzebne?

to zdanie jest prawdziwe, tzn. zawiera prawdę: wiemy dobrze, że Niemcy wykorzystywali włosy więźniów i zęby też - ale złote zęby, bo zębów zasadniczo to nie! Złote zęby to też zęby. Więc to zdanie jest tak sformułowane, że zgadzamy się z mówczynią: Spanner kłamał, że Niemcy nie wykorzystywali zębów i włosów! To jest oczywiście kłamstwo.

- a potem w środku tego zdania dodano wtręt:  "jest niewinny"


Mamy więc na koniec filmu do czynienia ze zdaniem prawdziwym, które jest rozbudowane - składa się z blisko 30 wyrazów (znowu 30...) i w związku z tym słuchając na bierząco wypowiedzi  nie do końca jesteśmy w stanie ocenić, czy wszystko w tym zdaniu jest prawdziwe, bo nie nadążamy za treścią, ale ostatnie sformułowania rozumiemy, bo temat włosów i zębów ZNAMY np. ze szkoły, a w dodatku intonacja mówczyni pomaga nam to wychwycić.

I w to zdanie, z którym się zgadzamy, włożono krótką frazę  "jest niewinny".

Rozumiesz?

i wtedy po tym zdaniu, z którym się zgadzasz - "jest niewinny" - pada zdanie:

Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną sprawia, że kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.


rozbiję to na dwa:
kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.

to jest nieprawda - ludzie w to nie wierzą, ludzie tak nie uważają
gdyby było zapisane:

kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli mydło z ludzi i że to mydło było w użyciu.

to tak, to trzeba się z tym zgodzić, że ludzie w to wierzą - wierzą, bo tak było, co udowodnili śledczy i naukowcy

więc pani mówi nie na temat - po prostu wypowiada fałszywą opinię na ten temat - pamiętamy mój post z 2025 r: Wypowiedź literacka, czyli wikipedia, czym innym są fakty, a czym innym narracja lub czyjaś opinia sfromułowana w postaci - wypowiedzi literackiej

Fałszywą narrację wzmacnia pierwsze słowo z tej wypowiedzi:
Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną 

Szalona:
1. pejor. «osoba nieopanowana i niezrównoważona»
2. «osoba chora umysłowo»

Łatwo się pomylić na poziomie podświadomym i słowo "szalona" odnieść do samej Naukowskiej, wtedy wypowiedź mówiła by, że "szalona Naukoska sprawiła, że pokolenia ludzi wierzą w niemprawdę" 

[Nie chcę pisać zdań zawierających nieprawdę, więc celowo robię błędy jw.]


Autorka podaje nam fałszywą tezę - fałszywą, bo używa zwrotów: masową, na przemysłową skalę, powszechnym

Tak naprawdę całe pokolenia dały się oszukać, bo nigdy nie było produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu na masową skalę. 
kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.



i na tej podstawie tworzy film, który jakoby demaskuje tę nieprawdę, zawartą w tych zdaniach twierdząc, że "to nie było tak" i "rozprawia" się z tymi
swoimi fałszywymi tezami - pod koniec wypowiedzi w jedno ze zdań wkładając słowa: 
"jest niewinny"...

Przypomina mi to mój tekst z 2019 r. Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem - tam było podobnie, na początku redaktorzy stawiają fałszywą tezę, a potem dorabiają do tego swoje hipotezy, bełkocą bez ładu i składu cały artykuł, by na koncu tryumfalnie ogłosić fałszywe - i urojone przez siebie - pseudoodkrycie...




Każde słowo i każdy obraz zapada do ludzkiej podświadomości, a ta pani produkuje treści jak profesjonalna fabryka.

Polecam przyglądać się tej stronie i czytać/ analizować także komentarze, bardzo często starannie wycyzelowane...














Język ma znaczenie.





wikipedia dla Polaków:

Eksperymenty medyczne i pseudomedyczne w Auschwitz – zbrodnicza działalność w obozie Auschwitz-Birkenau, wykonywana przez niemieckich lekarzy, w znacznej części należących do SS.

Traktowali oni więźniów jako łatwo dostępny i tani materiał doświadczalny, prowadzili oni eksperymenty z zakresu medycyny, patologii i genetyki. Badania te wynikały i służyły ideologicznym celom nazistowskiej teorii rasizmu oraz sprzeniewierzały się zupełnie zasadom etyki lekarskiej, której podstawy są zawarte w przysiędze Hipokratesa.

W obozie utworzono zbiór szkieletów 86 więźniów różnych typów antropologicznych, wieku i płci (29 kobiet i 57 mężczyzn), którzy zostali wyselekcjonowani przez SS-Hauptsturmführera dr Bruno Begera, a następnie przewiezieni do KL Natzweiler-Struthof w Alzacji i uśmierceni.

76 więźniów przekazano do uniwersytetu Rzeszy w Strasburgu dla badań anatomicznych, wszyscy zostali zabici.



Badania te wynikały - i tu spodziewasz się jakiegoś uzasadnienia, ale nie za bardzo ono jest tzn. jakby jest - "celom nazistowskiej teorii", ale niestylistycznie opisane, co sprawia, że przyjmujemy do wiadomości, że "z czegoś wynikały", czyli że mieli jakieś konkretne rzeczywiste powody, a nie swoje urojone teorie i politykę, co sobie sami dopowiadamy...



sprzeniewierzały się zupełnie zasadom etyki lekarskiej, której podstawy są zawarte w przysiędze Hipokratesa



wikipedia dla Polaków:

Przysięga Hipokratesa – przysięga składana przez lekarzy w starożytności, zawierająca podstawy dzisiejszej etyki lekarskiej. 

Po zbrodniach dokonanych przez lekarzy niemieckich i japońskich podczas II wojny światowej, Światowa Organizacja Lekarzy podczas swojego zjazdu w Genewie w 1948 r. opracowała nowożytną wersję przysięgi – deklarację genewską, zmienianą następnie w latach 1968, 1983, 1994 i 2005.

W Polsce obowiązuje obecnie Przyrzeczenie Lekarskie, stanowiące część Kodeksu Etyki Lekarskiej.




niemiecka wikipedia

W Niemczech ani przysięga, ani przysięga genewskia nie są obowiązkowe po uzyskaniu licencji na wykonywanie prawa lekarskiego, ale są one cytowane jako wytyczne etyczne lub kodeks honorowy w dyskusjach na temat etyki medycznej.










wolnelektury.pl/katalog/lektura/nalkowska-medaliony-profesor-spanner.html

synonim.net/synonim/na+masową+skalę

ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/586,Dzialalnosc-prof-Rudolfa-Marii-Spannera-w-swietle-wynikow-sledztwa-Oddzialowej-K.html

trojmiasto.pl/historia/Profesor-samo-zlo-n101295.html


ofiary.ipn.gov.pl/ofi/z-archiwum-ipn/aktualnosci/15791,W-jakim-celu-Niemcy-wykorzystywali-wlosy-ludzkie-podczas-II-wojny-swiatowej.html

pl.wikipedia.org/wiki/Eksperymenty_medyczne_i_pseudomedyczne_w_Auschwitz


sjp.pwn.pl/so/szalona.html



Tekst o niczym, nie zawierający żadnych argumentów przeciwko tezie o produkcji "mydła" z ludzi:

zawszepomorze.pl/artykul/12184,nazisci-przerabiali-ludzi-na-mydlo-mit-w-ktory-uwierzylismy








czwartek, 5 września 2024

Stutthof cz. 5 (Wyspa Sobieszewska)

 


Wiosną 2024 roku, z okazji wznowienia publikacji Janiny Grabowskiej pt. „Marsz Śmierci. Ewakuacja piesza więźniów KL Stutthof i jego podobozów. 25 stycznia - 3 maja 1945” pracownicy Muzeum Stutthof odbyli kilka spotkań promocyjnych w terenie, min. w miejscach, w których miejscowa ludność pielęgnuje pamięć o Marszach Śmierci. Miałem okazję być na takim spotkaniu i tam usłyszałem szokującą informację, że - jak to zapamiętałem -  teren obozu Stutthof nigdy nie został przebadany archeologicznie.

Część przedmiotów prezentowanych podczas spotkania, jak podkreśliła prelegentka, zostało znalezionych właściwie przypadkowo, podczas prac porządkowych w obozie.

Jest to wg mnie kuriozalne, że tak ważna sprawa pozostała niesprawdzona przez 80 lat po wojnie - przecież tam wciąż mogą leżeć kości ofiar, może jakieś nowe dowody zbrodni niemieckich, a może nawet jakieś ukryte dokumenty??

Dziwne to - i nie pierwszy już raz odnotowane, że wydawałoby się, instytucje powołane do ochrony dziedzictwa historycznego - ignorują tak podstawowe czynności.

Jednak nie znam dokładnie przyczyny, dla której terenu obozu nigdy nie przeszukano, więc może swój komentarz odłożę w czasie - do maja przyszłego 2025 roku.


Temat obozu Stutthof pojawił się przy okazji pisania tekstu pt. "Egzekucja na Biskupiej Górce", wtedy zostawiłem go sobie na kiedy indziej, tj. na - "po ABW".


Informacja pozyskana na spotkaniu sprawiła, że przejrzałem internet i - zacząłem notować...



Post poniżej jest to w istocie luźny zbiór informacji znalezionych w internecie plus fotki, zrzuty ekranów itp. - zebrałem co znalazłem, celem poźniejszej analizy; post dotyczy głównie domu niemieckiego bandyty Forstera na Wyspie Sobieszewskiej.


Tekst powstawał etapami, wprowadzałem poprawki np.:

14 sierpnia 2024
25 sierpnia 2024
 5 września 2024

Jest to pierwszy post dotyczący Stutthof i pierwotnie nosił tytuł:  Stutthof cz.1



notatka z dnia: 21 kwietnia 2024




przedruk



z 29 lipca 2017




Aktualizacja: wernisaż wystawy „Odezwała się ziemia” będzie miał miejsce w Muzeum Miasta Gdyni, 23 marca 2018 r, o godz. 18:00. 


 Wystawa będzie czynna do końca czerwca.

 „Szokujące odkrycie w Sztutowie”,
”Wygląda to jak dywan ze starych butów”, 
„Setki par butów więźniów niemieckich obozów znalezione w lesie.” 

– To tylko niektóre nagłówki informacji prasowych, telewizyjnych czy internetowych z października 2015 roku.*

Co zatem wydarzyło się jesienią 2015 roku? 

Dzisiejsze Muzeum Stutthof zajmuje zaledwie 20 ha dawnego KL Stutthof, tj. 1/6. Obóz rozciągał się na obszarze 120 ha. 

Olbrzymie połacie nigdy niezbadanej ziemi. 

We wrześniu ’39, kiedy przyjechały pierwsze transporty więźniów, było to tylko pół hektara.

Więźniowie spali w wojskowych namiotach, ale w maju 1940 były to już 4 ha i 10 ogrodzonych drutem baraków. W grudniu ’44 fabryka śmierci osiągnęła rozmiar 120 ha. 

Oprócz więziennych baraków stały tu: budynek komendantury, biuro obozowe, kuchnia, kwatery dla załogi SS, psiarnia, komora gazowa i krematorium. 

Był to pierwszy i najdłużej działający obóz koncentracyjny na obecnych ziemiach polskich. 

Po wojnie wywieziono stąd większość baraków, mienie zaczęło znikać. W 1962 r. powołano do życia Muzeum i zajęło ono wspomniane 20 ha. Reszta zarosła lasem. 


Poniższy szkic przedstawia plan całego obozu. Część zajmowana przez Muzeum koncentruje się wokół placu apelowego.
















I otóż jesienią 2015 roku jakiś człowiek przypadkowo natknął się w sztutowskim lesie na pozostałości skórzanych elementów (w tym butów, podeszew i pasków). Stało się jasne, że w lesie nadal znajdują się rzeczy przynależące do obozu i że jest kwestią czasu, kiedy zostaną wykopane przez handlarzy starociami, militariami i przedmiotami związanymi z tragicznym życiem obozowym. 

W związku z tym dyrektor Piotr Tarnowski zdecydował się na kompleksową akcję poszukiwawczą w okolicznych lasach – do współpracy zaprosił pracownię archeologiczną „Signum” oraz Fundację „Bowke”. 

Zadaniem archeologów jest znalezienie, wydobycie, wstępna ocena i zabezpieczenie najcenniejszych rzeczy dla historii obozu. Nad przebiegiem prac czuwa Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków.

Pozwolenie na prowadzenie prac archeologicznych ważne jest do końca 2018 roku. Wiadomo już, że prace zakończą się ekspozycją muzealną i wiele instytucji jest zainteresowanych jej wystawieniem. Te przedmioty, które nie trafią na wystawę, zostaną odpowiednio zabezpieczone.

Czy buty należały do więźniów? Raczej nie. Więźniowie chodzili w drewniakach. 

W maju i czerwcu 1945 roku na terenie obozu pracowały dwie sowieckie komisje dokumentujące zbrodnie niemieckich nazistów. Z tego okresu pochodzi zdjęcie pokazujące ogromny stos obuwia zalegający między dwoma barakami. Było to 460 m3 obuwia – 410 000 par butów. Podobne stosy znajdowano również w innych miejscach. 

Razem ok. 500 000 par.


Buty pochodziły z całej Europy. W obozie istniały warsztaty szewskie i Niemcy zwozili je tu w celu naprawy i powtórnego użycia – dla niemieckiej armii. Naprawiano również paski, kabury, siodła, etui itp. Część obuwia pochodziła od ewakuowanych w 1945 cywilów z Prus Wschodnich.

Jak wiadomo, więźniowie opuścili obóz w styczniu 1945, potem baraki zajęła ludność uciekająca przed sowiecką armią. Po utworzeniu muzeum część obuwia stała się eksponatami, ale część wyprowadzono poza muzeum bez śladu w dokumentacji. 

Reszta rzeczy z obozu dosyć szybko znikła. Potraktowano ją bardzo utylitarnie. 

Marcin Owsiński w książce „Naznaczeni” pisze, że powojenne dzieje obozu Stutthof to szybki i dobitny przykład całkowitej dewastacji miejsca pamięci.

Prace wykopaliskowe rozpoczęto już w grudniu 2015 roku. Prace trwają do dzisiaj. Archeolodzy i poszukiwacze nie tylko zmagają się z leśnym terenem (ochrona lasu), ale przede wszystkim ze śmieciami. Jednak praktycznie każda godzina pracy przynosi nowe odkrycia.



pas ok. 620 m x 18 km










Dziennik Bałtycki 30 VIII 1994







-----------------------------



Dom na Wyspie Sobieszewskiej 

- ok. 4 km od Wisły
- ok. 18 km od Stutthofu



Drewniany dom w lesie, wraz z zapleczem, zbudowany dla niemieckiego bandyty Alberta Forstera, naczelnika okręgu NSDAP na Gdańsk, dodajmy, dom ten przez polskojęzycznych Niemców jest z lubością nazywany - "forsterówką", co naiwni zresztą często bezrefleksyjnie kopiują.


W wikipedii, na określenie tej drewnianej chaty wraz z osobną stołówką i schronem używa się gloryfikującego - 
"rezydencja", czy "leśna kwatera gauleitera".


U nas takie domki nazywało się "poniatówką", albo po prostu domem, czy chatą, bo przecież jest to dom z bali drewnianych. Do dzisiaj są one w użytku (są w sumie jeszcze dość powszechne na wsiach w Borach Tucholskich czy na Podlasiu), obok często jest jakaś szopa, garaż, piwniczka - ale nikt tego nie nazywa rezydencją...






Termin rezydencja  SUGERUJE miejce wypoczynku, a to było przecież miejsce planowania - i nadzorowania? - wielkich zbrodni...



Może jeszcze zwróćmy uwagę na miłe sformułowanie:

>>Szczególni goście na terenie „leśnej kwatery gauleitera”<<

czyli zbrodniarze i bandycie to wg wikipedysty: "goście", a nawet "Szczególni goście"


Cały czas widzimy tu gloryfikację zbrodniarzy.


Zwracam uwagę, jak zastosowano cudzysłowia...

Dla autora słów 
Szczególni goście to naprawdę szczególni goście - bez cudzysłowia, co ciekawe, jednak "leśna kwatera" na cudzysłów już zasłużyła...

Na pewno chodzi o to, że powinno być na odwrót  - "Szczególni goście" powinno być w cudzysłowiu, jako rodzaj przytyku, a "leśna kwatera" już nie - jako stwierdzenie faktu.

Czemu jest na odwrót?

Może żeby optycznie się to Czytelnikowi pomieszało i źle odczytał intencje autora....






Termin "gauleiter”, też tak często używany i brzmiący "po pańsku" to nic innego jak "naczelnik okręgu" w nomenklaturze nazistowskiej partii. 

Jeszcze raz - to nie jest tytuł niemieckiego urzędnika państwowego.

To jest tytuł naczelnika okręgu partyjnego NSDAP.


[na przykład w polskiej partii Prawo i Sprawiedliwość używa się sformułowania "pełnomocnik okręgowy", a w Platformie Obywatelskiej widzę nazwę "szefowie regionów", co prawda chyba w SLD używało się nieoficjalnie terminu "baronowie" - MS]







wg wiki:



"Budowę rozpoczęto wiosną 1933. Pewne wskazówki w postaci projektu plastycznego stylizowanych swastyk, wyrzeźbionych następnie na belkach stropowych sali kominkowej, wniósł Adolf Hitler."

być może jest aluzja, że plan eksterminacji Polaków w Stuttofie nakreślił osobiście Hitler, ale niekoniecznie, zwróćmy uwagę na słowa:

- "sali kominkowej" - rebus na spalanie trupów?

- "wskazówki w postaci projektu plastycznego stylizowanych"


ciekawe, co za "wikipedysta" napisał te słowa i skąd je wziął

osoba Hitlera została przywołana tylko po to, by móc użyć tego zdania, głównym jego składnikiem jest

" projektu plastycznego stylizowanych".





Czyli sprawy związane ze Stutthofem nadzorowane były z tego miejsca

 od 1933 roku do 27 marca 1945 r.




wg wiki:


W sąsiedztwie rezydencji gauleitera, od 1935 rozbudowywano ośrodek rekrutacyjno-szkoleniowy NSDAP, w którym w latach 1936-1939 prowadzono szkolenie dla formacji SA i SS z terenu WMG.

Zlokalizowano tu również jedną z nowo tworzonych jednostek wartowniczych gdańskiej SS-Heimwehry, z której rekrutowano następnie załogę wartowniczą obozu koncentracyjnego w Stutthofie.

Zespół d. Ośrodka Rekrutacyjno-Szkoleniowego gdańskiej NSDAP składał się z:

budynku koszar (późniejszy lazaret),
domu oficerów – instruktorów wojskowych,
schronu przeciwlotniczego (obecnie niedostępny – zasypany),
baraków magazynowych na sprzęt wojskowy (fundamenty),
strzelnicy polowej (teren na północ od Góry Mew)



W okresie lata 1939 prowadzono na polowej strzelnicy ośrodka szkolenie dla wydzielonych grup SS-Wachsturmbann Eimann, w zakresie przygotowania i prowadzenia masowych egzekucji leśnych. 

W latach 1941-1944 ośrodek pełni funkcję szpitala i sanatorium dla żołnierzy rannych na froncie wschodnim.


Czy to jasne?
Jaśniej nie trzeba.




----

Ze wspomnień wynika, iż wybudowano tam również w 1941 schron na ok. 150 osób. Znajdował się on w części wschodniej terenu ośrodka, pod masywną zalesioną obecnie wydmą o wysokości ponad 30 m n.p.m., o nazwie "Mewia Góra" (Möwe Berg). Schron został po wojnie prawdopodobnie wysadzony przez Rosjan i zasypany. 

Na początku marca 1945 pełnił on także funkcje magazynu tranzytowego dla wywożonych z Gdańska cenniejszych dokumentów urzędów niemieckich i części depozytów muzealnych. Następnie wywieziono je przez Świbno i Hel do Niemiec.

[?? - czyżby zachowała się dokumentacja obozu? - MS]

Pod koniec działań wojennych, na początku kwietnia 1945, na terenie rezydencji rozlokował się sztab 4 dywizji pancernej gen. Clemensa Betzela, który poległ 27 marca 1945 w obronie Gdańska i został pochowany w pobliżu domku myśliwskiego.

Po wojnie dawny ośrodek szkoleniowo-rekrutacyjny NSDAP pełnił przez kilka lat funkcję ośrodka wypoczynkowego PZPR, a następnie do 2003 ośrodka Funduszu Wczasów Pracowniczych Mewa.

W 2000 r. kilkadziesiąt metrów od "Forsterówki", w kierunku południowo-wschodnim, natrafiono na masową mogiłę ponad 220 osób, w której znaleziono szczątki ludzkie w zachowanych mundurach: SS, grenadierów pancernych, policji gdańskiej oraz spadochroniarzy z elitarnej dywizji "Hermann Göring". Większość czaszek w mogile posiadało ślady postrzałów w potylicę. W 2001 ich szczątki przeniesiono na Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku.

Czy w mundurach byli Niemcy, tego nie wiemy.
W każdym razie widać, że teren po wojnie przez 55 lat nie był przeszukany.

Ale...



W 2010 kompleks przejął Dom Pojednania i Spotkań Ojców Franciszkanów w Gdańsku, w celu utworzenia miejsca spotkań, Młodzieżowego Ośrodka Pojednania Polsko-Niemieckiego. Kompleksowi została nadana nowa nazwa Wyspa św. Franciszka, dla podkreślenia jego nowej roli.

Po 10 letniej dzierżawie teren wraz z budynkami dzierżawca (zakon franciszkański) zwrócił gminie Gdańsk.




Forster zbudował sobie bazę do nadzorowania mordów w KL Stutthof w lesie 20 kilometrów od obozu - w 1933 roku. 

A więc plany eksterminacji były opracowywane co najmniej 6 lat.

Tyle, ile trwała sama wojna.

6 lat.






Forster wygłaszał takie przemówienia:

Musicie być nieubłagani i zniszczyć wszystko, co jest nieniemieckie.



W Wejherowie:

W wasze ręce oddaje Polaków, możecie z nimi robić, co się wam podoba.



W Lipnie:



Na tym rynku słowa polskiego nikt nie usłyszy. Za dziesięć lat ani jeden Polak nie zostanie na tej ziemi.














Wie pan, na Pomorzu jak i na Śląsku, mamy dużo pasjonatów historii, oni na pewno by coś odkryli.

Skoro nie odkryli - widocznie nic nie ma.


W 2000 r. kilkadziesiąt metrów od "Forsterówki", w kierunku południowo-wschodnim, natrafiono na masową mogiłę ponad 220 osób.....

W każdym razie widać, że teren po wojnie przez 55 lat nie był przeszukany.

Tak samo teren obozu.























Posty z cyklu STUTTHOF:






Stutthof cz. 4 (Autostrada czy wojna?)


Stutthof cz. 6 (Ziemia faluje) - data publikacji - 28 maja 2025 r.

Stutthof cz. 7 (Dziadek z wehrmachtu) - data publikacji - 10 listopada 2024 r.

Stutthof cz. 8  - data publikacji - jesień-zima 2024 r.

Stutthof cz. 9 (Analiza) - data publikacji - jesień-zima 2024 r.

Stutthof cz. 10 (Święta Ziemia) - data publikacji - maj 2025 r.

















Prawym Okiem: EGZEKUCJA NA BISKUPIEJ GÓRCE (maciejsynak.blogspot.com)



www.bibliotekacyfrowa.eu/Content/55924/56792.pdf

Piotr Tarnowski – Wikipedia, wolna encyklopedia

Romuald Drynko nie żyje - Sztutowo.com

Niemiecki obóz koncentracyjny Stutthof / German Concentration Camp Stutthof: Romuald Drynko (1955 – 2016) (stutthofmuseum.blogspot.com)

Mirosław Gliński – Wikipedia, wolna encyklopedia

Muzeum Stutthof w Sztutowie – Wikipedia, wolna encyklopedia


KL Stutthof - odezwała się ziemia - Gdańsk Strefa Prestiżu (gdanskstrefa.com)

gdanskstrefa.com/kl-stutthof-odezwala-sie-ziemia/

Forsterówka – Wikipedia, wolna encyklopedia


Jak remontować, jak budować na Podlasiu? Powstaną wzorniki, Aktualności, Wiadomości Białystok Online Portal Miejski Białystok (Bialystok) (bialystokonline.pl)

Głodowo Kościerskie – Wikipedia, wolna encyklopedia



https://ipn.gov.pl/download/1/32109/1-21158.pdf


Krzysztof Dunin - Wąsowicz - "Oboz Koncentracyjny Stutthof" - Wydawnictwo Morskie, Gdynia 1966 r.

Prawym Okiem: Operacje specjalne (maciejsynak.blogspot.com)

rcin.org.pl/ihpan/Content/44800/PDF/WA303_57570_A237-9-1965-NDPII_Madajczyk.pdf


pl.wikipedia.org/wiki/Pomnik_Pomordowanych_Żydów_Europy


Prawo i Sprawiedliwość (pis.org.pl)