Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

niedziela, 21 lipca 2024

Ukraina - etymologia i wikipedia



W wikipedii znowu nieprawda i manipulacje,

 tym razem na temat etymologii nazwy Ukraina:



wiki:




Etymologia

Ze słowotwórczego i etymologicznego punktu widzenia nazwa „Ukraina” zawiera w sobie rdzeń kraj oznaczający „coś ukrojonego”, a następnie: „kawał ziemi lub koniec”. Niektórzy łączą tę podstawę słowotwórczą z wyrażeniem u kraja, z brzegu, na skraju. Wyraz „Ukraina” ukształtowany został przy pomocy sufiksu -ina, który w językach słowiańskich tworzy nazwy przestrzenne.

Określenie „ukraina” jako nazwa pospolita pojawiło się w średniowieczu i oznaczało pierwotnie nazwę granicznych regionów geograficznych[8]. Do końca XVI wieku termin „ukraina” nie miał charakteru oficjalnego i oznaczał jedynie „ugranicze” („pogranicze”, „krańce państwowe”) poszczególnych terenów, będących pod kontrolą różnych państw.




To jest nieprawda i kiedyś tego w wikipedii nie było, była podana prawidłowa etymologia za słownikiem Brucknera.



A dokładnie tutaj zawarta jest manipulacja:

Ze słowotwórczego i etymologicznego punktu widzenia nazwa „Ukraina” zawiera w sobie rdzeń kraj oznaczający „coś ukrojonego”, a następnie: „kawał ziemi lub koniec”


Wikipedysta dosłownie odwraca kolejność i wadliwie łączy ze sobą definicje ze słownika Brucknera (patrz niżej).

Następnie kłamstwo próbuje uwiarygadniać słowami sugerującymi mnogość teorii.

Niektórzy łączą tę podstawę słowotwórczą z wyrażeniem u kraja, z brzegu, na skraju.


To jest nieprawda.

Włączanie etymologii słowa "kraj" w sensie "krajać coś" jest niezasadne.


Etymologia jest jedna i podaje nam ją Bruckner, dla czytelności optycznie odsunąłem od siebie dwa znaczenia podane w słowniku:

krajkraikkraina albo ukraina, o każdej ‘wysuniętej ziemicy’, krainiec, ‘mieszkający na pograniczu kraju, krawędzi’; znaczenie pierwotne tylko ‘krawędzi, brzegu’, przeszło później (jeszcze nie w cerk.) na ‘okolicę’, wkońcu na ‘ziemię’ (ale u Serbów krainakrainiti, i o ‘wojnie’ się używa);


 dalej krajaćkrajczy (obok stolnika i cześnika urząd dworski); krajaczkrajka, ‘brzeg u postawu sukna, pasek’, nawet »krajka chleba«, krajanka (sera, krajanego nakształt cegły i tak suszonego); krajowykrajowiec; we złożeniach: krajobraz (dawniej tylko lanczaft), krajopis, itd. P. krój.



Jest tu wyraźnie rozdzielone -         kraj w sensie ziemia        i        kraj w sensie krajać





Po średniku Bruckner pisze "dalej krajaćkrajczy..." i tak dalej.


Średnik - czyli taki znak "
;" oddziela nam w zdaniu dwie różne samodzielne rzeczy czy tematy, dokładnie mówi nam o tym definicja średnika:


Średnik w języku naturalnym

W przeciwieństwie do przecinka służy do oddzielania wyłącznie
samodzielnych gramatycznie i logicznie członów wypowiedzenia.


Nie wolno tego ze sobą łączyć.

Wikiedysta dopuszcza tu się manipulacji i zmienia sens nazwy Ukraina jako coś innego, na inne znaczenie słowa "kraj" budując z tego kłamliwą genezę nazwy Ukraina, jako coś co zostało od nas odkrajane.


Jeszcze większy galimatias zobaczymy wchodząc na stronę Ukraina (nazwa) 


We współczesnym językoznawstwie ukraińskim etymologia nazwy Ukraina dokładnie nie jest znana ze względu na odległość czasową od pierwszego użycia nazwy. Wbrew powszechnie przyjętemu tłumaczeniu słowa ukraina jako „okraina” – „pogranicze”, nazwa Ukraina wywodzi się od staroruskiego kraj („swoja ziemia”, „rodzima ziemia”) i przyimka „u”, co w połączeniu oznacza antonim słowa czużbina – „cudza ziemia”, „obca ziemia”. Większość współczesnych badaczy języka starosłowiańskiego przyjmują właśnie tę wersję etymologii nazwy, ponieważ tłumaczenie jej jako „pogranicza” z rosyjskiego okraina po raz pierwszy pojawiło się pod koniec XVII wieku w rosyjskich pracach historycznych. Nie może jednak ono być uważane za prawdziwe, gdyż sens słowa ukraina został wzięty z języka rosyjskiego, a nie starosłowiańskiego, a języki te mają spore rozbieżności merytoryczne.



antonim to inaczej - przeciwieństwo


nazwa Ukraina wywodzi się od staroruskiego kraj („swoja ziemia”, „rodzima ziemia”) i przyimka „u”, co w połączeniu oznacza antonim słowa czużbina – „cudza ziemia”, „obca ziemia”. 

Ktos coś zrozumiał?

Bełkot. 






Ten wpis dosłownie, aż prosi się o osobną analizę, może ją zrobię za jakiś czas i dołożę tutaj.



Sens słowa ukraina został wzięty z języka polskiego.

Najpierw powstał termin ukraina, ziemie ukraińskie jako ziemie na skraju państwa, a dopiero potem nam te ziemie faktycznie odkrojono, metodą Wędrującej Cywilizacji, tworząc nowe państwo, które nazwano od powszechnie używanej nazwy zwyczajowej "ukraina".

Podobnie krzyżacy postąpili wcześniej z Prusami pogańskimi, tworząc Prusy krzyżackie, i na pewno też wcześniej z ziem plemion słowiańskich nazywanych Germanami utworzyli zupełnie inny nowy kraj o nazwie Germania...

Dalsza część wywodu w wikipedii zawiera elementy autentyczne prawidłowej etymologii, to jest ten fragment:

Określenie „ukraina” jako nazwa pospolita pojawiło się w średniowieczu i oznaczało pierwotnie nazwę granicznych regionów geograficznych. Do końca XVI wieku termin „ukraina” nie miał charakteru oficjalnego i oznaczał jedynie „ugranicze” („pogranicze”, „krańce państwowe”) poszczególnych terenów, będących pod kontrolą różnych państw.


Prawidłowa etymologia nazwy Ukraina została także ujęta w przypisach na stronie wikipedii hasła "Ukraina":


  1.  „Ukraina, to każda ziemia na kraju, czyli na krańcu, u granicy, u kraju państwa położona”, Zygmunt Gloger, Geografia historyczna ziem dawnej Polski, Kraków 1903.


  1.  Pojęcie Ukrainy, ukrain równoznaczne było najczęściej z pojęciem pogranicza państwowego. Były tedy ukrainy tatarskie, moskiewskie, litewskie, polskie, a nawet w samej Rzptej polskiej (...) były różne „ukrainy”, czyli krańce państwowe Por. Franciszek Rawita-Gawroński, Nazwa Ukrainy: jej początek i charakter, „Ruś”, 1911, z. 1.





Tereny Polski na południowym wschodzie nazywano ukrainą, co oznacza tyle, co „u kraja” - czyli „skrajne” - "kraj na skraju", czy może raczej - "kraina na skraju"



Podobne znaczenie ma nazwa Krajna – region na styku Wielkopolski i Pomorza.



Ze strony Muzeum Ziemi Złotowskiej...


„Nazwa Krajna (łac. Crayen), dawniej również Skrajna, Kraina, ma staropolskie pochodzenie: 

oznacza „kraj na skraju”, obszar położony na skraju, rubieży, krańcu, granicy, państwa Polan (…)

Pierwszy zapis nazwy Crayen pochodzi z 19 listopada 1286 roku. (Użył go Przemysław II Książę Polski i Krakowa w przywileju wydanym w Pyzdrach Zakonowi Templariuszy dotyczącym nadania terenów w okolicy rzeki Drawy i Jeziora Drawsko.)

Położenie geograficzno-polityczne Krajny sprawiło, że jej obszar był przez długi okres czasu terenem rywalizacji władców polskich, pomorskich, niemieckich i krzyżackich, a także sporadycznie czeskich i szwedzkich. W ich wyniku Krajna często podlegała różnym administracyjnym przekształceniom i jej granice ulegały czasami istotnym modyfikacjom. Od końca XIII w. do formalnie 18 września 1773 roku granice te zasadniczo określały: na południu rzeka Noteć, na zachodzie rzeka Gwda, na północy rzeki: Debrzynka i Kamionka oraz na wschodzie rynna jezior byszewskich (zwanych dawniej strugą Plitwicą) oraz rzeka Brda między ujściami Sępolanki i Kamionki.

Kultura ludowa Krajniaków posiada bardzo silne związki z regionami sąsiednimi. Szczególnie silnie na teren Krajny oddziaływały obszary kulturowe: kaszubski i wielkopolski.




Ci co mieszkają na terenach Krajny to Krajniacy.
Nazwa podobna do Ukrainiec, prawda?

Krajniacy to Polacy, jak i Ukraińcy kiedyś byli Polakami.


Nie było potrzeby sposobem odrywać niewielkiej Krajny od Polski, bo była zagarnięta zbrojnie, to krzyżacy nie wymyślili żadnej nowej nacji i nowego państwa - Skrajna. 

Ale Ukraina to potężne ziemie i wiele ludności - dlatego tam tak zrobili, żeby osłabić Rzeczpospolitą.


Polecam przypomnieć sobie lekturę pism Dmowskiego, ale i tekst

"CO OBIECUJE ŚWIATU ROZCZŁONKOWANIE ROSJI?" - Iwan Iljin (praca z 15 lipca 1950)





Krajniacy w wikipedii:


Krajniacy (Krajniaki) – nazwa mieszkańców Krajny, ziemi granicznej między Wielkopolską i Borami Tucholskimi (okolice Sępólna Krajeńskiego, Złotowa, Piły i Wyrzyska).

Południową granicę obszaru wyznaczała Noteć. Nazwa Krajna pochodzi od historycznego położenia tego regionu na rubieży, na krańcu kraju Polan[1]. Krajna ma swoją kulturę i gwarę powstałą na bazie dialektu wielkopolskiego poprzez nałożenie się pomorskich (kaszubski) cech językowych jak również zapożyczeń z języka dolnoniemieckiego.



Krajna na mapie Polski:







Sępólno Krajeńskie jest gminą średniej wielkości. Swoim obszarem obejmuje znaczną część Pojezierza Krajeńskiego, tego terytorium, które leżało na krańcu- "kraju'' państwa Polan, skąd wywodzi się nazwa tego regionu "Krajna''.
Obecnie ziemia ta stanowi granicę między Pomorzem a Wielkopolską.




Termin Krajna jest również ujęty w wiki.

Ale tu wikipedia manipulacji już się nie dopuszcza...








Krajna (hist. SkrajnaKraina[1], łac. Crayen) – region etnograficzny w północno-zachodniej Polsce, podregion Wielkopolski.

Etymologia

Nazwa Krajna, pochodzi od słowa kraj czy też skraj, czyli terenu pogranicza, obrzeża, obszaru leżącego na skraju, ze względu na historyczne położenie tego regionu na krańcu państwa Polan.





I co??

Zapomniało się?

Hę??




Werwolf to patentowane głupki, ale nie lekceważmy kreciej roboty głupków. 



Temu należy stawiać zdecydowany opór i zwalczać na każdym roku!

Stawką jest wiedza i wychowanie polskiej młodzieży, czyli nasza przyszłość.



To jest stawka większa niż życie.




Nie ma i nigdy nie było żadnego narodu, który by się nazywał „skraja”. Na ukrainie, na skraju państwa polskiego mieszkała  ludność polska, rusińska, a nie żadna Skraja.




Ukraina, to ziemia położona na skraju państwa, czyli na krańcu, u granicy, u kraja państwa...







Słownik etymologiczny języka polskiego/kraj - Wikiźródła, wolna biblioteka (wikisource.org)

Średnik – Wikipedia, wolna encyklopedia

Ukraina (nazwa) – Wikipedia, wolna encyklopedia

Antonim – Wikipedia, wolna encyklopedia

historycy.org > Co oznacza i skąd pochodzi nazwa "Ukraina"?









"Nazwa Ukraina oznaczała ziemię pograniczną, stanowiła w przeszłości pogranicze między imperium osmańskim na południu, Rosją na północnym wschodzie i Polską na zachodzie."

Ukraińcy, Encyklopedia PWN: źródło wiarygodnej i rzetelnej wiedzy

















3 lata po wybuchu wojny domowej i 5 lat przed wojną z Rosją


"Poza tym nie zapominajmy – proeuropejskie nastawienie wyklucza antypolonizm. Nie da się na poważnie myśleć o zbliżeniu z Europą, wygrażając przy tym Polakom. Wschód Ukrainy może ciążyć ku Rosji, zachód tego kraju – niezależnie od tego, czy rewolucja godności przetrwa czy nie – będzie z tęsknotą patrzył w stronę Unii. A Unia to my. 

Ostatecznie zaś, żołądek zawsze weźmie górę nad ideałami – dla wielu Ukraińców Polska to dziś ziemia obiecana. Widzimy to i słyszymy na każdym niemal kroku. W mojej ocenie czeka nas integracja, a nie konflikt. Nie w wymiarze politycznym, państwowym, ale społecznym, kulturowym. Za kilkanaście lat Rzeczpospolita będzie krajem z dwu-trzymilionową mniejszością ukraińską."













Przypominam,








czwartek, 18 lipca 2024

Kto chce, ten ma - przedruki




przedruki
tłumaczenie automatyczne


KONIEC Z PROPAGANDĄ?


Robert Downey Jr. podobno odrzucił projekt filmowy o wartości 500 milionów dolarów, w którym zagrałby u boku Roberta De Niro. 

Decyzji, która wywołała intensywną debatę w branży, towarzyszyło dosadne oświadczenie Downeya Jr., który rzekomo nazwał De Niro "przebudzonym klaunem". 

Proponowany film, wysokobudżetowy thriller akcji, miał być wielkim hitem kasowym. Z budżetem wynoszącym 500 milionów dolarów, obiecywał zgromadzić dwa największe nazwiska Hollywood na wydarzenie filmowe, jakiego jeszcze nie było.

Jednak za kulisami napięcia między oboma aktorami narastają od lat, w dużej mierze ze względu na różnice w poglądach politycznych. 

Odrzucenie filmu przez Roberta Downeya Jr. jest zakorzenione w jego rosnącym niezadowoleniu z tego, co postrzega jako zwrot Hollywood w kierunku kultury "woke". 

W prywatnej rozmowie, która wyciekła do prasy, Downey Jr. miał powiedzieć:
 "Nie jestem zainteresowany współpracą z kimś, kto forsuje program polityczny, z którym fundamentalnie się nie zgadzam. Trzymaj tego przebudzonego klauna z dala ode mnie."

To stwierdzenie było zarówno celebrowane, jak i krytykowane. Zwolennicy Downeya Jr. twierdzą, że ma on pełne prawo do wyboru swoich projektów w oparciu o wartości osobiste i zawodowe. Krytycy postrzegają jednak jego komentarze jako odrzucenie ewoluującej inkluzywności i świadomości społecznej w przemyśle filmowym. 

Natychmiastowe skutki decyzji Downeya Jr. były znaczące. Projekt o wartości 500 milionów dolarów, który miał być jednym z największych filmów dekady, jest teraz zagrożony. Szefowie studia starają się znaleźć zastępstwo dla Downeya Jr., ale utrata tak głośnej gwiazdy bez wątpienia zachwiała wiarą w przyszłość projektu. 

Znawcy branży sugerują, że ten incydent może oznaczać punkt zwrotny w Hollywood, gdzie przekonania polityczne i społeczne coraz częściej wpływają na współpracę zawodową. "Tu nie chodzi tylko o jeden film" – powiedział znany producent, który chciał pozostać anonimowy. "Chodzi o szersze implikacje dla tego, jak poruszamy się po osobistych przekonaniach i relacjach zawodowych w tej branży". 


Robert De Niro, znany z ostrych komentarzy politycznych, zwłaszcza wobec byłego prezydenta Donalda Trumpa, nie stronił od wyrażania swoich poglądów. W odpowiedzi na komentarze Downeya Jr., De Niro wydał oświadczenie za pośrednictwem swojego publicysty: "Zawsze wykorzystywałem moją platformę, aby wypowiadać się przeciwko niesprawiedliwości i wspierać inkluzywność. Jeśli to czyni mnie "przebudzonym klaunem", niech tak będzie. Nie będę przepraszał za to, że staję w obronie tego, w co wierzę".


----------

NIEMIECKA SOLIDNOŚĆ



17.07.2024 18:26
Chaos na austriackich lotniskach

Od tygodnia austriackie lotniska zmagają się z poważnymi problemami. W ciągu ostatnich siedmiu dni ponad 1000 lotów było opóźnionych, a blisko 100 zostało całkowicie odwołanych. Sytuacja ta stawia Austrię na czele europejskiego rankingu opóźnionych połączeń lotniczych.

Z informacji przekazanych przez austriackie porty lotnicze wynika, że w dniach od 10 do 16 lipca odnotowano 1129 opóźnień, a 72 loty zostały odwołane.

„Liczby te stawiają Austrię na pierwszym miejscu w Europie, jeżeli chodzi opóźnione połączenia; stanowią one 42 proc. wszystkich lotów.” Na drugim miejscu są Niemcy, gdzie w tym samym okresie 38 proc. rejsów było opóźnionych. Do statystyki wliczane są opóźnienia wynoszące co najmniej 15 minut.

Przyczyny problemów

W większości przypadków opóźnienia są spowodowane niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi. Ostatni tydzień w Austrii upłynął pod znakiem intensywnych burz oraz gradobić. 

Dodatkowo na regularność rejsów wpływają akcje protestacyjne, które trwają na innych europejskich lotniskach.

Prognozy na przyszłość

Specjaliści zwracają uwagę, że sytuacja ta prawdopodobnie będzie się utrzymywać jeszcze przez kilka tygodni. Ich zdaniem, sytuacja wynika z rekordowo wysokiej liczby wykupionych tego lata biletów lotniczych oraz niedoborów personelu, zarówno w liniach lotniczych, jak i w obsłudze naziemnej. Problemy z dostawami nowych samolotów Boeinga i Airbusa również komplikują sytuację.

Konsekwencje dla pasażerów

Pasażerowie muszą liczyć się z dalszymi utrudnieniami. Opóźnienia i odwołania lotów mogą wpływać na ich plany wakacyjne, a także na kwestie związane z przesiadkami i dalszymi podróżami. Warto na bieżąco monitorować sytuację i być przygotowanym na ewentualne zmiany w rozkładach lotów.


-----



KTO SZUKA TEN ZNAJDUJE?


15.07.2024 15:33

Przyznał się do zabicia 42 kobiet!

Mężczyzna aresztowany po odnalezieniu kilku rozczłonkowanych ciał w kamieniołomie w stolicy Nairobi przyznał się do zabicia 42 kobiet, przekazała kenijska prokuratura. Dotąd odnaleziono zwłoki dziewięciu kobiet.


Policja poinformowała, że w domu aresztowanego 33-latka, położonym 100 metrów od miejsca zbrodni, znaleziono kilka smartfonów i dowodów osobistych. Znaleziono również maczetę, która zdaniem policjantów służyła do rozczłonkowywania ofiar, oraz dziewięć worków podobnych do tych, w których ukryto zwłoki, dodał portal BBC.

Od piątku, kiedy zaczęto przeszukiwać zamieniony w wysypisko śmieci kamieniołom, odnaleziono ciała w różnym stadium rozkładu. Ofiary miały od 18 do 30 lat i wszystkie zostały zamordowane w ten sam sposób.

Agencja AP twierdzi, że do przeszukania kamieniołomu doszło, ponieważ siostry jednej z zaginionych kobiet oświadczyły, że przyśniła im się, żądając, by szukać jej właśnie w tym miejscu. Natomiast według portalu BBC do wykrycia podejrzanego przyczyniła się analiza operacji finansowych dokonanych na telefonie jednej z ofiar w dniu jej zaginięcia.

Ponieważ okoliczna ludność oskarżała policję o zaniedbania - posterunek znajduje się w bezpośredniej bliskości kamieniołomu - dla dobra dochodzenia funkcjonariusze z tej placówki zostali przeniesieni.

Władze policyjne zwróciły się z prośbą o zgłoszenia do rodzin, które obawiają się, że także ich krewne mogły paść ofiarą zabójcy. Policja jest zdania, że ciąg morderstw mógł zacząć się w 2022 r. i trwać aż po ubiegły tydzień.

"Mamy do czynienia z seryjnym mordercą, psychopatycznym seryjnym mordercą, który nie ma szacunku dla ludzkiego życia" – powiedział Mohamed Amin, szef Dyrekcji Śledczej.





niezalezna.pl/swiat/chaos-na-austriackich-lotniskach/522590

besttentbrands.net/2024/07/robert-downey-jr-rejects-500-million.html

niezalezna.pl/swiat/przyznal-sie-do-zabicia-42-kobiet/522429



Polska pod Nie-rządem





mija siódmy miesiąc...


tempo rozkładania państwa na łopatki jest ekspresowe





przedruki



-----------



Małe sklepy wymierają



16 lipca 2024, 07:08


Tylko w sześć miesięcy tego roku w Polsce zlikwidowano 1,6 tys. sklepów, a 5,2 tys. zawiesiło działalność. Będzie jeszcze gorzej, bo szybko rosną koszty energii i płac – uważają cytowani we wtorkowym wydaniu „Rzeczpospolitej” eksperci.


Z 28 monitorowanych sektorów handlu w pierwszym półroczu w 21 odnotowano spadek liczby sklepów, a tylko w sześciu wzrost, w przypadku jednego sektora nie odnotowano różnicy – wynika z danych Dun&Bradstreet Poland, które podaje jako pierwsza „Rzeczpospolita”.


Sklepy spożywcze zanikają

Dziennik we wtorkowym wydaniu zwraca uwagę, że najbardziej zmniejszyła się liczba sklepów spożywczych (o ponad pół tysiąca) i odzieżowych (o ponad 200). Poza tym ubyło sklepów ogólnego przeznaczenia, a także z farbami, art. metalowymi i piśmienniczymi czy księgarni.

„Znikają punkty niezależne, niezsieciowane. Działalność w grupie, choćby z zapleczem partnera w postaci dystrybutora, jest prostsza, a konkurencja na rynku wciąż jest mordercza, co jest efektem choćby praktyk wielkich sieci”
– mówi cytowany przez „Rzeczpospolitą” Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu. 

– Innym powodem znikania sklepów jest sukcesja. Młodsze pokolenie, patrząc, jak wyglądała walka ich rodziców o utrzymanie rodzinnego sklepu, coraz częściej nie ma ochoty na kontynuowanie jego działalności” - dodał ekspert.


Sieci dyskontów przejmują większość rynku

Gazeta wskazuje, że w małe sklepy uderza też inflacja. Wyższe ceny napędzają klientów do dużych obiektów, głównie dyskontów, kosztem niezależnego handlu, ale i topniejących w oczach hipermarketów. 

Przykładowo Carrefour na koniec marca miał 813 sklepów, o 28 mniej niż na koniec 2023 r. Według „Rzeczpospolitej” nie wszyscy jednak mają powody do narzekania.



----------


3 LIPCA 2024

Hołd Tuski. Czy to już Po-LAND?


Szybko poszło. Trwająca od października stopniowa wasalizacja Warszawy przez Berlin zakończyła się symbolicznym koncertem dyplomatycznym, podczas którego jedna strona nadawała ton i dyrygowała, druga wiernopoddańczo odgrywała napisaną za granicą partyturę.

Niestety, Polska pod rządami „uśmiechniętej koalicji” zatraciła już ostatnie resztki własnej podmiotowości. Dobitnie potwierdza to oddanie walkowerem kwestii reparacji; sprawy bardziej o charakterze godnościowym niż ekonomicznym. Jak podkreślił kanclerz Scholz, Niemcy – pierwsza gospodarka Europy i najbogatsze państwo w tej części świata – będą się STARAĆ zadośćuczynić ofiarom niemieckich zbrodni na Polakach. W jaki sposób? Nie wiadomo. Powiedzieć, że to jak splunąć ofiarom w twarz to nic nie powiedzieć. Pytanie, czy zanim uruchomią program to jeszcze jacyś poszkodowani pozostaną…

Podobnie z obietnicą budowy pomnika pamięci ofiar III Rzeszy. Monument niby powstanie, ale Polakom musi wystarczyć wiara w dobre intencje naszych zachodnich sąsiadów. Brak konkretnych kwot wytknęła Scholzowi nawet niemiecka prasa, wskazując, że polityk nie zdobył się nawet na kurtuazyjny gest zwiastujący nowe otwarcie w stosunkach między państwami. Niemiec w języku dyplomatycznym po prostu oznajmił: Warszawa nie ma prawa od Berlina czegokolwiek oczekiwać. I rzeczywiście nie oczekuje. Sam Tusk przyznał, że inicjatywa to „intencja” i „potrzeba” wyłącznie strony niemieckiej.

Z kolei polski premier, zapytany o konkrety odpowiedział: „żadne pieniądze nie są w stanie zadośćuczynić krzywd i ogromu cierpienia”. Więc żadnych pieniędzy nie będzie, koniec kropka. Sprzedaliśmy się niemieckiej polityce historycznej za paczkę fajek, nie oczekując nic w zamian – podarliśmy weksel na 6,2 bln zł, licząc, że budowanie instrumentów nacisku i rozłożoną na lata kampanię zastąpi nam poklepywanie po ramieniu w rytm słów guter Pol.

Wiernopoddańcza postawa przekłada się również na kwestie o znaczeniu strategicznym. Jeszcze trzy dni temu Olaf Scholz na szczycie Rady Europejskiej upokorzył Polskę i kraje bałtyckie, torpedując finansowanie ich wysiłku na rzecz obrony granic UE. Berlin dał jasno do zrozumienia, że sprzeciwia się budowaniu zdolności obronnych poszczególnych krajów. Nic dziwnego – Niemcy pragnące dominacji na kontynencie nie potrzebują konkurencji ze strony sąsiadów; zwłaszcza Polski. A swój potencjał najlepiej rozwijać pod płaszczykiem zapewniania „bezpieczeństwa Europie”.

„Nie wyobrażam sobie, żeby Niemcy nie stały się wiodącym państwem w kwestii wspólnego, europejskiego, w tym polskiego bezpieczeństwa” – oznajmił Tusk, zapewniając o pełnym poparciu dla niemieckiej kurateli. Jego słowa jako żywo przypominały żałosne czapkowanie Radosława Sikorskiego, mówiącego o strachu szefa polskiego MSZ przed niemiecką bezczynnością. Za słowami idą również czyny. Jak wynika z analizy dokumentów niemieckiego MSZ, w naszym kraju już wkrótce pojawią się wspólne patrole niemieckich i polskich funkcjonariuszy. Czyżby przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu było na tyle dużo, by nie dało się ich po cichu przerzucać z powrotem do Polski?

A już naprawdę żenująco brzmią słowa Tuska o Polsce i Niemczech jako „wspólnych ofiarach” szantażu migracyjnego Łukaszenki i Putina. Skąd my to znamy. Państwo budujące swoją dominację za pomocą rosyjskiego gazu, napędzające wojenną machinę Kremla i odcinające energetycznie sąsiadów za pomocą Nord Stream 2 nagle staje w jednym szeregu z ofiarami. Warto jeszcze zapytać, czy to również Putin słał serdeczne „herzlich willkomen” do imigrantów w 2015 r.?

No ale skoro problem jest wspólny, wspólna jest również odpowiedzialność; jak wynika z zapisów podpisanego przez Tuska Paktu Migracyjnego, również i my będziemy mieć chwalebny udział w jego przezwyciężaniu.

Szybko poszło. Trwająca od października stopniowa wasalizacja Warszawy przez Berlin zakończyła się symbolicznym koncertem dyplomatycznym, podczas którego jedna strona nadawała ton i dyrygowała, druga wiernopoddańczo odgrywała napisaną za granicą partyturę. Wraz ze zwycięstwem „uśmiechniętej koalicji” wraca, wydawało się pogrzebany na dobre, odwieczny kompleks przed niemieckim übermenschem, fatalne przekonanie, że gra na silne Niemcy podnosi dobrobyt i zapewnia wyższą pozycję w Europie. Tymczasem jedyne co nam pozostaje to resztki z pańskiego stołu i nadzieja, że dobry pan łaskawie popuści nam łańcucha.

Piotr Relich




--------



Remigiusz Okraska: Zamach na cywilizację


16.07.2024 20:54


Gdyby mało było jeszcze zwolnień grupowych w sektorze prywatnym, pracę ma stracić kilka tysięcy pracowników Poczty Polskiej.

Wiosną gruchnęła wieść, że nowy szef Poczty Sebastian Mikosz zamierza zwolnić 5000 pracowników.

Mamy nowy rząd, ale wszystko to jest stare i dobrze znane. Aż za dobrze.



To już było
 

Stary jest Mikosz. Za Donalda Tuska i Ewy Kopacz szefował LOT-owi, w czasach, gdy narodowego przewoźnika przygotowywano do sprzedaży w obce ręce.

„Restrukturyzował” firmę m.in. za pomocą wypowiedzenia zbiorowego układu pracy.

 Wcześniej był wiceszefem Pracodawców RP, organizacji lobbującej w interesie biznesu – nierzadko kosztem interesów pracowników.

Stare jest myślenie. „Reforma” Poczty ma jedną przyczynę: „nierentowność”. W czasach erupcji neoliberalizmu uznano, że ma ona podlegać prawom rynku i przynosić zyski. To nonsens. Poczta jest usługą publiczną. A wręcz cywilizacyjną. Równie dobrze można uznać, że rentowna powinna być stacja dializ. A jeśli nie jest, to do likwidacji, chorzy niech sobie jakoś radzą – albo umierają.

Stare są też metody. Za poprzednich rządów premiera Tuska zlikwidowano prawie tysiąc placówek pocztowych, w tym niemal pięćset na obszarach wiejskich. W wielu innych zredukowano obsadę i skrócono godziny otwarcia.

Stare będą też efekty.

To zawsze działa tak samo.

Najpierw obcinają fundusze instytucjom publicznym. Niedofinansowane działają więc gorzej. Społeczeństwo narzeka. Wychodzi liberalny polityk i mówi:

 „Zobaczcie, państwowe się nie sprawdza, trzeba to sprzedać”.

Pojawia się prywatny kupiec. Zwykle zagraniczny lub zakolegowany z władzą. I przejmuje – oczywiście tylko najbardziej smakowite kąski.

 

A ludzie, klienci, obywatele? Zaniosą pieniądze prywatnemu podmiotowi. Wykonają za niego część pracy, odbierając lub nadając przesyłkę pod chmurką. Albo w sklepie rybnym, jak za poprzedniego rządu Donalda Tuska. Po co im cywilizacja? Nie należy się. Nie była rentowna.

Wiele razy słyszałem, że „Poczta zamieniła się w sklepik”. Cóż, taki jest efekt wymuszonego dążenia do rentowności za wszelką cenę. Poczta zarabia kilkadziesiąt milionów rocznie na sprzedaży książek. Na prowincji często stanowi jedyne miejsce, gdzie można je obejrzeć przed zakupem oraz nabyć także wtedy, gdy jest się np. seniorem wykluczonym cyfrowo.


Zwolnienia

Prezes Mikosz niedawno potwierdził zamiar zwolnienia 5000 osób. Związkowcy obawiają się, że będzie ich dwa razy tyle. Mikosz zapowiedział też, że pozostali nie dostaną żądanych podwyżek płac. I że wypowie zbiorowy układ pracy, czyli pogorszy warunki zatrudnienia.

Czy zrobi się rentownie? Nie sądzę. Za to będzie gorsza obsługa i gorsza usługa. Łatwiej więc będzie o społeczne przyzwolenie na pokawałkowanie Poczty. Na likwidację nierentownego oraz sprzedaż tłustych kąsków jakiemuś tłustemu misiowi.

Może taki łaskawca przejmie część pracowników. Znam nawet dla nich ofertę: zero praw pracowniczych, umów o pracę, związków zawodowych. Tylko harówka na akord, jak w XIX wieku. Cywilizacja jest przecież nierentowna, więc się nam nie należy.


-------



Zwolnienia w PKP Cargo. 

Kolejarska „S” mówi stanowcze „nie” i grozi strajkiem na całej kolei



17.07.2024 13:51

Krajowa Sekcja Kolejarzy NSZZ „S” przestrzegła, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to „zostaną podjęte radykalne działania obejmujące wszystkie spółki kolejowe ze strajkiem solidarnościowym na całej sieci PKP włącznie”.


„Krajowa Sekcja Kolejarzy NSZZ «Solidarność» mówi stanowcze «NIE» wobec działań obecnego Zarządu PKP CARGO w stosunku do pracowników zatrudnionych w tej spółce oraz spółkach zależnych. Planowane masowe zwolnienia pracowników spowodują degradację spółki i brak możliwości wykonywania bieżących zadań przewozowych, w szczególności, tak istotnych kwestii jak obronność kraju realizowaną poprzez transporty wojskowe” – napisali związkowcy w przyjętym dziś stanowisku.

Kolejarska Solidarność podkreśliła, że tak duże zwolnienia doprowadzą do „zubożenia i braku możliwości egzystencji tysięcy rodzin kolejarskich”.

„Uważamy, że działania obecnego zarządu mogą doprowadzić do eliminacji narodowego, strategicznego przewoźnika i oddania rynku przewozów towarowych w «obce ręce» tj. DB CARGO, CD CARGO, UŻ – CARGO.PL” – zaznaczyli.


„Zostaną podjęte radykalne działania”

Związkowcy wyrazili też poparcie dla pracowników PKP Cargo walczących o swoje miejsca pracy oraz utrzymanie „wiodącej roli spółki PKP CARGO na rynku przewozów towarowych”.

Krajowa Sekcja Kolejarzy NSZZ „S” przestrzegła również, że jeśli zajdzie taka potrzeba, to „zostaną podjęte radykalne działania obejmujące wszystkie spółki kolejowe ze strajkiem solidarnościowym na całej sieci PKP włącznie”.



----

Niemiecki potentat FlixTrain pcha się na polskie tory!



Koncern Flix, który zdominował rynek międzymiastowych i międzynarodowych autobusowych przewozów pasażerskich i działa nad Wisłą pod marką FlixBus, chce zdobyć przyczółek w kolejowych przewozach osób pod brandem FlixTrain. Na pierwszy ogień ma pójść połączenie Warszawa-Poznań-Berlin.

W ostatnim czasie coraz więcej zagranicznych przewoźników uruchamia połączenia kolejowe do Polski. Jak informuje branżowy serwis portalkolejowy.pl, właśnie dołącza do tego grona spółka Flix. 

To niemiecki koncern transportowy, który pojawił się w Polsce w 2015 roku i zyskał popularność, oferując przewozy autobusowe pod marką FlixBus. Charakterystyczne zielono-pomarańczowe autokary zobaczyć można na drogach w aż 35 europejskich krajach.

FlixTrain Warszawa-Berlin od grudnia 2025 roku

Od 2018 roku firma oferuje także przewozy kolejowe – na razie na terenie Niemiec (trasy: Berlin-Hamburg, Frankfurt-Stuttgart i Kolonia-Hamburg), ale ma się to zmienić, bo FlixTrain postanowił niedawno rozszerzyć ofertę połączeń kolejowych i złożył do Urzędu Transportu Kolejowego formalny wniosek o uruchomienie własnego połączenia Warszawa-Berlin.

Jak wynika z informacji przekazanych przez portalkolejowy.pl, pierwszy pociąg na tej trasie miałyby ruszyć 14 grudnia 2025 roku. Plan zakłada realizowanie połączenia przez 5 lat, czyli do końca 2030 roku.

nowe połączenie FlixTrain miałoby być dostępne wyłącznie w ruchu międzynarodowym. W związku z tym pasażerowie będą mogli kupić bilety jedynie z Berlina do Poznania czy Warszawy i odwrotnie, ale pomiędzy Warszawą i Poznaniem nie będzie to możliwe.

-------




Na obcej, krótkiej smyczy



Samuel Pereira

17.07.2024 21:12


Jeśli kogoś to, co się dzieje w Polsce zaskakuje, to znaczy, że nie słuchał uważnie Niemców, gdy zapowiadali co się będzie działo w naszym kraju. 

Krótko po wygraniu wyborów przez „uśmiechniętą” koalicję Klaus Bachmann, niemiecki dziennikarz mieszkający na stałe w Polsce doradzał potencjalnemu nowemu rządowi co ma teraz zrobić. Zrobił to publicznie, na łamach „Berliner Zeitung”, dzięki czemu mogliśmy się z tymi radami zapoznać.


Bogu dzięki, że przynajmniej tyle do nas dotarło, bo aż strach pomyśleć co Donaldowi Tuskowi Niemcy radzą prywatnie, jak instruują go „przyjaciele z Zachodu” w rozmowach osobistych. Otóż Bachmann wyjaśnił, że jeśli naprawdę koalicja złożona z Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy chce mieć możliwość sprawowania władzy i realizowania swoich planów, to musi skierować „całą siłę państwa policyjnego” przeciwko nowej największej partii opozycyjnej (Prawo i Sprawiedliwość) i Prezydentowi Andrzejowi Dudzie.
 
 
Czyli dokładnie to, co się dzieje na naszych oczach. 

Te publiczne rady zostały przez tegoż Bachmanna doprecyzowane w grudniu, gdy ogłosił, że

 „nad Wisłą rozpoczyna się dość unikalny na skalę światową eksperyment, który może być nauką dla wielu innych krajów: demokratycznie wybrana koalicja partii demokratycznych próbuje uczynić kraj ponownie demokratycznym przy użyciu metod niedemokratycznych.” 

Proste? Proste!


[zauważmy - "nad Wisłą", a nie "w Polsce" -  dla tego pana Polska formalnie nie istnieje, lub nie w tych granicach - przypominam linki na koniec posta - MS]



Traktowanie obywateli jak głupków

Ktoś się spytał: ale w jakim celu nowa władza ma tak ostro walczyć z opozycją, nawet przekraczając normy demokratyczne i prawne? Kto ma na tym skorzystać? Może obywatele? Nic z tych rzeczy.

Polacy mają cieszyć się z igrzysk, nawet jeśli chleba coraz mniej. Mamy do czynienia z prostym mechanizmem, że im więcej niespełnionych obietnic, tym więcej piany, medialnych wrzutek i „rozliczeń”. Temu wszystkiemu towarzyszy próba masowego ogłupiania. Co ciekawe nikt nie ma tak złego zdania o wyborcach Tuska, Hołowni, Kosiniaka-Kamysza i Czarzastego, co ta czwórka. Będą poniżać ich intelektualnie, będą rozpalać nienawiść, by wyciszyć rozum, tak, jakby byli dla nich polityczną bronią, a nie ludźmi, którym obiecało się lepszy byt i należałoby tę obietnicę zrealizować, a przynajmniej podjąć taką próbę.

Oswojone zwierzątko

Im większa pogarda do własnych wyborców, tym mocniej zdarte kolana do zagranicznych patronów. Do rangi symbolu urasta fakt, że to Adam Bodnar po niemiecku mówił o sobie jako „oswojonym” zwierzaczku, a w maju 2022 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” mówił wprost, że jeśli wygrają, to oddadzą się pod zagraniczną specjalną troskę. 

„Po wygranej powinniśmy się związać umowami strategicznymi z różnymi organizacjami międzynarodowymi, które będą nam doradzały, jak reformować i naprawiać choćby wymiar sprawiedliwości, będą nas stabilizowały i ustawiały na kursie.” 

A kurs jest taki, że paliwa za 5,19 zł nie ma, kwoty wolnej 60 tys. złotych nie ma, ceny prądu, tak jak liczba członków rządu, podatki za żywność i inflacja – rosną, a zyski spółek skarbu państwa, niczym oglądalność TVP lecą na łeb na szyję.


Obcy kurs, nasz rachunek

Dziś każdy wyborca partii stanowiących rządzącą koalicję musi sobie odpowiedzieć na kilka pytań.

Sformułuję je wprost:

Czy naprawdę chcesz być ustawiany przez Donalda Tuska i Adama Bodnara na obcym „kursie” wytyczonym przez kraje i organizacje, które źle życzą Polsce? 

Jak długo chcesz godzić się na traktowanie jak pionek w grze, gdzie liczy się tylko władza i zadowolenie zagranicznych patronów, a nie dobro obywateli?
 
 
Każda władza, która traktuje swoich wyborców z pogardą, prędzej czy później zostanie przez nich rozliczona. Takie są prawidła, jak w matematyce 2+2. Owszem, dobre igrzyska mogą przysłonić brak chleba, ale tylko na krótko. W końcu jednak przyjdzie czas, gdy Polacy upomną się o swoje obietnice i o godność, której nikt z zewnątrz nie ma prawa im odbierać.




----------




"nad Wisłą", a nie "w Polsce":




tzw. "Wiślania"



zwiślanizowana znaczy po prostu spolonizowana?

to normalna rzecz, że w Polsce mówi i myśli się po polsku, 


czy to też ma być obraźliwy epitet?

Może o to chodzić, bo...

... przecież słowo Wisła to nic innego jak spolszczenie niemieckiej nazwy Weischel.

Z kolei niemiecka nazwa Weischel to po prostu kalka z polskiej nazwy Biała. 

To niestety dość często się zdarza w Polsce, tym problemem trzeba też się zająć, tylko akurat nie teraz tu, przy tym artykule...

I może właśnie o to chodzi autorowi, ale tego nam nie wyjaśnia - to ciekawe, że on to wie, jeżeli wie, ale o innych niuansach już "nie wie"... czyli nie mówi, 

a więc słowo zwiślanizowana znaczy, że jesteśmy podwójnie zgermanizowani, i to tak, że nawet nie jesteśmy tego świadomi (to taki przykład na "wspólną tożsamość narodową" - używamy tak naprawdę nazwy Weischel, zamiast Biała)

On to wie, ale nam tego nie mówi - i w tym wypadku termin ten jest jednoznacznie pogardliwy.



podobnie ten drugi termin - Wiślanię - to takie znowu nie wprost negowanie polskiej kultury, odmawianie Polakom prawa do myślenia i mówienia po polsku (no i pogardy cd.)











--------

ku uwadze i jako odtrutka...









--------


sobota, 13 lipca 2024

Nowy Ład

 


"Ktokolwiek zdominuje Europę, tym samym obejmie przywództwo nad światem"
— Joseph Goebbels



"ktokolwiek" ?


Mam nadzieje, że to nie oznacza - "
pod jakimkolwiek przebraniem"...




Warto porównać sobie definicję w angielskojęzycznej wikipedii - i w wikipedii dla Polaków.




Wersja angielska - i inne - jest rozbudowana, co widać choćby po suwaku z boku strony,

wersja dla Polaków tak naprawdę nic nie mówi, 

wersja rosyjska jest dość uboga, ale ma przynajmniej trochę tekstu..


Dwa kraje, dwa narody najbardziej doświadczone od Niemców mają najuboższe wpisy na ten temat - to dokładnie pokazuje kto tam siedzi i tego pilnuje.



wersja angielska tłumaczona automatycznie




wersja rosyjska




wersja polska


Zza grobu...

 


przedruk






Jerzy Stuhr nie żyje. Szokujący nekrolog w krakowskiej prasie


13.07.2024 16:40



W wieku 77 lat we wtorek zmarł aktor filmowy i teatralny, polonista, profesor sztuk teatralnych Jerzy Stuhr. W krakowskiej prasie pojawił się zaskakujący nekrolog.






Znany dziennikarz i publicysta Wojciech Mucha opublikował na Twitterze [X] nekrolog z krakowskiej prasy, który miała zamówić rodzina aktora.


Nie wiem, co jest w tym jakoś bardziej zabawne(?): Czy że rodzina przypomina, że Zmarły był inteligentem? Czy że uważa za istotne wskazać, że był on "synem mitteleuropy" (być może Zmarły sam miał się za takiego - nie wiemy, są przesłanki)

- napisał Mucha.


Dalej dziennikarz przypomniał:


Mitteleuropa

"W 1915 r. niemiecki publicysta Friedrich Naumann w pracy zatytułowanej Mitteleuropa (niem. – Europa Środkowa) przedstawił koncepcję stworzenia wielkiego państwa obejmującego terytoria Rzeszy, Austro‑Węgier oraz Europy Środkowej i Wschodniej aż po Kaukaz. Miał to być rejon autarkiczny (samowystarczalny gospodarczo) dzięki własnym zasobom naturalnym i źródłom energii, zdominowany kulturowo przez Niemcy. Jedną z metod urzeczywistnienia tej idei było gospodarcze uzależnienie od nich krajów Europy Środkowo‑Wschodniej. Klęska Niemiec w I wojnie światowej nie spowodowała upadku koncepcji Mitteleuropy. Nawiązywali do niej naziści, głoszący hasło zdobywania potrzebnej Niemcom przestrzeni życiowej (niem. Lebensraum)".







tysol.pl/a124753-jerzy-stuhr-nie-zyje-szokujacy-nekrolog-w-krakowskiej-prasie


Albanizmy w serbskim



przedruk
tłumaczenie automatyczne




Serbowie używają tych albańskich słów KAŻDEGO DNIA, nawet MATKA jest często nazywana po albańsku: Wyrażenia oznaczające MOCZ I CHRÉE zostały udomowione i w sumie jest ich ponad 300



Język serbski zawiera dużą liczbę obcych słów, które są używane w mowie potocznej. Turkizmy i anglicyzmy są najbardziej rozpowszechnione, ale czy zastanawiałeś się kiedyś, jakie jest pochodzenie słów keva lub nawet hat? Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, zdradzimy "sekret" - są to słowa pochodzenia albańskiego. A jest ich o wiele więcej, które są częścią naszego słownictwa i nigdy nawet nie zgadliśmy, w jakim języku są ich korzenie.




Viktor Veličković
23.10.2023. 13:20


W języku serbskim istnieją słowa, które zostały udomowione w mowie, zwłaszcza ulicznej, nieformalnej i wywodzą się z języka albańskiego. W przypadku niektórych z nich byliśmy przekonani, że to nasze słowa. Według niektórych źródeł takich słów, zwłaszcza w slangu, według badań z początku XX wieku, jest 330, co oznacza, że obecnie jest ich z pewnością jeszcze więcej.

Poniżej przedstawiamy najczęściej używane słowa pochodzenia albańskiego w języku serbskim, o czym donosi portal "espreso.co.rs".


KEVA (matka)
Rzeczownik utworzony od czasownika "kevati", który wcześniej powstał ze słowa "ke" (imas) i serbskiego "dawać".

NJUPATI (jeść)
Albańczycy mówią "ngop" na określenie stanu nasycenia, a z niewielkimi zmianami głosu doszliśmy do naszego "njup".

ŠORATI (oddawać mocz)
W języku albańskim mocz nazywa się "šura", więc analogia jest więcej niż jasna.


KINTA (novac)
Kindark to albańskie słowo oznaczające setną część franka, dawną podstawową jednostkę monetarną południowego sąsiada kraju.



Nailje R. Malja Imami i Marija Popović z Wydziału Filologicznego w Belgradzie przygotowały referat zatytułowany "Albanianizmy w mowach serbskich i macedońskich", a słowa, które najbardziej zapadły w pamięć w naszym języku, to:


Drań (w Safet Hoxha's Bastard)
Hodża zwraca uwagę, że to słowo z języka albańskiego weszło do języków serbskiego i chorwackiego, macedońskiego, bułgarskiego, greckiego i rumuńskiego, ale w tych dwóch ostatnich językach lepiej zachowało starsze znaczenie, który nazywano "dzieckiem", co nie ma miejsca w językach słowiańskich, w których oznacza młodego mężczyznę lub dziewczynę, którzy służą, a w zamian otrzymują "odgałęzienie owocu lub rośliny". 

Čabej wskazuje na stosunkowo wczesne przyjęcie tego słowa we wszystkich językach bałkańskich.



Osioł (na osiołku Safeta Hodży)
Hodża twierdzi, że to słowo z języka albańskiego weszło do macedońskiego i bułgarskiego jako osioł, do serbskiego i chorwackiego jako osioł, a rumuńskiego jako osioł. 

Zauważa, że zwierzę to nazywa się osao, osioł w językach słoweńskich poza Bałkanami. 

Zwraca uwagę, że zgodnie z interpretacją E. Čabeja to albańskie słowo magarras dzieli się na maigar, ale nie podaje dalszych wyjaśnień, a jedynie odwołuje się do swojego opracowania Studime gjuhësoreI (1976) i do Ajeti GjA 2 (1968). 

Mianowicie, Chabei kojarzy starą formę słowa gardia z sanskryckim słowem garimā "ciężki, ładunek". Stanišić zauważa, że słowo to znajduje się na liście albańczyków i że wywodzi się od Čabej od gar. Przypomina nam, że Petar Skok od dawna pokazuje, że słowo "robak"

Czy wiesz o pochodzeniu tych słów i czy znasz jakieś inne słowa, które są często używane w naszym języku, a które mają albańskie korzenie?



oryginalna treść


U srpskom jeziku postoje reči koje su se odomaćile u govoru, posebno onom uličnom, neformalnom, a potiču iz albanskog jezika. Za neke od njih bili smo uvereni da su naše reči. Kako pišu određeni izvori, takvih reči je 330, posebno u slengu, i to prema istraživanjima sa početka 20. veka, što znači da ih sada zasigurno ima još više.

Možda vas zanima


U nastavku vam donosimo najčešće korišćene reči albanskog porekla u srpskom jeziku, kako prenosi portal "espreso.co.rs".


KEVA (majka)
Imenica nastala od glagola "kevati", koji je prethodno nastao od reči "ke" (imaš) i srpskog "davati".

NJUPATI (jesti)
Albanci za stanje zasićenosti kažu "ngop", a sitnim glasovnim promenama mi smo došli do našeg "njupa".


ŠORATI (urinirati)
Na albanskom jeziku se mokraća kaže "šura", pa je analogija više nego jasna.


KINTA (novac)
Kindark je albanska reč koja označava stoti deo franga, nekadašnje osnovne novčane jedinice u državi južnog suseda.



Nailje R. Malja Imami i Marija Popović sa Filološkog fakulteta u Beogradu uradile su rad pod imenom "Albanizmi u srpskim i makednonskim govorima", a reči koje su najupešatljivije u našem jeziku su:


Kopile (kod Safeta Hodže kopilj)

Hodža ističe da je ova reč iz albanskog jezika ušla u srpski i hrvatski, makedonski, bugarski, grčki i rumunski jezik, s tim što je u ova dva poslednja jezika bolje sačuvala starije značenjekopile, kojom se imenovalo ̓dete ̓, što nije slučaj sa slovenskim jezicima, u kojima ona označava mladića ili devojku koji služe, a za nadoknadu dobijaju ̓izdanak neke voćke ili biljke ̓. Čabej ukazuje na relativno rano preuzimanje ove reči u svim balkanskim jezicima.



Magarac(kod Safeta Hodže magare)

Hodža navodi da je ova reč iz albanskog jezika ušla u makedonski i bugarski kao magare, u srpski i hrvatski kao magarac, a rumunski kao magar. Napominje da se ta životinja u slovenskim jezicima izvan Balkana naziva osao, osla. Ističe da se prema tumačenju E. Čabeja ova albanska reč magarraščlanjuje na maigar, ali ne daje dalje objašnjenje, već samo upućuje na njegovu studiju Studime gjuhësoreI (1976) i na Ajetija GjA 2 (1968). Naime, Čabej stari oblik reči gardovodi u vezu sa sanskritskom reči garimā ̓težak, tovar ̓. Stanišić napominje da ova reč može da se sretne u spisku albanizama i da se ona izvodi po Čabeju od gar. Podseća da je Petar Skok odavno pokazao da je reč magarslovenska

Da li ste znali za poreklo pomenutih reči i da li znate za još neku koja se često koristi u našem jeziku, a da ima albanske korene?





zena.blic.rs/lifestyle/ove-albanske-reci-srbi-koriste-svaki-dan-cak-i-kad-majku-ovako-nazovemo-pricamo-na/y14t8ve







Wróg w naszym domu....



Polegają one na osaczaniu ludzi, na ich zaszczuwaniu, detonowaniu ich inicjatyw. Oczywiście narzędzia niszczenia ludzi są ulepszane, bo na przykład jest internet, ale wciąż jest to ten sam schemat.

Wroga należy neutralizować dezintegrując jego środowisko, dezinformując o jego działalności, izolując od współpracowników, ośmieszając, przypisując najbardziej kompromitujące rzeczy, odcinając od źródeł finansowania.




Dokładnie.

Tak właśnie robią.

Polacy to dla nich wróg.








przedruki




Schnepf w obławie augustowskiej


11.07.2024 20:56


W pierwszej połowie lipca 1945 r. na Suwalszczyźnie Sowieci przeprowadzili tzw. obławę augustowską. To największa po II wojnie światowej zbrodnia dokonana na Polakach, podczas której oddziały NKWD i Armii Czerwonej zatrzymały ok. 7 tys. osób. Prawie 600 podejrzewanych o powiązania z AK-owskim podziemiem wywieziono i zamordowano w nieznanym do dziś miejscu.

W mordzie, zwanym „drugim Katyniem”, brał udział Mirosław Milewski, który pracę w bezpiece rozpoczął jako 16-latek, w 1944 r. Oprócz tego (a może przede wszystkim) współpracował z sowieckim kontrwywiadem „Smiersz”. W III RP został oskarżony z powództwa Czesława Burzyńskiego o to, że jako funkcjonariusz WUBP w Białymstoku w marcu 1947 r. bezprawnie aresztował tego żołnierza Armii Krajowej (żołnierze AK podlegali wówczas amnestii) i wydał go NKWD. Sowieci sądzili Burzyńskiego za zdradę sowieckiego państwa i… nielegalne przekroczenie granicy; do Polski wrócił po 11 latach ciężkich robót w kopalni węgla w Workucie, przez co został inwalidą I grupy. Burzyński śledził błyskotliwą karierę Milewskiego, który dochrapał się stołka szefa komunistycznego MSW i stopnia generała dywizji SB, będąc jednym z najbardziej tajemniczych i zaufanych ludzi Moskwy.

Kolejne sprawy

Nazwisko Milewskiego pojawia się w kontekście zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki, Grzegorza Przemyka, wprowadzenia stanu wojennego (w tej sprawie zeznawał w III RP w charakterze świadka przed komisją odpowiedzialności konstytucyjnej) i afery „Żelazo” – dotyczyła zrabowania przez politycznych gangsterów (funkcjonariuszy MSW) i zawodowych gangsterów ze świata przestępczego dużych ilości złota i kamieni szlachetnych z „imperialistycznego” wówczas Zachodu. Dokumenty w tej sprawie zostały jednak zniszczone (przez pogrobowców PRL), a śledztwo – z powodu przedawnienia – umorzone (przez prokuratora III RP). Również proces z wniosku Burzyńskiego – jak się łatwo domyślić – nie zakończył się nigdy. Milewski zmarł w 2008 r.

W obławie augustowskiej brał również udział, jako dowódca w 1. Praskim Pułku Piechoty, późniejszy pułkownik komunistycznego kontrwywiadu wojskowego Maksymilian Schnepf, ojciec ambasadora RP m.in. w Stanach Zjednoczonych Ryszarda Schnepfa.

Pochodzenie

Jak pisała „Gazeta Polska”:

„matka b. dyplomaty, Alicja była funkcjonariuszem Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, zwalczającym podziemie niepodległościowe, zaś krewny Oswald Sznepf jako sędzia wojskowy wydał co najmniej kilkanaście wyroków śmierci na Żołnierzy Wyklętych. Nikt z rodziny Sznepfów nie został ukarany za walkę z uczestnikami podziemia niepodległościowego. Alicja Schnepf straciła rentę specjalną za walkę z Żołnierzami Wyklętymi dopiero w latach 90.”.

Schnepf junior tak to tłumaczył:

 „Od 1944 r. w Polsce trwała właściwie wojna domowa. Ludzie różnie wybierali. Dziś historię tę opisuje się jednostronnie. Wyklętych pokazuje się wyłącznie jako patriotów, którzy do końca nie złożyli broni. […] Mój ojciec był żołnierzem. Pod Lenino nie walczył za Związek Radziecki, tylko za wolną Polskę. To jego oddział pierwszy przeszedł ze wschodniego na zachodni brzeg Wisły. Był dwukrotnie odznaczony orderem Virtuti Militari. Brał udział w zdobyciu Berlina. Nie mam powodu, by się tego wstydzić”.



----------



Tak działały komunistyczne służby. I nadal działają

27.06.2024 12:13


Anita Gargas laureatką pierwszej Nagrody Watergate za dziennikarstwo śledcze w 30. Edycji Konkursu Nagrody SDP opowiada o swojej pracy i najnowszym filmie. Rozmawia Monika Rutke.



„Operacja Baxis”

O czym opowiada nagrodzony film „Operacja Baxis”?

To dokument ukazujący kulisy zabójstwa ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu oazowego, wielkiego myśliciela, człowieka, który całym swoim życiem pokazywał, że należy żyć w prawdzie i nie bać się opowiadać przeciwko zbrodniczym systemom.


Nasz film opisuje jak działały komunistyczne służby, by zniszczyć przeciwników ówczesnej władzy, i mimo tego, że przeszliśmy niby do innego ustroju, to

 te same mechanizmy nadal są w użyciu przez ludzi dawnej bezpieki i ich następców.


Polegają one na osaczaniu ludzi, na ich zaszczuwaniu, detonowaniu ich inicjatyw. Oczywiście narzędzia niszczenia ludzi są ulepszane, bo na przykład jest internet, ale wciąż jest to ten sam schemat. Wroga należy neutralizować dezintegrując jego środowisko, dezinformując o jego działalności, izolując od współpracowników, ośmieszając, przypisując najbardziej kompromitujące rzeczy, odcinając od źródeł finansowania.


Ksiądz Franciszek Blachnicki w1987 roku zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Dopiero niedawno ponad wszelką wątpliwość Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że został otruty.

W filmie udaje ci się dotrzeć do osób, które przyczyniły się do śmierci księdza Blachnickiego.

Dotarliśmy do tych konkretnych osób, chociaż nie było to łatwe, bo się ukrywały, zacierały za sobą ślady.


Jolanta Gontarczyk, ps. Panna zmieniła nazwisko, i chociaż została w końcu zdemaskowana jako współpracowniczka bezpieki, w III RP miała się świetnie. Dostawała dofinansowanie na działalność swojej fundacji z kasy ratusza zarządzanego przez Rafała Trzaskowskiego. Natomiast ślad po jej mężu, z którym zresztą się rozwiodła, Andrzeju Gontarczyku ps. Yon – zaginął. Nam się jednak udało do niego dotrzeć.


Przejęcie mediów publicznych

Jak zmiany w mediach publicznych, czyli ich bezprawne zajęcie przez Koalicję 13 grudnia, wpłynęły na twoją działalność dziennikarską?


Operacja przejęcia mediów publicznych - poza tym, że zniszczyła pluralizm medialny, a spółkę TVP doprowadziła do ruiny - spowodowała również rozbicie rozmaitych zespołów, a jak wiadomo kapitał ludzki jest często nie do otworzenia. Dla mnie było bardzo ważne, żeby właśnie ten kapitał, czyli swój zespół zachować. I dlatego stworzyłam „Magazyn Anity Gargas” na kanale YouTube. 

Od czasu, kiedy przejęto w bezprawny sposób telewizję, wyemitowaliśmy ponad dwieście pięćdziesiąt programów. Są to zarówno rozmowy z bardzo ciekawymi ludźmi, jak i reportaże oraz relacje z najważniejszych wydarzeń. Ale zdarzają się także takie produkcje, które kontynuują naszą działalność śledczą. Jednak, żebyśmy w pełni mogli prowadzić dziennikarskie śledztwa potrzebujemy stałej pomocy naszych widzów: ponieważ jesteśmy niezależnym medium, nie jesteśmy z nikim powiązani, możemy opierać się wyłącznie na darowiznach naszych widzów, a także na wpłatach naszych patronów. Mam nadzieję, że w tej rozmowie udowodniłam, że nasz program jest wart tego, by wykupić ten swoisty „abonament” wspierający nasze funkcjonowanie. Bardzo o to prosimy.


Merian Cooper

Nad czym teraz pracujesz, jeśli chodzi o filmy dokumentalne?


Właśnie ukończyliśmy produkcję filmu dokumentalnego o sensacyjnym życiu Meriana Coopera, amerykańskiego pilota, który w 1919 roku włączył się w walkę o naszą niepodległość zagrożoną przez Rosję. Mało kto wie, że w tej wojnie brali udział Amerykanie, którzy ochotniczo utworzyli eskadrę walczącą z bolszewikami.

Jestem producentem tego filmu, reżyserowanego przez Rafała Salatę. Film jest współfinansowany przez Polską Fundację Narodową.

Co kierowało Marianem Cooperem i jego kolegami, żeby walczyć właśnie za Polskę?

Głównie to, żeby spłacić dług, jaki Amerykanie mają wobec Polaków, którzy walczyli za ich niepodległość. Pułaski, Kościuszko to postacie, które odegrały bohaterską rolę w historii Stanów Zjednoczonych, Polacy przelewali krew i oddawali życie, by Ameryka mogła być Ameryką. 

Sam Merian Cooper był antykomunistą, a przy tym postacią wielowymiarową, interesującą z wielu powodów. Jego życiorys jest tak sensacyjny, że można byłoby obdzielić nim kilka osób i nakręcić kilka filmów akcji w stylu hollywoodzkim, i zapewniam, że każdy z nich byłby sam w sobie rewelacyjny.

Mamy bowiem do czynienia z fenomenalnymi wątkami, które splatają się w jednym życiu, a prócz akcji jest tu także romans. Tę nieprawdopodobną historię opisujemy rozmawiając m.in. z jego wnukami oraz z jego przyjacielem mieszkającym w Londynie. Dotarliśmy też do niesamowitych archiwaliów, których szukaliśmy przez wiele lat w archiwach wielu krajów. Film jest wzbogacony animacjami, które odtwarzają to, co się wydarzyło w powietrzu, kiedy Merian Cooper i jego towarzysze walczyli za Polskę. Mam nadzieję, że ten obraz zaspokoi gusta najbardziej wybrednych amatorów filmów dokumentalnych. I mam nadzieję, że już wkrótce będziemy mogli go Państwu pokazać.








tysol.pl/a124668-felieton-ts-tadeusz-pluzanski-schnepf-w-oblawie-augustowskiej

tysol.pl/a123950-anita-gargas-tak-dzialaly-komunistyczne-sluzby-i-nadal-dzialaja