Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

czwartek, 26 marca 2026

Puszka na trociny

 




Ciekawe, bardzo ciekawe - gazeta LUBUSKA...


Radio Zachód
przedruk


Redakcja „Gazety Lubuskiej” odnalazła archiwalny film z 1958 roku, na którym uwieczniono ówczesną Zielonę Górą oraz Gorzów Wielkopolski. Składający się z dwóch części film trwa około 20 minut i został zarejestrowany na profesjonalnej 35-milimetrowej taśmie.


Dodajmy - dwie puszki opisane były po niemiecku.
A ja pamiętam, że 5 lat temu w LUBANIU (dolnośląskie) znaleziono puszkę filmową...


"To, co trzymam w rękach, to nie tarcza. To kinowa taśma filmowa w nieuszkodzonej puszce z czasów II wojny światowej" - napisano na facebookowym profilu Muzeum Regionalnego w Lubaniu. Puszkę odnaleziono 17 kwietnia w trakcie prac archeologicznych przy ulicy Piramowicza w Lubaniu"


Bardzo byłem ciekaw, co zawierała, ale trzeba było poczekać na specjalistyczne otwarcie pod okiem specjalnych specjalistów... więc niecierpliwie wyczekiwałem  informacji o tym arcyciekawym znalezisku... 
Puszka była ciężka, niestety, okazało się - wypełniona trocinami.


Tak mnie to zastanawia - po co ktoś wkładał trociny do puszki na film?


A teraz Gazeta Lubuska i film z powojnia znaleziony w sejfie.
Dlaczego w sejfie nie było trocin?

Nie mam pojęcia....

Wy też swoje trociny trzymacie w starej puszce po cukierkach?









Poniżej wynurzenia redaktorów Gazety Lubuskiej na temat "odkrycia" - zwroty, użyte określenia jako żywo przypominają mi pewien artykuł z Dziennika Bałtyckiego, który opisałem w 2019 roku w poście: "Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem". 

Gdyby te artykuły OBA ukazały się dzisiaj, to bym stawiał pytania, czy czasami nie zostały napisane przez sztuczną inteligencję.

Tam też były zdjęcia i poszukiwania - domysły redaktórów... co tam się nie działo człowieku... na końcu link dla przypomnienia.... a w tym tekście wytłuściłem min. to, co kojarzy mi się z tamtym artykułem - sprawdź sam, czy są podobne!



Gazeta Lubuska

przedruk

Co za historia! Przeleżała w sejfie prawie siedem dekad i wydarzyła się u nas


Leszek Kalinowski,Mariusz Kapała
6 marca 2026, 5:30


Prawda, że niesamowite zdjęcia? Choć właściwie to nie fotografie, tylko kadry z filmu. Filmu, który znaleźliśmy niechcący, o zgrozo, we własnej redakcji. Dziś pierwszy odcinek historii o tajemniczej puszce, odnalezionej w sejfie.

W redakcji przy al. Niepodległości 25 w Zielonej Górze przez wiele dekad stał sejf. Duża szafa pancerna, której „się nie otwierało”. Powód był prozaiczny – zgubiliśmy klucz. Kiedy przyszedł czas remontu i pancerną szafę trzeba było wywieźć, szefowa administracji zarządziła, że przed „wywózką” sejf trzeba otworzyć.

Ściągnęliśmy prawie... Kwintę


- Ściągnęliśmy ślusarza, takiego specjalnego, prawie Kwintę, który znał się na rzeczy - wspomina Ewa Jankowiak. - Z wielką ciekawością czekałam, aż „sezam się otworzy” – śmieje się.

W środku były stare telefony komórkowe, wielkie, tzw. cegły.

- I dwie taśmy filmowe. Z niemieckimi napisami – opowiada Ewa. – Nie wiedziałam, co na nich jest. Spodziewałam się, że może to być jakiś niemiecki film. Albo polski, ale nagrany na niemieckiej taśmie. Różne pojawiały się domysły, ale wiadomo było, że trzeba je zachować. Trafiły więc do redakcyjnego archiwum – relacjonuje.

Tajemnicze puszki z niemieckimi napisami

Tymczasem kilka miesięcy temu nasze archiwum przekazywaliśmy Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Norwida w Zielonej Górze. I wtedy już nie tylko Ewa, ale my wszyscy zobaczyliśmy te taśmy. Opatrzone były, a właściwie są, datą 22 lipca 1958 roku. Część redakcji uważała, że na taśmach zapewne są jakieś partyjne przemówienia. Inni wieszczyli, że być może to jest film z „życia miasta lub regionu”, a jeszcze inni, że mogą to być znalezione przez naszego Czytelnika filmy dotyczące Polskiej Wełny. Gwoli wyjaśnienia, kiedy zielonogórskie zakłady zamieniały się w galerię handlową, w gruzach odnaleziono film o dawnej fabryce. „Gazeta Lubuska” wyświetlała go zresztą w kinie Newa, a także drukowała wspomnienia dawnych pracowników zakładu.

Dyskusjom nie było końca. I choć mieliśmy różne podejrzenia, jedno było pewne. Musimy dowiedzieć się, co jest na 35 mm taśmach. Osobą, która dokonała przełomu, był Jacek Katos, nasz redakcyjny kolega. Po prostu rozwinął film (rzecz jasna nie cały, tylko troszkę) i naszym oczom ukazały się niebywałe wręcz obrazy. Siedziba gazety, ludzie, jakiś piknik, tłumy na trybunach, chyba w… Zielonej Górze. Tomasz Rusek zauważył, że na jednym z kadrów pojawia się pierwsza strona „Gazety Zielonogórskiej”. O „Uroczystych obchodach KPP (…)”.

- Trzeba więc odnaleźć tę gazetę i przeczytać, o czym pisała, może to będzie trop? – zastanawiał się.

[...]

- Łeee – wymknęło mi się z ust, bo czytając artykuł dowiedziałem się, że do Zielonej Góry na wojewódzkie obchody Komunistycznej Partii Pracy przybył poeta, były członek KPP, obecnie PZPR – Władysław Broniewski (od razu słyszę „Bagnet na broń”). Potem jest lista gości z ZSRR, NRD. Omówienie wystąpienia I sekretarza KW PZPR Tadeusza Wieczorka, itd. Ale problemem była data - 15 grudnia 1958 roku. Nawet Polska Zjednoczona Partia Robotnicza nie mogła 22 lipca (to data z filmowego pudełka), pokazać nagłówka gazety, która ukazała się dopiero pół roku później. Byliśmy podłamani.

- Może to film robiony przez wiele miesięcy, ekipa wróciła pod koniec 1958 roku zrobić “dokrętki” w redakcji i w naszej drukarni, stąd grudniowe wydanie? – zastanawialiśmy się.

Ważny nie tylko dla historyków

Uznaliśmy, że niezależnie od nieścisłości i wielu pytań pozostających bez odpowiedzi, z pewnością taśmy kryją kawał historii regionu, ważny nie tylko dla historyków czy regionalistów, ale dla nas, Lubuszan.

- Czy dobrze myślimy? – zapytaliśmy historyka prof. dr hab. Czesława Osękowskiego 

Zdaniem profesora, oglądając ten film, trzeba będzie pamiętać, w jakim czasie był kręcony. To dwa lata po wydarzeniach 1956 i po powrocie Gomułki do władzy. Do tego był to czas cenzury…

- Ale jest to na pewno ważny dokument. Pokazuje w formie bezpośredniej – na wyczucie to mówię, bo nie widziałem filmu – jakieś sytuacje, mieszkańców Zielonej Góry i Gorzowa.

Jedziemy do Łodzi

Nasz fotoreporter Mariusz Kapała z filmowych taśm zrobił zdjęcia. Już na ich podstawie wiemy, że obraz przedstawia festyn z okazji 22 lipca. 

A film? Współczesne kina nie dysponują sprzętem, na którym można by wyświetlić obraz na 35 milimetrowej, niemieckiej taśmie. Okazało się jednak, że kino Newa taki projektor ma i dzięki uprzejmości członków Klubu Kultury Filmowej, udało nam się go zobaczyć. Projekcja nie była zbyt udana, bo taśma jest sucha i brudna. Wiemy na pewno, że jest dźwięk, ale słychać niewiele. Konieczne jest czyszczenie taśmy, a to już wyższa szkoła jazdy. Dlatego w poniedziałek jedziemy do Łodzi, może tam uda się oczyścić rolki. Co z tego wyniknie? Opowiemy w następnych odcinkach tej toczącej się na naszych oczach historii. Bo te tajemnicze filmy są dla Was, Lubuszanie!




i moje tylko niektóre uwagi:

Gazeta Lubuska:

Prawda, że niesamowite zdjęcia? Choć właściwie to nie fotografie, tylko kadry z filmu. Filmu, który znaleźliśmy niechcący, o zgrozo, we własnej redakcji. Dziś pierwszy odcinek historii o tajemniczej puszce, odnalezionej w sejfie.


Ale zaraz... jakiej puszce?
Przecież znaleziono dwie puszki... a nie jedną....





- I dwie taśmy filmowe. Z niemieckimi napisami – opowiada Ewa. – Nie wiedziałam, co na nich jest. Spodziewałam się, że może to być jakiś niemiecki film. Albo polski, ale nagrany na niemieckiej taśmie. Różne pojawiały się domysły, ale wiadomo było, że trzeba je zachować. Trafiły więc do redakcyjnego archiwum – relacjonuje.

Skąd pani redaktor miała wiedzieć, co jest na filmie, który przeleżał na półce w archiwum ... kupę lat? 
A wy wpadlibyście na taki pomysł, żeby powiedzieć: nie wiedziałem co jest na filmie, o którym nigdy nawet nie słyszałem i nie wiedziałem, że w ogóle istnieje i leży sobie w kantorku?


Różne pojawiały się domysły, ale wiadomo było, że trzeba je zachować.
Domysły zachować, hę? Algebra z ortografią znowu się pomajtała?


Osobą, która dokonała przełomu, był Jacek Katos, nasz redakcyjny kolega. Po prostu rozwinął film 

O, widzisz: ten wiekopomny czyn powinien być zapisany w Annałach gazety - i człowiek, "który dokonał przełomu"! Zupełnie jak po śmierci właściciela RadiaZ - "umarł twórca RadiaZ"... jakby był przynajmniej pomocnikiem samego Pana Boga... "tfórca", ale im się gemby śmiały jak to mówili... sami się z tego śmiali.... z kogokolwiek robili tfórcę....

I tu też mamy bohatera na miarę tfórcy radia:

"I rozwinął film z rolki..."

Myślałem, że takie harce to tylko na Pomorzu, a okazuje się, że za mało czasu poświęcam zachodniej prasie... "Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem":

Kiedy pewnego dnia zadzwonił do nas Piotr Puchalski, znany kociewski eksplorator i kolekcjoner, poczuliśmy się jak odkrywcy naszej małej, pomorskiej Ameryki. - Wiem, gdzie są zdjęcia z zamachu na Hitlera - powiedział krótko Piotr. 

Czyż nie podobne?
Tam jest więcej podobieństw...




jakiś piknik

o forum gdańskim i o wieszaniu oprawców ze Stutthofu (albo ruch oporu...):

poniedziałek, 23 grudnia 2019

EGZEKUCJA NA BISKUPIEJ GÓRCE

Kilka lat temu na jakiś proniemieckim forum (Wolne Forum Gdańsk?) ktoś opowiadał kłamstwa o tym, że jakoby podczas tej egzekucji trwała atmosfera pikniku - jedzono kiełbaski, pito piwo sprzedawano oranżadę i lody.... Zareagowałem wtedy i osoby szkalujące nie były w stanie udowodnić swoich tez. Teraz widzę te kłamliwe tezy powtórzone tutaj...
"Władze miejskie zachęcały mieszkańców do udziału w egzekucji; wokół terenu, gdzie postawiono drewniane szubienice, sprzedawano lody, piwo i oranżadę. W stronę więźniów leciały kamienie; musieli interweniować obecni na miejscu żołnierze.



W środku były stare telefony komórkowe, wielkie, tzw. cegły.
Skoro w sejfie były.... to cenne chyba? Nie było obowiązku zdania? Jakiś remanent, coś?











TVN24

Znaleźli puszkę z kinową taśmą filmową z czasów II wojny światowej. "Ciekawe, jakie obrazy zawiera?"

21.04.2021, 13:01

W Lubaniu (województwo dolnośląskie) odnaleziono puszkę z czasów II wojny światowej. Metalowy pojemnik jest niemal nietknięty zębem czasu i - według muzealników - skrywa taśmę filmową sprzed lat. Co na niej jest i czy da się odtworzyć? Tę zagadkę będą teraz próbowali rozwikłać.

"To, co trzymam w rękach, to nie tarcza. To kinowa taśma filmowa w nieuszkodzonej puszce z czasów II wojny światowej"
- napisano na facebookowym profilu Muzeum Regionalnego w Lubaniu. Puszkę odnaleziono 17 kwietnia w trakcie prac archeologicznych przy ulicy Piramowicza w Lubaniu.

Co może znajdować się na tkwiącej w środku taśmie filmowej? Tego nie wiadomo. Zagadkę mają pomóc wyjaśnić eksperci. - Wysłaliśmy ją do Filmoteki w Warszawie, celem wykonania ekspertyzy. Puszki nie otwieraliśmy, by nie uszkodzić zawartości. Nie wiemy więc, co znajduje się na taśmie - mówi nam Łukasz Tekiela, dyrektor Muzeum Regionalnego w Lubaniu.

Nie tylko puszka z taśmą

Czy taśma z czasów wojny zawiera film propagandowy, a może jakiś dawny kinowy hit? To może okazać się jeszcze w kwietniu. Puszkę z taśmą odnaleziono w miejscu, gdzie w XVII wieku znajdował się budynek, który spłonął.

Pod koniec II wojny światowej przez plac - jak mówi Tekiela - przechodził rów przeciwlotniczy, który następnie został zasypany różnymi przedmiotami. Teraz te przedmioty, po ponad siedmiu dekadach - wyciągane są z ziemi. - W okopie znaleziono nie tylko puszkę z taśmą, ale też broń z czasów II wojny światowej i XIX-wieczną, a także szereg przedmiotów codziennego użytku - informuje dyrektor.







To, co trzymam w rękach to nie tarcza. To kinowa taśma filmowa w nieuszkodzonej puszce z czasów II wojny światowej. Puszka została znaleziona 17 kwietnia przy ul. Piramowicza w Lubaniu. Ciekawe, w jakim stanie jest taśma i jakie obrazy zwiera? - pisze pod zdjęciem ze znaleziskiem Łukasz Tekiela, dyrektor lubańskiego muzeum.

W tej chwili pracownicy Muzeum Regionalnego poszukują fachowców, którzy otworzą puszkę, bo my nawet jej nie otwieraliśmy. To muszą zrobić ludzie, którzy się na tym znają i jeżeli ta taśma będzie w takim stanie, że coś się da z nią zrobić, zakonserwujemy ją i spróbujemy zrobić z tego taką wersję żeby to dało się odpalić. I obojętnie co tam będzie, czy to komedia przedwojenna, czy kronika wojenna to zrobimy premierę w kinie. - mówi dla eLuban.pl dyrektor muzeum.


Po tych wszystkich zapowiedziach, byłem pewien, że w środku jest film. Na jednej ze stron zwróciłem uwagę, że był tam chyba link do facebuka ze zdjęciem - a teraz nie ma... czyżby Muzeum usunęło post ze swoim odkryciem? Ale czemu?





Zajrzałem na stronę Muzeum i tam w opcjach odfiltrowałem posty z kwietnia 2021 roku...




I nie ma.

Chyba wszystkie redakcje powoływały się na wpis Muzeum na facebooku. Nie ma tego posta, jest inny post dotyczący ul. Piramowicza, z 17 kwietnia - co ciekawe, polubiony przeze mnie. 

Stary brakteat być może jest okrągły i przypomina starą puszkę filmową, ale... ja wiem co ja widziałem, a z racji moich działań na blogu byłem ciekaw, czy na taśmie nie zapisano czasami jakiś niemieckich zbrodni - dlatego interesowałem się, co z tą sprawą...




Bartlomiej Kubas-Saba
Kopać,kopać,a może dokopie się ktoś do jakiejś wskazówki gdzie się podział ukryty skarbczyk od Sióstr Magdalenek,z pewnością by im się teraz przydał w tych trudnych czasach:-)


Są posty min. z 1, 6, 12, 16, 20, 21, 22, 27, 29, 30 kwietnia - razem 12 postów. 
Brakujący post datowany był na 18 kwietnia - wiem to, bo zachował sie u mnie na blogu - w poście z 27 kwietnia - tego dnia Muzeum informowało, że puszka, choć ciężka - okazała się wypełniona trocinami.


Zdjęcia z mojego bloga:


Post z 17-ego polubiło 57 osób, a skomentowało 2, a ten z 18-ego - blisko 500 polubień, 53 komentarze i blisko 200 udostępnień...


Post Muzeum z 27 kwietnia - też jest wykasowany:





osobliwa dedykacja z tego samego dnia....









Ciekawe, że "odkrycie" z sejfu Gazety Lubuskiej dotyczy Zielonej Góry i Gorzowa - te miasta razem z Lubaniem leżą niemal na jednej linii...



...gdzie Zielona Góra jest niemal idealnie pośrodku - do Gorzowa w linii prostej jest 90 km, a do Lubania - 92 km... 



Ktoś się może dziwić, czemu u mnie na blogu zawsze są mapy i te sprawy językowe, ale ja bardzo lubię mapy i geografię i historię, w szkole podstawowej chodziłem na kółko geograficzne,  historyczne, a potem nawet na polonistyczne - i to w soboty! Z tych przedmiotów zawsze miałem czwórki i piątki, 

a jak to było u was, Lubuszanie, Lubanianie??


Hę?




Potraficie odróżnić Lubań od Lubuskiego?









zachod.pl/1449397/archiwalne-znalezisko-w-gazecie-lubuskiej/
gazetalubuska.pl/co-za-historia-przelezala-w-sejfie-prawie-siedem-dekad-i-wydarzyla-sie-u-nas/ar/c1p2-28789459
tvn24.pl/wroclaw/luban-to-nie-tarcza-to-kinowa-tasma-filmowa-st5073925
eluban.pl/artykul/16085,w-trakcie-prac-archeologicznych-znalezli-stara-tasme-filmowa
kopalniawiedzy.pl/Luban-Piramowicza-wykopaliska-tasma-filmowa-II-wojna-swiatowa-Muzeum-Regionalne-w-Lubaniu-Lukasz-Tekiela,33634

O tropach:


wtorek, 24 marca 2026

Dąbrówno i zaginione średniowieczne miasto













mapa hipsometryczna Lidar





przedruki
tłumaczenia wiki - automatyczne


22 marca 2026

Zaginione średniowieczne miasto. Sensacyjne odkrycie koło Dąbrówna na Mazurach




Zespół naukowców pod kierownictwem dr. Arkadiusza Koperkiewicza z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Gdańskiego jednoznacznie wskazał pierwotną lokalizację Dąbrówna – na wysoczyźnie pod Zamkową Górą, nad jeziorem Dąbrowa Mała. Miasto z czasem przekształciło się w wieś, która przez pokolenia zachowała nazwę Stare Miasto. Okoliczności oraz data przeniesienia ośrodka nie są znane. Jak wskazują badacze, podobny scenariusz powtarzał się w wielu przypadkach tzw. zaginionych miast średniowiecznych.

Badania przeprowadzono z inicjatywy Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków w Olsztynie. Analizy geofizyczne ujawniły anomalie magnetyczne układające się w czytelny obraz zorganizowanego układu przestrzennego miasta. Zabudowa była dostosowana do ukształtowania terenu. Relikty budynków z centralnym rynkiem rozciągają się wzdłuż wysoczyzny w dwóch rzędach.

W ocenie współpracującego z zespołem specjalisty archeologii nieinwazyjnej Piotra Wronieckiego, wieloletnie badania podobnego stanowiska w Barczewku pozwoliły lepiej interpretować struktury widoczne w wynikach pomiarów geofizycznych. Jego zdaniem można mówić o wyraźnym pokrewieństwie anomalii magnetycznych obu miejsc.

Zniszczenie Dąbrówna w 1410 roku przez armię Władysława Jagiełły poprzedziło bitwę pod Grunwaldem, jednak historia miasta sięga znacznie wcześniej. W czasach podboju ziem pruskich przez Krzyżaków zachodnie rubieże Puszczy Galindzkiej zamieszkiwało plemię Sasinów. Po II powstaniu pruskim zakon miał zdobyć gród jednego z pruskich książąt i wznieść zamek Ilgen/Yilienburg, przejmując dawną nazwę. Obiekt wzmiankowano już w 1316 roku, a prawa miejskie nadano Dąbrównu w 1326 roku. Dokument lokacyjny najprawdopodobniej dotyczy właśnie tego miejsca.

Już w 2022 roku archeolodzy znaleźli dowody, że Zamkowa Góra w Starym Mieście kryje ślady krzyżackiego założenia wykraczające daleko poza granice fortyfikacji. Przeprowadzono odkrywki sondażowe oraz prospekcję podwodną brzegów jeziora. Jesienią 2025 roku w pełni potwierdzono te przypuszczenia.

Jak podkreślił dr Koperkiewicz, badania zaginionych miast średniowiecznych to fenomen ostatniej dekady w polskiej archeologii. Postęp w tej dziedzinie stał się możliwy dzięki upowszechnieniu technik nieinwazyjnych, a kluczową rolę odgrywa geofizyka.



Stare Miasto - widok na centrum wsi



STARE MIASTO

wiki
Stare Miasto (niem. Altstadt) – wieś w Polsce położona w województwie warmińsko-mazurskim, w powiecie ostródzkim, w gminie Dąbrówno. W czasach krzyżackich wieś pojawia się w dokumentach w roku 1414, podlegała pod komturię w Dąbrównie, były to dobra krzyżackie o powierzchni 32 włók.

12 lutego 1948 r. ustalono urzędową polską nazwę miejscowości – Stare Miasto


de.wiki
Stare Miasto – przed 1437 rokiem Aldestad – zostało po raz pierwszy wspomniane w 1397 roku. Wieś posiadała posiadłość.



DĄBRÓWNO

en.wiki

Do XIII wieku Staroprusacy zbudowali fort na wąskim odcinku między jeziorami Wielkim a Małym Dąbrową. Po krucjacie pruskiej Zakon Krzyżacki rozpoczął umacnianie tego obszaru jako Gilgenburg w 1316 roku, a rozwijająca się osada otrzymała prawa miejskie w 1326 roku. W XV wieku był wielokrotnie niszczony w wyniku wojen. W 1410 roku, podczas wojny polsko-litewsko-krzyżackiej, miasto zostało zdobyte przez Polaków. W 1444 roku miasto przystąpiło do antykrzyżackiego Związku Pruskiego, na wniosek którego król Polski Kazimierz IV Jagiellon włączył region i miasto do Królestwa Polskiego w 1454 roku. Po kolejnej wojnie trzynastoletniej, najdłuższej ze wszystkich wojen polsko-krzyżackich, region i miasto stały się częścią Polski jako lenno należące do Zakonu Krzyżackiego. 



"Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich"



de.wiki

Dąbrówno (niem. Gilgenburg) to wieś w gminie Dąbrówno, w powiecie ostrowskim, województwie warmińsko-mazurskim, na północy Polski.

Wieś położona jest w historycznym regionie Prus Wschodnich, na przesmyku pomiędzy Jeziorem Dąbrowa Wielka (Jezioro Dąbrowe Wielka, zwane także Jeziorem Porannym) na wschodzie a Dąbrową Małą (Jezioro Małe, zwane także Jeziorem Wieczornym) na zachodzie, około 50 kilometrów na południowy zachód od stolicy województwa Olsztyna i 30 kilometrów na południe od miasta powiatowegoOstróda (Osterode w Prusach Wschodnich).

Na północy oba jeziora łączy mała rzeka Wel. Okolica należy do południowej części Krajobrazowego Obszaru Chronionego Krajobrazowego Wzgórz Dylewskich, którego najwyższym punktem jest 312-metrowa Góra Dylewska (Kernsdorfer Höhe), około 15 kilometrów na północny zachód od wsi.

Obszar dwóch bitew pod Tannenbergiem w latach 1410 i 1914 znajduje się osiem kilometrów na północ od wsi.

Na przesmyku, który otoczony jest wodą i dlatego strategicznie położony, Zakon Krzyżacki zbudował zamek na początku XIV wieku. W tym samym miejscu już wcześniej znajdowały się dwie reduty fortyfikacyjne Prusaków. W dokumencie komanderii Christburg z 1316 roku rycerz Beringer jest wymieniony w raportach jako strażnik zakonu "Domu Ilienburgów".

Na terenie zamku zakon osiedlał niemieckich imigrantów. Osada najwyraźniej rozwijała się korzystnie, ponieważ już w 1326 roku dowódca Christburga, Luter Brunszwik, według relacji kronikarza zakonu Petera von Dusburga, otrzymała prawa miejskie. Przez "Ilienburg", "Ilgenburg" nazwa Gilgenburg została utrwalona na początku XVI wieku. Miasto stało się siedzibą zarządcy i urzędu komory. Położone blisko granicy z Polską, miasto było wielokrotnie wciągane w konflikty zbrojne Zakonu z Polską. W drodze do bitwy pod Tannenbergiem w 1410 roku polskie wojska zdobyły miasto dwa dni wcześniej, 13 lipca 1410 roku, i zniszczyły je wraz z zamkiem. W 1414 roku Polacy ponownie zaatakowali miasto, które było wtedy tak zniszczone, że boiliwick i biuro izby musiały zostać przeniesione do Ordenshof Vierzighuben. W 1440 roku Gilgenburg przystąpił do "Ligi Pruskiej", która zbuntowała się przeciwko zakonowi, lecz wkrótce ponownie podporządkowała się zakonowi podczas wojny miejskiej.

Z powodu wojny z Polską zakon zaczął zastawiać miasta jako zamiennik za pensję najemników. W 1475 roku Gilgenburg został również zastawiony na rzecz najemnego przywódcy Georga von Löbena. Był to jednak dopiero początek łańcucha zmian właścicieli; dopiero przejęcie miasta przez kapitana Felixa von Finckensteina 24 kwietnia 1572 roku przywrócono ciągłość. Rodzina Finck von Finckenstein posiadała tę posiadłość aż do XX wieku. Po sekularyzacji stanu zakonu w 1525 roku do Księstwa Prus, Gilgenburg został administracyjnie podporządkowany Oberländischer Kreis i stał się siedzibą urzędu dziedzicznego.

Nazwa zamku zakonowego, zbudowanego w 1316 roku, "Ilienburg", prawdopodobnie pochodzi od pruskiego słowa "ilga", które oznacza "długi". Prawdopodobnie odnosi się to do wydłużonego zbiornika wodnego, który reprezentuje Kleiner Damerausee, a który być może kiedyś nazywany był nawet "Ilgensee". Zamek na jego skraju był w związku z tym nazywany "Ilgenburg". W ciągu XVI wieku nazwa zmieniła się na "Gilgenburg", co odnosi się do lilii z herbu miasta, gdzie kwiat nazywany jest "Gilge" w staroniemieckim.

Inna interpretacja nazwy odnosi się do pruskiego słowa "gilus, gilin, gillis", które oznacza "głębokość" i może oznaczać, że Zamek Zakonu stał w głębokim miejscu.

Już w czasach przedreformacyjnych – w 1326 roku – założono kościół w Gilgenburgu.

wikipedia dla Polaków

Tereny te zamieszkiwało pruskie plemię Sasinów, a następnie zostały skolonizowane przez polskich osadników pochodzących z ziemi chełmińskiej i staropruskich z Pomezanii. Zamek został zbudowany przez Krzyżaków w 1319 r. w miejscu staropruskiego grodu obronnego. Przy zamku powstała osada Ylienburg, która w 1326 r. otrzymała prawa miejskie od komtura dzierzgońskiego – Luthra von Braunschweiga. Przez Dąbrówno w tamtym czasie prowadził szlak handlowy z Mazowsza do Elbląga i Gdańska. Zamek był od 1325 siedzibą wójta krzyżackiego podlegającego komturowi dzierzgońskiemu, a od 1341 ostródzkiemu. Na przełomie XIV i XV wieku powstała pierwsza szkoła miejska.

W lipcu 1410 r. na dwa dni przed bitwą grunwaldzką miasto zostało zdobyte i spalone przez wojska Władysława Jagiełły. W XV w. sędzią ziemskim był tu Piotr Bażyński z Elgnowa (ojciec Jana i Ścibora – założycieli Związku Pruskiego). W 1444 miasto przystąpiło do antykrzyżackiego Związku Pruskiego, na prośbę którego w 1454 król Kazimierz IV Jagiellończyk ogłosił wcielenie regionu z miastem do Królestwa Polskiego. W 1519 miasto zdobyły wojska polskie, ale mimo tego po hołdzie pruskim w 1525 r. miejscowość została starostwem pod władzą pruskiego księcia, lennika polskiego i należała do rodów magnackich: Gablentzów, Olesnitzów i najdłużej (1572–1831) do Finck von Finckensteinów. W 1568 zakończono budowę kościoła protestanckiego dla Polaków. W XVI wieku osiedlili się tu wygnani z Czech bracia czescy (w latach 1548–1564). W 1656 roku miasto zostało spalone przez Tatarów posiłkowanych przez wojska hetmana Wincentego Aleksandra Gosiewskiego. Rok później zakończył się okres zwierzchnictwa polskiego i miasto znalazło się w granicach państwa brandenbursko-pruskiego, w 1701 przekształconego w Królestwo Prus. Dąbrówno było jednym z najsilniejszych ośrodków polskości na Mazurach, ale nigdy nie przekształciło się w ośrodek miejski o dużym znaczeniu.



Herb gminy Dąbrówno





Niestety, ale hipoteza naukowców jest nietrafiona, co wynika min. z tego, że nie tylko dawni kronikarze, ale też szeregowi krzyżacy to tak naprawdę byli fałszerze, manipulatorzy, oszuści i złodzieje - na potęgę fałszowali nie tylko fakty, ale też nazwy "własnych" osad - co można wykazać na podstawie ogólnie dostępnych źródeł.


Dąbrówno to na pewno Ylienburg, a Stare Miasto (Altstadt) to - mówiąc po pomorsku - Stary Gard, a więc - Stary Gród - i taka będzie prawdziwa etymologia tej nazwy (czyli pierwotna to Gard).

Na Pomorzu nazwa dość powszechna - za Odrą jest Stargard, jest Stargard (Szczeciński), Starogard (Łobeski), Starogard Gdański, Gardziec, ale także Garczyn, Godziszewo (Gardczan), Garc, na wschód od Wisły - Gardzień, Gardeja, Gardyny, być może Dobre Miasto i wiele innych w całej Polsce.

Pomorskie "gard" to polskie "gród", a przymiotnik "stary" oznacza Gard (gród), który już w czasach średniowiecza był znany jako stary, stąd nazwa - i nie ma to związku z przenosinami na nowe miejsce.

Nazwę należy czytać tak, jak nazwę Starogardu Gdańskiego, albo Szczecińskiego - nie w opozycji do nowego miejsca, nowej lokacji, tylko jako: "miejsce bardzo stare, znane od dawna".

Nazwa Stare Miasto nie jest - jak w przypadku Barczewka - oznaczeniem, że "tu najpierw było miasto, a teraz jest tam, nad jeziorem". Czy w przypadku Barczewka naprawdę tak było, to się jeszcze okaże....


Po spaleniu Altstadt osadę przeniesiono na nowe miejsce 600 metrów dalej, może bliżej pól, zachowując nazwę - jest to obecna lokalizacja wsi Stare Miasto.

Zamkowa Góra to pierwotna lokacja grodu Stare Miasto, Dąbrówno zawsze było tam, gdzie jest obecnie.

Bez wątpienia obie lokalizacje - Starego Miasta na Zamkowiej Górze i Dąbrówna - są bardzo stare i przedkrzyżackie, dlatego niemcy starają się fałszować nazwy, by zasłonić przed krzyżacką genezę danej osady.

Tereny dzisiejszej Polski były w czasach starożytnych gęsto zaludnione i zurbanizowane - jak na tamte warunki...



Jak widać, niektórym chyba nie pasuje inna wersja tej historii, inna od przyjętej w nauce....








droga do grodziska Zamkowa Góra 



















radioolsztyn.pl/zaginione-sredniowieczne-miasto-sensacyjne-odkrycie-kolo-dabrowna-na-mazurach/01865364

pl.wikipedia.org/wiki/Stare_Miasto_(województwo_warmińsko-mazurskie)
l.wikipedia.org/wiki/Dąbrówno_(województwo_warmińsko-mazurskie)
de.wikipedia.org/wiki/St._Gilgen#Geschichte
dir.icm.edu.pl/pl/Slownik_geograficzny/Tom_I/944
geoportal.gov.pl
mapy.com
fb





poniedziałek, 23 marca 2026

Wielkie ośrodki miejskie jak magnesy

 

Miasta wojewódzkie wyciągają ludzi z mniejszych miast.



Ewidentnie brakuje województw - koszalińskiego, płockiego, ełckiego, siedleckiego (brzeskiego), kaliskiego, gorzowskiego.
Niektóre stolice są za mało atrakcyjne: Olsztyn, Rzeszów, Kielce, Opole, Zielona Góra... trudno im konkurować z Warszawą, Krakowem, Gdańskiem, Wrocławiem.


przedruk

Wykluczenie komunikacyjne

Mapa wykluczenia komunikacyjnego – ciemniejsze kolory oznaczają jego wyższy stopień. Źródło: opracowanie badań "Analiza skali wykluczenia komunikacyjnego na obszarze Polski"



Wykluczenie komunikacyjne dotyka w Polsce 10 mln osób – usłyszeliśmy od przedstawicieli Ministerstwa Infrastruktury. Wskazują na to kompleksowe badania naukowców z czterech politechnik w Polsce, którzy przygotowali 21 raportów. Powstała w ten sposób mapa wykluczenia. Ciemniejszy kolory symbolizuje wysoki, a jaśniejszy – niski stopnień zagrożenia wykluczeniem. Zupełnie jasno jest jedynie w największych miastach i przy ich obrzeżach. Dobrze wygląda też sytuacja na Górnym Śląsku.

Najciemniej robi się w gminach na granicach – zarówno województw, jak i państwa. Ciężko z dojazdem jest też na wschodzie Polski, który zaznaczony jest w większości na ciemnozielono. W takich miejscach według raportu ma mieszkać 27 proc. populacji.

Naukowcy z Politechniki Śląskiej, Poznańskiej, Gdańskiej i Warszawskiej wyliczyli, że wykluczenie nie występuje w zaledwie 33 na 2479 gmin. Zmiany na lepsze idą powoli, mimo że temat dostępności kolei i autobusów od lat pojawia się w kolejnych kampaniach wyborczych. Politycy wsiadają do autobusów, pociągów i tramwajów, pojawiają się pomysły budowy torów, wsparcia dla linii autobusowych, wspólnego biletu na różne środki transportu. Mimo to liczbę wykluczonych wciąż można liczyć w milionach – różne źródła podawały w poprzednich latach liczby od 6 do nawet 15 milionów osób bez wystarczającego dostępu do transportu zbiorowego.

[...]


Według tych kryteriów najbardziej wykluczeni są mieszkańcy miejscowości, z których najtrudniej dostać się do powiatowej przychodni zdrowia, szkoły czy na zakupy. Co ciekawe, w związku z tym dość słabo wypadły miejscowości, które mają niezłe połączenie z miastami wojewódzkimi. Tak jest na przykład z małopolskim Kozłowem, skąd wielokrotnie w ciągu dnia można odjechać do Krakowa. Pociągi w szczycie odjeżdżają nawet w dwuminutowych odstępach. Ocena naukowców jest jednak jednoznaczna – gmina mimo to jest jedną z najmocniej zagrożonych wykluczeniem w regionie.

– W naszym projekcie założyliśmy, że codzienne podróże nie są dojazdami do najbliższej metropolii, lecz dojazdami do powiatu. W przypadku Kozłowa są to zatem połączenia z Miechowem czy Jędrzejowem – mówi nam Żmuda-Trzebiatowski. – Zarówno w Kozłowie, jak i w Miechowie przystanki kolejowe są zlokalizowane ponad kilometr od centrów tych miejscowości – wyjaśnia specjalista.

Jak dodaje ekspert, nawet teoretycznie dobry dojazd do Krakowa nie ratuje sytuacji. Podróż trwa półtorej godziny, z dojściem na stację kolejową i dojazdem do docelowego miejsca podróży w Krakowie może zająć ponad dwie godziny – a w dwie strony ponad cztery.



porównanie map:
z zaznaczeniem miast: Gorzów Wlk., Koszalin, Kalisz, Płock, Ełk, Siedlce


Dobrze skomunikowana ziemia rzeszowska - ale ludzie wyjeżdzają do Krakowa... toruńskie - do Gdańska




Najwyższy współczynnik wykluczenia komunikacyjnego – a więc najgorszą z możliwych ocen – otrzymało aż 399 gmin. Najtrudniej jest mieszkańcom wschodu kraju. W województwie podlaskim znajduje się 55 z najbardziej wykluczonych gmin, a w lubelskim – aż 79.


„Problem jest, bo nie ma częstych kursów autobusów. Teraz o 10:00 możemy dopiero do domu jechać, a później aż o 12:30 i o 15:00 – mówiła Radiu Lublin jedna z mieszkanek Lubelszczyzny, czekająca na autobus na dworcu w stolicy regionu.

Dostępne w internecie rozkłady wyglądają tragicznie. Z Woli Mysłowskiej na Lubelszczyźnie bez samochodu nie można wydostać się w dni powszednie po 17:00, a w weekendy – w ogóle. Niektóre z autobusów i busów kursują jedynie od poniedziałku do czwartku. Komunikacja ma służyć głównie uczniom. Z malowniczych Wiżajn do niedalekich Suwałk samochodem jedzie się 34 minuty. Autobusy, wykonujące na tej trasie kilka kursów dziennie, przebywają tę trasę w nieco ponad godzinę.


Lubelskie i Podlaskie to piękne, ale dość puste województwa. Czy to jedyna przyczyna problemu z transportem na wschodzie? Paweł Żmuda-Trzebiatowski ocenia, że na takich obszarach – choć nie tylko tam – występuje też zjawisko „atomizacji” potrzeb transportowych. Coraz więcej osób potrzebuje dostać się w różne miejsca, trudno ułożyć dla wszystkich jedną trasę.

W korzystaniu z transportu publicznego wciąż przeszkadza bałagan. Nie ma na przykład jednej wyszukiwarki obejmującej wszystkie kursy wszystkich przewoźników, szczególnie tych autobusowych. Pomagać może E-podróżnik i Google, ale obie strony najczęściej pokazują niekompletne dane. Brakuje aplikacji, która funkcjonalnością dorównywałaby na przykład Koleo – aplikacji zbierającej dane o rozkładzie jazdy i umożliwiającej kupno biletów. Bywa, że informacje o rozkładach są poukrywane na witrynach samorządów. Bywa też, że w internecie nie można ich znaleźć.

– Na niewielkim obszarze może funkcjonować kilku różnych zarządców infrastruktury drogowej (przystanki, dworce), zarządcy infrastruktury kolejowej, organizatorzy transportu różnych szczebli, operatorzy transportu, którzy fizycznie realizują przewozy, ale też prywatne firmy świadczące usługi przewozowe, czy dostawcy rozwiązań, które umożliwiają pasażerowi poruszanie się w tym systemie, na przykład planerów podróży czy systemów sprzedaży biletów – mówi Żmuda-Trzebiatowski.

– Co więcej niektóre z podmiotów zaangażowanych w tworzenie systemu transportu publicznego postrzegają się wzajemnie jako konkurencję, choć przez pasażera są traktowane jako elementy jednego systemu – zauważa naukowiec. Jak zaznacza, systemowi transportowemu potrzebna jest głęboka reforma, która nie wpłynie na ciągłość jego funkcjonowania – a więc operacja na żywym organizmie.

Fundusz autobusowy receptą na wykluczenie?

Ministerstwo Infrastruktury szykuje pierwsze „cięcia skalpelem”. Pomóc ma nowelizacja ustawy o Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych, w przeszłości nazywana programem PKS+. Fundusz wspiera powstawanie połączeń tam, gdzie brakuje oferty. W 2026 roku dostępne w nim środki przekroczą 1,2 mld złotych. Do tej pory pieniądze z FRPA wspierały jedynie połączenia na zupełnie nowych trasach. Nowelizacja prawa zakłada odejście od tej zasady, a także wyznaczenie minimalnych standardów dla linii wspieranych z Funduszu, tak, by w końcu pożegnać wysłużone i ciasne busiki. Resort chce też utworzenia informatycznego rejestru danych o połączeniach, co ułatwi działanie wyszukiwarek połączeń.

To ważny krok, ale nie rozwiąże wszystkich problemów – twierdzi dr Żmuda-Trzebiatowski:

– Skoro do tej pory rozmawialiśmy o tym, że przyczynami wykluczenia mogą być między innymi: koszty podróży, brak integracji różnych rodzajów transportu, problemy z przepływem informacji pasażerskiej lub to, że do najbliższego przystanku jest zwyczajnie zbyt daleko, a jego budowa wymaga np. poważnego remontu drogi, żeby autobus mógł w ogóle przejechać, to byłbym dość sceptyczny co do idei, że to wszystko da się naprawić wyłącznie przez tworzenie nowych linii na już istniejącej infrastrukturze.









W Niemczech - przewaga danej religii (i/ lub ateizmu):








fb

oko.press/wykluczenie-transportowe-badania-fundusz




PRL - jaki był?

 




przedruk z fb

nie zgadza się tu wiele rzeczy, dość powierzchowna ocena



PRL- jaki był naprawdę?

Bożena Gadomska ·1 min ·

Pragnę powrotu socjalizmu z kilku powodów:

1. Było wtedy dobrze, a na pewno lepiej niż teraz w kapitalizmie
2. Ludzie mieli pracę
3. Każdy mógł posłać dzieci na kolonie
4. Nie było głodnych uczniów
5. Państwo zapewniało godny żywot każdemu obywatelowi
6. Przemysł rozkwitał
7. To nieprawda, że polskie wyroby były złe - eksport wciąż się rozwijał
8. Staruszkowie nie grzebali po śmietnikach
9. Artyści plastycy mieli masę roboty
10. Państwo dawało za darmo pracownie artystom
11. Były plenery dla rysowników satyrycznych
12. Młodzież była wysportowana
13. Bezpiecznie było na ulicach
14. Księża się nie szarogęsili
15. Nie było podatków takich jak dziś
16. Przejrzysta struktura władzy pozwalała na stabilne myślenie o państwie
17. Tanie paliwa
18. Polska zajmowała 7. miejsce w produkcji stali - teraz staliśmy się z producentów zbieraczami złomu
19. Hierarchiczny system odpowiedzialności sprawiał, że afery były tłumione w zarodku
20. Przeciętny obywatel zawsze mógł odwołać się do lokalnego komitetu partii. Prawie zawsze dostawał odpowiedź, nie czuł się opuszczony i bezradny.
21. Tanie wczasy nad pięknym i czystym Bałtykiem
22. Ziemia nie leżała odłogiem
23. Rozbudowany system socjalny w zakładach pracy, sprawiał, że można było pewnie patrzeć w przyszłość
24. Młode małżeństwa miały możliwość obrania tanich kredytów tzw. dla MM. Sprawiało to, że każda rodzina miała zapewniony start.
25. Kartkowy system sprawiał, że nikt nie był uprzywilejowany
26. Nie było kontrastów biedy i oszałamiającego bogactwa
27. Kwitła kinematografia
28. Dożywianie dzieci, darmowa szklanka mleka to rzecz powszechna w PRL
29. Czy ktoś słyszał o zasiłkach dla bezrobotnych w PRL?
30. Tani dostęp do książki i kultury
31. Majątek państwowy był pod dobrym zarządem
32. ZUS działał - płynność zapewniał dobry zarząd
33. Żywność była zdrowsza
34. Mogliśmy liczyć na pomoc sąsiadów (NRD, Czechosłowacja, ZSRR)
35. Dzięki ożywionej wymianie handlowej z krajami bloku, kwitły wszelkie gałęzie przemysłu
36. Dzięki 8-godzinnemu dniowi pracy, każdy miał czas dla rodziny i przyjaciół.
37. Nasze granice były bezpieczne
38. Tania żywność ( wiecie, że ser żółty był tańszy niż biały, a dorsz był najtańszą rybą, dostępną dla nawet najsłabiej uposażonych )
39. Przy zakupie jakichkolwiek dóbr nie płaciłeś VAT-u i innych domiarów na państwo, a mimo to system działał.
40. Służba zdrowia działała sprawnie
41. Żadem lekarz i pielęgniarka nie musiała szukać pracy poza granicami Polski
42. Emeryci nie musieli sobie odmawiać leków, niezbędnych dla życia
43. Państwo zarządzało firmami pogrzebowymi - dlaczego to pisze? Bo w PRL nikt nie musiał uśmiercać staruszków PAVULONEM, by dorobić sobie do pensji
44. Media lansowały zdrowy styl życia ( np. program "Tydzień na działce" , "Klinika zdrowego człowieka"
45. Programy dla dzieci nie były agresywne ("Miś uszatek", "Sigma i Pi")
46. Nie było narkomanii
47. Żołnierz Polski miał godność i honor
48. Milicja była na każde wezwanie, działa energicznie, nie bała się łobuzów
49. Nie było mafii, Wołomin i Pruszków były zwykłymi, spokojnymi miejscowościami
50. Duże sklepy, hipermarkety nie odbierały pracy ludziom
51. Nikt nie pracował w niedzielę
52. Jasno określano cele gospodarki
53. Istniał wspaniały system łowienia talentów sportowych - polska piłka święciła tryumfy, jakie nigdy przedtem i potem nie miały miejsca ( i mieć zapewne nie będą) .
54. Nikt nie niszczył świetnie prosperujących firm
55. Przyrost naturalny był wyższy, co świadczy o radości ludzi z życia, o chęci planowania przyszłości, o nadziei i zaufaniu dla państwa
56. Mieliśmy harcerstwo z prawdziwego wrażenia - młodzież nie musiał szukać wzorów w sektach
57. Istniało OHP, hufce pracy dla młodych ludzi, których wdrażano w system pracy dla dobra ogółu
58. Nasza armia była jedną z najnowocześniejszych na świecie, a metody wychowawcze kształtowały charakter u młodych mężczyzn
59. Istniały PGR-y, czy widzieliście co TERAZ się dzieje na wsi???
60. Państwo i nasze międzynarodowe sojusze gwarantowały nienaruszalność własności na ZIEMIACH ODZYSKANYCH - RFN nie próbowało nigdy podnieść na forach międzynarodowych kwestii nieprawomocności naszego stanu posiadania.
61. Na drogach było bezpieczniej, nie jeździło po nich tyle zdezolowanych, używanych i zatruwających powietrze samochodów z zachodu.
62. Polskie zadłużenie wynosiło około 20 mld dolarów, teraz mamy ponad 100 mld dolarów. Wtedy pieniądze szły na rozwój przemysły, dróg , zakup technologii, a dziś pieniądze rozpływają się w prywatnych kieszeniach.
63. Istniała doskonała kontrola nad służbami specjalnymi - nie to, co teraz - państwo w państwie.
64. Czyny społeczne aktywizowały lokalne społeczności, integrowały i zapewniały piękny wygląd miastom i wsiom.
65. Agresywne reklamy nie przerywały programów telewizyjnych.
66. Telewizja nie epatowała niskimi wartościami: nie było głupawych programów typu "BAR"
67. Zachód nie zasypywał nas śmieciami i nieekologicznymi odpadami.
68. TANIE MIESZKANIA! System społecznej kontroli na dystrybucją dóbr trwałych zapewniał prędzej czy później każdemu własne "m"
69. Wypłaty były na czas
70. Szpitale zawsze przyjmowały pacjentów
71. Nie musieliśmy podlegać idiotycznym normom europejskim
72. Nie było żywności modyfikowanej genetycznej
73. Każde dziecko otrzymywało darmo, bądź prawie darmo podręczniki. Zestaw podręczników był dostępny dla każdego.
74. Jeśli ktoś miał nadmiar waluty zachodniej, mógł ją bez obaw i chodzenia do kantoru wydać w PEWEXIE. Nie musiał przeliczać, obawiać się , że go napadną gdzieś koło kantoru. Szedł i kupował
75. NA Stadionie X-lecia grano w piłkę
76. Rozwijał się transport publiczny, tanie koleje, autobusy, tramwaje
77. Bezrobocie w socjalizmie 0%, w kapitalizmie 20%.
78. Płacenie za nadgodziny
79. Wypłacanie pensji za czas strajku
80. Przestrzeganie BHP, dziś obowiązują przepisy rodem z XIX wiecznego Manchesteru.
81. Podwyżki cen raz na kilka lat, dziś codziennie.
82. Prace dostawało sie ze względu na wykształcenie, a nie znajmosci.
83. Nikt nas nie miał prawa eksmitować.
84. Obowiązywał niższy wiek emerytalny.
85. Kobiety miały wiele dodatków i ulgi w pracy, dostawały tez prezenty okolicznościowe, dziś dostają podpaski aby tyrać i szczac w czasie pracy 16godzinnej.
86. Młodzież miała PLATNE praktyki.
87. Dzieci wychowywały sie na mądrym "Świecie Młodych" a nie gównie typu "Bravo Girl".
88. Stypendia studenckie wystarczające na wszelkie potrzeby, dziś ledwo wystarczają na zupkę w barze mlecznym.
89. Ukończenie studiów zapewniało bardzo dobra prace, dziś zostanie "bezrobotnym magistrem".
90. Slumsy znaliśmy tylko z amerykańskich seriali, dziś wystarczy wyjechać poza kilka wielkich miast i dzielnice miejskie.
91. Mówiono prawdę o USA, dziś same kłamstwa.
92. Neoliberałowie i monetaryscci siedzieli w wiezieniu.
93. Świat arabski szanował nasz kraj a Irakijczycy wręcz nas kochali, dziś do nas strzelają.
94. Byliśmy największym sprzymierzeńcem ZSRR (obok NRD),potęgi naszego wojska bal sie cały zachód, dziś jesteśmy giermkiem USA i pośmiewiskiem świata.
95. Od ZSRR dostawaliśmy gratis zawsze najnowsze uzbrojenie, np. wszystkie MIG-i, od USA dostajemy "łatający" złom i kutry przeznaczone na żyletki i jeszcze musimy za to płacić.
96. Wojsko Polskie jechało na misje POKOJOWĄ nie MORDOWAĆ ludzi.















niedziela, 22 marca 2026

Matura z języka





Ilu uczniów z Ukrainy wybrało ukraiński, a ilu język rosyjski na maturze w Polsce w danym roku?


odpowiada Ai google


W 2022 roku
do polskiego egzaminu maturalnego przystąpiło zaledwie 41 obywateli Ukrainy, którzy przybyli do Polski po wybuchu wojny (24 lutego 2022 r.). Ze względu na bardzo małą grupę zdających oraz fakt, że egzaminy odbywały się zaledwie dwa miesiące po fali uchodźczej, szczegółowe statystyki dotyczące konkretnych języków dla tej podgrupy nie były tak szeroko raportowane jak w latach późniejszych.

Na podstawie ogólnych danych CKE i Ministerstwa Edukacji za 2022 rok:

Język rosyjski: Podobnie jak w kolejnych latach, był to najczęściej wybierany język obcy nowożytny przez uczniów z Ukrainy, którzy zdecydowali się na polską maturę.
Język ukraiński: W 2022 roku język ten nie figurował jeszcze na liście nowożytnych języków obcych (można go było zdawać jedynie jako język mniejszości narodowej w wybranych szkołach). Większość ukraińskich maturzystów w Polsce (kilkanaście tysięcy osób) przystąpiła wówczas do ukraińskiej matury (NMT) organizowanej w Polsce przez stronę ukraińską, zamiast zdawać polski egzamin.

Dla porównania, w kolejnych latach liczba ta dynamicznie rosła: w 2023 roku polską maturę zdawało 158 osób, a w 2024 roku już 229 osób.

ale nie podałeś danych liczbowych

W 2022 roku do polskiej matury przystąpiło jedynie 41 obywateli Ukrainy, którzy przybyli do Polski po wybuchu wojny.

Ze względu na to, że egzamin odbył się zaledwie dwa miesiące po inwazji, liczba zdających była śladowa, a ich wybory przedmiotowe kształtowały się następująco:Język rosyjski: Wybrała go zdecydowana większość z tej 41-osobowej grupy. Był to najczęściej wybierany przez nich język obcy nowożytny.
Język ukraiński: Liczba zdających wśród uchodźców wyniosła blisko zera. W 2022 roku język ukraiński można było zdawać wyłącznie jako język mniejszości narodowej (obowiązkowy tylko dla uczniów klas ukraińskich w Polsce), a nie jako nowożytny język obcy.





W 2023 roku do polskiego egzaminu maturalnego przystąpiło łącznie 158 obywateli Ukrainy, którzy przybyli do Polski po wybuchu wojny.
 
Dane dotyczące wyboru języków przez tę grupę (według statystyk CKE) przedstawiają się następująco:

Język rosyjski: Wybrało go 106 osób (jako język obcy nowożytny). Był to najczęściej wybierany przez nich przedmiot dodatkowy na poziomie podstawowym.
Język ukraiński: Na zdawanie egzaminu z języka ojczystego zdecydowało się 33 uczniów. 

Należy jednak pamiętać, że w 2023 roku język ukraiński był zdawany wyłącznie jako język mniejszości narodowej, a nie jako nowożytny język obcy.
 
Dodatkowe informacje o wyborach maturzystów z Ukrainy w 2023 r.:
Język angielski: Był drugim najpopularniejszym językiem obcym – pisało go 41 osób.

Większość ukraińskich uczniów przebywających w Polsce w 2023 roku nie przystąpiła do polskiej matury, wybierając zamiast tego ukraiński Narodowy Multitest (NMT) zdawany w formie elektronicznej.



W 2024 roku
w polskim systemie egzaminacyjnym do matury przystąpiło łącznie 229 obywateli Ukrainy. Ich wybory językowe przedstawiały się następująco:
 
Język rosyjski: Wybrało go 147 osób. Był to najpopularniejszy język obcy nowożytny wśród tej grupy uczniów.
Język ukraiński: Wybrało go łącznie 95 osób. Na poziomie podstawowym (jako język mniejszości narodowej) egzamin pisało 67 osób, natomiast na poziomie rozszerzonym 28 osób.

Kluczowe obserwacje dotyczące matury 2024:
Dominacja rosyjskiego: Liczba osób zdających język rosyjski (147) była niemal dwukrotnie wyższa niż liczba osób zdających język angielski (75) w tej samej grupie obywateli Ukrainy.
Ułatwienia: Centralna Komisja Egzaminacyjna (CKE) przygotowała dla uczniów z Ukrainy dostosowane arkusze, m.in. z instrukcjami w ich języku ojczystym.
Alternatywa: Niska ogólna liczba zdających (229 osób na tysiące uczniów w polskich szkołach) wynika z faktu, że większość ukraińskiej młodzieży wciąż wybiera zdawanie ukraińskiej matury (NMT) w formie zdalnej, co umożliwia im rekrutację na studia zarówno w Ukrainie, jak i w Polsce.


W 2025 roku, podobnie jak w latach ubiegłych, obywatele Ukrainy przystępujący do polskiej matury znacznie częściej wybierali język rosyjski niż swój język ojczysty. Wynika to z faktu, że język rosyjski jest traktowany jako język obcy nowożytny, podczas gdy ukraiński w 2025 roku był zdawany głównie jako język mniejszości narodowej.

Oto szczegółowe statystyki dla maturzystów z obywatelstwem ukraińskim w 2024 roku (dane za rok 2025 są w trakcie pełnego opracowania przez CKE, jednak trend pozostaje stabilny):Język rosyjski: Wybrało go 147 osób (najpopularniejszy język obcy w tej grupie).
Język ukraiński: Wybrało go łącznie 95 osób (67 na poziomie podstawowym oraz 28 na poziomie rozszerzonym).
Kluczowe trendy i zmiany w 2025 roku:Dominacja rosyjskiego: Uczniowie z Ukrainy często wybierają rosyjski ze względu na biegłość w tym języku, co pozwala im łatwo uzyskać wysoki wynik (średni wynik z rosyjskiego na poziomie podstawowym w 2025 r. wyniósł ok. 80%).
Mała skala na poziomie regionalnym: Przykładowo, w województwie dolnośląskim w 2025 roku na 179 maturzystów z ukraińskim paszportem, niemal żaden nie zdecydował się na egzamin z języka ojczystego.
Przyszłe zmiany: Od roku szkolnego 2025/2026 język ukraiński wejdzie na oficjalną listę nowożytnych języków obcych do wyboru. Oczekuje się, że od matury w 2026 roku liczba osób wybierających ten przedmiot gwałtownie wzrośnie, gdyż zastąpi on rosyjski lub angielski w grupie przedmiotów obowiązkowych.





Pikaczu






przedruk z fb


Leszek Wysocki ·
Obserwuj

11 godz. ·



ZŁAPAŁEŚ PIKACHU? NIE, TO PIKACHU ZŁAPAŁ CIEBIE.

Setki milionów ludzi biegały z telefonami po parkach, cmentarzach, deptakach. Łapały wirtualne stworzenia. Śmiały się. Robiły zdjęcia. A miliony z nich robiły jeszcze jedno. Skanowały ławki, pomniki, fasady budynków, bo gra prosiła: „zeskanuj to miejsce, dostaniesz nagrodę."
I skanowały.
Nie za pieniądze. Za cyfrowego Pikachu.
Sobota. Park.
Telefon wyciągnięty przed siebie. Kamera skierowana na rzeźbę przy fontannie.
Pół minuty chodzenia wokół obiektu. Na ekranie wyskakuje: „Otrzymujesz nagrodę."
Garść wirtualnych przedmiotów.
Te pół minuty wystarczyło.

Firma Niantic w tym czasie zbierała każdy skan. Lokalizacja. Kąt kamery. Pora dnia. Oświetlenie. Miliony ludzi, miliony perspektyw tego samego miejsca.
Google budował Street View przez lata. Flota samochodów. Setki milionów dolarów.
Panoramy z perspektywy jezdni.

Niantic zbudował coś, czego Google nie ma.
Trójwymiarową mapę z perspektywy pieszego. Z dokładnością do centymetrów.
Na razie w ponad milionie lokalizacji na świecie. Z planem na więcej.
30 miliardów zdjęć. Nie z satelitów. Nie z dronów.
Z telefonów ludzi, którzy myśleli, że łapią Pokémony.
Dziś te dane dają oczy robotom dostawczym Coco Robotics w Los Angeles, Chicago, Miami. GPS w betonie między wieżowcami błądzi o dziesiątki metrów.
Trójwymiarowa mapa zbudowana z Twoich skanów koryguje ten błąd.

CEO Niantic Spatial, John Hanke, powiedział: realistyczne poruszanie się Pikachu po prawdziwym świecie i bezpieczna nawigacja robota dostawczego to ten sam problem.
Nie ukrywali tego.
Napisali to w regulaminie. Pokazali komunikat na ekranie. Dali wybór.
 
Skanowanie wymagało wysiłku. Gracz musiał sam podejść do PokéStopa, włączyć kamerę, nagrać i wysłać. Ludzie robili to dobrowolnie. Za garść wirtualnych przedmiotów.

Ale wybór brzmiał: „zeskanuj pomnik, dostaniesz nagrodę w grze."
Nie: „zeskanuj pomnik, a zbudujesz mapę, po której za pięć lat będą jeździć autonomiczne roboty, a Twoje dane trafią do systemów AI, o których jeszcze nikt nie słyszał."

Nie „czy Niantic nas okradł." Nie okradł. Dał wybór.


Co jest wart Twój wybór, kiedy nie wiesz, na co się zgadzasz?

Miliard pobrań. 30 miliardów zdjęć. Trójwymiarowa mapa planety, budowana lokalizacja po lokalizacji. Przez ludzi, którzy chcieli tylko złapać Pikachu.


Największą wartością w świecie AI nie są algorytmy.
Są nią dane.
A najcenniejsze dane to te, które oddajesz sam.
Za coś, co nie istnieje.



Leszek Wysocki
@obserwujący


















sobota, 21 marca 2026

A nie mówiłem? (38)








przedruk




Michał Falzmann. Kim był i dlaczego zginął?

9 Maj, 2017 wolnetory


[...]

Michał Falzmann odszedł ze spółki nie pobierając wynagrodzenia, kiedy odkrył praktyki przedsiębiorstwa. Jak podała jego żona w filmie „Oszołom”, miał wówczas dostać pogróżki od wysoko postawionych pracowników firmy.

Równolegle w Polsce dojrzewała sprawa, która miała stać się największą aferą gospodarczą w historii, tzw. afera FOZZ.

Czym był FOZZ? FOZZ-y w ogóle były dwa, pierwszy z nich działał w latach 1986-1989, a drugi od 1989 do 1990.

W połowie lat 80. nikt zorientowany w kondycji ekonomiczno-politycznej Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej nie miał już wątpliwości, że w ciągu kilku lat muszą nastąpić przełomowe reformy, które mogą spowodować poważny i bardzo głęboki kryzys społeczno-ekonomiczny związany z przejściem gospodarki i społeczeństwa z gospodarki nakazowo-rozdzielczej do wolnorynkowej. Dlatego, aby zamortyzować skutki tego procesu, powołano FOZZ. Zadaniem FOZZ-u było za pomocą dewiz, czyli środków pieniężnych w walutach zagranicznych dokonywać wykupu polskiego długu zagranicznego. Jak wiadomo, dług kupuje się za stawki mniejsze od niego samego, toteż wykup długu np. Polski przez państwo polskie jest nielegalny, państwo zadłużone dług może jedynie spłacić.

Członkowie FOZZ-u mieli więc robić to ścieżkami prywatnymi, a więc w sposób na pograniczu prawa – za pomocą rozmaitych pośredników, słupów itd. Do tego celu wybierano zazwyczaj ludzi mających kontakty zagraniczne, a więc np. polonijnych biznesmenów, dyplomatów, agentów wywiadu itd.

Jak łatwo się domyśleć, nie istniały żadne oficjalne księgi rachunkowe, plany i inne pliki dokumentujące przepływ pieniędzy – wykonawcy otrzymywali po prostu określone sumy pieniędzy, za pomocą których mieli wykupywać dług.

Na potrzeby realizacji tego celu PRL przeznaczył około 9,9 bln starych złotych, czyli około 1,7 mld USD. Można było za to kupić dług o wartości 7,6 mld USD, a zadłużenie zagraniczne PRL w 1989 wyniosło prawie 41 mld USD, mówimy więc o wykupie niemal 20% zadłużenia.

FOZZ na wykup zadłużenia wydał 69 mln dolarów, kupując za to dług o wartości 272 mln dolarów.

Reszta rozpłynęła się w powietrzu, część od razu, pozostała suma – po transferze do spółek w rajach podatkowych.

My jesteśmy jednak nadal w latach 80. – Michał Falzmann zostaje dyrektorem Polonu, niewielkiej firmy produkującej urządzenia do pomiaru radioaktywności, pracuje też w warszawskiej skarbówce. Falzmann jest jednak człowiekiem niezwykle ambitnym – wkrótce zostaje jednym z kontrolerów Najwyższej Izby Kontroli.

Wykorzystując swoje doświadczenia z przeszłości i możliwości, jakie daje działalność w NIK, Falzmann kawałek po kawałku odkrywa prawdziwą twarz FOZZ i skalę, na jaką defraudowane są środki Skarbu Państwa. Działa agresywnie i gwałtownie, nie ukrywając swoich intencji, przez co szybko staje się solą w oku zarówno członków FOZZ, jak i większości pozostałych organizacji, w których następuje tzw. uwłaszczenie nomenklatury, czyli po prostu rozkradanie majątku, który zgromadziła PZPR i PRL. Przestaje też być mile widzianym pracownikiem samego NIK-u. Przełożeni Falzmanna zdają sobie sprawę, że nawet NIK nie ma na tyle możliwości, aby móc powstrzymać najbardziej niebezpiecznych graczy w morderczej rozgrywce, która toczy się o dziesiątki miliardów dolarów.

Falzmann pracuje jednak bez wytchnienia – 16 lipca 1991 kieruje do dyrektora Oddziału Okręgowego NBP pismo, w którym wnosi o udostępnienie mu objętych tajemnicą informacji o obrotach finansowych FOZZ-u. Układanka powoli odsłania przed nim swoje tajemnice, aż do momentu, w którym jasnym jest, że FOZZ wcale nie jest źródłem wszelkiego zła – jest on jedynie mniejszym naczyniem połączonym z całego układu. Trop prowadził dalej, do operacji dewizowych Banku Handlowego, a stamtąd – do olbrzymiej operacji wyprowadzania dewiz z Polski przy pomocy sztywnego kursu dolara.

Tutaj drobna dygresja dla fanów dr Balcerowicza. Na pewno wiadomo, że to właśnie dr Balcerowicz zamroził kurs dolara, dzięki czemu udało się uniknąć szerszych perturbacji w gospodarce, która dotyczyła większości społeczeństwa. Jednak to posunięcie, a raczej informacja, że takie działanie jest planowane, pozwoliło na powstanie m. in. spółki Art-B, zamieszanej w rozmaite afery polityczne początku lat 90. a także umożliwiło przeprowadzenie tej olbrzymiej operacji, której częścią był FOZZ. Warto o tym wiedzieć.

Tymczasem najwyższe kierownictwo NIK wie już, że niepokorny urzędnik z Zespołu Analiz Systemowych, Michał Falzmann, sprowadza na wszystkich współpracowników ogromne niebezpieczeństwo. Z tego powodu prof. Walerian Pańko podejmuje decyzję o odsunięciu Michała Falzmanna od prowadzonego dochodzenia. Robi to w momencie, kiedy kompleksowy raport Falzmanna ujawniający przestępczą działalność FOZZ jest już praktycznie ukończony.

Decyzję o odsunięciu Falzmanna przekazuje mu Anatol Lawina, jego bezpośredni przełożony. Zarówno Lawina, jak i Falzmann otrzymywali już wówczas telefony i listy z pogróżkami.

Dwa dni po złożeniu prośby o udostępnienie danych z banku i odsunięcia od śledztwa, Michał Falzmann po powrocie do domu spotyka się z Kornelem Morawieckim. W trakcie rozmowy mdleje. Morawiecki wsadza go do swojego samochodu i wiezie do szpitala, gdzie lekarze stwierdzają zawał serca.

18 lipca 1991 roku Michał Falzmann umiera.

Mimo wszystko NIK kontynuuje pracę nad raportem. Prof. Walerian Pańko zapowiada, że 11 października 1991 przedstawi w Sejmie raport.

7 października 1991 Walerian Pańko z żoną i Januszem Zaporoskim, ówczesnym dyrektorem Biura Informacji Kancelarii Sejmu, jadą z Warszawy do Katowic na wykład. W Słostowicach lancia zderza się z nadjeżdżającym z przeciwka BMW, Walerian Pańko i Janusz Zaporowski ponoszą śmierć, wypadek przeżywa żona Pańki i kierowca. Niedługo później podczas wspólnej wyprawy na ryby zginęli obaj policjanci, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu zdarzenia, ponieważ przypadkowo przejeżdżali tamtędy.

Anatol Lawina umiera 16 września 2006 roku. Przez cały czas otrzymywał pogróżki, jego śmierć nie została do końca wyjaśniona.

Michał Falzmann spoczywa na Starych Powązkach, Anatol Lawina – na Cmentarzu Żydowskim w Warszawie, grób Waleriana Pańki znajduje się na cmentarzu w Jasionowie.

Proces członków FOZZ we wrześniu 2001 zbliża się do końca. 19 października 2001 sędzia prowadzący, Barbara Piwnik, obejmuje tekę ministra sprawiedliwości w rządzie Leszka Millera.

W związku ze zmianą sędziego prowadzącego, ogromna sprawa FOZZ musi zostać rozpoznana od początku. Zanim rozpoznanie dobiega końca, sprawa przedawnia się. W 2006 i 2007 roku zapadają nieprawomocne i niewielkie wyroki kilku lat więzienia i grzywny dla najbardziej prominentnych członków FOZZ.

Michał Falzmann został w 2009 roku odznaczony pośmiertnie Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego (wobec którego w 2000r wysunięto zarzuty przyjmowania pieniędzy pochodzących z FOZZ, kiedy wraz z bratem Jarosławem Kaczyńskim byli członkami Porozumienia Centrum).

Wielokrotnie podkreślał, że swoją walkę z wiatrakami toczy, aby jego dzieci nie musiały żyć w rozkradzionej przez komunistów Polsce.

Człowiek, który za swą nieustępliwą pogoń za prawdą zapłacił najwyższą cenę – cenę własnego życia.














wolnetory.wordpress.com/2017/05/09/michal-falzmann-kim-byl-i-dlaczego-zginal/
facebook.com/watch/?ref=saved&v=1204309421775042






1982 - 2026

 


W 1982 roku minęło 37 lat od zakończenia II Wojny Światowej, a w 2026 roku mija 37 lat od "obalenia" komuny.


Od lat 50tych Polacy własnymi rękoma odbudowali zniszczone miasta i wsie, własnym wysiłkiem pobudowali fabryki, cukrownie, kombinaty i osiedla z wielkiej płyty -  to wszystko zaczęto niszczyć za Jaruzelskiego, bo padł rozkaz... kraść wszystko!

Mimo niewydolnego systemu, przetrwał on blisko 45 lat, a na pewno trwałby dalej, gdyby była taka wola decydentów.



A jaki jest bilans ostatnich 37 lat?

Wyremontowaliśmy PRL, pobudowaliśmy nowe drogi, nakupowalismy dóbr wszelakich, drogi samochód z mocnym silnikiem nie jest niczym dziwnym w powiatowym mieście...

Coś jeszcze?


I znowu padł rozkaz i pętla długu znowu się zaciska - tym razem to jednak nie o majątek idzie, ale o życie nasze..... 

Ponowny kryzys 37 lat po "odzyskaniu wolności", czy to znaczy, że mamy jeszcze tylko 5 -7 lat do kolejnej napaści?

A może to już za rogiem....