26 kwietnia 2026
Poprzednie posty z cyklu: Metropolis
cz.1 - Fala
cz.2 - Wykluczenie kolejowe
cz. 3 - Czy w Polsce potrzebujecie koni?
Na naszej mapie widać, jak zmienia się zaludnienie gmin w Polsce w ostatniej dekadzie. I jedna rzecz jest pewna: to nie są zmiany chwilowe. To zmiana strukturalna.
Blisko 4 na 5 gmin traci mieszkańców (79% gmin wiejskich i miejsko-wiejskich). W 2/3 gmin jednocześnie więcej umiera niż się rodzi oraz odpływa więcej mieszkańców niż przybywa. Tylko co piąta gmina rośnie, głównie dzięki migracjom, a nie urodzeniom
Podbój Słowian i przybycie Krzyżaków do Torunia - z pamiętnika Wielkiego Myszona:
Szokujące dokumenty! Plan Hitlera dla Polski wciąż aktualny
Brutalna, masowa eksterminacja Polaków, Ukraińców czy Rosjan nie wchodziła w grę. Trzeba było poszukać „miękkich” rozwiązań, skutecznie wspomagających pomniejszenie niechcianych populacji. Postawiono zatem na promocję aborcji, rozdzielanie rodzin wskutek emigracji ekonomicznej, stłoczenie ludzi w miastach i „cichą sterylizację”. Tak osłabiane, niechciane narody miały się degradować do czasu, gdy pleniący się Niemcy będą mogli zastąpić „słabe” populacje.
Damzog wskazywał, iż celem polityki państwa jest niszczenie odrębności życiowej obcych narodowości za pomocą odpowiednich środków stosownych do panującego ducha czasów. Rozwiązania były zasadniczo dwa: asymilacja lub eliminacja.
Kolejną metodą była sterylizacja polskich warstw prymitywnych. Jak wskazano, postulatu tego oraz jego rezultatów nie można w żadnym wypadku porównywać ze skutkami metod eugeniki. Jak bowiem zauważono, ucisk gospodarczy, stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi im w produkowaniu licznego potomstwa. Można więc położyć temu kres jedynie przez środki wypleniające. Ponieważ zaś warstwa ta najczęściej nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by, również z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę. Oczywiście należałoby, stosując ją, zrobić szeroki użytek z pojęcia „chory dziedzicznie” względnie „społecznie niepotrzebny”. Rozchodzi się tutaj nie o negatywną metodę eugeniczną, lecz po prostu o sposób wyplenienia narodu.
28 kwietnia 2026
Mieszkańcy pomorskich miast i miasteczek zafundowali samorządowcom wycieczkę do Warszawy, do Sejmu, na czytanie ustawy metropolitalnej. Jak pisze na swoim profilu nasza pani prezydent, delegacja pojechała tam, bo „jesteśmy dziś o krok bliżej własnej metropolii” i że to moment, w którym „wysiłek przekłada się na konkret”, wspólnie stworzymy „silny, zintegrowany region”.
Tylko, że kiedy patrzymy na te same twarze od lat, zaczynamy się zastanawiać, komu ta integracja ma naprawdę służyć. Bo jeśli region ma być zintegrowany, to dlaczego od lat nie da się wprowadzić nawet prostego, wspólnego biletu? Dlaczego to, co „niemożliwe”, zawsze dotyczy mieszkańców, a to, co „konieczne”, dotyczy stanowisk. Ci sami samorządowcy, którzy mówią o współpracy i jedności, są jednocześnie pierwsi do przywracania wielokadencyjności prezydentów miast i wójtów. Integracja integracją, ale władza, najlepiej smakuje na stałe.
Metropolia może i jest „o krok bliżej”, ale mieszkańcy wciąż stoją w tym samym miejscu. Za to politycy, zwykle, na wspólnym zdjęciu.
28 kwietnia 2026
za fb: Portal Warszawski
6 maja 2026
Mechanizm, który jeszcze niedawno obserwowaliśmy na ulicach, dziś wchodzi w kolejną fazę. Już nie tylko parkowanie, nie tylko przestrzeń publiczna, ale także opłaty za podstawowe usługi zaczynają podlegać tej samej logice, najpierw decyzja inwestycyjna, potem rachunek dla mieszkańców.
Wybudowano spalarnię odpadów, gdzie inwestycję przedstawiano jako nowoczesną, potrzebną, wpisującą się w ekologiczne standardy. I zapewne w dokumentach wszystko się zgadza. Problem w tym, że każda taka inwestycja ma swoją cenę i ktoś tę cenę musi ponieść. W praktyce oznacza to jedno, będzie drożej za śmieci, bo przecież 2,6 miliarda samo się nie spłaci, a prezydent nie po to podejmuje decyzje aby mieszkańcy nie mieli za nią zapłacić.
To nie jest jednorazowy skok, a proces. Dokładnie taki sam, jaki widzimy w innych obszarach funkcjonowania miasta. Najpierw pojawia się decyzja, często opakowana w atrakcyjne hasła o nowoczesności i postępie, jak w tym przypadku fabryce energii. Potem przychodzi etap „dostosowania”, a na końcu, rachunek.
Wystarczy spojrzeć na to, co dzieje się z przestrzenią miejską. Rozszerzanie Strefy Płatnego Parkowania, likwidacja miejsc postojowych, słupki, donice, „tymczasowe” rozwiązania, które stają się stałe. Ulice takie jak Chmielna czy Zgoda stały się symbolami kierunku: ograniczać, zawężać, eliminować, oficjalnie dla dobra mieszkańców. W praktyce, bez realnej alternatywy dla wielu z nich i dokładnie ten sam schemat zaczyna obowiązywać w gospodarce odpadami. Najpierw budowa instalacji, potem konieczność jej utrzymania i spłaty, a ponieważ system musi się bilansować, koszty zostaną przerzucone na mieszkańców.
To nie jest rewolucja, a konsekwentny, rozłożony w czasie proces. Decyzje podejmowane dziś będą spłacane latami. Pytanie tylko, czy ktoś uczciwie powiedział mieszkańcom, ile to wszystko będzie kosztować i czy naprawdę mieli wybór. I jak to powiedział Prezydent Rafał Trzaskowski „Uśmiechnijcie się brygada”.Administracja terenowa w Polsce Ludowej była ściśle podporządkowana centralnym władzom państwowym i opierała się na systemie rad narodowych, które – choć organizacyjnie działały na poziomie województw, powiatów, miast i gmin – de facto stanowiły zaledwie lokalne ogniwo realizacji polityki odgórnie narzucanej przez rząd i partię. Oznaczało to brak rzeczywistej samodzielności oraz jakiegokolwiek upodmiotowienia wspólnot terytorialnych, gdyż rady narodowe funkcjonowały w układzie hierarchicznego podporządkowania Krajowej Radzie Narodowej, a następnie centralnym organom władzy PRL. Zarówno powojenny wzorzec stalinizmu, jak i kolejne zmiany z lat 50. i 60., całkowicie wykluczały tradycyjny samorząd oparty na zasadach decentralizacji i autonomii. Zastąpiła go struktura w pełni kontrolowana przez państwo, która w 1950 roku, na mocy ustawy o terenowych organach jednolitej władzy państwowej, zniosła niezależność gmin i miast, przekształcając je w podporządkowane ośrodki administracji rządowej. Nie pomogły w tym względzie późniejsze formalne próby wprowadzenia „samorządu społecznego” w 1973 roku, gdyż pozostały one jedynie zabiegiem pozorującym partycypację obywateli, bez wprowadzania realnej reformy. W rezultacie, lokalne społeczności nie miały wpływu na zarządzanie swoimi sprawami, co stało w sprzeczności z ideą samorządności i powodowało wzrost biurokratyzacji oraz centralistycznego nadzoru. Dopiero w latach 70. w środowisku naukowym zaczęto głośniej podnosić potrzebę zmian ustrojowych, zwracając uwagę na niewydolność i nieefektywność rad narodowych w zarządzaniu sprawami lokalnymi. Dyskusja o przywróceniu autentycznego samorządu nabrała tempa w ostatniej dekadzie istnienia PRL, lecz ciągle natrafiała na opór władz, obawiających się utraty centralnej kontroli. W efekcie prawdziwa reforma samorządowa mogła się urzeczywistnić dopiero po upadku systemu komunistycznego, kiedy przywrócono mieszkańcom realną możliwość współtworzenia i zarządzania wspólnotami lokalnymi.
i należałby wydzielić z Warszawy te urzędy, które się da np. Archiwa i przenieść do mniejszych ośrodków, np. do Płocka, Radomia, Siedlec, Włocławka, Kielc, czy Olsztyna
Zamiast tworzyć nowe ośrodki skupiające ludność, "proponuje się nam" zmniejszenie wielofunkcyjności czterech obecnych miast wojewódzkich - a nawet więcej...
https://maciejsynak.blogspot.com/2025/10/gosy-niewazne.html
Reforma administracyjna Polski w 1999 roku – reforma zmieniająca podział administracyjny Polski, której głównymi skutkami było wprowadzenie trójstopniowej struktury podziału terytorialnego oraz utworzenie instytucji samorządu terytorialnego w powiatach i województwach. Weszła w życie 1 stycznia 1999 roku i stanowiła jedną z czterech reform [oświatowej, emerytalnej, administracyjnej i zdrowotnej - MS], wprowadzających znaczące zmiany w państwie.
Wprowadzony w 1975 roku, dotychczasowy podział administracyjny na 49 województw
W 1990 roku wprowadzono władzę samorządową na poziomie gmin, co poskutkowało koniecznością skonkretyzowania pojęcia rejonu jako instytucji pośredniej pomiędzy samorządem a administracją rządową. [...]
Rządowy projekt podziału administracyjnego stopnia wojewódzkiego, zaprezentowany w marcu 1998 roku, przewidywał utworzenie 12 województw. Poprawki Senatu wprowadziły trzy kolejne województwa, lecz ustawa w takim kształcie została zawetowana przez prezydenta. Kilka tygodni później, po zawarciu porozumienia między rządzącymi AWS i UW oraz opozycyjnym SLD i zwiększeniu liczby województw do 16, uchwalono ostateczną wersję podziału, która obowiązuje od 1 stycznia 1999 roku. W toku prac nad reformą odrzucono jej alternatywne warianty, przewidujące utworzenie 17, 25, 27, 31 lub 49 województw.
Efektem zmian było zmniejszenie roli wojewody na rzecz marszałka województwa i samorządu wojewódzkiego. Część obiektów dotąd będąca w gestii wojewody przeszła pod zarząd poszczególnych szczebli samorządowych. Wraz z ich przekazaniem stopniowo przekazywano także narzędzia ich finansowania w postaci: udziału w podatku dochodowym, udziału w podatku od osób prawnych, dotacji i subwencji.
Podział administracyjny Polski od czasu wprowadzenia reformy nie ulegał większym zmianom.
Najważniejsze z nich wdrożono w 2002 roku, tworząc 7 nowych powiatów. Od ostatnich zmian w liczbie jednostek administracyjnych, które zaszły w 2025 roku, Polska dzieli się na 16 rządowo-samorządowych województw, obejmujących łącznie 380 samorządowych organów stopnia powiatowego (314 powiatów i 66 miast na prawach powiatu). W skład powiatów z kolei wchodzi łącznie 2479 gmin, stanowiących trzeci stopień podziału administracyjnego oraz podstawową jego jednostkę.
Poniżej:
Jakub Szlachetko jest z Instytut Metropolitalny i Jakubem Doroszem w: Sopot.
11 godz. ·Sopot ·
35 lat po reformie gminnej i 27 lat po wprowadzeniu powiatów oraz województw warto zadać sobie jedno pytanie: czy obecny model samorządu terytorialnego nadal odpowiada rzeczywistości?
Polska bardzo się zmieniła – demograficznie, społecznie i technologicznie. Żyjemy w erze cyfryzacji, mierzymy się z suburbanizacją, depopulacją i nowymi wyzwaniami rozwojowymi. Choć reformy lat 90. były sukcesem, każdy system z czasem się starzeje. Dlatego coraz częściej pojawia się postulat „trzeciego etapu” reformy samorządu. Nie chodzi przy tym o zmianę Konstytucji – wiele można zrobić w jej obecnych ramach. Kluczowe wydaje się spojrzenie całościowe i dostosowanie systemu do współczesnych realiów.
Szczególnej uwagi wymaga tzw. średni szczebel samorządu terytorialnego – pomiędzy gminą a województwem. To właśnie tutaj powstają dziś różne formy współpracy: MOFy, związki ZIT czy struktury subregionalne; to tutaj funkcjonują metropolie oraz aglomeracje średniej wielkości. Problem w tym, że są to rozwiązania często tymczasowe i niewystarczające. Potrzebujemy nowej jakości – silnych struktur metropolitalnych lub aglomeracyjnych z jasno określonymi zadaniami i realną sprawczością. To może być prawdziwy „game changer” dla rozwoju lokalnego i regionalnego. Potrzebujemy "III aktu reformy samorządowej".
Jednocześnie nie możemy zapominać, że reforma samorządu powinna iść w parze z refleksją nad funkcjonowaniem administracji rządowej. Bo sprawne państwo to nie tylko silny samorząd, ale też dobrze działające centrum, a o tym rzadko się rozmawia.
Czyli kontynuacja?
Mój komentarz do tego posta:
35 lat po reformie gminnej i 27 lat po wprowadzeniu powiatów oraz województw warto zadać sobie jedno pytanie: czy obecny model samorządu terytorialnego nadal odpowiada rzeczywistości?
Instytut Sobieskiego opublikował raport "Korekta układu województw – ku równowadze rozwoju". Jego autor, dr Łukasz Zaborowski, nazywa reformę administracyjną z 1999 r., która zmieniła podział województw "przypadkową hybrydą".
Instytut Sobieskiego to czołowy polski think tank, który rozpoczął działalność w 2003 roku.
Po co istnieje Instytut Sobieskiego?
Wprowadzić do dyskursu publicznego powszechnie zrozumiałe, gotowe do wdrożenia propozycje, sprzyjające rozwojowi Polski. Zmiana w państwie to nigdy niekończący się proces, dlatego nie tylko zwracamy uwagę na niedoskonałości i wyzwania, lecz proponujemy rozwiązania.
Dziennik Bydgoski nr. 157 z 13 lipca 1938 roku, strona czwarta
za fb: Portal Warszawski
6 maja 2026
Już nawet Tygodnik Powszechny został zaprzęgnięty do kampanii antysamochodowej, oraz kampanii zazdrości i nienawiści. [...]Po pierwsze ogranicza się parkowanie, czyli rozszerza się strefy płatnego parkowania. Dzięki tej maszynce do zarabiania pieniędzy (kasa idzie tylko do miasta, ale nie podnosi jakości infrastruktury miejskiej), na haraczu narzuconym na kierowców, podnosi się opłaty w sposób nieograniczony.
I wtedy dopiero zacznie się prawdziwa rozmowa o cenach, bo dziś komunikacja zbiorowa w Warszawie funkcjonuje dzięki gigantycznym dopłatom, a tu liczby są bezlitosne. Wpływy z biletów pokrywają zaledwie ułamek kosztów, a reszta to miliardy złotych dokładane z budżetu miasta, czyli z kieszeni mieszkańców i to niezależnie od tego, czy ktoś z tej komunikacji korzysta, czy nie. Na razie ten system jest utrzymywany w równowadze politycznej, bilety są wciąż relatywnie tanie, żeby nie wywoływać społecznego oporu. Ale to nie jest stan trwały – to jest stan przejściowy. Bo jeśli jednocześnie ogranicza się alternatywę w postaci samochodu, to w pewnym momencie znika bariera, która dziś jeszcze powstrzymuje radykalne decyzje.
Rozszerzenie Strefy Płatnego Parkowania [Puchalski przysięgał. że SPPN to tylko Centrum] na całe miasto będzie momentem przełomowym i to nie jest tylko kwestia kilku złotych więcej za postój, a narzędzie zmiany zachowań na masową skalę. Kiedy parkowanie stanie się powszechnie płatne, a miejsc będzie mniej, kierowcy zostaną zepchnięci do roli klientów systemu, z którego dziś wielu korzysta z wyboru, a jutro będzie korzystać z konieczności. I właśnie wtedy pojawi się argument - skoro i tak wszyscy korzystacie, skoro i tak system musi działać, to trzeba „urealnić ceny”. To słowo – „urealnienie” – już wielokrotnie było używane w podobnych kontekstach, dokładnie jak słowo "zrównoważone/y". Zawsze oznacza jedno - podwyżki i to nie kosmetyczne, tylko systemowe. Bo jeśli dziś wpływy pokrywają tylko niewielką część kosztów, to każdy krok w stronę „realizmu” oznacza skokowy wzrost cen biletów. Najpierw będzie soft, potem już odważniej, aż do poziomu, który jeszcze kilka lat temu wydawałby się politycznie nie do przeprowadzenia.
Mechanizm jest prosty: - ogranicz alternatywę,
- zwiększ zależność,
- a potem podnieś ceny.
W warunkach pełnej dobrowolności taki ruch byłby nie do obrony ale w warunkach wymuszonej zmiany, czyli systemowej tresury i coraz gorszej sytuacji finansowej miasta – staje się „koniecznością”. I wtedy dopiero wielu zrozumie, że to nie była seria przypadkowych decyzji, lecz długi proces, w którym każdy etap przygotowywał grunt pod kolejny.
Warszawa naprawdę zmienia się krok po kroku. Problem w tym, że kierunek tej zmiany zaczyna być coraz bardziej czytelny dopiero wtedy, gdy na odwrót jest już za późno. I w mieście pozbawionym autentycznej elity, gdzie na siłę próbują ją zastąpić przebierańcy (ww. "TP") , przy kompletnym deficycie wolnościowych mediów, nie będzie lepiej.1. Podstawową jednostką samorządu terytorialnego jest gmina.
2. Inne jednostki samorządu regionalnego albo lokalnego i regionalnego określa ustawa.
3. Gmina wykonuje wszystkie zadania samorządu terytorialnego nie zastrzeżone dla innych jednostek samorządu terytorialnego.
akt
1. «czyn, działanie będące urzeczywistnieniem jakiegoś zamysłu lub spełnieniem jakiejś powinności albo przejawem czegoś»
2. «czynność lub proces o charakterze psychicznym»
3. «oficjalna uroczystość podkreślająca doniosłość jakiegoś wydarzenia»
4. «dokument urzędowy lub prawny»
5. «część utworu dramatycznego lub przedstawienia teatralnego»
Szczególnej uwagi wymaga tzw. średni szczebel samorządu terytorialnego – pomiędzy gminą a województwem. To właśnie tutaj powstają dziś różne formy współpracy: MOFy, związki ZIT czy struktury subregionalne; to tutaj funkcjonują metropolie oraz aglomeracje średniej wielkości. Problem w tym, że są to rozwiązania często tymczasowe i niewystarczające. Potrzebujemy nowej jakości – silnych struktur metropolitalnych lub aglomeracyjnych z jasno określonymi zadaniami i realną sprawczością. To może być prawdziwy „game changer” dla rozwoju lokalnego i regionalnego. Potrzebujemy "III aktu reformy samorządowej".
Jednocześnie nie możemy zapominać, że reforma samorządu powinna iść w parze z refleksją nad funkcjonowaniem administracji rządowej. Bo sprawne państwo to nie tylko silny samorząd, ale też dobrze działające centrum, a o tym rzadko się rozmawia.
dwa wpisy na fb:
3 maja o 20:00
Konstytucji nie trzeba zmieniać - przede wszystkim trzeba ją respektować


5 maja o 20:22
Dlatego dziś potrzebujemy nie rewolucji, a „urealnienia Konstytucji”:
Przywrócenia Konstytucji jej rzeczywistej roli w funkcjonowaniu państwa
Spokojnej, merytorycznej refleksji nad możliwymi usprawnieniami
Drobnych zmian, które pozwolą jej lepiej odpowiadać na współczesne wyzwaniaBez potrzeby pisania wszystkiego od nowa.
Z tym podejściem powstaje Rada Refleksji nad Konstytucją – inicjatywa obywatelska, ekspercka i naukowa. W najbliższych miesiącach postawimy konkretną diagnozę i przygotujemy rekomendacje, które staną się punktem wyjścia do szerokiej debaty publicznej.
- Aleksander Kwaśniewski – Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej
- Antoni Dudek – profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie
- Monika Florczak-Wątor – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego
- Magdalena Krzyżanowska-Mierzewska - radca prawny, ekspertka z zakresu praw człowieka
- Maciej Pach – doktor, Poznańskie Centrum Praw Człowieka
- Marek Safjan - profesor Uniwersytetu Warszawskiego, b. sędzia Trybunału Konstytucyjnego
- Patrycja J. Suwaj – profesor Akademii im. Jakuba z Paradyża, sędzia Naczelnego Sądu Administracyjnego
- Jerzy Stępień – profesor Uczelni Łazarskiego
- Dawid Sześciło – profesor Uniwersytetu Warszawskiego, ekspert Fundacji Batorego
- Piotr Tuleja – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, b. sędzia Trybunału Konstytucyjnego
- Włodzimierz Wróbel – profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, sędzia Sądu Najwyższego
- Jerzy Zajadło – profesor Uniwersytetu Gdańskiego
- Wojciech Zalewski – profesor Uniwersytetu Gdańskiego
- moja skromna osoba.
Natomiast ostatecznie spotkajmy się dnia 2 kwietnia 2027 roku w Gdańsku – w miejscu o szczególnym znaczeniu dla polskiej historii i debaty o państwie. Wydarzenie współorganizują m.in. Miasto Gdańsk, Europejskie Centrum Solidarności, Uniwersytet Gdański, Pomorska Izba Adwokacka w Gdańsku, Okręgowa Izba Radców Prawnych w Gdańsku oraz Instytut Metropolitalny.Więcej informacji już wkrótce – o celach, działaniach. Zachęcam do śledzenia profilu! Zachęcam do udziału w inicjatywie!
- rewolucyjna zmiana, rewolucyjny element zmieniający zasady gry
real:
"Szacunek dla kulturowej odrębności Ślązaków i innych grup mniejszościowych skonsoliduje polityczną wspólnotę, którą stanowi społeczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej, i da poczucie jej mocnego oparcia na wartościach świata zachodniego"
Z analizy wyszło mi, że:
"Wydaje się, że wg ich definicji, prawdziwe
społeczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej stanowią wyłącznie wspólnoty polityczne - a nie ogół obywateli.
Chodzi o to, że prawdziwe, to znaczy "skuteczne społeczeństwo", w sensie: "liczące się", "realizujące jakieś cele", czyli chodzi o konkretne przedsięwzięcie polityczne tutaj schowane za nieokreślonym niewinnym: wspólnota polityczna"
Widzisz? Ta sama sytuacja co 13 miesięcy temu - też chodzi o PRAWDZIWOŚĆ !!
Grzegorz Wawro
Obserwuj
7 maja 2026
CZY STRACISZ WŁASNE MIESZKANIE? NIEMIECKIE FUNDUSZE WYKUPUJĄ POLSKĘ
Zauważyliście, co się dzieje z rynkiem nieruchomości? Coraz więcej polskich mieszkań trafia w ręce zagranicznych, a zwłaszcza niemieckich, funduszy inwestycyjnych.
W tym materiale tłumaczę, jak nowe unijne przepisy klimatyczne (takie jak ETS2) uderzają we własność prywatną, drastycznie podnosząc koszty utrzymania. Czy to celowy mechanizm, który ma zmusić nas do pozbywania się majątku życia na rzecz wielkiego kapitału? Czy za kilka lat będziemy skazani na dożywotni wynajem we własnym kraju?
Posłuchajcie materiału i udostępnijcie go dalej, bo o tych mechanizmach trzeba mówić głośno. Zapraszam do debaty w komentarzach.
Portal Warszawski
19 kwietnia 2026
Czytamy na profilu J. Mencwela, radnego Warszawy; "Miasto Paryż zamienia piętrowy parking w samiutkim centrum na tanie mieszkania dofinansowane przez miasto. Powtarzam: w Paryżu zamiast parkingu w centrum będą tanie mieszkania współfinansowane przez Urząd Miasta. Bonjour, Rafał Trzaskowski!".
To riposta na wpis innego "znawcy" spraw miejskich, niejakiego Artura Celińskiego z Architektura-murator, który ironizuje: "Poszaleli w tym Paryżu. Zamienić piętrowy parking na tanie, dofinansowane z publicznych pieniędzy mieszkania? Czy nie wiedzą, że ludzie potrzebują miejsca dla aut? Przez taką politykę to miasto upadnie".
W Paryżu stary, blisko stuletni modernistyczny garaż, nadgryziony zębem czasu i dodatkowo zniszczony przez pożar, ma zyskać drugie życie - ten na grafice!. Nie jako parking, nie jako przestrzeń usługowa, lecz jako miejsce do mieszkania, taniego, komunalnego, „zdrowego”, jak podkreślają promotorzy projektu. W założeniu brzmi to jak klasyczna opowieść o rewitalizacji, odzyskiwaniu tkanki miejskiej, adaptacji zamiast wyburzania i ma być odpowiedzią na kryzys mieszkaniowy. Problem zaczyna się wtedy, gdy tę historię próbuje się bezrefleksyjnie eksportować na grunt Warszawy.
Komentarze pod jego kolejną "mądrością" nie pozostawiają złudzeń. „Trzeba mieć nierówno pod sufitem, żeby opowiadać bajki o Paryżu i dawać je jako przykład dla Warszawy” i nie jest to głos odosobniony, lecz symptom szerszego zmęczenia narracją, w której zachodnie metropolie traktuje się jak uniwersalny wzorzec - najczęściej wynika to z kompleksów społecznych i kulturowych.
Mało tego, internauci zwracają uwagę na oczywisty fakt, że miasta nie są kopiowalne - dokładnie to co wczoraj napisaliśmy, ze Dania to Dania, Holandia to Holandia, Francja to Francja, a Polska i Warszawa, to Polska i Warszawa. Według ich "zdolności" myślowych Europa w każdym miejscu powinna być wszędzie taka sama, czyli mielibyśmy słynną teorię o kopii powstałej z kopii. Dość porażająca wizja, ale pojawia się też argument infrastrukturalny, niezwykle istotny, a często pomijany w publicystycznych zachwytach...ano taki, że Paryż dysponuje rozbudowaną siecią parkingów podziemnych, wielopoziomowych, a także gęstym transportem publicznym, który w wielu miejscach realnie zastępuje samochód - o czym Ci dwaj świadomie pomijają w swojej quasi publicystyce! Bo dokładnie w tym samym Paryżu jest właśnie plan zabudowy go częściowo autostradą nadwieszoną niejako nad miastem! Ale wiadomo - niedobra o tym mówić!
Cała ta dyskusja pokazuje coś jeszcze... rosnącą frustrację mieszkańców wobec prób narzucania im wizji miasta, której nie czują i nie rozumieją.
„Może warto przenieść się tam, gdzie już jest tak jak się marzy, zamiast na siłę wprowadzać to tutaj”, to zdanie dobrze oddaje klimat debaty. Przypomnijmy, że J. Mencwel uroił sobie, że....będzie walczyć z hałasem tworzonym przez miasto! I nie jest nie jest sprzeciw wobec zmian jako takich en generale, lecz wobec ich kierunku i sposobu wprowadzania i osób, które mają im przewodzić!
Należy pamiętać, że to rynek weryfikuje potrzeby klientów, a każde działania tzw. aktywistów wcześniej czy później kończą się zakazami i terrorem, czego mieszkańcy Warszawy doświadczają od ponad dekady!"
"O co chodzi?"
Polska nie ma 60 miliardów, ale Polska ma ziemię, ma miasta, ma KAMIENICE - i lokatorów, których ktoś chce się pozbyć.
trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,28961711,zaorali-nam-kolej.html
https://sjp.pwn.pl/slowniki/akt.html
synonimy.pl/synonim/akt/
https://pl.wikipedia.org/wiki/Etap
wsjp.pl/haslo/podglad/16299/etap/4901667/zycia
Jest w tym miejscu coś trudnego do uchwycenia: z jednej strony osada rybacka i portowa codzienność, z drugiej bezkres morza i horyzont, który potrafi zatrzymać na dłużej. Spacer tym bulwarem ma w sobie coś wręcz metafizycznego — trochę nostalgii, trochę wolności i dużo spokoju. Polecam gorąco nie tylko sam bulwar, ale po prostu całą Ustkę. To miejsce ma klimat, którego nie da się podrobić.













