Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

czwartek, 30 kwietnia 2026

"Niemcy naprawdę potrafiły by tym potencjałem zarządzać"

20 luty 2026


Fragmenty wywiadu z analitykiem Instytutu Zachodniego dr Witoldem Ostantem.



Instytut Zachodni im. Zygmunta Wojciechowskiego (ang. Institute for Western Affairs, niem. West-Institut, fr. Institut Occidental) 

– polski instytut badawczy z siedzibą w Poznaniu, który utworzono ustawą z dnia 17 grudnia 2015. Instytut jest następcą prawnym istniejącego od 1945 Instytutu Zachodniego – Instytutu Naukowo-Badawczego im. Zygmunta Wojciechowskiego. Nadzór nad Instytutem sprawuje Prezes Rady Ministrów.

IZ zajmuje się monitorowaniem i analizą sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej i prawnej w Niemczech, a także śledzi stosunki polsko-niemieckie oraz problematykę międzynarodową:
procesy w Unii Europejskiej, relacje transatlantyckie, wyzwania i zagrożenia globalne. Podstawowym zadaniem IZ jest prowadzenie badań naukowych oraz przygotowywanie analiz, raportów, ekspertyz i studiów prognostycznych na potrzeby organów władzy publicznej w Polsce.
Integralną częścią placówki jest Gabinet Krzysztofa Skubiszewskiego.





energetyka24.com/surowce/gaz/ostant-dla-niemcow-ns2-to-bezpieczenstwo-wroca-do-biznesu-z-rosja








Ostant: Dla Niemców NS2 to bezpieczeństwo. Wrócą do biznesu z Rosją

Katarzyna Łukasiewicz
6 lutego 2026, 15:29



Przypuszczam, że Niemcy ponieśli największe straty w UE przez swoją pomoc Ukrainie. Jednocześnie w Niemczech panuje przeświadczenie, że gdyby mieli dostęp do bogactw Rosji, staliby się największym światowym mocarstwem – mówi w rozmowie z E24 dr Witold Ostant, analityk Instytutu Zachodniego.



Katarzyna Łukasiewicz: W jaki sposób niemieckie media opisują sprawę Serhija K. i czy porównują ją z polskim przypadkiem Wołodymyra Żurawlowa?

Witold Ostant: Niemcy postrzegają Nord Stream 2 inaczej niż my. Dla nich to był element infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa państwa. Wysadzanie tego typu obiektów to uderzenie w ich bezpieczeństwo energetyczne. Z tej perspektywy ustosunkowuje się do Serhija K. większość mediów głównego nurtu.


[...]

W infrastrukturę energetyczną Niemiec uderzono w bardzo złym okresie, bo to nastąpiło we wrześniu. Później przyszedł pierwszy kryzys energetyczny, bardzo poważny. Ceny surowców, szczególnie gazu, poszybowały w górę.

KŁ: A jak stosunki rosyjsko-niemieckie wyglądały po rozpoczęciu wojny z Ukrainą?

WO: W zasadzie parę miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowego ataku na Ukrainę Rosja zaczęła ograniczać przesył do Niemiec i to miał być sygnał, że zaczynają się reperkusje, jeżeli Niemcy nie wycofają swojego poparcia dla Ukrainy.

Ograniczono go o nawet 30%, zaczęto wymieniać nagle całe turbiny, przeprowadzać serwisy, jak to potrafią Rosjanie. Znacznie wcześniej pojawiły się więc przyczyny „serwisowo-techniczne”. Rosja od początku wojny sugerowała Niemcom, że nie powinny interesować się konfliktem na Ukrainie, ani jej pomagać.

A cały czas wierzono w to, że w jakimś w jakimś aspekcie Nord Stream będzie działać. Trzeba wziąć pod uwagę, że suma kosztów Nord Stream 1 i 2 to ok. 15 mld euro i niemal połowę tej kwoty straciły na tym kontrakcie prywatne europejskiej firmy. Potężne korporacje, które wyliczały swoje biznesplany na określone zyski i profity, które miały trwać latami. Z 15 mld euro, prawie połowę stracili Niemcy, niemal 7 mld dolarów.

KŁ: Podobny komentarz usłyszałam kilka miesięcy temu ze strony niemieckiej. Przekonywano mnie, że na sprawę Nord Stream w Niemczech nie patrzy się z punktu widzenia politycznego, tylko czysto prawnego.

WO: Niemcy tak reagują, bo trzeba brać pod uwagę ich nieciekawą historię w XX wieku. Oni podkreślają demokrację i legalizm prawny. Są pod tym względem bardzo przewrażliwieni. U nas w Polsce różnie bywa z tym legalizmem prawnym, duchem prawa, demokracją walczącą i tak dalej. To jest nie do pomyślenia w Niemczech. Nie przy tej konstrukcji politycznoprawnej i nie przy takim, a nie innym podejściu elit politycznych. Oni mają cały czas w głowach konsekwencje II WŚ, nazistów, tego, co się stało z prawem, bo ono wówczas też obowiązywało, ale było specyficzne.

KŁ: Myślę, że dla Polaków jest to nieco trudne do zrozumienia, bo my przez cały czas na sprawy sabotażystów ukraińskich patrzymy właśnie z punktu widzenia trwającej wojny. Nawet to, że nie wydaliśmy na podstawie ENA Wołodymyra Żurawlowa…

Moim zdaniem to była niefortunna decyzja, bo to nie my powinniśmy ponosić polityczne konsekwencje tego aktu sabotażu, jakim było wysadzenie kontrowersyjnych od samego początku gazociągów. To Niemcy mieliby problem, co dalej z tym Ukraińcem zrobić, jak go osądzić, w jakim trybie.


[...]

KŁ: Jednocześnie nastroje w Niemczech bardzo się zmieniają od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Zwykli Niemcy odczuwają spadek formy ekonomicznej kraju.

WO: Od czterech lat mamy „pełzający” kryzys w Niemczech, który nieszczególnie można przezwyciężyć pomimo kolejnych setek miliardów euro wydawanych z publicznych pieniędzy pod różnymi pretekstami. Miał przyjść kanclerz Friedrich Merz z nowymi pomysłami i to błyskawiczne zmienić. Prace trwają i być może te Merzowe pomysły lansowane od początku 2025 roku chwycą, ale pytanie kiedy? Społeczeństwo niemieckie , traci jednak powoli cierpliwość.

[...]

KŁ: Ale to się zmieniło?

WO: Dopiero rok po wybuchu wojny na Ukrainie pojawił się tzw. drugi plan Habecka i nastąpiła głęboka refleksja, próba dostosowania do sytuacji gospodarki niemieckiej, transformacji energetycznej, ale niewiele można było zrobić. Zielona koalicja nie mogła wycofać się z tych wcześniejszych pomysłów, bo to by uderzyło w ich elektorat i podstawy ich rządów.

Z drugiej strony byli w pułapce bardzo wysokich kosztów, tzw. przejściowych surowców, czyli szczególnie gazu, ściąganego nie z Rosji, tylko z innych regionów świata. Był on, oczywiście, bardzo drogi i cała transformacja w sposób ekonomiczny „siadła”. Doszły jeszcze kwestie braków w podstawie systemowej, czy problem niewydolności i opóźnień w budowie sieci energetycznych oraz krzyk biznesu niemieckiego, że go na te koszty energii nie stać i szereg innych kwestii. To spowodowało pogłębianie się kryzysu.

A dlaczego on w ogóle powstał? Bo Niemcy, mimo tego, że mają know-how, straciły dostęp do tanich źródeł energii i tak naprawdę konkurencyjnej siły roboczej a do tego borykają się z fatalnymi barierami administracyjnymi, brakiem odpowiedniej cyfryzacji i wysokimi podatkami. Całość niemieckich problemów gospodarczych „pięknie ogniskuje się” w przemyśle motoryzacyjnym.
Reklama

KŁ: No właśnie, a teraz mamy Merza, który jest niepopularny, jak przynajmniej wynika z sondażów, będąc jednocześnie kanclerzem, który rzeczywiście dąży do zmian gospodarczych.

WO: Ja bym postrzegał Merza jako „koło ratunkowe” Niemiec. Jego proatlantyckość, pomimo tego, co robi Donald Trump, jest bardzo ważna. Merz powiedział jednoznacznie, że nawet gdyby w Rosji zmieniło się wszystko, to nie będzie ona już partnerem dla Niemiec.

KŁ: Możemy w to wierzyć?

WO: Z wiarą w słowa polityków jest jak z wiarą w duchy, „generalnie nie należy w nie wierzyć ale można się ich bać”. A tak bardziej poważnie to jest dla nas bardzo budujące, bo Niemcy zobowiązują się do budowy bezpieczeństwa, wydawania prawie 5% PKB na zbrojenia. To jest wielki przełom dla tej części Europy i możliwości budowy niezależności europejskiej. Dodatkowo Merz rozumie wagę sojuszu z USA, ale dostrzega, że nie można ulegać USA za wszelką cenę, nie można doprowadzić do bezpardonowego dyktatu. Pamiętajmy również, że jeżeli Merz przetrwa na stanowisku kanclerza, to prawdopodobnie będzie nim do 2029 r.

Być może do tego czasu, kto wie, czy nie pojawi się w RFN temat np. większej suwerenności strategicznej RFN w dziedzinie broni jądrowej? Może powstanie jakiejś projekt kooperacji francusko-niemieckiej w celu zbudowania strategicznej odpowiedzi europejskiej wobec zagrożeń, przede wszystkim tego zagrożenia ze Wschodu, czyli Federacji Rosyjskiej, która będzie dalej wrogim państwem.

A z drugiej strony taki projekt mógłby dać przyczynek do budowy modelu bezpieczeństwa strategicznego w uniezależnieniu od amerykańskich omnipotencji w tej dziedzinie, bo jeżeli odpowiednie środki zostaną uruchomione, to naprawdę bardzo dużo może się zmienić w Europie w przeciągu, trzech, czterech, pięciu lat w zakresie możliwości obronnych.

KŁ: Ale tutaj chyba podstawowym problemem Niemiec pozostaje wciąż energetyka i to, że na tym polu trzeba wprowadzać zmiany. Tak wiele lat polityki antyjądrowej.

WO: Tak, Niemcy „strzeliły sobie w stopę” i teraz nawet najwięksi apologeci zielonej transformacji już widzą, że nie te koszty. Co z tego, że jesteśmy uczciwi, chcemy konkurować na świecie, lasować swoje technologie, kapitał, skoro inni partnerzy grają w tę samą grę, ale na innych zasadach.

KŁ: Do Polski docierają też różne kontrowersyjne informacje z Niemiec dotyczące wypowiedzi polityków AfD, w tym Alice Weidel, dotyczące Nord Stream, potrzeby jego odbudowy. Jak powinniśmy takie informacje odbierać? Niepokoić się, być może nadchodzącymi zmianami?

WO: Ja nie jestem wróżką. Od lutego 2022 r. mnóstwo ekspertów wielokrotnie wieszczyło koniec wojny, wszyscy lepiej wiedzieli, co ma Putin w głowie. Moim skromnym zdaniem o tym, kiedy skończy się ten konflikt, nie zdecyduje nikt inny niż Władimir Putin. Zachód oczywiście mógłby mu w tym „pomóc”, ale jest jak jest (…) To jest aspekt wróżenia ze szklanej kuli.

Ale tak wracając całkiem poważnie, na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że AfD jeszcze nie jest partią masową na skalę ogólnoniemiecką, ale rośnie w siłę. Jest dla coraz większej grupy Niemców partią racjonalną, bo jak się Pani wsłucha w jej postulaty na przykład energetyczne, to wcale nie są głupie, np. powrót do energetyki jądrowej.

Podkreślić, trzeba z całym zdecydowaniem, że największym błędem w ciągu ostatnich 30 lat było wyłączenie energii jądrowej w Niemczech. Nawet gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, był to największy błąd niemieckiego establishmentu i niemieckiego biznesu.

Inny postulat to powrót do relacji handlowych z Rosją. On nastąpi prędzej czy później. Wszystko będzie uwarunkowane zmianą polityczną i momentem zamrożenia konfliktu, wygaszenia wojny. Może zamiast Putina pojawi się poprawiona wersja gen. Anodyny, czyli piękna, młoda blondynka z warkoczem czy bez, znająca kilka obcych języków, wykształcona w Cambridge i okaże się, że to będzie już „nowa Rosja”, z którą wszyscy będą chcieli rozmawiać.

KŁ: Kto tego chce?

WO: AfD chce jak najszybszej normalizacji stosunków z Rosją, szczególnie na bazie handlowej. Jeżeli konflikt się skończy, podejrzewam, że AfD będzie języczkiem uwagi w Niemczech i będzie tą siłą polityczną, który powie: „My mieliśmy rację, z Rosją trzeba rozmawiać, handlować, budować sojusze”. AfD jest też za ograniczeniem kosztów transformacji energetycznej, która jest bardzo wysoka dla Niemiec. Niemcy, biorąc pod uwagę to, że mają ogromną fiskalizację, dodatkowo mają wysokie koszty energii przy relatywnie niskiej czy bardzo wolno rosnącej sile nabywczej niemieckiego społeczeństwa. Niemcy odczuwają kryzys, szczególnie ci średnio i mało zarabiający w zasadzie od 2019 roku, od pandemii. A wojna na Ukrainie to pogłębiła i tutaj AfD też odpowiada na ich potrzeby, więc to jest tylko kwestia czasu, kiedy AfD urośnie, kiedy ten kordon policyjny, firewall, który stworzyły tzw. partie mainstreamu wokół AFD zacznie się kruszyć.

W ogólnoniemieckich sondażach już w tej chwili podejrzewam, że AfD depcze po piętach CDU. To jest tendencja, która się dość długo utrzymuje. Tak naprawdę dynamika wzrostu poparcia do AfD przejawia się w wyborach landowych. W sondażach landowych czasem AfD potrafi przebić 40%. Może też okazać się, że z AfD będzie bardzo trudno nie wejść w koalicję, jeżeli w landach mają być stabilne rządy.

Wszystko może się zmienić, a dla nas AfD jest niepokojącą partią, biorąc pod uwagę ten piwot na wschód. Odpowiada za to Niemcom, szczególnie tym na wschodzie, niezadowolonym, biednym, niewykształconym. Ale też dla Niemców z zachodu AfD jawi się jako coraz bardziej logiczny partner i siła polityczna, która racjonalnie zaczyna przedstawiać swoje argumenty. Wizerunek AfD zmienia się, AfD ucieka od niewygodnych haseł a jej próby delegalizacji jak na razie nie przyniosły oczekiwanych skutków.

KŁ: Czyli uważa Pan, że powrót do dobrych relacji między Niemcami a Rosją mimo wszystko, nieważne kiedy zakończy się wojna, jest po prostu nieunikniony?

WO: Podejrzewam, że tak. Jak mówił z uśmiechem i przekąsem świętej pamięci prof. Zbigniew Mazur (wspaniały intelektualista i wieloletni pracownik Instytutu Zachodniego) „na mój stary nochal, tak 😉”. Rosja to naturalny partner Niemiec, jeśli chodzi o potencjał. Niemcy cały czas odczuwają „ból”, że to tyle obszaru, takie bogactwa niewykorzystane. Gdyby Niemcy byli w stanie współdziałać z tym, co ma Rosja i sprawnie wykorzystać do swoich celów rosyjski potencjał, to byłoby to było najpotężniejsze mocarstwo na naszym globie. Nie USA, nie ChRL. Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać. I Niemcy wiedzą, że te surowce mineralne są im potrzebne do szybkiego, dynamicznego rozwoju. To, że Niemcy dzisiaj mają kryzys, to m.in. wynika z wielkich strat, jakie ich ekonomia m.in. poniosła na wschodzie, w skutek konsekwencji wojny na Ukrainie.

Przypuszczam, że w Unii Europejskiej państwem, które sumaryczne poniosło największe straty na wojnie i udzieliło największej pomocy Ukrainie są Niemcy. I z tego też mogą wynikać te niemieckie nastroje.

Poziom życia w Niemczech spada, dochodzą do tego koszty energii, utrata miejsc pracy, transfer firm a do tego następują zmiany cywilizacyjne, czyli automatyzacja, robotyzacja, sztuczna inteligencja, które w naturalny sposób powodują mniejsze zapotrzebowanie w sektorach przemysłu na pracę.

Nie pomagają również pomysły związane z transformacją opartą na wodorze, która jest bardzo kosztowna i trudna w realizacji. Wszystko wskazuje, że np. koszty wytworzenia stali z wodoru mogą być trzy razy droższe niż koszt wytworzenia stali z węgla bez uwzględnienia odpowiednich mechanizmów politycznych, które tworzą osłony finansowe dla transformacji w sektorach energochłonnych.

KŁ: Wodór to w tym momencie jest w ogóle wielka niepewność.

WO: I to są olbrzymie koszty, ale Niemcy w to idą, Europa w to idzie. Są pieniądze publiczne, państwa czy unijne na ten cel. Proszę zobaczyć, że biznes krzywo patrzy na energię jądrową, bo nie ma koniunktury politycznej, póki co na nią. Chociaż politycy niemieccy zapowiadają, że oni będą pierwszym państwem na świecie, które uruchomi fuzję jądrową. Pożyjemy, zobaczymy.

Warto zadać pytanie również: Dlaczego biznes nie angażuje się w energetykę jądrową? Odpowiedź może być banalna: gdyż ryzyko jest zbyt duże, ponieważ koszty zwrotu z energii jądrowej są odwleczone zbyt długo w czasie. A jak postawią turbiny wiatrowe, elektrownie gazowe czy cokolwiek, to w przeciągu dwóch lat biznes zarabia na siebie, a do tego ma odpowiednie, stałe koszty, rentowność inwestycji gwarantowaną przez państwo. A w energii jądrowej wszystko zbyt długo trwa.

Ale to też jest rola państwa, bo na coś mamy te państwa, że jeśli biznes nie chce się angażować, to trzeba mu pomóc, szukając pieniędzy w innych pomostowych formułach. Albo szukajmy w biznesie, ale stawiajmy na takie rozwiązania długotrwałe. Czasami budując projekty strategiczne trzeba włożyć w coś, co się zwróci po 20, 30 latach, albo postawić na inne pryncypia niż tylko te wypływające z czystej kalkulacji finansowej.
Reklama

KŁ: Wracając jeszcze do stosunków z Rosją, w ocenie jednego z moich rozmówców, Niemcy miały przynajmniej jakąś strategię wobec tego kraju przed jej inwazją na Ukrainę, a inne kraje Europy takiej strategii w ogóle nie miały.

WO: Tak, nie sposób się z tym twierdzeniem zgodzić, ale strategia niemiecka doprowadziła do wielu problemów m.in. do wojny, bo to oczywiście Putin zadecydował o tym, kiedy kogo napadnie, ale generalnie dostał środki i odpowiednie możliwości korupcji elit europejskich, szczególnie niemieckich. Niemieckie BND i Urząd Ochrony Konstytucji powinny zupełnie inaczej zadziałać, żeby elity niemieckie nie wpadły w problem uzależnienia lub powiązań z rosyjskim biznesem, który był, jest i prawdopodobnie będzie uzależniony od rosyjskich władz państwowych i ich interesów ze względu na model systemu politycznego panujący w Rosji.
Gdyby nie Nord Stream, to Putin by musiał inaczej rozegrać tę partię, a był pewny tego, że jak będą te dwie rury, to Niemcy się uzależnią od rosyjskiego gazu. Niemcy będą tanio sprzedawać gaz, a on tu będzie szantażował Europę środkowo-wschodnią, która była pod kontrolą jeszcze za Związku Radzieckiego. Takie mrzonki mógł mieć Putin, jego ekipa dzięki temu, że Niemcy dawały możliwość takich, a nie innych profitów i oddziaływania na Europę i na same Niemcy.

KŁ: I teraz z tymi Pana przewidywaniami, że Niemcy po prostu powrócą do business as usual z Rosją, to tkwimy w błędnym kole historii.

WO: Niestety nie wygląda to najlepiej, chociaż to wszystko będzie trwało w czasie. To nie wydarzy się np. pod koniec tego roku. Nawet jeśli w połowie tego roku dojdzie do zakończenia wojny z Ukrainą, to podejrzewam, że dopóki Merz i jego ekipa będzie rządziła, ten powrót do business as usual będzie utrudniony. Ale w 2029 roku być może główną partią zwycięską w Bundestagu, z którą wszyscy będą musieli się liczyć, będzie AfD. I wtedy może się wszystko zmienić. Te procesy polityczne są rozłożone w czasie. Wymiana elit, podejście społeczeństwa, pewna kultura informacji, wojna kognitywna i soft power musi oddziaływać rozłożone w czasie, ale skutecznie zmienia optykę społeczeństw.

KŁ: A czy Polska może w ogóle coś z tym zrobić? Nasze relacje z Niemcami są, jakie są.

WO: One nie są złe. Dzisiaj relacje z Niemcami są najlepsze od wielu dekad. Mamy wspólnego, namacalnego wroga i wspólny interes bezpieczeństwa, Rosję. Chwała za to, że Rosja się tak spolaryzowała z Niemcami i z nami, a my jesteśmy po dobrej stronie barykady, czyli tej co Niemcy, choć czasem mamy „inną wrażliwość”.

Jeżeli ja bym mówił publiczne, że Rosja zrobi, to co zrobiła po 2014, przed 2010 rokiem, to by mnie nazywano wrogiem integracji europejskiej, Niemiec, postępu, zakałą, ciemnogrodem, polskim zaściankiem. Potem okazało się, że większość naszych strategicznych dokumentów w dziedzinie bezpieczeństwa można wyrzucić do kosza, bo budowaliśmy nie armię obronną z możliwością przeniesienia teatru wojny na terytorium przeciwnika i dalekich uderzeń, tylko ekspedycyjną na potrzeby interwencji w Afganistanie, Iraku czy w Afryce. I teraz nagle z wielkimi kosztami dla społeczeństwa próbujemy, jak najszybciej się da, stworzyć armię, która by była w stanie gwarantować nam przetrwanie, czy skuteczne odstraszanie.

Zobacz też
„Niemcy nas okłamali”. Mocne słowa obrońcy Serhija K. dla E24


KŁ: Co do relacji polsko-niemieckich, to też w polskich mediach szerokim echem odbiło się to, że ministrowie sześciu gospodarek UE, w tym Polski, zadeklarowali, że ich kraje będą „motorami europejskiego postępu”. A to inicjatywa niemiecka.

WO: Teraz warto podpinać się pod inicjatywy niemieckie, bo to jest największa gospodarka. Możemy dzięki temu kapitałowo i technologicznie zyskać. Jeżeli Niemcy mają jakiś pomysł na wyjście z impasu, w którym znalazła się cała UE poprzez zielone łady i inne konsekwencje, to niech to pokażą, a my się wtedy przyłączmy. Skorzystajmy z profitów, tanich kredytów, możliwości tworzenia różnych biznesów i tak dalej. Podepnijmy się pod wielką, niemiecką machinę technologiczną i biznesową. Być może na tym skorzystamy, a im bardziej będziemy częścią gospodarki niemieckiej, tym Niemcy nas będą bardziej chcieli bronić.









Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać.

"Niemcy naprawdę potrafiły by tym potencjałem zarządzać"


widzisz różnicę?



poniżej wybrane fragmenty - ten pan jest Polakiem czy Niemcem?


Witold Ostant: Niemcy postrzegają Nord Stream 2 inaczej niż my. Dla nich to był element infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa państwa. Wysadzanie tego typu obiektów to uderzenie w ich bezpieczeństwo energetyczne. 

WO: Niemcy tak reagują, bo trzeba brać pod uwagę ich nieciekawą historię w XX wieku. Oni podkreślają demokrację i legalizm prawny. Są pod tym względem bardzo przewrażliwieni. U nas w Polsce różnie bywa z tym legalizmem prawnym, duchem prawa, demokracją walczącą i tak dalej. To jest nie do pomyślenia w Niemczech. Nie przy tej konstrukcji politycznoprawnej i nie przy takim, a nie innym podejściu elit politycznych. Oni mają cały czas w głowach konsekwencje II WŚ, nazistów, tego, co się stało z prawem, bo ono wówczas też obowiązywało, ale było specyficzne.


Ale tak wracając całkiem poważnie, na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że AfD jeszcze nie jest partią masową na skalę ogólnoniemiecką, ale rośnie w siłę. Jest dla coraz większej grupy Niemców partią racjonalną, bo jak się Pani wsłucha w jej postulaty na przykład energetyczne, to wcale nie są głupie, np. powrót do energetyki jądrowej.

Podkreślić, trzeba z całym zdecydowaniem, że największym błędem w ciągu ostatnich 30 lat było wyłączenie energii jądrowej w Niemczech. Nawet gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, był to największy błąd niemieckiego establishmentu i niemieckiego biznesu.

WO: Podejrzewam, że tak. Jak mówił z uśmiechem i przekąsem świętej pamięci prof. Zbigniew Mazur (wspaniały intelektualista i wieloletni pracownik Instytutu Zachodniego) „na mój stary nochal, tak 😉”. Rosja to naturalny partner Niemiec, jeśli chodzi o potencjał. Niemcy cały czas odczuwają „ból”, że to tyle obszaru, takie bogactwa niewykorzystane. Gdyby Niemcy byli w stanie współdziałać z tym, co ma Rosja i sprawnie wykorzystać do swoich celów rosyjski potencjał, to byłoby to było najpotężniejsze mocarstwo na naszym globie. Nie USA, nie ChRL. Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać. I Niemcy wiedzą, że te surowce mineralne są im potrzebne do szybkiego, dynamicznego rozwoju. To, że Niemcy dzisiaj mają kryzys, to m.in. wynika z wielkich strat, jakie ich ekonomia m.in. poniosła na wschodzie, w skutek konsekwencji wojny na Ukrainie.

Czyli ani Rosjanie, ani Amerykanie, ani Chińczycy - nikt z nich nie umie "tym potencjałem zarządzać" ? Pan jest specjalistą od Chin, od Rosji i USA??

I ci mondrzy niemcy wiedzą, że surowce są im potrzebne i nie wiedzieli, że to głupie pozbywać się energii atomowej?? Co za mondrzy niemcy....


Jeżeli Niemcy mają jakiś pomysł na wyjście z impasu, w którym znalazła się cała UE poprzez zielone łady i inne konsekwencje, to niech to pokażą, a my się wtedy przyłączmy. Skorzystajmy z profitów, tanich kredytów, możliwości tworzenia różnych biznesów i tak dalej. Podepnijmy się pod wielką, niemiecką machinę technologiczną i biznesową. Być może na tym skorzystamy, a im bardziej będziemy częścią gospodarki niemieckiej, tym Niemcy nas będą bardziej chcieli bronić.



My już byliśmy "częścią" niemieckiej gospodarki..... w latach 40tych.





całość tutaj:

energetyka24.com/surowce/gaz/ostant-dla-niemcow-ns2-to-bezpieczenstwo-wroca-do-biznesu-z-rosja




Moj - na Orawie



Orawa (słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa, gór. Ôrawa) – kraina historyczna w Europie Środkowej w dorzeczu rzeki Orawy. Nazwa regionu „Orawa” pochodzi od nazwy jednoimiennej rzeki, a jej źródłosłów nie został dotychczas jednoznacznie zdefiniowany.


kolor zielono-biały - Orawa polska
kolor zielony - Orawa słowacka




Polska część Orawy należy do województwa małopolskiego, do powiatu Nowy Targ, a główną wsią po stronie polskiej jest Jabłonka.
Babia Góra to masyw położony na granicy Polski i Słowacji, w Zachodnich Beskidach. Nazwa ta odnosi się także do kulminacji masywu, Diablak ("Szczyt Diabła"), który jest także najwyższym szczytem tej części Karpat, na wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. 

Polska, północno-wschodnia część Orawy (Kotliny Orawskiej) od północy i zachodu ograniczona jest pasmem Beskidu Żywieckiego i obejmuje zachodni skrawek Kotliny Orawsko-Nowotarskiej. Wschodnia granica Orawy przebiega generalnie wzdłuż europejskiego działu wodnego, rozdzielającego zlewiska Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego, jednak niewielki skrawek północno-wschodni tej krainy leży w dorzeczu Czarnego Dunajca i jest przezeń odwadniany do Wisły, a z nią do Bałtyku. Kotlina Orawska tworzy największy w Polsce region należący do zlewiska Morza Czarnego (poprzez Czarną Orawę, Wag i Dunaj).

Część polska zamieszkana jest przez Polaków i niewielką mniejszość słowacką, natomiast część słowacka przez Słowaków, a także niewielkie mniejszości czeską i polską (ta ostatnia zamieszkuje powiat namiestowski i twardoszyński).
Teren polskiej Orawy był jednorodny etnicznie – został zasiedlony przez polskich osadników z Małopolski nizinnej i Żywiecczyzny; w osadnictwie brała też w niewielkim zakresie udział ludność wołoska.


Polska Orawa - jej osią jest rzeka Czarna Orawa biegnąca do sztucznego zbiornika orawskiego na Słowacji. 

Orawa - część polska pokazana na wycinku mapy słowackiej


Nazwa pochodzi od rzeki Orava (głównej rzeki przepływającej przez ten region).

Nazwa "Orava" może mieć przedsłowiańskie lub słowiańskie pochodzenie. Przedsłowiański *er-/*or-: szybki, szybki (rzeka szybka). Protosłowiański *or-, *orati: krzyczeć, ryczeć. Słowackie rzeki Revúca i Hučava mają tę samą etymologię (rycząca rzeka). Podobne nazwy z innych krajów słowiańskich to np. chorwacka rzeka Orljava (1234 Orauua), ukraińska rzeka oraz wieś Oriava lub Orzawiec (w systemie rzecznym Dniepru). Przyrostek -ava może pochodzić od germańskiego -ahwa (woda), ale jest typowy także dla starszych słowackich hydronimów.

Najwcześniejsze wzmianki dotyczą Arua (1287) i Oravia (1314).

Wg moich poszukiwań, nazwa Orawa pochodzi od słowa "żuława":

opava - orava
Opava  - Orava 

Opawa - jw. przez omyłkę łacińskie "p" odczytano jako "r" lub potraktowano jako cyrylickie "r" (znak "p") co dało nazwę:  Orava

szczegóły patrz tutaj:
maciejsynak.blogspot.com/2026/04/zuawa-cz-2-mawa-dabrowno-szczecin.html
szukamy Zeriuani:
[...]  a potem "zupava" odczytano "zepava" гeПavа = гeПavа  "zuпawa" odczytano "zeпava" (Opawa, Sprewa, Syców)



Jak widać na ilustracji, Zbiornik Orawski zwieńcza rozległą równinę leżącą między górami na osi wschód - zachód: jest to prawdopodobnie równina aluwialna (ja się nie znam).



Lidar - mojgeoportal.pl





Mapa Lidar - geoportal.gov.pl




Zamek Orava to zamek położony na wysokiej skale powyżej rzeki Orava we wsi Oravský Podzámok na Słowacji. Zamek został zbudowany w Królestwie Węgier, najstarsze części powstały w XIII wieku, a najnowsze na początku XVII wieku. Wiele scen z filmu Nosferatu z 1922 roku kręcono właśnie tutaj, a zamek reprezentował siedmiogrodzki zamek hrabiego Orloka. 


Zamek Orawski



Polska część Orawy należy do województwa małopolskiego, do powietu Nowy Targ, a główną wsią po stronie polskiej jest Jabłonka.

Babia Góra to masyw położony na granicy Polski i Słowacji, w Zachodnich Beskidach. Nazwa ta odnosi się także do kulminacji masywu, Diablak ("Szczyt Diabła"), który jest także najwyższym szczytem tej części Karpat, na wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. 




Herb Orawy





Zwyczaj stawiania moja – nadal żywy na Orawie


30 kwietnia 2023 23:25

Stawianie moja to dawna orawska tradycja, która swoimi korzeniami sięga najprawdopodobniej jeszcze pogańskich czasów i wynika z ludowej obrzędowości związanej ze zmieniającymi się porami roku. Zwyczaj jest popularny na całej Orawie – również w jej słowackiej części. 
 
 

 
 
Moj to ścięte i starannie okorowane drzewo – świerk, sosna lub jodła – na którego wierzchołku zostawia się zieloną koronę, przyozdobioną bibułkami i wstążkami. Stawiany jest zawsze w nocy z 30 kwietnia na 1 maja.
 
Jego pierwotną funkcją było wyznanie miłości wybrance przez zauroczonego kawalera – dlatego moje z odpowiednimi tabliczkami z dedykacjami, „wyrastały” jak grzyby po deszczu przede wszystkim pod domami panien na wydaniu. Dziś moje dedykowane są także grupom dziewcząt, a nawet lokalnym społecznościom, jako wyraz sympatii lub czci.

Jeden z pierwszych tegorocznych mojów stanął już dziś po południu nieopodal Domu Ludowego w Lipnicy Wielkiej na Orawie. To gmina, w której od 16 lat organizowany jest także konkurs na „Nojpiykniyjsy Gminny Moj”. Wśród kryteriów, jakie jury bierze pod uwagę znajdują się m.in. tradycyjny wygląd i tradycyjny sposób umocowania „moja”, wygląd i dekoracja drzewka, treść i estetyka dedykacji, orawski zapis gwarowy tabliczki.
 
 
 

 



Kilkunastometrowe moje zdobią orawskie miejscowości aż do Zielonych Świątek, kiedy pali się je w ognisku. Warto wspomnieć, że w dawnych czasach, kawaler musiał pilnować „drzewka” przez całą noc – zgodnie z tradycją, inni zalotnicy mieli prawo je ściąć, ale tylko do świtu 1 maja.

Moj, który stanął dziś w centrum Lipnicy Wielkiej na Orawie – to inicjatywa lokalnego oddziału Związku Podhalan i druhów z OSP Lipnica Wielka Centrum.





---




Słup majowy, drzewko majowe, gaik, maik lub moj (ang. maypole, niem. Maibaum) – słup drewniany, wyrzeźbiony najczęściej z klonu, brzozy, bądź głogu, stawiany w maju w wyznaczonym miejscu przez lokalną społeczność, która następnie urządzała zabawę.
 
 
 
Taniec wokół Słupa Majowego w Åmmeberg, Szwecja
 
 
 
Badacze widzą w zwyczaju stawiania słupa majowego pozostałość animistycznych wierzeń europejskich. Klasyczny przykład osi świata, axis mundi (po której można było podróżować pomiędzy różnymi światami) lub też (według niektórych badaczy) falliczny symbol płodności.

Podczas majowych celebracji słup przystrajany proporcami, wstęgami, wieńcami i girlandami z kwiatów. Towarzyszył temu zazwyczaj specjalny taniec (znany jako Taniec Majowego Słupa), polegający na tańczeniu w kręgu wokół słupa – w bardziej skomplikowanej wersji, trzymając w rękach końce przymocowanych do słupa wstęg, które podczas tańca owijają się wokół słupa (żeby je rozwinąć należało zacząć tańczyć w przeciwnym kierunku). Taniec wokół słupa stanowił celebracje życiodajnych sił natury, wczesnego lata.

W Polsce drzewko majowe, na śląskich i wielkopolskich wsiach, a także na Podhalu (tereny przyległe do Spisza – okolice Sromowiec w Pieninach) gaik, maik, mojka, moj, nowe latko. Od drzewka majowego wzięła najprawdopodobniej nazwę wieś Majewo (niem. Maibaum). Na Podlasiu nadnarwiańskim „chodzenie z królewną”. Słupy majowe można spotkać m.in. na terenie Śląska Cieszyńskiego, Moraw i Słowacji.

W wierszu pt. „Maik” Maria Konopnicka opisała wiejską zabawę dziecięcą polegającą na klaskaniu i obnoszeniu maikowej wiechy.



Baskijscy mężczyźni niosący pień drzewa ściętego na słup majowy



Stawianie tzw. maja w Wędryni, na Śląsku Cieszyńskim






nowytarg24.tv/zwyczaj-stawiania-moja-nadal-zywy-na-orawie/
pl.wikipedia.org/wiki/Orawa_(region)
orawa.eu/aktualnosci/region

commons.wikimedia.org/wiki/File:Polska_Orava.svg

mojgeoportal.pl

https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82up_majowy


 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

środa, 29 kwietnia 2026

Czy w Polsce potrzebujecie koni?

 



za fb:
Portal do historii

24 kwietnia 2026


„Panie Karski, czy w Polsce potrzebujecie koni?”

Wyobraź sobie, że ryzykujesz życie, przedostajesz się w przebraniu do obozu w Izbicy i dwukrotnie do warszawskiego getta. Masz w głowie obraz piekła, który chcesz przekazać najważniejszemu człowiekowi wolnego świata, by ratować miliony ludzi.
W lipcu 1943 roku Jan Karski staje przed prezydentem USA, Franklinem D. Rooseveltem. Przekazuje raport o masowej eksterminacji Żydów i błaga o bombardowanie linii kolejowych do obozów zagłady. W odpowiedzi słyszy pytanie o... zapotrzebowanie na konie w polskim rolnictwie.

Światowi przywódcy, którym Karski streszczał raport w 18 minut, by ich „nie nudzić”, często nie wierzyli w jego słowa, uznając je za polską propagandę. Mimo że jego książka „Tajne państwo” stała się w USA bestsellerem, mur obojętności wobec Holokaustu pozostał nieprzebity aż do końca wojny.




To są takie bajeczki dla głupich.
Amerykanie mieli (mieli i mają) swoje ambasady w Polsce, mieli swoich urzędników, obywateli, którzy mieszkali w Polsce i oczywiście - szpiegów, którzy donosili o tym, co Niemcy w Polsce robią. I nie potrzebowali żadnych "świadków", którzy się do nich "przedzierali" przez ochronę i raportowali "raporty" o łapankach i obozach śmierci.

Oni dobrze wiedzieli co się dzieje w Polsce, a pytanie o konie można traktować tylko w charakterze cynicznej kpiny.


Dzisiaj jest inna sytuacja jak w latach 30tych, inni ludzie u władzy, ale trzeba o tym pamiętać, co było.

Cały czas trzeba o tym pamiętać i cały czas starać się mieć kontakt z rzeczywistością, z faktami, a nie z domysłami, nadziejami, bajkami, kłamstwami - fikcją po prostu.



Trzeba się trzymać rzeczywistości.









Wykluczenie kolejowe (Fala cz.2)

 




przedruk



25 października 2025
PiS zawiódł w sprawie Kolei Plus, a Dariusz Klimczak robi ludzi w balona.

Roch Zygmunt rozmawia z Karolem Trammerem, autorem książki „Przestawianie zwrotnicy. Jak politycy bawią się koleją”
przeczytanie zajmie 15 min




Grupa, która rządzi koleją, jest tam od dziesiątek lat. Niektórzy dyrektorami zostawali jeszcze w latach 80. „Niedasię” to stara kolejowa zasada, rozwijana jeszcze w dwóch innych wariantach: „zawsze tak robiliśmy” oraz „nigdy tak nie robiliśmy”. Moim głównym zarzutem wobec rządów Jarosława Kaczyńskiego jest program Kolei Plus. Został świetnie pomyślany politycznie, ale z merytorycznego punktu widzenia – średnio. Czas pokazał, że z obu aspektów niewiele zostało. Obecny resort infrastruktury postanowił zrobić ludzi w balona. Dariusz Klimczak mówi dziwne rzeczy o kolei – mówi w rozmowie z Rochem Zygmuntem Karol Trammer, twórca i redaktor naczelny pisma „Z biegiem szyn”.




Na kogo głosuje fan polskiej kolei?

To trudne pytanie. Nie sądzę, że istnieje jakaś partia, na którą fan kolei może zagłosować z pełnym przekonaniem.

Każda partia ma coś na sumieniu?

Przede wszystkim są różne powody głosowania, nawet patrząc na świat jedynie przez pryzmat kolei. Miłośnik tego środka transportu może być z jednej strony bardzo zadowolony kolejowym otwarciem, do jakiego doszło za czasu rządów Prawa i Sprawiedliwości, za którym poszła radykalna zmiana sposobu mówienia o kolei, ale z drugiej – może narzekać na to, że część z obietnic tamtej władzy nie została spełniona. To ogólna zasada dotycząca PiS-u – często mają dobre diagnozy, ale z wdrażaniem w życie recept bywa różnie. [ !!! - MS ]

No ale nowe przystanki wybudowali, pociągi dalekobieżne zaczęły zatrzymywać się w mniejszych miejscowościach. To co nie wyszło?

Moim głównym zarzutem wobec rządów Jarosława Kaczyńskiego jest program Kolei Plus. Został świetnie pomyślany politycznie, ale z merytorycznego punktu widzenia – średnio. Czas pokazał, że z obu aspektów niewiele zostało.

To znaczy?

Zacznę od polityki. W 2015 roku Andrzej Duda i Beata Szydło wygrywają podwójne wybory dla PiS-u pod hasłem „Polska w ruinie”. Przekaz był bardzo mocny, przyszły prezydent deklarował, że „podniesiemy Polskę ze zgliszcz”. Jako jeden z dowodów podawano fakt, że 100 miast powyżej 10 tys. mieszkańców nie ma połączeń kolejowych. Prawdą było, że problemów na kolei bynajmniej nie brakowało, więc PiS wybory wygrał.

O tym, że w sprawie renesansu kolei trzeba zrobić coś więcej, uświadomiono sobie dopiero przy okazji wyborów samorządowych w 2018 roku. Wówczas powstał pomysł Kolei Plus, która pierwotnie miała zostać zrealizowana w latach 2019-2023, idealnie wpisując się w kalendarz wyborczy. Przed 2019 rokiem miano podpisywać wielkie umowy, a w 2023 – witać pierwsze pociągi. Sprawa trafiła do Andrzeja Adamczyka, który – jak pokazały maile Dworczyka – nawet w PiS-ie był uważany za nieskutecznego ministra.

Zresztą prezes Kaczyński na zjeździe w Przysusze wprost powiedział, że porażka Mieszkania Plus idzie na jego konto. Z Koleją Plus było tak, że Adamczyk zapowiedział, że program jest gotowy do realizacji, a tak naprawdę bardzo długo go projektowano i rozwleczono do tego stopnia, że finalizacja nastąpi dopiero w 2029 roku. No i samorządy musiały się dokładać, co było dziwne z politycznego i praktycznego punktu widzenia.


Ale właściwie dlaczego? Na świecie nie funkcjonują takie programy centralne, w których również samorządy muszą partycypować?

Samorządy w Polsce ponoszą odpowiedzialność za połączenia kolejowe. Ale to, co nazwano tam wkładem własnym samorządu, nie było nim w istocie. To był haracz.

Haracz?

To mocne słowo, ale nie znajduję innego. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe najpierw likwidowała linie, a teraz samorządy muszą jej zapłacić za to, żeby łaskawie je odbudowała. Poza tym, samorządy musiałyby finansować nie swoją własność, bo przecież te linie są infrastrukturą należącą do państwa.

Po drugie, miałem teorię, że w ramach wojenki rządowo-samorządowej zainteresowanie tym programem będzie niewielkie, dzięki czemu będzie można społeczeństwu powiedzieć: „Patrzcie, my chcemy przywracać kolej, ale samorządy nie są tym zbytnio zainteresowane”. Tak się nie stało. Zgłoszono prawie setkę projektów.

I co się wówczas stało?

Po wstępnych studiach zorientowano się, że być może niewinnie brzmiące 15 proc. wkładu własnego to kwoty rzędu 100 milionów, a do tego trzeba doliczyć też takie rzeczy jak studium wykonalności. Okazało się, że Kolej Plus zamiast trafiać do wykluczonych, uboższych miejsc, stała się okazją dla bogatszych regionów.  [ !!! - MS ] PR-owo ten program sprawił, że dyskutuje się o PiS-ie jako o partii, która przywraca kolej do życia, ale do dziś żadna linia kolejowa nie została za sprawą Kolei Plus uruchomiona.


Skąd w ogóle wzięło się to przeświadczenie, że PiS zwalcza wykluczenie komunikacyjne? Była oczywiście sprawa stacji Włoszczowa Północ, która dzięki Przemysławowi Gosiewskiemu powstała na Centralnej Magistrali Kolejowej. Ale mimo to również za pierwszych rządów Kaczyńskiego połączenia likwidowano.

Moim zdaniem sprawa Włoszczowy to był zupełny przypadek, który zaprocentował po latach. Świętej pamięci poseł Gosiewski został rzucony na odcinek świętokrzyski, żeby go odbić z rąk lewicy. Przyjął przy tym bardzo praktyczną metodę, mianowicie jeździł po województwie, pytał, czego ludzie potrzebują i starał się im to zapewnić. W niektórych miejscach chodziło o fortepian do szkoły muzycznej, a we Włoszczowie mieszkańcy powiedzieli, że chcą stację kolejową, bo ich miejscowość leży przy CMK. No więc Gosiewski to załatwił, skądinąd ekspresowo, w ciągu roku.

Stawia pan tezę, że w PiS-ie wówczas nie było państwowej refleksji nad stanem usług publicznych, a chodziło o proste: „Chcecie stację? To proszę, będzie!”?

Tak. Zastanawiam się, czy oni w ogóle o tym wcześniej rozmawiali w partii. Tak czy inaczej stworzyli coś, co weszło do języka polityki jako efekt Włoszczowy.

Na czym on polega?

PiS robi inwestycję w małym mieście, która dla części opinii publicznej wydaje się kuriozalna. Czymś takim jest właśnie stacja kolejowa na linii Kraków-Warszawa, chociaż w Europie stacje budowane w podobnej logice na liniach dużych prędkości świetnie działają. W konsekwencji takiej inwestycji następuje ekstremalny wybuch szyderstwa ze strony liberalnych elit. Dziś już dobrze tego nie pamiętamy, ale wówczas na spotkaniach autorskich czy wykładach drwiny z tej stacji były po prostu w dobrym tonie.

Ale dzięki temu ludzie zobaczyli, że jest partia, która wbrew nastrojom elit robi coś dla małych miejscowości. Politycy PO w tym samym czasie składali doniesienia do prokuratury, twierdząc, że musiał być tam jakiś przekręt i opowiadali, że za pół roku pociągi na pewno przestaną się tam zatrzymywać, bo nikt tam nie wysiada. Taki przekaz dominował też w prasie.

Ale faktycznie tak było?

Pisałem pracę magisterską o tej stacji i liczyłem na niej pasażerów. Widziałem setki ludzi, mimo że dwa tygodnie wcześniej czytałem w gazetach, że stacja we Włoszczowie świeci pustkami. Po awanturze wokół tej stacji PiS na lata zakodował sobie, że takie akcje są niezwykle skuteczne, bo jazgot medialno-intelektualny liberałów był dla nich najlepszą reklamą. Ale po dojściu do władzy w 2015 nie bardzo mówiono, co trzeba zmienić, poza drobną sprawą, czyli niewydawaniem decyzji o likwidacji linii kolejowych.

„Drobną sprawą”?

Tak, bo, po pierwsze, dotyczyło to linii, które i tak były nieczynne i porośnięte drzewami. Po drugie, mimo tego, kontynuowano procesy likwidacyjne rozpoczęte za rządów Leszka Millera, Marka Belki, Donalda Tuska czy Ewy Kopacz. Nie zdecydowano się na anulowanie decyzji likwidacyjnych podjętych przez poprzednie rządy, lecz nadal zlecano rozbiórki linii objętych decyzjami likwidacyjnymi.

Dało się tego uniknąć?

Tak. Zadziałała rozpędzona machina spółek PKP, które często nie przejmują się tym, co politycy im mówią. Smaczku dodaje fakt, że prezesem PKP SA za czasów PiS-u został Krzysztof Mamiński, czyli człowiek, który zasiadał w zarządzie PKP w czasach największych likwidacji połączeń.

Ktoś tego nie dopilnował?

Trudno powiedzieć. Mamiński to człowiek dość silny politycznie, który potrafi odnaleźć się w różnych układach. Jego obecność była symptomatyczna, bo pokazywała, że kolej to w dalszym ciągu państwo w państwie. [służby to jest państwo w państwie... - MS]

W Polsce wzdychamy do apolitycznych ekspertów.

Problemem są też kolejarze zajmujący wysokie stanowiska w przeróżnych układach politycznych. Oni zawsze wiedzą lepiej, zgrabnie potrafią wytłumaczyć politykom, dlaczego czegoś się nie da zrobić. Ta mentalność stanowiła dla PiS-u problem, bo partia szczycąca się sprawczością nie mogła pochwalić się nią aż tak na odcinku kolejowym. Wiceministrem odpowiedzialnym za kolej został Andrzej Bittel, który miał pilnować pod kątem wydatków publicznych tę stajnię Augiasza, jaką jest PKP. Bardzo szybko jednak został „przytulony” przez wieloletnich kolejarzy.

Co to są za ludzie?

To grupa, która rządzi koleją od dziesiątek lat, niektórzy dyrektorami zostawali jeszcze w latach 80. Są elastyczni – raz likwidują kolej, potem – jak trzeba – to odbudowują. Na takich ludzi stawiał PiS, w przeciwieństwie do Platformy Obywatelskiej, która ściągała ludzi z consultingu, ze stajni Leszka Balcerowicza z SGH. Oni się wprawdzie na kolei nie znali, ale twierdzili, że w oparciu o tabelki w Excelu świetnie ją zreformują.

To nie wychodziło?

Podam przykład. Część osób ówcześnie zarządzających koleją, w swojej konsultingowej mądrości, uznała, że skoro odcinek od fabryki do głównej linii kolejowej ma 5 kilometrów, jeździ tam pociąg raz na tydzień, to można go zlikwidować i wówczas nic się nie stanie, bo pozostałe – dajmy na to – 495 z 500 kilometrów trasy przykładowego pociągu towarowego będzie przejezdnych.

Oczywiście kończyłoby się to tak, że ani kilometra pociąg nie pokonał, bo firmy – z powodu braku tych 5 kilometrów łączących je z siecią kolejową – przerzuciłyby się na TIR-y. Z drugiej strony mieliśmy tych kolejarzy, którzy najpierw – cytując pana prezydenta Dudę – sprawili, że Polska była w zgliszczach, a potem mieli ją z tychże zgliszcz odbudowywać.

Skąd u kolejarzy ten „niedasizm”?

Nie wiem. „Niedasię” to stara kolejowa zasada, rozwijana jeszcze w dwóch innych wariantach: „zawsze tak robiliśmy” oraz „nigdy tak nie robiliśmy”. Nie mam wiedzy, jak to się odbywa w innych państwowych molochach, ale może one wszystkie po prostu charakteryzują się taka inercją.

Co sobie w ogóle myślano, gdy likwidowano kolej? Jaki był tam background ideologiczny?

Polska wzorowała się kolejowo na dwóch krajach – Stanach Zjednoczonych, bo fiksacja tym państwem jest w Polsce powszechna, oraz na innym egzotycznym z punktu widzenia europejskiej kolei kierunku – Japonii. W latach 90. ściągnięto do nas ekspertów z JICA, japońskiej organizacji rządowo-konsultingowej, która przyjechała z raportem mówiącym, że trzeba właściwie zlikwidować całą kolej lokalną i regionalną w Polsce.

Całą?!

W 1995 roku w dyrekcji generalnej PKP wydano broszurę pod rozkosznym tytułem „Nasza Kolej. Dlaczego i jak ją restrukturyzować”. I tam padają słowa, że trzeba wygaszać popyt na kolej i przesuwać go na transport samochodowy. To jedna z najuczciwszych strategii, jakie w życiu czytałem. Często czytamy w tego typu dokumentach, że będzie świetnie, a oni położyli kawę na ławę.

Znamienne, że w tej „Naszej kolei” nie było ani słowa o takich krajach jak Czechy, Węgry czy Słowacja, a więc takich, które były na podobnym poziomie politycznym i transformacyjnym. A naszą nauczką powinien być los Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Czemu?

NRD-owska kolej podlegała tym samym procesom, co nasza, tyle że w ekspresowym tempie. Po zjednoczeniu Niemiec nagle cała postkomunistyczna wschodnia część kraju stała się obszarem błyskawicznej rozbudowy autostrad i możliwości zakupu używanych golfów i passatów.

Gdy integrowano kolej z dwóch części Niemiec, na wschodzie owszem likwidowano część lokalnych linii kolejowych, ale jednocześnie na tych zachowanych zwiększano liczbę połączeń, wprowadzając ruch co godzinę, a także wprowadzono pociągi RegionalExpress, czyli szybkie pociągi regionalne dowożące ludzi z peryferii do centrów.

Większość miast Brandenburgii ma takie połączenia do Berlina. U nas nikt na to nie spojrzał, nikt się nie zastanowił, czy jednak w obliczu presji samochodowej można jakoś zagospodarować infrastrukturę kolejową, tylko cięto bez opamiętania. 


Porównanie gęstości sieci kolejowych - zestawienie własne na podstawie: railsmaps.com/europe






źródło: trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,28961711,zaorali-nam-kolej.html





I kiedy to się skończyło?

Dwa momenty są symboliczne. Jeden to rok 2011, w którym po raz pierwszy w III RP na większej części sieci kolejowej podniesiono prędkość zamiast ją obniżyć. To efekt Unii Europejskiej, która kazała nam modernizować sieć kolejową – mimo że była już okrojona.

Bo wielkim kłamstwem ekspertów były stwierdzenia, że musimy zlikwidować część linii, aby to, co zostanie, było w lepszym stanie. Oczywiście tak się nie stało. Likwidowano setki, tysiące kilometrów linii lokalnych, a jednocześnie zaniedbywano główne linie. Na przykład na większości trasy Wrocław-Jelenia Góra pociągi turlały się z prędkością 30 kilometrów na godzinę. Nawet na wyjazdach z Warszawy w kierunku Gdańska czy Białegostoku pociągi jechały 50 kilometrów na godzinę.

A drugi moment?

Rządy PiS-u. Oczywiście nie było to jak pstryknięcie palcem, ta partia też się uczyła kolei, ale efekt był taki, że krytyczne wobec niej media zaczęły śledzić jej poczynania, żeby wytykać, że różnie jest z tymi sukcesami. W mediach pojawiły się więc artykuły, których nie było latami. Wcześniej nie pisano o Polsce wykluczonej transportowo, o skazaniu mieszkańców całych połaci kraju na używane diesle. Raczej zagrzewano do źle pojętych reform kolei.

W Przestawianiu zwrotnicy przywołuję cytaty z tekstów, których dziś nikt by nie opublikował – że właściwie to kolei regionalnej nie pomoże poprawa rozkładu jazdy, szynobusy czy obniżenie stawek dostępu do torów. To pisali eksperci, którzy dziś mówią coś innego. W czasie ośmiolatki PiS mieliśmy do czynienia też z „drugim efektem Włoszczowy”.

Na czym on polegał?

Partia Kaczyńskiego wymyśliła Fundusz Rozwoju Przewozów Autobusowych, który miał przywracać PKS-y. Politycy i komentatorzy z liberalnej strony pisali, że skoro jest PKS plus, to może jeszcze PGR plus!

Ludzie z miejscowości, które utraciły połączenia pomyśleli sobie tak: PiS może jeszcze nic nie zrobił, ale przynajmniej mówi o problemie, który mnie dotyczy podczas gdy tamci mówią, że mi się nie należy, a w ogóle to jestem jakimś ludem popegeerowskim. Finalnym efektem narracji PiS-u był jednak fakt, że w kampanii z 2023 roku wszystkie partie tworzące Koalicję 15 Października mówiły o transporcie publicznym.

Pańskim zdaniem wynikło to z czystego cynizmu czy oni rzeczywiście zrozumieli, że jest problem?

Zaczęli dostrzegać problem, bo wcześniej o nim nie czytali. Adam Bodnar za czasów pełnienia funkcji Rzecznika Praw Obywatelskich zaczął organizować spotkania regionalne. Był między innymi w Człuchowie, Białogardzie, Mrągowie, łącznie tych spotkań były setki. W wielu małych i średnich miastach rzecznik słyszał o wyzysku, o braku udogodnień dla niepełnosprawnych, ale na każdym spotkaniu podnoszono kwestię, że nie ma jak dojechać do szkoły czy lekarza.

Było to zresztą spójne z badaniami CBOS-u, który co jakiś czas pyta obywateli, co zmieniło się w ich miejscowości. Widać tam było, jak pogłębia się problem wykluczenia transportowego. W pomnikowej publikacji wydanej na zakończenie kadencji Adama Bodnara transport i komunikacja są odmieniane przez wszystkie przypadki. Bodnar powoływał się przy tej okazji zresztą na artykuł 52 Konstytucji, który mówi o swobodzie wyboru miejsca zamieszkania i przemieszczania się.

Dziś rząd mówi o Centralnym Porcie Komunikacyjnym – raz, że go wybuduje, raz – że to przeskalowana gigantomania. Jest tam spójna narracja?


Nie. Szokuje mnie, że przeszliśmy do porządku dziennego nad tym, co się w tej sprawie komunikacyjnie wydarzyło. Wszystkie partie Koalicji 15 października szły do wyborów z hasłami krytyki CPK – czasem wręcz obietnicy, że tego projektu nie będzie. Dziś tymczasem słyszmy, że PiS w ogóle nie budował CPK, a tylko pilnował łąki i to my, koalicja rządząca, zbudujemy ten port. Przecież to duże przedsięwzięcie, które wymaga procesów planistycznych, decyzji, pozwoleń – to robił PiS.

Mówienie o polu pod Baranowem to robienie z ludzi idiotów. Trudno się dziwić, że wyborcy nie ufają Donaldowi Tuskowi i Ministerstwu Infrastruktury, że rzeczywiście ten projekt powstanie, skoro wcześniej opowiadali, że tego na pewno nie zrobią. Poza CPK, rząd mówi, że teraz do średnich miast wraca kolej dalekobieżna. Również w duchu takim, jakby dopiero teraz ten proces następował. Na specjalnej konferencji prasowej Dariusz Klimczak i PKP Intercity próbowali zawładnąć tematem, w którym PiS był silny.

Bo za PiS-u też te połączenia przywracano?

Nysa, Świdnica, Dzierżoniów, Grudziądz, Rypin, Brodnica, Żary, Żagań, Chojnice, Starogard Gdański, Gostynin, Płock, Wałcz, Tuczno, mógłbym wymieniać dalej wszystkie małe i średnie miasta, które dostały za rządów PiS-u połączenia dalekobieżne. Teraz minister Klimczak i PKP Intercity udają, że tego nie było.

Rozumiem, że do dziennikarzy trzeba prosto, ale mogli przecież potraktować opinię publiczną poważnie i powiedzieć, że problem był taki, że PiS przywrócił, ale ledwie jedno połączenie dziennie, my damy kilka, żeby uatrakcyjnić ofertę i zapewnić realną mobilność. A tymczasem resort infrastruktury postanowił zrobić ludzi w balona. Dariusz Klimczak mówi dziwne rzeczy o kolei nie tylko w tym kontekście.

To znaczy?

Mam wrażenie, że jego zaplecze – to PSL-owskie, które powinno rozumieć potrzeby transportowe Polski lokalnej – zbyt mało go kontroluje. Wszelkie wypowiedzi ministra dotyczące kolei regionalnych czy dalekobieżnej do miast powiatowych to gaszenie pożaru po jego wypowiedziach np. o pociągu w Alpy. W dzień wotum zaufania dla rządu Tuska Dariusz Klimczak w Radiu Zet i mówi, że pociąg do Chorwacji okazał się ogromnym sukcesem, mimo że jeszcze wtedy nie jeździł.

Słucham?

To było przed wakacjami, więc jeszcze nie było pierwszego kursu. No ale minister powiedział, że wielki wysiłek wspólnej pracy kolejarzy z Polski, Czech, Austrii i Chorwacji sprawił, że połączenie udało się uruchomić. I że wobec tego – skoro ministrowie są od spraw trudnych – to w zimie pojedziemy pociągiem w Alpy włoskie i austriackie.

Właściwie dlaczego to takie kuriozalne?


Połączenia do zagranicznych kurortów to powinna być wisienka na torcie przekazu na temat kolei, a u Klimczaka wywołuje największą ekscytację. Reakcja jest taka, że zbiera razy nawet od popierających rząd dziennikarzy i użytkowników portalu X. W ministerstwie panika, więc postanowiono ugasić pożar, wymieniając przypadkowe miejscowości, do których ma wrócić kolej. Na grafikach pojawiło się nawet miasto „Gołubczyce”, które nie istnieje – powinno być Głubczyce. [może chodzi o rebus, że "jesteście... "- MS]

Kolejnym przykładem była ta konferencja z udziałem PKP Intercity, o której rozmawialiśmy. Wprawdzie nie mówi się tam już tylko o Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu i Trójmieście, ale zamiast rozmawiać o miastach powiatowych, minister Klimczak ekscytuje się, że Pendolino będzie jechało z Warszawy do Zakopanego i pierwszego dnia będą bilety za złotówkę.

Jaki to jest komunikat?

Że w kolei chodzi o to, żeby mieszkańcy dużych miast mogli dojechać do kurortów. To w ogóle ciekawe, że za rządów Tuska sieć Pendolino rozszerza się o Zakopane, Ustkę, Międzyzdroje i Świnoujście, ale jednocześnie zrezygnowano z postojów tych pociągów we Włoszczowie, Ciechanowie, Działdowie i Brzegu, a także wycofano te połączenia z Jeleniej Góry i Wałbrzycha. To nie jest sprawa życia i śmierci dla mieszkańców tych miast, bo lepiej mieć pociąg tańszy niż droższy, ale zabrano prestiż.

Prestiż?

To wbrew pozorom ważne. Oczywiście kuriozalnie brzmi, że rada powiatu wydaje stanowisko w sprawie postojów Pendolino na terenie swojego powiatu, ale mimo to ma to oddziaływanie na ludzi. Miło jest mieć poczucie, że dostaje się produkt z najwyższej półki dla wielkich aglomeracji.

Ciekawe, że zniknięciem Pendolino z Włoszczowy ogólnopolskie media się zainteresowały – zresztą dziennikarze kochają słowa „Pendolino” i „Włoszczowa” – a nie zająknęły się o tym, że pociągi PKP Intercity zupełnie zniknęły z takich miejscowości jak Bytom Odrzański czy Środa Śląska. Ministerstwo Infrastruktury argumentuje, że postój zlikwidowano ze względu na małą liczbę pasażerów. Ale ja powiem cynicznie: z politycznego punktu widzenia nie ma znaczenia, ile osób tam wsiada.

Nie ma?

Liczy się to dla ekonomiki funkcjonowania kolei, ale dla mieszkańców Bytomia Odrzańskiego to, że zatrzymuje się w ich miejscowości pociąg dalekobieżny, który zapewnia im bezpośredni dojazd do Krakowa, Katowic czy Szczecina to jasny sygnał polityczny w duchu: „pamiętamy o was”. Nie jest kluczowe czy dany mieszkaniec korzysta bezpośrednio z tego połączenia. Może odbiera raz w tygodniu córkę, która wraca ze studiów, może ułatwia to dojazd babci do wnuków do dużego miasta.

Ale może to dobrze, że się myśli ekonomicznie, a nie wyłącznie politycznie.


Tak, rozkład jazdy jest ważny nie tylko z politycznego punktu widzenia. Istnieje rozporządzenie ministra infrastruktury o planie transportowym. Zakłada ono hierarchiczność planów. Ministerstwo tworzy swój, a województwa i powiaty – swoje, uwzględniając to, co napisano w planach wyższego rzędu. W tym rozporządzeniu jest także lista stacji, które mają być obsługiwane pociągami dalekobieżnymi.

Jest to zrobione po to, żeby powiaty, tworząc komunikację autobusową, wiedziały, że trzeba linie autobusowe dociągnąć do konkretnej stacji kolejowej, bo tam się zatrzymują pociągi Intercity i może ona stanowić węzeł przesiadkowy. A potem się okazuje, że te postoje, mimo że uwzględnia je akt prawny, znikają, bo ministerstwo twierdzi, że tam mało osób wsiadało. To, czego mi brakuje, to strategiczne opracowanie planu transportowego, który podawałby jasne kryteria, wedle których określano by postoje. Bo wśród planistów rozkładów jazdy jest frakcja, która nie lubi postojów.

Brzmi to dość kuriozalnie – ktoś odpowiada za plan rozkładu, jednocześnie nie lubi postojów?

Obecne jest tu założenie, że pociągi mają jechać szybko i między Warszawą a Białymstokiem czy między Warszawą a Bydgoszczą uruchamia się kolejne połączenia, które nie zatrzymują się w małych miejscowościach. Oznacza to, że rozbudowa oferty przewozowej połączeń dalekobieżnych skierowana jest do dużych miast, a nie do wszystkich ośrodków na sieci PKP Intercity.


Co istotne, za PiS-u też wykreślono postoje pociągów PKP Intercity na przykład w Czarnej Białostockiej, Odolanowie czy Międzyborzu, a jednocześnie zakrzykiwano to hasłami, że coraz więcej miejscowości ma dostęp do kolei dalekobieżnej. Sumarycznie w skali całego kraju rzeczywiście tak było, ale poziom cynizmu był w tych przypadkach dość wysoki.

Mój zarzut jest taki, że często wykreśla się jakieś postoje w mniejszych miastach, a potem pociąg ma aż 20 minut postoju pośredniego w Warszawie, Poznaniu czy Wrocławiu. Tym samym pożera się te minuty zaoszczędzone kosztem mniejszych ośrodków.

Skąd ta niekonsekwencja?

To sposób na łatanie opóźnień. Pasażerowie oczekują od kolei, żeby była punktualna, więc sztucznie wydłuża się czas jazdy przydługimi postojami. Maków Podhalański był przykładem miasta, które utraciło postoje, ale po trzech miesiącach – po społecznych protestach – je przywrócono. Dla dwumiesięcznika „Z biegiem szyn” rozmawiałem z burmistrzem Makowa, który mówił mi, że jedzie przez jego miasto pociąg komercyjny Ekspres Intercity „Tatry” z Warszawy do Zakopanego i to zrozumiałe, że nie staje w mniejszych miejscowościach.

Ale dodawał, że nie po to finansujemy połączenia Intercity i TLK z naszych podatków, żeby te pociągi nie łączyły powiatów, małych i średnich miast ze wielkimi aglomeracjami. Burmistrz z systemowego, państwowego punktu widzenia tłumaczył mi, że nie po to mamy dotację publiczną, żeby finansować szybkie pociągi między aglomeracjami czy kurortami, ale żeby zapewnić rozwój także takim miejscom jak Maków Podhalański.

I miał rację?

Tak, bo dostępność komunikacyjna to kluczowy element rozwoju.















Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.






https://klubjagiellonski.pl/2025/10/25/pis-zawiodl-w-sprawie-kolei-plus-a-dariusz-klimczak-robi-ludzi-w-balona-problemy-polskiej-kolei/

 

Przypomnij sobie:

https://maciejsynak.blogspot.com/2023/04/dziura-od-szostej-do-dziesiatej.html


https://maciejsynak.blogspot.com/2023/12/krytyka.html

https://maciejsynak.blogspot.com/2025/04/kolej-do-koronowa.html

https://maciejsynak.blogspot.com/2025/02/terminal-intermodalny-bydgoszcz.html

https://maciejsynak.blogspot.com/2025/10/gosy-niewazne.html





sobota, 25 kwietnia 2026

Lista tekstów z Nowego Ekranu



Od 27 kwietnia 2025 r. uzupełniam na blogu swoje stare teksty wcześniej opublikowane tylko na Nowym Ekranie - obecnie Neon24.pl.

Część tych tekstów, które uznałem za ciekawsze, była od razu umieszczana na blogerze.


Będę sprawdzał na bieżąco co brakuje i codziennie dodawał np. po kilka tekstów - lista będzie uzupełniana w tym poście. Uzupełniam całość, tj. robię sobie archiwum tego, co było na NE24 - są tu też teksty, które na bloggerze mają inne lub trochę inne tytuły.

Na Nowym Ekranie przestałem publikować po tamtejszym "zamachu stanu" - część blogerów przeniosła się na inne platformy, a sam NE stał się stroną udawanych oszołomów z antysemickim odcieniem.


8 maja 2025

25 kwietnia 2026 - zmieniły się adresy na neon24.net, portal sam usunął moje ilustracje i wstawił własne nieadekwatne do treści, jeśli klikniesz stary link, odeśle cię na byle jaką stronę - patrz foto na końcu posta.





Data publikacja na bloggerze będzie zgodna z datą publikacji na NE, czyli tekst z np. 11 listopada 2015 roku będzie można znaleźć pod tą datą w Archiwum bloga.


Poniżej lista tekstów z rodziałem na dany rok:

- oryg. adres i data publikacji na NE

- link do przedruku na bloggerze



zrobione już wcześniej

2017

argo.neon24.net/post/141310,rozprzestrzenianie-sie-cywilizacji

argo.neon24.net/post/140660,nie-szykanuj-mnie ----------------- notka w lochu

argo.neon24.net/post/140646,czipowanie-w-dawnych-wiekach

argo.neon24.net/post/140645,nagroda-1-mld-euro   ---------- Notka została usunięta administracyjnie.

argo.neon24.net/post/140633,krew-droga-do-dlugowicznosci


2016

argo.neon24.net/post/130052,wojna

argo.neon24.net/post/129525,witajcie-w-kraju-zlej-pracy

argo.neon24.net/post/128897,posel-kukiza-a-niemiecki-rzym

argo.neon24.net/post/128858,symulakra

argo.neon24.net/post/128853,pomiedzy-wierszami

argo.neon24.net/post/128750,werwolf-jak-to-sie-odbywa


NOWE    

tj. uzupełnione na bloggerze po 1 maja 2025 z antydatowaniem, by dostosować post do czasów, w którym powstał...


2015

argo.neon24.net/post/127909,co-nowy-rzad-zrobi-z-samorzadem ---------- 8.12.2015
Prawym Okiem: Co nowy rząd zrobi z samorządem?


argo.neon24.net/post/127907,to-nie-rosja-dazy-do-wojny-z-polska-i-krajami-baltyckimi ----------- 8.12.2015
Prawym Okiem: To nie Rosja dąży do wojny z Polską i krajami bałtyckimi


argo.neon24.net/post/127720,7-nieznanych-ale-genialnych-polskich-wynalazcow --------- 30.11.2015
Prawym Okiem: 7 nieznanych, ale genialnych polskich wynalazców


argo.neon24.net/post/127620,cozes-ty-za-pani --------- 26.11.2015
Prawym Okiem: Cóżeś ty za pani...?


argo.neon24.net/post/127516,chiny-nie-dajcie-sie-nabrac --------- 21.11.2015
Prawym Okiem: Chiny - nie dajcie się nabrać!


argo.neon24.net/post/127344,prosze-to-przeczytac ------------- 14.11.2015
Prawym Okiem: Proszę to przeczytać


argo.neon24.net/post/127224,informacja ------------- 09.11.2015
Prawym Okiem: Informacja

 

uzupełnienia od 25 04 2026

neon24.net/pqwxm87g,eonmark-nie-odpowiadasz -------------- 2015-11-04
Eonmark nie odpowiadasz...?




już było


https://neon24.net/pgoxjpvg,skarb-hitlera-skarb-forstera ------------- 2015-07-31 15:11:48
Skarb Hitlera, skarb Forstera . . .


https://neon24.net/drd1k8zr,antypolak-patronem-szkoly -------------- 2015-07-31
Antypolak patronem szkoły?


https://neon24.net/wgvlj84q,niech-grecy-zaplaca-dlug ----------------- 2015-07-17
Niech Grecy zapłacą dług.


https://neon24.net/drd1znvr,europa-i-jej-prahistoria-wg-wiki ------------ 2015-07-17
Europa i jej prahistoria wg wiki


https://neon24.net/drd1z48r,ortelsburg-czy-szczytno ---------------------- 2015-07-16
Ortelsburg czy Szczytno?


https://neon24.net/wgvle6vq,banki-z-premedytacja-przygotowaly-oszustwo-na-wielka-skale  -------------------  2015-07-08
Banki z premedytacją przygotowały oszustwo na wielką skalę.



https://neon24.net/lge1zp2q,nie-oddzielajmy-niemcow-od-nazistow-to-niepokojace --------------------  2015-07-06
"Nie oddzielajmy Niemców od nazistów. To niepokojące"




https://neon24.net/3r29jv6q,zalegly-przeglad-prasy -------------------------- 2015-07-05
Zaległy przegląd prasy.
1-mld-15-mld-100-mld-900-mld-czy-to


https://neon24.net/3r86v6wq,kilka-ostatnich-informacji --------------- 2015-06-30
Kilka ostatnich informacji


https://neon24.net/3r29pdmq,obmowa-oczernianie ---------------- 2015-06-07
Obmowa oczernianie


https://neon24.net/9gl4xw1r,brawo-pesa-bydgoszcz ------------------- 2015-06-04
Brawo PESA Bydgoszcz!

 

uzupełnione

https://neon24.net/kqk3mklg,radio-olsztyn-i-niemieckie-wrzaski ---------------- 2015-05-27
Radio Olsztyn i niemieckie wrzaski



https://neon24.net/pqwxkp7g,niemieckie-panowanie-na-lotwie-litwie-i-estoni ------------- 
2015-05-24
Niemieckie panowanie na Łotwie, Litwie i Estoni



https://neon24.net/3gnl343r,pomowienie ---------------- 2015-05-21
Pomówienie



https://neon24.net/2g33x68g,gdy-ide-miastem ------------2015-05-10
Gdy idę miastem..



https://neon24.net/pgoxowog,dzis-10-kwietnia-rocznica-holdu-pruskiego ---------- 2015-04-10 23:26:02 Dziś 10 kwietnia - rocznica HOŁDU PRUSKIEGO



https://neon24.net/kqk3yx5g,a-nie-mowilem --------------- 2015-04-08
A nie mówiłem?



https://neon24.net/3gnl1o0r,wyznawcy-welesa-przeciw-ludziom ------------- 2015-03-27
Wyznawcy Welesa przeciw Ludziom



https://neon24.net/3q90de3q,nina-chcialas-wiedziec-co-robic ------------------- 2015-03-17
Nina, chciałaś wiedzieć co robić



https://neon24.net/3gnl0pvr,zniwa-czas-zakonczyc ----------------- 2015-03-17
Żniwa czas zakończyć..



https://neon24.net/vgzezz0g,administrator -------------- 2015-03-08
ADMINISTRATOR !!!



https://neon24.net/jq4dpezq,porzadek-musi-byc-cz-1 ---------------- 2015-02-08
Porządek musi być - cz. 1



https://neon24.net/9gl1509r,a-wiec-wojna ---------------- 2015-02-07
A więc wojna.


https://neon24.net/drdk9n6q,jaceniuk-nie-ma-zgody-na-pokoj-za-wszelka-cene ----------- 2015-02-05
Jaceniuk: nie ma zgody na pokój za wszelką cenę



https://neon24.net/wgvjmnvg,putin-jak-synak ----------- 2015-01-29
Putin jak Synak...

https://neon24.net/jq4d2z0q,germanizacja-tylnymi-drzwiami ---------------- 2015-01-29
Germanizacja tylnymi drzwiami


https://neon24.net/vgz93z0r,ataki-na-ogorek ------------------ 2015-01-24
Ataki na Ogórek


https://neon24.net/pgoj892r,magdalena-ogorek-szykanowana --------------- 2015-01-17
Magdalena Ogórek szykanowana


https://neon24.net/7qp8k9dg,merkel-pochwala-antysemityzm -------------------- 2015-01-17
Merkel pochwala antysemityzm


https://neon24.net/3gn8x5eg,wyrok -------------------- 2015-01-06
Wyrok


https://neon24.net/3r2d4x0g,gazeta-fakt-sugeruje-ze-przemysl-to-nie-polska --------- 2015-01-06Gazeta Fakt sugeruje, że Przemyśl to nie Polska?


https://neon24.net/eqynw8lg,prezydent-gdanska-probuje-przejac-stolice-kaszub ---------------- 2015-01-05
Prezydent Gdańska próbuje "przejąć" stolicę Kaszub?


https://neon24.net/vgmol9nq,na-ukrainie-publicznie-wielbia-upa ----------------------- 2015-01-02
Na Ukrainie publicznie wielbią UPA



https://neon24.net/6r780oxq,nfz-czyli-ciag-dalszy ---------------------- 2015-01-02
NFZ, czyli ciąg dalszy



https://neon24.net/7qp806dg,co-sie-wydarzy-w-2015-roku ----------------------- 2015-01-01
Co się wydarzy w 2015 roku?



2014

https://neon24.net/vgmolo3q,rosja-przeciw-5-kolumnie --------------- 2014-12-31


https://neon24.net/lgej2odq,no-zaczyna-sie ----------------- 2014-12-28


https://neon24.net/lgej2m2q,a-jednak-to-upa ----------------- 2014-12-27
A jednak to UPA...



https://neon24.net/3rxj2nwq,polka-snajperem-w-donbasie ----------------------- 2014-12-27
Polka snajperem w Donbasie?


https://neon24.net/9gl1vmdr,kilka-informacji ------------------------- 2014-12-26
Kilka informacji


https://neon24.net/6r58kz8r,to-bylo-do-przewidzenia ------------------- 2014-12-22
To było do przewidzenia...


https://neon24.net/3rxjxx6q,rok-1914-niemcy-strzasaja-wine ------------------ 2014-12-21
Rok 1914: Niemcy strząsają winę



https://neon24.net/6r58kkyr,nasza-sytuacja-wg-janusza-szewczaka ---------------- 2014-12-21
Nasza sytuacja wg Janusza Szewczaka


https://neon24.net/jq4d8m2q,mozna-sie-legalnie-zamachnac-na-rzad ------------------ 2014-12-16
Można się legalnie zamachnąć na rząd.


https://neon24.net/vgjm8vog,iii-czy-iv-wojna-swiatowa-przeglad-wiadomosci --------------- 2014-12-12
III czy IV wojna światowa? Przegląd wiadomości


https://neon24.net/lgejx59q,zwiazek-wypedzonych --------------------- 2014-12-07
Związek Wypędzonych: "żaden Polak nie będzie musiał DZIŚ opuścić gospodarstw..."


https://neon24.net/wgvjxwdg,polska-ukraina-rosja ----------------- 2014-12-07
Polska - Ukraina - Rosja


https://neon24.net/jq4d0kzq,krotko ----------------- 2014-12-07
Krótko


https://neon24.net/pgoj28kr,kompleksowo-o-odblaskach-cala-prawda --------------------- 2014-12-07
Kompleksowo o "odblaskach" - cała prawda



https://neon24.net/kqk1z4zr,zapomnialem-wczesniej ------------------- 2014-12-07
Zapomniałem wcześniej ...go umieścić..


https://neon24.net/3r8jzewg,poranny-przeglad ----------------------- 2014-12-07
Poranny przegląd Warto czasem sprawdzać Onet...


https://neon24.net/lgejx29q,ukrainskie-roszczenia-terytorialne-wobec-polski ------------------ 2014-12-07
Ukraińskie roszczenia terytorialne wobec Polski


https://neon24.net/9gl1lv9r,kto-usuwa-zdjecia -------------- 2014-11-23
Kto usuwa zdjęcia?


https://neon24.net/pqw72l8r,przeglad-informacji --------------- 2014-11-23
Przegląd informacji



https://neon24.net/3r2dk0mg,projekt-ukrainy-zakonczony ---------------- 2014-11-23
Projekt Ukrainy zakończony



https://neon24.net/eqyn169g,ukraina-stracilismy-nasze-zloto ---------------- 2014-11-23
Ukraina: Straciliśmy nasze złoto!


https://neon24.net/jq4djy3q,tymczasem-w-rosji -------------------- 2014-11-19
Tymczasem w Rosji...


https://neon24.net/3q9o342q,tzw-wybory ------------------ 2014-11-19
Tzw. wybory


https://neon24.net/drdkj7vq,bundeswehra-ma-wkroczyc-do-polski -------------- 2014-11-19
Bundeswehra ma wkroczyć do Polski



https://neon24.net/jq4djn2q,znowu-zyrinowski ------------- 2014-11-17
Znowu Żyrinowski



https://neon24.net/kqk1vllr,rosja-przeciw-klamstwom-wikipedii ----------------- 2014-11-16
Rosja przeciw kłamstwom wikipedii


https://neon24.net/3gn8dk3g,w-rekach-niemieckich-sto-procent-mediow-regionalnych -------------- 2014-11-12
W rękach niemieckich sto procent mediów regionalnych



https://neon24.net/3r8jlewg,kolejna-oferta-z-cyklu -------------------- 2014-11-11
Kolejna oferta z cyklu... ...Kali chcieć dostać COŚ ZA NIC....