przedruk za fb
Dan Deacon
18 sierpnia 2026
Spróbuję przedstawić Państwu oblicze Chin, które jest absolutnie nieznane opinii publicznej. I nie dlatego, że ktoś je ukrywa, ale przede wszystkim dlatego, że wciąż nie jest wyraźnie widoczne, pomimo pewnych bardzo wyraźnych działań.
Jednak pomimo sukcesów pojawił się problem doktrynalny. Początkowo chińscy urzędnicy łatali marksizm, mimo że było całkowicie jasne, że marksistowska doktryna partii idealnie wpisywała się w nowy kierunek Chin. Od tego czasu rozpoczął się długi proces przebudowy doktryny, który jednocześnie przekształca Chiny w inny typ społeczeństwa.
Kilkakrotnie mówiłem o przejściu doktryny Komunistycznej Partii Chin od marksizmu do konfucjanizmu. JIang Zemin mówił o „społeczeństwie umiarkowanie zamożnym” (Xiaokang), co jest dobrze ugruntowanym terminem konfucjańskim. Hu Jintao zainicjował tezę o „społeczeństwie harmonijnym” (Hexie Shehui), zastępując „walkę klas” konfucjańską zasadą harmonii społecznej, hierarchii i stabilności. Xi Jinping sformalizował to połączenie, formułując „dwie integracje” (liang ge). Wydają się one drobiazgami, ale dla potężnego aparatu partyjnego, zastygłego w wąskim marksizmie, opisane przeze mnie zmiany ideologiczne stanowią ogromne kroki prowadzące do dekonstruktywizmu marksizmu na tle rozwoju absolutnie współczesnej machiny ideologicznej, idealnie dostosowanej do kierunku, w którym zmierzają Chiny.
Jeśli przyjrzysz się chińskiemu społeczeństwu i biznesowi, zrozumiesz, że kapitalizm jest tam stosowany w sposób podręcznikowy. Jeśli jednak przemierzysz mniejsze miejscowości, wciąż położone poza strategicznymi obszarami działania władz, zaskoczy cię komunizm, który wydaje się pochodzić z lat 80. To dwie ogromne sprzeczności, które mogą cię rozczarować. Co więcej, nawet na szczeblu najwyższego kierownictwa państwa, język marksistowski nie został porzucony, właśnie jako wymóg hamujący, aby adaptacja całej populacji mogła przebiegać stopniowo.
Być może najważniejszą tezą Xi Jinpinga jest ta, która wypłynęła z jego walki z korupcją. Wielu postrzegało początkowe czystki Xi jako czystki polityczne. Jednak spektakularne procesy i akcje antykorupcyjne trwają, biorąc pod uwagę, że jego aparat władzy jest tak solidny, jak to tylko możliwe. Teoretycznie nie potrzebowałby czystek. Ale walka z korupcją trwa. Dlaczego?
Niedawno Xi Jinping wyjaśnił to publicznie, formułując zasadę, która jest już wpisana w chińską politykę:
Zjawisko to mocno uderzyło w… kanadyjski rynek nieruchomości. Przypadki dzieci komunistycznych przywódców, z kieszeniami pełnymi pieniędzy, kupujących tam nieruchomości stały się niezwykle znane. Zjawisko to zniknęło tak nagle, jak się pojawiło, wciągając kanadyjski rynek w recesję. Powód jest dokładnie taki, o jakim mówiłem. Xi Jinpingowi udało się powstrzymać trendy bogacenia się średniego szczebla zarządzania państwem chińskim, radykalnie zmieniając kadrę kierowniczą. Dlatego obecnie te dwa kierunki są jak najbardziej wyraźne, a przede wszystkim odrębne. Lokalni, regionalni i centralni przywódcy dążą do budowania i utrzymywania „harmonijnego społeczeństwa”. Oznacza to, że dobrobyt mieszkańców jest wpisany w ich zakres obowiązków!
Nawet w obszarze chińskiego kapitalizmu istnieje niewidzialna ręka, która działa w kierunku „umiarkowanego dobrobytu”.
Niektórzy postrzegają faul Jacka Ma jako polityczny chwyt. Ale był to ruch mający na celu ograniczenie władzy gigantów technologicznych. Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych to właśnie oni dyktują warunki polityczne, w Chinach coraz wyraźniej widać rozróżnienie między polityką a biznesem.
I dopiero tutaj wyraźnie widać kierunek.
W Chinach obserwuję coraz wyraźniejszy podział ról społecznych. I to jest prawdopodobnie największy wynalazek na poziomie społecznym. Nie wiem, czy ustanowi on nowy sposób definiowania społeczeństwa przyszłości, ale staje się jasne, że Imperium Niebiańskie na nowo odkrywa swoją historyczną doktrynę, idealnie dostosowaną do teraźniejszości. I oto zjawisko, którego prawie nikt nie rozumie. Kraj, którym rządzi zasada obca jego DNA, jest krajem upadłym.
Nie wiem, czy ci, którzy zorganizowali te „rewolucje”, zdawali sobie sprawę z zasady, o której była mowa wcześniej, ale wiem, że wszędzie tam, gdzie Zachód narzucał swoją doktrynę, społeczeństwo się rozpadało. Łatwo to wytłumaczyć – to jak wbijanie zardzewiałego, zatrutego gwoździa w zdrowy organizm. Sedno sprawy jest takie, że niezależnie od tego, czy chodzi o marksizm, czy o zachodni kapitalizm, to w zasadzie to samo.
Jeśli chcecie, to, co widzimy w Chinach, to najbardziej radykalny sposób buntu wobec Zachodu! Zasadniczo, redefiniując społeczeństwo na każdym poziomie, Chiny na nowo odkrywają własne ideały i to jest najprawdopodobniej źródło witalności kraju. Nie chcę idealizować sytuacji. Kraj wciąż znajduje się w równowadze między przeszłością a teraźniejszością. W każdej chwili może powrócić do zaciekłego marksizmu, który go zniszczy. Fakt, że wszystkie pokolenia, które doszły do władzy po 1989 roku, kierowały nim w wskazanym kierunku, świadczy o determinacji aparatu partyjnego.
W tym miejscu w grę wchodzi więc aparat państwowy, definiowany jako silna ręka, której celem jest utrzymanie harmonii społecznej poprzez drastyczne karanie za „przekroczenie swoich obowiązków”.
Nie twierdzę, że ścieżka, którą podążają Chińczycy, będzie miała uniwersalność niezbędną do jej szerokiej akceptacji na całym świecie. Wręcz przeciwnie, takie społeczeństwo jest absolutnie niemożliwe do nakreślenia w świecie zachodnim.







