Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

wtorek, 10 marca 2026

Kolonizacja niemiecka

 


Demografia to broń.

Celem kolonizacji zawsze jest przejęcie kontroli (władzy) nad danym terytorium.



Niemiecka mapa pokazująca ludność niemieckojęzyczną w Europie środkowo-wschodniej poza granicami państwa niemieckiego w 1925 r. - czy dane są prawdziwe, to wątpliwe, ale... w polityce ważne do czego mapa służy, a nie czy mówi prawdę....


Usłyszałem w internecie taką informację, że w państwie piastowskim żyło ok. 15 - 30 tyś. ludzi i to zainspirowało mnie, by opisać swoje przemyślenia.

źródła informacji poniżej to głównie wikipedia
przypominam: wszystkie te teksty starannie wycyzelowane mogą być napisane przez Ai



1. Znana kolonizacja

- Kolonizacja na prawie niemieckim (osadnictwo na prawie niemieckim) – zjawisko społeczno-gospodarcze, które miało miejsce w Środkowo-Wschodniej Europie od XII do XIV wieku. Polegało ono na planowym osadnictwie ludności pochodzącej głównie z zachodnich obszarów Niemiec.

Kolonizacja ta dokonywała się na mocy osobnych umów, określających prawa i obowiązki kolonistów, które zawierane były pomiędzy panem (właścicielem gruntu) a grupą osadników, których reprezentował zasadźca. W Polsce rozwijała się od początku XIII wieku wraz z napływem grup wolnej ludności z Zachodu (gł. z Niemiec), przynoszących ze sobą zręby nowego prawa osadniczego, rozwiniętego następnie w system prawny zwany prawem niemieckim.

To wersja "encyklopedyczna", jaka była rzeczywistość, tego dokładnie nie wiemy. W każdym razie miecz niejednokrotnie dyktował prawo.



Kiedyś miałem takie wyobrażenie o Polsce w dawnych czasach, że tu były pustki, nieprzebyte lasy i gdzieniegdzie jakieś wioseczki spokojnych kmieci...
Potem do tego obrazu dodałem złych i chciwych rozbójników niemieckich - zakonników, tudzież świeckich panów, którzy gnębili bezbronnych chłopów i pod groźbą miecza wymuszali na nich daniny....

Pan rycerz na spotkaniu z kmieciami pokazuje im pewną księgę i mówi:
A wieta wy, co ja tu mam?
A to jest księga tajemna zawierająca recepty różnorakie, a księga ta zwana jest: "Traktat o rabo..." to znaczy... ten.. to je moja Legitymacja, rozumieta?
I tera tak, na mocy moich tu dokumentów i drużyny zacnych tu rycerzy, sławnych w całym świecie, a opasanych na codzień stosownie żelazem i Legitymacjam, powiadam wam, kmiotki:

ja chce wam pomóc! 

i teraz tak, zawrzemy umowę, że:

- jeśli chceta ryby łowić w MOIM strumeniu - o tamtym - musita dziesiontom część połowu zanosić do mnie, ale nie wolno wam łowić wyncej, niż dwa grubasy, dwa szczupaki i dzisieńć uklejów (lub płotek) na siedem dniów. Rozumieta? Bo ten... bo mi wszystka ryba wyszabrujeta... a ja mam  w domu dwanaście....dwanaściorgo... 
dwanaście... tuzin dzieciaków mam! A jeść muszom, nie?

I dziesieńć procent do mnie... rozumieta?
A jak kto naszom umowe złamie - to przyjado nasze zuchy-druchy zakonowe, prześwietne i w całym świecie znane, i wam pokażo nasze żelazo i wszytko wam zabiero i nic nie bedzie, rozumieta białogardzkie wsiury?



Potem dokonałem paru obserwacji i teraz myślę o tym jeszcze inaczej. No bo tak:
skoro były pustki, to znaczy, że wszelkiego zwierza i ryb w rzekach, jeziorach było na kopy - to jak ci źli zbójcerze - których wcale nie było wiele, bywało, że KILKU w danej komandorii - kontrolowali tych kmieci, czy oni aby pańskiej ryby nie łowią sobie codziennie?

Przecież rzek mnogo, to co ten kurator stał codziennie na brzegu i wypatrywał, czy ktoś bez pozwolenia nie rzuca sieci?? Cały dzień pilnował? Toć to głupie... nie upilnujesz tego.

Ja wiem, że historycy mi zaprzeczą, a poza tym - ja się nie znam, tylko tak sobie hipotetyzuję, ale mi się wydaje, że nasze ziemie w dawnych wiekach, z okresu np. państwa Piastów, to tak naprawdę były dość zaludnione - co najmniej tak, jak w XVII wieku.

Wg naukowców - w państwie piastowskim żyło ok. 30 000 ludzi. (patrz: film ok. 1h i 7 minuty) lub: 1,5 miliona...

Dzisiaj, żeby ryby łowić, musisz mieć pozwolenie - i oni też musieli mieć pozwolenie... no to czym się różnią te czasy od siebie?
Czy gdyby dzisiaj w Polsce były puszcze nieprzebyte ludzką ręką nietknięte - to czy musiałbyś prosić kogoś o pozwolenie na połów?? Na pewno nie. Czy byłby sens ustanawiać prawo, które wszyscy - lub niemal wszyscy - byliby w stanie obejść? Tylko by się ośmieszali...

Czym się różnią te czasy od siebie? 
Ja przypuszczam, że wtedy było dużo ludzi  - o wiele więcej niż twierdzą historycy. Było ich tak dużo, że był sens wydawania pozwoleń (nadania) na połowy i było komu "pilnować". 

Ostatni jesiotr w Polsce wyginął w latach 60tych XX wieku. 

Nie będę się bawił w mapy z państwem Mieszka, tylko wezmę za przykład po prostu Pomorze.
Tu mam taką mapę ze strony: mapy.amzp.pl/tk25.cgi?11,36,50,103

mapa Pomorza nr. 1 z podziałem na arkusze map

i dla porównania terytorium (żółty i szary kolor), gdzie 120 lat temu mieszkało 3,4 mln ludzi 

mapa Pomorza nr. 2
W 1905 roku Prowincja Pomorze miała ok. 1,68 mln mieszkańców, a w Prusach Zachodnich w 1910 roku mieszkało ok. 1,7 mln ludzi  ~ 3,4 mln ludzi.

Na terytorium ukazanym na mapie 1 dzisiaj mieszka:
w województwie Pomorskim 2,3 mln ludzi, w Zachodniopomorskim 1,6 mln + 650 tyś. z kuj-pom. + 325 tyś. wielkopolskie + 46 tyś. z lubuskiego = 4,92 mln ludzi.

A pod rządami Prus było ich 1/3 mniej tj. ok : 3,4 mln. Wszystko liczę tak w przybliżeniu.

Mapa 1 to Pomorze z podziałem na arkusze map - tych arkuszy jest, jak łatwo policzyć, ok. 500. Każdy arkusz mapy obejmuje swoim zasięgiem wycinek terytorium o wymiarach ok. 11x11 km,  klikamy np. arkusz nr. 1961 i mamy taki widok:

w rogu mapy miasto Białogard (wikipedia: Obszar został włączony do państwa polskiego przez Mieszka I ok. 967 roku)
rzeka z lewej strony to Parsęta, Radew biegnie na skos arkusza




I teraz policzmy sobie największe miejscowości, które tu widzimy - ile one obecnie mają ludności.

Białogard - 24 tyś. mieszkańców - w 1890 roku było to 7000
Karlino - 5600  (dla porównania cała gmina: 9300)

Lubiechowo - 253
Redlino - 288
Daszewo - 284
Kowańcz - 190
Lulewice - 166  (po wojnie trzydziestoletniej w połowie wieku XVII wieś zamieszkiwały 83 osoby)
Parsowo - 304
Świemino - 260

Razem daje: 31 345 osób

czyli mniej więcej tyle, ile mieszkało w całym państwie Mieszka I.


Mamy tu mapę ilustrującą zdobycza mieszkowe:


Obszar opisany czerwoną linią jest jakieś 4x większy od Pomorza- i tam mieszkało 30 tysięcy ludzi???

Zakładam, że właśnie taki obszar ma na myśli pan prof. Izdebski ... nie wiem, czy dobrze zrozumiałem wypowiedź - może nie.... Wg badań pana profesora (patrz link: pnas.org/doi/10.1073/pnas.2409056122 ) obszar ten może być nawet 2x większy.


Oczywiście, żeby złapać jakiś konkret, musielibyśmy policzyć osobno każdy z tych 500 arkuszy.
I wtedy można by coś zaproponować - może kiedyś policzę?


Albo inaczej: 

poszukajmy śreniej,

31 345 pomnożymy x 500 arkuszy to dostaniemy blisko 16 milionów ludzi... 3 razy za dużo, bo blisko 5 milionów mieszka na Pomorzu - to inaczej:

podzielmy dzisiejsze 5 mln na 500  - dostaniemy 10 000 osób na każdy arkusz - oczywiście to się tak nie rozkłada, ale daje to jakąś średnią...


Kierując się tą uwagą zapisaną przy Lulewicach, zakładam, że w XVII - XIX w. na wsiach i na całym terytorium mieszkała połowa dzisiejszego stanu ludności. Robię tak: biorę 7 tyś. dla Białogardu i połowę z pozostałych miejscowości, a nawet mniej:
7+2,5+ 873 = ok. 10 350 osób.

Czyli co, XIX - XVII wiek to było ok. 10 tysięcy osób w okolicach Białogardu?
I średnia dzisiaj - 10 000 - podobna wartość...

Pewnie te dane gdzieś są w niemieckich statystykach...

Myślę, że w średniowieczu na tym terenie mogła mieszkać co najmniej połowa stanu z XIX wieku, czyli ok. 5 tysięcy osób - ale dla bezpieczeństwa podziele tę wartość przez 3 i przyjmuję 1000 osób.

Więc taki kwadrat 11x11 km mogło zamieszkiwać 1000 osób - wtedy chyba jest sens nakładać podatki?


A teraz policzymy 30 tysięcy ludzi w całym państwie mieszkowym...

Pomorze to na oko 4x mniejsza powierzchnia: 30 tyś. / 4 = 7,5 tysiąca osób na Pomorzu.
Podzielić przez 500 arkuszy = 15 osób na jeden arkusz mapy.





Widzisz ten zielony kwadrat? 
Tam mieszka 15 osób - 3 rodziny siedzą sobie w lesie...
Jak chcesz ich opodatkować i zakazać im połowu ryb w rzece - mając 3000 zbrojnych?
Ty nawet o nich nie wiesz....




Moim zdaniem - ludzi było o wiele więcej. 

Hyperborea to nie była jakaś głusza, tylko co krok zabudowane, zorganizowane, pełne ludzi terytorium.
 

pl.wikipedia.org/wiki/Drużyna_książęca

Pierwsze informacje o sile zbrojnej państwa Polan pochodzą z relacji Ibrahima ibn Jakuba, zamieszczonej w XI-wiecznej kronice Księga dróg i królestw hiszpańskiego pisarza Al-Bekriego. Ibrahim opisując kraj, identyfikowany z państwem Mieszka I, określił on liczebność wojowników tamtejszego księcia na 3000 ludzi. Według jego relacji wojownicy ci pozostawali na wyłącznym utrzymaniu księcia, który troszczył się o ich uzbrojenie, zapewniał środki do życia i wypłacał żołd.

Kronika Galla Anonima z XII wieku, podaje informacje o liczebności i rozlokowaniu sił zbrojnych Bolesława Chrobrego. Według kronikarza drużyna stacjonowała przede wszystkim w głównych grodach księstwa – Gnieźnie, Poznaniu, Włocławku i Gieczu. Łącznie miała się składać z 13 000 tarczowników i 3900 pancernych, choć autor kroniki zaznacza, że by [...] oszczędzić żmudnego wyliczania, wymienia jedynie wojów stacjonujących w głównych ośrodkach.



Terytorium 4x większe od Pomorza - 30 tysięcy ludzi:

Woje Mieszka ~ 20 tysięcy - jak 10k ludzi wykarmiło blisko 20k wojska? Ale może tarczownicy to chłopstwo okazyjnie podrywane do walki? Niech by było 3000 zbrojnych - jak oni kontrolowali i egzekwowali podatki na tak wielkim terytorium?


Jeżeli robię gdzieś błąd myślowy - to mnie poprawcie.


Moim zdaniem stałe zagęszczenie ludności na danym terytorium było mniej więcej stałe w całej historii i w średniowiecznej Polsce ok. roku 1400 było bliskie temu z lat 1700 - 1900. Po prostu ludzie mniej więcej "szczelnie" zasiedlali co się da, a dopiero potem wędrowali dalej.

Bezpiecznie można przyjąć - 1/3 z tej wartości, czyli w przypadku okolic Białogardu - ok. 1000 osób.

x 500 arkuszy = 500 000 na Pomorzu x 4 = ok. 2 milionów w całym państwie Mieszka.

Od 2 do 6 milionów.



Na historia.org.pl piszą:

Państwo Mieszka I składało się z Wielkopolski, Małopolski, Śląska, Mazowsza, Pomorza oraz ziemi sieradzko-łęczyckiej. Łącznie liczyło ok. 250 tys. km2. W roku 1000, a więc na początku panowania Bolesława Chrobrego, jeszcze przed erą jego podbojów, Polskę zamieszkiwało ok. 1,25 mln mieszkańców.

W roku 1350 - ludność państwa wynosiła wówczas ok. 2 mln mieszkańców.
Ok. 1500 roku zamieszkiwało ją ok. 3,8 mln mieszkańców.


Czyli jakby trafiłem.

Ale ja się naprawdę nie znam.



Wg tej strony en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_population_in_1000 
w roku 1000 było to niby tak:

Święte Cesarstwo Rzymskie - 11-12 mln
Królestwo Francji - 7 mln
Rus Kijowska - 5,4 mln
Imperium Bułgarskie - 2 mln
Księstwo Węgier - 2 mln
Królestwo Angli - 2 mln
Polska - 1 mln
Księstwo Czech - 0,9 mln


W Czechach było tyle samo ludzi, co w 4x większej Polsce? A po co oni tam się tak gnieździli jeden na drugim, hę?

Teraz niech ktoś mi wytłumaczy, dlaczego CESARSTWO liczące jakieś 10 mln ludzi zamiast po prostu podbić 1 mln ludzi w Polsce, wysługiwało się jakimś Lisicem czy innym Myszonem?


en.wikipedia.org/wiki/Duchy_of_Bohemia

Księstwo Czech - 0,9 mln ludzi - to w Polsce chyba musiało być ze 4 miliony... albo i 6... skoro we Francji było 7...





Moim zdaniem coś tu jest nie tak - ale ja się nie znam...



Starożytny kartograf i podróżnik - być może szpion zachodu... albo południa... 

Al-Idrisi (arab. ‏الإدريسي‎; ur. 1100 w Ceucie, zm. 1166), 
dawniej także Edrisi, właściwie Abu Abd Allah Muhammad al-Idrisi – arabski kartograf, geograf i podróżnik działający na dworze króla Sycylii Rogera II.

W roku 1138 król zlecił al-Idrisiemu stworzenie geograficznego opisu świata zawierającego całą wiedzę o położeniu krajów, rzek, gór, miast i dróg znanego świata oraz jego przedstawienie na mapie Ziemi w rzucie płaskim. Zadanie to ukończył po 15 latach, w 1154 roku, tworząc wielką mapę świata o orientacji południowej, zwaną Księgą Rogera (łac. Tabula Rogeriana lub Tabula Idrisiana). Geograf zamieścił w niej również informacje o Polsce, którą nazwał Buluniia (z łac. Polonia – Polska), wymieniając jej ważniejsze miasta, m.in. Kraków, Gniezno, Wrocław, Sieradz, Łęczycę oraz Santok.


"Co się tyczy ziemi B(u)luniia, która jest krajem wiedzy i mędrców rumijskich (ar-Rum), wspomnieliśmy ją już poprzednio. Jest to kraj o pięknej ziemi, urodzajny, obfitujący w źródła i w rzeki, o ciągnących się bez przerwy prowincjach i dużych miastach, bogaty we wsie i domostwa... Posiada on winnice, oliwki i mnogie drzewa różnych gatunków owoców. Do miast jego należą: Ikraku, G(i)nazna, -r(a)t(i)-slaba, S(i)rad(i)ja, N(u)grada, S(i)tnu.

Wszystkie one są sławnymi stolicami i silnymi centrami, w których zebrane są dostatki rozmaitych krajów. Prócz tego zażywają one szacunku, ponieważ przebywają w nich uczeni wykształceni w dziedzinach nauk i zaznajomieni ze swymi zawodami. Co się tyczy miasta (I)kraku, miasta G(i)nazna i reszty jej (Bulunji) wspomnianych miast, są to miejscowości o blisko siebie stojących budowlach... "

Ze wszystkich stron otaczają ją góry ciągnące się nieprzerwanie i oddzielające ją od kraju S(a)sun(i)ja (Saksonia), kraju B(u)amija (Bohemia=Czechy) i kraju ar-Rusija (Ruś).



i dalej w temacie:


- kolonizacja w czasie wojny



2. Nieznana kolonizacja


- podmiana ludności:

* realizowana potajemnie podczas wojny
* realizowana potajemnie po wojnie



Informacja za money.pl

Blisko 300 000 Niemców opuściło w 2024 roku ojczyznę, a wróciło z obczyzny - 190 tysięcy


w 2010 r - 140 tysięcy
od 2020 r. - 260 tysięcy rocznie

Kierunek: kraje niemieckojęzyczne i inne.


A co jeśli sprowadzają się na Ukrainę, dajmy na to - dostają tam dokumenty, tożsamość, po nieżyjących obywatelach?

Słyszałeś termin "wielka podmiana" dotyczący zastąpienia Europejczyków przybyszami z Afryki czy Azji? No, tak to prawdopodobnie było za każdym razem - od starożytnej Grecji po dzisiejsze Niemcy...

Ale tego, że wcześniej Cywilizacja Śmierci przenosi się do nowego kraju nikt nie mówi...





Poniżej analiza do artykułu z 2022 roku o reparacjach dla Polski za II Wojnę Światową - od Niemiec, który ukazał się zaraz po ogłoszeniu przez rząd, że raport jest gotowy i będziemy się tych reparacji domagać.

W tym całym "biznesowym" artykule poniżej jest kilka zdań podkreślonych wytłuszczeniem, dotyczą one głównie kwot, wielkości PKB i takie tam, poza nimi jest jeszcze tylko to jedno "niebiznesowe" zdanie:

"Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali"




Moje podkreślenia kolorem.
tekst potraktowałem skrótowo, całość w linku na końcu posta



przedruk

businessinsider.com.pl
6220 mld zł reparacji od Niemiec. Oto ile to polskiego PKB, zadłużenia, eksportu

Jacek Frączyk
1 września 2022, 14:20

Zniszczenia Polski były olbrzymie, największe spośród wszystkich państw dotkniętych II wojną światową. Niemcy uważają, że reparacje wypłacili, polski rząd ma inne zdanie. Kwota jest zawrotna i wynosi 6220 mld zł. Przeliczyliśmy to na dane z naszej gospodarki.

Kwota oczekiwanych przez polski rząd reparacji stanowi 35 proc. niemieckiego PKB

Kwestią zasadniczą jest, czy reparacje zostały już uregulowane. Niemcy twierdzą, że tak, polska strona wskazuje na istotne wady prawne decyzji sprzed lat


Należą się, czy nie należą?


Nad raportem pracowało 30 naukowców: historyków, ekonomistów i rzeczoznawców majątkowych. Zatrudniono też 10 recenzentów. Całą sprawę prowadził założony we wrześniu 2017 r. Parlamentarny Zespół ds. Oszacowania Wysokości Odszkodowań Należnych Polsce od Niemiec za Szkody Wyrządzone w trakcie II Wojny Światowej, któremu przewodniczył poseł PiS Arkadiusz Mularczyk. Tak zwana "faktura dla Niemiec" ma być podstawą do żądania reparacji wojennych.

Pytanie zasadnicze jest, czy reparacje były, czy nie były już wypłacone, bo Niemcy mają zupełnie inne zdanie.

– Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi – miał usłyszeć od jednego z polityków niemieckich Jarosław Kaczyński.

Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali. Wskazują, że PRL miała zrezygnować z reparacji w 1953 r. i 1970 r. Polska strona uznaje jednak, że był to krok wymuszony przez ZSRR, a tym samym pozbawiony mocy prawnej. Dodatkowo samo zrzeczenie z 1953 r. miało istotne wady prawne. Zrzeczenia mogła dokonać Rada Państwa, a decyzję podjęło prezydium rządu. A i tak nie ma dokumentu, który by potwierdzał decyzję rządu a nie samego Bolesława Bieruta.

– Muszę powiedzieć, że tam też w warstwie prawnej jest bardzo wyraźnie wskazane, że odpowiedzialność odszkodowawcza Niemiec w żaden sposób nie wygasła, że oświadczenie złożone w 1953 r. (zrzeczenie się reparacji ze strony rządu PRL w 1953 - PAP) miało przynajmniej trzy istotne wady prawne, tam to jest wskazane – powiedział po lekturze raportu wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk.

Jak pisał niedawno dziennik "Die Welt", w umowie poczdamskiej z 1945 r. cztery zwycięskie mocarstwa uzgodniły, że Związek Radziecki otrzyma rekompensatę z sowieckiej strefy okupacyjnej (Niemcy wschodnie). "Rząd w Warszawie przekonuje jednak, że Polska musiała zrekompensować swój udział dostawami węgla do Związku Sowieckiego. Ponadto znacznie lepiej potraktowano kraje zachodnie, takie jak Francja czy Holandia" – podkreśla "Die Welt".

Niemiecki rząd federalny stoi obecnie na stanowisku, że kwestia reparacji dla Polski została prawnie i politycznie zamknięta podczas konferencji dwa plus cztery z 1990 r. – napisał "Die Welt".
"Kwestia reparacji nie została jednak wyraźnie wymieniona w traktacie, zawartym między Republiką Federalną Niemiec, NRD i czterema byłymi mocarstwami okupacyjnymi: USA, Związkiem Radzieckim, Francją i Wielką Brytanią" – zauważył "Die Welt".
W Niemczech, w publikacjach na ten temat, operowało się kwotą od 800 mld do dwóch bilionów euro. Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.




Jacek Frączyk
dziennikarz, prywatnie ojciec szóstki dzieci





------


Rząd w Warszawie - pamiętamy, że oni podważają nasze granice... istnienie naszego państwa.


pan redaktor pisze:

Niemcy uważają, że reparacje wypłacili, polski rząd ma inne zdanie. 
Niemcy twierdzą, że tak, polska strona wskazuje na istotne wady prawne decyzji sprzed lat
Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi 
Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali. Wskazują, że PRL miała zrezygnować z reparacji w 1953 r. i 1970 r. Polska strona uznaje jednak...



czyli:

"Niemcy uważają"
"Niemcy twierdzą"
"Niemcy uważają"
"polski rząd ma inne zdanie"
"polska strona"
"Polska strona"


Ja to widzę tak:

przy Niemcach jest napisane jednoznacznie i ostatecznie, przy Polsce komentarz jest niejednoznaczny i pokazuje jakby stronniczość polskiego stanowiska, słowo "strona" może się komuś tak kojarzyć - czyli polskie stanowisko jest stronnicze, czyli NIEOBIEKTYWNE, jest pisane palcem po wodzie i jest "be!". 


„od przedstawienia różnych stron pomocnych w ustalaniu okoliczności”
„Pierwszą stroną będzie bohater zbiorowy – świadkowie.”
„Drugim bohaterem jest, umownie ją nazwijmy, strona niemiecka,”
„Trzecią stroną są polskie opracowania....””

Co widzimy?
Bo ja widzę, że strona niemiecka jest bohaterem. Nie wiem co prawda dlaczego, ale tak jest napisane. Świadkowie i Polacy są stroną, Niemcy – bohaterem. Informacja podprogowa?
Świetny przykład na mały sabotaż – nie sposób udowodnić, ale coś jest na rzeczy.....


Cały tekst opisuje sprawę reparacji jako coś nieoczywistego, np. w całym artykule jest tylko jedno zdanie, w którym jest mowa o tym, że Polska wysuwa roszczenia, ale też w trybie przypuszczającym

oczekiwanych przez polski rząd reparacji

 

Cały artykuł dotyczy sprawy polskich roszczeń, a nie domniemanych polskich roszczeń, ale redaktor traktuje je cały czas jakby właśnie "domniemane", operując sformułowaniami typu:

6220 mld zł reparacji od Niemiec. 
Oto ile to polskiego PKB, zadłużenia, eksportu
Gdyby kwota została przelana do polskiego budżetu,
6220 mld zł – jak ta kwota wygląda w odniesieniu do polskiej gospodarki?
byłyby
A jak to się ma do eksportu?
Tak zwana

po prostu cały czas "gdyba", pisze dookoła tematu, ani razu nie pisząc wprost np.:
"Polska żąda od Niemiec 6220 mld zł z tytułu odszkodowania za II Wojny Światowej"


W uproszczeniu, można by ten sposób komunikowania opisać tak:

"O niemcach padają twierdzenia, a o Polsce - tezy"

Ai:
"Twierdzenia to udowodnione zdania logiczne opisujące fakty", a
"Teza to główne twierdzenie, założenie lub opinia autora, która wymaga uzasadnienia (dowodzenia) za pomocą argumentów"

Twierdzenia to są
fakty, a
tezy to są
opinie kogoś - i z opiniami nie musimy się liczyć...

Czyli wg redaktora, Niemcy pokazują fakty, a "polska strona" - swoją opinię, choć w rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie:

Polska strona prezentuje stanowisko oparte na prawie, a Niemcy powtarzają fałszywe opinie, o tym co jakoby było w latach powojennych.


Fakt powstania komisji i wykonania przez 5 lat obliczeń, raportu i uzyskania konkretnej kwoty świadczą o tym, że Polska reparacji będzie się domagać, a mimo to redaktor traktuje całe wydarzenie, jakby nie było pewne, czy do niego dojdzie.
Potem prezentuje (powtarza za Niemcami) stanowisko niemieckie wyrażone w niemieckiej gazecie - które jest zgodnie z interesem Niemiec (odmawia reparacji) -  i ostatecznie komentuje od siebie:

Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.

I znowu, 
o niemieckim społeczeństwie JEDNOZNACZNIE, o Polakach - w trybie snucia fantazji - i to do czwartej potęgi...:

jest przekonane
nawet jeśli wysunęliby jakieś

tu mamy 4 "przypuszczenia":
nawet
jeśli
wysunęliby 
jakieś


Skąd pan redaktor wie, jakie przekonanie ma społeczeństwo niemieckie? Przytacza nam stanowisko gazety, czyli niemieckiego rządu, a nie społeczeństwa.

"przekonanie społeczeństwa niemieckiego" nijak się ma do "podstaw prawnych" - o tym, czy roszczenia są zasadne w świetle prawa - decydują fakty, dowody i paragrafy, a nie opinia społeczna. Dlaczego więc pan redaktor pisze nie na temat?

Polskie roszczenia określa słowami: "nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś" wkładając te słowa w usta niemieckiego społeczeństwa - bez powołania się na jakiekolwiek dane lub źródła w tym zakresie, a więc czyje to zdanie? Jego? Skąd je wziął? To jego zdanie?

Cały czas pisze w trybie przypuszczającym - na 5 wyrazów, cztery odnoszą się do spekulacji, czy jakaś sytuacja może się stać - "nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś" - i tak - jakby dotychczas żadnych roszczeń nie było - no, ale przecież raport właśnie przygotowano - to jak tak można pisać?


Ten tekst jest tak napisany, że ktoś niezaznajomiony z tematem zrozumie tylko jedno - "ie będziemy mieć reparcje".


Co się stanie, jak zadzwoni do takiego Czytelnika sondażownia i zada mu odpowiednio przygotowane pytania np.:


Niemieckie społeczenstwo jest przekonane, że reparacje zostały zapłacone w latach 60tych i Polska nie ma podstaw prawnych do roszczeń, nawet gdyby bardzo chciała. Jak uważasz:
Nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to czy im się nie uda?


1. Kwestią zasadniczą jest, czy reparacje zostały już uregulowane. Niemcy twierdzą, że tak. Jak myślisz:
Należą im się, czy nie należą?

2. Żaden rząd niemiecki się na to nie zgodzi. Jak uważasz:
 Czy tak zwana "faktura dla Niemiec" coś da?

3. Pytanie zasadnicze jest, czy nie były już wypłacone, bo Niemcy mają zupełnie inne zdanie. Jak uważasz: Niemcy uważają, że reparacje już uregulowali?

4. Społeczeństwo niemieckie jest jednak przekonane, że nawet jeśli Polacy wysunęliby jakieś roszczenia, to nie miałyby one podstawy prawnej.


A potem widzisz afisze w gazetach, że niby ludzie nie chcą piniędzy i się zastanawiasz, skąd oni się tu wzięli....


Ja odnoszę silne wrażenie, że pana redaktora nie interesują polskie sprawy, polskie interesy, ani nawet przyszłość Polski. A on ma szóstkę dzieci, a taki Mikke ma ośmioro dzieci - jaka przyszłość je czeka? Kim zostaną i co będą tu robić? Wiesz, kogo to interesuje?

Ciebie.

Wygląda na to, że ani redaktorzy, ani politycy nie zrobią za ciebie pewnych rzeczy - tych, które chcesz, by były w Polsce.

Widzimy, że na zachodzie wcale nie jest lepiej niż u nas, obce kultury zaczynają tam dyktować warunki, nigdzie stąd nie wyjedziesz do "lepszego kraju", bo ten kraj jest tu -  i nie możesz przed tym uciec - musisz coś z tym zrobić.


za fb:
Małgorzata Gosiewska - Poseł do Parlamentu Europejskiego

12 stycznia ·

Poniższa statystyka pokazuje kraje z największą liczbą aresztowań za wypowiedzi w internecie. Wielka Brytania na czele niechlubnej listy państw represjonujących obywateli za słowa. To nie jest „moderacja treści” ani „ochrona użytkowników” – to uderzenie w wolność słowa i podstawowe prawa obywatelskie. Ponad 12 tysięcy przypadków w Wielkiej Brytanii, dalej m.in. Białoruś, Niemcy i Chiny. To nie są pojedyncze sytuacje, ale efekt systemowych działań państw wobec treści publikowanych w sieci.

Pamiętacie ACTA 2? Wtedy też słyszeliśmy, że „to tylko walka z nienawiścią” i że „uczciwi nie mają się czego bać”. W praktyce zaczyna się niewinnie: komentarz, wpis, udostępnienie – aż wolność słowa przestaje być fundamentem, a staje się problemem prawnym. Dziś temat wraca w innej formie jako #DSA. Warto zauważyć, że Karol Nawrocki nie poparł tych rozwiązań, wskazując na zagrożenia dla wolności słowa w internecie.





Dlatego należy dbać o Polskę, o Polaków, nie popadać w negatywne myślenie i stawiać opór takim pomysłom, jak z artykułu. 


Rób tyle, ile możesz - metodą małych kroków.






Groźba zamknięcia firmy, ultimatum 10% i wizyty panów z legitymacjami. Tak wyglądały początki rozwoju w Polsce i walka o przetrwanie FAKRO, która trwa latami.

youtube.com/shorts/nLLvg2GSr5Y










A ty?

Ile masz dzieci - i dlaczego tylko dwoje??



Demografia to też twoja broń.
















pl.wikipedia.org/wiki/Kolonizacja_na_prawie_niemieckim
pl.wikipedia.org/wiki/Ostsiedlung
facebook.com/watch/?v=1553162102648642
youtube.com/watch?v=qjSuk9flCHc
pl.wikipedia.org/wiki/Mieszko_I#

pl.wikipedia.org/wiki/Pomorze_(prowincja)
pl.wikipedia.org/wiki/Prusy_Zachodnie
pl.wikipedia.org/wiki/Prowincje_pruskie

historia.org.pl/2023/02/02/historia-ludnosci-polski-liczba-mieszkancow-polski-w-sredniowieczu-nowozytnosci-ii-rp-i-wspolczesnie/
naukawpolsce.pl/aktualnosci/news%2C111482%2Cw-polsce-odkryto-slady-630-tys-palenisk-do-produkcji-wegla-drzewnego.html



money.pl/gospodarka/wielka-emigracja-z-niemiec-blisko-300-tys-osob-w-rok-tak-to-tlumacza-7250475220539776a.html
defence24.pl/wojna-na-ukrainie-raport-specjalny-defence24/zelenski-podal-liczbe-zabitych-to-polowa-realnych-strat

businessinsider.com.pl/gospodarka/6220-mld-zl-reparacji-od-niemiec-oto-ile-to-lat-polskiego-pkb-zadluzenia-eksportu/e8bly8l

pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_wielkiej_podmiany

pl.wikipedia.org/wiki/Al-Idrisi

facebook.com/photo/?fbid=1262180589064858&set=a.201566175126310

youtube.com/shorts/nLLvg2GSr5Y




Mydło z ludzi





Komentarz do filmu, który 4 lutego został umieszczony na stronie fb: "rozczytani".

facebook.com/watch/?ref=saved&v=1640858237273132


Film ten na dzień 17 lutego uzyskał blisko 2,5 tysiąca lajków i 146 tys. wyświetleń
Opis pod filmem jest następujący:

W czasie II wojny światowej nie istniała żadna fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał. Nie ma na to dokumentów, rozkazów ani dowodów potwierdzających przemysłową produkcję takiego „mydła”.
Mydło jednak pojawia się w tej historii, ale w zupełnie innej formie, niż funkcjonuje to w powszechnej świadomości.
Po pierwsze: istniało wojenne mydło oznaczone skrótem RIF, które było zwykłym, niskiej jakości produktem zastępczym. Skrót ten bywał błędnie interpretowany, co sprzyjało powstawaniu i utrwalaniu mitu.
Po drugie: w Gdańsku przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu. Nie była to produkcja, nie miała znaczenia przemysłowego ani praktycznego i została po wojnie jednoznacznie oceniona jako zbrodnia.
Prostowanie tego mitu nie jest próbą łagodzenia obrazu nazistowskich zbrodni. Przeciwnie. Oddzielanie faktów od fałszu jest konieczne, by mówić o Zagładzie rzetelnie i uczciwie.
Historia nie potrzebuje sensacyjnych uproszczeń. Potrzebuje precyzji.



Kto twierdzi, że "mydło" z ludzi miało "znaczenie przemysłowe"? Nikt tak nie twierdzi, ja przynajmniej nic o tym nie wiem.

Skąd autor/ka opisu wie, że "przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu" ? 

Tego nawet badacze nie wiedzą. To SKĄD ta pani to wie?


Wg wyników badań do "mydła" z ludzkiego tłuszczu dodano kaolin - czyli materiał ścierny, co sugeruje wykorzystanie praktyczne (do czyszczenia, mycia) i tym samym potwierdza zeznania świadków. Wg ustaleń IPN "Pierwszą partię wyprodukowano z 75 kg tłuszczu" - co dało ok. 10 kg "mydła". A więc na pewno nie był to pojedyńczy przypadek, a ilość nie była "incydentalna"...
Ponadto - w pomieszczeniu, na ścianie wisiała receptura na "mydło" - tak jakby korzystano z niej dłuższy czas - wg zeznań trwało to przynajmniej kilka miesięcy.
Wg komunikatu IPN - "mydło" było produkowane "w celach użytkowych".

Jeżeli faktycznie, jak twierdzi autorka, był to "pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment" , to w jakim celu wyprodukowano 10 - 20 kg "mydła" z tłuszczu ludzkiego? Co było celem eksperymentu trwającego wiele miesięcy i wymagającego - dużej ilości zwłok, maszyn do "obrabiania" ciał, w jakim celu krojono uzyskane "mydło" na kostki? 


"W czasie II wojny światowej nie istniała żadna fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał"
Tego nie wiemy na pewno, na tym blogu tropię różne sprawy... 

"Po drugie: w Gdańsku przeprowadzono pojedynczy, pseudonaukowy eksperyment z wykorzystaniem ludzkiego tłuszczu. Nie była to produkcja, nie miała znaczenia przemysłowego ani praktycznego i została po wojnie jednoznacznie oceniona jako zbrodnia."

W filmie padają słowa: "służyło do mycia powierzchni oraz stołów sekcyjnych" - więc wymiar praktyczny był - opis pod filmem nie zgadza się z treściami z filmu.

To nie był eksperyment, tylko zbeszczeszczenie zwłok.
Zbeszczeszczenie zwłok to przestępstwo, a nie zbrodnia.



Kto twierdzi, że "mydło" z ludzi było przez Niemców produkowane na "przemysłową", "masową" skalę?

Jest to opinia osób asystujących przy tej produkcji - poniżej zamieszczam wątki, z których to wynika.



Jeszcze tylko dla przypomnienia:
fabryka
 [łac. fabrica ‘warsztat rzemieślniczy’], ekon. forma organizacji produkcji przemysłowej oparta na pracy maszyn;
historycznie powstanie fabryk oznaczało przejście od rękodzielniczej produkcji manufaktur do produkcji zmechanizowanej, opartej na wynalazkach technicznych (rewolucja przemysłowa); wprowadzanie nowych technologii, komputeryzacja, postępująca integracja procesów powoduje, że zmienia się zarówno organizacja samego procesu wytwórczego, jak i sposobu zarządzania nim; na coraz szerszą skalę są wprowadzane nowoczesne rozwiązania techniczno-organizacyjne, które zmieniają obraz współczesnej fabryki, np. elastyczne systemy produkcyjne czy metoda technologii grup.

„na masową skalę”: licznie, masowo, w dużych ilościach


Stanowisko IPN z 2004 roku i wynik badań z 2006 roku :


W kwietniu 1945 r. bezpośrednio po zajęciu Gdańska przez armię radziecką przedstawiciele polskiej administracji przystąpili do zabezpieczania budynków i mienia szeregu miejscowych instytucji w tym i Akademii Medycznej. Szczególne zainteresowanie wzbudził stan pomieszczeń Instytutu Anatomii. Zdaniem specjalistów odkryto dowody dające podstawy do podejrzeń, iż prowadzono w nim działalność nie mającą nic wspólnego z pracą naukową i dydaktyczną. Hipotezy te potwierdził laborant Aleksy Opiński były pracownik Akademii, który wrócił do pracy i oświadczył, iż w Instytucie wytwarzano mydło z tłuszczu ludzkiego. O fakcie tym poinformowano między innymi radziecką komendanturę miasta. Tam przypomniano sobie, iż wcześniej zgłosił się do niej Zygmunt Mazur preparator zatrudniony w Instytucie Anatomii, który zaofiarował gotowość wznowienia wytwarzania mydła z tłuszczu ludzkiego. Wówczas nie potraktowano go poważnie i odprawiono. Później polskie organy bezpieczeństwa podjęły jednak decyzję o jego zatrzymaniu. Równocześnie zatrzymano A. Opińskiego i podczas przeszukania jego mieszkania zabezpieczono kostki „mydła”. Następnie trzy komisje składające się z przedstawicieli władz polskich i armii radzieckiej z udziałem biegłych z zakresu medycyny sądowej dokonały szczegółowych oględzin budynków Instytutu w dniach 4, 13 i 16 – 17 maja 1945 r. 

W trakcie tych ostatnich ustalono liczbę ciał na 148, z których 82 pozbawione były głów. Dodatkowo odkryto 89 głów i bardzo dużą liczbę fragmentów zwłok oraz kości zalegających wszystkie pomieszczenia. Przeprowadzono sekcję zwłok - oględziny 18 trupów i ustalono, iż 15 osób zmarło śmiercią gwałtowną (8 przez zgilotynowanie, 4 przez uduszenie i 3 w wyniku ran głowy zadanych tępym narzędziem). Zabezpieczono płaty skóry, kostki, półprodukt i recepturę „mydła”, ale nie udało się odnaleźć dokumentów związanych z ewidencjonowaniem pozyskiwanych zwłok. W dniu 8 maja sporządzono uzupełniającą, szczegółową dokumentację fotograficzną.

Podczas przesłuchania Zygmunt Mazur podał, iż prof. R. Spanner polecił gromadzić tłuszcz ludzki uzyskany podczas sekcji i preparowania zwłok od jesieni 1943 r. Pierwszą partię wyprodukowano z 75 kg tłuszczu według receptury uzyskanej od asystentki profesora w lutym 1944 r. Uzyskany produkt zabrał prof. R. Spanner. Wytwarzanie mydła było trzymane w tajemnicy i wiedzieli o tym jedynie niektórzy zaufani pracownicy Instytutu. Było ono używane do mycia rąk, stołów sekcyjnych i innych prac porządkowych. Jego jakość i walory użytkowe nie budziły zastrzeżeń. Jedyną wadą był nieprzyjemny zapach, dlatego prof. R. Spanner próbował dodawać substancje zapachowe, np. olejek migdałowy. Druga partia mydła miała zostać wyprodukowana w lutym 1945 r. a więc już po wyjeździe dyrektora Instytutu do Halle. Zygmunt Mazur zmarł na tyfus w gdańskim szpitalu w dniu 10.07.1945 r.

Zabezpieczone próbki „mydła” i płaty skóry zostały poddane badaniom w Instytucie Ekspertyz Sądowych w Krakowie i Państwowym Zakładzie Higieny w Łodzi. Biegli w wydanych opiniach zidentyfikowali substancje jako mydło lub jego półprodukt, a skórę jako ludzką nie poddaną procesowi garbowania. Stan wiedzy nie pozwalał jednak wówczas na identyfikację tłuszczu będącego składnikiem „produktu”.



W Gdańsku produkowano w czasie wojny mydło z tłuszczu ludzkiego


13-10-2006

W Instytucie Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku, prowadzonym przez niemieckiego prof. Rudolfa Spannera, produkowano podczas II wojny światowej dla celów użytkowych mydło z tłuszczu ludzkiego — wynika z zakończonego śledztwa Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku.

Dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Witold Kulesza powiedział w piątek podczas konferencji prasowej, że potwierdziły się tym samym fakty podane w książce Zofii Nałkowskiej Medaliony.

[...]

Prowadzone od września 2002 r. przez gdański IPN śledztwo wykazało, że mydło wyrabiane przez prof. Spannera było używane do mycia pomieszczeń i stołów sekcyjnych. Z racji tego, że jednak miało brzydki zapach — jak zeznawali świadkowie — zaczęto dodawać do niego olejek migdałowy. Ustalono, że ekipie Spannera udało się wyprodukować od kilkunastu do kilkudziesięciu kilogramów mydła z ludzkich zwłok.

Śledczym z gdańskiego IPN udało się dotrzeć do produkowanego przez Spannera mydła, które było jednym z dowodów rzeczowych zbrodni hitlerowskich podczas procesu w Norymberdze między listopadem 1945 r. a październikiem 1946 r. Okazało się, że słoik z mydłem przechowywany jest obecnie wraz z całą dokumentacją procesu norymberskiego w archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze.

Badania próbki zachowanego kawałka mydła przeprowadził prof. Andrzej Stołyhwo ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) w Warszawie, specjalizujący się w chemii tłuszczów.

Stołyhwo wyjaśnił podczas konferencji prasowej, że w trakcie wytapiania ludzkich zwłok dokonywanego np. w celu uzyskania kości na potrzeby edukacyjne dla studentów medycyny, mydło z tłuszczu ludzkiego powstaje w sposób naturalny.

Ekspertyza próbki mydła z archiwum Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze wykonana przez Stołyhwo wykazała jednak, że dodano do niego kaolin. Ten środek ścierny sprawia, że mydło może być stosowane do celów użytkowych. „Dla mnie jest to naruszenie zasad etycznych” — dodał profesor warszawskiej SGGW.

Prokurator Piotr Niesyn z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku powiedział, że w trakcie dochodzenia dotyczącego działalności Spannera zgłosiło się ponad 20 nowych świadków, m.in. b. polscy żołnierze, milicjanci i więźniowie z obozu koncentracyjnego Stutthof. Śledczy dysponowali także m.in. dokumentacją z oględzin Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku, przeprowadzoną przez komisję polsko-radziecką tuż po wyzwoleniu Gdańska wiosną 1945 r.

W trakcie śledztwa od jednego z trójmiejskich dziennikarzy IPN otrzymał także kostkę mydła o brązowym kolorze pochodzącego z Instytutu Anatomii Akademii Medycznej w Gdańsku. Dziennikarz dostał to mydło od nieżyjącego już pracownika tej placówki. Zbadane przez prof. Stołyhwo wykazało podobne właściwości chemiczne jak próbki z Hagi. (PAP)






Zofia Nałkowska - "Medaliony"

"Profesor Spanner"


- słowa o "fabryce" mogą się wiązać z ilością trupów, jakie znaleziono w Instytucie:

"Mijaliśmy jeden za drugim baseny pełne trupów, a obaj cudzoziemscy panowie szli także i także patrzyli. Byli lekarzami i lepiej od nas rozumieli, co to znaczy. Na potrzeby Instytutu Anatomicznego przy uniwersytecie wystarczyłby zapas czternastu trupów. Tu było ich trzysta pięćdziesiąt."


- fabryka "mydła" z tłuszczu ludzkiego:

"Po południu wezwaliśmy obu starych profesorów-lekarzy, kolegów Spannera, na przesłuchanie. Rozmowy odbyły się w obrębie terenu ich pracy, w pustej salce jednego z gmachów szpitalnych.
Obaj — badani z osobna — oświadczyli, że o istnieniu budynku, mieszczącego ukrytą fabrykę mydła, nie było im nic wiadomo. Oglądali ją tego rana po raz pierwszy i widok ten wywarł na nich wstrząsające wrażenie."


- produkcja przemysłowa opiera się na zastosowaniu maszyn - opis na podstawie zeznania  - i samo zeznanie osoby asystującej przy produkcji "mydła" z tłuszczu ludzkiego:

Ta oficyna była wykończona w roku 1943 na Palarnię. Spanner wtedy postarał się o maszyny do oddzielania mięsa i tłuszczu od kości. Z kości miały być robione kościotrupy. W roku 1944 profesor Spanner kazał, żeby studenci odkładali tłuszcz z trupów osobno. Co wieczór po skończeniu kursów, jak studenci odeszli, robotnicy zabierali talerze z tłuszczem. Były też talerze z żyłami i z mięsem. Więc mięso wyrzucali albo palili. Ale ludzie w mieście skarżyli się policji, więc wtedy profesor kazał, żeby palili w nocy, bo za duży smród był.

Studenci mieli także powiedziane, żeby skórę całkiem czyściutko już odjąć, później tłuszcz czysto, później — według książki preparatorskiej — muskuły aż do kości. Tłuszcz wybierany przez robotników z talerzy później zostawał leżeć całą zimę, a później, jak studenci wyjeżdżali, był przez pięć — sześć dni wyrobiony na mydło.

— Mydło z receptu zawsze się udawało. Tylko raz się nie udało. To ostatnie, co leżało w Palarni na stole, ono nie jest udane. Produkcja mydła odbywała się w Palarni. Kierował produkcją sam doktor Spanner ze starszym preparatorem von Bergenem. Z tym, co jeździł po trupy. Czy jeździłem z nim? Tak jest. Jechałem tylko dwa razy. I do więzienia w Gdańsku też raz.

Trupy przywozili naprzód z domu wariatów, ale później nie starczyło tych trupów. Wtedy Spanner napisał wszędzie do burmistrzów, żeby trupów nie grzebać, tylko że przyśle po zwłoki Instyt. Przywozili ze Stutthoffu, z obozu, z Królewca na śmierć skazanych, z Elbląga, z całego Pomorza. Dopiero jak w gdańskim więzieniu wystawili gilotynę, to już było dosyć trupów…

Przeważnie to były trupy polskie. Ale raz byli i wojskowi niemieccy, ścięci w więzieniu podczas uroczystości. A raz przywieźli cztery czy pięć trupów i nazwisko było rosyjskie."

"O produkcji mydła miał nikt nie wiedzieć. Spanner zabronił mówić nawet studentom."

"Ale na co dzień dostęp do produkcji miał szef, starszy preparator, ja i dwóch robotników, Niemców. Mydło gotowe brał doktor Spanner i on nim dysponował."

" Wtedy musieliśmy pokrajać… I Spanner zamknął mydło na klucz. Tam było nie samo mydło, maszyna tam stała. Chodziliśmy w pięciu. A inni musieli prosić o klucz, gdy chcieli wejść.
— Dlaczego to był sekret?
Nad tym zastanawia się dłużej. Pragnie odpowiedzieć wedle najlepszej swej wiedzy.
— Może się Spanner bał albo co… — rozważa w skupieniu. — Moja myśl jest taka, że gdyby się ktoś dowiedział cywilny w mieście, to może by był z tego jaki bałagan…"

"— Co studenci?… Tak jak my. Każdy się bał tym mydłem myć na początku… Obrzydzenie było do tego mydła. Zapach miało niedobry. Profesor Spanner bardzo się starał, żeby ten zapach ustał. On pisał do chemicznych zakładów, żeby przysyłali olejki. Ale zawsze czuć było, że to nie takie mydło.
— Owszem, mówiłem w domu… Z początku nawet jeden kolega widział: miałem dreszcz, że można się tym myć. W domu mama też się obrzydzała. Ale się dobrze mydliło, więc go używała do prania. Ja się przyzwyczaiłem, bo było dobre…"

"Na zapytanie, czy znając Spannera z jego działalności naukowej, mogli byli przypuścić, iż jest to człowiek zdolny do wyrabiania mydła z ciał umarłych skazańców i jeńców, każdy jednak odpowiedział inaczej. [...]
— Tak, mogłem był to przypuścić, gdybym wiedział, że taki otrzymał rozkaz. Było bowiem wiadomo, że był karnym członkiem partii. [...]
— Owszem, mogłem to przypuścić. Z tego mianowicie powodu, że Niemcy przeżywały wówczas wielki brak tłuszczów. Więc wzgląd na stan ekonomiczny kraju, na dobro państwa, mógł go do tego skłonić."



Więc kto twierdzi, że "mydło" z ludzi było przez Niemców produkowane na "przemysłową", "masową" skalę? Jest to opinia osób asystujących przy tej produkcji.



Dzisiaj słowa "fabryka", "masowość" i "produkcja przemysłowa" kojarzy się nam z potężnymi gabarytowo fabrykami, zajmującymi często hektary powierzchni i tysiącami, milionami takich samych produktów schodzącymi z taśmy produkcyjnej.

Z noweli Naukowskiej wynika, że produkcja Rudolfa Spannera miała charakter próbny - domyślamy się, że jego celem było opracowanie procedur i recept pozwalających na produkcję "mydła" z ludzi na o wiele większą skalę - być może tak było, ale nie ma na to dowodów.


W przypadku terminu: "fabryka produkująca mydło z ludzkich ciał" chodzi o to, że NIKT nie zajmuje się produkcją takiego "mydła", prawdopodobnie nikt przed Spannerem nie robił tego, a już na pewno nie na taką skalę, jak on - dla przeciętnego człowieka jest to nie do pomyślenia, żeby można było ludzkie zwłoki przerabiać na mydło służące do higieny, prania czy sprzątania.


10 kg mydła (wyprodukowane z 75 kg tłuszczu) podzielone na kostki 200 g daje nam - 50 kostek x2 partie = ~ 100 kostek, standardowa kostka dzisiaj ma ok. 100 g - to daje 200 kostek.

Porównując skalę:

 - nie robienie mydła z ludzi od początku ludzkości = 0 kostek mydła
-  robieniem mydła z ludzi przez kilka miesięcy = 200 kostek mydła 

można uznać, że była to produkcja jak w fabryce...


Jest to niewyobrażalne w przypadku - jednej kostki takiego mydła, w przypadku dziesięciu kostek takiego mydła i oczywiście w przypadku setek ciał przerobionych na mydło.

Fakt, że istniała zaplanowana praca, prowadzona systematycznie na - relatywnie - znacznych ilościach zwłok służących do wyrabiania "mydła" z tłuszczu ludzkiego i z zastosowaniem maszyn, które te prace miały usprawniać i przyspieszać - skłania nas do opini, że była to produkcja przemysłowa i masowa. 





Poniżej film i transkrypcja filmu z fb. Polecam obejrzeć film i zastanowić się nad swoimi odczuciami, dopiero potem przeczytać moją opinię.






Zwracam uwagę na dobór słownictwa, akcentowanie, zmiany intonacji - emocjonalnie, obojętnie, rzeczowo, a także przyspieszoną mowę w danym zakresie treści.


Tak naprawdę całe pokolenia dały się oszukać
, bo nigdy nie było produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu na masową skalę. 

Prawie każdy z nas miał w szkole jako lekturę "Medaliony" Zofii Nałkowskiej. I w jednym z utworów zawartych w "Medalionach", a konkretnie w "Profesorze Spannerze", dowiadujemy się, że w czasie II wojny światowej, w Gdańsku Niemcy mieli fabrykę, fabrykę mydła z ludzkiego tłuszczu i do produkcji tego mydła służyły ciała więźniów obozów. 

1 stycznia 1940 roku profesor Rudolf Spanner został dyrektorem Instytutu Anatomii w Gdańsku i prawie natychmiast zaczął skupować ciała. Do Instytutu Szpanera trafiały m.in. ciała osób skazanych na śmierć i straconych w więzieniach w Gdańsku, Elblągu czy Królewcu, więźniów obozu koncentracyjnego Stutthof, czy wreszcie pacjentów szpitala psychiatrycznego w Kocborowie niedaleko Starogardu Gdańskiego. 

zmiana tonu na "jest mi przykro"
Bo trzeba pamiętać, że dla władz III Rzeszy pacjenci szpitali psychiatrycznych byli elementem niepożądanym w społeczeństwie i się ich po prostu pozbywano. 

i dalej bez emocji - za to dość rzeczowo, jak o trywialnych zakupach, sprawunkach typu chleb, masło i mleko...

Początkowo Instytut płacił około 15 marek za ciało, z czego 5 marek trafiało do pracowników kocborowskiego zakładu psychiatrycznego, natomiast później tę kwotę obniżono do 9 marek, z czego 4 trafiały do pracowników, a reszta do kasy szpitala. 

Jednak po co skupowano te ciała? Był to Instytut Anatomii, czyli po prostu ciała preparowano, a następnie robiono z nich materiały podglądowe, preparaty czy wreszcie całe szkielety, na których później mogli się np. uczyć studenci. 

Pierwszą partię mydła z ludzkiego tłuszczu wytopiono w lutym 1944 roku, a tłuszcz na produkcję tego mydła zbierano przez 5 miesięcy, od września 1943 roku. Uzbierano w ten sposób od 70 do 80 kg tłuszczu z około 400 ciał, z czego finalnie udało się zrobić 25 kg mydła. 

przepraszająco? 
I to mydło nie było skierowane na sprzedaż, nie było również przeznaczone do użytku przez ludzi, ono służyło do mycia powierzchni oraz stołów sekcyjnych w Instytucie. 



30 stycznia 1945 roku profesor Spanner, bojąc się nadciągającego frontu, wyjeżdża z Gdańska, zostawiając wszystko, co mogłoby mu przeszkodzić w podróży, czyli preparaty, badania naukowe czy książki. Jednak zupełnie się nie ukrywał, pracował jako lekarz, przeniósł się do Hamburga. 

W maju 1947 roku został przypadkiem rozpoznany przez sąsiadów z kamienicy, którzy po prostu śledzili procesy norymberskie, został przesłuchany przez sąd i policję, ale finalnie oczyszczony z zarzutów co umożliwiło mu powrót do pracy lekarza.

zwróć uwagę, że w następnym wątku przyspiesza - w jakim celu? moim zdaniem takie przyspieszenie nie pozwala skupić się na treści, nie pozwala analizować tego, co się słyszy, a jednocześnie słuchamy uważniej, by niczego nie przegapić - to mocniej utrwala się w pamięci - więc taki obraz Spannera ma nam pozostać w głowie? Przypomina mi się tekst z wikipedii o Forsterze - patrz uwagi poniżej.
zwracam też uwagę na nagromadzenie szczegółów: zawsze ... w za dużym... bardzo często nie używa rękawiczek  czyli opinię o Spannerze jako ekscentrycznym profesorze "potwierdzają" pewne banalne szczegóły - i są tu wymienione...


Pracował we Fryburgu, a następnie w Kolonii, miał bardzo dobry kontakt ze swoimi studentami z którymi spotykał się w kawiarence, która nawet w latach 50 miała taką nieoficjalną nazwę Kafeszpaner. 
Studenci uważali go za wiecznie zamyślonego profesora, który zawsze chodzi w za dużym fartuchu i bardzo często nie używa rękawiczek podczas przeprowadzania tekstów.
Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

wraca do poprzedniego tempa
Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną sprawia, że kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.







---------


I mój komentarz do sprawy:



Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

To mi przypomina mój tekst z 2015 r. : Skarb Hitlera, skarb Forstera . . . o zapisach w wikipedii wybielających kata Pomorza - Forstera, tu mamy podobnie, a pisałem wtedy:


Jak widać - ta historia nie skończyła się źle. 
Autor notatki nie zachowuje  c h r o n o l o g i i   i na koniec opisuje nam same przyjemne rzeczy, tak, aby Forster nie kojarzył nam się źle, a może nawet zapamiętamy go dobrze - albowiem taka jest psychika człowieka, że to, co człowiek usłyszy lub przeczyta na końcu - to najbardziej utkwi mu w pamięci.
Temat o zbrodniach wojennych i sądach został zakończony, następują przyjemne wręcz sielankowe wpisy: do dzisiaj istnieje jego dom, niewielki jednorodzinny, z rodziną, komfortowa willa z ogrodem, rezydencja Forsterówka.
Na koniec uwaga o tym, że wg pewnych źródeł nie został stracony, ale żył sobie w  domu do naturalnej śmierci.


Podobne? Oczywiście... nawet bardzo.



----------

Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że jest niewinny i Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

co tu jest nie tak? dlaczego to jest takie niestylistyczne, nieuporządkowane, NIE NA TEMAT, nagle emocjonalne - i to na stronie opisanej jako "rozczytani", co sugeruje, że osoba na filmie dużo czyta, a po takiej osobie czytającej można się spodziewać wypowiedzi poprawnie skonstruowanej - czemu taki nagły zwrot "i Niemcy..." ? w dodatku - ta osoba ewidentnie czyta z kartki, albo promptera, więc tekst był wcześniej przygotowany - warto o tym pamiętać także ze względu na akcentowania i przypieszenia/ zwolnienia podczas czytania - w jakim celu to stosuje?

wg mnie:

najpierw było takie zdanie:

Zmarł w spokoju na zawał w 1960 roku, do końca życia utrzymując, że Niemcy tak naprawdę nigdy nie wykorzystywali zębów czy na przykład włosów więźniów, co jest oczywiście kłamstwem.

w tekście o mydle z ludzkiego tłuszczu nagle pojawia się wątek o włosach i zębach - skąd taka nagła zmiana tematu? przecież Spanner nie był uwikłany w pozyskiwanie włosów i złotych zębów ofiar obozów koncentracyjnych, to niemal zupełnie odmienny temat - to skąd ten wątek?
do czego to jest potrzebne?

to zdanie jest prawdziwe, tzn. zawiera prawdę: wiemy dobrze, że Niemcy wykorzystywali włosy więźniów i zęby też - ale złote zęby, bo zębów zasadniczo to nie! Złote zęby to też zęby. Więc to zdanie jest tak sformułowane, że zgadzamy się z mówczynią: Spanner kłamał, że Niemcy nie wykorzystywali zębów i włosów! To jest oczywiście kłamstwo.

- a potem w środku tego zdania dodano wtręt:  "jest niewinny"


Mamy więc na koniec filmu do czynienia ze zdaniem prawdziwym, które jest rozbudowane - składa się z blisko 30 wyrazów (znowu 30...) i w związku z tym słuchając na bierząco wypowiedzi  nie do końca jesteśmy w stanie ocenić, czy wszystko w tym zdaniu jest prawdziwe, bo nie nadążamy za treścią, ale ostatnie sformułowania rozumiemy, bo temat włosów i zębów ZNAMY np. ze szkoły, a w dodatku intonacja mówczyni pomaga nam to wychwycić.

I w to zdanie, z którym się zgadzamy, włożono krótką frazę  "jest niewinny".

Rozumiesz?

i wtedy po tym zdaniu, z którym się zgadzasz - "jest niewinny" - pada zdanie:

Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną sprawia, że kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.


rozbiję to na dwa:
kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.

to jest nieprawda - ludzie w to nie wierzą, ludzie tak nie uważają
gdyby było zapisane:

kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli mydło z ludzi i że to mydło było w użyciu.

to tak, to trzeba się z tym zgodzić, że ludzie w to wierzą - wierzą, bo tak było, co udowodnili śledczy i naukowcy

więc pani mówi nie na temat - po prostu wypowiada fałszywą opinię na ten temat - pamiętamy mój post z 2025 r: Wypowiedź literacka, czyli wikipedia, czym innym są fakty, a czym innym narracja lub czyjaś opinia sfromułowana w postaci - wypowiedzi literackiej

Fałszywą narrację wzmacnia pierwsze słowo z tej wypowiedzi:
Szalona popularność opowiadań Naukowskiej i to, że z miejsca stały się one lekturą szkolną 

Szalona:
1. pejor. «osoba nieopanowana i niezrównoważona»
2. «osoba chora umysłowo»

Łatwo się pomylić na poziomie podświadomym i słowo "szalona" odnieść do samej Naukowskiej, wtedy wypowiedź mówiła by, że "szalona Naukoska sprawiła, że pokolenia ludzi wierzą w niemprawdę" 

[Nie chcę pisać zdań zawierających nieprawdę, więc celowo robię błędy jw.]


Autorka podaje nam fałszywą tezę - fałszywą, bo używa zwrotów: masową, na przemysłową skalę, powszechnym

Tak naprawdę całe pokolenia dały się oszukać, bo nigdy nie było produkcji mydła z ludzkiego tłuszczu na masową skalę. 
kolejne pokolenia ludzi do dziś wierzą w to, że Niemcy mieli fabrykę, w której tworzyli na przemysłową skalę mydło z ludzi i że to mydło było w powszechnym użyciu.



i na tej podstawie tworzy film, który jakoby demaskuje tę nieprawdę, zawartą w tych zdaniach twierdząc, że "to nie było tak" i "rozprawia" się z tymi
swoimi fałszywymi tezami - pod koniec wypowiedzi w jedno ze zdań wkładając słowa: 
"jest niewinny"...

Przypomina mi to mój tekst z 2019 r. Na tropie kłamstwa - zamach pod Starogardem - tam było podobnie, na początku redaktorzy stawiają fałszywą tezę, a potem dorabiają do tego swoje hipotezy, bełkocą bez ładu i składu cały artykuł, by na koncu tryumfalnie ogłosić fałszywe - i urojone przez siebie - pseudoodkrycie...




Każde słowo i każdy obraz zapada do ludzkiej podświadomości, a ta pani produkuje treści jak profesjonalna fabryka.

Polecam przyglądać się tej stronie i czytać/ analizować także komentarze, bardzo często starannie wycyzelowane...














Język ma znaczenie.





wikipedia dla Polaków:

Eksperymenty medyczne i pseudomedyczne w Auschwitz – zbrodnicza działalność w obozie Auschwitz-Birkenau, wykonywana przez niemieckich lekarzy, w znacznej części należących do SS.

Traktowali oni więźniów jako łatwo dostępny i tani materiał doświadczalny, prowadzili oni eksperymenty z zakresu medycyny, patologii i genetyki. Badania te wynikały i służyły ideologicznym celom nazistowskiej teorii rasizmu oraz sprzeniewierzały się zupełnie zasadom etyki lekarskiej, której podstawy są zawarte w przysiędze Hipokratesa.

W obozie utworzono zbiór szkieletów 86 więźniów różnych typów antropologicznych, wieku i płci (29 kobiet i 57 mężczyzn), którzy zostali wyselekcjonowani przez SS-Hauptsturmführera dr Bruno Begera, a następnie przewiezieni do KL Natzweiler-Struthof w Alzacji i uśmierceni.

76 więźniów przekazano do uniwersytetu Rzeszy w Strasburgu dla badań anatomicznych, wszyscy zostali zabici.



Badania te wynikały - i tu spodziewasz się jakiegoś uzasadnienia, ale nie za bardzo ono jest tzn. jakby jest - "celom nazistowskiej teorii", ale niestylistycznie opisane, co sprawia, że przyjmujemy do wiadomości, że "z czegoś wynikały", czyli że mieli jakieś konkretne rzeczywiste powody, a nie swoje urojone teorie i politykę, co sobie sami dopowiadamy...



sprzeniewierzały się zupełnie zasadom etyki lekarskiej, której podstawy są zawarte w przysiędze Hipokratesa



wikipedia dla Polaków:

Przysięga Hipokratesa – przysięga składana przez lekarzy w starożytności, zawierająca podstawy dzisiejszej etyki lekarskiej. 

Po zbrodniach dokonanych przez lekarzy niemieckich i japońskich podczas II wojny światowej, Światowa Organizacja Lekarzy podczas swojego zjazdu w Genewie w 1948 r. opracowała nowożytną wersję przysięgi – deklarację genewską, zmienianą następnie w latach 1968, 1983, 1994 i 2005.

W Polsce obowiązuje obecnie Przyrzeczenie Lekarskie, stanowiące część Kodeksu Etyki Lekarskiej.




niemiecka wikipedia

W Niemczech ani przysięga, ani przysięga genewskia nie są obowiązkowe po uzyskaniu licencji na wykonywanie prawa lekarskiego, ale są one cytowane jako wytyczne etyczne lub kodeks honorowy w dyskusjach na temat etyki medycznej.










wolnelektury.pl/katalog/lektura/nalkowska-medaliony-profesor-spanner.html

synonim.net/synonim/na+masową+skalę

ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/586,Dzialalnosc-prof-Rudolfa-Marii-Spannera-w-swietle-wynikow-sledztwa-Oddzialowej-K.html

trojmiasto.pl/historia/Profesor-samo-zlo-n101295.html


ofiary.ipn.gov.pl/ofi/z-archiwum-ipn/aktualnosci/15791,W-jakim-celu-Niemcy-wykorzystywali-wlosy-ludzkie-podczas-II-wojny-swiatowej.html

pl.wikipedia.org/wiki/Eksperymenty_medyczne_i_pseudomedyczne_w_Auschwitz


sjp.pwn.pl/so/szalona.html



Tekst o niczym, nie zawierający żadnych argumentów przeciwko tezie o produkcji "mydła" z ludzi:

zawszepomorze.pl/artykul/12184,nazisci-przerabiali-ludzi-na-mydlo-mit-w-ktory-uwierzylismy