Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hałas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hałas. Pokaż wszystkie posty

środa, 24 czerwca 2026

Hałas, a myślenie






przedruk

Dlaczego inteligentni ludzie nie znoszą hałasu? Filozofowie wiedzieli to już 200 lat temu

Robert Choiński
11 maja 2026


Niektórzy potrafią zasnąć przy włączonym telewizorze, pracować w głośnej kawiarni i prowadzić rozmowę, kiedy obok ktoś ogląda filmiki na telefonie. Inni po kilku minutach w takim otoczeniu czują zmęczenie, rozdrażnienie albo po prostu nie mogą zebrać myśli. Dla wielu osób hałas nie jest tylko irytujący. Staje się czymś, co naprawdę utrudnia skupienie, odpoczynek i spokojne funkcjonowanie. Arthur Schopenhauer uważał, że to nie przypadek. Słynny niemiecki filozof był przekonany, że szczególna wrażliwość na hałas często idzie w parze z inteligencją, kreatywnością i zdolnością do głębokiego myślenia. Choć pisał o tym prawie dwieście lat temu, jego obserwacje dziś brzmią zaskakująco aktualnie.

Dla filozofa hałas nie był zwykłą niedogodnością. Traktował go jak brutalne wtargnięcie do własnego umysłu. Uważał, że nagły dźwięk potrafi zniszczyć cały tok myślenia i wyrwać człowieka ze stanu głębokiej koncentracji.

W swoim słynnym eseju „O hałasie i zgiełku” Schopenhauer pisał, że najbardziej irytował go trzask bicza rozchodzący się po ulicach miasta. Filozof uważał, że hałas działa destrukcyjnie na osoby, które potrzebują skupienia i intensywnie pracują umysłowo. Pisał wręcz, że jest on „mordercą myśli”. Według niego człowiek zdolny do głębokiej refleksji potrzebuje ciszy bardziej niż inni, ponieważ jego umysł pracuje w sposób bardziej złożony i wymagający.

Schopenhauer posuwał się nawet dalej. Twierdził, że osoby całkowicie niewrażliwe na hałas często są również mniej podatne na subtelniejsze doświadczenia intelektualne i estetyczne. „Z pewnością istnieją ludzie, a nawet bardzo wielu takich, którzy uśmiechną się na myśl o [moim problemie], ponieważ hałas im nie przeszkadza. Właśnie ci ludzie pozostają jednak niewrażliwi także na argumenty, myśl, poezję czy sztukę, krótko mówiąc, na wszelkiego rodzaju wrażenia intelektualne. Wynika to z grubiańskiej natury i topornej struktury ich mózgu” – pisał myśliciel.

Dziś taka teza może brzmieć arogancko, ale współczesna psychologia rzeczywiście dostrzega związek między wysoką wrażliwością sensoryczną, w tym mizofonią, a kreatywnością.

Współczesny brytyjski psychiatra i filozof Neel Burton zwraca uwagę, że osoby inteligentne często silniej reagują na nadmiar bodźców. Ich mózg intensywniej analizuje otoczenie, wychwytuje więcej szczegółów i trudniej ignoruje niepotrzebne dźwięki. To może tłumaczyć, dlaczego niektórzy po kilku godzinach pracy w hałaśliwym miejscu czują fizyczne zmęczenie i psychiczne wyczerpanie. Dla mózgu ciągły szum nie jest neutralnym tłem. Organizm cały czas pozostaje w stanie gotowości i musi nieustannie filtrować kolejne bodźce.


Schopenhauer nie był jedynym filozofem, który źle znosił hałas. Immanuel Kant także miał ogromną potrzebę ciszy i spokoju. Według jednej z anegdot zmienił nawet mieszkanie z powodu piania koguta. Kant bardzo pilnował swojej codziennej rutyny i potrzebował idealnych warunków do pracy. Kiedy coś zakłócało jego rytm myślenia, reagował wyraźną irytacją. W jednym z listów skarżył się nawet na głośne modlitwy więźniów dochodzące z pobliskiego więzienia.

Dziś takie zachowania łatwo uznać za przesadę. Problem polega jednak na tym, że współczesne badania potwierdzają wpływ chronicznego hałasu na koncentrację, pamięć i poziom stresu. Nawet jeśli wydaje nam się, że przyzwyczailiśmy się do ciągłego szumu miasta, mózg nadal pozostaje w stanie podwyższonej czujności.

Oczywiście nie każdy, kto źle znosi hałas, jest geniuszem. Możliwe jednak, że Schopenhauer miał rację przynajmniej w jednej kwestii. Im bardziej złożony i intensywny jest nasz świat wewnętrzny, tym trudniej pogodzić go z nieustannym zgiełkiem.


Artykuł opracowany na podstawie: Neel Burton, „Why Intelligent People Hate Noise”, psychologytoday.com [dostęp: 11.05.2026]





całość tutaj:

https://zwierciadlo.pl/psychologia/558346,1,dlaczego-inteligentni-ludzie-nie-znosza-halasu-filozofowie-wiedzieli-to-juz-200-lat-temu.read






piątek, 2 maja 2025

Wojna głośności


Nękanie hałasem





wikipedia dla Polaków



Loudness war (pol. wojna głośności) – tendencja we współczesnym przemyśle muzycznym, aby nagrywać, produkować i dystrybuować nagrania o coraz większej głośności i kompresji dynamiki. Celem takich zabiegów jest postrzeganie nagrań jako wyróżniających się wobec innych.

Kompresja dynamiki sprawia, że sztucznie zwiększa się pod względem natężenia dźwięki z pułapu najcichszych, przez co ogólnie cały utwór brzmi o wiele głośniej, nie ma już mowy o jakiejkolwiek naturalności brzmienia instrumentów.

Przy porównaniu dwóch nagrań o różnych poziomach prawdopodobne jest, że to głośniejsze zostanie ocenione jako brzmiące „lepiej i wyraźniej”. Wiąże się to ze sposobem, w jaki ludzkie ucho odbiera różne poziomy ciśnienia akustycznego: umiejętność rozróżniania zmian częstotliwości dźwięku zmienia się wraz ze zmianami w ciśnieniu akustycznym. Im bardziej to ciśnienie wzrasta, tym więcej niskich i wysokich dźwięków człowiek jest w stanie rozpoznać.


Podniesienie ogólnej głośności nagrania prowadzi do powstania utworów, które są maksymalnie głośne od początku do końca. Poziom głośności zostaje więc spłaszczony, a muzyka ma niewielki zakres dynamiki (tzn. małą różnicę między głośnymi i cichymi fragmentami). Mały zakres dynamiki sprawia, że słuchanie takich utworów staje się męczące. 

Dostrzegają to przedstawiciele przemysłu muzycznego np. inżynierowie dźwięku Doug Sax, Geoff Emerick.

Powiększanie głośności utworów skrytykował też Bob Dylan, który stwierdził: Słucha się tych nowych płyt i są okropne, dźwięk je całkowicie przykrywa. Nie można niczego rozróżnić: ani wokalisty, niczego – zupełnie jak szum.

Ta sama technika (kompresja dynamiki) jest stosowana we wszystkich reklamach radiowych i telewizyjnych (reklamy są w odbiorze przez słuch kilka razy głośniejsze od filmów).

Drugim możliwym efektem jest zniekształcenie dźwięku, określane jako przesterowanie (ang. clipping). Medium cyfrowe nie może wygenerować sygnału większego niż jego pełna skala, dlatego też, jeśli poziom sygnału zostanie podwyższony powyżej tej granicy, fala dźwiękowa zostaje przycięta.


Przykłady albumów, na których zjawisko jest szczególnie słyszalne:

Christina Aguilera – Back to Basics
Lily Allen – Alright, Still
Arctic Monkeys – Whatever People Say I Am, That's What I'm Not
Depeche Mode – Playing the Angel
The Flaming Lips – At War with the Mystics
Metallica – Death Magnetic
Muse – Black Holes and Revelations
Queens of the Stone Age – Songs for the Deaf
Red Hot Chili Peppers – Californication
Rush – Vapor Trails
Santana – Supernatural
Sting – Brand New Day
The Stooges – Raw Power (1997 remix)






Śmierć dynamiki

autor Torris 

29-11-2007 11:11:01

[...]


Prześledźmy i przeanalizujmy dokładnie to zjawisko na konkretnych przykładach.



1983

Bryan Adams - Cuts Like A Knife (A&M CD-3288)

Plyta jest przykładem wczesnych technik masteringu płyt CD Audio. Niewątpliwie największymi zaletami formatu CD jest bardzo szeroki zakres dynamiki oraz brak szumów i pierwsza generacja płyt CD w pełni wykorzystywała te zalety.

Cyfrowy format płyt CD jest wewnętrznie ograniczony do maksymalnej, dozwolonej amplitudy, oznaczanej "0dB" lub "100%". W przeciwieństwie do nośników analogowych, limitu tego nie da się przekroczyć. Każda próba przesterowania, czyli przekroczenia tego poziomu kończy się deformacją fali dźwiękowej (sinusoida jest z góry i z dólu "przycięta", ograniczona do maksymalnego, dozwolonego poziomu). Wczesne płyty CD masterowano z pełnym szacunkiem do tego poziomu granicznego (0dB), unikając zjawiska przycinania (ang. clipping).

Album Bryana Adamsa masterowano ze sporą ilością "przestrzeni" - najwyższy poziom amplitudy na całej płycie wynosi -2.52dB (74.8%) i występuje tylko raz - na ścieżce numer 9, której wykres przestawiono poniżej (kanał lewy na górze, prawy na dole):




1991
Amy Grant - Heart In Motion (A&M 75021 5321 2)


Jak to zwykle bywa w świecie show biznesu i dużej konkurencji, to musiało się zmienić i ktoś musiał wykonać ten pierwszy krok. Kto był pierwszy - tego nie wiadomo, lecz niedobry trend, zmierzający w stronę degradacji jakości płyt CD, już się zaczął. W tym szczególnym przypadku ścieżki z płyty nietylko wielokrotnie "biją" w maksymalny, dozwolony poziom 0dB, lecz część z nich jest "obcięta", a więc ewidentnie przesterowana (fala spłaszczona, ucięta z góry lub z dołu, ponieważ nie "mieściła" się w dozwolonym przedziale wartości). Ewidentnie widać to na przykładzie ścieżki nr. 3:



A tutaj ilustracja zjawiska, o którym mowa:



W tym przypadku siedem próbek (czyli chwil, w których uchwycono i zarejestrowano dzwięk) pod rząd formuje płaską linię - efekt zderzenia z "murem" dopuszczalnego poziomu głośności dźwięku. Idealnie pozioma linia, podobna do tej, nigdy nie zdarza się w nagraniu, chyba że jest efektem celowej operacji ścinania (ang. clipping). Efektem takiego "spłaszczenia" jest bardzo nienaturalna, prostokątna fala dźwiękowa, która podczas odtwarzania daje bardzo nieprzyjemny i chropawy dźwięk. Płyta CD to 44100 próbek dźwięku na sekundę. W tym przypadku siedem próbek tworzy prostokątną falę dźwiękowa, czyli jakieś 7/44100 sekundy. To zdecydowanie zbyt krótko, żeby usłyszeć zniekształcenie, lecz jeśli zwiększymy ilość takich obcięć w każdej sekundzie dźwięku, to wynik będzie już bardziej słyszalny - jest to tzw. clipping distortion, czyli bardzo nieprzyjemne zniekształcenia, spowodowane obcinaniem sinusoid fali dźwiękowej.



1999
Ricky Martin (C2/Columbia CK 69891)


Po tym, co zostało napisane, chyba nie trzeba tłumaczyć, co widać poniżej. Co więcej, pomoże to zrozumieć, dlaczego piosenka "Livin' La Vida Loca" tak męczy uszy już po kilku chwilach słuchania!



W przybliżeniu doskonale widać dokonane zniszczenie:





Mit radiowej głośności

Z powyższych informacji wynika, że przez te wszystkie lata płyty CD stawały się coraz głośniejsze. Czy z tego wynika również, że w stacjach radiowych grały coraz głośniej?

Nie! Stacje radiowe używają procesorów dźwięku, które wyrównują poziom głośności nagrań. Nagrania ciche są zgłaśniane, zaś głośne wyciszane. Lecz w przypadku zbyt głośnych nagrań procesor dźwięku musi cały czas tłumić dźwięk.

A zwykły słuchacz?

Podobny efekt można uzyskać w domu za pomocą... regulatora głośności! Chcesz słuchać swojej muzyki głośno? Podkręcasz głośność. I możesz słuchać głośniej, z zachowaniem pełnej dynamiki i jakości materiału muzycznego. I nawet Bryan Adams z 1983 roku może grać głośniej, niż fatalnie zmasterowana płytka Ricky'ego Martina - wybór należy do Ciebie. Lecz co gdy wszystkie płyty CD są nagrywane GŁOŚNO? Wtedy wyboru już nie ma - nie można wybierać pomiędzy "ciszej" a "głośniej".

Wytwórnie muzyczne nie tylko nanoszą na płyty CD zniekształcony, pozbawiony dynamiki materiał muzyczny, każąc sobie za to płacić grube pieniądze, lecz również chcą wymusić słuchanie płyt w określony sposób. Czy naprawdę tego chcemy?





Opracowanie: Torris, na podstawie tekstów Mike'a Richtera i George'a Grahama.







całość:

pl.wikipedia.org/wiki/Loudness_war

top80.pl/smierc-dynamiki-p45.html