Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tradycja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 kwietnia 2026

Moj - na Orawie



Orawa (słow. Orava, węg. Árva, niem. Arwa, gór. Ôrawa) – kraina historyczna w Europie Środkowej w dorzeczu rzeki Orawy. Nazwa regionu „Orawa” pochodzi od nazwy jednoimiennej rzeki, a jej źródłosłów nie został dotychczas jednoznacznie zdefiniowany.


kolor zielono-biały - Orawa polska
kolor zielony - Orawa słowacka




Polska część Orawy należy do województwa małopolskiego, do powiatu Nowy Targ, a główną wsią po stronie polskiej jest Jabłonka.
Babia Góra to masyw położony na granicy Polski i Słowacji, w Zachodnich Beskidach. Nazwa ta odnosi się także do kulminacji masywu, Diablak ("Szczyt Diabła"), który jest także najwyższym szczytem tej części Karpat, na wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. 

Polska, północno-wschodnia część Orawy (Kotliny Orawskiej) od północy i zachodu ograniczona jest pasmem Beskidu Żywieckiego i obejmuje zachodni skrawek Kotliny Orawsko-Nowotarskiej. Wschodnia granica Orawy przebiega generalnie wzdłuż europejskiego działu wodnego, rozdzielającego zlewiska Morza Bałtyckiego i Morza Czarnego, jednak niewielki skrawek północno-wschodni tej krainy leży w dorzeczu Czarnego Dunajca i jest przezeń odwadniany do Wisły, a z nią do Bałtyku. Kotlina Orawska tworzy największy w Polsce region należący do zlewiska Morza Czarnego (poprzez Czarną Orawę, Wag i Dunaj).

Część polska zamieszkana jest przez Polaków i niewielką mniejszość słowacką, natomiast część słowacka przez Słowaków, a także niewielkie mniejszości czeską i polską (ta ostatnia zamieszkuje powiat namiestowski i twardoszyński).
Teren polskiej Orawy był jednorodny etnicznie – został zasiedlony przez polskich osadników z Małopolski nizinnej i Żywiecczyzny; w osadnictwie brała też w niewielkim zakresie udział ludność wołoska.


Polska Orawa - jej osią jest rzeka Czarna Orawa biegnąca do sztucznego zbiornika orawskiego na Słowacji. 

Orawa - część polska pokazana na wycinku mapy słowackiej


Nazwa pochodzi od rzeki Orava (głównej rzeki przepływającej przez ten region).

Nazwa "Orava" może mieć przedsłowiańskie lub słowiańskie pochodzenie. Przedsłowiański *er-/*or-: szybki, szybki (rzeka szybka). Protosłowiański *or-, *orati: krzyczeć, ryczeć. Słowackie rzeki Revúca i Hučava mają tę samą etymologię (rycząca rzeka). Podobne nazwy z innych krajów słowiańskich to np. chorwacka rzeka Orljava (1234 Orauua), ukraińska rzeka oraz wieś Oriava lub Orzawiec (w systemie rzecznym Dniepru). Przyrostek -ava może pochodzić od germańskiego -ahwa (woda), ale jest typowy także dla starszych słowackich hydronimów.

Najwcześniejsze wzmianki dotyczą Arua (1287) i Oravia (1314).

Wg moich poszukiwań, nazwa Orawa pochodzi od słowa "żuława":

opava - orava
Opava  - Orava 

Opawa - jw. przez omyłkę łacińskie "p" odczytano jako "r" lub potraktowano jako cyrylickie "r" (znak "p") co dało nazwę:  Orava

szczegóły patrz tutaj:
maciejsynak.blogspot.com/2026/04/zuawa-cz-2-mawa-dabrowno-szczecin.html
szukamy Zeriuani:
[...]  a potem "zupava" odczytano "zepava" гeПavа = гeПavа  "zuпawa" odczytano "zeпava" (Opawa, Sprewa, Syców)



Jak widać na ilustracji, Zbiornik Orawski zwieńcza rozległą równinę leżącą między górami na osi wschód - zachód: jest to prawdopodobnie równina aluwialna (ja się nie znam).



Lidar - mojgeoportal.pl





Mapa Lidar - geoportal.gov.pl




Zamek Orava to zamek położony na wysokiej skale powyżej rzeki Orava we wsi Oravský Podzámok na Słowacji. Zamek został zbudowany w Królestwie Węgier, najstarsze części powstały w XIII wieku, a najnowsze na początku XVII wieku. Wiele scen z filmu Nosferatu z 1922 roku kręcono właśnie tutaj, a zamek reprezentował siedmiogrodzki zamek hrabiego Orloka. 


Zamek Orawski



Polska część Orawy należy do województwa małopolskiego, do powietu Nowy Targ, a główną wsią po stronie polskiej jest Jabłonka.

Babia Góra to masyw położony na granicy Polski i Słowacji, w Zachodnich Beskidach. Nazwa ta odnosi się także do kulminacji masywu, Diablak ("Szczyt Diabła"), który jest także najwyższym szczytem tej części Karpat, na wysokości 1725 metrów nad poziomem morza. 




Herb Orawy





Zwyczaj stawiania moja – nadal żywy na Orawie


30 kwietnia 2023 23:25

Stawianie moja to dawna orawska tradycja, która swoimi korzeniami sięga najprawdopodobniej jeszcze pogańskich czasów i wynika z ludowej obrzędowości związanej ze zmieniającymi się porami roku. Zwyczaj jest popularny na całej Orawie – również w jej słowackiej części. 
 
 

 
 
Moj to ścięte i starannie okorowane drzewo – świerk, sosna lub jodła – na którego wierzchołku zostawia się zieloną koronę, przyozdobioną bibułkami i wstążkami. Stawiany jest zawsze w nocy z 30 kwietnia na 1 maja.
 
Jego pierwotną funkcją było wyznanie miłości wybrance przez zauroczonego kawalera – dlatego moje z odpowiednimi tabliczkami z dedykacjami, „wyrastały” jak grzyby po deszczu przede wszystkim pod domami panien na wydaniu. Dziś moje dedykowane są także grupom dziewcząt, a nawet lokalnym społecznościom, jako wyraz sympatii lub czci.

Jeden z pierwszych tegorocznych mojów stanął już dziś po południu nieopodal Domu Ludowego w Lipnicy Wielkiej na Orawie. To gmina, w której od 16 lat organizowany jest także konkurs na „Nojpiykniyjsy Gminny Moj”. Wśród kryteriów, jakie jury bierze pod uwagę znajdują się m.in. tradycyjny wygląd i tradycyjny sposób umocowania „moja”, wygląd i dekoracja drzewka, treść i estetyka dedykacji, orawski zapis gwarowy tabliczki.
 
 
 

 



Kilkunastometrowe moje zdobią orawskie miejscowości aż do Zielonych Świątek, kiedy pali się je w ognisku. Warto wspomnieć, że w dawnych czasach, kawaler musiał pilnować „drzewka” przez całą noc – zgodnie z tradycją, inni zalotnicy mieli prawo je ściąć, ale tylko do świtu 1 maja.

Moj, który stanął dziś w centrum Lipnicy Wielkiej na Orawie – to inicjatywa lokalnego oddziału Związku Podhalan i druhów z OSP Lipnica Wielka Centrum.





---




Słup majowy, drzewko majowe, gaik, maik lub moj (ang. maypole, niem. Maibaum) – słup drewniany, wyrzeźbiony najczęściej z klonu, brzozy, bądź głogu, stawiany w maju w wyznaczonym miejscu przez lokalną społeczność, która następnie urządzała zabawę.
 
 
 
Taniec wokół Słupa Majowego w Åmmeberg, Szwecja
 
 
 
Badacze widzą w zwyczaju stawiania słupa majowego pozostałość animistycznych wierzeń europejskich. Klasyczny przykład osi świata, axis mundi (po której można było podróżować pomiędzy różnymi światami) lub też (według niektórych badaczy) falliczny symbol płodności.

Podczas majowych celebracji słup przystrajany proporcami, wstęgami, wieńcami i girlandami z kwiatów. Towarzyszył temu zazwyczaj specjalny taniec (znany jako Taniec Majowego Słupa), polegający na tańczeniu w kręgu wokół słupa – w bardziej skomplikowanej wersji, trzymając w rękach końce przymocowanych do słupa wstęg, które podczas tańca owijają się wokół słupa (żeby je rozwinąć należało zacząć tańczyć w przeciwnym kierunku). Taniec wokół słupa stanowił celebracje życiodajnych sił natury, wczesnego lata.

W Polsce drzewko majowe, na śląskich i wielkopolskich wsiach, a także na Podhalu (tereny przyległe do Spisza – okolice Sromowiec w Pieninach) gaik, maik, mojka, moj, nowe latko. Od drzewka majowego wzięła najprawdopodobniej nazwę wieś Majewo (niem. Maibaum). Na Podlasiu nadnarwiańskim „chodzenie z królewną”. Słupy majowe można spotkać m.in. na terenie Śląska Cieszyńskiego, Moraw i Słowacji.

W wierszu pt. „Maik” Maria Konopnicka opisała wiejską zabawę dziecięcą polegającą na klaskaniu i obnoszeniu maikowej wiechy.



Baskijscy mężczyźni niosący pień drzewa ściętego na słup majowy



Stawianie tzw. maja w Wędryni, na Śląsku Cieszyńskim






nowytarg24.tv/zwyczaj-stawiania-moja-nadal-zywy-na-orawie/
pl.wikipedia.org/wiki/Orawa_(region)
orawa.eu/aktualnosci/region

commons.wikimedia.org/wiki/File:Polska_Orava.svg

mojgeoportal.pl

https://pl.wikipedia.org/wiki/S%C5%82up_majowy


 
 

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

piątek, 3 kwietnia 2026

Ścinanie kani po japońsku


za fb
przedruk

Moja Sarmacja

8 godz. ·


Słowiańska #Marzanna to rytuał przejścia (zima -> wiosna). U Ajnów kluczowym rytuałem jest #Iyomante (posłanie ducha), który nie jest związany z jedną porą roku w sposób kalendarzowy, lecz z cyklem powrotu boga do jego świata.


Dla Ajnów zima nie była personifikacją śmierci (jak Marzanna). Był to czas, w którym duchy (Kamuy) schodziły na ziemię pod postacią niedźwiedzi czy łososi. Zima była okresem polowań i interakcji z bogami, a nie czymś, co należy wygnać.

Ajnowie wychowywali młodego niedźwiedzia (uważanego za boga Kim-un Kamuy w gościnie u ludzi). Gdy zwierzę dorosło, było uroczyście zabijane.

To nie było "zabójstwo", lecz „wysłanie gościa do domu”. Wierzyli, że uwalniają ducha, by mógł wrócić do świata bogów i opowiedzieć, jak dobrze go ugoszczono.
W obu przypadkach mamy fizyczny obiekt (kukła / zwierzę), który musi „zginąć”, aby cykl natury został zachowany i aby bogowie sprzyjali ludziom w kolejnym sezonie.
Podczas gdy my topimy Marzannę w rzece, Ajnowie traktowali wodę jako domenę boga Repun Kamuy (boga morza, często pod postacią orki). Woda była dla nich świętym szlakiem transportowym dla dusz, a nie śmietniskiem dla złych uroków czy zimy.

Rytuał rozpoczynał się pod koniec zimy, kiedy Ajnowie łapali młodego niedźwiedzia i zamykali go w dużej klatce w swojej wiosce. Dobrze go traktowali i odżywiali. Sama ceremonia iyomante odbywała się wczesną jesienią. Przyodziany w szaty i klejnoty niedźwiedź był oprowadzany po całej arenie ceremonialnej, gdzie pokazywano mu różne przedmioty (miecze, kołczany). Na ceremonię przygotowywano wiele potraw i napojów, bowiem przybywało na nią wiele osób z okolicy. Podczas modłów oraz pokazów zabijano niedźwiedzia strzałami. Ajnowie strzelali do niedźwiedzia tępymi strzałami przyozdobionymi podobnie jak inau (aby nie uszkodzić skóry), a po chwili człowiek, w którego zagrodzie przetrzymywany był niedźwiedź oraz który go upolował, przebijał mu strzałą serce. Następnie zwierzę duszono belką, a potem obdzierano ze skóry i odcinano głowę, którą nabijano na pal (nusa). Czasami starszyzna wypijała krew niedźwiedzia, jednak częściej rozlewano ją nad chorymi, wierząc, że duch pozwoli im szybko wrócić do zdrowia. Na zakończenie ceremonii wystrzeliwano użyte wcześniej strzały w stronę krainy bogów, aby tym samym wskazać drogę duchowi niedźwiedzia.








Japan 日本

Edo Era ·17 kwietnia 2025 ·

the Ainu tribe traditionally raise brown bear cubs as part of the Iomante (Iyomante) ceremony. This ritual involves raising the cub, often for one or two years, as if it were a child, and then sending its spirit back to the world of the gods in a grand ceremony. The bear is seen as a gift and its spirit is revered as a deity.


plemię Ainu tradycyjnie wychowuje młode niedźwiedzia brązowego w ramach ceremonii Iomante (Iyomante). Rytuał ten polega na wychowywaniu młodego, często przez rok lub dwa, jakby to było dziecko, a następnie odesłaniu jego ducha do świata bogów podczas wielkiej ceremonii. Niedźwiedź jest postrzegany jako dar, a jego duch jest czczony jako bóstwo.







oceanicartsociety.org.au/the-ainu-bear-sending-ceremony/


Prawym Okiem: kania



środa, 29 października 2025

Niemiecki Onet



przedruk

Niemiecka polityka niszczenia naszej tożsamości. Chodzi o to, by polska tradycja pamięci o bliskich zmarłych zaczęła znikać z przestrzeni duchowej

opublikowano: wczoraj




Niemiecki Onet dąży do wykorzenienia kulturowego młodego pokolenia. Otóż ten portal zadaje pytanie, czy odwiedzanie 1 listopada cmentarza, to dobry pomysł? Oczywiście chodzi tu o zrelatywizowanie tej pięknej polskiej tradycji, świadczącej o pamięci i miłości wobec tych, którzy już odeszli. W pierwszym rzędzie należy tę tradycję zrelatywizować poprzez komentarze tych, którzy nie podzielają tej tradycji, a potem ją zupełnie zdezawuować. Chodzi o to, by piękna polska tradycja pamięci o bliskich zmarłych zaczęła znikać z naszej przestrzeni duchowej.

Takie wykorzenienie prowadzi do kulturowego wynarodowienia i redukcji przynależności narodowej, jedynie do nieważnych, czy mało ważnych wymiarów niemających nic wspólnego z tworzeniem kultury narodowej, która zawsze jest zakorzeniona w pamięci i tradycji. Wykorzenienie kulturowe, to barbaryzacja naszej wspólnoty narodowej. Tak wykorzeniona wspólnota nie jest w stanie definiować ani własnej tożsamości kulturowej, ani własnych interesów. To ułatwia kolonizację zarówno duchową, jak i ekonomiczną. Niszczenie tradycji i pamięci, to instrument służący do kolonizacji duchowej i intelektualnej naszej wspólnoty narodowej, po to by nie była ona zdolna do definiowania własnej tożsamości kulturowej zakorzenionej w tradycji. Kolonizacja duchowa uniemożliwia również definiowania własnych interesów. I tym samym służy do kolonizacji gospodarczej. W niemieckiej koncepcji „wspólnej Europy”. Niemcy mają rządzić i posiadać środki produkcji, a Polacy mają na nich pracować. I jak pisał już ponad sto lat temu Friedrich Neuman w „Mitteleuropie”, Niemcy mają Polakom narzucić swoją filozofię i w jej kategoriach Polacy mają postrzegać rzeczywistość.


Niemcy mają Polakom narzucić swoją filozofię

W postrzeganiu tej rzeczywistości, w niemieckich kategoriach suflowanych Polakom, nie mieszczą się żadne kategorie ani własnego interesu, ani własnej tożsamości, ani własnej pamięci. W niemieckich kategoriach to Niemcy definiują, co jest dobre dla Polaków. I zawsze to, co jest dobre dla Niemców, jest propagowane jako dobre dla Polaków. Nie ma bowiem w niemieckiej filozofii kategorii sprzeciwu polskiego wobec niemieckiego interesu narodowego. Naród, którego się kolonizuje intelektualnie, któremu narzuca się nadrzędność niemieckiego interesu, którego tożsamość się dekonstruuje i podmywa się pamięć zarówno historyczną, jak i szerzej duchową, zostaje zredukowany jedynie do masy etnicznej niezdolnej do samodzielnego myślenia, nie mówiąc już o samodzielności działania. To nowoczesna metoda zniewolenia naszego narodu poprzez narzucanie nam kategorii myślenia. Niszczenie pamięci, czy też odbudowywanie niemieckiej tożsamości kulturowej ziem odzyskanych, to systematyczne działania mające na celu stopniowe niszczenie naszego etosu narodowego. Najpierw pozbawienia nas wartości, tożsamości i pamięci, a potem także naszej samodzielności i gospodarczej, i politycznej. To także zrelatywizowanie wartości posiadania własnego państwa i zrelatywizowania przynależności ziem zachodnich do Polski. Niemcy w przeciwieństwie do Polski posiadają elity narodowe, prowadzące strategiczną długofalową politykę wzmacniania własnej pozycji w Europie, która zawsze odbywała się kosztem Polski. Natomiast nasze pseudoelity, myślą wyłącznie w kategoriach zdobycia władzy w najbliższych wyborach. To zasadnicza różnica pomiędzy narodem świadomym swych długofalowych interesów i narodem, który przez prawie przez pół wieku był wyniszczany z własnych elit i myślenia narodowego i w którym rolę „elity” pełnią „profesjonaliści” wyprani z formacji narodowej.


Myślą wyłącznie w kategoriach zdobycia

To pseudoelity, niezdolne do definiowania własnej tożsamości i własnego interesu narodowego, dlatego tak łatwo akceptujące niemieckie roszczenia zarówno kulturowe, jak i polityczne i gospodarcze. To mentalność folwarczna tzw. elit, których sposób myślenia kształtowała najpierw marksistowska ideologia, to w tych kategoriach poznawczych wychowano kilka pokolenia Polaków, a później już w III Rzeczpospolitej postkomunistyczna antynarodowa polityka wstydu lansowana przez neobolszewików z Gazety Wyborczej, mediów jej pochodnych i niemieckich mediów polskojęzycznych w rodzaju Onetu czy Newsweeku. To dlatego z takim trudem odradza się polski instynkt narodowy, z trudem odbudowujący zarówno polską tożsamość kulturową, zakorzenioną w tradycji, jak i pamięci, ale też definiujący polski interes narodowy jako podstawy naszej polityki narodowej. I należy też jasno powiedzieć, że budowa silnej bezpiecznej i podmiotowej Polski jest sprzeczna z imperialnymi interesami Niemiec. Jest sprzeczna z podstawowymi interesami niemieckimi formułowanymi w stosunku do Polski. To jest wroga Polsce polityka. Oczywiście stosunki polsko-niemieckie mogą być przyjazne, ale pod warunkiem, że Niemcy podobnie jak i Rosja, są słabe i podzielone. Zarówno Niemcy, jak i Rosja gdy są silne, są zawsze Polsce wrogie. Dziś Niemcy są silne i ich aspiracje do hegemoni europejskiej są zagrożeniem zarówno dla takich państw, jak i Polska, a także dla pokoju w Europie. Dlatego Polska musi jasno definiować własne interesy narodowe, także wtedy, gdy one są zasadniczo sprzeczne z imperialnymi interesami Niemiec. Polska musi aktywnie te dążenia zwalczać i neutralizować.

Destrukcja naszej tożsamości narodowej jest prawdziwym celem niemieckich mediów w Polsce

Dziś Niemcy prowadzą wielowektorową politykę wobec Polski, mającą na celu jej osłabienie i podporządkowanie polityce niemieckiej. Nie ogranicza się ona tylko do odbierania nam suwerenności za parawanem Unii Europejskiej, kolonizowania polskiej gospodarki, ale także, co jest najgroźniejsze do kolonizowania nas duchowego, w tym, co jest szczególnie groźne dla naszej przyszłości lansowanie wzorców osobowych opartych na bezdzietności. Niemcom nie wystarcza próba wykorzenienia kulturowego młodych Polaków, chcą za pośrednictwem swoich medialnych wpływów doprowadzić także do przyśpieszenia wymierania naszego narodu. To polityka stopniowo pozbawiająca nas pamięci, tożsamości, wartości, dumy i zdolności do rozpoznawania własnego interesu w naszym narodzie. Jednym z elementów jest wykorzenianie nas z pamięci i z naszej kultury narodowej i narzucenie nam preferowanych przez nich, a szkodliwych dla nas wzorów osobowych. I moda lansowana przez Onet rezygnacji z naszej pamięci o zmarłych jest jednym z elementów tej szeroko zakrojonej anty polskiej polityki. Destrukcja naszej tożsamości narodowej i wykorzenienie zwłaszcza młodego pokolenia z tradycji i zniszczenie pamięci jest prawdziwym celem niemieckich mediów w Polsce. Bowiem bez zniszczenia naszej tożsamości narodowej, niemiecka dominacja nigdy w Europie nie będzie trwała.



Autor




Marian Piłka

Historyk, publicysta, ekspert Instytutu Ordo Caritatis, członek Prawicy Rzeczypospolitej. Poseł na Sejm I, III, IV i V kadencji. Radny Sejmiku województwa mazowieckiego V kadencji. Od połowy lat 70. angażował się w działalność opozycyjną. W latach 1977–1978 działał w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela. W latach 80. uczestniczył w działalności Ruchu Młodej Polski. W czasie stanu wojennego internowany przez okres około roku. 19 kwietnia 2007 zadeklarował odejście z Prawa i Sprawiedliwości, a dzień później przystąpił do nowo tworzonej Prawicy Rzeczypospolitej.







wpolityce.pl/spoleczenstwo/744301-niemiecka-polityka-niszczenia-naszej-tozsamosci









czwartek, 1 maja 2025

Święto wielkanocne Siudej Baby - i pieśń




przedruk


Związki frazeologiczne: Świat długi i szeroki

28 kwietnia 2025






Świat jest długi i szeroki, a ludzie na nim różni mieszkają. Toteż przeróżne nawyki i obrzędy, będące efektem zadziwiającej częstokroć kreatywności człowieczej, z czasem przeradzają się w kultywowane przez pokolenia tradycje.


Czasem obfitującym w różnorodne zwyczaje są najczęściej okolice wszelkiego rodzaju świąt. Wielkanoc, podobnie jak Boże Narodzenie czy Nowy Rok, absolutnie nie pozostają w tyle w tej materii. Takim oryginalnym świętem, obchodzonym w Lednicy Górnej i Wieliczce w Małopolsce, jest święto Siudej Baby.

W Poniedziałek Wielkanocny jeden z młodych mężczyzn przebiera się za nieco dziwną z wyglądu kobietę. Maluje ciało sadzą, zakłada naszyjnik z kasztanów, ziemniaków lub drewna. Przywdziewa kolorowe spódnice, bluzkę oraz chustkę i tak wystrojony w towarzystwie swojego orszaku chodzi od domu do domu. W każdym gospodarstwie otrzymuje różne datki i smakołyki, a kogo Siuda Baba usmaruje czernidłem, najlepiej po twarzy, ten będzie miał szczęście przez cały rok. Niezamężnym dziewczętom makijaż takowy zwiastuje szybkie zamążpójście.

Wieszanie Judasza nie brzmi przyjaźnie ani zabawnie, ale jest dość głęboko zakorzenioną tradycją symbolizującą ukaranie zdrajcy, który wydał Chrystusa na śmierć. Kukłę zrobioną ze słomy i ubraną w podarte ubrania wiesza się na wieży kościoła lub słupie. Następnie zrzuca się ją w dół, okłada kijami, by za chwilę rozpocząć pochód po całej osadzie. Na końcu «Judasz» zostaje podpalony i wrzucony do rzeki. Cała impreza rozpoczyna się w Wielki Czwartek późnym wieczorem lub nawet nocą, a kończy następnego dnia.

Warto jeszcze wspomnieć o równie ciekawym zwyczaju, obchodzonym zwłaszcza na Kujawach, o wdzięcznej nazwie «pogrzeb żuru i śledzia». Aby po okresie Wielkiego Postu pożegnać się z monotonnym, jałowym jedzeniem, generalnie pozbawionym mięsa, nabiału czy słodyczy, urządzano symboliczny pogrzeb tego, co przez ten czas jedzono.

Ponieważ żur i śledź był najczęstszym pokarmem, dlatego w Wielki Piątek lub Wielką Sobotę ogromny gar napełniony żurem zmieszanym z błotem i popiołem wrzucano do wielkiego dołu, który następnie zakopywano. Natomiast biednego śledzia, najczęściej wyciętego z papieru lub drewna, wieszano na drzewie.

Po tym obrządku można już było z czystym sumieniem zasiąść do suto zastawionego stołu i delektować się innymi, pysznymi potrawami, co dziś także z wielką ochotą czynimy.



***

Zachodzić w głowę, czyli zastanawiać się, myśleć.

Łamanie sobie nad czymś głowy – to także sposób na zastanawianie się nad jakąś sprawą, problemem.

Robić coś po próżnicy, czyli bez większego sensu.

Jałowe jedzenie to pokarm o bardzo małej kaloryczności, byle jaki.

Mieć czyste sumienie, oznacza być bez winy, grzechu.

Gabriela Woźniak-Kowalik,
nauczycielka skierowana do Łucka przez ORPEG

Na zdjęciu:
Siuda Baba, zwyczaj ludowy obchodzony w Poniedziałek Wielkanocny. 
Lednica Górna, 6 kwietnia 2015 r. Siuda Baba z Cyganem i Krakowiakami odchodzą po skończonym występie. 

Autor: Agnieszka Kwiecień, Nova, CC BY-SA 3.0 PL



---





Ludowa pieśń zapisana na Polesiu 

w połowie XIX wieku dostała nowe życie. Publikujemy nagranie

29 kwietnia 2025


W odległym 1862 r. wybitny polski etnograf i folklorysta Oskar Kolberg prowadził na Wołyniu i Polesiu etnograficzne badania terenowe, podczas których zebrał i zapisał liczne pieśni ludowe, zwyczaje, obrzędy, legendy i przysłowia.

Jego monografia pt. «Wołyń. Obrzędy, melodye, pieśni», zawierająca te materiały, ukazała się drukiem w Krakowie dopiero w 1907 r., siedemnaście lat po śmierci badacza. Do dziś to obszerne dzieło nie zostało przetłumaczone na język ukraiński ani wydane na Ukrainie.

Wśród zapisanych przez Kolberga utworów znalazła się także pieśń ludowa zapisana w poleskiej wsi Nabruska (obecnie rejon kamień-koszyrski). To właśnie zapis tej pieśni, ze słowami i nutami, zobaczyłem pięć lat temu, przeglądając w zasobach Polskiej Biblioteki Cyfrowej Polona wspomnianą monografię Kolberga.



Zapis pieśni z Nabruski dokonany przez Oskara Kolberga i opublikowany w monografii «Wołyń. Obrzędy, melodye, pieśni»


Nie jestem ani muzykiem, ani etnografem, byłem jednak niezwykle zaskoczony i poruszony faktem, że w zagranicznym archiwum cyfrowym przechowuje się cząstkę niematerialnego dziedzictwa kulturowego Polesia, którą wystarczy tylko «wskrzesić», by znów można było usłyszeć ją tak, jak słyszeli ją nasi przodkowie 160 lat temu.


Odnalezionym zapisem pieśni o bardzo poetyckim tekście postanowiłem podzielić się ze znaną wołyńską piosenkarką i kompozytorką Tetianą Cichocką – autorką i reżyserką znanych i popularnych projektów artystycznych, takich jak «Kolęda z Tetianą Cichocką», «Wołyńska Wielkanoc» czy «Na Urodziny do Łesi».


«Moje zamiłowanie do pieśni ludowej to pasja całego życia, która oczywiście nie zaczęła się od tego utworu. Wykonałam i przesłuchałam ogrom materiału folklorystycznego, ale z tą pieśnią nigdy nie spotkałam się wcześniej – ani z melodią, ani z tekstem. Uświadomienie sobie, że śpiewano ją 160 lat temu, wywołuje emocje trudne do opisania. Wydawało mi się, że melodie ludowe z tamtego okresu powinny być bardziej nieskomplikowane, a tu mamy do czynienia z utworem całkiem niebanalnym. Można ją śmiało zaliczyć do klasycznej muzyki europejskiej. Oprócz pieśni odkryciem dla mnie była również postać samego Oskara Kolberga. Jego zasługi w ocaleniu tej melodii są niezaprzeczalne. Jak wiadomo, tekstów zgromadzono bardzo dużo, ale muzyki z tamtego okresu jest bardzo mało. Sprzętu nagrywającego wtedy nie było, więc wszystko zależało od tych, którzy mieli wykształcenie muzyczne i spore doświadczenie. Kolberg, mimo że nie był Ukraińcem, pozostawił nam ogromne dziedzictwo, które nie wiedzieć czemu do dziś nie zainteresowało żadnego z ukraińskich wykonawców» 

– podkreśliła Tetiana Cichocka.

«W ostatnich latach od czasu do czasu nagrywam pieśni ludowe a cappella. Właśnie te, zapomniane, których nikt już nie wykonuje. Mam nadzieję je spopularyzować, bo dla mnie są to nasze narodowe skarby. Dlatego ta pieśń stała się kolejną perełką w mojej kolekcji. Dziedzictwo Kolberga okazało się dla mnie prawdziwym odkryciem i zamierzam dalej pracować nad jego dorobkiem» 

– dodała piosenkarka.







Odnalezioną poleską pieśń odsłuchano już także w Maniewiczach.

«Odtworzyłam ją już wiele razy. Wśród pieśni, które zdarzyło mi się słyszeć nawet w Nabrusce, na taką nie trafiłam. Najbardziej ujął mnie piękny ukraiński język, który ponad 160 lat temu usłyszał i zapisał polski badacz. Pieśń jest wspaniała!» – podzieliła się swoimi wrażeniami Ludmyła Piddubna, organizatorka wycieczek w Muzeum Krajoznawczym w Maniewiczach i członkini zespołów artystycznych w miejscowym Centrum Kultury i Rekreacji.

Bardzo możliwe, że mamy teraz okazję do zapoznania się z pieśnią, której nikt nie słyszał przez całe stulecie.

Pieśni z Nabruski w wykonaniu Tetiany Cichockiej można posłuchać na jej kanale na YouTube.





sobota, 19 kwietnia 2025

Wodzenie Judosza - tradycja Skoczowa













Tradycyjne Wodzenie Judosza w Skoczowie. Mimo zakazu księdza, odpędzają zło. Słomiana kukła znów zapłonęła


Jacek Drost
19 kwietnia 2025, 15:12






Mimo, że prawie dwie dekady temu ksiądz zakazał skoczowianom wodzenia Judosza w Wielki Piątek i Wielską Sobotę, to mający kilkusetletnią tradycję zwyczaj przetrwał. Pod Kaplicówką znowu - jak co roku - rozległo się głośne i charakterystyczne: „Kle, kle, kle, kle, kle, kle", a słomiana kukła w towarzystwie halabardników przemaszerowała ulicami miasta, a następnie została spalona, by wypędzić z miejscowości zło.


Bardzo stara tradycja


Pochód Judosza w Skoczowie to bardzo stara tradycja. Pierwsze wzmianki o tym zwyczaju pochodzą z przełomu XVI-XVII wieku z dziennika skoczowskiego burgrabiego Jana Tilgnera.

Jedna z teorii mówi, że zwyczaj ten przywiózł ze sobą morawski kupiec, inna że morawski ksiądz. W czasie II wojny światowej niemieccy okupanci zakazali wodzenia Judosza.

Na stałe zwyczaj jest praktykowany od początku XX wieku, z małą przerwą od lat 60. do 80. XX wieku. Przywrócili go strażacy z OSP, później w organizację wydarzenia włączyło się Towarzystwo Miłośników Skoczowa.


Wodzenie Judosza budziło emocje


Nie obyło się bez kontrowersji - przypomnijmy, że w 2008 r. ówczesny proboszcz parafii św. Piotra i Pawła, a zarazem dziekan dekanatu skoczowskiego, śp. ks. Alojzy Zuber potępił wodzenie Judosza w specjalnym liście do wiernych jako obrzęd pogański.

W odpowiedzi na zaistniałą sytuację odbyło się walne zgromadzenie Towarzystwa Miłośników Skoczowa, na którym jednogłośnie podjęto decyzję o kontynuowaniu zwyczaju w 2008 r.

Konsekwencją listu ks. Zubera była zmiana trasy procesji z Judoszem. Kukła przestała być wodzona przed kościołem parafialnym w Skoczowie. Pokłon probostwu Judosz składa z większej odległości, a nie przed samym budynkiem. Natomiast jeśli chodzi o władzę świecką, to kukła robi pokłon przed Ratuszem.


Dzisiaj Judosz został spalony

Od tego czasu z przerwą spowodowaną pandemią w każdy Wielki Piątek i Wielką Sobotę kukła Judosza ozdobiona kolorowymi wstążkami i naszyjnikiem z 30 srebrnikami, prowadzona przez halabardników, wędruje ulicami miejscowości.

Wczoraj i dzisiaj Judosz również wyruszył sprzed skoczowskiej remizy OSP, skierował się na rynek, gdzie pokłonił się władzy świeckiej, następnie z pewnej z odległości - duchowej, a później skoczowskimi uliczkami wrócił do siedziby strażaków. Judoszowi towarzyszyli skoczowianie, dzieci i dorośli, którzy idąc za nim skandowali: „Kle, kle, kle".

W Wielki Piątek Judosz pokłonił się mieszkańcom i uniknął kary, ale dzisiaj, w Wielką Sobotę, po pochodzie uliczkami miasta został spalony. W ten sposób wypędzono z miejscowości zło.



Wielkanoc 2025. Czas nadziei i radości










Tradycyjne Wodzenie Judosza w Skoczowie. Mimo zakazu księdza, odpędzają zło. Słomiana kukła znów zapłonęła | Dziennik Zachodni





czwartek, 20 marca 2025

Flaga kaszubska

 


Flaga Kaszubów składa się z dwóch płatów:

czarnego i żółtego.


Poniżej kolejny przykład zamiany kolorów - zastosowano granatowy z popielatym - na stronie fb Powiatu Kościerskiego.



Po lewej flaga przypominająca flagę Ukrainy, po prawej - przykład poprawnej kolorystyki flagi kaszubskiej z Powiatu Puckiego.


Nad flagą "kościerską" czarny prostokąt dla porównania sobie, czym jest naprawdę czerń...


RGB czerni to wartości: (0,0,0)

RGB bieli to: (255, 255, 255)


jaki kolor zastosowano każdy może sobie sprawdzić za pomocą narzędzia na stronie

imagecolorpicker.com/pl





„co to RGB?”, pochylmy się nad nazwą tej technologii.

Pochodzi ona od pierwszych liter angielskich słów Red, Green i Blue (czerwony, zielony i niebieski), i określa jeden z najpopularniejszych modeli przestrzeni barw stosowanych w elektronice i oświetleniu. Opiera się on na zasadzie, że poprzez mieszanie różnych proporcji tych trzech podstawowych kolorów można uzyskać praktycznie dowolny inny kolor.

W systemie RGB każdy kolor jest reprezentowany przez kombinację wartości od 0 do 255 dla każdej z trzech składowych. 

Wartość 0 oznacza brak danego koloru, a 255 jego maksymalne natężenie. Na przykład kolor biały (FFFFFF w systemie heksadecymalnym – szesnastkowym, gdzie litery A-F to oznaczenia liczb 10-16) to maksymalne natężenie wszystkich trzech składowych, a kolor czarny (000000 w systemie heksadecymalnym) to brak wszystkich składowych. Dzięki temu, że ludzkie oko ma receptory wrażliwe na czerwień, zieleń i niebieski, system RGB doskonale imituje postrzeganie kolorów przez nasz narząd wzroku.



P.S. 21 marca


no i masz...







Bardzo ciekawe.

U góry napis: "SOLIDARNI Z UKRAINĄ" i pewnie dlatego na zdjęciu widać maszt z flagą ukraińską.


Na zdjęciu młody Kaszuba w kaszubskiej czapce żeglarskiej, zwanej - "kaszubka szyprówka" i w chuście o kolorach kaszubskich trzyma flagę granatowo- żółtą, w tle flaga Ukrainy, a pod zdjęciem opisy odnoszące się do Dnia Kaszubów.









napis "Zawsze Pomorze" ma ewidentnie czarny kolor - podobnie inne napisy mniejszym drukiem pod spodem

czapka - ewidentnie czarna, tak jak powinno być,
chusta - żółta, ale widać czarne fragmenty
flaga na maszcie - ewidentnie niebieska - ukraińska


to dlaczego flaga na pierwszym planie ewidentnie jest granatowo - żółta ??

Czyżby to była flaga ukraińska?

To trochę mylące, bo pod zdjęciem podpis głosi "Kaszubi świętują historyczny dzień", no i flaga 
 ukraińska zawiera kolor niebieski - jasnoniebieski, a nie granatowy.


Więc może to jednak ma być flaga Kaszubów: czarno - żółta, skoro taki podpis?

To czemu jest granatowa??

Z ciekawości, czy zdjęcie wzięto z jakiegoś repozytorium, zrobiłem sprawdzenie internetu i co ciekawe, szukajka Bing na podstawie tego zdjęcia, wyszukała zdjęcia z ukraińskimi flagami, czyli odczytuje tę flagę jako ukraińską. Podobnie Yandex image.

 




tak samo google image




z kolei lenso.ai pokazał coś takiego 




i wtedy jeszcze raz zastosowałem szukanie google image na samym zdjęciu i wtedy rzeczywiście, oprócz flag ukraińskich pojawiło się kilka kaszubskich - miedzy innymi TO zdjęcie ze strony pisma Zawsze Pomorze - tu zrzut ekranu już z docelowej strony.




Na tym zdjęciu widać wyraźnie, że flaga jest czarno-żółta - chociaż mam wrażenie, że w jaśniejszych partiach występuje jakieś popielate pikselowanie...

Czarna, to czemu na okładce jest granatowa??











Jeszcze zwracam uwagę na to:


W tym numerze dwa dodatki:
🟨 Dzień Jedności Kaszubów
🟦 Zawsze Gospodarka Morska
🟧 Polecamy także nowy numer katalogu „Zawsze Nieruchomości i Wnętrza”


barwy ukraińskiej flagi ułożone na opak, ale w pierwszym wersie odniesienie do kaszubszczyzny





To może takie coś...

Czarny kolor uzyskujemy łącząc ze sobą niebieski, żółty oraz czerwony - w zasadzie wychodzi szary, ale stopniując nasycenie dostaniemy nieidealny czarny.


Do stworzenia koloru granatowego potrzebujesz trzech podstawowych farb:

niebieskiej, czerwonej i trochę czarnej.



W programie graficznym można zmienić nasycenie i jasność niebieskiego uzyskując granat.
W dokładnie taki sam sposób niebieski można przerobić na czarny.



flaga ukraińska, flaga granatowa, flaga kaszubska..













Czy każdy widzi różnicę??





niebieski, czarny, granatowy...


Naprawdę w wydawnictwie pracują ludzie, którzy nie rozróżniają kolorów??


W sumie mnie to nie dziwi, bo wiem, że do tego czasopisma pisze ta pani od "wielkiej katastrofy"...





Zainteresował mnie jeszcze jeden tytuł na okładce, więc sprawdziłem o co chodzi.

Fragmenty artykułu o budowie elektrowni jądrowej w Choczewie:


Pomorze musi stać się ,,polskim zielonym Śląskiem”. To tu będziemy produkować energię, której nam zawsze brakowało. To wielka szansa dla Pomorza i nie należy tego spieprzyć – mówił wiceminister funduszy i polityki regionalnej Jacek Karnowski podczas konferencji Baltic Nuclear Energy Forum.



--

W konferencji bierze udział 650 osób, w tym wielu przedstawicieli pomorskiego biznesu, którzy liczą na udział w – jak to ujął marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk – „podziale tego tortu”, jakim jest największa inwestycja w Polsce, czyli budowa elektrowni jądrowej w Choczewie.


Pomorze staje się dziś Śląskiem, miejscem, gdzie produkuje się energię dla Polski – mówił minister Jacek Karnowski.

Jego zdaniem to wielka szansa dla Pomorza i – tu dosłowny cytat: „nie należy tego spieprzyć”.


– Może być Śląsk, ale zielony – wtórowała mu wojewoda pomorska Beata Rutkowska. – Serce polskiej energetyki przesuwa się na Pomorze. To tutaj powstają farmy wiatrowe i pierwsza elektrownia jądrowa. Rolą administracji jest zapewnienie, aby cały proces decyzyjny odbywał się w odpowiednim czasie.


ale na okładce jest inaczej








>>   Pomorze musi stać się "polskim zielonym Śląskiem"  <<

>>   "polskim zielonym Śląskiem"  <<

>>   "zielonym Śląskiem"  <<


Dlaczego słowo "polskim"?


>> Pomorze musi stać się "polskim Śląskiem" <<

Co?

Wiadomo, że Śląsk jest polski, to po co takie dookreślenie? Kto tak robi? Nikt potocznie tak nie mówi, ja czasami tak mówię ( "piękne polskie miasto" - i ks. Rydzyk tak czasami mówi), ale ja to robię w kontekście taj walki, którą opisuję min. na blogu.

Potocznie jednak prawie nikt tak nie mówi, szczególnie w takim kontekście, w tej konkretnej wypowiedzi. Czy redaktorzy ZP albo wiceminister Karnowski prowadzą walkę z ukrytę agenturą tak jak ja? Granatowymi flagami??


Śląsk nie jest polski?

Według kogo oni mówią?

Mają jakieś inne mapy niż my?


Poniżej przykład mapy niemieckiej z 1961 roku  pokazującej współczesne roszczenia terytorialne Niemiec (Cesarstwa Niemieckiego) - patrz wyjaśnienia w poprzednich wpisach. 


zielonym Śląskiem??

zielonym?



czy od-zielonym?


o co tu chodzi?

jak to rozumieć?









tekst niedokończony, w trakcie pisania




Pomorze musi stać się "polskim Śląskiem"  ?

Choczewo, to nie Pomorze - to Choczewo.

Więc chodzi o Pomorze literalnie.


Brzmi, jakby Pomorze nie było polskie, bo Śląsk jest polski, a "ma się stać "polskim Śląskiem" " 


Z drugiej strony - zastosowano cudzysłów, który z reguły stosuje się, gdy kogoś cytujemy

ale w przytoczonej wypowiedzi byłego prezydenta Sopotu nie pada słowo "polskim", więc cudzysłów nie jest cytatem - czyli ten cudzysłów wskazuje, że wg autora wpisu coś nie jest prawdą - to, co w cudzysłowiu... czyli, że Śląsk niby nie jest polski?


 polski Śląsk znaczy, że Śląsk jest polski

"polski Śląsk" znaczy, że Śląsk wg autora wypowiedzi, nie jest polski, tylko się taki komuś wydaje -

choć dokładnie to powinno być "polski" Śląsk, chyba, że chodzi o komentarz do czyjegoś przekonania, że "Śląsk jest polski", więc i tak ostatecznie:

"polski Śląsk" znaczy, że Śląsk wg autora wypowiedzi, nie jest polski, tylko się taki komuś wydaje 


Zwracam uwagę - w tekście artykułu zawarto min. zwrot: "tu dosłowny cytat" co może oznaczać, że autor wpisu nie popełnia jakiegoś błędu, tylko doskonale rozróżnia, co jest cytatem, a co nie jest - czyli on doskonale wie co chce napisać i co ma czytelnikom do przekazania.


Czy to tylko sugestia autora wpisu, jego wersja wydarzeń, czy tylko jego interpretacja słów pana Karnowskiego, czy może właśnie tak należy rozumieć całą wypowiedź pana wiceministra?


Pomorze musi stać się "polskim Śląskiem", czyli Pomorze ma się stać niby-polskie?


Czyli wg autora Pomorze jest polskie, a Śląsk nie.

Czy to nie jest aby sytuacja jak z niemieckiej mapy z 1961 roku? 

Na tej mapie Pomorze jest polskie - co prawda nie całe, ale fakt jest faktem.

To tak samo jak ze współczesnym państwem niemieckim i cesarstwem niemieckim - Niemcy podpisały z nami  jakieś umowy graniczne, ale Cesarstwo Niemieckie nie - oni są z nami w fazie wojny. Kto nie odróżnia tych dwóch spraw - ten gapa i oferma...

Co prawda wg tej mapy z 1961 r. Choczewo leży poza Pomorzem polskim, jednak w przytoczonej wypowiedzi nie ma mowy o Choczewie, tylko literalnie o Pomorzu - w dwudziestoleciu międzywojennym były dwa Pomorza - polskie i niemieckie.


Pomorze miejscem, gdzie produkuje się energię dla Polski 


Wieloznaczne. 

Pasuje do 2025 roku, jak i do 1938...



Pomorze musi stać się "polskim Śląskiem"  ?

???


popatrzmy.. jakby to opisać pod kątem gramatyki i czasu historycznego..


Pomorze miejscem, gdzie produkuje się energię dla Polski  - to jest czas teraźniejszy


Pomorze musi stać się  - to jest czas przyszły

 musi stać się "polskim Śląskiem"   - to jest czas przeszły, tj. nawiązanie do przeszłości Śląska, do jego historii






👍 Color Picker online | HEX Color Picker | HTML Color Picker

Co to RGB? Jaki to kolor? - AMC SYSTEM


.zawszepomorze.pl/artykul/18681,nie-tylko-dzen-jednote-kaszebow-czarno-zolty-marzec-czyli-jak-kaszubi-swietuja

awszepomorze.pl/artykul/18680,pomorze-sercem-polskiej-energetyki-w-gdansku-trwa-baltic-nuclear-energy-forum


Prawym Okiem: Jeszcze uwagi do niemieckich map

Prawym Okiem: Niemieckie mapy szkolne z lat 1950 - 1970 r.


poniedziałek, 17 marca 2025

Wodzenie niedźwiedzia, ścinanie śmierci i zapustne kozy





przedruk







Wodzenie niedźwiedzia






W ostatnich dniach karnawału, przed Wielkim Postem grupa mieszkańców wioski przebiera się i wędruje przez wioskę ze śpiewem i muzyką prowadząc niedźwiedzia, który zbiera wszystkie złe czyny i zdarzenia. Przebierańcy figlują, żartują, proszą o datki pieniężne lub poczęstunek. Cała impreza ma charakter widowiskowy, a przebierańcy utożsamiają się z postaciami: 

strój + rekwizyty:

– niedźwiedź – ubrany w skórę niedźwiedzia
– leśniczy – „feszter” – ubrany w mundur leśniczego ze strzelbą prowadzi na uwięzi niedźwiedzia
– policjant – „szandara” – mundur policjanta, kieruje ruchem drogowym na ulicy – może wypisać mandat
– kominiarz – w stroju kominiarza – sprawdza stan techniczny kominów
i pieców w domostwie – brudzi wszystkich sadzami
– strażak – sprawdza sprzęt gaśniczy w domu i porządek na podwórku – może wypisać mandat
– diabeł – ubrany na czarno z rogami i długim ogonem z widłami – grozi i straszy niegrzeczne dzieci
– śmierć – przyodziana w białą płachtę, z kosą w ręku
– lekarz – biały fartuch, duży termometr, słuchawki – wszystkim mierzy temperaturę
i rozdaje tabletki „wszystkim według potrzeb”
– cyganka – wróży i przepowiada przyszłość, niepostrzeżenie zabiera jedzenie z lodówek i spiżarni
– muzykanci – muzycy z akordeonem, bębnem i klarnetem


Grupa przebierańców odwiedza kolejno wszystkie gospodarstwa domowe
w wiosce, gdzie śpiewa, tańczy i zabawia domowników. Według obyczaju każda gospodyni musi zatańczyć z niedźwiedziem- wróży to pomyślność w nadchodzącym roku. Po odwiedzeniu wszystkich zagród- trwa to przez piątkowy wieczór i całą sobotę, cały korowód otoczony dziećmi, młodzieżą i dorosłymi, wchodzi na salę i tam odbywa się główna część ceremonii- zabicie niedźwiedzia i narodzenie młodego niedźwiadka.


Grupa przebierańców pyta wszystkich obecnych:

„, Kto jest winien, np. temu, że była brzydka pogoda w czasie żniw?
Wszyscy odpowiadają:
Niedźwiedź
,„Kto jest temu winien, że nasze karlusy żenić się nie chcą”
Wszyscy odpowiadają:
Niedźwiedź


Podobnych pytań jest jeszcze wiele.

Na koniec przebierańcy mówią:
„Trudno, wyrok zapadł- koniec z niedźwiedziem.”


Leśniczy ładuje korkowiec i strzela do niedźwiedzia, ten ryczy i przewraca się.
Lekarz bada niedźwiedzia i stwierdza jego zgon. Przywołuje strażaka, kominiarza, leśniczego
i każe zabrać na drabinie (od kominiarza) niedźwiedzia.


Okazuje się, że nadszedł czas na narodziny małego młodego niedźwiadka. Lekarz uczestniczy przy narodzinach- rozcina brzuch i wyciąga małego pluszowego misia.

Młody niedźwiadek będzie opiekował się wioską w nadchodzącym roku.

W wiosce Spórok tradycja” Wodzenia Niedźwiedzia” sięga bardzo dawnych lat. Opiekę nad tym obrzędem sprawowali strażacy z OSP. Jednak przez dłuższy okres czasu zaniechano kultywowania tej tradycji.


Obecnie od ośmiu lat zwyczaj ten wrócił do wioski dzięki Grupie Odnowy Wsi .

Członkowie tej organizacji przygotowali stroje i na nowo zainicjowali tę tradycję. Obecnie korowód przebierańców idzie przez wioskę w piątek i sobotę w przedostatnim tygodniu karnawału. Główna część ceremonii odbywa się w Domu Aktywności Wiejskiej, gdzie są zapraszane dzieci i młodzież
do uczestnictwa w obrzędach. Potem odbywa się zabawa- dyskoteka z małym niedźwiadkiem.

W ostatnią sobotę karnawału organizowana jest zabawa taneczna z Niedźwiedziem dla dorosłych. O godz.23 na salę wchodzą przebierańcy z Niedźwiedziem i bawią się ze wszystkimi uczestnikami zabawy.

Około godz. 24 odbywa się ceremonia zabicia starego niedźwiedzia i narodziny nowego.

Kiedyś, jak podają przekazy ludowe, korowód, który chodził po wiosce, wchodził na salę, gdzie trwała zabawa taneczna. Wszystko odbywało się w jednym dniu.

Obecnie jest ta cała impreza podzielona na kilka dni , gdyż przebierańcy chcą również uczestniczyć w zabawie tanecznej, a uczestnictwo w korowodzie wymaga znacznego wysiłku fizycznego.







W Łojewie pod Inowrocławiem harcowały aż 4 zapustne kozy, czyli orszaki przebierańców. 




Dominik Fijałkowski

23 lutego 2025, 22:00











Takiej imprezy jeszcze nie było. Władze gminy Inowrocław zorganizowały na terenie rekreacyjnym w Łojewie przegląd kóz zapustnych, czyli barwnych orszaków przebierańców, które co roku na ulicach Inowrocławia i okolicznych miejscowości żegnają karnawał.


W Łojewie swój program zaprezentowały kozy: mątewska, szymborska, kłopocka i jaksicka.



Nigdy dotąd w rejonie Inowrocławia nie było możliwości zobaczyć aż czterech orszaków z kozami w jednym miejscu.


Impreza w Łojewie, na którą przybyła duża grupa widzów z szerokiego regionu, okazała się strzałem w dziesiątkę. Była okazją do obejrzenia kujawskiego zwyczaju w kilku różnych odsłonach. A ponieważ dopisała słoneczna pogoda, impreza była też rodzinnym piknikiem, podczas którego serwowano darmowe kiełbaski z grilla oraz gorąca herbatę i kawę.


Wójt gm. Inowrocław, Grzegorz Piątek zdradził, że w planach jest, aby impreza stała się cykliczną, a co najważniejsze, by pojawiało się na niej coraz więcej kozich orszaków, bo przecież tych na Kujawach nie brakuje



-----------





Koza zapustna - pielęgnujemy kujawską tradycję

25-02-2022


Znaną wszystkim inowrocławianom „kozę” spotkamy w tym roku na ulicach miasta 1 marca. W ostatni dzień karnawału, Koza Mątewska i Koza Szymborska, od lat pielęgnują tę kujawską tradycję w Inowrocławiu. W orszaku idą mężczyźni przebrani m.in. za: kozę, koziarka, niedźwiedzia, kominiarza, babę i dziada, wędrownych grajków, parę młodą.


Ponad 200 lat temu, kawalerowie z Szymborza, postanowili chodzić po domach i zapraszać „stare panny” na potańcówkę zwaną „podkoziołkiem”. Wcześniej przebierali się tak, aby nie można było ich rozpoznać. Zwyczaj spodobał się mieszkańcom, którzy licznie wychodzili z domów w ostatni dzień karnawału, by powitać kawalerów. Co roku przebranych postaci przybywało. Śpiewając i bawiąc się, do granej przez akordeonistę muzyki, żegnano karnawał – tak narodził się zwyczaj „chodzenia z kozą” – wspomina Bartłomiej Kopeć, organizator orszaku Kozy Szymborskiej.

Pomimo pandemii, organizatorzy orszaków podtrzymują tradycję. Co roku przemarsze „kozy” rozpoczynają ostatni dzień karnawału od wizyty u władz miasta w Ratuszu, aby stamtąd wyruszyć i bawić się z mieszkańcami.

Warto zauważyć, że każda z postaci idąca w wesołym korowodzie, jest pewnego rodzaju symbolem:

koza to dobrobyt i dostatek; 
para młoda symbolizuje szczęśliwe pożycie małżeńskie i miłość, 
baba i dziad – długowieczność w zdrowiu, 
kominiarz – szczęście, a 
niedźwiadki, które budzą się po zimie – to znak, że nadchodzi wiosna 

– mówi Piotr Sobierajski, organizator orszaku Kozy Mątewskiej. 

– Od 100 lat kontynuujemy tradycję kozy, przeniesioną z pobliskiego Szymborza. Na tę okoliczność przygotowaliśmy film, który pokazuje historię naszego orszaku. Można go zobaczyć w internecie – dodaje Piotr Sobierajski.

Miasto Inowrocław co roku wpiera organizatorów i kultywowanie tradycji. Obrzęd zauważany i doceniany jest także w kraju. Turyści chętnie dopytują o kujawskie tradycje, a ta wzbudza duże zainteresowanie. W ubiegłym roku zwyczaj ten został wpisany na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego.



-----------------





Ścięcie śmierci na zakończenie karnawału...


Republika/zk

04-03-2025 13:30


Od dawna w przeddzień Środy Popielcowej mieszkańcy Jedlińska (mazowieckie) od rana żegnają karnawał. Na ulice wychodzą przebierańcy - tzw. kusaki. Po południu na rynku odbywa się Ścięcie Śmierci – jedyne tego rodzaju widowisko obrzędowe w Polsce.


Wójt oddaje władzę.

W tzw. kusy wtorek Jedlińsk ożywa i bawi się cały dzień. Najpierw wójt gminy symbolicznie przekazuje władzę dawnym włodarzom tej miejscowości. W barwnym korowodzie podążają na rynek przebrani mieszkańcy. Prowadzi ich Rak z herbu Jedlińska. Tuż za nimi idą Burmistrz, Wójt, Kat, a następnie prosty lud: para młodych, wiejskie kobiety, cyganki, niedźwiedź i diablęta z kołatkami.

Spektakl oglądają tłumy.

W godzinach popołudniowych na rynek przychodzą tłumy, by jak co roku obejrzeć kultywowany w Jedlińsku od lat obrzęd ludowy o nazwie Ścięcie Śmierci. 

Widowisko oparte jest na wierszowanym XIX-wiecznym opisie, którego autorem był ks. Jan Kloczkowski, proboszcz Jedlińska. "To dla nas wieloletnia tradycja i znak rozpoznawczy Jedlińska" – podkreśla burmistrz gminy Kamil Dziewierz.

W spektaklu grają miejscowi mężczyźni. Wielu z nich od lat wciela się w te same role. Czasem przechodzą one z pokolenia na pokolenie.

Widowisko zaczyna się od pojmania śmierci, która „upiła się w kusaki i kosę zgubiła”. Bezbronna i skrępowana sznurami kostucha staje przed sądem.


"Oddamy cię pod miecz, pójdziesz ze świata precz"

- recytują aktorzy.


"Za te wszystkie krzywdy, które ludziom czyni, ta rodu ludzkiego straszna zabójczyni!"

- wykrzykują mieszczanie.


"Za te zbrodnie liczne, za te rozbójstwa rozliczne. My, sąd, wyrok wydajemy, w imię Boga, Ojca, Syna na śmierć ją skazujemy"

- pada wyrok, a zaraz po nim, ku uciesze tłumu, wkracza na scenę ubrany w purpurowy strój kat i wykonuje egzekucję.



Dzieje Jedlińska sięgają I połowy XVI wieku. 

W 1530 roku Mikołaj Jedliński, dziedzic obszernych włości tworzących dziś parafię Jedlińsk, uzyskał od króla Zygmunta Starego pozwolenie na założenie miasta na prawie magdeburskim. Miasto uzyskało tzw. prawo miecza, na mocy którego ścinano przestępców podczas publicznych egzekucji. 

Pamiątką po nim jest prawdopodobnie zwyczaj obrzędowego ścinania śmierci.















sporok.pl/tradycje-i-obyczaje/wodzenie-niedzwiedzia/


INOWROCŁAW | Zapustne kozy zwiastują dziś koniec karnawału - ki24.info

inowroclaw.pl/aktualnosc-4922-koza_zapustna_pielegnujemy_kujawska.html

inowroclaw.naszemiasto.pl/w-lojewie-pod-inowroclawiem-harcowaly-az-4-zapustne-kozy-czyli-orszaki-przebierancow-zdjecia/ar/c1p2-27298287


tvrepublika.pl/Kultura/Ciekawa-tradycjasciecie-smierci-na-zakonczenie-karnawalu/183694