Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

piątek, 3 lipca 2026

Jak bogacze ograniczają smartfony







przedruk


Palo Alto. Jak miliarderzy z Doliny Krzemowej wychowują swoje dzieci?

29 czerwca 2026



Gdy my, zwykli ludzie, zmagamy się ze smartwicą, najbogatsi architekci cyfrowej rzeczywistości stawiają rygorystyczne zakazy i wydają setki tysięcy dolarów na specjalne szkoły, żeby tylko ustrzec przed nią swoje pociechy. Robią to, bo wiedzą jakie szkody mogłaby im wyrządzić.


Monopoly w Palo Alto

Crescent Park, Palo Alto, Kalifornia. Dzielnica prawników, lekarzy, menedżerów i profesorów jednego z topowych uniwersytetów w Stanach Zjednoczonych. Pod bujnymi koronami dębów i magnolii kryją się urocze domy, a między mieszkającymi w nich rodzinami kwitną przyjaźnie.

Dzieci bawią się w ogrodach sąsiadów, a rodzice na sąsiedzkich imprezach. Jest bezpiecznie, spokojnie i kameralnie. Z dala od wieżowców, tłoku i hałasu. Sielanka w drogo-dzielnicowym amerykańskim wydaniu.

Pewnego dnia w Palo Alto pojawia się nowy rezydent. Lekką ręką wydaje 110 milionów dolarów, żałośnie niewielki procent swojego całkowitego majątku, na zakup co najmniej 11 domów. Przebija dwu-, a nawet trzykrotnie ich rzeczywistą wartość, skutecznie wyprowadzając z dzielnicy kolejne rodziny. „New York Times” napisze, że traktuje on ulice Edgewood Drive i Hamilton Avenue jak grę w Monopoly.

Po kupieniu zielonych domków, nowy rezydent zaczyna ulepszać je do czerwonych. Rozpoczyna prace budowlane. Łączy ze sobą kolejne domki, pięć z nich przekształca w kompleks mieszkalny dla siebie, żony i trzech córek. Inne zamienia na domki gościnne albo imprezowe. Część z nich stoi pustych.

Następnie wszystko szczelnie ogradza wysokim żywopłotem, montuje monitoring, stawia ochronę. Sąsiedzi zaczynają skarżyć się władzom miasta na toczące się już prawie dziesiąty rok hałaśliwe prace budowlane oraz uciążliwą obecność prywatnej ochrony nowego rezydenta.

Odczuwają także utrudnienia w ruchu. Winni są partnerzy biznesowi rezydenta, którzy przyjeżdżając ciągle do niego z wizytami, zajmują wszystkie wolne miejsca parkingowe na ulicach. Jeszcze kilkanaście lat temu dzieci mogły na nich beztrosko ścigać się na rowerkach.

Mieszkańcy się skarżą, tylko co z tego? Co mogą zrobić? Przecież gdyby nowy rezydent tylko chciał, to ich też mógłby wykupić. A gdyby ascetycznie odrzucali jego milionowe oferty, to i tak znalazłby sposób. W końcu stoi na szczycie jednego z Bóg techów, który ma aspirację objęcia kontroli nie tylko nad ich umysłami, ale także umysłami ich dzieci. Uzależnienia od siebie od najmłodszych lat.



Jak bogacze dozują smartfony

W jednym z jedenastu domów, Mark Zuckerberg (owy rezydent), wbrew przepisom o zagospodarowaniu przestrzennym dla terenów mieszkalnych, urządził małą szkołę. Według katalogu Kalifornijskiego Departamentu Edukacji otwarto ją dopiero w październiku 2022 roku, choć sąsiedzi zaobserwowali uczęszczających do niej uczniów już rok wcześniej.

Dokumentacja złożona przez placówkę wskazuje, że liczba uczniów w latach 2022-2025 wzrosła z dziewięciu do czternastu, (choć zdaniem sąsiadów uczniów było dwa razy więcej).


Jak dokładnie funkcjonuje mała, elitarna szkoła, do której uczęszczają dzieci multimiliardera? Trudno powiedzieć. Może w tym, czego uczy, tkwi sekret całego bogactwa i władzy, który chce przekazać wyłącznie potomnym? Z pewnością wpaja dziecku jedno: „nie wchodź w destrukcyjny cyfrowy świat, który stworzył twój ojciec”.

Szkoła „Bicken Ben School” założona przez Marka Zuckerberga funkcjonowała w modelu Montessori, który kładzie nacisk na naturalny rozwój dziecka i podkreśla wartość kontaktu z przyrodą. Właściciel Meta przyznał, że ogranicza swoim dzieciom nadmierne korzystanie z ekranów w celach rozrywkowych.

Spośród jego „kolegów po fachu” z Doliny Krzemowej nie jest odosobniony. Zresztą w Palo Alto mieszka lub mieszkało wielu takich jak on – Sergey Brin i Larry Page, współzałożyciele Google; Tim Cook, od 15 lat CEO Apple; David Filo, współtwórca Yahoo! oraz Marissa Mayer, była CEO firmy; Reid Hoffman, współzałożyciel LinkedIn; Jawed Karim, współzałożyciel YouTube, a także pochowany w Palo Alto założyciel Apple, Steve Jobs. Oprócz nich, także wielu innych projektantów wirtualnego świata niższego szczebla i inżynierów sztucznej inteligencji.

Część z nich posłała swoje dzieci do Waldorf School of the Peninsula, ośrodka proponującego niestandardową ścieżką edukacyjną. Jest to elitarna placówka, w której roczny koszt nauki wynosi obecnie od 19,600 (przedszkole w niepełnym wymiarze godzinowym) do 56,160 dolarów (wyższe klasy szkoły średniej dla obcokrajowców).

Czym różni się od innych szkół w Dolinie Krzemowej? Na stronie internetowej szkoła prezentuje się w następujący sposób:

„WSP oferuje edukację zorientowaną na człowieka, dostosowaną do ery sztucznej inteligencji. […] Szkoła Waldorfowska kładzie nacisk na oryginalność, krytyczne myślenie, inteligencję emocjonalną i kreatywność – czyli cechy, których maszyny nie są w stanie naśladować.

Znajdujemy się w samym sercu Doliny Krzemowej i obsługujemy rodziny związane z branżą technologiczną, innowacyjną oraz środowiskiem akademickim, które pragną, aby ich dzieci rozwijały zarówno rygor intelektualny, jak i mądrość ludzką”.


W szkole waldorfskiej telefony przez cały dzień pozostają schowane w bezpiecznym miejscu, dzięki czemu – jak czytamy na stronie – uczniowie rozmawiają ze sobą w trakcie lunchu, nawiązują kontakt wzrokowy, nie porównują się z wyreżyserowanymi treściami w mediach społecznościowych, nawiązują lepsze przyjaźnie. Brak telefonów to brak rozproszenia, niepokoju i porównywania się. W skrócie, zostało to ujęte jako „just real childhood” – czyli „po prostu prawdziwe dzieciństwo”.

Nie panuje pełna cyfrowa prohibicja. Szkoła uczy programowania, a także rozważnego korzystania z technologii, w tym m. in. etycznych aspektów wykorzystywania sztucznej inteligencji. Odbywa się to jednak na odpowiednim stadium rozwoju dziecka, który dzielony jest na 3 etapy.

W przedszkolu i na etapie wczesnoszkolnym (5-10 lat) dziecko potrzebuje wzmacniać swoje ciało, wyostrzać zmysły i wzbogacać wyobraźnię. Dni wypełnione są śpiewaniem, opowiadaniem historii, malowaniem, pracami ręcznymi, pieczeniem chlebów, pielęgnowaniem ogrodu, wspinaczką i zabawą. W okresie, w którym mózg dziecka rozwija się najszybciej te aktywności budują koordynację ruchową i podstawy społeczno-emocjonalne, których nie są w stanie zapewnić ekrany.

Na kolejnym poziomie kształcenia (11-13 lat) priorytetem jest rozwój krytycznego myślenia i samodzielności przed pełnym zanurzeniem w świat cyfrowy. Szkoła dopuszcza minimalne, celowe wykorzystywanie technologii. Dzieci uczą się wyszukiwać informacje na tematy badawcze w Internecie, lecz dopiero po opanowaniu umiejętności oceny wiarygodnych źródeł.

Na końcu, młodzież w wieku licealnym (14-18 lat) może korzystać z narzędzi technologicznych do realizacji projektów, kręcenia filmów, analizy danych, programowania sztucznej inteligencji, pracy na algorytmach.

Kompetencje cyfrowe dla młodych ludzi są stosunkowo łatwe do nabycia – dlatego pojawiają się w procesie edukacyjnym na etapie końcowym. Szkoła zakłada nauczenie wykorzystywania technologii do wzmacniania własnych pomysłów, a nie do pełnego zastępowania myślenia.

Czy w postawie menedżerów z branży technologicznej – wysyłaniu własnych dzieci do szkoły wolnej od ekranów i jednocześnie rozwijaniu algorytmów uzależniających nasze dzieci – nie ma nuty hipokryzji? Nie sądzę. Właściwsze byłoby mówienie o cynizmie wynikającym z prawdziwej świadomości tego, jak wyniszczające i zarazem dochodowe potrafią być stale udoskonalane przez nich narzędzia.

Damien Leloup w 2024 r. na łamach „Le Monde” w artykule pod tytułem „Nie, szefowie firm technologicznych nie zabraniają swoim dzieciom korzystania z ekranów”, próbował dowieść, że szkoła waldorfska na południowym wybrzeżu San Francisco jest jedynie kroplą w morzu placówek edukacyjnych, do których posyłają swoje dzieci pracownicy branży technologicznej. Większość z nich ma wybierać dobrze finansowane szkoły publiczne, w których nie obowiązuje zakaz ekranów.

Nawet jeśli Leloup ma rację, to Waldorf School of the Peninsula czy malutka szkoła założona przez Zuckerberga pokazują istniejący trend w Doliny Krzemowej. Kolejne przykłady menedżerów i dyrektorów ograniczających swoim dzieciom dostęp do technologii dają do myślenia. Tyczy się to szczególnie najważniejszych z nich, najgłośniejszych nazwisk, twarzy najpotężniejszych korporacji.


Sam to rozgryź

Chamath Palihapitiya, były dyrektor wykonawczy Facebooka, jeden z pierwszych członków jego kadry kierowniczej, w wywiadzie dla CBNC w 2017 r. przyznał, że trzyma swoje dzieci jak najdalej od technologii. Wówczas jego pociechy w wieku od 5 do 9 lat wciąż miały go o to prosić, „bo ich koledzy mają to cały czas”. Pozwalał im jedynie sporadycznie oglądnąć film.

Palihapitiya uważa, że dzieci uczą się i rozwijają dzięki doświadczeniom z prawdziwego, a nie wirtualnego życia. W wywiadzie powiedział, jaki schemat rozwoju jest mu bliski: „Sam to rozgryź. Wyjdź na zewnątrz, zadrap sobie kolano. Upadnij na ziemię. Uprawiaj jakiś sport. Przegraj w czymś. A potem wróć do mnie, a wtedy porozmawiamy o tym. Porozmawiamy o tym jak rozsądni ludzie. A ja postaram się ci wyjaśnić, dlaczego to, co ci się przydarzyło, jest dla ciebie czymś dobrym”.

Dzieci Billa Gatesa, współzałożyciela Microsoftu, również narzekały na to, że ich tata ograniczał im dostęp do technologii, w przeciwieństwie do innych rodziców. Gates dał im telefony dopiero po ukończeniu 14. roku życia, a później zakazywał używania ich przy stole w trakcie posiłków.

Steve Jobs, współtwórca Apple, w 2010 r. przedstawił światu iPada jako wspaniałe narzędzie, które ma m. in. walory komunikacyjne i edukacyjne. Spytany później o to, czy jego dzieci kochają iPada, odpowiedział, że nie pozwala im z niego korzystać, ponieważ skutki jego używania mogą być dla nich niebezpieczne. Jony Ive, główny projektant firmy Apple, pozwalał dzieciom na korzystanie z iPada jedynie pod kontrolą rodzicielską.

Susan Wojcicki, była CEO Youtube’a, przyznała w 2017 r. wywiadzie dla „The Guardian”, że dla jej pięciorga dzieci ważne jest skupienie się na teraźniejszości, ponieważ ludzie muszą nauczyć się rozróżniać, kiedy należy skupić się na rozmowie, a kiedy można skupić się na czynnościach w Internecie. Również zabierała im telefony, a jako rozsądny wiek, w jakim dzieci powinny je otrzymać po raz pierwszy, uznała ukończenie 11 lat.

Evan Spiegel, założyciel Snapchata powiedział już w 2018 r., że ograniczał swojemu siedmioletniemu dziecku czas spędzany przed ekranem do 1,5 godziny tygodniowo. Sundar Pichai, przez kilka lat CEO Google’a, a obecnie CEO Alphabetu, również zarządza czasem przed ekranem swoich dzieci. Choć stosuje raczej niewielkie bariery, stara się promować dobre nawyki i samemu być wzorem dla rodziny.

Gdy Mark Zuckerberg wprowadził się do Palo Alto, mieszkańcy prestiżowej dzielnicy na południowym wybrzeżu San Francisco zaczęli zmagać się z niedogodnościami jego przybycia. Ucierpiały święty spokój i relacje sąsiedzkie. Nowemu rezydentowi jednak to nie przeszkadzało – zaszył się za wysokimi murami swojej posiadłości, w której całe zamieszanie spowodowane jego przyjazdem, jakby wcale go nie dotyczyło.


Czy z podległymi mu Facebookiem i Instagramem nie jest podobnie? Zuckerberg przyniósł je publicznej szkole niczym wieloletnie prace budowlane, korki i zapchane parkingi do Palo Alto. Następnie w ścisłym centrum tego zamętu wybudował własnym dzieciom kameralną szkółkę, która uczy je dystansu od telefonów i wartości, jaką ma dotykanie trawy.

Gdy my, zwykli ludzie, zmagamy się ze smartwicą, najbogatsi architekci cyfrowej rzeczywistości stawiają rygorystyczne zakazy i wydają setki tysięcy dolarów na specjalne szkoły, żeby tylko ustrzec przed nią swoje pociechy. Robią to, bo wiedzą jakie szkody mogłaby im wyrządzić. Może właśnie dlatego, w tej jednej jedynej kwestii warto byśmy wzięli przykład z Gatesa i Zuckerberga.










https://klubjagiellonski.pl/2026/06/29/palo-alto-jak-miliarderzy-z-doliny-krzemowej-wychowuja-swoje-dzieci/





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Komentarze przed publikacją są moderowane.