przedruk,
nie mam wiedzy na ten temat
za fb:
Zjednoczenie Patriotyczno-Robotnicze "Grunwald"
Jak co roku, kłamliwe antypolskie media i politycy karmią nas bajką o "powstaniu poznańskim 1956", które rzekomo ma być powodem do "dumy" dla Poznaniaków pozwalającymi wpisać się im w tradycję walki przeciwko socjalizmowi, a szerzej w tradycję antyrosyjską. Według propagandowych klisz utrwalanych przez pop(anty)kulturę, przekaz mediów i polityków - "narzucony przez Moskali ustrój socjalistyczny miał dławić rozwój gospodarczy i doprowadzić do nędzy przez co głodujący robotnicy podnieśli spontaniczny bunt przeciwko ustrojowi socjalistycznemu narzuconemu przez sowieckiego okupanta". Jako dowód tej narracji przedstawia się zrobione przez RFN-owskich reporterów zdjęcie młodzieży niosącej transparent "Żądamy chleba".
A jak było w rzeczywistości?
BUNT PRZECIWKO CUDOWI GOSPODARCZEMU:
Okres 1951-1956, na który przypada realizacja 6-leniego planu rozbudowy gospodarczej, to czas największego skoku cywilizacyjnego w historii Polski. Po okresie odbudowy i osiągnięciu przedwojennego poziomu produkcji już pod koniec lat czterdziestych, dalszy rozwój wymagał wielkich inwestycji w budowę nowych mocy produkcyjnych. Właśnie dzięki tym inwestycjom, dzięki wielkiemu wysiłkowi całego narodu, który oparł się na własnych siłach, a nie czekał łaski od zamożniejszych, udało się osiągnąć najszybszy wzrost sił wytwórczych w dziejach Polski. Średni wzrost produkcji przemysłowej, ale także wzrost siły nabywczej zarobków, był większy niż we współczesnej kapitalistycznej Polsce i tym bardziej niż w Polsce przedwojennej. Radykalnie wzrosła długość życia, spożycie mięsa było blisko dwukrotnie większe niż przed wojną. Na mocy Konstytucji 1952 zakazano bezrobocia, które w przedwojennej Polsce było plagą dotykającą miliony.
Podłożem protestów nie było załamanie ani nawet stagnacja gospodarcza. Wręcz przeciwnie - ogromny postęp gospodarczy rozbudził jeszcze większe oczekiwania płacowe. Postęp był oparty na oszczędności i poświęceniu bieżącego komfortu na rzecz przyszłego rozwoju. Taka strategia zderzała się jednak z niezrozumieniem tych, dla których główną motywacją do pracy był zarobek a główną legitymacją socjalizmu obietnica szybkiej poprawy stopy życiowej "na już", bez przejmowania się konsekwencjami dla przyszłych pokoleń.
NIEMIECKA PROWOKACJA
Nie bez znaczenia jest fakt, że przed I wojną światową Poznań znajdował się pod panowaniem Niemiec. Wyzwolił się on spod panowania niemieckiego w wyniku zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego (w niemieckiej historiografii określanego mianem "powstania poznańskiego"), zwieńczonego korzystnym dla Polski traktatem w Wersalu 28 czerwca 1919 roku. Nie jest przypadkiem, że kilkadziesiąt transparentów na "spontaniczną demonstrację" czekało na jej uczestników już po drodze. Nie jest przypadkiem, że jednym z głównych prowodyrów był mieszkający w Poznaniu Niemiec - Ginter - który rzucił się ze sztachetą bądź deską przeciwko milicji. Nie jest przypadkiem, że słynne zdjęcia wykonali dziennikarze zachodnioniemieccy, że fotografowali oni tłum gromadzący się na tle Zamku Cesarskiego - wzniesionego na polecenie cesarza Wilhelma II Hohenzollerna symbolu niemieckiego panowania nad Poznaniem, który w czasach okupacji hitlerowskiej był siedzibą namiestnika Kraju Warty Arthura Greisera. Nie jest przypadkiem, że niemiecka prasa opisując wydarzenia które nazwała "powstaniem poznańskim" (celowo by zatrzeć pamięć o upokarzającym dla Niemiec Powstaniu Wielkopolskim), rozpisywała się o pracy w Niemczech dla robotników z Poznania. Nie jest też przypadkiem to, że demonstranci uzyskali broń, ani to, że do zamieszek doszło w 37 rocznicę podpisania Traktatu Wersalskiego. Przekaz miał być jasny - "polskie rządy doprowadziły dawne niemieckie tereny do ruiny i Poznaniacy mają dość Polski na tych ziemiach". Polityczna treść rozruchów w Poznaniu była skierowana nie tylko przeciwko ustrojowi socjalistycznemu, ale także bezpośrednio przeciwko polskości. Swoją drogą Niemcy po latach osiągnęli częściowo swój cel. Dzięki neoliberalnej transformacji udało się zniszczyć poznańskie zakłady Cegielskiego a resztki przejął szkopski Volkswagen.
NIEODROBIONA LEKCJA
Strajk i manifestacja w Poznaniu, NIE były przejawem "etosu robotniczego", "patriotyzmu" czy "bohaterstwa robotników" - były przejawem czegoś dokładnie odwrotnego, przejawem małości moralnej i intelektualnej, przejawem tchórzostwa, hedonizmu, nieodpowiedzialności i braku niezbędnego do utrzymania się jako klasa panująca instynktu państwowego. To nie jest dla Poznania i polskiej klasy robotniczej data heroiczna - to dzień klęski, hańby i wstydu który powinien motywować do tego by unikać błędów przeszłości, a nie je gloryfikować.
Błędem ówczesnej ekipy rządzącej był brak dostatecznej pracy polityczno-wychowaczej wśród klasy robotniczej oraz niedostateczne akcentowanie moralnych motywacji pracy. Komuniści popadali w błąd ekonomizmu wychodząc z założenia, że wystarczy zmienić materialną bazę społeczeństwa w postaci sił wytwórczych i stosunków produkcji, a sposób myślenia i światopogląd w jakiś magiczny sposób sam się zmieni w odpowiadający wymaganiom socjalistycznego współżycia. Ci marksistowscy talmudyści przyjmowali naiwne założenie, że wystarczy zapewnić wzrost zarobków i to samo zapewni legitymację systemu (nie biorąc pod uwagę, że apetyt może rosnąć w miarę jedzenia i to ponad miarę).
Współczesna lewica popełnia ten sam błąd ekonomizmu schlebiając hedonizmowi. Do tego popada w kosmopolityzm pogardzając patriotyzmem i widząc w nim jedynie kuglarską sztuczkę burżuazji dla utrzymania panowania klasowego, a nie źródło siły i stabilności państwa socjalistycznego. Gloryfikują wydarzenia z 1956 jako "zryw klasy robotniczej" , "słuszną walkę o interesy robotnicze", podnosząc błędy, które doprowadziły do upadku socjalizmu, do rangi jego największej cnoty. Bez patriotyzmu, bez dojrzałości i odpowiedzialności, bez instynktu państwowego klasa robotnicza nie będzie długofalowo zdolna utrzymać swojego państwa robotniczego. To jest lekcja z tragicznej klęski jaką była prowokacja poznańska. Lekcja której nie możemy pozwolić zapomnieć ani przeinaczyć. (Arek Domeradzki)
za fb:
Zjednoczenie Patriotyczno-Robotnicze "Grunwald"
Jak co roku, kłamliwe antypolskie media i politycy karmią nas bajką o "powstaniu poznańskim 1956", które rzekomo ma być powodem do "dumy" dla Poznaniaków pozwalającymi wpisać się im w tradycję walki przeciwko socjalizmowi, a szerzej w tradycję antyrosyjską. Według propagandowych klisz utrwalanych przez pop(anty)kulturę, przekaz mediów i polityków - "narzucony przez Moskali ustrój socjalistyczny miał dławić rozwój gospodarczy i doprowadzić do nędzy przez co głodujący robotnicy podnieśli spontaniczny bunt przeciwko ustrojowi socjalistycznemu narzuconemu przez sowieckiego okupanta". Jako dowód tej narracji przedstawia się zrobione przez RFN-owskich reporterów zdjęcie młodzieży niosącej transparent "Żądamy chleba".
A jak było w rzeczywistości?
BUNT PRZECIWKO CUDOWI GOSPODARCZEMU:
Okres 1951-1956, na który przypada realizacja 6-leniego planu rozbudowy gospodarczej, to czas największego skoku cywilizacyjnego w historii Polski. Po okresie odbudowy i osiągnięciu przedwojennego poziomu produkcji już pod koniec lat czterdziestych, dalszy rozwój wymagał wielkich inwestycji w budowę nowych mocy produkcyjnych. Właśnie dzięki tym inwestycjom, dzięki wielkiemu wysiłkowi całego narodu, który oparł się na własnych siłach, a nie czekał łaski od zamożniejszych, udało się osiągnąć najszybszy wzrost sił wytwórczych w dziejach Polski. Średni wzrost produkcji przemysłowej, ale także wzrost siły nabywczej zarobków, był większy niż we współczesnej kapitalistycznej Polsce i tym bardziej niż w Polsce przedwojennej. Radykalnie wzrosła długość życia, spożycie mięsa było blisko dwukrotnie większe niż przed wojną. Na mocy Konstytucji 1952 zakazano bezrobocia, które w przedwojennej Polsce było plagą dotykającą miliony.
Podłożem protestów nie było załamanie ani nawet stagnacja gospodarcza. Wręcz przeciwnie - ogromny postęp gospodarczy rozbudził jeszcze większe oczekiwania płacowe. Postęp był oparty na oszczędności i poświęceniu bieżącego komfortu na rzecz przyszłego rozwoju. Taka strategia zderzała się jednak z niezrozumieniem tych, dla których główną motywacją do pracy był zarobek a główną legitymacją socjalizmu obietnica szybkiej poprawy stopy życiowej "na już", bez przejmowania się konsekwencjami dla przyszłych pokoleń.
NIEMIECKA PROWOKACJA
Nie bez znaczenia jest fakt, że przed I wojną światową Poznań znajdował się pod panowaniem Niemiec. Wyzwolił się on spod panowania niemieckiego w wyniku zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego (w niemieckiej historiografii określanego mianem "powstania poznańskiego"), zwieńczonego korzystnym dla Polski traktatem w Wersalu 28 czerwca 1919 roku. Nie jest przypadkiem, że kilkadziesiąt transparentów na "spontaniczną demonstrację" czekało na jej uczestników już po drodze. Nie jest przypadkiem, że jednym z głównych prowodyrów był mieszkający w Poznaniu Niemiec - Ginter - który rzucił się ze sztachetą bądź deską przeciwko milicji. Nie jest przypadkiem, że słynne zdjęcia wykonali dziennikarze zachodnioniemieccy, że fotografowali oni tłum gromadzący się na tle Zamku Cesarskiego - wzniesionego na polecenie cesarza Wilhelma II Hohenzollerna symbolu niemieckiego panowania nad Poznaniem, który w czasach okupacji hitlerowskiej był siedzibą namiestnika Kraju Warty Arthura Greisera. Nie jest przypadkiem, że niemiecka prasa opisując wydarzenia które nazwała "powstaniem poznańskim" (celowo by zatrzeć pamięć o upokarzającym dla Niemiec Powstaniu Wielkopolskim), rozpisywała się o pracy w Niemczech dla robotników z Poznania. Nie jest też przypadkiem to, że demonstranci uzyskali broń, ani to, że do zamieszek doszło w 37 rocznicę podpisania Traktatu Wersalskiego. Przekaz miał być jasny - "polskie rządy doprowadziły dawne niemieckie tereny do ruiny i Poznaniacy mają dość Polski na tych ziemiach". Polityczna treść rozruchów w Poznaniu była skierowana nie tylko przeciwko ustrojowi socjalistycznemu, ale także bezpośrednio przeciwko polskości. Swoją drogą Niemcy po latach osiągnęli częściowo swój cel. Dzięki neoliberalnej transformacji udało się zniszczyć poznańskie zakłady Cegielskiego a resztki przejął szkopski Volkswagen.
NIEODROBIONA LEKCJA
Strajk i manifestacja w Poznaniu, NIE były przejawem "etosu robotniczego", "patriotyzmu" czy "bohaterstwa robotników" - były przejawem czegoś dokładnie odwrotnego, przejawem małości moralnej i intelektualnej, przejawem tchórzostwa, hedonizmu, nieodpowiedzialności i braku niezbędnego do utrzymania się jako klasa panująca instynktu państwowego. To nie jest dla Poznania i polskiej klasy robotniczej data heroiczna - to dzień klęski, hańby i wstydu który powinien motywować do tego by unikać błędów przeszłości, a nie je gloryfikować.
Błędem ówczesnej ekipy rządzącej był brak dostatecznej pracy polityczno-wychowaczej wśród klasy robotniczej oraz niedostateczne akcentowanie moralnych motywacji pracy. Komuniści popadali w błąd ekonomizmu wychodząc z założenia, że wystarczy zmienić materialną bazę społeczeństwa w postaci sił wytwórczych i stosunków produkcji, a sposób myślenia i światopogląd w jakiś magiczny sposób sam się zmieni w odpowiadający wymaganiom socjalistycznego współżycia. Ci marksistowscy talmudyści przyjmowali naiwne założenie, że wystarczy zapewnić wzrost zarobków i to samo zapewni legitymację systemu (nie biorąc pod uwagę, że apetyt może rosnąć w miarę jedzenia i to ponad miarę).
Współczesna lewica popełnia ten sam błąd ekonomizmu schlebiając hedonizmowi. Do tego popada w kosmopolityzm pogardzając patriotyzmem i widząc w nim jedynie kuglarską sztuczkę burżuazji dla utrzymania panowania klasowego, a nie źródło siły i stabilności państwa socjalistycznego. Gloryfikują wydarzenia z 1956 jako "zryw klasy robotniczej" , "słuszną walkę o interesy robotnicze", podnosząc błędy, które doprowadziły do upadku socjalizmu, do rangi jego największej cnoty. Bez patriotyzmu, bez dojrzałości i odpowiedzialności, bez instynktu państwowego klasa robotnicza nie będzie długofalowo zdolna utrzymać swojego państwa robotniczego. To jest lekcja z tragicznej klęski jaką była prowokacja poznańska. Lekcja której nie możemy pozwolić zapomnieć ani przeinaczyć. (Arek Domeradzki)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze przed publikacją są moderowane.