Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania wojna kognitywna, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania wojna kognitywna, posortowane według daty. Sortuj według trafności Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 kwietnia 2026

"Niemcy naprawdę potrafiły by tym potencjałem zarządzać"

20 luty 2026


Fragmenty wywiadu z analitykiem Instytutu Zachodniego dr Witoldem Ostantem.



Instytut Zachodni im. Zygmunta Wojciechowskiego (ang. Institute for Western Affairs, niem. West-Institut, fr. Institut Occidental) 

– polski instytut badawczy z siedzibą w Poznaniu, który utworzono ustawą z dnia 17 grudnia 2015. Instytut jest następcą prawnym istniejącego od 1945 Instytutu Zachodniego – Instytutu Naukowo-Badawczego im. Zygmunta Wojciechowskiego. Nadzór nad Instytutem sprawuje Prezes Rady Ministrów.

IZ zajmuje się monitorowaniem i analizą sytuacji politycznej, gospodarczej, społecznej i prawnej w Niemczech, a także śledzi stosunki polsko-niemieckie oraz problematykę międzynarodową:
procesy w Unii Europejskiej, relacje transatlantyckie, wyzwania i zagrożenia globalne. Podstawowym zadaniem IZ jest prowadzenie badań naukowych oraz przygotowywanie analiz, raportów, ekspertyz i studiów prognostycznych na potrzeby organów władzy publicznej w Polsce.
Integralną częścią placówki jest Gabinet Krzysztofa Skubiszewskiego.





energetyka24.com/surowce/gaz/ostant-dla-niemcow-ns2-to-bezpieczenstwo-wroca-do-biznesu-z-rosja








Ostant: Dla Niemców NS2 to bezpieczeństwo. Wrócą do biznesu z Rosją

Katarzyna Łukasiewicz
6 lutego 2026, 15:29



Przypuszczam, że Niemcy ponieśli największe straty w UE przez swoją pomoc Ukrainie. Jednocześnie w Niemczech panuje przeświadczenie, że gdyby mieli dostęp do bogactw Rosji, staliby się największym światowym mocarstwem – mówi w rozmowie z E24 dr Witold Ostant, analityk Instytutu Zachodniego.



Katarzyna Łukasiewicz: W jaki sposób niemieckie media opisują sprawę Serhija K. i czy porównują ją z polskim przypadkiem Wołodymyra Żurawlowa?

Witold Ostant: Niemcy postrzegają Nord Stream 2 inaczej niż my. Dla nich to był element infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa państwa. Wysadzanie tego typu obiektów to uderzenie w ich bezpieczeństwo energetyczne. Z tej perspektywy ustosunkowuje się do Serhija K. większość mediów głównego nurtu.


[...]

W infrastrukturę energetyczną Niemiec uderzono w bardzo złym okresie, bo to nastąpiło we wrześniu. Później przyszedł pierwszy kryzys energetyczny, bardzo poważny. Ceny surowców, szczególnie gazu, poszybowały w górę.

KŁ: A jak stosunki rosyjsko-niemieckie wyglądały po rozpoczęciu wojny z Ukrainą?

WO: W zasadzie parę miesięcy po rozpoczęciu pełnoskalowego ataku na Ukrainę Rosja zaczęła ograniczać przesył do Niemiec i to miał być sygnał, że zaczynają się reperkusje, jeżeli Niemcy nie wycofają swojego poparcia dla Ukrainy.

Ograniczono go o nawet 30%, zaczęto wymieniać nagle całe turbiny, przeprowadzać serwisy, jak to potrafią Rosjanie. Znacznie wcześniej pojawiły się więc przyczyny „serwisowo-techniczne”. Rosja od początku wojny sugerowała Niemcom, że nie powinny interesować się konfliktem na Ukrainie, ani jej pomagać.

A cały czas wierzono w to, że w jakimś w jakimś aspekcie Nord Stream będzie działać. Trzeba wziąć pod uwagę, że suma kosztów Nord Stream 1 i 2 to ok. 15 mld euro i niemal połowę tej kwoty straciły na tym kontrakcie prywatne europejskiej firmy. Potężne korporacje, które wyliczały swoje biznesplany na określone zyski i profity, które miały trwać latami. Z 15 mld euro, prawie połowę stracili Niemcy, niemal 7 mld dolarów.

KŁ: Podobny komentarz usłyszałam kilka miesięcy temu ze strony niemieckiej. Przekonywano mnie, że na sprawę Nord Stream w Niemczech nie patrzy się z punktu widzenia politycznego, tylko czysto prawnego.

WO: Niemcy tak reagują, bo trzeba brać pod uwagę ich nieciekawą historię w XX wieku. Oni podkreślają demokrację i legalizm prawny. Są pod tym względem bardzo przewrażliwieni. U nas w Polsce różnie bywa z tym legalizmem prawnym, duchem prawa, demokracją walczącą i tak dalej. To jest nie do pomyślenia w Niemczech. Nie przy tej konstrukcji politycznoprawnej i nie przy takim, a nie innym podejściu elit politycznych. Oni mają cały czas w głowach konsekwencje II WŚ, nazistów, tego, co się stało z prawem, bo ono wówczas też obowiązywało, ale było specyficzne.

KŁ: Myślę, że dla Polaków jest to nieco trudne do zrozumienia, bo my przez cały czas na sprawy sabotażystów ukraińskich patrzymy właśnie z punktu widzenia trwającej wojny. Nawet to, że nie wydaliśmy na podstawie ENA Wołodymyra Żurawlowa…

Moim zdaniem to była niefortunna decyzja, bo to nie my powinniśmy ponosić polityczne konsekwencje tego aktu sabotażu, jakim było wysadzenie kontrowersyjnych od samego początku gazociągów. To Niemcy mieliby problem, co dalej z tym Ukraińcem zrobić, jak go osądzić, w jakim trybie.


[...]

KŁ: Jednocześnie nastroje w Niemczech bardzo się zmieniają od początku inwazji Rosji na Ukrainę. Zwykli Niemcy odczuwają spadek formy ekonomicznej kraju.

WO: Od czterech lat mamy „pełzający” kryzys w Niemczech, który nieszczególnie można przezwyciężyć pomimo kolejnych setek miliardów euro wydawanych z publicznych pieniędzy pod różnymi pretekstami. Miał przyjść kanclerz Friedrich Merz z nowymi pomysłami i to błyskawiczne zmienić. Prace trwają i być może te Merzowe pomysły lansowane od początku 2025 roku chwycą, ale pytanie kiedy? Społeczeństwo niemieckie , traci jednak powoli cierpliwość.

[...]

KŁ: Ale to się zmieniło?

WO: Dopiero rok po wybuchu wojny na Ukrainie pojawił się tzw. drugi plan Habecka i nastąpiła głęboka refleksja, próba dostosowania do sytuacji gospodarki niemieckiej, transformacji energetycznej, ale niewiele można było zrobić. Zielona koalicja nie mogła wycofać się z tych wcześniejszych pomysłów, bo to by uderzyło w ich elektorat i podstawy ich rządów.

Z drugiej strony byli w pułapce bardzo wysokich kosztów, tzw. przejściowych surowców, czyli szczególnie gazu, ściąganego nie z Rosji, tylko z innych regionów świata. Był on, oczywiście, bardzo drogi i cała transformacja w sposób ekonomiczny „siadła”. Doszły jeszcze kwestie braków w podstawie systemowej, czy problem niewydolności i opóźnień w budowie sieci energetycznych oraz krzyk biznesu niemieckiego, że go na te koszty energii nie stać i szereg innych kwestii. To spowodowało pogłębianie się kryzysu.

A dlaczego on w ogóle powstał? Bo Niemcy, mimo tego, że mają know-how, straciły dostęp do tanich źródeł energii i tak naprawdę konkurencyjnej siły roboczej a do tego borykają się z fatalnymi barierami administracyjnymi, brakiem odpowiedniej cyfryzacji i wysokimi podatkami. Całość niemieckich problemów gospodarczych „pięknie ogniskuje się” w przemyśle motoryzacyjnym.
Reklama

KŁ: No właśnie, a teraz mamy Merza, który jest niepopularny, jak przynajmniej wynika z sondażów, będąc jednocześnie kanclerzem, który rzeczywiście dąży do zmian gospodarczych.

WO: Ja bym postrzegał Merza jako „koło ratunkowe” Niemiec. Jego proatlantyckość, pomimo tego, co robi Donald Trump, jest bardzo ważna. Merz powiedział jednoznacznie, że nawet gdyby w Rosji zmieniło się wszystko, to nie będzie ona już partnerem dla Niemiec.

KŁ: Możemy w to wierzyć?

WO: Z wiarą w słowa polityków jest jak z wiarą w duchy, „generalnie nie należy w nie wierzyć ale można się ich bać”. A tak bardziej poważnie to jest dla nas bardzo budujące, bo Niemcy zobowiązują się do budowy bezpieczeństwa, wydawania prawie 5% PKB na zbrojenia. To jest wielki przełom dla tej części Europy i możliwości budowy niezależności europejskiej. Dodatkowo Merz rozumie wagę sojuszu z USA, ale dostrzega, że nie można ulegać USA za wszelką cenę, nie można doprowadzić do bezpardonowego dyktatu. Pamiętajmy również, że jeżeli Merz przetrwa na stanowisku kanclerza, to prawdopodobnie będzie nim do 2029 r.

Być może do tego czasu, kto wie, czy nie pojawi się w RFN temat np. większej suwerenności strategicznej RFN w dziedzinie broni jądrowej? Może powstanie jakiejś projekt kooperacji francusko-niemieckiej w celu zbudowania strategicznej odpowiedzi europejskiej wobec zagrożeń, przede wszystkim tego zagrożenia ze Wschodu, czyli Federacji Rosyjskiej, która będzie dalej wrogim państwem.

A z drugiej strony taki projekt mógłby dać przyczynek do budowy modelu bezpieczeństwa strategicznego w uniezależnieniu od amerykańskich omnipotencji w tej dziedzinie, bo jeżeli odpowiednie środki zostaną uruchomione, to naprawdę bardzo dużo może się zmienić w Europie w przeciągu, trzech, czterech, pięciu lat w zakresie możliwości obronnych.

KŁ: Ale tutaj chyba podstawowym problemem Niemiec pozostaje wciąż energetyka i to, że na tym polu trzeba wprowadzać zmiany. Tak wiele lat polityki antyjądrowej.

WO: Tak, Niemcy „strzeliły sobie w stopę” i teraz nawet najwięksi apologeci zielonej transformacji już widzą, że nie te koszty. Co z tego, że jesteśmy uczciwi, chcemy konkurować na świecie, lasować swoje technologie, kapitał, skoro inni partnerzy grają w tę samą grę, ale na innych zasadach.

KŁ: Do Polski docierają też różne kontrowersyjne informacje z Niemiec dotyczące wypowiedzi polityków AfD, w tym Alice Weidel, dotyczące Nord Stream, potrzeby jego odbudowy. Jak powinniśmy takie informacje odbierać? Niepokoić się, być może nadchodzącymi zmianami?

WO: Ja nie jestem wróżką. Od lutego 2022 r. mnóstwo ekspertów wielokrotnie wieszczyło koniec wojny, wszyscy lepiej wiedzieli, co ma Putin w głowie. Moim skromnym zdaniem o tym, kiedy skończy się ten konflikt, nie zdecyduje nikt inny niż Władimir Putin. Zachód oczywiście mógłby mu w tym „pomóc”, ale jest jak jest (…) To jest aspekt wróżenia ze szklanej kuli.

Ale tak wracając całkiem poważnie, na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że AfD jeszcze nie jest partią masową na skalę ogólnoniemiecką, ale rośnie w siłę. Jest dla coraz większej grupy Niemców partią racjonalną, bo jak się Pani wsłucha w jej postulaty na przykład energetyczne, to wcale nie są głupie, np. powrót do energetyki jądrowej.

Podkreślić, trzeba z całym zdecydowaniem, że największym błędem w ciągu ostatnich 30 lat było wyłączenie energii jądrowej w Niemczech. Nawet gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, był to największy błąd niemieckiego establishmentu i niemieckiego biznesu.

Inny postulat to powrót do relacji handlowych z Rosją. On nastąpi prędzej czy później. Wszystko będzie uwarunkowane zmianą polityczną i momentem zamrożenia konfliktu, wygaszenia wojny. Może zamiast Putina pojawi się poprawiona wersja gen. Anodyny, czyli piękna, młoda blondynka z warkoczem czy bez, znająca kilka obcych języków, wykształcona w Cambridge i okaże się, że to będzie już „nowa Rosja”, z którą wszyscy będą chcieli rozmawiać.

KŁ: Kto tego chce?

WO: AfD chce jak najszybszej normalizacji stosunków z Rosją, szczególnie na bazie handlowej. Jeżeli konflikt się skończy, podejrzewam, że AfD będzie języczkiem uwagi w Niemczech i będzie tą siłą polityczną, który powie: „My mieliśmy rację, z Rosją trzeba rozmawiać, handlować, budować sojusze”. AfD jest też za ograniczeniem kosztów transformacji energetycznej, która jest bardzo wysoka dla Niemiec. Niemcy, biorąc pod uwagę to, że mają ogromną fiskalizację, dodatkowo mają wysokie koszty energii przy relatywnie niskiej czy bardzo wolno rosnącej sile nabywczej niemieckiego społeczeństwa. Niemcy odczuwają kryzys, szczególnie ci średnio i mało zarabiający w zasadzie od 2019 roku, od pandemii. A wojna na Ukrainie to pogłębiła i tutaj AfD też odpowiada na ich potrzeby, więc to jest tylko kwestia czasu, kiedy AfD urośnie, kiedy ten kordon policyjny, firewall, który stworzyły tzw. partie mainstreamu wokół AFD zacznie się kruszyć.

W ogólnoniemieckich sondażach już w tej chwili podejrzewam, że AfD depcze po piętach CDU. To jest tendencja, która się dość długo utrzymuje. Tak naprawdę dynamika wzrostu poparcia do AfD przejawia się w wyborach landowych. W sondażach landowych czasem AfD potrafi przebić 40%. Może też okazać się, że z AfD będzie bardzo trudno nie wejść w koalicję, jeżeli w landach mają być stabilne rządy.

Wszystko może się zmienić, a dla nas AfD jest niepokojącą partią, biorąc pod uwagę ten piwot na wschód. Odpowiada za to Niemcom, szczególnie tym na wschodzie, niezadowolonym, biednym, niewykształconym. Ale też dla Niemców z zachodu AfD jawi się jako coraz bardziej logiczny partner i siła polityczna, która racjonalnie zaczyna przedstawiać swoje argumenty. Wizerunek AfD zmienia się, AfD ucieka od niewygodnych haseł a jej próby delegalizacji jak na razie nie przyniosły oczekiwanych skutków.

KŁ: Czyli uważa Pan, że powrót do dobrych relacji między Niemcami a Rosją mimo wszystko, nieważne kiedy zakończy się wojna, jest po prostu nieunikniony?

WO: Podejrzewam, że tak. Jak mówił z uśmiechem i przekąsem świętej pamięci prof. Zbigniew Mazur (wspaniały intelektualista i wieloletni pracownik Instytutu Zachodniego) „na mój stary nochal, tak 😉”. Rosja to naturalny partner Niemiec, jeśli chodzi o potencjał. Niemcy cały czas odczuwają „ból”, że to tyle obszaru, takie bogactwa niewykorzystane. Gdyby Niemcy byli w stanie współdziałać z tym, co ma Rosja i sprawnie wykorzystać do swoich celów rosyjski potencjał, to byłoby to było najpotężniejsze mocarstwo na naszym globie. Nie USA, nie ChRL. Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać. I Niemcy wiedzą, że te surowce mineralne są im potrzebne do szybkiego, dynamicznego rozwoju. To, że Niemcy dzisiaj mają kryzys, to m.in. wynika z wielkich strat, jakie ich ekonomia m.in. poniosła na wschodzie, w skutek konsekwencji wojny na Ukrainie.

Przypuszczam, że w Unii Europejskiej państwem, które sumaryczne poniosło największe straty na wojnie i udzieliło największej pomocy Ukrainie są Niemcy. I z tego też mogą wynikać te niemieckie nastroje.

Poziom życia w Niemczech spada, dochodzą do tego koszty energii, utrata miejsc pracy, transfer firm a do tego następują zmiany cywilizacyjne, czyli automatyzacja, robotyzacja, sztuczna inteligencja, które w naturalny sposób powodują mniejsze zapotrzebowanie w sektorach przemysłu na pracę.

Nie pomagają również pomysły związane z transformacją opartą na wodorze, która jest bardzo kosztowna i trudna w realizacji. Wszystko wskazuje, że np. koszty wytworzenia stali z wodoru mogą być trzy razy droższe niż koszt wytworzenia stali z węgla bez uwzględnienia odpowiednich mechanizmów politycznych, które tworzą osłony finansowe dla transformacji w sektorach energochłonnych.

KŁ: Wodór to w tym momencie jest w ogóle wielka niepewność.

WO: I to są olbrzymie koszty, ale Niemcy w to idą, Europa w to idzie. Są pieniądze publiczne, państwa czy unijne na ten cel. Proszę zobaczyć, że biznes krzywo patrzy na energię jądrową, bo nie ma koniunktury politycznej, póki co na nią. Chociaż politycy niemieccy zapowiadają, że oni będą pierwszym państwem na świecie, które uruchomi fuzję jądrową. Pożyjemy, zobaczymy.

Warto zadać pytanie również: Dlaczego biznes nie angażuje się w energetykę jądrową? Odpowiedź może być banalna: gdyż ryzyko jest zbyt duże, ponieważ koszty zwrotu z energii jądrowej są odwleczone zbyt długo w czasie. A jak postawią turbiny wiatrowe, elektrownie gazowe czy cokolwiek, to w przeciągu dwóch lat biznes zarabia na siebie, a do tego ma odpowiednie, stałe koszty, rentowność inwestycji gwarantowaną przez państwo. A w energii jądrowej wszystko zbyt długo trwa.

Ale to też jest rola państwa, bo na coś mamy te państwa, że jeśli biznes nie chce się angażować, to trzeba mu pomóc, szukając pieniędzy w innych pomostowych formułach. Albo szukajmy w biznesie, ale stawiajmy na takie rozwiązania długotrwałe. Czasami budując projekty strategiczne trzeba włożyć w coś, co się zwróci po 20, 30 latach, albo postawić na inne pryncypia niż tylko te wypływające z czystej kalkulacji finansowej.
Reklama

KŁ: Wracając jeszcze do stosunków z Rosją, w ocenie jednego z moich rozmówców, Niemcy miały przynajmniej jakąś strategię wobec tego kraju przed jej inwazją na Ukrainę, a inne kraje Europy takiej strategii w ogóle nie miały.

WO: Tak, nie sposób się z tym twierdzeniem zgodzić, ale strategia niemiecka doprowadziła do wielu problemów m.in. do wojny, bo to oczywiście Putin zadecydował o tym, kiedy kogo napadnie, ale generalnie dostał środki i odpowiednie możliwości korupcji elit europejskich, szczególnie niemieckich. Niemieckie BND i Urząd Ochrony Konstytucji powinny zupełnie inaczej zadziałać, żeby elity niemieckie nie wpadły w problem uzależnienia lub powiązań z rosyjskim biznesem, który był, jest i prawdopodobnie będzie uzależniony od rosyjskich władz państwowych i ich interesów ze względu na model systemu politycznego panujący w Rosji.
Gdyby nie Nord Stream, to Putin by musiał inaczej rozegrać tę partię, a był pewny tego, że jak będą te dwie rury, to Niemcy się uzależnią od rosyjskiego gazu. Niemcy będą tanio sprzedawać gaz, a on tu będzie szantażował Europę środkowo-wschodnią, która była pod kontrolą jeszcze za Związku Radzieckiego. Takie mrzonki mógł mieć Putin, jego ekipa dzięki temu, że Niemcy dawały możliwość takich, a nie innych profitów i oddziaływania na Europę i na same Niemcy.

KŁ: I teraz z tymi Pana przewidywaniami, że Niemcy po prostu powrócą do business as usual z Rosją, to tkwimy w błędnym kole historii.

WO: Niestety nie wygląda to najlepiej, chociaż to wszystko będzie trwało w czasie. To nie wydarzy się np. pod koniec tego roku. Nawet jeśli w połowie tego roku dojdzie do zakończenia wojny z Ukrainą, to podejrzewam, że dopóki Merz i jego ekipa będzie rządziła, ten powrót do business as usual będzie utrudniony. Ale w 2029 roku być może główną partią zwycięską w Bundestagu, z którą wszyscy będą musieli się liczyć, będzie AfD. I wtedy może się wszystko zmienić. Te procesy polityczne są rozłożone w czasie. Wymiana elit, podejście społeczeństwa, pewna kultura informacji, wojna kognitywna i soft power musi oddziaływać rozłożone w czasie, ale skutecznie zmienia optykę społeczeństw.

KŁ: A czy Polska może w ogóle coś z tym zrobić? Nasze relacje z Niemcami są, jakie są.

WO: One nie są złe. Dzisiaj relacje z Niemcami są najlepsze od wielu dekad. Mamy wspólnego, namacalnego wroga i wspólny interes bezpieczeństwa, Rosję. Chwała za to, że Rosja się tak spolaryzowała z Niemcami i z nami, a my jesteśmy po dobrej stronie barykady, czyli tej co Niemcy, choć czasem mamy „inną wrażliwość”.

Jeżeli ja bym mówił publiczne, że Rosja zrobi, to co zrobiła po 2014, przed 2010 rokiem, to by mnie nazywano wrogiem integracji europejskiej, Niemiec, postępu, zakałą, ciemnogrodem, polskim zaściankiem. Potem okazało się, że większość naszych strategicznych dokumentów w dziedzinie bezpieczeństwa można wyrzucić do kosza, bo budowaliśmy nie armię obronną z możliwością przeniesienia teatru wojny na terytorium przeciwnika i dalekich uderzeń, tylko ekspedycyjną na potrzeby interwencji w Afganistanie, Iraku czy w Afryce. I teraz nagle z wielkimi kosztami dla społeczeństwa próbujemy, jak najszybciej się da, stworzyć armię, która by była w stanie gwarantować nam przetrwanie, czy skuteczne odstraszanie.

Zobacz też
„Niemcy nas okłamali”. Mocne słowa obrońcy Serhija K. dla E24


KŁ: Co do relacji polsko-niemieckich, to też w polskich mediach szerokim echem odbiło się to, że ministrowie sześciu gospodarek UE, w tym Polski, zadeklarowali, że ich kraje będą „motorami europejskiego postępu”. A to inicjatywa niemiecka.

WO: Teraz warto podpinać się pod inicjatywy niemieckie, bo to jest największa gospodarka. Możemy dzięki temu kapitałowo i technologicznie zyskać. Jeżeli Niemcy mają jakiś pomysł na wyjście z impasu, w którym znalazła się cała UE poprzez zielone łady i inne konsekwencje, to niech to pokażą, a my się wtedy przyłączmy. Skorzystajmy z profitów, tanich kredytów, możliwości tworzenia różnych biznesów i tak dalej. Podepnijmy się pod wielką, niemiecką machinę technologiczną i biznesową. Być może na tym skorzystamy, a im bardziej będziemy częścią gospodarki niemieckiej, tym Niemcy nas będą bardziej chcieli bronić.









Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać.

"Niemcy naprawdę potrafiły by tym potencjałem zarządzać"


widzisz różnicę?



poniżej wybrane fragmenty - ten pan jest Polakiem czy Niemcem?


Witold Ostant: Niemcy postrzegają Nord Stream 2 inaczej niż my. Dla nich to był element infrastruktury krytycznej, bezpieczeństwa państwa. Wysadzanie tego typu obiektów to uderzenie w ich bezpieczeństwo energetyczne. 

WO: Niemcy tak reagują, bo trzeba brać pod uwagę ich nieciekawą historię w XX wieku. Oni podkreślają demokrację i legalizm prawny. Są pod tym względem bardzo przewrażliwieni. U nas w Polsce różnie bywa z tym legalizmem prawnym, duchem prawa, demokracją walczącą i tak dalej. To jest nie do pomyślenia w Niemczech. Nie przy tej konstrukcji politycznoprawnej i nie przy takim, a nie innym podejściu elit politycznych. Oni mają cały czas w głowach konsekwencje II WŚ, nazistów, tego, co się stało z prawem, bo ono wówczas też obowiązywało, ale było specyficzne.


Ale tak wracając całkiem poważnie, na dzień dzisiejszy wszystko wskazuje na to, że AfD jeszcze nie jest partią masową na skalę ogólnoniemiecką, ale rośnie w siłę. Jest dla coraz większej grupy Niemców partią racjonalną, bo jak się Pani wsłucha w jej postulaty na przykład energetyczne, to wcale nie są głupie, np. powrót do energetyki jądrowej.

Podkreślić, trzeba z całym zdecydowaniem, że największym błędem w ciągu ostatnich 30 lat było wyłączenie energii jądrowej w Niemczech. Nawet gdyby wojna na Ukrainie nie wybuchła, był to największy błąd niemieckiego establishmentu i niemieckiego biznesu.

WO: Podejrzewam, że tak. Jak mówił z uśmiechem i przekąsem świętej pamięci prof. Zbigniew Mazur (wspaniały intelektualista i wieloletni pracownik Instytutu Zachodniego) „na mój stary nochal, tak 😉”. Rosja to naturalny partner Niemiec, jeśli chodzi o potencjał. Niemcy cały czas odczuwają „ból”, że to tyle obszaru, takie bogactwa niewykorzystane. Gdyby Niemcy byli w stanie współdziałać z tym, co ma Rosja i sprawnie wykorzystać do swoich celów rosyjski potencjał, to byłoby to było najpotężniejsze mocarstwo na naszym globie. Nie USA, nie ChRL. Niemcy naprawdę by potrafiły tym potencjałem zarządzać. I Niemcy wiedzą, że te surowce mineralne są im potrzebne do szybkiego, dynamicznego rozwoju. To, że Niemcy dzisiaj mają kryzys, to m.in. wynika z wielkich strat, jakie ich ekonomia m.in. poniosła na wschodzie, w skutek konsekwencji wojny na Ukrainie.

Czyli ani Rosjanie, ani Amerykanie, ani Chińczycy - nikt z nich nie umie "tym potencjałem zarządzać" ? Pan jest specjalistą od Chin, od Rosji i USA??

I ci mondrzy niemcy wiedzą, że surowce są im potrzebne i nie wiedzieli, że to głupie pozbywać się energii atomowej?? Co za mondrzy niemcy....


Jeżeli Niemcy mają jakiś pomysł na wyjście z impasu, w którym znalazła się cała UE poprzez zielone łady i inne konsekwencje, to niech to pokażą, a my się wtedy przyłączmy. Skorzystajmy z profitów, tanich kredytów, możliwości tworzenia różnych biznesów i tak dalej. Podepnijmy się pod wielką, niemiecką machinę technologiczną i biznesową. Być może na tym skorzystamy, a im bardziej będziemy częścią gospodarki niemieckiej, tym Niemcy nas będą bardziej chcieli bronić.



My już byliśmy "częścią" niemieckiej gospodarki..... w latach 40tych.





całość tutaj:

energetyka24.com/surowce/gaz/ostant-dla-niemcow-ns2-to-bezpieczenstwo-wroca-do-biznesu-z-rosja




poniedziałek, 6 stycznia 2025

10 zasad Milei ( i kultura)





No, zasady bardzo słuszne.




przedruk




"Nie obchodzi nas zdanie polityków na żaden temat". 
Milei przedstawił 10 zasad


Dodano: dzisiaj 15:01


Prezydent Argentyny Javier Milei przedstawił 10 zasad politycznych, którymi kieruje się jego rząd i powinna jego zdaniem kierować się prawica.





Na kongresie kierowanej przez Giorgię Meloni partii Bracia Włosi prezydent Argentyny Javier Milei przypomniał i omówił 10 zasad politycznych, którymi kieruje się swojej działalności w ramach sprawowania władzy.


Przypomnijmy, że w Argentynie od roku trwa transformacja zrujnowanej przez socjalizm gospodarki w kapitalizm. Rządzący koncentrują swoje działania m.in. na radykalnym obniżeniu rządowych wydatków i uwolnieniu gospodarki. W 2025 polityka budżetowa jest prowadzona zgodnie z zasadą zero deficytu.


Milei podkreślił, że nie jest zawodowym politykiem, lecz ekonomistą i gardzi politykami z powodu szkód, które wyrządzili Argentynie. 

W swoim przemówieniu wiele miejsca poświęcił zagadnieniu walki prawicy z lewicą, którą jego zdaniem należy pokonać.



10 zasad politycznych rządu Javiera Milei

Lepiej powiedzieć niewygodną prawdę, niż wygodne kłamstwo

Nie obchodzi nas zdanie polityków na żaden temat

Nigdy nie należy negocjować swoich idei, żeby zdobyć głosy – zaprzeczanie własnym przekonaniom pozostawi cię bez przekonać i bez głosów

Musimy być praktyczni, zdecydowani i nie wahać się pokonać lewicę w bitwie kulturowej

Jedynym sposobem na walkę ze zorganizowanym złem jest zorganizowane dobro

Kiedy przeciwnik jest silny jednym sposobem na pokonanie go jest większa siła

Najlepsza obrona to dobry atak – prawica nie może być ciągle w defensywie i tylko reagować na to, co robi lewica

Walka kulturowa to obowiązek, bo dobrze wskazana idea to dopiero początek, a trzeba ją jeszcze zaimplementować

Jedyny sposób na walkę z socjalizmem jest z prawej strony, bo centrum w praktyce pomaga lewicy

Bronimy sprawy sprawiedliwej i szlachetnej – znacznie większej, niż każdy z nas. Ta sprawa to wielki cywilizacyjny wyczyn, jakim jest Zachód.






Życie, wolność, własność prywatna


W trakcie wystąpienia argentyński prezydent podkreślił, że jego rząd kieruje się przekonaniem, że wolny rynek przynosi dobrobyt dla wszystkich. W konsekwencji rząd musi być ograniczony, ponieważ ludzie wiedzą lepiej niż politycy i biurokraci, jak produkować, z kim handlować i kogo zatrudniać. Dodał, że obecna władza Argentyny broni życia, wolności i własności prywatnej.

Milei wyraził ocenę, że prawicowa liberalna strona zbyt często wpada w pułapkę defensywy, marnując czas na "tłumaczenie się przed tymi, którzy na to nie zasługują".

 – Nikomu kto zrujnował nasz kraj, nie musimy niczego tłumaczyć. To my musimy dyktować tempo wydarzeń, upewniają się, że gra toczy się według naszych zasad. Jeśli zdarzy się, że stracimy punkt, musimy zdobyć kolejne trzy 

– apelował.


Walka kulturowa z lewicą

Prezydent Argentyny wskazał, że najważniejszym polem, na którym toczy się bój z lewicą, jest kultura.

 – Lewica to dowód na to, że najgorsze idee kulturowe mogą odnieść sukces, jeśli są dobrze wypromowane – zwrócił uwagę, dodając, że należy lepiej wypromować idee wolnościowe, które sprawdzają się w praktyce.

Milei podkreślił, że rząd Argentyny nie jest zainteresowany trwaniem w żadnym pakcie, który zakłada dalsze dojenie podatników.

 – To, co oni nazywają konsensusem to w rzeczywistości konsensus między nimi a ich jedynym celem – przywileje kasty politycznej nawet wtedy, kiedy zmieniają się rządy, a politycy skaczą sobie do gardeł 

– powiedział.





---------




I jeszcze tytułem komentarza:

"wolny rynek" - pod tym pojęciem czają się różne interpretacje

"dobro trzeba organizować" - dokładnie!

"walka kulturowa" - to jest coś, co już podkreślałem we wcześniejszych postach 



- na kulturę zwracałem uwagę min. przy okazji notatki o pismach J. G. Herdegera i Muzeum w Morągu

- a także przy okazji postu "Zwycięstwo bez walki" o konkurencji pomiędzy Chiami, a USA - poniżej fragment tego tekstu:



złe działania wynikają z błędnych pomysłów

błędnego poglądu



nasza zdolność do bezpośredniego zwycięstwa dzięki sile militarnej nie powinna być naszą jedyną miarą sukcesu
tak jak chińscy przywódcy studiowali nasz sposób prowadzenia wojny, tak my musimy studiować ich
konkurencja strategiczna jest trwałym stanem, którym należy zarządzać, a nie problemem, który należy rozwiązać


kluczowe znaczenie będzie miała nasza zdolność budowania jedności

na jedność wpływa jakość kultury narodu

idea kulturowa




rywalizacja idei


liczy się nie tylko rywalizacja militarna czy gospodarcza

wymaga to od nas poznania i zrozumienia:

- własnej kultury
- filozofii oraz kultury naszego przeciwnika


znajomość kultury była decydująca, a z pewnością krytycznie ważna





"fałszywa kultura" i massmedia mogą niweczyć wysiłek rodziców włożony w wychowanie dzieci, tak więc

podtrzymywanie i uprawianie kultury zgodnej z naszym kodem kulturowy, tradycją, naszym narodowym interesem - jest ekstremalnie ważne.








niedziela, 13 października 2024

NATO


Wystarczy po kolei opętać jednego, drugiego i krok po kroku prowadzić odpowiednią narrację...




Jak informowali dziennikarze niemieckiej gazety "Bild" generał Andrzejczak stwierdził, że w przypadku naruszenia granicy Litwy wywołałoby natychmiastową reakcję ze strony NATO.


- Nie pierwszego dnia, ale w pierwszej minucie. Uderzymy we wszystkie cele strategiczne w promieniu 300 kilometrów. Uderzymy bezpośrednio w Petersburg - stwierdził.


- Rosja musi zdać sobie sprawę, że atak na Polskę lub kraje bałtyckie oznaczałby również jej koniec. Nawet bez użycia bomb atomowych - dodał.

Polski wojskowy mówił także, że najlepszą strategią wobec Rosji jest zwiększanie potencjału wojskowego i odstraszanie. W związku z tym władze w Warszawie zdecydowały się na zakup "800 rakiet o zasięgu 900 kilometrów, które zostaną użyte w przypadku rosyjskiego ataku".





za:fb






Konfederacja Korony Polskiej

·

Gen. Andrzejczak, komentarz Prezesa Brauna i NATO w tle


 
Po niesławnej wypowiedzi gen. Rajmunda Andrzejczaka i stanowczej reakcji Prezesa Grzegorza Brauna na portalu X na te haniebne generalskie słowa - w umysłach co niektórych większego zamieszania narobiła wypowiedź posła! Z myślą o nich (i nie tylko) - spieszę z jej (chyba już autoryzowaną) egzegezą 

Pojawiło się bowiem wiele pytań odnośnie do stanowiska Konfederacji Korony Polskiej w kwestii NATO. M.in: Jesteście przeciwko NATO jako takiemu? Czy przeciwko realizacji zobowiązań sojuszniczych wobec tylko Litwy? Czy uważacie, że traktat NATOwski nas nie zobowiązuje do zbrojnej pomocy Litwie? etc.


WYJAŚNIAMY


Zanim dojdziemy do osławionego punktu nr 5 traktatu (stanowiącego, że każdy atak zbrojny z zewnątrz zwrócony przeciwko jednemu lub kilku państwom członkowskim traktowany będzie jako atak przeciwko wszystkim sygnatariuszom umowy), mamy punkty poprzedzające, które priorytetyzują przedsięwzięcie środków pokojowych w celu uniknięcia konfliktów zbrojonych. Słowa gen. Andrzejczaka to nic innego jak prowokacja wojenna i podżeganie do wojny, czemu jesteśmy przeciwni. To jak pchanie się na linię ostrzału w cudzej sprawie.

NATO w wielu miejscach wskazuje również na wzajemność, która niejako powinna być warunkiem sine qua non udzielanej pomocy. To nie może być jednostronne ,,dojenie” jednych kosztem drugich. Zabiegi pokojowe, symetria, wzajemność, działania bilateralne. To są priorytety warunkujące pomoc wg 14 punktów traktatu NATOwskiego. Nie odwracajmy akcentów i nie wchodźmy w wysuwane szufladki, jakoby miał to być traktat dotyczący podkładania się jednych państw za drugie pod dyktando trzecich.

Co do samej Litwy. Nie ma spełnionego warunku wzajemności i obustronnego wsparcia. Prezes wskazuje na daleko posunięty brak symetrii w stosunkach polsko-litewskich, na którą to symetrię zwraca uwagę sam traktat NATO w punkcie nr 2:

,,Artykuł 2

Strony będą przyczyniały się do dalszego rozwoju pokojowych i przyjaznych stosunków międzynarodowych
przez umacnianie swych wolnych instytucji, przez przyczynianie się do lepszego zrozumienia zasad, na jakich opierają się te instytucje, oraz przez rozwijanie warunków dla stabilizacji i dobrobytu. 

Będą one dążyły do usuwania konfliktów w prowadzonej przez nie międzynarodowej polityce gospodarczej i będą popierały współpracę gospodarczą między wszystkimi Stronami lub częścią z nich.” 


Jeśli Litwa nie respektuje jako pierwsza wobec Polski artykułu nr 2, my nie mamy obowiązku respektować art. nr 5. Szanujmy się. Nie możemy mówić, że deszcz pada, kiedy nam plują w twarz.


Jak sytuacja z pozostałymi krajami sojuszu?

Podam od razu uniwersalną odpowiedź w stosunku do każdego państwa będącego członkiem NATO: żeby Polska mogła zrealizować punkt piąty traktatu, muszą być respektowane wcześniej wobec Polski przez ten kraj pozostałe punkty dokumentu, które tę pomoc warunkują.

Nie dajmy się ponosić mainstreamowej retoryce, jakoby NATO to był tylko punkt nr 5 traktatu. Mamy ich 14! A ten piąty nie jest nawet w pierwszej trójce.
To są publicznie dostępne artykuły i każdy punkt obowiązuje. Pomoc nie jest bezwarunkowa, właśnie te warunki są określone w tych punktach.

A co, jeśli w kwestiach w/w warunkowości w przypadku Polski kraje sojuszu powołają się na osławioną praworządność albo na dowolną gospodarczą niezgodność etc.?
Oczywiście, że tak będzie - jak zwykle w potrzebie zostaniemy sami, jak już nas tego historia nauczyła. Te zapisy są celowo tak skonstruowane. Dlatego nie bądźmy tu naiwnymi dojnymi krowami. Liczmy na siebie, a sojusze typu NATO niech będą kurtuazyjnym uzupełnieniem naszej dyplomatycznej gry.

Czy Polska powinna opuścić NATO?
Opuszczanie umowy z powodu niedotrzymywania jej punktów nam się nie opłaca. Nie oszukujmy się: to nie jest sojusz gwarantujący nam bezpieczeństwo - nie można się na to nabierać. To względy kurtuazyjne, dyplomatyczne i geopolityczna gra, z której nie można nam wypaść, chcąc utrzymać odpowiednią pozycję na mapie Europy. Wielu ma jeszcze złudzenia, że to wszystko naprawdę. A tak nie jest. Dlatego naszym zadaniem jest być figurantem NATO i prowadzić tak tę partię szachów dyplomatycznych, by nic nie stracić. Nie ma w stosunkach międzynarodowych ,,kolegów”, do których obrony powinniśmy się rzucać. To jest bardzo niedojrzałe myślenie, które nie ma nic wspólnego z dyplomacją. To jest twarda brutalna gra. Nie bądźmy kolejnym pokoleniem Polaków, co się nabiorą na to, że mają sojuszników, którzy im pomogą i sami jak ci błędni rycerze będą nadstawiali siebie i Polskę dla tych, co i tak palcem w naszej sprawie nie kiwną.

Dodam ciekawą informację o wdrażaniu procedur w ramach NATO. W praktyce jest tak, że po ataku na jedno z państw paktu zbiera się dowództwo oraz przedstawicielstwa państw NATOwskich i dopiero konsyliacyjnie podejmowana jest decyzja o wdrożeniu artykułu nr 5 i zapada postanowienie, w których państwach/stolicach ma on być wdrożony. Wszystko z rozwagą i powściągliwością pożądaną w dyplomacji. W interesie Polski na pewno nie jest pchać się do wojny, mamy wobec sztabu NATO ważne argumenty dla niewdrażania u nas art. nr 5 (choćby rozbrojenie z powodu pomocy Ukrainie, jak i rażący brak symetrii w stosunkach polsko-litewskich) i w ten sposób trzeba to rozgrywać.
Dołączenie do Litwy (która zapowiada samodzielną odpowiedź zbrojną na ewentualny atak Rosji bez konsultacji z NATO - ma do tego prawo) może doprowadzić do sytuacji, że Polska zostanie osamotniona w zaangażowanie dla Litwy, bo:

- art. nr 5 paktu nie zostanie ostatecznie wdrożony;
- zostanie wdrożony po decyzji Polski o przystąpieniu do wojny i NATO uzna, że Polsce wsparcie się nie należy, bo nie poczekała na wdrożenie procedury;
- zostanie wdrożony tylko w niektórych państwach sojuszu z pominięciem Polski, która wyjdzie na nadgorliwego, nerwowego ,,głupka”.


Zwracamy uwagę: gen. Rajmund Andrzejczak nie jest uprawniony przez NATO do wygłaszania deklaracji o wdrożeniu art. 5 na wypadek ataku Rosji na Litwę. To, co powiedział, mógł tylko w imieniu Polski, a jest to bardzo bardzo niebezpieczne, durne, szkodliwe i nie ma nic wspólnego z roztropną dyplomacją. Atak Polski na Petersburg to gwarancja zmasowanego odwetu Rosji na Polskę, nie wykluczając ataku jądrowego.


PODSUMOWUJĄC

W moim przekonaniu wymagana była neutralizacja wypowiedzi gen. Andrzejczaka i tylko taka forma, jaką zaprezentował poseł Braun, mogła zadziałać jak ,,relanium na rozjuszonego niedźwiedzia”.

Polska za Pokojem!


Marta Czech, rzecznik prasowa Konfederacji Korony Polskiej



Władze swoim zachowaniem i zacietrzewiem sugerują, że wobec Ukrainy możemy mieć jakiś tajny plan,

na pewno taki plan mają Niemcy i na pewno władze ukrainy, które nic sobie nie robią z samobójczej wojny - muszą mieć na uwadze inne rozwiązania, a wolność czy istnienie ukrainy nie ma dla nich żadnego znaczenia.

A co, jeśli takiego planu nie ma?
Jaki jest cel takiej narracji i postępowania?

Bo "zacietrzewienie" przysłania fakt, że pozbywamy się uzbrojenia....



W dodatku POLICJA chce, by odebrać ludziom kapiszony czarnoprochowe, bo tym można komuś krzywdę zrobić... ale nie tylko - utrudnia się życie myśliwym - przypominam - w dobie zagrożenia wojną ze wschodu!!

Nie-rząd łamie prawo w biały dzień.
A opętani ludzie wygrażają petersburgom.



Zadziwiająca koincydencja!

 

Nie ma czołgów, nie ma samolotów, nie ma strzelb, ani nawet kapiszonów!



W ostatnich czasach wojna zaskakuje.

W 1939 roku staliśmy odwróceni plecami do ataku niemieckiego, bo niejaki Pił Sudski wskazywał na ZSRR i reszta posłusznie udawała, że tak jest - pomimo wielu alarmujących informacji z Pomorza...



Toczy się wojna - wojna kognitywna, gdzie mocno zaciera się granica pomiędzy faktami, a kłamstwami.

Udawanie wojennej retoryki może zostać zinterpretowane jako nieudawanie.

Brak reakcji na łamanie prawa przez rząd.



Gotowanie żaby...




Ty jesteś tą żabą.










wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-rosyjski-posel-ostrzega-polske-mowi-o-trzech-rozbiorach,nId,7834850


wtorek, 1 października 2024

Niszczenie narodów - deschooling



"ekonomizm, pragmatyzm i utylitaryzm" zdecydowanie odcisnęły swoje piętno na obecnym systemie edukacji, czego konsekwencją jest formacja młodych ludzi indywidualistów, pragmatycznych i egoistycznych, zainteresowanych jedynie materialnym spełnieniem."

"Zdaniem autora zjawiskiem, które powinno nas niepokoić, jest "systematyczna imbecylizacja młodzieży, wrzucanej, z wąskim horyzontem wiedzy i z oschłą duszą, w nieludzkie społeczeństwo, w którym liczą się tylko wyniki".


"Organizacje prasowe są doskonale dostosowane do tego programu."


Wiemy to!

Facet opisuje to, co ja znam od lat z codziennego oglądu sytuacji.

Za tym wszystkim, za mediami, gazetami, redaktorami i portalami, za działaniami instytucji, posłów i różnych organizacji, osób fizycznych itd itd...  stoją służby specjalne, które to wszystko koordynują i potężne siły, które to opłacają, 

jest to potężna machina, która nieustannie - dzień i noc, po malutku, w niemal niezauważalny sposób, mieli ludzkie umysły i niszczy ludzi - niszczy państwo.



To jest wojna kognitywna.







przedruk
tłumaczenie automatyczne





"Deschooling w Rumunii doprowadził do niepewnej przyszłości naszego kraju"




Znany historyk, pisarz i profesor Mircea Platon, 

redaktor naczelny czasopisma "Literary Conversations", doktorat z historii na Uniwersytecie Stanowym Ohio w Columbus w USA, autor kilku książek, m.in. "Kto pisze naszą historię?" (2007), "Świadomość narodowa i państwo przedstawicielskie" (2011), "Co pozostaje do obrony?" (2016), "Naród, modernizacja i rumuńskie elity" (2019), "Deschooling Romania" (2020), 
udzielił nam wywiadu na temat sytuacji rumuńskiej edukacji. 

Mówił nam dokładniej o drastycznym upadku szkolnictwa w Rumunii w ciągu ostatnich 30 lat, o korzeniach tego bezprecedensowego regresu, przyspieszonego dziś przez cyfryzację narzuconą bez żadnych podstaw naukowych, jak pokazuje pan Platon w swoich badaniach i sygnałach alarmowych uruchomionych w ostatnich latach.




– W 2020 roku wydałeś książkę "Deschooling Romania. Cele, krety i architekci rumuńskiej reformy edukacji". Chcielibyśmy uzyskać szczegółowe informacje na temat tego, jak przebiegał ten proces porzucania szkoły i jakie miało to konsekwencje dla społeczeństwa oraz dla dzieci i młodzieży.


– Deschooling w Rumunii był procesem, w którym uczniowie zostali pozbawieni wiedzy i charakteru. Proces ten został przeprowadzony zgodnie z metodami wypracowanymi na Zachodzie przez zespoły ekspertów, a następnie wdrożonymi przez duże instytucje międzynarodowe, które funkcjonują jako instytucjonalne banki pamięci reformy.

Nie pracowali przypadkowo, ale metodycznie. Świadczy o tym fakt, że w Rumunii podjęto dokładnie takie same kroki w kierunku deschoolingu, jak np. w USA czy we Francji. W USA zaczęło się to w latach 50., we Francji w latach 70. W naszym kraju, w latach 90. 

Slogany, 
manipulacja medialna, 
zaangażowanie organizacji pozarządowych, 
deprofesjonalizacja nauczycieli, 
nowa scholastyka psychopedagogiczna

wszystkie, by zacytować Creangę, straszliwe głupie rzemiosło reformy edukacyjnej było identyczne i krążyło między Ameryką w latach 50. i 60., Francją w latach 70., Ameryką Południową w latach 80., Europą Wschodnią w latach 90., Azją Środkową i krajami arabskimi w latach 2000. 


Pokazałem nawet, że rumuńscy eksperci, którzy przeprowadzili reformę w naszym kraju, zostali następnie przeniesieni do przeprowadzenia reformy edukacji w Afganistanie, według tych samych receptur i z tymi samymi wynikami, mimo że między Rumunią a Afganistanem jest tak wiele różnic kulturowych. 

Zasadniczo, rumuńska deschoolizacja doprowadziła do niepewnej przyszłości Rumunii, do zniszczenia szkoły jako siły napędowej awansu społecznego opartego na pracy i zasługach, jak to ujął Eminescu, oraz do pewności przyszłości zdominowanej albo przez niedojrzałych dorosłych Rumunów, słabo przygotowanych i niezdolnych do opanowania swojego kraju, to znaczy do życia, zarządzania i przekazywania w spadku swoim dzieciom, krajowi lub imigrantom. [wojna kognitywna ! i u nas promuje się pajdokrację - MS] Zasadniczo, deschooling w decydujący sposób przyczynił się do zapobieżenia przekazywaniu Rumunii jako dziedzictwa materialnego i kulturowego od przodków do potomków.



– Dlaczego uważa Pan/Pani, że mimo znacznej liczby badań (i książek przetłumaczonych m.in. w Rumunii), opublikowanych w ostatniej dekadzie, na temat szkodliwości wprowadzania komputerów i technologii cyfrowych w edukacji – badań, w wyniku których ważne kraje, takie jak Szwecja czy Holandia, początkowo zorientowane na cyfryzację, w ostatnim czasie zdecydowały się na rezygnację z urządzeń cyfrowych i powrót do tradycyjnych podręczników -, Czy jednak Rumunia za wszelką cenę nalega na narzucenie cyfryzacji, a nawet wprowadzenie narzędzi opartych na sztucznej inteligencji w kształceniu przeduniwersyteckim, o czym wspomniano w projekcie Narodowej Strategii na rzecz Sztucznej Inteligencji na lata 2023-2027? Chociaż, jak wykazał Pan/Pani w swoich badaniach, nie przedstawiono żadnego solidnego argumentu naukowego dotyczącego dydaktycznej przydatności agendy digitalizacji w Rumunii.



– To są ogromne interesy finansowe, które sprawiają, że nawet skandaliczne konflikty interesów są pomijane. Lobby IT finansuje własne artykuły, które twierdzą o korzystnej roli cyfryzacji. I te "studia" stają się następnie materiałami, na które powołuje się Ministerstwo Edukacji Narodowej w procesie cyfryzacji edukacji. To tak, jakbyśmy brali każdą ulotkę reklamową za pewnik i używali jej jako źródła polityki publicznej. Istnieją ogromne korporacje z ogromnymi interesami w branży IT, a władze rumuńskie i unijne zachowują się tak, jakby były organizacjami charytatywnymi zainteresowanymi dobrobytem publicznym. Prowadzą nas ludzie o mentalności tych, którzy na początku lat 90. otrzymali i ukradli przeterminowaną "pomoc".



– Twoja książka i sygnał alarmowy, który uruchomiłeś w 2021 r. poprzez obszerną i rygorystycznie udokumentowaną analizę "Krucjata dzieci: cyfrowa deschooling", zwróciły uwagę na poważne problemy dotyczące stanu rumuńskiej edukacji i destrukcyjnego kierunku, w którym jest ona popychana poprzez dostosowanie się do neoliberalno-globalistycznej agendy i digitalizację jej za wszelką cenę. Czy ten sygnał alarmowy miał wpływ na nauczycieli, rodziców lub młodzież, czy też na wyższym szczeblu na decydentów w Ministerstwie Edukacji? Jakie były reakcje?


–Nie. Bo do moich książek nie dołączają się fundusze. Deschooling i digital deschooling odbywały się za dobre pieniądze. Dzięki reformie wiele zyskano. Odbywały się wakacje, kupowano domy, zabierano ogromne pensje, uruchamiano biznesy. Istnieje cały establishment psychopedagogiczny, który narodził się w wyniku tych przedsiębiorstw państwowych i spółdzielczych. Moje książki są dostarczane tylko z argumentami i odniesieniami do źródeł, a nie z funduszami. Oddźwięk wśród opinii publicznej, w tym rodziców i nauczycieli, był dość silny, ale raczej nie zmienił w żaden sposób biegu rzeczy. Ci, którzy stoją u steru Rumunii, pojmują swoje strategiczne interesy w sposób, który obejmuje deedukację Rumunii i upowszechnienie analfabetyzmu. Organizacje prasowe są doskonale dostosowane do tego programu. [dokładnie! szczególnie w tym roku opisywałem jak media imbycylizują młodzież - MS]


– W jaki sposób należy zachęcać zdolnych młodych ludzi do pozostania w kraju po zakończeniu studiów? Rumunia traci wielu utalentowanych i najlepiej wyszkolonych młodych ludzi, którzy mogliby tworzyć elitę kraju, pracując w służbie swojego narodu, ale zdecydowali się opuścić swój kraj. Co należy dla nich zrobić?

– Należy stosować zasadę "Właściwy człowiek na właściwym miejscu". Mamy odpowiednią formę i ludzi i dla nich też byłoby dla nas miejsce. Teraz system jest pełen miernych pochlebców, niekompetentnych, plagiatorów. Wyjeżdżają nie tylko błyskotliwi młodzi ludzie, ale także normalni ludzie, ale z charakterem, zwykli ludzie w kraju.


– W Strategii Cyfryzacji Edukacji w Rumunii Ministerstwo Edukacji przejmuje szereg rekomendacji sformułowanych przez DIGITALEUROPE, które pokazał Pan/Pani, że jest głównym narzędziem, za pomocą którego lobby Big Tech narzuca swoją agendę cyfryzacji w Europie i Rumunii. Jednym z głównych zaleceń jest "rozwój publiczno-prywatnych partnerstw instytucjonalnych w zakresie tworzenia modułów programowych kształcenia na odległość". Jak Pan/Pani komentuje ten cel?


– Tak, jest to szkoła typu penitencjarnego, powszechnie stosowana w praktyce w niektórych krajach afrykańskich, a wyjątkowo w innych częściach świata z okazji tego, co WHO określa mianem "pandemii". To szkoła z Wielkim Bratem. Niczego się nie uczysz, ale trzymasz się miejsca i wszystko kontrolujesz.



– W książce z 2014 r. austriacki filolog i psycholog Bernhard Heinzlmaier, prezes wiedeńskiego Instytutu Badań nad Kulturą Młodzieży, ostrzegał, że "ekonomizm, pragmatyzm i utylitaryzm" zdecydowanie odcisnęły swoje piętno na obecnym systemie edukacji, czego konsekwencją jest formacja młodych ludzi indywidualistów, pragmatycznych i egoistycznych, zainteresowanych jedynie materialnym spełnieniem. 

Zdaniem autora zjawiskiem, które powinno nas niepokoić, jest "systematyczna imbecylizacja młodzieży, wrzucanej, z wąskim horyzontem wiedzy i z oschłą duszą, w nieludzkie społeczeństwo, w którym liczą się tylko wyniki". Jest to tendencja powtórzona również w Rumunii, gdzie w zaproponowanych na początku 2016 r. planach reformy edukacji położono nacisk na wartości utylitarne, na integrację z rynkiem światowym (pisanie CV, listów intencyjnych itp.), ze szkodą dla czytelnictwa i kształtowania się solidnej kultury ogólnej, a także kultury narodowej (która obejmowałaby znajomość własnej historii i rumuńskich realiów). [te same procesy co u nas - MS] Na te plany reform zareagował Pan wówczas swoją analizą "Taktyka spalonego systemu edukacji". Biorąc pod uwagę, że ustawa o oświacie wspomina również o potrzebie kształtowania "infrastruktury mentalnej społeczeństwa rumuńskiego" w sensie sprawnego funkcjonowania "w kontekście globalizacji", co może nam Pan powiedzieć o tych zmianach? [chodzi o "potoczność" ??- MS]

– Szkoła nie ma na celu uczenia się, ale kształcenie. Ale wychowują, nie zajmując się charakterem. Innymi słowy, format. Infrastruktura mentalna jest naszym oprogramowaniem, w wizji tych inżynierów społecznych, którzy nas prowadzą. Społeczeństwo nie jest nieludzkie, ponieważ liczą się tylko wyniki, społeczeństwo jest nieludzkie, ponieważ liczy się tylko to, co elity administracyjno-korporacyjne zdecydują, że powinno mieć znaczenie: wczorajsze wyniki, dziś różnorodność i integracja. Ataki na performans są atakami na stary neoliberalizm wywodzący się z nowej lewicy, rzekomo zaabsorbowanej człowiekiem. W rzeczywistości programowe horyzonty Zielonego Resetu są złowrogie i antyludzkie. 

Transhumanizm jest rzeczywistością rozwijaną przez politykę, przez masową imigrację, przez wszystko, co jest związane z agendą DEI (różnorodność, równość, integracja, przyp. red.). Człowiek jest atakowany i wypierany przez masową imigrację, sztuczną inteligencję oraz politykę gospodarczą, finansową i energetyczną narzuconą przez Zielony Reset.

A te rzeczy nie mają nic wspólnego z efektywnością czy wydajnością – bo są masowo subsydiowane z budżetu państwa, z pieniędzy podatników – ani z humanizmem czy empatią, bo miażdżą człowieka, jego życie rodzinne, utopijnymi imperatywami wyłożonymi na asfalcie technokratycznego żargonu.



– Co, Pana zdaniem, jest powodem, dla którego wielu nauczycieli i rodziców nie zajmuje zdecydowanego stanowiska wobec tych zmian, które mają szkodliwy wpływ na edukację i rozwój naszych dzieci i młodzieży? Wręcz przeciwnie, wielu nawet je przyjmuje i uważa za korzystne.


– Jedni zyskują na reformach (nauczyciele), inni myślą, że wygrywają (rodzice), jeszcze inni nie do końca rozumieją, co się dzieje. Niektórzy każdego dnia ciężko walczą, aby położyć bochenek chleba na dziecięcym stole i nadążyć za ciągłą ofensywą prowadzoną przez krajowe i międzynarodowe instytucje przeciwko zwykłemu człowiekowi. Nie mają już czasu myśleć o takich rzeczach.

Świat już nie czyta, nie ma już kontaktu z logosem, z logiką, z argumentacją, z rozumem. Idziemy na emocje i wrażenia. 

Potrzeba by kilku miesięcy intensywnej kampanii w telewizji i zobaczenia, jak bardzo wszyscy byliby zaangażowani.





ziarulumina.ro

Autor: Irina Bazon







piątek, 27 września 2024

Doktryna Gierasimowa, czyli wojna kognitywna

 


Tak zwana doktryna Gierasimowa, czy też wojna hybrydowa, wojna informacyjna albo ostatni termin - wojna kognitywna, to jest wszystko to samo - i to jest to, co ja opisuję od lat na blogu i w opracowaniu Werwolf.



To, co opracowują/ studiują wojskowi specjaliści i służby specjalne, to ja to sam zauważyłem i samodzielnie opisałem.

Napisałem to wszystko na podstawie obserwacji i ogólnodostępnych źródeł.



Co oznacza, że KAŻDY ma dostęp do tych informacji i KAŻDY mógłby to opisać.


Dlaczego więc ja - zebrałem tak obszerne kompedium na ten temat, a inni nie?


Ponieważ najwyraźniej inni nie dość interesują się sprawami państwa, nie dość interesują się swoim krajem.

Nie są nauczeni tego robić, nie mają zwyczaju, za to mają zwyczaj iść na łatwiznę i zamiast samemu analizować sprawy  - sięgają po gotowe cudze formuły - często fałszywe i specjalnie kolportowane celem dezinformacji.


I to trzeba zmienić.


Potrzebne jest wychowanie patriotyczne i zaangażowanie obywateli, głównie mężczyzn, w budowanie permanentnej odporności państwa na atak hybrydowy, na wojnę kognitywną, na wojnę w ogóle.


Treść artykułu potwierdza to co zapisałem na blogu - wojna kognitywna właśnie teraz trwa.


Trwa zresztą od 1944 roku, a więc od 80 lat - czas się obudzić i wziąść za to!


Wojna tradycyjna nie odeszła do lamusa, ale wojna jako taka zmieniła się i tradycyjne postrzeganie wojny nie ma już zastosowania.


Teraz polityka jest kontynuacją wojny - ale też mass media, 5 kolumna, a środkiem wojny staje się szeroko rozumiana "potoczność" przekonań.



opis wojny jako "kontynuacji polityki, ale innymi środkami" nie ma już zastosowania w "doktrynie Gierasimowa", ponieważ nie traktuje wojny jako kontynuacji polityki, ale politykę jako kontynuację wojny, podkreślając, że skuteczne prowadzenie polityki może obejmować szerszy arsenał środków i metod niemilitarnych


Chciałem jeszcze zauważyć, że Gierasimow opublikował swój artykuł w marcu 2013 roku, czyli niemal dwa lata po mnie, bo tekst Werwolf opublikowałem 28 sierpnia 2011 roku.


"Doktryna Gierasimowa" to tylko termin umowny i na wyrost, mowa jest o artykule, w którym rosyjski generał nakreślił pewne problemy współczesnej wojny.



poniżej fragmenty z angielskiej wikipedii
tłumaczenie automatyczne




Doktryna Gierasimowa, nazwana tak na cześć szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojych FR generała Walerija Gierasimowa, jest pseudomilitarną doktryną stworzoną przez zachodnie media i niektórych rosyjskich analityków. 

Opiera się na poglądach Gierasimowa na temat współczesnej wojny USA, stawiając konflikty międzypaństwowe i działania wojenne na równi z działaniami politycznymi, gospodarczymi, informacyjnymi, humanitarnymi i innymi działaniami niemilitarnymi.

Stało się o nim głośno po tym, jak Mark Galeotti ukuł ten termin na swoim blogu "In Moscow Shadows" oraz po inwazji i aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r. Niektórzy zachodni analitycy byli przekonani, że działania Rosji odzwierciedlają "doktrynę Gierasimowa", przyczyniając się do rozpowszechnienia tego terminu i czyniąc go modnym hasłem.

Idea istnienia "doktryny Gierasimowa" jest kwestionowana przez wielu badaczy i specjalistów od rosyjskiej myśli i doktryny wojskowej. Według nich kluczowe elementy doktryny Gierasimowa leżą u podstaw koncepcji Wojny Nowej Generacji. Wielu twierdzi również, że Gierasimow nigdy nie chciał przedstawiać doktryny, a raczej prosił naukowców z Rosyjskiej Akademii Nauk Wojskowych o przeprowadzenie badań, które pomogłyby mu zrozumieć nowe sposoby prowadzenia wojny na Zachodzie.


Artykuł Gierasimowa był transkrypcją jego dorocznego przemówienia i prezentacji w Rosyjskiej Akademii Nauk Wojskowych w marcu 2013 roku, kiedy próbował wyjaśnić sposób, w jaki Zachód angażuje się w działania wojenne i rosnące znaczenie instrumentów pozawojskowych dla osiągania celów wojskowych. 

Innymi słowy, były to poglądy Gierasimowa na temat współczesnych amerykańskich metod prowadzenia wojny.  Artykuł ten został przedrukowany w anglojęzycznym czasopiśmie Military Review, a następnie wielokrotnie cytowany w prasie zachodniej.




Poglądy Gierasimowa na temat przyszłych działań wojennych


Doktryna zakłada stosunek działań niewojskowych do wojskowych w stosunku 4:1. 

Gierasimow podkreśla "znaczenie kontrolowania przestrzeni informacyjnej i koordynacji w czasie rzeczywistym wszystkich aspektów kampanii, a także stosowania ukierunkowanych uderzeń głęboko na terytorium wroga i niszczenia krytycznej infrastruktury cywilnej i wojskowej". 

Proponuje również maskowanie regularnych jednostek wojskowych "w przebraniu sił pokojowych lub sił zarządzania kryzysowego". 


Działania zbrojne


Wojskowe środki odstraszania strategicznego
Strategiczne wdrożenie
Warfare (działania wojenne)
Operacje pokojowe
Etapy i procesy wojny hybrydowej



Działania niemilitarne

Tworzenie koalicji i sojuszy
Naciski polityczne i dyplomatyczne
Sankcje gospodarcze
Blokada gospodarcza
Zerwanie stosunków dyplomatycznych
Formowanie się opozycji politycznej
Działania sił opozycyjnych
Konwersja gospodarki kraju konfrontującego się z Rosją na tory wojskowe[potrzebne wyjaśnienie]
Znalezienie sposobów rozwiązania konfliktu
Zmiana przywództwa politycznego kraju wobec Rosji
Wdrożenie zestawu działań mających na celu zmniejszenie napięć w relacjach po zmianie przywództwa politycznego

szczególnie ta dwa ostatnie punkty są istotne odnośnie wojny na Ukrainie - MS


Ponadto doktryna zakłada "konfrontację informacyjną", nie precyzując, czy działania te mają charakter militarny, czy niemilitarny.






wikipedia dla Polaków



Wykład i publikacja


9 listopada 2012 r. Gierasimow został mianowany szefem Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. 25 stycznia 2013 r. zaproszono go jako prelegenta na konferencję Akademii Nauk Wojskowych w Moskwie, podczas której wygłosił wykład o wojnach przyszłości i zreferował koncepcję wojny nowej generacji.

Kluczowe tezy z wykładu Gierasimow zawarł w artykule „Wartość nauki w przewidywaniu. Nowe wyzwania wymagają ponownego przemyślenia form i metod prowadzenia wojny”. Tekst został opublikowany 27 lutego 2013 r. w gazecie „Kurier Wojskowo-Przemysłowy” (ros. „Военно-промышленный курьер”), następnie w serwisie internetowym gazety (vpk-news.ru)



Streszczenie artykułu


Główne tezy Gierasimowa:

Wydarzenia Arabskiej wiosny pokazują, że prawidłowo funkcjonujące państwo może w krótkim czasie, nawet kilku dni, pogrążyć się w chaosie, stać areną walki, obcej interwencji, wojny domowej i katastrofy humanitarnej [prawie moje słowa! - MS]


Wojna nowej generacji różni się od tradycyjnych konfliktów zbrojnych.

Metody pozamilitarne (ekonomiczne, polityczne, informacyjne) mogą być równie dobre, a być może nawet skuteczniejsze od tradycyjnego ataku. 

Można wykorzystać również potencjał protestującej ludności, walkę informacyjną, działania służb specjalnych, a sił wojskowych używać pod pozorem utrzymania pokoju i opanowania kryzysu w zdestabilizowanym regionie.

[kryzys związany z aktywnością Werwolfa [demokracja walcząca?] mógłby być wykorzystany np. przez USA, które obecne jest teraz w Polsce - pamiętamy przestrogi Machiavelliego - MS]

Przewagę przeciwnika można zniwelować dzięki wewnętrznej opozycji, sterowanej przez służby specjalne, która utworzy przyjazny front na terenie wrogiego państwa.

Jedną z form wykorzystania sił zbrojnych za granicą może być operacja pozornie pokojowa, a faktycznie militarna (prowadzona jako: humanitarna, ratunkowa, kordon sanitarny, ewakuacja itp.).


Gierasimow przywołał radzieckiego stratega Aleksandra Swieczina, który stał na stanowisku, że każda wojna wymaga indywidualnej analizy oraz osobnej metodologii i zgodził się z jego opinią. 

Ponadto przytoczył książkę „Nowe formy walki” autorstwa radzieckiego teoretyka wojskowości, naczelnika sztabu 7 Armii i wykładowcę Akademii Wojennej Sztabu Generalnego pułkownika Gieorgija Samojłowicza Issiersona, która została wydana w 1940 roku.

Gierasimow chwalił autora za spostrzeżenia dotyczące nowego sposobu prowadzenia wojen bez ich wypowiedzenia, które nie spotkały się z aprobatą ówczesnych dowódców. Nazwał Issiersona „prorokiem”, niezrozumianym w swojej ojczyźnie.



Koncepcja wojny nowej generacji

Podstawowa różnica między tradycyjną wojną i wojną nowej generacji, opisaną przez Gierasimowa, polega na uwzględnieniu ważnej roli, jaką w konflikcie zajmują działania takie jak: dezinformacja, chaos, destabilizacja regionu. Określił je mianem strategii działań pośrednich i użyciem środków pozamilitarnych, dosłownie „niewojskowych”.







Nazwa doktryny sugeruje, że Gierasimow jest autorem i pomysłodawcą wszystkich rozwiązań. Faktycznie wymienione przez niego pozamilitarne sposoby wspierania lub wywoływania wojen są znane i stosowane od czasów starożytnych. 

Gierasimow podczas wykładu w Akademii Nauk Wojskowych powołał się na Sztukę wojenną Sun Zi, spisaną w VI wieku p.n.e. i zawartą w niej koncepcję wygrywania wojny bez działań bojowych. 

Z kolei w artykule przywołał książkę Issiersona z 1940 r. w kontekście prowadzenia wojny bez jej wypowiedzenia, co również nie było nowym zjawiskiem z perspektywy Issiersona, gdyż w taki sposób III Rzesza Niemiecka oraz Związek Radziecki zaatakował Polskę rok przed wydaniem jego publikacji.

[to by trzeba sprawdzić, czy to się zgadza z treścią książki - MS]


W XX wieku rosyjscy wojskowi opisali koncepcję „małej wojny” (badania nad nią prowadził Boris Smysłowski) oraz „wojny buntowniczej” (opisaną przez Jewgienija Messnera).

Analizowano również zagadnienie „asymetrycznych odpowiedzi” wojennych. Powyższe koncepcje zawierają wiele elementów wspólnych z wojną nowej generacji opisaną przez Gierasimowa, np.: brak formalnego wypowiedzenia wojny, chaos w formacjach zbrojnych, niemożność przypisania formacji do konkretnego państwa, chaos na linii frontu lub jej zupełny brak, działania militarne prowadzone wewnątrz państwa lub z dala od granic, zatarcie różnic między okresem wojny i pokoju.

W maju 2013 r., jeszcze przed opublikowaniem artykułu Gierasimowa, podobną wizję przedstawił Igor Girkin, który stał na stanowisku, że: „Podstawą sukcesu w wojnach nowego typu są prewencyjne operacje specjalne, a nie operacje wojskowe na dużą skalę”.

[w maju, w marcu ? - wydaje się, że autor wpisu ma problemy z kalendarzem - MS]


Płk Mirosław Banasik zakładał, że Gierasimow nie jest autorem koncepcji, ponieważ przedstawił ją po zaledwie trzech miesiącach pełnienia stanowiska i nie zajmował się wcześniej analizą taktyki wojennej, zaś faktycznym pomysłodawcą mógł być Nikołaj Makarow, poprzedni szef Sztabu Generalnego.

Michael Kofman (Wilson Center, dyrektor Studiów Rosyjskich w NCA) stał na stanowisku, że Gierasimow specjalizuje się w wojnie pancernej, a opracowanie taktyki wojskowej wymaga skoordynowanej pracy sztabu ludzi. Dlatego zakładał, że Gierasimow zreferował dyskutowane w kręgach wojskowych, powszechnie znane założenia, przywołując myśli różnych analityków i autorów, przy czym część postulatów ma charakter tak ogólny, że można je zastosować praktycznie do każdego konfliktu.





Temat obszerny, polecam uwadze i własnym studiom.





Georgii Samoilovich Isserson (1898–1976) był płodnym pisarzem zajmującym się taktyką i operacjami wojskowymi. Do jego najważniejszych prac na temat sztuki operacyjnej należały: The Evolution of Operational Art (1932 i 1937) oraz Fundamentals of the Deep Operation (1933). Ta ostatnia praca pozostaje utajniona do dziś. [16]

Isserson skoncentrował się na głębi i roli, jaką odgrywała ona w operacjach i strategii. Jego zdaniem, strategia odeszła od czasów napoleońskich i strategii jednego punktu (decydującej bitwy) oraz od epoki Moltkego strategii linearnej. Ciągły front, który rozwinął się podczas I wojny światowej, nie pozwolił na ruchy oskrzydlające w okresie przed 1914 rokiem. Isserson argumentował, że front stał się pozbawiony otwartych flanek, a sztuka wojskowa stanęła przed wyzwaniem opracowania nowych metod przełamywania głęboko rozwiniętej obrony. W tym celu pisał, że "stoimy u progu nowej epoki w sztuce wojennej i musimy przejść od strategii linearnej do strategii głębokiej". 


Po wojnie domowej ukończył Akademię Wojskową Armii Czerwonej (w 1924 r.) i pracował jako szef wydziału wywiadowczego sztabu frontu zachodniego, szef wydziału operacyjnego sztabu Leningradzkiego Okręgu Wojskowego i 1. wydziału Zarządu Operacyjnego Dowództwa Armii Czerwonej. W 1926 r. przebywał w podróży służbowej do Niemiec. W latach 1927-1930 był szefem sztabu 10 Korpusu Strzeleckiego. W latach 1930-1931 był adiunktem Akademii Wojskowej im. M.V. Frunzego. Od czerwca 1931 r. był nauczycielem, a w latach 1932-1933 kierownikiem wydziału operacyjnego tejże uczelni. W grudniu 1933 r. został mianowany dowódcą i komisarzem 4 Dywizji Strzelców. Od lutego 1936 r. pracował jako zastępca szefa I Oddziału Sztabu Generalnego Armii Czerwonej. W maju 1936 r. został mianowany szefem Wydziału Operacji Wojskowych nowo utworzonej Akademii Sztabu Generalnego. Pośrednio dotknęły go represje wobec elity Armii Czerwonej – od września 1937 r. był do dyspozycji Zarządu Sztabu Dowódczego. Od maja 1938 r. pracował jako kierownik Wydziału Sztuki Operacyjnej Akademii Sztabu Generalnego. W 1939 roku, na początku wojny między ZSRR a Finlandią, został wysłany na front wraz z grupą nauczycieli Akademii, gdzie wkrótce został mianowany szefem sztabu 7 Armii. Po zdymisjonowaniu ze stanowiska i obniżeniu stopnia wojskowego, G.S. Isserson został mianowany dowódcą pułku kadrowego na froncie. Po zakończeniu działań wojennych Gieorgij Samojłowicz złożył petycję o przywrócenie go do pracy dydaktycznej w akademii.

Dowódca dywizji (1939), zdegradowany do stopnia pułkownika (1940).


Poniżej fragment opracowania Issersona.
Trudno ocenić ile w tym propagandy, a ile rzetelnej analizy.

Ale - czy wojskowy, oficer, strateg  i nauczyciel może pozwalać sobie na emocjonalność w swoich pismach? Ten emocjonalny język może świadczyć o tym, że Isserson wiedział o agenturze w polskim dowództwie, o zdradzie. Tym pogardliwym językiem stara się wzmocnić wersję o nieudolności polskiej generalicji - a było inaczej...

Pamiętajmy uwagi Seweryna Osińskiego z książki "5 kolumna na Pomorzu Gdańskim" o tym, że najwyższe władze (Józef Beck - min. na stronie 187) bagatelizowały alarmujące donosy z Pomorza, co może potwierdzać te domysły, że w dowództwie znajdowała się niemiecka agentura, albo po prostu - opętańcy.

A jak jest dzisiaj?


Słowa Issersona zdają się potwierdzać istnienie wpływów... a w 2009 pokazała się taka informacja: 

Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) Rosji uznała ministra spraw zagranicznych przedwojennej Polski Józefa Becka za agenta niemieckiego wywiadu.


Z całej książki Osińskiego wynika, że:

wojna była pewna





Seweryn Osiński - "5 kolumna na Pomorzu Gdańskim" strona 266







Isserson:

Nie podjęto też żadnej poważnej próby wzniesienia fortyfikacji polowych w dniach poprzedzających wybuch działań wojennych. Polski Sztab Generalny beztrosko oświadczył, że nie ma takiej potrzeby: wojna będzie prowadzona jako wojna mobilna.

W ten sposób wojsko polskie maszerowało w kierunku huraganu, który przygotowywał się do zmamienia go z powierzchni ziemi.
 



w jaki sposób udało się skoncentrować prawie półtoramilionową armię potajemnie i niepostrzeżenie na polskim pograniczu i rozmieścić ją do inwazji na całym froncie.

W rzeczywistości nie było w tym nic szczególnie ukrytego. Koncentracja sił niemieckich zwiększała się z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień. Aby ustalić datę jej rozpoczęcia, musimy cofnąć się do 1938 roku, do okresu po przyłączeniu Czech i Moraw do Niemiec. Gdy siły kumulują się tak stopniowo, najpierw w jednej, potem w drugiej, a potem w trzeciej, proces koncentracji nie otrzymuje żadnego niezależnego wyrazu w czasie i zostaje wchłonięty przez szereg innych zdarzeń, które mu towarzyszą. [metoda małych kroków - MS]

Zanurzając palec na przemian w naczyniu z zimną, a następnie gorącą wodą, możesz natychmiast określić różnicę temperatur. Ale jeśli zanurzysz palec w naczyniu z wodą stopniowo podgrzewaną na małym ogniu, bardzo trudno jest ustalić stopniową zmianę temperatury.

W ten sam sposób koncentracja, skompresowana w krótkim czasie i tworząca wyjątkowe napięcie w pracy transportu, staje się zjawiskiem dominującym w danym okresie i może być łatwo wykryta.

Jednak koncentracja, która odbywa się stopniowo i konsekwentnie oraz wydłuża się w czasie, jest bardzo trudna do policzenia, a raczej rozprasza i przytępia obserwację. I taki charakter miała koncentracja wojsk niemieckich.

Koncentracja ta nie była już jedną, pojedynczą w czasie akcją, która zaczynała się i kończyła o określonych, z góry określonych godzinach, a czas trwania mógł być z grubsza obliczony przez wroga.

Koncentracja nabrała głębokiego charakteru. Nikt nie jest w stanie w ogóle zapisać jego początków. Jej kontynuacja zawsze pozostawia wątpliwość, czy szykuje się do prawdziwego zbrojnego powstania, czy też jest ono jedynie wzmocnieniem zagrożenia dyplomatycznego. Jej koniec ujawnia jedynie sam fakt działania zbrojnego.

Tak więc współczesna wojna zaczyna się przed walką zbrojną.



Wojna polsko-niemiecka

3. Błędy polskiego dowództwa

Polskie dowództwo popełniło również strategiczne błędy i błędne kalkulacje, które nie mogą być bezpośrednio zależne wyłącznie od wewnętrznej zgnilizny politycznej byłego państwa polskiego. Są one zakorzenione w uderzającym braku zrozumienia nowych warunków, w których może nastąpić przystąpienie do nowoczesnej wojny.

Pod tym względem wojnę przegrał przede wszystkim polski Sztab Generalny. co było przykładem potwornego niezrozumienia sytuacji strategicznej i jej fundamentalnie błędnej oceny. Ogromny błąd w ocenie sytuacji strategicznej popełnił francuski Sztab Generalny, przystępując do wojny 1870 roku. Polscy stratedzy znacznie przewyższyli jednak smutne lekcje historii, które okazali ich nauczyciele. Pomyłki polskiego dowództwa można sprowadzić do trzech głównych.

1. Po stronie polskiej uważano, że główne siły Niemiec zostaną związane na zachodzie przez działania Francji i Anglii i nie będą w stanie skoncentrować się na wschodzie. Zakładano, że około 20 dywizji zostanie pozostawionych przeciwko Polsce, a wszystkie inne siły zostaną rzucone na zachód przeciwko inwazji angielsko-francuskiej. Tak wielka była wiara w siłę i szybkość ofensywy aliantów. Tak więc plan strategicznego rozmieszczenia Niemiec na wypadek wojny na dwa fronty był całkowicie błędny. Oceniano również możliwości Niemiec w powietrzu. Wreszcie mocno liczyli na bezpośrednią i skuteczną pomoc Anglii ze strony sił powietrznych i morskich. Bez śladu przeszły lekcje historyczne z przeszłości, które wielokrotnie pokazały prawdziwą cenę obiecanej pomocy dla Anglii, która zawsze potrafiła walczyć tylko z obcymi żołnierzami.

Z tych wszystkich fałszywych wyliczeń wyciąga się jeszcze więcej fałszywych wniosków. Uważają, że można sobie poradzić z prawie jedną armią w czasie pokoju. Dlatego nie spieszą się z mobilizacją dywizji drugiej linii. Jest to jednak szeroko ogłaszane, zapowiadające mobilizację dwumilionowej armii. Uważano, że taka dezinformacja ma przestraszyć wroga. Efekt był jednak zupełnie odwrotny, gdyż w odpowiedzi dowództwo niemieckie skoncentrowało przeciwko Polsce jeszcze większe siły. [ok. 1,8 mln - MS]

2. Po stronie polskiej uważano, że jeśli chodzi o aktywne działania ze strony Niemiec, to może chodzić tylko o Gdańsk, a nie nawet o cały Korytarz Gdański i Poznań, oderwany od Niemiec na mocy traktatu wersalskiego. Tym samym w ogóle nie rozumieli prawdziwych celów i intencji wroga, sprowadzając całą kwestię dawno spóźnionego konfliktu wyłącznie do Gdańska.

W związku z tym bardzo mało uwagi poświęcono kierunkowi śląskiemu, skąd faktycznie pochodziło główne uderzenie wojsk niemieckich.

3. Po stronie polskiej uważano, że Niemcy nie będą w stanie od razu przerzucić wszystkich sił przeznaczonych przeciwko Polsce, gdyż wymagałoby to ich mobilizacji i koncentracji. Tak więc przed nami jeszcze początkowy okres, który umożliwi Zerom zajęcie Gdańska, a w międzyczasie nawet Prus Wschodnich.

Tym samym gotowość mobilizacyjna Niemiec i ich przystąpienie do wojny wszystkimi przeznaczonymi do tego w tym celu siłami pozostają jednocześnie nieświadome polskiego Sztabu Generalnego.

Polacy nie rozumieli sytuacji strategicznej, a to już była przegrana przynajmniej pierwszego etapu wojny, jeśli nie całej wojny.

Pod tym względem wojna była dla Polski przegrana jeszcze przed jej rozpoczęciem.






Niemieckie plany budowy dróg z 1935 roku.



O złożoności operacji wojsk polskich przeciwko Niemcom decydował również fakt, że dawna Polska przez cały okres swego godnego ubolewania istnienia przygotowywała się do wojny nie na Zachodzie, lecz na wschodzie, przeciwko Związkowi Radzieckiemu.

Jej zachodni pas graniczny nie był traktowany jako baza operacyjna. Była to raczej baza tylna, zupełnie nie przeznaczona do roli teatru działań wojennych. Nie posiadał on żadnych fortyfikacji, ale był obficie nasycony tylnymi bazami i magazynami. Ponadto [33] na zachodzie dawnej Polski znajdowały się wszystkie obiekty wojskowo-gospodarcze oraz centrum polskiego przemysłu. Na Górnym Śląsku znajdowały się: 95% polskiego górnictwa węglowego, 10 zakładów i ołowiu, dostarczających 100% i ołowiu (108 tys. ton rocznie) oraz zakłady azotowe, zapewniające 50% całej polskiej produkcji azotu. W ogóle cała baza gospodarcza dawnej Polski znajdowała się na zachodzie. Wszystkie szlaki komunikacyjne i handlowe z Europą Zachodnią przechodziły przez regiony zachodnie.

W ten sposób, rozmieszczając się na zachód przeciwko Niemcom, Polacy zaakceptowali wojnę swoimi tyłami, a nie frontem.



Polska miała około 3 mln wyszkolonych żołnierzy, z których ponad połowa została przeszkolona po 1920 roku. Jednak ogromna część tego wyszkolonego stado była całkowicie nieużywana. W efekcie we wrześniu 1939 r. nawet 50% zdolnych do służby wojskowej pozostawało poza wojskiem.




Stutthof cz. 4 (Autostrada czy wojna?):



W Święto Pracy 1 maja 1935 r. opublikowano mapę z siecią podstawową rządu Rzeszy o długości 6900 km z maja 1934 r. oraz nawierzchnią dróg, która miała zostać ukończona w 1935 r. [7][8] 

Odcinki Berlin–Szczecin i Elbing–Königsberg oznaczono jako w budowie, z czego odcinek Bernau–Angermünde i odcinek pod Królewcem miały być przejezdne w 1935 roku. Przez Pomorze zarejestrowano stosunkowo schematyczną i prostą trasę przez Labes, Polzin, Bublitz i Bütow, a za wyrwą w korytarzu w rejonie Gdańska do Elbląga.

To wszystko pokazuje, że wojna była pewna na 100% i na pewno była planowana już od 1920 roku, a okupacja Polski była uwzględniona w planach z 1926 r.

A czy władze polskie szykowały się do wojny? 
Polecam książkę Seweryna Osińskiego - V kolumna na Pomorzu Gdańskim - link na końcu artykułu.

Rewizjonistyczna polityka Republiki Weimarskiej z lat 20. XX wieku dążyła do aneksji Pomorza polskiego w trybie arbitrażu międzynarodowego. Rząd niemiecki proponował też nieoficjalnie Polsce dostęp do morza kosztem Litwy (przez port w Połądze).

Ultymatywne żądanie Adolfa Hitlera z października 1938 co do wyrażenia przez Polskę zgody na aneksję Gdańska przez III Rzeszę, mimo iż Gdańsk nie był w ówczesnych granicach Polski i na eksterytorialną autostradę oraz linię kolejową, przechodzące w poprzek Pomorza polskiego, w zamian Polska miała otrzymać przedłużenie paktu o nieagresji na 25 lat. 

w zamian Polska miała otrzymać przedłużenie paktu o nieagresji na 25 lat - ich celem była i jest eksterminacja Polaków



Dla Niemiec bez podporządkowania sobie Polski - nie ma przyszłości.

Agresja Niemiec jest nieunikniona




co zresztą opisuję na tym blogu już 14 lat





Wygrajmy w końcu tę wojnę, wygrajmy wojnę z Niemcami.

















------------




29 stycznia 2020

Józef Beck agentem niemieckim






Moje zdanie o agenturalności Becka wynika min. z lektury książki S. Osińskiego "5 kolumna na Pomorzu Gdańskim" (brak reakcji Becka na doniesienia z regionu), ponadto przemyślenia ogólne o polityce piłsudczyków, dochodzi do tego moje ostatnie doświadczenia z wypchnięciem, czyli być może nie było już Becka, była tylko jego zewnętrzna skorupa... a teraz tutaj: 



"A Józef Beck, polski minister spraw zagranicznych, został kupiony przez Goeringa. Opublikowaliśmy o tym dokumenty. Co więcej, wynika to z protokołu przesłuchania generała porucznika Alfreda Gerstenberga, wojskowego attaché w Bukareszcie. 

Był wcześniej w Warszawie, a następnie w Bukareszcie. Nie zadawano mu pytań, po prostu powiedział, że Goering podczas polowania spotkał się z Józefem Beckiem i zaprosił go, by tak rzec, do pracy dla Niemiec.

Zapłata była czekiem na 300 tysięcy marek Rzeszy. Nawiasem mówiąc, potwierdzają to dokumenty z zagranicznego wywiadu, które kilka lat temu napisała również, że Józef Beck w rzeczywistości postawił Polskę pod niemieckim toporem. "


" А Юзеф Бек, министр иностранных дел Польши, был куплен Герингом. Мы об этом публиковали документы. Причём это из протокола допроса генерал-лейтенанта Альфреда Герстенберга, военного атташе в Бухаресте. Он был до этого в Варшаве, а потом в Бухаресте. Ему не задавали вопросы, он просто рассказывал, что Геринг во время своей охоты встретился с Юзефом Беком и предложил ему, так сказать, работать на Германию.
Платой был чек на 300 тысяч рейхсмарок. И это подтверждается, кстати, и документами службы внешней разведки, она несколько лет назад тоже писала о том, что и Юзеф Бек, по сути дела, положил Польшу под германский топор. "

2009 rok:






en.wikipedia.org/wiki/Deep_operation

ru.openlist.wiki/Иссерсон_Георгий_Самойлович

https://archive.ph/20120802040038/http://www.innenministerium.bayern.de/bauen/strassenbau/baukultur/08090/






chomikuj.pl/fotopomnik/Dokumenty/Skany