Kartogram "Zmiana liczby ludności" 2014 - 2024
"odwrotny" dobór kolorów (niż zwykle się stosuje) - tak jak ktoś napisał w komentarzu pod postem pani Stanny, ma się wrażenie pustki (granatowy kolor) tam, gdzie duże miasta - które zasysają ludność. Powinno być na odwrót - koncentracja ludności powinna być na czerwono, a wyludniające się tereny oznaczone chłodnymi kolorami.
Dlaczego jest na odwrót?
Obserwujemy coś, co było zaplanowane w latach 90tych. Ktoś wiedział, że to tak się skończy. A politycy, którzy wchodzili wtedy do polityki, zapewne nie wiedzieli tego. Takie były - i są ? - realia. Ludzie nie byli przygotowani do rządzenia państwem po okresie PRL, nie mieli orientacji jaki skutek w społeczeństwie przyniesie konkretna ingerencja, konkretna decyzja. Tajemne służby trzymają kontrolę.
To dlaczego kolorystyka jest na odwrót?
>>> za: artmaster.org.pl
"Kolory odgrywają znaczącą rolę w naszym życiu, wpływając na nasze emocje, percepcję i sposób, w jaki postrzegamy otaczający nas świat.
Zastosowanie ciepłych kolorów
Ciepłe kolory mają tendencję do pobudzania i wywoływania silnych emocji. W sztuce ciepłe kolory są często używane, aby przyciągnąć uwagę i nadać dziełom energii oraz ekspresji. W designie wnętrz ciepłe kolory mogą sprawić, że pomieszczenia wydają się bardziej przyjazne i zapraszające. W modzie ciepłe kolory mogą wywoływać silne wrażenie i przyciągać uwagę.
Zastosowanie zimnych kolorów
Zimne kolory mają tendencję do uspokajania i wywoływania poczucia relaksu. Mogą sprawiać, że przestrzenie wydają się większe i bardziej otwarte. Z tego powodu często są używane w miejscach, gdzie pożądane jest wyciszenie i koncentracja, takich jak sypialnie, łazienki czy biura.
W sztuce zimne kolory mogą nadawać dziełom spokoju i harmonii.
W designie wnętrz zimne kolory mogą stworzyć uczucie przestronności i czystości.
W modzie zimne kolory mogą nadawać elegancji i subtelności.
Kontrast i harmonia
Kontrast między ciepłymi i zimnymi kolorami [...] ciepłe kolory pierwszego planu kontrastują z chłodniejszym tłem, co przyciąga uwagę widza.
"kolory wpływają na nasze emocje, percepcję i sposób, w jaki postrzegamy otaczający nas świat"
Czyli autorzy mapy stosując ciepłe kolory do "ogryzka" skupili na nim naszą uwagę.
A w przypadku niebieskich Ziem Odzyskanych - rościeńczyli, rozpuścili naszą uwagę. <<<
A w przypadku powyższej mapy?
Przyrost + 6% opisany jest kolorem niebieskim, a ubytek tj. -14% opisany jest kolorem czerwonym. Zupełnie odwrotnie niż zwykle się stosuje, np. rozkłady temperatur opisuje się: temperatury minusowe (poniżej zera) - kolorem niebieskim, a temperatury plusowe (powyżej zera) - kolorem czerwonym, bo tak kojarzą się te barwy.
-8 °C - niebieski kolor, +8 °C - czerwony kolor ---------- źródło mapy: https://polskieradio24.pl/artykul/3565968,pogoda-koniec-lata-wkrotce-bedzie-zimno-i-deszczowo-sa-nowe-mapy
Wg kolorów kartogramu centra, ściągające ludzi z całej Polski, nie są problemem - są "opisane" kolorem zimnym, tj. uspokajającym relaksującym. Ciepłe kolory przyciągają naszą uwagę, jakby tam na prowincji coś się działo, a przecież o to chodzi, że tam "nic się nie dzieje", bo życie tam zamiera, ludzie stamtąd odchodzą!
To zastosowanie kolorów wzbudza naszą czujność.
12 kwietnia 2026 - fb
29 kwietnia 2025
Główny Urząd Statystyczny udostępnił dane o zmianie w liczbie ludności w 2024 roku. [...]
Do Polski na stałe przeniosło się 9.301 osób. Wewnątrz kraju migrowaliśmy głównie do największych miast i ich okolic, chociaż również mniejsze miasta doświadczają procesu suburbanizacji.
Ogółem jednak większość kraju doświadczyła depopulacji. Jeśli chodzi o miasta na prawach powiatu to liczba ludności wzrosła w zaledwie pięciu: Krakowie (+2769), Warszawie (+1995), Rzeszowie (+750), Gdańsku (+746) i Żorach (+44).
Jeśli odliczymy przyrost naturalny i skupimy się tylko na migracjach to lista miast rosnących nieco się rozszerza. Najwięcej osób przeprowadziło się do: Warszawie (4390), Krakowa (3271), Gdańska (1831), Wrocławia (630), Rzeszowa (468), Zielonej Góry (383), Żor (231), Siemianowic Śląskich (41), Katowic (33) i Piekar Śląskich (27). Z drugiej strony tabeli mamy Łódź (-1228), Poznań (-1092), Bydgoszcz (-1091) i Radom (-1060).
U pani Stanny brak informacji czy na mapie uwzględniono imigrantów spoza kraju.Monika Stanny jest z Local Trends i Łukaszem Komorowskim. 12 kwietnia o 09:22 ·
Polska się zmienia demograficznie i to nie kryzys - to nowa rzeczywistość.
Na naszej mapie widać, jak zmienia się zaludnienie gmin w Polsce w ostatniej dekadzie. I jedna rzecz jest pewna: to nie są zmiany chwilowe. To zmiana strukturalna.
Blisko 4 na 5 gmin traci mieszkańców (79% gmin wiejskich i miejsko-wiejskich). W 2/3 gmin jednocześnie więcej umiera niż się rodzi oraz odpływa więcej mieszkańców niż przybywa. Tylko co piąta gmina rośnie, głównie dzięki migracjom, a nie urodzeniom. To oznacza, że kurczenie się nie jest epizodem - to nowy stan równowagi demograficznej.
Ale ta zmiana nie wygląda wszędzie tak samo. Wzrost koncentruje się w MOF - to efekt mobilności i suburbanizacji. Spadki tworzą rozległe obszary – szczególnie w Polsce wschodniej, północnej i poza strefami oddziaływania miast. Im niższy poziom wielofunkcyjności lokalnej gospodarki, tym większe ryzyko trwałej depopulacji (więcej o tym w: Monitoringu rozwoju obszarów wiejskich 2023).
Dlatego, apeluję do "ekspertów" (często nie naukowców) by nie straszyli "KRYZYSEM" i nie obiecywali, że to jest problem do „naprawienia” jedną interwencją (koniecznie transferem finansowym)! To jest proces, do którego trzeba się dostosować. Jak? Zamiast prób zatrzymania ludzi za wszelką cenę, potrzebujemy adaptacji: usług, transportu, współpracy między gminami. Zacząć trzeba od zmiany logiki myślenia o rozwoju! Bo rozwój w XXI wieku coraz rzadziej oznacza wzrost liczby mieszkańców, a coraz częściej - zdolność do dobrego życia mimo ich mniejszej liczby. A to w dobie kurczenia demograficznego jest tylko możliwe przy współpracy i integracji! Będziemy też o tym debatować na Local Trends w Sopocie.
Ponieważ moje komentarze są obszerne, przekopiuję ten tekst dalej jeszcze raz, żebyś miał go blisko.
Pani jest bardzo na "nie".
Zwracam uwagę na to zdanie: "I jedna rzecz jest pewna: to nie są zmiany chwilowe. To zmiana strukturalna"
Co to jest zmiana strukturalna?
Struktura (łac. structura „budowa, sposób budowania”):
- rozmieszczenie elementów składowych danego układu i zespół relacji (wzajemnych powiązań) między tymi elementami, charakterystyczny dla tego układu; sposób, w jaki części pewnej całości są powiązane ze sobą. Struktura jest tym, co nadaje całości jedność; jest stałym elementem zorganizowanej całości
- sposób ułożenia czegoś w jakimś porządku
- budowa wewnętrzna ciała
- układ, którego elementy są powiązane ze sobą w określony sposób danymi relacjami; całość zbudowana w pewien sposób z jakichś elementów; zespół
Od Ai:
Zmiana strukturalna to głębokie i trwałe przekształcenie sposobu, w jaki funkcjonuje dany system – może to dotyczyć gospodarki, organizacji lub społeczeństwa. Nie jest to jedynie korekta, ale fundamentalna modyfikacja dotychczasowych zasad i powiązań. Kluczowe cechy zmiany strukturalnej:
Długofalowość: Jej skutki są odczuwalne przez lata lub dekady.
Nieodwracalność: Zazwyczaj nie da się łatwo wrócić do stanu poprzedniego.
Złożoność: Wymaga adaptacji wielu elementów systemu naraz.
Bez wątpienia spadek demografii nie zostanie "naprawiony" w ciągu 10 lat, tj. zanim urodzi się i dorośnie nowe pokolenie, musi upłynąć i 20 lat, no a potem to pokolenie musi mieć dzieci i one zanim dorosną upłynie kolejne 20 lat. Ale spadek demografii to nie jest wyrok, były takie okresy, kiedy było nas mniej niż 10 milionów, a mimo to odrodziliśmy się, np. po II wojnie światowej, czy po objawieniach w Gietrzwałdzie:
za: demografia.com.pl/demografia/demograficzne-poklosie-objawien-gietrzwaldzkich/
Motyw religijny był najważniejszym impulsem, który wywołał tak ogromny boom demograficzny, przede wszystkim w Królestwie Polskim, ale także w Galicji oraz w Poznańskiem. Kwerenda ksiąg metrykalnych w wielu parafiach na ziemiach polskich pokazuje ogromny wzrost chrztów w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX w., a także w pierwszej dekadzie XX stulecia w stosunku do lat sześćdziesiątych i osiemdziesiątych XIX w. I tak w parafii Wojcieszków na Podlasiu w latach sześćdziesiątych XIX w. udzielono 1372 chrzty, w latach siedemdziesiątych – 1430 (wzrost o 4,2%), w latach osiemdziesiątych – 2081 (wzrost o 51,6%), w latach dziewięćdziesiątych – 2499 chrztów (wzrost o 82,1%), a w pierwszej dekadzie XX stulecia 2993 chrzty (wzrost o 118,1%). W stosunku do lat sześćdziesiątych XIX w. w pierwszej dekadzie XX w. udzielono
ponad dwukrotnie więcej chrztów.
W latach sześćdziesiątych XIX w. na Podlasiu współczynnik urodzeń na 1000 osób wahał się około 22,6 osób (płodność mierna), w latach siedemdziesiątych wzrósł do 25,3, w latach osiemdziesiątych do 35,5 (płodność mocarstwowa), w latach dziewięćdziesiątych do 42,5, a w pierwszej dekadzie XX w. do 50,5. Przy tak dużym wskaźniku urodzeń na 1000 mieszkańców Podlasie należało do obszarów o największym przyroście naturalnym w Europie.
Rekordowy był rok 1907, w którym odnotowujemy prawie 60 urodzeń na 1000 mieszkańców. Również rok 1919, już po odzyskaniu niepodległości przez Polskę, zapisał się rekordową liczbą urodzeń na Podlasiu, wynoszącą prawie 60 urodzeń na 1000 osób. Należy to łączyć z ogromnym entuzjazmem po zakończeniu działań wojennych i odzyskaniem niepodległości po 123 latach niewoli.Impus demograficzny
Co było impulsem wzrostu liczby urodzeń dzieci na tym dość ubogim obszarze Królestwa Polskiego, gdzie nie było dużych aglomeracji, nie było przemysłu, prześladowano polską ludność i wiernych Kościoła rzymskokatolickiego? Czyżby brak oświaty i brak wykształcenia kobiet polskich, katoliczek, był przyczyną zwiększania się rodzin wielodzietnych? A przecież w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX w. pod względem wykształcenia i uprzemysłowienia nie było inaczej niż w kolejnych dziesięcioleciach XIX w. Jedynym racjonalnym impulsem, który mógł spowodować boom demograficzny w różnych dzielnicach Polski, była odpowiedź narodu polskiego na orędzie Matki Bożej objawiającej się w Gietrzwałdzie.
Po 1877 r., po objawieniach gietrzwałdzkich, mieliśmy do czynienia z płodnością mocarstwową. Przypomnijmy, że występuje ona wtedy, gdy na tysiąc osób rodzi się ponad 30 dzieci. Przy takiej płodności w normalnych warunkach naród może w okresie jednego pokolenia powiększyć się o połowę. Wiadomo, że pojawią się także odchylenia, bo życie społeczeństw nie rozwija się z matematyczną dokładnością. Płodność mocarstwowa utrzymywała się w granicach Polski w drugiej połowie XIX stulecia i w okresie międzywojennym. W 1800 r. liczba ludności wynosiła około 9 mln, po 130 latach wzrosła do 32 milionów. Ale trzeba uwzględnić w tym czasie straty, jakie ponieśliśmy w czasie wojen, powstań, prześladowań rosyjskich i pruskich, ale także do tej liczby należałoby doliczyć Polaków, którzy wyemigrowali.
I dalej z posta pani Stanny:
"kurczenie się nie jest epizodem - to nowy stan równowagi demograficznej" to chyba fatalny dobór słów, nazywać stanem równowagi spadek urodzeń.... chyba
MOF czyli duże miasta i okolice:
"Wzrost koncentruje się w MOF - to efekt mobilności i suburbanizacji. Spadki tworzą rozległe obszary – szczególnie w Polsce wschodniej, północnej i poza strefami oddziaływania miast."
Wg mnie to całkowita nieprawda - nie "Wzrost koncentruje się w MOF", tylko duże miasto ściąga do siebie ludzi z województwa i reszty kraju! Ci ludzie osiedlają się w danym mieście i wokół niego (suburbanizacja). Nie ma wzrostu w kraju! Jest spadek demografii! Jest koncentracja ludzi w MOF, a nie koncentracja wzrostu! Wynika to min. z wielofunkcjonalności dużych miast i braku funkcjonalności mniejszych ośrodków - np. braku kolei.
Opis dalej, a tutaj poniżej na ilustracji mamy porównanie gęstości sieci kolejowych min. w Niemczech, Polsce, Czechach i na Słowacji:
Porównanie gęstości sieci kolejowych - zestawienie własne na podstawie: railsmaps.com/europe
Jak widać na mapie, w krajach ościennych jest wiele połączeń regionalnych oznaczonych na rysunku cienką linią. W Niemczech tylko w trzech miejscach sieć jest uboższa i przypomina polską: pas na północ od Berlina w byłym NRD - patrz poprzedni post, przy granicy z maleńkim Luksemburgiem, przy Norymberdze...
Mapa fizyczna Niemiec Dlaczego w Polsce nie staramy się dorównać "mondrym" Niemcom i nie rozwijamy transportu? Polska jest głównie krajem nizinnym.
Kolej w Niemczech była kiedyś jeszcze bardziej rozbudowana:
- granatowa linia (Aktive Bahnstrecke) Aktywna linia kolejowa.
- zielona linia (Geplante Bahnstrecke/im Bau (Auswahl)): Planowana linia kolejowa / w budowie (wybór).
- czerwona linia (Stillgelegte Bahnstrecke oder Museumsbahn): Nieczynna linia kolejowa lub kolej muzealna.
- szara linia (Schmalspur (Auswahl)): Wąskotorówka (wybór)
za fb: facebook.com/kartografiaekstremalna/posts/szymon-paź-z-forum-skyscrapercity-wykonał-tytaniczną-pracę-i-przygotował-kilka-m/1605383182980859/
w linku także mapa, polecam zapoznać się
Kartografia ekstremalna
12 marca 2021
Szymon Paź z forum Skyscrapercity wykonał tytaniczną pracę i przygotował kilka map pokazujących ofertę kolejową w polskich miastach.
Na 955 miast, dostępu do kolei nie ma 424 (w tym 100 mających ponad 10 tys. mieszkańców), a mieszka w nich 2,8 mln ludzi.
Największe miasto bez kolei w Polsce - Jastrzębie-Zdrój - ma ponad 80 tys. mieszkańców.
Dla porównania, w Republice Czeskiej dostępu do kolei nie ma tylko jedno miasto ponad 10-tysięczne - położona na Śląsku, swoją drogą ledwie 15 km od Jastrzębia-Zdroju, Orłowa.
Najwięcej mieszkańców miast bez dostępu do kolei jest w województwach:
warmińsko-mazurskim (26,9%), podlaskim (22,9%) i świętokrzyskim (21,1%).
Po drugiej stronie są województwa: pomorskie (4,3%), małopolskie (6,6%) i podkarpackie (8,6%).
[w pomorskiem kolej - patrz tutaj: Fala cz.1] W przypadku tego ostatniego jednak spora część miast obsługiwana jest ofertą "alibi" - tzn. pociąg jedzie, ale zaledwie kilka razy na dobę.
Większe miasta pozbawione sensownej oferty kolejowej to m.in. Żory, Zamość, Krosno czy Sandomierz. Więcej szczegółów i dodatkowe mapy - na forum Skyscrapercity
Najwięcej mieszkańców miast bez dostępu do kolei: warmińsko-mazurskie i świętokrzyskie - ludzie wyjeżdżają do Warszawy, do Trójmiasta i Krakowa - i w nich największy "pogrom" jak na powyższej mapie; w podlaskiem jadą do "swojego" miasta wojewódzkiego, tj. Białegostoku
Na 955 miast w Polsce, dostępu do kolei nie ma blisko połowa - 424, czyli ok. 2,8 mln ludzi.
Miasto pierwszego wyboru i mapa wykluczenia komunikacyjnego [z zaznaczeniem miast: Gorzów Wlk., Koszalin, Kalisz, Płock, Ełk, Siedlce] - patrz Wielkie ośrodki miejskie jak magnesy
za fb:
Jakub Łoginow - dziennikarz morski o transporcie
26 kwietnia 2026
Władze Pomorza lubią się chwalić, że według statystyk Pomorskie jest „najbardziej kolejowym województwem w Polsce”[...]
Tymczasem za papierowym kolejowym „sukcesem” Pomorza stoi manipulacja: do statystyk wliczają się codzienne przejazdy międzydzielnicowe trójmiejskiej SKM, którą do celów statystycznych należałoby raczej potraktować na równi z warszawskim metrem czy poznańskim i krakowskim szybkim tramwajem, a nie koleją wojewódzką. Zagrożone jest zapowiadane od 20 lat usamorządowienie SKM, a pomorski samorząd wojewódzki nie radzi sobie z integracją kolei i autobusów regionalnych (typu PKS) oraz z wykluczeniem komunikacyjnym na Pomorzu Środkowym. Poza sezonem w rejonie Łeby i Ustki są białe plamy komunikacyjne, z Łeby i Rowów nie da się komfortowo podróżować transportem publicznym po atrakcjach Słowińskiego Parku Narodowego.
W Polsce pod pozorem "nieopłacalności" zniszczono wiele lokalnych połączeń kolejowych skutecznie odcinając powrót tym, którzy wyjechali do dużego miasta za pracą, czy na studia.
Połączono tu kilka elementów:
- zubożono mniejsze ośrodki poprzez "reformę" administracyjną z 1999 roku likwidującą miasta wojewódzkie - przeniesiono kompetencje do wielkich miast pogłębiając ich wielofunkcyjność i atrakcyjność
- tłumienie gospodarki "po ustawie Wilczka" uderzyło mocno w ustroje wiejskie i małomiejskie
- propaganda, że "bez studiów jesteś nikim" wypchnęła wielu młodych ludzi do dużych miast na studia i w ten sposób
- zmuszając ludzi do wyboru - albo przeprowadzisz się tam, gdzie masz pracę i wygodną infrastrukturę, albo będziesz jeździć za sprawami - uderza to głównie w młodych ludzi, którzy dokonują wyboru - gdzie zamieszkać
- likwidacja kolei odcięła im drogę powrotu - drogę wyboru, "tu", czy "tam"
- zwróć uwagę - miasta, szczególnie duże, głosują za PO
Gazeta Wyborcza:
Wybory parlamentarne 2019: Wyniki wyborów: PiS oblega wielkie miasta
Mapa poparcia dla Prawa i Sprawiedliwości przypomina plan oblężenia największych miast.
Łódź, Warszawę i Kraków otaczają gminy, w których poparcie dla partii Kaczyńskiego było ogromne.Na zachodzie PiS znalazł przyczółki na Dolnym Śląsku, w okolicach Lubina, oraz na Pomorzu, na południe od Trójmiasta. W gminie Lipnica oddano na PiS 63 proc. głosów.
"PiS oblega wielkie miasta" czyli w wielkich miastach ma małe poparcie - tam koncentruje się władza PO. To militarne określenie redaktora GW daje do myślenia... Po pierwsze: jakby odwraca perspektywę, bo to miejski elektorat PO napiera na wyborców PiSu (osiem gwiazdek), a nie PiS oblega coś kogoś i po drugie: najwyraźniej szranki wyborcze pan redaktor rozpatruje w kategoriach wojny. Ktoś nam wypowiedział wojnę? Kto to jest ten "ktoś"? Hę?
A w ogóle to dlaczego w miastach koncentruje się elektorat PO, a poza nim elektorat PiS? Dlaczego poparcie nie jest rozproszone w całym kraju mniej więcej po równo?
biqdata.wyborcza.pl/biqdata/7,159116,25312670,wyniki-wyborow-pis-oblega-wielkie-miasta-opozycja-chowa-sie.html
Czyli za PO głosują ci, którym dobrze w mieście? A w każdym razie - nie dotykają ich problemy Włoszczowej?
Czy ludzie w dużym mieście nie narzekają i nie mają powodu krytykować PO? Czy to sprawia, że są podatni na manipulacje medialne tefałenów typu "pistosamozłoooo"?? Nie mają problemów, nie dostrzegają problemów prowincji... im jest dobrze... to tylko jeszcze dać im ścieżki rowerowe, schroniska dla psów, żeby trenowali swoją wrażliwość, bogatą ofertę GW w każdym kiosku (wiedzieliście, że ta gazeta ma w weekend 50 stron i jeszcze 40 stron dodatków?), światełko do nieba, lotto, bigbrodery, tasiemce komediowe i nie komediowe - no i poranne tefałeny - trzeba im dać wszystko, co by sprawiło, że cały czas będą skupieni na czymś, by za dużo nie myśleli o Polsce B.... niech będą zadowoleni - i są?
https://maciejsynak.blogspot.com/2026/01/demografia-europy-i-2-mln-niemcow.html
za fb:
Tygodnik Powszechny
Obserwuj 29 kwietnia 2026
A kiedy skończyliśmy pracę nad tym numerem i Andrzej Leśniak zamknął za nami drzwi do redakcji, poszedłem w kierunku Ronda Grunwaldzkiego. Złapałem tramwaj, którym podjechałem cztery przystanki w kierunku małej stacji na skraju Kazimierza, gdzie mniej więcej co pół godziny zatrzymują się pociągi Kolei Małopolskich. Dwadzieścia kilka minut później odpiąłem rower na kolejnej stacji i w niecałą godzinę po wyłączeniu komputera w „Tygodniku” byłem w domu.
Oczywiście jestem, podobnie jak autor otwierającego ten numer tekstu Filip Springer, uprzywilejowany: mieszkam w miejscowości świetnie skomunikowanej, mam też chyba tę cechę charakteru, że dobrze się czuję w gronie współpasażerów komunikacji zbiorowej. Samochodu, o którym pisze Filip, nie traktuję jak bezpiecznej, prywatnej przestrzeni, która ma chronić mnie przed tym, co inne, nieznane i zmienne. No nie mam ochoty tracić tych setek godzin rocznie w korku.
Inna sprawa, że lubię korzystać ze środków komunikacji zbiorowej także dlatego, że – inaczej niż w samochodzie – mogę w nich poczytać. I wiem już, że w ciągu najbliższych dni będę zabierał ze sobą ten numer „Tygodnika”, żeby do pewnych autorów i tematów wrócić. [...] Bo pociąg – oprócz tego, że daje przestrzeń do lektury – może być miejscem, by podnieść wzrok i zadać sobie tytułowe pytanie z felietonu (debiutującej u nas w roli felietonistki!) Natalii de Barbaro.
"same zalety"!
Co do wyborów - dla przypomnienia kilka grafik:
Procent głosów nieważnych w wyborach samorządowych 2010 r.
To dlaczego w miastach koncentruje się elektorat PO, a poza nim elektorat PiS?
Dlaczego poparcie nie jest rozproszone w całym kraju mniej więcej po równo? Hę?
Bo miastowi som mondrzejsi?
Rady Powiatu i Sejmiki Wojewódzkie - jeżeli dochodzi do nadużyć, to władze wojewódzkie są na celowniku.
Wydaje się, że właśnie tak jest - "zadbane" miasta wojewódzkie i duże sprawiają, że mieszkańców wielkomiastowych nie dotyczą problemy dręczące małomiastowych.
Do tego dochodzą nadużycia wyborcze - cztery razy więcej głosów nieważnych, niż w przypadku wyborów do Sejmu.
A więc władza koncentruje się nie w Sejmie - tylko w miastach wojewódzkich.
Sejmiki, urzędy marszałkowskie dublują władzę wojewody...
wikipedia dla Polaków:
Samorząd województwa – wyodrębniony (zasiedlający określone terytorium) w strukturze państwa związek społeczności regionalnej funkcjonujący w randze województwa, który z mocy prawa powołany jest do samodzielnego wykonywania zadań administracji publicznej, a także wyposażony w materialne środki umożliwiające realizację nałożonych na niego zadań. Samorząd województwa posiada możliwość kształtowania własnej wewnętrznej organizacji, m.in. wyboru organów samorządu wojewódzkiego (sejmik województwa, zarząd województwa), a także stanowienia poprzez te organy prawa miejscowego.
Samorząd województwa wykonuje określone ustawami zadania publiczne w imieniu własnym i na własną odpowiedzialność, dysponuje mieniem wojewódzkim oraz prowadzi samodzielnie gospodarkę finansową na podstawie budżetu.
Województwo ma osobowość prawną.
Samorząd województwa, na podstawie upoważnień ustawowych, stanowi akty prawa miejscowego obowiązujące na obszarze województwa.
Czyli w wypadku kryzysu władzy państwowej, dajmy na to - anarchii oraz w obliczu niemieckich roszczeń terytorialnych... roszczeń WMG II, faktu, iż niektóre terytoria II RP są administrowane poza Warszawą... albo też nieprzewidzianych "ogonków", albo przecinków:
Szacunek dla kulturowej odrębności Ślązaków i innych grup mniejszościowych skonsoliduje polityczną wspólnotę, którą stanowi społeczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej, i da poczucie jej mocnego oparcia na wartościach świata zachodniego.
gdyby usunąć jeden "ogonek" - tylko jeden - jak w ustawie... - i zamienić "ą" na "a"... (w wyrazie: którą - która)
Szacunek dla kulturowej odrębności Ślązaków i innych grup mniejszościowych skonsoliduje polityczną wspólnotę, która stanowi społeczeństwo Rzeczypospolitej Polskiej, i da poczucie jej mocnego oparcia na wartościach świata zachodniego.
Prawda, że różnica? Przede wszystkim - w efekcie to zdanie mówi zupełnie co innego - tak jak się domyślałem, w tym zdaniu chodzi o wspólnotę polityczną, która ma stanowić PRAWDZIWE, bo mające realny wpływ na rzeczywistość - społeczeństwo RP.
Reszta to plebs, który się nie liczy. Jak pod zaborami. Są tramwaje dla Niemców i tramwaje dla reszty.
i wtedy ruletka....
https://maciejsynak.blogspot.com/2025/11/ciasto-z-lukrem.html
Ruletka?
Duże miasta ze skoncentrowaną ludnością łatwiej fizycznie kontrolować, narzucić swoją wolę - po prostu jest to przestrzeń ograniczona, a ludna. Jak się wydaje, łatwiej też zmanipulować, bo zadowolić zmysły i poczucie lepszości można zdalnie przez GW i telewizory...
Nie bez znaczenia jest, że w dużym mieście ludzie są bardziej anonimowi, tudzież - obcy sobie, osamotnieni. Już nie ma wielkich zakładów pracy, które w PRL organizowały się we wspólnym sprzeciwie...
To dlaczego w miastach koncentruje się elektorat PO, a poza nim elektorat PiS? Dlaczego poparcie nie jest rozproszone w całym kraju mniej więcej po równo?
Hę?
https://tvn24.pl/wybory-samorzadowe-2024/wyniki-wyborow-jak-glosowali-mieszkancy-miast-jak-mieszkancy-wsi-dane-exit-poll-st7857730
TVN24 - Wybory samorządowe 2024
Największym
poparciem na wsi cieszy się Prawo i Sprawiedliwość (43,2 proc.). PiS na
tych obszarach ma wyraźną przewagę nad Koalicją Obywatelską, która w
tym roku uzyskała wynik na poziomie (20,6 proc.), Trzecia Droga (15,5
proc.)
Według sondażu Ipsos, KO zdobyła 48 proc. głosów w
miastach powyżej 500 tysięcy mieszkańców. Drugie jest PiS (20,0 proc.),
Trzecia jest Lewica (13,2 proc.).
Czyli poparcie PiS vs. PO+lewica:
wieś - 43 -------- 36
miasto - 20 -------- 61
Jeżeli PO ma wyraźne poparcie w miastach, a - jak pisze pan redaktor- "elektorat PiS oblega miasta", czyli ma poparcie poza dużymi miastami i na wsi - to chyba w kwestiach tak fundamentalnych, jak reparacje od Niemiec podział ten powinien się odwzorowywać, nie? Nie??! No jak to nie?! Patrz pan jak to się rozkłada w ostatnich wyborach:
~30% uprawnionych nie idzie na wybory, ~30% głosuje na PO, 30% na PiS, a podział głosowań jest niemal idealnie 50:50!
No toć chyba widzisz pan, że naród równo na pół podzielony, a nawet równo na jednetrzecie, nie??
Na tym wykresie poniżej pokazano, że:
Preferencje polityczne:
Obóz rządzący - PiS - 85,7 % za reparacjami,
Opozycja - 69,7 % - przeciw reparacjom
Ale przy rozróżnieniu:
Wielkość miejscowości - czy to wieś, czy miasto takie owakie - wszystko jest prawie po równo:
wieś - 47,7 za, 33,2 przeciw
miasta - 46,6 za, 41 przeciw
Tak powinno być?
Rozkład wieś - miasto jest mniej więcej po równo, ale "PiS oblega miasta", a miasta to bastiony PO?
Ty patrz! Na tym "kółku" też 50:50!! Jak to możliwe???
Może jak mama pani Gizeli powinieneś być programistą ekonomistą i pracować w statystyce, hę?
https://maciejsynak.blogspot.com/2026/01/demografia-europy-i-2-mln-niemcow.html
Przypomnienie z 2016 roku:
https://maciejsynak.blogspot.com/2016/09/plan-hitlera-dla-polski-wciaz-aktualny.
htmlhttps://pch24.pl/opinie/szokujace-dokumenty-plan-hitlera-dla-polski-wciaz-aktualny,506331
Marcin Austyn
Szokujące dokumenty! Plan Hitlera dla Polski wciąż aktualny
2016-09-01 07:00
Już
w okresie drugiej wojny światowej Niemcy opracowali dokładny plan
podporządkowania sobie terenów położonych za ich wschodnią granicą.
Brutalna, masowa eksterminacja Polaków, Ukraińców czy Rosjan nie
wchodziła w grę. Trzeba było poszukać „miękkich” rozwiązań, skutecznie
wspomagających pomniejszenie niechcianych populacji. Postawiono zatem na
promocję aborcji, rozdzielanie rodzin wskutek emigracji ekonomicznej,
stłoczenie ludzi w miastach i „cichą sterylizację”. Tak osłabiane,
niechciane narody miały się degradować do czasu, gdy pleniący się Niemcy
będą mogli zastąpić „słabe” populacje.
[...] memoriał Traktowanie ludności byłych obszarów Polski z punktu widzenia polityki rasowej autorstwa doktora Erharda Wetzela i Günthera Hechta opublikowany na łamach „Zeszytów Oświęcimskich”.
Zaproponowano dwa schematy działań, bazujące na tym samym założeniu: utrzymaniu Polaków i Żydów w jednakowy sposób na niskim poziomie życiowym i pozbawieniu ich wszelkich praw zarówno pod względem politycznym, jak narodowym i kulturalnym.
Prawo do kolei to prawo do dobrego poziomu życia i swobodnego przemieszczania się nawet dla uboższych.
Spędzenie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne.
Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być
w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za
sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać
za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się
zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne
dochodzenia.
W Polsce dzieci można zabijać środkami, które są zabronione przy zabijaniu psów - bo powodują silny ból...
za fb:
Fundacja Życie i Rodzina - Polska25 maja 2025
"Zobaczyłam, jak pacjentka leży na kozetce, obok Jagielska wykonuje USG i upomina inną pielęgniarkę słowami: jak podajesz ten chlorek potasu, to musisz podawać do końca, aż do momentu, kiedy zobaczysz, że serce przestało bić. Jak tego nie zrobisz dobrze, to będzie ci uciekać i będziesz musiała kłuć jeszcze raz. To było coś strasznego. Zrobiło mi się słabo, bo zorientowałam się, że właśnie przy mnie zabijane jest dziecko…" - to słowa pani Magdy, położnej z Oleśnicy, która odeszła z pracy, bo nie mogła znieść, że placówka zamienia się w centrum aborcji.
Gizela Jagielska zdawała się być najbardziej zainteresowana tym, aby skutecznie dopaść dziecko w łonie matki i wstrzyknąć mu tyle chlorku potasu, aby doprowadzić do jego zgonu.
Potworna rzeczywistość aborcji w Oleśnicy wychodzi na światło dzienne. Kaźń dzieci woła o pomstę do Nieba. Domaga się też rozliczenia na ziemi. Polskie prawo nigdzie nie zezwala na zabicie dziecka zastrzykiem dosercowym, mówi jedynie o "przerwaniu ciąży". Tymczasem w Oleśnicy dochodzi do licznych zabójstw, aby dzieci nie sprawiły otoczeniu kłopotu, rodząc się żywe z aborcji...Więcej:
https://ratujzycie.pl/polozna-z-olesnicy-o-aborcji-i.../ https://www.wysokieobcasy.pl/akcje-specjalne/7,156847,31927099,gizela-jagielska-ginekolozka-jako-spoleczenstwo-jestesmy-gotowi.html?disableRedirects=true
a samo uzyskanie aborcji wydaje się bardzo ułatwione:
DZIECI ZABIJANE SĄ NA ZAŚWIADCZENIE OD PSYCHIATRY. Nie leczy się nikogo przez zabijanie drugiej osoby. Tymczasem
w Polsce do zabicia dziecka ma wystarczać jedno zaświadczenie od
lekarza psychiatry, który uzna, że u pacjentki zaburzony jest komfort
psychiczny. W praktyce lekarze psychiatrzy wystawiają zaświadczenia z
rozpoznaniami takimi jak „ostra reakcja na stres” czy „zaburzenia
adaptacyjne”. To przepustka do wykonania aborcji.
Zaświadczenia są często wystawiane zdalnie – lekarz nie bada pacjentki, ale opiera się na jej deklaracjach składanych przez internetowy komunikator w trakcie rozmowy, która trwa kilkanaście minut.
i dalej Traktowanie ludności byłych obszarów Polski z punktu widzenia polityki rasowej:
Niemcy pracowali też nad metodami cichej sterylizacji.
Himmler kładł nacisk i przywiązywał wagę do wyszukania takiego
sposobu sztucznego wywoływania bezpłodności, który działałby szybko,
pewnie, mógł być przeprowadzany niespostrzeżenie i nadawał się do
stosowania masowego.
To jest pytanie, czy stosuje się w Polsce masowe farmakologiczne metody wywoływania bezpłodności? Wywoływania braku dzieci? "Bąbelków"? https://maciejsynak.blogspot.com/2024/09/demografia-nie-akceptowac-propagandy.html
Wywoływania braku chęci na robienie dzieci? Brom - wiadomo, niektórzy mówią, że soja... Na pewno mass media z ich filmikami, w których w kółko powtarza się frazy "suchość pochwy", "oddaj mocz po seksie" , "udawanie orgazmu" czy "życie w związku to katorga" - nie pomagają...
"Brom w wojsku, a zwłaszcza bromek potasu, odgrywał kiedyś kontrowersyjną rolę w regulacji popędu seksualnego żołnierzy, mając na celu poprawę dyscypliny i morale. Choć jego działanie wydawało się pomocne, liczne skutki uboczne, takie jak zaburzenia erekcji, depresja oraz problemy z koncentracją, rodziły poważne obawy zdrowotne. Dziś armie coraz częściej rezygnują z tego niebezpiecznego związku, wprowadzając nowoczesne metody wsparcia psychologicznego, które są znacznie bardziej humanitarne"
https://tuchow24.pl/brom-w-wojsku-historia-dzialanie-i-obecne-kontrowersje
planowe wysyłanie na roboty do Rzeszy w pierwszej kolejności żonatych Polaków i zamężnych Polek. Przez to bowiem rozrywa się rodziny, co spowoduje, przy dłuższym tam zatrudnieniu, wydatne zmniejszenie liczby urodzeń.
właśnie to obserwowaliśmy w latach 90tych...
Kolejną metodą była sterylizacja polskich warstw prymitywnych. Jak wskazano, postulatu tego oraz jego rezultatów nie można w żadnym wypadku porównywać ze skutkami metod eugeniki. Jak bowiem zauważono, ucisk gospodarczy, stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi im w produkowaniu licznego potomstwa. Można więc położyć temu kres jedynie przez środki wypleniające. Ponieważ
zaś warstwa ta najczęściej nie przedstawia w procesie pracy zbyt
wielkiej wartości, można by, również z gospodarczego punktu widzenia
patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę. Oczywiście należałoby,
stosując ją, zrobić szeroki użytek z pojęcia „chory dziedzicznie”
względnie „społecznie niepotrzebny”. Rozchodzi się tutaj nie o negatywną
metodę eugeniczną, lecz po prostu o sposób wyplenienia narodu. Zakładano, że warstwy wyższe, społecznie wartościowe można znacznie osłabić już w przeciągu kilku pokoleń, gdyż na skutek zarządzeń godzących
w rodzinę i jej sytuację gospodarczą, warstwy te zawierałyby małżeństwa
dopiero bardzo późno, a i potem zmuszone by były świadomie ograniczyć
liczbę potomstwa.
Osobą odpowiedzialną za realizację zagadnień rasowych i narodowościowo-biologicznych miał być lekarz urzędowy. Jego
aktywność, jego zdolności i wiedza w tej niezmiernie ważnej życiowo
dziedzinie nie będą ostatnim czynnikiem w kształtowaniu przyszłego,
rasowego i narodowego oblicza okręgu Warty. Walka narodowościowa nie
jest politycznym, lecz biologicznym zmaganiem, z którego zawsze wychodzi
zwycięsko naród biologicznie silniejszy i życiowo dzielniejszy. Walka
narodowościowa oznacza w swojej ostatecznej konsekwencji alternatywę: ty
albo ja, a tym razem chcemy być tymi, którzy walkę poprowadzili lepiej.
za fb: POLSKA TO MY
Bogdan Morkisz 28 kwietnia 2026
Czy uważasz, że wioski wymierają „w sposób naturalny”? Nie. System nie potrzebuje człowieka, który ma swoją studnię, ogród, sad, bydło i spiżarnię z żywnością (zbyt „niezależnego”). Takim człowiekiem nie można zarządzać – jest autonomiczny. System potrzebuje idealnego konsumenta, który musi codziennie chodzić do sklepu, bo inaczej umrze z głodu.
„Subskrypcja na żywność”. Na wsi możesz miesiącami nie wydawać pieniędzy – masz własne produkty. W mieście jesteś „na łasce supermarketu”. Chodzisz tam co drugi dzień, jak do pracy. Jeśli zablokują ci kartę lub zamkną sklep – w ciągu dwóch dni w twoim mieszkaniu zacznie brakować żywności. Nie kupujesz żywności, płacisz codzienny podatek po prostu za prawo do życia. Jesteś w 100% zależny. W dużych miastach zapasy żywności w sklepach wystarczają tylko na 3–5 dni, po czym półki będą puste bez stałych dostaw.
Pułapka „Betonowej klatki”. Ostatnie lata pokazały prawdę: mieszkanie w metropolii bez światła i wody zamienia się w niebezpieczną izolatkę w ciągu zaledwie kilku godzin. Prywatny dom z ziemią to forteca, w której jest ciepło, jedzenie i woda. Zagonili nas do miast, gdzie jesteśmy bezsilni bez usług komunalnych.
doktor Wetzel odżegnywał się od rozwiązania kwestii polskiej w sposób ostateczny, czyli poprzez masową eliminację.
Tego
rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążyłoby naród niemiecki na
daleką przyszłość i odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza, że inne
sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w odpowiednim
czasie potraktowane zostaną podobnie. Moim zdaniem, musi zostać
znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej
wskazane polityczne niebezpieczeństwa zostały sprowadzone do możliwie
najmniejszych rozmiarów – postulował.
Poprzez środki propagandowe, a w szczególności przez prasę, radio,
kino, ulotki, krótkie broszury, odczyty uświadamiające itp. należy stale
wpajać w ludność myśl, jak szkodliwą rzeczą jest posiadanie wielu
dzieci.
Bąbelki, bąbelki, bąbelki... bąbelkom "wstęp wzbroniony"....
Pouczył nas redaktor Prokop: "Media to biznes" - ciekawe, czyj?
W kółko te same frazy: "suchość pochwy", "oddaj mocz po seksie" , "udawanie orgazmu"... Od początku dziwiło mnie to, że ten program prowadzi taka jakby nieśmiała wycofana osoba... może ja się mylę w swojej ocenie, ale wydaje mi się, że ta osoba jest mało doświadczona. I teraz rozumiem, kiedy ona nie reaguje na te androny co ta "ekspertka" plecie, że tak faktycznie może być - ona jest niedoświadczona i dlatego przyjmuje bez krytyki te bzdury o udawaniu orgazmu na początku związku....
Uczulam - ostatnio werwolf sam siebie krytykuje i wchodzą w jałowe dyskusje ze sobą..., uważajcie na to.
Zniechęcać też miały koszty, jakie powoduje posiadanie dzieci.
Rozwijane miały być bowiem postawy konsumpcyjne, w myśl: ile więcej mogę
mieć dla siebie, nie mając dzieci. Kobiety od ciąż miała odstraszać
propaganda groźnych dla zdrowia porodów, która przy okazji napędzałaby
zapotrzebowanie na środki zapobiegawcze. Przemysł produkujący tego
rodzaju środki musi zostać specjalnie stworzony. Nie może być karalne
zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też
spędzenie płodu. Należy też w pełni popierać powstawanie zakładów dla
spędzania płodu.
Temat częściowo opisany tutaj: Lgtb Postulowano też kształcenie
akuszerek i felczerek specjalizujących się w przeprowadzaniu sztucznych
poronień. Ich wysoka fachowość miała wzbudzać zaufanie. Rozumie się
samo przez się, że i lekarz musi być upoważniony do robienia tych
zabiegów, przy czym nie może tu wchodzić w rachubę uchybienie zawodowej
lekarskiej godności – wskazywano.
facebook.com/babkibabkom/mentions/ https://dorotakania.pl/2026/03/10/resortowa-rodzina-gizeli-jagielskiej-dokumenty/
Gizela Dominika Jagielska to lekarka ginekolog pochodząca z Wałbrzycha, która w ostatnich latach stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci w debacie dotyczącej aborcji w Polsce. To ona zastrzykiem z chlorku potasu uśmierciła dziecko w 9 miesiącu jego życia płodowego; jak twierdzi „Gazeta Wyborcza” – dokonała najwięcej „terminacji ciąż” w Polsce. Aborcjonistka, która została wyróżniona przez magazyn Agory „Wysokie Obcasy” w rankingu „50 śmiałych 2025”.
Analiza dokumentów archiwalnych pokazuje, że zarówno dziadek, jak i matka lekarki pojawiają się w materiałach dotyczących współpracy z aparatem bezpieczeństwa PRL. Z dokumentów znajdujących się w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że Paulina Jakubowicz – matka Gizeli Jagielskiej – została zarejestrowana jako tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa o pseudonimie „Waldemar”.
W materiałach czytamy, że: posiadała teczkę personalną oraz teczkę pracy w Wojewódzkim Urzędzie Spraw Wewnętrznych w Wałbrzychu, została pozyskana do współpracy na zasadzie dobrowolności, znajdowała się w sieci agenturalnej SB. Z dokumentów wynika, że z sieci tajnych współpracowników została wyeliminowana 9 sierpnia 1988 roku, a materiały dotyczące jej działalności zostały następnie złożone w archiwum i zniszczone.
W okresie, gdy była zarejestrowana przez Służbę Bezpieczeństwa, Paulina Jakubowicz pracowała jako programistka i ekonomistka w Wojewódzkim Urzędzie Statystycznym w Wałbrzychu.
Jeszcze ciekawszą historię kryją dokumenty dotyczące Mojżesza Jakubowicza, dziadka Gizeli Jagielskiej. Z zachowanych dokumentów wynika, że Mojżesz Jakubowicz był także tajnym współpracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa. Według archiwalnych materiałów: udostępniał funkcjonariuszom UB pokój w swoim mieszkaniu przy ul. Batalionów Chłopskich 14 w Dzierżoniowie, podpisał zobowiązanie do współpracy z komunistycznymi służbami, przekazywał informacje dotyczące działalności środowisk uznawanych przez władze za „wrogie”.
W archiwach znajdują się również dokumenty wskazujące na jego udział w działaniach przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu. Jednym z ważnych dokumentów jest zaświadczenie Miejskiego Sztabu ORMO w Dzierżoniowie z 18 lipca 1977 roku, które potwierdza, że: Mojżesz Jakubowicz był członkiem Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej w latach 1946–1948. Dokument wskazuje, że: brał udział w zabezpieczaniu wyborów w latach 1946–1947, uczestniczył w ochronie zakładów przemysłowych, pełnił służby patrolowe. Inny dokument – zaświadczenie wydane w Wałbrzychu 7 lipca 1983 roku – stwierdza, że:
„wymieniony brał czynny udział w walkach z bandami reakcyjnego podziemia, działając na rzecz utrwalania władzy ludowej”.W języku aparatu bezpieczeństwa PRL określenie to oznaczało walkę z antykomunistycznym podziemiem niepodległościowym, w tym z oddziałami Armii Krajowej. W regionie Dzierżoniowa działały po wojnie silne struktury konspiracji niepodległościowej. Część jej dowódców została zamordowana w miejscowym więzieniu.
Niemcy chcieli utrzymywać taką politykę do czasu, w którym oni sami byliby w stanie zasiedlić tereny wschodnie. Całkowite
biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym
interesie, jak długo nie jesteśmy sami w stanie zapełnić tego terenu
naszymi ludźmi. W przeciwnym bowiem razie inne narody objęłyby ten
obszar, co również nie leżałoby w naszym interesie. Naszym celem przy
wprowadzeniu tych środków jest tylko to, ażeby Rosjan o tyle osłabić,
ażeby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi.
[...]
z 2 października 1940 roku i zostały zawarte w tajnej notatce sygnowanej
przez Martina Bormanna, przybocznego Führera. Sygnalizował on, iż Adolf
Hitler zainteresowany jest pozyskiwaniem dla Rzeszy własności
ziemskich. Chodziło o zapewnienie wyżywienia wielkim miastom. Prócz
ziemi potrzebna była tania – i co ważne, sezonowa – siła robocza.
Oczywiście robotnicy ściągani byliby z Polski, a po zakończeniu zbiorów –
odsyłani z powrotem.
Hmmm... tajna notatka, więc może nie chodziło o wielkie miasta w Rzeszy, tylko w Polsce - potajemnie podbitej, skolonizowanej przez podstawionych niemców... Wielkie miasta mają w Polsce pozycję uprzywilejowaną, czyż nie? Na wsi, w małej miejscowości wszyscy się znają, duże miasta są anonimowe... tym samym zapewniają lepsze schronienie...
Przypomniał mi się żart. Jak w Gdańsku rozpoznać, kto jest Niemcem?
Stajesz przy ścieżce rowerowej, kiedy widzisz, że ktoś nadjeżdża, stawiasz stopę na ścieżce.... Jak rozlegną się dzikie wrzaski zaczynające się od "ty chhhhh.......!!" , a potem wściekłe ujadanie, aż do płaczliwych żalów - to na pewno szkop. Szybkim ruchem wyciągasz zza pazuchy siatkę, rzucasz ją - hyc!...
A nie... sory, to był żart. Tylko żart.
Wracajmy do spraw poważnych...
Czyż to wszystko nie jest ze sobą połączone i tak naprawdę - zorganizowane? My tu się zastanawiamy nad problemami, a wystarczy sięgnąć do niemieckich planów, by zrozumieć - co tu się wyprawia...
Dlatego też tak chcą cyfryzacji - ludzie w miastach staną się zakładnikami decydentów UE - czyli Niemców i ich tego... Mercosuru.
Dlatego pamiętajmy – jeżeli coś idzie źle - powodem jest to, że tak ma być . Ktoś zadecydował , że tak ma być. http://werwolfcompl.blogspot.com/p/blog-page.html
Ha! Zobacz jak ta robota moja teraz się przydaje, wystarczy sięgnąć do bloga i już mam - wykresy, tabele, mapy, przecinki...
i dalej:
klubjagiellonski.pl
Jak zażegnać kryzys demograficzny w Polsce? Odpowiedzi udzielić powinny kobietyDoświadczeniem wielu kobiet jest
brak tzw. „wioski”. To metaforyczne określenie nawiązuje do realiów życia w małej społeczności, gdzie wszyscy się znali i można było liczyć na pomoc rodziny lub sąsiadów, a także na wymianę doświadczeń.
Przeprowadzka z dala od rodzinnych stron nierzadko otwiera nowe perspektywy, daje możliwość znalezienia lepszej pracy i rozwoju, czasem stanowi terapię traum wyniesionych z pierwotnego środowiska. Ma jednak też drugą stronę –
znacznie trudniej znaleźć pomoc nawet przy tak drobnych sprawach, jak ugotowanie za kogoś obiadu czy przypilnowanie dziecka przez godzinę. Dotyczy to zwłaszcza kobiet, bo to one najczęściej opiekują się dzieckiem w pierwszych miesiącach jego życia. Wynikający z tego stan permanentnego przemęczenia sprawia, że trudniej zdecydować się im na kolejne dziecko.
Dokładnie.
Młodym ludziom wmusza się wyższe wykształcenie i wypycha do dużego miasta, gdzie nie ma rodziny, znajomych z dzieciństwa, z okresu młodzieńczego - zrywa się kontakty i poczucie bezpieczeństwa wynikające z udziału w grupie osób znanych sobie "całe życie". Brak oparcia w rodzinie.
Na pewno niebagatelny wpływ na dzietność ma praca zawodowa kobiet, która min. wymusza na nich dyspozycyjność, no i podnosi poprzeczkę mężczyznom, bo - i tu powtarzana na fejsbukach fraza: "silna niezależna kobieta nie potrzebuje faceta"
Linda Scott w wydanej w 2020 r. książce „Kapitał kobiet” przedstawia wyniki badań przeprowadzonych w 163 krajach, które wykazały, że
aktywizacja zawodowa kobiet jest najlepszą metodą napędzania wzrostu gospodarczego. Posiadanie przez kobiety źródła własnego dochodu przynosi im niezależność finansową, a także stymuluje rozwój klasy średniej. W perspektywie makroekonomicznej wszystkim nam opłaca się praca zawodowa kobiet.
Krótko mówiąc - albo wysokie sukcesy gospodarcze, albo istnienie...
Sitwy wszelakiego rodzaju, chciwi ludzie wybierają sukcesy gospodarcze, bo oni zarabiają miliony na ZASOBACH np. płacących 50 gr za butelkę...
[...] Uważają, że właściwym pytaniem nie jest to, jak pogodzić pracę z macierzyństwem, ale
dlaczego kapitalizm w ogóle zmusza kobiety do tego, aby być jednocześnie matką i pracownicą. Sugerują, że część matek wraca na rynek pracy wbrew sobie, działając pod presją ekonomiczną i społeczną.
I dalej:
Źródeł kryzysu upatruje m.in. w problemach z wchodzeniem w relacje przez młodych ludzi. Ich
bezpośrednią przyczyną są media społecznościowe, pornografia czy portale randkowe. Wszystko to odciąga od zawierania znajomości w realnym świecie.
Single
w systemie kapitalistycznym stają się idealnymi klientami, więc walka o większą dzietność to również walka z wielkimi firmami technologicznymi. I tu powinniśmy pamiętać, że walczymy o dzietność w przyszłości. Zakaz mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży do określonego wieku to jedno z rozwiązań, które może przynieść poprawę wskaźnika dzietności w następnych pokoleniach.
Tak, trzeba zamknąć młodym ludziom fejsbuki instagramy i odebrać smartfony.
Według sondażu CBOS z 2023 r. tylko ok. 10% kobiet w ogóle nie chce mieć dzieci. Jednocześnie aż
57% respondentów przyznaje, że ma mniej dzieci, niż by chciało. Anna Gromada, poza kwestią relacji, proponuje także skupienie się na barierach, które wpływają na powstawanie tej różnicy. Tu przeważają czynniki ekonomiczne (m.in. większa dostępność mieszkań) czy zdrowotne (m.in. rozszerzenie programu in vitro).
System kapitalistyczny, w którym wszyscy funkcjonujemy, jest jedną z przyczyn problemów z wchodzeniem w relacje, ale wpływa także na kształt samego rodzicielstwa.
Na koniec warto jednak wspomnieć o dwóch czynnikach, których nie da się wpisać do prostego rachunku ekonomicznego – miłości i nadziei. Według badań najczęściej podawanym powodem, dla którego Polacy chcą mieć dzieci, jest właśnie miłość.
W obecnym świecie zmienia się nasze jej doświadczenie, a brak wypełniamy substytutami oferowanymi przez rynek. Jak pisała bell hooks w książce „Wszystko o miłości”: „Wielu z nas pragnie kochać i być kochanym, ale nie ma odwagi podjąć ryzyka. (…) Może i brakuje nam miłości, ale zawsze możemy pójść na zakupy”. Byung-Chul Han w książce „Duch nadziei i inne eseje” dodaje: „Bez idei, bez sensownego horyzontu życie zapada się w przeżycie albo w immanencję konsumpcji, jak to ma miejsce dzisiaj. Konsumenci nie mają nadziei. Mają tylko pragnienia lub potrzeby. Nie potrzebują też przyszłości.”
Może to właśnie miłość i nadzieja, jaka wiąże się z każdym nowym życiem, nawet wbrew „racjonalnej” kalkulacji, najbardziej przybliżają nas do decyzji o rodzicielstwie.
I wracając do posta pani Dyrektor Stanny...
"Wzrost koncentruje się w MOF - to efekt mobilności i suburbanizacji"
- jest dokładnie na odwrót: czynniki wymienione powyżej przyczyniły się do koncentracji ludzi w dużych miastach, zmusiły ich do zmiany miejsca zamieszkania - z małego miasta do dużego, czyli owa "mobilność"
została sztucznie wymuszona.
"Wzrost koncentruje się w MOF" - nie ma czegoś takiego, jeśli chodzi o Polaków, nie można tak powiedzieć, to absurd - nie ma wzrostu ludności polskiej w Polsce!
Kartogram jest opisany: "Zmiana liczby ludności" 2014 - 2024, brak jest informacji, czy chodzi też o imigrantów z innych krajów i to może mylić, bo od 2011 roku notuje się spadek populacji Polski!
https://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia_Polski
W tabeli: populacja Polski w tysiącach w danym roku
Kartogram może powinien być opisany "Zmiana liczby ludności w danych regionach na tle spadku liczby ludności w Polsce" 2014 - 2024! albo po prostu: MIGRACJE. Ale nie ma doprecyzowania, czy chodzi też o ludność niepolską!
Ten "wzrost", o którym pisze pani Stanny to jest w przypadku ludności polskiej zasadniczo przesunięcie z jednego regionu do innego! Ludzie wyjeżdżają np. z małego miasta i osiadają w dużym mieście wojewódzkim lub jego MOF.
Kiedy ktoś pisze "wzrost" - to pisze bardzo nieprecyzyjnie!!
I dalej...
A słowo "mobilny" kojarzy się nam pozytywnie - oznacza, że ktoś ma możliwość swobodnego przemieszczania się - ma własny samochód, ma możliwości, pieniądze i tak dalej. Zastosowane przez panią Stanny słowo może sugerować swobodę przemieszczania się, ale tu mamy do czynienia z przymusem, a nie ze swobodnym wyborem -"sytuacja zmusiła mnie do wyjechania do Warszawy".
Stworzono w Polsce warunki zmuszające młodych ludzi do emigracji do dużych ośrodków. Ktoś to miał przemyślane i starannie zaplanowane i po 30 latach widzimy efekt.
Jak ubecy chcą się obłowić na gospodarce, to pozwalają na ustawę Wilczka, a jak ubekom to nie pasuje - to ją zamykają. Rozumiesz? Nie ma żadnych genialnych superpremierów, pod którymi gospodarka polska nagle się rozwija - nie ma. Jest tylko decyzja tajemnego gremium. Ktoś wydaje pozwolenie, albo zakaz. Jak w mediach - "czerwone spodnie.... lgtb .... "ten co zawsze wybiera najmłodszego"..." Gospodarka cały czas (po zamknięciu ustawy Wilczka) od 30 lat jest sztucznie tłumiona i rozwalana.
Gospodarka nie jest zresztą dla ciebie tylko dla ubeków - ty jesteś tylko ZASOBEM - co wyrzuca butelkę albo odnosi ją do butelkomatu, i co kupuje losy na loterii.
Za 3 zł ktoś sprzedał ci 1,5 litra wody, a za 50 groszy sprzedał ci pustą butelkę, którą ty wyrzucasz, bo przecież nie będziesz stać przy butelkomacie, który - o dziwo! - jest zamknięty jak ustawa Wilczka, "bo coś nie działa"...
Zapłaciłeś za odpad, za śmieć i dalej martw się sam.... po co kupowałeś? Kolekcjonujesz plastikowe butelki? Masz wystawkę na oknie?
Co za różnica, czy kupujesz los za 50 groszy, czy butelkę? Nie każdy kupuje losy, ale na skutek propagandy "pij wodę!" wielu ludzi faktycznie wmusza w siebie 2 litry wody dziennie.... Naprawdę myślisz, że osoby tefałenowe piją 2 litry wody dziennie?
"Media to biznes"
za fb: Maciej Synak
2 grudnia 2025
redaktor Prokop: tu jego wypowiedź sprzed - nomen omen - 10 dni... :
"Naiwnym byłoby zakładanie, że media są od tego, żeby cię informować o tym co się dzieje na świecie. Media to biznes... [...]
Jeśli ktoś traktuje media jako źródło informacji o rzeczywistości, no to pobłądził, bo jeśli chcesz wiedzieć jak rzeczywistość wygląda, to najlepiej jakbyś tam sam pojechał i to zobaczył na własne oczy, co jest oczywiście niemożliwe w większości przypadków.
Próba mówienia, że rzeczywistość wygląda tak, czy tak, media tak powiedziały, no jest czymś niemądrym. Trzeba się tego wystrzegać."
https://www.facebook.com/reel/1154128753562938
Suburbanizacja to proces rozwoju przedmieść polegający na przenoszeniu się ludności i firm z centrów miast na tereny podmiejskie - ludzie wolą mieszkać za miastem, albo w małym ośrodku, ale praca jest w dużym mieście, dlatego pracują np. w Gdańsku, a dom mają w Osowej, albo Żukowie, z którego w pół godziny dojadą do pracy.
I dalej Dyrektor Stanny: kopiuję ten tekst jeszcze raz, żebyś miał go blisko:
Wzrost koncentruje się w MOF - to efekt mobilności i suburbanizacji. Spadki tworzą rozległe obszary – szczególnie w Polsce wschodniej, północnej i poza strefami oddziaływania miast. Im niższy poziom wielofunkcyjności lokalnej gospodarki, tym większe ryzyko trwałej depopulacji.
Dlatego, apeluję do "ekspertów" (często nie naukowców) by nie straszyli "KRYZYSEM" i nie obiecywali, że to jest problem do „naprawienia” jedną interwencją (koniecznie transferem finansowym)! To jest proces, do którego trzeba się dostosować. Jak? Zamiast prób zatrzymania ludzi za wszelką cenę, potrzebujemy adaptacji: usług, transportu, współpracy między gminami. Zacząć trzeba od zmiany logiki myślenia o rozwoju! Bo rozwój w XXI wieku coraz rzadziej oznacza wzrost liczby mieszkańców, a coraz częściej - zdolność do dobrego życia mimo ich mniejszej liczby. A to w dobie kurczenia demograficznego jest tylko możliwe przy współpracy i integracji! Będziemy też o tym debatować na Local Trends w Sopocie.
"Im niższy poziom wielofunkcyjności lokalnej gospodarki, tym większe ryzyko trwałej depopulacji"
No widzisz! Ta pani wie! Tu masz to czarno na białym - tylko trzeba to inaczej sformułować - oto jak ważny jest język i retoryka! Teraz patrz co tu napiszę:
"Im niższy poziom wielofunkcyjności lokalnej gospodarki, tym większe ryzyko trwałej depopulacji, bo niski poziom funkcjonalności zmusza tam żyjącą populację
do mobilności - do emigracji do ośrodków o wysokim poziomie wielofunkcyjności - czyli z małych miast do dużych miast, które uczyniono wielofunkcyjnymi min. przez reformę administracyjną"
I wtedy:
"Ludność koncentruje się w MOF - następuje tam wzrost liczby ludności przybyłej z całego województwa, a nawet kraju, to efekt wielofunkcyjności okołomiejskiej gospodarki dużego miasta, ale też niskiego poziomu wielofunkcyjności mniejszych ośrodków"
Rozumiesz?
Bo ta pani na pewno rozumie... tylko chyba jakiś chochlik coś tam poprzestawiał w klawiaturze... że tak dziwnie wyszło...
"Wzrost koncentruje się w MOF - to efekt mobilności i suburbanizacji. Spadki tworzą rozległe obszary – szczególnie w Polsce wschodniej, północnej i poza strefami oddziaływania miast." - to są dwa zdania ustawione obok siebie, ale zasadniczo bez związku ze sobą, no i pierwsze zdanie źle sformułowane.
"Dlatego, apeluję do "ekspertów" (często nie naukowców) by nie straszyli "KRYZYSEM" i nie obiecywali, że to jest problem do „naprawienia” jedną interwencją (koniecznie transferem finansowym)! To jest proces, do którego trzeba się dostosować."
A widzisz! Pani nam radzi, by się dostosować i nic z tym nie robić - czemu sądzi, że planujemy tylko jedną interwencję? Może tak jej pasuje do zdania?
Dziwny zapis:
>>do „naprawienia” jedną interwencją (koniecznie transferem finansowym)!<<
ten zwrot stwierdza wprost - "jedną", ale sugeruje, że mogą być inne "interwencje", bo w nawiasie wyszczególnia: "koniecznie transferem finansowym", czyli mogłyby być też inne z - "niekoniecznie transferem finansowym"
Dlaczego więc pisze "jedną interwencją"? Jest tu jakaś niezgodność.
I to "eksperci" - w liczbie mnogiej - liczba mnoga oznacza wielu, a na pewno "ilość X" ekspertów poda więcej niż jedną "interwencją", bo inaczej się nie da, np. dzisiaj:
https://www.wprost.pl/kraj/12311538/tak-rzad-chce-zaradzic-kryzysowi-demograficznemu-npz-program-in-vitro-nacisk-na-opieke-okoloporodowa.html
- w obszarze ochrony zdrowia: opieka okołoporodowa, ale i leczenie bezpłodności i inne
https://www.prawo.pl/kadry/3-sposoby-na-poprawe-kondycji-demograficznej-polski,287256.html
- portal prawo.pl ma 3 propozycje
Nie ma więc jednej opcji, to czemu pisze "jedną"? To już druga niezgodność. Dlaczego ona tak pisze?
Zastanówmy się.... to zdanie w ogóle jest takie niestylistyczne, jakby coś na doczepkę było... zobaczmy...
"Dlatego, apeluję do "ekspertów" (często nie naukowców) by nie straszyli "KRYZYSEM" i nie obiecywali, że to jest problem do „naprawienia”! To jest proces, do którego trzeba się dostosować."
Teraz zdanie jest stylistycznie poprawne, tyle, że ja nie zgadzam się z takim postawieniem sprawy.
Gdyby to zdanie tak wyglądało, że by znaczyło, że autor tego zdania apeluje do nas, by nic nie robić z tym problemem, że trzeba się do niego dostosować, a nie walczyć z nim.
Także bardzo dziwne zdanie, może znowu to wina klawiatury, albo edytora tekstu?
Jakiś diabeł w tym mieszał...
"To jest proces, do którego trzeba się dostosować"
To by znaczyło, że ktoś dalej realizuje swoje plany bez przeszkód - a na to NIE MA ZGODY.
I uwaga: jeżeli ktoś się boi, że ten trend może się odwrócić, to jasnym jest, że naprawdę można go odwrócić - i trzeba.
"Jak? Zamiast prób zatrzymania ludzi za wszelką cenę, potrzebujemy adaptacji: usług, transportu, współpracy między gminami. Zacząć trzeba od zmiany logiki myślenia o rozwoju! Bo rozwój w XXI wieku coraz rzadziej oznacza wzrost liczby mieszkańców, a coraz częściej - zdolność do dobrego życia mimo ich mniejszej liczby. A to w dobie kurczenia demograficznego jest tylko możliwe przy współpracy i integracji!"
Nie. To jest całkowicie złe postawienie sprawy.
My nie będziemy ludzi zatrzymywać na siłę, tylko ludziom w małych ośrodkach należy zapewnić warunki przyzwoitego funkcjonowania - musi być praca (tj. warunki dla przedsiębiorczości np. nowa ustawa Wilczka), transport, dostęp do usług, po prostu - wielofunkcyjność.
Zamiast tego pani proponuje nam adaptację: ale przecież adaptacja spowoduje dalszą degradację, aż w końcu zabraknie ludzi na wsi czy małym miasteczku - i nie będzie miasteczka - jak we Włoszech to się dzieje... może tam też nieprzypadkowo... pamiętamy nawoływania niemieckich gazet, żeby Grecy sprzedali Niemcom swoje wyspy... Grecy mają wyspy, Włosi piękne krajobrazy, a my mamy kamienice w Warszawie i nie tylko tam... cała ziemia pełna skarbów...
"Zacząć trzeba od zmiany logiki myślenia o rozwoju! Bo rozwój w XXI wieku coraz rzadziej oznacza wzrost liczby mieszkańców, a coraz częściej - zdolność do dobrego życia mimo ich mniejszej liczby"
Widzę tu tylko to, że pani zależy, by Czytelnik przestał myśleć o demografii.. Rozwój państwa i społeczeństwa jest ściśle związany z demografią - im większe państwo, tym większe możliwości - widać to na każdym kroku, Niemcy są najliczniejszym państwem w Europie nie licząc Rosji, największe potęgi światowe to państwa o znacznej liczbie mieszkańców, to oczywiste, więcej ludzi składa się na budżet państwa, więcej pieniędzy w budżecie oznacza większe inwestycje, więcej pieniędzy idzie na konkretny cel... itd. itd... więcej ludzi to większa armia - większy skutek odstraszania, albo... zastraszania...
Nie bez przyczyny Polska została rozczłonkowana - mniejsze państwo i mniej ludności (nagle powstały nacje białoruska i ukraińska, a teraz znowu ...wiecie, nie... co tam się dzieje.... ) to mniejszy potencjał ...
A to w dobie kurczenia demograficznego jest tylko możliwe przy współpracy i integracji!
to ostatnie zdanie i słowo w ogóle mi nie pasuje do całości tekstu, integracja oznacza nie separowanie ludzi w mniejszych ośrodkach, a to właśnie działo się 30 lat - rozwijano duże ośrodki i "wysysano" ludzi z małych - i ani słowa na ten temat ze strony pani Stanny...
na Linkedin też uwagi o kolorach...
facebook.com/monika.stanny
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Komentarze przed publikacją są moderowane.