Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

niedziela, 28 września 2025

Dlaczego naziści pozostali bezkarni



Wynika z tego, że od początku mówiono im ( niemcom-mordercom), że nie poniosą żadnych konsekwencji, a cała wina zostanie przypisana Hitlerowi i ewentualnie najwyższym oficjelom, już na początku ustalono wersję, jaką wszyscy mordercy mieli przyjąć na obronie. Niemcy mordowali Polaków z taką zaciętością, bo wiedzieli, że się wywiną od kary, bo popioły nie będą świadczyć w sądzie...

Czyli kary się spodziewali, liczyli się z przegraną?


I ja o tym słyszę pierwszy raz w życiu - jest rok 2025 - oto jak działają nasze instytucje nauki i kultury - nie działają jak należy.

Pułkownik Sienkiewicz w 2016 roku:

"Państwo polskie istnieje teoretycznie. Praktycznie nie istnieje, dlatego że działa poszczególnymi swoimi fragmentami, nie rozumiejąc, że państwo jest całością. Tam, gdzie państwo działa jako całość, ma zdumiewającą skuteczność. Tylko jakoś nikt nie chce korzystać z tej…"

- Bartłomiej Sienkiewicz, Minister Spraw Wewnętrznych




Teraz jeszcze - dlaczego w 1939 roku staliśmy odwróceni plecami do Niemiec... ?






przedruk

w oryginalnym tekście - czynne hiperzłączki do haseł


tysol.pl

Niemieckie państwo, chroniąc zbrodniarzy, przerzuciło winę na następne pokolenia Niemców


01.09.2025 21:27


Dzieje sądowego potraktowania nazistowskich zbrodni przez Republikę Federalną Niemiec dowodzą, że przez długie dekady istniał precyzyjny system „ochrony” przestępców.


Bezkarni ludobójcy

Przykładem jego funkcjonowania była sprawa generała Waffen-SS Ericha von dem Bacha-Zelewskiego. Był on odpowiedzialny za rozstrzelanie 35 tys. Żydów w Rydze, za masakry w Mińsku i Mohylewie, za mordy na ludności cywilnej w Warszawie podczas Powstania Warszawskiego. Został jednak postawiony przed sądem i skazany dopiero w latach 60. I to wcale nie za te zbrodnie, lecz za udział w „Nocy Długich Noży” i zamordowanie sześciu niemieckich komunistów. Zbrodnie ludobójcze popełnione przez niego jako prominentnego dowódcę SS nigdy nie zostały osądzone.

Jego podwładnym był Heinz Reinefarth. Podlegli mu żołnierze w ciągu zaledwie kilku dni zamordowali około 50 tys. mieszkańców Warszawy (Rzeź Woli). Reinefarth nie tylko nigdy nie został ukarany ani nie stanął przed sądem, ale został wybrany burmistrzem Westerlandu na wyspie Sylt, następnie członkiem parlamentu kraju związkowego Szlezwik-Holsztyn.

SS-Oberscharführer Alfred Ittner w obozie śmierci w Sobiborze zaczął jako księgowy, później odbierał od prowadzonych na śmierć Żydów kosztowności. Następnie nadzorował więźniów wyrywających zmarłym złote zęby i transportujących zwłoki do masowych grobów. Według świadków brał udział w rozstrzeliwaniu Żydów, którzy byli zbyt wycieńczeni, by dojść do komór gazowych.

Niemiecki sąd początkowo umorzył postępowanie przeciwko niemu, a po apelacji prokuratury skazał go jedynie na 4 lata więzienia. Co szokujące, Ittner został skazany za "udział w zamordowaniu około 68 tys. Żydów". Wyrok oznaczał, że kara za "udział " w zamordowaniu jednego człowieka to około 30 minut.


Mordercy, których prawo nie chciało uznać za morderców

Inny morderca, SS-Scharführer Erich Fuchs, został uznany winnym za „uczestnictwo w zamordowaniu co najmniej 79 tys. Żydów” i skazany na „4 lata więzienia”. Podczas procesu zeznawał:


Ustawiliśmy silnik na betonowym cokole i przymocowaliśmy rurę do wylotu spalin. Następnie wypróbowaliśmy silnik. Na początku nie działał. Naprawiłem zapłon oraz zawór i nagle silnik odpalił. Chemik, którego znałem już z Bełżca, wszedł do komory gazowej z miernikiem, aby zmierzyć stężenie gazu. Po tym przeprowadzono próbne gazowanie. Pamiętam, że w komorze gazowej zagazowano od trzydziestu do czterdziestu kobiet. Żydówki musiały się rozebrać na polanie w lesie w pobliżu. Zostały zapędzone do komory gazowej przez wspomnianych esesmanów i ukraińskich ochotników. Kiedy kobiety zostały zamknięte w komorze gazowej, zająłem się silnikiem razem z Bauerem. Silnik natychmiast zaczął pracować. Obaj stanęliśmy obok silnika i ustawiliśmy przełącznik na pozycję „wypuścić spaliny”, tak aby gazy zostały skierowane do komory. Za namową chemika zwiększyłem obroty silnika, co oznaczało, że nie trzeba było dodawać gazu później. Po około dziesięciu minutach trzydzieści do czterdziestu kobiet nie żyło.

Czy uruchomienie silnika i świadome skierowanie gazu – zabijającego ludzi – do komory gazowej ze świadomością, że kobiety umrą, jest jedynie „uczestnictwem w morderstwie”, a nie po prostu morderstwem? Jak widać, dla niemieckiego sądu nie było to morderstwem. Niemiecki wymiar sprawiedliwości – w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych – stosował zasadę, według której każdy funkcjonariusz wykonujący polecenia przełożonych był zaledwie uczestnikiem morderstwa, ale nigdy nie był sprawcą. Nawet jeśli czynność, którą wykonywał, przesądzała bezpośrednio o śmierci ofiary. Dlatego wszyscy oskarżeni o wykonywanie czynności prowadzących do śmierci milionów niewinnych ludzi byli uniewinniani lub otrzymywali rażąco niskie wyroki. Skazywani byli tylko ci, którzy przekraczali wymagania swoich przełożonych i mordowali z własnej inicjatywy.


99% nierozliczonych zbrodniarzy

Państwo niemieckie uzyskało prawo do rozliczania wojennej swoich obywateli dopiero w roku 1949, wraz z powstaniem Federalnej Republiki Niemiec. Stworzyło to możliwości przebiegłych manipulacji prawem, by ochronić przestępców nazistowskich przed odpowiedzialnością.


Mary Fulbrook, profesor historii Niemiec, podaje, że spośród prawie miliona zamieszanych w masowe ludobójstwo, 99% nigdy nie zostało pociągniętych do odpowiedzialności.

W latach 1946–2005 skazano zaledwie 6656 osób. Jednak wiele z nich nigdy nie trafiło do celi więziennej, ponieważ czas oczekiwania na wyrok został wliczony do czasu odsiadki. Tysiące skazanych zostały zwolnione przed terminem z powodu rzekomego złego stanu zdrowia.

Procesy norymberskie, w których skazywano na śmierć i długoletnie więzienie, toczyły się przed trybunałem międzynarodowym. Osądzono jedynie najważniejszych funkcjonariuszy III Rzeszy. Procesy te nie miały jednak nic wspólnego z niemieckimi sądami. Dopiero po ich zakończeniu sprawę rozliczenia przejęło państwo niemieckie.


Kodeks z XIX wieku zapewniał bezkarność

Ministerstwo Sprawiedliwości nowo powstałej Republiki Federalnej Niemiec odrzuciło wtedy kryteria użyte w procesach norymberskich, decydując się na stosowanie wyłącznie kodeksu karnego z 1871 roku. Zgodnie z tym kodeksem oskarżyciele musieli udowodnić ponad wszelką wątpliwość, że osoba postawiona przed sądem działała z własnej inicjatywy (a nie na polecenie zwierzchników) i była świadoma bezprawności swojego czynu. Bez tego nikt nie mógł zostać skazany za morderstwo.


Gdy więc tysiące niewinnych ludzi zostały zamordowane z woli Hitlera i rozkazu Himmlera, funkcjonariusze państwowi – od urzędnika stemplującego papiery do esesmana wrzucającego cyklon B do komory gazowej – mogli skutecznie bronić się argumentem, że po prostu wykonywali swoją pracę i polecenia przełożonych.

Paradoksalnie, im bardziej oskarżony przyznawał się do wiary w idee nazizmu, tym mniejsze było prawdopodobieństwo, że zostanie uznany za winnego zbrodni, ponieważ mógł argumentować, że ślepo wierzył w słuszności stawianych mu celów.

Oznaczało to, że ani oficer SS, który zapędzał ludzi do komór gazowych, ani funkcjonariusz, który kierował tam gaz, nie mogli zostać skazani za morderstwo. Dopiero gdy któryś z nich wybrał pojedynczą ofiarę spośród czekających przed komorą gazową i strzelił jej w głowę – z własnej woli – mógł zostać skazany. Jednak wydanie wyroku wymagało stawienia się w sądzie świadków zbrodni. Ci świadkowie w większości zostali uduszeni w komorach gazowych. Z kolei jego koledzy z SS starannie ukrywali, że w ogóle tam byli. Skazanie mordercy stawało się więc najczęściej niemożliwe.


Logika prawna polegała na tym, aby nie karać tych, którzy wykonują jedynie polecenia przełożonych, mimo że to przecież ich ręce mordują. Takie podejście gwarantowało bezkarność lub bardzo łagodne wyroki.

Według niemieckiego prawa za mordowanie niewinnych ludzi odpowiedzialni byli Hitler, Himmler, Goering i Heydrich. Przyjęcie takiej perspektywy pozwalało niemieckim sądom na ochronę nazistów przed rzeczywistym rozliczeniem popełnionych przestępstw. Niemieccy prawnicy postępowali zgodnie z niemieckim prawem. Nie mieli sobie nic do zarzucenia. Potwierdził to wyrok Federalnego Trybunału Sprawiedliwości z 1969 roku. Orzekał on, że aby skazać, trzeba każdemu oskarżonemu udowodnić popełnienie konkretnego przestępstwa. Potwierdzonego zeznaniami świadków. Popioły milionów ofiar to nie był żaden dowód dla niemieckich sądów.


Fałszywy argument "zagrożenia"

Drugą zasadą, której przestrzegały sądy niemieckie, było założenie, że funkcjonariusze działali w sytuacji zagrożenia życia. Innymi słowy uznanie, że gdyby wymigiwali się od wypełniania swoich obowiązków, które polegały na uczestniczeniu w zbrodni, mogliby zostać za to ukarani. W dodatku to zagrożenie nie musiało być prawdziwe, wystarczyło, żeby oskarżeni twierdzili, że uważali je za realne. Jak fałszywe było to podejście świadczą dwa fakty. Pierwszym jest brak dowodów na karanie funkcjonariuszy, którzy prosili o przeniesienie z obozów śmierci do innej służby. Wręcz przeciwnie: gdy funkcjonariusz obozu w Sobiborze, SS-Unterscharführer Johann Klier wystąpił o zwolnienie, to został przeniesiony bez żadnych szykan. Po drugie, esesmani nie byli w Sobiborze dlatego, że ich zastraszono. W większości przypadków wypróbowani ich wcześniej jako gorliwych morderców chorych psychicznie Niemców w akcji pod kryptonimem Aktion T4. Wielu zgłosiło się do niej ochotniczo.
Proces morderców z obozów śmierci

20 lat po wojnie ruszył proces funkcjonariuszy obozu w Sobiborze. Przed sądem stanęło 12 ludzi, których działania doprowadziły do potwornej śmierci w komorach gazowych 250 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci. Śmierci, która odbywała się w długotrwałej agonii, szczególnie wtedy, gdy psuł się silnik wytwarzający zabójcze spaliny. Wówczas skazańcy czekali w cierpieniu na śmierć czasem nawet do 3 godzin.

Popatrzmy na ostateczny werdykt niemieckiego sądu: pięciu uniewinniono, pięciu otrzymało bardzo krótkie wyroki więzienia, jeden popełnił samobójstwo w trakcie procesu. Tylko oskarżony Karl Frenzel, któremu udowodniono "własnoręczne" zamordowanie konkretnych więźniów, został skazany na dożywocie. Trzeba koniecznie zaznaczyć, że odsiedział zaledwie 16 lat. Ostatnie 14 lat życia przeżył jako człowiek wolny i zmarł w domu spokojnej starości.

Kapitan SS Karl Streibel, komendant obozu szkoleniowego w Trawnikach, który zorganizował egzekucję 6 tys. Żydów w ciągu jednego dnia w ramach „Akcji Erntefest”, został uniewinniony w 1970 roku przez sąd w Hamburgu. Inny przestępca, Kurt Franz, słynny „Lalka”, sadystyczny i osławiony morderca z Treblinki, został „formalnie” skazany, ponieważ udowodniono mu "osobiste" zamordowanie wielu więźniów, ale ostatecznie został zwolniony „z powodu złego stanu zdrowia”. To właśnie była charakterystyczna praktyka niemieckich sądów. Gdy istniały rzeczywiste dowody i uniewinnienie było niemożliwe, wtedy sądy zwalniały skazanych pod pretekstem choroby lub podeszłego wieku.


Proces Demianiuka. Inne traktowanie, bo to nie Niemiec

Historycznie przełomowym momentem był dopiero proces, który odbył się w latach 2009–2011. Oskarżonym był strażnik z obozu w Sobiborze, „słynny” Iwan Demianiuk. Został skazany – za „współudział” w 28 tysiącach morderstw – na pięć lat więzienia. Zmarł podczas apelacji od wyroku.

Chociaż zastosowano ten sam kodeks, co we wszystkich podobnych sprawach, tym razem podejście sądu było zupełnie inne. Postanowiono uznać oskarżonego za winnego, mimo że nie udowodniono mu zabójstwa żadnych konkretnych osób. Po raz pierwszy do skazania wystarczyło pełnienie funkcji w obozie. Sąd stwierdził, że jedynym celem obozu było mordowanie Żydów. Wszyscy zatrudnieni o tym wiedzieli, czyli Demianiuk świadomie przyczynił się do śmierci zamordowanych. Dowodem winy była tylko legitymacja, potwierdzająca szkolenie Demianiuka w obozie SS, przydział do pracy w Sobiborze i dwa zdjęcia. Takie potraktowanie Demianiuka było zaskoczeniem właśnie dlatego, że nikt – nawet wyższy rangą oficer – nigdy wcześniej nie był tak osądzony.

Jakie były powody? Czyżby wreszcie zrozumiano, czym był mechanizm ludobójstwa? Nie. Prawdziwe powody były całkowicie cyniczne.

Po pierwsze, Demianiuk nie był Niemcem, lecz Ukraińcem. Był pierwszym „obcym”, który został osądzony za niemieckie zbrodnie. Po drugie, ten „precedens” nie zagrażał już obywatelom niemieckim, ponieważ niemieccy funkcjonariusze obozowi dawno zostali uniewinnieni lub zmarli. Po trzecie, sprawa Demianiuka była znana na całym świecie, więc niemieckie sądownictwo chciało wykorzystać ten rozgłos i zakończyć erę rozliczeń głośnym wyrokiem całkowicie odmiennym od poprzednich.


Innymi słowy, chcieli zakończyć sprawę w fałszywym tonie. W ten sposób skazanie Demianiuka mogłoby stać się niemiecką definicją „sprawiedliwości”, całkowicie fikcyjnym wykazaniem, że – wbrew całej historii powojennych rozstrzygnięć – w Niemczech współudział w zbrodniach nazistowskich jest ścigany, udowadniany i karany.


Propagandowe procesy stulatków

To właśnie fałszywy i propagandowy ton tak wyraźnie odbił się echem w kilku wyrokach ogłoszonych w ostatnich latach w Niemczech. Skazano w nich kilkoro prawie stuletnich starców, którzy nikogo nie zamordowali, ale byli drobnymi elementami machiny śmierci.

Masowi zbrodniarze ludobójcy, tacy jak Wilhelm Koppe – współzałożyciel obozu zagłady w Chełmnie nad Nerem, gdzie zamordowano ponad 200 000 osób, odpowiedzialny za zamordowanie setek tysięcy Polaków i Żydów – nigdy nie zostali osądzeni. Natomiast Irmgard Furchner, która w latach 1943-1945 pracowała jako sekretarka w obozie koncentracyjnym Stutthof, została osądzona i skazana w wieku 97 lat. Ten kontrast ilustruje zmiany, jakie zaszły w „rozliczaniu”.

Problem nie polega na tym, że sąd skazał Furchner, ale na tym, że wyrok ten najwyraźniej miał wypaczyć prawdę o całej powojennej postawie niemieckiego wymiaru sprawiedliwości wobec zbrodni III Rzeszy. Skazując po roku 2020 kilkoro starców, niemieckie sądy chciały przekonać opinię publiczną, że odwołują się do najwyższych standardów etycznych. Miało to na celu umniejszenie – wręcz całkowite unieważnienie – faktu, że przez ponad 60 lat niemieckie sądownictwo robiło dokładnie odwrotnie.


Zamiast wymierzyć należną sprawiedliwość złoczyńcom, chronili niemieckich sprawców ludobójstwa, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości.


Wina przeszła na następne pokolenia

Po wojnie podejmowano niezliczone próby uzasadnienia niemieckiej akceptacji nazizmu. Wszystkiemu miał winien być Hitler, który zahipnotyzował Niemców, realia ekonomiczne, które „przemawiały głośniej” niż moralność, wizja "wielkich Niemiec", która uwiodła naród. Systemowa ochrona nazistowskich zbrodniarzy po roku 1945 przeczyła tym wszystkim usprawiedliwieniom. Państwo niemieckie nadal wykazywało lojalność wobec nazizmu, a zjawisko ochrony przestępców wojennych i sprawców ludobójstwa poprzez system sądowniczy nie spotkało się w Niemczech z żadnym znaczącym protestem. Społeczeństwo to powszechnie akceptowało.

Celowe zaniechanie wzięcia odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie – prawdopodobnie największe zbrodnie w dziejach – przerzuciło tę winę na kolejne pokolenia Niemców, które swoją biernością wyraziły na nią zgodę.



Paweł Jędrzejewski


-----------


O braku denazyfikacji Niemiec pisałem min. w opracowaniu Werwolf w 2011 roku.




Niemcy dokonali amnestii zbrodniarzy przy pomocy przepisów kodeksu drogowego

28.09.2025 15:45

Niechcący przejechałeś człowieka na czerwonym świetle? Chcący „likwidowałeś” krakowskie getto? Bez obaw! Dzięki przepisom kodeksu drogowego obaj możecie spać spokojnie.


Wbrew dosyć powszechnemu przekonaniu, Niemcy po wojnie nie dokonały głębokiej denazyfikacji
Przeciwnie, przy pomocy jawnych i tajnych mechanizmów przywracały nazistowskich zbrodniarzy do przestrzeni publicznej
Jednym z mechanizmów, ujawnianym na naszych łamach przez chcącego zachować anonimowość dyplomatę od lat mieszkającego w Niemczech, były mechanizmy ukryte w... kodeksie drogowym


Renazyfikacja Niemiec

Niemożliwe? Możliwe, bo tak właśnie stało się pod koniec lat sześćdziesiątych w Republice Federalnej Niemiec.

Po wprowadzeniu kilku ustaw amnestyjnych na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych, z których skorzystali również nazistowscy sprawcy, nastąpiła lawinowa de facto renazyfikacja aparatu państwa, a wielu wcześniejszych aktywnych nazistów objęło wysokie stanowiska w ministerstwach czy instytucjach (patrz tekst: Tak Niemcy chroniły zbrodniarzy wojennych).


Adenauer mówił to otwarcie

Konrad Adenauer nie robił z tych planów tajemnicy. Już w exposé swojego rządu 20 września 1949 r. mówił

- Zasadniczo i zdecydowanie opieramy się na grupie zawodowych urzędników. Denazyfikacja wyrządziła wiele nieszczęścia i wiele szkody.


Nadmienił wprawdzie o potrzebie surowego ukarania „osób rzeczywiście winnych zbrodni”, ale dodał, że „poza tym nie powinniśmy już rozróżniać dwóch klas ludzi: tych politycznie bez zarzutu i tych politycznie obciążonych. To rozróżnienie musi zniknąć jak najszybciej”. I w znacznej mierze zniknęło.

Jednym z drastyczniejszych przykładów normalizacji wojennej przeszłości mogą być „świadczenia społeczne” dla SS-mannów.

 „Postfaszystowskie lobby wymusiło w RFN to, że oficerowie SS otrzymywali i otrzymują wyraźnie wyższe uposażenie emerytalne niż ich równi rangą oficerowie Wehrmachtu”. Popełnione przez nich zbrodnie nie miały i nadal nie mają tu znaczenia, a im wyższy stopień oficerski SS-manna - tym wyższa emerytura.


"Rozliczenia"

Wróćmy jednak do kwestii rozliczenia „osób rzeczywiście winnych zbrodni”, czy raczej niemal całkowitego braku ich rozliczenia. Ich bezkarność budziła coraz większy sprzeciw w niemieckiej i międzynarodowej debacie publicznej, w Niemczech powołano instytucje, których zadaniem było ściganie zbrodni hitlerowskich.


Niektórzy uważali, że coś trzeba z tym fantem zrobić.
Przedawnienie

Po fali licznych debat i skandali, jakie przetoczyły się przez Niemcy po Procesach Oświęcimskich, w połowie lat sześćdziesiątych wróciła też kwestia przedawnienia zbrodni. Wiele osób, w tym Gustav Heinemann, późniejszy prezydent Niemiec, zdecydowanie popierało konsekwentne karanie zbrodniarzy, byli też politycy, którzy opowiadali się za całkowitym zniesieniem okresu przedawnienia (SPD). Nie należał do nich Thomas Dehler, wcześniej minister sprawiedliwości. Za sprawą jego „polityki personalnej” w 1953 roku 73% kadry kierowniczej resortu należało wcześniej do NSDAP, a 33% do Sturmabteilung (SA – paramilitarnych bojówek Hitlera). Teraz, jako wiceszef Bundestagu, argumentował:

„Jedyne, co nam pozostało, to zademonstrować naszą zdecydowaną wolę poszanowania prawa. (…) Ten fundament państwa prawa przekreśla definitywnie jakiekolwiek próby wydłużania czasu przedawnienia zbrodni w okresie narodowego socjalizmu”.


Wydłużeniu tego czasu zdecydowanie sprzeciwiło się też ministerstwo sprawiedliwości z ministrem federalnym na czele. Był nim wówczas Ewald Bucher, od 1937 r. członek NSDAP, odznaczony w latach trzydziestych złotą odznaką Hitlerjugend.

Koniec końców zgodzono się na wydłużenie okresu przedawnienia do 1969 r., ale niektórym i tego było mało. Toczyły się już bowiem liczne postępowania i procesy, a wielu wcześniejszych nazistów obawiało się, że ich bezkarność się skończy.


Amnestia

Było to bardzo niepokojące dla tego środowiska:


„W Bonn utworzył się mały krąg wybitnych ekspertów, którzy postawili sobie zadanie znalezienia prawnej możliwości objęcia amnestią zbrodniarzy wojennych w sposób niewidoczny dla opinii publicznej”.
Eduard Dreher

Dziś nie ulega już praktycznie wątpliwości, że mózgiem całej operacji był Eduard Dreher, naczelny karnista i reformator prawa RFN, szef departamentu prawa karnego Federalnego Ministerstwa Sprawiedliwości, w czasie wojny cechujący się wyjątkowym okrucieństwem naczelny prokurator sądu specjalnego w Innsbrucku. Nie tylko skazywał mężczyzn za kontakty homoseksualne na wieloletnie wyroki więzienia, ale miał też na sumieniu liczne wyroki śmierci, w tym w sprawach tak błahych jak kradzież roweru i fakt, że ktoś miał przy sobie trochę boczku. Dosłownie kilka miesięcy wcześniej zaczęło się przeciwko niemu toczyć postępowanie w sprawie dwóch wyroków śmierci.

Jak wszystko na to wskazuje, towarzystwo pod wodzą Drehera „wypracowało” niebywały kruczek prawny, w niemieckiej debacie publicznej nazwany „wpadką z przedawnieniem”.


Kodeks ruchu drogowego

Najprościej mówiąc: w maju 1968 r. Bundestag uchwalił ustawę wprowadzającą do ustawy o wykroczeniach (EGOWIG). W jej przepisach dokonano pewnych korekt dot. kodeksu drogowego – chodziło o „łagodniejsze potraktowanie sprawców śmiertelnych wypadków drogowych”. Jednocześnie wprowadzono istotną zmianę w kodeksie karnym [Ten i poniższy fragment wraz z cytatami opiera się na raporcie niemieckiej komisji naukowej – Manfred Görtemaker, Christoph Safferling, Die Akte Rosenburg. Das Bundesjustizministerium der Justiz und die NS-Zeit, str. 399-420]

W rezultacie tych zmian najwyższy wymiar kary złagodzono z jednej strony do lat 15, a z drugiej skrócono okres przedawnienia. Wprowadzono też regulacje, zgodnie z którymi dużą grupę zbrodniarzy wojennych kwalifikować odtąd należało jedynie jako „uczestników” (pomocników) popełnianych przestępstw. Zmiana zaś w kodeksie karnym de facto zdejmowała z „uczestników odpowiedzialność”, stanowiąc, że „jeśli brakuje u nich szczególnych cech osobowych, relacji i okoliczności (szczególne znamiona podmiotowe), które uzasadniają karalność sprawcy, karę należy złagodzić zgodnie z przepisami o usiłowaniu”.

Efektem tych skomplikowanych zmian była de facto amnestia do 1960 roku wstecz nie tylko „morderców zza biurka”, ale i innych zbrodniarzy, którzy mogli powołać się na to, że „tylko wypełniali rozkazy” – sami nie mieli bowiem… takich cech charakteru, by działać z niskich pobudek, i nic nie łączyło ich z ofiarami. W kwalifikacji zbrodni kluczowa stała się bowiem kwestia bezpośredniego związku ofiary ze sprawcą.
"Nikt nic nie zauważył"

Zmiany te, przed wprowadzeniem, były poddane skomplikowanej procedurze legislacyjnej, przeszły między innymi przez wiele komórek licznych ministerstw, przez urząd kanclerski, Trybunał Sprawiedliwości, Bundestag, Bundesrat, nie mówiąc już o licznych konsultacjach z ekspertami. Nikt nic nie zauważył…

Gdy zorientowano się, jakie będą skutki nowych przepisów, ostatnią nadzieją ludzi dobrej woli na korektę takiej interpretacji przepisów, która byłaby faktycznie korzystna dla zbrodniarzy wojennych, pozostawało rozstrzygnięcie Federalnego Trybunału Sprawiedliwości (BGH). Wszyscy więc czekali z zapartym tchem na jego orzeczenie w głośnej sprawie Hermanna Heinricha, który jako pierwszy zbrodniarz domagał się uniewinnienia na podstawie nowych przepisów.


Precedens

Hermann Heinrich, były gestapowiec i scharführer SS, w 1942 r. w Referacie ds. Żydów w Krakowie odpowiadał za ich selekcję. Zarzucano mu „współudział w mordzie” blisko czterdziestu tysięcy ludzi. Prokuratura uważała go za sprawcę, ale sąd zdecydował inaczej i 19 marca 1968 r. Heinrich został skazany na sześć lat więzienia jedynie za pomocnictwo w masowych zbrodniach. Najwyraźniej już wtedy uznano, że Heinricha z tymi Żydami nic nie łączyło, nie miał z nimi „osobistej relacji” i „tylko wykonywał rozkazy”. Był pomocnikiem…

Miał jednak nie odsiedzieć nawet tej rażąco niskiej kary.

Heinrich odwołał się od wyroku do Federalnego Trybunału sprawiedliwości. W składzie orzekającym trzech z pięciu sędziów miało nazistowską przeszłość [Ten i poniższy fragment wraz z cytatami opiera się na raporcie niemieckiej komisji naukowej – Manfred Görtemaker, Christoph Safferling, Die Akte Rosenburg. Das Bundesjustizministerium der Justiz und die NS-Zeit, str. 399-420]: Karl Siemer był scharführerem SA i od 1939 r., przez lata, sędzią sądu w Kilonii, Rudolf Schmitt już w 1933 r. wstąpił do NSDAP i SA przy marynarce Rzeszy, w czasach nazistowskich zaś był sędzią w Berlinie, a Rudolf Börker, sędzia sprawozdawca, z ogromnym wpływem na przebieg sprawy, w latach 1933-1934 był blockleiterem SA, a od 1936 r. sędzią w Magdeburgu. W latach 1942-1945 działał jako sędzia sądu wojskowego w Rydze, Atenach i na Krecie, prowadził też egzekucje. To on nie dopuścił do tego, by proces toczył się przed pełnym składem Trybunału. Czwarty sędzia, Werner Sarsted, ten „nieobciążony”, „rozpoczął swoją karierę prawniczą 1 maja 1939 roku jako sędzia sądu w Lüneburgu i bardzo szybko awansował. Po wojnie stał się jednym z najbardziej wpływowych sędziów niemieckich. O przeszłości piątego nic nie wiadomo.
Trybunał niesprawiedliwości

Trybunał Sprawiedliwości czy też w tym przypadku raczej… niesprawiedliwości przychylił się do oceny sędziego sprawozdawcy Börkera, że: „postępowanie należy zawiesić”. Ponieważ na podstawie nowych przepisów zbrodnia pomocnictwa jest dawno przedawniona…

Hermann Heinrich wyszedł na wolność, a za nim cała rzesza morderców zza biurka i sprawców, którzy „tylko wykonywali rozkazy”. W Niemczech „wpadkę z przedawnieniem” określa się mianem zimnej amnestii. Dopiero dziesięć lat później, w 1979 roku, w Republice Federalnej Niemiec zniesiono termin przedawnienia dla szeroko pojętych zbrodni wojennych. Nie miało to jednak znaczenia dla sprawców uniewinnionych wcześniej, ponieważ nikogo nie wolno sądzić dwa razy w tej samej sprawie.


Najczęściej zadawane pytania - FAQ

Czym była denazyfikacja? Denazyfikacja to proces prowadzony po II wojnie światowej, mający na celu usunięcie z życia publicznego osób związanych z reżimem hitlerowskim i rozliczenie zbrodni nazistowskich.
Jakie ustawy amnestyjne uchwalono w RFN? W latach 1949–1954 w Niemczech Zachodnich przyjęto przepisy, które umożliwiały częściowe przedawnienie kar i powrót do życia publicznego wielu byłych członków NSDAP oraz innych organizacji nazistowskich.
Dlaczego ustawy amnestyjne budzą kontrowersje? Krytycy twierdzą, że przepisy te pozwoliły wielu osobom związanym z reżimem nazistowskim uniknąć odpowiedzialności i objąć stanowiska w administracji, wymiarze sprawiedliwości czy gospodarce.
Jakie było stanowisko Konrada Adenauera? Kanclerz RFN Konrad Adenauer opowiadał się za integracją byłych nazistów ze społeczeństwem, argumentując to potrzebą odbudowy państwa i stabilizacji politycznej.
Jak historycy oceniają skutki amnestii? Część badaczy uważa, że ułatwiły one odbudowę instytucji państwowych, inni wskazują jednak, że utrwaliły obecność byłych nazistów w życiu publicznym Niemiec Zachodnich.

Autor: Anonimowy Dyplomata
Źródło: tysol.pl
Data: 28.09.2025 15:45









Wygrajmy w końcu tę wojnę, wygrajmy wojnę z Niemcami.







Prawym Okiem: Symulakra 2

Prawym Okiem: Jesteśmy w stanie wojny (z Niemcami)

tysol.pl/a145871-niemieckie-panstwo-chroniac-zbrodniarzy-przerzucilo-wine-na-nastepne-pokolenia-niemcow
18

tysol.pl/a147078-niemcy-dokonali-amnestii-zbrodniarzy-przy-pomocy-przepisow-kodeksu-drogowego


Niemcy i landyzacja




Niemieckie media prawnicze proponują Polsce nową konstytucję, a w niej landyzację kraju


23.08.2025 20:39

Wizja konstytucji zbudowana na pogardzie, czyli krótka prezentacja tego jak w zachodniej prasie prawniczej (finansowanej za niemieckie pieniądze) pisze się o sytuacji prawnej w i co z tego wynika.


Co musisz wiedzieć?
Obywatelski, popierany przez PiS i Solidarność kandydat, Karol Nawrocki, wygrał wybory prezydenckie w Polsce
Po wyborach niemieckie media prawnicze opublikowały "propozycję konstytucji dla Polski"
Propozycja konstytucji zawiera swego rodzaju landyzację Polski
Autorzy oczekują "kompromisu z prawicą"



Warto czytać publikacje czołowych polskich prawników stanowiących zaplecze rządu Donalda Tuska w Polsce. To nie tylko wiedza o nastrojach tego środowiska, intelektualnych koncepcjach uzasadniających kolejne działania rządu („demokracja walcząca” itp.), ale także ciekawy ogląd tego jak sytuację prawną w Polsce „sprzedaje” się na Zachodzie, aby inicjować kolejne orzeczenia TSUE, ETPCz i innych organów.


"Blog konstytucyjny"

Czołowym periodykiem wydawanym w formie elektronicznej jest „Verfassungsblog” założony przez niemieckiego prawnika Maximiliana Steinbeisa i współtworzony przez Wissenschaftskolleg zu Berlin oraz państwowy Uniwersytet Humboldta w Berlinie. Sam „Blog konstytucyjny“ został nawet oficjalnie doceniony przez Komisję Europejską w 2020 r. jako kluczowy dla dyskusji o standardach praworządności w Europie. Blog wprost zachwala niemiecką minister Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Teksty z VB były wykorzystywane także jako uzasadnienie orzeczeń polskiego Sądu Najwyższego, który np. wystąpił do TSUE z pytaniami prejudycjalnymi dotyczącymi statusu sędziów powołanych po 2017 r. w Polsce (post SN z 15.07.2020 r., sygn. akt II PO 3/20).

Profil ideowy autorów tekstów na portalu jest jednoznaczny: liberalno-lewicowe siły polityczne to „demokraci”, a ci, który się z nimi nie zgadzają to „populiści”, „faszyści”, „autokraci”. Na łamach VB znajdują się teksty nie tylko samego Adama Bodnara (pisane np. z samym redaktorem naczelnym), ale także Wojciecha Sadurskiego, czy np. Marcina Mycielskiego z Fundacji Otwarty Dialog.


"Ugoda konstytucyjna jest jedyną nadzieją Polski"

Już po wyborach prezydenckich opublikowano tekst prof. Macieja Kisilowskiego (Central European University – uczelnia George’a Sorosa, na której studiował m. in. Adam Bodnar, a z którą związany jest także jego intelektualny opiekun prof. András Sajó) oraz chętnie wypowiadająca się w mediach prof. Anna Wojciuk (UW). Tytuł: „A Constitutional Settlement Is Poland’s Only Hope” (ang. „Ugoda konstytucyjna jest jedyną nadzieją Polski”)

Tekst generalnie dotyczy scenariuszy po wygranej Karola Nawrockiego, który został określony mianem „ultrakonserwatysty”, który nie pozwoli na przywrócenie „zdemolowanego” przez PiS i Andrzeja Dudę systemu konstytucyjnego w Polsce. Autorzy ubolewają nad tym, jednakże bardzo doceniają…„demokratyczne” podejście rządu w wyborach:

„Ważnym triumfem odnowy demokratycznej były wybory 1 czerwca, które ogólnie przebiegły w sposób wolny i uczciwy. Chociaż po obu stronach doszło do pewnych nieprawidłowości, a media pozostały spolaryzowane, proces ten nie przypominał nadużyć obserwowanych za rządów PiS: nie było inwigilacji liderów opozycji przez Pegasusa, państwowe media nie pełniły funkcji orwellowskiej propagandy (sic!), nie doszło do bezczelnego wykorzystania przedsiębiorstw państwowych do finansowania kandydatów rządowych”.

Ja nie wiem jakie media oglądają autorzy tego tekstu, ale raczej widowisko wyborów roku 2025 wyglądało zgoła odmiennie.


"Projekt konstytucji"

Autorzy jednak uważają, że nie wszystko stracone. Powołują się na stworzony już projekt konstytucji, którą opracowali w ramach szerszego projektu prawników podzielających ich poglądy. Zgodnie z nim np. sędziowie powinni być wybierani spośród kandydatów… popartych przez lokalnych polityków, którzy uzyskali poparcie co najmniej 60% wyborców.
 
blokujący zmiany ustawowe Senat miałby się składać z… przedstawicieli lokalnych administracji oraz prezydentów „największych miast”.


- „Od 2018 roku współprzewodniczymy ponadpartyjnej grupie 130 intelektualistów zaangażowanych w opracowanie nowej wizji konstytucyjnej dla Polski. Inicjatywa ta – znana jako Inkubator Umowy Społecznej (IUS, od polskiego akronimu) – stanowi wyjątkową przestrzeń współpracy, jednoczącą zagorzałych krytyków PiS, takich jak my, z jego ostrożnymi, a nawet zagorzałymi zwolennikami. Nasza wizja została przedstawiona w książce z 2023 roku, której wydanie anglojęzyczne wkrótce się ukaże. Książka przedstawia pragmatyczny, a zarazem ambitny model odnowy konstytucyjnej . Jej rdzeniem jest nowy układ konstytucyjny oparty na decentralizacji terytorialnej i ponadideologicznym podziale władzy”.

Autorzy dodają przy tym, że ich pomysł „(…) uwzględnia głębokie podziały regionalne w Polsce – między bardziej zurbanizowanym, postępowym północno-zachodnim a bardziej wiejskim, konserwatywnym południowo-wschodnim”.

Rozważają czy to możliwe by "prawica rozważyła kompromis w tym zakresie", jednak trudno o lepszą emanację „libkowego” myślenia w wydaniu konstytucyjnym.



Autor: Bartosz Lewandowski




tysol.pl/a145524-niemieckie-media-prawnicze-proponuja-polsce-nowa-konstytucje-a-w-niej-landyzacje-kraju

18






Delta, czyli w poszukiwaniu tożsamości Żuław



szuka tożsamości?
znowu?


jakby sami beztożsami ludzie mieszkali w "tym kraju"...




przedruk




Delta, czyli w poszukiwaniu tożsamości Żuław

Piotr Weltrowski
17 sierpnia 2025, godz. 09:00


Żuławy to rozległa równina leżąca w delcie Wisły.


Kraina wydarta wodzie ciężką ludzką pracą wielu pokoleń. Na mapie widać ogrom tejże pracy. Każda niebieska nitka to rów, kanał, rzeczka. Ktoś to zaplanował, wykopał, postawił niezliczoną liczbę przepustów, jazów, szandorów, śluz, tam, usypał wały - pisze w swojej nowej książce o Żuławach Tomasz Słomczyński, trójmiejski dziennikarz. Tak naprawdę "Delta" jest jednak głównie opowieścią o skomplikowanej oraz często bolesnej historii tego kulturowego tygla, w którym splatały się losy Polaków, Niemców i Holendrów, katolików, luteranów i mennonitów.


Zazdrosnym okiem na sąsiada


Przez wieki dla gdańszczan mieszkańcy Żuław byli sąsiadami. I to w dwóch znaczeniach - po pierwsze w tym geograficznym, bo ta niezwykła kraina wydarta przez człowieka wodzie, delta Wisły, sąsiaduje z Gdańskiem, rozciągając się płasko, po horyzont, w stronę Elbląga i w stronę Malborka.

Po drugie, określenia "sąsiad" (niem. Nachbar) gdańskie mieszczaństwo używało w odniesieniu do zamieszkującego tereny Żuław bogatego chłopstwa. Bo żyzna gleba, a także specyficzne prawo chełmińskie, na mocy którego nadawano tam ziemię, sprawiały, że chłopstwo, wolne od jarzma pańszczyzny, było w tym regionie majętne.

Bogactwo to kłuło zresztą gdańszczan w oczy, więc "sąsiadom" zabroniono życia ponad stan. Na mocy tzw. ustawy zbytkowej, przyjętej w XVI wieku przez Radę Miasta Gdańska, chłopi z Żuław nie mogli nosić jedwabnych czy aksamitnych strojów, a nawet zbyt drogiej bielizny, nie mogli też zakładać pereł i złota, ba, nawet na wesele nie mogli zaprosić więcej niż 12 osób.

Czy sami zainteresowani robili sobie coś z tych zakazów? Niekoniecznie, narażając się przy tym na ogromne finansowe kary. I to dosłownie przez wieki, bo przepisy uchwały zbytkowej - w XVIII wieku nieco złagodzone - zniesiono dopiero w połowie XIX stulecia.


Wieczny tygiel

Kim w ogóle byli dawni mieszkańcy Żuław? Ziemie te jeszcze we wczesnym średniowieczu zamieszkiwały plemiona Pruskie. Później pojawili się tu Krzyżacy. Z czasem o delcie Wisły zaczęto też mówić jak o nowej Holandii. I to nie tylko dlatego, że to wydarta morzu depresja. Także dlatego, że od XVI wieku zaczęli się tu osiedlać pochodzący z Niderlandów (ale też z terenów dzisiejszej Belgii czy Niemiec) mennonici.


Były tu też gminy żydowskie oraz - oczywiście - polskie osady. W końcu w pewnym momencie całe Żuławy trafiły do Rzeczypospolitej, pozostając w jej granicach aż do rozbiorów.

Czemu "byli", "były" i "dawni"? Bo XX wiek zmienił na Żuławach wszystko. Po II wojnie światowej ludność niemieckojęzyczną zastąpili nowi osadnicy. Znów był to zresztą prawdziwy tygiel.

Częściowo przymusowo, częściowo z własnej woli na "ziemiach odzyskanych" pojawili się ludzie przygnani wiatrem migracji z niemal całego kraju, a także z kresów. Uciekinierzy po Rzezi Wołyńskiej za sąsiadów otrzymali Ukraińców, których przymusowo osiedlono na Żuławach po Akcji Wisła. A domostwa dzielić musieli też z niedobitkami poprzedniej, niemieckojęzycznej populacji. Bo nie wszyscy - przynajmniej od razu - wyjechali.


"To nie miała być książka o Żuławach"

Tomasz Słomczyński, trójmiejski dziennikarz, autor kilku książek, w tym m.in. innych regionalnych reportaży "Sopoty" (o jego rodzinnym Sopocie) oraz "Kaszëbë" (o Kaszubach, czyli jego drugim domu), niezwykle barwnie tę historię Żuław opisuje w wydanej właśnie "Delcie" (Wydawnictwo Czarne).


Co ciekawe, jak sam wspomina, książka dopiero w trakcie powstawania nabrała swojej tożsamości, zyskała swój ostateczny kształt.


- To nie miała być książka o Żuławach. Miała być o Dolnej Wiśle, czyli o królowej polskich rzek na odcinku od Włocławka do ujścia pod Gdańskiem. Tak zaproponowałem wydawnictwu. I wkrótce pożałowałem. Błąkałem się wzdłuż brzegu i nie bardzo wiedziałem, o czym pisać, bo temat za szeroki. Za dużo różnych wątków. Nie wiedziałem, jak to ogarnąć. Aż dotarłem do Białej Góry, do miejsca, gdzie zaczynają się Żuławy. Tam się zatrzymałem na dłużej. Potem zszedłem w deltę i powędrowałem po płaskim. I mnie wessało. Nagle poczułem, że chcę napisać o tej właśnie ziemi, którą w książce nazywam brzemienną. O ludziach, którzy tu mieszkali dawniej i mieszkają dzisiaj. Opisać krajobraz Żuław, który wtedy mnie niepokoił, odbierał poczucie bezpieczeństwa, czułem się tam pogubiony. I to właśnie było dla mnie najciekawsze. Postanowiłem samemu sobie to wyjaśnić, pokonać tę niechęć i skoncentrować pisarsko oraz reportersko już tylko na Żuławach - opowiada, gdy pytamy go o genezę "Delty".

Relacje i świadectwa. Bolesne tematy

Opowiadają też bohaterowie jego książki, bo to nie tyle pozycja akademicka, co reportaż z historią mówioną - zbudowany na podaniach, relacjach, ale też rozmowach z żyjącymi mieszkańcami Żuław i osobami zajmującymi się badaniem regionu.

To też reportaż "wychodzony", pełen subiektywnych opisów, relacji z konkretnym miejscem i czasem. Momentami też pełen emocji. Szczególnie we fragmentach opisujących okres wojny i historycznej zawieruchy tuż po niej.

Nie boi się przy tym Słomczyński tematów trudnych. Opisuje ze szczegółami zarówno kaźń, jaką Niemcy, w tym też bardzo konkretni mieszkańcy Żuław, zgotowali tysiącom więźniów w obozie koncentracyjnym Stutthof. Opisuje zbiorową obojętność społeczności na tę kaźń, ale nie popada przy tym w uogólnienia - przedstawia też jednostkowe historie łamiące tę narrację.

Opisuje również kaźń, którą - tym razem dawnym mieszkańcom Żuław, którzy z oprawców zamienili się w ofiary - zgotowała Armia Czerwona. Zresztą zgotowała ona gwałty, przemoc i morderstwa także pierwszym powojennym osadnikom. A po Armii Czerwonej przyszły bandy szabrowników, dezerterów i zwykłych bandytów.


Na zgliszczach wyrasta nadzieja

Z tych opisów wojennego i powojennego piekła wyłania się jednak nadzieja, obraz nieco mitycznych osadników, którzy zakopali topór wojenny, zakasali rękawy i zaczęli wykuwać swoją przyszłość, ale też coś w rodzaju nowej żuławskiej tożsamości.


Punktem centralnym książki jest bowiem iście filmowa historia dwóch rodzin - niemieckiej i polskiej - połączonych tuż po wojnie małżeństwem. Historia żywa, bo opowiadana przez wnuka pary, do dziś mieszkającego na Żuławach.


Czy można w ogóle mówić o żuławskiej tożsamości?

Wszystko to stanowi pretekst do zadania pytania o tę wspomnianą tożsamość dzisiejszych Żuław - objuczoną wieloma bolesnymi wydarzeniami, skomplikowaną, zakorzenioną w starych mitach, ale też tych nowych, jak choćby próbie "upiastowienia" Żuław forsowanej za czasów PRL.

Czy taki wspólny mianownik w ogóle można dziś znaleźć dla współczesnych mieszkańców Żuław?

- Tym, co łączy ich wszystkich, nie będzie strój czy zupa, tylko wspólny los, wspólny trud, niezłomność. To są składniki współczesnego mitu założycielskiego dla tej tożsamości. A całą resztę - jak usłyszałem na Żuławach - każdy może sobie wymyślić według własnego uznania - mówi Słomczyński.


Dziś zresztą mieszkańcy Żuław to już nie tylko sąsiedzi, to także jedni z nas - jak choćby opisani na kartach "Delty" gdańszczanie, którzy uciekli tu przed miastem. Wybrali ten wspólny trud.







Tomasz Słomczyński, dziennikarz pochodzący z Sopotu. Autor "Delty", ale też innych reportaży regionalnych, choćby o Sopocie czy Kaszubach.



.trojmiasto.pl/wiadomosci/Delta-czyli-w-poszukiwaniu-tozsamosci-Zulaw-n206630.html

18


Dźwina i Vles kniga












Vles Kniga 



Julian Kułakowski. Mapa europejskiej Sarmacji Ptolemeusza

(Pozdrowienia dla XI Kongresu Archeologicznego)
z 13.01.09


Nadchodzą słowa


Ciekawe i ważne dane dotyczące starożytnych losów terytorium europejskiej Rosji, zamieszczonej na mapie Ptolemeusza, nie są używane w naszym kraju przez powszechną sławę i nie przyciągają uwagę, na jaką zasługują. Chcąc to zrobić dostępne dla szerokiego grona zaangażowanych osób rozwoju rosyjskich antyków, zdążyłem na moją publikację na XI Kongres Archeologiczny w Kijowie, który Swoją pracę dedykuję w formie pozdrowienia. Uniwersytet Św. Włodzimierz, ze zwykłą sobie uwagą poświęconą jego pracy Współczłonkowie, zapewnili fundusze na tę publikację. W W pierwszym rozdziale mojego tekstu czytelnik znajdzie zarys ogólnych informacje o geografii Ptolemeusza i wyjaśnienie głównego zasady jego mapy ziemi; w drugim - możliwy do zrealizowania komentarz do jednej z dziesięciu tablic Europy Ptolemeusza: Stopień Siatka mapy jest rysowana zgodnie z pierwszym z dwóch proponowanych Metody Ptolemeusza rzutowania kuli na płaszczyznę... Y.K. 12 kwietnia 1899 r


Rozdział II. Mapa europejskiej Sarmacji

1. Zwrócenie się do mapy Ptolemeusza w obrębie narysowanego swojego segmentu. Został on wykonany zgodnie z pierwszym z dwóch wymienionych Metody Ptolemeusza rzutowania kuli na płaszczyznę, tj. Równoleżniki pojawiają się jako zakrzywione linie, a południki - Linie proste wychodzące z jednego środka. Począwszy od 63g. do 43g. na szerokości geograficznej i od 42 stopni. 73 g. według długości geograficznej nasza mapa obejmuje całą ósmą tabelę Europy, tj. Sarmacja Europejska, i granicząca z tym terytorium części kilku innych tablic Europy i Azji. Dość Wystarczy jedno wspólne spojrzenie, aby dostrzec różnicę w obrazie regiony w granicach Cesarstwa Rzymskiego oraz kraje leżące poza jego granicami: podobieństwo konturów do rzeczywistych Pojawianie się tych ziem na współczesnej mapie zmniejsza się o odległość od granic imperium. Ale także w granicach Imperium, mapa ma tylko przybliżoną formę, a w Jest wiele błędów. Zwróćmy uwagę na następujące kwestie:

Dolny bieg Dunaju od ujścia rzeki Alunta (Olta) do Aksjopol (Czernowoda) jest podniesiony w kierunku północnym o 1 gr.50 min., mając na uwadze, że w rzeczywistości wzrost ten to nic innego jak 25 min. W związku z tym pasmo górskie Gem (Bałkany) góry) otrzymały kierunek, który nie odpowiadał prawdzie; podczas gdy w rzeczywistości ma ona bezpośredni kierunek z zachodu na wschód, na mapie Ptolemeusza rozciąga się z południowego zachodu na północny wschód. Bieg Dunaju między Aksjopolis i Dinogetia (obszar zbiegu Seretu do Dunaju) jest odchylany przez Ptolemeusza o 1 stopień w ciągu 10 minut. Zachód mając na uwadze, że w rzeczywistości Dunaj przepływa w tych granicach bezpośrednio na północ. W wyniku tej nieprawidłowości terytorium obecna Dobrunża otrzymała zniekształcony wygląd. Wewnątrz Górna Mezja, miasto Singidon (Belgrad) oddalone jest o 30 minut. na zachód od miasta Tavrun, położonego na lewym brzegu Sava. Ale Tavrun znajduje się w miejscu dzisiejszego Zemlina, który leży prawie na tym samym południku co Belgrad, tj. Singidon, na lewym brzegu rzeki Saba w pobliżu jej ujścia, który u Ptolemeusza jest odsunięty od Singidonu. Dalej zachodnią granicę prowincji Dacja stanowi rzeka Tibiskus, do którego daje prawie prosty prąd z północy na południe i pokazuje jego zbieg z Dunajem w pobliżu miasta Tricornia, położone na prawym brzegu Dunaju w pobliżu ujścia rzeka Marga, czyli dzisiejsza Morawa.

Tutaj Ptolemeusz popełnił kilka błędów, które są spowodowane pomieszaniem dwóch rzek: Tibiscus, czyli nurtu Temes i Tizia, obecnie Tissa. Zachodnia granica rzymskiego Za bieg tej ostatniej rzeki uważano Dację, ponieważ Wiemy o tym z innych źródeł. Tak to sobie wyobrażał Ptolemeusz również prowadził własne interesy, dlatego podarował swojego Tibiskusa prawie prosty prąd północ-południe, który odpowiada faktyczny bieg Cisy. Jeśli chodzi o Tibiskus (Temesh), płynie ze wschodu szerokim zakrętem i uchodzi do Dunaju w przestrzeni między Singidonem i zbieg Margi, czyli Morawy. Cisa wpada do Dunaju prawie na południku Singidonu, ale znacznie dalej na północ, przeciwko miastu Akuminka.

W ten sam sposób na wschodniej granicy Dacji panuje niepewność Idee Ptolemeusza znalazły odzwierciedlenie w fakcie, że zadał on na mapie znajduje się tylko jeden dopływ Dunaju, płynący z północy, Hyeras. Nazwa ta nosiła starożytni dzisiejszego Seretu. Miasto wskazane mu przez Hyeraza zmusić go do oddania tej rzeki. przepływ w postaci przerywanej linii, która jest sprzeczna z rzeczywistością. Zbliżywszy bieg Hyerasusa do Tyrasa, tj. Dniestru, Ptolemeusz nie wskazał na swojej mapie miejsca dla kolejnego północnego dopływ Dunaju, obecny Prut, który był niesiony przez starożytnych nazywa się Piret. Według wszelkiego prawdopodobieństwa, w swoim Hyerasie, połączył Obie rzeki, podobnie jak tak jak na zachód od Dacji połączył się z jeden Tibiskus i Tisia.
Gdyby takie błędy były możliwe na mapie rzymskiej prowincji, jest rzeczą oczywistą, że są one dalekie od imperia kraju, zamieszkałe przez dzikie tereny nieznane Rzymowi ludzi, musieli pojawić się z wieloma zniekształceniami.

Ptolemeusz określa granice europejskiej Sarmacji w następujący sposób: ze wschodu Bosfor Kimeryjski, Meotis, bieg rzeki Tanais i azjatycka Sarmatia do nieznanych lądów, który zaczął się od 63 gramów. N; od południa - Euxinsky Pont, rzymskie prowincje Mezji Dolnej i Dacji, ziemia Jazygowie-osadnicy; od zachodu - Góry Sarmackie, Niemcy i biegu Wisły; od północy - Zatoka Wenedzka Sarmacka ocean do 63 stopni. Południowe granice wybrzeża tego Kraje są znane Grekom od dawna: Wzdłuż wybrzeża rozciągały się osady greckie, a niektóre z nich były kwitnącymi ośrodkami kultury, stały w Czas Ptolemeusza w żywych stosunkach z centrum politycznym świata, Rzymu i były od niego zależne. Z Panticapaeum (obecnie Kercz) przenikanie wpływów greckich na brzegach Meotis i u ujścia Tanais (Donu) kwitły W tym czasie znaczące miasto handlowe o tej samej nazwie rzeka, która była częścią Królestwa Bosporańskiego, którego stolicą było Panticapaeum. Niedopasowane zarysy Meotis i niebotyczne rozrosty tego morza na mapie Ptolemeusza wyjaśnia oczywiście: nieprawidłowa redukcja danych pochodzących z żeglugi przybrzeżnej, które miał do dyspozycji do mapowania poszczególnych punktów wybrzeża.



Julian Kułakowski. Przeszłość Tauridy. Krótki rys historyczny esej, Kijów, 1906



2. W granicach europejskiej Sarmacji Ptolemeusz mapuje wiele rzek, kilka pasm górskich, kilka miast wzdłuż rzek wpadających do Morza Czarnego Pont i wiele imion ludów, które zamieszkiwały ten kraj. Z pięciu rzek wpływających do Zatoki Wenedzkiej tylko jeden, a mianowicie Wisła (Wisła), pokazuje dwa punkty: usta i źródła, dla reszty wskazane są tylko elementy wpadające do morza. Tanais jest znane Ptolemeuszowi na całym świecie Kurs: podaje punkt jego początków, wskazuje miejsce, w którym gwałtownie zmienia kierunek swojego przepływu, zna jego podział na dwa kanały w dolnym biegu i dokładnie zaznacza oba ujścia rzeki. Rzeka graniczna Sarmacja na południowym zachodzie, Tiras (Dniestr), również pokazana w dwóch punktach: źródle i ujściu, a prąd jest podany w sprzeczności z rzeczywistością, od Zachodu po na wschód z odchyleniem tylko na całej długości trasy przez 50 minut w szerokości geograficznej. 20 min. na północ i 40 min. na wschód od ujścia rzeki Tiras Ptolemeusz umieszcza ujście rzeki Rzeka Aksiaka. Nie wskazuje źródeł tej rzeki, ale wspomina, że wypływa z Karpat, więc podobnie jak Tiras (III, 5.6). Oczywiście, pod ustami Aksjaca powinniśmy zrozumieć ujście rzeki Tiligul, obecnie zamknięte od morza piaszczystą mierzeją; Kilka pomniejszych rzeki, z których jedna, ta o tej samej nazwie co ujście rzeki, w rzeczywistości wypływa ze wschodniego podnóża pasma Karpat.


Dalej na wschód na jednej szerokości geograficznej 48 stopni 30 minut, biorąc pod uwagę Ptolemeusz ma ujścia trzech rzek: Borystenes, Hypanides i Carkinites. Odległość między ustami pierwszych dwóch wynosi 30 minut, a drugiego a trzeci - 1 gr.40 min. Mamy tu przed sobą prymitywne zamieszanie i duży błąd. Zamiast tych trzech odległych od siebie jeden z drugich ust jest faktycznie włączony wzdłuż wybrzeża znajduje się tylko jedno duże ujście rzeki, do którego wylewają się Bug i Dniepr. Bez tarciaW tym przypadku Partia Komunistyczna Na tym terytorium nie ma rzeki i oczywiście nie było w czasach Ptolemeusza. Nazwisko Borystenesa niewątpliwie należy do Dniepru. Tak rozumiał to sam Ptolemeusz, który pokazał Jej źródła znajdują się na dalekiej północy, a duży dopływ od zachodu strona wypływająca z jeziora Amadoki. Hypanid odpowiada nasz błąd. Jeśli u Ptolemeusza ujście Hypanidów jest pokazane na 30 minut na wschód od ujścia Borystenes, podczas gdy w rzeczywistości Istnieje odwrotna zależność, choć nie tak duża odległość, przyczyną jest zmieszanie hypanidu z Borystenesem, który dla Ptolemeusza był długotrwałym dziełem literackim Tradycja. Rzeki te były już wymieszane przez Strabona (II, 4.6), a po nim Pliniusz (IV, 62) i inni. Było to spowodowane przez Przemieszczenie to było wspierane przez fakt, że najbardziej znaczące i znane miasto blisko morza w tej okolicy, Olbia, nosiła wraz z tą nazwą inną, Borystenes lub Borystenes. Obie te nazwy są nadane temu miastu i Ptolemeusz (III, 5.14). W chwili obecnej czujemy się dobrze wiemy, gdzie leżała Olbia: była po prawej stronie brzeg Bugu 35 wiorst na południe od Nikołajewa i 28 wiorst na północny wschód od Oczakowa. Jeśli Olbia od dawna otrzymuje Grecy mają nazwę nazwaną na cześć największej rzeki kraj wpadający do morza przez wspólne ujście do Bugu, na brzegu którego leżała Olbia, to fakt ten może być wyjaśnić faktem, że ruch handlowy z Olbii do głębi lądu kraju płynęła wzdłuż jego głównej i największej rzeki, która Priori jest całkiem prawdopodobne. Ale fakt, że Olbia nazywana była Borystenesem, co spowodowało zamieszanie wśród geografów Dniepr i Bug, a nawet przegrupowanie tych rzek w Ptolemeuszu. Ponieważ Ptolemeusz spędził dolny bieg Borystenesu w pobliżu Olbii i miast, o których posiadał informacje, umieścił w górnym biegu rzeki, a potem musiał się przemieścić Hypanid dalej na wschód.


Pochodzenie Borystenesa Ptolemeusz ukazuje pod 52 stopniami. N i 53g. Nurt rzeki ma kilka zakrętów do połączenia z dopływem zachodnim wypływającym z jeziora Amadoki. Nie sposób nie rozpoznać w tym dopływie naszej Prypeci a w jeziorze Amodocia - naszym Polesie, w rejonie Pińska Bagnach. Już Herodot posiadał informacje o istnieniu północna granica Scytii, bagnistego obszaru, który zasila duże rzeki. Według jego zeznań, na granicy Scytia wraz z regionem Neuri leży duże jezioro, z którego wypływa z niego rzeka Tiras (IV, 51). Od dużego jeziora do na północnych rubieżach Scytii prowadzi też rzekę Hypanidy, Co więcej, melduje, że na brzegach tego jeziora znajdują się dzikie białe konie. W tym ostatnim przypadku wszyscy badacze pytania o Scytię i komentatorów Herodota rozpoznane łosia, który do dziś przebywa na Polesi.


Jeśli chodzi o miasta umieszczone przez Ptolemeusza na Borystenes i jego zachodni dopływ, a więc jeszcze nie dotykając kwestię ich lokalizacji, musimy rozpoznać w samym ich istnienie i znajomość z nimi Greków tamtych czasów Trwałe świadectwo wpływu kulturowego Region Nadmorski według liczby ludności zajmującej średnią biegu Dniepru i jego dopływów. Znaleziska archeologiczne na terytorium naszego Kijowa dają wszelkie powody do przypuszczeń, że niezwykła starożytność osadnictwa w tym miejscu i mapa, tak jak wyobrażał to sobie Ptolemeusz, nieświadomie zmusza sądzić, że miasto Metropol, które jest w nim wymienione, jest nasz Kijów. Jeśli chodzi o rzekę Karkinita, która wpada do w morzu na wschód od Biegu Achillesa, czyli Tendry, a następnie Taka rzeka nie istnieje. Tymczasem Ptolemeusz W rejonie górnego biegu Karkinit znajdują się cztery miasta. Czy nie byłoby słuszne założenie, że te miasta powinien zostać przeniesiony w dolny bieg Dniepru? Średnia bieg Dniepru jest oddalony od dolnego przez bystrza, które Następnie, tak teraz były przeszkodą dla ciągłego żegluga wzdłuż rzeki. Do środkowego biegu rzeki mogły istnieć szlaki handlowe z Olbii drogą lądową; w dolnym biegu Dniepr zbliża się do granic terytorium Półwyspu Taurydzkiego, a zatem bardzo Naturalne jest założenie, że na tym obszarze istniały szlak handlowy z jakiegoś portowego miasta Karkinitsky Zatoka. Ponieważ w wyniku zmieszania Borystenesu z Hypanidem Starożytni geografowie przenieśli dolny bieg Dniepru daleko na zachód, wtedy jego prawdziwy kurs mógłby się odwrócić do jakiejś specjalnej rzeki, która pojawiła się na mapie pod nazwą Karkinita w imieniu miasta Karkina, które pełniło rolę pośrednika między wybrzeżem na wschód od Tendry a prądem Dniepru.
Oprócz Tanais do Meotis wpływa jeszcze 12 rzek: pięć z na zachód, tj. płyną w granicach europejskiej Sarmacji, i siedem od wschodu. Z pięciu zachodnich rzek dwie są północne: Twarz (tj. Wilk) i Porit odpowiadają sobie pod każdym względem: prawdopodobnie Kalmiusz i Mius. Pierwsza z nich była ważna szlak żeglugowy wiele wieków później; tym bardziej naturalny przypuszczać, że w czasach Ptolemeusza był to wysoki poziom wody Rzeka, przez którą od brzegu przenikały wpływy kulturowe śródlądowy.


Wpada do Zatoki Weneckiej na Oceanie Sarmackim z granic Europejska Sarmacja ma cztery rzeki: Chron, Rudon, Turunt, Chesin. Za wszystkie cztery, Ptolemeusz daje po jednym punkcie: mianowicie miejsce, w którym wpływają do morza. Wynika z tego wnioskować, że rzeki te były znane w owym czasie tylko dzięki żegludze brzegowej. Nowoczesna mapa sprawia, że by nas w nich rozpoznać: Pregel, Neman, Vindava i Western Dźwina. Okoliczność, że Pregel znajduje się w Ptolemeuszu w tak dużej odległości od Niemna, jest całkiem zrozumiałe przez fakt, że rzeki te nie mają bezpośredniego ujścia do morza i wpływają do ujść rzek. W związku z tym odległość między nimi w czasach żeglarstwa może naturalnie spowodować Idea długiej linii wybrzeża między ujściami tych rzek. Informacje o tym dalekim brzegu morskim przeniknęły do Rzymian za pośrednictwem Germanów. To jest ostatnie stwierdzenie pozwala ci stworzyć samo imię, które nadaje Ptolemeusz obecne Morze Bałtyckie, tj. Zatoka Wenedowa, ponieważ Germanie nazywali Słowian Wenedami.


3. Przejdźmy do pasm górskich w obrębie Europy Sarmacja. Ptolemeusz wymienia dwie grupy górskie na granicach tego kraju i sześciu w jego obrębie. Do stosowania na mapa Pasma Sarmackiego Ptolemeusza daje dwa punkty, które zmuszają go do udzielenia mu kierunku z północy, aby na południe z niewielkim odchyleniem w kierunku zachodnim (grzbiet ten odpowiada dzisiejsze Małe Karpaty na granicy Moraw i na Węgrzech. Tubylcy nazywają te góry Bielyavą). Dla W Karpatach wskazany jest tylko jeden punkt: 46-48 gr.30 min.; drugi uzyskuje się ze wskazania miejsca źródeł rzeki Tiras: 49 gr. 30 min. - 48 gr. 30 min., konsekwentnie, zgodnie z uwagą Ptolemeusz, z Karpat. W związku z tym Grzbiet ma bezpośredni kierunek z zachodu na wschód. Ponieważ zachodnia granica Sarmacji przebiega wzdłuż rzeki Dniestr i Wisły, a następnie porównując mapę Ptolemeusza ze współczesną, musimy połączyć Góry Sarmackie i Karpackie w jedną grupę górską, tj. w celu rozpoznania rozwidlenia Ptolemeusza pasma Karpat. Na przykład system górski wymaga zbiega się również w czasie z tymi, które są wyświetlane na mapie jako wolnostojące Ptolemeusz, Góry Weneckie na północy i Góry Pewkińskie na południowym zachodzie od nich. Wenecjanie bowiem dotarli do Ptolemeusza w skrajnym stadium na północny zachód od Sarmacji, wtedy znajdują się również Góry Weneckie w pobliżu nich, na wschód od środkowego biegu Wisły. Ale Niemcy zetknęli się ze Słowianami w rejonie Karpat, A potemich informacje o Górach Weneckich mogą odnosić się do tylko do tej grupy górskiej. Co do Pevkinsky'ch Horus, to imię to pozostaje w oczywistym związku z ludem Rodzina Pevkinów. Ten termin etniczny jest od dawna używany w uczonym A ludzie o tym imieniu to starożytni geografowie i historyków umieszczonych na terenach przyległych do dolnego biegu Dunaju. Ptolemeusz podzielił Peukinów na swojej mapie: zajmują ujście Dunaju, a następnie pojawiają się w głębinach wewnątrz Sarmacji, powyżej górnego biegu Dniestru. Wzdłuż Pevkinowie należeli do dużego plemienia Bastarnae, które u Ptolemeusza, zgodnie ze świadectwem swoich poprzedników, zajmuje wschodnie stoki pasma Karpat. Dlaczego Peucyny zostały rozdwojone w dziele Ptolemeusza, a niektóre z nich zostały zepchnięte na bok Daleko na północy, wraz z górami o tej samej nazwie, znajduje się pozostaje, z konieczności, niejasne; ale przynależność do Bastarni i ich rozwidlenia na północne i południowe pozwala nam zbliżyć Góry Pevkińskie do Karpat grzbiet i w ten sposób niejako skompresować mapę Ptolemeusza Sarmacja na jej południowo-zachodnim krańcu.

Na obszarze między lewym brzegiem Dniepru a Azowem Ptolemeusz wymienia dwie grupy górskie: Amodoci i Góry Alańskie. Wydaje się, że pierwsze z nich nie odpowiadają Nie ma rzeczywistości, to, co sprawia, że są podejrzliwi, to bardzo tożsamość ich nazwy z jeziorem, z którego wynika dopływ Borystenes (Prypeć). Jeśli chodzi o Góry Alamiańskie, Być może słuszne byłoby dostrzeżenie w nich wzniosłości obszar przecięty biegiem rzeki Doniec - Donieck dziennik.


Ten sam wyimaginowany fakt geograficzny co Amadocian górach, musimy przyznać pasmo Ripei. Ptolemeusz Umieściłem je na 57 gr.30 min. N i 63 stopnie. V.D. w pobliżu ze źródeł rzeki Tanais, która jednak nie ma Oznaki, że Tanais wypływa z gór, tak jak to było Oczywiście, ze względu na ich bliskość do jego początków i tego, jak - Tak robili inni starożytni geografowie. Jest bardzo prawdopodobne, że że Góry Ripaejskie na mapie Ptolemeusza są naukowe i literackie tradycja o starożytnym rodowodzie. Już w VII wieku. p.n.e. Jest taka nazwa dla nieznanych gór w oddali północne granice. Później nazwa ta została przeniesiona w Alpy. Wraz z rozprzestrzenianiem się informacji geograficznej Góry o tej nazwie przesuwały się coraz bardziej na północ do krajów, które pozostały nieznane, a zostały przywiezione w związku z rzeką Tanais, jako odległą granicą między Europa i Azja. Takie stanowisko dał im Ptolemeusz, pokazując je tylko w jednym miejscu i w granicach Europejska Sarmacja. Ponieważ znał Wołgę, pod nazwą Ra i Kama, jako północny bieg tej rzeki, jak również i zakręt w jego dolnym biegu, gdzie zbiega się z biegiem Donu, mógł wiedzieć o stepie charakter terenu między Donem a Wołgą oraz brak pasmo górskie tutaj. Ale tradycja literacka była zbyt mocno ugruntowane, a Ptolemeusz nie wyeliminował z jego mapy tych wyimaginowanych gór.


Jest jeszcze jeden grzbiet - Góry Bodinskie, które są pokazane przez Ptolemeusza na tej samej szerokości geograficznej co alańskie, do na zachód od nich przez 5 minut, tj. na długości geograficznej ujścia Dniepru oraz Tendra. Ze względu na niedostatek informacji o limitach wewnętrznych Sarmacja, jaką miał do dyspozycji Ptolemeusz, nawet Wyobraźcie sobie, jak mógł to zrobić świadectwo jakichś gór leżących poza tym obszarem rzek, które znał, i z dala od miast położonych nad rzeką wewnątrz Sarmacji. Być może te góry były wynikiem teoretyczne zrozumienie działów wodnych między dorzecza tych rzek wpadających do przeciwległych mórz, południowy i północny. Jeśli to przypuszczenie jest słuszne, to w Górach Bodinskich trzeba by zobaczyć Wyżynę Wałdajską.


4. Ptolemeusz wypełnił granice europejskiej Sarmacji wiele plemion etnicznych. W jego wyliczeniu populacji kraju, w pierwszej kolejności wyróżnia kilka dużych narodowości, a mianowicie: Wenedyjczycy - w całym Wenecji Zatoki Atlantyckiej Sarmackiej, Pevkins i Bastarnae - do na północ od rzymskiej prowincji Dacji, Jazygowie i Roksolani - wzdłuż wybrzeża Maeotis i wreszcie w głąb lądu od z tych dwóch ludów - Hamaksobijczycy i Alanowie-Scytowie. Po następnie Ptolemeusz wylicza najpierw pomniejsze narody wzdłuż biegu Wisły do południowej granicy kraju. Tu Gitonowie, Finowie i wiele innych imion są nazwane, które nastręczają wielu trudności w sensie definicyjnym ich obywatelstwa. Oto plemiona zamieszkujące terytorium na południowy wschód od Wenedów: Galinda, Sudina i Stavanowie, którzy widocznie tworzą jedną grupę, a poniżej nich znajdują się igilliony, quistoboci i transmontany aż do Pevkinskiye Gor. Zwracając się ponownie na północ, Ptolemeusz Wypełnia północno-wschodnią część plemionami etnicznymi między brzegiem morza, granicą azjatyckiej Sarmacji i do granic Alanów na południu. Tutaj, wraz z nowymi nazwami, takie jak: Osii, Carbons, Borusci, ukazują się Herodotowi gelony, melancheanie, agathyrsa. Przegląd kończy się stwierdzeniem, że kilka nazw ludów, które żyły na południowy zachód od Alan i Rokselani wymienili plemiona, które zamieszkiwały te ziemie na lewym brzegu rzeki Tanais w pobliżu jej zakola: oflons, Tanaici, Osiliowie i niektóre ludy są również wymienione, mieszkających w różnych częściach kraju między pozostałymi dwoma z wyżej wymienionych. Tak więc między Pevkinami a Bastarnami Ptolemeusz umieszcza Karpianów pomiędzy Bastarnami a Roksolanami -Hunowie. Nie zapomina się przy tym o tych znanych z Herodota budini lub bodines, których Ptolemeusz umieszcza gdzieś na północ od Karpian, a także Strabońskie Tyragety, którzy mieszkali w pobliżu Dacji. Jesteśmy dalecy od myślenia Wejdź tutaj w szczegółowej analizie mapy etnicznej Ptolemeusz. Prawie wszystkie wymienione przez niego imiona miały historii w tradycji literackiej starożytnych, a kwestia o ustaleniu ich narodowości - obszerna literatura we współczesnej nauce. Ale pozwolimy sobie na zrobienie kilku uwagi w zakresie sposobów uproszczenia różnorodności nazw na mapie Ptolemeusz. - Wśród imion wymienionych przez Ptolemeusza jest kilka te, które w oczywisty sposób nie odpowiadają żadnemu Narodowości. Do takich należą przede wszystkim: amadoki, nawarowie i Torekkad. W tych nazwach powtarzają się tylko nazwy miast: Amadoka, Navar i Torokka. Te same wyimaginowane narodowości są ponadto transmontanii umieszczeni w Ptolemeuszu na północ od gór Pevkin i Gamaksobii, obok z Alanami. Łacińskie znaczenie pierwszego słowa to zagortsy - sam w sobie ujawnia swoje pochodzenie, a w sensie nazwy etnicznej jest to tylko nieporozumienie (chociaż, jednak w Ammianus Marcellinus 17.12.12 - ludzie zostaną zapamiętani Transiugitani (Transjugitani) w pobliżu quadów): W ten sam sposób drugie imię to mieszkańcy wozów (wozów) - istnieje tylko ogólne oznaczenie dla przemieszczających się nomadów na stepach ze swoimi wozami i stadami (tak to wygląda na ten termin Strabon - II, 1.26; VII,3.7; XI,2.2). W takim stylu życia byli zarówno w czasach Ptolemeusza, jak i a dwa wieki później Alanowie. Tymczasem Ptolemeusz umieszcza Gemaxobs, jako szczególny lud, w sąsiedztwie Alanów. Na koniec zwróćmy uwagę na nazwę Revkanal, która, jak się wydaje, prawdopodobnie występuje tylko powtórzenie imienia Roxelanus (W tekście znanego dekretu Chersonezu na cześć Diofantosa - Łatyszczew. Inscrip. Ponti Eux, 185 to nazwa Roxolan podane w formie Päveivaloi (wiersz 23); Poślubić. Strabon. VII,3.17).


Jedna okoliczność nie może być ignorowana, o którym wspomnieliśmy powyżej w innym kontekście. Trochę ludPtolemeusz wymienia dwa razy i rozchodzi się dla szerokiej przestrzeni. Tacy są przede wszystkim Pevkinowie. Według Strabona była to nazwa części plemienia Bastarna, która przeniknęła do ujścia Dunaju i otrzymała nazwa ta pochodzi od nazwy obszaru: Pevka. Ptolemeusz wie Peukins w dolinie Dunaju, ale nazywa ich również jako niezależni ludzie, na dalekiej północy. Oczywiście Mamy prawo zbliżyć do siebie północnych i południowych Peukinów, a tym samym w ten sposób zmienić ogólny wygląd jego mapy tych miejsc. W takim przypadku Ta sama sytuacja występuje również u cystocephalus i anartohracts. Ptolemeusz umieszcza te ludy w granicach na północy z Dacji. Ale w bezmiarze Dacji zna imiona Kistobokov i Anart, jako tubylcy, okupujący północnych granic kraju. Z tego naturalny jest wniosek że cystobory i anartofrakcje w obrębie Sarmaci zajmowali tereny nie leżące w odległej przestrzeni od granic Dacji, a w jej bezpośrednim sąsiedztwie, stykając się z z tymi z ich współplemieńców, którzy znaleźli się w zależność od Rzymu.

Słowianie pod nazwą Wenecji są umieszczani w Ptolemeuszu zgodnie z wybrzeże morskie na wschód od dolnej Wisły, na południe od zamieszkują ich Titonowie, Finowie i grupa ludów: Galindsi, Sudins i Stavans. W takiej lokalizacji leży niewątpliwie, Duży błąd. Rdzennymi mieszkańcami wybrzeża byli Litwini, A dalej na wschód od nich są Finowie. Te ostatnie są przez Ptolemeusza pod jego własnym imieniem; Jeśli chodzi o Litwinów, Nie są one trudne do rozpoznania w Galindach i Sudynach. Galinda - Goljad z naszej kroniki; wiele wieków później, nadało nazwę regionowi Sudavia (Sudavia) w Prusach Wschodnich (obszar między Memelem, Narwią i Łykiem (Matvey Stryjkowski. Sarmatia Europea, w wyliczaniu dukatów, na które podzielone były Prusy: Sudavia ducatus I).

Ptolemeusz uważał Wenetów za jedną z największych narodowości w granicach europejskiej Sarmacji i przydzielił im pierwsze miejsce na liście ludów okupujących ten kraj; ale w swoim umieszczeniu na mapie zbliżył ich zbyt do i w ten sposób dał im mało miejsca. Jeśli w jamie ustnej Niemców, morze mogło otrzymać nazwę Morza Weneckiego, a następnie, Oczywiście, ponieważ dominowali Słowianie osób w sąsiednim kraju. Na etnicznej mapie Ptolemeuszowi, utracili to znaczenie, a późniejsze Historia daje nam wszelkie powody, aby zobaczyć w takim miejscu Słowian na mapie Ptolemeusza: brak informacji o tych dalekich krajach. Znaleźli się też w złym miejscu i Finów; Ich pierwotny obszar leży znacznie dalej na na północny wschód, niż wyobrażał to sobie Ptolemeusz.
Na południe od Wenedów, na prawym brzegu Wisły, Ptolemeusz umieszcza gitons. Pod tym imieniem lud się ukrywa, władczo który wkroczył na arenę historii w połowie III wieku n.e. i odegrała wiodącą rolę w dobie migracji ludy - Goci. Najstarsze świadectwo o tym narodzie Dolny region pochodzi z IV wieku p.n.e. został podarowany przez słynnego podróżnika z Massilii, Pyteasz, a zachowany dla nas przez Pliniusza (Plin. Hist. Natur, 37.35 (w prezentacji bursztynu) - Pyteasz (raporty), w którym żyje germańskie plemię Guton (Gutonibus) zatoki oceanicznej, zwanej Methonomon, o długości sześć tysięcy stadionów, od których oddzielony jest dzień żeglugi Wyspa Abalus. Na tej wyspie wiosną bursztyn, który jest produktem skondensowanego Morze. Miejscowi używają go jako paliwa zamiast drewna opałowego i sprzedawać swoim sąsiadom, Teutonom). Tacyt wiedział nazwa tego ludu w formie Gutones (Gutons) i umieszczona w sąsiedztwie Lugii, tj. przydzielone do niego oba brzegi Wisła (milczące. Zarazek. Czapka 44 - Trans Lugios Gutones regnantur - Beyond the lugii (na żywo) - rządzony przez królów Guto Guto (ProwincjaW XIX wieku Ptolemeusz zawęża nieco obszar Gotów, ale w każdym razie miejsce, które im wyznacza na jego mapie mniej więcej odpowiada rzeczywistości tamtych czasów. Inaczej jest z Jazygami. Ten do ludu, wraz z pokrewnym plemieniem Roksolani, Ptolemeusz zmienia kierunek na zachodnie wybrzeże Maeotis. Między oba te ludy w czasie, do którego odnosi się kompilacja swoich map, przesunął się już daleko na zachód. Więcej Na początku I wieku n.e. Jazygowie, przeszedłszy przez terytorium Dacy, którzy wówczas pozostawali wolnym ludem, byli okupowani przez równiny między środkowym biegiem Dunaju a rzeką Cisą i stały się sąsiadami prowincji Panonia. Ptolemeusz miał informacje o tym regionie i zapamiętał go jako szczególny kraj, nazywając ją ziemią Jazygów-osadników. Z tym epitetem odróżniał ich od ludu o tej samej nazwie zamieszkującego brzegi Maeotis. Ale świadectwo pisarzy historycznych pozwala nam Możemy śmiało powiedzieć, że nie ma języków pozostał w Sarmacji; do wschodnich granic Daków w tym samym czasie krewni przenieśli się w rejon dolnego Dunaju The Iazygam of Roxolani. Pod Imp. Neron, władca Niżnej Mezja odparła napór Roksolan na rzymskie granice (dowody o tych wydarzeniach zachowała się w słynnej inskrypcji Plaucjusza Silvana. Corp. Inscr. Łac. XIV, 3008); Później, od zajmowali się handlem nad dolnym Dunajem, Imp. Adrian, a na Marek Aureliusz, Roksolani porozumiewali się ze swoimi pobratymcami przez Jazygów-migrantów przez prowincję Dacji według Rzymian drogi (Zobacz Alany według klasycznego i bizantyjskiego pisarze)
http://kirsoft.com.ru/skb13/KSNews_270.htm
Tymczasem Ptolemeusz umieszcza Roxolanusa daleko na wschodzie. od granic cesarstwa, ale w okolicach Mezji i Dacji zna tylko Bastarnów, Tiragetów i Tagrów. -Taki W ten sam sposób, jeśli chodzi o Jazygów i Roksolanów, mapa Ptolemeusza zawierały bardzo istotny anachronizm.
Na zakończenie musimy zatrzymać się nad jeszcze jedną nazwą ludzi, który został nazwany przez Ptolemeusza na terenach stepowych lewy brzeg Dniepru. To są Hunowie. Ich pojawienie się na Mapa Ptolemeusza jest pierwszym dowodem na istnienie Turków w Europie. Zobaczyć Turków w Hunach, czyli: Hiung-nu (Hong-nu), jak nazywali go wówczas Chińczycy koczowniczych hord rasy tureckiej, pozwala nam że rzeka Ural nosi już swoją turecką nazwę u Ptolemeusza - (?, VI, 14.20), czyli jajyk, jak nazywa się go do dziś wśród miejscowej ludności - Yaik (geograf Marcjan z Heraklei (około 400 r. n.e.), które ogólnie przylegały do podane przez Ptolemeusza, Alanom przydzielono szerokie przestrzenie w Sarmacji europejskiej do źródeł Borystenesu; Ląd wzdłuż Borystenów za Alanami, zajętych przez europejskich Hunów. Oczywiście, Marcjan znał już Hunów azjatyckich, który wniknął w czas, który przeżył daleko na zachód od Europy, o których jednak nie miał okazji wspomnieć. Maniera... Spiczasty na jedno siedzenie Ammianusa Marcellina 31.3.3, które może być interpretowane jako dowody na istnienie rodowici Hunowie w rejonie Dniepru w czasie najazdu Hunów w ostatniej ćwierci IV wieku. Według Ammianusa: następca Hermanryka, król Ostrogotów, Vitimer, dostarczył przez pewien czas opór wobec Hunów - Halanis, Hunis Aliis Fretus (stawiał opór) Alanom, opierając się na innych Hunowie. - Inni Hunowie, którzy pomagali Gotom w walce z Hunami, nie mógł, rzecz jasna, należeć do tej masy koczownicy, którzy w tym czasie najeżdżali zza Donu do kraju zajętego przez Gotów). Pod koniec I wieku n.e. Po Chr. państwo Hunów Północnych upadło, a następnie wewnętrzne niepokoje i spory, które odrzucały jednostki plemiona tureckie na dalekim zachodzie aż do granic Europy. Historia tegojest przed nami zamknięty, a ostateczny jego wynik jest podany w tureckiej nazwie rzeki Ural i pojawieniu się ludu Xiongnu na stepach naddnieprzanych.
5. Pozostaje nam jeszcze kilka uwag o miastach zaznaczonych przez Ptolemeusza na mapie Unii Europejskiej Sarmacja. - Nie zatrzymamy się na wybrzeżu, ponieważ pod tym względem dane Ptolemeusza są dalekie od są tak samo wiarygodne i dokładne, jak te, które przetrwały do naszych czasów w innych źródeł, a przede wszystkim w obwodnicy Euxine Pontus, należący do młodszego rówieśnika Arriana. Świadectwo Ptolemeusza o wewnętrznych regionów kraju, ponieważ jest to jedyny dla nas Źródło.
Po lewej stronie naszej mapy, za granicą Sarmacji, na terenie Niemiec szereg miast położonych nad Dunajem i do wybrzeża morskiego na północy. Był to stary Szlak handlowy, którym Rzymianie pozyskiwali bursztyn. Jedno z miast na tej trasie zachowało do dziś swoje stare Nazwa: Kalisia - Kalisz. W Sarmacji nie ma takich ciągły łańcuch, a linia miast urywa się wewnątrz Kraj. Punktem wyjścia jednego kierunku jest miasto Thira u ujścia rzeki o tej samej nazwie, obecnie Dniestr, a drugi Olbius, w dolnym biegu Borystenesu według Ptolemeusza, ale w rzeczywistości - Hypanida - Bug. Odnośnie lokalizacja miasta Thira nie może być w chwili obecnej Nie ma różnicy zdań: Terytorium Thira jest zamknięte obecnie miasto Akkerman jest Biełgorodem Rosjan i dokumenty mołdawskie z XVI wieku. Wzdłuż Dniestru znajdują się miasta w następującej kolejności: Eract, Vivantavaria, Klepidava, Metonius, Carrodun. Dwa z nich są ujęte w ich imionach niektóre oznaczenia etniczne: Klepidava wskazuje na Getach lub Dakach, Carrodun na Celtach. Od Ta ostatnia narodowość już dawno zniknęła na tym terytorium, to z tego miejsca możemy wywnioskować, że starożytność powstania tego miasta. W odniesieniu do Przed lokalizacją tych pięciu miast jest rzeczą oczywistą, że że tylko znaleziska archeologiczne mogą prowadzić do pytania o ze sfery sugestii i wróżbiarstwa na podstawie rzeczywistych Niezawodność. Nie posiadając żadnych danych do terytorium, ograniczymy się do wskazania prób zlokalizowania tych miast, które zostały wykonane Hrabia Potocki i polski naukowiec Sadowski. Pierwszy w jego gabinecie: Histoire ancienne du gouvernement de Podolie. S-Petersburg, 1805, c. 8-10. -Kłaść Eract w miejsce Raszkowa, Vivantavarius - Sroka, Klepidavu Mohylew-Podolski, Metonium - Kitay-gorod i Karrodun - mołdawska wieś Kornówka. Sadowski w swoim próba lokalizacji tych miast opiera się na teoretycznych rozważania dotyczące obniżenia stopni ptolemejskich Długość. Czyli za 180g. Ptolemeusz odpowiada 126 gramom. naszej siatki, długość geograficzna Ptolemeusza może zostać zmniejszona w stosunku do 180:126. Na podstawie jego obliczeń Sadowski otrzymał za najbardziej wysunięte na zachód miasto od pięć Naddniestrza, Karroduna, w przybliżeniu obszar zbieg rzeki Zbruchy z Dniestrem, czyli dzisiejszym Rusinem granicy z Austrią. Dla pozostałych miast oferuje taka lokalizacja: Erakt - Tyraspol, Vivantavari - Bendery, Klepidava - Jampol, Metonium - Mohylew-Podolski. Szlak handlowy Ptolemeusza wzdłuż Dniepru został doprowadzony do związku z Olbią i ze względu na fakt, że Olbia nazywała się Borystenes, dolny bieg Dniepru jest zniekształcony. Od w lewym dopływie Borystenes, wypływającym z jeziora Amadoki, naturalne jest rozpoznanie Prypeci, a następnie trzech położonych miast na tym dopływie: Nyoss, Sabrak i Lein, należy szukać na Prypeci. Sadowski, opierając się na rozważaniach teoretycznych, oferuje takielokalizacja: Nyoss - Czarnobyl, Sabrak - Mozyr, Lein - obszar ujścia Jaseldy, na zachodzie z Pińska. Pewne prawdopodobieństwo tych założeń mogły być podane przez znaleziska rzymskich monet. Z trzech wymienionych Dane tego rodzaju są dostępne tylko w odniesieniu do: Czarnobyl, gdzie w 1879 roku znaleziono skarb rzymskich monet Antoninow (Antonowicz. Gubernii, Moskwa 1895, s. 5). Potwierdzenie pośrednie że ówczesny obrót handlowy objął dorzecze Prypeć, można zobaczyć w znaleziskach monet wykonanych przez na terytorium Wołynia. Zebrane przez prof. Antonowicza Dane wskazują kierunek, w którym przechodziły skarby monet rzymskich Wołyń od górnego biegu Bugu do Gorynia, a następnie w dół rzeki tej rzeki. Za uprzejmą zgodą prof. Antonowicza Możemy przedstawić poniższą listę miejsc, w których byliśmy Znaleziono rzymskie monety.
Zasławski uyezd: Biełgorodka - skarb, który zawierał 52 Denary rzymskie od Galby do Kommodusa; Brykulya - dwa Denar rzymski okresu republikańskiego, nazwisko Marzia i Chochlik. Getae.
Rejon ostrogski: Jufkowce - kilka rzymskich monet.
Krzemieniec uyezd: Antonowce - w 1860 r. kilka Monety rzymskie.
Dubno uyezd: Majdan - denar Wespazjana; Listvin - 3 denary Antoninusa Piusa; Czerwony - moneta rzymska z czasów Republiki o imieniu: Caius Norbanus; Mały Reliktem jest denar Hadriana.
Równe ujezd: Aristov - kilka monet Antonina Pius; Aleksandria (na Goryniu, a także na dalszych obszarach) - Denar Antoninusa Piusa; Bechen - w 1890 r. skarb rzymskich monet od Hadriana do Kommodusa; Rubcha - 7 monet rzymskich z czasów Antoninów; Chocim - kilka W 1888 r. znaleziono funty rzymskich monet, z których kilka egzemplarzy noszących imię Marka Aureliusza; Kazimirka - Często spotykane są monety rzymskie.
W górnym biegu rzeki Słucz w Nowogradzkim Użezidzie jest informacja o przypadkowych znaleziskach: Czerninica - w 1880. skarb składający się z 339 monet rzymskich; Aleksandrovka - w 1890 r. 90 monet rzymskich z I-II w.; Nastasovka - w zawalenie się brzegu w 1873 roku, znaleziono 20 srebrnych monet monety Trajana. O dopływie Sluch Cerem - Gorodishche - kilkaset monet rzymskich.
Tak wygląda obszar znalezisk monet w obwodzie wołyńskim. Wystarczy jedno spojrzenie na mapę, aby się rozpoznać zachowały się ślady szlaków handlowych, które łączyły dorzecze Dniestru z biegiem Prypeci.
Ptolemeusz umiejscawia źródła Borystenesu w północno-zachodniej części kraju kierunek, tj. pozornie w kierunku Berezyny, a w górnym biegu nie zna żadnych miast. Jeśli chodzi o środkowy bieg rzeki, to nie do końca jest on wyraźne wskazania, ma postać przerywanej linii. Okoliczność ta mimowolnie przywołuje myśl, że że istniało jakieś rozwidlenie szlaku handlowego, To znaczy, że zagarniał sadzawkę jakichś pozostałych dopływu Dniepru. Wydaje się to najbardziej naturalne o Desnie. Jeśli to stwierdzenie jest słuszne, to miasto Serim mógł zostać przeniesiony na stronę Czernihowa, a w Metropol do uznania Kijowa. Znaleziska archeologiczne tego ostatniego lat świadczyły o zasiedleniu terytorium Kijowa od czasów prehistorycznych. Już od pierwszych wieków naszej działalności epoki znajdują się tu następujące znaleziska monet: w 1846 r. Peczersk, w pobliżu koszar żandarmerii, 62 romański monety z tamtych czasów od Augusta do Gety (Antonowicza); w 1841 roku. na ulicy Aleksandrowskiej znajdują się dwie monety Faustyny i Kommodusa; w 1876 r. w Obołoniu w majątku Migurin - skarb 200 brązowe monety rzymskie i kolonialne z III-IV wieku (znaleziska monet kufickich z 1706 r. za panowania Mazepy i Abbasydów w 1851 r. - zaświadczają, że Kijów jest stale zamieszkany Aż do do początku jego rosyjskiej już historii).
Jeśli nasze rozumienie jest poprawne, miasto Serim może być przemieścić się na stronę Czernihowa na Desnę, a następnie do prądu Dniepr nad Kijowem znajdują się trzy miasta: Sar, Amadoca i Azagar. Poruszając kwestię ich lokalizacji Sadowski pomylił się w rysunku szerokości geograficznej pierwszego z i zamiast postrzegać ją jako najbardziej wysuniętą na południe miasta, przeniósł go daleko na północ i umieścił na miejscu Orsza. Ten sam badacz rozpoznany w Amadoc - Loev, a w Azagarii - Homelu. Wydawca Ptolemeusza Karl Müller wypowiadał się w swoich notatkach na rzecz takiej lokalizacji, Towarzyszy mu jednak jego własne zastrzeżenia: Sar - zbieg Sożu z Dnieprem, tj. Loev, Amadoka - Kholmech, Azagariy - Rechitsa.
Znajdują się miasta środkowego biegu Dniepru na mapie Ptolemeusza w bezpośredniej komunikacji z Olbią drogą wodną Przez. Pomysł ten był wynikiem zamieszania Błąd z Dnieprem, jak już wspomniano powyżej. A więc jako główny materiał dla Ptolemeusza były szlaki Podróżnych. Ta zbieżność na jego mapie Olbii z Biegunem Metropolitalnym i jego położonymi nad nim miastami w dorzecza Dniepru można traktować jako wskazówkę, że Szlak handlowy między starym greckim centrum kulturalnym u ujścia Bugu i miast w głębi kraju szły w bezpośredni na północ od Olbii. Wykres hydrograficzny naszego stepu na południe w tych miejscach może dać wskazówkę na prawdopodobnym kierunku tej ścieżki. Do ujścia Bugu uchodzi bezpośrednio od północy przez rzekę Ingul, która w swoim Górny bieg zbliża się do górnego biegu prawego dopływu Dniepr, Tyasmin. Już wtedy pojawiły się bystrza Dniepru, tak jak teraz, przeszkodą nie do pokonania dla żeglugi. Gdyby Olbia utrzymywała stosunki handlowe z regionem Bliskiego Wschodu Dniepr, co uprawdopodabnia znaleziska z czasów cesarstwa rzymskiego monet, to ścieżka wzdłuż Ingul była naturalnym objazdem trudności, jakie stwarzają bystrza Dniepru. Niestety, nie wiemy jeszcze nic o mennictwie znajduje się wzdłuż biegu rzeki Ingul; co do Tyasmin, według Sadowskiego już w XVI wieku. nie były rzadkością znaleziska monet greckich w dorzeczu tej rzeki oraz świadectwa zachował się on u Mateusza z Mechowa. Ten sam Sadowski podaje, że w kolekcji hrabiego Chackiego było wiele Monety olbijskie znalezione w dorzeczu Tyasminy. Wzdłuż informacje zebrane przez prof. Antonowicza w jego dziele archeologicznym mapy obwodu kijowskiego, w dorzeczu Tyasminu są znane następujące znaleziska monet rzymskich: Krymki - monety Faustyny Młodszy; Bolshie Birki - monety Cesarstwa Rzymskiego; kosary - rzymskie monety Hadriana i Faustyny; Gołowkowka - w 1871 r. monety Trajana, Marka Aureliusza, L. Very i Commodus; Kryłow, w pobliżu ujścia Tyasminu do Dniepru - w 1889 Znaleziono duży skarb rzymskich srebrnych denarów Rozdział IIc. (podobno o tym samym skarbie pisze G. Jastriebow w swoim dziele An Experience of a Topographical Review of Antiquities (Doświadczenie topograficznego przeglądu starożytności) Prowincja Chersonez. /Zap. Wielka Brytania. Łuk. Powszechnie. Wschód. i Drev. Tom XVII (1894). Tamże, s. 75. Siedem monet z tego skarbu - Nerwa, Trajan, Hadrian, Antoninus Pius, Marek Aureliusz, Lucilles - znajdują się w kolekcji Elizavetgradu Prawdziwa szkoła). Na północ od Tyasminy w w kierunku Kijowa, w Korsuń, Kanów, Tomiłowka (w pobliżu Białej Cerkwi) i Wasilkow.
Pozostaje wskazać na grupę miast, które Ptolemeusz znajduje się w rejonie rzeki Karkinita. Nowoczesna topografia Mapa tych miejsc nie podaje nam rzeki, która by płynęła do Morza Czarnego na zachód od Tendry w pobliżu Perekopskoye Przesmyk. Taka rzeka oczywiście nie istniała w starożytności; Prawo do takiego twierdzenia daje nam przede wszystkim, że Okolicznośćże miasto Karkinou nosi imię Karkinitou Ptolemeusz omyłkowo przeniósł się na kontynent z Tauryku Półwysep. Bardziej wiarygodne i wiarygodne źródło informacji o południowego wybrzeża, jak Arrian jest w swoim Periplusie, umieszcza nadmorskie miasto Carkinitis na 600 stadionach na północ od Chersonezu. Naukowcy zajmujący się topografią Krym, obecnie zgadzają się, że miasto ten leżał nad brzegiem obecnego jeziora Dunguslav - ujście rzeki, które w czasach starożytnych miało związek z morzem, więc a także Tiligulsky, który obecnie również jest zamknięty. Z przelewem Ptolemeusz Karkina na terytorium Krymu znika i rzeka Karkinit. Ale jeśli chodzi o miasta położone Ptolemeusz poza swoim dorzeczem: Toroka, Erkab, Thrakana i Navara, według wszelkiego prawdopodobieństwa należą do lewicy brzeg dolnego biegu Dniepru, który ma kierunek z północnego wschodu na południowy zachód i nie jest daleko od Terytorium Krymu. Karl Müller w swoim komentarzu do tekstu, Ptolemeusz sugeruje szukanie Navara w kierunku, w którym dzisiejszej Lepetikha.
Mniej więcej w czasie, gdy Ptolemeusz w Aleksandrii porównał informacje zebrane przez niego z różnych źródeł na temat odległych Sarmacja europejska, ostrożnie umieszczając na mapie nazwy plemion i ludów, które zamieszkiwały ten kraj, Na jego północy rozpoczęły się wydarzenia, które radykalnie zmieniły się warunki etniczne, a co za tym idzie Głęboki wpływ na kulturę krajów Południa. Goth któremu Ptolemeusz poświęcił tylko niewielką miejscowość w sąsiedztwie Wedowie, przenieśli się na południe do morza i granic Cesarstwa Rzymskiego Imperium; W połowie następnego stulecia znaleźli się dominującą już narodowość na stepach pontyjskich. Pod ich naciskiem stare kulturowe zniknęły z powierzchni ziemi ośrodki: Thira, Olbia, Tanaïd, dawne przestały istnieć Stosunki handlowe między Pomorzem a starożytnym centra handlowe na terenie Sarmacji. Wskazanie w tym w tym ostatnim znaczeniu wynika z faktu, że rzymski monety znalezione na terenie dzisiejszego Wołynia, Obwody kijowska i połtawska, jak to już dawno zauważono numizmatyków, odnoszą się głównie do czasów Antoninus nie się dalej niż Septymiusz Sewer. Pośród tej rewolucji, jak się zdaje, przetrwała, a nawet istniała być może Metropol-Kijów został powołany do nowego życia. Na Na jego terenie znaleziono monetę Konstancjusza II: Fakt ten jest skąpy pod względem ilości, ale ważny pod względem znaczenia. Młodszy współczesny temu cesarzowi był wielki Ostrogocki wojownik, król Ermanarich, który szeroko się rozwijał granice jego dominium na północ i wschód od środka Dniepru. W islandzkich sagach zachowały się echa wspomnienia o tym władcy i jego stolicy - Danpar-stadir, Danparstead, czyli miasto nad Dnieprem -
Ten słynny las
, który nazywa się ciemnym dębowym gajem,
Ten święty grób
, Który stoi na ziemi Gotów (Bóg piodo),
Ta słynna skała, która wznosi się
Nad Dnieprem miejsca...
Zasłużony badacz starożytnej poezji północnej, ostatnio zmarły Islandczyk Vikfusson uznał to za całkiem prawdopodobne uznać nasz Kijów za stolicę Ermanu i właśnie z tego powodu zbiega się w czasie ze wzmianką o mieście nad Dnieprem w różnych islandzkich sagach (prof. Daszkiewicz. i Kijów, według niektórych zabytków starożytnego Sewa. literatura Kijów, Uniw. izv., 1886, listopad). Znaleziska kufickie monety na terenie Kijowa i jego pojawienie się o świcie naszej rodzimej historii, jako znaczącego i ważnego życia politycznego, umożliwiają ciągłą jego istnienie od czasów starożytnych Ptolemeusza.
Ptolemeusz (gm) - Dane bieżące (gm)
Wybrzeże VenedskoUjście
rzeki Hesiny - 59.30 - Dynaminde (wieża twierdzy) - 57.2.4
Ujście rzeki Turunta - 8.30 - Vindava (wieża forteczna) - 7.23.49,5
Ujście rzeki Rudona - 57 - Memel (Wieża Kościelna) - 5:50.8,6
Ujście rzeki Chrona - 56 - Königberg (Obserwatorium) - 4.42.50.4
Bieg Dunaju
Prista 45.10 - Ruszczuk (minaret) - 43.50.37
Dorostol - 45.30 - Silistria (meczet) - 4.7.11
Aksjopol - 45.45 - Czernowody (meczet) - 4.20.23
Tomy - 45.50 - Kiustendze (meczet) - 4.10.21 Wybrzeże Morza

Czarnego Bizancjum - 43.5 - Konstantynopol (kopuła Sofia) - 41.0.28,3
Anchial - 44.30 - Achialo (Kościół Przemienienia Pańskiego) - 2.33.25
Mesembria - 44.40 - Mesembria (Kościół Metropolii) - 2.39.45
Odessa - 45 - Warna (meczet Hasana Bayragara) - 43.12.3
Tira - 47.40 - Akkerman (minaret) - 6.12.2,5
Olbia - 49 - Ochakow (telegraf) - 6.36.50.8
Achiłow Beg - 47.30 - Kinburn (silna flaga dowódcza) - 6.33.18,6 - Tendra (latarnia morska) - 46.19.21,5
Chersonez - 47 - Sewastopol (Sobór św. Mikołaja) - 44.36.52,3
Teodozja - 42.20 - Teodozja (bogini) - 45.1.45.7
Panticapaeum - 47.55 - Kercz (kościół Jana Chrzciciela) - 45.21.7,4
Myrmekius - 48.30 - Yenikale (kopuła latarni morskiej) - 45.23.9,9
Dioscuriada - 46.45 - Suchumi-jarmuż (środek) - 42.59.18
Ujście rzeki Phasis - 45 - Poti (wyspa Pyram.) - 49.8.30,5
Ujście rzeki Tanais - 54.20 - 54.30 - Taganrog (katedra) - 47.12.26,9
(J.A. Kułakowski, Wybrane dzieła z zakresu dziejów Alanów i Sarmacji. Wydawnictwo Aletheia, 2000)
STAROŻYTNOŚCI POŁUDNIOWEJ ROSJI. KERCZ CHRZEŚCIJAŃSKI KATAKUMBY 491: Badanie Juliana Kułakowskiego. 1891
http://www.library.chersonesos.org/showtome.php?tome_code=225§ion;_code=7
STAROŻYTNOŚCI POŁUDNIOWEJ ROSJI: Dwa katakumby kerczeńskie z freskami. Dodatek: Katakumby chrześcijańskie, otwarte w 1895 roku. Badanie Juliana Kułakowskiego. 1894
http://www.library.chersonesos.org/showtome.php?tome_code=238§ion;_code=7
Julian Andriejewicz Kułakowski. Kalendarz
rzymski http://kirsoft.com.ru/mir/KSNews_300.htm
A.N. Derewicki. Ju.A. Kułakowski. ITUAK (Izwiestia Naukowa Komisja Archiwalna Taurydy)Tom 57 (1920), s.324-336
http://www.library.chersonesos.org/showtome.php?tome_code=55§ion;_code=1
Według Wigfussona, eddyczne pieśni cykli ermanarycznych i Attyla wskazują na miejsce w Europie, w którym pierwsze Imperium Gotyckie... W pieśni ryskiej proroctwo ptak (w tym przypadku wrona) mówi, że
Dan i Dunp mają wspaniałe sale, A Danr ok Danpr dyrar hallir
Lepsze dziedzictwo niż to, które masz oedra odal an er hafid
zachodni genealog w ostatnim fragmencie odwrócił się nazwy rzek, na które natknął się w starożytnych poematach w imiona mitycznych przodków pierwszego z królów, młodego Kona.
Z drugiej strony, Według V.B. Antonovicha Obolonyi w pobliżu potoku Hłyboczycki - skarb należący do do IV wieku, stanowi najstarszą wskazówkę materialną z określeniem czasu, dla istnienia populacji w miejscu zajmowanym obecnie przez Kijów (zob. sprawozdanie z odczytów w Towarzystwie Historycznym Nestora Kronikarza w Kijowie. Univ. Izv. 1878)… Ponadto ważne jest, aby w tej samej miejscowości Znaleziono monetę orientalną z połowy VIII wieku.
N. Daszkiewicz. Obwód dnieprowski i Kijów według niektórych zabytków Starożytny Sev. lit-ry, Kijów, Uniw. Izvest., 4 października 1886 r
. Europejska Sarmacja - część Wielkiej Scytii na początku n.e., miał charakter wieloetniczny (zob. Średniowiecze mapy wg danych Ptolemeusza - Mercator, Rushell, Gastaldi, Münster). W księdze 3 rozdział V stanowisko Unii Europejskiej Sarmatia, Ptolemeusz wskazuje: Sarmacja europejska na północy graniczy z Oceanem Sarmackim wzdłuż Oceanu Weneckiego zatoki i części nieznanego lądu. Opis jest następujący: Za ujściem Wisły, które znajduje się poniżej 45o długość geograficzna -56o szerokości geograficznej, przebiega: ujście rzeki Chron (Niemen) poniżej 50o-56o. Ujście rzeki Rubon (Rudon, Bubon, Rubon, Sudon - Dźwina) poniżej 53o-57o, ujście rzeki Turunta (Taurun - Velikaya Narva) poniżej 56o30'-58o30', ujście rzeki Khesina (Chersin, Seliger-Neva) w ramach 58o30'-59o30'. Wybrzeże linia, która stanowi koniec tego, co znane, morza, wzdłuż równoleżnika przechodzącego przez Fule (Thule) znajduje się w zakresie 64O-63O. Granica Sarmacji wzdłuż południka wyznaczonego przez przez źródła rzeki Tanaisa (Don) znajduje się pod 54o-53o. Od zachodu Sarmacja graniczy z Wisłą, wchodzącą w skład Morza Śródziemnego Niemcy, leżące między jej źródłami a Morzem Sarmackim Góry i same góry, o których położeniu była już mowa.
Południową granicę stanowią: Yazigi Methanasts (osadnicy) od południowej granicy Gór Sarmackich do początku Karpat, który znajduje się pod 46o-48o30', a sąsiednia Dacia w pobliżu tego samego równoleżnika do ujścia rzeki Borystenes (Dniepr), a następnie linia brzegowa Pontu do rzeki Kerkinita.
Położenie tej linii brzegowej jest następujące: Ujście rzeki Borystenes 57o30' -48o 30'; ujście rzeki Ipanila 58o-48o30'; Przylądek Hecate Grove 58o30'-47o45'; Bieg Przesmyku Achillesa 59o-47o40'; Zachodni przylądek Biegu Achillesa, który nazywa się Święty Przylądek 57o50'-47o 30'; Przylądek Wschodni, zwany Misarido (Nisaris) 59o45'-47o50'; Kefalonis 59o45-47o50'; Piękny port 59o30'-47o45'; Tamiraka 59o20' -48o30'; Ujście rzeki Kerkinita wynosi 59o40'-48o30'. Za tymi ustami znajduje się przesmyk oddzielający Chersonez Taurycki (Sewastopol): jego linia brzegowa w pobliżu Karkinitskoye zatoka znajduje się poniżej 60o20'-48o20' i w pobliżu jeziora Wiki (Bika) w zakresie 60o30'-48o30'.
Wschodnią granicę Sarmacji stanowią: przesmyk od rzeka Kerkinita, jezioro Vika, linia brzegowa Meotian jeziora do rzeki Tanaisa, wreszcie samej rzeki Tanais południk biegnący od źródła Tanais do nieznanego do wyżej wymienionego limitu. Po tej stronie Sarmacji ma następujący opis: za przesmykiem znajdującym się na rzeki Kerkinita, biegnie wzdłuż jeziora Meotian (Azov morze): Nowa twierdza 60o30'-48o40' Ujście rzeki Pasiaki 60o20'-48o50'.
Sarmację przecinają także inne góry (z wyjątkiem sarmackich), wśród nich nazywane są: Góra Pewka (Teiki) 51o-51o; Góra Amadoka 55o-51o; Góra Vodin (Bodin, Budin) 58o-55o; Góra Alan (Alaun) 62o30'-55o; Karpaty, jak to się mówi 46o-48o30'; Góry Wenedyjskie 47o30'-55o; Góry Ripaean, którego środek wynosi 63o-57o30'; Część rzeki Borystenes w pobliżu jeziora Amaloki leży w granicach 53o30'-50o20' i jest najbardziej wysunięte na północ źródło rzeki Borystenes znajduje się na 52o53'.
Sarmację zamieszkują bardzo liczne ludy (plemiona): Wenedyjczycy - w całej Zatoce Wenedzkiej, nad Dacją - Pevkinowie i Bastarnae; wzdłuż całego brzegu Meotis - Yazigi oraz Roxolani; Potem są w głębi lądu - Amaxovia i Scytów-Alanów.
Mniej znaczące plemiona zamieszkujące Sarmację to: w pobliżu rzeki Wisły, poniżej Weneckich - hyfony (hytony), potem Finowie; następnie sulony (bulany), poniżej nich - frugundions (frungundions), a następnie avarins (obarins) w pobliżu źródeł rzeka Wisła; Pod nimi znajdują się ombrony, a następnie anartofraty, potem Burgionowie, potem Arsyici, Saboki, Piengici i biessy w pobliżu Karpat.
Na wschód od wyżej wymienionych plemion mieszkają: poniżej Wenetów - Galindyjczycy (Galidani), Sudinowie i Stawanowie aż do Alanów; Poniżej nich znajdują się igiliony, następnie costobocs i transmontanes (zagory) do Gór Pevkinsky. Potem wybrzeże oceanu nad Zatoką Wąską zajmują welty, nad nimi - jesień, Dalej na północ wysunięte są Karbon, a na wschód od nich znajdują się Karety i sala (poniżej znajdują się gelony, hipopotamy i melanchleny); poniżej nich są Agathyrses (Agathyrses), następnie Aorses i Pagyrites; poniżej nich znajdują się Sawarowie (Saurs, Saubrs, Saurs) i Borusci do Gór Dojrzałych.
Następnie Akibowie (Abikowie) i Naziści, poniżej nich są Wibiony (Ibiony) i Hydra; poniżej Wibionów do Alanów znajdują się Sturni, a między nimi Alanowie i Amaxowianie - Carions (Carvons) i Sargatia.
Na zakręcie rzeki Tanais - oplony (oplony) i tanaity, po nich - Osoli do Roxolani; między Amaxovianami a Roxolanami - Rewcanalowie (rakalans) i egzobigici; Potem między Pevkinami a Bastarni - Karpianie, nad nimi - Givin, potem Bodinowie.
Pomiędzy Bastarni i Roxolani mieszkają Hunowie, a poniżej góry o tej samej nazwie - Amadoki i Navara. W pobliżu jeziora Wiki (Biki) żyją Torekkads, a według Achilles Run - Tauroscytowie; poniżej Bastarni w pobliżu Dacji znajdują się Tagras, a poniżej nich znajdują się Tiragety -.
Dane Ptolemeusza i bliskich mu geografów w czasie mają fundamentalne znaczenie dla historii starożytnej Rosja (Bibliografia: Geografia starożytna. Kompilator Prof. M.S. Bodnarsky, Wydawnictwo Państwowe Literatura geograficzna, Moskwa 1953 - Vestnik Drevnei Historia, 2, 1948, W.W. Łatyszew. Wiadomości o starożytnych pisarzach o Scytii i Kaukazie. Klaudiusz Ptolemeusz s. 458-484 http://annals.xlegio.ru/sbo/contens/vdi.htm )

P.M. Zolin. Europejska Sarmacja (patrz średniowiecze mapy wg danych Ptolemeusza - Mercator, Rushell, Gastaldi, Münster)





http://www.russika.ru/t.php?t=2967

Klaudiusza Ptolemeusza. Przewodnik po geografii
http://kirsoft.com.ru/freedom/KSNews_648.htm
A.V. Podossinova. Co Rzymianie wiedzieli o Europie Wschodniej?





web.archive.org/web/20180730062755/http://kirsoft.com.ru/skb13/KSNews_267.htm

9






Polityka przedwojenna








przedruk




Hanna Radziejowska, szefowa niemieckiego oddziału Instytutu Pileckiego, została odwołana ze stanowiska. Media ujawniają szokujące kulisy.



W oficjalnym oświadczeniu przekazano, że Hanna Radziejowska została odwołana ze stanowiska kierownika Oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie "z powodów obiektywnych". W komunikacie poinformowano, że ostatnie działania Hanny Radziejowskiej poważnie podważyły zaufanie u pracodawcy.

"Przedstawiane przez nią w mediach społecznościowych oraz mediach tradycyjnych nadinterpretacje i insynuacje, co do realizowanych przez Instytut projektów, stanowią przekroczenie norm i relacji pracownik-pracodawca. W szczególności, gdy udostępnianie osobom trzecim wewnętrznej korespondencji, czy swoich obaw na temat działalności Instytutu następuje bez omówienia ich wcześniej wewnętrznie" – czytamy.


Radziejowską uznano za sygnalistkę

Wirtualna Polska opisuje kulisy zwolnienia Radziejowskiej. "Współpraca między Ruchniewiczem a Radziejowską nie układała się najlepiej. Ruchniewicz uważał bowiem, że co do zasady nie należy przypominać Niemcom krzywd, które wyrządzili przed laty Polakom, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na obecne relacje. Z kolei niemiecki oddział instytutu starał się o realiach drugiej wojny światowej informować Niemców" – czytamy. O szkodliwych jej zdaniem pomysłach szefa, Radziejowska poinformował ówczesną minister kultury Hannę Wróblewską.

"Zgłoszenie Radziejowskiej, przekazane w trybie ustawy o ochronie sygnalistów, zostało tak zakwalifikowane przez resort kultury. Radziejowska w kwietniu 2025 r. została sygnalistką" – podano. "Pod koniec lipca Radziejowska wysłała list do nowo powołanej minister kultury Marty Cienkowskiej oraz kierującego polską ambasadą w Niemczech Jana Tombińskiego. Radziejowska podkreśliła, że przekazuje informacje w trybie ustawy o ochronie sygnalistów i prosi o zachowanie poufności" – informuje portal.

Gazeta pokazała list. Kto go przekazał mediom?

Niedawno "Rzeczpospolita" podał, że pod koniec lipca szefowa oddziału Instytutu Pileckiego w Berlinie Hanna Radziejowska zaalarmowała nową minister kultury Martę Cieńkowską oraz charge d'affaires polskiej ambasady w Berlinie Jana Tombińskiego w sprawie planów prof. Krzysztofa Ruchniewicza. Prezes Instytutu Pileckiego "oczekiwał przygotowania cyklu seminariów i zaproponował m.in. przygotowanie seminarium poświęconego zwrotom dóbr kultury przez Polskę na rzecz Niemiec, Ukrainy, Białorusi, Łotwy oraz mienia prywatnego należącego do osób pochodzenia żydowskiego".

Według WP, Ruchniewicz miał dostęp do całej treści listu. Pojawia się pytanie, kto przekazał gazecie dokument pochodzący od sygnalistki. Radziejowska zapewnia, że ona sama nie ma z tym nic wspólnego. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie odpowiedziało na pytania. "Dokument sygnalistki zaczął bowiem krążyć wśród polityków i urzędników jako ciekawostka" – czytamy.




Ruchniewicz uważał bowiem, że co do zasady nie należy przypominać Niemcom krzywd, które wyrządzili przed laty Polakom, bo mogłoby to negatywnie wpłynąć na obecne relacje.


Taką politykę już kiedyś prowadziliśmy - przed wojną właśnie...






dorzeczy.pl/kraj/766065/odwet-na-sygnalistce-afera-wokol-instytutu-pileckiego.html

18