Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania gdańsk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty
Wszystkie posty spełniające kryteria zapytania gdańsk, posortowane według trafności. Sortuj według daty Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 stycznia 2015

Prezydent Gdańska próbuje "przejąć" stolicę Kaszub?



Jak utożsamić Kaszuby z siedzibą Werwolfa. Gdańsk już dawno przejęty?


Też nie wiedziałem, że "Gdańsk jest stolicą Kaszub" -  z tym błędnym przekonaniem żyłem do dzisiaj...


Tymczasem okazuje się, że tablice z napisem "Gdańsk stolica Kaszub wita" były przygotowane na imprezę, jaka odbyła się w Gdańsku - i nic więcej.

Niestety zostały na dłużej i wprowadzają w błąd przyjezdnych, a nawet mnie - autora opracowania Werwolf.


Ta sprawa jak zwykle pasuje do profilu kłamstwa niemieckiego - tablice mogłyby z czasem wykształcić u znacznej liczby osób przekonanie, że Gdańsk jest stolicą Kaszub, po czym włodarze miasta zaczęliby wiązać termin ten z niemczyzną, a to za sprawą np. pasjonatów historii i kultury Dawnego Gdańska - mowa oczywiście o Gdańsku z czasów niemieckich, bo podnoszeniem polskiej przeszłości miasta chyba nikt się nie zajmuje, a w każdym razie - nie na taką skalę jak proniemieckie fora Dawny Gdańsk, Wolne Forum Gdańsk i pokrewne: Marienburg.pl, pruski horyzont i wiele wiele innych.

Skąd ci ludzie mają czas i pieniądze na prowadzenie takiego forum?

Przecież to niejednokrotnie gigantyczny kombajn pochłaniający mnóstwo zabiegów, czasu i pieniędzy właśnie.


Istnieją zakusy, aby pokawałkować Polskę (mniejsze kawałki łatwiej połknąć), dzieje się to min. poprzez wskazywanie na jakoby odrębność Śląska, Kaszub czy Warmii i Mazur od Polski.

Od kilku lat ludzie stojący za mediami dokonują gigantycznego zamachu na polską kulturę.

Zawsze odbywa się to zgodnie z metodą opisana w opracowaniu Werwolf, czyli małymi krokami, na niewielką skalę.


Ot takie Nadbałtyckie Centrum Kultury.

Już kilka lat temu pokazywano w telewizji program o kulturze, folklorze polskim, a  prowadzącym był... Murzyn.

Typowy afrykańczyk, który od 20paru lat przebywa w Polsce - ani po polsku nie potrafi się wysławiać poprawnie - często brakuje mu słów - bo nie wie jak po polsku jest to, co chce powiedzieć, ani nie mówi ładną, czy nawet zwykłą polszczyzną, ale bełkoce - mówi niespójnie i nie gramatycznie.

Czy Pan Larry Okey Ugwu jest jedynym "kompetentnym" człowiekiem jaki może piastować funkcję dyrektora Nadbałtyckiego Centrum Kultury?
Może jest sprawnym kierownikiem, ale czy to jest twarz polskiego folkloru, polskiej kultury?




Niech sobie będzie tym dyrektorem, niech zarządza, skoro jest taki dobry, ale czy musi mieszać w polskim folklorze? Co nasze dzieci wyniosą z takiego przesłania?


Czy ta czapka to element folkloru Kaszub? Nie sądzę...


Czy nie ma nikogo, kto jest uznanym działaczem kulturalnym, albo wykonawcą np. muzyki ludowej, rzeźby ludowej, malarstwa, który mógłby być twarzą tego programu? Nikt się nie nadaje, tylko facet co ledwo duka po polsku?


Oto jaką twarz polskiej kultury zaserwował nam Werwolf.

Jest to kultura Polska - ale i obca. Polska i nie-polska zarazem.

Typowy zabieg spod znaku Werwolfa. Niejednoznaczny.


Nadbatyckie  Centrum Kultury- jak sama nazwa mówi, pomysł z Gdańska...i wszystko jasne.
Pisałem już o tym i nadal będę wskazywał kolejne metody antypolskich działań służb i Werwolfu.

P.S. Wszystkie te sprawy coraz jaśniej pokazują jacy ludzie rezydują w Gdańsku, dlaczego to miasto tak bardzo "lubi" swą niemiecką przeszłość i skąd są te korzenie.
Miasto wymaga gruntownego wietrzenia.


 

Wraca spór o kaszubskie witacze

5 stycznia 2015, godz. 08:50

Jeden z miejskich radnych Kartuz podczas ostatniej sesji powiedział, że witacze z napisem: "Gdańsk stolica Kaszub wita" go drażnią i Kartuzy powinny zażądać ich zdjęcia.

W marcu 2011 roku na rogatkach Gdańska z okazji Dnia Jedności Kaszubów stanęły tablice z napisem "Gduńsk - stolëca Kaszëb witô". Od samego początku witacze budziły kontrowersje, także wśród naszych czytelników. Dla wielu informacja, że Gdańsk jest stolicą Kaszub była sporym zaskoczeniem, tym bardziej, że o to miano zwykle rywalizowały Kartuzy z Kościerzyną.

Jak się okazuje, problem po kilku latach ciągle jest aktualny. Jeden z miejskich radnych Kartuz podczas ostatniej sesji powiedział, że witacze z napisem: "Gdańsk stolica Kaszub wita" go drażnią i Kartuzy powinny zażądać ich zdjęcia- informuje Radio Gdańsk.

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska, który był inicjatorem ustawienia witaczy twierdzi, że spór jest niepotrzebny. Twierdzi on, że tablice są przypomnieniem, że Gdańsk również ma twarz kaszubską i ma misję do spełnienia wobec wspólnoty kaszubskiej oraz że Gdańsk nie chce z kimkolwiek konkurować o miano rzeczywistej stolicy Kaszub.
 
To po co pisze na tablicach, że Gdańsk jest stolicą Kaszub?
I co to za misja wobec wspólnoty kaszubskiej?

Prezes Zrzeszenia Kaszubsko - Pomorskiego Łukasz Grzędzicki twierdzi natomiast, że najważniejsza jest decydująca i wiodąca rola Gdańska na Pomorzu jako głównego ośrodka życia naukowego, gospodarczego i politycznego.

Na razie w sprawie żądania usunięcia tablic z rogatek Gdańska nie podjęto w Kartuzach żadnej oficjalnej uchwały.


Kaszubskie "witacze" są zamalowywane

23 marca 2011, godz. 11:20


Zaledwie kilka dni po ustawienia tablic z napisem "Gduńsk - stolëca Kaszëb witô", jedna z nich, na wjeździe do Gdańska od strony Żukowa, została zniszczona. Sprayem zamalowano widniejący na niej napis. Inicjator ustawienia tablic, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, jest oburzony zdarzeniem.


Dziewięć tablic z napisem "Gduńsk - stolëca Kaszëb witô", stanęło w miniony piątek na rogatkach miasta w związku z obchodzonym 19 marca Dniem Jedności Kaszubów.

- Gdańsk był i jest stolicą Kaszub. Ustawienie tablicy to wspaniała inicjatywa, która z całą pewnością pozytywnie wpłynie na wizerunek miasta - podkreślał w rozmowie z nami w piątek Tomasz Szymański, prezes gdańskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Tymczasem kilka dni później jedna z tablic została zamalowana sprayem. Inicjator ustawienia tablic, prezydent Gdańska Paweł Adamowicz jest tym oburzony.

- To karygodne zdarzenie. Niestety takie wypadki wandalizmu nie są odosobnione - komentuje Paweł Adamowicz.

Prezydent zapowiedział już, że tablica zostanie naprawiona lub wymieniona, by przywrócić jej pierwotny wygląd.

Takiego rozwoju wypadków można się było spodziewać, ponieważ wielu mieszkańców Gdańska uznało ustawienia tablic za mocno kontrowersyjny pomysł.
Dali temu wyraz zamieszczając ponad tysiąc opinii pod naszym piątkowym artykułem pt.Kaszubskie "witacze" na rogatkach Gdańska. Słusznie?

Aktualizacja: nasi czytelnicy informują, że poza tablicą od strony Żukowa, zamalowano jeszcze trzy tablice: przy ul. Spacerowej, przy rafinerii oraz na wjeździe do Gdańska od strony Pruszcza Gdańskiego.

 

Kaszubskie "witacze" na rogatkach Gdańska. Słusznie?

18 marca 2011, godz. 13:00

Na rogatkach Gdańska stanęły tablice z napisem "Gduńsk - stolëca Kaszëb witô". Dziewięć tablic ustawiono z okazji obchodzonego w sobotę Dnia Jedności Kaszubów, na ulicach miasta wywieszone zostały także czarno-żółte flagi kaszubskie.

Obchodzony od 2004 roku Dzień Jedności Kaszubów został ustanowiony na pamiątkę pierwszej odnalezionej pisemnej wzmianki o Kaszubach, która powstała 19 marca 1238 roku. Chodzi o wystawiony przez papieża Grzegorza IX tytuł "książę Słowian i Kaszub" dla książąt Zachodniego Pomorza. Używał go książę Barnim I.

Inicjatorem ustawienie tablic jest prezydent Gdańska Paweł Adamowicz. Dla wielu informacja, że Gdańsk jest stolicą Kaszub, może być sporym zaskoczeniem, a nawet budzić kontrowersje. O to miano zwykle rywalizowały Kartuzy z Kościerzyną.

- Gdańsk był i jest stolicą Kaszub. Ustawienie tablicy to wspaniała inicjatywa, która z całą pewnością pozytywnie wpłynie na wizerunek miasta - mówi Tomasz Szymański, prezes gdańskiego oddziałuZrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego.

Wątpliwości nie ma też historyk Tomasz Żuroch-Piechowski. - Gdańsk, jako stolica Kaszub,ma wymiar symboliczny. W VI wieku n.e. pojawili się tu Słowianie, którzy byli przodkami Kaszubów. Cieszę się że Gdańsk, który aspiruje do roli metropolii, nie lekceważy kaszubskiego dziedzictwa, które jest naszym wspólnym dobrem- podkreśla Żuroch-Piechowski.

O swoich korzeniach kaszubskich, przy odbiorze nagrody Nobla, wspominał pisarz Günter Grass. Jego słynny "Blaszany Bębenek", przypomniał światu na nowo o Kaszubach.

W czasie drugiej wojny światowej Niemcy starali się germanizować Kaszubów zmuszając ich do podpisywania Volkslisty. Natomiast w okresie PRL-u Kaszubi bali się przyznawania do swoich korzeni. Przed II wojną światową, z powodu odmienności językowej, Kaszubi byli posądzani przez Sanację o chęć oderwania od Polski części jej terytorium. Podobne oskarżenia bez pokrycia, za czasów komunizmu służyły antagonizowaniu Kaszubów z pozostałą ludnością Polski.

Część gdańszczan, zwłaszcza tych, którzy nigdy nie identyfikowali się z kaszubską kulturą, może być zaskoczonych ustawieniem tablic na rogatkach miasta. Czy Kaszubi nie obawiają się negatywnych reakcji z ich strony?

- Wykonanie i umieszczenie pomnika Świętopełka [kaszubskiego księcia z Pomorza, o którym pisaliśmy w zeszłym roku przyp. red.] w Głównym Mieście zostało bardzo dobrze przyjęte przez gdańszczan. Gdańsk był i jest stolicą Kaszub.Dla jego mieszkańców inicjatywa ustawienia tablicwiele nie zmieni, ale z to wpłynie na pewno pozytywnie na świadomość turystów odwiedzających miasto - przekonuje Szymański.
!!! - MS - A jednak!!!
 

Za ustawienie tablic z kaszubskim napisem na rogatkach Gdańska zapłaciło miasto. Koszt przedsięwzięcia wyniósł 6 tys. zł. Tablice staną kilka metrów za znakiem z napisem "Gdańsk" przy ul. Świętokrzyskiej, Trakcie Św. Wojciecha, al. Grunwaldzkiej ( za skrzyż. z ul. Czyżewskiego), ul. Elbląskiej, ul. Starogardzkiej, ul. Kielnieńskiej, ul. Kartuskiej, ul. Nowatorów i ul. Spacerowej.
 

Strzały do gabinetu dyrektora NCK

25 maja 2009, godz. 07:00

Ze starego wojskowego pistoletu w sobotę rano strzelano do gabinetu Larry'ego Okey Ugwu, dyrektora Nadbałtyckiego Centrum Kultury. Czy ktoś chce go zastraszyć?

- W sobotę rano od ochrony budynku otrzymaliśmy zgłoszenie, że do okien w Nadbałtyckim Centrum Kultury oddano strzały z pistoletu. Na miejscu znaleziono dwie łuski z TT-ka [broń niegdyś na wyposażeniu wojska i milicji- red.]. Trwają czynności śledcze - wyjaśnia Magdalena Michalewska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku.

Wydarzenie zdumiało dyrektora NCK. - Wolałbym, żeby to był przypadek i żeby okazało się, że strzelał ktoś przypadkowy - mówi Larry Okey Ugwu, dyrektor NCK. - Jednak dziwne jest to, że strzelano zarówno w okna mojego byłego, jak i obecnego gabinetu.

Oba gabinety dyrektora znajdują się po tej samej, południowej stronie NCK. Jedna kula przeleciała przez pokój i trafiła w ścianę. Kolejna, przebiła drewnianą ramę okna, rykoszetowała i zatrzymała się pod biurkiem dyrektora. - Dobrze, że nikogo wtedy nie było, bo mogłoby dojść do nieszczęścia - mówi wstrząśnięty zajściem Larry Okey Ugwu.

Podejrzenie, że był to celowy atak, budzi to, że celowano w konkretne szyby w dużych kasetonowych oknach. W obu mierzono w środkową szybę.

Larry Okey Ugwu, pochodzi z Nigerii. Od ponad 20 lat mieszka i pracuje w Gdańsku. Często miał problemy z nietolerancją. Kilka lat temu zniszczono jego samochód. Ostatnio ma także problemy osobiste.

- Ten kto zna Larry'ego, powinien wiedzieć, że o takich porach nie ma go w biurze. Więc raczej był to ktoś, kto chciał zademonstrować swoje poglądy- mówi Przemek Dyakowski, muzyk i przyjaciel Larry'ego Ugwu.

Policja zapowiada, że dzięki taśmom monitoringu będzie można ustalić kto strzelał.




Reklama banku PKO BP, w której zagrał Szymon Majewski, sugeruje, że w Afryce jest "koniec cywilizacji". Fundacja Afryka Inaczej uznała, że film utrwala negatywny wizerunek kraju i jego mieszkańców. - Nie podoba mi się sposób zarabiania pieniędzy, który polega na naśmiewaniu się z pochodzenia innych - mówi Larry Okey Ugwu, Nigeryjczyk mieszkający w Gdańsku.





Dorota Karaś: Widziałeś reklamę banku PKO BP z Szymonem Majewskim w Afryce?

Larry Okey Ugwu, Nigeryjczyk, dyrektor Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Gdańsku: - Zobaczyłem ją w telewizji. Byłem zaskoczony i oburzony, że poważny bank zdecydował się na formę promocji, która nakręca stereotypy dotyczące Afryki. Reklama ma ogromną siłę oddziaływania. Wielu ludzie bierze dosłownie jej przekaz.

Bank i twórcy reklamy tłumaczą, że przedstawili nieistniejącą, umowną krainę. Akcja poprzednich odcinków tego cyklu rozgrywała się w świecie baśni i na Marsie.

- Czyli jej twórcy chcą powiedzieć, że Afryka jest tak odległa jak Mars, leży gdzieś w kosmosie? Reklama sugeruje, że Afryka jest jakimś nierzeczywistym kontynentem. Utrwala stereotyp, że gdzieś na krańcu cywilizacji żyją jacyś zacofani ludzie, którym zdarzają się rzeczy nie z tej ziemi. Tymczasem w filmie pokazuje się rzeczywistych ludzi, konkretną grupę etniczną.

Jaka to grupa etniczna?

- Aktorzy występujący w tej reklamie noszą tradycyjne stroje, charakterystyczne dla Masajów i Samburu, żyjących w Kenii i Tanzanii. Czy to ma oznaczać, że tylko ludzie, którzy chodzą w garniturach, są inteligentni? Bardzo wielu Masajów studiuje w mieście, na weekendy wracają do swoich miejscowości i zakładają tradycyjne stroje - między innymi dlatego, żeby zarabiać na turystach. To nie znaczy, że są dzikimi ludźmi. Oczywiście bank ma prawo tłumaczyć się, że to jest pewna konwencja, a protestujący przeciw tej reklamie ludzie są przewrażliwieni. Moim zdaniem jednak nie wypada w ten sposób pokazywać Afryki i jej mieszkańców.

Która część tej reklamy najbardziej cię oburzyła?

- Scena, w której Szymon Majewski tłumaczy mieszkańcom Afryki, jak działa bankomat, a przyglądający mu się ludzie uciekają na ten widok. Przekaz jest taki: przyjeżdża biały człowiek, pokazuje dzikusom zdobycze cywilizacji, których oni się boją. W ten sposób ładuje się ludziom do głów, że Afryka jest miejscem, gdzie ludzie nie wiedzą, jak działa bankomat czy telefon komórkowy.

Ale w reklamie pojawia się też Afrykanin z iPhonem w ręku.

- A co Szymon robi na jego widok? Jest zaskoczony! Bank powinien liczyć się z tym, że ta reklama może urazić pewną grupę ludzi mieszkających w Polsce. Mamy prawo być oburzeni takim przekazem. Nie podoba mi się sposób zarabiania pieniędzy, który polega na naśmiewaniu się z pochodzenia innych.

Twoi znajomi w jakiś sposób to komentują?

- Oczywiście, wszyscy są oburzeni. Nie tylko Afrykanie, również Polacy. Musimy pamiętać, że Polska nie jest jakimś odizolowanym od reszty świata państwem. To, co się dzieje u nas, jest widoczne wszędzie. Ten film zobaczyli ludzie żyjący w różnych krajach. Zaprotestowałem przeciw tej reklamie na Facebooku, ale link do tekstu na ten temat przysłał mi znajomy z Afryki Zachodniej. Przez media społecznościowe, internet, reklama polskiego banku dotarła do odległych miejsc. Jaki obraz Polski mają ludzie, którzy zobaczyli ten krótki film? Kraju, który utrwala stereotypy.

Jak komentowali to mieszkańcy Afryki, którzy nie mają tak jak ty związków z Polską?

- Protestują, są zaskoczeni, że takie rzeczy dzieją się w Europie.

Przeciw reklamie zaprotestowała Fundacja Afryka Inaczej. Twoim zdaniem sprawą powinna się zająć np. Rada Etyki Mediów lub Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji?

- Powinna, ale jak znam życie, nikt tym się zajmie. Nie pierwszy raz takie sytuacje mijają bez echa. Dlatego trzeba protestować i wyrażać swoje niezadowolenie. Na tym polega demokracja.

Przypominasz sobie inne reklamy lub programy, które w ten sposób przedstawiały Afrykę?

- W jednym ze swoich radiowych programów Kuba Wojewódzki i Michał Figurski żartowali sobie z "telefonu do Murzyna" - chodziło im o Alvina Gajadhura, który zresztą z pochodzenia jest Hindusem, nie Afrykaninem, ma polskie obywatelstwo i mieszka tu od lat. Były protesty w tej sprawie, ale nie przypominam sobie, żeby dziennikarze zostali w jakiś sposób ukarani. Głos zajęły wówczas silne organizacje związane z Afryką działające w Polsce. Fundacja Afryka Inaczej, która zaprotestowała przeciw reklamie banku, nie jest tak znana, nie ma zaplecza politycznego, ale bardzo dobrze, że zwróciła uwagę na problem.

Mieszkasz w Gdańsku od lat, jesteś dyrektorem dużej publicznej instytucji kulturalnej. Spotykasz się jeszcze z nietolerancją i rasizmem?

- Moi znajomi traktują mnie już jak Polaka. Ale rasistowskie odzywki na ulicy to wciąż norma. Często słyszę obraźliwe słowa od ludzi w średnim wieku, czterdziesto-, pięćdziesięciolatków. Musi minąć jeszcze trochę lat, żeby dokonała się zmiana mentalna i widok Afrykańczyka na ulicy przestał budzić negatywne skojarzenia. Dzięki Bogu, wielu Polaków wyjeżdża teraz do pracy za granicę. Tam uczą się tolerancji, widzą, że świat nie jest jednorodny.

Jak reagujesz na rasistowskie zaczepki na ulicy?

- Nie zwracam już nie uwagi. Wiem, że takim ludziom należy współczuć. Nie wkurzam się, bo zdaję sobie sprawę, że nietolerancję wywołują ignorancja i brak wiedzy.

To teraz obcokrajowiec nie tylko będzie nam mówił o naszej kulturze, ale nawet publicznie wyznaje, że dziękuje Bogu, że Polacy muszą za pracą jeździć za granicę???

Coś wam powiem - on ni w ząb nie rozumie polskiego, on nie wie co gada.




http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Wraca-spor-o-kaszubskie-witacze-n86533.html
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Kaszubskie-witacze-sa-zamalowywane-n46543.html
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Strzaly-do-gabinetu-dyrektora-NCK-n33011.html#
http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Kaszubskie-witacze-na-rogatkach-Gdanska-Slusznie-n46422.html#tri
 http://m.trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,106540,13832762,Reklama_banku_z_Majewskim_dotarla_do_Afryki___Moi.html




  • -------- ZNAM TĄ TAKTYKĘ
    -- Mieszkam pośród mniejszości niemieckiej !! . Obchodzili 750 lecie miejscowości , i przy tej okazji zamontowali podwójne nazwy !,niemiecka z czasów hitleroskich . Mój dom ,który kupiłam jest najstarszy w Gminie i ma 150 lat .

    Ps. Przeszło mi denerwowanie się !. Wszak Berlin to słowiańska nazwa , a podwójne tablice SERBOŁUŻYCZAN wyznaczają granice SŁOWIAŃSZCZYZNY ! nie tylko one zresztą !!. ::)))

  • WandalVeni

    2015-01-08 13:14:47

    @ninanonimowa 19:40:51

    pytanie tylko czy ci Serbolużyczanie czują się Polakami, a to raczej nie wchodzi w grę, są tolerowani, mają swoje prawa są więc Niemcami słowiańskiego pochodzenia i tu się okazuje że Niemcy są bardziej słowiańscy niż Polacy, Polanie i Polacy to tak jak Germanie i Niemcy niewiele ma wspólnego jedno z drugim. Mówienie że Polacy pochodzą od Polan to duża dyskryminacja, np. Goplan

  • WandalVeni

    WandalVeni

    2015-01-08 13:19:37

    to też rasizm?

    http://youtu.be/P1vK3p3tm3s

wtorek, 24 stycznia 2017

Czy Gdańsk oderwie się od Polski? „To projekt antypaństwowy”






24.01.2017


Czy Gdańsk oderwie się od Polski? „To projekt antypaństwowy”




Mieszkam w Gdyni. W dobrym miejscu, na obrzeżach i tuż przy lesie, który otacza . Z domu do centrum Gdańska samochodem mam około 20 minut jazdy. To mniej niż z Ursynowa pod Pałac Prezydenta. Lecz może wkrótce zabierze to znacznie więcej czasu, bo zostaną ustawione rogatki i jadąc do Gdańska będę musiał mieć paszport, a może nawet wizę. A celnicy skrupulatnie przeszukają moje auto, czy przypadkiem nie wwożę jakichś wywrotowych materiałów. O co właściwie chodzi z tą nową paranoją? Reanimować Wolne Miasto ? Lub bardziej poprawnie – ?

Od pewnego czasu dochodziły do mnie różne plotki na temat Gdańska. Początkowo uznawałem je za bzdury wypowiadane w pijackim widzie przy suto zakrapianej kolacji. Sam nieraz słyszałem tu, na Pomorzu różne idiotyzmy, gdy alkohol rozwiązywał języki i chwalono się chlubną przeszłością dziadka w Kriegsmarine, albo w AK, co tutaj oznaczało . Takie podkreślanie swojej wyjątkowości i modne demonstrowanie, że Polakiem się jest tylko przypadkowo, bo gdyby sytuacja geopolityczna była inna, to z radością można by powrócić do, często wyimaginowanych, korzeni, które nie są polskie, tylko jakieś niemieckie, albo właśnie gdańskie. Bo wiele ludzi, po prawdzie coraz mniej, żyło w Gdańsku, żyło w Polsce, lecz uważali, iż jest to sytuacja tymczasowa i oni są Gdańszczanami.

Ostatni z nich powinni już nie żyć, bo Freie Stadt Danzig zakończył swoje istnienie w momencie wybuchu wojny w 1939 roku. Więc nawet ci, którzy się wówczas urodzili, mają dzisiaj 78 lat. Lecz nie, jest sporo czterdziesto, pięćdziesięcio i sześćdziesięciolatków, czyli cała powojenna generacja, która uważa się za spadkobierców Wolnego Miasta. Jaki w tym wszystkim jest sens i jaka logika, oprócz emocjonalnych sentymentów, aby odrzucać polskość tego miasta i rozważać utworzenie niezależnego politycznie bytu?

Nie zajmowałbym się tym tematem, gdyby nie docierały do mnie coraz częściej informacje, że istnieją w Gdańsku koła towarzyskie, ludzi naprawdę znaczących, ludzi z kręgów opiniotwórczych, naukowych i artystycznych, a także polityków różnych opcji, którzy, na razie między sobą, poważnie rozmawiają o możliwości odtworzenia Wolnego Miasta Gdańska i jakiejś secesji od Rzeczypospolitej.

Całkiem poważnie mówiąc, prezydent Gdańska , któremu chyba się w głowie pomieszało od długotrwałego sprawowania władzy, a buta i arogancja budowana na pochlebstwach dworu, spowodowała jego tęsknotę za Wolnym Miastem. Pewnie codziennie przed snem, marzy sobie ten włodarz ważnego obszaru, co by tu jeszcze uwolnomieścić. Mamy już hotel Wolne Miasto, ba, mamy całą dzielnicę Wolne Miasto. A niedawno nazwę Wolnego Miasta Gdańsk otrzymało ważne rondo po przebudowie ulicy Kartuskiej.

No dobrze, powie ktoś, to są tylko nic nieznaczące fanaberie starzejącego się aparatczyka i lokalnego satrapy. W sumie niegroźne, a właściwie humorystyczne. To ja się zapytam, dlaczego miasto Gdańsk, czyli ludzie władzy, gwałtownie optowali za dokonaniem przekopu Mierzei Wiślanej w lokalizacji Skowronki i nie popierali, teraz już oficjalnie zatwierdzonej, znacznie korzystniejszej lokalizacji Nowy Świat? Może prawdą jest to, co się mówi, że Skowronki leżą na historycznym terenie Wolnego Miasta Gdańsk, a Nowy Świat już na ziemiach polskich. Więc Gdańsk, gdyby zyskał jakąś tam suwerenność, to mógłby kontrolować ruch na Zalewie Wiślanym i czerpać z tego zyski. Może to bzdurne, ale logiczne i komuś poważnemu z tytułami przyszło do głowy.

A tymczasem komediowy prezydent Gdańska Adamowicz, wraz ze swoim przyjacielem, również komediowym, prezydentem Sopotu, Karnowskim, rozpoczęli akcję wbijania słupów granicznych przedwojennego Freie Stadt Danzig. Przypominam, że Sopot, wówczas Zoppot, był integralną częścią wolnego miasta.

***

Skąd w ogóle takie pomysły usprawiedliwiające tego typu działanie? Musimy pamiętać, że po Pierwszej Wojnie Światowej, Rzeczpospolita odradzała się w ciężkich bólach porodowych. Po latach faktycznego nie istnienia, była bardzo słaba. I każdy sąsiad szarpał dla siebie. Czesi zbrojnie zajęli spory kęs Śląska Cieszyńskiego; Niemcy, było nie było, przegrani w I WŚ, walczyli z determinacją o i Wielkopolskę.
A kwestia Gdańska została rozstrzygnięta dopiero w roku 1920, gdy wszystkimi siłami zatrzymywaliśmy nawałę bolszewików.


Wolne Miasto Gdańsk zostało utworzone 15 listopada 1920 roku jako wykonanie postanowień traktatu pokojowego. Art. 100 Traktatu określił granice Wolnego Miasta Gdańska, art. 105 ustanowił obywatelstwo Wolnego Miasta Gdańska dla osób tam zamieszkałych. Stosunek gdańszczan do odradzającej się Polski był z reguły niechętny, głównie z powodu słabej sytuacji gospodarczej i oderwania Gdańska od Niemiec. I tak już pozostało, aż do wybuchu wojny w 1939, gdy Hitler użył właśnie Gdańska, a konkretnie korytarza przez Polskę, który by połączył Gdańsk z Rzeszą, do usprawiedliwienia ataku na Polskę. Przez okres wojny Gdańsk był ostoją hitleryzmu. Problem zaczął się po wojnie.
„[…] Po zdobyciu miasta przez Armię Czerwoną w marcu 1945 r., do konferencji poczdamskiej miejscowi Niemcy wierzyli, że będą mogli pozostać w Gdańsku, że zostaną przywrócone instytucje Wolnego Miasta, a to pozwoli utrzymać niemiecki charakter Gdańska oraz jego najbliższego otoczenia. Obszar Wolnego Miasta Gdańska został dekretem z 30 marca 1945 przyłączony do województwa gdańskiego, a ustawą z dnia 11 stycznia 1949 razem z poniemieckimi ziemiami scalony z nową polską administracją państwową, do czego przesłanką były postanowienia konferencji poczdamskiej z 2 sierpnia 1945 […]. Postanowienia te nie miały jednak formy umowy międzynarodowej, w dodatku były efektem porozumienia zupełnie innych stron niż te, które podpisały Traktat wersalski, tak więc nie miały mocy zmienić jego postanowień.” [1]

Taka oto sytuacja prawna powoduje, że ludzie, którym marzy się odtworzenie Wolnego Miasta, mają argument, by walczyć, żeby Gdańsk od Polski odłączyć. Co więcej – uciekinierzy przed Armią Czerwoną utworzyli rząd Gdańska na uchodźstwie.

„Dalsze istnienie Wolnego Miasta Gdańska uznaje za fakt de jure środowisko zamieszkałych w Niemczech obywateli WMG. Środowisko to wybrało w 1947 r. istniejącą do dziś Radę Gdańską (niem. Rat der Danziger), pełniącą obowiązki Senatu WMG na uchodźstwie. Rada Gdańska przez cały okres swego działania wywiera naciski na ONZ (jako następczynię Ligi Narodów) celem uregulowania prawno-międzynarodowego statusu WMG.” [1]

Jak zwykle tak bywa, wszyscy entuzjaści Gdańska/Danzig zapominają o jednym, o czym ja dobrze pamiętam, bo widziałem to na własne oczy w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Gdańsk po zdobyciu przez Rosjan był jedną wielką ruiną. Podobną do Warszawy. I ten Gdańsk, z którego tak się dzisiaj cieszymy, został całkowicie odbudowany przez Polskę i Polaków.

***

Gdańsk, Sopot, Gdynia. Czyli Trójmiasto. Naturalna idea, która jakoś od ponad siedemdziesięciu lat nie może się zrealizować. Tak, jakby ktoś bez przerwy rzucał kłody po nogi, a na historycznej granicy Wolnego Miasta istniała niewidzialna bariera. Szczególnie mocno to widać w ostatnim dziesięcioleciu, gdy Gdańsk i Sopot zostały opanowane przez wybitnie pro-niemiecką Platformę Obywatelską, której reprezentanci: prezydent Gdańska Adamowicz i Sopotu Karnowski stworzyli układ stojący w kontrze do Gdyni i jej prezydenta dr. Szczurka. Żadne zaklęcia tu nie pomogą, taki jest stan faktyczny.
Porty morskie, zamiast pracować w symbiozie, konkurują ze sobą, szkodząc sobie nawzajem. Kolej metropolitalna, nowa dobra inwestycja, nadal nie łączy dzielnic całej aglomeracji. Lotnisko Rębiechowo sypie piasek w szprychy gdyńskiemu lotnisku w Kosakowie, które marnieje bezużytecznie. Fatalny system drogowy od lat nie może być zmodernizowany tak, by służył całemu Trójmiastu. Można podać więcej przykładów tego, co dzieli, niż tego co łączy.

To jest przykre i nierozumne. Nie ma efektu synergii, który uczyniłby z pomorskiej aglomeracji, jeden z najsilniejszych obszarów naszego kraju. Czasami ma się wrażenie, że świadomie się niszczy, zamiast tworzyć.
Czy my Polacy i władze naszego kraju, mamy nic nie robić i biernie się przyglądać? Czekać, aż coś samo z siebie się wydarzy?

Niemcy, których podejrzewam o wspieranie takiego stanu rzeczy, są mistrzami długofalowych działań. I jeżeli już postanowili, mimo zawartych w 1990 roku traktatów, że Prusy Wschodnie i Danzig to domena niemiecka, to będą do tego uparcie dążyć.

Nie możemy na to pozwolić. Dosyć już kłopotów jest na Śląsku, gdzie tzw. „mniejszość niemiecką” rozpuszczono jak dziadowski bicz i różne gorzaliki decydują na przykład, jakie mają być granice Opola. Tu w Gdańsku idea secesji dopiero się tli i łatwiej ją opanować. Uważam to za działanie antypaństwowe i jako takie powinno być pod ścisłą obserwacją służb. I to nieważne, czy ktoś jest z PO, czy zwolennikiem PiSu, bo tak się składa, że znam miłośników Freie Stadt i tu i tam.
Nie po to odzyskaliśmy po 123 latach niepodległość, a po II WŚ uzyskaliśmy dosyć marne granice, w sytuacji, jak nie mieliśmy nic do powiedzenia, żeby teraz, gdy wreszcie wybijamy się na autentyczną suwerenność, różni lokalni kacykowie, pomyleńcy, czy agenci obcych państw, starali się odrywać po kawałku polską ziemię.

Nie mamy Lwowa, Wilna, czy Grodna i Gdańsk, czy Szczecin nam ich nie zastąpią. Lecz w tysiącletniej historii Polski to były bardziej tereny nasze, niż obce. Niemcy szczególnie są w stosunku do nas butni i aroganccy. A my specjalnie ich hołubimy. W niedalekiej miejscowości Krokowo, gmina Puck, po ustanowieniu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej lepiej nie bywać, bo mile widziani są Niemcy. W stosunku do Polaków takiego podejścia nie zauważyłem. Czy również w Gdańsku, a może ponownie Danzig, Polak znowu będzie raczej niemile widzianym gościem?

________________

  - publicysta. Z zawodu inżynier elektronik pracujący od 30 lat za granicą na morzu. Konserwatysta.



http://gazetabaltycka.pl/promowane/czy-gdansk-oderwie-sie-od-polski-to-projekt-antypanstwowy#comment-359785

 

wtorek, 21 kwietnia 2026

Fala cz.1



Wiecie, jak doszło do anszlusu? Do wchłonięcia Austrii przez nazistowskie Niemcy?

Nic nie działało!
I trzeba było temu zaradzić!




werwolfcompl.blogspot.com/p/blog-page.html

Obecnie stwierdzenie, że Polacy są głupi i nie potrafią się sobą rządzić – to najlepsze na świecie alibi dla różnych agencików udających głupoli.
Innym alibi są media, które nie mówią prawdy.

Trudno nam dzisiaj sobie wyobrazić, po tych 20 latach, że rzeczywistość można kontrolować do tego stopnia, że układa się ona po naszej myśli w całym kraju. (Ale przecież w dobrze prosperujących firmach się to udaje – dlaczego więc nie na skalę całego państwa?)
Tak właśnie jest m. in. w krajach zachodu - rzeczywistość w tych krajach układa się po myśli ludziom, ponieważ tak jest zaplanowana. W Polsce również to działa, tylko, że w odwrotnym kierunku – nastawione jest na rozkład. U nas rzeczywistość układana jest po myśli zagranicznych ośrodków władzy. I z ich punktu widzenia – wszystko jest najlepszym porządku.
Z naszego punktu widzenia – jest oczywiście niedobrze.

Dlatego pamiętajmy – jeżeli coś idzie źle - powodem jest to, że tak ma być. Ktoś zadecydował, że tak ma być. 


Niemcy nadal sytuują się w roli śmiertelnego wroga Polski i to się nie zmieni, dopóki niemiecka państwowość nie zostanie ostatecznie zniszczona. Niemcy nie podpisały z nami traktatu pokojowego po II Wojnie Światowej, by nie zamykać sobie drogi do odtworzenia cesarstwa niemieckiego.

Wygrajmy w końcu tę wojnę, po 80 latach wygrajmy w końcu tę wojnę z Niemcami.

















przedruki


za fb:

Ruch Obywatelski - W Imieniu Sopocian zmartwiony(a) w: Dworzec PKP Sopot. ·
Obserwuj
22 marca o 19:25 ·Sopot ·

FALA TOPI POMORZE 
W artykule „FALA topi Pomorze.

To najdroższe przejazdy koleją w Polsce i najgorszy system biletowy” autor Maciej Bąk przedstawia brutalną rzeczywistość, w jakiej znaleźli się pasażerowie transportu publicznego na Pomorzu. Zamiast spodziewanej integracji i uproszczeń, po zmianach 1 marca wzrost cen biletów kolejowych wyniósł nawet ponad 25 %, a sama idea systemu FALA zamieniła się w „maraton katastrof” z niedziałającymi urządzeniami i burdelem w naliczaniu tychże opłat.

https://innpoland.pl/222559,fala-topi-pomorze-to...

Decyzje dotyczące organizacji transportu publicznego w Trójmieście, których skutki odczuwają dziś również mieszkańcy Sopotu, trudno uznać za spójne, a tym bardziej za racjonalne z punktu widzenia interesu pasażerów. Wprowadzane zmiany miały przynieść uproszczenie systemu i większą dostępność komunikacji zbiorowej. W praktyce doprowadziły do sytuacji odwrotnej, czyli wzrostu kosztów, chaosu organizacyjnego i spadku zaufania do instytucji odpowiedzialnych za transport.

Najgorszym efektem jest wzrost cen. Jak wskazano w analizowanym materiale, „podróż przez cztery stacje (…) zdrożała do 7 złotych”, a „wyprawa do Sopotu w obie strony (…) 22 złote”. Jednocześnie „ceny biletów miesięcznych skoczyły w górę o 30 złotych”. 

Tego rodzaju podwyżki trudno uzasadnić w kontekście deklarowanego celu, jakim powinna być popularyzacja transportu publicznego. W istocie prowadzą one do jego ekonomicznej marginalizacji względem transportu indywidualnego.

Argumentacja władz, odwołująca się do rosnących kosztów funkcjonowania systemu, nie wytrzymuje w pełni krytycznej analizy. Owszem, wskazuje się, że „dopłata z budżetu (…) wzrosła z 137 mln zł do prawie 400 mln zł”, jednak równocześnie część inwestycji, w tym zakup nowego taboru, została sfinansowana ze środków zewnętrznych, m.in. z Krajowego Planu Odbudowy. Powstaje więc uzasadnione pytanie o przejrzystość i proporcjonalność przerzucania kosztów na pasażerów.

Na osobną uwagę zasługuje system FALA, który miał stanowić technologiczny fundament nowego modelu korzystania z transportu. Dziś trudno oprzeć się wrażeniu, że stał się raczej symbolem jego niedopracowania. Jak trafnie ujęto w artykule, „dziś można jasno powiedzieć, że nic z tego nie wyszło”, a w praktyce „walidatory działają w kratkę”. Wprowadzenie systemu, który nie spełnia podstawowych standardów niezawodności, podważa wiarygodność całej reformy.
Konsekwencje tych decyzji są łatwe do przewidzenia i co istotne, już dostrzegalne. Wzrost cen przy jednoczesnych problemach organizacyjnych nie tylko nie zachęca do korzystania z transportu zbiorowego, lecz wręcz aktywnie do niego zniechęca. 

Tym samym podważany jest jeden z kluczowych celów polityki miejskiej i regionalnej, jakim miało być ograniczenie ruchu samochodowego i poprawa jakości życia w miastach. 

Trudno oprzeć się wrażeniu, że zabrakło tu zarówno długofalowego myślenia, jak i elementarnej wrażliwości na skutki społeczne podejmowanych decyzji.
Transport publiczny nie jest zwykłą usługą rynkową. Jeśli zaczyna być postrzegany jako drogi, nieprzewidywalny i skomplikowany, przestaje spełniać swoją rolę. W obecnym kształcie system nie wymaga już kosmetycznych korekt, lecz poważnej rewizji założeń. W przeciwnym razie mieszkańcy Sopotu i całego Trójmiasta zapłacą podwójnie, najpierw w cenie biletów, a później w konsekwencjach źle zaprojektowanej polityki transportowej.
Decyzje dotyczące organizacji transportu zbiorowego w Sopocie i całej metropolii Trójmiejskiej pokazują, że strategia władz pozostawia wiele do życzenia. Do rosnących kosztów i problemów w funkcjonowaniu systemu FALA swoje pięć groszy dołożyły władze Sopotu, dokonując niekorzystnej modyfikacji połączeń autobusowych linii 122 i 117. Zamiast poprawy dostępności transportu, mamy dezorganizację komunikacyjną i bezradność decydentów.

czyli  w odwrotnym kierunku

12 lutego 2026r. , prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz przekazała przewodnictwo nad Radą Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot prezydentce Sopotu, Magdalenie Czarzyńskiej-Jachim. 
[to ta pani od 5 metrowego pomnika z brązu dla niemieckiego architekta Sopotu - przeciętnemu, nikomu nieznanemu facetowi, nawet Niemcom - youtube.com/watch?v=5mXh8ocjfPw - koszt pomnika to ok. 300 000 zł -  MS]

To nie powód do kurtuazyjnych gratulacji, lecz moment wymagający chłodnej, bezlitosnej i krytycznej oceny. Objęcie funkcji przewodniczącej Rady OMGGS wiąże się z realną odpowiedzialnością za koordynację strategicznych projektów transportowych, inwestycyjnych i społecznych w całej metropolii – zarządzanie organizmem liczącym setki tysięcy mieszkańców i operującym budżetami, których skala znacznie przekracza możliwości Sopotu.

Problem w tym, że bilans rządów w Sopocie nie daje podstaw do zaufania, że mamy do czynienia z osobą zdolną do skutecznego zarządzania procesami o tej skali. Magdalena Czarzyńska-Jachim, absolwentka Collegium Humanum, zdaje się bezradna wobec potrzeby zapewnienia mieszkańcom około 30-tysięcznego miasta dwóch funkcjonalnych linii autobusowych. Rezygnacja z wcześniejszego przebiegu linii 122, mimo masowych petycji mieszkańców, pokazuje lekceważenie wobec uzasadnionych potrzeb Sopocian i brak skutecznego dialogu społecznego.
Analiza decyzji finansowych, polityki przestrzennej oraz sposobu prowadzenia konsultacji społecznych prowadzi do wniosku, że obecne kierownictwo miasta nie sprostało kluczowym wyzwaniom. Sopot zmaga się z wyludnianiem, starzeniem populacji i wypychaniem mieszkańców przez drożyznę oraz ekspansję najmu krótkoterminowego, a władze nie przedstawiły przekonującej strategii odwrócenia tych trendów. Do tego dochodzi kwestia finansów. Ambitne, kosztowne projekty, rosnące zadłużenie i brak wieloletniego planowania budżetowego stawiają pod znakiem zapytania zdolność do odpowiedzialnego zarządzania publicznymi pieniędzmi.
Prezydentka Sopotu deklaruje podnoszenie współpracy metropolitalnej i zintegrowany transport, jednak mieszkańcy już od lat sygnalizują niedostatki lokalnej komunikacji. Jeśli w tak niewielkim mieście nie udaje się wypracować sprawnego i przewidywalnego modelu transportu, trudno uwierzyć, że można skutecznie zsynchronizować systemy całej metropolii. Postawa władz, które konsekwentnie odrzucają wnioski i petycje mieszkańców, stanowi symptom poważnego kryzysu kultury demokratycznej i jawnej pogardy wobec obywateli.
W świetle powyższego decyzja o powierzeniu przewodnictwa w Radzie OMGGS osobie, której dorobek wzbudza poważne wątpliwości, wymaga ostrej i publicznej krytyki. Metropolia potrzebuje lidera z doświadczeniem, strategicznym myśleniem i zdolnością do budowania konsensusu. W przeciwnym razie konsekwencje poniosą mieszkańcy całego regionu, płacąc podwójnie - najpierw za błędy w systemie transportu, później za brak kompetentnego zarządzania w skali metropolitalnej.
Sopot, zamiast stawać się wzorem zrównoważonego rozwoju, traci demograficzny i społeczny kręgosłup, a władze bronią swoich decyzji suchymi statystykami i analizami, ignorując codzienne doświadczenia mieszkańców. Postawa prezydentki, która w tej sprawie konsekwentnie udaje, że problemu nie ma, zasługuje na szczególne potępienie. Z gabinetu wszystko wygląda świetnie, podczas gdy mieszkańcy doświadczają komunikacyjnej rzeczywistości na własnej skórze.
Samorządowa arogancja i brak skuteczności w Sopocie kosztują mieszkańców sporo. Sopockie portfele dławią się, jakby wciągano je pod wodę, tracimy również na czasie i w jakości codziennego życia. Każde kolejne decyzje, które ignorują potrzeby mieszkańców, zamiast budować metropolitalny transport, pogłębiają chaos i ciągną na dno instytucje, którym powierza się zarządzanie całym regionem.

-----------

za fb:

Sebastian Piasecki
Obserwuj
14 marca ·

System FALA wciąż nawala, pieniądze podatników przepala, a teraz podwyżki cen biletów wyzwala! - ta rymowanka autorstwa radnego Andrzej Skiba to niestety gorzkie odzwierciedlenie rzeczywistości.
W 2024 roku władze miasta Gdańska, głosami Wszystko dla Gdańska i Koalicja Obywatelska w Radzie Miasta Gdańska postanowiły przeznaczyć 5 milionów złotych na utrzymanie systemu. W 2025 roku to już było 10,5 miliona, a w 2026 roku zapłacimy z naszych podatków 25 milionów na bubel, którego nie cierpią mieszkańcy!
Podobnie w województwie pomorskim - głosami Koalicji Obywatelskiej w pomorskim Sejmiku 27 milionów zostanie w tym roku przekazane na utrzymanie systemu FALA. Prawdopodobnie dziurę po tym marnotrawstwie pieniędzy mają wypełnić ostatnio wprowadzone podwyżki cen biletów na kolej metropolitalną. Płacimy za nieudolność tych władz!


----------

Wbijamszpile.pl
Obserwuj
17 marca ·

Zdaniem posła Kacpra Płażyńskiego, Marszałek Mieczysław Struk od lat firmuje System Fala. To samorząd województwa ma największe udziały w InnoBaltica. 
Ponad 300 mln zł na system, który według użytkowników „wciąż nawala”. A to jeszcze nie koniec wydatków. W tym roku kolejne 72 mln zł. Ile jeszcze? 
Dziś padł wniosek do Najwyższej Izby Kontroli. Ma być sprawdzone, jak wdrażano FALĘ, kto podejmował decyzje i czy publiczne pieniądze były wydawane gospodarnie. Bo kiedy mówimy o setkach milionów złotych, nie ma miejsca na eksperymenty.

----------

Kacper Płażyński
22 marca o 10:55 ·

Mieszkańcy Pomorza płacą i będą płacić dziesiątki milionów złotych na system FALA. Jaka kwota musi zostać przekroczona, by zakończyć ten chory projekt?! Marszałek Mieczysław Struk i prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz pakują nas w niezłe bagno zamiast wycofać się z projektu, z szacunku do naszych, podatników pieniędzy. To nie jest odpowiedzialna polityka

-----------

Wdrażanie Systemu FALA w Trójmieście. Miała być rewolucja, a jest "kloc z Gdańska"

Karolina Kurek
01 lutego 2026, 05:30

Celem funkcjonowania FALI jest połączenie różnych przewoźników w jeden wspólny system płatności, dzięki czemu pasażer nie musi korzystać z kilku aplikacji czy kas biletowych.
Można z niego korzystać przez aplikację mobilną "System FALA", stronę internetową oraz falomaty zamontowane w pojazdach i na stacjach kolejowych. Założenie konta pozwala na automatyczny dobór ulg i najkorzystniejszych taryf, jednak nie jest obowiązkowe.
Za przejazd można zapłacić również kartą płatniczą. W ostatnich latach FALA stała się głównym kanałem sprzedaży biletów okresowych w części pomorskich miast.
System FALA oficjalnie wszedł w fazę rozruchu 25 sierpnia 2023 roku w Lęborku. W następnych miesiącach był rozszerzany na kolejne miasta regionu. Od 4 sierpnia 2025 roku, bilety okresowe (gdańskie, gdyńskie i metropolitalne) są dostępne wyłącznie w aplikacji FALA.

Opinie użytkowników są podzielone. Na platformie Reddit głośnym echem odbił się wpis jednego ze studentów z Gdańska, który w ostrych słowach skrytykował aplikację.

Autor zwraca uwagę na to, że bilety okresowe, w tym popularny bilet semestralny, można obecnie kupić wyłącznie w FALI, podczas gdy wcześniej były one dostępne także w innych, jego zdaniem lepiej działających aplikacjach. Podkreśla liczne problemy techniczne, niskie oceny w sklepie Google Play oraz fakt, że trzeba się zalogować i podać numer PESEL.
Największą frustrację wywołała jednak poniżej opisana sytuacja:

"Jakieś 3-4 tygodnie temu aplikacja wywaliła przy otwieraniu błąd o pobieraniu danych. Spoko, nie mogę się dostać do biletu za 300 zł, no bo po co mi on. Próbuję reinstalować, może coś się zmieni. Po reinstalowaniu nie można zalogować się do swojego konta, aplikacja po prostu się wywala. Myślałem, że mnie złapie k******. Błąd zajął prawe tydzień do naprawy".

Pasażer poinformował, że doszło do powtórki z rozrywki: " Jak debil muszę kupować bilety jednorazowe bo ktoś sobie zadecydował, że coś, co działa jest fe i trzeba to zastąpić klocem, ale przynajmniej kloc był zrobiony w Gdańsku! Hip hip hurra".

Pod wpisem pojawiły się dziesiątki komentarzy. Internauci dzielili się podobnymi doświadczeniami, krytykowali stabilność aplikacji, wyrażali obawy o bezpieczeństwo danych, a także podawali alternatywne sposoby radzenia sobie z systemem. Nie brakowało ironii i mocnych słów. Poniżej przykładowe wpisy internautów:

"Na twoim przykładzie dam sobie wszystkie kończyny odciąć, że twój PESEL albo już fruwa w darknecie albo niedługo będzie";
"Potwierdzam g#wno nieprzeciętne";
"Wcześniej kupowałem bilety w SkyCash i gdy słyszałem o Fali, to myślałem sobie: "Kurde, pewnie ludzie trochę przesadzają z tym narzekaniem". Po wycofaniu okresowych z innych aplikacji sam musiałem się przesiąść na Falę i o matko, nie, te opinie nie były przesadzone. Ostatnio przez 2 minuty patrzyliśmy z kanarem aż mapa z widoku głównego się zsynchronizuje żebym potem łaskawie mógł przejść do zakładki bilety. Iks de";
"Ja mam bojkot Fali, dzielnie kupuję bilety jednorazowe w innej apce. Upierdliwe jak cholera, ale nie chcę tego badziewia nawet pobierać";

"Kilka protipów dla osób korzystających z biletów okresowych SKM w Trójmieście:
Jeśli jeździsz nie tylko w obrębie jednego miasta, czyli np z Gdańska do Gdyni, to nadal da się kupić okresowy na poprzednich aplikacjach (ja korzystam z JakDojade i czasem trzeba się nagimnastykować żeby kupić, wolę ten jeden raz niż codziennie podczas kontroli)
Jeśli jednak jeździsz tylko w obrębie Gdańska, to polecam przed każdą kontrolą wyłączyć wszystkie aplikacje w tle. Fala ma to do siebie, że potrzebuje strasznie dużo pamięci, by odpalić tę mapkę i to dlatego tak często się zawiesza.

Z tego, co kojarzę to nadal można kupić bilet papierowy bądź kupić na legitymację (z tym drugim kojarzę, że jest to skomplikowany proces, ale warto to tez sprawdzić)
Ja korzystałem z fali przez pierwsze 2 miesiące i potem kanar po wręczeniu mi mandatu, bo Fala się nie otworzyła, pokazał mi, że można nadal jeździć bez używania tej niedopracowanej (a to mało powiedziane) aplikacji".

Atmosferę wokół FALI dodatkowo podgrzały doniesienia medialne. Radio Gdańsk poinformowało niedawno o kradzieży danych w spółce InnoBaltica, która jest odpowiedzialna za system.
Nieoficjalnie mówi się o danych osobowych kilkuset uczniów z województwa pomorskiego, w tym informacji powiązanych z legitymacjami szkolnymi. Dane miał skopiować były pracownik spółki.


-------

Pogorzelski: czy ta fala nas zaleje? Czas pokaże, ale początki nie są dobre

Mariusz Sieraczkiewicz
09:14, 17.04.2026

Coraz głośniej mówi się na Pomorzu o tym, że system Fala to bubel, niewypał i źle wydane publiczne pieniądze. Samorządy zastanawiają się, czy dla świętego spokoju nie wycofać się z nieudanej inicjatywy.
System bardzo często nie działa, pasażerowie nie mogą dokonać zakupów biletów. W sieci huczy na temat fatalnego funkcjonowania rozwiązania, które miało być lekarstwem na korzystanie z komunikacji autobusowej, trolejbusowej, tramwajowej i kolejowej. System pochłonął miliony złotych i okazał się bublem, za który zapłacili mieszkańcy. A samorządy za te pieniądze mogły remontować drogi czy dokonać zakupów nowych autobusów.

Tczew zrezygnował z udziału w systemie FALA (inteligentny system transportowy w pomorskim) ze względu na wysokie koszty funkcjonowania, stawiając na darmową komunikację miejską.

Należy zatem spodziewać się, że kolejne samorządy pod presją niezadowolenia mieszkańców będą rezygnować z FALI.
System FALA miał być narzędziem do planowania podróży oraz płacenia za przejazdy w transporcie publicznym na terenie województwa pomorskiego.
Obejmuje on swoim zasięgiem trasy transportu kolejowego (pociągi aglomeracyjne i regionalne, czyli pociągi POLREGIO oraz PKP SKM w Trójmieście) oraz trasy komunikacji miejskiej organizowanej przez następujące miasta: Gdańsk, Gdynia, Słupsk, Władysławowo, Chojnice, Lębork, Puck, a także Wejherowo.



Gdańsk, Gdynia, Słupsk, Władysławowo, Chojnice, Lębork, Puck, a także Wejherowo.





wikipedia dla Polaków:

Wolne Miasto Gdańsk (skrótowo WMG, niem. Freie Stadt Danzig) – istniejące w okresie międzywojennym autonomiczne miasto-państwo, pod ochroną Ligi Narodów. Jego powstanie było wynikiem przegranej Cesarstwa Niemieckiego w I wojnie światowej i jednym z rozstrzygnięć traktatu wersalskiego (1919) w kwestii ustalenia granicy polsko-niemieckiej. Utworzenie Wolnego Miasta Gdańska było kompromisem, który nie zadowolił ani Polaków, ani Niemców.

[...]

Dalsze istnienie Wolnego Miasta Gdańska uznaje za fakt de iure środowisko jego obywateli zamieszkałych w Niemczech. Wybrało ono w 1947, istniejącą do dziś, Radę Gdańska (niem. Rat der Danziger), pełniącą obowiązki rządu WMG na uchodźstwie.

13 listopada 1947 r. W. Richter, przewodniczący Stowarzyszenia Obywateli Wolnego Państwa Gdańskiego, ogłosił utworzenie rządu Wolnego Miasta Gdańska na uchodźstwie. Ma on swoją siedzibę w Berlinie, a za swój główny akt prawny uznaje oryginalną Konstytucję WMG. Organ ustawodawczy, Rat der Danziger (Rada Gdańska) ma 36 członków i uważa się za reprezentanta interesów byłych niemieckich gdańszczan. Członkowie Rady są wybierani przez wysiedlonych z Gdańska i ich potomków drogą głosowania drogą pocztową. Obecnie organizacja funkcjonuje w oparciu o Związek Gdańszczan (Bund der Danziger e.V.) należący do Związku Wypędzonych.

Organizacja zwróciła się do Organizacji Narodów Zjednoczonych z prośbą o oficjalne uznanie, deportację Polaków z zajętego terytorium i pomoc w przywróceniu Wolnego Miasta. Richter ogłosił także, że stowarzyszenie zaakceptuje porozumienie ze strony społeczności międzynarodowej, które da im alternatywne terytorium będące ośrodkiem handlowym.
Minister spraw zagranicznych Polski, Władysław Bartoszewski stwierdził w 2001, że ta organizacja i podobnie do niej stowarzyszenia są postrzegane w oczach niemieckiej opinii publicznej jako rewanżystyczne i politycznie zbliżone do skrajnie prawicowej Narodowodemokratycznej Partii Niemiec.

Organizacja wnosi roszczenia do całego terytorium, które niegdyś było własnością Wolnego Miasta Gdańska. Opiera swoją zasadność na twierdzeniu, że Wolne Miasto Gdańsk było państwem neutralnym i że jego aneksja przez Niemcy w 1939 r. była nielegalna; a włączenie terytorium do Polski było efektem porozumienia innych stron niż te, które podpisały ustanawiający powstanie WMG traktat wersalski, tak więc nie miały mocy zmienić jego postanowień .



Tak naprawdę było to WMG II, bo WMG już było wcześniej - nie ma o tym ani słowa w wikipedii, musisz sam się dowiedzieć i poszukać innej strony wikipedii dla Polaków, informacje znajdziesz pod hasłem: Wolne Miasto Gdańsk (1807–1814)


en.wiki
Czyli czego nie ma w wikipedii dla Polaków:

Gdańsk miał wczesną historię niepodległości. Był czołowym graczem w Związku Pruskim, który był skierowany przeciwko Krzyżackiemu Państwu Zakonnemu Prus. Konfederacja postanowiła z królem Polski, Kazimierzem IV Jagiellończykiem, że Korona Polska zostanie objęta głową państwa zachodnich części Prus (Prus Królewskich). W przeciwieństwie do tego, Prusy Księcia pozostały polskim lennem. Gdańsk i inne miasta, takie jak Elbing i Thorn, finansowały większość wojen i cieszyły się dużą autonomią miejską.

W 1569 roku, gdy stany Królewskich Prus zgodziły się włączyć region do Rzeczypospolitej Obojga Narodów, miasto nalegało na zachowanie swojego specjalnego statusu. Bronił się podczas oblężenia Gdańska w 1577 roku, aby chronić swoje specjalne przywileje. Następnie nalegał na negocjacje, wysyłając posłów bezpośrednio do króla Polski. Położenie Gdańska jako głębokowodnego portu, gdzie Wisła łączy się z Morzem Bałtyckim, uczyniło go jednym z najbogatszych miast Europy w XVI i XVII wieku, gdyż zboże z Polski i Ukrainy były transportowane barkami w dół Wisły, by załadować je na statki w Gdańsku, skąd dalej do Europy Zachodniej. Ponieważ wielu kupców wysyłających zboże z Gdańska było Holendrami i budowali dla siebie domy w stylu holenderskim, co spowodowało, że inni Gdańscy ich naśladowali, miasto zyskało wyraźnie holenderski wygląd. Gdańsk zyskał miano "Amsterdamu Wschodu", bogatego portu morskiego i węzła handlowego łączącego gospodarki Europy Zachodniej i Wschodniej. Jego położenie, gdzie Wisła wpada do Bałtyku, prowadziło do rywalizacji różnych potęg o rządy miastem.

Chociaż Gdańsk stał się częścią Królestwa Prus po drugim rozbiorze Polski w 1793 roku, Prusy zostały następnie podbite przez Napoleona Bonaparte w 1806 roku. We wrześniu 1807 roku Napoleon ogłosił Gdańsk półniezależnym państwem klienckim Cesarstwa Francuskiego, znanym jako Wolne Miasto Gdańsk. Przetrwało siedem lat, aż do ponownego włączenia do Królestwa Prus w 1814 roku, po klęsce Napoleona w bitwie pod Lipskiem (znanej również jako Bitwa Narodów) przez koalicję obejmującą Rosję, Austrię i Prusy.


--

i drugie hasło - 1807–1814

Wolne Miasto Gdańsk (fr. Ville libre de Dantzig) – autonomiczne terytorium, obejmujące miasto Gdańsk i okolice, istniejące w latach 1807–1814. Wolne Miasto Gdańsk znajdowało się pod protektoratem Prus i Saksonii, choć faktyczny protektorat sprawowała nad nim Francja. O jego utworzeniu zdecydował podpisany 9 lipca 1807 r. pokój w Tylży. Powstanie Wolnego Miasta poprzedziło długotrwałe oblężenie Gdańska przez wojska napoleońskie. W 1813 miasto zostało ponownie oblężone, tym razem przez wojska pruskie i rosyjskie. Niemal roczne oblężenie miasta doprowadziło do ogromnych strat. 2 stycznia 1814 Francuzi poddali miasto, co de facto oznaczało koniec istnienia wolnego miasta. Na kongresie wiedeńskim w 1815 zdecydowano o likwidacji Wolnego Miasta Gdańska.

----



Rząd przyjął ustawę metropolitalną dla Pomorza

Ewelina Oleksy
8 kwietnia 2026, godz. 14:20

Po 10 latach starań pomorskich samorządowców Rada Ministrów na swoim posiedzeniu 8 kwietnia przyjęła projekt ustawy metropolitalnej dla Pomorza. Nie oznacza to jeszcze jednak pełnego sukcesu. By dokument był obowiązujący, musi go jeszcze przyjąć Sejm i Senat, a na końcu zaakceptować prezydent RP. 
- Mam nadzieję, że nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby wetować tak dobry projekt, jak ten dotyczący metropolii - mówił premier RP Donald Tusk.
Temat ustawy metropolitalnej dla Pomorza to niekończąca się historia od 10 lat. Już w 2016 r. samorządy Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot rozpoczęły starania o prawne usankcjonowanie współpracy metropolitalnej na Pomorzu. 
Związek metropolitalny łączy gminy, miasta i powiaty. Daje możliwość wspólnego realizowania zadań, tj.: planowanie inwestycji, zapewnienie połączeń autobusowych i kolejowych oraz promocję miast i gmin jako jednego organizmu. Ustawa metropolitalna to także bardziej dynamiczny rynek pracy, bogatsza oferta kulturalna i edukacyjna.

- Wszyscy liczmy na to, że jeszcze przed wakacjami będziemy mieć w końcu przyjętą ustawę metropolitalną - zaznacza Piotr Borawski, wiceprezydent Gdańska.
Prezydent Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim, prezes Rady Obszaru Metropolitalnego Gdańsk-Gdynia-Sopot, podkreśla, że dzisiejsza decyzja Rady Ministrów to "zielone światło dla setek tysięcy mieszkańców Pomorza".


-------

za fb:

Jakub Łoginow - dziennikarz morski o transporcie
15 kwietnia o 12:32 ·

To jedna z najważniejszych decyzji dla pomorskiego transportu – rząd przyjął projekt Metropolii Pomorskiej. Trudno tej idei nie kibicować, bo wiąże się z nią obietnica transportowej normalności – wspólnego zarządu transportu publicznego dla Gdańska i Gdyni, wspólnego biletu na transport publiczny i niższych cen biletów, które na Pomorzu wskutek decyzji Mieczysława Struka są już droższe, niż w bogatych Niemczech i Austrii.

Jak jednak słusznie zauważyli komentatorzy, przyjęty przez rząd projekt ma pewne fundamentalne wady, w postaci braku partycypacji społecznej. 

Oto powstaje – i słusznie – dawno oczekiwany, nowy szczebel samorządu decydujący o fundamentalnych sprawach życia codziennego – i władze tego „samorządu” będą z nominacji partyjnej jak nie przymierzając naczelnicy miejskich rad narodowych w PRL, a nie z wyborów powszechnych. To się nie może udać i musi zostać poprawione w Sejmie i Senacie, inaczej skończy się zapewne vetem prezydenta.


---





Cesarstwo Niemieckie nadal istnieje:


II Rzeczpospolita nadal istnieje:


to najprawdpopodobniej WMG II też istnieje, a jeśli nie istnieje to zaraz powstanie - ale nie jako WMG, tylko jako: 

METROPOLIS...




Jesteśmy nadal w 1939 roku.


























facebook.com/search/top/?q=system%20fala
pl.wikipedia.org/wiki/Wolne_Miasto_Gdańsk
innpoland.pl/219919,wdrazanie-systemu-fala-w-trojmiescie-miala-byc-rewolucja-a-jest-kloc-z-gdanska
dziendobrypomorze.pl/pl/707_samorzad/82623_pogorzelski-czy-ta-fala-nas-zaleje-czas-pokaze-ale-poczatki-nie-sa-dobre.html
innpoland.pl/222559,fala-topi-pomorze-to-najdrozsze-przejazdy-koleja-w-polsce-i-najgorszy-system-biletowy


pl.wikipedia.org/wiki/Rząd_Wolnego_Miasta_Gdańska_na_uchodźstwie
pl.wikipedia.org/wiki/Wolne_Miasto_Gdańsk#Sytuacja_polityczna_i_prawna_po_1945
pl.wikipedia.org/wiki/Wolne_Miasto_Gdańsk_(1807–1814)
netka.gda.pl/w-tczewie-na-kociewiu-znajduje-sie-jeden-z-najwiekszych-w-europie-zbior-kamieni-granicznych-wolnego-miasta-gdanska/

facebook.com/search/top/?q=system%20fala

youtube.com/watch?v=5mXh8ocjfPw
facebook.com/MetropoliaGGS/posts/o-ustawie-metropolitalnej-w-radio-gdańskmagdalena-czarzyńska-jachim-prezydentka-/1355167103312418/




trojmiasto.pl/wiadomosci/Rzad-przyjal-ustawe-metropolitalna-dla-Pomorza-n217688.html
zawszepomorze.pl/artykul/26083,metropolia-na-pomorzu-coraz-blizej-prawdziwa-praca-dopiero-przed-nami




środa, 22 czerwca 2022

Poszukiwania najstarszego Gdańska




przedruk


moje uwagi kolorem

przy okazji tego artykułu zauważyłem, że poznikało sporo zdjęć w starych postach na blogu np. z 2015 toku - może być problem z ich odtworzeniem w postach




19 czerwca 2022,
Michał Ślubowski

Gdzie znajdował się "najstarszy Gdańsk" - ten wczesnośredniowieczny, do którego przybył święty Wojciech wybierając się do kraju Prusów? Na przestrzeni wieków naukowcy podejmowali kolejne próby lokalizacji grodu w wielu miejscach na terenie współczesnego miasta. W ostatnich latach coraz większe uznanie zdobywa jedna koncepcja, która będzie dzisiaj punktem wyjścia naszych poszukiwań.


Pomorze Wschodnie w X wieku


Kiedy słynna osada handlowa Truso podupadła w pierwszej połowie X wieku, jej rolę przejęło inne emporium, ale nie Gdańsk, a Puck. Nadmorski rejon już od czasów neolitu był miejscem osiedlania się ludzi. W VII i VIII wieku naszej ery u ujścia strugi Płutnicy, nie dalej jak pół kilometra od współczesnego miasta, powstał port. Niestety, nie przetrwał on do dzisiaj, a jego pozostałości są zalane wodami zatoki, niczym mityczna Atlantyda. Musimy pamiętać, że linia brzegowa znacznie się cofnęła od czasów średniowiecza.

Emporium było jednym z przystanków na dawnym szlaku bursztynowym. Przed podbojem Pomorza dokonanym przez polańskich Piastów, to właśnie ta osada była jednym z najważniejszych portów regionu. Na dnie odnaleziono ślady po wczesnośredniowiecznych, drewnianych zabudowaniach oraz wraki łodzi.

Jednak centrum osadnictwa znajdowało się w innym miejscu, na Kępie Oksywskiej. Tym terminem określamy trójkątną wysoczyznę morenową o powierzchni 40 kilometrów kwadratowych, która opada w stronę Zatoki niezwykle stromym klifem. Ten podniesiony teren był w średniowieczu otoczony bagnistymi równinami i morzem.

Dzięki badaniom archeologów wiemy, że w X wieku na Kępie istniały trzy grody: w Oksywiu, Obłużu i Dębogórzu. Zapewne w najbliższej okolicy działały również stacje rybackie. To właśnie te grody były związane z emporium w Pucku. Były to ziemie mniejszego plemienia pomorskiego, które, aby dodatkowo zabezpieczyć swoje terytorium, wybudowało sieć grodów obronnych. Ich linia biegnie od Sobieńczyc przy jeziorze Żarnowieckim, przez Tyłowo, Gowino i Luzino, Będargowo, Kczewo, Otomino, Pręgowo aż do Gdańska i Sopotu.

Co niezwykle ciekawe, ta prastara granica plemienna była jednocześnie utrzymana w kolejnych stuleciach, bowiem pokrywała się z granicami późniejszej kasztelanii gdańskiej i miała jeszcze znaczenie w nowożytnym podziale administracyjnym.


Czy Gdańsk pierwotnie był grodem obronnym?

Wiele wskazuje na to, że wczesnośredniowieczny Gdańsk pełnił rolę grodu obronnego, a nie ważnego lokalnego portu. Na podstawie badań archeologicznych przeprowadzonych na terenie Pomorza Gdańskiego, prof. Błażej Śliwiński wyciągnął wniosek, że Pomorze Wschodnie w X wieku nie było zorganizowanie w duży organizm plemienny, a podzielone na mniejsze jednostki. Warto zaznaczyć, że część historyków ma odmienne zdanie, które jednak wynika z błędnej interpretacji średniowiecznej legendy Tempore illo, traktującej o świętym Wojciechu.

Czym zajmowali się ludzie, mieszkający na, nazwijmy to umownie, ziemi gdańskiej? Przejęli zyski z handlu, które do tej pory płynęły do Truso. Archeologowie znaleźli w okolicach Pucka wiele monet arabskich z przełomu IX i X wieku. Słowianie eksportowali na południe bursztyn, futra, wosk, miód oraz niewolników. Niestety, handel ludźmi był w tamtym czasie czymś na porządku dziennym zarówno wśród chrześcijan, jak i pogan. Bałtycki bursztyn, chociaż ceniony zarówno w Europie, jak i w świecie arabskim, nie przynosił Pomorzanom największych zysków - te pochodziły właśnie z handlu ludźmi.

Góra Gradowa kolebką Gdańska?

Jeszcze do niedawna za "najstarszy Gdańsk" uważano gród, który powstał w widłach Motławy i Wisły za czasów Mieszka I. Jednak nowsze badania archeologiczne znacznie "odmłodziły" gród, który znajdował się na terenie współczesnych ulic Rycerskiej, Czopowej, Grodzkiej i Dylinki. Owszem, znajdował się tutaj ośrodek władzy, ale powstał on dopiero w XI wieku, więc niemal 100 lat po odwiedzinach św. Wojciecha. Skoro tak, o jakim "Gdańsku" mowa z najstarszej wzmiance o mieście z 997 roku?

Góra Gradowa, zwana dawniej Hagelsberg

Najprawdopodobniej, pod tym określeniem kryje się gród obronny, założony na szczycie Góry Gradowej, oraz otwarta osada, która znajdowała się w rejonie dzisiejszego kościoła św. Mikołaja (który naturalnie w tym czasie jeszcze nie istniał).

Mocnym argumentem popierającym tę teorię jest znajdowanie na terenie Góry Gradowej monet arabskich z X wieku oraz pieniędzy z Anglii oraz Niemiec. Takie skarby były znajdowane nie tylko przez współczesnych archeologów, ale również przez gdańszczan w XVI, XVII i XVIII wieku!

W 1591 roku znaleziono gliniane naczynie z monetami arabskimi, w połowie XVII wieku przesunięto na terenie Góry Gradowej głaz, pod którym znajdowała się moneta angielska pochodząca z drugiej połowy X bądź pierwszej połowy XI wieku, zaś w 1711 roku żołnierze gdańskiego garnizonu, kopiąc rów, znaleźli niedaleko ulicy Kurkowej wiele srebrnych monet z podobnego okresu.

Jednak jeżeli dzisiaj wybierzemy się na Górę Gradową, poszukiwania dawnego grodu zakończą się niepowodzeniem. Od epoki nowożytnej to wzniesienie było miejscem niezwykle szeroko zakrojonych prac fortyfikacyjnych, które całkowicie zmieniły ukształtowanie terenu. Dlatego dzisiaj, aby doszukać się reliktów po tych wczesnośredniowiecznych konstrukcjach, możemy jedynie liczyć na przypadek oraz szczęście.


W co wierzyli dawni historycy?


Powojenna koncepcja, która sytuowała najstarszy Gdańsk w widłach Motławy i Wisły, długo wiodła prym w naszej historiografii. Jednak w dawnej gdańskiej tradycji to właśnie Górę Gradową uznawano za kolebkę miasta - i to już od stuleci!

Anton Friedrich Büsching w drugiej połowie XVIII wieku wydał wielkie dzieło poświęcone geografii. W 1768 roku jego część poświęcona Rzeczpospolitej została przetłumaczona na polski jako "Geografia Królestwa Polskiego y Wielkiego Xięstwa Litewskiego". W obszernym ustępie dotyczącym Gdańska znajdujemy taki fragment:

(...) Miasto otoczone jest górami i pagórkami, które wyższe są, niż wieże miejskie, i między któremi najznaczniejsze są Biskupia Góra i Hagelsberg. Na ostatniej za dawnych czasów był zamek, który, równie jako i góra, od pewnego człowieka imieniem Hagel tak był nazwany. Ale ten Hagel dla tyraństwa swojego, w nim jest zabity, i zamek jego spalony. Był też tam grób dziedziczny państwa jakiegoś, czego jasnym jest dowodem urna, lub statua, tamże około roku 1664 znaleziona.
Tym "grobem" były zapewne pozostałości po przedchrześcijańskim pochówku znalezionym na Górze Gradowej. Jednak pierwsza znana wzmianka w źródłach dotycząca Góry Gradowej pochodzi dopiero z 1385 roku. Pojawia się w niej forma "hagensbergh", później jeszcze w licznych innych przeróbkach: "Hagensberge", "Haynberg", "Haynsberg".


Wszędzie jednak źródłem jest słowo oznaczającej gaj, las, bądź zarośla. Mamy więc do czynienia z Górą Gajową, i rzeczywiście niewykluczone, że to wzgórze w dawnych wiekach było porośnięte lasem.

ale gdzie źródła tych słów? - autor nie podaje... - MS


Jan Daniluk zwrócił uwagę, że w okolicy znajdowała się jeszcze jedna nazwa z tym członem w nazwie: Petershagen, czyli dzisiejszy Zaroślak.











Hagelsberg - legendy i rzeczywistość

Dopiero w XVI wieku, w 1519 roku, zapisano formę Hagelsberg. Czy była to pomyłka pisarza, czy może adaptacja dawnej, tradycyjnej nazwy? Tego niestety nigdy się nie dowiemy. Jednak faktem jest, że dawni gdańscy dziejopisowie na podstawie tej nowej nazwy podali nam legendę o groźnym Hagelu, który miał swoją siedzibę na szczycie góry.

Pierwsza znana wersja tego podania pojawiła się w drugiej połowie XVI stulecia. Od tamtej pory motyw groźnego rycerza Hagela powraca w lokalnej, gdańskiej tradycji wielokrotnie. Co więcej, legenda musiała być znana w Gdańsku, bowiem zapisuje ją również słynny węgierski podróżnik Szepsi Csbombor Márton.

W XIX wieku słynny gdański historyk Gotthilf Löschin zaproponował, że Hagel pierwotnie był Jagelem, a skutkiem tego było pojawienie się wśród niektórych polskich opracowań terminu Góra Jagiełłowa, Jagłowa czy Jagielna.

Według tych legend, na szczycie Góry Gradowej w drewnianej warowni mieszkał Hagel, który jednak nie był wzorem dobrego władcy. Okoliczna ludność żyła w strachu przed jego terrorem, bowiem za pomocą siły wymuszał coraz to większe daniny.

W jednej z wersji Hagel miał pasierbicę Raję, która zakochała się z wzajemnością w młodym rybaku Danie. Okrutnik z Góry Gradowej dowiedział się o tym zakazanym uczuciu i postanowił zabić młodzieńca, któremu jednak udało się pokonać Hagela. Ciemiężca poniósł śmierć, drewniana warownia została zburzona, a mieszkańcy uczcili upadek dawnego pana tańcem. Z kolei dzielny rybak ze swoją ukochaną założyli miasto, z którego w przyszłości wyrośnie Gdańsk. Imię Dana było jednocześnie ludową etymologią pochodzenia nazwy Danzig.



W 1862
roku Ryszard Berwiński w swojej książce "Studia o gusłach, czarach, zabobonach i przesądach ludowych" w jednym z przypisów zapisał jeszcze jeden ciekawy przekaz o Górze Gradowej:

(...) Gaspar Schutz powiada, że ów rycerz, którzy zachęcając poddanych swej wioski "Wieke" do tańca, miał mówić do nich "Danz Wiekie", z czego później, gdy go zamordowano, a miasto tu powstało, utworzył się: Danzwig, Danzig; że tedy ten rycerz nazywał się Jagel, lub "Hagel", że mieszkał na drewnianym zamczysku na górze, którą dla tego Hagelsberg nazywano i do dziś dnia nazywają. Jakoś istotnie prawda, że Niemcy tameczni tak nazywają tę górę. Ale zapytany o nią poczciwy okoliczny Kaszub, opowiada zawsze, że to "grodowa góra", jakoby grodzka od gród, grad, hrad, który na tej zapewne stał górze w czasach dawnych i dał początek tej nazwie. Ale Niemcy języka naszego nieświadomi, i radzi go umyślnie wykrzywiać, a ślady jego zacierać, przetłumaczywszy "hrad" (Burg) na "Hagel" (grad), utworzyli z tego "Hagelsberg" i całą bajkę o poddanych ze wsi Wieke, o ich tańcach i księciu Jagiel wymyślili, chcąc nazwę miasta z języka niemieckiego wydedukować. Takiej wsi Wieke nie masz dziś śladu w okolicach Gdańska (...).
Kto wie, być może te legendy i przekazy rzeczywiście były dalekim echem opowieści o najstarszym Gdańsku, a współczesna historia zwraca nam wielowiekową tradycję.



Berwiński ma rację - podobne fałszerstwa niemcy stosowali w całej Polsce, na całej Słowiańszczyźnie. Zwracałem na to uwagę przy okazji omówienia wiki miasta Gniew, Skarszewy czy Junkrowy - także Sopot.

Uwagi odnośnie hagel:

angielskie "hag" - wiedźma, czarownica
norweskie "hage" - ogród
niemieckie "hagel" - grad
fryzyjskie "hagels" - grad
kaszubskie "grod" - grad   (mały Słownik Labudy - Brezy)

Petershagen - zawieszony Piotr?  Wisielec w tarocie, potem.... Czarny Piotruś - Joker (Jackass)- Phersu...



Właściwa nazwa to zapewne "grodowa góra, gród-grad-hrad" jak podano powyżej, zaś fałszywą etymologię niemiecką skutecznie tłumaczy właśnie Bierwiński.

Historia o Haglu na pewno oparta jest o powtarzającą się "przy każdej okazji" historię o śmierci Stwórcy.

Zwracam uwagę - Ciemiężca poniósł śmierć, drewniana warownia została zburzona, a mieszkańcy uczcili upadek dawnego pana tańcem  - i współcześnie "gdańszczan" namawia się do tańczenia na grobach - zbieżność na pewno nieprzypadkowa.... 




Tropem ma być również sama nazwa miasta. Językoznawcy są raczej zgodni, że słowiańska nazwa "Gdańsk" ma związek z wodą, wilgotnym miejscem, rozlewiskiem. Uznano, że nazwa miasta pochodzi od hipotetycznej nazwy rzeki "Gdania". Sęk w tym, że tym ciekiem wodnym nie była raczej Motława - ta nazwa jest pochodzenia staropruskiego i bardzo prawdopodobne, że Motława funkcjonowała przed tym, jak pojawiła się nazwa Gdańsk, i jest reliktem przemieszczenia się plemion pruskich na wschód we wczesnym średniowieczu.


Poszukiwania tajemniczej Gdani


Gdzie mogła znajdować się owa hipotetyczna Gdania? Gdybyśmy zerknęli na plan współczesnego miasta, nigdzie takiego cieku byśmy nie znaleźli. Jednak na starych mapach w okolicach Góry Gradowej widzimy cieniutką, błękitną nitkę przepływającą przez Siedlce, czyli Potok Siedlecki.

Przed wielką krzyżacką inwestycją, jaką było przekopanie kanału Raduni, Potok Siedlecki przepływał przez tereny gdańskich dominikanów i wpadał do Motławy. Jako że Potok Siedlecki (inaczej Siedlica bądź Szydlica) jest nazwą wtórną, nadaną od osady przez którą przepływał, być może wcześniej miał inne miano: ową zaginioną "Gdanię". Potok Siedlecki przepływa u stóp południowej części Góry Gradowej, zaś wzdłuż niego powstał ważny szlak prowadzący do Gdańska. Zapewne Potok był niegdyś żeglowny, ale z upływem jego rola coraz bardziej malała, a samo koryto ulegało zwężeniu.

Kiedy Krzyżacy wykopali kanał Raduni, Siedlica na dobre straciła swoją dawną rolę. Gdzie dzisiaj można znaleźć Potok Siedlecki, możliwe że dawną Gdanię? Głównie pod naszymi nogami. Siedlica przepływa podziemnym kanałem, a dzisiaj jej ujście do kanału Raduni możemy zobaczyć na terenie Skweru Imienia Polskich Harcerzy w byłym Wolnym Mieście Gdańsku.

Jeszcze jednym argumentem za Górą Gradową jako kolebką Gdańska mogą być badania archeologiczne, przeprowadzone 11 lat temu.

Marek Adamkowicz w artykule umieszczonym w "Dzienniku Bałtyckim" informował o badaniach archeologicznych, przeprowadzonych na działce przy ulicy 3 Maja, na terenie dawnej Strzelnicy Fryderyka Wilhelma. Badacze odkryli tam ślady wczesnośredniowiecznej osady: relikty domów, palenisk, jam gospodarczych. Odkryto również ślady po cmentarzysku: groby ciałopalne, dwa jamowe oraz jeden popielnicowy.

W 2020 roku informowano, że na tym terenie w ciągu dwóch lat ma ruszyć budowa nowej siedziby prokuratury. Czy inwestycja przyniesie kolejne elektryzujące odkrycia? Czas pokaże, jednak to, co już odkryto, jest niezwykle istotne dla poszukiwań najstarszego Gdańska. Niestety, nigdy nie opublikowano wyników badań archeologicznych z 2011 roku.



Dla chcących wiedzieć więcej

Powyższy tekst powstał na bazie nowszej literatury oraz badań archeologicznych. Należy podkreślić, że jest to prawdopodobna teoria, ale jak to zwykle bywa, przyszłość (np. kolejne wykopaliska) może ją zweryfikować. Chcących zgłębić temat zachęcam do lektury:

B. Śliwiński Początki Gdańska : dzieje ziem nad zachodnim brzegiem Zatoki Gdańskiej w I połowie X wieku , Gdańsk 2009
B. Śliwiński O rzece "Gdani" i początkach Gdańska [w:] Acta Cassubiana, t.8, 2006
J. Daniluk Góra Gradowa : krótka historia, Gdańsk 2020
J. Dworzaczkowa Dziejopisarstwo gdańskie do połowy XVI wieku, Gdańsk 1962











----------------------------


https://tvn24.pl/polska/gdansk-spor-o-tresc-komunikatu-na-stronie-miasta-ws-obchodow-wybuchu-wojny-ra957312-2306099


2019 r:

"Radosny pochód" i "tańce" - taki opis Marszu Życia, który odbędzie się w dniu obchodów wybuchu II wojny światowej pojawił się we wtorek na oficjalnej stronie Gdańska. 




https://m.trojmiasto.pl/historia/Poszukiwana-najstarszego-Gdanska-n168020.html?fbclid=IwAR2wK4esoTJZF5tXrrlPqyZfLFiXvzInUhL9QcjDjGSsm9ewSE7B0lHgScw


https://en.wikipedia.org/wiki/Black_Peter_(card_game)





https://m.trojmiasto.pl/historia/Gora-Gradowa-Gdansk-Hagelsberg-Historia-n142788.html