Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

sobota, 4 listopada 2017

Rzym, Chiny, a Lechia





Bardzo dziwny tekst, bardzo dziwne opisy w kronikach. 

Moim zdaniem, to opisy Lachii, a tzw. poselstwo Andun to faktyczni Rzymianie, którzy zaczęli się podszywać pod Lachów przed Chińczykami.

Przeciętny legionista miał 162 cm wzrostu, Chińczycy w XIX w to 150 - 160 cm, zaś tzw. Germanie czyli Słowianie znad Łaby od 170 do 185 cm, nagmatwanie interpretacji świadczy o mataczeniu speców od książek, a wszystko opiera się na tym, że istnienie w całej Europie państwa słowiańskiego zostało zatarte, więc dopasowuje się interpretacje do ...tego czego nie wiemy o historii świata.

Ale coś tu wyczytałem i pewnego dnia wyjaśnię wam, dlaczego to nie jest o Rzymie, tylko o Lechii...





K. Michalewicz: Problematyka wizerunku Starożytnego Rzymu przez Chińczyków w świetle wybranych kronik chińskich


W swoim artykule chciałabym przedstawić jak Chińczycy wyobrażali sobie Starożytny Rzym oraz jego mieszkańców. Jest to o tyle ważna kwestia, gdyż zarówno Imperium Romanum jak i Państwo Środka na początku II wieku miały pozycję hegemona w swoim regionie i najprawdopodobniej stanowiły dwa najpotężniejsze państwa w tym okresie.1 Max Cury i Howard Scullard podkreślają, że był to złoty okres dla gospodarki starożytnego Rzymu, a samo państwo prowadziło wtedy także największą ekspansję terytorialną. Kwitł handel i rękodzieło, a społeczeństwo rzymskie intensywnie bogaciło. Ludność zamieszkująca tereny Imperium Romanum mogła sięgać nawet 80 milionów.2 Również Chiny przeżywały swój złoty okres: intensywnie rozwijało się rolnictwo, handel oraz nauka i technologia. Cesarstwo poszerzało także sukcesywnie swoje terytorium. W I w.n.e Państwo Środka liczyło sobie 55 milionów mieszkańców. Ówczesna stolica państwa Changan, obok Rzymu, była największym miastem świata.3
Warto tutaj także wspomnieć o specyfice chińskich źródeł. O ile europejscy starożytnicy i mediewiści mogą narzekać na małą liczbę kronik dokumentujących interesujące ich okresy, to ich chińscy koledzy cierpią na ich nadmiar. Ambicją bowiem kolejnych władców było spisywanie całej historii od początków do okresu ich panowania. Kronikarze, aby podołać temu zadaniu, nierzadko korzystali z kilku dostępnych im źródeł, a także sami dodawali od siebie własne zdanie. Ponadto każda Dynastia próbowała opracować na nowo historię, przedstawiając ją w lepszym dla siebie świetle. Przykładem takiej pierwszej oficjalnej monografii może być ,,Qian Han Shu” (前汉书) czyli ,,Historia Wcześniejszej Dynastii Han”, spisana w I w.p.n.e przez Ban Ge. Dopiero historycy z okresu Qing (1644-1912), uznali, że aby poznać historię z danego okresu, należy posiłkować się oryginalnymi dokumentami z tej epoki bądź ich późniejszymi wiernymi kopiami, a nie jedynie bazować na późniejszych kompilacjach.4
1. Zarys sytuacji w Chinach
Rozwój Chin zaczął się od zjednoczenia państwa przez założyciela Dynastii Qin5 (221-206 r. p.n.e) i zarazem Pierwszego Cesarza – Shi Huang Di w 221 r. pn.e.6 Następni władcy z wcześniejszej Dynastii Han (206 r. p.n.e -8 r.n.e) oraz późniejszej Dynastii Han (25-220 r..n.e), kontynuowali dzieło swojego poprzednika.
Najznakomitszym władcą tego okresu był Han Wudi, zwany również Cesarzem Wojownikiem (140-87 r. p.n.e). Za jego rządów rozwijała się gospodarka i handel. Władca rozkazał też rozbudować sieć dróg oraz kanałów transportowych. Na jego też rozkaz Zhang Qian zorganizował dwie wyprawy na tereny Azji Środkowej. Ich celem było pozyskanie sojuszników w walce z wrogim Chinom plemieniem Xiongnu. Dlatego też to właśnie temu chińskiemu władcy przypisuje się utworzenie Jedwabnego Szlaku.7 Cesarz organizował również w większości udane wyprawy wojenne m.in. do Mandżurii, Korei i Wietnamu. Syn Niebios dbał także o politykę zagraniczną, m.in. poprzez zawarcie sojuszu z niektórymi przywódcami koczowniczych plemion. Pod protekcją cesarza rozwijał się system merytokracji. O tym, czy ktoś zostanie urzędnikiem, miało decydować wykształcenie, a nie pochodzenie.8
Za czasów Dynastii Han mamy też do czynienia z konfucjanizmem imperialnym. Ustrój ten nie tylko czerpał z nauk Konfucjusza, ale również korzystał częściowo z poprzedniego ustroju: legizmu.9 Należy podkreślić, że od II w. n.e konfucjanizm stał się w Chinach oficjalną doktryną państwową.10 W tym okresie kwitł też kult cywilizacji konfucjańskiej. Według tej teorii Chiny, jako ,,Państwo Środka”, uważały się za jedyne państwo cywilizowane, w przeciwieństwie do swoich sąsiadów, w których widziano barbarzyńców.11
2. Zarys sytuacji w Cesarstwie Rzymskim
Rzym szczyt swojej potęgi osiągnął za czasów Trajana (53-117 r. n.e). Osiągnięcia tego władcy można porównać po części do sukcesów Han Wudiego. W dwóch ciężkich wojnach pokonał on Decebala, przywódcę Dackiego, a jego państwo zostało wchłonięte do Imperium Rzymskiego jako prowincja Dacja. Podobny los spotkał także prowincję Dolną Moezję. Następnym terenem przyłączonym do cesarstwa była natomiast Arabia, utworzona na terenie państwa Nabatejczyków.12 W 113 roku cesarz wyruszył na Wschód, gdzie podbił: Armenię, północną i zachodnią Mezopotamię, a także zdobył Ktezyfon – ówczesną stolicę Partów. Sukcesy militarne władcy przerwały ciągłe ataki Partów, a także jego choroba. Trajan zmarł w drodze powrotnej w 117 r. n. e.13
Kolejni władcy musieli zrezygnować ze zdobyczy Trajana na Wschodzie. Chociaż po zwycięskiej wojnie Marka Aureliusza (161-180 r. n.e) z Partami Rzym odzyskał po części wpływy na wschodzie, jednakże sama granica cesarstwa nie zmieniła się.14 Na początku II w. n.e Rzym rozwijał się prężnie nie tylko militarne, ale i kulturowo. Również w miarę szybko postępowała romanizacja podbitych prowincji, a szczególnie tych zachodnich. Wiadomo także, że już od końca I wieku we wszystkich prowincjach rozwijał się kult cesarzy. Był on, jak zaznacza Adam Ziółkowski, ważnym instrumentem panowania. Warto też dodać, że nierzadko prowincje, kierując swoje prośby do władcy, powoływały się właśnie na kult cesarza.15
3. Rola i znaczenie Jedwabnego Szlaku
Zarówno Rzymianie jak i Chińczycy korzystali z Jedwabnego Szlaku, który odegrał bardzo ważną rolę nie tylko w handlu, ale również w polityce zagranicznej obu starożytnych mocarstw. Dzięki niemu także oba cesarstwa miały szansę czerpać o sobie informacje. Sam Szlak istniał już najprawdopodobniej w II w. p.n.e i trwał aż do wieku XV. Swój początek miał w Changanie16, a docierał aż do Antiochii i Aleksandrii.17
Jako pierwszy o Jedwabnym Szlaku wspominał Herodot (485-420 r. p.n.e). Według Historyka miał się zaczynać on u ujścia Donu, następnie przechodzić przez ziemie Partów, a kończyć w chińskiej prowincji Gansu. Wiadomo, że powstał z kilku oddzielnych szlaków handlowych, które łączyły się pod koniec na terytorium Cesarstwa Rzymskiego. Jego trasa mogła wynosić nawet 6 tysięcy kilometrów. Dlatego też z powodu długiej drogi oraz licznych niebezpieczeństw najczęściej korzystano z usług pośredników, a transport dóbr na szlaku przypominał ,,sztafetę”.18
Wpływ na powstanie szklaku handlowego miała wojna cesarza Han Wudi z plemieniem Xiongnu. Swoje zasługi dla otwarcia Jedwabnego Szlaku miał także jeden z najwybitniejszych wojskowych tego okresu – generał Huo Qubing. Po rozgromieniu Xiongnu w 119 r. zdobył on teren zwany ,,korytarzem Gansu”, dzięki czemu umożliwił on dalszą chińską ekspansję na zachód.19
Za innego ojca wspomnianego traktatu handlowego można także uznać wspomnianego już Zhang Qiana, który podczas swojej pierwszej wyprawy dotarł aż do terenów Baktrii. Dzięki jego relacji z podróży ówczesny chiński cesarz Han Wudi uznał za godne uwagi tereny Azji Środkowej. Wkrótce też rozszerzył on kontrolę nad dwoma istniejącymi szlakami handlowymi w tym regionie, a także rozpoczął poszukiwanie nowych traktów.20
Wśród towarów luksusowych importowanych ze Wschodu znajdowały się, oprócz oczywiście jedwabiu, złoto, papier, futra, a także ceramika, wyroby z brązu i nefrytu, laki i żelaza. Chińczycy natomiast cenili sobie przede wszystkim złoto, srebro i wełniane tkaniny, szkło, przyprawy, ceramikę, winogrona, wino, sezam, granaty, lucernę i inne zachodnie ,,smakołyki”.21 Jednak jak dodaje Edward Kajdański, sprowadzali też różnobarwne szkła, kamienie szlachetne i półszlachetne, biżuterię, tkaniny azbestowe i inne ciekawostki. Jak nietrudno się domyślić, sam handel był opłacalnym zajęciem. Nic więc dziwnego, że walka o przejęcie kontroli nad Jedwabnym Szlakiem była także jednym z ważniejszych powodów wojen Rzymu z Partami.22
Należy jednak zaznaczyć, że sam szlak nie odgrywał jedynie handlowej roli. Często był on wykorzystywany przez wojskowych. Wykorzystywali oni kupców, którzy mogli ze znacznie większą łatwością przemierzać terytoria Dalekiego Wschodu. Nierzadko powierzali im więc dyplomatyczne i wojskowe cele. W ten sposób wynajęci kupcy najczęściej przekazywali przesyłki na dwory wschodnich władców, a także dokonywali zakupów egzotycznych artykułów niedostępnych w samym cesarstwie rzymskim, a których również nie można było zdobyć żadnymi innymi handlowymi sposobami. Oprócz tego kupcy – agenci mieli za zadanie rozpoznawać obce terytoria, a nawet ochraniać dyplomatów sojuszniczych królestw.23
Jak podkreśla Edward Kajdański, ostatnią trudną do przecenienia zaletą istnienia Jedwabnego Szlaku była wymiana kulturowa między różnymi krainami. Dzięki temu następował przepływ wzorców i idei. Również za jego pomocą min. takie kraje jak Rzym, Persja, Chiny i Indie miały szansę na w miarę stały, choć pośredni kontakt.24
4. Problematyka nazewnictwa Cesarstwa Rzymskiego przez Chińczyków
W starożytności Chińczycy zdawali sobie pośrednio sprawę z tego, że gdzieś na wschodnich krańcach świata, jeszcze za krainą Anxi25 istnieje tajemnicze państwo. Jednak ich wiedza nie była sprecyzowana. Często te tereny nazywano krainą Lijian (犁靬). Zarówno Kronika Weilue, Wcześniejszej Księga Han jak Zapiski Historyka wspominają o mieszkańcach krainy Lijian, którzy mieli skontaktować się z mieszkańcami Chin.26 Jednak sama nazwa Lijian zazwyczaj była używana przez Chińczyków niezbyt ściśle i mogła zmieniać znaczenie w zależności od kontekstu. Było to spowodowane tym, że Chińczycy nie znali wtedy dokładnie granic Rzymu. Nierzadko więc mianem Lijian nazywali te tereny, które znajdowały się daleko na zachodzie od Chin. Często tym mianem określali na przykład Syrię.27 Według Pawła Janika za nazwą Lijian kryje się Aleksandria.28
W kronikach określano także Rzym mianem Da Qin (大秦). Nazwa ta w dosłownym tłumaczeniu oznacza ,,Wielkie Qin”. Znak ,,Da” () oznacza ,,wielki” a ,,Qin” () dynastię Qin. Doprowadzała ona niejednokrotnie do różnych pomyłek i błędnych wyobrażeń o mieszkańcach Cesarstwa Rzymskiego. We Wcześniejszej Księdze Han wspomniane jest, że mieszkańcy Da Qin są wysocy i uczciwi, a także podobni do Chińczyków. Dlatego też ich kraj nazywano Da Qin.29 Taką samą informację odnajdziemy w Kronice Weilue. Źródło dodaje też informację o tym, że ,,Rzymianie” różnią się od poddanych Syna Niebios tylko tym, że noszą zachodnie ubrania.30
Jednak Yu Taishan w swojej pracy ,,China and the Ancient Mediterranean World: A Survey of Ancient Chinese Sources” zaznacza, że nazwa ,,Da Qin” określająca Rzym wcale nie musiała być nadana przez Hanów. Wspomina on, że w Późniejszej Księdze Han jest napisane, że Chińczycy nazwali Rzymian ,,Da Qin” z powodu ich wysokiego wzrostu, a także podobieństwa fizycznego do nich samych, pomimo że noszą barbarzyńskie ubrania. Badacz dodaje jednak, że samo słowo ,,Da Qin” w literackim tłumaczeniu oznacza ,,Wielcy Qinowie” i właśnie tym mianem Rzymian określili nie sami Chińczycy, ale ludzie pochodzący z Północnej i Centralnej Azji. Wynikało to z tego, że ci ludzie, którzy rzeczywiście mieszkali na terenach należących kiedyś do Chin, i choć zostali później podbici przez wojownicze, koczownicze plemię Xiongnu, to jednak później ich potomkowie zachowali wiedzę o swoich poprzednich chińskich władcach z Dynastii Qin. Dlatego też nazywali Rzymian ,,Wielkimi Qinami”. Mimo to nie byli świadomi zmian politycznych jakie później nastąpiły w Państwie Środka, a mianowicie upadku dynastii Qin i zastąpienie ją Dynastią Han. W dalszym swoim wywodzie Yu Taishan tłumaczy, że gdyby tę nazwę nadali sami Hanowie, to analogicznie nazywaliby Rzymian ,,Da Han” (大汉), czyli ,,,Wielkimi Hanami.” Znak ,,Da” () oznacza wielki, a ,,Han” () dynastię Han. Tłumaczy również, ze słowo ,,Da” () czyli ,,Wielki” zostało użyte, aby podkreślić że Rzym był największą krainą znajdującą się na zachodzie. Zaś wyobrażenie o wzroście Rzymian miało być nie przyczyną nadania nazwy ,,Da Qin”, ale jej skutkiem. Otóż Chińczycy słysząc od swoich sąsiadów tą nazwę, zaczęli sami sobie wyobrażać, na podstawie określenia, że mieszkańcy ,,Da Qin” słyną z postawnej postury.31
Tłumaczenie Yu Taishana wydaje się jak najbardziej poprawne, a także logiczne. Nie podważa ona także faktu, że nazwa ,,Da Qin” w rzeczywistości oznacza Rzym. Wręcz przeciwnie sama teza może nawet potwierdzić informację o utożsamianiu mieszkańców Da Qin z Rzymianami. Istnieje bowiem większe prawdopodobieństwo, że ludy zamieszkujące tereny, przez które przechodził Jedwabny Szlak, posiadały informacje bezpośrednio od kupców zmierzających do Indii albo do Chin. Chińczycy zaś musieliby posiadać je już od większej liczby pośredników. Tym samym ewentualne wieści prawdopodobnie zostałyby bardziej zniekształcone niż te, które usłyszały ludy sąsiadujące z Państwem Środka.
Jednak J.E. Hill twierdzi, że sama nazwa Da Qin mogła odnosić się nie do konkretnego kraju, ale do idei. Sami Chińczycy mogli do końca nie zdawać sobie sprawy jak owo tajemnicze królestwo wyglądało.32 Idąc tym tropem ich myślenie można byłoby porównać do Europejczyków z XVIII i XIX wieku i ich idei ,,Orientu”. Dlatego też mieszkańcy Państwa Środka często ,,Rzymianami” nazywali najprawdopodobniej helleńskich mieszkańców Baktrii i Królestwa Indo – Greckiego a także samych greckich kupców. Przykładem może być chociażby uznanie mierniczych z Kokandu, których najprawdopodobniej pochodzili z jednego z tych dwóch królestw.33
Według Pawła Janika w tym przypadku najprawdopodobniej chodzi o Antiochię. Zauważa on bowiem, że było to jedyne większe rzymskie miasto, poza Aleksadnrią, znane starożytnym Chińczykom. Historyk podkreśla przy tym także, że większość informacji o Rzymie, które docierały do mieszkańców Państwa Smoka, dotyczyło jego wschodniej, a nie zachodniej części.34
Należy jednak od razu zaznaczyć, że Chińczycy uzyskiwali informacje o Imperium Rzymskim z drugiej ręki. Najczęściej były to wieści przyniesione przez kupców z innych krain, którzy niekoniecznie musieli przebywać w kraju Da Qin. A nawet jeśli któryś z nich zawitał w te strony, mógł nie do końca zrozumieć sytuację tam panującą. Większość bowiem informatorów pochodziło z różnych regionów Indii, wybrzeża wietnamskiego bądź innych krain, przez które przebiegał Jedwabny Szlak. Należy również zaznaczyć, że wiele nieścisłości mogło wyniknąć także w wyniku tłumaczeń opowieści podróżników z ich ojczystych języków na język chiński.35
Warto wspomnieć, że dzisiaj Chińczycy mają dwie nazwy na ,,Rzym”: ,,Da Qin” (大秦) oraz ,,Luómǎ” (罗马). Pierwsza z nich odnosi się jedynie do historycznej nazwy starożytnej krainy, natomiast druga do współczesnego miasta i stolicy Włoch. Należy tutaj zaznaczyć, że sama nazwa ,,Luómǎ” jest próbą zapisania chińskimi sylabami słowa ,,Roma”. Ponadto mieszkańcy Państwa Środka używając pojęcia ,,Starożytny Rzym” – mają na myśli konkretną starożytną cywilizację rozwijającą się w latach 753 p.n.e. – 476 n.e. Posługują się nazwą: ,,gǔ Luómǎ” (古罗马), gdzie znak ,,gǔ”(古)w zależności od zestawienia z innymi znakami oznacza: ,,stary”, ,,zabytkowy”, ,,antyczny” albo ,,starożytny”.
5. Próba lokalizacji Cesarstwa Rzymskiego
Najwięcej informacji o państwie Da Qin dostarcza nam Kronika Weilue. Podaje ona, że królestwo Da Qin jest również znane pod nazwą Lijian. Umiejscawia je na zachód od krainy Anxi i krainy Tiaozhi (Characene i Susiana)36 oraz na zachód od Wielkiego Morza. W następnych wersach bardzo dokładnie i dosyć poprawnie opisuje lokalizację krainy. Aby dotrzeć do krainy Da Qin trzeba przebyć kraj Anxi oraz okrążyć Północne Morze. Kronika zaznacza, że w dawnych czasach znano tylko morskie szlaki prowadzące do Da Qin, ponieważ nie znano jeszcze tych lądowych. Kronika Weilue wyjaśnia:
Kiedyś niesłusznie uważano, że kraina Tiaozhi znajduje się na wschód od Da Qin. Teraz wiadomo, ze jest ona zlokalizowana na wschodzie. Wcześniej też błędnie sądzono, Ruo Shui znajdowało się na zachód od Tiaozhi. Teraz uważa się, że jest na zachód od Da Qin. Dawniej też powiadano, że jeśli po opuszczeniu krainy Tiaozhi będzie się podróżowało ponad dwieście dni na zachód, to dojdzie się do miejsca gdzie Słońce zachodzi. Obecnie zaś aby tam dotrzeć, trzeba podróżować na zachód od kraju Da Qin.37
Należy również zaznaczyć, że Kronika Weilue uznaje krainę Haixi za tereny, które również przynależą do Kraju Da Qin. Pod tą tajemniczą nazwą według John. E. Hilla kryje się Egipt38, natomiast Krisztina Hoppal utożsamia je z Kaszgarem.39 Być może oba tłumaczenia są poprawne, a z kontekstu możemy się domyślić o jaką historyczną krainę chodzi w danym przypadku. Z fragmentu wynika jednoznacznie, że jest to jednak kraj faraonów. Wspomina on bowiem o znajdującej się tam rzece oraz o wielkim morzu.40
Zapiski z Księgi Wenxian Tongkao, autorstwa XIII wiecznego chińskiego historyka Ma Duanlina wspominają o kolejnych posłannictwach wysyłanych przez władców Da Qin. Wzmiankują także w dosyć poetycki sposób o lokalizacji krainy Da Qin.
,,W trakcie ery Taikang za panowania cesarza Wu Di z Dynastii Jin, ich król wysłał poselstwo z trybutem. Niektórzy powiadają, że na zachód od tego kraju znajduje się Ruoshui i Liusha, obok rezydencji Xiwangmu, niedaleko miejsca gdzie Słońce zachodzi.” 41
Należy też zaznaczyć, że sama kraina Da Qin jest przedstawiana nadal w legendarny sposób. Mogą o tym nie tylko poświadczyć nazwy ,,Ruoshui” (弱水) i ,,Liusha”(流沙) oznaczające ,,Słabą Wodę” i ,,Ruchome Piaski”, ale także przede wszystkim wzmianka o miejscu pobytu bogini Xiwangmu (西王母).42 43 Samo poetyckie przedstawienie lokalizacji miejsca może stanowić cenną wskazówkę. We wcześniejszych zapiskach często kraj Da Qin starano się już umiejscowić w bardziej naukowy sposób. Być może autor chciał w ten sposób podnieść rangę zdarzenia albo nie był pewny skąd poselstwa dokładnie pochodziły. Dodatkowo dzięki temu zabiegowi mógł też próbować podkreślić, że pochodziły one z bardzo odległych krain. Wtedy też ukazałby w ten sposób potęgę Chin, które otrzymywały trybuty nawet z najdalszych zakątków Ziemi.
Warto jednak tutaj także przytoczyć interpretacje mitu o bogini Xiwangmu przez Mieczysława Künstlera. Wskazuje on na jego ewolucję. Początkowo ,,Xiwangmu” nie było imieniem bóstwa – żywej istoty, ale miejsca. Według niektórych chińskich źródeł m.in. Da Da Liji 大戴礼记 (II-I w.p.n.e), Słownik Erya 尔雅 (III w.p.ne), miało być to pustkowie albo miejsce gdzie nauki pobierał cesarz Yu. Dopiero później ,,Xiwangmu” zostało spersonifikowane przez jego błędne zapisywanie. Otóż ostatnią sylabę ,,mu” wcześniej zapisywano znakiem ,,亩” (uprawne pole, kraj), a później identycznie fonetycznie brzmiącym znakiem ,,母”(matka). W swojej nowej formie oznaczało także władcę dalekiej krainy, jednak jego płeć jako żeńska została określona dopiero w II w. p.n.e. Wtedy też mianem Xiwangmu określano również żeńskiego demona siejącego zło i spustoszenie. W ostatecznej formie, która przetrwała do dziś, Xiwangmu oznacza taoistyczną boginię nieśmiertelności, która zamieszkuje góry Kunlun.44
Współczesny Ma Duanlinowi Zhao Rugua w swoim dziele Opis Barbarzyńców również wspomina o kolejnych ambasadach wysyłanych przez rzymskich władców. Zastanawiające jest, że w swoim dziele również w poetycki sposób opisuje lokalizację krainy Da Qin. Pisze on:
,,W trakcie ery Taikang za panowania Dynastii Jin nadal trybuty były pobierane z stamtąd. Powiada się, że na zachód od tego kraju znajduje się Ruoshui i Liusha, obok gdzie Xiwangmu rezyduje i Słońce zachodzi.”
Należy jednak zaznaczyć, że w innych fragmentach autor przedstawia już bardziej naukową i dokładniejszą lokalizację krainy. Możemy więc przeczytać:
,,Kraj Fulin znajduje się na zachód od kraju Shan. Jest także nazywany Da Qin.”.45
Mianem Fulin (拂菻)46 Chińczycy nazywali Bizancjum, a Krainą Shan Armenię.47 Należy również zaznaczyć, że ówcześni kronikarze zdawali sobie sprawę, że Bizancjum było ,,spadkobiercą” Starożytnego Rzymu. Tak więc autor pisząc kronikę orientował się gdzie znajdował się państwo rzymskie., jednak kompilując wcześniejsze teksty postanowił nie wnosić w tym przypadku poprawek, aby go ujednolicić.
6. Opis Krainy Da Qin w Kronice Weilue.
Kronika Weilue jest bezcennym źródłem, dzięki któremu można zobaczyć jak Chińczycy wyobrażali sobie Cesarstwo Rzymskie.48 Księga wspomina także o tym, jak zmieniało się wyobrażenie Chińczyków o Rzymie. Oprócz lokalizacji krainy Da Qin znajduje się w niej również bardzo bogaty opis samego miejsca. Czytamy, że znajduje się tam więcej niż czterysta mniejszych miast i miasteczek, które są rozproszone na terenie Imperium, we wszystkich kierunkach. Księga wspomina również, że ich król ma siedzibę w stolicy. Znajduje się ona nad rzeką i jest otoczona kamiennym murem. W królestwie Da Qin mają rosnąć sosny, cyprysy, szupiny (sofory), katalpa, bambusy, trzciny, topole, wierzby, firmiana simplex i wszystkie rodzaje roślin. Mieszkańcy uprawiają pięć rodzai zbóż (ryż, dwie odmiany prosa, pszenicę oraz fasolę), hodują konie, muły, osły, wielbłądy i jedwabniki. W tym kraju hoduje się sześć gatunków domowych zwierząt, które ,,są związane z wodą”.49 Woda morska jest gorzka i niezdatna do pica, dlatego rzadko kto próbuje dostać się do Chin.
Źródło opisuje także ustrój krainy. Władca tego państwa zmienia się co jakiś czas. Kiedy wybucha zaraza z powodu niezwykłego zjawiska, jej mieszkańcy bezceremonialnie zastępują go innym cnotliwym mężem. Poprzedni król nie waży się zaś żywić urazy z powodu utraty stanowiska. Jest to ewidentne nawiązanie do Mandatu Niebios.50 Władca ma wychodzić o poranku do jednego z pałaców, gdzie zajmuje się państwowymi sprawami aż do zachodu Słońca. Tam też spędza noc. Następnego dnia idzie do kolejnego pałacu, a trzeciego do jeszcze innego. Tak więc przez pięć dni trwa jego podróż. Kiedy monarcha wychodzi na spacer, zawsze towarzyszy mu jeden człowiek, który nosi skórzaną torbę. Do niej każdy może wrzucić petycję. Po powrocie król każdą z nich czyta i ustala które są rozsądne. Oprócz głównego króla istnieje również instytucja dwunastu pomniejszych króli. Lud wybiera również 36 przywódców, którzy rozprawiają często o sprawach. Jeśli jeden z nich będzie nieobecny, rozmowy się nie odbędą. Administracyjna stolica państwa, w której znajduje się Departament, zajmuje powierzchnię większą niż 100 li (42 km)51. Tam też wybudowano pięć królewskich pałaców, które znajdują się od siebie w odległości 10 li (4,2 km).
Zwykli obywatele są wysocy i cnotliwi jak Chińczycy, ale noszą zachodnie ubrania. Twierdzą oni, że pierwotnie pochodzą z Chin, ale opuścili je dawniej. Zwyczajni mieszkańcy, jak podaje kronika, używają zachodniego pisma. Rzymianie posiadają również zadziwiającą tradycję sztukmistrzostwa. Potrafią wypluwać ogień z ust, związywać i rozwiązywać samych siebie, a także żonglować dwunastoma piłeczkami. Mieszkańcy Da Qin używają szkła, z którego wykonują filary oraz zastawę stołową. Produkują również łuki i strzały. Oprócz tego, jak podaje źródło, wytwarza się tam wysokiej jakości (lniane) płótno, a także bije się złote i srebrne monety. Jedna złota równa się dziesięciu srebrnym. Mieszkańcy posiadają także dobre gatunkowo, ozdobione brokatem ubrania. Według kroniki są one wykonane z wełny wodnej owcy.52 Nazywane są one odzieżą z Haixi. Mówi się, że nie używają do jej wyrobu tylko owczej wełny, ale również kory drzew albo jedwabiu produkowanego przez dzikie jedwabniki. Z nich szyją maty, puchowe dywaniki, tkane szaty i zasłony. Wszystkie te wyroby są dobrej jakości. Ich kolory są wyrazistsze niż te produkowane w kraju Haidong. Co więcej, regularnie zyskują poprzez uzyskiwanie chińskiego jedwabiu, który rozplątują i wytwarzają z niego cenny zachodni jedwab. To dlatego ten kraj handluje z Anxi poprzez środek morza.
W kraju znajduje się wiele kilkupiętrowych, publicznych i prywatnych budynków. Ludzie powiewają flagami biją w bębny, a także podróżują małymi wozami z białym dachem. Wspomniane jest również, że kraina Da Qin, podobnie jak Państwo Środka, posiada służbę pocztową, wraz z postojami i pocztowymi stacjami. Miejsce zmiany następuje co 10 li (4,2 km), zaś kolejne punkty pocztowe są od siebie oddalone o 30 li (12,5 km.).
Sam kraj, jeśli wierzyć opisowi, jest bezpieczny, gdyż nie ma tam ani bandytów, ani złodziei. Niebezpieczeństwo stanowią jedynie dzikie tygrysy i lwy, które mogą zabić podróżujących tych szlakiem. Dlatego księga przestrzega przed samotną wyprawą.
Dalej Kronika Weilue tłumaczy, że mieszkańcy Da Qin zawsze chcieli się skontaktować z Chinami, ale kraj Anxi, zazdrosny o zyski z handlu, nie przepuścił ich przez swoje terytoria.
Sama kraina dzieli się na różne księstwa – krainy. Kronika wymienia kilka z nich. Zaznacza jednak, że jest ich tak dużo, że nie jest możliwe, aby opisać szczegółowo każdą z nich.
Księga, podsumowując dość obszerny opis, twierdzi, że nie jest możliwe podanie dokładnej liczby ludzi i rodzin. Dodaje, że jest to największy kraj na zachodzie. Następnie wylicza krainy zależne od Da Qin, jednak zaznaczając przy tym, że jest ich tak wiele, że wymieni tylko te większe.
Należy też tutaj podkreślić, że często Chińczycy w swoich kronikach opisywali samo państwo Da Qin jako kraj na takim samym poziomie cywilizacyjnym co Państwo Środka. Samo porównanie było wielkim ,,wyróżnieniem” dla mieszkańców Da Qin, ponieważ chińscy kronikarze niezwykle rzadko w ten sposób wypowiadali się o innych krainach. A nawet wręcz przeciwnie, uważali, że inne krainy stoją na znacznie niższym poziomie kultury niż ich kraj przez co zasługują na jedynie miano ,,barbarzyńcy”. Mamy więc tutaj do czynienia z idealizacją cesarstwa.
Władców tej krainy często gloryfikowano przypisując im same szlachetne cechy, a także stawiając za wzór do naśladowania. Podobnie czyniono też z ,,biografiami” mitycznych pierwszych władców Chin. Władcy Da Qin, według kronikarzy z Państwa Środka, mieli się zachowywać prawie tak samo jak chińscy cesarze. Stąd mamy w Księdze Weilue opis ,,abdykacji króla Da Qin”, który jest odzwierciedleniem idei Mandatu Niebios. Podobnie czyniono również opisując mieszkańców. Mieli się oni zajmować się min. sztukmistrzostwem oraz żonglerką, którą ceniono w Chinach.53 Tak więc może z tego powodu przypisano tę umiejętność również mieszkańcom państwa Da Qin. Warto również zaznaczyć, że chińskie kroniki dwukrotnie wspominają o występach uzdolnionych żonglerów z państwa Da Qin.54
Natomiast samo państwo opisywano jako krainę obfitości i szczęśliwości. Jak zaznacza w swojej pracy MacLaughlin: ,,chińskie sprawozdania często wspominały o tym, że Cesarstwo Rzymskiej zbiera wszystkie cenne i rzadkie przedmioty, a także, że ich kupcy byli zawsze uczciwymi handlarzami”.55
7. Wyobrażenie Chińczyków o bogactwie państwa Da Qin
W chińskich kronikach królestwo Da Qin przedstawiano jako kraj obfitości w zasobny we wszelkie dobra. Późniejsza Księga Han wspomina:
,,Ich skarbiec jest zawsze wypełniony skarbami. Kiedy poselstwa z sąsiednich krajów przybywają do ich granic, są zawsze kierowani do stolicy i przybywają one zawsze ze złotymi monetami.”56
Wcześniej ta sama kronika wspomina również o cennych surowcach i pozostałych dobrach, które występują licznie w kraju Da Qin. Dodaje także, że mieszkańcy Da Qin zbierają wszystkie rodzaje substancji, a wszelkie szlachetne kamienie z innych krain pochodzą właśnie z Da Qin. Monety zaś są, jak podaje Późniejsza Księga Han, wytwarzane ze złota i srebra, w tym te pierwsze są dziesięciokrotne wartościowsze od tych drugich. Kronika Weilue podaje ,,prawdziwą listę” produktów, surowców i pozostałych dóbr z Państwa Da Qin.
,,Państwo Da Qin jest zasobne w: złoto, srebro, miedź, żelazo, ołów, cynę, żółwie używane do nurkowania, białe konie z czerwonymi grzywami, walczące koguty, nosorożce, skorupy podwodnych żółwi, czarne niedźwiedzie, czerwone bezrożne albo niedojrzałe smoki, szczury omijające truciznę (mangusty), wielkie ślimaki, masę perłową, karneol, pióra zimorodka, kość słoniową, kolorowe jadeity z żyłkami, ,,błyszczące księżycową poświatą” perły, święcące ,,perły” albo podobne do pereł klejnoty (prawdopodobnie diamenty), żółty bursztyn, czerwony koral, dziesięć rodzajów szkła: czerwone, białe, czarne, zielone, żółte, morskie, granatowe, błękitne, krwistoczerwone, fioletowe, olbrzymie karneole, kryształy górskie albo przejrzyste szkło, liczne rodzaje kamieni półszlachetnych, realgary (minerał), aurypigmenty, nefryty, różnobarwne jadeity albo różnobarwne klejnoty, dziesięć rodzajów wełnianych dywaników: żółte, białe, czarne, zielone, fioletowe, krwistoczerwone, karmazynowe, granatowe, złoto -żółte, błękitne, żółtawe, drobnowzorzyste, różnobarwne wełniane dywany, dziewięcio kolorowe albo wielobarwne niższej jakości wełniane dywany, hafty wyszywane złotą nicią, polichromowane diagonale z jedwabiu albo z szyfonu, tkane ze złota stroje, tkane z purpury stroje, stroje z azbestu, drobnowzorzyste jedwabne i z gazy stroje,,, stroje z wirującymi wzorami”, bawełniano -wełniane stroje, wielobarwne stroje, szkarłatne kotary przetykane złotem, wielokolorowe ,,spiralne kotary”, myrrę, balsamy, rozmaryny, indyjskie kadzidełka, białe tojady, olibanum (rodzaj żywicy), szafrany albo tulipany, olejki rutowe, Lysimachia foenum-graecum (Ling Ling Xiang), w całości zaś posiadają dwanaście rodzai aromatycznych roślin.57
Późniejsza Księga Han podaje podobną listę. W interesującym nas fragmencie czytamy:
,,Mieszkańcy tego kraju są wysocy i dobrze zbudowani, poniekąd jak Hanowie, dlatego są nazywani Da Qin. Kraj zawiera wiele złota, srebra oraz rzadkich i cennych kamieni, a szczególnie ,,klejnotów lśniących w nocy”, ,,świecących księżycową poświatą pereł” i ,,xianjixi”, korali, bursztynu, szkła, ,,langkan”, ,,zhudan”, zielonego jadeitu ,,jingbi”, wyszywanych złotem dywaników i tkanych z cienkiego jedwabiu, różnobarwnych ubrań. Wytwarzali także stroje w złotym odcieniu, a także te z azbestu. W dodatku posiadali ,,piękne ubrania” które także nazywano Shuiyangcui”. Są one wykonane z kokonów dzikich jedwabników. (Rzymianie) zbierają wszystkie rodzaje wonnych substancji, soki z których gotuje się suhe. Wszystkie rzadkie kamienie szlachetne z zagranicznych krain pochodzą z stamtąd. Wybijają monety ze złota i srebra. Dziesięć unitów srebra jest warte jeden unit złota. Handlują przez morze z Anxi i Tianzhu. Zysk z tego handlu jest dziesięciokrotny. Uczciwie przeprowadzają transakcje i nie stosują podwójnych cen. Zboże jest zawsze tanie. Podstawą ich budżetu jest dobrze wypełniony skarbiec. Kiedy poselstwo z sąsiadującego kraju przybywa do ich granic, zawsze są wtedy prowadzeni przez posła do stolicy, a po powrocie (zagraniczne poselstwa) prezentują się ze złotymi monetami.”58
Jednak należy tutaj również przytoczyć inny cytat, który nie wyrażają się już w tak pochlebny sposób o towarach z państwa Da Qin. A mianowicie w Późniejszej Księdze Han możemy znaleźć taki fragment:
,,Towary wykonane z rzadkich i cennych kamieni, które są wytwarzane w tym kraju, są fałszywymi niby ,,rzadko spotykanymi okazami” i jak najbardziej nie są autentyczne. Dlatego też nie wspomniano o nich tutaj.”59
O tym, że wspomniany ustęp na pewno dotyczy krainy Da Qin świadczy fakt, że przed nim następuje krótki opis położenia kraju Da Qin, a także jego charakterystyka. Jednak co ciekawe Późniejsza Księga Han została napisana 445 r. n.e, zaś Kronika Weilue w 297 r. n.e.60 Tak więc Późniejsza Księga Han mogła zmienić swój stosunek do Imperium Rzymskiego w przeciwieństwie do swojej poprzedniczki. Parę linijek wcześniej również ona wymienia liczne bogactwa, które posiada Rzym, jednak sama lista jest krótsza od tej przedstawionej przez Kronikę Weilue. Być może ta nieścisłość poglądów wynika z faktu, że jest ona kompilacją i zawiera opinie zarówno sprzed przybycia poselstwa Andun jak i po jego pobycie.
Również nieco inaczej na bogactwo tajemniczego kraju zapatruje się inny fragment Kroniki Weilue, a także Późniejsza Księga Han. Zamieszczono w nich wzmianki o delegacji z krainy Shule. W pierwszej z kronik możemy przeczytać taki o to ustęp:
,,Podczas trzeciego roku ery Yangjia61 jego wysokość król Shule zaoferował na drewnianej tacy niebieskawy kamień62 z Haixi63 i złoty pas. Wtedy także stamtąd, gdzie według starych map ma znajdować się kraina Xiyu64 i skąd pochodzą wełniane tkaniny, pochodzą ze znajdujących się tam różnych krain cenne kamienie. Jednak są one mniej cenne niż jadeity i inne szlachetne kamienie.” 65
Natomiast w innym fragmencie tej samej kroniki odnajdujemy taki fragment:
,,Góry produkują dziewięciokolorowe klejnoty (fluoryty) niskiej jakości. Zmieniają one kolory w zależności od sytuacji: z morskiego na czerwony, żółty, biały, czarny, zielony, fioletowy, krwistoczerwony, i granatowy. Obecnie takie same dziewięciokolorowe kamienie znajduje się również w górach Yimu. W trzecim roku ery Yangjia66 król Shule, Chen Pao zaoferował niebieskozielony klejnot oraz złoty pas z krainy Haixi.”67
Wspomniane towary mogły pochodzić z kraju Da Qin, ale sami kupcy na pewno nie byli poddanymi imperatora. Tezę o ewentualnym uczestnictwie rzymskiego kupca we świcie obala również Wcześniejsza Księga Han. Podobna informacja o poselstwie z Shan, bowiem występuje także i w niej. Jednak nie zamieszczono tam żadnej wzmianki o krainie Haixi ani o Da Qin.68
8. Zmiana wizerunku Rzymu po przybyciu poselstwa Andun
Zmiana wyobrażeń o Rzymie nastąpiła natomiast po wizycie posłów z Andun. Do wizyty posłów cesarza rzymskiego na dworze cesarza Huan miało dojść w 166 r. n.e. Wtedy to, jak podaje Hou Han Shu, po raz pierwszy przedstawiciele Rzymu, a dokładniej państwa zwanego jako Da Qin, mieli nawiązać jakiekolwiek bezpośrednie stosunki z Państwem Środka. Sami przybysze chcieli bowiem nawiązać regularne stosunki handlowe z między Zachodem a Chinami. Do spotkania miało dojść w Luoyangu69, nad Żółtą Rzeką.70 Większość historyków uważa, że sama ekspedycja została wysłana przez Marka Aureliusza.71 Jednak inni starożytnicy uważają, że mamy tutaj do czynienia nie z przybyciem zagranicznych dyplomatów, ale z kupieckim poselstwem.72 Według mnie było to zarazem ,,oszustwo kupców” jak i przedstawienie historii przez kronikarza zgodnie z kultem cywilizacji konfucjańskiej.
Późniejsza Księga Han tak opisuje wizytę:
,,Ich władcy zawsze pragnęli wysłać poselstwo do Kraju Środka, ale Anxi życzyło sobie zatrzymać pośrednictwo pomiędzy Hanowskim jedwabiem dla siebie. I właśnie z tego powodu odcięli oni ich od komunikacji. Trwało to do dziewiątego roku ery Yanxi73, w trakcie panowania cesarza Huangdi, kiedy to król Da Qin, Antun wysłał poselstwo, które przybyło z granicy Rinanu.74 Zaoferowało ono kość słoniową, rogi nosorożca i żółwie skorupy. Od tego czasu datuje się bezpośrednie kontakty z tym krajem. Trybutarna lista nie zawierała jakichkolwiek klejnotów. To zdarzenie pozwala nam wątpić tradycji.”75
Również XIII wieczni historycy Ma Duanlian w swoim dziele Wenxian Tongkao oraz Zhao Rugua w Zhufan Zhu wspominają o pierwszym poselstwie oraz o mało wyszukanych darach. Oboje jednak tłumaczą wspomniany brak cennych podarków tym, że posłowie zatrzymali je dla siebie. Co ciekawe jednak nazywają nieszczęsne dary, podobnie jak Późniejsza Księga Han ,,trybutem”. Niestety ze źródeł nie dowiadujemy się już jak zakończyła się sama wizyta. Uznano jednak, że droga morska, którą obrali dyplomaci, jest zbyt daleka, aby nadawała się do użytku.76 Być może więc ta informacja zahamowała na dłuższy czas kolejne przedsięwzięcia przetarcia szlaku z Chin do Królestwa Da Qin i uznano, że jednak lepiej nadal zdać się na usługi pośredników.
Kolejną konsekwencją poselstwa Andun mogło być to, że Chińczycy najprawdopodobniej uznali plotki o bogactwach Rzymu za nieprawdziwe. Dodatkowo w tym przekonaniu mógł utwierdzić ich fakt, że Rzym nie przysłał kolejnych dyplomatów. Świadczyło to nie tylko o ,,ubóstwie” kraju, ale także o braku takiej potęgi i siły jaką w Kraju Środka wcześniej przypisywano państwu Da Qin. Brak przybycia kolejnych poselstw dodatkowo utwierdził Chińczyków, że mieszkańcy Da Qin nie są tak silni jak wcześniej sądzono.
9. Nieprzychylność Partów jako przyczyna braku bezpośredniego kontaktu z Państwa Środka z krajem Da Qin.
Wcześniejsza Księga Han wspomina, że król Da Qin zawsze chciał nawiązać kontakty z Cesarstwem Chińskim. Jednak za każdym razem uniemożliwiali im to władcy Anxi, czyli Partii. Partowie mieli być wrogo nastawieni do takich działań, ponieważ chcieli zapewnić sobie niepodzielną kontrolę nad tym odcinkiem Jedwabnego Szlaku i nie stracić przywilejów wynikających z bycia pośrednikiem. Wcześniejsza Księga Han mówi:
,,Ich władcy zawsze pragnęli wysłać poselstwo do Kraju Środka, ale Anxi życzyło sobie zatrzymać pośrednictwo pomiędzy Hanowskim jedwabiem dla siebie. I właśnie z tego powodu, odcięli oni ich od komunikacji.”.77
Podobny fragment znajdziemy również w Kronice Weilue oraz w Księdze Wenxian Tongkao, autorstwa XIII wiecznego chińskiego historyka Ma Duanlina. Na dowód tej tezy chińskie kroniki przytaczają także historię Gan Ying’a.
Gan Ying, jako dowódca poselstwa, miał nawiązać kontakty z Cesarstwem Rzymskim. Na rozkaz generała Ban Chao, który usilnie poszukiwał sojuszników w walce z królestwem Sogdiany i z Kuszanami z Baktrii, Gan Ying wyruszył w 97 r. n.e w poszukiwaniu królestwa Da Qin. Wiedziano bowiem wtedy tylko, że znajduje się ono na zachód od Oceanu Indyjskiego. Dyplomata po ciężkiej i niebezpiecznej podróży dotarł do królestwa Mesenii. Tam też napotkał kupców, którzy odradzili mu podróż.78 Późniejsza Księga Han pisze:
,,Kiedy był bliski przekroczenia Wielkiego Morza, żeglarze z zachodniej granicy Anxi powiedzieli, że morze jest bardzo rozległe. Sama podróż mogłaby trwać trzy miesiące, ale jednak w razie nieprzychylnych wiatrów mogłaby zająć mu nawet dwa lata. (…) Jest coś takiego w tym morzu, co sprawia, że oddziela osoby na długi czas od domu i wielu traci tam życie. Z pewnością umierają oni z powodu tęsknoty za domem. Doceniwszy te informacje, Gan Ying nie wyruszył dalej.”79
Podobną historię przytacza również Księga Jin. Ze źródeł wiadomo, że sam Gan Ying powrócił do Azji Środkowej i zdał swojemu przełożonemu Ban Chao raport ze swojej podróży, z którego wynikało, że nawiązanie bezpośredniego kontaktu z Imperium Rzymskim jest znacznie trudniejsze niż się wydawało. Tymi zaś kupcami, jak podaje Późniejsza Księga Han, byli właśnie Partowie. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że kupcy odradzili mu dalszą podróż nie ze względu na obawę o zawarcie sojuszu Chin z Rzymem, ale niepokojąc się o własne interesy. Gan Ying bowiem podróżował incognito.80 Również początek wojen rzymsko – partyjskich datuje się od wyprawy Krassusa w 53 r.p.n.e, czyli znacznie później niż kiedy miała miejsce wyprawa Gan Yinga.81
Należy jednak wspomnieć, że chińskie kroniki nie zawsze za brak wcześniejszych kontaktów mieszkańców Da Qin z Państwem Środka obarczały Partów. Kronika Weilue wspomina również o tym, że woda znajdująca się w morzu sąsiadującym z państwem Da Qin jest gorzka oraz niezdatna do pica i dlatego tam rzadko kto próbuje dostać się do Chin.82
Jednak mimo przeciwności wiadomo, ze Rzymianom udało się w końcu dotrzeć do Państwa Środka. Pierwszym Rzymianinem, o którym wiadomo, że na pewno zawitał w te strony był kupiec Leon, znany też pod imieniem Qin Lun.83 Natomiast w latach 282 i 284 n.e do Chin miały dotrzeć drogą morską dwa rzymskie posłannictwa.84
Podsumowanie
Starożytny Rzym w kronikach chińskich najczęściej jest utożsamiany z tajemnicza krainą Da Qin, położoną na zachodzie. Aż do przybycia tzw. poselstwa Andun był on opisywany w chińskich źródłach jako potężne, zasobne w liczne bogactwa państwo. Zarówno ,,rzymskich” władców jak i zwykłych mieszkańców miał cechować nieskazitelny charakter. Czytając kroniki z tego okresu można odnieść wrażenie, że państwo Da Qin miało być odzwierciedleniem idealnego państwa. Dlatego we wspomnianych opisach tej odległej krainy odnajdujemy tak wiele podobieństw do Państwa Środka.
Wyobrażenie kronikarzy o Rzymie zmienia się dopiero po wizycie ,,dyplomatów” w 166 r. Wtedy też najprawdopodobniej Chińczycy uznali, że pogłoski dotyczące potężnego i odległego mocarstwa są jedynie legendą.
Mieszkańcy Państwa Środka budując swój obraz starożytnego Rzymu opierali się przede wszystkim na informacjach z drugiej ręki. Pomimo podejmowanych prób (m.in. wyprawa Gan Yinga) najprawdopodobniej w starożytności żadnemu Chińczykowi nie udało się dotrzeć do Rzymu, a pierwszym Rzymianinem, który na pewno zawitał w te strony był kupiec Leon, zwany przez Chińczyków Qin Lun.85 Dotarł on jednak do Państwa Środka dopiero w 226 r.n.e. Po raz drugi i najprawdopodobniej ostatni w tym tysiącleciu Rzymianie mieliby przybyć do Chin w 284 r.n.e. Wydaje się, że podstawową przyczyną takiego obrotu spraw była znaczna odległość pomiędzy tymi dwiema cywilizacjami, a także istnienie Jedwabnego Szlaku.


Katarzyna Michalewicz



Bibliografia
Źródła:
  1. Chinese Text Project [dostęp: 4 czerwca 214], <http://ctext.org/>.
  2. Hirth Frierdrich, China and The Roman Orient: Researches Into Their Ancient and Medieval Relations as Represented in Old Chinese Records, Leipsic & Munich 1885, s.35-96.
  3. Index of Silkroad Texts Hou Han Shu, [w:] ,,University of Washington” [dostęp: 4 czerwca 2014], <https://depts.washington.edu/silkroad/texts/hhshu/>.
  4. The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, przekład z języka chińskiego na język angielski John E. Hill, wrzesień 2004r. [dostęp: 4 czerwca 2014], <http://depts.washington.edu/silkroad/texts/weilue/weilue.html>.
Artykuły:
  1. Gawlikowski Krzysztof, Dzieje Chińczyków Antyk, [w:] ,,Historia Chińczyków, ,,POLITYKA” -Pomocnik Historyczny. Wydanie specjalne 9/2012”, Warszawa 2012 r.
  2. Gruber Ethan, The Origins of Roman Li-chien, 2007 r.
  3. Hoppal Kristina, The Roman Empire According to the Ancient Chinese Sources, [w:] ,,Acta Ant.” Hung. 51, 2011 r.
  4. Jacoby Marcin, Kroniki i Poematy, [w:] ,,Historia Chińczyków, ,,POLITYKA” -Pomocnik Historyczny. Wydanie specjalne 9/2012”, Warszawa 2012 r.
  5. Janik Paweł, Da Qin i Seres -zarys kontaktów Imperium Rzymskiego I cywilizacji chińskiej, [w:] ,,Studia Azjatyckie”, nr.2, 2016 r.
  6. Taishan Yu, China and the Ancient Mediterranean World. A Survey of Ancient Chinese Sources, [w:] ,,Sino-Platonic Papers”, nr 242, Listopad 2013 r.
  7. Zhao Jian, The Early Warrior and The Birth of the Xia, [w:] ,,Nagoya University of Commerce and Business” [dostęp: 4 czerwca 2014], <http://www.nucba.ac.jp/themes/s_cic@cic@nucba/pdf/njlcc032/02ZHAO.pdf>.
Książki:
  1. Boulnois Luce, Szlakiem Jedwabiu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968 r.
  2. Cary Max, Scullard Howard Hayes, Dzieje Rzymu od czasów Najdawniejszych do Konstantyna, t.II, Warszawa 1992 r.
  3. Fairbank John King, Historia Chin Nowe Spojrzenie, Gdańsk 1996 r.
  4. Fitzgerald Charles Patrick, Chiny Zarys Historii Kultury, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974 r.
  5. Granet Marcel, Cywilizacja Chińska, Warszawa 1973 r.
  6. Krawczuk Aleksander, Poczet Cesarzy Rzymskich -Pryncypat, Warszawa 1986 r.
  7. Künstler Mieczysław, Mitologia chińska, Warszawa 2006 r.
  8. MacLaughlin Raoul, Rome and the Distant East Trade Routes to the Ancient Lands of Arabian, India and China, Continuum, Belfast 2010 r.
  9. Rodziński Witold, Historia Chin, Warszawa 1974 r.
  10. Wasiliew Leonid, Kulty Religie i Tradycje Chin, Warszawa 1974 r.
  11. Ziółkowski Adam, Historia Powszechna -Starożytność, Warszawa 2010 r.
Encyklopedie, Leksykony, Słowniki:
  1. Chinese – English Dictionary [dostęp: 4 czerwca 2014], <http://www.mdbg.net/chindict/chindict.php>.
  2. Kajdański Edward, Chiny Leksykon, Warszawa 2005 r.
  3. Künstler Mieczysław, Mały słownik sztuki chińskiej, Warszawa 1996.
  4. Linsun Cheng, Brown Kerry, Berkshire, Encyclopedia of China, T.3, Great Barrington, Massachusetts 2009 r.
  5. Wolfram Eberhard, Symbole Chińskie Słownik, Kraków 2007 r.
M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s. 250-257.
Ch. Linsun, K. Brown, Berkshire, Encyclopedia of China, T.2, Great Barrington, Massachusetts 2009 r., s.985-987.
Ch. Linsun, K. Brown, Berkshire, Encyclopedia of China, T.2, op.cit., s.1030-1032; M. Jacoby, Kroniki i Poematy, [w:] ,,Historia Chińczyków, ,,POLITYKA” -Pomocnik Historyczny. Wydanie specjalne 9/2012”, Warszawa 2012 r., s. 52; K. Gawlikowski, Dzieje Chińczyków Antyk, [w:] ,,Historia Chińczyków, ,,POLITYKA” -Pomocnik Historyczny. Wydanie specjalne 9/2012”, Warszawa 2012 r., s.16.
J.K. Fairbank, Historia Chin Nowe Spojrzenie, Gdańsk 1996 r., s. 26 i 50.
M. Granet Marcel, Cywilizacja Chińska, Warszawa 1973 r., s.113 i 126; P. Janik, Da Qin i Seres -zarys kontaktów Imperium Rzymskiego I cywilizacji chińskiej, [w:] ,,Studia Azjatyckie”, nr.2, 2016 r., s.59 – 60.
J.K. Fairbank, op.cit., s.57 – 59.
J.K. Fairbank, op.cit., s.58 – 59.
E. Kajdański, Chiny Leksykon, Warszawa 2005 r., s.115.
L. Wasiliew, Kulty Religie i Tradycje Chin, Warszawa 1974, s.220.
A. Ziółkowski, Historia Powszechna -Starożytność, Warszawa 2010, s. 807; A. Krawczuk, Poczet Cesarzy Rzymskich -Pryncypat, Warszawa 1986, s.163-164.
A. Krawczuk, op.cit., s.170-172.
A. Ziółkowski, op.cit., s.809.
A. Ziółkowski, op.cit., s.833-835.
E. Kajdański, op.cit., s.99.
R. MacLaughlin, Rome and the Distant East Trade Routes to the Ancient Lands od Arabian, India and China, Continuum, Belfast 2010 r., s.83.
W. Rodziński, Historia Chin, Warszawa 1974 r., s.98.
W. Rodziński, op.cit., s.99-102.
Ch. Linsun, K. Brown, Berkshire, Encyclopedia of China, T.2, op.cit., s.989.
M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s. 254.
R. MacLaughlin, op.cit., s. 159.
E. Kajdański, op.cit., s.100.
Krainą Anxi Chińczycy nazywali Królestwo Partów.
L. Boulnois, Szlakiem Jedwabiu, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1968, s. 47.
Y. Taishan, China and the Ancient Mediterranean World. A Survey of Ancient Chinese Sources, w: ,,Sino-Platonic Papers”, nr 242, Listopad 2013, s.. 13; E. Gruber,, ,,The Origins of Roman Li-chien”, 2007 r., s. 19.
P. Janik, op.cit., s.59.
R. MacLaughlin, op.cit., s.123.
R. MacLaughlin, op.cit., s.123.
Y. Taishan, op.cit., s. 37.
K. Hoppal, The Roman Empire According to the Ancient Chinese Sources, ,,Acta Ant.” Hung. 51, 2011, 263–305, s. 303.
P. Janik, op.cit., s.60.
K. Hoppal, op.cit., s.303.
The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, przekład z języka chińskiego na język angielski John E. Hill, Wrzesień 2004[dostęp: 4 czerwca 2014], <http://depts.washington.edu/silkroad/texts/weilue/weilue.html>. Uwaga podana przez tłumacza.
The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, op.cit.
The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, op.cit.
K. Hoppal, op.cit., s.301.
The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, op.cit.
F. Hirth, China and The Roman Orient: Researches Into Their Ancient and Medieval Relations as Represented in Old Chinese Records, Leipsic & Munich 1885, s.35-96.
M. Künstler, Mitologia chińska, Warszawa 2006 r., s.259-265.
Index of Silkroad Texts Hou Han Shu, op.cit.
C.P. Fitzgerald, Chiny Zarys Historii Kultury, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974, s.319.
Index of Silkroad Texts Hou Han Shu, op.cit.
The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, op.cit. Informacje zawarte w księdze Weilue, znalazłam dzięki tłumaczeniu John. E. Hilla.
R. MacLaughlin, op.cit., s.123
F. Hirth, op.cit., s. 35-96.
F. Hirth, op.cit., s. 35-96.
. F. Hirth, op.cit., s. 35-96.
K. Hoppal, op.cit., s.266-267.
K. Hoppal, op.cit., s.301.
M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s.256.
R. MacLaughlin, op.cit., s.133-134; M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s. 256; K. Hoppal, op.cit., s.300; C.P. Fitzgerald, op.cit., s. 204.
R. MacLaughlin, op.cit., s. 133-134; M. Cary, H.H. Scullard, op.cit., s. 256; K. Hoppal, op.cit., s.300; C.P. Fitzgerald, op.cit., s. 204.
F. Hirth, op.cit., s. 35-96.
L. Boulnois, op.cit., s. 95.
F. Hirth, op.cit., s. 35-96.
R. MacLaughlin, op.cit., s. 124-125.
F. Hirth, op.cit., s. 35-96.
R. MacLaughlin, op.cit. s. 124.
A. Ziółkowski, op.cit., s. 630-631.
The People of The West from Weilue魏略 composed by Yu Huan魚豢, przekład z języka chińskiego na język angielski John E. Hill, Wrzesień 2004[dostęp: 4 czerwca 2014], <http://depts.washington.edu/silkroad/texts/weilue/weilue.html>.




http://www.polska-azja.pl/k-michalewicz-problematyka-wizerunku-starozytnego-rzymu-przez-chinczykow-w-swietle-wybranych-kronik-chinskich/

Ajatollah Chamenei podkreśla konieczność oporu wobec USA




Najwyższy Przywódca Islamskiej Rewolucji Ajatollah Sayed Ali Chamenei potępił Stany Zjednoczone za ich dalszą wrogość w stosunku do Iranu, podkreślając w swoim przemówieniu, że jedyną możliwą odpowiedzią na taką sytuacje jest „zorganizowany opór”.

Poddanie się woli Stanów Zjednoczonych sprawi, że reprezentanci tego kraju staną się w stosunku do nas jeszcze bardziej bezczelni. Tak więc jedyną możliwą dla nas opcją w takiej sytuacji jest opór- powiedział Chamenei w swoim przemówieniu zaadresowanym do setek zgromadzonych uczniów i studentów z okazji Narodowego Dnia Ucznia, który przypada w Iranie 4 listopada.

Odniósł się także do dalszych sankcji Stanów Zjednoczonych w stosunku do Iranu komentując je w bardzo ostry sposób –Wykorzystują całą swoją niegodziwość by zniszczyć dobre owoce jakie przyniosło światu podpisanie Wspólnego Kompleksowego Planu Działania (JCPOA).

Stany Zjednoczone są zarówno poważnym jak i nikczemnym wrogiem. To powszechnie znany fakt, ustalony nie w toku uprzedzeń czy pesymizmu,  lecz w toku doświadczenia i realizacji konkretnych projektów- powiedział Chamenei oświadczając na końcu, że –Historyczne doświadczenia pokazują, że Amerykanie nie mają litości dla tych, którzy wiążą z nimi swoją nadzieję.

http://www.polska-azja.pl/ajatollah-chamenei-podkresla-koniecznosc-oporu-wobec-stanow-zjednoczonych/


czwartek, 2 listopada 2017

Helloween - pamiątka mordu



ZŁOTY MELON



"W powszechnej świadomości Halloween kojarzone jest ze świętem zmarłych – w rzeczywistości, zarówno poganie jak i wcześni chrześcijanie upamiętniali zmarłych wiosną – między marcem a majem[3]."




Stwórca im odmówił.








"Oddaj cukierek, albo zrobię ci psikusa..."






Kilka tysięcy lat temu padła najważniejsza enklawa bezpieczeństwa - czyli ....... numer Jeden.

Mieszkańcy zostali zgubieni.

 



Do dzisiaj dzień ten świętowany jest na zachodzie - truchła Lachów stały się straszydłami, głowy leżące na ziemi stały się dyniami...









To wesoły dzień, bo to dzień zwycięstwa...

Diabły wtargnęły do "nieba"..



"osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie, przypadająca corocznie na dzień 1 listopada"



Innym symbolem tego zwycięstwa są tzw. bramy tryumfalne.


W Lachii na drugi dzień po walce zaczęło się żałobne zawodzenie...



"obchód liturgiczny poświęcony zmarłym, przypadający corocznie na dzień 2 listopada, treściowo połączony z poprzedzającą go uroczystością Wszystkich Świętych[2]. Zaduszki zbiegają się zazwyczaj z ludowymi uroczystościami ku czci zmarłych, wywodzącymi się z wierzeń pogańskich lub obrzędowości przedchrześcijańskiej"




Raj upadł...

All Hallows' Eve













I dlatego mamy na świecie to, co mamy - nieustanna przemoc, zawiść, nienawiść, oszczerstwo, wojny....


To jest ich raj, raj oszczerców....




























.



















piątek, 27 października 2017

Wieści z Arabii Saudyjskiej: robot i Neom




Polecam film.

Najbardziej frapujące jest zdanie:

"Jeśli będziecie dla mnie mili, to ja będę miła dla was".


Tak, to była groźba...






Humanoidalny robot otrzymał obywatelstwo Arabii Saudyjskiej



Sophia początkiem października wzięła udział w sesji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dyplomaci mogli zadawać maszynie pytania. Uczestnictwo androida w panelu ONZ miało na celu pokazanie, jak dalece zaawansowane są pracę nad sztuczną inteligencją. Pośrednio też pokazało, że jest potrzeba stworzenia regulacji prawnych dotyczących sztucznej inteligencji.



Przed niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji przestrzega wielu naukowców oraz przedsiębiorców. Wśród nich jest m.in. Elon Musk, który wielokrotnie mówił, że sztuczna inteligencja zagraża ludzkości. – Sztuczna inteligencja zagraża istnieniu ludzkiej cywilizacji. Dopóki ludzie nie zobaczą robotów chodzących po ulicach i zabijających innych ludzi, nie będą wiedzieli, jak zareagować, bo wydaje się to takie eteryczne – ocenił Musk podczas konferencji US National Governs Association w lipcu tego roku.
Ale nie on jedyny przestrzega przed sztuczną inteligencją. Wielokrotnie na ten temat mówił Stephen Hawking, który twierdzi, że nie przetrwamy na Ziemi następnych 1000 lat. Głównymi zagrożeniami, które wyliczył uczony są zagrożenia związane z nagłym pogorszeniem się sytuacji politycznej na świecie, które może doprowadzić do nagłej wojny nuklearnej, wzrastające ryzyko katastrof naturalnych oraz sztuczna inteligencja.
Arabia Saudyjska stała się pierwszym krajem na świecie, który obdarował robota obywatelstwem. Co ciekawe, Sophia, która przedstawia kobiecą postać, na scenie pojawiła się bez nakrycia głowy. Wywołało to niemałe kontrowersje. Komentatorzy podkreślają również, że Sophia otrzymała prawa obywatelskie w kraju, który odmawia ich swoim obywatelom – przede wszystkim kobietom, które do niedawne nie miała praw wyborczych i nie mogły samodzielnie prowadzić samochodu.




Arabia Saudyjska zbuduje megamiasto na OZE i porzuca radykalny islam

 

Rijad przedstawił zaskakujący gigantyczny projekt futurystycznej modernizacji Arabii Saudyjskiej. Można go nazwać projektem 21 wieku.
Jednym z wielkich projektów jest mega metropolia, mająca kosztować 500 mld dol., kolejnym most „jakiego świat nie widział” – zapowiada następca tronu dynastii Saudów książe Mohamed bin Salman. Projekt modernizacji znajduje się pakiecie reformy, która ma w Arabii Saudyjskiej przywrócić „umiarkowany islam”. Książe Mohamed zapowiedział: „Wracamy do umiarkowanego islamu, tolerancyjnego, otwartego na cały świat i na wszystkie religie. Szybko wykorzenimy ekstremizm”.
Wczoraj (24.10) Salman poinformował, że metropolia będzie nazywać się Neom, będzie skupiać najcenniejsze innowacje całego świata i stanowić będzie „nową jakość dla całego świata” jako ogromna strefa ekonomiczna. Będzie zlokalizowana na północnozachodnim wybrzeżu Morza Czerwonego. Konferencja poświęcona tej inwestycji odbyła się 24.10 w Rijadzie, książe Mohamed zapowiedział, że Noem „rozszerzy się na Egipt i Jordan. Jego powierzchnia wyniesie 26.500 km.kw. Nie będzie to jednak zwarte miasto w tradycyjnym rozumieniu, lecz skupiska nowoczesnych miast, miasteczek i wsi stanowiących infrastrukturalnie jedną całośc, „wkomponowaną w naturę”.
Saudyjczycy zamierzają też wybudować gigantyczny nowy most łączący Arabię Saudyjską i Egipt, czyli Azję i Afrykę. Dyrektorem generalnym projektu Naom został mianowany Klaus-Christian Kleinfeld, W Niemczech w latach 2005 – 2007 szef grupy Siemensa. Pierwsza faza projektu projektu zostanie zrealizowana do 2025 r.

Uniezależnić się od ropy

Książe Salman podkreślił, że Noem jest tylko jedną z wielu inwestycji koniecznych dla realizacji ogromnej reformy gospodarczo-społecznej, która zmodernizuje gruntownie Arabię Saudyjską.  Analitycy oceniają, że plan reformy księcia następcy tronu jest bardzo radykalny, ale też bardzo konkretny, zawiera „rzeczowy i precyzyjny opis środków przeprowadzenia reformy”.  Jednak nie jest jasne, czy tolerancja będzie oznaczać też koniec dyskryminacji dwóch mln szyitów mieszkających w Arabii Saudyjskiej.
Reforma Salmana obejmuje też program dywersyfikacji gospodarki Arabii Saudyjskiej zgodnie z planem przyjętym w 2015 r. przewidującym do 2030 r. zmniejszenie uzależnienia od ropy i jej eksportu, powstania nowych najnowocześniejszych sektorów i nowych miejsc pracy dla 5 mln.młodych Saudyjczyków. Przewiduje też powstanie sektora rozrywki dla tego młodego pokolenia, które obecnie korzysta z tego sektora w Dubaju i tam wydaje rocznie około 20 mld dolarów. „Teraz będą większą cześć tych pieniędzy wydawać w kraju”.

 

 

 http://biznesalert.pl/arabia-saudyjska-megamiasto-oze/

http://dzienniknaukowy.pl/nowe-technologie/humanoidalny-robot-otrzymal-obywatelstwo-arabii-saudyjskiej/




środa, 25 października 2017

Jak Niemcy kradli polskie skarby? xxx




Największa grabież stulecia. Jak Niemcy kradli polskie skarby?

| Aktualizacja:
Mariusz Nowik


 Tendencyjne kłamstwa i manipulacje

Niemożliwym jest oszacowanie wartości dzieł sztuki, jakie w czasie wojny Niemcy wywieźli z Polski lub zniszczyli. Lynn H. Nicholas w książce "Grabież Europy" pokazuje mechanizm, według którego naziści okradali podbijane kraje. Niestety, choć do dziś nasze obrazy zdobią niemieckie galerie, a książki wzbogacają zbiory bibliotek, nie ma co liczyć na szybki ich zwrot.

22 miliony książek i 516 tysięcy dzieł sztuki - oto straty, jakie według szacunków Ministerstwa Spraw Zagranicznych polska kultura poniosła w czasie II wojny światowej. Dokładniejszy rejestr prowadzi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zgromadziło w nim dane o ponad 63 tysiącach zrabowanych przedmiotów. Spis jest ciągle uzupełniany, powiększany i prawdopodobnie lista nigdy nie zostanie zamknięta. Nie da się bowiem ani policzyć, ani oszacować tych strat. Znawcy sztuki przyjmują, że ich wartość może sięgać nawet 30 miliardów dolarów.

Zlokalizowanie i odzyskanie zrabowanych dzieł nie jest łatwe. Ani MSZ, ani muzealnicy nie chcą zdradzać, w jaki sposób namierzają skradzione dobra, ale wiadomo, że praca takich osób ma wiele wspólnego z prowadzeniem śledztwa. Przeszukiwanie internetu, ofert domów aukcyjnych, tropienie śladów, współpraca z placówkami kulturalnymi za granicą - wszystkie te działania należy prowadzić dyskretnie. Inaczej można spłoszyć "właściciela" dzieła, często anonimowego, który albo wycofa dzieło z oferty, albo podbije jego cenę. Niewątpliwym powodem do dumy naszych muzealników oraz resortu kultury było odzyskanie obrazu "Pomarańczarka" (znanego również jako "Żydówka z pomarańczami") Aleksandra Gierymskiego, wywiezionego przez Niemców z Muzeum Narodowego w czasie wojny. Dzieło pojawiło się w 2010 roku na aukcji w Niemczech, w małym mieście pod Hamburgiem. Wiele ze zrabowanych dóbr kultury znajduje się jednak wciąż w niemieckich muzeach, dokąd trafiały zarówno w czasie wojny, jak i już po jej zakończeniu. Placówki te do dziś nie zdołały sprawdzić pochodzenia wielu zalegających w ich magazynach dzieł, które w latach 1939-1945 płynęły szerokim strumieniem z okupowanych przez hitlerowców krajów. Ten zorganizowany w najdrobniejszych szczegółach proceder opisuje Lynn H. Nicolas w książce "Grabież Europy".

"Świetnie opowiedziana historia zuchwałych kradzieży największych arcydzieł sztuki, którą czyta się jak wciągającą powieść przygodową" - taką rekomendację można przeczytać na okładce. Rzeczywiście, trzeba przyznać, że amerykańska pisarka wykonała tytaniczną pracę, a do tego efekt swoich badań nad losami dzieł sztuki opowiedziała lekko. Choć "Grabież Europy" przeznaczona jest dla czytelnika masowego i połyka się ją szybko, nie znajdziemy tam kuszących w tak obszernym temacie uogólnień i braków, a Lynn H. Nicholas nie ślizga się po temacie, tylko głęboko się w niego wgryza. Przedstawia historię II wojny światowej w Europie przez pryzmat strat dóbr kultury. Szeroko czerpie z niemieckiej dokumentacji, odwołuje się do dowodów barbarzyństwa, pokazuje zdjęcia, przytacza także wiele relacji - zarówno osób winnych grabieży, zamieszanych w ten proceder, a także zwykłych przypadkowych świadków. Takich jak ten mężczyzna, który opowiadał, jak niemieccy żołnierze opróżniali słynną warszawską galerię:
Dzisiaj byłem świadkiem szczególnie dla mnie przykrej sceny. Przechodząc obok "Zachęty", (...) zobaczyłem długi szereg ciężarówek. Robotnicy przesuwali po chodniku jakieś ciężkie przedmioty. Przez szeroko otwarte okna dostrzegłem złoty błysk ram obrazów. Chociaż wiedziałem, że to bardzo niemądre z mojej strony, podszedłem bliżej, żeby zobaczyć, co się dzieje. Wyrzucano coś przez okno, coś, co w jasnym blasku słońca zabłysło wszystkimi kolorami tęczy. Te strzępy i kawałki były obrazami, a tuż przede mną upadła moja ukochana "Barbara Radziwiłłówna". Robotnicy apatycznie podnosili te skarby polskiej sztuki i wrzucali je na czekające ciężarówki. Zaraz potem samochody odjechały w nieznanym kierunku. (...) Miałem uczucie, jakby się przyglądał, jak mordują starych przyjaciół.
Lynn H. Nicholas rozkłada na czynniki pierwsze całą akcję wojennych grabieży. Pokazuje, jak świetnie została przygotowana. Adolf Hitler zlecił ją bowiem zaufanemu człowiekowi. Doktor Kajetan Mühlmann, były austriacki komisarz do spraw sztuki został mianowany pełnomocnikiem do spraw zabezpieczenia dzieł sztuki i skarbów kultury w Generalnym Gubernatorstwie. Podległe mu specjalne oddziały SS zajmowały się wyłącznie wyszukiwaniem i zajmowaniem kosztowności oraz dzieł sztuki. Mühlmann skrzętnie katalogował je, przygotowując przy okazji specjalny prezent dla Hitlera. Najcenniejsze przedmioty, jakie udało mu się zrabować, miały trafić do Muzeum Adolfa Hitlera w Linzu.

Polscy muzealnicy i prywatni kolekcjonerzy zdołali ocenić niewielką cząstkę dóbr. Bombardowana Warszawa płonęła, gdy "Bitwę pod Grunwaldem" Jana Matejki zdjęto ze ściany Muzeum Narodowego w Warszawie, zrolowano i wywieziono wozem zaprzężonym w konie na lubelską wieś. Tam obraz schowano pod ziemią i zabetonowano. Słynna kolekcja rodu Czartoryskich, składająca się z ponad 5 tysięcy obrazów, starożytnych zabytków, porcelany i grafik została ukryta w piwnicach wiejskiej rezydencji w Sieniawie. Wiele z nich, jak choćby "Portret młodzieńca" pędzla Rafaela przepadło bezpowrotnie.

Jak zauważa Lynn H. Nicholas, Niemcom bardzo się spieszyło - wywozili polskie dzieła już w czasie kampanii wrześniowej, w ogniu walk. W połowie miesiąca do Berlina wysłali na przykład zdemontowany ołtarz Wita Stwosza z krakowskiej bazyliki Mariackiej.
Przetransportowanie rzeźb Wita Stwosza okazuje się dość trudne. Ruchy wojsk poważnie to utrudniają (...). Skrzynie z katedry w Sandomierzu są duże. Cztery z nich ważą osiemset kilogramów każda. Ze względu na zł warunki na drogach musieliśmy jechać bez przyczepy, a ze względów bezpieczeństwa tylko za dnia - wspominał oficer SS, którego relację przytacza autorka "Grabieży Europy".
Wywożono nie tylko dzieła największe, wyspecjalizowane oddziały SS kradły także drobniejsze kosztowności, także książki, zbiory numizmatyczne, zabytkową broń. Wszystko, co przedstawiało dużą wartość. Ta niespotykana na tę skalę zorganizowana grabież została uprawomocniona w listopadzie 1939 roku, gdy władze niemieckie wydały dekrety legalizujące konfiskatę własności obywateli i państwa polskiego. Ukrywanie dzieł najpierw karano więzieniem, a potem - zesłaniem do obozu koncentracyjnego.

Spustoszenie Polski nie nasyciło jednak apetytu Niemców. Jak wskazuje Lynn H. Nicholas, scenariusz przećwiczony na polskich muzeach i prywatnych kolekcjach Niemcy powtarzali w każdym podbitym kraju. O tym, jak bardzo przywiązywali się do ukradzionych skarbów, świadczy przykład gubernatora Hansa Franka, który uciekając przed Armią Czerwoną, zabrał ze sobą należącą do polskich zbiorów "Damę z łasiczką" Leonarda da Vinci. Choć od razu po kapitulacji III Rzeszy alianci nakazali zwrot wszystkich zagrabionych dzieł, wiele z nich do dziś wypełnia magazyny niemieckich muzeów i galerii sztuki. Procedura identyfikacji dzieła i odnajdywania właścicieli (a najczęściej ich spadkobierców) jest bowiem żmudna i czasochłonna. Tak przynajmniej tłumaczą się niemieccy muzealnicy.

To opowieść bez końca - podkreśla Lynn H. Nicholas i trudno się z nią nie zgodzić. 70 lat po wojnie wciąż trwa walka o odzyskanie skradzionych dzieł i nic nie wskazuje na to, by miała się w najbliższym czasie zakończyć. Niezwykle rzadko zdarzają się takie okazje, jak ta, która wydarzyła się pół wieku temu, w latach 60., gdy do biblioteki amerykańskiego uniwersytetu Harvarda wszedł pewien człowiek i położył przed bibliotekarzem jeden z najcenniejszych zabytków języka staro-cerkiewno-słowiańskiego. Kodeks Supraski, pochodzący z XI wieku rękopis z polskich zbiorów muzealnych, który w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął w czasie wojny, został wyceniony przez tajemniczego mężczyznę na 20 tysięcy dolarów. Bibliotekarz zorientował się jednak, że dzieło warte jest co najmniej 350 tysięcy dolarów, domyślił się również, skąd ono pochodzi. Po długich negocjacjach i środkom od sponsora zabytek wrócił do Polski. Jednak wiele równie cennych i cenniejszych dzieł utraciliśmy bezpowrotnie.


Lynn H. Nicholas, "Grabież Europy", Dom Wydawniczy REBIS, 2014

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes.

 http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ksiazki/artykuly/450857,jakie-dziela-sztuki-w-czasie-wojny-niemcy-wywiezli-z-polski-grabiez-europy-lynn-h-nicholas-recenzja.html

wtorek, 24 października 2017

Patrz uważnie...





Widzisz?









Widzisz, czy nie?

Nie wiesz, co to, bo nigdy tego nie widziałeś, ani o tym nie słyszałeś.



A tutaj? Ta grafika zawiera min. 3 kalambury - zależne min. od pozycji obrazu.







A teraz lepiej?





No widzisz, czy nie??




A teraz?












Żeby dobrze widzieć, musisz się unieść wysoko, by nabrać odpowiedniej perspektywy.


Nieustannie zajmują się cudzymi sprawami. To skuteczne, bo w ten sposób "chronią" swoje sprawy, nie dają się wyprzedzić innym , sabotując ich zawczasu permanentnie.


Kłamstwa o przeszłości są ukrywane - kolejnymi kłamstwami.

Burzenie świątyni w Palmyrze, wyburzanie poniemieckiej zabudowy w Gdańsku czy Królewcu, ruiny zigguratów, a nawet same zigguraty - to kolejne elementy szerszego planu wymazywania ludzkości pamięci o przeszłości - w tym o kłamstwach, które miały ukryć prawdę o przeszłości. Kłamstwa zawierają elementy prawdy, dlatego są zasłaniane kolejnymi kłamstwami i tak w kółko od tysięcy lat....

Na 15tym poziomie, w 15tej warstwie wielkich  kłamstw jedno jest pewne - nic nie jest pewne.

Żaden "przekaz historyczny" nie jest pewny. 

Być może to tylko kolejna wersja rzeczywistości, kolejne kłamstwo, które zostało zakryte, zamaskowane kolejnym kłamstwem...




Tak mówi polityka - "historia, to tylko umówiona wersja zdarzeń"...








.



środa, 18 października 2017

Nie szykanuj mnie.





Jeśli dzwonią do ciebie, albo nachodzą cię cymbały ze służb, to informuję cię, że nie należy ufać zawodowym oszczercom.



Od pewnego czasu dostaję sygnały świadczące o tym, że barany z ABW przyjęły nową taktykę.

Przez ostatnie 6 lat było tak, że jak chciałem coś załatwić, to dzwonili do mechanika, albo tapicera, albo lekarza i kazali im – pod jakimś pozorem, kłamstwem – np. nie wykonywać dla mnie tej usługi...

Nasyłali uwodzicieli na kobiety, które mi się podobały. Było i tak, że nasyłali na mnie kobiety, które zwodziły mnie nieustannie, absorbując mój czas i energię.

Ponieważ ja poszedłem dalej, pomimo ostrych ataków, więc teraz już nie bawią się w wymagające jednak trochę organizacji zwiedzenie, ale po prostu idą do takiej kobiety i mówią jej kim są i że nie wolno jej się ze mną widywać – a czasami nakazują mnie zwodzić.

W ten sposób kontrolują w jakimś stopniu sytuację, część mojego czasu i energii znowu idzie w próżnię. W zamian oferują jej – nową dobrze płatną pracę za granicą, albo inne gratyfikacje. Trzeba jednak pamiętać, że jednak jest to przymuszenie. A to raczej jest nieprzyjemne.



Po 5 latach dotarło do nich, że jestem nieprzekupny. Nasłali na mnie takiego jednego, co zadał mi takie pytanio-stwierdzenie, że pieniądze nic dla mnie nie znaczą... Patrz, oświeciło durniów... A wystarczyło mnie posłuchać...

W zeszłym roku przestali się głupkowato uśmiechać na mój widok.


Od kwietnia tego roku znalazłem się w sytuacji, kiedy ktoś nieustannie skakał mi po głowie przez 3 miesiące. Jakoś to zniosłem. No , zniosłem, bo musiałem.

Teraz, jak drugi trzeci raz idę do nowej dla mnie kawiarni, czy nawet sklepu, to obsługa jest nieuprzejma, zaczynają się kalambury o czekaniu na zamówienie, albo odradzanie, żeby czegoś nie kupować.
Dzwonią do szkoły, jednej drugiej, straszą ludzi swoimi kłamstwami, manipulują ludźmi w urzędzie.

Totalny zmasowany atak – dzień w dzień.

ABW idzie do tych ludzi i kłamie im różne rzeczy na mój temat proponując hejtować mnie.

Dlaczego? Jak?

Powody mogą być różne, sądzę, że w tym celu zmyślili kilka historyjek o mnie:

  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest krnąbrny i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak już u nas jest
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale trzeba go łamać, żeby sprawdzić, czy się naprawdę nadaje, bo tak już u nas jest
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest chciwy i nie chce pracować za kilka tysięcy miesięcznie i trzeba go łamać, żeby pracował dla naszego kraju, żeby go nawrócić na słuszną drogę
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest chciwy i nie chce pracować za kilka tysięcy miesięcznie i trzeba go łamać, żeby pracował dla naszego kraju, żeby go nawrócić na właściwą drogę, a do tego jeszcze wymyślił jakiś Werwolf, żeby się wymigać od roboty i mieć powód do odmowy
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest trochę popierdolony i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak już u nas jest
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale prawdopodobnie ma schizofrenię i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak trzeba
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale myśli, że jest lepszy niż jest i że jest jakiś wyjątkowy i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak trzeba

    albo po prostu:
    to wariat, trzeba go naprostować...
itd. itd. ….

Takimi historyjkami można sypać jak z rękawa.

Ja jednak nie jestem popierdolony, nie mam schizofrenii i nie wymyśliłem sobie Werwolfu.

Tekst Werwolf broni się sam – przykładami i logicznością wywodu. I każdy jest w stanie sam to ocenić, choć niewątpliwie są tacy, co namiętnie sugerują się cudzym zdaniem, nawet jeśli składa się ono z samych ogólników i propagandy.

Nie ja pierwszy na to wpadłem – również u Dmowskiego można wyczytać dwa trzy zdania na ten temat (być może więcej, ale jego pisma znam tylko fragmentarycznie), taki Kaczyński publicznie wspomina o 5 kolumnie i przynajmniej jeszcze kilka innych osób.

Nawet ludzie średniowieczni zauważali współczesny sobie Werwolf – patrz „Pieśń o buncie wójta Alberta”.

Co prawda moje myślenie jest odmienne od innych – bez wątpienia wtedy nie doszedłbym do prawdy, na którą wielu zamyka oczy, albo się nią zwyczajnie nie interesuje.

Prawda jest tak, że mam o wiele szerszą wiedzę, niż prezentuję w swoich publikacjach.
Nie ważny werwolf, są ważniejsze rzeczy...



Skoro idą do was i mówią wam, że mam dla nich pracować – to coś w tym musi być...

I jest – PRAWDA o nich. I technologia.


To jest przykre, że ludzie wierzą jakimś oszustom i są dla mnie nieuprzejmi, albo próbują mi mówić co mam robić z własnym życiem. 

W dobrej wierze chcecie pomóc ss, a tak naprawdę uprzykrzacie mi życie, które i tak jest zdemolowane – a teraz ma być zdemolowane totalnie, pod każdym względem, tak abym nawet spokojnie nie mógł wypić filiżanki kawy.

Nie mam chwili spokoju.

Dzień w dzień łażą za mną – stoją pod sklepem, przyglądają mi się jak robię zakupy – to tak, jakbyś szedł przez miasto i co chwila ktoś z przechodni dotykał twojego ramienia – niby nic, ale robione w sposób masowy - dekoncentruje, rozprasza, wywołuje poczucie zagrożenia na poziomie podświadomym - nie mam prywatności , nie mam intymności – a jeszcze wy stajecie się dla mnie nie mili.

Kiedy do was idą to stajecie się ich żołnierzami – UB zwielokrotnia w ten sposób swoje siły, swój sposób oddziaływania na mnie.

To jest po prostu zmasowany atak, atak nieustanny.

To ma mnie zmusić do uległości, żebym zgodził się na współpracę z nimi – a to jest niemożliwe.
Nawet gdybym chciał pójść na łatwiznę, samego siebie okłamać – nie mogę, nie wolno mi.

Niemożliwe, ponieważ mam w głowie wiedzę, którą chcą wykorzystać przeciwko wam, a ja nie mogę na to pozwolić.

I dlatego się opieram, a nie dlatego, że jestem chciwy, albo coś mi się pomieszało.

Nie ma innej opcji – no chyba, że wszystko byłoby tak, jak chcę – tak zresztą proponowałem w zeszłym roku, jednak oni uważają, że mnie złamią.
Skoro tak myślą...

Moja wiedza, a przede wszystkim mój sposób myślenia jest powodem ataków, ale jednocześnie stanowi o moim bezpieczeństwie.

To są tajne służby – myślisz, że mówią ci prawdę?

Jak byś znał prawdę, to byś był w ich szajce, albo w lesie 2 metry pod ziemią.

Wy nie wiecie jaka jest prawda.

Istnieje 15 warstw kłamstw, a większość z was żyje w 4-8 warstwie, nie głębiej.

Dopiero jak dojdziesz do 11 warstwy, zaczyna się rozwidniać.
Dlatego oni nie mają skrupułów w okłamywaniu was, bo mają świadomość w jak wielkim matriksie żyjecie.


Ludzie wyczuwają kłamstwa, dlatego oni unikają kłamstw.
Nie kłamią, tylko podają niepełne informacje.


Robią też taki manewr – dzielą wypowiedź na części – jest część, której nie możecie znać i część, którą możecie poznać.

Np. najpierw mówią sobie w myślach tę niewygodną treść, którą chcą przed wami zataić, a wtedy dopiero na głos wypowiadają drugą część wypowiedzi, która ma w ten sposób już inny sens niż w oryginale.

Wtedy mają poczucie, że was nie okłamują, wy nie wyczuwacie kłamstwa, bo nie wyczuwacie niepewności w ich głosie, a wręcz wyczuwacie pewność – a pewność jest w nich, bo mówią co chcą, a jednocześnie ty nie możesz im zarzucić kłamstwa, albo złej woli - i tak powstaje kłamstwo idealne.

Oni mają poczucie, że wypowiedzieli prawdę i to im sprawia zadowolenie, co odczuwacie pozytywnie, a wy usłyszeliście tylko część informacji i nie dociera do was, że oni na przykład powiedzieli wam:

Ty pytasz: Dlaczego się tak zachowujesz?

A on: „Jestem złośliwy, dlatego to robię – i wtedy na głos – bo ja już tak mam, taki mam tik”.


Mam wrażenie, że robisz mi na złość. Dlaczego się tak zachowujesz?
Jestem złośliwy, dlatego to robię – bo ja już tak mam, taki mam tik.

Mam wrażenie, że robisz mi na złość. Dlaczego się tak zachowujesz?
Bo ja już tak mam, taki mam tik.


Prawda, że jest różnica?


Angażują was za pomocą kłamstw i w ten sposób powstaje szeroki front, który zajmuje się szykanowaniem mnie i utrudnianiem mi życia.

Moje życie jest i tak już skomplikowane, nie dokładaj swojej cegły do tego muru.


Jacek Pajac i jego ludzie ukradli mój kraj.
I jeszcze im się marzy.......



Kto ma uszy niechaj słucha.

http://maciejsynak.blogspot.com/2014/02/60-latka-pokredkowaa-sukiennice.html


http://argo.neon24.pl/post/61461,czy-z-powodu-swojej-blogerskiej-czy-innej-dzialalnosci-jestes-nekany-przez-sluzby



SB zbierała informacje nt. interesujących ją osób, dzisiaj podnosi się temat donosicieli, którzy zazwyczaj tłumaczą się: ale przecież ja nie zrobiłem nic złego, to co powiedziałem, to było nic....

Nieprawda – SB zbierała setki takich relacji i na ich podstawie budowała portret psychologiczny człowieka, który następnie był poddawany „obróbce” - człowiek, nie portret.

Każde słowo ma znaczenie. Każde słowo może zdecydować o dramatycznych zmianach w życiu drugiego człowieka, nie tłumacz tego sobie – i tak się nikt nie dowie, albo: tego nie można udowodnić.
Tu nie chodzi o to, by tobie coś udowadniać, ale byś budował wspólnotę i postępował względem niej etycznie. Pewnego dnia, ktoś z tej nieistniejącej wspólnoty do ciebie przyjdzie i postąpi z tobą tak, jak go tego nauczyły media, służby – i 5 kolumna.



Oni was okradli - z pieniędzy, a przede wszystkim waszego czasu.
Okradają wasze dzieci z ich przyszłości.

Zbóje mają więcej planów wobec was, ale na razie nie mogą się ujawnić z całą mocą, bo jeszcze nie są dość liczni. Zauważa ich taki Synak, zauważają inni, co rozumieją, że samoloty same nie spadają, a brzoza to nie jest temat do żartów - zamach Smoleński najlepiej  świadczy o tym, że już są dość silni, by samodzielnie władać waszym państwem, ale jeszcze za mało ich, żeby wam go odebrać całkowicie.

Zbóje nie napadną na was, dopóki nie będą mieli pewności, że śpicie.
Tak się prowadzi wojny - nie napada się na kogoś, dopóki nie ma pewności, że zostanie pokonany.

Jeżeli będziecie spać - wtedy pewnego dnia przyjdą po was. Przyjdą na pewno.


Pierwszy raz zaczęto mi grozić śmiercią, gdy przyszedłem do gdańskiego UPR i usiłowałem postawić ten oddział na nogi. Czyli gdzieś od roku 2008 - 2009?

Po mniej więcej 2 latach zacząłem rozumieć,  że 90% ludzi, którzy "aktywnie" pokazywali się w UPR, to byli ludzie, którzy zajmowali się sabotowaniem tej partii. Wyobrażacie to sobie? Malutka kanapowa partia, okazało się jest stale dozorowana i od środka rozwalana. Tak bardzo komuś przeszkadza. Potem pojawił się Skarbnik UPR, zaczęliśmy pracować nad oczyszczeniem partii z "leśnych dziadków", no a potem zaskoczenie - ten człowiek zrobił coś niespodziewanego i zniknął z życia partii...

Będąc w 2009 roku na Śląsku, dostałem propozycję pracy - miałem być współwłaścicielem w firmie.. Warunek był jeden - zrezygnować z polityki...

???

Niestety, nie dowiedziałem się, jakie byłyby moje obowiązki w tej firmie, co mielibyśmy robić... Na moje pytania odpowiedziało mi milczenie.


Było to rok po moich pierwszych publikacjach, kiedy dzisiaj czytam swoje stare teksty, to widzę, że w zasadzie już wtedy pisałem o Werwolfie, ale jeszcze nie miałem do końca świadomości, o to właśnie tu chodzi...

Dopiero po latach, jak wspominałem tę sytuację, zrozumiałem, że ja wtedy dostałem propozycję zostania takim samym lokajem jak niejaki Graś - miałem pilnować niemieckiej willi w zamian za ...niezajmowanie się polityką.
Już wtedy, kiedy ja o polityce jeszcze pojęcia nie miałem.

I potem ten dziwny zwrot akcji. Nie podziałała łapówka, to trzeba coś innego uszykować. Nie wiedziałem, że jestem taki ważny... 

To się nazywa profilaktyka - nieustannie przeczesują społeczeństwo pod kątem, kto ma jakie pomysły i co z nim teraz zrobić...

Już wtedy miałem być zneutralizowany, ja - nieopierzony szeregowy z kanapowej partii...

 O moich "przygodach" w UPR można by osobną książkę napisać.

Z wielkim wysiłkiem wyrzuciliśmy z partii leśnych dziadków, a potem okazało się, że to młode leśne dziadki wyrzucały starszą zmianę...

Każdy przejaw życia społecznego jest ściśle kontrolowany przez ABW.

A więc wszystko się zgadza z tym, co sobie wtedy myślałem, że to przecież nie możliwe, żeby w kraju były służby specjalne, politycy, jakaś policja, a jednocześnie było źle...

To jest niemożliwe.

No i wszystko się zgadza, jest źle, bo tak to zostało zaplanowane i zrealizowane.

Może sobie PIS być przy władzy - nic to nie zmienia, oni będą szczekać na niemcy, a to i tak nie ma znaczenia - jak pisałem, że trzeba na każdym pomniku poświęconym II WŚ poprawić napisy z "hitlerowców" na "niemców", bo to przyczynek do fałszowania prawdy o "faszystach" - tak teraz PIS likwiduje te pomniki... Fałszują...to znaczy nie - nie fałszują, nie można tak mówić - oni tę historię wymazują, w biały dzień z patriotyzmem na ustach.




Nieodmiennie mnie to zaskakuje.



Kiedy tak sobie obserwują społeczeństwo, widzę, że niektórzy ludzie zachowują się jakby świat do nich należał, ale jak przyjdą do nich jacyś ludzie i pomachają ubecką legitymacją - nagle okazuje się, że są z plasteliny.

Już nie są kimś ważnym, kimś poważnym, kimś kto ma własne zdanie, o które na co dzień gotowi są się bić i udowadniać wszystkim w otoczeniu, że wszystkie rozumy pozjadali - nagle okazuje się, że są z plasteliny...


 A ja myślałem, że mam do czynienia z ludźmi poważnymi..


Coś niesamowitego, jakieś dziwy.

Ktoś do ciebie przychodzi, grozi ci, że cię pobije i ty zmieniasz zdanie - zupełnie jak w szkole podstawowej. Zadziwiające.

I jak łatwo oni się przemieniają. Po co na co dzień udają kogoś innego?? Może sami nie wiedzą kim są, tylko im się wydaje, że są tacy jak w swoich opowieściach?

Tak schizofrenia...

Nie, nie... to się nazywa ELASTYCZNOŚĆ.

A nie plastyczność.

Myślę, że takim ludziom przydałoby się trochę ochłodzić głowę, życie byłoby lepsze bez tego nadymania się i wojen kogutów...


Całe życie chodzili za mną jacyś ludzie i co rusz usiłowali mi dowodzić, kim to oni nie są. Od lat "zlewam" temat, a oni i tak nieustannie walczą o to bym miał o nich takie, a taki zdanie...

cdn


rzychodził jakiś handlowiec i opowiadał jakieś dziwne rzeczy...

----------


Potrzeba jednej osoby. Musisz znaleźć co najmniej 8 osób.
Każde z nich kolejne 10 i znowu 12....

Te osoby muszą szukać możliwości. Te 12 na końcu, bo te wcześniejsze, to tak za bardzo będą pod obstrzałem...

Ja muszę przyjść na gotowe. Inaczej się nie da. No nie da się inaczej. Nawet ciężko o tym nie-pisać. Takie to trudne. Mam tylko kilka godzin, max dwa dni, zanim mnie ubiegną. To jak mam coś zorganizować? Męczy mnie to, bo przecież ja wiem najwięcej i najlepiej. Ja to powinienem robić. Niby łatwo, bo nie ma innej rady jak przyjść na gotowe, ale mówię, męczy mnie to, bo potrzeba być tak zorientowanym jak ja i jednocześnie całym się zaangażować w, jak by nie było, cudzą sprawę. A owoce dopiero po wszystkim nadejdą...



 .


Nagroda 1 mld euro






- P O S Z U K I W A N Y -


J A C E K   P A J A C


NAGRODA


1 MLD euro
(tysiąc milionów)




Przewidziano nagrodę, za doprowadzenie do schwytania, publicznego procesu i ukarania herszta niemieckich band sabotujących – Jacka Pajaca, ukrywającego się w Warszawie, prawdopodobnie przy ulicy Rakowieckiej.



Zarzuty:

przestępstwa o charakterze zbrodni przeciw ludzkości: kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze mafijnym, zlecanie morderstw na wielką skalę, rabunek na wielką skalę, oszustwa na wielką skalę.

Ponadto:



NAGRODA


500 MLD euro
(500 tysięcy milionów)



za identyfikację, doprowadzenie do zatrzymania, publicznego procesu, ukarania usunięcia z terenu Europy band sabotujących oraz zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej przez Jacka Pajaca - wg wskazań piszącego te słowa - dokonujących przestępstw o charakterze zbrodni przeciw ludzkości, w tym: morderstw na wielką skalę, oszustw na wielką skalę, sabotażu na wielką skalę.


Nagroda wypłacana będzie w transzach po 25 mld euro rocznie.

Ponadto:
przewidziano CAŁKOWITY zwrot kosztów poniesionych nakładów, wypłacany w kwocie nie większej niż 25 mld euro rocznie.

Ze względu na wyjątkową trudność sprawy oraz zjadliwy charakter band sabotujących, poleca się stosować środki ochrony osobistej – ciężki sprzęt ochronny, psy – także psy tropiące, a także śmigłowce tropiące.





Przewiduje się, że po nagrodę mogą sięgnąć tylko niektóre wybrane podmioty, możliwe jest również współudział i partycypowanie w części nagrody innych podmiotów po późniejszym uzgodnieniu.

Uwaga!

W uzupełnieniu - wraz z rozpoczęciem działań należy równolegle zniwelować zaplecze band sabotujących dokładnie według wskazań piszącego te słowa.





*Jacek Pajac - nieznana z nazwiska persona nazywana przez ABW "Jackiem", a przeze mnie - pajacem.





Tekst został usunięty z portalu Neon24.pl bez słowa wyjaśnienia....






.

Krew drogą do długowiczności.






Na tle tzw. mordów rytualnych

Wykonałem transkrypcję filmu prezentowanego w telewizji Planete.


Polecam wnikliwej uwadze.







18 października 2016 21:26

Transkrypcja - Express Planete +
odcinek 1
Emisja: 18 października 2016 o godzinie 14:45 na kanale Planete +

Relacja z Festiwalu Przemiany „Pokusa Nieśmiertelności”.

Nagranie ma ok. 5 i pół minuty. W nawiasach czas trwania wypowiedzi.

Wielkimi literami oznaczyłem szczególnie zastanawiający fragment, ale należy zwrócić uwagę na całość kompozycji......


Lektor:

[…]
Żyjemy coraz dłużej. Demografowie szacują, że średnia długość życia będzie nieprzerwanie wzrastać. Czy dłuższe życie oznacza lepsze życie? Na te pytania odpowiadali uczestnicy Festiwalu Przemiany „Pokusa Nieśmiertelności” w Centrum Nauki Kopernik.

dr Joanna Jeśman SWPS (23 sekundy):
00: 17 - 00:40

Nieśmiertelność traktujemy trochę dosłownie, trochę metaforycznie. Dosłownie dlatego, że mówimy o medycynie przyszłości, mówimy o tym, jakie biotechnologie będą się rozwijać, w jakim kierunku będzie się rozwijała nauka. A metaforycznie dlatego, że mówimy też na przykład o nieśmiertelności takiej jak ekologiczny pochówek na przykład, czyli to, że ta nasza materia może się jeszcze do czegoś później przydać.

Lektor:

Pokusa nieśmiertelności towarzyszy ludziom od tysiącleci, gwałtowny rozwój inżynierii genetycznej
i biomedycyny zmienia wyobrażenia na temat opieki zdrowotnej i naszej własnej starości. Jak co roku, Festiwal Przemiany zainicjował debatę, gdzie przedstawiono poglądy naukowców oparte o najnowsze badania. Dyskutowano o realnych szansach na przedłużenie życia do ponad 100 lat.

prof. Ewa Sikora Instytut Biologii Doświadczalnej PAN (50 sekund):
01:02 - 01:52

Pomimo to właśnie, że dzieje się bardzo dużo, bardzo dużo już wiemy na temat mechanizmów starzenia i długowieczności, to jednak do wynalezienia, albo odkrycie eliksiru młodości jest jeszcze bardzo bardzo daleka droga. Najważniejsze jest to, jaki jest styl naszego życia. Badania wskazują na to, że powinniśmy jak najbardziej prawidłowo się odżywiać, to znaczy broń Boże przejadać, jeść jak najwięcej warzyw, które zawierają naturalne związki, roślinne, ważna jest umiarkowana aktywność fizyczna, oraz aktywność socjalna jest niezwykle ważna, byśmy długo i z sukcesem spotykali się z naszymi znajomymi i z naszymi najbliższymi. Jeżeli będziemy prowadzić właściwy styl życia, możemy sprawić to, że komfort starzenia znacznie się podniesie, będziemy zdrowsi i dożyjemy być może nawet 100 lat.

Lektor:

Częścią debaty były także rozważania filozoficzne, wiążące się z hipotetyczną możliwością życia nieśmiertelnego..

prof Paweł Łuków Instytut Filozofii UW (20 sekund):

01:59 - 02:19

Główną rzeczą, którą chciałbym przekazać, tak jak mój tytuł mówi: deadline, to znaczy, że sam fakt iż mamy pewne terminy, których musimy dotrzymać, nawet jeśli dokładnie nie wiemy kiedy one upływają sprawia, sprawia że nasze życie nabiera sensu i wartości i traktujemy nasze sprawy poważnie, że powagi nabiera to co robimy, a ….... całe życie nabiera znaczenia.

Lektor:
Express Planete + odwiedził wystawę Przemiany „Pokusa Nieśmiertelności”, gdzie swoje prace prezentowali twórcy zainspirowani pojęciem życia śmierci i przyjrzą się projektowi Save Suecide.

Karolina Żyniewicz - Save Suecide artystka( 1 minuta):

02:31 – 03:31 Cięte – można wychwycić cięcia i montaż wywiadu z większej całości

Na tej wystawie mam okazję prezentować fazę wstępną realizacji mojego projektu Save Suecide, czyli projektu, który tak naprawdę jest taką formą bezpiecznego samobójstwa, .[..]na poziomie takim komórkowym molekularnym. Projekt jest realizowany od kilku miesięcy. Komórki co ciekawe, hoduję, unieśmiertelniam za pomocą wirusa Epszteina – Baar, a potem intencjonalnie stosuję różne metody tortur, że tak powiem, które będą prowadziły do, do ich zgonu. Jest to dokumentowane na zasadzie obserwacji mikroskopowych wykonywania zdjęć makro, które potem przenoszę do portretów funeralnych, takiej nagrobkowej fotografii polskiej. Każde z tych zdjęć jest sygnowane moją datą urodzin i datą śmierci komórek, więc tych śmierci jest bardzo dużo. Chciałam właśnie pokazać, że te współczesne technologie biotechnologie pozwalają na dużo różnych eksperymentów, które wcześniej nie były możliwe.

Lektor:
Wystawa była także próbą zrozumienia fenomenu marzeń o nieśmiertelności i skonfrontowania się z tabu pogrzebu.

Raol Bretzel - Capsula Mundi projektant (tłumacz angielskiego: 51 sekund)

03:39 - 04:20

Poprzez prezentację Kapsuła Mundi, chcielibyśmy, aby ludzie pomyśleli o śmierci w nieco inny sposób, aby nie postrzegali tego jako końcowego momentu, ale raczej jako możliwość powrotu do biologicznego cyklu życia, do odrodzenia. Trumna ta zrobiona jest z biodegradowalnego materiał, sadzi się je jak nasiono w ziemi, z którego później wyrasta drzewo. Rosnące drzewo to symbol dalszej egzystencji. W naszym zamyśle rodzina i przyjaciele mogą zatroszczyć się o to drzewo wspominając zmarłego. Chcielibyśmy, aby cmentarze z kamiennymi nagrobkami, mogły zamienić się w życiodajny las. To odważne działanie, rozprawiające się z tabu tradycyjnego pochówku.

Lektor:
Gdzie leżą granice ? udoskonalania człowieka.
(znak zapytania w środku zdania oznacza, że wypowiedź ta to jakby w połowie pytanie, w połowie stwierdzenie albo podtytuł)

Express Planete + odwiedził redakcję Newsweek Polska.

Dorota Romanowska Newsweek Polska (47 sekund):
4:27 – 5:14

Naukowcy mówią o tym, żeby grzebać w genach i zmieniać dużo bardziej, każdą naszą komórkę odmładzać i coraz śmielej im to wychodzi.(mówienie im wychodzi? a jeśli nie chodzi o mówienie, to o CO? Co w ogóle znaczy „śmielej”?- przypis MS)
Jednym z takich pomysłów, które teraz mają, to jest to, żeby przetaczać krew. BRAĆ KREW MŁOODEGO ORGANIZMU - NA RAZIE NIE WIEMY CO TO ZNACZY, EE , i tą naszą starą zużytą ze starymi słabo działającymi komórkami wyrzucać i w ją w jej miejsce wtaczać młodą, pełną energii i życiodajnych płynów, ale to na razie udało u myszy i teraz jest pytanie jak tę procedurę zastosować u ludzi.
Pomysł jest taki, żeby w tej krwi znaleźć te życiodajne składniki, te odmładzające substancje, które sprawią, że my również będziemy mieć lepszą pamięć i będziemy w lepszej kondycji. Może to się uda.

 I to mówi jakaś Romanowska z niemieckiej gazety. Kto to w ogóle jest? Skąd ona takie rzeczy wie?

Na ilustracji - pobieranie krwi młodego organizmu w dawnych wiekach.






środa, 26 października 2016
Holland nieśmiertelna?

Holland: Kaczyński? Starszy, nieszczęśliwy pan, którego biologia załatwi

Opublikowane 2016/05/14 w Wiadomości z Polski 
Podczas spotkania na Przystanku Woodstock w 2014 roku, ks. Lemański (proboszcz w Jasienicy, zawieszony w pełnieniu czynności kapłańskich) zapytany o opinię o hierarchów kościelnych, odpowiedział, że „Biskupi się nie zmienią. Powiem brzydko. Muszą wymrzeć”.

Jego słowa sparafrazował Marek Magierowski, wtedy dziennikarz, obecnie dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Napisał:
Czubaszek i Środa się nie zmienią. Powiem brzydko: muszą wymrzeć
Starego tweeta wyciągnął Borys Budka (PO), pozbawiając go kontekstu i sugerując, że Magierowski życzył śmierci m.in. Marii Czubaszek.
Co zrobiłby salon, gdyby poniższe słowa wypowiedziała nie Agnieszka Holland, ale ktoś związany z prawicą w Polsce? Znana reżyser w programie Tomasza Lisa mówiła o Jarosławie Kaczyńskim jako starszym, nieszczęśliwym panu, którego załatwi biologia. Oto cały cytat:
Ci ludzie, którzy biorą udział w demonstracjach KOD-u wygrają. Kaczyński jest jednym starszym panem i to nieszczęśliwym, o bardzo trudnym charakterze i biografii. I on przegra, pytanie tylko, ile szkód narobi. Kaczyński nie może wygrać, biologia go załatwi, a po nim nie widać jakiegoś specjalnie wzmożenia w tej formacji.
Zabawnym faktem jest również to, że Holland jest od Kaczyńskiego… pół roku starsza.



Pierwszy przeszczep głowy już w 2017 roku

Aktualizacja: 22.09.2016, 17:19   Piotr Kościelniak

Testy na zwierzętach dowodzą, że przeszczepienie głowy jest możliwe – przekonuje włoski chirurg, który za rok przeprowadzi taką operację na żywym człowieku.
Gdy w 2013 roku Sergio Canavero ogłaszał, że zamierza wykonać transplantację głowy, potraktowano go jak wariata. Ale włoski lekarz znalazł partnerów gotowych uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. I – co najważniejsze – ma ochotnika: pacjenta nieobawiającego się ryzyka. W 2015 roku poinformował, że data zabiegu jest już wyznaczona. Operacja odbędzie się w grudniu 2017 roku.
Zabieg transplantacji głowy człowieka (choć powinno się raczej mówić o przeszczepieniu całego ciała, bo posiadacz głowy jest biorcą) to coś, czego nikt jeszcze nie wykonał. Próbowano przeszczepiać głowy zwierzętom, ale te testy nawet przy dużej dawce dobrej woli trudno uznać za zakończone powodzeniem. Zwierzęta żyły krótko i nie odzyskiwały kontroli nad resztą – nowego – ciała. Problemem jest ponowne złączenie rdzenia kręgowego, wzdłuż którego płyną impulsy z mózgu.

Klej dla nerwów

Ale Canavero przekonuje, że znalazł na to sposób. W „Surgical Neurology International" ukazał się właśnie cykl artykułów Canavero oraz jego współpracowników z USA i Korei Płd. opisujących obiecujące eksperymenty ze zwierzętami – myszami, szczurami i psem. Wszystkie mają wspólny mianownik – wykorzystanie tzw. glikolu polietylenowego (PEG). Ma on działać jak klej dla komórek nerwowych – umożliwia ich ponowne połączenie po przerwaniu w wyniku wypadku lub operacji. Chirurdzy są bowiem przekonani, że z takimi drobiazgami jak połączenie układów oddechowego, krwionośnego, pokarmowego; z mięśniami, ścięgnami i skórą poradzą sobie bez problemu. Kłopot – ich zdaniem – stanowi rdzeń kręgowy. Bez jego połączenia biorca (czyli głowa) nie będzie mógł kierować ciałem.
C-Yoon Kim z Uniwersytetu Konkuk w Seulu, ściśle współpracujący z Canavero, wykonał eksperyment z 16 myszami. Wszystkim przeciął rdzeń kręgowy – to odpowiednik odcięcia głowy. Połowie zaaplikował PEG w miejscu rozcięcia, a połowie obojętny roztwór soli fizjologicznej. Po miesiącu pięć spośród ośmiu leczonych myszy odzyskało zdolność słabych ruchów kończyn. Trzy padły, podobnie jak wszystkie w grupie kontrolnej.
Kolejny eksperyment przeprowadzono na dziesięciu szczurach. Tym razem Koreańczycy wykorzystali amerykański wynalazek: PEG wzbogacony o grafenowe nanowłókna. W założeniu mają one ułatwić przesyłanie sygnałów elektrycznych.
Grafenowe wstążki to pomysł zespołu Jamesa Toura z Uniwersytetu Rice. – Moją motywacją jest chęć naprawienia rdzenia kręgowego – mówi magazynowi „New Scientist" Tour. – Ale jeśli ktoś pracuje nad przeszczepem głowy, to na pewno też czegoś takiego będzie potrzebował.
Szczurom też przerwano rdzenie kręgowe – połowa dostała PEG z grafenem, połowa obojętny roztwór. Po dwóch dniach jeden ze szczurów zaczął poruszać łapkami. Po tygodniu sam stał, ale miał problemy z zachowaniem równowagi, po dwóch tygodniach miał już sam chodzić, stawać na tylnych łapkach i jeść.
Co z resztą? Tu zaczynają się problemy. Niezidentyfikowana powódź zalała laboratorium, zabijając cztery poddane leczeniu szczury. Padły też wszystkie zwierzęta z grupy kontrolnej.

Szarlatan

Wreszcie ostatni eksperyment. Koreańczycy przecięli rdzeń kręgowy psa. Ale nie cały, lecz „w 90 procentach" – jak opisują w „Surgical Neurology International". Dzięki klejowi PEG zaaplikowanemu w miejscu urazu pies po trzech dniach zaczął ruszać łapami. Po dwóch tygodniach mógł ruszać przednimi, ale tylne, sparaliżowane, ciągnął za sobą. W trzecim tygodniu sam stanął. Koreańczycy twierdzą, że pies był później w stanie łapać przedmioty i machać ogonem. W tym badaniu nie było grupy kontrolnej.
To przypomina wcześniejszy eksperyment Canavero i jego współpracowników – z transplantacją głowy małpy. Zwierzę żyło tylko 20 minut po operacji, co nie przeszkodziło chirurgom obwieścić światu sukcesu.
Naukowcy komentujący wysiłki Canavero i jego koreańskich kolegów nie pozostawiają na nich suchej nitki. Zapytany o to przez „New Scientist" Arthur Caplan, etyk z Uniwersytetu Nowego Jorku, mówi, że próba wykonania transplantacji głowy człowieka jest przedwczesna. Te badania świadczą, że są jakieś trzy, cztery lata od naprawiania rdzenia kręgowego u ludzi. A to oznacza siedem lub osiem lat od próby przeszczepienia głowy" – mówi Caplan.
Podobnie uważa neurolog Jerry Silver z Case Western Reserve University. – Sprawa z psem to nie badanie, ale opis konkretnego przypadku. Jeśli nie ma grupy kontrolnej, to niewiele można powiedzieć. Twierdzą, że przecięli 90 proc. rdzenia, ale zamiast dowodów pokazali jakieś okropne zdjęcia – mówi Silver. To samo dotyczy innego eksperymentu Koreańczyków. – W takich artykułach nie pisze się, że cztery z pięciu szczurów utonęły. Zaczyna się jeszcze raz z większą grupą – oburza się naukowiec.

Marzenie ściętej głowy

Nie mniejsze kontrowersje dotyczą innych współpracowników Sergia Canavero. Zabieg ma być przeprowadzony nie w jednej z renomowanych klinik, lecz w Wietnamsko-niemieckim Szpitalu w Hanoi. Pomagać będzie prawdopodobnie Xiaoping Ren, chiński chirurg, który chwali się, że odciął i przyszył głowy już 1000 myszom. Żadna nie przeżyła dłużej niż kilka minut.
Nawet najgorętsza krytyka nie zniechęci jednak pacjenta. To 31-letni Rosjanin Walerij Spirydonow. Cierpi na rzadką chorobę genetyczną, postać rdzeniowego zaniku mięśni – tzw. zespół Werdniga-Hoffmana. Objawia się ona zaburzeniem przekazywania impulsów z centralnego układu nerwowego do mięśni. Z czasem mięśnie obumierają, utrudniając nie tylko poruszanie się, ale nawet przełykanie i oddychanie. Na chorobę nie ma lekarstwa, a większość pacjentów nie dożywa wieku Spirydonowa.
  • Jedyne, co odczuwam, to przyjemną niecierpliwość. Tak jakbym przez całe życie przygotowywał się do czegoś ważnego w moim życiu, a teraz to się zaczyna dziać – mówił niedawno pacjent.
 
 



sobota, 22 października 2016
Aborcja?


Od roku, a może to już dwa lata, przetacza się przez media fala propagandy aborcyjnej pod hasłem: "mam prawo do decydowania o swoim brzuchu - mój brzuch, moja sprawa". Hasło w ten deseń lansują głownie tzw. feministki.

Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest fakt, że nikt - ani dyskutanci, ani eksperci, ani dziennikarze, nie podnoszą tematu - "tu nie chodzi o brzuch, tylko o dziecko w brzuchu - dziecko, które zostało poczęte przez mężczyznę - dlaczego feministki odmawiają mężczyźnie prawa do decydowania o życiu JEGO dziecka??".

Czy feministki rozmnażają się przez pączkowanie? Przez podział - jak ameba? Na pewno nie. Omijanie mężczyzny w decyzji o życiu JEGO dziecka jest co najmniej szowinistyczne - no, ale może feministki są szowinistyczne, Pani Welmann na przykład reklamuje i poleca przebijać mężczyznom opony w samochodzie... bo tak.

Niedawno widziałem dyskusję dziennikarzy na ten temat i Pospieszalski już wydawało się, że powie to co ja powyżej - niestety, został błyskawicznie "zmoderowany" przez Karnowskiego. Dopiero kilka dni później usłyszałem te słowa od Terlikowskiego (a powiedział to dość nieśmiało) - w rozmowie z Wandą Nowicką, na co ona natychmiast zaprzestała dyskutować, odwołując się do innych spraw, zmieniając temat...

Tezę "mój brzuch moja sprawa" można obalić w 3 minuty - a mimo to, temat dyskutowany jest miesiącami.

Dlaczego?

Dlatego, że sprawa jest nadana z ramienia służb - nakazano środowisku sprawę aborcji sprowadzić do prawa kobiety do brzucha i zapewniono krzyczących to hasło, że w mediach nikt im tego nie obali.

Zapewniono po prostu osłonę agenturalną w mediach dla propagandy aborcyjnej reklamowanej pod hasłem "mój brzuch moja sprawa". Tak się sprawy mają.
Z tego wynikają dwie rzeczy - redaktorzy w mediach posłusznie wykonują polecenia służb - bez wyjątku, służbom zależy na wprowadzeniu aborcji pod każdym nawet głupim pozorem.

Dlaczego nie możemy zgadzać się na aborcję i musimy pozwalać na cierpienie ludzkie?
Ponieważ aborcja to tylko pierwszy krok w długofalowej polityce struktur niejawnej władzy. Jeżeli padnie obrona życia poczętego, w następnej kolejności - za 50 albo za 100 lat, na przykład, pojawią się jakieś feministki, albo inni krzykacze, którzy będą się domagać eutanazji na ludziach z zespołem downa, albo na wózku - "bo są nieładni, bo cierpią" albo z jakiegoś innego "powodu".

I wtedy powiedzą - skoro możemy zabijać nienarodzonych, bo tak się nam podoba, to dlaczego nie mamy prawa decydować o życiu niepełnosprawnych na wózku?
Wtedy przeciwnicy zabijania powiedzą - jak to, przecież płód to nie człowiek, a tu mamy na wózku człowieka?
I co wtedy powiedzą feministki? COŚ PAN, GŁUPI? Przecież to oczywiste, że płód, zarodek czy zygota to jest człowiek! Skoro wolno nam decydować o życiu człowieka w stadium embrionalnym, dlaczego by nie zabijać cierpiących na wózku, bez serca pan jest?

Tak to jest zaplanowane. Przypominam Machiavellego


Znalazłem taki komentarz u Machiavellego: "lecz dzięki sile i DŁUGOTRWAŁOŚCI cesarstwa pamięć o nich zanikła, a wówczas Rzymianie POCZULI SIĘ PEWNIE JAKO POSIADACZE.. 
Na tej zasadzie - zapominania w skutek wymierania pokoleń oparta jest cała metoda podbijania państw - i zmieniania społeczeństw. Tak min. powstała Ukraina i Prusy, a także POLSKA a także prawdopodobnie - Germania.... Bowiem lektura niektórych kronik sugeruje, że Germanie o byli Słowianie...

Wtedy też będzie można bez przeszkód legalnie brać krew młodego organizmu na skalę masową.


środa, 8 lutego 2017

Diabły



"To zniewolenie, dręczenie, które przypomina bicie. Bóle przychodzą nagle, są niezrozumiałe dla lekarzy. Inni mają niepojętego pecha. Czasami diabeł psuje każdą dobrą relację z ludźmi. Ale najgorsze są nocne zwidy - postaci stojące przy łóżku lub nakazujące samobójstwo."

Ksiądz jak najbardziej ma rację, ale do tego nie potrzeba "duchów" - te "duchy" to po prostu satanistyczna niemiecka 5 kolumna z ABW na czele, która niczym duch infiltruje internety, telefony, a potem mieszkania, pod nieobecność właścicieli dosypuje truciznę do jedzenia, środki wywołujące bóle brzucha, a także amnezję, parkinsona, aldzhaimera, raka, psuje samochody, urządzenia techniczne, zatruwa wodę, robi samobójstwa niewygodnym ludziom itd itd... 

W historii te "duchy" podszywały się pod wiele narodów, zaś czynią tak, ponieważ jest to samo sedno ich niedorozwiniętej psychiki - złośliwe psocenie się, dręczenie ludzi, psucie relacji między nimi, niszczenie tego co wartościowe i piękne, okaleczanie psychiczne i fizyczne, mordowanie, wojny - sprawia im zadowolenie.
Swym zachowaniem przypominają 6-cio 8-mio, a może 10-letnie dzieci, które nie umieją ocenić co jest dobrem, a co złem. Takie bezrozumne dziecko łapie motyla, obrywa mu skrzydła i odczuwa silną satysfakcję ze swej władzy nad tym stworzeniem, z pasją obserwuje nieporadne ruchy okaleczonego zwierzęcia, cieszy je to. Pastwienie się nad ludźmi to dla nich silna podnieta - sprawia im radość. 

Złość, zawiść, nienawiść, a przede wszystkim: złośliwość i wyszydzanie - to są ich cechy kardynalne. To są właśnie diabły...

Słowo diabeł podobno pochodzi z greki i oznacza oszczercę. Czyli kłamcę - a do czego służą media??

WAŻNE! Dlaczego szatan częściej atakuje 30-latków?


 Autor książki "Egzorcyzmy a moce ciemności", emerytowany egzorcysta ks. Jan Szymborski wyjaśnił swego czasu w rozmowie z jednym z polskich tabloidów, dlaczego szatan częściej niż innych kusi i atakuje tzw. 30-latków. Warto przypomnieć tę rozmowę, z faktu, że nadal nasila się demoniczny atak na ludzi w tym wieku.
 
Ks. Jan Szymborski uleczył 30 opętanych i aż 3 tysiące dręczonych. W rozmowie z "Super Expressem" egzorcysta mówił o dość nowym zagrożeniu demonicznym, jakie czyha na ludzi w Internecie - zwłaszcza na mężczyzn w sile wieku. - Dziś łatwo o opętanie, bo przez Internet czy telewizję otaczają nas obrazy zła, a widząc zło, przyciągamy je do siebie - tłumaczy ksiądz Jan Szymborski.

I dalej: - Nie boję się Szatana, nigdy się go nie bałem". I wyjaśnił różnicę między demonami które mogą opętać człowieka a tzw. zjawami, które męczą ludzi: - Tych pierwszych jest niewiele, drugich bardzo dużo - mówi egzorcysta. Jego zdaniem, najbardziej narażeni na opętanie są ludzie po 30. roku życia. - Jest to związane z ich emocjami - twierdzi duchowny. Po prostu ludzie w pewnym wieku są bardziej otwarci na zło niż młodzież. A zło przychodzi do nas wszystkimi możliwymi drogami. Wykorzystuje też nowinki techniczne, np. Internet. Pozostając długo w sieci, narażamy się najbardziej.
- A opętanie to nic przyjemnego - dowodzi egzorcysta. To zniewolenie, dręczenie, które przypomina bicie. Bóle przychodzą nagle, są niezrozumiałe dla lekarzy. Inni mają niepojętego pecha. Czasami diabeł psuje każdą dobrą relację z ludźmi. Ale najgorsze są nocne zwidy - postaci stojące przy łóżku lub nakazujące samobójstwo.

(indukowanie snów - jeśli w krótkim okresie czasu bardzo dużo grasz w szachy, a wcześnie nigdy lub rzadko,  to potem w nocy śnią ci się szachy... skoro jest to możliwe, więc być może istnieją metody wpływania na sen "od zewnątrz" i indukowanie osoby śpiącej odpowiednio spreparowanym snem, tak, abywykorzystać jej przeświadczenie, że sny są jakoby prorocze itym sposobem wpłynąć na jej zachowanie, postępowanie)

Ksiądz zdradził również, że jego najmłodszym "pacjentem" było ... 4-letnie dziecko przyniesione przez rodziców. Budziło się w nocy, widziało postaci. Na szczęście modlitwy egzorcysty pomogły. - Do egzorcyzmu nie potrzeba żadnych przedmiotów, wystarczy władza przekazana przez Kościół. Najpierw następuje modlitwa błagalna do Boga, potem zaczyna się wydawanie rozkazów Szatanowi. Zdarza się, że opętani zaczynają mówić wtedy cudzym głosem i w nieznanym języku. A dzieci bluźnią, mówią jak dorośli.
Mocne to ale jakże prawdziwe!
 
Autor: df     Źródło: se.pl  21:32 7 lutego 2017



Genetyk: Metody takie jak in vitro mogą zabić całą populację



Tak długo będą się zabawiać w Stwórcę, że wyhodują ludzi bez uczuć, bez zdolności do odróżniania dobra od zła, czerpiących przyjemność z zadawania innym cierpienia, psychicznego dręczenia i zabijania.

Może diabły nie mają rogów...


 11:00 3 maja 2017
- Wyniki analiz komputerowych są przerażające. Pokazują, że metody zwiększające częstość mutacji, takie jak in vitro, mogą zabić całą populację, nawet jeśli stosuje się je u jednego czy dwóch procent osobników (...) Zwiększenie częstości mutacji prowadzi w końcu do osiągnięcia wartości krytycznej. A wówczas populacja ginie - powiedział w rozmowie z "Plus minus" prof. Stanisław Cebrat, genetyk, kierownik Zakładu Genomiki Uniwersytetu Wrocławskiego.

- Wyniki analiz komputerowych są przerażające. Pokazują, że metody zwiększające częstość mutacji, takie jak in vitro, mogą zabić całą populację, nawet jeśli stosuje się je u jednego czy dwóch procent osobników. Załóżmy, że z in vitro rodzi się kobieta z wieloma defektami recesywnymi, których nie widać. W życiu spotyka mężczyznę poczętego co prawda naturalnie, ale też nie bez wadliwych genów, bo każdy z nas ma ich kilka. W jej przypadku jednak prawdopodobieństwo, że którychś z nich zetknie się z innym z pary również uszkodzonym i ujawni się defekt, jest większe. Bo ma ich więcej. Zwiększenie częstości mutacji prowadzi w końcu do osiągnięcia wartości krytycznej. A wówczas populacja ginie - powiedział w "Plus minus" prof. Stanisław Cebrat.

Pytany o to, czy nie jest tak, że niektórzy po prostu nie powinni mieć dzieci, genetyk odpowiedział: - Tak uważam. Jeśli natura postawiła takie bariery, nie powinniśmy ich łamać. Nasza wiedza ciągle jest skromna i nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków zmian w naturalnych regułach gry.

Genetyk przytacza również wyniki badań, w których porównywano zarodek poczęty naturalnie i zarodek z probówki. - Robiono je na zwierzętach (…) [zarodki] różniły się od siebie aktywnością 2,5 tysiąca genów. Aż trudno uwierzyć, że z zarodka po in vitro może rozwinąć się normalny organizm – powiedział prof. Cebrat. Podkreślił, ze fakt, że dzieci z in vitro rodzą się normalne naukowiec wskazał na niewiarygodne możliwości organizmu i zaznaczył, że jeśli warunki zapłodnienia są zmienione na sztuczne, „nie potrafimy przewidzieć wielu rzeczy”. - Przy naszej raczkującej jeszcze wiedzy in vitro przypomina bardziej sztukę niż naukę – dodał naukowiec.






Źródło zdjęć: internet
https://pl.wikipedia.org/wiki/Oskar%C5%BCenia_o_mord_rytualny_wzgl%C4%99dem_%C5%BByd%C3%B3w
http://www.planeteplus.pl/dokument-express-planeteplus_45915
http://niezlomni.com/holland-o-kaczynskim-biologia-go-zalatwi/
Polecam wątek: http://argo.neon24.pl/post/130052,wojna a także
http://werwolfcompl.blogspot.com/p/blog-page_2.html albo:
http://werwolfcompl.blogspot.com/p/i.html

 http://malydziennik.pl/wazne-dlaczego-szatan-czesciej-atakuje-30-latkow,2425.html
rp.pl
 http://telewizjarepublika.pl/genetyk-metody-takie-jak-in-vitro-moga-zabic-cala-populacje,47999.htm
 https://www.google.pl/search?q=mars+attacks+heads&client=firefox-b&dcr=0&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiZiLvwvPTWAhVLVRoKHVHiD0MQ_AUICigB&biw=1280&bih=654#imgrc=RgpSXHNuek8cdM:

Źródło: https://maciejsynak.blogspot.com/





Czipowanie w dawnych wiekach



Z etnografii przemysłu manipulacji



A dzis historia z czarami w tle.

W 1688 r odbyła się w Żywcu egzekucja zbójnika - niejakiego Wojciecha Miczka ze Słotwiny. Musiał być znany w okolicy, gdyż na jego egzekucję "czterzy kacia z Cieszyna przybyli". Nie dość tego, zbójnik parał się też czarami i wszedł w pakt z diabłem.

"Będąc na torturach, do niczego się przyznać nie chciał i stryczki się na nim targały, aż opatrzywszy go, charakter nad łopatką lewą, w ciele zaprawiony i zarośniony jemu naleźli, to jest jakąś kosteczkę, po czym przyznał się".

Charakter, jak pisze Bystroń, to znamię, które diabeł pozostawiał na ciele osoby która weszła z nim w pakt. Stąd ludzi z takim znamieniem zwano charakternikami. Charakternicy mieli być odporni na ból, kule czy broń sieczną. Podobnie miało być w przypadku Wojciecha Miczka. Dopiero odnalezienie diabelskiego "charakteru" złamało czar.


Po tym gdy Wojciech się przyznał do rozboju dokonano widowiskowej egzekucji:

"Na placu tedy ścinając go, jeden klęczącemu za włosy trzymał głowę, a drugi ściął. W tym ciało na ziem upadło, a on głowy nie dopuszczając na ziemię, dotrzymał i w ręce głowę za włosy trzymając. Ale za ten figiel złotych 60 od głowy wzięli, coby kat oświęcimski złotych 10 kontentowałby się"







Źródło:
Projekt chłop/ fb  1 października 2017
internet






.