Maciej Piotr Synak


Od mniej więcej dwóch lat zauważam, że ktoś bez mojej wiedzy usuwa z bloga zdjęcia, całe posty lub ingeruje w tekst, może to prowadzić do wypaczenia sensu tego co napisałem lub uniemożliwiać zrozumienie treści, uwagę zamieszczam w styczniu 2024 roku.

czwartek, 2 listopada 2017

Helloween - pamiątka mordu



ZŁOTY MELON



"W powszechnej świadomości Halloween kojarzone jest ze świętem zmarłych – w rzeczywistości, zarówno poganie jak i wcześni chrześcijanie upamiętniali zmarłych wiosną – między marcem a majem[3]."




Stwórca im odmówił.








"Oddaj cukierek, albo zrobię ci psikusa..."






Kilka tysięcy lat temu padła najważniejsza enklawa bezpieczeństwa - czyli ....... numer Jeden.

Mieszkańcy zostali zgubieni.

 



Do dzisiaj dzień ten świętowany jest na zachodzie - truchła Lachów stały się straszydłami, głowy leżące na ziemi stały się dyniami...









To wesoły dzień, bo to dzień zwycięstwa...

Diabły wtargnęły do "nieba"..



"osiągnęli stan zbawienia i przebywają w niebie, przypadająca corocznie na dzień 1 listopada"



Innym symbolem tego zwycięstwa są tzw. bramy tryumfalne.


W Lachii na drugi dzień po walce zaczęło się żałobne zawodzenie...



"obchód liturgiczny poświęcony zmarłym, przypadający corocznie na dzień 2 listopada, treściowo połączony z poprzedzającą go uroczystością Wszystkich Świętych[2]. Zaduszki zbiegają się zazwyczaj z ludowymi uroczystościami ku czci zmarłych, wywodzącymi się z wierzeń pogańskich lub obrzędowości przedchrześcijańskiej"




Raj upadł...

All Hallows' Eve













I dlatego mamy na świecie to, co mamy - nieustanna przemoc, zawiść, nienawiść, oszczerstwo, wojny....


To jest ich raj, raj oszczerców....




























.



















piątek, 27 października 2017

Wieści z Arabii Saudyjskiej: robot i Neom




Polecam film.

Najbardziej frapujące jest zdanie:

"Jeśli będziecie dla mnie mili, to ja będę miła dla was".


Tak, to była groźba...






Humanoidalny robot otrzymał obywatelstwo Arabii Saudyjskiej



Sophia początkiem października wzięła udział w sesji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Dyplomaci mogli zadawać maszynie pytania. Uczestnictwo androida w panelu ONZ miało na celu pokazanie, jak dalece zaawansowane są pracę nad sztuczną inteligencją. Pośrednio też pokazało, że jest potrzeba stworzenia regulacji prawnych dotyczących sztucznej inteligencji.



Przed niekontrolowanym rozwojem sztucznej inteligencji przestrzega wielu naukowców oraz przedsiębiorców. Wśród nich jest m.in. Elon Musk, który wielokrotnie mówił, że sztuczna inteligencja zagraża ludzkości. – Sztuczna inteligencja zagraża istnieniu ludzkiej cywilizacji. Dopóki ludzie nie zobaczą robotów chodzących po ulicach i zabijających innych ludzi, nie będą wiedzieli, jak zareagować, bo wydaje się to takie eteryczne – ocenił Musk podczas konferencji US National Governs Association w lipcu tego roku.
Ale nie on jedyny przestrzega przed sztuczną inteligencją. Wielokrotnie na ten temat mówił Stephen Hawking, który twierdzi, że nie przetrwamy na Ziemi następnych 1000 lat. Głównymi zagrożeniami, które wyliczył uczony są zagrożenia związane z nagłym pogorszeniem się sytuacji politycznej na świecie, które może doprowadzić do nagłej wojny nuklearnej, wzrastające ryzyko katastrof naturalnych oraz sztuczna inteligencja.
Arabia Saudyjska stała się pierwszym krajem na świecie, który obdarował robota obywatelstwem. Co ciekawe, Sophia, która przedstawia kobiecą postać, na scenie pojawiła się bez nakrycia głowy. Wywołało to niemałe kontrowersje. Komentatorzy podkreślają również, że Sophia otrzymała prawa obywatelskie w kraju, który odmawia ich swoim obywatelom – przede wszystkim kobietom, które do niedawne nie miała praw wyborczych i nie mogły samodzielnie prowadzić samochodu.




Arabia Saudyjska zbuduje megamiasto na OZE i porzuca radykalny islam

 

Rijad przedstawił zaskakujący gigantyczny projekt futurystycznej modernizacji Arabii Saudyjskiej. Można go nazwać projektem 21 wieku.
Jednym z wielkich projektów jest mega metropolia, mająca kosztować 500 mld dol., kolejnym most „jakiego świat nie widział” – zapowiada następca tronu dynastii Saudów książe Mohamed bin Salman. Projekt modernizacji znajduje się pakiecie reformy, która ma w Arabii Saudyjskiej przywrócić „umiarkowany islam”. Książe Mohamed zapowiedział: „Wracamy do umiarkowanego islamu, tolerancyjnego, otwartego na cały świat i na wszystkie religie. Szybko wykorzenimy ekstremizm”.
Wczoraj (24.10) Salman poinformował, że metropolia będzie nazywać się Neom, będzie skupiać najcenniejsze innowacje całego świata i stanowić będzie „nową jakość dla całego świata” jako ogromna strefa ekonomiczna. Będzie zlokalizowana na północnozachodnim wybrzeżu Morza Czerwonego. Konferencja poświęcona tej inwestycji odbyła się 24.10 w Rijadzie, książe Mohamed zapowiedział, że Noem „rozszerzy się na Egipt i Jordan. Jego powierzchnia wyniesie 26.500 km.kw. Nie będzie to jednak zwarte miasto w tradycyjnym rozumieniu, lecz skupiska nowoczesnych miast, miasteczek i wsi stanowiących infrastrukturalnie jedną całośc, „wkomponowaną w naturę”.
Saudyjczycy zamierzają też wybudować gigantyczny nowy most łączący Arabię Saudyjską i Egipt, czyli Azję i Afrykę. Dyrektorem generalnym projektu Naom został mianowany Klaus-Christian Kleinfeld, W Niemczech w latach 2005 – 2007 szef grupy Siemensa. Pierwsza faza projektu projektu zostanie zrealizowana do 2025 r.

Uniezależnić się od ropy

Książe Salman podkreślił, że Noem jest tylko jedną z wielu inwestycji koniecznych dla realizacji ogromnej reformy gospodarczo-społecznej, która zmodernizuje gruntownie Arabię Saudyjską.  Analitycy oceniają, że plan reformy księcia następcy tronu jest bardzo radykalny, ale też bardzo konkretny, zawiera „rzeczowy i precyzyjny opis środków przeprowadzenia reformy”.  Jednak nie jest jasne, czy tolerancja będzie oznaczać też koniec dyskryminacji dwóch mln szyitów mieszkających w Arabii Saudyjskiej.
Reforma Salmana obejmuje też program dywersyfikacji gospodarki Arabii Saudyjskiej zgodnie z planem przyjętym w 2015 r. przewidującym do 2030 r. zmniejszenie uzależnienia od ropy i jej eksportu, powstania nowych najnowocześniejszych sektorów i nowych miejsc pracy dla 5 mln.młodych Saudyjczyków. Przewiduje też powstanie sektora rozrywki dla tego młodego pokolenia, które obecnie korzysta z tego sektora w Dubaju i tam wydaje rocznie około 20 mld dolarów. „Teraz będą większą cześć tych pieniędzy wydawać w kraju”.

 

 

 http://biznesalert.pl/arabia-saudyjska-megamiasto-oze/

http://dzienniknaukowy.pl/nowe-technologie/humanoidalny-robot-otrzymal-obywatelstwo-arabii-saudyjskiej/




środa, 25 października 2017

Jak Niemcy kradli polskie skarby? xxx




Największa grabież stulecia. Jak Niemcy kradli polskie skarby?

| Aktualizacja:
Mariusz Nowik


 Tendencyjne kłamstwa i manipulacje

Niemożliwym jest oszacowanie wartości dzieł sztuki, jakie w czasie wojny Niemcy wywieźli z Polski lub zniszczyli. Lynn H. Nicholas w książce "Grabież Europy" pokazuje mechanizm, według którego naziści okradali podbijane kraje. Niestety, choć do dziś nasze obrazy zdobią niemieckie galerie, a książki wzbogacają zbiory bibliotek, nie ma co liczyć na szybki ich zwrot.

22 miliony książek i 516 tysięcy dzieł sztuki - oto straty, jakie według szacunków Ministerstwa Spraw Zagranicznych polska kultura poniosła w czasie II wojny światowej. Dokładniejszy rejestr prowadzi Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Zgromadziło w nim dane o ponad 63 tysiącach zrabowanych przedmiotów. Spis jest ciągle uzupełniany, powiększany i prawdopodobnie lista nigdy nie zostanie zamknięta. Nie da się bowiem ani policzyć, ani oszacować tych strat. Znawcy sztuki przyjmują, że ich wartość może sięgać nawet 30 miliardów dolarów.

Zlokalizowanie i odzyskanie zrabowanych dzieł nie jest łatwe. Ani MSZ, ani muzealnicy nie chcą zdradzać, w jaki sposób namierzają skradzione dobra, ale wiadomo, że praca takich osób ma wiele wspólnego z prowadzeniem śledztwa. Przeszukiwanie internetu, ofert domów aukcyjnych, tropienie śladów, współpraca z placówkami kulturalnymi za granicą - wszystkie te działania należy prowadzić dyskretnie. Inaczej można spłoszyć "właściciela" dzieła, często anonimowego, który albo wycofa dzieło z oferty, albo podbije jego cenę. Niewątpliwym powodem do dumy naszych muzealników oraz resortu kultury było odzyskanie obrazu "Pomarańczarka" (znanego również jako "Żydówka z pomarańczami") Aleksandra Gierymskiego, wywiezionego przez Niemców z Muzeum Narodowego w czasie wojny. Dzieło pojawiło się w 2010 roku na aukcji w Niemczech, w małym mieście pod Hamburgiem. Wiele ze zrabowanych dóbr kultury znajduje się jednak wciąż w niemieckich muzeach, dokąd trafiały zarówno w czasie wojny, jak i już po jej zakończeniu. Placówki te do dziś nie zdołały sprawdzić pochodzenia wielu zalegających w ich magazynach dzieł, które w latach 1939-1945 płynęły szerokim strumieniem z okupowanych przez hitlerowców krajów. Ten zorganizowany w najdrobniejszych szczegółach proceder opisuje Lynn H. Nicolas w książce "Grabież Europy".

"Świetnie opowiedziana historia zuchwałych kradzieży największych arcydzieł sztuki, którą czyta się jak wciągającą powieść przygodową" - taką rekomendację można przeczytać na okładce. Rzeczywiście, trzeba przyznać, że amerykańska pisarka wykonała tytaniczną pracę, a do tego efekt swoich badań nad losami dzieł sztuki opowiedziała lekko. Choć "Grabież Europy" przeznaczona jest dla czytelnika masowego i połyka się ją szybko, nie znajdziemy tam kuszących w tak obszernym temacie uogólnień i braków, a Lynn H. Nicholas nie ślizga się po temacie, tylko głęboko się w niego wgryza. Przedstawia historię II wojny światowej w Europie przez pryzmat strat dóbr kultury. Szeroko czerpie z niemieckiej dokumentacji, odwołuje się do dowodów barbarzyństwa, pokazuje zdjęcia, przytacza także wiele relacji - zarówno osób winnych grabieży, zamieszanych w ten proceder, a także zwykłych przypadkowych świadków. Takich jak ten mężczyzna, który opowiadał, jak niemieccy żołnierze opróżniali słynną warszawską galerię:
Dzisiaj byłem świadkiem szczególnie dla mnie przykrej sceny. Przechodząc obok "Zachęty", (...) zobaczyłem długi szereg ciężarówek. Robotnicy przesuwali po chodniku jakieś ciężkie przedmioty. Przez szeroko otwarte okna dostrzegłem złoty błysk ram obrazów. Chociaż wiedziałem, że to bardzo niemądre z mojej strony, podszedłem bliżej, żeby zobaczyć, co się dzieje. Wyrzucano coś przez okno, coś, co w jasnym blasku słońca zabłysło wszystkimi kolorami tęczy. Te strzępy i kawałki były obrazami, a tuż przede mną upadła moja ukochana "Barbara Radziwiłłówna". Robotnicy apatycznie podnosili te skarby polskiej sztuki i wrzucali je na czekające ciężarówki. Zaraz potem samochody odjechały w nieznanym kierunku. (...) Miałem uczucie, jakby się przyglądał, jak mordują starych przyjaciół.
Lynn H. Nicholas rozkłada na czynniki pierwsze całą akcję wojennych grabieży. Pokazuje, jak świetnie została przygotowana. Adolf Hitler zlecił ją bowiem zaufanemu człowiekowi. Doktor Kajetan Mühlmann, były austriacki komisarz do spraw sztuki został mianowany pełnomocnikiem do spraw zabezpieczenia dzieł sztuki i skarbów kultury w Generalnym Gubernatorstwie. Podległe mu specjalne oddziały SS zajmowały się wyłącznie wyszukiwaniem i zajmowaniem kosztowności oraz dzieł sztuki. Mühlmann skrzętnie katalogował je, przygotowując przy okazji specjalny prezent dla Hitlera. Najcenniejsze przedmioty, jakie udało mu się zrabować, miały trafić do Muzeum Adolfa Hitlera w Linzu.

Polscy muzealnicy i prywatni kolekcjonerzy zdołali ocenić niewielką cząstkę dóbr. Bombardowana Warszawa płonęła, gdy "Bitwę pod Grunwaldem" Jana Matejki zdjęto ze ściany Muzeum Narodowego w Warszawie, zrolowano i wywieziono wozem zaprzężonym w konie na lubelską wieś. Tam obraz schowano pod ziemią i zabetonowano. Słynna kolekcja rodu Czartoryskich, składająca się z ponad 5 tysięcy obrazów, starożytnych zabytków, porcelany i grafik została ukryta w piwnicach wiejskiej rezydencji w Sieniawie. Wiele z nich, jak choćby "Portret młodzieńca" pędzla Rafaela przepadło bezpowrotnie.

Jak zauważa Lynn H. Nicholas, Niemcom bardzo się spieszyło - wywozili polskie dzieła już w czasie kampanii wrześniowej, w ogniu walk. W połowie miesiąca do Berlina wysłali na przykład zdemontowany ołtarz Wita Stwosza z krakowskiej bazyliki Mariackiej.
Przetransportowanie rzeźb Wita Stwosza okazuje się dość trudne. Ruchy wojsk poważnie to utrudniają (...). Skrzynie z katedry w Sandomierzu są duże. Cztery z nich ważą osiemset kilogramów każda. Ze względu na zł warunki na drogach musieliśmy jechać bez przyczepy, a ze względów bezpieczeństwa tylko za dnia - wspominał oficer SS, którego relację przytacza autorka "Grabieży Europy".
Wywożono nie tylko dzieła największe, wyspecjalizowane oddziały SS kradły także drobniejsze kosztowności, także książki, zbiory numizmatyczne, zabytkową broń. Wszystko, co przedstawiało dużą wartość. Ta niespotykana na tę skalę zorganizowana grabież została uprawomocniona w listopadzie 1939 roku, gdy władze niemieckie wydały dekrety legalizujące konfiskatę własności obywateli i państwa polskiego. Ukrywanie dzieł najpierw karano więzieniem, a potem - zesłaniem do obozu koncentracyjnego.

Spustoszenie Polski nie nasyciło jednak apetytu Niemców. Jak wskazuje Lynn H. Nicholas, scenariusz przećwiczony na polskich muzeach i prywatnych kolekcjach Niemcy powtarzali w każdym podbitym kraju. O tym, jak bardzo przywiązywali się do ukradzionych skarbów, świadczy przykład gubernatora Hansa Franka, który uciekając przed Armią Czerwoną, zabrał ze sobą należącą do polskich zbiorów "Damę z łasiczką" Leonarda da Vinci. Choć od razu po kapitulacji III Rzeszy alianci nakazali zwrot wszystkich zagrabionych dzieł, wiele z nich do dziś wypełnia magazyny niemieckich muzeów i galerii sztuki. Procedura identyfikacji dzieła i odnajdywania właścicieli (a najczęściej ich spadkobierców) jest bowiem żmudna i czasochłonna. Tak przynajmniej tłumaczą się niemieccy muzealnicy.

To opowieść bez końca - podkreśla Lynn H. Nicholas i trudno się z nią nie zgodzić. 70 lat po wojnie wciąż trwa walka o odzyskanie skradzionych dzieł i nic nie wskazuje na to, by miała się w najbliższym czasie zakończyć. Niezwykle rzadko zdarzają się takie okazje, jak ta, która wydarzyła się pół wieku temu, w latach 60., gdy do biblioteki amerykańskiego uniwersytetu Harvarda wszedł pewien człowiek i położył przed bibliotekarzem jeden z najcenniejszych zabytków języka staro-cerkiewno-słowiańskiego. Kodeks Supraski, pochodzący z XI wieku rękopis z polskich zbiorów muzealnych, który w niewyjaśnionych okolicznościach zaginął w czasie wojny, został wyceniony przez tajemniczego mężczyznę na 20 tysięcy dolarów. Bibliotekarz zorientował się jednak, że dzieło warte jest co najmniej 350 tysięcy dolarów, domyślił się również, skąd ono pochodzi. Po długich negocjacjach i środkom od sponsora zabytek wrócił do Polski. Jednak wiele równie cennych i cenniejszych dzieł utraciliśmy bezpowrotnie.


Lynn H. Nicholas, "Grabież Europy", Dom Wydawniczy REBIS, 2014

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes.

 http://wiadomosci.dziennik.pl/historia/ksiazki/artykuly/450857,jakie-dziela-sztuki-w-czasie-wojny-niemcy-wywiezli-z-polski-grabiez-europy-lynn-h-nicholas-recenzja.html

wtorek, 24 października 2017

Patrz uważnie...





Widzisz?









Widzisz, czy nie?

Nie wiesz, co to, bo nigdy tego nie widziałeś, ani o tym nie słyszałeś.



A tutaj? Ta grafika zawiera min. 3 kalambury - zależne min. od pozycji obrazu.







A teraz lepiej?





No widzisz, czy nie??




A teraz?












Żeby dobrze widzieć, musisz się unieść wysoko, by nabrać odpowiedniej perspektywy.


Nieustannie zajmują się cudzymi sprawami. To skuteczne, bo w ten sposób "chronią" swoje sprawy, nie dają się wyprzedzić innym , sabotując ich zawczasu permanentnie.


Kłamstwa o przeszłości są ukrywane - kolejnymi kłamstwami.

Burzenie świątyni w Palmyrze, wyburzanie poniemieckiej zabudowy w Gdańsku czy Królewcu, ruiny zigguratów, a nawet same zigguraty - to kolejne elementy szerszego planu wymazywania ludzkości pamięci o przeszłości - w tym o kłamstwach, które miały ukryć prawdę o przeszłości. Kłamstwa zawierają elementy prawdy, dlatego są zasłaniane kolejnymi kłamstwami i tak w kółko od tysięcy lat....

Na 15tym poziomie, w 15tej warstwie wielkich  kłamstw jedno jest pewne - nic nie jest pewne.

Żaden "przekaz historyczny" nie jest pewny. 

Być może to tylko kolejna wersja rzeczywistości, kolejne kłamstwo, które zostało zakryte, zamaskowane kolejnym kłamstwem...




Tak mówi polityka - "historia, to tylko umówiona wersja zdarzeń"...








.



środa, 18 października 2017

Nie szykanuj mnie.





Jeśli dzwonią do ciebie, albo nachodzą cię cymbały ze służb, to informuję cię, że nie należy ufać zawodowym oszczercom.



Od pewnego czasu dostaję sygnały świadczące o tym, że barany z ABW przyjęły nową taktykę.

Przez ostatnie 6 lat było tak, że jak chciałem coś załatwić, to dzwonili do mechanika, albo tapicera, albo lekarza i kazali im – pod jakimś pozorem, kłamstwem – np. nie wykonywać dla mnie tej usługi...

Nasyłali uwodzicieli na kobiety, które mi się podobały. Było i tak, że nasyłali na mnie kobiety, które zwodziły mnie nieustannie, absorbując mój czas i energię.

Ponieważ ja poszedłem dalej, pomimo ostrych ataków, więc teraz już nie bawią się w wymagające jednak trochę organizacji zwiedzenie, ale po prostu idą do takiej kobiety i mówią jej kim są i że nie wolno jej się ze mną widywać – a czasami nakazują mnie zwodzić.

W ten sposób kontrolują w jakimś stopniu sytuację, część mojego czasu i energii znowu idzie w próżnię. W zamian oferują jej – nową dobrze płatną pracę za granicą, albo inne gratyfikacje. Trzeba jednak pamiętać, że jednak jest to przymuszenie. A to raczej jest nieprzyjemne.



Po 5 latach dotarło do nich, że jestem nieprzekupny. Nasłali na mnie takiego jednego, co zadał mi takie pytanio-stwierdzenie, że pieniądze nic dla mnie nie znaczą... Patrz, oświeciło durniów... A wystarczyło mnie posłuchać...

W zeszłym roku przestali się głupkowato uśmiechać na mój widok.


Od kwietnia tego roku znalazłem się w sytuacji, kiedy ktoś nieustannie skakał mi po głowie przez 3 miesiące. Jakoś to zniosłem. No , zniosłem, bo musiałem.

Teraz, jak drugi trzeci raz idę do nowej dla mnie kawiarni, czy nawet sklepu, to obsługa jest nieuprzejma, zaczynają się kalambury o czekaniu na zamówienie, albo odradzanie, żeby czegoś nie kupować.
Dzwonią do szkoły, jednej drugiej, straszą ludzi swoimi kłamstwami, manipulują ludźmi w urzędzie.

Totalny zmasowany atak – dzień w dzień.

ABW idzie do tych ludzi i kłamie im różne rzeczy na mój temat proponując hejtować mnie.

Dlaczego? Jak?

Powody mogą być różne, sądzę, że w tym celu zmyślili kilka historyjek o mnie:

  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest krnąbrny i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak już u nas jest
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale trzeba go łamać, żeby sprawdzić, czy się naprawdę nadaje, bo tak już u nas jest
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest chciwy i nie chce pracować za kilka tysięcy miesięcznie i trzeba go łamać, żeby pracował dla naszego kraju, żeby go nawrócić na słuszną drogę
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest chciwy i nie chce pracować za kilka tysięcy miesięcznie i trzeba go łamać, żeby pracował dla naszego kraju, żeby go nawrócić na właściwą drogę, a do tego jeszcze wymyślił jakiś Werwolf, żeby się wymigać od roboty i mieć powód do odmowy
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale jest trochę popierdolony i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak już u nas jest
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale prawdopodobnie ma schizofrenię i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak trzeba
  • super nadaje się do służb, jest genialny, ma super moce, ale myśli, że jest lepszy niż jest i że jest jakiś wyjątkowy i trzeba go łamać, żeby był posłuszny, bo tak trzeba

    albo po prostu:
    to wariat, trzeba go naprostować...
itd. itd. ….

Takimi historyjkami można sypać jak z rękawa.

Ja jednak nie jestem popierdolony, nie mam schizofrenii i nie wymyśliłem sobie Werwolfu.

Tekst Werwolf broni się sam – przykładami i logicznością wywodu. I każdy jest w stanie sam to ocenić, choć niewątpliwie są tacy, co namiętnie sugerują się cudzym zdaniem, nawet jeśli składa się ono z samych ogólników i propagandy.

Nie ja pierwszy na to wpadłem – również u Dmowskiego można wyczytać dwa trzy zdania na ten temat (być może więcej, ale jego pisma znam tylko fragmentarycznie), taki Kaczyński publicznie wspomina o 5 kolumnie i przynajmniej jeszcze kilka innych osób.

Nawet ludzie średniowieczni zauważali współczesny sobie Werwolf – patrz „Pieśń o buncie wójta Alberta”.

Co prawda moje myślenie jest odmienne od innych – bez wątpienia wtedy nie doszedłbym do prawdy, na którą wielu zamyka oczy, albo się nią zwyczajnie nie interesuje.

Prawda jest tak, że mam o wiele szerszą wiedzę, niż prezentuję w swoich publikacjach.
Nie ważny werwolf, są ważniejsze rzeczy...



Skoro idą do was i mówią wam, że mam dla nich pracować – to coś w tym musi być...

I jest – PRAWDA o nich. I technologia.


To jest przykre, że ludzie wierzą jakimś oszustom i są dla mnie nieuprzejmi, albo próbują mi mówić co mam robić z własnym życiem. 

W dobrej wierze chcecie pomóc ss, a tak naprawdę uprzykrzacie mi życie, które i tak jest zdemolowane – a teraz ma być zdemolowane totalnie, pod każdym względem, tak abym nawet spokojnie nie mógł wypić filiżanki kawy.

Nie mam chwili spokoju.

Dzień w dzień łażą za mną – stoją pod sklepem, przyglądają mi się jak robię zakupy – to tak, jakbyś szedł przez miasto i co chwila ktoś z przechodni dotykał twojego ramienia – niby nic, ale robione w sposób masowy - dekoncentruje, rozprasza, wywołuje poczucie zagrożenia na poziomie podświadomym - nie mam prywatności , nie mam intymności – a jeszcze wy stajecie się dla mnie nie mili.

Kiedy do was idą to stajecie się ich żołnierzami – UB zwielokrotnia w ten sposób swoje siły, swój sposób oddziaływania na mnie.

To jest po prostu zmasowany atak, atak nieustanny.

To ma mnie zmusić do uległości, żebym zgodził się na współpracę z nimi – a to jest niemożliwe.
Nawet gdybym chciał pójść na łatwiznę, samego siebie okłamać – nie mogę, nie wolno mi.

Niemożliwe, ponieważ mam w głowie wiedzę, którą chcą wykorzystać przeciwko wam, a ja nie mogę na to pozwolić.

I dlatego się opieram, a nie dlatego, że jestem chciwy, albo coś mi się pomieszało.

Nie ma innej opcji – no chyba, że wszystko byłoby tak, jak chcę – tak zresztą proponowałem w zeszłym roku, jednak oni uważają, że mnie złamią.
Skoro tak myślą...

Moja wiedza, a przede wszystkim mój sposób myślenia jest powodem ataków, ale jednocześnie stanowi o moim bezpieczeństwie.

To są tajne służby – myślisz, że mówią ci prawdę?

Jak byś znał prawdę, to byś był w ich szajce, albo w lesie 2 metry pod ziemią.

Wy nie wiecie jaka jest prawda.

Istnieje 15 warstw kłamstw, a większość z was żyje w 4-8 warstwie, nie głębiej.

Dopiero jak dojdziesz do 11 warstwy, zaczyna się rozwidniać.
Dlatego oni nie mają skrupułów w okłamywaniu was, bo mają świadomość w jak wielkim matriksie żyjecie.


Ludzie wyczuwają kłamstwa, dlatego oni unikają kłamstw.
Nie kłamią, tylko podają niepełne informacje.


Robią też taki manewr – dzielą wypowiedź na części – jest część, której nie możecie znać i część, którą możecie poznać.

Np. najpierw mówią sobie w myślach tę niewygodną treść, którą chcą przed wami zataić, a wtedy dopiero na głos wypowiadają drugą część wypowiedzi, która ma w ten sposób już inny sens niż w oryginale.

Wtedy mają poczucie, że was nie okłamują, wy nie wyczuwacie kłamstwa, bo nie wyczuwacie niepewności w ich głosie, a wręcz wyczuwacie pewność – a pewność jest w nich, bo mówią co chcą, a jednocześnie ty nie możesz im zarzucić kłamstwa, albo złej woli - i tak powstaje kłamstwo idealne.

Oni mają poczucie, że wypowiedzieli prawdę i to im sprawia zadowolenie, co odczuwacie pozytywnie, a wy usłyszeliście tylko część informacji i nie dociera do was, że oni na przykład powiedzieli wam:

Ty pytasz: Dlaczego się tak zachowujesz?

A on: „Jestem złośliwy, dlatego to robię – i wtedy na głos – bo ja już tak mam, taki mam tik”.


Mam wrażenie, że robisz mi na złość. Dlaczego się tak zachowujesz?
Jestem złośliwy, dlatego to robię – bo ja już tak mam, taki mam tik.

Mam wrażenie, że robisz mi na złość. Dlaczego się tak zachowujesz?
Bo ja już tak mam, taki mam tik.


Prawda, że jest różnica?


Angażują was za pomocą kłamstw i w ten sposób powstaje szeroki front, który zajmuje się szykanowaniem mnie i utrudnianiem mi życia.

Moje życie jest i tak już skomplikowane, nie dokładaj swojej cegły do tego muru.


Jacek Pajac i jego ludzie ukradli mój kraj.
I jeszcze im się marzy.......



Kto ma uszy niechaj słucha.

http://maciejsynak.blogspot.com/2014/02/60-latka-pokredkowaa-sukiennice.html


http://argo.neon24.pl/post/61461,czy-z-powodu-swojej-blogerskiej-czy-innej-dzialalnosci-jestes-nekany-przez-sluzby



SB zbierała informacje nt. interesujących ją osób, dzisiaj podnosi się temat donosicieli, którzy zazwyczaj tłumaczą się: ale przecież ja nie zrobiłem nic złego, to co powiedziałem, to było nic....

Nieprawda – SB zbierała setki takich relacji i na ich podstawie budowała portret psychologiczny człowieka, który następnie był poddawany „obróbce” - człowiek, nie portret.

Każde słowo ma znaczenie. Każde słowo może zdecydować o dramatycznych zmianach w życiu drugiego człowieka, nie tłumacz tego sobie – i tak się nikt nie dowie, albo: tego nie można udowodnić.
Tu nie chodzi o to, by tobie coś udowadniać, ale byś budował wspólnotę i postępował względem niej etycznie. Pewnego dnia, ktoś z tej nieistniejącej wspólnoty do ciebie przyjdzie i postąpi z tobą tak, jak go tego nauczyły media, służby – i 5 kolumna.



Oni was okradli - z pieniędzy, a przede wszystkim waszego czasu.
Okradają wasze dzieci z ich przyszłości.

Zbóje mają więcej planów wobec was, ale na razie nie mogą się ujawnić z całą mocą, bo jeszcze nie są dość liczni. Zauważa ich taki Synak, zauważają inni, co rozumieją, że samoloty same nie spadają, a brzoza to nie jest temat do żartów - zamach Smoleński najlepiej  świadczy o tym, że już są dość silni, by samodzielnie władać waszym państwem, ale jeszcze za mało ich, żeby wam go odebrać całkowicie.

Zbóje nie napadną na was, dopóki nie będą mieli pewności, że śpicie.
Tak się prowadzi wojny - nie napada się na kogoś, dopóki nie ma pewności, że zostanie pokonany.

Jeżeli będziecie spać - wtedy pewnego dnia przyjdą po was. Przyjdą na pewno.


Pierwszy raz zaczęto mi grozić śmiercią, gdy przyszedłem do gdańskiego UPR i usiłowałem postawić ten oddział na nogi. Czyli gdzieś od roku 2008 - 2009?

Po mniej więcej 2 latach zacząłem rozumieć,  że 90% ludzi, którzy "aktywnie" pokazywali się w UPR, to byli ludzie, którzy zajmowali się sabotowaniem tej partii. Wyobrażacie to sobie? Malutka kanapowa partia, okazało się jest stale dozorowana i od środka rozwalana. Tak bardzo komuś przeszkadza. Potem pojawił się Skarbnik UPR, zaczęliśmy pracować nad oczyszczeniem partii z "leśnych dziadków", no a potem zaskoczenie - ten człowiek zrobił coś niespodziewanego i zniknął z życia partii...

Będąc w 2009 roku na Śląsku, dostałem propozycję pracy - miałem być współwłaścicielem w firmie.. Warunek był jeden - zrezygnować z polityki...

???

Niestety, nie dowiedziałem się, jakie byłyby moje obowiązki w tej firmie, co mielibyśmy robić... Na moje pytania odpowiedziało mi milczenie.


Było to rok po moich pierwszych publikacjach, kiedy dzisiaj czytam swoje stare teksty, to widzę, że w zasadzie już wtedy pisałem o Werwolfie, ale jeszcze nie miałem do końca świadomości, o to właśnie tu chodzi...

Dopiero po latach, jak wspominałem tę sytuację, zrozumiałem, że ja wtedy dostałem propozycję zostania takim samym lokajem jak niejaki Graś - miałem pilnować niemieckiej willi w zamian za ...niezajmowanie się polityką.
Już wtedy, kiedy ja o polityce jeszcze pojęcia nie miałem.

I potem ten dziwny zwrot akcji. Nie podziałała łapówka, to trzeba coś innego uszykować. Nie wiedziałem, że jestem taki ważny... 

To się nazywa profilaktyka - nieustannie przeczesują społeczeństwo pod kątem, kto ma jakie pomysły i co z nim teraz zrobić...

Już wtedy miałem być zneutralizowany, ja - nieopierzony szeregowy z kanapowej partii...

 O moich "przygodach" w UPR można by osobną książkę napisać.

Z wielkim wysiłkiem wyrzuciliśmy z partii leśnych dziadków, a potem okazało się, że to młode leśne dziadki wyrzucały starszą zmianę...

Każdy przejaw życia społecznego jest ściśle kontrolowany przez ABW.

A więc wszystko się zgadza z tym, co sobie wtedy myślałem, że to przecież nie możliwe, żeby w kraju były służby specjalne, politycy, jakaś policja, a jednocześnie było źle...

To jest niemożliwe.

No i wszystko się zgadza, jest źle, bo tak to zostało zaplanowane i zrealizowane.

Może sobie PIS być przy władzy - nic to nie zmienia, oni będą szczekać na niemcy, a to i tak nie ma znaczenia - jak pisałem, że trzeba na każdym pomniku poświęconym II WŚ poprawić napisy z "hitlerowców" na "niemców", bo to przyczynek do fałszowania prawdy o "faszystach" - tak teraz PIS likwiduje te pomniki... Fałszują...to znaczy nie - nie fałszują, nie można tak mówić - oni tę historię wymazują, w biały dzień z patriotyzmem na ustach.




Nieodmiennie mnie to zaskakuje.



Kiedy tak sobie obserwują społeczeństwo, widzę, że niektórzy ludzie zachowują się jakby świat do nich należał, ale jak przyjdą do nich jacyś ludzie i pomachają ubecką legitymacją - nagle okazuje się, że są z plasteliny.

Już nie są kimś ważnym, kimś poważnym, kimś kto ma własne zdanie, o które na co dzień gotowi są się bić i udowadniać wszystkim w otoczeniu, że wszystkie rozumy pozjadali - nagle okazuje się, że są z plasteliny...


 A ja myślałem, że mam do czynienia z ludźmi poważnymi..


Coś niesamowitego, jakieś dziwy.

Ktoś do ciebie przychodzi, grozi ci, że cię pobije i ty zmieniasz zdanie - zupełnie jak w szkole podstawowej. Zadziwiające.

I jak łatwo oni się przemieniają. Po co na co dzień udają kogoś innego?? Może sami nie wiedzą kim są, tylko im się wydaje, że są tacy jak w swoich opowieściach?

Tak schizofrenia...

Nie, nie... to się nazywa ELASTYCZNOŚĆ.

A nie plastyczność.

Myślę, że takim ludziom przydałoby się trochę ochłodzić głowę, życie byłoby lepsze bez tego nadymania się i wojen kogutów...


Całe życie chodzili za mną jacyś ludzie i co rusz usiłowali mi dowodzić, kim to oni nie są. Od lat "zlewam" temat, a oni i tak nieustannie walczą o to bym miał o nich takie, a taki zdanie...

cdn


rzychodził jakiś handlowiec i opowiadał jakieś dziwne rzeczy...

----------


Potrzeba jednej osoby. Musisz znaleźć co najmniej 8 osób.
Każde z nich kolejne 10 i znowu 12....

Te osoby muszą szukać możliwości. Te 12 na końcu, bo te wcześniejsze, to tak za bardzo będą pod obstrzałem...

Ja muszę przyjść na gotowe. Inaczej się nie da. No nie da się inaczej. Nawet ciężko o tym nie-pisać. Takie to trudne. Mam tylko kilka godzin, max dwa dni, zanim mnie ubiegną. To jak mam coś zorganizować? Męczy mnie to, bo przecież ja wiem najwięcej i najlepiej. Ja to powinienem robić. Niby łatwo, bo nie ma innej rady jak przyjść na gotowe, ale mówię, męczy mnie to, bo potrzeba być tak zorientowanym jak ja i jednocześnie całym się zaangażować w, jak by nie było, cudzą sprawę. A owoce dopiero po wszystkim nadejdą...



 .


Nagroda 1 mld euro






- P O S Z U K I W A N Y -


J A C E K   P A J A C


NAGRODA


1 MLD euro
(tysiąc milionów)




Przewidziano nagrodę, za doprowadzenie do schwytania, publicznego procesu i ukarania herszta niemieckich band sabotujących – Jacka Pajaca, ukrywającego się w Warszawie, prawdopodobnie przy ulicy Rakowieckiej.



Zarzuty:

przestępstwa o charakterze zbrodni przeciw ludzkości: kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą o charakterze mafijnym, zlecanie morderstw na wielką skalę, rabunek na wielką skalę, oszustwa na wielką skalę.

Ponadto:



NAGRODA


500 MLD euro
(500 tysięcy milionów)



za identyfikację, doprowadzenie do zatrzymania, publicznego procesu, ukarania usunięcia z terenu Europy band sabotujących oraz zorganizowanej grupy przestępczej kierowanej przez Jacka Pajaca - wg wskazań piszącego te słowa - dokonujących przestępstw o charakterze zbrodni przeciw ludzkości, w tym: morderstw na wielką skalę, oszustw na wielką skalę, sabotażu na wielką skalę.


Nagroda wypłacana będzie w transzach po 25 mld euro rocznie.

Ponadto:
przewidziano CAŁKOWITY zwrot kosztów poniesionych nakładów, wypłacany w kwocie nie większej niż 25 mld euro rocznie.

Ze względu na wyjątkową trudność sprawy oraz zjadliwy charakter band sabotujących, poleca się stosować środki ochrony osobistej – ciężki sprzęt ochronny, psy – także psy tropiące, a także śmigłowce tropiące.





Przewiduje się, że po nagrodę mogą sięgnąć tylko niektóre wybrane podmioty, możliwe jest również współudział i partycypowanie w części nagrody innych podmiotów po późniejszym uzgodnieniu.

Uwaga!

W uzupełnieniu - wraz z rozpoczęciem działań należy równolegle zniwelować zaplecze band sabotujących dokładnie według wskazań piszącego te słowa.





*Jacek Pajac - nieznana z nazwiska persona nazywana przez ABW "Jackiem", a przeze mnie - pajacem.





Tekst został usunięty z portalu Neon24.pl bez słowa wyjaśnienia....






.

Krew drogą do długowiczności.






Na tle tzw. mordów rytualnych

Wykonałem transkrypcję filmu prezentowanego w telewizji Planete.


Polecam wnikliwej uwadze.







18 października 2016 21:26

Transkrypcja - Express Planete +
odcinek 1
Emisja: 18 października 2016 o godzinie 14:45 na kanale Planete +

Relacja z Festiwalu Przemiany „Pokusa Nieśmiertelności”.

Nagranie ma ok. 5 i pół minuty. W nawiasach czas trwania wypowiedzi.

Wielkimi literami oznaczyłem szczególnie zastanawiający fragment, ale należy zwrócić uwagę na całość kompozycji......


Lektor:

[…]
Żyjemy coraz dłużej. Demografowie szacują, że średnia długość życia będzie nieprzerwanie wzrastać. Czy dłuższe życie oznacza lepsze życie? Na te pytania odpowiadali uczestnicy Festiwalu Przemiany „Pokusa Nieśmiertelności” w Centrum Nauki Kopernik.

dr Joanna Jeśman SWPS (23 sekundy):
00: 17 - 00:40

Nieśmiertelność traktujemy trochę dosłownie, trochę metaforycznie. Dosłownie dlatego, że mówimy o medycynie przyszłości, mówimy o tym, jakie biotechnologie będą się rozwijać, w jakim kierunku będzie się rozwijała nauka. A metaforycznie dlatego, że mówimy też na przykład o nieśmiertelności takiej jak ekologiczny pochówek na przykład, czyli to, że ta nasza materia może się jeszcze do czegoś później przydać.

Lektor:

Pokusa nieśmiertelności towarzyszy ludziom od tysiącleci, gwałtowny rozwój inżynierii genetycznej
i biomedycyny zmienia wyobrażenia na temat opieki zdrowotnej i naszej własnej starości. Jak co roku, Festiwal Przemiany zainicjował debatę, gdzie przedstawiono poglądy naukowców oparte o najnowsze badania. Dyskutowano o realnych szansach na przedłużenie życia do ponad 100 lat.

prof. Ewa Sikora Instytut Biologii Doświadczalnej PAN (50 sekund):
01:02 - 01:52

Pomimo to właśnie, że dzieje się bardzo dużo, bardzo dużo już wiemy na temat mechanizmów starzenia i długowieczności, to jednak do wynalezienia, albo odkrycie eliksiru młodości jest jeszcze bardzo bardzo daleka droga. Najważniejsze jest to, jaki jest styl naszego życia. Badania wskazują na to, że powinniśmy jak najbardziej prawidłowo się odżywiać, to znaczy broń Boże przejadać, jeść jak najwięcej warzyw, które zawierają naturalne związki, roślinne, ważna jest umiarkowana aktywność fizyczna, oraz aktywność socjalna jest niezwykle ważna, byśmy długo i z sukcesem spotykali się z naszymi znajomymi i z naszymi najbliższymi. Jeżeli będziemy prowadzić właściwy styl życia, możemy sprawić to, że komfort starzenia znacznie się podniesie, będziemy zdrowsi i dożyjemy być może nawet 100 lat.

Lektor:

Częścią debaty były także rozważania filozoficzne, wiążące się z hipotetyczną możliwością życia nieśmiertelnego..

prof Paweł Łuków Instytut Filozofii UW (20 sekund):

01:59 - 02:19

Główną rzeczą, którą chciałbym przekazać, tak jak mój tytuł mówi: deadline, to znaczy, że sam fakt iż mamy pewne terminy, których musimy dotrzymać, nawet jeśli dokładnie nie wiemy kiedy one upływają sprawia, sprawia że nasze życie nabiera sensu i wartości i traktujemy nasze sprawy poważnie, że powagi nabiera to co robimy, a ….... całe życie nabiera znaczenia.

Lektor:
Express Planete + odwiedził wystawę Przemiany „Pokusa Nieśmiertelności”, gdzie swoje prace prezentowali twórcy zainspirowani pojęciem życia śmierci i przyjrzą się projektowi Save Suecide.

Karolina Żyniewicz - Save Suecide artystka( 1 minuta):

02:31 – 03:31 Cięte – można wychwycić cięcia i montaż wywiadu z większej całości

Na tej wystawie mam okazję prezentować fazę wstępną realizacji mojego projektu Save Suecide, czyli projektu, który tak naprawdę jest taką formą bezpiecznego samobójstwa, .[..]na poziomie takim komórkowym molekularnym. Projekt jest realizowany od kilku miesięcy. Komórki co ciekawe, hoduję, unieśmiertelniam za pomocą wirusa Epszteina – Baar, a potem intencjonalnie stosuję różne metody tortur, że tak powiem, które będą prowadziły do, do ich zgonu. Jest to dokumentowane na zasadzie obserwacji mikroskopowych wykonywania zdjęć makro, które potem przenoszę do portretów funeralnych, takiej nagrobkowej fotografii polskiej. Każde z tych zdjęć jest sygnowane moją datą urodzin i datą śmierci komórek, więc tych śmierci jest bardzo dużo. Chciałam właśnie pokazać, że te współczesne technologie biotechnologie pozwalają na dużo różnych eksperymentów, które wcześniej nie były możliwe.

Lektor:
Wystawa była także próbą zrozumienia fenomenu marzeń o nieśmiertelności i skonfrontowania się z tabu pogrzebu.

Raol Bretzel - Capsula Mundi projektant (tłumacz angielskiego: 51 sekund)

03:39 - 04:20

Poprzez prezentację Kapsuła Mundi, chcielibyśmy, aby ludzie pomyśleli o śmierci w nieco inny sposób, aby nie postrzegali tego jako końcowego momentu, ale raczej jako możliwość powrotu do biologicznego cyklu życia, do odrodzenia. Trumna ta zrobiona jest z biodegradowalnego materiał, sadzi się je jak nasiono w ziemi, z którego później wyrasta drzewo. Rosnące drzewo to symbol dalszej egzystencji. W naszym zamyśle rodzina i przyjaciele mogą zatroszczyć się o to drzewo wspominając zmarłego. Chcielibyśmy, aby cmentarze z kamiennymi nagrobkami, mogły zamienić się w życiodajny las. To odważne działanie, rozprawiające się z tabu tradycyjnego pochówku.

Lektor:
Gdzie leżą granice ? udoskonalania człowieka.
(znak zapytania w środku zdania oznacza, że wypowiedź ta to jakby w połowie pytanie, w połowie stwierdzenie albo podtytuł)

Express Planete + odwiedził redakcję Newsweek Polska.

Dorota Romanowska Newsweek Polska (47 sekund):
4:27 – 5:14

Naukowcy mówią o tym, żeby grzebać w genach i zmieniać dużo bardziej, każdą naszą komórkę odmładzać i coraz śmielej im to wychodzi.(mówienie im wychodzi? a jeśli nie chodzi o mówienie, to o CO? Co w ogóle znaczy „śmielej”?- przypis MS)
Jednym z takich pomysłów, które teraz mają, to jest to, żeby przetaczać krew. BRAĆ KREW MŁOODEGO ORGANIZMU - NA RAZIE NIE WIEMY CO TO ZNACZY, EE , i tą naszą starą zużytą ze starymi słabo działającymi komórkami wyrzucać i w ją w jej miejsce wtaczać młodą, pełną energii i życiodajnych płynów, ale to na razie udało u myszy i teraz jest pytanie jak tę procedurę zastosować u ludzi.
Pomysł jest taki, żeby w tej krwi znaleźć te życiodajne składniki, te odmładzające substancje, które sprawią, że my również będziemy mieć lepszą pamięć i będziemy w lepszej kondycji. Może to się uda.

 I to mówi jakaś Romanowska z niemieckiej gazety. Kto to w ogóle jest? Skąd ona takie rzeczy wie?

Na ilustracji - pobieranie krwi młodego organizmu w dawnych wiekach.






środa, 26 października 2016
Holland nieśmiertelna?

Holland: Kaczyński? Starszy, nieszczęśliwy pan, którego biologia załatwi

Opublikowane 2016/05/14 w Wiadomości z Polski 
Podczas spotkania na Przystanku Woodstock w 2014 roku, ks. Lemański (proboszcz w Jasienicy, zawieszony w pełnieniu czynności kapłańskich) zapytany o opinię o hierarchów kościelnych, odpowiedział, że „Biskupi się nie zmienią. Powiem brzydko. Muszą wymrzeć”.

Jego słowa sparafrazował Marek Magierowski, wtedy dziennikarz, obecnie dyrektor Biura Prasowego Kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej. Napisał:
Czubaszek i Środa się nie zmienią. Powiem brzydko: muszą wymrzeć
Starego tweeta wyciągnął Borys Budka (PO), pozbawiając go kontekstu i sugerując, że Magierowski życzył śmierci m.in. Marii Czubaszek.
Co zrobiłby salon, gdyby poniższe słowa wypowiedziała nie Agnieszka Holland, ale ktoś związany z prawicą w Polsce? Znana reżyser w programie Tomasza Lisa mówiła o Jarosławie Kaczyńskim jako starszym, nieszczęśliwym panu, którego załatwi biologia. Oto cały cytat:
Ci ludzie, którzy biorą udział w demonstracjach KOD-u wygrają. Kaczyński jest jednym starszym panem i to nieszczęśliwym, o bardzo trudnym charakterze i biografii. I on przegra, pytanie tylko, ile szkód narobi. Kaczyński nie może wygrać, biologia go załatwi, a po nim nie widać jakiegoś specjalnie wzmożenia w tej formacji.
Zabawnym faktem jest również to, że Holland jest od Kaczyńskiego… pół roku starsza.



Pierwszy przeszczep głowy już w 2017 roku

Aktualizacja: 22.09.2016, 17:19   Piotr Kościelniak

Testy na zwierzętach dowodzą, że przeszczepienie głowy jest możliwe – przekonuje włoski chirurg, który za rok przeprowadzi taką operację na żywym człowieku.
Gdy w 2013 roku Sergio Canavero ogłaszał, że zamierza wykonać transplantację głowy, potraktowano go jak wariata. Ale włoski lekarz znalazł partnerów gotowych uczestniczyć w tym przedsięwzięciu. I – co najważniejsze – ma ochotnika: pacjenta nieobawiającego się ryzyka. W 2015 roku poinformował, że data zabiegu jest już wyznaczona. Operacja odbędzie się w grudniu 2017 roku.
Zabieg transplantacji głowy człowieka (choć powinno się raczej mówić o przeszczepieniu całego ciała, bo posiadacz głowy jest biorcą) to coś, czego nikt jeszcze nie wykonał. Próbowano przeszczepiać głowy zwierzętom, ale te testy nawet przy dużej dawce dobrej woli trudno uznać za zakończone powodzeniem. Zwierzęta żyły krótko i nie odzyskiwały kontroli nad resztą – nowego – ciała. Problemem jest ponowne złączenie rdzenia kręgowego, wzdłuż którego płyną impulsy z mózgu.

Klej dla nerwów

Ale Canavero przekonuje, że znalazł na to sposób. W „Surgical Neurology International" ukazał się właśnie cykl artykułów Canavero oraz jego współpracowników z USA i Korei Płd. opisujących obiecujące eksperymenty ze zwierzętami – myszami, szczurami i psem. Wszystkie mają wspólny mianownik – wykorzystanie tzw. glikolu polietylenowego (PEG). Ma on działać jak klej dla komórek nerwowych – umożliwia ich ponowne połączenie po przerwaniu w wyniku wypadku lub operacji. Chirurdzy są bowiem przekonani, że z takimi drobiazgami jak połączenie układów oddechowego, krwionośnego, pokarmowego; z mięśniami, ścięgnami i skórą poradzą sobie bez problemu. Kłopot – ich zdaniem – stanowi rdzeń kręgowy. Bez jego połączenia biorca (czyli głowa) nie będzie mógł kierować ciałem.
C-Yoon Kim z Uniwersytetu Konkuk w Seulu, ściśle współpracujący z Canavero, wykonał eksperyment z 16 myszami. Wszystkim przeciął rdzeń kręgowy – to odpowiednik odcięcia głowy. Połowie zaaplikował PEG w miejscu rozcięcia, a połowie obojętny roztwór soli fizjologicznej. Po miesiącu pięć spośród ośmiu leczonych myszy odzyskało zdolność słabych ruchów kończyn. Trzy padły, podobnie jak wszystkie w grupie kontrolnej.
Kolejny eksperyment przeprowadzono na dziesięciu szczurach. Tym razem Koreańczycy wykorzystali amerykański wynalazek: PEG wzbogacony o grafenowe nanowłókna. W założeniu mają one ułatwić przesyłanie sygnałów elektrycznych.
Grafenowe wstążki to pomysł zespołu Jamesa Toura z Uniwersytetu Rice. – Moją motywacją jest chęć naprawienia rdzenia kręgowego – mówi magazynowi „New Scientist" Tour. – Ale jeśli ktoś pracuje nad przeszczepem głowy, to na pewno też czegoś takiego będzie potrzebował.
Szczurom też przerwano rdzenie kręgowe – połowa dostała PEG z grafenem, połowa obojętny roztwór. Po dwóch dniach jeden ze szczurów zaczął poruszać łapkami. Po tygodniu sam stał, ale miał problemy z zachowaniem równowagi, po dwóch tygodniach miał już sam chodzić, stawać na tylnych łapkach i jeść.
Co z resztą? Tu zaczynają się problemy. Niezidentyfikowana powódź zalała laboratorium, zabijając cztery poddane leczeniu szczury. Padły też wszystkie zwierzęta z grupy kontrolnej.

Szarlatan

Wreszcie ostatni eksperyment. Koreańczycy przecięli rdzeń kręgowy psa. Ale nie cały, lecz „w 90 procentach" – jak opisują w „Surgical Neurology International". Dzięki klejowi PEG zaaplikowanemu w miejscu urazu pies po trzech dniach zaczął ruszać łapami. Po dwóch tygodniach mógł ruszać przednimi, ale tylne, sparaliżowane, ciągnął za sobą. W trzecim tygodniu sam stanął. Koreańczycy twierdzą, że pies był później w stanie łapać przedmioty i machać ogonem. W tym badaniu nie było grupy kontrolnej.
To przypomina wcześniejszy eksperyment Canavero i jego współpracowników – z transplantacją głowy małpy. Zwierzę żyło tylko 20 minut po operacji, co nie przeszkodziło chirurgom obwieścić światu sukcesu.
Naukowcy komentujący wysiłki Canavero i jego koreańskich kolegów nie pozostawiają na nich suchej nitki. Zapytany o to przez „New Scientist" Arthur Caplan, etyk z Uniwersytetu Nowego Jorku, mówi, że próba wykonania transplantacji głowy człowieka jest przedwczesna. Te badania świadczą, że są jakieś trzy, cztery lata od naprawiania rdzenia kręgowego u ludzi. A to oznacza siedem lub osiem lat od próby przeszczepienia głowy" – mówi Caplan.
Podobnie uważa neurolog Jerry Silver z Case Western Reserve University. – Sprawa z psem to nie badanie, ale opis konkretnego przypadku. Jeśli nie ma grupy kontrolnej, to niewiele można powiedzieć. Twierdzą, że przecięli 90 proc. rdzenia, ale zamiast dowodów pokazali jakieś okropne zdjęcia – mówi Silver. To samo dotyczy innego eksperymentu Koreańczyków. – W takich artykułach nie pisze się, że cztery z pięciu szczurów utonęły. Zaczyna się jeszcze raz z większą grupą – oburza się naukowiec.

Marzenie ściętej głowy

Nie mniejsze kontrowersje dotyczą innych współpracowników Sergia Canavero. Zabieg ma być przeprowadzony nie w jednej z renomowanych klinik, lecz w Wietnamsko-niemieckim Szpitalu w Hanoi. Pomagać będzie prawdopodobnie Xiaoping Ren, chiński chirurg, który chwali się, że odciął i przyszył głowy już 1000 myszom. Żadna nie przeżyła dłużej niż kilka minut.
Nawet najgorętsza krytyka nie zniechęci jednak pacjenta. To 31-letni Rosjanin Walerij Spirydonow. Cierpi na rzadką chorobę genetyczną, postać rdzeniowego zaniku mięśni – tzw. zespół Werdniga-Hoffmana. Objawia się ona zaburzeniem przekazywania impulsów z centralnego układu nerwowego do mięśni. Z czasem mięśnie obumierają, utrudniając nie tylko poruszanie się, ale nawet przełykanie i oddychanie. Na chorobę nie ma lekarstwa, a większość pacjentów nie dożywa wieku Spirydonowa.
  • Jedyne, co odczuwam, to przyjemną niecierpliwość. Tak jakbym przez całe życie przygotowywał się do czegoś ważnego w moim życiu, a teraz to się zaczyna dziać – mówił niedawno pacjent.
 
 



sobota, 22 października 2016
Aborcja?


Od roku, a może to już dwa lata, przetacza się przez media fala propagandy aborcyjnej pod hasłem: "mam prawo do decydowania o swoim brzuchu - mój brzuch, moja sprawa". Hasło w ten deseń lansują głownie tzw. feministki.

Najbardziej zastanawiające w tym wszystkim jest fakt, że nikt - ani dyskutanci, ani eksperci, ani dziennikarze, nie podnoszą tematu - "tu nie chodzi o brzuch, tylko o dziecko w brzuchu - dziecko, które zostało poczęte przez mężczyznę - dlaczego feministki odmawiają mężczyźnie prawa do decydowania o życiu JEGO dziecka??".

Czy feministki rozmnażają się przez pączkowanie? Przez podział - jak ameba? Na pewno nie. Omijanie mężczyzny w decyzji o życiu JEGO dziecka jest co najmniej szowinistyczne - no, ale może feministki są szowinistyczne, Pani Welmann na przykład reklamuje i poleca przebijać mężczyznom opony w samochodzie... bo tak.

Niedawno widziałem dyskusję dziennikarzy na ten temat i Pospieszalski już wydawało się, że powie to co ja powyżej - niestety, został błyskawicznie "zmoderowany" przez Karnowskiego. Dopiero kilka dni później usłyszałem te słowa od Terlikowskiego (a powiedział to dość nieśmiało) - w rozmowie z Wandą Nowicką, na co ona natychmiast zaprzestała dyskutować, odwołując się do innych spraw, zmieniając temat...

Tezę "mój brzuch moja sprawa" można obalić w 3 minuty - a mimo to, temat dyskutowany jest miesiącami.

Dlaczego?

Dlatego, że sprawa jest nadana z ramienia służb - nakazano środowisku sprawę aborcji sprowadzić do prawa kobiety do brzucha i zapewniono krzyczących to hasło, że w mediach nikt im tego nie obali.

Zapewniono po prostu osłonę agenturalną w mediach dla propagandy aborcyjnej reklamowanej pod hasłem "mój brzuch moja sprawa". Tak się sprawy mają.
Z tego wynikają dwie rzeczy - redaktorzy w mediach posłusznie wykonują polecenia służb - bez wyjątku, służbom zależy na wprowadzeniu aborcji pod każdym nawet głupim pozorem.

Dlaczego nie możemy zgadzać się na aborcję i musimy pozwalać na cierpienie ludzkie?
Ponieważ aborcja to tylko pierwszy krok w długofalowej polityce struktur niejawnej władzy. Jeżeli padnie obrona życia poczętego, w następnej kolejności - za 50 albo za 100 lat, na przykład, pojawią się jakieś feministki, albo inni krzykacze, którzy będą się domagać eutanazji na ludziach z zespołem downa, albo na wózku - "bo są nieładni, bo cierpią" albo z jakiegoś innego "powodu".

I wtedy powiedzą - skoro możemy zabijać nienarodzonych, bo tak się nam podoba, to dlaczego nie mamy prawa decydować o życiu niepełnosprawnych na wózku?
Wtedy przeciwnicy zabijania powiedzą - jak to, przecież płód to nie człowiek, a tu mamy na wózku człowieka?
I co wtedy powiedzą feministki? COŚ PAN, GŁUPI? Przecież to oczywiste, że płód, zarodek czy zygota to jest człowiek! Skoro wolno nam decydować o życiu człowieka w stadium embrionalnym, dlaczego by nie zabijać cierpiących na wózku, bez serca pan jest?

Tak to jest zaplanowane. Przypominam Machiavellego


Znalazłem taki komentarz u Machiavellego: "lecz dzięki sile i DŁUGOTRWAŁOŚCI cesarstwa pamięć o nich zanikła, a wówczas Rzymianie POCZULI SIĘ PEWNIE JAKO POSIADACZE.. 
Na tej zasadzie - zapominania w skutek wymierania pokoleń oparta jest cała metoda podbijania państw - i zmieniania społeczeństw. Tak min. powstała Ukraina i Prusy, a także POLSKA a także prawdopodobnie - Germania.... Bowiem lektura niektórych kronik sugeruje, że Germanie o byli Słowianie...

Wtedy też będzie można bez przeszkód legalnie brać krew młodego organizmu na skalę masową.


środa, 8 lutego 2017

Diabły



"To zniewolenie, dręczenie, które przypomina bicie. Bóle przychodzą nagle, są niezrozumiałe dla lekarzy. Inni mają niepojętego pecha. Czasami diabeł psuje każdą dobrą relację z ludźmi. Ale najgorsze są nocne zwidy - postaci stojące przy łóżku lub nakazujące samobójstwo."

Ksiądz jak najbardziej ma rację, ale do tego nie potrzeba "duchów" - te "duchy" to po prostu satanistyczna niemiecka 5 kolumna z ABW na czele, która niczym duch infiltruje internety, telefony, a potem mieszkania, pod nieobecność właścicieli dosypuje truciznę do jedzenia, środki wywołujące bóle brzucha, a także amnezję, parkinsona, aldzhaimera, raka, psuje samochody, urządzenia techniczne, zatruwa wodę, robi samobójstwa niewygodnym ludziom itd itd... 

W historii te "duchy" podszywały się pod wiele narodów, zaś czynią tak, ponieważ jest to samo sedno ich niedorozwiniętej psychiki - złośliwe psocenie się, dręczenie ludzi, psucie relacji między nimi, niszczenie tego co wartościowe i piękne, okaleczanie psychiczne i fizyczne, mordowanie, wojny - sprawia im zadowolenie.
Swym zachowaniem przypominają 6-cio 8-mio, a może 10-letnie dzieci, które nie umieją ocenić co jest dobrem, a co złem. Takie bezrozumne dziecko łapie motyla, obrywa mu skrzydła i odczuwa silną satysfakcję ze swej władzy nad tym stworzeniem, z pasją obserwuje nieporadne ruchy okaleczonego zwierzęcia, cieszy je to. Pastwienie się nad ludźmi to dla nich silna podnieta - sprawia im radość. 

Złość, zawiść, nienawiść, a przede wszystkim: złośliwość i wyszydzanie - to są ich cechy kardynalne. To są właśnie diabły...

Słowo diabeł podobno pochodzi z greki i oznacza oszczercę. Czyli kłamcę - a do czego służą media??

WAŻNE! Dlaczego szatan częściej atakuje 30-latków?


 Autor książki "Egzorcyzmy a moce ciemności", emerytowany egzorcysta ks. Jan Szymborski wyjaśnił swego czasu w rozmowie z jednym z polskich tabloidów, dlaczego szatan częściej niż innych kusi i atakuje tzw. 30-latków. Warto przypomnieć tę rozmowę, z faktu, że nadal nasila się demoniczny atak na ludzi w tym wieku.
 
Ks. Jan Szymborski uleczył 30 opętanych i aż 3 tysiące dręczonych. W rozmowie z "Super Expressem" egzorcysta mówił o dość nowym zagrożeniu demonicznym, jakie czyha na ludzi w Internecie - zwłaszcza na mężczyzn w sile wieku. - Dziś łatwo o opętanie, bo przez Internet czy telewizję otaczają nas obrazy zła, a widząc zło, przyciągamy je do siebie - tłumaczy ksiądz Jan Szymborski.

I dalej: - Nie boję się Szatana, nigdy się go nie bałem". I wyjaśnił różnicę między demonami które mogą opętać człowieka a tzw. zjawami, które męczą ludzi: - Tych pierwszych jest niewiele, drugich bardzo dużo - mówi egzorcysta. Jego zdaniem, najbardziej narażeni na opętanie są ludzie po 30. roku życia. - Jest to związane z ich emocjami - twierdzi duchowny. Po prostu ludzie w pewnym wieku są bardziej otwarci na zło niż młodzież. A zło przychodzi do nas wszystkimi możliwymi drogami. Wykorzystuje też nowinki techniczne, np. Internet. Pozostając długo w sieci, narażamy się najbardziej.
- A opętanie to nic przyjemnego - dowodzi egzorcysta. To zniewolenie, dręczenie, które przypomina bicie. Bóle przychodzą nagle, są niezrozumiałe dla lekarzy. Inni mają niepojętego pecha. Czasami diabeł psuje każdą dobrą relację z ludźmi. Ale najgorsze są nocne zwidy - postaci stojące przy łóżku lub nakazujące samobójstwo.

(indukowanie snów - jeśli w krótkim okresie czasu bardzo dużo grasz w szachy, a wcześnie nigdy lub rzadko,  to potem w nocy śnią ci się szachy... skoro jest to możliwe, więc być może istnieją metody wpływania na sen "od zewnątrz" i indukowanie osoby śpiącej odpowiednio spreparowanym snem, tak, abywykorzystać jej przeświadczenie, że sny są jakoby prorocze itym sposobem wpłynąć na jej zachowanie, postępowanie)

Ksiądz zdradził również, że jego najmłodszym "pacjentem" było ... 4-letnie dziecko przyniesione przez rodziców. Budziło się w nocy, widziało postaci. Na szczęście modlitwy egzorcysty pomogły. - Do egzorcyzmu nie potrzeba żadnych przedmiotów, wystarczy władza przekazana przez Kościół. Najpierw następuje modlitwa błagalna do Boga, potem zaczyna się wydawanie rozkazów Szatanowi. Zdarza się, że opętani zaczynają mówić wtedy cudzym głosem i w nieznanym języku. A dzieci bluźnią, mówią jak dorośli.
Mocne to ale jakże prawdziwe!
 
Autor: df     Źródło: se.pl  21:32 7 lutego 2017



Genetyk: Metody takie jak in vitro mogą zabić całą populację



Tak długo będą się zabawiać w Stwórcę, że wyhodują ludzi bez uczuć, bez zdolności do odróżniania dobra od zła, czerpiących przyjemność z zadawania innym cierpienia, psychicznego dręczenia i zabijania.

Może diabły nie mają rogów...


 11:00 3 maja 2017
- Wyniki analiz komputerowych są przerażające. Pokazują, że metody zwiększające częstość mutacji, takie jak in vitro, mogą zabić całą populację, nawet jeśli stosuje się je u jednego czy dwóch procent osobników (...) Zwiększenie częstości mutacji prowadzi w końcu do osiągnięcia wartości krytycznej. A wówczas populacja ginie - powiedział w rozmowie z "Plus minus" prof. Stanisław Cebrat, genetyk, kierownik Zakładu Genomiki Uniwersytetu Wrocławskiego.

- Wyniki analiz komputerowych są przerażające. Pokazują, że metody zwiększające częstość mutacji, takie jak in vitro, mogą zabić całą populację, nawet jeśli stosuje się je u jednego czy dwóch procent osobników. Załóżmy, że z in vitro rodzi się kobieta z wieloma defektami recesywnymi, których nie widać. W życiu spotyka mężczyznę poczętego co prawda naturalnie, ale też nie bez wadliwych genów, bo każdy z nas ma ich kilka. W jej przypadku jednak prawdopodobieństwo, że którychś z nich zetknie się z innym z pary również uszkodzonym i ujawni się defekt, jest większe. Bo ma ich więcej. Zwiększenie częstości mutacji prowadzi w końcu do osiągnięcia wartości krytycznej. A wówczas populacja ginie - powiedział w "Plus minus" prof. Stanisław Cebrat.

Pytany o to, czy nie jest tak, że niektórzy po prostu nie powinni mieć dzieci, genetyk odpowiedział: - Tak uważam. Jeśli natura postawiła takie bariery, nie powinniśmy ich łamać. Nasza wiedza ciągle jest skromna i nie jesteśmy w stanie przewidzieć skutków zmian w naturalnych regułach gry.

Genetyk przytacza również wyniki badań, w których porównywano zarodek poczęty naturalnie i zarodek z probówki. - Robiono je na zwierzętach (…) [zarodki] różniły się od siebie aktywnością 2,5 tysiąca genów. Aż trudno uwierzyć, że z zarodka po in vitro może rozwinąć się normalny organizm – powiedział prof. Cebrat. Podkreślił, ze fakt, że dzieci z in vitro rodzą się normalne naukowiec wskazał na niewiarygodne możliwości organizmu i zaznaczył, że jeśli warunki zapłodnienia są zmienione na sztuczne, „nie potrafimy przewidzieć wielu rzeczy”. - Przy naszej raczkującej jeszcze wiedzy in vitro przypomina bardziej sztukę niż naukę – dodał naukowiec.






Źródło zdjęć: internet
https://pl.wikipedia.org/wiki/Oskar%C5%BCenia_o_mord_rytualny_wzgl%C4%99dem_%C5%BByd%C3%B3w
http://www.planeteplus.pl/dokument-express-planeteplus_45915
http://niezlomni.com/holland-o-kaczynskim-biologia-go-zalatwi/
Polecam wątek: http://argo.neon24.pl/post/130052,wojna a także
http://werwolfcompl.blogspot.com/p/blog-page_2.html albo:
http://werwolfcompl.blogspot.com/p/i.html

 http://malydziennik.pl/wazne-dlaczego-szatan-czesciej-atakuje-30-latkow,2425.html
rp.pl
 http://telewizjarepublika.pl/genetyk-metody-takie-jak-in-vitro-moga-zabic-cala-populacje,47999.htm
 https://www.google.pl/search?q=mars+attacks+heads&client=firefox-b&dcr=0&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ved=0ahUKEwiZiLvwvPTWAhVLVRoKHVHiD0MQ_AUICigB&biw=1280&bih=654#imgrc=RgpSXHNuek8cdM:

Źródło: https://maciejsynak.blogspot.com/





Czipowanie w dawnych wiekach



Z etnografii przemysłu manipulacji



A dzis historia z czarami w tle.

W 1688 r odbyła się w Żywcu egzekucja zbójnika - niejakiego Wojciecha Miczka ze Słotwiny. Musiał być znany w okolicy, gdyż na jego egzekucję "czterzy kacia z Cieszyna przybyli". Nie dość tego, zbójnik parał się też czarami i wszedł w pakt z diabłem.

"Będąc na torturach, do niczego się przyznać nie chciał i stryczki się na nim targały, aż opatrzywszy go, charakter nad łopatką lewą, w ciele zaprawiony i zarośniony jemu naleźli, to jest jakąś kosteczkę, po czym przyznał się".

Charakter, jak pisze Bystroń, to znamię, które diabeł pozostawiał na ciele osoby która weszła z nim w pakt. Stąd ludzi z takim znamieniem zwano charakternikami. Charakternicy mieli być odporni na ból, kule czy broń sieczną. Podobnie miało być w przypadku Wojciecha Miczka. Dopiero odnalezienie diabelskiego "charakteru" złamało czar.


Po tym gdy Wojciech się przyznał do rozboju dokonano widowiskowej egzekucji:

"Na placu tedy ścinając go, jeden klęczącemu za włosy trzymał głowę, a drugi ściął. W tym ciało na ziem upadło, a on głowy nie dopuszczając na ziemię, dotrzymał i w ręce głowę za włosy trzymając. Ale za ten figiel złotych 60 od głowy wzięli, coby kat oświęcimski złotych 10 kontentowałby się"







Źródło:
Projekt chłop/ fb  1 października 2017
internet






.

niedziela, 4 czerwca 2017

Diabły króliki



No rabbits - only robbers... rob-bits, rab-bits..rabbits... But in true - devils. One of phase of lie about devils. Devils looks like human, but they gonna lie future generations, so they think of describe and paintings rabbits.... Devils on the paintigs have a two faces (other on teh stomach) - because is't a symbol of two-faced "people". Now people thinking, the devils have horn and hooves. It's not true - devils live beetwen as - they planned wars and hate beetwen as....you think "a bad man", but....Devils are not a spirits. They like as, but it's looks they are like another rase... Now you know, from what place come racism...

siege rabbits
Pontifical of Renaud de Bar, France ca. 1303-1316 (Cambridge, Fitzwilliam Museum, MS 298, fol. 41r)

Discarding Images






upload.wikimedia.org
upload.wikimedia.org









 
 
 
 
 Homosexual King Julian as a symbol of two-sex Bahomet - look at the throne - the same figure with breasts.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


And his soldiers...